-mhm...to dobrze. Nie wiem czy będzie takich zajęć więcej...ale ciesze się ze się podobało.-uśmiechnął sie pijąc swoją czekoladę.-bardzo sje stresowlem...myślalem ze I'm się nie spodoba...
-to nie tak ze lubie tylko...trochę mnie to bawi za każdym razem tak do mnie mówisz. No bo spotykamy się i w ogóle...i to zabawne kiedy mówisz do mnie 'profesorze'.-wyjaśnił I ucałował go w policzek.
Jun ze smakiem zjadł pralinke po czym musnal uzna Ryu swoimi. -na uczelni jak chcesz. To też nie tak ze nie lubię jak mówisz do mnie 'profesorze'. Jest ok Ryu wiec się nie naburmuszaj.
-to po prostu nowe...ze zwracasz się do mnie tak oficjalnie kiedy nigdy tego nie robiłeś.-wyjaśnił wzruszając ramionami. Dopił czekoladę i przesiadł się na wózek.
-mhm...ok.-Jun skinął głową. -ok. Wiec razem się przejdziemy.-zgodził się Kei i usiadł za kółkiem. -serio? Wiesz...trochę mnie zastanawia czemu aż tak długo nic nie wysłali.-wzruszył ramionami. W końcu w Japonii wyniki były dość szybko.
-dobrze kochanie. Kei się tobą zaopiekuje.-pogłaskał go po włosach.-kończę dzisiaj wcześniej wiec szybciej będę w domu. Potrzebujesz czegoś?-spytał. Nie był już na wózku wiec swobodnie mógł prowadzić samochód.
-wiem Ryu...wiem ze się boisz i wiem ze nie chcesz. Ja tez wolałbym tego uniknąć. Ale kiedy leżysz w łóżku cały obolaly to już nie są żarty. Lepiej zadzwonić i się dowiedzieć niż ciągle czekać. Musimy wiedzieć w czym problem żeby Ci pomóc.
-ok. Napisz do Juna żeby po zajęciach przyjechał do szpitala. Mówili juz co jest nie tak?-spytal Kei jeszcze nie pozwalając mu wstawać. Leki musiały na dobre zacząć działać.
-mhm...czyli będzie dobrze. Jesteśmy sobie w stanie z tym poradzić.-pogłaskał brata po włosach.-ok potem napiszesz.A że szpitala momówili coś czemu wcześniej nie zadzwonili?
-ale będzie dobrze aryu. Wiem ze nie lubisz chemii...i w pełni to rozumiem. Ale po tym będzie lepiej.-zmierzwil mu włoski.-a ja I Jun będziemy przy tobie-dodał.-a teraz weźmiemy wózek i pojedziemy do szpitala.
-ale mogę. To żaden problem Ryu. To normalne że zostaje kiedy mój brat jest w potrzebie. Poza tym...żona by mnie do domu nie wpuścił jakby się dowiedziała ze wyjechałem kiedy ty leżysz w szpitalu.-zazartowal na koniec i popchal wózek w stronę windy.-zostane.
-Ryu...praca akurat się nie przejmuj. Odrabiam przecież większość tutaj. A jeśli chodzi o moją córkę...to jasne ze za nią tęsknię. Ale o ciebie martwe się bardziej. Zostane tutaj z tobą.-powiedział włączając guzik w windzie.
Jun akurat wsiadal do samochodu. Westchnął ciężko i odpisał. 'Jasne skarbie. Potem opowiesz mi co się stało.' Napisał strasznie się o niego martwiąc. Pojechał do sklepu po mus czekoladowy i bita śmietanę potem jeszcze do ichłopaka mieszkania po swoją bluzę i z tym pojechał do szpitala. Szybko odnalazł odpowiednią sale i wszedł z lekkim uśmiechem -hej skarbie...
-ostatni rok jak zwykle.-wywrocil oczyma odpowiadając tym na wzmiankę ok podrywie. Ucałował go w policzek I pogłaskał po nim.-a lekarze co mówili?-spytał kładąc na stoliku mus czekoladowy.-juz ci lepiej?
-oj...nie trzeba. Kei pewnie zaraz wróci i będzie nas szukał. Lepiej tutaj się potulmy po prostu.-powiedział I zaraz wyjął z torby nowy numer gazetki.-to tez ci przynioslem.
-rozprzestrzenia się na nowo...znaczy da się temu jakoś zapobiec? Znowu chemia?-spygal nadal wpatrując się w wyniki badań. Na prawdę się o niego martwił.
-tego się tak po prostu nie wybiera Kei.-Jun wywrocil oczyma.-ja rozumiem ze juz zawsze będzie chory. Słabsze dni i w oogóle. Ale...ale już było trochę lepiej...wiec czemu znowu jest aż taki spadek?-popatrzył na niego.
-to super. W ten sposób nie będziesz miał zaległości. To na prawdę fajny pomysł.-Jun uśmiechnął sie do niego.-na moich zajęciach tez tak będziesz? Czy chcesz prywatne wykłady?
-Nie przeszkadza. Sam to zaproponowałem. Chociaż wolałbym cie odwiedzać jako twój chłopak a nie nauczyciel.-przyznał szczerze. Wziął łyk herbaty i uśmiechnął się do niego.-a co ze spotkaniami z Chrisem?
Jun poszedł do niego po obiedzie. Zabrał laptopa z prezentacją i poszedł so szpitala. Szybko odnalazł jego sale. -hej skarbie. Jak minął dzień?-spytał z uśmiechem.
[Uwaga, to jest mój czwarty komentarz. Najpierw te same pytania co wcześniej: - Jak tam Ci się podoba moje Miasto? - Mieszkasz w akademiku czy gdzieś na pokoju? - Idziesz jutro na inaugurację? - Zdenerwowana? ]
Ryu starał się jak mógł i przez trzy tygodnie normalnie uczęszczał na skypowe zajęcia. Dopiero potem podupadł na zdrowiu na tyle by nie mieć sił tego robić. Ale nawet wówczas starał się w chwilach lepszych nadrabiać zaległości. W środę postanowił nawet zrobić Junowi niespodziankę i kiedy wiedział, że ten ma przyjść zszedł na dół, wspierając się na kroplówce. Miał na sobie niebieski sweter i czarne spodnie dresowe. Ten wyczyn zajął mu dobre 20 minut, ale nie przejmował się. Przycupnął na krześle w poczekalni i kiedy zobaczył wchodzącego Juna wstał i pokiwał do niego ruszając powoli w jego stronę. - Hejka - przywitał się z nim, szczerząc się radośnie i nieco drżąc z zimna, które Jun wpuścił do szpitala. - Pójdziesz ze mną na gorącą czekoladę? Prooszę - poprosił go zaraz. - Wiesz na co mam taką ogromną ochotę? Na zupę miso... brakuje mi tu japońskich smaków - przyznał szczerze
-mhm...no to super. ALe czemu teraz wózka nie wziąłeś? Może cię poniose?-zaproponował zmartwiony. Nie chciał żeby chłopak się męczył.-ale na spacer na pewno pójdziemy. To dobry pomysł.
-ok skarbie...pogadam z nim. No bo na święta miał przyjechać Keiichiro i Koki, prawda? No i do Kanady raczej się nie wybierzemy. Będą święta w naszym mieszkanku.
-ja tez dawno nie piłem.-uśmiechnął sie. Był na prawdę szczęśliwy mogąc tak z nim spędzić czas.-nie ważne jak kochanie...jestem szczęśliwy będąc z tobą.
[już zdążyłam się dowiedzieć XD powiem ci ze ja na razie sama nie ogarniam...no poza zwrotami grzecznościowymi które się słyszy w każdej animie i w każdej dramie XD]
-poniosę mój skarbie.-zapewnił go i wstał biorąc go na ręce.-tylko trzymaj kroplówkę.
-u mnie dobrze skarbie. Na zajęciach jest spokojnie i nie ma większych problemów.-powiedział z uśmiechem.-tylko jedna profesorka do mnie zarywa.-wywrócił oczyma.
-a...no...-zamyślił się.-tak po prostu.-wzruszył ramionami.-robi maślane oczy, przynosi niby domowe słodycze a ostatnio zaczęła ubierać bluzki z dekoltem.-wzruszył ramionami.
-Naoki!?-mężczyzna zerwał się z fotela.-jak to nie wygląda za dobrze?-spytał zaraz.-sorry...na razie musicie dać sobie radę beze mnie. Yasu przejmujesz dowodzenie.-powiedział tylko i wyszedł. Od razu podszedł do fotela na którym siedział chłopak.-Nao-chan...co się stało?-spytał nieźle zaskoczony i zmartwiony.-Kto ci to zrobił?-spytał z lekko słyszalną złością w głosie.-albo nie...potem mi powiesz. Najpierw powinniśmy cię zawieźć do szpitala...
-mhm...mozemy tak jeść.-zgodził się.-skarbie...to nie jest źle. Tylko wiesz...ty musisz podrywać mnie inaczej i na swój sposób. Nie tak jak kobiety.-powiedział nie bardzo wiedząc jak mu to wyjaśnić.
-nie przeszkadzasz. Już cichutko. Nic teraz nie mów.-poprosił niosąc go do samochodu. Posadził go na przednim fotelu a sam usiadł za kierownicą od razu ruszając.
-musisz sam odkryć swój sposób...tak sądzę. No i...ty mi się podobasz. Masz do dyspozycji całego siebie skarbie.-pogłaskał go po włosach.
-wiem kochanie...już wchodzimy do lekarza.-powiedział biorąc go na ręce i zanosząc do sali.-Zaraz wszystko będzie dobrze.-zapewnił go kiedy weszli do gabinetu.
-no właśnie ich też nie.-wzruszył ramionami. No więc na prawdę nie wiem jak miałbym ci pomóc. Po prostu musisz popróbować wielu rzeczy. Popytaj może przyjaciela?-zaproponował nadal go trochę głaszcząc.
Hiroki zaraz przysunął się bliżej niego. -leż spokojnie. I to ja powinienem spytać. Lekarz cię opatrzył. Ale powiedz mi jak to się stało że jesteś taki ranny. Kto ci to zrobił?
-oj...popytaj Keiichiego albo Kokiego. Ja nie wiem.-westchnął i ucałował go w czółko.-Będę czekał na to co wymyślisz.
-jasne że możesz kochanie.-zapewnił go.-twój ojciec? Powinienem zacząć go szukać i go aresztować?-spytał bo przecież chłopak nie wniósł oficjalnego pozwu.-Nao-chan...możesz do mnie dzwonić jeśli coś ci się stanie. Dzwoń od razu.
-jakiego makijażu? Niby po co?-spytał zaskoczony.-Przecież to jest zupełnie nie potrzebne. Po prostu...pomyśl o tym co może mi się spodobać...
-Naoki...Ja myslę że trzeba coś zrobić zanim twój ojciec zrobi ci większą krzywdę.-powiedział szczerze zmartwiony.-Ale nic nie mogę zrobić bez twojej zgody.
-odpowiedź jest prosta. Ty mnie podniecasz.-uśmiechnął się lekko.-dlatego mówię że masz pole do popisu.
-ech...wiem że masz rację ale ciężko mi się z tym pogodzić. Nic ci nie będzie. Rany powinny się szybko zagoić. Gdyby coś było to by cię zatrzymali w szpitalu. A tak powiedzieli że mozesz wracać do domu.-ucałował go w czółko.-Martwię się ze coś ci się stanie jak mnie przy tobie nie będzie.
Yuji podniósł wzrok żeby spojrzeć na nauczyciela. -dzień dobry.-skłonił się delikatnie.-Tak po prostu...Kazuo wyszedł ze szpitala ale jest bardzo słaby więc jeszcze musi być w domu. Po prostu mi smutno że nadal jest osłabiony. I...pewnie nie będzie mógł wrócić na boisko.
-No to idziemy dobrze się bawić skarbie.-uśmiechnął się do chłopaka i sięgnął po jego kurtkę i szal.-ubierz się. Jeśli mamy dłużej pospacerować to musisz być ciepło ubrany.-pokazał mu język.
-oj jasne że możesz ze mną pomieszkać głuptasku. To przecież żaden problem. Nie masz teraz zwierzyńca tylko dwa psiaki więc nie będzie problemu.-zapewnił go.-no i nie marudź. Tylko jutro zostanę na noc bo mamy poważną sprawę. Morderstwo praktycznie bez śladów. Na razie reszta przegląda CCTV.
-Kazuo nie chce na studia. Cały czas to powtarza...-mruknął jeszcze smutniej.-ja wiem że odzyska siły...no bo już jest o wiele lepiej niż było. Ale...ale tak mi smutno kiedy on jest taki osłabiony sensei...
-dobrze dobrze skarbie.-powiedział i zaczął fo powoli pchać w stronę windy.-więc zrobimy sobie mały spacerek po parku...a potem może zajdziemy do kawiarenki? Raczej wątpię że będziesz chciał tak zaraz wracać do szpitala a i ja chętnie spędzę z tobą czas-uśmiechnął się.
-przyjdę jak rozwiążemy sprawę. A wtedy wierzę że będzie na mnie czekał pyszny posiłek.-ucałował go.
-jest małe prawdopodobieństwo że go przyjmą skoro nie jest z żadnego znanego na tym polu liceum.-westchnął.-staram się sensei...na prawdę.
-ok kochanie. Może być.-wjechał z nim do windy i wcisnął odpowiedni guziczek.
-nie mam żadnych życzeń. Byle było domowo i smacznie.-powiedział rozbierając się do bokserek i wskakując do łóżka.-a teraz idziemy spać. Jutro muszę wcześnie być w pracy.
-ech...to na prawdę nie takie łatwe sensei.-wywrócił oczyma chłopak.
Jun ukucnął z boku i objął chłopaka ramieniem. Po zdjęciu ucałował go w policzek i wstał. -kiedy tylko chcesz możemy sobie robić zdjęcia.-zapewnił go.
Hiroki wciągnął tylko na siebie dres i zamknął drzwi od sypialni coby nie budzić Naokiego niepotrzebnie. Kiedy Yasu wziął go na stronę pokręcił tylko głową. -nikogo. Mam związane ręce i rozumiem że nasza interwencja mogłaby tylko pogorszyć. Więc...na razie zajmujemy się tym cholernym morderstwem.
-mou..ale ja nie chcę sensei. -wywrócił oczyma chłopak.-Poza tym...dopiero co wygrałem turniej kendo...mógłby sensei mi tego kozła odpuścić.-mruknął patrząc ze strachem na sprzęt.
-mhm masz rację.-zgodził się po czym oddał mu aparat. Rozejrzał się i poprowadził go w stronę polanki gdzie leżały liście.
-właśnie nie mogę Yasu...bo to jego ojciec.-mruknął cicho.-raczej nic nie powinno. Ale cicho żeby mógł spać.-dodał zaraz przeglądając papiery.-mi też możesz zrobić kawę.
-Nie będzie lepiej. Poza tym jak się boję sensei. I zdecydowanie jestem przeciwny...-mruknął trochę drżąc ze strachu.
-no mozemy kochanie,-zgodził się prowadząc wózek do ławek. Zatrzymał się przy jednej i usiadł.-chwilę mozemy tutaj posiedzieć.
-i tylko dyle powiedziało wam CCTV? A jakieś odciski palców? Cokolwiek? Ślady krwi pod paznokciami ofiary...no nie wiem. Przecież coś musi być.-westchnął cały czas przeglądając zdjęcia i dokumenty.
-Ale po co sensei?-spytał patrząc na niego uważnie.
-mhm...ja też się ciesze kochanie. Zawsze to taka mała zmiana otoczenia.-uśmiechnął się.-chwilę posiedzimy, potem pójdziemy nad to jeziorko a potem do jakiejś kawiarni.
-czyli mamy tyle co nic. Sprawdźcie go w bazie danych szpitala. może tam coś będzie. Ale już.-polecił zaraz.-a na podstawie tego co wiemy...sprawdźmy czy ofiara znała jakiegoś 30-40 letniego mężczyznę z 170 wzrostu.
-trenuję kendo sensei. Mam dużo sportu. I to po treningach kendo czuję się lepiej.
-oj...będzie miso. Spokojna głowa.-zapewnił go i ucałował go w dłoń.-Zawsze. Nigdy nie przestanę. Bardzo mocno cię kocham. Bardzo.
Hiroki zerknął na Yasu po czym wstał i wziął chłopaka na ręce. -jesteś cały rozpalony...zaraz dam ci coś na zbicie gorączki.-zapewnił go najpierw zanosząc go do sypialni.
-ja ciebie też skarbie. Mocno.-przytulił go jeszcze mocniej.-Mhm...możemy iść.-dodał sadzając go na wózek.-na co masz ochotę?
-nie przeszkadzasz i nigdzie nie idziesz. Zostajesz tutaj a ja mogę się tobą zająć.-podał mu lek na zbicie temperatury i lek przeciwbólowy.-Lekarz mówił że głowa może cię jeszcze boleć...więc spokojnie. Niedługo na pewno przejdzie.
-ja ciebie też skarbie. Mocno.-przytulił go jeszcze mocniej.-Mhm...możemy iść.-dodał sadzając go na wózek.-na co masz ochotę?
-nie przeszkadzasz i nigdzie nie idziesz. Zostajesz tutaj a ja mogę się tobą zająć.-podał mu lek na zbicie temperatury i lek przeciwbólowy.-Lekarz mówił że głowa może cię jeszcze boleć...więc spokojnie. Niedługo na pewno przejdzie.
-mhm...-kiedy dotarli do cukierni usiedli przy stoliku a Jun złożył zamówienie. Chłopakowi wziął to o co ten prosił a sobie wziął torcik czekoladowy i herbatę.
-Myślę ze powinienes.-powiedział i wyszedł zaraz wracajac z herbatą.-gdybyś czegokolwiek potrzebował to wołaj albo dzwoń.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-Byłoby...ale to na razie mało prawdopodobne. Może na jakiś inny się wybierzemy.-uśmiechnął się jedząc swój torcik.-fajnie byśmy się razem bawili.
-tylko dla niego, więc zamknąć się i wracać do roboty.-klasnął w dłonie i spojrzał na nich chłodno. Usiadł obok Yasu i znów wziął do rąk zdjęcia z miejsca zbrodni.
-też...a na pewno taki tutaj znajdziemy. Poszukam czegoś i wtedy pójdziemy, ok?-zaproponował z uśmiechem.
-hmmm...dasz radę to zrobić?-spytał patrząc na ich speca od spraw związanych z komputerem. -bez problemu.-chłopak uniósł kciuk do góry.-jednak trochę to zajmie.-powiedział odnajdując odpowiednie zdjęcie w plikach na komputerze.
-pójdziemy.-przytaknął.-Ja ciebie też skarbie. Ja ciebie też.-ucałował go a po chwili kelnerka przyniosła ich zamówienie.
-dobra...to teraz wystarczy wziąć ich wszystkich na przesłuchanie.-powiedział i przeciągnął się lekko.-albo weźcie próbki DNA tej czwórki i porównamy je z próbką DNA naszego mordercy. Tak będzie łatwiej.
-ok, nie ma problemu. Nie chcesz to nie idziemy.-zaśmiał się.-a ja teatru nawet nie proponowałem.-dodał i ucałował go w policzek.
Hiroki obudził się godzinkę po nim. Jeszcze lekko zaspany chciał ubrać swój dresik a kiedy zaskoczony zauważył jego zniknięcie poszedł do salonu w samych bokserkach. -hej kochanie...lepiej się już czujesz.
-cóż..w takim razie takie spacerki są ok kochanie. Lubię je i na razie niczego więcej mi nie potrzeba.-zapewnił go wesoło.-Wystarczy mi to że jestem przy tobie.
-w takim razie zaraz wracaj do łóżka. Zrobię śniadanie i lepiej jak to wyleżysz. No i dostaniesz coś przeciwbólowego żebyś się nie męczył.
-mhm...mój kochany.-uśmiechnął się lekko. Pech jednak chciał że akurat w cukierni był również Mark (chyba...tak myślę że tak miał na imię...), który do nich poszedł. -Więc to na pewno tylko przyjaciel twojego brata, Ryu?-spytał uśmiechając się wesoło.
-pójdę zrobić śniadanie.-zdecydował Hiroki i poszedł do kuchni.
-spokojna twoja rozczochrana. Twój sekret jest bezpieczny. I twój też profesorze.-powiedział gestem zamykając usta na kluczyk.-Poza tym to pewnie nie jest tak że zaczęliście spotykać się tutaj.-wzruszył ramionami.-po prostu Ryu...nie dajcie się nikomu tak przyłapać.
-jajecznicę.-odpowiedział i już wziął się do roboty.
-Będę, będę. Wiec wracaj szybko na zajęcia. Zaczynają dawać coraz ciekawsze tematy.-wyszczerzył się do niego.-słyszałem nawet że twój facet ma nas zabrać do kostnicy i do pracowni na specjalne zdjęcia.
-oj...nie masz za co mnie przepraszać. Tak po prostu wyszło i tyle.
-a ze niby kiedy mam was zabrać?-spytał zaskoczony Jun. -no...nasz nauczyciel fotografii miał cię o tym poinformować...-Mark zaśmiał się wesoło.-więc pewnie powie ci to jutro.-machnął ręką.
Hiroki wrócił szybko do pokoju i postawił na stoliku dwa parujące talerze jajecznicy.-smacznego kochanie.-ucałował go w policzek i zabrał się za jedzenie.
-no a ty miałeś nie jedną okazję.-zaśmiał sie Jun i zmierzwił mu włosy. -dostaniesz relacji i kilka dodatkowych zdjęć.-puścił mu oczko i zaśmiał się wesoło.
-no właśnie widzę...i przez to ja nie miałem co na siebie włożyć.-wywrócił oczyma i wziął łyk herbaty.
-całkiem spora część trzeba przyznać...-dodał Jun.-Z zawodu jestem balsamistą. Pierwszy raz uczę.-dodał.-no i masz odpowiedź jak się poznaliśmy.-dopowiedział jeszcze i wziął łyk herbaty.
-oj...ja zrobię kochanie. Następnym razem ty zrobisz. Na razie odpoczywaj a ja się wszystkim zajmę.
Jun wywrócił tylko oczyma a Mark skinął głową. -W ogóle Ryu...dziewczyny z naszego roku są bardzo szczęśliwe że to z twoim facetem idziemy do tej kostnicy. Już planują mdleć żeby je niósł albo się nimi zajął.-zaśmiał sie.
-spokojnie. Zostaniesz tutaj i zamkniesz sie na klucz...i nikomu nie będziesz otwierał.
[w sumie dobrze ^^ jest cicho i nawet nie ma kolejek do łazienki XD]
-mhm...w takim razie lepiej już wracajmy do szpitala. Posiedzę jeszcze przy tobie.-pogłaskał go po włosach i posadził go na wózku. Okrył go dokładnie kocem i poszedł jeszcze zapłacić.
-cieszę się że ci smakowało.-powiedział i skończył jeść.
Jun akurat wszedł do sali i szybko zareagował. Pobiegł do łóżka chłopaka i wcisnął za niego czerwony guzik. -Już...leż spokojnie lekarz zaraz będzie.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-no cóż...ale za złego glinę robię ja.-wzruszył ramionami i objął go delikatnie.-no...może kiedyś.
-mhm...już dobrze. Leż spokojnie a lekarz zaraz tutaj będzie. da ci coś przeciwbólowego.-powiedział okrywając go kołdrą.-będzie dobrze skarbie. Wiem że boli ale wytrzymaj jeszcze chwilę.-dodał cicho.
-może może...-zaśmiał się i pocałował go namiętnie.-będę się już zbierał.
Jun skinął głową I złapał Ryu za dłoń. -za chwile będzie lepiej...-powtórzył głaszczac go po policzku. Postanowił przy nim zostać.
-ja ciebie tez kocham. Ale muszę iść do pracy.-uśmiechnął sie przyciskajac dłonie do policzków chłopaka czym zmusil go do wypuszczenia powietrza.-postaram się szybko wrócić. Obiecuje.
-no przecież wiem...ale się martwię i nic ni możesz z tym zrobić skarbie. Tak już po prostu jest.-ucałował go w czółko.-schował ci miso do szafki, ok?
-ech...dobra przywiozę ci je.-wywrocil oczyma I szybko pojechał po psiaki. Najpierw dał im jeść potem dał im chwile pobiegać a następnie zawiózł je do swojego mieszkania. Następnie pojechał prosto do miasta na przesluchnie. Nie zajęło im to długo bo dość szybko uzyskali zeznania. Po mniej niż godzinie był w domu.
-spokojnie jest w torbie utrzymującej temperaturę wiec jak trochę poczekasz to nic się nie stanie.-zapewnił go.-moje? Pomagałem Keiowi przy robieniu miso dla mojego ukochanego. I przyszedłem cie odwiedzić. Po prostu ciesze się kiedy cię odwiedzam. Nawet jeśli się martwię. Poza tym dzisiaj miałem fajne zajęcia z twoją grupa i wszyscy chwalili twoje zdjęcia.-uśmiechnął sie lekko.-I miałem fajny sen.-dodał na koniec.-a twoje kochanie?
-jasne kochanie.-Jun podstawil bliżej wózek i wziął chłopaka na ręce. Posadził go na wózku i cały czas uważając na kroplówke zawiózł go do łazienki.
-no dobrze...pewnie jakbyś grzecznie leżał to byłoby jeszcze lepiej. Ale dziękuję za naleśniki. Zjem ze smakiem.-ucałował go w policzek I zabrał się za jedzenie.
Jun pogłaskał go lekko po policzku. -czyli mimo wszystko miałeś mily dzień. To dobrze. No i jutro będzie lepiej.-powiedział z lekkim usmiechem.-wiec jutro spotkalbys sie z Markiem. A na swieta wyjdziesz i spotkamy sie z Kokim i Keiichiro.
-nie miałem.-zaśmiał się.-co..jak jeszcze chodziłem do szkoły to jak wracałem z treningów to mama mi robila pyszne obiado kolacje.-dodal I szybko zjadł żeby wziąć go na kolana i mocno przytulic.
-dobrze. Wiec pojutrze dostaniesz czekoladę i buziaka. A na razie tylko buziaka.-powiedział całując go delikatnie w usta.-a o czym rozmawiales z Markiem? Nikomu o nas nie wygada?
-juz dobrze...juz dobrze. Ja ciebie tez bardzo kocham.-powiedział mocno go tulac. Zaraz odsunął go od siebie troszeczkę żeby go pocałować.
-w takim razie ja również się ciesze. To fajnie ze masz takiego przyjaciela. Tak długo jak nasz mały sekret jest bezpieczny to dobrze.-znów go delikatnie ucałował.-zaproś go kiedy już wyjdziesz ze szpitala.
-hmmm...myślę że tak. Sądzę że spacerek to może być dobry pomysł.-powiedział z uśmiechem.
-mhm...nawet nie wiesz jak się cieszę skarbie.-powiedział z uśmiechem.-ok, poczytam.-zgodził się biorąc książkę i zaczynając czytać.
-mhm...ja też to lubię, wiesz? Lubię z tobą być.-uśmiechnął się lekko i musnął jego usta.-tak po prostu jestem z tobą szczęśliwy. A mój zespół stwierdził że koniecznie muszą ci zrobić jakiś super prezent na urodziny.
Jun siedział przy nim jeszcze dłuższą chwilę. Martwił się o swojego chłopaka i chciał żeby ten już wrócił do domu. Lubił go tak mieć przy sobie, blisko.
-wiesz...stwierdzili że rozmroziłeś moje serce. I polubili cię z miejsca więc...przez najbliższe dwa miesiące będą mnie wypytywać co lubisz.-zaśmiał się.-A Yasu już zaczął im odpowiadać : 'Jak to co lubi? Pewnie seks z Hirokim. Co tu się dużo zastanawiać.'-zacytował wywracając oczyma.
Jun akurat wracał z zajęć i o mały włos znów nie spowodował wypadku. Gwałtownie skręcił w stronę szpitala i przyspieszył szybko dojeżdżając na miejsce. Wyskoczył z samochodu i pobiegł prosto do sali chłopaka. Nie zwracał uwagi na krzyczące pielęgniarki. To nie miało dla niego większego znaczenia. Kiedy stanął już w drzwiach sali wziął głęboki wdech i podszedł spokojnie do łóżka chłopaka. Pokazał mu się i odsunął kawałek żeby nie przeszkadzać lekarzom.
-oj...ale widzieli cię też wcześniej przecież.-zaśmiał się cicho.-ma czy nie ma...niech sami wymyślą ci prezent. Ja im nic nie będę mówił.
Jun złapał go łagodnie za rękę. -Już dobrze. Bedzie dobrze więc daj lekarzom działać.-poprosił cicho. Pogłaskał go po dłoni i zaraz łagodnie założył mu maskę tlenową i przytrzymał żeby się nie szamotał.-jestem tutaj.-powiedział spokojnie chociaż w środku strasznie się denerwował.
Jun bez słowa położył się przy nim i delikatnie objął. -Już dobrze...już dobrze.-powiedział dopiero po dłuższej chwili.-już dobrze skarbie. jestem przy tobie.-powiedział głaszcząc go łagodnie po policzku.
Hiroki skinął głową i wstał. Przeciągnął się lekko i od razu poszedł ubrać buty.
-dobrze zostanę...i nie ukrywam że mnie wystraszyłeś. Nigdy więcej nie mów że umierasz...-poprosił nadal łagodnie głaszcząc go po policzku.-no i...nie mów za wiele...po prostu idź spać.
-mhm...no i robi się coraz chłodniej.-powiedział biorąc głęboki wdech.-ale jest przyjemnie.
Jun od razu jedną założył bo chciał jeszcze chwilę przy Ryu posiedzieć. -Zaraz pojadę...nie mam dzisiaj zajęć więc mogę chwilę jeszcze zostać.-poinformował chłopaka.-powiedzieć Keiowi zeby cię odwiedził?
-no nie wiem...a co jak twój braciszek jeszcze zdradzi gdzie ja mieszkam i dopiero się narobi? Ale nie polecam...jestem gliną.-powiedział zerknął na Naokiego.-jeśli chcesz może wpaść. Jeśli nie to nie.
-nie ma za co kochanie. Wiem że pewnie sam bardzo się bałeś.-powiedział uśmiechając się do niego bardzo delikatnie.-Ale na pewno będzie wszystko dobrze. W końcu mamy tyle rzeczy do zrobienia razem.
-no dobrze więc idziemy.-Hiroki zawołał pieski a potem ruszył w stronę swojego mieszkania cały czas trzymając rękę Naokiego.
-potulę. Troche mogę cię potulić. Ale tylko trochę bo pewnie ci nie wygodnie tak ze mną razem na takim małym łóżku.-powiedział kładąc się okok i delikatnie obejmując chłopaka.
Hiroki skinął głową na potwierdzenie słów Naokiego i objął go delikatnie ramieniem kiedy ten usiadł obok.
-źle...jest bardzo słaby i wczoraj miał kryzys.-westchnął.-prosił żebyś wieczorem przyszedł tylko ty.-powiedział siadając na fotelu.-bał się...i mnie też nieźle wystraszył...
-dobrze, nie przeszkadza mi to.-pogłaskał go po włosach. Kiedy chłopak usnął Hiroki skierował wzrok na Shu.-nie sądzisz że jako jego starszy brat coś powinieneś wcześniej zrobić z waszym ojcem?
-na prawdę się wystraszyłem. Zadzwonil mówiąc ze umiera...Kei on na prawdę się boi.-Zacisnąl dłonie na kolanach.-wiem ze jest silny...ale boję się że w końcu tej siły mu zabraknie...
Hiroki pokręcił głową. Nie uznawał takich marnych wytłumaczen. -jesteś jego starszym bratem, mimo wszystko powinieneś coś zrobić. Może waszego nie znam...ale znam wiele przypadków. I nie chce żeby Nao-chan skończył tak samo jak tamci.-powiedzial patrzac na chlopaka.-nic nie zaprzepascil. Szuka tego co chce robić w życiu.
-mhm...ale myślę że Ryu tez czuje się trochę niepewnie...wiesz to nie jego szpital i nie jego lekarze. Rzucał się dzisiaj na łóżku tak ze nie mogli mu nawet nałożyć maski tlenowej.-powiedział smutno i wziął łyk herbaty.
-nie wiem jak wyglądał wcześniej ale teraz oboje jesteśmy szczęśliwi.-powiedział zaraz podnosząc wzrok na starszego z braci.-tez mu mówiłem ale on się boi. I sam powinieneś to wiedzieć. Mówiłem ze możemy poprowadzić śledztwo i załatwić to raz dwa...ale on uparcie mówi ze nie chce...
-cóż...myślę że tak. I jak zostaniesz na noc to tez pomoże.-powiedział zaraz wstając po jedną ze swoich bluz.-zanies mu...dawno nie była w praniu wiec przesiaknela moim zapachem.
-ech... a nie można tego załatwić inaczej? Pogadac z waszym ojcem? Czemu tak się uwzial na Naokim?
-ciesze się ze smakowało.-powiedział tuląc go do siebie.-dzisiaj tez mam coś dla ciebie. Razem z Junem zrobiliśmy dla ciebie sajgonki.-powiedział z uśmiechem.-mam tez jego bluzę wiec będzie dobrze Ryu.
-wiec tylko ty masz spokoj?-spytał lekko unosząc brwi.-wiec nie ma żadnego powodu dla którego Naoki jest maltretowany?
-dzisiaj zostane. Wiec lez spokojnie.-poprosił okrywajac brata kołdrą.-zjesz kiedy będziesz chciał. Nie ma pośpiechu.-zapewnił go jeszcze.
Hiroki pokręcił głową z dezqpropata. -nie tak powinien zachować się starszy brat.-powiedział wzdychajac ciężko.-zwłaszcza ze on tym wzzystkim chciał zwrócić na siebie wasza uwagę. I jako starszy brat powinieneś mu pomóc a nie pogarszac. Teraz juz jest lepiej z tym alkoholem ale nadal nie jest łatwo...-po klaskac Naokiego po włosach.
-spokojnie braciszku...nawet jakbym chciał to nie mogę bo moja żonka stwierdziła że jak jesteś chory w szpitalu to nawet mam nie myśleć o powrocie do domu.-uśmiechnął się.-o Juna się aż tak nie martw.
-słyszałem że ostatnio było jeszcze gorzej. Coś trzeba zrobić bo następnego razu...-urwał na moment.-następnego razu może nie przeżyć.-powiedział w końcu.
-cóż...na pewno chciałbym wrócić na święta więc się kuruj.-uśmiechnął się do brata.
-nie wiesz na pewno. Przecież już raz prawie go zabił. Może go bić tak długo że nawet nie zauważy że go zabija. To dość częste.-mruknął chłodno. Przytulił Naokiego kiedy ten usiadł.-Możemy zamówić. Na jaką masz ochotę?-spytał już łagodnie.
-Wiem Ryu, nie mam ci niczego za złe.-zapewnił go i okrył go bardziej.-Może lepiej nie? Zabiorę ci tylko miejsce i będzie ci niewygodnie.
Hiroki skinął głową i odprowadził go do drzwi. -Przemyśl to jeszcze raz...i zastanów się czy na prawdę niczego nie można zrobić. Jesteś po części winny, jakby nie patrzeć.-powiedział jeszcze.
-mhm...fajnie że masz tutaj takiego przyjaciela.-powiedział szczerze szczęśliwy.-ale to musi być niezłe utrapienie ciągle utrzymywać w sekrecie związek z Junem. Nie możesz nikogo zaprosić do mieszkania ani nic...
-wszystko gra głuptasie. Nie ma się co martwić.-zmierzwił mu włosy i ucałował.-cieszę się że się spotkaliśmy i teraz możemy być razem.
-mhm...więc pilnuj tego sekretu.-powiedział uśmiechając się lekko. Cieszył się że jego młodszy braciszek się ciszy.-Ryu...jeśli się źle czujesz to mów. Wyjdę z łóżka i będziesz się mógł swobodnie położyć.
-dobrze. Taki plan może być ale na razie poczekajmy na pizze.
-dobrze...juz dobrze Ryu.-Kei przytulił go do siebie.-Jun jest szczęśliwy i bardzo cie kocha. Musisz o tym pamiętać Ryu.-dodał spokojnie.-wiem ze bolało.zdaje sobie z tego sprawę...ale będzie dobrze.
-mi też się podoba.-zgodził się Hiroki. Oddał pocałunek I odsunął się od niego dopiero kiedy usłyszal dzwonek do drzwi.-no tak...wyczucie ludzi od pizzy.-mruknął wstając.
Kei obudził się mimo wszystko jeszcze przed przyjściem lekarzy. -Ryu? Spokojnie.-powiedział zaraz zaczynając sprawdzać jego stan.
-hmmm...myślę że mogę spróbować. Ale jak trochę odzyskasz siły bo wiem że jesteś osłabiony.-powiedział z lekkim uśmiechem.-więc na razie zjedzmy pizze.
Kei zaczął zajmować się bratem. Prosił lekarzy żeby podawali mu niektóre żeby a kiedy się sprzeciwili i chcieli go wyprosić pokazał im swoją licencję. Kidy było po wszystkim znów usiadł na krześle.
[minęły w miarę spokojnie. Hiraganę już umiem ale jako że katakanę nadal cię uczę to mi się mieszają ;^; ale myślę że im częściej będę ich używała tym łatwiej mi wejdą w nawyk ^^]
Jun objął go delikatnie. -hej Ryu-chan.-powiedział chwilę tylko go tak tuląc. -hmmm myślę że na chwilę możesz zejść. Wyglądasz o wele lepiej niż wczoraj więc nie powinno być problemu.
-nie zapomnę. I będę uważał, obiecuję.-zapewnił go i pocałował namiętnie.-Nie dam się znów wpakować do szpitala a potem na te głupie terapie.
[poza tym słownictwo...a w pn mam wyjściówkę ;^; w każdy poniedziałek...]
-nie piłuję.-wywrócił oczyma.-po prostu robią się już trudniejsze tematy.-powiedział i ucałował go w policzek.-dzisiaj same wykłady, nic ciekawego.-dodał i pomógł Ryu przenieść się na wózek.
-byłem raz.-burknął nic więcej na ten temat nie mówiąc. Wiedział że Naoki tego nie zrozumie.
-test? Na razie żadnego nie planowałem. Ale jak coś to ci powiem.-obiecał mu i ucałował go lekko w policzek.-na razie zdrowiej i się nie przejmuj moimi zajęciami.
-zapytałem...a jako że zapytałem mój zespół będzie brał w tym udział.-powiedział wywracając oczyma.-no nic...mam tylko nadzieję że akurat nie wypadnie nam żadna ważna sprawa.
-jasne kochanie. A ty poczekasz grzecznie przy stoliku.-powiedział prowadząc wózek w stronę windy.
-poważnie. Będzie o ile coś mi nie wyskoczy. Nie moge przewidzieć czy nagle nie będziemy mieli jakiejś ważnej sprawy. Możliwe że wtedy przyślą kogoś innego.
-oczywiście. ale na razie chodźmy do kawiarenki.-powiedział spokojnie wjeżdżając z wózkiem do windy i wciskając odpowiedni guzik.-Ryu-chan? Na pewno już lepiej się czujesz?
-nie mogą...-mruknął tylko Hiroki i znów go pocałował.-ok, chodźmy z pieskami bo już robi się późno.
-mhm...rozumiem. Mam nadzieję że ataki szybko ci miną...-wyjechał z windy i pojechał prostu do kawiarenki.-przywieźć ci jutro coś smacznego?
-no właśnie w okolicy to tylko my zajmujemy się takimi sprawami. Taki zespół specjalny czy coś. W każdym razie jesteśmy jedyny zespołem śledczym w okolicy więc...-wzruszył ramionami i również ubrał buty.
-to dobrze...cieszę się że ci pomógł. Dzisiaj też zostaje?-spytał wybierając dla nich stolik.-Kiedy masz następne spotkanie z Chrisem? Myślisz że ci to pomaga?
-Nie możemy tak.-wywrócił oczyma i ubrał kurtkę. Założył pieskom smycze i również wyszedł z mieszkania zamykając je na klucz.-wtedy po prostu do was przyjdzie ktoś inny. Wybacz skarbie ale działa to właśnie w ten sposób.
-mhm...rozumiem. Ale do tego czasu jak je miałeś...pomagały ci?-spytał głaszcząc go po policzku. Zaraz wstał żeby złożyć zamówienie a potem wrócił do stolika.
-oj...nawet tak nie mów. Nigdy. Rozumiesz Naoki? Nigdy nawet tak nie mów.-powiedział patrząc na niego.-no i...przecież nie mówię że wszystko będzie odwołane...tylko że przyjdzie ktoś inny. Przecież to żadna różnica.
-hmmmm? No bo...bo to przecież ty będziesz się w końcu lepiej czuł, prawda? Więc to do ciebie należy ten przywilej decydowania co będziemy robić...-powiedział trochę zaskoczony tym pytaniem.
-aha...no tak. Czasem zapominam że mój chłopak to paniczyk z bogatego domu.-zaśmiał się i pokazał mu język.
-um...ale przecież robimy to co ja chcę...znaczy no wiesz część rzeczy po prostu się pokrywa.-powiedział i zaraz przytulił go delikatnie.-przepraszam jeśli ci to przeszkadza.-dodał spokojnie.
-czasem nie widać.-przyznał szczerze. Nie miał powodów żeby kłamać.
-oj...no bo ja nie wiem jak się czujesz...a ja nie chcę żebyś potem się czół niekomfortowo że ja chciałem a ty nie mogłeś.-mruknął mu musnął jego policzek.
-oj no...już paniczku się nie naburmuszaj.-zaśmiał się.
-dobrze kochanie. Jeśli aż tak bardzo nie chcesz. po prostu myślałem że to ok dawać ci wolną rękę i możliwość wyboru.-powiedział wracając do swojego sernika.
-na przykład teraz.-zaśmiał się i zaraz mocno go przytulił.-No już...nie denerwuj się tak. Żartuję tylko...praktycznie wcale nie jesteś paniczkiem.
-to nie jest wymówka. Tylko fakt. Na moje życzenia na prawdę przyjdzie czas. No ale dobrze. Ja coś wybiorę. Tylko potem bez żadnego marudzenia że nie chcesz albo że ci się nie podoba.-pstryknął go w nosek.
-no dobrze wiec jutro.-zaśmiał się i przytulił go. Dłuższą chwilę tak tylko siedział.-bardzo cię kocham, wiesz? I smutno mi trochę kiedy nie ma cię w domu. Nie mam się do kogo przytulać w nocy, nie widzę cię kiedy kładę się spać, ani kiedy rano się budzę. Tęsknie za wspólnymi posiłkami i za siedzeniem na kanapie. Nawet jeśli każdy z nas siedział przy swoim laptopie to byliśmy razem.
-mhm...wiem że się starasz kochanie. I wiem że bardzo chciałbyś wrócić na uczelnię i w ogóle wszystko. Po prostu...chciałem powiedzieć ci o swoich uczuciach i chciałbym żebyś ty mówił mi o swoich. Na prawdę cię cieszę kiedy mogę chociaż na chwilę być blisko ciebie.
-no to mnie nie bij bo się obrażę.-powiedział zaraz go puszczając bo pieski do nich wracały.
-no bo kiedy robi się poważnie to się o ciebie martwię...-powiedział cicho.-przepraszam jeśli aż tak bardzo ci to przeszkadza...ale wiem jaki potrafisz być uparty i nie iść do łóżka nawet jeśli jest ci słabo.
-za co?-spytał unosząc brwi.-nie kochasz mnie takiego jakim jestem? Ze wszystkimi wadami.
-nie wiem...-Jun od razu ukucnął przy wózku i złapał Ryu za rękę.-Ale spokojnie. Jestem tutaj przy tobie więc jest dobrze.-powiedział i zaraz nacisnął guzik wzywający pomocy.
-tak?-uniósł lekko brew i poprawił kurtkę.-To może jednak nie powinienem iść na ten festiwal? Jeszcze uczennice zaczną mnie podrywać. Albo nauczycielki.
-spokojnie. Postaraj się oddychać spokojnie. Zaraz na pewno nas stąd wyjmą.-powiedział zdejmując swoją marynarkę i zakładając ją chłopakowi.-wiem że to niewiele...-dodał cicho.
-a co jak polecą na mnie?-spytał unosząc brwi i obejmując go od tyłu.-nie chcę się wymigać.-zapewnił go zaraz.
-poczekaj jeszcze chwilę...-poprosił czując że jak chłopak mu zemdleje to zacznie panikować. Krzyknął tylko żeby inni wiedzieli że tutaj są i oczekują pomocy.-Już zaraz ktoś nas wyjmie i wszystko będzie dobrze. Obiecuję Ryu...
-ale tak cały czas?-westchnął teatralnie zaraz śmiejąc się cicho. Zaczął iść po schodach do swojego mieszkania.
Jun skinął głową cały czas się trzęsąc. Był przerażony. Oparł się plecami o ścianę. Zanim pójdzie do Ryu chciał się uspokoić. Dodatkowo dobijal go fakt ze nie mógł zaserwowac sobie ulubionej dawki nikotyny. Obiecał jednak chłopakowi ze więcej nie zapali. Wziął kilka głębokich wdechow ale to wcale nie pomagało. Ostatnie czego chciał to stracić swojego ukochanego.
-zrobię herbaty.-zdecydował zdejmując buty i kurtkę. Od razu skierował się do kuchni.
Mężczyzna skinął głową przyjmując to do wiadomości i schował twarz w dłoniach. -to moja wina...gdyby został w łóżku zamiast iść do kawiarni to to by się nie wydarzyło. Wszystko byłoby dobrze...to moja wina...
-rozumiem. Daj pomogę ci.-powiedział widząc ze chłopak sobie średnio radzi.
-to nie chodzi o to czy ktoś mnie wini czy nie wini Kei. To jest moja wina. To po prostu ja. Nie to co robię, albo czego nie robię...chodzi po prostu o to że jestem. To wystarcza. Moja mama...i moi byli...-znów schował twarz w dłoniach.-Nie chcę go stracić. Nie chcę żeby umarł...
Hiroki szybko się z tym uporał i ucałował go w policzek.-mój kochany.
Jun trząsł się zdecydowanie coraz bardziej. -nie rozumiesz...nic nie rozumiesz...-pokręcił przecząco głową. Z trudem dobierał odpowiednie słowa.-nie mówię że cała jego choroba...ale to co się dzieje teraz. Te wszystkie problemy kiedy przecież już było dobrze...-zacisnął dłonie w pieści aż zbielały mu knykcie.-nie mogę...za bardzo go kocham...nie chcę go stracić...nie chcę go ranić...-Jun skulił się w sobie i trząsł się jak podczas swoich pierwszych ataków paniki. Przed oczyma znów widział ojca który obwinia go za śmierć matki.
-postaram się. Ale jakby się przedłużyło to na mnie nie czekaj.
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 401 – 600 z 4687 Nowsze› Najnowsze»-mhm...to dobrze. Nie wiem czy będzie takich zajęć więcej...ale ciesze się ze się podobało.-uśmiechnął sie pijąc swoją czekoladę.-bardzo sje stresowlem...myślalem ze I'm się nie spodoba...
-to nie tak ze lubie tylko...trochę mnie to bawi za każdym razem tak do mnie mówisz. No bo spotykamy się i w ogóle...i to zabawne kiedy mówisz do mnie 'profesorze'.-wyjaśnił I ucałował go w policzek.
Jun ze smakiem zjadł pralinke po czym musnal uzna Ryu swoimi.
-na uczelni jak chcesz. To też nie tak ze nie lubię jak mówisz do mnie 'profesorze'. Jest ok Ryu wiec się nie naburmuszaj.
-to po prostu nowe...ze zwracasz się do mnie tak oficjalnie kiedy nigdy tego nie robiłeś.-wyjaśnił wzruszając ramionami. Dopił czekoladę i przesiadł się na wózek.
-jasne. Chodź na kolana. Usiądźesz I razem poczekamy na Keia.-powiedział klepiac się po udach.
Jun objął chłopaka jak tylko usiadł mu na kolanach. Po jego prośbie przytulił go mocniej.-Kei pewnie zaraz będzie.-powiedział spokojnie.
-mhm rozumiem. Mogę cię tak tulić. Tez to lubię.-powiedzkał z uśmiechem. Musnal jego usta swoimi i przytulił go mocniej.-kocham cie. Tak bardzo mocno.
-Nic się nie stało.-zapewnił go.-Ryu wstawaj.-powiedział puszczając chłopaka.-potrzebujemy czegoś?
-jasne.-Jun przesiadł się z wózka do samochodu.-Kei? Są juz wyniki Ryu?-spytał ciekaw czy są juz jakieś informacje.
-mhm...ok.-Jun skinął głową.
-ok. Wiec razem się przejdziemy.-zgodził się Kei i usiadł za kółkiem.
-serio? Wiesz...trochę mnie zastanawia czemu aż tak długo nic nie wysłali.-wzruszył ramionami. W końcu w Japonii wyniki były dość szybko.
-miejmy nadzieje ze nie wrzuca kochanie. Nawet po tym jak wszystko zaliczysz.-uśmiechnął sie do niego Jun.
Jun tez tylko poszedł wziąć prysznic i od razu padł. Był zmęczonyzwłaszcza zajęciami praktycznymi.
-dobrze kochanie. Kei się tobą zaopiekuje.-pogłaskał go po włosach.-kończę dzisiaj wcześniej wiec szybciej będę w domu. Potrzebujesz czegoś?-spytał. Nie był już na wózku wiec swobodnie mógł prowadzić samochód.
-coś dla ciebie wymyśle.-zapewnił go I ucałował go w czółko.-będę uważał.-obiecał mu jeszcze I wyszedł do pracy.
Kei podał mu leki i usiadł na brzegu łóżka.
-jeszcze nie dzwonili ze szpitala? Może lepiej do nich zadzwonić?
-wiem Ryu...wiem ze się boisz i wiem ze nie chcesz. Ja tez wolałbym tego uniknąć. Ale kiedy leżysz w łóżku cały obolaly to już nie są żarty. Lepiej zadzwonić i się dowiedzieć niż ciągle czekać. Musimy wiedzieć w czym problem żeby Ci pomóc.
-ok. Napisz do Juna żeby po zajęciach przyjechał do szpitala. Mówili juz co jest nie tak?-spytal Kei jeszcze nie pozwalając mu wstawać. Leki musiały na dobre zacząć działać.
-mhm...czyli będzie dobrze. Jesteśmy sobie w stanie z tym poradzić.-pogłaskał brata po włosach.-ok potem napiszesz.A że szpitala momówili coś czemu wcześniej nie zadzwonili?
-ale będzie dobrze aryu. Wiem ze nie lubisz chemii...i w pełni to rozumiem. Ale po tym będzie lepiej.-zmierzwil mu włoski.-a ja I Jun będziemy przy tobie-dodał.-a teraz weźmiemy wózek i pojedziemy do szpitala.
-ale mogę. To żaden problem Ryu. To normalne że zostaje kiedy mój brat jest w potrzebie. Poza tym...żona by mnie do domu nie wpuścił jakby się dowiedziała ze wyjechałem kiedy ty leżysz w szpitalu.-zazartowal na koniec i popchal wózek w stronę windy.-zostane.
-Ryu...praca akurat się nie przejmuj. Odrabiam przecież większość tutaj. A jeśli chodzi o moją córkę...to jasne ze za nią tęsknię. Ale o ciebie martwe się bardziej. Zostane tutaj z tobą.-powiedział włączając guzik w windzie.
Jun akurat wsiadal do samochodu. Westchnął ciężko i odpisał. 'Jasne skarbie. Potem opowiesz mi co się stało.' Napisał strasznie się o niego martwiąc. Pojechał do sklepu po mus czekoladowy i bita śmietanę potem jeszcze do ichłopaka mieszkania po swoją bluzę i z tym pojechał do szpitala. Szybko odnalazł odpowiednią sale i wszedł z lekkim uśmiechem
-hej skarbie...
-ostatni rok jak zwykle.-wywrocil oczyma odpowiadając tym na wzmiankę ok podrywie. Ucałował go w policzek I pogłaskał po nim.-a lekarze co mówili?-spytał kładąc na stoliku mus czekoladowy.-juz ci lepiej?
-kupiłem.-powiedział z lekkim uśmiechem.-ok...skoro są dobre to dobrze. No i Kei zaraz przyjdzie z informacjami.-ucałował go w czółko.
-ok...następnym razem zrobię sam. Tak wyjątkowy.-obiecał mu.
-oj...nie trzeba. Kei pewnie zaraz wróci i będzie nas szukał. Lepiej tutaj się potulmy po prostu.-powiedział I zaraz wyjął z torby nowy numer gazetki.-to tez ci przynioslem.
-Ryu...wszystkiego może nie ale cześć na pewno. Martwie się I chce wiedzieć co dokładnie ci jest.-westchnął.-no i nie mam ochoty na kawę.
Jun westchnął tylko. Tak było zawsze. Pomachal do Keia który wszedł do sali po dłuższej chwili.
-Ryu jest w kawiarence. Co mówili lekarze?
-ale skoro nie są optymistycznej myśli...to jak może nie być najgorzej?-spytał patrząc na wykres.-a co dokładnie jest? Znowu odrzuca przeszczep?
-rozprzestrzenia się na nowo...znaczy da się temu jakoś zapobiec? Znowu chemia?-spygal nadal wpatrując się w wyniki badań. Na prawdę się o niego martwił.
-Ech...czyli znów będzie osłabiony.-westchnął.-Kei? Ja na prawdę chciałbym żeby Ryu juz nie cierpiał. żeby już było dobrze.-mruknął wzdychajac.
-tego się tak po prostu nie wybiera Kei.-Jun wywrocil oczyma.-ja rozumiem ze juz zawsze będzie chory. Słabsze dni i w oogóle. Ale...ale już było trochę lepiej...wiec czemu znowu jest aż taki spadek?-popatrzył na niego.
-Wiec Kei...co my możemy zeobić zeby mu pomóc?-sptal uważnie mu się przyglądając.
-ok...postaram się.-skinął i zdecydował się również iść do kawiarni. Poszedł wiec za Keiem.
-nie chciałem.-zgodził się I usiadł z drugiej strony chłopaka.-ale wezmę sobie herbatę.
-to super. W ten sposób nie będziesz miał zaległości. To na prawdę fajny pomysł.-Jun uśmiechnął sie do niego.-na moich zajęciach tez tak będziesz? Czy chcesz prywatne wykłady?
-Nie przeszkadza. Sam to zaproponowałem. Chociaż wolałbym cie odwiedzać jako twój chłopak a nie nauczyciel.-przyznał szczerze. Wziął łyk herbaty i uśmiechnął się do niego.-a co ze spotkaniami z Chrisem?
-jesteś pewny ze chcesz już mieć sam sesje?-spytał spokojnie.-no...wykłady możesz mieć prywatne.-zgodził się I wziął kolejny łyk herbaty.
-no dobrze. Ale pamiętaj ze jak coś zawsze możesz po mnie zadzwonić.-pogłaskał go po policzku.
-to co Kei...wracamy do domu?-mruknął wstając.-jutro go odwiedzę.
Jun poszedł do niego po obiedzie. Zabrał laptopa z prezentacją i poszedł so szpitala. Szybko odnalazł jego sale.
-hej skarbie. Jak minął dzień?-spytał z uśmiechem.
-mhm...ja mam dla ciebie prezentacje. Ale to potem.-powiedział tuląc go trochę.-nie ma tego dużo.
-to super. Nic ci nie przepadnie.-szczerze się ucieszył i mocno przytulił.-na prawdę się ciesze. A jak zajęcia przez Skype?
-zrobimy co będziesz chciał. Dobry obiadek, spacerek i wszystko na co będziesz miał ochotę.-obiecał mu.-dla ciebie wszystko.
-no to pójdziemy na zakupy.-zgodził się.-ale czemu akurat czerwony sweter?-spytał wesoło. Ucałował go w policzek I usiadł wygodniej.
-kotek...czyżbyś czuł niedosyt po wczoraj?-spytał dość szybko się podniecając dzięki ruchom chłopaka.
-leż Kazu...-poprosił cicho.-a...zwykła podmianka z Shujim.-wzruszył ramionami.-ale nie mów nikomu. To sekret.
-to możesz wziąć moją drugą. I będziesz miał na zmianę.-zaśmiał się.-ale oczywiście sweterek też kupimy. I co tam jeszcze będziesz chciał.
-ok. Skoro tak to mi też możemy coś kuoić.-zgodził się.
-może byc.-zgodził się.
[Uwaga, to jest mój czwarty komentarz. Najpierw te same pytania co wcześniej:
- Jak tam Ci się podoba moje Miasto?
- Mieszkasz w akademiku czy gdzieś na pokoju?
- Idziesz jutro na inaugurację?
- Zdenerwowana? ]
Ryu starał się jak mógł i przez trzy tygodnie normalnie uczęszczał na skypowe zajęcia. Dopiero potem podupadł na zdrowiu na tyle by nie mieć sił tego robić. Ale nawet wówczas starał się w chwilach lepszych nadrabiać zaległości. W środę postanowił nawet zrobić Junowi niespodziankę i kiedy wiedział, że ten ma przyjść zszedł na dół, wspierając się na kroplówce. Miał na sobie niebieski sweter i czarne spodnie dresowe. Ten wyczyn zajął mu dobre 20 minut, ale nie przejmował się. Przycupnął na krześle w poczekalni i kiedy zobaczył wchodzącego Juna wstał i pokiwał do niego ruszając powoli w jego stronę.
- Hejka - przywitał się z nim, szczerząc się radośnie i nieco drżąc z zimna, które Jun wpuścił do szpitala. - Pójdziesz ze mną na gorącą czekoladę? Prooszę - poprosił go zaraz. - Wiesz na co mam taką ogromną ochotę? Na zupę miso... brakuje mi tu japońskich smaków - przyznał szczerze
[Miasto jest piękne, mieszkam w akademiku w centrum, idę na wydziałową i tylko trochę się denerwuje ^^]
-hej kochanie...-przytulił go delikatnie i uśmiechnął się lekko.-pójdę. A co do miso...przyniosę ci jutro jeśli chcesz.
[no takie zwykłe rozpoczęcie roku... dzisiaj mamy inauguracje wydziałową i spotkanie z opiekunem roku]
-Mhm...-a jak ty się czujesz?-spytał przyglądając mu się uważnie.
-mhm...no to super. ALe czemu teraz wózka nie wziąłeś? Może cię poniose?-zaproponował zmartwiony. Nie chciał żeby chłopak się męczył.-ale na spacer na pewno pójdziemy. To dobry pomysł.
-Rozumiem kotuś...ale nie chcę patrzeć jak się męczysz.-wyjaśnił idąc powoli obok niego i trochę pomagajac mu z kroplówką.
-ok...jest ok.-powiedział idąc przy nim równie powoli.-spokojnie dojdziemy. A jak tam sesje z Chrisem?
-Możesz pokazać. Cieszę się że jest coraz lepiej.-powiedział pomagając mu iść.-Kochanie to może usiądziemy gdzieś blisko?
-Dla mnie też.-ucałował go w policzek a kiedy złożyli zamówienie przytulił go do siebie.-cieplej?
-Zawsze się ciesze jak cię widzę.-znów go ucałował.-Ja piszę głównie o nadziei że będzie lepiej...
-zostanę. Dzisiaj mogę.-uśmiechnął się lekko.-trochę smutno mi jak nie ma cię w domku. Lubię jak ze mną jesteś i jemy razem posiłki i w ogóle...
-ok skarbie...pogadam z nim. No bo na święta miał przyjechać Keiichiro i Koki, prawda? No i do Kanady raczej się nie wybierzemy. Będą święta w naszym mieszkanku.
-To ja też się nie mogę doczekać bo będziesz długo w domku.-ucałował go.-i będziemy się dobrze bawić.-znów go ucałował.-jasne że potulę.
-ja tez dawno nie piłem.-uśmiechnął sie. Był na prawdę szczęśliwy mogąc tak z nim spędzić czas.-nie ważne jak kochanie...jestem szczęśliwy będąc z tobą.
[a cóż...koleś fizyk co nas będzie uczył pisma lubi nas straszyć...i usypiająco gada...XD a reszta jak na razie miła i wgl]
-dobrze kochanie. Ja załatwię książki i mangi a Kei zrobi ci miso. Będzie taki podział.-zdecydował z uśmiechem.-Pasuje tak kochanie?
[muszę bo inaczej obleje rok i dupa]
-dobrze kochanie.-zapewnił go z uśmiechem.-A na święta będziesz w domu i zobaczysz jak fajnie będzie
[już zdążyłam się dowiedzieć XD powiem ci ze ja na razie sama nie ogarniam...no poza zwrotami grzecznościowymi które się słyszy w każdej animie i w każdej dramie XD]
-poniosę mój skarbie.-zapewnił go i wstał biorąc go na ręce.-tylko trzymaj kroplówkę.
[to bardzo grzeczny naród po prostu XD]
-dobrze kochanie. Ale poleżysz chwilę w łóżku zanim pójdziemy.-powiedział niosąc o spokojnie do sali.
-tyle ile będzie trzeba kochanie.-zdecydował spokojnie. Okrył go kołdrą i usiadł na brzegu łóżka.
-u mnie dobrze skarbie. Na zajęciach jest spokojnie i nie ma większych problemów.-powiedział z uśmiechem.-tylko jedna profesorka do mnie zarywa.-wywrócił oczyma.
-a...no...-zamyślił się.-tak po prostu.-wzruszył ramionami.-robi maślane oczy, przynosi niby domowe słodycze a ostatnio zaczęła ubierać bluzki z dekoltem.-wzruszył ramionami.
-Naoki!?-mężczyzna zerwał się z fotela.-jak to nie wygląda za dobrze?-spytał zaraz.-sorry...na razie musicie dać sobie radę beze mnie. Yasu przejmujesz dowodzenie.-powiedział tylko i wyszedł. Od razu podszedł do fotela na którym siedział chłopak.-Nao-chan...co się stało?-spytał nieźle zaskoczony i zmartwiony.-Kto ci to zrobił?-spytał z lekko słyszalną złością w głosie.-albo nie...potem mi powiesz. Najpierw powinniśmy cię zawieźć do szpitala...
-głuptasek...przecież ona w ogóle mnie nie interesuje.-wywrócił oczyma.-a pierniczki to swietny pomysł. Upieczemy je razem.-uśmiechnął się.
-mogę nawet teraz. Jedziemy do szpitala a potem wszystko mi opowiesz. Zajmę się tym ale najpierw musimy się zająć tobą.-powiedział biorąc go na ręce.
-mhm...mozemy tak jeść.-zgodził się.-skarbie...to nie jest źle. Tylko wiesz...ty musisz podrywać mnie inaczej i na swój sposób. Nie tak jak kobiety.-powiedział nie bardzo wiedząc jak mu to wyjaśnić.
-nie przeszkadzasz. Już cichutko. Nic teraz nie mów.-poprosił niosąc go do samochodu. Posadził go na przednim fotelu a sam usiadł za kierownicą od razu ruszając.
-musisz sam odkryć swój sposób...tak sądzę. No i...ty mi się podobasz. Masz do dyspozycji całego siebie skarbie.-pogłaskał go po włosach.
-wiem kochanie...już wchodzimy do lekarza.-powiedział biorąc go na ręce i zanosząc do sali.-Zaraz wszystko będzie dobrze.-zapewnił go kiedy weszli do gabinetu.
-no właśnie ich też nie.-wzruszył ramionami. No więc na prawdę nie wiem jak miałbym ci pomóc. Po prostu musisz popróbować wielu rzeczy. Popytaj może przyjaciela?-zaproponował nadal go trochę głaszcząc.
Hiroki zaraz przysunął się bliżej niego.
-leż spokojnie. I to ja powinienem spytać. Lekarz cię opatrzył. Ale powiedz mi jak to się stało że jesteś taki ranny. Kto ci to zrobił?
-oj...popytaj Keiichiego albo Kokiego. Ja nie wiem.-westchnął i ucałował go w czółko.-Będę czekał na to co wymyślisz.
-jasne że możesz kochanie.-zapewnił go.-twój ojciec? Powinienem zacząć go szukać i go aresztować?-spytał bo przecież chłopak nie wniósł oficjalnego pozwu.-Nao-chan...możesz do mnie dzwonić jeśli coś ci się stanie. Dzwoń od razu.
-to nie podziała skarbie.-zaśmiał się cicho.-a ja tam wierzę że jednak uda ci się coś wymyślić.
-To nie jest lekko Naoki. To w ogóle nie jest lekko. On jest niebezpieczny i wie gdzie mieszkasz.-powiedział szczerze zmartwiony.
-jakiego makijażu? Niby po co?-spytał zaskoczony.-Przecież to jest zupełnie nie potrzebne. Po prostu...pomyśl o tym co może mi się spodobać...
-Naoki...Ja myslę że trzeba coś zrobić zanim twój ojciec zrobi ci większą krzywdę.-powiedział szczerze zmartwiony.-Ale nic nie mogę zrobić bez twojej zgody.
-odpowiedź jest prosta. Ty mnie podniecasz.-uśmiechnął się lekko.-dlatego mówię że masz pole do popisu.
-ech...wiem że masz rację ale ciężko mi się z tym pogodzić. Nic ci nie będzie. Rany powinny się szybko zagoić. Gdyby coś było to by cię zatrzymali w szpitalu. A tak powiedzieli że mozesz wracać do domu.-ucałował go w czółko.-Martwię się ze coś ci się stanie jak mnie przy tobie nie będzie.
Yuji podniósł wzrok żeby spojrzeć na nauczyciela.
-dzień dobry.-skłonił się delikatnie.-Tak po prostu...Kazuo wyszedł ze szpitala ale jest bardzo słaby więc jeszcze musi być w domu. Po prostu mi smutno że nadal jest osłabiony. I...pewnie nie będzie mógł wrócić na boisko.
-No to idziemy dobrze się bawić skarbie.-uśmiechnął się do chłopaka i sięgnął po jego kurtkę i szal.-ubierz się. Jeśli mamy dłużej pospacerować to musisz być ciepło ubrany.-pokazał mu język.
-oj jasne że możesz ze mną pomieszkać głuptasku. To przecież żaden problem. Nie masz teraz zwierzyńca tylko dwa psiaki więc nie będzie problemu.-zapewnił go.-no i nie marudź. Tylko jutro zostanę na noc bo mamy poważną sprawę. Morderstwo praktycznie bez śladów. Na razie reszta przegląda CCTV.
-Kazuo nie chce na studia. Cały czas to powtarza...-mruknął jeszcze smutniej.-ja wiem że odzyska siły...no bo już jest o wiele lepiej niż było. Ale...ale tak mi smutno kiedy on jest taki osłabiony sensei...
-dobrze dobrze skarbie.-powiedział i zaczął fo powoli pchać w stronę windy.-więc zrobimy sobie mały spacerek po parku...a potem może zajdziemy do kawiarenki? Raczej wątpię że będziesz chciał tak zaraz wracać do szpitala a i ja chętnie spędzę z tobą czas-uśmiechnął się.
-przyjdę jak rozwiążemy sprawę. A wtedy wierzę że będzie na mnie czekał pyszny posiłek.-ucałował go.
-jest małe prawdopodobieństwo że go przyjmą skoro nie jest z żadnego znanego na tym polu liceum.-westchnął.-staram się sensei...na prawdę.
[raczej będę]
-ok kochanie. Może być.-wjechał z nim do windy i wcisnął odpowiedni guziczek.
-nie mam żadnych życzeń. Byle było domowo i smacznie.-powiedział rozbierając się do bokserek i wskakując do łóżka.-a teraz idziemy spać. Jutro muszę wcześnie być w pracy.
-ech...to na prawdę nie takie łatwe sensei.-wywrócił oczyma chłopak.
-myślę że możemy pójść.-Zgodził się Jun i zaczął powoli iść w tamtą stronę.-dostałeś jakieś nowe zadanie od Chrisa związane ze zdjęciami?
-mhm. Zapasowy klucz na drzwiach w szafie.-powiedział obejmując go delikatnie.-dobranoc kochanie.
-ale po co? Poza tym wszystkie są darmowe sensei.
Jun ukucnął z boku i objął chłopaka ramieniem. Po zdjęciu ucałował go w policzek i wstał.
-kiedy tylko chcesz możemy sobie robić zdjęcia.-zapewnił go.
Hiroki wciągnął tylko na siebie dres i zamknął drzwi od sypialni coby nie budzić Naokiego niepotrzebnie. Kiedy Yasu wziął go na stronę pokręcił tylko głową.
-nikogo. Mam związane ręce i rozumiem że nasza interwencja mogłaby tylko pogorszyć. Więc...na razie zajmujemy się tym cholernym morderstwem.
-mou..ale ja nie chcę sensei. -wywrócił oczyma chłopak.-Poza tym...dopiero co wygrałem turniej kendo...mógłby sensei mi tego kozła odpuścić.-mruknął patrząc ze strachem na sprzęt.
-mhm masz rację.-zgodził się po czym oddał mu aparat. Rozejrzał się i poprowadził go w stronę polanki gdzie leżały liście.
-właśnie nie mogę Yasu...bo to jego ojciec.-mruknął cicho.-raczej nic nie powinno. Ale cicho żeby mógł spać.-dodał zaraz przeglądając papiery.-mi też możesz zrobić kawę.
-Nie będzie lepiej. Poza tym jak się boję sensei. I zdecydowanie jestem przeciwny...-mruknął trochę drżąc ze strachu.
-no mozemy kochanie,-zgodził się prowadząc wózek do ławek. Zatrzymał się przy jednej i usiadł.-chwilę mozemy tutaj posiedzieć.
-i tylko dyle powiedziało wam CCTV? A jakieś odciski palców? Cokolwiek? Ślady krwi pod paznokciami ofiary...no nie wiem. Przecież coś musi być.-westchnął cały czas przeglądając zdjęcia i dokumenty.
-Ale po co sensei?-spytał patrząc na niego uważnie.
-mhm...ja też się ciesze kochanie. Zawsze to taka mała zmiana otoczenia.-uśmiechnął się.-chwilę posiedzimy, potem pójdziemy nad to jeziorko a potem do jakiejś kawiarni.
-czyli mamy tyle co nic. Sprawdźcie go w bazie danych szpitala. może tam coś będzie. Ale już.-polecił zaraz.-a na podstawie tego co wiemy...sprawdźmy czy ofiara znała jakiegoś 30-40 letniego mężczyznę z 170 wzrostu.
-trenuję kendo sensei. Mam dużo sportu. I to po treningach kendo czuję się lepiej.
-na razie żadnych nie planuje. Sama teoria.-powiedział tuląc go trochę do siebie.-więc spokojna głowa. Na razie nie masz u mnie nic do zaliczenia.
-Więc sprawdźcie ten szpital.-powtórzył jeszcze raz bo na razie uważał to za ich jedyną nadzieję.
-Ale ja nie chce sensei. Boję się i nie chcę.-mruknął oddając mu sprzęt.
-ok więc w środę nie przyjdę. Nie mam dla ciebie żadnych sprawdzianów ani nic.-ucałował go w policzek.-po prostu napisz wszystko ładnie.
-więc sprawdźcie zgodność DNA.-wywrócił oczyma bo przecież to było oczywiste.
-nigdzie nie idę.-skrzyżował ręce na piersi.-to znaczy...nigdzie z panem. Obiecałem Kazuo że mu przyniosę notatki zaraz po zajęciach.
-oj...będzie miso. Spokojna głowa.-zapewnił go i ucałował go w dłoń.-Zawsze. Nigdy nie przestanę. Bardzo mocno cię kocham. Bardzo.
Hiroki zerknął na Yasu po czym wstał i wziął chłopaka na ręce.
-jesteś cały rozpalony...zaraz dam ci coś na zbicie gorączki.-zapewnił go najpierw zanosząc go do sypialni.
-ja ciebie też skarbie. Mocno.-przytulił go jeszcze mocniej.-Mhm...możemy iść.-dodał sadzając go na wózek.-na co masz ochotę?
-nie przeszkadzasz i nigdzie nie idziesz. Zostajesz tutaj a ja mogę się tobą zająć.-podał mu lek na zbicie temperatury i lek przeciwbólowy.-Lekarz mówił że głowa może cię jeszcze boleć...więc spokojnie. Niedługo na pewno przejdzie.
-ja ciebie też skarbie. Mocno.-przytulił go jeszcze mocniej.-Mhm...możemy iść.-dodał sadzając go na wózek.-na co masz ochotę?
-nie przeszkadzasz i nigdzie nie idziesz. Zostajesz tutaj a ja mogę się tobą zająć.-podał mu lek na zbicie temperatury i lek przeciwbólowy.-Lekarz mówił że głowa może cię jeszcze boleć...więc spokojnie. Niedługo na pewno przejdzie.
-mhm...-kiedy dotarli do cukierni usiedli przy stoliku a Jun złożył zamówienie. Chłopakowi wziął to o co ten prosił a sobie wziął torcik czekoladowy i herbatę.
-Myślę ze powinienes.-powiedział i wyszedł zaraz wracajac z herbatą.-gdybyś czegokolwiek potrzebował to wołaj albo dzwoń.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-Byłoby...ale to na razie mało prawdopodobne. Może na jakiś inny się wybierzemy.-uśmiechnął się jedząc swój torcik.-fajnie byśmy się razem bawili.
-tylko dla niego, więc zamknąć się i wracać do roboty.-klasnął w dłonie i spojrzał na nich chłodno. Usiadł obok Yasu i znów wziął do rąk zdjęcia z miejsca zbrodni.
-też...a na pewno taki tutaj znajdziemy. Poszukam czegoś i wtedy pójdziemy, ok?-zaproponował z uśmiechem.
-hmmm...dasz radę to zrobić?-spytał patrząc na ich speca od spraw związanych z komputerem.
-bez problemu.-chłopak uniósł kciuk do góry.-jednak trochę to zajmie.-powiedział odnajdując odpowiednie zdjęcie w plikach na komputerze.
-pójdziemy.-przytaknął.-Ja ciebie też skarbie. Ja ciebie też.-ucałował go a po chwili kelnerka przyniosła ich zamówienie.
-dobra...to teraz wystarczy wziąć ich wszystkich na przesłuchanie.-powiedział i przeciągnął się lekko.-albo weźcie próbki DNA tej czwórki i porównamy je z próbką DNA naszego mordercy. Tak będzie łatwiej.
-ok ok.-zaśmiał się i dał mu posmakować. Zaraz jednak spróbował też deseru chłopaka.
Mężczyzna pokręcił głową.
-nie ma za co...dzięki temu mogłem być przy Naokim.-powiedział spokojnie.
-ok, nie ma problemu. Nie chcesz to nie idziemy.-zaśmiał się.-a ja teatru nawet nie proponowałem.-dodał i ucałował go w policzek.
Hiroki obudził się godzinkę po nim. Jeszcze lekko zaspany chciał ubrać swój dresik a kiedy zaskoczony zauważył jego zniknięcie poszedł do salonu w samych bokserkach.
-hej kochanie...lepiej się już czujesz.
-cóż..w takim razie takie spacerki są ok kochanie. Lubię je i na razie niczego więcej mi nie potrzeba.-zapewnił go wesoło.-Wystarczy mi to że jestem przy tobie.
-w takim razie zaraz wracaj do łóżka. Zrobię śniadanie i lepiej jak to wyleżysz. No i dostaniesz coś przeciwbólowego żebyś się nie męczył.
-oj...tak po prostu jest skarbie. Po prostu cię kocham.-powiedział zaraz wracając do swojego torcika.
-hmmm...myślę że tak. Dan ci tu poduszkę i będziesz sobie leżał.
-mhm...mój kochany.-uśmiechnął się lekko. Pech jednak chciał że akurat w cukierni był również Mark (chyba...tak myślę że tak miał na imię...), który do nich poszedł.
-Więc to na pewno tylko przyjaciel twojego brata, Ryu?-spytał uśmiechając się wesoło.
-pójdę zrobić śniadanie.-zdecydował Hiroki i poszedł do kuchni.
-spokojna twoja rozczochrana. Twój sekret jest bezpieczny. I twój też profesorze.-powiedział gestem zamykając usta na kluczyk.-Poza tym to pewnie nie jest tak że zaczęliście spotykać się tutaj.-wzruszył ramionami.-po prostu Ryu...nie dajcie się nikomu tak przyłapać.
-jajecznicę.-odpowiedział i już wziął się do roboty.
-wiem...ale miałem w planach cię odwiedzić i powiedzieli mi że pewnie kręcisz się gdzieś w tej okolicy.-wyjaśnił wesoło.-no wiesz...smutno w szkole.
-właśnie taką.-wywrócił oczyma.-nie...tylko całe towarzystwo wydawało sie zdziwione że mam serce.-wzruszył ramionami.
-Będę, będę. Wiec wracaj szybko na zajęcia. Zaczynają dawać coraz ciekawsze tematy.-wyszczerzył się do niego.-słyszałem nawet że twój facet ma nas zabrać do kostnicy i do pracowni na specjalne zdjęcia.
-oj...nie masz za co mnie przepraszać. Tak po prostu wyszło i tyle.
-a ze niby kiedy mam was zabrać?-spytał zaskoczony Jun.
-no...nasz nauczyciel fotografii miał cię o tym poinformować...-Mark zaśmiał się wesoło.-więc pewnie powie ci to jutro.-machnął ręką.
Hiroki wrócił szybko do pokoju i postawił na stoliku dwa parujące talerze jajecznicy.-smacznego kochanie.-ucałował go w policzek i zabrał się za jedzenie.
-no a ty miałeś nie jedną okazję.-zaśmiał sie Jun i zmierzwił mu włosy.
-dostaniesz relacji i kilka dodatkowych zdjęć.-puścił mu oczko i zaśmiał się wesoło.
-no właśnie widzę...i przez to ja nie miałem co na siebie włożyć.-wywrócił oczyma i wziął łyk herbaty.
-całkiem spora część trzeba przyznać...-dodał Jun.-Z zawodu jestem balsamistą. Pierwszy raz uczę.-dodał.-no i masz odpowiedź jak się poznaliśmy.-dopowiedział jeszcze i wziął łyk herbaty.
-oj...ja zrobię kochanie. Następnym razem ty zrobisz. Na razie odpoczywaj a ja się wszystkim zajmę.
-staram się.-powiedział ciesząc się tym małym komplementem.-Ryu? Jaki tryumf? Jeszcze wrócisz i nie nasz się pokonać.-zaśmiał się.
-psiakami też.-zapewnił go wesoło.-ok, ok. Chociaż ja jeszcze czekam na telefon od Yasu czy złapali mordercę. Muszę być przy przesłuchaniu.
-byle jak najszybciej.-zaśmiał się Mark.-Jak jutro cie odwiedzę do pogadamy. Bo na razie mamy obok czujne ucho.-dodał wesoło.
-mhm...no dobrze.-zgodził się.-ale nie czekaj za długo...
Jun wywrócił tylko oczyma a Mark skinął głową.
-W ogóle Ryu...dziewczyny z naszego roku są bardzo szczęśliwe że to z twoim facetem idziemy do tej kostnicy. Już planują mdleć żeby je niósł albo się nimi zajął.-zaśmiał sie.
-spokojnie. Zostaniesz tutaj i zamkniesz sie na klucz...i nikomu nie będziesz otwierał.
[toruń fajny i już sporo ogarniam (tak myślę XD) a o facebooku zapomniałam...gomen...]
-dam czy nie...to nie ma znaczenia. Będę wybitnie niezadowolony. W końcu nie jestem ich niańką.-wywrócił oczyma śmiejąc się cicho.
-mhm...wiem i rozumiem. Ja cię obronię więc spokojnie. No i nie sądzę żeby wiedział że tutaj jesteś.
[w sumie dobrze ^^ jest cicho i nawet nie ma kolejek do łazienki XD]
-mhm...w takim razie lepiej już wracajmy do szpitala. Posiedzę jeszcze przy tobie.-pogłaskał go po włosach i posadził go na wózku. Okrył go dokładnie kocem i poszedł jeszcze zapłacić.
-cieszę się że ci smakowało.-powiedział i skończył jeść.
[no na dzikie imprezy z kanji XD]
-hmmm...no dobrze. Jakiś po drodze pewnie jest. Ale tylko na chwilę zajdziemy.
Hiroki obiecał wpaść i prosił żeby na niego poczekali bo właśnie robi obiad.
[na razie sama kana XD mam książkę do Kanji]
szybko za wszytsko zapłacili a potem wrócili do szpitala. Jun pochował zakupy Ryu a potem usiadł przy jego łóżku.
-już lepiej?
-czy ja wiem czy lubie...ale wole być na miejscu. Zawsze razem z Yasu gramy tego dobrego i złego glinę.-zaśmiał się i podał mu obiad.
[pismo japońskie z wydawnictwa nozomi]
-cieszę się ze jestem zadowolony z takiego małego spaceru.-ucałował go w czółko.-zostanę. Więc śpij spokojnie.-pogłaskał go jeszcze po włosach.
-zawsze gram tego złego.-zaśmiał się.
[well...ja mam jeszcze dwa japońskie podręczniki które są stare jak świat...tzn mam ich kopie XD]
Jun dopiero wówczas wyszedł z sali i spokojnie skierował się w stronę ich mieszkania.
-oj...już ci przecież nie raz mówiłem że tylko przy tobie taki jestem.-wywrócił oczyma.
Jun akurat wszedł do sali i szybko zareagował. Pobiegł do łóżka chłopaka i wcisnął za niego czerwony guzik.
-Już...leż spokojnie lekarz zaraz będzie.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-no cóż...ale za złego glinę robię ja.-wzruszył ramionami i objął go delikatnie.-no...może kiedyś.
-mhm...już dobrze. Leż spokojnie a lekarz zaraz tutaj będzie. da ci coś przeciwbólowego.-powiedział okrywając go kołdrą.-będzie dobrze skarbie. Wiem że boli ale wytrzymaj jeszcze chwilę.-dodał cicho.
-może może...-zaśmiał się i pocałował go namiętnie.-będę się już zbierał.
Jun skinął głową I złapał Ryu za dłoń.
-za chwile będzie lepiej...-powtórzył głaszczac go po policzku. Postanowił przy nim zostać.
-ja ciebie tez kocham. Ale muszę iść do pracy.-uśmiechnął sie przyciskajac dłonie do policzków chłopaka czym zmusil go do wypuszczenia powietrza.-postaram się szybko wrócić. Obiecuje.
-pojutrze.-odpowiedział spokojnie I złapał go za dłoń.-nie mów za wiele. Lez spokojnie...-poprosił zmartwiony.
-obiecuje. Przesłucham go I wracam.-zapewnil go I ucałował.-wiec zejdź juz z moich kolan bo musze lecieć.
-mam mam...-Kei ci zrobił tak jak ci obiecałem.-powiedział.-ale na razie lez. Potem zjesz.-powiedział głaszczac go po policzku.
-tak mnie zatrzymałes ze nie wiem czy zdążę skarbie.-ucałował go I wstał.-musze lecieć. W drodze powrotnej je zabiorę. Obiecuje.
-no przecież wiem...ale się martwię i nic ni możesz z tym zrobić skarbie. Tak już po prostu jest.-ucałował go w czółko.-schował ci miso do szafki, ok?
-ech...dobra przywiozę ci je.-wywrocil oczyma I szybko pojechał po psiaki. Najpierw dał im jeść potem dał im chwile pobiegać a następnie zawiózł je do swojego mieszkania. Następnie pojechał prosto do miasta na przesluchnie. Nie zajęło im to długo bo dość szybko uzyskali zeznania. Po mniej niż godzinie był w domu.
-spokojnie jest w torbie utrzymującej temperaturę wiec jak trochę poczekasz to nic się nie stanie.-zapewnił go.-moje? Pomagałem Keiowi przy robieniu miso dla mojego ukochanego. I przyszedłem cie odwiedzić. Po prostu ciesze się kiedy cię odwiedzam. Nawet jeśli się martwię. Poza tym dzisiaj miałem fajne zajęcia z twoją grupa i wszyscy chwalili twoje zdjęcia.-uśmiechnął sie lekko.-I miałem fajny sen.-dodał na koniec.-a twoje kochanie?
-dziękuję skarbie ale na prawdę nie musiałeś...-powiedział przytulając go delikatnie.-wynudziles się?
-jasne kochanie.-Jun podstawil bliżej wózek i wziął chłopaka na ręce. Posadził go na wózku i cały czas uważając na kroplówke zawiózł go do łazienki.
-no dobrze...pewnie jakbyś grzecznie leżał to byłoby jeszcze lepiej. Ale dziękuję za naleśniki. Zjem ze smakiem.-ucałował go w policzek I zabrał się za jedzenie.
Jun pogłaskał go lekko po policzku.
-czyli mimo wszystko miałeś mily dzień. To dobrze. No i jutro będzie lepiej.-powiedział z lekkim usmiechem.-wiec jutro spotkalbys sie z Markiem. A na swieta wyjdziesz i spotkamy sie z Kokim i Keiichiro.
-nie miałem.-zaśmiał się.-co..jak jeszcze chodziłem do szkoły to jak wracałem z treningów to mama mi robila pyszne obiado kolacje.-dodal I szybko zjadł żeby wziąć go na kolana i mocno przytulic.
-dobrze kochanie...jutro nie. Pojutrze przyjdę i przyniosę ci coś dobrego.-powiedział z uśmiechem i złapał go za dłoń.-co byś chciał?
-ja ciebie tez kocham. Ciesze się ze mam tak wspaniałego chłopaka który robi mi mile niespodzianki. Mój kochany.
-przytulił go jeszcze mocniej.
-dobrze. Wiec pojutrze dostaniesz czekoladę i buziaka. A na razie tylko buziaka.-powiedział całując go delikatnie w usta.-a o czym rozmawiales z Markiem? Nikomu o nas nie wygada?
-juz dobrze...juz dobrze. Ja ciebie tez bardzo kocham.-powiedział mocno go tulac. Zaraz odsunął go od siebie troszeczkę żeby go pocałować.
-w takim razie ja również się ciesze. To fajnie ze masz takiego przyjaciela. Tak długo jak nasz mały sekret jest bezpieczny to dobrze.-znów go delikatnie ucałował.-zaproś go kiedy już wyjdziesz ze szpitala.
-hmmm...myślę że tak. Sądzę że spacerek to może być dobry pomysł.-powiedział z uśmiechem.
-mhm...nawet nie wiesz jak się cieszę skarbie.-powiedział z uśmiechem.-ok, poczytam.-zgodził się biorąc książkę i zaczynając czytać.
-mhm...ja też to lubię, wiesz? Lubię z tobą być.-uśmiechnął się lekko i musnął jego usta.-tak po prostu jestem z tobą szczęśliwy. A mój zespół stwierdził że koniecznie muszą ci zrobić jakiś super prezent na urodziny.
Jun siedział przy nim jeszcze dłuższą chwilę. Martwił się o swojego chłopaka i chciał żeby ten już wrócił do domu. Lubił go tak mieć przy sobie, blisko.
-wiesz...stwierdzili że rozmroziłeś moje serce. I polubili cię z miejsca więc...przez najbliższe dwa miesiące będą mnie wypytywać co lubisz.-zaśmiał się.-A Yasu już zaczął im odpowiadać : 'Jak to co lubi? Pewnie seks z Hirokim. Co tu się dużo zastanawiać.'-zacytował wywracając oczyma.
Jun akurat wracał z zajęć i o mały włos znów nie spowodował wypadku. Gwałtownie skręcił w stronę szpitala i przyspieszył szybko dojeżdżając na miejsce. Wyskoczył z samochodu i pobiegł prosto do sali chłopaka. Nie zwracał uwagi na krzyczące pielęgniarki. To nie miało dla niego większego znaczenia. Kiedy stanął już w drzwiach sali wziął głęboki wdech i podszedł spokojnie do łóżka chłopaka. Pokazał mu się i odsunął kawałek żeby nie przeszkadzać lekarzom.
-oj...ale widzieli cię też wcześniej przecież.-zaśmiał się cicho.-ma czy nie ma...niech sami wymyślą ci prezent. Ja im nic nie będę mówił.
Jun złapał go łagodnie za rękę.
-Już dobrze. Bedzie dobrze więc daj lekarzom działać.-poprosił cicho. Pogłaskał go po dłoni i zaraz łagodnie założył mu maskę tlenową i przytrzymał żeby się nie szamotał.-jestem tutaj.-powiedział spokojnie chociaż w środku strasznie się denerwował.
-mhm...to im mogę przekazać.-zaśmiał się.
Jun bez słowa położył się przy nim i delikatnie objął.
-Już dobrze...już dobrze.-powiedział dopiero po dłuższej chwili.-już dobrze skarbie. jestem przy tobie.-powiedział głaszcząc go łagodnie po policzku.
Hiroki skinął głową i wstał. Przeciągnął się lekko i od razu poszedł ubrać buty.
-dobrze zostanę...i nie ukrywam że mnie wystraszyłeś. Nigdy więcej nie mów że umierasz...-poprosił nadal łagodnie głaszcząc go po policzku.-no i...nie mów za wiele...po prostu idź spać.
-mhm...no i robi się coraz chłodniej.-powiedział biorąc głęboki wdech.-ale jest przyjemnie.
Jun poleżał przy nim jeszcze tylko chwilę a potem wyszedł z łóżka żeby chłopka miał więcej miejsca i tylko siedział przy łóżku.
-Moriyama Hiroki.-odparł mężczyzna również podając wizytówkę. Potem wziął Naokiego za rękę żeby asekuracyjnie być bliżej.
Jun od razu jedną założył bo chciał jeszcze chwilę przy Ryu posiedzieć.
-Zaraz pojadę...nie mam dzisiaj zajęć więc mogę chwilę jeszcze zostać.-poinformował chłopaka.-powiedzieć Keiowi zeby cię odwiedził?
-no nie wiem...a co jak twój braciszek jeszcze zdradzi gdzie ja mieszkam i dopiero się narobi? Ale nie polecam...jestem gliną.-powiedział zerknął na Naokiego.-jeśli chcesz może wpaść. Jeśli nie to nie.
-nie ma za co kochanie. Wiem że pewnie sam bardzo się bałeś.-powiedział uśmiechając się do niego bardzo delikatnie.-Ale na pewno będzie wszystko dobrze. W końcu mamy tyle rzeczy do zrobienia razem.
-no dobrze więc idziemy.-Hiroki zawołał pieski a potem ruszył w stronę swojego mieszkania cały czas trzymając rękę Naokiego.
-potulę. Troche mogę cię potulić. Ale tylko trochę bo pewnie ci nie wygodnie tak ze mną razem na takim małym łóżku.-powiedział kładąc się okok i delikatnie obejmując chłopaka.
Hiroki skinął głową na potwierdzenie słów Naokiego i objął go delikatnie ramieniem kiedy ten usiadł obok.
-jasne skarbie...powiem mu żeby przyjechał do ciebie po obiedzie a sam zostanę w mieszkaniu. Nie ma problemu.-zapewnił go i ucałował w czółko.
-w takim razie się połóż.-polecił mu Hiroki i poklepał się po udach.-możesz z głową na moich kolanach.-dodał z uśmiechem.
-śpij dobrze skarbie.-powiedział jeszcze chwilę go tuląc. Kiedy był pewny że chłopak śpi wyszedł z łóżka i pojechał do domu.
-no to teraz masz okazję.-powiedział odgarniając mu włosy z twarzy.
-źle...jest bardzo słaby i wczoraj miał kryzys.-westchnął.-prosił żebyś wieczorem przyszedł tylko ty.-powiedział siadając na fotelu.-bał się...i mnie też nieźle wystraszył...
-dobrze, nie przeszkadza mi to.-pogłaskał go po włosach. Kiedy chłopak usnął Hiroki skierował wzrok na Shu.-nie sądzisz że jako jego starszy brat coś powinieneś wcześniej zrobić z waszym ojcem?
-na prawdę się wystraszyłem. Zadzwonil mówiąc ze umiera...Kei on na prawdę się boi.-Zacisnąl dłonie na kolanach.-wiem ze jest silny...ale boję się że w końcu tej siły mu zabraknie...
Hiroki pokręcił głową. Nie uznawał takich marnych wytłumaczen.
-jesteś jego starszym bratem, mimo wszystko powinieneś coś zrobić. Może waszego nie znam...ale znam wiele przypadków. I nie chce żeby Nao-chan skończył tak samo jak tamci.-powiedzial patrzac na chlopaka.-nic nie zaprzepascil. Szuka tego co chce robić w życiu.
-mhm...ale myślę że Ryu tez czuje się trochę niepewnie...wiesz to nie jego szpital i nie jego lekarze. Rzucał się dzisiaj na łóżku tak ze nie mogli mu nawet nałożyć maski tlenowej.-powiedział smutno i wziął łyk herbaty.
-nie wiem jak wyglądał wcześniej ale teraz oboje jesteśmy szczęśliwi.-powiedział zaraz podnosząc wzrok na starszego z braci.-tez mu mówiłem ale on się boi. I sam powinieneś to wiedzieć. Mówiłem ze możemy poprowadzić śledztwo i załatwić to raz dwa...ale on uparcie mówi ze nie chce...
-cóż...myślę że tak. I jak zostaniesz na noc to tez pomoże.-powiedział zaraz wstając po jedną ze swoich bluz.-zanies mu...dawno nie była w praniu wiec przesiaknela moim zapachem.
-ech... a nie można tego załatwić inaczej? Pogadac z waszym ojcem? Czemu tak się uwzial na Naokim?
-ciesze się ze smakowało.-powiedział tuląc go do siebie.-dzisiaj tez mam coś dla ciebie. Razem z Junem zrobiliśmy dla ciebie sajgonki.-powiedział z uśmiechem.-mam tez jego bluzę wiec będzie dobrze Ryu.
-wiec tylko ty masz spokoj?-spytał lekko unosząc brwi.-wiec nie ma żadnego powodu dla którego Naoki jest maltretowany?
-dzisiaj zostane. Wiec lez spokojnie.-poprosił okrywajac brata kołdrą.-zjesz kiedy będziesz chciał. Nie ma pośpiechu.-zapewnił go jeszcze.
Hiroki pokręcił głową z dezqpropata.
-nie tak powinien zachować się starszy brat.-powiedział wzdychajac ciężko.-zwłaszcza ze on tym wzzystkim chciał zwrócić na siebie wasza uwagę. I jako starszy brat powinieneś mu pomóc a nie pogarszac. Teraz juz jest lepiej z tym alkoholem ale nadal nie jest łatwo...-po klaskac Naokiego po włosach.
-spokojnie braciszku...nawet jakbym chciał to nie mogę bo moja żonka stwierdziła że jak jesteś chory w szpitalu to nawet mam nie myśleć o powrocie do domu.-uśmiechnął się.-o Juna się aż tak nie martw.
-słyszałem że ostatnio było jeszcze gorzej. Coś trzeba zrobić bo następnego razu...-urwał na moment.-następnego razu może nie przeżyć.-powiedział w końcu.
-cóż...na pewno chciałbym wrócić na święta więc się kuruj.-uśmiechnął się do brata.
-nie wiesz na pewno. Przecież już raz prawie go zabił. Może go bić tak długo że nawet nie zauważy że go zabija. To dość częste.-mruknął chłodno. Przytulił Naokiego kiedy ten usiadł.-Możemy zamówić. Na jaką masz ochotę?-spytał już łagodnie.
-Wiem Ryu, nie mam ci niczego za złe.-zapewnił go i okrył go bardziej.-Może lepiej nie? Zabiorę ci tylko miejsce i będzie ci niewygodnie.
Hiroki skinął głową i odprowadził go do drzwi.
-Przemyśl to jeszcze raz...i zastanów się czy na prawdę niczego nie można zrobić. Jesteś po części winny, jakby nie patrzeć.-powiedział jeszcze.
-mhm...pokaż mi.-powiedział kładąc się jednak obok brata.-dawno już nie pokazywałeś mi swoich zdjęć.
-ja ciebie też kocham skarbie.-powiedział przytulając go mocno do siebie. Potem zamówił pizzę i wrócił do tulenia chłopaka.
-jak zwykle są świetne mój utalentowany młodszy braciszku.-powiedział kiedy skończyli oglądać. -więc musisz szybko wrócić na zajęcia.
Hiroki pokręcił przecząco głową.
-nic się nie stało kochanie. Przecież kiedy ci słabo to lepiej żebyś się położył.
-mhm...fajnie że masz tutaj takiego przyjaciela.-powiedział szczerze szczęśliwy.-ale to musi być niezłe utrapienie ciągle utrzymywać w sekrecie związek z Junem. Nie możesz nikogo zaprosić do mieszkania ani nic...
-wszystko gra głuptasie. Nie ma się co martwić.-zmierzwił mu włosy i ucałował.-cieszę się że się spotkaliśmy i teraz możemy być razem.
-mhm...więc pilnuj tego sekretu.-powiedział uśmiechając się lekko. Cieszył się że jego młodszy braciszek się ciszy.-Ryu...jeśli się źle czujesz to mów. Wyjdę z łóżka i będziesz się mógł swobodnie położyć.
-dobrze. Taki plan może być ale na razie poczekajmy na pizze.
-dobrze...juz dobrze Ryu.-Kei przytulił go do siebie.-Jun jest szczęśliwy i bardzo cie kocha. Musisz o tym pamiętać Ryu.-dodał spokojnie.-wiem ze bolało.zdaje sobie z tego sprawę...ale będzie dobrze.
-mi też się podoba.-zgodził się Hiroki. Oddał pocałunek I odsunął się od niego dopiero kiedy usłyszal dzwonek do drzwi.-no tak...wyczucie ludzi od pizzy.-mruknął wstając.
-i na pewno zawsze będzie cię kochał.-powiedział jeszcze. Wyszedł z łóżka brata dopiero kiedy był pewny że ten śpi mocnym snem.
Hiroki wywrócił tylko oczyma i poszedł otworzyć drzwi. Bez słowa zapłacił za pizzę po czym wrócił do salonu.
Kei obudził się mimo wszystko jeszcze przed przyjściem lekarzy.
-Ryu? Spokojnie.-powiedział zaraz zaczynając sprawdzać jego stan.
-hmmm...myślę że mogę spróbować. Ale jak trochę odzyskasz siły bo wiem że jesteś osłabiony.-powiedział z lekkim uśmiechem.-więc na razie zjedzmy pizze.
Kei zaczął zajmować się bratem. Prosił lekarzy żeby podawali mu niektóre żeby a kiedy się sprzeciwili i chcieli go wyprosić pokazał im swoją licencję. Kidy było po wszystkim znów usiadł na krześle.
-hmmm...chyba nie. ale nie jestem do końca pewny.
-nie ma za co. Po prostu leż i odpoczywaj. Twój starszy brat wszystkim się zajmie.-zapewnił go.-a jak być czegoś potrzebował to mów śmiało.
-myślę że nie będzie problemu. W końcu będę cie uczył w domu a nie w żadnym klubie więc nie powinno być problemu.-pokiwał głową i wrócił do jedzenia.
-jasne ze fajnie. Wiec odpoczywaj i słuchaj się starszego brata.-powiedział zaraz okrywajac go bluza Juna.
-jasne jasne. Będziemy się uczyć tutaj. Rozsciele futon żebym za bardzo się nie poobijal.
-mhm już braciszku.-Kei pomógł mu założyć bluzę a potem posadził na wózku.-a potem idź spać.
-oj..ale ja nie mówię że zrobisz to celowo...ale będziesz musiał na mnie wypróbować niektóre rzeczy a ja nie chcę lądować na twardej podłodze.
-ryż też ci ugotowaliśmy. Spokojnie Ryu.-Kei poprowadził go do łazienki.
-mhm...niby tak też możemy.-zgodził się.
-dalej dasz radę sam, czy ci pomóc?-spytał kiedy dojechali już do łazienki. Widział jak słaby jest jego brat.
-mou...aż tak niesamowity nie jestem.-wywrócił oczyma i objął go delikatnie.-po prostu się o ciebie martwię...
-przecież mogę ci pomóc Ryu.-Kei wywrócił oczyma i pomógł mu jeszcze wjechać do łazienki.
-ale martwię się że kiedy mnie przy tobie nie będzie to znów coś może ci się stać.-powiedział przytulając go mocno do siebie.-po prostu się martwię.
Kei pokiwał głową i poczekał przed kabiną. Potem zawiózł go z powrotem do sali gdzie pomógł mu wejść do łóżka.
-oj...spokojna swoja rozczochrana...nic mi nie będzie.-ucałował go delikatnie.
-jedz spokojnie a potem do spania.-powiedział uśmiechając się do niego.
-mhm...no dobrze. Przepraszam ze nie mogę zrezygnować z pracy żebys się mniej martwił.
[minęły w miarę spokojnie. Hiraganę już umiem ale jako że katakanę nadal cię uczę to mi się mieszają ;^; ale myślę że im częściej będę ich używała tym łatwiej mi wejdą w nawyk ^^]
Jun objął go delikatnie.
-hej Ryu-chan.-powiedział chwilę tylko go tak tuląc.
-hmmm myślę że na chwilę możesz zejść. Wyglądasz o wele lepiej niż wczoraj więc nie powinno być problemu.
-nie zapomnę. I będę uważał, obiecuję.-zapewnił go i pocałował namiętnie.-Nie dam się znów wpakować do szpitala a potem na te głupie terapie.
[poza tym słownictwo...a w pn mam wyjściówkę ;^; w każdy poniedziałek...]
-nie piłuję.-wywrócił oczyma.-po prostu robią się już trudniejsze tematy.-powiedział i ucałował go w policzek.-dzisiaj same wykłady, nic ciekawego.-dodał i pomógł Ryu przenieść się na wózek.
-byłem raz.-burknął nic więcej na ten temat nie mówiąc. Wiedział że Naoki tego nie zrozumie.
-test? Na razie żadnego nie planowałem. Ale jak coś to ci powiem.-obiecał mu i ucałował go lekko w policzek.-na razie zdrowiej i się nie przejmuj moimi zajęciami.
-zapytałem...a jako że zapytałem mój zespół będzie brał w tym udział.-powiedział wywracając oczyma.-no nic...mam tylko nadzieję że akurat nie wypadnie nam żadna ważna sprawa.
-jasne kochanie. A ty poczekasz grzecznie przy stoliku.-powiedział prowadząc wózek w stronę windy.
-poważnie. Będzie o ile coś mi nie wyskoczy. Nie moge przewidzieć czy nagle nie będziemy mieli jakiejś ważnej sprawy. Możliwe że wtedy przyślą kogoś innego.
-oczywiście. ale na razie chodźmy do kawiarenki.-powiedział spokojnie wjeżdżając z wózkiem do windy i wciskając odpowiedni guzik.-Ryu-chan? Na pewno już lepiej się czujesz?
-nie mogą...-mruknął tylko Hiroki i znów go pocałował.-ok, chodźmy z pieskami bo już robi się późno.
-mhm...rozumiem. Mam nadzieję że ataki szybko ci miną...-wyjechał z windy i pojechał prostu do kawiarenki.-przywieźć ci jutro coś smacznego?
-no właśnie w okolicy to tylko my zajmujemy się takimi sprawami. Taki zespół specjalny czy coś. W każdym razie jesteśmy jedyny zespołem śledczym w okolicy więc...-wzruszył ramionami i również ubrał buty.
-to dobrze...cieszę się że ci pomógł. Dzisiaj też zostaje?-spytał wybierając dla nich stolik.-Kiedy masz następne spotkanie z Chrisem? Myślisz że ci to pomaga?
-Nie możemy tak.-wywrócił oczyma i ubrał kurtkę. Założył pieskom smycze i również wyszedł z mieszkania zamykając je na klucz.-wtedy po prostu do was przyjdzie ktoś inny. Wybacz skarbie ale działa to właśnie w ten sposób.
-mhm...rozumiem. Ale do tego czasu jak je miałeś...pomagały ci?-spytał głaszcząc go po policzku. Zaraz wstał żeby złożyć zamówienie a potem wrócił do stolika.
-oj...nawet tak nie mów. Nigdy. Rozumiesz Naoki? Nigdy nawet tak nie mów.-powiedział patrząc na niego.-no i...przecież nie mówię że wszystko będzie odwołane...tylko że przyjdzie ktoś inny. Przecież to żadna różnica.
-mhm...to dobrze.-uśmiechnął się lekko i złapał go za dłoń splatając ich palce razem.-bedzie lepiej. Niedługo znów będzie lepiej. Na pewno.
-Nie marudź.-zasmiał się obejmując go ramieniem.-Spędzimy razem inny dzień.-wywrócił oczyma.
-jak poczujesz się lepiej to zrobimy co tylko będziesz chciał skarbie.-zapewnił go wesoło i wziął się za sernik który sobie zamówił.
Hiroki spojrzał na niego szczerze zaskoczony.
-ale jak to się nie robiło? Przecież takie festiwale organizuje się w każdej szkole...
-hmmmm? No bo...bo to przecież ty będziesz się w końcu lepiej czuł, prawda? Więc to do ciebie należy ten przywilej decydowania co będziemy robić...-powiedział trochę zaskoczony tym pytaniem.
-aha...no tak. Czasem zapominam że mój chłopak to paniczyk z bogatego domu.-zaśmiał się i pokazał mu język.
-um...ale przecież robimy to co ja chcę...znaczy no wiesz część rzeczy po prostu się pokrywa.-powiedział i zaraz przytulił go delikatnie.-przepraszam jeśli ci to przeszkadza.-dodał spokojnie.
-czasem nie widać.-przyznał szczerze. Nie miał powodów żeby kłamać.
-oj...no bo ja nie wiem jak się czujesz...a ja nie chcę żebyś potem się czół niekomfortowo że ja chciałem a ty nie mogłeś.-mruknął mu musnął jego policzek.
-oj no...już paniczku się nie naburmuszaj.-zaśmiał się.
-dobrze kochanie. Jeśli aż tak bardzo nie chcesz. po prostu myślałem że to ok dawać ci wolną rękę i możliwość wyboru.-powiedział wracając do swojego sernika.
-na przykład teraz.-zaśmiał się i zaraz mocno go przytulił.-No już...nie denerwuj się tak. Żartuję tylko...praktycznie wcale nie jesteś paniczkiem.
-na moje życzenia jeszcze przyjdzie czas.-zaśmiał się cicho i pozwolił mu się tak o siebie opierać.
-na pewno. Jesteś wspaniałym chłopakiem i cię kocham.-zapewnił go i oddał pocałunek.
-to nie jest wymówka. Tylko fakt. Na moje życzenia na prawdę przyjdzie czas. No ale dobrze. Ja coś wybiorę. Tylko potem bez żadnego marudzenia że nie chcesz albo że ci się nie podoba.-pstryknął go w nosek.
-tak całego.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.
-mhm...no niech ci będzie że ci wierzę.-zaśmiał się cicho. Pogłaskał go po policzku.-mój mały kochany...
-jejku...-zaskoczony złapał go w ostatniej chwili.-a za co mi dziękujesz?
-teraz?-spytał bez słowa dojadając muffinka.-czy jutro ci przynieść?-dopytał zaraz i ucałował go w policzek.
-ale przecież to naturalne. Nie masz za co dziękować głuptasku. Wystarczy że odwdzięczysz się tym samym.
-no dobrze wiec jutro.-zaśmiał się i przytulił go. Dłuższą chwilę tak tylko siedział.-bardzo cię kocham, wiesz? I smutno mi trochę kiedy nie ma cię w domu. Nie mam się do kogo przytulać w nocy, nie widzę cię kiedy kładę się spać, ani kiedy rano się budzę. Tęsknie za wspólnymi posiłkami i za siedzeniem na kanapie. Nawet jeśli każdy z nas siedział przy swoim laptopie to byliśmy razem.
-mój kochany paniczyk.-zaśmiał się Hiroki.
-mhm...wiem że się starasz kochanie. I wiem że bardzo chciałbyś wrócić na uczelnię i w ogóle wszystko. Po prostu...chciałem powiedzieć ci o swoich uczuciach i chciałbym żebyś ty mówił mi o swoich. Na prawdę cię cieszę kiedy mogę chociaż na chwilę być blisko ciebie.
-no to mnie nie bij bo się obrażę.-powiedział zaraz go puszczając bo pieski do nich wracały.
-martwię się bardziej kiedy tak robisz. Wolę wiedzieć.-powiedział głaszcząc go po plecach.-cały drżysz...lepiej wracajmy do sali.
-no...ja dziękuję za takie spytanie.-zmierzwił mu włosy.-wracajmy do domu.
-no dobrze...więc skończ ale zaraz potem wracasz do łóżeczka.-powiedział cały czas trzymając go w swoich ramionach.
-oj skarbie...ale chyba nie takie.-powiedział obejmując go ramieniem.-wracamy.
-no bo kiedy robi się poważnie to się o ciebie martwię...-powiedział cicho.-przepraszam jeśli aż tak bardzo ci to przeszkadza...ale wiem jaki potrafisz być uparty i nie iść do łóżka nawet jeśli jest ci słabo.
-za co?-spytał unosząc brwi.-nie kochasz mnie takiego jakim jestem? Ze wszystkimi wadami.
-ok, więc już idziemy.-powiedział wyprowadzając wózek. Cieszył się że zapłacił wcześniej. Wjechał do windy i nacisnął odpowiednik guzik.
Hiroki tylko wywrócił oczyma i dalej szedł spokojnie w stronę swojego mieszkania.
-nie wiem...-Jun od razu ukucnął przy wózku i złapał Ryu za rękę.-Ale spokojnie. Jestem tutaj przy tobie więc jest dobrze.-powiedział i zaraz nacisnął guzik wzywający pomocy.
-tak?-uniósł lekko brew i poprawił kurtkę.-To może jednak nie powinienem iść na ten festiwal? Jeszcze uczennice zaczną mnie podrywać. Albo nauczycielki.
-spokojnie. Postaraj się oddychać spokojnie. Zaraz na pewno nas stąd wyjmą.-powiedział zdejmując swoją marynarkę i zakładając ją chłopakowi.-wiem że to niewiele...-dodał cicho.
-a co jak polecą na mnie?-spytał unosząc brwi i obejmując go od tyłu.-nie chcę się wymigać.-zapewnił go zaraz.
-poczekaj jeszcze chwilę...-poprosił czując że jak chłopak mu zemdleje to zacznie panikować. Krzyknął tylko żeby inni wiedzieli że tutaj są i oczekują pomocy.-Już zaraz ktoś nas wyjmie i wszystko będzie dobrze. Obiecuję Ryu...
-ale tak cały czas?-westchnął teatralnie zaraz śmiejąc się cicho. Zaczął iść po schodach do swojego mieszkania.
Junowi trochę trzęsły się ręce ale posłuchał instrukcji kobiety i po tym jak ułożył chłopaka zaczął go masować. Nie chciał go stracić.
-mou...mój głuptasek.-ucałował go w policzek i otworzył drzwi wpuszczając go pierwszego.
Jun skinął głową cały czas się trzęsąc. Był przerażony. Oparł się plecami o ścianę. Zanim pójdzie do Ryu chciał się uspokoić. Dodatkowo dobijal go fakt ze nie mógł zaserwowac sobie ulubionej dawki nikotyny. Obiecał jednak chłopakowi ze więcej nie zapali. Wziął kilka głębokich wdechow ale to wcale nie pomagało. Ostatnie czego chciał to stracić swojego ukochanego.
-zrobię herbaty.-zdecydował zdejmując buty i kurtkę. Od razu skierował się do kuchni.
Jun pokręcił głową nie chcąc kawy. Cały czas miał zaciśnięte dłonie.
-co z nim?-spytał tylko nawet nie patrząc na Keia.
Hiroki skinął głową I wrócił do przygotowywania herbaty.
Mężczyzna skinął głową przyjmując to do wiadomości i schował twarz w dłoniach.
-to moja wina...gdyby został w łóżku zamiast iść do kawiarni to to by się nie wydarzyło. Wszystko byłoby dobrze...to moja wina...
-rozumiem. Daj pomogę ci.-powiedział widząc ze chłopak sobie średnio radzi.
-to nie chodzi o to czy ktoś mnie wini czy nie wini Kei. To jest moja wina. To po prostu ja. Nie to co robię, albo czego nie robię...chodzi po prostu o to że jestem. To wystarcza. Moja mama...i moi byli...-znów schował twarz w dłoniach.-Nie chcę go stracić. Nie chcę żeby umarł...
Hiroki szybko się z tym uporał i ucałował go w policzek.-mój kochany.
Jun trząsł się zdecydowanie coraz bardziej.
-nie rozumiesz...nic nie rozumiesz...-pokręcił przecząco głową. Z trudem dobierał odpowiednie słowa.-nie mówię że cała jego choroba...ale to co się dzieje teraz. Te wszystkie problemy kiedy przecież już było dobrze...-zacisnął dłonie w pieści aż zbielały mu knykcie.-nie mogę...za bardzo go kocham...nie chcę go stracić...nie chcę go ranić...-Jun skulił się w sobie i trząsł się jak podczas swoich pierwszych ataków paniki. Przed oczyma znów widział ojca który obwinia go za śmierć matki.
-postaram się. Ale jakby się przedłużyło to na mnie nie czekaj.
Jun cały czas kręcił przecząco głową ukrywając twarz w dłoniach. Był w takim stanie że nie był w stanie trzeźwo myśleć.
-ech...nie czekaj tak na mnie...-powiedział obejmując go lekko.
JUn skinął głową nadal jednak się trzęsąc. Wtulil się w niego. Wstydził się swoich chwil załamania.
-nie mów o tym Ryu...-poprosił cicho.
-ech no dobrze. Napisze Ci smsem kiedy przyjadę.
-ja spanikowalem Kei. Gdyby nie kobieta która tam z nami była niebylbym w stanie się ruszyć.-mruknął zaraz się od niego odsuwajac. Wrócił na krzeslo.
-mhm...dobrze rozumiem. Będzie prawdziwy związek.-ucałował go I usiadł wygodniej.
Prześlij komentarz