Jun męczył się przez cały wieczór co chwile powtarzając ze nie będzie pił bo ma za słaba głowę. Goście wyszli dopiero po północy a Jun wpadł wtedy ciężko na łóżko. Rano napisał Ryu wiadomość. 'Dobrze się bawiles? Ja okropnie. Kiedy przyjedziesz?'
[No bo trochę pasuje co jest smutne...przez ten zanik pamięci Ryu się od siebie oddalili i trochę im teraz ciężko się dogadać XD]
Jun akurat był po śniadaniu i wieszak z powrotem ich zdjęcia na miejsce. 'Tam długo? Przyjedz szybko to może dzisiaj pójdziemy do kina'. Odpisał mu szybko I wrócił do sprzątania.
[No...a Jun się o niego martwi XD i tak im trudno się dogadać]
Jun trochę zaskoczony spojrzał na wiadomość. 'Ale Ryu...miałeś odpoczywać przez ten weekend. A Marc mieszka daleko od nas.'Napisał zastanawiając się czy wysłać. Wiedział ze jeśli mu tak odpisze to Ryu się na niego obrazi a tego przecież nie chciał. W końcu napisał mu tylko żeby na siebie uważał i wrócił do sprzątania.
-okairi!-odparł leżąc na kanapie w salonie.-było okropnie. Wynudzilem się jak nigdy. Najpierw rozmawiali ciągle o uczelni a potem jak się trochę napili to zaczęli narzekać. Poza tym jakieś dwie profesorki zaczęły mnie podrywać i obmacywac.-mruknął.-Co chwilę się przesiadałem a one lazily za mną.
-ale to nie jest powód żeby mnie obmacywac.-wywrocil oczyma.-argument ze jestem zajęty tez nie działał.-mruknął zaraz jednak uśmiechając się i oglądając zdjęcia.-dobrze ze chociaż ty dobrze się bawiles. Mówili coś o mnie?-spytał zajadając się już chinszczyzna.
-szkoda mi go...zwłaszcza że nie jestem żadna z nich zainteresowany.-cmoknal go w policzek.-kocham tylko ciebie.-uśmiechnął sie I chwile milczał jedząc makaron.-to chyba jesteś szczesciarzem będąc z takim 'extremely hot' facetem.-zachichotal.-ale ja jestem większym.-dodał zaraz.-bo jestem z na prawdę wspaniałym młodym mężczyzna.
-no tak...czasem jednak chciałbym żeby to przestało być taka codziennością. No wiesz...czasem chciałbym żebyś na nowo zaczął się tak mną interesować jak te dziewczyny. No bo ja wciąż tak ciebie widzę.
-mhm...no dobrze...-skinął głową i wrócił do jedzenia. Odprowadził tylko chłopaka wzrokiem. Był trochę smutny i czuł ze znów się od siebie oddalają. Nie rozumiał tylko czemu.
-nic nie jest nie tak Ryu. Tak czasem jest ze potrzebujemy czasu dla siebie. Bez partnera. A ty dorastasz I najwidoczniej potrzebujesz tego czasu troszeczkę więcej.-powiedział chcąc uspokoić brata.-bebędzie dobrze Ryu. Przyjadę i jakoś pozbędziemy się twojego kryzysu.-zapewnił go.
-na przykład? Jakie ty masz potrzeby a jakie sądzisz że on ma?-spytał spokojnie.-Jun jest cierpliwy Ryu. I na pewno rozumie ze potrzebujesz chwile dla siebie. Jesteś dorastającym mężczyzna. Wiec najważniejsze jest to zebyś nadal go kochal.
-a powiedziałeś mu to Ryu? Ze spisz spokojnie bo wiesz ze jest twój? Czy tego juz mu nie wspomniałeś?-spytał łagodnie.-powiedz mu. No I jasne ze nie musisz się tak samo zachwycać. Ale na swój sposób...wciąż. Bo to jednak mile kiedy wziął budzi się takie same zainteresowanie u swojego partnera, nie sądzisz? Albo i większe.
-ale co w tym złego? Nie ma nic złego w tym ze mu ufasz.-zapewnił go łagodnie.-wiec się nie martw, ok? Jutro przylece i ci pomogę. Pójdziemy gdzie jak brat z bratem a potem pogadam z Junem.
-Będzie dobrze Ryu. Za nic go nie ochrzanie.-zapewnił go.-nic się nie stało. Możesz tak dzwonić. Jestem twoim starszym bratem i zawsze ci pomogę. Jutro przylece.-dodał spokojnie.
-Bo to nic złego Ryu. Ja się bardzo cieszę że mi ufasz. To wiele dla mnie znaczy.-zapewnił go I łagodnie złapał za dłoń.-ja ciebie tez kocham.-dodał uśmiechając się lekko.-przyjedzie? Ok. Spędzisz trochę czasu z bratem. I ja możetez z nim pogadam.-uśmiechnął sje lekko bo czuł ze tez tego potrzebuje.
-Ryu? To może dzisiaj poszlibysmy na taką małą randkę? Kawałeczek drogi stąd jest kino samochodowe...-zaproponował dość nieśmiało. Nie chciał go spłoszyć.
-mów za siebie kochanie. Ja zdecydowanie wolałbym pójść z tobą na randkę.-zaśmiał się I objął go ramieniem. Taka była prawda. Kiedy weszli do windy wcisnąć odpowiedzi guziczek.-ale jak już mówiłem ciesze się ze chociaż ty spędziłem miło czas.
-ciesze się ze było kulturalnie i ze spędziłes miło czas. No i cieszy mnie ze masz nowych przyjaciół.-Objął go mocno.-ja się dogadałem z jednym profesorem. Całkiem miły gość. Mniej więcej w moim wieku. Pomógł mi potem posprzątać po reszcie. Wie jak to ciężko bo rok temu to u niego była impreza.
-ciesze się ze było kulturalnie i ze spędziłes miło czas. No i cieszy mnie ze masz nowych przyjaciół.-Objął go mocno.-ja się dogadałem z jednym profesorem. Całkiem miły gość. Mniej więcej w moim wieku. Pomógł mi potem posprzątać po reszcie. Wie jak to ciężko bo rok temu to u niego była impreza.
-może.-zgodził się chociaż niezbyt pewnie.-cóż...-wyjął bilety i podał mu je.-jakas akcja z komedia żebyśmy się wyluzowali trochę.-dodał z lekkim uśmiechem.
-no...aż będzie gotowy. Jakoś nigdy się nad tym nie skupialem.-wzruszył ramionami.-miałem nawet kilka. Ale nie mogę rozmawiać o szczegółach. Były to niebezpieczne i trudne sprawy.-Zerknął na niego a potem wrócił do mieszania smazacego się farszu.
-możemy się przejść.-skinął głową I ruszył w stronę drogi.-jak dojedziemy. Tam na chwile.-uśmiechnął sie. Cieszył slze poprawił mu humor tym małym wyjazdem.
[A nie wiem...pewnie jakoś na koniech września XD ale nie wiem bo ja to w ogóle nie ogarnięta jestem...i nic nie ogarnim XD]
-ostatni raz w Oceanarium byłem jak jeszcze chodziłem do szkoły. Wiec fajnie ze tam pójdziemy. Odświeże sobie wszytsko.-uśmiechnął sie I zaczął jeść.-faktycznie dobre nam wyszły. Musimy częściej tak gotować.
[Jak się 19 lat mieszkało na wygwizdowiu to się potem jest nie ogarniętym XD no niestety w akademiku. I to jeszcze w centrum wiec do uczelni będę musiała dojeżdżać. Nigdy nie musiałam dojeżdżać wiec nie wiem jak ja to ogarnę XD]
-no...odpoczywam jak odpoczywam. Pewnie walna z jakąś ciężka sprawa albo będę tonal w papierach.-wzruszył rsmionami jedząc obiad ze smakiem. Cieszył się tym dniem. Spędzał go z Naokim a i kryzys związany z jego była został zazegnany.
[No tak też planowałam ale to jeszcze trzeba ogarniać gdzie wsiąść, do którego tramwaju/autobusu nie wiem co tam jeździ i jeszcze wiedzieć gdzie wysiąść XD to dość sporo informacji do ogarnięcia XD]
-postaram się. Będę też cały czas pod telefonem. Jakby dzieciaki za bardzo dawały w kość to dzwon.-uśmiechnął sie lekko.-cieszę się że ci smakują. I że spędzamy dzisiaj razem czas.-Wziął łyk wody.-no I ciesze się ze nie piles odkąd zaczęliśmy się spotykać. Wiem ze to trudne wiec bardzo się ciesze.
[Niby jest...XD będziesz w październiku w Toruniu? Może bys mnie oprowadzila? ^^]
-oby jak najdłużej.-objął go delikatnie. Tulił go tak jakiś czas.-i kiedy masz takie słabsze chwile dzwonisz do mnie, prawda?-spytał żeby się upewnić.-wczoraj tez tak było?-zadał kolejne pytanie.
[Szczegóły XD sama patykiem nie jestem :P nie oceniam książek po okładce XD i możesz sobie wyobrazić jak teraz teatralne wywracam oczami XD]
-i zastąpiłeś sobie alkohol seksem?-spytał spokojnie. Bez wyrzutu w głosie. Rozumiał go I wcale się nie dziwił. Chciał mu pomóc jak tylko mógł nawet jeśli bycie takim zamiennikiem nie bardzo mu się podobało. Wiedział jednak ze to w końcu minie a chciał swojemu chłopakowi pomoc.-jeśli będziesz miała takie chwile załamania nie wahaj się dzwonić. Pomogę ci jak tylko będę mógł.
-w takim razie ciesze się ze jednak znalazłem wtedy te chwile dla ciebie. Bo mogłem ci pomóc.-musnal jego czerwony policzek swoimi ustami.-uroczo się rumienisz.-szepnął mu na uszko by zaraz znów mocno go przytulić.-i było nam fajnie.
Następnego dnia miał przyjechać Kei. Jako że Ryu miał mieć wtedy praktyki Jun sam po niego pojechał na lotnisko. Wyszedł z samochodu i podszedł pod wyjście którym miał wyjść Kei. Cieszył się w sumie ze będzie miał chwile żeby z nim pogadać. Czuł ze trochę tego potrzebuje.
Mężczyzna skinął głową. -zwiedziliśmy z Ryu zanim zaczęliśmy prace i studia. Jest tutaj dość ładnie. Chociaż tak szczerze to wolałbym pojechać kawałek dalej pozwiedzać. Na razie nie mamy na to czasu.-wzruszył ramionami.-No I...ostatnio jakoś nie możemy się dogadać...a ja na prawdę nie chce się z nim kłócić. Nie wiem tylko co robię źle.
-możemy.-skinął głową wstając z wózka. Wziął torbę z zakupami i ruszył po schodach.-nic się tutaj złego nie dzieje.-dodał zerkajac na niego przez ramię.
-Mhm...wiem ze mnie kocha. No i zawsze był trochę marudny i drażliwy po wyjściu ze szpitala. No wiesz...ze za bardzo się martwię i takie tam. Ale teraz to nawet bardziej niż normalnie. Wiec zastanawiam się co takiego robie nie tak.-westchnął cicho.-no i ciężko sypia w nocy. Rzuca się w łóżku i ostatnio mnie skopal a potem spadł z łóżka.-dodał idąc juz w stronę swojego samochodu.
-mętlik? Czemu?-spytał nie bardzo rozumiejąc. Wsiadł do samochodu i powoli ruszył.-jasne. To dobry pomysł żebyście spędzili razem czas. Tak jak bracia. Pogadacie i w ogóle. Najlepiej jak poprosisz Ryu żeby Ci pokazał okolice.
-ale zawsze umiał. No wiesz...po prostu umiał.-Zacisnąl lekko ręce na kierownicy.-ciesze się ze przyjechałeś. Pogadasz z nim i może dowiesz się co się stało. Może ty będziesz umiał pomoc.-Zerknął na niego.
Mężczyzna pokręcił lekko głową. -nie sądzę żebym jakoś bardzo przesadzal. Zemdlal mi na zajęciach wiec...no będąc szczerym to trochę spanikowalem. Zawiozlem go od razu do szpitala gdzie lakarz powiedział ze się przemecza. No zatrzymali go na jeden dzień a potem zawiozlem go do domu. Starałem się z nim pogadać ze może lepiej jak zrezygnuje z pracy w bibliotece ale był uparty i powiedział ze nie chce. Bo chce być niezależny finansowo.-westchnął cicho. Rozumiał to wiec nie nalegał na swoje zdanie.-no a potem chcieliśmy się wybrać na randkę...coś mało męczącego. No ale zadzwonili ze szkoły ze u mnie ma być impreza. A że się ukrywamy to Ryu no...musiało go nie być w domu. Jako że wyszedł ze szpitala to nie chciałem żeby szedł na imprezę do swojego kolegi. No i...ech no...nie byłem z tego jakoś zadowolony bo się martwilem. Ale powiedział ze nie będzie pił i jak się zmęczyć to się położy. Ufam mu i nie chciałem. Się kłócić wiec wiecej nic na ten temat niw mowielem. Nawet rano nie zaproponowałem ze po niego przyjadę jak napisał ze chce iść. Na prawdę się staram Kei. Staram się mu nie matkowac nawet jak bardzo się martwię.
-wiem. I rozumiem ze się o niego martwisz Kei. I mam nadzieje ze uda ci się mu pomóc. Ze jakoś temu zaradzisz. Bo ja...ja nie wiem jak. Nie wiem nawet co mu jest. A zdecydowanie wolę kiedy się uśmiecha. Kiedy czuje się przy mnie swobodnie.-Zerknął na niego i zatrzymał się na światłach.
Jun ostatnie co usłyszał po ogluszajacym huku był dźwięk nadjezdzajacej karetki. Obu mężczyzn od razu przewieziono do szpitala. Kei jako pasażer był w zdecydowanie lepszym stanie bo jedyne co to poraniony brzuch przy czym nie uszkodził organów wewnętrznych. Jun za to oberwal całkiem porządnie w głowę poza tym miał połamane żebra oraz reke.
[Wiesz jak ostatnio coś mu się stało do Ryu go nawet nie odwiedził XD]
-proszę chwilkę zaczekać.-pielęgniarka usmiechnela ssię delikatnie i sprawdziła nazwiska w komputerze.-Pan Amakusa leży już na sali. Jest po szybkiej oparacji wiec zapewne śpi. Pan Mikami jest na sali operacyjnej...-kobieta zerknela na chłopaka.
[Ech...ale raczej nie będę mu nic złego robiła...w sensie żadnej utraty pamięci. Za dużo z tym babrania...XD]
Kei obudził się słysząc jego głos. Nie otwórzyl jednak oczu. -to nie jest twoje wina.-powiedział tylko. Chwilę milczał po czym otworzył jedno oko.-nie wyglądasz najlepiej. Biegles?
-I nie stracisz braciszku. Nie jestem w takim złym stanie. Jestem lekarzem to wiem.-uśmiechnął sie do niego lekko.-wiec spokojnie. Nie umrzemy.-dodał znów zamykając oczy. Zasnął prawie od razu.
Operacja Juna skończyła się po czterech godzinach od przyjścia Ryu. Miał zaszyta ranę na głowie. Lekarze byli spokojni bo nie była ona głęboka. Martwili się za to ze mogło się coś stać przy uderzeniu. Po zrobieniu dodatkowych badan nadal nie byli pewni. Rękę włożyli mu w gips a klatkę piersiową owineli bandażem. Został przeniesiony na sale i podłączony do maszyny monitorującej serce. Podano mu tez maskę tlenowa.
Jun spał jednak nadal. Owinięty bandażami. Jednak po słowach chłopaka na maszynie pojawiły się lekkie zakłócenia. Jakby serce mezczyzny na moment przyspieszyło.
[A na język aż się ciśnie 'a ty poczujesz jak to jest jak ktoś ciągle sprawia że się martwisz' XD]
Jun przespal cały dzień. Od czasu do czasu do jego sali przychodzili lekarze. Sprawdzali jego stan. Pielęgniarki przynosiły Ryu trochę jedzenia. Jun obudził się dopiero wieczorem. Podniósł się dość gwałtownie by zaraz z krzykiem opasc na poduszki. Z lekkim przerażeniem na twarzy wpatrywał się w sufit. Nie wiedział gdzie jest i co się stało.
Jun zajeczal z bólu kiedy chłopak go przytulił. Zamrugal próbując zrozumieć chłopaka a każdy dzwiek dochodził do niego ze zdwojoną siła. Czuł jakby ktoś uderzał młotem pneumatycznym. -ciszej...-wychrypial próbując się skupić na rozmywajacym się obrazie który miał przy oczami. Zamknął na chwile oczy a kiedy je otworzył odetchnąl z ulgą plamy nabrały krztaltów i okazały się być chłopakiem.-cztery.-wychrypial znów bo mówienie przychodziło mu z lekkim trudem.-drugi kwietnia...-powiedział po przerwie na kilka bolesnych oddechów-Ryu. Mój ukochany Ryu...-odparł.
Jun odprowadził go wzrokiem. Nie podobało mu się to ze chłopak go tu zostawia samego. Bolała go głową I zupełnie nie rozumial jak się tutaj znalazł. Ostatnie co pamiętal to rozmowa z Keiem w samochodzie. Skojarzył ze chłopak mówił coś o wypadku jednak nadal nic nie pamiętał. Lekarz który przyszedł dokładnie go zbadal i dał leki przeciwbólowe i nasenne żeby mężczyzna mógł spokojnie spać.
Kiedy chłopak się odezwał Jun otworzył oczy i zerknął na niego. -to...dobrze...-wychrypial cicho. Kiedy dostał leki głową trochę mniej go bolała i dźwięki przestały go przyprawiać o jeszcze większy ból głowy.-ale...co się stało? Gdzie Kei?
Kei na szybko ocenił jego stan. -Ryu idź do domu. Powinieneś się przespać. Możesz przecież przyjść jutro. Nie umrzemy jak nie będzie Cię z nami w nocy.-wywrocil oczyma.-powiedz mi tylko jak sie czuje Jun.
-ja wyjdę stąd szybciej Ryu. Wiec zdążysz mi wszystko pokazać. Wasze mieszkanie tez zobaczę.-zamknął oczy.-dobrze ale potem idź juz do domu. Musisz odpocząć i mieć siły zajmować się marudami, prawda?-pokazał mu język I zasnął.
Jun spał bardzo niespokojnie. Krzywizny się z bólu i mamrotal przez sen. Budził się też w nocy ale rano tego nie pamiętał. Wiec kiedy obudził się przez przyjściem lekarza spojrzał zaskoczony na chłopaka. -Ryu? Co ty tutaj robisz?-spytał cicho. Zrobił mała przerwę na wdech.-powinieneś noc spędzić w domu. Idź juz prosze. Odpocznij...
-w takim razie chyba lepiej żebyś poszedł po lekarza a potem poszedł do domu. Na prawdę dziwie się ze cie nie wyprosili. Zdecydowanie przekroczyłes godziny odwiedzin.-powiedział cicho I powoli często robiąc przerwy na oddech. Nie musisz przy mnie siedzieć cały czas...-dodał bardzo cicho. Zaraz skrzywil się bo ból głowy był nie do zniesienia.
Jun zarumienil się lekko. To ze nie mógł sam pójść do toalety przeszkadzało mu chyba najbardziej. Poza bólem oczywiście. -ale ty tez musisz o siebie dbać...-zaprotestował słabo.
-hmmm? Niby czemu?-spytał patrząc na Keia. Nie spał od dłuższego czasu a głową bolała mniej dzięki lekom.-weź mu jakoś powiedz żeby szedł do domu i odpoczal...
-no bo...byłoby ok jakby przychodził na jakiś czas a potem wracał do domu. Przecież musi odpoczywać. A nie ciągle siedzi przy mnie i ogląda mnie kiedy jestem taki żałosny.-mruknął zerkajac na Ryu.-przecież nie może tutaj cały czas siedzieć. Chyba nawet szpitalne procedury tego zabraniają, nie?-powiedział dość powoli.
-ale ja się tak czuję Kei. Poza tym...po co ma tu siedzieć kiedy ja ciągle śpię. Ból jest nie do zniesienia wiec lekarze ciągle dają mi leki nasenne. Wiec...pogadaj z Ryu. A na razie zrób tak jak mówisz. Niech się wyspi-zazamknął oczy i chwile tylko oddychał.
-lez głupi bracie albo zawołam twojego równie głupiego lekarza który pozwolił ci tu zostać zamiast kazać ci iść do domu.-Kei przytrzymał go w pozycji leżącej.-masz gorączke. Na prawdę sądzisz że to najlepszy pomysł tak się teraz zaniedbywać?
-wiem Ryu. Wiem ze się martwisz. Ale kiedy tak się zaniedbujesz to sprawisz ze i my martwimy się o ciebie.-pstryknal go w nos.-wiec zaraz zadzwonię do któregoś z twoich kolegów i każe się zabrać do domu. I żeby cię dopilnowali.-wycelowal w niego palcem.-Jun sobie poradzi jeden czy dwa dni bez ciebie. Teraz i tak dużo śpi.
-niedługo wyjdę. Ale na razie musisz iść do domu Ryu. Na pewno nie jest tak źle. Zjedz coś a potem idź spać.-polecił mu.-i zajdz do lekarza żeby cię zbadal z ta gorączka chociaż ja sądzę że to tylko z przemęczenia i sen pomoże. Ale zajdz.-objął lekko brata.-wszystko będzie dobrze Ryu.
Jun obudził się w nocy słysząc irytujący dźwięk dzwoniacego telefonu. Wymacal go zdrowa rękę i odebrał nawet nie patrząc na wyświetlacz. -halo?-wymamrotal cicho.-Ryu? Co się stało?-spytał zaraz kiedy zorientował się kto do niego dzwoni o takiej porze.
-bardzo bym chciał Ryu...ale nie mogę. Wiesz ze nie mogę. Chciałbym być teraz przy tobie.-powiedział cicho.-mogę cię tylko zapewnić ze na pewno go nie ma. Jesteśmy tysiące kilometrów od Japonii. Nie ma go.-wychrypial cicho.-postarasz się zasnąć?
Jun leżał chwile nie mogąc nawet zmruzyc oka. W końcu zadzwonił do chłopaka a kiedy ten odebrał westchnął cicho. -chodź...przysunie ci się łóżko obok mojego. Tylko się prześpij. I przestań sprawiać ze się o ciebie martwię kiedy nawet siku iść nie mogę zrobić.-powiedział uznając ze chociaż tak mu pomoże. Skoro I tak leżał sam na sali.
-Ryu...-mężczyzna złapał roztrzesionego brata w ramiona.-dlaczego nie przyszedłeś...głupi. wiem co mówiłem ale przecież mogłeś.przyjść kiedy działo się źle. -westchnął teraz jeszcze bardziej martwiąc się o brata.-słuchaj...wychodzę na koniec tygodnia. Nie byłem ciężko ranny i rany się zagoily wiec mnie wypuszczają. Do tego czasu dostawimy ci łóżko. U mnie albo u Juna. Gdzie będziesz chciał. Tylko juz się nie ran. Nie sprawiaj zw martwimy się bardziej.
-nie wiem Ryu.-pokręcił głową bo na prawdę nie wiedział.-na razie śpij. Po prostu śpij.-Okryl go lekko kołdrą. Nie sądził ze Ryu będzie w takim stanie. Myślał że skoro minął już rok to będzie chociaż trochę lepiej.
Kiedy lekarze przyszli do Keia mężczyzna poprosił żeby Ci dali tez jakieślleki chłopakowi. A kiedy ten się obudził mężczyzna uśmiechnął się do brata. -wyglądasz o wiele lepiej. Rozmawiałem z lekarzem. Dostawia ci łóżku w której sali będziesz chciał.
-pojadę z tobą.-zdecydował przesiadająć się na wózek.-może być to moja sala. Ale jeśli będziesz chciał zmienić zdanie to śmiało. Jun się po prostu wstydzi kiedy go oglądasz w takim stanie. Zupełnie jak ty kiedy on cię odwiedzał.-zaśmiał się cicho.-oboje jesteście tacy sami.
-może dlatego że zrobił ci krzywdę kiedy byłeś sam? A Jun albo ja...sprawiamy ze czujesz się bezpiecznie.-zaproponował.-wiec na razie może tak to zostaw? Z czasem pewnie przejdzie...na razie siebie ranisz a to nie jest dobre.
Hiroki westchnął czytając wiadomość. 'To chociaż wpadnij wieczorem tak jak Yasu i jego żona. Miałeś robić deser.' Odpisał mu i wyjac z zamrażarki sajgonki które robił którego dnia tak żeby pomrozic i mieć szybki obiad. Uznał ze skoro i tak ma jeść sam to nie musi się starać.
-może będzie lepiej jeśli mu to powiesz? W ten sposób będzie mógł ci pomóc. Nie powinieneś tego przed nim ukrywać. To dość ważne Ryu. A jak dowie się przypadkiem to będzie nie tylko zmartwiony ale i zawiedziony.-Zerknął na brata.-i obiecaj ze więcej się tak nie zranisz.
-to nie jest nic złego.-skinął spokojnie głową.-ale nie sądzę żeby miał się tak zachowywać jeśli mu na spokojnie wyjaśnia ze boisz się być sam w domu. Tylko kiedy jesteś tak całkiem sam. Na pewno zrozumie.-Zerknął na niego.
Kei zamyslil się na chwilę wpatrując się w kawe. -wiec może to ta świadomość? To że jesteś sam a Jun tam szybko nie wróci. Może przez to czujesz się trochębezbronny?-wziął łyk kawy i przyjrzał się bratu.
-miałem nadzieję że to z czasem minie.-przyznał się bo sam nie wiedział jak pomóc bratu. Nigdy nie był w takie sytuacji.-ja nie wiem jak ci pomóc. Ale Jun pewnie tak...dlatego powinieneś mu powiedzieć. Możesz z nim porozmawiać dzisiaj. Gorączka mu spadła I śpi coraz mniej.-uśmiechnął sie do niego lekko.
Kei złapał go za dłoń. -i będzie lepiej Ryu. W końcu będzie. Najwidoczniej ty musisz to zrobić powoli i spokojnie Bo terapia wstrząsowa sprawia że się cofasz.
-cóż...jest od ciebie starszy i to juz...ponad rok zdaje się. On się nie boi wiec nie ma tej blokady. No i...rozmawiałem z nim o tym zanim wyjechsliscie i ech...nawet jeśli wolałbym niektórych rzeczy nie wiedzieć to...wiem ze nawet jeśli nadal go podniecasz to on poczeka. Choćby któregoś dnia miał się sam z siebie przenieść na kanapę bo nie wytrzymał napięcia...to on poczeka Ryu.
-nie jestem Ryu. Po prostu się boisz. A to normalne. Jedni sobie radzą z tym szybciej a inni nie. Ale jestem pewny ze w końcu sobie poradzcie i będziecie się cieszyć wspólnym życiem.
Kei trzepnal go przez łeb. -nie gadaj głupot. Żeby się dowiedzieć czy was porównuje musiałbyś z nim porozmawiać. Tak szczerze I od serca.-trzepnal go drugi raz.-nie byłoby nam lepiej bez ciebie. Zobacz ile szczęścia nam przyniosles.a najwięcej Junowi nawet jeśli jest wam teraz trochę ciężko.
-bije cie bo gadasz głupoty.-wycelowal w niego palcem.-wiec wiecej ich nie gadaj głupi bracie. Bo Jun mnie zatlucze jak tylko wyjdzie ze szpitala.-zaśmiał się.-będzie dobrze, jasne?
-nie okrzyczy. Skoro się przespales to sądzę że nawet się ucieszy.-pokazal język.-wcześniej był trochę zły bo o siebie nie dałes. Ale teraz już będziesz wiec wszystko będzie ok.-zapewnił go.
-nic się nie stało a dzisiaj będziesz miał już swoje.-uśmiechnął sie do brata I zjadł swoją bułkę oraz dopił kawę.-ok ja juz musze iść. Odprowadze cie tylko do Juna.
-dobrze. Śpię coraz mnie i okropnie się nudzę. Nie mogę jeszcze siadać przez żebra ale już tak nie bolą. Głowa tez.-uśmiechnął sie delikatnie.-um...dzwonili do mnie z uczelni. I...jako że lekarz powiedział ze za miesiąc juz mogę wrócić do domu ale będę na wózku...to za miesiąc wracam tez na uczelnie.
-to dobrze.-powiedział ciesząc się z tego małego pocałunku.-czuje. Lekarzowi chodzi o to ze będę jeszcze za słaby żeby chodzić na dłuższą metę.-wyjaśnił.-tylko ze musze oddać za samochód...i nowego musimy poszukać sami.-westchnął cicho.
-wiem...no I zdecydowana cześć pokryje odszkodowanie...-uśmiechnął sie delikatnie. Zaraz jednak spowaznial.-Ryu-chan? Co ci się stało w rękę? Raniles się?-spytał patrząc mu w oczy.-Ryu ja wiem ze leżę teraz w szpitalu...i jestem tak beznadziejny ze niewiele ci pomogę ale...ale jeśli masz jakiś problem to możesz do mnie przyjść. Nie mogę zrobić wiele ale będę przy tobie.-złapał go lekko za dłoń.
-Ryu...nie ran się więcej. Przecież możesz do mnie przyjść.-skrzywil się lekko z bólu i wyciągnął w jego stronę dłoń.-um dobrze...ale jeśli będziesz chciał przyjść spać do mnie to nie będę miał nic przeciwko. Tak długo jak będziesz spał w łóżku a nie oparty o moje łóżko.-umilkl na chwile.-chodź do mnie na chwile. Możesz się lekko przytulic. Juz tak nie boli. A ja chcę Cię przytulic...
-ale już jest dobrze Ryu. Juz jestem przy tobie. Juz nie zostaniesz sam w domu. Póki Kei nie wyjdzie śpij w szpitalu...-objął go bardzo delikatnie a kiedy w końcu się ułożył przestał się krzywizny z bólu.-juz dobrze...wiec nie rób sobie krzywdy. A jak wyjdę ze szpitala...to jakoś sobie z tym poradzimy. Obiecuje. W końcu wszystko będzie dobrze.
-a ja ci powiedziałem żebyś przyszedł.-zauważył.-nie przeszkadzasz z mi. Chce żebyś czuł się dobrze. Wiec nawet jeśli jestem taki beznadziejny to chce żebyś na mnie polegał.
-ja ciebie tez kocham.-uśmiechnął sie lekko I położył wygodniej.-to dobrze. I tak ma być. W końcu musisz o siebie dbać...-uśmiechnął sie trzymając go za rękę.
-poproszę troszeczkę. A potem mi poczytasz? Lubie słuchać twojego głosu.-kiedy chłopak dał mu się napić wody znów opadł ciężko na poduszki.-dziękuję ze tym razem przy mnie jesteś. To dla mnie wiele znaczy.
Jun juz zdążył zauważyć kiedy chlopak go odwiedza. Wiec kiedy w końcu dali mu wózek zjechał winda na sam dół i poczekał na chłopaka. Pomachal mu wesoło kiedy go zobaczył.
-jestem z ciebie dumny.-uśmiechnął sie do niego.-są super.-dodał kiedy odnalazł zjecia.-no I możemy coś razem zjeść. Jestem za. Ale opowiadaj jak tam na uczelni.-poprosił zerkajac na niego raz po raz.
-mi weź jakieś tosty. Nie mam ostatnio apetytu.-powiedział podjezdzajac pod stolik.-oj no to powinieneś uważać.-wywrocil oczyma.-a jak w domu? Spisz spokojnie? Pokazałeś juz Keiowi okolice?-zasypal go pytaniami.
-przynieś.-poprosił z uśmiechem.-no to macie sporo czasu skoro zostaje dwa miesiące.-dodał patrząc na niego.-oh...no ale ty miałeś zostać tutaj tylko rok.-powiedział czytając list.
-przemyśle to jeszcze. Przecież nie musze im dawać odpowiedzi od razu.-odpowiedział mu.-a chciałbyś tu zostać? Podoba ci się mieszkanie w stanach?-spytał zaraz patrząc na niego uważnie.-nie będzie mi przeszkadzało. Przecież nie będzie spał z nami w łóżku.-wywrocil oczyma.
-ok. Wiec jeszcze to przemyslimy. To poważna decyzja I musimy się zastanowić czy jest nam tutaj dobrze. Czy się podoba i czy chcemy zostać dłużej czy raczej wolimy wracać do Japonii.
-u mnie dobrze. Ciesze się ze w końcu mogłem wyjść z łóżka...no i zdjeli cewnik wiec mam teraz więcej swobody. To na prawdę nie było komfortowe.-uśmiechnął sie lekko.-a lekarz....no...mówi ze z głową wszystko gra. I że miałem spore szczęście. Połamane było kilka żeber ale się zrosly. Teraz jestem tylko osłabiony. Straciłem sporo krwi wiec wiesz...
-staram się jeść to co mi dają. Ale nie zjadam wszystkiego bo nie mam apetytu.-wyjaśnił.-nie wyjdę szybciej niż pod koniec miesiąca czy za jakieś trzy tygodnie. Lekarz powiedział ze musze odzyskać siły. Chce żebym zaliczył przynajmniej tydzień takiej rehabilitacji.
-dobrze. Przecież przeżyje dwa dni bez odwiedzin.-zaśmiał się jedząc swoje tosty.-ale dzwon jak coś. I...ja tez mogę zadzwonić? Jakbym jednak zatesknil?-spytał zerkajac na niego.
-ok. Wiec będę dzwonił. Dobrze ze mi mówisz. Nie będę się martwił ze coś się stało bo tak długo nie przyszloedzisz.-zjadł tosta i zabrał się za picie herbaty.
-to i tak mało ale ok. Lepsze to nic nic. Jak wyjdę ze szpitala to będziesz więcej spał.-uśmiechnął sie do niego lekko.-a Keiowi podoba się nasze kieszkanke? Wypróbował juz jacuzzi?-spytał wesoło.
-aż tak dużo masz? No cóż nic na to nie poradzę. A jeszcze dojdą moje zajęcia.-westchnął cicho.-no goi się. Ciesze się. Ale masz rację. Będą brzydkie blizny.-pokazal mu język.-serio? Jestem zazdrosny...-zrobił smutna minke.
-zdecydowanie wolę we dwoje.-zaśmiał się cicho.-aż tak źle? Opowiadaj kochanie. Na prawdę jestem ciekaw co się tam dzieje jak mnie nie ma. Co teraz omawiacie?-wypytal go.
[Jutro to ogarnę bo telefon mi się wyłącza jak tylko próbuje włączyc fb...;^;]
-co za debil...musze jak najszybciej wrócić bo was tam pozabija. Powiedz ze mieliście chociaż maski...-poprosil patrząc na niego uważnie.-jak coś to wychodź z jego zajęć. Ja to potem wszytsko wyprosuje.-obiecał I pogłaskał go po policzku.-przecież w ogóle powinien dać wam sztuczne ręce...
-na prawdę musze szybko wrócić. Skoro ty możesz nie zaliczyć to co z resztą? Jakoś to naprawie. Po prostu wytrzymaj do końca miesiąca. -uśmiechnął sie lekko.
-jest wiele różnych...poza tym zawsze używa się kilku.-machnął ręką.-Rozumem Ryu-chan ale ty i tak jesteś w lepszej sytuacji nic reszta. W końcu masz mnie.-zaśmiał sie.-a ja ci pomogę tak jakby co.
-postaram się ale ja też nie wiele mogę zrobić tylko czekać. Przecież wszystko zależy od lekarza.-zaśmiał się.-ale spokojnie. Nie będęaaż tyle nieobecny. Damy rade.
-Ech...ten facet was zabije. Idziemy do lekarza Ryu. A ty nie wracasz na te zajęcia dopóki ja nie wrócę.-powiedział i zaczął z nim jechać w stronę gabinetu lekarza. Cieszył się ze żebra juz się zagoily i nie bolało. Lekarz przeglądał Ryu i uznał ze na szczecin nic mu nie będzie. Chociaż mogło być niebezpiecznie.
-oczywiście ze możesz kochanie.-zapewnił go I pogłaskał go plecach.-juz dobrze. Serio. Dobrze ze wyszedles a skoro lekarz powiedział ze nic ci nie będzie to możesz być spokojny.-dodał tulac go do siebie łagodnie.-dobrze zrobiłeś. On was w ogóle źle uczy. Przecież szyje się jak krew jest wymieniona juz na substancje konserwujace.-wywrocil oczyma.-wiec od teraz możesz nie chodzić na jego zajęcia. Ja jak wrócę po prostu będę ignorować ten miesiąc. Bo ten facet was pozabija...
-mam nadzieję że to jednak nie będzie nic poważnego. Powiedz swoim kolegom ze lepiej jeśli pójdą z tym do dziekanatu. Bo facet was pozabija. Pracujecie na ukrwiinych ciałach i na dodatek bez odzieży ochronnej. Albo nawet lepiej jak ja zadzwonię.-zdecydował jadąc powoli i spokojnie.-możemy zjeść.
-w takim razie ja zadzwonię.-zdecydował I skinął głową.-ok. Dzisiaj ja.-zgodził się I kiedy dojechali na stołówkę wybrał stolik chodzie chłopak mógł wygodnie usiąść.-poczekaj a ja wszystko załatwię.
Jun szybko wszytsko załatwił i wrócił do stolika z podgrzanymi nalesnikami, kawa dla chłopaka i herbata dla siebie. Położył to na stoliku. -lepiej się już czujesz?
-to dobrze ze lepiej. Ale zostan póki nie będzie całkowicie dobrze i nie będziesz pewien ze nie padniesz po drodze.-Wziął łyk herbaty i spróbował naleśników.-mmmm...brakuje mi tu twojej kuchni. Jedzenie niby nie jest najgorsze ale..no sam wiesz.
-mmmm...cieszę się że dostaje takie pyszne obiadki od czasu do czasu.-zaśmiał się jedząc naleśniki.-fajnie ze masz wolne. Możemy spędzić razem trochę czasu.-popatrzył na niego z uśmiechem.-a co tam u Kokiego i Keiichiro?
-mhm trochę szkoda. Ale może w weekend ci się uda.-uśmiechnął sie lekko.-to w końcu twój przyjaciel i szkoda by było żeby ta więź się urwała.-zauważył spokojnie. Skończył jednego nalesnika I Nałożył sobie jeszcze jednego. W końcu nie często miał okazję jeść takie smakołyki w szpitalu.
-no nic...mam nadzieje ze ci odpisze i dowiesz się co u niego. Ale niech lepiej przyjadą jak Kei pojedzie. Wszystkich nie pomieścimy.-zaśmiał się i dopił herbatę.
-cóż...sądzę że to dobry pomysł. Wszyscy będziemy mieli wtedy wolne i spędzimy miło czas.-uśmiechnął sie lekko I pogłaskał go po policzku.-i może we czwórkę gdzieś pojedziemy?
-idzie mi dobrze ale idź do lekarza jeśli cię boli. Nie chce żebyś jeszcze ty leżał w szpitalu.-powiedział podjezdzajac bliżej niego i łapiąc go za dłoń.-chodź pójdę z tobą.-uśmiechnął sie delikatnie.
-cóż...jeśli będzie się czuł dobrze to w sumie czemu nie. Ale nie wygląda to najlepiej.nadal jest ciężko bo mam malo sił.-powiedział z wieszalam trochę głowę.
-no wiem...ale ja tez się o ciebie martwię, wiesz?-ucałował go w policzek I wjechał na sale rehabilitacyjna. Od razu został przydzielony do drabinek. Wstał powoli I trzymając się trained zaczął bardzo powoli chodzić.
Jun uśmiechnął się lekko do chłopaka który na niego czekał. Złapal się mocniej i starał się iść trochę szybciej. -dziękuję ze jesteś.-powiedział kiedy znów udało mu się dotrzeć do Ryu.
-wszystko dzięki tobie kochanie. Na prawdę. Bez ciebie nie idzie tak dobrze.-oddał pocałunek I przytulił go delikatnie.-ale będę się starał żeby szybko wyjść.-zapewnił go.-I odzyskać siły.-dodał z lekkim uśmiechem.
-no to do wyra głupi bracie.-powiedział I od razu sięgnął po jego torbę z lekami.-ok...faktycznie nic ci nie będzie...a co tam u twojej drugiej połówki?-spytał spokojnie.
-powinieneś z nim porozmawiać Ryu. Wtedy będzie wiedział czego od niego oczekujesz.-powiedział spokojnie.-no I myślę że on też rozumie jak się czujesz kiedy on się o ciebie martwi.
-no rozumiem Cię Ryu...ale chyba teraz widzisz jak to ciężko traktować kogoś normalnie? Albo może jeszcze nie...ale jak Jun wróci do domu do zobaczysz.-poklepal go po ramieniu.
-pewnie się martwi. Ale się hamuje. A przynajmniej się stara. Ale ty tez się o niego martwisz. Wiec chyba wiesz ze to nie tak łatwo kontrolować co? No i martwi się o ciebie jak o swojego chłopaka. To całkowite normalne. Ja również martwię się o swoją żonę.
-hmmm...-Kei zamyslil się na chwilę.-to co ma zrobić kiedy widzi że jesteś słaby i powinieneś się położyć a tego nie robisz? Albo...no nie wiem...jak jesteś chory to mało jesz i co on wtedy ma robić?-znów na chwile umilkl.-rozumiem ze możesz czuć się osaczony kiedy on tak ci naskakuje ale to normalne że się martwi. I pewnie sam będziesz mu naskakiwal kiedy w domu zacznie marudzić i robić na przekór.
-ale on przecież nie mówi ci tak cały czas, co? Tylko kiedy mu mdlejesz na zajęciach. Wtedy to normalne że zaczyna się martwić bardziej. Ryu...ja myślę że i tak jest lepiej niż na początku wiec po prostu postaraj się to znieść, ok? Przeczekaj...on też musi się nauczyć.
-ok Ryu rozumiem. Czasem każdy chce być trochę egoistą.-pogłaskał brata po włosach.-niby martwisz się i w ogóle ale...ale lepiej jak zrobisz dodatkowe badania. Może to tylko stres ale trodno powiedzieć wiec jutro iidź zrobić badania. Nie musisz przy tym odwiedzać Juna bo pewnie powiedziałeś mu ze ciebie nie będzie.-poklepal go lekko po ramieniu.-
Kei westchnął ciężko i się zastanowił. -no dobra. Niech Ci będzie. Mam nadzieje ze to tylko stres i nic poważnego.-przytulił brata i puścił go po dłuższej chwili.-a teraz idź juz spać. Ja tez pójdę.
-dzień dobry. Wszytsko wygląda na prawdę przepysznie.-powiedział patrząc na suto zastawiony stół.-smacznego.-dodał I zabrał się za jedzenie. Co chwila tylko wychwalal Ryu ze zrobił im przepyszne śniadanie.
-oj...no to musisz mu mówić żeby sam sprzątal.-zaśmiał się I zaczął zmywać.-a poza tym? Jest coś co jeszcze cie denerwuje w nim? Może jak to wszytsko powiesz to będzie ci lepiej?
Dwa tygodnie później Jun odzyskał większość sił i mógł wyjść ze szpitala oraz wrócić do pracy. Nadal jednak miał jeździć na wózku jeszcze przez jakiś czas. Siedział wiec na nim w swojej sali czekając na Ryu i Keia którzy mieli po niego przyjechać .
-ok ale ta czapka i szalik są zbędne.-wywrocil oczyma I wziął swoją torbę na kolana.-możemy jechać. Juz nie mogę się doczekać kiedy kiedy w końcu będę w domu...-Zerknął na Keia.-a jak tam Ryu?
-Kei jesteś lekarzem...nie wiesz może od czego mu tak skaczą? W końcu musi być jakiś powód nie?-zerknął na niego. Nke wydam się. Nie chce żeby się na mnie obraził.-obiecał mu zaraz szybko.-mmm curry...dawno go nie robił.-uśmiechnął sie lekko pod nosem
-mhm...wiec upewnij się ze zrobił badania i wszystko gra.-poprosił bo sam przecież obiecał ze się nie wyda. Kiedy chłopak wyszedł objął go delikatnie.-hej kochanie. Dobrze cie widzieć. Słyszałem ze na obiad curry.-powiedział radośnie.-ok, ok.-ruszył spokojnie za nim.
-brzmi przepysznie.-uśmiechnął sie do niego. Cieszył się ze w oncu wraca do domu. Miał już dość szpitala.-nic mi nie potrzeba. Juz jestem szczęśliwy. Żadnych specjalnych życzeń.-powiedział wesoło.
-o wszytskim pomyślałeś, co?-uśmiechnął się.-a w poniedziałek juz idę do pracy. Wiec możesz już przyjść na moje zajęcia. Przygotuje coś ciekawego. Może nawet coś praktycznego. Jakieś ćwiczenia...
-rozumiem. Mogę pojechać z tobą? Pogadam z lekarzami i może coś im podpowiem.-zaproponował. Może i nie był lekarzem ale siedział w swoim zawodzie juz dobrych kilka lat i wiedział jak sobie radzić w podobnych przypadkach.
Jun swobodnie przeniósł się na podstawiony wózek. Cieszył się ze maja windę wiec nie będzie problemu z dostaniem się do mieszkania. Kiedy byli już w windzie złapał Ryu za rękę. -a mogę wieczorem liczyć na chwile w jacuzzi z moim uroczym chłopakiem?-spytał uśmiechając sie lekko.
-no cóż...-Jun tylko wzruszył ramionami. Domyślal się ze na wózku będzie zajmował za dużo miejsca.-jak ci się podoba nasze mieszkanko?-spytał Keia. Cieszył się ze zdjęcia nadal widziały na swoich miejscach.
Jun tylko wywrocil oczyma. Jemu łóżko odpowiadało. -możemy wymienić jeśli ci aż tak przeszkadza!-krzyknął do Ryu. W końcu chciał żeby chłopak spał komfortowo.-no wiem ze jacuzzi jest świetne. Ale dzisiaj nie wchodzisz Kei.-pstryknal go w nos.
-Oj żartowałem tylko.-wywrocil oczyma I poklapela go po ramieniu.-ale wiesz...przepraszam za to co się stało na drodze. Przeze mnie wyladowalismy w szpitalu. Ja nawet nie wiem jak to się stało.
-ale stało się akurat mnie kiedy cię wiozlem.-zauważył cicho. Kiedy Ryu wniósł curry od razu się rozpogodzil. -mmmm moje ulubione. Smacznego.-uśmiechnął sie I od razu zabrał się za jedzenie.-przepyszne.-powiedział z pełną buzia.
-niezłe? Jest przepyszne. Taki domowy smak. Czasem aż tęsknię to tego smaku. Takiego japońskiego.-uśmiechnął sie szczęśliwy. Wziął łyk wody i zaraz wrócił do jedzenia. On po prostu uwielbial curry gotowane przez Ryu. Nic nie mogl na to poradzić.-no i curry było pierwszą potrawa jaka z wami wspólnie zjadłem...-przypomniał mu.
Jun wzruszył ramionami. Nie wiedział czy to dlatego. Wiedział ze mu smakuje i to mu wystarczało w 100<. -serio? Moja ukochane curry dwa dni z rzędu.-uśmiechnął sie i szybko skończył jeść.-mój chłopak robi najlepsze curry na świecie.-stwierdził wesoło.
-a właśnie ze gotujesz.-zaprotestował Jun ale zaraz potem umilkl. Cieszył się ze wrócił do domu i zjadł pyszny obiad. Juz miał dość szpitalnego jedzenia.
Jun go przytulił i łagodnie pogłaskał po włosach. -dobrze ze tak powiedział. Bo to prawda Ryu. Każdemu czasem się zdarza i trzeba po prostu się starać następnym razem nie popełnić tych błędów.-powedzial spokojnie.-wiec się nie przejmuj.
-oj czasem się zdarza. Każdy czasem ma taki dzień. Ja tez. Ile to razy skalpel wylecial mi z dłoni.-wywrocil oczyma.-nnastępnym razem będzie lepiej. Jestem tego pewien.
-teraz już wiem.-ppogłaskał go po włosach.-mhm...a lekarz miał jakieś teorie czemu tak schudles?-spytał spokojnie.-może coś podejrzewa.-spytał tulac go delikatnie.
-dobrze poczekam. A do tego czas rób to co mówił ci lekarz.-powiedział tylko. Pogłaskał go po włosach z lekkim uśmiechem na ustach.-mam nadzieję że wszystko będzie dobrze.-dodał spokojnie.
-juz.-uśmiechnął sie przekazując mu laptopa po dobrej godzinie.-skopiiwalem je do tego folderu.-pokazał mu wszystko.-tam są te które najbardziej mi się podobały.
-ok. Ja w tym czasie zajmę się swoimi wykładami. Potem będziemy mieli czas dla siebie.-uśmiechnął sie I odpalil laptopa. Zanim zaczął prace wykonał jeszcze kilka telefonów do starostów poszczególnych rokow. Westchnął lekko załamany tym ilebbędzie musiał nadrobić i zabrał się za robotę.
-nie będę. Powiem wszytsko na zajęciach jeszcze ale na pewno zignoruje oceny z tego miesiąca. Z resztą tak jak słyszałeś mówiłem to już starostom.-uśmiechnął sie do niego lekko.
-mhm. Ale to bardzo fajne doświadczenie.-uśmiechnął sie. Spokojnie przejrzał plik.-super. Wygląda na prawdę fajnie.-ucałował go w policzek I oddał mu laptopa.
-mhm.-Jun skinął głową I ucalowal go jeszcze w policzek.-chociaż...po tym szpitalu tez wolałbym się umyć zanim wejdę do jacuzzi...-stwierdził.-umyje się po tobie.
-wiec zaraz ja idę się obprezyc.-przeciągnąl się lekko i pojechał po czyste bokserki i szlafrok. Potem wrócił do salonu żeby poczekać tam aż Ryu zwolni łazienkę.
Jun za to wziął kąpiel w wannie. Uznał ze pod prysznicem się nie utrzyma. Wymoczyl się I zmyl z siebie brudy ze szpitala. Wyszedł po dobrych dwudziestu minutach i ubrany w bokserki i szlafrok pojechał na wózku do kuchni. -juz możemy isc.
-smacznego.-Jun delikatnie objął go ramieniem I upil kawy.-w Yukan gwiazdy było ładniej widać. Tutaj większość jest za chmurami. Cały czas.-westchnął cicho.
-ale nie tak. Tutaj jest tak jak w Tokio. A w Yukan było tak ładnie. Tak...no po prostu o wiele ładniej.-nie wiedział jak to wyjaśnić.-a ja lubię patrzyć na gwiazdy. Zwłaszcza z tobą. Przypominają mi one nasza pierwsza randkę. Jak powiedzieliśmy sobie co czujemy.
-jak wrócimy do domu to tam pójdziemy. Na balkonie to nie to samo.-uśmiechnął sie lekko.-zrobisz wtedy nowe zdjęcia...a ja przygotuje nam jakieś przekąski i coś ciepłego do picia w termosie. Do tego jeszcze sporo czasu ale...tak jak ty chciałbym tam znów pójść.
-Mhm. Na przyszłe lato. Miło by było spędzić tam rocznicę.-pprzytulił go trochę mocniej i upil łyk kawy.-jasne kochanie. Jutro zrobię lekcje teoretyczna. A następna będzie praktyczna. Będą się łączyć ze sobą tak ze będziecie wiedzieć co robić. Co ty na to?-zerknął na niego z uśmiechem.
-będę pomagał kochanie. Jesteście grupa dodatkowa a ja jestem po to żeby wam pomoc. Wiec spokojnie. Będziecie pracować na zelatynowych rękach. Będzie jakieś proste szycie. Spokojnie.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.-A najpierw bebędzie teoria.
-możesz wpaść.-zgodził się swobodnie.-tylko...czemu jest na mnie szał?-jakoś nie mógł tego zrozumieć.-no I zdjęcia będą kiepskie bo ja na wózku jestem...i w ogóle...-bąknął bo bardzo mu się to nie podobało.-cóż...wolałbym mojego seksownego bruneta. Ale wiadomo ze nie możesz zajmować się wszystkim.-zaśmiał się.-nie będę podrywać i nie dam się poderwać.-obiecał tylko cały czas cicho się śmiejąc.
-liczę na twoje zdolności skarbie.-uśmiechnął sie delikatnie.-oh...no skoro tak. Ale ja tez jestem zajęty. Tylko cóż...nikt poza tobą o tym nie wie wiec pewnie dla większości jestem do wzięcia.-ucałował go w policzek i dopił kawę.-tak więc ok niech będzie zdjęcie i wywiad.
-dobrze. Rob jak uważasz. Wiem ze kiedy ty robisz zdjęcia zawsze wyjdę dobrze.-ucałował go w policzek.-jacciebie tez kocham.-odparł tulac go mocniej.-cóż...dobrze. skąd nagle to pytanie?
-ale już jest dobrze. Jestem w domu i nie musisz się martwić.-ucałował go w czółko.-ja tez będę wychodził. Robi się zimno.-powiedział puszczając go. Zaczął powoli wychodzi z jacuzzi.
4 687 komentarzy:
1 – 200 z 4687 Nowsze› Najnowsze»[Ale cytat taaaki smutny...;^;]
Jun męczył się przez cały wieczór co chwile powtarzając ze nie będzie pił bo ma za słaba głowę. Goście wyszli dopiero po północy a Jun wpadł wtedy ciężko na łóżko. Rano napisał Ryu wiadomość. 'Dobrze się bawiles? Ja okropnie. Kiedy przyjedziesz?'
[No bo trochę pasuje co jest smutne...przez ten zanik pamięci Ryu się od siebie oddalili i trochę im teraz ciężko się dogadać XD]
Jun akurat był po śniadaniu i wieszak z powrotem ich zdjęcia na miejsce.
'Tam długo? Przyjedz szybko to może dzisiaj pójdziemy do kina'. Odpisał mu szybko I wrócił do sprzątania.
[No...a Jun się o niego martwi XD i tak im trudno się dogadać]
Jun trochę zaskoczony spojrzał na wiadomość.
'Ale Ryu...miałeś odpoczywać przez ten weekend. A Marc mieszka daleko od nas.'Napisał zastanawiając się czy wysłać. Wiedział ze jeśli mu tak odpisze to Ryu się na niego obrazi a tego przecież nie chciał. W końcu napisał mu tylko żeby na siebie uważał i wrócił do sprzątania.
-okairi!-odparł leżąc na kanapie w salonie.-było okropnie. Wynudzilem się jak nigdy. Najpierw rozmawiali ciągle o uczelni a potem jak się trochę napili to zaczęli narzekać. Poza tym jakieś dwie profesorki zaczęły mnie podrywać i obmacywac.-mruknął.-Co chwilę się przesiadałem a one lazily za mną.
-ale to nie jest powód żeby mnie obmacywac.-wywrocil oczyma.-argument ze jestem zajęty tez nie działał.-mruknął zaraz jednak uśmiechając się i oglądając zdjęcia.-dobrze ze chociaż ty dobrze się bawiles. Mówili coś o mnie?-spytał zajadając się już chinszczyzna.
-szkoda mi go...zwłaszcza że nie jestem żadna z nich zainteresowany.-cmoknal go w policzek.-kocham tylko ciebie.-uśmiechnął sie I chwile milczał jedząc makaron.-to chyba jesteś szczesciarzem będąc z takim 'extremely hot' facetem.-zachichotal.-ale ja jestem większym.-dodał zaraz.-bo jestem z na prawdę wspaniałym młodym mężczyzna.
-no tak...czasem jednak chciałbym żeby to przestało być taka codziennością. No wiesz...czasem chciałbym żebyś na nowo zaczął się tak mną interesować jak te dziewczyny. No bo ja wciąż tak ciebie widzę.
-mhm...no dobrze...-skinął głową i wrócił do jedzenia. Odprowadził tylko chłopaka wzrokiem. Był trochę smutny i czuł ze znów się od siebie oddalają. Nie rozumiał tylko czemu.
[No I co jemu znów? XD]
[Jak możesz nie rozumieć swojej postaci? XD]
-kryzys? Co się stało braciszku?-spytał zaraz zmartwionym głosem.-nie wiem. Ale jeśli mnie potrzebujesz to mogę dzisiaj wsiąść w samolot i jutro być.
[Nie ładnie tak XD]
-nic nie jest nie tak Ryu. Tak czasem jest ze potrzebujemy czasu dla siebie. Bez partnera. A ty dorastasz I najwidoczniej potrzebujesz tego czasu troszeczkę więcej.-powiedział chcąc uspokoić brata.-bebędzie dobrze Ryu. Przyjadę i jakoś pozbędziemy się twojego kryzysu.-zapewnił go.
[Jakoś nad nimi panuje XD]
-na przykład? Jakie ty masz potrzeby a jakie sądzisz że on ma?-spytał spokojnie.-Jun jest cierpliwy Ryu. I na pewno rozumie ze potrzebujesz chwile dla siebie. Jesteś dorastającym mężczyzna. Wiec najważniejsze jest to zebyś nadal go kochal.
-a powiedziałeś mu to Ryu? Ze spisz spokojnie bo wiesz ze jest twój? Czy tego juz mu nie wspomniałeś?-spytał łagodnie.-powiedz mu. No I jasne ze nie musisz się tak samo zachwycać. Ale na swój sposób...wciąż. Bo to jednak mile kiedy wziął budzi się takie same zainteresowanie u swojego partnera, nie sądzisz? Albo i większe.
-ale co w tym złego? Nie ma nic złego w tym ze mu ufasz.-zapewnił go łagodnie.-wiec się nie martw, ok? Jutro przylece i ci pomogę. Pójdziemy gdzie jak brat z bratem a potem pogadam z Junem.
-Będzie dobrze Ryu. Za nic go nie ochrzanie.-zapewnił go.-nic się nie stało. Możesz tak dzwonić. Jestem twoim starszym bratem i zawsze ci pomogę. Jutro przylece.-dodał spokojnie.
-Bo to nic złego Ryu. Ja się bardzo cieszę że mi ufasz. To wiele dla mnie znaczy.-zapewnił go I łagodnie złapał za dłoń.-ja ciebie tez kocham.-dodał uśmiechając się lekko.-przyjedzie? Ok. Spędzisz trochę czasu z bratem. I ja możetez z nim pogadam.-uśmiechnął sje lekko bo czuł ze tez tego potrzebuje.
-Ryu? To może dzisiaj poszlibysmy na taką małą randkę? Kawałeczek drogi stąd jest kino samochodowe...-zaproponował dość nieśmiało. Nie chciał go spłoszyć.
-jestem za.-rozweselil się zaraz i objął go delikatnie.-Żałował em ze wczoraj nie udało nam się pójść na randkę. I ciesze się ze dzisiaj się uda.
-mów za siebie kochanie. Ja zdecydowanie wolałbym pójść z tobą na randkę.-zaśmiał się I objął go ramieniem. Taka była prawda. Kiedy weszli do windy wcisnąć odpowiedzi guziczek.-ale jak już mówiłem ciesze się ze chociaż ty spędziłem miło czas.
-ciesze się ze było kulturalnie i ze spędziłes miło czas. No i cieszy mnie ze masz nowych przyjaciół.-Objął go mocno.-ja się dogadałem z jednym profesorem. Całkiem miły gość. Mniej więcej w moim wieku. Pomógł mi potem posprzątać po reszcie. Wie jak to ciężko bo rok temu to u niego była impreza.
-ciesze się ze było kulturalnie i ze spędziłes miło czas. No i cieszy mnie ze masz nowych przyjaciół.-Objął go mocno.-ja się dogadałem z jednym profesorem. Całkiem miły gość. Mniej więcej w moim wieku. Pomógł mi potem posprzątać po reszcie. Wie jak to ciężko bo rok temu to u niego była impreza.
-może.-zgodził się chociaż niezbyt pewnie.-cóż...-wyjął bilety i podał mu je.-jakas akcja z komedia żebyśmy się wyluzowali trochę.-dodał z lekkim uśmiechem.
-zobaczę kochanie.-cmoknal go w policzek i skinął głową.-na wynos. Coś konkretnego czy po prostu weźmiemy taki mix w kubelku a do tego frytki i cola?
-ok.-uniósł kciuk do góry i podjechał do KFC. Zamówil wszytsko po czym pojechał juz w stronę kina samochodowego.
[Juz lepiej?]
[Biedna...dlatego ja unikam słońca XD ale spokojnie to na pewno przejdzie ^^ myśl pozytywnie. Będziesz opalona XD]
Jun skinął głową i uśmiechnął się do niego.
-możemy.-rozłożył mały stolik między siedzeniami i położył na nim ich prowiant.
-normalne wyposażenie.-zaśmiał się wziął sobie jeden kawałek kurczaka i zerknął na ekran przed nimi. Film się zaczynał.
-no...aż będzie gotowy. Jakoś nigdy się nad tym nie skupialem.-wzruszył ramionami.-miałem nawet kilka. Ale nie mogę rozmawiać o szczegółach. Były to niebezpieczne i trudne sprawy.-Zerknął na niego a potem wrócił do mieszania smazacego się farszu.
W połowie filmu kiedy skończył kolejny kawałek kurczaka i kolejny łyk coli przeciągnąl się lekko i objął Ryu ramieniem.
Kiedy film się skończył Jun nadal go obejmował. Ucałował go w policzek I dopiero wtedy puścił.
-podobało ci się?
-możemy się przejść.-skinął głową I ruszył w stronę drogi.-jak dojedziemy. Tam na chwile.-uśmiechnął sie. Cieszył slze poprawił mu humor tym małym wyjazdem.
[A nie wiem...pewnie jakoś na koniech września XD ale nie wiem bo ja to w ogóle nie ogarnięta jestem...i nic nie ogarnim XD]
-ostatni raz w Oceanarium byłem jak jeszcze chodziłem do szkoły. Wiec fajnie ze tam pójdziemy. Odświeże sobie wszytsko.-uśmiechnął sie I zaczął jeść.-faktycznie dobre nam wyszły. Musimy częściej tak gotować.
[Jak się 19 lat mieszkało na wygwizdowiu to się potem jest nie ogarniętym XD no niestety w akademiku. I to jeszcze w centrum wiec do uczelni będę musiała dojeżdżać. Nigdy nie musiałam dojeżdżać wiec nie wiem jak ja to ogarnę XD]
-no...odpoczywam jak odpoczywam. Pewnie walna z jakąś ciężka sprawa albo będę tonal w papierach.-wzruszył rsmionami jedząc obiad ze smakiem. Cieszył się tym dniem. Spędzał go z Naokim a i kryzys związany z jego była został zazegnany.
[No tak też planowałam ale to jeszcze trzeba ogarniać gdzie wsiąść, do którego tramwaju/autobusu nie wiem co tam jeździ i jeszcze wiedzieć gdzie wysiąść XD to dość sporo informacji do ogarnięcia XD]
-postaram się. Będę też cały czas pod telefonem. Jakby dzieciaki za bardzo dawały w kość to dzwon.-uśmiechnął sie lekko.-cieszę się że ci smakują. I że spędzamy dzisiaj razem czas.-Wziął łyk wody.-no I ciesze się ze nie piles odkąd zaczęliśmy się spotykać. Wiem ze to trudne wiec bardzo się ciesze.
[Niby jest...XD będziesz w październiku w Toruniu? Może bys mnie oprowadzila? ^^]
-oby jak najdłużej.-objął go delikatnie. Tulił go tak jakiś czas.-i kiedy masz takie słabsze chwile dzwonisz do mnie, prawda?-spytał żeby się upewnić.-wczoraj tez tak było?-zadał kolejne pytanie.
[Szczegóły XD sama patykiem nie jestem :P nie oceniam książek po okładce XD i możesz sobie wyobrazić jak teraz teatralne wywracam oczami XD]
-i zastąpiłeś sobie alkohol seksem?-spytał spokojnie. Bez wyrzutu w głosie. Rozumiał go I wcale się nie dziwił. Chciał mu pomóc jak tylko mógł nawet jeśli bycie takim zamiennikiem nie bardzo mu się podobało. Wiedział jednak ze to w końcu minie a chciał swojemu chłopakowi pomoc.-jeśli będziesz miała takie chwile załamania nie wahaj się dzwonić. Pomogę ci jak tylko będę mógł.
[I bardzo dobrze XD]
-w takim razie ciesze się ze jednak znalazłem wtedy te chwile dla ciebie. Bo mogłem ci pomóc.-musnal jego czerwony policzek swoimi ustami.-uroczo się rumienisz.-szepnął mu na uszko by zaraz znów mocno go przytulić.-i było nam fajnie.
Następnego dnia miał przyjechać Kei. Jako że Ryu miał mieć wtedy praktyki Jun sam po niego pojechał na lotnisko. Wyszedł z samochodu i podszedł pod wyjście którym miał wyjść Kei. Cieszył się w sumie ze będzie miał chwile żeby z nim pogadać. Czuł ze trochę tego potrzebuje.
Mężczyzna skinął głową.
-zwiedziliśmy z Ryu zanim zaczęliśmy prace i studia. Jest tutaj dość ładnie. Chociaż tak szczerze to wolałbym pojechać kawałek dalej pozwiedzać. Na razie nie mamy na to czasu.-wzruszył ramionami.-No I...ostatnio jakoś nie możemy się dogadać...a ja na prawdę nie chce się z nim kłócić. Nie wiem tylko co robię źle.
-możemy.-skinął głową wstając z wózka. Wziął torbę z zakupami i ruszył po schodach.-nic się tutaj złego nie dzieje.-dodał zerkajac na niego przez ramię.
-Mhm...wiem ze mnie kocha. No i zawsze był trochę marudny i drażliwy po wyjściu ze szpitala. No wiesz...ze za bardzo się martwię i takie tam. Ale teraz to nawet bardziej niż normalnie. Wiec zastanawiam się co takiego robie nie tak.-westchnął cicho.-no i ciężko sypia w nocy. Rzuca się w łóżku i ostatnio mnie skopal a potem spadł z łóżka.-dodał idąc juz w stronę swojego samochodu.
-mętlik? Czemu?-spytał nie bardzo rozumiejąc. Wsiadł do samochodu i powoli ruszył.-jasne. To dobry pomysł żebyście spędzili razem czas. Tak jak bracia. Pogadacie i w ogóle. Najlepiej jak poprosisz Ryu żeby Ci pokazał okolice.
-ale zawsze umiał. No wiesz...po prostu umiał.-Zacisnąl lekko ręce na kierownicy.-ciesze się ze przyjechałeś. Pogadasz z nim i może dowiesz się co się stało. Może ty będziesz umiał pomoc.-Zerknął na niego.
Mężczyzna pokręcił lekko głową.
-nie sądzę żebym jakoś bardzo przesadzal. Zemdlal mi na zajęciach wiec...no będąc szczerym to trochę spanikowalem. Zawiozlem go od razu do szpitala gdzie lakarz powiedział ze się przemecza. No zatrzymali go na jeden dzień a potem zawiozlem go do domu. Starałem się z nim pogadać ze może lepiej jak zrezygnuje z pracy w bibliotece ale był uparty i powiedział ze nie chce. Bo chce być niezależny finansowo.-westchnął cicho. Rozumiał to wiec nie nalegał na swoje zdanie.-no a potem chcieliśmy się wybrać na randkę...coś mało męczącego. No ale zadzwonili ze szkoły ze u mnie ma być impreza. A że się ukrywamy to Ryu no...musiało go nie być w domu. Jako że wyszedł ze szpitala to nie chciałem żeby szedł na imprezę do swojego kolegi. No i...ech no...nie byłem z tego jakoś zadowolony bo się martwilem. Ale powiedział ze nie będzie pił i jak się zmęczyć to się położy. Ufam mu i nie chciałem. Się kłócić wiec wiecej nic na ten temat niw mowielem. Nawet rano nie zaproponowałem ze po niego przyjadę jak napisał ze chce iść. Na prawdę się staram Kei. Staram się mu nie matkowac nawet jak bardzo się martwię.
-Ryu chodzi do mnie na fakultety dwa razy w tygodniu.-wyjaśnił.-ech nie wiem Kei. Nie wiem. Dlatego cieszę się że z nim pogadasz.
-wiem. I rozumiem ze się o niego martwisz Kei. I mam nadzieje ze uda ci się mu pomóc. Ze jakoś temu zaradzisz. Bo ja...ja nie wiem jak. Nie wiem nawet co mu jest. A zdecydowanie wolę kiedy się uśmiecha. Kiedy czuje się przy mnie swobodnie.-Zerknął na niego i zatrzymał się na światłach.
[WHYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!?]
Jun ostatnie co usłyszał po ogluszajacym huku był dźwięk nadjezdzajacej karetki. Obu mężczyzn od razu przewieziono do szpitala. Kei jako pasażer był w zdecydowanie lepszym stanie bo jedyne co to poraniony brzuch przy czym nie uszkodził organów wewnętrznych. Jun za to oberwal całkiem porządnie w głowę poza tym miał połamane żebra oraz reke.
[Wiesz jak ostatnio coś mu się stało do Ryu go nawet nie odwiedził XD]
-proszę chwilkę zaczekać.-pielęgniarka usmiechnela ssię delikatnie i sprawdziła nazwiska w komputerze.-Pan Amakusa leży już na sali. Jest po szybkiej oparacji wiec zapewne śpi. Pan Mikami jest na sali operacyjnej...-kobieta zerknela na chłopaka.
[Ech...ale raczej nie będę mu nic złego robiła...w sensie żadnej utraty pamięci. Za dużo z tym babrania...XD]
Kei obudził się słysząc jego głos. Nie otwórzyl jednak oczu.
-to nie jest twoje wina.-powiedział tylko. Chwilę milczał po czym otworzył jedno oko.-nie wyglądasz najlepiej. Biegles?
-I nie stracisz braciszku. Nie jestem w takim złym stanie. Jestem lekarzem to wiem.-uśmiechnął sie do niego lekko.-wiec spokojnie. Nie umrzemy.-dodał znów zamykając oczy. Zasnął prawie od razu.
Operacja Juna skończyła się po czterech godzinach od przyjścia Ryu. Miał zaszyta ranę na głowie. Lekarze byli spokojni bo nie była ona głęboka. Martwili się za to ze mogło się coś stać przy uderzeniu. Po zrobieniu dodatkowych badan nadal nie byli pewni. Rękę włożyli mu w gips a klatkę piersiową owineli bandażem. Został przeniesiony na sale i podłączony do maszyny monitorującej serce. Podano mu tez maskę tlenowa.
Jun spał jednak nadal. Owinięty bandażami. Jednak po słowach chłopaka na maszynie pojawiły się lekkie zakłócenia. Jakby serce mezczyzny na moment przyspieszyło.
[A na język aż się ciśnie 'a ty poczujesz jak to jest jak ktoś ciągle sprawia że się martwisz' XD]
Jun przespal cały dzień. Od czasu do czasu do jego sali przychodzili lekarze. Sprawdzali jego stan. Pielęgniarki przynosiły Ryu trochę jedzenia. Jun obudził się dopiero wieczorem. Podniósł się dość gwałtownie by zaraz z krzykiem opasc na poduszki. Z lekkim przerażeniem na twarzy wpatrywał się w sufit. Nie wiedział gdzie jest i co się stało.
Jun zajeczal z bólu kiedy chłopak go przytulił. Zamrugal próbując zrozumieć chłopaka a każdy dzwiek dochodził do niego ze zdwojoną siła. Czuł jakby ktoś uderzał młotem pneumatycznym.
-ciszej...-wychrypial próbując się skupić na rozmywajacym się obrazie który miał przy oczami. Zamknął na chwile oczy a kiedy je otworzył odetchnąl z ulgą plamy nabrały krztaltów i okazały się być chłopakiem.-cztery.-wychrypial znów bo mówienie przychodziło mu z lekkim trudem.-drugi kwietnia...-powiedział po przerwie na kilka bolesnych oddechów-Ryu. Mój ukochany Ryu...-odparł.
Jun odprowadził go wzrokiem. Nie podobało mu się to ze chłopak go tu zostawia samego. Bolała go głową I zupełnie nie rozumial jak się tutaj znalazł. Ostatnie co pamiętal to rozmowa z Keiem w samochodzie. Skojarzył ze chłopak mówił coś o wypadku jednak nadal nic nie pamiętał. Lekarz który przyszedł dokładnie go zbadal i dał leki przeciwbólowe i nasenne żeby mężczyzna mógł spokojnie spać.
Kiedy chłopak się odezwał Jun otworzył oczy i zerknął na niego.
-to...dobrze...-wychrypial cicho. Kiedy dostał leki głową trochę mniej go bolała i dźwięki przestały go przyprawiać o jeszcze większy ból głowy.-ale...co się stało? Gdzie Kei?
-mhm...to dobrze. Dobrze ze nic mu nie jest.-powiesił cicho.-Ryu? Przepraszam...-szepnął I od razu zasnął. Wszystkie leki zaczęły w końcu działać.
Kei na szybko ocenił jego stan.
-Ryu idź do domu. Powinieneś się przespać. Możesz przecież przyjść jutro. Nie umrzemy jak nie będzie Cię z nami w nocy.-wywrocil oczyma.-powiedz mi tylko jak sie czuje Jun.
-ja wyjdę stąd szybciej Ryu. Wiec zdążysz mi wszystko pokazać. Wasze mieszkanie tez zobaczę.-zamknął oczy.-dobrze ale potem idź juz do domu. Musisz odpocząć i mieć siły zajmować się marudami, prawda?-pokazał mu język I zasnął.
Jun spał bardzo niespokojnie. Krzywizny się z bólu i mamrotal przez sen. Budził się też w nocy ale rano tego nie pamiętał. Wiec kiedy obudził się przez przyjściem lekarza spojrzał zaskoczony na chłopaka.
-Ryu? Co ty tutaj robisz?-spytał cicho. Zrobił mała przerwę na wdech.-powinieneś noc spędzić w domu. Idź juz prosze. Odpocznij...
-w takim razie chyba lepiej żebyś poszedł po lekarza a potem poszedł do domu. Na prawdę dziwie się ze cie nie wyprosili. Zdecydowanie przekroczyłes godziny odwiedzin.-powiedział cicho I powoli często robiąc przerwy na oddech. Nie musisz przy mnie siedzieć cały czas...-dodał bardzo cicho. Zaraz skrzywil się bo ból głowy był nie do zniesienia.
Jun zarumienil się lekko. To ze nie mógł sam pójść do toalety przeszkadzało mu chyba najbardziej. Poza bólem oczywiście.
-ale ty tez musisz o siebie dbać...-zaprotestował słabo.
-wodę...-wychrypial bo czuł jak mu sucho w ustach.-możesz poczytać ale pewnie od razu zasnę.-powiedział bo czuł sięna pprawdę słabo.
Jun usnal kilku stronach ukolysany głosem chłopaka. Lekarz przyszedł chwile później. Zbalad mężczyznę i podał mu leki.
-hmmm? Niby czemu?-spytał patrząc na Keia. Nie spał od dłuższego czasu a głową bolała mniej dzięki lekom.-weź mu jakoś powiedz żeby szedł do domu i odpoczal...
-no bo...byłoby ok jakby przychodził na jakiś czas a potem wracał do domu. Przecież musi odpoczywać. A nie ciągle siedzi przy mnie i ogląda mnie kiedy jestem taki żałosny.-mruknął zerkajac na Ryu.-przecież nie może tutaj cały czas siedzieć. Chyba nawet szpitalne procedury tego zabraniają, nie?-powiedział dość powoli.
-ale ja się tak czuję Kei. Poza tym...po co ma tu siedzieć kiedy ja ciągle śpię. Ból jest nie do zniesienia wiec lekarze ciągle dają mi leki nasenne. Wiec...pogadaj z Ryu. A na razie zrób tak jak mówisz. Niech się wyspi-zazamknął oczy i chwile tylko oddychał.
-lez głupi bracie albo zawołam twojego równie głupiego lekarza który pozwolił ci tu zostać zamiast kazać ci iść do domu.-Kei przytrzymał go w pozycji leżącej.-masz gorączke. Na prawdę sądzisz że to najlepszy pomysł tak się teraz zaniedbywać?
-wiem Ryu. Wiem ze się martwisz. Ale kiedy tak się zaniedbujesz to sprawisz ze i my martwimy się o ciebie.-pstryknal go w nos.-wiec zaraz zadzwonię do któregoś z twoich kolegów i każe się zabrać do domu. I żeby cię dopilnowali.-wycelowal w niego palcem.-Jun sobie poradzi jeden czy dwa dni bez ciebie. Teraz i tak dużo śpi.
-niedługo wyjdę. Ale na razie musisz iść do domu Ryu. Na pewno nie jest tak źle. Zjedz coś a potem idź spać.-polecił mu.-i zajdz do lekarza żeby cię zbadal z ta gorączka chociaż ja sądzę że to tylko z przemęczenia i sen pomoże. Ale zajdz.-objął lekko brata.-wszystko będzie dobrze Ryu.
Jun obudził się w nocy słysząc irytujący dźwięk dzwoniacego telefonu. Wymacal go zdrowa rękę i odebrał nawet nie patrząc na wyświetlacz.
-halo?-wymamrotal cicho.-Ryu? Co się stało?-spytał zaraz kiedy zorientował się kto do niego dzwoni o takiej porze.
-bardzo bym chciał Ryu...ale nie mogę. Wiesz ze nie mogę. Chciałbym być teraz przy tobie.-powiedział cicho.-mogę cię tylko zapewnić ze na pewno go nie ma. Jesteśmy tysiące kilometrów od Japonii. Nie ma go.-wychrypial cicho.-postarasz się zasnąć?
Jun leżał chwile nie mogąc nawet zmruzyc oka. W końcu zadzwonił do chłopaka a kiedy ten odebrał westchnął cicho.
-chodź...przysunie ci się łóżko obok mojego. Tylko się prześpij. I przestań sprawiać ze się o ciebie martwię kiedy nawet siku iść nie mogę zrobić.-powiedział uznając ze chociaż tak mu pomoże. Skoro I tak leżał sam na sali.
-pp prostu ciągle śpię...ty też powinieneś chociaż trochę. Dobranoc.-szepnął mu jeszcze i odłożył telefon. Zmozony bólem znów zasnął.
-Ryu...-mężczyzna złapał roztrzesionego brata w ramiona.-dlaczego nie przyszedłeś...głupi. wiem co mówiłem ale przecież mogłeś.przyjść kiedy działo się źle. -westchnął teraz jeszcze bardziej martwiąc się o brata.-słuchaj...wychodzę na koniec tygodnia. Nie byłem ciężko ranny i rany się zagoily wiec mnie wypuszczają. Do tego czasu dostawimy ci łóżko. U mnie albo u Juna. Gdzie będziesz chciał. Tylko juz się nie ran. Nie sprawiaj zw martwimy się bardziej.
-nie wiem Ryu.-pokręcił głową bo na prawdę nie wiedział.-na razie śpij. Po prostu śpij.-Okryl go lekko kołdrą. Nie sądził ze Ryu będzie w takim stanie. Myślał że skoro minął już rok to będzie chociaż trochę lepiej.
Kiedy lekarze przyszli do Keia mężczyzna poprosił żeby Ci dali tez jakieślleki chłopakowi. A kiedy ten się obudził mężczyzna uśmiechnął się do brata.
-wyglądasz o wiele lepiej. Rozmawiałem z lekarzem. Dostawia ci łóżku w której sali będziesz chciał.
-pojadę z tobą.-zdecydował przesiadająć się na wózek.-może być to moja sala. Ale jeśli będziesz chciał zmienić zdanie to śmiało. Jun się po prostu wstydzi kiedy go oglądasz w takim stanie. Zupełnie jak ty kiedy on cię odwiedzał.-zaśmiał się cicho.-oboje jesteście tacy sami.
-może dlatego że zrobił ci krzywdę kiedy byłeś sam? A Jun albo ja...sprawiamy ze czujesz się bezpiecznie.-zaproponował.-wiec na razie może tak to zostaw? Z czasem pewnie przejdzie...na razie siebie ranisz a to nie jest dobre.
-może czujesz się nie pewnie sam w domu? Ale tak sam...no bo w szpitalu jednak są inni ludzie. Nie wiem jak będziesz wiedział. To się potem wymyśli.
Hiroki westchnął czytając wiadomość.
'To chociaż wpadnij wieczorem tak jak Yasu i jego żona. Miałeś robić deser.'
Odpisał mu i wyjac z zamrażarki sajgonki które robił którego dnia tak żeby pomrozic i mieć szybki obiad. Uznał ze skoro i tak ma jeść sam to nie musi się starać.
-może będzie lepiej jeśli mu to powiesz? W ten sposób będzie mógł ci pomóc. Nie powinieneś tego przed nim ukrywać. To dość ważne Ryu. A jak dowie się przypadkiem to będzie nie tylko zmartwiony ale i zawiedziony.-Zerknął na brata.-i obiecaj ze więcej się tak nie zranisz.
[Dobranoc]
-to nie jest nic złego.-skinął spokojnie głową.-ale nie sądzę żeby miał się tak zachowywać jeśli mu na spokojnie wyjaśnia ze boisz się być sam w domu. Tylko kiedy jesteś tak całkiem sam. Na pewno zrozumie.-Zerknął na niego.
Kei zamyslil się na chwilę wpatrując się w kawe.
-wiec może to ta świadomość? To że jesteś sam a Jun tam szybko nie wróci. Może przez to czujesz się trochębezbronny?-wziął łyk kawy i przyjrzał się bratu.
-miałem nadzieję że to z czasem minie.-przyznał się bo sam nie wiedział jak pomóc bratu. Nigdy nie był w takie sytuacji.-ja nie wiem jak ci pomóc. Ale Jun pewnie tak...dlatego powinieneś mu powiedzieć. Możesz z nim porozmawiać dzisiaj. Gorączka mu spadła I śpi coraz mniej.-uśmiechnął sie do niego lekko.
Kei złapał go za dłoń.
-i będzie lepiej Ryu. W końcu będzie. Najwidoczniej ty musisz to zrobić powoli i spokojnie Bo terapia wstrząsowa sprawia że się cofasz.
-cóż...jest od ciebie starszy i to juz...ponad rok zdaje się. On się nie boi wiec nie ma tej blokady. No i...rozmawiałem z nim o tym zanim wyjechsliscie i ech...nawet jeśli wolałbym niektórych rzeczy nie wiedzieć to...wiem ze nawet jeśli nadal go podniecasz to on poczeka. Choćby któregoś dnia miał się sam z siebie przenieść na kanapę bo nie wytrzymał napięcia...to on poczeka Ryu.
-nie jestem Ryu. Po prostu się boisz. A to normalne. Jedni sobie radzą z tym szybciej a inni nie. Ale jestem pewny ze w końcu sobie poradzcie i będziecie się cieszyć wspólnym życiem.
Kei trzepnal go przez łeb.
-nie gadaj głupot. Żeby się dowiedzieć czy was porównuje musiałbyś z nim porozmawiać. Tak szczerze I od serca.-trzepnal go drugi raz.-nie byłoby nam lepiej bez ciebie. Zobacz ile szczęścia nam przyniosles.a najwięcej Junowi nawet jeśli jest wam teraz trochę ciężko.
-bije cie bo gadasz głupoty.-wycelowal w niego palcem.-wiec wiecej ich nie gadaj głupi bracie. Bo Jun mnie zatlucze jak tylko wyjdzie ze szpitala.-zaśmiał się.-będzie dobrze, jasne?
-zostane. Ale potem idziesz do Juna a ja na rehabilitację.-powiedział pijąc kawę i jednak jadąc sobie po słodka bułkę.
-nie okrzyczy. Skoro się przespales to sądzę że nawet się ucieszy.-pokazal język.-wcześniej był trochę zły bo o siebie nie dałes. Ale teraz już będziesz wiec wszystko będzie ok.-zapewnił go.
-nic się nie stało a dzisiaj będziesz miał już swoje.-uśmiechnął sie do brata I zjadł swoją bułkę oraz dopił kawę.-ok ja juz musze iść. Odprowadze cie tylko do Juna.
-jasne.-Jun zerknął w stronę drzwi i uśmiechnął się widząc chłopaka. Jego serce wesoło zabiło szybciej co pokazało urządzenie monitorujące jego serce.
-dobrze. Śpię coraz mnie i okropnie się nudzę. Nie mogę jeszcze siadać przez żebra ale już tak nie bolą. Głowa tez.-uśmiechnął sie delikatnie.-um...dzwonili do mnie z uczelni. I...jako że lekarz powiedział ze za miesiąc juz mogę wrócić do domu ale będę na wózku...to za miesiąc wracam tez na uczelnie.
-to dobrze.-powiedział ciesząc się z tego małego pocałunku.-czuje. Lekarzowi chodzi o to ze będę jeszcze za słaby żeby chodzić na dłuższą metę.-wyjaśnił.-tylko ze musze oddać za samochód...i nowego musimy poszukać sami.-westchnął cicho.
-wiem...no I zdecydowana cześć pokryje odszkodowanie...-uśmiechnął sie delikatnie. Zaraz jednak spowaznial.-Ryu-chan? Co ci się stało w rękę? Raniles się?-spytał patrząc mu w oczy.-Ryu ja wiem ze leżę teraz w szpitalu...i jestem tak beznadziejny ze niewiele ci pomogę ale...ale jeśli masz jakiś problem to możesz do mnie przyjść. Nie mogę zrobić wiele ale będę przy tobie.-złapał go lekko za dłoń.
-Ryu...nie ran się więcej. Przecież możesz do mnie przyjść.-skrzywil się lekko z bólu i wyciągnął w jego stronę dłoń.-um dobrze...ale jeśli będziesz chciał przyjść spać do mnie to nie będę miał nic przeciwko. Tak długo jak będziesz spał w łóżku a nie oparty o moje łóżko.-umilkl na chwile.-chodź do mnie na chwile. Możesz się lekko przytulic. Juz tak nie boli. A ja chcę Cię przytulic...
-ale już jest dobrze Ryu. Juz jestem przy tobie. Juz nie zostaniesz sam w domu. Póki Kei nie wyjdzie śpij w szpitalu...-objął go bardzo delikatnie a kiedy w końcu się ułożył przestał się krzywizny z bólu.-juz dobrze...wiec nie rób sobie krzywdy. A jak wyjdę ze szpitala...to jakoś sobie z tym poradzimy. Obiecuje. W końcu wszystko będzie dobrze.
-wiem Ryu-chan. Wiem.-ucałował go w policzek.-nie będę się narzucal ale nie ran się więcej. Jak coś to przyjdź do mnie proszę.
-a ja ci powiedziałem żebyś przyszedł.-zauważył.-nie przeszkadzasz z mi. Chce żebyś czuł się dobrze. Wiec nawet jeśli jestem taki beznadziejny to chce żebyś na mnie polegał.
-ja ciebie tez kocham.-uśmiechnął sie lekko I położył wygodniej.-to dobrze. I tak ma być. W końcu musisz o siebie dbać...-uśmiechnął sie trzymając go za rękę.
-poproszę troszeczkę. A potem mi poczytasz? Lubie słuchać twojego głosu.-kiedy chłopak dał mu się napić wody znów opadł ciężko na poduszki.-dziękuję ze tym razem przy mnie jesteś. To dla mnie wiele znaczy.
Na koniec tygodnia Kei dostał wypis a Jun mógł już siedzieć wiec sam czytał sobie książkę.
Jun juz zdążył zauważyć kiedy chlopak go odwiedza. Wiec kiedy w końcu dali mu wózek zjechał winda na sam dół i poczekał na chłopaka. Pomachal mu wesoło kiedy go zobaczył.
-jestem z ciebie dumny.-uśmiechnął sie do niego.-są super.-dodał kiedy odnalazł zjecia.-no I możemy coś razem zjeść. Jestem za. Ale opowiadaj jak tam na uczelni.-poprosił zerkajac na niego raz po raz.
-mi weź jakieś tosty. Nie mam ostatnio apetytu.-powiedział podjezdzajac pod stolik.-oj no to powinieneś uważać.-wywrocil oczyma.-a jak w domu? Spisz spokojnie? Pokazałeś juz Keiowi okolice?-zasypal go pytaniami.
-przynieś.-poprosił z uśmiechem.-no to macie sporo czasu skoro zostaje dwa miesiące.-dodał patrząc na niego.-oh...no ale ty miałeś zostać tutaj tylko rok.-powiedział czytając list.
-przemyśle to jeszcze. Przecież nie musze im dawać odpowiedzi od razu.-odpowiedział mu.-a chciałbyś tu zostać? Podoba ci się mieszkanie w stanach?-spytał zaraz patrząc na niego uważnie.-nie będzie mi przeszkadzało. Przecież nie będzie spał z nami w łóżku.-wywrocil oczyma.
-ok. Wiec jeszcze to przemyslimy. To poważna decyzja I musimy się zastanowić czy jest nam tutaj dobrze. Czy się podoba i czy chcemy zostać dłużej czy raczej wolimy wracać do Japonii.
-u mnie dobrze. Ciesze się ze w końcu mogłem wyjść z łóżka...no i zdjeli cewnik wiec mam teraz więcej swobody. To na prawdę nie było komfortowe.-uśmiechnął sie lekko.-a lekarz....no...mówi ze z głową wszystko gra. I że miałem spore szczęście. Połamane było kilka żeber ale się zrosly. Teraz jestem tylko osłabiony. Straciłem sporo krwi wiec wiesz...
-staram się jeść to co mi dają. Ale nie zjadam wszystkiego bo nie mam apetytu.-wyjaśnił.-nie wyjdę szybciej niż pod koniec miesiąca czy za jakieś trzy tygodnie. Lekarz powiedział ze musze odzyskać siły. Chce żebym zaliczył przynajmniej tydzień takiej rehabilitacji.
-dobrze. Przecież przeżyje dwa dni bez odwiedzin.-zaśmiał się jedząc swoje tosty.-ale dzwon jak coś. I...ja tez mogę zadzwonić? Jakbym jednak zatesknil?-spytał zerkajac na niego.
[Masz może skajpaja? XD]
-ok. Wiec będę dzwonił. Dobrze ze mi mówisz. Nie będę się martwił ze coś się stało bo tak długo nie przyszloedzisz.-zjadł tosta i zabrał się za picie herbaty.
[Mhm...]
[No to możemy się zgadać na fejsie XD]
-to i tak mało ale ok. Lepsze to nic nic. Jak wyjdę ze szpitala to będziesz więcej spał.-uśmiechnął sie do niego lekko.-a Keiowi podoba się nasze kieszkanke? Wypróbował juz jacuzzi?-spytał wesoło.
-aż tak dużo masz? No cóż nic na to nie poradzę. A jeszcze dojdą moje zajęcia.-westchnął cicho.-no goi się. Ciesze się. Ale masz rację. Będą brzydkie blizny.-pokazal mu język.-serio? Jestem zazdrosny...-zrobił smutna minke.
-zdecydowanie wolę we dwoje.-zaśmiał się cicho.-aż tak źle? Opowiadaj kochanie. Na prawdę jestem ciekaw co się tam dzieje jak mnie nie ma. Co teraz omawiacie?-wypytal go.
[Jutro to ogarnę bo telefon mi się wyłącza jak tylko próbuje włączyc fb...;^;]
-co za debil...musze jak najszybciej wrócić bo was tam pozabija. Powiedz ze mieliście chociaż maski...-poprosil patrząc na niego uważnie.-jak coś to wychodź z jego zajęć. Ja to potem wszytsko wyprosuje.-obiecał I pogłaskał go po policzku.-przecież w ogóle powinien dać wam sztuczne ręce...
-na prawdę musze szybko wrócić. Skoro ty możesz nie zaliczyć to co z resztą? Jakoś to naprawie. Po prostu wytrzymaj do końca miesiąca. -uśmiechnął sie lekko.
-jest wiele różnych...poza tym zawsze używa się kilku.-machnął ręką.-Rozumem Ryu-chan ale ty i tak jesteś w lepszej sytuacji nic reszta. W końcu masz mnie.-zaśmiał sie.-a ja ci pomogę tak jakby co.
-postaram się ale ja też nie wiele mogę zrobić tylko czekać. Przecież wszystko zależy od lekarza.-zaśmiał się.-ale spokojnie. Nie będęaaż tyle nieobecny. Damy rade.
-Ech...ten facet was zabije. Idziemy do lekarza Ryu. A ty nie wracasz na te zajęcia dopóki ja nie wrócę.-powiedział i zaczął z nim jechać w stronę gabinetu lekarza. Cieszył się ze żebra juz się zagoily i nie bolało. Lekarz przeglądał Ryu i uznał ze na szczecin nic mu nie będzie. Chociaż mogło być niebezpiecznie.
-oczywiście ze możesz kochanie.-zapewnił go I pogłaskał go plecach.-juz dobrze. Serio. Dobrze ze wyszedles a skoro lekarz powiedział ze nic ci nie będzie to możesz być spokojny.-dodał tulac go do siebie łagodnie.-dobrze zrobiłeś. On was w ogóle źle uczy. Przecież szyje się jak krew jest wymieniona juz na substancje konserwujace.-wywrocil oczyma.-wiec od teraz możesz nie chodzić na jego zajęcia. Ja jak wrócę po prostu będę ignorować ten miesiąc. Bo ten facet was pozabija...
-mam nadzieję że to jednak nie będzie nic poważnego. Powiedz swoim kolegom ze lepiej jeśli pójdą z tym do dziekanatu. Bo facet was pozabija. Pracujecie na ukrwiinych ciałach i na dodatek bez odzieży ochronnej. Albo nawet lepiej jak ja zadzwonię.-zdecydował jadąc powoli i spokojnie.-możemy zjeść.
-w takim razie ja zadzwonię.-zdecydował I skinął głową.-ok. Dzisiaj ja.-zgodził się I kiedy dojechali na stołówkę wybrał stolik chodzie chłopak mógł wygodnie usiąść.-poczekaj a ja wszystko załatwię.
Jun szybko wszytsko załatwił i wrócił do stolika z podgrzanymi nalesnikami, kawa dla chłopaka i herbata dla siebie. Położył to na stoliku.
-lepiej się już czujesz?
-to dobrze ze lepiej. Ale zostan póki nie będzie całkowicie dobrze i nie będziesz pewien ze nie padniesz po drodze.-Wziął łyk herbaty i spróbował naleśników.-mmmm...brakuje mi tu twojej kuchni. Jedzenie niby nie jest najgorsze ale..no sam wiesz.
-mmmm...cieszę się że dostaje takie pyszne obiadki od czasu do czasu.-zaśmiał się jedząc naleśniki.-fajnie ze masz wolne. Możemy spędzić razem trochę czasu.-popatrzył na niego z uśmiechem.-a co tam u Kokiego i Keiichiro?
-mhm trochę szkoda. Ale może w weekend ci się uda.-uśmiechnął sie lekko.-to w końcu twój przyjaciel i szkoda by było żeby ta więź się urwała.-zauważył spokojnie. Skończył jednego nalesnika I Nałożył sobie jeszcze jednego. W końcu nie często miał okazję jeść takie smakołyki w szpitalu.
-no nic...mam nadzieje ze ci odpisze i dowiesz się co u niego. Ale niech lepiej przyjadą jak Kei pojedzie. Wszystkich nie pomieścimy.-zaśmiał się i dopił herbatę.
-cóż...sądzę że to dobry pomysł. Wszyscy będziemy mieli wtedy wolne i spędzimy miło czas.-uśmiechnął sie lekko I pogłaskał go po policzku.-i może we czwórkę gdzieś pojedziemy?
-idzie mi dobrze ale idź do lekarza jeśli cię boli. Nie chce żebyś jeszcze ty leżał w szpitalu.-powiedział podjezdzajac bliżej niego i łapiąc go za dłoń.-chodź pójdę z tobą.-uśmiechnął sie delikatnie.
-No dobrze. Wiec jak wypijemy to pójdziemy.-zdecydował z uśmiechem. Oparł się wygodniej i patrzył na niego.
-cóż...jeśli będzie się czuł dobrze to w sumie czemu nie. Ale nie wygląda to najlepiej.nadal jest ciężko bo mam malo sił.-powiedział z wieszalam trochę głowę.
-dobrze jeśli chcesz to możesz zostać. Ale najpierw pójdziesz do lakerzem skoro cie boli.-zaznaczył u ucałował go w policzek.
Lekarz go przepadł i dał leki po czym zapewnił ze wszytsko będzie dobrze. Jun grzecznie czekał przed gabinetem.
-w takim razie ok. Ale jak wrócisz do domu to połóż się wcześniej. Wylez to i odpocznij.-polecił mu I ruszył w stronę sali rehabilitacyjnej.
-no wiem...ale ja tez się o ciebie martwię, wiesz?-ucałował go w policzek I wjechał na sale rehabilitacyjna. Od razu został przydzielony do drabinek. Wstał powoli I trzymając się trained zaczął bardzo powoli chodzić.
Jun uśmiechnął się lekko do chłopaka który na niego czekał. Złapal się mocniej i starał się iść trochę szybciej.
-dziękuję ze jesteś.-powiedział kiedy znów udało mu się dotrzeć do Ryu.
-jeszcze raz.-skinął głową. Czuł ze dzisiaj może mu się udać. Odwrócił się i zaczął iść w stronę chłopaka.
-wszystko dzięki tobie kochanie. Na prawdę. Bez ciebie nie idzie tak dobrze.-oddał pocałunek I przytulił go delikatnie.-ale będę się starał żeby szybko wyjść.-zapewnił go.-I odzyskać siły.-dodał z lekkim uśmiechem.
-no dobrze. Do zobaczenia kochanie.-Odprowadził go i pojechał do swojej sali. Juz nie mógł się doczekać kiedy w końcu wyjdzie ze szpitala.
-no to do wyra głupi bracie.-powiedział I od razu sięgnął po jego torbę z lekami.-ok...faktycznie nic ci nie będzie...a co tam u twojej drugiej połówki?-spytał spokojnie.
-ale skoro idzie dobrze to czemu się martwisz?-spytał spokojnie. Chciał mu pomóc skoro był blisko i miał ku temu możliwości.
-powinieneś z nim porozmawiać Ryu. Wtedy będzie wiedział czego od niego oczekujesz.-powiedział spokojnie.-no I myślę że on też rozumie jak się czujesz kiedy on się o ciebie martwi.
-no rozumiem Cię Ryu...ale chyba teraz widzisz jak to ciężko traktować kogoś normalnie? Albo może jeszcze nie...ale jak Jun wróci do domu do zobaczysz.-poklepal go po ramieniu.
-ale teraz jest dobrze, prawda? Wiec spokojnie. Poczekaj aż wyjdzie ze szpitala.-poklepal go po ramieniu.-ale sądzę że no wiesz...o tez się martwi.
-pewnie się martwi. Ale się hamuje. A przynajmniej się stara. Ale ty tez się o niego martwisz. Wiec chyba wiesz ze to nie tak łatwo kontrolować co? No i martwi się o ciebie jak o swojego chłopaka. To całkowite normalne. Ja również martwię się o swoją żonę.
-hmmm...-Kei zamyslil się na chwilę.-to co ma zrobić kiedy widzi że jesteś słaby i powinieneś się położyć a tego nie robisz? Albo...no nie wiem...jak jesteś chory to mało jesz i co on wtedy ma robić?-znów na chwile umilkl.-rozumiem ze możesz czuć się osaczony kiedy on tak ci naskakuje ale to normalne że się martwi. I pewnie sam będziesz mu naskakiwal kiedy w domu zacznie marudzić i robić na przekór.
-ale on przecież nie mówi ci tak cały czas, co? Tylko kiedy mu mdlejesz na zajęciach. Wtedy to normalne że zaczyna się martwić bardziej. Ryu...ja myślę że i tak jest lepiej niż na początku wiec po prostu postaraj się to znieść, ok? Przeczekaj...on też musi się nauczyć.
-ok Ryu rozumiem. Czasem każdy chce być trochę egoistą.-pogłaskał brata po włosach.-niby martwisz się i w ogóle ale...ale lepiej jak zrobisz dodatkowe badania. Może to tylko stres ale trodno powiedzieć wiec jutro iidź zrobić badania. Nie musisz przy tym odwiedzać Juna bo pewnie powiedziałeś mu ze ciebie nie będzie.-poklepal go lekko po ramieniu.-
Kei westchnął ciężko i się zastanowił.
-no dobra. Niech Ci będzie. Mam nadzieje ze to tylko stres i nic poważnego.-przytulił brata i puścił go po dłuższej chwili.-a teraz idź juz spać. Ja tez pójdę.
[No właśnie! Teraz to Jun leży w szpitalu jak juz sama go zalatwilas! XD]
Kei zgodził się tylko skinieniem głowy i położył się spać kiedy Ryu również to zrobił.
[Ale i tak mogłabyś juz Ryu odpuścić XD]
-dzień dobry. Wszytsko wygląda na prawdę przepysznie.-powiedział patrząc na suto zastawiony stół.-smacznego.-dodał I zabrał się za jedzenie. Co chwila tylko wychwalal Ryu ze zrobił im przepyszne śniadanie.
[Czyli nie odpuszczasz tylko robisz gorzej]
-bardzo pyszne Ryu.-Poprawił go i wrócił do jedzenia.-zawsze umiałes najlepiej gotować z całego rodzeństwa.
[...w końcu uspokoisz hormony Ryu? XD]
-ale ja i Hikaru bardziej.-puścił mu oczko.-no wiesz...nie umieralismy z głodu i było pysznie. I te bento...pycha!
[No ale wypadałoby go w końcu ogarnąć XD]
-nie takie zwykłe. Ale pewnie Jun mówi ci to samo, co?-zaśmiał się kończąc jeść.
[Co rozumiesz przez lepiej? XD]
-to chyba dobrze, co? Pewnie się cieszysz ze od czasu do czasu coś ci gotuje a tym możesz odpocząć.-Uśmiechnął sie I wstał.-ja posprzątam.
-oj...no to musisz mu mówić żeby sam sprzątal.-zaśmiał się I zaczął zmywać.-a poza tym? Jest coś co jeszcze cie denerwuje w nim? Może jak to wszytsko powiesz to będzie ci lepiej?
-mhm...no chyba ze tak.-wzruszył ramionami Kei.
***
Dwa tygodnie później Jun odzyskał większość sił i mógł wyjść ze szpitala oraz wrócić do pracy. Nadal jednak miał jeździć na wózku jeszcze przez jakiś czas. Siedział wiec na nim w swojej sali czekając na Ryu i Keia którzy mieli po niego przyjechać .
-ok ale ta czapka i szalik są zbędne.-wywrocil oczyma I wziął swoją torbę na kolana.-możemy jechać. Juz nie mogę się doczekać kiedy kiedy w końcu będę w domu...-Zerknął na Keia.-a jak tam Ryu?
-Kei jesteś lekarzem...nie wiesz może od czego mu tak skaczą? W końcu musi być jakiś powód nie?-zerknął na niego. Nke wydam się. Nie chce żeby się na mnie obraził.-obiecał mu zaraz szybko.-mmm curry...dawno go nie robił.-uśmiechnął sie lekko pod nosem
-mhm...wiec upewnij się ze zrobił badania i wszystko gra.-poprosił bo sam przecież obiecał ze się nie wyda. Kiedy chłopak wyszedł objął go delikatnie.-hej kochanie. Dobrze cie widzieć. Słyszałem ze na obiad curry.-powiedział radośnie.-ok, ok.-ruszył spokojnie za nim.
-brzmi przepysznie.-uśmiechnął sie do niego. Cieszył się ze w oncu wraca do domu. Miał już dość szpitala.-nic mi nie potrzeba. Juz jestem szczęśliwy. Żadnych specjalnych życzeń.-powiedział wesoło.
-o wszytskim pomyślałeś, co?-uśmiechnął się.-a w poniedziałek juz idę do pracy. Wiec możesz już przyjść na moje zajęcia. Przygotuje coś ciekawego. Może nawet coś praktycznego. Jakieś ćwiczenia...
-Ech...mam nadzieje ze jednak dojdzie do siebie...-westchnął bo po części czuł się winny.-minęło sporo czasu wiec juz powinno być lepiej...
-rozumiem. Mogę pojechać z tobą? Pogadam z lekarzami i może coś im podpowiem.-zaproponował. Może i nie był lekarzem ale siedział w swoim zawodzie juz dobrych kilka lat i wiedział jak sobie radzić w podobnych przypadkach.
Jun swobodnie przeniósł się na podstawiony wózek. Cieszył się ze maja windę wiec nie będzie problemu z dostaniem się do mieszkania. Kiedy byli już w windzie złapał Ryu za rękę.
-a mogę wieczorem liczyć na chwile w jacuzzi z moim uroczym chłopakiem?-spytał uśmiechając sie lekko.
-ok ok.-Jun zsunal buty i wjechał do kuchni. Postawił zakupy na blacie. Zaczął je wypakowywac. Przynajmniej tam gdzie sięgał.
-no cóż...-Jun tylko wzruszył ramionami. Domyślal się ze na wózku będzie zajmował za dużo miejsca.-jak ci się podoba nasze mieszkanko?-spytał Keia. Cieszył się ze zdjęcia nadal widziały na swoich miejscach.
Jun tylko wywrocil oczyma. Jemu łóżko odpowiadało.
-możemy wymienić jeśli ci aż tak przeszkadza!-krzyknął do Ryu. W końcu chciał żeby chłopak spał komfortowo.-no wiem ze jacuzzi jest świetne. Ale dzisiaj nie wchodzisz Kei.-pstryknal go w nos.
-ale z nami nie siedzisz.-wywrocil oczyma Jun.-nie chce przyzwoitky.-zaśmiał się cicho.-pozdrów ode mnie swoją żonę.
-Oj żartowałem tylko.-wywrocil oczyma I poklapela go po ramieniu.-ale wiesz...przepraszam za to co się stało na drodze. Przeze mnie wyladowalismy w szpitalu. Ja nawet nie wiem jak to się stało.
-ale stało się akurat mnie kiedy cię wiozlem.-zauważył cicho. Kiedy Ryu wniósł curry od razu się rozpogodzil.
-mmmm moje ulubione. Smacznego.-uśmiechnął sie I od razu zabrał się za jedzenie.-przepyszne.-powiedział z pełną buzia.
-niezłe? Jest przepyszne. Taki domowy smak. Czasem aż tęsknię to tego smaku. Takiego japońskiego.-uśmiechnął sie szczęśliwy. Wziął łyk wody i zaraz wrócił do jedzenia. On po prostu uwielbial curry gotowane przez Ryu. Nic nie mogl na to poradzić.-no i curry było pierwszą potrawa jaka z wami wspólnie zjadłem...-przypomniał mu.
Jun wzruszył ramionami. Nie wiedział czy to dlatego. Wiedział ze mu smakuje i to mu wystarczało w 100<.
-serio? Moja ukochane curry dwa dni z rzędu.-uśmiechnął sie i szybko skończył jeść.-mój chłopak robi najlepsze curry na świecie.-stwierdził wesoło.
-a właśnie ze gotujesz.-zaprotestował Jun ale zaraz potem umilkl. Cieszył się ze wrócił do domu i zjadł pyszny obiad. Juz miał dość szpitalnego jedzenia.
Jun go przytulił i łagodnie pogłaskał po włosach.
-dobrze ze tak powiedział. Bo to prawda Ryu. Każdemu czasem się zdarza i trzeba po prostu się starać następnym razem nie popełnić tych błędów.-powedzial spokojnie.-wiec się nie przejmuj.
-oj czasem się zdarza. Każdy czasem ma taki dzień. Ja tez. Ile to razy skalpel wylecial mi z dłoni.-wywrocil oczyma.-nnastępnym razem będzie lepiej. Jestem tego pewien.
-teraz już wiem.-ppogłaskał go po włosach.-mhm...a lekarz miał jakieś teorie czemu tak schudles?-spytał spokojnie.-może coś podejrzewa.-spytał tulac go delikatnie.
-dobrze poczekam. A do tego czas rób to co mówił ci lekarz.-powiedział tylko. Pogłaskał go po włosach z lekkim uśmiechem na ustach.-mam nadzieję że wszystko będzie dobrze.-dodał spokojnie.
-ok.-Odprowadził go wzrokiem a potem zaczął oglądać zdjęcia. Te które mu się podobały kopiowal do innego folderu.
-juz.-uśmiechnął sie przekazując mu laptopa po dobrej godzinie.-skopiiwalem je do tego folderu.-pokazał mu wszystko.-tam są te które najbardziej mi się podobały.
-ok. Ja w tym czasie zajmę się swoimi wykładami. Potem będziemy mieli czas dla siebie.-uśmiechnął sie I odpalil laptopa. Zanim zaczął prace wykonał jeszcze kilka telefonów do starostów poszczególnych rokow. Westchnął lekko załamany tym ilebbędzie musiał nadrobić i zabrał się za robotę.
-nie będę. Powiem wszytsko na zajęciach jeszcze ale na pewno zignoruje oceny z tego miesiąca. Z resztą tak jak słyszałeś mówiłem to już starostom.-uśmiechnął sie do niego lekko.
-juz?-spytał uśmiechając się do niego i zamykając laptopa.-mogę zobaczyć?
-mhm. Ale to bardzo fajne doświadczenie.-uśmiechnął sie. Spokojnie przejrzał plik.-super. Wygląda na prawdę fajnie.-ucałował go w policzek I oddał mu laptopa.
-mhm.-Jun skinął głową I ucalowal go jeszcze w policzek.-chociaż...po tym szpitalu tez wolałbym się umyć zanim wejdę do jacuzzi...-stwierdził.-umyje się po tobie.
-ok ok.-odpowiedział tylko Jun.-a ty co tak sprawdzasz? Pogadales z żoną?-spytał wesoło.-co tam u niej?
-wiec zaraz ja idę się obprezyc.-przeciągnąl się lekko i pojechał po czyste bokserki i szlafrok. Potem wrócił do salonu żeby poczekać tam aż Ryu zwolni łazienkę.
Jun za to wziął kąpiel w wannie. Uznał ze pod prysznicem się nie utrzyma. Wymoczyl się I zmyl z siebie brudy ze szpitala. Wyszedł po dobrych dwudziestu minutach i ubrany w bokserki i szlafrok pojechał na wózku do kuchni.
-juz możemy isc.
-smacznego.-Jun delikatnie objął go ramieniem I upil kawy.-w Yukan gwiazdy było ładniej widać. Tutaj większość jest za chmurami. Cały czas.-westchnął cicho.
-ale nie tak. Tutaj jest tak jak w Tokio. A w Yukan było tak ładnie. Tak...no po prostu o wiele ładniej.-nie wiedział jak to wyjaśnić.-a ja lubię patrzyć na gwiazdy. Zwłaszcza z tobą. Przypominają mi one nasza pierwsza randkę. Jak powiedzieliśmy sobie co czujemy.
-jak wrócimy do domu to tam pójdziemy. Na balkonie to nie to samo.-uśmiechnął sie lekko.-zrobisz wtedy nowe zdjęcia...a ja przygotuje nam jakieś przekąski i coś ciepłego do picia w termosie. Do tego jeszcze sporo czasu ale...tak jak ty chciałbym tam znów pójść.
-Mhm. Na przyszłe lato. Miło by było spędzić tam rocznicę.-pprzytulił go trochę mocniej i upil łyk kawy.-jasne kochanie. Jutro zrobię lekcje teoretyczna. A następna będzie praktyczna. Będą się łączyć ze sobą tak ze będziecie wiedzieć co robić. Co ty na to?-zerknął na niego z uśmiechem.
-będę pomagał kochanie. Jesteście grupa dodatkowa a ja jestem po to żeby wam pomoc. Wiec spokojnie. Będziecie pracować na zelatynowych rękach. Będzie jakieś proste szycie. Spokojnie.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.-A najpierw bebędzie teoria.
-możesz wpaść.-zgodził się swobodnie.-tylko...czemu jest na mnie szał?-jakoś nie mógł tego zrozumieć.-no I zdjęcia będą kiepskie bo ja na wózku jestem...i w ogóle...-bąknął bo bardzo mu się to nie podobało.-cóż...wolałbym mojego seksownego bruneta. Ale wiadomo ze nie możesz zajmować się wszystkim.-zaśmiał się.-nie będę podrywać i nie dam się poderwać.-obiecał tylko cały czas cicho się śmiejąc.
-liczę na twoje zdolności skarbie.-uśmiechnął sie delikatnie.-oh...no skoro tak. Ale ja tez jestem zajęty. Tylko cóż...nikt poza tobą o tym nie wie wiec pewnie dla większości jestem do wzięcia.-ucałował go w policzek i dopił kawę.-tak więc ok niech będzie zdjęcie i wywiad.
-dobrze. Rob jak uważasz. Wiem ze kiedy ty robisz zdjęcia zawsze wyjdę dobrze.-ucałował go w policzek.-jacciebie tez kocham.-odparł tulac go mocniej.-cóż...dobrze. skąd nagle to pytanie?
-Nic mi nie jest.-zapewnił go I ucałował delikatnie jego usta.-na prawdę. Juz jest dobrze. I będzie lepiej.-przytulił go do siebie.-martwiles się?
-ale już jest dobrze. Jestem w domu i nie musisz się martwić.-ucałował go w czółko.-ja tez będę wychodził. Robi się zimno.-powiedział puszczając go. Zaczął powoli wychodzi z jacuzzi.
-spokojnie. Juz nic mnie nie boli. Dobranoc skarbie.-objął go delikatnie I zamknął oczy -Kocham Cię.-Szepnął jeszcze.
Prześlij komentarz