- I co wymyśliłeś? - zainteresował się Tomo, przyglądając się mu uważniej. Rzeczywiście wyglądał 100 razy lepiej niż ostatnio, acz był znacznie chudszy. - Rozmawiałeś z dziewczynami? - zapytał go zaraz.
- Mhm normalnie, tak myślę. No może trochę mniej, bo dość często mnie odwiedza - uśmiechnął się delikatnie, przeciągając się nieco. - Trochę się boję twojego filmowania - zachichotał zaraz. - No bo widziałem film który zrobiłeś dla Takano na jego 18 urodziny. Śmieszny był...
- Uhm mam parę filmików z mojego życia sprzed czasów Takano... ale on o tym nie wie - żachnął się, bo te filmiki były zbyt żenujące by je pokazywać. Odchrząknął. - Lepiej jednak nie - zdecydował szybko. - Jak masz zamiar zbierać materiał? - zapytał go. - Poza kamerami rozmieszczonymi w domu rzecz jasna... Taka-chan powiedział, że sprawdzi sypialnie...
- Mama coś tam ma... I Jun też - uśmiechnął się lekko. - Ale te moje... chciałbym najpierw część pokazać Takano - przyznał szczerze. - No bo on jeszcze nie widział i może potem marudzić... że powinien być pierwszy - uśmiechnął się nieco szerzej.
- Nie obrażę - zagryzł lekko wargę. - Tylko za bardzo mnie nie kompromituj - pstryknął go w nosek, zacierając zaraz dłonie. - Możemy wracać? Trochę zimno mi się robi - przyznał szczerze, nie chcąc przecież się przeziębić, bo to kaplica.
- Trochę się obawiam tego, co też ona ci dać może - przyznał szczerze Tomo, wjeżdżając do szpitala by wpaść na Takano. - Hej kochanie - uśmiechnął się do niego, przystając jednocześnie.
- Byliśmy tam 10 minut tylko - wymamrotał Tomo pozwalając mu pchać wózek. - Jak zaczęło się robić chłodno wróciliśmy - dodał zaraz. - Nie panikuj aż tak proszę...
Tomo odetchnął głęboko, rad że nadchodzący konflikt został zażegnany. Uśmiechnął się do Kou i przeniósł sie do łóżka, wchodząc szybko pod kołdrą. - Grzeczny jestem - zapewnił Takano chichocząc pod nosem. - Co dzisiaj będziecie robić?
- Wiem, wiem - Tomo skinął lekko głową, biorąc sobie z szafki czekoladkę, która jeszcze mu została z ostatniej wizyty Takano. - A co na obiad zjecie? No i Kou śpi u nas prawda?
- Przynieś, ale porcję jak dla królika - poprosił ze śmiechem. - Wciąż wymiotuję jak mam chemię - westchnął przeciągle. - Ale już rzadziej ją mam - dodał jeszcze. - Un to dobrze, nie? - uśmiechnął się do niego.
- A ty kiedykolwiek dużo jadłeś? - zainteresował się Koyuki, a Tomo zmarszczył brwi szukając tego w pamięci. - W sumie... chyba nie - wymamrotał chichocząc.
- Hej... ale ja nie miałem nic złego na myśli - żachnął się Koyuki, a Tomo zachichotał pod nosem. - Ale Taka-chan to mój rycerz! Obroni mnie przed wszystkim złem!
- Nie wiem, brat mnie nie odwiedzał - uśmiechnął się delikatnie. - Mary przyjedzie na święta... ale twierdzi, że wynajmuje hotel, bo ona u Ciebie spać nie będzie. Możesz ją w dupę pocałować - przakazał słowa swojego kochania. - Mnie nie bij...
- Mhm bo traktuje was jak rodzina i poczuła to jak policzek, że nie chcesz u nas spać... jakby ci u nas źle było - wzruszył ramionami, bo on już się nauczył. - Zresztą sam do tego dojdziesz jak już się na stałe z twoim kochaniem zżyjesz. Ten sam typ powiadam Ci - dodał klepiąc brata wesoło po ramieniu.
- Raczej nie prędko... chyba że jej obiecasz że to był twój ostatni taki samolubny występek - wzruszył ramionami. - Tak? O co się kłóciliście? No i jak się hamujesz? - zapytał zaraz.
- Nie, w to nie uwierzę, że daleś więcej przestrzeni - machnął ręką. - Ty po prostu nie jesteś w stanie tego zrobić - pokazał mu język. - Mhm... więc będziesz sam w hotelu mieszkał a reszta twojej rodziny u nas? Ok, zapowiada się ciekawie - przyznał wsiadając do samochodu i zapinając pasy. - Zresztą zanim znów wrócicie do Korei zdążysz Stomieć.
- A ty w ogóle widziąłes dokładnie moje mieszkanko? - zapytał go śmiejąc się pod nosem. - ma dodatkową sypialnię dla gości - zauważył wesoło, już kiwając do yuyi. - Tato! - maluch wskoczył jednak Takano na kolana. - Dostałem 5 z matematyki!
Koyuki wywrócił oczyma, nie chcąc się spierać z bratem. Miał sypialnię dla gości czy to się podobało Takano czy nie. - A z Japońskiego 4 tylko bo mi się mylą 3 znaki kanji - wyjaśnił pokazując mu klasówki.
- Pewnie że pomogę - zmierzwił chłopcu włoski. - Ale dżentelmenie 4 też dobra ocena. Nikt na ciebie zły z powodu czwórki nie będzie - zapewnił go, kiedy Yuya usiadł z tyłu na siedzeniach.
- Będę, ale jeszcze nie wiem czy zamieszcze dużo świąt do filmiku. Najwyżej dostaniecie 3 osobny pod tytułem rodzinne święta - umiechnął się. - Bo moją malutką tez będę krecil.
- Ale tata nie zrobił jeszcze tego - zauważył maluch, wchodząc do salonu i pokazując Koyukiemu kanji z jakimi miał problemy. Mężczyzna zaczął mu je wyjaśniać.
- Bardzo dobrze - odparł Koyuki. - Jeszcze trochę się myli, ale coraz mniej - uśmiechnąl się mierzwiąc maluchowi włosy. - Nie ma się co martwić - zapewnił Yuyę zabierając się do jedzenia.
- Ja też się cieszę - przyznał szczerze Koyuki przez chwilę tylko jedząc, żeby mu się nie rozpłakać. - Dziękuję - dodał po dłuższej chwili. - Za pomoc...
- Ale to zupełnie inna sprawa była głupolu - zaśmiał się Koyuki, obejmując brata mocniej i przyciskając go do siebie. - Ja cię po prostu kocham barbarzyńco.
- Jesteśmy - przyznał nakładając sobie jeszcze trochę torciku bezowego. - Tak mi się przypomniało... że to moje ulubione ci9asto z twojego repertuaru...
- Niestety przez leczenie i mnie żołądek się zmniejszył - przyznał cicho Koyuki. - Póki co muszę chodzić na kontrole co miesiąc i przez pięć lat jest jeszcze ryzyko odrzucenia przeszczepu - poinformował go, wzdychając ciężko. - Ale... jestem dobrej myśli.
- Mhm słyszałem od taty, że ty już wiesz jakie porcje mu nakładać. To chyba dobry sposób... nałożyć mniej, ale Tomo będzie miał wrażenie że zjadł wszystko i nic nie zostawił co go może podnieść na duchu, nie? - uśmiechnął się lekko do brata. - Wiem że nie chcesz... pilnujesz go dobrze bracie - dodał. - On chyba się też pilnuje.
- Hm a może zapytaj go o jego poprzednie związki, albo tych panów na jedną nockę... może on ma po tym jakąś taką traumę albo coś - zaproponował. - Ech nie wiem braciszku. Wiem, że byś go nie zostawił nigdy.
- Hej to z nim o tym porozmawiaj - zaproponował spokojnie. - O wszystkim... raczej jeszcze przed ślubem - poradził mu. - Potrzebujecie takiej szczerej rozmowy - uśmiechnął się delikatnie. - Braciszku... wzięło cię na poważnie. Jestem z ciebie dumny.
- Ale pozwoliłeś mu zadecydować prawda? O dacie ślubu... sam wyszedł z propozycją, a to chyba znak, że czuje się z tobą swobodnie, co nie? - spróbował go uspokoić.
- No właśnie, mnie podsunął pomysł z tymi filmami - uśmiechnął się do niej szerzej. - Nie robiłby tego, gdyby się nie cieszył, co nie? - dodał, obejmując Takano ramieniem.
- I to piekielnie fajną - przyznał wesoło Koyuki. - Twojego malucha ubóstwiam... wiem też że jest ulubionym wnukiem taty... - zachichotał. - A Tomo... właśnie co z jego muzykowaniem?
- Hm... może powinien po prostu zmienić studio? Albo samemu uzgadniać warunki? - zaproponował wesoło. - Tatuś! - Yuya wbiegł do pokoju podekscytowany. - Zobacz - pokazał mu żabkę którą miał w dłoniach. - Znalazłem w pokoju...
- Ale na pewno? - zapytał jeszcze, po czym poszedł na zewnątrz a Koyuki zachichotał. - Ładnie tatusiu, ukryłeś swój lęk przed żabkami zgrabnie - poczochrał go po włosach. - A ja czekałem na pisk...
- Oj żebyś się kiedyś nie zdziwił... och szkoda że nie krzyknąłeś - zaśmiał się znów, biorąc sobie kolejny kawałek torcika. - Tatuś mogę jeszcze jeden kawałek? - zapytał go Yuya, kiedy już wrócił. - Włożyłem żabkę do kartoniku - oznajmił wesoło. - Na dworze jest.
Koyuki przystanął przy kuchence, łapiąc się mocniej szafki. - Braciszku obrazisz się jak chwilę tu postoję odpoczywając? - zapytał z przepraszającym uśmiechem,. - Już do siebie dochodzę.
Tomo spędził z Yuyą dobre dwie godziny zanim wysłali smsa Takano że może przyjechać. Kiedy mężczyzna wchodził do sali oni we dwoje składali żółwie z papieru. - Zobacz czego mnie Yuya nauczył - Tomo wskazał mu stolik z całym zoo z papieru.
- Mhm ale nie mam już na nie miejsca. Cały stolik zajęty - zauważył ze śmiechem, stawiając na niego jeszcze żółwika. - Poćwiczyliśmy też kanji i zrobiliśmy lekcje - zdał relacje, co by Takano nie męczył malca w domu. - Mamy tylko problem z francuskim... jest takie zagadnienie gramatyczne... - Tomo wskazał je palcem. - Nie rozumiem go... - Ja też nie! - Yuya dodał szybko.
Tomo go wysłuchał i dodatkowo zrobił sobie notatki w swoim zeszycie. - Jak dla mnie już jasen - uśmiechnął się, a Yuya poczuł łezki w oczach. - Ale ja nie rozumiem - przyznał cicho.
Yuya popytał jeszcze o parę rzeczy, po czym skinął główką robiąc razem z Takano parę przykładów i w końcu załapał. Uśmiechnął się wtedy szeroko, wtulając się w niego. - Dziękuję!
- No nie przesadzaj głupi - zaśmiał się Tomo upijając trochę herbaty. - Dzionek nudno... skończyłem wszystkie mangi, ale potem przyszedł Yuya i porozmawialiśmy sporo.
- Możesz przywieźć. Swoją ulubioną albo najlepiej po francusku - zaproponował z uśmiechem. - Uhm... pewnie jeszcze nie odzyskał pełni sił. Musi się oszczędzać. Widziałeś Ryu, prawda? On też dość często słabnie jak przesadzi z aktywnością fizyczną...
- Możesz przywieźć. Swoją ulubioną albo najlepiej po francusku - zaproponował z uśmiechem. - Uhm... pewnie jeszcze nie odzyskał pełni sił. Musi się oszczędzać. Widziałeś Ryu, prawda? On też dość często słabnie jak przesadzi z aktywnością fizyczną...
- Wcale nie głupie - Tomo spojrzał mu prosto w oczy delikatnie się uśmiechając. - Nie głupie, bo dobrze mnie już znasz... tylko ja ci się postaram mówić, że na przykład potrzebuje być sam, albo wychodzę na spacer i nikogo przy sobie nie chcę... czy coś - obiecał cicho. - Bo uhm nie potrafię się tego pozbyć, ale... wiem że chcę spędzić z tobą całe swoje życie.
- Uhm... - Tomo zacisnął lekko wargi, szukając lęków o których Takano nie wie. - Boję się rekinów... i tak trochę pszczół - przysznał szczerze. - I chyba też się boję... że mnie zostawisz i że z czasem nie pozwolisz mi nic robić... ale radzę sobie z nimi bo jesteś od nich zupełnie inny.
- Mhm moje kochanie żabek się boi - przytulił go mocno do niego. - Jakby następny problem żabowy nastał to się nim zajmę - obiecał mu wesoło. - Uhm pójdziesz ze mną na spacer? Na 10 minut na dwór? Proszę?
- Nie wiem kotek, ostatnio nie miałem badań - odparł z delikatnym uśmiechem. - Ale chemię mam coraz rzadziej - dodał zaraz. - A to znak, że idzie ku lepszemu - zachichotał.
- Ja też się cieszę - Tomo spojrzał na niego z uśmiechem, po czym odetchnął głęboko świeżym powietrzem. - Powiem jak zrobi się mi chłodno - zapewnił go.
Tomo przesiadł mu się na kolana i przytulił lekko patrząc z dumą na Yuyę. - Pójdziemy, ja to bardzo chętnie - ucałował go w policzek. - Ty mnie obronisz przed pszczołami, a ja ciebie przed żabkami - dodał wtulając się mocniej w jego pierś. - Ale wcześniej pomożesz mi z chodzeniem...
- Chyba nie jest bardzo źle, bo nie mam problemu z utrzymaniem się w pionie, chyba że jestem za słaby - uśmiechnął się szerzej. - Ale będzie potrzebna rechabilitacja... tydzień albo dwa...
- Nie chcę - pokręcił przecząco głową. - Dość już szpitali - burknął. - Ale mama powiedziała... że mogłaby się z nami mieszkaniami zamienić na ten czas - zacisnął lekko wargi.
- Znaczy nie powiedziałem jej tak... ale wiesz tylko na 2 tygodnie - uśmiechnął się delikatnie. - Un nie musisz kotek - ucałował go w policzek. - Chciałbym przyjść do ciebie do cukierni i tylko siedzieć przy stoliku i napawać się znajomym zapachem.
- Nie zgodziłem się od razu, bo chciałem z tobą o tym porozmwaić baka - pacnął go dłonią w czoło i ucałował mocno w usta. - Wracajmy bo chłodno mi się robi - poprosił.
- Dobrze - uśmiechnął się do niego. - Ne... a możemy sobie takie krótkie spacerki robić jak będziesz wpadał mnie odwiedzić? - zapytał go zaraz. - Oczywiście jeśli pogoda będzie ładna i ja będę czuł się na siłach.
- Super - ucieszył się, siadając na łóżku i okrywając się kołdrą. Wyjrzał przez okno, akurat by zobaczyć jak Yuya spada z drabinki. Na chwilę zamarł, ale widząc ze maluch podnosi się z ziemi i otrzepuje odetchnął z ulgą. Nic mu się nie stało.
- Un, no bo spadł z drabinek i wyglądało jakby porządnie się uderzył - wyjaśnił spokojnie, przytulając się do niego lekko. - Ale chyba nic mu nie jest...
- Raczej nic, przecież normalnie przyszedłby tutaj powstrzymując placz - zachichotał. - Albo nie wstałby w ogóle i musiałbyś biec mu pomóc - ucałował go w policzek. - Troskliwy tatuś.
- Wiem kochanie i cieszę się, że tak jest - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Ne ale mnie też kochasz, nie? - ucałował go znów, po czym oparł czoło o jego ramię oddychając nieco ciężej. - Mhm położę się - westchnął niezadowolony.
Koyuki czekał na nich z obiadem. Zrobił proste okonomiyaki ale był z siebie dumny, bo to była jego pierwsza potrawa od miesiaca. Teraz zmęczony siedział na kanapie, tylko odpoczywając.
- Ale chciałem - odparł mężczyzna uśmiechając się z zadowoleniem, kiedy oboje jedli ze smakiem. - Mhm dobrze, zrobię - dodał weselej. - Kuchnię posprzątałem, ale naczynia wrzuciłem tylko do zmywarki bo nie miałem już siły zmywać - wyjaśnił samemu sięgając po swój talerz z jedzonkiem.
Yuya został z Koyukim, opowiadając mu o szkole i pokazując siniaki jakie miał po upadku z drabinki. - Ale nie płakalem nawet - pochwalił się. - No proszę! Jakiż z ciebie dzielny mężczyzna - poczochrał go po głowie Koyuki. - Takano już dawno by płakał.
- To dobrze, pewnie będzie też w domu leżał przez pierwsze dni - uśmiechnął się Koyuki. - Nie chciałeś u niego na noc zostać? No wiesz... jakby tu jestem to mogę zająć się małym.
- Dlatego właśnie leżę - uśmiechnął się do niego. - Trochę kręciło mi się w głowie. Staram się nie przesadzać, bo lekarz mi powiedział, że powinienem leżeć jeszcze trochę.
- Może zapytaj go jakby chciał - zaproponował Koyuki, przymykając oczy i nieco przysyp-iając. *** Yuya wybiegł z sali Tomo jak oparzony dzwoniąc szybko do Takano. - Tatuś wujek bardzo płacze i ma gorączkę - powiadomił go. - Szukam babci - dodał zaraz, ale nigdzie nie mógł jej znaleźć. Spadł ze schodów i Takano mógł usłyszeć jak pociąga noskiem ale dzielnie wstaje by szukać dalej. - Przyjedź tatuś!
Tomo do tej pory starał się powstrzymywać łzy. - Boli mnie wszystko - poinformował Takano. - Każdy ruch boli - dodał. - Była nowa pielęgniarka - zagryzł lekko wargę. - Nie wiem gdzie Yuya...
- Taka-chan... ja cię widzę podwójnie - jęknął czując kolejne łzy na policzku. - Zrób coś - poprosił go nieco spanikowany, złapał go mocno za rękę i pociągnął na siebie, chowając się w jego ramionach. Yuya w końcu wbiegł z powrotem nie zważając na spuchniętą kostkę z lekarzem Tomo. - Tatuś - opadł na kanapę ocierając łezki z oczu. Naprawdę się przestraszył.
- Przepraszam tatusiu, ja nie chciałem skrzywdzić wujka - maluch wtulił się w niego płacząc cicho, nawet nie patrząc na swoją nogę. - Biegłem szybko i się przewróciłem - wyjaśnił. - Ale nic mi nie jest.
- No bo ja mocno przytuliłem jak pani pielęgniarka przyszła i potem wujek zaczął płakać - wyjaśnił cicho. - Będę musiał zmienić leki - odłączył Tomo od kroplówki. - Zostały pomylone. Dobrze, że szybko państwo zareagowali.
- Nie powinno - odparł spokojnie mężczyzna. Tomo nie był jego jedynym pacjentem. - Odpowiedzialna za to osoba poniesie konsekwencje - założył Tomo inną kroplówkę i dał mu coś na zbicie temperatury.
Tomo bardzo powoli dochodził do siebie. Ból przechodził, a on zaczynał normować swój oddech. Kiedy Takano wrócił razem z maluchem, już prawie go opanował.
- Lepiej - przyznał z delikatnym uśmiechem. - Przestaje boleć - dodał posuwając się na łóżku żeby się położył i przymykając oczy. - Ale to nie była wina Yuyi...
Tomo zadzwonił do Takano dopiero dwa tygodnie później. - Przyjedziesz po mnie jutro? - zapytał go po prostu. ZZostał jeszcze dobry tydzień do świąt, ale jego mama dała mu wypis co by przyzwyczaił się do mieszkania w domku.
- Ale obiadek mam już obiecany - przypomniał mu że Koyuki obiecał zrobić swoje popisowe danie. - A możemy najpierw wskoczyć gdzieś na kawę i dango? - zapytał zaraz. - Tylko że będę na wózku, dobrze?
Tomo spakował się rano i przebrał. Ku swojemu zaskoczeniu wyszło mu dość sporo rzeczy, a żurawie zajęły osobną reklamówkę. Zaraz po tym położył się do łóżka i przysnął.
Na szczęście nie musiał długo czekać. Tomo obudził się pół godziny po jego przyjeździe i uśmiechnął się do niego szeroko. - Zmęczyłem się pakowaniem - wyjaśnił spokojnie, siadając na wózku i wciągając buty na nogi. - Tu jest rozpiska - podał mu zeszyt w którym miał rozpisane kiedy brać jakie leki i co robić jakby go coś nagle bolało czy miał temperaturę. - A leki mam w torbie.
- Bardzo - odpowiedział mu, powoli wstając i próbując wsiąść do samochodu. Miał z tym lekki problem, ale kiedy mu się udało odetchnął cicho, od razu otwierając okno.
- Wiem, ale chciałem spróbować sam - wyjaśnił mu z uśmiechem. - Poza tym nie musisz wszystkiego za mnie robić - wyjaśnił mu jadąc samemu do cukierni, dopiero w środku pozwolił mu przejąć stery, bo trafili na tłok.
- Lekarz mi powiedział, że mogę przesypiać do 6 godzin w dzień - westchnął ciężko. - Będziesz ciągle widział mnie śpiącego - naburmuszył się troszeczkę.
- Ale Kou-chan będzie, bo Jun jakoś nie chce ze mną rozmawiać. Obraził się chyba za coś na mnie - wzruszył ramionami zamawiając sobie zaraz dango i zieloną herbatę.
- Kochany maluszek - uśmiechnął się Tomo. - A jak jego nóżka? Już lepiej? Dzielny był bardzo - dodał wesoło. - No i rehabilitację zaczynam dopiero po świętach.
- Uhm nie szkodzi - odparł cicho. - Trochę tylko się martwiłem, że chcesz... zerwać kontakt czy coś - wymamrotał kompletnie nie mogąc komfortowo rozmawiać przy Takano. - Dzisiaj... już wyszedłem. Teraz... jemy dango i zaraz wracamy do domu - uśmiechnął się zaraz. - Fajnie byłoby się spotkać, tylko ja będę na wózku.
- Po jutrze? - kątem oka spojrzał na Takano, by upewnić się, że nie ma nic przeciwko. - Uhm przyjadę do ciebie do domku - zaproponował. Koyuki mógłby mu pomóc to zrobić, gdy Takano będzie pracować.
- Mhm no dobrze - uśmiechnął się lekko. - To dogadamy się jeszcze o godzinie nie? - dodał, chcąc skończyć na razie. - I pokażesz mi dokładnie swoje mieszkanko.
- Yhm... mogę już wyjść? - zapytał go nieco blady i zanim Takano zrobił cokolwiek otworzył drzwi a Koyuki pomógł mu wysiąść, bo akurat wracał z psami ze spaceru. - Oddychaj głęboko - poradził mu.
- No to część do studia i część do twojego pokoju, a jedną linkę do nas w sypialni, zgoda? - zaproponował z uśmiechem, jadąc wraz z maluchem i wieszając żurawie, kiedy Yuya wszystko mu opowiadał. Koyuki natomiast przystanął przy łazience. - Od razu jakoś żywiej w domu - uśmiechnął się.
- A może tak daj trochę zadań Tomo? Jestem pewien, że będzie chciał ci pomóc i nie będzie zadowolony że go odsuwasz od tego - pogroził mu palcem. - Kolorowe żurawie uroku dodają!
- I jesteś święcie przekonany ze on będzie leżał... - zaśmiał się serdeczie wyciągając zapiekankę z piekarnika. - Już dziś mogę cię zapewnić, że tak nie będzie.
- Zrobimy razem ciasto - zachichotał Tomo wjeżdżając do kuchni wraz z Yuyą. - I ciasteczka bo to fajna zabawa. Różne kształty zrobimy - zatarł łapki z radochy, a Yuya skinął główką. - I choinkę wszyscy ustroimy!
- Dzięki - Koyuki skinął głową czekając też na inne opinie. - Wujek pychotka - zapewnił go Yuya nabierając sobie dokładki, a Tomo wyszczerzył się do niego lekko. - Smakuje - oznajmił jedząc swoją porcyjkę.
- Znowu ja... jakąś nową bajkę - zdecydował szybko, odkładając talerz z niedojedzoną zapiekanką. - Ale ja ją skończę na kolację. Nie wyrzucajcie mi jej - pogroził im palcem i pojechał do salonu by położyć się na kanapie.
- Ja ciebie też, ale aktualnie kocham czekoladkę mocniej. Tęskniłem za nią... ta z termosu nie smakowała tak jak ta - wyjaśnił opierając głowę o jego pierś i sącząc czekoladę.
- TO będę bardzo smutny - ucałował go w policzek. - Bez czekolady nie da rady - wymamrotał chwytając kubek mocniej w dłonie na wypadek gdyby Takano chciał mu go zabrać.
- Ale tak nie będzie. Ona się sama nie zrobi, a tylko ty taką dobrą robisz - odparł wzruszając ramionami i muskając lekko jego usta. - I za ciebie wychodzę a nie za czekoladę.
- Nie - pokręcił głową mocniej się w niego wtulając. - Czekolada poleciała nie tą dziurką - jeszcze chwilę kaszlał, po czym przytulił się mocniej tylko spokojnie oddychając.
Tomo obudził się dopiero czując smakowite zapachy dochodzące z kuchni. Spojrzał w tamtą stronę i zaśmiał się cicho, siadając na kanapie. - Wreszcie zjem coś dobrego - skomentował, bo wiedział że Yuya postara się jeszcze bardziej.
- No już czuję że będzie pysznie - uśmiechnął się włączając telewizor. Przeskoczył kilka kanałów i zostawił na filmie familijnym co by sobie pogadało w tle. - Gdzie zrobimy święta?
- Tylko zabierzesz stamtąd rysunki nieodpowiednie i mogą tam spać - ucałował go w usta. - Po prostu chcę mieć trochę komfortu... że jestem mobilny i nie muszę polegać na tobie na rzeczach trywialnych typu toaleta...
- Ale jak ja zjade na dół? Kotek... ja chcę naprawdę mieć trochę swobody - wtulił się w niego. - Zawsze możemy zainstalować urządzenie do zjeżdżania po schodach... - zaproponował Koyuki. - I wydawać niepotrzebnie kasę? Nie trzeba...
- Nie no... po świętach zamierzam coś sobie wynająć. Nie będę wam na głowie siedział - obiecał mu z uśmiechem. - Bardzo szczęśliwy - przyznał Tomo, kładąc się znów z głową na jego udach. - Kochanie! - krzyknął zaraz. - W brzuchu mi już burczy!
- No dobrze, nie będę się więc kłócił - zapewnił go Koyuki, to nawet dobrze się składało. - Pogodziłeś się już z Mary? - zapytał nagle Tomo, patrząc na Takano uważnie.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Najpierw wykąpie się w mojej własnej wannie... - wyszczerzył się do niego, wstając z łóżka i biorąc swoją porcję w łapki. - Pachnie cudownie.
- Trochę pomóc - skinął głową, po czym wziął Yuyę na kolana i mocno go przytulił. - Jest przepyszne. Takich kolacji to ja chcę więcej - uśmiechnął się delikatnie.
- Pomożesz mi z niej wyjść - zaśmiał się samemu wchodząc do wanny i siadając. Przymknął oczy ciesząc się pianą i ciepłą wodą. - Dziwne że takie błahostki dają tyle radości...
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1801 – 2000 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- I co wymyśliłeś? - zainteresował się Tomo, przyglądając się mu uważniej. Rzeczywiście wyglądał 100 razy lepiej niż ostatnio, acz był znacznie chudszy. - Rozmawiałeś z dziewczynami? - zapytał go zaraz.
- Mhm normalnie, tak myślę. No może trochę mniej, bo dość często mnie odwiedza - uśmiechnął się delikatnie, przeciągając się nieco. - Trochę się boję twojego filmowania - zachichotał zaraz. - No bo widziałem film który zrobiłeś dla Takano na jego 18 urodziny. Śmieszny był...
- Uhm mam parę filmików z mojego życia sprzed czasów Takano... ale on o tym nie wie - żachnął się, bo te filmiki były zbyt żenujące by je pokazywać. Odchrząknął. - Lepiej jednak nie - zdecydował szybko. - Jak masz zamiar zbierać materiał? - zapytał go. - Poza kamerami rozmieszczonymi w domu rzecz jasna... Taka-chan powiedział, że sprawdzi sypialnie...
- Mama coś tam ma... I Jun też - uśmiechnął się lekko. - Ale te moje... chciałbym najpierw część pokazać Takano - przyznał szczerze. - No bo on jeszcze nie widział i może potem marudzić... że powinien być pierwszy - uśmiechnął się nieco szerzej.
- Nie obrażę - zagryzł lekko wargę. - Tylko za bardzo mnie nie kompromituj - pstryknął go w nosek, zacierając zaraz dłonie. - Możemy wracać? Trochę zimno mi się robi - przyznał szczerze, nie chcąc przecież się przeziębić, bo to kaplica.
- Trochę się obawiam tego, co też ona ci dać może - przyznał szczerze Tomo, wjeżdżając do szpitala by wpaść na Takano. - Hej kochanie - uśmiechnął się do niego, przystając jednocześnie.
- Byliśmy na spacerze - uśmiechnął się o niego. - Tytlko chwilkę w ogrodzie - dodał zaraz. - Ale już wracam do łóżka.
- Byliśmy tam 10 minut tylko - wymamrotał Tomo pozwalając mu pchać wózek. - Jak zaczęło się robić chłodno wróciliśmy - dodał zaraz. - Nie panikuj aż tak proszę...
Tomo odetchnął głęboko, rad że nadchodzący konflikt został zażegnany. Uśmiechnął się do Kou i przeniósł sie do łóżka, wchodząc szybko pod kołdrą.
- Grzeczny jestem - zapewnił Takano chichocząc pod nosem. - Co dzisiaj będziecie robić?
- Wiem, wiem - Tomo skinął lekko głową, biorąc sobie z szafki czekoladkę, która jeszcze mu została z ostatniej wizyty Takano. - A co na obiad zjecie? No i Kou śpi u nas prawda?
- Przynieś, ale porcję jak dla królika - poprosił ze śmiechem. - Wciąż wymiotuję jak mam chemię - westchnął przeciągle. - Ale już rzadziej ją mam - dodał jeszcze. - Un to dobrze, nie? - uśmiechnął się do niego.
- A ty kiedykolwiek dużo jadłeś? - zainteresował się Koyuki, a Tomo zmarszczył brwi szukając tego w pamięci.
- W sumie... chyba nie - wymamrotał chichocząc.
- Hej... ale ja nie miałem nic złego na myśli - żachnął się Koyuki, a Tomo zachichotał pod nosem.
- Ale Taka-chan to mój rycerz! Obroni mnie przed wszystkim złem!
Tomo zarumienił się przez to okropnie, chowając głowę pod poduszkę.
- Ale ja nie byłem na to gotowy... jestem brzydki - wymamrotal.
Tomo wyciągnął ręce i przytulił się do niego delikatnie.
- Mou nie rób tak z zaskoczenia kiedy w szpitalu jestem - poprosił Koyukiego.
Tomo skinął głową z lekkim uśmiechem.
- No już! Sio, spadać mi - wygonił ich z sali. - Idźcie planować obiad i nie wracajcie przez tydzień.
- Ale ja się zmęczyłem - wymamrotał cichutko. - Chciałbym się przespać - ucałował go lekko w usta.
- Uhm no dobrze - westchnął chłopak, naciągając mocniej czapkę na głowę i zamykając oczy zasnął.
- Nie wiem, brat mnie nie odwiedzał - uśmiechnął się delikatnie. - Mary przyjedzie na święta... ale twierdzi, że wynajmuje hotel, bo ona u Ciebie spać nie będzie. Możesz ją w dupę pocałować - przakazał słowa swojego kochania. - Mnie nie bij...
- Mhm bo traktuje was jak rodzina i poczuła to jak policzek, że nie chcesz u nas spać... jakby ci u nas źle było - wzruszył ramionami, bo on już się nauczył. - Zresztą sam do tego dojdziesz jak już się na stałe z twoim kochaniem zżyjesz. Ten sam typ powiadam Ci - dodał klepiąc brata wesoło po ramieniu.
- Raczej nie prędko... chyba że jej obiecasz że to był twój ostatni taki samolubny występek - wzruszył ramionami. - Tak? O co się kłóciliście? No i jak się hamujesz? - zapytał zaraz.
- Nie, w to nie uwierzę, że daleś więcej przestrzeni - machnął ręką. - Ty po prostu nie jesteś w stanie tego zrobić - pokazał mu język. - Mhm... więc będziesz sam w hotelu mieszkał a reszta twojej rodziny u nas? Ok, zapowiada się ciekawie - przyznał wsiadając do samochodu i zapinając pasy. - Zresztą zanim znów wrócicie do Korei zdążysz Stomieć.
- A ty w ogóle widziąłes dokładnie moje mieszkanko? - zapytał go śmiejąc się pod nosem. - ma dodatkową sypialnię dla gości - zauważył wesoło, już kiwając do yuyi.
- Tato! - maluch wskoczył jednak Takano na kolana. - Dostałem 5 z matematyki!
Koyuki wywrócił oczyma, nie chcąc się spierać z bratem. Miał sypialnię dla gości czy to się podobało Takano czy nie.
- A z Japońskiego 4 tylko bo mi się mylą 3 znaki kanji - wyjaśnił pokazując mu klasówki.
- Pewnie że pomogę - zmierzwił chłopcu włoski. - Ale dżentelmenie 4 też dobra ocena. Nikt na ciebie zły z powodu czwórki nie będzie - zapewnił go, kiedy Yuya usiadł z tyłu na siedzeniach.
- Będę, ale jeszcze nie wiem czy zamieszcze dużo świąt do filmiku. Najwyżej dostaniecie 3 osobny pod tytułem rodzinne święta - umiechnął się. - Bo moją malutką tez będę krecil.
- A co to jest tatuś? - zapytałzaraz Yuya bo nie pamiętał by to jadł już. Wysiadł z samochodu i sam otworzył drzwi od domu.
- Ale tata nie zrobił jeszcze tego - zauważył maluch, wchodząc do salonu i pokazując Koyukiemu kanji z jakimi miał problemy. Mężczyzna zaczął mu je wyjaśniać.
- Bardzo dobrze - odparł Koyuki. - Jeszcze trochę się myli, ale coraz mniej - uśmiechnąl się mierzwiąc maluchowi włosy. - Nie ma się co martwić - zapewnił Yuyę zabierając się do jedzenia.
- Tatuś a będę mógł jutro odwiedzić wujka Tomo sam? - zapytał go Yuya, jedząc swoją porcję.
- Dobrze - chłopiec rozpromienił się od razu wcinając jedzonko. - Pycha tatuś - oznajmił entuzjastycznie.
- Tak - Yuya pociągnął Koyukiego do studia nagrań i włączył mu piosenkę, którą skomponowali dla Tomo. - Wujek widzisz? My też umiemy!
- Bardzo, najbardziej na świecie i tatę też tak mocno - wyjaśnił mu chłopiec. - Ale nie możemy z tatą używać dużo tego studia bo wujek jest zły wtedy.
- Mhm taki tylko jego - uśmiechnął się chłopiec. - Ale jak wujek tu jest to mogę się tu bawić - dodał jeszcze, po czym skinął główką. - Na spacerek!
- Torcik dla wujka - uśmiechnął się szeroko Yuya biorąc sobie kawałek. - Bo wyzdrowiał!
- Dziękuję - Koyuki trochę się wzruszył, ale zachował niewzruszoną minę, albo bardzo się starał to zrobić. - Jest naprawdę dobry Takano.
- Ja też się cieszę - przyznał szczerze Koyuki przez chwilę tylko jedząc, żeby mu się nie rozpłakać. - Dziękuję - dodał po dłuższej chwili. - Za pomoc...
- Zrobiłbym, ale serio... nie musiałeś - uśmiechnął się do niego ocierając ukradkiem spływającą mu łzę.
- Ale to zupełnie inna sprawa była głupolu - zaśmiał się Koyuki, obejmując brata mocniej i przyciskając go do siebie. - Ja cię po prostu kocham barbarzyńco.
- Jesteśmy - przyznał nakładając sobie jeszcze trochę torciku bezowego. - Tak mi się przypomniało... że to moje ulubione ci9asto z twojego repertuaru...
- No weź... za gruby będę jak całe zjem - zachichotał wcinając drugi kawałek i popijając go kawą. - Dziękuję - powtórzył jescze.
- Niestety przez leczenie i mnie żołądek się zmniejszył - przyznał cicho Koyuki. - Póki co muszę chodzić na kontrole co miesiąc i przez pięć lat jest jeszcze ryzyko odrzucenia przeszczepu - poinformował go, wzdychając ciężko. - Ale... jestem dobrej myśli.
- No hej... zjadłem grzecznie cały obiad i wsuwam drugi kawałek ciasta. Teraz trochę odpoczynku - zachichotał, siadając wygodniej na kanapie.
- Mhm słyszałem od taty, że ty już wiesz jakie porcje mu nakładać. To chyba dobry sposób... nałożyć mniej, ale Tomo będzie miał wrażenie że zjadł wszystko i nic nie zostawił co go może podnieść na duchu, nie? - uśmiechnął się lekko do brata. - Wiem że nie chcesz... pilnujesz go dobrze bracie - dodał. - On chyba się też pilnuje.
- Hm a może zapytaj go o jego poprzednie związki, albo tych panów na jedną nockę... może on ma po tym jakąś taką traumę albo coś - zaproponował. - Ech nie wiem braciszku. Wiem, że byś go nie zostawił nigdy.
- Hej to z nim o tym porozmawiaj - zaproponował spokojnie. - O wszystkim... raczej jeszcze przed ślubem - poradził mu. - Potrzebujecie takiej szczerej rozmowy - uśmiechnął się delikatnie. - Braciszku... wzięło cię na poważnie. Jestem z ciebie dumny.
- Mhm a czego ty się boisz braciszku? - zainteresował się Koyuki. - Czego się boisz związanego ze związkiem?
- Ale pozwoliłeś mu zadecydować prawda? O dacie ślubu... sam wyszedł z propozycją, a to chyba znak, że czuje się z tobą swobodnie, co nie? - spróbował go uspokoić.
- No właśnie, mnie podsunął pomysł z tymi filmami - uśmiechnął się do niej szerzej. - Nie robiłby tego, gdyby się nie cieszył, co nie? - dodał, obejmując Takano ramieniem.
- A jak je sobie wyobrażałeś? - zapytał go zaraz Koyuki.
- I to piekielnie fajną - przyznał wesoło Koyuki. - Twojego malucha ubóstwiam... wiem też że jest ulubionym wnukiem taty... - zachichotał. - A Tomo... właśnie co z jego muzykowaniem?
- Hm... może powinien po prostu zmienić studio? Albo samemu uzgadniać warunki? - zaproponował wesoło.
- Tatuś! - Yuya wbiegł do pokoju podekscytowany. - Zobacz - pokazał mu żabkę którą miał w dłoniach. - Znalazłem w pokoju...
- Ale nic się jej nie stanie? Jest taka malutka... - chłopiec nie był przekonany czy powinien to zrobić.
- Ale na pewno? - zapytał jeszcze, po czym poszedł na zewnątrz a Koyuki zachichotał.
- Ładnie tatusiu, ukryłeś swój lęk przed żabkami zgrabnie - poczochrał go po włosach. - A ja czekałem na pisk...
- Hehehe kiedyś będziesz musiał się mu przyznać - zachichotał Koyuki. - Zażegnane.
- Oj żebyś się kiedyś nie zdziwił... och szkoda że nie krzyknąłeś - zaśmiał się znów, biorąc sobie kolejny kawałek torcika.
- Tatuś mogę jeszcze jeden kawałek? - zapytał go Yuya, kiedy już wrócił. - Włożyłem żabkę do kartoniku - oznajmił wesoło. - Na dworze jest.
- Nie chciałbym, ale ja się o nią martwię tatusiu... ją zjedza bociany...
- Chodź Yuyuś, znajdziemy mu dobrą trawkę - zaproponował Koyuki biorąc malca za rękę i idąc z nim na dwór by wypuścić zabkę.
Yuya z Koyukim szybko byli z powrotem. Mluch był nawet zadowolony że znaleźli dla żabki taką dobrą trawkę. Nałożył sobie drugą porcję torciku.
- Odkroję Tomo - odparł zaraz Koyuki, kiedy malec pobiegł myć ecw.
Koyuki przystanął przy kuchence, łapiąc się mocniej szafki.
- Braciszku obrazisz się jak chwilę tu postoję odpoczywając? - zapytał z przepraszającym uśmiechem,. - Już do siebie dochodzę.
Koyuki skorzystał z tej oferty i od razu położył się na trochę na kanapie. Trochę odpoczynku nic złego mu nie zrobi.
Yuya dokończył ciacho i poszedł się pobawić u siebie, a Koyuki na moment przysnął.
Tomo spędził z Yuyą dobre dwie godziny zanim wysłali smsa Takano że może przyjechać. Kiedy mężczyzna wchodził do sali oni we dwoje składali żółwie z papieru.
- Zobacz czego mnie Yuya nauczył - Tomo wskazał mu stolik z całym zoo z papieru.
- Mhm ale nie mam już na nie miejsca. Cały stolik zajęty - zauważył ze śmiechem, stawiając na niego jeszcze żółwika. - Poćwiczyliśmy też kanji i zrobiliśmy lekcje - zdał relacje, co by Takano nie męczył malca w domu. - Mamy tylko problem z francuskim... jest takie zagadnienie gramatyczne... - Tomo wskazał je palcem. - Nie rozumiem go...
- Ja też nie! - Yuya dodał szybko.
Tomo go wysłuchał i dodatkowo zrobił sobie notatki w swoim zeszycie.
- Jak dla mnie już jasen - uśmiechnął się, a Yuya poczuł łezki w oczach.
- Ale ja nie rozumiem - przyznał cicho.
Yuya popytał jeszcze o parę rzeczy, po czym skinął główką robiąc razem z Takano parę przykładów i w końcu załapał. Uśmiechnął się wtedy szeroko, wtulając się w niego.
- Dziękuję!
- Pójdę na plac zabaw... w ogrodzie jest - pokazał rączką za okno. Nie było ani przejścia ani nic. - Będziesz mnie tatuś widział z okna - obiecał.
- No nie przesadzaj głupi - zaśmiał się Tomo upijając trochę herbaty. - Dzionek nudno... skończyłem wszystkie mangi, ale potem przyszedł Yuya i porozmawialiśmy sporo.
- Możesz przywieźć. Swoją ulubioną albo najlepiej po francusku - zaproponował z uśmiechem. - Uhm... pewnie jeszcze nie odzyskał pełni sił. Musi się oszczędzać. Widziałeś Ryu, prawda? On też dość często słabnie jak przesadzi z aktywnością fizyczną...
- Możesz przywieźć. Swoją ulubioną albo najlepiej po francusku - zaproponował z uśmiechem. - Uhm... pewnie jeszcze nie odzyskał pełni sił. Musi się oszczędzać. Widziałeś Ryu, prawda? On też dość często słabnie jak przesadzi z aktywnością fizyczną...
- Wcale nie głupie - Tomo spojrzał mu prosto w oczy delikatnie się uśmiechając. - Nie głupie, bo dobrze mnie już znasz... tylko ja ci się postaram mówić, że na przykład potrzebuje być sam, albo wychodzę na spacer i nikogo przy sobie nie chcę... czy coś - obiecał cicho. - Bo uhm nie potrafię się tego pozbyć, ale... wiem że chcę spędzić z tobą całe swoje życie.
- Uhm... - Tomo zacisnął lekko wargi, szukając lęków o których Takano nie wie. - Boję się rekinów... i tak trochę pszczół - przysznał szczerze. - I chyba też się boję... że mnie zostawisz i że z czasem nie pozwolisz mi nic robić... ale radzę sobie z nimi bo jesteś od nich zupełnie inny.
- Mhm moje kochanie żabek się boi - przytulił go mocno do niego. - Jakby następny problem żabowy nastał to się nim zajmę - obiecał mu wesoło. - Uhm pójdziesz ze mną na spacer? Na 10 minut na dwór? Proszę?
- Zjem - obiecał mu z uśmiechem siadając na wózku i wciągając na siebie jego bluzę. - Pójdziemy zobaczyć jak się bawi Yuya - zdecydował z uśmiechem.
- Nie wiem kotek, ostatnio nie miałem badań - odparł z delikatnym uśmiechem. - Ale chemię mam coraz rzadziej - dodał zaraz. - A to znak, że idzie ku lepszemu - zachichotał.
- Ja też się cieszę - Tomo spojrzał na niego z uśmiechem, po czym odetchnął głęboko świeżym powietrzem. - Powiem jak zrobi się mi chłodno - zapewnił go.
Tomo przesiadł mu się na kolana i przytulił lekko patrząc z dumą na Yuyę.
- Pójdziemy, ja to bardzo chętnie - ucałował go w policzek. - Ty mnie obronisz przed pszczołami, a ja ciebie przed żabkami - dodał wtulając się mocniej w jego pierś. - Ale wcześniej pomożesz mi z chodzeniem...
- Chyba nie jest bardzo źle, bo nie mam problemu z utrzymaniem się w pionie, chyba że jestem za słaby - uśmiechnął się szerzej. - Ale będzie potrzebna rechabilitacja... tydzień albo dwa...
- Nie chcę - pokręcił przecząco głową. - Dość już szpitali - burknął. - Ale mama powiedziała... że mogłaby się z nami mieszkaniami zamienić na ten czas - zacisnął lekko wargi.
- Znaczy nie powiedziałem jej tak... ale wiesz tylko na 2 tygodnie - uśmiechnął się delikatnie. - Un nie musisz kotek - ucałował go w policzek. - Chciałbym przyjść do ciebie do cukierni i tylko siedzieć przy stoliku i napawać się znajomym zapachem.
- Nie zgodziłem się od razu, bo chciałem z tobą o tym porozmwaić baka - pacnął go dłonią w czoło i ucałował mocno w usta. - Wracajmy bo chłodno mi się robi - poprosił.
- Dobrze - uśmiechnął się do niego. - Ne... a możemy sobie takie krótkie spacerki robić jak będziesz wpadał mnie odwiedzić? - zapytał go zaraz. - Oczywiście jeśli pogoda będzie ładna i ja będę czuł się na siłach.
- Dlatego mówię - burknął Tomo. - Jeśli będzie ładna pogoda. Przecież nie pójdziemy na spacer krótki jak będzie zimno i będzie padało.
- Super - ucieszył się, siadając na łóżku i okrywając się kołdrą. Wyjrzał przez okno, akurat by zobaczyć jak Yuya spada z drabinki. Na chwilę zamarł, ale widząc ze maluch podnosi się z ziemi i otrzepuje odetchnął z ulgą. Nic mu się nie stało.
- Un, no bo spadł z drabinek i wyglądało jakby porządnie się uderzył - wyjaśnił spokojnie, przytulając się do niego lekko. - Ale chyba nic mu nie jest...
- Raczej nic, przecież normalnie przyszedłby tutaj powstrzymując placz - zachichotał. - Albo nie wstałby w ogóle i musiałbyś biec mu pomóc - ucałował go w policzek. - Troskliwy tatuś.
- Wiem kochanie i cieszę się, że tak jest - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Ne ale mnie też kochasz, nie? - ucałował go znów, po czym oparł czoło o jego ramię oddychając nieco ciężej. - Mhm położę się - westchnął niezadowolony.
- Dziękuję - wtulił się w niego zamykając na moment oczy. - Ne jak ci zasnę będziesz bardzo zły?
- Jak wrócisz do domku... powiedz Kou-chan że... chciałbym zjeść jego specjalność po powrocie do domku - uśmiechnął się lekko, zaraz zasypiając.
Koyuki czekał na nich z obiadem. Zrobił proste okonomiyaki ale był z siebie dumny, bo to była jego pierwsza potrawa od miesiaca. Teraz zmęczony siedział na kanapie, tylko odpoczywając.
- Ale chciałem - odparł mężczyzna uśmiechając się z zadowoleniem, kiedy oboje jedli ze smakiem. - Mhm dobrze, zrobię - dodał weselej. - Kuchnię posprzątałem, ale naczynia wrzuciłem tylko do zmywarki bo nie miałem już siły zmywać - wyjaśnił samemu sięgając po swój talerz z jedzonkiem.
- Wiem braciszku i przecież grzecznie dużo leżę, ale postanowiłem zrobić wam obiadek bo was kocham - wyjaśnił wesoło przytulając do siebie Yuyę.
Yuya został z Koyukim, opowiadając mu o szkole i pokazując siniaki jakie miał po upadku z drabinki.
- Ale nie płakalem nawet - pochwalił się.
- No proszę! Jakiż z ciebie dzielny mężczyzna - poczochrał go po głowie Koyuki. - Takano już dawno by płakał.
- Tatuś pójdę z pieskami - Yuya założył już im smycze i zaraz wychodził z domu.
- Jak tam u Tomo? Lepiej się czuje? - zainteresował się Ko.
- To dobrze, pewnie będzie też w domu leżał przez pierwsze dni - uśmiechnął się Koyuki. - Nie chciałeś u niego na noc zostać? No wiesz... jakby tu jestem to mogę zająć się małym.
- Pewnie, bardzo chętnie - ucieszył się że będzie mógł choć trochę mu pomóc. Przykrył się trochę kocem kładąc się na kanapie.
- Dlatego właśnie leżę - uśmiechnął się do niego. - Trochę kręciło mi się w głowie. Staram się nie przesadzać, bo lekarz mi powiedział, że powinienem leżeć jeszcze trochę.
- Tak jest - usmiechnąl się lekko Koyuki, salutując mu.
- A nie przenosicie się na święta do większego domu? - zapytał go z uśmiechem. - Przecież będzie wygodniej z tą całą hałastrą...
- Może zapytaj go jakby chciał - zaproponował Koyuki, przymykając oczy i nieco przysyp-iając.
***
Yuya wybiegł z sali Tomo jak oparzony dzwoniąc szybko do Takano.
- Tatuś wujek bardzo płacze i ma gorączkę - powiadomił go. - Szukam babci - dodał zaraz, ale nigdzie nie mógł jej znaleźć. Spadł ze schodów i Takano mógł usłyszeć jak pociąga noskiem ale dzielnie wstaje by szukać dalej. - Przyjedź tatuś!
Tomo do tej pory starał się powstrzymywać łzy.
- Boli mnie wszystko - poinformował Takano. - Każdy ruch boli - dodał. - Była nowa pielęgniarka - zagryzł lekko wargę. - Nie wiem gdzie Yuya...
- Taka-chan... ja cię widzę podwójnie - jęknął czując kolejne łzy na policzku. - Zrób coś - poprosił go nieco spanikowany, złapał go mocno za rękę i pociągnął na siebie, chowając się w jego ramionach.
Yuya w końcu wbiegł z powrotem nie zważając na spuchniętą kostkę z lekarzem Tomo.
- Tatuś - opadł na kanapę ocierając łezki z oczu. Naprawdę się przestraszył.
- Przepraszam tatusiu, ja nie chciałem skrzywdzić wujka - maluch wtulił się w niego płacząc cicho, nawet nie patrząc na swoją nogę. - Biegłem szybko i się przewróciłem - wyjaśnił. - Ale nic mi nie jest.
- No bo ja mocno przytuliłem jak pani pielęgniarka przyszła i potem wujek zaczął płakać - wyjaśnił cicho.
- Będę musiał zmienić leki - odłączył Tomo od kroplówki. - Zostały pomylone. Dobrze, że szybko państwo zareagowali.
- Nie powinno - odparł spokojnie mężczyzna. Tomo nie był jego jedynym pacjentem. - Odpowiedzialna za to osoba poniesie konsekwencje - założył Tomo inną kroplówkę i dał mu coś na zbicie temperatury.
Tomo bardzo powoli dochodził do siebie. Ból przechodził, a on zaczynał normować swój oddech. Kiedy Takano wrócił razem z maluchem, już prawie go opanował.
- Lepiej - przyznał z delikatnym uśmiechem. - Przestaje boleć - dodał posuwając się na łóżku żeby się położył i przymykając oczy. - Ale to nie była wina Yuyi...
- Tak bardzo bolało, myślałem że umieram - przyznał mu cicho płacząc mu w pierś. - Ucieszyłem się... że przyjechałeś.
- Wiem, tylko się przestraszyłem - szepnął cały czas się do niego tuląc. - Z Yuyą wszystko dobrze?
- Ale zostaniesz ze mną jeszcze trochę? - zapytał go zaraz, ziewając.
[idę spaaać <3]
Tomo skinął tylko głową powoli zasypiając.
Tomo przez pierwszą godzinkę leżał z zaciśniętymi na koszulce Takano rękoma, bojąc się że ten zniknie. Dopiero po niej zaczął się powoli rozluźniać.
Tomo zadzwonił do Takano dopiero dwa tygodnie później.
- Przyjedziesz po mnie jutro? - zapytał go po prostu. ZZostał jeszcze dobry tydzień do świąt, ale jego mama dała mu wypis co by przyzwyczaił się do mieszkania w domku.
- Ale obiadek mam już obiecany - przypomniał mu że Koyuki obiecał zrobić swoje popisowe danie. - A możemy najpierw wskoczyć gdzieś na kawę i dango? - zapytał zaraz. - Tylko że będę na wózku, dobrze?
- Super - ucieszył się opadając znów na poduszki. - No to do jutra, kocham cię - uśmiechnął się szeroko, rozłączając się.
Tomo spakował się rano i przebrał. Ku swojemu zaskoczeniu wyszło mu dość sporo rzeczy, a żurawie zajęły osobną reklamówkę. Zaraz po tym położył się do łóżka i przysnął.
Na szczęście nie musiał długo czekać. Tomo obudził się pół godziny po jego przyjeździe i uśmiechnął się do niego szeroko.
- Zmęczyłem się pakowaniem - wyjaśnił spokojnie, siadając na wózku i wciągając buty na nogi. - Tu jest rozpiska - podał mu zeszyt w którym miał rozpisane kiedy brać jakie leki i co robić jakby go coś nagle bolało czy miał temperaturę. - A leki mam w torbie.
- Tak jest - ucieszył się, wkładając jeszcze na siebie jego bluzę i okrywając się kocem, jak mu przykazał lekarz kiedy ma wychodzić na dwór.
- Bardzo - odpowiedział mu, powoli wstając i próbując wsiąść do samochodu. Miał z tym lekki problem, ale kiedy mu się udało odetchnął cicho, od razu otwierając okno.
- Wiem, ale chciałem spróbować sam - wyjaśnił mu z uśmiechem. - Poza tym nie musisz wszystkiego za mnie robić - wyjaśnił mu jadąc samemu do cukierni, dopiero w środku pozwolił mu przejąć stery, bo trafili na tłok.
- Lekarz mi powiedział, że mogę przesypiać do 6 godzin w dzień - westchnął ciężko. - Będziesz ciągle widział mnie śpiącego - naburmuszył się troszeczkę.
- Ale Kou-chan będzie, bo Jun jakoś nie chce ze mną rozmawiać. Obraził się chyba za coś na mnie - wzruszył ramionami zamawiając sobie zaraz dango i zieloną herbatę.
- Zadzwonię - uśmiechnął się do niego. - A poproszę dango i zieloną herbatę - dodał zaraz z lekkim uśmiechem. - I buziaka w bonusie.
- Kochany maluszek - uśmiechnął się Tomo. - A jak jego nóżka? Już lepiej? Dzielny był bardzo - dodał wesoło. - No i rehabilitację zaczynam dopiero po świętach.
- Ja nie mam jeszcze wszystkiego - westchnął cichutko, jedząc dango. - Pychotka - oznajmił wesoło.
- Mnie nie chcą takie wyjść - westchnął przeciągle patrząc na kuleczki z lekką nienawiścią. - Mhm... może pojedzie - zmarkotniał trochę.
= Dzwoniłem dużo wcześniej i nie odebrał - wymamrotał cicho. - Uhm zadzwonię później - uśmiechnął się nieco, biorąc drugą kuleczkę do ust.
- Uhm może tak zrobi - mruknął cicho, trochę tym zasmucony. Dopił swoją herbatkę i oddał mu 3 dango, nie mogąc go już zjeść.
Tomo spojrzał na wyświetlacz jakoś w to wątpiąc, ale ku zdziwieniu Takano miał rację. Odebrał dopiero po 3 sygnale.
- Hej Jun - mruknął tylko.
- Uhm nie szkodzi - odparł cicho. - Trochę tylko się martwiłem, że chcesz... zerwać kontakt czy coś - wymamrotał kompletnie nie mogąc komfortowo rozmawiać przy Takano. - Dzisiaj... już wyszedłem. Teraz... jemy dango i zaraz wracamy do domu - uśmiechnął się zaraz. - Fajnie byłoby się spotkać, tylko ja będę na wózku.
- Po jutrze? - kątem oka spojrzał na Takano, by upewnić się, że nie ma nic przeciwko. - Uhm przyjadę do ciebie do domku - zaproponował. Koyuki mógłby mu pomóc to zrobić, gdy Takano będzie pracować.
- Mhm no dobrze - uśmiechnął się lekko. - To dogadamy się jeszcze o godzinie nie? - dodał, chcąc skończyć na razie. - I pokażesz mi dokładnie swoje mieszkanko.
- Uhm miałeś rację - uśmiechnął się do niego promienniej, podpijając mu trochę herbatkę.
- Przecież słucham, tylko czasem trudno mi w to uwierzyć - uśmiechnął się delikatnie, podbierając mu jednak dango, które mu oddał.
- O... to wracajmy do domku - klasnął w dłonie. - Mogę tylko otworzyć okno jak będziemy jechać prawda?
- Dobrze, dobrze - uśmiechnął się do niego opatulając się mocniej bluzą i naciągając czapkę na uszy. - Ne Taka-chan? A mogę dostać buzi?
Tomo oddał mu buziaka, po czym zapiął pasy i zamknął oczy, starając się przygotować na dłuższą jazdę.
- Yhm... mogę już wyjść? - zapytał go nieco blady i zanim Takano zrobił cokolwiek otworzył drzwi a Koyuki pomógł mu wysiąść, bo akurat wracał z psami ze spaceru.
- Oddychaj głęboko - poradził mu.
- hej mistrzu - chopak pogłaskał malca po włosach przytulając go mocno do siebie. - Dzisiaj zrobimy zoo - obiecał mu.
- I poczytamy - obiecał mu wesoło. - Ale najpierw pomożesz mi porozwieszać żurawie w studio ok? - ucałował go w czółko. - Zabrałem wszystkie.
- No to część do studia i część do twojego pokoju, a jedną linkę do nas w sypialni, zgoda? - zaproponował z uśmiechem, jadąc wraz z maluchem i wieszając żurawie, kiedy Yuya wszystko mu opowiadał. Koyuki natomiast przystanął przy łazience.
- Od razu jakoś żywiej w domu - uśmiechnął się.
- Nie trzeba - pokręcił przecząco głową. - Zrobiłem zapiekankę serową - dodał z uśmiechem. - Dochodzi w piekarniku.
- A może tak daj trochę zadań Tomo? Jestem pewien, że będzie chciał ci pomóc i nie będzie zadowolony że go odsuwasz od tego - pogroził mu palcem. - Kolorowe żurawie uroku dodają!
- I jesteś święcie przekonany ze on będzie leżał... - zaśmiał się serdeczie wyciągając zapiekankę z piekarnika. - Już dziś mogę cię zapewnić, że tak nie będzie.
- Pewnie tak zrobią - odłożył zapiekankę na stół i ukucnął żeby nabrać kilka głębokich oddechów i otarł pot z czoła. - Ja chętnie pomogę z gotowaniem.
- Oj daj mi coś zrobić. Jakieś ciasto upiec - poprosił siadając przy stole na moment, zanim wrócił do przygotowywania talerzy i szklanek.
- Zrobimy razem ciasto - zachichotał Tomo wjeżdżając do kuchni wraz z Yuyą. - I ciasteczka bo to fajna zabawa. Różne kształty zrobimy - zatarł łapki z radochy, a Yuya skinął główką.
- I choinkę wszyscy ustroimy!
- Pierniczki, będę się oszczędzał. No i przecież mam Yuyę który mi pomoże - ucałował w policzek synka i przytulił się do Takano.
- Na pewno - skinął lekko głową. - Przecież się staram - dodał nakładając sobie mały kawałek zapiekanki. - Pewnie, ale mogę leżeć?
- Dzięki - Koyuki skinął głową czekając też na inne opinie.
- Wujek pychotka - zapewnił go Yuya nabierając sobie dokładki, a Tomo wyszczerzył się do niego lekko.
- Smakuje - oznajmił jedząc swoją porcyjkę.
- Ano nasłuchałęm się o tym ile je Tomo to się postarałem - puścił do niego oczko, kończąc swoją porcję.
- Ja pozmywam - zaoferował się Yuya.
- Znowu ja... jakąś nową bajkę - zdecydował szybko, odkładając talerz z niedojedzoną zapiekanką. - Ale ja ją skończę na kolację. Nie wyrzucajcie mi jej - pogroził im palcem i pojechał do salonu by położyć się na kanapie.
Tomo przymknął oczy spokojnie przysypiając w połowie bajki. Zmęczyła go podróż i wrażenia dnia.
- Mhm gome... trochę się zmęczyłem - wymamrotał chłopak po dwóch godzinach snu. Ziewnął jeszcze szeroko. - Kocham cię wiesz?
- To chcę wykorzystać kuponik - podał mu kupon. - Masaż poproszę - uśmiechnął się szeroko.
- Nogi i plecki bo czuję się taki obolały kochanie - uśmiechnął się do niego.
Tomo uśmiechnął się szeroko, zamykając oczy.
- Kocham cię... kotek ale jak nie chcesz gdzieś żurawi to powiedz - poprosił go.
- Niektóre wyrzuciliśmy bo się popsuły już - odparł z uśmiechem, obracając się na brzuch co by Takano mógł pomasować mu plecy.
- troszkę mniej, ale nie dużo - odparł zamykajac oczy bo zrobiło mu się tak błogo. - Ja też się cieszę.
- Ale lekarz mi powiedział że przez długi czas będę musiał chodzić na co miesięczne kontrole a potem coraz rzadziej ale chyba do końca życia...
- Uhm no skoro tak mówisz, postaram się w to uwierzyć - obiecał z uśmiechem, oddając mu buziaka.
- Uhm postaram się - zapewnił go odprężając się ostatecznie po długim masażu. - Marzę jeszcze o czekoladce...
- Jej... wreszcie jestem w domku - oznajmił siadając na kanapie, orkywając się kocykiem i biorąc kubek z czekoladą w obie dłonie. - Pychotka...
- Ja ciebie też, ale aktualnie kocham czekoladkę mocniej. Tęskniłem za nią... ta z termosu nie smakowała tak jak ta - wyjaśnił opierając głowę o jego pierś i sącząc czekoladę.
- TO będę bardzo smutny - ucałował go w policzek. - Bez czekolady nie da rady - wymamrotał chwytając kubek mocniej w dłonie na wypadek gdyby Takano chciał mu go zabrać.
- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie... nie będzie ciebie, nie będzie też czekolady... to jakby transakcja wiązana - spojrzał mu prosto w oczy.
- Ale tak nie będzie. Ona się sama nie zrobi, a tylko ty taką dobrą robisz - odparł wzruszając ramionami i muskając lekko jego usta. - I za ciebie wychodzę a nie za czekoladę.
- Mhm ale dla mnie to dziwne tak to mówić - wymamrotal wracając do swojej czekolady. Odstawił ją nagle i rozkasła się, chowając glowę w piersi Takano.
- Nie - pokręcił głową mocniej się w niego wtulając. - Czekolada poleciała nie tą dziurką - jeszcze chwilę kaszlał, po czym przytulił się mocniej tylko spokojnie oddychając.
- Uhm to mnie nie strasz że mi odbierzesz - burknął w odpowiedzi, wtulając się w niego jeszcze mocniej.
- Mou z mojej kochanej czekolady nie wolno - pokazał mu język. - Ale swoją drogą to masz rację... chyba czas na leki.
Tomo zażył je wszystkie grzecznie nie marudząc, po czym położył się jeszcze.
- Poczytasz mi kochanie? - zapytał cicho.
- Mhm możemy - zgodził się. - Tylko... spać mi się trochę chce - przyznał cicho.
- Ja też się cieszę - szepnął wtulając si,ę w niego i zasypiając.
Tomo obudził się dopiero czując smakowite zapachy dochodzące z kuchni. Spojrzał w tamtą stronę i zaśmiał się cicho, siadając na kanapie.
- Wreszcie zjem coś dobrego - skomentował, bo wiedział że Yuya postara się jeszcze bardziej.
- No już czuję że będzie pysznie - uśmiechnął się włączając telewizor. Przeskoczył kilka kanałów i zostawił na filmie familijnym co by sobie pogadało w tle. - Gdzie zrobimy święta?
- To dobrze - zgodził się bez zadnego problemu. - Ale zajmujemy sypialnię na dole... bo nie wjadę na górę - uprzedził go. - I trzeba pójść posprzątać.
- Tylko zabierzesz stamtąd rysunki nieodpowiednie i mogą tam spać - ucałował go w usta. - Po prostu chcę mieć trochę komfortu... że jestem mobilny i nie muszę polegać na tobie na rzeczach trywialnych typu toaleta...
- Ale jak ja zjade na dół? Kotek... ja chcę naprawdę mieć trochę swobody - wtulił się w niego.
- Zawsze możemy zainstalować urządzenie do zjeżdżania po schodach... - zaproponował Koyuki.
- I wydawać niepotrzebnie kasę? Nie trzeba...
- Kocham cię - przytulił się do niego mocno, delikatnie się uśmiechając. - Ne kotek? A mogę mieć do ciebie dużą prośbę? Bardzo, bardzo dużą?
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Chciałbym żebyś mnie nauczył dekorować torty - uśmiechnął się szeroko.
- Po świętach - zgodził się klaszcząc w dłonie z uciechy.
- A ja was wtedy sfilmuję - zdecydował Koyuki. - Będzie fajnie.
- Nie no... po świętach zamierzam coś sobie wynająć. Nie będę wam na głowie siedział - obiecał mu z uśmiechem.
- Bardzo szczęśliwy - przyznał Tomo, kładąc się znów z głową na jego udach. - Kochanie! - krzyknął zaraz. - W brzuchu mi już burczy!
- No dobrze, nie będę się więc kłócił - zapewnił go Koyuki, to nawet dobrze się składało.
- Pogodziłeś się już z Mary? - zapytał nagle Tomo, patrząc na Takano uważnie.
- Uhm dobrze - Tomo skinął głową. - Taka-chan... trochę kłuje mnie w płucach - dodał po chwili pokazując gdzie odczuwa lekki ból
- Nie bardzo, ale nie chcę by zaczęło bardziej... obiecałem ci mówić jakby coś się działo - szepnął wtulając się w poduszkę.
Tomo przyjął tabletkę, popijając ją wodą, po czym skinął głową.
- A potem Yuya mi poczyta - uśmiechnął się szerzej.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Najpierw wykąpie się w mojej własnej wannie... - wyszczerzył się do niego, wstając z łóżka i biorąc swoją porcję w łapki. - Pachnie cudownie.
- Trochę pomóc - skinął głową, po czym wziął Yuyę na kolana i mocno go przytulił. - Jest przepyszne. Takich kolacji to ja chcę więcej - uśmiechnął się delikatnie.
- Będę się starał - obiecał chłopiec, przytulając mocniej wujka. - Tatuś... a mogę spać z wami dzisiaj?
- Tylko dzisiaj - obiecał szybko podskakując radośnie na kolanach Tomo i go ściskając ze wszystkich sił. - Kocham cię wujku!
- Ja ciebie też malutki.
- Mhm... a teraz idę się kąpać - klasnął w dłonie Tomo, uznając że dość już tej miłości jak na jeden dzień.
- No już, bo potem Yuya, ty, czytanie i spać - uśmiechnął się lekko, jadąc do łazienki i zaczynając powoli nalewać wodę do wanny.
- Pomożesz mi z niej wyjść - zaśmiał się samemu wchodząc do wanny i siadając. Przymknął oczy ciesząc się pianą i ciepłą wodą. - Dziwne że takie błahostki dają tyle radości...
- Mhm nie będę - obiecał mu z uśmiechem, myjąc się tylko żeby potem móc tylko wylegiwać się w wodzie.
- Mou daj mi trochę wymoczyć się - poprosił nie otwierając oczu. - Jak tu tak stać będziesz to szybciej wyjdę...
- Mhm... - wywrócił oczyma, po czym znów je zamknął. - Jesteś straszny - chlapnął w niego. - A kto mi dresik przyniesie?
- Oj przestań... widywałeś mnie często - zanurzył się pod wodę i chwilę tam pozostał.
- Ech jutro się myję bez ciebie - zdecydował wypuszczając wodę z wanny. - Już możesz mi pomóc - burknął.
Prześlij komentarz