- Naprawdę? - oparł się na łokaciu żeby lepiej widzieć, ale w końcu usiadł pomiędzy nogami Takano, tak bardziej na w pół leżąco. - Ne? Nie będzie ci zbyt niewygodnie? - zapytał zaraz Takano.
- Ale ten jeden będzie tylko dla nas - wtulił się w niego ze śmiechem. - A i... niedługo będę miał tajemnicę przed Tobą z Yuyą. Przepraszam, ale na święta chcę żebyś coś ode mnie dostał i zamierzam współpracować z naszym synkiem.
- Ale zabezpieczam się na przyszłość - pokazał mu język. - Co byś niechcący na Yuyę nie krzyczał że robi coś za twoimi pleckami - pstryknął go w nosek.
- Bo moje pomysły są zawsze beznadziejne - wymamrotał, po czym rozpogodził się trochę, kiedy mu prynieśli budyń w malutkiej salaterce i większą porcję dla Takano.
- Będziesz mi pomagał z rehabilitcają, prawda? - upewnił się, po czym wtulił się w Takano zamykając oczy. - Śpimy kochanie... przepraszam, zmęczony jestem.
- Znowu mnie katują - ruszył kabelkiem od kroplówki. - A i dostałem smsa od Yuyi że babcia po niego przyjdzie i przyjdą do szpitala, więc masz czekać - zachichotał.
- Um bo Kou mówił że przesadziłeś z atrakcjami - wymamrotał Tomo, krzywiąc się lekko bo zabolało. - Ne? A mogę trochę zaplanować australię? Nie mam tu co robić... jakbyś mi przywiózł laptopa to bym coś poszukał...
Tomo przysnął niemal od razu, budząc się po dobrej godzince z lekką temperaturą. - Taka-chan? A obejrzymy coś jeszcze? Jakąś komedię? - poprosił mężczyznę.
- Perfecto - zażartował Tomo ciesząc się filmem i obecnością Takano. Śmiał się razem z nim podczas śmieszniejszych scen. Przysnął dopiero na samej końcówce zmożony temperaturą.
Tomo miał mocny sen i nie obudził się nawet, gdy przyszedł Yuya. - Tatuś - chłopiec delikatnie dotknął śpiącego Takano. - Już jestem - powiedział cicho
- Zostawię wujkowi laurkę - oznajmił chłopiec, kładąc laurkę na poduszkę obok Tomo. Jego mama usiadła tylko na krześle obok syna i na szybko przejrzała wyniki. - Będzie dobrze - oznajmiła.
- Wiem - uśmiechnęła się lekko. - Czasem na nocnej zmianie z nim rozmawiam - dodała wesoło. - Ach... i masz wezwanie do dyrektora szkoły - mruknęła zaraz. - Babciu! - Yuya schował się za plecami Takano wciskając się mocno w niego. - No pochwal się tacie... - Babciu...
- Trochę brzuszek, ale babcia zbadała i powiedziała, że będzie paskudny siniak ale nic więcej - wtulił się mocno w Takano. - Ja wiem, że będzie kara... ale nie duża?
Tomo zmarszczyl brwi i trochę się skrzywil, nadal się nie budząc. Jego mama westchnęła cicho zakładając mu maskę tlenową na twarz. - Będzie lepiej jak mu dzisiaj damy spokój - zdecydowała.
- Uhm... dobrze - chłopiec już się bał kary, a czekanie na nią było najgorsze. - Tatuś? Wujka chyba coś boli - złapał Takano za rękaw cały drżąc kiedy widział jak Tomo nabiera do płuc powietrza z trudem.
- Twój pierwszy raz u dyrektora? - zapytała go mama Tomo. - Ja bywałam u dyrektora średnio 4 razy w miesiącu - przyznała z pewną dozą nostalgii. - Moje dziecko nic sobie nie robiło z kar...
- Teraz będziesz mógł odczuć wstyd rodzica - zaśmiała się klepiąc go lekko w plecy. - Przyjadę do was w sobotę i zostanę z Yuyą na noc, a ty wtedy będziesz mógł spędzić ten czas z Tomo - zaproponowała.
Yuya w tym czasie opowiedział mu dokładnie o swoim konflikcie z kolegą i pokazał siniaki. - Tatuś, zrobię dla wujka Kou laurkę! Wyślemy ją? - zapytał zaraz.
- Smacznego - powtórzył chłopiec wcinając i nie marudząc już o nic. - Tatuś! Pani powiedziała że będzie wycieczka przed świętami - oznajmił zaraz sobie przypominając. - Mam informacje zapisane w dzienniczku. Pokażę ci po obiadku dobrze?
- Wiem tatuś - odparł cicho chłopiec, samemu kończąc jedzonko i zmywając naczynia, po czym pobiegł do pokoju żeby przynieść dzienniczek. Pokazał go Takano. Był to wyjazd na 3 dni w pobytem w gorących źródłach.
Yuya skończył lekcje i zabrał się za laurkę a jak i ją skończył przyszedł wszystko pokazać Takano. - Tatuś ale nie umiem tego zadanka z matematyki - pokazał na zadanie z gwiazdką dla chętnych.
- Chciałem - przyznał szczerze. - Ale próbowałem i nie umiem - przyniósł kartki na których próbował i zawsze zacinał się w tym samym miejscu. - Nie wiem co źle robie tatuś...
Yuya usiadł obok niego i spojrzał na notatki raz jeszcze, po czym klasnął w dłonie. - Już wiem! - oznajmił wesoło poprawiając i kończąc zadanie. - Teraz dobrze?
- Ale bez taty bym nie dał rady - chłopiec zaczął przepisywać zadanie do zeszytu i wyszczerzył się do mężczyzny. - Tatuś? Zrobimy wujowi niespodziankę? Nagramy piosenkę?
- Super! Tatuś ale musisz wymyśleć muzykę! A ja słowa! - klasnął w dłonie biegnąc znów do pokoju i wracając z notesem by zacząć w nim bazgrać słowa piosenki.
Przeszkodził mu w tym dopiero Tomo dzwoniąc koło północy. Nie był jednak w stanie się odezwać do słuchawki. Nabierał łapczywie powietrza skrajnie przerażony. Nie wiedział nawet czemu wybrał numer Takano, w końcu zzazwyczaj nie dzwonił w takich sytuacjach.
Tomo potrzebował dłuższej chwili by przetrawić informacje i poszukać maski. Nałożył ją dość niedbale, przytrzymując jedną ręką przy twarzy. - Nie mogę znaleźć przycisku - szepnął do słuchawki między urwanymi oddechami. - Boli, wszystko mnie boli, Taka-chan...
Potrząsnął przecząco głową wciąż próbując znaleźć ten przeklęty guzik. Przez to wszystko zleciał z łóżka, co Takano usłyszał poprzez przekleństwo z ust chłopaka. - Nie znajdę go - wydusił z siebie, zakładając nieco przytomniej maskę na twarz. Tak by się już nie zsunęła.
- Boli Taka-chan... każdy ruch boli, nawet jak oddycham boli, wszystko - Tomo rozłączył mu się, nie chcąc go bardziej denerwować i odłożył telefon tuż obok siebie ściągając kołdrę z łóżka i się nią okrywając.
Lekarz podał mu odpowiednie leki i zwiększył przepływ tlenu. Tomo niedługo potem zaczął nabierać krótkie ale spokojne oddechy. - Ból do końca nie minie - mężczyzna spojrzał na Takano. - Ale zelżeje do znośnego.
Tomo nie odezwał się do Takano kolejne cztery dni, które w większości przespał. Kolejne dwa miały być bez chemioterapii, by dać jego organizmowi odpocząć.
Yuya od razu pobiegł najpierw do Tomo przytulając się do niego lekko i zdając raport z tygodnia w szkole. - A tatuś kary jeszcze nie wymyślił - dodał cicho. - Może zapomniał? - Mhm... myślę że nie zapomniał - ucałował go w czółko.
Yuya pociągnął noskiem, bo już miał nadzieję, że mu się upiekło, ale nic nie powiedział. - Nagraliśmy ci piosenkę wujku - uśmiechnął się do Tomo i założył mu słuchawki na uszy włączając piosenkę. Ucałował go w policzek i pobiegł do babci.
- No proszę... wasza pierwsza piosenka... - uśmiechnął się Tomo. - Jest bardzo dobra, jednak musicie popracować nad tech... - ugryzł się w język i zaczerwienił totalnie, po czym uderzył się dłonią w czoło. - Dziękuję - uśmiechnął się szeroko.
- Ale wyskok bardzo udany - uśmiechnął się do niego Tomo. - Chciałbym was kiedyś posłuchać na żywo - dodał po chwili. - A piosenkę będę słuchać często!
- Wiem kochanie - odłożył mp3 na stolik. - Ale nic mi nie pomieszaliście tam, prawda? - zapytał zaraz. - No bo ja pracowałem nad jedną piosenką - dodał po chwili.
- Słabo - odparł cicho. - Ale oddycha mi się lepiej troszkę i ból jest znośny - uśmiechnął się szerzej. - Uhm i doktor powiedział, że jak byś chciał to możesz mi zrobić gorącą czekoladę z piankami...
- Dziękuję - uśmiechnął się jeszcze szerzej, ciesząc się, że dostanie czekoladę. - Przepraszam że cię tak przestraszyłem wtedy - wymamrotał. - Musiałeś tu przyjeżdżać bez sensu... ale teraz mam numer lekarza w telefonie... jakby co do niego dzwonie.
- Ale zrobiłem ci kłopotu troszkę - wymamrotał Tomo, po czym powoli podniósł się i usiadł na łóżku. - Kocham cię - szepnął łapiąc Takano za rękę i ciągnąc go delikatnie do łóżka, żeby się przytulić.
- Ale to musisz go koniecznie zaprosić na ślub - szepnął Tomo trochę tracąc siły i krzywiąc się lekko. Poluźnił na nim uścisk. - I chciałbym go poznać wcześniej... proszę?
- Pachnie przepysznie - oznajmił najpierw napawając się zapachem, po czym posmakował opierając się mocniej o poduszki. Przez chwilę sączył czekoladę nic nie mówiąc. Poczuł łzy na policzkach i zawstydzony starł je lewą dłonią. - Głupi jestem - oświadczył szeptem. - Ale to ze szczęścia...
- Uhm nie - pokręcił przecząco głową. - Znaczy on ogólnie nie lubi szpitali, więc to pewnie dlatego - dodał uśmiechając się lekko. - No bo powinien już wrócić z Tokio, ale... no nie wiem, nie odbiera telefonów ostatnio.
Tomo przespał dobre 3 godziny zanim ponownie się obudził. Zerknął na kanapę stojącą nieopodal i uśmiechnął się lekko, widząc że Takano tam przysnął powoli i po cichu zszedł z łóżka i podjechał pod kanapę żeby okryć go kocem.
Tomo pokręcił przecząco głową znów zbliżając się do kanapy i siadając mu na kolana. - Mama mi pomagała się umyć wczoraj - odpowiedział cicho. - No i nie mogę już brać pryszniców póki co... bo lekarz się martwi że cokolwiek złapie... wiesz przeziębienie i te sprawy.
- Troszkę słabiej - przyznał spokojnie. - Ale to nic... tylko jak czytam przeszkadza - dodał muskając jego usta swoimi. - Przywieziesz mi okulary następnym razem? Proszę?
- Powiem, tylko no bo ja nie wiem czy pogorszył się bardziej - wyjaśnił mu. - No bo przecież widziałeś że jak czytam to zakładam okulary - uśmiechnął się delikatnie.
Tomo wsłuchiwał się w go z delikatnym uśmiechem. Męczył Takano czytaniem, przez dobre 3 rozdziały zanim zdecydował że już dość. - Dziękuję - złapał go za rękę i przytulił do niej głowę.
- Ja też się cieszę, tylko on będzie musiał regularnie się badać teraz - zauważył z uśmiechem. - Ale Kou-chan jest wojownikiem, więc da sobie radę - zapewnił go. - Jak tu przyjedzie... przyjdźcie mnie odwiedzić - poprosił go.
- Moja mama była zawsze zła - wymamrotał z lekką zazdrością Tomo. - Ciągle dawała mi areszty domowe za bójki... ale nigdy nie wytrzymałem w domu dłużej niż 2 dni...
- Jak to nie ma? Jest czego... wiesz jak nie znosiłem tych aresztów domowych? - burknął chichocząc. - Ale jeszcze gorsze było, jak mi mama zabroniła chodzić na zajęcia surfingu... uciekłem wtedy z domu.
- Może nie od razu - zaśmiał się nieco. - Tylko trzeba uważać... no bo jak ja uciekałem, to dlatego że mi odbierano coś dla mnie najważniejszego - zauważył cicho. - A chyba tak robić nie można...
- Nie myśl o tym. Kochaj go tak jak zawsze, a w przyszłości... jak będzie starszy będzie mógł zdecydować co chce dalej zrobić, prawda? - dostał lekkiego napadu kaszlu.
- Nie zawsze, czasami jest smacznie, ale do pyszności brakuje - podrapał się po głowie. - Mou włosy mi wyłażą - westchnął widząc jak część włosów zastaje mu w dłoni.
- Mhm dobrze... ale mogę nosić czapkę? - upewnił się. - Nie chcę tak bez niej - wtulił się w jego pierś i przymknął oczy. - W nocy muszę mieć maskę tlenową... bo często się duszę bez niej...
- Uhm ale chyba nie umiem nie przejmować się tobą - wymamrotał, nabierając kilka głębokich oddechów. - Ne Taka-chan? Pomasujesz mi serduszko? Bo... boli...
- Postaram się - uśmiechnął się do niego słabo, zaraz zamykając oczy i pozwalając Takano działać. Pokręcił tylko przecząco głową. - Staram się unikać leków nadprogramowych jak to tylko możliwe... boję się uzależnić.
Tomo spał spokojnie dobre dwie godziny zanuim zaczął się nieco rzucać na łóżku. Oddech mu przyspieszył, a on sam zaczął mamrotać. - Kocham cię Taka-chan... nie zostawiaj mnie... przepraszam, ja nie chciałem być chory, przepraszam, nie zostawiaj mnie... ja już nigdy więcej nie zachoruję tylko mnie nie zostawiaj - zaciskał mocniej pięści.
Tomo jakby czując jego obecność, wtulił się w niego mocno, tak mocno jak tylko się dało i powoli zaczął się uspokajać, mamrocząc jeszcze pod nosem niemą prośbę, by nie odchodził.
- Bardzo dobrze mi się spało - uśmiechnął się do niego. - Aż za dobrze - dodał siadając na łóżku i schodząc z niego, by ten kawałek spróbować dojść do Takano.
- Naprawdę? - Tomo nie bardzo to pamiętał. Przykrył się mocniej kocem, wtulając się w Takano. - Przepraszam, że cię wystraszyłem - mruknął, zapominając że miał nie przepraszać.
- Ale nic nie musisz robić... - zapewnił go. - Przecież ja wiem, że ty mnie strasznie mocno kochgasz... to tylko koszmar... ja nawet nie wiedziałem ze się tego boję - zacisnął mocniej wargi.
- Nie robisz - jęknął czując łzy w oczach, wściekły na siebie że coś takiego w ogóle ma miejsce. - Jesteś najlepszym facetem na świecie. Po prostu mnie kochaj - poprosił go obejmując go mocniej ramionami i chowając łepek w jego piersi.
- Mhm - przytaknął mu tylko Tomo cicho jeszcze ocierając wciąż pojawiające się mu nowe łzy. Nie mógł ich zatrzymać, choć się starał. - Ja ciebie też tak strasznie kocham.
Wziął do ręki telefon chwilę obserwując torcik. - Jest skromny i taki minimalistyczny, ale to tylko dodaje mu uroku. A jakie smaki dobrałeś? - zapytał.
Tomo nie wtrącał się w rozmowę, choć nadstawił uszka ciekaw jej. - Musisz mnie znów uczyć francuskiego... bo zaczynam zapominać - wymamrotał cicho. - Nie tak znowu dużo! Nie marudź tylko wysyłaj - padło w słuchawce.
- Musisz mnie podszkolić znów w francuskim... jak odwiedzisz mnie kolejny raz to przyniesiesz jakieś lekcje dla laików? - zaproponował wesoło. - I wtedy będę mógł poćwiczyć i zapełnić nudę dni - dodał wtulając się w niego delikatnie.
- Bue trzeba... przecież wiem że cię to męczy - uśmiechnął się delikatnie. Za długo też sobie nie poodpoczywał, bo przyszedł lekarz i zabrał go na badania.
- Jakoś - wzruszył ramionami przeżuwając pierwszy kawałek. - Nie wiem dokładnie - dodał po chwili. - Wyników nie ma tak od razu - uśmiechnął się delikatnie.
- Dobrze - zgodził się Yuya wchodząc Tomo do łóżka i się mocno tuląc. - A ja bym chciał z wujkiem tylko porozmawiać we dwoje - wymamrotał nagle. - To przyjdź jutro po szkole i tata cię stąd odbierze - zaproponował Tomo, czochrając malca po włoskach. - Zgoda, tato? - spojrzał wesoło na Takano.
Yuya złapał go za rączkę jak wyszli ze szpitala i przytulił się do jego boku. - Tatuś? Bo Akira powiedział, że jak się tak długo leży w szpitalu to już się umrze - oznajmił cichutko. - Ale wujek nie umrze prawda? - szepnął ściskając mocniej jego rękę.
Chłopiec długo się zastanawiał, by w końcu wziąć pucharek lodów o nazwie 'Miś' i czekoladę do picia. - Tatuś, z wujkiem też pójdziemy na lody jak wujek wyzdrowieje?
- Tatuś dzisiaj w szkole pani od Japońskiego była na mnie bardzo zła - oznajmił nagle chłopiec jedząc lody. - Ale ja się starałem... zrobiłem zadanie domowe i to co pani chciała na tablicy... a ona i tak nakrzyczała bo... 'piszę jak kura pazurem'. Co to znaczy tatuś?
Kouyuki umówił się z Takano w szpitalu. Chciał wcześniej odwiedzić Tomo, zanim spotka się z bratem. Uśmiechnął się wchodząc do sali chłopaka. - No, no widzę, że dzisiaj tryskamy energią - zauważył wesoło udając że zna się na tym wszystkim co było zapisane na tabliczce przy łóżku Tomo. - Temperatury nie ma, waga mizerna... ubieraj się, idziemy na spacer. - Ciebie też miło widzieć - uśmiechnął się do niego Tomo, siadając i wciągając na siebie bluzę Takano. Przesiadł się na wózek, okrywając się jeszcze kocem i naciągając czapkę porządniej na głowę. - Dokąd mnie zabierasz? - Do ogrodu, widziałem że jest całkiem pokaźny - zauważył Kouyuki. - Takano nie wychodzi z tobą na dwór? - Nie - pokręcił przecząco głową. - Za bardzo się boi...
- Póki się nie dowie, nie zabije - zaśmiał się lekko Tomo, oddychając świeżym powietrzem. Słoneczko ładnie grzało. Pogoda dopisała i nie wyglądało że ma padać. - Jak się czujesz? - zainteresował się, kiedy Kou usiadł na ławce, by chwilę z nim porozmawiać.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1601 – 1800 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Naprawdę? - oparł się na łokaciu żeby lepiej widzieć, ale w końcu usiadł pomiędzy nogami Takano, tak bardziej na w pół leżąco. - Ne? Nie będzie ci zbyt niewygodnie? - zapytał zaraz Takano.
Tomo uśmiał się podczas oglądania filmu, ale były tam też sceny wzruszające, gdzie też przytulał się mocniej do Takano.
- Fajny jest - ucałował go lekko. - A obejrzymy coś jeszcze? - zapytał go zaraz.
- Będą dwa - zachichotał. - Jeden wersja dla gości i druga dla nas, czego bardziej się obawiam - ucałował go mocno wybierając jakiś kryminał.
- Ale ten jeden będzie tylko dla nas - wtulił się w niego ze śmiechem. - A i... niedługo będę miał tajemnicę przed Tobą z Yuyą. Przepraszam, ale na święta chcę żebyś coś ode mnie dostał i zamierzam współpracować z naszym synkiem.
- No bo ostatnio się zdenerwowałeś, że mamy tajemnicę przed tobą, więc chcę uniknąć nieporozumienia - pokazał mu język.
- Ale zabezpieczam się na przyszłość - pokazał mu język. - Co byś niechcący na Yuyę nie krzyczał że robi coś za twoimi pleckami - pstryknął go w nosek.
- Ale moje zawsze wyjdzie gorsze słoneczko - zachichotał, tuląc się do niego. - Przecież wiesz...
- Bo moje pomysły są zawsze beznadziejne - wymamrotał, po czym rozpogodził się trochę, kiedy mu prynieśli budyń w malutkiej salaterce i większą porcję dla Takano.
- No ale to nie są jakieś tam drogie prezenty - wyjasnił dlaczego są beznadziejne.
- Oj tam oj tam. Ale ja i tak cię kocham - powoli jadł swój budyń.
- wiem wiem - zachichotał, odkładąąc pustą miseczkę.
- Raczej nam nie grozi seks do słubu... nie czuję się dobrze - zauważył cicho.
- Będziesz mi pomagał z rehabilitcają, prawda? - upewnił się, po czym wtulił się w Takano zamykając oczy. - Śpimy kochanie... przepraszam, zmęczony jestem.
- Ale mogę na tobie? - zapytał bardzo tego chcąc. - Tak bezpiecznie mi tu z tobą...
- Dobrze - Tomo położył się na nim, tak by móc słuchać jego bicia serduszka i zamknął oczy niemal natychmiast zasypiając.
Tomo budził się kilka razy w nocy, upewniając się jakby czy Takano wciąż tam jest i wówczas znów zasypiał.
Tomo obudził się dopiero na śniadanie. Lekarz go szybko przebadał i poprosił Takano o wyjście z łóżka bo podłączył Tomo kroplówkę.
- Budziłem się co chwilę żeby sprawdzić czy mi nie uciekłeś - zaśmiał się Tomo. - Ale było dobrze.
- Znowu mnie katują - ruszył kabelkiem od kroplówki. - A i dostałem smsa od Yuyi że babcia po niego przyjdzie i przyjdą do szpitala, więc masz czekać - zachichotał.
- Wytrzymam - zgodził się chłopak powoli siadając ńąłóżku i jedzac śniadanko.
- Co się stało? - zapytał go zaraz Tomo. - Co tam knujesz? - uniósł lekko brew.
- Serio?! Ekstra! - ucieszył się chłopak. - Już nie mogę się doczekać - dodał wesoło. - Uhm no rozumiem, ale nie wiedziałem o co chodzi no...
- Ale ale nie za dużo jak na jeden miesiąc? - zapytał go zaraz, krztusząc się trochę jedzeniem i odkładając miseczkę. - No bo to tylko jeden miesiąc.
- No dobrze... - nie był do końca pewien, czy tak może być. - Ale nie przesadzaj kochanie, dobrze? - poprosił go tylko.
- No dobrze. Ufam ci, ale... uwzględniłeś punkty wycieczki dla laików, którzy nigdy nie byli we Francji? - zapytał zaraz. - Wieża Eifla i Luwr!
- Um bo Kou mówił że przesadziłeś z atrakcjami - wymamrotał Tomo, krzywiąc się lekko bo zabolało. - Ne? A mogę trochę zaplanować australię? Nie mam tu co robić... jakbyś mi przywiózł laptopa to bym coś poszukał...
- Super - ucieszył się. - Ale jak chcesz coś bardzo zobaczyć to mi powiedz...
- No dobrze - zgodził się zaraz ciesząc się, że też coś będzie mógł zaplanować. - Nauczę cię surfować - wpadł na pomysł.
- Postaram się - uniósł kciuk do góry. - Ale tylko podstaw cię nauczę, ok? Bo to nie takie łatwe - podrapał się po głowie.
- To będzie trzeba to odświeżyć - uśmiechnął się, przymykając oczy. - Kotek? Trochę boli głowa, będę spać.
Tomo przysnął niemal od razu, budząc się po dobrej godzince z lekką temperaturą.
- Taka-chan? A obejrzymy coś jeszcze? Jakąś komedię? - poprosił mężczyznę.
- Ale jeden film - poprosił go znowu. - Najwyżej zasnę podczas oglądania - dodał. - Proszę.
- Tak bardzo, bardzo... ale musisz też ze mną leżeć i mnie przytulać - dodal jeszcze. - Proszę?
- Ale tak z drugiej strony? - zaproponowałten boczek, gdzie kroplówci nie bylo/
- Perfecto - zażartował Tomo ciesząc się filmem i obecnością Takano. Śmiał się razem z nim podczas śmieszniejszych scen. Przysnął dopiero na samej końcówce zmożony temperaturą.
Tomo miał mocny sen i nie obudził się nawet, gdy przyszedł Yuya.
- Tatuś - chłopiec delikatnie dotknął śpiącego Takano. - Już jestem - powiedział cicho
- Zostawię wujkowi laurkę - oznajmił chłopiec, kładąc laurkę na poduszkę obok Tomo. Jego mama usiadła tylko na krześle obok syna i na szybko przejrzała wyniki.
- Będzie dobrze - oznajmiła.
- Wiem - uśmiechnęła się lekko. - Czasem na nocnej zmianie z nim rozmawiam - dodała wesoło. - Ach... i masz wezwanie do dyrektora szkoły - mruknęła zaraz.
- Babciu! - Yuya schował się za plecami Takano wciskając się mocno w niego.
- No pochwal się tacie...
- Babciu...
- Ale tatuś... - chłopiec, schował się w jego ramionach. - Bo ja złamałem nosek Tomoyi. Bo on uderzył Aye... pobieliśmy się.
- Ale tatuś to on zaczął i ja najpier powiedziałem... i on uderzył mnie - wymamrotał. - A wujek powiedział, że mężczyzna zawsze odda w obronie damy!
- Trochę brzuszek, ale babcia zbadała i powiedziała, że będzie paskudny siniak ale nic więcej - wtulił się mocno w Takano. - Ja wiem, że będzie kara... ale nie duża?
Tomo zmarszczyl brwi i trochę się skrzywil, nadal się nie budząc. Jego mama westchnęła cicho zakładając mu maskę tlenową na twarz.
- Będzie lepiej jak mu dzisiaj damy spokój - zdecydowała.
- Ale nie duża? - powórzył cicho chłopiec z nadzięą.
- Oj maluchu, oni cię za bardzo kochają by ąć d€żą - zapewniła go babcia.
- Uhm... dobrze - chłopiec już się bał kary, a czekanie na nią było najgorsze. - Tatuś? Wujka chyba coś boli - złapał Takano za rękaw cały drżąc kiedy widział jak Tomo nabiera do płuc powietrza z trudem.
- Jedziemy - Yuya przytulił się do niego z całych sił. - Tatuś, ale nie złość się na mnie...
- Twój pierwszy raz u dyrektora? - zapytała go mama Tomo. - Ja bywałam u dyrektora średnio 4 razy w miesiącu - przyznała z pewną dozą nostalgii. - Moje dziecko nic sobie nie robiło z kar...
- Teraz będziesz mógł odczuć wstyd rodzica - zaśmiała się klepiąc go lekko w plecy. - Przyjadę do was w sobotę i zostanę z Yuyą na noc, a ty wtedy będziesz mógł spędzić ten czas z Tomo - zaproponowała.
- Dla mnie to przyjemność. Zresztą chciałam odwiedzić Yukan - uśmiechnęła się delikatnie. - No już, do domu, sio. Coś dobrego zjeść.
Yuya w tym czasie opowiedział mu dokładnie o swoim konflikcie z kolegą i pokazał siniaki.
- Tatuś, zrobię dla wujka Kou laurkę! Wyślemy ją? - zapytał zaraz.
- Dobrze - chłopiec szybko się zgodził. - Ale laurki jeszcze nie ma - dodał po chwili. - To wyślemy jutro?
- Tatuś? Ale na pewno się na mnie nie gniewasz? - Yuya czuł się trochę niepewnie, więc przysiadł na podłodze by potulić Jolie.
- Nie spytam! - krzyknął przerażony. - Zrobię grzecznie lekcje - dodał po chwili siadając do stołu.
- Smacznego - powtórzył chłopiec wcinając i nie marudząc już o nic. - Tatuś! Pani powiedziała że będzie wycieczka przed świętami - oznajmił zaraz sobie przypominając. - Mam informacje zapisane w dzienniczku. Pokażę ci po obiadku dobrze?
- Wiem tatuś - odparł cicho chłopiec, samemu kończąc jedzonko i zmywając naczynia, po czym pobiegł do pokoju żeby przynieść dzienniczek. Pokazał go Takano. Był to wyjazd na 3 dni w pobytem w gorących źródłach.
- Dobrze tatuś - uśmiechnął się Yuya, idąc do pokoju zrobić lekcje.
Yuya skończył lekcje i zabrał się za laurkę a jak i ją skończył przyszedł wszystko pokazać Takano.
- Tatuś ale nie umiem tego zadanka z matematyki - pokazał na zadanie z gwiazdką dla chętnych.
- Chciałem - przyznał szczerze. - Ale próbowałem i nie umiem - przyniósł kartki na których próbował i zawsze zacinał się w tym samym miejscu. - Nie wiem co źle robie tatuś...
Yuya usiadł obok niego i spojrzał na notatki raz jeszcze, po czym klasnął w dłonie.
- Już wiem! - oznajmił wesoło poprawiając i kończąc zadanie. - Teraz dobrze?
- Ale bez taty bym nie dał rady - chłopiec zaczął przepisywać zadanie do zeszytu i wyszczerzył się do mężczyzny. - Tatuś? Zrobimy wujowi niespodziankę? Nagramy piosenkę?
- Super! Tatuś ale musisz wymyśleć muzykę! A ja słowa! - klasnął w dłonie biegnąc znów do pokoju i wracając z notesem by zacząć w nim bazgrać słowa piosenki.
- Spróbuję tatuś - obiecał stukając długopisem w kartkę czym kopiował Tomo podczas procesu tworzenia.
Przeszkodził mu w tym dopiero Tomo dzwoniąc koło północy. Nie był jednak w stanie się odezwać do słuchawki. Nabierał łapczywie powietrza skrajnie przerażony. Nie wiedział nawet czemu wybrał numer Takano, w końcu zzazwyczaj nie dzwonił w takich sytuacjach.
Tomo potrzebował dłuższej chwili by przetrawić informacje i poszukać maski. Nałożył ją dość niedbale, przytrzymując jedną ręką przy twarzy.
- Nie mogę znaleźć przycisku - szepnął do słuchawki między urwanymi oddechami. - Boli, wszystko mnie boli, Taka-chan...
Potrząsnął przecząco głową wciąż próbując znaleźć ten przeklęty guzik. Przez to wszystko zleciał z łóżka, co Takano usłyszał poprzez przekleństwo z ust chłopaka.
- Nie znajdę go - wydusił z siebie, zakładając nieco przytomniej maskę na twarz. Tak by się już nie zsunęła.
- Ale nie mogę wstać z podłogi! - krzyknął już nieco spanikowany, podciągając kolana pod brodę i cicho płacząc, wciąż trzymając telefon przy uchu.
- Boli Taka-chan... każdy ruch boli, nawet jak oddycham boli, wszystko - Tomo rozłączył mu się, nie chcąc go bardziej denerwować i odłożył telefon tuż obok siebie ściągając kołdrę z łóżka i się nią okrywając.
Lekarz podał mu odpowiednie leki i zwiększył przepływ tlenu. Tomo niedługo potem zaczął nabierać krótkie ale spokojne oddechy.
- Ból do końca nie minie - mężczyzna spojrzał na Takano. - Ale zelżeje do znośnego.
- Przepraszam - Tomo spojrzał na niego, powoli mówiąc. - Przepraszam, przestraszyłem się.
- Wszystko bolało - schował się pod kołdrą by ukryć łzy przed Takano. Nie chciał by ten widział tak częste jego depresje.
- Uhm... kocham cię - Tomo przymknął oczy, łapiąc go za rękę. Przysnął chwilę później kompletnie wykończony.
Tomo nie odezwał się do Takano kolejne cztery dni, które w większości przespał. Kolejne dwa miały być bez chemioterapii, by dać jego organizmowi odpocząć.
Yuya od razu pobiegł najpierw do Tomo przytulając się do niego lekko i zdając raport z tygodnia w szkole.
- A tatuś kary jeszcze nie wymyślił - dodał cicho. - Może zapomniał?
- Mhm... myślę że nie zapomniał - ucałował go w czółko.
- Ja tam bym dał tygodniowy areszt domowy. Wracasz ze szkoły i nie ma chodzenia nawet z psiakami - oznajmił zamykając oczy na moment.
Yuya pociągnął noskiem, bo już miał nadzieję, że mu się upiekło, ale nic nie powiedział.
- Nagraliśmy ci piosenkę wujku - uśmiechnął się do Tomo i założył mu słuchawki na uszy włączając piosenkę. Ucałował go w policzek i pobiegł do babci.
- No proszę... wasza pierwsza piosenka... - uśmiechnął się Tomo. - Jest bardzo dobra, jednak musicie popracować nad tech... - ugryzł się w język i zaczerwienił totalnie, po czym uderzył się dłonią w czoło. - Dziękuję - uśmiechnął się szeroko.
- Ale wyskok bardzo udany - uśmiechnął się do niego Tomo. - Chciałbym was kiedyś posłuchać na żywo - dodał po chwili. - A piosenkę będę słuchać często!
- Wiem kochanie - odłożył mp3 na stolik. - Ale nic mi nie pomieszaliście tam, prawda? - zapytał zaraz. - No bo ja pracowałem nad jedną piosenką - dodał po chwili.
- Słabo - odparł cicho. - Ale oddycha mi się lepiej troszkę i ból jest znośny - uśmiechnął się szerzej. - Uhm i doktor powiedział, że jak byś chciał to możesz mi zrobić gorącą czekoladę z piankami...
- A nie zrobisz mi jej dzisiaj? - zasmucił się trochę, bo przecież już raz Takano urzędował w szpitalnej kuchni.
- Bardzo, bardzo, bardzo chcę - odparł zaraz patrząc mu prosto w oczy. - No bo jak ją piję... to czuję smak domku - przyznał cicho.
- Naprawdę? - oczy Tomo zalśniły od radości. - Jej! Cieszę się - wyszczerzył się do niego.
- Bardzo, bardzo - przyznał z uśmiechem, przytulając policzek do jego dłoni. - Jeszcze troszkę...
- Tak na cały kubeczek... jakby co wypijesz za mnie? - upewnił się. - Uhm bo ja będę pić wolno, ale chciałbym cały kubeczek.
- Dziękuję - uśmiechnął się jeszcze szerzej, ciesząc się, że dostanie czekoladę. - Przepraszam że cię tak przestraszyłem wtedy - wymamrotał. - Musiałeś tu przyjeżdżać bez sensu... ale teraz mam numer lekarza w telefonie... jakby co do niego dzwonie.
- Ale zrobiłem ci kłopotu troszkę - wymamrotał Tomo, po czym powoli podniósł się i usiadł na łóżku. - Kocham cię - szepnął łapiąc Takano za rękę i ciągnąc go delikatnie do łóżka, żeby się przytulić.
- Uhm dziękuję - przytulił go delikatnie, opierając głowę o jego ramię i zaciskając ręce za jego szyi tak mocno jak się dało.
- Będzie mnie uczył piec? - zapytał go zaraz, nadal go nie puszczając. Nie chciał póki miał siły.
- Ale powiedz mu, że ja żółtodziob jestem jeśli chodzi o gotowanie - poprosił Takano zaraz kaszląc trochę.
- Mhm ale dla niego będę żółtodziobem - uśmiechnął się lekko, wciąż go nie puszczając.
- Ale to musisz go koniecznie zaprosić na ślub - szepnął Tomo trochę tracąc siły i krzywiąc się lekko. Poluźnił na nim uścisk. - I chciałbym go poznać wcześniej... proszę?
- Ale tak trochę... spróbujesz? - zapytał cicho, przytulając się do poduszki.
- Un ja się prześpię - zdecydował kiwając mu na pożegnanie.
Tomo obudził się czując pyszną czekoladkę. Usiadł powoli i wyciągnął rączki po czekoladę.
- Moja pychotka!
- Pachnie przepysznie - oznajmił najpierw napawając się zapachem, po czym posmakował opierając się mocniej o poduszki. Przez chwilę sączył czekoladę nic nie mówiąc. Poczuł łzy na policzkach i zawstydzony starł je lewą dłonią. - Głupi jestem - oświadczył szeptem. - Ale to ze szczęścia...
- Ja wiem - uśmiechnął się szerzej. - Tylko... tęsknię - wzruszył ramionami pijąc czekoladę. - Za tobą, Yuyą... i Junem.
- Uhm nie - pokręcił przecząco głową. - Znaczy on ogólnie nie lubi szpitali, więc to pewnie dlatego - dodał uśmiechając się lekko. - No bo powinien już wrócić z Tokio, ale... no nie wiem, nie odbiera telefonów ostatnio.
- Pewnie tak, tylko trochę mi przykro - uśmiechnął się do niego, pijąc dalej czekoladę. - Ale pewnie nie ma czasu - dodał wzruszając ramionami.
- Może w grudniu? - zaproponował cicho dopijając czekoladę i padając na łóżko bez sił.
- I wypiszemy je razem? - zapytał z uśmiechem.
- To wybieranie garniturów to będzie koszmar - zamarudził Tomo. - Będziesz mi kazał przymierzać ich tonę...
- Mhm - skinął lekko głową, walcząc z opadającymi powiekami. - Ne? A Yuyi jaki kupimy?
- Przecież ci mówiłem... że Ty wybierasz... garnitury - uśmiechnął się. - Robisz to jak chcesz - dodał po chwili. - Taka-chan... wszystko mnie boli.
Tomo skinął lekko głową, ale jak tylko Takano poszedł po lekarza zasnął.
Tomo przespał dobre 3 godziny zanim ponownie się obudził. Zerknął na kanapę stojącą nieopodal i uśmiechnął się lekko, widząc że Takano tam przysnął powoli i po cichu zszedł z łóżka i podjechał pod kanapę żeby okryć go kocem.
- Najpierw pojadę do łazienki - odparł Tomo. - Śpij sobie - uśmiechnął się do niego wykierowując wózek.
- Mou i przeze mnie wstajesz - wymamrotał Tomo jadąc już potem do łazienki.
- Nie mogę - odparł Tomo jak już wrócił z łazienki. - Lekarz powiedział, że w tej chwili moge się od wszystkiego pochorować - wywrócił oczyma.
Tomo pokręcił przecząco głową znów zbliżając się do kanapy i siadając mu na kolana.
- Mama mi pomagała się umyć wczoraj - odpowiedział cicho. - No i nie mogę już brać pryszniców póki co... bo lekarz się martwi że cokolwiek złapie... wiesz przeziębienie i te sprawy.
- Uhm a poczytasz mi trochę? - zapytał po chwili. - Czytam ostatnio książkę, ale rozmywają mi się literki... zapomniałem okularów.
- Troszkę słabiej - przyznał spokojnie. - Ale to nic... tylko jak czytam przeszkadza - dodał muskając jego usta swoimi. - Przywieziesz mi okulary następnym razem? Proszę?
- Powiem, tylko no bo ja nie wiem czy pogorszył się bardziej - wyjaśnił mu. - No bo przecież widziałeś że jak czytam to zakładam okulary - uśmiechnął się delikatnie.
- Dobrze - nie kłócił się z nim więcej, przytulając się do niego lekko. - Pomożesz mi? Chyba nie dojadę do łóżka już... troszkę się zmęczyłem.
- W szefce jest i zakładka jest tam gdzie skończyłem - uśmiechnął sie do niego delikatnie. - Tylko troszkę - poprosił go.
Tomo wsłuchiwał się w go z delikatnym uśmiechem. Męczył Takano czytaniem, przez dobre 3 rozdziały zanim zdecydował że już dość.
- Dziękuję - złapał go za rękę i przytulił do niej głowę.
- Ja też się cieszę, tylko on będzie musiał regularnie się badać teraz - zauważył z uśmiechem. - Ale Kou-chan jest wojownikiem, więc da sobie radę - zapewnił go. - Jak tu przyjedzie... przyjdźcie mnie odwiedzić - poprosił go.
- Uhm cieszę się, że nic mu nie będzie - uśmiechnął sie do niego Tomo. - W końcu to twój ulubiony brat - zachichotał podnosząc się na łokciach.
- Nie krzyczał na ciebie? Za twoje szkolne rozboje? - zapytał z lekkim uśmiechem, przytulając się do niego.
- Moja mama była zawsze zła - wymamrotał z lekką zazdrością Tomo. - Ciągle dawała mi areszty domowe za bójki... ale nigdy nie wytrzymałem w domu dłużej niż 2 dni...
- Mhm ale i tak ci zazdroszczę - ucalował go w policzek. - Nie umiem... cud że tu tak długo wytrzymuje...
- Jak to nie ma? Jest czego... wiesz jak nie znosiłem tych aresztów domowych? - burknął chichocząc. - Ale jeszcze gorsze było, jak mi mama zabroniła chodzić na zajęcia surfingu... uciekłem wtedy z domu.
- Tak daleko nigdy nie uciekłem - uśmiechnął się do niego. - Nie miałem dokąd. Uciekałem tylko do dziadka.
- Może nie od razu - zaśmiał się nieco. - Tylko trzeba uważać... no bo jak ja uciekałem, to dlatego że mi odbierano coś dla mnie najważniejszego - zauważył cicho. - A chyba tak robić nie można...
- Więc będzie miał najlepszą rodzinę z możliwych - zgodził się Tomo.
- Nie myśl o tym. Kochaj go tak jak zawsze, a w przyszłości... jak będzie starszy będzie mógł zdecydować co chce dalej zrobić, prawda? - dostał lekkiego napadu kaszlu.
- Nie zapeszaj na przyszłość. Nie zostawi - zapewnił go Tomo, popijając wodę i oddając mu szklankę. - Bardzo go kochasz, prawda?
- I nie stracisz - złapał go za policzki i delikatnie je rozciągnął śmiejąc się przy tym lekko.
- Kocham cię - odpowiedział mu na to Tomo. - Będę musiał pójść na badania jutro - dodał po chwili. - Zrobisz mi obiadek jutro? Proszę? Coś dobrego...
- Może być nawet naleśnik... ale twój - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Smakiem... ich naleśnik jest gumiasty, a twój rozpływa się w ustach - wyjaśnił jak małemu dziecku.
- Tylko jeden warunek mam. Musi być pyszne - oświadczył poważnie, okrywając się mocniej kołdrą.
- Nie zawsze, czasami jest smacznie, ale do pyszności brakuje - podrapał się po głowie. - Mou włosy mi wyłażą - westchnął widząc jak część włosów zastaje mu w dłoni.
- Nie marudzę... prawdę tylko mówię - pokazał mu język, po czym skinął głową. - Nie martwię się...
- Uhm no trochę mi to nie na rękę, że będę łysy... ale nic z tym nie zrobię - uśmiechnął się do niego. - Może wytatuuje sobie coś na głowie...
- Mhm dobrze... ale mogę nosić czapkę? - upewnił się. - Nie chcę tak bez niej - wtulił się w jego pierś i przymknął oczy. - W nocy muszę mieć maskę tlenową... bo często się duszę bez niej...
- Chciałem tylko wiedzieć czy nie będziesz o to zły - mruknął spokojnie Tomo.
- Uhm ale chyba nie umiem nie przejmować się tobą - wymamrotał, nabierając kilka głębokich oddechów. - Ne Taka-chan? Pomasujesz mi serduszko? Bo... boli...
- Postaram się - uśmiechnął się do niego słabo, zaraz zamykając oczy i pozwalając Takano działać. Pokręcił tylko przecząco głową. - Staram się unikać leków nadprogramowych jak to tylko możliwe... boję się uzależnić.
Tomo pokręcił przecząco głową.
- Zaraz przejdzie - zapewnił go przytrzymując jego dłoń na swojej piersi.
Tomo po prostu mu zasnął po kilku długich minutach, wciąż trzymając jego dłoń na swojej piersi.
Tomo spał spokojnie dobre dwie godziny zanuim zaczął się nieco rzucać na łóżku. Oddech mu przyspieszył, a on sam zaczął mamrotać.
- Kocham cię Taka-chan... nie zostawiaj mnie... przepraszam, ja nie chciałem być chory, przepraszam, nie zostawiaj mnie... ja już nigdy więcej nie zachoruję tylko mnie nie zostawiaj - zaciskał mocniej pięści.
Tomo jakby czując jego obecność, wtulił się w niego mocno, tak mocno jak tylko się dało i powoli zaczął się uspokajać, mamrocząc jeszcze pod nosem niemą prośbę, by nie odchodził.
Tomo nie obudził się już aż do rana, wstając zupełnie wyspanym.
- Bardzo dobrze mi się spało - uśmiechnął się do niego. - Aż za dobrze - dodał siadając na łóżku i schodząc z niego, by ten kawałek spróbować dojść do Takano.
- Naprawdę? - Tomo nie bardzo to pamiętał. Przykrył się mocniej kocem, wtulając się w Takano. - Przepraszam, że cię wystraszyłem - mruknął, zapominając że miał nie przepraszać.
- Ale nic nie musisz robić... - zapewnił go. - Przecież ja wiem, że ty mnie strasznie mocno kochgasz... to tylko koszmar... ja nawet nie wiedziałem ze się tego boję - zacisnął mocniej wargi.
- Nie robisz - jęknął czując łzy w oczach, wściekły na siebie że coś takiego w ogóle ma miejsce. - Jesteś najlepszym facetem na świecie. Po prostu mnie kochaj - poprosił go obejmując go mocniej ramionami i chowając łepek w jego piersi.
Tomo rozpłakał się teraz jeszcze bardziej, wciskając głowę mocniej w jego pierś.
- Uhm cieszę się - oznajmił cichutko.
- Mhm - przytaknął mu tylko Tomo cicho jeszcze ocierając wciąż pojawiające się mu nowe łzy. Nie mógł ich zatrzymać, choć się starał. - Ja ciebie też tak strasznie kocham.
Tomo skinął głową ale nie odsunął się od niego. Zamiast tego wtulił się jeszcze mocniej.
- Chcę, pokażesz? - zapytał zaraz, ocierając ostatnie łzy i uśmiechając się do niego słabo.
Wziął do ręki telefon chwilę obserwując torcik.
- Jest skromny i taki minimalistyczny, ale to tylko dodaje mu uroku. A jakie smaki dobrałeś? - zapytał.
Tomo nie wtrącał się w rozmowę, choć nadstawił uszka ciekaw jej.
- Musisz mnie znów uczyć francuskiego... bo zaczynam zapominać - wymamrotał cicho.
- Nie tak znowu dużo! Nie marudź tylko wysyłaj - padło w słuchawce.
_ I wanilię - dodał szybko Tomo.
- Musisz mnie podszkolić znów w francuskim... jak odwiedzisz mnie kolejny raz to przyniesiesz jakieś lekcje dla laików? - zaproponował wesoło. - I wtedy będę mógł poćwiczyć i zapełnić nudę dni - dodał wtulając się w niego delikatnie.
- Zapominam - przyznał mu cicho. - No bo nie używam prawie w ogóle - dodał wzdychając lekko. - Hm... podstawy podstaw chcę!
- Słówka, brakuje mi słówek - uśmiechnął się do niego lekko.
- Dobrze, ale nie dużo.. bo mi się język kręci - wymamrotał, schodząc z jego kolan żeby trochę sie położyć.
- Ale chciałem poleżeć na kanapie - odparł cicho. - Bo mógłbym leżeć na twoich udach - dodał rumieniąc się trochę, ale okrywając kołdrą.
- Bue trzeba... przecież wiem że cię to męczy - uśmiechnął się delikatnie. Za długo też sobie nie poodpoczywał, bo przyszedł lekarz i zabrał go na badania.
Tomo grzecznie przeżyłążdą torturę jaką zgotował mu lekarz, po czym wróciL DO Takano.
_ I gdzie obiadek? - zapytał mężczyzny.
- Juhu! -łąśńął w dlonie zadowolony. - A pokroisz marudzie? - zapytał go zaraz, poprawiając sobie poduszki i zajmując miejsce siedzące.
- Jakoś - wzruszył ramionami przeżuwając pierwszy kawałek. - Nie wiem dokładnie - dodał po chwili. - Wyników nie ma tak od razu - uśmiechnął się delikatnie.
- Trochę serduszko boli - przyznał krzywiąc się nieco. - Ale mówiłem lekarzowi i już dał na to lek - dodał z uśmiechem.
- Mówię im, mówię - uśmiechnął się do niego, jedząc dalej naleśnika. Kiedy zjadł 3/4, pokręcił przecząco głową. - Nie mogę więcej - wymamrotał.
- Wiem kotek i przecież jem - wymamrotał, opadając na poduszki. - Tylko jem tak by nie wymiotować.
- Pośpiewasz mi? Tę piosenkę co z Yuyą nagraliście? - zapytał zaraz.
Tomo słuchał go w ciszy, przysypiając trochę utulony jego głosem. Obudził się dopiero na dźwięk głosu Yuyi.
- Tatuś! Wujek!
- Przepraszam - Yuya zatkał sobie usta dłońmi. - Zrobiliśmy dobry serniczek z babcią! Przyniosłem - pokazał dwa kawałki. - Wujek też musisz posmakować.
- Dobrze - zgodził się Yuya wchodząc Tomo do łóżka i się mocno tuląc. - A ja bym chciał z wujkiem tylko porozmawiać we dwoje - wymamrotał nagle.
- To przyjdź jutro po szkole i tata cię stąd odbierze - zaproponował Tomo, czochrając malca po włoskach. - Zgoda, tato? - spojrzał wesoło na Takano.
Tomo w tym czasie mocno wytulił synka i posłuchał jego opowieści o szkole.
- I wujek wtedy też będzie już w domku - zapewnił Yuya wychodząc Tomo z łóżka. - Idziemy tatusiu? Na lody?
Yuya złapał go za rączkę jak wyszli ze szpitala i przytulił się do jego boku.
- Tatuś? Bo Akira powiedział, że jak się tak długo leży w szpitalu to już się umrze - oznajmił cichutko. - Ale wujek nie umrze prawda? - szepnął ściskając mocniej jego rękę.
- Prawda - zgodził się chłopiec obejmując go mocno za szyję. - Bo mi się przykro zrobiło jak on tak powiedział - dodał ciszej.
- Zgoda - uśmiechnął się do niego delikatnie, jeszcze raz mocno go obejmując. - I będziemy szczęśliwi?
- Tak! Pomoge! - oznajmił entuzjastycznie. - A jak pomóc? - zapytał zaraz cicho.
- Tatuś? A jakie kwiatki lubisz? I kolorek jaki? - zapytał go zaraz Yuya wsiadając do samochodu i zapinając pasy.
- Oj tatuś ale jakiś musisz mieć - odparł pewnie Yuya. - Bo wujek lubi czerwony, czarny i biały...
- No bo potrzebuję - odparł cichutko. - Bo Mikołaj potrzebuje...
- Ale Mikołaj potrzebuje ulubiony kolorek tatusia - odparł cicho Yuya robiąc smutną minkę, no bo jak miał udziergać szalik bez kolorku?
- Ale na pewno brązowy tatuś? - upewnił się i zanotował w pamięci z wielkim uśmiechem.
- A mogą być różne kolory brązowego? - zapytał jeszcze wychodząc z samochodu i czekając na Takano.
- Tak jest - chłopiec od razu odszukał miejsce dla dwóch osób przy oknie. Usiadł na nim machając wesoło nogami.
Chłopiec długo się zastanawiał, by w końcu wziąć pucharek lodów o nazwie 'Miś' i czekoladę do picia.
- Tatuś, z wujkiem też pójdziemy na lody jak wujek wyzdrowieje?
- Tatuś dzisiaj w szkole pani od Japońskiego była na mnie bardzo zła - oznajmił nagle chłopiec jedząc lody. - Ale ja się starałem... zrobiłem zadanie domowe i to co pani chciała na tablicy... a ona i tak nakrzyczała bo... 'piszę jak kura pazurem'. Co to znaczy tatuś?
- Nie rozmawiaj tatuś - potrząsnął przeczęco głową Yuya. - Bo będzie że jestem taki kapuś... - wymamrotał zaraz jedząc trochę lodów. - Poćwiczymy?
- Ale powiedziałem tatusiu - wymamrotał Yuya jedząc dalej lody. - Tylko ja bym chciał najpierw nie mówić z panią... tylko się postarać.
- Dobrze - zgodził się chłopiec powoli kończąc swoje lody. - Tatuś, a zrobimy dla wujka torcik? Jak będzie wychodził ze szpitala?
- Tak! I prezencik kupimy? - zaproponował z uśmiechem. - A wujek będzie spał z nami w domku?
Yuya skinąl lekko główką.
- Chciałbym - przyznął cicho. - Bo wujek jest kochany i będzie musiał dużo odpoczywać!
- Dobrze - zgodzil się chłopiec. - albo dam wujowi kou swój pokoik - zdecydoął zaraz. - Pospię na materacu!
- Uhm no dobrze - chłopiec wcale nie był do tego przekonany ale postanowił dać Takano rządzić.
- Będę mógł spać z tobą tatuś? Super! - ucieszył się chłopiec kończąc pić swoją czekoladkę.
- Dobrze, a jak wujek wróci to juą będzie normalnie pracował? - zapytał chłopiec. - I chodził na spacerki z pieskami i ze mną?
- Naprawdę?! - chłopcu zaświeciły się oczka kiedy to usłyszał. - I zrobimy taki piknik? Z koszyczkiem i jedzonkiem?
- A mogę wujkowi zrobić laurkę? - zapytał zaraz bo chciał dać jakiś mały prezent. - I wujek dał mi listę mang tatuś... - podał mu listę.
- Długa lista - zauważył chłopiec idąc do samochodu za tatą. - Poczytamy książkę dzisiaj też?
- Dobrze - zgodził się Yuya dokładając mu jeszcze jedną bo on też zbierał, ale mniej niż Tomo.
[możemy xD dużo? x) ]
Kouyuki umówił się z Takano w szpitalu. Chciał wcześniej odwiedzić Tomo, zanim spotka się z bratem. Uśmiechnął się wchodząc do sali chłopaka.
- No, no widzę, że dzisiaj tryskamy energią - zauważył wesoło udając że zna się na tym wszystkim co było zapisane na tabliczce przy łóżku Tomo. - Temperatury nie ma, waga mizerna... ubieraj się, idziemy na spacer.
- Ciebie też miło widzieć - uśmiechnął się do niego Tomo, siadając i wciągając na siebie bluzę Takano. Przesiadł się na wózek, okrywając się jeszcze kocem i naciągając czapkę porządniej na głowę. - Dokąd mnie zabierasz?
- Do ogrodu, widziałem że jest całkiem pokaźny - zauważył Kouyuki. - Takano nie wychodzi z tobą na dwór?
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Za bardzo się boi...
- Póki się nie dowie, nie zabije - zaśmiał się lekko Tomo, oddychając świeżym powietrzem. Słoneczko ładnie grzało. Pogoda dopisała i nie wyglądało że ma padać. - Jak się czujesz? - zainteresował się, kiedy Kou usiadł na ławce, by chwilę z nim porozmawiać.
Prześlij komentarz