- Mhm ale sobie poradzę. Przecież nie mówię że wszystko dam radę zrobić sam... ale że ci powiem jak będę potrzebował pomocy - wymamrotał stawiając w końcu 4 kubki na ladzie bo uznał że każdemu zrobi herbatkę.
Tomo nie miał problemu z zalaniem herbaty, choc czajnik musął trzymać dwoma rękoma, by go unieść. - Teraz możesz wziąć sobie herbatkę - stwierdziłTomo biorąc swój kubek i siadając znów na wózku.
Tomo spał bardzo długo. Nie obudził się nawet gdy wstawał Takano i budził Yuyę. Za to pokręcił się i pomróżył nieco niezadowolony nosek, kiedy go niechcący odkryli i chłodne powietrze popieściło go po nogach. - Mou... jeszcze godzinkę... - poprosił.
- Nie musisz - potrząsnął przecząco głową. - Jest w lodówce... trzeba tylko podgrzać. Zrobiłem omlet i pudding... - odparł z uśmiechem. - Kou-chan pojechał do miasta na badania i odbierze Yuyę potem.
Tomo wziął swój przysmak i z zadowoleniem zaczął go jeść. - Dzisiaj mi ładnie przygotowujesz deser bez czekolady? - zapytał. - Czekam na coś ekstra - pokazał mu język. - Brak czekolady trudno ci będzie zastąpić...
- Un i niw będziesz zły jak do niego pójdę do domu na troszkę nie? Zadzwonię do ciebie jeśli będziesz chciał mnie odebrać... jak mnie to poproszę Juna, żeby mnie odprowadził do donu - ucałował go lekko.
- Nie bardziej niż samemu w szpitalu - odparł z lekkim uśmiechem. - Ale dzisiaj jestem strasznie słaby - dodal po chwili - Chciałem pograć na gitarze ale kręciło mi się w głowie - wyjaśnił.
- Przyjechałem wcześniej bo nie chciałem już leżeć w szpitalu - zaśmiał się krzywiąc się lekko. - Uhm położę się, ok? Bo dzisiaj coś bardzo słabo się czuję... - przyznał mu.
Tomo położył się na kanapie, ale zaraz musiał wstać, bo dzwonek w drzwiach dzwonił jak oszalały. - Ja otworzę - oznajmił, widząc jak Takano nie ma w tej chwili jak to zrobić. Podjechał do drzwi i otworzył. - Tomo-chan! - kobieta przytuliła go mocno i weszła bezceremonialnie do środka. - Braciszku! - wtuliła się w Takano.
- Ale straciłam pracę, posypał mi się związek i miałam doła - wyjaśniła jakby to nie było nic takiego, po czym wróciła do salonu nie chcąc mu przeszkadzać. - No i pomyślałam, że Tomo-chan będzie samotny przez te parę dni - dodała weselej, siadając na kanapie i podbierając kołdrę, otulając się nią. - Są może lody? - Nie ma - odparł cicho Tomo. - Ale na rogu jest supermarket... mają całkiem niezłe lody.
- Nie trzeba - odkrzyknęła mu, posuwając się na kanapie, by zrobić miejsce Tomo. - Tak już na amen? Nie wrócisz do niego? - zapytał jej chłopak. - Nie ma takiej opcji... znalazł sobie inną i zrobił jej dziecko... - wymamrotała czując łzy w oczach. - Faceci to świnie, bez urazy... - dodała cicho, wtulając się teraz w Tomo by ukryć swoje łzy. - Zostawił mnie dla młodszej... a ja noszę jego dziecko w sobie... chciałam aborcji - zacisnęła pięści, wtulając się w Tomo mocniej. - Ale... ja już kocham tego dzidziusia... nie wiem co mam zrobić!
- Wnuczką... - poprawiła go odruchowo, czując nagle że Tomo osuwa jej się w ramiona. - Hej... wszystko w porządku? - Nie - odparował krótko. - Kręci mi się w głowie, bardzo - wyjaśnił chcąc już się położyć. To był jego limit.
- Przepraszam - bąknęła, siadając na fotelu i podciągając pod siebie nogi. - Nie szkodzi - Tomo przymknął oczy i przez chwilę tylko oddychał głęboko, a kiedy znów otworzył oczy już nic mu się nie kręciło. Odetchnął z wyraźną ulgą.
Tomo wziął sobie dwa z mięskiem i dwa z warzywami siadając znów, ale zaraz zrezygnował z siedzenia na rzecz półsiadu z wykorzystaniem Takano jako oparcia. - Gome... nie mam póki co sił na siedzenie - wyjaśnił mu smakując pierwszego pierożka. - Rozpływa się w ustach - pochwalił go.
Tomo skinął głową. - Wszystko im przekażę, a Yuyuś dopilnuje, by pierożki wyszły dobrze. - Koyuki też tu jest? - jego siostra nieco się zdziwiła. Skrzywiła się przy tym. - To ja będę szła zaraz po obiedzie...
- Nie powinieneś - pokręciła przecząco głową. - Bo ja nie musze się spowiadać tobie ze wszystkiego - burknęła niezadowolona. - A jeśli już pytasz to zrób to kiedy będziesz tego chciał, a nie z przymusu - dodała czując złość i słone łzy na policzkach. Tomo dźgnął lekko Takano łokciem w brzuch. - Co robisz, baka? - westchnął cicho, odkłądając swój talerzyk i dziękując za posiłek.
- Ale ja nie chcę ci powiedzieć - mruknęła wstając i odnosząc po sobie naczynia. - No to widzimy się na święta - posłała w ich stronę lekki uśmiech i zabierając swoje ciuchy ruszyła do wyjścia, w progu zderzając się z Koyukim. - Ugh nie mogłeś przyjechać 5 minut później? - fuknęła na niego. - Wybacz księżniczko, ale temu maluchowi śpieszyło się do domu - odparł chłodno, zsuwając buty i już bez słowa wchodząc do środka. Yuya wbiegł tuż za nim. - Tatuś! Wujek! - wtulił się w ich obu. - Już myślałem, że wujka znów nie będzie... że to był sen wczoraj!
- A ja go ocenię - dodał entuzjastycznie Tomo, siadając odrobinę by zaraz się położyć z głową na udach Takano. - Ne... Kou-chan? Czemu jesteś skłócony z młodszą? - Bo jest głupia i chciała mi życie ustawiać.
- Oj wtrącała się w nie za bardzo... ciągle stając po stronie Mary i w końcu jej powiedziałem parę ostrych słów. Od tej pory się nie odzywa do mnie. Nic wielkiego - wywrócił oczyma. - Przejdzie z czasem...
- Nie powinno. Ograniczę zadawanie się z nią do minimum i wszystko będzie grało... Yuya nie karm psiaków - rzucił do małego, który dawał pierożki z warzywami zwierzakom. - Ale mi nie smakują...
- Przepraszam Tatusiu... - chłopiec się zasmucił, że mu nie smakuje, choć Takano bardzo się starał. - Ja sobie tościka zrobię - zaproponował, żeby już tata nie musiał mu nic przygotowywać. - Przepraszam...
Kiedy wrócił do domu zastał Tomo wciąż na kanapie, lecz już śpiącego, Yuyę w łóżku a Koyukiego na fotelu obok Tomo, czytającego mangi Tomo. - Czekał na ciebie - oznajmił z lekkim uśmiechem. - Ale 10 minut temu powiedział, że strasznie boli go głowa i nie da rady dłużej czekać... wziął wszystkie leki i zjadł kawałek torcika. Na kolacje Yuya zrobił mu jajko na miękko.
- Nie mogłem mu tego zabronić - uśmiechnął się lekko, poza tym moje miejsce spania było zajęte, a jeszcze siły mi nie wróciły na tyle by go przenosić - dodał już ciszej. - Yuya tobie również zrobił jajko na miękko.
- Spróbuję - obiecał mu to i podziękował za rozłożenie kanapy niemal od razu się kładąc i przeciągając lekko. - Ale to było takie kochane... chciał tylko cię przywitać, żeby ci smutno nie było, że wszyscy już śpią.
- Tomo mi powiedział, że jemu to nie przeszkadza. Tylko brakuje mu przytulania - uśmiechnął się do niego. - Korzysta więc z każdej sposobności, by się do ciebie potulić.
Tomo wtulił się w niego bezwiednie, po czym mruknął pod nosem że go kocha. Obudził się chwilę przed Takano, więc tylko wtulił się w niego mocniej ciesząc się jego obecnością.
- Malutką chwileczkę, nic więcej - obiecał mu przytulając się do niego mocno. - Uhm dobry był - przyznał z uśmiechem. - Ale z czekoladą byłby lepszy - pokazał mu język. - Czekam na kolejne próby!
Tomo troszkę tylko się spóźnił bo przysnął na fotelu, a słysząc pukanie od razu przesiadł się na wózek i podjechał do drzwi, gdzie otworzył Junowi. - Hej - przywitał się z nim wciągając bluzę na siebie.
- Wyspałem - uśmiechnął się do niego Tomo podjeżdżając do samochodu. - Uhm ale będziesz mi musiał trochę pomóc z wsiadaniem i wychodzeniem z samochodu - przyznał wzdychając nieco.
- To może kup mu jakiś sprzęt do aparatu? Ryu nie zbiera na coś? Albo nowe jeansy... albo coś zupełnie nie w jego stylu - zaproponował ze śmiechem. - Łańcuszek z serduszkiem i twoim zdjęciem w środku?
- Mhm... to może przerób jeden pokój mały na ciemnię? - zaproponował. - Będzie wtedy mógł wywoływać tam zdjęcia... na przykład zamiast garderoby mała ciemnia?
- Ja za to planu nie mam żadnego... zrobiłęm mu na drutach sweter... ale nie wiem czy mu się spodoba - wzruszył ramionami. - Myślę nad kupieniem mu nowej książki jego nauczyciela z Francji o gotowaniu...
- Mhm... okonomiyaki, albo... sushi - stwierdził z lekkim uśmiechem. - Ale nie dużo... ja ech niestety jeszcze wymiotuję jak zjem za dużo... wczoraj zwymiotowałem po 4 pierożkach - przyznał mu się. - Un... a co jadłeś najlepszego do tej pory?
- Curry? Naprawdę? - uśmiechnął się lekko. - No proszę zdobył cię poprzez curry - zaśmiał się cicho, kiedy wjechali do księgarni. - Mnie zdobył przez czekoladę gorącą...
- Mhm no tak troszkę... bez czekolady nie ma co żyć - zachichotał wybierając książkę i podając ją Junowi bo pani przy ladzie go olała. - Nie potrafiłem powiedzieć co kocham bardziej... czekoladę czy Takano.
- Bardzo trudne - odparował. - Ale powiedziałem mu że bez niego... bo czekolady którą uwielbiam bez jego istnienia nie otrzymam - zaśmiał się szczerze, biorąc od niego książkę.
- Mhm rozumiem... ale dacie radę prawda? - upewnił się, samemu decydując się kupić jeden bordowy sweter dla Takano, jakby nie spodobał mu się prezent ręcznie robiony.
- Idziemy - zgodził się spokojnie. - Ale może wróci do siebie do domu to będziesz miałdodatkowy dzień? - zaproponował. - Tylko ocieplenie tam załóż do piwnicy...
- A myślisz, ze ja dam radę wytrzymać do ślubu bez 50 zmian zdania a propo jego daty? - zapytał go odsuwając sobie krzesło i w jego miejsce wstawiając siebie samego.
- Bo w szpitalu, przez sen i w gorączce mówiłem podobno że ma mnie nie zostawić i że już nie będę chorować tylko ma mnie nie zostawiać... uhm on był bardzo smutny.
- Spróbuję - uśmiechnął się lekko. - Mój facet się nie rozbierze - westchnął rozmarzony. - Acz zapytam go - dodał po chwili, pisząc Takano smsa: "Zrobisz dla mnie striptiz?". - A koncertu poszukam.
- Ale w większości nie mam siły i śpię...- uśmiechnął się do niego siadając i wychodząc z samochodu. Mocniej chwycił się dachu, żeby nie upaść. - Bo nawet piosenek nie mogę komponować jeszcze...
- Wiesz jak ja kocham odpoczywać, nie? - spojrzał na niego unosząc lekko brew. - Odpoczywałem dobre 3 miesiące w szpitalu... nie odwiedziłeś mnie ani razu - przypomniał mu.
- Ale ja chciałem spróbować tylko wejśc na to twoje piętro - wymamrotał czując się niezręcznie kiedy siedział na wózku i był wciągany przez Juna. - przepraszam... będę się odchudzał...
- Bardzo śmieszne, uśmiałem się do łez... ha ha - burknął mu w odpowiedzi marszcząc lekko brwi. - Do twojego niestety przywyknąć się nie da... także podziwiam Ryu za to co robi.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - uniósł lekko brew. - No dobrze... rzucasz się na łóżku gdy śpisz, chrapiesz, jesteś strasznym porządnickim, nie potrafisz gotować - zaczął wymieniać. - Jak się na coś uprzesz to kaplica... chyba że spierasz się ze mną, ale wtedy to już w ogóle kaplica bo do niczego nie dojdziemy...
- Serio... niczym niedźwiedź. Czasem spać nie mogłem, ale dało się przyzwyczaić - zaśmiał się radośnie. - Ne wpadniesz przed świętami? Dam ci pierniczki... z Yuyą je robię, zrobimy większą porcję dla ciebie i Ryu.
- Ja ci tylko przypominam - odparł wesoło Tomo przymykając na chwilę oczy. - Mam w głowie nową piosenkę - uśmiechnął się. - Jak ją spiszę i dopracuję... to posłuchasz jej?
Zarumienił się odrobinę i schował twarz za ramieniem. - Normalnie nie stanowiło to dla mnie problemu... bo sam chodze spać późno... ale teraz... - zacisnął mocniej zęby. - Więcej śpię i uhm nobo chciałem go tylko przywitać i pójść z nim do łóżka... żeby nie czuł się samotnie... ale nie dałem rady.
- No nie doczekałem... ale powiedział dziś, że jak będzie późno to może da radę mnie odebrać od ciebie - uśmiechnął się nieco szerzej. - Wiesz... trochę tęsknię za przytulaniem się do niego...
- Pewnie tak, ale na razie... na razie mi tego brak - zaśmiał się. - No i jak tylko Takano jest w domu, to go mocno tulę... znaczy nie mocno bo nie mam siły ale na tyle ile mogę.
- Biorę je po kolacji - odparł jeszcze chwilę masując sobie skronie, ale zaraz to kończąc i kładąc się wygodniej. Przysnął chwilkę później i pospał niecałą godzinkę.
Tomo trochę się zdziwił, bo jeszcze nie słał mu żadnego smsa ale i ucieszył. Pożegnał się z Junem i pozwolił Takano sprowadzić się po schodach. - Dzisiaj już koniec? - zapytał kiedy Takano prowadził go ulicami Yukan do domu.
- Szybko i przyjemnie - uśmiechnął się szeroko. - Byliśmy na sushi w mieście i na zakupach - dodał po chwili, łapiąc mocniej swoje pakunki. - Potem przysnąłem na trochę, ale Junowi to nie przeszkadzało - wzruszył ramionami. - A co tam w pracy?
- Nie, bo w łóżku nic nie zrobię... a tak to rozmawiam z Kou-chanem i w ogóle - wzruszył ramionami, przejmując stery nad wózkiem kiedy już znalazł się w domku.
- Poczekam - obiecał mu, jadąc do sypialni i pakując to co kupił w bezpieczne miejsce. - Yuyuś! - podjechał zaraz do chłopca biorąc go na kolanach. - Masz jakieś nowe fajne kanji do nauki?
- To co? Poćwiczymy razem? - zaproponował patrząc na znaki i układając od razu proste rymowanki oddające ich znaczenie, bo ta metoda z Yuyą się sprawdzała.
Pouczyli się tak do kolacji, po czym pojechali do salonu na jedzonko. - A przed snem poczytamy - zdecydował Tomo, uznając że może się z Yuyą położyć do jego łóżka i poczytać książkę.
- Dobrze, nie martw się tak. Wiem ile mogę - uśmiechnął się lekko. - Dzisiaj oddałem Junowi połowę swojego sushi... bo nie byłem w stanie zjeść porcji - westchnął jedząc dalej. - Bo wujek to taki niejadek - Yuya pokręcił główką. - No... - zgodził się Tomo. - Ale jeszcze kiedyś cię prześcignę w jedzeniu głupolu!
- Nie dobry ty... to będziesz musiał mi część potraw odstawić na kolejne dni - pokazał mu język kończąc powoli jedzenie i odkładając część porcji. - Zjem później - obiecał.
- No nie bądź taki - jeszcze chwilę go połaskotał, ale potem mu odpuścił, nie chcąc psuć im niespodzianki. - No dobrze... wygrałeś - ucałował go w policzek.
- Pewnie czemu nie - zgodził się zaraz Tomo. - takie duże kanji na całą stronę i podpisane co znaczy? - zaproponował biorąc ołówek do ręki, żeby mu naszkicować ten znak.
- Ale to będziemy zmieniać. Część znaków na ten tydzień... jak się nauczysz, zrobimy plakaty z nimi na jednej kartce, a nowe będą duże - wyjaśnił swoją koncepcję.
- I tak się boję tych jego pomysłów - zaśmiał się przechodząc na wózek i jadąc do kuchni. - Zrobię blachę bułek z czekoladą. Taka-chan będzie miał coś do zjedzenia jak wróci, a Yuyuś jutro do szkoły - zdecydował zabierając się do pracy.
- No dobra - skinął głową decydując się że trochę pomocy mu się przyda. Zaczął go instruować co i jak i razem stworzyli nawet dwie blachy bułeczek, które wstawili do piekarnika.
- W porządku, ale najpierw je posmakuj - zaproponował ze śmiechem, spisując mu przepis na karteczce i mu go podając. - Cukiernikiem? Nie wiem, zapytaj Takano... - pokazał mu język.
- Ale ja je sprzedaje w piekarni też - uśmiechnął się, po czym skinął głową. - Lubię piec - skinał głową. - A jak mu jeszcze smakuje to jest znacznie lepiej. Znaczy cieszy mnie to.
- No bo to mały głodomor jest - zaśmiał się Tomo. - Ale nawet głośniej niż kiedy zrobił sobie coś złego? Na przykłąd przewrócił i obił kolanko do krwi? - zainteresował się.
- Kiedy siedział cicho? - Tomo zerknął na zegarek, po czym skontrolował bułeczki. - Jeszcze 15 minut i będą gotowe - uśmiechnął się, nalewając sobie i Koyukiemu soku.
- Oj jest świetnym ojcem - oznajmił Tomo. - Kocha naszego malucha całym serduszkiem i nieba by mu uchylił. Potrafi też być surowy, ale na szczęście Yuya to grzeczne dziecię.
Tomo już niestety spał, ale na stole w kuchni stały dwa talerze z bułeczkami i kartka od niego dla Takano. "Otsukare, zjedz coś dobrego i choć mnie już przytulić. Kocham cię"
Tomo obudził się w środku nocy i powoli wyplątał się z jego objęć. Ucałował go w czoło i pojechał do łazienki. Kiedy wrócił Takano już nie spał... niestety. - Hej kochanie - wrócił do łóżka znów go obejmując. - Musiałem do łazienki, nic się nie stało - zapewnił go.
Tym razem został obudzony dopiero rano i pierwszy raz od dwóch dni wstał wraz z nimi na śniadanko. Yuya szalał z radości na widok bułeczek i od razu wpakował sobie 3 do plecaka.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2001 – 2200 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Za bardzo - pogłaskał go palcem po noseku pozwalając mu się wytrzeć i posadzić na wózku.
Yuya pobiegł do łazienki szybko się umyć, a Tomo pojechał do kuchni zrobić sobie herbatkę.
Tomo westchnął cicho.
- Zawołam cię jak będę potrzebował pomocy - zapewnił go, wyciągając sobie z wyższej szafki szklankę i herbatę.
- Mhm ale sobie poradzę. Przecież nie mówię że wszystko dam radę zrobić sam... ale że ci powiem jak będę potrzebował pomocy - wymamrotał stawiając w końcu 4 kubki na ladzie bo uznał że każdemu zrobi herbatkę.
Tomo nie miał problemu z zalaniem herbaty, choc czajnik musął trzymać dwoma rękoma, by go unieść.
- Teraz możesz wziąć sobie herbatkę - stwierdziłTomo biorąc swój kubek i siadając znów na wózku.
- Tak jak każda herbatka - zaśmiał się Tomo, pozwalając mu prowadzić wózek do pokoju.
- Chcę, ale nie powiem jaki - zachichotał siadając na kanapie. - Liczę na inwencję twórczą mojego przyszłego męża.
- Mhm bez czekolady to nie deser - zaśmiał się Tomo, pijąc herbatę.
- Uhm... ale gorącą czekoladę i tak dostanę? - zapytał go zaraz.
- Nigdy mi się nie znudzi. Przecież ja ją uwielbiam - odparł chłopak wesoło, przymykając nieco oczy. - Troszkę jestem zmęczony.
Tomo skinął głową, powoli dopijając herbatkę. Oparł się wówczas o Takano i przysnął.
Tomo spał bardzo długo. Nie obudził się nawet gdy wstawał Takano i budził Yuyę. Za to pokręcił się i pomróżył nieco niezadowolony nosek, kiedy go niechcący odkryli i chłodne powietrze popieściło go po nogach.
- Mou... jeszcze godzinkę... - poprosił.
- A zostawicie mi śniadanko? - zapytał cicho, nie otwierając oczu ale obracając się w stronę Takano.
Tomo wymruczał co niezroumiałego co miało oznaczać, że kocha ich dwójkę, by zasnąć ponownie.
Tomo leżał natomiast na kanapie, czytając książkę. Uniósł wzrok znad niej, kiedy go zobaczył.
- Hej kotuś - przywitał się z nim
- Nie musisz - potrząsnął przecząco głową. - Jest w lodówce... trzeba tylko podgrzać. Zrobiłem omlet i pudding... - odparł z uśmiechem. - Kou-chan pojechał do miasta na badania i odbierze Yuyę potem.
- Dla mnie tylko pudding - pokazał mu język. - Dużo nie gotowałem... tylko trochę bo chciałem ci podziękować, za to że jesteś...
Tomo wziął swój przysmak i z zadowoleniem zaczął go jeść.
- Dzisiaj mi ładnie przygotowujesz deser bez czekolady? - zapytał. - Czekam na coś ekstra - pokazał mu język. - Brak czekolady trudno ci będzie zastąpić...
- Mhm ale ja jestem specjalnym przypadkiem i krytykiem twojej kuchni - zaśmiał się, jedząc dalej swój pudding.
- Już nie mogę się doczekać - wycelował w niego łyżeczką.
- Nie wiem kotek... zrób coś dobrego - poprosił go tylko, kłądąc się znów na kanapie.
- Mou... i nie zostaniesz tu ze mną chwili dłużej? - zapytał go cicho, spoglądając na niego.
- Mhm dobrze kotek - Tomo skinął lekko głową. - Jutro jadę z Junem - przypomniał mu.
- Un i niw będziesz zły jak do niego pójdę do domu na troszkę nie? Zadzwonię do ciebie jeśli będziesz chciał mnie odebrać... jak mnie to poproszę Juna, żeby mnie odprowadził do donu - ucałował go lekko.
- Dobrze, leć - dał mu buziaka na dowidzenia i przykrył się mocniej kocykiem.
- Brzmi świetnie - odparował chłopak siadając. - A będzie czas na krótkie tulenie? - zapytał go zaraz.
- No to wytrzymam - stwierdził ze śmiechem, wsiadając na wózek i jadąc do kuchni, popatrzeć na jego pracę.
- Nie bardziej niż samemu w szpitalu - odparł z lekkim uśmiechem. - Ale dzisiaj jestem strasznie słaby - dodal po chwili - Chciałem pograć na gitarze ale kręciło mi się w głowie - wyjaśnił.
- Ale przecież ja nie mam o nic pretensji do ciebie kochanie - wymamrotał Tomo. - Nie marudzę ani nic - dodał z uśmiechem.
- Przyjechałem wcześniej bo nie chciałem już leżeć w szpitalu - zaśmiał się krzywiąc się lekko. - Uhm położę się, ok? Bo dzisiaj coś bardzo słabo się czuję... - przyznał mu.
Tomo położył się na kanapie, ale zaraz musiał wstać, bo dzwonek w drzwiach dzwonił jak oszalały.
- Ja otworzę - oznajmił, widząc jak Takano nie ma w tej chwili jak to zrobić. Podjechał do drzwi i otworzył.
- Tomo-chan! - kobieta przytuliła go mocno i weszła bezceremonialnie do środka. - Braciszku! - wtuliła się w Takano.
- Ale straciłam pracę, posypał mi się związek i miałam doła - wyjaśniła jakby to nie było nic takiego, po czym wróciła do salonu nie chcąc mu przeszkadzać. - No i pomyślałam, że Tomo-chan będzie samotny przez te parę dni - dodała weselej, siadając na kanapie i podbierając kołdrę, otulając się nią. - Są może lody?
- Nie ma - odparł cicho Tomo. - Ale na rogu jest supermarket... mają całkiem niezłe lody.
- Nie trzeba - odkrzyknęła mu, posuwając się na kanapie, by zrobić miejsce Tomo.
- Tak już na amen? Nie wrócisz do niego? - zapytał jej chłopak.
- Nie ma takiej opcji... znalazł sobie inną i zrobił jej dziecko... - wymamrotała czując łzy w oczach. - Faceci to świnie, bez urazy... - dodała cicho, wtulając się teraz w Tomo by ukryć swoje łzy. - Zostawił mnie dla młodszej... a ja noszę jego dziecko w sobie... chciałam aborcji - zacisnęła pięści, wtulając się w Tomo mocniej. - Ale... ja już kocham tego dzidziusia... nie wiem co mam zrobić!
- Wnuczką... - poprawiła go odruchowo, czując nagle że Tomo osuwa jej się w ramiona. - Hej... wszystko w porządku?
- Nie - odparował krótko. - Kręci mi się w głowie, bardzo - wyjaśnił chcąc już się położyć. To był jego limit.
- Przepraszam - bąknęła, siadając na fotelu i podciągając pod siebie nogi.
- Nie szkodzi - Tomo przymknął oczy i przez chwilę tylko oddychał głęboko, a kiedy znów otworzył oczy już nic mu się nie kręciło. Odetchnął z wyraźną ulgą.
Tomo wziął sobie dwa z mięskiem i dwa z warzywami siadając znów, ale zaraz zrezygnował z siedzenia na rzecz półsiadu z wykorzystaniem Takano jako oparcia.
- Gome... nie mam póki co sił na siedzenie - wyjaśnił mu smakując pierwszego pierożka. - Rozpływa się w ustach - pochwalił go.
Tomo skinął głową.
- Wszystko im przekażę, a Yuyuś dopilnuje, by pierożki wyszły dobrze.
- Koyuki też tu jest? - jego siostra nieco się zdziwiła. Skrzywiła się przy tym. - To ja będę szła zaraz po obiedzie...
- Nie, nie rozmawiamy ze sobą - odparła spokojnie, jedząc dalej obiad. - Wolałabym się z nim nie spotkać.
- Nie powinieneś - pokręciła przecząco głową. - Bo ja nie musze się spowiadać tobie ze wszystkiego - burknęła niezadowolona. - A jeśli już pytasz to zrób to kiedy będziesz tego chciał, a nie z przymusu - dodała czując złość i słone łzy na policzkach. Tomo dźgnął lekko Takano łokciem w brzuch.
- Co robisz, baka? - westchnął cicho, odkłądając swój talerzyk i dziękując za posiłek.
- Ale ja nie chcę ci powiedzieć - mruknęła wstając i odnosząc po sobie naczynia. - No to widzimy się na święta - posłała w ich stronę lekki uśmiech i zabierając swoje ciuchy ruszyła do wyjścia, w progu zderzając się z Koyukim. - Ugh nie mogłeś przyjechać 5 minut później? - fuknęła na niego.
- Wybacz księżniczko, ale temu maluchowi śpieszyło się do domu - odparł chłodno, zsuwając buty i już bez słowa wchodząc do środka. Yuya wbiegł tuż za nim.
- Tatuś! Wujek! - wtulił się w ich obu. - Już myślałem, że wujka znów nie będzie... że to był sen wczoraj!
- Dobrze - Yuya poszedł się rozebrać i umyć ręce, po czym wrócił i usiadł na podłodze obok kanapy, cały czas obserwując TOmo.
- A ja go ocenię - dodał entuzjastycznie Tomo, siadając odrobinę by zaraz się położyć z głową na udach Takano. - Ne... Kou-chan? Czemu jesteś skłócony z młodszą?
- Bo jest głupia i chciała mi życie ustawiać.
- Oj wtrącała się w nie za bardzo... ciągle stając po stronie Mary i w końcu jej powiedziałem parę ostrych słów. Od tej pory się nie odzywa do mnie. Nic wielkiego - wywrócił oczyma. - Przejdzie z czasem...
- Nie powinno. Ograniczę zadawanie się z nią do minimum i wszystko będzie grało... Yuya nie karm psiaków - rzucił do małego, który dawał pierożki z warzywami zwierzakom.
- Ale mi nie smakują...
- Ale mi nie smakują... mają taki dziwny smak - odparł chłopiec, próbując teraz tych z mięskiem.
- Wyszły super - potwierdził mu Tomo. - Ale nie każdy musi lubić pierożki... może właśnie znaleźliśmy coś czego Yuyuś nie lubi? - zaproponował.
- Przepraszam Tatusiu... - chłopiec się zasmucił, że mu nie smakuje, choć Takano bardzo się starał. - Ja sobie tościka zrobię - zaproponował, żeby już tata nie musiał mu nic przygotowywać. - Przepraszam...
- Dziękuję - chłopiec mocno przytulił Takano, po czym pobiegł do kuchni zrobić sobie tosta.
- Nie martw się kochanie - ucałował go w policzek Tomo.
- Wyszły! Zjadłem aż 4! A to przecież dużo jak na moje możliwości - ucałował go znów, opadając mu na kolana.
- Nie musi - odparł Koyuki, kończąc porcję Yuyi, kiedy chłopiec wrócił z trzema tostami.
Yuya poczuł lekką presję więc zaczął szybko jeść, na co Tomo zaśmiał się lekko.
- Nie spiesz się maluszku. Ja jeszcze mam brzuszek pełny.
- No dobrze - Yuya zwolnił trochę tempa, a Tomo wtulił się mocniej w Takano.
- Koło 10 rano - odparł z lekkim uśmiechem. - Nie zasypiam - dodał, tylko się do niego tuląc. - Ale nie wiem o której wrócę...
- Tak jest - poprawił się trochę i przytulił lekko. - A kochasz mnie trochę?
- A tak sobie pytam tylko - odparł Tomo, nagle szybko siadając. - Ne... muszę do łazienki.
- Uhm tak - poprosił, czując jak żołądek podchodzi mu do gardła ale starając się go uspokoić.
- Ale mi smakowały - odparł cicho, nachylając się nad sedesem i wymiotując trochę. - Ugh nienawidzę tego Taka-chan...
- Uhm staram się - spuścił wodę, kiedy skończył wymiotować i wtulił się w Takano mocno.
- Dobrze, a deserek zjem później - zgodził się z nim pozwalając mu się zanieść z powrotem do salonu.
Kiedy wrócił do domu zastał Tomo wciąż na kanapie, lecz już śpiącego, Yuyę w łóżku a Koyukiego na fotelu obok Tomo, czytającego mangi Tomo.
- Czekał na ciebie - oznajmił z lekkim uśmiechem. - Ale 10 minut temu powiedział, że strasznie boli go głowa i nie da rady dłużej czekać... wziął wszystkie leki i zjadł kawałek torcika. Na kolacje Yuya zrobił mu jajko na miękko.
- Nie mogłem mu tego zabronić - uśmiechnął się lekko, poza tym moje miejsce spania było zajęte, a jeszcze siły mi nie wróciły na tyle by go przenosić - dodał już ciszej. - Yuya tobie również zrobił jajko na miękko.
- Spróbuję - obiecał mu to i podziękował za rozłożenie kanapy niemal od razu się kładąc i przeciągając lekko. - Ale to było takie kochane... chciał tylko cię przywitać, żeby ci smutno nie było, że wszyscy już śpią.
- No i zasnął, bo się spóźniłeś - uśmiechnął się lekko Koyuki. - Już się tak nie martw.
- Masz go już w domku, powinieneś troszkę odetchnąć braciszku - poprawił sobie poduszki leżąc na boku. - Jest lepiej.
- On to rozumie braciszku. Nawet lepiej że cię nie ma bo mu nie nadskakujesz na każdym kroku... on tego nie lubi nie?
- Tomo mi powiedział, że jemu to nie przeszkadza. Tylko brakuje mu przytulania - uśmiechnął się do niego. - Korzysta więc z każdej sposobności, by się do ciebie potulić.
- Ty też - polecił mu. - Przytul swoje kochanie - dodał z uśmiechem.
Tomo wtulił się w niego bezwiednie, po czym mruknął pod nosem że go kocha. Obudził się chwilę przed Takano, więc tylko wtulił się w niego mocniej ciesząc się jego obecnością.
Tomo złapał go jednak za rękę zanim ten mu uciekł.
- Chwilę jeszcze zostań - poprosił go.
- Malutką chwileczkę, nic więcej - obiecał mu przytulając się do niego mocno. - Uhm dobry był - przyznał z uśmiechem. - Ale z czekoladą byłby lepszy - pokazał mu język. - Czekam na kolejne próby!
- Tak jest - zasalutował mu, po czym skinał głową. - Będę uważał, obiecuję - uśmiechnął się. - A ty się nie przemęczaj w pracy - poradził mu.
- Będzie miły - zapewnił go wesoło. - Kocham cię - posłał mu buziaka w powietrzxu.
Tomo natomiast poleżał jeszcze trochę, po czym ubrał się, zjadł śniadanko i wraz z Koyukim zabijał czas do przyjazdu Juna.
Tomo troszkę tylko się spóźnił bo przysnął na fotelu, a słysząc pukanie od razu przesiadł się na wózek i podjechał do drzwi, gdzie otworzył Junowi.
- Hej - przywitał się z nim wciągając bluzę na siebie.
- Wyspałem - uśmiechnął się do niego Tomo podjeżdżając do samochodu. - Uhm ale będziesz mi musiał trochę pomóc z wsiadaniem i wychodzeniem z samochodu - przyznał wzdychając nieco.
- To może kup mu jakiś sprzęt do aparatu? Ryu nie zbiera na coś? Albo nowe jeansy... albo coś zupełnie nie w jego stylu - zaproponował ze śmiechem. - Łańcuszek z serduszkiem i twoim zdjęciem w środku?
- Mhm... to może przerób jeden pokój mały na ciemnię? - zaproponował. - Będzie wtedy mógł wywoływać tam zdjęcia... na przykład zamiast garderoby mała ciemnia?
- A poza tym może jakiś sweter? - zaproponował. - Taki ciepły... o albo kup sobie bluzę i mu sprezentuj?
- Ja za to planu nie mam żadnego... zrobiłęm mu na drutach sweter... ale nie wiem czy mu się spodoba - wzruszył ramionami. - Myślę nad kupieniem mu nowej książki jego nauczyciela z Francji o gotowaniu...
- Raczej nie kupił... wczoraj przejrzałem cały dom - zachichotał.
Tomo musiał go mocniej chwycić, zanim złapał równowagę i usiadł na wózku. Pozwolił Junowi pchać się przez chwilkę.
- Jak było w Tokio?
- No to fajnie spędziliście ten czas - uśmiechnął się do niego, przejmując kontrolę nad wózkiem. - Gdzie najpierw?
- Dobrze, pasuje - zgodził się kierując więc wózek w stronę księgarni. - Ale w środku mi pomożesz? Jeśli będzie tłok?
- Mhm... okonomiyaki, albo... sushi - stwierdził z lekkim uśmiechem. - Ale nie dużo... ja ech niestety jeszcze wymiotuję jak zjem za dużo... wczoraj zwymiotowałem po 4 pierożkach - przyznał mu się. - Un... a co jadłeś najlepszego do tej pory?
- Curry? Naprawdę? - uśmiechnął się lekko. - No proszę zdobył cię poprzez curry - zaśmiał się cicho, kiedy wjechali do księgarni. - Mnie zdobył przez czekoladę gorącą...
- Mhm no tak troszkę... bez czekolady nie ma co żyć - zachichotał wybierając książkę i podając ją Junowi bo pani przy ladzie go olała. - Nie potrafiłem powiedzieć co kocham bardziej... czekoladę czy Takano.
- Bardzo trudne - odparował. - Ale powiedziałem mu że bez niego... bo czekolady którą uwielbiam bez jego istnienia nie otrzymam - zaśmiał się szczerze, biorąc od niego książkę.
- Jaki kolor lubi Ryu? - zapytał go zaraz. - No i rozmiar...?
- Może weź mu bordowy? - zaproponował, wjeżdżając z nim do pierwszego sklepu. - Taki długi sweter czy krótki??
- Granatowy... ładny - przyznał z uśmiechem, szukając czegoś odpowiedniego. Znaleźli aż 5 modeli. - Najfajniejszy byłby gdyby sięgał mu do kolan.
- Jak to czemu? A jak będzie seks? - zapytał go cicho, po czym uśmiechnął się lekko. - To by miał, co by ciepło mu było.
- Mhm rozumiem... ale dacie radę prawda? - upewnił się, samemu decydując się kupić jeden bordowy sweter dla Takano, jakby nie spodobał mu się prezent ręcznie robiony.
- A on sobie radę da? - zapytał go zaraz, podając mu również wybrany przez siebie sweterek i pieniądze na niego.
- Mhm mogę Was odwiedzić jakoś po świętach? Albo wy nas? - zapytał zaraz z uśmiechem. - Yuya trochę tęskni...
- Mhm mogę Was odwiedzić jakoś po świętach? Albo wy nas? - zapytał zaraz z uśmiechem. - Yuya trochę tęskni...
- Okay - postawił sobie zakupy na kolanach i pozwolił Junowi pchać wózek. - Jun-chan? Ryu juz ci zrobił profesjonalną sesję zdjęciową?
- Nic... chciałem zobaczyć - pokazał mu język, opierając się mocniej o oparcie wózka. - No bo ty jesteś strasznie fotogeniczny.
- Serio, serio - zaśmiał się. - Mhm... może jeszcze nie umie takich sesyjnych robić? - zaproponował.
- To nie wiem... wstydzi się ciebie ustawiać - zaśmiał się szczerze. - Taka-chan ma teraz dużo zamówień.
- To nie wiem... wstydzi się ciebie ustawiać - zaśmiał się szczerze. - Taka-chan ma teraz dużo zamówień.
- Bardzo normalne - przyznał z uśmiechem. - Tylko chciłbym mu jakoś pomóc... nie mogę - zacisnął mocno wargi.
- Staram się nie sprawiać kłopotów. Zacząłem z maluchem robić łańcuchy na choinkę - uśmiechnął się. - Chcemy też zrobić ciasteczka i drożdżówkę.
- Tylko troszkę - przyznał oglądając wraz z nim elementy niezbędne. - Ucieszy się z prezentu - uśmiechnął się.
- Uhm ja robię Takano to samo niestety - zachichotał. - Ale może on tobie też kupi coś dużego?
- Trudne zadanie - przyznał szczerze. - CHoć prezentu od mojego kochania trochę ię boję...
- Tylko że ja nie mam - westchnął cicho. - Będzie zawiedziony... - spojrzał na swoje palce, pełne plastrów.
Tomo pojechał tuż za nim, po czym wszystko wpakowali do samochodu.
- Kiedy Ryu przyjeżdża?
- Idziemy - zgodził się spokojnie. - Ale może wróci do siebie do domu to będziesz miałdodatkowy dzień? - zaproponował. - Tylko ocieplenie tam załóż do piwnicy...
- Jak weźmiesz urlop to zdążysz - zgodził się Tomo. - Ale to dość dużo pracy.
- No to masz spokojnie... dasz radę - pokazał mu kciuk do góry wjeżdżając do fajnej knajpki z sushi.
- A myślisz, ze ja dam radę wytrzymać do ślubu bez 50 zmian zdania a propo jego daty? - zapytał go odsuwając sobie krzesło i w jego miejsce wstawiając siebie samego.
- Uhm postaram się - obiecał mu z uśmiechem. - Kocham go... naprawdę, ale boję się że go skrzywdziłem...
- Bo w szpitalu, przez sen i w gorączce mówiłem podobno że ma mnie nie zostawić i że już nie będę chorować tylko ma mnie nie zostawiać... uhm on był bardzo smutny.
- Tak ale... ja się popłakałem jak o tym rozmawialiśmy - dziabnął pałeczką sushi. - I nie wiem... już nic za bardzo - przyznał wzdychając cicho.
- Musi wystarczyć - przyznał spokojnie.
- To chyba będą dwa... Takano ma swój a ja swój nie? - uśmiechnął się lekko. - Tylko nie ma mi go kto zaplanować - pokazał mu lekko język.
- Nie wiem... ja pić nie mogę, ostatnio nawet palić nie mogę - westchnął ciężko. - Jakaś imprezka w barze?
- Możemy - zgodził się zaraz, kończąc trzeci fragment sushi i wrzucając Junowi na talerz dwa kolejne.
- Mogą być bezalkoholowe drinki i striptiz show... jeśli się rozbierzesz - wybuchnął śmiechem. - Ale Ryu-chan musi wtedy być z nami.
- A już się napalałem na ten striptiz - zachichotał, pijąc teraz swoją herbatkę.
- Spróbuję - uśmiechnął się lekko. - Mój facet się nie rozbierze - westchnął rozmarzony. - Acz zapytam go - dodał po chwili, pisząc Takano smsa: "Zrobisz dla mnie striptiz?". - A koncertu poszukam.
- Nie wiem czemu - pokazał mu odpowiedź wzdychając ciężko. - Przecież napisałem mu że tylko przede mną - uśmiechnął się szeroko. - A on nie chce...
- Nie wiem, zapytam go w domu, w cztery oczy - stwierdził z delikatnym uśmiechem. - Uhm... mogę się położyć na tylnich siedzeniach?
- No... pewnie jest samcem alfa i nie będzie chciał tego robić bo to takie babskie - zaśmiał się.
- Mhm a ty rozebrałbyś się dla Ryu? - zainteresowałsię zaraz. - Ale tak tylko przed nim w waszej sypialni?
- Dlaczego nie na striptiz? - zapytał cicho, wchodząc na tylne siedzenia i kładąc się na nich bo trochę już męczyło go siedzenie.
- Uhm no dobra... może on też tak ma - zastanowił się przymykając oczy.
- Troszeczkę, ale nie aż tak bardzo. Mogę dzisiaj przyjść do ciebie na kawę?
- Pasuje - zgodził się Tomo z uśmiechem. - A trochę się nudzę, bo... nie mogę za dużo robić, więc głównie leżę - oznajmił.
- Ale w większości nie mam siły i śpię...- uśmiechnął się do niego siadając i wychodząc z samochodu. Mocniej chwycił się dachu, żeby nie upaść. - Bo nawet piosenek nie mogę komponować jeszcze...
- Wiesz jak ja kocham odpoczywać, nie? - spojrzał na niego unosząc lekko brew. - Odpoczywałem dobre 3 miesiące w szpitalu... nie odwiedziłeś mnie ani razu - przypomniał mu.
- Ale teraz odpoczywam aż za dużo - dmuchnął sobie w grzywkę, unosząc kciuk do góry. - Uhm mieszkacie na parterze?
- Ok - zgodził się, chwytajac się poręczy bo postanowił że jednak sam je pokona. W końcu był jedynie słaby. Umiał chodzić...
- Ale ja chciałem spróbować tylko wejśc na to twoje piętro - wymamrotał czując się niezręcznie kiedy siedział na wózku i był wciągany przez Juna. - przepraszam... będę się odchudzał...
- No dobrze - zgodził się cicho, już mu nie marudząc. - Naprawdę? No to dobrze, że przytył...
- Postaram się mistrzu - uśmiechnął się do niego chłopak przejmując dowodzenie nad wózkiem i wjeżdżając do środka. - No proszę jak ładnie urządzona!
- I chyba ci się udało co nie? - uśmiechnął się do niego, siadając na kanapie.
- No no... pięknie wyszliście - uśmiechnął się szerzej. - To jest najfajniejsze... całować się przed aparatem...
- Nie? Hm... no bo całowanie to przecież jest intymne...
- No dobra, dobra. Wygrałeś - zaśmiał się Tomo, troszkę kładąc się na kanapie. - Cieszysz się, że masz swój kąt?
- Mhm cieszę się - uśmiechnął się do niego szczerze. - Ja też to lubię - dodał po chwili.
- To też jest miłe - przyznał z uśmiechem dziękując za kawę i upijając łyk czarnego płynu. - I weselej na pewno jest...
- Chyba dobrze - uśmiechnął się. - Czasem denerwująco... ale Taka-chan powoli się uczy kiedy mnie nie dotykać - podrapał się ze śmiechem po głowie.
- Bardzo śmieszne, uśmiałem się do łez... ha ha - burknął mu w odpowiedzi marszcząc lekko brwi. - Do twojego niestety przywyknąć się nie da... także podziwiam Ryu za to co robi.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - uniósł lekko brew. - No dobrze... rzucasz się na łóżku gdy śpisz, chrapiesz, jesteś strasznym porządnickim, nie potrafisz gotować - zaczął wymieniać. - Jak się na coś uprzesz to kaplica... chyba że spierasz się ze mną, ale wtedy to już w ogóle kaplica bo do niczego nie dojdziemy...
- Serio... niczym niedźwiedź. Czasem spać nie mogłem, ale dało się przyzwyczaić - zaśmiał się radośnie. - Ne wpadniesz przed świętami? Dam ci pierniczki... z Yuyą je robię, zrobimy większą porcję dla ciebie i Ryu.
- No tak ciemnia... - przypomniał sobie. - No to ci je przywiozę. A po świętach i tak wpaść musicie - pstryknął go w nos.
- Ja ci tylko przypominam - odparł wesoło Tomo przymykając na chwilę oczy. - Mam w głowie nową piosenkę - uśmiechnął się. - Jak ją spiszę i dopracuję... to posłuchasz jej?
- O przezwyciężaniu kłopotów i brnięciu na przód przez życie - odparł spokojnie spoglądając teraz na niego.
- Jak już będziesz miał mnie dość - pokazał mu język. - Taka-chan wraca do domu bardzo późno... wczoraj wytrzymałem do 23... i jeszcze go nie było.
Zarumienił się odrobinę i schował twarz za ramieniem.
- Normalnie nie stanowiło to dla mnie problemu... bo sam chodze spać późno... ale teraz... - zacisnął mocniej zęby. - Więcej śpię i uhm nobo chciałem go tylko przywitać i pójść z nim do łóżka... żeby nie czuł się samotnie... ale nie dałem rady.
- No nie doczekałem... ale powiedział dziś, że jak będzie późno to może da radę mnie odebrać od ciebie - uśmiechnął się nieco szerzej. - Wiesz... trochę tęsknię za przytulaniem się do niego...
- Pewnie tak, ale na razie... na razie mi tego brak - zaśmiał się. - No i jak tylko Takano jest w domu, to go mocno tulę... znaczy nie mocno bo nie mam siły ale na tyle ile mogę.
- Mam, zakochałem się i... chyba czuję się z tym dobrze - oznajmił mocno, po czym potarł skronie dłońmi. - Ne... trochę kręci mi się w głowie.
- A nie będzie ci przeszkadzało jak się chwilę zdrzemnę? - zapytał bo nie chciał mu być ciężarem.
- Biorę je po kolacji - odparł jeszcze chwilę masując sobie skronie, ale zaraz to kończąc i kładąc się wygodniej. Przysnął chwilkę później i pospał niecałą godzinkę.
Tomo trochę się zdziwił, bo jeszcze nie słał mu żadnego smsa ale i ucieszył. Pożegnał się z Junem i pozwolił Takano sprowadzić się po schodach.
- Dzisiaj już koniec? - zapytał kiedy Takano prowadził go ulicami Yukan do domu.
- Szybko i przyjemnie - uśmiechnął się szeroko. - Byliśmy na sushi w mieście i na zakupach - dodał po chwili, łapiąc mocniej swoje pakunki. - Potem przysnąłem na trochę, ale Junowi to nie przeszkadzało - wzruszył ramionami. - A co tam w pracy?
- Poczekam na ciebie - oznajmił pewnie. - Muszę spisać nutki... bo mam w głowie piosenkę.
- Wiem że nie muszę... ale chcę - uśmiechnął się do niego, łapiąc go za rękę i głaszcząc go po niej. - Najwyżej zasnę jak wczoraj - zachichotał.
- Nie, bo w łóżku nic nie zrobię... a tak to rozmawiam z Kou-chanem i w ogóle - wzruszył ramionami, przejmując stery nad wózkiem kiedy już znalazł się w domku.
- Poczekam - obiecał mu, jadąc do sypialni i pakując to co kupił w bezpieczne miejsce. - Yuyuś! - podjechał zaraz do chłopca biorąc go na kolanach. - Masz jakieś nowe fajne kanji do nauki?
- To co? Poćwiczymy razem? - zaproponował patrząc na znaki i układając od razu proste rymowanki oddające ich znaczenie, bo ta metoda z Yuyą się sprawdzała.
Pouczyli się tak do kolacji, po czym pojechali do salonu na jedzonko.
- A przed snem poczytamy - zdecydował Tomo, uznając że może się z Yuyą położyć do jego łóżka i poczytać książkę.
- Hai, hai... nie zapomnę - obiecał mu wesoło jedząc swoją porcyjkę.
- Dobrze, nie martw się tak. Wiem ile mogę - uśmiechnął się lekko. - Dzisiaj oddałem Junowi połowę swojego sushi... bo nie byłem w stanie zjeść porcji - westchnął jedząc dalej.
- Bo wujek to taki niejadek - Yuya pokręcił główką.
- No... - zgodził się Tomo. - Ale jeszcze kiedyś cię prześcignę w jedzeniu głupolu!
- Nie dobry ty... to będziesz musiał mi część potraw odstawić na kolejne dni - pokazał mu język kończąc powoli jedzenie i odkładając część porcji. - Zjem później - obiecał.
- No bo będzie za dużo pyszności i za mało miejsca w brzusiu - wydął policzki, przytulając mocno Yuyę do siebie. - Twój tatuś już mnie nie kocha...
- E? A co kupił? - zapytał zaraz malucha, nie mogąc się powstrzymać.
- Mou... jesteś okropny - wymamrotał Tomo, zaczynając malucha łaskotać.
- No nie bądź taki - jeszcze chwilę go połaskotał, ale potem mu odpuścił, nie chcąc psuć im niespodzianki. - No dobrze... wygrałeś - ucałował go w policzek.
- Pewnie - zgodził się zaraz. - Przynieś dużą kartkę. Poćwiczymy pisanie ich - zaproponował.
- Pewnie czemu nie - zgodził się zaraz Tomo. - takie duże kanji na całą stronę i podpisane co znaczy? - zaproponował biorąc ołówek do ręki, żeby mu naszkicować ten znak.
- Jak to nie zmieści? Pokaż mi tę ścianę - zdecydował pojechać z nim i ocenić sytuację.
- Ale to będziemy zmieniać. Część znaków na ten tydzień... jak się nauczysz, zrobimy plakaty z nimi na jednej kartce, a nowe będą duże - wyjaśnił swoją koncepcję.
- No dobrze - ucałował go w policzek i wrócili do rysowania kanji.
- No tak... ja ci je tylko odrysuję, a ty je pomalujesz na kolorowo - podał mu szkic jednego i pozwalając robić resztę.
- O... jaki piękny będzie - uśmiechnął się Tomo pokazując go zaraz Koyukiemu. - Zobacz... od razu lepiej się uczyć.
- Pewnie kochanie, cała reszta należy do ciebie. Ja tylko poszkicuje ci znaki dobrze? - uśmiechnął się do niego. - I pomogę zawieszać plakaty.
- Jak wujek będzie chciał ci pomóc to ja nie mam nic przeicwko temu - poczochrał go po włoskach.
Tomo natomiast posprzątał wówczas po kolacji i usiadł z Koyukim na kanapie, przykrywając się kocem.
- Ne Kou-chan... co byś chciał dostać na święta?
- Na pewno masz coś co byś chciał - uśmiechnął się do niego lekko. - A co Mary od ciebie dostanie? - zapytał zaraz.
- Pokaż - poprosił zaraz z wielkim uśmiechem na twarzy, notując w pamięci żeby Yuyi przekazać wieść o szaliku.
- Ale jesteś... - westchnął ciężko. - Ne... myślisz, że Taka-chan ucieszy się z ręcznie robionego swetra?
- Uhm... no bo nie miałem jak połazić po sklepach ostatnimi czasy - przyznał cicho. - Tak nędznie trochę... boję się tego co wymyślił...
- I tak się boję tych jego pomysłów - zaśmiał się przechodząc na wózek i jadąc do kuchni. - Zrobię blachę bułek z czekoladą. Taka-chan będzie miał coś do zjedzenia jak wróci, a Yuyuś jutro do szkoły - zdecydował zabierając się do pracy.
- No dobra - skinął głową decydując się że trochę pomocy mu się przyda. Zaczął go instruować co i jak i razem stworzyli nawet dwie blachy bułeczek, które wstawili do piekarnika.
- W porządku, ale najpierw je posmakuj - zaproponował ze śmiechem, spisując mu przepis na karteczce i mu go podając. - Cukiernikiem? Nie wiem, zapytaj Takano... - pokazał mu język.
- Ale ja je sprzedaje w piekarni też - uśmiechnął się, po czym skinął głową. - Lubię piec - skinał głową. - A jak mu jeszcze smakuje to jest znacznie lepiej. Znaczy cieszy mnie to.
- No bo to mały głodomor jest - zaśmiał się Tomo. - Ale nawet głośniej niż kiedy zrobił sobie coś złego? Na przykłąd przewrócił i obił kolanko do krwi? - zainteresował się.
[drugi komcik to nie do mnie :P]
- Kiedy siedział cicho? - Tomo zerknął na zegarek, po czym skontrolował bułeczki. - Jeszcze 15 minut i będą gotowe - uśmiechnął się, nalewając sobie i Koyukiemu soku.
- Biedny, mały Taka-chan - szepnął Tomo. - Ale wiesz... on jest naprawdę świetnym tatą.
- Oj jest świetnym ojcem - oznajmił Tomo. - Kocha naszego malucha całym serduszkiem i nieba by mu uchylił. Potrafi też być surowy, ale na szczęście Yuya to grzeczne dziecię.
- Wiem... jutro weźmie do szkoły bułeczkę, bardzo je lubi - uśmiechnął się. - Uhm Kou-chan... wyciągniesz je z piekarnika? Ja chyba nie dam rady.
- Bardzo go kochamy - odparł z lekkim uśmiechem, wykładając bułeczki na dwóch dużych talerzach.
Tomo już niestety spał, ale na stole w kuchni stały dwa talerze z bułeczkami i kartka od niego dla Takano.
"Otsukare, zjedz coś dobrego i choć mnie już przytulić. Kocham cię"
Tomo od razu się do niego mocniej przytulił. Uśmiechnął się przez sen.
Tomo obudził się w środku nocy i powoli wyplątał się z jego objęć. Ucałował go w czoło i pojechał do łazienki. Kiedy wrócił Takano już nie spał... niestety.
- Hej kochanie - wrócił do łóżka znów go obejmując. - Musiałem do łazienki, nic się nie stało - zapewnił go.
- Nic a nic - zapewnił go wtulając się w niego mocniej. - Byłem za potrzebą - zaśmiał się cicho. - Dobranoc kochanie, wyśpij się - poprosił go.
Tym razem został obudzony dopiero rano i pierwszy raz od dwóch dni wstał wraz z nimi na śniadanko. Yuya szalał z radości na widok bułeczek i od razu wpakował sobie 3 do plecaka.
Prześlij komentarz