- Mogę pospać jak będziecie w szkole i pracy. Chciałem z wami zjeść śniadanko - odparł z lekkim uśmiechem. - Nie tatusiu... mam bułeczki - odparł wesoło chłopiec. - Wujka, najlepsze!
- Szkoda... bo ja dzisiaj idę do piekarni - pokazał mu język Tomo. - Na dwie godzinki. Chciałem życzyć wesołych świąt moim współpracownikom i rozdać im trochę bułek... i zapytać czy wszystko idzie zgodnie z planem...
Tomo był w połowie swojej jajecznicy kiedy Yuya skończył. Westchnął cicho ale nie wstał od stołu. - Tatuś, a pamiętasz, że dzisiaj jest zebranie z rodzicami, prawda? Mówiłem ci w zeszłym tygodniu - chłopiec spojrzał na Takano, kiedy zabierał soczek i pakował do plecaka.
- Dobrze tatuś - Yuya nie widział nic przeciwko temu. - I zrobię zadanie domowe, a widziałeś tatuś jakie mam ładne plakaty z kanji w pokoiku? Z wujkiem zrobiłem!
Tomo w tym czasie był już w piekarni. Wrócił dopiero godzinę później z naręczem małych prezentów od jego współpracowników. - Tadaima - uśmiechnął się do Takano, odkładając pakuneczki na stół. - Mogę ci pomóc?
- To kupisz mi też składniki na ciasteczka i drożdżówkę? - zapytał zaraz. - Zapiszę ci co i jak - dodał szukając zaraz przepisów i wszystko spisując mu na kartkę.
Przytulił się do niego jeszcze mocniej w odpowiedzi i przymknął oczy. - Tęskniłem za tym... i za twoim zapachem też - dodał wąchając go swoim zwyczajem.
- Bardzo - odparł z uśmiechem, układając się w jego ramionach jeszcze wygodniej. Odprężył się tam całkowicie. Pogłaskał go po policzku znów muskając jego usta. - Kocham ten twój dwudniowy zarys - oznajmił.
- Wiem i bardzo mi to odpowiada... a Jun-chan powiedział że zaczynam robić się słodki... co mi mniej odpowiada - burknął niezadowolony ze swojej osoby.
Tomo pospał jeszcze jedną godzinę zanim wstał i ziewnął szeroko. Najpierw pomógł Kou-chanowi zrobić obiad a potem pojechał do studia żeby popracować nad nową piosenką.
Yuya całą drogę mu trajkotał o szkole, a kiedy wyszedł najpierw poszedł przywitać się z Tomo, nadal czuł szczęście że wujek znów z nimi jest. - Umyj rączki, obiadek będzie. Zrobiliśmy dziś risotto - uśmiechnął się do malca Tomo.
- Doskonale to wiemy - odparł Koyuki. - Ale nie mogliśmy oprzeć się pokusie - dodał puszczając oczko do Tomo a ten skinął głową. - Napisałem też piosenkę, ale zagram wam później. To tylko melodia na razie - dodał Tomo.
- Kou-chan mi zasłabł podczas robienia risotto - wydał mężczyznę Tomo. - Hej! Umawialiśmy się, że to zostaje pomiędzy nami - Koyuki trzepnął go ścierką przez łeb. - Zrobiłbyś to samo jakby mi się tak zadziało - odwdzięczył mu się Tomo.
- Przecież odpoczywam no - westchnął Koyuki. - Zrobiłem dziś tylko obiad, umyłem wam łazienkę i wyprowadziłem psiaki. To nie dużo - bąknął, bo w końcu starał się im nie wchodzić w drogę i odwdzięczać za to, że wciąż może z nimi przebywać. - A widzisz? Na to wychodzi że jesteś słąbszy ode mnie - zaśmiał się Tomo szczęśliwy że nie jest najgorszy. Z nowym zapałem zaczął jeść risotto.
- Nie chcę być bezużyteczny - odburknął mu w odpowiedzi. - Wujek? Ale nie choruj - poprosił go Yuya z łezkami w oczach, bo nie chciał by ktokolwiek znów był w szpitalu.
Koyuki zaśmiał się pod nosem i skinął głową wracając do swojego talerza pełnego risotto. - Mogę kapkę więcej? - zapytał cicho Tomo, by uznał że przegiął i za mało sobie nałożył, a teraz patrzył w pustą miseczkę i stwierdził że ma ochotę na trochę więcej.
- Nieprawda, bo wujek zacznie spędzać z tobą czas tatusiu i zapomnicie o mnie jak zwykle - odparł chłopiec wracając do opowieści. To był jego czas, ten tu przy obiedzie i chwilę po nim.
- Tylko troszkę, ale chciałem zrobić wszyyystko żeby w domku już nic nie trzeba było. Tylko nowe plakaty z wujkiem - uśmiechnął się szeroko do Tomo. - No to przynoś kartki. Tata nam pomoże i szybko się z tym uwiniemy - poczochrał go po włoskach Tomo.
- Jutro - zgodził się Tomo przytulając głowę do jego ramienia. - Dzisiaj jestem trochę zmęczony - przyznał mu się bez bicia, wsuwając dłoń w jego i splatając ich palce ze sobą.
- Pamiętam kochanie i nie będę się przemęczał. Powiem ci jeśli poczuję się zmęczony - obiecał, ściskając delikatnie jego dłoń i całując go w policzek. - Jestem grzeczny przecież - klepnął go drugą dłonią w kolano.
- Jak tylko wrócę do w miarę pełni sił to skończy się odpoczywanie - zapewnił go ze śmiechem, po czym odsunął się od niego bo wrócił Yuya z kartkami, więc czas najwyższy poszkicować nowe kanji. - Tatuś, a zrobimy plakat ze starymi? Pomożesz mi? - zapytał go chłopiec podając mu drugą kartkę.
- I ubierzemy choinkę wszyscy razem>? - zapytał ich zaraz, kolorując znaki i pisząc obok ich znaczenie. - Pewnie, że tak - Tomo poczochrał malca po głowie. - I spędzimy święta razem
- Bardzo - odparł chłopiec. - I też mam prezencik! - oznajmił wesoło. - Nawet dla wujka Koyukiego! - dodał, kończąc plakaty. - Jesteś niesamowity - oznajmił Tomo przymykając oczy żeby chwilkę odpocząć.
- Ale ja bardzo, bardzo chciałem tatusiu - odparł wesoło chłopiec. - Bo ja was wszystkich tak mocno kocham - dodał, złączając rączki ze sobą. - A pojedziemy tatuś odwiedzić moją mamusię i tatusia kiedyś? - zapytał zaraz. - Kochanie... - Tomo spojrzał na niego. - Przecież wiesz, że wystarczy że powiesz, że chcesz to zrobić i pojedziemy - zapewnił go.
- A może być twister? Wujek Tomo pokręci a pogramy z wujkiem Koyukim? - zaproponował wesoło Yuya wchodząc Takano na kolana i wtulając się w nich oboje. Widział bowiem, że Tomo potrzebuje trochę odpoczynku.
- Cicho w końcu z wami kiedyś wygram - odparł ze śmiechem, zbijając wreszcie samego Takano, który nierozważnie wszedł mu na pole startowe. - O widzisz? Już się od dna odbijam - pokazał mu język.
Tomo teraz gdy tylko rzucił szóstkę wychodził kolejnym pionkiem i prowadził je do domków, co jakiś czas zbijając Yuyę i Koyukiego... ale największą kosę zarzucił na Takano. Gdziekolwiek się nie pojawił liczył pola by go zbić.
- Bo tylko ciebie mogę pokonać... Yuya ma już 3 w domku. a Koyuki skończył... - wyjaśnił ze śmiechem, całując go w policzek. - Poza tym ty mi na pewno to wybaczysz - dodał weselej.
- On kiepski w te klocki jest. W łóżku łatwo go zgubić - pokazał mu język Tomo ze śmiechem wprowadzając 3 pionek do bazy. - Dobra... jest jeszcze szansa.
- Mam cię - zbił go tuż przy domku zacierając rączki z uciechy. - Haha! No to zwiewamy czerwonku - rzucił do swojego pionka i wyrzucił... jedeneczkę. - No tak... żółwie tempo jest najlepsze... rozumiem... taka taktyka, zmylimy przeciwnika... Yuya śmiał się do rozpuku słuchając rozmów Tomohisy.
- Juhu! - ucieszył się Tomo przytulając mocno Yuyę. - To historyczna chwila! Nie byłem ostatni. Poproszę o zdjęcie z przegranym. Na podłogę ale już - zachichotał.
Objął go mocno za szyję i podał Takano planszówkę do rąk, a drugą dłoń ułożył w znak peace i ucałował Takano w policzek, kiedy Koyuki zrobił im zdjęcie.
- Pycha - chłopiec wyszczerzył się do niego i przygotował patelnię oraz tłuszczyk do smażenia, po czym przysunął sobie krzesło i na nim usiadł żeby popatrzyć.
Chłopiec pomagał mu zwijać te z dżemem, a przy każdym podrzucie naleśnika wydawał z siebe okrzyk podziwu. - Sugoi, sugoi, sugoi! - na konic pobiegł do salonu i wszedł Tomo na kolana. - Wujek! Tatuś jest niesamowity, naprawdę!
- Jest - sprzeciwił się malec, po czym wyciągnął rączkę do przodu by zademonstrować. - Bierze patelnie, robi tak - spróbował zrobić ten sam ruch nadgarstka. - I naleśnik robi hop i jest na drugiej stronie! Magia! Tomo zaśmiał się cicho, czochrając podekscytowanego Yuyę po włosach i przytulił go mocno do siebie. - Bo widzisz... tata jeszcze nie pokazał wszystkich swoich talentów. Ma wiele w zanadrzu - puścił oczko do Takano. - Tatuś jest najlepszy - Yuya nałożył sobie naleśnika na talerz i usiadł teraz obok Tomo, żeby było mu wygodniej.
- Braciszku... naucz się przyjmować komplementy - poradził mu Kokyuki, jakoś blado wyglądający. Starał się to przed nimi ukrywać, ale był nieźle zmęczony. Tomo sięgnął soie po naleśnika, takiego małego, leżącego na samym brzegu. - Ne Kou-chan? Chcesz się położyć?
- Wiem, już do końca życia - uśmiechnął się Koyuki, a widząc jak Yuya schodzi z kanapy i siada na podłodze westchnął cicho, przyjmując tę aluzję. Położył się na w pół na kanapie, żeby Tomo nie przeszkadzać. - Oj spokojnie, ja mam lepszą kanape - Tomo wskazał mu kolana Takano. - Jak już zje to tam usiądę - wyszczerzył się lekko.
- Jak będę chciał się położyć to ci szepnę to do ucha i mi zorganizujesz tu jakieś posłanie - odparł w odpowiedzi jedząc swojego naleśnika. - Na razie mogę siedzieć - dodał jeszcze, wstając nagle z miejsca i robiąc dwa kroki w przód zanim poleciał wprost na Takano. - Jej... jednak lepiej żebym nie próbował chodzić.
- Staram się przecież. Nie marudzę i odpoczywam - pstryknął go w nos. - Doceń to bo to naprawdę trudne - naburmuszył się trochę, lekko łapiąc zębami jego nochal, by zaraz go ucałować.
Tomo zamarudził co nieco pod nosem przecierając zmęczone oczy, ale usiadł posłusznie i wziął leki. - A dostanę coś na ból? - zapytał zaraz. - Kuje mnie coś jak oddycham. Tak nieprzyjemnie.
- Dziękuję - wziął dwie tabletki wedle zaleceń lekarza. - Myślałem, że dam bez nich radę, ale boli trochę mocniej niż zawsze - szepnął opadając na poduszki i okrywając się mocniej kołdrą.
Tymczasem Tomo i Yuya zabrali się od samego rana za robienie pierniczków. Ich zapach obudził nawet Koyukiego, który otrzymał ten przywilej posmakowania pierwszego ich wyrobu.
- A potem schowamy je na strych i w przyszłym roku je znów włożymy? - zapytał chłopiec wracając do kuchni, by pomóc Tomo wyciągnąć 3 partię pierniczków. Trochę dużo ciasta im wyszło. - Jeszcze jedna i koniec.
- Najwyżej co roku jedną czy dwie, będziemy wybierać razem i wzbogacać tym naszą kolekcję - zaproponował z delikatnym uśmiechem Tomo, a Yuya skinął głową. - Taka rodzinna wyprawa po wybór bombki.
- A są jeszcze lepsze niż wyglądają - zapewnił go Koyuki, który już smakował ich. Tomo od razu się rozpogodził. - Ostatnią partię pieczemy właśnie - oznajmił, wskazując na piekarnik i małego Yuyę siedzącego tuż przy nim i obserwującego pierniczki w środku.
- Starałem się - Tomo wyszczerzył się do niego i podjechał do lodówki by wlać sobie do szklanki sok pomarańczowy. - Cieszę się, że smakują... ale drożdżówkę zrobię jutro, dobrze?
Tomo pomagał im dobierać bombki, samemu też wieszając 3 sztuki. Nie mógł za dobrze wykierować wózkiem, więc więcej nie zawieszał. - Ma być kolorowo - poczochrał Yuyę po włoskach.
- A będzie jeszcze ładniejsza wieczorem, jak zapalimy lampki - zapewnił ich Tomo, nabierając dość krótkie oddechy przez chwilę. - Ale tu duszno... - zdążył przesiąść się na kanapę i przymknąć oczy powoli uspokajając się. - Chyba za dużo chciałem na raz - zaśmiał się. W końcu z Yuyą jeszcze nie zjedli śniadania, a zabrali się za pierniczki, a potem choinka.
- Tabletki wziąłem. Mam je brać na czczo - odparł siadając i smakując pierwszego naleśnika. - Oj kotek... staram się, ale zapomniałem zjeść no. Smakowałem ciasta piernikowego.
- Przepraszam - Tomo objął go mocno, przytulając się do niego. - Ja naprawdę się staram... raz zapomniałem, bo chcieliśmy zrobić pierniczki, a potem przyjechałeś i ta choinka... kocham cię strasznie.
- Niee... piecz w domku - poprosił go. - Ja nie będziesz tu piekł to nie będzie tego zapachu i zgiełku przypominającego święta. Domowe wypieki a nie cukierniane cuda - popatrzył na niego niemalże błagalnie, po czym pokręcił głową. - Ja się do łóżka nie wybieram. Tu będę spać.
Yuya siedział przy nim podczas tworzenia małego torcika pomagając jak tylko mógł. Wymieszał masę odmierzył składniki i smakował ciasta ile tylko się dało, śmiejąc się przy tym radośnie. - Tatuś? A zrobimy takie małe prezenciki dla biednych dzieci? - zapytał po chwili.
Tomo wiercił się na kanapie i kiedy Takano stawiał torcik na stole, chłopak wylądował mocno na podłodze. - Ałć - jęknął podpierając się rękoma i siadając.
- Nic, nic. Nie boli - odparł najpierw nabierając kilku oddechów vby się upewnić że mówi prawdę. - Tylko spadłem, nic takiego - uśmiechnął się do niego. - Pachnie cudownie - przyciągnął go na kanapę żeby się przytlić.
- Tylko sińca mam na łokciu - pokazał mu swój łokieć i zdartą na nim skórę. Że też musiał być aż tak słaby by upadek sprawił mu coś takiego. - Wiesz o czym marzę? - zapytał go nagle, biorąc ciasto i zaczynając je jeść. - Ale to takie dziecinne marzenie i wcale nie trudne - wymamrotał, oblizując wargi.
- O zimowym wieczorze, ty i ja, gorąca czekolada, kominek, choinka... duży sweter... przytulałbym się do ciebie, popijał czekoladę i słuchał twoich opowieści. Twojego głosu - ucałował go lekko w usta. - Takie tam, dziecinne marzenie - zarumienił się jedząc dalej ciasto. - Wyszło ci wyśmienicie.
- Widzisz? - uśmiechnął się do niego, siadając mu teraz na kolanach i dając mu kawałek do buzi, po czym wziął kawałek sam i znów go nakarmił. Za trzecią taką rundką usłyszał klik i flesz aparatu nieco go oślepił. - Nie przejmujcie się... zbieram tylko dowody zbrodni - mruknął wesoło Takano.
- Oj tam oj tam... - odparował wesoło Koyuki, odkładając teraz aparat i wychodząc z pokoju, by zaraz pokzała się jego głowa i kamera. - Już mnie nie ma. Tomo z tego wszystkiego wtulił się znów w mężczyznę, obejmując go mocno rękoma.
- Choć mój agencie - Koyuki wziął Yuyę za rękę. - Idziemy, pokażesz mi Yukan - zdecydował cicho. - Zostawimy gbura samego. Tomo-chan idziesz z nami? - Dzisiaj nie dam rady - odparł spokojnie Tomo. - Nie czuję się tak dobrze, by wyjść...
- Troszkę chłodno mi - przyznał tylko dalej pijąc czekoladkę. - Ale grzejesz mi plecki, a kocyk nogi więc będzie dobrze - dodał wesoło, całując go w policzek. - Kocham cię.
- I co? Pyszna jest co nie? - zapytał go kiedy ten przełknął ten łyczek, przytulił się do niego mocna. - A spróbujesz następnym razem dodać wanilię do czekolady? Żeby zmienić jej trochę smak?
`Tomo odstawił czekoladę na stolik, obrócił się do niego przodem i objął go ramionami za szyję, patrząc mu wprost w oczy z delikatnym uśmiechem. - Chcę posmakować różne oblicza mojej ulubionej czekolady, choć pewnie i tak powiem ci że tradycyjna była najlepsza - wyjaśnił wesoło, po czym musnął jego wargi swoimi, zanim wpił się w nie ustami mocno go całując. Pozwolił mu przejąć kontrolę, jednocześnie samemu pogłębiając pocałunek.
Poczuł jego przyrząd pod swoimi pośladkami i uśmiechnął się szerzej, odrobinę się o niego ocierając raz za razem. - Kogoś tu wypościłem i to mocno - zaśmiał się znów go całując po ustach.
- Mhm przeniesiemy się do łóżka? - zapytał go szeptem Tomo. - I... będziesz delikatny? To nie tak, że mu nie ufał, ale czuł że wystarczyłoby jedno mocniejsze pchnięcie mogłoby go wykończyć. Ucałował go znów mocno w usta.
- Ale tak bardzo, bardzo delikatny dzisiaj musisz być - szepnął mu do ucha, wtulając się w niego mocno. Skinął delikatnie głową na znak że nie jest zły o tego smsa.
Zamknął mocno oczy, nie chcąc za bardzo patrzyć na siebie samego w tym stanie. Sama skóra i kości. - Mhm ja? A skąd - zażartował, łapiąc jego dłonie i przysuwając go do siebie by cmoknąć go w policzek.
- Kochanie... nie zawstydzaj mnie bardziej - poprosił go, czując rumieniec na policzkach. - I... kochanie... ja zaraz nie wytrzymam - dodał szybko oddychając i zaciskając pięści na pościeli. czuł że zaraz dojdzie.
- Mou jestem chudszy i wszystko odczuwam silniej - wyszeptał zamykając znów oczy. No spali się ze wstydu zaraz. Nabrał głębokiego oddechu, kiedy Takano wziął jego penisa w usta.
- To potem będziesz wiedział - pokazał mu język, bo przecież nie był na niego zły. - Mou... to nic więcej nie zjesz? Bo ja planuję coś pysznego na kolację zrobić - wyjaśnił, wtulając się w niego. - Możesz już wejść...
Zagryzł mocno wargi żeby mu nie krzyknąć, ale po dłuższej chwili rozluźnił się i otarł koniuszkiem dłoni łzy z oczu. - Już - szepnął pozwalając mu trochę przyspieszyć.
Tomo krzyknął mu w usta, kiedy doszedł i opuścił wówczas dłonie skupiając się na oddechu. - Będziesz... musiał mi pomoc... się umyć poźniej - wyszeptał patrząc mu łagodnie w oczy. - Kocham cię
- Ale dałeś radę kochanie - ucałował go delikatnie. - Cały czas wiedziałem... że mogę ci powiedzieć że nie daję rady i mnie posłuchasz - pogłaskał go po policzku. - Tylko trochę słao się czuję teraz.
- To dasz im po kawałku torcika. Jeszcze nie zjadłem całego - przypomniał mu z uśmieche. - No i możesz Yuyi zrobić czekoladę... no bo on też za nią tęskni.
- Zamknąłem drzwi do wujka - odparł chłopiec włączając telewizję i kładąc się na podłodze, tak że opierał się o Jolie. Nogami machał u góry zaczynając oglądać film. Psinka zdążyła się już chyba do tego przyzwyczaić bo tylko spojrzała na niego i powrociła do spania.
Yuya co jakiś czas wybuchał cichym śmiechem. Oglądali film o Mikołaju i chłopcu bardzo się on podobał. Poczuł się naprawdę dobrze, a kiedy jeszcze Tomo do nich dołączył w połowie seansu, zapalając choinkę i siadając na kanapie obok Takano, to już było spełnieniem marzeń malucha.
Idealny na zimowy wieczór, a kiedy się skończył Yuya przytulił mocno Jolie, żeby zaraz objąć ich oboje wtulając się w nich mocno. - Kocham was tak strasznie mocno - oznajmił szczerze. - To pomożesz mi przygotowywać kolację? - zapytał go zaraz Tomo.
- Super - ucieszył się Tomo i ucałował jeszcze ukradkiem Takano w usta, zanim pojechał za maluchem do kuchni. Włączyli tam radio i zaczęli we dwoje śpiewać znane utwory, w trakcie przygotowywania potrawy. - Braciszku, zobacz - Koyuki pokazał mu nagranie jakie zdołał im zrobić na kanapie, kiedy ci myśleli że nic ich nie obserwuje. - Ale w sypialni nie ma żadnych kamer - zapewnił go.
- No nie byłbym taki okropny - burknął niezadowolony z tego co słyszał od brata. - W łazience nie ma nic i sypialnia jest czysta i pokój maluszka też... choć kusiło mnie, bo tak ładnie mu książki czytacie i bajki opowiadacie.
- Oczywiście, że z dźwiękiem - pstryknął go w nos. - Ale nie będę brał kompromitujących materiałów - obiecał mu czochrając go po włosach. - Ładnie pachnie - dodał po chwili.
- Wytnę najciekawszy fragment. Nie martw się... muszę jeszcze przekopać się przez materiały Tomo - uśmiechnął się lekko, chowając kamerę, kiedy Tomo z Yuyą wrócili. Na tacy stało osiem papryczek zapiekanych. W środku gorące nadzienie z warzyw mięska i sera oraz przypraw. A do tego tosty z masłem czosknowym i herbatka. - Smacznego.
- Owszem, ale już ja sobie z tym poradzę. Nie dopytuj więcej - poprosił go sobie również nakładając papryczkę i biorąc też chlebek. - Pachnie świetnie. - Staraliśmy się - przyznał wesoło Tomo, przytulając do siebie Yuyę.
- Dobrze kochanie, jak tylko będziesz miał ochotę to takie zrobię - obiecał mu ciesząc się, że mu smakuje. Samemu wziął jedną z mniejszych papryczek również ją jedząc.
- Nie jestem profesjonalnym kucharzem więc zawsze się zastanawiam czy mu smakuje - przyznał wesoło Tomo. - I czymi nie kłamie... - Oj nie kłamie. Jego patrzałki zawsze się świecą jak zjada coś dobrego. O popatrz - Koyuki wskazał dłonią na oczy Takano.
Yuya zjadł również dwie i dwa chlebki po czym poszedł do kąpieli, a Koyuki uznał że weźmie pieski na krótki nocny spacer. - Naprawdę się cieszę że ci smakowało - przyznał Tomo, siadając obok niego z herbatką w dłoniach.
- Uhm to dobrze - ucieszył się, wtulając się w niego i przez chwilę tylko ciesząc się jego obecnością i zapachem. - Yuya by chciał żebyś mu bajkę dzisiaj poczytał kochanie. Zrobisz to?
- Nagrał nas? Jak wyszliśmy? - zainteresował się tomo chcąc wiedzieć, czy wygląda bardzo źle, czy tylko źle. - Dobrze, że dał nam trochę prywatności - odetchnął z ulgą, kiedy Yuya wbiegł do pokoju w samym ręczniku. - Jaką pidżamkę ubrać? - zapytał spokojnie, na co Tomo zaśmiał się siadając na wózek. - Chodź łobuzie, coś znajdziemy.
Tomo wybrał dla malucha pidżamke i pomógł mu wytrzeć mokre włoski, po czym maluch wskoczył do łóżeczka czekając na tatę. - Zrobię herbaty, a wy spokojnie sobie czytajcie - Tomo ucałował malca w czółko i wyjechał do kuchni.
[ ucałował śpiącego członka xD kosmate myśli jakieś? xDDD]
Tomo czekał na niego oglądając swoje NCIS i pijąc herbatkę. - Zasnął? - zapytał go, odrywając na chwilę wzrok od serialu i wyciszając telewizor kiedy zaczęły się reklamy.
- To dobrze - Tomo nie zmienił swojego miejsca, tylko znów podgłośnił telewizor kiedy serial się zaczął. - Nie mogę się nadziwić, że mój mały braciszek jest takim wzorowym tatą - przyznał Koyuki.
- I jesteśmy szczęśliwi - uśmiechnął się do niego, kończąc swój serial. - Wiedziałem, że to ty byłeś mordercą - klasnął w dłonie. - Ale ta praca lekarza sądowego... to nie prawda. Całkiem inaczej się to robi - pokręcił przecąco głową.
- Dzwoniłem... nudziłem się w szpitalu - pokazał mu język. - Ale mi się nie chce jeszcze spać - zrobił smutną minkę. - Zostanę jeszcze trochę. Poczytam sobie
Tomo wstał trochę później niż on i pojechał do piekarni by pomóc swoim pracownikom w pieczeniu chlebków dla bezdomnych i bułeczek oraz czegoś słodkiego dla dzieci z domu dziecka.
Psiaki wesoło goniły się po dużym salonie, a Jolie usiadła na kanapie leniwie wszystkich obserwując. - Tatuś? A będę mógł być z wami do północy w Wigilię? Bo zwierzęta mają mówić!
Tomo i Yuya przynieśli swoje torby z prezentami zapakowanymi szczelnie co by Takano ich nie widział i po 20 minutach byli z powrotem. - Dostanę gorącą czekoladę przed przyjściem gości?
- Tak jest, szefie - Tomo podjechał do drzwi, ale to nie była jego mama. Zamiast tego przyszedł burmistrz życzyć im wszystkiego najlepszego i obdarował ich całą trójką małymi prezentami, prosząc o otwarcie ich dopiero wieczorem. Tomo podziękował w imieniu całej rodzinki i wrócił oszołomiony do salonu. - Burmistrz przyszedł z prezentami... - położył je pod choinką.
- Może chce nam jakąś podziękować... a może stara się być inny niż wujek... i chodzi tak do każdej rodziny? - zaproponował z szczerym uśmiechem pijąc czekoladkę. - Mama wysłałą smsa... utknęli w korku... jakiś wypadek był.
- Okropny - Tomo zasłonił ich przed kolejnym zdjęciem, a zaraz potem usłyszeli dzwonek do drzwi. Cała rodzinka zwaliła się jednocześnie. Brakowało tylko Rena.
Ku zdziwieniu wszystkich tata Takano postanowił pomóc im w kuchni, więc wyręczył w tym Tomo. - Wiem, wiem - oznajmił zanim Takano zdążył go wygonić. - Chociaż pozanoszę herbatę na stół - dodał z lekkim uśmiechem. Chciał być przydatny i pomocny nawet jeśli tylko odrobinę to zawsze.
- Dobrze - uśmiechnął się mężczyzna, biorąc resztę napojów i rozstawiając je na stole. - Tomo-chan... dobrze wyglądasz - zauważył wesoło. - A dziękuję, staram się dużo odpoczywać... - No nie... naprawdę? - jego mama uniosła wzrok z powątpiewaniem. - Naprawdę babciu! Wujek jest grzeczny!
- A ty jak się czujesz? - zapytała go kobieta, obserwując swojego przyszłego syna uważnie. - Tatuś za dużo pracuje i mało odpoczywa - nakablował na niego Yuya.
- I pójdziemy ulepić jutro bałwana. Wujek obiecał - dodał wesoło Yuya idąc teraz pobawić się ze swoją kuzynką. - Doskonale. Wzięłam sobie urlop na całe dwa miesiące. Rzadko kiedy biorę urlopy więc sobie mogłam na niego pozwolić - uśmiechneła się lekko. - Pomyślałam że może będziecie potrzebować jakiejś pomocy... z moim głupim synem.
- No dobrze - zgodziłą się spokojnie. - A będziesz miał coś przeciwko, jeśli... - zarumieniła się trochę co dla Tomo było szokiem. - Jeśli... pojadę na trochę do Tokio do twojego ojca? Tomo wręcz zakrztusił się czekoladą. - Mamo! Nie jesteś nastolatką! Nie musisz pytać nas o pozwolenie...
Tomo usiadł obok niego i złapał go lekko za rękę, uśmiechając się przy tym. Miał przed sobą swoją czekoladę i herbatkę. - To czego spróbować najpierw? Co poleca moje kochanie?
- Doczekasz się - zachichotał Tomo widząc minkę Yuyi, który zaczął szybciej jeść kolację jakby to miało pomóc przyspieszyć deser. - Ale wiesz... że ja bardzo wolno jem... a czekamy az ostatni zje?
- No prosze najlepsze przywileje - zaśmiał się Ren, kiedy Tomo nałożył sobie 3 pierożki. - Ale je jak królik. - A Taka-chan i tak mnie kocha - odgryzł się chłopak śmiejąc się przy tym lekko.
- Zjadłem większe śniadanko, a kolację zaczęliśmy o 17... nie krzycz na mnie kotek. Chciałem mieć więcej miejsca - szepnął mu do uszka, przytulając się lekko do niego.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2201 – 2400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Mogę pospać jak będziecie w szkole i pracy. Chciałem z wami zjeść śniadanko - odparł z lekkim uśmiechem.
- Nie tatusiu... mam bułeczki - odparł wesoło chłopiec. - Wujka, najlepsze!
- Szkoda... bo ja dzisiaj idę do piekarni - pokazał mu język Tomo. - Na dwie godzinki. Chciałem życzyć wesołych świąt moim współpracownikom i rozdać im trochę bułek... i zapytać czy wszystko idzie zgodnie z planem...
- Ale pierniczki i drożdżówkę zostawiasz Yuyi i mnie - przypomniał mu spokojnie, bo przecież tak się już umawiali.
Tomo był w połowie swojej jajecznicy kiedy Yuya skończył. Westchnął cicho ale nie wstał od stołu.
- Tatuś, a pamiętasz, że dzisiaj jest zebranie z rodzicami, prawda? Mówiłem ci w zeszłym tygodniu - chłopiec spojrzał na Takano, kiedy zabierał soczek i pakował do plecaka.
- Dobrze - Yuya szybko ubrał butki, wrócił do salonu żeby ucałować Tomo na do widzenia i pobiegł do samochodu.
- Dobrze tatuś - Yuya nie widział nic przeciwko temu. - I zrobię zadanie domowe, a widziałeś tatuś jakie mam ładne plakaty z kanji w pokoiku? Z wujkiem zrobiłem!
- Pewnie i za tydzień nowe zrobimy a te kanji wrzucimy na jedną dużą kartkę - dodał jeszcze. - Tatuś? A jak dużą masz rączkę?
- Dużą... chłopiec przyłożył do niej część roionych przez siebie rękawiczek. - Dużo pracy - westchnął cichutko, ale postanowił że się nie podda.
- Dla wujka już skończyłem - wyciągnął czerwone rękawiczki, starannie wykonane. - Teraz dla tatusia robię - wyjaśnił z uśmiechem.
- Dobrze, kocham cię tato - pocałowałgo w policzek i pobiegłdo szkoły.
Tomo w tym czasie był już w piekarni. Wrócił dopiero godzinę później z naręczem małych prezentów od jego współpracowników.
- Tadaima - uśmiechnął się do Takano, odkładając pakuneczki na stół. - Mogę ci pomóc?
- To stawiamy na rybki? - zapytał z uśmiechem przeglądając listę. - I pierożki... zróbmy pierożki...
- Ja bym zjadł jakąś dobrą zapiekankę, albo lasagne - zaproponował zaraz patrząc na niego z nadzieją.
- Ja bym zjadł jakąś dobrą zapiekankę, albo lasagne - zaproponował zaraz patrząc na niego z nadzieją.
- To kupisz mi też składniki na ciasteczka i drożdżówkę? - zapytał zaraz. - Zapiszę ci co i jak - dodał szukając zaraz przepisów i wszystko spisując mu na kartkę.
- Z przyjemnością - przesiadłsię z wózka na jego kolana i wtulił się w niego mocno, muskając ustami jego wargi raz za razem. - Kocham cię wiesz?
Przytulił się do niego jeszcze mocniej w odpowiedzi i przymknął oczy.
- Tęskniłem za tym... i za twoim zapachem też - dodał wąchając go swoim zwyczajem.
- Ja ciebie też - ucałował go znowu delikatnie. - A będziesz bardzo zły jak się położę na trochę? Możesz ze mną - ucałował go znów.
- Uhm to poleżymy w łóżeczku? - zapytał spokojnie, wtulając się do niego delikatnie.
- Bardzo - odparł z uśmiechem, układając się w jego ramionach jeszcze wygodniej. Odprężył się tam całkowicie. Pogłaskał go po policzku znów muskając jego usta. - Kocham ten twój dwudniowy zarys - oznajmił.
- Wiem i bardzo mi to odpowiada... a Jun-chan powiedział że zaczynam robić się słodki... co mi mniej odpowiada - burknął niezadowolony ze swojej osoby.
- No bo nie chciałem żebyś przychodził i nikt na ciebie nie czeka... tak smutno ci pewnie - szepnął obejmując go mocniej ramionami.
- Ale wczoraj chciałem żebyś miał coś dobrego do jedzenia - dodał cicho całując go po szyi. - I mam nadzieję, że zjadłeś i wypiłeś coś ciepłego.
- Cieszę się, że je lubisz - ucałował go znów w usta. - Kocham cię kochanie... prześpię się godzinkę dobrze? Jestem trochę zmęczony
- Okay - ucałował go jeszcze raz. - A dostanę jeszcze takie długie buzi? - zapytał cicho. - I kupisz mi coś dobrego w mieście?
- To kup mi mochi i dango - ucałował jeszcze jego nosek i zamknął oczy zasypiając przy nim z uśmiechem na twarzy.
Tomo pospał jeszcze jedną godzinę zanim wstał i ziewnął szeroko. Najpierw pomógł Kou-chanowi zrobić obiad a potem pojechał do studia żeby popracować nad nową piosenką.
Yuya całą drogę mu trajkotał o szkole, a kiedy wyszedł najpierw poszedł przywitać się z Tomo, nadal czuł szczęście że wujek znów z nimi jest.
- Umyj rączki, obiadek będzie. Zrobiliśmy dziś risotto - uśmiechnął się do malca Tomo.
- Doskonale to wiemy - odparł Koyuki. - Ale nie mogliśmy oprzeć się pokusie - dodał puszczając oczko do Tomo a ten skinął głową.
- Napisałem też piosenkę, ale zagram wam później. To tylko melodia na razie - dodał Tomo.
- Kou-chan mi zasłabł podczas robienia risotto - wydał mężczyznę Tomo.
- Hej! Umawialiśmy się, że to zostaje pomiędzy nami - Koyuki trzepnął go ścierką przez łeb.
- Zrobiłbyś to samo jakby mi się tak zadziało - odwdzięczył mu się Tomo.
- Przecież odpoczywam no - westchnął Koyuki. - Zrobiłem dziś tylko obiad, umyłem wam łazienkę i wyprowadziłem psiaki. To nie dużo - bąknął, bo w końcu starał się im nie wchodzić w drogę i odwdzięczać za to, że wciąż może z nimi przebywać.
- A widzisz? Na to wychodzi że jesteś słąbszy ode mnie - zaśmiał się Tomo szczęśliwy że nie jest najgorszy. Z nowym zapałem zaczął jeść risotto.
- Nie chcę być bezużyteczny - odburknął mu w odpowiedzi.
- Wujek? Ale nie choruj - poprosił go Yuya z łezkami w oczach, bo nie chciał by ktokolwiek znów był w szpitalu.
Koyuki zaśmiał się pod nosem i skinął głową wracając do swojego talerza pełnego risotto.
- Mogę kapkę więcej? - zapytał cicho Tomo, by uznał że przegiął i za mało sobie nałożył, a teraz patrzył w pustą miseczkę i stwierdził że ma ochotę na trochę więcej.
- Nie przegnę - obiecał mu nakładając sobie tylko dwie łyżki więcej i powoli je jedząc. - Smaczne - uśmiechnął się do Koyukiego.
- Pyszne - zgodził się Yuya po czym wrócił do opowiadania o szkole. Musiał przecież zdać relacje wujkowi.
- Ale tatuś... ja już prawie skończyłem - pokazał mu talerz i zaczął jeść jeszcze szybciej by móc wrócić do opowieści.
- Ale tatuś... ja już prawie skończyłem - pokazał mu talerz i zaczął jeść jeszcze szybciej by móc wrócić do opowieści.
- Nieprawda, bo wujek zacznie spędzać z tobą czas tatusiu i zapomnicie o mnie jak zwykle - odparł chłopiec wracając do opowieści. To był jego czas, ten tu przy obiedzie i chwilę po nim.
Chłopiec westchnął cichutko ale posłuchał i skończył jedzenie już wolniej.
Yuya w tym czasie przytulił się mocno do Tomo i kontynuował opowieści. Miał mu tak dużo do opowiedzenia.
- Jutro już nie ma szkoły tatuś - odparł chłopiec, pokazując mu wszystkie zeszyty do sprawdzenia czy dobrze poradził sobie z zadaniami na święta.
- Tylko troszkę, ale chciałem zrobić wszyyystko żeby w domku już nic nie trzeba było. Tylko nowe plakaty z wujkiem - uśmiechnął się szeroko do Tomo.
- No to przynoś kartki. Tata nam pomoże i szybko się z tym uwiniemy - poczochrał go po włoskach Tomo.
- Jutro - zgodził się Tomo przytulając głowę do jego ramienia. - Dzisiaj jestem trochę zmęczony - przyznał mu się bez bicia, wsuwając dłoń w jego i splatając ich palce ze sobą.
- Pamiętam kochanie i nie będę się przemęczał. Powiem ci jeśli poczuję się zmęczony - obiecał, ściskając delikatnie jego dłoń i całując go w policzek. - Jestem grzeczny przecież - klepnął go drugą dłonią w kolano.
- Jak tylko wrócę do w miarę pełni sił to skończy się odpoczywanie - zapewnił go ze śmiechem, po czym odsunął się od niego bo wrócił Yuya z kartkami, więc czas najwyższy poszkicować nowe kanji.
- Tatuś, a zrobimy plakat ze starymi? Pomożesz mi? - zapytał go chłopiec podając mu drugą kartkę.
- Super - ucieszył się chłopiec. - A potem pójdę z pieskami... - klasnął w dłonie.
- A jutro zajmiemy się łańcuchem na choinkę - zaproponowałTomo.
- I ubierzemy choinkę wszyscy razem>? - zapytał ich zaraz, kolorując znaki i pisząc obok ich znaczenie.
- Pewnie, że tak - Tomo poczochrał malca po głowie. - I spędzimy święta razem
- Ale dwie musimy ubrać - odparł szybko chłopiec. - W tym domku i tamtym.
Yuya skinął główką uśmiechając się szeroko i pokazał mu już dwa skończone plakaty. Tomo natomiast oparł się mocniej o ramię Takano.
- Bardzo - odparł chłopiec. - I też mam prezencik! - oznajmił wesoło. - Nawet dla wujka Koyukiego! - dodał, kończąc plakaty.
- Jesteś niesamowity - oznajmił Tomo przymykając oczy żeby chwilkę odpocząć.
- Ale ja bardzo, bardzo chciałem tatusiu - odparł wesoło chłopiec. - Bo ja was wszystkich tak mocno kocham - dodał, złączając rączki ze sobą. - A pojedziemy tatuś odwiedzić moją mamusię i tatusia kiedyś? - zapytał zaraz.
- Kochanie... - Tomo spojrzał na niego. - Przecież wiesz, że wystarczy że powiesz, że chcesz to zrobić i pojedziemy - zapewnił go.
- Uhm... to bym chciał tak po świętach jak jeszcze wolne będzie - wyjaśnił chłopiec, kończąc ostatni plakat.
- A może być twister? Wujek Tomo pokręci a pogramy z wujkiem Koyukim? - zaproponował wesoło Yuya wchodząc Takano na kolana i wtulając się w nich oboje. Widział bowiem, że Tomo potrzebuje trochę odpoczynku.
- No dobrze, to chińczyka - oznajmił z uśmiechem.
- Ja biorę czerwone - mruknął od razu Tomo. - Wszystkich was pozbijam.
- Tak jest - chłopiec zeskoczył mu z kolan i pobiegł do pokoju zaraz wracając z grą. Całą czwórką do niej dosiedli i rozpoczęli rodzinną zabawę.
- Ja tu chucham tylko na pecha - mrugnął do Yuyi Tomo, chuchając kilka razy na kostki Takano. - Gram tu tylko na siebie. Przegrany robi kolację.
A Tomo jak zwykle utknął w domkach na parę kolejek twierdząc, że wyjdzie tylko jak ktoś stanie mu na polu.
- Cicho w końcu z wami kiedyś wygram - odparł ze śmiechem, zbijając wreszcie samego Takano, który nierozważnie wszedł mu na pole startowe. - O widzisz? Już się od dna odbijam - pokazał mu język.
Tomo teraz gdy tylko rzucił szóstkę wychodził kolejnym pionkiem i prowadził je do domków, co jakiś czas zbijając Yuyę i Koyukiego... ale największą kosę zarzucił na Takano. Gdziekolwiek się nie pojawił liczył pola by go zbić.
- Bo tylko ciebie mogę pokonać... Yuya ma już 3 w domku. a Koyuki skończył... - wyjaśnił ze śmiechem, całując go w policzek. - Poza tym ty mi na pewno to wybaczysz - dodał weselej.
- Nie no... - Tomo zbił go znów przy samym domku i zaczął uciekać szaleńczym tempem samych jedynek... do swojego domku.
- On kiepski w te klocki jest. W łóżku łatwo go zgubić - pokazał mu język Tomo ze śmiechem wprowadzając 3 pionek do bazy. - Dobra... jest jeszcze szansa.
- Mam cię - zbił go tuż przy domku zacierając rączki z uciechy. - Haha! No to zwiewamy czerwonku - rzucił do swojego pionka i wyrzucił... jedeneczkę. - No tak... żółwie tempo jest najlepsze... rozumiem... taka taktyka, zmylimy przeciwnika...
Yuya śmiał się do rozpuku słuchając rozmów Tomohisy.
- Juhu! - ucieszył się Tomo przytulając mocno Yuyę. - To historyczna chwila! Nie byłem ostatni. Poproszę o zdjęcie z przegranym. Na podłogę ale już - zachichotał.
Objął go mocno za szyję i podał Takano planszówkę do rąk, a drugą dłoń ułożył w znak peace i ucałował Takano w policzek, kiedy Koyuki zrobił im zdjęcie.
- A ja pomogę - rzucił zaraz Yuya też wstając i biegnąc za Takano. Przytulił go bardzo mocno i przygotował składniki na naleśniki.
- A z czym zrobimy?
- Pycha - chłopiec wyszczerzył się do niego i przygotował patelnię oraz tłuszczyk do smażenia, po czym przysunął sobie krzesło i na nim usiadł żeby popatrzyć.
- Sugoi! - krzyknął malec. - Ja też chcę tak umieć - oświadczył mu wpatrując się teraz w ten jego ruch nadgarstka.
Chłopiec pomagał mu zwijać te z dżemem, a przy każdym podrzucie naleśnika wydawał z siebe okrzyk podziwu.
- Sugoi, sugoi, sugoi! - na konic pobiegł do salonu i wszedł Tomo na kolana. - Wujek! Tatuś jest niesamowity, naprawdę!
- Jest - sprzeciwił się malec, po czym wyciągnął rączkę do przodu by zademonstrować. - Bierze patelnie, robi tak - spróbował zrobić ten sam ruch nadgarstka. - I naleśnik robi hop i jest na drugiej stronie! Magia!
Tomo zaśmiał się cicho, czochrając podekscytowanego Yuyę po włosach i przytulił go mocno do siebie.
- Bo widzisz... tata jeszcze nie pokazał wszystkich swoich talentów. Ma wiele w zanadrzu - puścił oczko do Takano.
- Tatuś jest najlepszy - Yuya nałożył sobie naleśnika na talerz i usiadł teraz obok Tomo, żeby było mu wygodniej.
- Braciszku... naucz się przyjmować komplementy - poradził mu Kokyuki, jakoś blado wyglądający. Starał się to przed nimi ukrywać, ale był nieźle zmęczony. Tomo sięgnął soie po naleśnika, takiego małego, leżącego na samym brzegu.
- Ne Kou-chan? Chcesz się położyć?
- Wiem, już do końca życia - uśmiechnął się Koyuki, a widząc jak Yuya schodzi z kanapy i siada na podłodze westchnął cicho, przyjmując tę aluzję. Położył się na w pół na kanapie, żeby Tomo nie przeszkadzać.
- Oj spokojnie, ja mam lepszą kanape - Tomo wskazał mu kolana Takano. - Jak już zje to tam usiądę - wyszczerzył się lekko.
- Jak będę chciał się położyć to ci szepnę to do ucha i mi zorganizujesz tu jakieś posłanie - odparł w odpowiedzi jedząc swojego naleśnika. - Na razie mogę siedzieć - dodał jeszcze, wstając nagle z miejsca i robiąc dwa kroki w przód zanim poleciał wprost na Takano. - Jej... jednak lepiej żebym nie próbował chodzić.
- Haai - zasalutował mu, wtulając się mocno w jego pierś i przymykając na chwię oczy. - Myślałem że dm radę te pare kroków.
- Staram się przecież. Nie marudzę i odpoczywam - pstryknął go w nos. - Doceń to bo to naprawdę trudne - naburmuszył się trochę, lekko łapiąc zębami jego nochal, by zaraz go ucałować.
- No ja myślę - zaśmiał się cicho Tomo, opierając głowę w zagłębieniu szyi mężczyzny. Zamknął oczy i teraz jedynie rozkoszował się tą chwilą.
- Ja ciebie też kocham - szepnął Tomo i zanim się obejrzał zasnął mu w ramionach, tak mu dobrze było.
Tomo wtulił się w niego dość mocno i pewnie nie obudziłby się już do rana, gdyby Yuya nie przypomniał Takano o lekach.
Tomo zamarudził co nieco pod nosem przecierając zmęczone oczy, ale usiadł posłusznie i wziął leki.
- A dostanę coś na ból? - zapytał zaraz. - Kuje mnie coś jak oddycham. Tak nieprzyjemnie.
- Dziękuję - wziął dwie tabletki wedle zaleceń lekarza. - Myślałem, że dam bez nich radę, ale boli trochę mocniej niż zawsze - szepnął opadając na poduszki i okrywając się mocniej kołdrą.
- Wiem, że minie - odparł z uśmiechem, wtulając się w niego gdy tylko wrócił. Pogłaskał go po głowie i zamknął oczy odpływając do krainy Morfeusza.
Tymczasem Tomo i Yuya zabrali się od samego rana za robienie pierniczków. Ich zapach obudził nawet Koyukiego, który otrzymał ten przywilej posmakowania pierwszego ich wyrobu.
- Tatuś! Ale pachnie ładnie - Yuya przybiegł do niego z kuchni z jeszcze ubrudzonymi rączkami od wycinania pierniczków.
- A potem schowamy je na strych i w przyszłym roku je znów włożymy? - zapytał chłopiec wracając do kuchni, by pomóc Tomo wyciągnąć 3 partię pierniczków. Trochę dużo ciasta im wyszło.
- Jeszcze jedna i koniec.
- Najwyżej co roku jedną czy dwie, będziemy wybierać razem i wzbogacać tym naszą kolekcję - zaproponował z delikatnym uśmiechem Tomo, a Yuya skinął głową. - Taka rodzinna wyprawa po wybór bombki.
- Pewnie - zgodził się Tomo, czekając jeszcze na buziaka, którego tego dnia jeszcze nie dostał.
- A są jeszcze lepsze niż wyglądają - zapewnił go Koyuki, który już smakował ich. Tomo od razu się rozpogodził.
- Ostatnią partię pieczemy właśnie - oznajmił, wskazując na piekarnik i małego Yuyę siedzącego tuż przy nim i obserwującego pierniczki w środku.
- Starałem się - Tomo wyszczerzył się do niego i podjechał do lodówki by wlać sobie do szklanki sok pomarańczowy. - Cieszę się, że smakują... ale drożdżówkę zrobię jutro, dobrze?
- A dasz mi kawałek ciasta dzisiaj? Albo taką malutką mikroskopijną blaszkę na dzisiaj? - poprosił z nadzieją Tmo.
- Umowa stoi - zadowolony, wyłożył pierniczki na talerz. - No to idziemy ubierać choinkę.
Tomo pomagał im dobierać bombki, samemu też wieszając 3 sztuki. Nie mógł za dobrze wykierować wózkiem, więc więcej nie zawieszał.
- Ma być kolorowo - poczochrał Yuyę po włoskach.
- A będzie jeszcze ładniejsza wieczorem, jak zapalimy lampki - zapewnił ich Tomo, nabierając dość krótkie oddechy przez chwilę. - Ale tu duszno... - zdążył przesiąść się na kanapę i przymknąć oczy powoli uspokajając się. - Chyba za dużo chciałem na raz - zaśmiał się. W końcu z Yuyą jeszcze nie zjedli śniadania, a zabrali się za pierniczki, a potem choinka.
- Jeszcze nic nie jadłem - przyznał mu się.
- A ja zjadłem owsiankę - odparł zaraz Yuya, bo skubany pomyślał bardziej niż Tomo.
- Hai, hai - zachichotał chłopak patrząc teraz na choinkę i leżąc na kanapie. - Zjem coś dobrego i odzyskam siły.
- Tabletki wziąłem. Mam je brać na czczo - odparł siadając i smakując pierwszego naleśnika. - Oj kotek... staram się, ale zapomniałem zjeść no. Smakowałem ciasta piernikowego.
- Postaram się - obiecał mu, jedząc dalej śniadanko.
- Przepraszam - Tomo objął go mocno, przytulając się do niego. - Ja naprawdę się staram... raz zapomniałem, bo chcieliśmy zrobić pierniczki, a potem przyjechałeś i ta choinka... kocham cię strasznie.
- Wiem - szepnął mu do ucha obejmując go mocniej. - Prześpię się potem troszkę - dodał po chwili, całując go delikatnie.
- Nie szkodzi - uśmiechnął się wracając na kanapę. - Ale to jeszcze trochę - dodał po chwili. - Obudzi mnie pyszny zapach ciasta.
- Niee... piecz w domku - poprosił go. - Ja nie będziesz tu piekł to nie będzie tego zapachu i zgiełku przypominającego święta. Domowe wypieki a nie cukierniane cuda - popatrzył na niego niemalże błagalnie, po czym pokręcił głową. - Ja się do łóżka nie wybieram. Tu będę spać.
Tomo przykrył się kocem i słysząc dźwięki dobywające się z kuchni, jak i muzykę płynącą z głośników przysnął. Wreszcie czuł się jak w domu.
Yuya siedział przy nim podczas tworzenia małego torcika pomagając jak tylko mógł. Wymieszał masę odmierzył składniki i smakował ciasta ile tylko się dało, śmiejąc się przy tym radośnie.
- Tatuś? A zrobimy takie małe prezenciki dla biednych dzieci? - zapytał po chwili.
- Pierniczki i bułeczki z czekoladą. Wujek powiedział że jutro takie zrobimy, dla biednych dzieci - wyjaśnił chłopiec.
- A zawieziesz z nami jedzonko do domku dla biednych dzieci? - zapytał zaraz malec, znów smakując ciasta.
Tomo wiercił się na kanapie i kiedy Takano stawiał torcik na stole, chłopak wylądował mocno na podłodze.
- Ałć - jęknął podpierając się rękoma i siadając.
- Nic, nic. Nie boli - odparł najpierw nabierając kilku oddechów vby się upewnić że mówi prawdę. - Tylko spadłem, nic takiego - uśmiechnął się do niego. - Pachnie cudownie - przyciągnął go na kanapę żeby się przytlić.
- Tylko sińca mam na łokciu - pokazał mu swój łokieć i zdartą na nim skórę. Że też musiał być aż tak słaby by upadek sprawił mu coś takiego.
- Wiesz o czym marzę? - zapytał go nagle, biorąc ciasto i zaczynając je jeść. - Ale to takie dziecinne marzenie i wcale nie trudne - wymamrotał, oblizując wargi.
- O zimowym wieczorze, ty i ja, gorąca czekolada, kominek, choinka... duży sweter... przytulałbym się do ciebie, popijał czekoladę i słuchał twoich opowieści. Twojego głosu - ucałował go lekko w usta. - Takie tam, dziecinne marzenie - zarumienił się jedząc dalej ciasto. - Wyszło ci wyśmienicie.
- SMakuje bardziej niż normalnie - odparł wesoło, całując go znów.
- Widzisz? - uśmiechnął się do niego, siadając mu teraz na kolanach i dając mu kawałek do buzi, po czym wziął kawałek sam i znów go nakarmił. Za trzecią taką rundką usłyszał klik i flesz aparatu nieco go oślepił.
- Nie przejmujcie się... zbieram tylko dowody zbrodni - mruknął wesoło Takano.
- Oj tam oj tam... - odparował wesoło Koyuki, odkładając teraz aparat i wychodząc z pokoju, by zaraz pokzała się jego głowa i kamera. - Już mnie nie ma.
Tomo z tego wszystkiego wtulił się znów w mężczyznę, obejmując go mocno rękoma.
- Damy radę - zaśmiał się cicho chłopak, muskając ustami jego wargi, by znów usłyszeć kliknięcie aparatu.
- Pięknie Yuya! - klasnął w dłonie Koyuki. - Mój agent!
- Choć mój agencie - Koyuki wziął Yuyę za rękę. - Idziemy, pokażesz mi Yukan - zdecydował cicho. - Zostawimy gbura samego. Tomo-chan idziesz z nami?
- Dzisiaj nie dam rady - odparł spokojnie Tomo. - Nie czuję się tak dobrze, by wyjść...
- Zrobić, tylko takiej wypasionej - poprosił siadając obok niego i okrywając się mocno kocem.
- Mhm ale mi nie przeszkadza zgiełk - zaśmiał się chłopak muskając palcem jego nosek. - Nawet lubię jak tu są. Jest wesoło - ucałował go znów.
- I dostałem swoją czekoladkę - uśmiechnął się do niego tomo, troszkę mocniej okrywając się kocykiem. Cóż mógł poradzić na nieco gorszy dzień.
- Troszkę chłodno mi - przyznał tylko dalej pijąc czekoladkę. - Ale grzejesz mi plecki, a kocyk nogi więc będzie dobrze - dodał wesoło, całując go w policzek. - Kocham cię.
- I co? Pyszna jest co nie? - zapytał go kiedy ten przełknął ten łyczek, przytulił się do niego mocna. - A spróbujesz następnym razem dodać wanilię do czekolady? Żeby zmienić jej trochę smak?
`Tomo odstawił czekoladę na stolik, obrócił się do niego przodem i objął go ramionami za szyję, patrząc mu wprost w oczy z delikatnym uśmiechem.
- Chcę posmakować różne oblicza mojej ulubionej czekolady, choć pewnie i tak powiem ci że tradycyjna była najlepsza - wyjaśnił wesoło, po czym musnął jego wargi swoimi, zanim wpił się w nie ustami mocno go całując. Pozwolił mu przejąć kontrolę, jednocześnie samemu pogłębiając pocałunek.
Tomo zsunął się pocałunkami nieco niżej na szyję. Muskał ją ostrożnie, dłonie wsuwając pod jego koszulkę, delikatnie drażniąc go po klatce piersiowej.
Poczuł jego przyrząd pod swoimi pośladkami i uśmiechnął się szerzej, odrobinę się o niego ocierając raz za razem.
- Kogoś tu wypościłem i to mocno - zaśmiał się znów go całując po ustach.
- Mhm przeniesiemy się do łóżka? - zapytał go szeptem Tomo. - I... będziesz delikatny?
To nie tak, że mu nie ufał, ale czuł że wystarczyłoby jedno mocniejsze pchnięcie mogłoby go wykończyć. Ucałował go znów mocno w usta.
- Ale tak bardzo, bardzo delikatny dzisiaj musisz być - szepnął mu do ucha, wtulając się w niego mocno. Skinął delikatnie głową na znak że nie jest zły o tego smsa.
- Ja ciebie też, ze wszystkich moich sił - wtulił się w niego mocniej, mocno go całując raz za razem.
- Nie przewiduję przerywać - odparł z delikatnym uśmiechem, błąkającym mu się po ustach. Oddał się całkowicie przyjemności.
Zamknął mocno oczy, nie chcąc za bardzo patrzyć na siebie samego w tym stanie. Sama skóra i kości.
- Mhm ja? A skąd - zażartował, łapiąc jego dłonie i przysuwając go do siebie by cmoknąć go w policzek.
- Kocham cię - wyszeptał pozwalając mu robić wszystko i silnie reagując na jego dotyk.
- Kochanie... nie zawstydzaj mnie bardziej - poprosił go, czując rumieniec na policzkach. - I... kochanie... ja zaraz nie wytrzymam - dodał szybko oddychając i zaciskając pięści na pościeli. czuł że zaraz dojdzie.
- Mou jestem chudszy i wszystko odczuwam silniej - wyszeptał zamykając znów oczy. No spali się ze wstydu zaraz. Nabrał głębokiego oddechu, kiedy Takano wziął jego penisa w usta.
- Nie patrz tak na mnie... jeszcze bardziej mnie zawstydzasz - wyszeptał Tomo, obejmując go za szyję i całując go mocno.
- Och nie marudź, przecież ja tylko czekam aż we mnie wejdziesz kochanie -ucałował znów jego usta.
- Bo miałeś od razu zacząć a nie... bawić się tu ze mną - pogroził mu palcem całkiem sobie żartując.
- Przyzwyczaiłem, ale... prosiłem o delikatne traktowanie - pstryknął go palcem w nosek. - Już... możesz dołożyć - szepnął.
- Mhm ale delikatność objawia się też w nie bawieniu się mną - puściłdo niego oczko, obejmując go mocno za szyję.
- To potem będziesz wiedział - pokazał mu język, bo przecież nie był na niego zły. - Mou... to nic więcej nie zjesz? Bo ja planuję coś pysznego na kolację zrobić - wyjaśnił, wtulając się w niego. - Możesz już wejść...
Zagryzł mocno wargi żeby mu nie krzyknąć, ale po dłuższej chwili rozluźnił się i otarł koniuszkiem dłoni łzy z oczu.
- Już - szepnął pozwalając mu trochę przyspieszyć.
Tomo natomiast objął go ramionami i oplótł nogi nieco powyżej jego pośladkow, tym samym pogłębiając im obojgu doznania. Głodny jego ust.
Tomo krzyknął mu w usta, kiedy doszedł i opuścił wówczas dłonie skupiając się na oddechu.
- Będziesz... musiał mi pomoc... się umyć poźniej - wyszeptał patrząc mu łagodnie w oczy. - Kocham cię
- Jeszcze chwilka bo... trudno mi się oddycha - położył mu dłoń na swoim sercu. - czujesz jak mocno bije?
- Nie twoja wina, nie przepraszaj - poprosił, przytulając się do niego mocno i powoli się uspokajając. - Serce tak bije bo tak mocno cię kocha.
- Ja ciebie też - uśmiechnął się do niego jeszcze dłuższą chwilkę słuchając jego serduszka i ostatecznie uspokajając się .
- Ale dałeś radę kochanie - ucałował go delikatnie. - Cały czas wiedziałem... że mogę ci powiedzieć że nie daję rady i mnie posłuchasz - pogłaskał go po policzku. - Tylko trochę słao się czuję teraz.
- WIem, podobało mi się - zapewnił go. - Kąpiel z bąbelkami poproszę.
Odprężył się w wannie, wtulając się w ramiona mężczyzny.
- Kotek? A mogę zaraz po kąpieli przespać się odrobinę?
- Ale kolacji nie rób bo ja chcę zrobić - zastrzegł sobie, całując go jeszcze w dłoń.
- To dasz im po kawałku torcika. Jeszcze nie zjadłem całego - przypomniał mu z uśmieche. - No i możesz Yuyi zrobić czekoladę... no bo on też za nią tęskni.
- Tak, ale postaram się wcześniej wstać - pozwolił mu się umyć, po czym poczekał aż ten pomoże mu wyjść z wanny.
Tomo uśmiechnął się jeszcze do niego, wtulając się w jego ramiona. Przykrył się mocno kołderką i zasnął chwilę później.
Yuya przyszedł do niego się przytulić.
- Tatuś a mogę włączyć film? - zapytał go zaraz. - Lecą teraz takie fajne o świętach... mogę obejrzeć?
- Zamknąłem drzwi do wujka - odparł chłopiec włączając telewizję i kładąc się na podłodze, tak że opierał się o Jolie. Nogami machał u góry zaczynając oglądać film. Psinka zdążyła się już chyba do tego przyzwyczaić bo tylko spojrzała na niego i powrociła do spania.
Yuya co jakiś czas wybuchał cichym śmiechem. Oglądali film o Mikołaju i chłopcu bardzo się on podobał. Poczuł się naprawdę dobrze, a kiedy jeszcze Tomo do nich dołączył w połowie seansu, zapalając choinkę i siadając na kanapie obok Takano, to już było spełnieniem marzeń malucha.
Idealny na zimowy wieczór, a kiedy się skończył Yuya przytulił mocno Jolie, żeby zaraz objąć ich oboje wtulając się w nich mocno.
- Kocham was tak strasznie mocno - oznajmił szczerze.
- To pomożesz mi przygotowywać kolację? - zapytał go zaraz Tomo.
- Super - ucieszył się Tomo i ucałował jeszcze ukradkiem Takano w usta, zanim pojechał za maluchem do kuchni. Włączyli tam radio i zaczęli we dwoje śpiewać znane utwory, w trakcie przygotowywania potrawy.
- Braciszku, zobacz - Koyuki pokazał mu nagranie jakie zdołał im zrobić na kanapie, kiedy ci myśleli że nic ich nie obserwuje. - Ale w sypialni nie ma żadnych kamer - zapewnił go.
- No nie byłbym taki okropny - burknął niezadowolony z tego co słyszał od brata. - W łazience nie ma nic i sypialnia jest czysta i pokój maluszka też... choć kusiło mnie, bo tak ładnie mu książki czytacie i bajki opowiadacie.
- Oczywiście, że z dźwiękiem - pstryknął go w nos. - Ale nie będę brał kompromitujących materiałów - obiecał mu czochrając go po włosach. - Ładnie pachnie - dodał po chwili.
- Urodziny to co innego, poza tym bez urazy... ale Tomo-chanowi świństwa nie zrobię - pokazał mu język. - Strach się bać co by ze mną potem zrobił...
- Wytnę najciekawszy fragment. Nie martw się... muszę jeszcze przekopać się przez materiały Tomo - uśmiechnął się lekko, chowając kamerę, kiedy Tomo z Yuyą wrócili. Na tacy stało osiem papryczek zapiekanych. W środku gorące nadzienie z warzyw mięska i sera oraz przypraw. A do tego tosty z masłem czosknowym i herbatka.
- Smacznego.
- Owszem, ale już ja sobie z tym poradzę. Nie dopytuj więcej - poprosił go sobie również nakładając papryczkę i biorąc też chlebek. - Pachnie świetnie.
- Staraliśmy się - przyznał wesoło Tomo, przytulając do siebie Yuyę.
- Dobrze kochanie, jak tylko będziesz miał ochotę to takie zrobię - obiecał mu ciesząc się, że mu smakuje. Samemu wziął jedną z mniejszych papryczek również ją jedząc.
- Nie jestem profesjonalnym kucharzem więc zawsze się zastanawiam czy mu smakuje - przyznał wesoło Tomo. - I czymi nie kłamie...
- Oj nie kłamie. Jego patrzałki zawsze się świecą jak zjada coś dobrego. O popatrz - Koyuki wskazał dłonią na oczy Takano.
- Kocham cię - uśmiechnął się w odpowiedzi Tomo wcinając swoją porcję i popijając ją hebratką. Dobrał sobie do tego jeszcze kawałek chlebka.
Yuya zjadł również dwie i dwa chlebki po czym poszedł do kąpieli, a Koyuki uznał że weźmie pieski na krótki nocny spacer.
- Naprawdę się cieszę że ci smakowało - przyznał Tomo, siadając obok niego z herbatką w dłoniach.
- Uhm to dobrze - ucieszył się, wtulając się w niego i przez chwilę tylko ciesząc się jego obecnością i zapachem. - Yuya by chciał żebyś mu bajkę dzisiaj poczytał kochanie. Zrobisz to?
- Nagrał nas? Jak wyszliśmy? - zainteresował się tomo chcąc wiedzieć, czy wygląda bardzo źle, czy tylko źle. - Dobrze, że dał nam trochę prywatności - odetchnął z ulgą, kiedy Yuya wbiegł do pokoju w samym ręczniku.
- Jaką pidżamkę ubrać? - zapytał spokojnie, na co Tomo zaśmiał się siadając na wózek.
- Chodź łobuzie, coś znajdziemy.
Tomo wybrał dla malucha pidżamke i pomógł mu wytrzeć mokre włoski, po czym maluch wskoczył do łóżeczka czekając na tatę.
- Zrobię herbaty, a wy spokojnie sobie czytajcie - Tomo ucałował malca w czółko i wyjechał do kuchni.
[ ucałował śpiącego członka xD kosmate myśli jakieś? xDDD]
Tomo czekał na niego oglądając swoje NCIS i pijąc herbatkę.
- Zasnął? - zapytał go, odrywając na chwilę wzrok od serialu i wyciszając telewizor kiedy zaczęły się reklamy.
- To dobrze - Tomo nie zmienił swojego miejsca, tylko znów podgłośnił telewizor kiedy serial się zaczął.
- Nie mogę się nadziwić, że mój mały braciszek jest takim wzorowym tatą - przyznał Koyuki.
- Kochanie po prostu zaakceptuj że jesteś wzorem ojca i już - ucałował go mocno Tomo. - Jestem z ciebie dumny.
- I jesteśmy szczęśliwi - uśmiechnął się do niego, kończąc swój serial. - Wiedziałem, że to ty byłeś mordercą - klasnął w dłonie. - Ale ta praca lekarza sądowego... to nie prawda. Całkiem inaczej się to robi - pokręcił przecąco głową.
- Ale mogę się powkurzać - pokazał mu język. - Już dzwoniłem z zażaleniem...
- Dzwoniłem... nudziłem się w szpitalu - pokazał mu język. - Ale mi się nie chce jeszcze spać - zrobił smutną minkę. - Zostanę jeszcze trochę. Poczytam sobie
- No to poczytam sobie w studiu... a wy sobie śpijcie - poklepał Takano po plecach i usiadł na wózku by udać się do studia.
Tomo pojechał do studia i koło godziny komponował dalej swoją muzykę, po czym poszedł łóżka, zasypiając niemal od razu.
Tomo wstał trochę później niż on i pojechał do piekarni by pomóc swoim pracownikom w pieczeniu chlebków dla bezdomnych i bułeczek oraz czegoś słodkiego dla dzieci z domu dziecka.
- Dawno nas tu nie było - uśmiechnął się Tomo, wraz z Yuyą dekorując choinkę. - Kochanie? A ozdobisz okno lampkami?
Psiaki wesoło goniły się po dużym salonie, a Jolie usiadła na kanapie leniwie wszystkich obserwując.
- Tatuś? A będę mógł być z wami do północy w Wigilię? Bo zwierzęta mają mówić!
Tomo podjechał by wszystko obejrzeć i skinął głową.
- Ale musimy wrócić... prezentów nie wzięliśmy - przypomniał.
- No bo i tak musimy podjechać po Koyukiego - przypomniał mu. - No i nie zmieściły się w bagażniku - burknął.
Tomo i Yuya przynieśli swoje torby z prezentami zapakowanymi szczelnie co by Takano ich nie widział i po 20 minutach byli z powrotem.
- Dostanę gorącą czekoladę przed przyjściem gości?
- Tak jest, szefie - Tomo podjechał do drzwi, ale to nie była jego mama. Zamiast tego przyszedł burmistrz życzyć im wszystkiego najlepszego i obdarował ich całą trójką małymi prezentami, prosząc o otwarcie ich dopiero wieczorem. Tomo podziękował w imieniu całej rodzinki i wrócił oszołomiony do salonu.
- Burmistrz przyszedł z prezentami... - położył je pod choinką.
- Może chce nam jakąś podziękować... a może stara się być inny niż wujek... i chodzi tak do każdej rodziny? - zaproponował z szczerym uśmiechem pijąc czekoladkę. - Mama wysłałą smsa... utknęli w korku... jakiś wypadek był.
- Ty paskudo... - Tomo spiorunował Yuyę wzrokiem ale wpił się ustami w usta Takano, pozwalając mu na długi i gorący pocałunek.
- Tym bardziej w święta. Jeszcze nie ma gości, mogę poszaleć - puścił do nich oczko Kou-chan.
- Idź sobie zdrajco - zażartował Tomo pstrykając malca w nosek, zaraz go jednak mocno przytulając. - Moje chłopaki.
- Okropny - Tomo zasłonił ich przed kolejnym zdjęciem, a zaraz potem usłyszeli dzwonek do drzwi. Cała rodzinka zwaliła się jednocześnie. Brakowało tylko Rena.
Ku zdziwieniu wszystkich tata Takano postanowił pomóc im w kuchni, więc wyręczył w tym Tomo.
- Wiem, wiem - oznajmił zanim Takano zdążył go wygonić. - Chociaż pozanoszę herbatę na stół - dodał z lekkim uśmiechem. Chciał być przydatny i pomocny nawet jeśli tylko odrobinę to zawsze.
- Dobrze - uśmiechnął się mężczyzna, biorąc resztę napojów i rozstawiając je na stole. - Tomo-chan... dobrze wyglądasz - zauważył wesoło.
- A dziękuję, staram się dużo odpoczywać...
- No nie... naprawdę? - jego mama uniosła wzrok z powątpiewaniem.
- Naprawdę babciu! Wujek jest grzeczny!
- A ty jak się czujesz? - zapytała go kobieta, obserwując swojego przyszłego syna uważnie.
- Tatuś za dużo pracuje i mało odpoczywa - nakablował na niego Yuya.
- I pójdziemy ulepić jutro bałwana. Wujek obiecał - dodał wesoło Yuya idąc teraz pobawić się ze swoją kuzynką.
- Doskonale. Wzięłam sobie urlop na całe dwa miesiące. Rzadko kiedy biorę urlopy więc sobie mogłam na niego pozwolić - uśmiechneła się lekko. - Pomyślałam że może będziecie potrzebować jakiejś pomocy... z moim głupim synem.
- No dobrze - zgodziłą się spokojnie. - A będziesz miał coś przeciwko, jeśli... - zarumieniła się trochę co dla Tomo było szokiem. - Jeśli... pojadę na trochę do Tokio do twojego ojca?
Tomo wręcz zakrztusił się czekoladą.
- Mamo! Nie jesteś nastolatką! Nie musisz pytać nas o pozwolenie...
- Wybaczcie... tam na drodze taki korek - przeprosił ich szybko, przytulając brata do siebie.
- Tak jest szefie - zasalutował mu wesoło, zajmując swoje miejsce.
Tomo usiadł obok niego i złapał go lekko za rękę, uśmiechając się przy tym. Miał przed sobą swoją czekoladę i herbatkę.
- To czego spróbować najpierw? Co poleca moje kochanie?
- Nie pomogłeś mi - naburmuszył się troszkę decydując się najpierw na rybkę.
- Doczekasz się - zachichotał Tomo widząc minkę Yuyi, który zaczął szybciej jeść kolację jakby to miało pomóc przyspieszyć deser. - Ale wiesz... że ja bardzo wolno jem... a czekamy az ostatni zje?
- Pyszny - zapewnił wszystkich Tomo, kończąc rybkę i pijąc zupkę.
- No prosze najlepsze przywileje - zaśmiał się Ren, kiedy Tomo nałożył sobie 3 pierożki. - Ale je jak królik.
- A Taka-chan i tak mnie kocha - odgryzł się chłopak śmiejąc się przy tym lekko.
- Wujek nie zjadł obiadku żeby miejsce było - zapewnił wszystkich Yuya.
- Ale z ciebie papla - zaśmiał się Tomo, czochrając malca po włosach.
- Zjadłem większe śniadanko, a kolację zaczęliśmy o 17... nie krzycz na mnie kotek. Chciałem mieć więcej miejsca - szepnął mu do uszka, przytulając się lekko do niego.
Tomo też odłożył sztućce i dopił swoją czekoladę oraz herbatkę. Najadł się i to porządnie. Poklepał się z zadowoleniem po brzuszku.
Prześlij komentarz