- No to dobrze, możesz jeść ile chcesz Ren-chan - pokazał mu język raz jeszcze, po czym widząc zniecierpliwienie u dzieci klepnął Yuyę w plecki. - No to rozdawajcie prezenty maluszku - poprosił go.
- Głupi... - miał już mu powiedzieć, że jak zwykle przesadził, ale zamiast tego wyciągnął gitarę z pokrowca i przesunął po niej dłonią, zaraz wypróbowując kilka chwytów. - Ma ładny dźwięk, taki przyjazny - mruknął ale właściwie kierował te słowa do siebie samego. - Miękki... - Tomo otworzył też swoją paczuszkę od burmistrza, a w środku znalazł zegarek. Uśmiechnął się lekko, po czym ucałował mocno Takano. - Dziękuję.
Tomo niestety nie miał jak zorganizować większych prezentów, toteż zostawił tę sprawę do organizacji Takano, a od siebie kupił prezent tylko dla Takano. Dostał więc najnowszą książkę kucharską jego nauczyciela - mistrza i sweter wydziergany na drutach przez siebie samego.
- Uhm bo się dopiero nauczyłem w szpitalu - uśmiechnął się lekko, a Yuya podał mu kolejny prezent. Małe pudełeczko. Tomo otworzył je i uniósł lekko brew widząc kluczyki do samochodu.
Tomo spojrzał zaskoczony na obu braci, po czym zwrócił wzrok na Takano, unosząc lekko brew jakby pytając czy miał z tym coś wspólnego. Pokręcił z dezaprobatą głową zamykając kluczyk z powrotem w pudełeczku. - Naprawdę chcecie mnie wykończyć ekstremalnymi prezentami - mruknął chłodno, obrzucając Koyukiego i Rena złowrogim spojrzeniem, po czym spojrzał na Takano i wbił mu palec w serce. - Nawet nie myśl, że usiądziesz za kółkiem jeepa... on jest mój. Ty masz to swoje sportowe cacko - oświadczył mu uśmiechając się zawadiacko.
- Nie obchodzi mnie to - oznajmił, zabierając sobie kluczyć do auta dla siebie. - Albo ja prowadzę i mi się uda, albo jeździmy komunikacją miejską - pokazał mu język.
- Ja tu mówię śmiertelnie poważnie kochanie - odparł Tomo patrząc mu prosto w oczy. Bardziej poważny być już nie mógł. - Więc lepiej się postaraj żebym te ataki paniki do Francji obezwładnił panie doktorze - ucałował go lekko w usta.
- Jeepa nie dostaniesz - uparł się chłopak, bo pamiętał jak Takano opierał się kupnie jeepa. - Jest mój - wzruszył ramionami. - Poradzę sobie. - Tatuś... a możecie pokłócić jutro? - zapytał ich cicho Yuya.
- Kou-chan - Tomo od razu zwrócił się do mężczyzny. - Jak stanę na nogi, czyli w lutym... to przyjdę do ciebie i ty mnie pozbędziesz traumy - uśmiechnął się do niego Tomo. - Pokażę temu paskudzie, że dla chcącego wszystko jest możliwe - łypnął jeszcze na Takano i pojechał do stołu, biorąc sobie herbatkę, a Yuya westchnął cicho. - Kłócicie... wujek zdrowieje - wymamrotał roznosząc dalej prezenty.
Tomo najchętniej wyszedł by teraz zapalić. W takich chwilach brak papierosów doskwierał mu najbardziej. Były one bowiem pretekstem do wyjścia na zewnątrz, pretekstem którego teraz potrzebował. Odetchnął głęboko i pojechał do wyjścia. Ubrał na siebie kurtkę zapinajaąc się mocno. - Wychodzę na chwilkę - poinformował wszystkich. Za dużo szczęścia jednego dnia. Zdecydowanie za dużo. Yuya rozpakował już nowa grę planszowa i zmusil Koyukiego, Rena i ich siostrę do gry. Tata Takano pomógł mu znosić ze stołu.
Tomo potrzebował jedynie 15 minut by odetchnąć świeżym i mroźnym powietrzem. Uspokoił się odrobinę i wrócił do domu kiedy Yuya głośno obwoeszczał swoje zwycięstwo wśród wiwatów dorosłych. Chłopak usiadł na kanapie, okrywajac sie trochę kołderka. - Dostanę herbaty?- zapytał spokoknie.
Tomo pokręcił przecząco głową, bo już trochę walczył ze zmęczeniem. Przecież nie uciął sobie drzemki od samego rana. - Muszę wziąć leki - przypomniał sobie i jemu. - Yuya... choć do łóżeczka - zaproponował maluszkowi, widząc jak ten ziewa i trze oczka. - Nie wujku... ja chcę wytrzymać do północy. Jolie i psiaki będą mówić wtedy,.
- Tak bardzo, bardzo - odparł maluch, uparcie siadając z psiakami na podłodze i bawiąc się z nimi. Tomo dokończy swoją herbatkę i ułożył się wygodniej na kanapie. - Przepraszam, ale ja do północy nie dotrwam - szepnął.
- Uhm... dobrze - zgodził się więc, biorąc swoją kołdrę i wołając ze sobą Jolie. Pozwolił jej wskoczyć na łóżko, a sam położył się obok niemal od razu zasypiając.
- Uhm... w przyszłym roku na pewno coś mi powiedzą, prawda? Będę się nimi ładnie opiekował cały rok - uśmiecnął się słabo kiedy Takano położył go do łóżka. - Bo ja je kocham - dodał cicho, wtulając się w swojego misia. - Dobranoc tatusiu.
Tomo wstał szybciej niż Takano i od razu poszedł zrobić wszystkim śniadanko. W kuchni spotkał się ze swoją mamą toteż zaczęli spokojnie gawędzić o różnych sprawach.
- Wypuściłem je już na podwórko - uprzedził go Tomo. - I po kwadransie były z powrotem... chyba za zimno. Zrób bałwana z Yuyą - zaproponował mu, pokazując malucha w ogródku, walczącego z kulami śnieżnymi, które były już dla niego za duże.
- Tatuś! - Yuya rzucił w niego śnieżką śmiejąc się radośnie. - Po śniadanku idziemy na spacerek. Wujek obiecał - oznajmił przynosząc węgielki i najładniejszą marchewkę żeby zrobić guziczki i nosek bałwankowi.
- Haaai... - maluch złapał go za rączkę i pociągnął do domku, ściągając butki na korytarzu i wbiegając zaraz do środka. - Wujku! - wskoczył mu na kolanka. - W brzuszku mi burczy - zarumienił się. - No to siadaj do stołu. Wszystko już na was czeka.
Tomo złapał go w kuchni. Złapał go za rękę i zmusił do tego by ukucnął. - Taka-chan... kręci mi się w głowie - szepnął. - Bardzo. Wziąłem leki ale nie pomaga. Zostaniesz tu chwilę ze mną?
Yuya przytulił się do niego delikatnie, podpijając jego herbatki. Tomo obudził się chwilę później i przetarł oczy dłonią. Pomasował też swoe skronie. Czuł się odrobinę lepiej, a ból nieco zelżał. Zarumienił się odrobinę gdy zaburczało mu w brzuszku. - Un... mogę dostać kilka pierożków? - zapytał siadając.
- Mhm chcę - ucałował go w policzek. - Ale chcę też takie z mięsem - zażyczył sobie po czwartym pierożku, oddając mu miseczkę z dwoma kolejnymi. - Nie mogę już.
- Jak pokonam już traumę to ruch będzie niczym - machnął ręką. - Zresztą... co to za problem - wzruszył ramionami. - Jeździsz tak samo jak po prwej stronie, tylko innym pasem - dodał, kończąc czekoladkę.
- Będę się starał - uśmiechnął się lekko. - Kou-chan mówił, że są takie stymulatory... gdzie można jeszcze raz przeżyć wypadek - zacisnął wargi w cienką linię. - No i... uhm chyba nie mogę przed tym wiecznie uciekać nie?
- Ale jak nie spróbuje to um się nie dowiem czy będzie gorzej... no bo chyba lepiej w symulatorze niż jak bym jechał autem i by nadeszły wspomnienia, prawda? - zapytał go cicho. - One mnie... paraliżują wtedy - wtulił się w niego mocno.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko, wtulając głowę w jego pierś i przymykając oczka. - Po obiadku pójdziemy na spacer? Obiecałem Yuyi - uśmiechnął się. - Że weźmiemy sanki i pójdziemy na górkę... tylko ja zjeżdżać nie będę.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko, wtulając głowę w jego pierś i przymykając oczka. - Po obiadku pójdziemy na spacer? Obiecałem Yuyi - uśmiechnął się. - Że weźmiemy sanki i pójdziemy na górkę... tylko ja zjeżdżać nie będę.
- A jak nie to idźcie sami, a ja sobie pośpię - ucałował go w policzek, po czym spojrzał mu w oczy. - Uhm... a mogę mieć prośbę? Ale ona wiąże się z pieniędzmi i to... uhm taka dziwna prośba...
- Chciałbym pojechać z tobą i maluchem do onsen... ale chciałbym tak prywatnie. Wynająć jakieś małe - szepnął, wtulając głowę w jego pierś. - Taki odprężający weekend. Przyda ci się, bo ostatnio jesteś taki spięty.
- Wiem, wiem - uśmiechnął się do niego. - Ale... ja chcę się dołożyć do tego wyjazdu - zaznaczył od razu. Nie chciał obciążać za mocno kieszeni Takano.
- Oj no pozwól mi - poprosił cichutko. - No bo jak mam się cieszyć z wyjazdu, jak będę myślał o finansach i żałował ze swojej prośby? - zapytał go zaraz.
- Iść z tobą na festyn... Yuyę sprzedajemy dziadkom... twój tata się już zaoferował, a Yuya chce jechać z nim do Tokio. Mama też jedzie, więc by przywiozła go z powrotem... ale jeszcze z tobą porozmawiamy. Powiedziałem Yuyi że jak się zgodzisz to nie widzę przeszkód - ucałował go lekko.
- Więc pójdziemy na festyn, obejrzeć fajerwerki... zjemy romantyczną kolację z lampką wina. Taki spokojny wieczór - uśmiechnął się do niego łącząc ich dłonie razem.
- Tatuś... - Yuya przyszedł do niego cichutko. - Dziadzia przypalił ziemniaki - szepnął. - Ale teraz drugie robi... z babcią przy nim, to chyba nie popali...
- Kocham cię tato - oznajmił chłopiec, przytulając go mocno i wręczając mu zrobione przez siebie rękawiczki. Nie zdążył na wczoraj ale skończył z samego rana.
Tomo już nie spał i gawędził wesoło z Mary, trzymając jej córeczkę w ramionach. Yuya bawił się z pieskami, a mała od drugiego brata (nie wiem xD jak miała...) nagle buchnęła w Takano. - Wujek! Wydoroślałeś! - oznajmiła mu.
Dziewczynka wyszczerzyła się do niego i pociągnęła go do stołu. - Mama powiedziała, że zostajemy w Japonii teraz. Wujek? A w szkołach tu strasznie jest?
Zrobiła zawiedzioną minkę, bo uczyć to ona się nie lubiła. Pokiwała główką i pomachała nóżkami. - A wujek lubił szkołę? Yuya mówi że jest fajnie, ale strasznie...
Mała pisnęła radośnie i wzięła sobie jego palec do buzi, liżąc go trochę. - Jest słodka - zauważył wesoło Tomo. - I pulchniutka... - No ssie jak wampir - przyznała cicho Mary.
- Dziękuję - uśmiechnęła się idąc się szybko ubrać. Tomo położył się znów na kanapie z głową na udach Takano. - Chciałbym czekoladkę... - zamarudził mu.
- O Kou-chanie. Pytała mnie jak on się czuje i jak wygląda... jak się nim opiekować. Dla niej to nowa sytuacja - uśmiechnął się lekko, zamykając oczy. - Więc powiedziałem jej to co ty robisz - zaśmiał się.
- ZNaczy myślałem, że Australię zostawiasz mnie i że no wiesz powędrujemy z plecakiem od schroniska do schroniska - wyjaśnił wzruszając ramionami. - Ale nie musimy tak robić - dodał zaraz.
- No wiem, ale i tak ci dziękuję - odparował ponownie, przesiadając się na wózek. - Głodny jestem... - wymamrotał, jadąc do kuchni i podbierając sobie z miseczki dwa sushi. Posmakował go i pokiwał głową. - Dobre tato - pochwalił go.
- Dobre, może tak nie wygląda ale dobre - uśmiechnął się Tomo, a mężczyzna prawie się rozpłakał ze szczęścia, że coś im zasmakowało. - Popracuję nad wyglądem - obiecał szybko.
Tomohisa nie mógł powstrzymać się od lekkiego chichotu. Takano wyglądał na równo zszokowanego, a jego ojciec ukradkiem otarł dwie łezki, jakby pochwałą od syna wiele dla niego znaczyła.
- Widzisz jak się stara? - Tomo wpakował do buzi ostatni kawałek sushi jaki miał. - Wygląd jeszcze trochę kuleje, ale smak jest dobry - mruknął gryząc sushi.
- A to chyba lepiej już po spacerku. Tak na rozgrzanie - stwierdził chłopak. - I weźmiemy małą też na spacer? Nie tą... - wskazał na wózek. - Tylko tamtą.
Tomo skinął głową, ale nie dołączył do biesiadujących przy stole. Został na kanapie, trochę bujając malutką która już otworzyła oczka i zaczęła sobie gaworzyć.
Dopiero pod koniec obiadu usiadł z nimi biorąc sobie dwie sztuki sushi. Uznał że jeszcze dwie da radę zjeść, ale bardziej cieszył się z herbatki. - No to kiedy ślub mamo? - zapytał jej nagle.
- Ale planujecie? - upewnił się że ma rację wsuwając jeden kawałek sushi do ust. - W takim razie oprawa muzyczna jest moja - ostrzegł ich od razu. - Taka-chan nie pozwoli mi wybiec daleko wyobraźnią na naszym ślubie, więc... - dźgnął go palcem w bok. - Ale i tk cię kocham.
- Iść nie, ale jak mnie poprowadzisz na wózku to chętnie się z wami przejdę na spacer - ucałował go w policzek. - Leki po spacerze - dodał. - Daj się jedzonku ułożyć w brzuszku.
- No przecież wiem - ucałował go lekko, jadąc do sypialni. Mary i Koyuki już wrócili i teraz zajmowali się swoją małą córcią. Tomo ubrał na siebie bluzę Takano, obwiązał szyję szalikiem od Yuyi i założył jeszcze kurtkę i rękawiczki. Nogi okrył kocem. - Pasuje? - zapytał Takano.
- A skąd... leciutki jesteś - uśmiechnął się do niego, mocniej go obejmując. - Ja będzie za ciężko to ci powiem - obiecał mu zaraz. - Wiem kochanie... ccę razem z tobą w tym uczestniczyć.
- Ja jeszcze się nie stresuje - przyznał szczerze. - Bo wiem że jesteś obok i mnie nie zostawisz... - dostał śnieżką wprost w policzek. - Jeden zero dla nas! - Yuya i mała przybili sobie piątki.
- Od jednej śnieżki nic mi nie będzie - zaśmiał się Tomo, wtulając się w niego mocniej. - Mój obrońca. - Tatuś... a zrobimy takiego dużego bałwana tutaj? - zapytał Yuya.
- Najszczęśliwszy na świecie - zapewnił go, patrząc zaraz jak się bawią. Po 15 minutach podjechał do nich. - Ne... Yuya... mogę z tobą zjechać na sankach? - zapytał malucha.
- Najszczęśliwszy na świecie - zapewnił go, patrząc zaraz jak się bawią. Po 15 minutach podjechał do nich. - Ne... Yuya... mogę z tobą zjechać na sankach? - zapytał malucha.
- Tylko raz - zapewnił go. - I będziesz mnie musiał wciągnąć na górkę i będę cię mocno trzymał jak będziemy zjeżdżać - uśmiechnął się do niego lekko. - Zgoda?
Tomo usiadł wygodnie na sankach i objął Yuyę w pasie. - No maluszku... będziemy jakoś razem kierować, ale większość zostawiam na twoich barkach - zaśmiał się odpychając się na tyle na ile mógł i ruszyli.
- Fajnie było - zapewnił go z uśmiechem. Nie protestował kiedy Takano posadził go znów na wózku. - Wujek my popchamy - stwierdziła mała łapiąc za wózek.
- Dzisiaj sobie poradzę. Jak będę potrzebował pomocy to cię zawołał - Tomo zamknął za sobą drzwi łazienki, nie robią tego jednak na klucz, a Yuya pokiwał główką i pobiegł do swojego pokoju żeby się przebrać. - Zimno, zimno, zimno - mruczał pod noskiem.
- Już, już - odparł tylko Tomo. Przecież nigdy nie siedział strasznie długo, a teraz nie brał kąpieli tylko szybko się mył. Przebrał się w czysty dres, ubierając na siebie biały t-shirt i czarną bluzę z kapturem, po czym wyjechał z łazienki. Włosy miał jeszcze trochę mokre ale uznał że się wysuszą. - Jolie - zawołał psinkę kładąc się na kołdrze przed kominkiem.
- Dużo cieplej - uśmiechnął się do niego, opierając się o niego mocniej. Jolie leżała tak, że dodatkowo dodawała mu ciepła. - Zobacz... jaka grzeczna psinka... kocha mnie - pogłaskał Jolie po łebku.
- Mhm ulepszona wersja numer jeden - zaśmiał się radośnie, całując go w policzek. - Ty mnie nie kochałeś na początku - dodał śmiejąc się pod nosem. - Byłeś zły na Jolie że tak się przymila... i potem jeszcze skrytykowałem twój wypiek... - przypomniał sobie, smakując czekolady.
- Jestem... troszeczkę. Wygodnie tak na Tobie - uśmiechnął się do niego odstawiając kubek na bok i przytulając się do niego mocno, wygodniej się na nim ułożył
- Przecież się postarałem - uśmiechnął się do nigo Tomo. - By wyjść ze szpitala szybciej - ułożył głowę tak by posłuchać jego serduszka. - Kocham cię tak strasznie mocno.
Koyuki nie przesadzał z ujęciami i po trzech im odpuścił, przynosząc bratu poduszkę pod głowę. - Pomóc ci go zabrać do pokoju, czy drzemiecie sobie tutaj? - zapytał cicho.
- No dobra, nie musisz się zaraz obruszać - burknął cicho Koyuki już zostawiając go w spokoju. Poszedł usiąść przy stole i zająć się swoją córą. Stęsknił się za nią.
Obudziło go dopiero lizanie po twarzy swoich dwóch małych przybłęd. Zaśmiał się cicho głaszcząc je po łebkach. Zorientował się, że rodzinka przeniosła się chyba już dawno na kanapę i oglądała świąteczne filmy toteż również dźwignął się z Takano na kanapę, siadając obok Yuyi i okrywając mocniej mężczyznę kołdrą.
- Oglądam - zgodził się Tomo wracając na swoje miejsce. - A zrobisz mi kanapkę? - zapytał patrząc na zastawiony stół różnymi smakołykami. - I kulkę ryżową poproszę i kiełbaskę - zdecydował się na taki zestaw.
Tomo skończywszy kanapkę zabrał się za kulkę ryżową i kiełbaskę. Zjadł wszystko, ale trwało to cały film, gdzie reszta zdążyła kilka razy zrobić sobie dokładkę.
Tomo skończywszy kanapkę zabrał się za kulkę ryżową i kiełbaskę. Zjadł wszystko, ale trwało to cały film, gdzie reszta zdążyła kilka razy zrobić sobie dokładkę.
Tomo skinął głową ale jeszcze nie pojechał do sypialni. Został n kanapie z książką, czytając ją powoli. Poczuł nagle łzy na policzkach ale nie zrozumiał ich.
- Nie wiem - odparł zamykając książkę i spoglądając na niego. - Pomyślałem o tacie... tym co zmarł i tym co wczoraj nie przyszedł i... tak jakoś - uśmiechnął się wtulając się w niego by jakoś zatrzymać kolejne łzy.
- Uhm mam nadzieję, że tak - uśmiechnął się do niego słabo i wtulił w jego pierś, przez chwilkę tylko mocno oddychając. - Już mi troszkę lepiej. Możemy iść. Spać.
Tomo już mu nie odpowiedział, tylko wtulił się w niego ze wszystkich sił i zasnął, budząc się dopiero kiedy Yuya wchodził między nich do łóżka. - Co się stało? - zapytał maluszka. - Potwór i koszmarek...
Tomo już mu nie odpowiedział, tylko wtulił się w niego ze wszystkich sił i zasnął, budząc się dopiero kiedy Yuya wchodził między nich do łóżka. - Co się stało? - zapytał maluszka. - Potwór i koszmarek...
- Taki brzydki... śnił mi się taki duży czarny potwór z zielonymi oczami. Takimi strasznymi i on jadł ludzi - wtulił się w nich. - Bałem się - wyszeptał. - Ale już dobrze. My cię obronimy. Śpij dobrze kochanie - Tomo ucałował go w czółko.
Tomo wówczas przygarnął do siebie Yuyę mocno i pogłaskał go po głowie. Cieszył się, że maluch przychodził do nich jak miał problemiki. Obudził go dopiero kiedy z kuchni dobiegały smakowite zapachy. - Wstawaj śpioszku... tatuś się stara.
Yuya był pierwszy przy stole i od razu nałożył sobie swoje ulubione dania, ale z rozpoczęciem jedzonka poczekał aż cała rodzinka zasiądzie do stołu. Tomo wziął sobie takoyki i herbatkę. - Smacznego - uśmiechnął się lekko do Takano.
- Oj już nie bądź taki. Wcale nie ciągle cię krytykujemy - obruszył się Tomo. - Mnie smakuje - dodał po chwili. - Tylko... trochę pikantniejsze następnym razem poproszę - dodał zaraz.
- Wiem, wiem... dlatego mówię o następnym razie kochanie - uśmiechnął się do niego chłopak kończąc swoje jedzonko i biorąc leki, by o niczym nie zapomnieć.
- Ja wracam z tatą, panią Kurosagi i dzieciakami na sylwestra do Tokio - odparł swobodnie Ren, a ich siostra przytaknęła że też się zabierze. - A my zostajemy z wami do maja - oświadczył Koyuki.
- Pewnie, że wam nie dam spokoju to raz. Dwa pomożemy z materiałem i trzy... mam tu jeszcze kurację taką by mieć pewność że wszystko gra. Wolę już skończyć ją tutaj - stwierdził wstając od stołu i idąc do swojej córci, która zaczynała coś gaworzyć w wózeczku.
- Ale zamieszkamy w hotelu. O nic nie musisz się martwić - oznajmiła spokojnie Mary, a Tomo uniósł lekko brew. Znów się zacznie jak nic. - Nie musicie. Możecie zamieszkać u mnie w mieszkanku - zapewnił ją. - Jeśli nie możesz tutaj, to zamieszkaj u mnie - rozkasłał się nieco. - Taka-chan! - krzyknął do niego nie mogąc złapać oddechu. - Cholera no... Jego mama była szybsza. Ukucnęła przy nim badając go na szybko. - Tomo oddychaj, to tylko nerwoból. Nie denerwuj się - uspokajała go. - Ale już dawno ich nie było! Przecież nic mi nie jest - wykrztusił chłopak. - Pewnie coś ci na sercu leżało...
Chłopak odruchowo przytulił się mocno do Takano i nie pozwolił mu zelżeć uścisku nawet na momencik. Słuchając jego serca uspokoił się. Mary miała już na końcu języka, że nie będzie mieszkała w mieszkaniu Takano, bo przecież on pogardził jej mieszkaniem, ale ugryzła się w język i odeszła od stołu.
- Nie wiem co się stało - wyszeptał wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Tak nagle zabrakło powietrza, przepraszam - wymamrotał. - Chcę tak jeszcze chwilkę zostać dobrze?
- Postaram się - obiecał mu. - Ale ty się z nią musisz pogodzić - dźgnął go paluszkiem w policzek by zaraz go mocno ucałować. - Cmentarz dzisiaj i tata - dodał po chwili. - Tak jak wczoraj mówiliśmy.
Yuya ich wyprzedził żeby chwilkę zostać samemu ze swoimi rodzicami. Tomo oparł się mocniej o wózek spoglądając na Takano. - Myślisz, że on jest z nami szczęśliwy? - zapytał go.
- Ucieszyłem się, że przyszedł w nocy i nie bał się że na niego nakrzyczymy czy coś - odparł wesoło, a kiedy znaleźli się przy Yuyi przeżegnał się i podał maluszkowi znicze. - Kazidełko też zapalimy co nie?
- Bardzo się cieszę tatuś! Dziadzia powiedział że zrobimy duuużo rzeczy i będę dziadzię uczył robić ciasteczka... z babcią oczywiście - uśmiechnął się szeroko. - A tatuś nie jesteście źli że chcę do dziadzi jechać? - Skąd kochanie - tomo ucałował go w policzek. - Nie jesteśmy źli.
Chłopiec uśmiechnął sie szeroko, przytulając mocniej do Tomo. Tomo natomiast objął go mocniej, delikatnie głaszcząc go po plecach. - To co? Teraz odwiedzimy mojego tatę? - zapytał chłopca
Yuya zsiadł mu wtedy z kolan i pomógł Takano pozbierać stare znicze i ustawić na nich nowe. Tomo w tym czasie tylko chwilę patrzył na nazwiska wypisane na nagrobku.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2401 – 2600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- To zjem go później - uśmiechnął się, biorąc tylko od niego kawałek torcika.
- Mou... no to moje kochanie zrobi mi drugi jutro - pokazał Renowi język i ucałował Takano w policzek.
- No to dobrze, możesz jeść ile chcesz Ren-chan - pokazał mu język raz jeszcze, po czym widząc zniecierpliwienie u dzieci klepnął Yuyę w plecki. - No to rozdawajcie prezenty maluszku - poprosił go.
- Ale od pana burmistrza są tylko dla ciebie tatuś, dla wujka i dla mnie - podał mu jego prezent swoje odkładając na bok.
- Głupi... - miał już mu powiedzieć, że jak zwykle przesadził, ale zamiast tego wyciągnął gitarę z pokrowca i przesunął po niej dłonią, zaraz wypróbowując kilka chwytów. - Ma ładny dźwięk, taki przyjazny - mruknął ale właściwie kierował te słowa do siebie samego. - Miękki... - Tomo otworzył też swoją paczuszkę od burmistrza, a w środku znalazł zegarek. Uśmiechnął się lekko, po czym ucałował mocno Takano. - Dziękuję.
Tomo niestety nie miał jak zorganizować większych prezentów, toteż zostawił tę sprawę do organizacji Takano, a od siebie kupił prezent tylko dla Takano. Dostał więc najnowszą książkę kucharską jego nauczyciela - mistrza i sweter wydziergany na drutach przez siebie samego.
- Nie miałem jak upolować coś większego, ale chciałem ci coś dać zrobionego przeze mnie - objął go mocno ramionami. - Kocham cię.
- Uhm bo się dopiero nauczyłem w szpitalu - uśmiechnął się lekko, a Yuya podał mu kolejny prezent. Małe pudełeczko. Tomo otworzył je i uniósł lekko brew widząc kluczyki do samochodu.
Tomo spojrzał zaskoczony na obu braci, po czym zwrócił wzrok na Takano, unosząc lekko brew jakby pytając czy miał z tym coś wspólnego. Pokręcił z dezaprobatą głową zamykając kluczyk z powrotem w pudełeczku.
- Naprawdę chcecie mnie wykończyć ekstremalnymi prezentami - mruknął chłodno, obrzucając Koyukiego i Rena złowrogim spojrzeniem, po czym spojrzał na Takano i wbił mu palec w serce.
- Nawet nie myśl, że usiądziesz za kółkiem jeepa... on jest mój. Ty masz to swoje sportowe cacko - oświadczył mu uśmiechając się zawadiacko.
- Nie obchodzi mnie to - oznajmił, zabierając sobie kluczyć do auta dla siebie. - Albo ja prowadzę i mi się uda, albo jeździmy komunikacją miejską - pokazał mu język.
- Ja tu mówię śmiertelnie poważnie kochanie - odparł Tomo patrząc mu prosto w oczy. Bardziej poważny być już nie mógł. - Więc lepiej się postaraj żebym te ataki paniki do Francji obezwładnił panie doktorze - ucałował go lekko w usta.
- Jeepa nie dostaniesz - uparł się chłopak, bo pamiętał jak Takano opierał się kupnie jeepa. - Jest mój - wzruszył ramionami. - Poradzę sobie.
- Tatuś... a możecie pokłócić jutro? - zapytał ich cicho Yuya.
- Kou-chan - Tomo od razu zwrócił się do mężczyzny. - Jak stanę na nogi, czyli w lutym... to przyjdę do ciebie i ty mnie pozbędziesz traumy - uśmiechnął się do niego Tomo. - Pokażę temu paskudzie, że dla chcącego wszystko jest możliwe - łypnął jeszcze na Takano i pojechał do stołu, biorąc sobie herbatkę, a Yuya westchnął cicho.
- Kłócicie... wujek zdrowieje - wymamrotał roznosząc dalej prezenty.
Tomo już się nie odezwał a propo tego samochodu, ale Takano mógł się spodziewać że nie odpuścił.
Tomo najchętniej wyszedł by teraz zapalić. W takich chwilach brak papierosów doskwierał mu najbardziej. Były one bowiem pretekstem do wyjścia na zewnątrz, pretekstem którego teraz potrzebował. Odetchnął głęboko i pojechał do wyjścia. Ubrał na siebie kurtkę zapinajaąc się mocno.
- Wychodzę na chwilkę - poinformował wszystkich. Za dużo szczęścia jednego dnia. Zdecydowanie za dużo.
Yuya rozpakował już nowa grę planszowa i zmusil Koyukiego, Rena i ich siostrę do gry. Tata Takano pomógł mu znosić ze stołu.
Tomo potrzebował jedynie 15 minut by odetchnąć świeżym i mroźnym powietrzem. Uspokoił się odrobinę i wrócił do domu kiedy Yuya głośno obwoeszczał swoje zwycięstwo wśród wiwatów dorosłych. Chłopak usiadł na kanapie, okrywajac sie trochę kołderka.
- Dostanę herbaty?- zapytał spokoknie.
- Ale tatuś... coś świątecznego zagraj - poprosił go Yuya, wtulając się w Tomo. Chciał pośpiewać ze wszystkimi
Tomo dołączył się do śpiewania wraz z maluszkiem. Przytulił maluszka mocno do siebie, pstrykając go w nosek.
Tomo pokręcił przecząco głową, bo już trochę walczył ze zmęczeniem. Przecież nie uciął sobie drzemki od samego rana. - Muszę wziąć leki - przypomniał sobie i jemu. - Yuya... choć do łóżeczka - zaproponował maluszkowi, widząc jak ten ziewa i trze oczka.
- Nie wujku... ja chcę wytrzymać do północy. Jolie i psiaki będą mówić wtedy,.
- Ale ja muszę wytrzymać - uparł się chłopiec wstając z kanapy i idąc potulić psiaki. Bardzo chciał dotrwać północy.
- Tak bardzo, bardzo - odparł maluch, uparcie siadając z psiakami na podłodze i bawiąc się z nimi. Tomo dokończy swoją herbatkę i ułożył się wygodniej na kanapie.
- Przepraszam, ale ja do północy nie dotrwam - szepnął.
- Uhm... dobrze - zgodził się więc, biorąc swoją kołdrę i wołając ze sobą Jolie. Pozwolił jej wskoczyć na łóżko, a sam położył się obok niemal od razu zasypiając.
- A czemu pieski nie mówiły? - zapytał go cicho chłopiec przecierając mocno zmęczone oczka rączkami. - Czemu nie mówiły? Nie lubią mnie?
- Uhm... w przyszłym roku na pewno coś mi powiedzą, prawda? Będę się nimi ładnie opiekował cały rok - uśmiecnął się słabo kiedy Takano położył go do łóżka. - Bo ja je kocham - dodał cicho, wtulając się w swojego misia. - Dobranoc tatusiu.
Tomo wstał szybciej niż Takano i od razu poszedł zrobić wszystkim śniadanko. W kuchni spotkał się ze swoją mamą toteż zaczęli spokojnie gawędzić o różnych sprawach.
- Nie trzeba. Idź się lenić - Tomo trzepnąłgo lekko ścierką w tyłek. - Szykujemy zupkę miso, a reszta będzie odgrzewana.
- Wypuściłem je już na podwórko - uprzedził go Tomo. - I po kwadransie były z powrotem... chyba za zimno. Zrób bałwana z Yuyą - zaproponował mu, pokazując malucha w ogródku, walczącego z kulami śnieżnymi, które były już dla niego za duże.
- Tatuś! - Yuya rzucił w niego śnieżką śmiejąc się radośnie. - Po śniadanku idziemy na spacerek. Wujek obiecał - oznajmił przynosząc węgielki i najładniejszą marchewkę żeby zrobić guziczki i nosek bałwankowi.
Yuya zapiszczał, kiedy Takano go złapał i wrzucił w zaspę, po czym roześmiał się znów robiąc parę śnieżek i rzucając nimi w Takano.
- Jupi! Wygrałem - chłopiec podbiegł do Takano i razem z nim wpadł do zaspy
- Haaai... - maluch złapał go za rączkę i pociągnął do domku, ściągając butki na korytarzu i wbiegając zaraz do środka.
- Wujku! - wskoczył mu na kolanka. - W brzuszku mi burczy - zarumienił się.
- No to siadaj do stołu. Wszystko już na was czeka.
Tomo złapał go w kuchni. Złapał go za rękę i zmusił do tego by ukucnął.
- Taka-chan... kręci mi się w głowie - szepnął. - Bardzo. Wziąłem leki ale nie pomaga. Zostaniesz tu chwilę ze mną?
- Nie, nie chcę żeby się martwiła niepotrzebnie. To tylko chwila słabości - zamknął oczy wtulając się w jego pierś mocno.
- Już mi lepiej - skłamał, puszczając go. - Ech zjem coś.
Tomo powiedział jej że już czuje się lepiej i wyjechał z kuchni zanim zdążyła zrobić cokolwiek. Nie chciał im psuć dnia swoim głupim stanem zdrowia.
Tomo położył się na kanapie, żeby chwilę odpocząć. Przykrył się kocykiem i z zamkniętymi oczyma słuchał paplaniny reszty.
Yuya został w domku z Tomo, ale siedział bardzo cicho, kiedy zauważył że wujek zasnął.
Yuya przytulił się do niego delikatnie, podpijając jego herbatki. Tomo obudził się chwilę później i przetarł oczy dłonią. Pomasował też swoe skronie. Czuł się odrobinę lepiej, a ból nieco zelżał. Zarumienił się odrobinę gdy zaburczało mu w brzuszku.
- Un... mogę dostać kilka pierożków? - zapytał siadając.
- Już lepiej - uśmiechnął się lekko. - Herbatkę i... czekoladę ale to później - uśmiechnął się do niego lekko. - Ale uhm poleżę sobie jeszcze dobrze?
Tomo oparł się o niego leciutko, jedząc na początek dwa pierożki. - Smaczne są - zapewnił go, popijając je herbatą.
- Mhm chcę - ucałował go w policzek. - Ale chcę też takie z mięsem - zażyczył sobie po czwartym pierożku, oddając mu miseczkę z dwoma kolejnymi. - Nie mogę już.
- Bo czułem się słabo - odparł chłopak. - Ale już jest leiej... byłem po prostu wykończony... wczoraj za mało spałem - wzruszył ramionami.
- Odpocznę, ale samochodu ci nie oddam - dźgnął go palcem w bok. - Kou-chan już obiecał, że mi pomoże, więc nic nie będziesz musiał nic robić - dodał.
- Jak pokonam już traumę to ruch będzie niczym - machnął ręką. - Zresztą... co to za problem - wzruszył ramionami. - Jeździsz tak samo jak po prwej stronie, tylko innym pasem - dodał, kończąc czekoladkę.
- Będę się starał - uśmiechnął się lekko. - Kou-chan mówił, że są takie stymulatory... gdzie można jeszcze raz przeżyć wypadek - zacisnął wargi w cienką linię. - No i... uhm chyba nie mogę przed tym wiecznie uciekać nie?
- Uhm dlatego wolałbym, żebyś wtedy był przy mnie... ale wczoraj wyraziłeś się jasno, że nie chcesz tego zrobić - wymamrotał cicho.
- Czasem trzeba pocierpieć, żeby potem wszystko było w porządku, prawda? A jak wciąż będę od tego uciekał, to nic nie będzie w porządku...
- Ale jak nie spróbuje to um się nie dowiem czy będzie gorzej... no bo chyba lepiej w symulatorze niż jak bym jechał autem i by nadeszły wspomnienia, prawda? - zapytał go cicho. - One mnie... paraliżują wtedy - wtulił się w niego mocno.
- Uhm ale ja nie chcę do końca życia bać się jeździć samochodami - odparł z delikatnym uśmiechem, kładąc mu dłoń na piersi.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko, wtulając głowę w jego pierś i przymykając oczka. - Po obiadku pójdziemy na spacer? Obiecałem Yuyi - uśmiechnął się. - Że weźmiemy sanki i pójdziemy na górkę... tylko ja zjeżdżać nie będę.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko, wtulając głowę w jego pierś i przymykając oczka. - Po obiadku pójdziemy na spacer? Obiecałem Yuyi - uśmiechnął się. - Że weźmiemy sanki i pójdziemy na górkę... tylko ja zjeżdżać nie będę.
- A jak nie to idźcie sami, a ja sobie pośpię - ucałował go w policzek, po czym spojrzał mu w oczy. - Uhm... a mogę mieć prośbę? Ale ona wiąże się z pieniędzmi i to... uhm taka dziwna prośba...
- Chciałbym pojechać z tobą i maluchem do onsen... ale chciałbym tak prywatnie. Wynająć jakieś małe - szepnął, wtulając głowę w jego pierś. - Taki odprężający weekend. Przyda ci się, bo ostatnio jesteś taki spięty.
- Mogą być inne, ale kryte - zgodził się z nim z delikatnym uśmiechem. - Kocham cię - ucałował go lekko w usta.
- Wiem, wiem - uśmiechnął się do niego. - Ale... ja chcę się dołożyć do tego wyjazdu - zaznaczył od razu. Nie chciał obciążać za mocno kieszeni Takano.
- To chociaż za benzynę? - poprosił go zaraz, odpuszczając te najgorsze wydatki.
- Oj no pozwól mi - poprosił cichutko. - No bo jak mam się cieszyć z wyjazdu, jak będę myślał o finansach i żałował ze swojej prośby? - zapytał go zaraz.
- Płacisz za całość a ja za benzynę - naburmuszył się. W końcu mocno szedł z płaceniem na kompromis, a Takano wciąż nie chciał się zgodzić.
- Iść z tobą na festyn... Yuyę sprzedajemy dziadkom... twój tata się już zaoferował, a Yuya chce jechać z nim do Tokio. Mama też jedzie, więc by przywiozła go z powrotem... ale jeszcze z tobą porozmawiamy. Powiedziałem Yuyi że jak się zgodzisz to nie widzę przeszkód - ucałował go lekko.
- Więc pójdziemy na festyn, obejrzeć fajerwerki... zjemy romantyczną kolację z lampką wina. Taki spokojny wieczór - uśmiechnął się do niego łącząc ich dłonie razem.
- Wystarczy - zgodził się z nim, przymykajac oczy i nieco przysypiając przy nim. Poprzedni dzień zwyczajnie go wyczerpał.
- Tatuś... - Yuya przyszedł do niego cichutko. - Dziadzia przypalił ziemniaki - szepnął. - Ale teraz drugie robi... z babcią przy nim, to chyba nie popali...
- Tatuś? A dziadzia to na pewno twój tatuś? - zapytał go zaraz chłopiec, siadając mu na kolankach. - No bo wszystko inaczej robicie...
- Uhm - chłopiec przytulił się do niego mocno. - A ja nigdy nie będę do was podobny tatusiu? Bo ja bym chciał być...
- Kocham cię tato - oznajmił chłopiec, przytulając go mocno i wręczając mu zrobione przez siebie rękawiczki. Nie zdążył na wczoraj ale skończył z samego rana.
Chłopiec odetchnął z wyraźną ulgą i ucałował go w policzek, po czym poszedł pobawić się nowymi zabawkami.
- Siadaj synu i niczego nie ruszał - poprosił go staruszek, męcząc się z krojeniem sushi. Wyglądały dość nieporadnie ale dawały radę.
- Bo chcę żebyście nie musieli się martwić... wczoraj zrobiliście piękną kolację, ja też chcę pomóc - wyjaśnił.
Tomo już nie spał i gawędził wesoło z Mary, trzymając jej córeczkę w ramionach. Yuya bawił się z pieskami, a mała od drugiego brata (nie wiem xD jak miała...) nagle buchnęła w Takano.
- Wujek! Wydoroślałeś! - oznajmiła mu.
[ xDDD No to siostra xD krótka pamięć...]
Dziewczynka wyszczerzyła się do niego i pociągnęła go do stołu.
- Mama powiedziała, że zostajemy w Japonii teraz. Wujek? A w szkołach tu strasznie jest?
Zrobiła zawiedzioną minkę, bo uczyć to ona się nie lubiła. Pokiwała główką i pomachała nóżkami.
- A wujek lubił szkołę? Yuya mówi że jest fajnie, ale strasznie...
- Ja też będę lubiła - zapewniła go radośnie biegnąc już pobawić się z Yuyą.
Mała pisnęła radośnie i wzięła sobie jego palec do buzi, liżąc go trochę.
- Jest słodka - zauważył wesoło Tomo. - I pulchniutka...
- No ssie jak wampir - przyznała cicho Mary.
Mała zaczęła płakać niemal od razu chcąc znów złapać jego palec.
- Kochanie zawsze uważałem że dobrze smakujesz.
Tomo podał mu ją na ręce i wrócił do rozmowy z Mary, kiedy mała powoli przestawała łkać.
Mary dopiero wtedy go od niego wzięła by włożyć ją do wózeczka.
- Mogę z wami zostawić małą? Chcę wyjść z Koyukim porozmawiać.
- Dziękuję - uśmiechnęła się idąc się szybko ubrać. Tomo położył się znów na kanapie z głową na udach Takano.
- Chciałbym czekoladkę... - zamarudził mu.
- Mou... - westchnął cicho, ale zaraz się do niego uśmiechnął. - No nic... to poczekam nieco - uśmiechnął się delikatnie.
- O Kou-chanie. Pytała mnie jak on się czuje i jak wygląda... jak się nim opiekować. Dla niej to nowa sytuacja - uśmiechnął się lekko, zamykając oczy. - Więc powiedziałem jej to co ty robisz - zaśmiał się.
- Ale radzisz sobie, nawet bardzo dobrze - pogłaskał go po policzku. - Ja nie narzekam, o ile nie panikujesz za bardzo.
- Wiem, wiem - przyciągnął go do siebie i ucałował go delikatnie. - Kocham cię mój skarbie.
- Un będziemy - zgodził się z nim. - Hotel i te sprawy też?
- Ale dla gości też nam załatwi? - zapytał go zaraz. - No bo uhm muszę zapytać Juna, bo jak będą chcieli zostać tam dłużej, to też by się dało?
- Mhm dobrze - zgodził się z delikatnym uśmiechem. - Ale w Australii to też takie drogie będą?
- ZNaczy myślałem, że Australię zostawiasz mnie i że no wiesz powędrujemy z plecakiem od schroniska do schroniska - wyjaśnił wzruszając ramionami. - Ale nie musimy tak robić - dodał zaraz.
- Naprawdę? - podniósł się i objął go mocno szczęśliwy. - Dziękuję - ucałował go w policzek.
- No wiem, ale i tak ci dziękuję - odparował ponownie, przesiadając się na wózek. - Głodny jestem... - wymamrotał, jadąc do kuchni i podbierając sobie z miseczki dwa sushi. Posmakował go i pokiwał głową. - Dobre tato - pochwalił go.
- Dobre, może tak nie wygląda ale dobre - uśmiechnął się Tomo, a mężczyzna prawie się rozpłakał ze szczęścia, że coś im zasmakowało.
- Popracuję nad wyglądem - obiecał szybko.
Tomohisa nie mógł powstrzymać się od lekkiego chichotu. Takano wyglądał na równo zszokowanego, a jego ojciec ukradkiem otarł dwie łezki, jakby pochwałą od syna wiele dla niego znaczyła.
- Jeszcze 10 minut i powinno być gotowe - zapewnił ich, wyganiając zaraz z kuchni. Tomo zdołał jeszcze podebrać jeden kawałek sushi.
- Widzisz jak się stara? - Tomo wpakował do buzi ostatni kawałek sushi jaki miał. - Wygląd jeszcze trochę kuleje, ale smak jest dobry - mruknął gryząc sushi.
- Oj nie marudź - burknął w odpowiedzi przełykając zaraz kawałek. - Te dzieci są jakieś zbyt grzeczne...
- Dobrze... - Tomo pojechał na dwór sprawdzić co robią dzieciaki. Yuya z małą tworzyli całą armię bałwanów... na podwórku stały już 4.
- Bałwany... już 4 stoją - uśmiechnął się lekko. - Nie no... zaczekaj. Jeszcze nie jest postawiony.
- Są, kurtki, czapki, szaliczki... wszystko na miejscu - oznajmił siadając obok niego i przytulając się lekko. - Obejmij mocno.
- A mi czekoladkę? - upewnił się, że ją dostanie. - Moje kochanie.
- A to chyba lepiej już po spacerku. Tak na rozgrzanie - stwierdził chłopak. - I weźmiemy małą też na spacer? Nie tą... - wskazał na wózek. - Tylko tamtą.
- Pewnie, niech z nami idzie. Yuya będzie miał z kim się bawić - uśmiechnął się do niego, kładąc się na momencik.
- Oj kotek... ja tam lubię zimę. Jak bym był zdrowy to byłbym pierwszy na sankach - zapewnił go prytulając głową do jego brzuszka.
- To dobrze - uśmiechnął się. - Bo ty będziesz się zabawiał w letnie zabawy, a ja zimowe.
- Głupol - zaśmiał się Tomo siadając i muskając jego wargi delikatnie, a zaraz dziadkowie wołali na obiadek. - A na snowboard kiedy ze mną pojedziesz?
Tomo skinął głową, ale nie dołączył do biesiadujących przy stole. Został na kanapie, trochę bujając malutką która już otworzyła oczka i zaczęła sobie gaworzyć.
Dopiero pod koniec obiadu usiadł z nimi biorąc sobie dwie sztuki sushi. Uznał że jeszcze dwie da radę zjeść, ale bardziej cieszył się z herbatki.
- No to kiedy ślub mamo? - zapytał jej nagle.
- Ale planujecie? - upewnił się że ma rację wsuwając jeden kawałek sushi do ust. - W takim razie oprawa muzyczna jest moja - ostrzegł ich od razu. - Taka-chan nie pozwoli mi wybiec daleko wyobraźnią na naszym ślubie, więc... - dźgnął go palcem w bok. - Ale i tk cię kocham.
- Żartuję sobie - poczochrał go po włosach, wtulając się w jego ramię.
- Mhm dobrze - zgodził się z nim, kończąc swoje sushi. - Jestem pełny - zapewnił chłopaka.
- Iść nie, ale jak mnie poprowadzisz na wózku to chętnie się z wami przejdę na spacer - ucałował go w policzek. - Leki po spacerze - dodał. - Daj się jedzonku ułożyć w brzuszku.
- No przecież wiem - ucałował go lekko, jadąc do sypialni. Mary i Koyuki już wrócili i teraz zajmowali się swoją małą córcią. Tomo ubrał na siebie bluzę Takano, obwiązał szyję szalikiem od Yuyi i założył jeszcze kurtkę i rękawiczki. Nogi okrył kocem. - Pasuje? - zapytał Takano.
- Ubrałem się ciepło. Nie przesadzaj kochanie - założył jeszcze buty, po czym pozwolił mu poprawić kocyk. Maluchy już czekały na dworze z sankami.
- Raczej umrę z przegrzania - sarknął tylko pozwalając mu się prowadzić. Samemu dawał tylko wskazówki gdzie iść na górkę.
- Siadaj kochanie - poklepał się po kolanach i przyciągnął go na swoje kolanka obejmując go mocno i całując go w policzek. - Bardzo cię kocham wiesz?
- A skąd... leciutki jesteś - uśmiechnął się do niego, mocniej go obejmując. - Ja będzie za ciężko to ci powiem - obiecał mu zaraz. - Wiem kochanie... ccę razem z tobą w tym uczestniczyć.
- Ja jeszcze się nie stresuje - przyznał szczerze. - Bo wiem że jesteś obok i mnie nie zostawisz... - dostał śnieżką wprost w policzek.
- Jeden zero dla nas! - Yuya i mała przybili sobie piątki.
- Od jednej śnieżki nic mi nie będzie - zaśmiał się Tomo, wtulając się w niego mocniej. - Mój obrońca.
- Tatuś... a zrobimy takiego dużego bałwana tutaj? - zapytał Yuya.
- Oj już przestań z tym przeziębieniem... - chłopak wziął w dłonie śnieg i rzucił nim w niego. - Nic mi nie będzie tak mocno.
- Dobrze - uśmiechnął się zadowolony z efektu i ucałował go z całej siły.
- Najszczęśliwszy na świecie - zapewnił go, patrząc zaraz jak się bawią. Po 15 minutach podjechał do nich. - Ne... Yuya... mogę z tobą zjechać na sankach? - zapytał malucha.
- Najszczęśliwszy na świecie - zapewnił go, patrząc zaraz jak się bawią. Po 15 minutach podjechał do nich. - Ne... Yuya... mogę z tobą zjechać na sankach? - zapytał malucha.
- Tylko raz - zapewnił go. - I będziesz mnie musiał wciągnąć na górkę i będę cię mocno trzymał jak będziemy zjeżdżać - uśmiechnął się do niego lekko. - Zgoda?
- Będziemy uważać - zapewnił go wesoło ciesząc się już na zjazd. - Ale wciągniesz mnie? Czy wniesiesz?
- Nie będę - obiecał mu przytulając się do niego delikatnie. - Ale poczekasz na nas na dole? - zapytał
Tomo usiadł wygodnie na sankach i objął Yuyę w pasie.
- No maluszku... będziemy jakoś razem kierować, ale większość zostawiam na twoich barkach - zaśmiał się odpychając się na tyle na ile mógł i ruszyli.
- Fajnie było - zapewnił go z uśmiechem. Nie protestował kiedy Takano posadził go znów na wózku.
- Wujek my popchamy - stwierdziła mała łapiąc za wózek.
- No dobrze - zgodzili się szybko biorąc sanki, a Tomo okrył się mocniej kocykiem.
- A wiesz że cię kocham? Czekolada na rozgrzanie będzie hitem.
- Hm... a mogę się położyć z Jolie na ziemi? - zapytał go.
- Ale ja się nie wygłupiam... wezmę kołderkę - wyszczerzył się do niego.
- Ale jest bardzo wygodnie, zwłaszcza z Tobą przy mnie i Jolie - zapewnił go zaraz.
- Jupi - ucieszył się nieco. - To poleżymy na tym misiu puchatym co go masz... i porozmawiamy o swoich guilty pleasures - wyszczerzył się do niego.
[Zapomniałem jak to jest po polsku... przepraszam xD]
- No niewiele, ale tylko jak Ty mi przyjemności sprawiasz - wyszczerzył się do niego.
[ xD chodzi o takie fetysze czy coś... takie przyjemności które masz a nie są jakieś tam hm... popularne. np. no nie wiem wąchanie swoich ubrań ]
- Ja to bardzo chętnie powtórzę - zachichotał, po czym szczęknął zębami. - Robi mi się zimno - oznajmił wzdychając cicho.
[No.. ja wybrałem przykład nieco gorszy xDDD]
- No wiem, bo potem się za mocno przyzwyczaję i będę za mocno rozpieszczony - przyznał mu rację, z lekką ulgą przyjmując kiedy dotarli do domku.
[No dobra, to wszystko wyjaśnia xDDD}]
- Pewnie, że chcę... umyję się - zdecydował jadąc do sypialni by wziąć swoje rzeczy i potem do łazienki.
- Dzisiaj sobie poradzę. Jak będę potrzebował pomocy to cię zawołał - Tomo zamknął za sobą drzwi łazienki, nie robią tego jednak na klucz, a Yuya pokiwał główką i pobiegł do swojego pokoju żeby się przebrać.
- Zimno, zimno, zimno - mruczał pod noskiem.
- Już, już - odparł tylko Tomo. Przecież nigdy nie siedział strasznie długo, a teraz nie brał kąpieli tylko szybko się mył. Przebrał się w czysty dres, ubierając na siebie biały t-shirt i czarną bluzę z kapturem, po czym wyjechał z łazienki. Włosy miał jeszcze trochę mokre ale uznał że się wysuszą.
- Jolie - zawołał psinkę kładąc się na kołdrze przed kominkiem.
- Dużo cieplej - uśmiechnął się do niego, opierając się o niego mocniej. Jolie leżała tak, że dodatkowo dodawała mu ciepła. - Zobacz... jaka grzeczna psinka... kocha mnie - pogłaskał Jolie po łebku.
- Mhm ulepszona wersja numer jeden - zaśmiał się radośnie, całując go w policzek. - Ty mnie nie kochałeś na początku - dodał śmiejąc się pod nosem. - Byłeś zły na Jolie że tak się przymila... i potem jeszcze skrytykowałem twój wypiek... - przypomniał sobie, smakując czekolady.
- Taki całkiem maleńki szczegół - przyznałmu rację dalej pijąc swój zbawienny napój. - Dzieci też dostały czekoladę?
- To dobrze - odparł spokojnie, po czym już nic się nie odezwał przez dłuższy czas... tylko przytulał się do niego i delektował się chwilą.
- Mhm ja to wiem... wiem - ucałował go lekko w usta. - Chcesz łyczka? - podał mu kubek z czekoladką. - Wyszła pysznie.
- Widzisz? Jesteś niezastąpiony w robieniu czekolady na gorąco - uśmiechnął mu się w odpowiedzi, ogrzewając dłonie o ciepły kubek.
- Smakuje to mało powiedziane. Jest wyśmienite - zapewnił go z uśmiechem tak szczerym jak jeszcze nigdy. - Kotek? Mogę się położyć trochę?
- Jestem... troszeczkę. Wygodnie tak na Tobie - uśmiechnął się do niego odstawiając kubek na bok i przytulając się do niego mocno, wygodniej się na nim ułożył
- Jesteś bardzo wygodny - ucałował go śmiejąc się przy tym pod noskiem. - No pewnie że podobały... ale nadal nie lubię dostawać drogich prezentów.
- Taki mały... a mi głupio że tak niewiele dostałeś ode mnie - zrobił smutną minkę. - Ale nie dałem rady... większość czasu spędzałem w szpitalu.
- Przecież się postarałem - uśmiechnął się do nigo Tomo. - By wyjść ze szpitala szybciej - ułożył głowę tak by posłuchać jego serduszka. - Kocham cię tak strasznie mocno.
- Z całą pewnością będzie świetny - zgodził się i kichnął mu nagle, śmiejąc się przy tym. - Ale mi się zakręciło w nosie - musnął jego usta.
- No dobrze, mogę wziąć - zgodził się bez problemu, obejmując go łapkami i przytulając się jeszcze mocniej. - Ale nie jest mi już zimno - zapewnił go.
- Racja - zgodził się, przymykając oczy i przysypiając tylko na chwilkę. Było mu przecież tak dobrze z Takano.
Koyuki nie przesadzał z ujęciami i po trzech im odpuścił, przynosząc bratu poduszkę pod głowę.
- Pomóc ci go zabrać do pokoju, czy drzemiecie sobie tutaj? - zapytał cicho.
- No dobra, nie musisz się zaraz obruszać - burknął cicho Koyuki już zostawiając go w spokoju. Poszedł usiąść przy stole i zająć się swoją córą. Stęsknił się za nią.
Obudziło go dopiero lizanie po twarzy swoich dwóch małych przybłęd. Zaśmiał się cicho głaszcząc je po łebkach. Zorientował się, że rodzinka przeniosła się chyba już dawno na kanapę i oglądała świąteczne filmy toteż również dźwignął się z Takano na kanapę, siadając obok Yuyi i okrywając mocniej mężczyznę kołdrą.
- Chciałem być obok ciebie i Yuyusia - odparł spokojnie, wtulając głowę w jego ramię i spokojnie oglądając film.
Tomo ogldał film z nimi, a kiedy się skończył poszedł poczytać książkę dzieciakom.
- Oglądam - zgodził się Tomo wracając na swoje miejsce. - A zrobisz mi kanapkę? - zapytał patrząc na zastawiony stół różnymi smakołykami. - I kulkę ryżową poproszę i kiełbaskę - zdecydował się na taki zestaw.
- Dziękuję - ucałował go. Nie zapomniał nawet o herbacie. - Mam najlepszego faceta na świecie.
- A skąd, żadnych - zapewnił go Tomo, jedząc swoją kanapkę i skupiając wzrok na filmie.
Tomo skończywszy kanapkę zabrał się za kulkę ryżową i kiełbaskę. Zjadł wszystko, ale trwało to cały film, gdzie reszta zdążyła kilka razy zrobić sobie dokładkę.
Tomo skończywszy kanapkę zabrał się za kulkę ryżową i kiełbaskę. Zjadł wszystko, ale trwało to cały film, gdzie reszta zdążyła kilka razy zrobić sobie dokładkę.
- Ja już się dziś myłem, więc ty leć do łazienki, a ja sobie tu poczytam jeszcze - ucałował go w nosek.
Tomo skinął głową ale jeszcze nie pojechał do sypialni. Został n kanapie z książką, czytając ją powoli. Poczuł nagle łzy na policzkach ale nie zrozumiał ich.
- Nie wiem - odparł zamykając książkę i spoglądając na niego. - Pomyślałem o tacie... tym co zmarł i tym co wczoraj nie przyszedł i... tak jakoś - uśmiechnął się wtulając się w niego by jakoś zatrzymać kolejne łzy.
- Uhm dobrze - zgodził się jeszcze chwilkę się do niego tak przytulając. - Uhm nie wiem czemu łzy płyną...
- Uhm mam nadzieję, że tak - uśmiechnął się do niego słabo i wtulił w jego pierś, przez chwilkę tylko mocno oddychając. - Już mi troszkę lepiej. Możemy iść. Spać.
- Tak jest - roześmiał się serdecznie na jego przytyk. Cóż... miał rację. On ciągle na to narzekał.
Tomo już mu nie odpowiedział, tylko wtulił się w niego ze wszystkich sił i zasnął, budząc się dopiero kiedy Yuya wchodził między nich do łóżka.
- Co się stało? - zapytał maluszka.
- Potwór i koszmarek...
Tomo już mu nie odpowiedział, tylko wtulił się w niego ze wszystkich sił i zasnął, budząc się dopiero kiedy Yuya wchodził między nich do łóżka.
- Co się stało? - zapytał maluszka.
- Potwór i koszmarek...
- Taki brzydki... śnił mi się taki duży czarny potwór z zielonymi oczami. Takimi strasznymi i on jadł ludzi - wtulił się w nich. - Bałem się - wyszeptał.
- Ale już dobrze. My cię obronimy. Śpij dobrze kochanie - Tomo ucałował go w czółko.
Chłopczyk skinął główką i zasnął, ale cały czas trzymał ich oboje za ręce, nie chcąc puścić aż do samego rana.
Tomo wówczas przygarnął do siebie Yuyę mocno i pogłaskał go po głowie. Cieszył się, że maluch przychodził do nich jak miał problemiki. Obudził go dopiero kiedy z kuchni dobiegały smakowite zapachy.
- Wstawaj śpioszku... tatuś się stara.
- No to idziemy - zdecydował za niego Tomo, siadając na wózek i jadąc do kuchni. - Doberek kochanie!
- Mou... choć Yuyuś tatuś hce nas zagłodzić na śmierć - zażartował Tomo biorąc malca na kolana i jadąc z nim do łazienki żeby się umyć.
Yuya był pierwszy przy stole i od razu nałożył sobie swoje ulubione dania, ale z rozpoczęciem jedzonka poczekał aż cała rodzinka zasiądzie do stołu. Tomo wziął sobie takoyki i herbatkę.
- Smacznego - uśmiechnął się lekko do Takano.
- Tatuś się uczy - zapewnił ich Yuya. - Ale do mistrza duuużo brakuje - dodał.
- Łoho... ależ masz krytykę od samego rana - zaśmiała się Mary.
- Oj już nie bądź taki. Wcale nie ciągle cię krytykujemy - obruszył się Tomo. - Mnie smakuje - dodał po chwili. - Tylko... trochę pikantniejsze następnym razem poproszę - dodał zaraz.
- Wiem, wiem... dlatego mówię o następnym razie kochanie - uśmiechnął się do niego chłopak kończąc swoje jedzonko i biorąc leki, by o niczym nie zapomnieć.
- Ja wracam z tatą, panią Kurosagi i dzieciakami na sylwestra do Tokio - odparł swobodnie Ren, a ich siostra przytaknęła że też się zabierze.
- A my zostajemy z wami do maja - oświadczył Koyuki.
- Pewnie, że wam nie dam spokoju to raz. Dwa pomożemy z materiałem i trzy... mam tu jeszcze kurację taką by mieć pewność że wszystko gra. Wolę już skończyć ją tutaj - stwierdził wstając od stołu i idąc do swojej córci, która zaczynała coś gaworzyć w wózeczku.
- Ale zamieszkamy w hotelu. O nic nie musisz się martwić - oznajmiła spokojnie Mary, a Tomo uniósł lekko brew. Znów się zacznie jak nic.
- Nie musicie. Możecie zamieszkać u mnie w mieszkanku - zapewnił ją. - Jeśli nie możesz tutaj, to zamieszkaj u mnie - rozkasłał się nieco. - Taka-chan! - krzyknął do niego nie mogąc złapać oddechu. - Cholera no...
Jego mama była szybsza. Ukucnęła przy nim badając go na szybko.
- Tomo oddychaj, to tylko nerwoból. Nie denerwuj się - uspokajała go.
- Ale już dawno ich nie było! Przecież nic mi nie jest - wykrztusił chłopak.
- Pewnie coś ci na sercu leżało...
Chłopak odruchowo przytulił się mocno do Takano i nie pozwolił mu zelżeć uścisku nawet na momencik. Słuchając jego serca uspokoił się.
Mary miała już na końcu języka, że nie będzie mieszkała w mieszkaniu Takano, bo przecież on pogardził jej mieszkaniem, ale ugryzła się w język i odeszła od stołu.
- Nie wiem co się stało - wyszeptał wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Tak nagle zabrakło powietrza, przepraszam - wymamrotał. - Chcę tak jeszcze chwilkę zostać dobrze?
- Postaram się - obiecał mu. - Ale ty się z nią musisz pogodzić - dźgnął go paluszkiem w policzek by zaraz go mocno ucałować. - Cmentarz dzisiaj i tata - dodał po chwili. - Tak jak wczoraj mówiliśmy.
- Teraz na cmentarz, a po obiadku do taty - zdecydował mocno się go ucepiając. - Zaniesiesz mnie do pokoju? Proooszę?
- Bo trochę mi słabo, więc proszę o pomoc - ucałował go w policzek. - I czasami lubię jak mnie tak nosisz - dodał z uśmiechem.
- W Twoją cieplutką bluzę... moje czarne rurki... - odparł spokojnie. - I jeszcze chce długie buzi.
- Dobrze - Tomo w tym czasie się ubrał i czekał na swoje kochanie, bo przecież został bez wózka.
- A Ty kochanie? Ubierz się cieplutko, żeby ci zimno nie było - poprosił go, przykrywając się kocem i jadąc do przedpokoju by ubrać buty.
- Tatuś? A mogę jechać z przodu dzisiaj? - zapytał go chłopiec.
- Ja nie mam nic przeciwko - odparł spokojnie Tomo.
- Mhm pewnie, niech jedzie z przodu - Tomo wszedł do tyłu, kłądąc się wygodnie na fotelach. - Ja sobie poleżę.
Yuya wybiegł pierwszy i kupił lampki i kadzidła na wszystkie groby, po czym dał je wszystkie Tomo, bo wożenie było lepsze niż noszenie.
- Najpierw pójdziemy odwiedzić Yuyi rodziców - zdecydował Tomo pozwalając mu się pchać. - Nie dam rady tu lawirować...
Yuya ich wyprzedził żeby chwilkę zostać samemu ze swoimi rodzicami. Tomo oparł się mocniej o wózek spoglądając na Takano.
- Myślisz, że on jest z nami szczęśliwy? - zapytał go.
- Wiem, wiem... wcale nie chcę żeby on przestał ich kochać - uśmiechnął się delikatnie, wkładając na ręce rękawiczki.
- Ucieszyłem się, że przyszedł w nocy i nie bał się że na niego nakrzyczymy czy coś - odparł wesoło, a kiedy znaleźli się przy Yuyi przeżegnał się i podał maluszkowi znicze. - Kazidełko też zapalimy co nie?
- Tatuś? Powiedziałem mamusi że mam nową rodzinę i że kocham ją całym serduszkiem... ale mamusię też kocham - chłopiec przytulił się do Takano.
- Tatusia i wujka. Bardzo was kocham - zapewnił ich, siadając teraz Tomo na kolanka i patrząc jak kadzidełko się pali.
- Bardzo się cieszę tatuś! Dziadzia powiedział że zrobimy duuużo rzeczy i będę dziadzię uczył robić ciasteczka... z babcią oczywiście - uśmiechnął się szeroko. - A tatuś nie jesteście źli że chcę do dziadzi jechać?
- Skąd kochanie - tomo ucałował go w policzek. - Nie jesteśmy źli.
Chłopiec uśmiechnął sie szeroko, przytulając mocniej do Tomo. Tomo natomiast objął go mocniej, delikatnie głaszcząc go po plecach.
- To co? Teraz odwiedzimy mojego tatę? - zapytał chłopca
- Uhm i do sióstr - zgodził się ale już troszkę mniej pewnie, zaciskając mocniej dłonie na Yuyi i chowając głowę w jego ramieniu.
- Uhm ale to nadal boli - wymamrotał cicho przytulając maluszka jeszcze mocniej do siebie.
Yuya zsiadł mu wtedy z kolan i pomógł Takano pozbierać stare znicze i ustawić na nich nowe. Tomo w tym czasie tylko chwilę patrzył na nazwiska wypisane na nagrobku.
Prześlij komentarz