- Ale ja nie chcę żebyś był smutny że na przykład nie chcę kompletnie pozbywać się swojego nazwiska... - wymamrotał robiąc smutną minkę i przytulając sie do niego mooocno.
- Ale zawiedziony będziesz - wymamrotał wzdychając ciężko. Schował twarz w jego tors i chwilę wdychał jego zapach. - Kochanie jak zwykle pachniesz obłędnie - zapewnił go.
Uśmiech nie schodził Tomo z twarzy, kiedy czuł na sobie jego pocałunki. Zamruczał z przyjemności, kiedy ten zrobił mu malinkę na szyi i ukradkiem ucałował go w nosek.
- Zrobiłeś, jedną - wytknął mu Tomo, patrząc mu w oczka z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Wtedy co przysięgę małżeńską mi składałeś - dodał wesoło, po czym przesiadl sie na wózek. - No to chodź do wanny.
- W porządku - uśmiechnął się Tomo wjeżdżając już do łazienki ze swoim dresikiem do spania. Zaczął wlewać wodę i bąbelki do wanny, kiedy Takano do niego dołączył. - Wiesz jak mocno cię kocham?
- Niestety nie mogę... - odparł ze smutną minką, sprawdzając wodę i zakręcając kran. - Bo jesteś zbyt zmęczony by ci to pokazać - zaczął się z nim troszeczkę droczyć. Wszedł do wody i posunął się robiąc miejsce dla Takano.
- mogę, ale nie mam siły tak wielkiej by to pokaząć, a gdybym miał to bym cię zmiażdzył - westchnął na nowo, opierając się o niego wygodnie i przymykając oczy. Ucałował go w klatkę tylko raz.
- Bardzo, bardzo, bardzo mocno - zapewnił go, z delikatnym uśmiechem na ustach. - Chcę z tobą spędzić całe swoje zycie... to chyba wystarczający dowod, prawda? - upewnił się
- Kochanie? Jakie plany nam zrobiłeś na jutro? - zapytał go z delikatnym uśmiechem. Dokładnie go namydlając i przesuwając dłonie nieco niżej na brzuszek.
- Mhm to zróbmy razem zakupy na sylwestra - zaproponował ukradkiem dotykając dłonią jego przyrodzenia. Namydlał je z niezwykłą wręcz dokładnością, czując jak rośnie mu w dłoniach.
- A podobno byłeś taki zmęczony... - Tomo chlapnął wodą w jego twarz, po czym uśmiechnął się delikatnie i usiadł na jego penisa delikatnie się na nim poruszając.
Postarał się ruszać nieco szybciej na jego przyrodzeniu, ale wychodziło mu to z różnym skutkiem. Objął go mocniej za szyję i zaczął go po niej całować.
- Nie ma za co, przecież przyjemność była obustronna - chłopak ucałował go w brodę, mocniej się do niego przytulając. - Teraz się umyjemy, leki, herbatka i spać?
- No tak, bo raczej nie wypiję herbatki podczas snu - zaśmiał się lekko, pozwalając mu działać gąbeczką. Pozwolił mu na wszystko, samemu tylko odpoczywając.
- Fajnie by było je puścić - zgodził się, ale zaraz się zawahał. - Ale jesteś pewien, że dasz radę? No wiesz... bo to ogień jednak - wymamrotał. Nie chciał mu psuć humorku ale i on się troszeczkę martwił. - Bo chciałbym też takie... zimne ognie - dodał.
- Uhm no dobrze, skoro tak mówisz - uśmiechnął się delikatnie. - Ale jeśli poczujesz że nie dasz rady to nie będziemy strzelać - ucałował go lekko w wargi.
- Mogę, mogę, ale... muszę się czegoś trzymać - odparł od razu, łapiąc go za ramię, żeby utrzymać równowagę i nie zmęczyć się mocniej. Normalnie stał bez potrzeby trzymania, ale dzisiaj był już przecież po męczacym seksie.
- Nie boli, ale jutro się nie kochamy... chcę mieć siły na Sylwestrowe szaleństwo - wyjaśnił z uśmiechem, opadając wreszcie na wózek z lekkim westchnieniem. - Tylko trochę nogi mi się trzęsą... i zgłodniałem - zagryzł wargi. - Głupi brzuch...
- No dobrze - zgodził się zaraz, jadąc do kuchni za nim. - Włączę sobie NCIS... bo leci nowy odcinek, jutro powtórkę chciałem obejrzeć, ale chyba zdążę dziś...
- Ale chciałem cię tylko poczęstować bo głupio mi że sam jem - wymamrotał cicho, po czym już się nie odezwał aż do końca serialu. - Dobry odcinek - stwierdził w końcu połykając leki i popijając je wodą.
Tomo wtulił się w niego śpiąc sobie smacznie i śniąc o przepysznych deserach. Obudził się przed Takano toteż wyszedł z łóżka i zrobił im śniadanko. Tym razem zwykłą jajecznicę i tosta z serem.
- No bo nie lubię marnować dnia w łóżku - odparł zgodnie z prawdą. - A takie wylegiwanie się to nie dla mnie... za długo leżałem a teraz jeszcze śpię w środku dnia z 2 razy - westchnął przeciągle.
- No bo ja nie wiem jak ty długo jeszcze będziesz spał - wywrócił oczyma Tomo, spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem. - No i dzisiaj wysyłałem twoje śpiące zdjęcie Yuyi - dodał pokazując swoją nową tapetę w telefonie swojemu kochaniu.
- Bo maluch pytał co robimy, więc mu wysłałem zdjęcie przygotowań do śniadanka i tatę śpiocha - wyszczerzył się do niego biorąc sobie z jego tacki jednego tościka. - A tapetka zostaje. Jest kochana.
- Nie możesz - zgodził się. - Yuya szykował się już do wyjścia. Idzie z dziadkiem po zakupy, a potem na gorącą czekoladę i szarlotkę z lodami - uśmiechnął się. - Zadzwonimy do niego dziś co nie? Wczoraj zapomnieliśmy...
- To dobrze - uśmiechnął się zbierając naczynia i odkładając je na szafkę by teraz się położyć na moment do łóżka z nim i go przytulić. - Widzisz? I masz mnie w łóżku.
- Mhm dzisiaj na spacerze i po zakupach... zrobię pyszny obiad, zrobię też deserek - zdecydował wesoło. - Tylko wtedy dokupimy parę składników na niego, dobrze?
- To jutro - stwierdził od razu. - Do tego z sosem waniliowym i odrobiną bitej śmietany - zgodził się już nie mogąc się doczekać kolejnego dnia. Skinął głową i od razu usiadł. - Ja już się umyłem kochanie, więc tylko na ciebie czekamy - zaśmiał się.
- Tylko spodnie zmienię - odparł od razu, jadąc do szafy i wybierając swoje czarne rurki. - Te będą w sam raz - zdecydował. - Kotek? A kupisz mi mochi?
- Okay - wsiadł do samochodu i pozwolił mu zająć się wózkiem, samemu zapinając pasy. - Uhm widzisz? Panikuję troszkę mniej na miejscu pasażera - pochwalił mu się.
- Tak jest szefie... wychłodziłem cię pewnie - westchnął czując jego zimne dłonie. Pogłaskał go po policzku i ucałował. - Jesteś najlepszy - oznajmił z uśmiechem, zamykając okno.
- Ale jak się rozchorujesz to co ja zrobię - spojrzał na niego siadając na wózku i oddając mu swój kocyk. - Okryj sie ale już - rozkazał ze śmiechem na ustach ruszając w stronę centrum handlowego.
- To czemu ich nie nosisz? - zapytał go unosząc lekko brwi. - Maluch się starał... na moich jest nawet serduszko - pokazał mu swoje ręce. - A co masz na swoich?
- Coś by się przydało... - przyznał. - Paluszki? Czy chipsy? A może chrupki kukurydziane? - wysunął trzy propozycje, pozwalając mu dalej prowadzić wózek.
- Mama mówiła że wrócą przed 4 stycznia. Maluch musi być w szkole 6... więc jeszcze dwa lub trzy dni będziemy z nim mogli spędzić - odparł, robiąc Takano kolejne zdjęcie. - Wysyłam je Yuyi... obiecaliśmy sobie zdawać relacje z tego co robimy - wzruszył ramionami chichocząc na widok miny Takano. - A może małe selfie? - zaproponował mu.
- Ekstra - wyciągnął rękę wyżej żeby ich złapać i uśmiechnął się szeroko strzelając im słodką fotkę. - Piękna - pokazał mu z uśmiechem, po czym ukradkiem dał mu całusa w policzek. - Mój.
- Nie, wszystko już mamy - uśmiechnął się do niego, pomagając mu wykładać wszystko na ladę. - O jezu... znowu inwalida - usłyszał komentarz jakiegoś mężczyzny, który stał tuż za nimi, wyraźnie zdenerwowany, że musi stać w kolejce, a przez inwalidę będzie ona jeszcze dłuższa. - Ne, Taka-chan? A fajerwerki gdzie kupimy? - zapytał go Tomo, kompletnie mężczyznę ignorując. Nie zamierzał się denerwować ani mieć wyrzutów sumienia bo nie miał ku temu potrzeby. - I sztuczne ognie?
- Nic dużego nam nie trzeba - skinął głową Tomo, pomagając mu pakować zakupy i ustawiając je sobie ładnie na kolanach. - Tak żeby się pobawić, symbolicznie - złapał go lekko za rękę.
- Taki jest plan - wyszczerzył się do niego Tomo, znów pozwalając mu pchać wózek, bo trudno byłoby mu uważać na zakupy i dodatkowo poruszać się na wózku. - Kupmy zimne ognie - poprosił go.
- Dziękuję - odparł nagle. - Za to co powiedziałeś temu pacanowi - spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Zrobiło mi się tak przyjemnie, że tak mnie bronisz.
Tomo wybrał przytulne miejsce z kanapą, gdzie oboje mogli usiąść i się poprzytulać. Wtulił się zaraz w Takano mocno i ucałował go w policzek. Cieszył się że go ma po prostu.
- Na... latte z maliną i miętą - postukał palcem w odpowiednią pozycję. - Największą - dodał jeszcze cały czas się do niego przytulając. - Mocniej... bo mi zaimponowałeś w tym sklepie - zarumienił się nieco.
- Pytałem o to mamy - odparł przytulając się do niego znowu tak na momencik tylko, żeby go poczuć. - Powiedziała, że jak przy mnie będziesz w razie czego i jeśli to będzie tylko ten raz, a nie z 4 razy z rzedu to nic nie powinno się mi stać - uśmiechnął się szerzej.
- Jesteś okropny... ja chcę cały kieliszek - pstryknął go palcami w nosek. - Najwyżej całego nie wypiję - wymamrotał. Nie chciał ze wszystkiego rezygnować. Złapał w łapki swoją kawkę i umoczył w niej pyszczek.
Tomo wzruszył lekko ramionami. - U nas w Yukan jest dobry z nimi sklepik. Może tam? - zaproponował spokojnie. W końcu już nie raz Takano i Yuya kupowali mu mochi u tego pana.
Tomo w tym czasie załatwił swoją potrzebę i unikając jakichkolwiek zaczepek ze strony innych użytkowników toalety wrócił do Takano. - Możemy jechać - zapewnił go teraz.
Tomo przysnął na tylnych siedzeniach, budząc się dopiero kiedy zaparkowali przed domem. Przeciągnął się lekko. - Dobrze mi się spało - zapewnił mężczyznę oddychając mocno świeżym powietrzem. - Ale dobrze że jesteśmy już w domku.
- No dobrze - zgodził się stawiając zakupy na podłogę i samemu na niej siadając. Zsunął buty i poczekał aż Takano wrócił. Chciał żeby miał lżejszy wózek.
- Mhm w porządku kochanie, to ja znikam w kuchni - uśmiechnął się delikatnie jadąc do kuchni. Dopiero na miejscu rozpakował zakupy i zabrał się za przygotowywanie obiadku.
Musiał poczekać dobrą godzinkę aż obiadek był gotowy. Wówczas Tomo przyniósł mu piękny i wielki okonomiyaki. - Ze wszystkim co lubisz w środku - zapewnił go.
Tomo roześmiał się serdecznie. - Oj nie wiadomo kochanie. Poczekajmy do efektu końcowego - ucałował go w policzek. - Już nie mogę doczekać się tego filmiku.
- Nie martw się, ta gra jest dobra na wstęp, nie ma w niej bezpośredniego zbliżenia, więc dupcia mi odpocznie - puścił do niego oczko, siadając na podłodze i rozkładając grę.
- Uhm... mam - wymamrotał paląc się zaraz ze wstydu. Nie chciał ich pokazywać, schował do końca grę i odpalił laptopa, po czym podał go Takano bo sam musiał sobie poradzić z wejściem na łóżko.
- Ze wstydu, są okropne - wymamrotał, odpalając odpowiedni plik i kładąc się na łóżku z nim obok siebie. - No dobra... to moje 5-letnie ja... spadam ze schodów - westchnął patrząc jak próbował wspiąc się na barierkę mimo krzyków mamy i runął w dół, ale potem dzielnie wstał i się otrzepał, znów atakując schody.
Tomo wzruszył ramionami i pokręcił przecząco głową. Od dzieciaka była z niego taka uparta fajtłapa. Kolejny filmik jaki puścił był z festynu z rodzicami, gdzie ze swoim tatą wygrali bieg 3-nóg. - O a tutaj... chyba było uwiecznione moje złamanie nadgarstka - podrapał się po głowie. - Grałem w baseball... no wiesz turniej międzyszkolny, dobrze nam szło... i uparcie machałem pałką mimo tego, że bolało - pokazał mu język. - Wygraliśmy... mama do dzisiaj się śmieje że ma nagraną moją historię złamań...
- No bo ja nie siedziałem w domku i nie uczyłem się grzecznie, tylko wszędzie mnie było pełno. Na meczach dużo rzeczy się dzieje... wiesz z jaką siłą piłeczka baseballowa jest wypuszczana? Można prosto złamać rękę pałkarzowi - wzruszył ramionami, przytulając się do niego delikatnie. - O... a tu jest zakończenie szkoły podstawowej. Oddałem drugi guzik mundurka tej tutaj Ayace - wskazał palcem na dziewczynkę w dwóch kucykach i okularach. - Kujonka straszna i podkochiwała się we mnie dobre 3 lata... - wymamrotał.
- Ale tamte filmiki były szczęśliwe... przecież wygraliśmy te zawody, a Ayaka była przez te parę chwil szczęśliwa - burknął niezadowolony że jego wspomnienia kojarzą się Takano z czymś nie miłym. - Mam taki, co z tatą piekę bułeczki... i taki na zawodach surfingowych... i rodzinne barbecue.
- No to tutaj mam nagranie z pierwszej imprezy na jaką poszedłem z kumplami... na plaży. całowałem się po raz pierwszy z facetem... - wyjaśnił, patrząc jak jego 15-letnie ja sie rozbiera i wbiega nago do oceanu. - Ta... głupi byłem.
- Nie ma czego zazdrościć... byłem po dwóch piwach - pokazał mu język oddając buziaki raz za razem. - Mhm... masz jeszcze kuponiki więc pewnie zrobię - ucałował go lekko. - A tu potańcówa na której grałem z chłopakami całą noc, wcale ze sceny nie schodząc... potem 4 dni walczyłem z bólem gardła i chrypą.
- Poza twoimi kumplami - pstryknął go w nosek, przebierając w filmach. - Uhm te są ze studiów - wskazał na cała masę, ale nie powiem ci co na nich jest bo nie wiem - przyznał szczerze.
- Uhm pewnie - zgodził się włączając jakiś filmik całkowicie przypadkowo, ale zaraz go wyłączył całkiem pobladły i zamknął klapę swojego laptopa, obejmując mocno Takano za szyję. Przytulił się do niego. - Zrobimy mnóstwo zdjęć - zgodził się. - A teraz pójdę zrobić deserek - stwierdział.
- Ja później wyrzucę ten filmik - wymamrotał tylko wysuwając jego dłoń z uścisku i wsiadając na wózek. - To nic takiego - zapewnił go już nieco pewniej. - Tylko przykra przeszłość.
- Ale ja nie chcę teraz go widzieć - wymamrotał, spoglądając na Takano i przytulając się do niego lekko. - Ja go kochałem, a on się tylko mną bawił - dodał nabierając w płuca powietrza i powoli je wypuszczając. Na samą myśl o tym co z nim robił, czuł przechodzące go ciary po plecach. Nie sądził, że nadal się go bał, ale tak właśnie było. Irracjonalnie wciąż się bał. - Później, później to skasuję, tylko... tylko Kou-chan mógłby tego nie wykorzystywać do filmiku.
Tomo pokręcił przecząco głową, ale nie odszedł do kuchni. Ujął jego dłoń ściskając ją nieco. - Nie chcę - wymamrotał. - Nie chcę na razie, bo się boję że jak otworzę laptopa to się rozpłaczę... później, wieczorem... jak się uspokoję.
- Uhm ale tam są dwa filmiki które chciałem zachować... jeden z moich urodzin i jeden z urodzin Juna - odparł cicho, patrząc na niego niemal błagalnie. - Resztę... resztę usuniesz?
- Mam je poukładane w foldery... ten folder bez tych dwóch to folder studia - odparł spokojnie. - Resztę zostaw - poprosił go, po czym usiadł już na wózku i pojechał do kuchni.
- Dziękuję - Tomo uśmiechnął się do niego lekko, już nieco bardziej spokojny. Dochodził do siebie i nabrał trochę kolorków. - A teraz cukierniku... czeka mnie straszliwy wyrok - wymamrotał stawiając przed nim czekoladowy wulkan z gałką lodów waniliowych i z sosem waniliowym jako dodatkami. Sobie również nałożył wszystkiego. - Ale powiedz szczerze dobrze? - poprosił go.
- Mou... miałeś to potraktować poważnie... ja tu się starałem - trzepnął go ścierką zabierając zaraz swój talerzyk ze wzrokiem mówiącym nie oddam. - Dlaczego za wygląd 7 na 10? - zapytał go tym razem z czystym zainteresowaniem.
- Wolałbym taki miks, trochę powagi i trochę humoru. Tak żeby była z jajem - odparł spokojnie przyglądając się uważniej swojemu wypiekowi. - Ale smakuje ci, prawda? - upewnił się jeszcze.
Spojrzał na zegarek. - O faktycznie - przyznał ze śmiechem. - To najpierw spacer - dodał wesoło, kończąc swój kawałek czekoladowej rozpusty. - A zrobisz mi na kolację coś dobrego?
- Tak - skinął głową ciesząc się, że przynajmniej tak może uszczęśliwić Takano odrobinkę. - Kotek? A będę mógł potem posiedzieć ci na kolanach i pomilczeć z tobą?
- Tak ale dzisiaj już mi wytknąłeś że jestem straszna przylepa i pomyślałem że może masz tego dosyć - burknął ubierając na siebie kurtkę i owijając szyję szalikiem. - I zadzwonimy do maluszka wieczorkiem - przypomniał mu
- Nie no, sam mi dzisiaj przypomniałeś że nie ma szans na coś więcej bo odpoczywamy - wyjechał na dwór i sam zaczął się kierować w stronę plaży. Jolie prowadziła, szczekając głośno, kiedy na drodze pojawiała się większa ślizgawka. Dzięki termu Tomo mógł je ominąć.
- Wredna kobieta - zachichotał patrząc teraz na niego. - Oj wiem przecież. Tak tylko sobie żartuję dodał wpadając w poślizg i wyhamowując dopiero w górze śniegu z przewróconym wózkiem. Roześmiał się serdecznie. - Powinienem zmienić opony na zimówki.
- Skoro masz się czuć pewniej to prowadź - wzruszył ramionami nadal trochę się śmiejąc bo ta sytuacja wcale tak straszna nie była. Rzucił w niego śnieżką.
- No co? Lubię zimę - zrobił sobie selfie i wysłał do Yuyi tłumacząc mu w smsie jaki mały wypadek miał z zaspą. - Maluch zapytał mnie czy przyjdziemy oboje na zakończenie roku? W marcu ma...
- Ja wiem, ale maluch o to pytał... jego jeszcze czasem musimy zapewniać, że go kochamy, ale już spędził z nami rok co nie? Od ostatniej wigilii... - uśmiechnął się szerzej. - Jestem pewien że już czuje się z nami pewniej.
- Trzeba się tym cieszyć. Maluszek jest nieodłącznym obrazkiem naszej rodzinki - uśmiechnął się szeroko i okrył mocniej kocykiem. - Możemy powoli wracać? Zaczynam mieć dreszcze.
- Mhm ładne słowa i przesłanie. Podoba mi się - obrócił głowę by na niego spojrzeć. - Spiszmy na razie takie myślniki przez parę dni i potem ułożymy jedną całość z tego - zaproponował.
- Moje kochane kochanie - Tomo ucałował go w policzek, samemu tylko wtulając się w niego jeszcze mocniej. Przymknął oczy, ale zaraz je otworzył by spokojnie oglądać swój serial.
Tomo przysnął na drugiej przerwie, zbyt zmęczony by cokolwiek zrobić. Poza tym tak dobrze mu się leżało na Takano. Oddychał równomiernie. Tego dnia w końcu długo wytrzymał bez spania.
- Ja się dziś nie kąpię, jutro - wymamrotał znów mu zasypiając kiedy Yuya odebrał telefon. - Tatuś! - odezwał się entuzjastycznie. - Tęsknię za wami...
- Tak z babcią też - odparł. - Duuużo zjemy i będziemy oglądać fajerwerki. I zadzwonię tatuś do ciebie o północy żeby złożyć życzenia - zapewnił go wesoło.
Tomo jak zwykle obudził się pierwszy, ale nie wstał bo Takano za mocno się do niego przykleił. - Same z tobą problemu - puknął chłopaka w policzek palcem.
- Tajemnica - odparł Tomo, głaszcząc go palcem po nosku. - A teraz już mnie puść... straciłem 20 minut na wylegiwanie się - burknął patrząc na zegarek troszeczkę dla zgrywu.
Tomo chwilę zajął w łazience myjąc się dokładnie. Przyjechał jednak do kuchni wiedziony zapachem z mokrymi włosami. - Pachnie smacznie - uśmiechnął się do niego. - Kakao do tego?
- Zupka serowa z grzankami brzmi świetnie - skinął głową zadowolony z takiego dość lekkiego obiadku. Ukroił sobie jeszcze pół rogalika i zaczął go maczać w nutelli.
- Moje niespodzianki zawsze są miłe - wyszczerzył się do niego kończąc swojego rogala. - Śniadanko pyszne. Następnym razem zamiast kakao poproszę soczek pomarańczowy.
- Może coś w stylu przez żołądek do serca? To tylko luźny pomysł - wymamrotał. - I tak... kuchnia ma tu ogromne znaczenie - zaśmiał się. - Yuya się śmieje, że nigdy nie ma dwa razy tego samego dania.
- Też racja... to nawet lepsze - przyznał śmiejąc się radośnie. - No jest, ale dla niego nie ma... bo jak coś jest podwójnie to baardzo rzadko - zachichotał.
- Wziąłem - odparł spokojnie. Przecież Takano sam mu je przygotował w kubeczku. - Wszystkie co do jednej - dodał z uśmiechem, po czym pokręcił przecząco głową. - Jeszcze nie... nie boli tak bardzo - zapewnił go. - Tylko przy mnie badź.
- Jak boli tak mocno że ich potrzebuję to cię o to proszę a teraz... to taki zwykły ból głowy. Nie chcę na byle co brać tabletek - uśmiechnął się do niego. - Obejrzymy jakąś komedię romantyczną?
- No co? przecież wiesz, że nie jestem dobry w wyborach filmu. Chciałem coś lekkiego ale w miarę inteligentnego i z polotem a nie żarty typu widzę twoje gatki - burknął w odpowiedzi okrywając się mocniej kocykiem i spoglądając na niego. - I tak cię kocham.
Tomo śmiał się trochę w co ciekawszych momentach. Ból głowy powoli przestawał mu dokuczać, a kiedy film się skończył przeciągnął się lekko. - Nie był taki zły.
- Hm to chyba mój pierwszy film o związku homoseksualnym więc do końca nie wiem czy był dobry. Mi się podobał - wzruszył ramionami z uśmiechem. - Już mniej boli - dodał zaraz. - Troszeczkę tak, ale zdecydowanie mniej. Przejdzie - uniósł kciuki do góry.
- Mhm chyba nie - zgodził się. - Chociaż często sie tulimy, ale nie chichramy się głupkowato - zaśmiał się łapiąc go za rękę. - Ja bym tak nie potrafił.
- Bez tulenia bym nie dał rady - przyznał szczerze chłopak, siadając i czując łzy w oczach. - Ugh... chyba jednak dzisiaj sobie za dużo nie posiedzę - objął go za szyję wtulając się w niego mocno. - Kocham się do ciebie tulić moja małpeczko - spróbował stylu facetów z filmu.
- A mogę zostać tutaj? - zapytał go zaraz Tomo. - Dobrze mi się leży na kanapie - ucałował go nieco, wdzięczny że Takano go podtrzymuje. Słabsze dni się zdarzały. Ten do takich należał. Roześmiał się serdecznie słysząc to misiaczku z jego ust. - Nie, chyba nam to nie pasuje - przyznał ze śmiechem.
- Ale tam będą dzieci... naprawdę? A jak chcesz żeby brzmiała? Tak jak mówiłeś przez sen? Że mi spać nie dasz, bo mam cię kochać non stop? - zainteresował się.
- no bo to co innego... niż rozmowa o tym czy składanie sobie takich wyznań przy tylu ludziach - wymamrotał cicho. - Ne... a moge zaprosić też kumpla z Tokio?
- Wokalistę - odparł spokojnie. Na razie z Alexem nie miał kontaktu. Nie chciał z nim mieć kontaktu przez pewien czas. Wciąż czekał na jedno, głupie 'przepraszam'.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2801 – 3000 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Ale ja nie chcę żebyś był smutny że na przykład nie chcę kompletnie pozbywać się swojego nazwiska... - wymamrotał robiąc smutną minkę i przytulając sie do niego mooocno.
- Ale zawiedziony będziesz - wymamrotał wzdychając ciężko. Schował twarz w jego tors i chwilę wdychał jego zapach. - Kochanie jak zwykle pachniesz obłędnie - zapewnił go.
- Kocham twój zapach i uhm dawno cię nie wąchałem - puścił do niego oczko ze śmiechem. - Zrobimy sobie długą kąpiel?
- Tylko zjem moją grzankę do końca - stwierdził dopijając herbatkę i jedząc powoli drugą połowę grzanki.
- Kotek? - Tomo popatrzył za nim uśmiechając się lekko. - A posłuchasz jutro piosenki?
- A nie możesz usiąść tu ze mną i mnie wycałować? - zapytał unosząc lekko brew i kończąc tosta.
- A nie możesz usiąść tu ze mną i mnie wycałować? - zapytał unosząc lekko brew i kończąc tosta.
Uśmiech nie schodził Tomo z twarzy, kiedy czuł na sobie jego pocałunki. Zamruczał z przyjemności, kiedy ten zrobił mu malinkę na szyi i ukradkiem ucałował go w nosek.
- Zrobiłeś, jedną - wytknął mu Tomo, patrząc mu w oczka z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Wtedy co przysięgę małżeńską mi składałeś - dodał wesoło, po czym przesiadl sie na wózek. - No to chodź do wanny.
- W porządku - uśmiechnął się Tomo wjeżdżając już do łazienki ze swoim dresikiem do spania. Zaczął wlewać wodę i bąbelki do wanny, kiedy Takano do niego dołączył. - Wiesz jak mocno cię kocham?
- Niestety nie mogę... - odparł ze smutną minką, sprawdzając wodę i zakręcając kran. - Bo jesteś zbyt zmęczony by ci to pokazać - zaczął się z nim troszeczkę droczyć. Wszedł do wody i posunął się robiąc miejsce dla Takano.
- mogę, ale nie mam siły tak wielkiej by to pokaząć, a gdybym miał to bym cię zmiażdzył - westchnął na nowo, opierając się o niego wygodnie i przymykając oczy. Ucałował go w klatkę tylko raz.
- Bardzo, bardzo, bardzo mocno - zapewnił go, z delikatnym uśmiechem na ustach. - Chcę z tobą spędzić całe swoje zycie... to chyba wystarczający dowod, prawda? - upewnił się
- Cieszę sę - uśmiechnął się delikatnie do niego biorąc mydło do ręki i rozpoczynając mycie jego klatki piersiowej.
- Kochanie? Jakie plany nam zrobiłeś na jutro? - zapytał go z delikatnym uśmiechem. Dokładnie go namydlając i przesuwając dłonie nieco niżej na brzuszek.
- Mhm to zróbmy razem zakupy na sylwestra - zaproponował ukradkiem dotykając dłonią jego przyrodzenia. Namydlał je z niezwykłą wręcz dokładnością, czując jak rośnie mu w dłoniach.
- A podobno byłeś taki zmęczony... - Tomo chlapnął wodą w jego twarz, po czym uśmiechnął się delikatnie i usiadł na jego penisa delikatnie się na nim poruszając.
- Ale ja się nie zmęczę aż tak... a jeśli już to będziesz mnie nosił do łóżeczka - ucałował go mocniej zaczynając go lekko ujeżdżać.
- Mhm... za dobrze mnie znasz - sapnął chłopak, przyspieszając ruch swoich bioder.
Postarał się ruszać nieco szybciej na jego przyrodzeniu, ale wychodziło mu to z różnym skutkiem. Objął go mocniej za szyję i zaczął go po niej całować.
- Wiem, tylko chcę ci dać jak najwięcej przyjemności - wyjaśnił całując go z pasją, mocno.
- Wiem kochanie i jest mi bardzo dobrze zapewnił go, opierając czoło o jego ramię.
- Uwielbiam cię - wymamrotał mu do uszka jeszcze kilka razy się na nim poruszając zanim zam doszedł z lekkim krzykiem.
- Nie ma za co, przecież przyjemność była obustronna - chłopak ucałował go w brodę, mocniej się do niego przytulając. - Teraz się umyjemy, leki, herbatka i spać?
- No tak, bo raczej nie wypiję herbatki podczas snu - zaśmiał się lekko, pozwalając mu działać gąbeczką. Pozwolił mu na wszystko, samemu tylko odpoczywając.
- Kochanie mam odpowiednią yukatę, nie zadawaj takich pytań - poprosił go wzdychając nieco i odsuwając się od niego by ułatwić mu mycie swojej osoby.
- Fajnie by było je puścić - zgodził się, ale zaraz się zawahał. - Ale jesteś pewien, że dasz radę? No wiesz... bo to ogień jednak - wymamrotał. Nie chciał mu psuć humorku ale i on się troszeczkę martwił. - Bo chciałbym też takie... zimne ognie - dodał.
- Uhm no dobrze, skoro tak mówisz - uśmiechnął się delikatnie. - Ale jeśli poczujesz że nie dasz rady to nie będziemy strzelać - ucałował go lekko w wargi.
- Mogę, mogę, ale... muszę się czegoś trzymać - odparł od razu, łapiąc go za ramię, żeby utrzymać równowagę i nie zmęczyć się mocniej. Normalnie stał bez potrzeby trzymania, ale dzisiaj był już przecież po męczacym seksie.
- Nie boli, ale jutro się nie kochamy... chcę mieć siły na Sylwestrowe szaleństwo - wyjaśnił z uśmiechem, opadając wreszcie na wózek z lekkim westchnieniem. - Tylko trochę nogi mi się trzęsą... i zgłodniałem - zagryzł wargi. - Głupi brzuch...
- Jakiś kisielek - zaproponował jadąc za nim do salonu i biorąc kocyk by się nim okryć. - A zjesz ze mną?
- No dobrze - zgodził się zaraz, jadąc do kuchni za nim. - Włączę sobie NCIS... bo leci nowy odcinek, jutro powtórkę chciałem obejrzeć, ale chyba zdążę dziś...
- Cytrynowy - zażyczył sobie jadąc już na kanapę i włączając swój serial.
- Tak dopiero się zaczyna - posunął się na kanapie, bo chciał się w niego wtulić. - Obejrzymy? - zapytał go zaraz rozpoczynając wcinanie.
- Ale najpierw kisielek - odparował z uśmiechem, częstując go nim trochę zanim porządnie wciągnął się w jego jedzenie.
- Ale chciałem cię tylko poczęstować bo głupio mi że sam jem - wymamrotał cicho, po czym już się nie odezwał aż do końca serialu. - Dobry odcinek - stwierdził w końcu połykając leki i popijając je wodą.
- Dobrze - TOmo zaśmiał się cicho, tylko się do niego przytulajac. - Kocham cię, dobranoc - ucałował go jeszcze zasypiając.
Tomo wtulił się w niego śpiąc sobie smacznie i śniąc o przepysznych deserach. Obudził się przed Takano toteż wyszedł z łóżka i zrobił im śniadanko. Tym razem zwykłą jajecznicę i tosta z serem.
- Przywiozłem ci śniadanko do łóżka, królewno - zaśmiał się chłopak stawiając mu na kolanach tackę z dobrociami.
- No bo nie lubię marnować dnia w łóżku - odparł zgodnie z prawdą. - A takie wylegiwanie się to nie dla mnie... za długo leżałem a teraz jeszcze śpię w środku dnia z 2 razy - westchnął przeciągle.
- No bo ja nie wiem jak ty długo jeszcze będziesz spał - wywrócił oczyma Tomo, spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem. - No i dzisiaj wysyłałem twoje śpiące zdjęcie Yuyi - dodał pokazując swoją nową tapetę w telefonie swojemu kochaniu.
- Bo maluch pytał co robimy, więc mu wysłałem zdjęcie przygotowań do śniadanka i tatę śpiocha - wyszczerzył się do niego biorąc sobie z jego tacki jednego tościka. - A tapetka zostaje. Jest kochana.
- Nie możesz - zgodził się. - Yuya szykował się już do wyjścia. Idzie z dziadkiem po zakupy, a potem na gorącą czekoladę i szarlotkę z lodami - uśmiechnął się. - Zadzwonimy do niego dziś co nie? Wczoraj zapomnieliśmy...
- No pewnie, tylko najpierw ładnie zjedz bez marudzenia - zaśmiał się, klepiąc go po plecach i zaraz zabierając się za swoją porcję.
- To dobrze - uśmiechnął się zbierając naczynia i odkładając je na szafkę by teraz się położyć na moment do łóżka z nim i go przytulić. - Widzisz? I masz mnie w łóżku.
- Ale chciałem ci zrobić śniadanko - burknął wtulając się w niego mocniej. - Kocham cię mój śpioszku.
- Zrobię przepyszny i po sylwestrze zrobie curry - dodał wesoło muskając lekko jego usta i przykrywając się kołderką.
- Mhm dzisiaj na spacerze i po zakupach... zrobię pyszny obiad, zrobię też deserek - zdecydował wesoło. - Tylko wtedy dokupimy parę składników na niego, dobrze?
- Będzie prosto i pysznie - zapewnił go muskając jego nosek. - Btw... zazdroszczę Yuyi tej szarlotki z lodami na ciepło...
- To jutro - stwierdził od razu. - Do tego z sosem waniliowym i odrobiną bitej śmietany - zgodził się już nie mogąc się doczekać kolejnego dnia. Skinął głową i od razu usiadł. - Ja już się umyłem kochanie, więc tylko na ciebie czekamy - zaśmiał się.
- Tylko spodnie zmienię - odparł od razu, jadąc do szafy i wybierając swoje czarne rurki. - Te będą w sam raz - zdecydował. - Kotek? A kupisz mi mochi?
- Świetnie mój przystojniaku - wyszczerzył się do niego, wsuwając buty i okrywając się kocykiem. - I pójdziemy na dobrą kawę w mieście - zdecydował.
- Okay - wsiadł do samochodu i pozwolił mu zająć się wózkiem, samemu zapinając pasy. - Uhm widzisz? Panikuję troszkę mniej na miejscu pasażera - pochwalił mu się.
- Ja też się cieszę - ścisnął go za dłoń nieco mocniej, otwierając mimo wszystko nieco okno. Nie dałby rady bez tego.
- Tak jest szefie... wychłodziłem cię pewnie - westchnął czując jego zimne dłonie. Pogłaskał go po policzku i ucałował. - Jesteś najlepszy - oznajmił z uśmiechem, zamykając okno.
- Ale jak się rozchorujesz to co ja zrobię - spojrzał na niego siadając na wózku i oddając mu swój kocyk. - Okryj sie ale już - rozkazał ze śmiechem na ustach ruszając w stronę centrum handlowego.
- To czemu ich nie nosisz? - zapytał go unosząc lekko brwi. - Maluch się starał... na moich jest nawet serduszko - pokazał mu swoje ręce. - A co masz na swoich?
- Może stwierdził, że jesteś bardziej męski i ci się nie spodoba - wzruszył ramionami zatrzymując się przed supermarketem. - Wjeżdżamy?
- No pewnie, więc przejmujesz stery - położył dłonie na kolanach. Zbyt wiele ludzi się tam kręciło i obawiał się, że coś może zrobić nie tak.
- Na okonomiyaki potrzebuhemy kapusty, boczku, masła, grzybków, mąki, mleka... - zaczął powoli wymieniać składniki.
- Dobre winko twojego wyboru - spojrzał na niego z uśmiechem. - Pozwolę sobie na dwie lampki w sylwestra, dobrze?
- Sok pomaranczowy i colę... mam ochotę na coca colę - przyznał się. -Kakao w domku mamy prawda?
- Coś by się przydało... - przyznał. - Paluszki? Czy chipsy? A może chrupki kukurydziane? - wysunął trzy propozycje, pozwalając mu dalej prowadzić wózek.
- A jak zostanie Yuya będzie miał radochę - przyznał wesoło patrząc na pokaźną kupkę z zakupami. - Taka-chan? Kupmy jeszcze kalarepkę.
- Mama mówiła że wrócą przed 4 stycznia. Maluch musi być w szkole 6... więc jeszcze dwa lub trzy dni będziemy z nim mogli spędzić - odparł, robiąc Takano kolejne zdjęcie. - Wysyłam je Yuyi... obiecaliśmy sobie zdawać relacje z tego co robimy - wzruszył ramionami chichocząc na widok miny Takano. - A może małe selfie? - zaproponował mu.
- Ekstra - wyciągnął rękę wyżej żeby ich złapać i uśmiechnął się szeroko strzelając im słodką fotkę. - Piękna - pokazał mu z uśmiechem, po czym ukradkiem dał mu całusa w policzek. - Mój.
- Nie, wszystko już mamy - uśmiechnął się do niego, pomagając mu wykładać wszystko na ladę.
- O jezu... znowu inwalida - usłyszał komentarz jakiegoś mężczyzny, który stał tuż za nimi, wyraźnie zdenerwowany, że musi stać w kolejce, a przez inwalidę będzie ona jeszcze dłuższa.
- Ne, Taka-chan? A fajerwerki gdzie kupimy? - zapytał go Tomo, kompletnie mężczyznę ignorując. Nie zamierzał się denerwować ani mieć wyrzutów sumienia bo nie miał ku temu potrzeby. - I sztuczne ognie?
- Nic dużego nam nie trzeba - skinął głową Tomo, pomagając mu pakować zakupy i ustawiając je sobie ładnie na kolanach. - Tak żeby się pobawić, symbolicznie - złapał go lekko za rękę.
- Taki jest plan - wyszczerzył się do niego Tomo, znów pozwalając mu pchać wózek, bo trudno byłoby mu uważać na zakupy i dodatkowo poruszać się na wózku. - Kupmy zimne ognie - poprosił go.
- Kotek? Ale jak będziesz się bał to sobie je odpuścimy - Tomo spojrzał mu prosto w oczy. - Tylko mi powiedz, że nie chcesz - poprosił go.
- Trzymam cię za słowo - uśmiechnął się do niego, biorąc do siebie kolejne zakupy. - A kawę taką dobrą wypijemy co nie?
- Wolę się przejść - odparł spokojnie. - Przyjemniej... no i dłużej bez auta.
- Dziękuję - odparł nagle. - Za to co powiedziałeś temu pacanowi - spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Zrobiło mi się tak przyjemnie, że tak mnie bronisz.
- Ja wiem, ale... zrobiło mi się tak przyjemnie... dziękuję - powtórzył cichutko.
Tomo wybrał przytulne miejsce z kanapą, gdzie oboje mogli usiąść i się poprzytulać. Wtulił się zaraz w Takano mocno i ucałował go w policzek. Cieszył się że go ma po prostu.
- No bo jakoś tak cię dzisiaj mocno mocno kocham - oświadczył mu to. - Wyjątkowo mocno - dodał ze śmiechem.
- Na... latte z maliną i miętą - postukał palcem w odpowiednią pozycję. - Największą - dodał jeszcze cały czas się do niego przytulając. - Mocniej... bo mi zaimponowałeś w tym sklepie - zarumienił się nieco.
- Może i zrobiłeś, ale rzadko jesteś aż taki męski. Taki mój obrońca - ucałował go znowu już się od niego odsuwając.
- Pytałem o to mamy - odparł przytulając się do niego znowu tak na momencik tylko, żeby go poczuć. - Powiedziała, że jak przy mnie będziesz w razie czego i jeśli to będzie tylko ten raz, a nie z 4 razy z rzedu to nic nie powinno się mi stać - uśmiechnął się szerzej.
- Jesteś okropny... ja chcę cały kieliszek - pstryknął go palcami w nosek. - Najwyżej całego nie wypiję - wymamrotał. Nie chciał ze wszystkiego rezygnować. Złapał w łapki swoją kawkę i umoczył w niej pyszczek.
- Mhm dobrzei ni ebroń - poprosił go, muskając go w policzek i zajmując się swoją kawą. - Ja powiem ci jeśli nie dam rady wypić - zapewnił go.
- Tak jest, mochi i domek. Będe robił obiadek - uśmiechnął się delikatnie.
- Wiem, bardzo mnie to cieszy - przyznał z uśmiechem, powoli dopijając swoją kawkę. - Pyszna jest i mocno rozgrzewa.
Tomo wzruszył lekko ramionami.
- U nas w Yukan jest dobry z nimi sklepik. Może tam? - zaproponował spokojnie. W końcu już nie raz Takano i Yuya kupowali mu mochi u tego pana.
- Wypiłem, płacimy... uhm a ja pojadę do łazienki jeszcze dobrze? - ucałował go raz jeszcze i ruszył do łazienki.
Tomo w tym czasie załatwił swoją potrzebę i unikając jakichkolwiek zaczepek ze strony innych użytkowników toalety wrócił do Takano.
- Możemy jechać - zapewnił go teraz.
- Kotek, a mogę położyć się z tyłu? - zapytał go cicho. - Trochę się zmęczyłem - westchnął ciężko.
Tomo przysnął na tylnych siedzeniach, budząc się dopiero kiedy zaparkowali przed domem. Przeciągnął się lekko.
- Dobrze mi się spało - zapewnił mężczyznę oddychając mocno świeżym powietrzem. - Ale dobrze że jesteśmy już w domku.
- Nawet nie zauważyłem, że poszedłeś - przyznał szczerze. - Ostatnio zasypiam gdzie popadnie - dodał biorąc od niego zakupy.
- Poradze sobie, nie martw się - uniósł kciuk do góry i zaczął powoli jechać do domu, uważając na zakupy.
- No dobrze - zgodził się stawiając zakupy na podłogę i samemu na niej siadając. Zsunął buty i poczekał aż Takano wrócił. Chciał żeby miał lżejszy wózek.
- Mhm w porządku kochanie, to ja znikam w kuchni - uśmiechnął się delikatnie jadąc do kuchni. Dopiero na miejscu rozpakował zakupy i zabrał się za przygotowywanie obiadku.
Musiał poczekać dobrą godzinkę aż obiadek był gotowy. Wówczas Tomo przyniósł mu piękny i wielki okonomiyaki.
- Ze wszystkim co lubisz w środku - zapewnił go.
- Naprawdę? - spojrzał na neigo zadowolony że mu smakuje i zabrał się za swoją porcję. - Kochanie uwielbiam twoje reakcje - dodał wesoło.
Tomo roześmiał się serdecznie.
- Oj nie wiadomo kochanie. Poczekajmy do efektu końcowego - ucałował go w policzek. - Już nie mogę doczekać się tego filmiku.
- Ale to ma być prezent... - mruknął kichając zaraz i wzdychając nieco. - Poza tym wie, że ja się wstydzę dużo rzeczy...
- No to najwyżej spalimy się ze wstydu - wzruszył ramionami śmiejąc się przy tym. - Jak będę z tobą to palić ze wstydu będzie się raźniej...
- Pewnie - przytaknął mu ze śmiechem. - Nikt nie zauważy naszej dyskretnej ucieczki - pokazał mu język wracając do jedzenia. - Mhm to dobrze.
- Oj no wiem, do końca życia będziesz mi to wypominał co nie?
- Chyba że ci ucieknę sprzed ołtarza - podroczył się z nim zaraz go mocno całując. - Ale nie zamierzam bo cię kocham nad życie.
- Jak mocno? - zapytał go zaraz muskając ustami jego policzek. - Albo nie - dodałpo chwili. - Jeszcze mi kości zmiażdżysz...
- Mhm to chyba jestem szczęściarzem co nie? - uśmiechnął się szeroko, zbierając zaraz puste talerze. - Deser za chwilkę?
- A zagramy w nową planszówkę Yuyi? - zapytał go z uśmiechem.
- Szkoda... no to zagramy w moją grę - odparł przywożąc mu grę erotyczną. - Rzucamy kostkami i robimy zadanie z pola na które się stanie - wyjaśnił.
- Dobra, to w sypialni - zdecydował spokojnie. - Wygrywa ten, który doprowadzi partnera do wybuchu - dodał jeszcze.
- Nie martw się, ta gra jest dobra na wstęp, nie ma w niej bezpośredniego zbliżenia, więc dupcia mi odpocznie - puścił do niego oczko, siadając na podłodze i rozkładając grę.
- Mhm... no skoro nie chcesz - westchnął cicho, chowając grę. - To co chcesz porobić?
- Uhm... mam - wymamrotał paląc się zaraz ze wstydu. Nie chciał ich pokazywać, schował do końca grę i odpalił laptopa, po czym podał go Takano bo sam musiał sobie poradzić z wejściem na łóżko.
- Ze wstydu, są okropne - wymamrotał, odpalając odpowiedni plik i kładąc się na łóżku z nim obok siebie. - No dobra... to moje 5-letnie ja... spadam ze schodów - westchnął patrząc jak próbował wspiąc się na barierkę mimo krzyków mamy i runął w dół, ale potem dzielnie wstał i się otrzepał, znów atakując schody.
Tomo wzruszył ramionami i pokręcił przecząco głową. Od dzieciaka była z niego taka uparta fajtłapa. Kolejny filmik jaki puścił był z festynu z rodzicami, gdzie ze swoim tatą wygrali bieg 3-nóg.
- O a tutaj... chyba było uwiecznione moje złamanie nadgarstka - podrapał się po głowie. - Grałem w baseball... no wiesz turniej międzyszkolny, dobrze nam szło... i uparcie machałem pałką mimo tego, że bolało - pokazał mu język. - Wygraliśmy... mama do dzisiaj się śmieje że ma nagraną moją historię złamań...
- No bo ja nie siedziałem w domku i nie uczyłem się grzecznie, tylko wszędzie mnie było pełno. Na meczach dużo rzeczy się dzieje... wiesz z jaką siłą piłeczka baseballowa jest wypuszczana? Można prosto złamać rękę pałkarzowi - wzruszył ramionami, przytulając się do niego delikatnie. - O... a tu jest zakończenie szkoły podstawowej. Oddałem drugi guzik mundurka tej tutaj Ayace - wskazał palcem na dziewczynkę w dwóch kucykach i okularach. - Kujonka straszna i podkochiwała się we mnie dobre 3 lata... - wymamrotał.
- Ale tamte filmiki były szczęśliwe... przecież wygraliśmy te zawody, a Ayaka była przez te parę chwil szczęśliwa - burknął niezadowolony że jego wspomnienia kojarzą się Takano z czymś nie miłym. - Mam taki, co z tatą piekę bułeczki... i taki na zawodach surfingowych... i rodzinne barbecue.
- No to tutaj mam nagranie z pierwszej imprezy na jaką poszedłem z kumplami... na plaży. całowałem się po raz pierwszy z facetem... - wyjaśnił, patrząc jak jego 15-letnie ja sie rozbiera i wbiega nago do oceanu. - Ta... głupi byłem.
- Nie ma czego zazdrościć... byłem po dwóch piwach - pokazał mu język oddając buziaki raz za razem. - Mhm... masz jeszcze kuponiki więc pewnie zrobię - ucałował go lekko. - A tu potańcówa na której grałem z chłopakami całą noc, wcale ze sceny nie schodząc... potem 4 dni walczyłem z bólem gardła i chrypą.
- Poza twoimi kumplami - pstryknął go w nosek, przebierając w filmach. - Uhm te są ze studiów - wskazał na cała masę, ale nie powiem ci co na nich jest bo nie wiem - przyznał szczerze.
- Uhm pewnie - zgodził się włączając jakiś filmik całkowicie przypadkowo, ale zaraz go wyłączył całkiem pobladły i zamknął klapę swojego laptopa, obejmując mocno Takano za szyję. Przytulił się do niego. - Zrobimy mnóstwo zdjęć - zgodził się. - A teraz pójdę zrobić deserek - stwierdział.
- Ja później wyrzucę ten filmik - wymamrotał tylko wysuwając jego dłoń z uścisku i wsiadając na wózek. - To nic takiego - zapewnił go już nieco pewniej. - Tylko przykra przeszłość.
- Ale ja nie chcę teraz go widzieć - wymamrotał, spoglądając na Takano i przytulając się do niego lekko. - Ja go kochałem, a on się tylko mną bawił - dodał nabierając w płuca powietrza i powoli je wypuszczając. Na samą myśl o tym co z nim robił, czuł przechodzące go ciary po plecach. Nie sądził, że nadal się go bał, ale tak właśnie było. Irracjonalnie wciąż się bał.
- Później, później to skasuję, tylko... tylko Kou-chan mógłby tego nie wykorzystywać do filmiku.
Tomo pokręcił przecząco głową, ale nie odszedł do kuchni. Ujął jego dłoń ściskając ją nieco.
- Nie chcę - wymamrotał. - Nie chcę na razie, bo się boję że jak otworzę laptopa to się rozpłaczę... później, wieczorem... jak się uspokoję.
- Uhm ale tam są dwa filmiki które chciałem zachować... jeden z moich urodzin i jeden z urodzin Juna - odparł cicho, patrząc na niego niemal błagalnie. - Resztę... resztę usuniesz?
- Mam je poukładane w foldery... ten folder bez tych dwóch to folder studia - odparł spokojnie. - Resztę zostaw - poprosił go, po czym usiadł już na wózku i pojechał do kuchni.
- Dziękuję - Tomo uśmiechnął się do niego lekko, już nieco bardziej spokojny. Dochodził do siebie i nabrał trochę kolorków. - A teraz cukierniku... czeka mnie straszliwy wyrok - wymamrotał stawiając przed nim czekoladowy wulkan z gałką lodów waniliowych i z sosem waniliowym jako dodatkami. Sobie również nałożył wszystkiego. - Ale powiedz szczerze dobrze? - poprosił go.
- Mou... miałeś to potraktować poważnie... ja tu się starałem - trzepnął go ścierką zabierając zaraz swój talerzyk ze wzrokiem mówiącym nie oddam. - Dlaczego za wygląd 7 na 10? - zapytał go tym razem z czystym zainteresowaniem.
- Wolałbym taki miks, trochę powagi i trochę humoru. Tak żeby była z jajem - odparł spokojnie przyglądając się uważniej swojemu wypiekowi. - Ale smakuje ci, prawda? - upewnił się jeszcze.
- Na pewno, ale nie dzisiaj - dodał zaraz. - Bo zaraz będzie mój serial, a potem wyjdziemy z Jolie i psiakami na spacer - zdecydował wesoło.
Spojrzał na zegarek.
- O faktycznie - przyznał ze śmiechem. - To najpierw spacer - dodał wesoło, kończąc swój kawałek czekoladowej rozpusty. - A zrobisz mi na kolację coś dobrego?
- Kanapki z szynką i pomidorkiem albo z jajkiem.... - zaproponował prostą kolację.
- Ja też - skinął głową. - Ale nadal nakładam sobie malutkie porcje - dodał po chwili. - No bo się boję większe brać - przytulił się do niego mocno
- Tak - skinął głową ciesząc się, że przynajmniej tak może uszczęśliwić Takano odrobinkę. - Kotek? A będę mógł potem posiedzieć ci na kolanach i pomilczeć z tobą?
- Tak ale dzisiaj już mi wytknąłeś że jestem straszna przylepa i pomyślałem że może masz tego dosyć - burknął ubierając na siebie kurtkę i owijając szyję szalikiem. - I zadzwonimy do maluszka wieczorkiem - przypomniał mu
- Nie no, sam mi dzisiaj przypomniałeś że nie ma szans na coś więcej bo odpoczywamy - wyjechał na dwór i sam zaczął się kierować w stronę plaży. Jolie prowadziła, szczekając głośno, kiedy na drodze pojawiała się większa ślizgawka. Dzięki termu Tomo mógł je ominąć.
- Wredna kobieta - zachichotał patrząc teraz na niego. - Oj wiem przecież. Tak tylko sobie żartuję dodał wpadając w poślizg i wyhamowując dopiero w górze śniegu z przewróconym wózkiem. Roześmiał się serdecznie. - Powinienem zmienić opony na zimówki.
- Skoro masz się czuć pewniej to prowadź - wzruszył ramionami nadal trochę się śmiejąc bo ta sytuacja wcale tak straszna nie była. Rzucił w niego śnieżką.
- No co? Lubię zimę - zrobił sobie selfie i wysłał do Yuyi tłumacząc mu w smsie jaki mały wypadek miał z zaspą. - Maluch zapytał mnie czy przyjdziemy oboje na zakończenie roku? W marcu ma...
- Ja wiem, ale maluch o to pytał... jego jeszcze czasem musimy zapewniać, że go kochamy, ale już spędził z nami rok co nie? Od ostatniej wigilii... - uśmiechnął się szerzej. - Jestem pewien że już czuje się z nami pewniej.
- Tak jest szefie - zgodził się zaraz Tomo, stukając odpowiedniego smsa. - Na pewno się ucieszy.
- No pewnie, poza tym bez zamieszania byłoby nudnawo - zaśmiał się. - No i zaakceptował nas całkowicie.
[Dobranoc :* Ucz się ucz xD]
- Trzeba się tym cieszyć. Maluszek jest nieodłącznym obrazkiem naszej rodzinki - uśmiechnął się szeroko i okrył mocniej kocykiem. - Możemy powoli wracać? Zaczynam mieć dreszcze.
- Przepraszam, ale na siedząco szybciej robi się zimno - odparł cicho, głaszcząc Jolie po łebku, kiedy się zbliżyła. - Kochana psinka.
- Mhm ładne słowa i przesłanie. Podoba mi się - obrócił głowę by na niego spojrzeć. - Spiszmy na razie takie myślniki przez parę dni i potem ułożymy jedną całość z tego - zaproponował.
- Dobrze - zgodził się schodząc z wózka i siadając na podłodze. Zsunął buty i kurtkę po czym podpierając się ściany powoli ruszył do salonu.
- No dobrze... - westchnął cicho, wtulając się w niego i wdychając przez chwilę jego zapach.
- Ale wróć potem bo mi obiecałeś tulenie - przypomniał mu okrywając się mocniej kołdrą i włączając swój serial.
- Moje kochane kochanie - Tomo ucałował go w policzek, samemu tylko wtulając się w niego jeszcze mocniej. Przymknął oczy, ale zaraz je otworzył by spokojnie oglądać swój serial.
Tomo przysnął na drugiej przerwie, zbyt zmęczony by cokolwiek zrobić. Poza tym tak dobrze mu się leżało na Takano. Oddychał równomiernie. Tego dnia w końcu długo wytrzymał bez spania.
Tomo zamarudził coś przez sen, ucałował go lekko i wrócił do głębszego snu, a Jolie zaczęła tarzać się po podłodze jakby pękając ze śmiechu.
Tomo poklepał go nieco po klatce piersiowej jakby chcąc zabić natrętną muchę i zmarszczył lekko nosek.
- Później - burknął w końcu. - Zadzwoń do Yuyi
- Ja się dziś nie kąpię, jutro - wymamrotał znów mu zasypiając kiedy Yuya odebrał telefon.
- Tatuś! - odezwał się entuzjastycznie. - Tęsknię za wami...
- Byliśmy z dziadkiem w akwarium dzisiaj. Widziałem taaakie duże ryby - oznajmił. - Tatuś jak smakuje orka? Bo ona taka duża ale taka kochana!
- Tak z babcią też - odparł. - Duuużo zjemy i będziemy oglądać fajerwerki. I zadzwonię tatuś do ciebie o północy żeby złożyć życzenia - zapewnił go wesoło.
- WUjek powiedział, że nie pójdziecie wcześniej bo on ma niespodziankę dla tatusia.
- Nie chciał powiedzieć, bo mam za długi język podobno - odparł chłopiec. - Tatuś jem teraz ciasteczka czekoladowe!
- Zrobiliśmy z babcią, są pyszne - odparł wesoło chłopiec. - Przywiozę parę do domku to posmakujesz tatuś.
- Kocham cię tatusiu - chłopiec przesłał mu jeszcze buziaka przez telefon i rozłączył się.
Tomo w końcu dał mu się obudzić. Usiadł przecierając zmęczone oczy dłońmi.
- Jesteś okropny. Już cię nie lubię - oznajmił cicho.
- Wcale cię nie chcę... - wymamrotał połykając leki i zakopując się w kołderkę. Zasnął niemalże od razu, rozwalając się na całym łóżeczku.
Tomo jak zwykle obudził się pierwszy, ale nie wstał bo Takano za mocno się do niego przykleił.
- Same z tobą problemu - puknął chłopaka w policzek palcem.
Tomo zachichotał słysząc jego przysięgę i ucałował go mocno w nosek, czekając aż ten wreszcie się obudzi.
bububub
- Mhm nie dałeś mi wyjść - westchnął cicho chłopak, wtulając się w niego. - No ale teraz już mogę wstać.
- Tajemnica - odparł Tomo, głaszcząc go palcem po nosku. - A teraz już mnie puść... straciłem 20 minut na wylegiwanie się - burknął patrząc na zegarek troszeczkę dla zgrywu.
- Ależ możesz śniadanko zrobić, ale ja nie będę dłużej leżał - trzepnął go podusią po głowie.
- Wiesz, że ja nie lubię tak rano - westchnął cicho, już czując że za długo wyleżał. - Potem po śniadanku możemy poleżeć.
- Kotek... poradze sobie - wywrócił oczyma Tomo. - Jak mi podstawisz wózek - dodał po krótkiej chwili.
- Tak jest - zgodził się z uśmiechem, jadąc do łazienki.
Tomo chwilę zajął w łazience myjąc się dokładnie. Przyjechał jednak do kuchni wiedziony zapachem z mokrymi włosami.
- Pachnie smacznie - uśmiechnął się do niego. - Kakao do tego?
- Tak jest szefie - wziął swój talerzyk i pojechał do salonu. Usiadł przy stole i powąchał rogalika. - Mhm... jest świetny.
- Dziękuję - Tomo upił od razu łyk ciepłego kakao i uśmiechnął się szeroko. - No bo moje kochanie zrobiło więc jest pyszne.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Zdaję się na ciebie - uśmiechnął się delikatnie. - Może jakąś zupkę?
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Zdaję się na ciebie - uśmiechnął się delikatnie. - Może jakąś zupkę?
[czy ty też masz ciągle to coś 'udowodnij że nie jesteś robotem?']
[serio? i działa? to też poignoruje...]
- Zupka serowa z grzankami brzmi świetnie - skinął głową zadowolony z takiego dość lekkiego obiadku. Ukroił sobie jeszcze pół rogalika i zaczął go maczać w nutelli.
- Heh wiedziałemże nic nie mogę mu powiedzieć - wywrocił oczyma Tomo. - a mam, ale musisz poczekać - dodał ze śmiechem.
- Moje niespodzianki zawsze są miłe - wyszczerzył się do niego kończąc swojego rogala. - Śniadanko pyszne. Następnym razem zamiast kakao poproszę soczek pomarańczowy.
- Super, albo na drugie śniadanko czy podwieczorek - zgodził się z nim, wtulając się wreszcie bezkarnie w jego ramiona.
- Chciałbym zamieścić w naszej przysiędze coś o smacznych posiłkach - wymamrotał w końcu. - Bo to jakby duża część naszego życia.
- Może coś w stylu przez żołądek do serca? To tylko luźny pomysł - wymamrotał. - I tak... kuchnia ma tu ogromne znaczenie - zaśmiał się. - Yuya się śmieje, że nigdy nie ma dwa razy tego samego dania.
- Też racja... to nawet lepsze - przyznał śmiejąc się radośnie. - No jest, ale dla niego nie ma... bo jak coś jest podwójnie to baardzo rzadko - zachichotał.
- Super - ucałował go mocno siadając zaraz na kanapę i czekając na niego i kartkę z pomysłami.
- Zdecydowanie zabawne - postukał palcem odpowiedni fragment palcem. - No i to o przeciwnościach losu w poważne - dodał zaraz.
- Chciałbym coś o twoim cudownym zapachu i ramionach w których zawsze czuję się bezpiecznie - zarumienil się odrobinkę.
- tylko się nie śmiej z moich pomysłow - poprosił go siadając mu teraz na kolanach. - Kocham cię.
- Uhm no to zapisuj - wskazał na karteczkę, mimowolnie przytulając się do niego jeszcze mocniej.
- Yuya i psiaki... ale nie wiem czy to się liczy - pokazał mu jezyk. - Jeszcze pomyślimy.
- Pewnie że może tylko bez większych ciosów już dobrze? - poprosił go z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Pewnie, pomyślimy jeszcze - zgodził się schodząc mu z nóg by położyć się wygodnie. - Troszeczkę boli mnie głowa.
- Wziąłem - odparł spokojnie. Przecież Takano sam mu je przygotował w kubeczku. - Wszystkie co do jednej - dodał z uśmiechem, po czym pokręcił przecząco głową. - Jeszcze nie... nie boli tak bardzo - zapewnił go. - Tylko przy mnie badź.
- Jak boli tak mocno że ich potrzebuję to cię o to proszę a teraz... to taki zwykły ból głowy. Nie chcę na byle co brać tabletek - uśmiechnął się do niego. - Obejrzymy jakąś komedię romantyczną?
- Jakąś z motywem świątecznym - poprosił go pozwalając mu bezkarnie się pocałować. - Ale mogę tak leżeć?
- No co? przecież wiesz, że nie jestem dobry w wyborach filmu. Chciałem coś lekkiego ale w miarę inteligentnego i z polotem a nie żarty typu widzę twoje gatki - burknął w odpowiedzi okrywając się mocniej kocykiem i spoglądając na niego. - I tak cię kocham.
Tomo już mu nie odpowiedziął tylko zaczął oglądać film, który okazał się historią miłosną dwóch gejów.
Tomo śmiał się trochę w co ciekawszych momentach. Ból głowy powoli przestawał mu dokuczać, a kiedy film się skończył przeciągnął się lekko.
- Nie był taki zły.
- Hm to chyba mój pierwszy film o związku homoseksualnym więc do końca nie wiem czy był dobry. Mi się podobał - wzruszył ramionami z uśmiechem. - Już mniej boli - dodał zaraz. - Troszeczkę tak, ale zdecydowanie mniej. Przejdzie - uniósł kciuki do góry.
- Un okay - zaśmiał się nieco, jeszcze nie wstając. - Poleżę jeszcze troszkę - zdecydował muskając jego dłoń ustami.
- Mhm chyba nie - zgodził się. - Chociaż często sie tulimy, ale nie chichramy się głupkowato - zaśmiał się łapiąc go za rękę. - Ja bym tak nie potrafił.
- Bez tulenia bym nie dał rady - przyznał szczerze chłopak, siadając i czując łzy w oczach. - Ugh... chyba jednak dzisiaj sobie za dużo nie posiedzę - objął go za szyję wtulając się w niego mocno. - Kocham się do ciebie tulić moja małpeczko - spróbował stylu facetów z filmu.
- A mogę zostać tutaj? - zapytał go zaraz Tomo. - Dobrze mi się leży na kanapie - ucałował go nieco, wdzięczny że Takano go podtrzymuje. Słabsze dni się zdarzały. Ten do takich należał. Roześmiał się serdecznie słysząc to misiaczku z jego ust. - Nie, chyba nam to nie pasuje - przyznał ze śmiechem.
- Ale tam będą dzieci... naprawdę? A jak chcesz żeby brzmiała? Tak jak mówiłeś przez sen? Że mi spać nie dasz, bo mam cię kochać non stop? - zainteresował się.
- Mhm... ale ja wtedy będe czerwony całkowicie - westchnął Tomo padając znów na poduszki bo nie dał rady dłużej siedzieć. - Możemy spróbować...
- no bo to co innego... niż rozmowa o tym czy składanie sobie takich wyznań przy tylu ludziach - wymamrotał cicho. - Ne... a moge zaprosić też kumpla z Tokio?
- Wokalistę - odparł spokojnie. Na razie z Alexem nie miał kontaktu. Nie chciał z nim mieć kontaktu przez pewien czas. Wciąż czekał na jedno, głupie 'przepraszam'.
Prześlij komentarz