- Super - ucieszył się. - Ale to będzie zaproszenie z osobą towarzyszącą, bo on ma narzeczoną - uśmiechnął się zaraz. - Zaoferował się, że zagra nam marsza weselnego na pianinie - dodał po chwili.
- Wziął, wziął. Powiedział że jest czysty od pół roku. To już duży sukces. Wiem po sobie... po pół roku nie brania czułem się jak król tego świata - zaśmiał się. - Uhm... nie wiem kotek... mogę być prowadzony do ołtarza - stwierdził w końcu.
- Pewnie, czemu nie - zgodził się zaraz. - Podasz mi jednak leki? Słabo się czuję - skapitulował. Nie chciał dłużej walczyć z samym sobą. - Ale jakieś ładne zaproszenia i skromne...
- Ja wiem, ale już bym chciał takich numerów ci nie robić - uśmiechnął się do niego delikatnie, obracając na bok żeby móc sobie na niego lepiej patrzeć. - A co na podwieczorek dostanę?
- Zaraz po którymś dniu rehabilitacji... podobno woda pomaga dodatkowo €śmiechnął się delikatnie do niego. - Ale będziesz musiał być w wodzie ze mną...
- Nie będzie mi to przeszkadzało - pokręcił przecząco głową. - Zresztą maluch bardzo chce z nami iść na basen - dodał z uśmiechem. - Zawsze możesz mnie zostawić na chwilę na płytkiej wodzie, a poza tym... dasz mi deskę i pewnie sam się na niej poutrzymuje.
- Nie będzie mi to przeszkadzało - pokręcił przecząco głową. - Zresztą maluch bardzo chce z nami iść na basen - dodał z uśmiechem. - Zawsze możesz mnie zostawić na chwilę na płytkiej wodzie, a poza tym... dasz mi deskę i pewnie sam się na niej poutrzymuje.
Tomo smacznie spał dopiero po dobrej godzince spadając z łóżka i tym samym zaskakując drzemająca sobie przy nim Jolie. Jej pisk połączył się z krótkim krzykiem Tomo. - Itai... - jęknął dźwigając się na kolana i głaszcząc biedną psinkę. - Gomene... Jolie-chan... gomene - szepnął a ta szczeknęła jakby przyjmując przeprosiny i wróciła do drzemania.
- Nic się nie stało... miękko wylądowałem - wskazał palcem na biedną, poszkodowaną psinkę. - I wolę spać tutaj - burknął siadając kompletnie okryty w kołderkę.
- Mhm albo przyzwyczajenia... wiesz Yuya często na niej leży jak ogląda bajki i ona też się nie rusza, jakby to lubiła - uśmiechnął się biorąc swoją miseczkę. - Itadakimasu.
- Mou szkoda - wstchnął cicho, patrząc na pustą miseczkę. - No jak to czemu? Żeby ci kubków smakowych nie psuć niedorobionymi potrawami - wyszczerzył się.
Tomo przeglądał je razem z nim i w końcu mieli swoje trzy najlepsze typy. - Mhm... pozwólmy wybrać Jolie - zdecydował. - Szcczeknij raz na tę która ci się podoba - zaśmiał się nie sądząc by się udało.
- Niech zostanie - Tomo nie wniósł żadnego sprzeciwu. - No... pisina wybrała nam zaproszenie, co będzie dalej? Będziemy rzucać monetą? Losować słomki? - zaśmiał się bo wcale nie było to takie głupie.
- Un teraz by były zbyt... chude - przyznał mu rację dopijając czekoladę i opadając na podusie. - Taka-chan... - pozwolił sobie na dwie łzy. - Ja nie chcę się tak czuć - wyszeptał zanim ugryzł się w język. - Tak słabo...
Tomo wtulił się w niego mocno, chowając głowę i chwilę tylko mocno go tuląc. Zacisnął dłonie na jego plecach. - Uhm ale jak umre... to nie zostawisz Yuyi prawda? - szepnął cicho.
- Ja się cieszę, naprawdę. Tylko... tylko się upewniałem - szepnął w odpowiedzi dalej już tylko przymykając oczy. - Dzisiaj też obejrzymy jakiś film? Horror może?
Tomo przytulił się do niego, gdy ten tylko położył się obok. - Kocham cię - szepnął mu do uszka oglądając już potem film i podjadając co chwilę troszkę popcornu.
Tomo obudził się gdy Takano kończył drugi film i ziewnął nieco, wtulając się w niego znowu. - Pieski na dwór trzeba wypuścić - mruknął jakby sam do siebie.
- Bawcie się dobrze - pokiwał mu na dowidzenia Tomo zamykając się w świecie świata przedstawionego przez Orsona Scotta Carda. Tym razem postawił na fantasy.
Tomo go słuchał z uwagą śledząc też wzrokiem znaczki. Wtulał się do tego w niego mocno. Taki przyjemny wieczór. Po dwóch rozdziałach podał Takano zakładkę i przeciągnął się lekko. - Mogę ci pomóc w kolacji? - zaproponował, bo czuł się nieco lepiej. - Myślę że dam radę - dodał muskając jego usta.
- Mhm to zróbmy do tego sałatkę owocową - poprosił go. - No i jak zostanie to będzie jutro na śniadanie - dodał. - Albo na przekąskę między posiłkami - ucałował go lekko.
- Po,przed ślubem nie będzie na to czasu, patrząc na mój stan zdrowia - uśmiechnął się lekko. - Dostałem 3 wizytówki jak byłem w Tokio od innych agencji.. wybierzesz jedną ze mną?
- Bo może trochę przesadziłem - mruknął, krojąc sobie rogalika i smarując go nutellą. - Chodzi mi o to, że ja chcę się sam umieć obronić, a nie lecieć z każdym problemem do ciebie i liczyć na to, że tam wtargniesz i ich uciszyć... nie chcę tego. Doceniam że przy mnie jesteś i mnie bronisz ale... jak tam teraz nie pojadę sam i nie stawię temu czoła to będę siebie potem brzydził - westchnął. - Pogadam z twoim tatą co bym mógł z nim mieszkać... znowu - uśmiechnął się nieco.
- Dobrze - zgodził się spokojnie smakując teraz rogalika i popijając go herbatką. - I będziecie przyjeżdżać na weekendy - zdecydował spokojnie, chcąc trochę pójść na kompromis i również uspokoić.
- Mhm dobrze - uśmiechnął się szerzej, ciesząc się że jednak doszli do porozumienia. Wtulił się w niego mocno. - Przepraszam że jestem taki samolubny...
Tomo jak zwykle obudził się pierwszy, ale nie wyszedł z łóżka, czując na swoim lewym nadgarstku mocno zaciśnięta dłoń Takano. - Kochanie? - ucałował go w nosek i oba policzki. - Pobudka... nie ucieknę ci więc możesz już puścić - pogłaskał go po klatce piersiowej.
- Szczęśliwego nowego to dopiero o północy mój ty kochany - ucałował go mocno, rozmasowując swój nadgarstek. - Mou... teraz całuj - podsunął mu pod usta rękę.
- A co z moimi pierożkami? - zapytał bo przecież Takano mu je obiecał. - Sam mówiłeś że mi je zrobisz - wyciągnął sałatkę z lodówki i postawił na stół żeby nie była taka zimna.
- No... obiecałeś dużo, a teraz nic nie chcesz zrobić - pociągnął noskiem. - A ja się cieszyłem na te wszystkie pyszności - ucałował go w policzek. - Obiecałeś mi też winko.
- Mhm ale nic się nie stało, tylko troszkę się posmuciłem - ucałował go mocno w usta zabierając się za jedzenie. - A w przyszłym roku spędzimy Sylwestra rodzinnie z Yuyą... a... trzeba go zapytać czyje nazwisko chce nosić jeśli chce to robić...
- Mhm ale walentynki są w dzień szkolny więc rano jeszcze z malcem, a potem zostanie u babci na noc - zaproponował Takano. - Chciałbym Yuyi tez dać czekoladki - wyjaśnił mu. - No bo jego też kocham więc...
[Czyżby postęp w związku xD Tomo opowiada o tym co czuje? Nawet wtedy z tym TOkio :P Szok xDDD]
- Wiem, wiem - skinął głową dopijając swoją herbatę i drugiego pancakesa już nie jedząc, bo nie miał na to już miejsca w brzuszku. - A dla psiaków coś dobrego na dzisiaj mamy? Jakąś lepszą karmę?
- Tata robi dobrą karmę - zgodził się z psiakami ze śmiechem, odkładając ostatecznie widelec i nóż. Chociaż naleśniczki kusiły to brzuszek mówił, że zaraz wybuchnie.
- Ja też nie - przyznał wesoło. - Ostatnim razem na pierwszym roku studiów - dodał zaraz. - W Tokio... było bajecznie, ale potem już nie chodziłem - mruknął.
- Więc będziemy się dobrze bawić - zapewnił go. - Wyłowimy sobie takie baloniki z wody, by wygrać nagrodę, postrzelamy do kaczek, zjemy coś dobrego. Będzie super.
- No to sami do niego zadzwonimy żeby go uprzedzić - wyszczerzył się rozwiązując problem telefonu od Yuyi. - Oczywiście że siły będą... choć nie wiem na ile - przyznał szczerze.
- To dobrze - wyszczerzył się, obejmując go mocno ramionami. - No bo lepiej żebym zmierzył się z traumą wypadku w symulatorze niż spowodował wypadek niechcący podczas jazdy bo nadejdą wspomnienia, prawda? - uśmiechnął się.
- To jest psychologicznie udowodnione podobno... jak się zmierzy z całą traumą to potem może już być tylko lepiej - wyszczerzył się w myślach dodając "albo tylko gorzej", tyle że w tę drugą opcję nie wierzył. Nie kiedy miał przy sobie tego wspanialego mężczyznę, który był gotów uchylić mu nieba.
- Nie trzeba - machnął ręką. - Mam telefon, jakbym miał jakiś problem zadzwonie i nie odejdziemy za daleko - obiecał mu całuj,ąc go mocno i idąc się ubrać.
- Będziemy na siebie uważali - zapewnił go wsuwając jeszcze buty i wyjeżdżając z domku wraz z psiakami. Pokręcili się trochę po ulicach miasta, po czym wrócili po dobrej godzince do domku. - Ale dzisiaj zamieszanie - wyszczerzył się. - Ludzie przygotowują się do festynu.
- Następnym razem sobie też zrób - zaproponował mu muskajac jego usta swoimi i przytulając się do niego. - Kochanie? W przyszłym roku... na 6 grudnia powiesimy 3 skarpety nad kominkiem - oznajmił wesoło. - I upieczemy pierniczki całą trójką. Yuya będzie miał zabawy trochę.
- No to się przeniesiemy - odparł z lekkim uśmiechem. - I na lato też... bo tam maluch będzie miał więcej swobody, pobiega na dworze, chuśtawki masz - uśmiechnął się lekko już zabierając mu czekoladę. - Mogłeś zrobić dwie - wymamrotał.
Tomo obudził się po pół godzinie z krzykiem. Złapał się na tym że nie wiedział gdzie jest przez krótką chwilę, oddychając ciężko i masując swoje serduszko. - Taka-chan? - rozejrzał się szukając mężczyzny.
- Tak jest szefie - uśmiechnął się do niego delikatnie, siadając na wózek i jadąc do kuchni. - Pokroję to co trzeba - zdecydował bo to mu dobrze szło na siedząco.
Tomo również posmakował trochę potrawy i przytaknął kiwając głową. - Będzie pyszne - wyszczerzył się. - I trochę zostanie na wieczór - dodał po chwili.
- I nie będzie żadnej uczty wieczorem? - uniósł lekko brew wzdychając ciężko. - Przecież miała być... - odjechał do salonu i usiadł na łóżku podciągając kolana pod brodę zdołowany z powodu braku uczty. Głupi dół.
- No bo one mi już w szpitalu po głowie chodziły i jak powiedziałeś, że je dzisiaj zrobisz to się tak strasznie ucieszyłem - wyjaśnił cicho, pozwalając mu się tulić.
- Tylko tę chwilkę - złapał go mocno i pociągnął na łóżko, samemu kładąc się na niego. - O bo tęskniłem też za takim leżeniem - wyjaśnił szczerząc się do niego.
- Mhm... no z łóżkiem zwyciężasz, do kanapy trochę ci brakuje - zachichotał muskając jego wargi swoimi i potem tylko się do niego tuląc. - Bardzo za tym tęskniłem.
- Okay - zgodził się teraz siadając na wózek, bo przecież nie chciał przypadkiem inaczej tego zrobić. - Kochanie, a nagrasz ze mną jeszcze jedną piosenkę? - zapytał go nagle. - Na nasz ślub? Zaśpiewalibyśmy ją razem?
- Spróbuję - zgodził się. - I bardzo chcę - dodał zaraz. - Zaśpiewamy jakąś balladę razem - zdecydował z uśmiechem. - Napiszę a ty zweryfikujesz i powiesz co zmienić.
- Tak, na weselu - przyznał wesoło ciesząc się, że Takano z nim zaśpiewa. Zaraz posmakował jedzonka. - Pychotka! - oznajmił głośno i wyraźnie. - Jej... pycha!
- Trzeba zrobić Yuyi, zasmakuje mu - wyszczerzył się, biorąc do ręki książkę kucharską i przyklejając obok nazwy potrawy uśmiechniętą buźkę. - Tak żebyśmy wiedzieli że nam smakowało i warto powtórzyć - dodał chcąc wyjaśnić mu tę buźkę.
- Pewnie ale i tak będziemy się dobrze bawić - uśmiechnął się szeroko Tomo kończąc jedzonko i odkładając miseczkę na bok. - Kochanie? A zatańczysz ze mną?
- Może trochę... - miał problem z pasem bo podtrzymywał się jedną ręką żeby stać, a drugą próbował się owinąć. - Poproszę o pomoc - uśmiechnął się do niego.
Uśmiechnął się lekko spoglądając na niego. Cieszył się, że tak mu się podobał. Przytulił się zaraz do niego mocno. - Mój mężczyzna - wyszczerzył się do niego.
-Kochanie ja sobie poradzę - zaprotestował spokojnie, kiedy Takano chciał mu pomóc z wózkiem. - Pomożesz mi jak będziemy na miejscu - zapewnił go z uśmiechem.
- Kotek... - Tomo spojrzał na niego prosząc go niemo o to by mu pozwolił jechać. - Pomożesz mi już wśród ludzi jak będziemy - poprosił go. - I w drodze powrotnej ale teraz daj mi samemu.
- Nie zauważysz - puścił do niego oczko, spokojnie jadąc aż do miejsca odbywania się festynu, gdzie jak obiecał puścił wózek i dał się poprowadzić Takano.
- Kupić lampion, który puścimy na wodę o 10 ze wszystkimi - zdecydował wskazując piękne lampiony na stoisku blisko nich. - Pisze się na nich nasze życzenia i puszcza na wodę - wyjaśnił wesoło.
- O dzień dobry, dzisiaj znowu w niepełnym składzie? - zmartwiła się, ale zaraz wybrała im ładny lampion i obniżyła cenę paredziesiąt jenów. - Szczęśliwego Nowego Roku - życzyła im jeszcze.
- Pograjmy trochę - zaproponował, wskazując stoiska z wieloma zabawami i maskotkami oraz gadżetami do wygrania. - Wyłowię ci balonik z nagrodą - stwierdził wesoło.
- Ale dzisiaj mi się uda! Będę próbował do upadłego. Przyniosłem dużo drobniaków, specjalnie rozmieniłem żeby móc próbować - wyszczerzył się, chichocząc pod nosem.
- Ale nie musisz koło mnie stać - pokazał mu język. - Wyłowię ci coś i już - zdecydował wesoło i zaczął próbować, a po dziesięciu próbach otrzymał dużego krokodyla za wytrwałość. - Widzisz? Zdobyłem go dla ciebie - uśmiechnął się podając mu maskotkę.
- No to lepiej jak sobie usiądziemy. Nigdzie nam się nie spieszy - uśmiechnął się. - A widziałeś? Wygrałem ci krokodylka, nie jestem taki najgorszy no nie?
- Ale Yuya je jeszcze lubi więc nie ma się co tym martwić. A zawsze można część oddać dzieciom z domu dziecka - dodał zaraz. - Albo tym w szpitalu... no wiesz co chore nieuleczalnie są.
- Ja też - uśmiechnął się lekko do niego dalej smacznie jedząc swoje takoyaki. - Ale wiesz... następnym razem będę o własnych siłach - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - Pójdziemy teraz się trochę pośmiać? Szkolny kabaret ma występować - pokazał oświetloną scenę.
- A może chcesz mi na kolanka usiąść? - zaproponował radośnie, kiedy nie znalazł dla nich miejsca. - No chodź - zachichotał chcąc go choć raz potrzymać na sobie.
- No dobrze, ale jakby co ja chętnie cię potrzymam - zapewnił go. - I przytulę do twoich plecków i tak obejmę w pasie - wyszczerzył się do niego, po czym popił herbatki którą zabrał ze sobą.
- Okay, niech cię szybko zaczną boleć - rzucił zapominając ugryźć się w język, po czym skupił się na kabaretach, wybuchając od czasu do czasu śmiechem. Niektóre z nich były naprawdę dobre.
Tomo wyszczerzył się do niego, kiedy ten zszedł z jego kolan. - Nie jesteś taki ciężki... po twoim marudzeniu spodziewałem się jakiegoś szoku a to takie lekkie - pokazał mu język. - Co teraz kotuś?
- To może... zdrowia i szczęścia, żeby nasz ślub był najlepszy na świecie i żeby Yuya zdał bez problemów do kolejnej klasy i żeby cukiernia dobrze się rozwijała - zaproponował.
- Oczywiście! Przecież czekamy na telefon od malucha - przypomniał mu. - Najpierw romantyczna kolacja przy świecach z winkiem, potem potanczymy, pośpiewamy... potem będzie już 12, postrzelamy i pogadamy z maluchem i... pójdziemy do wyrka na małe co nieco.
Tomo wyrzucił patyczek i tackę po takoyaki do napotkanego po drodze kosza i otrzepał ręce. - Kotek wiesz na co mam ochotę? - zapytał go. - Zróbmy sobie ziemniaki w mundurkach - zaproponował. - Ale to jak już mały będzie w domku. - Taka przekąska.
- Mały sprawia że w naszym domku jest tak żywo - uśmiechnął się. - Nawet jak obaj jesteśmy zmęczeni to maluch potrafi nas rozbawić - dodał szczerze się z tego ciesząc.
- No staram się - wywrócił oczyma, po czym powąchał wspaniałe danie i posunął się na kanapie by zrobić mu miejsce. - Twoje zdrowie kochanie - ucałował go lekko w usta stukając się z nim kieliszkiem z winem.
- Mhm masz rację, tak jest idealnie - przytulił się do niego delikatnie. Zjadł dwa pierożki. - Kochanie? A będziesz mnie zawsze tak rozpieszczał? - zapytał go spoglądając mu w oczy.
- I nawet jak się pokłócimy to po kilku chwilach czy godzinach, usiądziemy razem i pogadamy o tej kłótni na spokojnie? - zaproponował, siadając mu na kolankach by móc się mocno przytulić.
- Mam coś dla ciebie - szepnął w końcu - muskając jego usta i schodząc na wózek. - Ale musisz chwilkę poczekać - ucałował go znowu jadąc do sypialni. Chwilkę go nie było po czym wrócił z dwoma małymi pudełeczkami. - Więc tak... - usiadł mu znów na kolana - Ten jest od Yuyi i ode mnie - podał mu jedno pudełeczko. - A to mniejsze tylko ode mnie - ucałował go znów. - Szczęśliwego nowego roku.
W pudełeczku był zegarek, a zamiast tarczy zegara było zdjęcie Tomo i Yuyi. - Żebyś o nas pamiętał i mieć nas nawet w pracy - uśmiechnął się delikatnie.
- A to ode mnie, ale... nie śmiej się - poprosił go. Na srebrnym łańcuszku wisiał symbol nieskończoności (równie mały) z jego imieniem wygrawerowanym na odwrocie symbolu. - A to tak... żebyśmy już na zawsze, do nieskończoności byli razem...
Tomo objął go rękoma za szyję zasowolony że jego mężczyzna cieszy się z prezentu. - Ja ciebie też tak strasznie mocno - wyciągnął swój łańcuszek, pokazując mu że ma ten sam tylko z imieniem Takano. - Jesteś mój.
- Będzie - zgodził się z lekkim uśmiechem. - Cieszę się, że ci się podoba... łańcuszek. Bałem się, że powiesz, że jesteś facet i nie będziesz takich nosił - przyznał szczerze.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3001 – 3200 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Super - ucieszył się. - Ale to będzie zaproszenie z osobą towarzyszącą, bo on ma narzeczoną - uśmiechnął się zaraz. - Zaoferował się, że zagra nam marsza weselnego na pianinie - dodał po chwili.
- Wziął, wziął. Powiedział że jest czysty od pół roku. To już duży sukces. Wiem po sobie... po pół roku nie brania czułem się jak król tego świata - zaśmiał się. - Uhm... nie wiem kotek... mogę być prowadzony do ołtarza - stwierdził w końcu.
- Wiem już go przecież o to poprosiłem - zauważył z uśmiechem.
- Pewnie, czemu nie - zgodził się zaraz. - Podasz mi jednak leki? Słabo się czuję - skapitulował. Nie chciał dłużej walczyć z samym sobą. - Ale jakieś ładne zaproszenia i skromne...
- Dziękuję - Tomo wypił wodę i połknął tabletki, zaraz przykrywając się mocniej kocykiem. - Przepraszam - westchnął cicho. - Za ten słaby dzień...
- Ja wiem, ale już bym chciał takich numerów ci nie robić - uśmiechnął się do niego delikatnie, obracając na bok żeby móc sobie na niego lepiej patrzeć. - A co na podwieczorek dostanę?
- No gorącej czekoladzie to ja nigdy nie odmówię - zapewnił go śmiejąc się pod nosem. - Ale to później - dodał zaraz. - Kotek? A pójdziemy na basen?
- Zaraz po którymś dniu rehabilitacji... podobno woda pomaga dodatkowo €śmiechnął się delikatnie do niego. - Ale będziesz musiał być w wodzie ze mną...
- Nie umówiłem się bo powiedziałeś że tego nie chcesz - wzruszył lekko ramionami. - Okay, powiem kiedy pójdziemy. Może malucha też weźmiemy.
- Nie będzie mi to przeszkadzało - pokręcił przecząco głową. - Zresztą maluch bardzo chce z nami iść na basen - dodał z uśmiechem. - Zawsze możesz mnie zostawić na chwilę na płytkiej wodzie, a poza tym... dasz mi deskę i pewnie sam się na niej poutrzymuje.
- Nie będzie mi to przeszkadzało - pokręcił przecząco głową. - Zresztą maluch bardzo chce z nami iść na basen - dodał z uśmiechem. - Zawsze możesz mnie zostawić na chwilę na płytkiej wodzie, a poza tym... dasz mi deskę i pewnie sam się na niej poutrzymuje.
- No dobrze tchórzu mój - wywrócił oczyma Tomo, mocniej przytulając się do podusi. - Mhm prześpię się trochę - zdecydował.
Tomo mu nie odpowiedział, ale nie zrezygnował ze swojej opinii na temat tego basenu.
Tomo smacznie spał dopiero po dobrej godzince spadając z łóżka i tym samym zaskakując drzemająca sobie przy nim Jolie. Jej pisk połączył się z krótkim krzykiem Tomo.
- Itai... - jęknął dźwigając się na kolana i głaszcząc biedną psinkę. - Gomene... Jolie-chan... gomene - szepnął a ta szczeknęła jakby przyjmując przeprosiny i wróciła do drzemania.
- Nic się nie stało... miękko wylądowałem - wskazał palcem na biedną, poszkodowaną psinkę. - I wolę spać tutaj - burknął siadając kompletnie okryty w kołderkę.
- Wcale się na mnie nie zezłościła - dodał jeszcze wesoło. - Normalnie wpadała zawsze w szał... nie wiem co się jej stało. Może chora jest?
- Mhm albo przyzwyczajenia... wiesz Yuya często na niej leży jak ogląda bajki i ona też się nie rusza, jakby to lubiła - uśmiechnął się biorąc swoją miseczkę. - Itadakimasu.
- Mhm jest smaczna - przyznał kiedy zjadł połowę miseczki. - Ale... chyba troszkę doprawić bardziej następnym razem będzie trzeba - dodał zaraz.
- Un - Tomo skinął głowa. - No ale to twój pierwszy raz. Zawsze pierwszy nie jest idealny - zauważył z lekkim uśmiechem.
- No weź... podałbyś - puknął go w czółko. - Głodny bym się zrobił...
- Mhm też tak bedę robić - stwierdził od razu dopijajac zupke. - Ne... mogę jeszcze dokładki?
- Mou szkoda - wstchnął cicho, patrząc na pustą miseczkę. - No jak to czemu? Żeby ci kubków smakowych nie psuć niedorobionymi potrawami - wyszczerzył się.
- No jedzonko by się zmarnowało - przyznał szczerze. - No ale może mi coś nie wyjść - dodał odkładając miseczkę. - Naprawdę nie ma więcej?
- Mou... to co ja teraz zrobię... mój brzusio ma na nią jeszcze ochotę - westchnął cichutko, chowając się mocniej pod kocyk i się kładąc.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Nie będę jadł twojego posiłku... musisz mieć siłę!
- I co będziemy robić? Szukać zaproszeń? - zapytał go Tomo obracając się na bok co by mu wygodniej było.
- Jeju moja gorąca czekoladka - uśmiechnął się szeroko Tomo od razu biorąc ją w łapki.
- Najpierw poszukaj ładnych jakichś, oryginalnych ale minimalistycznych - miał dość duże wymagania a co tam.
Tomo przeglądał je razem z nim i w końcu mieli swoje trzy najlepsze typy.
- Mhm... pozwólmy wybrać Jolie - zdecydował. - Szcczeknij raz na tę która ci się podoba - zaśmiał się nie sądząc by się udało.
- Niech zostanie - Tomo nie wniósł żadnego sprzeciwu. - No... pisina wybrała nam zaproszenie, co będzie dalej? Będziemy rzucać monetą? Losować słomki? - zaśmiał się bo wcale nie było to takie głupie.
- A ile gości będzie? Cała twoja rodzinka, moja rodzinka i przyjaciele?
- Cztery zaproszenia, dwie z osobami towarzyszącymi... Jun przyjdzie z Ryu i Takeshi (znów nie pamiętam) z narzeczoną.
- Un teraz by były zbyt... chude - przyznał mu rację dopijając czekoladę i opadając na podusie. - Taka-chan... - pozwolił sobie na dwie łzy. - Ja nie chcę się tak czuć - wyszeptał zanim ugryzł się w język. - Tak słabo...
- Położysz się ze mną? - zapytał go zaraz szeptem, chcąc się do niego mocno przytulić. - Proszę...
Tomo wtulił się w niego mocno, chowając głowę i chwilę tylko mocno go tuląc. Zacisnął dłonie na jego plecach.
- Uhm ale jak umre... to nie zostawisz Yuyi prawda? - szepnął cicho.
- Ja się cieszę, naprawdę. Tylko... tylko się upewniałem - szepnął w odpowiedzi dalej już tylko przymykając oczy. - Dzisiaj też obejrzymy jakiś film? Horror może?
- No dobra, to wybierzesz nam jakiś? - zapytał go zaraz cały czas mocno go trzymając. - I popcorn!
- Solony - uśmiechnął się do niego. - No i wtedy sok pomarańczowy bo się zasolimy - uśmiechnął się szerzej.
- Zgoda - skinął głową schodząc z kanapy razem z nim. - Rozłożymy? Będzie ci wygodniej...
Tomo przytulił się do niego, gdy ten tylko położył się obok.
- Kocham cię - szepnął mu do uszka oglądając już potem film i podjadając co chwilę troszkę popcornu.
Tomo wytrwał cały film dopiero na napisach przysypiając z łebkiem mocno wciśniętym w pierś Takano. Nie chciał go też puścić.
Tomo dostał zimnych dreszczy, ale nie obudził się tylko mocniej przylgnął do Takano. Na szczęscie dreszcze ustąpiły po dobrym kwadransie.
Tomo obudził się gdy Takano kończył drugi film i ziewnął nieco, wtulając się w niego znowu.
- Pieski na dwór trzeba wypuścić - mruknął jakby sam do siebie.
- Bardzo dobrze - uśmiechnął się szeroko. - Czuję się nieco lepiej - dodał po chwili. - Może poczytam sobie trochę.
- Bawcie się dobrze - pokiwał mu na dowidzenia Tomo zamykając się w świecie świata przedstawionego przez Orsona Scotta Carda. Tym razem postawił na fantasy.
Tomo przytulił się do niego lekko, poprawiając okularki na nosie.
- Okaeri - rzucił tylko wracając do lektury.
- Mhm ale temperatury chyba nie mam - położył sobie jego łóń do czoła by ten sprawdzć mogł. - poczytasz mi? - podał mu książeczkę.
[Nie szkodzi, to leć ogarniać dalej :* Nie chcę stać na drodze ciebie i próbnej matury :P Powodzenia jutro!]
- Super - ucieszył się przytulając się do niego i też skupiając wzrok w znaczkach by śledzić słowa w miarę jak Takano będzie czytał.
Tomo go słuchał z uwagą śledząc też wzrokiem znaczki. Wtulał się do tego w niego mocno. Taki przyjemny wieczór. Po dwóch rozdziałach podał Takano zakładkę i przeciągnął się lekko.
- Mogę ci pomóc w kolacji? - zaproponował, bo czuł się nieco lepiej. - Myślę że dam radę - dodał muskając jego usta.
- Mhm to zróbmy do tego sałatkę owocową - poprosił go. - No i jak zostanie to będzie jutro na śniadanie - dodał. - Albo na przekąskę między posiłkami - ucałował go lekko.
- Pewnie, że tak - uśmiechnął się lekko, przykrywając się tylko odrobinę kocykiem. - Pomogę ci pokroić owoce.
- Dobrze - wyszczerzył się do niego, rozpoczynając krojenie owocków. - I jeszcze moje mochi po kolacji - przypomniał sobie o nich.
- Pyszna kolacja - stwierdził wesoło. Lekka i dobra, nic więcej nie trzeba mu było. - Kotek? Ja jednak będę chciał później nagrywać płytę...
- Nie - odparł stanowczo. - Chcę to zrobić sam Taka-chan - dodał nakładając sobie trochę sałatki na talerz. - I nie u Alexa.
- Po,przed ślubem nie będzie na to czasu, patrząc na mój stan zdrowia - uśmiechnął się lekko. - Dostałem 3 wizytówki jak byłem w Tokio od innych agencji.. wybierzesz jedną ze mną?
- To odwiedzisz je ze mną, potem dokonamy wyboru i puścisz mnie samego. Ja naprawdę nie chcę czuć się jak ciota... - wymamrotał.
- Bo może trochę przesadziłem - mruknął, krojąc sobie rogalika i smarując go nutellą. - Chodzi mi o to, że ja chcę się sam umieć obronić, a nie lecieć z każdym problemem do ciebie i liczyć na to, że tam wtargniesz i ich uciszyć... nie chcę tego. Doceniam że przy mnie jesteś i mnie bronisz ale... jak tam teraz nie pojadę sam i nie stawię temu czoła to będę siebie potem brzydził - westchnął. - Pogadam z twoim tatą co bym mógł z nim mieszkać... znowu - uśmiechnął się nieco.
- Dobrze - zgodził się spokojnie smakując teraz rogalika i popijając go herbatką. - I będziecie przyjeżdżać na weekendy - zdecydował spokojnie, chcąc trochę pójść na kompromis i również uspokoić.
- Uhm znaczy jak nie chcesz przyjeżdżać to nie - rzucił cicho Tomo. - Po ślubie i po miesiącu miodowym... może też po wakacjach?
- Mhm dobrze - uśmiechnął się szerzej, ciesząc się że jednak doszli do porozumienia. Wtulił się w niego mocno. - Przepraszam że jestem taki samolubny...
- Dobrze - ucałował go chłopak, puszczając go i nakładając sobie jeszcze ciutkę sałatki.
- To zależy czy grzecznie nie będziesz przeginał - odparł mu na to Tomo, odkładając już swój talerzyk i dopijając herbatkę. - Pyszne było
- Pasuje - zgodził się z wielkim uśmiechem, opadając na podusie z westchnieniem. - Ale się najadłem...
- To idź pierwszy. Ja sobie trochę jeszcze tu poczytam bo się wyspałem - odparł cicho.
Tomo poszedł najpierw po leki, a kiedy już je wszystkie wziął usiadł znów na kanapie czytając dalej książkę.
- Nie będę - obiecał kiwając mu na dobranoc i wracając do swojej lektury. Dobrą godzinę później poszedł się umyć i spać.
Tomo jak zwykle obudził się pierwszy, ale nie wyszedł z łóżka, czując na swoim lewym nadgarstku mocno zaciśnięta dłoń Takano.
- Kochanie? - ucałował go w nosek i oba policzki. - Pobudka... nie ucieknę ci więc możesz już puścić - pogłaskał go po klatce piersiowej.
- Szczęśliwego nowego to dopiero o północy mój ty kochany - ucałował go mocno, rozmasowując swój nadgarstek. - Mou... teraz całuj - podsunął mu pod usta rękę.
- Już się nie gniewam - zapewnił go wesoło wychodząc z łóżka i siadając na wózku. - Śniadanko?
- Na... pancakesy i sałatkę skonczymy - odparł wesoło Tomo. - Tak troszkę amerykańsko dzisiaj.
- Plan jest wyśmienity - wyszczerzył się do niego. - No i przygotować trzeba trochę jedzonka na wieczór.
- A co z moimi pierożkami? - zapytał bo przecież Takano mu je obiecał. - Sam mówiłeś że mi je zrobisz - wyciągnął sałatkę z lodówki i postawił na stół żeby nie była taka zimna.
- No... obiecałeś dużo, a teraz nic nie chcesz zrobić - pociągnął noskiem. - A ja się cieszyłem na te wszystkie pyszności - ucałował go w policzek. - Obiecałeś mi też winko.
- Mhm super - ucieszył się wstawiając wodę na herbatę. - Czasem będę mógł wypić lampkę winka więc będę to zatrzymywać na specjalne okazje.
- Ale tylko lampkę wina dobrze? Będę ją sączył cały wieczór - uśmiechnął się w odpowiedzi. - Zgoda?
- Mogę nutellę do nich? - zapytał go zaraz sięgając sobie po słoiczek czekolady i jadąc za nim do stołu.
- Mhm ale nic się nie stało, tylko troszkę się posmuciłem - ucałował go mocno w usta zabierając się za jedzenie. - A w przyszłym roku spędzimy Sylwestra rodzinnie z Yuyą... a... trzeba go zapytać czyje nazwisko chce nosić jeśli chce to robić...
- Mhm ale walentynki są w dzień szkolny więc rano jeszcze z malcem, a potem zostanie u babci na noc - zaproponował Takano. - Chciałbym Yuyi tez dać czekoladki - wyjaśnił mu. - No bo jego też kocham więc...
- Liczę na to, że już będę. Chcę wrócić w połowie stycznia - przyznał szczerze. - No bo już tęsknie za pracowaniem...
- O jak fajnie - ucieszył się kończąc jeść pierwszego pancakesa. - Kocham was tak straaasznie mocno.
[Czyżby postęp w związku xD Tomo opowiada o tym co czuje? Nawet wtedy z tym TOkio :P Szok xDDD]
- Wiem, wiem - skinął głową dopijając swoją herbatę i drugiego pancakesa już nie jedząc, bo nie miał na to już miejsca w brzuszku. - A dla psiaków coś dobrego na dzisiaj mamy? Jakąś lepszą karmę?
- Tata robi dobrą karmę - zgodził się z psiakami ze śmiechem, odkładając ostatecznie widelec i nóż. Chociaż naleśniczki kusiły to brzuszek mówił, że zaraz wybuchnie.
[Hahaha xD]
- Zostawiam - uśmiechnął się do niego, ale nalał sobie jeszcze soczku do szklanki żeby coś posączyć kiedy Takano będzie jeszcze jadł.
- Ja też nie - przyznał wesoło. - Ostatnim razem na pierwszym roku studiów - dodał zaraz. - W Tokio... było bajecznie, ale potem już nie chodziłem - mruknął.
- Więc będziemy się dobrze bawić - zapewnił go. - Wyłowimy sobie takie baloniki z wody, by wygrać nagrodę, postrzelamy do kaczek, zjemy coś dobrego. Będzie super.
- Plan jest świetny - zgodził się z nim Tomo czochrając go po włoskach i obejmując mocno. - I pobzykamy troszeczkę - dodał ze śmiechem.
- No to sami do niego zadzwonimy żeby go uprzedzić - wyszczerzył się rozwiązując problem telefonu od Yuyi. - Oczywiście że siły będą... choć nie wiem na ile - przyznał szczerze.
- I nie będziesz wcale zły jak to będzie tylko raz czy dwa razy? - upewnił się, choć już i tak to wiedział.
- To dobrze - ucieszył się, muskając jego wargi swoimi. - A od pojutrza rehabilitacja - dodał wesoło. Już się nie mógł jej doczekać.
- Tak wiem - wymamrotał. - No i Kou-chan powiedział że pod koniec stycznie weźmie mnie na taki symulator wypadków... pojedziesz wtedy ze mną?
- To dobrze - wyszczerzył się, obejmując go mocno ramionami. - No bo lepiej żebym zmierzył się z traumą wypadku w symulatorze niż spowodował wypadek niechcący podczas jazdy bo nadejdą wspomnienia, prawda? - uśmiechnął się.
- To jest psychologicznie udowodnione podobno... jak się zmierzy z całą traumą to potem może już być tylko lepiej - wyszczerzył się w myślach dodając "albo tylko gorzej", tyle że w tę drugą opcję nie wierzył. Nie kiedy miał przy sobie tego wspanialego mężczyznę, który był gotów uchylić mu nieba.
- Wejdziesz ze mną do symulatora? - zapytał go zaraz, przeczesując jego włosy palcami. - Czy lepiej nie?
- Ale jest przyjemny - odparł z lekkim uśmiechem, głaszcząc go po głowie. - Bo jesteś obok mnie - dodał rumieniąc się nieco.
[znikam na trochę paskudko xD]
- Musze przestać się tak rumienić - poklepał się mocno po policzkach przez co zarumienił je jeszcze mocniej. - Okay... idziemy na spacer?
- To ja teraz pójdę z psiakami - uśmiechnął się Tomo. - Mój zmarźlak - poszczypał go po policzku.
- Nie trzeba - machnął ręką. - Mam telefon, jakbym miał jakiś problem zadzwonie i nie odejdziemy za daleko - obiecał mu całuj,ąc go mocno i idąc się ubrać.
- Będziemy na siebie uważali - zapewnił go wsuwając jeszcze buty i wyjeżdżając z domku wraz z psiakami. Pokręcili się trochę po ulicach miasta, po czym wrócili po dobrej godzince do domku. - Ale dzisiaj zamieszanie - wyszczerzył się. - Ludzie przygotowują się do festynu.
- Heh... Yuya mógł ci nic nie mówić to byś tak nie czekał - westchnął cicho. Maluch był za dużą paplą. - Na dworze jest fajnie, tak mroźno.
Wyszczerzył się do niego w odpowiedzi marząc o swoim ulubionym napoju.
- Byliśmy też trochę na plaży, znaczy psiaki, ja poczekałem na nie przed plażą.
- Kocham cię - zaśmiał się Tomo posłusznie siadając na kanapie i zajmując się swoją książką.
- Zestaw konieczny do rozgrzania - powąchał czekoladkę i uśmiechnął się do niego szeroko.
- Oj tam... chcesz łyczka? - zapytał podsuwając mu kubeczek pod nosek. - Pachnie aromatycznie...
- Następnym razem sobie też zrób - zaproponował mu muskajac jego usta swoimi i przytulając się do niego. - Kochanie? W przyszłym roku... na 6 grudnia powiesimy 3 skarpety nad kominkiem - oznajmił wesoło. - I upieczemy pierniczki całą trójką. Yuya będzie miał zabawy trochę.
- No to się przeniesiemy - odparł z lekkim uśmiechem. - I na lato też... bo tam maluch będzie miał więcej swobody, pobiega na dworze, chuśtawki masz - uśmiechnął się lekko już zabierając mu czekoladę. - Mogłeś zrobić dwie - wymamrotał.
- A gdzie? - zapytał go zaraz czekając z niecierpliwością na odpowiedź. - Osaka? Czy za granicę?
- Hm... Indie? - zaproponował swobodnie Tomo. - Albo... Karaiby - klasnął w dłonie. - Tylko najpierw musimy go nauczyć pływać.
- Ale Karaiby nie są ekstramalne - wydął policzki, zaraz parskając śmiechem. - Pogadamy z maluchem - zgodził się.
- No tak, ale... przecież na płyciźnie ich nie będzie - uśmiechnął się lekko Tomo. - ale pogadamy o tym później. Mogę przespać się godzinkę dwie?
- Mhm dobrze - przykrył się kocykiem, niemal od razu zasypiając.
Tomo obudził się po pół godzinie z krzykiem. Złapał się na tym że nie wiedział gdzie jest przez krótką chwilę, oddychając ciężko i masując swoje serduszko.
- Taka-chan? - rozejrzał się szukając mężczyzny.
- Zły, śniło mi się że zginąłeś w wypadku... ty i Yuya... i zostałem sam - odparł cicho. - Bardzo zły sen.
- Przestraszyłem się, ale to chyba naturalne, prawda? - upewnił się, że ma racje, przytulając się do niego mocniej.
- Wiem,... kocham cię - wtulił się w niego mocniej. - Ciesze się, że żyjesz...
- I będziesz już zawsze - Tomo uśmiechnął się do niego już nieco spokojniejszy.
- Uhm to dobrze - uspokoił się ostatecznie, przytulając się do niego mocno, ale jeszcze nie chciał go puścić.
- Dobrze - zgodził się wreszcie go puszczając i odsuwając się od niego. - Ale musi być najpyszniejszy na świecie - zapewnił go z uśmiechem,.
- Dobrze - zgodził się wreszcie go puszczając i odsuwając się od niego. - Ale musi być najpyszniejszy na świecie - zapewnił go z uśmiechem,.
- To spróbujmy - pokazał palcem jedno z dań, które bardzo smakowicie brzmiały.
- Tak jest szefie - uśmiechnął się do niego delikatnie, siadając na wózek i jadąc do kuchni. - Pokroję to co trzeba - zdecydował bo to mu dobrze szło na siedząco.
- Ale chcę ci bardziej pomóc - wymamrotał cicho, zabierając się za krojenie. - To ja doprawię i będę smakował potrawę - stwierdził.
- Tak jest - szybko pokroił pięknie pomidorki podając mu je. - Ale chcę być smakoszem no...
- W grube plastry? - zapytał go spoglądając na tworzone przez nich danie. - Mhm będzie przepyszna zapiekanka... już chcę...
Tomo również posmakował trochę potrawy i przytaknął kiwając głową. - Będzie pyszne - wyszczerzył się. - I trochę zostanie na wieczór - dodał po chwili.
- Nie! - jęknął Tomo. - To i pierożki - zatarł łapki bo miał ochotę na trochę większą ucztę tym razem.
- Dzisiaj, dzisiaj, dziiiisiaj? - zrobił wielkie oczy kota ze Shreka i jeszcze słodko nimi zamrugał. - Ja ci pomogę i tak bardzo cię kocham?
- Ale obiecałes mi je dzisiaj - wymamrotał cicho robiąc wciąż smutną minkę. - No i wczoraj jeszcze mówiłes że zrobisz...
- I nie będzie żadnej uczty wieczorem? - uniósł lekko brew wzdychając ciężko. - Przecież miała być... - odjechał do salonu i usiadł na łóżku podciągając kolana pod brodę zdołowany z powodu braku uczty. Głupi dół.
- No bo one mi już w szpitalu po głowie chodziły i jak powiedziałeś, że je dzisiaj zrobisz to się tak strasznie ucieszyłem - wyjaśnił cicho, pozwalając mu się tulić.
- Tak... 10? - zaproponował cicho. - 5 dla ciebie i 5 dla mnie? - spojrzał mu prosto w oczy z nowym szczęściem w nich wypisanym.
- Przecież się staram nie wykorzystywać - przytulił się do niego mocno. - Kocham cię tak mocno!
- Ale ja mocniej - podroczył się z nim mocno go tuląc i całując po szyi, by w końcu go puścić. - A poleżysz tu ze mną troszeczkę?
- Tylko tę chwilkę - złapał go mocno i pociągnął na łóżko, samemu kładąc się na niego. - O bo tęskniłem też za takim leżeniem - wyjaśnił szczerząc się do niego.
- Mhm... no z łóżkiem zwyciężasz, do kanapy trochę ci brakuje - zachichotał muskając jego wargi swoimi i potem tylko się do niego tuląc. - Bardzo za tym tęskniłem.
- Naprawdę? - zdziwił się śmiejąc się pod nosem. - No to już wiem, czemu mi tak na tobie wygodnie misiu!
- A potem rano zwiewam szybko - zaśmiał się teraz już też z niego schodząc bo zadzwonił budzik w piekarniku.
- Dobrze... będą pierogi, będzie leżenie - zgodził się, samemu też idąc na mały kompromis. - Mogę zostać tu czy jemy przy stole?
- Okay - zgodził się teraz siadając na wózek, bo przecież nie chciał przypadkiem inaczej tego zrobić. - Kochanie, a nagrasz ze mną jeszcze jedną piosenkę? - zapytał go nagle. - Na nasz ślub? Zaśpiewalibyśmy ją razem?
- Spróbuję - zgodził się. - I bardzo chcę - dodał zaraz. - Zaśpiewamy jakąś balladę razem - zdecydował z uśmiechem. - Napiszę a ty zweryfikujesz i powiesz co zmienić.
- Tak, na weselu - przyznał wesoło ciesząc się, że Takano z nim zaśpiewa. Zaraz posmakował jedzonka. - Pychotka! - oznajmił głośno i wyraźnie. - Jej... pycha!
- Trzeba zrobić Yuyi, zasmakuje mu - wyszczerzył się, biorąc do ręki książkę kucharską i przyklejając obok nazwy potrawy uśmiechniętą buźkę. - Tak żebyśmy wiedzieli że nam smakowało i warto powtórzyć - dodał chcąc wyjaśnić mu tę buźkę.
- Pewnie, że dużo - zachichotał. - Ale na wszystko znajdziemy czas - dodał jedząc dalej swoją część zapiekanki.
- Ja wrócimy - zgodził się jeszcze trochę jedząc. - Uhm a mogę skończyć? No bo głupio mi że tak wolno jem...
- Pewnie ale i tak będziemy się dobrze bawić - uśmiechnął się szeroko Tomo kończąc jedzonko i odkładając miseczkę na bok. - Kochanie? A zatańczysz ze mną?
- Nie no, na pewno oddasz bo już maluszkowi taniec obiecałem - podrapał się po głowie śmiejąc lekko.
- Mhm - dobrze - uśmiechnął się jadąc teraz do salonu. - A... potanczysz dziś ze mną? Znaczy uhm... możemy jeden?
- Może po festynie? - zaproponował łapiąc go na chwilę za rękę i przyciągając do siebie żeby go ucałować. - No to idę się szykować - zdecydował.
- Może trochę... - miał problem z pasem bo podtrzymywał się jedną ręką żeby stać, a drugą próbował się owinąć. - Poproszę o pomoc - uśmiechnął się do niego.
- Dziękuję - uśmiechnął się lekko, mocno go obejmując i pozwalając mu sobie pomóc. - I jak? Ujdzie nie?
Uśmiechnął się lekko spoglądając na niego. Cieszył się, że tak mu się podobał. Przytulił się zaraz do niego mocno.
- Mój mężczyzna - wyszczerzył się do niego.
- Jedziemy - zgodził się, ruszając do wyjścia.
-Kochanie ja sobie poradzę - zaprotestował spokojnie, kiedy Takano chciał mu pomóc z wózkiem. - Pomożesz mi jak będziemy na miejscu - zapewnił go z uśmiechem.
- Kotek... - Tomo spojrzał na niego prosząc go niemo o to by mu pozwolił jechać. - Pomożesz mi już wśród ludzi jak będziemy - poprosił go. - I w drodze powrotnej ale teraz daj mi samemu.
- Nie zauważysz - puścił do niego oczko, spokojnie jadąc aż do miejsca odbywania się festynu, gdzie jak obiecał puścił wózek i dał się poprowadzić Takano.
- Kupić lampion, który puścimy na wodę o 10 ze wszystkimi - zdecydował wskazując piękne lampiony na stoisku blisko nich. - Pisze się na nich nasze życzenia i puszcza na wodę - wyjaśnił wesoło.
- O dzień dobry, dzisiaj znowu w niepełnym składzie? - zmartwiła się, ale zaraz wybrała im ładny lampion i obniżyła cenę paredziesiąt jenów. - Szczęśliwego Nowego Roku - życzyła im jeszcze.
- Pograjmy trochę - zaproponował, wskazując stoiska z wieloma zabawami i maskotkami oraz gadżetami do wygrania. - Wyłowię ci balonik z nagrodą - stwierdził wesoło.
- Ale dzisiaj mi się uda! Będę próbował do upadłego. Przyniosłem dużo drobniaków, specjalnie rozmieniłem żeby móc próbować - wyszczerzył się, chichocząc pod nosem.
- Ale nie musisz koło mnie stać - pokazał mu język. - Wyłowię ci coś i już - zdecydował wesoło i zaczął próbować, a po dziesięciu próbach otrzymał dużego krokodyla za wytrwałość. - Widzisz? Zdobyłem go dla ciebie - uśmiechnął się podając mu maskotkę.
- Bardzo śmieszne - zrobił naburmuszoną minę, ale zaśmiał się zaraz przyjmując zawieszkę od niego i przywieszając ją sobie do telefonu.
- Teraz jedzonko - zdecydował za niego Tomo i pozwolił Takano pokierować wózkiem wprost do budek z jedzeniem.
- Takoyaki - wskazał na szaszłyczki. - Jedno i cherbatkę chińską - dodał bo były w zestawie.
- Usiądziemy tam? - zapytał wskazując ławki ustawione wokół piecyka. - Na czas jedzenia? - dodał zaraz. - Czy wolisz jeść idąc?
- No to lepiej jak sobie usiądziemy. Nigdzie nam się nie spieszy - uśmiechnął się. - A widziałeś? Wygrałem ci krokodylka, nie jestem taki najgorszy no nie?
- Ale Yuya je jeszcze lubi więc nie ma się co tym martwić. A zawsze można część oddać dzieciom z domu dziecka - dodał zaraz. - Albo tym w szpitalu... no wiesz co chore nieuleczalnie są.
- A czemu krokodylek nie? - zapytał smutno patrząc na piękną maskotkę. - Mhm fajnie - przyznał jedząc dalej.
[okay, to może odpuścimy? :)]
- Ja też - uśmiechnął się lekko do niego dalej smacznie jedząc swoje takoyaki. - Ale wiesz... następnym razem będę o własnych siłach - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - Pójdziemy teraz się trochę pośmiać? Szkolny kabaret ma występować - pokazał oświetloną scenę.
- A może chcesz mi na kolanka usiąść? - zaproponował radośnie, kiedy nie znalazł dla nich miejsca. - No chodź - zachichotał chcąc go choć raz potrzymać na sobie.
- No dobrze, ale jakby co ja chętnie cię potrzymam - zapewnił go. - I przytulę do twoich plecków i tak obejmę w pasie - wyszczerzył się do niego, po czym popił herbatki którą zabrał ze sobą.
- Okay, niech cię szybko zaczną boleć - rzucił zapominając ugryźć się w język, po czym skupił się na kabaretach, wybuchając od czasu do czasu śmiechem. Niektóre z nich były naprawdę dobre.
- Powiem - obiecał mu obejmując go mocno w pasie i przytulając się do jego plecków. Zaśmiał się znowu. - Nieźli są co nie? - zaśmiał się znów.
Tomo wyszczerzył się do niego, kiedy ten zszedł z jego kolan.
- Nie jesteś taki ciężki... po twoim marudzeniu spodziewałem się jakiegoś szoku a to takie lekkie - pokazał mu język. - Co teraz kotuś?
- Nie, teraz spełniamy twoje życzenia... ja już powybierałem - zauważył z uśmiechem. Śmiał się przy tym, widząc minę mężczyzny.
- W porządku - zgodził się. Nie lubił ciągle decydować więc postanowiłteraz oddać tę przykrą pałeczkę Takano
- To może... zdrowia i szczęścia, żeby nasz ślub był najlepszy na świecie i żeby Yuya zdał bez problemów do kolejnej klasy i żeby cukiernia dobrze się rozwijała - zaproponował.
- To źle że tak dużo chcę? - zapytał go trochę zasmucony,że wyszedł na chciwego. - Ale ja was tak kocham że chcę dla was wszystko.
- Piękny... zapalimy go nad wodą i puścimy w dal - uśmiechnął się, przypatrując się lampionowi.
- Muszą nie ma innego wyjścia. Spełnią się - uśmiechnął się nieco, zapalając lampion, kiedy już przyszli nad rzekę.
[i teraz.... piorun i łup nie ma ich xD]
Tomo złapał go mocniej za rękę i wstał z wózka by się do niego mocno przytulić.
- Kocham cię
- Ale fajerwerki to jeszcze - uśmiechnął się. - Ne a kupisz mi jeszcze jedno takoyaki? Zjem sobie po drodze. Smakowały mi - przyznał szczerze.
- Oczywiście! Przecież czekamy na telefon od malucha - przypomniał mu. - Najpierw romantyczna kolacja przy świecach z winkiem, potem potanczymy, pośpiewamy... potem będzie już 12, postrzelamy i pogadamy z maluchem i... pójdziemy do wyrka na małe co nieco.
- Kochanie? Podobało ci się? - zapytał go chłopak, jedząc swoje takoyaki po drodze do domku. - Pyszne są - rzucił zaraz.
- Wiem, jestem z ciebie dumny - uśmiechnął się jeszcze szerzej po czym zjadł ostatnie mięsko. - Smakowało mi.
Tomo wyrzucił patyczek i tackę po takoyaki do napotkanego po drodze kosza i otrzepał ręce. - Kotek wiesz na co mam ochotę? - zapytał go. - Zróbmy sobie ziemniaki w mundurkach - zaproponował. - Ale to jak już mały będzie w domku. - Taka przekąska.
- Mały sprawia że w naszym domku jest tak żywo - uśmiechnął się. - Nawet jak obaj jesteśmy zmęczeni to maluch potrafi nas rozbawić - dodał szczerze się z tego ciesząc.
- No pewnie, póki co jeszcze lubi u dziadków chodzić, potem będzie gorzej - zachichotał. - No i cieszę się, że jeszcze go do komputera nie ciągnie.
- Nie martwy się tym na zapas - poprosił z uśmiechem. - Kocham cię.
- Wieem - uśmiechnął się wstając i próbując iść powoli do salonu, usiadł jednak na ziemi po 3 dniach.
[tak napisałem? o_O krokach, krokach~!]
- Nie przemęczam. Staram się nie przemęczać - wyszczerzył się. - Mhm no dobrze to ja posiedzę i popatrzę jak będziesz przygotowywał ją.
- No staram się - wywrócił oczyma, po czym powąchał wspaniałe danie i posunął się na kanapie by zrobić mu miejsce. - Twoje zdrowie kochanie - ucałował go lekko w usta stukając się z nim kieliszkiem z winem.
- Nie, nie, tak jest idealnie - oznajmił patrząc na świecąca się choinkę. - Idealnie - ucałował go w policzek.
- Mhm masz rację, tak jest idealnie - przytulił się do niego delikatnie. Zjadł dwa pierożki. - Kochanie? A będziesz mnie zawsze tak rozpieszczał? - zapytał go spoglądając mu w oczy.
- I nawet jak się pokłócimy to po kilku chwilach czy godzinach, usiądziemy razem i pogadamy o tej kłótni na spokojnie? - zaproponował, siadając mu na kolankach by móc się mocno przytulić.
- A jak będę chciał pobyć sam przez chwilę to będę mógł prawda? - upewnił się, odkładając swój kieliszek, zeby móc się lepiej wtulić.
- Mam coś dla ciebie - szepnął w końcu - muskając jego usta i schodząc na wózek. - Ale musisz chwilkę poczekać - ucałował go znowu jadąc do sypialni. Chwilkę go nie było po czym wrócił z dwoma małymi pudełeczkami. - Więc tak... - usiadł mu znów na kolana - Ten jest od Yuyi i ode mnie - podał mu jedno pudełeczko. - A to mniejsze tylko ode mnie - ucałował go znów. - Szczęśliwego nowego roku.
W pudełeczku był zegarek, a zamiast tarczy zegara było zdjęcie Tomo i Yuyi.
- Żebyś o nas pamiętał i mieć nas nawet w pracy - uśmiechnął się delikatnie.
- A to ode mnie, ale... nie śmiej się - poprosił go. Na srebrnym łańcuszku wisiał symbol nieskończoności (równie mały) z jego imieniem wygrawerowanym na odwrocie symbolu. - A to tak... żebyśmy już na zawsze, do nieskończoności byli razem...
Tomo objął go rękoma za szyję zasowolony że jego mężczyzna cieszy się z prezentu.
- Ja ciebie też tak strasznie mocno - wyciągnął swój łańcuszek, pokazując mu że ma ten sam tylko z imieniem Takano. - Jesteś mój.
- Chcę - skinął głową. - Ale wybierzemy napis razem?
- Będzie - zgodził się z lekkim uśmiechem. - Cieszę się, że ci się podoba... łańcuszek. Bałem się, że powiesz, że jesteś facet i nie będziesz takich nosił - przyznał szczerze.
Prześlij komentarz