- Staram się - uśmiechnął się do niego, chowając główkę w jego piersi. - Już mogę trochę więcej jeść - dodał zaraz. - Ale jak będzie za dużo to ci będę mówił albo zostawiał, dobrze? Jakoś nigdy nie jadłem dużych porcji - wzruszył ramionami.
- No bo pewnie trochę schudnę jak zacznę ćwiczyć chodzenie więc chciałem nabrać kg żeby nie było dużej różnicy - uśmiechnął się. - Potańczymy? Tylko jeden utwór?
Uśmiechnął się czując jak Takano go trzyma, odbierając część ciężaru na siebie. Wtulił głowę w jego ramię całując go tam. - Na weselu będę lepiej tańczył - obiecał mu to.
- Tatusiu widziałeś fajerwerki? - zapytał go maluch. - Bo ja oglądam i są piękne - dodał zaraz. - Szczęśliwego Nowego Roku tatuś... od dziadzi i babci też!
- Z tobą to nigdy nie wiadomo - pokazał mu język obejmując go ramionami za szyjkę. - Mogę skończyć winko? - wskazał na swój kieliszek. Było w nim winka na 2 łyki.
- Gdyby było źle to by mnie tu już dawno nie było - pstryknął go w nosek, biorąc od niego kieliszek i upijając łyczek. - Ale wiem, że nie pobawię się tak jakbym chciał, bo ty nie lubisz tego - wzruszył lekko ramionami. - Przyzwyczaiłem się już - dodał całując go mocno w usta.
Tomo zacisnął mocniej powieki, kiedy Takano zabrał się za jego penisa i odetchnął głęboko. - Kochanie ale pamiętaj że ja nie domagam... i za dużo razy nie chcę dochodzić - poprosił go spoglądając na niego.
Tomo opadł na poduszki zadowolony, że się rozumieją. Uwielbiał Takano za wszystko co w nim się mieściło, nawet jeśli zazwyczaj mężczyzna go trochę irytował.
- Chętnie, ale będziesz mnie musiał zanieść bo nie czuję się na siłach - odparł przyciskając go do siebie nieco mocniej. - Strasznie cię kocham, straszniej już chyba nie można.
- Bo cię kocha to bije mocno - wyszczerzył się do niego, a prawdę mówiąc był zwyczajnie wykończony. - Uhm... i robi się troszeczkę ciężko - dodał po dłuższej chwili. - Kochanie? A jak ci zasne w wannie?
- Bo się staram - odparował Tomo pomagając mu się wycierać. - No tak, zrobię - obiecał z uśmiechem, po czym kiedy już był u niego w ramionach przymknął oczy. Zasnął zanim doszli do pokoju.
- Ja też się bardzo cieszę - uśmiechnął się do niego znów trochę ziewając. - Spokojny a jednocześnie troszkę zabawny dzień - dodał wesoło. - Kocham cię wiesz? I chcę więcej festynów.
- Weźmiemy udział w następnym - zapewnił go Tomo. - Jak już będę na nogach to z całą pewnością będzie tam moje stanowisko. Ludzie chętnie kupują bułeczki - pokazał mu język.
- Jestem za - uśmiechnął się do niego szeroko. - Znaczy tak, ale przecież nie będziemy ciągle stać na stoisku - zapewnił go. - Znaczy ja nie będę ciągle stał... bo ty nie musisz kociak.
- Ale Yuya sie wynudzi wtedy - przypomnial mu spokojnie. - Dlatego ja postoję a wy pobiegacie a potem po 2 godzinkach przyjdzie mnie zmienić pan Takiyama - uśmiechnął się szerzej.
Tomo skinął lekko głową. - Zastąpimy to - obiecał, po czym kichnął siarczyście. - Za dużo leżenia - zinterpretował swoje kichanie. - Wstajemy kochanie, piosenkę do napisania mamy.
- Nie skąd, to od leżenia - machnął lekko ręką i zaśmiał się serdecznie. - Ale wezmę lek na wszelki wypadek - dodał zaraz. - Piosenkę. Pokażę ci słowa - dodał wesoło.
- Nie wiedziałem - przyznał lekko. - Dlatego próbowałeś nago tańczyć na stole? Żeby olali twoją wymowę? - spróbował odnaleźć jego motyw. Nikt przecież nie chciał być samemu na studiach.
- Uhm jak będę z tobą to wszystko będzie dobrze - uśmiechnął się do niego, miziając go po szyi krótkimi włosami. Zachichotał nieco. - Marc przybędzie. Opowiesz mi o nim coś więcej?
- Najśmieszniejszą i najbardziej żenująca rzecz, chwila... jaką z nim zrobiłeś - zaproponował patrząc na niego z zainteresowaniem. - Będę mógł z nim porozmawiać przez skype'a? Poćwiczę francuski przed miesiącem miodowym.
Tomo w tym czasie przygotował wszystkie warzywka i zabrał się za przygotowywanie mięska, a kiedy Takano wrócił przerwał na chwilkę pracę, by dolać wody do misek psiakom, które wydawały się zmęczone. - Ale je wymęczyłeś...
Tomo poradził sobie pięknie z mięskiem i zawołał go dopiero podczas doprawiania wszystkiego na patelni. - Kotek, uhm bo ja się tu ledwie trzymam na stojąco - przyznał zmęczony, jeszcze chwilę samemu wszystko smażąc.
- A ja popatrzę na twoje ćwiczeniowe zmagania - zaśmiał się siadając na wózek i otwierając taras, żeby wypuścić psiaki do ogródka. W końcu musiały od czasu do czasu załatwiać swoje potrzeby.
- Wow... nie mówiłeś że on jest taki przystojny - mruknął mu Tomo do ucha siadając bliżej i też machając mężczyźnie. Przeszedł na swoją łamaną franszczyznę. - Niezłe z ciebie ciacho - zapewnił go.
- To jeszcze mu nie powiedziałeś? - zdziwił się Tomo, patrząc na puste krzesło i zbierającego się z podłogi chłopaka. - I zaprosić na ślub - dorzucił zaraz wesoło.
Tomo uśmiechnął się nieco słysząc te słowa i przytulił go do siebie mocno. - Poćwiczysz ze mną francuski? - zapytał mężczyznę. - No bo miesiąc miodowy w części ma być we Francji... to nie chcę jakoś... niedomagać.
- Tak, znaczy żebym potrafił chociaż odnaleźć drogę do hotelu w razie gdybym się zgubił - pokazał mu język. - Pewnie, czemu nie - wyszczerzył się. - Taka-chan to mój misiu.
Tomo skinął głową, ale zaraz wzruszył ramionami. - Ja potrafię... więc chcę się przygotować na ewentualność zgubienia się - przyznał śmiejąc się lekko. - Ach... - spojrzał na Takano śmiejąc się nieco. - Więc mamy 'san' co też się dodaje do imienia. Na przykład Marc-san oznacza mniej więcej panie Marc - zaczął wyjaśniać powoli zawiłości języka japońskiego. - Potem jest 'kun' co dodaje się chłopcom i jest to takie spoufalanie się nieco, a potem jest 'chan' które przeznaczone jest dla dziewczynek, dzieci... i słodkich misiaków jakim jest Taka-chan - wyjaśnił śmiejąc się przy tym.
- Tomohisa - bąknął zapominając kompletnie że tego nie zrobił i teraz nieco się tego wstydził. - Ale wszyscy mówią mi 'Tomo' - dodał zaraz. - Krócej i nie połamiesz sobie języka - pokazał mu język.
- Wcale nie jestem miły - odparował Tomo. - Hej... Marc? Wpadniesz do nas w marcu? - zaproponował zaraz. - Będzie fajnie, poznasz też naszego maluszka.
- Szkoda - Tomo zrobił zawiedzioną minkę, bo chętnie by go poznał na żywo. - To będę dzwonić na skajpaju i będziesz mnie szkolić - dodał zaraz, siadając Takano na kolanach i wtulając się w niego.
- Mówił, że go nie rozumiałeś czasami i że po japońsku do ciebie mówił - zachichotał, przyciskając Takano mocno do siebie. Wtulił głowę w jego pierś. - Kotek niedobrze mi troszkę - szepnął już po japońsku, bo zapomniał odpowiednich słów. - Ne? Jak powiedzieć, że jestem chory? - zapytał zaraz Marca.
- Wygodnie mi tu - skomentował swój wybór Marc, wciąż patrząc na przyjaciela z tajemniczym uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Nie sądziłem, że z nas dwóch to ty ustatkujesz się pierwszy.
- Oczywiście. Nawet wam je udostępnię na noc czy dwa - zaproponował zaraz, uznając że mogliby się wówczas spotkać i albo prześpi się w hotelu albo z nimi w mieszkaniu. - To by twój słodziak poczuł się jak na twoich studiach.
- Przedyskutuj koniecznie - uśmiechnął się nieco. - W stanach? No proszę... nie wiem czy wytrzymam do Maja - zażartował, a Tomo w tym czasie wtulił głowę w brzuszek Takano już zasypiając.
- To on nie przyjął twoich oświadczyn na samym początku? - Marc zagwizdał po czym roześmiał się. - Nie dziwię mu się. Kto by chciał za takiego buraka wychodzić - dodał zaraz. - A tak poważnie to cieszę się twoim szczęściem.
- Czyli będziesz miał kompletną rodzinkę. Cieszę się - zapewnił go z uśmiechem. - Poćwiczę z nim francuski jeśli tego chce, ale całkiem nieźle mówi - zauważył. - Uczyłeś go?
- Nie martw się na zapas, tylko poradź się jakiejś kobiety w razie potrzeby - odparł spokojnie Marc. - No proszę... nauczył się francuzkiego żeby się z tobą porozumiewać... to miłe.
- Dużo już razem przeszliście. Czas na trochę szczęścia - zdecydował nie nalegać na zanoszenie chłopaka do łóżka. Takano znał go przecież znacznie lepiej.
- Mam nadzieję, że to prawda - odparł chłopak. - Kocham cię - wymamrotał przez sen Tomo. - Jolie... - dodał po chwili, a Marc roześmiał się serdecznie. - Zgasić też cię potrafi.
- Codziennie rano stawiam mu kawę, rozmawiamy... zawsze z nim siadam jak jest impreza w pracy, chodzimy razem na lunch, zamawiam mu jego ulubione dania - zaczął powoli wyliczać. - Odprowadzam do domu...
- Jestem dla niego za stary - zamarudził Marc. - On ma ledwie 22 lata... - dodał po chwili. - Wiem... urodziny ma w styczniu - uśmiechnął się lekko, a TOmo wreszcie usiadł. - Wezmę tabletkę. Głowa mnie nie chce przestać boleć - wymamrotał jadąc do kuchni, zjadając tabletkę i wracając. - Wracam spać - ucałował mocno Takano. - Dobranoc - pokiwał jeszcze Marcowi.
- Znaczy... ja myśle trochę na odwot - oznajmił spoglądaąc nA Takano. - no bo przestraszyłbym się gdybym nawet gdzieś tam już chciał się umówić i podobałby mi się Marc... to bym się przestraszył zbyt dużego nacisku. To może zastosować technikę odwrotną. Ograniczyć kontakt i zobaczyć... moze on sam będzie go szukał? Nie na zasadzie nie gadam z tobą, nie, nie... tylko no... uhm jakby to wyjaśnic... - spojrzał na Takano bezradnie.
- Dokładnie - uśmiechnął się Tomo mocno się w niego wtulając. Nie czuł się najlepiej i dość mocno to odczuwał. Chciał tylko być blisko Takano. - Uhm a jak on pomyśli że mi nie zależy? - zapytał cicho Marc trochę się bojąc takiej ewentualności.
- Spróbuję tej a jak nie wypali to przejdę do bardziej agresywnej - zaproponował spokojnie. - Jasne, zadzwońcie kiedy będziecie mieli trochę czasu - pożegnał się z nimi i rozłączył. - Przepraszam - wymamrotał mu Tomo. - Nie chcę być sam... - wyszeptał. - Wiem, że długo z Marciem nie gadałeś... ale nie chcę zostać sam...
- A mogę jeszcze jedną tabletkę? Jakoś strasznie kręci mi się w głowie i staram się nie zwymiotować - wyjąsnil mu. Miał wrażenie,że to curry stanęło mu na żoładku i choc się starał nie potrafił pokonac podchodżącego do gardła zołądka. - I poleżysz ze mną/
- A mogę jeszcze jedną tabletkę? Jakoś strasznie kręci mi się w głowie i staram się nie zwymiotować - wyjąsnil mu. Miał wrażenie,że to curry stanęło mu na żoładku i choc się starał nie potrafił pokonac podchodżącego do gardła zołądka. - I poleżysz ze mną?
- Tak strasznie się boję być sam kiedy mam gorszy dzień - szepnął kiedy już leżał w łóżku po połknięciu wszystkich tabletek. Przytulił się do Takano delikatnie przymykając oczy. - Cieszę się...że przy mnie jesteś - wyszeptał mu do uszka po czym zasnął.
Tomo spał długo. Obudził się dopiero wieczorem z nieco mniejszym bólem głowy, co przyjął z wyraźną ulgą. Uśmiechnął się delikatnie do Takano. - Głowa boli mniej - oznajmił, przytulając się do niego znowu, nie chcąc by go puszczał.
- Przepraszam, że tak cię zmuszam do leżenia ze mną... ja po prostu czuję się bezpieczniej kiedy tu jesteś - wyjaśnił mu, słuchając sobie teraz jego serduszka.
- A pokażesz mi ten deser wcześniej? No bo ja nie bardzo wiem o co chodzi - wyjaśnił. - Może być tylko na obrazku - dodał zaraz wciąż sobie słuchając jego serduszka. - Szybko bije - uśmiechnął się.
- Herbatkę tak - uśmiechnął się do niego. Po prostu bał się trochę, że jak coś jeszcze zje to jednak zwymiotuje. - A obejrzymy razem jakiś film? Może z twoich studiów?
- Bo to znaczy że wciąż mnie mocno kochasz - pomasował go po serduszku i odsunął trochę. - Uhm to dobrze - dodał zaraz ciesząc się, że Takano jednak się nie złości i nie myśli że on chce się wykręcić od jedzenia. - Ale jak zgłodniejesz to masz sobie coś zjeść - pogroził mu palcem przed oczyma.
- Ale jesz więcej niż ja i ja nie chcę żebyś z głodu umarł - pocałował go w usta i schował się pod kołdrę zaciskając mocno powieki. - Ale herbatkę mi zrobisz prawda?
- Poczekam tutaj - zgodził się poprawiając podusie i jeszcze raz go całując. Jakoś nie czuł się za dobrze więc wolał się nie ruszać. - Ale... przywieziesz mi tu wózek? - zapytał go zaraz. - Żebym w nocy nie musiał cię budzić jak będę chciał do łazienki...
- To ten wasz deser bezowy? - zaśmiał się Tomo patrząc jak obaj męczą się z bezami, które najwyraźniej nie chciały stać tak jak to miały w zwyczaju. Zaśmiał się serdecznie bo przecież on rozumiał dokładnie co mamrotał Takano po japońsku.
- O... i nie rozpada się - pochwalił go Tomo zaraz śmiejąc się na widok tego tańca radości. Niestety wieża z bez runęła w chwili gdy podchodził do niej nauczyciel, a na twarzy Takano i Marca pojawiło się rozczarowanie. - Jestem pewien że bardziej żałowałeś tego alkoholu... - ucałował go w policzek Tomo.
- Ale to nic, jesteś taki szczęśliwy - uśmiechnął się widząc jak Takano się szczerzy, a jakaś dziennikarka wdzięczy się do niego , jakby chciała go wyrwać. - Nie wspominałeś o niej...
- Nie chyba nie... znaczy dopóki nie robisz czegoś by specjalnie pobudzić tę lekką zazdrość jaką o ciebie mam to wszystko gra - zapewnił go, tuląc się do jego piersi. - Kocham cię.
- Okay - zgodził się z z lekkim uśmiechem. Wybrał sobie jakiś filmik z imprezy studenckiej i omal nie spadł z łóżka z powodu salwów śmiechu. - Taka-chan!! Wyglądasz świetnie w różowej sukience! - krzyknął.
- Mhm... no to podczas jednej z nocy miesiąca miodowego - zadecydował spokojnie. - I chciałbym też - zarumienił się okropnie. - Być raz na twoje usługi... tak na przykład 24 godziny robienia tego co tylko sobie zażyczysz - wyszczerzył się do niego zaraz chowając twarz w jego koszuli całkiem czerwony.
- Cieszę się - wyszczerzył się do niego, wiedział przecież, że Takano nie zrobi czegoś, czego on będzie się bał. - Będzie fajnie - zapewnił go, całując go lekko w usta i dopijając drugą herbatkę.
- Oczywiście, ze chcę - ucałował go. - Paryż i Francja jest twoja. Oddaje się w twoje ręce - wyszczerzył się. - A Australię zostawiasz mi i będziemy jeździć z plecakiem... bo chcę ci pokazać jak ja zwykłem spędzać wakacje, dobrze? - ucałował go znowu.
- A potem nasze wyjazdy na wakacje też możemy tak różnicować? Na przykład raz w twoim stylu, a raz w moim? Albo tak pół na pół? - zapytał go zaraz, łącząc ich dłonie razem i całkiem niechcący trafiając u niego w komputerze na jakiś thriller roboty Marca. - Na jakieś zaliczenie? Halloween? - zapytał widząc grającego Takano. Ambitną rolę... miał. Grał trupa z flakami na wierzchu.
- Naprawdę? Zrobiliście te flaki z ciasta? Sugoi... - wyszeptał, kładąc się wygodniej na łozku. - Pamiętam jak pomagałem lekarzowi w Tokio na praktykach... z takich wnętrznosci można dużo wyczytać, wiesz?
- Wcale nie wygłupiłem... prawdę mu mówiłem - wymamrotał. - Tylko byłem strasznie zestresowany - uśmiechnął się delikatnie. - Jutro pojedziemy do szpitala? Chcę zacząć rehabilitację - ucałował go w policzek. -Jeśli będę czuł się dobrze... bo jak będzie jak dziś to nie.
- Zawołam na pewno - zapewnił go, siadając na wózku. Ostatnio starał się mu zawsze mówić jeśli coś jest nie tak. Pojechał do łazienki. Trochę mu to zajęło i po 20 minutach był z powrotem.
- Dobranoc - przytulił się do niego i zasnął smacznie. Ten dzień go zmęczył ale i był zadowolony że mógł go poznać nawet jeszcze mocniej niż dotychczas.
Tomo zmarszczył lekko brwi, szukając przez sen Takano i wtulając się w niego mocniej. Wtedy dopiero uśmiechnął się pod noskiem i jeszcze pospał dobre 25 minut.
[No ba... a rogi dają odpowiednią podporę xD Jak święta mijają?]
Tomo otworzył leniwie oczy i ziewnął nieco przecierając je zaraz. - Ohayo - przywitał się z nim. - Ne... kupisz mi tomy nowe moich mang jak będę na rehabilitacji? Oddam ci pieniądze...
- Ale nie zjem nic innego - odparł cicho Tomo. - Bo się boję że ci samochód zafajdam - dodał po chwili. - Wezmę sobie jabłko i zjem jeszcze przed rehabilitacją.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3201 – 3400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Cieszę się - ucałował go ze wszystkich sił, po czym popił trochę swojego winka i zjadł pierożka. - Winko wyśmienite.
- Mhm o czekoladzie wiedziałem - uśmiechnął się. - Ale o winku nie - dodał za chwilę. - A co ten afrodyzjak robi?
- Ja to bym się tak do ciebie teraz pokleił bardziej jak taki misio do północy - odparł w odpowiedzi. - To też się liczy jako popęd?
- A potem wyzwole swoje rządze bez potrzeby afrodyzjaku - zaśmiał się mocno go tuląc.
- Oczywiście - zachichotał. - Będziesz musiał mnie jakoś poskromnić, byczku - dodał śmiejąc się pod nosem.
- Jakoś tej kary nigdy się doczekać nie mogę, bo coś szybko miękniesz kochanie - zachichotał, muskając ustami jego nosek.
- Mou... no przepraszam... nabieram wagi przecież. Ważyłem się dzisiaj i mam 48 kg, przytyłem 3 kg!
- Staram się - uśmiechnął się do niego, chowając główkę w jego piersi. - Już mogę trochę więcej jeść - dodał zaraz. - Ale jak będzie za dużo to ci będę mówił albo zostawiał, dobrze? Jakoś nigdy nie jadłem dużych porcji - wzruszył ramionami.
- No bo pewnie trochę schudnę jak zacznę ćwiczyć chodzenie więc chciałem nabrać kg żeby nie było dużej różnicy - uśmiechnął się. - Potańczymy? Tylko jeden utwór?
- Oczywiście - uśmiechnął się do niego łapiąc go za rękę i wstając.
Uśmiechnął się czując jak Takano go trzyma, odbierając część ciężaru na siebie. Wtulił głowę w jego ramię całując go tam.
- Na weselu będę lepiej tańczył - obiecał mu to.
- No nie wiem... ty mi nie chciałeś striptizu robić, to czemu ja mam robić? - uniósł lekko brew patrząc na niego ze śmiechem na ustach.
- Ja również dziękuję - przytulił się do niego mocno. - Teraz postrzelamy fajerwerki?
- Jakby co to ja podpalę - zaoferował się spoglądając na niego.
[To teraz włączaj sobie seriale amerykańskie czy angielskie bez tłumaczenia. Po prostu dużo słuchaj. I bbc podkasty też :) dasz radę!]
Tomo skinął głową i poszedł razem z nim już mu nie marudząc i pozwalając odpalać fajerwerki.
- Są - zgodidził się z nime Tomo, oglądając pokaz fajerwerek, a kiedy wybiła północ spojrzał na niego. - Szczęśliwego nowego roku
- Tatusiu widziałeś fajerwerki? - zapytał go maluch. - Bo ja oglądam i są piękne - dodał zaraz. - Szczęśliwego Nowego Roku tatuś... od dziadzi i babci też!
- Chcę - odparł szybko chłopiec. - Tatuś? Kocham cię - szepnął jeszcze.
- Szczęśliwego kochanie! Kiedy do nas wracasz? Tęsknimy już za tobą - uśmiechnął się lekko./
- Dopiero... no nic. To potęsknimy jeszcze trochę - uśmiechnął się lekko. - Baw się dobrze kochanie.
- Un pewnie - zgodził się wesoło chłopak spoglądając na niego. - Kocham cię wiesz?
- To chyba dobrze, prawda? Nasz jest wyjątkowy - popatrzył teraz na swoje sztuczne ognie, wpatrując się w ich światło. - Są śliczne.
- No nie wiem czy bez kłótni się uda, ale kto wie - zaśmiał się szczerze, obejmując go mocno.
- A potem się umyjemy i pójdziemy spać - ucałował go w policzek równieuż gasząc swojego ognia i jadąc do domu bo już czuł chłodne dreszcze.
- Tak, tak... albo nigdy - wzruszył ramionami, bo wątpił by Takano kiedykolwiek się zachciało w nią grać.
- Z tobą to nigdy nie wiadomo - pokazał mu język obejmując go ramionami za szyjkę. - Mogę skończyć winko? - wskazał na swój kieliszek. Było w nim winka na 2 łyki.
- Gdyby było źle to by mnie tu już dawno nie było - pstryknął go w nosek, biorąc od niego kieliszek i upijając łyczek. - Ale wiem, że nie pobawię się tak jakbym chciał, bo ty nie lubisz tego - wzruszył lekko ramionami. - Przyzwyczaiłem się już - dodał całując go mocno w usta.
- Przyzwyczaiłem się kotek - powtórzył spokojnie, dopijając winko i odstawiając kieliszek na stół. - Kamerki tu są - zauważył spokojnie.
- Nie przeszkadza mi to co robimy, więc proszę... odpuść temat kochanie - musnął ustami jego usta.
- Kocham cię - szepnął mu do uszka, pozwalając mu teraz całkowicie się zdominować.
[chyba mi nie wyjdzie, jakoś nie mam nastroju na seks xD]
Tomo zaminął oczy pozwalając mu doprawiać samego siebie do białej gorączki, oddychając z każdym jego ruchem nieco ciężej i ciężej.
[no nie mogę coś... jakoś mi nie wychodzi dzisiaj :/ brak weny na takie wieczory...]
Tomo uśmiechnął się lekko, słysząc jego wyznanie. Objął go rękoma za szyję i zaczął go mocno całować.
- Ja ciebie też strasznie mocno kocham.
[Mhm xD no nie wiem czemu, ale jakoś nie widzę tego dzisiaj :P może dlateg oże kiepsko się czuję...]
Tomo zacisnął mocniej powieki, kiedy Takano zabrał się za jego penisa i odetchnął głęboko.
- Kochanie ale pamiętaj że ja nie domagam... i za dużo razy nie chcę dochodzić - poprosił go spoglądając na niego.
Tomo opadł na poduszki zadowolony, że się rozumieją. Uwielbiał Takano za wszystko co w nim się mieściło, nawet jeśli zazwyczaj mężczyzna go trochę irytował.
Tomo uniósł się na łokciach by trochę mu pomóc z pasem obi. Ucałował jego dłoń, zaraz przytulając ją do swojego policzka.
- Mój kochany.
- Już dawno - wywrócił oczyma Tomo śmiejąc się pod nosem. - Kocham cię.
[juhu! już niedługo koniec xD]
Tomo zacisnął mocno powieki przyzwyczajając się dość szybko do rozmiaru Takano. Odetchnął wówczas głęboko poruszając nieco biodrami.
[No jakoś ostatnio nie mogę... ]
Tomo był mu za to wdzięczny. Oddychał szybko ale równomieranie, unosząc lekko jedną powiekę by na niego spojrzeć.
- Jak mam nie patrzyć skoro tak cię kocham że nie patrzeć nie wypada? - zapytał z delikatnym uśmiechem.
- I o to chodzi kochanie - szepnął dochodząc razem z nim i obejmując go mocno łapkami by z niego nie zszedł. - Mój.
- Nie pozwole - odparł z lekkim uśmiechem wciąż go obejmując rękoma i nogami.
- Bo tak bardzo cię kocham że nie mogę cię puścić - odparł spokojnie, oddając mu buziaki raz za razem.
- Mhm... no skoro chcesz - puścił go wzdychając. Przecież nic nie szkodziło w takim tylko leżeniu... przynajmniej jemu.
- Mhm... nie wioem czemu musiałem cię puścić - przyznał szczerze. - Było ci nie wygodnie czy co? - dźgnął go palcem w boczek.
- Ale mnie jest tu dobrze, nie ruszam się - odparł na to pokazując mu język i okręcając się kołdrą.
- No bo nei chciałeś mnie przytulać, to nie - odparł spokojnie, śmiejąc się przy tym. - Tak mi wygodnie - dodał zaraz. - Nie ma za co, kochanie.
- To weź sobie kocyk - podał mu kocyk i zachichotał. - A czemu nie możemy się czasem potulić właśnie w takiej pozycji?
- Nie jest, przecież ci powiem jak będzie ciężko - zapewnił go z wielkim uśmiechem, obejmując go mocno.
- A widzisz? Dlatego ja tak lubię na tobie spać, bo mogę posłuchać wtedy twojego oddechu i serduszka - uśmiechnął się do niego.
- Chętnie, ale będziesz mnie musiał zanieść bo nie czuję się na siłach - odparł przyciskając go do siebie nieco mocniej. - Strasznie cię kocham, straszniej już chyba nie można.
- Bo cię kocha to bije mocno - wyszczerzył się do niego, a prawdę mówiąc był zwyczajnie wykończony. - Uhm... i robi się troszeczkę ciężko - dodał po dłuższej chwili. - Kochanie? A jak ci zasne w wannie?
- Postaram się - obiecał mu to przytulając się teraz do niego ze wszystkich sił jakie jeszcze miał. Ziewnął szeroko.
- Bardzo - przyznał mu opierając się dość mocno o niego. - Spałem dziś w dzień tylko pół godziny... ledwie sie trzymam.
- Kocham cię, wiesz? - sięgnął po mydło i zaczął się nim namydlać. - Lubię się z tobą kąpać.
- Też, to jutro nie będę musiał myć - uśmiechnął się delikatnie, przymykając na chwilę oczy. - Kotek ale ja ci padnę niedługo - wymamrotał.
- Taka-chan? A co jutro zrobimy?
- Bo się staram - odparował Tomo pomagając mu się wycierać. - No tak, zrobię - obiecał z uśmiechem, po czym kiedy już był u niego w ramionach przymknął oczy. Zasnął zanim doszli do pokoju.
Tomo spał tym razem długo, otwierając oczy dopiero o dziesiątej rano. Ziewnął szeroko, poprawiając się przy Takano.
Tomo uśmiechnął się do niego szeroko i ucałował w szyjkę.
- OhayouQ!
- Dobrze się spało - zapewnił go z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Pospałbym jeszcze ale już nie wypada - dodał zaraz ziewając.
- Dobrze, że nie podczas kąpieli - uśmiechnął się delikatnie, muskając jego usta swoimi i jeszcze chwilę się wylegując.
- Ja też się bardzo cieszę - uśmiechnął się do niego znów trochę ziewając. - Spokojny a jednocześnie troszkę zabawny dzień - dodał wesoło. - Kocham cię wiesz? I chcę więcej festynów.
- Weźmiemy udział w następnym - zapewnił go Tomo. - Jak już będę na nogach to z całą pewnością będzie tam moje stanowisko. Ludzie chętnie kupują bułeczki - pokazał mu język.
- Jestem za - uśmiechnął się do niego szeroko. - Znaczy tak, ale przecież nie będziemy ciągle stać na stoisku - zapewnił go. - Znaczy ja nie będę ciągle stał... bo ty nie musisz kociak.
- Ale Yuya sie wynudzi wtedy - przypomnial mu spokojnie. - Dlatego ja postoję a wy pobiegacie a potem po 2 godzinkach przyjdzie mnie zmienić pan Takiyama - uśmiechnął się szerzej.
- Ale wiesz... ja sobie sam poradzę - westchnął Tomo. - Nie chcę Yuyi nikomu podrzucać, kiedy jesteśmy obok - naburmuszył się nieco.
- Po prostu nie chcę, żebyś mi na siłę pomagał, kiedy nie będę potrzebował pomocy - odparował wzdychając ciężko.
Tomo skinął lekko głową.
- Zastąpimy to - obiecał, po czym kichnął siarczyście. - Za dużo leżenia - zinterpretował swoje kichanie. - Wstajemy kochanie, piosenkę do napisania mamy.
- Nie skąd, to od leżenia - machnął lekko ręką i zaśmiał się serdecznie. - Ale wezmę lek na wszelki wypadek - dodał zaraz. - Piosenkę. Pokażę ci słowa - dodał wesoło.
Tomo z uśmiechem poczekał na wózek, po czym usiadł na niego i pojechał się ubrać w ciepły dresik.
- Dlatego już dzisiaj wezmę leki - zapewnił go. - Na przeziębienie też - wyszczerzył się do niego, już w swojej ukochanej długiej bluzie.
- Pierożki poproszę - uśmiechnął się do niego. - I tosta sobie zrobię - dodał jeszcze jadąc z nim do kuchni.
- Kotek? - Tomo wziął wszystkie leki i zapił je sokiem pomarańczowym. - Przytulisz mnie potem tak trochę?
- Kochany mój - Tomo zrobił szybko dwa tosty jeden dla Takano drugi dla siebie i poszedł z nimi do salonu.
- Kochanie są nawet lepsze niż wczoraj - zapewnił go chłopak, jedząc je i siadając mu na kolanach, żeby móc się przytulić.
Tomo już się do niego nie odezwał dopóki nie skończyli z jedzonkiem.
- Czas na trochę muzyki - stwierdził wesoło włączając muzykę w radio.
- Wiesz lubię sobie czasem tak posłuchać radia - uśmiechnął się do niego delikatnie, przytulając się przy tym. - To mnie relaksuje.
- Żeby nie zapomnieć jak się mówi po japońsku? - zażartował sobie z niego śmiejąc się przy tym lekko.
- A jaka to muzyka była? - zapytal go zaraz zainteresowany. W końcu chodziło o muzykę, jeden z jego ulubionych tematów.
- Mhm a po francusku też śpiewałęś? - zapytał go z lekkim uśmiechem. - Zaśpiewasz mi?
- Lubię to twoje seksowne 'r' - odparł kiedy Takano skończył, przytulając się do niego jeszcze mocniej.
- Nie wiedziałem - przyznał lekko. - Dlatego próbowałeś nago tańczyć na stole? Żeby olali twoją wymowę? - spróbował odnaleźć jego motyw. Nikt przecież nie chciał być samemu na studiach.
- Uhm dobrze - uśmiechnął się lekko. - Ale... żadnego byłego - poprosił go cicho, bo się ich obawiał. Zwłaszcza zwariowanych byłych francuzów.
- Trochę się ich boję - przyznał mu szczerze, zakładając kosmyk włosów za głowę. - Ale chyba nie jesteś na to zły prawda? - upewnił się nieco.
- Uhm jak będę z tobą to wszystko będzie dobrze - uśmiechnął się do niego, miziając go po szyi krótkimi włosami. Zachichotał nieco. - Marc przybędzie. Opowiesz mi o nim coś więcej?
- Najśmieszniejszą i najbardziej żenująca rzecz, chwila... jaką z nim zrobiłeś - zaproponował patrząc na niego z zainteresowaniem. - Będę mógł z nim porozmawiać przez skype'a? Poćwiczę francuski przed miesiącem miodowym.
- Ale nie musi być zaraz teraz - potrżąsnął szybko łową śmiejąc sie z jego przygod. - Tylko w ogole chcę...
- Dobrze - zgodził się chłopak, zaraz siadając na wózku. - Zacznę robić obiadek, bo curry jest pracochłonne...
- Na razie to idź z pieskami i .... - zrobił mu szybką listę zakupów. - Po drodze kupoisz mi? - zapytał z uśmiechem. - A ja sobie obiorę warzywka.
Tomo w tym czasie przygotował wszystkie warzywka i zabrał się za przygotowywanie mięska, a kiedy Takano wrócił przerwał na chwilkę pracę, by dolać wody do misek psiakom, które wydawały się zmęczone.
- Ale je wymęczyłeś...
- Dziękuję - ucalował go w policzek, rozpakowując produkty i przygotowując je sobie. - Biedne psiaki - pogłaskał je po grzbietach po czym umył ręce.
- Dobrze - zgodził się z uśmiechem. - Zawołam cię jak będziesz niezbędny - dodał zaraz. - Zrobić ci herbatę?
Tomo poradził sobie pięknie z mięskiem i zawołał go dopiero podczas doprawiania wszystkiego na patelni.
- Kotek, uhm bo ja się tu ledwie trzymam na stojąco - przyznał zmęczony, jeszcze chwilę samemu wszystko smażąc.
Tomo z radością opadł na wózek, po czym zaczął go instruować. Nie zostało wiele do zrobienia. Należało tylko doprawić.
- Jeszcze ryż trzeba zrobić i to wszystko - uśmiechnął się do niego. - A po obiedzie trochę się zdrzemnę - zdecydował bo czuł że inaczej nie da rady.
- A dostanę buziaka chociaż? - zapytał go zaraz wyciągając do niego ręce. - Przepraszam że taki słaby jestem...
- Dobrze - uśmiechnął sie do niego szeroko, po czym razem z Jolie pojechał do salonu i położył się na kanapie.
- Już wstaję - Tomo przetarł zmęczone oczy i usiadł jeszcze chwilkę ziewając. - Pachnie ładnie, zaraz sprawdzimy czy mi wyszło - dodał wesoło.
- To dobreze - ucieszł sęże mu smakuje, bo to oznaczało iż wyszło całkiem nieźle. Sam posmakował i skinął głoą. - No źle nie jest - uśmiechnął się.
- No właśnie widzę, brzusio rośnie - poklepał go po brzuszku. - Teraz wypadałoby zrobić 50 pompek - pokazał mu język.
- A ja popatrzę na twoje ćwiczeniowe zmagania - zaśmiał się siadając na wózek i otwierając taras, żeby wypuścić psiaki do ogródka. W końcu musiały od czasu do czasu załatwiać swoje potrzeby.
- Ty zawsze kochanie wyglądasz dobrze -€ćąłował go.
- Dla mnie wyglądasz - zaprotestował wesoło. - To jak? Dzwonimy na skajpaju do twojego kolegi?
- Wow... nie mówiłeś że on jest taki przystojny - mruknął mu Tomo do ucha siadając bliżej i też machając mężczyźnie. Przeszedł na swoją łamaną franszczyznę. - Niezłe z ciebie ciacho - zapewnił go.
- To jeszcze mu nie powiedziałeś? - zdziwił się Tomo, patrząc na puste krzesło i zbierającego się z podłogi chłopaka. - I zaprosić na ślub - dorzucił zaraz wesoło.
Tomo uśmiechnął się nieco słysząc te słowa i przytulił go do siebie mocno.
- Poćwiczysz ze mną francuski? - zapytał mężczyznę. - No bo miesiąc miodowy w części ma być we Francji... to nie chcę jakoś... niedomagać.
- Tak, znaczy żebym potrafił chociaż odnaleźć drogę do hotelu w razie gdybym się zgubił - pokazał mu język. - Pewnie, czemu nie - wyszczerzył się. - Taka-chan to mój misiu.
Tomo skinął głową, ale zaraz wzruszył ramionami.
- Ja potrafię... więc chcę się przygotować na ewentualność zgubienia się - przyznał śmiejąc się lekko. - Ach... - spojrzał na Takano śmiejąc się nieco. - Więc mamy 'san' co też się dodaje do imienia. Na przykład Marc-san oznacza mniej więcej panie Marc - zaczął wyjaśniać powoli zawiłości języka japońskiego. - Potem jest 'kun' co dodaje się chłopcom i jest to takie spoufalanie się nieco, a potem jest 'chan' które przeznaczone jest dla dziewczynek, dzieci... i słodkich misiaków jakim jest Taka-chan - wyjaśnił śmiejąc się przy tym.
- Tomohisa - bąknął zapominając kompletnie że tego nie zrobił i teraz nieco się tego wstydził. - Ale wszyscy mówią mi 'Tomo' - dodał zaraz. - Krócej i nie połamiesz sobie języka - pokazał mu język.
Tomo uśmiechnął się do Takano i przytulił się do niego nieco.
- Właściwie to tak przypadkiem - zauważył. - Jolie nas poznała - dodął zaraz.
- Wcale nie jestem miły - odparował Tomo. - Hej... Marc? Wpadniesz do nas w marcu? - zaproponował zaraz. - Będzie fajnie, poznasz też naszego maluszka.
- Szkoda - Tomo zrobił zawiedzioną minkę, bo chętnie by go poznał na żywo. - To będę dzwonić na skajpaju i będziesz mnie szkolić - dodał zaraz, siadając Takano na kolanach i wtulając się w niego.
- Zapweniam cię że wybiorę taki czas, by go w domu nie było - wyszczerzył się do niego. - A jest co opowiadać?
- Mówił, że go nie rozumiałeś czasami i że po japońsku do ciebie mówił - zachichotał, przyciskając Takano mocno do siebie. Wtulił głowę w jego pierś. - Kotek niedobrze mi troszkę - szepnął już po japońsku, bo zapomniał odpowiednich słów. - Ne? Jak powiedzieć, że jestem chory? - zapytał zaraz Marca.
- Ale nie musisz kończyć rozmawiać - odparł Tomo schodząc mu z kolan tylko po to by położyć się z głową na jego udach i okryć mocno kocykiem.
- Wygodnie mi tu - skomentował swój wybór Marc, wciąż patrząc na przyjaciela z tajemniczym uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Nie sądziłem, że z nas dwóch to ty ustatkujesz się pierwszy.
- Oczywiście. Nawet wam je udostępnię na noc czy dwa - zaproponował zaraz, uznając że mogliby się wówczas spotkać i albo prześpi się w hotelu albo z nimi w mieszkaniu. - To by twój słodziak poczuł się jak na twoich studiach.
- Przedyskutuj koniecznie - uśmiechnął się nieco. - W stanach? No proszę... nie wiem czy wytrzymam do Maja - zażartował, a Tomo w tym czasie wtulił głowę w brzuszek Takano już zasypiając.
- To on nie przyjął twoich oświadczyn na samym początku? - Marc zagwizdał po czym roześmiał się. - Nie dziwię mu się. Kto by chciał za takiego buraka wychodzić - dodał zaraz. - A tak poważnie to cieszę się twoim szczęściem.
- Czyli będziesz miał kompletną rodzinkę. Cieszę się - zapewnił go z uśmiechem. - Poćwiczę z nim francuski jeśli tego chce, ale całkiem nieźle mówi - zauważył. - Uczyłeś go?
- Nie martw się na zapas, tylko poradź się jakiejś kobiety w razie potrzeby - odparł spokojnie Marc. - No proszę... nauczył się francuzkiego żeby się z tobą porozumiewać... to miłe.
- Pewnie się zastanawiałeś czy jeszcze śpisz - roześmiał się serdecznie, a Tomo zmarszczył nieco brwi i złapał mocniej Takano oddychając ciężko.
- Ale musiało mu ulżeć że żyjesz - odparł spokojnie. - Zabierz go do łóżka, wygodniej będzie.
- Dużo już razem przeszliście. Czas na trochę szczęścia - zdecydował nie nalegać na zanoszenie chłopaka do łóżka. Takano znał go przecież znacznie lepiej.
- Ech Franz był twoim najgorszym. Gorzej upaść nie mogłeś - wywrócił oczyma Marc. - A mówiłem ci to mnie nie słuchałeś...
- Mam nadzieję, że to prawda - odparł chłopak.
- Kocham cię - wymamrotał przez sen Tomo. - Jolie... - dodał po chwili, a Marc roześmiał się serdecznie.
- Zgasić też cię potrafi.
- Aż tak kocha czekoladę? - zaśmiał się znowu, a Tomo ponownie wtulił się mocno w Takano, całując go w brzuszek.
- Nic dziwnego... robisz ją genialną, a takiemu chudzielcowi to jej nie żałuj. Przytyje od niej.
- Jest taki jeden - odchrząknął. - Ale straszliwie oporna istota... nie chce ze mną wyjść na żadną randkę...
- On wlaśnie jest zainteresowany... miał już 3 - wymamrotał załamany. - Ale nie chce mnie... moze nie jestem w jego typie/
- Może... nie wiem, staram się ale nie wychodzi - westchnął cicho. - Nie był? Wolał Jolie? - zażartował.
- Nie, to mój asystent - odparł delikatnie oblizując wargi. - Jest naprawdę fajny... takie moje ciacho - wyszczerzył się. - Ty swojego mocno pilnuj.
- Maj jest za wczesnym terminem... nie dam rady go zdobyć - załamał sie kompletnie słysząc tę propozycję.
- Ja się już tu staram pół roku - westchnął cicho, bawiąc się kosmykiem włosa.
- Codziennie rano stawiam mu kawę, rozmawiamy... zawsze z nim siadam jak jest impreza w pracy, chodzimy razem na lunch, zamawiam mu jego ulubione dania - zaczął powoli wyliczać. - Odprowadzam do domu...
- Jestem dla niego za stary - zamarudził Marc. - On ma ledwie 22 lata... - dodał po chwili. - Wiem... urodziny ma w styczniu - uśmiechnął się lekko, a TOmo wreszcie usiadł.
- Wezmę tabletkę. Głowa mnie nie chce przestać boleć - wymamrotał jadąc do kuchni, zjadając tabletkę i wracając. - Wracam spać - ucałował mocno Takano. - Dobranoc - pokiwał jeszcze Marcowi.
- Ale ja chcę z tobą pobyć - odparł cicho Tomo okrywając się kocem i poprawiając podusię. - Wygodnie mi tu... tobie nie?
- Ja się naprawdę staram - przesłał mu zdjęcie jego sympatii, kiedy Tomo wciąż spoglądał na monitor.
- No, no... niezły jest - pochwalił go za gust.
- Znaczy... ja myśle trochę na odwot - oznajmił spoglądaąc nA Takano. - no bo przestraszyłbym się gdybym nawet gdzieś tam już chciał się umówić i podobałby mi się Marc... to bym się przestraszył zbyt dużego nacisku. To może zastosować technikę odwrotną. Ograniczyć kontakt i zobaczyć... moze on sam będzie go szukał? Nie na zasadzie nie gadam z tobą, nie, nie... tylko no... uhm jakby to wyjaśnic... - spojrzał na Takano bezradnie.
[Wesołych świąt!!! :*]
- Dokładnie - uśmiechnął się Tomo mocno się w niego wtulając. Nie czuł się najlepiej i dość mocno to odczuwał. Chciał tylko być blisko Takano.
- Uhm a jak on pomyśli że mi nie zależy? - zapytał cicho Marc trochę się bojąc takiej ewentualności.
- Spróbuję tej a jak nie wypali to przejdę do bardziej agresywnej - zaproponował spokojnie. - Jasne, zadzwońcie kiedy będziecie mieli trochę czasu - pożegnał się z nimi i rozłączył.
- Przepraszam - wymamrotał mu Tomo. - Nie chcę być sam... - wyszeptał. - Wiem, że długo z Marciem nie gadałeś... ale nie chcę zostać sam...
- A mogę jeszcze jedną tabletkę? Jakoś strasznie kręci mi się w głowie i staram się nie zwymiotować - wyjąsnil mu. Miał wrażenie,że to curry stanęło mu na żoładku i choc się starał nie potrafił pokonac podchodżącego do gardła zołądka. - I poleżysz ze mną/
- A mogę jeszcze jedną tabletkę? Jakoś strasznie kręci mi się w głowie i staram się nie zwymiotować - wyjąsnil mu. Miał wrażenie,że to curry stanęło mu na żoładku i choc się starał nie potrafił pokonac podchodżącego do gardła zołądka. - I poleżysz ze mną?
- Tak strasznie się boję być sam kiedy mam gorszy dzień - szepnął kiedy już leżał w łóżku po połknięciu wszystkich tabletek. Przytulił się do Takano delikatnie przymykając oczy. - Cieszę się...że przy mnie jesteś - wyszeptał mu do uszka po czym zasnął.
Tomo spał długo. Obudził się dopiero wieczorem z nieco mniejszym bólem głowy, co przyjął z wyraźną ulgą. Uśmiechnął się delikatnie do Takano.
- Głowa boli mniej - oznajmił, przytulając się do niego znowu, nie chcąc by go puszczał.
- Przepraszam, że tak cię zmuszam do leżenia ze mną... ja po prostu czuję się bezpieczniej kiedy tu jesteś - wyjaśnił mu, słuchając sobie teraz jego serduszka.
- A pokażesz mi ten deser wcześniej? No bo ja nie bardzo wiem o co chodzi - wyjaśnił. - Może być tylko na obrazku - dodał zaraz wciąż sobie słuchając jego serduszka. - Szybko bije - uśmiechnął się.
- A są pyszne? - zapytał go unosząc głowę by spojrzeć mu w oczka, zanim z powrotem wrócił do słuchania jego serca. Tak było najlepiej.
- Nie wierzę... - pokręcił przecząco głową znów na niego spoglądając. - Tobie coś nie wychodzi poza kuchnią japońską? - zapytał go zdziwiony.
- Pokażesz mi kiedyś? Jak ci się rozpada? - zachichotał ale zaraz ucałował go mocno w usta. - Smak jest najważniejszy kochanie, przynajmniej dla mnie.
- Ale taką mniejszą, żebyśmy we dwóch ją zjedli - ucałował go znów wesoło się tuląc. - A mogę nie jeść kolacji? - zapytał go zaraz. - Jestem pełny...
- Herbatkę tak - uśmiechnął się do niego. Po prostu bał się trochę, że jak coś jeszcze zje to jednak zwymiotuje. - A obejrzymy razem jakiś film? Może z twoich studiów?
- Pewnie - zgodził się, cały czas się do niego tuląc. - Kocham twój zapach, twoje serduszko tak szybko bijące... bo żyjesz!
[Wesołego 1 dnia Bożego Narodzenia!!! xD Jadę teraz do rodzinki... nie będzie mnie sorki.]
- To dobrze że ci przyspiesza - szepnął cały czas się do niego przytulając. - I nie jesteś zły że nie chcę już nic jeść?
- Bo to znaczy że wciąż mnie mocno kochasz - pomasował go po serduszku i odsunął trochę. - Uhm to dobrze - dodał zaraz ciesząc się, że Takano jednak się nie złości i nie myśli że on chce się wykręcić od jedzenia. - Ale jak zgłodniejesz to masz sobie coś zjeść - pogroził mu palcem przed oczyma.
- Ale jesz więcej niż ja i ja nie chcę żebyś z głodu umarł - pocałował go w usta i schował się pod kołdrę zaciskając mocno powieki. - Ale herbatkę mi zrobisz prawda?
- Poczekam tutaj - zgodził się poprawiając podusie i jeszcze raz go całując. Jakoś nie czuł się za dobrze więc wolał się nie ruszać. - Ale... przywieziesz mi tu wózek? - zapytał go zaraz. - Żebym w nocy nie musiał cię budzić jak będę chciał do łazienki...
- Dziękuję mój skarbku - położył się na brzuszku tak by obaj mieli laptopa przed sobą - CO będziemy oglądać? - zainteresował się połykając tabletki
- Będzie bardzo wygodnie - odparł sięgając sobie po kubek z herbatką. - Mhm... i z Marciem - poprosił go. - No bo chciałbym was w akcji zobaczyć.
- To ten wasz deser bezowy? - zaśmiał się Tomo patrząc jak obaj męczą się z bezami, które najwyraźniej nie chciały stać tak jak to miały w zwyczaju. Zaśmiał się serdecznie bo przecież on rozumiał dokładnie co mamrotał Takano po japońsku.
- O... i nie rozpada się - pochwalił go Tomo zaraz śmiejąc się na widok tego tańca radości. Niestety wieża z bez runęła w chwili gdy podchodził do niej nauczyciel, a na twarzy Takano i Marca pojawiło się rozczarowanie.
- Jestem pewien że bardziej żałowałeś tego alkoholu... - ucałował go w policzek Tomo.
- dzięki smaykowi wygraliście? - zapytał go Tomo uśmiechając się lekko. - Widzisz, mówiłem ci że smak jest najważniejszy.
- A nic tam ciekawego na imprezie nie zrobileś? - zapytał go z lekkim uśmiechem przytulając się do niego i popijając herbatkę.
Tomo uścisnął go mocno, po czym przytulił się jeszcze.
- I nie rozpadnie się bo zlecisz go nauczycielowi - zaśął się szczerze.
- Kochanie? A porobimy sobie też takie filmiki? Z Yuyą i samemu? Takie głupotki jak wspólne gotowanie, może piknik... - poprosił go.
- Ten z otwarcia cukierni - postukał palcem w odpowiedni filmik.
- Ale to nic, jesteś taki szczęśliwy - uśmiechnął się widząc jak Takano się szczerzy, a jakaś dziennikarka wdzięczy się do niego , jakby chciała go wyrwać. - Nie wspominałeś o niej...
- Tak trochę... jestem - odparł rumieniąc się nieco i dopijając herbatkę. - No bo jesteś mój... i nie chcę by jakaś pinda mi cię zabrała...
- Uhm - objął go mocno rękoma, przytulając się do niego i słuchając serduszka. - Ale... trochę zazdrosny będę zawsze - wymamrotał cicho. - To źle?
- Un to dobrze - wyszczerzył się do niego. - Będę mógł jeszcze jedną herbatkę wypić?
- Nie chyba nie... znaczy dopóki nie robisz czegoś by specjalnie pobudzić tę lekką zazdrość jaką o ciebie mam to wszystko gra - zapewnił go, tuląc się do jego piersi. - Kocham cię.
- Okay - zgodził się z z lekkim uśmiechem. Wybrał sobie jakiś filmik z imprezy studenckiej i omal nie spadł z łóżka z powodu salwów śmiechu. - Taka-chan!! Wyglądasz świetnie w różowej sukience! - krzyknął.
- Ale wyglądasz cudnie - wyszczerzył się nadal trochę się śmiejąc. - Taki seksowny jesteś - puścił do niego oczko.
- Nie dziwię się mu... jak się tak wyginasz i stringi pokazujesz? - zachichotał znów. - Trafiłem na perełkę wśród filmów!
- No ja nie wiem... - zatrzymał filmik w momencie pokazywania przez Takano stringów. - To raczej slipy nie są... - zaśmiał się biorąc herbatkę.
- A co cosplayowałeś? - zainteresował się zaraz, pijąc już drugą herbatkę.
Zaśmiał się cichutko.
- A zrobimy kiedyś cosplay? - zapytał go spokojnie. - Z twoimi kumplami albo coś?
- No nie wiem - cmoknął go w usta. - Ciebie na żywo w takich jeszcze nie widziałem kochanie - zapewnił go z uśmiechem.
- Dobrze - uśmiechnął się szeroko. - Na walentynki? - zaproponował uznając że już będzie wtedy chodził jako tako.
- Mhm... no to podczas jednej z nocy miesiąca miodowego - zadecydował spokojnie. - I chciałbym też - zarumienił się okropnie. - Być raz na twoje usługi... tak na przykład 24 godziny robienia tego co tylko sobie zażyczysz - wyszczerzył się do niego zaraz chowając twarz w jego koszuli całkiem czerwony.
- Un coś takiego - wyszczerzył się do niego. - Naprawdę? W porządku - zgodził się na jego warunek. - Kocham cię.
- Cieszę się - wyszczerzył się do niego, wiedział przecież, że Takano nie zrobi czegoś, czego on będzie się bał. - Będzie fajnie - zapewnił go, całując go lekko w usta i dopijając drugą herbatkę.
Tomo skinął głową. Takano miał rację. Cały miesiąc będzie cudowny.
- Tobie to wszędzie za ciasno baka - pacnął go dłonią w głowę śmiejąc się lekko przy tym i zaraz muskając jego nosek.
- Oczywiście, ze chcę - ucałował go. - Paryż i Francja jest twoja. Oddaje się w twoje ręce - wyszczerzył się. - A Australię zostawiasz mi i będziemy jeździć z plecakiem... bo chcę ci pokazać jak ja zwykłem spędzać wakacje, dobrze? - ucałował go znowu.
- A potem nasze wyjazdy na wakacje też możemy tak różnicować? Na przykład raz w twoim stylu, a raz w moim? Albo tak pół na pół? - zapytał go zaraz, łącząc ich dłonie razem i całkiem niechcący trafiając u niego w komputerze na jakiś thriller roboty Marca. - Na jakieś zaliczenie? Halloween? - zapytał widząc grającego Takano. Ambitną rolę... miał. Grał trupa z flakami na wierzchu.
- Naprawdę? Zrobiliście te flaki z ciasta? Sugoi... - wyszeptał, kładąc się wygodniej na łozku. - Pamiętam jak pomagałem lekarzowi w Tokio na praktykach... z takich wnętrznosci można dużo wyczytać, wiesz?
- Wcale nie wygłupiłem... prawdę mu mówiłem - wymamrotał. - Tylko byłem strasznie zestresowany - uśmiechnął się delikatnie. - Jutro pojedziemy do szpitala? Chcę zacząć rehabilitację - ucałował go w policzek. -Jeśli będę czuł się dobrze... bo jak będzie jak dziś to nie.
- Un, ale nie jesteś głodny? - zapytał go, bo nie chciał by jego misiu szedł spać głodny. - Pójdę się umyć. Dzisiaj sam dobrze? - ucałował go znowu.
- Zawołam na pewno - zapewnił go, siadając na wózku. Ostatnio starał się mu zawsze mówić jeśli coś jest nie tak. Pojechał do łazienki. Trochę mu to zajęło i po 20 minutach był z powrotem.
- Już - chłopak schował się pod kołdrę i jeszcze obejrzał sobie do końca dwa filmiki z Takano zanim odłożył laptopa i gasząc światło.
- Dobranoc - przytulił się do niego i zasnął smacznie. Ten dzień go zmęczył ale i był zadowolony że mógł go poznać nawet jeszcze mocniej niż dotychczas.
[A kiedy nie spał, istny z niego diabeł xDDD]
Tomo zmarszczył lekko brwi, szukając przez sen Takano i wtulając się w niego mocniej. Wtedy dopiero uśmiechnął się pod noskiem i jeszcze pospał dobre 25 minut.
[No ba... a rogi dają odpowiednią podporę xD Jak święta mijają?]
Tomo otworzył leniwie oczy i ziewnął nieco przecierając je zaraz.
- Ohayo - przywitał się z nim. - Ne... kupisz mi tomy nowe moich mang jak będę na rehabilitacji? Oddam ci pieniądze...
[Spokojnie, odpoczywam :) Jem... za dużo :P i tyje...]
- Zapiszę ci wszystko - uśmiechnął się. - I zadzwonię jak będę konczył - ucałował go na dzień dobry i usiadł.
[To dopiero po sylwestrze jakaś dietka :P nic słodyczy i po sprawie :D]
- Nic - wymamrotał chłopak, ale zaraz westchnął lekko. - Może jakiś owoc?
[Wiem... ale ale no nie wiem xDDD to ćwicz :P]
- Uhm... a płatki z mlekiem? Yuya je lubi, powinny być... - zaproponował, jakoś nie mając ochoty na nic więcej.
[Powodzenia xDDD]
- Płatki starczą - wymamrotał. - Jak będę głodny na rehabliticaji to sobie coś kupię - obiecał mu.
- Ale nie zjem nic innego - odparł cicho Tomo. - Bo się boję że ci samochód zafajdam - dodał po chwili. - Wezmę sobie jabłko i zjem jeszcze przed rehabilitacją.
Prześlij komentarz