- Nie stracisz - obiecał mu spokojnie. - Nie będę się za mocno przemęczał... a przynajmniej spróbuję - dodał zaraz, bo i jemu ta obietnica wydała mu się trochę dziwna. - Spróbuję - dodał mocniej.
- Na naleśniki do naleśnikarni - zaproponował wesoło siadając do stołu. Telefon zadźwięczał mu w kieszeni. - Hej Yuya - uśmiechnął się dobierając. - Wujek... bo ja się zgubiłem - chłopiec rozpłakał się w słuchawkę. - Chciałem zrobić niespodziankę babci i dziadzi i poszedłem do sklepu... - maluch na chwilę przestał mówić i znów się rozpłakał. - I nie wiem gdzie jestem... a nie chce dziadzi martwić... - Taka-chan dzwoń do taty... Yuya się zgubił - zrelacjonował mu szybko. - Kochanie spokojnie. Wróć do sklepu - poprosił go nie chcąc by maluch był sam. Lepiej by był wśród ludzi. - Dziadzia po ciebie przyjdzie. Powiedz mi tylko gdzie znalazłeś sklep - poprosił go.
Tomo powoli i spokojnie rozmawiał z maluszkiem, dowiadując się gdzie się znajduje i notował wszystko na kartce, którą zaraz podał Takano. - Już dobrze kochanie. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - zapewnił go. - Nic się nie stało... ale wiesz Yuyuś? Następnym razem zanim wyjdziesz z domku weź numer babci i dziadka dobrze? - poprosił go. - Wujku przepraszam - chłopiec usiadł na ławeczce w sklepie przy ochroniarzu i otarł łezki. - Już dobrze - Tomo nie zamierzał się rozłączać dopóki jego mama albo tata Takano nie przyjdą po malca.
Tomo powoli i spokojnie rozmawiał z maluszkiem, dowiadując się gdzie się znajduje i notował wszystko na kartce, którą zaraz podał Takano. - Już dobrze kochanie. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - zapewnił go. - Nic się nie stało... ale wiesz Yuyuś? Następnym razem zanim wyjdziesz z domku weź numer babci i dziadka dobrze? - poprosił go. - Wujku przepraszam - chłopiec usiadł na ławeczce w sklepie przy ochroniarzu i otarł łezki. - Już dobrze - Tomo nie zamierzał się rozłączać dopóki jego mama albo tata Takano nie przyjdą po malca.
Tomo w tym czasie zmusił Yuyę do opowiadania mu dni spędzanych z dziadkami. Chłopiec nadal był mocno przestraszony, ale kiedy opowiadał trochę się uspokajał. - Kochanie - Tomo spojrzał na Takano. - Jak wrócisz to pójdziemy wszyscy razem na basen - zapewnił go. - Bo wiesz co? Od dzisiaj będę chodził na rehabilitację. Przyjdziesz czasem z tatą popatrzeć jak mi idzie? - Tak wujku! I będę mocno trzymał kciuki - zapewnił go chłopczyk nieco bardziej ożywiony. Rozmawiali tak jeszcze dobre 10 minut, zanim Tomo usłyszał głos Yuyi. - Dziadzia! - chłopiec rzucił się do mężczyzny i mocno się do niego przytulił. - Dziadziuś ja przepraszam! - rozpłakał się znów tym razem już raczej z ulgi.
Tomo rozłączył się gdy tylko upewnił się, że dziadek go już ma i odłożył słuchawkę. - Ech Taka-chan... - spojrzał na mężczyznę. - Chyba musimy porozmawiać z Yuyą... tu w Yukan jak wychodzi rano by zrobić nam niespodziankę, śniadanie... to nic się nie stanie bo zna drogę, ale Tokio to inny świat - zacisnął wargi. Nie wspominał o zachowaniu ich rodziców, bo to nie powinno się wydarzyć, ale wiedział że trochę w tym ich winy też było. Przecież pozwalali Yuyi chodzić samemu do sklepu i mały pewnie pomyślał że to to samo.
- Nie powinna - zgodził się z nim, zaciskając mocno wargi. - Ale znasz Yuyę... czasem budzi się kiedy my jeszcze śpimy i cicho się wymyka - zauważył wzdychając lekko. - Pewnie tu było podobnie. Szkoda tylko, że mama... że z nim nie ustalili zasad.
- Hej spokojnie... zawsze możesz im kazać być tu w Yukan bez żadnych wycieczek - pogłaskał go po głowie. - Spokojnie, każdy popełnia błędy i on na pewno to zrozumie. Moja mama zresztą też - zauważył cicho. - No i... jest jeszcze mój tata - dodał po chwili. - Wiem, że za nim nie przepadasz, ale z nim też możemy zostawić maluszka.
- Wiem kochanie... musisz się troszkę uspokoić - poradził mu głaszcząc go po pleckach. - Bo to jest ich wina tak, ale i nasza... bo nie wpoiliśmy maluchowi, że Tokio jest niebezpiecznym miastem - zauważył cicho. - A tym komu go damy zajmiemy się później - uśmiechnął się lekko. - To nie czas na krzyki i złość, bo jestem pewien że i twój tata i moja mama są w tej chwili przerażeni jak i wściekli na samych siebie. Pewnie będą mieć wyrzuty sumienia do końca świata.
- Wiem kochanie, ale poradziliśmy sobie. Maluch nie został sam z problemem i wiedział, że może poprosić o pomoc a to najważniejsze, prawda? - uśmiechnął się do niego lekko. On sam też się przestraszył, ale starał się zachować zimną krew i uspokoił się dość szybko, bo gdyby zaczął panikować to Yuya tym bardziej by się przeraził.
- Nie było latwo - przyznał szczerze ale zaraz uśmiechnął się do niego. - Ale Yuya nas potrzebował, więc nie mogliśmy zawalić, nie? - ucałował go lekko w usta.
Tomo pokręcił przecząco głową. - Nie - uśmiechnął się lekko. - Jutro i tak go przywieźć mieli. Daj mu spędzić ostatni dzień i noc z dziadkami. Myślę, że zwłaszcza teraz oni wszyscy tego potrzebują.
- Jutro go przywiozą i malucha uściskasz - uśmiechnął się do niego szeroko, pisząc smsa do ojca Takano że Yuya u nich zostaje i widzimy się wszyscy jutro.
- Nikt nie jest idealny kochanie - odparł cicho Tomo popijając herbatką płatki i odkładając miseczkę. - Przyjeżdżają dzisiaj, bo Yuya chce do domku... chyba się maluch przestraszył mocno.
- Pewnie bardzo się bałeś - złapał go mocniej za rękę i pociągnął go sobie na kolana, obejmując w pasie i przytulając do siebie. - Ale widzisz? Yuya zadzwonił do nas - dodał zaraz cicho. - Do ciebie i do mnie... swoich rodziców - dodał spokojnie, bo przecież to była ta różnica.
- Dobrze, jakby było to w jakimś miejscu, gdzie można pospacerować - dodał zaraz. - Poszlibyśmy z maluchem na spacer a potem do onsen? - zaproponował zaraz, jadąc do pokoju trochę się przygotować na małą wycieczkę.
Tomo przygotował sobie mały plecaczek z ciuchami na przebranie na rehabilitację i potem na kolejny dzień. - Jestem gotowy... jeszcze tylko leki - dodał zaraz bo bez leków nie mógł pojechać.
- Dobrze - chłopak dopakował leki i ubrał się szybko, jeszcze na chwilę zatrzymując Takano żeby się do niego przytulić. - O i moje mangi - podał mu listę. - Tylko nie wiem czy wszystkie wyszły...
- Dobrze - chłopak dopakował leki i ubrał się szybko, jeszcze na chwilę zatrzymując Takano żeby się do niego przytulić. - O i moje mangi - podał mu listę. - Tylko nie wiem czy wszystkie wyszły...
- Będę grzeczny na rehabilitacji - obiecał mu muskając jego policzek ustami i zapinając pasy. Otworzył lekko okno. Tylko trochę dla tego powietrza. - A potem pojedziemy po maluszka, zjemy we troje dobry obiad i onsen?
- Taka-chan? A jak mi nie będzie szło dzisiaj? - trochę się bał tej rehabilitacji. Nie wiedział skąd ten strach bo przecież nie miał problemu ze staniem. - Jak mi nie będzie szło?
Do sali wszedł w chwili kiedy Tomo upadł na materac dysząc ciężko i nieco kaszląc. - Starczy, Kurosagi-san - jego lekarz ukucnął tuż przed nim. - Już ci to mówiłem... koniec. - Jeszcze raz - chłopak oderwał sobie jego dłoń od ramienia i z trudem dźwignął się na nogi. - Dam radę - fuknął. - Kurosagi-san... - mężczyzna rozłożył bezradnie ręce. - Nie mogę ci pozwolić, zamęczysz się. - Nic mi nie jest! - krzyknął na niego Tomo, łapiąc się mocniej barierki. - Nic mi nie jest! - powtórzył mierząc mężczyznę chłodnym spojrzeniem. - Muszę szybko stanąć na nogi.
- Przecież się nie przemęczam - dłoń ześlizgnęła mu się z drążka i padł jak długi na materac, zaraz zbierając się do siadu i kaszląc cicho. - Tylko chciałeś żebym spał w aucie - usprawiedliwił się cały czerwony. - No i... chciałem zrobić szybko postępy...
- Przecież się nie przemęczam - uparł się, że tego nie robi, bo w jego mniemaniu tego nie robił. Tylko bardzo mocno starał się zrobić postępy. Co w tym złego?
- Uhm ale chodziłem przy barierkach. Naprawdę chodziłem - zapewnił go zadowolony że tak było. - Ja po prostu chcę już chodzić i być ci pomocny jak kiedyś...
Tomo skończył banana dość szybko i dopił całą wodę, wyrzucając butelkę i skórkę po owocku do kosza stojącego nieopodal samochodu. - Możemy jechać - uśmiechnął się do Takano wchodząc do tyłu i zsuwając sobie buty. Położył też kurtkę za siedzenia, po czym ułożył się wygodnie na podusi.
Tomo obudził się gdzieś godzinkę od Tokio. Przetarł zmęczone oczy dłońmi i ziewnął lekko siadając. - Kocham cię - oświadczył obejmując Takano lekko od tyłu i całując go w szyjkę. - Staniemy na chwilę?
- Nie - pokręcił przecząco głową, zapinając swoją kurtkę pod samą szyję. - Kocham cię - oznajmił jeszcze zanim ruszył do toalety. Miał lekki problem ze zmieszczeniem się w środku, ale kiedy już sobie poradził wrócił do Takano w sklepie. - Uważaj jak jeździsz - krzyknął na niego jakiś menel, wylewając na siebie całe piwo. - Przepraszam - westchnął Tomo, choć przecież nawet na niego nie najechał ani go nie potrącił. Cofnął się odruchowo, widząc jak ten szykuje się do ataku.
- Najechał mi na nogę i wylałem przez to piwo! - krzyknął na niego mężczyzna robiąc się coraz bardziej agresywny, ale zaraz obsługa stacji benzynowej się nim zajęła, wyrzucając go ze sklepu. - Bardzo panów za to przepraszam - westchnęła młoda, nieco wystraszona blondynka, stojąca przy kasie. - Niektórzy nasi klienci są niezbyt cywilizowani...
Dziewczyna dorzuciła im gumę w gratisie. Niby nie dużo ale zawsze miły gest. Tomo podziękował Takano za colę i hotdoga po czym pozwolił się zawieźć do stolików. - Zjemy tutaj a potem pojedziemy dalej?
- Niespecjalnie - pokręcił przecząco głową. - Chciałbym tylko wejść do największej księgarni... wyszła nowa książka mojego profesora... wiem że nie pracuję w zawodzie ale chciałbym kiedyś to robić, więc - wzruszył lekko ramionami. - No i spacer?
- Wiem, dlatego powiedziałem... kiedyś - westchnął cicho. - Naprawdę chciałbym wrócić do zawodu... za rok, albo dwa - uśmiechnął się lekko, jedząc hotdoga i podając mu połowę.
- Eh to ja z nimi porozmawiam - zdecydował spokojnie. - Trochę ich uspokoję... - ucałował go w policzek. - I powiem że jak już ochłoniesz to z nimi porozmawiasz, dobrze?
Tomo spojrzał na niego i na chwilę usiadł mu na kolanach. Wziął jego twarz w dłonie i spojrzał mu prosto w oczy. - Kochanie nie jesteś swoim tatą i nigdy nim nie będziesz - zapewnił go. - Ja jestem pewny kogo kocham... kocham Ciebie Takano, a nie twojego tatę - ucałował lekko jego wargi. - Chcę cię też uchronić od bycia takim jakim on jest, dlatego... kiedy już ochłoniesz, za kilka dni, za miesiąc czy dwa... wtedy z nimi porozmawiasz. Twój tata na pewno by tego nie zrobił - pogłaskał go po policzku zaraz całując go delikatnie w usta. Objął go mocno przytulając do siebie. - Jesteś moim kochaniem. Moim kochanym mężczyzną, który popełnia błędy bo jest tylko człowiekiem... ale masz mnie i masz Yuyę... my cię będziemy wspierać zawsze - zapewnił go.
- Nie musisz wejść ze mną do środka - usiadł obok niego. - Chcę tylko, żebyś się uspokoił - poprosił go. - Nie musi być dziś, ani jutro... ale chciałbym żebyś spróbował im wybaczyć.
- Ale ja wiem kochanie. Wierzę w ciebie i troszeczkę cię znam - uśmiechnął się do niego, kładąc mu dłoń na udzie. - Mhm... to mogę zrobić ci dobrze? - spojrzał na niego z diabelskim uśmiechem.
- Nie ubrudziłbym ci go. Grzecznie wszystko połknę, a na razie to stoimy w korku i poruszamy się 5 na godzinę - zauważył wesoło, klepiąc go po udzie i zabierając łapkę, bo skoro nie chciał to nie.
- To pojadę po Yuyę, poczekasz tu na nas? - upewnił się, kiedy Takano podstawił mu wózek, po czym podejchał do windy i wprost do domu taty Takano. - Hej - przywitał się z nimi zaraz przytulając maluszka, który wtulił się w niego tak strasznie mocno. - Hej skarbie... już dobrze - zapewnił go mocno go obejmując. - Tatuś czeka na nas na dole - dodał zaraz, muskając go w czółko. Yuya był cały blady i miał czerwone oczka najwyraźniej od płaczu. Tomo miał wrażenie, że maluch płakał cały dzień. Zamienił z dziadkami kilka słów i zapewniając ich że wszystko w porządku, że Takano kiedyś im to wybaczy... zabrał torbę chłopca i pozwolił mu siedzieć na kolanach, po czym zjechał z nim na sam dół. Yuya dalej się w niego wtulał bojąc się go puścić.
- Tatusiu przepraszam - chłopiec znów się trochę rozpłakał wtulając mocno w niego i nie chcąc go puścić. Tak bardzo się bał, kiedy się zgubił i teraz mógł wreszcie być z rodzicami. - Przepraszam, przepraszam - wydusił z siebie jeszcze.
- Ale ja... tatuś ja zapomniałem, że mogę dzwonić do dziadzi... - chłopiec mocniej do niego przylgnął. - Tylko pomyślałem... o wujku i tatusiu - dodał płacząc cicho. - Bo... się bałem, że już was nie zobaczę - teraz już wybuchł głośnym płaczem. On ich tak bardzo kochał, że już bardziej się nie dało.
- Hm... może pojedziemy na lody - zaproponował Tomo, bo czuł że Yuya będzie ich trzymał za rękę teraz cały czas i jeszcze trochę czasu minie zanim się uspokoi. Chłopiec wtulił się jeszcze mocniej w Takano. - Bardzo, bardzo kocham - zapewnił go cichutko. - Tatuś? A ty mnie troszkę też?
- No to na ciasto - zgodził się Tomo a Yuya przytulił się do Takano jeszcze mocniej, słysząc jego słowa. Ucieszył się, że też jest kochany. Tomo uśmiechnął się delikatnie. - Tatuś był gotów wsiadać w samochód i samemu jechać cię szukać - zapewnił go.
- A jaką? - zapytał ich szybko chłopiec, teraz wtulając się w Tomo. Mała przylepa się z niego zrobiła, ale to nie przeszkadzało Tomo. - Zobaczysz kochanie. Spodoba ci się - zapewnił go, muskając ustami jego czółko.
- Jestem tatusiu - przyznał się maluch, siadając wygodniej na kolanach Tomo. - No to postanowione. Jemy coś pysznego i potem niespodzianka - uśmiechnął się szeroko Tomo.
- Ja poproszę zupkę z pomidorów, krem - odparł wesoło Tomo, a Yuya zastanawiał się troszkę dłużej. - Kotlecika z frytkami - poprosił o taki zestaw dla dzieci.
- Tatuś... ale to moja wina była tatuś - zapewnił go cicho chłopiec, jedząc powoli frytki. - Bo ja zobaczyłem gdzie dziadzia chowa klucze i sam rano poszedłem... a dziadzia mnie szukał... i dzwonił do mnie ale bałem się odebrać... - pokazał mu nieodebrane połączenia na telefonie jeszcze przed jego telefonem do Tomo. - Bo myślałem że dziadzia nakrzyczy... - Kochanie - Tomo pogłaskał go lekko po głowie. - Ty już zostałeś za to ukarany. Strasznie się bałeś i mam nadzieję, że więcej tego nie zrobisz - szepnął, patrząc na Takano.
Tomo dokończył swoją zupkę i dopił soczek, po czym obserwował tylko w milczeniu swoich mężczyzn. - Kocham was najmocniej na świecie - wymsknęło mu się.
Tomo schował się za swoją kartą, by ukryć lekkie zażenowanie, a Yuya bezradnie popatrzył na tatę. - Tatuś... za dużo kanji - pokazał palcem na kartę. Nie wiedział co jest czym.
- Ten - chłopiec w końcu wybrał ciasto waniliowe z bitą śmietaną i owocami, a Tomo tradycyjnie zdecydował się na mus xzekoladowy i gorącą czekoladę z piankami do tego.
- A mogę trochę posmakować? - zapytał go zaraz, a Yuya od razu podał mu łyżeczkę ze swoim ciastem. - Dziękuję kochanie - posmakował deseru chłopca. - Mhm pychotka... - odwdzięczył się tym samym podając trochę musu chłopcu.
- Mhm o kurczę... to jest pyszne - oświadczył przełykając kawałek deseru Takano. - Musisz koniecznie zrobić takie w domku - dodał wesoło. - Yuyuś, a ty mi pomożesz dla taty zrobić niespodziankę, prawda? Zajmiemy w domku kuchnię i tata nie będzie miał do niej wstępu.
- Pójdziesz z psiakami - wyszczerzył się do niego. - Albo obejrzysz film - dodał z uśmiechem, a Yuya zawtórował. - Tatuś a poczytasz mi książeczkę na dobranoc? - zapytał go, bardzo lubił te wieczory. Jeden czy dwa rozdziały przed snem.
- Dokładnie, pośpimy - wyszczerzył się lekko, siadając znów na wózku i biorąc malca na kolana. - A co to za niespodzianka? - zapytał znów Yuya. - Tatuś no powiedz... wujek noo!
- Mogę pójść do działu dla dzieci? - zapytał ich Yuya nie chcąc już się nigdzie ruszać bez pozwolenia. - Możesz kochanie, ale poczekaj tam na nas, dobrze? - poprosił go Tomo, puszczając malca, który zaraz pobiegł pooglądać książki dla dzieci. - Moja będzie tam - wskazał dłonią na kolejkę ludzi po autograf pisarza.
- Mhm... myślę, że on się trochę zmienił kochanie. Stara się być bardziej odpowiedzialny - dodał podjeżdżając trochę bliżej. - Będziesz mnie nosił w onsen?
- Nic nie szkodzi, postarzałem się i jeżdżę na wózku. Nic dziwnego - uśmiechnął się szczerze. - Sensei... to mój narzeczony - zagryzł lekko wargę. - Dalej pan się uwija z nieznośnymi studentami?
- No dobrze - zrobił nieco zawiedzioną minkę ale się nie sprzeczał. Yuyę znaleźli między dwoma pułkami ksiązek dla dzieci. - Tatuś... ja bym chciał tą i tą i tą - pokazał palcem książeczki, ale zaraz wręczył mu ostatnią część Niefortunnych zdarzeń. - Ale może później - dodał wskakując na książeczki. - Oj maluszku... kochasz czytać, co nie? - Uwielbiam wujku!
- Ale jeszcze mam problem z duuużo kanji - westchnął cichutko. - Ale tatuś czyta i to fajne jest! Albo wujek - wtulił się znów w Tomo. - Kochanie, poczekamy na dworze dobrze? - Tomo pokiwał do Takano wyjeżdżając z księgarni by nie robić za zawalidrogę w środku.
- Nic a nic. Graliśmy w łapki - pokazali mu jak to wystukują rytm rękoma, klepiąc się czasem po kolanach ze śmiechem. - Nauczymy cię potem - obiecał mu Tomo.
Maluch zasnął Tomo na kolanach w połowie drogi do onsen. Musiał być wykończony wydarzeniami dnia. - Śpioszek mały - uśmiechnął się Tomo. - Ne kotek? Kocham cię.
- Miłego - zgodził się. - Kiedyś mnie uratował... udawał mojego faceta, żeby jeden koleś się do mnie nie dobrał. Byłem już wtedy na dobrej drodze z wyjścia z prochów.
- Mhm ale nie wykosztowałeś się za dużo, prawda? - upewnił się nieco, głaszcząc maluszka po włoskach. Chłopiec zamruczał coś przez sen. - Obudzę go na miejscu.
- I pytałeś o maluszka, co nie? - upewnił się, kiedy już zdążali do domku. Tomo obudził delikatnie Yuyę. - Kochanie jesteśmy na miejscu - uśmiechnął się lekko. - Ale... to nie domek - zdziwił się cichutko Yuya przecierając oczka. - Nie jedziemy do domku?
Yuya jednak nie poczekał pobiegł za Takano, łapiąc go za rączkę. Chciał wszystko zobaczyć. Wszystko. Tomo zaśmiał się cicho, trzymając bagaże i zostając przy samochodzie. Nie będzie się pchał.
- A w domku? Będę nadal mógł sam chodzić do sklepu? - zapytał ich chłopiec, a Tomo skinął lekko głową. - Kochanie, Yukan to malutkie miasteczko i sklep masz na końcu ulicy na której mieszkamy... znasz drogę powrotną i możesz tam chodzić. Jesteś bezpieczny... ale jeśli jesteś w mieście lub miejscu którego nie znasz, to nie chodź sam. Powiedz że czegoś potrzebujesz i my z tobą pójdziemy... Dziadek też by z tobą poszedł - zapewnił go.
- Fajnie - uciesztł się Yuya, a Tomo skinął lekko głową, kalkulując czy wziął wystarczająco dużo leków. - Taka-chan? Ale będziesz mnie musiał nosić - westchnął cicho. - Przepraszam...
- Wziąłem - odparł spokojnie. - Tylko będziemy musieli być w domu przed 22... bo na wieczór nie wziąłem leków - dodał przepraszająco, obejmując mocno Yuyę i czochrając go po włoskach. - Stęskniłem się - wyjaśnił maluchowi.
Yuya zsiadł z kolan Tomo gdy Takano otworzył ich domek i wbiegł do środka z wypiekami na twarzy oglądając wnętrze. - Tatuś! Yukata! - wskazał palcem na 3 yukaty.
- Ale tak nago? - zdziwił się malec, rozśmieszając tym troszkę Tomo. - Tak kochanie, ale będziesz owinięty ręczniczkiem w pasie - zapewnił go spokojnie.
Yuya poszedł za nimi, rozbierając się w łazience i biorąc ręczniczki tak jak to zrobił Takano. - Tatuś a trzeba się umyć? Tomo znów zachichotał obejmując mocniej Takano.
Yuya usiadł w środku, żeby wszystko dobrze zrobić. Razem się umyli. Tomo pomógł chłopcu z pleckami i kiedy już całkowicie był namydlony klepnął go lekko w plecy. - No leć się opłukać.
Tomo przylgnął do niego trochę mocno, ale zaraz się nieco odsunął by nie pobudzić Takano za mocno. Przynajmniej nie przy malcu. Yuya usiadł obok nich. - Ale cieplutko! - odparł wesoło podchodząc do drugiego brzegu by popatrzeć na zewnątrz. - Tatuś! To super niespodzianka!
- Nie tatusiu - pokręcił główką idąc znów popatrzeć na widoki. Tomo przytuliłgłowę do ramienia Takano. - Jak mi będzie za gorąco to ci powiem - obiecał mu to.
Tomo skinął głową z uśmiechem, przytulając Yuyę mocno do siebie. - No pewnie że możesz - ucałował chłopca w czółko, a ten podskoczył mu na kolanach z radości. Tak bardzo się cieszył że znów z nimi jest. Tomo oparł głowę o ramię Takano chwilę oddychając tylko. - Kotek... chyba muszę wyjść - zdecydował kiedy zaczęło mu się w głowie kręcić od gorąca a dłonie zdecydowały się drżeć.
Tomo wtulił się w niego nieco mocniej, chcąc ukryć dygotanie całego ciała. Strasznie zdradzieckie swoją drogą. Zamknął oczy chowając twarz w jego piersi. - Będę chyba potrzebował drzemki - wyszeptał. Yuya podreptał za nimi i po opłukaniu się i przebraniu w yukatę wyciągnął ze swojego plecaczka blok i farbki. - Namaluję tatusia i wujka - zapewnił ich wesoło siadając naprzeciw kanapy, na podłodze i zachowując się tak jak Takano. Kopiował go delikatnie. Wyciągnął rękę do przodu odmierzając proporcje.
- Nie - pokręcił przecząco głową Tomo. Głównie dlatego że nie chciał by mu się teraz Takano ruszał, kiedy głowa powoli przestała mu wirować, a jego uda były taką wygodną podusią. - Lepiej nigdzie nie idź.
Tomo ten raz mu nie zaprotestował. Rozbudził się dość szybko nieco ziewając i usiadł przecierając oczy. - Już mi troszkę lepiej - zapewnił ich oboje. - Wow... wyglądamy jak gejsza i jej danma - wskazał na rysunek Yuyi. - Masz talent - zapewnił go.
- Schowam do teczki - obiecał pakując rysunek do teczki i chowając ją do plecaka. Tomo ziewnął jeszcze raz, opierając główkę o ramię Takano. - Coś lekkiego i pysznego - poprosił. - Ale buzi najpierw...
- Mhm ale nie wystarczająco dużego - zażartował wciskając się w niego mocniej i chwilę tylko się tuląc. - Tatuś a mogę pomóc w kuchni? - zapytał zaraz Yuya. - Ale zanim to... może zrobimy sobie zdjęcie we troje? - zaproponował Tomo.
Przytulili się do siebie mocno z promiennymi uśmiechami. Zdjęcie wyszło niezłe. Tomo uśmiechnął się mcałując i jednego i drugiego w policzek. - Wywołamy i postawimy sobie na szafkę w salonie - zdecydował.
Yuya poczuł łzy w oczkach i mocno się przytulił do Takano, chowając się w nim. - Tatuś... jesteśmy już prawdziwą rodzinką - szepnął troszkę płacząc, bo to zdjęcie z nimi go wzruszyło mocno. - Będziemy mieć więcej zdjęć razem? I w albumie?
Chłopiec uśmiechnął się do niego jeszcze i podreptał z nim do kuchni. Przysunął sobie stołek do blatu i umył rączki. - Jestem gotowy tatuś - zapewnił go wesoło.
- Takie malutkie? - upewnił się chłopiec starając się dokładnie wypełnić swoje zadanie i ciesząc się że może pomóc. Tomo w tym czasie zrobił im parę zdjęć ukradkiem. Ustawił sobie ich dwoje na tapetę.
- Tak jest - chłopiec zasalutował i pobiegł szybko po talerze i sztućce. Wszystko to zaniósł do pokoju i postawił na stoliku przed Tomo. - Pyszna sałatka będzie - zapewnił go. - W to nie wątpię kochanie... zrobiona przez moich dwóch mężczyzn w końcu - puścił do niego oczko Tomo.
Tomo skinął głową, po czym poszedł z Yuya się przebrać i opatulił chłopca mocno szalikiem. - Kochanie wychodzimy - ucałował Takano w policzek, po czym wyszedł z maluszkiem.
[ Szczęśliwego kochana! Zdaj dobrze maturkę i idź na studia jakie chcesz :D]
Tomo pokazał Yuyi okolicę, potem ulepili razem bałwana i kiedy już go ozdobili wrócili do domku. - To co? Ciepła herbatka na rozgrzanie i do łóżka? - zaproponował maluchowi z uśmiechem.
Tomo zrobił im herbatkę, w między czasie obserwując Yuyę. Chłopiec się umysł raz jeszcze i przebrał w pidźamkę i teraz pod kocykiem czekał na herbatkę.
- Ja ciebie też skarbie - zapewnił go chłopak, głaszcząc go po włoskach. - Bardzo się dzisiaj o ciebie martwiliśmy wiesz? - objął go mocniej. - Nie rób nam tego więcej kochanie.
- Ale już jest dobrze kotek - przytulił go jeszcze mocniej do siebie. - Cieszę się, że do nas zadzwoniłeś i... że nic ci się nie stało - uśmiechnął się do niego delikatnie. - I że uważasz nas za swoją rodzinkę - starł łezki z jego policzków.
- Pewnie, że jest ok - zapewnił go z uśmiechem. - Kocham cię maluszku - ucałował go w czółko. - Un dobrze - pogłaskał go po głowie. - Tatuś też cię kocha całym swoim serduszkiem.
Yuya otworzył oczka i wtulił się na dzień dobry w Takano by zaraz się obrócić i zrobić to samo z Tomo. - Dzień dobry - uśmiechnął się szeroko zaraz wstając z łóżka. - Dobrze - odparł mu na wcześnmiejsze słowa Tomo.
Tomo poszedł się umyć i przebrać, a kiedy już wyszedł z łazienki zobaczył że Yuya zalewa herbatki dla nich. - No proszę... śniadania nie trzeba zrobić - zachichotał siadając na kanapie i czekając.
- I zrobiłem pomidorka z cebulką - dodał chłopiec pokazując na swoją próbę pokrojenia go w plasterki. - No proszę... jeszcze trochę a przerośniesz mistrzów - wyszczerzył się Tomo nakładając sobie gruby plaster pomidora na kanapkę.
Yuya nie był do końca przekonany co do tego ale już nie marudził, tylko zabrał się za jedzenie prostego śniadanka. - Tatuś ja kocham być z wami - oznajmił nagle z wielkim uśmiechem. - Bardzo tęskniłem...
- Wujek a dzisiaj będziesz chciał z tyłu pojechać? - zapytał zaraz Yuya. - Nie wiem kochanie - odparł spokojnie Tomo. - Chyba gdzieś będę musiał bo czuję zmęczenie... i wolałbym się nie forsować...
- I mieści się razem z moim wózkiem? - zdziwił się trochę. - Pojemny bagażnik mamy - zachichotał, a Yuya wyszczerzył się szeroko. - Nawet sanki się zmieściły! - oznajmił. - Byłem z tatą na sankach 3 razy! Na duuużej górce - dodał. - Jak wujek w szpitalu był.
- No proszę - wyszczerzył się do nich Tomo. - No to ja sobie pośpię z tyłu - zgodził się od razu. - Ne Taka-chan? Jak już zejdę z wózka... to nie sprzedawajmy go... lepiej chyba schować do piwnicy, albo garażu. W razie wypadku... no wiesz fajtłapa ze mnie.
Tomo pojechał za nim i zamknął na moment za nimi drzwi. - Taka-chan... trochę źle się czuję - oznajmił cicho, nie chcąc straszyć Yuyi. - Boli mnie głowa... możemy jeszcze chwilę nie jechać?
- Wziąłem, ale czuję się kiepsko - przytulił się do niego nieco. - Trochę się boję, że ci zwymiotuje w samochodzie... dlatego możemy jeszcze chwilę tu zostać?
- Nic mi nie jest - zapewnił go cicho, bo już zdążył opłukać usta. Wtulił się w niego mocno. - Tylko tak mi się kręciło w głowie i żołądek zwariował - przeprosił go cicho.
Tomo był bardzo blady kiedy się obudził, a kiedy wyszedł z samochodu odetchnął mocno powietrzem. - Możesz mnie przytulić? - zapytał Takano. Potrzebował go teraz mocno. - Śnił mi się wypadek - szepnął mu do ucha.
Tomo przytulił się lekko do jego ramienia sącząc tylko wodę. Yuya zajadał się frytkami, pokazując im zabawkę, figurkę Yody, cały szczęśliwy że ją ma. - Mam już wszystkie - oznajmił wesoło. - Leie, Luke'a, Darth Vadera, roboty i Yodę!
- Na wycieczce w szkole dwa, a resztę z dziadkiem - wyszczerzył się ciesząc się że ma już wszystkie. - Będę się nimi bawił - uśmiechnął się. - A obejrzymy Gwiezdne Wojny?
- Jupi! - Yuya klasnął w dłonie całkiem rozpromieniony, a Tomo zaśmiał się cicho, cały czas opierając głowę o ramię Takano. Mimo wszystko potrzebował jego bliskości.
Tomo nie chciał mu się dac obudzić ale w końcu dał mu się obudzić. - Mhm... kotek? Będę potrzebował kolejnej tabletki... troisz mi się - wymamrotał chowając głowę w jego pierś.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3401 – 3600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- No to jak zrobisz zakupy to wróć i jak zobaczysz, że twoim zdaniem jest źle to mi przerwiesz - westchnął Tomo wtulając się w niego mocno.
- No to jak zrobisz zakupy to wróć i jak zobaczysz, że twoim zdaniem jest źle to mi przerwiesz - westchnął Tomo wtulając się w niego mocno.
- Nie stracisz - obiecał mu spokojnie. - Nie będę się za mocno przemęczał... a przynajmniej spróbuję - dodał zaraz, bo i jemu ta obietnica wydała mu się trochę dziwna. - Spróbuję - dodał mocniej.
- Zjem jabłko albo pomarańcza - stwierdził z uśmiechem pozwalając mu jeszcze trochę się potulić zanim wstali.
- Na naleśniki do naleśnikarni - zaproponował wesoło siadając do stołu. Telefon zadźwięczał mu w kieszeni. - Hej Yuya - uśmiechnął się dobierając.
- Wujek... bo ja się zgubiłem - chłopiec rozpłakał się w słuchawkę. - Chciałem zrobić niespodziankę babci i dziadzi i poszedłem do sklepu... - maluch na chwilę przestał mówić i znów się rozpłakał. - I nie wiem gdzie jestem... a nie chce dziadzi martwić...
- Taka-chan dzwoń do taty... Yuya się zgubił - zrelacjonował mu szybko.
- Kochanie spokojnie. Wróć do sklepu - poprosił go nie chcąc by maluch był sam. Lepiej by był wśród ludzi. - Dziadzia po ciebie przyjdzie. Powiedz mi tylko gdzie znalazłeś sklep - poprosił go.
Tomo powoli i spokojnie rozmawiał z maluszkiem, dowiadując się gdzie się znajduje i notował wszystko na kartce, którą zaraz podał Takano.
- Już dobrze kochanie. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - zapewnił go. - Nic się nie stało... ale wiesz Yuyuś? Następnym razem zanim wyjdziesz z domku weź numer babci i dziadka dobrze? - poprosił go.
- Wujku przepraszam - chłopiec usiadł na ławeczce w sklepie przy ochroniarzu i otarł łezki.
- Już dobrze - Tomo nie zamierzał się rozłączać dopóki jego mama albo tata Takano nie przyjdą po malca.
Tomo powoli i spokojnie rozmawiał z maluszkiem, dowiadując się gdzie się znajduje i notował wszystko na kartce, którą zaraz podał Takano.
- Już dobrze kochanie. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - zapewnił go. - Nic się nie stało... ale wiesz Yuyuś? Następnym razem zanim wyjdziesz z domku weź numer babci i dziadka dobrze? - poprosił go.
- Wujku przepraszam - chłopiec usiadł na ławeczce w sklepie przy ochroniarzu i otarł łezki.
- Już dobrze - Tomo nie zamierzał się rozłączać dopóki jego mama albo tata Takano nie przyjdą po malca.
Tomo w tym czasie zmusił Yuyę do opowiadania mu dni spędzanych z dziadkami. Chłopiec nadal był mocno przestraszony, ale kiedy opowiadał trochę się uspokajał.
- Kochanie - Tomo spojrzał na Takano. - Jak wrócisz to pójdziemy wszyscy razem na basen - zapewnił go. - Bo wiesz co? Od dzisiaj będę chodził na rehabilitację. Przyjdziesz czasem z tatą popatrzeć jak mi idzie?
- Tak wujku! I będę mocno trzymał kciuki - zapewnił go chłopczyk nieco bardziej ożywiony. Rozmawiali tak jeszcze dobre 10 minut, zanim Tomo usłyszał głos Yuyi.
- Dziadzia! - chłopiec rzucił się do mężczyzny i mocno się do niego przytulił. - Dziadziuś ja przepraszam! - rozpłakał się znów tym razem już raczej z ulgi.
Tomo rozłączył się gdy tylko upewnił się, że dziadek go już ma i odłożył słuchawkę.
- Ech Taka-chan... - spojrzał na mężczyznę. - Chyba musimy porozmawiać z Yuyą... tu w Yukan jak wychodzi rano by zrobić nam niespodziankę, śniadanie... to nic się nie stanie bo zna drogę, ale Tokio to inny świat - zacisnął wargi. Nie wspominał o zachowaniu ich rodziców, bo to nie powinno się wydarzyć, ale wiedział że trochę w tym ich winy też było. Przecież pozwalali Yuyi chodzić samemu do sklepu i mały pewnie pomyślał że to to samo.
- Nie powinna - zgodził się z nim, zaciskając mocno wargi. - Ale znasz Yuyę... czasem budzi się kiedy my jeszcze śpimy i cicho się wymyka - zauważył wzdychając lekko. - Pewnie tu było podobnie. Szkoda tylko, że mama... że z nim nie ustalili zasad.
- Hej spokojnie... zawsze możesz im kazać być tu w Yukan bez żadnych wycieczek - pogłaskał go po głowie. - Spokojnie, każdy popełnia błędy i on na pewno to zrozumie. Moja mama zresztą też - zauważył cicho. - No i... jest jeszcze mój tata - dodał po chwili. - Wiem, że za nim nie przepadasz, ale z nim też możemy zostawić maluszka.
- Wiem kochanie... musisz się troszkę uspokoić - poradził mu głaszcząc go po pleckach. - Bo to jest ich wina tak, ale i nasza... bo nie wpoiliśmy maluchowi, że Tokio jest niebezpiecznym miastem - zauważył cicho. - A tym komu go damy zajmiemy się później - uśmiechnął się lekko. - To nie czas na krzyki i złość, bo jestem pewien że i twój tata i moja mama są w tej chwili przerażeni jak i wściekli na samych siebie. Pewnie będą mieć wyrzuty sumienia do końca świata.
- Wiem kochanie, ale poradziliśmy sobie. Maluch nie został sam z problemem i wiedział, że może poprosić o pomoc a to najważniejsze, prawda? - uśmiechnął się do niego lekko. On sam też się przestraszył, ale starał się zachować zimną krew i uspokoił się dość szybko, bo gdyby zaczął panikować to Yuya tym bardziej by się przeraził.
- Nie było latwo - przyznał szczerze ale zaraz uśmiechnął się do niego. - Ale Yuya nas potrzebował, więc nie mogliśmy zawalić, nie? - ucałował go lekko w usta.
- Kocham cię - uśmiechnął się do niego jedząc swoje płatki.
- Pojedziesz dziś po malucha? - zapytał go spokojnie kiedy kończyli śniadanko.
Tomo pokręcił przecząco głową.
- Nie - uśmiechnął się lekko. - Jutro i tak go przywieźć mieli. Daj mu spędzić ostatni dzień i noc z dziadkami. Myślę, że zwłaszcza teraz oni wszyscy tego potrzebują.
- Jutro go przywiozą i malucha uściskasz - uśmiechnął się do niego szeroko, pisząc smsa do ojca Takano że Yuya u nich zostaje i widzimy się wszyscy jutro.
- Nikt nie jest idealny kochanie - odparł cicho Tomo popijając herbatką płatki i odkładając miseczkę. - Przyjeżdżają dzisiaj, bo Yuya chce do domku... chyba się maluch przestraszył mocno.
- Hej co się stało? - zapytał go szeptem jadąc za nim. - Kotek... - złapał go za rękę. - Pojedziesz po niego dzisiaj? - zaproponował cicho.
- Pewnie bardzo się bałeś - złapał go mocniej za rękę i pociągnął go sobie na kolana, obejmując w pasie i przytulając do siebie. - Ale widzisz? Yuya zadzwonił do nas - dodał zaraz cicho. - Do ciebie i do mnie... swoich rodziców - dodał spokojnie, bo przecież to była ta różnica.
- Chciałbym... ale będziesz musiał robić więcej przystanków... no bo ze mną ciężko jedzie się długo - wymamrotał zażenowany.
Tomo skinął lekko głową.
- Ale zatrzymasz sie jak cię o to poproszę prawda? - upewnił się tylko obejmując go mocniej i całując lekko w wargi.
- Chyba wolę wracać... albo spędzić noc po drodze w jakimś onsen? - zaproponował zaraz. - Byłoby fajnie - wyszczerzył się.
- Dobrze, jakby było to w jakimś miejscu, gdzie można pospacerować - dodał zaraz. - Poszlibyśmy z maluchem na spacer a potem do onsen? - zaproponował zaraz, jadąc do pokoju trochę się przygotować na małą wycieczkę.
Tomo przygotował sobie mały plecaczek z ciuchami na przebranie na rehabilitację i potem na kolejny dzień.
- Jestem gotowy... jeszcze tylko leki - dodał zaraz bo bez leków nie mógł pojechać.
- Prawie. Brać awaryjne tabletki też? - zapytał go pakując odpowiednią torebę z lekami do plecaka.
- Dobrze - chłopak dopakował leki i ubrał się szybko, jeszcze na chwilę zatrzymując Takano żeby się do niego przytulić. - O i moje mangi - podał mu listę. - Tylko nie wiem czy wszystkie wyszły...
- Dobrze - chłopak dopakował leki i ubrał się szybko, jeszcze na chwilę zatrzymując Takano żeby się do niego przytulić. - O i moje mangi - podał mu listę. - Tylko nie wiem czy wszystkie wyszły...
- Będę grzeczny na rehabilitacji - obiecał mu muskając jego policzek ustami i zapinając pasy. Otworzył lekko okno. Tylko trochę dla tego powietrza. - A potem pojedziemy po maluszka, zjemy we troje dobry obiad i onsen?
- Ano mówił, że jeszcze nigdy w takim nie był - uśmiechnął się. - Myślę, że się spodoba. Na pewno będzie zafascynowany.
- Ano mówił, że jeszcze nigdy w takim nie był - uśmiechnął się. - Myślę, że się spodoba. Na pewno będzie zafascynowany.
- Nie wiem - przyznał szczerze. - Może znajdziemy jakiś onsen z oddziałem dla dzieci? - zaproponował. - Wtedy woda nie powinna być za gorąca...
- No to popytaj czy woda odpowiednia jest dla dzieci - zaproponował spokojnie, wysiadając z samochodu.
- Taka-chan? A jak mi nie będzie szło dzisiaj? - trochę się bał tej rehabilitacji. Nie wiedział skąd ten strach bo przecież nie miał problemu ze staniem. - Jak mi nie będzie szło?
- Ale jak nie będzie to nic, prawda? - upewnił się spoglądając na Takano i tak jak obiecał, jadł powoli jabłko.
- No dobrze - uśmiechnął się do niego, przejmując stery wózka i jadąc do odpowiedniej sali, gdzie się przebrał i podjechał do swojego rehabilitanta.
Do sali wszedł w chwili kiedy Tomo upadł na materac dysząc ciężko i nieco kaszląc.
- Starczy, Kurosagi-san - jego lekarz ukucnął tuż przed nim. - Już ci to mówiłem... koniec.
- Jeszcze raz - chłopak oderwał sobie jego dłoń od ramienia i z trudem dźwignął się na nogi. - Dam radę - fuknął.
- Kurosagi-san... - mężczyzna rozłożył bezradnie ręce. - Nie mogę ci pozwolić, zamęczysz się.
- Nic mi nie jest! - krzyknął na niego Tomo, łapiąc się mocniej barierki. - Nic mi nie jest! - powtórzył mierząc mężczyznę chłodnym spojrzeniem. - Muszę szybko stanąć na nogi.
- Przecież się nie przemęczam - dłoń ześlizgnęła mu się z drążka i padł jak długi na materac, zaraz zbierając się do siadu i kaszląc cicho. - Tylko chciałeś żebym spał w aucie - usprawiedliwił się cały czerwony. - No i... chciałem zrobić szybko postępy...
- Ale zaraz mi przejdzie, odzyskam siły i mogę dalej ćwiczyć - wymamrotał Tomo, wtulając się jednak w jego pierś. - Zaraz... przejdzie.
- Przecież się nie przemęczam - uparł się, że tego nie robi, bo w jego mniemaniu tego nie robił. Tylko bardzo mocno starał się zrobić postępy. Co w tym złego?
- Bo ja wiem że mogę więcej - spojrzał na niego poważnie. - Jak tego nie zrobię to mam wrażenie, że nie daję z siebie wszystkiego!
- Uhm... postaram się - szepnął przecierając zmęczone oczy i ziewając nieco. - Ale widzisz? Pośpię teraz - zapewnił go.
- Uhm ale chodziłem przy barierkach. Naprawdę chodziłem - zapewnił go zadowolony że tak było. - Ja po prostu chcę już chodzić i być ci pomocny jak kiedyś...
- Uhm chyba jednak miałeś rację - wyszeptał mając trudności z ubraniem się. - Troszkę mi słabo - ziewnął szeroko.
Tomo skinął głową biorąc sobie z plecaka banana i go jedząc kiedy Takano prowadził wózek do samochodu. Zgłodniał troszeczkę w trakcie rehabilitacji.
- Na tylnich się położę - zdecydował cicho. - Ale kocyk poproszę - dodał zaraz popijając banana wodą.
Tomo skończył banana dość szybko i dopił całą wodę, wyrzucając butelkę i skórkę po owocku do kosza stojącego nieopodal samochodu.
- Możemy jechać - uśmiechnął się do Takano wchodząc do tyłu i zsuwając sobie buty. Położył też kurtkę za siedzenia, po czym ułożył się wygodnie na podusi.
Tomo obudził się gdzieś godzinkę od Tokio. Przetarł zmęczone oczy dłońmi i ziewnął lekko siadając.
- Kocham cię - oświadczył obejmując Takano lekko od tyłu i całując go w szyjkę. - Staniemy na chwilę?
- Przecież bardzo ładnie siedzę - zażartował muskając jeszcze raz jego szyjkę, po czym usiadł z tyłu wygodniej ubierając buty.
- Dobrze, jak na warunki samochodowe - puścił do niego oczko, ubierając kurtkę by być gotowym do wyjścia. - Odzyskałem trochę sił - dodał wesoło.
- Łazienki, coli i hotdoga - wyliczył na palcach. - I buziaka za chwilkę - dodał zaraz wchodząc na wózek, kiedy Takano mu go podstawił.
- Nie - pokręcił przecząco głową, zapinając swoją kurtkę pod samą szyję. - Kocham cię - oznajmił jeszcze zanim ruszył do toalety. Miał lekki problem ze zmieszczeniem się w środku, ale kiedy już sobie poradził wrócił do Takano w sklepie.
- Uważaj jak jeździsz - krzyknął na niego jakiś menel, wylewając na siebie całe piwo.
- Przepraszam - westchnął Tomo, choć przecież nawet na niego nie najechał ani go nie potrącił. Cofnął się odruchowo, widząc jak ten szykuje się do ataku.
- Najechał mi na nogę i wylałem przez to piwo! - krzyknął na niego mężczyzna robiąc się coraz bardziej agresywny, ale zaraz obsługa stacji benzynowej się nim zajęła, wyrzucając go ze sklepu.
- Bardzo panów za to przepraszam - westchnęła młoda, nieco wystraszona blondynka, stojąca przy kasie. - Niektórzy nasi klienci są niezbyt cywilizowani...
Dziewczyna dorzuciła im gumę w gratisie. Niby nie dużo ale zawsze miły gest. Tomo podziękował Takano za colę i hotdoga po czym pozwolił się zawieźć do stolików.
- Zjemy tutaj a potem pojedziemy dalej?
- Niespecjalnie - pokręcił przecząco głową. - Chciałbym tylko wejść do największej księgarni... wyszła nowa książka mojego profesora... wiem że nie pracuję w zawodzie ale chciałbym kiedyś to robić, więc - wzruszył lekko ramionami. - No i spacer?
- Wiem, dlatego powiedziałem... kiedyś - westchnął cicho. - Naprawdę chciałbym wrócić do zawodu... za rok, albo dwa - uśmiechnął się lekko, jedząc hotdoga i podając mu połowę.
- Ale zanim spróbuję to o tym porozmawiamy - obiecał mu. - No i chciałbym raczej okazjonalnie pomagać policji - dodał spokojnie, dopijając swoją colę.
- Zjemy coś w Tokio przed wyjazdem? - zapytał go z lekkim uśmiechem.
- musimy też porozmawiać z rodzicami kochanie. Ale bez nerwów - zlapał go lekko za rękę. - Oni na pewno też się najadli strachu.
- Wiem kotku - odparł cicho. - Ale nie wiem czy to dobry sposób na ten mały konflikt - dodał po chwili wsiadając tym razem na przednie siedzenie.
- Wiem, ale myślę że ten błąd... to również nasza wina - westchnął cicho. - I że nie powinniśmy zwalać jej całej na nich.
- Eh to ja z nimi porozmawiam - zdecydował spokojnie. - Trochę ich uspokoję... - ucałował go w policzek. - I powiem że jak już ochłoniesz to z nimi porozmawiasz, dobrze?
Tomo spojrzał na niego i na chwilę usiadł mu na kolanach. Wziął jego twarz w dłonie i spojrzał mu prosto w oczy.
- Kochanie nie jesteś swoim tatą i nigdy nim nie będziesz - zapewnił go. - Ja jestem pewny kogo kocham... kocham Ciebie Takano, a nie twojego tatę - ucałował lekko jego wargi. - Chcę cię też uchronić od bycia takim jakim on jest, dlatego... kiedy już ochłoniesz, za kilka dni, za miesiąc czy dwa... wtedy z nimi porozmawiasz. Twój tata na pewno by tego nie zrobił - pogłaskał go po policzku zaraz całując go delikatnie w usta. Objął go mocno przytulając do siebie. - Jesteś moim kochaniem. Moim kochanym mężczyzną, który popełnia błędy bo jest tylko człowiekiem... ale masz mnie i masz Yuyę... my cię będziemy wspierać zawsze - zapewnił go.
- Nie musisz wejść ze mną do środka - usiadł obok niego. - Chcę tylko, żebyś się uspokoił - poprosił go. - Nie musi być dziś, ani jutro... ale chciałbym żebyś spróbował im wybaczyć.
- Nie dzisiaj i nie jutro kochanie, ale z czasem to zrobisz - uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Ale ja wiem kochanie. Wierzę w ciebie i troszeczkę cię znam - uśmiechnął się do niego, kładąc mu dłoń na udzie. - Mhm... to mogę zrobić ci dobrze? - spojrzał na niego z diabelskim uśmiechem.
- Nie ubrudziłbym ci go. Grzecznie wszystko połknę, a na razie to stoimy w korku i poruszamy się 5 na godzinę - zauważył wesoło, klepiąc go po udzie i zabierając łapkę, bo skoro nie chciał to nie.
- Zjechałbyś na pobocze - pokazał mu język śmiejąc się lekko. - Dobrze, następnym razem nie zapytam tylko to zrobię - zapewnił go.
- Dziwne ale jakie ekscytujące - zachichotał uśmiechając się do niego delikatnie.
- To pojadę po Yuyę, poczekasz tu na nas? - upewnił się, kiedy Takano podstawił mu wózek, po czym podejchał do windy i wprost do domu taty Takano. - Hej - przywitał się z nimi zaraz przytulając maluszka, który wtulił się w niego tak strasznie mocno. - Hej skarbie... już dobrze - zapewnił go mocno go obejmując. - Tatuś czeka na nas na dole - dodał zaraz, muskając go w czółko. Yuya był cały blady i miał czerwone oczka najwyraźniej od płaczu. Tomo miał wrażenie, że maluch płakał cały dzień. Zamienił z dziadkami kilka słów i zapewniając ich że wszystko w porządku, że Takano kiedyś im to wybaczy... zabrał torbę chłopca i pozwolił mu siedzieć na kolanach, po czym zjechał z nim na sam dół. Yuya dalej się w niego wtulał bojąc się go puścić.
- Tatusiu przepraszam - chłopiec znów się trochę rozpłakał wtulając mocno w niego i nie chcąc go puścić. Tak bardzo się bał, kiedy się zgubił i teraz mógł wreszcie być z rodzicami. - Przepraszam, przepraszam - wydusił z siebie jeszcze.
- Ale ja... tatuś ja zapomniałem, że mogę dzwonić do dziadzi... - chłopiec mocniej do niego przylgnął. - Tylko pomyślałem... o wujku i tatusiu - dodał płacząc cicho. - Bo... się bałem, że już was nie zobaczę - teraz już wybuchł głośnym płaczem. On ich tak bardzo kochał, że już bardziej się nie dało.
- Hm... może pojedziemy na lody - zaproponował Tomo, bo czuł że Yuya będzie ich trzymał za rękę teraz cały czas i jeszcze trochę czasu minie zanim się uspokoi. Chłopiec wtulił się jeszcze mocniej w Takano.
- Bardzo, bardzo kocham - zapewnił go cichutko. - Tatuś? A ty mnie troszkę też?
- No to na ciasto - zgodził się Tomo a Yuya przytulił się do Takano jeszcze mocniej, słysząc jego słowa. Ucieszył się, że też jest kochany. Tomo uśmiechnął się delikatnie.
- Tatuś był gotów wsiadać w samochód i samemu jechać cię szukać - zapewnił go.
- A jaką? - zapytał ich szybko chłopiec, teraz wtulając się w Tomo. Mała przylepa się z niego zrobiła, ale to nie przeszkadzało Tomo.
- Zobaczysz kochanie. Spodoba ci się - zapewnił go, muskając ustami jego czółko.
Chłopiec skinął główką dalej przytulając się do Tomo.
- Kocham cię maluszku - zapewnił go chłopak, głaszcząc go po plecach.
- Jestem tatusiu - przyznał się maluch, siadając wygodniej na kolanach Tomo.
- No to postanowione. Jemy coś pysznego i potem niespodzianka - uśmiechnął się szeroko Tomo.
- Ja poproszę zupkę z pomidorów, krem - odparł wesoło Tomo, a Yuya zastanawiał się troszkę dłużej.
- Kotlecika z frytkami - poprosił o taki zestaw dla dzieci.
- Tatuś? Ale nie zgubię się już dzisiaj? - zapytał go chłopiec, bojąc się znowu przeżyć czegoś takiego.
- Najwyżej zgubimy się we troje - Tomo przytulił malca mocno do siebie śmiejąc się pod nosem. - No wiesz... twój tata to kiepski przewodnik...
- Ja też Tokio znam, więc jakby tatuś się zgubił to mu pomogę - zapewnił Yuyę, który wreszcie się odrobinę uśmiechnął mocno przytulając do wujka.
- Dobrze tatuś - maluch od razu to zrobił i zaczął jedzenie, cały czas na nich zerkając, jakby nie chcąc by zniknęli.
- Tatuś... ale to moja wina była tatuś - zapewnił go cicho chłopiec, jedząc powoli frytki. - Bo ja zobaczyłem gdzie dziadzia chowa klucze i sam rano poszedłem... a dziadzia mnie szukał... i dzwonił do mnie ale bałem się odebrać... - pokazał mu nieodebrane połączenia na telefonie jeszcze przed jego telefonem do Tomo. - Bo myślałem że dziadzia nakrzyczy...
- Kochanie - Tomo pogłaskał go lekko po głowie. - Ty już zostałeś za to ukarany. Strasznie się bałeś i mam nadzieję, że więcej tego nie zrobisz - szepnął, patrząc na Takano.
- Przepraszam tatusiu - chłopiec wypił trochę soczku, a Tomo podpił mu łyczka.
- Pyszny... z prawdziwych pomarańczy - oblizał lekko wargi. - Ja też poproszę!
Tomo dokończył swoją zupkę i dopił soczek, po czym obserwował tylko w milczeniu swoich mężczyzn.
- Kocham was najmocniej na świecie - wymsknęło mu się.
Tomo schował się za swoją kartą, by ukryć lekkie zażenowanie, a Yuya bezradnie popatrzył na tatę.
- Tatuś... za dużo kanji - pokazał palcem na kartę. Nie wiedział co jest czym.
- Ten - chłopiec w końcu wybrał ciasto waniliowe z bitą śmietaną i owocami, a Tomo tradycyjnie zdecydował się na mus xzekoladowy i gorącą czekoladę z piankami do tego.
- Wszędzie... sprawdzam czy kto robi to lepiej niż ty - puścił do niego oczko. - O kurcze... fajną rzecz wziąłeś...
- Zrobisz mi kiedyś taki w domku? - zapytał go zaraz smakując musu czekoladowego i popijając go gorącą czekoladą. - Mhm dobre...
- A mogę trochę posmakować? - zapytał go zaraz, a Yuya od razu podał mu łyżeczkę ze swoim ciastem. - Dziękuję kochanie - posmakował deseru chłopca. - Mhm pychotka... - odwdzięczył się tym samym podając trochę musu chłopcu.
- Mhm o kurczę... to jest pyszne - oświadczył przełykając kawałek deseru Takano. - Musisz koniecznie zrobić takie w domku - dodał wesoło. - Yuyuś, a ty mi pomożesz dla taty zrobić niespodziankę, prawda? Zajmiemy w domku kuchnię i tata nie będzie miał do niej wstępu.
- Pójdziesz z psiakami - wyszczerzył się do niego. - Albo obejrzysz film - dodał z uśmiechem, a Yuya zawtórował.
- Tatuś a poczytasz mi książeczkę na dobranoc? - zapytał go, bardzo lubił te wieczory. Jeden czy dwa rozdziały przed snem.
- Dobrze tatuś - Yuya zgodził się z wielkim uśmiechem kończąc swój deser. - Wujek? A posiedzisz ze mną z tyłu?
- Posiedzę kochanie.
- Dokładnie, pośpimy - wyszczerzył się lekko, siadając znów na wózku i biorąc malca na kolana.
- A co to za niespodzianka? - zapytał znów Yuya. - Tatuś no powiedz... wujek noo!
- Jeszcze księgarnia - przypomniał mu Tomo. - No proszę...
Tomo podał mu adres, po czym usiadł z Yuya z tyłu. Przytulał chłopca cały czas.
- Tak jest - zawtórowali mu wesoło.
- Tatuś? A kupimy ostatnią część Niefortunnych zdarzeń? - zapytał Yuya, bo już powoli kończyli przedostatnią.
- Mogę pójść do działu dla dzieci? - zapytał ich Yuya nie chcąc już się nigdzie ruszać bez pozwolenia.
- Możesz kochanie, ale poczekaj tam na nas, dobrze? - poprosił go Tomo, puszczając malca, który zaraz pobiegł pooglądać książki dla dzieci. - Moja będzie tam - wskazał dłonią na kolejkę ludzi po autograf pisarza.
- Mhm kocham cię - złapał go lekko za rękę spoglądając na niego. - I to że się uspokoiłeś też kocham...
- Mhm... myślę, że on się trochę zmienił kochanie. Stara się być bardziej odpowiedzialny - dodał podjeżdżając trochę bliżej. - Będziesz mnie nosił w onsen?
- Późno... ale lepiej późno niż wcale - uśmiechnął się do niego podając książkę swojemu profesorowi. - Dzień dobry - przywitał się z nim.
- Nic nie szkodzi, postarzałem się i jeżdżę na wózku. Nic dziwnego - uśmiechnął się szczerze. - Sensei... to mój narzeczony - zagryzł lekko wargę. - Dalej pan się uwija z nieznośnymi studentami?
- Troszeczkę, dziękuję - podziękował za książkę i pożegnał się z mężczyzną, cieszyć się nową zdobyczą. - Kochanie a mogę dostać buzi?
- No dobrze - zrobił nieco zawiedzioną minkę ale się nie sprzeczał. Yuyę znaleźli między dwoma pułkami ksiązek dla dzieci.
- Tatuś... ja bym chciał tą i tą i tą - pokazał palcem książeczki, ale zaraz wręczył mu ostatnią część Niefortunnych zdarzeń. - Ale może później - dodał wskakując na książeczki.
- Oj maluszku... kochasz czytać, co nie?
- Uwielbiam wujku!
- Ale jeszcze mam problem z duuużo kanji - westchnął cichutko. - Ale tatuś czyta i to fajne jest! Albo wujek - wtulił się znów w Tomo.
- Kochanie, poczekamy na dworze dobrze? - Tomo pokiwał do Takano wyjeżdżając z księgarni by nie robić za zawalidrogę w środku.
- Nic a nic. Graliśmy w łapki - pokazali mu jak to wystukują rytm rękoma, klepiąc się czasem po kolanach ze śmiechem. - Nauczymy cię potem - obiecał mu Tomo.
Maluch zasnął Tomo na kolanach w połowie drogi do onsen. Musiał być wykończony wydarzeniami dnia.
- Śpioszek mały - uśmiechnął się Tomo. - Ne kotek? Kocham cię.
- Miłego - zgodził się. - Kiedyś mnie uratował... udawał mojego faceta, żeby jeden koleś się do mnie nie dobrał. Byłem już wtedy na dobrej drodze z wyjścia z prochów.
- Uhm tak... chciałem tylko żeby wiedział, że u mnie lepiej - uśmiechnął się odrobinę. - Nie musisz nikomu dziękować...
- Mhm ale nie wykosztowałeś się za dużo, prawda? - upewnił się nieco, głaszcząc maluszka po włoskach. Chłopiec zamruczał coś przez sen. - Obudzę go na miejscu.
- I pytałeś o maluszka, co nie? - upewnił się, kiedy już zdążali do domku. Tomo obudził delikatnie Yuyę. - Kochanie jesteśmy na miejscu - uśmiechnął się lekko.
- Ale... to nie domek - zdziwił się cichutko Yuya przecierając oczka. - Nie jedziemy do domku?
- Onsen? - chłopcu zaświeciły się oczka i dostał wypieków na policzkach kiedy wysiadał z auta. - Nigyd nie byłem w onsen tatuś!
Yuya jednak nie poczekał pobiegł za Takano, łapiąc go za rączkę. Chciał wszystko zobaczyć. Wszystko. Tomo zaśmiał się cicho, trzymając bagaże i zostając przy samochodzie. Nie będzie się pchał.
- Tatuś tu jest super - zapewnił go teraz biegnąc do Tomo i samemu pchając wózek tylko trochę bo potem nie dał rady.
- A w domku? Będę nadal mógł sam chodzić do sklepu? - zapytał ich chłopiec, a Tomo skinął lekko głową.
- Kochanie, Yukan to malutkie miasteczko i sklep masz na końcu ulicy na której mieszkamy... znasz drogę powrotną i możesz tam chodzić. Jesteś bezpieczny... ale jeśli jesteś w mieście lub miejscu którego nie znasz, to nie chodź sam. Powiedz że czegoś potrzebujesz i my z tobą pójdziemy... Dziadek też by z tobą poszedł - zapewnił go.
- Fajnie - uciesztł się Yuya, a Tomo skinął lekko głową, kalkulując czy wziął wystarczająco dużo leków.
- Taka-chan? Ale będziesz mnie musiał nosić - westchnął cicho. - Przepraszam...
- Wziąłem - odparł spokojnie. - Tylko będziemy musieli być w domu przed 22... bo na wieczór nie wziąłem leków - dodał przepraszająco, obejmując mocno Yuyę i czochrając go po włoskach. - Stęskniłem się - wyjaśnił maluchowi.
Yuya zsiadł z kolan Tomo gdy Takano otworzył ich domek i wbiegł do środka z wypiekami na twarzy oglądając wnętrze.
- Tatuś! Yukata! - wskazał palcem na 3 yukaty.
- Tatuś? A powiesz mi jak tu się robi? - Yuya poczuł się niepewnie, bo nigdy jeszcze nie był w onsenie. Nie miał pojęcia co się tu z czym je.
- Ale tak nago? - zdziwił się malec, rozśmieszając tym troszkę Tomo.
- Tak kochanie, ale będziesz owinięty ręczniczkiem w pasie - zapewnił go spokojnie.
Yuya poszedł za nimi, rozbierając się w łazience i biorąc ręczniczki tak jak to zrobił Takano.
- Tatuś a trzeba się umyć?
Tomo znów zachichotał obejmując mocniej Takano.
Yuya usiadł w środku, żeby wszystko dobrze zrobić. Razem się umyli. Tomo pomógł chłopcu z pleckami i kiedy już całkowicie był namydlony klepnął go lekko w plecy.
- No leć się opłukać.
Tomo przylgnął do niego trochę mocno, ale zaraz się nieco odsunął by nie pobudzić Takano za mocno. Przynajmniej nie przy malcu. Yuya usiadł obok nich.
- Ale cieplutko! - odparł wesoło podchodząc do drugiego brzegu by popatrzeć na zewnątrz. - Tatuś! To super niespodzianka!
- Bardzo, bardzo - zapewnił ich Yuya, podpływając do nich i wchodząc między nich, żeby się przytulić do obu. - Dziękuję!
- Nie tatusiu - pokręcił główką idąc znów popatrzeć na widoki. Tomo przytuliłgłowę do ramienia Takano.
- Jak mi będzie za gorąco to ci powiem - obiecał mu to.
- Taaak! - odparł zaraz chłopiec. - A mogę? - zapytał jeszcze patrząc na nich.
Tomo skinął głową z uśmiechem, przytulając Yuyę mocno do siebie. - No pewnie że możesz - ucałował chłopca w czółko, a ten podskoczył mu na kolanach z radości. Tak bardzo się cieszył że znów z nimi jest. Tomo oparł głowę o ramię Takano chwilę oddychając tylko.
- Kotek... chyba muszę wyjść - zdecydował kiedy zaczęło mu się w głowie kręcić od gorąca a dłonie zdecydowały się drżeć.
Tomo wtulił się w niego nieco mocniej, chcąc ukryć dygotanie całego ciała. Strasznie zdradzieckie swoją drogą. Zamknął oczy chowając twarz w jego piersi.
- Będę chyba potrzebował drzemki - wyszeptał. Yuya podreptał za nimi i po opłukaniu się i przebraniu w yukatę wyciągnął ze swojego plecaczka blok i farbki.
- Namaluję tatusia i wujka - zapewnił ich wesoło siadając naprzeciw kanapy, na podłodze i zachowując się tak jak Takano. Kopiował go delikatnie. Wyciągnął rękę do przodu odmierzając proporcje.
- Nie - pokręcił przecząco głową Tomo. Głównie dlatego że nie chciał by mu się teraz Takano ruszał, kiedy głowa powoli przestała mu wirować, a jego uda były taką wygodną podusią. - Lepiej nigdzie nie idź.
Tomo przysnął mu troszkę, a Yuya co jakiś czas przychodził do niego po porady dotyczące rysunku.
Tomo ten raz mu nie zaprotestował. Rozbudził się dość szybko nieco ziewając i usiadł przecierając oczy.
- Już mi troszkę lepiej - zapewnił ich oboje. - Wow... wyglądamy jak gejsza i jej danma - wskazał na rysunek Yuyi. - Masz talent - zapewnił go.
- Schowam do teczki - obiecał pakując rysunek do teczki i chowając ją do plecaka. Tomo ziewnął jeszcze raz, opierając główkę o ramię Takano.
- Coś lekkiego i pysznego - poprosił. - Ale buzi najpierw...
- Ale buzi najpierw - domagał się dalej, obejmując go za szyjkę i mocno przyciskając do niego.
- Mhm ale nie wystarczająco dużego - zażartował wciskając się w niego mocniej i chwilę tylko się tuląc.
- Tatuś a mogę pomóc w kuchni? - zapytał zaraz Yuya.
- Ale zanim to... może zrobimy sobie zdjęcie we troje? - zaproponował Tomo.
Przytulili się do siebie mocno z promiennymi uśmiechami. Zdjęcie wyszło niezłe. Tomo uśmiechnął się mcałując i jednego i drugiego w policzek.
- Wywołamy i postawimy sobie na szafkę w salonie - zdecydował.
Yuya poczuł łzy w oczkach i mocno się przytulił do Takano, chowając się w nim.
- Tatuś... jesteśmy już prawdziwą rodzinką - szepnął troszkę płacząc, bo to zdjęcie z nimi go wzruszyło mocno. - Będziemy mieć więcej zdjęć razem? I w albumie?
- Przepraszam tatuś - chłopiec otarł łezki szczęścia i uśmiechnął się do niego szeroko. - Ucieszyłem się - wyszczerzył się jeszcze mocniej.
Chłopiec uśmiechnął się do niego jeszcze i podreptał z nim do kuchni. Przysunął sobie stołek do blatu i umył rączki.
- Jestem gotowy tatuś - zapewnił go wesoło.
- Dobrze - zgodził się chłopiec szukając po szafkach grzanek. - Tatuś? Ale zrobimy grzanki sami? - zapytał go w końcu. - Z chlebka?
- Takie malutkie? - upewnił się chłopiec starając się dokładnie wypełnić swoje zadanie i ciesząc się że może pomóc. Tomo w tym czasie zrobił im parę zdjęć ukradkiem. Ustawił sobie ich dwoje na tapetę.
- Już kończę - chłopiec pokazał mu że zostały tylko dwie kromki chleba, które musiał pokroić w kosteczkę, a reszta była już w miseczce.
- Tak jest - chłopiec zasalutował i pobiegł szybko po talerze i sztućce. Wszystko to zaniósł do pokoju i postawił na stoliku przed Tomo. - Pyszna sałatka będzie - zapewnił go.
- W to nie wątpię kochanie... zrobiona przez moich dwóch mężczyzn w końcu - puścił do niego oczko Tomo.
- Smacznego - powtórzyl oboje zajmując się jedzonkiem.
- To ty pójdziesz spać a my pójdziemy na spacerek - uśmiechnął się Tomo widząc jaki Takano jest zmęczony. - Krótki będzie - obiecał mu.
- Nie przepraszaj kotek... chcę Yuyi pokazać onsen od zewnątrz - wyjaśnił mu wesoło, głaszcząc malucha po włosakch.
Tomo skinął głową, po czym poszedł z Yuya się przebrać i opatulił chłopca mocno szalikiem.
- Kochanie wychodzimy - ucałował Takano w policzek, po czym wyszedł z maluszkiem.
[ Szczęśliwego kochana! Zdaj dobrze maturkę i idź na studia jakie chcesz :D]
Tomo pokazał Yuyi okolicę, potem ulepili razem bałwana i kiedy już go ozdobili wrócili do domku.
- To co? Ciepła herbatka na rozgrzanie i do łóżka? - zaproponował maluchowi z uśmiechem.
Tomo zrobił im herbatkę, w między czasie obserwując Yuyę. Chłopiec się umysł raz jeszcze i przebrał w pidźamkę i teraz pod kocykiem czekał na herbatkę.
- Ja ciebie też skarbie - zapewnił go chłopak, głaszcząc go po włoskach. - Bardzo się dzisiaj o ciebie martwiliśmy wiesz? - objął go mocniej. - Nie rób nam tego więcej kochanie.
- Ale już jest dobrze kotek - przytulił go jeszcze mocniej do siebie. - Cieszę się, że do nas zadzwoniłeś i... że nic ci się nie stało - uśmiechnął się do niego delikatnie. - I że uważasz nas za swoją rodzinkę - starł łezki z jego policzków.
- Pewnie, że jest ok - zapewnił go z uśmiechem. - Kocham cię maluszku - ucałował go w czółko. - Un dobrze - pogłaskał go po głowie. - Tatuś też cię kocha całym swoim serduszkiem.
- Idziemy - zapewnił go wesoło kończąc swoją herbatkę. - Wtulaj się w tatę, a ja w ciebie - puścił do niego oczko jadąc za nim do łóżka.
- A skąd. Dzisiaj ty śpisz w środku - uśmiechnął się Tomo siadając na łóżku. - Ja obok taty śpię ciągle.
Tomo przytulił chłopca mocno do siebie również zasypiając. Był z nimi bardzo szczęśliwy.
Yuya ruszył się przez sen, łapiąc Takano za rękę i mocno ją trzymając, a Tomo spał spokojnie.
Tomo obudził się dopiero godzinkę później mocno jeszcze ziewając.
- Cześć kochanie - przywitał się z Takano. - Ulepiliśmy bałwana iwesz?
Tomo spojrzał na maluszka, kiedy ten złapał nagle ich oboje za ręce i uśmiechnął się szeroko przez sen.
- Pewnie, że tak. I jest nasz. Zawsze będziemy go kochać - uśmiechnął się nieco.
- Półtorej godzinki, potem zrobiliśmy sobie herbatki... i potem do łóżeczka.
- My ciebie też kochanie i to bardzo - zapewnił go cicho Tomo.
Yuya otworzył oczka i wtulił się na dzień dobry w Takano by zaraz się obrócić i zrobić to samo z Tomo.
- Dzień dobry - uśmiechnął się szeroko zaraz wstając z łóżka.
- Dobrze - odparł mu na wcześnmiejsze słowa Tomo.
- No bo to strata czasu w wyrku - zapewnił go też już wstając i siadając na wózku.
Tomo poszedł się umyć i przebrać, a kiedy już wyszedł z łazienki zobaczył że Yuya zalewa herbatki dla nich.
- No proszę... śniadania nie trzeba zrobić - zachichotał siadając na kanapie i czekając.
- I zrobiłem pomidorka z cebulką - dodał chłopiec pokazując na swoją próbę pokrojenia go w plasterki.
- No proszę... jeszcze trochę a przerośniesz mistrzów - wyszczerzył się Tomo nakładając sobie gruby plaster pomidora na kanapkę.
- Ale pomidor nie chciał się dać pokroić - wymamrotał chłopiec sobie też wkładając pomidorka.
- No pewnie, że tak. A nad wyglądem jeszcze popracujesz maluchu - zapewnił go Tomo.
Yuya nie był do końca przekonany co do tego ale już nie marudził, tylko zabrał się za jedzenie prostego śniadanka.
- Tatuś ja kocham być z wami - oznajmił nagle z wielkim uśmiechem. - Bardzo tęskniłem...
- Wujek a dzisiaj będziesz chciał z tyłu pojechać? - zapytał zaraz Yuya.
- Nie wiem kochanie - odparł spokojnie Tomo. - Chyba gdzieś będę musiał bo czuję zmęczenie... i wolałbym się nie forsować...
- A wziąłeś fotelik? Bo Yuyuś musi jeszcze na foteliku jeździć jeśli jedzie z przodu - przypomniał mu przepisy.
- I mieści się razem z moim wózkiem? - zdziwił się trochę. - Pojemny bagażnik mamy - zachichotał, a Yuya wyszczerzył się szeroko.
- Nawet sanki się zmieściły! - oznajmił. - Byłem z tatą na sankach 3 razy! Na duuużej górce - dodał. - Jak wujek w szpitalu był.
- No proszę - wyszczerzył się do nich Tomo. - No to ja sobie pośpię z tyłu - zgodził się od razu. - Ne Taka-chan? Jak już zejdę z wózka... to nie sprzedawajmy go... lepiej chyba schować do piwnicy, albo garażu. W razie wypadku... no wiesz fajtłapa ze mnie.
- Tatuś a staniemy w McDonaldzie po drodze? - zapytał zaraz Yuya.
- A chciałbyś?
- No bo można Yodę dostać... zabawkę taką...
Tomo pojechał za nim i zamknął na moment za nimi drzwi.
- Taka-chan... trochę źle się czuję - oznajmił cicho, nie chcąc straszyć Yuyi. - Boli mnie głowa... możemy jeszcze chwilę nie jechać?
- Wziąłem, ale czuję się kiepsko - przytulił się do niego nieco. - Trochę się boję, że ci zwymiotuje w samochodzie... dlatego możemy jeszcze chwilę tu zostać?
- Dobrze - zgodził się pozwalając mu zabrać się za pakowanie. Samemu położył się na moment na kanapie, starając się pokonać ból głowy.
- Tatuś? Wujek zwymiotował w łazience - odparł cicho Yuya, bojąc się tam pójść. - Wujkowi nic nie będzie, prawda?
- Nic mi nie jest - zapewnił go cicho, bo już zdążył opłukać usta. Wtulił się w niego mocno. - Tylko tak mi się kręciło w głowie i żołądek zwariował - przeprosił go cicho.
- Nie, już możemy jechać... ja sobie pójdę spać - szepnął masując sobie skronie. - Tylko wezmę jeszcze tabletkę bo nie wytrzymam...
- Tatuś a włączymy cicho muzyczkę? - zapytał go Yuya, kiedy Tomo okrył się mocno kocykiem i powoli zasnął.
- Tak - odparł entuzjastycznie Yuya, bujając się w rytm muzyki i trochę sobie nawet śpiewając.
- Ale wujkowi nic nie będzie prawda? - zapytał raz jeszcze szeptem.
- To dobrze - chłopiec wyciągnął ze swojego plecaczka książkę którą potrafił sam przeczytać i zaczął trochę czytać.
Tomo był bardzo blady kiedy się obudził, a kiedy wyszedł z samochodu odetchnął mocno powietrzem.
- Możesz mnie przytulić? - zapytał Takano. Potrzebował go teraz mocno. - Śnił mi się wypadek - szepnął mu do ucha.
- Wiem kochanie, wiem... - wtulił się w niego mocniej. - A będziesz bardzo zły jakbym chciał żebyś wziął mnie na ręce?
- Uhm... znaczy uhm wytrzymam bez tego - szepnął puszczając go i pozwalając mu pchać wózek. - Ale dla mnie tylko wodę niegazowaną - poprosił.
Yuya wybrał miejsce blisko zjeżdżalni, a Tomo usiadł obok niego, odsuwając sobie krzesło, czekając na Takano.
Tomo przytulił się lekko do jego ramienia sącząc tylko wodę. Yuya zajadał się frytkami, pokazując im zabawkę, figurkę Yody, cały szczęśliwy że ją ma.
- Mam już wszystkie - oznajmił wesoło. - Leie, Luke'a, Darth Vadera, roboty i Yodę!
- Na wycieczce w szkole dwa, a resztę z dziadkiem - wyszczerzył się ciesząc się że ma już wszystkie. - Będę się nimi bawił - uśmiechnął się. - A obejrzymy Gwiezdne Wojny?
- Jutro obejrzymy - zaproponował Tomo. - Jak wrócimy z rehabilitacji - dodał z uśmiechem. - Zrobimy sobie taki maraton.
- Trzy części jutro i trzy po jutrze - zaproponował wesoło, a chłopcu zaświeciły się oczka z uciechy.
- Zróbmy tak tatusiu!
- Jupi! - Yuya klasnął w dłonie całkiem rozpromieniony, a Tomo zaśmiał się cicho, cały czas opierając głowę o ramię Takano. Mimo wszystko potrzebował jego bliskości.
- Omurice'u - odparł chłopiec, bo dawno tego nie jadł a miał ochotę na łągodne smaki i takie domowe.
Tomo ucałował Takano ukradkiem w policzek.
- Pójde na dwór ok? Muszę się przewietrzyć.
Tomo nie odjechał daleko. Stanął tuż przy wyjściu. Oddychał głęboko doprowadzając się do porządku.
- Już tatuś - Yuya podzielił się z nim frytkami.
- Znacznie lepiej - uśmiechnął się odrobinę. - Ale i tak będę spał dobrze?
Tomo objął go mocno i pocałował lekko w policzek, a potem położył się znów na tylnich siedzeniach.
Tomo nie chciał mu się dac obudzić ale w końcu dał mu się obudzić.
- Mhm... kotek? Będę potrzebował kolejnej tabletki... troisz mi się - wymamrotał chowając głowę w jego pierś.
- I zrobisz herbatki i będę już mógł dalej spać? - zapytał go cicho.
- Tatuś a mogę się rozpakować wpierw? - zapytał go spokojnie chłopiec chcąc do swojego pokoiku.
Prześlij komentarz