- To przez to, że się od rana gorzej czułem i jeszcze podróż - szepnął mu do ucha, obejmując go mocno ramionami i wtulając się w niego. - Tak zostanę do rana.
Tomo obudził się rano z lekkim jeszcze bólem głowy, ale czuł się zdecydowanie lepiej niż poprzedniego dnia, więc tylko mocniej wtulił się w Takano chwile z nim leżąc.
- Wujek? - Yuya pojawił się w ich pokoju w pidżamce i pociągnął Tomo za rękaw. - Tam w pokoju u mnie jest duuuży pająk - wyjaśnił cicho, kiedy Tomo obrócił się na bok, żeby go wciągnąć na łóżko i przytulić. - Jak tylko tata się obudzi to sobie z nim poradzi.
- Zabierzesz mnie do szpitala? - zapytał go zaraz Tomo. - Ale nie musisz odbierać. Pan Tanaka będzie dziś w mieście to mnie odbierze - uśmiechnął się lekko zadowolony że załatwił swojemu kochaniu mniejsze zużycie paliwa.
- Słucham lekarza... ale on nie wie kiedy ja daje z siebie wszystko a kiedy nie - wymamrotał czerwieniejąc nieco na twarzy bo poczuł się jak niegrzeczne dziecko.
- Rób co chcesz - mruknął tylko Tomo jadąc do łazienki i już się do niego nie odzywają. - Wujek jest zły - poinformował go Yuya, jak gdyby Takano tego jeszcze nie zauważył.
- Tatuś? A ja mogę dziadka zaprosić do domku? Bo ja nie chcę jechać do szpitala... i ja z dziadzią rozmawiałem i on powiedział, że jak się zgodzicie to on przyjdzie tutaj żeby ze mną być...
Tomo mu nie odpowiedział, tylko zaczął myć zęby. Nie chciał teraz na niego krzyczeć czy się kłócić, a był wściekły i nie zamierzał go słuchać na rehabilitacji. To w końcu była jego sprawa.
- Rób co chcesz, Takano - powtórzył spokojnie Tomo, wjeżdżając już do sali rehabilitacyjnej. Natomiast Takano został objęty przez swojego kumpla. - Kryzys w małżeństwie? - zainteresował się mężczyzna, przystając w progu sali i spoglądając zadziornie na kumpla.
- Jak to co? Mój kumpel oznajmił że ma problematycznego pacjenta, który potrzebuje twardej ręki. Więc oto jestem by mu pomóc - puścił do niego oczko. - A tu proszę... trudny pacjent jest twoim skarbem - zaśmiał się szczerze wchodząc już do środka.
- Ohayou Tomo-chan - Soujiro przywitał się z nim z uśmiechem. - Dzisiaj będzie sesja ze mną - dodał widząc jego zszokowaną minę. - Mój kolega, Kira-kun, zadzwonił do mnie wczoraj i poprosił o pomoc, bo... najwyraźniej sprawiasz problemy - zauważył ze śmiechem, klękając przy nim na macie i zaczynając rozmasowywać mu nogi, by choć trochę przygotować go do wysiłku. - Nie sprawiam problemów - fuknął Tomo. - Po prostu chcę dawać z siebie wszystko a nie połowę wysiłku i nikt mnie tu nie rozumie - burknął niezadowolony.
- Zawsze słucham lekarzy, chyba że zaczynają bredzić - odparł mu w odpowiedzi, wstając w końcu na nogi i łapiąc się barierek. - Więc staraj się nie bredzić - poradził mu z czarującym uśmiechem.
Tomo uparcie chodził w tą i wewtę, by po 20 razach nagle zwolnić i zatrzymać się w połowie. - Soujiro-san... boli - oznajmił nabierając powoli głębokie oddechy. - W piersi mnie boli - wyjaśnił mu ostrożnie dotykając kłującego miejsca, które nie pozwalało mu dobrze odetchnąć.
- Za co kara? - Tomo uniósł brew spoglądając na niego i odkasłując, by przycisnąć dłoń do serca. - Głupi Sou-chan - puknął go palcem między oczy. - Wpadniesz do nas na obiad? Ja zapraszam, Takano nie ma nic do gadania.
- Omurice - odparł cicho, zaciskając mocno powieki i bardzo starając się uspokoić oddech. - Nikogo nie dołuję, a Takano sam sobie na to zasłużył... ciągle przegina ze swoją opiekuńczością
- Bo mam już dość tego, że on mnie we wszystkim wyręcza. Nie mogę sam jechać do miasta, bo przecież mi nie pozwoli... jeszcze ktoś mnie napadnie jak kiedyś - wymamrotał, masując dłonią swoje serce. - Nie zostawi mnie samego w szpitalu, mimo że mu mówię że mam w drugą stronę transport... - zacisnął mocno wargi. - Cud że pozwala mi samemu się myć i gotować - westchnął cicho.
- Ja go rozumiem - fuknął na niego. - Tylko już się zaczynam męczyć... a jak zaczynam się męczyć to będzie coraz gorzej i w końcu będę mu kazał znikać do willi bo potrzebuję od niego odpocząć - warknął chłodno siadając już mimo bólu serca. - Dlatego muszę to zrobić szybko i efektownie by tego uniknąć - oznajmił zaraz podciągając się na drabinkach. - Jeszcze 5 razy, już mi lepiej - zapewnił go że po 5 razach da sobie spokój.
- Puść mnie - Tomo strzepnął jego ręce z ramion i usiadł na wózku, po czym wyjechał z sali wybierając numer Juna. - Znajdziesz dla mnie chwilę dziś albo jutro? - zapytał go bez żadnego cześć czy innego przywitania. - Przyjadę do ciebie, nawet mi się nie waż po mnie przychodzić - fuknął w słuchawkę, ściskając ją mocno.
- Pewnie - uśmiechnął się lekko. - Ne... mogę zostać na noc? - zapytał zaraz, nie zwracając póki co uwagi na Takano. Wiedział, że częściowo jest to jego winą, ale... w tej chwili musiał zapobiec większej kłótni.
- Nie, wszystko gra - odparł spokojnie. - Mogę spać na kanapie, albo w futonie... albo coś. Śpij sobie teraz, śpij - pożegnał się z nim rozłączając się.
- Nie, zostanę - odparł na oba pytania w jednym krótkim zdaniu. Oparł głowę mocniej o zagłówek i przymknął oczy. Nie było sensu wyciągać wózka na 5 minut. Więcej zachodu niż to warte było.
- Okay - Tomo uśmiechnął się nieco, kiwając mu tylko i przymykając oczy, chwilę później usłyszał otwierane drzwi. - Zapomniałeś czegoś? - zdziwił się, ale obok niego nie siedział Takano tylko jakiś mężczyzna w kominiarce. - Radzę ci nie krzyczeć - fuknął na niego, zatykając mu usta dłonią. Tomo zamknął oczy. - Dlaczego to zawsze przytrafia się mnie - przeszło mu przez myśl. Mężczyzna dotknął go między nogi, ale Tomohisa spiorunował go wzrokiem i ugryzł jego dłoń. Facet krzyknął krótko. - Teraz to przesadziłeś - fuknął na niego, zbliżając ręce do szyi chłopaka. Tomo jednak uderzył go pięścią między oczy i wypchnął z samochodu, po czym zamknął wszystkie drzwi od środka, oddychając głęboko. Nie ma mowy by dał się znowu porwać, albo obmacać. Potrafi o siebie zadbać.
- Nie, nie - oderwał od niej dłonie. - On tylko zacisnął ręce na niej - uśmiechnął się nieco. - Ale nie zrobił nic więcej - dodał zaraz żeby go uspokoić. Zacisnął lekko pięści na kolanach. - Będę dzisiaj spał u Juna - dodał oddychając głęboko. - Potrzebuję chwili dla siebie.
- To ja już was zostawiam - uśmiechnął się lekko mężczyzna. - Jutro też wpadnę do malca - obiecał zaraz, co by maluch nie musiał jechać do szpitala. Poczochrał jeszcze Tomo po włosach i poszedł.
- Budowaliśmy miasto z klocków lego - odparł wesoło. - Taaakie duże wyszło - dodał wesoło przytulając się do niego. - Tatuś? A dzisiaj wieczorkiem poczytamy książeczkę?
- Czyli jeszcze wszyscy żyją - odetchnął z wyraźną ulgą, zsuwając buty, odwieszając kurtkę i biorąc malucha na ręce. - Cześć żołnierze - przywitał się z resztą.
- Pięknie pachnie - oznajmił mu Sojiro, siadając do stołu. Yuya już tam siedział, a Tomo dopiero co usiadł obok. - I tak samo smakuje - zapewnił go ze śmiechem Tomo. - Pychotka tatuś! - Yuya klasnął w dłonie zaczynając pałaszować omuricu.
Tomo przytulił się do niego lekko, po czym przymknął na moment oczy. - Kocham cię, ale jestem zły - wymamrotał cicho. - Wiem że masz trochę racji, ale ja też jej trochę mam...
Tomo spakował się szybko, po czym ubrał się mocno i pożegnał się z nimi wyjeżdżając z domu. Powoli ruszył do domu Juna. Kiedy już był pod jego domem, zadzwonił domofonem i jechał do środka. Uznał, że póki Jun po niego nie zejdzie spróbuje chociaż dojść na pół piętro. Złapał się mocno barierek i rozpoczął wspinanie po schodach. Odetchnął głęboko po dwóch schodkach, koncentrując się nad zrobieniem kolejnego kroku.
- Bo się za tobą stęskniłem i uznałem, że jesteś samotny bo Ryu-chan wrócił na studia - oznajmił spokojnie szczerząc się do niego lekko. Usiadł z powrotem na wózku zsuwając buty i wieszając kurtkę na wieszak.
- Muszę odpocząć i ochłonąć - odparł poddając się i siadając na kanapie. Sięgnął sobie po leżący tam kocyk i okrył się nim odrobinę. Jakoś nie potrafił Junowi kłamać. Może dlatego, że traktował go jak starszego brata? Który go nie odwiedzał... - Brakuje mi papierosów i przysięgam że jestem już blisko kupienia sobie paczki i wypalenia całej za jednym zamachem - mruknął opierając się nieco mocniej o poduszki.
Tomo spiorunował go wzrokiem i schował się pod kocem krzycząc krótko. - Mógłbyś choć raz stanąć po mojej stronie! - fuknął na niego, w końcu wyglądając spod niego. - Tak i nie - wymamrotał. - Fakt, jestem uparty i chcę szybko stanąć na nogi więc daję z siebie wszystko a nawet i więcej na rehabilitacji, a to wszystko po to bym nie był łajzą dłuższy czas. Wkurza mnie już to. Nawet teraz wychodząc do ciebie dostałem polecenie spakowania wszystkiego co potrzebne. Ja nie jestem już dzieckiem - warknął. - Poza tym nawet nie mogę nigdzie sam pojechać, a na parkingu zaatakował mnie śmierdzący facet. Poradziłem sobie z nim, ale Takano zwykł zauważyć tylko to że byłem nieco przestraszony, mimo to że byłem dumny z siebie - zacisnął mocno wargi. - Ale to wszystko nie ważne. Ja po prostu nie znoszę jak ktoś robi coś za mnie.... cud że mogę się sam ubrać i czasem coś ugotowoać. Z psem też nie mogę wyjść... choć nie, raz byłem sam, ale też marudził mi że zimno, że śnieg, że utknę! Nie chce już tego. Nie jestem niedorozwinięty. Niepełnosprawność to nie choroba - wybuchnął.
Tomo potrząsnął przecząco głową. - Nie ja... ja nie chcę ci robić kłopotu. Kanapa będzie w porządku - uśmiechnął się lekko. - I tak już ci wbiłem i nie miałeś jak odmówić...
W środku nie było nic wielkiego. Ot nowy skalpel, bo Jun skarżył mu się, że stary zaczyna mu się rozpadać. Uznał że chociaż tyle zrobi pożytku ze swojej wiedzy dotyczącej tego działu medycyny. - Wiem, ale chciałem - uśmiechnął się odrobinę.
- Czasem nie da rady się uchronić osoby którą kochamy - spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem. - Ale... przynajmniej wiesz jak teraz z nim pracować. Jak z tego wychodzić... bo mama mówiła, że on chciał się zabić jak był w szpitalu, więc było bardzo źle. A z tego co mówisz to teraz jest lepiej.
- Po jednym - odparł szczerze. - Dałem się dotknąć dopiero Takano - mruknął opierając się o framugę drzwi. - Ale to nie ważne. Nie było cię już na studiach jak to się stało - uśmiechnął się do niego. - A ty? Nie dawałeś się dotknąć przez pół roku po którymś z gwałtów?
- Nawet Ryu? - zapytał go szczerze. - Mnie było łatwiej można tak powiedzieć. W końcu dziwka ze mnie była całkiem niezła więc... przyzwyczaiłem się do zeszmacenia.
- Nie było. Czasem w ogóle nie jest - przyznał szczerze. - Ale wiem, że Takano mnie kocha i nigdy nie zrobi czegoś co mnie zrani - uśmiechnął się szeroko.
Pod koniec stycznia Takano otrzymał telefon od sekretarza cesarza Japonii (buhahaha). Został on poproszony o wykonanie tortu dla jego córki, wielkiej fanki wypieków mężczyzny. - Wyjedziesz na parę dni? - zapytał go Tomo widząc jak Takano nie za bardzo wie co zrobić. - Jedź - ucałował go w policzek. Utrzymywał się już o kulach i nawet zaczynał chodzić bez nich. Uznał że sobie poradzi z maluchem, a taka szansa pojawia się raz w życiu.
- Poradzimy sobie kochanie - zapewnił go z lekkim uśmiechem, po czym wyszczerzył się do niego mocno. - A taki sukces trzeba uczcić - dodał wesoło. - Zrobię ci dobry obiadek - pocałował go mocno w usta. - Kocham cię.
- No skoro nie ma co, to obierzesz ziemniaczki. Zrobię zapiekankę ziemniaczana - €śmiechnął się do niego, przynosząc mu garnek i worek ziemniaków. - No i nie bądź już taki pesymista - dodał łapiąc go za nosek. - Twoich wypieków nie da się nie lubić i masz mnie - dodał zaraz. - Twojego największego fana i krytyka w jednym - dodał wesoło.
- Ale tutaj mnie masz a ja ci przecież powiem czy projekt jest banalny czy godny mistrza - sam zabrał się za krojenie warzyw. - My sobie tu damy radę z Yuyą i chcemy cię codziennie widzieć na skypie, okay? - uśmiechnął się lekko.
- Oj daj spokój, poproszę tatę. Będzie malucha zawoził - zapewnił go że wszystko jest do ogarnięcia. - Nie martw się dobrze? - poczochrał go po włosach. - Ciesz się!
- Już nic kochanie. Ja już sobie teraz poradzę a ty ruszaj po naszego malucha. On dzisiaj jest na wycieczce i za dwadzieścia minut autobus ma być pod naszym supermarketem. Wyjdziesz po niego? Ja dokończę zapiekankę w tym czasie i wrócicie na jedzonko - uśmiechnął się.
Tomo w tym samym czasie skończył przygotowywanie potrawy i włożył ją do piekarnika. Na talerzach położył jeszcze Yuyi i Takano po małej czekoladce własnej roboty. Szkolił się przed walentynkami i chciał opinię od smakoszy.
- Chcesz przez to powiedzieć, że przez chwilę wątpiłeś że tak nie będzie? - uniósł lekko brew zaskoczony, po czym zaśmiał się lekko i ucałował Yuyę w policzek. - Jak było w oceanarium? - zapytał go. - Widziałem delfiny wujek! - chłopiec podał mu prezencik, który mu kupił. Zawieszkę do telefonu w kształcie delfinka. - Teraz wszyscy takie mamy! Tatuś ma zielony, wujek niebieski a ja fioletowy - wtulił się w niego siadając do stołu. - I tatuś? A jak będę duży będę mógł pracować z delfinkami??
- Ale mój delfinek jest najpiękniejszy - zapewnił ich Tomo wieszając go sobie do telefonu od razu. Dostał prezencik od synka i cieszył się z tego. - A bo ja nie wiem co bym jeszcze chciał robić w przyszłości - odparł zaraz chłopiec. - Tylko pani z delfinkami była taka fajna i mogłem nakarmić delfinka i pogłaskać. Fajnie było - buzia mu się nie zamykała nawet gdy usiadł przy stole. Musiał im o wszystkim opowiedzieć.
- Rekinka ale bez tatusia bałem się dotknąć - oznajmił zaraz. - I potem była óśmiornica... taaaka duża! - zagestykulował wcinając trochę zapiekanki. - Tatuś a sprawdzisz mi wypracowanie jak napiszę? I wujek też? I z kanji wujek posiedzimy? - Posiedzimy kotek ile chcesz i kiedy chcesz - Tomo uwielbiał tak z nimi siedzieć i rozmawiać. Pełnia szczęścia.
- Dziękuję - odparł Tomo, a Yuya zaczął szybciej trochę szuflować jedzonko. - Ale ja muszę napisać najpierw tatuś - oznajmił. - Wujek! Czekoladka jest pycha! Prawie dobila mistrya!
- I co tam piszą? - zapytał go z uśmiechem spoglądając w smsa. - O kurcze... to będzie wyzwanie - przyznał szczerze siedząc na kanapie i wtulając się w niego.
Tomo skinął lekko głową kłądąc się teraz na kolanach Takano. Zamknął na moment oczy. - Ale musisz mi obiecać, że troszkę czasu dla nas znajdziesz - pogłaskał go po kolanie.
- Zawiesisz sobie delfinka do telefonu? - zapytał go zaraz. - Yuya się ucieszy - ucałował go w dłoń. - No i mówią, że delfiny potrafią porozumiewać się nawet daleko od siebie będąc...
- A tam zaraz dzięki mnie - Tomo machnął na to ręką uśmiechając się lekko. - Ja mu tylko pomagłem troszkę z kanji - dodał spokojnie siadając gdy Yuya wrócił z poprawionym opowiadaniem. Przeczytał je uważnie. - No proszę, pięknie kochanie - przytulił mocno chłopca do siebie. - Jestem z ciebie dumny, tatuś też jest. - A wujku? A przyjdziecie na festyn wiosenny? W marcu jest - zapytał zaraz chłopiec. - Proooszę!
- Ale ty tatuś też przyjdziesz? - chłopiec popatrzył na niego z nadzieją i mocno ich obu przytulił. - Pomogę wujek z nóżkami! - zdecydował zaraz biegnąc po kocyk i rozkładając go przy kanapie. Tomo zaśmiał się nieco siadając na nim i pozwalając Yuyi się masować. - Ucz się Taka-chan... bo Yuyuś to mistrz - zaśmiał się.
Tomo zawisł mu nad ramieniem patrząc na kolejny szkic. - Przeciętny kochanie - oznajmił bez ogródek. - Potrafisz lepsze, pomyśl o tym... tak jakbyś robić tort dla mnie - zaproponował jakoś. - Albo dla kogoś z rodziny.
Yuya wrócił z zaczerwionymi policzkami, całkowicie przemoczony. - Kotek? Rzucisz nam ręcznik? - poprosił szybko Tomo pukając do łazienki. - Ech nasz głupi synalek wskoczył do wody za topiącym się pieskiem - burknął rozbierając chłopca szybko i rzucając mokre rzeczy na podłogę. Później je zabierze. Okrył malca kocykiem calutkiego i zaczął mu rozgrzewać ramionka. - Pójdziesz zaraz do rozgrzewającej kąpieli...
- Boi się, boi... ale piesek był ważniejszy - odparł Tomo, oddając mu malca, a samemu spoglądając na projekt. - Przepraszam tatusiu - Yuya zaszczękał trochę zębami. - Ale on był taki biedny...
- Spokojnie, nic się nie stało - uśmiechnął się do niego lekko. - Projekt jest ładny - oznajmił spokojnie. - Ale ja bym pomyślał trochę o środkowej warstwie. Trochę za dużo się tam dzieje... tak mi się wydaje - pokazał mu palcem o co chodzi. - Ale znaczy no bo ja się nie znam, to tylko taka opinia.
- Całe szczęście - wyszczerzył się do niego odkładając jego notes na stolik, żeby nic go nie pobrudziło. - Ech wybacz że cię z łazienki wygoniłem ale to była sytuacja awaryjna, kryzysowa.
- Mhm pojeżdżę na wózku - uśmiechnął się lekko, bo jeszcze go nie schowali. Takano uznał że czasem się przyda i... miał rację. - A zrobisz mi moją ulubioną czekoladę? - spojrzał na niego z nadzieją.
- Super, dziękuję - Tomo na razie jeszcze nie zamierzał ruszać się z kanapy, a Yuya wyszedł z łazienki ubrany już w pidżamkę i opatulony kocykiem usiadł z Tomo.
- Dobranoc - Tomo ucałował go w policzek mocno się w niego wtulając. Zasnął chwilę później. Obudziło ich dopiero szczekanie Jolie. Tomo przetarł lekko oczy. - Co się stało? - zapytał psiny, która nie przestawała szczekać.
- Tatuś boli gardełko - odparł mu chłopiec posłusznie wracając do łóżeczka i trzęsąc się pod kołderką nieco. Tomo w tym czasie wsiadł już na wózek żeby było mu szybciej pomóc Takano.
- Tatuś a powiesz mi jakąś bajkę? - zapytał cicho chłopiec popijając herbatkę i krzywiąc się od gorzkiego płynu. - Już dzwonię - obiecał mu Tomo wykręcając numer mamy.
- Przyjedzie dopiero wieczorem bo ma 3 operacje... i nie ma żadnego zastępstwa. Mamy mu dawać lekkie jedzonko i dopiero po południu - odparł spokojnie.
Tomo zgodnie z poleceniem wcale się nie spieszył. Zamiast tego wziął długą kąpiel i ubrał się w ciepły dresik po czym już o kulach przymaszerował do kuchni. - Co na śniadanko nam serwujesz?
- Ja jem częściej ryż więc kanapki to fajna odmiana - przyznał szczerze więcej ich jednak nie jedząc by mu potem nie zwymiotować. - Kochanie... - usiadł mu na kolanka wtulają csię w niego mocno. - Bardzo cię kocham i nie chcę cię stracić.
- Duecik, a Yuya dołączy do nas podczas refrenów. Bo chciałem, żeby też z nami pośpiewał, bo jesteśmy jedną rodziną - uśmiechnął się delikatnie. - Może być?
- Nie tylko dzięki mnie ma rodzinę kochanie - ucałował go w policzek. - To prawda, że to ja go zaadaptowałem bez porozumienia z tobą... ale to dlatego że wtedy spałeś pamiętasz? Byłeś w śpiączce... i nie mogłeś mi odpowiedzieć. A jak ci mówiłem że go zaadoptuje to ściskałeś mocniej moją rękę. Wziąłem to za tak - ucałował go w policzek znowu.
- Mhm sprawiasz kochanie, jeśli się za mocno nie martwisz - pstryknął go w nosek. - Uwielbiam siedzieć ci na kolanach bo wtedy czuję sie bezpieczny i szczęśliwy d0dał zaraz. - A co do kochania się... hm będę musiał to sprawdzić przy najbliższej okazji.
- Uhm... tatuś? Ale będziesz w domku albo wujek jak się obudzę? - zapytał zaraz chłopiec teraz też patrząc na plamki. Poki co jeszcze go nie szczypały ale mogły zacząc w każdej chwili.
- Dobrze tatuś - Yuya troszkę posmutniał że nie będzie do szkoły chodził ale nie marudził ani chwilki. Zamknął oczka i po dłuższej chwili zasnął z powrotem.
- Uhm to nie dobrze... będzie go swędziało długo - odparł cicho Tomo. - A ja nie mogę się zbliżać za bardzo - wtulił się w niego. - Yuya pomyśli że go nie kocham...
Tomo zaszył się w swoim małym studiu brzdąkając na gitarze, dopiero godzinę później z niego wyszedł bo zwabiły go pyszne zapachy do kuchni. - Co pichcisz?
Tomo skinął głową jakby to było oczywiście coś zwykłego. - Pachnie ładnie - oznajmił spokojnie. - Mama powiedziała, że już jest w drodze. Udało jej się załatwić zastępstwo za ostatnią operację.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3601 – 3800 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- a teraz już mogę się mocno przytulić? Naprawdę cię teraz potrzebuję... - Tomo miał wrażenie że zaczyna gorączkować.
- To przez to, że się od rana gorzej czułem i jeszcze podróż - szepnął mu do ucha, obejmując go mocno ramionami i wtulając się w niego. - Tak zostanę do rana.
- Kocham cię - szepnął mu jeszcze Tomo zasypiając z uśmiechem na twarzy.
Tomo obudził się rano z lekkim jeszcze bólem głowy, ale czuł się zdecydowanie lepiej niż poprzedniego dnia, więc tylko mocniej wtulił się w Takano chwile z nim leżąc.
- Wujek? - Yuya pojawił się w ich pokoju w pidżamce i pociągnął Tomo za rękaw. - Tam w pokoju u mnie jest duuuży pająk - wyjaśnił cicho, kiedy Tomo obrócił się na bok, żeby go wciągnąć na łóżko i przytulić.
- Jak tylko tata się obudzi to sobie z nim poradzi.
- Okropna bestia jest w pokoju - odparł poważnie Tomo. - Pająka znalazł i się przestraszył - pogłaskał chłopca po główce.
- A my idziemy szykować śniadanko - uśmiechnął się do niego Tomo i pozwolił nawet Yuyi popchać swój wózek.
- Śniadanko dostaniesz - usłyszał odpowiedź już z kuchni, po czym Tomo włączył radio i śmiejąc się raz za razem z Yuyą zaczęli przygotowywać jedzonko.
- Tatuś chodź - Yuya przyszedł do niego po dobrych 20 minutach i zaczął go ciągnąć za rękę. - Jest pychowe śniadanko i kakao!
- Tosty w opiekaczu różno smakowe i kakao. Proste śniadanko - odparł wesoło Tomo, muskając ustami jego policzek.
- Zabierzesz mnie do szpitala? - zapytał go zaraz Tomo. - Ale nie musisz odbierać. Pan Tanaka będzie dziś w mieście to mnie odbierze - uśmiechnął się lekko zadowolony że załatwił swojemu kochaniu mniejsze zużycie paliwa.
- Słucham lekarza... ale on nie wie kiedy ja daje z siebie wszystko a kiedy nie - wymamrotał czerwieniejąc nieco na twarzy bo poczuł się jak niegrzeczne dziecko.
- Ale jak on mówi że mam przestać to nawet nie jestem zmęczony - Tomo nie dał za wygraną, odkładając sztućce i odjeżdżając od stołu.
- Rób co chcesz - mruknął tylko Tomo jadąc do łazienki i już się do niego nie odzywają.
- Wujek jest zły - poinformował go Yuya, jak gdyby Takano tego jeszcze nie zauważył.
- Tatuś? A ja mogę dziadka zaprosić do domku? Bo ja nie chcę jechać do szpitala... i ja z dziadzią rozmawiałem i on powiedział, że jak się zgodzicie to on przyjdzie tutaj żeby ze mną być...
- Nic mi nie jest, ubieram się - poinformował go tylko nawet nie otwierając łazienki, bo i po co? Gdzieś musiał otrzymać trochę prywatności.
Tomo mu nie odpowiedział, tylko zaczął myć zęby. Nie chciał teraz na niego krzyczeć czy się kłócić, a był wściekły i nie zamierzał go słuchać na rehabilitacji. To w końcu była jego sprawa.
Tomo wyjechał z łazienki dobrą chwilę później i skierował się do salonu żeby pogadać z Yuyą, w miarę czekania na Takano.
Poczekali aż mężczyzna przyjdzie i wyjechali do szpitala. Tomo całą drogę przesiedział w milczeniu patrząc przez okno.
- Rób co chcesz, Takano - powtórzył spokojnie Tomo, wjeżdżając już do sali rehabilitacyjnej. Natomiast Takano został objęty przez swojego kumpla.
- Kryzys w małżeństwie? - zainteresował się mężczyzna, przystając w progu sali i spoglądając zadziornie na kumpla.
- Jak to co? Mój kumpel oznajmił że ma problematycznego pacjenta, który potrzebuje twardej ręki. Więc oto jestem by mu pomóc - puścił do niego oczko. - A tu proszę... trudny pacjent jest twoim skarbem - zaśmiał się szczerze wchodząc już do środka.
- Ohayou Tomo-chan - Soujiro przywitał się z nim z uśmiechem. - Dzisiaj będzie sesja ze mną - dodał widząc jego zszokowaną minę. - Mój kolega, Kira-kun, zadzwonił do mnie wczoraj i poprosił o pomoc, bo... najwyraźniej sprawiasz problemy - zauważył ze śmiechem, klękając przy nim na macie i zaczynając rozmasowywać mu nogi, by choć trochę przygotować go do wysiłku.
- Nie sprawiam problemów - fuknął Tomo. - Po prostu chcę dawać z siebie wszystko a nie połowę wysiłku i nikt mnie tu nie rozumie - burknął niezadowolony.
- Zawsze słucham lekarzy, chyba że zaczynają bredzić - odparł mu w odpowiedzi, wstając w końcu na nogi i łapiąc się barierek. - Więc staraj się nie bredzić - poradził mu z czarującym uśmiechem.
Tomo uparcie chodził w tą i wewtę, by po 20 razach nagle zwolnić i zatrzymać się w połowie.
- Soujiro-san... boli - oznajmił nabierając powoli głębokie oddechy. - W piersi mnie boli - wyjaśnił mu ostrożnie dotykając kłującego miejsca, które nie pozwalało mu dobrze odetchnąć.
- Ale boli... bardzo - skrzywił się lekko, leżąc już na macie i oddychając powoli i spokojnie.
- Za co kara? - Tomo uniósł brew spoglądając na niego i odkasłując, by przycisnąć dłoń do serca. - Głupi Sou-chan - puknął go palcem między oczy. - Wpadniesz do nas na obiad? Ja zapraszam, Takano nie ma nic do gadania.
- Omurice - odparł cicho, zaciskając mocno powieki i bardzo starając się uspokoić oddech. - Nikogo nie dołuję, a Takano sam sobie na to zasłużył... ciągle przegina ze swoją opiekuńczością
- Bo mam już dość tego, że on mnie we wszystkim wyręcza. Nie mogę sam jechać do miasta, bo przecież mi nie pozwoli... jeszcze ktoś mnie napadnie jak kiedyś - wymamrotał, masując dłonią swoje serce. - Nie zostawi mnie samego w szpitalu, mimo że mu mówię że mam w drugą stronę transport... - zacisnął mocno wargi. - Cud że pozwala mi samemu się myć i gotować - westchnął cicho.
- Ja go rozumiem - fuknął na niego. - Tylko już się zaczynam męczyć... a jak zaczynam się męczyć to będzie coraz gorzej i w końcu będę mu kazał znikać do willi bo potrzebuję od niego odpocząć - warknął chłodno siadając już mimo bólu serca. - Dlatego muszę to zrobić szybko i efektownie by tego uniknąć - oznajmił zaraz podciągając się na drabinkach. - Jeszcze 5 razy, już mi lepiej - zapewnił go że po 5 razach da sobie spokój.
- Puść mnie - Tomo strzepnął jego ręce z ramion i usiadł na wózku, po czym wyjechał z sali wybierając numer Juna. - Znajdziesz dla mnie chwilę dziś albo jutro? - zapytał go bez żadnego cześć czy innego przywitania. - Przyjadę do ciebie, nawet mi się nie waż po mnie przychodzić - fuknął w słuchawkę, ściskając ją mocno.
- Pewnie - uśmiechnął się lekko. - Ne... mogę zostać na noc? - zapytał zaraz, nie zwracając póki co uwagi na Takano. Wiedział, że częściowo jest to jego winą, ale... w tej chwili musiał zapobiec większej kłótni.
- Nie, wszystko gra - odparł spokojnie. - Mogę spać na kanapie, albo w futonie... albo coś. Śpij sobie teraz, śpij - pożegnał się z nim rozłączając się.
- Możemy jechać do domu - poinformował Takano, chowając telefon do kieszeni od spodni. - Soujiro-san wpadnie na obiad dzisiaj - dodał jeszcze.
- Tak, bo ty jakiś nie zwyczajny do zapraszania jesteś - zauważył spokojnie, zapinając kurtkę pod samą szyję.
- Ok - odparł w miarę spokojnie wsiadając do samochodu i zapinając od razu pasy. Otworzył sobie okno swoim zwyczajem.
- Nie, zostanę - odparł na oba pytania w jednym krótkim zdaniu. Oparł głowę mocniej o zagłówek i przymknął oczy. Nie było sensu wyciągać wózka na 5 minut. Więcej zachodu niż to warte było.
- Okay - Tomo uśmiechnął się nieco, kiwając mu tylko i przymykając oczy, chwilę później usłyszał otwierane drzwi. - Zapomniałeś czegoś? - zdziwił się, ale obok niego nie siedział Takano tylko jakiś mężczyzna w kominiarce.
- Radzę ci nie krzyczeć - fuknął na niego, zatykając mu usta dłonią. Tomo zamknął oczy.
- Dlaczego to zawsze przytrafia się mnie - przeszło mu przez myśl.
Mężczyzna dotknął go między nogi, ale Tomohisa spiorunował go wzrokiem i ugryzł jego dłoń. Facet krzyknął krótko.
- Teraz to przesadziłeś - fuknął na niego, zbliżając ręce do szyi chłopaka. Tomo jednak uderzył go pięścią między oczy i wypchnął z samochodu, po czym zamknął wszystkie drzwi od środka, oddychając głęboko. Nie ma mowy by dał się znowu porwać, albo obmacać. Potrafi o siebie zadbać.
- Poradziłem sobie - oznajmił cicho Tomo otwierając mu drzwi kiedy odczuł że zagrożenie minęło. - Nic mi nie zrobił - zapewnił go.
- Ja ciebie też - odparł spokojnie, opierając się znów mocniej o podgłówek i zamknął oczy. - Al był w środku wcześniej - szepnął.
Tomo wzruszył lekko ramionami, zapinając pasy.
- Nic się nie stało. Dałem sobie radę - powtórzył spokojnie, ptrząc na swoje dłonie
- Potrafię o siebie zadbać - mruknął jeszcze masując się po szyi i otwierając na nowo okno
- Nie, nie - oderwał od niej dłonie. - On tylko zacisnął ręce na niej - uśmiechnął się nieco. - Ale nie zrobił nic więcej - dodał zaraz żeby go uspokoić. Zacisnął lekko pięści na kolanach. - Będę dzisiaj spał u Juna - dodał oddychając głęboko. - Potrzebuję chwili dla siebie.
- Wieczorem - odparł od razu. - KOło 6 pójdę - uśmiechnął się lekko. - Bo przecież najpierw obiad i maraton Gwiezdnych Wojen...
- Pozdrowię - obiecał mu spokojnie. - Ale nie jesteś zły? - zapytał go zaraz, powoli wracając do swojego zwyczajowego pytania go o zdania.
- I niepotrzebnie wołałeś Soujiro... - mruknął patrząc teraz przez szybę. - Adwokata sobie znalazłeś...
- No to chyba nie tylko - westchnął cicho Tomo. - Zostaje tu parę dni - dodał po chwili.
- Żeby się mną zająć jak twierdzi - westchnął ciężko, opierając głowę o szybę i przymykając oczy.
- Będę więc dodatkowo ćwiczył w domu - wzruszył ramionami Tomo uznając że takie rozwiązanie też jest dobre.
Tomo sam na niego przeszedł i przejął od niego stery.
- Jesteśmy - przywitał się z tatą i Yuyą.
- To ja już was zostawiam - uśmiechnął się lekko mężczyzna. - Jutro też wpadnę do malca - obiecał zaraz, co by maluch nie musiał jechać do szpitala. Poczochrał jeszcze Tomo po włosach i poszedł.
- Budowaliśmy miasto z klocków lego - odparł wesoło. - Taaakie duże wyszło - dodał wesoło przytulając się do niego. - Tatuś? A dzisiaj wieczorkiem poczytamy książeczkę?
- Nie zasnę - obiecał mu wesoło. - Wujek? A zrobimy popcorn? - zapytał zaraz Tomo. - Proooszę?
- Zrobimy kochanie - uśmiechnął się lekko Tomo.
- Wujek tulimy - chłopiec wtulił się mocno w niego.
Soujiro przyjechał dwadzieścia minut później i zapukał, a kiedy Yuya mu otworzył i się w niego wtulił zaśmiał się lekko.
- Wszyscy jeszcze żyją?
- Czyli jeszcze wszyscy żyją - odetchnął z wyraźną ulgą, zsuwając buty, odwieszając kurtkę i biorąc malucha na ręce. - Cześć żołnierze - przywitał się z resztą.
- Pięknie pachnie - oznajmił mu Sojiro, siadając do stołu. Yuya już tam siedział, a Tomo dopiero co usiadł obok.
- I tak samo smakuje - zapewnił go ze śmiechem Tomo.
- Pychotka tatuś! - Yuya klasnął w dłonie zaczynając pałaszować omuricu.
- Tata umie robić omuricu - oburzył się chłopczyk. - Baaardzo dobrze - puknął Sojiro w ramię.
- Obrońca uciśnionych - zachichotał Tomo.
- I bento z Totoro - odparł chłopiec. - Tata robi najlepszego Totoro na świecie!
- Tylko ciągle robi Totoro - zachichotał Tomo.
- A wujek Tomo zrobi mi Dartha Vadera - oznajmił wesoło. - A potem tatuś Pikachu! - chłopiec był szczęśliwy że dostaje takie dobre bento do szkoły.
- Dobrze, a potem mogę wujkowi Sojiro pokazać kolekcję figurek? - zapytał ich obu.
- Pewnie że możesz kochanie...
- Z McDonalda - odparł chłopoak śmiejąc się lekko.
- A ja mam postaci Gwiezdnych Wojen - uśmiechnął się lekko Yuya, po czym skończył jeść i pobiegł mu je przyjąć.
Tomo natomiast dokończył powoli swój obiad i pomógł Takano zbierać naczynia.
Tomo usiadł znów na kanapie, okrywając się odrobinę kocykiem.
- Takano? - spojrzał na niego spokojnie. - Usiądziesz obok?
Tomo przytulił się do niego lekko, po czym przymknął na moment oczy.
- Kocham cię, ale jestem zły - wymamrotał cicho. - Wiem że masz trochę racji, ale ja też jej trochę mam...
- Nie chcą i chyba nigdy się nie zgodzą - zaśmiał się cicho, wtulając się w niego mocniej.
- Rehabilitacja się jeszcze nie skończyła, więc to na pewno nie ostatni raz - zaśmiał się.
- Uhm oby - zgodził się przysypiając za chwilę troszeczkę.
Yuya z Sojiro przybyli do nich chwilę później.
- Tatuś, Gwiezdne wojny? - zapytał szeptem chłopiec.
Yuya włożył płytę a Sojiro zorganizował popcorn i usiadł na fotelu razem z malcem.
Tomo wstał również.
- Ja pójdę już do Juna - ucałował Takano w policzek.
Tomo spakował się szybko, po czym ubrał się mocno i pożegnał się z nimi wyjeżdżając z domu. Powoli ruszył do domu Juna. Kiedy już był pod jego domem, zadzwonił domofonem i jechał do środka. Uznał, że póki Jun po niego nie zejdzie spróbuje chociaż dojść na pół piętro. Złapał się mocno barierek i rozpoczął wspinanie po schodach. Odetchnął głęboko po dwóch schodkach, koncentrując się nad zrobieniem kolejnego kroku.
- Bo się za tobą stęskniłem i uznałem, że jesteś samotny bo Ryu-chan wrócił na studia - oznajmił spokojnie szczerząc się do niego lekko. Usiadł z powrotem na wózku zsuwając buty i wieszając kurtkę na wieszak.
- Muszę odpocząć i ochłonąć - odparł poddając się i siadając na kanapie. Sięgnął sobie po leżący tam kocyk i okrył się nim odrobinę. Jakoś nie potrafił Junowi kłamać. Może dlatego, że traktował go jak starszego brata? Który go nie odwiedzał...
- Brakuje mi papierosów i przysięgam że jestem już blisko kupienia sobie paczki i wypalenia całej za jednym zamachem - mruknął opierając się nieco mocniej o poduszki.
- Może kiedyś - skinął głową, troszkę się kładąc na kanapie. - Pokłóciliśmy się o moją rehabilitację - wyjaśnił mu z krzywym uśmiechem.
Tomo spiorunował go wzrokiem i schował się pod kocem krzycząc krótko.
- Mógłbyś choć raz stanąć po mojej stronie! - fuknął na niego, w końcu wyglądając spod niego. - Tak i nie - wymamrotał. - Fakt, jestem uparty i chcę szybko stanąć na nogi więc daję z siebie wszystko a nawet i więcej na rehabilitacji, a to wszystko po to bym nie był łajzą dłuższy czas. Wkurza mnie już to. Nawet teraz wychodząc do ciebie dostałem polecenie spakowania wszystkiego co potrzebne. Ja nie jestem już dzieckiem - warknął. - Poza tym nawet nie mogę nigdzie sam pojechać, a na parkingu zaatakował mnie śmierdzący facet. Poradziłem sobie z nim, ale Takano zwykł zauważyć tylko to że byłem nieco przestraszony, mimo to że byłem dumny z siebie - zacisnął mocno wargi. - Ale to wszystko nie ważne. Ja po prostu nie znoszę jak ktoś robi coś za mnie.... cud że mogę się sam ubrać i czasem coś ugotowoać. Z psem też nie mogę wyjść... choć nie, raz byłem sam, ale też marudził mi że zimno, że śnieg, że utknę! Nie chce już tego. Nie jestem niedorozwinięty. Niepełnosprawność to nie choroba - wybuchnął.
- Ja to wiem, ale i tak jestem trochę zły a nie chcę się z nim kłócić tak maksymalnie więc... śpię u ciebie - odetchnął głęboko.
Tomo potrząsnął przecząco głową.
- Nie ja... ja nie chcę ci robić kłopotu. Kanapa będzie w porządku - uśmiechnął się lekko. - I tak już ci wbiłem i nie miałeś jak odmówić...
- Ale ty też wtedy - wymamrotał. - Dasz mi osobną kołdrę i damy radę - uśmiechnął się lekko. Przecież nie będzie mu zajmował całego łóżka.
Tomo zamrugał zaskoczony patrząc na Juna jakby jakiegoś kosmitę zobaczył.
- Ty mi zrobisz kolację? - uniósł lekko brew. - Jesteś pewny że kuchenka wytrzyma napięcie?
- Jakżebym śmiał wątpić - pokazał mu język. - To co jest twoim popisowym daniem? - zapytał go zaraz z lekkim uśmiechem.
- To poproszę zapiekankę - odparł wesoło chcąc zobaczyć przyjaciela w kuchni. Obrazek zdecydowanie rzadki.
- Myślisz że Takano nie będzie na mnie zły za to że śpie u ciebie? Niby powiedział że nie ale...
- Nic - zgodził się z nim przymykając lekko oczy, po czym wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko. - Spóźniony prezent noworoczny - oznajmił.
W środku nie było nic wielkiego. Ot nowy skalpel, bo Jun skarżył mu się, że stary zaczyna mu się rozpadać. Uznał że chociaż tyle zrobi pożytku ze swojej wiedzy dotyczącej tego działu medycyny.
- Wiem, ale chciałem - uśmiechnął się odrobinę.
- To będziesz miał drugi dodatkowy. Zresztą szukałem takiego który zawsze lubiłeś - uśmiechnął się. - Następnym razem dostaniesz breloczek do kluczy.
- Jak ci się udała gwiazdka? - zapytał go spokojnie, teraz nieco kładąc się na łóżku i przymykając oczy.
- A seks potem był? Bo u nas był w sylwestra - uśmiechnął się lekko. - Sprzedaliśmy malucha dziadkom...
- To nie dobrze - westchnął cicho, wtulając się w poduszkę. - Ale to na pewno minie - pokrzepił go.
- O... to duża poprawa - wyszczerzył się do niego. - Ale ty go nie dotykałeś, tak?
- Czasem nie da rady się uchronić osoby którą kochamy - spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem. - Ale... przynajmniej wiesz jak teraz z nim pracować. Jak z tego wychodzić... bo mama mówiła, że on chciał się zabić jak był w szpitalu, więc było bardzo źle. A z tego co mówisz to teraz jest lepiej.
- Uhm - Tomo skinął lekko głową. Wiedział że to trudne, ale wierzył że im się uda. - Dacię radę bo się kochacie.
- Jun-chan? Nie martw się tak mocno - poprosił go. - Musisz tylko w was uwierzyć.
- Ja wiem - przyznał szczerze. Może nie był gwałcony przez ojca ale parę innych gwałtów przeżył. - Ja wiem Jun... ale trzeba myśleć pozytywnie.
- Po jednym - odparł szczerze. - Dałem się dotknąć dopiero Takano - mruknął opierając się o framugę drzwi. - Ale to nie ważne. Nie było cię już na studiach jak to się stało - uśmiechnął się do niego. - A ty? Nie dawałeś się dotknąć przez pół roku po którymś z gwałtów?
- Nawet Ryu? - zapytał go szczerze. - Mnie było łatwiej można tak powiedzieć. W końcu dziwka ze mnie była całkiem niezła więc... przyzwyczaiłem się do zeszmacenia.
- Nie było. Czasem w ogóle nie jest - przyznał szczerze. - Ale wiem, że Takano mnie kocha i nigdy nie zrobi czegoś co mnie zrani - uśmiechnął się szeroko.
- No proszę... to pewnie że się ciesz - wyszczerzył się do niego. - Ryu-chan cię kocha.
Tomo zaśmiał się cicho.
- Musiałeś się nieźle wystraszyć, a potem... to takie coś - wybuchnął szczerym śmiechem, wracając na kanapę.
[ach... i wcześniej dostałem komcia do Ryu]
- Kamień spadł ci z z serca kiedy ci wyjaśnił, co nie? - zachichotał nieco.
Pod koniec stycznia Takano otrzymał telefon od sekretarza cesarza Japonii (buhahaha). Został on poproszony o wykonanie tortu dla jego córki, wielkiej fanki wypieków mężczyzny.
- Wyjedziesz na parę dni? - zapytał go Tomo widząc jak Takano nie za bardzo wie co zrobić. - Jedź - ucałował go w policzek. Utrzymywał się już o kulach i nawet zaczynał chodzić bez nich. Uznał że sobie poradzi z maluchem, a taka szansa pojawia się raz w życiu.
- Poradzimy sobie kochanie - zapewnił go z lekkim uśmiechem, po czym wyszczerzył się do niego mocno. - A taki sukces trzeba uczcić - dodał wesoło. - Zrobię ci dobry obiadek - pocałował go mocno w usta. - Kocham cię.
- No skoro nie ma co, to obierzesz ziemniaczki. Zrobię zapiekankę ziemniaczana - €śmiechnął się do niego, przynosząc mu garnek i worek ziemniaków. - No i nie bądź już taki pesymista - dodał łapiąc go za nosek. - Twoich wypieków nie da się nie lubić i masz mnie - dodał zaraz. - Twojego największego fana i krytyka w jednym - dodał wesoło.
- Ale tutaj mnie masz a ja ci przecież powiem czy projekt jest banalny czy godny mistrza - sam zabrał się za krojenie warzyw. - My sobie tu damy radę z Yuyą i chcemy cię codziennie widzieć na skypie, okay? - uśmiechnął się lekko.
- Oj daj spokój, poproszę tatę. Będzie malucha zawoził - zapewnił go że wszystko jest do ogarnięcia. - Nie martw się dobrze? - poczochrał go po włosach. - Ciesz się!
- Mhm no to dam ci chwilę spokoju - odparł zaczynając sobie nucić swoją nową piosenkę pod nosem, podczas krojenia warzywek.
- Już nic kochanie. Ja już sobie teraz poradzę a ty ruszaj po naszego malucha. On dzisiaj jest na wycieczce i za dwadzieścia minut autobus ma być pod naszym supermarketem. Wyjdziesz po niego? Ja dokończę zapiekankę w tym czasie i wrócicie na jedzonko - uśmiechnął się.
Tomo w tym samym czasie skończył przygotowywanie potrawy i włożył ją do piekarnika. Na talerzach położył jeszcze Yuyi i Takano po małej czekoladce własnej roboty. Szkolił się przed walentynkami i chciał opinię od smakoszy.
- Chcesz przez to powiedzieć, że przez chwilę wątpiłeś że tak nie będzie? - uniósł lekko brew zaskoczony, po czym zaśmiał się lekko i ucałował Yuyę w policzek.
- Jak było w oceanarium? - zapytał go.
- Widziałem delfiny wujek! - chłopiec podał mu prezencik, który mu kupił. Zawieszkę do telefonu w kształcie delfinka. - Teraz wszyscy takie mamy! Tatuś ma zielony, wujek niebieski a ja fioletowy - wtulił się w niego siadając do stołu. - I tatuś? A jak będę duży będę mógł pracować z delfinkami??
- Ale mój delfinek jest najpiękniejszy - zapewnił ich Tomo wieszając go sobie do telefonu od razu. Dostał prezencik od synka i cieszył się z tego.
- A bo ja nie wiem co bym jeszcze chciał robić w przyszłości - odparł zaraz chłopiec. - Tylko pani z delfinkami była taka fajna i mogłem nakarmić delfinka i pogłaskać. Fajnie było - buzia mu się nie zamykała nawet gdy usiadł przy stole. Musiał im o wszystkim opowiedzieć.
- Rekinka ale bez tatusia bałem się dotknąć - oznajmił zaraz. - I potem była óśmiornica... taaaka duża! - zagestykulował wcinając trochę zapiekanki. - Tatuś a sprawdzisz mi wypracowanie jak napiszę? I wujek też? I z kanji wujek posiedzimy?
- Posiedzimy kotek ile chcesz i kiedy chcesz - Tomo uwielbiał tak z nimi siedzieć i rozmawiać. Pełnia szczęścia.
- Dziękuję - odparł Tomo, a Yuya zaczął szybciej trochę szuflować jedzonko.
- Ale ja muszę napisać najpierw tatuś - oznajmił. - Wujek! Czekoladka jest pycha! Prawie dobila mistrya!
+ Uff to dobrze - uśmiechnął się do niego zadowolony. - Yuya rozmasujesz mi dzisiaj nóżki? - zapytał chłopca bo przecież ten chciał to zrobić.
- Oczywiście że możesz - uśmiechnął się Tomo. - I pomożesz mi przy rehabilitacji co? - dodał wesoło, po czym spojrzał na Takano. - Tajemnica.
- Dobrze kochanie - uśmiechnął się Tomo, głaszcząc Yuyę po włosach. - Leć pisać wypracowanie.
- Pamiętam ale chyba mogę zrobić dla moich mężczyzn coś od siebie, prawda? - odparł z uśmiechem.
- Ale rano może z nami być? Przynajmniej do śniadania - poprosił go, spoglądając na niego. - No bo to też mój mężczyzna...
- Ja już zacznę chodzić do pracy za tydzień - zapewnił go z uśmiechem, nieco trzęsąc się na kulach nieco. - Możemhy spocząć na kanapie?
- Tak, mam zamówienia na bułeczki... no i zawieźć chcę dużą porcję do Domu Dziecka. Uwielbiam te dzieciaki tam - uśmiechnął się.
- I co tam piszą? - zapytał go z uśmiechem spoglądając w smsa. - O kurcze... to będzie wyzwanie - przyznał szczerze siedząc na kanapie i wtulając się w niego.
- A teraz mnie mocno potul - ucałował go w policzek. - Mocno, mocno - dodał zaraz. - Jestem z ciebie dumny wiesz?
- Tak, bardzo dumny - zapewnił go głaszcząc go po łebku.
- Oj już mam z czego. jesteś już wyróżniony - ucałował jego wargi.
- Kochanie... ale nie zamęczaj się dobrze? - poprosił go z delikatnym uśmiechem. - Bo musisz ładnie żyć z nami.
Tomo skinął lekko głową kłądąc się teraz na kolanach Takano. Zamknął na moment oczy.
- Ale musisz mi obiecać, że troszkę czasu dla nas znajdziesz - pogłaskał go po kolanie.
- I wciąż rosną - uśmiechnął się lekko Tomo, przytulając się tak do niego. Leżał sobie beztrosko i uśmiechał nieco. - Wiesz... kocham takie leniwe dni
- Zawiesisz sobie delfinka do telefonu? - zapytał go zaraz. - Yuya się ucieszy - ucałował go w dłoń. - No i mówią, że delfiny potrafią porozumiewać się nawet daleko od siebie będąc...
- Ja też mam - pokazał mu ze śmiechem. Spodobała mu się ta mała przywieszka. Nawet jeśli była to zabawka dla dzieci. - Ne Taka-chan? Pocałuj mnie.
- Tatuuuś sprawdzisz mi? - chłopiec przyszedł do nich z wypracowaniem o wycieczce do oceanarium.
- Dobrze tatuś - chłopiec skinął główką zadowolony, że nie było tak źle, bo przecież miał problemy z Japońskim.
- Dobrze - zgodził się wesoło chłopiec biegnąc do pokoju żeby szybko wszystko poprawić.
- A tam zaraz dzięki mnie - Tomo machnął na to ręką uśmiechając się lekko. - Ja mu tylko pomagłem troszkę z kanji - dodał spokojnie siadając gdy Yuya wrócił z poprawionym opowiadaniem. Przeczytał je uważnie. - No proszę, pięknie kochanie - przytulił mocno chłopca do siebie. - Jestem z ciebie dumny, tatuś też jest.
- A wujku? A przyjdziecie na festyn wiosenny? W marcu jest - zapytał zaraz chłopiec. - Proooszę!
- Ale ty tatuś też przyjdziesz? - chłopiec popatrzył na niego z nadzieją i mocno ich obu przytulił. - Pomogę wujek z nóżkami! - zdecydował zaraz biegnąc po kocyk i rozkładając go przy kanapie. Tomo zaśmiał się nieco siadając na nim i pozwalając Yuyi się masować.
- Ucz się Taka-chan... bo Yuyuś to mistrz - zaśmiał się.
- Proszę bardzo - Tomo oparł się na łokciach pozwalając im się 'bawić'. Zaśmiał się lekko czując że Yuya z zapałem masuje żeby nie być gorszym.
- Okay - Tomo ucałował go lekko siadając już nieco lepiej i wstając zaraz. - O poćwiczymy chodzenie - stwierdził z uśmiechem do Yuyi.
Tomo zawisł mu nad ramieniem patrząc na kolejny szkic.
- Przeciętny kochanie - oznajmił bez ogródek. - Potrafisz lepsze, pomyśl o tym... tak jakbyś robić tort dla mnie - zaproponował jakoś. - Albo dla kogoś z rodziny.
- Odpocznij kotku - ucałował go w policzek wręczając mu kolejną czekoladkę - Zjedz i wypij herbatkę, a potem wpróbujesz na nowo.
Tomo poczochrał go po włosach i poszedł z Yuyą na spacer, przy okazji wyprowadzając pieski, żeby mu nie przeszkadzać.
Yuya wrócił z zaczerwionymi policzkami, całkowicie przemoczony.
- Kotek? Rzucisz nam ręcznik? - poprosił szybko Tomo pukając do łazienki. - Ech nasz głupi synalek wskoczył do wody za topiącym się pieskiem - burknął rozbierając chłopca szybko i rzucając mokre rzeczy na podłogę. Później je zabierze. Okrył malca kocykiem calutkiego i zaczął mu rozgrzewać ramionka.
- Pójdziesz zaraz do rozgrzewającej kąpieli...
- Boi się, boi... ale piesek był ważniejszy - odparł Tomo, oddając mu malca, a samemu spoglądając na projekt.
- Przepraszam tatusiu - Yuya zaszczękał trochę zębami. - Ale on był taki biedny...
- Kaczuszkę i statek - poprosił pokazując na swoje zabawki do kąpieli. Zanurzył się troszkę powoli się rozgrzewając.
- Spokojnie, nic się nie stało - uśmiechnął się do niego lekko. - Projekt jest ładny - oznajmił spokojnie. - Ale ja bym pomyślał trochę o środkowej warstwie. Trochę za dużo się tam dzieje... tak mi się wydaje - pokazał mu palcem o co chodzi. - Ale znaczy no bo ja się nie znam, to tylko taka opinia.
- O teraz wyraźnie lepsze. Duża poprawa - uśmiechnął się szeroko. - No i elementy ze sobą współgrają - oznajmił wesoło. - Piękny.
- Całe szczęście - wyszczerzył się do niego odkładając jego notes na stolik, żeby nic go nie pobrudziło. - Ech wybacz że cię z łazienki wygoniłem ale to była sytuacja awaryjna, kryzysowa.
- Oj weź... nie przepraszam wcale tak często - wywrócił oczyma padając na kanapę zmęczony. Chodzenie o kulach trochę go męczyło.
- Wiem, wiem... ale zobacz - pokazał mu swoje czerwone łapki. - Zmęczyłem się dzisiaj.
- Mhm pojeżdżę na wózku - uśmiechnął się lekko, bo jeszcze go nie schowali. Takano uznał że czasem się przyda i... miał rację. - A zrobisz mi moją ulubioną czekoladę? - spojrzał na niego z nadzieją.
- Super, dziękuję - Tomo na razie jeszcze nie zamierzał ruszać się z kanapy, a Yuya wyszedł z łazienki ubrany już w pidżamkę i opatulony kocykiem usiadł z Tomo.
- Dziękujemy kochanie - Tomo umoczył koniuszek ust w płynie i uśmiechnął się do niego szeroko dając mu tym znak że znów wyszła przepyszna.
[Wszystko gr4a? żyjesz?]
Tomo przytulił się do Yuyi i pogłaskał go po ramieniu, po czym uśmiechnął się lekko.
- DObrze mi tu z wami - oznajmił.
- Jak bardzo nas kochasz? - zapytał go zaraz, wtulając głowę w jego ramię. - No pooowiedz.
- No to obejrzysz z nami bajkę? - zapytał go zaraz Tomo, a Yuya spojrzał na niego z nadzieją. - Tę najnowszą z Paddingtonem - zaproponował.
Tomo się w niego wtulił a Yuya zapatrzył w bajkę. Lubił je oglądać razem ze swoimi rodzicami.
- Dobranoc - chłopiec ich uściskał i poniegł do siebie by położyć się spać.
- Jutro rano się umyję - obiecał mu wtulając sie w niego. - Chodźmy spać - ziewnął szeroko.
- Dzisiaj bardzo, baaardzo - przyznał szczerze, wtulając się w niego. - Bardzo - powtórzył ziewając.
- Dobranoc - Tomo ucałował go w policzek mocno się w niego wtulając. Zasnął chwilę później. Obudziło ich dopiero szczekanie Jolie. Tomo przetarł lekko oczy.
- Co się stało? - zapytał psiny, która nie przestawała szczekać.
- Tatuś boli gardełko - odparł mu chłopiec posłusznie wracając do łóżeczka i trzęsąc się pod kołderką nieco.
Tomo w tym czasie wsiadł już na wózek żeby było mu szybciej pomóc Takano.
- Tatuś a powiesz mi jakąś bajkę? - zapytał cicho chłopiec popijając herbatkę i krzywiąc się od gorzkiego płynu.
- Już dzwonię - obiecał mu Tomo wykręcając numer mamy.
Yuya skinął główką i wypił tę połowę kubka herbatki resztę oddając Takano.
Maluch przysnął w połowie opowieści, najwyraźniej zmęczony wymiotowaniem, a Jolie polizała Takano po ręce czekając na pochwałę.
- Bardzo dba - uśmiechnął się Tomo będąc już w progu. - Bardzo, bardzo nawet - dodał głaszcząc lekko Jolie po plecach.
- Przyjedzie dopiero wieczorem bo ma 3 operacje... i nie ma żadnego zastępstwa. Mamy mu dawać lekkie jedzonko i dopiero po południu - odparł spokojnie.
- Kochanie? Umyję się i ubiorę ok? - uśmiechnął się do niego delikatnie.
Tomo zgodnie z poleceniem wcale się nie spieszył. Zamiast tego wziął długą kąpiel i ubrał się w ciepły dresik po czym już o kulach przymaszerował do kuchni.
- Co na śniadanko nam serwujesz?
- Kocham takie smaczne rzeczy - uśmiechnął się szeroko.
- Lubię jak tak mnie rozpieszczasz normalnymi sprawami - uśmiechnął się lekko.
- Tak bo sam nie musiałem ich tworzyć - wyszczerzył się do niego jedząc już drugą kanapeczkę i popijając ją herbatą.
- Ja jem częściej ryż więc kanapki to fajna odmiana - przyznał szczerze więcej ich jednak nie jedząc by mu potem nie zwymiotować. - Kochanie... - usiadł mu na kolanka wtulają csię w niego mocno. - Bardzo cię kocham i nie chcę cię stracić.
- Chciałbym Junowi dać osobiście i twojemu rodzeństwu też i tacie i mamie też - odparł spokojnie. - A resztę... na początku lutego?
- Dobrze, cieszę się kochanie - ucałowal go w policzek. - Że pójdziesz do taty też.
- No dobrze, to tak zrobimy - uśmiechnął się lekko. - A potem nagrasz ze mną balladę.
- Jak wrócisz z Tokio, po walentynkach - ucałował go mocno. - Un ja też bardzo lubię twoje ko.lana.
- O moim kochaniu i o naszej miłości - odparował wesoło.
- Duecik, a Yuya dołączy do nas podczas refrenów. Bo chciałem, żeby też z nami pośpiewał, bo jesteśmy jedną rodziną - uśmiechnął się delikatnie. - Może być?
- Czemu tak sądzisz? Ja tylko proponuję rodzinną piosenkę - zaśmiał się nieco.
- Nie tylko dzięki mnie ma rodzinę kochanie - ucałował go w policzek. - To prawda, że to ja go zaadaptowałem bez porozumienia z tobą... ale to dlatego że wtedy spałeś pamiętasz? Byłeś w śpiączce... i nie mogłeś mi odpowiedzieć. A jak ci mówiłem że go zaadoptuje to ściskałeś mocniej moją rękę. Wziąłem to za tak - ucałował go w policzek znowu.
- Cieszę się - odparł spokojnie. - Bardzo - ucałował go tym razem w usta. - Więc dzisiaj upieczemy razem deserek?
- Mhm sprawiasz kochanie, jeśli się za mocno nie martwisz - pstryknął go w nosek. - Uwielbiam siedzieć ci na kolanach bo wtedy czuję sie bezpieczny i szczęśliwy d0dał zaraz. - A co do kochania się... hm będę musiał to sprawdzić przy najbliższej okazji.
- Zapamiętam - obiecał mu, przytulając go jeszcze chwilę mocno zanim wstał by pozmywać.
Chłopiec trząsł się pod kołderką z zimna, a Jolie leżała już w łóżku obok niego, jakby chcąc go ogrzać.
Chłopiec spojrzał na niego całkiem się pod kołderką trzęsąc.
- Tatuś tak zimno mi - szepnął.
- Uhm... tatuś? Ale będziesz w domku albo wujek jak się obudzę? - zapytał zaraz chłopiec teraz też patrząc na plamki. Poki co jeszcze go nie szczypały ale mogły zacząc w każdej chwili.
- A kiedy babcia przyjedzie? - zapytał przytulając się lekko do Jolie.
- Tatuś a poczytasz mi potem? - zapytał go jeszcze chłopiec, posłusznie chowając się mocno pod kołderką. - A jutro pojadę do szkoły?
- Dobrze tatuś - Yuya troszkę posmutniał że nie będzie do szkoły chodził ale nie marudził ani chwilki. Zamknął oczka i po dłuższej chwili zasnął z powrotem.
- Uhm to nie dobrze... będzie go swędziało długo - odparł cicho Tomo. - A ja nie mogę się zbliżać za bardzo - wtulił się w niego. - Yuya pomyśli że go nie kocham...
- Chorowałem, ale mam słaba odproność i mogę od neigo coś podłapać. Myślisz że mogę wejść?
- No dobrze - ucałował go w policzek. - To zrobię mu za godzinkę kaszkę delikatną - zaproponował.
- Spróbuję - obiecał mu wtulając się w niego. - No chyba że ciebie nie będzie... to wtedy go przecież nie zostawię samego - oparł głowę o jego ramię.
- Uhm przepraszam - wymamrotał cicho wtulając się w niego mocniej. - Przepraszam, ale uhm nie chcę potem wylądowac w szpitalu...
- Uhm niech będzie... to może pójdziesz robić dekoracje jak mama przyjdzie? I jutro poproszę tatę żeby wpadł? - zaproponował.
- Nie rozchoruję się - obiecał mu spokojnie, muskając jego usta swoimi.
- Na pewno - obiecał mu przynajmniej część z samym sobą. Ucałował go w policzek.
- Bardzo dobrze - zgodził się z nim, przeciągając się lekko i ziewając. - Ty też przeszedłeś w dzieciństwie.
- O kurczę... potrójna ospa to musiało być coś - zaśmiał się szczerze. - Ja chorowałem w 2 klasie podstawowej - przyznał wesoło.
- No bo później podobno gorzej... ciężej się ospę przechodzi - uśmiechnął się wstając wreszcie z kanapy. - Pójdę popracować nad piosenką - zdecydował.
Tomo zaszył się w swoim małym studiu brzdąkając na gitarze, dopiero godzinę później z niego wyszedł bo zwabiły go pyszne zapachy do kuchni.
- Co pichcisz?
[znowu nie znam potrawy xD]
Tomo skinął głową jakby to było oczywiście coś zwykłego.
- Pachnie ładnie - oznajmił spokojnie. - Mama powiedziała, że już jest w drodze. Udało jej się załatwić zastępstwo za ostatnią operację.
Prześlij komentarz