- Nie zarażę jak tak będziesz o mnie dbał - zapewnił go z wielkim uśmiechem, po czym zaczął robić jedzonko dla malucha. Kiedy skończył jego mama pukała już do drzwi.
- Nie szkodzi, ja rozumiem sytuacje kryzysowe - uśmiechnęła się lekko. - Nie mogłam wyrwać się wcześniej - dodała zaraz oddając mu swój płaszcz i zsuwając buty. - Najpierw mały pacjent potem zostaję na kawie - uśmiechnęła się szczerze.
- Nie, to była nasza wina. Dobrze o tym wiemy Takano - odparła cicho kobieta. - Byliśmy nieodpowiedzialni... że go nie upilnowaliśmy - przyznała cicho. - Ja was również za to przepraszam.
- Nie szkodzi, przecież go broni - odparła wesoło badając wnuka i grożąc mu palcem przed nosem. - No mój drogi... mamy ospę wietrzną i jakieś paskudne przeziębienie w jednym - oznajmiła wzdychając lekko. - Mam ze sobą czopki, jakby temperatura była większa będzie trzeba je mu dać - poinstruowała Takano. - A na ospę, wypiszę wam receptę bo nie mam przy sobie maści. I wtedy 3 razy dziennie smarować maścią.
- Nie, czopki możesz przyjmować nawet ty Takano - uśmiechnęła się kobieta. - Ale to w sytuacji kiedy temperatura wymknie się spod kontroli. W innym przypadku syrop jak najbardziej pasuje - dodała, wypisując receptę z dodatkowym syropem na zbicie temperatury. - I leżeć w łóżeczku - pstryknęła maluszka w nosek. - Za dwa dni powinieneś przestać zarażać.
- Hm to może ja tu z wami zostanę. Pomogę Tomo z Yuyą, a ty spokojnie sobie popracujesz - zaproponowała kobieta. - Tylko wróć na czytanie książeczki - dodał z uśmiechem TOmo.
- To do pracy, raz raz - klepnął go w udo Tomo z lekkim uśmiechem na ustach. - Obiecałeś też przywieść nam coś dobrego z TOkio - przyupomniał mu. - Z pałacu Cesarskiego./.. nigdy tam nie byłem.
- Masz mi nie pędzić - oznajmił spokojnie Tomo. - Pojedziesz w sobotkę, impreza jest w niedzielę to w poniedziałek jesteś tutaj. Żeby ci do łba nie przyszło by pędzić po nocy - zacisnął lekko pięści.
- Ale do nich jeszcze trochę czasu kociaaak - jęknął Tomo wstając i zbierając naczynia. Zachwiał się trochę na nogach i usiadł automatycznie na wózku, by przestawić się na niego.
- Nie - wyszczerzył się do niego. - Tylko się zmęczyłem - oznajmił spokojnie, odkładając naczynia. - Za dużo chciałem na nogach zrobić - wzruszył ramionami. - Nie martw się tak.
- Odpocznę - obiecał mu Tomo kiwając mu jeszcze i zajmując się naczyniami. potem porozmawial z mamą a kiedy ta pojechała, a Yuya się obudził napisał do Takano że czas na czytanie.
Yuya przytulił się do niego mocno gdy tylko mężczyzna wrócił. - Troszkę lepiej tatusiu... nie swędzą aż tak już kropeczki - uśmiechnął się nieco szerzej. - I poczytamy książeeczkę? - podał mu swój wybór.
Tomo zaczął go głaskać po włoskach i po policzku, słuchając jego zmęczonego głosu. - A już od następnego dnia będę wchodził do maluszka i nie będziesz miał problemu - uśmiechnął się delikatnie.
- Myślę kochanie i chcę ci troszkę pomóc. Dlatego jeszcze nie jutro, ale po jutrze już będzie dobrze - zapewnił go. - Kochanie? A zaniesiesz mnie do łóżka potem? Zmęczyłem się nieco chodząc.
- Tak, powiedziała że tak - uśmiechnął isę lekko. - Kochanie jeszcze nie teraz, za chwilkę - zgodził się. - Jeszcze kolacja - dodał z uśmiechem. - Ale będą zwykłe kulki ryżowe z tuńczykiem.
- Możesz skarbie - Tomo nie przestał głaskać go po włosach. Co jakiś czas słyszeli kaszlącego Yuyę, a Jolie leżała w progu jego pokoiku i salonu, jakby chcąc chłopcu dać do zrozumienia że wszyscy są w domku i go bronią. - Ciężko w pracy? - zapytał cicho.
- Już go poprosiłem. Przyjdzie o 11 rano i zostanie do wieczora. Dobrze? Zje z nami obiad - uśmiechnął się lekko. - Powiedział że poczyta Yuyi i pogra z nim w planszówki...
Tomo wcale go nie budził dobre dwie godzinki. Dopiero wówczas, lekko nim potrząsnął. - Kochanie? Przepraszam, ale ja muszę wziąć leki - ucałował go w nosek. - Pobudka.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się do niego. - Mam nową tapetę na telefonie dzięki temu - pokazał mu co wykombinował. - Słodki byłeś - usiadł na wózku jadąc do kuchni.
- Już nie marudź. Potem nie będziesz żałował - zapewnił go Tomo. - Mogę ci coś pokazać? - zapytał przy okazji wstając z wózka. Nie wziął nawet kuli i powoli przespacerował do końca pokoju i z powrotem, zanim znów usiadł na wózku. - Nie jest najlepiej, wiem... ale daję radę.
- Leć, a ja posprzątam i pewnie znajdziesz mnie już w łóżku - uśmiechnął się do niego otwierając drzwi do ogórka by zwierzaki mogły sobie pobiegać, a samemu poszedł pozmywać.
- Hej, hej - pokiwali mu oboje. - Jadłeś porządnie? Zrobileś sobie przerwę w drodze? - zapytał go Tomo. - Tatuś? A masz tam cieplutko? I przytulisz się do podusi?
- Dużo spałem - odparł Yuya. - Bo temperatura była - dodał cicho. - A ja byłem na spacerze z pieskami i w piekarni bułeczki upiec... - I mamy bułeczki z czekoladą na kolację - dodał wesoło Yuya pokazując mu nadgryzioną jedną.
- Ale będziesz musiał mocno poprosić tatuś. Bo wujek powiedział że zrobi jak będziesz grzeczny - zaśmiał się chłopiec. - Nieco mniejsza była, ale ma wciąż ataki wyższej - westchnął cicho Tomo. - Ale przynajmniej krostki schodzą.
- Mam nadzieję - poczochrał malucha po włoskach. - Jutro weźmiemy razem kąpiel - dodał zaraz. - Z kaczuszką i statkiem - dodał wesoło Yuya. - Będzie fajnie!
- ok to w niedzielę zaproszę Kou z rodzinką na obiad - uśmiechnął się szeroko. - Wiem jak nie lubisz takich zbiorowisk... ja je lubię więc... zaproszę.
- Ale to taki nieoficjalne spotkanie... to z zaproszeniem chciałbym dać mu razem z tobą - uśmiechnął się szeroko, biorąc zaraz gitarę na kolana i dostrajając ją.
- Bedzie nagrany gdy tylko wrócisz. yuya pomaga mi dopracować słowa. Straszny z niego krytyk - zaśmiał się szczerze. - Kochanie leć do łóżeczka. Dobranoc - posłał mu buziaka.
Tomo obudził się w poniedziałek rano na dźwięk szczekania Jolie. Natychmiast poszedł do Yuyi. Chłopiec miał strasznie wysoką temperaturę której nie dało się zbić czopkami. Zadzwonił więc do mamy, ale ta nie mogła przyjechać. Tata był nieosiągalny, a Kou mówił że jada w niedzielę wieczorem na dwa dni do pobliskiego onsen. Tomo zgrzytnął zębami, ubierając szybko chłopca w dresik i sadzając go na wózek. - Pojedziemy do szpitala - szepnął sam do końca nie wierząc w to co robi. - Jolie jedziesz znami - rzucił do psinki, wsadzając Yuyę do samochodu i karząc Jolie usiąść razem z nim z tyłu. Usiadł za kierownicą swojego starego jeepa i odetchnął głęboko kilka razy, zanim go odpalił. - Tylko proszę, dzisiaj żadnych wspomnień - poprosił cicho autko i samego siebie. - Jedziemy do szpitala jak najszybciej się da - wymamrotał, wyruszając na pełnym gazie by móc jak najszybciej wyjść z auta, w drodze odebrał telefon od Takano. - Kotek nie mogę teraz rozmawiać - rzucił szybko oddychając dość ciężko, po czym zatrzymał się na czerwonym. - Cholera... Jolie? Żyjecie? - zapytał psinki a ta szczeknęła kilka razy. - Dobrze, chociaż coś...
Tomo oddzwonił dopiero kiedy Yuya był już w łóżku w szpitalu, a on palił 3 papierosa żeby się uspokoić. Resztę paczki wyrwała mu Jolie i wyrzuciła gdzieś. - Hej kotek... o której będziesz w domku? - zapytał go tylko, siadając na schodach.
- Uhm szkoda - wymamrotał patrząc ostro na Jolie żeby się uspokoiła trochę. - Nic takiego - uśmiechnął się nieco, dopalając papierosa i wyrzucając niedopałek. - Jestem w szpitalu. Yuya miał ponad 40 stopni temperatury. Nie mogłem jej zbić czopkami...
- Nie mogę iść do Juna albo do twojego brata bo jestem w szpitalu teraz~! - krzyknął mu do słuchawki. - Przywiozłem tu Yuyę - dodał zaraz cicho. - Jolie już mi zakopała resztę papierosów. Nie wiem gdzie - wymamrotał.
- Ale jest w kiepskim stanie - wyszeptał. - Ma jakieś komplikacje... nie słuchałem dokładnie... ale musi zostać w szpitalu dwa trzy dni... zostaję z nim dzisiaj na noc - wymamrotał cicho. - Nie chcę żeby był tu sam. Wiem jak tu strasznie jak się jest dzieckiem.
- Twój brat jest w onsen, nie będę po niego dzwonił - uśmiechnął się lekko. - Ale... mam przyjechać potem... samochodem? - zapytał go cicho, wtulając się teraz w Jolie.
- Nie musisz, możesz przyjechać rano - wyjaśnił cicho. - Przecież Jolie pośpi u mamy... wszystko już w sumie załatwiłem - zagryzł lekko wargi. - Już mi lepiej, nic mi nie jest... tylko przeraziłem się...
- Ale jedź ostrożnie... proszę - poprosił go cicho. - Ach... i kupisz na postoju książkę dla Yuyi? Wczoraj skończyliśmy jedną część. Prześlę ci tytuł kolejnej.
- Też byś tak zrobił, prawda? - upewnił się cicho, mocno się do niego przytulając. - Pójdziesz ze mną na jakiś lekki obiad? No bo nic nie jadłem od rana...
- Nie wziąłem ich z domu - przyznał szczerze. - ALe mama już mi dała moją dzienną dawkę - pokazał mu fiolkę z lekami. - Tylko najpierw musze coś zjeść.
- Na naleśniki - przyznał szczerze idąc powoli obok niego. - Zostanę z nim na noc. Nie chcę żeby był sam - dodał zaraz. - Nie złościsz się o to prawda?
- Uhm a mogę ci wejść na plecy? - zapytał go zaraz bo trochę za nim nie nadążał. - Chyba osiągnąłem swój limit chodzenia na dziś - przyznał śmiejąc się pod nosem.
- Rozmawiałeś chwilę z tatą? - zainteresował się z delikatnym uśmiechem, obejmując go nieco mocniej i przymykając oczka. - Jolie jest już u mamy... wziąłem ją bo chyba troszkę spanikowałem wiesz?
- A ja moim rodzicom i twojemu bratu. Nie dałem jeszcze Junowi, ale jak się z nim spotkam to mu wręczę - uśmiechnął się lekko, wybierając sobie z karty naleśniki wytrawne. - Kotek jak jutro przyjedziesz rano, przywieziesz mi rzeczy na przebranie?
- No nie wiem... zobaczę jak będzie się maluch czuł jutro - wyjaśnił spokojnie. Nie chciał go zostawiać z taką temperaturą. - Po prostu chcę być przygotowany na każdą ewentualność - uśmiechnął się lekko.
- Ja już wybrałem kochanie - chłopak oddał mu kartę. - Naleśniki z mięsem mielonym, serem i ziołami. Z sosem pomidorowym. I herbatka do tego - uśmiechnął się lekko.
- Oczywiście kochanie. Upiekliśmy nawet bułeczki wczoraj dla ciebie. Są schowane w kuchni - uśmiechnął się lekko. - I graliśmy w gry planszowe, obejrzeliśmy parę filmów. Było bardzo miło.
- A opatrzysz mi potem łapkę? - pokazał mu lewą dłoń ze zdartą skórą. - Uhm za mocno trzymałem kierownicę - uśmiechnął się krzywo. - Taka-chan? Daliśmy sobie radę - uśmiechnął się nieco szerzej. - Nie musisz się już o nas tak mocno martwić.
- Tak troszeczkę to możesz... bo wiesz co? - uśmiechnął się do niego szeroko. - My też się martwiliśmy tak troszeczkę o ciebie... czy jesz dobrze, czy się wysypiasz, czy ci smutno nie jest - ucałował go ukradkiem w policzek, ściskając jego dłoń mocniej.
- Ja też tęskniłem - zapewnił go cicho. - Tylko ja miałem trochę łatwiej, bo miałem Yuyę więc było nam weselej - uśmiechnął się delikatnie a pani kelnerka przyniosła ich dania.
Tomo obserwował go z wielkim uśmiechem na twarzy samemu też jedząc naleśnika. Kiedy skończył pierwszego odłożył sztućce na chwilę bo zdążył się najeść. Popił leki herbatką i wpatrywał się dalej w swoje kochanie.
- Dostałem dodatkowo zastrzyk uodparniający - uśmiechnął się lekko wtulając w jego ramię. - Poczekasz aż maluch się obudzi? Ucieszy się że przyszedłeś.
- Ale ja po prostu nie wiem... jak odreagowywać. Zawsze miałem chociaż fajki - zacisnął mocno wargi patrząc na niego. - Ty to chociaż wyjdziesz na piwo...
- Ja wcale nie chciałem zapalić, tylko nie wedziałem jk sobi poradzić kotek - wymamrotał. - Nic się nie stało, że cię nie było... no bo poradziłem sobie.
- Na razie maluch jest sam i dostawiono dla mnie łóżko - uśmiechnął się delikatnie. - Mama też zorganizowała nam fotel - dodał zaraz. Kiedy weszli do środka, Yuya już nie spał. - Tatuś - wychrypiał cicho szczęśliwy...
- Ale ja nie chciałem tatusiu - odparł cicho chłopiec. Wciąż miał dość wysoką temperaturkę ale chciał z tatą porozmawiać. - Pani doktor powiedziała że jak wyjdę ze szpitalka to w domu będę musiał jeszcze tydzień być - zasmucił się. - Tatuś nie będziesz zły?
- Ale wujek zostanie na noc, prawda? - upewnił się szybko bojąc się zostać samemu. - Zostanę kochanie - odparł spokojnie Tomo. - A jutro tata przyjedzie i też zostanie, dobrze? - uśmiechnął się do niego.
- Biedny - przyznał cicho. - Ale wygląda lepiej niż rano... nie mogłem go obudzić - przyznał cicho. - Był rozpalony i cały się trząsł - wtulił się w niego mocno. - A jak wyjdzie ze szpitala to... będziemy o niego dbać w domku. I pomożemy mu nadrobić zaległości w szkole jak już odpocznie, co nie? - uśmiechnął się do niego szeroko.
Tomo obudził się przed 7 i od razu wstał by pogłaskać rozpalonego Yuyę po policzku. Westchnął cicho. - Oj maluchu... mam nadzieję że szybko ci przejdzie.
Tomo uniósł głowę bo wcześniej siedział na podłodze wtulając głowę w prześcieradło łóżka Yuyi. - Hej kotek - przywitał się. - Troszkę mi się kręci w głowie... masz dla mnie coś dobrego? - zapytał.
- Nie, lekarz mnie badał i wszystko gra - uśmiechnął się słabo. - Po prostu wczoraj jadłem tylko naleśniki... i chyba jestem osłabiony przez to - wymamrotał jedząc śniadanko z głową wtuloną w Takano. - Zostaniesz dziś z nami na noc?
- Pewnie tak... po prostu bardzo się martwię - przyznał cicho. - To przecież nasz synek... kocham go całym swoim serduchem i nie chcę by coś mu się złego działo.
- Ja wiem kochanie - wyszeptał wtulając się w niego delikatnie. - Po prostu się martwię, ale jesteś tu z nami więc już będzie lepiej - pocałował go lekko.
- Dziękuję - ucałował go jeszcze. - Pójdę się przebrać - zdecydował. - Mama mówiła że mogę się umyć u niej w gabinecie... ma swoją łazienkę z prysznicem - uśmiechnął się. - Zostaniesz przy maluszku?
Tomo poszedł do gabinetu do mamy i wszedł bez pukania. Kobieta od razu zaparzyła mu ciepłej kawy i przez chwilę tylko rozmawiali zanim poszedł pod prysznic.
Tomo wrócił do niego po dobrych 40 minutach. Zastał Takano tuż przy łóżku. Czytającego maluchowi książkę. Uśmiechnął się lekko kładąc się troszkę do łóżeczka.
- Dobrze tatuś - zgodził si chłopiec przytulając się mocniej do podusi. - Wujek? A pośpiewasz mi coś żebym zasnął? - poprosił Tomo. - Pewnie skarbie - chłopak usiadł tuż przy malcu i złapał go za rączkę. - No to zamknij oczka i ładnie słuchaj - szepnął zaczynając mu śpiewać jedną ze śpiewanych opowieści o przygodach króliczka Burka, które to wymyślił specjalnie dla chłopca
Maluch zasnął przy 4 zwrotce, a Tomo skończył piosenkę i pogłaskał go po włoskach. - Ma mniejszą, dużo mniejszą niż wczoraj - ucieszył się i odetchnął z lekką ulgą.
- Oj na pewno coś ciekawego było - odparł spokojnie. - Jak byli ubrani? Czy dobrze sie do ciebie odnosili? Jak wyglądała ta cała impreza? Dużo się od naszych urodzin różniła?
- Mhm czyli zabawa dla bogaczy - uśmiechnął się nieco krzywo bo Takano dotknął mięśnia który go bolał. Cały się przy tym sprężył zaskoczony. - Boli - zacisnął nieco wargi.
- Właśnie nie wiem... - odparł cicho. - Może większy rower? - zaproponował. - No bo wyrasta z tego swojego... no wiesz taki dorosły rower - uśmiechnął się delikatnie.
- To dobrze co nie? Ale będziemy musieli z nim później porozmawiać... no wiesz żeby mu powiedzieć, że może kochać dziewczynki lub chłopców. To zależy od niego. Nie musi robić jak my - uśmiechnął się nieco.
- Musi czuć. Na razie chyba czuje... pamiętasz? Zadzwonił do nas jak się zgubił, w teraz tak bardzo nas szuka - uśmiechnął się. - Kochanie? Mogę się zdrzemnąć?
- Nic nie boli tatuś... ja nie wiedziałem, że nie mogę iść sam - dodał zaraz wtulając się w niego lekko. zamknął na nowo oczka. - Jak pośpie znów to będzie lepiej/
- Taka-chan, a co jeszcze zrobimy na wesele? Bo Yuya pytał mnie czy możemy nadmuchać balony i powiesić na ścianach i na parkiecie do tańczenia, bo on by chciał pomóc...
- I maluch chciałby powiedzieć jakiś wierszyk czy mowę... nie wiem o co dokładnie chodziło ale powiedział, że jak powie Jun i twój drużba to on też powie bo już wymyślił co i babcia mu sprawdza teraz...
- Kochanie? Zejdziemy teraz na dół na stołówkę na obiadek? Dzisiaj mają pomidorówkę... chętnie bym zjadł - przyznał szczerze, pisząc już karteczkę dla Yuyi w razie wypadku i wieszając ją na szafkę obok maluszka.
Tomo przez pierwsze kilka kroków chwiał się mocno na nogach, więc złapał Takano nieco mocniej za rękę. Dopiero kiedy docierali do windy złapał odpowiedni rytm.
- Oj ale to jeszcze trochę zanim tak się stanie - odparł spokojnie, wtulając się w niego, a kiedy wyszli z windy znów złapał go mocniej. Jednak w połowie korytarza musiał przystanąć i złapać oddech. - Nie dam rady dalej - oznajmił po kilku chwilach wciąż walcząc z oddechem. - Chodzenie mnie pokonało - zaśmiał się.
- Myślałem, że dam radę dotrzeć do stołówki - zasmucił się trochę. - Nie chciałem przesadzić - dodał zaraz, wtulając się w niego i chowając głowę przed spojrzeniami wszystkich zainteresowanych. Wcisnął ją jeszcze mocniej kiedy poczuł lekkie łzy.
Tomo uspokoił się nieco kiedy Takano znalazł dla nich miejsce i poszedł po talerz pełen ciepłej zupki dla chłopaka. - Już mi lepiej - zapewnił go z uśmiechem.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3801 – 4000 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Może - skinal głowa opierajc się o blat stolu. - Kochanie? A posmakujesz mojej czekoladki znów? - zapytał, tym razem podając mu taką z chili.
- Mhm w porządku - podał mu zaraz wodę i ucałował w policzek. - No to ta nie wyszła - wyrzucił pozostałe 4 o tym smaku do kosza na śmieci.
- No pewnie tak... bo chciałem żeby jej czuć było - uśmiechnął się.
- Rozumiem szefie, następnym razem zrobię lepszą - obiecał mu wesoło siadając przy stole. - Mogę zrobić kleik dla malucha?
- Nie zarażę jak tak będziesz o mnie dbał - zapewnił go z wielkim uśmiechem, po czym zaczął robić jedzonko dla malucha. Kiedy skończył jego mama pukała już do drzwi.
- Nie szkodzi, ja rozumiem sytuacje kryzysowe - uśmiechnęła się lekko. - Nie mogłam wyrwać się wcześniej - dodała zaraz oddając mu swój płaszcz i zsuwając buty. - Najpierw mały pacjent potem zostaję na kawie - uśmiechnęła się szczerze.
- Nie, to była nasza wina. Dobrze o tym wiemy Takano - odparła cicho kobieta. - Byliśmy nieodpowiedzialni... że go nie upilnowaliśmy - przyznała cicho. - Ja was również za to przepraszam.
Yuya uśmiechnął się słabo do babci, a Jolie oszczekała ją zanim wyszła z jego pokoju.
- Nie szkodzi, przecież go broni - odparła wesoło badając wnuka i grożąc mu palcem przed nosem. - No mój drogi... mamy ospę wietrzną i jakieś paskudne przeziębienie w jednym - oznajmiła wzdychając lekko. - Mam ze sobą czopki, jakby temperatura była większa będzie trzeba je mu dać - poinstruowała Takano. - A na ospę, wypiszę wam receptę bo nie mam przy sobie maści. I wtedy 3 razy dziennie smarować maścią.
- Nie, czopki możesz przyjmować nawet ty Takano - uśmiechnęła się kobieta. - Ale to w sytuacji kiedy temperatura wymknie się spod kontroli. W innym przypadku syrop jak najbardziej pasuje - dodała, wypisując receptę z dodatkowym syropem na zbicie temperatury. - I leżeć w łóżeczku - pstryknęła maluszka w nosek. - Za dwa dni powinieneś przestać zarażać.
Yuya skinął główką ale poczuł łezki na policzkach i schował się pod kołderką.
- Ja wcale nie płaczę - zapewnił tatę.
- Ale jak wujka nie będzie to będę sam tutaj - chłopiec przytulił się do Takano. - Bo tatuś ma pracę...
- Uhm tatuś bo ja nie chciałem być chory - wyszeptał maluch patrząc mu w oczka.
- Ale szczypie trochę tatuś - odparł chłopiec troszkę się drapiąc. - Bardzo szczypie... a Jolie nie zarazi?
- A Jolie może mnie przytulać? - zapytał go zaraz.
Babcia w tym czasie nakarmiła Yuyę kaszką, którą zrobił Tomo, a on usiadł na kanapie i obkleił plastrem poprzecieraną skórę na rękach.
- Jeśli tylko mnie zechcecie to bardzo chętnie - uśmiechnęła się nieco.
- Tatuś? A poczytasz mi książeczkę jak babcia pojedzie do domu? - chłopiec obkręcał się powoli pozwalając mu smarować.
- Kocham cię tatuś i babcię tez i dziadka i wujka i wszystkie nasze pieski! Tak mooocno - zapewnił go wchodząc pod kołderkę.
Tomo mu go nałożył i wrócił na swoje miejsce.
- Zaraz pójdziesz robić dekoracje? - zapytał go tylko.
- Hm to może ja tu z wami zostanę. Pomogę Tomo z Yuyą, a ty spokojnie sobie popracujesz - zaproponowała kobieta.
- Tylko wróć na czytanie książeczki - dodał z uśmiechem TOmo.
- Na pewno - zapewnił go Tomo. - Jedziesz za tydzień tak? - upewnił się, że ma rację. - Damy radę. Jakby co mam tatę... i mamę i twojego brata.
- To do pracy, raz raz - klepnął go w udo Tomo z lekkim uśmiechem na ustach. - Obiecałeś też przywieść nam coś dobrego z TOkio - przyupomniał mu. - Z pałacu Cesarskiego./.. nigdy tam nie byłem.
- Zadzwonię kochanie - ucałował go w policzek. - No mieszkałem - przyznał. - Ale nigdy nie byłem w środku... w ogrodach to tak ale w pałacu nie.
- Masz mi nie pędzić - oznajmił spokojnie Tomo. - Pojedziesz w sobotkę, impreza jest w niedzielę to w poniedziałek jesteś tutaj. Żeby ci do łba nie przyszło by pędzić po nocy - zacisnął lekko pięści.
- Dobrze - ucałował go w policzek. - Kocham cię wiesz? Bardzo - zapewnił kończąc jeść.
- Ale do nich jeszcze trochę czasu kociaaak - jęknął Tomo wstając i zbierając naczynia. Zachwiał się trochę na nogach i usiadł automatycznie na wózku, by przestawić się na niego.
- Nie - wyszczerzył się do niego. - Tylko się zmęczyłem - oznajmił spokojnie, odkładając naczynia. - Za dużo chciałem na nogach zrobić - wzruszył ramionami. - Nie martw się tak.
- Odpocznę - obiecał mu Tomo kiwając mu jeszcze i zajmując się naczyniami. potem porozmawial z mamą a kiedy ta pojechała, a Yuya się obudził napisał do Takano że czas na czytanie.
Yuya przytulił się do niego mocno gdy tylko mężczyzna wrócił.
- Troszkę lepiej tatusiu... nie swędzą aż tak już kropeczki - uśmiechnął się nieco szerzej. - I poczytamy książeeczkę? - podał mu swój wybór.
Yuya słuchał go z zapałem aż przez 4 rozdziały, a potem pozwolił mu się posmarować.
- Tatuś a mogę dostać tabletkę na gardełko?
- Dziękuję tatuś - chłopiec wziął tabletkę i przytulając się do misia poszedł spać.
Tomo zaczął go głaskać po włoskach i po policzku, słuchając jego zmęczonego głosu.
- A już od następnego dnia będę wchodził do maluszka i nie będziesz miał problemu - uśmiechnął się delikatnie.
- Jestem kochanie. Będzie dobrze - ucałował go w nosek. - No i też chcę być dobry dla maluszka.
- Myślę kochanie i chcę ci troszkę pomóc. Dlatego jeszcze nie jutro, ale po jutrze już będzie dobrze - zapewnił go. - Kochanie? A zaniesiesz mnie do łóżka potem? Zmęczyłem się nieco chodząc.
- Tak, powiedziała że tak - uśmiechnął isę lekko. - Kochanie jeszcze nie teraz, za chwilkę - zgodził się. - Jeszcze kolacja - dodał z uśmiechem. - Ale będą zwykłe kulki ryżowe z tuńczykiem.
- Możesz skarbie - Tomo nie przestał głaskać go po włosach. Co jakiś czas słyszeli kaszlącego Yuyę, a Jolie leżała w progu jego pokoiku i salonu, jakby chcąc chłopcu dać do zrozumienia że wszyscy są w domku i go bronią. - Ciężko w pracy? - zapytał cicho.
- Już go poprosiłem. Przyjdzie o 11 rano i zostanie do wieczora. Dobrze? Zje z nami obiad - uśmiechnął się lekko. - Powiedział że poczyta Yuyi i pogra z nim w planszówki...
Tomo wcale go nie budził dobre dwie godzinki. Dopiero wówczas, lekko nim potrząsnął.
- Kochanie? Przepraszam, ale ja muszę wziąć leki - ucałował go w nosek. - Pobudka.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się do niego. - Mam nową tapetę na telefonie dzięki temu - pokazał mu co wykombinował. - Słodki byłeś - usiadł na wózku jadąc do kuchni.
- Byłeś misiaku. Taki mój, kochany - uśmiechnął się szeroko. - Ależ kochanie... zaśniesz... no bo ja to śpię przy tobie często...
- Bo chciałem cię mieć przy sobie nawet jak nie jesteś obok - odparł spokojnie Tomo. - Zresztą to tylko moje zdjęcie i nikomu go nie oddam.
- Z dzisiaj dwa - odparł wesoło pomagając mu z kolacją i troszkę zapominając o lekach.
- Haai - jęknął obracając wózek by wyjąć je z lodówki i od razu wziąć to co powinien. - Zagadałeś mnie o zdjęciach.
- Już zjadłem - zapewnił go odkładając resztę do lodówki. - Teraz kolacyjka - dodał zaraz z uśmiechem pomagając mu z ryżem.
- Tak, gdy tylko zjemy - uśmiechnął się, biorąc sobie jedną kulke ryżową. - Tylko psiaki do ogródka wypuszczę, żeby chwilę pobiegały.
- Ty wcześniej? Jakoś nuie wierzę - zaśmiał się szczerze. - Mogę mu powiedzieć, że jak wrócisz poczytasz mu dalej książkę?
- Nie przemęczaj się kochanie - szepnął mu tylko.
- Już nie marudź. Potem nie będziesz żałował - zapewnił go Tomo. - Mogę ci coś pokazać? - zapytał przy okazji wstając z wózka. Nie wziął nawet kuli i powoli przespacerował do końca pokoju i z powrotem, zanim znów usiadł na wózku. - Nie jest najlepiej, wiem... ale daję radę.
- Nie chodze za wiele - zapewnił go z uśmiechem. - Chciałem ci tylko pokazać - ucałował go w policzek.
- Jak zostanie trochę kulek to będą jutro na śniadanko - ucieszył się, że nie będzie trzeba nic robić.
- Leć, a ja posprzątam i pewnie znajdziesz mnie już w łóżku - uśmiechnął się do niego otwierając drzwi do ogórka by zwierzaki mogły sobie pobiegać, a samemu poszedł pozmywać.
Tomo już zasypiał w łóżku. Zostawił mu tylko na jego połowie karteczkę z prośba o wpuszczenie psiaków do domku.
Tomo wtulił się w niego od razu zasypiając już porządnie.
- Tylko się nie przemęczaj kochanie - poprosił go Tomo, całując na pożegnanie. Wieczorem razem z Yuyą usiedli w salonie czekając na skypie.
- Hej, hej - pokiwali mu oboje. - Jadłeś porządnie? Zrobileś sobie przerwę w drodze? - zapytał go Tomo.
- Tatuś? A masz tam cieplutko? I przytulisz się do podusi?
- To daj chociaż znać smskiem jeśli ci się przedłuży dobrze? - poprosił go Tomo, przytulając lekko Yuyę do siebie. - Kochamy cię.
- Dużo spałem - odparł Yuya. - Bo temperatura była - dodał cicho.
- A ja byłem na spacerze z pieskami i w piekarni bułeczki upiec...
- I mamy bułeczki z czekoladą na kolację - dodał wesoło Yuya pokazując mu nadgryzioną jedną.
- Ale będziesz musiał mocno poprosić tatuś. Bo wujek powiedział że zrobi jak będziesz grzeczny - zaśmiał się chłopiec.
- Nieco mniejsza była, ale ma wciąż ataki wyższej - westchnął cicho Tomo. - Ale przynajmniej krostki schodzą.
- Mam nadzieję - poczochrał malucha po włoskach. - Jutro weźmiemy razem kąpiel - dodał zaraz.
- Z kaczuszką i statkiem - dodał wesoło Yuya. - Będzie fajnie!
- Poprosić wujka Kou żeby zrobił? - zapytal go Yuya.
- NIE! - fuknął na niego Tomo. - Nikt nie będzie nas widział nago Yuyuś... poza tatą.
- No dobrze tatusiu - odparł chłopiec ziewając. - Dopranoc - posłał mu buziaka i ucałował Tomo w policzek idąc do łóżka.
- A ja się cieszę, że dojechałeś cały i zdrowy - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Ale masz podkrążone oczy... zmęczony?
- Wiem, ale wiesz jak to jest - szepnął z uśmiechem. - Kocham cię Taka-chan, baaardzo. Wracasz w poniedziałek, tak?
- ok to w niedzielę zaproszę Kou z rodzinką na obiad - uśmiechnął się szeroko. - Wiem jak nie lubisz takich zbiorowisk... ja je lubię więc... zaproszę.
- Więc teraz mam perfekcyjną okazję to zrobić - uśmiechnął się do niego szeroko. - Skończyłem piosenkę, chcesz posłuchać?
- Ale to taki nieoficjalne spotkanie... to z zaproszeniem chciałbym dać mu razem z tobą - uśmiechnął się szeroko, biorąc zaraz gitarę na kolana i dostrajając ją.
Tomo skinął tylko lekko głową i rozpoczął mu grać. Tym razem nieco weselszą piosenkę opowiadającą o życiu codziennym, które daje wiele wyzwań.
- Bedzie nagrany gdy tylko wrócisz. yuya pomaga mi dopracować słowa. Straszny z niego krytyk - zaśmiał się szczerze. - Kochanie leć do łóżeczka. Dobranoc - posłał mu buziaka.
Tomo obudził się w poniedziałek rano na dźwięk szczekania Jolie. Natychmiast poszedł do Yuyi. Chłopiec miał strasznie wysoką temperaturę której nie dało się zbić czopkami. Zadzwonił więc do mamy, ale ta nie mogła przyjechać. Tata był nieosiągalny, a Kou mówił że jada w niedzielę wieczorem na dwa dni do pobliskiego onsen. Tomo zgrzytnął zębami, ubierając szybko chłopca w dresik i sadzając go na wózek.
- Pojedziemy do szpitala - szepnął sam do końca nie wierząc w to co robi. - Jolie jedziesz znami - rzucił do psinki, wsadzając Yuyę do samochodu i karząc Jolie usiąść razem z nim z tyłu. Usiadł za kierownicą swojego starego jeepa i odetchnął głęboko kilka razy, zanim go odpalił. - Tylko proszę, dzisiaj żadnych wspomnień - poprosił cicho autko i samego siebie. - Jedziemy do szpitala jak najszybciej się da - wymamrotał, wyruszając na pełnym gazie by móc jak najszybciej wyjść z auta, w drodze odebrał telefon od Takano.
- Kotek nie mogę teraz rozmawiać - rzucił szybko oddychając dość ciężko, po czym zatrzymał się na czerwonym. - Cholera... Jolie? Żyjecie? - zapytał psinki a ta szczeknęła kilka razy. - Dobrze, chociaż coś...
Tomo oddzwonił dopiero kiedy Yuya był już w łóżku w szpitalu, a on palił 3 papierosa żeby się uspokoić. Resztę paczki wyrwała mu Jolie i wyrzuciła gdzieś.
- Hej kotek... o której będziesz w domku? - zapytał go tylko, siadając na schodach.
- Uhm szkoda - wymamrotał patrząc ostro na Jolie żeby się uspokoiła trochę. - Nic takiego - uśmiechnął się nieco, dopalając papierosa i wyrzucając niedopałek. - Jestem w szpitalu. Yuya miał ponad 40 stopni temperatury. Nie mogłem jej zbić czopkami...
- Nie mogę iść do Juna albo do twojego brata bo jestem w szpitalu teraz~! - krzyknął mu do słuchawki. - Przywiozłem tu Yuyę - dodał zaraz cicho. - Jolie już mi zakopała resztę papierosów. Nie wiem gdzie - wymamrotał.
- Tak, sam, prowadziłem - burknął mu nieco podwyższonym głosem. Ręce mu mocno drżały i najchętniej jeszcze by zapalił. - Dojechaliśmy jakoś...
- Ale jest w kiepskim stanie - wyszeptał. - Ma jakieś komplikacje... nie słuchałem dokładnie... ale musi zostać w szpitalu dwa trzy dni... zostaję z nim dzisiaj na noc - wymamrotał cicho. - Nie chcę żeby był tu sam. Wiem jak tu strasznie jak się jest dzieckiem.
- Uhm ale... jak ja wrócę do domU? Samochodem? - zapytał go ściskając mocniej telefon. Był nieco roztrzęsiony.
- Twój brat jest w onsen, nie będę po niego dzwonił - uśmiechnął się lekko. - Ale... mam przyjechać potem... samochodem? - zapytał go cicho, wtulając się teraz w Jolie.
- Nie musisz, możesz przyjechać rano - wyjaśnił cicho. - Przecież Jolie pośpi u mamy... wszystko już w sumie załatwiłem - zagryzł lekko wargi. - Już mi lepiej, nic mi nie jest... tylko przeraziłem się...
- Ale jedź ostrożnie... proszę - poprosił go cicho. - Ach... i kupisz na postoju książkę dla Yuyi? Wczoraj skończyliśmy jedną część. Prześlę ci tytuł kolejnej.
- Uhm w porządku... pójdę już do Yuyi - oznajmił rozłączając się i przesyłając mu zaraz smska z tytułem książki.
- Hej - Tomo od razu się w niego wtulił, przez chwilę nie chcąc go puścić. - Maluch śpi teraz... dostaje kroplówkę. Temperaturka trochę mu spadła.
- Uhm... po prostu był taki rozpalony w domu... i zanim karetka by przyjechała, nie mogłem tyle czekać - zacisnął zęby mocno.
- Też byś tak zrobił, prawda? - upewnił się cicho, mocno się do niego przytulając. - Pójdziesz ze mną na jakiś lekki obiad? No bo nic nie jadłem od rana...
- Nie wziąłem ich z domu - przyznał szczerze. - ALe mama już mi dała moją dzienną dawkę - pokazał mu fiolkę z lekami. - Tylko najpierw musze coś zjeść.
- Na naleśniki - przyznał szczerze idąc powoli obok niego. - Zostanę z nim na noc. Nie chcę żeby był sam - dodał zaraz. - Nie złościsz się o to prawda?
- Uhm a mogę ci wejść na plecy? - zapytał go zaraz bo trochę za nim nie nadążał. - Chyba osiągnąłem swój limit chodzenia na dziś - przyznał śmiejąc się pod nosem.
- Cieszę się, że już jesteś - ucalowal go ukradkiem w policzek. - Jak udał się tort? Podobał się? - zapytał go zaciekawiony.
- Rozmawiałeś chwilę z tatą? - zainteresował się z delikatnym uśmiechem, obejmując go nieco mocniej i przymykając oczka. - Jolie jest już u mamy... wziąłem ją bo chyba troszkę spanikowałem wiesz?
- Uhm to dobrze, że mu wybaczysz - ucieszył się trochę, schodząc mu z pleców gdy dotarli do restauracji.
- A ja moim rodzicom i twojemu bratu. Nie dałem jeszcze Junowi, ale jak się z nim spotkam to mu wręczę - uśmiechnął się lekko, wybierając sobie z karty naleśniki wytrawne. - Kotek jak jutro przyjedziesz rano, przywieziesz mi rzeczy na przebranie?
- No nie wiem... zobaczę jak będzie się maluch czuł jutro - wyjaśnił spokojnie. Nie chciał go zostawiać z taką temperaturą. - Po prostu chcę być przygotowany na każdą ewentualność - uśmiechnął się lekko.
- Ja wiem i pamiętam ale nie czuję się na siłach jeszcze żeby myśleć o podróży samochodem a co dopiero go prowadzić znów... - odparł cicho.
- A jakbyś przyjechał i też został na noc? - zaproponował cicho. On miałby swoje kochanie przy sobie i Yuya by się ucieszył na pewno też.
- Dzisiaj nie kochanie, masz się wyspać dobrze po podróży - uśmiechnął się do niego delikatnie. - A przywiozłeś nam coś fajnego?
- Ooo jak fajnie - ucieszył się zadowolony. - Kocham cię wiesz? Bardzo. To wielki sukces. Jak wszyscy wrócimy do domku to uczcimy to odpowiednio.
- Ja już wybrałem kochanie - chłopak oddał mu kartę. - Naleśniki z mięsem mielonym, serem i ziołami. Z sosem pomidorowym. I herbatka do tego - uśmiechnął się lekko.
- Oczywiście kochanie. Upiekliśmy nawet bułeczki wczoraj dla ciebie. Są schowane w kuchni - uśmiechnął się lekko. - I graliśmy w gry planszowe, obejrzeliśmy parę filmów. Było bardzo miło.
- A opatrzysz mi potem łapkę? - pokazał mu lewą dłoń ze zdartą skórą. - Uhm za mocno trzymałem kierownicę - uśmiechnął się krzywo. - Taka-chan? Daliśmy sobie radę - uśmiechnął się nieco szerzej. - Nie musisz się już o nas tak mocno martwić.
- Tak troszeczkę to możesz... bo wiesz co? - uśmiechnął się do niego szeroko. - My też się martwiliśmy tak troszeczkę o ciebie... czy jesz dobrze, czy się wysypiasz, czy ci smutno nie jest - ucałował go ukradkiem w policzek, ściskając jego dłoń mocniej.
- Ja też tęskniłem - zapewnił go cicho. - Tylko ja miałem trochę łatwiej, bo miałem Yuyę więc było nam weselej - uśmiechnął się delikatnie a pani kelnerka przyniosła ich dania.
- Kocham cię - uśmiechnął się do niego i również zabrał się za jedzonko.
Tomo obserwował go z wielkim uśmiechem na twarzy samemu też jedząc naleśnika. Kiedy skończył pierwszego odłożył sztućce na chwilę bo zdążył się najeść. Popił leki herbatką i wpatrywał się dalej w swoje kochanie.
- A skąd... po prostu lubię na ciebie patrzeć kochanie - uśmiechnął się.
- Tak po prostu. Stęskniłem się to patrzę - wyszczerzył się do niego.
- Może kiedyś spróbujesz - zaśmiał się szczerze.
- No ba, nie potrafiłbyś długo wytrzymać - zaśmiał się szczerze, wtulając się w niego mocno.
- Trochę bym dał rady - uśmiechnął się lekko. - Ale nie za dużo - przyznał zaraz.
- Ale ja czasem bardzo tęsknię - uśmiechnął się do niego. - Jak w szpitalu leżałem to tęskniłem... jak byłem w Tokio to tęskniłem...
- Bo nie chciałem żebyś tęsknił jeszcze bardziej - odparł cicho. - Nie chciałem cię martwić mocniej... chciałem choć trochę być silny...
- Ale chciałem choć trochę być silny dla ciebie - ucałował go w policzek oddając mu połowę drugiego naleśnika. - Nie wciągnę go całego...
- WYbacz... nie wiedziałem że tu dwa dają - zaśmiał się szczerze wcinając swoją połowę. - Wracajmy zaraz do szpitala. Chcę pobyć z maluchem...
- Dostałem dodatkowo zastrzyk uodparniający - uśmiechnął się lekko wtulając w jego ramię. - Poczekasz aż maluch się obudzi? Ucieszy się że przyszedłeś.
- To dobrze, bo ja też chcę się trochę poprzytulać - uśmiechnął się do niego szeroko.
- A poniesiesz mnie do szpitala?
- Super - ucieszył się łapiąc go mocniej za rękę. - Kotek? Wypaliłem 3... - przyznał mu się.
- Uhm wiem - odparł cicho Tomo. - Tylko... nie wiedziałem jak to wszystko odreagować...
- Ale ja po prostu nie wiem... jak odreagowywać. Zawsze miałem chociaż fajki - zacisnął mocno wargi patrząc na niego. - Ty to chociaż wyjdziesz na piwo...
- Um ok... ale już nie dzisiaj - poprosił go cicho, wstając kiedy już zapłacili i wchodząc mu na plecy.
- Ja wcale nie chciałem zapalić, tylko nie wedziałem jk sobi poradzić kotek - wymamrotał. - Nic się nie stało, że cię nie było... no bo poradziłem sobie.
- Poradziłem bo w aucie nie spanikowałem - odparł cicho. - Nie było idealnie ale źle też nie było - wyszeptał.
- Troszke bądź - wyszeptął. - No bo nie kupiłęm też drugiej paczki jak Jolie zakopała pierwszą...
- Na oddziale dziecięcym - odparł spokojnie. - W sali numer 30.
- Na razie maluch jest sam i dostawiono dla mnie łóżko - uśmiechnął się delikatnie. - Mama też zorganizowała nam fotel - dodał zaraz. Kiedy weszli do środka, Yuya już nie spał.
- Tatuś - wychrypiał cicho szczęśliwy...
- Ale ja nie chciałem tatusiu - odparł cicho chłopiec. Wciąż miał dość wysoką temperaturkę ale chciał z tatą porozmawiać. - Pani doktor powiedziała że jak wyjdę ze szpitalka to w domu będę musiał jeszcze tydzień być - zasmucił się. - Tatuś nie będziesz zły?
- Ale wujek zostanie na noc, prawda? - upewnił się szybko bojąc się zostać samemu.
- Zostanę kochanie - odparł spokojnie Tomo. - A jutro tata przyjedzie i też zostanie, dobrze? - uśmiechnął się do niego.
- Biedny - przyznał cicho. - Ale wygląda lepiej niż rano... nie mogłem go obudzić - przyznał cicho. - Był rozpalony i cały się trząsł - wtulił się w niego mocno. - A jak wyjdzie ze szpitala to... będziemy o niego dbać w domku. I pomożemy mu nadrobić zaległości w szkole jak już odpocznie, co nie? - uśmiechnął się do niego szeroko.
[lecę z psiakiem na spacer :)]
- Wiem kochanie, po prostu się martwię to chyba normalne nie? - przytulił się do niego mocniej.
- Kocham cię - ucałował go lekko w wargi. - Tęskniłem za tobą.
- A zabierzesz mnie kiedyś do pałacu cesarskiego? - zapytał go zaraz cicho.
- Jaka? - zapytał go zaraz przymykając nieco oczy.
- mhm... no dobrze - szepnął z lekkim uśmiechem tylko słuchając teraz jego serduszka i oddechu.
- Na pewno i wrócimy pełni sił - dodal spokojnie. - Jutro rano skorzystam z tego że tu jestem i pójdę na rehabilitację - ucąłowął go znowu.
- Jestem pewny kochanie - ucałował go w policzek przecierając oczy. - Uhm opatrzysz mi jeszcze łapkę?
- Nie mam - westchnął beznadziejnie i znów ziewnął. - Chyba jednak pójdę spać...
- Kocham cię, dobranoc - posłał mu buziaka w powietrze i poszedł spać.
[A Jolie zabrał? xD]
Tomo obudził się przed 7 i od razu wstał by pogłaskać rozpalonego Yuyę po policzku. Westchnął cicho.
- Oj maluchu... mam nadzieję że szybko ci przejdzie.
Tomo uniósł głowę bo wcześniej siedział na podłodze wtulając głowę w prześcieradło łóżka Yuyi.
- Hej kotek - przywitał się. - Troszkę mi się kręci w głowie... masz dla mnie coś dobrego? - zapytał.
- Nie, lekarz mnie badał i wszystko gra - uśmiechnął się słabo. - Po prostu wczoraj jadłem tylko naleśniki... i chyba jestem osłabiony przez to - wymamrotał jedząc śniadanko z głową wtuloną w Takano. - Zostaniesz dziś z nami na noc?
- Wiem i się staram ale mam dni kiedy nie wychodzi - oznajmił cały czas się do niego przytulając.
- Śpi ale temperatura nie spada. Martwię się - przyznał cicho. - Bardzo... nie chcę żeby się tak męczył.
- Uhm mogłem nie spać i zobaczyć wcześniej że coś sie złego z nim dzieje - zagryzł wargę mocno. - No bo... byłem nieodpowiedzialny chyba.
- Pewnie tak... po prostu bardzo się martwię - przyznał cicho. - To przecież nasz synek... kocham go całym swoim serduchem i nie chcę by coś mu się złego działo.
- Ja wiem kochanie - wyszeptał wtulając się w niego delikatnie. - Po prostu się martwię, ale jesteś tu z nami więc już będzie lepiej - pocałował go lekko.
- Dziękuję - ucałował go jeszcze. - Pójdę się przebrać - zdecydował. - Mama mówiła że mogę się umyć u niej w gabinecie... ma swoją łazienkę z prysznicem - uśmiechnął się. - Zostaniesz przy maluszku?
Tomo poszedł do gabinetu do mamy i wszedł bez pukania. Kobieta od razu zaparzyła mu ciepłej kawy i przez chwilę tylko rozmawiali zanim poszedł pod prysznic.
Tomo wrócił do niego po dobrych 40 minutach. Zastał Takano tuż przy łóżku. Czytającego maluchowi książkę. Uśmiechnął się lekko kładąc się troszkę do łóżeczka.
- Tatuś? - chłopiec spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Lubię jak jesteś i czytasz mi wiesz? Tak najbardziej najbardziej.
- A zagramy potem w karty tatuś? - zapytał go zaraz szczęśliwy że będzie miał obu rodziców cały dzień i noc. - Jak będzie lepiej po obiadku?
- Dobrze tatuś - zgodził si chłopiec przytulając się mocniej do podusi. - Wujek? A pośpiewasz mi coś żebym zasnął? - poprosił Tomo.
- Pewnie skarbie - chłopak usiadł tuż przy malcu i złapał go za rączkę. - No to zamknij oczka i ładnie słuchaj - szepnął zaczynając mu śpiewać jedną ze śpiewanych opowieści o przygodach króliczka Burka, które to wymyślił specjalnie dla chłopca
Maluch zasnął przy 4 zwrotce, a Tomo skończył piosenkę i pogłaskał go po włoskach.
- Ma mniejszą, dużo mniejszą niż wczoraj - ucieszył się i odetchnął z lekką ulgą.
- Uhm bardzo dobrze - uśmiechnął się lekko siadając mu na kolanach. - Lekarz coś mówił jak tu był?
- To nie wiemy kiedy z będzie mógł wyjść? - westchnął cicho. - Kochanie? A mogę dziś się tak przytulać? Chcę się nacieszyć.
- To dobrze - ucałował go lekko wtulając główkę w jego pierś. Pogłaskał go po brzuszku. - Będę się tak tulić caaaały czas.
- Calutki - uśmiechnął się szeroko. - Bo cię kocham!
- Nic nie krzyczę. Nie będę - obiecał mu z uśmiechem.
- Tak troszeczkę... po prostu mi cię brakowało. Tego takiego tulenia - uśmiechnął się odrobinkę.
- Dziękuję... kocham cię strasznie mocno - przyznał szczerze odsuwając się trochę od niego i uśmiechając delikatnie. - Pójdę na rehabilitację ok?
- Postaram się - obiecał mu spokojnie i poszedł o kulach do odpowiedniej sali.
Tomo wrócił trochę zmęczony po dobrej godzince i zasiadł na swoim łóżku.
- Lekarz mówi, że jest dobrze - uśmiechnął się do Takano.
- Mam jeszcze ich 6 rozpisanych i mam ćwiczyć w domku... i masaże tak jak zawsze - oznajmił kładąc się w łóżeczku i okrywając kołderką.
- Poproszę - uśmiechnął się lekko. - A potem chcę cię w moim łóżeczku. Opowiesz mi spokojnie o rodzinie cesarskiej.
- Oj na pewno coś ciekawego było - odparł spokojnie. - Jak byli ubrani? Czy dobrze sie do ciebie odnosili? Jak wyglądała ta cała impreza? Dużo się od naszych urodzin różniła?
- Mhm czyli zabawa dla bogaczy - uśmiechnął się nieco krzywo bo Takano dotknął mięśnia który go bolał. Cały się przy tym sprężył zaskoczony. - Boli - zacisnął nieco wargi.
- Nic się nie stało. Tylko tam mnie coś mocniej boli - przyznał spokojnie, z powrotem opadając na podusie. - Kochanie? A jak spędzimy Yuyi urodziny?
- Mhm to byłoby fajne - zgodził się z uśmiechem. - Zrobimy mu ciacho dobre... może tort lodowy? - zaproponował.
- Właśnie nie wiem... - odparł cicho. - Może większy rower? - zaproponował. - No bo wyrasta z tego swojego... no wiesz taki dorosły rower - uśmiechnął się delikatnie.
- Rośnie, rośnie... i nie przestanie rosnąć - westchnął cicho. - Ano rozumie... ale się nie burzy - wyszczerzył się.
- To dobrze co nie? Ale będziemy musieli z nim później porozmawiać... no wiesz żeby mu powiedzieć, że może kochać dziewczynki lub chłopców. To zależy od niego. Nie musi robić jak my - uśmiechnął się nieco.
- Pewnie że daleko, ale będzie trzeba - zgodził się przytulając się wreszcie do niego mocno.
- Ale damy radę kochanie. Przejdziemy przez to razem - zapewnił go spokojnie, muskając jego usta swoimi.
- Póki co ciesz się swoim synkiem, potem pomyślimy jak to ugryźć - uśmiechnął się szerzej. - I będziemy go wspierać we wszystkim co dla niego dobre.
- Hehe ale to dobrze że taki jest - uśmiechnął się szeroko, a Yuya powiedział coś przez sen i uśmiechnął się mocno.
- Ale nie do alkoholu i narkotyków - dodał zaraz. - Tu nie ma tolerancji... zwłaszcza do prochów - poprosił go, przytulając się do jego piersi.
- Ok wiec sie zgadzam - uśmiechnął się szeroko.
- No ba... ale każdy rodzić przez to przechodzi. Jakoś damy radę - ucałował go mocno i przymknął oczy.
- Musi czuć. Na razie chyba czuje... pamiętasz? Zadzwonił do nas jak się zgubił, w teraz tak bardzo nas szuka - uśmiechnął się. - Kochanie? Mogę się zdrzemnąć?
Tomo uśmiechnął się jeszcze mocniej się w niego wtulając po czym przysnął.
Obudził ich Yuya, który wstał z łóżeczka i chciał pójść do łazienki ale był na to za słaby. Przewrócił się i rozpłakał.
- Bo ja chciałem do łazienki tatuś - popłakał się mu w ramionach. - Ale zakręciło w główce i nóżki nie chciały iść- wtulił się w niego mocno.
- Dobrze... - chlopiec skinął główką i żłapal go za rękę.- Tatuś? Przytulisz/
- Nic nie boli tatuś... ja nie wiedziałem, że nie mogę iść sam - dodał zaraz wtulając się w niego lekko. zamknął na nowo oczka. - Jak pośpie znów to będzie lepiej/
- Ale potem pogramy w karty/ - zapytał jeszcze cicho zanim znow zasnął spokojnie.
- Taka-chan, a co jeszcze zrobimy na wesele? Bo Yuya pytał mnie czy możemy nadmuchać balony i powiesić na ścianach i na parkiecie do tańczenia, bo on by chciał pomóc...
- I maluch chciałby powiedzieć jakiś wierszyk czy mowę... nie wiem o co dokładnie chodziło ale powiedział, że jak powie Jun i twój drużba to on też powie bo już wymyślił co i babcia mu sprawdza teraz...
- Ale nie wiem co on wymyślił... powiedział że to niespodzianka - uśmiechnął się delikatnie. - Chyba chce pokazać jak bardzo nas kocha.
- Kochanie? Zejdziemy teraz na dół na stołówkę na obiadek? Dzisiaj mają pomidorówkę... chętnie bym zjadł - przyznał szczerze, pisząc już karteczkę dla Yuyi w razie wypadku i wieszając ją na szafkę obok maluszka.
- Ale dostosujesz tempo do mnie? - zapytał zaraz. - Chciałbym spróbować dojść na dół bez kuli... oczywiści zjechać windą - dodał zaraz. - Dobrze?
- Um pewnie - uśmiechnął się łapiąc go nieco mocniej.
Tomo przez pierwsze kilka kroków chwiał się mocno na nogach, więc złapał Takano nieco mocniej za rękę. Dopiero kiedy docierali do windy złapał odpowiedni rytm.
- Oj ale to jeszcze trochę zanim tak się stanie - odparł spokojnie, wtulając się w niego, a kiedy wyszli z windy znów złapał go mocniej. Jednak w połowie korytarza musiał przystanąć i złapać oddech.
- Nie dam rady dalej - oznajmił po kilku chwilach wciąż walcząc z oddechem. - Chodzenie mnie pokonało - zaśmiał się.
- Myślałem, że dam radę dotrzeć do stołówki - zasmucił się trochę. - Nie chciałem przesadzić - dodał zaraz, wtulając się w niego i chowając głowę przed spojrzeniami wszystkich zainteresowanych. Wcisnął ją jeszcze mocniej kiedy poczuł lekkie łzy.
- UHm jakoś same popłynęły - wymamrotał wciąż się w niego wtulając. - Kocham cię wiesz? Mocno, mocno
Tomo uspokoił się nieco kiedy Takano znalazł dla nich miejsce i poszedł po talerz pełen ciepłej zupki dla chłopaka.
- Już mi lepiej - zapewnił go z uśmiechem.
- Dziękuję tobie też - odparł już spokojnie, zaczynając zajadać zupkę. - Całkiem niezła jak na szpitalne realia - zaśmiał się.
- Kotek ale z powrotem też mnie poniesiesz prawda? - upewnił się cicho.
- To dobrze. Czasem będę korzystał z usług konika - zapewnił go z wielkim uśmiechem.
- A jakie? - zapytał zaraz jeszcze chwilę kończąc swoją zupkę i odkładając łyżkę do talerza. - Co fajnego nam zrobiłeś?
- Zapytamy - uśmiechnął się do niego, odkładając ostatecznie łyżkę. - Kochanie? A kupisz mi kawę jeszcze?
- Dziękuję - ucałował go delikatnie w policzek.
- Pewnie - zgodził się popijając czarny płyn z błogością na twarzy.
Prześlij komentarz