- Dziękuje mój ideale - puścił do niego oczko. Zabrał beznto i poszedł do pracy, a Yuya spakował się do dużego plecaka,bo nie wiedział co ze sobą zabrać.
Tomo westchnął cicho z lekkim niedowierzaniem czytając tego smsa. Zamiast jednak się zezłościć oparł się o framugę drzwi kawiarni. 'W porządku, spędzę tę noc sam, oglądając pornosy z twojego laptopa' wystukał wysyłając go do Takano, po czym ruszył do domu.
Tomo odrzucił telefon na stolik i spojrzał na ten cały olbrzymi prezent. - No zwariował... nie ma mowy żebym coś takiego przyjął - burknął stojąc tuż nad nim i wahając się czy go otworzyć czy też nie. - A tyle mi naobiecywał... więcej mu nie zaufam - fuknął niezadowolony.
Wywrócił tylko oczyma wyłączając telefon. Nie rozumiał o co mu chodzi z tym całym prezentem. Przecież nie było spiny, nie? Miał cały wieczór. Zrobił sobie kawy i kiedy upił połowę kubka zdecydował jednak otworzyć to niewyobrażalnie duże pudło z zawartością 'kieszonkowego'.
Tomo skinął głową zadowolony. Usiadł tuż obok niego i wziął truskaweczkę do rąk. Umoczył ją w czkoladzie po czym wsunął Takano do ust. - Mój kochany - znów ucałował go w policzek.
- Mhm to dobrze - ucieszył się póki co tylko kładąc się z głową na jego udach i otwierając buzię, kiedy jedna z truskaweczek go 'zaatakowała'. - Pyszna - uśmiechnął się.
- Mhm - no dobrze - usiadł mu na kolanach obejmując go ramionami za szyję. Spojrzał mu prosto w oczy z uśmiechem. - A takiego długiego romantycznego buziaka to dostanę?
Tomo rzucił kośćmi i poruszył pionek na pierwsze pole. Trafił na standardzik. 30 sekund pocałunku z ukochanym. Uśmiechnął się szeroko zbliżając się do niego i rozpoczynając całować.
- Bo ja dobrze rzucam - ucałował go ukradkiem w usta, po czym rozpoczął szamotanie się z zamkiem od spodni, guzik zostawiając sobie na później. Po kilku minutach było po wszystkim.
- No wreszcie... dłużej nie mogłeś? - zachichotał całując go znowu i rzucając kostkami. Wypadła zachcianka partnera. - A więc... czego sobie życzysz kochanie?
- Mhm dobrze kochanie - zamknął oczy i usiadł tuż przed nim koncentrując się na zadaniu. Dotknął rękoma jego ud i powoli (z czystą premedytacją) przesuwał je to w górę to nieco w dół.
- Ja też przyznał mu Tomo, całując go raz jeszcze zanim przesunął pionek tak by wyskoczyło zrobienie loda chłopakowi. Tomo oblizał się z satysfakcją i nachylił w odpowiednim miejscu.
Tomo zgodził się z nim w milczeniu, przymykając mocno oczy i pozwalając mu działać. Odetchnął głęboko czując jego poczynania. - Kochanie podniecasz mnie - poinformował go.
- Mhm myślę, że nie będę miał wyjścia - sapnął zaciskając zaraz mocniej ręce na jego plecach. - Przepraszam - mruknął starając się rozluźnić uścisk i dochodząc.
Tomo skinął głową i obdarzył go słodkim uśmiechem, rozluźniając się wreszcie. Ustami odszukał jego ramion i zaczął je obsypywać drobnymi pocałunkami, kiedy ten zajmował się jego wejściem.
- Ja też nie sądziłem - przyznał ze śmiechem, opadając gładko na podusię. - Ale to taka długa przerwa zrobiła swoje - wyznał. - No i moje silne porządanie.
Tomo zacisnął pięści na podłodze i zamknął oczy nabierając głębokiego oddechu. Wypełniał go tak mocno, że aż bolało. Zatrząsł się lekko. - Nie ruszaj jeszcze - ostrzegł cicho, znów normując oddech. Zaklął w myślach swoje zmniejszone siły.
- Dam radę - odparł jeszcze chwilę walcząc z bólem. Powoli się przyzwyczajał i po długich pięciu minutach wreszcie otworzył oczy. - Już, możesz - szepnął.
Tomo zacisnął pięści oddychając głęboko i równomiernie. Starał się jak mógł by wytrzymać, czując powoli narastające podniecenie. Pociemniało mu przed oczyma dopiero, kiedy doszedł wraz z Takano.
- Nie przepraszaj - poprosił go cicho, wtulając się w niego mocno. - Tylko zanieś mnie do sypialni albo do kąpieli bo nie dam rady się ruszyć - szepnął, oddychając równomiernie. - Nie dam... wybacz, że taki słaby jeszcze jestem...
- Ale byłeś bardzo delikatny, tylko że to już był mój 3 raz i chyba przeceniłem się. Muszę najpierw odzyskać pełnie sił. Będziesz ze mną biegał? - zaproponował cicho. - Na początek 2 razy w tygodniu?
- Godzinkę... bo pół to możemy już zacząć - zauważył z lekkim uśmiechem, wtulając się w jego pierś. - Podobało mi się dzisiaj - dodał muskając ustami jego policzek.
Tomo skinął głową i spojrzał na mężczyznę, znów go całując. Sięgnął po swoje winko i upił łyk. - Pyszne jest - uśmiechnął się do mężczyzny. - Naprawdę mi smakuje. Jedno z lepszych...
Tomo uśmiechnął się do niego szeroko po czym zaczął powoli się myć. - Kochanie czy mógłbyś w niedziele... każdą niedzielę... zamykać cukiernię? Bo pomyślałem... że ja tak zrobię z piekarnią. W sobotę wydłużę czas pracy. Zrobię ją na 3 zmiany i o północy zamykać będę piekarnię, a niedziela wolna... dla mojej rodziny tylko - uśmiechnął się delikatnie.
- Wybiorę nie tylko sobie - zapewnił go wesoło. - Trudno, to z samochodem już postanowione kochanie - zapewnił go wesoło, obejmując go ramionami. - Ja jeszcze torciku chcę.
- A nie możemy przyjechać trochę przed ślubem? Tak żeby tam być 5 dni? Albo 4? Nawet z Yuyą? - zaproponował spokojnie. - Wtedy dwa do trzech na odprężenie i dwa na szykowanie się do ślubu...
- Dobrze - zgodził się spokojnie. - Ale weźmiemy takie same, tak? Znaczy... nie zrób ze mnie jakiegoś ważniaka... bo to garnitur u mnei na raz. Wiesz jak ich nie lubię - pokazał mu język, wtulając się mocno w niego.
- Wiem, dziękuję... i dziękuję że poczekałeś cierpliwie jak cię poprosiłem - szepnął cały czerwony na twarzy. Może nie powinien za to dziękować, ale nigdy jeszcze nikt nie czekał. Przynajmniej do czasu pojawienia się Takano.
- Bo chciałem żebyś też miał trochę przyjemności i było mi głupio że doszedłem tak tylko z twoimi palcami - mruknął mu jeszcze, wciskając głowę w jego pierś by zaraz całkiem go nakryć. - Dzisiaj tak mi najwygodniej - poinformował go muskając ustami jego usta i przymykając oczy.
- Mellbourne, Sydney, park narodowy z misiami Koala, surfing, wędrówki z plecakiem i spanie w tanich hotelikach. Poznasz kawałek mojego życia też - uśmiechnął się szeroko.
- Jeszcze wszystkiego nie mam rozplanowanego kochanie - przyznał szczerze. - Ale już powoli kończę - zapewnił go. - POza tym trochę spontana musze zostawić, bo inaczej to nie będzie moje życie.
- To dobrze - ucieszył się, po czym oddał mu kiełbaskę jednak nie dając jej rady.
***
Kilka dni później jak to obiecali Yuyi dawno temu poszli z maluchem na basen. Tomo jeszcze nie do końca sobie radził ale uznał że nic mu się nie stanie, a Yuya poduczy się pływać.
Maluch wziął deskę bo bał się bez niej i zaczął chlapać mocno nóżkami ale ciągle szedł na dno. - Ja się nigdy nie nauczę - jęknął cichutko, uderzając deską o wodę z lekką złością. - Kochanie, bo musimy zacząć od oddychania - odparł spokojnie Tomo. - Przeszedłeś dużo i ani ja ani tatuś nie będziemy na ciebie źli jak coś ci nie wyjdzie - zapewnił go.
Chłopiec bardzo się bał. Ciągle patrzył na Takano by mieć pewność że jest tuż obok. Powoli zaczął machać nóżkami i poruszać się do przodu z tatą u boku.
- Jak się czujesz kochanie? - zapytał go spokojnie Tomo. - Bo obaj jesteście dzisiaj dzielni, więc zapraszam was na dobrą wyżerkę po basenie. Pójdziemy do kawiarni na coś pysznego.
- Zaręczonego jeszcze można odbić - odparła z lekkim uśmiechem dziewczyna. - Tatuś!~Chodź! Zjedziemy we trójkę! - krzyknął mu nagle maluch stojąc razem z Tomo przy schodach.
- Kochanie co ty nas tam zdradzasz, co? - Tomo uniósł lekko brew, przytulając sie do niego mocno i całując z nienacka. - Nie wolno... niegrzeczny chłopiec - burknął, zaraz się lekko uśmiechając.
- Dobrze tatusiu... tylko boję się jeszcze trochę pływać - odparł chłopiec wcinając swoje lody. - No ale jak na pierwszy raz to super sobie poradziłeś - zauważył wesoło Tomo.
- Wstępujemy do mamy - odparł spokojnie Tomo. - Na obiadek - dodał patrząc na zegarek. - Obiecałem to jej już dawno i dzisiaj mamy okazję - uśmiechnął się do nich obu.
- To dobrze - oznajmił wesoło powoli kończąc jeść swoją porcję lodzików. Z uśmiechem, przyglądał się umorusanej twarzy Yuyi. - Musi ci bardzo smakować co nie?
- Będzie - zapewnił go chłopiec nadal klepiąc się po brzusiu. Tomo zaśmiał się lekko, czochrając go po włosach. - Masz większy apetyt ode mnie - zachichotał.
- Witajcie kochani - uśmiechnęła się pomagając maluchowi ściągnąć kurtkę i wieszając ją na wieszkau. Yuya od razu pobiegł po swoje klocki lego by zacząć je układać w dużym pokoju. - Jak się pływało? - zainteresowała się.
- Witajcie kochani - uśmiechnęła się pomagając maluchowi ściągnąć kurtkę i wieszając ją na wieszkau. Yuya od razu pobiegł po swoje klocki lego by zacząć je układać w dużym pokoju. - Jak się pływało? - zainteresowała się.
- Popływałem trochę też - sprzeciwił się chłopak. - Ale trzymam się ściśle wyznaczonych poleceń lekarza. Nie przemęczać się, odstrożnie z nogami - wywrócił oczyma zsuwając buty i wchodząc do kuchni. - Pomogę. - Sio mi od garów - kobieta trzepnęła go ręcznikiem po dłoniach. - Ja tu dzisiaj gotuję.
Tomo skinął zrezygnowany głową i wtulił się w Takano, głaszcząc go nieco po piersi. - Everybody needs a little time away... a hard to say... from each other. Even love has need a holiday faraway from each other... - zanucił cicho. - Hold me now... it's hard for me to say it... stay with me.
- Kocham cię, wiesz? - uśmiechnął się do niego gdy skończył. - Bardzo - ucałował go w policzek. - Okay, pomogę ci Yuya - zdecydował siadając na podłodze i pomagając mu budować zamek.
- Aż do tokio? - Tomo jęknął przeciągle niezadowolony z tego wszystkiego. - To może ty wybierz jakie ci się podobają, a ja wybiorę z okrojonego wyboru? - zaproponował bo garniaki to było zło konieczne.
- No i wybierzemy... ty tylko zawężysz krąg poszukiwań - ucałował go w policzek siadając przy stole. - Tomo ale mógłbyś mu pomóc - oznajmiła spokojnie kobieta. - Mamo... ja bym najchętniej ubrał jeansy, marynarę i białą koszulkę t-shirt i wsio... - wywrócił oczyma. - Wybacz Takano... wychodzisz za dzikusa... - Nie dzikusa, tylko muzyka, a to różnica... - burknął Tomo.
- Szczerze w to wątpię - przyznał szczerze dziubiąc łyżką w swojej zupie. - Wujek nie baw się jedzeniem - skarcił go Yuya. - Przepraszam - burknął Tomo nieco rozdrażniony całą tą rozmową o garniturach.
Zanim Tomo zdążył mu coś odpowiedzieć, jego matka poczuła się w obowiązku zmienić temat. Wolała by się jej tu nie pokłócili. - Mogę Wam pomóc jakoś w przygotowaniach? Macie już wszystko? - zainteresowała się.
- Mamy też kupione bilety dla ciebie mamo i dla taty i dla malucha - uśmiechnął się lekko Tomo, jedząc trochę zupy. Kobieta skinęła głową, odruchowo czochrając go po włosach. - Tylko żadnego przemęczania się i Tomo? W przyszłym tygodniu przyjedź do szpitala na weekend. Chcę mieć pewnośc że wszystko jest w porządku - odparła spokojnie. - Pamiętam, mam zakreślone w kalendarzu... a kalendarz na lodówce.
- Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ten tutaj jest taki grzeczny - pstryknęła Tomo w nos. - Nie mam wyjścia - odparł spokojnie chłopak. - Jestem im potrzebny i nie lubię jak się denerwują... i no czasem za mało śpię bo wolę być w piekarni, ale mam nawet jeden dzień wolnego w tygodniu. Powinnaś być dumna. Robię postepy - burknął.
- Ale potem wrócicie po mnie tatuś? - upewnił się cicho Yuya. - Kochanie, wrócimy i przywieziemy ci mnóstwo pamiątek - Tomo przytulił mocno chłopca do siebie. - Nawet nie myśl, że cię zostawimy. Jesteś naszym kochanym synkiem - zapewnił go Tomo.
- Przepraszam, że martwiłem - odparł cichutko wracając już do jedzenia i nakładając sobie kilka klopsów. - Babciu naucz tatusia robić takie klopsiki - poprosił jej zaraz. - Oj kochanie, tata na pewno robi lepsze - zaśmiała się kobieta. - Nie prawda...
- Ale babcia robi lepsze, tatuś przyznaj - odparł zaraz wesoło chłopiec, powodując tym samym rumieniec na policzkach kobiety. - Cieszę się, że ci smakują maluszku.
Tomo zaśmiał się pod nosem, czując że Yuya wjechał Takano trochę na ambicję tak się zachwycając klopsikowi. - No to czuję się zaszczycona, że mogłam taki obiadek przygotować - Kobieta wstała z miejsca zabierając talerz Tomo, widząc że więcej już nie zje i przy okazji czochrając Takano po włosach.
- Qujwk a możemy jeszcze na cmentarz pojechać? - zapytał go nagle Yuya. - Myślę że tak. Ja nie mam nic przeciwko - oznajmił spokojnie Tomo. - Ale to jeszcze chwilkę dobrze? Tak za godzinkę.
- Mnue też - przyznał cicho Tomo. - To jego największa obawa. Nic dziwnego że czasami tak reaguje - odparła spokojnie mama chłopaka. - Ten strach tak szybko nie minie, ale wystarczy że będziecie obok niego. Przecież mocno go kochacie a on odwdzięcza się tym samym. Jest tylko dzieckiem... czasem obawa jest większa niż zdrowy rozsądek...
- Nie myśl tak - poprosił go Tomo, upijając jeszcze trochę herbaty i masując sobie skronie. - No właśnie, nie ma co wszystkiego odwoływać. Musicie tylko pamiętać, że wasze dziecko już jednych rodziców straciło i drugich bardzo nie chce stracić, więc częściej się do niego odzywajcie - zaproponowała z lekkim uśmiechem. - On się bardzo ucieszy nawet z dwóch smsów dziennie - dodała wesoło. - Tomo, wszystko w porządku? - zapytała zaraz syna. - Tak, ja tylko jestem trochę zmęczony - odparł spokojnie.
- Okay - uśmiechnął się do niego zaraz zamykając oczka i zasypiając. - Często ma słabsze dni? - zapytała go kobieta przynosząc mu herbatę i sobie kawę.
- Uhm to dobrze... jakby się częściej pojawiało to skontaktuj się z lekarzem - poprosiła zwyczajnie martwiąc się o swoje dziecko. - Ale jeśli to tylko takie jednorazowe osłabienia i zdarzają się rzadko to nic się nie dzieje.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4201 – 4400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Wiem, wiem - uśmiechnął się do niego odsuwając się i opadając z powrotem na podusie. - Dzisiaj jestem taki leń straszny - przyznał się.
- Nie, nic specjalnego... może kulke ryżową? - zaproponował przytulając mocno Yuyę.
- Dziękuję - Tomo sięgnął sobie jedno onigiri, drugie podał Yuyi i zaczęli je szamać. - Pyszne kochanie.
- A mogę dziś bez mycia do łóżeczka? - zapytał go zaraz chłopiec ziewając mono i przytulając główkę do ramienia Tomo.
- No dobrze... tatuś? A wykąpiesz się ze mną jutro? - zapytał go zaraz z nadzieją.
- Jupi - ucieszył się chłopiec biegnąc do łazienki żeby się umyć.
- Ja chyba umyję się rano - odparł spokojnie Tomo. - Nie mam dziś ochoty na mycie.
- Dobrze mój skarbie ty - ucałował go w policzek po czym wziął leki i popił je wodą.
tOMO POŁOŻYŁ SIĘ DO ŁÓŻECZKE I PRZYSNĄŁ ZANIM TAKANO WRÓCIŁ.
[jasne xD]
Tomo uśmiechnął się szeroko wstając. Wiedział jak Takano cieszył się na ten dzień.
- Wesołych kochanie - przyznał z uśmiechem chłopak, wtulając się w niego ze wszystkich sił.
- Głuptasek mój - ucałował go mocno. - Wesołych walentynek kochanie - przyznał, bvudząc Yuyę i wręczając mu misia z serduszkiem od nich obu.
- My ciebie też - zapewnił go Tomo przytulając go jeszcze mocniej do siebie. - Kocham cię.
- Ale to po śniadanku kochanie - odparł Tomo. - Jeszcze dostaniesz ładnie czekoladkę ode mnie...
Tomo usiadł obok swoich mężczyzn i spojrzał na suto zastawiony stół. Pogwizdał z podziwem.
- Kochanie... przeszedłeś siebie.
- Ma się rozumieć - skinął głową stawiając im przy talerzykach torebeczki z czekoladkami. - Mam nadzieję że wam posmakują - uśmiechnął się do niego.
- WUjek kocham cię - Yuya wtulił się w niego mocno. On był podczas procesu tworzenia czekoladek i wiedział że łatwo nie było.
- Ufam że będziesz szczery - uśmiechnął się szeroko.
- No ja myślę - wyszczerzył się nieco. - Ja poproszę dokładki - poprosił o ciepłą potrawę.
- Kochanie to jest pyszne - zapewnił go szczerząc się i szamiąc dalej. Yuya już dawno skończył i teraz zajadał czekoladki ciesząc się ich smakiem.
- Naprawdę? Udało mi się? - zapytał go zdziwiony by zaraz mocno go przytulić. - Dziękuję - ucałował go mocno. - A teraz lecę do pracy.
- Dziękuje mój ideale - puścił do niego oczko. Zabrał beznto i poszedł do pracy, a Yuya spakował się do dużego plecaka,bo nie wiedział co ze sobą zabrać.
Tomo westchnął cicho z lekkim niedowierzaniem czytając tego smsa. Zamiast jednak się zezłościć oparł się o framugę drzwi kawiarni.
'W porządku, spędzę tę noc sam, oglądając pornosy z twojego laptopa' wystukał wysyłając go do Takano, po czym ruszył do domu.
Tomo odrzucił telefon na stolik i spojrzał na ten cały olbrzymi prezent.
- No zwariował... nie ma mowy żebym coś takiego przyjął - burknął stojąc tuż nad nim i wahając się czy go otworzyć czy też nie. - A tyle mi naobiecywał... więcej mu nie zaufam - fuknął niezadowolony.
'Przestań do mnie pisać, tylko skup się na Kou, debilu. Jak on się czuje?' zapytał go jeszcze, siadając na kanapie.
Wywrócił tylko oczyma wyłączając telefon. Nie rozumiał o co mu chodzi z tym całym prezentem. Przecież nie było spiny, nie? Miał cały wieczór. Zrobił sobie kawy i kiedy upił połowę kubka zdecydował jednak otworzyć to niewyobrażalnie duże pudło z zawartością 'kieszonkowego'.
- Baka... - bąknął Tomo rumieniąc się odrobinę i wyciągając go z tego pudła. Wtulił się w niego mocno, całując namiętnie. - Mogłeś nic nie mówić...
- A sam wyjść nie mogłeś? - zapytał go głaszcząc go lekko po policzku.
- Bez tej głupiej wymówki z Kou byłoby lepiej - musnął ustami jego nosek. - Ale podoba mi się - dodał zaraz z wielkim uśmiechem.
- Mogę - odparł spokojnie. - Ale wolałbym bezalkoholowego... a na alkohol zdecydować się na winko - ucałował go mocno. - Wybredna ze mnie świnka.
Tomo skinął głową zadowolony. Usiadł tuż obok niego i wziął truskaweczkę do rąk. Umoczył ją w czkoladzie po czym wsunął Takano do ust.
- Mój kochany - znów ucałował go w policzek.
- Mhm to dobrze - ucieszył się póki co tylko kładąc się z głową na jego udach i otwierając buzię, kiedy jedna z truskaweczek go 'zaatakowała'. - Pyszna - uśmiechnął się.
- Mou a ja zrobiłem tylko nędzne czekoladki - zmartwił się odrobinę.
Tomo wtulił się w niego z lekkim uśmiechem. - A co jeszcze przygotowałeś kochanie? - zapytał go ciekawy reszty niespodzianek.
- Mhm - no dobrze - usiadł mu na kolanach obejmując go ramionami za szyję. Spojrzał mu prosto w oczy z uśmiechem. - A takiego długiego romantycznego buziaka to dostanę?
- Kocham cię kochanie moje - ucałował go jeszcze raz.
- Mhm pyszne są te truskaweczki - wyszczerzył się do niego jedząc ją.
- No dooobrze - ucałował go raz jeszcze po czym puścił go spokojnie.
- Za nas i naszą przyszłość - zgodził się stukając się z nim kieliszkiem i biorąc widelczyk. - Cudny jest... przynajmniej tak cudnie wygląda.
- Jest taki piękny ze mi przykro będzie go niszczyć - zrobił smutną minkę.
- I popsułeś to dzieło sztuki noo - jęknął widząc jego poczynanie ale zaraz również sprawdził. - Mhm... naprawdę dobre.
- No wiem ale jak są takie piękne to tak mi ich szkoda - uśmiechnął się lekko.
- Nie pokroję go... - westchnął ciężko znów siadając mu na kolankach. - Będziesz to musiał zrobić sam.
- No raczej będziesz musiał- zaśmiał się - muskając ustami jego szyjkę.
- Mnie więcej do szczęścia nie potrzeba kochanie. Mam ciebie i to mi wystarcza - zapewnił go z uśmiechem.
- Spróbowałoby nie - odstawił swój kieliszek z winem by pozwolić mu na troszkę więcej harców.
- Oj ja wcale nie wiem czy ty będziesz chciał - puścił do niego oczko, odsuwając się od niego i otwierając grę.
Tomo rzucił kośćmi i poruszył pionek na pierwsze pole. Trafił na standardzik. 30 sekund pocałunku z ukochanym. Uśmiechnął się szeroko zbliżając się do niego i rozpoczynając całować.
- Kochanie przechodzisz samego siebie - Tomo nagrodził go gromkimi oklaskami i gwizdami.
Wyrzucił piękne dziesięć oczek i zgrabnie przeskoczył na pole z napisem. 'Rozepnij partnerowi spodnie zębami'.
- Bo ja dobrze rzucam - ucałował go ukradkiem w usta, po czym rozpoczął szamotanie się z zamkiem od spodni, guzik zostawiając sobie na później. Po kilku minutach było po wszystkim.
- Już? Tak do bielizny? Heh szczęście mnie opuściło - westchnął teatralnie, po czym odsunął się od planszy i pozwolił mu działać.
Zaśmiał się lekko, przybliżając się do niego jeszcze trochę.
- Ciepło, ciepło - szepnął kiedy ten rękoma natrafił na jego brzuszek.
Tomo sapnął ciężko, kiedy Takano trafił w jego przyrodzenie. Nie chciał nic mówić ale był już nieco podniecony.
- No wreszcie... dłużej nie mogłeś? - zachichotał całując go znowu i rzucając kostkami. Wypadła zachcianka partnera. - A więc... czego sobie życzysz kochanie?
- Mhm dobrze kochanie - zamknął oczy i usiadł tuż przed nim koncentrując się na zadaniu. Dotknął rękoma jego ud i powoli (z czystą premedytacją) przesuwał je to w górę to nieco w dół.
- Myślę że jednak muszę - odparł wesoło wreszcie zsuwając mu spodnie z tyłka.
- Kochanie tylko za bardzo mi się nie rozkręć - poprosił go Tomo upijając łyczek swojego wina i przymykając oczy by oddać sie w jego łapki.
- A to ma być mój wybór? - uniósł jedną brew spoglądając na niego, po czym cmoknął dwa razy. - No to chyba po proszę... o nóżki...
- Mhm kochanie kocham twój dotyk - wyszeptał chłopak.
- Najwyższy - odparł spokojnie, cudem powstrzymując się od dotykania go.
- Ja też przyznał mu Tomo, całując go raz jeszcze zanim przesunął pionek tak by wyskoczyło zrobienie loda chłopakowi. Tomo oblizał się z satysfakcją i nachylił w odpowiednim miejscu.
Tomo skinął głową z lekkim uśmiechem i zajął się zaraz jego przyrodzeniem, dokładnie wiedząc co robić by go bardziej podniecić.
- Byłoby źle, gdyby tak nie było - zauważył ze śmiechem, kończąc loda i oblizując się ze smakiem.
- Że przegrałem w grze? - zapytał ze śmiechem, siadając mu na kolanach i obejmując go mocno. - A może mi pokażesz co to znaczy?
- Mhm tak jest mój panie i władco - szepnął mu do uszka, całując je zaraz mocno. - Jestem cały twój.
- Widzę, że ktoś został mocno wyposzczony - szepnął muskając go raz po raz po szyi. - Kocham cię całym sobą!
Tomo zgodził się z nim w milczeniu, przymykając mocno oczy i pozwalając mu działać. Odetchnął głęboko czując jego poczynania.
- Kochanie podniecasz mnie - poinformował go.
- Mhm... nie tak długo jak bym chciał - przyznał cicho, zagryzając mocno wargę żeby nie krzyknąć.
- Mhm myślę, że nie będę miał wyjścia - sapnął zaciskając zaraz mocniej ręce na jego plecach. - Przepraszam - mruknął starając się rozluźnić uścisk i dochodząc.
Tomo skinął głową i obdarzył go słodkim uśmiechem, rozluźniając się wreszcie. Ustami odszukał jego ramion i zaczął je obsypywać drobnymi pocałunkami, kiedy ten zajmował się jego wejściem.
Tomo zaczął sobie śmielej poczyniać całując go teraz i gryząc delikatnie po sutkach. Zaraz przyssał się do niego jęcząc cicho.
Tomo jęknął głucho, po czym odetchnął głęboko nieco się od niego odsuwając. Wymamrotał coś pod nosem powoli poruszając mu się na palcach.
- Kochanie... juuuż - poprosił go znowu, muskając ustami jego ramiona.
- Ale ja zaraz... - zagryzł mocno wargę i spłonął rumieńcem kiedy wytrysnął.
- Możesz wchodzić - wymamrotał, opierając czoło o jego ramię. - Daj mi tylko chwilę na uspokojenie oddechu - poprosił.
Tomo jeszcze chwilę nabierał głębokie oddechy, uspokajając szalejące serce, aż w końcu skinął przyzwalająco głową.
- Już jest ok - zapewnił go.
- Ja też nie sądziłem - przyznał ze śmiechem, opadając gładko na podusię. - Ale to taka długa przerwa zrobiła swoje - wyznał. - No i moje silne porządanie.
Tomo zacisnął pięści na podłodze i zamknął oczy nabierając głębokiego oddechu. Wypełniał go tak mocno, że aż bolało. Zatrząsł się lekko.
- Nie ruszaj jeszcze - ostrzegł cicho, znów normując oddech. Zaklął w myślach swoje zmniejszone siły.
- Dam radę - odparł jeszcze chwilę walcząc z bólem. Powoli się przyzwyczajał i po długich pięciu minutach wreszcie otworzył oczy. - Już, możesz - szepnął.
Tomo zacisnął pięści oddychając głęboko i równomiernie. Starał się jak mógł by wytrzymać, czując powoli narastające podniecenie. Pociemniało mu przed oczyma dopiero, kiedy doszedł wraz z Takano.
- Nie przepraszaj - poprosił go cicho, wtulając się w niego mocno. - Tylko zanieś mnie do sypialni albo do kąpieli bo nie dam rady się ruszyć - szepnął, oddychając równomiernie. - Nie dam... wybacz, że taki słaby jeszcze jestem...
- Ale byłeś bardzo delikatny, tylko że to już był mój 3 raz i chyba przeceniłem się. Muszę najpierw odzyskać pełnie sił. Będziesz ze mną biegał? - zaproponował cicho. - Na początek 2 razy w tygodniu?
- Tak godzinkę po plaży - zaproponował zaraz, wtulając się w niego mocniej. - A weźmiesz do wanny winko? Chciałbym jeszcze trochę go dostać...
- Godzinkę... bo pół to możemy już zacząć - zauważył z lekkim uśmiechem, wtulając się w jego pierś. - Podobało mi się dzisiaj - dodał muskając ustami jego policzek.
- Nic nie popsułeś kochanie, nic a nic - zapewnił go spokojnie.
- Tylko zaraz wróć - poprosił go, przymykając na momencik oczy i uśmiechając się do swoich myśli.
- O tobie, o tym wieczorze, o tym jak było miło i o tym jak chce dokończyć torcik... - przyznał z uśmiechem.
- Ja ciebie też, najmocniej na świecie - ucałował go lekko. - I Yuyę też tak mocno mocno.
Tomo skinął głową i spojrzał na mężczyznę, znów go całując. Sięgnął po swoje winko i upił łyk.
- Pyszne jest - uśmiechnął się do mężczyzny. - Naprawdę mi smakuje. Jedno z lepszych...
Tomo uśmiechnął się do niego szeroko po czym zaczął powoli się myć.
- Kochanie czy mógłbyś w niedziele... każdą niedzielę... zamykać cukiernię? Bo pomyślałem... że ja tak zrobię z piekarnią. W sobotę wydłużę czas pracy. Zrobię ją na 3 zmiany i o północy zamykać będę piekarnię, a niedziela wolna... dla mojej rodziny tylko - uśmiechnął się delikatnie.
- No tak - uśmiechnął się. - Ale teraz musi wyjść. Musimy mieć dzień dla siebie - uśmiechnął się szerzej.
- Ale jutro będziesz mnie nosił - zapewnil go ze śmiechem.
- Ale na noc już przyjdzie tak? - zapytał zaraz. - Bo ja już go chcę - dodał robiąc smutną minkę.
- To niech wróci bo potem jest poniedziałek i szkoła - przypomniał mu. - Niech wróci na kolacje - zaproponował wtulając się w niego.
- Nie, myślę że nie - odparł spokojnie. - Byle nie za często - dodał zaraz spokojnie, uśmiechając się do niego.
- Kocam cię - Tomo ucałował go znowu, po czym zaczął się myć.
- Ale ja nie wiem co robić w Nowym Jorku można... - podrapał się lekko po głowie. - No ale na nasz pokój wszyyystko zaplanuję - obiecał mu.
- Na spacer, na amerykańskie lodzy i hamburgera - wyliczył na palcach spłukując włosy. - Zimno się robi - poskarżył mu się odrobinę.
- No takie duze i kręcone z polewą czekoladową - odparł wypuszczając wodę z wanny i ledwo stojąc przed nim.
- Tylko żadnych kajdanek - ucałował go znowu, ubierając spodnie i wsuwając na siebie bluzę.
- Chyba nie - uśmiechnął się lekko. - Jakbym sobie coś przypomniał to ci powiem - obiecał, siadając na sedesie.
- Powiem - obiecał , całując go mocno. - Mhm... a paryżu ja będę prowadził autko - puścił mu oczko. - A sekshop tam brzmi nieźle - wyszczerzył się.
- Wybiorę nie tylko sobie - zapewnił go wesoło. - Trudno, to z samochodem już postanowione kochanie - zapewnił go wesoło, obejmując go ramionami. - Ja jeszcze torciku chcę.
- Nie tylko, dla ciebie też - oznajmił muskając go ustami. - Kochanie... ja sobie poradzę. Chcę od początku jechać. Nie ufasz mi?
- To daj mi to doświadczyć na własnej skórze kotek. Nie chroń mnie aż tak bo nie jestem Yuyą, okay? - fuknął na niego nie przestając się uśmiechać.
Tomo wywrócił oczyma i wysmarował mu nosek czekoladą.
- No dobra - zgodził się.
- Chciałbym - skinął głową kończąc jedzenie. - Ale jak za drogie to nie...
- Podobało ci się? - zainteresował się siadając mu na kolanach i wtulając się w niego. - Pokażesz mi swoją ulubienicę jeśli będzie?
- No tak... zwłaszcza wrednych psychopatów - zgodził się kiwając lekko głową.
- Mam nadzieję, bo nie wiem czy to preżyję po raz kolejny..
- A nie możemy przyjechać trochę przed ślubem? Tak żeby tam być 5 dni? Albo 4? Nawet z Yuyą? - zaproponował spokojnie. - Wtedy dwa do trzech na odprężenie i dwa na szykowanie się do ślubu...
- Dobrze - zgodził się spokojnie. - Ale weźmiemy takie same, tak? Znaczy... nie zrób ze mnie jakiegoś ważniaka... bo to garnitur u mnei na raz. Wiesz jak ich nie lubię - pokazał mu język, wtulając się mocno w niego.
- No dobrze - zgodził się z nim, wtulając się w niego mocniej i troszkę ziewając. - Wykończyłeś mnie skarbie...
- Wiem, dziękuję... i dziękuję że poczekałeś cierpliwie jak cię poprosiłem - szepnął cały czerwony na twarzy. Może nie powinien za to dziękować, ale nigdy jeszcze nikt nie czekał. Przynajmniej do czasu pojawienia się Takano.
- I nie bolało - szepnął kiedy ten położył go do łóżeczka.
- Tylko troszkę... to nic takiego - zapewnił go, wtulając się mocno w niego.
- Bo chciałem żebyś też miał trochę przyjemności i było mi głupio że doszedłem tak tylko z twoimi palcami - mruknął mu jeszcze, wciskając głowę w jego pierś by zaraz całkiem go nakryć. - Dzisiaj tak mi najwygodniej - poinformował go muskając ustami jego usta i przymykając oczy.
- Dobrze kochanie. Kocham cię - ucałował go jeszcze, zasypiając.
Tomo w nocy zleciał z łóżka razem z całą kołdrą. Wcale tego nie poczuł i spał na ziemi resztę nocy.
Tomo wtulił się w niego mocno jeszcze dobre 3 godzinki smacznie śpiąc, zanim kompletnie się przebudził wyspany.
- Bardzo dobrze - odparł z uśmiechem. - Wyspałem się, ale trochę jeszcze boli - przyznał spokojnie.
- Nie musisz - odparł spokojnie. - Jakoś dam radę, bywało gorzej - puścił do niego oczko.
- NIe zawszę - przyznał szczerze. - Jak się czuję dobrze to lubię, jak nie to czuję się bezsilny i wtedy nie lubię - oznajmił jaki to pokrętny jest.
- Mhm to ja pogram sobie trochę na gitarze, pobrzdąkam, może coś nagram - zdecydował z uśmiechemn. - Nie przekonuj mnie... ja wiem co mówię...
- Uhm może jakoś ci pomóc, co? - zapytał zaraz cichutko.
- Dobrze kochanie, tak zrobię - zachichotał, całując go mocno.
- No to sio, sprzątać i śniadanko mi porobić - zgonił go z łóżka samemu zakrywając się kołderkę. - Mój kamerdynerze nie obijaj się.
- Oj oj oj - pogroził mu paluszkiem i wyciągnął z szafeczki kuponik na Takano. - Bądź moim kamerdynerem - pokazał mu język.
- Ale jakże dobrze wykorzystany - zauważył wsuwając się mocniej pod kołderkę.
- Dziękuję mój mężczyzno - odparł wesoło poprawiając sobie podusie i siadając wraz z tacką na kolanach.
- Ale możesz do łóżeczka usiąśc no... - wymamrotał zawstydzony.
- Mellbourne, Sydney, park narodowy z misiami Koala, surfing, wędrówki z plecakiem i spanie w tanich hotelikach. Poznasz kawałek mojego życia też - uśmiechnął się szeroko.
- Ja też - przytulił głowę do jego ramienia powoli jedząc tościka, a kiełbaskę sobie zostawiając na potem.
- Jeszcze wszystkiego nie mam rozplanowanego kochanie - przyznał szczerze. - Ale już powoli kończę - zapewnił go. - POza tym trochę spontana musze zostawić, bo inaczej to nie będzie moje życie.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba - ucałował go mocno. - Tylko uhm nie będzie takich super wygód, ale fajna atmosfera, zobaczysz - zapewnił go.
- To dobrze - ucieszył się, po czym oddał mu kiełbaskę jednak nie dając jej rady.
***
Kilka dni później jak to obiecali Yuyi dawno temu poszli z maluchem na basen. Tomo jeszcze nie do końca sobie radził ale uznał że nic mu się nie stanie, a Yuya poduczy się pływać.
Maluch wziął deskę bo bał się bez niej i zaczął chlapać mocno nóżkami ale ciągle szedł na dno.
- Ja się nigdy nie nauczę - jęknął cichutko, uderzając deską o wodę z lekką złością.
- Kochanie, bo musimy zacząć od oddychania - odparł spokojnie Tomo. - Przeszedłeś dużo i ani ja ani tatuś nie będziemy na ciebie źli jak coś ci nie wyjdzie - zapewnił go.
- Ale nie puścisz tatusiu? - upewnił się przerażony że tak się stać może.
Chłopiec bardzo się bał. Ciągle patrzył na Takano by mieć pewność że jest tuż obok. Powoli zaczął machać nóżkami i poruszać się do przodu z tatą u boku.
- Z tatą jakoś idzie - uśmiechnął się wtulając mocno w Takano i dając mu mocnego buziaka.
Tomo obserwował ich spokojnie, siedząc już w jakuzzi i wygrzewając się. DOktor zalecił mu to jako masaże na nogi.
- Jak się czujesz kochanie? - zapytał go spokojnie Tomo. - Bo obaj jesteście dzisiaj dzielni, więc zapraszam was na dobrą wyżerkę po basenie. Pójdziemy do kawiarni na coś pysznego.
- Ale ja się trochę boję zjeżdżać sam - zrobił smutną minkę. - Zjedziesz ze mną? - zapytał go zaraz, tuląc go mocno i opierając łepek o ramię Takano.
- No dobrze, to tata musi poczekać - ucałował Takano w policzek i poszedł za maluchem na zjeżdżalnię.
Dziewczyny nie dały za wygraną. Jedna z nich była na tyle śmiała, że zaczęła muskać niby przypadkiem nogę Takano swoją stopą.
- Zaręczonego jeszcze można odbić - odparła z lekkim uśmiechem dziewczyna.
- Tatuś!~Chodź! Zjedziemy we trójkę! - krzyknął mu nagle maluch stojąc razem z Tomo przy schodach.
- Kochanie co ty nas tam zdradzasz, co? - Tomo uniósł lekko brew, przytulając sie do niego mocno i całując z nienacka. - Nie wolno... niegrzeczny chłopiec - burknął, zaraz się lekko uśmiechając.
- Nie wstydź się tak - mruknął do niego Tomo puszczając go i idąc z Yuyą na przedzie.
Tomo wywrócił tylko oczyma siadając za Yuyą i zjeżdżają w pierwszej turze.
- Ostatni raz tatuś - poprosił go Yuya łapiąc ich za ręce i niemal biegnąc na zjeżdżalnię.
- Ostatni najfajniejszy - zapewnił ich Yuya ciesząc się strasznie.
Tomo wziął swoje i poszedł do przebieralni, trochę się jeszcze krępując przy wszystkich ludziach.
- Dobrze tatusiu... tylko boję się jeszcze trochę pływać - odparł chłopiec wcinając swoje lody.
- No ale jak na pierwszy raz to super sobie poradziłeś - zauważył wesoło Tomo.
- Ja? Wyśmienicie mój ty skarbie - ucałował go w policzek Tomo. - A teraz mam przepyszne ciacho.
- Wstępujemy do mamy - odparł spokojnie Tomo. - Na obiadek - dodał patrząc na zegarek. - Obiecałem to jej już dawno i dzisiaj mamy okazję - uśmiechnął się do nich obu.
- To dobrze - oznajmił wesoło powoli kończąc jeść swoją porcję lodzików. Z uśmiechem, przyglądał się umorusanej twarzy Yuyi. - Musi ci bardzo smakować co nie?
- Ale jest pyszne - sprzeciwił się krótko Yuya nie chcąc dać się wyczyścić ale w końcu kapitulując.
- Ale tatuś pobrudzeni najfajniejsi! - oznajmił wesoło chłopiec.
Chłopiec w końcu dał za wygraną pozwalając mu się wytrzeć, po czym skończył lodziki i poklepał się po brzusiu. - Pychaaa.
[Co kombinujesz z tymi dziewczynami? :P]
- Będzie - zapewnił go chłopiec nadal klepiąc się po brzusiu. Tomo zaśmiał się lekko, czochrając go po włosach.
- Masz większy apetyt ode mnie - zachichotał.
[ A coś się stało? Jakoś na twój humorek możnaby zadziałać?]
- Czepiasz się - Tomo dał mu kuksańca w ramię i po zapłaceniu za wszystko wyszedł razem ze swoimi mężczyznami.
Tomo zaprowadził ich oboje do mamy, gdzie już czekała na nich pyszna zupka, a na drugie ulubione klopsy Yuyi.
- Witajcie kochani - uśmiechnęła się pomagając maluchowi ściągnąć kurtkę i wieszając ją na wieszkau. Yuya od razu pobiegł po swoje klocki lego by zacząć je układać w dużym pokoju. - Jak się pływało? - zainteresowała się.
- Witajcie kochani - uśmiechnęła się pomagając maluchowi ściągnąć kurtkę i wieszając ją na wieszkau. Yuya od razu pobiegł po swoje klocki lego by zacząć je układać w dużym pokoju. - Jak się pływało? - zainteresowała się.
- Popływałem trochę też - sprzeciwił się chłopak. - Ale trzymam się ściśle wyznaczonych poleceń lekarza. Nie przemęczać się, odstrożnie z nogami - wywrócił oczyma zsuwając buty i wchodząc do kuchni. - Pomogę.
- Sio mi od garów - kobieta trzepnęła go ręcznikiem po dłoniach. - Ja tu dzisiaj gotuję.
Tomo skinął zrezygnowany głową i wtulił się w Takano, głaszcząc go nieco po piersi.
- Everybody needs a little time away... a hard to say... from each other. Even love has need a holiday faraway from each other... - zanucił cicho. - Hold me now... it's hard for me to say it... stay with me.
- Kocham cię, wiesz? - uśmiechnął się do niego gdy skończył. - Bardzo - ucałował go w policzek. - Okay, pomogę ci Yuya - zdecydował siadając na podłodze i pomagając mu budować zamek.
- Tatuś? A tu będzie stajnia - pokazał mu powstający obok pałacu budynek.
- Kiedyś tak tatuś, ale nie musi być już i w ogóle - oznajmił wesoło stawiając konika do stajni i pozwalając Tomo dokończyć wieżę.
- Naprawdę?! - chłopiec od razu wskocyzł mu na kolanka. - A będzie fajnie?
- A wujek też pojeździ na koniku? - zapytał go zaraz.
- Wujek będziesz chciał? - zapytał go zaraz Yuya. - Będziesz?
- No pewnie, że będę - zaśmiał się Tomo, obejmując go mocno.
- Ale ja wolałbym pojechać i popatrzeć a nie - odparł cicho. - No wiesz... na wieszaku lepiej wygląda...
- Aż do tokio? - Tomo jęknął przeciągle niezadowolony z tego wszystkiego. - To może ty wybierz jakie ci się podobają, a ja wybiorę z okrojonego wyboru? - zaproponował bo garniaki to było zło konieczne.
- No i wybierzemy... ty tylko zawężysz krąg poszukiwań - ucałował go w policzek siadając przy stole.
- Tomo ale mógłbyś mu pomóc - oznajmiła spokojnie kobieta.
- Mamo... ja bym najchętniej ubrał jeansy, marynarę i białą koszulkę t-shirt i wsio... - wywrócił oczyma.
- Wybacz Takano... wychodzisz za dzikusa...
- Nie dzikusa, tylko muzyka, a to różnica... - burknął Tomo.
- Ale w tym katalogu jest ich chyba z tysiąc... - westchnął Tomo. - Naprawdę nie możesz ich zawężyć do 20?
- Nie umiem no - westchnął ciężko. - Oblewa mnie zimny pot na samą myśl o garniaku... jakby ten jeden na ślub twojego kumpla mi nie wystarczał...
- Szczerze w to wątpię - przyznał szczerze dziubiąc łyżką w swojej zupie.
- Wujek nie baw się jedzeniem - skarcił go Yuya.
- Przepraszam - burknął Tomo nieco rozdrażniony całą tą rozmową o garniturach.
Zanim Tomo zdążył mu coś odpowiedzieć, jego matka poczuła się w obowiązku zmienić temat. Wolała by się jej tu nie pokłócili.
- Mogę Wam pomóc jakoś w przygotowaniach? Macie już wszystko? - zainteresowała się.
- Mamy też kupione bilety dla ciebie mamo i dla taty i dla malucha - uśmiechnął się lekko Tomo, jedząc trochę zupy. Kobieta skinęła głową, odruchowo czochrając go po włosach.
- Tylko żadnego przemęczania się i Tomo? W przyszłym tygodniu przyjedź do szpitala na weekend. Chcę mieć pewnośc że wszystko jest w porządku - odparła spokojnie.
- Pamiętam, mam zakreślone w kalendarzu... a kalendarz na lodówce.
- Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ten tutaj jest taki grzeczny - pstryknęła Tomo w nos.
- Nie mam wyjścia - odparł spokojnie chłopak. - Jestem im potrzebny i nie lubię jak się denerwują... i no czasem za mało śpię bo wolę być w piekarni, ale mam nawet jeden dzień wolnego w tygodniu. Powinnaś być dumna. Robię postepy - burknął.
- Tatuś? A co ja będę robić jak was nie będzie? Pójdę do domu dziecka? - zapytał ich cicho Yuya.
- Ale potem wrócicie po mnie tatuś? - upewnił się cicho Yuya.
- Kochanie, wrócimy i przywieziemy ci mnóstwo pamiątek - Tomo przytulił mocno chłopca do siebie. - Nawet nie myśl, że cię zostawimy. Jesteś naszym kochanym synkiem - zapewnił go Tomo.
- Wiem tatuś - chłopiec szepnął to trochę niepewnie. - Tylko przestraszyłem się - wyjaśnił.
- Głupolku - Tomo poczochrał go po włosach.
- I będziemy już potem długo razem? - zapytał ich znowu.
- No pewnie, następna wycieczka już będzie całą trójką - zapewnił go Tomo.
- Wszyscy cię tu kochają maluchu - zapewniła go kobieta. - Jesteś moim ulubieńcem, wiesz? - zdradziła mu sekret uśmiechając się szeroko.
- Przepraszam, że martwiłem - odparł cichutko wracając już do jedzenia i nakładając sobie kilka klopsów. - Babciu naucz tatusia robić takie klopsiki - poprosił jej zaraz.
- Oj kochanie, tata na pewno robi lepsze - zaśmiała się kobieta.
- Nie prawda...
- Ale babcia robi lepsze, tatuś przyznaj - odparł zaraz wesoło chłopiec, powodując tym samym rumieniec na policzkach kobiety.
- Cieszę się, że ci smakują maluszku.
Tomo zaśmiał się pod nosem, czując że Yuya wjechał Takano trochę na ambicję tak się zachwycając klopsikowi.
- No to czuję się zaszczycona, że mogłam taki obiadek przygotować - Kobieta wstała z miejsca zabierając talerz Tomo, widząc że więcej już nie zje i przy okazji czochrając Takano po włosach.
- Qujwk a możemy jeszcze na cmentarz pojechać? - zapytał go nagle Yuya.
- Myślę że tak. Ja nie mam nic przeciwko - oznajmił spokojnie Tomo. - Ale to jeszcze chwilkę dobrze? Tak za godzinkę.
- Dobrze tatuś - skinął główką zadowolony, z takiego planu dnia. Podziękował za obiadek, zniósł naczynia i poszedł się pobawić.
- Ale jest zdecydowanie lepiej - zauważył spokojnie dziękując za herbatkę i upijając jej łyk. - W końcu się nauczy. Pewnie potrzebuje więcej czasu.
- Mnue też - przyznał cicho Tomo.
- To jego największa obawa. Nic dziwnego że czasami tak reaguje - odparła spokojnie mama chłopaka. - Ten strach tak szybko nie minie, ale wystarczy że będziecie obok niego. Przecież mocno go kochacie a on odwdzięcza się tym samym. Jest tylko dzieckiem... czasem obawa jest większa niż zdrowy rozsądek...
- Nie myśl tak - poprosił go Tomo, upijając jeszcze trochę herbaty i masując sobie skronie.
- No właśnie, nie ma co wszystkiego odwoływać. Musicie tylko pamiętać, że wasze dziecko już jednych rodziców straciło i drugich bardzo nie chce stracić, więc częściej się do niego odzywajcie - zaproponowała z lekkim uśmiechem. - On się bardzo ucieszy nawet z dwóch smsów dziennie - dodała wesoło. - Tomo, wszystko w porządku? - zapytała zaraz syna.
- Tak, ja tylko jestem trochę zmęczony - odparł spokojnie.
- Pewnie - uśmiechnął się lekko Tomo, poprawiając sobie poduszkę pod głową. - Bo bardzo go kochamy - dodał zaraz.
- Kochanie? Jak tu przysnę będziesz bardzo zły? - zapytał cicho.
- Okay - uśmiechnął się do niego zaraz zamykając oczka i zasypiając.
- Często ma słabsze dni? - zapytała go kobieta przynosząc mu herbatę i sobie kawę.
- Uhm to dobrze... jakby się częściej pojawiało to skontaktuj się z lekarzem - poprosiła zwyczajnie martwiąc się o swoje dziecko. - Ale jeśli to tylko takie jednorazowe osłabienia i zdarzają się rzadko to nic się nie dzieje.
Prześlij komentarz