- Już chyba polubił. Nie marudzi jak ma poleżeć, przecież - odparła spokojnie, pijąc swoją kawę. - Możecie go tu zostawić i wrócić po niego po cmentarzu - zaproponowała zaraz.
Yuya posprzątał w końcu wszystkie klocki do pudełka i po zjedzeniu kilku czekoladek usiadł obok Takano, przytulając się do niego lekko. - Tatuś? Kocham cię bardzo, wiesz? - oznajmił.
Yuya zadowolony wziął swój kawałek sernika jedząc go od razu z wielkim uśmiechem na twarzy. Tomo budził się kiedy kończył jeść. - Mhm zapachniało mi czymś dobrym... - oznajmił cicho.
- W takim razie może przyjedź mamo w niedzielę? - zaproponował spokojnie Tomo, wtulając się trochę w Takano i kończąc jeść serniczek i dopijając swoją kawkę.
Tomo pożegnał się z mamą i zabierając Yuyę wyszedł chwilę po Takano, by ten mogł auto przestawić pod blok. - Kochanie? Mogę dla nas jutro zrobić tartę bananową?
- Nie szkodzi, ja się ze wszystkim wyrobię i odbiorę Yuyę ze szkoły - oznajmił. - Pojadę motorem... czuję się na nim pewniej jeszcze - przyznał szczerze. - Jak będę czuł się słabiej to poprosze Kou albo Juna by po maluszka pojechali.
- Nie kochanie, wszystko mam - uniósł kciuk do góry i złapał maluszka za drugą rączkę. - Porozmawiałeś z mamą i tatą? - zapytał go. - Tak, opowiedziałem o szkole i o naszym domku. Mamusia chyba jest szczęśliwa - oznajmił chłopczyk.
- Tatuś chyba też - odparł chłopiec. - Babcia mówiła że oni na mnie patrzą na pewno z nieba. To prawda? - Pewnie kochanie - Tomo przytulił go mocno do siebie. - I póki ich pamiętasz zawsze będą przy tobie - zapewnił go.
- Wybierzemy - skinął głową Tomo i wraz z Yuyą zaczęli mu szperać w laptopie. - Weźmiemy... atakujące klopsiki - zdecydowali wspólnie podłączając laptopa do telewizora i puszczając początek bajki.
- To puszczemy od początku - zdecydował Tomo przewijając do początku i klepiąc miejsce obok siebie dla Takano. Maluch bowiem już leżał na ziemi z Jolie jako podusią.
Tomo swoim zwyczajem przysnął mu pod koniec filmu a obudził się dopiero rano, całkowicie wypoczęty. Ziewnął szeroko wstając. Zrobił wszystkim śniadanko po czym poszedł otworzyć piekarnię.
- Okaeri paskudki - przywitał się z nimi Tomo ściszając trochę muzykę i nalewając im najpierw zupki na talerz, po czym położył michę z kurczakiem chrupiącym oraz z sałatką na stół a trzy talerze zupki obok. - Siadajcie kochani moi.
- Minął mi bardzo... pożywnie - uśmiechnął się. - Tanaka-san jest naprawdę dobrym pracownikiem. Uzbierał już sobie pieniążki żeby wynająć sobie kawalerkę - uśmiechnął się delikatnie. - Odżywa powoli... a jak wam minął?
- No ale w czasie miesiąca to będę miał już nie podstawy tylko jakieś bardziej złożone rzeczy... a teraz podstawy - klasnął w dłonie. - Yuya, kiedy macie kolejne zebranie z rodzicami? I festyn? Jakoś tak mam ochotę na ten wasz festyn!
- Pojadę autobusem - odparł spokojnie. - Kochanie chcę odebrać Yuyę i to zrobię, czy tego chcesz czy nie - oświadczył mu jeszcze w miarę spokojnie. - Mou zawsze wymyślasz jakieś przeszkody...
- Ale w weekend przyjeżdża mama - przypomniał mu wzdychając ciężko. Jak tak dalej pójdzie to chyba sam się uczyć zacznie. - no nic, smacznego - uśmiechnął się lekko.
- Poczytam kochanie - zapewnił go z wielkim uśmiechem. - Wcześniej zrobisz lekcje i jeszcze wyjdziemy z pieskami na spacer - dodał wesoło biorąc sobie jeszcze jednego kurczaka.
- Staram się żeby wam smakowało po prostu - Tomo jak zwykle odłożył połowę swojego kawałka na bok, nie mogąc go już dojeść. - Chcę żebyście byli szczęśliwi i chcę się przydać do czegoś...
Roześmiał się teraz serdecznie i skinął poważnie głową. - Dobrze mój weteranie - ucałował go mocno wstając. - To co spacer? Weźmiemy piłkę i pogramy w siatkę na plaży?
Tomo wtulił się w ramię GTakano i wziął od niego smycz od małych piesków. Yuya też wziął jednego a Takano został z Jolie. - Chodźmy do mojego liceum - zaproponował z uśmiechem Tomo. - Tata jest tam dozorcą więc nie ma problemu. Wpuści nas. Pokażę wam szkołę i... pójdziemy na oświetlone boisko.
Tomo wyszczerzył się tylko do niego idąc krok krok z nim. A potem nadeszła górka i ona go pokonała. Zwolnił kroku i puścił dłoń Takano. - Ja pójdę wolniej - uśmiechnął się do nich. Yuya od razu pobiegł ze swoim psiakiem do przodu.
- Nie - Tomo pokręcił przecząco głową łapiąc go jednak za rękę i ciesząc się że Takano zrównał z nim krok. - Ja sobie dam radę kochanie, tylko muszę iść wolniej. Jeszcze do końca się nie wyleczyłem - westchnął cicho. - A poniesiesz mnie z powrotem - zapewnił go ze śmiechem. - Bo nie wiem czy dam radę - dodał mocniej chwytając też smycz żeby psiak mu się nie wyrywał.
- Uhm nie jest mi słabo teraz - zapewnił go z uśmiechem. - Tylko muszę wolniej iść i trochę odpoczywać po drodze - dodał spokojnie wtulając się w jego ramię mocniej. - Ale poza tym wszystko gra - uniósł kciuk do góry. - Dbam o siebie przecież.
- Nic a nic, bo nie robisz tego nachalnie kochanie - zachichotał, przystając na moment żeby wziąć kilka oddechów. - Już połowa - uśmiechnął się do samego siebie.
Tomo nie potrzebował długiego odpoczynku. Trzy minuty głębokich oddechów wystarczyły by mógł ruszyć dalej. Zatrzymywał się jeszcze dwa razy w trakcie podejścia pod górkę ale w końcu dotarli do Yuyi. - Wujek dostaniesz medal za żółwie tempo - oznajmił Yuya. - Tylko wtedy chcę złoty a nie jakiś tam tandetny - roześmiał się szczerze.
- A taki czekoladowy w złotym pazłotku? - zaproponował zaraz chłopiec. - Ale wtedy musi być ręcznie robiony przez ciebie - Tomo trzepnął go żartobliwie przez główkę. - Zrobię! - zapewnił go chłopiec. - Zrobię! - dodał zaraz biegnąc na teren szkoły.
Tomo spojrzał na szkołę i puścił jego dłoń na trochę. - Pójdziemy do mojej klasy - uśmiechnął się lekko. - Yuya idziesz z nami czy zostaniesz z dziadkiem? - zapytał chłopca. - Z dziadzią i pieskami na dworku będę - obiecał chłopiec już biegając po boisku.
- Nie przepadałem, bo ja nie byłem dobrym uczniem aż tak - przyznał szczerze. - No i wolałem sport od nauki, grałem w baseball... uprawiałem surfing. Byliśmy o krok od Kouhen. Przegraliśmy dwa razy w finale... i nie udało się nam tam pójść - mruknął. - No i w podstawówce mama robiła ze mnie kobietę co mnie denerwowało - przyznał szczerze. - Ale w ogólnym rozrachunku nie było tak źle - wszedł do odpowiedniej klasy i usiadł przy swoim miejscu. Na samym szarym końcu przy oknie. - Jak miałem problem to zawsze tata mi pomagał... chowałem się u niego często.
- Raz taką mieliśmy - uśmiechnął się nieco. - Było przyjemnie i wesoło - przyznał szczerze, śmiejąc się przy tym. - Potem poszliśmy do kantorka i oglądaliśmy pornosa... złapała nas wychowawczyni i mieliśmy ostrą pogawędkę, zawieszenie na parę dni i brak takich nocy - zaśmiał się. - Ale warto było.
- Horrory też oglądaliśmy ale to już taka większa akcja była. Mieliśmy duży ekran... prowizorka z prześcieradeł... na boisku - uśmiechnął się lekko wyglądając przez okno. - O tam - wskazał dłonią. - Cała szkoła i nawet trochę ludzi z Yukan się pojawiło. Duże wydarzenie tu. Maraton horrorów w nocy - zaśmiał się. - Przebraliśmy się za zjawy i zombiaki... i weszliśmy wśród ludzi w najbardziej strasznym momencie. Jakie krzyki były!.
- No tak - przyznał biorąc go za rękę i prowadząc dalej. Pokazał mu pokój klubowy, gdzie jeszcze jego imię zostało wyryte. Sam to zrobił na szafce, a potem zabrał go na dach. - Tutaj było najlepiej. Najciszej... najfajniej - uśmiechnął się do niego.
Tomo skinął lekko głową, wtulając się w niego mocno. - Mhm nie lubiłem tylko podstawówki... byłem zamykany w szafkach - wymamrotał. - I podręczniki mi niszczyli, oblewali wodą... mówili że jestem dziwadło, a inni chcieli się umówić.
- Dość spore - przyznał szczerze uśmiechając się szeroko. - Mhm no... może wtedy od razu byś mnie poderwał i wszystko by potoczyło się inaczej - wyszczerzył się.
- To zależy jakbyś mnie podrywał - uśmiechnął się delikatnie. - Może to głupie... ale myślę... myślę że... byliśmy sobie przeznaczeni - wykrztusił to z siebie chowając głowę w jego pierś. - Wolałbym... mieć ten pierwszy raz z tobą - dodał szeptem.
Tomo skinął głową jeszcze chwilę się do niego przytulając. Ucałował go w szyję. - Wiesz, że jakby Twoja mama żyła... to byłbyś moim senpaiem tutaj? - zapytał go cichutko.
- Mhm czułbym się wyjątkowo - wyszczerzył się do niego muskając lekko jego usta. - I pojechałbym na studia za tobą, albo do innej uczelni ale gdzieś gdzie moglibyśmy się spotykać.
- Mhm brzmi fajnie - uśmiechnął się delikatnie, siadając mu na kolanach. - Ale z drugiej strony nie spotkałbym Juna, a ty swoich przyjaciół... nie mielibyśmy tak dobrej z nimi więzi - uśmiechnął się nieco szerzej.
- Wiem kochanie, tak mi się tylko zachciało pomarzyć - uśmiechnął się do niego szeroko wstając. - Chodźmy... zagramy w baseball z Yuyą. Porzucamy piłkę a on poodbija - zaproponował. - A potem ty poodbijasz.
- Myślę, że tak... pewnie najpierw byłaby w szoku ale to normalne, a potem... przecież cię kochała na pewno, więc skoro kochała to nie ma rzeczy niemożliwych - wyszczerzył się do niego. - Szkoda, że jej nie poznałem... bo może mnie by nie zaakceptowała.
Tomo skinął głową przystając tuż przy nim, by po krótkiej chwilce jednak przycupnąć na ławecce. Trochę się zmęczył. - Bardzo cię kocham i zawsze będę cię wspierał.
Tomo w tym czasie tylko go przytulał i cicho modlił się o jego mamę, a kiedy chłopak wreszcie wstał skinął lekko głową. - Ale poniesiesz mnie do domku prawda?
- Równe 50 kg - odparł cicho, obejmując go mocniej ramionami. - Dużo, co nie? - westchnął cicho, ale zaraz się rozchmurzył. - Ale skoro mnie kochasz to chyba mogę tyle ważyć.
Tomo wszamał cały jeden kawałek, po czym spojrzał wesoło na Takano. - Kotek? Bo ja bym chciał jeszcze jeden ale nie wiem czy dam radę całego wszamać... dojesz po mnie?
- Nie tatuś... - chłopiec poczuł się trochę niepewnie. Tomo usiadł z drugiej strony łóżka. - Kochanie, obiecaliśmy sobie przecież że będziemy sobie mówić o problemikach - pogłaskał go po policzku. - Pani od matematyki się zmieniła... inna przyszła - odparł cicho.
Tomo najchętniej by maluchowi ten jeden dzień odpuścił, ale nie chciał Takano robić pod górkę. - Zrobimy tak, pojedziesz z tatusiem do szkoły - zaczął spokojnie patrząc chłopcu w oczka. - Tatuś pogada z panią dyrektor a jeśli ta pani jeszcze raz cię uderzy wyjdziesz z klasy i do nas zadzwonisz, dobrze? - zaproponował spokojnie.
- I jak będziesz dzielny to dostaniesz od taty czekoladę do picia - dodał jeszcze Tomo przytulając chłopca. - No już, jesteś dzielnym chłopakiem - dodał zaraz kiedy Yuya niechętnie wyszedł ze szkoły.
Tomo skinął lekko głową, wtulając się w niego mocno. Ucałował go dla odwagi. - Ale w razie co, wal mocno... - oznajmił cicho. - I daj mi znać co załatwiłeś kochanie.
- Ja mam dziś na później to wam obiadek przygotuje i będzie do odgrzania - uśmiechnął się lekko jeszcze teraz łapiąc mocno Yuyę w objęcia. - Dzielny bądź maluszku - poczochrał go po włoskach.
Yuya całą drogę siedział cicho, nawet na moment się nie odzywając. Bał się tego dnia w szkole. - Tatuś... ale będę kapusiem... - zauważył kiedy zaparkowali przed szkołą.
Tomo wpadł do niego w przerwie siadając przy swoim ulubionym stoliku. - Kochanie? W piątek jadę do szpitala na cały weekend. Typowy przegląd sprzętu będzie - uśmiechnął się do niego lekko.
- Wiem i mama mnie przywiezie ze sobą do domku - uśmiechnął się do niego. - Poproszę czekoladę na gorąco i ciacho specjał szefa kuchni - zdecydował patrząc w kartę.
- Przepraszam, że ci w tym nie pomogę, ale lekarz do mnie dziś zadzwonił że chciałby mnie zobaczyć. Nie chcę tak przesuwać ciągle tych spotkań - ucałował go ukradkiem w policzek i zajął się piciem swojej czekolady. - Jak poszło u Yuyi?
- Na pewno będą dobre. Przecież przestrzegałem wszystkiego i sam wiesz że dużo odpoczywam - wyszczerzył się do niego oddając mu połowę ciacha i zajmując się czekoladą.
- Cieszę się - oznajmił patrząc, że klientów robi się coraz więcej a jedyna kelnerka powoli nie daje sobie rady. - Chyba musisz wracać kochanie - ucałował go w policzek.
Tomo wrocił do domu grubo po 23, całkowicie wypompowany. - Tadaima - wymamrotał cichutko, zsuwając buty i wchodząc do środka. Objął Takano ramionami wtulając się w jego tors. - Marzę o 3 rzeczach... ciepłej herbatce, łóżeczku i twoich ramionach...
- No trochę prawda, ale nie chcę wszystkiego zwalać na swoich pracowników. W tym tygodniu do piątku mam popołudniowe zmiany... bo piątek sobota i niedziela mnie nie ma - odparł spokojnie, siadając i wypijając od razu pół kubka herbaty.
- To dobrze, bardzo dobrze - uśmiechnął się do niego kończąc jeść. - Martwiłem się o niego - spojrzał na drzwi do sypialni malucha, po czym dopił herbatkę. - Mam nadzieję, że ta pani będzie fajniejsza.
Tomo chwilę się kręcił w jego objęciach by w końcu się uspokoić i zasnąć spokojnie, tylko trochę płytko oddychając. Gdy się obudził Takano stał już przy szafie ubierając się. - Ohayou - przywitał się z nim, ziewając i nawet nie wstając z łóżeczka.
Tomo zrobił im obiadek i postawił na stary dobry ramen oraz podwieczorek - sałatkę owocową z bitą śmietaną w kubeczkach, posypaną czekoladę. Zostawił im też notatkę że bardzo ich kocha, po czym poszedł do pracy.
Tomo tym razem przyszedł trochę wcześniej bo już przed 23. Wszedł do środka po cichu, szepcząc 'tadaima'. Uśmiechnął się szeroko widząc w salonie Takano. - Moje kochanie - ucieszył się siadając mu na kolanach. - Opatrzysz mi łapkę? - zapytał go pokazując mu swoje przecięcie na paluszku.
- A robiłem partię bułek i przeciąłem się - machnął lekko ręką pozwalając mu się tym zająć. - Nic takiego serio - uśmiechnął się lekko. - Dzisiaj był wyjątkowo duży ruch...
- Zjadłem pyszne śniadanko, potem podjadałem smakując wasz obiadek i zjadłem jabłko w pracy a teraz jem grzankę - odparł szczerze z niczym się nie kryjąc. Popił grzanke herbatką.
- I nie wyląduje, to masz jak w banku - obiecał mu spokojnie, obejmując go mocno ramionami. - Ale bentem nie pogardzę - wyszczerzył sie do niego, zaraz ziewając.
Tomo pospieszył się i usiadł obok niego na łóżku. Zacisnął lekko zęby, po czym położył się obok. - Jutro... rano pojadę z wami - oznajmił przytulając się do niego. - Tata... znaczy uhm tata miałby urodziny i chciałem wstąpić na cmentarz - uśmiechnął się nieco smutno. - Wrócę do Yukan autobusem.
Tomo skinął tylko głową przytulając się do niego mocniej. Długo nie mógł zasnąć, a kiedy już mu się to udało, to zaraz się budził. Westchnął cicho wstając tuż przed budzikiem Takano. - Ohayou - przywitał się z budzącym się mężczyzną.
- Bo nie mogłem zasnąć, a potem ciągle się budziłem. Nie wiem czemu... jakiś taki niespokojny jestem - odparł spokojnie, przytulając się do niego jeszcze na momencik.
- Dobrze tatuś, zadzwonię - obiecał wesoło siadając przy stole razem z nimi. - Wujek dzisiaj idę na kendo! - pochwalił się mu. - O... naprawdę? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- A jak mi się spodoba to będę mógł chodzić na treningi? - zapytał ich zaraz. - Pewnie kochanie, o ile nie spadniesz w nauce - pogroził mu palcem przed noskiem Tomo.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4401 – 4600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Chociaż coś - zaśmiała się szczerze, zaraz pomagając trochę Yuyi z jego budowlami.
- Bardzo go rozpieszczasz co? - zapytała z lekkim uśmiechem. - A on to chyba lubi...
- Już chyba polubił. Nie marudzi jak ma poleżeć, przecież - odparła spokojnie, pijąc swoją kawę. - Możecie go tu zostawić i wrócić po niego po cmentarzu - zaproponowała zaraz.
- Skoro tak to już nie proponuję - zachichotała.
Tomo przekręcił się na drugi boczek oddychając głęboko. Zacisnął lekko rękę na dłoni Takano.
Yuya posprzątał w końcu wszystkie klocki do pudełka i po zjedzeniu kilku czekoladek usiadł obok Takano, przytulając się do niego lekko.
- Tatuś? Kocham cię bardzo, wiesz? - oznajmił.
- A ty moim tatusiem - odparł chłopiec, bardzo się do niego tuląc.
Mama Tomo nie mogła się powstrzymać, więc zrobiła im jedno zdjęcia, po czym dopiła swój napój.
- Zjecie jeszcze po kawałku sernika? - zaproponowała.
- Taak - odparł entuzjastycznie maluch. - Ale taką nową...
Yuya zadowolony wziął swój kawałek sernika jedząc go od razu z wielkim uśmiechem na twarzy. Tomo budził się kiedy kończył jeść.
- Mhm zapachniało mi czymś dobrym... - oznajmił cicho.
- Chcę ale tylko trochę - poprosił Tomo, siadając i ziewając nieco. - Dobrze się spało, tylko trochę zimno.
- Dziękuję - wyszczerzył się do niego ze smakiem jedząc kawałek serniczka.
- Okay... obejrzę z wami albo pośpie sobie trochę - uśmiechnął się do niego. - Mamo sernik jest super.
- Dziękuję - odparła znów się rumieniąc nieco. - Przez was spalę się ze wstydu.
- Babciu? A przyjedziesz nas odwiedzić? - zapytał jej Yuya.
- Przyjadę kochanie, może w przyszłym tygodniu, co ty na to? - zaproponowała.
- W takim razie może przyjedź mamo w niedzielę? - zaproponował spokojnie Tomo, wtulając się trochę w Takano i kończąc jeść serniczek i dopijając swoją kawkę.
- I zrobimy jakiś fajny obiadek - zgodził się z nim Tomo. Kobieta skinęła głową uznając że sa umówieni a Yuya podskoczył z radości.
- Ułożymy puzelki!
- Jupi - wskoczył mu na kolana zaraz obejmując łapkami ich oboje. - Kocham was!
- Bardzo - zapewnił go Tomo, całując go w czółko. - No dobrze, to co? Jedziemy?
Tomo pożegnał się z mamą i zabierając Yuyę wyszedł chwilę po Takano, by ten mogł auto przestawić pod blok.
- Kochanie? Mogę dla nas jutro zrobić tartę bananową?
- To jutro zrobię, bo mam taą ochotę - przyznał szczerze, otwierając nieco okno.
- A może coś lekkiego? Zupa krem z dyni? - zaproponował spokojnie. - Co ty na to?
- Nie szkodzi, ja się ze wszystkim wyrobię i odbiorę Yuyę ze szkoły - oznajmił. - Pojadę motorem... czuję się na nim pewniej jeszcze - przyznał szczerze. - Jak będę czuł się słabiej to poprosze Kou albo Juna by po maluszka pojechali.
- To nie mogę pojechać? Bo chciałem no - westchnął cichutko. - Na drugie danie zrobię piersi kurczaka w panierce i dip czosnknowy do nich.
- Jadę z Kou w piątek na symulator... pojedziesz ze mną? - zapytał go zaraz cicho, wysiadając z auta.
- Dziękuję - szepnął tylko idąc z nimi na grób rodziców Yuyi.
- A pomożesz zapalić tatuś? - chłopiec podał mu kadzidełko samemu wkładając do wazoniku kwiatki.
Tomo rówmież się pomodlił stojąc cicho obok nich. Postali tak dobre 15 minut, zanim chłopiec w końcu się przeżegnał.
- Możemy iśc tatuś.
- Nie dzisiaj - odparł cicho. - Przyjadę kiedyś sam - dodał spokojnie. Wolał to robić sam.
- Nie kochanie, wszystko mam - uniósł kciuk do góry i złapał maluszka za drugą rączkę. - Porozmawiałeś z mamą i tatą? - zapytał go.
- Tak, opowiedziałem o szkole i o naszym domku. Mamusia chyba jest szczęśliwa - oznajmił chłopczyk.
- Tatuś chyba też - odparł chłopiec. - Babcia mówiła że oni na mnie patrzą na pewno z nieba. To prawda?
- Pewnie kochanie - Tomo przytulił go mocno do siebie. - I póki ich pamiętasz zawsze będą przy tobie - zapewnił go.
- Uhm to ja mam duuuże szczęście - zauważył chłopiec z wielkim uśmiechem. - Mam czwórkę rodziców.
- Tatuś? A kupimy ostatnią część książeczki mojej? - zapytał chłopiec. - Bo zostały 2 rozdziały tylko...
- Jupi! - ucieszył się zapinając pasy.
- A dzisiaj skończymy tę część - zdecydował Tomo uznając że mu poczyta.
- Teraz bajka, a tatuś zrobi nam tosty pyszne - ucałował go mocno w usta.
- Wybierzemy - skinął głową Tomo i wraz z Yuyą zaczęli mu szperać w laptopie. - Weźmiemy... atakujące klopsiki - zdecydowali wspólnie podłączając laptopa do telewizora i puszczając początek bajki.
- To puszczemy od początku - zdecydował Tomo przewijając do początku i klepiąc miejsce obok siebie dla Takano. Maluch bowiem już leżał na ziemi z Jolie jako podusią.
Tomo skorzystał z tej okazji, wtulając się w niego delikatnie ze swoim tościkiem w łapkach.
Tomo ułożył się na nim wygodniej obserwując go przez chwilę z blogim uśmiechem. Uwielbiał tak leżeć i patrzec na swoje cudo.
Tomo swoim zwyczajem przysnął mu pod koniec filmu a obudził się dopiero rano, całkowicie wypoczęty. Ziewnął szeroko wstając. Zrobił wszystkim śniadanko po czym poszedł otworzyć piekarnię.
Tomo ucałował go w policzek, kiedy wyciągnął porcję pachnących bułeczek.
- Kochanie, mam ochotę na pizzę. Zamówimy wieczorem? - zapytał go po prostu.
Tomo uśmiechnął się szeroko idąc już za ladę. Tego dnia był do południa wraz z panem Tanaką, dopiero potem przychodziło jeszcze 3 pracowników.
- Okaeri paskudki - przywitał się z nimi Tomo ściszając trochę muzykę i nalewając im najpierw zupki na talerz, po czym położył michę z kurczakiem chrupiącym oraz z sałatką na stół a trzy talerze zupki obok. - Siadajcie kochani moi.
- Minął mi bardzo... pożywnie - uśmiechnął się. - Tanaka-san jest naprawdę dobrym pracownikiem. Uzbierał już sobie pieniążki żeby wynająć sobie kawalerkę - uśmiechnął się delikatnie. - Odżywa powoli... a jak wam minął?
- Ooo brawo - Tomo poczochrał malca po włoskach przeglądając jego test. - Robisz postępy - uśmiechnął się szerzej. - A torcik wyszedł? - zapytał Takano.
- No, no... całkiem nieźle - przyznał szczerze. - Jutro po południu przyjdę do ciebie na naukę strojenia tortów - dodał zaraz wesoło.
- No ale w czasie miesiąca to będę miał już nie podstawy tylko jakieś bardziej złożone rzeczy... a teraz podstawy - klasnął w dłonie. - Yuya, kiedy macie kolejne zebranie z rodzicami? I festyn? Jakoś tak mam ochotę na ten wasz festyn!
- Tak ale ja mam jutro poranną zmianę, a ty kończysz koło 16. Ja odbiorę Yuyę i jak wrócimy przyjdziemy na lekcję - puścił do niego oczko.
- Pojadę autobusem - odparł spokojnie. - Kochanie chcę odebrać Yuyę i to zrobię, czy tego chcesz czy nie - oświadczył mu jeszcze w miarę spokojnie. - Mou zawsze wymyślasz jakieś przeszkody...
- Ale w weekend przyjeżdża mama - przypomniał mu wzdychając ciężko. Jak tak dalej pójdzie to chyba sam się uczyć zacznie. - no nic, smacznego - uśmiechnął się lekko.
- Ja nie mam. Mam zajęte popołudnie. Zamykam piekarnię wieczorem - uśmiechnął się nieco, nakładając sobie sałatkii i biorąc dwa kurczaczki.
- Ok - skinął lekko głową, odkładając talerz na bok. - Yuyuś? Poczytamy dziś książkę?
- Poczytam kochanie - zapewnił go z wielkim uśmiechem. - Wcześniej zrobisz lekcje i jeszcze wyjdziemy z pieskami na spacer - dodał wesoło biorąc sobie jeszcze jednego kurczaka.
- Oczywiście. Przecież obiecałem wam tartę bananową - puścił do nich oczko, a Yuya klasnął w dłonie.
- Same dobroci! - krzyknął wesoło.
- Jeszcze nie próbowałeś tarty... nie zapeszaj - poprosił go chłopak ze śmiechem, zaraz się w niego wtulając.
- Mhm no dobrze - skinął głową nic więcej mu nie mówiąc.
- Nie kłócę, bo i tak cię nie przekonam... a swoje wiem - uśmiechnął się delikatnie.
- No tak... was to nigdy nie przekonam że jest inaczej - westchnął teatralnie, zbierając naczynia. - No dobrze, w takim razie Yuya do lekcji.
- Dzisiaj czuję się nawet dobrze - zapewnił go biorąc tabletki i popijając je sokiem. - Kocham cię wiesz?
- Ale się jeszcze oszczędzam troszkę - dodał po chwili z lekkim westchnieniem. - Tarta wyszła idealna - uśmiechnął się szeroko.
- Kotek jutro przyjdę do ciebie na gorącą czekoladę dobrze? - uśmiechnął się szeroko.
- Przyniosę - obiecał mu spokojnie, wtulając się w niego mocno. - Dobrze, zrobię kawki.
- Tak jest - uśmiechnął się do niego wyciągając piękną tartę z bananami, ustrojoną malinkami i kładąc ją na stole zaczął powoli kroić.
- Zawołam zawołam. A potem pójdziemy na spacerek z pieskami - uśmiechnął się zadowolony z tego planu.
Yuya już siedział w dużym pokoju z jednym zadaniem z Japońskiego do pomocy. Tomo usiadł obok niego, kiedy już przyniósł ciacho i wszystko mu wyjaśnił.
Tomo musiał wytłumaczyć Yuyi zadanie 3 razy zanim maluch zrozumiał ale potem zrobił wszystkie przykłady bezbłędnie.
- Uff - Tomo odetchnął z ulgą bo trochę jednak się bał że mu nie wyszła. - To dobrze - wyszczerzył się do nich obu.
- Ale mogłem dać więcej owoców - zajęczał mu trochę jedząc swój kawałek.
- Baka wujek - burknął Yuya, popijając tartę kakao. - Pychotka!
- Staram się żeby wam smakowało po prostu - Tomo jak zwykle odłożył połowę swojego kawałka na bok, nie mogąc go już dojeść. - Chcę żebyście byli szczęśliwi i chcę się przydać do czegoś...
- Możesz, możesz - podał mu swój talerzyk. - Na kolejne zebranie z rodzicami ja pójdę - obiecał to zaraz Yuyi.
- Nie martw się tak kochanie. Poradzę sobie - zachichotał, ale zaraz pokiwał poważnie głową. - Widzę że wskazówki otrzymuję od prawdziwego mistrza.
Roześmiał się teraz serdecznie i skinął poważnie głową.
- Dobrze mój weteranie - ucałował go mocno wstając. - To co spacer? Weźmiemy piłkę i pogramy w siatkę na plaży?
- Nie i nie - uśmiechnęli się do niego obaj idąc się ubrać.
Tomo wtulił się w ramię GTakano i wziął od niego smycz od małych piesków. Yuya też wziął jednego a Takano został z Jolie.
- Chodźmy do mojego liceum - zaproponował z uśmiechem Tomo. - Tata jest tam dozorcą więc nie ma problemu. Wpuści nas. Pokażę wam szkołę i... pójdziemy na oświetlone boisko.
Tomo wyszczerzył się tylko do niego idąc krok krok z nim. A potem nadeszła górka i ona go pokonała. Zwolnił kroku i puścił dłoń Takano.
- Ja pójdę wolniej - uśmiechnął się do nich. Yuya od razu pobiegł ze swoim psiakiem do przodu.
- Nie - Tomo pokręcił przecząco głową łapiąc go jednak za rękę i ciesząc się że Takano zrównał z nim krok. - Ja sobie dam radę kochanie, tylko muszę iść wolniej. Jeszcze do końca się nie wyleczyłem - westchnął cicho. - A poniesiesz mnie z powrotem - zapewnił go ze śmiechem. - Bo nie wiem czy dam radę - dodał mocniej chwytając też smycz żeby psiak mu się nie wyrywał.
- Uhm nie jest mi słabo teraz - zapewnił go z uśmiechem. - Tylko muszę wolniej iść i trochę odpoczywać po drodze - dodał spokojnie wtulając się w jego ramię mocniej. - Ale poza tym wszystko gra - uniósł kciuk do góry. - Dbam o siebie przecież.
- Wiem wiem... po prostu się martwisz troszeczkę - zaśmiał się chłopak, wtulając w niego jeszcze mocniej.
- Nic a nic, bo nie robisz tego nachalnie kochanie - zachichotał, przystając na moment żeby wziąć kilka oddechów. - Już połowa - uśmiechnął się do samego siebie.
- Taka-chan... to idź do niego. Ja naprawdę chciałbym pokonać tę górkę sam, o własnych siłach - odparł cicho, przystając jednak żeby chwilę odpocząć.
Tomo nie potrzebował długiego odpoczynku. Trzy minuty głębokich oddechów wystarczyły by mógł ruszyć dalej. Zatrzymywał się jeszcze dwa razy w trakcie podejścia pod górkę ale w końcu dotarli do Yuyi.
- Wujek dostaniesz medal za żółwie tempo - oznajmił Yuya.
- Tylko wtedy chcę złoty a nie jakiś tam tandetny - roześmiał się szczerze.
- A taki czekoladowy w złotym pazłotku? - zaproponował zaraz chłopiec.
- Ale wtedy musi być ręcznie robiony przez ciebie - Tomo trzepnął go żartobliwie przez główkę.
- Zrobię! - zapewnił go chłopiec. - Zrobię! - dodał zaraz biegnąc na teren szkoły.
Tomo spojrzał na szkołę i puścił jego dłoń na trochę.
- Pójdziemy do mojej klasy - uśmiechnął się lekko. - Yuya idziesz z nami czy zostaniesz z dziadkiem? - zapytał chłopca.
- Z dziadzią i pieskami na dworku będę - obiecał chłopiec już biegając po boisku.
- Nie przepadałem, bo ja nie byłem dobrym uczniem aż tak - przyznał szczerze. - No i wolałem sport od nauki, grałem w baseball... uprawiałem surfing. Byliśmy o krok od Kouhen. Przegraliśmy dwa razy w finale... i nie udało się nam tam pójść - mruknął. - No i w podstawówce mama robiła ze mnie kobietę co mnie denerwowało - przyznał szczerze. - Ale w ogólnym rozrachunku nie było tak źle - wszedł do odpowiedniej klasy i usiadł przy swoim miejscu. Na samym szarym końcu przy oknie. - Jak miałem problem to zawsze tata mi pomagał... chowałem się u niego często.
- Pewnie tak, ale nie lubiłem tego. Wszyscy się ze mnie nabijali... - zacisnął nieco wargi.
- Raz taką mieliśmy - uśmiechnął się nieco. - Było przyjemnie i wesoło - przyznał szczerze, śmiejąc się przy tym. - Potem poszliśmy do kantorka i oglądaliśmy pornosa... złapała nas wychowawczyni i mieliśmy ostrą pogawędkę, zawieszenie na parę dni i brak takich nocy - zaśmiał się. - Ale warto było.
- Horrory też oglądaliśmy ale to już taka większa akcja była. Mieliśmy duży ekran... prowizorka z prześcieradeł... na boisku - uśmiechnął się lekko wyglądając przez okno. - O tam - wskazał dłonią. - Cała szkoła i nawet trochę ludzi z Yukan się pojawiło. Duże wydarzenie tu. Maraton horrorów w nocy - zaśmiał się. - Przebraliśmy się za zjawy i zombiaki... i weszliśmy wśród ludzi w najbardziej strasznym momencie. Jakie krzyki były!.
- Jakie? - zainteresował się. - Twoi rodzice często byli wzywani do dyrektora? Bo moi często...
- No tak - przyznał biorąc go za rękę i prowadząc dalej. Pokazał mu pokój klubowy, gdzie jeszcze jego imię zostało wyryte. Sam to zrobił na szafce, a potem zabrał go na dach. - Tutaj było najlepiej. Najciszej... najfajniej - uśmiechnął się do niego.
Tomo do niego dołączył odchylając się do tyłu i przymykając oczy.
- Mhm przyjemnie - uśmiechnął się pod nosem.
Tomo skinął lekko głową, wtulając się w niego mocno.
- Mhm nie lubiłem tylko podstawówki... byłem zamykany w szafkach - wymamrotał. - I podręczniki mi niszczyli, oblewali wodą... mówili że jestem dziwadło, a inni chcieli się umówić.
- Dość spore - przyznał szczerze uśmiechając się szeroko. - Mhm no... może wtedy od razu byś mnie poderwał i wszystko by potoczyło się inaczej - wyszczerzył się.
- To zależy jakbyś mnie podrywał - uśmiechnął się delikatnie. - Może to głupie... ale myślę... myślę że... byliśmy sobie przeznaczeni - wykrztusił to z siebie chowając głowę w jego pierś. - Wolałbym... mieć ten pierwszy raz z tobą - dodał szeptem.
Tomo skinął głową jeszcze chwilę się do niego przytulając. Ucałował go w szyję.
- Wiesz, że jakby Twoja mama żyła... to byłbyś moim senpaiem tutaj? - zapytał go cichutko.
- Mhm czułbym się wyjątkowo - wyszczerzył się do niego muskając lekko jego usta. - I pojechałbym na studia za tobą, albo do innej uczelni ale gdzieś gdzie moglibyśmy się spotykać.
- Mhm brzmi fajnie - uśmiechnął się delikatnie, siadając mu na kolanach. - Ale z drugiej strony nie spotkałbym Juna, a ty swoich przyjaciół... nie mielibyśmy tak dobrej z nimi więzi - uśmiechnął się nieco szerzej.
- Wiem kochanie, tak mi się tylko zachciało pomarzyć - uśmiechnął się do niego szeroko wstając. - Chodźmy... zagramy w baseball z Yuyą. Porzucamy piłkę a on poodbija - zaproponował. - A potem ty poodbijasz.
- Kocham cię - ucałował go w policzek ruszając za nim. Po chwili byli już z Yuyą.
- Pójść z tobą? - zaproponował zaraz. - Znaczy jeśli ci to nie przeszkadza...
- To ja go zabiorę i przyjdziecie potem do mnie na kawę - odparł spokojnie Tata Tomo.
- Nie - potrząsnął głową z uśmiechem. - Poniesiesz mnie z powrotem - ucałował go w policzek i ruszył nieco żwawiej.
- Myślę, że tak... pewnie najpierw byłaby w szoku ale to normalne, a potem... przecież cię kochała na pewno, więc skoro kochała to nie ma rzeczy niemożliwych - wyszczerzył się do niego. - Szkoda, że jej nie poznałem... bo może mnie by nie zaakceptowała.
- Uhm wiem kochanie - szepnął wtulając się w niego mocniej. - Ale ja wiem że ona na pewno się cieszy... że masz taka fajną rodzinkę.
Tomo skinął głową przystając tuż przy nim, by po krótkiej chwilce jednak przycupnąć na ławecce. Trochę się zmęczył.
- Bardzo cię kocham i zawsze będę cię wspierał.
Tomo w tym czasie tylko go przytulał i cicho modlił się o jego mamę, a kiedy chłopak wreszcie wstał skinął lekko głową.
- Ale poniesiesz mnie do domku prawda?
- Dziękuję - wtulił się w niego mocno, obejmując go lekko ramionami za szyję. - Kocham cię Taka-chan - ucałował go w kark.
- Ja też, baaardzo - uśmiechnął się szeroko. - Aż taki lekki jestem?
- Dobrze... postaram się kochanie - obiecał cicho mocno się w niego tuląc.
- Równe 50 kg - odparł cicho, obejmując go mocniej ramionami. - Dużo, co nie? - westchnął cicho, ale zaraz się rozchmurzył. - Ale skoro mnie kochasz to chyba mogę tyle ważyć.
- I będziesz mnie już zawsze kochał, co nie? Zaaawsze - szepnął mu do uszka całując go zaraz mocno w szyję. - Kochany mój.
- No pewnie - uśmiechnął się szeroko. - I to najmocniej jak tylko mogę - wyszczerzył się do niego.
- I nie zwymiotował na ciebie? - zachichotał po kolejnym podskoku. - Bo skoro tak podskakujesz... to mogło mu się odbić.
- Często go tak nosiłeś? - zapytał go zaraz z uśmiechem nieco czochrając go po włosach.
- Chyba nie chcę wiedzieć - zaśmiał się. - No bo znając ciebie... mogło być baaardzo ciekawie.
- Nago na barze a potem przypadkowy seksik - puścił do niego oczko. - Zatańczysz kiedyś dla mnie nago?
- no bo ty mi powiedziałeś że absolutnie nie zrobisz, więc też odwołałem - zauważył całując go znów po karku.
- Nie zwalam, byłeś taki na nie że mi się przykro zrobiło - odparował szczerze schodząc mu z plecków kiedy dotarli do domku dziadka.
- Un - skinął tylko głową wchodząc do środka i przytulając mocno Yuyę. Chłopiec zaraz ich uściskał.
- Tak - odparł szybko chłopiec, ubierając buty. - I pizza będzie?
- Będzie - zapewnił go Tomo. - Pizza i bajka.
- Jupi - chłopiec złapał Tomo za rękę i po pożegnaniu się z dziadkiem ruszyli do domku.
- A może być dziś film? Alvin i Wiewiórki? - zaproponował Tomo, a Yuya z ochotą się zgodził.
- Smacznego - Tomo usiadł obok niego wpuszczając film. Yuya położył się znów na Jolie, a Jolie nie zaprotestowała.
Tomo wszamał cały jeden kawałek, po czym spojrzał wesoło na Takano.
- Kotek? Bo ja bym chciał jeszcze jeden ale nie wiem czy dam radę całego wszamać... dojesz po mnie?
- Dziękuję - wyszczerzył się do niego sięgając sobie jeszcze po herbatkę.
Tomo uśmiechnął się szeroko, oddając mu połowę kawałka.
- Kochanie? Mogę pośpiewać ci trochę?
- Najpierw poczytam Yuyi, potem się umyję i ci pośpiewam do snu - zdecydował spokojnie.
- Na pewno - zapewnił go z wielkim uśmiechem, oglądając film do końca.
- Będziemy się razem kąpać wujciu? - zapytał go spokojnie Yuya.
- Pewnie, że tak - wyszczerzył się do niego Tomo, idąc już razem z nim do łazienki
Tomo skończył czytać Yuyi książkę i dopiero wtedy wrócił do Takano do łóżeczka. Przytulił się do niego mocno.
- Jakieś specjalne życzenia?
Tomo uśmiechnął się lekko i zaczął mu śpiewać piosenkę którą dla niego napisał, po czym przeszedł na kilka piosenek Beatlesów.
Tomo tego nie zauważył bo spał smacznie, tylko mocno go przytulając.
Tomo obudził się dopiero raniutk, ale jeszcze nie wstał tylko potulił mocno Takano muskając jego ust swoimi.
- Taka-chan, moje słoneczko...
- Mhm naprawdę? - zapytał cichutko mimo wszystko ciesząc się, że takie błogosławieństwo otrzymał.
- Wiem kochanie, wiem - ucałował go znów wstając i idąc do kuchni. - Zrobię śniadanko.
Yuya jednak schował się pod kołderką.
- Tatuś brzuszek mnie boli - oznajmił cicho, kłamiąc mu trochę. - Mogę zostać w domku?
- Tutaj - chłopiec pokazał mu bok, a Tomo uniósł lekko brew. - Wujek bardzo boli - zapewnił go cicho chłopiec.
- Mhm... musiałeś zjeść wczoraj coś złego - zaproponował spokojnie Tomo.
Chłopiec wydął usta niezbyt z tego zadowolony ale zakrył się kołderką.
- Mogę nie jechać do szkoły dzisiaj?
- Nie tatuś... - chłopiec poczuł się trochę niepewnie. Tomo usiadł z drugiej strony łóżka.
- Kochanie, obiecaliśmy sobie przecież że będziemy sobie mówić o problemikach - pogłaskał go po policzku.
- Pani od matematyki się zmieniła... inna przyszła - odparł cicho.
- Pani bije linijką po rękach jak jest zła odpowiedź - odparł cicho chłopczyk chowając ręce pod kołderkę. - Boję się źle powiedzieć... - wyszeptał.
- Bo nasza pani będzie miała dzidziusia - oznajmił z lekkim uśmiechem. - I musi w szpitalu leżeć.
- Ale ja nie chcę do szkoły tatuś - chłopiec schował się pod kołderkę. - Nie chcę, nie chcę, nie chcę.
Tomo najchętniej by maluchowi ten jeden dzień odpuścił, ale nie chciał Takano robić pod górkę.
- Zrobimy tak, pojedziesz z tatusiem do szkoły - zaczął spokojnie patrząc chłopcu w oczka. - Tatuś pogada z panią dyrektor a jeśli ta pani jeszcze raz cię uderzy wyjdziesz z klasy i do nas zadzwonisz, dobrze? - zaproponował spokojnie.
- I jak będziesz dzielny to dostaniesz od taty czekoladę do picia - dodał jeszcze Tomo przytulając chłopca. - No już, jesteś dzielnym chłopakiem - dodał zaraz kiedy Yuya niechętnie wyszedł ze szkoły.
Chłopiec nadal nie był pewien tego co mówili ae ubrał się i z miną wisielczą usiadł przy stole by zacząć dziubać swoją jajecznicę.
- Ufam tatuś, ufam - zapewnił go cicho chłopiec nadal dziubając jajecznicę. - Ale bardzo się boję... bo wczoraj pani uderzyła Akirę i była krewka.
Yuya nie odpowiedział mu tylko wtulił się mocno w Tomo. Mężczyzna przytulił go kołysząc nieco.
- Będzie dobrze skarbie.
- ALe tatuś wy macie większe problemiki i pomyślałem, że ja dam radę...
- Nawet głupim? - zapytał cicho.
- Ja już nie mogę tatuś - chłopiec odłożył jajecznicę i wstał żeby się ubrać.
Tomo puścił malucha i pozmywał po śniadanku. Poszedł potem do Takano.
- Masz pełne przyzwolenie przypierdolić matematyczce - oznajmił wbrew pozorom spokojnie.
Tomo skinął lekko głową, wtulając się w niego mocno. Ucałował go dla odwagi.
- Ale w razie co, wal mocno... - oznajmił cicho. - I daj mi znać co załatwiłeś kochanie.
- Ja mam dziś na później to wam obiadek przygotuje i będzie do odgrzania - uśmiechnął się lekko jeszcze teraz łapiąc mocno Yuyę w objęcia. - Dzielny bądź maluszku - poczochrał go po włoskach.
Yuya całą drogę siedział cicho, nawet na moment się nie odzywając. Bał się tego dnia w szkole.
- Tatuś... ale będę kapusiem... - zauważył kiedy zaparkowali przed szkołą.
- Uhm chłopiec bardzo mocno złapał go za rękę nie chcąc żeby go puścił.
- Uhm a przyjedziesz po mnie tatuś? - zapytał go zaraz mocno się w niego wtulając i nie chcąc go puścić.
- Un kocham cię tato - chłopiec nadal niezbyt pewnie wszedł do klasy.
Tomo wpadł do niego w przerwie siadając przy swoim ulubionym stoliku.
- Kochanie? W piątek jadę do szpitala na cały weekend. Typowy przegląd sprzętu będzie - uśmiechnął się do niego lekko.
- Wiem i mama mnie przywiezie ze sobą do domku - uśmiechnął się do niego. - Poproszę czekoladę na gorąco i ciacho specjał szefa kuchni - zdecydował patrząc w kartę.
- Przepraszam, że ci w tym nie pomogę, ale lekarz do mnie dziś zadzwonił że chciałby mnie zobaczyć. Nie chcę tak przesuwać ciągle tych spotkań - ucałował go ukradkiem w policzek i zajął się piciem swojej czekolady. - Jak poszło u Yuyi?
- Będę baaardzo grzeczny - obiecał mu z uśmiechem, smakując ciacho. - No kochanie, pyszne - zapewnił go dając mu trochę ciacha na widelczyku.
- I wychodzi ci perfekcyjnie kochanie - wyszczerzył się do niego.
- Na pewno będą dobre. Przecież przestrzegałem wszystkiego i sam wiesz że dużo odpoczywam - wyszczerzył się do niego oddając mu połowę ciacha i zajmując się czekoladą.
- Super - wyszczerzył się do niego powoli kończąc czekoladę. - Dziękuję za pyszną przekąskę - dodał wesoło, przeciągając się lekko.
- Cieszę się - oznajmił patrząc, że klientów robi się coraz więcej a jedyna kelnerka powoli nie daje sobie rady. - Chyba musisz wracać kochanie - ucałował go w policzek.
Tomo jeszcze chwilę posiedział, po czym poszedł do pracy na swoją zmianę. Widząc puste pułki zabrał się za wypieki. Ostatnio pieczywo szło jak woda.
Tomo wrocił do domu grubo po 23, całkowicie wypompowany.
- Tadaima - wymamrotał cichutko, zsuwając buty i wchodząc do środka. Objął Takano ramionami wtulając się w jego tors. - Marzę o 3 rzeczach... ciepłej herbatce, łóżeczku i twoich ramionach...
- Dlaczego nie lubisz kochanie? - zapytał go kładąc się na kanapie i okrywając się kołderką.
- No trochę prawda, ale nie chcę wszystkiego zwalać na swoich pracowników. W tym tygodniu do piątku mam popołudniowe zmiany... bo piątek sobota i niedziela mnie nie ma - odparł spokojnie, siadając i wypijając od razu pół kubka herbaty.
- Uhm... okay, postaram się - obiecał mu. - Ne... a potulisz mnie mocno w łóżku? Potrzebuję cię.
- Kocham cię - ucałował go w policzek jedząc zaraz kanapkę. Opierał głowę o jego ramię czasem trochę ziewając.
- To dobrze, bardzo dobrze - uśmiechnął się do niego kończąc jeść. - Martwiłem się o niego - spojrzał na drzwi do sypialni malucha, po czym dopił herbatkę. - Mam nadzieję, że ta pani będzie fajniejsza.
- Bo jestem padnięty - odparł wtulając się w niego. - Naprawdę marzę tylko o twoich ciepłych ramionach mnie tulących i łóżeczku.
- Juhu... najlepsza część całego dnia - zaśmiał się Tomo wtulając się w niego mocno i od razu zamykając oczy. Zasnął zanim zdążył powiedzieć dobranoc.
Tomo w nocy wtulił się w niego jeszcze mocniej, kiedy zaczął śnić mu się koszmar. Odruchowo też wbił paznokcie w jego ramiona.
Tomo chwilę się kręcił w jego objęciach by w końcu się uspokoić i zasnąć spokojnie, tylko trochę płytko oddychając. Gdy się obudził Takano stał już przy szafie ubierając się.
- Ohayou - przywitał się z nim, ziewając i nawet nie wstając z łóżeczka.
- Un, uważaj na siebie na drodze okay? - poprosił go przytulając go na chwilę zanim przymknął oczy. - Zjem na pewno - dodał zaraz.
Tomo zrobił im obiadek i postawił na stary dobry ramen oraz podwieczorek - sałatkę owocową z bitą śmietaną w kubeczkach, posypaną czekoladę. Zostawił im też notatkę że bardzo ich kocha, po czym poszedł do pracy.
Tomo tym razem przyszedł trochę wcześniej bo już przed 23. Wszedł do środka po cichu, szepcząc 'tadaima'. Uśmiechnął się szeroko widząc w salonie Takano.
- Moje kochanie - ucieszył się siadając mu na kolanach. - Opatrzysz mi łapkę? - zapytał go pokazując mu swoje przecięcie na paluszku.
- A robiłem partię bułek i przeciąłem się - machnął lekko ręką pozwalając mu się tym zająć. - Nic takiego serio - uśmiechnął się lekko. - Dzisiaj był wyjątkowo duży ruch...
- Zjem - uśmiechnął się lekko. - Uhm Taka-chan? Nie musisz tak na mnie czekać - ucałował go lekko.
- Zjadłem pyszne śniadanko, potem podjadałem smakując wasz obiadek i zjadłem jabłko w pracy a teraz jem grzankę - odparł szczerze z niczym się nie kryjąc. Popił grzanke herbatką.
- Wiem, ale zjadłem późno śniadanko i jak robiłem obiadek to nie bylem jeszcze głodny a potem... no wiesz nie było jak - wtulił w niego głowę.
- I nie wyląduje, to masz jak w banku - obiecał mu spokojnie, obejmując go mocno ramionami. - Ale bentem nie pogardzę - wyszczerzył sie do niego, zaraz ziewając.
- Tak jest, słonko - ucałował go jeszcze raz mocno, po czym dopił herbatkę i poszedł pod szybki prysznic.
Tomo pospieszył się i usiadł obok niego na łóżku. Zacisnął lekko zęby, po czym położył się obok.
- Jutro... rano pojadę z wami - oznajmił przytulając się do niego. - Tata... znaczy uhm tata miałby urodziny i chciałem wstąpić na cmentarz - uśmiechnął się nieco smutno. - Wrócę do Yukan autobusem.
- Un... kochanie? przytul mnie mocno - poprosił go tylko.
Tomo skinął tylko głową przytulając się do niego mocniej. Długo nie mógł zasnąć, a kiedy już mu się to udało, to zaraz się budził. Westchnął cicho wstając tuż przed budzikiem Takano.
- Ohayou - przywitał się z budzącym się mężczyzną.
- Bo nie mogłem zasnąć, a potem ciągle się budziłem. Nie wiem czemu... jakiś taki niespokojny jestem - odparł spokojnie, przytulając się do niego jeszcze na momencik.
- Ale ja wolę z wami jechać - TOmo nie chciał go puścić. - Jak wrócę to się położę - obiecał mu.
- A nie spóźnisz się wtedy? - zapytał go cicho. - Obiecuję - uśmiechnął się lekko.
- Okay - uśmiechnął się nieco ziewając i ubierając się tylko zanim wrócił do łóżeczka.
- DObrze tatuś, tatuś i dzisiaj przyjedź później - poprosił go. - Bo ja idę zobaczyć na trening kendo - oznajmił wesoło ubierając się.
- Dobrze tatuś, zadzwonię - obiecał wesoło siadając przy stole razem z nimi. - Wujek dzisiaj idę na kendo! - pochwalił się mu.
- O... naprawdę? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- A jak mi się spodoba to będę mógł chodzić na treningi? - zapytał ich zaraz.
- Pewnie kochanie, o ile nie spadniesz w nauce - pogroził mu palcem przed noskiem Tomo.
- Dobrze tatuś, wujek - opdarł chłopiec zadowolony że otrzymał pozwolenie. Był podekscytowany tą lekcją kendo na którą miał iść.
- Zadzwonię - zapewnił go chłopiec, kończąc swoje śniadanko. - A dzisiaj bento mam z Totoro? - zapytał tatę.
- Bo ostatnio robiłeś takie bez niczego - zrobił smutną minkę.
- Jupi - ucieszył się chowając bento do plecaka i pakując jeszcze dodatkowy strój na w-f.
- A ja też mam z Totoro? - zainteresował się Tomo.
- A nic, z ciekawości pytam - wyszczerzył się do niego pomagając mu znosić naczynia.
Prześlij komentarz