- Przestań... to najgorszy i najlepszy dzień mojego życia - przyznał ze śmiechem Soujiro, wymieniając uściski dłoni z Tomo i ściskając Yuye. - Tatuś? Wujkowi garnitur nie pasuje - oznajmił nagle chłopak patrząc na Tomo, a ten wywrócił oczyma. - Małą żmija - burknął w stronę malca biorąc go zaraz na ręce. - Tobie też nie pasuje - puknął malca w czółko.
- Ale nie w garniturze - dodał zaraz chłopiec, pokazując im język i uciekając do stolika przy którym mieli swoje miejsca. - Będziesz mowę wygłaszał? - zapytał go zaraz Tomo.
- Jak to nie wiadomo... przecież zaproszenia nie czytałeś? - Tomo pokazał mu zaproszenie raz jeszcze, razem z gwiazdką i małym druczkiem o przemowie. - Mhm... no nauczyłeś się już, że ja całkiem garnituru nie noszę.
Tort wyglądał świetnie. Był główną atrakcją wieczoru, poza parą młodą oczywiście. Tomo wyciągnął Takano na parkiet tuż po pierwszym tańcu, a Yuya znalazł sobie towarzystwo.
- Dlaczego miałbyś się gimnastykować? - zdziwił się trochę Tomo, wtulając się w niego, kiedy piosenka zmieniła się na wolniejszą. - Przecież ja bardzo lubię tańczyć, a już zwłaszcza z Tobą.
- Nie ukradną, bo jesteś tylko mój, pamiętasz? - zaśmiał się lekko, obejmując go mocno ramionami. - Gdybym nie był pewny... to wczoraj... nie zaproponowałbym tego maja - odchrząknął cicho, chowając twarz w jego pierś.
- No bo tak... oj no - klepnął go lekko w ramię siadając przy stoliku i oddychając głęboko, żeby odzyskać dobry oddech. - Ne, mogę jeszcze jeden kawałek tego twojego tortu? - zapytał go, bo część tortu stała tuż obok nich.
- Myślałem o tym, żeby został tak długo jak chce - posmakował trochę tortu. - Jest pyszny - wtrącił zanim kontynuował. - W końcu ma wolne teraz... potem go wezmę do łóżka jak już będzie padnięty - uśmiechnął się lekko.
- Musimy kiedyś zrobić zbiórkę na naszej wyspie - stwierdził Soujiro siadając obok nich i biorąc sobie trochę sushi. - Co tak debatujecie? - Zakładamy się o której padnie nam Yuya - odparł Tomo.
- A ja strzelam że to będzie pierwsza - odparł zaraz Tomo ze śmiechem. - No to Tomo-chan kiedy odwiedzicie naszą wyspę? - zapytał go zaraz Soujiro. - Nie wiem - wymamrotał chłopak. - Teraz chyba nie ma jak.
- Ale tak święta bez śniegu? - Tomo spojrzał na niego wyraźnie zdziwiony. - No i obiecaliśmy sobie festyn - pstryknął go w nosek. - No i nie zostawie moich bezdomnych w święta bez jedzenia...
- Un może być - zgodził się w końcu Tomo, uznając że w lutym nic takiego nie ma. - Ale musze sprawdzić w kalendarzu... - dodał zaraz. - Myślę, że luty może się udać.
- Wiem, wiem... po prostu go kochasz - uśmiechnął się Soujiro, stawiając drugiego drinka obok Tomo. - Bezalkoholowy - zastrzegł zanim chłopak zaprotestował. - Dzięki - wyszczerzył się do niego.
- Zaraz myślę... podlizuje się i udaję że pamięć mam dobrą - puścił do niego oczko chichocząc. - Liczę na to, że nam coś zagra i zaśpiewa póxniej... móążonka kocha Beatlesów - rzucił od niechcenia. Tomo zaśmiał się cicho, po czym odwrócł się by porozmawąć z innymi gośćmi. - A miesiąc... ba pół roku bedzie cudowne!
- Wiem, że od niego, ale powiedzieć że byłoby miło nie jest grzechem nie? - zachichotał mężczyzna. - No proszę... i jak się trzymasz biedaku? Ale do miesiąca miodowego to chyba kara zniknie co?
Tomo skończył swoje ciasto i wstał z miejsca by pójść na chwilę porozmawiać z panną młodą i wraz z nią wejść na scenę. - Na życzenie tej oto osóbki, będzie duet - uśmiechnął się lekko pożyczając gitarę i intonując All you need is love.
Soujiro skinął na to tylko głową, również słuchając, a Yuya wrócił na miejsce, wchodząc Takano na kolana i częstując się zostawionym kawałkiem torta. - Tatuś? Kocham cię!
- dobrze, mam nowych przyjaciół - oswiadczył wesoło. - Tatuś a dasz mi pieniążka? - zapytał zaraz. - Bo tam na holu jest taka gra i wszyscy grają... mogę też raz zagrać?
- Jeszcze dziecka nie planujemy - odparł Soujiro śmiejąc się trochę i klaszcząc kiedy jego żonka całkiem czerwona zeszła ze sceny pozwalając Tomo zaśpiewać jeszcze trzy utwory, zanim wrócił do stolika. - Zasłużyłem na nagrodę - uznał siadając na kolanach Takano i całując go mocno w usta.
- Trudno, nie musżą być - zaśmiał się lekko Tomo, wtulając się mocniej w jego pierś i całując go po szyi, ale tylko troszkę. - Mogę tak chwilę posiedzieć? - upewnił się że mu nie przeszkadza.
- Ciesze się - ucałowął go znow, po czym tylko sie do niego tulił. Siedział tak dobre 20 minut zanim zszedł by usiąść obok. - Podasz mi chlebka? - zapytął bo nie sięgał.
- Dzięki - Tomo wziął sobie dwa kawałki i powoli zaczął je jeść. Przymknął oczy wsłuchując się w jedną ze swoich ulubionych ballad, po czym pociągnął Takano znów na parkiet. - Dzisiaj się wytańczymy - zapewnił go z uśmiechemn.
- Mhm nie - pokręcił przecząco głową. - To tylko twoja wyobraźnia ci mówi że umiem - dodał pewien siebie nagle znajdując się strasznie blisko niego i rumieniąc się nieco. - Uhm... mówiłem ci że... seksownie wyglądasz na parkiecie? tak... wladczo - szepnął, teraz wtulając się mocno w niego i pozwolając mu prowadzić.
- Mou - uderzył go lekko w ramię. - Więcej już nic takiego nie powiem - stwierdził spokojnie, po czym musiał się odsunąć bo Yuya wpadł między nich. - Tatusiu... - chłopiec potarł zmęczone oczy. - Wygrałem misia - pokazał mu maskotkę, którą zdobył w grze.
- Nie chcę spać tatuś - odparował chłopiec klepiąc się po policzkach. - Tylko misia dać - podał mu maskotkę. - Nie jesteś głodny? - zapytał go Tomo. - Nie wujku, idę balonami się bawić.
- Mhm... - Tomo złapał się mocno jego rękawa. - Pomożesz mi dojść do stołu? - zapytał zaraz trochę nie utrzymując równowagi. - Heh zmęczyłem się - zaśmiał się cicho. - I zgłodniałem - dodał zażenowany tym drugim faktem.
- Zjem - obiecał mu, częstując się zaraz sushi i nalewając sobie herbaty. Wystarczył mu kwadrans by powoli dojść do siebie. - Już mi lepiej - zapewnił tylko Takano, nie chcąc by się martwił. - Musiałem przegiąć z ruchliwością - dodał po chwili.
- Nie, ale... pójdę Yuyę do łóżka zaprowadzić i wezmę leki - stwierdził, przytulając się do jego ramienia. - No... ale potem jeszcze ze mną zatańczysz - oświadczył mu.
[zrobiłaś to specjalnie z podwiązką, a ja... nie bardzo wiem jakie są zabawy na oczepinach więc dam ci kontynuować xD]
Tomo złapał buraka to mało powiedziane. Stał się bardziej czerwony niż cegła, kiedy machał podwiązką, jednocześnie trzymając się mocniej rękawa Takano.
- Głupia podwiązka - westchnął Tomo, wychodząc z nią jednak na środek, bo coś czuł, że będzie robić tego wieczoru za królową. Patrzył teraz na przepychających się kawalerów, próbując wyłowić z tłumu Takano. Nie miał szans.
Tomo odetchnął z wyraźną ulgą, tylko czekając aż Takano do niego dołączy. Wyszczerzył się do niego, już przestając się wstydzić, no może odrobinę ale nie tak bardzo jak na początku.
- Mou ale to nie fair... nie jestem kobietą. Następnym razem oddam ten zaszczyt pierwszej lepszej - fuknął cłopak, niezadowolony z czegoś takiego. Mimo to chwycił mocniej ramion Takano, by nikomu nie psuć zabawy.
- Ja podwiązki nie łapałem, sama przyleciała - przypomniał mu już tym razem spokojnie, nieco chwiejąc się na krześle. - Ale z ciebie grubas, ledwie się mieścimy - zaśmiał się lekko.
- Trzeba było wymienić podwiązke na muszkę z racji tegóże kobieta nie jestem to tęż byś miał łatwo - przypomniął mu jeszcze, zakładając mu muszkę na szyję i zawiązując mu ją tak by jakoś tam się trzymała. Ucałował go lekko w usta.
- Tak, tak... jasne... nie słodź mi teraz - poradził mu, siadając mu na kolanach. - Kobietą nie jestem - wymamrotał uparcie. - A mała świnia Yuya mnie wygryzł z gry...
- Staram się nie marudzić. Mou ale tego nie lubię kotek... - wymamrotał Tomo, wzdychając tylko i obejmując go mocniej ramionami. - O no wreszcie! Odpadłeś! - puknął małego w czółko, kucając obok niego i zaraz go do siebie przytulając. - To jak idziemy do łóżka? Yuya przetarł oczka i skinął główką ziewając szeroko. Wtulił się w Tomo trochę jakby już nie ogarniając. - A mój miś? - zapytał jeszcze, gdy chłopak wziął go na ręce. - Tatuś dawaj misia.
- No to myśl o nagrodzie, a ja zaniosę malucha do łóżka - uśmiechnął się do niego Tomo. - Dobranoc tatusiu - chłopiec pokiwał mu jeszcze rączką, zanim Tomo wziął go do windy. Podjechali na odpowiednie piętro i tam wziął go do kąpieli, po czym uśpił zostając z nim jeszcze chwilę. Wrócił do zabawy kilka minut po pierwszej.
[bo się tak zastanawiałem, czy ja dobrą zabawę znam xD]
Tomo roześmiał się serdeczenie raz jeszcze, w końcu nakierowując długopis wprost do dziurki. - To lewo bylo! - zaśmial sie, ściągajac sznurek i wtulając się w swojego pomocnika.
Póki co pomysłów nie było, a większość postanowiła sobie trochę popić, więc wszyscy wrócili do stołu. - Takano, powiedz szczerze ty mi... - Soujiro nachylił się do mężczyzny z konspiracyjnym szeptem. - Jaki tort zrobisz na wasze wesele? Bo ten chyba jest najlepszy jaki kiedykolwiek jadłem...
- A twój tata go chętnie przyjmie? - Żartujesz? Dla niego Yuya jest jak oczko w głowie - zaśmiał się Tomo, po czym klasnął w dłonie. - Wymyśliłem grę - ściągnął krawat z szyi Takano i założył go na oczy pana młodego, po czym popchał go na środek. - Potrzebuję 3 ochotniczki i pannę młodą - zawołał, po czym wyjaśnił o co chodzi. Pan młody musiał samym dotykiem rozpoznać swoją ukochaną.
Dziewczyna zmagała się z zadaniem trochę dłużej, ale w końcu wymacała swojego ukochanego z uśmiechem wskakując mu na kolana, co zostało nagrodzone gromkimi brawami.
Tomo pokręcił lekko głową z niedowierzaniem, po czym roześmiał się, przytulając go mocno do siebie i ściągając mu krawat. - Ja będę mieć trudniej... ty nie jesteś ani chudy ani gruby - mruknął wzdychając.
Tomo odetchnął głęboko kucając obok pierwszego z nich, ale po krótkiej chwili zastanowienia zmienił taktykę. Kucalo się niewygodnie więc usiadł mu na kolanach, badając rekoma jego twarz. Przesunął dłońmi na uszy. - Mhm... Taka-chan zdecydowanie dziurek w nich nie ma - uśmiechnął się lekko, eliminując pierwszego podejrzanego i podchodząc do drugiego.
Tomo przez chwilę się zawahał, ale nic nie powiedział. Przebadał palcami twarz mężczyzny i wstał mu z kolan, przechodząc do ostatniego delikwenta. Uznał, że w razie wypadku wróci do poprzedniego.
Tomo miał teraz ciężki orzech do zgryzienia. Zmarszczył lekko brwi, badając twarz mężczyzny bardzo dokładnie. Wypuścił w końcu powietrze z płuc i objął go za szyję, odrobinę się do niego zbliżając. Zacisnął wargi. - Znalazłem cię Taka-chan - wymamrotał, wtulając się w niego mocniej. - Nikt tak nie pachnie, jak ty...
- Miałem - przyznał z uśmiechem. - No bo byłeś jakiś dziwny - wymamrotał. - Do ślubu to wyćwiczę - obiecał mu, całując go lekko. - Gdybyś zmienił perfumy i tak pachniałbyś sobą - zapewnił go.
- Ja tu nie szaleństwo miałem na myśli tylko twoje ustatkowanie... synka masz, faceta... nie spodziewałem się tego po tobie tak szybko - uśmiechnął się. - Do dna - stwierdził zaraz wychylając cały swój kieliszek. - Twoje zdrowie.
- To dobrze - Soujiro zostawił go na moment, by porozmawiać trochę z innymi gośćmi, a Rui wrócił z Tomo, przy czym Tomo wskoczył Takano na plecy, wtulając się w niego mocno. - Zaśpiewasz coś ze mną? Zaśpiewasz?
- Kocham cię - szepnął mu do ucha, zanim z niego zszedł i pociągnął go do sceny. - Dzisiaj, na tej scenie zadebiutuje Takano - zapowiedział go i zaczął klaskać wraz z innymi. - Co ci zaintonować kochanie? - przystanął tym razem przy keyboardzie.
- Roger - Tomo skombinował sobie więc drugi mikrofon i usiadł na krześle obok keyboardu, rozpoczynając grać piosenkę, którą znał już na pamięć i kochał całym sercem.
Tomo uśmiechnął się lekko, widząc jego zmieszanie. Zmienił keyboard na gitarę i usiadł na scenie strojąc ją sobie. - Korzystając z okazji - odchrząknął lekko. - Chciałbym zadedykować tę piosenkę swojemu odważnemu kochaniu za to że ze mną ładnie wytrzymuje i ma tyle cierpliwości do mnie - uśmiechnął się delikatnie, zaczynając grać piosenkę, której Takano jeszcze nie słyszał.
- Dobrze go znasz - uśmiechnęła się idąc bawić się razem z fankami. Tomo nie był w stanie zejść ze sceny dobrą godzinę, po czym ochrypł zupełnie i dopiero wtedy z trudem się od nich uwolnił. Przyszedł wówczas do Takano, który siedział na kanapie i położył się z głową na jego kolanach. - Dostanę nagrodę? - zapytał szeptem chcąc buziaka.
- Dobrze - Tomo skinął lekko głową również wstając z miejsca i ziewając ruszył do windy. - Ne Taka-chan? - w windzie, wcisnął guzik stopu i ukucnął przed nim rozpinając jego spodnie. - Mhm obiecałem ci nagrodę - przypomniało mu się, kiedy wziął jego przyrodzenie do ust.
- Oj kochanie, ktoś tu ma niedosyt? - skokieterował lekko, obejmując go mocniej za szyję i całując go ze wszystkich sił. - Tylko potem nie będziesz żałował?
- Mhm no właśnie - wyprostował się trochę by go pocałować. - Ale powiem ci w sekrecie - szepnął mu do uszka. - Nikt nas nie obserwuje tutaj aż do 6 rano - dodał całując go w ucho.
- Mhm jak już przytyję to też zaczniesz mieć z tym problemy... nie chciałem ich tak wszystkich wąchać - uśmiechnął się całując go w czubek głowy i zamykając oczy. Westchnął cichutko
- Ale tempo narzucasz - jęknął Tomo, mocniej chwytając się poręczy i zaciskając mocno powieki. W pierwszej chwili czuł jedynie ból, ale ten zaraz zaczął zamieniać się w przyjemność.
- Ale ja się bardzo powstrzymuję - odparł cicho Tomo ubierając się i pozwalając windzie ruszyć, kiedy iTakano miał spodnie na sobie. Wtulił się w niego. - Miałem ochotę zrobić ci loda pod stołem dziś - przynał mu się.
Tomo obudził się dopiero koło 1 po południu i nadal miał zamiar spać, ale Yuya mu nie pozwolił. Pociągnął go pod prysznic i gdy ten z niego wyszedł zaklaskał w dłonie. - Idziemy na pyszny obiadek - oznajmił radośnie. - Tatuś stawia!
- Tak mi się dobrze spało - Tomo ziewnął jeszcze trochę, ubierając się w zwykły biały t-shirt, czerwoną koszulę w kratę i czarne rurki. Standard w jego wykonaniu. Przeczesał jeszcze włosy palcami i przeciągnął się mocniej, ziewając. - No chodź wujek, chodź! - Yuya pociągnął go mocno do wyjścia.
- Ale tatuś za długo spał wujek - sprzeciwił się Yuya, nadal skacząc i biegając obok nich jak opętany. Uspokoił się trochę w windzie, gdzie Tomo oparł głowę o ramię Takano znów ziewając. - Gdzie nas zabierasz?
Tomo nadął policzki jakby chcąc jeszcze coś powiedzieć, ale zrezygnował z tego wchodząc za Yuyą do knajpki. - Takano-kun! - chłopak ją prowadzący wpadł od razu na szyję Takano. - Dawnośmy się nie widzieliśmy! Moje łóżko tęskni - puścił do niego oczko, a Tomo zmrużył niebezpiecznie oczy siadając przy wolnym stoliku.
- I widzisz... mam o kogo być zazdrosny - nadął znów policzki Tomo, ale tylko na chwile bo zaraz zaczął oglądać raz jeszcze zdjęcia Yuyi i wypytywać go o zabawę na weselu.
- Eee? - Tomo spojrzał na niego wyraźnie zaskoczony. - ale Soujiro ma już kobietę... i ty byłes zazdrosny o to że raz prawie spałem z Junem... - przypomniał mu.
- Kocham cię - ucałowął go mocno, ten jeden jedyny raz przy Yuyi, powoli jedząc swoja porcję i ciesząc się ze Takano i Yuya dostali swoje nieco poźniej.
- Taaak! Będą tam duże rybki? Tatuś bo ja nigdy nie byłem w oceanarium - wyszeptał chłopczyk. - No to musimy zobaczyć - zgodził się Tomo, opierając głowę o ramię Takano.
Tomo podsunął mu wtedy pod nosek część swojej porcji. - Zjadłem 3/4... bądź ze mnie dumny - uśmiechnął się szeroko. - Muszę nabrać ciałka przed ślubem... co byś mnie tak łatwo nie rozpoznał.
- Dzisiaj nic - kumpel tylko pomachał mu ręką. - Wpadnijcie jutro - poradził im. - Nie jest taki zły - oznajmł w końcu Tomo, kiedy zobaczyli już fontannę i znajdowali się w drodze do oceanarium.
Jakoś tak przytulił się mocniej do jego ramienia, kiedy ten o tym wspomniał. Oceanarium wyglądało imponująco. W środku można nawet było podziwiać orki i wieloryby. Yuya prawie im padł z zachwytu. Oglądał to wszystko z wypiekami na twarzy.
- Ja jednak podziękuję... - Tomo wziął aparat do ręki, żeby uwiecznić jak maluch i Takano dotykają rekina. - Tatuś, ale na pewno nie ugryzie? - Yuya stanął przy baseniku i trochę jednak bał się wyciągnąć rączki.
Chłopiec zamknął oczy wyciągając rękę, ale kiedy już dotknął zwierzęcia otworzył oczka i wyszczerzył się. - Ale śliski! Tatuś... zupełnie inny niż myślałem - wyjaśnił wesoło, wtulając sie mocno w Takano.
- Bardzo fajnie tatuś! - przyznał mu rację Yuya. - Wujek musisz zobaczyć! - dodał zaraz. Tomo potrząsnął przecząco głową. - Nie, nie... ja dziękuję - uśmiechnął się lekko. Nie czuł się na siłach by nagle przemóc swój strach do tych zwierząt.
- Ale to taka jedna możliwość na milion - wymamrotał Yuya biegnąc już jednak w stronę delfinów. - Przepraszam - Tomo oderwał się od niego, wtulając się mimo wszystko w jego ramię. - Ale delfiny lubię - dodał z lekkim uśmiechem.
- Na jutro też przygotuj coś ekstra - Tomo przytulił się do niego mocno, podciągając nogi do siebie. - Ja też miałem dobry dzień kochanie - dodał całując go w policzek. - Dziękuję.
- Pewnie - zgodził sie ochoczo. Uznał, że Kou nie będzie miał nic przeciwko by zająć się Yuyą. - Ne Taka-chan? A ty czego się boisz? - zapytał go po dłuższej chwili milczenia.
- Un masz rację - zgodził się z nim, przytulając się do niego mocniej i zamykając oczy by tylko wdychać jego zapach. - Ja też nie chcę cię stracić - dodał zaraz ciszej.
- Un ale nie straciłeś mnie i nie stracisz - wyciągnął mały palec od ręki i złączył go z jego palcem. - Obiecuję - uśmiechnął się lekko, siadając mu na kolanach i wtulając się w jego pierś. Zaczerwienił się trochę na wzmiankę o ślubie.
- No bo mnie zawstydzasz, a podwiązka mówiła że jestem kobietą, więc ją zostawiłem - zacisnął mocno wargi, ale zaraz uwolnił się z jego uścisku i schował w jego piersi, nieco ziewając.
- Baka - Tomo uderzył go lekko w ramię. - To ją sobie zakładaj na nogę nagą sam - burknął. - Um... trochę tak. Ostatnio ciągle jestem zmęczony - poskarżył mu się. - Ale dziś to pewnie od tych wrażeń - wyszczerzył się do niego.
- No ja bym tak nie twierdził, póki jej nie założysz nie mam porównania, a na mnie wyglądała beznadziejne - pokazał mu język niechętnie wstając mu z kolan i idąc się umyć.
Tomo wyszedł z niej trochę chwiejnie, marszcząc lekko brwi i przystając przy szafce z lekami. No tak, znów o nich zapomniał. Wziął odpowiednią dawkę i biegiem wylądował znów Takano na kolanach. - A pośpiewasz mi dzisiaj do snu? - zapytał go z uśmiechem.
Kolejny dzień spędzili razem z Yuyą zwiedzając oraz odwiedzając wesołe miasteczko. Chłopiec był bardziej niż szczęśliwy, a kiedy miał zostać na noc i cały dzień z wujkiem Kou jeszcze bardziej się rozradował.
- A Kou-chan się o ciebie te dwa tygodnie martwił - pokręcił z niedowierzaniem głową nad głupotą swojego mężczyzny. - Jak to się wplątałes w sprawy gangu? - zapytał zaraz obracając się przodem do niego i opierając się plecami o barierkę. - Więc nie tylko ja mam żyłkę do wpadania w kłopoty - zachichotał.
- Tak jest, mój osobisty przewodniku - zaśmiał się nieco, wtulając w jego bok i obejmując go w pasie. - Gdzie jeszcze ci mordke obili tak zupełnie przypadkiem?
- Musi być ładne - stwierdził chłopak przechodząc powoli i oglądając miejsca oraz widok z wieży. W końcu znalazł jedno. - Tutaj - stwierdził spokojnie, uznając, że zachodzące słońce oświetli to miejsce, a zachodzące słońce było jak ich związek. Rozkwitał późną porą.
[oj tam... tak mi się powiedziało xD szukałem usprawiedliwienia na właśnie to miejsce :D]
Tomo złapał go za rękę i skinął lekko głową, przymykając na chwilę oczy by napawać się tą chwilą. - Kocham cię wiesz? - szepnął tylko otwierając wreszcie oczy i spoglądając na niego z radością.
Tomo uśmiechnął się tylko na to lekko i jeszcze przez chwilę tak stali, obserwując z góry Seul, by w końcu zjechać na dół. - Na obiad chciałbym coś... dobrego - wymamrotał. - Zabierzesz mnie do jakiejś swojej kanjpki... ale takiej dla bogaczy?
Tomo zatrzymał się na progu, jednak mając lekkie opory i zastanawiając się czy nie uciekać. Zdecydowanie nie był ubrany na tę restauracje. Głupi pomysł, bardzo głupi pomysł pan miał panie Tomohisa. Przełknął głośno ślinę, w końcu łapiąc mocniej Takano za rękę. - Ne... nie wyrzucą mnie stąd? Wyglądam jak jakieś dziecko wojny...
- Ok... - Tomo spojrzał w kartę i przeczytał ja powoli, odświeżajac swoją pamięć koreańskiego języka. W końcu zamówił na przystawkę 3 kawałki sera zapiekanego, danie główne od szefa kuchni i na deser czekoladowy wulkan chcąc sprawdzić który lepszy ten, czy Takano.
[dobrze, przygotuje coś w niedługim czasie, erotyk xD]
Tomo skinął głową chwilę milknąc. Kelner nalał im po kieliszku wina na koszt firmy po czym poszedł obsługiwać drugą parę. - Takano, co jest twoim największym marzeniem teraz? - zapytał go.
- Samolubne - odparł, upijając łyk czerwonego wina. - Dobre - wymamrotał, chwilę trzymając kieliszek w dłoniach. - Uhm to najbliższe to pojechać na koncert, pokonać raka, żyć z wami długo i szczęśliwie...
- Ale dopiero zacząłem... jeden kieliszek tylko - zaprotestował cicho i nieco niewyraźnie. - Un i będziemy się kłócić o pilota od telewizora na starość i wyzywać się od starych pierników.
- Mhm tylko jeden - obiecał mu odstawiając kieliszek wina zaczynając jeść swoje serki. - Oj ale ty chyba tak szybko impotentem nie zostaniesz co? - upewnił się.
- No bo to nie jest najważniejszy aspekt naszego związku - wymamrotał Tomo, zabierając się za danie główne. - Ważniejszym jest zaufanie, miłość... opieka i takie tam - machnął przeciągle ręką.
- No to tam też musimy polecieć - klasnął w dłonie chłopak, smakując głównego dania i kiwając głową. - Pyszne - oznajmił z delikatnym uśmiechem. - Jutro mamy powrót nie? - zauważył lekko wzdychając. Co prawda wieczorem ale zawsze.
- Ale przygotowałeś się w trakcie - nachylił się nad stołem by go ucałować. - Przepraszam, że postawiłem cię przed faktem dokonanym jak zwykle zresztą - poczochrał się po włosach. - Ale nie umiałem malca zostawić - wyszeptał.
- Pewnie, ale twój wulkan czekoladowy jest lepszy - zapewnił go szczerze, wcale nie chcąc mu się podlizać. Ziewnął nieco, ale zaraz poklepał się po policzkach.
- Jakiś głupi serial koreański który akurat leci w telewizji - stwierdził ze śmiechem, przebierając się najpierw i kładąc na łóżku. - Ale tylko jak będziesz obok!
Zachichotał na jego wyznanie, miziając noskiem jego szyję i kładąc się zaraz na nim jak na materacu. - Kocham cię - ucałował jego wargi. - Nawet nie wiem o czym był... zasypiałem od początku.
- Ale ty nie chciałeś jeszcze spać, więc... chciałem żeby i tobie i mnie było dobrze - ucałował go raz jeszcze po czym wstał z łóżka przeciągając się lekko.
- No ale przecież muszę wziąć prysznic - nachylił się nad nim i ucałował go mocno w usta. - Ale będę tak częściej się kładł - obiecał mu z uśmiechem, bo jemu też się to podobało.
- Leż, leż - Tomo poszedł jednak wziąć prysznic i zaczął ich pakować, by potem o niczym nie zapomnieć. Ubrał się też i wziął leki, po czym włączył telewizję by pooglądać NCIS
- A ja chyba się spakuję, jutro jadę - wymamrotał Tomo przecierając zmęczone oczy. - Twój tata powiedział, że po mnie przyjedzie... wezmę środek nasenny.
- Ja nie myślę o ciuchach - machnął ręką. - Nie wiem jakie kostki gitarowe wziąć, struny i którą gitarę - wyliczył. - To poważny problem... ciuchy to tam pikuś - wymamrotał wstając jednak i idąc z nim do łóżka. - No bo mam akustyczną, klasyczną, elektryka...
Tomo również wszedł do łóżka i próbował zasnąc, ale nie potrafił. Z westchnieniem rzucał się z miejsca na miejsce by w końcu wstać i zacząć wypróbowywać instrumenty. Kiedy w końcu wybrał tą co zwykle, najlepszą, klasyczną, to była już 6 rano, kiedy to zrobił śniadanko dla wszystkich i jeszcze na moment wślizgnął się do łóżka.
- No bo nie mogłem się zdecydować, a całą drogę do Tokio prześpię i... - wtulił się w niego mocno zamykając oczy. - I będę tęsknił... - wymamrotał cichutko.
- Okej, będę o siebie dbał - obiecał mu zaraz, wtulając się mocniej. Potem ich pożegnał bo mu wyjeżdżali szybciej i nie wrócili, a on sam jechał już do Tokio.
Po półtora tygodnia Takano otrzymał telefon od swojego ojca. - Takano, możesz tu przyjechać? - zapytał go wprost. - Tomo naprawdę się stara jeść i odpoczywać, ale ma tyle zajęć, że odpoczynek jest niemożliwy. Wraca mi do domu na godzinę, góra dwie... parę razy miał być dłużej, mówił mi że się wyśpi wreszcie, ale po niego zadzwonili. On mi już tu nerwowo nie wytrzymuje. Ech nie znasz dobrego menagera? Może wypadałoby jakiegoś załatwić, albo... wlać temu producentowi? - zaproponował rozwiązanie.
- Jest z Tomohisą, ale był pan umówiony? Mieliśmy mały wypadek - oznajmił spokojnie mężczyzna, zabraniając Takano wstępu. - Nieupoważnionym wstęp wzbroniony.
- Proszę zachować spokój, nic takiego się nie stało - zapewnil go mężczyzna przepuszczając go w końcu i prowadząc do studia nagrań. Tomo siedział na ławeczce z głową między kolanami ciężko oddychając. - Zostaw mnie - wydusił czując zimną wodę na głowie. Alex próbował go doprowadzić do porządku. - Zostaw - powtórzył, przez tą wodę mając problemy z złapaniem oddechu.
Tomo w pierwszym odruchu go od siebie odepchnął, myśląc że znowu ktoś coś od niego chce. - Ja już nie mam siły, rozumiesz?! - krzyknął na niego, a raczej spróbował bo wyszedł z tego w najlepszym wypadku tylko pomruk. Orientując się, że ma przed sobą Takano, opadł na kolana obok niego, obejmując go mocno i chowając się w jego klatce piersiowej przed wszystkim i wszystkimi obecnymi w tej sali.
Tomo pokręcił przecząco głową, jakby jeszcze chcąc coś dodać. Coś o kolejnym wywiadzie czy sesji zdjęciowej, ale zabrakło mu na to siły, dlatego osunął się w ramionach Takano, zasypiając niemal od razu. Nie pamiętał już kiedy spał dłużej niż godzinę.
Alex rozłożył tylko ręce. - Tu się licza pieniądze - odparł spokojnie. - Nie mam go zawsze, tylko dwa tygodnie... to niewiele żeby wszystko zrobić - oznajmił trochę się pogrążając. - Ale jadł, cztery razy dziennie i brał leki - dodał szybko. - Nie skarżył się na ból serca...
- Jasne, wyluzuj - Alex podniósł ręce w geście poddańczym. - Odwołam dzisiejsze spotkania, powiedz mu tylko że ma wrócić rano - poradził mu wychodząc ze studia.
Torba Tomo leżała na krzesle nie dokońca rozpakowana. A on sam przebudził się, kiedy Takano położył go na łóżku. Skrzywił się lekko siadając na nim i powiódł nieco nieprzytomnym wzrokiem po mężczyźnie. - Taka-chan... - poczuł łzy na policzkach, łzy ulgi i szczęścia. Jakby na chwilę odzyskał siły bo niczym tornado wtulił się w mężczyznę.
- Uhm nie chciałem cię martwić - wymamrotał w odpowiedzi Tomo, wracając do łóżka i wchodząc pod kołdrę, żeby trochę się rozgrzać. - Przepraszam - szepnął jeszcze zamykając mocno oczy i zaraz znów odpływając w krainę snu.
Tomo spał długo. Przespał porę śniadania i obiadu, budząc się dopiero na kolację. Poszedł na dół, by spotkać się z Takano i jego tatą. - Dobry - przywitał się cicho, siadając przy stole. - Przepraszam - wymamrotał zaraz. - Nic się nie stało. Przecież mi mówiłeś, że nie dajesz rady. Załatwiłem ci pomoc - uśmiechnął się ojciec Takano.
Tomo pokręcił głową. Miał serdecznie dość tego telefonu. Oczy nadal mu się trochę zamykały, ale nie chciał iść spać samemu. - Dziękuję - uśmiechnął się lekko do Takano. - Że przyjechałeś - dodał zaraz.
- On mnie chciał ocucić bo mdlałem - odparł cicho Tomo. - Robił to w dobrej wierze... chcąc no wiesz, żebym nie stracił przytomności - przeczesał palcami włosy. - Uhm... a dołączysz do mnie? Nie chcę sam spać.
- Dziękuję - zabrał się za jedzonko, a kiedy skończył dopił herbatkę i złapał Takano za rękę. Położył się do łóżka, wtulając się w niego mocno i chwilę później zasypiając.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 601 – 800 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Przestań... to najgorszy i najlepszy dzień mojego życia - przyznał ze śmiechem Soujiro, wymieniając uściski dłoni z Tomo i ściskając Yuye.
- Tatuś? Wujkowi garnitur nie pasuje - oznajmił nagle chłopak patrząc na Tomo, a ten wywrócił oczyma.
- Małą żmija - burknął w stronę malca biorąc go zaraz na ręce. - Tobie też nie pasuje - puknął malca w czółko.
- Ale nie w garniturze - dodał zaraz chłopiec, pokazując im język i uciekając do stolika przy którym mieli swoje miejsca.
- Będziesz mowę wygłaszał? - zapytał go zaraz Tomo.
- Jak to nie wiadomo... przecież zaproszenia nie czytałeś? - Tomo pokazał mu zaproszenie raz jeszcze, razem z gwiazdką i małym druczkiem o przemowie. - Mhm... no nauczyłeś się już, że ja całkiem garnituru nie noszę.
Soujiro zaśmiał się cicho, po czym skinął głową, całując swoją żonę.
- Takano, a twój ślub kiedy? - zainteresował się.
- W maju - skinął łową Tomo, przyznając mu rację i przytulając się nieco do jego ramienia.
- Jak na improwizację wyszło bardzo dobrze - ucałował go Tomo powoli pijąc swój kieliszek wina, który dostał na toast.
Tort wyglądał świetnie. Był główną atrakcją wieczoru, poza parą młodą oczywiście. Tomo wyciągnął Takano na parkiet tuż po pierwszym tańcu, a Yuya znalazł sobie towarzystwo.
- Dlaczego miałbyś się gimnastykować? - zdziwił się trochę Tomo, wtulając się w niego, kiedy piosenka zmieniła się na wolniejszą. - Przecież ja bardzo lubię tańczyć, a już zwłaszcza z Tobą.
- Dzisiaj mam ochotę na tańce z tobą - odparł Tomo, muskając lekko jego usta. - Mhm... ale moim świadkiem będzie Jun, dobrze? - upewnił się.
- Ładną parą są - zauważył z uśmiechem, a potem zostali rozbici. Dopiero dwa tańce później z powrotem mógł zatańczyć z Takano.
- Nie szkodzi - wyszczerzył się do niego. - Ne, pójdę do stolika jak się muzyka skończy...ok? - mruknął bardziej niż zapytał. Chciał chwilę odpocząc.
- Nie ukradną, bo jesteś tylko mój, pamiętasz? - zaśmiał się lekko, obejmując go mocno ramionami. - Gdybym nie był pewny... to wczoraj... nie zaproponowałbym tego maja - odchrząknął cicho, chowając twarz w jego pierś.
- No bo tak... oj no - klepnął go lekko w ramię siadając przy stoliku i oddychając głęboko, żeby odzyskać dobry oddech. - Ne, mogę jeszcze jeden kawałek tego twojego tortu? - zapytał go, bo część tortu stała tuż obok nich.
- Myślałem o tym, żeby został tak długo jak chce - posmakował trochę tortu. - Jest pyszny - wtrącił zanim kontynuował. - W końcu ma wolne teraz... potem go wezmę do łóżka jak już będzie padnięty - uśmiechnął się lekko.
- Musimy kiedyś zrobić zbiórkę na naszej wyspie - stwierdził Soujiro siadając obok nich i biorąc sobie trochę sushi. - Co tak debatujecie?
- Zakładamy się o której padnie nam Yuya - odparł Tomo.
- A ja strzelam że to będzie pierwsza - odparł zaraz Tomo ze śmiechem.
- No to Tomo-chan kiedy odwiedzicie naszą wyspę? - zapytał go zaraz Soujiro.
- Nie wiem - wymamrotał chłopak. - Teraz chyba nie ma jak.
- Ale tak święta bez śniegu? - Tomo spojrzał na niego wyraźnie zdziwiony. - No i obiecaliśmy sobie festyn - pstryknął go w nosek. - No i nie zostawie moich bezdomnych w święta bez jedzenia...
- Un może być - zgodził się w końcu Tomo, uznając że w lutym nic takiego nie ma. - Ale musze sprawdzić w kalendarzu... - dodał zaraz. - Myślę, że luty może się udać.
- No wlaśnie widzę, jak się spantoflowałeś - zaśmiał się mężczyzna zaraz przynosząc mu dobrego drinka.
- Wiem, wiem... po prostu go kochasz - uśmiechnął się Soujiro, stawiając drugiego drinka obok Tomo. - Bezalkoholowy - zastrzegł zanim chłopak zaprotestował.
- Dzięki - wyszczerzył się do niego.
- Zaraz myślę... podlizuje się i udaję że pamięć mam dobrą - puścił do niego oczko chichocząc. - Liczę na to, że nam coś zagra i zaśpiewa póxniej... móążonka kocha Beatlesów - rzucił od niechcenia. Tomo zaśmiał się cicho, po czym odwrócł się by porozmawąć z innymi gośćmi.
- A miesiąc... ba pół roku bedzie cudowne!
- Wiem, że od niego, ale powiedzieć że byłoby miło nie jest grzechem nie? - zachichotał mężczyzna. - No proszę... i jak się trzymasz biedaku? Ale do miesiąca miodowego to chyba kara zniknie co?
Tomo skończył swoje ciasto i wstał z miejsca by pójść na chwilę porozmawiać z panną młodą i wraz z nią wejść na scenę.
- Na życzenie tej oto osóbki, będzie duet - uśmiechnął się lekko pożyczając gitarę i intonując All you need is love.
Soujiro skinął na to tylko głową, również słuchając, a Yuya wrócił na miejsce, wchodząc Takano na kolana i częstując się zostawionym kawałkiem torta.
- Tatuś? Kocham cię!
- dobrze, mam nowych przyjaciół - oswiadczył wesoło. - Tatuś a dasz mi pieniążka? - zapytał zaraz. - Bo tam na holu jest taka gra i wszyscy grają... mogę też raz zagrać?
- Dziękuję - wtulił się w niego mocno i pobiegł zaraz do swoich kolegów, żeby pochwalić się zdobyczą pieniążka.
- Jeszcze dziecka nie planujemy - odparł Soujiro śmiejąc się trochę i klaszcząc kiedy jego żonka całkiem czerwona zeszła ze sceny pozwalając Tomo zaśpiewać jeszcze trzy utwory, zanim wrócił do stolika.
- Zasłużyłem na nagrodę - uznał siadając na kolanach Takano i całując go mocno w usta.
- Trudno, nie musżą być - zaśmiał się lekko Tomo, wtulając się mocniej w jego pierś i całując go po szyi, ale tylko troszkę. - Mogę tak chwilę posiedzieć? - upewnił się że mu nie przeszkadza.
- Ciesze się - ucałowął go znow, po czym tylko sie do niego tulił. Siedział tak dobre 20 minut zanim zszedł by usiąść obok. - Podasz mi chlebka? - zapytął bo nie sięgał.
- Dzięki - Tomo wziął sobie dwa kawałki i powoli zaczął je jeść. Przymknął oczy wsłuchując się w jedną ze swoich ulubionych ballad, po czym pociągnął Takano znów na parkiet. - Dzisiaj się wytańczymy - zapewnił go z uśmiechemn.
- Nie umiem, mam tylko dobrego partnera, który mnie dobrze prowadzi - zauważył ze śmiechem.
- Mhm nie - pokręcił przecząco głową. - To tylko twoja wyobraźnia ci mówi że umiem - dodał pewien siebie nagle znajdując się strasznie blisko niego i rumieniąc się nieco. - Uhm... mówiłem ci że... seksownie wyglądasz na parkiecie? tak... wladczo - szepnął, teraz wtulając się mocno w niego i pozwolając mu prowadzić.
- Mou - uderzył go lekko w ramię. - Więcej już nic takiego nie powiem - stwierdził spokojnie, po czym musiał się odsunąć bo Yuya wpadł między nich.
- Tatusiu... - chłopiec potarł zmęczone oczy. - Wygrałem misia - pokazał mu maskotkę, którą zdobył w grze.
- Nie chcę spać tatuś - odparował chłopiec klepiąc się po policzkach. - Tylko misia dać - podał mu maskotkę.
- Nie jesteś głodny? - zapytał go Tomo.
- Nie wujku, idę balonami się bawić.
- Mhm... - Tomo złapał się mocno jego rękawa. - Pomożesz mi dojść do stołu? - zapytał zaraz trochę nie utrzymując równowagi. - Heh zmęczyłem się - zaśmiał się cicho. - I zgłodniałem - dodał zażenowany tym drugim faktem.
- Zjem - obiecał mu, częstując się zaraz sushi i nalewając sobie herbaty. Wystarczył mu kwadrans by powoli dojść do siebie. - Już mi lepiej - zapewnił tylko Takano, nie chcąc by się martwił. - Musiałem przegiąć z ruchliwością - dodał po chwili.
- Nie, ale... pójdę Yuyę do łóżka zaprowadzić i wezmę leki - stwierdził, przytulając się do jego ramienia. - No... ale potem jeszcze ze mną zatańczysz - oświadczył mu.
- Obiecuję, że jak już nie będę dawał rady to pójdę spać - ucałował go w policzek.
- No pewnie - Tomo wrócił do jedzenia swojego sushi.
Tomo zgodził się z nim, podchodząc bliżej by wszystko ładnie zobaczyć. Nawet Yuya zdążył do nich dołączyć.
[zrobiłaś to specjalnie z podwiązką, a ja... nie bardzo wiem jakie są zabawy na oczepinach więc dam ci kontynuować xD]
Tomo złapał buraka to mało powiedziane. Stał się bardziej czerwony niż cegła, kiedy machał podwiązką, jednocześnie trzymając się mocniej rękawa Takano.
- Głupia podwiązka - westchnął Tomo, wychodząc z nią jednak na środek, bo coś czuł, że będzie robić tego wieczoru za królową. Patrzył teraz na przepychających się kawalerów, próbując wyłowić z tłumu Takano. Nie miał szans.
Tomo odetchnął z wyraźną ulgą, tylko czekając aż Takano do niego dołączy. Wyszczerzył się do niego, już przestając się wstydzić, no może odrobinę ale nie tak bardzo jak na początku.
- Bo twoja królowa jest tak seksowna, że wszystkim zawraca w głowie - puścił do niego oczko Tomo.
- Królowa zaimprowizuje - uśmiechnął się delikatnie, obejmując go mocno ramionami i zaczynając go całować.
[o_O mówiłem Ci że się nie znam xD]
- Eeeh?! - Tomo spojrzał na niego jakby właśnie zobaczył zjawę. - Ale ja nie nosze spódnicy - wymamrotał patrząc z nienawiścią na podwiązkę.
- Mou ale to nie fair... nie jestem kobietą. Następnym razem oddam ten zaszczyt pierwszej lepszej - fuknął cłopak, niezadowolony z czegoś takiego. Mimo to chwycił mocniej ramion Takano, by nikomu nie psuć zabawy.
- Ja podwiązki nie łapałem, sama przyleciała - przypomniał mu już tym razem spokojnie, nieco chwiejąc się na krześle. - Ale z ciebie grubas, ledwie się mieścimy - zaśmiał się lekko.
- Trzeba było wymienić podwiązke na muszkę z racji tegóże kobieta nie jestem to tęż byś miał łatwo - przypomniął mu jeszcze, zakładając mu muszkę na szyję i zawiązując mu ją tak by jakoś tam się trzymała. Ucałował go lekko w usta.
Tomo odpadł dość szybko, wypchnięty przez Yuyę paskudę... mąły walczyl o wygrańą zębami i nogami.
- Tak, tak... jasne... nie słodź mi teraz - poradził mu, siadając mu na kolanach. - Kobietą nie jestem - wymamrotał uparcie. - A mała świnia Yuya mnie wygryzł z gry...
- Staram się nie marudzić. Mou ale tego nie lubię kotek... - wymamrotał Tomo, wzdychając tylko i obejmując go mocniej ramionami. - O no wreszcie! Odpadłeś! - puknął małego w czółko, kucając obok niego i zaraz go do siebie przytulając. - To jak idziemy do łóżka?
Yuya przetarł oczka i skinął główką ziewając szeroko. Wtulił się w Tomo trochę jakby już nie ogarniając.
- A mój miś? - zapytał jeszcze, gdy chłopak wziął go na ręce.
- Tatuś dawaj misia.
- No to myśl o nagrodzie, a ja zaniosę malucha do łóżka - uśmiechnął się do niego Tomo.
- Dobranoc tatusiu - chłopiec pokiwał mu jeszcze rączką, zanim Tomo wziął go do windy. Podjechali na odpowiednie piętro i tam wziął go do kąpieli, po czym uśpił zostając z nim jeszcze chwilę. Wrócił do zabawy kilka minut po pierwszej.
[a te zabawę znam Xd]
- Jestem, czemu nie dołączasZ? - zapytał gO Tomo siadajac obok swojego kochania.
Rui spiorunował go wzrokiem wcale śę nie poddając.
- a ty trafiasz w ńą zdecydowanie zbyt celnie!
- Pewnie - zgodził się zaraz Tomo. - Spróbuję - dodał zaraz nieco mniej pewnie, widzac że to wcale nie jest takie łatwe.
- Ok... - Tomo nie był pewien tego zadania, ale stwierdził, że pobawic się nie zaszkodzi. Zlapał za sznurek.
[no właśnie... tak mi brakowało tego kogoś kto będzie podpowiadać xD]
Tomo starał się podążać za wskazówkami Takano śmiejąc się raz za razem, kiedy długopis uderzał o butelkę ale nie chciał do niej trafić.
[bo się tak zastanawiałem, czy ja dobrą zabawę znam xD]
Tomo roześmiał się serdeczenie raz jeszcze, w końcu nakierowując długopis wprost do dziurki.
- To lewo bylo! - zaśmial sie, ściągajac sznurek i wtulając się w swojego pomocnika.
- Zamieniłeś sobie paę żeby wygrac - odparła na to panna mloda, mimo wszystko śmiejac się radośnie z przegranej.
Póki co pomysłów nie było, a większość postanowiła sobie trochę popić, więc wszyscy wrócili do stołu.
- Takano, powiedz szczerze ty mi... - Soujiro nachylił się do mężczyzny z konspiracyjnym szeptem. - Jaki tort zrobisz na wasze wesele? Bo ten chyba jest najlepszy jaki kiedykolwiek jadłem...
- Pobijesz ten? - zapytał z lekkim uśmiechem. - A co zrobisz z maluchem na miesiąc miodowy? Sprzedaż go dziadkom?
- A twój tata go chętnie przyjmie?
- Żartujesz? Dla niego Yuya jest jak oczko w głowie - zaśmiał się Tomo, po czym klasnął w dłonie. - Wymyśliłem grę - ściągnął krawat z szyi Takano i założył go na oczy pana młodego, po czym popchał go na środek. - Potrzebuję 3 ochotniczki i pannę młodą - zawołał, po czym wyjaśnił o co chodzi. Pan młody musiał samym dotykiem rozpoznać swoją ukochaną.
Dziewczyna zmagała się z zadaniem trochę dłużej, ale w końcu wymacała swojego ukochanego z uśmiechem wskakując mu na kolana, co zostało nagrodzone gromkimi brawami.
- A spróbuj się pomylić - pogroził mu palcem Tomo siadając na krzesełku obok Rui i jakiegoś mężczyzny, którego nie znał.
Tomo również odskoczył jak oparzony, żeby mu trochę utrudnić zadanie ale w niczym innym się nie wydał. Takano grał nieczysto.
Tomo pokręcił lekko głową z niedowierzaniem, po czym roześmiał się, przytulając go mocno do siebie i ściągając mu krawat.
- Ja będę mieć trudniej... ty nie jesteś ani chudy ani gruby - mruknął wzdychając.
Tomo odetchnął głęboko kucając obok pierwszego z nich, ale po krótkiej chwili zastanowienia zmienił taktykę. Kucalo się niewygodnie więc usiadł mu na kolanach, badając rekoma jego twarz. Przesunął dłońmi na uszy.
- Mhm... Taka-chan zdecydowanie dziurek w nich nie ma - uśmiechnął się lekko, eliminując pierwszego podejrzanego i podchodząc do drugiego.
Tomo przez chwilę się zawahał, ale nic nie powiedział. Przebadał palcami twarz mężczyzny i wstał mu z kolan, przechodząc do ostatniego delikwenta. Uznał, że w razie wypadku wróci do poprzedniego.
Tomo miał teraz ciężki orzech do zgryzienia. Zmarszczył lekko brwi, badając twarz mężczyzny bardzo dokładnie. Wypuścił w końcu powietrze z płuc i objął go za szyję, odrobinę się do niego zbliżając. Zacisnął wargi.
- Znalazłem cię Taka-chan - wymamrotał, wtulając się w niego mocniej. - Nikt tak nie pachnie, jak ty...
- Miałem - przyznał z uśmiechem. - No bo byłeś jakiś dziwny - wymamrotał. - Do ślubu to wyćwiczę - obiecał mu, całując go lekko. - Gdybyś zmienił perfumy i tak pachniałbyś sobą - zapewnił go.
- Bu... już cię nie lubię - stwierdził ze śmiechem, jeszcze raz go całując i wstając mu z kolan. Poszedł z Rui na balkon żeby sobie zapalić.
- Zgrzeczniałeś - zauważył z uśmiechem Soujiro, zaraz robiąc mu dość mocnego drinka. - Proszę bardzo.
- Jaasne, przecież cię znam - poklepał go po ramieniu i sobie również zrobił drinka. - Ciężko masz w związku co?
- Ja tu nie szaleństwo miałem na myśli tylko twoje ustatkowanie... synka masz, faceta... nie spodziewałem się tego po tobie tak szybko - uśmiechnął się. - Do dna - stwierdził zaraz wychylając cały swój kieliszek. - Twoje zdrowie.
- To dobrze - Soujiro zostawił go na moment, by porozmawiać trochę z innymi gośćmi, a Rui wrócił z Tomo, przy czym Tomo wskoczył Takano na plecy, wtulając się w niego mocno.
- Zaśpiewasz coś ze mną? Zaśpiewasz?
- Kocham cię - szepnął mu do ucha, zanim z niego zszedł i pociągnął go do sceny. - Dzisiaj, na tej scenie zadebiutuje Takano - zapowiedział go i zaczął klaskać wraz z innymi. - Co ci zaintonować kochanie? - przystanął tym razem przy keyboardzie.
- Roger - Tomo skombinował sobie więc drugi mikrofon i usiadł na krześle obok keyboardu, rozpoczynając grać piosenkę, którą znał już na pamięć i kochał całym sercem.
Tomo uśmiechnął się lekko, widząc jego zmieszanie. Zmienił keyboard na gitarę i usiadł na scenie strojąc ją sobie.
- Korzystając z okazji - odchrząknął lekko. - Chciałbym zadedykować tę piosenkę swojemu odważnemu kochaniu za to że ze mną ładnie wytrzymuje i ma tyle cierpliwości do mnie - uśmiechnął się delikatnie, zaczynając grać piosenkę, której Takano jeszcze nie słyszał.
- On sam je pisze? - zapytała go zaraz świeżo upieczona żonka. - Powinieneś być pod sceną teraz, a nie... chowasz się z tyłu...
- Dobrze go znasz - uśmiechnęła się idąc bawić się razem z fankami. Tomo nie był w stanie zejść ze sceny dobrą godzinę, po czym ochrypł zupełnie i dopiero wtedy z trudem się od nich uwolnił. Przyszedł wówczas do Takano, który siedział na kanapie i położył się z głową na jego kolanach.
- Dostanę nagrodę? - zapytał szeptem chcąc buziaka.
Tomo pokręcił przecząco głową.
- Nie kochanie, nie jestem tak mocno zmęczony - oznajmił podnosząc się na łokciach i całując go delikatnie w usta.
- Dobrze - Tomo skinął lekko głową również wstając z miejsca i ziewając ruszył do windy. - Ne Taka-chan? - w windzie, wcisnął guzik stopu i ukucnął przed nim rozpinając jego spodnie. - Mhm obiecałem ci nagrodę - przypomniało mu się, kiedy wziął jego przyrodzenie do ust.
Tomo pracował nad nim sprawnie, jednocześnie ręce wkładając mu pod koszulkę i masując jego brzuszek.
- Oj kochanie, ktoś tu ma niedosyt? - skokieterował lekko, obejmując go mocniej za szyję i całując go ze wszystkich sił. - Tylko potem nie będziesz żałował?
- Seksu ze mną tu i teraz - szepnął mu do ucha, zaraz robiąc mu malinkę na szyi i opuszczając swoje spodnie i schodząc ustami nieco niżej.
- Bo znajdujemy się w windzie kochanie - odparł Tomo nie chcąc go tak perfidnie wykorzystywać, choć wiedział że już raczej nie ma odwrotu.
- Mhm no właśnie - wyprostował się trochę by go pocałować. - Ale powiem ci w sekrecie - szepnął mu do uszka. - Nikt nas nie obserwuje tutaj aż do 6 rano - dodał całując go w ucho.
- Rui pokazał mi wykres ich godzin roboczych - odparł spokojnie. - Więc nic się nie martw - ucałował go w brodę.
- I wybrałeś taki z niewygodnymi łóżkami - zachichotał Tomo zaciskając zaraz mocniej wargi, kiedy Takano ścisnął mocniej jego klejnoty.
- Mhm jak już przytyję to też zaczniesz mieć z tym problemy... nie chciałem ich tak wszystkich wąchać - uśmiechnął się całując go w czubek głowy i zamykając oczy. Westchnął cichutko
- Pff - pstryknął go w nosek. - Może i nie - przyznał ze śmiechem. - Ale następnym razem będę lepszym aktorem - zapewnił go.
- Jak sobie życzysz - wyciągnął żel z jego spodni i mu go podał, samemu całując go coraz mocniej.
Tomo jęknął głucho, zamykając oczy i zaciskając ręce na jego ramionach, ale dość szybko się przyzwyczaił, a Takano dołączył trzeci palec.
- Coś mówileś? - zapytał Tomo chwytając się mocniej poręczy i zamykając oczy. - Przedłużymy chyba, bo coś za dużo ropusty masz...
- Tylko, ty wiesz gdzie ja lubię - odparł Tomo łapiąc mocniej barierki. - Ale kary ci nie zmniejszę - zastrzegł sobie, nabierjąc szybkich oddechów
- Ale tempo narzucasz - jęknął Tomo, mocniej chwytając się poręczy i zaciskając mocno powieki. W pierwszej chwili czuł jedynie ból, ale ten zaraz zaczął zamieniać się w przyjemność.
- No to dziś się postarałeś - przyznał mu między urywanymi oddechami, zaciskając mocniej powieki i dość szybko dochodząc.
- Ale ja się bardzo powstrzymuję - odparł cicho Tomo ubierając się i pozwalając windzie ruszyć, kiedy iTakano miał spodnie na sobie. Wtulił się w niego. - Miałem ochotę zrobić ci loda pod stołem dziś - przynał mu się.
- Wiem kochanie, dlatego tego nie zrobiłem - uśmiechnął się do niego delikatnie wchodząc do domu i opadając niemal bezwładnie na kanapę. - Dobranoc...
Tomo obudził się dopiero koło 1 po południu i nadal miał zamiar spać, ale Yuya mu nie pozwolił. Pociągnął go pod prysznic i gdy ten z niego wyszedł zaklaskał w dłonie.
- Idziemy na pyszny obiadek - oznajmił radośnie. - Tatuś stawia!
- Tak mi się dobrze spało - Tomo ziewnął jeszcze trochę, ubierając się w zwykły biały t-shirt, czerwoną koszulę w kratę i czarne rurki. Standard w jego wykonaniu. Przeczesał jeszcze włosy palcami i przeciągnął się mocniej, ziewając.
- No chodź wujek, chodź! - Yuya pociągnął go mocno do wyjścia.
- Ale tatuś za długo spał wujek - sprzeciwił się Yuya, nadal skacząc i biegając obok nich jak opętany. Uspokoił się trochę w windzie, gdzie Tomo oparł głowę o ramię Takano znów ziewając.
- Gdzie nas zabierasz?
- Em kumpel? - Tomo spojrzał na niego nieco ożywiony. - Mam się czuć zazdrosny? - uniósł lekko brew, biorąc zaraz Takano pod rękę.
Tomo nadął policzki jakby chcąc jeszcze coś powiedzieć, ale zrezygnował z tego wchodząc za Yuyą do knajpki.
- Takano-kun! - chłopak ją prowadzący wpadł od razu na szyję Takano. - Dawnośmy się nie widzieliśmy! Moje łóżko tęskni - puścił do niego oczko, a Tomo zmrużył niebezpiecznie oczy siadając przy wolnym stoliku.
- O ja cię, dorobiłeś się dzieciaka - natychmiast podszedł do Yuyi i pogłaskał go po włoskach, po czym podał dłoń Tomo.
- I widzisz... mam o kogo być zazdrosny - nadął znów policzki Tomo, ale tylko na chwile bo zaraz zaczął oglądać raz jeszcze zdjęcia Yuyi i wypytywać go o zabawę na weselu.
- Eee? - Tomo spojrzał na niego wyraźnie zaskoczony. - ale Soujiro ma już kobietę... i ty byłes zazdrosny o to że raz prawie spałem z Junem... - przypomniał mu.
- Mhm a teraz puszczasz mnie na 2 tygodnie do alexa - przypomniał mu słodko, zabierając się za jedzenie. - pychota!
- Kocham cię - ucałowął go mocno, ten jeden jedyny raz przy Yuyi, powoli jedząc swoja porcję i ciesząc się ze Takano i Yuya dostali swoje nieco poźniej.
- Chyba wiem dlaczego, jest tu tak przyjaźnie - zgodził się Tomo. - I jedzonko jest smaczne - dodał wesoło.
[zw lece pomóc dziadkowi robić jabłecznik...]
[już jestem... ech pożarłem się z nim... znowu]
- I twoja bratowa też - przypomniał mu Tomo, powoli mając dość, a dobijał połowy dania.
- Tatuś co dziś zobaczymy? - zainteresował się Yuya.
[o zioła prowansalskie... że źle zamknąlem i on rozsypał na całą podłogę...]
- Tatuś zawsze trzeba mieć plan - pouczył go Yuya, ku uciesze Tomo, który parsknął cichym śmiechem.
- Potem będą lody i kino - poratował zaraz Takano.
- Taaak! Będą tam duże rybki? Tatuś bo ja nigdy nie byłem w oceanarium - wyszeptał chłopczyk.
- No to musimy zobaczyć - zgodził się Tomo, opierając głowę o ramię Takano.
Tomo podsunął mu wtedy pod nosek część swojej porcji.
- Zjadłem 3/4... bądź ze mnie dumny - uśmiechnął się szeroko. - Muszę nabrać ciałka przed ślubem... co byś mnie tak łatwo nie rozpoznał.
- No co? Odnalazłem swoją ukrytą motywację - roześmiał się Tomo, dopijając swoją herbatkę, a Yuya już czekał aż wreszcie skończą jeść.
- Dzisiaj nic - kumpel tylko pomachał mu ręką. - Wpadnijcie jutro - poradził im.
- Nie jest taki zły - oznajmł w końcu Tomo, kiedy zobaczyli już fontannę i znajdowali się w drodze do oceanarium.
Jakoś tak przytulił się mocniej do jego ramienia, kiedy ten o tym wspomniał. Oceanarium wyglądało imponująco. W środku można nawet było podziwiać orki i wieloryby. Yuya prawie im padł z zachwytu. Oglądał to wszystko z wypiekami na twarzy.
- A on nie ugryzie? - zawahał się chłopiec patrząc na Takano świecącymi oczkami. - Nie ugryzie?
- Ja jednak podziękuję... - Tomo wziął aparat do ręki, żeby uwiecznić jak maluch i Takano dotykają rekina.
- Tatuś, ale na pewno nie ugryzie? - Yuya stanął przy baseniku i trochę jednak bał się wyciągnąć rączki.
Chłopiec zamknął oczy wyciągając rękę, ale kiedy już dotknął zwierzęcia otworzył oczka i wyszczerzył się.
- Ale śliski! Tatuś... zupełnie inny niż myślałem - wyjaśnił wesoło, wtulając sie mocno w Takano.
- Bardzo fajnie tatuś! - przyznał mu rację Yuya. - Wujek musisz zobaczyć! - dodał zaraz.
Tomo potrząsnął przecząco głową.
- Nie, nie... ja dziękuję - uśmiechnął się lekko. Nie czuł się na siłach by nagle przemóc swój strach do tych zwierząt.
- Nie - niemal się od niego odsunął słysząc tę propozycję. - Ja... ja się boję - wymamrotał nieco zażenowany. - Mogę się czegoś bać, prawda?
- Nie - Tomo potrząsnął tylko głową, wtulając się nagle mocno w Takano. - Nie dzisiaj, przepraszam - wymamrotał.
- Ale wujek... tatuś pomoże!
- Ale to taka jedna możliwość na milion - wymamrotał Yuya biegnąc już jednak w stronę delfinów.
- Przepraszam - Tomo oderwał się od niego, wtulając się mimo wszystko w jego ramię. - Ale delfiny lubię - dodał z lekkim uśmiechem.
- Tatuś zająłem dobre miejsca! Chodźcie zobaczyć! - mały pomachał do nich ręką i posunął się, kiedy dotarli do niego.
Czas mijał im przyjemnie kiedy chodzili od jednego stanowiska do drugiego. Na koniec poszli na dobre sushi, bo Takano znał całkiem niezłe miejsca.
- Na jutro też przygotuj coś ekstra - Tomo przytulił się do niego mocno, podciągając nogi do siebie. - Ja też miałem dobry dzień kochanie - dodał całując go w policzek. - Dziękuję.
- Pewnie - zgodził sie ochoczo. Uznał, że Kou nie będzie miał nic przeciwko by zająć się Yuyą. - Ne Taka-chan? A ty czego się boisz? - zapytał go po dłuższej chwili milczenia.
- Un masz rację - zgodził się z nim, przytulając się do niego mocniej i zamykając oczy by tylko wdychać jego zapach. - Ja też nie chcę cię stracić - dodał zaraz ciszej.
- Un ale nie straciłeś mnie i nie stracisz - wyciągnął mały palec od ręki i złączył go z jego palcem. - Obiecuję - uśmiechnął się lekko, siadając mu na kolanach i wtulając się w jego pierś. Zaczerwienił się trochę na wzmiankę o ślubie.
- Mou... gdzieś tam leży - machnął lekceważąco ręką, cały czas się rumieniąc. - Ściągnąłem ją jak kładłem Yuyę spać - dodał po chwili.
- No bo mnie zawstydzasz, a podwiązka mówiła że jestem kobietą, więc ją zostawiłem - zacisnął mocno wargi, ale zaraz uwolnił się z jego uścisku i schował w jego piersi, nieco ziewając.
- Baka - Tomo uderzył go lekko w ramię. - To ją sobie zakładaj na nogę nagą sam - burknął. - Um... trochę tak. Ostatnio ciągle jestem zmęczony - poskarżył mu się. - Ale dziś to pewnie od tych wrażeń - wyszczerzył się do niego.
- No ja bym tak nie twierdził, póki jej nie założysz nie mam porównania, a na mnie wyglądała beznadziejne - pokazał mu język niechętnie wstając mu z kolan i idąc się umyć.
Tomo wyszedł z niej trochę chwiejnie, marszcząc lekko brwi i przystając przy szafce z lekami. No tak, znów o nich zapomniał. Wziął odpowiednią dawkę i biegiem wylądował znów Takano na kolanach.
- A pośpiewasz mi dzisiaj do snu? - zapytał go z uśmiechem.
- Próbowałem pierwszej nocy... godzinę nie mogłem zasnąć i odpuściłem próby - przyznał mu się szczerze, kładąc się na kanapie z podusią pod głową.
Tomo od razu się do niego lekko przytulił, chowając głowę w jego piersi i wsłuchał się w jego głos powoli odpływając w krainę Morfeusza.
Kolejny dzień spędzili razem z Yuyą zwiedzając oraz odwiedzając wesołe miasteczko. Chłopiec był bardziej niż szczęśliwy, a kiedy miał zostać na noc i cały dzień z wujkiem Kou jeszcze bardziej się rozradował.
- Mhm... więc co mi jeszcze dzisiaj pokażesz? - zapytał go z uśmiechem Tomo.
- Chętnie - zgodził się z nim, cały czas się do niego przytulając. - Taki spacer we dwoje, spokojny spacer...
[ne... idę się położyć, głowa mnie coś mocniej boli :( ]
Tomo przystanął na moście i oparł się o jego barierkę, jedynie wdychając powietrze.
- Seul jest ładny - powiedział w końcu.
- A Kou-chan się o ciebie te dwa tygodnie martwił - pokręcił z niedowierzaniem głową nad głupotą swojego mężczyzny. - Jak to się wplątałes w sprawy gangu? - zapytał zaraz obracając się przodem do niego i opierając się plecami o barierkę. - Więc nie tylko ja mam żyłkę do wpadania w kłopoty - zachichotał.
- Mój biedny - objął go zaraz ramionami, mocno go całując. - Ale teraz już cię nie szukają, prawda? - upewnił się.
- Tak jest, mój osobisty przewodniku - zaśmiał się nieco, wtulając w jego bok i obejmując go w pasie. - Gdzie jeszcze ci mordke obili tak zupełnie przypadkiem?
Tomo mimowolnie roześmiał się serdecznie, po czym ucałował go w policzek.
- Mój ty łobuzie - zaśmial się znowu.
- Pewnie zgodził się zaraz chłopak, po czym wsiadł z nim do windy.
- Musi być ładne - stwierdził chłopak przechodząc powoli i oglądając miejsca oraz widok z wieży. W końcu znalazł jedno. - Tutaj - stwierdził spokojnie, uznając, że zachodzące słońce oświetli to miejsce, a zachodzące słońce było jak ich związek. Rozkwitał późną porą.
[oj tam... tak mi się powiedziało xD szukałem usprawiedliwienia na właśnie to miejsce :D]
Tomo złapał go za rękę i skinął lekko głową, przymykając na chwilę oczy by napawać się tą chwilą.
- Kocham cię wiesz? - szepnął tylko otwierając wreszcie oczy i spoglądając na niego z radością.
[oj tam czepiasz się a ja dobrze chciałem! xD]
Tomo uśmiechnął się tylko na to lekko i jeszcze przez chwilę tak stali, obserwując z góry Seul, by w końcu zjechać na dół.
- Na obiad chciałbym coś... dobrego - wymamrotał. - Zabierzesz mnie do jakiejś swojej kanjpki... ale takiej dla bogaczy?
[ no nie zaprzecze xd miało ć poetycko a wyszło jak zwykle xd]
- Chodźmy tam - zdecydowął Tomo €śmiechając sie do niego szeroko. - Kocham cię.
[oj juz sie przestań tak czepiać xD bo ci walne erotyka zaraz z Tomo i Takano XD]
- Staram sę ci to teraz wynagrodzić - uśmiechnąl sę do niego [gupi komp...]./......../........
[zobaczymy xD]
Tomo zatrzymał się na progu, jednak mając lekkie opory i zastanawiając się czy nie uciekać. Zdecydowanie nie był ubrany na tę restauracje. Głupi pomysł, bardzo głupi pomysł pan miał panie Tomohisa. Przełknął głośno ślinę, w końcu łapiąc mocniej Takano za rękę.
- Ne... nie wyrzucą mnie stąd? Wyglądam jak jakieś dziecko wojny...
[buhahaha xD poczekaj... muszę wymysleć xD]
- Ok... - Tomo spojrzał w kartę i przeczytał ja powoli, odświeżajac swoją pamięć koreańskiego języka. W końcu zamówił na przystawkę 3 kawałki sera zapiekanego, danie główne od szefa kuchni i na deser czekoladowy wulkan chcąc sprawdzić który lepszy ten, czy Takano.
[dobrze, przygotuje coś w niedługim czasie, erotyk xD]
Tomo skinął głową chwilę milknąc. Kelner nalał im po kieliszku wina na koszt firmy po czym poszedł obsługiwać drugą parę.
- Takano, co jest twoim największym marzeniem teraz? - zapytał go.
[ nieee bedzie ładnie i łagodnie xD]
- I żadnych swoich? Takich tylko twoich egoistycznych? - zapytał trochę nie czując się w porządku że on takie ma.
[ha ha ha xD]
- Samolubne - odparł, upijając łyk czerwonego wina. - Dobre - wymamrotał, chwilę trzymając kieliszek w dłoniach. - Uhm to najbliższe to pojechać na koncert, pokonać raka, żyć z wami długo i szczęśliwie...
- Ale dopiero zacząłem... jeden kieliszek tylko - zaprotestował cicho i nieco niewyraźnie. - Un i będziemy się kłócić o pilota od telewizora na starość i wyzywać się od starych pierników.
- Mhm tylko jeden - obiecał mu odstawiając kieliszek wina zaczynając jeść swoje serki. - Oj ale ty chyba tak szybko impotentem nie zostaniesz co? - upewnił się.
- Muszę.. przecież to ważna część związku - zażartował dzieląc się z nim jednym serkiem, bo uznał że jak go zje to potem nie zje dania głównego.
- No bo to nie jest najważniejszy aspekt naszego związku - wymamrotał Tomo, zabierając się za danie główne. - Ważniejszym jest zaufanie, miłość... opieka i takie tam - machnął przeciągle ręką.
Tomo upił jeszcze jeden winka, odstawiając znów kieliszek.
- Taka-chan? A co ty byś chciał zobaczyć? W jakim kraju nie byłeś?
- No to tam też musimy polecieć - klasnął w dłonie chłopak, smakując głównego dania i kiwając głową. - Pyszne - oznajmił z delikatnym uśmiechem. - Jutro mamy powrót nie? - zauważył lekko wzdychając. Co prawda wieczorem ale zawsze.
- A Yuya? - zapytał go zaraz. - Zostawisz go z dziadkiem? - zainteresował się. - Chcesz posmakować mojego?
- I spędzimy cały jeden dzień w Tokio sami, a potem wrócimy - zgodził się z nim uśmiechając się lekko.
- Ale przygotowałeś się w trakcie - nachylił się nad stołem by go ucałować. - Przepraszam, że postawiłem cię przed faktem dokonanym jak zwykle zresztą - poczochrał się po włosach. - Ale nie umiałem malca zostawić - wyszeptał.
- Pewnie że możemy - zgodził się z nim z lekkim uśmiechem, odkładając widelec i nóż po połowie dania. - Robię miejsce na deser - uśmiechnął się.
- Pewnie, ale twój wulkan czekoladowy jest lepszy - zapewnił go szczerze, wcale nie chcąc mu się podlizać. Ziewnął nieco, ale zaraz poklepał się po policzkach.
- Ale chciałbym jeszcze z tobą poleżeć i obejrzeć jakiś serial - uśmiechnął się lekko. - Może być cokolwiek...
- Na pewno kochanie, najwyżej ci zasnę w łóżku - ucałował go lekko. - Spróbuję dziś pospać w łóżku - zdecydował.
- Jakiś głupi serial koreański który akurat leci w telewizji - stwierdził ze śmiechem, przebierając się najpierw i kładąc na łóżku. - Ale tylko jak będziesz obok!
- To może być - odpał kiedy przeskoczył parę kanałów i nie znalazl nic fajnego. Wtulił się w Takano, całujac go w szyję i wdychając jego zapach.
Tomo wtulił się w niego jeszcze mocniej i zasnął, gdzieś na drugich reklamach już się nie budząc do samego rana.
- A możemy jeszcze chwilkę polezeć? - zapytał go na to, wtulając się w niego mocniej i nadal trzymając zamknięte oczy.
Zachichotał na jego wyznanie, miziając noskiem jego szyję i kładąc się zaraz na nim jak na materacu.
- Kocham cię - ucałował jego wargi. - Nawet nie wiem o czym był... zasypiałem od początku.
- Ale ty nie chciałeś jeszcze spać, więc... chciałem żeby i tobie i mnie było dobrze - ucałował go raz jeszcze po czym wstał z łóżka przeciągając się lekko.
- No ale przecież muszę wziąć prysznic - nachylił się nad nim i ucałował go mocno w usta. - Ale będę tak częściej się kładł - obiecał mu z uśmiechem, bo jemu też się to podobało.
- Leż, leż - Tomo poszedł jednak wziąć prysznic i zaczął ich pakować, by potem o niczym nie zapomnieć. Ubrał się też i wziął leki, po czym włączył telewizję by pooglądać NCIS
- Mogę siedzieć przy oknie tym razem? - zapytał go Tomo, bo ostatnio siedział tam Yuya ale on też chciał popatrzeć przez okienko.
- Jupi! - zaśmiał się Tomo z radością zajmując miejsce przy oknie i całą drogę obserwując ich lot.
- A ja chyba się spakuję, jutro jadę - wymamrotał Tomo przecierając zmęczone oczy. - Twój tata powiedział, że po mnie przyjedzie... wezmę środek nasenny.
- O 10 rano, a ja nie mam koncepcji co ze sobą wziąć - wymamrotał siadając na kanapie.
- Ja nie myślę o ciuchach - machnął ręką. - Nie wiem jakie kostki gitarowe wziąć, struny i którą gitarę - wyliczył. - To poważny problem... ciuchy to tam pikuś - wymamrotał wstając jednak i idąc z nim do łóżka. - No bo mam akustyczną, klasyczną, elektryka...
- Tak, ale ja chcę mieć swoją... do domu - odparł cicho. - Taką, która jest tylko moja - wyjaśnił przebierając się w dresik i wchodząc do łóżka.
Tomo również wszedł do łóżka i próbował zasnąc, ale nie potrafił. Z westchnieniem rzucał się z miejsca na miejsce by w końcu wstać i zacząć wypróbowywać instrumenty. Kiedy w końcu wybrał tą co zwykle, najlepszą, klasyczną, to była już 6 rano, kiedy to zrobił śniadanko dla wszystkich i jeszcze na moment wślizgnął się do łóżka.
- No bo nie mogłem się zdecydować, a całą drogę do Tokio prześpię i... - wtulił się w niego mocno zamykając oczy. - I będę tęsknił... - wymamrotał cichutko.
- Okej, będę o siebie dbał - obiecał mu zaraz, wtulając się mocniej. Potem ich pożegnał bo mu wyjeżdżali szybciej i nie wrócili, a on sam jechał już do Tokio.
Po półtora tygodnia Takano otrzymał telefon od swojego ojca.
- Takano, możesz tu przyjechać? - zapytał go wprost. - Tomo naprawdę się stara jeść i odpoczywać, ale ma tyle zajęć, że odpoczynek jest niemożliwy. Wraca mi do domu na godzinę, góra dwie... parę razy miał być dłużej, mówił mi że się wyśpi wreszcie, ale po niego zadzwonili. On mi już tu nerwowo nie wytrzymuje. Ech nie znasz dobrego menagera? Może wypadałoby jakiegoś załatwić, albo... wlać temu producentowi? - zaproponował rozwiązanie.
- Jest z Tomohisą, ale był pan umówiony? Mieliśmy mały wypadek - oznajmił spokojnie mężczyzna, zabraniając Takano wstępu. - Nieupoważnionym wstęp wzbroniony.
- Proszę zachować spokój, nic takiego się nie stało - zapewnil go mężczyzna przepuszczając go w końcu i prowadząc do studia nagrań. Tomo siedział na ławeczce z głową między kolanami ciężko oddychając.
- Zostaw mnie - wydusił czując zimną wodę na głowie. Alex próbował go doprowadzić do porządku. - Zostaw - powtórzył, przez tą wodę mając problemy z złapaniem oddechu.
Tomo w pierwszym odruchu go od siebie odepchnął, myśląc że znowu ktoś coś od niego chce.
- Ja już nie mam siły, rozumiesz?! - krzyknął na niego, a raczej spróbował bo wyszedł z tego w najlepszym wypadku tylko pomruk. Orientując się, że ma przed sobą Takano, opadł na kolana obok niego, obejmując go mocno i chowając się w jego klatce piersiowej przed wszystkim i wszystkimi obecnymi w tej sali.
Tomo pokręcił przecząco głową, jakby jeszcze chcąc coś dodać. Coś o kolejnym wywiadzie czy sesji zdjęciowej, ale zabrakło mu na to siły, dlatego osunął się w ramionach Takano, zasypiając niemal od razu. Nie pamiętał już kiedy spał dłużej niż godzinę.
Alex rozłożył tylko ręce.
- Tu się licza pieniądze - odparł spokojnie. - Nie mam go zawsze, tylko dwa tygodnie... to niewiele żeby wszystko zrobić - oznajmił trochę się pogrążając. - Ale jadł, cztery razy dziennie i brał leki - dodał szybko. - Nie skarżył się na ból serca...
- Jasne, wyluzuj - Alex podniósł ręce w geście poddańczym. - Odwołam dzisiejsze spotkania, powiedz mu tylko że ma wrócić rano - poradził mu wychodząc ze studia.
Torba Tomo leżała na krzesle nie dokońca rozpakowana. A on sam przebudził się, kiedy Takano położył go na łóżku. Skrzywił się lekko siadając na nim i powiódł nieco nieprzytomnym wzrokiem po mężczyźnie.
- Taka-chan... - poczuł łzy na policzkach, łzy ulgi i szczęścia. Jakby na chwilę odzyskał siły bo niczym tornado wtulił się w mężczyznę.
- Uhm nie chciałem cię martwić - wymamrotał w odpowiedzi Tomo, wracając do łóżka i wchodząc pod kołdrę, żeby trochę się rozgrzać. - Przepraszam - szepnął jeszcze zamykając mocno oczy i zaraz znów odpływając w krainę snu.
Tomo spał długo. Przespał porę śniadania i obiadu, budząc się dopiero na kolację. Poszedł na dół, by spotkać się z Takano i jego tatą.
- Dobry - przywitał się cicho, siadając przy stole. - Przepraszam - wymamrotał zaraz.
- Nic się nie stało. Przecież mi mówiłeś, że nie dajesz rady. Załatwiłem ci pomoc - uśmiechnął się ojciec Takano.
Tomo pokręcił głową. Miał serdecznie dość tego telefonu. Oczy nadal mu się trochę zamykały, ale nie chciał iść spać samemu.
- Dziękuję - uśmiechnął się lekko do Takano. - Że przyjechałeś - dodał zaraz.
- On mnie chciał ocucić bo mdlałem - odparł cicho Tomo. - Robił to w dobrej wierze... chcąc no wiesz, żebym nie stracił przytomności - przeczesał palcami włosy. - Uhm... a dołączysz do mnie? Nie chcę sam spać.
- Dziękuję - zabrał się za jedzonko, a kiedy skończył dopił herbatkę i złapał Takano za rękę. Położył się do łóżka, wtulając się w niego mocno i chwilę później zasypiając.
Prześlij komentarz