Tomo obudził się następnego dnia rano, przeciągając się lekko i z uśmiechem patrząc na jeszcze śpiącego Takano. Zaraz ucałował go mocno w usta, przytulając się jeszcze do niego na trochę, zanim wstał z łóżka by zrobić lekkie śniadanko.
- Przez pierwsze dni nie było tak źle... spałem po pięć godzin ale potem Alex trochę zwariował - przyznał szczerze. - Ale rozmawiałem zawsze z twoim tatą i uhm... powiedziałem mu w końcu że nie daję rady - przyznał się, zaciskając mocno wargi. - Ale ty miałeś to zamówienie - przypomniał sobie ich ostatnią rozmowę. - I nie chciałem cię martwić, nie kiedy miałeś tyle pracy...
- Ja wiem, tylko... no nie chciałem ci przerywać, bo dla mnie ty jesteś najważniejszy - westchnął cicho, wtulając w niego głowę. - Um... bo chyba tak traktował - przyznał. - Ale jadłem... naprawdę jadłem - rzucił dalej.
- Uhm mogę spróbować, ale jak ci zwymiotuję na tapicerkę to nie krzycz - zastrzegł sobie, wstając w końcu z łóżka. - Zrobię śniadanko i zrobię ci małą wycieczkę po... moim Tokio.
- Możemy go przemagać... na krótszym odcinku? - poprosił Tomo, ubierając się. - Nie ma czego się bać. Pokażę ci mój uniwerek, potem pokażę parę ciemnych zaułków, skończymy na dobrych okonomiyaki w taniej knajpce.
- Dzisiaj tak szybko? - zdziwił się trochę mężczyzna schodząc z nimi na dół. - Jedziecie jutro? - zapytał ich z uśmiechem. - To dzisiaj pijemy - klepnął Takano w plecy zasiadając do śniadanka. Tomo zrobił im typowo japońskie śniadanie z zupą miso i omletem jajecznym.
- Nawet jednego kieliszka wina ze starym ojcem nie wypijesz? - westchnął przeciągle mężczyzna, po czym już nic więcej nie powiedział. - Jednego wypije tato - odparł za niego Tomo, całując Takano w policzek i zabierając się za jedzonko.
- Nie ma za co, przecież widzę kiedy coś jest nie tak - uśmiechnął się do niego lekko. - A on... po prostu nie chciał ci sobą zawracać głowy. Powiedział mi że masz dużo pracy i nie masz czasu żeby nagle wszystko rzucić - pokręcił lekko głową. - Ale ja cię znam - klepnął go w ramię. - Trochę ale jednak znam - zachichotał. - Właśnie! Nauczyłem się robić tosty na patelni. Zrobię wam na kolację - klasnął w dłonie. Musiał sie pochwalić.
Tomo ubrał się dość normalnie, dobierając tylko odpowiednie spodnie, które mu jeszcze nie spadały. Dopełnił stroju wkładając łańcuszek z obrączką na nim i poczekał na Takano na dole, a kiedy go zobaczył wtulił się w niego mocno, by zaraz złapać za rękę i wyciągnąć telefon przed siebie robiąc im zdjęcie. - Kocham cię - oświadczył wesoło wychodząc z nim na zewnątrz.
- Pojedziemy metrem bo to spory kawałek stąd. To dzielnica bogaczy - odchrząknął. - A tamta trochę mniej - dodał wtulając się w jego ramię i prowadząc do pociągu. Zasponsorował mu bilet całodobowy, po czym wysiedli na odpowiedniej stacji. - Witaj w Toudai... uniwerku dla kujonów - skrzywił się lekko wchodząc do środka. - Nie pytaj, bo ci nie odpowiem jak to się stało, że mnie przyjęli - zaśmiał się.
- Milszym, tylko ja nie wiem czy to w sumie miłe jest - zdecydował, kiedy weszli do środka, bo chciał mu pokazać jak to wygląda od środka. - Lubiłem zajęcia praktyczne - uśmiechnął się. - No wiesz... tak trochę pogrzebać w ludzkich szczątkach. Fajne to było - zaśmiał się nieco. - No i zdecydować co było przyczyną śmierci, jak to się stało... to wszystko można wyczytać z dowodów i ciała - skinął głową. - Więc to było miłe... i jakby ktoś mnie poprosił o pomoc to bym chętnie się w tym pobabrał... no wiesz w takiej pracy, a nie piekarni - machnął lekko ręką. - Poza tym... jak już wyszedłem z nałogu to miałem dość miły czas tutaj. Byłem dobrym uczniem, skończyłem uniwerek z wyróżnieniem. Miałem chłopaka - odchrząknął lekko. - Ale posypało się nam, bo on jechał do Francji, a ja nie chciałem - uśmiechnął się lekko. - No i nie był jakimś tam psychopatą...
- Wiem, że nie mogę. Mama wyraźnie mi zabroniła kontaktu ze truposzami, ze względu na te wszystkie zarazki - skinął głową. Doskonale zdawał sobie sprawę z ryzyka jakie niosły. - Nie żałuj - poprosił, całując go lekko w usta. - Następnym razem... będę musiał się mu postawić - poczochrał się po włosach. Po prostu nie chciał tego robić przyjacielowi i okazywać się gwiazdką z humorkami. - Mhm wcale się nie dziwię, że tak mówisz - ucałował go lekko raz jeszcze. - Teraz liczysz się tylko ty.
- Zobaczymy Taka-chan... na razie nigdzie nie jadę - uśmiechnął się do niego, opuszczając już mury uniwerka i pokazując mu park, w którym często przesiadywał. - Ale wolę go nosić na łańcuszku... trudniej zgubić - uśmiechnął się lekko.
- No chyba, że schudnę - pokazał mu język, choć wcale nie chciał tego robić. Pokazał więc mu swój akademik i pokój, który teraz niestety był już zamieszkany. Pokazał mu też ławkę na której zazwyczaj przesiadywał, po czym wziął go na czekoladę i mochi do jednej z mniejszych kawiarenek, a potem zabrał go do Shibuyi. - A tutaj... grałem pierwszy raz, zbierając pieniądze - wyszczerzył się, przystając z nim w jednym z miejsc i odruchowo robiąc im jeszcze jedno zdjęcie, po czym ucałował go i znów pstryknął ujęcie. A tak, żeby mieli trochę wspólnych wspomnień.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Po prostu chcę mieć wspomnienia z tobą - uśmiechnął się szczerze. - I chcę obkleić całą ścianę naszymi zdjęciami - dodał wesoło. - I naszymi z Yuyą też oczywiście - wtulił się w niego. - Grałem, dość często. Zazwyczaj tu pod drzewem, na tej ławce - wskazał miejsce. - Najbardziej lubiłem to robić gdy padało, bo wtedy przychodziło tylko niewielu ludzi i wiedziałeś że przychodzą by posłuchać bo na prawdę lubią twoją grę, a nie przystają tak sobie...
- Tak, lubiłem to - przyznał z uśmiechem, siadając mu na kolanach. - Myślę, że nadal to lubię - przyznał zaraz. - Ale teraz nie zaśpiewam... zdarłem głos - przyznał mu się, wtulając się w niego mocniej. - Może kiedyś mnie słuchałeś...
Tomo potrząsnął lekko głową. - Nie trzeba, wystarczy ciepła herbata i parę dni odpoczynku - uśmiechnął się do niego, po czym skinął głową. - Może - zgodził się, kładąc mu dłoń na serduszku i chowając głowę w jego szyi. - Ale na pewno jeszcze usłyszysz - obiecał z większym uśmiechem.
- Głupol... ławka jak ławka - pokazał mu język ze śmiechem, chwilę jeszcze tak z nim siedząc. Wtulił się w niego mocniej, tylko wdychając jego zapach, po czym przeciągnął się lekko i wstał. - Jak już tu jesteśmy to czas na sushi. Niedaleko jest moja ulubiona, ukochana knajpka. Taki starszy pan Toshiya ją prowadzi. Sushi wylatuje w bambusowych rurach i każdy talerzyk kosztuje tylko 100 jenów - uśmiechnął się, łapiąc go mocno za rękę. - Jest niedrogo a naprawdę smacznie - zapewnił go.
- Lubiłem, ale ten pan mnie nie wpuszczał jak byłem naćpany - wymamrotał. - Powiedział mi kiedyś, że to jest miejsce dla zdrowych na umyśle ludzi i jak już wyzdrowieje to on mi nawet postawi kilogram sushi - zachichotał. - Postawił - dodał zaraz. - Miałem darmowe obiady przez pół roku - odparł. - Uhm ja często... chodziłem do miejsc dla ludzi... a nie dla miejsc - przyznał szczerze, wchodząc do środka i zajmując miejsce przy wolnym stoliku. - Tu nie zamawiasz, tylko bierzesz jak ci się talerzyk spodoba - uśmiechnął się.
- No ja tam wcale nie jestem tego taki pewien - zaśmiał się, biorąc sobie porcję z tuńczykiem i nalewając wody z dzbanka. - Mhm bo ty jesteś taki smakosz mały - uśmiechnął się lekko. - Ale to dobrze - dodał zaraz. - Bo mam dobre jedzonko w domku.
Tomo zjadł jeszcze jedną porcję trochę się rumieniąc podczas jego słów. - Staram się, żeby ci smakowało - przyznał szczerze. - I żebyś pozwalał mi gotować dodatkowo - zachichotał.
- Ja dzisiaj płacę - odparł wesoło licząc szybko ile to im wyjdzie i podchodząc do kasy. Zapłacił za wszystko i dorzucił trochę napiwku, po czym wyszedł z Takano. - Jak tam dotrzemy będzie w sam raz... idziemy na Tokio Tower... chcę zobaczyć zachód słońca razem z tobą - stwierdził spokojnie, znów łapiąc go za rękę.
- Czasem zdarza mi się być romantykiem - usprawiedliwił się, przytulając się mocniej do jego ramienia. - A potem... wrócimy spacerkiem do domu, bo stamtąd kawałek jest, ale można iść dość ciekawą drogą - uśmiechnął się.
- Mhm uwielbiam je takie - przyznał Tomo przystając przy barierce i obserwując z pewną dozą nostalgii to miasto. Zaraz potem wtulił się w Takano, całując go lekko w usta. - Tęskniłem za tobą - szepnął mu do ucha.
- Nie miałem kiedy zadzwonić, starałem sie odpoczywać jak była wolna chwila - wyjaśnił spokojnie, chowając głowę w jego klatkę piersiową, bo przecież tak bardzo to lubił robić. - Jesteś najlepszy - oświadczył mu.
Tomo również zerknął w tamtą stronę, cały czas jednak nie odrywając się od mężczyzny. Kiedy słońce kompletnie zaszło jeszcze chwilę tak stał, zanim się od niego odsunął. - I jesteś idealny - oznajmił mu szeptem. - I mój.
- Zrobię je jak tylko przyjadę do domku - obiecał mu to zjeżdżając z nim na dół i ruszając parkami w stronę domu jego taty. W połowie jednak wszedł mu na plecy, przytulając się do niego. - Zmęczyłem się trochę - przyznał cicho.
Tomo roześmiał się serdecznie, całując go w kark i opierając zaraz brodę o jego ramię. - No przecież ci obiecałem że będziesz zmęczony... a tu nie idzie, więc dodatkowo masz te 50 kg żywej wagi na sobie.
- Mhm tu mnie masz - roześmiał się cicho, znów się do niego mocniej przytulając. - I nikt mi nic nie mówi - dodał jeszcze widząc z oddali odpowiedni dom.
- Jak przyjdziesz do łóżka to dostaniesz buziaka za to, że mnie tak dłuuugo nosiłeś i na dobranoc osobnego - obiecał przebierając się w dresik i czekając na Takano.
Tomo całował go dalej, nie zniechęcając go, ale również nie zachęcając na nic więcej. Oderwał się od niego dopiero kiedy zabrakło mu tchu. - No i jeszcze na dobranoc - szepnął muskając jego usta od tak dla zabawy.
- Mhm - skinął lekko głową, wtulając się w jego tors. - Przepraszam, nie mam siły na nic więcej - wymamrotał szczerze, tylko obejmując go ramionami w pasie.
Rano zostali obudzeni przez zapachy dochodzące z kuchni. Te dobre zapachy o dziwo. - Mhm pysznie pachnie - stwierdził cicho Tomo siadając na łóżku i pocierając jeszcze nierozbudzone oczy. Rozczochrał się jeszcze bardiej ziewając.
- Długo ćwiczyłem - przyznał mu się ojciec, siadając obok niego i czekając aż Tomo do nich dołączy. - Smacznego - Tomo usiadł między nimi i od razu poczęstował się grzanką.
Mężczyzna wyraźnie odetchnął z ulgą samemu też w końcu biorąc sobie jedną. - Tylko jedźcie ostrożnie dzisiaj - poprosił ich. - I ucałujcie Yuyę ode mnie.
Tomo obudził się pod koniec podróży. Odetchnął głęboko, kiedy byli już na miejscu. Wyszedł na świeże powietrze przeciągając się lekko. - Wreszcie w domku - uśmiechnął się odruchowo skacząc Takano na plecy. - Pójdziemy na plażę? - zapytał go. - Czy jesteś za mocno zmęczony kochanie?
- Spokojnie, nie było problemu... ale to przez to że byłem nieświadomy - westchnął, wtulając się w jego ramię. - Będziemy próbować na krótkich odcinkach? Na przykład po Yuyę do szkoły i z powrotem? - zaproponował spokojnie, idąc z nim w stronę plaży.
- Dobrze - zgodził się zaraz, wtulając się w jego bok. - Spróbujemy - zgodził się nabierając głębokiego oddechu, by odepchnąć rodzące się w nim uczucie strachu.
- Mhm i będę wam robił tym problemy - wymamrotał, ale zaraz spojrzał na morze i odetchnął pełną piersią, obserwując jego łagodnie kołyszące się fale. - Piękne - przyznał mu rację. - Za nim też tęskniłem.
- Skąd wiedziałes że się boję? Przecież ci tego nie powiedziałem - zauważył Tomo, trochę przerażony tym, jak Takano go dobrze czyta. Roześmiał się serdecznie słysząc wzmiankę o późnych godzinach. - Dziki seks na plaży?
- Nie, ochoty nie... to tylko luźna propozycja na nieco cieplejszy dzień - ucałował go w policzek, powoli wtapiając się w te jego ramiona i ciesząc się tym. - Uhm uwielbiam jak mnie tak trzymasz... czuję się wtedy bezpieczny i kochany - przyznał zanim ugryzł się w język.
- Bardzo chętnie - zgodził się na taką propozycję. - Wrócimy do niej w miesiącu miodowym - zgodził się z uśmiechem. - Uhm tak, chciałbym żebyś to robił częściej - przyznał zaraz, obracając się w jego ramionach i mocno go całując.
Zaśmiał się, bo rzeczywiście tak wyszło. - No ale przecież ja ci Francję pozostawiam całą do zaplanowania. Ty będziesz moim przewodnikiem kochanie - zaśmiał się lekko, łapiąc go mocniej za rękę i powolnym krokiem ruszając w stronę domu swojego taty.
- Kocham cię - chłopak objął go mocno ramionami, ciesząc się najbardziej z tej Australii, ale i Paryża. Wzruszył lekko ramionami. - Zdaję się na ciebie, ale jak wybierzesz USA to chcę zobaczyć Nowy Jork.
- Brzmi świetnie - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Nie mógłbym tego lepiej zaplanować... no i na dodatek będę z tobą. Cały czas, więcej sobie nie życzę.
- Znam ale jak nie widzę i siedzi obok ciebie ktoś kto ma takie samo ciało... to jest trudniej. Wolę zaufać węchowi - zaśmiał się lekko. - Bo tylko ty pachniesz jak ty.
- Ale to tak nie działa... ja jestem chudzielec i to prawie anorektyk, więc miałeś łatwo - wydął policzki, otwierając drzwi zanim jego ojciec podszedł do nich. - Hej, przyszliśmy odebrać psy - poinformował go. - Jak się czujesz? - mężczyzna złapał go w ramiona, chcąc mu się przyjrzeć dokładniej. - Dobrze, to było tylko zmęczenie - zapewnił go. - Zostaniecie na kawę i garnek zupy?
- No dobrze, wyśpijcie się - uśmiechnął się mężczyzna, kiedy Tomo zabrał pozostałe psiaki, w liczbie 3. - Pójdziesz od razu do łóżka - pogroził mu palcem przed oczyma Tomo witając się ze skaczącymi na niego psiakami.
Tomo w tym czasie umył się i zabrał się za pranie. Poza swoimi ciuchami wrzucił też część ciuchów Takano i Yuyi robiąc najpierw pranie białych rzeczy. Usiadł zmęczony na sedesie, rozmasowując sobie serce. Skrzywił się lekko, ale ból szybko minął. Odetchnął głęboko wracając do salonu. - Pralka wstawiona - uniósł kciuk do góry, siadając przy stole. - Mistrzu pachnie cudnie.
- Wywiesze pranie, wezmę leki i się położę - obiecał mu to idąc sprawdzić jak się mają sprawy za lasem z pralką. Ta grzecznie oświadczyła że już wyprała, więc powiesił wszystko na dworze, bo pogoda była na tyle dobra by mu wyschło. Wziął leki i poczekał na Takano.
Tomo pogłaskał go po piersi zasypiając na nim. W nocy jednak z niego się skulał jak to często bywał. Obudził się jednak o czwartej nad ranem z okropnym bólem serca, nie mogąc złapać oddechu. Nie zdawał sobie sprawy z wysokiej temperatury i krwi lecącej mu z nosa, kiedy usiadł na łóżku, szukając oddechu. Złapał jednak mocno Takano za rękę, kiedy uznał że sam sobie nie poradzi.
Tomo mu nie odpowiedział, zbyt skupiony na tym, by tylko złapać oddech i zignorować ból serca. Wtulił się w jego ramiona, płacząc cicho i walcząc o każdy oddech.
Spróbował, naprawdę się starając oddychać razem z nim, ale ból wyciskał mu łzy z oczu i nie pozwalał na niczym skupić. Powoli tracił siłę, mimo to wciąż walcząc o każdy oddech. Jego organizm poddał się dopiero po pół godzinie, a chłopak stracił przytomność. Mimo to oddychał bardzo ciężko, jakby wciąż walcząc o oddech.
Nie musiał długo czekać. Kobieta od razu weszła do sypialni, wstępnie badając chłopaka. Założyła mu maskę tlenową, by mu ułatwić oddychanie, po czym spojrzała na Takano. - Dlaczego nie przywiozłeś go do szpitala zaraz po powrocie z Tokio? Obiecaliście, że przyjdzie na kontrolę po waszym powrocie z Korei, nie przyszedł - zacisnęła mocniej wargi. Nie krzyczała na niego, bo znała upartość swojego syna. - Nie mogę go tu dobrze zbadać. Pojedziemy do szpitala. Jedziesz z nim z tyłu - oznajmiła, bo w tej chwili nie mogła nic więcej dla niego zrobić. Zacisnęła mocniej pięści. - Informuj gdyby jego stan się zmienił podczas podróży - poprosiła. - Ech i zostawiłam małego w domu samego - wymamrotała niezadowolona z tego faktu. - Pewnie się boi...
- Nie wiem, nie ja będę go leczyć. Jestem rodziną, mogę łatwo popełnić błąd - odparła spokojnie i zgodnie z prawdą. - Nie przepraszaj - poprosiła ruszając z miejsca. - Jakby zaczął się dławić połóż go na boku i masuj plecy - poradziła, choć w sumie wiedziała, że Takano umie się tym zająć.
Mama Tomo z nim nie została, tylko pojechała po Yuye i razem z malcem wróciła do szpitala. Chłopiec mocno przytulił się do taty, kiedy czekali na lekarza. Ten wyszedł dopiero po kilku godzinach. - Z kim mogę rozmawiać? - zapytał prosto z mostu. - Mieliście szczęście - odparł spokojnie, zapraszając Takano do gabinetu. Kobieta odstąpiła mu miejsce, zajmując się Yuyą, który teraz zaglądał przez szybkę by tylko dojrzeć Tomo. - Nie mam dobrych wieści - oznajmił mężczyzna, uznając że nie będzie owijał w bawełnę. Pokazał Takano zdjęcia klatki piersiowej i głowy Tomo. - Są przerzuty - wskazał na guzy w płucach chłopaka. - Oczywiście będziemy leczyć, jednak - spojrzał na Takano poważnie. - Nie ma to sensu, jeśli pański... mąż - zawahał się, bo nie bardzo wiedział kim dla siebie są. - wciąż będzie palił.
Lekarz skinął tylko głową na znak, że się zgadza, po czym odprowadził mężczyznę do poczekalni. Nadal stał na paluszkach obserwując wszystko za szybką. - Tatuś co to za maszyna? - zapytał wskazując jedną z nich. - A to boli jak się jej używa? - nic nie mógł poradzić na to że był ciekawy.
[oj bo mnie oskarżyłaś o swój rysunek! xD i ja lubię torturować Takano... swoją droga silny jest xD]
- Ale wujek śpi tatuś - chłopiec nie bardzo rozumiał o co chodzi. Instynktownie jednak przytulił mocno Takano i nie chcąc mu przeszkadzać poszedł do babci.
Tomo był nieprzytomny trzy doby, po czym wreszcie otworzył oczy. Zmrużył je jednak zaraz i usiadł, by zostać popchniętym przez czyjeś ręce na materac. Zaskoczony spojrzał w tamtą stronę, odnajdując smutne oczy Takano. Tak naprawdę wszystko go bolało, ale póki co tego nie zauważał. Wyciągnął dłoń i dotknął nią policzka mężczyzny. - Czemu płaczesz? - zapytał go z wysiłkiem, wciąż nie ściągając maski tlenowej z buzi.
- Taka-chan? - Tomo nie bardzo go rozumiał. Jego ton trochę go zaalarmował. Nie wiedział czego się spodziewać. Patrzył więc za nim, gdy ten opuszczał pomieszczenie. Rozejrzał się dookoała. Więc był w szpitalu...
Tomo wysłuchał lekarza tak na prawdę to na w pół go słuchając, a na w pół skupiając się na swoim stanie zdrowia. - Zaczniemy naświetlania jak szybko twój stan się ustabilizuje - wyjaśnił mu doktor. - I obawiam się, że będziesz musiał zrezygnować z palenia papierosów. Mówiąc kolokwialnie, rak zaatakował ci płuca, nie karm go jeszcze bardziej. - Dobrze - chłopak przymknął oczy nie mając teraz siły się kłócić. - Postaram się je odstawić... no bo... obiecałem Takano, że go nie opuszczę - uśmiechnął się lekko.
- Nic nie trzeba - wyszeptał, znów próbując usiąść, by lepiej widzieć Takano, ale wyszło mu to raczej koślawo. - Może... drugi dres, jakiś ręcznik, telefon... - wymienił kilka rzeczy. - I książkę?
- Będę się starał, nie stracisz mnie - odparł chłopak całkowicie poważnie. W końcu planował z nim całe swoje życie. - Nie martw się - spróbował tryskać optymizmem, żeby go nie zdołować.
- Wiem - odparł spokojnie chłopak. - Ale ty rzucasz je ze mną, więc... dam sobie radę - skinął głową uśmiechjąc się lekko, ale zaraz zamknął oczy nieco zmęczony.
- Kocham cię - szepnął mu jeszcze Tomo zasypiając. Kiedy znów się obudził Takano już przy nim nie było. Spojrzał na zegarek i skinął głową. No tak, nie mógł przecież nim być 24 godziny na dobę. On sam by tego nie chciał.
Tomo miał już na tyle siły, że był w stanie siedzieć na łóżku, kiedy więc Takano znów do niego przyszedł, uśmiechnął się lekko, kiwając do niego. - Taka-chan, zobacz co dostałem od Yuyi - pokazał mu piękną laurkę. - Powiedział, że poszedł na wagary żeby mi ją dać - podrapał się po głowie. - Ale nie krzycz na niego.
- Taka-chan ale dbaj o siebie - poprosił go sięgając po ciasto czekoladowe. Posmakował go trochę. - Pychotka - uśmiechnął się szerzej, częstując go kawałkiem ciasta.
- Tak, jestem trochę silniejszy. Lekarz mówi, że za dwa dni rozpocznę chemię, bo będę na tyle stabilny - dodał zaraz. - I... nie paliłem jeszcze - dodał po chwili ciszy, jedząc dalej ciasto.
- Ja też, ale mama mi powiedziała, że im szybciej tym lepiej - odparł zgodnie z prawdą uśmiechając się nieco szerzej. - Mogę cię pocałować? - zapytał zaraz
Pokręcił przecząco do głową. - Na festyn - odparł mu na to z uśmiechem, cały czas na niego patrząc. - W nocy wciąż mi zakładają tlen, boją się że stracę oddech - przyznał się mu. - Ale już lepiej. Leki chyba działają, bo serce mniej boli.
- ALe musi być wystrzałowy, tak żeby dodawał wszystkim energii - uśmiechnął się do niego, po czym zamknął oczy. - Przepraszam - szepnął jeszcze zanim zasnął.
- Nic się nie stało, sam sobie poradzę. Ty tatuś i tak nie masz głowy i nerwów na mnie teraz - odparł chłopiec, wysiadając z samochodu jak tylko zaparkowali przed domem i biegnąc do pokoju, w którym się zaraz zamknął.
- Nic się nie stało! Sam dam radę! - odkrzyknął chłopiec chowając się pod biurkiem ze swoim misiem i cicho w niego płacząc. Nie chciał nikomu przeszkadzać, a póki co każdemu zawadzał.
- To dasz mi pieniążka? - zapytał cichutko. - Bo ja już oddałem wszystkie moje pieniążki - dodał zaraz mówiąc o tygodniówce którą tak oszczędzał. - Bo oni powiedzieli że mnie zabiją - wyjaśnił.
- Bo jak idę do babci to w parku... dwóch chuliganów jest - odparł, wtulając się mocniej w Takano i cicho płacząc. - Ale ja nie chciałem tatusia martwić...
Chłopiec skinął lekko główką, wtulając się w niego mocniej. - Tatusiu... bo ja dzisiaj nie poszedłem na w-f... bo chciałem wujka zobaczyć - przyznał mu cicho.
- Jupi! - chłopiec zabrał swoją pijamkę i pobiegł się umyć, a kiedy był już czysty wskoczył pod kołdra w sypialni Takano i Tomo, przytulając się ttrochę do pandy.
Następnego dnia Tomo czekał na Takano przy wyjściu ze szpitala, trzymając w dłoniach drążek z kroplówką. Kiedy ich zobaczył na parkingu, zamachał do nich, ale nie wyszedł na zewnątrz. I tak lekarze chcieli go zamordować za wyjście z łóżka.
- Chciałem ci pokazać, że już mi trochę lepiej - uśmiechnął się do niego szeroko, łapiąc za rękę Yuyę. - Tylko wolno chodzę - zastrzegł. - I... możemy wziąć windę?
- Weźmiemy wózek! - zaproponował Yuya widząc parę wolnych. - Tatuś i potem wujek będzie mógł sam jeździć do łazienki - uznał to za dobry pomysł. - Un możemy wziąć, bystrzaku - zgodził się Tomo.
- Co wczoraj mieliście na obiad? - zapytał Yuyi, biorąc go sobie na kolana i obejmując lekko ramionami. - Curry wujku, ale twoje lepsze - odparł chłopiec jak zwykle szczerze. - I powiedziałem tatusiowi że nie byłem na w-f... - To dobrze, odważny maluch - ucałował go w czółko.
- Super, wreszcie zjem coś dobrego - ucieszył się, a Yuya pokazał Takano język, wtulając się mocniej w wujka. - Ne Taka-chan? - Tomo odwrócił się by na niego spojrzeć. - Uhm a kupisz mi czekoladę? No bo mnie... ciągnie do nikotyny - przyznał mu zagryzając wargi.
- Tak! Naprawdę? Gorąca czekolada? Jeju... - Tomo miał ochotę go uściskać, ale teraz nie miał jak tego zrobić. Kiedy dotarli do sali, Yuya zszedł mu z kolan, a on usiadł na łóżku. - Tatuś! Przytul wujka! - zarządził chłopiec.
- Dziękuję - Tomo oplótł go ramionami przymykając oczy i tylko wdychając jego zapach. - Dziękuję - powtórzył czując pojedyncze łzy, ale szybko je starł. Nie ma płakania. - To dostanę tej czekolady gorącej? - zapytał zaraz wyszczerzając się do niego. - Tatuś? Ja pójdę do dzieci pobawić się zabawkami dobrze? - zapytał chłopiec, bo przecież znał już dobrze ten szpital.
- Dziękuję - Tomo ogrzał sobie dłonie o kubek i upił łyk płynu. - Pycha - uśmiechnął się. - Twoja... naprawdę pyszna - mruknął. - Coś się stało z Yuyą? - zapytał go zaraz.
- Uhm ale teraz już będzie dobrze, prawda? - upewnił się. - Taka-chan, wejdziesz do łóżka? - zapytał go zaraz posuwając się na łóżku, by zrobić mu miejsce.
Tomo przytulił się do niego mocniej, wdychając jego zapach, który był dla niego najlepszą nikotyną. - Uhm a pomożesz mi umyć włosy później? - zapytał go kończąc czekoladę i odkładając kubek.
- Naprawdę - uśmiechnął się do niego Tomo, przytulając się do niego wygodniej. - Przywieziesz mi jutro swoją bluzę? - zapytał zaraz. - No bo nie mam tu nic twojego - wymamrotał.
- Ja wiem, że widziałeś, ale... - zacisnął mocniej wargi. - Ale nie chcę żebyś znów mnie takiego widział - przyznał szczerze. - No bo tak strasznie cierpisz...
- Uhm po prostu bym tego nie chciał - westchnął Tomo. Nie lubił się takiego. Jeszcze powie coś znowu Takano i co będzie? Przecież on czasem przeżywał załamanie nerwowe...
- Uhm raz w tygodniu? - zaproponował od razu, nie chcąc by był tu często. Po prostu bał się, że przy nim nie wytrzyma. Przytulił się do niego mocniej. - Kocham cię.
- Dobrze - zgodził się na te dwa razy w tygodniu, bo przecież nie chciał się kłócić ani nic. - Trochę boli jak oddycham - mruknął po dłuższej chwili i sięgnął sobie po maseczkę z tlenem.
- To jutro mi pomożesz umyć słowy - uśmiechnął się nieco szerzej. - Ja ciebie też - dodał jeszcze. - I Yuyę też... bardzo mocno - zamknął oczy powoli zasypiając. Już powoli przyzwyczajał się do tego, że nie musi informować o tym Takano.
- Tatusiu dzisiaj nie było chuliganów - oznajmił nagle Yuya, bo wciąż się ich bał. - Ale...ale mogę nadal wracać z tatą do domu zaraz po szkole? - zapytał cicho. - I pani powiedziała że musisz przyjść na zebranie z rodzicami.
- Po jutrze o 5 - odparł cicho. - Wujek zawsze chodził, ale wujka nie mogę poprosić teraz - dodał, bo wiedział że piątki są nieco bardziej wymagające dla Takano. Na weekend więcej osób przychodzi kupować słodkości.
- Uhm tatuś bo ja dostałem 2 - wymamrotał chłopiec. - I 3 - dodał jeszcze. - Z japońskiego - poczuł że Takano zaraz się na niego zdenerwuje więc zaczął szybciej składać żurawie. - Tak, bo jutro szkoła.
Następnego dnia Tomo już po nich nie zszedł, tylko czekał w pokoju. Uśmiechnął się lekko, siadając na łóżku i ucałował Yuyę. - Wujek proszę - podał mu maskotkę. - Tatuś kupił nam takie same. Trzy takie same. Ten jest twój wujek - uśmiechnął się wchodząc mu do łóżka. - Zagramy w kółko i krzyżyk? - Zagramy - Tomo spojrzał na maskotkę i przytulił ją do siebie, zaraz odkładając go na szafkę i biorąc czystą kartkę.
- Bo ja dostałem złe oceny z kanji - odparł chłopiec, przytulając się do Tomo. - Nie ma się czego wstydzić, ja tez dostawałem dwóje - poczochrał maluszka po włosach. - Ale tatuś nie... - Bo tatuś to geniusz był - zaśmiał się chłopak. - Pokaż tę czytankę, poczytamy i pouczym się. Naucze cię jak trzeba kojarzyć znaczki - ucałował chłopca w czółko.
Tomo wywrócił tylko oczyma jakoś mu nie wierząc. Zaśmiał się cicho, po czym zabrał się z Yuyą za czytanie. Tłumacząc mu pokolei kanji, które maluch nie umiał. Po godzince Yuya wyglądał na zmęczonego i zasypiał, ale potrafił przeczytać całą stronę. - Na jutro przygotuję ci nowy tekst z tymi kanji - uśmiechnął sie do niego Tomo. - Hm... może tekst jakiejś piosenki, to sprawdzimy czy pamiętasz. - Tak jest - chłopiec zeskoczył z łóżka i schował podręcznik do torby. - Tatuś pójdę się pobawić na dół dobrze? - upewnił się że może.
- Dobrze się czuję - uśmiechnął się. - Jeszcze mi trochę czekoladek zostało, ale są pyszne - dodał zaraz, na chwilę opadając na poduszki. - Pewnie, że dam. Chętnie go pouczę - dodał nieco żwawiej. - Pomożesz mi dzisiaj z włosami?
Tomo miał przed tym trochę oporów, bo chciał to zrobić sam, ale tego dnia nie miał za bardzo na nic siły, dlatego teraz tylko mocno trzymał się mężczyzny, pozwalając mu działać. - A co u ciebie w pracy? - zapytał, kiedy już skończyli i udało mu się samemu wytrzeć. - Dużo ludzi przychodzi?
- Mochi - odparł uparcie, bo dzisiaj tego nie dostał. Postawił pudełeczko przy łóżku, wsypując do niego jeszcze resztę czekoladek i oddając drugie pudełko Takano. Posmakował ciasteczka. - I czekoladę w termosie - dodał zaraz. - I drugą część - oddał mu książkę.
- Jutro, ale mogę ją przesunąć o jeden dzień - uśmiechnął się lekko. To nie stanowiło problemu, a przecież on chciał zostać z małym trochę. - Rozumiem cię - dodał, łapiąc go za rękę. - Ne, ne... a po zebraniu pryniesiesz nam pachnącą pizzę? - zapytał zaraz. - Proooszę.
- Wujku? A ja też mogę trochę czekolady? - Pewnie kochanie - Tomo sięgnął po dwa kubki i pozwolił chłopcu rozlać czekoladę. - Za ciebie słoneczko. Żebyś miał dobre życie z tatą - ucałowal go w policzek. - I wujkiem! - dodał energicznie malec. - Uhm i ze mną - zgodził się Tomo.
- Tatuś zobacz! - chłopiec wziął od Tomo piosenkę, którą przed chwilą napisali w samych kanji i wszystko mu przeczytał. - Już umiem trochę - uśmiechnął się szeroko. - I będziemy się uczyć dalej - zapewnił go Tomo sięgając po kawałek pizzy. - Wreszcie jakieś dobre jedzonko... a nie to szpitalne.
- Uhm - Tomo odwrócił jednak wzrok potakując mu na to pytanie. Założył kosmyk włosów za ucho, ale zaraz się rozchmurzył. - Znaczy czasem mam koszmary, ale to nic - uśmiechnął się do niego szerzej.
- Jest ok, naprawdę - zapewnił go spokojnie. - Śpię... tak trzy godzinki w nocy, ale wolę poczytać - stwierdził zaraz. - Potem odsypiam - uśmiechnął się szerzej. - Z bluzą lepiej.
- Taka-chan... - Tomo zagryzł mocniej wargi i zamknął oczy żeby powstrzymać się od płaczu. - Ja naprawdę czuję się dobrze - mruknął kiedy nabrał głębokiego oddechu. - Nic mi nie jest. Trzymam się i wiem, że mnie kochacie - spojrzał na niego już teraz z lekkim uśmiechem. - Kocham wwas.
- Wiem - Tomo objął go mocniej ramionami, na chwilę chowając się w jego piersi. - Wiem - powtórzyl. - Staram się Taka-chan - dodał zaraz. - Nie palę, jem, nie robię dużych problemów... chodzę na wszystkie badanie i nie wybrzydzam. Staram się.
- Uhm dobrze - Tomo ściągnął pierścionek i schował go do swojego portfela, który też włożył do szafki. - Chowam na noc, bo troszkę przeszkadza - przyznał cicho. - I jutro na chemii też nie będę go mieć - dodał oddychając nieco ciężej. - Kiedy teraz przyjedziecie?
Tomo przytulił malucha i ucałował go w czółko. - Kochanie... może umówmy się, że będziesz mnie odwiedzał raz na dwa tygodnie i wtedy zrobimy taką długą wizytę - zaproponował cicho, całując go w policzek.
- Jest piękna - postawił ją obok pozostałych. - Przestają mi się tu mieścić - roześmiał się. - Ne? A twój tata? Mama mówiła, że przyjeżdża za tydzień... zostaje z wami?
- Ja wiem, ale ich kotlety są tak twarde, że mogę nimi rzucać o podłogę i się nie złamią - poczuł łzy w oczach i postarał się je szybko zetrzeć, by nie martwić Takano.
- Nic, ja tylko... naprawdę staram się jeść, ale niektóre rzeczy nie są zjadliwe, albo wymiotuję - przycisnął go delikatnie do siebie, wtulając głowę w jego pierś. Poczuł jeszcze kilka łez na policzkach.
- Nie chcę - potrząsnął przecząco głową, w końcu go puszczając. - Mam wasze na telefonie - pokazał mu dwa zdjęcia. - Jak mi smutno to na nie patrze - uśmiechnął się szerzej. - Tylko ładowarka by mi się przydała...
- Nie kotuś. Na razie wszystko gra, podłączył sobie telefon pod ładowarkę. - Tylko możesz mi nalać troch wody do kubka? Ręce mi się trzęsą i rozlewam zanim naleję...
Dwa dni później Takano został obudzony przez dźwięczacy telefon. Tomo wybrał jego numer o 2 nad ranem. - Taka-chan? Boli - wyszeptał cicho, starając się powstrzymać drżenie głosu i płacz. - Pośpiewaj mi - poprosił go, chowając się pod kołdrę całkowicie. - Tylko troszkę.
- Przepraszam, że cię tak budzę, przepraszam, prszepraszam - Tomo długo powtarzał wciąż i wciąż to samo słuchając jednocześnie jego głosu, by w końcu zasnąć równomiernie.
Psinka polizała go łagodnie po policzku, mrucząc tylko trochę by mu dodać otuchy, a w progu stanął Yuya nieco zaspany. - Tatuś... myślałem że pojechałeś do wujka - powiedział cicho, podchodząc do mężczyzny i mocno się w niego wtulając.
- Tatuś jest dobrym człowiekiem - stwierdził cicho zmęczony chłopiec, pozwalając mu poprowadzić się z powrotem do łóżka i tam przytulając się do niego mocno.
Kilka dni później, Takano został zatrzymany przez lekarza jeszcze przed salą Tomo. - Proszę tam teraz nie wchodzić. On nie chce żeby pan go widział w takim stanie - poprosił go. - Słyszałem, że pan dobrze gotuje... może przygotowałby pan posiłek dla niego z naszych produktów. Panie panu udostępnią kuchnię.
- Zostawię to już pańskiemu wyborowi. Obiecałem Tomo, że raz pana zatrzymam - wyjaśnił spokojnie. - Zrobiłem to - wzruszył ramionami, prowadząc go do kuchni.
Tomo leżał schowany pod kołdrą, trochę dygocząc z zimna. Przestał już wymiotować z czego się cieszył. Słysząc że ktoś wchodzi, wychylił nos spod kołdry i zaraz znów się pod nią schował.
Tomo podniósł się na łokciach, a potem z lekkim trudem usiadł na łóżku, opierając się mocniej o poduszki. Wziął do ręki łyżkę i powoli zaczął zajadać omlet. - Pycha - uśmiechnął się do niego.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 801 – 1000 z 4999 Nowsze› Najnowsze»Tomo obudził się następnego dnia rano, przeciągając się lekko i z uśmiechem patrząc na jeszcze śpiącego Takano. Zaraz ucałował go mocno w usta, przytulając się jeszcze do niego na trochę, zanim wstał z łóżka by zrobić lekkie śniadanko.
- No dobrze - zgodził się Tomo, wracając grzecznie do łóżka i obejmując go lekko ramieniem, wtulił się w jego pierś.
- Przez pierwsze dni nie było tak źle... spałem po pięć godzin ale potem Alex trochę zwariował - przyznał szczerze. - Ale rozmawiałem zawsze z twoim tatą i uhm... powiedziałem mu w końcu że nie daję rady - przyznał się, zaciskając mocno wargi. - Ale ty miałeś to zamówienie - przypomniał sobie ich ostatnią rozmowę. - I nie chciałem cię martwić, nie kiedy miałeś tyle pracy...
- Ja wiem, tylko... no nie chciałem ci przerywać, bo dla mnie ty jesteś najważniejszy - westchnął cicho, wtulając w niego głowę. - Um... bo chyba tak traktował - przyznał. - Ale jadłem... naprawdę jadłem - rzucił dalej.
- Ale z tobą, na spacer - uśmiechnął się zaraz. - Już mi lepiej - dodał jeszcze. - Uhm... a możemy jutro pojechać do domu? - zapytał go zaraz.
- Jak wezmę środki nasenne to dam radę - uśmiechnął się lekko, całując go nieco w usta.
- Uhm mogę spróbować, ale jak ci zwymiotuję na tapicerkę to nie krzycz - zastrzegł sobie, wstając w końcu z łóżka. - Zrobię śniadanko i zrobię ci małą wycieczkę po... moim Tokio.
- Możemy go przemagać... na krótszym odcinku? - poprosił Tomo, ubierając się. - Nie ma czego się bać. Pokażę ci mój uniwerek, potem pokażę parę ciemnych zaułków, skończymy na dobrych okonomiyaki w taniej knajpce.
- No to pójdziemy na dobre sushi - dodał zaraz, już ubrany schodząc na dół i robiąc lekkie śniadanko.
- Dzisiaj tak szybko? - zdziwił się trochę mężczyzna schodząc z nimi na dół. - Jedziecie jutro? - zapytał ich z uśmiechem. - To dzisiaj pijemy - klepnął Takano w plecy zasiadając do śniadanka.
Tomo zrobił im typowo japońskie śniadanie z zupą miso i omletem jajecznym.
- Nawet jednego kieliszka wina ze starym ojcem nie wypijesz? - westchnął przeciągle mężczyzna, po czym już nic więcej nie powiedział.
- Jednego wypije tato - odparł za niego Tomo, całując Takano w policzek i zabierając się za jedzonko.
- No dobrze, to nie wypijesz - chłopak zjadł swój omlet i podebrał trochę zupki od Takano. - Będziesz zbyt zmęczony by pić - zaśmiał się lekko
- Już się chyba wyspałem, więc jest lepiej - zgodził się. - Wezmę prysznic i możemy iść - zdecydował idąc do łazienki i zostawiając ich samych.
- Nie ma za co, przecież widzę kiedy coś jest nie tak - uśmiechnął się do niego lekko. - A on... po prostu nie chciał ci sobą zawracać głowy. Powiedział mi że masz dużo pracy i nie masz czasu żeby nagle wszystko rzucić - pokręcił lekko głową. - Ale ja cię znam - klepnął go w ramię. - Trochę ale jednak znam - zachichotał. - Właśnie! Nauczyłem się robić tosty na patelni. Zrobię wam na kolację - klasnął w dłonie. Musiał sie pochwalić.
- No to jutro na śniadanie. No daj mi się pochwalić - zamarudził niczym dziecko, zbierając naczynia i wkładając je do zmywarki.
Tomo ubrał się dość normalnie, dobierając tylko odpowiednie spodnie, które mu jeszcze nie spadały. Dopełnił stroju wkładając łańcuszek z obrączką na nim i poczekał na Takano na dole, a kiedy go zobaczył wtulił się w niego mocno, by zaraz złapać za rękę i wyciągnąć telefon przed siebie robiąc im zdjęcie.
- Kocham cię - oświadczył wesoło wychodząc z nim na zewnątrz.
- Pojedziemy metrem bo to spory kawałek stąd. To dzielnica bogaczy - odchrząknął. - A tamta trochę mniej - dodał wtulając się w jego ramię i prowadząc do pociągu. Zasponsorował mu bilet całodobowy, po czym wysiedli na odpowiedniej stacji. - Witaj w Toudai... uniwerku dla kujonów - skrzywił się lekko wchodząc do środka. - Nie pytaj, bo ci nie odpowiem jak to się stało, że mnie przyjęli - zaśmiał się.
- Milszym, tylko ja nie wiem czy to w sumie miłe jest - zdecydował, kiedy weszli do środka, bo chciał mu pokazać jak to wygląda od środka. - Lubiłem zajęcia praktyczne - uśmiechnął się. - No wiesz... tak trochę pogrzebać w ludzkich szczątkach. Fajne to było - zaśmiał się nieco. - No i zdecydować co było przyczyną śmierci, jak to się stało... to wszystko można wyczytać z dowodów i ciała - skinął głową. - Więc to było miłe... i jakby ktoś mnie poprosił o pomoc to bym chętnie się w tym pobabrał... no wiesz w takiej pracy, a nie piekarni - machnął lekko ręką. - Poza tym... jak już wyszedłem z nałogu to miałem dość miły czas tutaj. Byłem dobrym uczniem, skończyłem uniwerek z wyróżnieniem. Miałem chłopaka - odchrząknął lekko. - Ale posypało się nam, bo on jechał do Francji, a ja nie chciałem - uśmiechnął się lekko. - No i nie był jakimś tam psychopatą...
- Wiem, że nie mogę. Mama wyraźnie mi zabroniła kontaktu ze truposzami, ze względu na te wszystkie zarazki - skinął głową. Doskonale zdawał sobie sprawę z ryzyka jakie niosły. - Nie żałuj - poprosił, całując go lekko w usta. - Następnym razem... będę musiał się mu postawić - poczochrał się po włosach. Po prostu nie chciał tego robić przyjacielowi i okazywać się gwiazdką z humorkami. - Mhm wcale się nie dziwię, że tak mówisz - ucałował go lekko raz jeszcze. - Teraz liczysz się tylko ty.
- Zobaczymy Taka-chan... na razie nigdzie nie jadę - uśmiechnął się do niego, opuszczając już mury uniwerka i pokazując mu park, w którym często przesiadywał. - Ale wolę go nosić na łańcuszku... trudniej zgubić - uśmiechnął się lekko.
- No chyba, że schudnę - pokazał mu język, choć wcale nie chciał tego robić. Pokazał więc mu swój akademik i pokój, który teraz niestety był już zamieszkany. Pokazał mu też ławkę na której zazwyczaj przesiadywał, po czym wziął go na czekoladę i mochi do jednej z mniejszych kawiarenek, a potem zabrał go do Shibuyi.
- A tutaj... grałem pierwszy raz, zbierając pieniądze - wyszczerzył się, przystając z nim w jednym z miejsc i odruchowo robiąc im jeszcze jedno zdjęcie, po czym ucałował go i znów pstryknął ujęcie. A tak, żeby mieli trochę wspólnych wspomnień.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Po prostu chcę mieć wspomnienia z tobą - uśmiechnął się szczerze. - I chcę obkleić całą ścianę naszymi zdjęciami - dodał wesoło. - I naszymi z Yuyą też oczywiście - wtulił się w niego. - Grałem, dość często. Zazwyczaj tu pod drzewem, na tej ławce - wskazał miejsce. - Najbardziej lubiłem to robić gdy padało, bo wtedy przychodziło tylko niewielu ludzi i wiedziałeś że przychodzą by posłuchać bo na prawdę lubią twoją grę, a nie przystają tak sobie...
- Tak, lubiłem to - przyznał z uśmiechem, siadając mu na kolanach. - Myślę, że nadal to lubię - przyznał zaraz. - Ale teraz nie zaśpiewam... zdarłem głos - przyznał mu się, wtulając się w niego mocniej. - Może kiedyś mnie słuchałeś...
Tomo potrząsnął lekko głową.
- Nie trzeba, wystarczy ciepła herbata i parę dni odpoczynku - uśmiechnął się do niego, po czym skinął głową. - Może - zgodził się, kładąc mu dłoń na serduszku i chowając głowę w jego szyi. - Ale na pewno jeszcze usłyszysz - obiecał z większym uśmiechem.
- Głupol... ławka jak ławka - pokazał mu język ze śmiechem, chwilę jeszcze tak z nim siedząc. Wtulił się w niego mocniej, tylko wdychając jego zapach, po czym przeciągnął się lekko i wstał. - Jak już tu jesteśmy to czas na sushi. Niedaleko jest moja ulubiona, ukochana knajpka. Taki starszy pan Toshiya ją prowadzi. Sushi wylatuje w bambusowych rurach i każdy talerzyk kosztuje tylko 100 jenów - uśmiechnął się, łapiąc go mocno za rękę. - Jest niedrogo a naprawdę smacznie - zapewnił go.
- Lubiłem, ale ten pan mnie nie wpuszczał jak byłem naćpany - wymamrotał. - Powiedział mi kiedyś, że to jest miejsce dla zdrowych na umyśle ludzi i jak już wyzdrowieje to on mi nawet postawi kilogram sushi - zachichotał. - Postawił - dodał zaraz. - Miałem darmowe obiady przez pół roku - odparł. - Uhm ja często... chodziłem do miejsc dla ludzi... a nie dla miejsc - przyznał szczerze, wchodząc do środka i zajmując miejsce przy wolnym stoliku. - Tu nie zamawiasz, tylko bierzesz jak ci się talerzyk spodoba - uśmiechnął się.
- No ja tam wcale nie jestem tego taki pewien - zaśmiał się, biorąc sobie porcję z tuńczykiem i nalewając wody z dzbanka. - Mhm bo ty jesteś taki smakosz mały - uśmiechnął się lekko. - Ale to dobrze - dodał zaraz. - Bo mam dobre jedzonko w domku.
- Przecież mówię, że to bardzo dobrze, bo mnie rozsmakowujesz - pokazał mu język samemu jedząc swoją porcję i dobierając sobie trochę więcej sushi.
Tomo zjadł jeszcze jedną porcję trochę się rumieniąc podczas jego słów.
- Staram się, żeby ci smakowało - przyznał szczerze. - I żebyś pozwalał mi gotować dodatkowo - zachichotał.
- Ja dzisiaj płacę - odparł wesoło licząc szybko ile to im wyjdzie i podchodząc do kasy. Zapłacił za wszystko i dorzucił trochę napiwku, po czym wyszedł z Takano. - Jak tam dotrzemy będzie w sam raz... idziemy na Tokio Tower... chcę zobaczyć zachód słońca razem z tobą - stwierdził spokojnie, znów łapiąc go za rękę.
- Czasem zdarza mi się być romantykiem - usprawiedliwił się, przytulając się mocniej do jego ramienia. - A potem... wrócimy spacerkiem do domu, bo stamtąd kawałek jest, ale można iść dość ciekawą drogą - uśmiechnął się.
- To dobrze - chłopak wtulił się w niego mocniej, nie mogąc jakoś tak się nim nacieszyć. - Ne... ale wjedziemy windą dobrze? - poprosił.
- Mhm uwielbiam je takie - przyznał Tomo przystając przy barierce i obserwując z pewną dozą nostalgii to miasto. Zaraz potem wtulił się w Takano, całując go lekko w usta. - Tęskniłem za tobą - szepnął mu do ucha.
- Nie miałem kiedy zadzwonić, starałem sie odpoczywać jak była wolna chwila - wyjaśnił spokojnie, chowając głowę w jego klatkę piersiową, bo przecież tak bardzo to lubił robić. - Jesteś najlepszy - oświadczył mu.
Tomo również zerknął w tamtą stronę, cały czas jednak nie odrywając się od mężczyzny. Kiedy słońce kompletnie zaszło jeszcze chwilę tak stał, zanim się od niego odsunął.
- I jesteś idealny - oznajmił mu szeptem. - I mój.
- Zrobię je jak tylko przyjadę do domku - obiecał mu to zjeżdżając z nim na dół i ruszając parkami w stronę domu jego taty. W połowie jednak wszedł mu na plecy, przytulając się do niego.
- Zmęczyłem się trochę - przyznał cicho.
Tomo roześmiał się serdecznie, całując go w kark i opierając zaraz brodę o jego ramię.
- No przecież ci obiecałem że będziesz zmęczony... a tu nie idzie, więc dodatkowo masz te 50 kg żywej wagi na sobie.
- Żartowałem ci tylko - dmuchnął mu w uszko, zaraz przytulając się mocniej do jego pleców. - Poza tym... ja lubię gdy mnie nosisz - dodał jeszcze.
- Mhm tu mnie masz - roześmiał się cicho, znów się do niego mocniej przytulając. - I nikt mi nic nie mówi - dodał jeszcze widząc z oddali odpowiedni dom.
- Nie wykorzystuję mocno - wymamrotał czując się dotknięty tym oskarżeniem. Zdjął buty i wszedł powoli do ich pokoju, gdzie padł na łóżko.
- Jak przyjdziesz do łóżka to dostaniesz buziaka za to, że mnie tak dłuuugo nosiłeś i na dobranoc osobnego - obiecał przebierając się w dresik i czekając na Takano.
Tomo objął go mocno za szyję i zaczął całować tak jakby to miał być ich ostatni pocałunek.
Tomo całował go dalej, nie zniechęcając go, ale również nie zachęcając na nic więcej. Oderwał się od niego dopiero kiedy zabrakło mu tchu.
- No i jeszcze na dobranoc - szepnął muskając jego usta od tak dla zabawy.
- Mhm - skinął lekko głową, wtulając się w jego tors. - Przepraszam, nie mam siły na nic więcej - wymamrotał szczerze, tylko obejmując go ramionami w pasie.
Rano zostali obudzeni przez zapachy dochodzące z kuchni. Te dobre zapachy o dziwo.
- Mhm pysznie pachnie - stwierdził cicho Tomo siadając na łóżku i pocierając jeszcze nierozbudzone oczy. Rozczochrał się jeszcze bardiej ziewając.
- Tak... uhm ale nie będziesz zły jak ci prześpię całą drogę? - upewnił się zanim poszedł się umyć i ubrać już gotowy do drogi.
- Mam nadzieję, że tak samo smakuje - oznajmił jego ojciec z lekkim westchnieniem, stawiając obok talerza pełnego grzanek trzy herbaty.
- Długo ćwiczyłem - przyznał mu się ojciec, siadając obok niego i czekając aż Tomo do nich dołączy.
- Smacznego - Tomo usiadł między nimi i od razu poczęstował się grzanką.
Mężczyzna wyraźnie odetchnął z ulgą samemu też w końcu biorąc sobie jedną.
- Tylko jedźcie ostrożnie dzisiaj - poprosił ich. - I ucałujcie Yuyę ode mnie.
- Ja to wszystko wiem i Ci ufam, ale mimo wszystko uważaj na drodze - powtórzył tylko mężczyzna, obejmując Takano w przypływie ojcowskiej troski.
- Dobrze - Tomo poznosił jeszcze do kuchni naczynia i pożegnał się z tatą Takano, po czym wziął swoje leki i środek nasenny.
Tomo wszedł do samochodu i położył się na tylnich siedzeniach.
- Tylko... bez wypadków proszę - szepnął, zamykając oczy.
Tomo obudził się pod koniec podróży. Odetchnął głęboko, kiedy byli już na miejscu. Wyszedł na świeże powietrze przeciągając się lekko.
- Wreszcie w domku - uśmiechnął się odruchowo skacząc Takano na plecy. - Pójdziemy na plażę? - zapytał go. - Czy jesteś za mocno zmęczony kochanie?
- Haaai - od razu zszedł mu z pleców łapiąc go za rękę. - Wracając weźmiemy psiaki od taty? - zapytał go, wstawiając swoje rzeczy do mieszkania.
- Spokojnie, nie było problemu... ale to przez to że byłem nieświadomy - westchnął, wtulając się w jego ramię. - Będziemy próbować na krótkich odcinkach? Na przykład po Yuyę do szkoły i z powrotem? - zaproponował spokojnie, idąc z nim w stronę plaży.
- Dobrze - zgodził się zaraz, wtulając się w jego bok. - Spróbujemy - zgodził się nabierając głębokiego oddechu, by odepchnąć rodzące się w nim uczucie strachu.
- Uhm ale co jeśli nigdy nie będę się czuł na siłach? Co wtedy? - zapytał go szeptem, bo przecież nie czuł się jakoś bardzo źle. Po prostu się bał.
- Mhm i będę wam robił tym problemy - wymamrotał, ale zaraz spojrzał na morze i odetchnął pełną piersią, obserwując jego łagodnie kołyszące się fale. - Piękne - przyznał mu rację. - Za nim też tęskniłem.
- Wiem Taka-chan, wiem - szepnął w odpowiedzi, opierając się o niego nieco mocniej. - Uhm... no to jutro jeszcze nie chcę próbować - przyznał powoli.
- Skąd wiedziałes że się boję? Przecież ci tego nie powiedziałem - zauważył Tomo, trochę przerażony tym, jak Takano go dobrze czyta. Roześmiał się serdecznie słysząc wzmiankę o późnych godzinach. - Dziki seks na plaży?
- Nie, ochoty nie... to tylko luźna propozycja na nieco cieplejszy dzień - ucałował go w policzek, powoli wtapiając się w te jego ramiona i ciesząc się tym. - Uhm uwielbiam jak mnie tak trzymasz... czuję się wtedy bezpieczny i kochany - przyznał zanim ugryzł się w język.
- Bardzo chętnie - zgodził się na taką propozycję. - Wrócimy do niej w miesiącu miodowym - zgodził się z uśmiechem. - Uhm tak, chciałbym żebyś to robił częściej - przyznał zaraz, obracając się w jego ramionach i mocno go całując.
Zaśmiał się, bo rzeczywiście tak wyszło. - No ale przecież ja ci Francję pozostawiam całą do zaplanowania. Ty będziesz moim przewodnikiem kochanie - zaśmiał się lekko, łapiąc go mocniej za rękę i powolnym krokiem ruszając w stronę domu swojego taty.
- Kocham cię - chłopak objął go mocno ramionami, ciesząc się najbardziej z tej Australii, ale i Paryża. Wzruszył lekko ramionami. - Zdaję się na ciebie, ale jak wybierzesz USA to chcę zobaczyć Nowy Jork.
- Brzmi świetnie - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Nie mógłbym tego lepiej zaplanować... no i na dodatek będę z tobą. Cały czas, więcej sobie nie życzę.
[dobranoc :) ]
- Ale dasz mi chyba uczestniczyć w organizacji ślubu prawda? - upewnił się tylko, obejmując go mocniej w pasie dłonią.
- To dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, na moment chowając twarz w nim, by go trochę powąchać. - Muszę poćwiczyć węch - usprawiedliwił się.
- Znam ale jak nie widzę i siedzi obok ciebie ktoś kto ma takie samo ciało... to jest trudniej. Wolę zaufać węchowi - zaśmiał się lekko. - Bo tylko ty pachniesz jak ty.
- Ale to tak nie działa... ja jestem chudzielec i to prawie anorektyk, więc miałeś łatwo - wydął policzki, otwierając drzwi zanim jego ojciec podszedł do nich. - Hej, przyszliśmy odebrać psy - poinformował go.
- Jak się czujesz? - mężczyzna złapał go w ramiona, chcąc mu się przyjrzeć dokładniej.
- Dobrze, to było tylko zmęczenie - zapewnił go.
- Zostaniecie na kawę i garnek zupy?
- No dobrze, wyśpijcie się - uśmiechnął się mężczyzna, kiedy Tomo zabrał pozostałe psiaki, w liczbie 3.
- Pójdziesz od razu do łóżka - pogroził mu palcem przed oczyma Tomo witając się ze skaczącymi na niego psiakami.
- Dobrze kochanie - skinął tylko głową, prowadząc część psiaków i wciąż trzymając Takano za rękę.
- To zrób półtora porcji - poprosił, bo on też by chętnie sobie go zjadł. - Rozpakuję się, wrzucę rzeczy do pralki - stwierdził zaraz.
Tomo w tym czasie umył się i zabrał się za pranie. Poza swoimi ciuchami wrzucił też część ciuchów Takano i Yuyi robiąc najpierw pranie białych rzeczy. Usiadł zmęczony na sedesie, rozmasowując sobie serce. Skrzywił się lekko, ale ból szybko minął. Odetchnął głęboko wracając do salonu.
- Pralka wstawiona - uniósł kciuk do góry, siadając przy stole. - Mistrzu pachnie cudnie.
- Wodę, nic więcej - uśmiechnął się biorąc łyżkę i zabierając się za jedzonko. - Kochanie, pycha - dodał wesoło.
- No pewnie, przecież ćwiczysz, a to klucz do sukcesu - puścił do niego oczko, dalej jedząc obiado-kolację.
- Wyszło, jest pyszne... ech ale mimo że mam pół porcji... kończę później - westchnął ciężko, powoli kończąc jeść i odkładając swój talerz na jego.
- Wywiesze pranie, wezmę leki i się położę - obiecał mu to idąc sprawdzić jak się mają sprawy za lasem z pralką. Ta grzecznie oświadczyła że już wyprała, więc powiesił wszystko na dworze, bo pogoda była na tyle dobra by mu wyschło. Wziął leki i poczekał na Takano.
- Mhm nie jestem aż tak zmęczony, by paść od razu. Poza tym lubię buziaka na dobranoc - dodał ze śmiechem, muskając jego usta. - Dobranoc kochanie.
Tomo pogłaskał go po piersi zasypiając na nim. W nocy jednak z niego się skulał jak to często bywał. Obudził się jednak o czwartej nad ranem z okropnym bólem serca, nie mogąc złapać oddechu. Nie zdawał sobie sprawy z wysokiej temperatury i krwi lecącej mu z nosa, kiedy usiadł na łóżku, szukając oddechu. Złapał jednak mocno Takano za rękę, kiedy uznał że sam sobie nie poradzi.
Tomo mu nie odpowiedział, zbyt skupiony na tym, by tylko złapać oddech i zignorować ból serca. Wtulił się w jego ramiona, płacząc cicho i walcząc o każdy oddech.
Spróbował, naprawdę się starając oddychać razem z nim, ale ból wyciskał mu łzy z oczu i nie pozwalał na niczym skupić. Powoli tracił siłę, mimo to wciąż walcząc o każdy oddech. Jego organizm poddał się dopiero po pół godzinie, a chłopak stracił przytomność. Mimo to oddychał bardzo ciężko, jakby wciąż walcząc o oddech.
Nie musiał długo czekać. Kobieta od razu weszła do sypialni, wstępnie badając chłopaka. Założyła mu maskę tlenową, by mu ułatwić oddychanie, po czym spojrzała na Takano.
- Dlaczego nie przywiozłeś go do szpitala zaraz po powrocie z Tokio? Obiecaliście, że przyjdzie na kontrolę po waszym powrocie z Korei, nie przyszedł - zacisnęła mocniej wargi. Nie krzyczała na niego, bo znała upartość swojego syna. - Nie mogę go tu dobrze zbadać. Pojedziemy do szpitala. Jedziesz z nim z tyłu - oznajmiła, bo w tej chwili nie mogła nic więcej dla niego zrobić. Zacisnęła mocniej pięści. - Informuj gdyby jego stan się zmienił podczas podróży - poprosiła. - Ech i zostawiłam małego w domu samego - wymamrotała niezadowolona z tego faktu. - Pewnie się boi...
- Nie wiem, nie ja będę go leczyć. Jestem rodziną, mogę łatwo popełnić błąd - odparła spokojnie i zgodnie z prawdą. - Nie przepraszaj - poprosiła ruszając z miejsca. - Jakby zaczął się dławić połóż go na boku i masuj plecy - poradziła, choć w sumie wiedziała, że Takano umie się tym zająć.
Mama Tomo z nim nie została, tylko pojechała po Yuye i razem z malcem wróciła do szpitala. Chłopiec mocno przytulił się do taty, kiedy czekali na lekarza. Ten wyszedł dopiero po kilku godzinach.
- Z kim mogę rozmawiać? - zapytał prosto z mostu. - Mieliście szczęście - odparł spokojnie, zapraszając Takano do gabinetu. Kobieta odstąpiła mu miejsce, zajmując się Yuyą, który teraz zaglądał przez szybkę by tylko dojrzeć Tomo.
- Nie mam dobrych wieści - oznajmił mężczyzna, uznając że nie będzie owijał w bawełnę. Pokazał Takano zdjęcia klatki piersiowej i głowy Tomo. - Są przerzuty - wskazał na guzy w płucach chłopaka. - Oczywiście będziemy leczyć, jednak - spojrzał na Takano poważnie. - Nie ma to sensu, jeśli pański... mąż - zawahał się, bo nie bardzo wiedział kim dla siebie są. - wciąż będzie palił.
Lekarz skinął tylko głową na znak, że się zgadza, po czym odprowadził mężczyznę do poczekalni. Nadal stał na paluszkach obserwując wszystko za szybką.
- Tatuś co to za maszyna? - zapytał wskazując jedną z nich. - A to boli jak się jej używa? - nic nie mógł poradzić na to że był ciekawy.
[oj bo mnie oskarżyłaś o swój rysunek! xD i ja lubię torturować Takano... swoją droga silny jest xD]
- Ale wujek śpi tatuś - chłopiec nie bardzo rozumiał o co chodzi. Instynktownie jednak przytulił mocno Takano i nie chcąc mu przeszkadzać poszedł do babci.
Tomo był nieprzytomny trzy doby, po czym wreszcie otworzył oczy. Zmrużył je jednak zaraz i usiadł, by zostać popchniętym przez czyjeś ręce na materac. Zaskoczony spojrzał w tamtą stronę, odnajdując smutne oczy Takano. Tak naprawdę wszystko go bolało, ale póki co tego nie zauważał. Wyciągnął dłoń i dotknął nią policzka mężczyzny.
- Czemu płaczesz? - zapytał go z wysiłkiem, wciąż nie ściągając maski tlenowej z buzi.
- Taka-chan? - Tomo nie bardzo go rozumiał. Jego ton trochę go zaalarmował. Nie wiedział czego się spodziewać. Patrzył więc za nim, gdy ten opuszczał pomieszczenie. Rozejrzał się dookoała. Więc był w szpitalu...
Tomo wysłuchał lekarza tak na prawdę to na w pół go słuchając, a na w pół skupiając się na swoim stanie zdrowia.
- Zaczniemy naświetlania jak szybko twój stan się ustabilizuje - wyjaśnił mu doktor. - I obawiam się, że będziesz musiał zrezygnować z palenia papierosów. Mówiąc kolokwialnie, rak zaatakował ci płuca, nie karm go jeszcze bardziej.
- Dobrze - chłopak przymknął oczy nie mając teraz siły się kłócić. - Postaram się je odstawić... no bo... obiecałem Takano, że go nie opuszczę - uśmiechnął się lekko.
- Nic nie trzeba - wyszeptał, znów próbując usiąść, by lepiej widzieć Takano, ale wyszło mu to raczej koślawo. - Może... drugi dres, jakiś ręcznik, telefon... - wymienił kilka rzeczy. - I książkę?
Tomo skinął tylko głową, spoglądając teraz na Takano i znów głaszcząc go po policzku.
- Nie płacz - poprosił go szeptem.
- Będę się starał, nie stracisz mnie - odparł chłopak całkowicie poważnie. W końcu planował z nim całe swoje życie. - Nie martw się - spróbował tryskać optymizmem, żeby go nie zdołować.
- Wiem - odparł spokojnie chłopak. - Ale ty rzucasz je ze mną, więc... dam sobie radę - skinął głową uśmiechjąc się lekko, ale zaraz zamknął oczy nieco zmęczony.
- Kocham cię - szepnął mu jeszcze Tomo zasypiając. Kiedy znów się obudził Takano już przy nim nie było. Spojrzał na zegarek i skinął głową. No tak, nie mógł przecież nim być 24 godziny na dobę. On sam by tego nie chciał.
Tomo miał już na tyle siły, że był w stanie siedzieć na łóżku, kiedy więc Takano znów do niego przyszedł, uśmiechnął się lekko, kiwając do niego.
- Taka-chan, zobacz co dostałem od Yuyi - pokazał mu piękną laurkę. - Powiedział, że poszedł na wagary żeby mi ją dać - podrapał się po głowie. - Ale nie krzycz na niego.
- Taka-chan ale dbaj o siebie - poprosił go sięgając po ciasto czekoladowe. Posmakował go trochę. - Pychotka - uśmiechnął się szerzej, częstując go kawałkiem ciasta.
- Tak, jestem trochę silniejszy. Lekarz mówi, że za dwa dni rozpocznę chemię, bo będę na tyle stabilny - dodał zaraz. - I... nie paliłem jeszcze - dodał po chwili ciszy, jedząc dalej ciasto.
- Ja też, ale mama mi powiedziała, że im szybciej tym lepiej - odparł zgodnie z prawdą uśmiechając się nieco szerzej. - Mogę cię pocałować? - zapytał zaraz
- Dziękuję - uśmiechnął się lekko, całując go zaraz nieco dłużej niż powinien i opadając na poduszki. - Teraz już jestem szczęśliwy - oznajmił wesoło.
Pokręcił przecząco do głową.
- Na festyn - odparł mu na to z uśmiechem, cały czas na niego patrząc. - W nocy wciąż mi zakładają tlen, boją się że stracę oddech - przyznał się mu. - Ale już lepiej. Leki chyba działają, bo serce mniej boli.
- Robisz jakieś fajne ciacho teraz? Dużo masz zamówień? - zainteresował się, ściskając lekko jego dłoń i przymykając oczy.
- Więc... jak sobie zaprojektuje tort... to teraz mi go wykonasz? - zapytał, unosząc lekko brew i spoglądając znów na niego.
- Do zjedzenia - odparł mu na pytanie spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem. - Podzielę się z pacjentami tutaj - dodał zaraz
- ALe musi być wystrzałowy, tak żeby dodawał wszystkim energii - uśmiechnął się do niego, po czym zamknął oczy. - Przepraszam - szepnął jeszcze zanim zasnął.
Yuya wyszedł ze szkoły z kilkoma siniakami i wskoczył do samochodu.
- Cześć tatuś - ucałował go w policzek. - Co zjemy na obiadek? - zapytał go.
- Przewróciłem się na w-f - skłamał gładko, no bo nie chciał dodatkowo martwić taty. - Tatuś? A dasz mi jutro trochę pieniążka? Tak na soczek i gumę?
- Ale ja nie kłamię!! - krzyknął chłopiec, chyba pierwszy raz to robiąc. Założył rączki na klatce piersiowej i spojrzał przez okno.
- Nic się nie stało, sam sobie poradzę. Ty tatuś i tak nie masz głowy i nerwów na mnie teraz - odparł chłopiec, wysiadając z samochodu jak tylko zaparkowali przed domem i biegnąc do pokoju, w którym się zaraz zamknął.
- Nic się nie stało! Sam dam radę! - odkrzyknął chłopiec chowając się pod biurkiem ze swoim misiem i cicho w niego płacząc. Nie chciał nikomu przeszkadzać, a póki co każdemu zawadzał.
- To dasz mi pieniążka? - zapytał cichutko. - Bo ja już oddałem wszystkie moje pieniążki - dodał zaraz mówiąc o tygodniówce którą tak oszczędzał. - Bo oni powiedzieli że mnie zabiją - wyjaśnił.
- Bo jak idę do babci to w parku... dwóch chuliganów jest - odparł, wtulając się mocniej w Takano i cicho płacząc. - Ale ja nie chciałem tatusia martwić...
Chłopiec skinął lekko główką, wtulając się w niego mocniej.
- Tatusiu... bo ja dzisiaj nie poszedłem na w-f... bo chciałem wujka zobaczyć - przyznał mu cicho.
- Ale jak tatuś taki smutny chodzi to ja nie chcę być przeszkodą - chłopiec nadal się od niego nie odsunął.
- Taak, ostatnio pomogły - zauważył wesoło, wyciągając pudło z papierami do origami spod łóżka.
- Tatuś? A co jak oni przyjdą do szkoły? Ja już nie mam pieniążka... - chłopiec usiadł do biurka i wyciągnął książki żeby zacząć odrabiać.
Chłopiec szybko zjadł i pokazał Takano zrobione lekcje razem z nim poprawiając błędy, po czym przyniósł pudło do salonu żeby zacząć robić żurawie.
Po skończonej 100 Yuya ziewał już i odłożył papier.
- Tatuś? A opowiesz mi bajkę? Mogę spać dzisiaj z tobą? - zapytał go cicho.
- Jupi! - chłopiec zabrał swoją pijamkę i pobiegł się umyć, a kiedy był już czysty wskoczył pod kołdra w sypialni Takano i Tomo, przytulając się ttrochę do pandy.
Następnego dnia Tomo czekał na Takano przy wyjściu ze szpitala, trzymając w dłoniach drążek z kroplówką. Kiedy ich zobaczył na parkingu, zamachał do nich, ale nie wyszedł na zewnątrz. I tak lekarze chcieli go zamordować za wyjście z łóżka.
- Chciałem ci pokazać, że już mi trochę lepiej - uśmiechnął się do niego szeroko, łapiąc za rękę Yuyę. - Tylko wolno chodzę - zastrzegł. - I... możemy wziąć windę?
- Weźmiemy wózek! - zaproponował Yuya widząc parę wolnych. - Tatuś i potem wujek będzie mógł sam jeździć do łazienki - uznał to za dobry pomysł.
- Un możemy wziąć, bystrzaku - zgodził się Tomo.
- Co wczoraj mieliście na obiad? - zapytał Yuyi, biorąc go sobie na kolana i obejmując lekko ramionami.
- Curry wujku, ale twoje lepsze - odparł chłopiec jak zwykle szczerze. - I powiedziałem tatusiowi że nie byłem na w-f...
- To dobrze, odważny maluch - ucałował go w czółko.
- Super, wreszcie zjem coś dobrego - ucieszył się, a Yuya pokazał Takano język, wtulając się mocniej w wujka.
- Ne Taka-chan? - Tomo odwrócił się by na niego spojrzeć. - Uhm a kupisz mi czekoladę? No bo mnie... ciągnie do nikotyny - przyznał mu zagryzając wargi.
- Tak! Naprawdę? Gorąca czekolada? Jeju... - Tomo miał ochotę go uściskać, ale teraz nie miał jak tego zrobić. Kiedy dotarli do sali, Yuya zszedł mu z kolan, a on usiadł na łóżku.
- Tatuś! Przytul wujka! - zarządził chłopiec.
- Dziękuję - Tomo oplótł go ramionami przymykając oczy i tylko wdychając jego zapach. - Dziękuję - powtórzył czując pojedyncze łzy, ale szybko je starł. Nie ma płakania. - To dostanę tej czekolady gorącej? - zapytał zaraz wyszczerzając się do niego.
- Tatuś? Ja pójdę do dzieci pobawić się zabawkami dobrze? - zapytał chłopiec, bo przecież znał już dobrze ten szpital.
- Dziękuję - Tomo ogrzał sobie dłonie o kubek i upił łyk płynu. - Pycha - uśmiechnął się. - Twoja... naprawdę pyszna - mruknął. - Coś się stało z Yuyą? - zapytał go zaraz.
- Uhm ale teraz już będzie dobrze, prawda? - upewnił się. - Taka-chan, wejdziesz do łóżka? - zapytał go zaraz posuwając się na łóżku, by zrobić mu miejsce.
Tomo przytulił się do niego mocniej, wdychając jego zapach, który był dla niego najlepszą nikotyną.
- Uhm a pomożesz mi umyć włosy później? - zapytał go kończąc czekoladę i odkładając kubek.
- Naprawdę - uśmiechnął się do niego Tomo, przytulając się do niego wygodniej. - Przywieziesz mi jutro swoją bluzę? - zapytał zaraz. - No bo nie mam tu nic twojego - wymamrotał.
Tomo skinął energicznie głową.
- Z twoim zapachem - uśmiechnął się lekko, wtulając się w niego znów mocniej. - Dziękuję - szepnął.
- Ale Taka-chan... bo ja po chemii będe w złym stanie, może... nie przyjeżdżaj wtedy - poprosił go, zaciskając zaraz mocniej wargi.
- Ja wiem, że widziałeś, ale... - zacisnął mocniej wargi. - Ale nie chcę żebyś znów mnie takiego widział - przyznał szczerze. - No bo tak strasznie cierpisz...
- Uhm po prostu bym tego nie chciał - westchnął Tomo. Nie lubił się takiego. Jeszcze powie coś znowu Takano i co będzie? Przecież on czasem przeżywał załamanie nerwowe...
- Uhm raz w tygodniu? - zaproponował od razu, nie chcąc by był tu często. Po prostu bał się, że przy nim nie wytrzyma. Przytulił się do niego mocniej. - Kocham cię.
- Dobrze - zgodził się na te dwa razy w tygodniu, bo przecież nie chciał się kłócić ani nic. - Trochę boli jak oddycham - mruknął po dłuższej chwili i sięgnął sobie po maseczkę z tlenem.
Tomo pokręcił przecząco głową, tylko wygodniej kładąc się na łóżku.
- Nie, nie trzeba. Już przechodzi - odparł mimmo to nie ściągając maski z buzi.
- Szampon - odparł z lekkim uśmiechem, patrząc mu prosto w oczy. - I... mochi.
- To jutro mi pomożesz umyć słowy - uśmiechnął się nieco szerzej. - Ja ciebie też - dodał jeszcze. - I Yuyę też... bardzo mocno - zamknął oczy powoli zasypiając. Już powoli przyzwyczajał się do tego, że nie musi informować o tym Takano.
- Tatusiu dzisiaj nie było chuliganów - oznajmił nagle Yuya, bo wciąż się ich bał. - Ale...ale mogę nadal wracać z tatą do domu zaraz po szkole? - zapytał cicho. - I pani powiedziała że musisz przyjść na zebranie z rodzicami.
- Po jutrze o 5 - odparł cicho. - Wujek zawsze chodził, ale wujka nie mogę poprosić teraz - dodał, bo wiedział że piątki są nieco bardziej wymagające dla Takano. Na weekend więcej osób przychodzi kupować słodkości.
- Uhm tatuś bo ja dostałem 2 - wymamrotał chłopiec. - I 3 - dodał jeszcze. - Z japońskiego - poczuł że Takano zaraz się na niego zdenerwuje więc zaczął szybciej składać żurawie. - Tak, bo jutro szkoła.
- Mogę tatuś, ale nie umiem - wymamrotał. - Bo tam jest dużo kanji i ja ich nie umiem - wyszeptał. - Bo wszystkie dzieci umieją już.
- Bo są trudne tatuś - odparł chłopiec. - Dobrze - uśmiechnął się zaraz. - Nie tatuś... ja bym wolał z tobą i wujkiem.
Chłopiec skończył kolejnego żurawia i poszedł się umyć, a potem jeszcze trochę posiedział z Takano zanim poszedł do łóżka.
Następnego dnia Tomo już po nich nie zszedł, tylko czekał w pokoju. Uśmiechnął się lekko, siadając na łóżku i ucałował Yuyę.
- Wujek proszę - podał mu maskotkę. - Tatuś kupił nam takie same. Trzy takie same. Ten jest twój wujek - uśmiechnął się wchodząc mu do łóżka. - Zagramy w kółko i krzyżyk?
- Zagramy - Tomo spojrzał na maskotkę i przytulił ją do siebie, zaraz odkładając go na szafkę i biorąc czystą kartkę.
- Bo ja dostałem złe oceny z kanji - odparł chłopiec, przytulając się do Tomo.
- Nie ma się czego wstydzić, ja tez dostawałem dwóje - poczochrał maluszka po włosach.
- Ale tatuś nie...
- Bo tatuś to geniusz był - zaśmiał się chłopak. - Pokaż tę czytankę, poczytamy i pouczym się. Naucze cię jak trzeba kojarzyć znaczki - ucałował chłopca w czółko.
Tomo wywrócił tylko oczyma jakoś mu nie wierząc. Zaśmiał się cicho, po czym zabrał się z Yuyą za czytanie. Tłumacząc mu pokolei kanji, które maluch nie umiał.
Po godzince Yuya wyglądał na zmęczonego i zasypiał, ale potrafił przeczytać całą stronę.
- Na jutro przygotuję ci nowy tekst z tymi kanji - uśmiechnął sie do niego Tomo. - Hm... może tekst jakiejś piosenki, to sprawdzimy czy pamiętasz.
- Tak jest - chłopiec zeskoczył z łóżka i schował podręcznik do torby. - Tatuś pójdę się pobawić na dół dobrze? - upewnił się że może.
- Dobrze się czuję - uśmiechnął się. - Jeszcze mi trochę czekoladek zostało, ale są pyszne - dodał zaraz, na chwilę opadając na poduszki. - Pewnie, że dam. Chętnie go pouczę - dodał nieco żwawiej. - Pomożesz mi dzisiaj z włosami?
- Cały chciałbym się umyć - uśmiechnął się lekko, spoglądając na niego. - I ubrać w dresik - dodał zaraz. - Uhm kotek a mogę ci ten oddać do wyprania?
Tomo miał przed tym trochę oporów, bo chciał to zrobić sam, ale tego dnia nie miał za bardzo na nic siły, dlatego teraz tylko mocno trzymał się mężczyzny, pozwalając mu działać.
- A co u ciebie w pracy? - zapytał, kiedy już skończyli i udało mu się samemu wytrzeć. - Dużo ludzi przychodzi?
- A co dobrego mi przyniosłeś? - zapytał siadając na wózek i pozwalając mu go pchać. - Dziękuję za pomoc - uśmiechnął się do neigo.
- Mochi - odparł uparcie, bo dzisiaj tego nie dostał. Postawił pudełeczko przy łóżku, wsypując do niego jeszcze resztę czekoladek i oddając drugie pudełko Takano. Posmakował ciasteczka. - I czekoladę w termosie - dodał zaraz. - I drugą część - oddał mu książkę.
- A masz bluzę dla mnie? - apytał zaraz bo na tym mu najbardziej zależało. Wziął sobie jeszcze czekoladkę do buzi i powoli ją ssał.
- Jutro, ale mogę ją przesunąć o jeden dzień - uśmiechnął się lekko. To nie stanowiło problemu, a przecież on chciał zostać z małym trochę. - Rozumiem cię - dodał, łapiąc go za rękę. - Ne, ne... a po zebraniu pryniesiesz nam pachnącą pizzę? - zapytał zaraz. - Proooszę.
- Ale mogę to zrobić i chcę - uśmiechnął się siadając i całując go lekko. - Hm... jakąś pikantną z kurczakiem i podwójnym serem - stwierdził od razu,
- Super - zaśmiał się, opadając znów na łóżko i przeciągając się nieco. Wtulił głowę w bluzę Takano.
- Wiem - Tomo uśmiechnął się do niego lekko, po czym jeszcze założył na siebie jego bluzę i poszedł spać.
Yuya zabrał się za rozwieszanie żurawi po całej sali Tomo, sprzątając też i dopiero potem usiadł z nim nad nowymi kanji, czekając na Takano.
- Wujku? A ja też mogę trochę czekolady?
- Pewnie kochanie - Tomo sięgnął po dwa kubki i pozwolił chłopcu rozlać czekoladę. - Za ciebie słoneczko. Żebyś miał dobre życie z tatą - ucałowal go w policzek.
- I wujkiem! - dodał energicznie malec.
- Uhm i ze mną - zgodził się Tomo.
- Tatuś zobacz! - chłopiec wziął od Tomo piosenkę, którą przed chwilą napisali w samych kanji i wszystko mu przeczytał. - Już umiem trochę - uśmiechnął się szeroko.
- I będziemy się uczyć dalej - zapewnił go Tomo sięgając po kawałek pizzy. - Wreszcie jakieś dobre jedzonko... a nie to szpitalne.
- No co ty, nie dostanie... oni sami się cieszą, że jem - wzruszył ramionami, smakując pizzy z radością. Dawno takiej nie jadł.
- Uhm - Tomo odwrócił jednak wzrok potakując mu na to pytanie. Założył kosmyk włosów za ucho, ale zaraz się rozchmurzył. - Znaczy czasem mam koszmary, ale to nic - uśmiechnął się do niego szerzej.
- Jest ok, naprawdę - zapewnił go spokojnie. - Śpię... tak trzy godzinki w nocy, ale wolę poczytać - stwierdził zaraz. - Potem odsypiam - uśmiechnął się szerzej. - Z bluzą lepiej.
- Taka-chan... - Tomo zagryzł mocniej wargi i zamknął oczy żeby powstrzymać się od płaczu. - Ja naprawdę czuję się dobrze - mruknął kiedy nabrał głębokiego oddechu. - Nic mi nie jest. Trzymam się i wiem, że mnie kochacie - spojrzał na niego już teraz z lekkim uśmiechem. - Kocham wwas.
- Wiem - Tomo objął go mocniej ramionami, na chwilę chowając się w jego piersi. - Wiem - powtórzyl. - Staram się Taka-chan - dodał zaraz. - Nie palę, jem, nie robię dużych problemów... chodzę na wszystkie badanie i nie wybrzydzam. Staram się.
Skinął głową na znak, że się zgadza, ale jeszcze go nie puścił. Zrobił to dopiero po dłuższej chwili.
- Uhm dobrze - Tomo ściągnął pierścionek i schował go do swojego portfela, który też włożył do szafki. - Chowam na noc, bo troszkę przeszkadza - przyznał cicho. - I jutro na chemii też nie będę go mieć - dodał oddychając nieco ciężej. - Kiedy teraz przyjedziecie?
- Yhm, przywieź - ucałował go jeszcze raz.
- Tatuś ale czemu ja nie? - zapytał go zaraz Yuya.
- Dobrze tatuś - chłopiec nie upierał się długo. Za to przykleił na ścianie jeszcze parę naklejek z uśmiechami.
- Dobrze, ale następnym razem ęde mógł przyjść?
- Bo ja też bym chciał czasem wujka odwiedzić - wyjaśnił chłopiec. - Bo ja też za wujkiem tęsknię - szepnął cichutko.
Tomo przytulił malucha i ucałował go w czółko.
- Kochanie... może umówmy się, że będziesz mnie odwiedzał raz na dwa tygodnie i wtedy zrobimy taką długą wizytę - zaproponował cicho, całując go w policzek.
- kocham cie maluszku - szepnął mu do ucha Tomo, po czym chwilę później przysnął zupełnie niechcący, nie puszczając Yuyi z objęć.
- Um dobrze tatusiu - chłopiec chwilę się do niego potulił, po czym wziął ze sobą plecak i złapał Takano za rękę.
Tomo przysypiał trochę, ale rozbudził się, kiedy go zobaczył. Uśmiechnął się do niego serdecznie.
- Masz jakieś ploteczki dla mnie? - zapytał go.
- Kto brał ślub? - zaintereesował się, odbierając od niego czapkę i zakładając na głowę, żeby go zacząć przyzwyczajać. - Czemu nie byłeś zaproszony?
- No to nie wypytałeś? - poprawił lekko czapkę i uznał, że źle nie wygląda. - No wiesz... straszna z ciebie baba - pokazał mu język.
- Mou... a nie wiesz co u Juna? - zapytał po dłuższej chwili. - Ciągle ma wyłączony telefon.
- Mhm, tj myślałem że już wrócił - wzruszył tylko ramionami, odkładając czapkę i telefon na szafkę. - Taka-chan, a maluch już się trochę mniej boi?
- Jest piękna - postawił ją obok pozostałych. - Przestają mi się tu mieścić - roześmiał się. - Ne? A twój tata? Mama mówiła, że przyjeżdża za tydzień... zostaje z wami?
- Mhm pewnie tu wpadnie - zamknął oczy niezbyt z tego zadowolony. - Skończyły mi się czekoladki - szepnął zaraz je otwierając.
Tomo pokręcił przecząco głową.
- Nie mów mu, bo będzie smutny - uśmiechnął się słabo. - Uhm zapytasz lekarza czy mogę? No bo nie wiem...
- No to jedną poproszę - uśmiechnął się szeroko, biorąc jedną czekoladkę i wsuwając ją do buzi. - Lubię je.
- Słabo - przyznał mu chłopak. - Ale wczoraj było gorzej - dodał z delikatnym uśmiechem.
- Jem, jem - uśmiechnął się leciutko. - No nie wszystko, bo niektóre rzeczy nie są smaczne, ale ryż jem zawsze.
- Ja wiem, ale ich kotlety są tak twarde, że mogę nimi rzucać o podłogę i się nie złamią - poczuł łzy w oczach i postarał się je szybko zetrzeć, by nie martwić Takano.
- Nic, ja tylko... naprawdę staram się jeść, ale niektóre rzeczy nie są zjadliwe, albo wymiotuję - przycisnął go delikatnie do siebie, wtulając głowę w jego pierś. Poczuł jeszcze kilka łez na policzkach.
- Mogę tak jeszcze chwilę zostać? - zapytał go, bo przecież Takano musiało być strasznie niewygodnie tak go przytulać, a on teraz tylko tego pragnął.
- Nie chcę - potrząsnął przecząco głową, w końcu go puszczając. - Mam wasze na telefonie - pokazał mu dwa zdjęcia. - Jak mi smutno to na nie patrze - uśmiechnął się szerzej. - Tylko ładowarka by mi się przydała...
- Nie kotuś. Na razie wszystko gra, podłączył sobie telefon pod ładowarkę. - Tylko możesz mi nalać troch wody do kubka? Ręce mi się trzęsą i rozlewam zanim naleję...
Dwa dni później Takano został obudzony przez dźwięczacy telefon. Tomo wybrał jego numer o 2 nad ranem.
- Taka-chan? Boli - wyszeptał cicho, starając się powstrzymać drżenie głosu i płacz. - Pośpiewaj mi - poprosił go, chowając się pod kołdrę całkowicie. - Tylko troszkę.
- Obojętnie co, tylko pośpiewaj - poprosił go cicho, teraz powoli się uspokajając bo usłyszał jego głos. - Tylko trochę... proszę...
- Przepraszam, że cię tak budzę, przepraszam, prszepraszam - Tomo długo powtarzał wciąż i wciąż to samo słuchając jednocześnie jego głosu, by w końcu zasnąć równomiernie.
Psinka polizała go łagodnie po policzku, mrucząc tylko trochę by mu dodać otuchy, a w progu stanął Yuya nieco zaspany.
- Tatuś... myślałem że pojechałeś do wujka - powiedział cicho, podchodząc do mężczyzny i mocno się w niego wtulając.
- Tatuś jest dobrym człowiekiem - stwierdził cicho zmęczony chłopiec, pozwalając mu poprowadzić się z powrotem do łóżka i tam przytulając się do niego mocno.
Kilka dni później, Takano został zatrzymany przez lekarza jeszcze przed salą Tomo.
- Proszę tam teraz nie wchodzić. On nie chce żeby pan go widział w takim stanie - poprosił go. - Słyszałem, że pan dobrze gotuje... może przygotowałby pan posiłek dla niego z naszych produktów. Panie panu udostępnią kuchnię.
- Zostawię to już pańskiemu wyborowi. Obiecałem Tomo, że raz pana zatrzymam - wyjaśnił spokojnie. - Zrobiłem to - wzruszył ramionami, prowadząc go do kuchni.
Tomo leżał schowany pod kołdrą, trochę dygocząc z zimna. Przestał już wymiotować z czego się cieszył. Słysząc że ktoś wchodzi, wychylił nos spod kołdry i zaraz znów się pod nią schował.
- Przecież nie pozwolą mi zjeść - wymamrotał Tomo, wychodząc jednak spod kołdry i spoglądając na niego.
[wow pierwszy tysiak za nami xD]
Tomo podniósł się na łokciach, a potem z lekkim trudem usiadł na łóżku, opierając się mocniej o poduszki. Wziął do ręki łyżkę i powoli zaczął zajadać omlet.
- Pycha - uśmiechnął się do niego.
Prześlij komentarz