- Ale to nie jest koniec... to tylko przepustka za dobre sprawowanie - wzruszył ramionami. - Ale wypiję wtedy twoją pyszną czekoladę ze wszystkimi bajerami.
[no dobra, to jedz kisielki xD ale już, leć po kisielek!]
- Ale będę musiał wziąć wózek ze sobą i tlen też... lekarz mówił, że tlen na wszelki wypadek, jakbym miał duszności - wyjaśnił. - Ale on z tobą porozmawia jeszcze - uśmiechnął się trochę. - No to muszę pomyśleć jak kupony wykorzystać - zastanowił się.
Tomo czekał na Takano tydzień później ubrany, ale wciąż w łóżku. Mężczyzna był u lekarza by dostać specjalnie pouczony jak się nim opiekować. Czekał więc na niego.
- Tak, tylko nie panikować - uśmiechnął się do niego mężczyzna. - Miłego weekendu - uśmiechnął się jeszcze do niego. - Do sali nikogo nie damy więc możecie spokojnie zostawić tu to i owo.
- Bardzo, bardzo - uśmiechnął się do niego. - I zjem dobre rzeczy i porozmawiam z Yuyą, pobawię się z pieskami... możemy też zaprosić mamę i twojego tatę... i mojego też w sumie na kolację - wyliczył wesoło.
- Jutro, jutro - zgodził się, na chwilę przymykając oczy. - Um ale nie powiedziałes mu nie? Chciałbym żeby miał niespodziankę - uśmiechnął się do niego.
- Dziękuję - wstał z wózka przy samochodzie, przesiadając się do niego i zapinając pasy. - Uhm mogę trochę obniżyć fotel? Do pozycji półleżącej? - zapytał zaraz, czując że nie da rady siedzieć tak długo i to jeszcze w samochodzie.
- Tatuś wróciłeś! - Yuya wybiegł z domku i zatrzymał się gwałtownie, po czym pisnął i przyspieszył. - Wujek! - wskoczył mu na kolana i tylko fakt że Takano wciąż trzymał wózek uchronił ich od upadku. - Hej maluszku - zachichotał Tomo, obejmując go lekko ramionami. - Tęskniłem za tobą.
- Nie, nie... na złożonej będzie dobrze - zapewnił go Tomo, kiedy Yuya wprowadził wózek do salonu i pomógł mu usiąść na kanapie, zaczął paplać o wszystkim co się w szkole zdarzyło, po czym przyniósł książkę by poćwiczyć kanji.
Tomo cierpliwie potłumaczył Yuyi wszystkie kanji, a kiedy skończył chłopiec poszedł odrobić reszte lekcji, by wreszcie móc się cieszyć dniami z wujkiem. - Taka-chan? - Tomo położył się na kanapie. - Uhm mogę kocyk? - zapytał go zaraz.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego, okrywając się mocniej kocykiem i spoglądając na niego w kuchni. - A potem... wykorzystam jeden kupon na długie tulenie mnie... chcę posiedzieć na kolanach i móc cię wąchać do woli.
Yuya za to się nie krępował i usiadł na kanapie obok Tomo, który też na ten czas usiadł. Wziął swój talerz na kolana i powoli zaczął jeść. - Tatuś dzisiaj jest najpyszniejsze w świecie - oświadzczył chłopiec.
- Ale tatuś normalnie takich dobrych nie robi - poskarżył się Yuya. - Ciągle zupa i zupa. Tomo zachichotał zaraz widząc minę Takano i skończył jedzenie. - Było pyszne, nic nie zostawiłem - pochwalił się im.
- Miałem - pokazał kciuk do góry. - Ale na razie nic więcej nie zjem - dodał przepraszająco. - Tylko zupa - powtórzył Yuya kończąc jeść i zbierając talerze i myjąc je zaraz. - Teraz na kolanka - klasnął w dłonie Tomo wyciągając ręce do Takano.
- A lekarz mówił ci czy mogę iść na krótki spacer? Bo chciałbym pójść... nie na plażę bo tam wieje, ale tak jakoś... nawet na 10 minut - szepnął znów się przytulając.
- Wiem, wiem kotuś - uśmiechnął się lekko. - Tylko mi troszkę smutno, że jestem w takim stanie że nawet spacer mi zaszkodzi - dmuchnął sobie w kosmyk włosów. - Mhm na śniadanko poproszę pyszną jajecznicę, na obiad... coś francuskiego, a na kolację... hamburgera...
- Cieszę się i to bardzo - uśmiechnął się do niego, zsiadając mu wreszcie z kolan, żeby się położyć z głową na jego kolankach. - To będzie dobry weekend - zgodził się.
- Troszeczkę, ale nie tak żeby spać... tylko zmęczyłem się siedzeniem - odparł na to, przykrywając się trochę kocem i spoglądając mu prosto w oczy. - Kocham cię. I kocham Yuyę... i kocham nasze psiaki i domek i... te chwile które razem spędzamy - wymienił z uśmiechem, a z kuchni przyszedł wreszcie Yuya z pucharkami lodów, owocków i bitej śmietany. Chciał im zrobić niespodziankę i wymyślił deser.
- Ale dla wujka bez lodów zrobiłem z czekoladką... kawałkami, bo wujek chyba nie może lodów - odparł cicho, bo przecież Tomo nie mógł się przeziębić. - Dziękuję - Tomo podniósł się na łokciach i usiadł, biorąc pucharek do ręki.
Yuya rozpromienił się trochę, ciesząc się że wszystkim smakuje. - Pychotka - zgodził się Tomo jedząc swój deserek. - Ja będę chciał takich więcej - dodał zaraz. - To będzie moja gorąca czekolada od Yuyi - dodał porównując smaki.
- To dobrze. Mój mały - zaśmiał się Tomo, wtulając się w bok Takano. Nadal jadł swój deser, teraz trafiając na kawałek czekolady. - A z pieskami wychodzisz na spacer?
- Uhm ale leki muszę najpierw wziąć - przypomniał mu, okrywając się mocniej kołderką. - No i jak będę spać to nie na tobie bo nie chcę cię uziemiać - wyszczerzył się do niego.
Tomo przekręcił się na bok, wtulając się w jego brzuch z delikatnym uśmiechem na twarzy. Dobrze mu się z nim spało. Obudził się dopiero czując zapach czekolady. Zaskoczony stwierdził że musiał mocno spać, skoro Takano udało się wyślizgnąć nie budząc go. Przetarł oczy siadając. Skrzywił się nieco, widząc że wózek stoi tak daleko. Podniósł się jednak i łapiąc się zaraz stolika i fotela przesunął się bliżej wózka. Zacisnął lekko pięści biorąc głębokich oddechów kilka, po czym puścił się i chwiejnie przeszedł na wózek, wreszcie opadając na niego z ulgą. Wykierował nim w stronę łazienki.
- W łazience - odkrzyknął mu, załatwiając swoje potrzeby i wyjeżdżając z niej. - Mou przecież nie wytrzymam całego dnia bez łazienki - pokazał mu język.
- Byłem tylko w łazience Taka-chan... nie martw się tak. Zawołałbym jakby coś się działo - obiecał mu biorąc najpierw leki, a potem zaczynając sączyć sobie czekoladę.
- Uhm ale sobie poradziłem - przytulił się do jego boku dalej sącząc czekoladę. - Yuya zrobił dobry deser - oznajmił po chwili. - Naprawdę mi smakował.
- Na pewno. Kotek, jak będę potrzebował pomocy to ci powiem - obiecał mu okrywając się trochę kocem i z zaskoczeniem przyjmując Jolie, która wskoczyła na kanapę i położyła łepek na jego kolanach. Upił trochę czekolady, jedną ręką głaszcząc ją po łebku.
- Daję sobie radę. Wózek mam przy łóżku to się na neigo przenoszę, ale czasem idę pieszo... jak mam lepszy dzień - uśmiechnął się. - Tylko muszę wtedy wyjść wcześniej by zdążyć do łazienki - zaśmiał się ze swojej niemocy, a Jolie polizała go po policzku, wracając znów z pyskiem na jego kolana.
- Uhm nie wiem - odparł cicho wzruszając ramionami. - To nie tak że nie mam czucia w nogach tym razem - zauważył z uśmiechem. - Tylko... jestem za słaby by na nich chodzić - burknął znów upijając łyk. - Pewnie trochę będzie trzeba ale pójdzie szybciej - uśmiechnął się pewny swojego. - Jest pyszna Taka-chan. Kocham twoje czekolady.
- Uhm tak będzie - Tomo spuścił wzrok, wpatrując się w kubek z czekoladą. Nasunął na głowę kaptur czując gorzkie łzy na policzkach. - Tak będzie - powtórzył, zaciskając wolną dłoń w pięść.
- Przepraszam - szepnął Tomo jeszcze na niego nie patrząc. Złapał kubek dwoma rękoma żeby powstrzymać jego dygotanie. - Uhm, chcę - dodał cicho, odsuwając się od Takano, by ten poszedł po projekt. - Przepraszam Jolie, pewnie jesteś wściekła... masz prawo.
Tomo oddał mu pusty kubek i wziął zeszyt do ręki chwile tylko na niego patrząc. - Ładny - stwierdził spokojnie, ocierając łzy z oczu. - Bardzo - dodał po chwili. - Taki minimalistyczny.
- Yay, super - ucieszył się jadąc do łazienki i pozwalając Takano sobie pomóc z wejściem do wanny. Usiadł tak jak zwykle między nogami Takano, opierając się trochę o jego brzuszek.
- Radzę sobie, ale... uhm Taka-chan... jak będzie ze mną gorzej, to jak będziesz przyjeżdżał to mnie umyjesz? - zapytał zaciskając mocniej wargi. - Bo ja nie chcę żeby baby mnie dotykały... żebyktokolwiek mnie dotykał...
Tomo przespał prawie całą noc, budząc się nad ranem z lekkim bólem w piersi. Odetchnął lekko siadając i wstając z łóżka. Uznał że weźmie odpowiednie leki i powinno przejść.
- Ale jak chce trochę sam sobie poradzić - wymamrotał Tomo, krzywiąc się lekko i kuląc nieco bardziej na wózku. Nabrał kilka szybkich oddechów uspokajając się. - Potulisz mnie? Proszę.
- Ok... mogę oddychać, ale... ale - wtulił się w niego mocniej przymykając nieco oczy. - Ale chcę maskę - przyznał szczerze. Tak dla pewności że wszystko będzie w porządku.
- Baka - wymamrotał Tomo nieco zaczerwieniony, patrząc mu prosto w oczy. - I tak wiesz, że to niewykonalne... będę się obwiniał - podrapał się po głowie. - Już mi lepiej, ból przechodzi.
- Troszeczkę - przyznał cicho. - Miseczkę ryżu z jajkiem - odparł wesoło, przesiadając się na wózek. - Posiedzę w salonie - odparł, kiedy Takano złapał za telefon.
- Dobrze - odparł krótko na pierwsze pytanie przeciągając się przy tym i parząc kawę. - To moja sprawa głupi bracie - odpowiedział mu tylko. - Rozstaliśmy się.
- Nie krzycz na mnie, kiedy bronię twojej zasranej i upartej dupy! - wrzasnął na niego do słuchawki, oddychając ciężko. - Zresztą nie tylko o ciebie chodzi! - warknął jeszcze niemal zaciskając mocniej rękę na telefonie, prawie go psując. - Będę w Japonii za tydzień, chciałbym... żebyś przebadał się pod względem zgodności szpiku kostnego ze mną - mruknął nieco ciszej. - Zrobisz to dla mnie braciszku?
- Ale Ren się nie nadaje - uśmiechnął się krzywo Kouyuki. - Dawał sobie w żyłę parę lat temu. Dyskwalifikuje go to - westchnął ciężko. - Nic nie psuje, tylko je od siebie uwalniam. Nie pasujemy do siebie bracie. Ona pochodzi z innego świata i ja też - fuknął. - Ja śpię w hotelach, ona u przyjaciół. Ja latam pierwszą klasą, ona gniecie się w ekonomicznej, ja jadam w restauracjach 5 gwiazdkowych, ona w barach typu fast food... mam mówić dalej? Dwa światy - podrapał się po głowie. - Będę w Japonii za tydzień. Masz coś przeciwko co bym wpadl?
- Takano, zostaw to proszę - odparł Kouyuki. Pogubił się trochę i w tej chwili nie chciał nawet myśleć o rodzinie. - Wszystko przez ten twój hotel - westchnął ciężko. - A potem przez moje tajemnice.
- Ech no tajemnice, moje problemy zdrowotne znaczy się. Nie chcę żeby miały przez nie spieprzone życie - wyjaśnił. - Nie martw się, u mnie wszystko gra.
- Uhm dobrze, ja sobie kochanie poradzę. Yuya też co nie maluszku? - uśmiechnął się do niego Tomo. - Tak! I z dziadzią spędzę trochę czasu. Będzie fajnie - odparł entuzjastycznie chłopczyk. - Tatuś? A kupisz mi coś z Tokio?
- Nie kotuś, tylko pozdrów ode mnie Rena jak już tam będziecie. Dawno go nie widziałem - uśmiechnął się lekko. - I uważaj na siebie - wyciągnął dłoń zeby go pogłaskać.
- W razie czego tata go zawiezie - uśmiechnął się do niego Tomo. - Prawo jazdy ma - zachichotał. - I traktor! Pojedziemy traktorem do szkoły - zachichotał Yuya klaszcząc lekko w dłonie.
- Szkoda tatuś - odparł Yuya który już miał nadzieję, że uda mu się pojechać traktorem. Chłopiec poszedł się umyć i ubrać i wyszedł z pieskami na spacer.
- Kochanie, będzie dobrze - szepnął mu do ucha, obejmując go mocno ramionami i głaszcząc po głowie. - Twój tata niech też się przebada - poradził mu zaraz.
- Pewnie go wszystko przytłoczyło Taka-chan - ucałował go w czoło. - Po prostu przy nim bądź teraz. Kochasz go przecież - objął go mocno ramionami, wtulając go w siebie. - A uhm... matka Kou?
- Pewnie, że tak. Ja swoją odnalazłem - ucałował go krótko w usta. - Dlatego nawet nie zaprotestowałem jeśli chodzi o papierosy - wyjaśnił. - Choć łatwo nie jest...
- Dobrze kochanie - uśmiechnął się do niego, zsiadając z jego kolan. - A teraz pójdę pieszo do kuchni - oświadczył głośno i wyraźnie. - W razie co to mnie łap...
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Tzn... usiądę jak przygotuje sobie składniki. Wszystko ładnie wymieszam i utworze bułeczki z pomocą Yuyi, a ty wstawisz je do piekarnika - zaproponował taki układ.
- Ale jak będę mieszał składniki to będę siedział - szepnął Tomo, biorąc sobie stołek i zaczynając gotować. Yuya przybiegł niemal od razu. - Ja pomogę! - klasnął w dłonie, szybko myjąc rączki.
- No bo przyszedłem do domku żeby siusiu zrobić - wymamrotał chłopiec, lepiąc bułeczki i wkładając do środka kawałki czekolady, po czym Tomo nakrajał je by nadać im dodatkowe wzory.
- Wpuściłem tatusiu - odparł chłopiec. - Taka-chan nastawisz piekarnik? - zapytał go zaraz Tomo, kiedy Yuya wyłożył blachę papierem do pieczenia i zaczął układać na nim bułeczki.
- Uhm nie przeszkadza mi już - przyznał cicho. - Ale nadal czasem potrzebuję tylko swoich kątów... nie wiem czemu. Ale potrzebuję - zagryzł lekko wargę.
- Ale wujek dopiero zasnął - chłopiec wziął jednak tę swoją bułeczkę do salonu i usiadł z nią w fotelu zaczynając na nią dmuchać co by szybciej wystygła.
Yuya jeszcze trochę dmuchał i po 5 minutach wgryzł się w bułeczkę. - Pycha! - krzyknął budząc tym samym Tomo. - Przepraszam - jęknął widząc jak ten nabiera łapczywie powietrze. - Tatuś! Wujek! - pobiegł szybko do Takano. - Nic mi nie jest - burknął Tomo, siadając. Przestraszył się tylko tego krzyku.
- Haaai! - chłopiec pobiegł do drzwi i szybko je otworzył witając się z dziadkami. - Tatuś! O jednego dziadzie za dużo! - pobiegł szybko do kuchni żeby to powiedzieć i wpadł na stół uderzając się o niego mocno. Opadł na podłogę i pociągnął nosem zaraz cicho szlochając.
- Tatusiu boli - chłopiec rozpłakał się trochę, a kobieta niemal natychmiast się przy nim znalazła. - Pokaż mi się tutaj - przyjrzał się jego noskowi. - Nie ma złamania - pogłaskała maluszka po głowie. - Ale niech poleży trochę - obmy,ła mu buzię i pozwoliła dziadkom zabrać chłopca do salonu. Tomo usiadł na kanapie więc maluch miał na niej dużo miejsca. - Oj maluchu, za szybko wszystko chciałeś - pogłaskał Yuyę po główce. - Ciekawe po kim to ma - sarknęła jego mama całując go w głowę. - Nie było miesiąca żebyś sobie czegoś nie zrobił.
- Bo wujek mnie kocha i mi powiedział, że mnie odwiedzi jak będzie w Japonii - odparł chłopiec pewnie. - Dobrze - starszy westchnął cicho. - Zadzwonię do niego później - stwierdził. - Tylko troszkę rybki - dokończył Yuya
- Dobrze tatuś - Yuya wziął swoje jedzonko powoli jedząc rybkę. - W porządku... - ojciec Takano coraz bardziej się martwił o syna. Odłożył sztućce i wyszedł na papierosa.
- Tak wiem, martwię się tylko o niego - odparł spokojnie mężczyzna. - O ciebie zresztą też - wyrzucił papierosa i obrócił się do niego, chwytając go w ramiona. - Jak się trzymasz? - zapytał mocno go przytulając.
- Nigdy nie jest za późno na martwienie się, Takano - odparł mężczyzna odsuwając się od niego i głaszcząc go lekko po policzku. - A ja, dopiero teraz widzę jakich wspaniałych mam synów - dodał z lekkim uśmiechem, mimo wszystko zażenowanym swoją głupotą.
- Wiem Takano i mam nadzieje, że kiedyś mi to wybaczysz - mężczyzna usmiechnal się do niego słabo i wrocil do salonu, gdzie usiadł z Tomo, obchodząc się z nim jak z jajkiem. Zupełnie nienaturalnie.
Mężczyzna skinął głową ale wystarczyło pół godziny by znów coś palnął. - A garnitur już masz wybrany? - zapytał go spokojnie. - Wiesz jako ten swój ostatni... - Uhm ale ja jeszcze żyję - odparł cicho Tomo zaciskając lekko pięści. - Nie będę niczego takiego wybierał... zresztą nawet jeśli... to niech mnie chowają w trampkach i jeansach. Garnitur to nie ja - wymamrotał przesiadając się na wózek. - No tak, ale pomyśl... to jest tradycja... trzeba się zabezpieczyć na wszelką ewentualność. - Przepraszam, źle się czuję - chłopak obrócił się na wózku i pojechał do sypialni. Skłamał z tym ale nikt z gości tego nie zauważył. - Głupi dziadzia - Yuya uderzyl mężczyznę rączką w kolano. - Głupi, głupi, głupi dziadzia!
Tomo mu nie odpowiedział. Nie zrozumiał co ten mówi bo leżał już na łóżku z głową schowaną pod poduszką, starając się usilnie uspokoić. Usłyszał jednak otwierane drzwi i nieco się wzdrygnął. - Ja nie chcę cię zostawiać. Nie chcę - wydusił z siebie między stłumionymi falami płaczu.
- Nie chcę cię zostawić... ciebie i Yuyi - powtórzył jeszcze raz. - Tak strasznie się staram żeby tego nie zrobić - wymamrotał. - Nawet lekarz powiedział, że to dobrze, ale... oc jeśli on ma rację? - mamrotał jakby zapominając o obecności Takano. - I napisałem do Juna, żeby mi powiedział jakie garniaki pogrzebowe są modne bo potrzebuję... zapomniałem, że on nie wie o przerzutach i teraz będzie się martwił - zacisnął mocniej wargi. - Głupi jestem - otarł łzy siadając i wtulając się w Takano.
- Nie puściłby mnie do domku gdyby trochę poprawy nie było - przyznał szeptem. - Mogę jeszcze trochę tu zostać sam? - zapytał go zaraz odsuwając się od niego.
- Postaram się nie mieć - otarł łzy z policzków kładąc się znów do łóżka i patrząc na dźwięczący telefon. - Ale chyba muszę wyjaśnić wszystko Junowi - dodał jeszcze.
Mężczyzna jeszcze nie wyszedł, bo uznał że najpierw przeprosi, potem wyjdzie. *** - Hej Jun - Tomo odebrał telefon po trzecim sygnale. - Co tam u ciebie w Tokio?
- To nie tak, nie życzę mu śmierci - mężczyzna zaprzeczył ruchem dłoni, ale wstał by się ubrać. - Chciałem tylko... uswiadomić wam najgorszą ewentualność - mruknął. *** - To dobrze, pozdrów ją ode mnie - uśmiechnął się lekko. - Przepraszam, takie nagłe załamanie nerwowe. Nie przejmuj się. Więcej tego nie zrobię - obiecał mu pilnując się jednocześnie by nic mu nie zdradzić.
- Dlatego chciałem go przeprosić - westchnął mężczyzna już więcej nic nie mówiąc. Wyszedł wiedząc że popełnił błąd. *** - Tylko się nie denerwuj i się nie martw - poprosił go zaraz szybko Tomo. - Mam przerzuty w płucach - zacisnął mocniej wargi. - Przestałem palić i... teraz jestem na przepustce w domku.
- Ma - zgodziła się mama Tomo. - Ale nie chciał źle - dodała zaraz, a ojciec chłopaka nic nie powiedział bo zajmował się układaniem puzzli z Yuyą. *** - Uhm bo tata Takano pytał mnie czy mam wybrany garnitur na pogrzeb mój - wymamrotał do słuchawki, okrywając się jednocześnie kołdrą. - Ne przyjedziesz na ślub z Ryu? Planujemy go zrobić w maju. Uhm i musisz być... bez ciebie nie będę miał świadka...
- Nie usprawiedliwiam go - odparła kobieta wstając i zbierając nacczynia. - Pozmywam, komu kawy? - zapytała ich jeszcze. *** - Ciebie, ciebie - uśmiechnął się nieco. - W końcu jesteś mi najbliższy - dodał jeszcze. - W maju, ale datę ci podam jak będziemy znali... i najpewniej w Nowym Jorku,
- Nie bronię go - odparła kobieta, siadając na kanapie i zaczynając bawić się z Yuyą. *** - Przepraszam - mruknął odruchowo. - Ale może zrobicie sobie jakieś małe wakacje po wszystkim. Albo coś - zakaszlał trochę siadając. - Uhm odwiedzisz mnie jak już będziesz w Yukan?
- Dużo - przyznał Tomo, smacznie zjadając już drugie mochi. - Ale czasem mogę - uśmiechnął się delikatnie. - Poza tym za gruby nie jestem - dodał zaraz.
- Ale ja wciąż mogę schudnąć przez tą chemię - mruknął cicho Tomo, przytulając głowę do jego ramienia. - Ale będę się starał jeść jak najwięcej - obiecał mu.
- Jeszcze mi dziś obiecałeś hamburgery - wyszczerzył się do niego radośnie, siadając mu na kolankach. - Jutro... na obiad McDonald - klasnął w dłonie. - A będziemy się tulić i śpiewać, może film obejrzymy...
- Nie do miasta... mama mi mówiła, że jak się pojedzie 5 km w drugą stronę to tam stoi nowy McDonald - odparł wesoło. - Yukan się rozbudowuje - zachichotał, całując go lekko w usta. - Bardzo mi dobrze.
- Oj bo czasem lubię takie dziwne rzeczy kochanie - ucałował go mocno. - Poza tym wiem, że Yuyi zależy na jakichś zabawkach z McDonalda... bo z jego ulubionego anime sa...
- Ale twój zapach nigdy się nie zmieni. Chodzi mi o twój zapach a nie zapach perfum - uśmiechnął się nieco. - Uhm mogę się położyć? Trochę męczy mnie siedzenie.
- Uhm kochanie jesteś bardzo dobrym tatą - pogłaskał go po policzku. - Teraz tylko... myślę, że musimy Yuyi poświęcić troszkę więcej czasu. Ja myślę, że on rozumie co się dzieje i że też się boi, że... no wiesz umrę - uśmiechnął się lekko. - Tylko jest bardzo dzielny i tego nie pokazuje.
- Dobrze, niech śpi z nami. Kocham go bardzo - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Cieszę się, że śpicie razem... to dobrze - ucałował go w usta. - A jak urośnie... to przejdziemy przez to razem - ucałował go znów.
- Ja też byłem okropny - zaśmiał się. - Ale nie można zakładać, że Yuya będzie miałto samo... - Tatuś! Obejrzymy Kóla Lwa? - chłopiec przyszedł do pokoju i popatrzył na nich z nadzieją.
Yuya wziął sobie dużą podusię i położył się na dywaniku przy kanapie machając nóżkami u góry w oczekiwaniu na bajkę, a Tomo zmienił trochę pozycję, by też widzieć telewizor.
Tomo szybko załatwił swoją potrzebę, umył jeszcze zęby i wyszedł z łazienki. - Ne, Taka-chan? Gome, ale weźmiesz mnie na ręce? - zapytał porządnie się już na nogach chwiejąc.
- I ja to przegapiłem - jęknął niezadowolony Tomo. - Zamawiam sobie kulki ryżowe alla Yuya do szpitala - stwierdził zaraz powoli idąc do salonu i łapiąc się co chwile jakiś szafek dla utrzymania równowagi.
- Ja wiem, że mogę na nim polegać, ale... chcę chodzić póki jeszcze mogę - wymamrotał niezadowolony, że się go znów wyręcza. - Nie przyjeżdżasz do szpitala następny tydzień - zagroził mu, siadając przy stole
- Będzie... najlepsze na świecie! - obiecał szybko chłopiec, już nieźle zdenerwowany, czekając na opinię śniadanka. Tomo długo przeżuwał przedłużając tę chwilę. - No kochanie... - zwrócił się do Takano. - Powinieneś się uczyć od naszego synka.
Yuya był niezmiernie rad z ich reakcji. Uśmiechał się od ucha do ucha, cały czas. - Tatus ale ja cię nauczę - zaproponoął z wielkim uśmiechem. - A ty mnie nauczysz tęż!
- Uhm a jak zrobi tatuś bento, to wszystkie dzieci się śmieją - zachichotał Yuya. - A czemu? - zainteresował się Tomo. - Bo tatuś umie robić tylko Totoro - zasmiał się. - Pyszne jedzonko ale zawsze Totoro i dzieci się śmieją, że tatuś ma świra na punkcie Totoro.
- Ale ja się nie złoszczę tatusiu - chłopczyk pożałował, że cokolwiek powiedział. Miał juz nawet łzy w oczach. - Tatuś ale ja lubię twoje bento, naprawdę!
- Chciałbym, ale ja wiem że tatuś się bardzo stara zastąpić trochę wujka w robieniu bento - Yuya zapomniał ugryźć się w język i teraz wciskał łepek mocno w pierś Takano. - I ja nie chcę tatusiowi robić problemów.
-Kocham cię tatusiu - szepnął chłopiec, dalej się w niego wtulając. - To ja chcę takie bento z Totoro też - stwierdzil po chwili tomo. - Dwa dostanę i wybiorę lepsze.
- Jupi będę miał masę pysznego jedzonka - ucieszył się Tomo kończąc swoje śniadanko i sprzątając, by dać im chwilę. Czuł, że Yuya teraz potrzebuje taty, choćby po to żeby się wytulić.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 4999 Nowsze› Najnowsze»Tomo skinął głową na taki plan. Dość długo jadł w ciszy popijając trochę omurice wodą, by w końcu odłożyć miseczkę i spojrzeć na Takano.
- Co w domku?
- Mój lekarz powiedział, że za tydzień będę mógł pojechać na dwa, trzy dni do domku. Tak na weekend, żeby odpocząć od szpitala - uśmiechnął się lekko.
- Naprawdę? - chłopak zaśmiał się lekko, chowając kupony do książki. - Ale nie musisz brać wolnego - szepnął zaraz, obejmując go mocno ramionami.
[a co ci robili biedaku?]
- Ale to nie jest koniec... to tylko przepustka za dobre sprawowanie - wzruszył ramionami. - Ale wypiję wtedy twoją pyszną czekoladę ze wszystkimi bajerami.
[oj... biedna, głupi doktor. ale przejdzie, nie martw się :*]
- To na czekoladę wykorzystałem już kupon? - zapytał bo nie wiedział czy czekolada należy do pakietu dodatkowego czy nie.
[no dobra, to jedz kisielki xD ale już, leć po kisielek!]
- Ale będę musiał wziąć wózek ze sobą i tlen też... lekarz mówił, że tlen na wszelki wypadek, jakbym miał duszności - wyjaśnił. - Ale on z tobą porozmawia jeszcze - uśmiechnął się trochę. - No to muszę pomyśleć jak kupony wykorzystać - zastanowił się.
[uo... to musiało strasznie wyglądać!]
- Yuya musi być w domku! Koniecznie, bez niego nie biorę tej przepustki - stwierdził szybko, siadając aż mocniej na łóżku.
[to dobrze :) bardzo dobrze :*]
Tomo położył się wygodniej i okrył kołdrą.
- Kocham cię - złapał go za rękę zamykając oczy.
[oj tam oj tam, poboli i przestanie :P]
Tomo czekał na Takano tydzień później ubrany, ale wciąż w łóżku. Mężczyzna był u lekarza by dostać specjalnie pouczony jak się nim opiekować. Czekał więc na niego.
- Tak, tylko nie panikować - uśmiechnął się do niego mężczyzna. - Miłego weekendu - uśmiechnął się jeszcze do niego. - Do sali nikogo nie damy więc możecie spokojnie zostawić tu to i owo.
- I co? Możemy iść? - zapytał go Tomo, zakładając na głowę czapkę i kaptur bluzy, po czym z lekkim trudem wstał z łóżka, przenosząc się na wózek.
- Bardzo, bardzo - uśmiechnął się do niego. - I zjem dobre rzeczy i porozmawiam z Yuyą, pobawię się z pieskami... możemy też zaprosić mamę i twojego tatę... i mojego też w sumie na kolację - wyliczył wesoło.
- Jutro, jutro - zgodził się, na chwilę przymykając oczy. - Um ale nie powiedziałes mu nie? Chciałbym żeby miał niespodziankę - uśmiechnął się do niego.
- Dziękuję - wstał z wózka przy samochodzie, przesiadając się do niego i zapinając pasy. - Uhm mogę trochę obniżyć fotel? Do pozycji półleżącej? - zapytał zaraz, czując że nie da rady siedzieć tak długo i to jeszcze w samochodzie.
- Uhm wiem, nie szkodzi - uśmiechnął się do niego słabo, zamykając oczy. - Wytrzymam - uniósł dwa kciuki do góry.
- Tatuś wróciłeś! - Yuya wybiegł z domku i zatrzymał się gwałtownie, po czym pisnął i przyspieszył. - Wujek! - wskoczył mu na kolana i tylko fakt że Takano wciąż trzymał wózek uchronił ich od upadku.
- Hej maluszku - zachichotał Tomo, obejmując go lekko ramionami. - Tęskniłem za tobą.
- Nie, nie... na złożonej będzie dobrze - zapewnił go Tomo, kiedy Yuya wprowadził wózek do salonu i pomógł mu usiąść na kanapie, zaczął paplać o wszystkim co się w szkole zdarzyło, po czym przyniósł książkę by poćwiczyć kanji.
Tomo cierpliwie potłumaczył Yuyi wszystkie kanji, a kiedy skończył chłopiec poszedł odrobić reszte lekcji, by wreszcie móc się cieszyć dniami z wujkiem.
- Taka-chan? - Tomo położył się na kanapie. - Uhm mogę kocyk? - zapytał go zaraz.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego, okrywając się mocniej kocykiem i spoglądając na niego w kuchni. - A potem... wykorzystam jeden kupon na długie tulenie mnie... chcę posiedzieć na kolanach i móc cię wąchać do woli.
Yuya za to się nie krępował i usiadł na kanapie obok Tomo, który też na ten czas usiadł. Wziął swój talerz na kolana i powoli zaczął jeść.
- Tatuś dzisiaj jest najpyszniejsze w świecie - oświadzczył chłopiec.
- Wynagrodziłeś i to z nawiązką - zaśmiał się Tomo, wreszcie zabierając się za rybkę. - Jesteś najlepszy.
- Ale tatuś normalnie takich dobrych nie robi - poskarżył się Yuya. - Ciągle zupa i zupa.
Tomo zachichotał zaraz widząc minę Takano i skończył jedzenie.
- Było pyszne, nic nie zostawiłem - pochwalił się im.
- Miałem - pokazał kciuk do góry. - Ale na razie nic więcej nie zjem - dodał przepraszająco.
- Tylko zupa - powtórzył Yuya kończąc jeść i zbierając talerze i myjąc je zaraz.
- Teraz na kolanka - klasnął w dłonie Tomo wyciągając ręce do Takano.
- Kocham cię - szepnął mu do uszka, wtulając się w niego mocniej by posłuchać w ciszy jego serduszka i powąchać go. On po prostu to kochał.
- Bo chyba jest... ja po prostu czuję się tak z tobą najlepiej - uśmiechnął się do niego, by przymknąć oczka i ucałować go w policzek.
[idę się kąpać :P ]
- Cieszę się, że mogłem wyjść ze szpitala, nawet na momencik - wyszeptał odsuwając się trochę od niego i muskając jego usta.
- A lekarz mówił ci czy mogę iść na krótki spacer? Bo chciałbym pójść... nie na plażę bo tam wieje, ale tak jakoś... nawet na 10 minut - szepnął znów się przytulając.
- Mhm dobrze - zasmucił się trochę, ale postanowił się nie kłócić. Nie chciał robić problemów ani nic.
- Wiem, wiem kotuś - uśmiechnął się lekko. - Tylko mi troszkę smutno, że jestem w takim stanie że nawet spacer mi zaszkodzi - dmuchnął sobie w kosmyk włosów. - Mhm na śniadanko poproszę pyszną jajecznicę, na obiad... coś francuskiego, a na kolację... hamburgera...
- Postaram się - obiecał mu z lekkim uśmiechem, wtulając się w niego mocno. - Ale mogę dzisiaj spać z tobą w łóżku?
- Super, a kupisz mi mochi? Albo zrobisz? - zapytał zaraz. - Będę mógł ci w tym pomóc? Tak trochę.
- No jutro, ja o jutrze myślę - zapewnił go, głaszcząc go po włosach.
- Ja też i to bardzo mocno, tylko mi głupio że musiałeś sobie wolne przeze mnie wziąć - szepnął jeszcze, wciskając się w niego z uśmiechem.
[dobranoc :*]
- Cieszę się i to bardzo - uśmiechnął się do niego, zsiadając mu wreszcie z kolan, żeby się położyć z głową na jego kolankach. - To będzie dobry weekend - zgodził się.
- Troszeczkę, ale nie tak żeby spać... tylko zmęczyłem się siedzeniem - odparł na to, przykrywając się trochę kocem i spoglądając mu prosto w oczy. - Kocham cię. I kocham Yuyę... i kocham nasze psiaki i domek i... te chwile które razem spędzamy - wymienił z uśmiechem, a z kuchni przyszedł wreszcie Yuya z pucharkami lodów, owocków i bitej śmietany. Chciał im zrobić niespodziankę i wymyślił deser.
- Ale dla wujka bez lodów zrobiłem z czekoladką... kawałkami, bo wujek chyba nie może lodów - odparł cicho, bo przecież Tomo nie mógł się przeziębić.
- Dziękuję - Tomo podniósł się na łokciach i usiadł, biorąc pucharek do ręki.
Yuya rozpromienił się trochę, ciesząc się że wszystkim smakuje.
- Pychotka - zgodził się Tomo jedząc swój deserek. - Ja będę chciał takich więcej - dodał zaraz. - To będzie moja gorąca czekolada od Yuyi - dodał porównując smaki.
- Albo wieczorem zamiast kolacji - zaproponował zaraz jedząc dalej owocki. - Uhm dobrze - zgodził się na leki. - Tata nie pali? - zapytał zaraz Yuyi.
- To dobrze. Mój mały - zaśmiał się Tomo, wtulając się w bok Takano. Nadal jadł swój deser, teraz trafiając na kawałek czekolady. - A z pieskami wychodzisz na spacer?
- Uhm to dobrze - odparł Tomo tak z jakąś ulgą. Przytulił się do niego trochę mocniej, odstawiając prawie pusty pucharek na stolik.
- A przyniesiesz mi kołderkę maluchu? - zapytał go jeszcze Tomo opadając swobodnie na kolana Takano i przytulając sie do jego brzusia.
- Uhm ale leki muszę najpierw wziąć - przypomniał mu, okrywając się mocniej kołderką. - No i jak będę spać to nie na tobie bo nie chcę cię uziemiać - wyszczerzył się do niego.
- Dobrze, ale później - poprosił go, nadal leżąc na jego kolanach, już porządnie okryty kołderką. Zamknął oczy naprawdę zmęczony, wydarzeniaqmi dnia.
- I leki - odparł chłopak, zaraz trochę przysypiając. Był naprawdę zmęczony wrażeniami, a w domu było tak bezpiecznie.
Tomo przekręcił się na bok, wtulając się w jego brzuch z delikatnym uśmiechem na twarzy. Dobrze mu się z nim spało. Obudził się dopiero czując zapach czekolady. Zaskoczony stwierdził że musiał mocno spać, skoro Takano udało się wyślizgnąć nie budząc go. Przetarł oczy siadając. Skrzywił się nieco, widząc że wózek stoi tak daleko. Podniósł się jednak i łapiąc się zaraz stolika i fotela przesunął się bliżej wózka. Zacisnął lekko pięści biorąc głębokich oddechów kilka, po czym puścił się i chwiejnie przeszedł na wózek, wreszcie opadając na niego z ulgą. Wykierował nim w stronę łazienki.
- W łazience - odkrzyknął mu, załatwiając swoje potrzeby i wyjeżdżając z niej. - Mou przecież nie wytrzymam całego dnia bez łazienki - pokazał mu język.
- Byłem tylko w łazience Taka-chan... nie martw się tak. Zawołałbym jakby coś się działo - obiecał mu biorąc najpierw leki, a potem zaczynając sączyć sobie czekoladę.
- Uhm ale sobie poradziłem - przytulił się do jego boku dalej sącząc czekoladę. - Yuya zrobił dobry deser - oznajmił po chwili. - Naprawdę mi smakował.
- Na pewno. Kotek, jak będę potrzebował pomocy to ci powiem - obiecał mu okrywając się trochę kocem i z zaskoczeniem przyjmując Jolie, która wskoczyła na kanapę i położyła łepek na jego kolanach. Upił trochę czekolady, jedną ręką głaszcząc ją po łebku.
- Daję sobie radę. Wózek mam przy łóżku to się na neigo przenoszę, ale czasem idę pieszo... jak mam lepszy dzień - uśmiechnął się. - Tylko muszę wtedy wyjść wcześniej by zdążyć do łazienki - zaśmiał się ze swojej niemocy, a Jolie polizała go po policzku, wracając znów z pyskiem na jego kolana.
- Uhm nie wiem - odparł cicho wzruszając ramionami. - To nie tak że nie mam czucia w nogach tym razem - zauważył z uśmiechem. - Tylko... jestem za słaby by na nich chodzić - burknął znów upijając łyk. - Pewnie trochę będzie trzeba ale pójdzie szybciej - uśmiechnął się pewny swojego. - Jest pyszna Taka-chan. Kocham twoje czekolady.
- Uhm tak będzie - Tomo spuścił wzrok, wpatrując się w kubek z czekoladą. Nasunął na głowę kaptur czując gorzkie łzy na policzkach. - Tak będzie - powtórzył, zaciskając wolną dłoń w pięść.
- Przepraszam - szepnął Tomo jeszcze na niego nie patrząc. Złapał kubek dwoma rękoma żeby powstrzymać jego dygotanie. - Uhm, chcę - dodał cicho, odsuwając się od Takano, by ten poszedł po projekt. - Przepraszam Jolie, pewnie jesteś wściekła... masz prawo.
Tomo oddał mu pusty kubek i wziął zeszyt do ręki chwile tylko na niego patrząc.
- Ładny - stwierdził spokojnie, ocierając łzy z oczu. - Bardzo - dodał po chwili. - Taki minimalistyczny.
- No jak na twoje możliwości to bardzo minimalistyczny - zauważył podając kartkę Takano. - Uhm, przepraszam - wymamrotał. - Staram się być pozytywny.
- I się roztyję - zachichotał, trochę cierpnąc w pozycji siedzącej i łapiąc nagle Takano za rękę żeby wstać. - Zmęczony jestem trochę.
Tomo przesiadł na niego, czekając aż Takano go zawoła. W tym czasie trochę pobawił się z pieskami.
- Yay, super - ucieszył się jadąc do łazienki i pozwalając Takano sobie pomóc z wejściem do wanny. Usiadł tak jak zwykle między nogami Takano, opierając się trochę o jego brzuszek.
- No pewnie, że tak - uśmiechnął się do niego delikatnie, biorąc gąbkę i samemu się trochę myjąc. - W szpitalu to tylko pod prysznicem.
- Radzę sobie, ale... uhm Taka-chan... jak będzie ze mną gorzej, to jak będziesz przyjeżdżał to mnie umyjesz? - zapytał zaciskając mocniej wargi. - Bo ja nie chcę żeby baby mnie dotykały... żebyktokolwiek mnie dotykał...
- Dziękuję - Tomo ucałował go w policzek, przytulając się do niego nieco mocniej. -
- Un to bardzo, bardzo dobrze - ucieszył się, ziewając nieco. - Spanko!
[ja też lecę... bo łapie mnie choroba...]
Tomo wtulił się w niego mocno w łóżeczku.
- A pośpiewasz mi troszkę? - zapytał jeszcze.
Tomo przespał prawie całą noc, budząc się nad ranem z lekkim bólem w piersi. Odetchnął lekko siadając i wstając z łóżka. Uznał że weźmie odpowiednie leki i powinno przejść.
- Boli w piersi, ale nie aż tak mocno - odparł cicho, biorąc sobie leki i popijając je wodą. - Chciałem żebyś się wyspał.
- Ale jak chce trochę sam sobie poradzić - wymamrotał Tomo, krzywiąc się lekko i kuląc nieco bardziej na wózku. Nabrał kilka szybkich oddechów uspokajając się. - Potulisz mnie? Proszę.
- Ok... mogę oddychać, ale... ale - wtulił się w niego mocniej przymykając nieco oczy. - Ale chcę maskę - przyznał szczerze. Tak dla pewności że wszystko będzie w porządku.
Tomo wyraźnie się uspokoił mając maskę tlenową. Dawała mu tę pewność, że nie zabraknie mu powietrza. Skinął głową i uśmiechnął się do niego lekko.
- Dobrze - odparł tylko, bo chciał żeby Takano wypoczął, bo przecież niepotrzebnie się budził.
- Baka - wymamrotał Tomo nieco zaczerwieniony, patrząc mu prosto w oczy. - I tak wiesz, że to niewykonalne... będę się obwiniał - podrapał się po głowie. - Już mi lepiej, ból przechodzi.
- No bo... bo mi się głupio robi jak mnie tak komplementujesz - mruknął.
- Uhm baka - wymamrotał znowu, po czym pozwolił się zawieść z powrotem do łóżka
- Przecież się przyzwyczajam - burknął chłopak, wtulając się znów w niego.
- Nie wiem - pokręcil przecząco głową. - Ale lekarz wie że chce przepustkę na festyn - dodął zaraz.
- Nie wiem czy się uda, ale może - wzruszył ramionami, wtulając się w niego mocno. - Może pozwolą mi przyjechać na 2 do 3 dni.
- Tak...i twój tata też chce przyjechać - dodał jeszcze. - Ale miałeś spać - burknął.
- Korea nie przyjedzie - westchnął cicho Tomo. - Obraziła się na ciebie i to mocno - zacisnął wargi nie mając pojęcia jak ją udobruchać.
- Bo teraz jest trochę inaczej. Bo nie jesteś sam, jesteś ze mną i Yuyą - pstryknął go w nosek.
- Ja tam nie wiem... zazwyczaj zatrzymuję się u kogoś - wzruszył ramionami nie chcąc się kłócić. On po prostu rozumiał ją. Rodzina trzyma się razem.
- Tylko twój brat powiedział... że ją zostawi - skrzywił się nieco. - Zadzwonił do mnie niedawno... wydawał się być jakiś niemrawy. Chyba się pożarli.
- O ciebie - wymamrotał cicho Tomo. - Ale Kei-chan nie chciał cię denerwować, więc do ciebie nie dzwonił... śpi u siebie w pracy od paru dni...
- Zadzwoń - poradził mu ściągając maskę i muskając jego usta. Zaburczało mu w brzuszku więc się zawstydził troszkę.
- Troszeczkę - przyznał cicho. - Miseczkę ryżu z jajkiem - odparł wesoło, przesiadając się na wózek. - Posiedzę w salonie - odparł, kiedy Takano złapał za telefon.
[a Kou był lekarzem?]
Koyuki odebrał nieco niechętnie.
- Hm? - mruknął na powitanie, myjąc zęby i wypluwając pastę do zlewu. - Czego młodzieżo?
[dobra xD mylą mi się xD]
- Dobrze - odparł krótko na pierwsze pytanie przeciągając się przy tym i parząc kawę. - To moja sprawa głupi bracie - odpowiedział mu tylko. - Rozstaliśmy się.
- Nie krzycz na mnie, kiedy bronię twojej zasranej i upartej dupy! - wrzasnął na niego do słuchawki, oddychając ciężko. - Zresztą nie tylko o ciebie chodzi! - warknął jeszcze niemal zaciskając mocniej rękę na telefonie, prawie go psując. - Będę w Japonii za tydzień, chciałbym... żebyś przebadał się pod względem zgodności szpiku kostnego ze mną - mruknął nieco ciszej. - Zrobisz to dla mnie braciszku?
- Ale Ren się nie nadaje - uśmiechnął się krzywo Kouyuki. - Dawał sobie w żyłę parę lat temu. Dyskwalifikuje go to - westchnął ciężko. - Nic nie psuje, tylko je od siebie uwalniam. Nie pasujemy do siebie bracie. Ona pochodzi z innego świata i ja też - fuknął. - Ja śpię w hotelach, ona u przyjaciół. Ja latam pierwszą klasą, ona gniecie się w ekonomicznej, ja jadam w restauracjach 5 gwiazdkowych, ona w barach typu fast food... mam mówić dalej? Dwa światy - podrapał się po głowie. - Będę w Japonii za tydzień. Masz coś przeciwko co bym wpadl?
- Takano, zostaw to proszę - odparł Kouyuki. Pogubił się trochę i w tej chwili nie chciał nawet myśleć o rodzinie. - Wszystko przez ten twój hotel - westchnął ciężko. - A potem przez moje tajemnice.
- Ech no tajemnice, moje problemy zdrowotne znaczy się. Nie chcę żeby miały przez nie spieprzone życie - wyjaśnił. - Nie martw się, u mnie wszystko gra.
- Połowa wystarczy aż nadto - uśmiechnął się lekko. - Poza tym ja Tomo tez chcę odwiedzić.
- Dozobaczenia - Kou rozłączył się.
Tomo w tym czasie obudził Yuyę i razem z nim rozmawiał wesoło o tym i owym.
- Tatuś! - Yuya przybiegł do kuchni i mocno go przytulił. - Dzień dobry - przywitał się z nim. - A możemy z wujkiem soczek?
- Tak jest tatuś - chłopiec odnalazł wszystko. - A tobie też soczku? - zapytał jeszcze.
Tomo pojawił się w salonie dość szybko. Wziął od Yuyi szklankę soku i wypił połowę.
- Pychota, dawno nie piłem pomarańczowego.
- Uhm dobrze, ja sobie kochanie poradzę. Yuya też co nie maluszku? - uśmiechnął się do niego Tomo.
- Tak! I z dziadzią spędzę trochę czasu. Będzie fajnie - odparł entuzjastycznie chłopczyk. - Tatuś? A kupisz mi coś z Tokio?
- Nie kotuś, tylko pozdrów ode mnie Rena jak już tam będziecie. Dawno go nie widziałem - uśmiechnął się lekko. - I uważaj na siebie - wyciągnął dłoń zeby go pogłaskać.
- Ale jakby miało zająć to się nie spiesz - odparł na to chłopak. - Tylko zadzwoń do mnie czasem - poprosił jeszcze wracając do swojego posiłku.
- W razie czego tata go zawiezie - uśmiechnął się do niego Tomo. - Prawo jazdy ma - zachichotał.
- I traktor! Pojedziemy traktorem do szkoły - zachichotał Yuya klaszcząc lekko w dłonie.
- Szkoda tatuś - odparł Yuya który już miał nadzieję, że uda mu się pojechać traktorem. Chłopiec poszedł się umyć i ubrać i wyszedł z pieskami na spacer.
- Kochanie, będzie dobrze - szepnął mu do ucha, obejmując go mocno ramionami i głaszcząc po głowie. - Twój tata niech też się przebada - poradził mu zaraz.
- Pewnie go wszystko przytłoczyło Taka-chan - ucałował go w czoło. - Po prostu przy nim bądź teraz. Kochasz go przecież - objął go mocno ramionami, wtulając go w siebie. - A uhm... matka Kou?
- Uhm a jego córeczka? - zapytał cicho. - Przecież ona też by się nadawała... ech ale to maleństwo jeszcze więc chyba lepiej tego nie robić, nie?
- Mhm nie zakładaj tak od razu - szepnął mu do ucha. - Pomyśl póki co pozytywnie. Nie ma wyników, nie wolno myśleć inaczej - ucałował go w czółko.
- Dobrze, przygotuję się na wizytę - złapał go lekko za nosek i ucałował mocno w usta. - Będzie dobrze i z Kou i ze mną - pokazał mu kciuk w górę.
- Czyli już się zdecydowałeś na świadka? - zapytał z uśmiechem. - To może być jego motywacja dodatkowa - wtulił się w niego mocniej.
- Pewnie, że tak. Ja swoją odnalazłem - ucałował go krótko w usta. - Dlatego nawet nie zaprotestowałem jeśli chodzi o papierosy - wyjaśnił. - Choć łatwo nie jest...
- Kocham cię, czasem mam załąmanie nerwowe i trochę płaczę ale to nic - ucałował go w policzek.
- Bo ja nie chcę żeby ci było jeszcze ciężej niż ci jest - ucałował go w policzek. - Kotek? Rozmasujesz mi uda? Czuję skurcze - wymamrotał.
- Uhm ostatnio często łapiąc mnie skurcze, bolesne są - wymamrotał, całując go w szyję i tylko teraz się do niego tuląc.
- Uhm pewnie tak. Już jest lepiej - uśmiechnął się kiedy skurcze zaczęły przechodzić. - Nie boli - dodał.
- Dobrze kochanie - uśmiechnął się do niego, zsiadając z jego kolan. - A teraz pójdę pieszo do kuchni - oświadczył głośno i wyraźnie. - W razie co to mnie łap...
Tomo złapał go tuż przed kuchnią mocniej za rękę, co by nie upaść.
- Ok, a teraz zrobię nam mały deser... bułeczki z czekoladą...
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Tzn... usiądę jak przygotuje sobie składniki. Wszystko ładnie wymieszam i utworze bułeczki z pomocą Yuyi, a ty wstawisz je do piekarnika - zaproponował taki układ.
- Ale jak będę mieszał składniki to będę siedział - szepnął Tomo, biorąc sobie stołek i zaczynając gotować. Yuya przybiegł niemal od razu.
- Ja pomogę! - klasnął w dłonie, szybko myjąc rączki.
- Jeszcze nie, ale usłyszałem bułeczki z czekoladą! - odparł wesoło Yuya, bo to był jeden z jego ulubionych deserów i na dodatek mógł piec z wujkiem.
- No bo przyszedłem do domku żeby siusiu zrobić - wymamrotał chłopiec, lepiąc bułeczki i wkładając do środka kawałki czekolady, po czym Tomo nakrajał je by nadać im dodatkowe wzory.
- Wpuściłem tatusiu - odparł chłopiec.
- Taka-chan nastawisz piekarnik? - zapytał go zaraz Tomo, kiedy Yuya wyłożył blachę papierem do pieczenia i zaczął układać na nim bułeczki.
- Schowasz bułeczki do piekarnika tatuś? - poprosił go Yuya. - A ja posprzątam. A wujek już możesz odpocząć.
- Odpoczywam - Tomo powoli wócił na kanape i położył się z łebkiem na kolanach takano. - Widzisz?
- Uhm nie przeszkadza mi już - przyznał cicho. - Ale nadal czasem potrzebuję tylko swoich kątów... nie wiem czemu. Ale potrzebuję - zagryzł lekko wargę.
- Ja też - przyznał ze śmiechem Tomo, łapiąc go za rękę i na chwilę zamykając oczy, przysnął trochę.
Yuya w tym czasie przykrył Tomo mocno kocykiem i pobiegł do taty od razu biorąc sobie jedną bułeczkę.
- Mogę, mogę mogę?
- Ale tatuś tylko jedną - poprosił kładąc jedną na talerzyk. - Proszę, proszę, proooszę!
- Ale ja podmucham - chłopiec naprawdę chciał zjeść już tę bułeczkę. Patrzył na nią z utęsknieniem.
- Ale wujek dopiero zasnął - chłopiec wziął jednak tę swoją bułeczkę do salonu i usiadł z nią w fotelu zaczynając na nią dmuchać co by szybciej wystygła.
Yuya jeszcze trochę dmuchał i po 5 minutach wgryzł się w bułeczkę.
- Pycha! - krzyknął budząc tym samym Tomo. - Przepraszam - jęknął widząc jak ten nabiera łapczywie powietrze. - Tatuś! Wujek! - pobiegł szybko do Takano.
- Nic mi nie jest - burknął Tomo, siadając. Przestraszył się tylko tego krzyku.
- Przestraszyłem się - jęknął zawstydzony Tomo zakładając maskę na buzię i nabierając kilka głębokich oddechów. - Już lepiej.
- jest dobrze - uśmiechnął się odsyłając go do kuchni, a samemu okęcając się mocno kocem. - Co jest pycha? - zapytał yuyi.
- Buleczka...
- Haaai! - chłopiec pobiegł do drzwi i szybko je otworzył witając się z dziadkami. - Tatuś! O jednego dziadzie za dużo! - pobiegł szybko do kuchni żeby to powiedzieć i wpadł na stół uderzając się o niego mocno. Opadł na podłogę i pociągnął nosem zaraz cicho szlochając.
- Tatusiu boli - chłopiec rozpłakał się trochę, a kobieta niemal natychmiast się przy nim znalazła.
- Pokaż mi się tutaj - przyjrzał się jego noskowi. - Nie ma złamania - pogłaskała maluszka po głowie. - Ale niech poleży trochę - obmy,ła mu buzię i pozwoliła dziadkom zabrać chłopca do salonu. Tomo usiadł na kanapie więc maluch miał na niej dużo miejsca.
- Oj maluchu, za szybko wszystko chciałeś - pogłaskał Yuyę po główce.
- Ciekawe po kim to ma - sarknęła jego mama całując go w głowę. - Nie było miesiąca żebyś sobie czegoś nie zrobił.
- No bo ja chciałem żebyś tatuś wiedział - odparł chłopiec. - A przecież nie miałem krzyczeć...
Chłopiec jeszcze chwilę popłakał sobie po czym usiadł przytulając się mocno do Tomo. Tomo tylko go objął ramieniem, drugą ręką jedząc rybkę.
- Już przestaje boleć - odparł chlopczyk, nadal wtulając się w Tomo.
- Hej sloneczko, ale zjedz troszke - poprosił go chlopak.
- Wujek przyjeżdża mnie odwiedzić - odparł Yuya siadając Takano na kolanach i teraz przytulając się do niego. - Tatuś a mogę tylko troszkę?
- Bo wujek mnie kocha i mi powiedział, że mnie odwiedzi jak będzie w Japonii - odparł chłopiec pewnie.
- Dobrze - starszy westchnął cicho. - Zadzwonię do niego później - stwierdził.
- Tylko troszkę rybki - dokończył Yuya
- Dobrze tatuś - Yuya wziął swoje jedzonko powoli jedząc rybkę.
- W porządku... - ojciec Takano coraz bardziej się martwił o syna. Odłożył sztućce i wyszedł na papierosa.
- Tak wiem, martwię się tylko o niego - odparł spokojnie mężczyzna. - O ciebie zresztą też - wyrzucił papierosa i obrócił się do niego, chwytając go w ramiona. - Jak się trzymasz? - zapytał mocno go przytulając.
- Nigdy nie jest za późno na martwienie się, Takano - odparł mężczyzna odsuwając się od niego i głaszcząc go lekko po policzku. - A ja, dopiero teraz widzę jakich wspaniałych mam synów - dodał z lekkim uśmiechem, mimo wszystko zażenowanym swoją głupotą.
- Wiem Takano i mam nadzieje, że kiedyś mi to wybaczysz - mężczyzna usmiechnal się do niego słabo i wrocil do salonu, gdzie usiadł z Tomo, obchodząc się z nim jak z jajkiem. Zupełnie nienaturalnie.
Mężczyzna skinął głową ale wystarczyło pół godziny by znów coś palnął.
- A garnitur już masz wybrany? - zapytał go spokojnie. - Wiesz jako ten swój ostatni...
- Uhm ale ja jeszcze żyję - odparł cicho Tomo zaciskając lekko pięści. - Nie będę niczego takiego wybierał... zresztą nawet jeśli... to niech mnie chowają w trampkach i jeansach. Garnitur to nie ja - wymamrotał przesiadając się na wózek.
- No tak, ale pomyśl... to jest tradycja... trzeba się zabezpieczyć na wszelką ewentualność.
- Przepraszam, źle się czuję - chłopak obrócił się na wózku i pojechał do sypialni. Skłamał z tym ale nikt z gości tego nie zauważył.
- Głupi dziadzia - Yuya uderzyl mężczyznę rączką w kolano. - Głupi, głupi, głupi dziadzia!
Tomo mu nie odpowiedział. Nie zrozumiał co ten mówi bo leżał już na łóżku z głową schowaną pod poduszką, starając się usilnie uspokoić. Usłyszał jednak otwierane drzwi i nieco się wzdrygnął.
- Ja nie chcę cię zostawiać. Nie chcę - wydusił z siebie między stłumionymi falami płaczu.
- Nie chcę cię zostawić... ciebie i Yuyi - powtórzył jeszcze raz. - Tak strasznie się staram żeby tego nie zrobić - wymamrotał. - Nawet lekarz powiedział, że to dobrze, ale... oc jeśli on ma rację? - mamrotał jakby zapominając o obecności Takano. - I napisałem do Juna, żeby mi powiedział jakie garniaki pogrzebowe są modne bo potrzebuję... zapomniałem, że on nie wie o przerzutach i teraz będzie się martwił - zacisnął mocniej wargi. - Głupi jestem - otarł łzy siadając i wtulając się w Takano.
- Nie puściłby mnie do domku gdyby trochę poprawy nie było - przyznał szeptem. - Mogę jeszcze trochę tu zostać sam? - zapytał go zaraz odsuwając się od niego.
- Postaram się nie mieć - otarł łzy z policzków kładąc się znów do łóżka i patrząc na dźwięczący telefon. - Ale chyba muszę wyjaśnić wszystko Junowi - dodał jeszcze.
Mężczyzna jeszcze nie wyszedł, bo uznał że najpierw przeprosi, potem wyjdzie.
***
- Hej Jun - Tomo odebrał telefon po trzecim sygnale. - Co tam u ciebie w Tokio?
- To nie tak, nie życzę mu śmierci - mężczyzna zaprzeczył ruchem dłoni, ale wstał by się ubrać. - Chciałem tylko... uswiadomić wam najgorszą ewentualność - mruknął.
***
- To dobrze, pozdrów ją ode mnie - uśmiechnął się lekko. - Przepraszam, takie nagłe załamanie nerwowe. Nie przejmuj się. Więcej tego nie zrobię - obiecał mu pilnując się jednocześnie by nic mu nie zdradzić.
- Dlatego chciałem go przeprosić - westchnął mężczyzna już więcej nic nie mówiąc. Wyszedł wiedząc że popełnił błąd.
***
- Tylko się nie denerwuj i się nie martw - poprosił go zaraz szybko Tomo. - Mam przerzuty w płucach - zacisnął mocniej wargi. - Przestałem palić i... teraz jestem na przepustce w domku.
- Ma - zgodziła się mama Tomo. - Ale nie chciał źle - dodała zaraz, a ojciec chłopaka nic nie powiedział bo zajmował się układaniem puzzli z Yuyą.
***
- Uhm bo tata Takano pytał mnie czy mam wybrany garnitur na pogrzeb mój - wymamrotał do słuchawki, okrywając się jednocześnie kołdrą. - Ne przyjedziesz na ślub z Ryu? Planujemy go zrobić w maju. Uhm i musisz być... bez ciebie nie będę miał świadka...
- Nie usprawiedliwiam go - odparła kobieta wstając i zbierając nacczynia. - Pozmywam, komu kawy? - zapytała ich jeszcze.
***
- Ciebie, ciebie - uśmiechnął się nieco. - W końcu jesteś mi najbliższy - dodał jeszcze. - W maju, ale datę ci podam jak będziemy znali... i najpewniej w Nowym Jorku,
- Nie bronię go - odparła kobieta, siadając na kanapie i zaczynając bawić się z Yuyą.
***
- Przepraszam - mruknął odruchowo. - Ale może zrobicie sobie jakieś małe wakacje po wszystkim. Albo coś - zakaszlał trochę siadając. - Uhm odwiedzisz mnie jak już będziesz w Yukan?
- Ne... a mogę przyjść do was do salonu? - zapytał go chłopak. - Przepraszam za moją reakcję...
- No tak, ale niepotrzebnie zrobiłem taki cyrk - wymamrotał chłopak wtulając się w Takano i z radością przyjmując zaraz czekoladę.
- Lepiej - uśmiechnął się lekko. - Ale mogę dostać parę pianek? - zapytał zaraz, przytulając si do jego boku.
- Ale chcę jeszcze 3 - odparł wesoło. - Uhm i mochi - dodał zaraz przypominając sobie że je sobie zażyczył.
- Yay, dziękuję - Tomo wziął trochę pianek maczając je zaraz w czekoladzie i jedząc. - Pychotka - oznajmił wesoło zagryzając czekoladę mochi.
- Dużo - przyznał Tomo, smacznie zjadając już drugie mochi. - Ale czasem mogę - uśmiechnął się delikatnie. - Poza tym za gruby nie jestem - dodał zaraz.
- Ale ja wciąż mogę schudnąć przez tą chemię - mruknął cicho Tomo, przytulając głowę do jego ramienia. - Ale będę się starał jeść jak najwięcej - obiecał mu.
- Uhm dobrze, nie będę się póki co tym martwił - rozkaszlał się trochę i odłożył resztę mochi, uznając że ma dość.
- Jeszcze mi dziś obiecałeś hamburgery - wyszczerzył się do niego radośnie, siadając mu na kolankach. - Jutro... na obiad McDonald - klasnął w dłonie. - A będziemy się tulić i śpiewać, może film obejrzymy...
- Nie do miasta... mama mi mówiła, że jak się pojedzie 5 km w drugą stronę to tam stoi nowy McDonald - odparł wesoło. - Yukan się rozbudowuje - zachichotał, całując go lekko w usta. - Bardzo mi dobrze.
- Oj bo czasem lubię takie dziwne rzeczy kochanie - ucałował go mocno. - Poza tym wiem, że Yuyi zależy na jakichś zabawkach z McDonalda... bo z jego ulubionego anime sa...
- Kocham cię wiesz? - szepnął mu do uszka, wtulając się w niego mocno.
- To że ze mną jesteś i że... jest bezpiecznie mi w twoich ramionach. I twój zapach - ucałował go znów lekko w usta.
- Ale twój zapach nigdy się nie zmieni. Chodzi mi o twój zapach a nie zapach perfum - uśmiechnął się nieco. - Uhm mogę się położyć? Trochę męczy mnie siedzenie.
- Nie, do łóżka nie chcę - Tomo położył się wygodnie na kanapie okrywając się kocykiem. - Dobrze mi tu z tobą.
- Uhm kochanie jesteś bardzo dobrym tatą - pogłaskał go po policzku. - Teraz tylko... myślę, że musimy Yuyi poświęcić troszkę więcej czasu. Ja myślę, że on rozumie co się dzieje i że też się boi, że... no wiesz umrę - uśmiechnął się lekko. - Tylko jest bardzo dzielny i tego nie pokazuje.
- Dobrze, niech śpi z nami. Kocham go bardzo - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Cieszę się, że śpicie razem... to dobrze - ucałował go w usta. - A jak urośnie... to przejdziemy przez to razem - ucałował go znów.
- Ja też byłem okropny - zaśmiał się. - Ale nie można zakładać, że Yuya będzie miałto samo...
- Tatuś! Obejrzymy Kóla Lwa? - chłopiec przyszedł do pokoju i popatrzył na nich z nadzieją.
Yuya wziął sobie dużą podusię i położył się na dywaniku przy kanapie machając nóżkami u góry w oczekiwaniu na bajkę, a Tomo zmienił trochę pozycję, by też widzieć telewizor.
- Takie wieczory też uwielbiam - uśmiechnął się do Takano i wyciągnął rękę by poczochrać Yuyę po główce. - Kocham was.
Tomo przysnął pod koniec bajki, troszkę zmęczony.
- A mogę tosta tatuś? - zapytał go zaraz chłopiec podciągając się na rączkach i siadając. - I herbatkę?
- Mogę? - chłopiec zamrugał zdziwiony i zaraz się ożywił. - Chcę tatusiu bardzo bardzo chce!
- Dobrze - uśmiechnął się szeroko i zabierając się za jedzenie. Jadł szybko by zaraz pobiec do łazienki i dwadzieścia minut później byl gotowy.
- Dobranoc tatusiu - chłopiec wtulił się w podusię, ciesząc się że śpi razem z nimi. Szybciutko zasnął.
[mou i nie było hamburgerów! xD]
Tomo obudził się o 6 nad ranem i przytulił odruchowo mocniej Yuyę do siebie, łapiąc Takano za rękę. Leżał tak tylko z uśmiechem na twarzy.
[cicho xD on sie jeszcze upomni o tego nieszczesnego hamburgera xD]
Yuya wstał o 7 rano idąc po cichutku do kuchni, żeby zrobić im śniadanko niespodziankę, a Tomo tymczasem przytulił się mocniej do Takano.
- Ładne zapachy z kuchni dochodzą - szepnął Tomo, cały czas w niego wtulony. - Szykuje się królewskie śniadanko...
- Oczywiście, mój idealny facet - ucałował jego usta, głaszcząc go po piersi.
- Kocham cię - ucałował go jeszcze w policzek. - Uhm ale muszę wstać - dodał po chwili. - Wziąść leki.
- Nie wytrzymam - Tomo ucąłowął go w policzek. - Bo muszę najpierw do łazienki no... tak mocno muśżę.
- Pójde pieszo, ale możesz mnie asekurować trochę? - zapytal zaraz zgadzając sę na taki układ.
Tomo szybko załatwił swoją potrzebę, umył jeszcze zęby i wyszedł z łazienki.
- Ne, Taka-chan? Gome, ale weźmiesz mnie na ręce? - zapytał porządnie się już na nogach chwiejąc.
- Dobrze - położył się na nim, robiąc sobie z niego poduszkę i wtulił głowę w jego pierś, słuchając serduszka z uśmiechem. - Cieszę się, że żyjesz.
- Kocham cię - ucałował go w szyję. - Bardzo mocno cię kocham. Mocniej już nie potrafię - uśmiechnął się do niego.
- Aż tak mocno - przyznał z uśmiechem. - No nie tylko ciebie... bo kocham jeszcze Yuyę - dodał ze śmiechem.
- Yuye kochamy najbardziej na świecie - zgodził się z nim Tomo dźwigając się teraz. - A co dobrego naśniadanko mamy? - zapytał ciekawie chłopca.
- I ja to przegapiłem - jęknął niezadowolony Tomo. - Zamawiam sobie kulki ryżowe alla Yuya do szpitala - stwierdził zaraz powoli idąc do salonu i łapiąc się co chwile jakiś szafek dla utrzymania równowagi.
- Ja wiem, że mogę na nim polegać, ale... chcę chodzić póki jeszcze mogę - wymamrotał niezadowolony, że się go znów wyręcza. - Nie przyjeżdżasz do szpitala następny tydzień - zagroził mu, siadając przy stole
- Ale musi być takie pyszne, najpyszniejsze w świecie - wycelował w malucha pałeczkami. - Ja ocenię i będę surowym sędzią - zapewnił go.
- Będzie... najlepsze na świecie! - obiecał szybko chłopiec, już nieźle zdenerwowany, czekając na opinię śniadanka.
Tomo długo przeżuwał przedłużając tę chwilę.
- No kochanie... - zwrócił się do Takano. - Powinieneś się uczyć od naszego synka.
Yuya był niezmiernie rad z ich reakcji. Uśmiechał się od ucha do ucha, cały czas.
- Tatus ale ja cię nauczę - zaproponoął z wielkim uśmiechem. - A ty mnie nauczysz tęż!
- Ale nie wyszło... - odparł cicho chłopiec. - Bo miał wyjść smok... a wyszedł królik - dodał robiąc smutną minkę. - Wujek robi najlepsze.
- Uhm a jak zrobi tatuś bento, to wszystkie dzieci się śmieją - zachichotał Yuya.
- A czemu? - zainteresował się Tomo.
- Bo tatuś umie robić tylko Totoro - zasmiał się. - Pyszne jedzonko ale zawsze Totoro i dzieci się śmieją, że tatuś ma świra na punkcie Totoro.
- Ale tatusiu ja kocham twoje bento - zapewnił go wesoło Yuya, siadając mu na kolankach i mocno go przytulając. - Naprawdę!
- Ale ja się nie złoszczę tatusiu - chłopczyk pożałował, że cokolwiek powiedział. Miał juz nawet łzy w oczach. - Tatuś ale ja lubię twoje bento, naprawdę!
- Chciałbym, ale ja wiem że tatuś się bardzo stara zastąpić trochę wujka w robieniu bento - Yuya zapomniał ugryźć się w język i teraz wciskał łepek mocno w pierś Takano. - I ja nie chcę tatusiowi robić problemów.
-Kocham cię tatusiu - szepnął chłopiec, dalej się w niego wtulając.
- To ja chcę takie bento z Totoro też - stwierdzil po chwili tomo. - Dwa dostanę i wybiorę lepsze.
- Jupi będę miał masę pysznego jedzonka - ucieszył się Tomo kończąc swoje śniadanko i sprzątając, by dać im chwilę. Czuł, że Yuya teraz potrzebuje taty, choćby po to żeby się wytulić.
- Son Goku chcę! - chłopiec nie musial nawet myśleć długo o zabawce.
Prześlij komentarz