Chłopiec nie odpowiedział, ale od razu wtulił się w Tomo. - Wujku nie idź do szpitala - poprosił go cichutko. - Ja wolę jak jesteś w domku... - Kochanie ale ja muszę - szepnął cicho Tomo. - Przecież wiesz malutki. Tam mi pomogą, żebym mógł być w domku dłużej - uśmiechnął się do niego. - O nic się nie martw.
- Będę się opiekował tatusiem - oznajmił poważnie Yuya, wtulając się w Tomo nieco mocniej. - No ja myślę - zaśmiał się chłopak. - Nie wiem co tatuś by bez ciebie zrobił - puścił oczko do Takano.
- Jun się zgodził. Będzie moim świadkiem - uśmiechnal się do niego lekko. - I odwiedzi mnie jak wróci dO Yukan. nie będziesz zły, prawda/ - upewnił się.
Tomo zamknął oczy odprężając się lekko. - Kochanie, tak mi teraz dobrze - uśmiechnął się odrobinę. - Dam ci za ten masaż drugi kupon - obiecał ze śmiechem.
Tomo skinął głową i jeszcze chwilę tak poleżał zanim usiadł. - Pobawię się z pieskami - zdecydował, gdy zobaczył że wszyscy wrócili. - Muszę się nimi nacieszyć.
Tomo w tym czaise dopił swoją czekoladę i skończył bawić się z psiakami. Siedział teraz na kanapie i czytał książkę, kiedy Takano wrócił. - Śpi? - zapytał cicho.
- Zdaję się na twój gust kochanie. Coś dobrego i dużo... ale frytek nie musi byc dużo - zdecydował. - Kotuś? Jak ciebie nie będzie... ja się trochę prześpię oki?
- Obraziłbym się gdyby tutaj nie spał - burknął w odpowiedzi Tomo. _ ale... zobacz... teraz j€ż wiesz czemu jego żonka tak zareagowała... o 8 jedźmy, bo ja mam na 10 badania.
- Mhm ale to chyba naturalne, prawda? - zapytał go cicho, mimo wszystko chowając się w jego ramiona. - Że tak się czujemy jak coś nam jest - ucałował go w szyję. - Ważne że mamy siebie i obaj się wspieramy - pogłaskał go po głowie. - I nic ci już nie będzie. Obiecuje.
- Uhm tak jest - ucałował go mocno i popatrzył mu głęboko w oczy, obejmując go za szyję i pozwalając mu się wziąć na kolana. - I zawsze będziemy już się wspierać - obiecał mu.
- Przepraszam - poczuł się w obowiązku by mu to powiedzieć. Objął go mocniej ramionami wtulając się w niego mocno. - Ale muszę... inaczej z tego nie wyjdę...
- Mhm ale ja nie chcę być tak ciągle noszonym. Przecież ci mówię kiedy już nie daję rady. Ja jeszcze nie jestem w takim stanie by być cały czas noszonym - odparł uparcie.
- Ja wiem, że tak jest szybciej i w ogóle, ale... Taka-chan... - Tomo schował się na moment pod wodą, żeby zamoczyć włosy. - Ale wcale nie jest dobrze - mruknął cicho.
- Ale to ci mówię kiedy nie mogę - mruknął tylko Tomo, teraz zapatrując się w idealne ciało Takano. Oparł głowę na dłoniach by pożerać wzrokiem mężczyznę pod prysznicem.
- Wolałbym być seksowny, ale no... niech będzie. W takim wypadku może być - ubrał się w swój dresik i wtulił się w niego mocno. - A dostanę do szpitala twoją bluzę? Bez niej jest smutno...
Tomo wstał dopiero dobre 20 minut po nim i przyszedł do salonu okrywając się tam kocykiem. - Zdecydowałem zostawić ci szalik... bo będę mógł go nawet w szpitalu po nosić jak straci zapach - wymamrotał.
- Uhm to dobrze - Tomo po jednym naleśniku miał dosyć, więc odpuścił. - Ne, mogę wziąć drugiego w pudełeczko i zjeść sobie w szpitalu na drugie śniadanie? - zapytał go zaraz.
- Szczerze mówiąc? Czuję się jak wyrżnięta szmata podłogowa, pozostawiona sama sobie - uśmiechnął się do niego nieco krzywo, idąc za nim do samochodu. - Ale znowu aż tak źle to nie jest - dodał z lekkim uśmiechem. - Jestem pełen sił i dobre jest to że nie zarażam - zaśmiał się.
- Dobrze - zgodził się z nim. - Jedziemy od razu do ciebie czy najpierw jakieś zakupy? - zapytał z ciekawości. - No i jeśli coś potrzebujesz to daj mi to chociaż kupic.
- No wiesz? Za co ty mi dziękujesz? To dla mnie przyjemność - poklepał brata po plecach z lekkim uśmiechem. - Zjadłbym coś twojego - dodał ze śmiechem. - Twój specjał jakiś.
- No tacie to brak taktu - przyznał ze śmiechem Kou. - Odwiedzę Tomo w między czasie... ale najpierw do niego zadzwonię upewniając się, że niema nic przeciwko - stwierdził. - Yuya chory? Szkoda...
Kouyuki roześmiał się serdecznie, zapinając pasy. - No ale chociaż dał ci znać, a nie w kwietniu wylatuje z tekstem 'Za miesiąc ślub', jak to potrafi zrobić moja...
- No proszę, cicha woda brzegi rwie - roześmiał się serdecznie, wchodząc z nim do domu. Yuya wychylił się z pokoiku by sprawdzić kto przyszedł i pędem pobiegł do Takano żeby się do niego wtulić. - Tatuś! Osa wpadła! - krzyknął.
- Tatuś jest jak superman - oświadczył poważnie chłopiec ciesząc się że już nie ma niebezpieczeństwa. Poszedł zaraz po kocyk i usiadł na sofie, rozmawiając chwilę z wujkiem.
- A co na obiad będzie? - zainteresował się maluch. - Mogę wujkowi poczytać trochę? - zapytał zaraz. - Pewnie, że możesz... co poczytamy? - Harry'ego Potter'a!
- Ech nie szkodzi - odparł spokojnie mężczyzna. - Ale tatuś! Wujek powinieneś tatusia swojego odwiedzić - oburzył się Yuya, łapiąc mężczyznę za ręce. - Ja też będę tatusia odwiedzał jak będę już duży i nie będę nawet myślał, by tego nie robić! Bo ja go kocham! - niemal krzyknął. - Potem będziesz wujek żałował!
- Ale tatusiu? Ja będę mógł cię zawsze odwiedzać? - zapytał go cichutko, nie bardzo rozumiejąc tłumaczenia Takano, ale nie chcąc już wtrącać się w ich sprawy.
- Dobrze - Kou postanowił mu nie marudzić za bardzo. - Ale naprawdę nie jest tak źle ze mną - uśmiechnął się do niego. - Dzięki że ze mną pojedziesz do Tokio...
- Właśnie widzę - zaśmiał się Koyuki. - Hm no to jeśli się nie obrazisz położę się na kanapie na chwilę - uśmiechnął się. Z zaleceń lekarza miał jedno główne 'nie przemęczać się'. - Jesteś już chyba uczulony na chorych.
- Oj bo to chyba normalne nie? On jest pewnie trochę sfrustrowany że nic zrobić nie może i chociaż w domu chciał w miarę normalnie żyć - zaproponował takie rozwiązanie. - Ale chyba się o to nie kłócicie co?
- Ale to chyba dobrze, prawda? To znaczy, że walczy - uśmiechnął się do niego trochę się krzywiąc i przymykając oczy. - Zaszalałeś braciszku - spojrzał znów na niego. - Masz cudowną rodzinę.
- Trochę boli mnie głowa - odparł spokojnie Kouyuki. - To mi się zdarza ostatnio coraz częściej. Także jakby mi jutro pękała, to będę cię molestował w pracy.
- No wiem, ale dla mnie to cała wieczność... pobrali mi krew, wrzucili kroplówę w żyłę, zrobili tomografię i jeszcze zdjęcie płuc, a potem jeszcze był wywiad z lekarzem i ustalenie leczenia na kolejne dni... i ogólnie to jestem wykończony - przyznał marudząc mu troszkę. - Chciałem cię usłyszeć.
- No bo ci streszczam co dzisiaj robiłem, no jeny no - wymamrotał chowając się całkowicie pod kołdrą. - Nie - dodał ciszej, zaciskając mocniej rękę na telefonie. - Ale... nie jest gorzej.
Koyuki roześmiał się serdecznie i długo nie mógł się uspokoić po usłyszeniu komentarza brata. - A bo uparty jest - zaśmiał się znów. - Może zrób mu niespodziankę kiedyś?
Koyuki zachichotał znowu i po dobrej godzinie przyszedł z plackiem ze śliwkami oraz bitą śmietaną i kawą do tego. - To jeden z deserów kt óre mi wychodzą - wyjaśnił.
- Nie dowie się, chcę żeby potem była szczęśliwa... a nie załamana całe dnie - wymamrotał, zaciskając pięści. - Jestem pewien, że Tomo też tak myśli - dodałzaraz.
- Ja nie wierzę w to braciszku - westchnął ciężko Koyuki. To było naturalne. Każdy na początku tak myślał. - Pojadę po jutrze do Tomo - stwierdził zaraz.
- Ale jednak się przejmuję. Masz masę problemów a ja cię proszę o tak duże rzeczy... jedź ze mną do Tokio, oddaj mi szpik... - zagryzł mocno wargi. - Przepraszam, braciszku.
- Masz sporo. Twój synek jest chory, twój chłopak w szpitalu z rakiem - mężczyzna kompletnie się załamał mimowolnie chowając się w ramionach brata i trochę płacząc. - Nie wiem skąd czerpiesz siły. Ty i Tomo... na jego miejscu już dawno bym się poddał...
- Okay - Kou nie protestował. Wziął tylko swoje rzeczy i poszedł do łazienki, a Jolie polizała Takano po twarzy szczeknęła raz i poszła do pokoju Yuyi wskakując mu do łóżka. Chłopiec jakby to wyczuwając przytulił się do niej lekko.
Tomo dwa dni później oczekiwał odwiedzić Koyukiego, a gdy ten wreszcie przyszedł podniósł się na łóżku do siadu. - Hej - przywitał się z nim, nasuwając mocniej czapkę na głowę, choć wciąż tego nie potrzebował. - Jak tam? Moje chłopaki nie męczą cię za bardzo?
- Ano, aż tak źle nie jest - uśmiechnął się mimo wszystko opadając lekko na poduszki. - Wybacz, szybko się męczę - przyznał cicho. - Zaopiekuj się nimi dobrze? Póki tam nie jestem cały czas.
- Tak naprawdę to nie do końca to wiem - przyznał spokojnie, patrząc na mężczyznę. - Ale mam Takano i Yuyę i kocham ich całym sercem i nie chcę zostawić - zacisnął mocno wargi. - Chcę przeżyć z nimi wiele wspaniałych chwil i... chyba to dlatego - uśmiechnął się. - Ale swoją motywację sam musisz znaleźć i to wcale nie jest łatwe jak wszystko ci mówi poddaj się.
- Dlaczego? Musisz spróbować. Na początek powiedz jej przepraszam i wszystko wyjaśnij. Ona na pewno będzie chciała cię wspierać. A tak pozatym... to nie chcesz zobaczyć jak twoja córcia rośnie? - zapytał go biorąc bento i otwierając je z wielkim uśmiechem. - Totoro! Zrobił mi Totoro - zachichotał, smakując od razu bento. - Itadakimasu.
= Głupi jesteś wiesz? Możesz jej powiedzieć o swoich obawach i dać jej wybór. Ona sama zdecyduje czy chce dalej z tobą być czy nie - zaproponował cicho, po czym pokręcił z rozbawieniem głową. - Nie, nie... Taka-chan dopiero co się uczy robić bento i w tej chwili nie umie robić nic innego od Totoro.
- Wiem, że to nie łatwe... ale ucieczką nic nie zdziałasz - odparł spokojnie Tomo. - Naprawdę? Uhm no bo ja zazwyczaj robię bento dla Yuyi, a jak mnie nie ma... to Takano chyba postawił sobie za cel żeby maluch tego tak mocno nie odczuł i sam robi mu bento. Zawsze z Totoro - pokazał mu język. - Mhm będziemy musieli raz jeszcze pójść do tego parku rozrywki - stwierdził zaraz.
- Wiem, wiem, bo to taki konkurs malutki między nimi - odparł wesoło. - Ja wybieram mistrza bento - dodał, odkładając pudełeczko obok ciasteczek i przykrywając się mocniej kołdrą. - Kou-chan, po prostu... zrób to co chce twoje serce - szepnął.
- I tak ją martwisz - odparł na to Tomo. - Odchodzi od zmysłów bo nie wie gdzie jesteś... placze mi w słuchawkę, nie uwierzyła w twoje bajki z kochanką...
- Nic jej nie mówiłem, możesz spać spokojnie. Niczego jej nie powiem - Tomo skrzywił się nagle i spróbował odetchnąć. - Ne... pomożesz mi? Potrzebuję maski tlenowej - mruknął nie mogąc jej teraz znaleźć.
- Tylko zapewnij ją że ją kochasz - Tomo podziękował mu za maskę skinieniem głowy. - I się nie martw. Wyjdziesz z tego... i ja i ty. Oboje z tego wyjdziemy, a jak już beedziemy zdrowi... to nawet sobie piwko strzelimy.
- Jaki miesiąc? My we Francji spędzamy tylko 2 tygodnie, a potem jedziemy do Australii - uśmiechnął się do niego jeszcze szerzej. - Powiem mu, powiem, ale najpierw chcę skupić się na odzyskaniu sił.
- O matko - zaśmiał się nieco. - To już przegapiłeś oświadczyny, ich zerwanie i moją zgodę na ślub - poczochrał się po włosach, znów opadając na poduszki. - Częstuj się - otworzył pudełeczko z ciasteczkami.
- Za mną nie ma co biegać, ciągle jestem tutaj - zaśmiał się lekko. - Może nie zrywaliśmy tylko... ja miałem mętlik w głowie i długo ich nie akceptowałem - przyznał szczerze.
- Nie tyle boje, co jestem trochę... niepewny - uśmiechnął się słabo. - Ale staram się - dodał zaraz. - Boję się tylko, że jak już będziemy razem... to nie będzie szans dla mnie by zostać na trochę samemu - podrapał się po głowie. - Ale to tylko taki mały strach.
- Mamy dla siebie czas, trochę mniej ale mamy - uśmiechnął się delikatnie. - Poza tym Yuya dużo rozumie... - dodał zaraz. - Ne, będziesz zły jak się prześpię?
Yuya pojawił się tego dnia w cukierni u Takano. Zapukał do drzwi kuchennych zanim wszedł. - Tatusiu? - chłopiec wziął sobie krzesełko i przystawił przy stole. - A mogę poobserwować jak pracujesz? Bo potrzebuje do wypracowania.
- Takie na dzień rodziców - odparł chłopiec. - Trzeba napisać o swoim autorytecie tatuś - wyjaśnił chłopiec. - A przyjdziesz na dzień rodziców? Bo ja będę je czytał.
- W piątek ale za tydzień - odparł chłopiec szczęśliwy że tata przyjedzie. - A mogę poobserwować cię w pracy tatuś? Tylko trochę i nie będę przeszkadzał - obiecał mu.
Tomo zszedł z łóżka chcąc dostać się do wózka, ale ten mu odjechał, bo chłopak zapomniał założyć na nim blokady. Tomo spróbował raz jeszcze, po czym opadł na kolana i z frustracją uderzył dłonią w podłogę, zaraz zagryzając wargi mocniej kiedy nie wytrzymał i popuścił pod siebie. I wtedy zobaczył Takano w drzwiach. - Nie patrz! - krzyknął na niego nieco spanikowany.
Tomo po stokroć wolałby tę pierwszą opcję, ale tego mu przecież nie powie. Zresztą Takano na pewno to wiedział. Poczekał na niego w łazience i dość szybko się przebrał. Trzepnął go w dłonie, kiedy ten znów chciał go wziąć na ręce. - Sam sobie poradzę - burknął łapiąc się klamki a chwilę później podtrzymując się ściany. - Jak się czuje Kou?
- To dobrze - uśmiechnął się siadając na wózku i spokojnie podjeżdżając do łóżka. Tym razem pamiętał o założeniu blokady. - To dobrze, że mogłeś być dawcą, ale... nic cię nie boli? Powinieneś odpocząć!
- Ale masz jeszcze trochę odpoczywać dobrze? - poprosił go cichutko, obejmując go mocno ramionami. - Bo ja chcę mojego misia mieć cały czas - oznajmił wesoło. - Uhm ano ne... poszedłbyś ze mną do psychologa?
- Wiem kochanie - uśmiechnął się do niego. - Będziemy rozmawiać o naszych lękach... związanych z moją chorobą - odparł spokojnie. - Ja wiem, że pewnie uznasz to za głupie, ale proszę... przyjdź - poprosił go raz jeszcze, przytulając się do niego mocniej.
- Ja też się staram, tylko czasem... czasem jest mi trudniej. Tobie też pewnie i pani psycholog powiedziała, że dobrze by o tym porozmawiać, a ona będzie tam tylko w razie potrzeby - uśmiechnął się delikatnie. - To dla mnie ważne - uśmiechnął się do niego, kładąc się na niego delikatnie. - Bo cię bardzo kocham.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»Chłopiec nie odpowiedział, ale od razu wtulił się w Tomo.
- Wujku nie idź do szpitala - poprosił go cichutko. - Ja wolę jak jesteś w domku...
- Kochanie ale ja muszę - szepnął cicho Tomo. - Przecież wiesz malutki. Tam mi pomogą, żebym mógł być w domku dłużej - uśmiechnął się do niego. - O nic się nie martw.
- Będę się opiekował tatusiem - oznajmił poważnie Yuya, wtulając się w Tomo nieco mocniej.
- No ja myślę - zaśmiał się chłopak. - Nie wiem co tatuś by bez ciebie zrobił - puścił oczko do Takano.
Chłopiec już w nieco lepszym humorku, wtulił się w ich oboje i zaraz potem pobiegł z pieskami na podwórko.
- A teraz leki - zdecydował Tomo.
- Wiem - szepnął Tomo połykajac leki na 2 razy. - Ale będzie dobrze - uśmiechńal się do niego.
- Jun się zgodził. Będzie moim świadkiem - uśmiechnal się do niego lekko. - I odwiedzi mnie jak wróci dO Yukan. nie będziesz zły, prawda/ - upewnił się.
- To dobrze, to sobie porozmawiacie... potulicie i popłaczecie razem - uśmiechnął się szeroko.
- Ale możecie popłakać - zachichotał Tomo, całując go zaraz w policzek. - I tak cię kocham.
- Tydzień albo dwa - odparł wesoło. - Ale może być mniej - dodał zaraz szybko.
- Pasuje - zgodził się muskając jego usta delikatnie. - Ale... komu sprzedamy Yuyę?
- Będziemy musieli z nimi porozmawiać - stwierdził Tomo. - Jakoś sobie poradzimy nie?
- Będzie bezpieczny, to najważniejsze - ucałował go mocno zsiadając z jego kolan i kładąc się na kanapie.
- Ale nie kłamie nam prawda? - zapytał z delikatnym uśmiechem.
- Jestem pełen podziwu kochanie. Robisz się prawdziwym tatą - zaśmiał się.
- I jesteś, najlepszym. Będziesz bardzo dobrym ojcem - ucałował go w policzek.
- Zrobisz masaż głowy? - zapytał go ni stąd ni zowąd.
- Troszeczkę, tu w skroniach - pokazał mu gdzie jest ulokowany tępy ból.
Tomo zamknął oczy odprężając się lekko. - Kochanie, tak mi teraz dobrze - uśmiechnął się odrobinę. - Dam ci za ten masaż drugi kupon - obiecał ze śmiechem.
- Wszystko dzięki tobie - szepnął z delikatnym uśmiechem, odprężając się podczas masażu. - Kocham cię
Tomo skinął głową i jeszcze chwilę tak poleżał zanim usiadł.
- Pobawię się z pieskami - zdecydował, gdy zobaczył że wszyscy wrócili. - Muszę się nimi nacieszyć.
Tomo tymczasem zajął się pozostałymi pieskami, głaszcząc je i trochę im dokuczając. Wszystkie oszalały z radości.
Jolie szczeknęła kilka razy wyraźnie zadowolona, a Yuya usiadł obok na kanapie cały się trzęsąc.
- Tatusiu zimno mi - oznajmił po dłuższej chwili.
- Tatusiu? A nie mogę poleżeć w kocyku tutaj? - zapytał zaraz chłopiec nie chcąc iść do łóżka kiedy Tomo wciąż był w domku.
- Uhm dobrze tatuś - chłopiec pociągnął trochę noskiem, ale od razu poszedł pod kołderkę.
- Biedny maluszek - westchnął Tomo.
- No wiem... ale dam mu buzi na dowidzenia - zapewnił go z uśmiechem. - Zrób mu czekoladę gorącą... mi też!
Chłopiec usiadł na łóżku , wypił syropek i wziął czekoladkę.
- Dziękuję tatuś - uśmiechnął się trochę dmuchając by czekoladę dało się pić.
- Ale tak sam? Tatusia nie będzie? - chłopiec troszkę się przestraszył.
- Obiecujesz tatuś? - upewnił się maluch. - I będę mógł pieski mieć w pokoiku? - upił sporo czekolady.
- Dobrze tatusiu - chłopiec odłożył resztę czekolady w kubeczku na stolik i położył się do łóżeczka.
Tomo w tym czaise dopił swoją czekoladę i skończył bawić się z psiakami. Siedział teraz na kanapie i czytał książkę, kiedy Takano wrócił.
- Śpi? - zapytał cicho.
- Pewnie - uśmiechnął się szeroko, przytulając się do niego delikatnie. - Mogę poczytać trochę?
- no tak, ale wiesz... nie chcę czytac, jak ty masz tak siedzieć i czas tracić - szepnął zawstydzony, jednak wracając do książki.
- Kocham cię - uśmiechnął się, już dalej tylko czytając. Kiedy skończył dwa rozdziały, odłożył książkę.
- Zdaję się na twój gust kochanie. Coś dobrego i dużo... ale frytek nie musi byc dużo - zdecydował. - Kotuś? Jak ciebie nie będzie... ja się trochę prześpię oki?
Tomo zdążył w tym czasie uciąć sobie drzemkę, poczytać bajkę Yuyi i zrobić herbatę, kiedy usłyszał dźwięk przekręcanego klucza.
- Okaeri!
Maluch przyszęł od razu z pokoiku okryty kołdrą, a Tomo przyniósl herbatkę.
- Wiem, że jest cola... ale dzisiaj Yuyus lepiej żebyś wypił herbaę.
- Dziękuję tatuś - chłopiec ucieszył się z zabawki. - To trzecia do kolekcji! - oznajmił wesoło. - Aizawa będzie zazdrościł!
- Mój kolega, bawimy się w Dragon Ball na przerwach - uśmiechnął się Yuya. - I on mi powiedział, że są te figurki w McDonaldzie tatusiu!
-Tak jest - chłopczyk zabrał się za cheeseburgera, a Tomo kończył już drugą bułkę.
- Bardzo - odparli chórem.
- Taka-chan? Obejrzymy coś? Nie [pytaj tylko co bo nie wiem, cokolwiek...
- Pewnie, że może - zgodził się zaraz Tomo, bo nawet Yuya mógł z nimi pooglądać.
- Obraziłbym się gdyby tutaj nie spał - burknął w odpowiedzi Tomo. _ ale... zobacz... teraz j€ż wiesz czemu jego żonka tak zareagowała... o 8 jedźmy, bo ja mam na 10 badania.
- Ty się już nie tłumacz - zachichotał cicho Tomo biorąc trochę frytek i zjadając je ze smakiem. - Kocham cię.
_ Ja tłumaczyć już nie będę bo to nie ma sensu - odparł Tomo bviorac jeszcze sobie cheeseburgera i z zadowoleniem oglądając film.
- Nie wiem, a uważasz że to źle? - odparł pytaniem na pytanie, biorąc kocyk i okrywając się nim mocno.
- Cieszę się, bo nie znióslbym życia bez ciebie - uśmiechnął się do niego Tomo, dopijając swoją herbatkę do końca. - Nażarłem się.
Po skończonym filmie, Yuya wrócił do łóżka, spać, a Tomo położył się na kanapie.
- Narysujesz mnie? - zapytał mężczyzny.
- Tak po prostu - uśmiechnął się do niego lekko. - Nie lubię... ale chcę zobaczyć jak mnie teraz widzisz - szepnął.
- Mhm wiem kochanie - uśmiećńął się delikatnie. - Mój najlepszy, moj kochany.
Tomo skinął lekko głową, nadal się uśmiechając. Starał się za bardzo nie ruszać.
- Ne, a weźmiemy kiedyś Yuyę na takie rodzinne wakacje?
- O matko... ale brzydal - skrzywił się Tomo patrząc na rysunek. Poklepał się po policzkach by nadać im trochę koloru.
[co ty... nie pamiętam ich już :P mogę spróbować sobie je przypomnieć x) ]
- No pewnie tak - uśmiechnął się lekko. - Ale na razie jestem brzydal - zachichotał, odkładając rysunek na stół i wyciągając do niego łapki. - Tulimy.
- Mhm ale to chyba naturalne, prawda? - zapytał go cicho, mimo wszystko chowając się w jego ramiona. - Że tak się czujemy jak coś nam jest - ucałował go w szyję. - Ważne że mamy siebie i obaj się wspieramy - pogłaskał go po głowie. - I nic ci już nie będzie. Obiecuje.
- Uhm tak jest - ucałował go mocno i popatrzył mu głęboko w oczy, obejmując go za szyję i pozwalając mu się wziąć na kolana. - I zawsze będziemy już się wspierać - obiecał mu.
- To nic. Nasze zawsze będzie trwało wiecznie - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Przepraszam - poczuł się w obowiązku by mu to powiedzieć. Objął go mocniej ramionami wtulając się w niego mocno. - Ale muszę... inaczej z tego nie wyjdę...
- Ale dzisiaj krótko, bo chciałbym żebyś mi coś poczytał w łóżku... albo poopowiadał - ucałował go w policzek.
- Co się stało kochanie? - zapytał z lekkim uśmiechem. - Ja po prostu lubię słuchać twojego głosu...
- Tak jest szefie - zachichotał rozbierając się powoli i schodząc z pralki by wejść do wanny. - Dzisiaj siedzę w niej sam - pokazał mu język.
- Bo... chciałbym tak się odprężyć sam - pokazał mu język raz jeszcze. - I pokazać że jeszcze daję radę.
- Wcale nie wiesz, traktujesz mnie czasem jak dziecko - odparł uparcie, myjąc się powoli.
- Mhm ale ja nie chcę być tak ciągle noszonym. Przecież ci mówię kiedy już nie daję rady. Ja jeszcze nie jestem w takim stanie by być cały czas noszonym - odparł uparcie.
- Ja wiem, że tak jest szybciej i w ogóle, ale... Taka-chan... - Tomo schował się na moment pod wodą, żeby zamoczyć włosy. - Ale wcale nie jest dobrze - mruknął cicho.
- Ale to ci mówię kiedy nie mogę - mruknął tylko Tomo, teraz zapatrując się w idealne ciało Takano. Oparł głowę na dłoniach by pożerać wzrokiem mężczyznę pod prysznicem.
- Dochodzę do wniosku że wychodzę za boga seksu - odparł chłopak, po czym podniósł się z wanny biorąc do ręki ręcznik. - Jesteś piękny.
- Wolałbym być seksowny, ale no... niech będzie. W takim wypadku może być - ubrał się w swój dresik i wtulił się w niego mocno. - A dostanę do szpitala twoją bluzę? Bez niej jest smutno...
- A co byś chciał? - zapytał go Tomo, wyp0uszczając wodę z wanny i powoli idąc do sypialni.
- No ale ty się w moje rzeczy nie mieścisz - naburmuszył się trochę wreszcie dochodząc do łóżka i kładąc się obok niego. - Nie wiem co mogę ci dać...
- Ale jak będę rozmawiać to nie zasnę - szepnął, przytulając się do niego. - Mhm... może szalik - zaproponował, wtulając się w niego delikatnie.
- Mhm no dobrze... dobranoc - ucałował go w policzek.
Tomo wstał dopiero dobre 20 minut po nim i przyszedł do salonu okrywając się tam kocykiem.
- Zdecydowałem zostawić ci szalik... bo będę mógł go nawet w szpitalu po nosić jak straci zapach - wymamrotał.
- Dzięk€ę kochanie - Tomo zabrał się za jedzonko. - Jesteś na mnie zły?
- O tę wczorajszą kąpiel - wymamrotał chłopak, jedząc swoje i czekając aż Yuya się obudzi.
- Uhm to dobrze - Tomo po jednym naleśniku miał dosyć, więc odpuścił. - Ne, mogę wziąć drugiego w pudełeczko i zjeść sobie w szpitalu na drugie śniadanie? - zapytał go zaraz.
- Jestem, ale obudź Yuyę zanim wyjedziesz... żeby się nie przestraszył - zaproponował zaraz Tomo, wstając z miejsca i siadając na wózek.
- Tatusiu? A kupisz mi żelki? - zapytał cicho chłopczyk siadając w łóżeczku i kaszląc mu troszkę. - I syropek?
- Dobrze tatuś - chłopiec mu pokiwał i wziął się za śniadanko, a jak tata już pojechał zawołał pieski do pokoju bo z nimi czuł się bezpieczniej.
- Ale dzwonić będę - przytulił go jeszcze mocno, zanim jego lekarz zaprowadził go na badania.
- Szczerze mówiąc? Czuję się jak wyrżnięta szmata podłogowa, pozostawiona sama sobie - uśmiechnął się do niego nieco krzywo, idąc za nim do samochodu. - Ale znowu aż tak źle to nie jest - dodał z lekkim uśmiechem. - Jestem pełen sił i dobre jest to że nie zarażam - zaśmiał się.
- Dobrze - zgodził się z nim. - Jedziemy od razu do ciebie czy najpierw jakieś zakupy? - zapytał z ciekawości. - No i jeśli coś potrzebujesz to daj mi to chociaż kupic.
- No wiesz? Za co ty mi dziękujesz? To dla mnie przyjemność - poklepał brata po plecach z lekkim uśmiechem. - Zjadłbym coś twojego - dodał ze śmiechem. - Twój specjał jakiś.
- No to coś z dzieciństwa - stwierdził zaraz. - Purree ze szpyrkami i jajko do tego - zdecydował.
- Idę z tobą - zdecydował z uśmiechem. - Jak tam twoje chłopaki?
- No tacie to brak taktu - przyznał ze śmiechem Kou. - Odwiedzę Tomo w między czasie... ale najpierw do niego zadzwonię upewniając się, że niema nic przeciwko - stwierdził. - Yuya chory? Szkoda...
- Oj to może nie rób czegoś specjalnie dla mnie, tylko maluchowi co? - zaproponował nie chcąc im się wtrącać.
- No dobrze - uśmiechnął się do niego idąc tuż za nim. - Jesteś z nimi szczęśliwy - zauważył spokojnie.
- Byłeś zaskoczony? Kiedy się zgodził? - zainteresował się idąc z nim teraz do samochodu. - Nie opowiadałeś jeszcze o tym.
Kouyuki roześmiał się serdecznie, zapinając pasy.
- No ale chociaż dał ci znać, a nie w kwietniu wylatuje z tekstem 'Za miesiąc ślub', jak to potrafi zrobić moja...
- No proszę, to on taki nieśmiały? A nie wygląda - przyznał szczerze Koyuki śmiejąc się pod nosem. - Dobrze, że jesteś szczęśliwy.
- No proszę, cicha woda brzegi rwie - roześmiał się serdecznie, wchodząc z nim do domu. Yuya wychylił się z pokoiku by sprawdzić kto przyszedł i pędem pobiegł do Takano żeby się do niego wtulić.
- Tatuś! Osa wpadła! - krzyknął.
- Tatuś jest jak superman - oświadczył poważnie chłopiec ciesząc się że już nie ma niebezpieczeństwa. Poszedł zaraz po kocyk i usiadł na sofie, rozmawiając chwilę z wujkiem.
- Troszkę lepiej tatusiu, ale kaszelek nadal mam - odparł chłopiec. - Ale już tak zimno nie jest - dodał weselej.
- A co na obiad będzie? - zainteresował się maluch. - Mogę wujkowi poczytać trochę? - zapytał zaraz.
- Pewnie, że możesz... co poczytamy?
- Harry'ego Potter'a!
Yuya podał wujkowi książkę i zaczął powoli czytać, co jakiś czas pytając o różnej kanji.
- Dziękujemy - Yuya od razu zabrał się za jedzonko.
- Yuyuś ładnie wam już czyta - pochwalił go Koyuki.
- Tatusiu bardzo! - odparł szybko chłopiec jeszcze z pełną buzię, po czym przełknął jedzonko. - I nadal z wujkiem Tomo się uczymy!
- Zostanę, to będzie dla mnie przyjemność - zapewnił go z uśmiechem, jedząc trochę obiadu.
- Tatuś a ja pójdę po obiadku pospać dobrze?
- Po co? - Kou jęknął przeciągle masując swoje skronie. - Nie planowałem go odwiedzać...
- Ech nie szkodzi - odparł spokojnie mężczyzna.
- Ale tatuś! Wujek powinieneś tatusia swojego odwiedzić - oburzył się Yuya, łapiąc mężczyznę za ręce. - Ja też będę tatusia odwiedzał jak będę już duży i nie będę nawet myślał, by tego nie robić! Bo ja go kocham! - niemal krzyknął. - Potem będziesz wujek żałował!
- Ale tatusiu? Ja będę mógł cię zawsze odwiedzać? - zapytał go cichutko, nie bardzo rozumiejąc tłumaczenia Takano, ale nie chcąc już wtrącać się w ich sprawy.
- Tatusiu? A posiedzisz trochę ze mną zanim zasne? - zapytał go cicho chłopiec pocierając zmęczone oczka.
- Dobrze - Kou postanowił mu nie marudzić za bardzo. - Ale naprawdę nie jest tak źle ze mną - uśmiechnął się do niego. - Dzięki że ze mną pojedziesz do Tokio...
- Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał go zaraz brat przystając obok niego i opierając się o szafki.
- Właśnie widzę - zaśmiał się Koyuki. - Hm no to jeśli się nie obrazisz położę się na kanapie na chwilę - uśmiechnął się. Z zaleceń lekarza miał jedno główne 'nie przemęczać się'. - Jesteś już chyba uczulony na chorych.
- Nie - pokręcił głową. - Poplotkuję z tobą jeszcze trochę młody - zaśmiał się, idąc do wyrka. - A jesteś zbyt opiekuńczy?
- Oj bo to chyba normalne nie? On jest pewnie trochę sfrustrowany że nic zrobić nie może i chociaż w domu chciał w miarę normalnie żyć - zaproponował takie rozwiązanie. - Ale chyba się o to nie kłócicie co?
- Oj mogłeś powiedzieć, że go nosisz bo tak mocno go kochasz - zaśmiał się Kou.
- Ale to chyba dobrze, prawda? To znaczy, że walczy - uśmiechnął się do niego trochę się krzywiąc i przymykając oczy. - Zaszalałeś braciszku - spojrzał znów na niego. - Masz cudowną rodzinę.
- Trochę boli mnie głowa - odparł spokojnie Kouyuki. - To mi się zdarza ostatnio coraz częściej. Także jakby mi jutro pękała, to będę cię molestował w pracy.
- Wie, że oboje wpadamy - skinął głową. - Tylko nie wiem jak długo się u niego zatrzymam.
- To jasne braciszku, ne w razie co... mogę jeszcze wpaść później co nie?
- Ja wezmę kanapę - odparł swobodnie. - No chyba że śpisz razem z małym... to wtedy wezmę pokój malucha.
- Oj przestań, wpadam tak beznadziejnie to chociaż wam łóżek nie będę zabierał - uśmiechnął się. - Telefon ci dzwoni.
- Taka-chan... - Tomo odezwał mu się w słuchawce. - Stęskniłem się za twoim głosem - wymamrotał czerwieniąc się automatycznie.
- No wiem, ale dla mnie to cała wieczność... pobrali mi krew, wrzucili kroplówę w żyłę, zrobili tomografię i jeszcze zdjęcie płuc, a potem jeszcze był wywiad z lekarzem i ustalenie leczenia na kolejne dni... i ogólnie to jestem wykończony - przyznał marudząc mu troszkę. - Chciałem cię usłyszeć.
- No bo ci streszczam co dzisiaj robiłem, no jeny no - wymamrotał chowając się całkowicie pod kołdrą. - Nie - dodał ciszej, zaciskając mocniej rękę na telefonie. - Ale... nie jest gorzej.
- Pewnie tak - szepnął do słuchawki. - Jutro mam kolejne testy - wymamrotał. - A co u Kou?
- Powiedz mi coś jeszcze - poprosił zamykając oczy. - Też chętnie zasnę...
- O... super - ucieszył się Tomo. - I akademik też? Albo miejsce gdzie mieszkałeś. Koniecznie!
- Dobrze - uśmiechnął się Tomo, zaraz lekko ziewając. - Kocham cię, jutro też zadzwonię - posłał mu buziaka do telefonu.
Koyuki roześmiał się serdecznie i długo nie mógł się uspokoić po usłyszeniu komentarza brata.
- A bo uparty jest - zaśmiał się znów. - Może zrób mu niespodziankę kiedyś?
- Jeszcze się nie pozbyłeś? Oj coś słabo się starasz - pokręcił głową przecząco. - Jutro rano wyjdę z twoimi pieskami - zdecydował.
- Jasne, będę uważał na łobuzy - oznajmił siadając na kanapie i biorąc dwa z nim na kolana by je pogłaskać. - Kochane maleństwa.
- Tomo i na nią zadziałał - skomentował, a Jolie z niezadowoleniem klapnęła pyskiem.
Jolie znów szczeknęła, ale położyła łepek na kolanach Takano i już więcej nic nie zamarudziła.
- Mhm nadal jest charakterna.
- No proszę, Jolie, ty łagodniejesz - uśmiechnął się delikatnie. - A może to zasługa Tomo? Może wprowadził do waszego życia coś nowego?
- A powiedz... co byś zrobił, gdybyś zobaczył, że jakiś facet się do Tomo przystawia? - zainteresował się Kouyuki, opierając głowę o dłoń.
- A takie tam - machnął ręką Kou. - Zrobię nam deser - stwierdził zaraz. - Ale taki bardzo prosty dobrze?
- Pytałem, bo byłem ciekaw... czy ty też tak masz? Bo gdy ja widzę, że ktoś się do mojego kochania przystawia to mnie szlag jasny trafia.
- Był? Naprawdę? A co robił? - zainteresował się Koyuki, spokojnie pichcząc deser.
Koyuki zachichotał znowu i po dobrej godzinie przyszedł z plackiem ze śliwkami oraz bitą śmietaną i kawą do tego.
- To jeden z deserów kt óre mi wychodzą - wyjaśnił.
- Nie wiem - odparł cicho. - Zobaczę... ona chyba mnie już nie chce - wziął sobie kawałek.
- Tylko że mam kochankę - odparł cicho.
- Wcale nie jest lepsze - uparł się Kou. - Teraz pocierpi i z tego wyjdzie, a tak... umrę i co? Będzie cierpieć bardziej.
- Nie dowie się, chcę żeby potem była szczęśliwa... a nie załamana całe dnie - wymamrotał, zaciskając pięści. - Jestem pewien, że Tomo też tak myśli - dodałzaraz.
- A co będzie jeśli odrzucę przeszczep? - zapytał go krótko. - Znasz kogoś z białaczką kto przeżył? Ech no ja niby znam, ale miał szczęście.
- Ja nie wierzę w to braciszku - westchnął ciężko Koyuki. To było naturalne. Każdy na początku tak myślał. - Pojadę po jutrze do Tomo - stwierdził zaraz.
- Próbuję Takano, naprawdę - mruknął w odpowiedzi Koyuki. - Ale chyba nie potrafię i jeszcze zwalam ci się na głowę.
- Ale jednak się przejmuję. Masz masę problemów a ja cię proszę o tak duże rzeczy... jedź ze mną do Tokio, oddaj mi szpik... - zagryzł mocno wargi. - Przepraszam, braciszku.
- Masz sporo. Twój synek jest chory, twój chłopak w szpitalu z rakiem - mężczyzna kompletnie się załamał mimowolnie chowając się w ramionach brata i trochę płacząc. - Nie wiem skąd czerpiesz siły. Ty i Tomo... na jego miejscu już dawno bym się poddał...
- Ale to są tylko plany - wyszeptał. - Które mogą nie dojść do skutku...
- Ale ja tak nie umiem - jęknął mężczyzna, teraz już becząc jak małe dziecko i wciskając się zaraz mocniej w pierś brata. - Boli mnie głowa.
- Okay - Kou nie protestował. Wziął tylko swoje rzeczy i poszedł do łazienki, a Jolie polizała Takano po twarzy szczeknęła raz i poszła do pokoju Yuyi wskakując mu do łóżka. Chłopiec jakby to wyczuwając przytulił się do niej lekko.
Szczeniaki w tym czasie plątały mu się pod nogami piszcząc raz za razem. Nie miały już wody w miseczkach i były trochę głodne.
Psiaki z radością najpierw przyszły do niego po trochę pieszczot a potem dopiero do jedzenia. To samo zrobiła Jolie.
Tomo dwa dni później oczekiwał odwiedzić Koyukiego, a gdy ten wreszcie przyszedł podniósł się na łóżku do siadu.
- Hej - przywitał się z nim, nasuwając mocniej czapkę na głowę, choć wciąż tego nie potrzebował. - Jak tam? Moje chłopaki nie męczą cię za bardzo?
- Dla mnie też składali - pokazał mu ściany na których miał je wszystkie przymocowane. - Kochani są.
- Ano, aż tak źle nie jest - uśmiechnął się mimo wszystko opadając lekko na poduszki. - Wybacz, szybko się męczę - przyznał cicho. - Zaopiekuj się nimi dobrze? Póki tam nie jestem cały czas.
- Tak naprawdę to nie do końca to wiem - przyznał spokojnie, patrząc na mężczyznę. - Ale mam Takano i Yuyę i kocham ich całym sercem i nie chcę zostawić - zacisnął mocno wargi. - Chcę przeżyć z nimi wiele wspaniałych chwil i... chyba to dlatego - uśmiechnął się. - Ale swoją motywację sam musisz znaleźć i to wcale nie jest łatwe jak wszystko ci mówi poddaj się.
- Dlaczego? Musisz spróbować. Na początek powiedz jej przepraszam i wszystko wyjaśnij. Ona na pewno będzie chciała cię wspierać. A tak pozatym... to nie chcesz zobaczyć jak twoja córcia rośnie? - zapytał go biorąc bento i otwierając je z wielkim uśmiechem. - Totoro! Zrobił mi Totoro - zachichotał, smakując od razu bento. - Itadakimasu.
= Głupi jesteś wiesz? Możesz jej powiedzieć o swoich obawach i dać jej wybór. Ona sama zdecyduje czy chce dalej z tobą być czy nie - zaproponował cicho, po czym pokręcił z rozbawieniem głową. - Nie, nie... Taka-chan dopiero co się uczy robić bento i w tej chwili nie umie robić nic innego od Totoro.
- Wiem, że to nie łatwe... ale ucieczką nic nie zdziałasz - odparł spokojnie Tomo. - Naprawdę? Uhm no bo ja zazwyczaj robię bento dla Yuyi, a jak mnie nie ma... to Takano chyba postawił sobie za cel żeby maluch tego tak mocno nie odczuł i sam robi mu bento. Zawsze z Totoro - pokazał mu język. - Mhm będziemy musieli raz jeszcze pójść do tego parku rozrywki - stwierdził zaraz.
- Wiem, wiem, bo to taki konkurs malutki między nimi - odparł wesoło. - Ja wybieram mistrza bento - dodał, odkładając pudełeczko obok ciasteczek i przykrywając się mocniej kołdrą. - Kou-chan, po prostu... zrób to co chce twoje serce - szepnął.
- I tak ją martwisz - odparł na to Tomo. - Odchodzi od zmysłów bo nie wie gdzie jesteś... placze mi w słuchawkę, nie uwierzyła w twoje bajki z kochanką...
- Nic jej nie mówiłem, możesz spać spokojnie. Niczego jej nie powiem - Tomo skrzywił się nagle i spróbował odetchnąć. - Ne... pomożesz mi? Potrzebuję maski tlenowej - mruknął nie mogąc jej teraz znaleźć.
- Tylko zapewnij ją że ją kochasz - Tomo podziękował mu za maskę skinieniem głowy. - I się nie martw. Wyjdziesz z tego... i ja i ty. Oboje z tego wyjdziemy, a jak już beedziemy zdrowi... to nawet sobie piwko strzelimy.
- Dużo, ale mam też takie swoje własne i Taka-chan jeszcze o nich nie wie - dodał weselej, okrywając się mocniej kołdrą. - Ty też takie pewnie masz.
- Jaki miesiąc? My we Francji spędzamy tylko 2 tygodnie, a potem jedziemy do Australii - uśmiechnął się do niego jeszcze szerzej. - Powiem mu, powiem, ale najpierw chcę skupić się na odzyskaniu sił.
- Oj tam, to najwyżej odpuścimy Australię - machnął ręką Tomo, uznając że mogą tam polecieć następnym razem.
- A możesz - Tomo niemal od razu się trochę ożywił i usiadł na łóżku, ściągając maseczkę. - Mógłbyś nakręcić o nas mały film - zaproponował wesoło.
- Ekstra - uśmiechnął się do niego szerzej. - Tylko postaraj się nie ująć mnie w najgorszym momencie - poprosił pokazując mu też język.
- Cieszę się - wyszczerzył się do niego Tomo. - Naprawdę. Puścisz nam to na ślubie to się pośmiejemy - zachichotał.
- O matko - zaśmiał się nieco. - To już przegapiłeś oświadczyny, ich zerwanie i moją zgodę na ślub - poczochrał się po włosach, znów opadając na poduszki. - Częstuj się - otworzył pudełeczko z ciasteczkami.
- Za mną nie ma co biegać, ciągle jestem tutaj - zaśmiał się lekko. - Może nie zrywaliśmy tylko... ja miałem mętlik w głowie i długo ich nie akceptowałem - przyznał szczerze.
- Mhm ale ja nie jestem bez winy - odparł spokojNIE Tomo. - Ja po prostu... heh nadal trochę sie tego boje... związku.
- Nie tyle boje, co jestem trochę... niepewny - uśmiechnął się słabo. - Ale staram się - dodał zaraz. - Boję się tylko, że jak już będziemy razem... to nie będzie szans dla mnie by zostać na trochę samemu - podrapał się po głowie. - Ale to tylko taki mały strach.
- Mamy dla siebie czas, trochę mniej ale mamy - uśmiechnął się delikatnie. - Poza tym Yuya dużo rozumie... - dodał zaraz. - Ne, będziesz zły jak się prześpię?
- Kou... i nie martw się za mocno. Wszystko będzie dobrze. Żurawie Yuyi i Takano działają cuda - zapewnił go z uśmiechem.
Yuya pojawił się tego dnia w cukierni u Takano. Zapukał do drzwi kuchennych zanim wszedł.
- Tatusiu? - chłopiec wziął sobie krzesełko i przystawił przy stole. - A mogę poobserwować jak pracujesz? Bo potrzebuje do wypracowania.
- Takie na dzień rodziców - odparł chłopiec. - Trzeba napisać o swoim autorytecie tatuś - wyjaśnił chłopiec. - A przyjdziesz na dzień rodziców? Bo ja będę je czytał.
- W piątek ale za tydzień - odparł chłopiec szczęśliwy że tata przyjedzie. - A mogę poobserwować cię w pracy tatuś? Tylko trochę i nie będę przeszkadzał - obiecał mu.
- Cały dzień to będzie tatuś od 10 - odparł chłopiec. - Ale zapytam pani o której będę czytać - dodał wesoło. - Bo to festyn taki dla rodziców jest.
Yuya z podekscytowania aż podskoczył na krześle ale nic więcej nie powiedział, tylko zaczął obserwować jego pracę, czasem zadając pytania.
- Tatuś torcik wyszedł super! - zapewnił go Yuya pijąc sobie powoli czekoladę i machając nogami którymi nie sięgał ziemi.
- Tak tatuś. Napiszę piękne - oznajmił wesoło. - I zaraz sobie pójdę, żeby ci już nie przeszkadzać.
- Dobrze tatuś - zgodził się chłopiec, na chwilkę się do niego przytulając. Kiedy tylko skończyl czekoladkę pożegnał się z nim i pobiegł do domu.
- Dobrze tatuś - zgodził się chłopiec, na chwilkę się do niego przytulając. Kiedy tylko skończyl czekoladkę pożegnał się z nim i pobiegł do domu.
Potem spotkali się z Renem na kawie, a wieczorem przyszły wyniki. Takano mógł być dawcą szpiku.
Tomo zszedł z łóżka chcąc dostać się do wózka, ale ten mu odjechał, bo chłopak zapomniał założyć na nim blokady. Tomo spróbował raz jeszcze, po czym opadł na kolana i z frustracją uderzył dłonią w podłogę, zaraz zagryzając wargi mocniej kiedy nie wytrzymał i popuścił pod siebie. I wtedy zobaczył Takano w drzwiach.
- Nie patrz! - krzyknął na niego nieco spanikowany.
Tomo po stokroć wolałby tę pierwszą opcję, ale tego mu przecież nie powie. Zresztą Takano na pewno to wiedział. Poczekał na niego w łazience i dość szybko się przebrał.
Trzepnął go w dłonie, kiedy ten znów chciał go wziąć na ręce.
- Sam sobie poradzę - burknął łapiąc się klamki a chwilę później podtrzymując się ściany. - Jak się czuje Kou?
- To dobrze - uśmiechnął się siadając na wózku i spokojnie podjeżdżając do łóżka. Tym razem pamiętał o założeniu blokady. - To dobrze, że mogłeś być dawcą, ale... nic cię nie boli? Powinieneś odpocząć!
- Mou mogłeś dzisiaj mnie nie odwiedzać, tylko leżeć - burknął Tomo wchodząc do łóżka i okrywając się mocno kołdrą, bo zdołał już zmarznąć.
- Będziesz nas ładnie reprezentował? Super - chwyciął go za rękę i pociągnął do siebie, żeby się przytulić.
- Uhm a możesz najpierw zadzwonić? Bo ja będę po chemii w piątek - wtulił się w niego. - Nie chcę maluszka straszyć.
Tomo skinął lekko głową.
- I ty będziesz ją dawał Yuyi - ucałował go w czoło, posuwając się na łóżku, co by się na nie zmieścił. - Jesteś ideałem.
- A długo stałeś w drzwiach zanim cię zobaczyłem? - zapytał go z czystej ciekawości, wsłuchując się w jego serduszko.
- Gome, że musiałeś tak na mnie patrzeć - szepnął zawstydzony chłopak, wtulając się w niego mocniej. - Kocham cię i masz teraz odpoczywać, dobrze?
- Muszę... bo ty jesteś głupszy niż ja pod tym względem - burknął chłopak, całując go delikatnie po wargach.
- Ale potem pewnie prowadziłeś aż z Tokio co do odpoczywania się nie zalicza - pogroził mu paluszkiem przed nosem.
- Ale masz jeszcze trochę odpoczywać dobrze? - poprosił go cichutko, obejmując go mocno ramionami. - Bo ja chcę mojego misia mieć cały czas - oznajmił wesoło. - Uhm ano ne... poszedłbyś ze mną do psychologa?
- Kiedy będziesz miał jakieś wolne, pani psycholog jest w czwartki i soboty. Ona mi poleciła sesje z tobą - ucałował go.
- Wiem kochanie - uśmiechnął się do niego. - Będziemy rozmawiać o naszych lękach... związanych z moją chorobą - odparł spokojnie. - Ja wiem, że pewnie uznasz to za głupie, ale proszę... przyjdź - poprosił go raz jeszcze, przytulając się do niego mocniej.
- Ja też się staram, tylko czasem... czasem jest mi trudniej. Tobie też pewnie i pani psycholog powiedziała, że dobrze by o tym porozmawiać, a ona będzie tam tylko w razie potrzeby - uśmiechnął się delikatnie. - To dla mnie ważne - uśmiechnął się do niego, kładąc się na niego delikatnie. - Bo cię bardzo kocham.
- Dziękuję, że to dla mnie zrobisz - ucałował go lekko w wargi. - Mogę tak na tobie zasnąć?
- Kocham cię - szepnął Tomo, powoli na nim zasypiając. Przyczepił się do Takano mocno. Tak mocno, że ten chcąc się wydostać spóźnił się po Yuyę.
- Nie szkodzi tatusiu - szepnął chłopiec. - Tatusiu? Kocham cię wiesz? Tatuś ale pójdziemy na basen? Bo ja dostałem... 1 z pływania...
- Boję - przyznał cicho chłopiec. - A uczyliśmy się nurkować i ja nie umiem tatusiu... - przytulił się do niego mocniej.
- Uhm dobrze tatusiu i nie jesteś zły za jedynkę? - zapytał cichutko, bo po prawdzie trochę się bał, kiedy Takano się spóźniał że to przez tę jedynkę.
- No nie, ale ja nie jestem idealny tatusiu a ty pewnie chcialbys żebym był idealny - odparł chłopiec.
- Tak, a mogę dzisiaj jechać z przodu? - zapytał go zaraz. - I mogę na jutro zrobić wujkowi bento?
- No to na piątek? - chłopiec usiadł z przodu i zapiął pasy. - A zrobimy dziś frytki?
Prześlij komentarz