- ALe ja nie chcę nowego telefonu tatuś - chłopiec chciał się tylko podzielić tym co działo się w szkole z tatą. - I ten telefon tato wydaje dziwne dźwięki. Krowę też ma! - zaśmiał się lekko. - I zamuczał na lekcji i było dużo śmiechu. Pani zabrała telefon.
Maluch opowiadał mu jeszcze trochę o szkole, po czym poszedł odrobić lekcji. - Tatuś! A pomożesz mi z francuskim? - zapytał zaraz, zanim ugryzł się w język, bo przecież tylko Tomo wiedział o jego dodatkowych lekcjach z francuskiego, na które chłopiec chciał chodzić i chodził. - Tatuś źle usłyszałeś! - krzyknął zaraz.
Chłopiec przyszedł ze spuszczoną głową, podręcznikami i zeszytem już na nieco wyższy poziom niż początkujący. - No bo wujek Tomo pozwolił mi chodzić na dodatkowe lekcje francuskiego tatusiu - wyjaśnił siadając tuż przy nim. - Bo ja chciałem się pouczyć, żeby tak jak tatuś pojechać do szkoły tam.
Yuya bardzo się denerwował przed czytaniem, oprowadzając jednak tatę po szkole i pokazując mu wszystkie sale. - Tatuś a potem będą konkursy, weźmiemy udział w paru? - zapytał z nadzieją, bo można było wziąć udział jedynie z rodzicem.
- Naprawdę? - ucieszył się, odrobinę się rozluźniając i przytulił się mocno do Takano. - I opowiemy wujkowi o wszystkim potem! - zawołał radośnie. - I weźmiesz tatuś moje bento dla wujka? - upewnił się, a kiedy wybiła dziesiąta poszedł do klasy się przygotować. Był bardzo zestresowany tym wszystkim. Miał przeczytać swoje opowiadanie przy wszystkich rodzicach i dzieciach! Postanowił na nikogo nie patrzeć. Kiedy pani go wyczytała wstał i wyszedł na środek. - Mój tatuś jest moim autorytetem - zaczął choć głos mu się trochę trząsł. - To jest mój drugi tatuś, bo pierwszy jest już w niebie. Tata zawsze mi pomaga, jeździ ze mną na rowerach i gniewa się bardzo rzadko. Tata pracuje w cukierni, którą sam założył i robi dużo pysznych rzeczy. Moje ulubione to zygzaki z czekolady i ciasteczka z kawałkami czekolady. Są najpyszniejsze na świecie, ale tylko kiedy tatuś je zrobi. Uwielbiam oglądać tatę w kuchni, bo wtedy tatuś jest najfajniejszy i najprzystojniejszy. - To zdanie wywołało falę chichotu wśród rodziców. - Tatuś zawsze będzie moim numerem jeden! - zakończył chłopiec, wśród burzy oklasków. - Poprosimy tatę na środek - zawołała go pani wychowawczyni.
Yuya wtulił się w niego mocno z wielkim uśmiechem. - Kocham cię tato - oznajmił głośno, a kiedy Takano go postawił wręczył mu złoty medal który sam zrobił na zajęciach z plastyki wraz z panią z modeliny. Wygrawerował w niej 'najlepszy tata na świecie', a od pani wychowawczyni dostał jeszcze dyplom.
- Ale nie trzeba tatuś - chłopiec złapał go mocno za rękę trochę się wstydząc. - No bo to brzydko było - wymamrotał, chowając opowiadanie do swojego plecaczka.
- W wyścig trzynogi! - odparł zaraz Yuya prowadząc szybko Takano na dwór, gdzie dzieci z rodzicami przewiązywały sobie nogę do nogi i stawały już na lini startu.
Yuya bardzo się starał i dobrze się bawił tego dnia. Wygrali trzy konkursy, odpowiednio dostając bon na 3 bilety do kina, pudełko słodyczy i koszulki w rozmiarze Takano i Yuyi na których był napis 'Najlepszy tata' i 'Superowy syn'. - Tatuś dziękuję, że przyszedłeś! - chłopiec przytulił go bardzo mocno.
- Słabiej, dopiero godzinę temu skończyłem chemię i nadal mam ochotę wymiotować - przyznał mu cicho przymykając oczy. - Wymiotowałem już dużo... i nie chcę więcej.
- Uhm no dobrze, ale powiesz Yuyi że było pyszne? - upewnił się tylko, przymykając trochę oczy. - Dzisiaj czuje się paskudnie - przyznał mu ocierając krótko łzę z oczu. - Uhm a twój tata się teraz stara... daj mu szansę.
- Wiem, ale może... nie zapominaj - zaproponował mu cicho, przytulając się do jego ręki. - Tylko zaakceptuj... że był taki a teraz... próbuje się zmienić.
- Jak twój to i mój - uśmiechnął się do niego. - Przepraszam, kiepsko się dziś czuję... wyglądam okropnie i ciągle płaczę - znów otarł pojedyncze łzy. - Przepraszam.
Yuya wtulił się w Takano mocno i tak przytulony szedł z nim do samochodu. - Tatuś, a na następny dzień za pół roku też przyjdziesz? - zapytał z nadzieją.
Yuya skinął główką zadowolony z tej odpowiedzi i po powrocie pomógł tacie wnieść wygrane. - Tatuś wyprowadze pieski! - stwierdził zaraz. - A mogę jutro zostać u dziadzi jak pojedziesz do wujka?
Tomo zadzwonił do niego wieczorem z płaczem, wciąż nie czując się najlepiej. Miał kryzys to jasne. - Taka-chan zrób coś... głowa tak bardzo mnie boli - poprosił mężczyznę. - I znów zwymiotowałem, jestem beznadziejny.
- Przyjedziesz? - zapytał prawie że błagalnym tonem, ale zaraz potrząsnął głową. - Albo nie - jęknął mu w słuchawkę, bo za późno było i i tak by Takano nie wpuścili, a poza tym Yuyi nie mógł zostawić. - Pośpiewaj - poprosił.
- Nie przepraszam za wszystko - wymamrotał znów na niego spoglądając z delikatnym uśmiechem. - Pomożesz mi usiąść? - zapytał go zaraz. - Czas na bento Yuyi...
- No bo jak mam za co... to przepraszam, budzę cię wieczorami... płaczę a powinienem być silny, uśmiechać się i cię wpierać - szepnął. - Uhm bento Yuyi jest w lodóweczce.
- No wspominał mi... że chce pójść na ten sam uniwersytet co jego tata i te same praktyki mieć bo chce być dobrym kucharzem i cukiernikiem - uśmiechnął się lekko, dumny z maluszka. - Ale to może mu się odmienić, może zyska inną pasję... co cię martwi?
- Ja wiem... ale nie chcę mu niszczyć marzeń Taka-chan - odparł na to Tomo. - No i ma ciebie kochanie. Ty go wprowadzisz i pomożesz mu - uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Trzeba było szybko decyzję podjąć - wyjaśnił spokojnie. - No i Yuya chciał chodzić by zrobić ci niespodzianke i to w szkole jest, jako taka dodatkowa godzina dwa razy w tygodniu.... zapomniałem ci powiedzieć...
- Kochanie, przepraszam - Tomo odłożył jedzenie i spojrzał mu prosto w oczy. - Więcej tego nie zrobię, chyba że będzie chodziło o nieszkodzliwą niespodziankę o krótkotrwałym terminie.
- Kochany jest, ty też... dziękuję, że go nie wziąłeś dzisiaj - przymknął oczy tylko wdychając zapach Takano. - Pójdziemy do pani psycholog a potem pomożesz mi się jeszcze umyć kochanie? proszę...
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Nie przebiorę. Ślub i wesele - sprostował. - No chyba, że będzie późna godzina... no bo ja będę bał się zabrudzić ten garnitur - wymamrotał.
- Ale ja nie chcę białego. Nie jestem panną młodą przecież - wymamrotał, bo znów miał wrażenie, że się go szufladkuje. - To zależy czy zrobisz to rozsądnie czy nie... - fuknął na temat pieniędzy.
- Pozwolę ci wybrać mi garnitur i zapłacić za niego ile tam chcesz... bo ty się na nich znasz bardziej niż ja - uśmiechnął się do niego, przymykając oczy i cały czas masując swoje skronie. Kwadrans później skrzywił się. - Taka-chan... będę wymiotować - wymamrotał zażenowany, że musi to komunikować.
Tomo zwymiotował połowę tego co zjadł i opadł na poduszki zamykając mocniej powieki. - Ale ja się nie znam na garniturach... ja się zajmę muzyką - dodał unosząc jedną powiekę by spojrzeć na Takano. - Pasuje taki układ?
- Chyba tak - Tomo poczuł łzy w oczach, bo tak go bolało. Nabrał kilka głębokich oddechów uspokajając się nieco. - Albo nie - zmienił zdanie. - Przytulisz mnie tylko? Proszę...
Tomo jednak chwycił go tylko mocniej chowając twarz w jego pierś i cicho płacząc. - Nie chcę żebyś sobie szedł - przyznał szeptem. - Nie chcę - chwycił go mocniej.
Tomo skinął tylko głową, płacząc nieco. Uspokoił się po dobrej chwili ale się od niego nie odsunął, nadal nie mogąc uwierzyć, że będzie miał Takano na noc. - Kocham cię - szepnął mu.
- Dobrze - Tomo z lekkim trudem usiadł na łóżku i pozwolił Takano przestawić go na wózek. Było mu trochę zimno, więc naciągnął kaptur bluzy mężczyzny na siebie. - Dziękuję, że zostałeś - spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem.
- Słabo mi Taka-chan - Tomo pod koniec trochę walczył o utrzymanie się na nogach i z ulgą przyjął wózek. Chwilę oddychał głęboko, by odzyskać trochę sił. - Już lepiej - uśmiechnął się do przerażonego chłopaka.
- A potem nawet i więcej - zgodził się z nim, pozwalając mu prowadzić do pokoju. - Ne... następnym razem... przyjdziesz z Yuyą? Obejrzelibyśmy jakąś bajkę w laptopku?
Rano Tomo został obudzony przez lekarza, który dokładnie go zbadał. Następnie zmienił mu trochę dietę na znacznie lżejszą. Chłopak jednak nie zjadł śniadania, znów idąc spać. Ostanio był zwyczajnie wykończony.
- Bo dziadzię zabrała karetka na sygnale tatusiu - chłopiec ścisnął mocniej misia czując łezki na policzkach. - Dziadzia nie chciał się obudzić tatusiu, ale pan doktor powiedział, że wszystko będzie dobrze.
- Jupi - chłopiec podskoczył parę razy biegając wokół Takano i w końcu przytulając się do jego ramienia. - Tatuś, a przyjedziesz po mnie jutro do szkoły godzinkę później? - zapytał go zaraz. - Bo ja jestem dyżurnym jutro z Ayą i będziemy sprzątać salę.
- Jupi - chłopiec podskoczył parę razy biegając wokół Takano i w końcu przytulając się do jego ramienia. - Tatuś, a przyjedziesz po mnie jutro do szkoły godzinkę później? - zapytał go zaraz. - Bo ja jestem dyżurnym jutro z Ayą i będziemy sprzątać salę.
- Aya Morimoto - chłopiec nieco się zaczerwienił. - Jest najśliczniejsza i ćwiczy kendo - dodał po chwili. - Pojedziemy do wujka? Super! - ucieszył się.
- Jest ale będę musiał kupić łuk tatuś i w ogóle... najpierw nie ale potem tak - wyjaśnił cicho. - No i nie chciałem żebyście tyle wydatków mieli przeze mnie tato.
Tomo leżał w łóżku czekając na Takano i Yuyę. Miał na sobie jeszcze maskę tlenową bo od wieczora miał paę problemów z oddychaniem. Kiedy przyszli uśmiechnął się szerzej. - Wujek! - Yuya podbiegł do łóżka, ale wszedł do niego delikatnie i równie ostrożnie się przytulił. - Tęskniłem - oznajmił poważnie. - Ja za tobą też - Tomo objął go delikatnie.
- Dobrze, że pana widzę - mężczyzna zaprosił go gestem ręki i najpierw przedstawił wyniki Tomo a potem westchnął ciężko. - Tomohisa poprosił mnie o przepustkę, ale powiem panu szczerze, że nie jestem co do tego pomysłu przekonany. On wymaga w tej chwili opieki 24 na dobę - wyjaśnił spokojnie. - Tomohisa ech chyba za domem tęskni...
Yuya właśnie pokazywał Tomo jak robić żółwika z papieru i już 3 stawiał na szafce. - Niesamowite - zaklaskał mu Tomo z lekkim uśmiechem. - Nauczysz mnie kiedyś - dodał zaraz.
- Ma i to jaki - zgodził się Tomo. - Sherlocka Holmesa! - odparł szybko Yuya znów wchodząc do łóżka i przytulając się lekko do Tomo - Mogę tak? - zapytał cicho. - Pewnie że możesz, jak będzie bolało to ci powiem - dodał spokojnie Tomo.
Yuya oglądał z zapałem, czasami chowając się w Tomo, przy gorszych scenach. Tomo nawet nie zasnął z czego był zadowolony, ale pod koniec poprosił Yuyę by się odsunął bo trochę ścierpł i zaczynało mocniej boleć. Zmienił szybko pozycję po czym z powrotem przytulił chłopca.
- Ja się staram ale ciągle jestem słabszy - odparł niezadowolony z wyników. - Yuya zasnął... - dodał po chwili patrząc jak maluch śpi spokojnie w niego wtulony.
- Un troszeczkę - odparł chłopak, wtulając się w niego i wdychając sobie jego zapach. - Oddycha mi się trochę lżej - dodał. - No i lekarz powiedział, że na podwieczorek dostanę budyń!
- Teraz - złapał obiema rękoma za wózek, wsiadając na niego z lekkim trudem. Opatulił się mocniej bluzą Takano. - Na Taka-chan... ale popchasz? Bo ja nie dam rady.
- Na parter... potem obok gabinetu mamy - oznajmił spoglądając do tyłu na niego. - Taka-chan? Myślałem o naszym ślubie i... - zacisnął lekko wargi. - Chciałbym... chciałbym mieć wcześniej z tobą sesję zdjęciową... taką narzeczeńską - zarumienił się nieco.
Otworzyła im młoda kobieta i gestem zaprosiła do środka. - Napijecie się czegoś? - zapytała, nie proponując nic do jedzenia, bo wiedziała, że Tomo nie może. - Uhm może herbaty - poprosił chłopak przenosząc się na kanapę i kładąc się na niej nieco wykończony siedzeniem.
- Więc o czym dzisiaj rozmawiamy? - zapytała, kiedy postawiła przed nimi kubki z parującą herbatą. - Uhm chyba o strachu - odparł cicho Tomo. - Przed śmiercią.
- Uhm no bo ja nie chcę cię zostawiać, ani Yuyi, ale też... boję się że jeśli... jeśli umrę - zacisnął nieco wargi. - Jeśli umrę to pogrążysz się w smutku i zaniedbasz siebie i Yuyę...
- Tylko, że... ja chcę wiedzieć - Tomo poczuł, że pieką go oczy, więc schował twarz w brzuchu mężczyzny. - Chcę wiedzieć... mieć pewność, że się pozbierasz...
- Uhm ja wiem - szepnął mu Tomo, patrząc mu teraz głęboko w oczy. - Tylko jak... jak mam bardzo złe dni... to się boję, że jakby mi nie wyszło to ty... ty się zabijesz - wyjaśnił cicho. - Tak bardzo się boję, że jest jeszcze gorzej.
Kobieta nie odezwała się nawet słowem, sącząc swoją herbatę. - Widzisz Tomo? - uśmiechnęła się w końcu do niego. - Mówiłam ci, że nie będę tu do niczego potrzebna.
- Mogłem ale wolałem tak - wymamrotał Tomo płonąc rumieńcem i wciskając w niego głowę. - Poza tym... ty wcale nie powiedziałeś mi o swoich strachach...
- Ale ja bym chciał żeby była jeszcze większa - wymamrotał wtulając się w niego póki mógł. - Bo ja nienawidzę chemii... jestem już chudszy chyba od Yuyi...
- Serio, rozmawiałem z nim o tym... bo pytął mnie co bysmy chcieli na prezent... i napali,ł sie na ten pomyśł. Puści na slubie - uśmiechnął się do niego szerzej.
- Cieplej i lepiej - przyznał z delikatnym uśmiechem na ustach. - Możemy iść się umyć - zgodził się. - Uhm tylko ja nie wiem czy dam radę stać dzisiaj.
- Oj nic się nie stało. Tylko troszkę zabolało - szepnął. - A mogę usiąść ci na kolankach, jak będziemy w łóżeczku? Poopowiadasz mi trochę o tym filmie?
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1401 – 1600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Dobrze - ucieszył się chłopiec. - A wiesz tatuś w mojej klasie jest Kira i on się tak strasznie chwali swoim nowym telefonem.
- ALe ja nie chcę nowego telefonu tatuś - chłopiec chciał się tylko podzielić tym co działo się w szkole z tatą. - I ten telefon tato wydaje dziwne dźwięki. Krowę też ma! - zaśmiał się lekko. - I zamuczał na lekcji i było dużo śmiechu. Pani zabrała telefon.
- Ale fajnie muczał - chłopiec uśmiechnął się lekko i wyskoczył z samochodu, zaraz pędząc do piesków. - Tadaima~!
Maluch opowiadał mu jeszcze trochę o szkole, po czym poszedł odrobić lekcji.
- Tatuś! A pomożesz mi z francuskim? - zapytał zaraz, zanim ugryzł się w język, bo przecież tylko Tomo wiedział o jego dodatkowych lekcjach z francuskiego, na które chłopiec chciał chodzić i chodził. - Tatuś źle usłyszałeś! - krzyknął zaraz.
Chłopiec przyszedł ze spuszczoną głową, podręcznikami i zeszytem już na nieco wyższy poziom niż początkujący.
- No bo wujek Tomo pozwolił mi chodzić na dodatkowe lekcje francuskiego tatusiu - wyjaśnił siadając tuż przy nim. - Bo ja chciałem się pouczyć, żeby tak jak tatuś pojechać do szkoły tam.
- Ale bo ja chciałem zrobić tatusiowi niespidziankę i napisać list do tatusia po francusku... dlatego wujek nic nie powiedział - wyszeptał chłopiec.
- A potem mi pomożesz z francuskim tatuś? - upewnił się jeszcze, kładąc podręczniki i zeszyt na stoliku, żeby Takano mógł je przejrzeć.
Yuya pobiegł do pokoju, odrobił resztę lekcji i przyszedł na obiadek.
Yuya bardzo się denerwował przed czytaniem, oprowadzając jednak tatę po szkole i pokazując mu wszystkie sale.
- Tatuś a potem będą konkursy, weźmiemy udział w paru? - zapytał z nadzieją, bo można było wziąć udział jedynie z rodzicem.
- Naprawdę? - ucieszył się, odrobinę się rozluźniając i przytulił się mocno do Takano. - I opowiemy wujkowi o wszystkim potem! - zawołał radośnie. - I weźmiesz tatuś moje bento dla wujka? - upewnił się, a kiedy wybiła dziesiąta poszedł do klasy się przygotować. Był bardzo zestresowany tym wszystkim. Miał przeczytać swoje opowiadanie przy wszystkich rodzicach i dzieciach! Postanowił na nikogo nie patrzeć. Kiedy pani go wyczytała wstał i wyszedł na środek.
- Mój tatuś jest moim autorytetem - zaczął choć głos mu się trochę trząsł. - To jest mój drugi tatuś, bo pierwszy jest już w niebie. Tata zawsze mi pomaga, jeździ ze mną na rowerach i gniewa się bardzo rzadko. Tata pracuje w cukierni, którą sam założył i robi dużo pysznych rzeczy. Moje ulubione to zygzaki z czekolady i ciasteczka z kawałkami czekolady. Są najpyszniejsze na świecie, ale tylko kiedy tatuś je zrobi. Uwielbiam oglądać tatę w kuchni, bo wtedy tatuś jest najfajniejszy i najprzystojniejszy. - To zdanie wywołało falę chichotu wśród rodziców.
- Tatuś zawsze będzie moim numerem jeden! - zakończył chłopiec, wśród burzy oklasków.
- Poprosimy tatę na środek - zawołała go pani wychowawczyni.
Yuya wtulił się w niego mocno z wielkim uśmiechem.
- Kocham cię tato - oznajmił głośno, a kiedy Takano go postawił wręczył mu złoty medal który sam zrobił na zajęciach z plastyki wraz z panią z modeliny. Wygrawerował w niej 'najlepszy tata na świecie', a od pani wychowawczyni dostał jeszcze dyplom.
- Ale nie trzeba tatuś - chłopiec złapał go mocno za rękę trochę się wstydząc. - No bo to brzydko było - wymamrotał, chowając opowiadanie do swojego plecaczka.
- W wyścig trzynogi! - odparł zaraz Yuya prowadząc szybko Takano na dwór, gdzie dzieci z rodzicami przewiązywały sobie nogę do nogi i stawały już na lini startu.
Yuya bardzo się starał i dobrze się bawił tego dnia. Wygrali trzy konkursy, odpowiednio dostając bon na 3 bilety do kina, pudełko słodyczy i koszulki w rozmiarze Takano i Yuyi na których był napis 'Najlepszy tata' i 'Superowy syn'.
- Tatuś dziękuję, że przyszedłeś! - chłopiec przytulił go bardzo mocno.
- Dobrze - zgodził się ochoczo. - Opowiem wszystko babci!
- Hej - Tomo nie usiadł, bo tego dnia był trochę na to za słaby. - Jak było na festynie?
- Ale mu się głos trzęsie - zaśmiał się cicho widząc malucha. - Mhm musiałeś być z niego bardzo dumny co nie? Najlepszy tato pod całym słońcem.
- Ale ty jesteś lepszy niż twój tata kochanie - ucałował go we wierzch dłoni. - Pomożesz mi usiąść?
- Słabiej, dopiero godzinę temu skończyłem chemię i nadal mam ochotę wymiotować - przyznał mu cicho przymykając oczy. - Wymiotowałem już dużo... i nie chcę więcej.
- Uhm no dobrze, ale powiesz Yuyi że było pyszne? - upewnił się tylko, przymykając trochę oczy. - Dzisiaj czuje się paskudnie - przyznał mu ocierając krótko łzę z oczu. - Uhm a twój tata się teraz stara... daj mu szansę.
- Wiem, ale może... nie zapominaj - zaproponował mu cicho, przytulając się do jego ręki. - Tylko zaakceptuj... że był taki a teraz... próbuje się zmienić.
- Jak twój to i mój - uśmiechnął się do niego. - Przepraszam, kiepsko się dziś czuję... wyglądam okropnie i ciągle płaczę - znów otarł pojedyncze łzy. - Przepraszam.
- Ale ja nie chcę żebyś tak krótko był... specjalnie przyjechałeś - szepnął.
- Ale nie myśl że ja cie nie chcę - poprosił go.
- Francuskiego? Nie pobieram - wyszeptał chłopak. - Tylko od ciebie - dodał po chwili, zamykając oczy.
- Mhm... Yuya tak - zgodził się z nim jeszcze zanim zasnął kompletnie wykończony i rozłożony na łopatki tego dnia.
Yuya wtulił się w Takano mocno i tak przytulony szedł z nim do samochodu.
- Tatuś, a na następny dzień za pół roku też przyjdziesz? - zapytał z nadzieją.
- I wujka też weźmiemy wtedy? - zapytał go zaraz. - Nawet jak będzie chory? Proszę!
- Ale jak będzie mógł wziąć wolne od szpitala to wtedy tak? Na chwilkę tylko? - zapytał go nadal.
- No bo chciałem też o wujku napisać tatuś - odparł chłopiec.
Yuya skinął główką zadowolony z tej odpowiedzi i po powrocie pomógł tacie wnieść wygrane.
- Tatuś wyprowadze pieski! - stwierdził zaraz. - A mogę jutro zostać u dziadzi jak pojedziesz do wujka?
Tomo zadzwonił do niego wieczorem z płaczem, wciąż nie czując się najlepiej. Miał kryzys to jasne.
- Taka-chan zrób coś... głowa tak bardzo mnie boli - poprosił mężczyznę. - I znów zwymiotowałem, jestem beznadziejny.
- Przyjedziesz? - zapytał prawie że błagalnym tonem, ale zaraz potrząsnął głową. - Albo nie - jęknął mu w słuchawkę, bo za późno było i i tak by Takano nie wpuścili, a poza tym Yuyi nie mógł zostawić. - Pośpiewaj - poprosił.
- Obiecujesz? - zapytał go Tomo po dobrym kwadransie, kiedy Takano mu trochę ochrypł od śpiewania. - Spróbuję zasnąć - szepnął.
Chłopak skinął głową, zapominając że Takano go nie widzi i rozłączył się. Starł łzy z oczu i spróbował zasnąć.
Nie musiał długo czekać. Tomo przywitał go słabym uśmiechem, zaraz znów zamykając oczy.
- Przepraszam za ten telefon - szepnął.
- Nie przepraszam za wszystko - wymamrotał znów na niego spoglądając z delikatnym uśmiechem. - Pomożesz mi usiąść? - zapytał go zaraz. - Czas na bento Yuyi...
- No bo jak mam za co... to przepraszam, budzę cię wieczorami... płaczę a powinienem być silny, uśmiechać się i cię wpierać - szepnął. - Uhm bento Yuyi jest w lodóweczce.
- Uhm czasem tak boli, że nie umiem być silny - chwycił za widelec rezygnując z pałeczek, bo za bardzo ręce mu się trzęsły. - O jaki piękny pikachu.
- No wspominał mi... że chce pójść na ten sam uniwersytet co jego tata i te same praktyki mieć bo chce być dobrym kucharzem i cukiernikiem - uśmiechnął się lekko, dumny z maluszka. - Ale to może mu się odmienić, może zyska inną pasję... co cię martwi?
- Ja wiem... ale nie chcę mu niszczyć marzeń Taka-chan - odparł na to Tomo. - No i ma ciebie kochanie. Ty go wprowadzisz i pomożesz mu - uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Właśnie kotek... jeszcze dużo czasu zanim maluch zdecyduje o swoich studiach - zapewnił go a potem się zakrztusił/
- Lepiej - skinął głową popijając bento herbatką. - To przez to, że rozmawiam i jem - odparł. - Jadłeś śniadanko kochanie?
- A co z tymi lekcjami francuskiego? - zapytał nagle przypominając sobie, że Takano chciał o tym porozmawiać.
- Trzeba było szybko decyzję podjąć - wyjaśnił spokojnie. - No i Yuya chciał chodzić by zrobić ci niespodzianke i to w szkole jest, jako taka dodatkowa godzina dwa razy w tygodniu.... zapomniałem ci powiedzieć...
- Kochanie, przepraszam - Tomo odłożył jedzenie i spojrzał mu prosto w oczy. - Więcej tego nie zrobię, chyba że będzie chodziło o nieszkodzliwą niespodziankę o krótkotrwałym terminie.
- Uhm dobrze - odpowiedział uśmiechem i wyciągnął do niego ręce chcąc się przytulić.
- Nie... później zjem trochę - wtulił się w jego ramiona, ale na razie jestem pełen.
- Kochany jest, ty też... dziękuję, że go nie wziąłeś dzisiaj - przymknął oczy tylko wdychając zapach Takano. - Pójdziemy do pani psycholog a potem pomożesz mi się jeszcze umyć kochanie? proszę...
- Uhm czyli nie dzisiaj? - zdziwił się trochę. - Przecież specjalnie wziąłeś wolne...
- Godzinkę dam radę - uśmiechnął się do niego. - Troszkę lepiej dzisiaj - dodał. - Wczoraj było fatalnie Taka-chan...
- Za godzinkę? - zaproponował bo nie chciał się ruszać jeszcze.
- To mi opowiedz co dostałeś wczoraj za nagrody od synka co?
- Mhm no to kiedyś musimy się przejść do kina - uśmiechnął się do niego, łapiąc go za rękę.
- Postaram się - obiecał mu cicho Tomo. - Postaram się - uśmiechnął się lekko.
- Chyba nie mam wyjścia - uśmiechnął się do niego Tomo, twierdząco przytakując. - Ale... tylko na ślub - zastrzegłsobie. - I nie biały.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Nie przebiorę. Ślub i wesele - sprostował. - No chyba, że będzie późna godzina... no bo ja będę bał się zabrudzić ten garnitur - wymamrotał.
- Ale ja nie chcę białego. Nie jestem panną młodą przecież - wymamrotał, bo znów miał wrażenie, że się go szufladkuje. - To zależy czy zrobisz to rozsądnie czy nie... - fuknął na temat pieniędzy.
- Nie chcę białego - powtórzył cicho Tomo, patrząc jednak cały czas na niego. - Uhm ale możemy polecieć twoją klasą samolotu.
- Naprawdę nie chcę - odparł zgodnie z prawdą. - Uhm zgodzę się - skinął lekko głową. - Trochę mi zimno...
- Ale ja nie chcę iść na biało - burknął jeszcze, wtulając się mocniej w poduszkę.
- Un obaj na czarno, albo albo może jakiś siwy mógłbym mieć czy coś - zaproponował masując sobie skronie. Głowa zaczynała go boleć.
- Pozwolę ci wybrać mi garnitur i zapłacić za niego ile tam chcesz... bo ty się na nich znasz bardziej niż ja - uśmiechnął się do niego, przymykając oczy i cały czas masując swoje skronie. Kwadrans później skrzywił się. - Taka-chan... będę wymiotować - wymamrotał zażenowany, że musi to komunikować.
Tomo zwymiotował połowę tego co zjadł i opadł na poduszki zamykając mocniej powieki.
- Ale ja się nie znam na garniturach... ja się zajmę muzyką - dodał unosząc jedną powiekę by spojrzeć na Takano. - Pasuje taki układ?
- Sam pytałeś, czy pozwolę ci się nie ograniczać... nie potrafię do końca ci pozwolić, ale w pewnych miejscach mogę nie?
- Uhm ale będzie mi głupio, że cię specjalnie ściągałem i nie dam rady - wymamrotał nawet nie próbując siadać.
- I nie jesteś wcale na mnie zły? - upewnił się cicho. - Kręci mi się w głowie Taka-chan - szepnął zaraz.
- Chyba tak - Tomo poczuł łzy w oczach, bo tak go bolało. Nabrał kilka głębokich oddechów uspokajając się nieco. - Albo nie - zmienił zdanie. - Przytulisz mnie tylko? Proszę...
Lekarz dość długo go badał. Zwiększył dawkę leku i spojrzał na Takano.
- Dam mu środek usypiający, musi odpocząć - oznajmił spokojnie.
Tomo nie zasnął od razu, tylko posunął się na łóżku, robiąc Takano miejsce. Nie chciał spać sam. Chciał czuć się bezpiecznie.
Tomo przytulił się do niego szczęśliwy że go ma, zanim zasnął spokojnie.
Tomo jednak chwycił go tylko mocniej chowając twarz w jego pierś i cicho płacząc.
- Nie chcę żebyś sobie szedł - przyznał szeptem. - Nie chcę - chwycił go mocniej.
- Przeprosisz Yuyę ode mnie? - zapytał go wciąż chowając w nim twarz i przełykając gorzkie łzy. - Popłaczę sobie chwilkę
Tomo skinął tylko głową, płacząc nieco. Uspokoił się po dobrej chwili ale się od niego nie odsunął, nadal nie mogąc uwierzyć, że będzie miał Takano na noc.
- Kocham cię - szepnął mu.
- Pójdziemy się umyć? - zapytał po chwili błogiego lenistwa. Kochał tak leżeć z Takano, nawet jeśli robił to w szpitalu.
- Wyśpię z tobą, wyśpię... ale przytulisz mnie mocno? I opowiesz coś? Może być bajka, albo jakaś historia... albo cokolwiek - szepnął.
- Dobrze - Tomo z lekkim trudem usiadł na łóżku i pozwolił Takano przestawić go na wózek. Było mu trochę zimno, więc naciągnął kaptur bluzy mężczyzny na siebie. - Dziękuję, że zostałeś - spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem.
Tomo pokręcił przecząco głową.
- Ja wcale tego nie oczekuję... bo mi głupio że teraz musisz... zostać - przyznał spuszczając wzrok.
- No ale nie powinienem się rozklejać, tylko być silnym bo mam dla kogo walczyć, a ja... ja się wydurniam...
- Uhm nie ma szans na wannę - uśmiechnął się do niego, łapiąc go mocniej za ramiona i podnosząc się.
Tomo wtulił się w niego z radością.
- Mój kochany - uśmiechnął się szeroko.
- Dam - stwierdził pozwalając mu siebie postawić. Złapał go jednak za ramiona. - Mogę cię podtrzymać.
- Tak, tylko będę cię trzymał... i za bardzo się nie ruszał, dobrze? - upewnił się, że Takano nie ma nic przeciwko temu.
- Słabo mi Taka-chan - Tomo pod koniec trochę walczył o utrzymanie się na nogach i z ulgą przyjął wózek. Chwilę oddychał głęboko, by odzyskać trochę sił. - Już lepiej - uśmiechnął się do przerażonego chłopaka.
Tomo zamrugał lekko oczyma i zachichotał.
- Ale ten czas leci - zażartował. - Najlepszego... a buziaka dostanę chociaż?
- A potem nawet i więcej - zgodził się z nim, pozwalając mu prowadzić do pokoju. - Ne... następnym razem... przyjdziesz z Yuyą? Obejrzelibyśmy jakąś bajkę w laptopku?
- Tak, jestem - uśmiechnął się do niego. - Chciałbym... żeby Yuya też miał ze mną mały kontakt, a oglądając bajkę, ja mogę zasnąć a on się potuli.
- Tylko mu powiedz, że... no że nie wyglądam najlepiej - poprosił go, wtulając się w jego pierś niemal od razu. - Dzisiaj się bezkarnie tulę.
Tomo nic mu więcej nie powiedział, jedynie zasypiając.
Rano Tomo został obudzony przez lekarza, który dokładnie go zbadał. Następnie zmienił mu trochę dietę na znacznie lżejszą. Chłopak jednak nie zjadł śniadania, znów idąc spać. Ostanio był zwyczajnie wykończony.
- A nie mogę potem? - zapytal śpiąco chłopak otwierając jednak oczy.
- Ale ja nie lubię tego... śmierdzi - podał Takano do powąchania.
- Ale kiedy ja nie jestem głodny - padł na poduszki i potarł oczka. - A nie możesz mi czegoś dobrego zrobić? - zapytał go cichutko.
- To niedobrze - wyszeptał z trudem przełykając pierwsze kęsy.
- A mogę potem iść spać? - zapytał go z niechęcią wciskając w siebie kolejne kęsy.
- Jedź do domku, spędź trochę czasu z maluchem - poprosił go chłopak.
- Będę dużo spał - obiecał mu odkładając pół pełnej miseczki na stolik i okrywając się dokładniej kołdra.
Takano zastał Yuyę pod domem, wtulonego w swojego misia z torbą z ciuszkami, które miał wcześniej u dziadka.
- Bo dziadzię zabrała karetka na sygnale tatusiu - chłopiec ścisnął mocniej misia czując łezki na policzkach. - Dziadzia nie chciał się obudzić tatusiu, ale pan doktor powiedział, że wszystko będzie dobrze.
[nic, dziadek żyje xD zasłabł tylko xD a Yuya spanikował :D]
Yuya pokręcił przecząco głową, nie ruszając się z miejsca.
- Tatuś to moja wina - szepnął cichutko. - Bo chciałem się dużo bawić...
[nie nakładam xD nie wiedziałem tylko po co Yuya siedzi sam na ganku xD]
- A co z wujkiem? Jest już mu lepiej? - zapytał go cichutko, wtulając się w niego z całych sił.
[żeby urozmaicić jego powroty do domu xD]
- To dobrze - uśmiechnął się szeroko chłopiec. - Zrobiłem już 500 żurawii, żeby wujkowi Koyukiemu dać!
- Z dziadkiem - przyznał wesoło. - A ty tatuś też mi pomożesz? - zapytał zaraz, odkładając swoje rzeczy i siadając na kanapie.
- Tak, tonkatsu z jajkiem! - zdecydował szybko.
- Tatuś? A pójdziemy po obiadku na spacer? - zapytał go zaraz Yuya. - Z pieskami.
[powiesz mi jak się je robi i jak smakowały? xD]
- Dobrze tato - chłopiec wrócił do żurawi zadowolony że pójdą na spacer.
[oki doki xD]
- Tatuś zobacz! - Yuya przybiegł do niego z żółwiem z papieru. - Dziadziuś mnie nauczył!
[oj i wszystko poszło źle? :( ]
- Dobrze i wezmę kolorowe papiery i nauczę wujka jak go robić - zaproponował wesoło.
(ale to tak nie mogło wyjśc trochę inaczej? xD)
- Dobrze tatuś, ale spróbować mogę prawda? - upewnił się cichutko, siadając już przy stole bo zaburczało mu w brzuszku.
(lipa jak diabli xD następnym razem rób dobrą mąkę xD]
Yuya powąchał obiadek i z wielkim uśmiechem zaczął go jeść.
- Pychaaa! - oświadczył bardzo głośno.
- Wyszło super tato - odparł na to chłopiec, jedzac aż mu się uszka trzęsły. - Tato? A mogę ci poczytać wieczorkiem?
Yuya skinął energicznie głową.
- I kupimy coś słodkiego na czytanie? - zapytał go zaraz.
Yuya jeszcze trochę jadł swoje danie, po czym poszedł pomóc tacie pozmywać, a gdy wszystko było gotowe ubrał się i założył smycze psiakom.
- Naprawdę?! - chłopiec nie posiadał się ze szczęścia. - To wezmę żółwika i pokażę wujkowi jak go robić, a potem bajka!
- Bardzo źle? - zapytał szeptem, przystając przy Takano. - Ale wujek wyzdrowieje! Na pewno!
- Tatusiu? A czemu wczoraj zostałeś u wujka? - zapytał go chłopiec. - Przestraszyłem się, że wujek umiera...
- Bałem się - powtórzył maluch, po czym spuścił psiaki ze smyczy i sam pobiegł z nimi, żeby trochę się wybiegać.
Yuya biegał z psiakami dobrą godzinkę, zanim wrócił do taty, padając na niego ze śmiechem.
- Tatusiu kocham cię!
Yuya wyszczerzył się do niego szeroko, wciskając się w tatę mocno.
- A zbudujemy ładny zamek?
- Ale to zima będzie i trzeba będzie budować igloo - odparł chłopiec wesoło wstając.
- No dobrze ale taki duży? - upewnił się otrzepując się z piasku i czekając aż Takano zrobi to samo.
- Tatuś, zrobimy dzisiaj ciasto? Piankowe! - zaproponował maluch. - Proszę!
- A jutro? - zapytał zaraz. - To dzisiaj poczytam.
- Jupi - chłopiec podskoczył parę razy biegając wokół Takano i w końcu przytulając się do jego ramienia. - Tatuś, a przyjedziesz po mnie jutro do szkoły godzinkę później? - zapytał go zaraz. - Bo ja jestem dyżurnym jutro z Ayą i będziemy sprzątać salę.
- Jupi - chłopiec podskoczył parę razy biegając wokół Takano i w końcu przytulając się do jego ramienia. - Tatuś, a przyjedziesz po mnie jutro do szkoły godzinkę później? - zapytał go zaraz. - Bo ja jestem dyżurnym jutro z Ayą i będziemy sprzątać salę.
- Aya Morimoto - chłopiec nieco się zaczerwienił. - Jest najśliczniejsza i ćwiczy kendo - dodał po chwili. - Pojedziemy do wujka? Super! - ucieszył się.
- Troszeczkę - bąknął maluch klepiąc się po policzkach. - I musze być bardziej męski - dodał po chwili.
- No bo Aya powiedziała, że jestem taki misiu... a ja nie chcę być misiem - wymamrotał Yuya. - Tylko mężczyzną - dodał. - Tatuś naucz mnie!
- Karate? A to będzie trzeba się bić? - zapytał chłopiec trochę się trzęsąc ze strachu.
- A nie można być męskim bez walki? - zapytał go zaraz.
- No bo ja też bym chciał poćwiczyć coś... ale tatuś może łucznictwo? - zaproponował nieśmiało, wtulając się w Takano.
- Jest ale będę musiał kupić łuk tatuś i w ogóle... najpierw nie ale potem tak - wyjaśnił cicho. - No i nie chciałem żebyście tyle wydatków mieli przeze mnie tato.
- Un a mogę spróbować łucznictwa? Jak mi się nie spodoba to nie będę tam chodził - zapewnił Takano.
- Tak jest - Yuya ucałował Takano w policzek i pobiegł po książkę, by zaraz znów usiąść mu na kolanach i zacząć czytać.
Tomo leżał w łóżku czekając na Takano i Yuyę. Miał na sobie jeszcze maskę tlenową bo od wieczora miał paę problemów z oddychaniem. Kiedy przyszli uśmiechnął się szerzej.
- Wujek! - Yuya podbiegł do łóżka, ale wszedł do niego delikatnie i równie ostrożnie się przytulił. - Tęskniłem - oznajmił poważnie.
- Ja za tobą też - Tomo objął go delikatnie.
- Mhm, a ty w tym czasie idż sobie... Mój lekarz chce z tobą rozmawiać - odparł Tomo łapiąc go lekko za rękę. - A ja posłucham opowieści Yuyi.
- Dobrze, że pana widzę - mężczyzna zaprosił go gestem ręki i najpierw przedstawił wyniki Tomo a potem westchnął ciężko. - Tomohisa poprosił mnie o przepustkę, ale powiem panu szczerze, że nie jestem co do tego pomysłu przekonany. On wymaga w tej chwili opieki 24 na dobę - wyjaśnił spokojnie. - Tomohisa ech chyba za domem tęskni...
- Niczego panu obiecać nie mogę, ale bazując na wynikach... pod koniec grudnia powinniśmy rozpocząć rehabilitację - odparł spokojnie.
- Na święta przepustkę dostanie - obiecał mu lekarz. - Ja po prostu nie wiem jak mu odmówić...
- Dziękuję - lekarz zamknął swój zeszyt z notatkami. - To wszystko - dodał zaraz.
Yuya właśnie pokazywał Tomo jak robić żółwika z papieru i już 3 stawiał na szafce.
- Niesamowite - zaklaskał mu Tomo z lekkim uśmiechem. - Nauczysz mnie kiedyś - dodał zaraz.
- Ma i to jaki - zgodził się Tomo.
- Sherlocka Holmesa! - odparł szybko Yuya znów wchodząc do łóżka i przytulając się lekko do Tomo - Mogę tak? - zapytał cicho.
- Pewnie że możesz, jak będzie bolało to ci powiem - dodał spokojnie Tomo.
Yuya oglądał z zapałem, czasami chowając się w Tomo, przy gorszych scenach. Tomo nawet nie zasnął z czego był zadowolony, ale pod koniec poprosił Yuyę by się odsunął bo trochę ścierpł i zaczynało mocniej boleć. Zmienił szybko pozycję po czym z powrotem przytulił chłopca.
- Ale już? A ja chciałem z tobą porozmawiać trochę - szepnął Tomo, trochę zawiedziony tym poleceniem.
- Chciałem ci powiedzieć, że za wami tęsknię - szepnął cicho. - I zapytać co wczoraj robiłeś? Dużo masz klientów w cukierni?
- Ale jak funkcjonuje? Przecież nic nie piekę - odparł cicho Tomo, okrywając się mocniej kołdrą. - Chciałem dostać przepustkę Taka-chan...
- Czyli... jak wyzdrowieję nie będę tam potrzebny? - zapytał cicho Takano, wtulając się w poduszkę.
- Uhm no dobrze - uśmiechnął się do niego. - A kiedy będę mógł wrócić na trochę do domku? - zapytał go zaraz.
- Ja się staram ale ciągle jestem słabszy - odparł niezadowolony z wyników. - Yuya zasnął... - dodał po chwili patrząc jak maluch śpi spokojnie w niego wtulony.
- Uhm... a przywieziesz mi czekoladę z piankami? - zapytał zaraz.
- Dobrze - uśmiechnął się do niego, przytulając głowę mocniej do poduszki i zamykając oczy.
Tomo przywitał Takano następnym razem z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Taka-chan! Przytulamy! - oznajmił na stępie.
- Un troszeczkę - odparł chłopak, wtulając się w niego i wdychając sobie jego zapach. - Oddycha mi się trochę lżej - dodał. - No i lekarz powiedział, że na podwieczorek dostanę budyń!
- W nocy nie... bo trochę boję się spać - szepnął przytulając się do niego delikatnie. - Ale potem odsypiam w dzień.
- Naprawdę? - spojrzał na niego z radością. - To super, ale ja jestem kiepskim kompanem...
- Uhm kiepskim bo takim... no śpiącym bardzo - szepnął, wtulając się w niego mocniej. - Kocham cię, dziękuję...
- Uhm to pomożesz mi się dzisiaj umyć? - zapytał go zaraz, muskając ustami jego szyję.
- A będę mógł spać na tobie? Tak jest najbezpieczniej - szepnął.
- Pójdziemy do pani psycholog? Dzisiaj dam radę - zapewnił go zaraz, ciesząc się jego obecnością.
- To dzisiaj chodźmy - poprosił go cicho, podnosząc się z lekkim trudem by usiąść.
- Teraz - złapał obiema rękoma za wózek, wsiadając na niego z lekkim trudem. Opatulił się mocniej bluzą Takano. - Na Taka-chan... ale popchasz? Bo ja nie dam rady.
- Na parter... potem obok gabinetu mamy - oznajmił spoglądając do tyłu na niego. - Taka-chan? Myślałem o naszym ślubie i... - zacisnął lekko wargi. - Chciałbym... chciałbym mieć wcześniej z tobą sesję zdjęciową... taką narzeczeńską - zarumienił się nieco.
- Właśnie taka... ale w plenerze - uśmiechnął się do niego. - Zgodzisz się?
- Po wyjściu... może w kwietniu jak już będzie troszkę cieplej? - zaproponował. - I powiesimy sobie wtedy zdjęcia w domku i w cukierni...
Otworzyła im młoda kobieta i gestem zaprosiła do środka.
- Napijecie się czegoś? - zapytała, nie proponując nic do jedzenia, bo wiedziała, że Tomo nie może.
- Uhm może herbaty - poprosił chłopak przenosząc się na kanapę i kładąc się na niej nieco wykończony siedzeniem.
- Więc o czym dzisiaj rozmawiamy? - zapytała, kiedy postawiła przed nimi kubki z parującą herbatą.
- Uhm chyba o strachu - odparł cicho Tomo. - Przed śmiercią.
- Uhm no bo ja nie chcę cię zostawiać, ani Yuyi, ale też... boję się że jeśli... jeśli umrę - zacisnął nieco wargi. - Jeśli umrę to pogrążysz się w smutku i zaniedbasz siebie i Yuyę...
- Uhm ale chyba musisz pomyśleć - odparł na to Tomo. - Uhm tak na wszelki wypadek tylko - dodał zaraz.
- Tylko, że... ja chcę wiedzieć - Tomo poczuł, że pieką go oczy, więc schował twarz w brzuchu mężczyzny. - Chcę wiedzieć... mieć pewność, że się pozbierasz...
- Na pewno? I nie wyrzuciłbyś Yuyi? - zapytał zaraz.
- Uhm ja wiem - szepnął mu Tomo, patrząc mu teraz głęboko w oczy. - Tylko jak... jak mam bardzo złe dni... to się boję, że jakby mi nie wyszło to ty... ty się zabijesz - wyjaśnił cicho. - Tak bardzo się boję, że jest jeszcze gorzej.
- Uhm ale nie chcę ciągle cię gnębić takimi telefonami - wymamrotał. - Po prostu czasem jest mi bardzo ciężko - wtulił się znów w niego.
- Ja wiem, ale nie chcę cię tak ciągle budzić, bo przecież ty masz pracę i Yuyę. Musisz być dla niego w pełni sił.
- Uhm przecież mnie wspierasz, nie musisz bardziej - uśmiechnął się do niegvo Tomo. - Wiem jak mnie kochasz i jak bardzo mnie wspierasz...
- Będę dzwonił jak będzie bardzo, bardzo, bardzo źle - uparł się.
- Nie dźwigam... przecież ci mówię - zamarudził. - Poza tym nie chcę dzwonić z byle czym...
- Wiem - uśmiechnął się do niego szerzej. - Kocham cię - dodał zaraz. - I...i nie opuszczę.
Kobieta nie odezwała się nawet słowem, sącząc swoją herbatę.
- Widzisz Tomo? - uśmiechnęła się w końcu do niego. - Mówiłam ci, że nie będę tu do niczego potrzebna.
- Mogłem ale wolałem tak - wymamrotał Tomo płonąc rumieńcem i wciskając w niego głowę. - Poza tym... ty wcale nie powiedziałeś mi o swoich strachach...
Tomo podniósł sie na łokciach i usiadł spuszczając głowę.
- Przepraszamze poprawa jest taka mała... ja się staram, naprawdę - wyszeptał.
- Ale ja bym chciał żeby była jeszcze większa - wymamrotał wtulając się w niego póki mógł. - Bo ja nienawidzę chemii... jestem już chudszy chyba od Yuyi...
- Nieprawda... jem, tylko dużo wymiotuję - wtulił się w niego mocniej. - Trochę mi zimno - dodał po dłuższej chwili.
- Ale ja jem bardzo mało a i tak wymiotuje - schował głowę w jego torsie i kiwnął lekko nią na znak że chce już iść. Robiło mu się naprawdę zimno.
- Ale potulisz mnie w łóżku troszeczkę? - zapytał go chłopak, otulając się tak szczelnie jak tylko mógł, bluzą Takano. - I pośpiewasz troszkę?
- Chyba się zmęczyłem, wtedy mi tak zimno się robi - przyznał mu przechodząc do łóżka i wtulając się mocno z Takano. - Kocham cię.
- Odwiedzi nas jeszcze? - zapytał zaraz Tomo. - Chciałbym żeby odwiedził.
- Będzie film o nas robił wiesz? - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Serio, rozmawiałem z nim o tym... bo pytął mnie co bysmy chcieli na prezent... i napali,ł sie na ten pomyśł. Puści na slubie - uśmiechnął się do niego szerzej.
- Ale nie jesteś na mnie zły za ten pomysł, co nie? - upewnił się wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Pokażesz mi ten film? Na twoje 21 urodziny?
- Super - uśmiechnął się do niego lekko, zamykając na moment oczy. - Prześpię się ok?
Tomo wtulił się w niego mocno, a obudził się znów dopiero po dwóch godzinach. Przetarł oczyska dłonią i ucałował chłopaka w policzek.
- Kocham cię.
- Cieplej i lepiej - przyznał z delikatnym uśmiechem na ustach. - Możemy iść się umyć - zgodził się. - Uhm tylko ja nie wiem czy dam radę stać dzisiaj.
- Dobrze - zgodził się, uśmiechając się do niego delikatnie. - Dziękuję, że mi tak pomagasz - dodał zaraz.
- Ale i tak dziękuję - uśmiechnął się do niego szeroko. - No to hop - zdecydował rozbierając się powoli.
- Jest jest - złapał go by wstać i mocno ucałować. - To takie małe podziękowanie - szepnął mu do ucha.
- Mhm zobaczymy czy zasłużysz - zachichotał pozwalając mu działać.
- Mhm... twoja lista zasług zaczyna wyrównywać twoją listę głupot, więc kto wie... może ci się uda - zachichotał.
- Słucham? - zapytał go samemu się ubierając na tyle ile mógł. - Ał - jęknął, kiedy bluza podrażniła mu miejsce wkucia kroplówki.
- Oj nic się nie stało. Tylko troszkę zabolało - szepnął. - A mogę usiąść ci na kolankach, jak będziemy w łóżeczku? Poopowiadasz mi trochę o tym filmie?
Prześlij komentarz