-czyli przyjechać. Zaraz będę kochanie.-powiedział cały czas z nim rozmawiając. Zawiózł Yuyę do dziadka przepraszając za późną godzinę i jadąc do szpitala.
-Tomo?-Takano wpadł do sali z lekarzem i od razu położył go do łóżka.-zaraz nie będzie bolało.-powiedział okrywając go kołdrą i pozwalając działać lekarzowi. Sam w tym czasie zaczął zbierać rzeczy które pospadały.
-ja ciebie też. Dobranoc.-odparł tylko przysuwając się bliżej. Siedział przy nim jeszcze trochę po czym wyszedł i wrócił do domu bo przecież Yuya miał szkołę a on prace.
Te dwa dni Takano miał spędzić w szpitalu bo wypadamy akurat na weekend. Po południu przyszedł razem z Yuya żeby go przekazać babci no i żeby oboje dali Tomo nagrana piosenkę.
-głupi.-zaśmiał się cicho.-To był jednorazowy wyskok bo Yuya chciał coś dla ciebie nagrać. Przecież ci obiecałem że nie będę się dotykał pisania piosenek.-złapał go za rękę.
-to następnym razem ok? Dzisiaj zostaję na noc. Yuya śpi u babci. Sama zaproponowała.-uśmiechnął się lekko.-to dobrze ze lepiej...na wynikach też lepiej.
-nie bez sensu kochanie...przyjechałem żeby ci pomóc.-powiedział głaszcząc go po policzku.-nie przepraszaj...postaraj się za nic nie przepraszać kiedy tu leżysz, ok?
-coz...wychodzi na to ze muszę. On jest uparty...-powiedział kładąc chłopaka na poduszki.-odpoczywaj. Nie wiem czy mi sie uda was przedstawić przed ślubem.
-zobaczę co da si zrobic.-powiedział spokojnie zaraz dając mu całusa w policzek.-idę po składniki i przyjd do ciebie juz z czekolada.-dodał wstajac z krzesełka.
-um...na pewno ze szczęścia?-spytał żeby sie upewnić. Pogłaskał go po policzku.-juz dobrze kochanie. Przecież wiesz ze wystarczy ze wytrzymasz do świąt.
-ja tez tęsknię.-odparł z lekkim uśmiechem. Bardzo tęsknił. Chciał go nic juz w domu. Zawsze przy sobie. Chciał żeby juz był grudzień. Ale przecież nie powie mu tego wszystkiego.-Jun cie nie odwiedza?
- dla ciebie zawsze.-uśmiechnął sie lekko.-wiesz co? Cieszę sie ze mój szpik sie przyjął. Martwiłem sie o to. No i widziałem tez twoje wyniki. Tez jest lepiej.
-u dyrektora krzyczał a potem w drodze do domu śmiał sie z tego co zrobiłem i szliśmy na ciasto albo na lody. Jest na prawdę dobrym bratem.-uśmiechnął sie lekko.
-wiesz brat chyba próbował mi wynagrodzić to ze ojciec sie mną nie interesował i nie zloscil sie. Chyba rozumiał mój bunt i to ze chce być zauważony.-wzruszył ramionami.-nie umiesz długo wysiedzieć w miejscu, co?
-nie ma czego.-zasmial sie tulac go do siebie delikatnie.-dasz rade. Nie masz siły żeby sie ruszyć wiec to pewnie dlatego. Jak juz wrócisz do domu to bede do twoich usług.
Poczekał aż chłopak sie uspokoi i podał mu szklankę z woda. -niby tak ale...nie chce żeby nas zostawił albo coś. Ech...chyba jednak nie ma taki najlepszej rodzinki.
-możesz nosić czapkę, to żaden problem przecie.-zaśmiał się chociaż powoli zaczynał się przyzwyczajać że chłopak o wszystko pyta.-no cóż więc będziesz miał maskę.-wzruszył ramionami.
-no to chociaż postaraj się nie pytać o głupoty jak o to czy możesz nosić czapkę.-zaśmiał się zaraz odkrywając go lekko i delikatnie masując miejsce w którym znajduje się serce.-Może pójść po lekarza?
Takano nie wiedział co zrobic. Wiedział ze chclopak sie boi ale nie sadzić z tego z go zostai. Otarł łzy i lekko go przytulił. - nie zostawię. Kocham cie. Nie zostawię...spokojnie...spokojnie...-powiedział zupełnie nie wiedząc co zrobic.
- ale chyba nie od początku co?-uniósł brwi wstajac żeby go asekurowac a kiedy doszli do kanapy wziął go na kolana.-rzucałes sie i prosiłes żebym cie nie zostawial.
-nie przestraszyłes tylko...ech no ja wiem ze sie boisz ale nie myślałem ze czegos takiego. Staram sie ci pokazać ze cie nie zostawię...żebyś nie miał takich myśli.-powiedział przytulając go do siebie.-to ze sie pospieszylem z pierścionkiem...ten pośpiech motywowany był tym żeby ci pokazać ze nie jesteś problemem, ze bardzo cie kocham i nie zostawię nawet jeśli nie odzyskasz czucia. Ale teraz nie wiem co zrobic...
-nie płacz...-jęknął niezadowolony że doprowadził go do płaczu.-zawsze będę cię kochał.-zapewnił tuląc go do siebie.-zawsze. Nie ważne ile razy wylądujesz w szpitalu ja zawsze będę cię kochał.
-to nie płacz.-poprosił tylko czując się winnym że w ogóle poruszył ten temat.-nie płacz. Bardzo cię kocham wiesz? Przecież gdybym nie kochał to bym nie planował ślubu, nie? I miesiąca miodowego. Nie robił wszystkiego żeby pokazać ci jak żyłem na studiach...
-wiem kochanie, wiem go.-powiedział całując go w policzek.-Więc skup się teraz na sobie i na zdrowieniu. Wszystko będzie dobrze.-powiedział głaszcząc go po policzku.
-smietankowo-truskawkowy.-odparl chowajac telefon do kieszeni a po chwili znow go wyjmując.-halo?-odezwał sie do słuchawki. -Takano! Weź ty mi wyślij wasze zdjęcie. I powiedz czy twój wybranek bedzie miał biały garnitur i jakie smaki byś chciał.-odezwał sie wesoło mężczyzna po francusku. -e...ale do tego jeszcze tylko czasu...-jeknal.
-właśnie ze dużo. Przecież to dopiero w maju...-westchnal cieżko.-moje kochanie uwielbia czekoladę...-odparł w końcu na pytanie nauczyciela.-a co do garnituru bo pewnie chodzi o figurki to on nie chce białego...
-no i dodaj jeszcze wanilię. Ale na prawdę jest jeszcze czas. -nie marudz tylko wyślij zdjęcie. -ok...jak wrócę do domu to wysle.-wywrócił oczyma i sie rozłączył.-uparty...
-nie męczy...-zaprotestował jeszcze. Postanowił poczekać aż chłopak wróci z badać z resztą i tak miał czas póki Yuya nie przyjdzie z babcią do szpitala bo tak się umówili.
-na stoliku.-wskazał na szafkę nocną.-Zostałem wyprowadzony stąd do kuchni przez pielęgniarkę która oznajmiła że marudny pacjent zażyczył sobie naleśników.-zaśmiał się.
-wujek dopiero za dwa miesiące.-powidzial z lekkim uśmiechem.-ok mozemy iść na lody.-powiedział mierzwiac mu włoski.-jak coś to dzwon.-powiedział jeszcze do Tomo.
-oczywiście ze nie.-zapewnił go i wziął na ręce.-wujek długo leży bo jego leczenie jest dość skomplikowane. Ale ma dobre wyniki. Juz na święta bedzie w domku.-uśmiechnął sie do niego.-ja tez długo leżałam w szpitalu a przecież nie umarłem, prawda?
-cóż to znaczy ze masz brzydki charakter pisma.-wyjasnil małemu.-mozemy poćwiczyć trochę twoje pisanie żebyś ładniej pisal, chcesz? Moge tez porozmawiać z twoja nauczycielka zeby nie krzyczała.
-wcale nie bedzie. Powinieneś nam moic kiedy coś jest nie tak. Mam nadzieje ze juz sie nauczyłeś ze tak jest najlepiej.-powiedział spokojnie.-poćwiczymy.
-przez jakiś czas bedzie tylko leżał w domku. Bedzie odpoczywał ale pózniej na pewno bedzie chodził na spacerki a jak zrobi sie cieplej to pójdziemy spać pod namiotem.
-cały on.-zasmial sie.-chociaż z twoim aktualnym wyglądem to sie nie dziwie. Ale z doświadczenia wiem ze potrzebujesz świeżego powietrza. Ile można siedzieć w łóżku? Mam nadzieje ze brat mnie nie zabije ze cie wyprowadzam na zewnątrz.
-jak nowo narodzony.-roześmiał sie.-znaczy czasem nadal czuje sie osłabiony ale juz nic nie boli. Na pewno jestem wdzięczny Takano i Renowi. Dzieki nim jeszcze żyje.-westchnal.-ale miałem dużo czasu na myślenie nad filmikami dla was.
-masę rzeczy. Będziecie mieli niespodziankę. Oczywiście bedzi jeden dla was a jeden dla gości.-zasmial sie.-Takano normalnie pracuje, nie?-spytał na koniec.-rozmawiałem. Zostanę z wami do końca roku. A moje dziewczyny wpadają na święta.
-na 21.-poprawił ze śmiechem.-oj...pracowałem nad nim dłużej niż bede nad waszym. Ujme w nim to jacy jesteście i jaki jest wasz związek. Spokojnie. Wszystko i tak zależy jaki materiał zbiorę.
-coz...te filmiki by na pewno dużo dały. Bo filmiki Takano mam. I zdjęcia. Twoja mama ma jakieś? Filmiki inzdjecia?-spytał od razu.-no bede tez oczywiście nagrywał manualnie z kamera w ręku.-uśmiechnął sie.
-mhm wiec nie obrazisz sie jak po cześć materiału zajdę do twojej mamy? Im zabawniejsze tym lepiej. Bo to fajnie pokazać.-zasmial sie.-zaufaj mi. Bedzie super.
-a jak sie przeziębisz?-spytał zmartwiony.-hej Koyuki. Jak sie czujesz? -zdecydowanie lepiej. Zostaje u was przez jakiś czas. -ok. Przygotuje ci spanie.-obiecał zaraz i zaczął wieść chłopaka do sali.
-oj no dobrze. Od 10 minut nic ci sie przecież nie stanie.-stwierdził wzruszając ramionami. -na pewno nic. Od razu powiedział ze mu zimno.-zapewnił klepiąc brata po ramieniu.
-dzisiaj? Nie wiem. Na razie jestem tutaj no i później jadę po Yuye. No i jeszcze muszę wymyślić co na obiad.-odpowiedział mu i usiadł na brzegu łóżka.-juz tylko miesiąc i wrócisz do domu.-uśmiechnął sie do niego.
-tak u nas. Nie wiem myśle zeby zrobic coś koreanskiego bo akurat mam składniki w domu. Przynieść ci?-spytał zaraz.-o właśnie! Widziałem twoje wyniki. Lekarz mówil ze jest lepiej niż zakładał.
-bardzo dobrze. Juz końcówka. Tylko czekać aż bede jechał po ciebie.-uśmiechnął sie wesoło.-tak tak mała porcyjka. Pamietam. Jeszcze trochę minie zanim twój brzuch sie uspokoi.
-Koyuki...-westchnął.-Nawet jeśli nie jadł to wie że musi się pilnować. Ostatnio nawet wstać z łóżka nie mógł...nie chcę żeby znów tak było. Musi jeść...-powiedział głaszcząc chłopaka po policzku.-Zawsze je ile może. tak żeby nie zwymiotować.
-pięknie!-zaśmiał się Koyuki wyłączając trzymaną kamerę a Takano uderzył się otwartą dłonią w czoło. -Mam deja vu...-jęknął po czym zaśmiał się wesoło.-No tak, chociaż czasem ta obrona mi nie wychodzi...
-więc jak widzisz kochanie kiepski ze mnie rycerz.-zaśmiał się odkrywając mu twarz.-dla mnie jesteś śliczny więc cicho siedź.-powiedział zaraz głaszcząc go po policzku. -kurde Takano akurat jak wyłączyłem kamerę?
-ale to się aż prosiło o nagranie.-zaprotestował.-No ale obiecuję że przynajmniej postaram się nie robić.-dodał zaraz. -I tak będzie robił. Ale nie przejmuj się tym.-ucałował chłopaka w policzek.
-Ej kochanie...ale ja przecież dopiero przyjechałem.-westchnął bo przecież zawsze siedział dłużej.-Mam jeszcze trochę czasu do odebrania Yuyi ze szkoły.
-zaraz tam źle...wygodniej było w hotelu po prostu.-mruknął wzruszając ramionami.-wiesz moje kochanie to chyba bardziej typ samotnika. Jak zaczynaliśmy mieszkać razem to nie było łatwo. Ciągle się kłóciliśmy...z czasem nauczyłem się hamować.-zaśmiał się.-no nic...twoja żonka i tak mi tego nie wybaczy nie?
- a nie obiecam bo obietnicy na pewno nie dotrzymam.-mruknal wzruszając ramionami.-coz...nie pamietam o co ale wiem ze było kilka kłótni. Pewnie każda wygladała inaczej dla mnie i dla niego.-wyjasnil spokojnie.-no powiedzmy ze starałem sie nie być taki...opiekuńczy i zacząłem mu dawać trochę więcej przestrzeni.
-ech no nie przesadzaj. Jestem w stanie i nawet jeśli teraz tego nie widać bo sie po prostu martwię ale jak jest zdrowy to ma dużo przestrzeni. Staram sie bo chce zeby był ze mną szczęśliwy.-mruknal ruszając w stronę szkoły Yuyi.-stomieć? Słuchaj jak na razie nie zapowiada sie żebym jechał do Korei...a nawet jeśli to nie bede u was spał. Dobrze wiesz ze tego nie lubię.-westchnal cieżko.-wiec nie zaczynaj ok? Jak załatwisz w swoim mieszkanku coś takiego jak pokój gościnny to moze jeszcze dałbym sie przekonać.-wywrócił oczyma.-bo na kanapie albo materacu to sie można jedna noc przespać ale nie tydzien.
-widziałem. I jakoś jej nie zauważyłem jak mnie oprowadzales.-powiedział zaraz przytulając chłopca i mierzwiac mu włosy.-no gratuluje mój mały geniuszu.
-oj 4 to tez bardzo dobrze. Koyuki jest lepszy ode mnie w kanji wiec ci pomoże jak ładnie poprosisz.-zmierzwil mu włoski.-ech dobra przeproszę ją jeszcze raz.-westchnal.
-zawsze mozesz powycinać co ci bedzipasowac.-wzruszył ramionami.-ale taki z samymi świętami tez bym chciał.-uśmiechnął sie i zaparkował pod domem.-dzisiaj na obiad moje ulubione japchae.-oznajmił.
-jadłeś to juz maluchu. Jak byliśmy u Koyukiego i Mary.-wyjasnil mu i otworzył dom.-po obiedziu ustalimy co ze spaniem.-powiedział jeszcze bratu i poszedł do kuchni
-jak zwykle.-zasmial sie cicho i pogonil na chwile Yuye zeby pogadać z bratem.-ja...cieszę sie ze mój szpik sie przyjął. Bałem sie ze skoro nie jesteśmy tak w 100% braćmi to moze sie nie udać...
-nie musiałem.-przyznał spokojnie.-ale chciałem. Przecież ty tez nie musiałes chodzić na moje zebrania i na dywanik do dyrektora i w ogóle...-poklepał go po ramieniu.
-I bądź. Na prawdę mam nadzieję że już nie odrzuci przeszczepu i wszystko będzie dobrze.-poklepał go po ramieniu.-Ech no kolejny niejadek...-wywrócił oczyma ale zaraz zaśmiał się cicho.
-No ty tak...Tomo zawsze zostawia...-mruknął.-Nie mam mu tego za złe.-dodał szybko.-Po prostu...nie chcę żeby znów miał bulimię...wymiotował wtedy na siłę praktycznie wszystko co zjadł.
-Mhm póki co ta taktyka działa. Z czasem nakładam mu minimalnie więcej ale jak widzę że zostawia to wracam do tego co było.-wyjaśnił.-Tak, sądzę że oboje pilnujemy.-zaśmiał się.-Ale wiesz...nie rozumiem wciąż tego czemu on myślał że jak nie schudnie to go zostawię i przestanę kochać...
-nie wiem.-wzruszył ramionami.-wiem o jednej traumie związanej z jego poprzednimi związkami. Kiedyś bardzo starał sie mi podpasowac. Bal sie ze jak sie zdenerwuje to go uderze i zostawię. Wiesz...tak jakby szczęście go wtedy przytoczyło i nie wierzył w to.
-no wzięło...na prawdę go kocham.-zasmial sie nieco niezręcznie.-pewnie masz racje. Pogadam z nim następnym razem jak u niego bede. Wiesz chce zeby nie bal sie niczego związanego z naszym związkiem.
-ja? Nie wiem. Chyba tego ze kiedyś ucieknie. To typ samotnika. Potrzebuje czasu i miejsca dla siebie...boje sie ze kiedyś po prostu bedzie faktycznie miał dość związku. Tak sadze...
-tak...masz racje decydował o wszystkim sam...-przyznal.-zgodził sie na slub i wybrał datę i w ogóle. Myśle ze teraz tez sie tym cieszy. Tymi przygotowaniami.-uśmiechnął sie lekko.
-no niby masz racje. Po prostu chce zeby był szczęśliwy. Na prawdę go kocham.-zmierzwil sobie włosy.-wiesz co? Na passę nie myślałem ze kiedykolwiek właśnie tak potoczy sie moje życie...
- na pewno nie tak. Ni sądziłem ze bede w stałym związku i ze bede miał syna. Nie myślałem tez ze na stałe zamieszkam w Japonii a co dopiero w Yukan. Ale jestem szczęśliwy i cieszę sie ze potoczyło sie właśnie tak. Mam rodzine...
-gra jeśli moze, lubi to i traktuje jak hobby. Nie sadze zeby pociągnął to profesjonalnie. Ostatnio Alex trochę przesadził. Tomo mu mdlal w studiu tak go wykańczal.-mruknal.-a to moja wina...to ze wtedy po pijaku uzgodnilem wszystko z Alexem.
-wiesz...niby miał pracować na swoich warunkach.-mruknal cicho.-Yuya...?-spojrzał najpierw na chłopca a potem na żabke.-jeju maluchu...wypuść ją prosze na zewnątrz.
-żaby to ja znoszę co najwyżej na talerzu.-mruknal.-dlatego nadal mam wam za złe ten numer z ubraniami przy rzece.-fuknal celując w niego palcem.-no...żabkowy kryzys zażegnany...
-weź ale najpierw wypuść żabke na wolność.-mruknal kładąc mu dłonie na ramionach.-zabka powinna sobie żyć na wolności razem ze swoją rodzinka. Chyba byś nie chciał być oddzielony od swoich rodziców, co?
-ech...-przykryl brata kocem i ściszyl telewizor zeby nie przeszkadzać. Po jakimś czasie poszedł sie bawić z Yuya. Następnego dnia jak ci dzień zawiózł go do szkoły a pózniej zajął sie praca.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1801 – 2000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-czyli przyjechać. Zaraz będę kochanie.-powiedział cały czas z nim rozmawiając. Zawiózł Yuyę do dziadka przepraszając za późną godzinę i jadąc do szpitala.
-Tomo?-Takano wpadł do sali z lekarzem i od razu położył go do łóżka.-zaraz nie będzie bolało.-powiedział okrywając go kołdrą i pozwalając działać lekarzowi. Sam w tym czasie zaczął zbierać rzeczy które pospadały.
-cóż...lepsze to niż nic.-powiedział zaraz przysuwając sobie krzesełko.-posiedzę przy tobie troche.
-nie masz za co przepraszać. Nie zrobiłeś nic złego. Dobrze że zadzwoniłeś.-uśmiechnął się lekko.
-nie chowaj się tylko spokojnie oddychaj.-westchnął odsłaniając jego twarz.-wiem ze bolało dlatego przyjechałem. Już jest dobrze skarbie,już dobrze.
-ja ciebie też. Dobranoc.-odparł tylko przysuwając się bliżej. Siedział przy nim jeszcze trochę po czym wyszedł i wrócił do domu bo przecież Yuya miał szkołę a on prace.
Te dwa dni Takano miał spędzić w szpitalu bo wypadamy akurat na weekend. Po południu przyszedł razem z Yuya żeby go przekazać babci no i żeby oboje dali Tomo nagrana piosenkę.
-nie zapomniał. Przecież mi mówiłem maluchu ze chce to omówić z wujkiem.-powiedział siadajac na krześle.-wiec? Jakie wujek ma pomysły?
-ok wiec ustalone. Od poniedziałku zaczyna sie kara a teraz daj wujkowi prezent i leć do babci.-powiedział mierzwiac chłopcu włosy.
Takano siedział spokojnie czekając aż chłopak przesłucha piosenkę.
-Yuya pisał słowa.-zaczął kiedy Tomo wyjął słuchawki z uszu.
-głupi.-zaśmiał się cicho.-To był jednorazowy wyskok bo Yuya chciał coś dla ciebie nagrać. Przecież ci obiecałem że nie będę się dotykał pisania piosenek.-złapał go za rękę.
-kiedyś ci zaśpiewany.-zasmial sie.-chciałem coś żeby ci było łatwiej zasnąć.-poradziła zaraz całując go w policzk.-kocham cie.
-nic nie pomieszalismy.-zapewnił go z uśmiechem.-jak sie dzisiaj czujesz?
-to następnym razem ok? Dzisiaj zostaję na noc. Yuya śpi u babci. Sama zaproponowała.-uśmiechnął się lekko.-to dobrze ze lepiej...na wynikach też lepiej.
-musiałbym najpierw iść po składniki...-odparł spokojnie.-Aż tak bardzo chcesz?
-więc zrobię. Kupię składniki i zrobię czekoladę specjalnie dla ciebie.-powiedział całując go w policzek.
-widzę właśnie.-zasmial sie.-bardzo lubisz te czekoladę co?-uśmiechnął sie do niego lekko.-mam iść teraz czy za chwile?
-słodki jesteś.-uśmiechnął sie glaszczac go po policzku.-ale nie robić dużo czekolady, co?
-dobrze kochanie najwyżej ci pomogę.-zgodził się z uśmiechem i dał mu całuska w policzek.
-nie bez sensu kochanie...przyjechałem żeby ci pomóc.-powiedział głaszcząc go po policzku.-nie przepraszaj...postaraj się za nic nie przepraszać kiedy tu leżysz, ok?
-ja ciebie też kochanie.-powiedział przytulając go do siebie delikatnie.-Bardzo. Nie robiłeś kłopotu. Nawet nie spałem. Spokojnie.
-zawsze do usług kochanie.-powiedział z uśmiechem.-dla ciebie wszystko. W ogóle załatwiłem spotkanie z moim nauczycielem z Paryża.
-nie wiem. Powiedział ze chętnie si z mną spotka i pozna mojego męża.-odparł spokojnie.-moge go poprosić aby cie czegos nauczył.
-Tomo-chan...nie będę tak mówił bo wcale nie jesteś żółtodziobem.-westchnął całując go w policzek.-świetnie gotujesz.
-aj daj juz spokój. W ogóle...on nie dał sobie przemówić do rozsądku i chce mi...nam zrobic tort ślubny...-powiedział cicho.
-coz...wychodzi na to ze muszę. On jest uparty...-powiedział kładąc chłopaka na poduszki.-odpoczywaj. Nie wiem czy mi sie uda was przedstawić przed ślubem.
-zobaczę co da si zrobic.-powiedział spokojnie zaraz dając mu całusa w policzek.-idę po składniki i przyjd do ciebie juz z czekolada.-dodał wstajac z krzesełka.
Pomachał mu i poszedł zrobic zakupy. Do sali chłopaka wrócił po dobrej godzinie z czekolada z piankami i bita śmietana.
-a wiec chwila rozpusty dla mojego kochania.-uśmiechnął sie podając mu kubek i siadajac na krzesełku.
-um...na pewno ze szczęścia?-spytał żeby sie upewnić. Pogłaskał go po policzku.-juz dobrze kochanie. Przecież wiesz ze wystarczy ze wytrzymasz do świąt.
-ja tez tęsknię.-odparł z lekkim uśmiechem. Bardzo tęsknił. Chciał go nic juz w domu. Zawsze przy sobie. Chciał żeby juz był grudzień. Ale przecież nie powie mu tego wszystkiego.-Jun cie nie odwiedza?
-mhm...pewnie jest zajęty.-wzruszył ramionami.-zadzwoni jak bedzie miał czas.-dodał glaszczac go po policzku.
-na pewno cie odwiedzi jak juz wróci do Yukan.-zapewnił go z uśmiechem.-kiedy chciałbyś rozsyłać zaproszenia na slub?
-jestem za. Wybralibysmy wtedy razem wzór i w ogóle.-uśmiechnął sie.
-oczywiście kochanie. I razem wyślemy. Zobaczysz bedzie fajnie. Zaczniemy wybierać garnitury i cała resztę.-uśmiechnął sie do niego wesoło.
-nie tonę...zawsze to ja moge mierzyć a tobie kupimy tak sam w toim rozmiarze.zapeoponowal lekko.
-coś znajdziemy. Weźmiemy go ze sobą żeby tez przymierzyl.-obiecał.-bo chyba nie zgodzisz sie szycie na miarę.-dodał ze śmiechem.-a teraz śpij.
-ok wiec szyjemy na miarę.-uśmiechnął sie.-wiec odpoczywaj misiu. Zawołać lekarza?
Kiedy lekarz sie nim zajął usiadł na kanapie. Postanowił coś sobie poczytać dopóki ten sie nie obudzi.
-wracaj do łóżka.-mruknal otwierając oczy.-jak ci sie stało?-spytał siadajac.
-nie chce spać...-powiedział siadajac rozbudzony.
-nie przez ciebie. Po prostu mi sie przysnelo.-wzruszył ramionami.-chcesz sie dzisiaj umyć?
-nie przez ciebie. Po prostu mi sie przysnelo.-wzruszył ramionami.-chcesz sie dzisiaj umyć?
-nie przez ciebie. Po prostu mi sie przysnelo.-wzruszył ramionami.-chcesz sie dzisiaj umyć?
-Mhm rozumiem.-uśmiechnął się obejmując go lekko i okrywając go kocem.-Więc żebyś nic nie złapał zaraz wracasz ładnie do łóżka.
-poczytam ale jak już będziesz leżał w łóżku.-powiedział głaszcząc go po plecach.-słabiej widzisz?
-poczytam ale jak już będziesz leżał w łóżku.-powiedział głaszcząc go po plecach.-słabiej widzisz?
-przywiozę. Powiedziałeś swojej mamie o tym wzroku? Jak nie to powiedz. To może być ważne.-pogłaskał go po policzku.
-wiem, widziałem...ale tak w razie czego powiedz. Lepiej sprawdzić, profilaktycznie.-uśmiechnął się do niego lekko.
-Już księcia zanoszę.-powiedział wstając i po chwili kładąc go do łóżka. Okrył go dokładnie kołdrą.-co ci poczytać?
-dobrze, troszkę.-uśmiechnął się wyjmując książkę i zaczynając czytać.
- dla ciebie zawsze.-uśmiechnął sie lekko.-wiesz co? Cieszę sie ze mój szpik sie przyjął. Martwiłem sie o to. No i widziałem tez twoje wyniki. Tez jest lepiej.
-odwiedzimy. Ja to wszystko wiem ale cieszę sie ze jest lepiej. Za mniej niż miesiąc powinien juz do nas przyjechać i zacząć filmik.
-no ukochany brat ktory cierpliwie przychodził do szkoły jak nabroilem.-zasmial sie cicho.-super jest.-dodał jeszcze i położył sie obok niego.
-u dyrektora krzyczał a potem w drodze do domu śmiał sie z tego co zrobiłem i szliśmy na ciasto albo na lody. Jest na prawdę dobrym bratem.-uśmiechnął sie lekko.
-wiesz brat chyba próbował mi wynagrodzić to ze ojciec sie mną nie interesował i nie zloscil sie. Chyba rozumiał mój bunt i to ze chce być zauważony.-wzruszył ramionami.-nie umiesz długo wysiedzieć w miejscu, co?
-nie ma czego.-zasmial sie tulac go do siebie delikatnie.-dasz rade. Nie masz siły żeby sie ruszyć wiec to pewnie dlatego. Jak juz wrócisz do domu to bede do twoich usług.
-aż tak? No ja tez uciekłem ale z trochę innego powodu. Wiesz macocha i ogóle. Zwialem wtedy do Seulu.
-no ja miałem możliwości i ucieklem do brata bo akurat tam był. Resztę znasz.-zasmial sie cicho.-mam nadzije z Yuya nam nie uciknie.
-nie odbiore mu nic co kocha. Wiem jak to jest. Wiem tez ze trzeba mu poświęcać uwagę bo wtedy tez moze uciec.-ucałował go w policzek.
-na pewno dlatego ze go bardzo kochamy. Boje sie tylko ze moze uciec z powodu naszego związku albo coś. Jakoś tak nie moge sie tego pozbyć.
Poczekał aż chłopak sie uspokoi i podał mu szklankę z woda.
-niby tak ale...nie chce żeby nas zostawił albo coś. Ech...chyba jednak nie ma taki najlepszej rodzinki.
- dobrze juz nie zapeszam.-zasmial sie.-bardzo. Przyzwyczaiłem sie do tego ze mamy synka i ni chce go stracić.-wyjasnil spokojnie.
-ok, powiedzmy że zostawię ten temat jak na razie.-zaśmiał się całując go w rączki.
-popytam twojego lekarza i postaram się coś ci zrobić.-odparł z uśmiechem.-ale nic nie obiecuję.
-a czym się różni mój naleśnik od ich naleśnika?-spytał zaskoczony.
-haha, ok...zrobię ci naleśniki, albo coś innego.-obiecał swobodnie.-żebyś coś jadł, chudzielcu.
-wątpisz we mnie? Przecież zawsze jest pysznie.-zaśmiał się cicho.
-ech...no już nie marudź.-mruknął całując go w policzek.-to nic. Odrosną. Do ślubu na pewno.
-tak tak...uważaj bo nic nie ugotuję.-wycelował w niego palcem.-na pewno się nie martwisz? Bo masz taką minę...
-odrosna a ja cie bede kocham nawet łysego.-zasmial sie cicho.-nie tatuuj.-dodał jakoś tego nie widząc.
-możesz nosić czapkę, to żaden problem przecie.-zaśmiał się chociaż powoli zaczynał się przyzwyczajać że chłopak o wszystko pyta.-no cóż więc będziesz miał maskę.-wzruszył ramionami.
-nie będę o nic zły. Jesteś chory to masz odpuszczone.-puścił do niego oczko.-nie przejmuj się mną.
-no to chociaż postaraj się nie pytać o głupoty jak o to czy możesz nosić czapkę.-zaśmiał się zaraz odkrywając go lekko i delikatnie masując miejsce w którym znajduje się serce.-Może pójść po lekarza?
-mhm no rozumiem kochanie ale jak boli to chyba lepiej zawołać lekarza...-mruknął jednak dalej go masując. Nie chciał robić niczego wbrew jego woli.
-um...no mam nadzieję. Nie chcę żeby coś cie bolało.-powiedział zmartwiony.
-ech...skoro zasnął to może przestało boleć...-szepnął do siebie i usiadł na brzegu łóżka.
Takano nie wiedział co zrobic. Wiedział ze chclopak sie boi ale nie sadzić z tego z go zostai. Otarł łzy i lekko go przytulił.
- nie zostawię. Kocham cie. Nie zostawię...spokojnie...spokojnie...-powiedział zupełnie nie wiedząc co zrobic.
-zawsze bede przy tobie.-szepnął uznając ze bedzie musiał z nim o tym porozmawiać.
Takano przysnal na kanapie jednak obudził sie wcześnie.
-hej kochanie. Jak sie spalo?-spytał z lekkim uśmiechem.
- ale chyba nie od początku co?-uniósł brwi wstajac żeby go asekurowac a kiedy doszli do kanapy wziął go na kolana.-rzucałes sie i prosiłes żebym cie nie zostawial.
-nie przestraszyłes tylko...ech no ja wiem ze sie boisz ale nie myślałem ze czegos takiego. Staram sie ci pokazać ze cie nie zostawię...żebyś nie miał takich myśli.-powiedział przytulając go do siebie.-to ze sie pospieszylem z pierścionkiem...ten pośpiech motywowany był tym żeby ci pokazać ze nie jesteś problemem, ze bardzo cie kocham i nie zostawię nawet jeśli nie odzyskasz czucia. Ale teraz nie wiem co zrobic...
-ale boisz...-zauważył wzdychając ciężko.-czyli gdzieś robię błąd...-dodał jakoś tym dobity.
-nie płacz...-jęknął niezadowolony że doprowadził go do płaczu.-zawsze będę cię kochał.-zapewnił tuląc go do siebie.-zawsze. Nie ważne ile razy wylądujesz w szpitalu ja zawsze będę cię kochał.
-to nie płacz.-poprosił tylko czując się winnym że w ogóle poruszył ten temat.-nie płacz. Bardzo cię kocham wiesz? Przecież gdybym nie kochał to bym nie planował ślubu, nie? I miesiąca miodowego. Nie robił wszystkiego żeby pokazać ci jak żyłem na studiach...
-wiem kochanie, wiem go.-powiedział całując go w policzek.-Więc skup się teraz na sobie i na zdrowieniu. Wszystko będzie dobrze.-powiedział głaszcząc go po policzku.
-no juz...juz ok kochanie. Jest dobrze.-usmichnal sie lekko.-w moze chcesz zobaczyć jaki tort ostatnio zrobiłem?
-mhm juz.-wyjął z kieszeni telefon i pokazał mu zdjęcie rocznicowego torciku.-jak sie podoba? Co o nim sadzisz?
-smietankowo-truskawkowy.-odparl chowajac telefon do kieszeni a po chwili znow go wyjmując.-halo?-odezwał sie do słuchawki.
-Takano! Weź ty mi wyślij wasze zdjęcie. I powiedz czy twój wybranek bedzie miał biały garnitur i jakie smaki byś chciał.-odezwał sie wesoło mężczyzna po francusku.
-e...ale do tego jeszcze tylko czasu...-jeknal.
-właśnie ze dużo. Przecież to dopiero w maju...-westchnal cieżko.-moje kochanie uwielbia czekoladę...-odparł w końcu na pytanie nauczyciela.-a co do garnituru bo pewnie chodzi o figurki to on nie chce białego...
-no i dodaj jeszcze wanilię. Ale na prawdę jest jeszcze czas.
-nie marudz tylko wyślij zdjęcie.
-ok...jak wrócę do domu to wysle.-wywrócił oczyma i sie rozłączył.-uparty...
-a co zapominasz? No ok przyniose ci coś. Co byś chciał sobie przypomnieć?-spytał tulac go do siebie.
-ale jak podstawy? Słówka czy bardziej gramatykę?-spytał z lekkim uśmiechem.-mozemy mowić po francusku jeśli chcesz.
-ok wiec słówka. I mozemy rozmawiać po francusku zeby ci lepiej szło na mieciacu miodowym.
-dobrze kochanie. Przygotuje ci fiszki.-uśmiechnął sie i zaniosl go do łóżka.-jak jesteś zmęczony to leż gluptasie.
-ech położyć sie obok żebyś sie mogl tulic?-zaproponował spokojnie bo zdawał sobie sprawę ze chłopak chciał być blisko niego.
-nie męczy...-zaprotestował jeszcze. Postanowił poczekać aż chłopak wróci z badać z resztą i tak miał czas póki Yuya nie przyjdzie z babcią do szpitala bo tak się umówili.
-na stoliku.-wskazał na szafkę nocną.-Zostałem wyprowadzony stąd do kuchni przez pielęgniarkę która oznajmiła że marudny pacjent zażyczył sobie naleśników.-zaśmiał się.
-maruda nie za dużo ma zachcianek?-spytał ale pokroił i zaczął go karmić.-jak badania?
- wiem ze nie od razu.-odparł spokojnie.-ale nie wymeczyli cie za bardzo? Boli cie coś?-spytał podając mu drugi kawałek.
-no to dobrze.-uśmiechnął sie dając mu kolejny kawałek naleśnika.-jesteś w szpital wiec dobra ze mówisz kiedy coś sie boli. Wtedy bedą nogi ci pomoc.
-mhm...-pokiwał głowa i juz więcej mu nie dawał.-ni bede cie zmuszał ale wiesz ze musisz jesc?
-wiem, starasz sie.-powiedział okrywajac go kołdra.-mam czas poki twoja mama nie przyjdzie z Yuya.-dodał z lekkim uśmiechem.
-mhm...zaśpiewam.-zgodził sie i po tym jak ucałował go w policzek zaczął mu śpiewać.
- szszszsz...-przyłożył palec do ust i wziął chłopca na kolana.-no i obudziles wujka. Jak było u babci?
-to wujek spróbuje ode mnie jak nie bedzie miał miejsca, ok?-spytał zaraz biorąc wydelczyk i próbując kawałek.-pyszny.
-zostawię was na chwile i zadzwonię do braci.-powiedział wychodząc i zostawiając ich samych.
-u Koyukiyo wszystko gra. Bedzie za około miesiąc.-powiedział wchodząc do sali.
-wujek dopiero za dwa miesiące.-powidzial z lekkim uśmiechem.-ok mozemy iść na lody.-powiedział mierzwiac mu włoski.-jak coś to dzwon.-powiedział jeszcze do Tomo.
-oczywiście ze nie.-zapewnił go i wziął na ręce.-wujek długo leży bo jego leczenie jest dość skomplikowane. Ale ma dobre wyniki. Juz na święta bedzie w domku.-uśmiechnął sie do niego.-ja tez długo leżałam w szpitalu a przecież nie umarłem, prawda?
-wiem ale wszystko bedzie dobrze. Wujek wyzdrowieje i znow wszyscy bedą. W domku. Wiec spokojni.-pogłaskał go po włoskach.
-oczywiście maluchu. Będziemy szczęśliwi.-zapewnił go.-i pomożesz nam z przygotowaniem ślubu, nie?
-hmmm...będziesz sie dzielił z nami swoimi pomysłami i w ogóle.-oznajmił wesoło.-bedzie fajnie.-dodał stawiając go na ziemi i otwierając samochód.
-ja? Jakoś nigdy sie nad tym nie zastanawiałem...-mruknal ruszając z parkingu.-chyba nie mam ulubionych.
-no ale nie mam. Serio.-zasmial sie.-a po co ci to wiedziec?
-ok...wiec jak mikolaj potrzebuje to mozesz mu przekazać ze tatuś lubi dostawać słodkości.-uśmiechnął sie do chłopca.
- oj no dobrze.-westchnal.-w takim razie...brązowy.
-na pewno brązowy.-przytaknal z uśmiechem. Po chwili juz parkował przed lodziarnia.
-jasne mogą.-wzruszył ramionami i zamknął samochód.-no wchodź do środka i zajmuj miejsce.
- ok to teraz sobie wybierz co chcesz.-podał mu menu i wziął drugie.
-oczywiście maluszku. Pójdziemy na lody albo zjemy w domku.-zapewnił go i wziął sobie pucharek lodów miętowy czekoladowych.
-cóż to znaczy ze masz brzydki charakter pisma.-wyjasnil małemu.-mozemy poćwiczyć trochę twoje pisanie żebyś ładniej pisal, chcesz? Moge tez porozmawiać z twoja nauczycielka zeby nie krzyczała.
-wcale nie bedzie. Powinieneś nam moic kiedy coś jest nie tak. Mam nadzieje ze juz sie nauczyłeś ze tak jest najlepiej.-powiedział spokojnie.-poćwiczymy.
-wiem. Bardzo dobrze ze powiedziałeś.-uśmiechnął sie do malucha.-wiec w domu usiądziemy i jakoś poćwiczymy żebyś ładniej pisał.
-zrobimy tez torcik dla wujka Koyukiego? Bo za miesiąc przyjedzie. Fajnie byłoby mu zrobic niespodziankę, co?
-nie wiem jeszcze. Pewnie ustalimy to jak Koyuki przyjedzie.-odparł jedząc swoj deser.-a co chciałbyś zeby z nami spał?
-no dobrze wiec uzgodnie z nim jak by chciał to rozwiązać. Najwyżej rozłożymy mu kanapę i bedzie spał u nas.-odparł kończąc lody.
-oj nie trzeba maluchu. Rozłożę mu kanapę, jest wygodna jak sie ja rozłoży.-uśmiechnął sie.
-przecież mowię zebys był spokojny. Jak coś to przez miesiąc bedzie spał ze mną.-wzruszył ramionami.-jakoś to rozwiązemy.
-ale jak Tomo wróci to juz nie. Bo łóżko za małe bedzie.-zmierzwil mu włoski. -potem coś sie znow wymyśli.
-przez jakiś czas bedzie tylko leżał w domku. Bedzie odpoczywał ale pózniej na pewno bedzie chodził na spacerki a jak zrobi sie cieplej to pójdziemy spać pod namiotem.
-zrobimy.-zmierzwil mu włoski z szerokim uśmiechem.-będziemy sie fajnie barwić.-obiecał mu po czym poprosił o rachunek i zapłacił.
-zrób na pewno sie ucieszy. -uśmiechnął sie wstajac.-ok to jeszcze zajedziemy po te mangi i zawioze mu następnym razem.
-no długa.-zasmial sie cicho.-poczytamy. Na dobranoc, ok?-usmichnal sie wchodząc do księgarni i szybko odnajdując odpowiednie mangi.
Poszedł zapłacić i potem pojechali prosto do domu.
(Moze skipnąć?)
(Tyle moze być XD )
-cały on.-zasmial sie.-chociaż z twoim aktualnym wyglądem to sie nie dziwie. Ale z doświadczenia wiem ze potrzebujesz świeżego powietrza. Ile można siedzieć w łóżku? Mam nadzieje ze brat mnie nie zabije ze cie wyprowadzam na zewnątrz.
-jak nowo narodzony.-roześmiał sie.-znaczy czasem nadal czuje sie osłabiony ale juz nic nie boli. Na pewno jestem wdzięczny Takano i Renowi. Dzieki nim jeszcze żyje.-westchnal.-ale miałem dużo czasu na myślenie nad filmikami dla was.
-masę rzeczy. Będziecie mieli niespodziankę. Oczywiście bedzi jeden dla was a jeden dla gości.-zasmial sie.-Takano normalnie pracuje, nie?-spytał na koniec.-rozmawiałem. Zostanę z wami do końca roku. A moje dziewczyny wpadają na święta.
-na 21.-poprawił ze śmiechem.-oj...pracowałem nad nim dłużej niż bede nad waszym. Ujme w nim to jacy jesteście i jaki jest wasz związek. Spokojnie. Wszystko i tak zależy jaki materiał zbiorę.
-coz...te filmiki by na pewno dużo dały. Bo filmiki Takano mam. I zdjęcia. Twoja mama ma jakieś? Filmiki inzdjecia?-spytał od razu.-no bede tez oczywiście nagrywał manualnie z kamera w ręku.-uśmiechnął sie.
-mhm wiec nie obrazisz sie jak po cześć materiału zajdę do twojej mamy? Im zabawniejsze tym lepiej. Bo to fajnie pokazać.-zasmial sie.-zaufaj mi. Bedzie super.
-ni no jakoś bardzo to nie bede was kompromitowal. Ale coś od twojej mamybwyciagne.-roześmiał sie.
-nie masz sie czego bać.-zasmial sie Koyuki.
-hej skarbie. Gdzie byłeś.-spytał całując go w policzek.-chłodny jstes.
-a jak sie przeziębisz?-spytał zmartwiony.-hej Koyuki. Jak sie czujesz?
-zdecydowanie lepiej. Zostaje u was przez jakiś czas.
-ok. Przygotuje ci spanie.-obiecał zaraz i zaczął wieść chłopaka do sali.
-oj no dobrze. Od 10 minut nic ci sie przecież nie stanie.-stwierdził wzruszając ramionami.
-na pewno nic. Od razu powiedział ze mu zimno.-zapewnił klepiąc brata po ramieniu.
-dzisiaj? Nie wiem. Na razie jestem tutaj no i później jadę po Yuye. No i jeszcze muszę wymyślić co na obiad.-odpowiedział mu i usiadł na brzegu łóżka.-juz tylko miesiąc i wrócisz do domu.-uśmiechnął sie do niego.
-tak u nas. Nie wiem myśle zeby zrobic coś koreanskiego bo akurat mam składniki w domu. Przynieść ci?-spytał zaraz.-o właśnie! Widziałem twoje wyniki. Lekarz mówil ze jest lepiej niż zakładał.
-bardzo dobrze. Juz końcówka. Tylko czekać aż bede jechał po ciebie.-uśmiechnął sie wesoło.-tak tak mała porcyjka. Pamietam. Jeszcze trochę minie zanim twój brzuch sie uspokoi.
-Koyuki...-westchnął.-Nawet jeśli nie jadł to wie że musi się pilnować. Ostatnio nawet wstać z łóżka nie mógł...nie chcę żeby znów tak było. Musi jeść...-powiedział głaszcząc chłopaka po policzku.-Zawsze je ile może. tak żeby nie zwymiotować.
-pięknie!-zaśmiał się Koyuki wyłączając trzymaną kamerę a Takano uderzył się otwartą dłonią w czoło.
-Mam deja vu...-jęknął po czym zaśmiał się wesoło.-No tak, chociaż czasem ta obrona mi nie wychodzi...
-więc jak widzisz kochanie kiepski ze mnie rycerz.-zaśmiał się odkrywając mu twarz.-dla mnie jesteś śliczny więc cicho siedź.-powiedział zaraz głaszcząc go po policzku.
-kurde Takano akurat jak wyłączyłem kamerę?
-ale to się aż prosiło o nagranie.-zaprotestował.-No ale obiecuję że przynajmniej postaram się nie robić.-dodał zaraz.
-I tak będzie robił. Ale nie przejmuj się tym.-ucałował chłopaka w policzek.
-Ej kochanie...ale ja przecież dopiero przyjechałem.-westchnął bo przecież zawsze siedział dłużej.-Mam jeszcze trochę czasu do odebrania Yuyi ze szkoły.
-no to śpij kochanie. A ja jak zwykle jeszcze trochę przy tobie posiedzę.-uśmiechnął się do niego.-śpij i odpoczywaj.
-też byłeś taki uparty w szpitalu?-zagadał do brata kiedy już wychodzili ze szpitala.-No i jak tam dogadałeś się z Mary?
-Nadal jest o to obrażona?-westchnął ciężko.-no cóż jak widać nic z tym nie zrobię. Nadal nie rozumiem czemu jest aż tak zła.-wzruszył ramionami.
-zaraz tam źle...wygodniej było w hotelu po prostu.-mruknął wzruszając ramionami.-wiesz moje kochanie to chyba bardziej typ samotnika. Jak zaczynaliśmy mieszkać razem to nie było łatwo. Ciągle się kłóciliśmy...z czasem nauczyłem się hamować.-zaśmiał się.-no nic...twoja żonka i tak mi tego nie wybaczy nie?
- a nie obiecam bo obietnicy na pewno nie dotrzymam.-mruknal wzruszając ramionami.-coz...nie pamietam o co ale wiem ze było kilka kłótni. Pewnie każda wygladała inaczej dla mnie i dla niego.-wyjasnil spokojnie.-no powiedzmy ze starałem sie nie być taki...opiekuńczy i zacząłem mu dawać trochę więcej przestrzeni.
-ech no nie przesadzaj. Jestem w stanie i nawet jeśli teraz tego nie widać bo sie po prostu martwię ale jak jest zdrowy to ma dużo przestrzeni. Staram sie bo chce zeby był ze mną szczęśliwy.-mruknal ruszając w stronę szkoły Yuyi.-stomieć? Słuchaj jak na razie nie zapowiada sie żebym jechał do Korei...a nawet jeśli to nie bede u was spał. Dobrze wiesz ze tego nie lubię.-westchnal cieżko.-wiec nie zaczynaj ok? Jak załatwisz w swoim mieszkanku coś takiego jak pokój gościnny to moze jeszcze dałbym sie przekonać.-wywrócił oczyma.-bo na kanapie albo materacu to sie można jedna noc przespać ale nie tydzien.
-widziałem. I jakoś jej nie zauważyłem jak mnie oprowadzales.-powiedział zaraz przytulając chłopca i mierzwiac mu włosy.-no gratuluje mój mały geniuszu.
-oj 4 to tez bardzo dobrze. Koyuki jest lepszy ode mnie w kanji wiec ci pomoże jak ładnie poprosisz.-zmierzwil mu włoski.-ech dobra przeproszę ją jeszcze raz.-westchnal.
-bardzo dobrze zwłaszcza ze ty masz problemy z kanji.-uśmiechnął sie do chłopca i ruszył w stronę domu.-Koyuki na święta tez będziesz kręcił?
-zawsze mozesz powycinać co ci bedzipasowac.-wzruszył ramionami.-ale taki z samymi świętami tez bym chciał.-uśmiechnął sie i zaparkował pod domem.-dzisiaj na obiad moje ulubione japchae.-oznajmił.
-jadłeś to juz maluchu. Jak byliśmy u Koyukiego i Mary.-wyjasnil mu i otworzył dom.-po obiedziu ustalimy co ze spaniem.-powiedział jeszcze bratu i poszedł do kuchni
Po około godzinie przyniósł im gotowy obiadek.
-smacznego.-powiedział z uśmiechem.-jak wam idą kanji?
-no to dobrze. Jeszcze trochę ci wujek pomoże i będziesz wszystko pamiętał.-zapewnił malucha i zaczął jesc.
-hmmm no to pójdziesz po szkole do wujka a ja cie stamtąd odbiore jak po mnie zadzwonisz.-powiedział od razu i skończył jesc.
- cieszę sie ze ci smakuje.-usmichnal sie do niego.-wy sie możecie pobawić a ja zrobię pyszny deserek. Dasz go jutro Tomo ok?-spytał jeszcze Yuye.
-no ślicznie.-zmierzwil mu włoski.-bardzo wujka kochasz prawda?-spytał słuchając piosenki.
- mhm wiec to taki jego kącik? To chodz pójdziemy do twojego pokoiku albo na spacer z pieskami,ok? Damy twojemu tatusiowi zrobic nam deserek.
-no to chodz.-złapał chłopca za rękę i poinformował brata ze wychodzą. Wrócili akurat na deser czyli na torcik bezowy.
-dla mnie?
-no dla ciebie. Skoro wyzdrowiales to ci sie należy- uśmiechnął sie Takano podając im po kawałku.-smacznego.
-jak zwykle.-zasmial sie cicho i pogonil na chwile Yuye zeby pogadać z bratem.-ja...cieszę sie ze mój szpik sie przyjął. Bałem sie ze skoro nie jesteśmy tak w 100% braćmi to moze sie nie udać...
-daj spokój jesteś moim bratem. Poza tym na moim miejscu pewnie zrobiłbys to samo.-objął go ramieniem.
-nie musiałem.-przyznał spokojnie.-ale chciałem. Przecież ty tez nie musiałes chodzić na moje zebrania i na dywanik do dyrektora i w ogóle...-poklepał go po ramieniu.
-oj weź...no to masz ja ciebie tez...dlatego oddałem szpik i w ogóle. Jesteśmy rodzina.-wyszczerzyl sie do niego.
-no twoje ulubione. Dlatego zrobiłem.-powiedział siadajac wygodniej.-wiec wcinaj prawie całe twoje bo kawałek chce zawieźć Tomo.
-ty? Ty to teraz musisz przytyć!-zasmial sie klepiąc go po brzuchu.-wiec ciasto prawie całe twoje.
-I bądź. Na prawdę mam nadzieję że już nie odrzuci przeszczepu i wszystko będzie dobrze.-poklepał go po ramieniu.-Ech no kolejny niejadek...-wywrócił oczyma ale zaraz zaśmiał się cicho.
-No ty tak...Tomo zawsze zostawia...-mruknął.-Nie mam mu tego za złe.-dodał szybko.-Po prostu...nie chcę żeby znów miał bulimię...wymiotował wtedy na siłę praktycznie wszystko co zjadł.
-Mhm póki co ta taktyka działa. Z czasem nakładam mu minimalnie więcej ale jak widzę że zostawia to wracam do tego co było.-wyjaśnił.-Tak, sądzę że oboje pilnujemy.-zaśmiał się.-Ale wiesz...nie rozumiem wciąż tego czemu on myślał że jak nie schudnie to go zostawię i przestanę kochać...
-nie wiem.-wzruszył ramionami.-wiem o jednej traumie związanej z jego poprzednimi związkami. Kiedyś bardzo starał sie mi podpasowac. Bal sie ze jak sie zdenerwuje to go uderze i zostawię. Wiesz...tak jakby szczęście go wtedy przytoczyło i nie wierzył w to.
-no wzięło...na prawdę go kocham.-zasmial sie nieco niezręcznie.-pewnie masz racje. Pogadam z nim następnym razem jak u niego bede. Wiesz chce zeby nie bal sie niczego związanego z naszym związkiem.
-ja? Nie wiem. Chyba tego ze kiedyś ucieknie. To typ samotnika. Potrzebuje czasu i miejsca dla siebie...boje sie ze kiedyś po prostu bedzie faktycznie miał dość związku. Tak sadze...
-tak...masz racje decydował o wszystkim sam...-przyznal.-zgodził sie na slub i wybrał datę i w ogóle. Myśle ze teraz tez sie tym cieszy. Tymi przygotowaniami.-uśmiechnął sie lekko.
-no niby masz racje. Po prostu chce zeby był szczęśliwy. Na prawdę go kocham.-zmierzwil sobie włosy.-wiesz co? Na passę nie myślałem ze kiedykolwiek właśnie tak potoczy sie moje życie...
- na pewno nie tak. Ni sądziłem ze bede w stałym związku i ze bede miał syna. Nie myślałem tez ze na stałe zamieszkam w Japonii a co dopiero w Yukan. Ale jestem szczęśliwy i cieszę sie ze potoczyło sie właśnie tak. Mam rodzine...
-gra jeśli moze, lubi to i traktuje jak hobby. Nie sadze zeby pociągnął to profesjonalnie. Ostatnio Alex trochę przesadził. Tomo mu mdlal w studiu tak go wykańczal.-mruknal.-a to moja wina...to ze wtedy po pijaku uzgodnilem wszystko z Alexem.
-wiesz...niby miał pracować na swoich warunkach.-mruknal cicho.-Yuya...?-spojrzał najpierw na chłopca a potem na żabke.-jeju maluchu...wypuść ją prosze na zewnątrz.
-zabce nic nie bedzie. Zanieś ja prosze na zewnątrz.-powtórzył.
-żaby to ja znoszę co najwyżej na talerzu.-mruknal.-dlatego nadal mam wam za złe ten numer z ubraniami przy rzece.-fuknal celując w niego palcem.-no...żabkowy kryzys zażegnany...
-nie bede musiał. To pierwszy raz raz od dawna kiedy widziałem żabę.-mruknal wywracając oczyma.-wiec nic nie bede musiał mowić.
-weź ale najpierw wypuść żabke na wolność.-mruknal kładąc mu dłonie na ramionach.-zabka powinna sobie żyć na wolności razem ze swoją rodzinka. Chyba byś nie chciał być oddzielony od swoich rodziców, co?
-maluchu...nikt go nie zje jak bedzie ze swoją rodzina. Wiec idź i wypuść żabke na wolność.-powiedział mierzwiac mu włosy.
Takano odetchnął z ulga o włączył sobie telewizor.
-Yuya umyj najpierw ręce.-upomniał go.-i pamiętajcie zeby zostawić trochę dla Tomo.
- ok, pójdę po pojemnik.-powiedział wstajac i idąc do kuchni.
-obrazę jak sie nie położysz.-poklepał go po ramieniu i sam zapakował ciasto dla Tomo.
Takano zrobił dla niego i dla siebie herbatę i poszedł do salonu siadajac na fotelu.
-ech...-przykryl brata kocem i ściszyl telewizor zeby nie przeszkadzać. Po jakimś czasie poszedł sie bawić z Yuya. Następnego dnia jak ci dzień zawiózł go do szkoły a pózniej zajął sie praca.
Prześlij komentarz