-Przeproszę jeśli chcesz chociaż nie ma za co.-powiedział odkładając telefon i obejmując go lekko.-Popłacz sobie jeśli czujesz taką potrzebę. Jestem przy tobie.
-no właśnie wiem...-westchnął biorąc go na ręce uprzednio tez się rozbierając.-skoro i tak zostaję to też się umyję.-uśmiechnął się wchodząc z nim do kabiny.
-jeju kotek...nie strasz nie tak.-westchnął.-W ogóle...-ubierając się spojrzał na zegarek. Było już po północy.-wszystkiego najlepszego z okazji naszej rocznicy.-uśmiechnął się do niego.
-ech chodz tu chuderlaku mały.-westchnął borac go na ręce.-ale wiesz...do misia zawsze można sie potulic, prawda?-zmierzwil mu włosy.-bądź sobą. Z czasem będziesz męski. Na razie jesteś dzieckiem. Ale...mógłbym cie zapisać na karate albo coś.-wzruszył ramionami.
-coz maluchu...ja chce tylko żebyś spełniał swoje marzenia. Nie robił niczego żeby sie przypodobać dziewczynie. Bo jeśli nie lubi cie takim jaki jesteś znaczy ze nie jest ciebie warta.
-na pewno oboje za sobą teskniliscie.-zasmial si zajmując miejsce na kanapie.-Yuya ci poopowiada jak w szkole a pózniej obejrzycie bajkę.-poklepał torbę z laptopem.
-coz rozumiem z tęskni. Ja rownież wole go miec w domu ale jak sam pan stwierdził wymaga ciągłej opieki. Mógłbym wziąć wolne od pracy ale to raczej wciąż za mało prawda? Jest za słaby. Spróbuje mu jakoś wyjaśnić ze dostanie przepustkę jak bedzie sie czuł lepiej.-usmichnal sie oglądając wyniki.-chociaż na papierach jest lepiej. Długo to jeszcze potrwa?
-rozumiem. Wiec na pewno dostałby przepustkę na święta.-uśmiechnął sie lekko.-coz...na razie musi wytrzymać. Wiem ze tęskni ale jest za słaby.-westchnął.
-my tez tęsknimy. Klientów tyle co zawsze.-wzruszył ramionami.-wczoraj byliśmy na spacerku z Yuya. No i spokojnie piekarnia tez funkcjonuje-ucałował go w policzek.
-ale masz pracowników przecież, no i ja trochę pomagam.-uśmiechnął się głaszcząc go po policzku.-Wiem, twój lekarz mnie o tym poinformował. Obaj jednak stwierdziliśmy że jesteś na to za słaby i potrzebujesz całodobowej opieki.
-nie, oczywiście że nie. To że jakoś sobie radzimy nie oznacza że nie jesteś potrzebny.-zapewnił go od razu.-jesteś bardzo potrzebny, tylko ty potrafisz robić takie wspaniałe bułeczki z czekoladą i w ogóle.
-wiem, to wszystko przez chemię. Ale lekarz powiedział że bazując na wynikach potrwa to najdłużej do końca grudnia. Wytrzymaj...potem już tylko rehabilitacja i zaczniemy przygotowania do ślubu.
-ok...-powiedział trochę zaskoczony zatrzymując się w drzwiach.-dzisiaj lepiej się czujesz?-spytał podchodząc i kładąc się obok niego żeby lekko go objąć.
-kochanie...to na pewno nie będzie łatwe...ale w końcu bym się pozbierał. Na pewno nie od razu, trochę czasu by to zajęło. Ale w końcu bym się z tym pogodził.-odparł chociaż niechętnie.
-nie zabije. Chociaż bez ciebie moje życie stałoby sie puste...nie zabilbym sie. Mam tyle obowiązków, Yuye...wim ze ni chciałbyś żebym popełniał samobójstwo.-pogłaskał go po policzku.-jeśli masz złe dni to po prostu dzwon do mnie.
-jak jest ci cieżko to powinieneś do mnie dzwonić. Na tym polega bycie w związku. Wspieramy siebie w trudnych chwilach. Jak zadzwonisz to porozmawiamy i bede mogl ci te głupie myśli wybić z głowy.-pogłaskał go po ramieniu.
-dam rade. Po prostu dzwon. Przecież nie moge spokojnie spać kiedy moje kochanie sie ciagle martwi i ma głupie myśli, nie? Chce być dla ciebie wsparciem.-powiedział glaszczac go po plecach.
-no mówi uparciuch. Ale jakby coś to jestem zawsze pod telefonem i do twoich usług.-uśmiechnął sie lekko juz nie chcąc tego drążyć. Wiedział ze jego nie przekona.
-ja?-uniósł brwi patrząc na niego.-ja...czasem boje sie ze zostanę sam. Ale staram sie myślec pozytywnie. Widziałem dzisiaj nowe wyniki. Jest poprawa...nie zostanę sam bo zawsze będziesz przy mnie.
-kochanie...-szepnął sadzając go sobie na kolanach i obejmując delikatnie.-nie jest mała. Nie jest.-zapewnił glaszczac go po pleckach.-jest dobrze. Do końca grudnia juz bedzie po chemii i zaczniesz rehabilitację.
-mhm...skoro sie napalil to zrobi to porządnie. Bedzie si starał i w ogóle.-uśmiechnął sie.-zagra trochę teraz, moge sie założyć ze wpadnie na święta na sylwester i jak juz będziesz po rehabilitacji. I nie zdziwię sie jak zamontuje ukryte kamery.-zasmial sie juz trochę swojego brata znając. -tak zrobił na moje 21 urodziny.
-możesz.-uśmiechnął się.-ale wiesz nie ma co opowiadać. Obejrzysz to sam zobaczysz. Długo nad tym siedział.-zaśmiał się kładąc go do łóżka i sięgając po laptopa.
-jest ok. Nie przeszkadza mi to.-powiedział odpalają film na którym było jego 21 lat życia w skrócie. Nagrane przez Koyukiego lub przez ukryte kamerki które rozłożył w jego pokoju na studiach.
-byłem na niego wściekły kiedy dał ten moment jak biegłem nago do domu albo jak się kąpałem. Ale tak poza tym to miło zachować taki filmik i później go oglądać.
-a wiesz też że do ślubu zero seksu w domu? Jak już mówiłem mój kochany braciszek dla zdobycia materiału zamontuje kamerki. A ja nie chciałbym żeby miał darmowe porno.-ucałował go w policzek.
-no bedzie dobrze.-uśmiechnął sie lekko. Zaraz odbierając uparcie dzwoniący telefon. -Monic!-odezwał sie zaraz wesoło i kontynuował po francusku.-serio to załatwiałas? Jesteś wielka! Na pewno mu sie spodoba. Mhm...dzieki wielkie.-rozłączył sie i usmichnal do chłopaka.
-przecież rozumiesz po francusku.-zasmial sie.-Monic jest moja koleżanka z roku. Teraz pracuje jako wykladoca i załatwiła ze będziesz mogl zobaczyć jak studiowałem. Na naszym miesiącu miodowym.
-serio. Załatwiam jeszcze kilka innych rzeczy tylko czekam na odpowiedzi od znajomych. Tych normalnych.-zasmial sie.-no i chciałbym w końcu pokazać ci moja wysepkę. Jakoś to wplete. Nasze plany. Zobaczysz bedzie fajnie.
-damy rade. Mam wszystko ładnie rozplanowane. To bedzie miły miesiąc. Taki tylko nasz. Zobaczysz wszystko co warto we Francji, zrelaksujemy sie na wyspie a potem polecimy do Australii.
-nie przesadzę. Przecież nie zobaczysz wszystkiego. To co lubię i trochę więcej o mnie sie dowiesz. Na wszystko bedzie czas i nie będziemy ganiac z miejsca na miejsce. Zobaczysz spodoba ci sie.
-zdaje sobie sprawę. Podstawy niby znam...ni bo wież tępa i wgl na studiach często odwiedzałem plaże ze znajomymi. Ja głownie leżałam na kocu po parasolem al próbowali mnie uczyć.-wzruszył ramionami.
-ech...jesz maluchu. To fajnie ze broniłes Aye...tylko to na prawdę źle ze poniles sie z kolega z klasy. Pójdę jutro do dyrektora.-westchnął.-nie krzycze ale karę musisz dostać.
-tak, dzisiaj tak. Nie bede go męczył rozmowa. Ale jutro albo pojutrze przyjedziemy z Yuya i uzgodnimy jaka dać ci karę. Bo ta musi być.-zmierzwil małemu włosy i usiadł na krześle.
-hm?-spojrzał na Tomo i od razu poprawił mu maskę tlenowa patrząc jak sie uspokaja.-tylko mu si przekrzyila.-wyjasnil chłopcu i wziął go na kolana.-jedziemy do domku?
-hm?-spojrzał na Tomo i od razu poprawił mu maskę tlenowa patrząc jak sie uspokaja.-tylko mu si przekrzyila.-wyjasnil chłopcu i wziął go na kolana.-jedziemy do domku?
-nie jestem zły. Broniłes koleżanki no i nie ty pierwszy go udrzyles. Broniłes tez siebie-wstał i złapał go za rączkę.-tylko muszę iść do dyrektora co mi sie nie podoba.
-no dobrze maluchu.-zasmial sie.-najpierw napisz słowa. Spróbuje ułożyć jakaś spokojna melodie. Kołysankę, bo wujek ma problemy ze spaniem.-powiedział zaglądając mu przez ramie.
-zapal lampkę albo poświeć telefonem. spokojnie kochanie, wiem że boli.-powiedział starając się zachować spokój.-przyjechać? Spokojnie, znalazłeś już?-spytał po chwili.
-kotek? Po prawej, tak wyżej troszkę.-powiedział wzdychając ciężko.-i oddychaj spokojnie, wszystko będzie dobrze. Może najpierw znajdź lampkę? Blisko ją masz...
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1601 – 1800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Ale przecież nic się takiego nie stało. Zdarza się.-wzruszył ramionami.-Pomogę ci się umyć i przyjadę następnym razem.
-Nie jestem zły głuptasku.-uśmiechnął się lekko i poszedł umyć miskę zaraz wracając.-Pójść po lekarza?
-Pójdę.-zdecydował wychodząc i po chwili wracając z lekarzem.
-dobrze.-mruknął tylko. Miał zamiar zostać i tak.
Westchnął cicho i zdjął buty kładąc się obok niego.-Śpij. Musisz odpoczywać kochanie.-szepnął.
Takano leżał z nim aż do wieczora kiedy do spróbował się wyswobodzić z uścisku chłopaka.
-Zostanę. Napiszę do dziadka żeby zajął się Yuyą.-zapewnił go. Nie mógł go teraz zostawić. Wyjął telefon pisząc sms'a.
-Przeproszę jeśli chcesz chociaż nie ma za co.-powiedział odkładając telefon i obejmując go lekko.-Popłacz sobie jeśli czujesz taką potrzebę. Jestem przy tobie.
-Ja ciebie też skarbie.-zapewnił go tuląc go delikatnie.-Dzisiaj jestem twój.-uśmiechnął się lekko.
-pójdziemy.-zgodził sie patrząc mu w oczy i uśmiechając sie lekko.-mój kochany. Wyśpisz sie dzisiaj?
-Przytulę i opowiem.-obiecał wychodząc z łóżka.-A teraz chodź się umyć.
-Dla ciebie zawsze kochanie. Wiem że ci ciężko i przepraszam że nie mogę zostawać zawsze.-uśmiechnął się lekko prowadząc go do łazienki.
-niech ci nie będzie głupio. Wiem że ci ciężko.-zamknął za nimi drzwi i zaczął pomagać chłopakowi w zdjęciu ubrań.
-ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się obejmując go w pasie i przytulając go siebie.-ale jest chłodno...
-nie przesadzaj. masz prawo być słabym i czasem się rozkleić. Nie trzymaj sam tego ciężaru.-poprosił.-powinni tu zamontować wanne...
-no właśnie wiem...-westchnął biorąc go na ręce uprzednio tez się rozbierając.-skoro i tak zostaję to też się umyję.-uśmiechnął się wchodząc z nim do kabiny.
-no twój głuptasie.-zaśmiał się puszczając ciepłą wodę.-dasz rade stanąć?
-na pewno dasz sobie radę.-spytał patrząc na niego uważnie. Namydlił gąbkę i zaczął go myć.
-Ok, najważniejsze żebyś mi tu nie upadł.-powiedział zmartwiony podtrzymując go bardzo i jak tylko skończył go myć wyszedł z kabiny.
-jeju kotek...nie strasz nie tak.-westchnął.-W ogóle...-ubierając się spojrzał na zegarek. Było już po północy.-wszystkiego najlepszego z okazji naszej rocznicy.-uśmiechnął się do niego.
-no leci...-uśmiechnął się i podszedł żeby go ucałować.-najlepszego. I kolejnego roku razem.
-pewny jesteś? Bo teraz już chyba będziesz się coraz gorzej czuł...-zauważył kładąc go do łóżka.
-ok, skoro jesteś pewny nie będę cię inaczej nastawiał. Pogadam o tym z maluchem.-powiedział kładąc się obok niego.
-Jasne kochanie. Mogę dzisiaj być twoim misiem.-powiedział obejmując go lekko.
-od razu zasnął...-westchnął chwilę leżąc i patrząc na niego by później zasnąć.
Takano wyszedł przed wizytą lekarza i wrócił po niej. Westchnął widząc śpiącego chłopaka i nietknięte śniadanie.
-Tomo...wstawaj musisz coś zjeść.
-potem jest teraz. Powinieneś zjeść jak ci przynieśli.-westchnął.-chociaż troszeczkę.
-Tomo...nie wybrzydzaj.-westchnął.-zatkaj nos i zjedz chociaż trochę.
-Nie mogę bo lekarz zmienił ci dietę na lekką żeby nie drażnić żołądka. Mam związane ręce.-uśmiechnął się przepraszająco.
-jakoś dasz rade. Musisz coś jeść kochanie. Żeby mieć siłę na tą ciągłą walkę.
-Potem możesz. A ja wrócę do domu, ok? Czy chcesz zebym jeszcze został?
-ok, ale ty masz ładnie odpoczywać.-uśmiechnął się lekko.
-dobranoc.-ucałował go w policzek i zaczął się zbierać.
-hej mały...czemu tu tak siedzisz?-spytał zmartwiony podchodząc do niego.
-Serio? Właśnie wracam ze szpitala i nic nie widziałem...-mruknął.-Chcesz pojechać?-spytał malucha otwierając drzwi.
[co ty znów wymyśliłeś?]
[weź ty kurde przestań im nakładać tych problemów -.-]
-nie obwiniaj się maluszku...dziadkowi na pewno nic nie jest.-zapewnił wprowadzając go do domku.
[to po co w ogóle go sadzales na tym ganku? XD]
-trochę lepiej. Dzisiaj sie wyspal ale nadal jest bardzo słaby.-odparł tulac go delikatnie.
- super! Z dziadkiem składałeś?-spytał wesoło mierzwiac mu włosy.-zawieziemy jak juz bedzi 1000, co?
-pomogę. Ale najpierw obiadek. Jakieś specjalne życzenia?-spytał siadajac obok niego.
-ok wiec idę zdobić. A ty mozesz posiadać żurawie.-uśmiechnął sie do chłopca i poszedł do kuchni.
-pójdziemy ale najpierw daj mi zrobić obiad.-zasmial sie szykując składniki.
[bede dzisiaj robić mochi~]
[przepis można znaleźć w necie XD ale powiem jak smakowały.]
Wywrócił oczyma i wrócił do gotowania.
[mialam zła mąkę i mi nie wyszło ciasto ;-;]
-śliczny. Moze następnym razem zawieziemy go do Tomo?-zaproponował z uśmiechem.
[no wszystko właśnie XD]
-dobrze weź. Tylko bierz pod uwagę ze wujek jest bardzo zmęczony i głownie śpi.-powiedział nakładając obiadek.
-mozesz, nikt nie broni. -powiedział ze śmiechem i postawił przed nim obiadek.
[no właśnie nie XD i pech.]
-cieszę sie ze wyszło.-uśmiechnął sie rownież zaczynając jesc.
-mozesz maluchu ale najpierw spacerek chciałeś, nie?-powiedział patrząc na malucha z uśmiechem.
-tak maluszku. Na spacerku znajdziemy do sklepu i coś kupimy.-zapewnił go i skończył jesc.
[gome musiałam pomoc mamie w kuchni.]
-i następnym razem pojedziesz ze mną do wujka. Prosił żeby cie zabrać to obejrzycie razem jakaś bajkę.-uśmiech al sie do malucha biorąc smycz Jolie.
-na prawdę.-zmierzwil mu włosy.-tylko pamiętaj ze wujek moze źle wyglądać...-mruknal cicho.
-bardzo słabo. Ale masz racje na pewno wyzdrowieje. I razem wtedy gdzieś pojedziemy.-uśmiechnął sie do malucha.
-bo wujek mnie o to poprosił. Cieżko mu ostatnio zasnąć i chciał sie potulic.-wyjasnil maluchowi i skręcił w stronę plaży.
-niepotrzebnie. Zaufaj nam. Bedzie dobrze.-zapewnił malucha i usiadł na piasku.
-ja ciebie tez maluchu.-zasmial sie mierzwiac mu włosy.
-ale ni dzisiaj ok? Juz wracamy powoli do domu.-uśmiechnął sie do malucha.-z wujkiem pójdziemy jak wyjdzie ze szpitala co?
-oj no to poczekamy aż bedzie ciepło i wtedy zbudujemy zamek.-zasmial sie mierzwiac mu włosy.
-taki duży.-przytaknal biorąc smycz Jolie i ruszając w stronę domu.-obiecuje ci.- dodał mierzwiac mu włoski.
-Ale chyba chciałeś mi poczytać, co? Nie możemy robić wszystkiego na raz.-zaśmiał się.
-dobrze jutro możemy zrobić.-wywrócił oczyma.
-Ayą?-uniósł lekko brwi.-Przyjadę. A potem może pojedziemy do wujka?
-mhmmmmm...podoba ci sie?-spytał widząc jak chłopiec sie rumieni.-na prawdę. Pójdziemy bo obiecalm juz wujkowi.
-bardziej męski?-uniósł brwi.-nie jesteś na to trochę za mały?-spytał ze śmiechem.-i w ogóle. Skąd taki pomysł?
-ech chodz tu chuderlaku mały.-westchnął borac go na ręce.-ale wiesz...do misia zawsze można sie potulic, prawda?-zmierzwil mu włosy.-bądź sobą. Z czasem będziesz męski. Na razie jesteś dzieckiem. Ale...mógłbym cie zapisać na karate albo coś.-wzruszył ramionami.
-chciałeś być bardziej męski w trzesiesz sie jak tylko wspomniałem o sztukach walki.-zasmial sie.
-wiesz da sie. Ale sam mówiłeś ze Aya ćwiczy kendo.-zasmial sie.-po prostu bardz sobą. To wszystko przychodzi z wiekiem.
-hmmm...a masz w szkole? Jak tak to śmiało sie zapisuj. Pamiętaj tylko żebyś nie zaniedbywał tych zajęć w których juz uczestniczysz.
-coz maluchu...ja chce tylko żebyś spełniał swoje marzenia. Nie robił niczego żeby sie przypodobać dziewczynie. Bo jeśli nie lubi cie takim jaki jesteś znaczy ze nie jest ciebie warta.
-mozesz. Nie bronię ci próbować nowych rzeczy.-zapewnił malucha.-a teraz biegnij po książeczkę bo miałeś mi czytać.
Co jakiś czas ale juz dość rzadko odpowiadał na pytania o znaki i po dwóch rozdzialach poszli sie umyć i spać.
-na pewno oboje za sobą teskniliscie.-zasmial si zajmując miejsce na kanapie.-Yuya ci poopowiada jak w szkole a pózniej obejrzycie bajkę.-poklepał torbę z laptopem.
-dobrze. Jak wodę to włączę wam bajkę.-odparł i wyszedł do gabinetu lekarza Tomo.-o czym chciał pan ze mną porozmawiać?-spytał spokojnie.
-coz rozumiem z tęskni. Ja rownież wole go miec w domu ale jak sam pan stwierdził wymaga ciągłej opieki. Mógłbym wziąć wolne od pracy ale to raczej wciąż za mało prawda? Jest za słaby. Spróbuje mu jakoś wyjaśnić ze dostanie przepustkę jak bedzie sie czuł lepiej.-usmichnal sie oglądając wyniki.-chociaż na papierach jest lepiej. Długo to jeszcze potrwa?
-rozumiem. Wiec na pewno dostałby przepustkę na święta.-uśmiechnął sie lekko.-coz...na razie musi wytrzymać. Wiem ze tęskni ale jest za słaby.-westchnął.
-wiem ze to nie łatwe. Porozmawiam z nim o tym.-zapewnił lekarza.-zawsze ja moge zostać u niego. Moz to nie to samo ale zawsze coś.
-ja rownież dziękuje. Gdyby były problemy jestem pod telefonem.-powiedział wychodząc z gabinetu i wracając do sali.
-ma talent, prawda?-powiedział stojąc jeszcze w drzwiach.-co chcecie obejrzeć?
-ok..-włączył im tilm i wogil na kanapę uznając z ich narysuje.
Kiedy skończyli oglądac film pokazał im rysunek i ucałował Tomo.
-a teraz idź spać, ok?
-a o czym? Chwile mozemy pogadać.-uśmiechnął si siadajac na brzegu łóżka.
-my tez tęsknimy. Klientów tyle co zawsze.-wzruszył ramionami.-wczoraj byliśmy na spacerku z Yuya. No i spokojnie piekarnia tez funkcjonuje-ucałował go w policzek.
-ale masz pracowników przecież, no i ja trochę pomagam.-uśmiechnął się głaszcząc go po policzku.-Wiem, twój lekarz mnie o tym poinformował. Obaj jednak stwierdziliśmy że jesteś na to za słaby i potrzebujesz całodobowej opieki.
-nie, oczywiście że nie. To że jakoś sobie radzimy nie oznacza że nie jesteś potrzebny.-zapewnił go od razu.-jesteś bardzo potrzebny, tylko ty potrafisz robić takie wspaniałe bułeczki z czekoladą i w ogóle.
-na pewno jak już będzie lepiej i nabierzesz trochę sił. Na razie jeszcze za wcześnie. Wiem że tęsknisz, ja też tęsknię.
-wiem, to wszystko przez chemię. Ale lekarz powiedział że bazując na wynikach potrwa to najdłużej do końca grudnia. Wytrzymaj...potem już tylko rehabilitacja i zaczniemy przygotowania do ślubu.
-przywiozę ale najpierw spytam lekarza czy możesz, ok?-uśmiechnął się delikatnie.-Będzie dobrze. Na święta na pewno będziesz w domu.
-mhm, śpij skarbie. Odpoczywaj i regeneruj siły.-jeszcze chwilę przy nim posiedział po czym wziął Yuyę na ręce i wyszedł z sali.
-ok...-powiedział trochę zaskoczony zatrzymując się w drzwiach.-dzisiaj lepiej się czujesz?-spytał podchodząc i kładąc się obok niego żeby lekko go objąć.
-Czyli faktycznie już troszkę lepiej.-Uśmiechnął się.-wysypiasz się?-spytał tuląc go do siebie.
-głuptasek. Ale wiesz, dzisiaj zostaję na noc.-wyszczerzył się.-Yuya śpi u Maksia bo się umówili więc ja zostaję z tobą.
-czemu kiepskim? Wiem że tęsknisz za domem...pomyślałem że jak co jakiś czas będę z tobą spędzał noc to będzie ci lżej.
-Dla ciebie wszystko kochanie. No w granicach zdrowego rozsądku.-zaśmiał się cicho.-Nie masz za co dziękować. Robię to z przyjemnością.
-pomogę. W razie czego wziąłem ci coś na zmianę.-uśmiechnął się lekko.-I dzisiaj się spokojnie w nocy wyśpisz.
-jak będziesz chciał tak będziesz spał. Spokojnie skarbie.-uśmiechnął się tuląc go do siebie.-wiem że się boisz, na prawdę to rozumiem.
-jasne możemy iść. Kiedy tylko chcesz. W końcu obiecałem że pójdziemy jak się będziesz lepiej czuł.
-teraz?-spytał wstając z łóżka i podsuwając bliżej wózek.
-oczywiście głuptasku. Tylko mów gdzie jechać.-powiedział stając z tyłu wózka i pchając go na korytarz.
-Mhm...trafię.-powiedział wjeżdżając do windy.-Sesje? Taką u fotografa?-spytał wciskając odpowiedni guziczek.
-zgodzę. I oczywiście po wyjściu ze szpitala?-spytał wyjeżdżając z windy.-Planowanie sesji zostawiam tobie.
-dobrze, tak miesiąc przed ślubem.-zgodził się pukając do gabinetu psycholog.
Takano usiadł tak żeby jego uda robiły chłopkowi za poduszkę.
-Ja też poproszę herbaty.
Odruchowo pogłaskał go po policzku.
-Cóż chyba oboje się tego boimy...-mruknął chociaż on osobiście wolał tę myśl od siebie odpychać.
-nie przeczę, wesoły raczej bym nie był...nawet nie chcę myśleć o tym że mógłbyś mnie zostawić.-powiedział patrząc mu w oczy.
-wiem...czasem tak samo przychodzi że o tym myślę. Ale wiem że wyniki są coraz lepsze, więc wierzę w to że wszystko się ułoży.
-kochanie...to na pewno nie będzie łatwe...ale w końcu bym się pozbierał. Na pewno nie od razu, trochę czasu by to zajęło. Ale w końcu bym się z tym pogodził.-odparł chociaż niechętnie.
-nie wyrzuciłbym.-przytaknął od razu.-Mimo wszytko wolę myśleć o tym że przeżyjesz. Że będziemy razem żyć.-uśmiechnął się do niego lekko.
-nie zabije. Chociaż bez ciebie moje życie stałoby sie puste...nie zabilbym sie. Mam tyle obowiązków, Yuye...wim ze ni chciałbyś żebym popełniał samobójstwo.-pogłaskał go po policzku.-jeśli masz złe dni to po prostu dzwon do mnie.
-jak jest ci cieżko to powinieneś do mnie dzwonić. Na tym polega bycie w związku. Wspieramy siebie w trudnych chwilach. Jak zadzwonisz to porozmawiamy i bede mogl ci te głupie myśli wybić z głowy.-pogłaskał go po ramieniu.
-dam rade. Po prostu dzwon. Przecież nie moge spokojnie spać kiedy moje kochanie sie ciagle martwi i ma głupie myśli, nie? Chce być dla ciebie wsparciem.-powiedział glaszczac go po plecach.
-ale moge jeszcze bardziej. Dzwon. Żebyś tez sie wysypiał.-powiedział rownież sie do niego usmichajac.
-jak bedzie tylko źle to tez masz dzwonić.-zasmial sie i puknal go palcem w nosek.-uparciuch z ciebie wiesz? Nie musisz sam dźwigać tego wszystkiego.
-no mówi uparciuch. Ale jakby coś to jestem zawsze pod telefonem i do twoich usług.-uśmiechnął sie lekko juz nie chcąc tego drążyć. Wiedział ze jego nie przekona.
-wiem. Ja ciebie tez kocham.-usmichnal sie delikatnie. Spojrzał na chwile na psycholog po czym wrócił wzrokiem na Tomo.
-widzisz? Mogłeś leżeć w łóżku.-pokręcił głowa biorąc w końcu kilka łyków herbaty. Co on sie miał z tym swoim skarbem.
-ja?-uniósł brwi patrząc na niego.-ja...czasem boje sie ze zostanę sam. Ale staram sie myślec pozytywnie. Widziałem dzisiaj nowe wyniki. Jest poprawa...nie zostanę sam bo zawsze będziesz przy mnie.
-kochanie...-szepnął sadzając go sobie na kolanach i obejmując delikatnie.-nie jest mała. Nie jest.-zapewnił glaszczac go po pleckach.-jest dobrze. Do końca grudnia juz bedzie po chemii i zaczniesz rehabilitację.
-oj kochanie...i tak jest duża. Nie martw sie bedzie lepiej.-zapewnił go spokojnie. A chudszy jesteś bo nie jesz gluptasku.-przytulił go mocniej.
-ech...to staraj sie jesc tyle żeby nie wymiotować.-poprosił cicho.-zimno? Chcesz juz wracać do łóżka?
-moje biedactwo...-powiedział zaraz sadzając go na wózek.-to jedziemy.-usmichnal sie i pożegnał z psycholog.
-potule i Pośpiewam jeśli jeśli chcesz. -obiecał wjeżdżając do windy.-pózniej pomogę ci si umyć jak juz nie bedzie ci tak zimno.
-ja ciebie tez kocham. Zobaczysz bedzie dobrze.-zapewnił tulac go lekko do siebie.-bedzie dobrze. Koyuki dzwonił. Szpik sie przyjął.
-mówił ze przyjedzie jak skończy leczenie. Stwierdził ze trochę u nas pobedzie. Ale zadzwonił do Mary i wszystko jej wyjasnil.-powiedział spokojnie.
-serio? Nie wiedziałem. Puści film na ślubie? Pewnie dlatego chce zostac chwile u nas...
-mhm...skoro sie napalil to zrobi to porządnie. Bedzie si starał i w ogóle.-uśmiechnął sie.-zagra trochę teraz, moge sie założyć ze wpadnie na święta na sylwester i jak juz będziesz po rehabilitacji. I nie zdziwię sie jak zamontuje ukryte kamery.-zasmial sie juz trochę swojego brata znając. -tak zrobił na moje 21 urodziny.
-nie jestem zły.-powiedział spokojnie.-pokaże. Nawet wziąłem dzisiaj laptopa bo myślałem ze coś obejrzymy. Włączę ci jak sie umyjesz.
-jasn kochanie. Prześpij sie.-uśmiechnął sie glaszczac go po plecach.
-ja ciebie tez kotus.-uśmiechnął sie do niego.-słodko wyglądasz jak śpisz.-dodał delikatnie muskajac jego usta.-cieplej ci? Chcesz sie umyć?
-to usiądziesz. Jakoś damy radę.-zapewnił go. Wstał z łóżka i pomógł mu się przenieść na wózek.
daj spokój. Ty dla mnie zrobiłbyś to samo. Nie ma za co dziękować.-wzruszył ramionami kierują wózek w stronę łazienki.
-na prawdę nie ma za co kochanie.-odparł najpierw pomagając mu się rozebrać a potem zajmując się sobą.
-jak z tego wyjdziesz to będzie większe.-zaśmiał się biorąc go na ręce i wchodząc pod prysznic.
-Miałbym nie zasłużyć.-uniósł brwi pomagając mu się umyć.-chyba raczysz żartować.-zaśmiał się.
-ech no kotek...-wywrócił oczyma wychodząc z kabiny i szybko go wycierając.
-Ajaj...mówiłem że pomogę głuptasie.-westchnął zaraz mu pomagając i dopiero potem się ubierając.
-możesz.-uśmiechnął się.-ale wiesz nie ma co opowiadać. Obejrzysz to sam zobaczysz. Długo nad tym siedział.-zaśmiał się kładąc go do łóżka i sięgając po laptopa.
-jest ok. Nie przeszkadza mi to.-powiedział odpalają film na którym było jego 21 lat życia w skrócie. Nagrane przez Koyukiego lub przez ukryte kamerki które rozłożył w jego pokoju na studiach.
-byłem na niego wściekły kiedy dał ten moment jak biegłem nago do domu albo jak się kąpałem. Ale tak poza tym to miło zachować taki filmik i później go oglądać.
-jasne. Przejrzyj sobie co mam i coś wybierz.-wzruszył ramionami.-Nasz ślubny prezent też pewnie taki będzie.
-dwa? To chyba przeszukam dom...tak w razie czego...-mruknął obejmując go delikatnie.
-haha dobrze nie będę wnikał.-roześmiał się.-Ale to dziwne że mówisz mi że szykujesz dla mnie niespodziankę.-zachichotał.
-oj...ale to było co innego. Wtedy to dotyczyło nauki Yuyi i w ogóle...-mruknął całując go w policzek.
-oj no już...bez przesady.-zaśmiał się wesoło.-to muszę zacząć nad prezentem dla ciebie...żeby nie wyszedł gorszy.
-niby czemu tak sądzisz?-spytał unosząc brwi.-W tym roku na prawdę nie mam na ciebie pomysłu.-westchnął ciężko.
-nie są. Zawsze się cieszę kiedy mi coś dajesz.-zaprotestował biorąc do buzi łyżkę budyniu.
-no i? Nie muszą być drogie. Masz fajne pomysły których mi brak.-zaśmiał się niezręcznie.
-ja też cię kocham.-uśmiechnął się lekko również zajadając się budyniem.
-a wiesz też że do ślubu zero seksu w domu? Jak już mówiłem mój kochany braciszek dla zdobycia materiału zamontuje kamerki. A ja nie chciałbym żeby miał darmowe porno.-ucałował go w policzek.
-No niby tak...ale rehabilitację masz zacząć w styczniu więc do maja na pewno będzie ci lepiej.-zauważył ze śmiechem.
-oczywiście że będę pomagał.-zamknął laptopa i również się położył lekko go obejmując.-śpij spokojnie.
-leż jak chcesz. Już ci to mówiłem.-odparł spokojnie.-najważniejsze żebyś się wyspał.
Takano rownież zasnął bardzo szybko ciesząc sie z bliskości chłopaka.
Obudził sie dość wcześnie rano czekając aż chłopak sie obudzi i patrząc na niego z rozczuleniem.
Takano usiadł wtedy na krześle przy łóżku.-jak ci sie spalo?-spytał z lekkim uśmiechem kiedy lekarz juz wyszedł.
-przecież bym ci nie uciekł gluptasku.-zasmial sie cicho.-no ale jak poza tym spokojnie to dobrze.-chwycił go za dłoń.
-no wied poczekam.-rozsmial sie wzruszając ramionami.-Wytrzymaj do końca grudnia.
-no bedzie dobrze.-uśmiechnął sie lekko. Zaraz odbierając uparcie dzwoniący telefon. -Monic!-odezwał sie zaraz wesoło i kontynuował po francusku.-serio to załatwiałas? Jesteś wielka! Na pewno mu sie spodoba. Mhm...dzieki wielkie.-rozłączył sie i usmichnal do chłopaka.
-przecież rozumiesz po francusku.-zasmial sie.-Monic jest moja koleżanka z roku. Teraz pracuje jako wykladoca i załatwiła ze będziesz mogl zobaczyć jak studiowałem. Na naszym miesiącu miodowym.
-serio. Załatwiam jeszcze kilka innych rzeczy tylko czekam na odpowiedzi od znajomych. Tych normalnych.-zasmial sie.-no i chciałbym w końcu pokazać ci moja wysepkę. Jakoś to wplete. Nasze plany. Zobaczysz bedzie fajnie.
-damy rade. Mam wszystko ładnie rozplanowane. To bedzie miły miesiąc. Taki tylko nasz. Zobaczysz wszystko co warto we Francji, zrelaksujemy sie na wyspie a potem polecimy do Australii.
-nie przesadzę. Przecież nie zobaczysz wszystkiego. To co lubię i trochę więcej o mnie sie dowiesz. Na wszystko bedzie czas i nie będziemy ganiac z miejsca na miejsce. Zobaczysz spodoba ci sie.
-oczywiście ze uwzględnilem. Jest wszystko co warto, czas na dobre jedzonko i czas dla nas. Zobaczysz bedzie super.-ucałował go w policzek.
-nie...spokojnie. Mamy mało czasu al wystarczająco żebyś wiele zobaczył i dobrze sie bawił.-zapewnił go.-przyniose. Moge ci zostawić Australię.
-nie mam specjalnych wymagań. Zostawiam sie w twoich rękach.-uśmiechnął sie lekko.
-a będziesz na siłach?-spytał zaraz z uśmiechem.-jak tak to juz nie moge sie doczekać.-ucałował go w policzek.
-zdaje sobie sprawę. Podstawy niby znam...ni bo wież tępa i wgl na studiach często odwiedzałem plaże ze znajomymi. Ja głownie leżałam na kocu po parasolem al próbowali mnie uczyć.-wzruszył ramionami.
-ok. Odpoczywaj.-ucałował go w policzk i okryl kołdra.-patrzył na niego z lekkim rozczuleniem.
-no nie wiem kochanie...-przyłożył mu dłoń do czoła.-wydajesz się rozpalony. Może powinieneś się jeszcze przespać? Albo może pójdę po lekarza?
-bardzo chcesz Tak bardzo, bardzo?-spytał głaszcząc go po policzku.
-ale lekarz mi zabronił bo masz kroplówkę...-odparł zrezygnowany włączając laptopa i zaczynając szukać jakiejś komedii.
-oj no dobrze...-zgodził się w końcu. Położył się obok niego i włączył film.-może być?
-ech...co ja się z nim mam.-westchnął czując jak chłopak mocno się przytula. Odłożył laptopa którego wcześniej wyłączył i został w łóżku.
-hej maluchu...musiało mi się przysnąć.-uśmiechnął się do niego i wyślizgnął z łóżka i uśmiechnął do mamy Tomo.
-wiem...ale to nie zmienia faktu że się martwię. Ma gorączkę więc śpi.-uśmiechnął się lekko.-No i nie sypia za dobrze...
-ech...-westchnął cieżko.-co zrobiłeś? Obiecuje ze nie bede krzyczał tylko od razu musisz mi powiedzieć co zrobiłeś.-powiedział kucajac przed nim.
-ech...jesz maluchu. To fajnie ze broniłes Aye...tylko to na prawdę źle ze poniles sie z kolega z klasy. Pójdę jutro do dyrektora.-westchnął.-nie krzycze ale karę musisz dostać.
-on sie uderzył? Zrobił ci coś? Boli cie?-spytał od razu zmartwiony.-no dobra wiec obgadamy to z wujkiem jak sie obudzi ok?
-mhm no dobrze.-powiedział obejmując go delikatnie. -nie wiem czy duża. Obgadamy z wujkiem.
-tak, dzisiaj tak. Nie bede go męczył rozmowa. Ale jutro albo pojutrze przyjedziemy z Yuya i uzgodnimy jaka dać ci karę. Bo ta musi być.-zmierzwil małemu włosy i usiadł na krześle.
-powiedziałem ze nie wiem.-zasmial sie.ale nie bedzie bardzo bardzo duża. Taka normalna pewnie bedzie.
-hm?-spojrzał na Tomo i od razu poprawił mu maskę tlenowa patrząc jak sie uspokaja.-tylko mu si przekrzyila.-wyjasnil chłopcu i wziął go na kolana.-jedziemy do domku?
-hm?-spojrzał na Tomo i od razu poprawił mu maskę tlenowa patrząc jak sie uspokaja.-tylko mu si przekrzyila.-wyjasnil chłopcu i wziął go na kolana.-jedziemy do domku?
-nie jestem zły. Broniłes koleżanki no i nie ty pierwszy go udrzyles. Broniłes tez siebie-wstał i złapał go za rączkę.-tylko muszę iść do dyrektora co mi sie nie podoba.
-coz pierwszy raz nie ze swojej winy.-zasmial sie.-sam lądowałem kilka razy. Nie za pobicie co prawda...za kawały albo coś.
-coz do mni przychodził brat.-wzruszył ramionami.-dzieki. Chyba mu trochę lepiej jak przy nim jestem. Spokojniej śpi i w ogóle.
-dobrze juz dobrze.-zasmial sie i wziął chłopca za rękę. Wrócił z nim do domu i zrobił obiad.
-ok maluchu. Wyślemy, razem z żurawinami bo juz podkładane.-usmichnal sie do niego.-a po obiedzie lekcje.
-mhm jutro wyślemy.-zgodził się wracając do robienia obiadku.-to idź rysuj.
-na pewno. Ale jak spytasz jeszcze raz to chyba zacznę.-zaśmiał się wykładając obiad na talerze.
-po obiedzie-zaśmiał się kładąc przed chłopcem talerz z obiadem.-smacznego maluchu.-uśmiechnął się.
-dobrze.-zgodził się spokojnie. Kiedy skończył jeść wstał schować naczynia do zmywarki.-ale pamiętaj że nadal muszę wymyślić dla ciebie karę.
-Hmmm...zastanowię się. Jak będę u dyrektora to od razu zajdę do twojej wychowawczyni.-uśmiechnął się do chłopca i oddał mu dzienniczek.
-ech...-westchnął odpalając laptopa i program do rysowania. Wpadł na kolejny pomysł na tort.
-Mhm...a chcesz zrobić?-spytał najpierw oglądając laurkę za którą chłopca pochwalił a potem czytając treść zadania.
-hmmm...-obejrzał jego notatki i chwilę się zastanowił.-zagapiłeś się maluchu.-powiedział wskazując o który moment mu chodzi.
-teraz dobrze.-powiedział mierzwiąc mu włoski.-bardzo ładnie sobie poradziłeś.
-na pewno byś dał maluchu.-zaśmiał się mierzwiąc mu włoski bo przecież nic nie zrobił.-możemy nagrać.
-no dobrze maluchu.-zasmial sie.-najpierw napisz słowa. Spróbuje ułożyć jakaś spokojna melodie. Kołysankę, bo wujek ma problemy ze spaniem.-powiedział zaglądając mu przez ramie.
- ok to nie przeszkadzam.-powiedział widać do 'studia' żeby zacząć myślec nad melodia.
-Tomo? Kochanie? Po swojej prawej stronie masz maskę. Oddychaj. Spokojnie, jeśli chcesz to przyjadę.-powiedział od razu.
-zapal lampkę albo poświeć telefonem. spokojnie kochanie, wiem że boli.-powiedział starając się zachować spokój.-przyjechać? Spokojnie, znalazłeś już?-spytał po chwili.
-kotek? Po prawej, tak wyżej troszkę.-powiedział wzdychając ciężko.-i oddychaj spokojnie, wszystko będzie dobrze. Może najpierw znajdź lampkę? Blisko ją masz...
Prześlij komentarz