-Oj to położę do szafki.-powiedział wkładając pudełeczko do szuflady.-Oj pokarzcie je.-powiedział ze śmiechem czytając zadaniem i zaraz tłumacząc im o co chodzi.
-ej mały ale nie płacz...-powiedział zaraz biorąc go na kolanka.-Jeszcze raz wytłumaczę, ok?-zaproponował znów po kolei i powoli wszystko mu wyjaśniając.
-ok. Tylko uważaj na siebie.-poprosił malucha a kiedy ten wyszedł uśmiechnął sie do Tomo.-jak ci minął dzień?-spytał go od razu.-bo ja cały dzień martwiłem sie o nasz domek. Wiesz musiałem zostawić w nim Koyukiego.-zasmial sie.
-to moze jakąś książkę ci przywieźć?-zaproponował nie chcąc zeby sie nudził.-nie przesadzam.-zasmial sie.-poza tym martwię sie tez o brata...wczoraj było mu słabo.
-mhm masz racje.-uśmiechnął sie lekko.-przywiozę. Znajdę jakaś w domu.-obiecał całując go w policzek.-wiesz um...wiele razy juz mówiłeś mi o swoich obawach tych mniej lub bardziej uzasadnionych i w ogóle...ale ja jakoś nie miałem okazji.-zaczął czując sie trochę niezręcznie.-nigdy ci tego nie mówiłem ale...czasem i ja sie boje.-złapał go za rękę.-czasem sie boje ze faktycznie będziesz miał dość związku i uciekniesz...głupie wiem...
-wiem. Wiem ze mnie bardzo kochasz. No i dzielnie czekałem aż sam zdecydujesz sie na slub.-uśmiechnął sie do niego i ucałował go lekko w policzek.-Koyuki i poradził zeby porozmawiać z toba o tym przed ślubem. Powiedzieć swoje lęki...i wysłuchać jeśli ty masz jakieś. Przez poprzednich partnerów albo coś...
-nie zostawię cie...i na pewno dam ci swobodę.-uśmiechnął sie do niego lekko.-no to ja z lęków o których nie wiesz...boje sie jeszcze żab. Zniosę je tylko na talerzu.-zasmial sie.-wiec jak wczoraj Yuya przyniósł żabke bo znalazł u siebie w pokoju to Koyuki mało sie nie posikal ze śmiechu widać jak sie hamuje, byle tylko nie krzyknąć...
-ech nie trzeba. Na prawdę daje sobie rade z tym głupim lękiem.-zasmial sie zaraz muskajac jego usta.-no mozemy pójść. A potem zjesz kawałek ciasta.-odsunął sie od niego i podsunął bliżej wózek.
-wiem ze powiesz.-uśmiechnął sie i usiadł na ławce chwile patrząc jak Yuya sie bawi.-mały tez bardzo tęskni. Obiecałem mu ze na wiosnę pójdziemy pod namiot.
Zasmial sie cicho i objął delikatnie.-jasne ze cie obronie. I z chodzeniem. Powiedz...bardzo źle jest? Będziesz miał rehabilitację w szpitalu?-spytał od razu.
-no ale skoro mozesz ustac to nie jest źle. Jakoś sobie poradzimy z rehabilitacja. Bede cie woził chyba ze chcesz na czas rehabilitacji zostac w szpitalu zeby nie jeździć.
-zamienić mieszkaniami? No nie wiem...jeszcze sie zasnatowimy.-uśmiechnął sie lekko.-ale rozumiem ze masz dość szpitali. Tez juz wolałbym zebys był w domu. Pewnie wezmę sobie trochę wolnego zeby sie toba zając.
-oj ale tak jeszcze tydzien po rehabolitacjach. Zeby z toba posiedzieć. Potem wrócę do pracy.-zapewnił go.-skoro sie nie zgodziłes to jeszcze sie zastanowimy. Wtedy powiemy twojej mamie.
-oczywiście skarbie. Ciebie bardzo mocno kocham. Jesteście obaj bardzo ważni w moim życiu.-odparł kładąc się przy nim.-żebyś mimo wszytko mógł się tulić.
-Koyuki...ale wiesz ze nie musiałeś? Mówiłem żebyś sobie odpoczywał a ja jak wrócę to zrobię obiad...-mruknął jednak jedząc ze smakiem.-Tomo sobie zamówił twoje popisowe danie jak juz wyjdzie ze szpitala.-oznajmił bratu.
-ok. Nic się nie stało. Zjem i posprzątam.-zapewnił jedzą z lekkim uśmiechem.-jak jesteś zmęczony to się połóż. Jeszcze jakiś czas powinieneś odpoczywać.
-szszsz...poszedł szukać twojej mamy. Tez mam iść?-spytał podchodząc żeby pogłaskać go po policzku.-spokojnie. Oddychają powoli.-poprosił poważnie się martwiąc.
-ale w sensie że jak nie chciałeś wujka skrzywdzić? -spytał zaraz na niego patrząc.-ok zaraz pójdziemy na dol i ktoś się zajmie twoja nóżka.-uśmiechnął się i wstał. -Panie doktorze, co z nim?
-a jak inaczej miałbym zareagować kiedy on był bliski płaczu?-spytał trochę ironicznie bo takie sytuacje go denerwowały. Przecież w ogóle nie powinny mieć miejsca.-czy to będzie miało jakiś wpływ na jego wyniki?
-najważniejsze żeby się mu nie pogorszyło.-odparł tylko I wziął Yuye na ręce.-Tomo, zaraz wrócę tylko zajmę się nóżka Yuyi.-powiedział I wyszedł wracając tak jak obiecał.
-to nic kochanie. Będziesz sobie spał a ja coś porobie. Nie martw się. Będę miał co robić wiec...niestety ale nie posiedzę z tobą w domku. Musze upiec ciasta na swieta.
-serio? Może jest zajęty? -zaproponował zajmując stolik.-zadzwoń do niego i porozmawiaj.-uśmiechnął się lekko.-a póki co wybierz sobie co chcesz zjeść.
-juz lepiej. Polezal trochę z Koyukim i juz normalnie chodzi. Pojechali razem po prezenty ostatnio. Ja tez juz wszystko załatwiłem. Zaproszenia rozeslane. Będą fajne rodzinne swieta.
-Koyuki chętnie z tobą pojedzie. Ja z reszta też. No i sądzę że jak poprosisz Juna to tez z tobą pojedzie. Spokojnie zdążysz.-uśmiechnął sie lekko również jedząc swoje dango.-masz rację. Pyszne.
-hej kotek...to twój przyjaciel. I nawet jeśli ma mało czasu bo zajmuje się swoim chłopakiem albo praca to na pewno znajdzie dla ciebie chwile. Po prostu do niego zadzwoń, ok?
-hej Tomo. Wybacz ze się nie odzywałem. Ale jakoś tak byłem zalatany po tym jak wróciłem z Tokio i teraz przed świętami mam trochę więcej luzu.-usprawiedliwił się.-jak tam Twój pobyt w szpitalu? Kiedy wychodzisz? Może się spotkamy jeszcze przed świętami? Wciąż nie wiem co kupić Ryu...
-nie zrobię tego. Nawet jeśli raz mi się zdarzyło to wtedy uciekalem.-przypomniał mu I zaraz zmienił temat.-to nic ze na wózku. Przyzwyczaiłem się więc jakoś sobie poradzimy.-zapewnił go.-to kiedy chcesz się spotkać?
Takano skinął głową chcąc żeby chłopak sobie wszystko pozalatwial i spotkał się z przyjacielem. -ale przecież mogę po ciebie przyjechać. Przyjadę.-oznajmił zaraz.
Zaraz szybko wysiadł i postawił wózek. -posad go. To normalne po drodze.-wyjaśnił bratu a chwilę później z domu wybiegł Yuya i wskoczył Tomo na kolana.
-ale wszytsk wujku? Bo ich jest tak duuuuzo! I w studiu tez juz jest dużo. -powiedział wciąż się do niego tulac. Tak bardzo się stesknil. -no to wy idźcie a ja zrobię pranie.-powiedział Takano zostawiając ich samych.
-no wiem. Dzięki Tomo. Wprowadza wiele radości do tego domu.-uśmiechnął sie Takano włączając pralkę.-pomoc ci nakryć do stołu?-spytał brata chcąc mu trochę pomoc.
-mhm...popisowe danie.-zaśmiał się wychodząc z łazienki.-teraz cały dom będzie pełen kolorowych żurawi...no ale niedługo musze dom na swieta udekorować no i dania ugotować. A przecież wciąż mam prace.-westchnął ciężko
-Koyuki to na pewno i mi by trochę odjelo zadań ale Tomo ma przez ten tydzień jeszcze leżeć i odpoczywać a ja siedzieć w kuchni czy dekorować dom. Ja pogotuje jakoś to godząc z praca...tylko nie wiem jak z dekoracjami...
-ja bardzo dobrze wiem ze on będzie uparcie chciał coś robić bo ma dość leżenia. Ale chcę żeby to były w miarę możliwości jakieś lekkie zajęcia. To może niech robi jakieś dekoracje z Yuya? Przy stoliku?
-i oczywiście pierniczki?-uniósł lekko brwi.-ok pomożesz ale będziesz uważał żeby się nie przemęczyć, ok?-przytulił go lekko.-oczywiście. Choinkę ubieramy rodzinnie.
-a kto inny miałby wybierać skoro to właśnie ciebie tak długo nie było? -spytał ze śmiechem. Po tym jak pozmywał z Yuya poszedł do salonu. Włączył bajkę I położył się przy chłopaku lekko go obejmując.
-oczywiści, zaraz ci zrobię czekoladę. I już będziesz miał komplet.-zaśmiał się wstając i idąc do kuchni. Wrócił już z kubkiem gorącego napoju z bitą śmietaną i piankami.
-ok. To poczekaj a ja ci je przyniósę.-wstał z kanapy i poszedł do kuchni. Wziął odpowiednie leki i nalał wody do kubka. Z tym wszystkim wrócił do salonu.
Uśmiechnął się lekko. Kiedy Yuya z Koyukim wrócili poprosił żeby byli cicho a sam dalej przy nim leżał. Zdawał sobie sprawę że Tomo będzie teraz dużo spał.
-wiem co czujesz. Bo takiej przerwie wszystko cieszy.-uśmiechnął się zdejmując koszule.-nie spiesz się.-dodał rozbierać się całkowicie i podchodząc jeszcze do lustra żeby zmienić soczewki na okulary.
-oj ale to jest taka herbatka od mojego kochania. To jest zupełnie coś innego. -Wyjaśnił jak dziecku. - ja się po prostu stesknilem za tobą. Chcesz na jutro jakiś dobry deser?
Takano zrobił śniadanie a po nim zawiózł Yuye do szkoły. Sam aż do przerwy zajmował się zamówionymi ciastami świątecznymi. Na drugie śniadania poszedł do domu.
-ale wiesz ze jeszcze dzisiaj miałeś odpoczywać? a nie za gotowanie się bierzesz.-westchnął.-ok odgrzeje. Tobie też? -spytał od razu.-ok wiec przyjadą razem.
-Mhm...więc sobie czytaj albo oglądaj telewizję. Przepraszam ze nie mogę z tobą siedzieć. Mam teraz tyle zamówień że nie daję sobie rady.-zaśmiał się mieszając składniki.
-ech...ty to się nigdy nie zmienisz. Przecież mówiłem że masz przyjechać, tak jak cała reszta na święta. I ani dnia wcześniej. Tłumaczyłem, że nie mam czasu.-westchnął jednak później się z nią witając.
Takano wsadził jedną porcję pierożków do maszyny żeby się ładnie na parze gotowały i poszedł do salonu. -ech co za drań. Ale nie spodziewałem się tego po nim.-powiedział klepiąc siostrę po ramieniu.-Co jak co ale nie po nim. W takim razie jakoś ci pomożemy. Możesz zamieszkać z ojcem. Na pewno się ucieszy mogąc się zając tobą i przyszłym wnuczkiem.-chciał ją jakoś pocieszyć.
-ajajaj...siotra ja rozumiem że masz doła ale kanapa jest jego. Kołdra też.-powiedział zaraz pomagając się mu położyć i okrywając go kołdrą.-Leż.-polecił mu i poszedł sprawdzić pierożki.
-dziękuję.-uśmiechnął się pomagając mu siedzieć i samemu również jedząc.-Tomo...jak Yuya i Koyuki wrócą przekaż im że pierożki są w misce, przykryte talerzem. Wystarczy je ugotować na parez.
-no co?-spojrzał na Tomo zupełnie nie rozumiejąc jego reakcji.-ech...chcę wiedzieć. Taka jest prawda. Nie lubię mieszać się w cudze kłótnie, zwłaszcza te między moim rodzeństwem. Jeśli tego wysłucham, będę musiał stanąć po którejś stronie a tego nie chcę.
-Oj maluchu...wujek już z nami zostaje.-zmierzwił mu włosy.-siadajcie obaj a ja ugotuję wam obiad póki jestem. Dzisiaj pierożki na parze z mięskiem albo z warzywami.
Takano szybko przyniósł im pierożki. -smacznego. Kal zjecie to dostaniecie deser. Lekki torcik bezowy z kremem z bitej śmietany oraz malinami.-oznajmił wesoło.
-ech...jak rozumiem solidarność staników.-westchnął Takano.-Cóż, nie będę się w to wtrącał. Mam tylko nadzieję że to nie zepsuje nam świąt. Nie kłóćcie się.
-Może...-zgodził się cicho.-Yuya, jeśli na prawdę ci nie smakują to nie będę cię zmuszał. Też mam potrawy których nie lubię.-zaczął.-ale nie chcę też żebyś chodził głodny więc mogę ci coś na szybko zrobić...
-wiem ze smakowały. Jednak zjadłes trochę za dużo. Musisz się pilnować.-ukleknal przy nim i zaczął go głaskać po plecach.-rozumiem ze tego nienawidzisz. Ale musisz wytrzymać.
-wiem. Na razie po prostu nie możesz aż tyle jeść. Z czasem będziesz mógł więcej wiec nawet jak smakuje to musisz się powstrzymać. Zostanie ci na później.-objął go delikatnie.-zrobię ci herbatki, ok?
-Ech głupi...I ty I on. Przecież mówiłem ze wrócę późno i macie na mnie nie czekać.-westchnął. Wziął chłopaka na ręce i zaniósł go do sypialni gdzie pożądanie okryl go kołdrą.
-Ech zjem. Jak tylko rozloze kanapę.-westchnął.-odsunął stolik i rozłożył kanapę. Potem poszedł po kolacje.-Koyuki proszę, następnym razem wyperswaduj mu czekanie.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2001 – 2200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-no no...brawo.-powiedział z uśmiechem przyglądając się zwierzątkom.-A ja mam dla ciebie kawałek ciasta.-powiedział pokazując pudełeczko.
-Oj to położę do szafki.-powiedział wkładając pudełeczko do szuflady.-Oj pokarzcie je.-powiedział ze śmiechem czytając zadaniem i zaraz tłumacząc im o co chodzi.
-ej mały ale nie płacz...-powiedział zaraz biorąc go na kolanka.-Jeszcze raz wytłumaczę, ok?-zaproponował znów po kolei i powoli wszystko mu wyjaśniając.
-nie ma za co maluchu.-zasmial sie i zmierzwil mu włosy.-a moze odwiedzisz babcie? A ja chwile pogadam z Tomo, ok?
-ok. Tylko uważaj na siebie.-poprosił malucha a kiedy ten wyszedł uśmiechnął sie do Tomo.-jak ci minął dzień?-spytał go od razu.-bo ja cały dzień martwiłem sie o nasz domek. Wiesz musiałem zostawić w nim Koyukiego.-zasmial sie.
-to moze jakąś książkę ci przywieźć?-zaproponował nie chcąc zeby sie nudził.-nie przesadzam.-zasmial sie.-poza tym martwię sie tez o brata...wczoraj było mu słabo.
-mhm masz racje.-uśmiechnął sie lekko.-przywiozę. Znajdę jakaś w domu.-obiecał całując go w policzek.-wiesz um...wiele razy juz mówiłeś mi o swoich obawach tych mniej lub bardziej uzasadnionych i w ogóle...ale ja jakoś nie miałem okazji.-zaczął czując sie trochę niezręcznie.-nigdy ci tego nie mówiłem ale...czasem i ja sie boje.-złapał go za rękę.-czasem sie boje ze faktycznie będziesz miał dość związku i uciekniesz...głupie wiem...
-wiem. Wiem ze mnie bardzo kochasz. No i dzielnie czekałem aż sam zdecydujesz sie na slub.-uśmiechnął sie do niego i ucałował go lekko w policzek.-Koyuki i poradził zeby porozmawiać z toba o tym przed ślubem. Powiedzieć swoje lęki...i wysłuchać jeśli ty masz jakieś. Przez poprzednich partnerów albo coś...
-nie zostawię cie...i na pewno dam ci swobodę.-uśmiechnął sie do niego lekko.-no to ja z lęków o których nie wiesz...boje sie jeszcze żab. Zniosę je tylko na talerzu.-zasmial sie.-wiec jak wczoraj Yuya przyniósł żabke bo znalazł u siebie w pokoju to Koyuki mało sie nie posikal ze śmiechu widać jak sie hamuje, byle tylko nie krzyknąć...
-ech nie trzeba. Na prawdę daje sobie rade z tym głupim lękiem.-zasmial sie zaraz muskajac jego usta.-no mozemy pójść. A potem zjesz kawałek ciasta.-odsunął sie od niego i podsunął bliżej wózek.
-ok.-uśmiechnął sie i zaczął go prowadzić na zewnątrz.-a jak ostatnie wyniki?
-juz jest rzadziej bo juz za miesiąc będziesz w domku.-ucałował go w policzek.-tak bardzo sie cieszę ze leczenie sie udało i będziesz w domku.
-wiem ze powiesz.-uśmiechnął sie i usiadł na ławce chwile patrząc jak Yuya sie bawi.-mały tez bardzo tęskni. Obiecałem mu ze na wiosnę pójdziemy pod namiot.
Zasmial sie cicho i objął delikatnie.-jasne ze cie obronie. I z chodzeniem. Powiedz...bardzo źle jest? Będziesz miał rehabilitację w szpitalu?-spytał od razu.
-no ale skoro mozesz ustac to nie jest źle. Jakoś sobie poradzimy z rehabilitacja. Bede cie woził chyba ze chcesz na czas rehabilitacji zostac w szpitalu zeby nie jeździć.
-zamienić mieszkaniami? No nie wiem...jeszcze sie zasnatowimy.-uśmiechnął sie lekko.-ale rozumiem ze masz dość szpitali. Tez juz wolałbym zebys był w domu. Pewnie wezmę sobie trochę wolnego zeby sie toba zając.
-oj ale tak jeszcze tydzien po rehabolitacjach. Zeby z toba posiedzieć. Potem wrócę do pracy.-zapewnił go.-skoro sie nie zgodziłes to jeszcze sie zastanowimy. Wtedy powiemy twojej mamie.
-wiem wiem. Wiecjeszcze o tym pomyślimy.-zapewnił go i zaraz posadził na wózku.-ok wracamy. Potulisz sie w sali.
-no nie wiem kochanie. Robi sie coraz zimniej i niedługo ma spaść śnieg.-odparł wjeżdżając z nim do środka.-w końcu to juz grudzień.
-no dobrze kochanie. Jak będzie ciepło to pójdziemy na spacerek.-obiecał mu i wjechał do jego sali.
-coś się stało? -spytał zaraz też patrząc przez okno i się uspokajając.-nie strasz mnie tak.-westchnął siadając na brzegu łóżka.
-no mam nadzieje ze na prawdę nic mu nie jest.-mruknął obejmując go delikatnie.-ale skoro się awi dalej to chyba nic...
-no tak na pewno by było. Juz się trochę uspokoiłem.-zaśmiał się cicho.-oj...no bo kocham malucha i nie chce żeby coś mu się stało.
-no tak na pewno by było. Juz się trochę uspokoiłem.-zaśmiał się cicho.-oj...no bo kocham malucha i nie chce żeby coś mu się stało.
-oczywiście skarbie. Ciebie bardzo mocno kocham. Jesteście obaj bardzo ważni w moim życiu.-odparł kładąc się przy nim.-żebyś mimo wszytko mógł się tulić.
-nie będę. Śpij sobie a ja pójdę jak juz Yuya wróci albo trochę wcześniej i po niego pójdę. Śpij.-powiedział obejmując go delikatnie.
-nie będę. Śpij sobie a ja pójdę jak juz Yuya wróci albo trochę wcześniej i po niego pójdę. Śpij.-powiedział obejmując go delikatnie.
-ok kochanie.-obiecał mu i po około godzinie poszedł po Yuye i razem wrócili do domku?
-Koyuki...ale wiesz ze nie musiałeś? Mówiłem żebyś sobie odpoczywał a ja jak wrócę to zrobię obiad...-mruknął jednak jedząc ze smakiem.-Tomo sobie zamówił twoje popisowe danie jak juz wyjdzie ze szpitala.-oznajmił bratu.
-ok. Nic się nie stało. Zjem i posprzątam.-zapewnił jedzą z lekkim uśmiechem.-jak jesteś zmęczony to się połóż. Jeszcze jakiś czas powinieneś odpoczywać.
-no wiem wiem...zaśmiał się i skończył jest zaraz wstając żeby posprzątać.
-ej ej! Nie obvadywac mnie tam!-wykrzyknął z kuchni. Kiedy już posprzątał wrócił do salonu i usiadł na kanapie.
-lepiej. Zmniejszyli mu już chemię wiec mnie mj wymiotuje. Nadal jest słaby I będzie musiał mieć rehabilitację ale to już prawie koniec.
-zostaje na weekendy. Wiesz mam wtedy wolne od pracy i ma się kto zająć Yuyą.-uśmiechnął sie.-wiec jak chcesz to się możesz małym zająć.
-coś ty taki chętny?-spytał ze śmiechem.-wiesz ze nie musisz? Jeśli będziesz się czuł słabo to masz odpoczywać.
-głupi...wiec powinieneś leżeć a nie obiad robić.-fuknal wywracajac oczyma.-wiec lez grzecznie
-no. Na święta twoje miejsce zajmie Tomo. Niedługo jadę kompletować prezenty. No i musze zadzwonić do ojca i Rena.
-jeszcze nie wiem jak to rozwiążemy. Możliwe ze my z Tomo będziemy spać tu a reszta tam. No i kolacja tez tam. Tak chyba byłoby najlepiej.
-juz jadę a ty nie biega tak.-powiedział zaraz wsiadajac do samochodu i jadąc do szpitala. Dojechał w 20 minut i od razu pobiegł do sali Tomo.
-szszsz...poszedł szukać twojej mamy. Tez mam iść?-spytał podchodząc żeby pogłaskać go po policzku.-spokojnie. Oddychają powoli.-poprosił poważnie się martwiąc.
-juz spokojni kochanie.-zapewnił zaraz zostawiając robotę lekarzowi i idąc do placzacego Yuyi.-wszystko ok,mały?-spytał zmartwiony zaraz oglądając jego nogę.-chyba zwichnieta.
-ale w sensie że jak nie chciałeś wujka skrzywdzić? -spytał zaraz na niego patrząc.-ok zaraz pójdziemy na dol i ktoś się zajmie twoja nóżka.-uśmiechnął się i wstał. -Panie doktorze, co z nim?
-a jak inaczej miałbym zareagować kiedy on był bliski płaczu?-spytał trochę ironicznie bo takie sytuacje go denerwowały. Przecież w ogóle nie powinny mieć miejsca.-czy to będzie miało jakiś wpływ na jego wyniki?
-najważniejsze żeby się mu nie pogorszyło.-odparł tylko I wziął Yuye na ręce.-Tomo, zaraz wrócę tylko zajmę się nóżka Yuyi.-powiedział I wyszedł wracając tak jak obiecał.
-lepiej już?-spytał kładąc Yuye na kanapie a sam usiadł na brzegu łóżka.-trochę lepiej wyglądasz i mam nadzieję że też lepiej się czujesz...
-wiem. Piegniarka pomyliła leki. Ale już dobrze skoro przestaje boleć.-objął go delikatnie i ucalow w policzek.-najważniejsze że już mniej boli.
-zawsze przyjadę kiedy mnie potrzebujesz. Juz dobrze, nie umierasz i nie umarłes. Wszystko gra.-pogłaskał go po ramieniu.
-tam to tylko zwichniecie. Nic mu nie będzie. Był dzielny a teraz śpi.-uśmiechnął sie zerkajac na kanapę.-może ty tez się przespisz?
-zostane tyle ile będziesz chciał. A teraz już śpij bo to widać ze jesteś zmęczony.-powiedział całując go jeszcze ma dobranoc.
Taka no leżał przy nim bardzo długo. Nie chciał go zostawiać bo wiedział ze chłopak bardzo się bał.
Leżał przy nim dopóki nie był pewny ze chłopak się uspokoił a potem wziął chłopca na ręce i pojechał z nim do domu.
-juz jutro?-spytał zaskoczony ale i ucieszony.-jasne kochanie. Jutro zabiorę cie do domku. I od razu zrobię coś pysznego i lekkiego na obiadek.
-juz jutro?-spytał zaskoczony ale i ucieszony.-jasne kochanie. Jutro zabiorę cie do domku. I od razu zrobię coś pysznego i lekkiego na obiadek.
-no tak...to Koyuki zrobi obiad a ja następnego dnia.-stwierdził.-pójdziemy. Zjemy coś słodkiego i wtedy dopiero do domu.-obiecał mu.
-ja ciebie tez.-odparł I rozlaczyl się ciesząc się ze juz jutro będzie miał go w domu.
Nie miał serca go budzić wiec usiadł na kanapie czekając na niego.
-hej skarbie.-uśmiechnął sie i wstał z kanapy.-ok wiec jak coś to sobie poradzę. A teraz idziemy na coś słodkiego.
-cieszysz się? -spytał całując go w policzek. Wyszedł na dwór i skierował się w stronę samochodu.
-kochanie przecież mogłem co pomoc.-westchnął odpalajac samochód. Szybko podjechał pod cukiernie i przeniósł go na wózek.
-oj nie musze ale chcę. Chce ci pomoc chociaż w tych pierwszych dniach kiedy będziesz się bardzo szybko męczył.
-to nic kochanie. Będziesz sobie spał a ja coś porobie. Nie martw się. Będę miał co robić wiec...niestety ale nie posiedzę z tobą w domku. Musze upiec ciasta na swieta.
-serio? Może jest zajęty? -zaproponował zajmując stolik.-zadzwoń do niego i porozmawiaj.-uśmiechnął się lekko.-a póki co wybierz sobie co chcesz zjeść.
-buziaki później skarbie.-zaśmiał się sobie zamawiając to samo.-Yuya wczoraj aż skakał z radości jak się dowiedział ze wujek wraca.
-juz lepiej. Polezal trochę z Koyukim i juz normalnie chodzi. Pojechali razem po prezenty ostatnio. Ja tez juz wszystko załatwiłem. Zaproszenia rozeslane. Będą fajne rodzinne swieta.
-Koyuki chętnie z tobą pojedzie. Ja z reszta też. No i sądzę że jak poprosisz Juna to tez z tobą pojedzie. Spokojnie zdążysz.-uśmiechnął sie lekko również jedząc swoje dango.-masz rację. Pyszne.
-hej kotek...to twój przyjaciel. I nawet jeśli ma mało czasu bo zajmuje się swoim chłopakiem albo praca to na pewno znajdzie dla ciebie chwile. Po prostu do niego zadzwoń, ok?
-oj może był zajęty. Jak zobaczy ze dzwoniłeś to oddzwoni. Spokojnie. Nie stresuj się tym.-poprosił uśmiechając się do niego lekko.
-spokojnie na pewno tam będzie.-powiedział a po chwili zaczął dzwonić telefon Tomo.-o to na pewno on.
-hej Tomo. Wybacz ze się nie odzywałem. Ale jakoś tak byłem zalatany po tym jak wróciłem z Tokio i teraz przed świętami mam trochę więcej luzu.-usprawiedliwił się.-jak tam Twój pobyt w szpitalu? Kiedy wychodzisz? Może się spotkamy jeszcze przed świętami? Wciąż nie wiem co kupić Ryu...
-nie zrobię tego. Nawet jeśli raz mi się zdarzyło to wtedy uciekalem.-przypomniał mu I zaraz zmienił temat.-to nic ze na wózku. Przyzwyczaiłem się więc jakoś sobie poradzimy.-zapewnił go.-to kiedy chcesz się spotkać?
Takano skinął głową chcąc żeby chłopak sobie wszystko pozalatwial i spotkał się z przyjacielem.
-ale przecież mogę po ciebie przyjechać. Przyjadę.-oznajmił zaraz.
-ok ok. To jeszcze się zgadamy.-powiedział I się rozlaczyl.
-widzisz. Mówiłem ze wszystko będzie dobrze i masz się nie stresować.-zaczął Takano.
-widzisz kotek. Powinieneś słuchać jak ci coś mówi przyszły mąż.-zaśmiał się popijając słowa zielona herbata.
-wiem wiem. Ale już dobrze nie?-uśmiechnął się do niego wesoło.-Koyuki dzisiaj zrobił obiad tak jak było ci obiecane.
-juz chcesz wracać? -spytał w takim razie płacąc za zamówienie. Wstał i wyprowadził chłopaka na zewnątrz.-ale nie szeroko żebyś się nie przeziebil.
Ukucnal przed nim i ucałował delikatnie.
-proszę.-uśmiechnął sie i pomógł mu wejść do samochodu. Schował wózek I usiadł za kierownicą.
-spokojnie kochanie.-uśmiechnął sie I ruszył w stronę domu. Dojechał szybko i zaparkować pod domem.-widzisz? Dojechaliśmy cali i zdrowi.
Zaraz szybko wysiadł i postawił wózek.
-posad go. To normalne po drodze.-wyjaśnił bratu a chwilę później z domu wybiegł Yuya i wskoczył Tomo na kolana.
-i poczytamy?-spytał tulac się do niego mocno a Takano wprowadził ich do domu.
-ale wszytsk wujku? Bo ich jest tak duuuuzo! I w studiu tez juz jest dużo. -powiedział wciąż się do niego tulac. Tak bardzo się stesknil.
-no to wy idźcie a ja zrobię pranie.-powiedział Takano zostawiając ich samych.
-no wiem. Dzięki Tomo. Wprowadza wiele radości do tego domu.-uśmiechnął sie Takano włączając pralkę.-pomoc ci nakryć do stołu?-spytał brata chcąc mu trochę pomoc.
-mhm...popisowe danie.-zaśmiał się wychodząc z łazienki.-teraz cały dom będzie pełen kolorowych żurawi...no ale niedługo musze dom na swieta udekorować no i dania ugotować. A przecież wciąż mam prace.-westchnął ciężko
-Koyuki to na pewno i mi by trochę odjelo zadań ale Tomo ma przez ten tydzień jeszcze leżeć i odpoczywać a ja siedzieć w kuchni czy dekorować dom. Ja pogotuje jakoś to godząc z praca...tylko nie wiem jak z dekoracjami...
-ja bardzo dobrze wiem ze on będzie uparcie chciał coś robić bo ma dość leżenia. Ale chcę żeby to były w miarę możliwości jakieś lekkie zajęcia. To może niech robi jakieś dekoracje z Yuya? Przy stoliku?
-ty tez powinieneś odpoczywać. Ja się zajmę gotowanie. Serio dam sobie radę. To nic takiego. Może jeszcze poproszę mamę Tomo żeby coś przygotowała.
-o nie. Ciasta to moja działka. Koyuki dam sobie radę. Ty i Tomo macie odpoczywać, jasne? Więc mnie posłuchaj i rób tylko coś lekkiego, ok?
-i oczywiście pierniczki?-uniósł lekko brwi.-ok pomożesz ale będziesz uważał żeby się nie przemęczyć, ok?-przytulił go lekko.-oczywiście. Choinkę ubieramy rodzinnie.
-na pewno będziesz? -uniósł lekko brwi i zaraz go ucałował.-co powiecie na obejrzenie jakieś filmu po obiedzie?-zaproponował im wesoło.
-jasne. Będziesz mógł leżeć.-powiedział siadając do stołu i smakują zapiekaneke.-pyszna ci wyszła.-pochwalił brata.
-i ładnie wydzieliles porcje.-zaśmiał się jedząc ze smakiem.
-póki co pewnie je jeszcze mnie. A ja ci pomogę Yuyuś. Pozmywamy razem a w tym czasie Tomo wybierze co oglądamy.
-a kto inny miałby wybierać skoro to właśnie ciebie tak długo nie było? -spytał ze śmiechem. Po tym jak pozmywał z Yuya poszedł do salonu. Włączył bajkę I położył się przy chłopaku lekko go obejmując.
Tulić go cały czas cisza się ze ma go w domu. Po bajce nadal z nim leżał kiedy Yuya i Koyuki poszli z psami na spacer.
-wiem ja ciebie tez. Bardzo.-uśmiechnął sie lekko.-nic ssię nie stało. Koyuki i Yuya poszli na plażę się pobawić.
-masaż? A co ci pomasowac? -spytał wstając z kanapy.
Skinął tylko głową i zaczął od nóg. Jak zwykle masował go powoli i delikatnie.
-nie przeszkadzają mi.-odparł spokojnie nadal go masując.-Mogą wisieć tam gdzie je powiesiłeś. Mam nadzieję że już nie będzie potrzeby składania ich.
-mhm...więc i tak jest ich mniej tak?-spytał masując mu plecy.-cieszę się że już jesteś w domu. No i niedługo święta, które spędzimy razem.
-Tak się cieszę że to już prawie koniec.-dodał po chwili obejmując go delikatnie.-na prawdę...ulżyło mi...
-to nic. Najgorsze już za nami.-powiedział z uśmiechem i pocałował go lekko w policzek.-Teraz już będzie tylko lepiej.
-postaraj się. Uwierz, że wszystko będzie dobrze.-uśmiechnął się znów delikatnie muskając jego usta.
-oczywiści, zaraz ci zrobię czekoladę. I już będziesz miał komplet.-zaśmiał się wstając i idąc do kuchni. Wrócił już z kubkiem gorącego napoju z bitą śmietaną i piankami.
-dla mojego kochania zawsze.-uśmiechnął się siadając obok niego i obejmując go ramieniem.-Kocham cię.-ucałował go w policzek.
-kotek...czy ja mam się czuć zazdrosny o czekoladę? Bo przestanę ci ją robić.-zagroził obejmując go ramieniem.
-a beze mnie? Czy bez czekolady bardziej będziesz smutny?-spytał patrząc na niego uważnie.
Wywrocil oczyma.
-ale jakby była czekolada a ja nie? -spytał dalej mu się przyglądając.
-mhm wiem. Chciałem to usłyszeć.-wyjaśnił uśmiechając się wesoło.-Lubie kiedy to mówisz.
-oj niech nie będzie dziwnie.-zaśmiał się cicho. Kiedy chłopak się rozkaslal zaczął go uspokajać.-dać ci leki?
-mhm no dobrze. To się tul.-powiedział również go obejmując.-następnym razem pij spokojnie.
-dobrze nie będę. Przecież wiesz ze sobie tylko żartuje.-zaśmiał się wesoło.
-ok. To poczekaj a ja ci je przyniósę.-wstał z kanapy i poszedł do kuchni. Wziął odpowiednie leki i nalał wody do kubka. Z tym wszystkim wrócił do salonu.
-a nie możemy po prostu poleżeć? Poczytamy jak Yuya wróci. Niedługo powinni przyjść. Mały bardzo chce ci pokazać jak juz czyta.
-no to śpij. Mi wystarczy leżenie przy tobie.-powiedział z uuśmiechem.-po prostu ciesze się ze tu jesteś.
Uśmiechnął się lekko. Kiedy Yuya z Koyukim wrócili poprosił żeby byli cicho a sam dalej przy nim leżał. Zdawał sobie sprawę że Tomo będzie teraz dużo spał.
-o juz się obudziles? Yuya robi kolacje. Prosił żeby mu nie pomagać bo chce sam. Coś dobrego robi dla ciebie.-odezwał się Takano ssiedzący na fotelu.
-w jak to mówi Yuya dużym domku. W końcu będzie mój ojciec, moi bracia, twój tata i mama. Będziemy potrzebowali miejsca.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
-zawsze mogę cię wnieść. Chyba ze chcesz żeby ktoś inny zajął nasza sypialnie.-zaśmiał się przesiadając się na kanapę żeby być bliżej niego.
-ale przecież w sypialni na górze jest łazienka.-zauważył spokojnie.-spijmy tam.
-dobrze. Będziemy spać na dole. Rena dam do góry.-zdecydował całując go w policzek.-i zbiore wszystkie rysunki.
-ja ciebie tez skarbie.-zaśmiał się.-próbę? Mam się bać? -spytał wciąż się śmiejąc.
-dekorować torty? Ok nauczę. Znajdę chwile i nauczę. Ale po świętach, ok?
-Ech Koyuki...teraz tak będziesz aż do ślubu? -spytał zrezygnowany.-a ty widzę szczęśliwy ze cie będę uczył.
-mogę ci dom udostępnić bo my mieszkamy tutaj.-uśmiechnął sie do brata a swoje kochanie zaczął głaskać po policzku.
-jeszcze nie. Ale chyba będę musiał ją przeprosić. Nawet jeśli nie czuje się winny.-wzruszył ramionami.-no wiesz...chce mile I rodzinne swieta.
-bardzo?-spytał zaraz uważnie go oglądając. Wszystkie leki wziąłeś...-mruknął zaraz wstając po leki awaryjne wcześniej okrywajac go kocem.
-mhm dobrze.-podał mu tabletkę i wodę.-popij powoli. Niedługo będzie kolacja.
-mhm i pójdziesz sobie spać.-uśmiechnął sie. Po chwili Yuya zaczął znosić kolacje.-mmmm wszystko wygląda pysznie.
-no tak bo w końcu jesteś w swoim domku. Pomoc ci?-spytał jeszcze i zaczął jeść.-pyszne. Przeszedłeś dzisiaj samego siebie.-pochwalił chłopca.
-i na pewno będzie co Yuyuś? Coraz lepiej mu idzie takie gotowanie. -powiedział mierzwiac mu włoski.
-no ale tylko dzisiaj ok? Tez chce się wujkiem nacieszyć.-zaśmiał się obejmując ich obu.
-a ja kocham was obu.-roześmiał się wesoło.-na prawdę. I ciesze się że już wszyscy w domku.-ucałował Tomo w policzek.
-juz? To czekaj pójdę z tobą. Pomogę ci.-powiedział idąc za nim.
-ja posprzątam zaoferował Koyuki.
-ja wezmę teraz prysznic żeby było szybciej a ty sobie polezysz w wannie.-uśmiechnął się.-mówiłem ze ni pomogę. Chociaż trochę
-wiem co czujesz. Bo takiej przerwie wszystko cieszy.-uśmiechnął się zdejmując koszule.-nie spiesz się.-dodał rozbierać się całkowicie i podchodząc jeszcze do lustra żeby zmienić soczewki na okulary.
Umyl się szybko i wyszedł zaraz się wycierajac i ubierając.
-ja juz. Poczekam na ciebie.-uśmiechnął sie opierając się o zlew.
Usiadł na podłodze.
-to posiedzę. Leż sobie spokojnie. Możemy też porozmawiać.
-ja się po prostu stesknilem za tobą w domu.-wyjaśnił wycierajac twarz z wody.-dresik jest na pralce.
-oj ale to nie to samo. Teraz mam cię w domu. To taka różnica która cieszy.-wyjaśnił spokojnie patrząc na niego z uśmiechem.
-no jutro już dam ci spokój.-zaśmiał się pomagając mu wyjść i wycierajac go.-po prostu bardzo się stesknilam.
-bo za długo nie było Cię w domu.-zaśmiał się wychodząc i juz pozwalając mu jechać bez pomocy.-Yuya idź się umyć.-poprosił chłopca.
Poszedł za nim żeby mu pomóc w razie potrzeby. Na początku wstawił wodę.
-ok.-powiedział grzecznie sobie siadając na krzesełku.-wybacz jeszcze trochę będę tak się martwił.
-mhm...no dobrze wiec postaram się nie być taki nad opiekuńczy. To po prostu takie pierwsze dni.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
-dziękuję skarbie.-powiedział biorąc sobie herbatę. Wziął sobie kilka łyków i uśmiechnął się do niego.-pyszna i cieplutka.
-oj ale to jest taka herbatka od mojego kochania. To jest zupełnie coś innego. -Wyjaśnił jak dziecku. - ja się po prostu stesknilem za tobą. Chcesz na jutro jakiś dobry deser?
-m o to zrobię co coś pysznego obowiązkowo obowiązkowo czekolada.-stwierdził wesoło.
-to może zrobię coś bez czekolady? Udowodnie ci ze deser bez czekolady tez może być przepyszny. -zaproponował ze śmiechem.
-bardzo ja lubisz co?-spał całując go w policzek.-czekoladę dostaniesz. Ile tylko będziesz chciał. Tylko żeby co się nie znudziła przez to.
-Wpijesz herbatkę i akurat Yuya skończy się myć. Wtedy pójdziemy spać.-zapewnił go i dopił swoją herbatę.
-Oj faktycznie musiał być bardzo zmęczony.-szepnął wstając i niosąc go do łóżka łóżka. Kiedy Yuya do nich dołączył zgasił światło światło i zasnął.
-ty sobie śpij kochanie.-pogłaskał go po włosach.-my się szykujemy do pracy i szkoły.-ucałował go policzek.
-zostawimy. A teraz sobie śpij jeszcze. Wpadnę jak będę miał przerwę.-dodał jeszcze raz muskając jego policzek.
Takano zrobił śniadanie a po nim zawiózł Yuye do szkoły. Sam aż do przerwy zajmował się zamówionymi ciastami świątecznymi. Na drugie śniadania poszedł do domu.
-hej kochanie. Jak się czujesz?-spytał podchodząc i dając mu buziaka w policzek.-idę robić drugie śniadanie. Masz na coś ochotę?
-ale wiesz ze jeszcze dzisiaj miałeś odpoczywać? a nie za gotowanie się bierzesz.-westchnął.-ok odgrzeje. Tobie też? -spytał od razu.-ok wiec przyjadą razem.
-za to nie musisz dziękować .-zaśmiał się wstając.-ok dla ciebie tylko pudding.-zgodził się wychodząc do kuchni. Odgrzal jedzenie i wrócić do salonu.
-zaufaj mi. Jestem profesjonalnym cukiernikiem. Przepyszny deser bez czekolady to pikuś.-zaśmiał się jedząc drugie śniadanie.-zobaczysz będzie pyszny.
-no wiem...ale mogę cię zapewnić ze będzie pyszne.-ucałował go w policzek i wrócił do jedzenia.-mam już pomysł.
-a na obiad co?-spytał pijąc herbatę.-zaraz musze wracać do pracy. -ten tydzień przed świętami zawsze jest ciężki.
-dobrze. Na drugiej przerwie przyjdę zrobić obiad a potem wrócę do pracy.-powiedział wstając.
-niestety. Mam pełno zamówień i nie mogę sobie robić takich długich przerw.-przeprosił go i ucałował w policzek.-wrócę tez pewnie późno w nocy.
-a ja spędzę kolejny dzień w pracy wiec ciesze się ze z nim jedziesz. Nie będziesz siedział sam w domu.-uśmiechnął sie
-nie będe zły. Spędź trochę czasu z przyjacielem. Jak będę miał czas to na pewno cię odbiorę.-zapewnił go.-a teraz już na prawdę muszę iść.
Wrócił na obiad z małym torcikiem na deser.
-na obiad chińskie pierożki na parze.-oznajmił leżącemu na kanapie Tomo.-deser po obiedzie.-dodał.
-na króciutkie jak bed my jeść deser.-obiecał zaraz idąc do kuchni. Deser włożył do lodówki i zabrał się za robienie obiadu.
-Bardzo się nudzisz tak samemu w domu?-spytał zerkając na niego. Zaczął od przygotowywania nadzienia z mięsa i drugiego z warzyw.
-Mhm...więc sobie czytaj albo oglądaj telewizję. Przepraszam ze nie mogę z tobą siedzieć. Mam teraz tyle zamówień że nie daję sobie rady.-zaśmiał się mieszając składniki.
-wiem, wiem...ale i tak...przyjechałeś wcześniej a ja siedzę w pracy. Dzisiaj znów będę do późna w nocy.
-wiem, wiem...idź się połóż.-zgodził się i już całkiem skupił się na gotowaniu.
-ech...ty to się nigdy nie zmienisz. Przecież mówiłem że masz przyjechać, tak jak cała reszta na święta. I ani dnia wcześniej. Tłumaczyłem, że nie mam czasu.-westchnął jednak później się z nią witając.
-Są w cukierni.-westchnął.-W lodówce jest deser. Będzie po obiedzie.-powiedział wzdychając ciężko.-Potem pogadamy!-krzyknął jeszcze do siostry.
Takano wsadził jedną porcję pierożków do maszyny żeby się ładnie na parze gotowały i poszedł do salonu.
-ech co za drań. Ale nie spodziewałem się tego po nim.-powiedział klepiąc siostrę po ramieniu.-Co jak co ale nie po nim. W takim razie jakoś ci pomożemy. Możesz zamieszkać z ojcem. Na pewno się ucieszy mogąc się zając tobą i przyszłym wnuczkiem.-chciał ją jakoś pocieszyć.
-ajajaj...siotra ja rozumiem że masz doła ale kanapa jest jego. Kołdra też.-powiedział zaraz pomagając się mu położyć i okrywając go kołdrą.-Leż.-polecił mu i poszedł sprawdzić pierożki.
obiadek.-oznajmił Takano wchodząc do salonu z pierożkami.-jedne są z mięskiem a jeden z warzywami. Smacznego.-powiedział kładąc wszystko na stoliku.
-dziękuję.-uśmiechnął się pomagając mu siedzieć i samemu również jedząc.-Tomo...jak Yuya i Koyuki wrócą przekaż im że pierożki są w misce, przykryte talerzem. Wystarczy je ugotować na parez.
-Um no jest. Nie słyszałaś?-spytał zdziwiony bo myślał że Koyuki jej mówił.-No nic...skoro chcesz iść to idź...-wzruszył ramionami.
-powinienem chyba spytać czemu.-mruknął nie mając na to ochoty.-ale wiesz że na święta i tak będzie?
-no co?-spojrzał na Tomo zupełnie nie rozumiejąc jego reakcji.-ech...chcę wiedzieć. Taka jest prawda. Nie lubię mieszać się w cudze kłótnie, zwłaszcza te między moim rodzeństwem. Jeśli tego wysłucham, będę musiał stanąć po którejś stronie a tego nie chcę.
-Oj maluchu...wujek już z nami zostaje.-zmierzwił mu włosy.-siadajcie obaj a ja ugotuję wam obiad póki jestem. Dzisiaj pierożki na parze z mięskiem albo z warzywami.
Takano szybko przyniósł im pierożki.
-smacznego. Kal zjecie to dostaniecie deser. Lekki torcik bezowy z kremem z bitej śmietany oraz malinami.-oznajmił wesoło.
-e....jak to chciała ci ustawić życie?-spytał zaskoczony Takano głaszcząc Tomo po policzku.
-ech...jak rozumiem solidarność staników.-westchnął Takano.-Cóż, nie będę się w to wtrącał. Mam tylko nadzieję że to nie zepsuje nam świąt. Nie kłóćcie się.
-Czemu? To jedz te z mięsem.-powiedział patrząc na niego uważni.-Dla niejadków nie ma deseru.
-hmm...dziwne...ne Tomo, wyszły ok, nie? Koyuki?-spojrzał najpierw na chłopaka na później na brata. Zastanawiał się czy coś zrobił nie ak.
-Może...-zgodził się cicho.-Yuya, jeśli na prawdę ci nie smakują to nie będę cię zmuszał. Też mam potrawy których nie lubię.-zaczął.-ale nie chcę też żebyś chodził głodny więc mogę ci coś na szybko zrobić...
-Nie przepraszaj maluchu. Czasem tak po prostu jest. Każdy ma potrawy których nie lubi.-zmierzwił mu włoski.-Dobrze, zrób sobie.-zgodził się.
-Nie martwię. Wiem że to normalne.-odparł spokojnie i uśmiechnął się do niego.-Pomyślałem po prostu że może nie wyszły...
-Um no tak.-uśmiechnął się i pogłaskał go po policzku.-Więc już się tak nie ekscytuj. Maluch ich po prostu nie lubi.-wzruszył ramionami.
-Mhm...właśnie widzę braciszku że się nimi zająłeś.-zaśmiał się.-Jak Yuya zje podam wam deser.
-dokładnie. Koyuki też dopiero skończył jeść. Jedz spokojnie żebyś się nie zakrztusił.-powiedział śmiejąc się cicho.
-Tylko nie zasypiaj.-powiedział patrząc na niego.-O której jutro jedziesz z Junem?
-ok...ja będę pewnie do późna w pracy więc spędź miło dzień. Nie przemęczaj się i uważaj na siebie.-uśmiechnął się lekko.
-Kocham cię bardzo.-odparł całkowicie poważnie.-skąd to pytanie?-uniósł lekko brwi.
-tak sobie.-wzruszył ramionami.-zanieść cie?-spytał szybko wstając.
-no i te 4 to było za dużo.-westchnął biorąc go na ręce i szybko niosąc do łazienki.-wiem co chcesz powiedzieć. Nie przepraszaj. Nie masz za co.
-wiem ze smakowały. Jednak zjadłes trochę za dużo. Musisz się pilnować.-ukleknal przy nim i zaczął go głaskać po plecach.-rozumiem ze tego nienawidzisz. Ale musisz wytrzymać.
-wiem. Na razie po prostu nie możesz aż tyle jeść. Z czasem będziesz mógł więcej wiec nawet jak smakuje to musisz się powstrzymać. Zostanie ci na później.-objął go delikatnie.-zrobię ci herbatki, ok?
-dobrze. Napisz mi smsem jak ci smakował. Musze juz wracać do pracy.-okryl go kołdrą a po tym jak przyniósł mu herbatę wyszedł do pracy.
-Ech głupi...I ty I on. Przecież mówiłem ze wrócę późno i macie na mnie nie czekać.-westchnął. Wziął chłopaka na ręce i zaniósł go do sypialni gdzie pożądanie okryl go kołdrą.
-Ech zjem. Jak tylko rozloze kanapę.-westchnął.-odsunął stolik i rozłożył kanapę. Potem poszedł po kolacje.-Koyuki proszę, następnym razem wyperswaduj mu czekanie.
Prześlij komentarz