-oj wiem ze jest kochany. To mile ze chciał poczekać ale teraz powinien odpoczywać. Zwłaszcza że jutro jedzie z Junem do miasta.-mruknął i zaczął jeść.
-nie przepada.-przyznał spokojnie.-a l e.mimo wszystko wolałbym spędzić z nim trochę czasu skoro jest w domu. A nie mogę bo mam prace. Źle się czuję z tym ze siedzi sam w domu.
-Tomo...ale na prawdę chwile. Musze zrobić śniadanie i wyszykowac Yuye do szkoły.-powiedział jeszcze raz się kładąc i obejmując go delikatnie.-jak ci smakował deser?
-Ech ty po prostu jesteś maniakiem czekolady.-zaśmiał się głaszczac go po plecach.-uważaj dzisiaj na siebie. Nie przemeczaj się...-powiedział zaraz całując go w policzek
-cały sprzęt już ma...nie będę mu kupował spodni bez mierzenia...a co do łańcuszka nie przesadzaj. Sam pewnie też nie chciałbyś czegoś takiego dostań. To chłopak i tak też chcę go traktować.-westchnął jadąc spokojnie.-To trudne...zupełnie nie wiem co powinienem mu dać. Zestaw ramek? Domową wywoływarkę zdjęć?
-Jeśli jeszcze jej nie kupił to czemu, nie? Na pewno się ucieszy.-uśmiechnął się i zaparkował przed centrum handlowym.-żebyśmy nie musieli dużo jeździć.
-spokojnie. Praktycznie codziennie odwiedzałem mamę. Miałem sesje z Mika. Ryu tez miał.-wzruszył ramionami.-chodziłem do Ryu do pracy no i chodziliśmy na randki.
-Hmmm? Nie...Jego nauczyciel czy tam pracodawca. Na jedno w sumie wychodzi. Robił nam wspólne zdjęcia. Mam je powieszone w mieszkaniu.-wzruszył ramionami.-a co?
-cóż...to nie twoja wina. Do świąt zostało tylko kilka dni. Musicie to jakoś wytrzymać. Odpoczywaj i nie sprawiaj kłopotów. Tak też mu pomożesz. Ale przygotuj coś do waszych świąt.
-A kto by nie był? Na pewno poczuł się zraniony że przeszło ci przez myśl że mógł chcieć cię zostawić. Ale...hmmm...porozmawialiście, prawda? Jeśli tak to sprawa powinna być rozwiązana.
-spokojnie. Sądzę że wszystko sobie wyjaśniliście. Teraz myśl o nadchodzących świętach.-dodał biorąc do ust kolejne sushi.-A co z wieczorem kawalerskim?
-W końcu napić się nie pójdziemy, impreza w barze też raczej odpada.-wzruszył ramionami.-Chyba że chcesz? parę bezalkoholowych drinków i striptiz show?-zaśmiał się jedząc.
-czemu się nie rozbierze? -spytał patrząc na niego uważnie i pijąc herbatę. Do Tomo po chwili przyszła odpowiedź. 'Striptiz? Czemu? Skąd to pytanie? Wiesz...wolałbym nie...'
-wiesz co ? Nigdy nie myślałem ze będę słuchał jak tęsknisz za przytulaniem się do swojego przyszłego męża. A tu proszę...masz rodzinę i się zakochałes.-uśmiechnął sie pod nosem.
-nie dałem ci dużo ale jak już nie będziesz mógł to się nie zmuszaj.-dodał uśmiechając się do niego. Po prostu nie chciał żeby chłopak znów wymiotował.
-No no...spokojnie.-zaśmiał się.-twój mały żołądek powoli się rozciągnie. A na razie będziesz musiał uważać na święta bo robię masę pyszności. Poprosiłem też twoją mamę o pomoc, więc na pewno też coś przygotuje.
-Tatuś bardzo kocha!-zaprotestował zaraz Yuya.-kupił. Powiedział że upiecze piękny torcik na święta! I kupił duuuuży prezent.-powiedział i zaraz zakrył buzię dłonią.
-dobrze.-powiedział zaraz przynosząc dużą kartkę i kolorowe długopisy.-wujku a zrobimy taki plakat? Żeby mi się łatwiej zapamiętało. I powieszę w pokoiku.
-a może wujek Koyuki pomóc? Bo jest taki wysoki...no i ty wujku teraz na wózku jeździsz a ja nie chce żeby wujek sobie krzywdę zrobił kiedy będzie mi pomagał...-powiedział rysując ładnie znaczenie znaku który już napisał i podpisał.
Chłopiec spytał Koyukiego kiedy już skończyli plakaty. Po ich powieszeniu poszedł się umyć a potem spać. Przecież nie mógł się spóźnić do szkoły następnego dnia.
-Hmmm...myślę że tak. Na pewno to doceni. Nie oceniaj go po tym że chodzi w markowych rzeczach. Bardzo patrzy na jakość.-powiedział wzruszając ramionami.
Takano wrócił trochę wcześniej niż ostatnio. Zadowolony z siebie ze to juz był koniec i zostało mu już tylko przygotowanie świąt. Wszedł cicho do środka żeby nikogo nie obudzić.
-no dobrze maluchu. Nie zapomnij spakować tez soczku.-powiedział biorąc się za jedzenie.-dzisiaj mam już wolne. Skończyłem wszystkie zamówienia wiec mogę się zająć naszymi świętami.-oznajmił radośnie.
-Ech no dobrze. Ale żadnego pracowania.-wycelowal w niego pałeczkami.-dzisiaj zacznę gotować a jutro zrobię nasze świąteczne słodkości.-powiedział zaraz zapijajac słowa herbata.
-nie będę zły. Po prostu chce spędzić z tobą trochę czasu w końcu. Jak juz w końcu mam chwile wolnego to chce ja spędzić z tobą.-powiedział delikatnie muskajac jego usta.
-nie jakoś bardzo. Wiem ze wracam późno wiec pewnie wszyscy śpią. Ale cieszę się kiedy wracam bo wiem ze moje kochanie jest juz w łóżku i śpi...I pewnym sensie czeka tam na mnie.-wyjaśnił głaszczac go po policzku.
W odpowiedzi uśmiechnął się tylko lekko. Kiedy chłopak spał patrzył na niego czując się w końcu odprezony i spokojny. Po godzinie postanowił go nie budzić i tylko cicho wyjść z łóżka.
-wiecie że nie musieliscie.-powiedział do nich bo przecież by zrobił obiad.-kupiłem to o co prosiłeś.-dodał kładąc zakupy na stole w kuchni.-rozpakuje je po obiedzie.
-Koyuki, dlatego już nie pierwszy raz powtarzam ci ze przecież miałeś odpoczywać. Nie chce żebyś znów wylądował w szpitalu.-fuknal na brata.-do świąt masz odpoczywać.
-cóż...nie chce żebyś wymiotowal ale jak jesteś głodny to chyba mosesz sobie trochę dołożyć.-powiedział uśmiechając się do niego lekko. Wrócił do swojej porcji.
-wiem to aż dziwne...zawsze uparcie chcesz coś robić i nie leżeć...a teraz grzecznie odpoczywasz.-powiedział zaskoczony.ale cieszy mnie to ze się pilnujesz.-dodał.
-dokładnie. Juz nie raz ci mówiłem ze mówisz i wsiadamy w samochód. Jeśli czujesz potrzebę odwiedzenia mamusi i tatusia to wystarczy ze nam powiesz. Nie musisz się bać bo ani ja ani Tomo się nie obrazimy.-zapewnił go.
Takano rzucił kostka dwa razy ale ze nadal nie udało mu się wyrzucić szóstki wyciągnął rękę z kostka w stronę Tomo. -chuchnij na szczęście.-poprosił ze śmiechem.
Rzucił kostka. -no kochanie jednak na szczęście.-pokazał mu język i wyszedł z domku. Koyuki wyszedł juz za pierwszym rzutem. -jeszcze nie wyszedłem z wprawy.-zaśmiał się.
-no nie wiem czy Ci wybacze wredoto.-zaśmiał się dzielnie brnąc dalej. W końcu udało mu się umieścić 3 pionki w domku. Teraz wystarczyło ten ostatni włączyć do gry.
-no co nie no?-westchnął znów wystawiając swój pionek. Gonili się tak w towarzystwie śmiechu Yuyi i Koyukiego. -no brsciszku, nie możesz swojego faceta złapać.-roześmiał się Koyuki.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2201 – 2400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-oj wiem ze jest kochany. To mile ze chciał poczekać ale teraz powinien odpoczywać. Zwłaszcza że jutro jedzie z Junem do miasta.-mruknął i zaczął jeść.
-nie spoznilem bo nawet nie planowałem przyjść o konkretnej godzinie.-mruknął zapijajac słowa herbata.-jak mam się nie martwić?
-ale nie mogę. Nawet jeśli jest w domu to nie mogę przy nim być. Nie mam dla niego czasu. Do mnie dobija.-westchnął ciężko.-po świętach biorę wolne.
-nie przepada.-przyznał spokojnie.-a l e.mimo wszystko wolałbym spędzić z nim trochę czasu skoro jest w domu. A nie mogę bo mam prace. Źle się czuję z tym ze siedzi sam w domu.
-wiec widzisz gdyby nie ta cholerna praca mógłbym go cały dzień tulić. Wiem ze za tym tęskni.-mruknął kończąc jeść.-idź juz spać.
Wywrocil tylko oczyma i poszedł się umyć. Później poszedł do sypialni zmęczony padające na łóżko. Objął delikatnie chłopaka i od razu zasnął.
Obudził sięprzed budzikiem wiec szybko go wyłączył. Polezal jeszcze chwile tulac Tomo po czym wstał żeby zrobić śniadanie.
-Tomo...ale na prawdę chwile. Musze zrobić śniadanie i wyszykowac Yuye do szkoły.-powiedział jeszcze raz się kładąc i obejmując go delikatnie.-jak ci smakował deser?
-Ech ty po prostu jesteś maniakiem czekolady.-zaśmiał się głaszczac go po plecach.-uważaj dzisiaj na siebie. Nie przemeczaj się...-powiedział zaraz całując go w policzek
-dobrze. Nie będę się przemeczał.-obiecał.-a teraz musze juz wstawać.-powiedział siadając.-miłego dnia.
-ja ciebie tez.-pomachal mu I poszedł robić śniadanie. Zawiózł Yuye do szkoły i poszedł do pracy.
Jun równo o umówionej godzinie zapukał do drzwi. Przyjechał po niego samochodem.
-hej. Mam nadzieję że się wyspałeś bo masz bojowe zadanie. Nie mam zielonego pojęcia co kupić Ryu na święta.-mruknął przepuszczając go w drzwiach.
-żaden problem. Tylko weź myśl nad prezentem.-zaśmiał się pomagając mu wejść do samochodu. Wózek schował do bagażnika i usiadł na miejscu kierowcy.
-cały sprzęt już ma...nie będę mu kupował spodni bez mierzenia...a co do łańcuszka nie przesadzaj. Sam pewnie też nie chciałbyś czegoś takiego dostań. To chłopak i tak też chcę go traktować.-westchnął jadąc spokojnie.-To trudne...zupełnie nie wiem co powinienem mu dać. Zestaw ramek? Domową wywoływarkę zdjęć?
-za garderobę mam szafę.-fuknął.-Ale mamy piwnicę...nie używam jej się mógłbym ją na szybko przerobić na ciemnie.-zgodził się z uśmiechem.
-hmmm...sweter będzie ok. Bluzę zawsze mi podkrada, kolejna już mu chyba nie potrzebna.-zaśmiał się.-dzięki, w końcu jadę z jakimś planem.
-Jeśli jeszcze jej nie kupił to czemu, nie? Na pewno się ucieszy.-uśmiechnął się i zaparkował przed centrum handlowym.-żebyśmy nie musieli dużo jeździć.
-no to na pewno mu się spodoba.-usiachnal się I po tym jak wyjął wózek pomógł mu wyjść z samochodu.
-spokojnie. Praktycznie codziennie odwiedzałem mamę. Miałem sesje z Mika. Ryu tez miał.-wzruszył ramionami.-chodziłem do Ryu do pracy no i chodziliśmy na randki.
-no miło.-zgodził się.-do ksiegarni? Potem po sweter i po potrzebne rzeczy do ciemni.
-pomogę. Szybko kupimy książkę I pójdziemy dalej.-powiedział z uśmiechem.-a powiedz co chcesz zjeść? Zjemy na mieście obiad.
-Sushi będie ok.-powiedział wchodząc do księgarni i przejmując kontrolę nad wózkiem.-najlepsze? Curry Ryu...
-zaraz przez curry...cóż to było pierwsze co jego jadłem.-zaśmiał się.-gorącą czekoladę? Czyli twoja słabość do czekolady dała o sobie znać.
-no weź! To aż takie trudne?-zaśmiał się kiedy już wychodzili z księgarni.-Ja zdecydowanie Ryu. Bez curry da się żyć.
-ale argument...-mruknął.-to teraz szukamy jakiegoś sweterka...może kupię też sobie.
-rozmiar...wezmę na oko. Ale kolor nie wiem. Może wezmę jakiś taki uniwersalny?
-długi. A może jakiś bardziej stonowany?-zaproponował.-Granatowy?
-czemu aż tak? Sądzę że ten sięgający do połowy ud jest lepszy.-mruknął pokazując mu ten o który mu chodzi.
-ech...seksu nie będzie przez dobry rok...no jak dobrze pójdzie to pół.-mruknął.-wezmę oba.-zdecydował w końcu.
-raczej? Po tej całej sytuacji z jego ojcem będę czekał.-wzruszył ramionami idąc do kasy.
-cóż...ma koszmary ale z tym mu trochę pomagam. Miał sesje z Miką.-wzruszył ramionami.-Muszę być cierpliwy.-dodał płacąc za wszystko.
-jasne możemy się jakoś umówić. Ryu też chętnie się z wami spotka.-uśmiechnął się.-hmm...to teraz sprzęt do ciemni.
-Hmmm? Nie...Jego nauczyciel czy tam pracodawca. Na jedno w sumie wychodzi. Robił nam wspólne zdjęcia. Mam je powieszone w mieszkaniu.-wzruszył ramionami.-a co?
-serio? Bez siniaków na pewno.-zaśmiał się pchając wózek.-Ryu mi robi zdjęcia z zaskoczenia nic poza tym.
-umie. W Tokio był na praktykach i robił same zdjęcia sesyjna.-powiedział wzruszając ramionami i kierując się do odpowiedniego sklepu.
-cóż...zawsze mówi że nie lubi pozowanych zdjęć.-zaśmiał się.-hmm...ale to chyba normalne przed świętami, nie?
-cóż...to nie twoja wina. Do świąt zostało tylko kilka dni. Musicie to jakoś wytrzymać. Odpoczywaj i nie sprawiaj kłopotów. Tak też mu pomożesz. Ale przygotuj coś do waszych świąt.
-no więc widzisz, pomagasz mu.-zaśmiał się wchodząc do sklepu i prosząc obsługę żeby mu podała wszystkie rzeczy niezbędne w ciemni.
-o ile nie zacznie marudzić ile na to wydałem...-skrzywił się lekko bo już wiedział że mało nie będzie.
-nie wiem...umówiliśmy się że liczymy na kreatywność. Nie mówiliśmy sobie co chcemy.-wyjaśnił podchodząc do kasy i wyjmując kartę.
-cóż...sądzę że już się nauczył, że nie moze wydawać za wiele.-zaśmiał się.-ale na pewno ma coś wyjątkowego.
-nie przesadzaj. Zrobiłeś go sam więc jest wyjątkowy.-wywrócił oczyma i z wielkim kartonem przyborów potrzebnych w ciemni ruszył do wyjścia.
-Dzień przed świętami. Mam mało czasu żeby przygotować mu tę ciemnię.-zaśmiał się pakując wszystko.-To co? Idziemy coś zjeść?
-ocieplana jest. Chcę na szybko pomalować ściany bo zostało mi farby, posprzątać i zamontować wszystko.-wyjaśnił.-powinienem zdążyć.
-dam radę.-machnął ręką.-przed świętami mam wolne. Nie ma ciał więc mogę zająć się przygotowaniem do świąt.
-oczywiście że dam.-uniósł kciuk do góry i usiadł przy wolnym stoliku.
-cóż, lepiej żebyś nie zmieniał bo ja już załatwiłem sobie wolne i ugadałem z Ryu że jedziemy.-zaśmiał się pstrykając go w nos.-ma zostać maj.
-hmm...a czemu uważasz, że go skrzywdziłeś?-spytał spokojnie.
-A kto by nie był? Na pewno poczuł się zraniony że przeszło ci przez myśl że mógł chcieć cię zostawić. Ale...hmmm...porozmawialiście, prawda? Jeśli tak to sprawa powinna być rozwiązana.
-ech...wiesz, że go kochasz. To wystarczy.-zaśmiał się jedząc swoją porcję.
-spokojnie. Sądzę że wszystko sobie wyjaśniliście. Teraz myśl o nadchodzących świętach.-dodał biorąc do ust kolejne sushi.-A co z wieczorem kawalerskim?
-no tak dwa. Hmmm...mógłbym ja tylko co tu planować?-wzruszył ramionami.
-czemu nie? Możemy też pójść na jakiś koncert. Załapać się na jakiś w ameryce.-zaproponował.
-W końcu napić się nie pójdziemy, impreza w barze też raczej odpada.-wzruszył ramionami.-Chyba że chcesz? parę bezalkoholowych drinków i striptiz show?-zaśmiał się jedząc.
-więc koncert? Bardzo dobry wybór.-zaśmiał się.
-poproś swojego faceta. Mnie w to nie mieszaj.-mruknął kończąc jeść.-poszukam jakiegoś koncertu. Ty też coś spróbuj znaleźć.
-czemu się nie rozbierze? -spytał patrząc na niego uważnie i pijąc herbatę. Do Tomo po chwili przyszła odpowiedź. 'Striptiz? Czemu? Skąd to pytanie? Wiesz...wolałbym nie...'
-hmmm...w takim razie może ma jakiś powod?-wzruszył ramionami i kiedy skończył herbatę poprosił o rachunek.
-a kładz się.-wzruszył ramionami płacąc i wstając.-cóż może ci powie. A może nie ma powodu tylko po prostu nie chce.
-mhm...czyli męska duma mu nie pozwala?-uniósł brwi.-cóż to tez jakiś powód.
-cóż...gdyby mnie poprosił o pozowanie do aktów to pewnie bym się zgodził. Ale na pewno nie na striptiz.-odparł odwierajac samochód.
-tak jakoś...chyba źle bym się z tym czuł.-wzruszył ramionami i poszedł schować wózek do bagażnika. Potem usiadł za kierownicą i ruszył w stronę Yuka.
-może. Czasem nie ma jakieś konkretnej przyczyny.-powiedział jadąc spokojnie.-nie nudzisz się sam w domu?
-czemu nie. Wiec zajedziemy do mnie a potem cie odwioze.-zaproponował z uśmiechem.-pasuje taki plan?
-możesz robić dekoracje na choinkę. Możesz czytać i oglądać telewizję.-zauważył parkują przy swoim mieszkaniu.
-w takim razie odpoczywaj. Korzystaj z tego.-powiedział pomagając mu usiąść na wózku.
-wybacz byłem zajęty.-przeprosił go jeszcze raz.-oj...jak nabierzesz sił to dobrze wiem ze w ogóle nie będziesz odpoczywał.
-na pierwszym piętrze. Mamy balkon i widok na morze.-odparł.-pomogę ci z pokonaniem schodów.
-Tomo wracaj na wózek.-powiedział zaraz łapiąc za niego i wciągająca go na górę wraz z chłopakiem.-masz się nie przemeczaj bo twój facet mnie zabije.
-nie żartuj sobie. Jesteś o wiele lżejszy od Ryu. Masz jeść i odzyskiwać siły. Wtedy sobie na to moje piętro wejdziesz. A teraz daj sobie pomóc.
-mhm trochę. Wiec weź z niego przykład.-powiedział otwierając drzwi do swojego mieszkania.
-Ryu spokojnie.-objęła go lekko ramieniem patrząc kto wchodzi.-spokojnie to tylko Jun. Wrócił ze spaceru.
-starałem się. Chciałem żeby I Ryu się tu podobało.-wyjaśnił.
-tak myślę. Zostawiłem mu ścianę która sam pomalował. No i patrz na zdjęcia.-pokazał na ścianę.
-mi to nie robiło różnicy. Całowanie się przed obiektywem czy bez niego.-wzruszył ramionami.
-ale to przecież lekki całus. Nie jakieś nie wiadomo jakie pocałunki.-zauważył ze śmiechem.
-bardzo. W końcu jestem na swoich śmieciach.-zaśmiał się.-Fajnie jest mieszkać na swoim...
-Poza tym...jak jest Ryu to cieszę się że jak wracam z pracy albo coś to on zawsze jest i czeka.-zaśmiał się cicho.
-jest. Jest miło.-przyznał.-a jak tobie się mieszka? Tak z rodziną?
-to dobrze. W sumie z czasem można to tego twojego charakterku przywyknąć.-zaśmiał się.
-to dobrze. W sumie z czasem można to tego twojego charakterku przywyknąć.-zaśmiał się.
-ej no! Niby co jest ze mną nie tak?-spytał unosząc brwi.
-ej ugotować juz umiem. A jak śpię z Ryu to się nie rzucam i go tulę.-mruknął.-no nie lubię bałaganu...ale serio chrapie?
-serio? Ryu mi o tym nawet słowem nie wspomniał...-mruknął.-Ech...pewniejsze jest to ze wpadnę po świętach. Teraz będę zajęty...
-no właśnie. Ciemnia.-przytaknal.-no przyjdziemy. Przecież już ci to obiecałem.-zauważył.
-jasne. Zawsze chętnie słucham twoich nowych kawałków. O czym będzie? -spytał wesoło.
-koniecznie musisz mi ją zagrać jak juz skończysz.-powiedział pijąc herbatę.-tak orientacyjnie pytam, o której cie dowieźć do domu?
-aż tak późno? I czekałeś na niego aż tyle? To słodkie jak na ciebie.-zaśmiał się.
-uuuuuu uroczo uroczo.-zaśmiał się.-no cóż nie doczekałeś jednak jego powrotu.-wzruszył ramionami.
-rozumiem. Tez za tym tęsknilem kiedy Ryu był w szpitalu. Jeszcze to nadrobicie i będziesz miał dosyc tulenia-zaśmiał się.
-wiesz co ? Nigdy nie myślałem ze będę słuchał jak tęsknisz za przytulaniem się do swojego przyszłego męża. A tu proszę...masz rodzinę i się zakochałes.-uśmiechnął sie pod nosem.
-to dobrze ze czujesz się z tym dobrze.-powiedział.-to shots prześpij. Mogę Tez cie odwiezc do domu.
-śpij. Lepsze to niż miałbyś mi tu zemdlec. Poza tym wolałbym cie odstawić do domu przed godzinami wzięcia leków.
Przed kolacja usłyszeli pukanie do drzwi za którymi stał Takano.
-jeszcze nie. Ale pomyślałem ze zjemy razem kolacje. Potem będę musiał wrócić. Przepraszam...-powiedział spokojnie.-a jak ci minął dzień?
-dobrze że miło spędziłes czas.-uśmiechnął się.-w pracy ? Spokojnie. Jeszcze trochę mi zostało. Może dzisiaj wrócę wcześniej.
-nie musisz czekać gluptasie.-zaśmiał się.-zostało mi skończenie jednego ciasta ale nie wiem ile mi to zajmie.
-to może poczekaj w łóżku? Jak juz zasniesz to chociaż wygodnie.-powiedział podjezdzajac juz pod dom.
-dobrze. To poczekaj w salonie.-powiedział I od razu poszedł do kuchni żeby zrobić kolacje.
-mam.-podał mu kartkę.-juz trochę zapamiętałem.-powiedział z uśmiechem tulac się do niego.
-dobrze wujku.-powiedział zaraz powtarzając rymowankę.
-smacznego.-powiedział Takano stawiając przed nimi talerze.-Tomo nie zapomnij o lekach. Ja jak zjem od razu musze iść do pracy.
-nie dałem ci dużo ale jak już nie będziesz mógł to się nie zmuszaj.-dodał uśmiechając się do niego. Po prostu nie chciał żeby chłopak znów wymiotował.
-No no...spokojnie.-zaśmiał się.-twój mały żołądek powoli się rozciągnie. A na razie będziesz musiał uważać na święta bo robię masę pyszności. Poprosiłem też twoją mamę o pomoc, więc na pewno też coś przygotuje.
-Czemu zaraz nie dobry? Będziesz jadł małe porcje. Postaram się coś odłożyć.-zapewnił go a kiedy zjadł wstał od stołu.
-Tatuś bardzo kocha!-zaprotestował zaraz Yuya.-kupił. Powiedział że upiecze piękny torcik na święta! I kupił duuuuży prezent.-powiedział i zaraz zakrył buzię dłonią.
Chłopiec pokręcił główką.
-Nie powiem. Tatuś powiedział żeby nie mówić bo to niespodzianka.
-stop wujku! Przestań.-krzyczał maluch między salwami śmiechu.-nie mogę powiedzieć, nie mogę!
-ale wujek się ucieszy.-zapewnił maluch przytulając go mocno.-kocham cie wujku. Poćwiczymy razem kanji?
-dobrze.-powiedział zaraz przynosząc dużą kartkę i kolorowe długopisy.-wujku a zrobimy taki plakat? Żeby mi się łatwiej zapamiętało. I powieszę w pokoiku.
-A może kilka? Bo jak każdy na jednej kartce to mi się nie zmieści na ścianie.-powiedział zmartwiony.
-no nie zmieści wujek! Bo dużo znaków!-powiedział.
-Um dobrze wujku tak też może być.-zgodził się zaraz.
-Ale wujek! Ja muszę sam! Żeby zapamiętać!-zaprotestował chłopiec.
-Dobrze.-zgodził się i wyjął kolorowe mazaki którymi zaczął poprawiać pierwszy znak.
-wujek? A mogę też narysować co oznaczy dany znak?-spytał zaraz uznając że tak też będzie mu łatwiej.
-a może wujek Koyuki pomóc? Bo jest taki wysoki...no i ty wujku teraz na wózku jeździsz a ja nie chce żeby wujek sobie krzywdę zrobił kiedy będzie mi pomagał...-powiedział rysując ładnie znaczenie znaku który już napisał i podpisał.
Chłopiec spytał Koyukiego kiedy już skończyli plakaty. Po ich powieszeniu poszedł się umyć a potem spać. Przecież nie mógł się spóźnić do szkoły następnego dnia.
-ja? Nie wiem. Nie mam niczego konkretnego.-powiedział wzruszając ramionami.
-naprawdę niczego specjalnego nie chce. Może jakiś szalik?-wzruszył ramionami.-a Mary dostanie ode mnie naszyjnik. Juz kupiłem.
-Jest już opakowany w papier pakowy.-powiedział.-zobaczysz jak ona rozpakuje.
-Hmmm...myślę że tak. Na pewno to doceni. Nie oceniaj go po tym że chodzi w markowych rzeczach. Bardzo patrzy na jakość.-powiedział wzruszając ramionami.
-on? Coś mniejszego niż w tamtym roku. Ale sądzę że ci się spodoba. Długo się zastanawiał co ci dać.
-pomogę ci.-zdecydował wstając.-jestem na chodzie.-dodał z uśmiechem idąc za nim do kuchni.
-musisz mi dać na nie przepis.-zaśmiał się zamykając piekarnik.-jak to jest być z cukiernikiem?-spytał zaraz.
Zaśmiał się i wziął od niego kartkę.
-ale widzę ze chętnie dla niego pieczesz.
-nie dziwię ci się. Takano zawsze jest wesoły kiedy je coś dobrego.-zaśmiał się.-Jak był mały to zawsze najgłośniej płakał jak był głodny.
-Pomyśl o czymś miłym. Staraj się nie myśleć o tych złych rzeczach. Wiem że to nie łatwe ale to zawsze jakaś metoda.-powiedział spokojnie.-Pomasuję.
-no...wtedy to zależało. Czasem darł się...chyba głównie żeby zwrócić na siebie uwagę, a czasem po prostu siedział cicho.
-głównie kiedy moja matka była w domu albo na niego nakrzyczala.-odbarl biorąc szklankę i łyk soku.
-to dobrze. Martwiłem się trochę o to. Ze sobie nie da rady bo nie miał za dużo uwagi ojca.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-to wspaniale. Na prawdę ciesze się waszym szczęściem. Yuya jest kochanym dzieciakiem.
-kochacie go ,co ?-uśmiechnął się i wyjął bułeczki z piekarnika.
Takano wrócił trochę wcześniej niż ostatnio. Zadowolony z siebie ze to juz był koniec i zostało mu już tylko przygotowanie świąt. Wszedł cicho do środka żeby nikogo nie obudzić.
Uśmiechnął się lekko czytając kartkę. Zjadł bułeczke ze smakiem i poszedł wziąć szybki prysznic. Potem od razu poszedł p
potulic swoje kochanie.
Objął go delikatnie od razu zasypiajac. Był zmęczony I szesliwy ze to juz koniec.
-na pewno nic? Nie wymiotowales?-spytał zmartwiony obejmując go lekko i trochę na oślep bo nie założył okularów.
-to dobrze ze tylko za potrzebą.-zaśmiał się cicho i ucałował go w czoło bo akurat tam trafił.-dobranoc. Miłych snów.-powiedział zamykając oczy.
-Tomo nie chcesz się wyspać? -spytał zaskoczony stawiając przed nim jajecznice.-Yuya robić ci dzisiaj bento?-spytał od razu chłopca.
-no dobrze maluchu. Nie zapomnij spakować tez soczku.-powiedział biorąc się za jedzenie.-dzisiaj mam już wolne. Skończyłem wszystkie zamówienia wiec mogę się zająć naszymi świętami.-oznajmił radośnie.
-Ech no dobrze. Ale żadnego pracowania.-wycelowal w niego pałeczkami.-dzisiaj zacznę gotować a jutro zrobię nasze świąteczne słodkości.-powiedział zaraz zapijajac słowa herbata.
-wiem. Ja zrobie torcik i czekoladki.-uśmiechnął się do niego i wstał bo już skończył jeść.
-pamiętam.-uśmiechnął sie do niego I zmierzwil mu włoski.-ubierając buty i wychodzimy do szkoły.
-wiec przyjadę po ciebie jak juz będzie zabranie i wrócimy razem, dobrze? Posiedzisz w świetlicy.-ruszył powoli w stronę miasteczka.
-widziałem. Na prawdę fajny pomysł. I ślicznie ci wyszły.-powiedział wesoło.-to jak masz takie ładne plakaty pewnie wszystko szybciej zapamiętasz.
-dobry plan maluchu.-roześmiał się parkujac po szkoła.-o taką...-powiedział wyciągając rękę w jego stronę.
-może łatwiej ci będzie dla wujka robic?-zaproponował mierzwiac mu włosy.-no idź juz do szkoły.
-Mhm...no to powodzenia.-powiedział znów mierzwiąc mu włoski.-Leć bo się spóźnisz.
Pomachał mu jeszcze i wrócił do domu. Postanowił że najpierw zrobi listę potraw więc usiał w salonie przy stoliku z kartką i długopisem.
-Mozesz. Robię listę potraw. Tutaj mam spisane te które robi twoja mama. A my co robimy?-spytał stukając długopisem w kartkę.
-więc rybka i pierożki...z warzywami?-spytał notując.-może coś jeszcze? Dużo gości będzie...
-zapiekanka może być.-odparł z uśmiechem. -cóż jeszcze jedna i myślę że wystarczy. Jak będę jechał po Yuye to kupię składniki.
-ok, ok. Ale do tego jeść ze trochę czasu wiec chodź tu lepiej do mnie i się potulimy.-powiedział rozkładają ramiona.
-wiem. Ja ciebie tez. I Lubie kiedy mi to tak okazujesz.-powiedział obejmując go w pasie.
-ja tez tęsknilem. Bardzo.-odparł głaszczac go po plecach.-bardzo. Bardzo cie kocham.
-nie będę zły. Po prostu chce spędzić z tobą trochę czasu w końcu. Jak juz w końcu mam chwile wolnego to chce ja spędzić z tobą.-powiedział delikatnie muskajac jego usta.
W odpowiedzi wstał i z nim na rękach poszedł do sypialni. Położył go delikatnie na łóżku i kładąc się obok objął go delikatnie.
-wygodnie?
-tak to jest jak za mam za mało czasu. Praca i spanie.-zaśmiał się muskajac jego usta raz za razem.-kocham cie.-szepnął z delikatnym uśmiechem.
-no troszeczkę. Jesteś słodki kiedy na mnie czekasz. I kiedy się tak tulisz. Jesteś słodziutki wtedy.-powiedział uśmiechając się do niego.
-nie jakoś bardzo. Wiem ze wracam późno wiec pewnie wszyscy śpią. Ale cieszę się kiedy wracam bo wiem ze moje kochanie jest juz w łóżku i śpi...I pewnym sensie czeka tam na mnie.-wyjaśnił głaszczac go po policzku.
-zjadłem i wypiłem. Dziękuję. To słodkie...i kochane z twojej strony. Wiesz jak uwielbiam twoje bułeczki.-powiedział z uśmiechem.
-dobrze. Śpij.-powiedział z zerkajac jeszcze na zegarek.-akurat będę musiał jechać. Zanim pojadę po Yuye i na zebranie chciałbym zrobić zakupy.
Uniósł jego podbródek delikatnie i ucałował długo tak jak chłopak chciał.
-kupie. A teraz już śpij. Mi snów.
W odpowiedzi uśmiechnął się tylko lekko. Kiedy chłopak spał patrzył na niego czując się w końcu odprezony i spokojny. Po godzinie postanowił go nie budzić i tylko cicho wyjść z łóżka.
Takano po zrobieniu wszystkich zakupów pojechał do szkoły na zebranie. Zanotował wszystko co ważne i wrócił z Yuya do domu.
-wiecie że nie musieliscie.-powiedział do nich bo przecież by zrobił obiad.-kupiłem to o co prosiłeś.-dodał kładąc zakupy na stole w kuchni.-rozpakuje je po obiedzie.
-no ok chcieliście.-westchnął siadając przy stole.-piosenkę? Chętnie posłucham.-powiedział z uśmiechem.
-Koyuki, dlatego już nie pierwszy raz powtarzam ci ze przecież miałeś odpoczywać. Nie chce żebyś znów wylądował w szpitalu.-fuknal na brata.-do świąt masz odpoczywać.
-nie dużo? To zdecydowanie za dużo głupi bracie. Jesteś tu w gości wiec odpoczywaj.-pokręcił głową i wrócił do jedzenia.
-nie jesteś bezużyteczny.-zaprotestował celujac w niego widelcem.-jesteś po prostu słaby. A teraz jedz bo nigdy sił nie odzyskasz.
-cóż...nie chce żebyś wymiotowal ale jak jesteś głodny to chyba mosesz sobie trochę dołożyć.-powiedział uśmiechając się do niego lekko. Wrócił do swojej porcji.
-no wyszło wam.-uśmiechnął sie do nich obu. Zjadł swoją porcje i odniósł talerz.
-Yuyuś...może najpierw zjedz a potem opowiesz. Bo się zadlawisz jak tak szybko będziesz chciał i jeść i mówić.-upominam go.
-Yuya...powoli...-westchnął.-przecież zdążysz wujkowi opowiedzieć wszystko.-zapewnił go.
-Yuya...powoli...-westchnął.-przecież zdążysz wujkowi opowiedzieć wszystko.-zapewnił go.
-nie zapominamy o tobie.-zaprotestował od razu.-nie mów tak...I zjedz spokojnie. Porozmawiasz z wujkiem a ja posprzątam po obiadku.
-no.-zaśmiał się. Kiedy chłopiec skończył jeść zebrał wszystko talerze i poszedł pozmywać żeby już im nie przeszkadzać.
Kiedy skończył objął go od tyłu ramionami.
-Yuya lekcje zrobione? Jutro jeszcze idziesz do szkoły?-spytał malucha.
Sprawdził mu zadania a w czasie sprawdzania chłopiec mógł dalej opowiadać.
-wszystko masz dobrze. Widzę że się wynudsiles czekając na mnie...
Maluch poleciał po kartki a Takano usiadł na kanapie obok Tomo.
-gotujemy jutro?
-tylko pamiętaj żebyś się nie przemeczał. Tylko pomóc. Trochę.-uśmiechnął się patrząc na ich splecione dłonie.
-wiem to aż dziwne...zawsze uparcie chcesz coś robić i nie leżeć...a teraz grzecznie odpoczywasz.-powiedział zaskoczony.ale cieszy mnie to ze się pilnujesz.-dodał.
-zrobimy.-usiadł obok chłopca i zaczął mu pomagać.-a potem zagramy w jakąś grę,ok ?
-a pojutrze juz swieta.-powiedział wesoło. Naszkicowal mu wszystkie znaki i podał kartkę chłopcu.
-będą fajne swieta.-zapewnił go zmierzwil włoski.-ale ubieramy pojutrze.-zaznaczył jeszcze.
-hmmm...no dobrze w takim razie ubieramy jutro mniejsza tutaj a pojutrze większą a tamtym domku.
-Yuyuś...cieszysz się na te święta? -spytał malucha patrząc jak ten poprawia wszystkie znaki i je opisuje.
-wiesz ze nie musiałeś maluszku? Ale bardzo bym chciał żeby podobały ci się święta wiec jak coś to musze.
-dokładnie. Juz nie raz ci mówiłem ze mówisz i wsiadamy w samochód. Jeśli czujesz potrzebę odwiedzenia mamusi i tatusia to wystarczy ze nam powiesz. Nie musisz się bać bo ani ja ani Tomo się nie obrazimy.-zapewnił go.
-dobrze maluchu. To chodź się tu do nad chwile potulic a potem leć po jakąś grę.-powiedział wyciągając do niego rękę.
-a może jakąś planszowke? Wszyscy jesteśmy zmęczeni...-powiedział tuląc chłopca.-w twistera innym razem, ok?-zaproponował takie rozważanie.
-no oczywiście mój mistrzu.-zaśmiał się całując Tomo w policzek.-To leć Yuya bo wszyscy już się nie mogą doczekać gry.
Takano rzucił kostka dwa razy ale ze nadal nie udało mu się wyrzucić szóstki wyciągnął rękę z kostka w stronę Tomo.
-chuchnij na szczęście.-poprosił ze śmiechem.
Rzucił kostka.
-no kochanie jednak na szczęście.-pokazał mu język i wyszedł z domku. Koyuki wyszedł juz za pierwszym rzutem.
-jeszcze nie wyszedłem z wprawy.-zaśmiał się.
-kokochanie....ty po prostu nie masz szczęścia w tej grze.-powiedział chociaż sam był daleko za Yuya i swoim bratem.
-a...no ładnie...-westchnął śmiejąc się. Na szczęście bardzo szybko wrócił do gry bo miał wystawiony drugi pionek który ładnie wprowadził do domku.
-Tomo-chan...mogę wiedzieć czemu się nie mnie uwziales?-spytał kiedy kolejny raz zabrakło tylko jednego pola.
-no nie wiem czy Ci wybacze wredoto.-zaśmiał się dzielnie brnąc dalej. W końcu udało mu się umieścić 3 pionki w domku. Teraz wystarczyło ten ostatni włączyć do gry.
-no co nie no?-westchnął znów wystawiając swój pionek. Gonili się tak w towarzystwie śmiechu Yuyi i Koyukiego.
-no brsciszku, nie możesz swojego faceta złapać.-roześmiał się Koyuki.
Prześlij komentarz