-nie ma tak łatwo kochanie!-powiedział chuchajac i dmuchajac na kostkę. Wystawił pionek I rozpoczął szalony bieg do domku. Męczył się jednak pod samym domkiem wiec wygrał Tomo.-Ech...dzisiaj na kolacje naleśniki.-oznajmił.
Takano wylał pierwszą porcje na patelnie a kiedy usmarzyla się z jednej strony podniósł patelnie i lekkim ruchem nadgarstka obrócił nesnik na drugą stronę.
-na razie nie próbuj.-poprosił uśmiechając się do niego.-na razie odzyskuj siły.-dodał. Objął go troszkę mocniej.-wiesz...bardzo się ciesze ze juz jesteś w domu i spędzimy razem swieta.
Wyjął tabletki z szafki przy łóżku i podał mu je. -tak na wszelki wypadek położyłem je blisko łóżka. Żeby nie biegać za nimi gdybyś potrzebował.-wyjaśnił.
Tej nocy również spał spokojnie. Odkąd Tomo wrócił wysypka się zdecydowanie lepiej. Rano wstał przed wszystkimi i wyjechał z domu zostawiając kartkę w której informował ze pojechał po choinki.
Takano przebrał się w dresik i poszedł do kuchni. -mmmm....pierniczki wyglądają pysznie.-powiedział witając się z siedzącym na krzesełku bratem a potem dając całusa swojemu narzeczonemu.
-kawałek ciasta nie...ale mogę zrobić taki mini torcik specjalnie dla ciebie.-powiedział z uśmiechem. Pomógł im wyjąć ostatnia porcje z piekarnika i wyłączył go.
-psujesz romantyczny nastrój.-fuknal na brata. Niby jak miał się nie przejmować kiedy Koyuki był uzbrojony po zęby? W jednej ręce aparat w drugiej kamera i on ma się nie przejmować.
-to tez jakoś musimy przetrwać - zaśmiał się zaraz rzucając w wystającą głowę brata poduszka.-znikaj!-krzyknął obejmując mocniej chłopaka.-a było tak milutko...
-tak tak idźcie...bo nastrój psujecie. A ja z Tomo zostaniemy.-machnął ręką i uśmiechnął się lekko do Yuyi żeby się nie martwił.-Tomo-chan...zrobić ci czekolady?-spytał szeptem.
-ok.-ucałował go delikatnie. Przyniósł mu czekoladę juz jak Koyuki i Yuya wyszli. Podał mu kubek I znów wziął na kolana ale okryl kocem.-w końcu sami...-zaśmiał się.
-zimno ci?-spytał zmartwiony okrywajac go dokładnie kocykiem.-chcesz może kołdrę?-dopytal obejmując go mocniej.-I pij czekoladę póki ciepła to się może rozgrzejesz...
-ja ciebie tez...poczekaj.-poprosił I szybko pobiegł po kołdrę i wrócił. Dokładnie otulil nią chłopaka i wziął go na kolana.-tak będzie ci cieplej.-powiedział całując go w policzek I biorąc od niego łyk czekolady.
-no oczywiście.-zaśmiał się zaraz przyjmując pocałunek. Objął go mocniej całkowicie zatracajac się w pocałunku. Przymknął oczy po prostu ciesząc się chwilą.
-dziwisz się? -spytał ze śmiechem.-juz nie pamiętam kiedy ostatnio to robiliśmy...-dodał oddając jego pocałunki. Wsunął dłonie za gumkę jego bokserek. Zawahał się trochę bo przecież nie chciał go męczyć.
-jesteś pewny?-spytał szeptem trochę zmartwiony.-będę delikatny. Ale najpierw...-wyjął telefon i napisał wiadomość do brata. 'Zostańcie trochę dłużej na spacerze. Dorośli chcą się pobawić.'pokazał chłopakowi.-poinformuje brata żeby trzymał Yuye jakiś czas od domu...
-wiem...-uśmiechnął sie i położył go na łóżku.-powiedz...jakbym miał przestać...-poprosił cicho całując go powoli po szyi. Wsunął dłonie pod jego koszulkę.
-to raczej normalne ze słabo się czujesz. Juz dawno nie miałeś takiego wysiłku.-powiedział uśmiechając się do niego delikatnie.-gdybyś powiedział to od razu bym przestał. Na prawdę nie chciałem żeby coś ci się stało.-ucałował go w usta.-ale było przyjemnie.
Spojrzał na niego z rozczuleniem. Nigdy nie sądził ze Jolie będzie tak grzecznie leżeć. Nigdy nie sądził tez ze będzie miał taką rodzinkę. Zrobił mu zdjęcie telefonem I skupił się na filmie.
Takano objął go ramieniem i znów skupił się na filmie. Czasem również wybuchal śmiechem bo był to typowy film familijny gdzie cała rodzina mogła się pośmiać.
-jak to dobrze ze się przenieśliśmy...-mruknął łapiąc się za głowę. -na pewno tam nie ma?-spojrzał na niego uważnie bo jakoś w to wątpił.-jeju...przecież ty to masz z każdego kąta...-jeknal.-w łazience tez nam odpusciles? A korytarz?
-Ech...ale korytarz zastawileś? No to masz jak go wynoszę z sypialni do łazienki.-jeknal.-w każdym razie...dzięki za danie nam trochę prywatności...-mruknął.-Ej Koyuki...ty masz te kamery z dźwiękiem?
-no jasne jasne...na moje urodziny tez niby miałeś nie brać...a myślałem ze resztę imprezy spędzę pod stołem.-fuknal na brata.- o jasne ze ładnie...w końcu moje kochanie gotuje.
-tak okazujesz wdzięczność? Bo zacznę żałować ze ci ten szpik oddałem.-zazartowal.-ale błagam...oszczędź gościom oglądania tego...-mruknął mając na myśli świeżo zdobyte nagranie.
-czyli jak rozumiem najpierw dajesz nasze dzieciństwo a dopiero potem nasz wspólny czas?-spytał żeby się upewnić.-mmmm...wygląda przepyszne.-powiedział od razu nakładając sobie papryczke.
-wiesz co? Boję się tego twojego filmiku...-mruknął do brata i zaczął jeść.-pyszne! Musisz robić takie częściej.-dodał zajadajac aż mu się uszy trzesly.
-no co? Uwielbiam jak mój Tomo-chan gotuje. Dla mnie jest najlepszym kucharzem.-powiedział zaraz wracając do jedzenia żeby mu nie wystyglo.-zawsze się dziwię żeby jest taki zaskoczony ze mi smakuje.
-zawsze mi smakuje. Gotujesz świetnie. Masz do tego talent...tylko nie masz pewności siebie. A mi na prawdę smakuje to co gotujesz.-odparł obejmując go ramieniem.
-zrobię. -przytaknal.-a wiesz ze Koyuki ma nagrane jak się miziamy tu na kanapie?-spytał wzdychajac.-mówił ze w sypialni nie montowal kamer. W łazience tez.
-jak? Raczej dobrze. Uchwycił moment jak wkładam ci dłonie w spodnie...-mruknął jakoś z tego nie zadowolony.-Yuyuś...Mogłeś zawołać...-westchnął idąc za nimi żeby od razu poczytać chłopcu.
Takano wstał wcześnie i od razu zabrał się za gotowanie świątecznych potraw. W końcu musiał się ze wszystkim wyrobić a trzeba było jeszcze ubrać choinkę w willi.
Skończyli akurat kiedy Takano skończył gotować wiec pomógł im wszystko porozwozic. Potem wraz z prezentami i potrawami pojechali do willi żeby wszystko przyszykowac.
-jak wytrzymasz.-zgodził się. Zadowolony spojrzał na uszykowny stół.-Tomo-chan chodź zobaczyć. Jeszcze tylko potrawy twojej mamy i wszystko będzie gotowe.-uśmiechnął sie do niego.
-och...ciekawe tylko czemu...-mruknął wzruszając ramionami. Podał chłopakowi kubek i usiadł na kanapie.-juz powinni się zbierać...-dodał patrząc na zegarek.
-może...-zgodził się obejmując go ramieniem.-no cóż...wiec wszyscy się trochę spóźnia..-mruknął zaraz patrząc uważnie na Koyukiego trzymające wycelowaną w nich kamerą. -Tatuś! Wujek! Jemioła!-krzyknął chłopiec trzymając roślinkę nad nimi.
-ja? Ostatni tydzień miałem dość ciężki.-przyznał bo już nie było sensu kłamać.-ale odpoczalem juz i czuje się dobrze. -dodał wesoło. -mamo a ty jak się czujesz?
-Tomo ma racje.Jesteście dorosli i nie musicie nas o nic takiego pytać. Spedzcie miło czas.-uśmiechnął sie do nich po czym poszedł przywitać Rena który w końcu dotarł.
-dla niego to i tak dużo.-powiedział bo przecież wiedział ze chłopak je mało bo inaczej wymiotuje. -a je jak królik bo robi miejsce na deser.-zaśmiał się.
-ok. Zostało trochę.-uśmiechnął sie jedząc powoli deser. -wyszedł swietny.-odezwał się Ren unosząc kciuk do góry. -wiec pewnie długo to trochę nie zostanie.
-Yuya ucieszył się i szybko poszedł pod choinkę. Cała rodzina przeniosła się do salonu. Yuya najpierw rozdał te od siebie. Szaliczek dla każdego. Takano zmierzwil mu włoski i powiedział żeby podał jeszcze te od burmistrza.
-no wiem...ale jestem ciekaw co tam dostaliśmy.-powiedział zaczynając otwierać paczkę w której były cukierki. Szepnął chłopcu na ucho żeby podał ten duzy prezent dla wujka. W środku był pokrowiec na gitarę akustyczna. Taki żeby można było ją przewozić w samolocie. Sądził ze to będzie dobry pomysł biorąc pod uwagę ich podróż poślubna. W pokrowcu oczywiście była też gitara.
-długo nie wiedziałem co ci kupić...a ta gitara po prostu mi się podobała.-wyjaśnił z uśmiechem. Yuya dostał od niego książkę, nowa grę planszową i bilety do lunaparku. Mamie Tomo kupił naszyjnik to samo kupił Mary a swojemu ojcu I braciom po zegarku.
-to w sumie taki prezent dla was obu.-odezwał się Ren. -od nas obu.-dodał Koyuki. Póki co stoi we Francji. Tak żebyście mieli czym tam jeździć. -jeep.-zakończył Ren
-ja nie miałem z tym nic wspólnego. -powiedział unosząc ręce do góry. Bracia zaś tylko wzruszyli ramionami. W końcu na ślub planowali coś większego. -he? Kochanie...nie żebym ci nie ufał...ale ostatnio jak usiadłeś za kółkiem zacząłeś panikować i nie mogliśmy ruszyć...
-dobrze wiesz ze to nie łatwe. We Francji będziemy dużo jeździć wiec chciałbym żebyś przetrwał to w miarę spokojnie. Poza tym...wiesz ze tam się jeździ z drugiej strony niż u nas? Tam ruch jest prawostronny. Uwierz nie tak łatwo nie przestawić...
Zostawili tylko ciasto i wrócili do salonu żeby popatrzeć jak reszta gra. -tatusiu? A pograsz na pianinku? -spytał maluch rzucając kostka. -jak wujek wróci ok?
-juz robie. -powiedział Takano. Od razu zrobił tez dla wszystkich po gorącej herbacie. -Tatuś...to zagrasz?-spytał Yuya bardzo chcąc posłuchać. -ok...juz idę grać.-zaśmiał się siadając przy pianinie i zaczynam ajac grać jakiś utwór Yirumy który akurat znał na pamięć.
-lubią. Na pewno lubią. Myślę że się wstydziły. Albo mieli tak dużo do powiedzenia ze nie wiedzieli od czego zacząć.-zaśmiał się niosąc go do łóżeczka.
Takano obudził się przez hałas w kuchni i od razu się do niej skierował. -hej kochanie. Dzień dobry mamo.-uśmiechnął sie.-pomoc wam? Szykuje cie coś czy odgrzewamy kolacje?
-Takano zerkał na niego co chwile. Martwił się I ostatatnia rzeczą jakiej chciał było żeby jego kochanie znów wylądowało w szpitalu. W końcu wyciągnięty przez braci wyszedł na chwile żeby odwiedzić mamę.
Takano wyjątkowo z grobu mamy wrócił trzeźwy i w trochę lepszym humorze. Usłyszał parę opowieści od Koyukiego który jego mamę widział kilka razy. Wrócili zmarznieci wiec od razu usiedli z ciepłą herbata do stołu.
-Ech. ..uparciuch z ciebie...jak chcesz ogarnąć ruch drogowy? U nas lewostronny a u nich prawo...ech....-westchnął na prawdę nie wiedząc jak mu to wybić z głowy.
-ja po prostu nie chce żebyś cierpiał i znów przeżywał to co dla ciebie trudne...-powiedział mocniej go obejmując.-rozumiem ze chcesz się pozbyć traumy ale nie chce żeby jeszcze gorzej...
-um ok...rozumiem to. Wiec będę cię wspierał.-powiedział głaszczac go po policzku. Wiedział ze chłopak będzie potrzebował jego wsparcia i nie chciał go zostawiać.
-pójdziemy...ale jak będziesz się dobrze czuł, ok? Na razie twoje zdrowie jest najważniejsze.-powiedział głaszczac go po plecach.-a jak będziesz się dobrze czuł to pójdziemy. Obiecuje
-to da się zrobić. Chcesz tak jak ostatnio tylko ze z maluchem? Do tego samego czy inne znaleźć? -dopytal od razu.-sądzę że takie kryte było by lepsze. W końcu na dworze za zimno.
-nie trzeba kochanie...to nie będzie przecież tak dużo. I nie kłóć się o to.-powiedział patrząc na niego. Przecież wiedział ze chłopak teraz długo nie pracował.
-kochanie? Na prawdę? Nie możesz się po prostu cieszyć bez płacenia? -spytał wzdychajac.-teraz długo nie pracowałeś...i długo minie zanim nie wrócisz do pracy...daj mi zapłacić za całość.
-uparciuch...nie dasz się przekonać...-westchnął.-ok..Niech będzie.-zgodził się w końcu.-i masz się dobrze bawić.-zaśmiał się ciesząc się na wyjazd.-a co chcesz robić na nowy rok?
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2401 – 2600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-phi. Od tygodnie nic nie robie tylko cie tulę.-mruknął spokojnie zbliżając się do domku.
-nie ma tak łatwo kochanie!-powiedział chuchajac i dmuchajac na kostkę. Wystawił pionek I rozpoczął szalony bieg do domku. Męczył się jednak pod samym domkiem wiec wygrał Tomo.-Ech...dzisiaj na kolacje naleśniki.-oznajmił.
-dałem ci wygrać.-burknął żartem na swoje usprawiedliwienie i usiadł.-ok jedno zdjęcie.
Takano zrobił smutna minke po czym wstał.
-a teraz idę wam juz robić te kolacje.-powiedział idąc do kuchni.
-z dżemem truskawkowym.-odparł wyjmując miskę i zaczynając robić ciasto.
Takano wylał pierwszą porcje na patelnie a kiedy usmarzyla się z jednej strony podniósł patelnie i lekkim ruchem nadgarstka obrócił nesnik na drugą stronę.
-kiedyś cie nauczę.-obiecał ze śmiechem. Szybko smażył resztę naleśników w międzyczasie te gotowe zawijajac z dżemem.
-bez przesady...nie jestem...-zaśmiał się wnosząc do salonu talerz z naleśnikami i małe talerzyki żeby każdy sobie nałożył.
-na prawdę przesadzacie...to przecież nic takiego.-wzruszył ramionami i wziął się za jedzenie.
-Powinieneś. Nie za dobrze wyglądasz. Zjedz i się połóż. -polecił bratu.-i nie zapomnij o lekach. Wciąż musisz je brać.
-Takano również się roześmiał.-a będzie ci wygodnie? Ostatnio wolisz leżeć.-zauważył bo wiedział przecież ze chłopak ma mało siły.
-jeju uważaj kochanie...-westchnął biorąc go na kolana i obejmując delikatnie.-chodzeniem zajmiemy się później. Na razie musisz mieć na to siłę.
-na razie nie próbuj.-poprosił uśmiechając się do niego.-na razie odzyskuj siły.-dodał. Objął go troszkę mocniej.-wiesz...bardzo się ciesze ze juz jesteś w domu i spędzimy razem swieta.
-bardzo doceniam skarbie.-zaśmiał się całując go w policzek.-juz nie będę ci marudzić.
-śmiesz wątpić?-zaśmiał się.-kocham cie.-szepnął mu do ucha zaraz tylko z uśmiechem patrząc na niego.
-Ech...normalne...-zaśmiał się cicho. Wstał i zaniósł go do łóżka. Położył sięobok oobejmując go delikatnie.
Cicho wyszedł z sypialni i obudził chłopaka dopiero jak wrócił z lekami.
-przepraszam skarbie. Zaraz znów będziesz mógłzzasnąć ale najpierw weź leki..
Wyjął tabletki z szafki przy łóżku i podał mu je.
-tak na wszelki wypadek położyłem je blisko łóżka. Żeby nie biegać za nimi gdybyś potrzebował.-wyjaśnił.
-moje biedactwo...wytrzyma jeszcze trochę i wszystko minie.-zapewnił go. Poszedłssię umyć a kiedy wrócił położył się przy nim.-dobranoc.
Tej nocy również spał spokojnie. Odkąd Tomo wrócił wysypka się zdecydowanie lepiej. Rano wstał przed wszystkimi i wyjechał z domu zostawiając kartkę w której informował ze pojechał po choinki.
Takano większą choinkę zawiózł do willi a mniejsza do ich domku. Po cichu wniósł ja do salonu i zaczął stawiać na stojaku.
-wasze ładniej.-zaśmiał się. -ale mamy żywa choinkę. Kupiłem tez ozdoby, łańcuchy i lampki. Są w samochodzie.-powiedział wesoło.
-oczywiście maluchu przecież nie będziemy co rok nowych kupować.-zaśmiał się. Poszedł do samochodu po pudła z ozdobami i położył je na stoliku.
-jeśli chcecie. Na razie kupiłem kilka żebyśmy mieli w co ją ubrać. Jak skończycie z ciasteczkami to ją ubierzeny, ok?-spytał ich patrząc na choinkę.
Takano przebrał się w dresik i poszedł do kuchni.
-mmmm....pierniczki wyglądają pysznie.-powiedział witając się z siedzącym na krzesełku bratem a potem dając całusa swojemu narzeczonemu.
-zaraz się przekonam.-zaśmiał się biorąc sobie jednego pierniczka i go próbując.-pycha. Moje kochanie robi najlepsze pierniczki na świecie!
-dobrze. Ja dzisiaj zrobię ciasto a jutro od rana będę robił potrawy.-powiedział biorąc jeszcze jednego pierniczka.-a dzisiaj choinka..
-kawałek ciasta nie...ale mogę zrobić taki mini torcik specjalnie dla ciebie.-powiedział z uśmiechem. Pomógł im wyjąć ostatnia porcje z piekarnika i wyłączył go.
-idziemy! -krzyknął chłopiec sięgając po kolorowe lampki. Rozwinęli je i zawiesili na choince.
Na koniec Takano posadził Yuye na swoich ramionach żeby założył gwiazdkę.
-no i koniec.-roześmiał się.-pięknie wygląda.
-kochanie? Co jadłeś?-spytał zaraz zmartwiony.-Ech idę zaraz usmażyć resztę naleśników....
-Tomo bierz przykład z dziecka.-westchnął idąc do kuchni. Co on się z nim miał.
Po kwadransie postawił przed nim talerz z naleśnikami.
-smacznego. Tabletki wziąłeś? I powiedz jak mam się nie martwić i cie nie upominać?
-to nie zapominaj...proszę. Potem jesteś jeszcze bardziej osłabiony.-westchnął sam też biorąc sobie jednego naleśnika.
-mówisz to jakoś bez przekonania. -mruknął przyglądając się mu.-na prawdę...ciągle sprawisz ze się o ciebie martwię.
-dobrze...tylko już tak nie zapominaj. Wtedy jeszcze bardziej się martwię.
-objął go delikatnie.-ja ciebie tez kocham. Bardzo.
-dobrze kochanie. Niestety tym razem z tobą nie poleżę...musze iść zająć się ciastem. Obiecuje ze zrobię male ciasto dla ciebie.
-myślałem żeby w spokoju piec w cukierni. Mam tam więcej miejsca.-powiedział z lekkim uśmiechem.-zanieść cie do łóżkazanim pójdę?
-Ech Tomo-chan...dobrze upieke w domu...-westchnął idąc do kuchni. Po tym jak posprzątał wziął się za robienie ciasta.
Po dobrych trzech godzinach kończył dekorować tort i zaczynał torcik. Był trochę zmęczony ale dumny ze swojego małego dzieła.
-hmmm...możemy zapakować I'm pierniczki o tak dużo wam wyszło.-ppowiedział wkładając tort do lodówki.
-dobrze. Ja niestety będę zbyt zajęty żeby wam pomoc. Musze ugotować jedzonko na naszą wigilię. Choinkę ubierzeny jak wszystko inne skończymy.
-zawioze.-odparł uznając ze tyle czasu znajdzie. Z mini torcikiem poszedł do salonu gdzie spał Tomo.
-nic sobie nie zrobiłeś? Boli cie coś ?-spytał zaraz pomagając mu wrócić na kanapę.
-no dobrze skoro mówisz ze nic ci nie jest...-mruknął nie do końca przekonany ale objął go ramieniem i podał ciasto.-przedpremierowy kawałek ciasta.
Ucałował go w łokieć i uśmiechnął się lekko.
-o czym? Powiedz a postaram się to marzenie spełnić.
-jeszcze spełnię to małe marzenie.-obiecał obejmując go mocniej.-no I ciesze się ze ci smakuje. Starałem się.
-serio?-wziął od niego widelczyk i spróbował trochę.-no dobre wyszło.-uśmiechnął sie całując go w policzek.
-psujesz romantyczny nastrój.-fuknal na brata. Niby jak miał się nie przejmować kiedy Koyuki był uzbrojony po zęby? W jednej ręce aparat w drugiej kamera i on ma się nie przejmować.
-to tez jakoś musimy przetrwać - zaśmiał się zaraz rzucając w wystającą głowę brata poduszka.-znikaj!-krzyknął obejmując mocniej chłopaka.-a było tak milutko...
-nie możecie nas zostawić w spokoju?-jeknal patrząc na nich zirytowany. Czy na prawdę nie mogę mieć nawet chwili dla siebie?
-tak tak idźcie...bo nastrój psujecie. A ja z Tomo zostaniemy.-machnął ręką i uśmiechnął się lekko do Yuyi żeby się nie martwił.-Tomo-chan...zrobić ci czekolady?-spytał szeptem.
-ok.-ucałował go delikatnie. Przyniósł mu czekoladę juz jak Koyuki i Yuya wyszli. Podał mu kubek I znów wziął na kolana ale okryl kocem.-w końcu sami...-zaśmiał się.
-mi normalnie tez się. Przeszkadzają...ale dzisiaj juz się tym trochę zmeczylem...I chciałem mieć chwile dla nas.-wyjaśnił przytulać go do siebie.
-zimno ci?-spytał zmartwiony okrywajac go dokładnie kocykiem.-chcesz może kołdrę?-dopytal obejmując go mocniej.-I pij czekoladę póki ciepła to się może rozgrzejesz...
-ja ciebie tez...poczekaj.-poprosił I szybko pobiegł po kołdrę i wrócił. Dokładnie otulil nią chłopaka i wziął go na kolana.-tak będzie ci cieplej.-powiedział całując go w policzek I biorąc od niego łyk czekolady.
-pyszna.-przytaknal z uśmiechem juz więcej mu nie pobierając czekolady.-spróbować mogę. Zobaczymy jak wtedy będzie ci smakować.
-no oczywiście.-zaśmiał się zaraz przyjmując pocałunek. Objął go mocniej całkowicie zatracajac się w pocałunku. Przymknął oczy po prostu ciesząc się chwilą.
Zaśmiał się cicho bo trochę to go łaskotało. Objął go trochę mocniej i wsunął dłonie pod koszulkę głaszczac go po plecach.
-dziwisz się? -spytał ze śmiechem.-juz nie pamiętam kiedy ostatnio to robiliśmy...-dodał oddając jego pocałunki. Wsunął dłonie za gumkę jego bokserek. Zawahał się trochę bo przecież nie chciał go męczyć.
-jesteś pewny?-spytał szeptem trochę zmartwiony.-będę delikatny. Ale najpierw...-wyjął telefon i napisał wiadomość do brata. 'Zostańcie trochę dłużej na spacerze. Dorośli chcą się pobawić.'pokazał chłopakowi.-poinformuje brata żeby trzymał Yuye jakiś czas od domu...
-będę...taki delikatny jaki nigdy nie byłem.-obiecał wysyłając wiadomość. Wziął go na ręce i ucałował.-kocham cie.-dodał idąc z nim do sypialni.
-wiem...-uśmiechnął sie i położył go na łóżku.-powiedz...jakbym miał przestać...-poprosił cicho całując go powoli po szyi. Wsunął dłonie pod jego koszulkę.
-przyznaj...sam jesteś wyposzczony.-zaśmiał się patrząc na niego wesolo. Zdjął z niego koszulkę i przejechał dłońmi po jego torsie.
-twój organizm mówi co innego.-zaśmiał się patrząc na jego spodnie. Starał się ignorować to jak chłopak jest teraz chudy. Wiedział ze to przez chemię.
-na prawdę się steskniles.-stwierdził wciąż bardzo się hamując. Zaczął go delikatnie całować po torsie i bawić się jego sutkami.
Popatrzył na niego zaskoczony.
-juz?-zamrugal ale zdjął z niego spodnie oraz bieliznę i wziął jego przyrodzenie do ust.
Przez myśl przeszło mu ze chłopak zachowuje się po prostu uroczo. Połknął jego sperme kiedy doszedł i spojrzał na niego z uśmiechem.
-mmmm...przepraszam...-zaśmiał się.-um...wiem ze jesteś osłabiony wiec nie będę cię zmuszał do dochodzenia drugi raz...-zaczął cicho.
-tylko jakoś nie mogłeś poczekać.-zaśmiał się oblizujac usta.-no więc powoli...-mruknął bardzo delikatnie wsuwajac w niego jeden palec.
-myślałem ze juz się przyzwyczaiłeś ze ja lubię się bawić.-zaśmiał się cicho.-a jak juz mowa o przyzwyczajaniu...powiedz kiedy mogę dołożyć palec...
Musnal jego usta i dołożył palec.
-przecież jestem delikatny...-powiedział powoli ruszając palcami.
-a tego nie wiedziałem. Mogłeś powiedzieć czego oczekujesz...-wzruszył ramionami.-a tak...miałem kolacje.-pokazał mu język
-zjem zjem...przecież jem więcej niż ty.-zaśmiał się zdejmując swoje spodnie i bokserki. Zaczął bardzo powoli i delikatnie w niego wchodzić.
Przyspieszył tylko odrobinę cały czas się hamując. Jedna ręką pieścił jego przyrodzenie.
Złączył ich usta w namiętnym pocałunku czując ze wytrzyma jeszcze tylko chwilę. Starał się za bardzo nie przyspieszać i cały czas być delikatnym
Doszedł chwile po nim lekko dyszac. Wyszedł i położył się obok niego.
-pomogę. Możemy już iść bo nie wiem ile czasu nam zostało.
-czuje. Przepraszam. Na prawdę starałem się być delikatny.-powiedział cicho.-poczekam. A ty postaraj się uspokoić oddech.
-moje tez bije...dla ciebie.-powiedział pozwalając mu słuchać. Objął go delikatnie.-bardzo cie kocham.
-ciesze się ze się uspokajasz...Martwiłem się I trochę się bałem ze nie będę umiał nad sobą zapanować.-zaśmiał się głaszczac go po plecach.
-to raczej normalne ze słabo się czujesz. Juz dawno nie miałeś takiego wysiłku.-powiedział uśmiechając się do niego delikatnie.-gdybyś powiedział to od razu bym przestał. Na prawdę nie chciałem żeby coś ci się stało.-ucałował go w usta.-ale było przyjemnie.
-juz się robi.-ubrał bokserki i poszedł napuścić wody do wanny. Wrócił po chłopaka i od razu wsadził go do wody. Po chwili do niego dołączył.
-możesz. Posprzątam w sypialni i będziesz mógł się przespać.-zapewnił go.
-ok. Nawet nie dotknę się kuchni.-obiecał mu.-a co jak oni wrócą głodni? -spytał jeszcze I sięgnął bo gąbkę i mydło.
-ok skarbie. -zgodził się zaczynając go myć.-obudzić cie jak juz będzie pora kolacji? -spytał całując go w policzek.
Pomógł mu się też wytrzeć i ubrać po czym zaniósł go do łóżka. Napisał wiadomość do brata ze mogą wracać i położył się obok niego.
-miłych snów
Takano wyszedł z łóżka kiedy wrócili Koyuki i Yuya. Nakazał I'm żeby było ciszej bo Tomo śpi i usiadł na fotelu.
-możesz. Tylko cicho żeby wujka nie obudzić. -powiedział podając mu pilota.
Spojrzał na niego z rozczuleniem. Nigdy nie sądził ze Jolie będzie tak grzecznie leżeć. Nigdy nie sądził tez ze będzie miał taką rodzinkę. Zrobił mu zdjęcie telefonem I skupił się na filmie.
Takano objął go ramieniem i znów skupił się na filmie. Czasem również wybuchal śmiechem bo był to typowy film familijny gdzie cała rodzina mogła się pośmiać.
-my ciebie tez maluchu.-zmierzwil mu włosy Takano. A chłopiec po chwili wstał i zakasał rękawy.
-pomogę.
-jak to dobrze ze się przenieśliśmy...-mruknął łapiąc się za głowę. -na pewno tam nie ma?-spojrzał na niego uważnie bo jakoś w to wątpił.-jeju...przecież ty to masz z każdego kąta...-jeknal.-w łazience tez nam odpusciles? A korytarz?
-Ech...ale korytarz zastawileś? No to masz jak go wynoszę z sypialni do łazienki.-jeknal.-w każdym razie...dzięki za danie nam trochę prywatności...-mruknął.-Ej Koyuki...ty masz te kamery z dźwiękiem?
-no jasne jasne...na moje urodziny tez niby miałeś nie brać...a myślałem ze resztę imprezy spędzę pod stołem.-fuknal na brata.- o jasne ze ładnie...w końcu moje kochanie gotuje.
-tak okazujesz wdzięczność? Bo zacznę żałować ze ci ten szpik oddałem.-zazartowal.-ale błagam...oszczędź gościom oglądania tego...-mruknął mając na myśli świeżo zdobyte nagranie.
-czyli jak rozumiem najpierw dajesz nasze dzieciństwo a dopiero potem nasz wspólny czas?-spytał żeby się upewnić.-mmmm...wygląda przepyszne.-powiedział od razu nakładając sobie papryczke.
-wiesz co? Boję się tego twojego filmiku...-mruknął do brata i zaczął jeść.-pyszne! Musisz robić takie częściej.-dodał zajadajac aż mu się uszy trzesly.
-trochę więcej wiary w siebie kochanie.-zaśmiał się biorąc kawałek chleba. -bardzo mi smakuje. Świetnie sobie poradziliscie.
-no co? Uwielbiam jak mój Tomo-chan gotuje. Dla mnie jest najlepszym kucharzem.-powiedział zaraz wracając do jedzenia żeby mu nie wystyglo.-zawsze się dziwię żeby jest taki zaskoczony ze mi smakuje.
-ja ciebie tez.-odparł biorąc sobie jeszcze jedną papryczke. Na prawdę mu smakowało. Cieszył się z tej kolacji.
-zawsze mi smakuje. Gotujesz świetnie. Masz do tego talent...tylko nie masz pewności siebie. A mi na prawdę smakuje to co gotujesz.-odparł obejmując go ramieniem.
-zrobię. -przytaknal.-a wiesz ze Koyuki ma nagrane jak się miziamy tu na kanapie?-spytał wzdychajac.-mówił ze w sypialni nie montowal kamer. W łazience tez.
-jak? Raczej dobrze. Uchwycił moment jak wkładam ci dłonie w spodnie...-mruknął jakoś z tego nie zadowolony.-Yuyuś...Mogłeś zawołać...-westchnął idąc za nimi żeby od razu poczytać chłopcu.
Wziął książkę która chłopiec wybrał i zaczął mu czytać. Po dwóch rozdziałach ucałował śpiącego członka w czoło i wyszedł gaszac światło.
[Miałobć chłopca...autokorekta ;^; ]
-po dwóch rozdziałach. Przytulił misia i zasnął.-powiedział siadając obok chłopca i witając się z bratem który już wrócił.
-ja tez nie...-mruknął. W końcu miał od kogo się tego nauczyć. On po prostu starał się poświęcać chłopcu tyle uwagi ile mógł.
-no nie wiem czy zaraz wzorem. Ja po prostu chce żebyście obaj byli szczęśliwi.-powiedział obejmując go mocniej.-tyle mi wystarczy.
-to zadzwoń do nich z zażaleniem.-zaśmiał się.-nic nie zrobisz z tym jak pokazują to w filmach.
-serio dzwoniłeś? -spytał zaskoczony.-no nic. Juz późno. Chodźmy spać bo jutro czeka nas masa roboty.
-ale Koyuki chce.-wskazał na brata któremu oczy same się zamykały.-możemy nie spać ale dajmy mu spać.
-no dobrze. Ale jak poczujesz się zmęczony to wróć do łóżka.-poprosił samemu idąc juz spać. W końcu musiał wcześnie wstać i zacząć gotować.
Takano wstał wcześnie i od razu zabrał się za gotowanie świątecznych potraw. W końcu musiał się ze wszystkim wyrobić a trzeba było jeszcze ubrać choinkę w willi.
Skończyli akurat kiedy Takano skończył gotować wiec pomógł im wszystko porozwozic. Potem wraz z prezentami i potrawami pojechali do willi żeby wszystko przyszykowac.
-juz się za to biorę.-odparł Takano kończąc przywieszać jemiołę. Ozdobił okna i zabrał się za stół.
-jak wytrzymasz.-zgodził się. Zadowolony spojrzał na uszykowny stół.-Tomo-chan chodź zobaczyć. Jeszcze tylko potrawy twojej mamy i wszystko będzie gotowe.-uśmiechnął sie do niego.
-Ech Tomo...prosiłem żebyście wpakowali je do bagażnika.-mruknął.-no nic...skoro nie spakowales to się wrócimy.-powiedział idąc ubrać buty.
-ok ok.-westchnął. An pierwsze szybko ko wypakował te co były w bagażniku a potem wszyscy pojechali po resztę i po Koyukiego.
-Ech ok...a na razie idź otwórz drzwi bo pewnie twoja mama przyjechała.-poprosił słysząc jak kto dzwoni. Sam poszedł do kuchni.
-och...ciekawe tylko czemu...-mruknął wzruszając ramionami. Podał chłopakowi kubek i usiadł na kanapie.-juz powinni się zbierać...-dodał patrząc na zegarek.
-może...-zgodził się obejmując go ramieniem.-no cóż...wiec wszyscy się trochę spóźnia..-mruknął zaraz patrząc uważnie na Koyukiego trzymające wycelowaną w nich kamerą.
-Tatuś! Wujek! Jemioła!-krzyknął chłopiec trzymając roślinkę nad nimi.
Kiedy się od siebie odsuneli Koyuki zamknął z trzaskiem kamerę.
-brawo Yuya.-pochwalił chłopca.
-Koyuki...nawet w swieta masz zamiar łapać materiał?
-no wiesz co?-westchnął wtulajac się w Tomo. Po chwili dołączył do nich Yuya tez chcąc się potulic.
-ale wujek Koyuki prosił...-wytłumaczył się mały. Takano zmierzwil mu włoski a po chwili blysnal flesz.
-jak słodko i rodzinnie!-skomentował Koyuki.
Takano dostał smsa od Rena ze ten stoi w korku i się spóźnić. Wszyscy położyli prezenty pod choinka a mama Tomo wyłożyła potrawy I ciasto na stół.
-Ech ok...ale poza tym wszystko jest na stole. Teraz wystarczy czekać na Rena.-powiedział zabierając część herbat i kaw.
-chyba nie chce znów wylądować w szpitalu wiec odpoczywa. Cieszy mnie to.-powiedział podając jej herbatę.
-ja? Ostatni tydzień miałem dość ciężki.-przyznał bo już nie było sensu kłamać.-ale odpoczalem juz i czuje się dobrze. -dodał wesoło. -mamo a ty jak się czujesz?
-radzimy sobie. Tomo jest grzeczny i spędzamy miło czas. Sam zamkam cukiernie na minimum dwa tygodnie.-powiedział zapewniając ze dają sobie radę.
-Tomo ma racje.Jesteście dorosli i nie musicie nas o nic takiego pytać. Spedzcie miło czas.-uśmiechnął sie do nich po czym poszedł przywitać Rena który w końcu dotarł.
-wiem. Reszta też miała z tym problem. Siadaj do stołu to w końcu zaczniemy kolacje.
Sam też usiadł do stołu i życzył wszystkim smacznego. Cieszył się ze zebrała się cała rodzina.
-ja? Nie wiem. Po prostu nałóż sobie wszystkiego po trochę. Tak żeby spróbować.-zaproponował jedząc zapiekanke.
-przepraszam kochanie ale nie wiem jak ci pomoc.-zaśmiał się pijąc spokojnie herbatę.
-Tatuś a kiedy prezenty?-spytał Yuya.
-po deserze.-odpowiedział.
-dokładnie maluchu. Wiec jedz powoli i nikogo nie poganiaj.-powiedział śmiejąc się pod nosem.-na deser jest torcik.-powiedział jeszcze.
-Tomo-chan miał przedpremiere.-wyjaśnił. Nałożył sobie trochę potrawy przyniesionej przez mamę Tomo i trochę swoich pierożkow
-dla niego to i tak dużo.-powiedział bo przecież wiedział ze chłopak je mało bo inaczej wymiotuje. -a je jak królik bo robi miejsce na deser.-zaśmiał się.
-Tomo...miałeś zjeść. -westchnął bo postawił sobie za punkt honoru ze będą jest wszystkie posiłki.-no nic...mamy obszerna kolacje...
-no juz...nie krzyczę przecież. Rozumiem.-powiedział zadając jeszcze jednego pierożka i uznając ze potem może jeszcze coś zje.
-no ale na deser chyba jednak miejsca nie będzie. -zaśmiał się patrząc na niego. Kiedy już wszyscy zjedli przyniósł torcik, talerzyki i wielce.
-ok. Zostało trochę.-uśmiechnął sie jedząc powoli deser.
-wyszedł swietny.-odezwał się Ren unosząc kciuk do góry. -wiec pewnie długo to trochę nie zostanie.
-w domku jest jeszcze twój co wczoraj dostałeś.-zauważył spokojnie.-wiec nie ma co się martwić.-wzruszył ramionami i sięgnął sobie po pierniczka.
-Yuya ucieszył się i szybko poszedł pod choinkę. Cała rodzina przeniosła się do salonu. Yuya najpierw rozdał te od siebie. Szaliczek dla każdego. Takano zmierzwil mu włoski i powiedział żeby podał jeszcze te od burmistrza.
-no wiem...ale jestem ciekaw co tam dostaliśmy.-powiedział zaczynając otwierać paczkę w której były cukierki. Szepnął chłopcu na ucho żeby podał ten duzy prezent dla wujka. W środku był pokrowiec na gitarę akustyczna. Taki żeby można było ją przewozić w samolocie. Sądził ze to będzie dobry pomysł biorąc pod uwagę ich podróż poślubna. W pokrowcu oczywiście była też gitara.
-długo nie wiedziałem co ci kupić...a ta gitara po prostu mi się podobała.-wyjaśnił z uśmiechem. Yuya dostał od niego książkę, nowa grę planszową i bilety do lunaparku. Mamie Tomo kupił naszyjnik to samo kupił Mary a swojemu ojcu I braciom po zegarku.
Takano ucieszy się obejmując go mocno.
-sweter jest swietny. I książka tez.-ucałował go w policzek.
-jest swietny. Nie wiedziałem ze umiesz robić takie rzeczy.-powiedział zaskoczony.-ja ciebie tez kocham.
-to w sumie taki prezent dla was obu.-odezwał się Ren.
-od nas obu.-dodał Koyuki. Póki co stoi we Francji. Tak żebyście mieli czym tam jeździć.
-jeep.-zakończył Ren
-ja nie miałem z tym nic wspólnego. -powiedział unosząc ręce do góry. Bracia zaś tylko wzruszyli ramionami. W końcu na ślub planowali coś większego. -he? Kochanie...nie żebym ci nie ufał...ale ostatnio jak usiadłeś za kółkiem zacząłeś panikować i nie mogliśmy ruszyć...
-komunikacja miejską? Tak to my się za chiny ludowe nie wyrobimy. Nie wyglupiaj się proszę...-westchnął nie wiedząc jak dość do porozumienia.
-dobrze wiesz ze to nie łatwe. We Francji będziemy dużo jeździć wiec chciałbym żebyś przetrwał to w miarę spokojnie. Poza tym...wiesz ze tam się jeździ z drugiej strony niż u nas? Tam ruch jest prawostronny. Uwierz nie tak łatwo nie przestawić...
-Ech...no to tak jak planowałem po prostu wypożyczamy samochód...-mruknął zaraz uśmiechając się do chłopca.-juz się nie kłócimy.
-Tomo? Czy ty mnie w ogóle słuchasz?-jeknal.-mi parę miesięcy zajęło ogarnięcia ruchu drogowego...odpuść...-westchnął ciężko.
Takano uznał ze jeszcze potem to obgadaja i tylko patrzył dalej jak reszta rodziny cieszy się z prezentów.
Zostawili tylko ciasto i wrócili do salonu żeby popatrzeć jak reszta gra.
-tatusiu? A pograsz na pianinku? -spytał maluch rzucając kostka.
-jak wujek wróci ok?
-juz robie. -powiedział Takano. Od razu zrobił tez dla wszystkich po gorącej herbacie.
-Tatuś...to zagrasz?-spytał Yuya bardzo chcąc posłuchać.
-ok...juz idę grać.-zaśmiał się siadając przy pianinie i zaczynam ajac grać jakiś utwór Yirumy który akurat znał na pamięć.
-ok ok...-sięgnął po nuty leżące na pianinie i zaczął grać jakąś pierwsza lepsza koledę żeby wszyscy sobie pospiewali.
Skończył grać po sześciu piosenkach i wstał od pianina.
-kochanie, masz na coś ochotę?-spytał Tomohisę siadając obok niego.
-no nie wiem czy będą...idź spać jak jesteś zmęczony.-powiedział mierzwiac mu włoski.-reszta rodzinki wie jakie pokoje ma przygotowane?
-maluchu...ale aż tak bardzo chcesz?-spytał widząc jak większość zaczyna się już zbierać. W salonie zostali tylko oni i bracia Takano.
-to idź do sypialni kochanie...-powiedział patrząc na niego.-My z Yuya posiedzimy.-dodał głaszczac go po policzku.
Posiedzieli do północy a kiedy minęła wziął chłopca na ręce.
-chodź Yuya...chodź juz spać...-poprosił go ziewajac.
-lubią. Na pewno lubią. Myślę że się wstydziły. Albo mieli tak dużo do powiedzenia ze nie wiedzieli od czego zacząć.-zaśmiał się niosąc go do łóżeczka.
-dobranoc maluszku.-ucałował go w czoło i poszedł do sypialni. Zwalł Jolie z łóżka i od razu zasnął.
Takano obudził się przez hałas w kuchni i od razu się do niej skierował.
-hej kochanie. Dzień dobry mamo.-uśmiechnął sie.-pomoc wam? Szykuje cie coś czy odgrzewamy kolacje?
-aj no...ale chcę wam pomoc...-mruknął bo nie wiedział co ze sobą zrobić.-wyjdę z psami.-zdecydował w końcu.
-ok...chociaż myślałem ze nie wyjdziemy po śniadaniu. -powiedział idąc się ciepło ubrać. Potem wyszedł I zaczął pomagać chłopcu w lepieniu bałwana.
Otrzepal śnieg z włosów i kiedy chłopiec skończył bałwanka zaczął go gonić. A co! Zemsta za śnieżkę musiała być.
-chodź tu maluchu!
-hej hej hej! Już! Stop!-krzyknął zasłaniając się rękoma i chowając się za balwankiem.-poddaje sje!
-ałć...no przecież mówiłem ze się poddaje..-jeknal wstając.-no...chodź idziemy juz na śniadanko.
-ziiiiiimnooooo....-jeknal Takano najpierw idąc zrobić ciepła herbatę.
mówiłeś o tym swojej mamie?-spytał objmujac go delikatnie.-może by pomogła...-mruknął trochę się martwiąc.
-kochanie lepiej powiedzieć. Twoja mama może pomóc...ja niestety wiele zrobić nie mogę.-powiedział na prawdę się artwiac.
-wcale nie jest lepiej. -mruknął niezadowolony z tego ze chłopak go okłamal. Zawołał jego mamę żeby go obejrzała. Nie miał zamiaru ryzykować.
-Tomo-chan!-krzyknął za nim. Chciał coś zaradzić na to ze chłopak się źle czuje ale jak zwykle nie był w stanie. Poszedł za nim trochę zmartwiony.
-Takano zerkał na niego co chwile. Martwił się I ostatatnia rzeczą jakiej chciał było żeby jego kochanie znów wylądowało w szpitalu. W końcu wyciągnięty przez braci wyszedł na chwile żeby odwiedzić mamę.
Takano wyjątkowo z grobu mamy wrócił trzeźwy i w trochę lepszym humorze. Usłyszał parę opowieści od Koyukiego który jego mamę widział kilka razy. Wrócili zmarznieci wiec od razu usiedli z ciepłą herbata do stołu.
-o...obudziles się? Lepiej się czujesz?-spytał podchodząc do niego.-zaraz ci je odgrzeje. Chcesz tez coś do picia?
-Leż sobie skarbie. I odpoczywaj.-powiedział zaraz idąc do kuchni. Odgrzal mu pierożki i zrobił herbatę. Zaniósł mu wszystko siadając obok niego.
-dziękuję. Ciesze się ze co smakują. Mogę robić je częściej jeśli będziesz chciał.-powiedział pomagając my siedzieć.
-ok. Tu masz herbatkę. Wypij powoli.-polecił mu.-ciesze się ze juz ci lepiej. Wyglądałes strasznie słabo...
-no tak...a pewnie byłes wykończony...-przytulił go delikatnie.-dzisiaj się lepiej wyspisz.-dodał chcąc żeby chłopak odpoczal.
-Ech. ..uparciuch z ciebie...jak chcesz ogarnąć ruch drogowy? U nas lewostronny a u nich prawo...ech....-westchnął na prawdę nie wiedząc jak mu to wybić z głowy.
-no i na rondzie jedziesz w druga stronę...-mruknął cicho.-myślisz że dasz sobie radę? Z pokonaniem traumy?
-nie możesz uciekać...ale boje się ze po czymś takim to juz w ogóle się zalamiesz...-powiedział swoje obawy.
-hmmm?-unosił brwi bo nie przypominał sobie żeby odmawiał my pomocy.-cóż...mogę być przy tobie...nie chciałbym tylko żebyś jeszcze bardziej cierpiał.
-ja po prostu nie chce żebyś cierpiał i znów przeżywał to co dla ciebie trudne...-powiedział mocniej go obejmując.-rozumiem ze chcesz się pozbyć traumy ale nie chce żeby jeszcze gorzej...
-wiem...dlatego właśnie się boje ze będzie gorzej...możesz spróbować...będę cię wspierał. Chce jak żebyś znał mogę zdanie i obawy.
-um ok...rozumiem to. Wiec będę cię wspierał.-powiedział głaszczac go po policzku. Wiedział ze chłopak będzie potrzebował jego wsparcia i nie chciał go zostawiać.
-pójdziemy...ale jak będziesz się dobrze czuł, ok? Na razie twoje zdrowie jest najważniejsze.-powiedział głaszczac go po plecach.-a jak będziesz się dobrze czuł to pójdziemy. Obiecuje
-z pieniędzmi?-spojrzał na niego zaskoczony.-możesz mieć...Mów o ci chodzi.-poprosił słuchając o co mu chodzi.
-to da się zrobić. Chcesz tak jak ostatnio tylko ze z maluchem? Do tego samego czy inne znaleźć? -dopytal od razu.-sądzę że takie kryte było by lepsze. W końcu na dworze za zimno.
-ja ciebie tez. Wiesz ze zrobię dla ciebie wszystko.-zaśmiał się i ucałował go delikatnie.-znajdę coś odpowiedniego.
-nie trzeba kochanie...to nie będzie przecież tak dużo. I nie kłóć się o to.-powiedział patrząc na niego. Przecież wiedział ze chłopak teraz długo nie pracował.
-Ech...uparty jesteś wiesz? Na prawdę nie trzeba. Ty się masz po prostu cieszyć z wyjazdu.-powiedział kręcąc głową.
-kochanie? Na prawdę? Nie możesz się po prostu cieszyć bez płacenia? -spytał wzdychajac.-teraz długo nie pracowałeś...i długo minie zanim nie wrócisz do pracy...daj mi zapłacić za całość.
-uparciuch...nie dasz się przekonać...-westchnął.-ok..Niech będzie.-zgodził się w końcu.-i masz się dobrze bawić.-zaśmiał się ciesząc się na wyjazd.-a co chcesz robić na nowy rok?
-zgadzam się. Chwilę spędzimy sam na sam. Koyuki sądzę że też da nam w końcu spokój. Taka randka nam się przyda.-powiedział z uśmiechem.
-Mhm...taki spokojny wieczór.-zgodził się spokojnie.-taki nam wystarczy.
Rozczulil się trochę widząc jak chłopiak przy nim zasypia. Położył go i ogryl kocem.
-Ech...co ją się mam z własnym tatą.-westchnął.-no ale jak babcia jest to chyba nie spali...-mruknął mierzwiac maluchowi włoski.
Prześlij komentarz