-w przyszłym roku? Jak juz będziesz miał siłę i w ogóle. Sądzę że wtedy będziemy się najlepiej bawić.-uśmiechnął sie siadając. Kiedy już wszyscy siedzieli przy stole życzył wszystkim smacznego i spróbował co też zrobił jego tata.
-Przecież jeszcze nic nie ustalalismy. Dlaczego zaraz mówisz ze nie dam ci nic zrobić? Przecież mówiłem ze wszystko się ustali...-mruknął pijąc herbatę.
-ja po prostu nie chce żebyś się przeziebil i potem leżał taki biedny w łóżku.-powiedział nakładając mu jeszcze czapkę. -jak zacznie ci być zimno to masz od razu mówić.
-na dworze jest zimno.-mruknął poprawiając swój szalik. Szli powoli na górkę o której mówił Tomo. Kiedy doszli zatrzymali się na dole pozwalając dzieciakom biegnąc do góry.
-nie jestem za ciezki? -spytał trochę przestraszony.-um wiem...gdybyś mnie nie kochał nie szykowalibysmy teraz ślubu i w ogóle. Ja tez bardzo cie kocham. I jestem z tobą szczęśliwy.
-możecie robić. Ja wam pomogę jak juz będzie duża kula.-powiedział łapiąc Tomo za rękę.-no twój obrońca...w końcu jak juz mówiłem ze możesz się przeziebic.
-ale ja wujka nie udzwigne...-zawstydzil się chłopiec. -no...Tomo jak obiecał ze tylko raz i będziecie uważać żeby się nie wywrocić to mogę cię wnieść.-skapitulował Takano.
-wniose.-odparł biorąc go na ręce.-i na prawdę macie być ostrożni. Na prawdę nie chce żebyś znów byl w szpitalu.-dodał całując go ukradkiem w policzek.
Takano czekał na nich na dole i zaklaskal głośno kiedy udało im się zjechać bez żadnych kłopotów. -no Tomo...a teraz ładnie wracasz na wózek i jedziemy do domu.-powiedział biorąc go na ręce.
Okryl go trochę bardziej kocykiem. -oj...ale to taki mały prezencik. Nie duży przecież. A ja bardzo chciałem coś co ci się spodoba...-powiedział tuląc go do siebie.
-oj...ale mi się bardzo podobały prezenty od ciebie. Bardzo.-powiedział z uśmiechem.-były kochane. I tyle mi na prawdę wystarczy. A dla mnie najlepszym prezentem była twoja obecność. Jedyne czego chciałem to ty.-powiedział.
-i tym przyjazdem sprawiles mi najlepszy prezent.-powiedział na prawdę szczęśliwy.-tyle mi na prawdę wystarczyło. A jeszcze czeka nas wspaniały nowy rok.
-miałeś co do tego jakieś wątpliwości?-spytał unosząc brwi i całując go w policzek. -ej! Niektórzy tu próbują oglądać film. Miziac się idźcie do sypialni.-mruknął Ren wcinajac popcorn.
Objął go delikatnie. -chcesz jutro ich odwiedzić? Zabierzemy tez Yuye żeby odwiedził swoich rodziców.-zaproponował tulac go mocno.-i twojego tate...tego co żyje...odwiedzimy z ciastem.-dodał spokojnie.
-to chyba normalne. Tak sądzę.-powiedział cicho. Nie chciał nikogo obudzić.-na wesele twój tata na pewno przyjdzie.-dodał bo innych opcji nie widział. W końcu sam im to przepowiedzial.
-bądź dobrej myśli kochie. Kocha cie I na pewno nie przegapi ślubu syna.-powiedział muskajac ustami jego policzek.-a teraz wskakuje na wózek żebyś potem nie marudził na brak mobilności i idziemy spać.
-ale wiesz ze i tak cię kocham?-spytał ze śmiechem pomagając mu wejść do łóżka. Położył się obok i okrył ich kołdrą.-dobranoc kochanie.-ucałował go delikatnie.
-Oj maluchu...jaki koszmarek?-spytał pozwalając mu wejść pod kołdrę i przytulając go delikatnie.-juz jest przy tobie tatuś i wujek...żaden potworem cie nie dopadnie..
-smacznego.-odparł wesoło I kiedy wszyscy się zebrali zaczął jeść. Bracia Takano podeszli do śniadania z lekka dozą rezerwy ale po spróbowania zaczęli chwalić kucharza który nikdy nie dotykal się kuchni japońskiej.
-wedle życzenia. Ale teraz mamy tu wiele osób które na ostro nie lubi.-wyjaśnił śmiejąc się pod nosem. Dołożył sobie jeszcze trochę tamagoyaki i wziął łyk herbaty.
Takano otworzył szeroko oczy. -nie...Koyuki ty serio nie masz zamiaru nam dać spokoju do ślubu?-jeknal pół żartem bo wiedział że to nie tak.-oj...będziesz miał pełno materiału co? W takim razie pomożesz tez z przygotowaniem wszystkiego.
-Tomo!-złapał go za rękę zupełnie nie wiedząc co robić. Cieszył się ze była tu mama chłopaka.-Mary...na prawdę możecie tu mieszkać. Dom przez większość czasu i tak nie jest użytkowany bo ja i Tomo miszkamy razem z Yuya z domku.
Obrzucil ja tylko szybkim sporzeniem i juz całkowicie skupił się na Tomo. -juz dobrze kochanie...nie musisz się o nic denerwować.-powiedział na prawde zmartwiony.
-spokojnie on wie. Jeździ przecież ze mną codziennie.-powiedział chowając wózek Tomo i zaraz siadając na swoim miejscu. Po drodze tak jak obiecał zatrzymał się przy sklepie z zabawkami.
-Nie ma za co maluchu.-zapewnił go I uśmiechnął się do niego.-najważniejsze żebyś był szczęśliwy.-dodał powoli ruszając.-Tomo jak się czujesz?
[Ok ok XD za to ja czuję że zawaliłam dzisiaj próbna maturę z rozszerzonego angielskiego...no i wczoraj podstawowa matematykę...klapa na całej linii...]
[Słuchanie poszło fatalnie...temat był coś o tym ze wielu młodych ludzi nie chodzi na lekcje wf...napisałam ale nie wiem czy dobrze. No i było slowotworstwo którego jeszcze nie przerabialam...z angielskiego pewnie będzie...ale z matmy nawet 30% nie wyciągnę...co mnie stresuje jeszcze bardziej...]
-na pewno? Niedługo będziemy w domu wiec spoojnie.-uśmiechnął sie do niego.-możesz sobie włączyć radio jeśli chcesz.-dodał chcąc mu jakoś umilić czas.
[problem właśnie w tym ze ta próbna z matmy była ponoć baaaardzo łatwa...ech...matma nie jest dla mnie]
-jasne kochanie. Przecież wiesz ze jeśli tego potrzebujesz jestem do twojej dyspozycji. Zostawię zrobienie obiadu Renowi. Później odwiedzimy twojego tate.-powiedział wjeżdżając juz do Yukan.
[Musiałam wziąć jeden przedmiot dodatkowy wiec wybrałam coś co łatwo mi się uczy.]
-ok. Będę cie w tym wspierał.-obiecał mu I ucałował delikatnie.-Ren zrobisz obiad?-zagadać do wchodzącego brata. -ech...no zrobię. Coś wymyśle.-mruknął wycofując się do kuchni.
Wziął go na kolana i objął mocno. -zawsze będę. Ja ciebie tez kocham.-pogłaskał go po plecach.-wiem...mi też jest smutno kiedy odwiedzam mamę. Rozumiem twój smutek.
-Cóż...postaram się spełnić każde z twoich małych marzeń. Chciałbym żeby ten nasz pierwszy wspólny festyn był idealny.-pogłaskał go po policzku.-wiec będzie I spacerek i zjemy dobre rzeczy i seks i winko...a co do jakuzzi...mogę poprosić Koyukiego żeby sylwester spędził w naszym domku a my zajmiemy wille.-musnal jego usta.
-skarbie? Wiesz...może ten jeszcze jeden raz zrobimy to powoli? Nie jestem pewny czy będziesz mial czas na dłuższą zabawę...-powiedział głaszczac go po policzku. -zawsze cie będę kochał wiesz?
-um...wiec...yukaty. w tamtym roku nam nie wyszli wiec w tym roku bym chciał. Oczywiście ubrać jakieś ciepłe żeby nie było nam zimno. Ale moja jedyna zachcianka jest żebyśmy byli w yukatach.-odpowiedział a oczy mu trochę świeciły.
-Nie będę. To mi na prawdę nie przeszkadza. Nie musisz się czuć z tym źle.-powiedział głaszczac go po policzku.-w końcu jest zdecydowania lepiej niż poprzednio. Masz czucie w nogach...po prostu jesteś słabszy...
Jak na komendę okryl go kołdrą bardzo dokładnie. -nie możesz mi tu zmarznac.-powiedział tuląc go.-wiesz co? Juz się ciesze na nasz wspólny sylwester. Będziemy się na pewno świetnie bawić.
-um...Zrobię ci jakiś dobry i pyszny deser. Obiecuje.-powiedział wesoło I musnal jego usta.-i zjemy coś dobrego na festynie, nie? Będziemy się fajnie bawić.
-um...dziękuję...-zaśmiał się cicho.-ty tez...jesteś moim szczęściem.-powiedział kładąc się przy nim i objął go lekko ramieniem.-ciesze się ze wtedy tutaj przyjechałem. I że ciebie spotkałem.
-chodź kochnie.-Wziął go na ręce i zaniósł do jadalni. Posadził go przy stole a sam usiadł obok niego.-no Ren postarałeś się. Wyglądają pysznie.-powiedział nakładając sobie kilka.
[No tez prawda...nie nie możesz poprosić o czas do namysłu? Albo coś...nie wiem nie znam się XD]
-mnie to zawsze cieszy kochanie. Nie ważne ile razy bys tego nie mówił zawsze cieszy mnie tak samo.-odparł wesoło. -o...cześć synu, Takano.-przywitał się z nimi.-wchodźcie...I wybaczcie trochę się przeziebilem i musiałem to wyleżeć.
-Wiem wiem.-odparł Takano bardzo szybko.-no...ale witaj w rodzince.-zaśmiał się.-oni tacy są...ale myślę że zauważyłeś ze ja się zmieniłem. Nie wydaje juz aż tyle. No i...Obiecuje ze na walentynki wymyśle coś bardzo taniego.-uśmiechnął sie.
-w maju. A bynajmniej taki jest pierwotny plan.-odparł z uśmiechem.-opieka dla Yuyi na miesiąc jest zapewniona wiec będziemy mogli zająć się sobą o pozwiedzać.-dodał wesoło.
-On za tobą tez wiec na pewno chętnie spędzi z dziadkiem trochę czasu.-uśmiechnął sie biorąc Tomo na kolana.-cóż...bezczelnie wykorzystuje to ze się stesknilem i spełniam te jego zachcianki.-zaśmiał się.-ale jest ok...
-Wiem. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza.-powiedział kładąc chłopaka na kanapie.-nie...to znaczy raz bylem jakby...razem z Tomo. Ale tak to nie chodzę.-wzruszył ramionami.
-Nic mi nie jest. Placebo jest świetne, serio, ale tym razem to już chyba lekka przesada. Jestem zdrowy i nie sądzę żebym potrzebował psychologa. Poza tym...nawet nie potrafiłbym z takim rozmawiać.-wzruszył ramionami.
-Nie wiem co tam 'zobaczyłeś' ale sądzę że dość już mieliśmy problemów. A ja na pewno go nie skrzywdzę.-mruknął zerkajac na śpiącego chłopaka. -dzieki.
[Ale to takie małe i mało istotne XD przecież on to ma raz na ruski rok i prawie w ogóle XD]
-cóż kilka razy się myliłeś. Nie wyjechałem. Miałem w planach kilka wyjazdów ale do żadnego nie doszło.-zauważył spokojnie.-na prawdę nie wieże w to że mógłbym go skrzywdzić...
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2601 – 2800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-bo ja się chyba bardziej w mamusie wdalem.-wyjaśnił z uśmiechem. -dlaczego różnie się od swojego tatusia.
-będziesz. Przecież już trochę jesteś. Gotujesz i w ogóle. Jesteśmy rodzina mimo wszystko.-powiedział obejmując go.
-śliczne.-uśmiechał się zaraz je przymierzając.-i pasują idealnie.-zmierzwil mu włoski.
Takano poszedł pomagać przy obiedzie bo bal się ze zaraz jego tata coś popsuje.
-tato...-jeknal widząc co robi mężczyzna.-czemu po prostu tak jak zawsze nie będziesz trzymał się z dala od kuchni...-mruknął.
-zrobiliśmy bo umiemy...-westchnął.-no cóż...zostawiam was z tym samych.-mrmruknął jakoś nie chcąc na to patrzeć.
[Drugi brat to Ren...ten nie miał dzieci XD ale może być od siostry bo ona miała córkę.]
-dziękuję...chyba...-zaśmiał się mierzwiac jej włosy.
-nie jest. Znajdziesz sobie koleżanki a jak będziesz się uczyć to będzie ci łatwo.-zapewnił ja.
-Lubilem. Miałem przyjaciół no I nie miałem jakiś bardzo złych ocen.-wzruszył ramionami.
-ok...-mruknął nie bardzo rozumiejąc skąd ta nagła zmiana. Poszedł do salonu i usiadł obok Tomo.-hej malutka.-przywitał się z córką Mary.
-po zdjęciach wiem ze moi bracia tez tacy byli...-powiedział wesoło wyjmując palec z ust dziewczynki i dając jej gryzaczka.
Przestraszył się trochę a chłopaka obrzucil spojrzeniem.
-twoje zdanie znam.-zaśmiał się próbując jakoś uspokoić dziewczynkę.
Malutka w końcu zasnęła mu na rękach a on odetchnął z ulgą.
-jasne. My będziemy wychodzić z domu dopiero po obiedzie wiec jak na razie możemy się zająć mała.-zapewnił ja.
-gomen.. tata zajął kuchnie i nie pozwala mi wejść...-powiedział głaszczac go po policzku.
-przepraszam. Zrobiłbym ale zajęli mi kuchnie.-powiedział rrównież się do niego uśmiechając.-o czym rozmawiałeś z Mary?
-cóż rozumiem ja. Dla mnie to tez była nowa sytuacja jak się okazało ze masz raka. Tez nie wiedziałem co robić.-wzruszył ramionami.
-no bo..tak jakoś czasem za bardzo się wystraszę i robie się nad opiekuńczy...ale staram się tego nie robić.
-ooo...ja ciebie tez.-powiedział patrząc w oczy.-i ciesze się ze juz jesteś w domu. I że powoli bardzo będziemy szykować ślub.
-oczywiście kotek. Z hotelem pomoże Rui. Bo jego rodzice i te sprawy.. po znajomości będzie.-zaśmiał się.
-sądzę że nie będzie z tym problemu. My bukujemy hotel w Ameryce, Francji w kilku mmiejscach i w Australii.-odparł.
-a co? Niechciałbyś?-spytał uznając ze w takim razie mógłby coś innego wymyślić.
-ok. Jeszcze nic nie ustalalem przecież wiec oczywiście Australię możemy zrobić w 100% po twojemu.-odparł wesoło.
-przecież nie masz za co dziękować. To nasz wspólny miesiąc miodowy...planujemy go razem.
-Dobre?-zszokowany poszedł za nim i spróbował sushi.-no...nawet wyszło...-przyznał zaskoczony.
-no...jest ok. Tylko wygląd...-przyznał rację wciąż tkwiąc w lekkim szoku.
-no...to...za ile obiad?-spytał patrząc na ojca.
-ok...-wyszedł grzecznie i usiadł na kanapie.-kto by pomyślał...mój tata zrobił coś co da się zjeść...
-nie mów z pełną buzia.-upomniał go i zerknął na śpiąca w wózeczku dziewczynkę.
-hmmm? Myślisz? To idź sprawdzić może? -mruknął okrywajac mała.
-i co robią? -spytał kiedy chłopak wrócił.-może wołać ich już na obiad? Skoro tata mówił ze niedługo będzie....
-um...ok. nie są zmarznieci?-spytał jeszcze I poklepal miejsce obok siebie.
-ok...jak wrócą zrobię im cieplej herbaty.-stwierdził obejmując go mocno.-mój kochany.
-chciałem ci zrobić na deser po obiedzie.-odparł.-wypijesz spokojnie i potem pójdziemy na spacerek.
-spytam siostrę. Jak coś ja nie mam nic przeciwko.-odparł tulac go do siebie mocno.-ok wiec czekolada po spacerku.
-Mhm...i będę mógł się tobą zająć...i nie będę musiał jeździć na sankach.-zaśmiał się.-bo cóż...wole jak jest ciepło niż zimno...
-ja tam wole lato. Jest cieplej. Jestem cieplolubny.-zaśmiał się.
-mhm...dlatego się ciesze ze miesiąc miodowy będziemy mieli jak będzie ciepło.-uśmiechnął sie do niego.
-w przyszłym roku? Jak juz będziesz miał siłę i w ogóle. Sądzę że wtedy będziemy się najlepiej bawić.-uśmiechnął sie siadając. Kiedy już wszyscy siedzieli przy stole życzył wszystkim smacznego i spróbował co też zrobił jego tata.
Takano spojrzał na niego Tomo Tomo i nie upomniał bo wiedział ze chłopak podjadał. Pochwalił jeszcze raz ojca i zaczął spokojnie jeść.
Kobieta zarumienila się a ojciec Takano zaczął siew jąkać.
-Tomo...najpierw wasz ślub...-mruknął tata Takano.
-Przecież jeszcze nic nie ustalalismy. Dlaczego zaraz mówisz ze nie dam ci nic zrobić? Przecież mówiłem ze wszystko się ustali...-mruknął pijąc herbatę.
-no kiepski żart...-mruknął poprawiając włosy.-jeszcze wszystko ustalalimy żeby byli idealnie.-uśmiechnął się do niego.
-ok. Tabletki kiedy?-spytał zaraz również kończąc jeść i pić.-czujesz się na siłach iść na spacer?
-poprowadzę.-zgodził się z uśmiechem. -tylko music się ciepło ubrać. Nie chce żebyś się przeziebil.-powiedział łapiąc go za rękę.
-masz ciepłe spodnie i skarpetki? I buty ciepłe.-polecił mu samemu ubierając juz buty.
-ja po prostu nie chce żebyś się przeziebil i potem leżał taki biedny w łóżku.-powiedział nakładając mu jeszcze czapkę. -jak zacznie ci być zimno to masz od razu mówić.
-na dworze jest zimno.-mruknął poprawiając swój szalik. Szli powoli na górkę o której mówił Tomo. Kiedy doszli zatrzymali się na dole pozwalając dzieciakom biegnąc do góry.
-nie jestem za ciezki? -spytał trochę przestraszony.-um wiem...gdybyś mnie nie kochał nie szykowalibysmy teraz ślubu i w ogóle. Ja tez bardzo cie kocham. I jestem z tobą szczęśliwy.
-będzie fajnie bo będziemy razem. I razem wszystko ustalimy. Ciesze się już na samo szykownie. Chociaż...tez trochę stresuje.
-hej hej hej...walczcie między sobą. Wujek nie może się przeziebic.-powiedział chroniąc ich przed następna śnieżką.
-możecie robić. Ja wam pomogę jak juz będzie duża kula.-powiedział łapiąc Tomo za rękę.-no twój obrońca...w końcu jak juz mówiłem ze możesz się przeziebic.
-ał!-krzyknął wycierajac się zaraz ze śniegu. -skończę tylko już we mnie nie rzucaj. Na prawdę nie lubię zimy...
-szczęśliwy? -spytał ze śmiechem i dał mu całusa w policzek. Potem poszedł pomoc dzieciom z balwankiem
-a możesz wujku? Bo ja nie chce żeby wujek znów był w szpitalu. Wolę jak jesteś w domu...-odpowiedział chłopiec patrząc na niego.
-ale ja wujka nie udzwigne...-zawstydzil się chłopiec.
-no...Tomo jak obiecał ze tylko raz i będziecie uważać żeby się nie wywrocić to mogę cię wnieść.-skapitulował Takano.
-wniose.-odparł biorąc go na ręce.-i na prawdę macie być ostrożni. Na prawdę nie chce żebyś znów byl w szpitalu.-dodał całując go ukradkiem w policzek.
-poczekam.-obiecał powoli wchodząc pod górę. Na prawdę nie sądził ze ten ostatni pobyt Tomo w szpitalu wywarł na nim aż taką traume.
Takano czekał na nich na dole i zaklaskal głośno kiedy udało im się zjechać bez żadnych kłopotów.
-no Tomo...a teraz ładnie wracasz na wózek i jedziemy do domu.-powiedział biorąc go na ręce.
-po śniegu jest ciężko.-powiedział.-wy bieżcie sanki i możecie i przodem. Ale powoli.
-wiem wiem...ja ciebie tez kocham. Czekoladę dostaniesz jak tylko wrócimy. Rozpale tez w kominku w salonie wiec będziesz mógł się rozgrzać. Pasuje?
-na podłodze? Nie wyglupiaj się. Przysune kanapę bliżej kominka. Usiądziemy sobie.-powiedział jadąc powoli po śniegu.
-oj Tomo...ale ja bym chciał posiedzieć z tobą przy kominku...a tak na podłodze to trochę niewygodnie...-zauważył.
-ja jednak wolę kanapę...no ale cóż...postanowiłem ze dzisiaj pospełniam trochę twoich zachcianek.-zaśmiał się.
[Dzięki...nauczyłam się nowego zwrotu XD]
-jak mało wystarczy żebyś się cieszył.-zaśmiał się. -dodaj do tego jeszcze czekoladę.
[Po polsku chyba nie ma na to zwrotu XD do ile znalazłam dobra angielska definicje]
-ooo...to słodkie.-uśmiechnął sie do niego.-to dzisiaj cie tak trochę porozpieszczam.
[No to dobrą XD XD tylko mi tłumaczylo na przykładzie muzyki z lat 70 XD ]
-dlatego wracamy do domu. Juz niedługo będziemy.-zapewnił go trochę przyspieszając.-a porozpieszczac cie mogę tak raz na jakiś czas.
[Bo to po prostu jesteś ty XD]
-dlatego dzisiaj masz taki jeden dzień.-powiedział ze śmiechem. Kiedy weszli pomógł mu zdjąć kurtkę i buty.-jesteś cały mokry...chcesz się przebrać?
-poradzisz sobie sam czy ci pomóc?-spytał idąc jeszcze za nim.-Yuya tez się przebiez proszę.
-no zimno. Tomo, skarbie, zrobić ci czekoladę juz?-spytał go pukajac wcześniej do drzwi.-I nie siedź za dlugo?
-proszę skarbie.-podał mu kubek I usiadł za nim obejmując go ramionami. Okryl ich obu dużym kocem i ucałował go w policzek.-juz ci cieplej?
-ona jest kochana. A ciebie kocha od początku. Ja tez.-znów go ucałował.-masz dzisiaj jeszcze karmel w czekoladzie.-poinformował go.
-taki szczegół...bylem zły ale i tak wpadłeś mi w oko.-powiedział kładąc głowę na jego ramieniu.
-dostały. Piją sobie żeby się rozgrzać. Teraz mamy chwile dla nas.-powiedział tuląc się do niego.
-kocham cie.-szepnął mu tylko do ucha i umilkl ciesząc się z tej krótkiej chwili. Zapatrzyl się na ogień i uśmiechnął się lekko.
-chce.-powiedział biorąc łyczek i uśmiechając się do niego.-faktycznie pyszna wyszła.-uśmiechnął sie oddając mu kubeczek.
-najlepszy tak? Miło to słyszeć. Ciesze się ze ci smakuje.-powiedział wesoło.-Lubie kiedy ci smakuje.
-jasne.-oparł się o kanapę i pozwolił mu na sobie leżeć.-moje kochanie...pewnie jesteś dzisiaj zmęczony.
-ciesze się ze ci wygodnie...ze jestem wygodny.-zaśmiał się glaszac go po ramieniu.-podobały ci się święta?
Okryl go trochę bardziej kocykiem.
-oj...ale to taki mały prezencik. Nie duży przecież. A ja bardzo chciałem coś co ci się spodoba...-powiedział tuląc go do siebie.
-oj...ale mi się bardzo podobały prezenty od ciebie. Bardzo.-powiedział z uśmiechem.-były kochane. I tyle mi na prawdę wystarczy. A dla mnie najlepszym prezentem była twoja obecność. Jedyne czego chciałem to ty.-powiedział.
-i tym przyjazdem sprawiles mi najlepszy prezent.-powiedział na prawdę szczęśliwy.-tyle mi na prawdę wystarczyło. A jeszcze czeka nas wspaniały nowy rok.
-może weźmiesz dzisiaj jeszcze coś na odporność?-zaproponował zaraz całując go delikatnie.-tak tylko w razie czegoś.
-no...bo jesteś pod ciepła kołdrą i cie tulę. Juz nie może ci być zimno.-powiedział ciesząc się jego bliskością.
Uśmiechnął się widząc jak chłopak usypia. Wiedział ze musiał być zmęczony. Zignorował nawet brata który robił im zdjęcia.
-drzemiemy tutaj. Gdybym chciał to sam bym sobie poradził z zaniesieniem go.-odparł szeptem żeby nie obudzić chłopaka. Podobało mu się to jak spał.
-nie obruszam się. -zaśmiał się cicho. W pewnym momencie sam usnal przymykajac oczy.
-nie chciałeś zostać na kanapie?-spytał go szeptem. Objął go delikatnie i spróbował ogarnąć co właściwie leci.
-skoro tak.-ucałował go w policzek i skupił się na lecacej bajce. Cieszyły go takie rodzinne swieta.
-juz usnely? -spytał kiedy chłopak wrócił.-walczyliśmy teraz coś dla nas. Oglądasz?-spytał klepiac miejsce obok siebie.
-zrobię...-podał mu wszystko o co chłopak prosił i wrócił na swoje miejsce na kanapie.
-miałeś co do tego jakieś wątpliwości?-spytał unosząc brwi i całując go w policzek.
-ej! Niektórzy tu próbują oglądać film. Miziac się idźcie do sypialni.-mruknął Ren wcinajac popcorn.
Takano zaśmiał się cicho i również skupił się na filmie nikomu nie chcąc przesadzać.
Takano ziewnal kiedy film się skończył.
-no to myć i spać.-mruknął przecierajac oczy.
-ok. Możesz też poczekać w sypialni.-powiedział wstając. Wziął czyta koszulkę i luźne bokserki po czym poszedł wziąć prysznic.
-Tomo? Coś się stało?-spytał zmartwiony Takano kiedy już wyszedł z łazienki. Usiadł obok niego i otarł delikatnie jego łzy.
Objął go delikatnie.
-chcesz jutro ich odwiedzić? Zabierzemy tez Yuye żeby odwiedził swoich rodziców.-zaproponował tulac go mocno.-i twojego tate...tego co żyje...odwiedzimy z ciastem.-dodał spokojnie.
-to chyba normalne. Tak sądzę.-powiedział cicho. Nie chciał nikogo obudzić.-na wesele twój tata na pewno przyjdzie.-dodał bo innych opcji nie widział. W końcu sam im to przepowiedzial.
-bądź dobrej myśli kochie. Kocha cie I na pewno nie przegapi ślubu syna.-powiedział muskajac ustami jego policzek.-a teraz wskakuje na wózek żebyś potem nie marudził na brak mobilności i idziemy spać.
-ale wiesz ze i tak cię kocham?-spytał ze śmiechem pomagając mu wejść do łóżka. Położył się obok i okrył ich kołdrą.-dobranoc kochanie.-ucałował go delikatnie.
-Oj maluchu...jaki koszmarek?-spytał pozwalając mu wejść pod kołdrę i przytulając go delikatnie.-juz jest przy tobie tatuś i wujek...żaden potworem cie nie dopadnie..
-przy nas niczego nie musisz się bać.-dodał ziewajac.-możesz spać niczego się nie obawiając.-zapewnił i zamknął oczy.
Takano wstał wyjątkowo wcześnie. Postanowił zrobić rodzince typowo japońskiej śniadanko. Chciał im pokazać co umie i czego nowego się nauczył.
Chłopiec poniuchal trochę i od razu się rozweselil
-śniadanko pyszne.-powiedział szybko chcąc juz iść jeść.
-jeszcze nie. Możecie iść spać. Zawołał was jak śniadanie będzie zrobione.-oznajmil akurat robiąc tamagoyaki.
Wywrocil tylko oczyma i wrócił do gotowania. Zawołał wszystkich dopiero jak juz wszystko było na stole. Był wyjątkowo zadowolony z tego co mu wyszło.
-smacznego.-odparł wesoło I kiedy wszyscy się zebrali zaczął jeść. Bracia Takano podeszli do śniadania z lekka dozą rezerwy ale po spróbowania zaczęli chwalić kucharza który nikdy nie dotykal się kuchni japońskiej.
-żadna nowość. Yuya ma rację. Do mojego mistrza nadal wiele mi brakuje. Ale i tak jest lepiej niż na początku.-zaśmiał się jedząc swoją porcje ryżu.
-wedle życzenia. Ale teraz mamy tu wiele osób które na ostro nie lubi.-wyjaśnił śmiejąc się pod nosem. Dołożył sobie jeszcze trochę tamagoyaki i wziął łyk herbaty.
-nastepnym razem oczywiście.-zapewnił go.-kiedy wracacie do siebie?-spytał orientacyjnie braci.
Takano otworzył szeroko oczy.
-nie...Koyuki ty serio nie masz zamiaru nam dać spokoju do ślubu?-jeknal pół żartem bo wiedział że to nie tak.-oj...będziesz miał pełno materiału co? W takim razie pomożesz tez z przygotowaniem wszystkiego.
Westchnął ciężko i kiedy wszyscy skończyli jeść zaczął sprzątać. Nic nie mógł na to poradzić wiec wolał to zaakceptować.
-Tomo!-złapał go za rękę zupełnie nie wiedząc co robić. Cieszył się ze była tu mama chłopaka.-Mary...na prawdę możecie tu mieszkać. Dom przez większość czasu i tak nie jest użytkowany bo ja i Tomo miszkamy razem z Yuya z domku.
Obrzucil ja tylko szybkim sporzeniem i juz całkowicie skupił się na Tomo.
-juz dobrze kochanie...nie musisz się o nic denerwować.-powiedział na prawde zmartwiony.
-dobrze. Juz się tak nie denerwuj o nic. Nie ma potrzeby.-powiedzial głaszczac go po plecach.
-nawet jak próbuje to nic z tego...-jeknal.-ok. Teraz czy po obiedzie?
-a co to za nagła zmiana? Zazwyczaj chcesz sam wszystko.-zaśmiał się niosąc go do sypialni.
-No skoro tak.-zaśmiał się niosąc go do ich sypialni.-w co chciałbyś się ubrać?
Podał mu ciuchy i ucałował mocno.
-pójdę jeszcze spytać Yuyi czy chce z nami jechać żeby odwiedzić swoich rodziców.
-Yuya się już szykuje.-powiedział biorąc go na ręce i niosąc do salonu na wózek.
-ja jestem ciepło ubrany.-powiedział wesoło i również ubierając buty. Po chwili dobiegł do nich Yuya.
-No nie wiem...Tomo jesteś pewien?-spytał wychodzić na zewnątrz.
-No ok. -Schował wózek i odpalił samochód. Jechał spokojnie i po pół godzinie parkowal pod cmentarzem .
-No to kogo najpierw odwiedzamy?-spytał prowadząc wózek.
-Wiem...I pewnie właśnie dlatego dajesz sobie pomóc.-zaśmiał się jadąc spokokonie w stronę grobu rodziców malucha.
-Cóż...sądzę że tak. Kocha nas...ale przecież nigdy nie przestanie kochać swoich rodziców...tych prawdziwych.-powiedział jadąc powoli.
-Wiem. I on na pewno też to wie.-powiedział z uśmiechem. -sądzę że czuje się już z nami swobodniej...my go kochamy...on nas na pewno też.
-ja tez się ucieszyłem.-powiedział pomagając I'm zapalić kadzidełka.
-a tatusia też?-spytał również go przytulając.-my ciebie tez kochamy
-my ciebie tez bardzo kochamy.-zmierzwil mu włosy i założył rękawiczki.-cieszysz się ze pojedziesz z dziadkiem do Tokio?
-bardzo się cieszymy ze pokochałeś nasza mała i dziwna rodzinkę.-powiedział śmiejąc się wesoło.-no I że chcesz śledzić z nimi czas.
-No to jedziemy.-powiedział prowadząc wózek z chłopakami w odpowiednią stronę.-i do twoich sióstr.
-jest ok Tomo...-powiedział na chwile kładąc mu dłoń na ramieniu.-juz na prawdę jest dobrze.-dodał prowadząc go powoli.
-Wiem...ale już jest dobrze.-zapewnił go jeść ze raz. Zatrzymał się dopiero przed grobem jego ojca i sióstr.
-kochanie?-złapał go za rękę i delikatnie scisnał.-jak się czujesz?-spytał patrząc na niego.
Przytulił go delikatnie.
-juz. Oddychaj spokojnie.-powiedział głaszczac go po plecach.-juz na prawdę jest dobrze.
-Wiem...rozumiem to kochanie.-zapewnił go.-bardzo ich kochales prawda?-spytał z lekkim uśmiechem.
-na pewno już lepiej? Na pewno?-spytał nadal go do seliebie tulac.-kiedyś będzie mniej bolało.-mruknął cicho.
-Ok. Odejdziemy na chwile. Zadzwon jak juz skończysz rozmawiać.-powiedział biorąc Yuye za rękę i decydując się na mały spacerek.
-już wracamy skarbie. Niesiemy ci coś dobrego.-powiedział idąc juz w jego stronę.
-bułeczki z mieskiem.-odparł zaraz się rozlaczajac bo go zauważył. Podał mu trzymane bułeczki i zabrał się za prowadzenie wózka.
-No proszę.-zaśmiał się jedząc swoje bułeczki.-Yuya ma coś z ciebie. Nie dał zapłacić.-zaśmiał się
-Sądzę że możemy zajechać.-odparł z uśmiechem.-odkladales na nią?
-Ok maluszku. No to zajedziemy.-obiecał idąc juz spokojnie odsniezonym chodnikiem
-a dziwisz mu się? To dzieciak kto się wyspal.-zaśmiał się otwierając samochód.-no dogadajcie się kto gdzie siedzi.
-spokojnie on wie. Jeździ przecież ze mną codziennie.-powiedział chowając wózek Tomo i zaraz siadając na swoim miejscu. Po drodze tak jak obiecał zatrzymał się przy sklepie z zabawkami.
[Polski złoty zawładnąl Japonią!!! XD]
-nie musisz mi oddawać maluchu. Dołożę ci.-powiedział dając mu pieniążek. I tak dużo uzbierales.
-Nie ma za co maluchu.-zapewnił go I uśmiechnął się do niego.-najważniejsze żebyś był szczęśliwy.-dodał powoli ruszając.-Tomo jak się czujesz?
[Ok ok XD za to ja czuję że zawaliłam dzisiaj próbna maturę z rozszerzonego angielskiego...no i wczoraj podstawowa matematykę...klapa na całej linii...]
[Słuchanie poszło fatalnie...temat był coś o tym ze wielu młodych ludzi nie chodzi na lekcje wf...napisałam ale nie wiem czy dobrze. No i było slowotworstwo którego jeszcze nie przerabialam...z angielskiego pewnie będzie...ale z matmy nawet 30% nie wyciągnę...co mnie stresuje jeszcze bardziej...]
-na pewno? Niedługo będziemy w domu wiec spoojnie.-uśmiechnął sie do niego.-możesz sobie włączyć radio jeśli chcesz.-dodał chcąc mu jakoś umilić czas.
[problem właśnie w tym ze ta próbna z matmy była ponoć baaaardzo łatwa...ech...matma nie jest dla mnie]
-jasne kochanie. Przecież wiesz ze jeśli tego potrzebujesz jestem do twojej dyspozycji. Zostawię zrobienie obiadu Renowi. Później odwiedzimy twojego tate.-powiedział wjeżdżając juz do Yukan.
-Bo wujek trochę odzyskuje siły.-wyjaśnił ze śmiechem i pomógł mu usiąść na wózku.-a mnie to cieszy. To znaczy ze zdrowieje.
-Mały ma rację. Jesteśmy z ciebie dumni.-powiedział zdejmując kurtkę i buty.-i bardzo cie cieszymy. Wiemy ze potrzeba czasu ale się cieszymy.
[No właśnie nie bardzo mogę bo dziubie historii sztuki bo nie mam jej w szkole a zdaje ja na maturze XD]
[Historie sztuki robie po 6 h dziennie XD matmy robie dużo w szkole...niby rozumiem, na lekcji robie dobrze a na teście wszystko mi się miesza...]
-jesteś pewien? Chyba jeszcze nie powinnienes...-powiedział przytrzymując go.-wiem jak bardzo być chciał...-dodal widząc jego zawzieta minę.
[No bo musze przerobić sama cały materiał a tego jest dużo XD]
-um no dobrze.-powiedział trzymając go i poruszając się razem z nim.
[Cóż musze...ale przy matmie bym tyle nie mogła...]
-dobrze. Bardzo dobrze kochanie.-powiedział zaraz niosąc go na kanape.-świetnie sobie poradziłes.
[No właśnie nie XD]
-zawsze ci pomogę.-zapewnił go I usiadł przy kanapie.-skoro męczące to na razie tego nie rób.
[No właśnie żadne z tych trzech XD]
-wiem skarbie. Ale jeszcze poczekajmy. Nie trzeba szybko. Powoli odzyskasz siły i będziesz chodził.
[Musiałam wziąć jeden przedmiot dodatkowy wiec wybrałam coś co łatwo mi się uczy.]
-ok. Będę cie w tym wspierał.-obiecał mu I ucałował delikatnie.-Ren zrobisz obiad?-zagadać do wchodzącego brata.
-ech...no zrobię. Coś wymyśle.-mruknął wycofując się do kuchni.
-jeśli chcesz. Ja nie będę miał nic przeciwko. Chociaż to bardzo wcześnie rano.-zauważył spokojnie.-Poza tym ja cały styczen robie sobie wolne.
-możesz z nami jeździć. Będę cie wspierał na zabiegach. Będę miał na to czas bo będę miał wolne.-powiedział kładąc go na łóżku i siadając na brzegu.
Wziął go na kolana i objął mocno.
-zawsze będę. Ja ciebie tez kocham.-pogłaskał go po plecach.-wiem...mi też jest smutno kiedy odwiedzam mamę. Rozumiem twój smutek.
-Cóż...postaram się spełnić każde z twoich małych marzeń. Chciałbym żeby ten nasz pierwszy wspólny festyn był idealny.-pogłaskał go po policzku.-wiec będzie I spacerek i zjemy dobre rzeczy i seks i winko...a co do jakuzzi...mogę poprosić Koyukiego żeby sylwester spędził w naszym domku a my zajmiemy wille.-musnal jego usta.
-skarbie? Wiesz...może ten jeszcze jeden raz zrobimy to powoli? Nie jestem pewny czy będziesz mial czas na dłuższą zabawę...-powiedział głaszczac go po policzku. -zawsze cie będę kochał wiesz?
-będę skarbie. Zawsze cie przecież tulę w nocy. Jesteś jak moj misiu.-zaśmiał się całując go w policzek.-będziesz się mógł tulić.
-um...wiec...yukaty. w tamtym roku nam nie wyszli wiec w tym roku bym chciał. Oczywiście ubrać jakieś ciepłe żeby nie było nam zimno. Ale moja jedyna zachcianka jest żebyśmy byli w yukatach.-odpowiedział a oczy mu trochę świeciły.
-Nie będę. To mi na prawdę nie przeszkadza. Nie musisz się czuć z tym źle.-powiedział głaszczac go po policzku.-w końcu jest zdecydowania lepiej niż poprzednio. Masz czucie w nogach...po prostu jesteś słabszy...
Jak na komendę okryl go kołdrą bardzo dokładnie.
-nie możesz mi tu zmarznac.-powiedział tuląc go.-wiesz co? Juz się ciesze na nasz wspólny sylwester. Będziemy się na pewno świetnie bawić.
-um...Zrobię ci jakiś dobry i pyszny deser. Obiecuje.-powiedział wesoło I musnal jego usta.-i zjemy coś dobrego na festynie, nie? Będziemy się fajnie bawić.
-um...dziękuję...-zaśmiał się cicho.-ty tez...jesteś moim szczęściem.-powiedział kładąc się przy nim i objął go lekko ramieniem.-ciesze się ze wtedy tutaj przyjechałem. I że ciebie spotkałem.
-śpij sobie.-powiedział ciesząc się ze chłopak go kocha i chce przy nim być.
Obudził go jak obiad był już na stole.
-kochanie...Ren zrobił sajgonki tak jak chciałeś.-powiedział chcąc go obudzić.
-chodź kochnie.-Wziął go na ręce i zaniósł do jadalni. Posadził go przy stole a sam usiadł obok niego.-no Ren postarałeś się. Wyglądają pysznie.-powiedział nakładając sobie kilka.
-Oj...bo Tomo jest tu specem od japońskiej kuchni.-zaśmiał się patrząc na Tomo.-oho...ktoś tu ma spory apetyt.
-racja pyszne.-zgodził się Takano jedząc swoją porcje.-na prawdę się postarałeś.
-Oj weź...przecież nie gotuje aż tak dobrze. Zdecydowanie lepiej czuje się w cukiernictwie.-powiedział ze śmiechem.
-Ale to jak już będziesz bez wózka.-zaśmiał się cicho.-ale fakt będę. Obiecałem i będę. Będziemy się przy tym fajnie bawić. I zrobimy dużo pyszności.
-będziesz miał dobrego nauczyciela wiec szybko się nauczysz.-powiedział obdarzajac go uśmiechem. Jadł spokojnie dalej.
-jak na ciebie bardzo dużo a na prawdę nie musiałeś.-popowiedział jedząc te połowę i mówiąc sobie dość.-to teraz pojedziemy do twojego taty?
-Ok. Pomogę ci.-powiedzial idąc za nim. Wyjął pojemnik z jednej z wyższych szafek i podał mu go.
-hmmm...nie jestem pewnien. Może kiedyś. Nie pamiętam.-odparł wzruszając ramionami.
-Mhm...-uśmiechnął sie do niego.-ok...to wszystko? Jeśli tak to możemy już jechać.
-ok. Wiec pójdź bo niego i juz będziemy jechać.-powiedział biorąc zapakowane ciasto.-pójdę juz ubrać buty.
-a czemu miałby nie przyjąć?-spytał otwierając samochód.-spokojnie skarbie...
-Cóż...na pewno miał jakiś powód...-powiedział jadąc powoli w stronę domu mężczyzny.-spokojnie.
-ja ciebie tez kochanie.-odparł zerkajac na niego.-i bardzo lubię kiedy mi to mówisz.
[Cóż...to może wypisz sobie plusy i minusy...i zastanów się która praca ci bardziej leży?]
-Oj no weź...jak można za często mówić że się kogoś kocha?-spytał ze smiechem i zaparkowal.-nie można.
[Cóż...to może wypisz sobie plusy i minusy...i zastanów się która praca ci bardziej leży?]
-Oj no weź...jak można za często mówić że się kogoś kocha?-spytał ze smiechem i zaparkowal.-nie można.
[No tez prawda...nie nie możesz poprosić o czas do namysłu? Albo coś...nie wiem nie znam się XD]
-mnie to zawsze cieszy kochanie. Nie ważne ile razy bys tego nie mówił zawsze cieszy mnie tak samo.-odparł wesoło.
-o...cześć synu, Takano.-przywitał się z nimi.-wchodźcie...I wybaczcie trochę się przeziebilem i musiałem to wyleżeć.
[Powodzenia ^^]
-wiem...ale jakoś nie miałem do tego głowy. Przekażecie Yuyi prezent?-spytał a Takano kiedy zdjął juz buty pomógł Tomo wjechać dalej.
-już lepiej.-odparł mężczyzna. Takano pokroić ciasto I położył na talerzu.-a jak wam minęły swieta? W przyszłym roku będę.-obiecał zaraz szybko.
-Wiem wiem.-odparł Takano bardzo szybko.-no...ale witaj w rodzince.-zaśmiał się.-oni tacy są...ale myślę że zauważyłeś ze ja się zmieniłem. Nie wydaje juz aż tyle. No i...Obiecuje ze na walentynki wymyśle coś bardzo taniego.-uśmiechnął sie.
-w maju. A bynajmniej taki jest pierwotny plan.-odparł z uśmiechem.-opieka dla Yuyi na miesiąc jest zapewniona wiec będziemy mogli zająć się sobą o pozwiedzać.-dodał wesoło.
-On za tobą tez wiec na pewno chętnie spędzi z dziadkiem trochę czasu.-uśmiechnął sie biorąc Tomo na kolana.-cóż...bezczelnie wykorzystuje to ze się stesknilem i spełniam te jego zachcianki.-zaśmiał się.-ale jest ok...
-ja twoje tez mam.-zauważył ze śmiechem.
-och...-powiedział zaskoczony mężczyzna.-poprowadzę.-dodał z lekkim uśmiechem.
-Jasne kochanie. Ostatnio dość często przyspiasz a dzisiaj już przecież trochę na nogach jesteś.-powiedzial obejmując go delikatnie.
-Wiem. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza.-powiedział kładąc chłopaka na kanapie.-nie...to znaczy raz bylem jakby...razem z Tomo. Ale tak to nie chodzę.-wzruszył ramionami.
-He?-spojrzał na niego nie bardzo rozumiejąc.-nic mi nie jest. Nie potrzebuje psychologa.-oznajmił pewny siebie.
-Nic mi nie jest. Placebo jest świetne, serio, ale tym razem to już chyba lekka przesada. Jestem zdrowy i nie sądzę żebym potrzebował psychologa. Poza tym...nawet nie potrafiłbym z takim rozmawiać.-wzruszył ramionami.
-Nie wiem co tam 'zobaczyłeś' ale sądzę że dość już mieliśmy problemów. A ja na pewno go nie skrzywdzę.-mruknął zerkajac na śpiącego chłopaka. -dzieki.
[Co ty tam znów wymyśliłeś? -.-]
[Ale to takie małe i mało istotne XD przecież on to ma raz na ruski rok i prawie w ogóle XD]
-cóż kilka razy się myliłeś. Nie wyjechałem. Miałem w planach kilka wyjazdów ale do żadnego nie doszło.-zauważył spokojnie.-na prawdę nie wieże w to że mógłbym go skrzywdzić...
Prześlij komentarz