-boli? Co cie boli? Ech kochanie...miałeś się nie denerwować...-westchnął cicho.-nie musimy już iść...cóż...zaraz nagadal...kazał iść do psychologa. Nie wiem o co dokładnie chodzi ale coś związane z tym ze mógłbym zranić ciebie i resztę rodziny...-wyjaśnił tyle ile on sam zrozumiał.
Takano wywrocil tylko oczyma. Jakoś nadal nie mógł dobie wyobrazić tego ze mógłby zranić Tomo. Nie ważne co starał się robić wszystko żeby chłopakowi było łatwiej. Uważał tez ze uporal się ze swoimi problemami. Wczoraj nawet nie spanikowal kiedy rozpalal w kominku. -skoro głowa to może leż?-spytał zmartwiony.
-No moja marudka nie marudzi.-zaśmiał się.-cóż..niestety na ilość leków nic nie możemy poradzić. Ale jest dobrze kochanie bo przecież biezesz o wyznaczonych porach i kiedy bardzo boli. Ufam ci jeśli o to chodzi.-powiedział bo wiedział o co chłopak nie martwi.
-jak juz będziesz bardzo zmęczony to powiedz. Pojedziemy do domu.-powiedział podając mu kubek który przyniósł mężczyzna. Przyzwyczaił się już do tego ze chłopak dużo śpi.
-No i kochie...kiedy chciałbyś się już wynieść z willi do domku? Powiedz jeśli będziesz chciał...wiem ze teraz jest tam głośno a dla ciebie lepiej żeby było trochę ciszej.
-No Ren niby tez jedzie. Ale Koyuki chce zostać aż do maja...-mruknął.-cóż możemy poprosić żeby razem z Mary i malutka na ten jeden wieczór przenieśli się do domku.
-och...to on...um...wie o twoich byłych?-zerknął na niego.-nie wiem czemu to powiedział ale to jest to o czym wole zapomnieć...juz dużo przeszliśmy...za dużo.
-Teraz to na prawdę przesadzasz...-westchnął.-co? Juz jedziemy do domu. Położysz się, weźmiesz leki i coś zjesz.-powiedział wjeżdżając do środka i pomagając mu zdjąć kurtkę.
-Tak tak...-mruknął tylko zaraz kładąc go na kanapie i okrywajac kocem.-idę po leki i coś na szybko ci zrobię do jedzenia.-powiedział dając mu całusa w czółko.
-dobranoc kochanie.-powiedział I ucałował go na dobranoc. Potem poszedł pomógł maluchowi sje spakować.-Yuya a masz tutaj wystarczająco ciuszków do spakowania?
[No niby ladnie ale moja grama leży XD za to jestem dobra ze słuchania]
Takano obudził się dopiero kiedy próbował wymacac Tomo w łóżku. Trochę zaspany wstał I poszedł do kuchni wabiony zapachami. -hej kotek. Juz lepiej się czujesz?
-to dobrze. Ciesze się też ze nie ukrywasz takich rzeczy przede mną i mnie budzisz.-powiedział calujac go na dzień dobry.-widzę ze radzisz sobie z gotowaniem na wózku.
-a nie zmeczyles się za bardziej?-zerknął jeszcze raz na niego.-na razie nie przemeczaj się...powoli żebyś nie lądował w szpitalu.-dodał usniechajac się do wchodzącego Yuyi.
Kiedy skończyli zawołał wszystkich na śniadanie i usiedli do stołu. -o której jedziecie? Chcecie coś na droge?-spytał ojca Takano.. -jedziemy zaraz po śniadaniu. Nic nam nie trzeba.
Odpowiedział śmiechem i wrócił do jedzenia. Cieszył się ze chłopak tak się zachowuje bo wiedział ze to oznacza że zdrowieje. Dla niego to wiele znaczyło.
Takano wymamrotal przez sen coś co brzmiało podobnie do przysięgi małżeńskiej i uśmiechnął się lekko. Mając chłopaka w końcu w domu już nie mógł się doczekać kolejnego wyznaczonego większego marzenia
-Cóż nie jestem najlepszy w pisaniu ale możemy spróbować.-zgodził się z uśmiechem.-a powiedz mi tylko...czy jest jakiś powód dla którego chcesz żebyśmy sami napisali?
-rozumiem ze nie podobało ci się mogę mówienie przez sen.-zaśmiał się ale zaraz przytulił go mocno.-a tak poważnie...nawet nie wiesz jak się ciesze. Ze tak sie w to angazujesz...ze tez chcesz tego ślubu...-ucałował go w policzek.-spróbujemy taka napisać.-oznajmił jakby z nową energia.
-to taki żarcik był kochanie.-zaśmiał się.-napiszemy. Rozumiem cie. Chciałbyś coś co na pewno zapamiętamy...ja tez bardzo chce żeby to był wyjątkowy dzień.-ucałował go delikatnie.
-No proszę. Sprawiasz ze czuje się potrzebny.-zaśmiał sie.-i ze jeszcze bardziej szaleje na twoim punkcie.-Szepnął mu do ucha. Cieszył się ze jego brat dał juz I'm póki co spokój i poszedł do swojej córeczki.
-a myślisz ze kto inny?-spytał unosząc brwi.-jak się ciągle poprawiasz i robisz takie słodkie minki...-Zaczął się tłumaczyć.-na obiad? Jeszcze nie wiem.-wzruszył ramionami.
-Przecież wyrobienie ciasta to chwila.-zaśmiał się I poszedł do kuchni. Szybko wyrobił ciasto, miskę przykryl ścierka i całość postawil pod włączonym światłem żeby szybciej wyrosło. Potem wrócił na kanapę.
-Ok. Tata pewnie zapewni mu masę zabawy. Teraz się z niego zrobił taki wzorowy dziadek.-powiedział śmiejąc się cicho. -mmm...mówiłem ci juz brsciszku ze uwielbiam twoja pizze?-spytał wesoło Koyuki.
-Zrobię wszystko żebyś był szczęśliwy.-Szepnął mu do ucha cichutko. Potem zjadł jeszcze dwa kawałki i odsunął od siebie talerz.-zabierzemy cześć do domu, ok?
-No tak...-uśmiechnął sie lekko do brata. On po prostu jeszcze byl na etapie zamartwiania się i nie sądził żeby to się szybko zmieniło.-a jak tam z Mary?-spytał ciszej.
-No cóż...to chyba będzie jedyny sposób żeby ją udobruchac.-zaśmiał się.-Będzie się martwiła...to normalne zwłaszcza po tym jak ja okłamales.-poklepal brata po ramieniu.-plany? Romantyczny spacerek po festynie z moim kochaniem, kolacja, może jakiś film...może coś więcej.-wzruszył ramionami.
-Cóż...nie jestem do końca pewny w jakich godzinach będziemy na festynie. Pewnie nie będziemy za długo bo jest zimno.-odparł.-spedzcie ten dzień razem.
-a ja już się przyzwyczaiłem.-zaśmiał się rozkładają się sam w fotelu. Skoro był wolny to mógł skorzystać. Skupił się na serialu bo czasem jakoś sam się wciagal.
-Ech...-westchnął Takano. Na prawdę nie chciał żeby chłopak się na niego złościl ale nie chciał tez żeby się przemeczał. Koyuki zaś poprawilas mu ten kocyk.
-a ja nie wiem jak Jun to znosi...ale jakoś sobie z tym poradzimy. Masz moje wsparcie. Ślub i miesiąc miodowy ustalimy tak żeby był między wizytami.-uśmiechnął sie dotykając jego krótkich włosków.
-Nie chce żeby przez ten wyjazd były jakieś problemy. Mam nadzieje ze będziesz miał już trochę większą odporność i nic ci nie będzie.-dodał patrząc na niego z rozczuleniem.-ja ciebie tez kochanie. Ja ciebie tez.
-Cóż...bardzo długo byłem za granicą, trochę czasu spędziłem tez we Włoszech tam nauczyłem się robić pizze i tego typu przekąski.-wyjaśnił kończąc drugiego tosta.
-jestem za. Chętnie zjem okonomiyaki.-powiedział całując go w nosek.-nie zjem. Jest twoja.-obiecał wesoło.-skarbie...mam takie pytanie...jak chciałbyś rozwiązać sprawę nazwiska?-spytał cicho nie chcąc się z nim kłócić.
-Ale to nie jest problem. Ja po prostu chce żebyśmy to razem ustalili i wybrali opcje która nam obu będzie odpowiadać.-powiedział głaszczac go po włosach.-nie obwiniaj się o nic. Jest ok.
-Ok, ok..no zrobiłem...-przyznał mu rację ze śmiechem bo sam jakoś o tym zapomniał.-chodź...nie dawaj my Koyukiemu więcej materiałów do filmiku. Coś mu za łatwo.-powiedział idąc przodem
-oczywiście ze wystarczy. Jesteś ze mną i chcesz zstac ze mną...to wiele znaczy.-zapewnił go obejmując trochę mocniej.-jesteśmy razem...i to jest najważniejsze.
-na pewno nie bardziej niż ty...-powiedział.-ja po prostu bardzo nie chce cię męczyć...-wymamrotal cicho. Zaraz jednak musnal jego usta swoimi a dłońmi zaczął masować jego penisa chcąc żeby chłopak tez miał z tego trochę przyjemności.
-No wiem ze obustronna...ale jednak teraz się trochę o ciebie martwię kiedy to robimy.-wyjaśnił sięgając po gąbkę która po namydleniu zaczal myć chłopaka.-jasne...i oczywiście w podanej kolejności?-spytał ze śmiechem.
-ja chce tylko się upewnić skoro jutro jedziemy kupować wszystko co potrzebne na sylwestra.-powiedzial uśmiechając się do niego przepraszajaco.-chcesz puścić fajerwerki?
Spochnurnial trochę bo jednak zupełnie o tym zapomniał. -cóż kochanie...dookoła jest pelno śniegu, jeśli miałbym atak paniki to szybko się temu zaradzi. Ale wiesz...juz na prawdę jest ok...przecież rozpalalem ogień w kominku i nic mi nie było. Jest dobrze.-zapewnił go.
-Wiem. Ale już na prawdę jest lepiej. Stany lękowe mi minęły. W sumie psychologa odwiedzałem tylko jak leżałem w szpitalu.-wyszedl z wanny i pomógł wyjść chłopakowi.-możesz stać?
-a nie boli cie tak nic?-spytał zaraz szybko go wycierajac i pomagając mu się ubrać żeby chłopak mógł szybciej usiąść na wózku.-wiem ze teraz się bardziej meczysz...
-to oczywiste. Do sylwestra abstynencja.-zaśmiał się w końcu samemu tez się ubierając.-hmmm...no to chyba powinienem ci coś lekkiego zrobić do jedzonka co?-spytał wesoło.
Zmruzyl oczy o spojrzał na niego. Potem już trochę weselej na talerz. -a czemu chociaż raz nie możesz zostać w łóżku? Chciałbym tak chociaż raz się obudzić i widzieć twoja uśmiechnięta twarz.
-I nawet po prostu potulic się z rana nie chcesz? -spytał próbując jedzonka i zerkajac na niego.-po prostu...jak tylko otworzysz oczy to wyskakujesz z łóżka.-wywrocil oczyma.-a śniadanko pyszne kochanie.
-Bo mnie wczoraj rozproszyles.-zaśmiał się.-dzisiaj nie zapomnimy. Zadzwonimy do niego i powiemy żeby nam opowiedział jak mu minął dzień.-powedzial wesoło.-a my...pójdziemy po rzeczy na naszego sylwestra.
-cóż...no mam.-powiedział obejmując go delikatnie.-ale zaraz oboje wstajemy...bo wolałbym cie mieć w łóżku z rana...a nie juz po śniadaniu.-ucałował go w usta.
-Oj wiem...to kochane. A dzisiaj jeszcze zrobisz mi pyszny obiadek.-ucieszył się.-nie jestem śpioszkiem...ja po prostu lubię leżeć w łóżku....z moim kochaniem.
-mmmm juz się nie moge doczekać.-powiedział opierając się na ręce.-kocham cie. Tak bardzo się ciesze ze jesteś przy mnie...-powiedział druga ręką głaszczac go po policzku.
Wziął to co chłopak chciał i położył w koszyku. -kakao? Sądzę że tak, kupowałem całkiem niedawno.-powiedział wzruszając ramionami.-to jeszcze fajerwerki...chcesz coś do pochrupania?
-na pewno będzie miał. Do kiedy maluch zostaje w Tokio?-spytał wracając do stoiska z warzywami. Wziął co potrzeba i pomyślał chwile zastanawiając się co jeszcze potrzebują.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2801 – 3000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»[Ty mi go nie ładuj do szpitala przed ślubem -.- żadnych wypadków w nowej cukierni!]
-no nie wiem kochanie...tym razem na prawdę miałem ochotę wyjść.-mruknął muskajac jego policzek ustami.
-boli? Co cie boli? Ech kochanie...miałeś się nie denerwować...-westchnął cicho.-nie musimy już iść...cóż...zaraz nagadal...kazał iść do psychologa. Nie wiem o co dokładnie chodzi ale coś związane z tym ze mógłbym zranić ciebie i resztę rodziny...-wyjaśnił tyle ile on sam zrozumiał.
Takano wywrocil tylko oczyma. Jakoś nadal nie mógł dobie wyobrazić tego ze mógłby zranić Tomo. Nie ważne co starał się robić wszystko żeby chłopakowi było łatwiej. Uważał tez ze uporal się ze swoimi problemami. Wczoraj nawet nie spanikowal kiedy rozpalal w kominku.
-skoro głowa to może leż?-spytał zmartwiony.
-przeżyliśmy tez te wszystkie wczesniejsze wypadki. Teraz pora na to żebyśmy byli szczęśliwi, prawda?-uśmiechnął się ściskając jego rękę.
-Tak kochanie juz za chwile ci dam.-powiedział idąc po tebletki i po wode.
-a ja się bardzo ciesze ze on tego nie ukrywa. Wtedy mogę coś na to zaradzić.-powiedział podając chłopakowi leki.
-No moja marudka nie marudzi.-zaśmiał się.-cóż..niestety na ilość leków nic nie możemy poradzić. Ale jest dobrze kochanie bo przecież biezesz o wyznaczonych porach i kiedy bardzo boli. Ufam ci jeśli o to chodzi.-powiedział bo wiedział o co chłopak nie martwi.
-Nie martw się. Nie wrócisz do tego.-zapewnił go cicho.
-zawsze przy tobie będę.-zapewnił go I ucałował delikatnie.-juz ci trochę lepiej?-spytał zmartwiony.
-Mhm. Yuya na pewno chciałby żebyś wpadł.-uśmiechnął sie. Podał chloowkowi kawałek ciasta.-jak nie będziesz mógł już to zjem.
-dzieki. Na pewno będziemy chcieli go podrzucić na walentynki.-zaśmiał się obejmując chłopaka..l
-No a my mamy. Mam już pomysł.-powodzią calując Tomo w policzek.
-Cóż...sądzę że zasłużyłem.-zaśmiał się.-ale nawet jeśli od ciebie nic nie dostane to mam pomysł na prezent dla ciebie.-powiedział wesoło.
-obiecuje ze nie wydam za dużo.-zapewnił go z uśmiechem.-ten pomysł nie wymaga wydania nie wiadomo ilu.
-to dobrze. Na prawdę się ciesze.-uśmiechnął sie głaszczac go po głowie.-potrzebujesz jeszcze czegos.
-jak juz będziesz bardzo zmęczony to powiedz. Pojedziemy do domu.-powiedział podając mu kubek który przyniósł mężczyzna. Przyzwyczaił się już do tego ze chłopak dużo śpi.
-No i kochie...kiedy chciałbyś się już wynieść z willi do domku? Powiedz jeśli będziesz chciał...wiem ze teraz jest tam głośno a dla ciebie lepiej żeby było trochę ciszej.
-No Ren niby tez jedzie. Ale Koyuki chce zostać aż do maja...-mruknął.-cóż możemy poprosić żeby razem z Mary i malutka na ten jeden wieczór przenieśli się do domku.
-No ok...ale w takim razie będziemy musieli zrezygnować z jakuzzi a chciałeś.-powiedział pobierając mu łyk herbatki.
-Ok skarbie. Wynagrodze...może jak juz będziemy we Francji?-wzruszył ramionami.-ok. Wiec będziemy się zbierać. Musisz jeszcze coś zjeść i wziąć leki.
-dobrze kochanie. Malutko będzie.-zapewnił go I okrył kocem. Potem zawiózł do przebpokoju żeby ubrać buty.
-odwiedzę.-obiecał mężczyzna odprowadzając ich do drzwi.-wy też wpadajcie. Ale zabierajcie tez Yuye.-powiedział z uśmiechem.
-jasne.-pożegnał się jeszcze z mężczyzną i poprowadził Tomo do samochodu.-widzisz...mówiłem ze będzie dobrze.
-wiesz...niby powinienem przywyknąć ale...tym razem to była przesada. Nie wieże ze mógłbym cie skrzywdzić..no i co ma do tego psycholog.
-och...to on...um...wie o twoich byłych?-zerknął na niego.-nie wiem czemu to powiedział ale to jest to o czym wole zapomnieć...juz dużo przeszliśmy...za dużo.
-um to trochę...-bąknął bo jakos dziwnie się czuł z ta świadomością.-no zapomnę...a co myślisz o tych miłych przepowiedniach?
-No w to jakos nie wierze.-zaśmiał się.-to juz na prawdę jest niemożliwe kochanie.-dodał parkujac
-a ja tak. Nie jestem wcałe taki dobry...-machnął ręką i zamknąl samochód. -dla cesarza to jednak przesada.
-Teraz to na prawdę przesadzasz...-westchnął.-co? Juz jedziemy do domu. Położysz się, weźmiesz leki i coś zjesz.-powiedział wjeżdżając do środka i pomagając mu zdjąć kurtkę.
-Tak tak...-mruknął tylko zaraz kładąc go na kanapie i okrywajac kocem.-idę po leki i coś na szybko ci zrobię do jedzenia.-powiedział dając mu całusa w czółko.
Postawił wszystko na stoliku i ukleknal przy kanapie.
-Tomo-chan...obudz się. Po lekach juz dam ci spać.-obiecał.
Postawił wszystko na stoliku i ukleknal przy kanapie.
-Tomo-chan...obudz się. Po lekach juz dam ci spać.-obiecał.
-niestety tak. Spiący królewicz.-zaśmiał się cicho i przytrzymal chłopaka w pozycji siedzącej.-musisz wziąć leki.-powiedział zmartwiony.
-kochanie może zjedz jeszcze.-poprosił podając mu to sta z masłem. Nic więcej mu nie chciał robić tylko coś lekkiego.
-pomogę ci i posiedzę z tobą zaraz po tym jak położę Tomo spać ok?-spytał cały czas pilnując żeby chłopak siedział.
-słabo wyglądasz...-powiedział nadal go trzymając.-Zjedz I od razu pójdziesz spac. Dzisiaj za dużo wrażeń miałeś.
-dobranoc kochanie.-powiedział I ucałował go na dobranoc. Potem poszedł pomógł maluchowi sje spakować.-Yuya a masz tutaj wystarczająco ciuszków do spakowania?
-Cóż...mysle ze ci starczy. Dziadek będzie pral.-powiedział pomagając mu się pakować.-możesz wziąć misia.
-posiedzę maluszku.-powiedział siadając na brzegu łóżka.-możesz spokojnie spać. Nic ci nie grozi.
Poczekal jeszcze żeby się upewnić po czym poszedł się umyć i dołączył do Tomo kładąc się obok niego.
-hmmm? Juz...-powiedział zwlekajac się z łóżka i zakładając okulary. Wyjal szafki nocnej syrop i nalał odpowiednią ilość do miarki.-proszę kochanie.
[Jak tam rozmowa o pracę? ^^]
-dobrze kochanie. Rozumiem. Miałeś męczący dzien.-powiedział wracając do łóżka.
[Ahjo...no ale praca w szkole językowej to chyba nie jest zła alternatywa co? ^^ a ja nie zdałam próbnej matury z matmy...mam 26%...]
[aj no lepszy rydz niż nic ^^ ta lepiej XD angielski poszedł fajnie w sumie. Podstawa 84% a rozszerzenie 74%]
Zdjął okulary i również szybko zasnął. Był zmęczony ale przyzwyczaił sie juz do tych pobudek.
[No niby ladnie ale moja grama leży XD za to jestem dobra ze słuchania]
Takano obudził się dopiero kiedy próbował wymacac Tomo w łóżku. Trochę zaspany wstał I poszedł do kuchni wabiony zapachami.
-hej kotek. Juz lepiej się czujesz?
[było było...ale matma bardziej musze się martwić...bo nie zdam]
-oj no ale nie jest nas aż tyle...pomoc ci?-spytał na chwile zdejmując okulary żeby przetrzeć zaspany oczy.
[Taaaaa...do maja musze wytrzymać XD]
-no bez przesady...nie aż tyle.-zaśmiał się biorąc się za tosty.-a jak ci się później spało?
[No zobaczymy co będzie na grudniowej próbnej XD]
-to dobrze. Ciesze się też ze nie ukrywasz takich rzeczy przede mną i mnie budzisz.-powiedział calujac go na dzień dobry.-widzę ze radzisz sobie z gotowaniem na wózku.
[Łatwo ci mówić..XD]
-Możesz mnie budzić kochanie.-zaśmiał się.-jak to na stojaco? Nie wywrociles sie? Nic sobie nie zrobiłeś?-spytał wyjmując tosty i wkładając następne.
-a nie zmeczyles się za bardziej?-zerknął jeszcze raz na niego.-na razie nie przemeczaj się...powoli żebyś nie lądował w szpitalu.-dodał usniechajac się do wchodzącego Yuyi.
-No dobra...wiec koniec tematu. Ufam ci.--powiedział.-ok robie herbatę. Yuya w takim razie ładnie dokończyć tosty.-powiedział mierzwiac chłopcu włosy.
Kiedy skończyli zawołał wszystkich na śniadanie i usiedli do stołu.
-o której jedziecie? Chcecie coś na droge?-spytał ojca Takano..
-jedziemy zaraz po śniadaniu. Nic nam nie trzeba.
-widzisz tato...nie macie wyboru. Maluch je uwielbia.-zasmiał się wesoło jedząc sniadanie.-pyszne ci wyszło.-Pochwalił Tomo z uśmiechem.
Odpowiedział śmiechem i wrócił do jedzenia. Cieszył się ze chłopak tak się zachowuje bo wiedział ze to oznacza że zdrowieje. Dla niego to wiele znaczyło.
Posprzątali kiedy wszyscy poza Koyukim i Mary wyjechali. Takano opadł wtedy na fotel i zdjął okulary zamykając oczy.
-Mhm...-odparł nie otwierając oczu. Po chwili po prostu przysnal. Kiedy w końcu była cisza czul msze może odpocząć.
Takano wymamrotal przez sen coś co brzmiało podobnie do przysięgi małżeńskiej i uśmiechnął się lekko. Mając chłopaka w końcu w domu już nie mógł się doczekać kolejnego wyznaczonego większego marzenia
Takano poruszył się niespokojnie i ziewnal otwierając oczy. Nałożył okulary I spojrzał na brata trzymającego kamerę.
-zrobiłem coś?
-Wiec coś zrobiłem.-westchnął mruzac oczy.-no kocham. Bardzo. Jesteś moim szczęściem. Ale co ma do tego kamera?-spytał również go przytulając.
-juz się wyspałem.-powiedział sadzajac go sobie na kolanach.-nasza miłość?-ale ja tylko spałem.-zauważył ze śmiechem.
-co robiłem?-spytał patrząc na niego.-no fajnie...-westchnął ciężko.-możemy odwiedzić.-zgodził się
-hmm...czemu nie.-uśmiechnął sie do niego -a jakie byś chciał?-spytał głaszczac go po policzku.
-Cóż nie jestem najlepszy w pisaniu ale możemy spróbować.-zgodził się z uśmiechem.-a powiedz mi tylko...czy jest jakiś powód dla którego chcesz żebyśmy sami napisali?
-rozumiem ze nie podobało ci się mogę mówienie przez sen.-zaśmiał się ale zaraz przytulił go mocno.-a tak poważnie...nawet nie wiesz jak się ciesze. Ze tak sie w to angazujesz...ze tez chcesz tego ślubu...-ucałował go w policzek.-spróbujemy taka napisać.-oznajmił jakby z nową energia.
-to taki żarcik był kochanie.-zaśmiał się.-napiszemy. Rozumiem cie. Chciałbyś coś co na pewno zapamiętamy...ja tez bardzo chce żeby to był wyjątkowy dzień.-ucałował go delikatnie.
-Będzie.-zgodził się z nim z uśmiechem.-jeśli chcesz możemy iść. Spakuje tylko nasze rzeczy i idziemy.-powiedział mukajac je usta.
-Ok.-zaśmiał się I przytulił go delikatnie.-kocham kiedy się śmiejesz. -Szepnął mu do ucha.
-a co byś chciał? Zrobię popcorn i możemy coś obejrzeć. Może jakąś komedie?-zaproponował skoro już mówili o śmiechu.
-ja ciebie tez kochanie.-popatrzył na niego z rozczuleniem.-słodziak.-powiedział przejeżdżając palcem po jego ustach.
-No proszę. Sprawiasz ze czuje się potrzebny.-zaśmiał sie.-i ze jeszcze bardziej szaleje na twoim punkcie.-Szepnął mu do ucha. Cieszył się ze jego brat dał juz I'm póki co spokój i poszedł do swojej córeczki.
-a myślisz ze kto inny?-spytał unosząc brwi.-jak się ciągle poprawiasz i robisz takie słodkie minki...-Zaczął się tłumaczyć.-na obiad? Jeszcze nie wiem.-wzruszył ramionami.
-Nie.-bąknął zakrywając się poduszka kiedy do pokoju wszedł jego brat.
-co na obiad?-spytał.
-nie wiem. A co chcesz?
-Wiec pizza.-zgodził się wzruszając ramionami. Zerknął na zegarek.-zaraz zrobię ciasto.-mruknął bo przecież musiało jeszcze wyrosnąć.
-z czym?-spytał głupio. Spojrzał na niego unosząc lekko brwi.
-No...-westchnął tylko i wzruszył ramionami.-to pomożesz jak juz ciasto wyrośnie.-mruknął zerkajac na niego.
-Przecież wyrobienie ciasta to chwila.-zaśmiał się I poszedł do kuchni. Szybko wyrobił ciasto, miskę przykryl ścierka i całość postawil pod włączonym światłem żeby szybciej wyrosło. Potem wrócił na kanapę.
Kiedy usiadł zerkał na niego kątem oka. Nawet takie leniwe dni mu się podobały.
-Ok. Ale to nie dzisiaj ok?-uśmiechnął się lekko.-jutro albo pojutrze.-dodał zerkajac o tez chłopak czytał.
-hmmm?-spojrzal na zegarek.-sądzę że ciasto powinno jeszcze trochę posiedzieć.-powiedział zerkajac na niego.-ale możemy poczekać w kuchni.
-Ale co miałbym kombinować? Idziemy do kuchni robić obiad.-wzruszył ramionami I sprawdził jak się ma ciasto.-jeszcze trochę.
-Ok.-uśmiechnął sie biorąc się za robienie sosu do pizzy. Kiedy skończył przygotował resztę składników.
-Pizza będzie na winie. Co się nawinie to na pizzy.-powiedział ze śmiechem. Wyloży pierwszy kawałek ciasta na blaszkę.
-Ok.-powiedział przygotowując juz następny placek pizzy.
-słodko.-zaśmiał się widząc jego dzieło. Przyszykowal jeszcze dwa placki a potem wszystko wsadził do piekarnika.-teraz wystarczy czekać.
-żebyś przestał się tak do mnie zwracać.-powiedział całując go szybko i wstając z jego kolan.-jestem za ciezki.-mruknął.
-No a potem pizzy nie zjesz.-zaśmiał się.-ale zjedz jeśli bardzo głodny jesteś. Nie chce żebyś zaslabl czy coś.
Zjadl swoje pół i poszedł do kuchni żeby pilnować pizzy.
Wyjął gotowe pizze po mniej niż godzinie i po tym jak wszystkie ładnie pokroil, wyłożył na tależe i nakryć do stołu, zawołał wszystkich na obiad.
-odpisałes mu?-spytał również jedząc swój kawałek.-jeśli jeszcze nie do powiedz ze go pozdrawiam. Zadzwonimy do niego wieczorem?
-Ok. Tata pewnie zapewni mu masę zabawy. Teraz się z niego zrobił taki wzorowy dziadek.-powiedział śmiejąc się cicho.
-mmm...mówiłem ci juz brsciszku ze uwielbiam twoja pizze?-spytał wesoło Koyuki.
-Bo jest taka domowa...Poza tym robi genialny sos.-zaśmiał się jedząc dalej ze smakiem.
-Zadzwonimy to opowie nam jak mu minął dzień.
-każdy ma jakieś swoje sekrety.-zauważył ze śmiechem.-ty masz curry a ja mam pizze.
-Oj no ok...następnym razem pokaże się jak zrobić ciasto.-obiecał mu wesoło. Trzymał go za rękę a druga ręką jadl.
-Zrobię wszystko żebyś był szczęśliwy.-Szepnął mu do ucha cichutko. Potem zjadł jeszcze dwa kawałki i odsunął od siebie talerz.-zabierzemy cześć do domu, ok?
-Nie zmuszaj się.-poprosil patrząc na niego.-nie chce żebyś znów wymiotowal.
-kochanie...na prawdę nie chce żebyś...-westchnął tylko I zaczął powoli sprzątać.
-Czasem nie bardzo właśnie...zje za dużo i potem wszystko zwraca.-powiedział włączając zmywarke.
-Ale wlasnie ja nie chce żeby zwracał...-westchnął siadając na blacie.-ale wiem ze nic z tym nie mogę zrobić...
-No tak...-uśmiechnął sie lekko do brata. On po prostu jeszcze byl na etapie zamartwiania się i nie sądził żeby to się szybko zmieniło.-a jak tam z Mary?-spytał ciszej.
-No cóż...to chyba będzie jedyny sposób żeby ją udobruchac.-zaśmiał się.-Będzie się martwiła...to normalne zwłaszcza po tym jak ja okłamales.-poklepal brata po ramieniu.-plany? Romantyczny spacerek po festynie z moim kochaniem, kolacja, może jakiś film...może coś więcej.-wzruszył ramionami.
-Cóż...nie jestem do końca pewny w jakich godzinach będziemy na festynie. Pewnie nie będziemy za długo bo jest zimno.-odparł.-spedzcie ten dzień razem.
-Cóż...ja o tym sylwestrze myślałem jak o randce wiec...sam rozumiesz.-powiedział wzruszając ramionami.
-a ja już się przyzwyczaiłem.-zaśmiał się rozkładają się sam w fotelu. Skoro był wolny to mógł skorzystać. Skupił się na serialu bo czasem jakoś sam się wciagal.
Takano machnął tylko na to ręką i skupił się na serialu. Po prostu przywyknął a to ile byli razem nie miało nic do tego..
-Teraz czy jak wrócimy do domku?-spytał zerkajac na niego.-Może ci szybko zrobić to nie zajmuje dużo czasu.
-Ok pojedziemy. Widzę że naszła cie ochota na wiele różnych słodkości.-zaśmiał się.-a jest coś ci chciałbyś zjeść w sylwestra?
-Ok wiec mamy małe menu.-uśmiechnął sie do niego.
-ja? To może następnego dnia zrobisz swoje curry? Tęsknię za nim.-powiedział zaraz sięgając po gazetę z programem telewizyjnym.
-Mogę ci pomóc żebyś się nie zmeczyl za bardzo.-dodał biorąc pilota i przełączac na jakiś film.
-Ok ok....-uniósł ręce w geście kapitulacji.-nie będę pomagał. Grzecznie poczekam aż zrobisz curry.-obiecał.
-Ech...-westchnął Takano. Na prawdę nie chciał żeby chłopak się na niego złościl ale nie chciał tez żeby się przemeczał. Koyuki zaś poprawilas mu ten kocyk.
Kiedy dojechali pomógł chłopakowi dostać się na kanapę.
-ni to ci mus czeklądowy dla mojego kochania, tak?
-I oczywiście pyszny bedzie.-zapewnił go I poszedł do kuchni żebyś przygotować deser.
-napisałeś coś nowego?-spytał siadając obok niego i podając mu deser.
-mhm...jak juz skończysz to mi zagraj.-poprosił jedząc swoją porcje.-widzę ze korzystasz z prezentu.-uśmiechnął sie.
-um ciesze się ze ma dobry dźwięk. Szukałem takiej która ci się spodoba i w ogóle.-powiedział obejmując go ramieniem.
-przymierzylem. Pasuje I jest cieplutki.-powiedział wesoło.-cóż...chodziłem po sklepach i jakoś udalo mi się znaleźć.
-Nie, chodziłem sam. No dlugo ale znalazłem taką która ma ladnę brzmienie.-powiedział głaszczac go chwile po policzku ale zaraz wracając do musu.
-jedz jak chcesz przecież nie będę cię poganial-zaśmiał sie.-każdy inny? No to się ciesze ze utrafilem z prezentem. Martwiłem się trochę o to.
-Ok, chętnie posłucham.-zapewnił go wesoło.-możemy kochanie. Umyjemy się razem.-ucałowałgo delikatnie .
-Wiem slodziaku. Ja ciebie tez. -ucałował go delikatnie.-bardzo. I tylko ciebie tez mocno. Wiesz o tym prawda?
-możemy pójść.-zgodził się patrząc na niego.-wiesz...ciesze się ze juz się lepiej czujesz i lepiej wyglądasz. -pogłaskał go po policzku.
-a ja nie wiem jak Jun to znosi...ale jakoś sobie z tym poradzimy. Masz moje wsparcie. Ślub i miesiąc miodowy ustalimy tak żeby był między wizytami.-uśmiechnął sie dotykając jego krótkich włosków.
-Nie chce żeby przez ten wyjazd były jakieś problemy. Mam nadzieje ze będziesz miał już trochę większą odporność i nic ci nie będzie.-dodał patrząc na niego z rozczuleniem.-ja ciebie tez kochanie. Ja ciebie tez.
-a śpij sobie.-zaśmiał się okrywajac go kocykiem.-obudze for na kolacje.-dodal głaszczac go po włoskach.
Zaśmiał się tylko w odpowiedzi. Posiedział jeszcze chwile przy nim poczym poszedł robić coś dobrego na kolacje.
-zapiekany chlebek z pomidorkami i mozarela.-powiedział dość głośno żeby chłopak usłyszał.
-dobrze skarbie a jak ci się spało?-spytał zerkajac na niego.-juz zaraz będzie gotowe.-powiedział sprawdzając tosty w piekarniku.
-Oj nie przejmuj się tym. To minie przecież.-zaśmiał się wyjmując tosty. Nie zrobił ich dużo tak akurat dla nich dwóch.-gdzie jemy?
Wedle życzenia chłopaka zabrał wszystko do salonu i położył na stoliku.
-smacznego kochanie.-powiedział siadając na kanapie.
-Będę-zachichotal jedząc jedna grzankę.-ciesze się ze ci smakuje.-dodał patrząc na niego.-do dość proste danie. A składniki akurat były w lodówce.
-No no...dziękuję za komplementy mój przyszły mężu.-zaśmiał się sięgając go drugiego tosta.-na prawdę się ciesze ze tak ci smakuje.
-Cóż...bardzo długo byłem za granicą, trochę czasu spędziłem tez we Włoszech tam nauczyłem się robić pizze i tego typu przekąski.-wyjaśnił kończąc drugiego tosta.
-jestem za. Chętnie zjem okonomiyaki.-powiedział całując go w nosek.-nie zjem. Jest twoja.-obiecał wesoło.-skarbie...mam takie pytanie...jak chciałbyś rozwiązać sprawę nazwiska?-spytał cicho nie chcąc się z nim kłócić.
-Cóż...sądzę że to nie byłby zły pomysł.-przyznał głaszczac go po policzku.-ale masz rację jeszcze mamy czas żeby o tym porozmawiać.
-Ale to nie jest problem. Ja po prostu chce żebyśmy to razem ustalili i wybrali opcje która nam obu będzie odpowiadać.-powiedział głaszczac go po włosach.-nie obwiniaj się o nic. Jest ok.
-Nie będę z tego powodu smutny. To przecież nie jest aż tak ważne. Nie przejmuj się tym, ok?-uśmiechnął się do niego delikatnie.
-Nie będę. To nie jest ważne.-zapewnił go jeszcze raz.-oj przecież cały czas pachne tak samo.-zaśmiał się bo on nie widział w ty nic niesamowitego.
-jakie dawno? Cały czas to robis.-zaśmiał się cicho.-zrobimy. Juz chcesz? -spytał zerkajac na zegarek.
-Ok...to ja w tym czasie posprzątam.-stwierdził zbierając brudne naczynia.
-posłucham.-odparł idąc juz do kuchni. Wrocil dopiero jak skończył zmywać.-skończyłeś juz? Może pójdę przyszykowac kąpiel?
Bez słowa usiadł obok niego i zaczął go obcalowywac. Całowal go po szyi, policzkach, nosku, trochę dlozej zatrzymując się na ustach
Przerwał i złapał go za ręce patrząc mu w oczy.
-juz? Chodźmy się umyć...ja tez jestem zmęczony...i nie robiłem sobie drzemek.-zasmiał się.
-Ok, ok..no zrobiłem...-przyznał mu rację ze śmiechem bo sam jakoś o tym zapomniał.-chodź...nie dawaj my Koyukiemu więcej materiałów do filmiku. Coś mu za łatwo.-powiedział idąc przodem
-jak mocno? Możesz mi pokazać?-spytał powoli się rozbierając.
-a inaczej nie możesz?-zachichotal siadając w końcu za nim i obejmując go delikatnie. Ucałował go w kark i uśmiechnął się lekko.
-Mhm...rozumiem. wiec kochasz mnie baaardzo mocno.-roześmiał się cicho.-ja ciebie tez...-dodał juz całkowicie poważnie.
-oczywiście ze wystarczy. Jesteś ze mną i chcesz zstac ze mną...to wiele znaczy.-zapewnił go obejmując trochę mocniej.-jesteśmy razem...i to jest najważniejsze.
Uśmiechnął się do niego i nie zatrzymał jego rąk. Póki co nie miał powodu chociaż nie chciał go niepotrzebnie męczyć. Wziął trochę głębszy wdech.
-plany? Cóż...chciałeś spacerek wiec pewnie pójdziemy. No i zjemy pyszne okonomiyaki które zrobisz. A tak to nie wiem.-wzruszył ramionami.
-Mhm...możemy...-powiedział mruczac mu z przyjemności. Uniósł jego twarz za podbródek i zaczął go powoli całować.
-na pewno nie bardziej niż ty...-powiedział.-ja po prostu bardzo nie chce cię męczyć...-wymamrotal cicho. Zaraz jednak musnal jego usta swoimi a dłońmi zaczął masować jego penisa chcąc żeby chłopak tez miał z tego trochę przyjemności.
-oczywiście kochanie.-zaśmiał się ściskając jego męskość mocniej. Po chwili zaczął całować go po torsie przyzsiewajac się do jego sutka.
-ty mnie też...-powiedział nie przerywając pieszczot w jego czułych punktach.
-nie musisz się spieszyć.-zapewnił go I złączył ich usta razem w namiętnym pocałunku.
-Wiem...mój seksowny facet.-powiedział dloniami pieszczac jego sutkami.-ja tez chce żeby było ci dobrze.
-kocham cie.-Szepnął mu do ucha i przygryzl warge dochodząc z cichym westchnieniem.-tak bardzo.
-ja ciebie tez.-powiedział pomagając mu z siebie zejść i przytulając go delikatnie.-no...dziękuję kochanie.
-No wiem ze obustronna...ale jednak teraz się trochę o ciebie martwię kiedy to robimy.-wyjaśnił sięgając po gąbkę która po namydleniu zaczal myć chłopaka.-jasne...i oczywiście w podanej kolejności?-spytał ze śmiechem.
-to oczywiste.-zasmiał się. Umyl mu jeszcze włosy i zaczął myć siebie.-kochanie? Masz jakąś cieplejsza yukate?
-ja chce tylko się upewnić skoro jutro jedziemy kupować wszystko co potrzebne na sylwestra.-powiedzial uśmiechając się do niego przepraszajaco.-chcesz puścić fajerwerki?
Spochnurnial trochę bo jednak zupełnie o tym zapomniał.
-cóż kochanie...dookoła jest pelno śniegu, jeśli miałbym atak paniki to szybko się temu zaradzi. Ale wiesz...juz na prawdę jest ok...przecież rozpalalem ogień w kominku i nic mi nie było. Jest dobrze.-zapewnił go.
-Wiem. Ale już na prawdę jest lepiej. Stany lękowe mi minęły. W sumie psychologa odwiedzałem tylko jak leżałem w szpitalu.-wyszedl z wanny i pomógł wyjść chłopakowi.-możesz stać?
-a nie boli cie tak nic?-spytał zaraz szybko go wycierajac i pomagając mu się ubrać żeby chłopak mógł szybciej usiąść na wózku.-wiem ze teraz się bardziej meczysz...
-to oczywiste. Do sylwestra abstynencja.-zaśmiał się w końcu samemu tez się ubierając.-hmmm...no to chyba powinienem ci coś lekkiego zrobić do jedzonka co?-spytał wesoło.
-Cóż...ja nie jestem głodny...-powiedział cicho.-ale tobie mała porcje kisielku mogę zrobić. Najwyżej zostawisz.-powiedział z uśmiechem.
-Ok. Idź sobie włączyć a ja zaraz przyniosę ci kisielku.-powiedział biorąc się za gotowanie.
Zaśmiał się tylko i szybko zrobił mu cytrynowy kisielk. Przyniósł mu go I usiadł obok niego.
-zdazyles?
Skinął głową i objął go ramieniem.
-Przyniósłem ci tez leki i wodę do popicia.-powiedział zerkajac na niego.
-mowilem ze nie chce.-mruknął polykajac. Potem już tylko skupił się na lecący serialu.
-Mhm to dobrze. A teraz do spania.-powiedział biorąc go na ręce.-bo padam na twarz i chce juz był z łóżku.-dodał idąc w stronę ich sypialni.
-ja ciebie tez...-powiedział cicho i również od razu zasnął z lekkim uśmiechem na ustach.
Takano obudził smaczne zapachy. Kiedy otworzył oczy spojrzał w stronę drzwi.
-ech...czy on nie może chociaż raz zostac w łóżku...-westchnął siadając
Zmruzyl oczy o spojrzał na niego. Potem już trochę weselej na talerz.
-a czemu chociaż raz nie możesz zostać w łóżku? Chciałbym tak chociaż raz się obudzić i widzieć twoja uśmiechnięta twarz.
-I nawet po prostu potulic się z rana nie chcesz? -spytał próbując jedzonka i zerkajac na niego.-po prostu...jak tylko otworzysz oczy to wyskakujesz z łóżka.-wywrocil oczyma.-a śniadanko pyszne kochanie.
-Oj no nie spał bym długo.-zaśmiał się.-co? Dlaczego?-jeknal patrząc na zdjęcie.-ech...cóż chyba nic z tym nie mogę zrobić...
-a Yuya co porabia?-spytał zaraz jedząc swoje śniadanko.-no cóż...to twój telefon. Nie mogę decydować jaką masz tapetę.-zaśmiał się.
-Bo mnie wczoraj rozproszyles.-zaśmiał się.-dzisiaj nie zapomnimy. Zadzwonimy do niego i powiemy żeby nam opowiedział jak mu minął dzień.-powedzial wesoło.-a my...pójdziemy po rzeczy na naszego sylwestra.
-Przecież ladnie jem.-powedzial ze śmiechem i jadl dalej ze smakiem. Kiedy skończył wypił herbatę.-przepyszne było.
-cóż...no mam.-powiedział obejmując go delikatnie.-ale zaraz oboje wstajemy...bo wolałbym cie mieć w łóżku z rana...a nie juz po śniadaniu.-ucałował go w usta.
-Oj wiem...to kochane. A dzisiaj jeszcze zrobisz mi pyszny obiadek.-ucieszył się.-nie jestem śpioszkiem...ja po prostu lubię leżeć w łóżku....z moim kochaniem.
-mmmm juz się nie moge doczekać.-powiedział opierając się na ręce.-kocham cie. Tak bardzo się ciesze ze jesteś przy mnie...-powiedział druga ręką głaszczac go po policzku.
-mmmm...pyszności przygotowane przez mojego mężczyznę...ciesze się.-musnal jego usta swoimi.-dokupimy. Spokojnie wszystko znajdziemy.
-tak? Możemy taka dzisiaj razem zrobić. Kupimy lody...-uśmiechnął sie do niego. -albo jutro. Kiedy chcesz.-przeciągnąl się lekko.-wstajemy?
-myłem się wieczorem.-puknal go w nosek i poszedł szykować sobie ubrania.-kochanie? A ubrany jesteś?
-kupie.-odparł wesoło ciesząc się ze chłopak h e żeby coś mu kupiono i go o to prosi. Juz ubrany I w soczewkach wyszedł z łazienki.-możemy jechać.
-co tylko moje kochanie chce.-powiedział zerkajac na niego. Ubrał szybko buty I kurtkę.-no możemy jechać.-dodał biorąc jeszczę kluczyki od samochodu.
-widzę. Ciesze się.-Złapał go za rękę i uśmiechnął się lekko.-no to ruszamy.-powiedział powoli ruszając w stronę miasta.
Dojechał thesc szybko ani słowem nie odzywając się ze mu zimno. Zaparkowal I uśmiechnął się do niego.
-możesz już zamknąć okno. Jesteśmy na miejscu.
-Oj nie przecież nic takiego...-machnął na to ręką iod rsrazu wyszedł z samochodu żeby podać chłopakowi jego wózek.-juz. Możemy iść.-uśmiechnął sie.
-Nie wyglupiaj się -oddał mu kocyk i schował ręce do kieszeni kurtki.-no I mam jeszcze rękawiczki od Yuyi.
-noszę.-powiedział wyjmując ręce z kieszeni i pokazując mu ze ma rękawiczki.-co...z tego co widzę to nic.
-Może.-wzruszył ramionami.-wjeżdżamy. W końcu po to głównie przyjechaliśmy..-zauważył idąc obok niego.
-Ok kochanie wiec...-postawił koszyk na jego kolanach i ruszył.-ty dzisiaj zajmujesz się posiłkami wiec mów czego potrzebujemy.
-ok...-zaczął jeździć po sklepie zbierając odpowiednie składniki.-poza tym chcesz cośdo picia?
-winko wezmę z willi. Pojade po nie.-uśmiechnął sie do niego.-a poza tym? Jakiś sok?-spytał stając przed półkami z napojami.
Wziął to co chłopak chciał i położył w koszyku.
-kakao? Sądzę że tak, kupowałem całkiem niedawno.-powiedział wzruszając ramionami.-to jeszcze fajerwerki...chcesz coś do pochrupania?
Spakowal do koszyka wszystko wymienione przez chłopaka.-w końcu będziemy długo siedzieć.-wzruszył ramionami.
-na pewno będzie miał. Do kiedy maluch zostaje w Tokio?-spytał wracając do stoiska z warzywami. Wziął co potrzeba i pomyślał chwile zastanawiając się co jeszcze potrzebują.
-Ale żeście się umówili...-westchnął wrzucając do koszyka trochę mandarynek i kucajac obok niego.-ok. Trzelaj te fotkę.-zaśmiał się cicho.
-twój twój.-przytaknal mu po czym juz zaczął prowadzić ich w stronę kasy.-chyba już wszystko mamy co? Potrzebujeny jeszcze czegoś?
Prześlij komentarz