-uważaj pan żebyś zaraz sam nie był inwalida.-fuknal w jego stronę Takano który nie chciał mieć zepsutego dnia przez jakiegoś dupka z kolejki.-hmmm...widziałem sklep niedaleko z tego typu rzeczami, możemy zajść i zobaczyć co mają. Nie weźmiemy nic dużego, co?-uśmiechnął się wkładając ostatnia rzecz na taśme.
-ok...-zgodził się cicho. Wszedł do sklepiku i wybrał jakieś małe fajerwerki i sztuczne ognie. Miał nadzieję że nie wpadnie w panikę i spędza miło dzień i noc.
-jest ok Tomo-chan. Jeśli nie będę się czuł na tyle pewnie to po prostu tego nie zrobimy.-powiedział podając mu kupione rzeczy i prowadząc go w stronę samochodu.
-pójdziemy do kawiarni i wypijesz sobie jaka tylko będziesz chciał.-zapewnił go otwierając bagażnik i odbierając od niego zakupy.- chcesz się przejść czy wolisz jechać?
-Tomo-chan...przecież to całkowicie normalnie. Nikt, a juz na pewno nie w mojej obecności, nie będzie mówił takich rzeczy pod twoim adresem. Zawsze będę cię bronił.-zapewnił go.
-serio? Nie robiłem niczego takiego wcześniej?-spytał trochę zaskoczony.-no ale skoro ci zaimponowalem.-wzruszył ramionami. Złożył zamówienie sobie biorąc karmelową latte z dodatkową bita śmietaną.
-No dobrze kochanie.-powiedział otwierając przed nim drzwi i puszczając mu drzwi.-poczekaj chwile i zaraz wytrzeć ci koła ze śniegu żeby nie trzeba było całego domu wycierać, ok?
-Oj przecież bym sobie poradził nawet jakbyś na nim siedział.-powiedział kiedy wrócił ze ścierka. Powycieral koła I pomógł chłopakowi wrócić na wózek.-proszę...teraz czekam na pyszny obiadek.
-hmmm...wiec razem będziemy dyskretnie chować się pod stołem?-spytał ze śmiechem.-poza tym znając jego będziesz chciał pokazać jak to bardzo się kochamy.
-Nie...jak będzie zbyt zawstydzajacy to przynajmniej będziemy się wstydzić razem.-zaśmiał się cicho.-poza tym...to będzie taki dzień gdzie nic nie zepsuje mi humoru.
-I to tak przed deserem...-zaśmiał się idąc za nim do sypialni.-ale kochanie...o ile się nie mylę do sylwestra miał być post...-zauważył nagle się zatrzymując.
-Nie wiem...-wzruszył ramionami.-o...ty widziałeś zlepek moich filmików z dzieciństwa...a ty masz jakieś?-spytał patrząc na niego z zawadiackim uśmiechem.
-drugi guzik, co?-zaśmiał się.-nie spełniło się...jesteś mój.-ucałował go w policzek.-w sumie mój guzik ktoś mi zerwał...ale już nawet nie pamiętam kto.-wzruszył ramionami.-moja łamaga...a masz jakieś wesołe filmiki?
-Oj...ja wiem I bardzo sie ciesze ze wygraliscie.-zapewnił go szybko.-tylko fhchyba po prostu jest mi smutno ze ciagle sobie coś robiłeś.-wyjaśnił.-no to pokazuj dalej.-poprosił dając mu całusa w policzek.
-uuuuuu....zazdroszczę im ze mogli cie tak oglądać...zrobisz tak dla mnie na miesiącu miodowym?-spytał obejmując go ramieniem.-cóż...tamten byl pierwszy...do mnie należą każde następne od naszego spotkania.-powiedział całując go lekko w usta.
-Mój biedny z bólacym gardłem...-znów go ucałował.-no mam kupony...wiec się trochę zabawimy jak będziemy na wyspie...wtedy nikt nas nie będzie oglądał.
-powiedzieli ze na miejsiac miodowy dadzą na spokój. Tylko żebyśmy wybrali jakiś inny termin na wspólne spotkanie.-wyjaśnił obejmując go mocno.-mhm...no tak...wiec na naszym miesiącu miodowym zrobimy sobie dużo zdjęć, ok?
-Nie musisz przecież oglądać...po prostu to usuńmy...-powiedział uśmiechając się do niego.-chodź...po prostu o tym zapomnij. Chodź.-wyciągnął do niego rękę.
-a może chcesz żebym ja to zrobił? Usunę i będzie po sprawie.-uśmiechnął sie do niego. Nie chciał żeby chłopak płakał przez jakiego drania z przeszłości.
-Zachowajmy jeszcze te które mi pokazywałes ok? Pamiętam które to były. Idź zrobić deser. Usunę niechciane filmiki I do ciebie dokacze, dobrze?-złapał go mocniej za rękę.
-zrozumiałem.-powiedział szybko znajdując odpowiedni folder. Szybko znalazł filmiki ktore miał zostawić i usunął pozostałe żadnego nie usuwając. Zamknął laptopa i poszedł do kuchni.-juz.-uśmiechnal się do niego.
-hm...no dobrze.-zgodził się przybierając poze i minę krytyka.-jeśli chodzi o wygląd to niestety 7 na 10...-zaczął poważnie i ledwo powstrzymując śmiech.-a w smaku...-zaczął I powoli spróbował każdej warstwy deseru długi czas jedynie milcząc.-no...niedobry...wiec oddaj mi swoją porcje...nie będziesz tego przecież jadl.-zaśmiał się wesoło bo bardzo mu posmakowalo.
-ok ok...przepraszam. Wiem ze się starałeś.-powiedział z uśmiechem.-hmmm...a tu masz niechlujną plamke...I w ogóle można było wiele rzeczy dodać żeby wyglądało bardziej elegancko.-wyjaśnił wzruszając ramionami.-ale wiesz...tak pomyślałem...te przysięgę chcesz taka bardzo poważna czy trochę humorystyczna tez?
-Mhm...takie coś mi też bardzo odpowiada.-przyznał wesoło. -wtedy to na pewno będzie takie nasze. Sądzę że na pewno na coś wpadniemy.-powiedział uśmiechając się do niego.-smakuje. Wyszło ci na prawdę dobre.
-Mogę zrobić. A co by mój przyszły mąż chciał?-spytał wsadajac talerze po deserze do zmywarki.-bo wiesz...mi się już powoli pomysły kończą.-zaśmiał się.
-ok. Mogę ci zrobić.-zgodził się. -ciesze cie ze juz jeszcze regularnie i nie zwracasz tego co zjesz.-powiedział głaszczac go po odraztajacych włoskach.
-kochanie...przecież wiesz ze ja bardzo lubię kiedy siadasz na moje kolana. Wtedy mam cię blisko I mogę cię tulić.-powiedział zaraz wołając psiaki żeby im założyć smycze.
-ależ kochanie...przecież wtedy dodałem ze wcale mi to nie przeszkadza.-zauważył uberajac buty i kurtkę.-no...o ile znów nie zaczniesz mnie rozpraszać to na pewno nie zapomnę i zadzwonimy.
-Cóż...bo powinniśmy odpocząć...ty powinieneś. Ja wiem ze juz mieliśmy bardzo długa przerwę...ale za każdym razem ledwo możesz ustać. Wiec jeśli na sylwestra chcemy poszaleć to mamy mały post.-powiedział.-poza tym jak odbieralem cie ze szpitala to twoja mama wycelowala we mnie palcem i powedziala żebyśmy póki co ograniczyli zabawy bo jesteś osłabiony...
-martwi się o ciebie...-zaprotestował zaraz szybko do niego podbiegajac.-nic ci nie iest? Ech...daj mi prowadzić...tak będzie bezpieczniej.-powiedział pomagając mu wrócić na wózek który wcześniej podniósł.
-na pewno przyjedziemy. Jest to zaraz przed ślubem wiec maluch sobie ten miesiąc spędzi z dziadkami jako wakacje.-powiedział z uśmiechem patrząc na niego.-to przecież całkowicie naturalne ze rodzice przychodzą na zzakończenie roku...
-wiem wiem...to już cały rok...-zauważył spokojnie.-dużo się wydarzyło i sądzę że maluch się z nami zzyl...i masz rację...czasem tylko trzeba go zapewnić.-uśmiechnął sie.-możesz go zapewnić ze na pewno przyjdziemy...a potem pójdziemy na pyszne lody.
-to mnie chyba najbardziej dziwi wiesz? To że tak po prostu nas zaakceptował i pokochał. Nie wiem ile rozumie...ale tak po prostu zaakceptowal to ze mieszka z dwójką mężczyzn którzy się kochają...-mruknął bo jakoś ciągle go to dziwiło.
-bardzo.-zgodził się trochę przyspieszając.-kochanie? Wiesz...Chciałbym zawrzeć w naszej przysiędze ze nie ważne jak ciężko by było to zawsze, bez względu na wszystko będziemy przy sobie i będziemy się wspierać
-dobry pomysł.-zgodził się wesoło i otworzył przed nim drzwi.-jeśli będziesz miał jakiś pomysł t zapisuj. Możemy też podzielic kartkę na te normalne i te wesole.
Od razu skoczył żeby mu pomóc. Wziął go na ręce. -na razie nie...ok?-spytał niosąc go na kanape.-po sylwestrze zaczynasz rehabilitację. Wtedy będziesz sobie chodził.
-obiecałem i dotrzymam słowa.-zapewnił go. Najpierw poszedł wytrzeć koła jego wózka a potem szybko poszedł robić kolacje. Wrócił do salonu z kanapki i od razu objął swojego partnera.
-Chyba w oceanarium Yuyuś...no to fajnie się na pewno bawiles.-uśmiechnął sie pod nosem.-orka? Nie wiem nigdy nie jadłem...a powiedz co ci dziadek wymyślił na sylwestra? Pójdziecie na festyn?
-dobrze kochanie. Będę czekał z wujkiem na twój telefon. O ile nie pójdziemy wcześniej spać bo wiesz jaki wujek słaby jest teraz.-powiedział spokojnie.
-A właśnie miałem prosić żebyś nam trochę przywiózł.-zaśmiał się.-Ok maluchu bo musze w końcu zmotywować wujka żeby wziął leki i zanieść go do łóżka. Jutro też do ciebie zadzwonię.-zapewnił go na koniec.
-kochanie...musisz wziąć leki. Ja na prawdę nie chce żebyś znów wylądował w szpitalu.-powiedział podając mu leki a potem już niosąc go do łóżka.-za chwile do ciebie dołączę.-powiedział z uśmiechem.
-ummmm....-mruknął tylko przez sen i przytulił się do niego mocniej.- biorę sobie Ciebie... za męża...-zaczął bardzo nie wyraznie.-żebyś mało spał, rano, w południe i w nocy i po północy, mnie kochał...-uśmiechnął sie nod nosem-I na resztę godzin jeszcze siły miał...-zakończył.
-Ech..ale rano jest na to najlepszy czas...no ale dobrze już wstajemy. Ja zrobie śniadanie a ty idź się umyć. Poradzisz sobie sam? Jak coś to możesz mnie zawołać.-powiedział puszczając go w końcu.
Zastanowił się chwilę po czym zdecydował się na proste francuskie śniadanko. Wyjal z lodówki kiedyś robione ciasto francuskie i zrobił rogaliki do których na stoliku położył dżem i nutelle.
-ciesze się ze może być. I mam nadzieję że mi wyjdzie.-zaśmiał się.-a śniadanko jak?-spytał biorąc sobie jeszcze jednego rogalika.-Yuya wspominał ze masz dla mnie jakaś niespodziankę na sylwestra?
-Wiec będę czekał z niecierpliwością na te niespodziankę.-powiedział całując go w nosek.-ciesze się ze smakowało. Jeszcze zostało wiec możemy zjeść na kolacje.
-Oj bo ja się staram żebyście spróbowali wszystkiego co pyszne.-powiedział ze śmiechem.-hmmm...wiec coś takiego jak przez czekoladę do serca...zaraz przyniosę kartkę to zapiszemy.
-no dobrze...-położył mu pod głowę podusze I okrył kocem.-wiem ze nie chcesz brać tych leków awaryjnych...ale jak boli...-powiedział głaszczac go po policzku.
-Tak myślisz? Ja sądzę że był trochę niedopracowany.-wzruszył ramionami.-jak głowa?-spytał zaraz dotykając mu czola dłonią.-hmmm...gorączki na pewno nie masz...
-Mój tez.-przyznał bez bicia.-ale tak jakoś sądzę że był niedopracowany...-mruknął jakoś nie umieją wyjaśnić czemu tak właśnie uważa.-ale był zabawny.-dodał głaszczac go po policzku.-no skoro mówisz ze juz lepiej...
-dobrze. Nie mam nic przeciwko.-spojrzał na niego zamyslajac się na chwilę.-kochanie...my chyba nie jesteśmy tacy...lovey-dovey jak ta parka z filmu co?-spytał patrząc mu w oczy.
-to może położysz się do łóżeczka? A ja zacznę powoli robić obiadek?-zaproponował obejmując go żeby nie musiał siedziec tylko o własnych siłach.-malpeczko?-uniósł lekko brwi.-a ja lubię kiedy tak się tulisz...misiaczku.
-jeśli ci tu wygodnie to możesz.-zgodził się.-no nie pasuje...-przyznał wesoło.-my się kochamy...ale za dużo cukru do nas nie pasuje...nawet nie jesteśmy aż tak slodcy...-wzruszył ramionami.-chcesz w przysiędze zawrzec nasza erotyczna sferę związku?
-znów mówiłem coś przez sen?-spytał zaskoczony.-cóż...jeśli tak mówiłem to można ułożyć to tak...niewinnie. Żebyśmy my wiedzieli o co chodzi ale dzieci niekoniecznie.
-ok. Zapraszaj skarbie.-zgodził się wesoło.-gdyby to był Alex to chyba bym się nie zgodził...to co ci zrobił na prawdę mnie zdenerwowało.-powiedział smutno.
-wow...na prawdę się wziął za siebie. Ma narzeczona wiec pewnie w końcu przestał brać.-uśmiechnął sie do niego.-Zapraszaj. Może zagrać.-zgodził się.-a powiedz mi jak chciałbyś żeby wyglądał sam ślub? Chciałbyś być prowadzony do ołtarza, czy żebyśmy razem szli?-spytał chcąc wiedzieć.
-wiec...możemy być z niego dumni.-powiedział z uśmiechem.-Wziął z ciebie przekład. -ucałował go w dłoń.-twój tata pewnie by się ucieszył mogąc cie poprowadzić...
-no to pójdziemy. Będę cały czas przy tobie.-obiecał mu. -ty wybierzesz termin a ja się dostosuje bo w końcu biorę sobie cały styczen wolny i rezerwuje go tylko dla ciebie.-oznajmił.-a jak się umówiłem z mama z tym mieszkaniem?
-Mhm...no to będziemy jeździć. Nie będzie ci to przeszkadzać?-spytał opierając się wygodniej.-cóż...nie jestem pewny czy będę w stanie was dwóch pilnować. Może jak juz będziesz miał więcej sił to pójdziemy we trójkę?-zaproponował.
-kochanie ja na prawdę wolałbym cie samego nie zostawiać. Wiem ze maluch chce...wiec ten jeden raz pójdziemy sami a potem jak juz będziesz na pewno miał siłę się utrzymać to pójdziemy z nim, ok?-zaproponował takie rozwiązanie.
-raczej uspokojenia. Tak sądzę. Wiesz ma już swoje lata i jest o wiele spokojniejsza niż kiedyś.-odparł wnosząc miski parujacej zupy.-mam nadzieję że wyszła bo robiłem ja pierwszy raz.
-Nie podałbym. Zrobił bym coś innego.-powiedział.-to taki nawyk z praktyk w kuchni. Jeśli coś nie wyszło przygotowywalo się danie zastępcze, które robiło się szybciej.-wzruszył ramionami.
Takano odpowiedział mu śmiechem ale pokazał psince wszystkie trzy aż w końcu psinka szczeknela na jedne ze wstążka i wygrawerowanymi obrączkami. -wybrała te.-zaśmiał się.
-mylę ze miesiąc przed ślubem...albo trochę wcześniej.-stwierdził odkładając jego kubek na stolik.-kochanie...-Złapał.go za rękę.-wiem...rozumiem jak się czujesz i jak bardzo tego nie chcesz.-otarł mu łzy.-ale...to niedługo minie. Zaczniesz rehabilitację I powoli zaczniesz odzyskiwać siły. Wszystko będzie dobrze.
-juz.-usmiechna się I położył się przy nim obejmując go delikatnie i uważając żeby nie zlecieć. Rozumiał ze to jeden z tych złych i słabych dni kiedy chłopak potrzebował wsparcia.
-kotek...nigdy go tlnie zostawię a ty teraz ani w najbliższej przyszłości nie umrzesz. Nie wygaduj głupot I ciesz się naszym przed ślubnym okresem narzeczenstwa.-powiedział głaszczac go po włosach.
Skinął głową i rozłożył kanapę. -za chwile wrócę.-powiedział idąc do kuchni po popcorn i sok. Wrócił ze wszystkim i włączył niezniszczalnych podłączajac laptopa do telewizora.
Takano okryl go wtedy mocniej kocykiem i przytulił. Nie przeszkadzało mu to ze chłopak sobie przy nim śpi w końcu sam mógł pooglądać filmy wiec się nie nudził.
Wrócił po kwadransie bo było za zimno żeby siedzieć dłużej. Dał pieskom jesc I wrócił na kanapę. Objął tylko chłopaka zeby nu nie przeszkadzać w czytaniu.
-jasne kochanie...ale wiesz zostały rogaliki ze śniadania wiec chciałem je podać...-powiedział całując go czułe w usta.-ale fajnie ze czujesz się już lepiej.-dodał odkładając książkę.
-najpierw chciałbym każda odwiedzić. Ja na prawdę nie chce powtórki z rozrywki...-powiedział patrząc mu w oczy.-I na prawdę...niechętnie puszcze cie tam samego...
-um...no dobrze. Dziękuje ze mi powiedziałeś jak się z tym czujesz. Zrobimy tak jak chcesz. Pojedziemy do wszystkich trzech i wybierzemy jedna. Najważniejsze jest to żebyś był bezpieczny...i żeby tępo pracy nie było zbyt szalone.
-Cóż...mój pomysł mimo wszystko wymaga wydania pieniędzy wiec nie mogę powiedzieć że nie wydam ani jena...ale mogę obiecać ze nie przekrocze kieszonkowego Yuyi. Co ty na to?-spytał wesoło.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3001 – 3200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-uważaj pan żebyś zaraz sam nie był inwalida.-fuknal w jego stronę Takano który nie chciał mieć zepsutego dnia przez jakiegoś dupka z kolejki.-hmmm...widziałem sklep niedaleko z tego typu rzeczami, możemy zajść i zobaczyć co mają. Nie weźmiemy nic dużego, co?-uśmiechnął się wkładając ostatnia rzecz na taśme.
-dokładie, jakieś małe puścimy.-zgodził się płacąc i wychodzac ze sklepu.-po kupienia fajerwerków idziemy na kawkę i po mochi?-spytał wesoło.
-ok...-zgodził się cicho. Wszedł do sklepiku i wybrał jakieś małe fajerwerki i sztuczne ognie. Miał nadzieję że nie wpadnie w panikę i spędza miło dzień i noc.
-jest ok Tomo-chan. Jeśli nie będę się czuł na tyle pewnie to po prostu tego nie zrobimy.-powiedział podając mu kupione rzeczy i prowadząc go w stronę samochodu.
-pójdziemy do kawiarni i wypijesz sobie jaka tylko będziesz chciał.-zapewnił go otwierając bagażnik i odbierając od niego zakupy.- chcesz się przejść czy wolisz jechać?
-Ok. Kawiarnia jest gdzieś niedaleko wiec możemy się przejść.-usmiechna się prowadząc go w odpowiednim kierunku.
-Tomo-chan...przecież to całkowicie normalnie. Nikt, a juz na pewno nie w mojej obecności, nie będzie mówił takich rzeczy pod twoim adresem. Zawsze będę cię bronił.-zapewnił go.
-Nie ma za co.-odparł wesoło. Po chwili doszli do ładnie urzadzonej kawiarenki. Weszli do środka a Takano ucieszył się ze nie ma wielu ludzi.
-Ale z ciebie dzisiaj misiu, przylepa...-zaśmiał się.-ale nie żeby coś...nie przeszkadza mi to.-dodał zaraz szybko i sięgnął po menu.
-mocniej niż normalnie?-spytał unosząc brwi. Zaśmiał się pod nosem i otworzył menu żeby obaj mogli sobie coś wybrać.-na co masz ochotę?
-serio? Nie robiłem niczego takiego wcześniej?-spytał trochę zaskoczony.-no ale skoro ci zaimponowalem.-wzruszył ramionami. Złożył zamówienie sobie biorąc karmelową latte z dodatkową bita śmietaną.
-na prawdę rzadko?-spytał obejmując go ramieniem.-Tomo-chan? A pytałes mamy przy przy swoich lekach możesz wypić te lampkę wina?-spytał kontrolnie.
-Ok...wiec mniej niż pół kieliszka powinno być ok.-zgodził się z uśmiechem. Wziął łyk kawy i pocałował go w policzek.
--oj...nie bronie ci przecież. Ja chcę tylko żeby nic ci się nie stało.-powiedział pijac swoją kawkę.-nie będę cI bronił
-Ok kochanie. Przecież ci ufam.-powedzial wesoło I spokojnie pił dalej swoją kawę.-potem po mochi?
-Ok. Jak juz mówiłem nie mogę się doczekać.-zaśmiał się wesoło.-kocham cie.
-Mhm pyszna jest.-przyznał mu rację.-gdzie chcesz iść po mochi?
-Ok wiec kupimy e Yukan.-zgodził się z uśmiechem.-wypiłes juz? Płacimy i Jerzemu?
Pomachal mu I poszedł do kasy zapłacić.
-No to jedziemy.-powiedział prowadząc go spokojnie w stronę parkingu gdzie zostwalili samochód.
-ok kochanie.-powiedział cicho. Kiedy dojechali do samochodu od razu pomógł mu wejść do tylu.
-jesteśmy...ale trochę bałem się zostawiać cie samego w samochodzie kiedy szedłem po mochi...w końcu spałeś.-powiedział kiedy pomagał mu wysiąść.
-jak kot.-zaśmiał sie Takano biorąc resztę zakupów.-poradzisz sobie?-spytał bo przecież mogli się wrócić po częśc zakupów.
-No dobrze kochanie.-powiedział otwierając przed nim drzwi i puszczając mu drzwi.-poczekaj chwile i zaraz wytrzeć ci koła ze śniegu żeby nie trzeba było całego domu wycierać, ok?
-Oj przecież bym sobie poradził nawet jakbyś na nim siedział.-powiedział kiedy wrócił ze ścierka. Powycieral koła I pomógł chłopakowi wrócić na wózek.-proszę...teraz czekam na pyszny obiadek.
Takano się wycofał do salonu bo przecie obcalowywac ze nie będzie pomagał. Usiadł na kanapie i zaczął bawić się z psiakami.
-mmmm....wygląda pysznie.-powiedział od razu biorąc się za jedzenie bo już trochę zglodnial.-PYCHA!-krzyknął kiedy już połknąl pierwszy kęs.
-A ja uwielbiam kiedy gotujesz takie pyszności.-zaśmiał się.-chociaż już wiem co będzie na filmiku...zbiór moich reakcji...
-A ja się trochę go boje...nigdy nie wiadomo co on wymyśli...wszystko co robimy w otoczeniu kamer może być uzyte przeciwko nam.-zaśmiał się wesoło..
-No wie. Bardzo dobrze tez wie czego nie chciałbym na tym filmie zobaczyc. Ale jakoś wątpię że weźmie to pod uwagę.-wzruszył ramionami.
-hmmm...wiec razem będziemy dyskretnie chować się pod stołem?-spytał ze śmiechem.-poza tym znając jego będziesz chciał pokazać jak to bardzo się kochamy.
-Nie wierzysz w nasze umiejętności?-zaśmiał się wesoło.-jakoś to będzie. Ty mu podsunąłes pomysł.-wzruszył ramionami I wrócił do jedzenia.
-Nie...jak będzie zbyt zawstydzajacy to przynajmniej będziemy się wstydzić razem.-zaśmiał się cicho.-poza tym...to będzie taki dzień gdzie nic nie zepsuje mi humoru.
-Nie strasz mnie tak nigdy więcej...-poprosił przytulając go mocno.-ja tez cie bardzo kocham...
-tam mocno ze nie da się tego tak po prostu wyjaśnić...ani opisać. Himalaje to przy tym lekkie wzniesienie.-zaśmiał się cicho z siebie.
-ja tez jestem szczęściarzem.-powiedział uśmiechając się do niego.-jasne nie musimy się spieszyć.
-A Yuya jej nie zabrał ze sobą?-spytał zastanawiając się chwilę.-z tego co pamiętam to ja pakowalem razem z nim.
-Ale nie w tym pokoju skarbie...-mruknął patrząc na grę.-Koyuki porozkladal tu pełno kamer...
-I to tak przed deserem...-zaśmiał się idąc za nim do sypialni.-ale kochanie...o ile się nie mylę do sylwestra miał być post...-zauważył nagle się zatrzymując.
-to może zostawisz ja na sylwestrowa zabawę?-zaproponował jednak siadając na przeciwko niego.
-Nie wiem...-wzruszył ramionami.-o...ty widziałeś zlepek moich filmików z dzieciństwa...a ty masz jakieś?-spytał patrząc na niego z zawadiackim uśmiechem.
-Ale się zarumienileś...-zauważył zaskoczony.-co ty robisz na tych filmikach w takim razie?-spytał pomagając mu wejść na lozko.
-jeju ale z ciebie...czy ty w ogóle uważałes na siebie?-spytał patrząc jak chłopak leci w dół po schodach.
-No bo ma...-westchnął patrząc na niego.-jak mogłeś zaliczyć az tyle różnych urazów?-spytał wciąż w to niedowierzając.
-drugi guzik, co?-zaśmiał się.-nie spełniło się...jesteś mój.-ucałował go w policzek.-w sumie mój guzik ktoś mi zerwał...ale już nawet nie pamiętam kto.-wzruszył ramionami.-moja łamaga...a masz jakieś wesołe filmiki?
-Oj...ja wiem I bardzo sie ciesze ze wygraliscie.-zapewnił go szybko.-tylko fhchyba po prostu jest mi smutno ze ciagle sobie coś robiłeś.-wyjaśnił.-no to pokazuj dalej.-poprosił dając mu całusa w policzek.
-uuuuuu....zazdroszczę im ze mogli cie tak oglądać...zrobisz tak dla mnie na miesiącu miodowym?-spytał obejmując go ramieniem.-cóż...tamten byl pierwszy...do mnie należą każde następne od naszego spotkania.-powiedział całując go lekko w usta.
-Mój biedny z bólacym gardłem...-znów go ucałował.-no mam kupony...wiec się trochę zabawimy jak będziemy na wyspie...wtedy nikt nas nie będzie oglądał.
-powiedzieli ze na miejsiac miodowy dadzą na spokój. Tylko żebyśmy wybrali jakiś inny termin na wspólne spotkanie.-wyjaśnił obejmując go mocno.-mhm...no tak...wiec na naszym miesiącu miodowym zrobimy sobie dużo zdjęć, ok?
-kochanie? Co tam wlaczyles?-spytał bo akurat sie nie skupił.-zrobiłeś się strasznie blady...-Złapał go za rękę.
-Oj...to chodź usuń teraz, nie będę wnikal...chodź to tej niemiłej przeszłości pozbędziemy się razem.-uśmiechnął sie do niego widząc ze mu ciężko.
-Nie musisz przecież oglądać...po prostu to usuńmy...-powiedział uśmiechając się do niego.-chodź...po prostu o tym zapomnij. Chodź.-wyciągnął do niego rękę.
-a może chcesz żebym ja to zrobił? Usunę i będzie po sprawie.-uśmiechnął sie do niego. Nie chciał żeby chłopak płakał przez jakiego drania z przeszłości.
-Zachowajmy jeszcze te które mi pokazywałes ok? Pamiętam które to były. Idź zrobić deser. Usunę niechciane filmiki I do ciebie dokacze, dobrze?-złapał go mocniej za rękę.
-zrozumiałem.-powiedział szybko znajdując odpowiedni folder. Szybko znalazł filmiki ktore miał zostawić i usunął pozostałe żadnego nie usuwając. Zamknął laptopa i poszedł do kuchni.-juz.-uśmiechnal się do niego.
-hm...no dobrze.-zgodził się przybierając poze i minę krytyka.-jeśli chodzi o wygląd to niestety 7 na 10...-zaczął poważnie i ledwo powstrzymując śmiech.-a w smaku...-zaczął I powoli spróbował każdej warstwy deseru długi czas jedynie milcząc.-no...niedobry...wiec oddaj mi swoją porcje...nie będziesz tego przecież jadl.-zaśmiał się wesoło bo bardzo mu posmakowalo.
-ok ok...przepraszam. Wiem ze się starałeś.-powiedział z uśmiechem.-hmmm...a tu masz niechlujną plamke...I w ogóle można było wiele rzeczy dodać żeby wyglądało bardziej elegancko.-wyjaśnił wzruszając ramionami.-ale wiesz...tak pomyślałem...te przysięgę chcesz taka bardzo poważna czy trochę humorystyczna tez?
-Mhm...takie coś mi też bardzo odpowiada.-przyznał wesoło. -wtedy to na pewno będzie takie nasze. Sądzę że na pewno na coś wpadniemy.-powiedział uśmiechając się do niego.-smakuje. Wyszło ci na prawdę dobre.
-hmmm...a twojego serialu nie oglądaliśmy zwykle po spacerze? Bo potem szliśmy się myć i spać.-zauważył kończąc swój deser.-ale spacer krótki nie?
-Mogę zrobić. A co by mój przyszły mąż chciał?-spytał wsadajac talerze po deserze do zmywarki.-bo wiesz...mi się już powoli pomysły kończą.-zaśmiał się.
-ok. Mogę ci zrobić.-zgodził się. -ciesze cie ze juz jeszcze regularnie i nie zwracasz tego co zjesz.-powiedział głaszczac go po odraztajacych włoskach.
-wiem. Ale z czasem porcje będą większe. Ja juz się ciesze...-pocałował go namiętnie.-to co zabieramy pieski i idziemy?
-kochanie...przecież wiesz ze ja bardzo lubię kiedy siadasz na moje kolana. Wtedy mam cię blisko I mogę cię tulić.-powiedział zaraz wołając psiaki żeby im założyć smycze.
-ależ kochanie...przecież wtedy dodałem ze wcale mi to nie przeszkadza.-zauważył uberajac buty i kurtkę.-no...o ile znów nie zaczniesz mnie rozpraszać to na pewno nie zapomnę i zadzwonimy.
-Cóż...bo powinniśmy odpocząć...ty powinieneś. Ja wiem ze juz mieliśmy bardzo długa przerwę...ale za każdym razem ledwo możesz ustać. Wiec jeśli na sylwestra chcemy poszaleć to mamy mały post.-powiedział.-poza tym jak odbieralem cie ze szpitala to twoja mama wycelowala we mnie palcem i powedziala żebyśmy póki co ograniczyli zabawy bo jesteś osłabiony...
-martwi się o ciebie...-zaprotestował zaraz szybko do niego podbiegajac.-nic ci nie iest? Ech...daj mi prowadzić...tak będzie bezpieczniej.-powiedział pomagając mu wrócić na wózek który wcześniej podniósł.
-mou kotek...-westchnal otrzepujac się ze śniegu. Prowadził go powoli uważając żeby się z nim nie wywrocić.
-na pewno przyjedziemy. Jest to zaraz przed ślubem wiec maluch sobie ten miesiąc spędzi z dziadkami jako wakacje.-powiedział z uśmiechem patrząc na niego.-to przecież całkowicie naturalne ze rodzice przychodzą na zzakończenie roku...
-wiem wiem...to już cały rok...-zauważył spokojnie.-dużo się wydarzyło i sądzę że maluch się z nami zzyl...i masz rację...czasem tylko trzeba go zapewnić.-uśmiechnął sie.-możesz go zapewnić ze na pewno przyjdziemy...a potem pójdziemy na pyszne lody.
-kochany jest. Wprowadza trochę zamieszania do życia ale jest kochany. Jest członkiem tej naszej zwariowanej rodzinki -roześmiał się wesoło.
-to mnie chyba najbardziej dziwi wiesz? To że tak po prostu nas zaakceptował i pokochał. Nie wiem ile rozumie...ale tak po prostu zaakceptowal to ze mieszka z dwójką mężczyzn którzy się kochają...-mruknął bo jakoś ciągle go to dziwiło.
-jest naszym kochanym synkiem.-zgodził się.-ok juz wracamy.-zawrócił psy i zaczął powoli iść w stronę domu.
-bardzo.-zgodził się trochę przyspieszając.-kochanie? Wiesz...Chciałbym zawrzeć w naszej przysiędze ze nie ważne jak ciężko by było to zawsze, bez względu na wszystko będziemy przy sobie i będziemy się wspierać
-dobry pomysł.-zgodził się wesoło i otworzył przed nim drzwi.-jeśli będziesz miał jakiś pomysł t zapisuj. Możemy też podzielic kartkę na te normalne i te wesole.
Od razu skoczył żeby mu pomóc. Wziął go na ręce.
-na razie nie...ok?-spytał niosąc go na kanape.-po sylwestrze zaczynasz rehabilitację. Wtedy będziesz sobie chodził.
-Wiem ze ci się to nie podoba...-powiedział cicho I położył go na kanapie. Podał mu pilota I uśmiechnął się lekko. -zaraz zrobię ci kolacje.
-obiecałem i dotrzymam słowa.-zapewnił go. Najpierw poszedł wytrzeć koła jego wózka a potem szybko poszedł robić kolacje. Wrócił do salonu z kanapki i od razu objął swojego partnera.
Podał mu jedną kanapkę i jedna wziął sobie. Potem skupił się na serialu.
-Tomo-chan...kochanie...weź tabletki I juz dam ci spać.-powiedzial potrzasajac go lekko za ramię.
-Tomo-chan...no proszę cię...-potrzasnal nim trochę bardziej.-musisz wziąć leki...-powiedział trochę głośniej.
-to juz nie przyspiaj kochanie. Może pójdź się myć? Ja wezmę sobie prysznic dzisiaj.-powiedział wyciągając telefon i wybierając numer do Yuyi.
-my za toba tez maluszku. Jak się bawis? Co dzisiaj ciekawego robiłeś z dziadkiem?-spytał wesołoi zaraz zznów potrzasnal chłopakiem i podał mu leki.
-Chyba w oceanarium Yuyuś...no to fajnie się na pewno bawiles.-uśmiechnął sie pod nosem.-orka? Nie wiem nigdy nie jadłem...a powiedz co ci dziadek wymyślił na sylwestra? Pójdziecie na festyn?
-dobrze kochanie. Będę czekał z wujkiem na twój telefon. O ile nie pójdziemy wcześniej spać bo wiesz jaki wujek słaby jest teraz.-powiedział spokojnie.
-niespodziankę? A mówił jaka niespodziankę?-spytał wesoło.
-no cóż...wiem dowiem się jak dostane niespodziankę.-zaśmiał się.-dobre? Zrobiliście czy kupiliscie?-spytał od razu.
-A właśnie miałem prosić żebyś nam trochę przywiózł.-zaśmiał się.-Ok maluchu bo musze w końcu zmotywować wujka żeby wziął leki i zanieść go do łóżka. Jutro też do ciebie zadzwonię.-zapewnił go na koniec.
-ja ciebie tez.-zaśmiał się chowając telefon do kieszeni i jeszcze raz spróbował obudzić chłopaka. Nie mogli od tak opuszczać godzin brania leków.
-kochanie...musisz wziąć leki. Ja na prawdę nie chce żebyś znów wylądował w szpitalu.-powiedział podając mu leki a potem już niosąc go do łóżka.-za chwile do ciebie dołączę.-powiedział z uśmiechem.
Wrócił po chwili i znalazł sobie trochę miejsca żebyś si położyć. Przytulił się do niego i od razu zasnął z uśmiechem na ustach.
-ummmm....-mruknął tylko przez sen i przytulił się do niego mocniej.- biorę sobie Ciebie... za męża...-zaczął bardzo nie wyraznie.-żebyś mało spał, rano, w południe i w nocy i po północy, mnie kochał...-uśmiechnął sie nod nosem-I na resztę godzin jeszcze siły miał...-zakończył.
-mmmm...-otworzył oczy I spojrzał na niego.-dzień dobry kochanie.-przywitał się z nim.-miło jest budzić się przy tobie...
-jeszczę nie...-poprosil tulac go do siebie.-jeszcze trochę...-dodał.-ale widzę ze poprosił ci się humor...śniło ci się coś miłego?-spytał wesoło.
-ale maruda...-westchnął nie puszczając go.-daj mi dzisiaj zrobić śniadanko, ok? Albo zróbmy razem...-zaproponował.-co to za tajemnica?
-Ale ja chce jeszcze z moim misiem poleżeć. Nie proszę o dużo...tylko trochę...-poprosił tulac się do niego.
-Ech..ale rano jest na to najlepszy czas...no ale dobrze już wstajemy. Ja zrobie śniadanie a ty idź się umyć. Poradzisz sobie sam? Jak coś to możesz mnie zawołać.-powiedział puszczając go w końcu.
-juz.-ucałował go I szybko podsunął mu wózek.-gdybyś miał jakiś problem to zawołaj.-poprosił idąc do kuchni.
Zastanowił się chwilę po czym zdecydował się na proste francuskie śniadanko. Wyjal z lodówki kiedyś robione ciasto francuskie i zrobił rogaliki do których na stoliku położył dżem i nutelle.
-Za chwile. A ty idź juz do salonu.-powedzial podajsc mu talerz ze zrobionym rogalikami.-uwaga jeszcze są gorące...
-smacznego kochanie.-powiedział podając mu jeszcze kakalko.-Wziął sobie jednego rogalika i zjadł go z Nutella.
-Oj no skarbie...to samo mogę powiedzieć kiedy ty coś gotujesz.-zaśmiał się jedząc śniadanko.-a na obiadek co dzisiaj? Masz coś co byś chciał?
-hmmm...no to może zrobię zupkę serowa z grzankami albo coś w tym stylu bo jest w ten nowej książce od ciebie.-powiedział z uśmiechem.
[No mam...I od jakiegos czasu to ignoruje XD]
[No ja byłam zbyt leniwa żeby to wpisywać XD]
-ciesze się ze może być. I mam nadzieję że mi wyjdzie.-zaśmiał się.-a śniadanko jak?-spytał biorąc sobie jeszcze jednego rogalika.-Yuya wspominał ze masz dla mnie jakaś niespodziankę na sylwestra?
-No to poczekam. Jeśli to miła niespodzianka to chętnie poczekam. W końcu wcale nie musze długo czekać.-zaśmiał się tulac go do siebie.
-Wiec będę czekał z niecierpliwością na te niespodziankę.-powiedział całując go w nosek.-ciesze się ze smakowało. Jeszcze zostało wiec możemy zjeść na kolacje.
Objął go mocno.
-ja ciebie tez kocham.-powiedział wesoło.-wciąż nie mogę się nacieszyć ze mam ciebie w domu...i że już jest dobrze...
-na prawdę uważasz ze to duża część naszego życia?-spytał ze śmiechem.-cóż nie mam na to żadnego pomysłu...-wzruszył ramionami.
-Cóż...może raczej przez czekoladę do serca?-spytał ze śmiechem.-no I jak to nie ma dwa.razy tej samej...a curry?
-Oj bo ja się staram żebyście spróbowali wszystkiego co pyszne.-powiedział ze śmiechem.-hmmm...wiec coś takiego jak przez czekoladę do serca...zaraz przyniosę kartkę to zapiszemy.
-ok...-usiadł obok niego i położył kartkę na stoliku.-gdzie wpisujemy? Zabawne czy poważne?-spytał stukają długopisem w kartkę.
Zapisał wszystko i spojrzał znów na niego.
-masz jeszcze jakieś pomysły? -spytał opierając się obejmując go ramieniem.
--ooo...jak uroczo...-powedzial zaraz notując to co chłopak chciał.-juz trochę mamy.-zauważył z uśmiechem.
-a ja bym chciał coś o tym twoim siaxaniu na moje kolana które jest jednocześnie słodkie i seksowne.-powiedział muskajac jego usta swoimi.
Sięgnął po karteczkę i zapisał na karteczce swój pomysł.
-coś jeszcze? Coś takiego bez czego nasz związek nie byłby taki sam...-myślał głośno.
-to może żebyśmy nadal byli taka zwariowana rodzinką?-zaproponował głaszczac go po włoskach.-tak chyba może być co?
-Cóż później jeszcze pewnie coś wymyślimy.-powedzial odkładając karteczkę.-mamy przeciez jeszcze dudużo czasu.-zauważył.
-a wziąłeś rano leki skarbie?-spytał patrząc na niego.-jeśli nie to zaraz ci je przyniose...a jak tak to pójdę po awaryjne tabletki.
-no dobrze...-położył mu pod głowę podusze I okrył kocem.-wiem ze nie chcesz brać tych leków awaryjnych...ale jak boli...-powiedział głaszczac go po policzku.
-dobrze, nie będę cię przecież zmuszał.-zauważył z uśmiechem.-komedie romantyczna? A jaką?-spytał nachylajac się żeby go ucałowac.
-ale żeś wybrał...-mruknął siadając po pilota i włączając jakąś romantyczna komedie która akurat była w 'wypożyczalni'.-możesz.-powedzial jeszcze.
-nie wiem czy to takie będzie...zobaczymy jak obejrzymy...-powedzial głaszczac go po wlosach.-ja ciebie tez. A teraz już oglądaj skarbie.
Takano trochę się zdziwił ze taki film był do obejrzenia w telewizyjnej wypożyczalni ale nie mardzudzil tylko spokojnie oglądał.
-Tak myślisz? Ja sądzę że był trochę niedopracowany.-wzruszył ramionami.-jak głowa?-spytał zaraz dotykając mu czola dłonią.-hmmm...gorączki na pewno nie masz...
-Mój tez.-przyznał bez bicia.-ale tak jakoś sądzę że był niedopracowany...-mruknął jakoś nie umieją wyjaśnić czemu tak właśnie uważa.-ale był zabawny.-dodał głaszczac go po policzku.-no skoro mówisz ze juz lepiej...
-dobrze. Nie mam nic przeciwko.-spojrzał na niego zamyslajac się na chwilę.-kochanie...my chyba nie jesteśmy tacy...lovey-dovey jak ta parka z filmu co?-spytał patrząc mu w oczy.
-No...ja tez bym nie umiał.-zaśmiał się.-a tulenie to chyba takie normalne jest.-zauważył trzymając jego dłoń.
-to może położysz się do łóżeczka? A ja zacznę powoli robić obiadek?-zaproponował obejmując go żeby nie musiał siedziec tylko o własnych siłach.-malpeczko?-uniósł lekko brwi.-a ja lubię kiedy tak się tulisz...misiaczku.
-jeśli ci tu wygodnie to możesz.-zgodził się.-no nie pasuje...-przyznał wesoło.-my się kochamy...ale za dużo cukru do nas nie pasuje...nawet nie jesteśmy aż tak slodcy...-wzruszył ramionami.-chcesz w przysiędze zawrzec nasza erotyczna sferę związku?
-znów mówiłem coś przez sen?-spytał zaskoczony.-cóż...jeśli tak mówiłem to można ułożyć to tak...niewinnie. Żebyśmy my wiedzieli o co chodzi ale dzieci niekoniecznie.
-i to będzie słodziutkie.-puknal go palcem w nosek.-ale to mnie zastanawia....bo samego stusunku wstydzisz się czasem mniej...-wzruszył ramionami.
-No...niby co innego.-wzruszył ramionami.-ale jest częścią naszego związku wiec chce to uwzględnić.-wyjaśnił.-Alexa? Czy tego wokalistę?
-ok. Zapraszaj skarbie.-zgodził się wesoło.-gdyby to był Alex to chyba bym się nie zgodził...to co ci zrobił na prawdę mnie zdenerwowało.-powiedział smutno.
-wow...na prawdę się wziął za siebie. Ma narzeczona wiec pewnie w końcu przestał brać.-uśmiechnął sie do niego.-Zapraszaj. Może zagrać.-zgodził się.-a powiedz mi jak chciałbyś żeby wyglądał sam ślub? Chciałbyś być prowadzony do ołtarza, czy żebyśmy razem szli?-spytał chcąc wiedzieć.
-wiec...możemy być z niego dumni.-powiedział z uśmiechem.-Wziął z ciebie przekład. -ucałował go w dłoń.-twój tata pewnie by się ucieszył mogąc cie poprowadzić...
-ciesze się. Czyli twój tata się zgodził. Mamy też świadków...może zamowimy juz zaproszenia?
-po obiedzie otworze laptopa i coś wybierzemy.-powiedział zaraz wstając z kanapy. Przyniósł mu leki I wodę do popicia.-proszę kochanie.
-to nic kochanie.-usiadł przy kanapie i złapał go za rękę.-czasem tak bywa. Ja to rozumiem.-pogłaskał go po policzku.
-jeżdżę trochę poczekaj i będzie lepiej.-zapewnił go spokojnie.-po prostu się tym nie przejmuj tak. Co powiesz na gorącą czekoladę?
-jestem za. Ale jak może juz w nowym roku, co?-zaproponował cały czas się uśmiechając.-no i jak już nabierzesz trochę sił.
-no to pójdziemy. Będę cały czas przy tobie.-obiecał mu. -ty wybierzesz termin a ja się dostosuje bo w końcu biorę sobie cały styczen wolny i rezerwuje go tylko dla ciebie.-oznajmił.-a jak się umówiłem z mama z tym mieszkaniem?
-Mhm...no to będziemy jeździć. Nie będzie ci to przeszkadzać?-spytał opierając się wygodniej.-cóż...nie jestem pewny czy będę w stanie was dwóch pilnować. Może jak juz będziesz miał więcej sił to pójdziemy we trójkę?-zaproponował.
-kochanie ja na prawdę wolałbym cie samego nie zostawiać. Wiem ze maluch chce...wiec ten jeden raz pójdziemy sami a potem jak juz będziesz na pewno miał siłę się utrzymać to pójdziemy z nim, ok?-zaproponował takie rozwiązanie.
-nie tchórzu. Ja się po prostu martwię.-wywrocil oczyma.-ok. Ty się prześpij a ja zacznę robić obiadek.-Okryl go kocykiem.
Takano zaszyl się w kuchni i korzystając z przepisu zabrał się najpierw za robienie grzankę a potem zupy.
-co się stało?-spytał zaraz wbiegajac do salonu.-ech...a mówiłem żebyś szedł do łóżka...-westchnął pomagając mu wrócić na kanapę.-zaraz będzie obiad.
-Ech...-spojrzał na psinka która zdecydowała spać trochę dalej.-no dobrze...-mruknął wracając do kuchni.
-raczej uspokojenia. Tak sądzę. Wiesz ma już swoje lata i jest o wiele spokojniejsza niż kiedyś.-odparł wnosząc miski parujacej zupy.-mam nadzieję że wyszła bo robiłem ja pierwszy raz.
-może.-wzruszył ramionami. Zaczął jeść. Nie wyszła mu taka jak nauczycielowi ale i tak był zadowolony z efektu.
-wiesz...dawałem o ponad połowę mniej składników żeby było tak tylko dla nas...wiec mogło coś pójść nie tak...
-wiem. Jestem zadowolony z efektu. Gdybym nie był nie podał bym ci jej na obiad.-zauważył ze śmiechem.
-Nie podałbym. Zrobił bym coś innego.-powiedział.-to taki nawyk z praktyk w kuchni. Jeśli coś nie wyszło przygotowywalo się danie zastępcze, które robiło się szybciej.-wzruszył ramionami.
-hmmm? Czemu chcesz tak robić?-spytał zaskoczony.-cóż...nic nie zostało. Mówiłem ci ze zrobiłem tak akurat dla nas.
-przecież ty kochanie same pyszności robisz.-puknal go w policzek.-a poza tym to taki głupi trochę nawyk...
-na prawdę nie ma.-zaśmiał się.-ale jakoś zawsze ci wychodzi.-ucałował go w policzek.
-Ech...ja jeszcze nie zjadłem do końca, chcesz?-spytał zerkajac na niego.
-ok...-wzruszył ramionami i skończył swój obiad.-Posprzątam i przyniosę laptopa.-powiedzial z uśmiechem i wstał z kanapy.
-mhm...taki był plan.-powiedział idąc juz do kuchni. Szybko uporal się z naczyniami i wrócił do salonu z laptopem i gorąca czekolada.
-Serio...przez czekoladę do serca.-zaśmiał się I włączył laptopa.-znajdziemy jakąś stronkę i zamowimy.
-Ok skarbie.-zaśmiał się ciesząc się ze chłopak na prawdę się też tym przejmuje. Wpisał odpowiednie zagadnienia I wszedł w pierwszą stronę.
Takano odpowiedział mu śmiechem ale pokazał psince wszystkie trzy aż w końcu psinka szczeknela na jedne ze wstążka i wygrawerowanymi obrączkami.
-wybrała te.-zaśmiał się.
-Cóż...wolałbym żeby to nie było dziełem przypadku.-powiedział zamawiając zaproszenia.-ile?
-ode mnie...chyba 9 zaproszeń by było...z czego jakieś 5 z osobą towarzyszącą. W sumie 14 osób. Nie ma potrzeby zapraszać ode mnie więcej. A u ciebie?
-mhm no to zamawiamy.-uśmiechnął sie. Zamówił tyle ile trzeba i spojrzał na niego krytycznym wzrokiem.-ciuchy później...dużo później...
-mylę ze miesiąc przed ślubem...albo trochę wcześniej.-stwierdził odkładając jego kubek na stolik.-kochanie...-Złapał.go za rękę.-wiem...rozumiem jak się czujesz i jak bardzo tego nie chcesz.-otarł mu łzy.-ale...to niedługo minie. Zaczniesz rehabilitację I powoli zaczniesz odzyskiwać siły. Wszystko będzie dobrze.
-juz.-usmiechna się I położył się przy nim obejmując go delikatnie i uważając żeby nie zlecieć. Rozumiał ze to jeden z tych złych i słabych dni kiedy chłopak potrzebował wsparcia.
-kotek...nigdy go tlnie zostawię a ty teraz ani w najbliższej przyszłości nie umrzesz. Nie wygaduj głupot I ciesz się naszym przed ślubnym okresem narzeczenstwa.-powiedział głaszczac go po włosach.
-obejrzymy ale może jednak nie horror? Wolałbym jakiś film akcji...połączony z komedia.-powiedział całując go w czubek głowy.
-jakiś wybiorę.-zgodził się.-popcorn? Solony czy z maselkiem?-spytał zaraz wesoło.
-dobrze skarbie.-zgodził się od razu.-co powiesz na najnowszych niezniszczalnych?-spytał zerkajac na niego.
Skinął głową i rozłożył kanapę.
-za chwile wrócę.-powiedział idąc do kuchni po popcorn i sok. Wrócił ze wszystkim i włączył niezniszczalnych podłączajac laptopa do telewizora.
-ja ciebie tez.-odparł zaraz całkowicie skupiając się na filmie. Co chwilę podjadał popcornu albo brał łyk soku.
Uśmiechnął się patrząc na niego i włączył sobie po cichu jakiś inny film.
Takano okryl go wtedy mocniej kocykiem i przytulił. Nie przeszkadzało mu to ze chłopak sobie przy nim śpi w końcu sam mógł pooglądać filmy wiec się nie nudził.
-wyjdę z nimi...-powiedział przeciągajac się i siadając.-jak się spało?-spytał jeszcze zerkajac na niego.
-dobrze kochanie. To ja idę.-ucałował go w policzek. Wstał z kanapy I zawołał pieski.-wrócę niedługo.-krzyknął jeszcze wychodząc.
Wrócił po kwadransie bo było za zimno żeby siedzieć dłużej. Dał pieskom jesc I wrócił na kanapę. Objął tylko chłopaka zeby nu nie przeszkadzać w czytaniu.
Uśmiechnąl się i grzal się przy swoim kochanym kaloryferku.
-cieplutki jesteś...
-Nie masz.-zgodził się biorąc od niego książkę.-poczytam.
[Gomen ze dopiero odpisuje ale ogarniałam zadanie z matmy...bo jutro mam poprawę próbnej matury]
[Ja juz skończyłam XD teraz należy mi się chwilą przerwy i odpoczynku XD]
Ucałował go jeszcze w usta i zaczął czytać.
-jasne kochanie...ale wiesz zostały rogaliki ze śniadania wiec chciałem je podać...-powiedział całując go czułe w usta.-ale fajnie ze czujesz się już lepiej.-dodał odkładając książkę.
-ok. To chodź idziemy.-powiedział pomagając mu przenieść się na wózek.-taka lekka kolacja ci odpowiada, prawda?
-jasne kochanie.-zaraz podał.mu wszystko na niższy stolik.-jak coś będziesz potrzebował to móc.-powiedział wyjmując miskę.
-dobrze kochanie.-pomógł mu z krojeniem I po chwili już znosili wszystko do salonu.
-jesteś pewny?-spytał łapiąc go za rękę.-cóż...czy w takim razie mógłbym pojechać wtedy z tobą do Tokio?
-ale po ślubie,ok?-spytał cicho.-rozumiem ze nie chcesz u niego...
-najpierw chciałbym każda odwiedzić. Ja na prawdę nie chce powtórki z rozrywki...-powiedział patrząc mu w oczy.-I na prawdę...niechętnie puszcze cie tam samego...
Zadlawil si akurat pita herbata. Kiedy się uspokoił spojrzał na niego.
-Tomo-chan...przepraszam...nie wiedziałem ze możesz się tak czuć...
-um...no dobrze. Dziękuje ze mi powiedziałeś jak się z tym czujesz. Zrobimy tak jak chcesz. Pojedziemy do wszystkich trzech i wybierzemy jedna. Najważniejsze jest to żebyś był bezpieczny...i żeby tępo pracy nie było zbyt szalone.
--dobrze...będziemy cie z Yuya wspierać. -powiedział biorąc trochę sałatki i jedząc na z rogalikiem.-ale to dopiero przed ślubem.
*po ślubie [gapa ze mnie XD]
-dobrze kochanie.-zgodził się.-ale przyjeżdżać chce. Chce cię odwiedzać. Bo za bardzo będę tęsknił.-ucałował go w policzek I szybko skończył jeść.
-Nie jestes. Przecież doszliśmy do porozumienia.-zapewnił go.-poza tym do tego jeszcze dużo czasu. Na razie cieszmy się sylwestrem.
-kochanie? A zostawisz planowanie walentynek mi?-spytał wesoło patrząc na niego. Cieszył się ze chłopak ma trochę większy apetyt.
-Cóż...mój pomysł mimo wszystko wymaga wydania pieniędzy wiec nie mogę powiedzieć że nie wydam ani jena...ale mogę obiecać ze nie przekrocze kieszonkowego Yuyi. Co ty na to?-spytał wesoło.
-widać.-zaśmiał się masując go po brzuszku.-misiuuuu...Chodźmy juz spać bo już się nie mogę doczekać tej jutrzejszej sylwestrowej niespodzianki...
-ok kotuś.-ucałował go jeszcze i poszedł się umyć.
Kiedy się umyl zaszedł do salonu.
-nie siedź za dlugo ok? W końcu jutro mamy dużo planów.-powiedział tylko.
Przytulił go przez sen i od razu się uśmiechnął. Jego sen również od razu stał się spokojniejszy.
Otworzył leniwie oczy i poluznil uścisk.
-dzień dobry.-powiedział muskajac jego usta swoimi.-szczęśliwego nowego roku.
-no wiem...-zaśmiał się I ucałował go w rękę.-przepraszam...-mruknął bo przecież spał i nie wiedział ze go ściska.
Prześlij komentarz