-ok.-przeciągnąl się I leniwie wstał z łóżka.-no to idziemy gotować. Festiwal zacznie się dopiero wieczorem...do tego czasu możemy obejrzeć jakiś film a potem przygotować coś z nowej książki tak jak chciałeś.
-no obiecałem...-zgodził się.-cóż więc zrobimy. Obiecałem ci chyba za dużo jedzonka jak na pojemność twojego żołądka.-zaśmiał się cicho kończąc robić ciasto.
-Nie mam nic przeciwko.-wzruszył ramionami.-to będzie nasz pierwszy prawdziwy wspólny sylwester...na prawdę się na niego ciesze, wiesz? Ostatnio nie wyszło z mojej winy...
-Ok...przyszłego sylwestra rodzinnie.-zgodził się. -ale.walentynki sami...bo tegoroczne tez będę pierwsze.-zauważył ze śmiechem.-cóż...możemy spytać chociaż nie sądzę żeby chciał zmieniać nazwisko...
-w takim razie może będę miał wtedy pusty domek.-uśmiechnął sie kończac juz jeść.-Yuya ma nam przywieźć ciasteczka bo robił z babcia. No i ma zadzwońić o północy z życzeniami.
-Ufam ci!-zaprotestował.-Ufam...na prawdę. I wiem ze mógłbyś wrócić sam...wiem...ale chciałem cie zobaczyć i przytulic...bo za każdym razem kiedy ci się nie udawało...i kiedy było ci ciężko...chciałem być przy tobie. Wiec nie złość się już na mnie dobrze?
-właśnie...Ryu...bo ja nie chce żebyś się czuł nie komfortowo...zwłaszcza że tam nie będę tylko ja...-powiedzial cicho. Juz dawno przestał się łudzić ze poradzą sobie z tym szybciej iż oszacował.-nie chce żebyś się zmuszał...
Zastanowił się chwilę. -zaczekam na ciebie tu przed drzwiami pokoiku.-zdecydowal robierajac się i obwiazujac w pasie ręcznikiem. W rękę w wziął ten mniejszy.
-no dobrze...-powiedział nadal nie do końca przekonany że dogłębne przypomnienie sobie takich wydarzeń może w jakis sposób pomóc.-masz moje wsparcie.-dodał tylko.
-chyba lepiej nie. Ale będę czekał poza nim. Kiedy wyjdziesz od razu cie przytule.-zapewnił go.-ale już nie rozmawiają my o tym. To w końcu ma być miły dzień...prawda?
-nie przestawaj to takie kochane...a momentami nawet podniecające.-szepnął mu do uszka.-spacer? Ale teraz? Przecież spacerek był w planach dzisiaj jako festyn...-zauważył.
-Tylko ubierz się ciepło kochanie.-poprosił.-no co ci poradzę ze nie przepadam za zima...-wzruszył ramionami.-no I uważaj z wozkim bo w nosy trochę śniegu napadało...może lepiej pójdę z tobą?
-na pewno będzie niesamowicie.-uśmiechnął sie idą. Powycierac wózek.-my pójdziemy juz na festyn.-ucałował go w policzek.-a ja wciąż nie mogę się doczekać niespodzianki od mojego kochania.
-no mógł...ale powiedział no to czekam.-zaśmiał się kochać wycierać koła.-no możesz już jechać dalej...no i fajnie jak dla kogo...chcesz czegoś na rozgrzanie?
-skarpety? Ale kominek jest tylko w willi.-zauważył.-możemy powiesić...ale wtedy musielibyśmy się tam przenieść.-powiedział.-a pierniczki możemy piec.-zgodził się z uśmiechem pijąc od niego jeszcze trochę czekolady.
-No cóż...ja chciałbym gdzieś gdzie mały będzie miał dużo miejsca do zabawy...a nie rekiny w wodzie. Bo na wyspie zrobiliśmy coś w rodzaju muru...żeby nic nam nie pływało.-zaśmiał się.-ale spytamy jego gdzie chciałby jechać.
-ale przecież pomagasz.-zaśmiał się biorąc od niego pierwsza część pokrojonej cukinii i układając ja w żaroodpornym naczyniu.-teraz pomidorkami skarbie.
-no i będziesz kotku...tylko z tego co tu widzę nie trzeba tu dużo kosztować. A teraz krój mozzarellkę.-poprosił odbierając pomidorkoi i kładąc je na cukinii.
-no to pierożki kiedy indziej.-powedzial wkładając mozzarelle i wkładając zapiekanke do nagrzanego piekarnika.-no teraz tylko czekać.-powiedział wesoło.
-Tomo...ale ja na prawdę nie chce sylwestra spędzić w kuchni.-jeknal siadając na blacie.-a pierożki robi się trochę dłużej...pojutrze ok? Zrobię ci...Obiecuje.
-Oj no nie patrz tak na mnie!-poprosił.-nawet jak pomożesz to spędzimy większość czasu w kuchni. Nie chce tego. Do takiego dania trzeba przysiąść wcześnie. Pojutrze ci zrobię.-powiedział uśmiechając się przepraszajaco.
-Tomo...kochanie Ty moje...na prawdę chcesz spędzić ten dzień w kuchni? Po jedzonku chciałem odpocząć a potem iść na festyn.-powiedział schodzac blatu.-pojutrze ci zrobię...i na.pewno zjesz je z większym smakiem...teraz juz I tak dużo zjadłes.
-Tomo-chan...-poszedł za nim i mocno przytulił.-kochanie...kupiliśmy dużo smakołyków...czy na prawdę aż tak bardzo chcesz te pierożki? Aż tak bardzo?-spytał patrząc na niego. Nie chciał żeby chłopak się smucil.
-No...to mogę tak trochę ich zrobić. Ale tylko trosze...-zgodził się w końcu jakoś nie umieją mu odmówić. Kochał go I uwielbiał kiedy chłopak był szczęśliwy.
-jesteś tego powien? Ja sądzę że jednak ja cie mocniej kocham.-powiedzial śmiejąc się cicho.-Zaraz nam się zrobi zapiekanka a ty chcesz leżeć?-spytał patrząc na niego.
-ja tęsknilem za samą twoja obecnością w domu. I ta bliskością...-powiedział tuląc go do siebie. Było mu tak nawet wygodnie wiec nie narzekał.-wiesz ze czasem w nocy na prawdę robie ci za misia?-spytał ze śmiechem.-potrafisz się oplesc wokół mnie nawet nogami.-zachichotal.
-I to ze tak uciekasz jest okropne.-powiedział idąc za nim.-co się obudzisz to uciekasz...ale nie ma tak...jutro sobie polezymy.-powiedział wyjmując zapiekanke.
-jeśli tego chcesz. Chętnie z tobą zaśpiewam. Ale wiesz kochanie...tak ładnie piszesz piosenki...może w ten sam sposób napiszesz nasz przysięgę? Oczywiście z moja pomocą.-zapewnił go. Nałożył mu trochęzapiekanki.
-dobrze skarbie. Ale to już na weselu,dobrze?-spytał żeby się upewnić.-no smacznego.-powiedział nakładając tez sobie.-mmmm...wyszło nam pyszne.-powiedział z uśmiechem.
-mhm to świetny pomysł.-powiedział wskazując na buzkę.-no zrobimy mu...ale.mamy jeszcze wiele przepisów do wypróbowania.-zauważył wesoło jedząc swoją porcje.
-głuptasek.-zaśmiał się kiedy szli już dalej.-o, to ja porzucam do celu.-zaśmiał się podjeżdżając z nim. Już za pierwszy razem udało mu się wygrać zawieszki do telefonu.
-Ech...ale ja na prawdę nie wiem...-westchnął rozglądając się i po chwili patrząc na zegarek.-zbliża się dziesiąta...możemy usiąść i wymyślec życzenia żeby je zapisać na lampionie.-zdecydował.
-jest dobrze. To nic złego ze tyle chciałeś.-zaśmiał się podając mu lampion.-ja tez bardzo cie kocham i chce dla ciebie wszystkiego co najlepsze.-ucałował go delikatnie.
Puścił go na wodę i złapał chłopaka za rękę. -na pewno.-uśmiechnął sie do niego. Nigdy nie był tak szczęśliwy jak z Tomo i nie wyobrażał sobie ze mogłoby go nie być w jego życiu.
-taki plan mi odpowiada.-zgodził się prowadząc wózek najpierw po takoyaki a potem już do domku. Cieszył się że tam razem poszli i że nie spanikował ani razu z powodu ognia. To mimo wszystko wiele dla niego znaczyło.
-dobrze...jak Yuya wróci to zrobimy.-zgodził się od razu. Nie miał nic przeciwko takim obiadkom.-Ciesze się że mamy Yuyę...to już rok i na prawdę wiele się wydarzyło.
-ech...nie przemęczaj się...-westchnął i wziął go na ręce. Posadził go na kanapie i ucałował.-A teraz moje kochanie poczeka...a ja przygotuję romantyczną kolację z winkiem i świecami.
-No właśnie widzę jak się starasz.-wywrócił oczyma ale poszedł szykować kolację. Najpierw zrobił szybko te obiecane pierożki a potem razem z winem i świeczkami przyniósł wszystko na stół.-a więc...specjalnie dla mojego przyszłego męża, obiecane pierożki i lekki słodkie wino.
-i twoje kotku.-ucałował go najpierw a potem wziął łyczek wina.-może być wystarczająco romantycznie? A może mam jeszcze rozsypać płatki róż i puścić nastrojową muzykę? Chociaż może takie rzeczy to lepiej na walentynki.
Uśmiechnął się szczęśliwy obejmując go ramieniem. -Jest idealnie bo jesteśmy razem...to na prawdę wystarcza.-zaśmiał się pijąc wino.-jeszcze jedna rzecz.-wstał i zgasił światło tak że świeciła tylko choinka w wrócił na kanapę.-o wiele lepiej.-ucałował go.
Głaskał go chwilę po policzku spoglądając mu w oczy. -Zawsze. Chociaż nie wyobrażam sobie że jako takie stare dziadki będziemy robili to samo...ale rozpieszczał będę cię zawsze.-zapewnił go i wziął łyk winka.
Pokiwał energicznie głową. -I żadnego nie odzywania się przez trzy miesiące.-powiedział całkowicie poważnie. Objął go ramieniem i odłożył pusty kieliszek.
Również objął go mocniej. -Jasne kochanie. Nigdy nie będę miał nic przeciwko.-zapewnił go.-mmmm....sama twoja obecność sprawia że jestem szczęśliwy.-ucałował go w policzek.
-Oj...co to takiego i z jakiej okazji?-spytał ze śmiechem trzymając oba pudełeczka. Najpierw zdecydował otworzyć to od Yuyi i Tomo więc mniejsze położył obok siebie a to większe rozpakował zaglądając do środka.
Pooglądał go z każdej strony i uśmiechnął się do chłopaka.-jest śliczny.-powiedział wkładając zegarek do pudełeczka i odkładając je na bok.-Dziękuję.-ucałował go i sięgnął po mniejsze pudełeczko.
Zawiesił go sobie od razu na szyi i pocałował namiętnie chłopaka. -i będziemy. Juz zawsze. Na zawsze.-zapewnił go głaszczac go z rozczuleniem po policzku.-innych opcji nie przyjmuje nawet do wiadomości.
-mmmm....-Zamknął na chwile oczy.-ciesze się zeci smakuje. A wiesz ze wino jest afrodyzjakiem?-spytał otwierając oczy i patrząc na niego.-czekolada w sumie też.
-cóż...mówiąc oczywiście całkowicie teoretycznie. Afrodyzjaki zwiększają popęd seksualny i tak dalej.-wyjaśnił zerkajac na niego.-ale to tak całkowicie teoretycznie...bo w praktyce to mało raczej daje.-wzruszył ramionami.
-oczywiście skarbie. Tego typu rzeczy jak afrodyzjaki i niebieskie tabletki póki co nam są zbędne.-zaśmiał się I musnal jego usta swoimi.-rozumiem ze po północy wyzwoli się niegrzeczny chłopiec?
Pocałował go namiętnie kiedy to usłyszał. -jestem dumny. Jeszcze trochę i będzie 50. A jak będziesz juz miał 55 to może zabawimy się trochę ostrzej...kto wie...-wzruszył ramionami.
-mhm rozumiem. No ale jak będziesz jadl to dużo nie schudniesz.-zauważył I wstał z kanapy żeby włączy muzyke po czym wrócił do chłopaka.-mogę prosić?-spytał wyciągając w jego stronę rękę.
-bo...-zaczął ale nie znalazł żadnych sensownych argumentów wiec tylko wzruszył ramionami. Na koniec piosenki ucałował go lekko i całkowicie wziął na ręce.-dziękuję za taniec.
-poradzę sobie skarbie. Przecież nie sobie z tym radzę.-zauważył z uśmiechem.-idziemy zapalić fajerwerki i będziemy się przy tym dobrze bawić.-zmierzwil mu włoski.
[Zawaliłam rozszerzony angielski ;^; w ogóle nie rozumiałam słuchania...]
-widzieliśmy i sami też puszczalismy.-zaśmiał się.-szczęśliwego nowego roku maluszku. Z namiooczywiście.-dodał wesoło.-chcesz jeszcze w wujkiem pogadać?
-ej no...na prawdę uważasz ze się ze mną nie pobawisz tak jakbyś chciał?-spytał siadając z nim na kanapie i podając mu kieliszek.-chyba nie jest ze mną aż tak źle co?
Zrobił trochę smutna minke. -ale obiecałem ci juz kiedyś ze pobawimy się tak jak ty chcesz. I mieliśmy po urodzinach mojego brata bo narobiłem ci ochoty ale potem dostałem karę.-wzruszył ramionami luzując trochę jego pas obi.
-Ech...tu nie chodzi o to czy się przyzwyczaiłeś czy nie...tylko o to czego chcesz...-zaczął cicho.-tak jak ty robisz to co ja lubię...ja chciałbym to co ty lubisz.-wzruszył ramionami.-zazwyczaj to ci nie przeszkadzało.-uśmiechnął sie figlarnie ale wstał biorąc go na ręce.
-no dobrze misiu...-odparł jakoś nie do konca jednak przekonany. Postanowił ze na walentynki zaskoczy chłopaka. Położył go na łóżku i zabrał się za rozplatywanie jego pasa obi całując go przy tym namiętnie.
-ja ciebie tez.-odszepnal tylko I zaraz wrócił ustami do jego ust. Szybko odrzucił pas I dłońmi zaczął jeździć po jego torsie palcami drażniąc mu sutki.
[Lol XD to możemy popisać jutro albo pozniej XD ja dzisiaj generalnie jestem na zakupach i do pelnej dyspozycji bede po 21 XD]
Pocałunkami i dłońmi schodził coraz niżej. -tak bardzo cie kocham.-szepnął zerkajac na niego z delikatnym uśmiechem dłońmi powoli zsuwajac jego bokserki.
[No tak czasem bywa XD nie zmuszam przecież do pisania]
-wiesz jak lubię kiedy mi to mówisz.-zaśmiał się robiąc mu malinkę na szyi i po chwili wracając do jego ust których ciągle było mu mało. Zdjął jego bokserki dlonmi całkowicie dobierając się do jego przyrodzenia.
Uśmiechnął się tylko do niego dając znać że wie to i rozumie. Po chwili uniósł delikatnie jego biodra i zaczął lizać jego wejście uznając że skoro nic nie kupił to przynajmniej tak go nawilży.
Po chwili włożył jeden palec i lekko się uniósł. Bardzo chciał żeby chłopak też czerpał z tego przyjemność. Zaczął jedną ręką rozbrajać swój pas obi co szło mu trochę mozolnie.
Takano zaśmiał się cicho czując to zniecierpliwienie partnera. Postanowił więc się z nim dzisiaj nie droczyć poruszając się dość szybko nie zapominając o jego czułych punktach.
-bo mnie zawstydzasz i podniecasz jednocześnie...-szepnął zaczynając go całować gdzie popadnie. Po chwili cicho szepcząc jego imię doszedł napinając wszystkie mięśnie.
-No co za wredny...-westchnął siła go obracając na plecy i kładąc się na niego.-w takie pozycji?-spytał obejmując go.-nie jest ci ciężko tak uparciuchu mój...? Pewnie nie I tylko przesadzam, co?
-um...juz.-zszedł z niego i z łóżka biorąc go zaraz na ręce.-to wtedy cie wytre, ubiore i zaniosę do łóżka. Chociaż przyznam szczerze ze wolałbym żebyś mi jednak nie zasypial.-powiedział niosąc go do łazienki.
-zmeczony jesteś co?-spytał tornado dedukcji. Wsadził go do wanny i puścił wodę siadając za nim.-ja tez.-przyznał.-to był długi i męczący dzien chociaż bardzo fajny.
-właśnie widzę kochanie.-zaśmiał się zakrecajac wodę kiedy już w wannie było jej dość.-no to szybko się umyjemy i pójdziesz juz spać.-zapewnił go sięgając po gąbkę i mydło.
-jutro? No obiecałes mi swoje pyszne curry...-powiedział kończąc się myć i wychodząc z wanny. Wytarl się I ubrał po czym wyjął z wanny chłopaka.-i nie padłeś.
-tyle wytrwales skarbie.-zachichotal obejmując go mocniej.-moje kochanie...bardzo się ciesze ze wczoraj razem poszliśmy na festyn. To był mile spędzony czas.
-więcej festynów? No jak będzie jeszcze jakiś to obiecuje ze pojdziemy.-zapewnił go ze śmiechem. -ja ciebie tez kocham. To był na prawdę udany sylwester.-powiedział kładąc głowę spokojnie na poduszki.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3201 – 3400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-znów ucieka.-zaśmiał się.-śniadanko.-przyznał jednak po chwili i usiadł zakładając okulary.-na co mamy ochotę?
-ok.-przeciągnąl się I leniwie wstał z łóżka.-no to idziemy gotować. Festiwal zacznie się dopiero wieczorem...do tego czasu możemy obejrzeć jakiś film a potem przygotować coś z nowej książki tak jak chciałeś.
-ale przecież najemy się na festynie...no i kupiliśmy sporo słodkości do pochrupania. Sądzę że wystarczy.-zaśmiał się idąc za nim do kuchni.
-no obiecałem...-zgodził się.-cóż więc zrobimy. Obiecałem ci chyba za dużo jedzonka jak na pojemność twojego żołądka.-zaśmiał się cicho kończąc robić ciasto.
-o winku akurat pamiętałem. Leży w barku. Poszedłem po dobre, białe i słodkie wino dla mojego kochania.-zapewnił go I zaczął smarzyc pancakesy.
-taka jak właśnie dzisiaj?-spytał z uśmiechem smarzac ostatniego pancakesa.-na ślubie tez jedzie a wypijesz,co?
-nie mam nic przeciwko kochanie. Ja sam będę starał się nie wypić za dużo.-obiecał mu i razem z talerza i pancakesami poszedł do salonu.
-Nie mam nic przeciwko.-wzruszył ramionami.-to będzie nasz pierwszy prawdziwy wspólny sylwester...na prawdę się na niego ciesze, wiesz? Ostatnio nie wyszło z mojej winy...
-Ok...przyszłego sylwestra rodzinnie.-zgodził się. -ale.walentynki sami...bo tegoroczne tez będę pierwsze.-zauważył ze śmiechem.-cóż...możemy spytać chociaż nie sądzę żeby chciał zmieniać nazwisko...
-jemu też damy.-zgodził się.-będziesz wtedy juz w pracy? Bo bede potrzebował pustego domku żeby wszystko ładnie dla ciebie przygotować.
-w takim razie może będę miał wtedy pusty domek.-uśmiechnął sie kończac juz jeść.-Yuya ma nam przywieźć ciasteczka bo robił z babcia. No i ma zadzwońić o północy z życzeniami.
-Ja ciebie tez. I Yuya na pewno też.-powiedział wesoło. Był na prawdę szczęśliwy kiedy chłopak mówił głośno co czuje.
[Jest progress XD]
-dla psiaków? W sumie nie...e ostatnio twój tata dostarczył nam dużo karmy...-wzruszył ramionami bo teraz pieski nic innego nie chciały jeść.
-Ufam ci!-zaprotestował.-Ufam...na prawdę. I wiem ze mógłbyś wrócić sam...wiem...ale chciałem cie zobaczyć i przytulic...bo za każdym razem kiedy ci się nie udawało...i kiedy było ci ciężko...chciałem być przy tobie. Wiec nie złość się już na mnie dobrze?
[Ugh...jeszcze raz pomyle karty to się wsciekne...;^;]
-ale jest zimno a ja nie stanąłem blisko...-mruknął zarzucając sobie jego torbę na ramię.
[Zaczynam myślęc ze może jak wrzucę Juna do szpitala to Ryu zacznie rozumieć czemu on się tak martwi XD]
[No i jestem zła...XD]
-Tomo...zostaw sobie miejsca bo dzisiaj jeszcze będziemy jeść dużo innych pyszności.-zaśmiał.
-dużo miejsca bo dużo sobie zazyczyles.-zaśmiał się cicho.-dawno nie byłem na festynie.-powiedział opierając się lekko o niego.
-właśnie...Ryu...bo ja nie chce żebyś się czuł nie komfortowo...zwłaszcza że tam nie będę tylko ja...-powiedzial cicho. Juz dawno przestał się łudzić ze poradzą sobie z tym szybciej iż oszacował.-nie chce żebyś się zmuszał...
[To się jeszcze okaże :p]
-a ja nawet nie pamiętam...to było na pewno przed studiami ale nie wiem ile.-wzruszył ramionami.-w każdym razie dawno.-zaśmiał się.
Zastanowił się chwilę.
-zaczekam na ciebie tu przed drzwiami pokoiku.-zdecydowal robierajac się i obwiazujac w pasie ręcznikiem. W rękę w wziął ten mniejszy.
-na pewno będzie.-zgodził się wesoło.-a potem wrócimy do domku i puścimy fajerwerki.-dodał tulac go do siebie.-będzie super..
-będziesz miał na to siłę?-spytał ze śmiechem trochę retorycznie.-no i musimy tak żeby nie trafiło na telefon od Yuyi.-przypomniał mu.
-ok...możesz się już opłukać.-powiedział delikatnie klepiac go w ramię.-poczekam na ciebie.-dodał jeszcze.
-pewnie nie na długo.-wzruszył ramionami.-ale nawet tyle na ile będzie sił będzie przyjemne.-powiedział całując go w usta i uśmiechając się do niego.
-Nie będę. Przecież to nic złego jeśli zrobimy to raz czy dwa. Nie musimy się bawic cała noc żeby było przyjemnie.-zauważył całując go w policzek.
-jasne ze dobrze. Bardziej zaszalejemy na miesiącu miodowym.-powiedział wesoło.-no właśnie...i zaczynamy prawie codziennie jeździć...
-tam jak juz mówiłem kochanie. Nie podoba mi się ten pomysł ale pojadę z tobą żeby cię wspierać.-powiedział biorąc go na kolana i obejmując mocno.
-no dobrze...-powiedział nadal nie do końca przekonany że dogłębne przypomnienie sobie takich wydarzeń może w jakis sposób pomóc.-masz moje wsparcie.-dodał tylko.
-dobrze już dobrze. Nie będę cię zatrzymywał jeśli chcesz tego spróbować.-powiedział całując go delikatnie.-będę tak czekał w gotowości.
-chyba lepiej nie. Ale będę czekał poza nim. Kiedy wyjdziesz od razu cie przytule.-zapewnił go.-ale już nie rozmawiają my o tym. To w końcu ma być miły dzień...prawda?
-oooo....jesteś taki uroczy kiedy się rumienisz.-powiedział głaszczac go po policzku.-no i to slodkie co powiedziałeś. Ciesze się ze tak uważasz.
[Trochę?]
-nie przestawaj to takie kochane...a momentami nawet podniecające.-szepnął mu do uszka.-spacer? Ale teraz? Przecież spacerek był w planach dzisiaj jako festyn...-zauważył.
-Tylko ubierz się ciepło kochanie.-poprosił.-no co ci poradzę ze nie przepadam za zima...-wzruszył ramionami.-no I uważaj z wozkim bo w nosy trochę śniegu napadało...może lepiej pójdę z tobą?
-No dobrze wiec uważaj na siebie.-poprosił jeszcze I przygotował pieski do wyjścia.
-na pewno będzie niesamowicie.-uśmiechnął sie idą. Powycierac wózek.-my pójdziemy juz na festyn.-ucałował go w policzek.-a ja wciąż nie mogę się doczekać niespodzianki od mojego kochania.
-no mógł...ale powiedział no to czekam.-zaśmiał się kochać wycierać koła.-no możesz już jechać dalej...no i fajnie jak dla kogo...chcesz czegoś na rozgrzanie?
-ok rozumiem.-zaśmiał się widząc jego minę. -zaraz zrobię ci gorąca czekoladę a ty siadaj na kanapie.-zmierzwil mu włosy I poszedł do kuchni.
-Ja ciebie tez kochanie.-roześmiał się. Po chwili przyniósł mu czekoladę z piankami I usiadł obok niego na kanapie.
-no oczywiście.-zaśmiał się obejmując go ramieniem.-dla.mojego przyszłego męża wszystko co najlepsze.
-starałem się bo wiem jak ja lubisz.-powiedział biorąc łyczek.-mmmm...pyszna.-udał mu kubek najpierw wyławiajac sobie jedną piankę.
-skarpety? Ale kominek jest tylko w willi.-zauważył.-możemy powiesić...ale wtedy musielibyśmy się tam przenieść.-powiedział.-a pierniczki możemy piec.-zgodził się z uśmiechem pijąc od niego jeszcze trochę czekolady.
-na lato tak. No i myślę że w te wakacje gdzieś z maluchem pojedziemy.-powiedział ze śmiechem oddając mu kubek.-a ja tak lubię od ciebie podpijac.
-Za granicę. Ale jeszcze nie wiem gdzie. Coś się wymyśli.-zaśmiał się.-zabierzemy go gdzieś gdzie będzie się dobrze bawił.
-Ok skarbie...może coś mnie ekstremalnego? Jeszcze pomyślimy. Omówimy to z nim w ogóle.-zaśmiał się.
-No cóż...ja chciałbym gdzieś gdzie mały będzie miał dużo miejsca do zabawy...a nie rekiny w wodzie. Bo na wyspie zrobiliśmy coś w rodzaju muru...żeby nic nam nie pływało.-zaśmiał się.-ale spytamy jego gdzie chciałby jechać.
-masz rację, pogadamy o tym później a ty się prześpij. Potem zrobimy obiadek.-powiedział schodząc mu z kanapy.
-dobranoc.-ucałował go jeszcze i wziął sobie książkę.
-tutaj jestem.-pomachal mu z fotela.-zły sen?-spytał odkładając książkę.
-oj...kochanie...-usiadł obok niego i mocno przytulił.-jest dobrze...nie zginiemy. Juz zawsze będę przy tobie.-zapewnił go.
-oczywiście ze naturalne...ale już dobrze. Jestem przy tobie...juz dobrze.-zapewnil go.
-żyje i jestem przy to ie i nie ma się czego bać.-zapewnił go.-mój skarb.-ucałował go.
-zawsze.-zapewnił go I pocałował namiętnie.-wiec juz spokojnie. Zawsze będę przy tobie.
-Mój, mój kochany.-pogłaskał go po krótkich włosach.-mój...idziemy robić obiadek?
-No to...-sięgnął po książkę która dostał pod choinkę.-coś wybierzemy.-powiedział otwierając na spisie treści.
-Ok. Składniki raczej mamy.-powiedział wstając.-no to wskakuj na wózek.-powiedział wesoło.
-dobrze kochanie.-sprawdził przepis I podał mu wszystko co trzeba.-a ja zrobię resztę.-uśmiechnął sie sprawdzając co jeszcze musi zrobić.
-ale przecież pomagasz.-zaśmiał się biorąc od niego pierwsza część pokrojonej cukinii i układając ja w żaroodpornym naczyniu.-teraz pomidorkami skarbie.
-no i będziesz kotku...tylko z tego co tu widzę nie trzeba tu dużo kosztować. A teraz krój mozzarellkę.-poprosił odbierając pomidorkoi i kładąc je na cukinii.
-jak chcesz kochanie.-powiedział uśmiechając się do niego.-mhm...przepyszne.-zgodził się.
-no to pierożki kiedy indziej.-powedzial wkładając mozzarelle i wkładając zapiekanke do nagrzanego piekarnika.-no teraz tylko czekać.-powiedział wesoło.
-Tomo...ale ja na prawdę nie chce sylwestra spędzić w kuchni.-jeknal siadając na blacie.-a pierożki robi się trochę dłużej...pojutrze ok? Zrobię ci...Obiecuje.
-Oj no nie patrz tak na mnie!-poprosił.-nawet jak pomożesz to spędzimy większość czasu w kuchni. Nie chce tego. Do takiego dania trzeba przysiąść wcześnie. Pojutrze ci zrobię.-powiedział uśmiechając się przepraszajaco.
-Tomo...kochanie Ty moje...na prawdę chcesz spędzić ten dzień w kuchni? Po jedzonku chciałem odpocząć a potem iść na festyn.-powiedział schodzac blatu.-pojutrze ci zrobię...i na.pewno zjesz je z większym smakiem...teraz juz I tak dużo zjadłes.
-Tomo-chan...-poszedł za nim i mocno przytulił.-kochanie...kupiliśmy dużo smakołyków...czy na prawdę aż tak bardzo chcesz te pierożki? Aż tak bardzo?-spytał patrząc na niego. Nie chciał żeby chłopak się smucil.
-No...to mogę tak trochę ich zrobić. Ale tylko trosze...-zgodził się w końcu jakoś nie umieją mu odmówić. Kochał go I uwielbiał kiedy chłopak był szczęśliwy.
-dobrze.-zgodził się a widząc jak chłopak się cieszy ucałował go mocno.-tylko za bardzo nie wykorzystuj tego ze nie umiem ci odmawiać.-zaśmiał się.
-no właśnie widzę.-zaśmiał się cicho.-ja ciebie tez kocham...-powiedział dając mu całuska.
-jesteś tego powien? Ja sądzę że jednak ja cie mocniej kocham.-powiedzial śmiejąc się cicho.-Zaraz nam się zrobi zapiekanka a ty chcesz leżeć?-spytał patrząc na niego.
-aż taki wygodny jestem.-spytał ze śmiechem. Objął go delikatnie ramionami.-mój kochany...-pogłaskał go po włoskach.
-ja tęsknilem za samą twoja obecnością w domu. I ta bliskością...-powiedział tuląc go do siebie. Było mu tak nawet wygodnie wiec nie narzekał.-wiesz ze czasem w nocy na prawdę robie ci za misia?-spytał ze śmiechem.-potrafisz się oplesc wokół mnie nawet nogami.-zachichotal.
-na prawdę.-Roześmiał się.-to takie słodkie i kochane.-powiedział wesoło.-tak się tulisz w nocy...za tym tez bardzo tęsknilem.
-I to ze tak uciekasz jest okropne.-powiedział idąc za nim.-co się obudzisz to uciekasz...ale nie ma tak...jutro sobie polezymy.-powiedział wyjmując zapiekanke.
-jemy przy stole.-zaśmiał się niosąc zapiekanke do salonu i zaraz wracając jeszcze po talerzyki i wielce.
-jeśli tego chcesz. Chętnie z tobą zaśpiewam. Ale wiesz kochanie...tak ładnie piszesz piosenki...może w ten sam sposób napiszesz nasz przysięgę? Oczywiście z moja pomocą.-zapewnił go. Nałożył mu trochęzapiekanki.
-dobrze skarbie. Ale to już na weselu,dobrze?-spytał żeby się upewnić.-no smacznego.-powiedział nakładając tez sobie.-mmmm...wyszło nam pyszne.-powiedział z uśmiechem.
-z chęcią z tobą zaśpiewam.-odpadł wesoło.-no na prawdę nam wyszło.-roześmiał się.
-mhm to świetny pomysł.-powiedział wskazując na buzkę.-no zrobimy mu...ale.mamy jeszcze wiele przepisów do wypróbowania.-zauważył wesoło jedząc swoją porcje.
-racja skarbie.-zgodził się i skończył jeść.-no było pyszne...odpoczniemy I idziemy na festyn. Jak wrócimy to zrobimy pierożki...czy wolisz wcześniej?
-jasne jeszcze czas. To znaczy my mamy czas bo przecież i tak nie idziemy na cały festyn.-powiedział opierając się wygodniej.
-kiedy tylko zechcesz.-zaśmiał się.-a na naszym weselu to już w ogóle...nie oddam cie nikomu innemu do tańca.-zaśmiał się.
-no ten jeden tanie mogę mu oddać...ale tak to jesteś mój.-zapowiedział.-I tylko mój przez cały miesiąc po ślubie...-ucałował go.
-teraz? Na festynie? Po festynie?-spytał wesoło idąc za nim.-no możemy się już powoli szykować.-powiedział patrząc na zegarek.
-dobrze skarbie.-zaśmiał się I również poszedł się szyszykować. Ubrał się szybko i zerknął na chłopaka.
-pomoc ci?
-już skarbie.-zaśmiał się podchodząc do niego.-złap mnie za ramiona.-polecił mu I zabrał się za obwiazywanie go.-no I juz. Pięknie.
-no...pokaż się tu.-odsunął go od siebie na odległość ramion.-ślicznie, słodko i seksownie...aż nie chce żebyś się tak innym pokazywał.-ucałował go.
-no twój.-roześmiał sie. Potulił go trochę i posadził z powrotem na wózek.-No to jedziemy co?-ucałował go delikatnie.
Poszedł za nim i szybko ubrał buty i płaszcza. Pomógł chłopakowi i wyjechał na zewnątrz zamykając za nimi dom.
-ale jest śnieg skarbie...ślisko i ciężko. Pomogę ci to będziesz miał więcej sił na potem.-zaśmiał się dalej go prowadząc.
-nie rób takiej minki skarbie...-poprosił cicho i westchnął puszczając wózek.-ale jak zauważę że ci ciężko to od razu przejmuję stery.-oznajmił.
-no ok kochanie...-wywrócił oczyma. Przejął stery kiedy dojechali.-gdzie najpierw chciałbyś iść?-spytał zerkając na niego.
-ok kochanie, więc kupimy a potem idziemy dalej.-podszedł z nim do stoiska i przywitał się z kobietą która dość często bywała u niego w cukierni.
-wzajemnie.-odparł Takano i odjechali dalej.-no kochanie...to na co teraz masz ochotę?-spytał ciesząc się że nie ma aż takich tłumów.
-wiesz kochanie...w wesołym miasteczku kiepsko ci szło z grami.-zaśmiał się prowadząc go we wskazanym kierunku.
-Tomo-chan...ale ja nie mam zamiaru stać przy jednym stoisku cały czas...-westchnął.
-głuptasek.-zaśmiał się kiedy szli już dalej.-o, to ja porzucam do celu.-zaśmiał się podjeżdżając z nim. Już za pierwszy razem udało mu się wygrać zawieszki do telefonu.
-praktycznie wychowałem się w wesołych miasteczkach...-wyjaśnił wzruszając ramionami i zawieszając swoją zawieszkę.
-mmm...pachnie pysznie...-rozmarzył się.-na co masz ochotę?-spytał pozwalając mu wybierać bo on nie mógłby się na nic zdecydować.
-ok.-wziął im po jednym podając najpierw zestaw chłopakowi a potem samemu biorąc.
-mi to obojętne skarnie...chociaż trochę mi niewygodnie jeść i pchać wózek...-powiedział kierując ich w stronę ławek.
-oczywiście kochanie.-zaśmiał się machając maskotką.-ale w takim tempie uzbieramy na prawdę dużo pluszaków.-powiedział biorąc się za swoje takoyaki.
-zawsze można. Tylko panda zostaje z nami.-zaśmiał się cicho i wziął łyk herbatki.-miło jest tak razem wyjść...
[gomen...nie mam dzisiaj humoru i coś słabo idzie mi pisanie....]
-oj...krokodylek też.-zaśmiał się bo przecież nie planowali niczego oddawać.-ciesze się że wyszliśmy na ten festyn.-dodał kończąc jeść.
[nie, nie...chyba serio muszę się po prosu pozbierać i się jakoś odstresować XD]
-w to nie wątpię.-powiedział poważnie głaszczac go przy tym po policzku.-kabaret? Możemy isc.-zgodził się wstając. Poprowadził ich w stronę sceny.
-jestem za ciezki. Postoje.-zaśmiał się opierając się trochę o wózek.-na prawdę dam radę.-zapewnił go jeszcze raz.
-jestem dla ciebie za ciezki.-zaśmiał się jeszcze raz.-ale jak mnie nogi zaczną boleć to rozpatrze skorzystanie z twojej propozycji.
Takano śmial się cicho pod nosem dopiero pod koniec decydując się usiąść chłopakowi na kolanach.
-ja będzie ci ciężko to mów.-poprosił szybko.
-mhm.-zgodził się czując jak chłopak się trzęsie ze śmiechu. Również się śmiał a kiedy skończyli klasal żywo razem z reszta widowni.
-no skoro tak uważasz.-wzruszył ramionami.-a gdzie byś chciał iść? Jakieś specjalne życzenia?-spytał stając juz za wózkiem.
-Ech...ale ja na prawdę nie wiem...-westchnął rozglądając się i po chwili patrząc na zegarek.-zbliża się dziesiąta...możemy usiąść i wymyślec życzenia żeby je zapisać na lampionie.-zdecydował.
Usiadł na akurat zwolnione ławeczce przy scenie na przeciwko chłopaka.
-no to dawaj lampion i myślimy.-uśmiechnął sie do niego wesoło.
-O dużo tego.-zaśmiał się pisząc i dopisuje jeszcze żeby już zawsze byli razem szczęśliwa rodzinka.
-jest dobrze. To nic złego ze tyle chciałeś.-zaśmiał się podając mu lampion.-ja tez bardzo cie kocham i chce dla ciebie wszystkiego co najlepsze.-ucałował go delikatnie.
-myślisz ze życzenia się spełnią?-spytał wstając i prowadzac ich w stronę rzeki.
Puścił go na wodę i złapał chłopaka za rękę.
-na pewno.-uśmiechnął sie do niego. Nigdy nie był tak szczęśliwy jak z Tomo i nie wyobrażał sobie ze mogłoby go nie być w jego życiu.
[Co? XD]
-ja ciebie tez.-zapewnił go.-mój skarb.-ucałował go delikatnie. Posadzil go na wózku.-wracamy juz do domku? Puścimy fajerwerki i wypijemy winko.
-a będzie nam się później chciało?-spytał uśmiechając się figlarnie.-kupię.-powiedział całując go jeszcze delikatnie.
-taki plan mi odpowiada.-zgodził się prowadząc wózek najpierw po takoyaki a potem już do domku. Cieszył się że tam razem poszli i że nie spanikował ani razu z powodu ognia. To mimo wszystko wiele dla niego znaczyło.
-było wspaniale. Na prawdę dobrze się bawiłem.-powiedział wesoło patrząc na uśmiechniętą twarz chłopaka.-I ani razu nie spanikowałem.-pochwalił się.
Zaśmiał się tylko wesoło i ucałował go w policzek.
-właśnie widzę jak ci smakowało.-ucieszył się i szedł już dalej spokojnie bo było dość ślisko.
-dobrze...jak Yuya wróci to zrobimy.-zgodził się od razu. Nie miał nic przeciwko takim obiadkom.-Ciesze się że mamy Yuyę...to już rok i na prawdę wiele się wydarzyło.
-Taki promyczek radości.-zgodził się bo on czuł to samo.-A kiedy potrzebujemy chwilę samotności to możemy go sprzedać dziadkom.-dodał ze śmiechem.
-w ogóle potem może być gorzej...-westchnął cicho bo nadal go gryzło to, że chłopak mieszka z gejami.-no ale z czasem będzie go ciągnęło...
-wiem...ja ciebie też. I maluszek też nas kocha.-uśmiechnął się wjeżdżając już do środka.
[po 3 dniach? XD]
-ech...nie przemęczaj się...-westchnął i wziął go na ręce. Posadził go na kanapie i ucałował.-A teraz moje kochanie poczeka...a ja przygotuję romantyczną kolację z winkiem i świecami.
[tak właśnie napisałeś XD]
-No właśnie widzę jak się starasz.-wywrócił oczyma ale poszedł szykować kolację. Najpierw zrobił szybko te obiecane pierożki a potem razem z winem i świeczkami przyniósł wszystko na stół.-a więc...specjalnie dla mojego przyszłego męża, obiecane pierożki i lekki słodkie wino.
-i twoje kotku.-ucałował go najpierw a potem wziął łyczek wina.-może być wystarczająco romantycznie? A może mam jeszcze rozsypać płatki róż i puścić nastrojową muzykę? Chociaż może takie rzeczy to lepiej na walentynki.
Uśmiechnął się szczęśliwy obejmując go ramieniem.
-Jest idealnie bo jesteśmy razem...to na prawdę wystarcza.-zaśmiał się pijąc wino.-jeszcze jedna rzecz.-wstał i zgasił światło tak że świeciła tylko choinka w wrócił na kanapę.-o wiele lepiej.-ucałował go.
Głaskał go chwilę po policzku spoglądając mu w oczy.
-Zawsze. Chociaż nie wyobrażam sobie że jako takie stare dziadki będziemy robili to samo...ale rozpieszczał będę cię zawsze.-zapewnił go i wziął łyk winka.
Pokiwał energicznie głową.
-I żadnego nie odzywania się przez trzy miesiące.-powiedział całkowicie poważnie. Objął go ramieniem i odłożył pusty kieliszek.
Również objął go mocniej.
-Jasne kochanie. Nigdy nie będę miał nic przeciwko.-zapewnił go.-mmmm....sama twoja obecność sprawia że jestem szczęśliwy.-ucałował go w policzek.
-Oj...co to takiego i z jakiej okazji?-spytał ze śmiechem trzymając oba pudełeczka. Najpierw zdecydował otworzyć to od Yuyi i Tomo więc mniejsze położył obok siebie a to większe rozpakował zaglądając do środka.
Pooglądał go z każdej strony i uśmiechnął się do chłopaka.-jest śliczny.-powiedział wkładając zegarek do pudełeczka i odkładając je na bok.-Dziękuję.-ucałował go i sięgnął po mniejsze pudełeczko.
Zawiesił go sobie od razu na szyi i pocałował namiętnie chłopaka.
-i będziemy. Juz zawsze. Na zawsze.-zapewnił go głaszczac go z rozczuleniem po policzku.-innych opcji nie przyjmuje nawet do wiadomości.
-I nikogo innego i nikogo więcej.-zgodził się tulac go mocno.-chess mieć coś podobnego na naszych obraczkach?-spytał wesoło.
-kochanie...wszystko wybieramy razem wiec to tez. No nasz ślub wiec wszystko robimy razem. Żeby był idealny.-ucałował go.-I na pewno taki będzie.
-Cóż...dostałem go od mojego mężczyzny...poza tym taki naszyjnik jest raczej unisex wiec...-wzruszył ramionami.-podoba mi się i będę go nosił.
-mmmm....-Zamknął na chwile oczy.-ciesze się zeci smakuje. A wiesz ze wino jest afrodyzjakiem?-spytał otwierając oczy i patrząc na niego.-czekolada w sumie też.
-cóż...mówiąc oczywiście całkowicie teoretycznie. Afrodyzjaki zwiększają popęd seksualny i tak dalej.-wyjaśnił zerkajac na niego.-ale to tak całkowicie teoretycznie...bo w praktyce to mało raczej daje.-wzruszył ramionami.
-hmmm...chyba nie. To się chyba nie liczy.-wzruszył ramionami.-ale możesz się tulić misiu. Potem potanczymy i pójdziemy puścić fajerwerki.
-oczywiście skarbie. Tego typu rzeczy jak afrodyzjaki i niebieskie tabletki póki co nam są zbędne.-zaśmiał się I musnal jego usta swoimi.-rozumiem ze po północy wyzwoli się niegrzeczny chłopiec?
-no nie wiem...ja tam czasem lubię mojego niegrzecznego chłopca...którego czasem trzeba ukarać.-zachichotal uśmiechając się do niego figlarnie.
-ja miekne? To twój organizm jest jak u nastolatka.-zaśmiał się odgrywają się tylko bo przecież mu to nie przeszkadzało.
Pocałował go namiętnie kiedy to usłyszał.
-jestem dumny. Jeszcze trochę i będzie 50. A jak będziesz juz miał 55 to może zabawimy się trochę ostrzej...kto wie...-wzruszył ramionami.
-dobrze skarbie. Ja juz ciesze się ze przytyles i nabierasz siły.-ucałował go.-bardzo się ciesze.
-mhm rozumiem. No ale jak będziesz jadl to dużo nie schudniesz.-zauważył I wstał z kanapy żeby włączy muzyke po czym wrócił do chłopaka.-mogę prosić?-spytał wyciągając w jego stronę rękę.
Od razu zaczął go podtrzymywać poruszając się delikatnie w rytm muzyki.
-wiem.-odparł tylko dalej tańcząc.-a potem prywatnie tez mi zatańczyć?-spytał z lekkim uśmiechem.
-bo...-zaczął ale nie znalazł żadnych sensownych argumentów wiec tylko wzruszył ramionami. Na koniec piosenki ucałował go lekko i całkowicie wziął na ręce.-dziękuję za taniec.
Spojrzał na zegarek i skinął głową sadzajac go na wózek.
-teraz idziemy puszczać fajerwerki.-zgodził się biorąc je ze sobą i zapalniczke.
-poradzę sobie skarbie. Przecież nie sobie z tym radzę.-zauważył z uśmiechem.-idziemy zapalić fajerwerki i będziemy się przy tym dobrze bawić.-zmierzwil mu włoski.
[Zawaliłam rozszerzony angielski ;^; w ogóle nie rozumiałam słuchania...]
[Tsaaaa...na korkach tez postaram się robić...]
Uśmiechnął sie do niego I kawałek od nich odpalił fajerwerki. Potem wrócił do chłopaka.
-śliczne są.
-szczęśliwego Nowego Roku który spędzimy razem.-pocałował go I odebrał dzwoniąc telefon.-Hey Yuyuś.
-widzieliśmy i sami też puszczalismy.-zaśmiał się.-szczęśliwego nowego roku maluszku. Z namiooczywiście.-dodał wesoło.-chcesz jeszcze w wujkiem pogadać?
-ja ciebie tez Yuyuś.-odparł I podał telefon Tomo.
-wujek! Szczęśliwego nowego roku!-krzyknął wesoło chłopiec.
-w przyszłym tygodniu bo dziadziuś chce mi jeszcze tak dużo pokazać.-powedzial maluch.
-ty tez wujku. Kocham cie.-powiedział maluszek I się rozlaczyl.
-skarbie...chciałes jeszcze sztuczne ognie.
-mhm...ja ciebie tez.-powiedział podając mu sztuczne ognie. Odpalił sobie i jemu.-a wiesz...mówi się że jaki sylwester taki cały rok.
-cały rok z moim kochaniem, bez kłótni...świetnie się bawiąc. Jestem za.-ucałował go w policzek zaraz również wpatrując się w światełko.
-A ja wiem. A za chwilę trochę się pobawimy...I dalby rok.-zachichotal wkładając potyczek w śnieg kiedy plomyczek był za blisko jego ręki.
-Tak tak.-zaśmiał się I poszedł za nim do środka.-cóż a w te twoją grę zagramy innym razem.-dodał zdejmując buty.
-ej...zagramy.-wycelowal w niego palcem.- Masz moje słowo. Zagramy.-powiedział jakoś tak biorąc go na ręce.-nie wątp.
-ej no...na prawdę uważasz ze się ze mną nie pobawisz tak jakbyś chciał?-spytał siadając z nim na kanapie i podając mu kieliszek.-chyba nie jest ze mną aż tak źle co?
Zrobił trochę smutna minke.
-ale obiecałem ci juz kiedyś ze pobawimy się tak jak ty chcesz. I mieliśmy po urodzinach mojego brata bo narobiłem ci ochoty ale potem dostałem karę.-wzruszył ramionami luzując trochę jego pas obi.
-Ech...tu nie chodzi o to czy się przyzwyczaiłeś czy nie...tylko o to czego chcesz...-zaczął cicho.-tak jak ty robisz to co ja lubię...ja chciałbym to co ty lubisz.-wzruszył ramionami.-zazwyczaj to ci nie przeszkadzało.-uśmiechnął sie figlarnie ale wstał biorąc go na ręce.
-no dobrze misiu...-odparł jakoś nie do konca jednak przekonany. Postanowił ze na walentynki zaskoczy chłopaka. Położył go na łóżku i zabrał się za rozplatywanie jego pasa obi całując go przy tym namiętnie.
-ja ciebie tez.-odszepnal tylko I zaraz wrócił ustami do jego ust. Szybko odrzucił pas I dłońmi zaczął jeździć po jego torsie palcami drażniąc mu sutki.
[Lol XD to możemy popisać jutro albo pozniej XD ja dzisiaj generalnie jestem na zakupach i do pelnej dyspozycji bede po 21 XD]
Pocałunkami i dłońmi schodził coraz niżej.
-tak bardzo cie kocham.-szepnął zerkajac na niego z delikatnym uśmiechem dłońmi powoli zsuwajac jego bokserki.
[No tak czasem bywa XD nie zmuszam przecież do pisania]
-wiesz jak lubię kiedy mi to mówisz.-zaśmiał się robiąc mu malinkę na szyi i po chwili wracając do jego ust których ciągle było mu mało. Zdjął jego bokserki dlonmi całkowicie dobierając się do jego przyrodzenia.
[No to do spania! Może jutro będziesz się lepiej czuł ^^ dobranoc ^^]
Uśmiechnął się tylko do niego dając znać że wie to i rozumie. Po chwili uniósł delikatnie jego biodra i zaczął lizać jego wejście uznając że skoro nic nie kupił to przynajmniej tak go nawilży.
Po chwili włożył jeden palec i lekko się uniósł. Bardzo chciał żeby chłopak też czerpał z tego przyjemność. Zaczął jedną ręką rozbrajać swój pas obi co szło mu trochę mozolnie.
Uśmiechnął się do niego w odpowiedzi i dokładając drugi palec zdjął z siebie yukatę.
-powiedz kiedy już.-poprosił kiedy poruszał w nim trzema palcami.
Zamrugał trochę zaskoczony ale wyjął palce i szybko zdjął bokserki wchodząc w niego.
-ja ciebie też bardzo kocham.-zamruczał mu do uszka.
[Aż tak bardzo ci się nie chciało? XD]
Takano zaśmiał się cicho czując to zniecierpliwienie partnera. Postanowił więc się z nim dzisiaj nie droczyć poruszając się dość szybko nie zapominając o jego czułych punktach.
[no spoko, bywa XD]
-oj...nie patrz się tak na mnie...-zaśmiał się oddychając szybko. Czuł że długo tak nie wytrzyma ale chciał jeszcze troszkę.
-bo mnie zawstydzasz i podniecasz jednocześnie...-szepnął zaczynając go całować gdzie popadnie. Po chwili cicho szepcząc jego imię doszedł napinając wszystkie mięśnie.
-twój.-zaśmiał się całując go w usta.-ale pozwolisz mi wyjść? Czy nie?
-A mogę wiedzieć czemu tag bardzo nie chcesz mnie puścić?-spytał znów muskając jego usta swoimi.
-ale chciałeś tylko raz...-zauważył.-Przecież możemy się potulić potem.-dodał jednak wciąż muskając jego usta.
Takano po wyswobodzeniu się z jego uścisku położył się na plecach i rozłożył ramiona.
-chodź do mnie.-poprosił.
-trochę. Wolę kiedy ty na mnie leżysz.-przyznał szczerze rozmasowując bok.-więc chodź skarbie...
-a co to za fochy?-spytał przytulając go w kołdrowym kokonie.-dziękuję za ten dzień.-szepnął całując go w policzek.
-skarbie...bardzo chciałem cię przytulać tylko w trochę innej pozycji.-zaśmiał się.-a mi trochę zimno...-zadrżał teatralnie.
-No co za wredny...-westchnął siła go obracając na plecy i kładąc się na niego.-w takie pozycji?-spytał obejmując go.-nie jest ci ciężko tak uparciuchu mój...? Pewnie nie I tylko przesadzam, co?
-mój uparciuch.-zaśmiał się cicho.-wiesz...mógłbym tak nawet zasnąć gdyby mi nie było tak zimno.-powiedział słuchając jego serduszka.
-mhm...to dość zrozumiałe.-powiedział szczęśliwy.-ale zaraz pójdziemy się umyć, co?-spytał zerkajac na niego.
-a ja cie bardzo chętnie zaniosę skarbie.-powiedział wesoło.-strasznie? Mam się bać?-spytał na chwile milknac.-twoje serce wciąż tak szybko bije...
-um...juz.-zszedł z niego i z łóżka biorąc go zaraz na ręce.-to wtedy cie wytre, ubiore i zaniosę do łóżka. Chociaż przyznam szczerze ze wolałbym żebyś mi jednak nie zasypial.-powiedział niosąc go do łazienki.
-zmeczony jesteś co?-spytał tornado dedukcji. Wsadził go do wanny i puścił wodę siadając za nim.-ja tez.-przyznał.-to był długi i męczący dzien chociaż bardzo fajny.
-właśnie widzę kochanie.-zaśmiał się zakrecajac wodę kiedy już w wannie było jej dość.-no to szybko się umyjemy i pójdziesz juz spać.-zapewnił go sięgając po gąbkę i mydło.
-ja z tobą tez kotku.-powiedział całując go w kark I zaczynajac mu myć plecki.-włoski tez chcesz mieć umyte?-spytał wesoło.
-wiem wiem...dlatego się spiesze.-powiedział szybko myjac mu włosy i potem już myjac siebie.
-jutro? No obiecałes mi swoje pyszne curry...-powiedział kończąc się myć i wychodząc z wanny. Wytarl się I ubrał po czym wyjął z wanny chłopaka.-i nie padłeś.
Zachichotal widząc jak chłopak od razu odpłynał. Położył go w łóżku i okryl kołdrą kładąc się obok niego. Zdjął okulary I również zasnął obejmując go.
Takano juz długo nie spał wiec jak chłopak się zaczął wiercic objął go mocniej. Chciał żeby jeszcze trochę odpoczal.
-Ohyou misiu.-odparł zerkajac na niego.-i jak wypoczęty?-spytał uśmiechając się do niego i sięgając po okulary bo widział go zamazanego.
-oj zaraz nie wypada...masz prawo po tym wczorajszym dniu. Byłeś na prawdę zmęczony. Zasnales jak cie nioslem do łóżka.-zmierzwil mu włosy.
-tyle wytrwales skarbie.-zachichotal obejmując go mocniej.-moje kochanie...bardzo się ciesze ze wczoraj razem poszliśmy na festyn. To był mile spędzony czas.
-więcej festynów? No jak będzie jeszcze jakiś to obiecuje ze pojdziemy.-zapewnił go ze śmiechem. -ja ciebie tez kocham. To był na prawdę udany sylwester.-powiedział kładąc głowę spokojnie na poduszki.
Prześlij komentarz