-Mhm...wiec jak rozumiem w pszyszlym bierzemy udział troszeczkę inaczej?-uniósł lekko brwi.-a ja chciałbym żeby na następny poszedł tez z nami Yuya. Tak rodzinnie i w ogóle.
-nie kotek tak się nie bawimy. Jak iść na festyn to razem nie ważne czy stojąc na stoisku czy nie. A stojąc na stoisku tez na pewno będziemy się dobrze bawić. Nie zostawię cie z tym samego.-pstryknal go w nosek.-mój gluptasek.
-Oj no...możemy zawsze go na chwile podrzucić Koyukiemu póki tu zostaje a jak przyjdzie pan Takiyama to pójdziemy cała rodzinka.-wzruszył ramionami.-ale do natepnego festynu jeszcze trochę czasu.
-ok...rozumiem....a ja chcę żebyśmy bawili się na festynie w trójkę. Nie chce takiej sytuacji ze ja się z Yuya bawię a ty pracujesz. Nawet jeśli zapewnisz ze sobie poradzisz.-powiedział całując go w czoło.-wiem ze dasz sobie radę...ale myślę że Yuya tez chciałby śledząc czas z naszą dwójką niż tylko z jednym z nas.
-wiem wiem...bardzo tego nie lubisz...-pokiwał powoli głową.-nie będę na sile pomagał.-obiecał mu zaraz szybko.-ale jeszcze wszystko ustalimy.-dodał chcąc zakończyć ten temat.-a właśnie skarbie...chciałbym jakoś zastąpić to 'póki śmierć nas nie rozlaczy' w przysiędze...może to zabrzmi teraz na prawdę głupio ale...ja będę cię kochał nawet jak umrę...wiec...
-na zdrowie kochanie. A to nie od tego siedzenia na dworze?-spytał unosząc brwi i siadając.-piosenkę?-objął go jeszcze delikatnie. Przecież od nie umiał pisać piosenek.
-tylko żeby to jednak nie było przeziębienie...przecież niedługo zaczynasz rehabilitację i w ogóle...-mruknął przystając przy szafie i szykując sobie ciuchy.
-dobrze. Ja chyba też coś na odporność lykne.-powiedział ubierając się w dres i idąc do kuchni.-misiu...zostało trochę pierożkow chcesz je na śniadanie czy coś innego?
-hmmm...głównie ten rodzaj popu za którym nie przepadam. No i puszczali głównie wokalistki a ja jakoś preferuje męski wokal.-wzruszył ramionami.-wiec no...po prostu muzyka mi nie odpowiadała a na w Japonii miałem wtedy swoje ulubione radio i ulubione audycje.
-przecież już nie raz ci śpiewałem po francusku.-zauważył.-no ale nic nie stoi na przeszkodzie zebym zaśpiewał jeszcze raz.-wzruszył ramionami I zaczął.śpiewać jakąś ballade która akurat mu się przypomniała.
-och...bo się zarumienie.-zaśmiał się cicho.-a wiesz ze na początku miałem straszne problemy z akcentem i wymowa. Jeszcze na pierwszym roku studiów ciężko mi było się dogadać...nawet jeśli znałem słówka to moja wymowa była koszmarna.
-to było na ostatnim roku.-zaśmiał się.-cóż...bardzo szybko zakumplowalem się z moim współlokatorem. Jak czegoś nie rozumiał to pisałem o co mi chodzi...no i nauczył mnie wymowy. Jak tak teraz pomyślę...to z nim nie sypialem...czyli nie zalicza się do moich byłych.-zaśmiał się.-chciałbym go zaprosić na nasz ślub...
-żadnego byłego. Z nim mieszkałem przez 5 lat. Jolie go nie zagryzła.-dodał calując go delikatnie.- nie jest moim byłym. A ja ci gwarantuje że już żadnego z nich nie spotkasz.
-nie jestem o to zły gluptasie. I rozumiem ze się ich boisz. Marc jest całkowicie normalny. Tym nie musisz się bać. Jak będziemy odwiedzać Paryż tez możesz być spokojny. Rozeznalem się I wiem jakich miejsc musimy unikać. Będzie dobrze.-zapewnił go I pogłaskał po włoskach.-powoli ale odrastają.
Zaśmiał się odsuwajac go od swojej szyi.-trochę jeszcze drapiesz kotku.-powiedział patrząc na niego.-cóż...jest mniej więcej mojego wzrostu. To kawalarz ale z każdej imprezy doprowadzal mnie do domu. Zupełnie nie radzi sobie z gotowaniem za to robi świetne ciasta. Lukier wyglądający jak sperma na walentykowych czekoladkach to jego pomysł. Hmmm...w sumie nie wiem co mógłbym ci o nim opowiedzieć.-wzruszył ramionami.
-hmmm...chyba każde odprowadzanie mnie z imprezy. Zwłaszcza przez pierwsze dwa lata jak mówiłem po japońsku jak się upilem. Następnego dnia zawsze krzyczał ze nie rozumie co do niego mowie.-zastanowił się chwilę.-i hmmm...jak nam ciasto wybuchło w piekarniku.-zaśmiał się.-pogadać?-zerknął na zegarek.-u niego jest teraz wczesne rano...
-było nam tam dość wesoło.-przyznał widząc jak się chłopak śmieje.-cóż...ja nie mam nic przeciwko. Mogę was sobie przedstawić. Tylko między Paryżem a Tokyo jest jakieś 9 godzin różnicy. U nas później...musiałbym wychaczyc godzinę.
-no ok...ale wiesz mogę ci troszkę chociąż pomoc.-zaproponował bo wiedział ze na wózku może być mu trudno przy niektórych czynnościach.-ale oczywiście tylko wtedy kiedy to będzie nniezbędne twoim zdaniem.-zapewnił go szybko.
-oj...przecież to one same biegały.-zaśmiał się patrząc jak pieski się zajadają karmą.-usiade sobie w salonie, ok?-spytał kiedy skończył rozpakowywac resztę zakupów.
-dzwonisz zeby bawić się w swatke?-spytał wesoło francuz. -nie. Dzwonie żeby ci przedstawić mojego narzeczonego.-wywrocil oczyma. -NARZECZONEGO!?-krzyknął mało nie spadając z krzesła.
-no właśnie nie miałem jakoś okazji mu powiedzieć.-wzruszył ramionami.-I zaprosić na ślub. Jakos w maju. Ale dokładna data I miejsce dojdzie ci w zaproszeniu.-obiecał przyjacielowi. -wiesz...co jak co ale po tobie na prawdę nie spodziewałem się ślubu...no ale z takim słodziakiem to chyba mogę zrozumieć.-zaśmiał się .
-rozumiem ze chcesz wszystko rozumieć?-zaśmiał się.-chętnie pogadam. Może mi coś o nim poopowiadasz? Mogę odwdzięczyć się tym samym. -ej!-krzyknął Takano a Marc tylko wzruszył ramionami.
Takano zamilkł pozwalając im rozmawiać. -Takano chyba nie pozwoli ci się zgubić. W Paryżu możesz się przypadkiem natknąć na jego byłych. Zachowują się jakby po rozstaniu z nim czegoś im brakowało. Nawet mi się oberwalo.-wzruszył ramionami. -juz się zabezpieczylem na taką ewentualność. Nie spotkamy ich.-wtrącił się Takano a Marc machnął ręką. -co oznacza to 'chan'?-.spytał bo go to zaintrygowalo.
-to takie jakby zdrobnienie.-dopowiedział Takano widząc jak przyjaciel łapie się za głowę nie bardzo rozumiejąc. -aaaaa...juz łapie.-zaśmiał się.-ale wiesz...jeszcze mi się nie przedstawiłeś slodziaku.-dodal Marc wciąż się śmiejąc i patrząc na Tomo.
-o mój język się nie martw. Tomohisa nie tak trudno wymówić.-zaśmiał się mężczyzna.-swoją drogą to ładne imię...bynajmniej ładnie brzmi.-dodał wesoło. -mhm...mój Tomo-chan.-zaśmiał się całując go w policzek. -ej nie miziać mi się na ekranie. Podziękuję za porno na żywo. Lepiej opowiedzcie jak się poznaliscie. Bo powody wyjazdu Takano na prowincję znam.
-Jolie? Niezła z niej swatka.-zachichotal patrząc na nich.-wiesz Takano na prawdę się ciesze ze w końcu masz kogoś na stałe. I że jest to taki miły słodziak. -cóż...nie zawsze jest taki miły.-zaśmiał się.-ale dość często. Zwłaszcza ostatnio.
-waszego maluszka?-zamrugal patrząc na nich.-cóż...nie jestem pewny czy czas i praca mi pozwoli. Jestem teraz wykładowca i nie mogę się od tak urwać z pracy ja wycieczkę do Japonii.
Roześmiał się wesoło. -poznamy się na waszym ślubie. A co do szkolenia mówisz bardzo wyraźnie wiec nie sądzę żeby było ciężko. A jak Takano nie będzie słuchał to ci poopowiadam co potrafił robić w pokoju.-obiecał mu.
-a jest. Był zabawny. Zwłaszcza na pierwszym roku. Potem trochę przywykł do kultury europejskiej.-powiedział ze śmiechem a Takano niezadowolony odwrócił wzrok.
Takano pozwolił mu się o siebie wygodniej oprzeć i uśmiechnął się przepraszajaco do przyjaciela. -niedawno skończył chemię i jeszcze jest bardzo słaby.-wyjaśnił przyjacielowi a ten pokiwał głową. -wciąż mnie zaskakujesz. Musisz go na prawdę kochać. -i tak też jest.-zaśmiał się zaraz zwracając się do chłopaka po japońsku.-jeśli ci słabo i niedobrze to może lepiej połóż się spać skarbie...
-wiem.-uśmiechał się do niego i wrócił do rozmowy z przyjacielem. -wiec jednak zdecydowałeś się zostać wykładowca?-zainteresował się.-no I widzę że wciąż mieszkasz w naszym mieszkanku.-zasmiał się.
-ja tez nie.-skomentował ze śmiechem.-ale tak jakoś wyszło ze go spotkałem...im bardziej go poznawałem tym bardziej chciałem z nim być a nie tylko przeleciec.-wyjaśnił wzruszając ramionami.-tak po prostu sprawił że na prawdę go pokochałem. Ej Marc...będę mógł mu pokazać jak mieszkałem na studiach?
-cóż...to spanie jeszcze przemyśle bo na prawdę nie chce ci się narzucac...przedyskutuje to z Tomo i w ogóle...-powiedział wzruszając ramionami.-właśnie szykuj się na wycieczkę bo ślub planujemy robić z stanach.
-ja jakoś wytrzymuje. Wiesz ja ze swoją porywczoscia oświadczyłem mu się bardzo szybko i na samo 'weźmy ślub w maju' czekałem bardzo długo.-zaśmiał się.-a teraz na prawdę ciesze się ze on przeżywa to razem ze mną.-dodał patrząc chwile na Tomo.
Prychnal na niego jak zły kot. -przyjął.-odparł juz spokojnie.-ale chyba nie do końca je zaakceptowal. Może się bał...nie wiem bo w sumie to tylko moje domysły. Nie powiedział mi tego w prost.-wzruszył ramionami.-jestem szczęśliwy. Mam jego no I małego Yuye którego przygatnelismy. Rok temu zmarli jego rodzice i tak jakoś wyszło...
-jednak wiesz...wciąż martwię się o niego...jednak wychowywać go będziemy bez matki.-mruknął cicho.-ja go uczyłem po fakcie.-zaśmiał się.-miałem wypadek I bylem w śpiączce a jemu się ubzduralo ze jak się obudze to będę mówił po francusku, tak jak po pijaku. Wiec uczył go Soujiro.
-ma kochająca babcie.-zaśmiał się.-mile. Czasem potrafi być taki uroczy. Ale nie wiesz jak byłem zaskoczony jak się obudziłem a on zaczyna mi mówić po francusku.
-na pewno...wiem jak cierpiał kiedy spałem...-mruknął zaraz kręcąc głową.-obrazi się i wystraszy jak obudzi się sam. Dałem mu już poduszkę I jest przykryty kocem.-wyjaśnił.
-o wiele za dużo nieszczęść razem przeszliśmy. Ja w ogóle nie czuje ze jesteśmy razem dopiero niewiele ponad rok.-wzruszył ramionami.-pp tych wszystkich wypadkach, szpitalach, porwaniach...na prawdę bym chciał żeby teraz już było tylko lepiej.-powiedział zerkajac na juz spokojnie oddychającego chłopaka.-ale na szczęście Franz siedzi wiec na pewno się na niego nie natkniemy.
-chciałem z nim skończyć przecież wiesz.-westchnął.-Potem i tobie się dostało...Franz był psychiczny i tego nie sposób zaprzeczyć. Był najgorszy i na szczęście więcej już na niego nie wpadniemy.
-cóż...z tego co wiem to siedzi i szybko nie wyjdzie.-wzruszył ramionami I westchnął ciężko słysząc wyznanie chłopaka.-cóż...tak to już z nim jest. O psa zazdrosny nie będę ale jeszcze jedno wyznanie miłości czekoladzie i przestanę ja robić.-zaśmiał się.
-cóż...może nie bardzo zainteresowany mężczyznami?-zasugerował.-cóż...brzydki nie jesteś wiec to byłby chyba jedyny powód.-uśmiechnął sie.-ale nie poddawaj się.
-jak możesz nie być w czyimś typie?-zdziwił się.-cóż...może chce żebyś trochę powalczył i się wykazał.-zaproponował.-Tomo tez nie był mną od razu zainteresowany...
-będzie dobrze. Znając twoja upartość na pewno jeszcze będzie twój.-uniósł kciuk do góry. -ale nie jest to twój uczeń nie?-spytał jeszcze.-hahaha bardzo śmieszne.-fuknal.-chociaż tak właśnie było więc serio nie ma się z czego śmiać.
Zagwizdal ze śmiechem. -no widzę właśnie ze serio musi ci się podobać. Cóż...albo nie chce być ze swoim przełożonym albo chce się podroczyc i zobaczyć jak bardzo będziesz się starał. Bo nie rozumiem jak możesz nie być w czyimś typie. Ja swojego kochania pilnuje...a tobie jak się uda do maja to zabierz go na mój ślub jako osobę towarzyszącą.
-ej Marc...ty nie dasz rady? Ty?-uniósł brwi.-kompletnie straciłeś wiarę w swoje możliwości. Weź się w garść i pokaż mu ze jesteś wart żeby na ciebie spojrzał. Walnalbym cie gdybyś nie był tak daleko ode mnie.-fuknal celujac w niego palcem.
-wow...no go serio oporny...może jakos zrazil się do mężczyzn...-wzruszył ramionami na chwile milknac.-może nie tak się starasz? Co robisz?-spytał chcąc jakoś mu pomóc.
Takano pokiwał powoli głową. -no to może zrób coś bardziej....no nie wiem...coś żeby mu pokazać że na prawdę ci na nim zależy i chcesz się z nim spotykać. Wiesz...może nie dajesz mu takich bardzo jasnych sygnałów?-zaproponował.-popytaj tez Tomo...może on podpowie Ci coś lepszego niż ja.-wzruszył ramionami.-wiesz kiedy ma urodziny? Może wtedy coś zrób. Niedługo jest tez sylwester I walentynki.
-to zaledwie pięć lat różnicy. Nie zniechęcaj się I weź się w garść.-wycelowal w niego palcem zaraz kiwajac chłopakowi.-to może idź do sypialni skarbie? Nasze gadanie nie będzie ci przeszkadzać...-zaproponował mu.
-wygodnie...tylko myślałem ze ci przeszkadzamy.-wyjaśnił.-Marc...przemyśl to co ci mówiłem. Nie poddawaj się bo nie ma między wami aż takiej różnicy wieku.
-No to postaraj się bardziej.-zaśmiał się patrząc na zdjęcie.-no chłopczek niczego sobie. Zacznij do niego zarywać trochę bardziej bezpośrednio. Może oczekuje od ciebie trochę wiecej dominacji? -wzruszył ramionami.-a co ty myślisz Tomo?
Pokiwał spokojnie głową. -mhm rozumiem. Musisz tak zrobić żeby to on latał za tobą. Być trochę tajemniczy...możesz na przykład nie odprowadzać go do domu...wykrecajac się czyms. Cokolwiek.-wyjaśnił uznając ze to nie byłaby taka zła technika.
-Ech nie wiem Marc. Sądzę że skoro jest aż tak opony to musisz zmienić taktykę. Możesz tego spróbować jeśli nie wypali możesz spróbować czegoś innego.-zaproponował wzruszając ramionami.-ech no I wybacz ale zaraz będę się rozlaczal. Tomo nie wygląda najlepiej i wolałbym żeby położył się do łóżka a wiem ze sam nie pójdzie.
-jasne. Opowiesz mi jak ci poszło.-pomachal mu I zamknął laptopa.-nie przepraszaj. Pogadam z nim kiedy indziej. Ty jesteś najważniejszy.-powiedział biorąc go na ręce.-idziemy do łóżka.
-poleże. A na razie poczekaj chwilkę.-poprosił. Poszedł szybko do kuchni odszukując odpowiednie tabletki. Przyniósł mu jedna wraz ze szklanka wody.-Polonii szybko i postaraj się zasnąć.-poprosił pomagając mu usiąść na chwile.
-wiem ze się boisz. Dlatego przy tobie jestem. Zawsze kochanie. Masz moje wsparcie.-zapewnił go I objął delikatnie. Kiedy chłopak zasnął nadal delikatnie go obejmował. Martwił się o niego ale wiedział ze takie dni mogę się zdarzac.
-to dobrze kochanie.-powiedział głaszczac go po włoskach. Na prawdę dobrze. Po kolacji się umyjesz, weźmiesz tabletkę i do spania. Jutro powinno być lepiej.-dodał patrząc na niego.
-Oj...nie przepraszaj skarbie. Dla mnie to sama przyjemność leżeć tak przy tobie. No i mogę sobie pomyśleć.-ucałował go.-no I tak sobie pomyślałem zeby poprosić mojego nauczyciela żeby poza tortem zrobił jeszcze taki deser...wygląda jak wierza a we Francji bardzo często robi się go na takie uroczystości jak ślub.
-myszko...Zrobię I mam nadzieję że mi się nie rozpadnie. Może na walentynki ci zrobię. Co ty na to?-zaproponował wesoło.-lubię jak się tak do mnie tulisz...
-będzie mniejsza skarbie. Myślę że wtedy na pewno się nie rozleci.-zaśmiał się.-hmmm...no skoro jesteś pełny to nie będę w ciebie wmuszal. A herbatkę chociaż wypijesz? I leki potem.
-czemu dobrze?-spytał zerkajac na niego.-nie jestem zły. Zjadłes dużo curry, które jest dość ciężka potrawa. Masz prawo być pewny skoro nawet ja wciąż jestem.-zaśmiał się.-jakbym się wziął za brzuszki to chyba sam bym zwymiotowal. Dobrze ze sobie poleżałem.
-cały czas bardzo mocno cie kocham.-odparł całkowicie poważnie.-wezmę. Lodówka zamknięta na klucz nie jest. Bądź spokojny skarbie. Przecież wcale nie jem aż tak dużo....
-oj co z tego ze więcej.-wzruszył ramionami.-zrobię. Poczekasz tutaj czy chcesz iść na kanapę?-spytał patrząc na niego.-no bo filmiki możemy obejrzeć tez tutaj.
-wiec poczekaj. Wózek tez ci przyniosę.-obiecał I wyszedł z łóżka. Najpierw przyprowadził wózek a potem przyniosl herbatę, leki i laptopa.-proszę kochanie...-Podał mu kubek I tabletki.
-ok zaraz coś znajde.-obiecal mu. Znalazł jakiś filmik z robienia deseru o którym wspominał na zaliczenie.-to z pierwszego roku. Końcówka.-wyjaśnił włączając. -Takano szybciej bo się nie wyrobimy!-krzyknął Marc stojący za kamerą. Kręcił jak Takano wkładał gotowe bezy do formy.-mogliśmy jednak wziąć coś łatwiejszego...i przestań w końcu mamrotac pod nosem po japońsku! -to może zamiast marudzić odlozylbys te kamerę i mi pomógł?-spytał Takano z lekko łamanym jeszcze akcentem ale dość szybko. -co?-spytał ze śmiechem Marc. -kamerę ty odłożyć i pomóc.-fuknal wściekły kiedy jedna beza całkowicie wpadła mu do karmelu. Marc postawił kamerę na szafce tak żeby nadal ich filmowala. Chciał mieć uwiecznione ich studenckie lata.
-tak to ten.-odparł Takano. Film na chwile się urwał i pojawił się w momencie kiedy wyjmowali piramidę z formy. Ustawili i odetchneli z ulgą. Szybko zabrali się za ozdabanie poczym odbebnili taniec zwycięstwa. -jak znów wygramy stawiam ci calusienki alkohol na dzisiaj.-oznajmił poważnie Marc.
-oj...czekaj.-zaśmiał się.-na szczęście oceniał tez smak a nie runela tylko jedna.-pstryknal go w nosek.-wygraliśmy.-powiedział kiedy włączył się trugni filmik z imprezy gdzie opijali wygrana.
-w sumie to nie wiem...-wzruszył ramionami.-ale ja na imprezach zawsze coś robiłem.-zaśmiał się.-chociaż tym razem to raczej popijawa. Nie wiem po co on to nagrywał.-wzruszył ramionami widząc siebie z puszka piwa. Film był odrobinę przyspieszony i po chwili było nagrane normalnie tylko to jak gadał coś po japońsku. -mówię ci!-Takano z filmiku wycelowal palcem w Marca.-kiedyś...Zrobimy ten deser na mój ślub. I tym razem się nie rozpadnie!-wziął kolejny łyk piwa. -gdybym jeszcze rozumial co mówisz...-westchnął Marc.
-to słodkie.-zachichotal bo spodobało mu się to ze chłopak jest zazdrosny.-żadna nigdy mnie nie zabierze. Po pierwsze kocham tylko ciebie. Po drugie kobiety mnie nie podniecają. A po trzecie...teraz to chyba tylko ty mnie podniecasz.-ucałował go.
-nie...tego ci na pewno nie zrobię.-obiecał mu.-ok...możesz sobie jeszcze pooglądać jakieś filmiki i zdjęcia...a ja ci zrobię herbatke.-powiedział bo wszystkie pozostałości po poprzednich związkach na bieżąco usuwal wiec się nie martwił.
-CO!?-krzyknął odkładając wszystko co akurat robił. Wbiegł do sypialni i spojrzał na laptopa.-aaa...crossdressing party...-przypomniał sobie.-Marc ma taka sama. Uznaliśmy ze jak szaleć to szaleć i zrobiliśmy się na barbie.-wyjaśnił.
-slipy miałem!-odkrzyknął. Akurat tego był pewny.-ale na tych obcasach prawie się zabiłem... cieszę się że miałem buty na zmianę.-mruknął wchodząc do sypialni z kubkiem herbaty.
-a...no nie są...-mruknął podając mu kubek. Był trochę zawstydzony.-cóż...to w dalszym ciągu jest mniej zawstydzajsce niż mój nagi taniec.-zauważył kładąc się obok niego.-mieliśmy wiele takich tematycznych imprez. Raz cosplay nawet.
-taka Maido?-spytał ze śmiechem mierzwiac mu włoski.-jeśli właśnie tego chcesz to nie mam nic przeciwko...ale jeśli sam odwdzięcze się tym samym następnego dnia.-powiedział.
-wybawimy się co?-spojrzał na niego z uśmiechem.-i dużo zwiedzimy. Zobaczysz jak mieszkałem. Marc wciąż zajmuje nasze mieszkanko. Wynajmowalismy bo w akademiku było nam za ciasno.-wyjaśnił.
-mieliśmy robić film...ale te straszne elementy robić z ciasta i innych słodkości.-wyjaśnił oglądając.-A Marc uznał ze on będzie kręcił...-wzruszył ramionami.-do wakacji jeszcze czas...ale na pewno będzie zróżnicowane.
-no tylko troszeczkę...-powiedział szepczac mu do uszka.-Pojedziemy. Ja tez juz bym chciał żeby zaczął powoli rehabilitację.-powiedział.-wiec może chodzmy juz spać co? Żebyś miał jutro siłę.
-nie jestem skarbie.-zapewnił go.-dobrze sam. Ja wezmę prysznic. Jak ty juz wyjdziesz.-powiedział.-no I pamiętaj ze jak będziesz potrzebował pomocy to zawołaj.-dodał.
Obudził się wyjątkowo wcześniej niż on. Oparł się wtedy na ramieniu patrząc na niego z rozczuleniem. Zadziwiało go to ze kiedy spał wyglądał jak aniołek.
-kochanie...na prawdę musisz zjeść coś takiego pożądaniejszego...zwłaszcza że jesteś bez kolacji.-powiedział wstając z łóżka.-nie chce żebyś mi padł na tej rehabilitacji.
-kotek...ja wiem ze możesz nie mieć ochoty ale...przed Tobą duży wysiłek...nie możesz iść o samych płatkach na rehabilitację. Przepraszam ale..zbyt się martwię żeby tak cię puścić.
-No ok...możemy tak zrobić...-zgodził się przytulając go mocniej.-ja...ja po prostu nie chce żebyś znów był tyle w szpitalu. Tak bardzo się ciesze ze w końcu jesteś w domku. Ze jemy razem posiłki i spędzamy wspólnie czas...nie chce znów tego stracić. Tak bardzo cie kocham...
-No dobrze. Wiec teraz zjesz płatki ale jak już dojedziemy musisz coś jeszcze zjeść. Jak zrobię zakupy to przyjadę do szpitala i tam na ciebie poczekam.-ucałował go jeszcze.-a teraz idziemy jeść.
-CO!?-krzyknął a oddech trochę mu przyspieszył.-uspokuj go I zapewnij ze nie jesteśmy na niego źli...-polecił mu I poszedł zadzwonić do swojego ojca na którego z kolei był zły. -Tato kurwa! Jak mogłeś doprowadzić do tego ze Yuya zgobil się w Tokio? JAK TY GO PILNUJESZ DO CHOLERY JASNEJ!-warknął w słuchawkę. -Takano ja... -Nawet się nie tłumacz. Nie chce tego słuchać. Jeszcze dzisiaj po niego pojadę tylko go kurwa znajdź. Zaraz ci wyjaśnimy gdzie jest.-mruknął wracając do kuchni.
Skinął Tomo i wziął karteczkę znów wychodząc. -zaraz ci wyślę wiadomością gdzie jest. Masz go znaleźć.-mruknął rozlaczajac się. Szybko napisal smsa I wrócił do kuchni. Był na prawdę wściekły.
Westchnał cicho i wciąż łyk herbaty. -tak...porozmawiamy...-zgodził się.-ale Tomo...jak oni mogli go nie dopilnować? Taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca.
-znam...-westchnął cicho.-ech...porozmawiamy z nim...z ojcem nie będę rozmawiał. Na prawdę w ty. Momencie mam po prostu dość. Weź mi powiedz jak w takiej sytuacji moglibyśmy zostawić Yuye z nim na miesiąc? -pokręcił głową.
-nigdy nie powiedziałem ze za nim nie przepadam.-pstryknal go w nos.-ech...I tak sie martwię. Przecież już była taka sytuacja ze ktoś go napadal jak szedł ze szkoły do mieszkania twojej mamy.-pokręcił głową.
-wiem...wiem...-szepnął stulajac się w niego.-po prostu...jestem teraz wściekły. Przestraszył się...na prawdę.-dodał cicho bo emocje bardzo powoli opadaly.-masz rację. Tym zajmiemy się później.
-tak...masz rację...-zgodził się jeszcze chwile się tak w niego wtulajac. Potrzebował tego.-dziękuję ze zachowałeś zimna krew. Dzięki temu sytuacja była opanowana dość szybko.
-co? Ja też się zgubiłem Tomo-chan. Kierowca nie przyjechał i miałem wrócić sam ze szkoły do domu. To było w podstawówce. Zadzwoniłem do brata. Nie do ojca.-westchnął.-pojadę. Odwioze cie do domu po rehabilitacji i pojadę po niego.
-um...zadzwonił...-zgodził się trochę się uspokajając.-zaufał nam...-dodał cicho.-dziękuję ze jesteś.-ucałował go w.policzek.-jak widać ja też mam chwile słabości...dziękuję ze jesteś...nie chciałbyś pojechać ze mną?-spytał patrząc na niego.
-z Yuyą? Czemu nie. Jeszcze z nami nie był.-zgodził się wesoło.-no to ustalone. Od razu mamy mała wycieczke. Jak będę na ciebie czekał to zobaczę co jest po drodze i zrobię rezerwacje.-uśmiechnął sie do niego.
-przemeczasz się!-fuknal biorąc go na ręce jak dziecko.-przepraszam za niego...-powiedział.-wiem ze chcesz. Ale masz sje nie przemeczac. Po prostu nie.-dobrze wiesz ze nie wolno ci...
-dajesz z siebie wszystko i jeszcze więcej.-powiedział biorąc głęboki wdech.-powoli kochanie...nie doprowadzaj juz się ie do stanu kiedy nie możesz nawet wstać...
-Wiem...ale teraz tez jest ok. Nie spieszy nam się przecież. Powoli znów będziesz chodził. Masz się nie przemeczac.-westchnął pomagając mu się przebrać.
-dobrze kochanie. Zjedz sobie spokojnie.-powiedział zatrzymując się przy samochodzie. Wskoczył do środka żeby przygotować chłopakowi spanie. Położył mu poduszkę i kocyk.
Okryl go kocykiem i schował wózek po czym już usiadł na miejscu kierowcy i powoli ruszył. Włączył cicho płytkę z piosenkami chłopaka i skupił się na drodze.
-ja ciebie tez ale mnie nie rozpraszaj.-zasmiał się cicho.-hmmm...-spojrzał na GPS.-za chwile mamy zjazd na stacje paliw. Wtedy sje zatrzymamy. A teraz już usiądź ładnie.
Takano skinął lekko głową. -najważniejsze że nic się nikomu nie stało.-uśmiechnął się. Poklepał chłopaka po ramieniu i podszedł do kasy żeby w końcu za wszystko zapłacić.
-mhm...rozumiem, więc zajedziemy.-uśmiechnął się.-Ale...wiesz skarbie że masz teraz bardzo osłabioną odporność? No i nie powinieneś...-pogłaskał go po policzku.
-Ech...nie wiem. Myślałem o tym całą drogę i nadal jestem zbyt wściekły żeby z nimi rozmawiać. Wiesz że sytuacja z moim ojcem i tak jest dość napięta...-mruknął ruszając.
-Tomo...ja teraz prowadzę więc proszę cię zejdź mi z kolan bo spowodujemy wypadek...-powiedział nieźle zwalniając.-ech dobrze. Wejdę z tobą do środka i jeśli zajdzie potrzeba to też się odezwę.
-nie. Prowadzę.-fuknął zerkając na niego.-A chyba nie chcemy spowodować wypadku co? Podpowiem ci że samochodu też mi nie chcesz ubrudzić.-powiedział powoli ruszając.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3401 – 3600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Mhm...wiec jak rozumiem w pszyszlym bierzemy udział troszeczkę inaczej?-uniósł lekko brwi.-a ja chciałbym żeby na następny poszedł tez z nami Yuya. Tak rodzinnie i w ogóle.
-nie kotek tak się nie bawimy. Jak iść na festyn to razem nie ważne czy stojąc na stoisku czy nie. A stojąc na stoisku tez na pewno będziemy się dobrze bawić. Nie zostawię cie z tym samego.-pstryknal go w nosek.-mój gluptasek.
-Oj no...możemy zawsze go na chwile podrzucić Koyukiemu póki tu zostaje a jak przyjdzie pan Takiyama to pójdziemy cała rodzinka.-wzruszył ramionami.-ale do natepnego festynu jeszcze trochę czasu.
-ok...rozumiem....a ja chcę żebyśmy bawili się na festynie w trójkę. Nie chce takiej sytuacji ze ja się z Yuya bawię a ty pracujesz. Nawet jeśli zapewnisz ze sobie poradzisz.-powiedział całując go w czoło.-wiem ze dasz sobie radę...ale myślę że Yuya tez chciałby śledząc czas z naszą dwójką niż tylko z jednym z nas.
-wiem wiem...bardzo tego nie lubisz...-pokiwał powoli głową.-nie będę na sile pomagał.-obiecał mu zaraz szybko.-ale jeszcze wszystko ustalimy.-dodał chcąc zakończyć ten temat.-a właśnie skarbie...chciałbym jakoś zastąpić to 'póki śmierć nas nie rozlaczy' w przysiędze...może to zabrzmi teraz na prawdę głupio ale...ja będę cię kochał nawet jak umrę...wiec...
-na zdrowie kochanie. A to nie od tego siedzenia na dworze?-spytał unosząc brwi i siadając.-piosenkę?-objął go jeszcze delikatnie. Przecież od nie umiał pisać piosenek.
-Mhm no dobrze kochanie. Zaraz wszystko mi pokażesz i weźmiesz leki. Poczekaj tylko przyprowadze ci wózek.-powiedział całując go lekko na dzień dobry.
-tylko żeby to jednak nie było przeziębienie...przecież niedługo zaczynasz rehabilitację i w ogóle...-mruknął przystając przy szafie i szykując sobie ciuchy.
-dobrze. Ja chyba też coś na odporność lykne.-powiedział ubierając się w dres i idąc do kuchni.-misiu...zostało trochę pierożkow chcesz je na śniadanie czy coś innego?
-ok misiu.-ucałował go i zabrał się za ogrzewanie pierożkow.
-przytule tyle ile będziesz chciał.-zapewnił go uśmiechając się do niego. Lyknal szybko jakieś witaminy i wrócił do pilnowania pierożkow.
Uśmiechnął się w odpowiedzi i po chwili dołączył do niego z pierozkami i herbatą.
-smacznego.
-oj no juz mi tak nie słodz.-zaśmiał się całując go w policzek I samemu biorąc się za jedzenie bo był głodny.
-i na tulenie tak jak obiecałem.-powiedział przytulając go do siebie ciesząc się jego bliskością.
-mhm...ja na studiach bardzo często słuchałem japońskiego radia.-powiedział również się do niego uśmiechając.
-nie. Przecież spotkałem się z przyjaciółmi.-zaśmiał się.-po prostu bardzo nie lubiłem muzyki puszczanej we francuskim radiu.
-hmmm...głównie ten rodzaj popu za którym nie przepadam. No i puszczali głównie wokalistki a ja jakoś preferuje męski wokal.-wzruszył ramionami.-wiec no...po prostu muzyka mi nie odpowiadała a na w Japonii miałem wtedy swoje ulubione radio i ulubione audycje.
-przecież już nie raz ci śpiewałem po francusku.-zauważył.-no ale nic nie stoi na przeszkodzie zebym zaśpiewał jeszcze raz.-wzruszył ramionami I zaczął.śpiewać jakąś ballade która akurat mu się przypomniała.
-och...bo się zarumienie.-zaśmiał się cicho.-a wiesz ze na początku miałem straszne problemy z akcentem i wymowa. Jeszcze na pierwszym roku studiów ciężko mi było się dogadać...nawet jeśli znałem słówka to moja wymowa była koszmarna.
-to było na ostatnim roku.-zaśmiał się.-cóż...bardzo szybko zakumplowalem się z moim współlokatorem. Jak czegoś nie rozumiał to pisałem o co mi chodzi...no i nauczył mnie wymowy. Jak tak teraz pomyślę...to z nim nie sypialem...czyli nie zalicza się do moich byłych.-zaśmiał się.-chciałbym go zaprosić na nasz ślub...
-żadnego byłego. Z nim mieszkałem przez 5 lat. Jolie go nie zagryzła.-dodał calując go delikatnie.- nie jest moim byłym. A ja ci gwarantuje że już żadnego z nich nie spotkasz.
-nie jestem o to zły gluptasie. I rozumiem ze się ich boisz. Marc jest całkowicie normalny. Tym nie musisz się bać. Jak będziemy odwiedzać Paryż tez możesz być spokojny. Rozeznalem się I wiem jakich miejsc musimy unikać. Będzie dobrze.-zapewnił go I pogłaskał po włoskach.-powoli ale odrastają.
Zaśmiał się odsuwajac go od swojej szyi.-trochę jeszcze drapiesz kotku.-powiedział patrząc na niego.-cóż...jest mniej więcej mojego wzrostu. To kawalarz ale z każdej imprezy doprowadzal mnie do domu. Zupełnie nie radzi sobie z gotowaniem za to robi świetne ciasta. Lukier wyglądający jak sperma na walentykowych czekoladkach to jego pomysł. Hmmm...w sumie nie wiem co mógłbym ci o nim opowiedzieć.-wzruszył ramionami.
-hmmm...chyba każde odprowadzanie mnie z imprezy. Zwłaszcza przez pierwsze dwa lata jak mówiłem po japońsku jak się upilem. Następnego dnia zawsze krzyczał ze nie rozumie co do niego mowie.-zastanowił się chwilę.-i hmmm...jak nam ciasto wybuchło w piekarniku.-zaśmiał się.-pogadać?-zerknął na zegarek.-u niego jest teraz wczesne rano...
-było nam tam dość wesoło.-przyznał widząc jak się chłopak śmieje.-cóż...ja nie mam nic przeciwko. Mogę was sobie przedstawić. Tylko między Paryżem a Tokyo jest jakieś 9 godzin różnicy. U nas później...musiałbym wychaczyc godzinę.
-no ok...ale wiesz mogę ci troszkę chociąż pomoc.-zaproponował bo wiedział ze na wózku może być mu trudno przy niektórych czynnościach.-ale oczywiście tylko wtedy kiedy to będzie nniezbędne twoim zdaniem.-zapewnił go szybko.
-Ok zrozumiałem.-zaśmiał się. Przebrał się szybko i wyszedł z pieskami w drodze powrotnej kupując to o co go chłopak poprosił.
-same tak biegały jak szalone.-wzruszył ramionami sypiac psiakom jedzenia.-kupiłem wszystko o co prosiłeś.-dodał.wskazując na torbe.
-oj...przecież to one same biegały.-zaśmiał się patrząc jak pieski się zajadają karmą.-usiade sobie w salonie, ok?-spytał kiedy skończył rozpakowywac resztę zakupów.
-nie trzeba kochanie. Ale jak coś to mnie wołaj.-ucałował go I poszedł na kanapę włączając sobie telewizor.
-ok juz ci pomagam.-powiedział stając przy patelni.-tylko mów mi co mam robić.-poprosił wesoło.
Kiedy skończyli przykryl patelnie żeby się jeszcze dusilo. Potem usiadł swoim zwyczajem na blacie.
-teraz czekamy co?-uśmiechnal się.
-to idź teraz. Ja dopilnuje potrawy i ugotuje ryż a ty się trochę przepisz albo chociąż trochę polezysz.-poowiedzial zeskakujac z blatu.
-nie przepraszaj. Będzie lepiej.-ucałował go.-idź się położyć a ja ugotuje ryż.-powiedział szykując maszynkę.
Nie minęło dużo czasu jak przyniósł juz nałożony obiadek na talerze.
-kochanie. Juz obiad.-powiedział wchodząc do salonu i kładąc talerze na stole.
-na pewno. Twoje curry jest zawsze przepyszne.-powiedział siadając i od razu biorąc się za jedzenie.-mmmm....najlepsze.
-jest przepyszne. Uwielbiam twoje curry.-powiedział wesoło jedząc dalej a kiedy skończył usiadł wygodniej.-ale się najadlem.
-serio?-spojrzał na siebie.-no...może potem kilka brzuszków sobie zrobię....bo jak dla mnie to za zimno na bieganie.-wzruszył ramionami.
-cóż...nie sądzę żebym wtedy dobrze wyglądał.-wzruszył ramionami.-ale skoro chcesz patrzeć to przecież nie będę ci bronił.
-jak jestem chory i spocony to w ogóle nie wyglądam.-zaśmiał się mierzwiac mu włosy.
-dzwonimy.-zaśmiał się wpuszczając pieski i idąc po laptopa. Odpalił Skype i pomachal zaskoczonemu przyjacelowi.-bonjour.-zaśmiał się.
-Takano?
-oui.
-dzwonisz zeby bawić się w swatke?-spytał wesoło francuz.
-nie. Dzwonie żeby ci przedstawić mojego narzeczonego.-wywrocil oczyma.
-NARZECZONEGO!?-krzyknął mało nie spadając z krzesła.
-no właśnie nie miałem jakoś okazji mu powiedzieć.-wzruszył ramionami.-I zaprosić na ślub. Jakos w maju. Ale dokładna data I miejsce dojdzie ci w zaproszeniu.-obiecał przyjacielowi.
-wiesz...co jak co ale po tobie na prawdę nie spodziewałem się ślubu...no ale z takim słodziakiem to chyba mogę zrozumieć.-zaśmiał się .
-rozumiem ze chcesz wszystko rozumieć?-zaśmiał się.-chętnie pogadam. Może mi coś o nim poopowiadasz? Mogę odwdzięczyć się tym samym.
-ej!-krzyknął Takano a Marc tylko wzruszył ramionami.
Takano zamilkł pozwalając im rozmawiać.
-Takano chyba nie pozwoli ci się zgubić. W Paryżu możesz się przypadkiem natknąć na jego byłych. Zachowują się jakby po rozstaniu z nim czegoś im brakowało. Nawet mi się oberwalo.-wzruszył ramionami.
-juz się zabezpieczylem na taką ewentualność. Nie spotkamy ich.-wtrącił się Takano a Marc machnął ręką.
-co oznacza to 'chan'?-.spytał bo go to zaintrygowalo.
-to takie jakby zdrobnienie.-dopowiedział Takano widząc jak przyjaciel łapie się za głowę nie bardzo rozumiejąc.
-aaaaa...juz łapie.-zaśmiał się.-ale wiesz...jeszcze mi się nie przedstawiłeś slodziaku.-dodal Marc wciąż się śmiejąc i patrząc na Tomo.
-o mój język się nie martw. Tomohisa nie tak trudno wymówić.-zaśmiał się mężczyzna.-swoją drogą to ładne imię...bynajmniej ładnie brzmi.-dodał wesoło.
-mhm...mój Tomo-chan.-zaśmiał się całując go w policzek.
-ej nie miziać mi się na ekranie. Podziękuję za porno na żywo. Lepiej opowiedzcie jak się poznaliscie. Bo powody wyjazdu Takano na prowincję znam.
-Jolie? Niezła z niej swatka.-zachichotal patrząc na nich.-wiesz Takano na prawdę się ciesze ze w końcu masz kogoś na stałe. I że jest to taki miły słodziak.
-cóż...nie zawsze jest taki miły.-zaśmiał się.-ale dość często. Zwłaszcza ostatnio.
-waszego maluszka?-zamrugal patrząc na nich.-cóż...nie jestem pewny czy czas i praca mi pozwoli. Jestem teraz wykładowca i nie mogę się od tak urwać z pracy ja wycieczkę do Japonii.
Roześmiał się wesoło.
-poznamy się na waszym ślubie. A co do szkolenia mówisz bardzo wyraźnie wiec nie sądzę żeby było ciężko. A jak Takano nie będzie słuchał to ci poopowiadam co potrafił robić w pokoju.-obiecał mu.
-a jest. Był zabawny. Zwłaszcza na pierwszym roku. Potem trochę przywykł do kultury europejskiej.-powiedział ze śmiechem a Takano niezadowolony odwrócił wzrok.
Takano pozwolił mu się o siebie wygodniej oprzeć i uśmiechnął się przepraszajaco do przyjaciela.
-niedawno skończył chemię i jeszcze jest bardzo słaby.-wyjaśnił przyjacielowi a ten pokiwał głową.
-wciąż mnie zaskakujesz. Musisz go na prawdę kochać.
-i tak też jest.-zaśmiał się zaraz zwracając się do chłopaka po japońsku.-jeśli ci słabo i niedobrze to może lepiej połóż się spać skarbie...
-wiem.-uśmiechał się do niego i wrócił do rozmowy z przyjacielem.
-wiec jednak zdecydowałeś się zostać wykładowca?-zainteresował się.-no I widzę że wciąż mieszkasz w naszym mieszkanku.-zasmiał się.
-ja tez nie.-skomentował ze śmiechem.-ale tak jakoś wyszło ze go spotkałem...im bardziej go poznawałem tym bardziej chciałem z nim być a nie tylko przeleciec.-wyjaśnił wzruszając ramionami.-tak po prostu sprawił że na prawdę go pokochałem. Ej Marc...będę mógł mu pokazać jak mieszkałem na studiach?
-cóż...to spanie jeszcze przemyśle bo na prawdę nie chce ci się narzucac...przedyskutuje to z Tomo i w ogóle...-powiedział wzruszając ramionami.-właśnie szykuj się na wycieczkę bo ślub planujemy robić z stanach.
-ja jakoś wytrzymuje. Wiesz ja ze swoją porywczoscia oświadczyłem mu się bardzo szybko i na samo 'weźmy ślub w maju' czekałem bardzo długo.-zaśmiał się.-a teraz na prawdę ciesze się ze on przeżywa to razem ze mną.-dodał patrząc chwile na Tomo.
Prychnal na niego jak zły kot.
-przyjął.-odparł juz spokojnie.-ale chyba nie do końca je zaakceptowal. Może się bał...nie wiem bo w sumie to tylko moje domysły. Nie powiedział mi tego w prost.-wzruszył ramionami.-jestem szczęśliwy. Mam jego no I małego Yuye którego przygatnelismy. Rok temu zmarli jego rodzice i tak jakoś wyszło...
-jednak wiesz...wciąż martwię się o niego...jednak wychowywać go będziemy bez matki.-mruknął cicho.-ja go uczyłem po fakcie.-zaśmiał się.-miałem wypadek I bylem w śpiączce a jemu się ubzduralo ze jak się obudze to będę mówił po francusku, tak jak po pijaku. Wiec uczył go Soujiro.
-ma kochająca babcie.-zaśmiał się.-mile. Czasem potrafi być taki uroczy. Ale nie wiesz jak byłem zaskoczony jak się obudziłem a on zaczyna mi mówić po francusku.
-raczej zastanawiałem się czy obudziłem się w dobrym miejscu.-zaśmiał się zaraz kładąc chłopaka tak żeby mu było łatwiej oddychać.
-na pewno...wiem jak cierpiał kiedy spałem...-mruknął zaraz kręcąc głową.-obrazi się i wystraszy jak obudzi się sam. Dałem mu już poduszkę I jest przykryty kocem.-wyjaśnił.
-o wiele za dużo nieszczęść razem przeszliśmy. Ja w ogóle nie czuje ze jesteśmy razem dopiero niewiele ponad rok.-wzruszył ramionami.-pp tych wszystkich wypadkach, szpitalach, porwaniach...na prawdę bym chciał żeby teraz już było tylko lepiej.-powiedział zerkajac na juz spokojnie oddychającego chłopaka.-ale na szczęście Franz siedzi wiec na pewno się na niego nie natkniemy.
-chciałem z nim skończyć przecież wiesz.-westchnął.-Potem i tobie się dostało...Franz był psychiczny i tego nie sposób zaprzeczyć. Był najgorszy i na szczęście więcej już na niego nie wpadniemy.
-cóż...z tego co wiem to siedzi i szybko nie wyjdzie.-wzruszył ramionami I westchnął ciężko słysząc wyznanie chłopaka.-cóż...tak to już z nim jest. O psa zazdrosny nie będę ale jeszcze jedno wyznanie miłości czekoladzie i przestanę ja robić.-zaśmiał się.
-No te moja do picia. Na prawdę ja uwielbia.-zaśmiał się głaszczac chłopaka po włosach.
-nie żałuję. Jak sobie siedzimy to bardzo często mu robie taka z piankami.-powiedział wesoło.-a co tam u ciebie Marc? Na prawdę nikogo nie masz?
-cóż...może nie bardzo zainteresowany mężczyznami?-zasugerował.-cóż...brzydki nie jesteś wiec to byłby chyba jedyny powód.-uśmiechnął sie.-ale nie poddawaj się.
-jak możesz nie być w czyimś typie?-zdziwił się.-cóż...może chce żebyś trochę powalczył i się wykazał.-zaproponował.-Tomo tez nie był mną od razu zainteresowany...
-będzie dobrze. Znając twoja upartość na pewno jeszcze będzie twój.-uniósł kciuk do góry. -ale nie jest to twój uczeń nie?-spytał jeszcze.-hahaha bardzo śmieszne.-fuknal.-chociaż tak właśnie było więc serio nie ma się z czego śmiać.
Zagwizdal ze śmiechem.
-no widzę właśnie ze serio musi ci się podobać. Cóż...albo nie chce być ze swoim przełożonym albo chce się podroczyc i zobaczyć jak bardzo będziesz się starał. Bo nie rozumiem jak możesz nie być w czyimś typie. Ja swojego kochania pilnuje...a tobie jak się uda do maja to zabierz go na mój ślub jako osobę towarzyszącą.
-ej Marc...ty nie dasz rady? Ty?-uniósł brwi.-kompletnie straciłeś wiarę w swoje możliwości. Weź się w garść i pokaż mu ze jesteś wart żeby na ciebie spojrzał. Walnalbym cie gdybyś nie był tak daleko ode mnie.-fuknal celujac w niego palcem.
-wow...no go serio oporny...może jakos zrazil się do mężczyzn...-wzruszył ramionami na chwile milknac.-może nie tak się starasz? Co robisz?-spytał chcąc jakoś mu pomóc.
Takano pokiwał powoli głową.
-no to może zrób coś bardziej....no nie wiem...coś żeby mu pokazać że na prawdę ci na nim zależy i chcesz się z nim spotykać. Wiesz...może nie dajesz mu takich bardzo jasnych sygnałów?-zaproponował.-popytaj tez Tomo...może on podpowie Ci coś lepszego niż ja.-wzruszył ramionami.-wiesz kiedy ma urodziny? Może wtedy coś zrób. Niedługo jest tez sylwester I walentynki.
-to zaledwie pięć lat różnicy. Nie zniechęcaj się I weź się w garść.-wycelowal w niego palcem zaraz kiwajac chłopakowi.-to może idź do sypialni skarbie? Nasze gadanie nie będzie ci przeszkadzać...-zaproponował mu.
-wygodnie...tylko myślałem ze ci przeszkadzamy.-wyjaśnił.-Marc...przemyśl to co ci mówiłem. Nie poddawaj się bo nie ma między wami aż takiej różnicy wieku.
-No to postaraj się bardziej.-zaśmiał się patrząc na zdjęcie.-no chłopczek niczego sobie. Zacznij do niego zarywać trochę bardziej bezpośrednio. Może oczekuje od ciebie trochę wiecej dominacji? -wzruszył ramionami.-a co ty myślisz Tomo?
Pokiwał spokojnie głową.
-mhm rozumiem. Musisz tak zrobić żeby to on latał za tobą. Być trochę tajemniczy...możesz na przykład nie odprowadzać go do domu...wykrecajac się czyms. Cokolwiek.-wyjaśnił uznając ze to nie byłaby taka zła technika.
[A tak w ogóle to wesołych świąt ^^]
-Ech nie wiem Marc. Sądzę że skoro jest aż tak opony to musisz zmienić taktykę. Możesz tego spróbować jeśli nie wypali możesz spróbować czegoś innego.-zaproponował wzruszając ramionami.-ech no I wybacz ale zaraz będę się rozlaczal. Tomo nie wygląda najlepiej i wolałbym żeby położył się do łóżka a wiem ze sam nie pójdzie.
-jasne. Opowiesz mi jak ci poszło.-pomachal mu I zamknął laptopa.-nie przepraszaj. Pogadam z nim kiedy indziej. Ty jesteś najważniejszy.-powiedział biorąc go na ręce.-idziemy do łóżka.
-poleże. A na razie poczekaj chwilkę.-poprosił. Poszedł szybko do kuchni odszukując odpowiednie tabletki. Przyniósł mu jedna wraz ze szklanka wody.-Polonii szybko i postaraj się zasnąć.-poprosił pomagając mu usiąść na chwile.
-wiem ze się boisz. Dlatego przy tobie jestem. Zawsze kochanie. Masz moje wsparcie.-zapewnił go I objął delikatnie. Kiedy chłopak zasnął nadal delikatnie go obejmował. Martwił się o niego ale wiedział ze takie dni mogę się zdarzac.
-to dobrze kochanie.-powiedział głaszczac go po włoskach. Na prawdę dobrze. Po kolacji się umyjesz, weźmiesz tabletkę i do spania. Jutro powinno być lepiej.-dodał patrząc na niego.
-Oj...nie przepraszaj skarbie. Dla mnie to sama przyjemność leżeć tak przy tobie. No i mogę sobie pomyśleć.-ucałował go.-no I tak sobie pomyślałem zeby poprosić mojego nauczyciela żeby poza tortem zrobił jeszcze taki deser...wygląda jak wierza a we Francji bardzo często robi się go na takie uroczystości jak ślub.
-bo jesteś blisko.-zaśmiał się.-pokaże. Nazywa się Croque en Bouche...to takie...bezy ułożone w piramidę polane karmelem i przyozdobione.
-są. Mój nauczyciel robi przepyszne. Mi to nie wychodzi takie dobre.-powiedział głaszczac go po ramieniu.-no i mi się trochę rozwala...
-ej, ej...rozpadająca się piramidka to koszmar cukiernia...a ja mam do tego niesamowitego pecha.-mruknął.-ale w smaku jest ok.
-myszko...Zrobię I mam nadzieję że mi się nie rozpadnie. Może na walentynki ci zrobię. Co ty na to?-zaproponował wesoło.-lubię jak się tak do mnie tulisz...
-będzie mniejsza skarbie. Myślę że wtedy na pewno się nie rozleci.-zaśmiał się.-hmmm...no skoro jesteś pełny to nie będę w ciebie wmuszal. A herbatkę chociaż wypijesz? I leki potem.
-jak coś znajde to możemy obejrzeć.-zgodził się.-ale to za chwilę co?-powiedział.-chce jeszcze tak tobą leżeć.
-I nie śpię.-zaśmiał się.-szybko bije bo jesteś tak blisko mnie...przy tobie po prostu przyspiesza.-wyjaśnił zerkajac na niego.
[I wzajemnie ^^ ja tez jade i pewnie się wynudze...]
-czemu dobrze?-spytał zerkajac na niego.-nie jestem zły. Zjadłes dużo curry, które jest dość ciężka potrawa. Masz prawo być pewny skoro nawet ja wciąż jestem.-zaśmiał się.-jakbym się wziął za brzuszki to chyba sam bym zwymiotowal. Dobrze ze sobie poleżałem.
-cały czas bardzo mocno cie kocham.-odparł całkowicie poważnie.-wezmę. Lodówka zamknięta na klucz nie jest. Bądź spokojny skarbie. Przecież wcale nie jem aż tak dużo....
-oj co z tego ze więcej.-wzruszył ramionami.-zrobię. Poczekasz tutaj czy chcesz iść na kanapę?-spytał patrząc na niego.-no bo filmiki możemy obejrzeć tez tutaj.
-wiec poczekaj. Wózek tez ci przyniosę.-obiecał I wyszedł z łóżka. Najpierw przyprowadził wózek a potem przyniosl herbatę, leki i laptopa.-proszę kochanie...-Podał mu kubek I tabletki.
-będzie ci tak wygodnie?-spytał jeszcze.-cóż...chciałes jakieś moje filmiki ze studiów wiec cos odkopie z folderów. - odparł z uśmiechem.
-ok zaraz coś znajde.-obiecal mu. Znalazł jakiś filmik z robienia deseru o którym wspominał na zaliczenie.-to z pierwszego roku. Końcówka.-wyjaśnił włączając.
-Takano szybciej bo się nie wyrobimy!-krzyknął Marc stojący za kamerą. Kręcił jak Takano wkładał gotowe bezy do formy.-mogliśmy jednak wziąć coś łatwiejszego...i przestań w końcu mamrotac pod nosem po japońsku!
-to może zamiast marudzić odlozylbys te kamerę i mi pomógł?-spytał Takano z lekko łamanym jeszcze akcentem ale dość szybko.
-co?-spytał ze śmiechem Marc.
-kamerę ty odłożyć i pomóc.-fuknal wściekły kiedy jedna beza całkowicie wpadła mu do karmelu. Marc postawił kamerę na szafce tak żeby nadal ich filmowala. Chciał mieć uwiecznione ich studenckie lata.
-tak to ten.-odparł Takano. Film na chwile się urwał i pojawił się w momencie kiedy wyjmowali piramidę z formy. Ustawili i odetchneli z ulgą. Szybko zabrali się za ozdabanie poczym odbebnili taniec zwycięstwa.
-jak znów wygramy stawiam ci calusienki alkohol na dzisiaj.-oznajmił poważnie Marc.
-oj...czekaj.-zaśmiał się.-na szczęście oceniał tez smak a nie runela tylko jedna.-pstryknal go w nosek.-wygraliśmy.-powiedział kiedy włączył się trugni filmik z imprezy gdzie opijali wygrana.
-No wygraliśmy...-zaśmiał się. Ucałował go w policzek.-no...to może ja te imprezę przełącze...i znajdę jakiś inny filmik. OK?
-w sumie to nie wiem...-wzruszył ramionami.-ale ja na imprezach zawsze coś robiłem.-zaśmiał się.-chociaż tym razem to raczej popijawa. Nie wiem po co on to nagrywał.-wzruszył ramionami widząc siebie z puszka piwa. Film był odrobinę przyspieszony i po chwili było nagrane normalnie tylko to jak gadał coś po japońsku.
-mówię ci!-Takano z filmiku wycelowal palcem w Marca.-kiedyś...Zrobimy ten deser na mój ślub. I tym razem się nie rozpadnie!-wziął kolejny łyk piwa.
-gdybym jeszcze rozumial co mówisz...-westchnął Marc.
-byłem pijany. Po pijaku gadam różne rzeczy...-mruknął wywracajac oczyma. Potem włączyl sie jakiś film z urodzin Takano.
-dobrze kotek. Takie rodzinne filmiki to fajny pomysł.-zgodził się.-wybierz jaki teraz filmik.-powiedział włączając cały folder.
-czyli już te aktualne.-uśmiechnął sie i włączył filmik nagrywany przez jego siostrę.-nie dzieje się nic ciekawego.-wzruszył ramionami.
-a...jakoś tak...zdarza mi się to dość często więc zwyczajnie to ignoruje...-wzruszył ramionami.-a co? Zazdrosny?-spytał z lekkim uśmiechem.
-to słodkie.-zachichotal bo spodobało mu się to ze chłopak jest zazdrosny.-żadna nigdy mnie nie zabierze. Po pierwsze kocham tylko ciebie. Po drugie kobiety mnie nie podniecają. A po trzecie...teraz to chyba tylko ty mnie podniecasz.-ucałował go.
-nie. Jak juz mówiłem to słodkie.-powiedział.-I trochę podoba mi się to ze jesteś o mnie zazdrosny.-wyznał.
-Serio nie przeszkadza ci to? Ze nawet mi się to podoba?-spytał zaskoczony.-jasne. Zaraz ci zrobię kochanie.
-nie...tego ci na pewno nie zrobię.-obiecał mu.-ok...możesz sobie jeszcze pooglądać jakieś filmiki i zdjęcia...a ja ci zrobię herbatke.-powiedział bo wszystkie pozostałości po poprzednich związkach na bieżąco usuwal wiec się nie martwił.
-CO!?-krzyknął odkładając wszystko co akurat robił. Wbiegł do sypialni i spojrzał na laptopa.-aaa...crossdressing party...-przypomniał sobie.-Marc ma taka sama. Uznaliśmy ze jak szaleć to szaleć i zrobiliśmy się na barbie.-wyjaśnił.
-w ogóle.-zaśmiał się.-ale dziękuję. I kamerzyscie tez bo nie kręcili mnie od tyłu.-dodał idąc juz po tę herbatę.
-slipy miałem!-odkrzyknął. Akurat tego był pewny.-ale na tych obcasach prawie się zabiłem... cieszę się że miałem buty na zmianę.-mruknął wchodząc do sypialni z kubkiem herbaty.
-a...no nie są...-mruknął podając mu kubek. Był trochę zawstydzony.-cóż...to w dalszym ciągu jest mniej zawstydzajsce niż mój nagi taniec.-zauważył kładąc się obok niego.-mieliśmy wiele takich tematycznych imprez. Raz cosplay nawet.
-zebraliśmy grupkę i zrobiliśmy czarodziejkę z księżyca.-wyjaśnił wesoło. Było zabawnie...miałem wesołe studia.
-możemy sami dla siebie.-powiedział obejmując go.-ale wiesz...sądzę że ty wyglądasz lepiej w takich ciuszkach niż ja.
-aż tak bardzo byś chciał?-spytał.-to możemy się umówić ze oboje się za coś przebierzemy.-zaproponował spokojnie.
-obiecałeś ze walentynki zostawiasz mi a ja mam już pomysł...cały. inny termin proszę.-zaśmiał się.
-taka Maido?-spytał ze śmiechem mierzwiac mu włoski.-jeśli właśnie tego chcesz to nie mam nic przeciwko...ale jeśli sam odwdzięcze się tym samym następnego dnia.-powiedział.
-na prawdę.-przytaknal muskajac jego usta.-ja ciebie tez. Bardzo.-znów musnal jego usta.-własna Maido to dość przyjemna perspektywa.
-Mhm na pewno będzie.-pocałował go.-cały ten miesiąc będzie.
-wybawimy się co?-spojrzał na niego z uśmiechem.-i dużo zwiedzimy. Zobaczysz jak mieszkałem. Marc wciąż zajmuje nasze mieszkanko. Wynajmowalismy bo w akademiku było nam za ciasno.-wyjaśnił.
-nie. Tam po prostu były za ciasne pokoje.-mruknął.-a w mieszkaniu było nam wygodnie.-wzruszył ramionami.-chcesz zobaczyć czy nie?
-jestem za. Taki zróżnicowany miesiąc miodowy odpowiada mi w 100%-ucałował go.-Kocham cie. Jestem zakochany po uszy.
-mieliśmy robić film...ale te straszne elementy robić z ciasta i innych słodkości.-wyjaśnił oglądając.-A Marc uznał ze on będzie kręcił...-wzruszył ramionami.-do wakacji jeszcze czas...ale na pewno będzie zróżnicowane.
-wiem. Dowiedziałem się jak wyglupiles sie trochę przed moim tata.-powiedział obejmując go.-mój skarb...mój...-ucałował go.
-no tylko troszeczkę...-powiedział szepczac mu do uszka.-Pojedziemy. Ja tez juz bym chciał żeby zaczął powoli rehabilitację.-powiedział.-wiec może chodzmy juz spać co? Żebyś miał jutro siłę.
-nie jestem skarbie.-zapewnił go.-dobrze sam. Ja wezmę prysznic. Jak ty juz wyjdziesz.-powiedział.-no I pamiętaj ze jak będziesz potrzebował pomocy to zawołaj.-dodał.
-juz? To połóż się już.-ucałował go I poszedł sobie wziąć szybki prysznic.
Takano wrócił akurat jak chłopak zgasł światło.
-dobranoc misiu mój kochany.-powiedział kładąc się przy nim i odkładając okulary.
Obudził się wyjątkowo wcześniej niż on. Oparł się wtedy na ramieniu patrząc na niego z rozczuleniem. Zadziwiało go to ze kiedy spał wyglądał jak aniołek.
[Areola musi się ją czymś opierać nie? XD]
Poklaskal go po włosach ciesząc się ze chłopak tuli się do niego z takim uśmiechem przez sen. Cieszył się sama jego obecnością i bliskością.
[No naturalnie XD a dobrze...trochę nudno XD a tobie?]
-ohayou misiu.-ucałował go.-kupię. Pójdę sobie na lody może...zadzwonisz jak skończysz. Powiedz mi tylko albo zapisz jakie mangi i które tomy.
[No ja niestety też...a mam już górna granice BMI ;^;]
-dobrze.-również usiadł-a co chce moje kochanie na śniadanko?-spytał ubierając okulary.
[No ale te słodycze to się tak trochę za bardzo lubi XD]
-oj no...może coś lekkiego? Trochę jajeczniczki?-zaproponował.-przepraszam kochanie ale przed rehabilitacja ci nie odpuszczę. Musisz coś zjeść...
[No chyba będę musiała...XD]
-kochanie...na prawdę musisz zjeść coś takiego pożądaniejszego...zwłaszcza że jesteś bez kolacji.-powiedział wstając z łóżka.-nie chce żebyś mi padł na tej rehabilitacji.
[Dzięki XD przyda się XD]
-kotek...ja wiem ze możesz nie mieć ochoty ale...przed Tobą duży wysiłek...nie możesz iść o samych płatkach na rehabilitację. Przepraszam ale..zbyt się martwię żeby tak cię puścić.
-Ech kochanie...-westchnął.-co ja się z tobą mam...na prawdę nie chce żebyś mi tam padł znając twoja skłonność do przemeczania się.-mruknął cicho.
-No ok...możemy tak zrobić...-zgodził się przytulając go mocniej.-ja...ja po prostu nie chce żebyś znów był tyle w szpitalu. Tak bardzo się ciesze ze w końcu jesteś w domku. Ze jemy razem posiłki i spędzamy wspólnie czas...nie chce znów tego stracić. Tak bardzo cie kocham...
-No dobrze. Wiec teraz zjesz płatki ale jak już dojedziemy musisz coś jeszcze zjeść. Jak zrobię zakupy to przyjadę do szpitala i tam na ciebie poczekam.-ucałował go jeszcze.-a teraz idziemy jeść.
-ok.-skinął głową i wstał idąc do kuchni. Zrobił mu te płatki a sobie jajecznice.-chciałbyś gdzieś iść po rehabilitacji?-spytał siadając do stołu.
-CO!?-krzyknął a oddech trochę mu przyspieszył.-uspokuj go I zapewnij ze nie jesteśmy na niego źli...-polecił mu I poszedł zadzwonić do swojego ojca na którego z kolei był zły.
-Tato kurwa! Jak mogłeś doprowadzić do tego ze Yuya zgobil się w Tokio? JAK TY GO PILNUJESZ DO CHOLERY JASNEJ!-warknął w słuchawkę.
-Takano ja...
-Nawet się nie tłumacz. Nie chce tego słuchać. Jeszcze dzisiaj po niego pojadę tylko go kurwa znajdź. Zaraz ci wyjaśnimy gdzie jest.-mruknął wracając do kuchni.
Skinął Tomo i wziął karteczkę znów wychodząc.
-zaraz ci wyślę wiadomością gdzie jest. Masz go znaleźć.-mruknął rozlaczajac się. Szybko napisal smsa I wrócił do kuchni. Był na prawdę wściekły.
Takano cały czas tępo patrzył się w swój talerz z zimna juz jajecznicą. Wciąż był wściekły ze jego ojciec w ogóle dopuścił do takiej sytuacji.
Westchnał cicho i wciąż łyk herbaty.
-tak...porozmawiamy...-zgodził się.-ale Tomo...jak oni mogli go nie dopilnować? Taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca.
-znam...-westchnął cicho.-ech...porozmawiamy z nim...z ojcem nie będę rozmawiał. Na prawdę w ty. Momencie mam po prostu dość. Weź mi powiedz jak w takiej sytuacji moglibyśmy zostawić Yuye z nim na miesiąc? -pokręcił głową.
-nigdy nie powiedziałem ze za nim nie przepadam.-pstryknal go w nos.-ech...I tak sie martwię. Przecież już była taka sytuacja ze ktoś go napadal jak szedł ze szkoły do mieszkania twojej mamy.-pokręcił głową.
-wiem...wiem...-szepnął stulajac się w niego.-po prostu...jestem teraz wściekły. Przestraszył się...na prawdę.-dodał cicho bo emocje bardzo powoli opadaly.-masz rację. Tym zajmiemy się później.
-tak...masz rację...-zgodził się jeszcze chwile się tak w niego wtulajac. Potrzebował tego.-dziękuję ze zachowałeś zimna krew. Dzięki temu sytuacja była opanowana dość szybko.
-Mhm...masz parcie.-powtórzył po raz ostatni i przeciągnąl się lekko. Wstał żeby odgrzac swoją jajecznice w mmikrofalówce.
-Ja ciebie tez.-odparł. Po chwili wrócił do stoły z odgrzanym śniadaniem. Był głodny wiec od razu wziął się za jedzenie.
-chciałem. Ale powiedziałem to w na prawdę dużych nerwach...-mruknął.-jechać?-spytał chcąc znać jego zdanie na ten temat.
-um...no dobrze. Nie będę się o to kłócil. Niech zostanie skoro i tak jutro wszyscy będą jechać.-zgodził się.
-Mhm...chyba jednak nie jestem takim dobrym tata...-mruknął kończąc jeść.
-wiem ale...-zaczal cicho I pokręcił głową.-pójdę pozmywac.-zdecydował wstając od stołu.
-co? Ja też się zgubiłem Tomo-chan. Kierowca nie przyjechał i miałem wrócić sam ze szkoły do domu. To było w podstawówce. Zadzwoniłem do brata. Nie do ojca.-westchnął.-pojadę. Odwioze cie do domu po rehabilitacji i pojadę po niego.
-um...zadzwonił...-zgodził się trochę się uspokajając.-zaufał nam...-dodał cicho.-dziękuję ze jesteś.-ucałował go w.policzek.-jak widać ja też mam chwile słabości...dziękuję ze jesteś...nie chciałbyś pojechać ze mną?-spytał patrząc na niego.
-um...to może być przespał drogę? I tak będziesz zmęczony po rehabilitacji...
-zatrzymam. Chcesz spędzić noc w Tokio czy od razu wracać.-spytał wstając mu z kolan żeby w końcu pozmywac te naczynia.
-z Yuyą? Czemu nie. Jeszcze z nami nie był.-zgodził się wesoło.-no to ustalone. Od razu mamy mała wycieczke. Jak będę na ciebie czekał to zobaczę co jest po drodze i zrobię rezerwacje.-uśmiechnął sie do niego.
-poszukam kochanie.-powiedzial odprowadzając go wzrokiem. Szybko skończył myć naczynia i poszedł się szykować.
-mhm dobrze...-zgodził się szybko się pakując.-Tomo? Gotowy?
-mhm dobrze...-zgodził się szybko się pakując.-Tomo? Gotowy?
-wez...lepiej dmuchać na zimne.-powiedział pakując wszystko co potrzebne i idąc ubierać buty i kurtkę.
-ok.-schował listę do portfela i wszedł do samochodu.-to to jedziemy.
-tak...taki jest plan.-uśmiechnął sie do niego.-Myślisz ze Yuyi się spodoba w onsen? Jeszcze nie był nie?
-Wiec na pewno mu się spodoba...ale...woda nie będzie za gorąca?-spytał wjeżdżając juz do miasteczka.
-Nie wiem skarbie myślałem o czymś takim jak byliśmy sami...-powiedział parkujac pod szpitalem.
-ok. Popytam.-uśmiechnął sie I wysiadł zaraz pomagając chłopakowi przesiąść się na wózek.
-Oj będzie szło...nie martw się tak.-uśmiechnął sie zamykając samochód i prowadząc go do szpitala.
-jasne. To pierwsza rehabilitacja. Masz dużo czasu przecież.-zmierzwil mu włoski.
Pomachal mu jeszcze I poszedł załatwić mangi. Po tym jak je kupił i zarezerwował onsen uprzednio o wszystko pytając wrócił do szpitala.
-Tomo.-Takano zmierzył go wzrokiem i skrzyzowal ręce.-miałeś się nie przemeczac.-fuknal podchodząc bliżej.-obiecałeś.
-przemeczasz się!-fuknal biorąc go na ręce jak dziecko.-przepraszam za niego...-powiedział.-wiem ze chcesz. Ale masz sje nie przemeczac. Po prostu nie.-dobrze wiesz ze nie wolno ci...
-nie. Juz idziemy. Obiecałeś się nie przemeczac. Obiecałeś Tomo.-westchnął ciężko sadzajac go na wózku.
-przemeczałes się. Widziałem jak ciągle wstawales pomimo że nie miałeś siły. Takie coś nie ma sensu Tomo.-Westchnął ciężko.-wiem ze chcesz szybko...
-dajesz z siebie wszystko i jeszcze więcej.-powiedział biorąc głęboki wdech.-powoli kochanie...nie doprowadzaj juz się ie do stanu kiedy nie możesz nawet wstać...
-Ech głupi...chodź się przebrać i jedziemy...-westchnął prowadząc go w stronę wyjścia.
-Wiem...ale teraz tez jest ok. Nie spieszy nam się przecież. Powoli znów będziesz chodził. Masz się nie przemeczac.-westchnął pomagając mu się przebrać.
-Chyba? Ja na pewno miałem rację. Nie przemeczaj się tak. Nie musisz się spieszyć.-westchnął.-no...cała drive chyba prześpisz...
-napij się też czegoś.-polecił mu.-chcesz się położyć na tylnych siedzeniach czy położyć ci przedni fotel?
-dobrze kochanie. Zjedz sobie spokojnie.-powiedział zatrzymując się przy samochodzie. Wskoczył do środka żeby przygotować chłopakowi spanie. Położył mu poduszkę i kocyk.
Okryl go kocykiem i schował wózek po czym już usiadł na miejscu kierowcy i powoli ruszył. Włączył cicho płytkę z piosenkami chłopaka i skupił się na drodze.
-ja ciebie tez ale mnie nie rozpraszaj.-zasmiał się cicho.-hmmm...-spojrzał na GPS.-za chwile mamy zjazd na stacje paliw. Wtedy sje zatrzymamy. A teraz już usiądź ładnie.
-no wlswnie widzę.-wywrocil oczyma.-a jak się spało?-spytał powoli zjeżdżając.
-to dobrze skarbie.-Zaparkowal i zgasil samochód.-no stoimy. Czego moje kochanie potrzebuje?
-to idź to toalety a ja pójdę do sklepu.-powiedział z uśmiechem i zamknął samochód.-Nie jest ci zimni>-spytał jeszcze bo sam wrócił się po kurtkę.
-ej, ej!-krzyknął Takano momentalnie znajdując się przy chłopaku.-Cofnij się pan.-mruknął zasłaniając Tomo sobą. Odepchnął delikatnie mężczyznę.
Takano skinął lekko głową.
-najważniejsze że nic się nikomu nie stało.-uśmiechnął się. Poklepał chłopaka po ramieniu i podszedł do kasy żeby w końcu za wszystko zapłacić.
-Tak. Tak będzie najlepiej.-uśmiechnął się. Stoliki były w środku więc Takano usiadł sobie z kawą.-jest coś co chcesz załatwić w Tokio?
-mhm...rozumiem, więc zajedziemy.-uśmiechnął się.-Ale...wiesz skarbie że masz teraz bardzo osłabioną odporność? No i nie powinieneś...-pogłaskał go po policzku.
-Mhm rozumiem.-pokiwał spokojnie głową.-wtedy już na pewno będzie lepiej.-uśmiechnął się jedząc hotdoga.
-dobrze kochanie. Do tego mamy czas.-zapewnił go I skończył jeść.
-hmmm...myślę że możemy pójść z Yuya do restauracji. Chyba jeszcze nie był.-uśmiechnął sie wstając juz od stołu.
-kochanie...ja na prawdę nie chce z nimi rozmawiać...-mruknął prowadzac wózek do samochodu.
-Ech...nie wiem. Myślałem o tym całą drogę i nadal jestem zbyt wściekły żeby z nimi rozmawiać. Wiesz że sytuacja z moim ojcem i tak jest dość napięta...-mruknął ruszając.
Zacisnął mocniej ręce na kierownicy.
-Ja wiem Tomo...ale nie potrafię pozbyć się tej wściekłości.
-Nie wiem Tomo...ja chyba...-umilkł na chwilę.-Ja po prostu nie chcę być jak mój tata. To wszystko mnie chyba przerasta.
-Tomo...ja teraz prowadzę więc proszę cię zejdź mi z kolan bo spowodujemy wypadek...-powiedział nieźle zwalniając.-ech dobrze. Wejdę z tobą do środka i jeśli zajdzie potrzeba to też się odezwę.
-Doprowadzili do tego że Yuya się zgubił. Jak mam im to po prostu wybaczyć?-westchnął.-zobaczymy.
-Nie wiem Tomo...na prawdę.-mruknął. Po mniej niż godzinie powoli wjeżdżali do Tokio.-korki witajcie...-mruknął pod nosem.
-nie. Prowadzę.-fuknął zerkając na niego.-A chyba nie chcemy spowodować wypadku co? Podpowiem ci że samochodu też mi nie chcesz ubrudzić.-powiedział powoli ruszając.
Prześlij komentarz