Takano czekał na nich na dole przy windzie trochę walcząc ze sobą czy może nie lepiej by było gdyby jednak wszedł. Dalby się ojcu wytłumaczyć. Kiedy Tomo I Yuya wyjechali z windy od razu wziął chłopca na ręce. -tak bardzo się martwilem...-szepnął.
-nie przepraszaj. Najważniejsze jest to ze nic ci nie jest. I że wiedziałeś ze musisz zadzwonić. Ale więcej tego nie rób. Tokio to duże miasto, nie możesz tak o sam wychodzić.-powiedział tuląc go do siebie.
-juz dobrze...juz dobrze...-pogłaskał go po włosach.-jesteśmy przy tobie. Najważniejsze że zadzwoniłes I że się odnalazłes. A ja się nawet ciesze ze od razu o nas pomyślałeś. Musisz nas bardzo kochać...-uśmiechnął sie. Był trochę spokojniejszy kiedy zobaczył chłopca całego.
-ja ciebie tez bardzo, bardzo kocham. Nigdy nie mógłbym nawet marzyć o wspanialszym synku.-zapewnił go. Cóż zrobić, na prawde pokochał malucha.-Tomo a może lepiej na ciasto? Jest trochę za zimno na lody.
-no juz juz...-potulil go jeszcze bo czym posadził go Tomo na kolanach.-no to ciacho. A potem mamy dla ciebie niespodziankę Yuyuś.-uśmiechnął sie do chłopca.
-w końcu gdybyśmy ci powiedzieli to już nie byłaby niespodzianka, prawda?-zaśmiał się. Przejął stery nad wózkiem i zaczął ich prowadzić do niedalekiej cukierni.
Szybko dojechali do niewielkiej cukierni. -Yuya a może jesteś głodny? Kawałek dalej jest dobra restauracja. Zjemy tam coś porządnego i deserek tez.-zaproponował.
-no to jedziemy dalej.-roześmiał się. Nie minęło dużo czas jak dojechali do dość sporego budynku. Takano wjechał do środka spokojnie i zajął wolny stolik.-na co macie ochotę.-spytał z uśmiechem.
Takano skinął lekko głową w stronę Tomo. -to była dla ciebie wystarczająca kara. Myślę że tej sytuacji wszyscy jesteśmy winni...my nie wyjaśniliśmy co ze w Tokio nie możesz chodzić sam...a dziadek cie nie upilnował. Juz nie jestem zły.-zapewnił malucha I nalał mu skoczka który przyniósł kelner.
-Och...miło poznać...-bąknął mężczyzna. -Kyouhei Takano.-przedstawił się i lekko skłonił. -Cóż...Ale się ustatkowałeś a to dobrze.-uśmiechnął się podpisując książkę.
-ale to później. A teraz wsiadajcie.-zaśmiał się pomagając wejść Tomo do samochodu i chowając wózek do bagażnika. Usiadł za kierownicą i powoli ruszyli.
-mhm...dlatego mu powiedziałeś ze jestem twoim narzeczonym?-spytał patrząc na niego w lusterku.-w każdym razie to kolejna osoba której powinienem być wdzięczny.-zaśmiał się cicho.
-nie musisz się o to martwić. Rezerwacja domku i osobnego zrodelka nie wynosi więcej niz to ze tak ujme normalnie. A mamy więcej prywatności i w ogóle.
-tak tak. Powiedzieli ze woda ma taka temperaturę ze dzieci spokojnie moga się w niej kąpać. Tylko nie za długo.oczywiście.-uśmiechnął sie I zaparkował.-oto niespodzianka maluszku. Do domku pojedziemy potem a na razie odwiedzamy onsen.-uśmiechnął sie do niego.
-wiem. Dlatego razem z wujkiem postanowiliśmy cie zabrać.-uśmiechnal się sadzajac Tomo na wózek i wyciągając bagaze.-poczekajcie a ja pójdę po kluczyk do recepcji.
-Mhm...wiec tutaj tez proszę żebyś sam nie chodził.-uśmiechnął sie do niego.-no moi kochani jest tez szansa ze zostaniemy tu na noc. Czuje ze nie dam rady dojechać do domu...-poinformował ich.
-Nie przepraszaj...-westchnął ze śmiechem.-powiedz mi lepiej czy wziąłeś wystarczającą ilość leków czy jednak musimy wracać bez spania.-spytał zdejmując buty i kurtkę.
Takano pomógł Tomo z oplukaniem się po czym wziął go na ręce. -no to idziemy do źródełka.-powiedział wychodząc na zewnątrz i szybko wchodząc do ciepłej wody.
-no to wychodzimy.-oznajmił.-chodź Yuyuś.-zmierzwil maluchowi włosy i wyszedł z wody. Poprawił ręcznik i wziął Tomo na ręce. Szybko żeby chłopak się nie przeziebil wszedł z nim do środka.
-dobrze maluszku.-powiedział wesoło siedząc razem z Tomo na kanapie. Pozwolił chłopakowi się ułożyć wygodnie.-może chcesz chłodny okład na czoło?-spytał go spokojnie głaszczac bo ciepłym policzku.
-rysunek jest śliczny i na pewno zajmie honorowe miejsce na lodówce wiec ładnie go dowieź do domku.-zaśmiał się.-to dobrze ze lepiej. Pora kolacji. Sprawdziłem ze mamy uzupełniona lodówkę wiec coś możemy zrobić.
-Jasne ze możesz. Ale na razie usiądź obok wujka. Ja nastawienie aparat.-Wyjal telefon I postawił go naprzeciwko kanapy ustawił samowyzwalacz i szybko wrócił na kanapę.
-Yuyuś...juz od dawna jesteśmy...-powiedział obejmując go mocno.-będziemy mieć na pewno więcej zdjęć. Mój brat robił na wigilii i obiecał mi dać.-pogłaskał go po włosach.
-dobrze.-poczekał aż choice skończy i wyspal je na blaszkę. Włożył na chwile do piekarnika a kiedy się upiekly wyspal do miski z sałatka. Wszystko wymieszal.-Yuya weź talerze i sztućce.-poprosił.
-dobrze...uważajcie na siebie.-ucałował go po czym poszedł się przebrać w bokserki i koszulkę i wskoczył do łóżka okulary jak zwykle kładąc na szafkę przy łóżku.
-um...bo mnie bardzo kochacie...i nawet jeśli nie mam mamusi to to jest i tak ok...prawda?-spytał patrząc juz na niego.-i wujku...ja obiecuje ze juz nigdy nie będę tam chodzil sam...
-zostało sałatki wiec zjemy. Zapłacę i będziemy jechać do domku.-uśmiechnął sie do niego I pogłaskał go po policzku.-mój przystojniak.-zaśmiał się cicho.
-dobrze...poczekamy jeszcze. Chociaż chciałbym juz być w domku...-powiedział głaszczac go po włosach.-odpoczniesz chwile pl posiłku i dopiero wyjedziemy.
-cóż...zły może nie...Ale jednak wolałbym żeby ludzie na nas dziwnie nie patrzyli.-wyjaśnił tuląc go jeszcze.-Ale bardzo potrzebujesz być blisko teraz, prawda?
-dobrze skarbie.-zgodził się i zamknął samochód. Yuya szedł tuż obok niego i po powiedzeniu co by chciał poszedł z Tomo zająć stolik a Takano poszedł do kas.
-jasne. Śpij sobie dopóki nie dojedziemy. Tak najlepiej znosisz droge.-uśmiechnął sie I zaczął go prowadzić do samochodu. Yuya wcześniej usiadł Tomo na kolanach żeby się trochę potulic.
-tak. Mam nadzieje ze jutro już będziesz się lepiej czuł.-powiedział kładąc go na kanapie. Najpierw wniósł wszystkie torby a potem zrobił mu herbaty i podał leki.-Yuyuś idź się umyć.-polecił chłopcu.
Wziął go na kolana i objął delikatnie. -tyle ile chcesz i tyle ile potrzebujesz skarbie.-zapewnił go.-Zaraz pójdziemy do łóżka spać...jutro będzie lepiej...
-dobrze kochanie...-ucałował go w policzek. Kiedy Yuya poszedł spać zaniósł Tomo do łóżka. Pogadam światła i położył się obok niego zdejmując okulary i obejmując go delikatnie.-juz jestem...możesz spać spokojnie.
-juz juz...zaraz się go pozbęde...-westchnął wstając z łóżka chociaż chciał jeszcze poleżeć. Zwinal gazetę i z taką bronią poszedł do pokoju chłopca. Po tym jak zabił pająka sprzątal po nim ślady i wrócił do łóżka.-załatwione...wracam do pięknego snu...
-o nie kochanie. Ja dzisiaj mam zamiar czekać na ciebie w szpitalu. Nie słuchasz lekarza i się przemeczasz.-mruknął siadając przy stole i biorąc się za jedzenie.
-dobrze maluszku. I spokojnie...nie będziemy się z wujkiem kłócić.-zapewnił go jeszcze. Odniósł swój talerz i poszedł do łazienki. Zapukał do drzwi.-Tomo? Wybacz ale martwię się o ciebie...ostatnio nie mogłeś się nawet ruszyć...tak bardzo przesadziłeś...
-wiem...chodzi mi I rehabilitację. Ostatnio byłeś bardzo zmęczony...nie chce żeby znów tak było...-szepnął opierając się plecami o drzwi.-nie chce też żebyś był na mnie zły...
-bardzo zabawne Sojiro...co ty tu w ogóle robisz?-mruknął siadając na lawce.-on po prostu...nie lubi jak jestem nadopiekuńczy i jak kontroluje te jego rehabilitacje...-westchnął ciężko.
-A co powiesz na dwie trzecie? Albo coś koło tego? Chyba nie chcesz paść tutaj trupem, co?-uniósł brwi patrząc na niego.-rozumiem twoją frustrację. Ale dzisiaj masz mnie słuchać, ok?
Wywrócił tylko oczyma i również wstał trochę go asekurując. Czasami na prawdę wolałby już przejąć szpital po rodzicach i mieć to z głowy. -Dobra Tomo...ruszaj.-poprosił go.
-Mhm...połóż się.-polecił pomagając mu się ułożyć na macie.-na dzisiaj koniec. Odpocznij chwilę i potem leć się przebrać. Dobrze ci szło.-pochwalił go.-Zawołać Takano?
-A nie sądzisz że ma ku temu powody? Chyba trochę zbyt na siebie naciskasz w czasie rehabilitacji. Jakbyś się spieszył.-zauważył biorąc się za jego drugą nogę.
-Ale spokojnie...-uspokoił go.-Raczej nic mi nie da mówienie ci żebyś spróbował go zrozumieć...Ale wiem że kiedy już staniesz na swoje nogi on się na pewno uspokoi. Teraz ten idiota po prostu czuję że bez niego nie dasz sobie rady...bo z wózkiem nie wszędzie wjedziesz. Przeczekaj to...i zamiast ćwiczyć szybko rób to powoli ale efektownie.
-Przepraszam...co pan robi przy moim samochodzie?-spytał widząc jak jakiś facet szarpie za klamkę. Widząc kominiarkę i przerażonego chłopaka w środku bez pytania podniósł wysoko nogę i kopnął go w głowę.-Przepraszam...mówiłem do pana ale pan raczej nie chciał słuchać...-wzruszył ramionami.
-wiem...znaczy domyśliłem się. Skoro był na zewnątrz a nie w środku.-uśmiechnął się. Wpakował zakupy do bagażnika i wrócił na miejsce kierowcy.-kocham cię...-złapał go na chwilę za rekę.
-BYŁ!?-krzyknął zaraz i wyjrzał wściekłym wzrokiem przez okno. Mężczyzna powoli wstawał przykładając rękę do krwawiącej skroni.-dlaczego to zawsze nam się przytrafia?
-No wołałem go. To twój rehabilitant po niego dzwonił. Ja tam byłem pewny że teraz siedzi tylko za biurkiem i uczy się jak zarządzać szpitalem.-mruknął niezadowolony że obwinia się go o coś takiego.
-Mhm...-skinął głową.-Jak miał praktyki dostawał samych uparciuchów. Tak wyszło że teraz tylko takimi się zajmuje.-wzruszył ramionami parkując pod domem.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3601 – 3800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Aha a co jak tak przez przypadek dodałbym za dużo gazu? O nie skarbie...nie teraz.-powiedział mierzwiąc mu włoski.
-Dziwne hobby skarbie.-zaśmiał się dalej tak powoli jadąc. W końcu zjechał na prostą drogę do domu ojca.
Wzruszył ramionami jadąc dalej. Kiedy w końcu zaparkował westchnął ciężko.-no i jesteśmy...-mruknął.
Takano czekał na nich na dole przy windzie trochę walcząc ze sobą czy może nie lepiej by było gdyby jednak wszedł. Dalby się ojcu wytłumaczyć. Kiedy Tomo I Yuya wyjechali z windy od razu wziął chłopca na ręce.
-tak bardzo się martwilem...-szepnął.
-nie przepraszaj. Najważniejsze jest to ze nic ci nie jest. I że wiedziałeś ze musisz zadzwonić. Ale więcej tego nie rób. Tokio to duże miasto, nie możesz tak o sam wychodzić.-powiedział tuląc go do siebie.
-juz dobrze...juz dobrze...-pogłaskał go po włosach.-jesteśmy przy tobie. Najważniejsze że zadzwoniłes I że się odnalazłes. A ja się nawet ciesze ze od razu o nas pomyślałeś. Musisz nas bardzo kochać...-uśmiechnął sie. Był trochę spokojniejszy kiedy zobaczył chłopca całego.
-ja ciebie tez bardzo, bardzo kocham. Nigdy nie mógłbym nawet marzyć o wspanialszym synku.-zapewnił go. Cóż zrobić, na prawde pokochał malucha.-Tomo a może lepiej na ciasto? Jest trochę za zimno na lody.
-no juz juz...-potulil go jeszcze bo czym posadził go Tomo na kolanach.-no to ciacho. A potem mamy dla ciebie niespodziankę Yuyuś.-uśmiechnął sie do chłopca.
-w końcu gdybyśmy ci powiedzieli to już nie byłaby niespodzianka, prawda?-zaśmiał się. Przejął stery nad wózkiem i zaczął ich prowadzić do niedalekiej cukierni.
Szybko dojechali do niewielkiej cukierni.
-Yuya a może jesteś głodny? Kawałek dalej jest dobra restauracja. Zjemy tam coś porządnego i deserek tez.-zaproponował.
-no to jedziemy dalej.-roześmiał się. Nie minęło dużo czas jak dojechali do dość sporego budynku. Takano wjechał do środka spokojnie i zajął wolny stolik.-na co macie ochotę.-spytał z uśmiechem.
Zamówił wszystko sobie biorąc kurczaka w sobie słodko kwaśnym.
-chwile poczekamy.-uśmiechnął sie do nich.
-jeśli się będziesz nas trzymał to na pewno nie.-zapewnił go.-nie odpuszczę do czegoś takiego.-dodał mierzwiac mu włoski.
-Tokio znam. Wiec milczeć mi tu.-zaśmiał się.-nie zgubimy się.-zapewnił malucha
Kiedy przynieśli jedzenie Takano uśmiechnął się do Yuyi.
-Yuyuś ale usiądź teraz na krzesełku dobrze?
-smacznego.-uśmiechnął sie do nich Takano I zabrał się za jedzenie.-potem Wybierzesz sobie jakiś dobry deser.-powiedział jeszcze do chłopca.
Takano skinął lekko głową w stronę Tomo.
-to była dla ciebie wystarczająca kara. Myślę że tej sytuacji wszyscy jesteśmy winni...my nie wyjaśniliśmy co ze w Tokio nie możesz chodzić sam...a dziadek cie nie upilnował. Juz nie jestem zły.-zapewnił malucha I nalał mu skoczka który przyniósł kelner.
-juz dobrze...masz wybaczone.-zmierzwil mu włoski. Nalał trochę soczku Tomo i wrócił do jedzenia.
-wiemy.-zaśmiał się cicho. Skończył jeść i poprosił kelnera o kartę deserów.
-mhm...-nachylil się nad jego karta i zaczął powoli czytać desery.
-wszędzie będziesz tego próbował?-spytał ze śmiechem. Sobie wziął lody podawane w czekoladowej kulce która rozpuszczano gorąca czekolada.
-nikt nie robi lepiej ode mnie.-zasmiał się.-ano fajną...to jeden z moich ulubionych deserów.
-zrobię zrobię.-zaśmiał się.-kiedyś ci zrobię.-obiecał jedząc powoli swój deser.
-masz skarbie.-Takano również podał mu łyżeczkę swojego deseru.-Jest na prawdę mocno czekoladowe.
-To co ja mam w tym czasie robić?=zaśmiał się.-Ech będzie późno to może się prześpię.-wzruszył ramionami.
-długa droga przed nami więc sądzę że nam padniesz zanim dojedziemy do domku. Ale jutro na pewno ci poczytam.-obiecał mu.
-Pośpicie tam sobie razem.-zaśmiał się również kończąc jeść.-No to jedziemy? W końcu na Yuyę czeka jeszcze niespodzianka.
-Nie ma maluchu. Niespodzianka to niespodzianka.-zmierzwił mu włoski. Zapłacił i wstał zaraz przejmując stery nad wózkiem.
-Ok jeszcze księgarnia.-powiedział.-Tylko powiedz mi gdzie to.-poprosił.
Pomimo korków dojechali dość szybko.
-Idziemy wszyscy.-oznajmił gasząc samochód.
-Skoro jesteśmy w księgarni to czemu nie.-zgodził się swobodnie kiedy wchodzili do środka.
-Ile ludu...no nic...postoimy chwilę w kolejce.-uśmiechnął się stając na końcu kolejki.
-Trochę...chyba uspokoiło mnie to ze ojciec sam próbował go szukać i w ogóle...-mruknął cicho.
-Może masz rację...Ale to jednak trochę późno...-wzruszył ramionami.-Będę skarbie.-zapewnił go.
-O Tomohisa...-uśmiechnął się mężczyzna.-prawie cię nie poznałem.-dodał otwierając książkę na pierwszej stronie.
-Och...miło poznać...-bąknął mężczyzna.
-Kyouhei Takano.-przedstawił się i lekko skłonił.
-Cóż...Ale się ustatkowałeś a to dobrze.-uśmiechnął się podpisując książkę.
-a może później? Wiesz w Paryżu to by jeszcze przeszło ale w Japonii nie wypada się całował w miejscach publicznych. Chodź lepiej znaleźć Yuye.
-ale najpierw skończymy te jedna serię.-zaśmiał się biorąc od niego książke.-ale bardzo się ciesze ze lubisz czytać.-uśmiechnal się.
-dobrze.-pomachal im I stanął w kolejce do kasy. Szybko zapłacił I dołączył do nich.-nie zmarzliscie?-spytał otwierając samochód.
-ale to później. A teraz wsiadajcie.-zaśmiał się pomagając wejść Tomo do samochodu i chowając wózek do bagażnika. Usiadł za kierownicą i powoli ruszyli.
-ja ciebie tez.-uśmiechnął sie.-miałeś miłego nauczyciela.-zagadal cicho żeby nie obudzić chłopca.
-mhm...dlatego mu powiedziałeś ze jestem twoim narzeczonym?-spytał patrząc na niego w lusterku.-w każdym razie to kolejna osoba której powinienem być wdzięczny.-zaśmiał się cicho.
-wiem ze nie musze.-uśmiechnął sie. Powoli zjechał na drogę prowadzącą do onsen. -Mamy zarezerwowany domek i zrodelko.
-nie musisz się o to martwić. Rezerwacja domku i osobnego zrodelka nie wynosi więcej niz to ze tak ujme normalnie. A mamy więcej prywatności i w ogóle.
-tak tak. Powiedzieli ze woda ma taka temperaturę ze dzieci spokojnie moga się w niej kąpać. Tylko nie za długo.oczywiście.-uśmiechnął sie I zaparkował.-oto niespodzianka maluszku. Do domku pojedziemy potem a na razie odwiedzamy onsen.-uśmiechnął sie do niego.
-wiem. Dlatego razem z wujkiem postanowiliśmy cie zabrać.-uśmiechnal się sadzajac Tomo na wózek i wyciągając bagaze.-poczekajcie a ja pójdę po kluczyk do recepcji.
Takano zaśmiał się cicho widząc entuzjazm chłopca. Wziął kluczyk I szybko wrócili do Tomo.
-Yuya...ale już tak nie podskakuj.-zaśmiał się.
-ciesze się ze ci się podoba. Ale pamiętaj żeby nigdzie nie biegać samemu.-przypomniał mu. Popchal wózek do domku i wprowadził go do środka.
-Mhm...wiec tutaj tez proszę żebyś sam nie chodził.-uśmiechnął sie do niego.-no moi kochani jest tez szansa ze zostaniemy tu na noc. Czuje ze nie dam rady dojechać do domu...-poinformował ich.
-Nie przepraszaj...-westchnął ze śmiechem.-powiedz mi lepiej czy wziąłeś wystarczającą ilość leków czy jednak musimy wracać bez spania.-spytał zdejmując buty i kurtkę.
-jasne wyjedziemy rano to na obiad powinniśmy dojechać.-zapewnił go.
-po kąpieli w zrodelko z reguły się je zakłada.-wyjaśnił wchodząc za nim. Zdjął buty I kurtkę i pomógł Tomo.
-jasne maluchu. Rozbierzemy się, weźmiemy ręczniki i pójdziemy do zrodelka.-zmierzwil mu włosy.
-A jak inaczej?-zaśmiał się. Wziął Tomo na ręce.-no idziemy...-powiedział kierując swoje kroki do łazienki z której było wyjdzie do zrodelka.
-trzeba. Trochę się namydlic I opłukać. Potem do źródełka.-uśmiechnął sie. Posadził Tomo na taborecie.
Takano pomógł Tomo z oplukaniem się po czym wziął go na ręce.
-no to idziemy do źródełka.-powiedział wychodząc na zewnątrz i szybko wchodząc do ciepłej wody.
-ciesze się ze ci się podoba.-uśmiechnął sie Takano. Objął lekko Tomo ramieniem i całkowicie odprezyl.-mmm.....przyjemnie...
-jesteś naszym kochanym synkiem i sądze ze od czasu do czasu możemy ci robić takie niespodzianki.-zaśmiał się obejmując malucha.-nie za gorąco ci?
-oboje powiecie. Jak coś to wtedy po prostu wyjdziemy.-powiedział patrząc to na Tomo to na Yuye.-Yuyuś chcesz spać dzisiaj z nami?-spytał malucha.
-A pytał bym gdybym nie chciał żebyś z nami spał. Wujka jeszcze spytaj.-powiedział ze śmiechem.
-wujku mogę?-spytał maluch gramolac się mu na kolana.
-no to wychodzimy.-oznajmił.-chodź Yuyuś.-zmierzwil maluchowi włosy i wyszedł z wody. Poprawił ręcznik i wziął Tomo na ręce. Szybko żeby chłopak się nie przeziebil wszedł z nim do środka.
-dobrze maluszku.-powiedział wesoło siedząc razem z Tomo na kanapie. Pozwolił chłopakowi się ułożyć wygodnie.-może chcesz chłodny okład na czoło?-spytał go spokojnie głaszczac bo ciepłym policzku.
-dobrze skarbie.-powiedział nadal głaszczac go po policzku. Zerknął na Yuye który zawzięcie rysował i wrócił wzrokiem do Tomo.
Kiedy chłopiec skończył Takano mocno go przytulił chwaląc za rysunek. Potem zaczął delikatnie budzić Tomo bo dochodziła pora kolacji i wzięcia leków.
-rysunek jest śliczny i na pewno zajmie honorowe miejsce na lodówce wiec ładnie go dowieź do domku.-zaśmiał się.-to dobrze ze lepiej. Pora kolacji. Sprawdziłem ze mamy uzupełniona lodówkę wiec coś możemy zrobić.
-ale wymagania.-zaśmiał się.-dobrze kochanie...więc coś takiego zrobię.-ucałował go lekko.
-przecież dostałeś.-zaśmiał się ale znów go pocałował tym razem dłużej
-Jasne ze możesz. Ale na razie usiądź obok wujka. Ja nastawienie aparat.-Wyjal telefon I postawił go naprzeciwko kanapy ustawił samowyzwalacz i szybko wrócił na kanapę.
-i Koyuki będzie żałował ze go wtedy nie było z nami. Miałby taki material.-zaśmiał się wesoło.-a teraz idziemy zrobić kolacje.-zmierzwil Yuyi włoski.
-Yuyuś...juz od dawna jesteśmy...-powiedział obejmując go mocno.-będziemy mieć na pewno więcej zdjęć. Mój brat robił na wigilii i obiecał mi dać.-pogłaskał go po włosach.
-nie przepraszaj. Jest dobrze kochanie. My ciebie bardzo kochamy. A ja się bardzo cieszę że uważasz nas za rodzinę.
-Mhm...no to ja proponuję zrobienie sałatki z grzankami...jest coś lekkiego akurat dla nas na kolacje.
-sami. Weź tam jest pokrojony chlebek i pokrój kromki w kostkę.-poprosił malucha a sam wziął się za sałatę.
--takie malutkie.-przytaknal. Dał so sałatki jeszcze kukurydzę i rzodkiewki.-i jak ci idzie Yuyuś? Bo musimy je na chwile dać do piekarnika.
-dobrze.-poczekał aż choice skończy i wyspal je na blaszkę. Włożył na chwile do piekarnika a kiedy się upiekly wyspal do miski z sałatka. Wszystko wymieszal.-Yuya weź talerze i sztućce.-poprosił.
-smacznego moi kochani.-powiedział Takano stawiając na stole miche sałaty.
Nałożył sobie trochę i również zajął się jedzeniem.
-a potem chodzmy juz spać.-poprosił.
-no dobrze...ale uważajcie na siebie.-poprosił ziewajac.-przepraszam.
-Tylko ubierzcie sie ciepło.-poprosił znów ziewajac.
-dobrze...uważajcie na siebie.-ucałował go po czym poszedł się przebrać w bokserki i koszulkę i wskoczył do łóżka okulary jak zwykle kładąc na szafkę przy łóżku.
[Szczęśliwego nowego roku! ^^]
[A dziękuję ^^ tobie zdrówka życzę ^^ no i dobrej pracy]
Chłopiec skinął głową z uśmiechem zdejmując cicho butki bo wiedział ze tatuś śpi i nie można hałasowac.
-dziękuję wujku...-uśmiechnął sie kiedy dostał kubek herbaty.-bardzo cie kocham.-powiedział opierając się o niego.
-dobrze wujku...ja bardzo przepraszam. Ja...nie chciałem żebyście się martwili...-powiedział ocierajac łzy.-bardzo przepraszam...
-um...bo mnie bardzo kochacie...i nawet jeśli nie mam mamusi to to jest i tak ok...prawda?-spytał patrząc juz na niego.-i wujku...ja obiecuje ze juz nigdy nie będę tam chodzil sam...
Uśmiechnal się szeroko i przytulił go mocno. Wypił szybko herbatę.
-i idziemy juz spać wujku?
-wujek a ty nie wolisz spać kolo tatusia?-spytał gramolac się do łóżeczka.
Chłopiec skinął i położył się już obok Takano. Poczekał na Tomo I zamknął oczka zasypiajac.
Takano obudzil się pierwszy i leżał tylko w łóżku patrząc na nich.
Uśmiechnął się lekko patrząc na nich. Podobała mu się jego kochana rodzinka i to ze sobie tak razem śpią.
-szszsz...Yuya śpi...-przyłożył palec
do ust.-jak wyjdziemy do zobaczę.-uśmiechnal się.
-słodko śpi, nie?-uśmiechnął się z rozczuleniem.-kochany maluch...
-Mhm...-zgodził się.-długo wczoraj spacerowaliscie?
-Mhm...-Uśmiechnął się do niego.-Kocham was...-Szepnął.
-zostało sałatki wiec zjemy. Zapłacę i będziemy jechać do domku.-uśmiechnął sie do niego I pogłaskał go po policzku.-mój przystojniak.-zaśmiał się cicho.
-No proszę...Tomo on ma coś z ciebie. Też tak zawsze uciekasz z łóżka.-zaśmiał się.
-Co ja się z wami mam.-zaśmiał się w końcu też wstając. I tak się już wyleżał czekając aż się obudzą.
-Nasz mały kochany syneczek.-zaśmiał się cicho. Pomógł małemu wszystko nosić
-Już na prawdę jest świetny w te klocki.-zaśmiał się.-Wstaje najwcześniej i okupuje kuchnię.
-Oj to nic. Najważniejsze że smakuje, ne Tomo-chan?-uśmiechnął się lekko.
-każdy z nas mial lub ma takie rzeczy które mu nie wychodzą. Ale trzeba ćwiczyć zeby je poprawić.-dodał I juz wrócił do jedzenia.
-my też maluszku. W końcu jesteś naszym kochanym synkiem.-zmierzwil mu włoski.
-No to może Yuya pojedzie z przodu a ty się z tyłu położysz? Tak chyba będzie najlepiej.
-Zawsze woze w bagażniku.-odparł z uśmiechem i skończył jeść.
-może być wygląda ale jest pojemny.-zaśmiał się. Tak było. Wszystko mu się ladnie mieściło.
-dobrze. W razie czego zostawimy.-zgodził się I zaczął zbierać naczynia.
-no...możemy się zatrzymać.-zgodził się. Szybko posprzątał I poszedł się ubrać.
-Jasne kochanie...-podszedł jeszcze do niego. Przyłożył mu policzek do czoła.-hmmm...gorączki nie masz. Wziąłeś leki?
-dobrze...poczekamy jeszcze. Chociaż chciałbym juz być w domku...-powiedział głaszczac go po włosach.-odpoczniesz chwile pl posiłku i dopiero wyjedziemy.
Popakował ich dość szybko i trochę uprzątnął. Wpakował wszystko do samochodu i wrócił do środka.
-Jasne, że nie...nie martw się.-poprosił malucha i spokojnie poszedł do łazienki.-Kochanie?-uklęknął obok niego.
-ok...więc już dobrze.-pogłaskał go po włosach.-Chcesz jeszcze chwilę odpocząć?
-Ok...-poprowadził wózek z nim najpierw do kuchni a potem do samochodu. Ułożył go na tylnych siedzeniach a Yuyi przymocował fotelik.
-Ale tak cichutko.-włączył odtwarzacz gdzie była płyta na nagranymi piosenkami Tomo.-Może być?-spytał malucha.
-Ale cichutko...bo wujek jest zmęczony i bardzo potrzebuje ciszy.-powiedział jeszcze przyciszając muzykę.
-Nic nie będzie. Musi tylko odpocząć.-zapewnił malucha powoli wjeżdżając na autostradę.
W połowie drogi tak jak obiecał zjechał do McDonalda na obiad. Zaparkował i odwrócił dię żeby obudzić Tomo.
Objął go delikatnie od razu jak chłopak o to poprosił.
-Ale już dobrze kochanie. Już dobrze. Nic nam nie jest.
-cóż...zły może nie...Ale jednak wolałbym żeby ludzie na nas dziwnie nie patrzyli.-wyjaśnił tuląc go jeszcze.-Ale bardzo potrzebujesz być blisko teraz, prawda?
-dobrze skarbie.-zgodził się i zamknął samochód. Yuya szedł tuż obok niego i po powiedzeniu co by chciał poszedł z Tomo zająć stolik a Takano poszedł do kas.
Dołączył do nich dość szybko i położył tacki z jedzeniem na stolik. Tomo podał wodę, Yuyi happy meal samemu zajadając cheesburgera.
-oooo...a kiedy ty je uzbierałeś?-spytał zaskoczony.
-cóż...możemy obejrzeć jak wrócimy do domu...-wzruszył ramionami.-ale ja pewnie na nich zasnę. Będę zmęczony jazdą samochodem.
-maraton? A nie za dużo tego jak na maraton? Może półmaraton?-zaproponował ze śmiechem. Skończył swojego cheesburgera i wstał po kawę.
-chyba nie mam innego wyboru jak tylko się zgodzić.-zaśmiał się.-ok zrobimy tak.-powiedział siadając ze swoją kawką.
-Yuyuś...a co byś chciał na obiadek? Zrobię ci cokolwiek będziesz chciał.-obiecał maluchowi.
-dobrze.-zgodził się z uśmiechem. Spokojnie pił swoją kawę czekając aż chłopiec skończy jeść.
-dobrze. Uważaj na siebie.-poprosił odprowadzając go wzrokiem.
Kiedy zjedli poszli wyrzucić papierki i wyszli za zewnątrz.
-lepiej kochanie?-spytał Tomo szepczac mu do ucha.
-jasne. Śpij sobie dopóki nie dojedziemy. Tak najlepiej znosisz droge.-uśmiechnął sie I zaczął go prowadzić do samochodu. Yuya wcześniej usiadł Tomo na kolanach żeby się trochę potulic.
Do domu dojechali późnym wieczorem. Takano wjechał do garażu i najpierw obudził Yuye a potem Tomo.
-dobrze. Z resztą juz najwyższa pora żebyś wziął leki.-powiedział biorąc go na ręce.-będzie dobrze.
-tak. Mam nadzieje ze jutro już będziesz się lepiej czuł.-powiedział kładąc go na kanapie. Najpierw wniósł wszystkie torby a potem zrobił mu herbaty i podał leki.-Yuyuś idź się umyć.-polecił chłopcu.
-No dobrze...ale potem od razu do mycia. Jest juz późno.-powiedział siadając na kanapie.
Wziął go na kolana i objął delikatnie.
-tyle ile chcesz i tyle ile potrzebujesz skarbie.-zapewnił go.-Zaraz pójdziemy do łóżka spać...jutro będzie lepiej...
-dobrze kochanie...-ucałował go w policzek. Kiedy Yuya poszedł spać zaniósł Tomo do łóżka. Pogadam światła i położył się obok niego zdejmując okulary i obejmując go delikatnie.-juz jestem...możesz spać spokojnie.
-ja ciebie tez.-odparł również zasypiajac. Był zmęczony droga.
-mmmm....-wymamrotal jeszcze spiac.-ja ciebie tez kocham...-powiedział przez sen trochę mocniej go obejmując.
-o co ten hałas?-jeknal otwierając oczy i wymacujac okulary.-coś się stało?-spytał patrząc na Yuye.
-juz juz...zaraz się go pozbęde...-westchnął wstając z łóżka chociaż chciał jeszcze poleżeć. Zwinal gazetę i z taką bronią poszedł do pokoju chłopca. Po tym jak zabił pająka sprzątal po nim ślady i wrócił do łóżka.-załatwione...wracam do pięknego snu...
-to ja was ratuje i nawet całusa nie dostane...obrażam się.-mruknął całkowicie okrywajac się kołdrą.
Wymamrotal coś jeszcze pod nosem i odkrył się przeciągając się lekko. Nawet się wyspal. Nie chciało mu się jednak jeszcze wstawać.
-no dobrze już idę...-zaśmiał się wstając z łóżka.-pachnie pysznie. Co dobrego zrobiliście?-spytał idąc za chłopcem.
-mhm...proste ale jakie pyszne.-zauważył całując go w usta.-tak na dzień dobry
-o nie kochanie. Ja dzisiaj mam zamiar czekać na ciebie w szpitalu. Nie słuchasz lekarza i się przemeczasz.-mruknął siadając przy stole i biorąc się za jedzenie.
-on bardzo dobrze wie kiedy powinieneś przestać. Ja wiem ze bardzo chcesz już szybko chodzić ale nie możesz się przemeczac.
-I o to chodzi. Jak jesteś zmęczony to nie daje efektów. Dlatego dzisiaj tam posiedzę. Będę wiedział kiedy dość. Tylko dzisiaj Tomo.
-wiem. Ale podjąłem to ryzyko.-mruknął kończąc jeść. Martwił się o niego i nie mógł pozwolić żeby chłopak znów się przemeczał.
-dobrze maluszku. I spokojnie...nie będziemy się z wujkiem kłócić.-zapewnił go jeszcze. Odniósł swój talerz i poszedł do łazienki. Zapukał do drzwi.-Tomo? Wybacz ale martwię się o ciebie...ostatnio nie mogłeś się nawet ruszyć...tak bardzo przesadziłeś...
-wiem...chodzi mi I rehabilitację. Ostatnio byłeś bardzo zmęczony...nie chce żeby znów tak było...-szepnął opierając się plecami o drzwi.-nie chce też żebyś był na mnie zły...
Westchnął cicho. Spodziewał się ze w końcu do tego dojdzie. Nie mógł jednak nic poradzić na to ze martwił się ze chłopak znów będzie się przemeczał.
Ubrał się dość szybko i zadzwonił do taty Tomo żeby posiedzial z Yuya.
-um...-mruknął kiedy dojechali juz do sali rehabilitacjyjnej.-poczekam tutaj. Na korytarzu. Ale...nie przemeczaj się...
-bardzo zabawne Sojiro...co ty tu w ogóle robisz?-mruknął siadając na lawce.-on po prostu...nie lubi jak jestem nadopiekuńczy i jak kontroluje te jego rehabilitacje...-westchnął ciężko.
-bez jaj...teraz to już w ogóle się wścieknie...-jeknal patrząc na zamykające się drzwi. Oparł się ciężko o oparcie ławki.
-A co powiesz na dwie trzecie? Albo coś koło tego? Chyba nie chcesz paść tutaj trupem, co?-uniósł brwi patrząc na niego.-rozumiem twoją frustrację. Ale dzisiaj masz mnie słuchać, ok?
Wywrócił tylko oczyma i również wstał trochę go asekurując. Czasami na prawdę wolałby już przejąć szpital po rodzicach i mieć to z głowy.
-Dobra Tomo...ruszaj.-poprosił go.
-Mhm...połóż się.-polecił pomagając mu się ułożyć na macie.-na dzisiaj koniec. Odpocznij chwilę i potem leć się przebrać. Dobrze ci szło.-pochwalił go.-Zawołać Takano?
-powiedzmy że to kara...-mruknął rozmasowując mu nogi.-W domu masz leżeć.
-Cóż...za dołowanie mojego kumpla i za nie słuchanie lekarzy.-zaśmiał się.-Cóż mogę wpaść. Co dobrego macie?
-A nie sądzisz że ma ku temu powody? Chyba trochę zbyt na siebie naciskasz w czasie rehabilitacji. Jakbyś się spieszył.-zauważył biorąc się za jego drugą nogę.
-Ale spokojnie...-uspokoił go.-Raczej nic mi nie da mówienie ci żebyś spróbował go zrozumieć...Ale wiem że kiedy już staniesz na swoje nogi on się na pewno uspokoi. Teraz ten idiota po prostu czuję że bez niego nie dasz sobie rady...bo z wózkiem nie wszędzie wjedziesz. Przeczekaj to...i zamiast ćwiczyć szybko rób to powoli ale efektownie.
-Rozumiem że nie chcesz żebyście się pokłócili. Ale już ci powiedziałem ze na dzisiaj dość.-powiedział siłą zmuszając go żeby usiadł.
-odsypiam nocną zmianę...mógłbyś przyjechać wieczorem?-spytał ziewając.
-Na noc? To w sumie zależy czy znów nie będzie jakiejś masakry wodnej...-mruknął znów ziewając.-Coś się stało?
-Ni prosiłbyś o spanie gdyby wszystko grało...-ziewnął jeszcze raz i wrócił do spania.
-o...zaprosiłeś go?-spytał zakładając kurtkę.-więc muszę kupić trochę więcej składników...
-oj...-burknął tylko w odpowiedzi i zaczął kierować się w stronę samochodu.-zajedziemy jeszcze do sklepu.
-Chcesz coś ze sklepu?-spytał kiedy parkował.-Chcesz zostać czy iść ze mną?
-ok, więc poczekaj. Zostawię ci włączoną muzykę.-uśmiechnął się i wyszedł biorąc tylko portfel.
-Przepraszam...co pan robi przy moim samochodzie?-spytał widząc jak jakiś facet szarpie za klamkę. Widząc kominiarkę i przerażonego chłopaka w środku bez pytania podniósł wysoko nogę i kopnął go w głowę.-Przepraszam...mówiłem do pana ale pan raczej nie chciał słuchać...-wzruszył ramionami.
-wiem...znaczy domyśliłem się. Skoro był na zewnątrz a nie w środku.-uśmiechnął się. Wpakował zakupy do bagażnika i wrócił na miejsce kierowcy.-kocham cię...-złapał go na chwilę za rekę.
-BYŁ!?-krzyknął zaraz i wyjrzał wściekłym wzrokiem przez okno. Mężczyzna powoli wstawał przykładając rękę do krwawiącej skroni.-dlaczego to zawsze nam się przytrafia?
-ciesze się. Tak bardzo się ciesze.-powtórzył patrząc na niego z uśmiechem.-ze dales sobie radę...-dodał siadając juz prosto.
-Um tak...-ruszył powoli w stronę domu. Zerknął na niego kontem oka.-Coś ci się stało w szyję?
-dobrze. Uważaj na siebie.-uśmiechnął się do niego lekko.-Kiedy idziesz?
-Mhm..pozdrów Juna.-poprosił jeszcze i już całkowicie skupił się na drodze.
-nie jestem. Rozumiem że..jesteś na mnie trochę zły i potrzebujesz odpoczynku żebyśmy znów się tak bardzo nie pokłócili.-zapewnił go spokojnie.
-No wołałem go. To twój rehabilitant po niego dzwonił. Ja tam byłem pewny że teraz siedzi tylko za biurkiem i uczy się jak zarządzać szpitalem.-mruknął niezadowolony że obwinia się go o coś takiego.
-serio? Wspominał po co?-spytał powoli wjeżdżając do Yukan.
-Mhm...-skinął głową.-Jak miał praktyki dostawał samych uparciuchów. Tak wyszło że teraz tylko takimi się zajmuje.-wzruszył ramionami parkując pod domem.
Westchnął tylko woląc już o tym nie rozmawiać. Wiedział że i tak go nie powstrzyma. Zgasił samochód i wyszedł wyciągając najpierw wózek.
Takano wziął zakupy i zamknął zakupy. Wszedł najpierw do kuchni a potem przywitał się z Yuyą i taką Tomo.
Takano skinął głową i pomachał mężczyźnie.
-Yuyuś jak się bawiłeś z dziadkiem?-spytał wesoło.
-oczywiście. O ile nie uśniesz na maratonie.-zaśmiał się i zmierzwił mu włoski.
-będzie jak w kinie.-zaśmiał się sadzając już go na kanapie.-No a teraz posiedź z wujkiem a ja zrobię obiadek.-uśmiechnął się.
Takano zabrał się za robienie omurice. Jedna z japońskich dań które na prawdę mu wychodziło.
-Tatuś robi obiadek a wujek leży na kanapie.-zdał raport Yuya nadal go nie puszczając. Pieski też przybiegły się przywitać.
-hej Sojiro!-krzyknął z kuchni Takano. Chwilę później wniósł do salonu cztery parujące talerze z omurice.
-Dzięki maluchu.-zaśmiał się również biorąc się za jedzenie.-no...wyszło.
-pyszne wyszło!-poprawił się zaraz Sojiro a Takano zaśmiał się cicho.
-Z japońskiego jedzonka tylko to mi tak na prawdę wychodzi.
-cicho być! Uczę się pikachu.-burknął Takano skupiając się już na swoim obiedzie.
Takano zmierzwił mu włoski.
-ale na razie jedz obiadek.-zaśmiał się.
-figurek? Jakich figurek?-spytał zaraz Sojiro.
-o...też kiedyś zbierałem.-zaśmiał się.-ale z jajek niespodzianek. Miałem kolekcję dinozaurów i duszków.
-ale fajnie.-odpowiedział Sojiro i poszedł za nim żeby chłopiec nie musiał tego wszystkiego nosić.
Takano pozmywał szybko i zrobił dla wszystkich herbatę.
-jasne...-usiadł obok niego i okrył go dokładniej kocykiem.
-wiem...-objął go delikatnie.-i wiem...-dodał spokojnie.-nasze racje jednak jakoś nie chcą się ze sobą zgodzić...
-Może kiedyś...mam jednak nadzieję że już nie będziemy się kłócić o rehabilitację. Ze tu juz ostatni raz...-powiedział tuląc go do siebie.
-mhm...ale mam na myśli to ze jak ta się już skończy...ze juz więcej nie będzie.-wyjaśnił I ucałował go w policzek.
Prześlij komentarz