-mhm...dobranoc...-powiedział i się rozlaczyl. Umyl się szybko i od razu poszedł spać. Następnego dnia po uzgodnieniu wszystkiego został zaprowadzi do kuchni gdzie od razu zabrał się za tort.
Takano się rozlaczyl nieco zaskoczony. Potem tylko wpatrywał się nerwowo w telefon czekajac aż chłopak oddzwoni i mu wyjaśni swój dość niespokojny ton głosu. Chodził nerwowo po mieszkaniu bo uznal ze wyjedzie dopiero jak pogadać z Tomo.
-Tomo czy ty palisz?-spytał juz jakoś nie mogąc hamować emocji.-ech spokojnie...Yuyi nic nie będzie. Zajmą się nim lekarze i wszytsko będzie dobrze. Idź do Juna albo do mojego brata...i nie pal juz więcej. Wiesz ze nie możesz...Tomo...nie chce stracić was obu.-zakończył dość cicho.
-kochanie ale nie krzycz. Oddychaj spokojnie. Dobrze ze zakopala...dba o ciebie.-powiedział spokojnie.-za te fajki to ci się należy kara ale...tak sam zawiózłes go do szpitala? Prowadziłes samochód?
-jestem z ciebie dumny. Bardzo. Pozwól Jolie być blisko siebie zebyś się uspokoił troszkę i...nie martw się. Yuyi na pewno nic nie będzie.-zapewnił go spokojnie.
-to pewnie przez to ze miał grypę i ospę w tym samym czasie. Ale spokojnie kochanie...on na pewno z tego wyjdzie. Lekarze się nim zajma. Jak przyjadę do zabiorę Jolie...wiec spokojnie zostań przy nim. Zajrzę tez do was.
-Ech...no to zawioze Jolie i wrócę do szpitala. Spokojnie kochanie. Jeśli nie chcesz nie będziesz musiał prowadzić.-zapewnił go wsiadając juz do samochodu i przełączać go na słuchawkę która włożył do ucha żeby spokojnie prowadzić.
-No dobrze...I wiem ze się przestraszyłes...dlatego zajde do szpitala. Moze jak się pospiesze.to będę szybciej. Ja tez się martwię Tomo...ja tez...-szepnął mocniej zaciskajac ręce na kierownicy.
-będę jechał ostrożnie.-zapewnił go.-I kupie. Prześlij mi tytuł i na pewno kupię. Spokojnie kochanie...-uśmiechnął sie chcą tez trochę siebie uspokoić.
-udał. Zostałem nawet zaproszony na przyjęcie.- ale nie siedziałem zbyt długo. Wiem ze córce cesarza bardzo się podobał i smakował...zmylem.się szybko żeby rozdać wszystkie zaproszenia.
-um chwile...ale tylko chwile. Powiedziałem mu co myślę o tej sytuacji i ze...mogę mu to wybaczyć...-powiedział cicho.-cóż...domyśliłem się kochanie. Ale dobrze ze ja wziąłeś. Wspierała cie.
-um....chyba tak...-powiedział cicho I zajął miejsce. -dalej mi zaproszenie. Dałem tez mojemu bratu...moim przyjaciółmi, twojemu przyjacielowi i mojej siostrze...
-no było...a ja tęsknilem. Chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do tego ze śpimy razem i mogę cię potulic...-zaśmiał się I podziękował skinieniem głowy za dania i zabrał się za jedzenie.
-i ani razu nie raczyłeś powiedzieć jak bardzo tęskniłeś.-zauważył.-Ja wtedy też bardzo tęskniłem...dlatego już nie chcę żebyś leżał tak długo w szpitalu.
-ale nie musiałeś...-powiedział cicho.-Ja bardzo tęskniłem kiedy leżałem w szpitalu...te dwa razy. Chyba trochę egoistycznie chciałem żebyś był przy mnie cały czas...
Po wyznaniu chłopaka wziął głęboki wdech i spojrzał mu w oczy. -Nie jestem z tego zadowolony. Będę szczery że...trochę się zawiodłem i zezłościłem...-urwał na chwilę.-Obiecałeś że już więcej nie zapalisz...to wszystko było dla twojego zdrowia i...To że znów zapaliłeś...chyba trochę mnie też zabolało.
-wiem że się bardzo martwiłeś i że...miałeś dodatkowy stres prowadząc. Przepraszam że mnie nie było przy tobie ale...nie możesz tak po prostu olewać swojego zdrowia...
-nie wiem kochanie...chciałbym wymyślić coś żebyś odreagował...co ty na to żebyśmy wspólnie pomyśleli co jeszcze możesz zrobić żeby odreagować?-zaproponował wiedząc że chłopakowi jest teraz ciężko.
-Hej maluszku...-usmiechnął się lekko. Posadził chłopaka na fotelu a sam usiadł na brzegu łóżka.-hej...ale się nam rozchorowałeś...-pokręcił głową i pogłaskał go po włoskach.
-Mhm...-chłopiec zamknął oczka i od razu zasnął zmęczony gorączką. Takano westchnął cicho i przeniósł się na fotel biorąc sobie Tomo na kolana. -Biedny maluszek...
-Będziemy dbać...i oczywiście ze wszystkim mu pomożemy. Ale gorączka ma spada...obudził się w kocu. Będzie dobrze kochanie. Zaopiekujemy się nim...ja będę mógł posiedzieć w domku...nie tak jak w tym tygodniu.
-nie jest tam wcale aż tak fajnie ale mogę cię zabrać.-powiedział z uśmiechem.-no I...pomyślałem ze na wyspie wystarczy nam weekend...ale jest tam jedna rzecz która chce ci pokazać.
-zobaczysz. Ale to jest coś co na prawdę lubie w tym miejscu.-uśmiechnął sie.-tak pięknego nieba nigdzie nie widziałem.-wyjaśnił z lekkim rozmarzonym uśmiechem.
-pełni sił tak?-pogłaskał go po włosach.-ok. Ja przyjadę po śniadaniu to coś ci przywiozę jeśli chcesz.-zaproponował spokojnie.-jesteś pewny ze nie chcesz żebym dzisiaj został?
-nie zrobiłeś nic złego. Tak się po prostu stało. Ale spokojnie Yuya na pewno z tego wyjdzie. Jutro już na pewno gorączka nie będzie taka wysoka.-zapewnił go.
-no...Wszytsko zależy od tego jak szybko mu minie całkowicie gorączka.-powiedział spokojnie. Przytulił go do siebie i ucałował w policzek.-jasne...ja tez się musze nacieszyć.
-Ale na prawdę nie ma co opowiadać skarbie.-powiedział przesiadać się na brzeg jego łóżka i zabierając się za kasowanie jego nóg.-nic jakoś wybitnie ciekawego.
-ubrani byli różnie...od yukat po zwykle.sukienki czy garnitury.-odnosili siętteż normalnie...i nie sądzę żeby różniły się czymś od...moich urodzin. Masa gości...i tyle.-wzruszył ramionami.
-um...wiec będę trochę delikatniejszy.-zapewnił go spokojnie.-cóż...myślę żeby mu wybrać takie fajne przyjęcie. Przyjedzie trochę rodzinki a on zaprosi najbliższych kolegów.-uśmiechnął sie lekko.
-jesteśmy tolerancyjni na wszytko co dobre.-powiedział z uśmiechem i ucałował go delikatnie w usta.-ale jednak boje się tych poważnych rozmów z nim....
-ok ok...juz cie zaniosę.-zapewnił go. Poszedł z nim do łazienki a potem położył do łóżka.-następnym razem mnie zawołaj. Pomogę ci.-powiedział.okrywajac go kołdrą.
-cóż...takie rzeczy na pewno będą chociaż do dekoracji sali planowałem wynająć katering. Wiesz...no nasz wielki dzień i wolałbym żebyśmy robili jak najmniej...-wyjaśnił spokojnie.
Takano szedł.przy nim powoli podtrzymując go żeby nie upadł. W windzie przytrzymał go bliżej siebie. -jeszcze trochę i będziesz ładnie chodził.-uśmiechnął sie.
-dlatego powiedziałem ze ja przytyjesz. Chce żeby garnitur ładnie na tobie leżał.-powiedział z uśmiechem. Wziął łyk herbaty i spojrzał na niego wesoło.
Jun wstał ale zachwial się na nogach. -Kei to twój brat...starszy...jest jeszcze Hikaru I mały Yuto...i dwie siostry...-powiedział cicho. Skinął lekarzowi I poszedł za nim. Był w poważnym szoku.
-mhm rozumiem. Wiec wolałbym żeby jeszcze trochę tu został. Mogę poprosić jego braci żeby przywieźli zdjęcia? Mamy ich całkiem sporo...może to coś pomoże...
-będziemy się nim zajmować.-obiecał lekarzowi I mamie Tomo która też przyszła martwiąc się o wnuka. Potem wrócił do sali.-maluch jeszcze dziesięć dni ma siedzieć w domu. A przez tydzień w łóżku.-poinformował ich kiedy wszedł.-i akurat bo za dwa tygodnie miałeś iść do dziadka.-zmierzwil mu włoski.
-Ech Tomo...jeśli nie jesteś pewny to wróć z nami a ja potem ponad po Jeepa.-powiedział z lekkim uśmiechem.-nie chce żebyś się tam zmuszał...I jechał sam...
-jasne.-Wziął od niego kluczyki. Najpierw pomógł mu wejść do środka a potem zaniósł torby i dopiero wtedy wstawił oba samochody do garażu. Kiedy wrócil do środka rozłożył chłopcu kanapę i na chwilę usiadł na fotelu.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4001 – 4200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Zaklaskal.wesoło kiedy chłopak skończył.
-śliczna. Teraz z niecierpliwością czekam na nasz duet.-powiedz znów ziewajac.-wybacz...
-mhm...dobranoc...-powiedział i się rozlaczyl. Umyl się szybko i od razu poszedł spać. Następnego dnia po uzgodnieniu wszystkiego został zaprowadzi do kuchni gdzie od razu zabrał się za tort.
Takano się rozlaczyl nieco zaskoczony. Potem tylko wpatrywał się nerwowo w telefon czekajac aż chłopak oddzwoni i mu wyjaśni swój dość niespokojny ton głosu. Chodził nerwowo po mieszkaniu bo uznal ze wyjedzie dopiero jak pogadać z Tomo.
-pewnie pod wieczór bo jeszcze nawet nie wyjechałem. Coś się stało? Czemu Jolie tak szczeka?-spytał starając się zachować spokój.
-Tomo czy ty palisz?-spytał juz jakoś nie mogąc hamować emocji.-ech spokojnie...Yuyi nic nie będzie. Zajmą się nim lekarze i wszytsko będzie dobrze. Idź do Juna albo do mojego brata...i nie pal juz więcej. Wiesz ze nie możesz...Tomo...nie chce stracić was obu.-zakończył dość cicho.
-kochanie ale nie krzycz. Oddychaj spokojnie. Dobrze ze zakopala...dba o ciebie.-powiedział spokojnie.-za te fajki to ci się należy kara ale...tak sam zawiózłes go do szpitala? Prowadziłes samochód?
-jestem z ciebie dumny. Bardzo. Pozwól Jolie być blisko siebie zebyś się uspokoił troszkę i...nie martw się. Yuyi na pewno nic nie będzie.-zapewnił go spokojnie.
-to pewnie przez to ze miał grypę i ospę w tym samym czasie. Ale spokojnie kochanie...on na pewno z tego wyjdzie. Lekarze się nim zajma. Jak przyjadę do zabiorę Jolie...wiec spokojnie zostań przy nim. Zajrzę tez do was.
-przyjadę po ciebie rano...mogę też zostać w szpitalu tylko zawioze Jolie do domu. Albo zadzwoń żeby mój brat po nią przyjechał.-poprosił.
-Ech...no to zawioze Jolie i wrócę do szpitala. Spokojnie kochanie. Jeśli nie chcesz nie będziesz musiał prowadzić.-zapewnił go wsiadając juz do samochodu i przełączać go na słuchawkę która włożył do ucha żeby spokojnie prowadzić.
-No dobrze...I wiem ze się przestraszyłes...dlatego zajde do szpitala. Moze jak się pospiesze.to będę szybciej. Ja tez się martwię Tomo...ja tez...-szepnął mocniej zaciskajac ręce na kierownicy.
-będę jechał ostrożnie.-zapewnił go.-I kupie. Prześlij mi tytuł i na pewno kupię. Spokojnie kochanie...-uśmiechnął sie chcą tez trochę siebie uspokoić.
Przyjechał dobre dwie godziny wcześniej z kupiona książka. Zaszedł do szpitala i dość szybko ich znalazł.
-hej skarbie...-powiedział widząc chłopaka.
-widzisz? Mówiłem ze będzie dobrze. Najważniejsze że spada.-powiedział tuląc go do siebie.
-wiem wiem...dobrze zrobiłeś. Jestem dumny.-powiedział cicho.-juz dobrze. Yuya jest bezpieczny...
-na pewno bym tak zrobił.-zapewnił go.-jasne...chodź. a leki kochanie? Wiem że nie miałeś do tego głowy ale...
-ok wiec idziemy.-przytulił go lekko.-ja tez się martwię.-powiedział cicho I złapał go za rękę.-na co masz ochotę?
-nie zloszcze. Tez bym chętnie został.-uśmiechnął sie lekko.-wiec naleśniki...-mruknął wychodząc ze szpitala.
Wziął go na plecy i zaczął spokojnie szukać jakiegoś miejsca gdzie chłopak mógłby zjeść naleśniki a on coś bardziej treściwego.
-udał. Zostałem nawet zaproszony na przyjęcie.- ale nie siedziałem zbyt długo. Wiem ze córce cesarza bardzo się podobał i smakował...zmylem.się szybko żeby rozdać wszystkie zaproszenia.
-um chwile...ale tylko chwile. Powiedziałem mu co myślę o tej sytuacji i ze...mogę mu to wybaczyć...-powiedział cicho.-cóż...domyśliłem się kochanie. Ale dobrze ze ja wziąłeś. Wspierała cie.
-um....chyba tak...-powiedział cicho I zajął miejsce. -dalej mi zaproszenie. Dałem tez mojemu bratu...moim przyjaciółmi, twojemu przyjacielowi i mojej siostrze...
-cóż...mógłbym...a co? Nie wracasz ze mną do domu?-spytał bo uznal ze nic by nie stało. A przeszkodzie żeby chłopak Przebral się dopiero w domu.
-kochanie...pamiętaj ze ja też chciałbym i mogę przy nim zostać.-powiedział głaszczac go po policzku i podając mu menu.
-ja ciebie mógłbym zawieźć kochanie...ale rozumiem. Przywiozę ci ciuchy na zmianę.-obiecał spokojnie.
-Mogę i dzisiaj zostać.-zapewnił go z uśmiechem.-spokojnie.
-mhm no dobrze...-zgodził się troche niechętnie.-przywiozlem wam miniaturki pałacu i dużo zdjęć.
-ja ciebie tez skarbie...i wtedy pokaże wam wszystkie zdjęcia.-powiedział z uśmiechem.-a teraz wybierz coś z menu żebyśmy mogli zjeść.-poprosił.
Zamówił mu naleśniki a dla siebie gyoze z warzywami.
-a tak poza tym to miło spedziliscie czas beze mnie?-spytał spokojnie.
-to fajnie. I ciesze się ze dostane bułeczki.-złapał go za rękę ponad stołem.
-Opatrze.-zapewnil to z lekkim uśmiechem.-um...wiem. Ale jednak i tak się trochę martwię...
-mhm...rozuniem. Było mi smutno...ale jadlem dobrze i spałem tez.-zapewnił go.-bardzo tęsknię kiedy nie ma Cię przy mnie.
-no było...a ja tęsknilem. Chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do tego ze śpimy razem i mogę cię potulic...-zaśmiał się I podziękował skinieniem głowy za dania i zabrał się za jedzenie.
-ja ciebie tez.-odparł I juz zabrał się za jedzenie. Był głodny po drodze.
-coś się stało?-spytał kiedy zauważył ze chłopak się w niego wpatruje.-ubrudzilem się?-spytał od razu.
-tak po prostu?-uśmiechnął się lekko i wrócił do jedzenia.
-słodki jesteś.-zaśmiał się kiedy skończył jeść.-ciekawe co by było jakbym tak na dłużej wyjechał...
-eksperyment ile beze mnie wytrzymasz?-spytał ze śmiechem.-z reszta sam sądzę że długo bym nie wytrzymał.
-Ja? A ty?-uniósł brwi.-ale sądzę że masz rację...nie wytrzymałbym bo za bardzo cie kocham.
-czasem chciałbym żebyś tak zatęsknił bardzo...ale tylko czasem.-zaśmiał się cicho.
-i ani razu nie raczyłeś powiedzieć jak bardzo tęskniłeś.-zauważył.-Ja wtedy też bardzo tęskniłem...dlatego już nie chcę żebyś leżał tak długo w szpitalu.
-ale nie musiałeś...-powiedział cicho.-Ja bardzo tęskniłem kiedy leżałem w szpitalu...te dwa razy. Chyba trochę egoistycznie chciałem żebyś był przy mnie cały czas...
-wiem...ja też.-zaśmiał się.-jak tak dalej pójdzie to mnie utuczysz...-powiedział wcinając tę połowę.
-ok. Wiem że się o niego martwisz. Ja też.-uśmiechnął się do niego lekko.-Ale musisz też uważać żeby się nie zarazić.
-Poczekam. Nie jestem aż tak zmęczony.-zapewnił go.
-cieszę się.-uśmiechnął się lekko i skończył jeść.
-poniosę.-zapewnił prosząc zaraz o rachunek.
Po wyznaniu chłopaka wziął głęboki wdech i spojrzał mu w oczy.
-Nie jestem z tego zadowolony. Będę szczery że...trochę się zawiodłem i zezłościłem...-urwał na chwilę.-Obiecałeś że już więcej nie zapalisz...to wszystko było dla twojego zdrowia i...To że znów zapaliłeś...chyba trochę mnie też zabolało.
-wiem że się bardzo martwiłeś i że...miałeś dodatkowy stres prowadząc. Przepraszam że mnie nie było przy tobie ale...nie możesz tak po prostu olewać swojego zdrowia...
-nie wiem kochanie...chciałbym wymyślić coś żebyś odreagował...co ty na to żebyśmy wspólnie pomyśleli co jeszcze możesz zrobić żeby odreagować?-zaproponował wiedząc że chłopakowi jest teraz ciężko.
Poprawił go sobie na plecach i wyszedł z restauracji powili kierując się w stronę szpitala.
-ok...nie dzisiaj. Na razie damy sobie z tym spokój.
-no nie bardzo poradziłeś skoro zapaliłeś. -szepnął.-Ale już dobrze...coś wymyślę.-zapewnił go przyspieszając trochę.
-no dobrze...to w tej jednej rzeczy chyba mogę być z ciebie dumny...
-mhm...więc dobrze. Będę dumny...mój kochany.-uśmiechnął się lekko i poprawił go sobie na plecach. Wszedł do szpitala.
-Gdzie lezy Yuya?
-mhm...a...to nie będzie przeszkadzać jeśli tam będziemy tyle siedzieć?-spytał idąc już w stronę sali nr.30.
-Hej maluszku...-usmiechnął się lekko. Posadził chłopaka na fotelu a sam usiadł na brzegu łóżka.-hej...ale się nam rozchorowałeś...-pokręcił głową i pogłaskał go po włoskach.
-wiem...wiem że nie chciałeś.-pogłaskał go jeszcze trochę.-Wiem...zaopiekujemy się tobą.-zapewnił go.-a teraz śpij. Nadal masz gorączkę.
-Mhm...-chłopiec zamknął oczka i od razu zasnął zmęczony gorączką. Takano westchnął cicho i przeniósł się na fotel biorąc sobie Tomo na kolana.
-Biedny maluszek...
-Będziemy dbać...i oczywiście ze wszystkim mu pomożemy. Ale gorączka ma spada...obudził się w kocu. Będzie dobrze kochanie. Zaopiekujemy się nim...ja będę mógł posiedzieć w domku...nie tak jak w tym tygodniu.
-mhm...sądzę że tak.-uśmiechnął się lekko.
-Ja ciebie też kocham. I też tęskniłem.-powiedział tuląc go do siebie.
-nie jest tam wcale aż tak fajnie ale mogę cię zabrać.-powiedział z uśmiechem.-no I...pomyślałem ze na wyspie wystarczy nam weekend...ale jest tam jedna rzecz która chce ci pokazać.
-zobaczysz. Ale to jest coś co na prawdę lubie w tym miejscu.-uśmiechnął sie.-tak pięknego nieba nigdzie nie widziałem.-wyjaśnił z lekkim rozmarzonym uśmiechem.
-w każdym razie będzie fajnie. Sądzę że wyszalejemy się przez ten miesiąc.-zaśmiał się.
-pełni sił tak?-pogłaskał go po włosach.-ok. Ja przyjadę po śniadaniu to coś ci przywiozę jeśli chcesz.-zaproponował spokojnie.-jesteś pewny ze nie chcesz żebym dzisiaj został?
-A masz tu jakieś opatrunki?-spytał nadal go tulac.
-mhm...połóż się kochanie. Ja przyjadę jutro.-powiedział I ucałował go delikatnie.-
Takano posiedzial jeszcze chwile patrząc na nich. Potem cicho wyszedł z pokoju i pojechał do domku praktycznie od razu idąc spać.
[Oj zabral po drodze XD]
Takano obudził się dość późno. Zjadł śniadanie i z mala porcja dla Tomo pojechał do szpitala. Od razu skierował się w stronę sali w której leżał Yuya.
-Ech...masz.-Podał.mu pojemnik I wziął na kolana.-zdjęć spokojnie. Mam nadzieje ze nic nie podlapales...
-zostane. Ech...głuptasku...przecież wiesz ze.musisz się pilnować z tym jedzeniem.-ucałował go w policzek.-zjedz spokojnie w takim razie...
-no rozumiem...a jak Yuya? Widzę ze dalej śpi...-powiedział cicho.
-będzie dobrze kochanie. Musimy w to wierzyć.-powiedział głaszczac go po włosach.-będzie dobrze. Zacznie spadać.
-nie zrobiłeś nic złego. Tak się po prostu stało. Ale spokojnie Yuya na pewno z tego wyjdzie. Jutro już na pewno gorączka nie będzie taka wysoka.-zapewnił go.
-Wiem. Ja tez go kocham i tez się martwię. Ale musimy zachować spokój. Będzie dobrze.-zapewnił go.-ma nasze wsparcie.-uśmiechnął sie lekko.
-juz będzie.-przyznał spokojnie.-wiec juz nie musisz się tak martwić. Przywiozlem ci tez ciuchy...tak jak prosiłeś.
-zostane...idź i nie martw się. Przebierz się I umyj...-ucałował go I puścił.
Takano zaś spokojnie siedział przy Yuyi. Uspokojenie trochę tym ze chłopak śpi spokojnie.
Kiedy go zauważył uśmiechnął się lekko i wrócił do czytania. Cieszył się że chłopiec ma mniejszą gorączkę.
-będę dzisiaj całą noc.-zapewnił go z uśmiechem i pogłaskał po włoskach.-dobrze ze gorączka spada...
-jak będzie lepiej to obiecuje ze zagramy. I wujek tez z nami zagra.-dodał wesoło.-ale żeby było lepiej musisz odpoczywać i spać.
Takano również słuchał z lekkim uśmiechem na ustach. Cieszył się ze maluch ma ich wsparcie i ze powoli jest lepiej.
-mówiłem ze będzie lepiej.-uśmiechnął sie lekko.-dobrze się nim zajęli skarbie.
-poza tym ze gorączka spada nie mówił nic.-powiedział I wzruszył ramionami.
-no...Wszytsko zależy od tego jak szybko mu minie całkowicie gorączka.-powiedział spokojnie. Przytulił go do siebie i ucałował w policzek.-jasne...ja tez się musze nacieszyć.
-cały czas?-zaśmiał się.-dobrze kochanie. To miłe.
-Ja ciebie tez ale nie krzycz bo obudzisz Yuye.-powiedział delikatnie głaszczac go po włosach.
-Mój kochany...na prawdę musiałeś się stesknic.-powiedział tuląc go do siebie.
-mhm...ja tez lubię kiedy jesteś tak blisko. Tulenie najbardziej brakuje mi w nocy...jesteś takim moim misiem...
-dobrze. Tylko nie przeczeczaj się.-poprosił puszczając go w końcu.
Odprowadził go wzrokiem i wyjął telefon żeby jakoś zabić czas.
-to świetnie skarbie.-powiedział odkładając telefon i patrząc na niego.-kiedy skończysz wszystkie rehabilitacje?
-Mhm...pomasowac ci teraz?-spytał przeciągając się lekko.
-Ale na prawdę nie ma co opowiadać skarbie.-powiedział przesiadać się na brzeg jego łóżka i zabierając się za kasowanie jego nóg.-nic jakoś wybitnie ciekawego.
-ubrani byli różnie...od yukat po zwykle.sukienki czy garnitury.-odnosili siętteż normalnie...i nie sądzę żeby różniły się czymś od...moich urodzin. Masa gości...i tyle.-wzruszył ramionami.
-przepraszam...-powiedział skruszony.-będę delikatniejszy...-zapewnił go od razu.
-um...wiec będę trochę delikatniejszy.-zapewnił go spokojnie.-cóż...myślę żeby mu wybrać takie fajne przyjęcie. Przyjedzie trochę rodzinki a on zaprosi najbliższych kolegów.-uśmiechnął sie lekko.
-zrobimy.-zgodził się z uśmiechem.-a co na prezent mu kupimy?
-czemu nie.-uśmiechnął sie lekko.-na prawdę nam rośnie...i chyba coraz więcej rozumie.-zerknął na śpiącego malucha.
-cóż...w końcu przestanie. Ale rozumie coraz więcej...chyba za bardzo nas kocha żeby się burzyć.
-mhm wiem...ale na razie chyba do tego jeszcze czas. Póki co opowiada nam o tym które koleżanki mu się podobają.-uśmiechnął sie.
-mhm...będzie. niestety...bo trochę boje się tej rozmowy.-przyznał szczerze tulac go lekko do siebie.
-Wiem. A razem na pewno damy rade.-uśmiechnął sie lekko.-ale to będzie ta trudniejsza cześć bycia rodzicem.
-możesz już teraz myśleć.-zaśmiał się.-bo nasz synek jest bardzo bystry.
-tak...może i tak.-zgodził się.-jedno jest pewne...będzie bardzo tolerancyjny...
-oczywiście na to nie.-zgodził się spokojnie.-tego nie tolerujemy...
-jesteśmy tolerancyjni na wszytko co dobre.-powiedział z uśmiechem i ucałował go delikatnie w usta.-ale jednak boje się tych poważnych rozmów z nim....
-mam nadzieję...-powiedział I znów go ucałował.-ze damy sobie radę...i że Yuya będzie czuł nasze wsparcie.
-mhm...zdrzemnij się.-zgodził się z uśmiechem.
Uśmiechnął się lekko i po jakimś czasie również przysnal.
-Yuyuś!-Takano od razu zerwał się z łóżka i wziął chłopca na ręce.-co się stało? Czemu wstałes z łóżka?-spytał zmartwiony.
-ok ok...juz cie zaniosę.-zapewnił go. Poszedł z nim do łazienki a potem położył do łóżka.-następnym razem mnie zawołaj. Pomogę ci.-powiedział.okrywajac go kołdrą.
W odpowiedzi objął go delikatnie.
-juz dobrze. Nie boli cie nic od tego upadku?-spytał jeszcze.
-mhm...ale teraz już wiesz wiec jak coś to mnie wolaj.-poprosił.-Śpij...to na pewno dobrze ci zrobi.
-pogramy.-zapewnił go a kiedy był pewien ze chłopiec zasnął usiadł wygodnie w fotelu.
-cóż...takie rzeczy na pewno będą chociaż do dekoracji sali planowałem wynająć katering. Wiesz...no nasz wielki dzień i wolałbym żebyśmy robili jak najmniej...-wyjaśnił spokojnie.
-mhm...no ok. Nie mam nic przeciwko.-uśmiechnął sie lekko.
-pewnie tak. Kochany maluszek.-uśmiechnął sie.
-mhm...możemy zejść.-zgodził się wstając i przeciągając się lekko.-tez jestem trochę głodny...-przyznał swobodnie.
-Mhm...dobrze...-złapał go po rękę.-mogę cię tak trzymac?
-no to idziemy. A jak coś to zawsze mogę cię wziąć na ręce.-powiedział I ruszył bardzo powoli.
Takano szedł.przy nim powoli podtrzymując go żeby nie upadł. W windzie przytrzymał go bliżej siebie.
-jeszcze trochę i będziesz ładnie chodził.-uśmiechnął sie.
-mhm...ale jest już lepiej niż było kochanie.-Wziął go na ręce i uśmiechnął sie lekko.-jest ok...I tak dużo przeszedłes.
-i tak było dobrze...nie płacz kochanie...-poprosił tulac go do siebie. -i tak jest ok...świetnie sobie poradziłeś.-zapewnił go.
-Ja ciebie tez. Nie płacz skarbie.-powiedział I wszedł z nim do stołówki.
-wiem...widać.-zaśmiał sie. Postawił obok niego talerz i usiadł obok ze swoim.-smacznego.
-no...zjadliwa.-przyznał spokojnie i
-jasne. Czasem mogę być twoim konikiem.-zasmiał się I wrócił do jedzenia.
Zmierzwil mu włosy ze śmiechem i skończył jeść.
-zabrałem z domu ciasteczka. Na deser.-powiedział patrząc na niego.
-ciasteczka z czekolada.-powiedział z uśmiechem.-ale nie wiem czy Yuya może...
-jasne kochanie.-odniósł ich talerze i wrócił z dwoma kubkami. Dla chłopaka wziął kawę a dla siebie herbatę.
-Nie ma za co.-zapewnił go wesoło.-wypijemy I wrócimy do malucha.-dodał siadając.
-chciało ci się kawy,co?-spytał ze śmiechem.-kochanie? Jak jeszcze trochę przytyjesz chciałbym iść załatwiać garnitury...
-dlatego powiedziałem ze ja przytyjesz. Chce żeby garnitur ładnie na tobie leżał.-powiedział z uśmiechem. Wziął łyk herbaty i spojrzał na niego wesoło.
-no weź...nie poznałbyś mnie ot tak?-spytał zaskoczony.
Jun wstał ale zachwial się na nogach.
-Kei to twój brat...starszy...jest jeszcze Hikaru I mały Yuto...i dwie siostry...-powiedział cicho. Skinął lekarzowi I poszedł za nim. Był w poważnym szoku.
-Wiec wszystkich będziesz macac?-spytał go ze śmiechem.-rozumiem...-dodał jeszcze.
-oj...no ale nie na weselu.-zaśmiał się.-takie obietnice zostaw na miesiąc miodowy.
-mhm rozumiem. Wiec wolałbym żeby jeszcze trochę tu został. Mogę poprosić jego braci żeby przywieźli zdjęcia? Mamy ich całkiem sporo...może to coś pomoże...
-nie na tym polega ta zabawa.-zaśmiał się.-masz poznać właśnie po dotyku.
Skinął głową I wyszedł. Opadł ciężko na krzesło na korytarzu i wybrał numer do Keia.
-hej...musisz tu przyjechać...-powiedział trochę pustym głosem.
[Gomene...Obiecuje ze to juz była ostatnia taka pomyłka XD]
-właśnie...wolałbym żebyś mi tego oszczędzil.-zaśmiał się.-co za dużo to nie zdrowo...-zauważył.
-Ech...a to niby czemu nie możesz? A co zrobisz jak mi w trakcie tej gry już na weselu stanie przez ciebie?-spytał unosząc brwi.
-no bardzo zabawne...wolałbym jednak takich sytuacji uniknąć.-mruknął biorąc go na ręce.
-och...ale ja umiem cię rozpoznać...ale może tez powinienem poćwiczyć...? Tobie parę razy stanie...-wzruszył ramionami.
-no to wracajmy.-powiedział biorąc go na ręce.
-Mhm...na razie chyba jeszcze musi zostać tutaj...-powiedział i wszedł do sali chłopaka.-hej maluszku.-przywitał się z chłopcem.
-o...dziękujemy maluszku. A teraz może pogramy w karty?-spytał siadając na fotelu.
-oj...w to chyba nie umiem więc tylko popatrzę.-powiedział z uśmiechem.
-Oj nie trzeba! Ja nie muszę grać...-zapewnił ich ze śmiechem.
-oj no dobrze...zagram z wami.-zaśmiał się przyjmując swoją 'porcję' kart.
-fart nowicjusza?-spytał ze śmiechem.
-ale na razie się bawimy.-zaśmiał się znów przegrywając tym razem na rzecz Yuyi.-o i szczęście mi się skończyło...
-jasne. W doku co tylko chcesz. Więc na razie odpoczywaj.-poprosił i zmierzwił mu włoski.
-będziemy się nim zajmować.-obiecał lekarzowi I mamie Tomo która też przyszła martwiąc się o wnuka. Potem wrócił do sali.-maluch jeszcze dziesięć dni ma siedzieć w domu. A przez tydzień w łóżku.-poinformował ich kiedy wszedł.-i akurat bo za dwa tygodnie miałeś iść do dziadka.-zmierzwil mu włoski.
-dokładnie maluchu. Nie masz za co przepraszać.-powiedział pomagając mu się przebrać.-jesteś pewny Tomo? Ja mogę potem po niego pojechać...
-Ech Tomo...jeśli nie jesteś pewny to wróć z nami a ja potem ponad po Jeepa.-powiedział z lekkim uśmiechem.-nie chce żebyś się tam zmuszał...I jechał sam...
-Ech...dobra. Bo wiem ze jak tego ci nie pozwolimy to znajdziesz coś bardziej męczącego.-powiedział wzdychajac lekko.-to wszytsko?-spytał lekarza.
-Ech...jest różnica I dobrze to wiesz. No ale dobra. Jak coś to mas od razu do mnie zadzwonić.-powiedział biorąc torby chłopca i również wychodząc.
-jasne. Rozłożymy ci kanapę, damy kołdrę i sobie pooglądasz bajki.-powiedział wesoło.
-No to wskakuj do samochodu.-powiedział wesoło wkładając jego rzeczy do bagażnika.
Takano jechał spokojnie tuż za nim.
-a co byś zjadł na obiadek?-spytał chłopca.
-Ok. No to jak przyjedziemy zabiorę się za robienie obiadku.-obiecał wesoło.
-brawo kochanie.-powiedział Takano który dojechał zaraz po nim.
-jasne.-Wziął od niego kluczyki. Najpierw pomógł mu wejść do środka a potem zaniósł torby i dopiero wtedy wstawił oba samochody do garażu. Kiedy wrócil do środka rozłożył chłopcu kanapę i na chwilę usiadł na fotelu.
-jeśli robisz to poproszę.-odparł idąc do kuchni.-zaraz zajmę się obiadem.-powiedział opierając się o framuge drzwi.
-Ale spaghetti nie robi się tak szybko...ech...no ale możemy zjeść chwile później.-powiedział zabierając kubki żeby je zanieść do salonu.
-no...możemy zjeść chwile później.-zgodził się spokojnie. Wziął łyk kawy a potem położył się razem z nimi na kanapie.
-moja kochana rodzinka.-powiedział wesoło.-i w końcu w domku.-dodał obejmując tez Tomo.
-smacznego kochanie.-powiedział z uśmiechem. Po chwili usiadł I również wziął sobie drozdzowke.
-ja tez. W końcu w domku...jeszcze trochę będzie.musiał odpoczywać...ale przynajmniej juz w domu.-powiedział z uśmiechem.
-mhm...dokładnie.-powiedział z uśmiechem i ucałował go w policzek.
-ja też.-powiedział i ucałował go w policzek.-Ja też...cieszę się że was mam.
-mhm...a ja się cieszę że on się cieszy.-powiedział patrząc na malucha.
-Jasne kotku.-zaśmiał się przyjmując kupon i wkładając go do tylnej kieszeni.-Co ci wymasować?
-ok. Przyjąłem.-zaśmiał się i musnął jego usta.-wezmę się za obiad.
-ok.-ucałował go jeszcze raz i od razu wziął się za gotowanie.
Takano uśmiechnął się nieco słysząc gitarą i wrócił do nich kiedy sos się powoli gotował.
-O już się obudziłeś.-uśmiechnął się Takano i położył się obok niego.
-jasne. A co byś chciał obejrzeć? Może pooglądamy z tobą?-spytał wesoło.
-no to obejrzymy.-obiecał wesoło. Wstał po chwili żeby sprawdzić sos.
-och...no tak nie zdążyłem wam pokazać.-zaśmiał się podając im talerze ze spaghetti.-po obiedzie wam pokaże.
-pasuje. Możesz dzwonić.-odparł z uśmiechem.
-nie musisz zjeść wszystkiego maluchu.-zaśmiał się siadając przy stole i jedząc swoją porcje.
-gdzie i kiedy?-spytał od razu.
-pojadę. Dobrze ze kolega ci napisał.-powiedział z uśmiechem.- po zebraniu ci powiem czy możesz.-dodał wesoło.
-to co zawsze...a co? Coś nie tak?-spytał zmartwiony.
-Może inaczej proporcje...ale zawsze robie tak samo.-wzruszył ramionami.-oj...a myślałem ze dobrze nalozylem...no nic...zostanie na potem..
-ok, ok.-zgodził się za śmiechem. A kiedy skoczył jeść podłączył laptopa do telewizora żeby pokazać im zdjęcia.
-no...a tak wyglądał tort.-powiedział wesoło przy ostatnim zdjęciu.
-oczywiście ze smakował. Gdyby tak szybko nie znikł pewni przywiózłbym wam kawałek.-zasmiał się I przytulił chłopak.-dziękuję.
-dziękuję.-ucałował go w policzek.-ale strasznie się atresowalem...i nie chciałem wąż zostawiać samych...-powiedział tuląc go do siebie.
-mhm...-skinął trochę niezadowolony ze chłopak mu tak uciekł.-ok. Ja posprzątam a wy poszukajcie bajki.-poprosił wesoło.
Takano wrócił doszło szybko z gorącą czekolada dla nich i usiadł na kanapie.-no to włączamy bajkę.
Takano uśmiechnął się lekko i objął go ramieniem. Podobał mu się taki rodzinny wieczór.
-a ja tam lubię Skipera.-zaśmiał się słysząc kolejny z jego tekstów.
-Narysuję.-zmierzwił mu włosy i wstał po kartkę i ołówek.-a może sam je pokolorujesz?-zaproponował.
-Zawsze możesz sobie jutro pokolorować.-zauważył z uśmiechem rysują pingwinki.
Kiedy Takano skończył odłożył rysunek i przykrył śpiącego chłopca. Spojrzał na zegarek i przeniósł go do łóżka.
Prześlij komentarz