-jasne.-uśmiechnął się ale zaraz odebrał dzwoniący telefon.-hej tato...-mruknął. -Takano...mam zamiar sprzedać dom. -Jak to sprzedać? -Znalazł się kupiec. Muszę go opróżnić do końca tygodnia. -Opróżnić?-spytał nadal będąc w lekkim szoku. -Tak. Jeśli masz tam jakieś rzeczy które chcesz zabrać to przyjedź do końca tygodnia.
-Na prawdę nie chcę Tomo...-powiedział równie smutny.-Ale jest tam wiele ważnych dla mnie rzeczy...Zabrałbym was ale takie zbieranie tego nie będzie zbyt ciekawe a Yuya musi być w domku.
-Przepraszam kochanie...na prawdę nie chcę was tak zostawiać ale postaram się załatwić to w jeden dzień. Jak pojadę pociągiem to dojadę szybciej.-powiedział odgarniając mu włosy z twarzy.
-aż tak?-spytał ze śmiechem.-ok...jak oboje tacy brudni byśmy weszli do wanny to byłoby błoto.-zachichotal.-wezmę prysznic.-dodał idąc z nim w stronę łazienki.
-wygodniej mi brać prysznic w soczewkach. Przynajmniej coś widzę.-zaśmiał się cicho i wszedł pod prysznic.-mmmmmmm...przyjemnie.-zamruczal kiedy puścił sobie ciepła wodę.
-wiem...czuje to samo w stosunku do ciebie...ale nie jestem w stanie od tak się z nim pogodzić.-powiedział kładąc się obok niego. Ucałował go w policzek.
-wiec tutaj...-powtórzył cicho skupiając się na tym jednym konkretnym miejscu.-powiedz kiedy już to rozmasuje druga nogę.-powiedział po dłuższej chwili.
-mhm...trochę byłem.-zgodził się zabierając się za jego druga nogę i szukając najbardziej bolesnego miejsca.-a ja pamiętam jak mi napisałeś pierwszy raz piosenkę...czułem się wtedy na prawdę szczęśliwy.
-ok,ok...będę delikatny.-obiecał I zaczął bardzo ostrożnie masować bolacy punkt.-dlatego byłem taki szczęśliwy kiedy mi to zaśpiewałes. Tak samo kiedy się obudziłem ze śpiączki a ty byłeś przy mnie...
-nie byłem zły...raczej zszokowany. No i trochę niezadowolony ze takie decyzje były podejmowane beze mnie.-mruknął.-najważniejsze że teraz jest ok...I że jesteśmy szczęśliwa rodzina. Trochę dziwna ale szczęśliwa.-dodał z uśmiechem.
-mhm...wiec kolacja, książka dla Yuyi i film. Jasne skarbie.-zapewnił go z uśmiechem.-możesz już myśleć nad tym jaki film chciałbyś obejrzeć.-dodał wesoło.
Takano poszedł posprzątać po kolacji. -kochanie?-objął go od tyłu jak juz wrócił.-jak skończysz możesz iść wybierać film. A ja w tym czasie zajmę się Yuya.
-Nie. Na razie jesteś jeszcze dzieckiem. W pewnym momencie sam zdecydujesz ze juz pora wyrosnąć z misia.-powiedział okrywajac go kołdrą. Sięgnął po przygotowana przez chłopca książkę.
Po jednym rozdziale kiedy chłopiec juz spał wyszedł z pokoju gąszac światło. Poszedł się szybko umyć a potem do sypialni. -hej kochanie. Jaki film wybrałeś?-spytał kładąc się obok niego.
Odstawił pusty kubek i od razu wziął go sobie na kolana. Przytulił mocno i dopiero po chwili odpowiedział. -dom się palił a ja nigdzie nie mogłem was znaleźć. Biegalem po całym domu...i nie mogłem...-odparł cicho.-wiem ze to tylko sen...
-wiem. To był tylko zły sen. Chciałem się tylko napic ciepłego mleka i wrócić do łóżka.-wyjaśnił spokojnie. Uśmiechnął się do niego i ucałował.-czasem takie złe sny się zdarzają.-wzruszył ramionami.
-nie ma takich. Juz dość się nie myles jak leżałes w szpitalu. Szybciutko się umyjesz.-powiedział mierzwiac mu włoski.-I wtedy poczytam ci jakąś krótka bajkę.
Po dobrych dwóch tygodniach nadeszły wyczekiwane przez Takano walentynki. Wymknął się wcześnie z łóżka i przygotował swoim mężczyznom słodziutkie naleśniki z bitą śmietaną i polewą malinową.
Takano kiedy skończył jeść spróbował czekoladki. Przez chwilę milczał tylko delektując się jej smakiem powoli ją ssąc. -Przepyszna.-powiedział w końcu.
-to ja dziękuję.-odparł ze śmiechem.-Idź. Przyjdź spokojnie kiedy skończysz. Na szafce masz bento, lekkie żebyś miał miejsce na kolacje.-dodał i ucałował go w policzek.-
Takano zawiózł malucha a potem wrócił żeby wszystko uszykować. Zaczął od jedzenia a potem od dekoracji i wszystkich innych bajerów. Na koniec zadzwonił po brata i ustalił z nim wszystkie szczegóły takie jak na przykład wyłączenie kamer. Przy kanapie w salonie ustawili wielkie opakowane w ozdobny papier pudło z prezentem dla Tomo. Około 10 minut przed tym jak chłopak miał wrócić z pracy Takano wysłał mu sms'a. 'Wybacz. Jest nagły wypadek i muszę zawieźć Koyukiego do szpitala. Jestem już w drodze i wrócę jutro. Przepraszam. Nie dzwoń do Yuyi, idź do domu i otwórz prezent. Kocham cię. ps. na pewno masz otwórzyć ten prezent!:*' Wysyłając uśmiechnął się lekko. Na prawdę długo wszystko planował.
Tylko skończył mówić i dostał wiadomość:'Znając ciebie pewnie się wahasz. Otwórz. Obiecałem że to nie będzie nic drogiego i tak też jest. Nie przekroczyłem obiecanego kieszonkowego Yuyi.'
W środku znajdował się już lekko przysypiający od tego czekania Takano ubrany w czerwoną koszulę i czarne jeansy. Z przyczepioną kokardą do głowy i do krocza, co było inwencją twórczą Koyukiego. Kupiona przez niego specjalnie na tę okazję część prezentu, czyli kokarda, papier pakowy i pudło nie przekraczały kieszonkowy Yuyi.
Oddał pocałunek z pasją a kiedy się od siebie odsuneli uśmiechnął się lekko. -przecież nie odezwałem się nawet słowem.-zaśmiał się.-chciałem tylko żeby była większa niespodzianka....I chciałem mieć pewność że otworzysz to pudło i nie spędzę w nim całej nocy.-dodał muskajac zaraz jego usta.
-oj...bez tej głupiej wymówki pewnie najpierw byś mnie szukał po całym domu a potem stwierdził 'o pewnie jest w tym pudelku'. A tak żyłes w niepewności.-zaśmiał się I ucałował lekko. -pytałes mamy czy możesz trochę szampana? Czy lepiej nie?
-ok. Przynioslem słodkie różowe wino. Po kieliszku wypijemy.-powiedział siadając na kanapie i włączając czekoladowa fontannę kolo której stała miska truskawek. Pozwolił sobie również na zdjęcie kokardek z siebie.
Oblizal usta zadowolony i uśmiechnął się do niego na prawdę szczęśliwy. -twój.-zgodził się.-Koyuki wyłączył kamery na ten jeden dzien.-poinformował go.
-prawda? Są na prawdę słodkie. A z czekolada podwójnie.-zaśmiał się podając mu jeszcze jedna truskawkę.-zrobiłem tez torcik walentynkowy. Taki mały tylko dla nas.
-cóż...jest winko, szampan bezalkoholowy, pyszny torcik, ja...-zaczal powoli wymieniać.-o skoro Koyuki wyłączył kamery to pomyślałem ze możemy pograć w te grę co wtedy nie wyszło.-powiedział I ucałował go w policzek.-a jak starczy sił to będzie też romantyczna kąpiel.
-dziękuję.-powiedział z uśmiechem i poszedł do kuchni. Wrócił z winem i torcikiem w krztalcie serca. Do tego wyjął dwa widelczyki i dwa kieliszki. Rozlał do nich wino i wrócił na kanapę podając jeden kieliszek swojemu kochanie.-za nas.
-i zapewniam cię ze tak samo cudnie smakuje.-powiedział wesoło. Wziął łyk wina i uśmiechnął się do Tomo a potem również wziął widelczyki.-powinniśmy spróbować?
-jesteś moim szczęściem. Nie mogłoby być inaczej.-zaśmiał się cicho i znów zaczął go całować. Sięgnął po jedna poduszkę żeby odsłonić grę którą całkiem niedawno proponował Tomo. Klepnal w pudełko.-Obiecałem ze zagramy. -powiedział wesoło. Wiedział jak chłopak się cieszył i jaki był zawiedziony kiedy nie wyszło.
-oj no...znowu mówisz to samo.-Westchnął I ucałował go w policzek.-może i jestem stary ale od czasu do czasu lubię się zabawić.-wywrocil oczyma I pomógł mu rozkładać grę.-wiec nie marudz tylko zaczynaj.
Takano nie pozostawał bierny ale grzecznie się odsunął po 30 sekundach z uśmiechem na ustach. -no? I niby czemu miałbym nie chcieć grać?-spytał unosząc brwi. Wziął od niego kości i spokojnie rzucił. Ruszył pionkiem I stwierdził że nienawidzi szustek bo magiczne pole kazało mu seksownym ruchem zdjąc koszule. Uznał ze znając jego szczęście niedługo będzie siedział goły i wesoły. Wstał jednak I zaczął wykonywać polecenie z planszy.
-musiałeś się tak szamotac?-spytał ze śmiechem. Wziął kostki i wyrzucił piękne dwanaście.-no misiu...chodź tu, plansza mowi żeby cię rozebrać do bielizny.
-nie sądzę żeby poszło ci lepiej.-mruknął mruzac oczy.-moja zachcianka? W takim razie zdejmij mi spodnie z zamkniętymi oczami. Zobaczymy jak ty sobie poradzisz.-zachichotal.
-No...I chyba poszło szybciej mi.-zaśmiał się wesoło i pocałował go namiętnie.-teraz moja kolej.-powiedział rzucając kośćmi.-wymacaj partnerowi wybrana przez niego cześć ciała.-przeczytał na głos i wziął łyk wina.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4201 – 4400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Mhm...nie będzie trzeba jej jutro ścielić.-zgodził się z uśmiechem.
-Mhm...ale niedługo chyba będę musiał wrócić do pracy. Cukiernia była na prawdę długo zamknięta...
-Mhm...wiem.-ucałował go delikatnie.-Cieszę się że będę tak blisko.
-jasne.-uśmiechnął się ale zaraz odebrał dzwoniący telefon.-hej tato...-mruknął.
-Takano...mam zamiar sprzedać dom.
-Jak to sprzedać?
-Znalazł się kupiec. Muszę go opróżnić do końca tygodnia.
-Opróżnić?-spytał nadal będąc w lekkim szoku.
-Tak. Jeśli masz tam jakieś rzeczy które chcesz zabrać to przyjedź do końca tygodnia.
-postaram się przyjechać. Jest tam za wiele istotnych dla mnie rzeczy...-mruknął i się rozłączył.
-Mój ojciec sprzedaje dom i do końca tygodnia mam zabrać swoje rzeczy...-mruknął cicho.
-Na prawdę nie chcę Tomo...-powiedział równie smutny.-Ale jest tam wiele ważnych dla mnie rzeczy...Zabrałbym was ale takie zbieranie tego nie będzie zbyt ciekawe a Yuya musi być w domku.
-Przepraszam kochanie...na prawdę nie chcę was tak zostawiać ale postaram się załatwić to w jeden dzień. Jak pojadę pociągiem to dojadę szybciej.-powiedział odgarniając mu włosy z twarzy.
-nie trzeba skarbie...załatwię to szybko. Lepiej czekaj na mnie z pysznym obiadkiem.-poprosił wesoło.
-A ja chcę żeby czekał na mnie pyszny obiadek przygotowany przez mojego mężczyznę.-powiedział całując go delikatnie.
-A co z moim samochodem? Tomo po prostu poczekaj w domu...-poprosił starając się zrobić oczy proszącego pieska.
-uparciuch z ciebie wiesz?-spytał unosząc brwi.
-Ech...chodź się umyć a potem zrobię i masaż.-powiedział klepiac go w udo.
-oj...ale ze mną...-zaśmiał się obejmując go od tyłu.-nie chcesz?
-aż tak?-spytał ze śmiechem.-ok...jak oboje tacy brudni byśmy weszli do wanny to byłoby błoto.-zachichotal.-wezmę prysznic.-dodał idąc z nim w stronę łazienki.
-nie ma za co.-zaśmiał się. Zmienił okulary na soczewki i zaczął się powoli rozbierać.
-wygodniej mi brać prysznic w soczewkach. Przynajmniej coś widzę.-zaśmiał się cicho i wszedł pod prysznic.-mmmmmmm...przyjemnie.-zamruczal kiedy puścił sobie ciepła wodę.
Takano wyszedł dość szybko i od razu owinąć się ręcznikiem. Podszedł do lustra żeby znów założyc okulary a potem zabrał się za mycie zębów.
-a....dziekuje? Chyba...?-powiedział trochę zaskoczony z lekkim rumieńcem.
-teraz na pewno nie dziękuję...-mruknął ubierając się szybko.
-juz...-mruknął pomagając mu wyjść z wanny a potem cały czas go lekko podtrzymając.-w końcu czysciutki.-zaśmiał się.
-nie ma za co.-zasmiał się idąc juz do sypialni.-no kładz się. W końcu masz zamówiony masaż.
-mhm...-Poprawił okulary I ukleknal na łóżku z nim między nogami. Zaczął mu delikatnie masować plecy i ramiona.
-postaram się go nawet nie spotkać...mam klucz od domu więc tylko wpadnę, zabiorę swoje rzeczy i wypadnę.-powiedział cicho.
-nic nie poradzę że on ciągle daje mi ku temu powody...-mruknął skupiając się na wskazanym przez niego miejscu.
-z wami jestem. I tyle mi wystarczy.-powiedział dalej go masując. Po chwili ucałował delikatnie jego kark.-z tobą jestem.-dodał I wrócił do masażu.
-wiem...czuje to samo w stosunku do ciebie...ale nie jestem w stanie od tak się z nim pogodzić.-powiedział kładąc się obok niego. Ucałował go w policzek.
-Mhm...dlatego po prostu się z nim nie spotkam...-powiedział I objął go. Zdjął okulary I zamknął oczy.
-dobranoc.-ucałował go jeszcze w usta.-słodkich snów misiu.-powiedział tuląc go i zasypiajac.
-mmmm...-jeknal Takano próbując wymacac uciekajacego mu z łóżka chłopaka.-misiuuuu...-jeknal przez sen.
Trochę niezadowolony obrócił się na drugi bok jeszcze trochę spiac.
Kiedy Tomo po niego przyszedł Takano juz nie spal. Uśmiechnął się do niego i ucałował na dzień dobry.
-plecki juz nie bolą?
-mhm...no to idziemy.-powiedział idąc na śniadanko.
-cześć maluchu.-powiedział również biorąc się za jedzenie.
-jest pyszne.-zgodził się Takano jedząc swoją porcje.
-oj...zawsze mi smakuje to co ugotujesz.-zaśmiał się potem jedząc juz spokojnie.
-raz mniej raz bardziej ale zawsze smakuje.-zaśmiał się.
-to tez...ale ty po prostu dobrze gotujesz.-zaśmiał się. Kiedy skończył jeść zaczął powoli pić herbatę.
-Mhm...mój kochany.-powiedział zerkajac na niego.-a teraz wybaczcie moi kochani ale już wracam do pracy.-powiedział wstając.
-ok. Będzie deserek do zjedzenia po obiadku.-powiedział wesoło I poszedł się szykować do pracy.
Takano przyszedł do domu dopiero na obiad z deserkiem w pojemniczku.
-juz idę kochanie!-odkrzyknął. Zsunal buty i poszedł do niego do kuchni żeby mu pomóc. Wyjal pieczeń z piekarnika i uucałował go lekko.
-nie szkodzi. Pachnie pysznie.-powiedział z uśmiechem. Pomógł mu wszystko znosić.-smacznego.-powiedział z uśmiechem kiedy wszyscy usiedli przy stole.
-jeszcze trochę. Ale nie będę długo, nie mam zamówień.-powiedział patrząc na rysunek.-śliczny.
-nie ma za co maluszku. Powiesił na lodówce?-spytał wesoło.
-hmmm...myślę że po dwóch bajkach na pewno bede.-zapewnił go I zmierzwil mu włoski.-no niestety...mam określone gidziny pracy.
-wiem maluchu...ale już zbyt długo cukiernia była zamknięta.-powiedział śmiejąc się cicho.-w lodówce macie deser.-dodał kończąc jeść.
-mhm.-ucałował go lekko i wyszedł do pracy.
Zaśmiał się cicho pod nosem i okryl ich dokładniej. Zawiesił rysunek chłopca na lodówce i usiadł na fotelu.
-moi kochani mężczyźni.-Rozczulil się trochę. Potem zaczął pisać wiadomości z bratem żeby ustalić z nim cały walentynkowy plan.
-Nic się nie stało. Popisałem sobie z bratem.-powiedział z uśmiechem. Cicho żeby nie obudzić chłopca.-no I nie siedzę tu wcale aż tak długo.
-jasne.-rozłożył szeroko ramiona.-chodź do mnie kochanie.
-Oj...ja ciebie tez mocno kocham...-powiedział tuląc go do siebie.
-bardzo, bardzo, bardzo. Nikt nikogo tak nie kocha....-szepnął tulac to mocno do siebie
-mhm...ja ciebie tez. Nie oddam.-powiedział unosząc jego twarz za podbródek i muskajac jego usta.-ciesze się ze zaproszenia juz rozdane...
-wiem...ale jakoś się na to ciesze. Ze tyle razem pozwiedzamy i ze pokaże ci jak spędzalem studia. I na ten ślub.-powiedział łapiąc go za rękę.
-jasne.-Wstał I szybko przyniósł mu wszystkie leki i wodę do popicia.-proszę. Dobrze ze pamiętasz.
-dobrze...odpocznij sobie.-powiedział znosząc wszytsko z powrotem do kuchni. Potem usiadł sobie na fotelu.
-niestety psiaczkom do samolotu nie wolno. Poproszę kogoś żeby się nimi zajął.-odparł uśmiechając się do niego.
-zobaczą na zdjęciach.-powiedział z uśmiechem. Usiadł obok niego I pogłaskał go po włosach.-wiem...jest kochana.
-mhm...zmieniła się. Nawet bardzo.-powiedział zerkajac na niego.-zasługa mojego wspaniałego narzeczonego.-powiedział I ucałował go w policzek.
-jak to nie? Przecież ja też się zmieniłem.-powiedział znów go całując.-wiele się wydarzyło przez te półtora roku...
-no tak obiecałem...chciałem to zrobić jak będziemy się wycieczkowac po mojej uczelni...-powiedział.-no ale ok teraz tez może być.
-oj no...to miała być zabawa skarbie a nie szkolenie.-zaśmiał się cicho.
-no no...wyciągnąłes silne argumenty.-zaśmiał się I pocałował go delikatnie.-ok...mogę cię nauczyć kilku krztaltow jakie będziesz chciał.
-mhm..ale co to za kichanie?-spytał siadając wygodniej i masując jego nogi.-przeziebiles się czy coś?
-no ok...-powiedział delikatnie masując jego nogi.-powiedz kiedy trafię tam gdzie chcesz być masowany.-poprosił.
-wiec tutaj...-powtórzył cicho skupiając się na tym jednym konkretnym miejscu.-powiedz kiedy już to rozmasuje druga nogę.-powiedział po dłuższej chwili.
-nie. To nawet fajne...mogę cię tak bezkarnie dotykać.-zaśmiał się cicho.-a tak poważnie...nie ma o co się złościc.
-miło to słyszeć.-zaśmiał się delikatnie go masując.
-mhm...trochę byłem.-zgodził się zabierając się za jego druga nogę i szukając najbardziej bolesnego miejsca.-a ja pamiętam jak mi napisałeś pierwszy raz piosenkę...czułem się wtedy na prawdę szczęśliwy.
-ok,ok...będę delikatny.-obiecał I zaczął bardzo ostrożnie masować bolacy punkt.-dlatego byłem taki szczęśliwy kiedy mi to zaśpiewałes. Tak samo kiedy się obudziłem ze śpiączki a ty byłeś przy mnie...
-nie byłem zły...raczej zszokowany. No i trochę niezadowolony ze takie decyzje były podejmowane beze mnie.-mruknął.-najważniejsze że teraz jest ok...I że jesteśmy szczęśliwa rodzina. Trochę dziwna ale szczęśliwa.-dodał z uśmiechem.
Kiedy chłopak się odsunął Takano oblizal usta.
-mmm...mogę ci częściej masować.-zaśmiał się przytulając go do siebie.
-mhm...wiec kolacja, książka dla Yuyi i film. Jasne skarbie.-zapewnił go z uśmiechem.-możesz już myśleć nad tym jaki film chciałbyś obejrzeć.-dodał wesoło.
-hm...no to coś sobie wybierzesz.-powiedział wzruszając ramionami.-zjedliscie deser?
-q co na kolacje zrobimy? Masz na coś ochotę?-spytał wesoło.
-mhm...no to może zwykle grzanki z pomidorem I serem w piekarniku?-zaproponował zerkajac na niego.
-mhm...no to nie. To zrobimy coś lekkiego.-zamyslil się chwilę i zerknął do lodówki.-a.może po prostu jakaś sałatkę?
-oj no nie bądź taki...zrobię sałatkę.-zdecydował w końcu wyjmując miskę.
-możemy prosić twojego tate żeby zajął się maluchem. Albo mojego brata...bo pewnie będę tak samo w pracy. Musze w końcu do niej na dobre wrócić.
-ok. To kogo prosimy żeby zosgal z maluchem?-spytał zerkajac na niego.
-Ok, wiec do niego zadzwonię i zapytam czy może przyjść.-uśmiechnął sie I skończył robić sałatkę.
-nie ma za co. -zaśmiał się. Wziął miskę z sałatka i talerze po czym zaniósł wszytsko do salonu.
-proszę moi kochani.-powiedział podając im talerzyki z sałatka i widelczyki.
-nie ma za co maluszku. Jak juz zjesz to idź się unyc, dobrze?-zmierzwil mu włoski I również zaczął jeść.
-poczytamy jak juz będziesz umyty i w łóżeczku.-obiecał z uśmiechem.-wybierzesz bajkę.
Takano poszedł posprzątać po kolacji.
-kochanie?-objął go od tyłu jak juz wrócił.-jak skończysz możesz iść wybierać film. A ja w tym czasie zajmę się Yuya.
-mhm no dobrze misiu.-ucałował go w policzek.-wybierz coś fajnego.-poprosił wesoło.
-Nie. Na razie jesteś jeszcze dzieckiem. W pewnym momencie sam zdecydujesz ze juz pora wyrosnąć z misia.-powiedział okrywajac go kołdrą. Sięgnął po przygotowana przez chłopca książkę.
Po jednym rozdziale kiedy chłopiec juz spał wyszedł z pokoju gąszac światło. Poszedł się szybko umyć a potem do sypialni.
-hej kochanie. Jaki film wybrałeś?-spytał kładąc się obok niego.
-a nie miała być komedia?-spytał sięgając po popcorn. Objął go ramieniem i włączył play.-no to oglądamy.
-ok.-ucałował go w policzek i juz skupił się na filmie.
Takano cieszył się jego bliskością i tym wspólnym oglądaniem filmu. Kiedy skończyli przeciągnąl się lekko.
-miło było.
-jasne. Możemy sobie tak oglądać filmy kiedy chcesz.-zamknął laptopa i ucałował go na dobranoc.
-jeśli będę to po prostu ci zasnę.-zaśmiał się I zdjął okulary. Położył się wygodniej i objął go.-dobranoc. Słodkich snów.-szepnął jeszcze.
Takano miał wyjątkowo ciężka noc przez małe koszmarki wiec w środku nocy wyszedł cicho z łóżka żeby się czegoś napić.
-nic wielkiego. Miałem mały koszmar...wiec wyszedłem żeby napic się mleka. Przepraszam jeśli cie obudzilem.-powiedział patrząc na niego.
Odstawił pusty kubek i od razu wziął go sobie na kolana. Przytulił mocno i dopiero po chwili odpowiedział.
-dom się palił a ja nigdzie nie mogłem was znaleźć. Biegalem po całym domu...i nie mogłem...-odparł cicho.-wiem ze to tylko sen...
-wiem. To był tylko zły sen. Chciałem się tylko napic ciepłego mleka i wrócić do łóżka.-wyjaśnił spokojnie. Uśmiechnął się do niego i ucałował.-czasem takie złe sny się zdarzają.-wzruszył ramionami.
-wiem...ale nie dzieje się zbyt często.-powiedział głaszczac go po policzku.-ja ciebie tez. Bardzo. Wiec wracamy juz do łóżka.
-oj no...-podszedł do niego szybko i wciąż go na ręce.-gasisz po prozę światła.-oznajmił.
Kiedy doszli do sypialni położył go do łóżka i od razu do niego dołączył. Zdjął okulary I momentalnie zasnął tulac go do siebie.
Na stole leżała karteczka informująca ze śniadanie jest w kuchni a on przyjdzie na obiad z jakims dobrym deserkiem.
Takano tak jak q napisał wrócił na obiad.
-hej rodzinko. Co robiliscie?-spytał wesoło wchodząc do salonu.
-och...no to będę już cichutko.-obiecał z uśmiechem.-i zaraz odgrzeje obiad.-dodał idąc do kuchni.
-dobrze więc tylko odgrzeje.-powiedział z uśmiechem.-pokazesz mi potem jak ulozyliscie?-spytał jeszcze na chwilę zostając w salonie.
-dlatego nie będziemy wujka budzić. Niech sobie trochę pospi.-powiedział a potem już poszedł ogrzewać obiad.
-smacznego maluszku.-powiedział cicho.-a jak się dzisiaj czujesz?-spytał zaczynajac jeść.
-ciesze se ze juz siędobrze czujesz powiedział z uśmiechem.-jasne. I super imprezę. Ale do tego jeszcze trochę czasu.
-ok, ale dla wujka będziesz mi pomagał.-powiedział I zmierzwil mi włoski.-ale najpierw będę robił walentynkowy torcik dla wujka.
-oczywiście. Każdy będzie śliczny.-powiedział I pooglądal ich ułożone puzzle.-super. Jak wrócę z pracy to powiesze na ścianie.-powiedział z uśmiechem.
-hej skarbie.-przywitał się z Tomo.-zmęczony?
-mhm...to połóż się. Ja ci odgrzeje obiad a jak zjesz to się połóż. Leż razem z Yuya i pooglądajcie bajki.
-no moi kochani.-zaśmiał się tulac ich obu.-ale puśćcie mnie już...obiadek odgrzeje wujkowi.-zaśmiał się.-a w lodówce macie deser.
-panna cotta jagodowa.-odparł z uśmiechem i ucałował go w policzek.
-przyniose ci od razu leki.-powiedział i wstał. Poszedł do kuchni i wrócił już z lekami i obiadem dla Tomo.-smacznego skarbie.
-oj...ale jedz normalnie.-zaśmiał się patrząc na niego.
-Tatuś poszedł do pracy już.-powiedział chłopiec.-powiedział ze postara się wrócić wcześniej.-dodał kładąc się na kanapę.
-ma spokojny dzień. Wujku z a zjemy deserek?-spytał patrząc na niego.
Chłopiec szybko pobiegł po deserek i przyniósł go im do salonu.
-smacznego wujku.
Takano skończył prace szybciej i kiedy przyszedł położył się z nimi na kanapie.
Uśmiechnął się lekko przytulając go do siebie. Pogłaskał go po włosach i ucałował w czoło.
-jasne. Ale na razie wujek śpi.-powiedział z lekkim uśmiechem i przyłożył palec do ust.
Zmierzwil maluchowi włoski i spojrzał na śpiącego Tomo który lekko się uśmiechał. Podobało mu się to.
-cóż...możemy po cichu we dwoje w coś zagrać.-zaproponował cicho. -a wujkowi damy spać.
Takano skinął głową i wyswobodzil się z uścisku Tomo.
Okryl go kołdrą i zaczął układać z Yuya puzzle.
-kochany jesteś.-powedzial I zmierzwil mu włoski.-dzisiaj spokojnie. Nie było tłumów.
-no...niedługo tam. Bo zbliżają się walentynk.- powiedział z uśmiechem.-pomogę. Albo zrobimy razem. We trójkę.
-cóż...sądzę że kiedy pojedziemy do Londynu.-uśmiechnął sie I przytulił go trochę.
-widziałem. Z Francji to tylko rzut beretem o
do Londynu.-odparł wesoło.-no I jechaliśmy za z uczelni żeby posmakować słodkości.
-ladnie. Chyba jakieś zdjęcia mam.-wzruszył ramionami.
-dziękujemy.-powiedział wstając i kładąc budowle na szafce.-jak się czujesz?-spytał go siadając przy nim.
-wiem...jutro na pewno..-zgodził się przytulając go do siebie.-zaraz przyniosę ci coś lekkiego na kolacje i leki.-dodał spokojnie.
-mhm.-skinął głową i objął go trochę mocniej.-a jak ci się spało?
-oj...ja cie będę zawsze tulił skarbie. Zawsze będę przy tobie.-szepnął mu do ucha i ucałował w policzek.-zawsze.
-Wiem.-zaśmiał się.-teraz Yuyuś cie potuli a ja zrobię kolacje.-dodal wstając.-jakieś życzenia?
-ok.-zgodził się I poszedł do kuchni. Wrócił po chwili z taca onigiri i położonym obok lekami.
-dziękuję.-powiedział z uśmiechem i wziął sobie jedno onigiri.-Yuya, jak zjesz to idź do mycia, ok?
-nie ma takich. Juz dość się nie myles jak leżałes w szpitalu. Szybciutko się umyjesz.-powiedział mierzwiac mu włoski.-I wtedy poczytam ci jakąś krótka bajkę.
-coz...myślę że tak.-zgodził się spokojnie. Wziął gryzą onigiri i popil herbata.
-ty też zaraz idź do mycia.-powiedział do Tomo i ucałował go w policzek.-i weź leki.-dodał podając mu pojemniczek i szklankę z wodą.
-no dobrze. to łyknij leki i idź spać. Dołączę do ciebie jak położę Yuyę spać i wezmę prysznic.
-Mhm. To już ci życzę słodkich snów.-ucałował go i wstał.-posprzątam po kolacji.-dodał zbierając talerzyki.
[Pozwolisz że troszku skipniemy? Bo z lekka zamulamy...XD]
Po dobrych dwóch tygodniach nadeszły wyczekiwane przez Takano walentynki. Wymknął się wcześnie z łóżka i przygotował swoim mężczyznom słodziutkie naleśniki z bitą śmietaną i polewą malinową.
-wesołych walentynek skarbie.-ucałował go na dzień dobry.-Chodź obudzimy jeszcze Yuye.
-Tak się ciesze.-znów go ucałował.-Bo ostatnio spałem...-mruknął ale zaraz się uśmiechnął.
Roześmiał się wesoło i przytulił zaskoczonego Yuyę.
-Najlepszego.-powiedział.
-Kocham was.-powiedział dość nieśmiało chłopiec.
Roześmiał się wesoło i przytulił zaskoczonego Yuyę.
-Najlepszego.-powiedział.
-Kocham was.-powiedział dość nieśmiało chłopiec.
-ja też was baaaardzo kocham. Dlatego macie ode mnie pyszne śniadanko.
-i potem zawieziesz mnie do dziadziusia tatusiu?
-ja też was baaaardzo kocham. Dlatego macie ode mnie pyszne śniadanko.
-i potem zawieziesz mnie do dziadziusia tatusiu?
-Mhm.-Takano skinął i wziął maluszka na ręce.-Po śniadaniu się spakujesz na spokojnie i wtedy cię zawiozę.
-poczekaj do kolacji.-zaśmiał się siadając z nimi.-Ty idziesz do pracy a ja zostaję i przygotowuję wszystko.-oznajmił mu jeszcze.
-mmm...na pewno.-powiedział patrząc na torebeczkę.-ale to na potem. Ale na pewno spróbuję.
-a potem powiem ci kotku czy są smaczne.-powiedział ze śmiechem.
-oczywiście że będę.-obiecał jedząc spokojnie swoją porcję.
-ok.-nałożył mu i podał po czym wrócił do swojej porcji.
Takano kiedy skończył jeść spróbował czekoladki. Przez chwilę milczał tylko delektując się jej smakiem powoli ją ssąc.
-Przepyszna.-powiedział w końcu.
-to ja dziękuję.-odparł ze śmiechem.-Idź. Przyjdź spokojnie kiedy skończysz. Na szafce masz bento, lekkie żebyś miał miejsce na kolacje.-dodał i ucałował go w policzek.-
Takano zawiózł malucha a potem wrócił żeby wszystko uszykować. Zaczął od jedzenia a potem od dekoracji i wszystkich innych bajerów. Na koniec zadzwonił po brata i ustalił z nim wszystkie szczegóły takie jak na przykład wyłączenie kamer. Przy kanapie w salonie ustawili wielkie opakowane w ozdobny papier pudło z prezentem dla Tomo. Około 10 minut przed tym jak chłopak miał wrócić z pracy Takano wysłał mu sms'a.
'Wybacz. Jest nagły wypadek i muszę zawieźć Koyukiego do szpitala. Jestem już w drodze i wrócę jutro. Przepraszam. Nie dzwoń do Yuyi, idź do domu i otwórz prezent. Kocham cię. ps. na pewno masz otwórzyć ten prezent!:*' Wysyłając uśmiechnął się lekko. Na prawdę długo wszystko planował.
zaśmiał się cicho.'ok, ok. Ale jak wejdziesz o twórz prezent...i skorzystaj z fontanny z czekolada.'odpisał jeszcze po czym odłożył telefon.
Tylko skończył mówić i dostał wiadomość:'Znając ciebie pewnie się wahasz. Otwórz. Obiecałem że to nie będzie nic drogiego i tak też jest. Nie przekroczyłem obiecanego kieszonkowego Yuyi.'
Takano westchnął bezdźwięcznie.
'dobrze. Śpi sobie na tylnym siedzeniu. I jak podoba się prezent?'
W środku znajdował się już lekko przysypiający od tego czekania Takano ubrany w czerwoną koszulę i czarne jeansy. Z przyczepioną kokardą do głowy i do krocza, co było inwencją twórczą Koyukiego. Kupiona przez niego specjalnie na tę okazję część prezentu, czyli kokarda, papier pakowy i pudło nie przekraczały kieszonkowy Yuyi.
Oddał pocałunek z pasją a kiedy się od siebie odsuneli uśmiechnął się lekko.
-przecież nie odezwałem się nawet słowem.-zaśmiał się.-chciałem tylko żeby była większa niespodzianka....I chciałem mieć pewność że otworzysz to pudło i nie spędzę w nim całej nocy.-dodał muskajac zaraz jego usta.
-no nie bardzo kochanie. Prezent powinien być rozpakowywany przez osobe obdarowana.-zaśmiał się cicho.-podoba się niespodzianka?
-oj...bez tej głupiej wymówki pewnie najpierw byś mnie szukał po całym domu a potem stwierdził 'o pewnie jest w tym pudelku'. A tak żyłes w niepewności.-zaśmiał się I ucałował lekko. -pytałes mamy czy możesz trochę szampana? Czy lepiej nie?
-ok. Przynioslem słodkie różowe wino. Po kieliszku wypijemy.-powiedział siadając na kanapie i włączając czekoladowa fontannę kolo której stała miska truskawek. Pozwolił sobie również na zdjęcie kokardek z siebie.
Oblizal usta zadowolony i uśmiechnął się do niego na prawdę szczęśliwy.
-twój.-zgodził się.-Koyuki wyłączył kamery na ten jeden dzien.-poinformował go.
-prawda? Są na prawdę słodkie. A z czekolada podwójnie.-zaśmiał się podając mu jeszcze jedna truskawkę.-zrobiłem tez torcik walentynkowy. Taki mały tylko dla nas.
-to nic. Umówiliśmy się ze w tym roku to ja szykuje walentynki. Przyszły jest twój.-powiedział głaszczac go po włosach.-pasuje taki układ?
-cóż...jest winko, szampan bezalkoholowy, pyszny torcik, ja...-zaczal powoli wymieniać.-o skoro Koyuki wyłączył kamery to pomyślałem ze możemy pograć w te grę co wtedy nie wyszło.-powiedział I ucałował go w policzek.-a jak starczy sił to będzie też romantyczna kąpiel.
-zawsze i wszędzie kochanie.-powiedział zaczął go całować tulac go delikatnie.
-ja ciebie tez. Bardzo.-powiedział wesoło I musnal jego usta.-mój. Mój kochany.-Sięgnął po truskawkę i wsunal ja chłopakowi do buzi.
-wiem. Specjalnie szukałem takich pysznych i słodkich.-odparł dumny z siebie.-wiec puść mnie na moment kochanie a ja pójdę po torcik i winko.
-dziękuję.-powiedział z uśmiechem i poszedł do kuchni. Wrócił z winem i torcikiem w krztalcie serca. Do tego wyjął dwa widelczyki i dwa kieliszki. Rozlał do nich wino i wrócił na kanapę podając jeden kieliszek swojemu kochanie.-za nas.
-i zapewniam cię ze tak samo cudnie smakuje.-powiedział wesoło. Wziął łyk wina i uśmiechnął się do Tomo a potem również wziął widelczyki.-powinniśmy spróbować?
-oj...niechyba ci nie będzie. Ciasta są po to żeby je jesc.-zaśmiał się I pierwszy wziął kawałek na widelec.-mmmm pyszny.-powiedział wesoło.
-no widzisz? Ciasta są po to żeby je jesc.-powiedział jedząc spokojnie i popijając je winem.
-no to już widzę twoje dylematy przy torcie ślubnym. W końcu mojemu nauczycielowi nie dorastam nawet do pięt...
-przytrzymam ci rękę.-zaśmiał się. Objął go jedna ręką w drugiej trzymając wino które powoli pił.
-no skoro tak. Ale to nic. Pierwszy kawałek ukroimy razem.-powiedział wesoło.-a na razie cieszmy się naszymi walentynkami.
-mhm...tyle wystarcza.-zgodził się I pocałował go namiętnie.
-jesteś moim szczęściem. Nie mogłoby być inaczej.-zaśmiał się cicho i znów zaczął go całować. Sięgnął po jedna poduszkę żeby odsłonić grę którą całkiem niedawno proponował Tomo. Klepnal w pudełko.-Obiecałem ze zagramy. -powiedział wesoło. Wiedział jak chłopak się cieszył i jaki był zawiedziony kiedy nie wyszło.
-oj no...znowu mówisz to samo.-Westchnął I ucałował go w policzek.-może i jestem stary ale od czasu do czasu lubię się zabawić.-wywrocil oczyma I pomógł mu rozkładać grę.-wiec nie marudz tylko zaczynaj.
Takano nie pozostawał bierny ale grzecznie się odsunął po 30 sekundach z uśmiechem na ustach.
-no? I niby czemu miałbym nie chcieć grać?-spytał unosząc brwi. Wziął od niego kości i spokojnie rzucił. Ruszył pionkiem I stwierdził że nienawidzi szustek bo magiczne pole kazało mu seksownym ruchem zdjąc koszule. Uznał ze znając jego szczęście niedługo będzie siedział goły i wesoły. Wstał jednak I zaczął wykonywać polecenie z planszy.
-dziękuję.-roześmiał się i wziął łyk wina. Usiadł i ułożył koszule na kanapie.-twoja kolej kochanie.-Podał mu kości.
Spojrzał na niego trochę zaskoczony. Rozchylil nogi żeby było mu trochę wygodniej.
-jak na razie to ja jestem rozbierany.-zaśmiał się cicho.
-musiałeś się tak szamotac?-spytał ze śmiechem. Wziął kostki i wyrzucił piękne dwanaście.-no misiu...chodź tu, plansza mowi żeby cię rozebrać do bielizny.
-a do mnie wcale nie przybyło bo mam to zrobić z zamkniętymi oczami.-westchnął I zamknął oczy powoli go rozbierając.
Po chwili udało mu się zdjąć z niego koszulkę i potem rozpoczął walkę ze spodniami.
-nie musze utwierac oczu żeby wiedzieć.-zaśmiał się cicho. Wymacal w końcu guzik oraz zamek i zdjął z niego.
-nie sądzę żeby poszło ci lepiej.-mruknął mruzac oczy.-moja zachcianka? W takim razie zdejmij mi spodnie z zamkniętymi oczami. Zobaczymy jak ty sobie poradzisz.-zachichotal.
-kochanie? Na prawdę nie musisz celowo się tak bawić...-jeknal przygryzajac dolna warge.
-No...I chyba poszło szybciej mi.-zaśmiał się wesoło i pocałował go namiętnie.-teraz moja kolej.-powiedział rzucając kośćmi.-wymacaj partnerowi wybrana przez niego cześć ciała.-przeczytał na głos i wziął łyk wina.
-ok. Ale powjedz co mam ci wymacac.-zaśmiał się I pustkal palcem w plansze.
-ok.-powiedział i zaczął ok kostek powoli idąc wyżej.
-ciesze się. To nadal jest wyższy stopień uniesienia?-spytał wesoło dotykając juz jego ud.
Prześlij komentarz