-oj no daj spokój...wczoraj mogłem to jeszcze zrobić w wannie albo jak siedzieliśmy na kanapie ale nie zrobiłem.-mruknął.-chodź no...chce sie tylko potulic.
-dobrze. Dam ci do spróbowania jak bede robił.-usmichnal sie i ucałował go lekko.-misiu? A pójdziemy w tym roku na festyn w nowym roku? Ostatnio nie mogliśmy...
-dziękuje. Chciałbym pójść z tobą...spędzić miło czas. Yuye oczywiście tez weźmiemy. Trzeba mu kupić yukate.-pogłaskał go po włosach.-nie wolisz odpocząć?
-posmakujemy...-przyznał spokojnie.-kochanie...kiepsko wyglądasz. Po wczoraj pewnie jesteś zmęczony. Odpocznij, poradzę sobie z obiadem.-uśmiechnął sie do niego.
-oj no Tomo-chan...czy to aż takie ważne? Ja chce tylko żebyś odpoczal...przecież widziałem ze byłeś zmęczony po zwykłym powieszeniu prania.-westchnął.-uparciuch z ciebie.
-kochanie...ja tez lubię cie całować i z tobą rozmawiać ale teraz jemy...-odparł jedząc trochę frytek. Skończył dość szybko i potem tylko patrzył na chłopaka.
-jak to nic takiego? Jak zjesz idź sie położyć, ok? Wiesz ze u ciebie nigdy nic nie wiadomo a za tydzien mamy wyjazd.-uśmiechnął sie lekko i wstał żeby zrobić sobie herbaty.
Skinal głowa zostając w kuchni. Czytał właśnie gazetę kulinarna która prenumerowł będąc na studiach i postanowił kontynuować to rownież po powrocie do Japonii.
-w takim razie ok...-powiedział wracając do magazynu. Kiedy skończył przerwany artykuł, odłożył gazetę.-ech a chciałbym żebym miał miłe sny...najlepiej ze mną w roli głównej.-zasmial sie.
-oj gluptasku ty mój kochany...takie problemy bardzo łatwo sie rozwiązuje. Wiem z doświadczenia. Jak nie samemu to zawsze ma sie obok partnera który chętnie pomoże...no o ile właśnie nie dostało sie kary.-zachichotal.
-nie matkuje...tylko od rana coś ci słabo...-westchnął. Przecież nie był ślepy.-wiec nie przesadz po prostu bo chce z tobą spędzić miły tydzien w Korei.
-Tomo!-krzyknął za nim niezadowolony z tego ze chłopak uważał ze mu matkuje. Przecież on sie tylko martwił. W tym nie było nic złego, prawda? Bal sie tylko ze chłopak mu sie rozchoruje przed samym wyjazdem. Psinka natomiast szczeknela z wyrzutem bo to w końcu nie była jej wina ze nie mogli sie dogadać.
Takano cały tydzien spędził w kuchni szykując dekoracje na tort weselny przyjaciela. Jeszcze przed samym wyjazdem sprawdzał czy wszystko jest odpowiednio zapakowane. W czasie kiedy jechali pociągiem ciagle nerwowo zerkal na zegarek w obawie ze sie spóźnia na samolot. Jednak nic takiego sie nie stało i spokojnie zdarzyli i przeszli przez odprawę. -Yuya, jak tam, stresujesz sie lotem?-spytał chłopca.
-no to dobrze kochanie. Ale to twój pierwszy raz samolotem, prawda?-spytał spokojnie żeby sie upewnić. Spojrzał na zegarek.-no wstajemy po zaraz mamy lot.
-ooooo to słodkie kochanie.-uśmiechnął sie idąc z nimi na samolot. Kiedy ładnie siedzieli na swoich miejscach a wszelkie procedury zostały dokonane samolot ruszył.
Takano cała drogę czytał książkę która zaczął jeszcze w domu. Kiedy wyładowali spokojnie wyszli z samolotu i weszli do budynku lotniska. -Koyuki po nas przyjedzie.-oznajmił wysyłając wiadomość do brata ze już dolecieli.
-mieszkamy w hotelu...dokładni w tym w którym soujiro bedzie miał wesele. Wtedy ładnie odstawiamy Yuye do łóżka i wrócimy na zabawę. A jak ty sie źle poczujesz będziesz miał gdzie sie położyć.-wyjaśnił wszystko spokojnie. Przecież nie bedzie tak wykorzystywał brata.-hej Koyuki.-przywitał sie z nim.
-spokojnie braciszku. Zrozumiem ze jesteś pod pantoflem.-zasmial sie pokazując mu język. Nic nie mógł na to poradzić a od odwiedzenia bratowej biedniejszy nie bedzie.-ale po obiedzie musimy iść...miałem obgadac tort z panem młodym.
-coz poradzę na to ze w hotelu wygodniej. Yuye położymy spać i wrócimy na imprezę.-wzruszył ramionami i usiadł z tylu.-no ok a kto zostanie z Yuya?-spytał go zaraz bo on ten tort cały dzień bedzie robił.
-no dobra skoro zorganizowałes nianke to mozesz piec ze mną.-zdecydował wzdychajac cieżko.-hmmm? Tak pójdziemy. Po weselu pójdziemy na spacer i zobaczymy co fajniejsze rzeczy.-obiecał małemu.
-pod tenisowka jak już.-odparł ze śmiechem.-a tak już całkiem poważnie to faktycznie mu obiecałem. Tak mi marudził ze nie sposób było odmówić.-wzruszył ramionami idąc z bratem i biarac swojego synka za rączkę.
-jak urośnie to bedzie córeczka tatusia. Wszystko dla niej zrobisz.-zasmial sie zdejmując buty i wchodząc wgłąb apartamentu.-hej Mary.-przywitał sie z kobieta.
-hej, hej...Mary...-jęknął przeciągle.-nie o to chodzi. To kwestia wygody...zatrzymujemy się w hotelu w którym mój przyjaciel ma wesele a to kawałek stąd.-wyjaśnił co nim kierowało.
-Ech Koyuki...ale wiesz jak ja nie lubię u kogoś spać...-westchnął trochę smutny że jego bratowa jest na niego zła.-nic nie poradzę na to że wolę zatrzymać się w hotelu a skoro już zostaję tam na jedną noc to nie widzę problemu w zostaniu tam kolejnych kilka nocy.-dodał.
-No cóż ja mam swoje manie a mój facet swoje. Poszedłem na ugodę i poleciałem klasą ekonomiczną.-zauważył wzruszając ramionami.-Zniosłem dzieciaka kopiącego w mój fotel więc on może znieść ten tydzień w hotelu.-dodał.-pomogę ci.
-aj Tomo wiem że nic nie mówisz....nie winie cię przecież. Mówię tylko jak sprawa wygląda u nas.-odparł spokojnie.-ok idę...ale najpierw zabierz jej ten wałek.
-Ej no...skoro na mnie się obrażasz to jakim cudem wytrzymujesz ze swoim mężem?-spytał unosząc brwi. Znał swojego brata i dobrze wiedział że ten uwielbiał wydawać pieniądze.
-skoro oszczędzacie to chyba na jakiś ogromny...-westchnął.-Nie żebym powątpiewał w to ile wydaje i ile ma na koncie...ale wiem ile ja mam.-urwał na moment.-słuchaj, zupełnie nie potrafię cię zrozumieć. Na prawdę Mary co złego jest w zatrzymaniu się w hotelu na parę dni?
-Preferuje hotel. W całym moim życiu tylko raz się u kogoś zatrzymałem ale byłem wtedy tak pijany że na pewno nie dotarłbym do własnego mieszkania. Nie czuję się swobodnie śpiąc u kogoś. Po prostu to uszanuj Mary.
-Ech...wybaczcie że nie zostałem otoczony matczynym ciepłem...ojcowskim z resztą też tyle co kot napłakał.-fuknął.-I miałem do niego cierpliwość póki nie spalił fartucha który miałem na sobie...i gdyby nie to że stałem obok zlewu to pewni bym spłonął.-westchnął ciężko.
Już miał zamiar z trzaskiem odłożyć pałeczki kiedy spojrzał na Yuyę. Dobrze wiedział jak chłopiec nie lubił kiedy się kłócili. -Yuyuś spróbuj tego.-wskazał na potrawę.-Mary robi genialne Japchae.-uśmiechnął się do malucha.
-Możemy zrobić chociaż nie gwarantuje że wyjdzie.-zaśmiał się.-Spróbuj wszystkiego. Mary się postarała i zrobiła wszystko co lubię.-pochwalił kobietę nie tylko dla tego żeby ją udobruchać.
-w takim razie nas nie wieź. Przejdziemy sie. Co prawda to spory kawałek ale przecież spacerek jeszcze nikomu nie zaszkodził, nie?-uśmiechnął sie i poszedł ubrać buty.-chociaż to na prawdę kawałek...może metrem lepiej?
-nie aż tak pilne. Obaj jesteście tutaj pierwszy raz. Nie pozwolę wam samemu sie szlajać bo Seulu.-wycelować w niego palcem.-spacer krajoznawczy bedzie po weselu.
-ech dobra...powiem Soujiro ze sie spóźnimy trochę dłużej.-westchnął zaraz pisząc sms'a do przyjaciela. Podżegnal sie z bratem i bratowa i wyszedł.-no ok kochanie wiec sie przejdziemy.-wywrócił oczyma.
-możecie mi sie zgubić...wole iść z wami.-mruknął idąc z spokojnie.-lody, tak? Tam sa dobre.-wskazał na budkę.-a bynajmniej były jak ostatni raz odwiedzałem Koreę.
-ech Tomo...chyba nie mam dzisiaj na nic humoru.-westchnął jedząc swoją porcje.-chciałem wszystko szybko załatwić i położyć sie spać bo jutro cały dzień spędzę w kuchni.
-troszkę szybciej.-przyznał jakoś bez większego przekonania.-ja ciebie tez kocham.-uśmiechnął sie lekko i wstał z ławki. Ruszyli dalej a pod koniec spaceru Takano musiał wziąć Yuye na ręce bo bolały go nóżki.
-cieszę sie ze ci sie podobało. A teraz wybacz ale idę do pana młodego.-ucałował go i wyszedł. Wrócił po dobrej godzinie i walnął sie na kanap.-zaakceptował projekt. Jutro kuchnia nasza.
-na prawdę. Soujiro zarezerwował cały hotel na czas ślubu. Jutro kuchnia nasza. Mamy czas i miesce na zrobienie tortu.-wyjaśnił obejmując go ramieniem.-jestem padniety. Nie obrazisz sie jeśli pierwszy pójdę sie umyć?
-ech no tak ty nie lubisz miękkich. Przepraszam. -ucałował go lekko i poszedł sie umyć. Wyszedł po jakimś czasie o mało nie zasypiając pod prysznicem.-pójdę spać. Dobranoc.-powiedział jeszcze raz go całując.
Takano nie przyjął sie zbytnio nieobecnością chłopaka w łóżku. Wyszedł z niego i poszedł sprawdzić czy nie ma go na kanapie. Uśmiechnął sie lekko na ten widok. -Tomo-chan...już musimy wstać.
-na lody? No ok.-uśmiechnął sie i ucałował lekko.-a jak będziemy robili tort to masz mnie słuchać. I nie rób niczego sam. I jak bedzie coś związanego z dekoracja to zostaw to mi. L
[gomene ze ni odpisalam. Wracałam do domu z koncertu i telefon mi padł ;^;] -mój kochany. Dobrze ze rozumiesz.-zasmial sie.-pomożesz przy cieście i kremie. Mam nadzieje ze pójdzie nam sprawnie.
[fajnie było chociaż niewiele widziałam z moim wzrostem. Jeszcze jak dołożyć do tego banery formatu a4 których logiki nie rozumiem bo przecież 'idole' i tak nie bedą w stanie tego przeczytać...ograniczona widoczność 80% XD ale było fajnie ^^]
-tak chodźmy na śniadanko.-przyznał idąc z nimi. -tatuś ale winda!-krzyknął wesoło Yuya wyrywając sie im żeby nacisnąć guziczek.
-serio? Wiec pojedziecie do zoo? Zrób dużo zdaje żebyś potem nam wzytsko pokazać.-poprosił od razu chłopca. Objął lekko Tomo i pogłaskał go po włosach.
-oj no już obaj nie przesadzajcie. Nie zjedzą wszystkiego na pewno dla każdego starczy. Oni ciagle dokładają.-powiedział idąc za nimi. Przy szweckim stole nałożył sobie co chciał i zajął miejsce przy pustym stoliku.
-wiem ze jesz mało kochanie. Chciałbym po prostu żebyś z czasem starał sie jeść więcej.-wyjaśnił spokojnie jedząc to co sobie nałożył.-no i tak czy owak krem będziesz musiał próbować.
- no zobaczymy. Jak bedzie chwila to coś ci zrobię. I coś na obiad.-usmichnal sie lekko. -zadzwonię wujku.-obiecał mały. -spokojni. Koyuki ma rękę do dzieci.
-zaczynam być zazdrosny.-zasmial sie cicho.-no mały myśle ze wiesz ze zawsze jesteśmy przy tobie. Staramy sie żebyś był szczęśliwy.-zmierzwil mu włosy.
- no wiem ze mam mądrego synka.-zmierzwil mu włosy.-ale niech wujek z tobą pójdzie, ok? Poczekanie razem aż przyjdzie Koyuki a potem Tomo dojdzie do mnie do kuchni. Taki plan wszystkim pasuje?
-coz jestem w trakcie robienia biszkoptów. Pierwsza tura widzi w piekarniku. Potem jeszcz dwie. Nie chce robić kremu póki biszkopty nie bedą gotowe ale mozesz pomóc przy czekoladzie platycznej żeby ładnie okryć tort.
-dobra kochani wiec ładnie pilnuj czy czekolada sie rozpuszcza. Powiem ci kiedy masz dodać miodu.-wyjaśnił po kolei. Sprawdził jak sie maja figurki i inne ozdoby które już leżały w lodowce i wyjął pierwsza partie piszkoptow zaraz wsączając następne.
-tobie również świetnie wyszedł.-pochwalił go i ucałował lekko. wyjął specjalną ostrą żyłkę i zabrał się za przekrajanie biszkoptów na pół. Później wziął się za przekładanie ich kremem.
-Nie. Dzięki tobie poszło nawet szybciej.-uśmiechnął się do chłopaka. Zaczynał uznawać ze będzie musiał zaradzić jakoś na to obwinianie się o wszystko.
-Ok...chodźmy.zgodził się zamykając lodówkę na klucz. Napisał sms'a do brata zeby napisał kiedy będą wracać i wszedł do windy nie mając siły na schody.
-och...czemu? Przecież nasz bedzie na pewno mniejszy...no chyba ze masz zamiar robić imprezkę na blisko 300 osób? Ja myślałem o mniejszym gronie.-przyznał szczerze.-soujiro musi pozapraszać pare biznesmenów i tak dalej...ale my raczej nie. No ale skoro nie chcesz żebym to ja robił to poproszę kumpla.
-a poczekasz do jutra skarbie? Jutro byś wypił za zdrowie młodej pary. Chyba ze tak bardzo dzisiaj chcesz.-powiedział obejmując go lekko ramieniem i wchodząc do pokoju.
-na pewno? Wiesz ja sobie na pewno nie pofolguje aż tak żeby sie upić ale to wcale nie znaczy ze bede trzeźwy.-odparł zastanawiając sie trochę.-no jeden mały kieliszek możemy wypić. Ale tylko jeden. I jutro tez jeden ok?
Uśmiechnął sie lekko do niego i kiedy chłopak wyszedł poszedł do barku. Wybrał wino i nalal po trochę do kieliszków. Zaniósł je na balkon. -proszę wino dla mojego ukochanego.
Zakrztusil sie akurat pitym winem. Sadził ze bedzie musiał dłużej czekać. Odłożył kieliszek na parapet i objął chłopaka od tylu. -jasne. Dziękuje.-ucałował go w odsłonięty obojczyk i oparł głowę o jego ramie.-kocham cie.
-za to ze to odwzajemniasz. Ze chcesz za mnie wyjść.-wyjaśnił.-kocham cie. Nie musisz dziękować. Szczerze to myślałem ze bede dłużej czekał. Maj nie jest tak daleko.-ucałował go w policzek.
-wiem...-zaczął obracać w palcach obrączke.-inaczej nie mówilbys ze chcesz za mnie wyjść, prawda? I nie wytrzymalbys ze mną tak długo-zasmial sie.-wiem ze mnie kochasz. Ja ciebie tez kocham.
-ja tez już nie umiem. Dajesz mi tyle szczęścia. Każdy dzień z tobą jest wyjątkowy.-objął go mocno.-nawet jeśli czasem jesteś wredny.-zasmial sie cicho.-to tylko i wyłącznie z tobą chce spędzić resztę życie.
-nie masz za co dziękować.-ucałował go w policzek. Kiedy chłopak sie odwrócił wciąż go delikatnie obejmował.-Seul jest ładny. Zwłaszcza jak sie ściemni jest tak ładnie oświetlony.-wyjaśnił.-jedyny minus to ze ni widać gwiazd. Jak w każdym większym mieście.
-mój tez. Nie mam zamiaru sie przeprowadzać.-powiedział pewny tego co mówi. Polubił mieszkanie tam.-może pójdziemy coś zjeść? Niedaleko jest fajna knajpka z koreańskim jedzeniem.
-no mówiłem. Ale mi sie nie chce i jestem zmęczony wiec zjemy tutaj.-wyjaśnił dopijajac swoje wino.-musisz przytyć żeby garnitur na tobie ładnie leżał...bo nadal masz wystające kości.-ucałował go lekko.
-spokojnie kochanie przecież nie zmuszam cie do jedzenia.-objął go delikatnie.-jedz tyle ile mozesz. Żeby sie nie przejeść. Tylko żebyś nie schudł.-ucałował go delikatnie.-nie dam ci wymiotować.
-a czym chcesz?-spytał unosząc jego twarz za podbródek i patrząc na niego uwodzicielsko.-wystarczy ze powiedz czym mam ci to wynagrodzić. -powiedział wciąż patrząc mu w oczy.
Cmoknal go szybko w usta uśmiechając sie lekko. -słodki...-szepnął znów go całując. Kiedy usłyszał domofon z recepcji oderwał sie od chłopaka.-ech...wyczucie czasu to maja genialne po prostu.-mruknął zirytowany wstajac z łóżka.
-Koyuki ma rękę do dzieci. Nawet jeśli sie ze mnie nabijal to jest mi najbliższy z rodziny.-wyjaśnił spokojnie.-a Yuya z nami tez sie dobrze bawi. Kocha nas.-objął go lekko ale zaraz wrócił do jedzenia.
-cieszę sie ze mamy taka rodzinkę.-dodał jeszcze. Szybko skończył jesc jedno ze swoich ulubionych dań a jakże prostych. Potem tylko patrzył na swojego partnera. Był szczęśliwy ze w końcu maja mniej więcej ustalona datę ślubu.
-Tomo chodz tu...westchnął poprawiając mu kołnierz marynarki. Po ślubowaniu Takano pociągnął swoją rodzinkę w stronę państwa młodych żeby im pogratulować. Dał prezet i przytulił ich oboje. -Shoujiro...wyglądałes jakbyś miał paść ze stresu.
- spokojnie...długo sie do tego przygotowywałes. Masz moje wsparcie.-poklepał przyjaciela po ramieniu.-Yuya uważaj na słowa.-zasmial sie.-wujkowi we wszystkim ładnie.-dodał całując Tomo w policzek.
-oj tam...ale patrz dzisiaj mogłeś ubrać jeansy i trampki. L-zasmial sie cicho siadajac obok przyjaciela.-coz jestem jego druchnym ale nic mi nie wiadomo i przemowieniach.
-oj...no to coś wymyślę na spontana...-zasmial sie patrząc na przyjaciela przepraszajaco.-nauczyłem. Tak ci ładnie. Zawsze ci ładnie.-chwycił jego rękę pod stołem.
-tylko ze na mój ślub drogi przyjacielu aż do USA będziesz jechał pewnie.-zasmial sie. Po chwili przyszła pora na toast a obsługa miała czas wnieść obiad. Najpierw wypowiedzieli sie rodzice, potem druchna a na końcu Takano. Usiadł uznając ze nie wyszło aż tak źle.
-no...znamy sie dość długo.-zasmial sie. Zjadł pierwsze danie na drugie nie mając ochoty. Po posiłku wnieśli tort a państwo młodzi wstali żeby go pokroić.
-no kochanie.-objął go mocno w pasie.-sądziłem ze sie trochę nagimnastykuje zanim wyciągnę cie na parkiet a tu proszę...od razu.-zasmial sie.-i Yuya znalazł sobie kolegów.
-mhm...bo zwykle nawet jeśli lubisz ze mną tańczyć to nie na tego typu imprezach.-zauważył spokojnie ruszając sie na parkiecie.-Jun, tak? Już kiedyś mówiłeś. Ja jeszcze nie wiem. Ale mam czas żeby wybrać.
Złapał go mocniej kiedy znów tańczyli razem. -wybacz...dziewczyny od strony panny młodej sa o ciebie zazdrosne. Ciagle sie na nas patrzą.-szepnął mu do ucha.
-wiec jesteś pewny ze nie ukradną mnie tobie?-spytał ze śmiechem.-ok usiądziemy. Niedługo chyba przerwa na jedzenie i kielicha. Ale spokojnie nie upije sie
-kocham cie. Masz racje jestem twój.-objął go mocno.-i znów sie chowasz kiedy sie wstydzisz. To slodkie.-powiedział a kiedy piosenka sie skończyła pociągnął go w stronę stolików.
Sięgnął żeby ukroic mu kawałek samemu biorąc sie za sushi które stało kawałek dalej. -dawno nie jadłem.-usprawiedliwił sie.-Yuya sie bawi...to dobrze. Damy mu zostać do oczepin?
-oj ni przesadzaj...nie chce po prostu żeby czuł sie zmuszany czy coś. Z reszta odpowiadałem ci jak jest.-klepnal przyjaciela w ramie i wziął łyk drinka.
no proszę jak myślisz o moim kochaniu.-zaśmiał się obejmując przyjaciela ramieniem.-Nie mówiłem tego w przemówieniu na forum...ale póki twoja żonka poszła, życzę ci kochany przyjacielu szalonego miesiąca miodowego.-puścił do niego oczko.
-wiesz to od niego zależy czy zagra.-zaśmiał się cicho.-Pół roku? No no...a ja nadal z karą siedzę.-zamarudził trochę po czym puścił przyjaciela żeby wziąć trochę sushi.
-nie byłoby. Jak trochę go pomęczysz to się zgodzi.-zaśmiał się pijąc drinka.-Taaaa...do tego czasu na pewno zniknie. A tak to wiesz bozia rączki dała.-zachichotał już nie wspominając że ostatnio miał odpust więc się trzyma.
-ty moze nie...a twoja wybranka?-uniósł brwi. Oddał pocałunek i przytulił chłopaka nie pozwalając mu zejść.-Twoje fanki są niezadowolone.-zaśmiał się cicho.
-seksownie? Władczo?-uniósł lekko brwi.-no no...jak tak dalej pójdzie to może znów dostanę odpust.-zachichotał.-A tak serio...to miło słyszeć takie komplementy z twoich ust.
-i tak powiesz.-zachichotał po czym wziął chłopca na ręce.-już zmęczony? Jeszcze dobra godzina do północy...chcesz już iść spać czy poczekasz do oczepin?
Siedzieli tak do północy a Takano sączył drugiego drinka. połowa gości była już porządnie wcięta i nadszedł czas na oczepiny. -Chodź Tomo, podejdziemy bliżej.
Stanęli dość blisko a Takano wziął Yuyę na swoje barki żeby mały lepiej widział. Zaczęło się od klasycznego punktu programu. Pan młody musiał przedrzeć się przez mur złożony z zamężnych panów a następnie zdjąć pannie młodej podwiązkę. Kiedy w końcu sie mu udało został nagrodzony gromkimi brawami. Panna młoda wyrzuciła podwiązkę w stronę panien, lecz ta z powodu nadanej trajektorii spadła na stojącego niedaleko Tomo.
[czasem jest welon czasem podwiązka XD i tak zrobiłam to specjalnie. Sorry nudno było :P]
-słodki.-zaśmiał się cicho. Postawił chłopca na podłodze i nakazał mu czekać.-A teraz kochanie idę złapać muszkę.-ucałował go w policzek. Panie oczywiście patrzyły na Tomo nienawistnym spojrzeniem ale Takano był wniebowzięty.-Shoujiro a spróbuj spudłować!-krzyknął do pana młodego który cierpliwie czekał aż Zona zdejmie mu muszkę.
-no bez jaj panoooowie.-westchnął ciężko. Na szczęście był jednym z wyższych więc jak tylko przepchał się do przodu krzyknął do przyjaciela i złapał muszkę.-przepraszam ale to moja królowa.-zaśmiał się czekając aż reszta spitej zbiorowości przyniesie krzesło.
-widzisz kochanie musisz bardziej wierzyć w swojego faceta.-zaśmiał się cicho.-ja nie wiem czemu oni się tak rzucili...-wywrócił oczyma stając na przyniesionym krześle.
-chyba muszę być ostrożniejszy bo zwiną mi cię sprzed nosa.-zachichotał wciągając go na krzesło.-Moja królowa wie co ma robić?-spytał kiedy tłum dookoła nich zaczął klaskać.
-nie to królewno.-zaśmiał się kiedy udało mu się go od siebie oderwać. Zabrał mu podwiązkę i dał mu muszkę.-Ja zakładam tobie ty mi. Tak żebyśmy nie spadki z krzesła. Na tym polega ta gra.
[oj no wieeeeem XD są różne tradycje generalnie....]
Wzruszył tylko ramionami. -Cóż kochanie...na twoich spodniach będzie to wyglądało seksowniej.-pokazał mu język.-zamiast marudzić lepiej mocno trzymaj się moich ramion żeby nie spać.-polecił mu samemu ostrożnie zsuwając się na duł.
-A ty co myślałeś? Że zabawa podwiązką skończy się na jej łapaniu? Noga do góry.-wsuwając mu podwiązkę na nogę z premedytacją ocierał palcami o jego udo.
-No...a teraz pora na inne. Mniej zawstydzające zabawy.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy. Tłum ustawił krzesełka w kółko, pan młody wybrał osoby, o jedną więcej niż krzeseł i zaczęli zabawę. Po każdym zatrzymaniu muzyki prowadzący mówił co mają zebrać zanim usiądą.
Takano odpadł już na samym początku nie mogąc znaleźć srebrnego pierścionka. To była jedna z tych gier w których nie miał szczecia. Kiedy Tomo rownież odpadł objął go lekko.-ale widzisz kochanie...to ze podwiazka do ciebie trafiła to znak. Następny ślub bedzie nasz.
-oj no misiu...ale wyglądasz seksownie. Postaraj sie tym bawić. Większość nawet nie ogarnia co sie dzieje. Widziałeś ich reakcje jak mnie pocałowałes.-zasmial sie i ucałował go w policzek.
-już już.-pobiegł po misia i podał go chłopcu. -po pierwsze wygrałem bo Yuya padł po północy a po drugie...kotus jesteś moim pełnoprawnym mężczyzna. Pamiętaj o tym.-dodał dając mu całusa.
Takano w tym czasie oklaskiwal swoich przyjaciół którzy wymyślali coraz to nowe zabawy tym razem obwiazali sie sznurkiem w pasie, kawałek zwisal a na jego końcu przywiązali długopis który mieli wsadzić do butelki.
-ja już byłem kochanie. Omienela cie moja wygrana.-zasmial sie zaraz wybuchające śmiechem kiedy jego kumpel znów spudłował.-Rui i to jest właśnie twój wieczny problem! Nie umiesz trafić w dziurke!-krzyknął jakoś nie mogąc sie powstrzymać.
-ale to zdecydowanie nie można zaliczyć do problemów.-powiedział wzruszając ramionami.-chcesz wziąć udział jak oni w końcu skończą?-spytał swoje kochanie.-pan młody pewnie chciałby sie zrewanżować za swoją porażkę.
Został ładnie przewiązant sznurkiem w pasie i naszykowano butelkę. Prowadzący dał im sygnał ze mogą zacząć a Takano i panna młoda od razu zaczęli dopingować i podpowiadać swoim kochaniom.
-to było prawo kochanie. Ale nie ważne.-zasmial sie obejmując go mocno.-gratuluje wygranej. Pan młody przegrał drugi raz.-powiedział po czym został spiorunowany wzrokiem przez przyjaciela.
-e tam...jak ja grałem to wygrałem. Rui po prostu nie ma cela nie ważne kto mu podpowiada w dziurke nie trafi.-zasmial sie wypuszczając chłopaka z objęć.-zna ktoś jeszcze jakieś zabawy?-spytał bo jemu sie pomysły skończyły.
-dzieki stary, stralem sie bo to w końcu twój ślub.-zasmial sie.-a jeśli chodzi o mój...cóż Tomo nie chce żebym piekl bo jestem wtedy zmęczony ale ze nasz ślub bedzie raczej mały to coś upięke. Jeszcze nie wiem jaki. Myśle nad czymś z czekolada.-odparł wzruszając ramionami.
-nie wiem jaki zrobię...wiem ze mniejszy.-mruknął popijając drinka.-coz...raczej go sprzedamy. Może poproszę ojca? Wiesz to w końcu ma być taki nasz czas. Nie bede go z nami ciągal po Francji i hotelach bo w jednym na pewno sie nie zatrzymamy.
-no mój ojciec go uwielbia.-zasmial sie. Wszyscy wstali żeby sie bliżej przyjrzeć zmaganiom pana młodego który macal twarze kolejnych panien. Kiedy w końcu mu sie udało został nagrodzony brawami i przyszła kolej na panią młoda. Na krzesełku usiadł pan młody, Takano który był budowa podobny to Soijiro i brat panny młodej.
-zawsze nas myliłas.-zasmial sie wstajac z krzesełka. -to teraz może para która złapała muszę i podwiązke.?-zaproponował Soujiro. -moge pierwszy zgadywać!-odparł od azj Takano.
-ja? Daj spokój.-zasmial sie stojąc tyłem bo przecież nie mógł wiedzieć gdzie kto siedzi. Zawiązali mu oczy a potem podszedł do pierwszego krzesełka. Uklęknąl przed siedząca na nim osoba i położył mu ręce na kolanach przesuwając je wyżej. Mężczyzna odskoczył.-ech Rui popsułes zabawę...-westchnął idąc do następnej osoby i robiąc to samo. Położył mu dłonie na kolanach i przesunął nimi wyżej.
-to moje kochanie.-odparł ze śmiechem.-znam tylko jedna osobę z tak chudymi nóżkami.-roześmiał sie przytulając sie do jego brzuszka.-wybacz skarbie. Tylko ty tak drzysz.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 601 – 800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-i znów mam tyle czekać? Nie odpuścisz, co?-westchnął cicho zabierając się za jedzenie.-coś wymyślę do tego czasu...znajdę furtkę.
-na pewno coś wymyślę...bo mimo wszystko wolę nad sobą panować.-uśmiechnął się zapijając słowa herbatą.
-podam...-odparł. Zanim wstał skończył zaczętego naleśnika. Podał mu leki i wrócił do jedzenia.
-nic nke szkodzi kochanie. Dzisiaj jeszcze moge pospepniac twoje prośby skoro cie boli.-wzruszył ramionami. Wypił herbatę i wstał żeby pozmywac.
-ja ciebie tez kocham.-uśmiechnął sie delikatnie. Skończył zmywać i poszedł do salonu włączając telewizor na kanale z wiadomościami.
-tak poproszę. I chodź tu do mnie jak już nalejesz.-poprosił przełączając na kanał kulinarny.-kochanie? Co byś zjadł na obiad?
-ok...wiec zrobię rybkę. Tę w cieście francuskim?-spytał nie odrywajac wzroku od telewizora. Wziął łyk soku.-a nie mozesz usiąść bliżej mnie?
-oj no daj spokój...wczoraj mogłem to jeszcze zrobić w wannie albo jak siedzieliśmy na kanapie ale nie zrobiłem.-mruknął.-chodź no...chce sie tylko potulic.
-no od razu lepiej.-powiedział obejmując go ramieniem.-kocham cie, wiesz?-ucałował go w policzek.
-dobrze. Dam ci do spróbowania jak bede robił.-usmichnal sie i ucałował go lekko.-misiu? A pójdziemy w tym roku na festyn w nowym roku? Ostatnio nie mogliśmy...
-dziękuje. Chciałbym pójść z tobą...spędzić miło czas. Yuye oczywiście tez weźmiemy. Trzeba mu kupić yukate.-pogłaskał go po włosach.-nie wolisz odpocząć?
-no dobrze...wiec ugotujemy razem.-uśmiechnął sie.-a jak twoja Yukata? Mówiłeś ze przeżyła pożar.
-założę. Mam i założę. Tylko muszę ja przywieźć z Tokio.-odparł swobodnie.-Yuyi kupimy i wszyscy w yukatach pójdziemy.
-ja ciebie tez. Wiesz ze jak pójdziemy na nowy rok to bedzie mój pierwszy festiwal od 7 lat? W czasie studiów nie wracałem do Japonii...
-posmakujemy...-przyznał spokojnie.-kochanie...kiepsko wyglądasz. Po wczoraj pewnie jesteś zmęczony. Odpocznij, poradzę sobie z obiadem.-uśmiechnął sie do niego.
-kotek...na prawdę wyglądasz na zmęczonego i znów wymyślasz sobie masę zajęć. Polez na kanapie, poczytaj albo coś. Odpocznij, proszę.
-oj no Tomo-chan...czy to aż takie ważne? Ja chce tylko żebyś odpoczal...przecież widziałem ze byłeś zmęczony po zwykłym powieszeniu prania.-westchnął.-uparciuch z ciebie.
-oj no dobra...-westchnął całując go mocno.-idziemy.-dodał idąc do kuchni. Od razy zabrał sie za rybkę.
-oj nie przesadzaj...nie umiem wszystkiego.-uśmiechnął sie przygotowując ciasto francuskie i zawijajac w ne rybkę wraz z warzywami.
-idź skarbie.-powiedział całując go delikatnie w policzek. Zabrał sie za frytki do rybki.
Kiedy obiad był już na stole poszedł zawołać chłopaka.
-kochanie? Misiu wstań obiad już gotowy.-powiedział starając sie go obudzić.
Pocalowal go na pobudkę i zmierzwil mu włosy.
-chodź. Ładnie pachnie wiec wyszło.-powiedział czekając aż chłopak sie rozbudził.
-sok już na stole misiu. Wszystko przygotowane tylko siadaj i jedz.-powiedział odzywając mu krzesełko.-obiadek we dwoje.
-ja tez. Mój kochany facet. Jedz.-uśmiechnął sie samemu zabierając sie za jedzenie.-bez deseru dzisiaj.
-no dobrze. Wiec deser wieczorkiem.-uśmiechnął sie jedząc dalej.-faktyczni dobrze wyszło.
-jestem za kochanie. Na prawdę chciałbym spędzić miło taki festyn z tobą.-uśmiechnął sie.
-no już kochanie jedz. A nie ciagle gadasz albo mnie calujesz. Pózniej.-zasmial sie jedząc swoją rybkę.
-kochanie...ja tez lubię cie całować i z tobą rozmawiać ale teraz jemy...-odparł jedząc trochę frytek. Skończył dość szybko i potem tylko patrzył na chłopaka.
-nie nabijaj sie. Tylko ty i tak długo jesz...a jak jeszcze będziesz gadał to w ogóle ci wystygnie i bedzie nie dobre.-zasmial sie.
-no tak...ale tak słabo dzisiaj wyglądasz.-westchnął cicho bo sie o niego martwił i nic nie mógł na o poradzić.
-jak to nic takiego? Jak zjesz idź sie położyć, ok? Wiesz ze u ciebie nigdy nic nie wiadomo a za tydzien mamy wyjazd.-uśmiechnął sie lekko i wstał żeby zrobić sobie herbaty.
-ch Tomo-chan...-westchnął tylko. Zakryl rybkę folia i zaczął zmywać. Nic nie mógł poradzić na to ze miał upartego chłopaka.
Skinal głowa zostając w kuchni. Czytał właśnie gazetę kulinarna która prenumerowł będąc na studiach i postanowił kontynuować to rownież po powrocie do Japonii.
-hmm?-spokojnie odłożył gazetę i objął chłopaka. Dłuższą chwilę tylko trzymał go w objęciach.-coś się stało?-spytał w końcu.
-tak to tylko sen.-przyznał tuląc go mocniej.-już, jestem tu dla ciebie. Możesz się tulić ile chcesz.
-na pewno lepiej? Wylszedles taki wystraszony...-powiedział sięgając po gazetę i wracając do przerwanej lektury.
-w takim razie ok...-powiedział wracając do magazynu. Kiedy skończył przerwany artykuł, odłożył gazetę.-ech a chciałbym żebym miał miłe sny...najlepiej ze mną w roli głównej.-zasmial sie.
-oj gluptasku ty mój kochany...takie problemy bardzo łatwo sie rozwiązuje. Wiem z doświadczenia. Jak nie samemu to zawsze ma sie obok partnera który chętnie pomoże...no o ile właśnie nie dostało sie kary.-zachichotal.
Roześmiał sie wesoło nie mogąc tego powstrzymać.
-uf...-westchnął kiedy sie uspokoił.-dobrze skarbie. Tylko nie za długo, ok?
-nie matkuje...tylko od rana coś ci słabo...-westchnął. Przecież nie był ślepy.-wiec nie przesadz po prostu bo chce z tobą spędzić miły tydzien w Korei.
-Tomo!-krzyknął za nim niezadowolony z tego ze chłopak uważał ze mu matkuje. Przecież on sie tylko martwił. W tym nie było nic złego, prawda? Bal sie tylko ze chłopak mu sie rozchoruje przed samym wyjazdem. Psinka natomiast szczeknela z wyrzutem bo to w końcu nie była jej wina ze nie mogli sie dogadać.
[jasne, nie będziemy zamulac XD]
Takano cały tydzien spędził w kuchni szykując dekoracje na tort weselny przyjaciela. Jeszcze przed samym wyjazdem sprawdzał czy wszystko jest odpowiednio zapakowane. W czasie kiedy jechali pociągiem ciagle nerwowo zerkal na zegarek w obawie ze sie spóźnia na samolot. Jednak nic takiego sie nie stało i spokojnie zdarzyli i przeszli przez odprawę.
-Yuya, jak tam, stresujesz sie lotem?-spytał chłopca.
-wszystko bedzie dobrze. Już nie raz leciałem i nic mi sie nie stało.-uśmiechnął sie do malucha.-a ty Tomo? Jak sie czujesz?
-no to dobrze kochanie. Ale to twój pierwszy raz samolotem, prawda?-spytał spokojnie żeby sie upewnić. Spojrzał na zegarek.-no wstajemy po zaraz mamy lot.
-ooooo to słodkie kochanie.-uśmiechnął sie idąc z nimi na samolot. Kiedy ładnie siedzieli na swoich miejscach a wszelkie procedury zostały dokonane samolot ruszył.
Takano cała drogę czytał książkę która zaczął jeszcze w domu. Kiedy wyładowali spokojnie wyszli z samolotu i weszli do budynku lotniska.
-Koyuki po nas przyjedzie.-oznajmił wysyłając wiadomość do brata ze już dolecieli.
-mieszkamy w hotelu...dokładni w tym w którym soujiro bedzie miał wesele. Wtedy ładnie odstawiamy Yuye do łóżka i wrócimy na zabawę. A jak ty sie źle poczujesz będziesz miał gdzie sie położyć.-wyjaśnił wszystko spokojnie. Przecież nie bedzie tak wykorzystywał brata.-hej Koyuki.-przywitał sie z nim.
-spokojnie braciszku. Zrozumiem ze jesteś pod pantoflem.-zasmial sie pokazując mu język. Nic nie mógł na to poradzić a od odwiedzenia bratowej biedniejszy nie bedzie.-ale po obiedzie musimy iść...miałem obgadac tort z panem młodym.
-coz poradzę na to ze w hotelu wygodniej. Yuye położymy spać i wrócimy na imprezę.-wzruszył ramionami i usiadł z tylu.-no ok a kto zostanie z Yuya?-spytał go zaraz bo on ten tort cały dzień bedzie robił.
-no dobra skoro zorganizowałes nianke to mozesz piec ze mną.-zdecydował wzdychajac cieżko.-hmmm? Tak pójdziemy. Po weselu pójdziemy na spacer i zobaczymy co fajniejsze rzeczy.-obiecał małemu.
-pod tenisowka jak już.-odparł ze śmiechem.-a tak już całkiem poważnie to faktycznie mu obiecałem. Tak mi marudził ze nie sposób było odmówić.-wzruszył ramionami idąc z bratem i biarac swojego synka za rączkę.
-jak urośnie to bedzie córeczka tatusia. Wszystko dla niej zrobisz.-zasmial sie zdejmując buty i wchodząc wgłąb apartamentu.-hej Mary.-przywitał sie z kobieta.
-hej, hej...Mary...-jęknął przeciągle.-nie o to chodzi. To kwestia wygody...zatrzymujemy się w hotelu w którym mój przyjaciel ma wesele a to kawałek stąd.-wyjaśnił co nim kierowało.
-bo wygodniej jest mi spać we własnym łóżku noooooo. Sorry Mary ja po prostu nie zwykłem zatrzymywać się u kogokolwiek.-wywrócił oczyma.
-Ech Koyuki...ale wiesz jak ja nie lubię u kogoś spać...-westchnął trochę smutny że jego bratowa jest na niego zła.-nic nie poradzę na to że wolę zatrzymać się w hotelu a skoro już zostaję tam na jedną noc to nie widzę problemu w zostaniu tam kolejnych kilka nocy.-dodał.
-No cóż ja mam swoje manie a mój facet swoje. Poszedłem na ugodę i poleciałem klasą ekonomiczną.-zauważył wzruszając ramionami.-Zniosłem dzieciaka kopiącego w mój fotel więc on może znieść ten tydzień w hotelu.-dodał.-pomogę ci.
-aj Tomo wiem że nic nie mówisz....nie winie cię przecież. Mówię tylko jak sprawa wygląda u nas.-odparł spokojnie.-ok idę...ale najpierw zabierz jej ten wałek.
-Taaaa...ale mój lekarz jest za daleko na takie ryzyko.-zaśmiał się jednak wychodząc z kuchni. Nie uważał że zrobił coś źle na ale porozmawiać mógł.
-Ej no...skoro na mnie się obrażasz to jakim cudem wytrzymujesz ze swoim mężem?-spytał unosząc brwi. Znał swojego brata i dobrze wiedział że ten uwielbiał wydawać pieniądze.
-skoro oszczędzacie to chyba na jakiś ogromny...-westchnął.-Nie żebym powątpiewał w to ile wydaje i ile ma na koncie...ale wiem ile ja mam.-urwał na moment.-słuchaj, zupełnie nie potrafię cię zrozumieć. Na prawdę Mary co złego jest w zatrzymaniu się w hotelu na parę dni?
-Preferuje hotel. W całym moim życiu tylko raz się u kogoś zatrzymałem ale byłem wtedy tak pijany że na pewno nie dotarłbym do własnego mieszkania. Nie czuję się swobodnie śpiąc u kogoś. Po prostu to uszanuj Mary.
-Ech Mary...z Tomo to zupełnie inna sprawa i dobrze o tym wiesz.-westchnął. Nie wiedział jak ma jej wyjaśnić o co chodzi.
-To też już mu mówiłem...-westchnął Takano ignorując przytyki lecące w jego stronę.-Ale zupełnie nie chciał słuchać.
-Ech...wybaczcie że nie zostałem otoczony matczynym ciepłem...ojcowskim z resztą też tyle co kot napłakał.-fuknął.-I miałem do niego cierpliwość póki nie spalił fartucha który miałem na sobie...i gdyby nie to że stałem obok zlewu to pewni bym spłonął.-westchnął ciężko.
-Czepiacie się i tyle.-fuknął tylko nie mając ochoty na jedzenie. Podzióbał trochę w ryżu pomimo tego że przepadał za koreańską kuchnią.
Już miał zamiar z trzaskiem odłożyć pałeczki kiedy spojrzał na Yuyę. Dobrze wiedział jak chłopiec nie lubił kiedy się kłócili.
-Yuyuś spróbuj tego.-wskazał na potrawę.-Mary robi genialne Japchae.-uśmiechnął się do malucha.
-um to jest...makaron ze słodkich ziemniaków z mięsem i warzywami.-wyjaśnił chłopcu samemu też trochę biorąc.
-Możemy zrobić chociaż nie gwarantuje że wyjdzie.-zaśmiał się.-Spróbuj wszystkiego. Mary się postarała i zrobiła wszystko co lubię.-pochwalił kobietę nie tylko dla tego żeby ją udobruchać.
Takano zjadł każdej po trochę i również odłożył pałeczki.
-dziękuję za posiłek.
-w takim razie nas nie wieź. Przejdziemy sie. Co prawda to spory kawałek ale przecież spacerek jeszcze nikomu nie zaszkodził, nie?-uśmiechnął sie i poszedł ubrać buty.-chociaż to na prawdę kawałek...może metrem lepiej?
-nie aż tak pilne. Obaj jesteście tutaj pierwszy raz. Nie pozwolę wam samemu sie szlajać bo Seulu.-wycelować w niego palcem.-spacer krajoznawczy bedzie po weselu.
-ech dobra...powiem Soujiro ze sie spóźnimy trochę dłużej.-westchnął zaraz pisząc sms'a do przyjaciela. Podżegnal sie z bratem i bratowa i wyszedł.-no ok kochanie wiec sie przejdziemy.-wywrócił oczyma.
-ok...daj mapę.-mruknął chcąc sie zorientować którędy chce iść jego kochanie.-a czemu akurat ta trasa chciałeś iść?
-ech kochanie...po tym locie marze tylko o dotarciu do hotelu.-westchnął idąc przy nim.-zostajemy tu tydzien. Zdążymy zobaczyć to co warto...-dodał
-możecie mi sie zgubić...wole iść z wami.-mruknął idąc z spokojnie.-lody, tak? Tam sa dobre.-wskazał na budkę.-a bynajmniej były jak ostatni raz odwiedzałem Koreę.
-a nie możemy iść i jeść?-spytał próbując loda.-no...nadal sa pyszne.-ucieszył sie jedząc dalej.
-ech Tomo...chyba nie mam dzisiaj na nic humoru.-westchnął jedząc swoją porcje.-chciałem wszystko szybko załatwić i położyć sie spać bo jutro cały dzień spędzę w kuchni.
-troszkę szybciej.-przyznał jakoś bez większego przekonania.-ja ciebie tez kocham.-uśmiechnął sie lekko i wstał z ławki. Ruszyli dalej a pod koniec spaceru Takano musiał wziąć Yuye na ręce bo bolały go nóżki.
-cieszę sie ze ci sie podobało. A teraz wybacz ale idę do pana młodego.-ucałował go i wyszedł. Wrócił po dobrej godzinie i walnął sie na kanap.-zaakceptował projekt. Jutro kuchnia nasza.
-na prawdę. Soujiro zarezerwował cały hotel na czas ślubu. Jutro kuchnia nasza. Mamy czas i miesce na zrobienie tortu.-wyjaśnił obejmując go ramieniem.-jestem padniety. Nie obrazisz sie jeśli pierwszy pójdę sie umyć?
-ech no tak ty nie lubisz miękkich. Przepraszam. -ucałował go lekko i poszedł sie umyć. Wyszedł po jakimś czasie o mało nie zasypiając pod prysznicem.-pójdę spać. Dobranoc.-powiedział jeszcze raz go całując.
- wybacz...lot mnie meczy...a rozmowa z Mary tylko wszystko pogorszyła.-westchnął idąc do sypialni. Walnął sie na łóżko i momentalnie zasnął.
Takano nie przyjął sie zbytnio nieobecnością chłopaka w łóżku. Wyszedł z niego i poszedł sprawdzić czy nie ma go na kanapie. Uśmiechnął sie lekko na ten widok.
-Tomo-chan...już musimy wstać.
-dobrze kochani al tylko piec minutek. I obudź Yuye. Po śniadaniu Koyuki go weźmie.-ucałował go w policzek i poszedł sie umyć.
-no moi kochani. Szykujemy sie na śniadanie. Ale z życiem bo chce dzisiaj skończyć ten tort.-powiedział wesoło wchodząc do sypialni.
-co maluchu? Idź sie ubrać szybciutko ok? Umyj ząbki a po śniadaniu przyjedzie po cieni mój brat.-zmierzwil mu włoski.-Szwecki stół. Jesz co chcesz
-na lody? No ok.-uśmiechnął sie i ucałował lekko.-a jak będziemy robili tort to masz mnie słuchać. I nie rób niczego sam. I jak bedzie coś związanego z dekoracja to zostaw to mi. L
[gomene ze ni odpisalam. Wracałam do domu z koncertu i telefon mi padł ;^;]
-mój kochany. Dobrze ze rozumiesz.-zasmial sie.-pomożesz przy cieście i kremie. Mam nadzieje ze pójdzie nam sprawnie.
[fajnie było chociaż niewiele widziałam z moim wzrostem. Jeszcze jak dołożyć do tego banery formatu a4 których logiki nie rozumiem bo przecież 'idole' i tak nie bedą w stanie tego przeczytać...ograniczona widoczność 80% XD ale było fajnie ^^]
-tak chodźmy na śniadanko.-przyznał idąc z nimi.
-tatuś ale winda!-krzyknął wesoło Yuya wyrywając sie im żeby nacisnąć guziczek.
[vixx. Prawie ogluchlam od słuchania pisków. J-rock to zupełnie inne środowisko przy k-popie.]
-wspaniałą mamy rodzinkę.-przyznał wchodząc do windy. Chłopiec z wielka radością naciskał numer piętra.-Yuya do wujka tez mozesz jechać winda.
-serio? Wiec pojedziecie do zoo? Zrób dużo zdaje żebyś potem nam wzytsko pokazać.-poprosił od razu chłopca. Objął lekko Tomo i pogłaskał go po włosach.
-oj no już obaj nie przesadzajcie. Nie zjedzą wszystkiego na pewno dla każdego starczy. Oni ciagle dokładają.-powiedział idąc za nimi. Przy szweckim stole nałożył sobie co chciał i zajął miejsce przy pustym stoliku.
-a sklep wcale nie jest zamknięty.-zauważył spokojnie.-w kuchni coś ci jeszcze dam. Bedzie dużo skrawków ciasta. Coś kremu tez zostanie.
-wiem ze jesz mało kochanie. Chciałbym po prostu żebyś z czasem starał sie jeść więcej.-wyjaśnił spokojnie jedząc to co sobie nałożył.-no i tak czy owak krem będziesz musiał próbować.
- no zobaczymy. Jak bedzie chwila to coś ci zrobię. I coś na obiad.-usmichnal sie lekko.
-zadzwonię wujku.-obiecał mały.
-spokojni. Koyuki ma rękę do dzieci.
-zaczynam być zazdrosny.-zasmial sie cicho.-no mały myśle ze wiesz ze zawsze jesteśmy przy tobie. Staramy sie żebyś był szczęśliwy.-zmierzwil mu włosy.
-jasne maluchu. Trafisz sam? Dam ci klucz i pójdziesz. Chociaż może lepiej żeby wujek z tobą poszedł? Ja muszę być zaraz w kuchni.
- no wiem ze mam mądrego synka.-zmierzwil mu włosy.-ale niech wujek z tobą pójdzie, ok? Poczekanie razem aż przyjdzie Koyuki a potem Tomo dojdzie do mnie do kuchni. Taki plan wszystkim pasuje?
Pomachał im i dokończył śniadanie. Pózniej poszedł prosto do kuchni i od razu zabrał sie za robienie ciasta. Nie miał czasu do stracenia.
-coz jestem w trakcie robienia biszkoptów. Pierwsza tura widzi w piekarniku. Potem jeszcz dwie. Nie chce robić kremu póki biszkopty nie bedą gotowe ale mozesz pomóc przy czekoladzie platycznej żeby ładnie okryć tort.
-dobra kochani wiec ładnie pilnuj czy czekolada sie rozpuszcza. Powiem ci kiedy masz dodać miodu.-wyjaśnił po kolei. Sprawdził jak sie maja figurki i inne ozdoby które już leżały w lodowce i wyjął pierwsza partie piszkoptow zaraz wsączając następne.
-ok kochanie.-westchnął po dobrych dwóch godzinach.-biszkopty kogowe. Bedą sobie ładnie stygly a my zrobimy kremy, ok? Kokosowy i śmietankowy.
-no kochanie. Wiec krem waniliowy jest w twoich rękach.-powiedział samemu dość szybko robiąc ten kokosowy.-spróbuj.-poprosił kiedy już skończył.
-tobie również świetnie wyszedł.-pochwalił go i ucałował lekko. wyjął specjalną ostrą żyłkę i zabrał się za przekrajanie biszkoptów na pół. Później wziął się za przekładanie ich kremem.
-Nie. Dzięki tobie poszło nawet szybciej.-uśmiechnął się do chłopaka. Zaczynał uznawać ze będzie musiał zaradzić jakoś na to obwinianie się o wszystko.
Po trzech godzinach misternego układania dekoracji i malowania wzorów perłowymi lukrami spojrzał na skończony tort.
-co sądzisz?
-Dziękuję. A teraz chowamy go to wielkiej lodówy i sobie tam posiedzi do jutra. Ech jestem padnięty...-westchnął opierając się o niego lekko.
-Ok...chodźmy.zgodził się zamykając lodówkę na klucz. Napisał sms'a do brata zeby napisał kiedy będą wracać i wszedł do windy nie mając siły na schody.
-och...czemu? Przecież nasz bedzie na pewno mniejszy...no chyba ze masz zamiar robić imprezkę na blisko 300 osób? Ja myślałem o mniejszym gronie.-przyznał szczerze.-soujiro musi pozapraszać pare biznesmenów i tak dalej...ale my raczej nie. No ale skoro nie chcesz żebym to ja robił to poproszę kumpla.
-a poczekasz do jutra skarbie? Jutro byś wypił za zdrowie młodej pary. Chyba ze tak bardzo dzisiaj chcesz.-powiedział obejmując go lekko ramieniem i wchodząc do pokoju.
-na pewno? Wiesz ja sobie na pewno nie pofolguje aż tak żeby sie upić ale to wcale nie znaczy ze bede trzeźwy.-odparł zastanawiając sie trochę.-no jeden mały kieliszek możemy wypić. Ale tylko jeden. I jutro tez jeden ok?
Uśmiechnął sie lekko do niego i kiedy chłopak wyszedł poszedł do barku. Wybrał wino i nalal po trochę do kieliszków. Zaniósł je na balkon.
-proszę wino dla mojego ukochanego.
Zakrztusil sie akurat pitym winem. Sadził ze bedzie musiał dłużej czekać. Odłożył kieliszek na parapet i objął chłopaka od tylu.
-jasne. Dziękuje.-ucałował go w odsłonięty obojczyk i oparł głowę o jego ramie.-kocham cie.
-za to ze to odwzajemniasz. Ze chcesz za mnie wyjść.-wyjaśnił.-kocham cie. Nie musisz dziękować. Szczerze to myślałem ze bede dłużej czekał. Maj nie jest tak daleko.-ucałował go w policzek.
-wiem...-zaczął obracać w palcach obrączke.-inaczej nie mówilbys ze chcesz za mnie wyjść, prawda? I nie wytrzymalbys ze mną tak długo-zasmial sie.-wiem ze mnie kochasz. Ja ciebie tez kocham.
-ja tez już nie umiem. Dajesz mi tyle szczęścia. Każdy dzień z tobą jest wyjątkowy.-objął go mocno.-nawet jeśli czasem jesteś wredny.-zasmial sie cicho.-to tylko i wyłącznie z tobą chce spędzić resztę życie.
-nie masz za co dziękować.-ucałował go w policzek. Kiedy chłopak sie odwrócił wciąż go delikatnie obejmował.-Seul jest ładny. Zwłaszcza jak sie ściemni jest tak ładnie oświetlony.-wyjaśnił.-jedyny minus to ze ni widać gwiazd. Jak w każdym większym mieście.
-mój tez. Nie mam zamiaru sie przeprowadzać.-powiedział pewny tego co mówi. Polubił mieszkanie tam.-może pójdziemy coś zjeść? Niedaleko jest fajna knajpka z koreańskim jedzeniem.
-ok. Zamówień nam makaron z mięsem ok?-spytał sięgając po telefon. Szybko złożył zamowienie.-teraz wystarczy czekać.
-no mówiłem. Ale mi sie nie chce i jestem zmęczony wiec zjemy tutaj.-wyjaśnił dopijajac swoje wino.-musisz przytyć żeby garnitur na tobie ładnie leżał...bo nadal masz wystające kości.-ucałował go lekko.
-wyrzuty sumienia o co? Co miałoby ci odbić?-spytał nie bardzo rozumiejąc. Wszedł do środka zabierając po drodze kieliszki.
-spokojnie kochanie przecież nie zmuszam cie do jedzenia.-objął go delikatnie.-jedz tyle ile mozesz. Żeby sie nie przejeść. Tylko żebyś nie schudł.-ucałował go delikatnie.-nie dam ci wymiotować.
-twój twój.-zasmial sie mierzwiac mu włosy.-zaraz pewnie przyjdzie nasz obiad. Późny ale zawsze obiad.-ucałował go lekko muskajac jego usta.
-no trochę...ale to nic. Ważne ze w ogóle jest i nie jesteśmy cały dzień na śniadaniu.-powiedział tulac go do siebie.
-a czym chcesz?-spytał unosząc jego twarz za podbródek i patrząc na niego uwodzicielsko.-wystarczy ze powiedz czym mam ci to wynagrodzić. -powiedział wciąż patrząc mu w oczy.
Cmoknal go szybko w usta uśmiechając sie lekko.
-słodki...-szepnął znów go całując. Kiedy usłyszał domofon z recepcji oderwał sie od chłopaka.-ech...wyczucie czasu to maja genialne po prostu.-mruknął zirytowany wstajac z łóżka.
-jasne. Herbatę tez przyniose.-powiedział schodząc na dół. Wrócił po dłuższej chwili z jedzonkiem i herbata.-kochanie chodz tu na kanapę.
- smacznego kochani.-uśmiechnął sie i zabrał sie za jezdnie.-Yuya sie musi dobrze bawić bo nie dzwoni.
-Koyuki ma rękę do dzieci. Nawet jeśli sie ze mnie nabijal to jest mi najbliższy z rodziny.-wyjaśnił spokojnie.-a Yuya z nami tez sie dobrze bawi. Kocha nas.-objął go lekko ale zaraz wrócił do jedzenia.
-cieszę sie ze mamy taka rodzinkę.-dodał jeszcze. Szybko skończył jesc jedno ze swoich ulubionych dań a jakże prostych. Potem tylko patrzył na swojego partnera. Był szczęśliwy ze w końcu maja mniej więcej ustalona datę ślubu.
-ok skarbie idź. Jutro powinieneś być w pełni sił żeby jak najdłużej wytrzymać na imprezie.-pogłaskał go po włosach.-idź sie najpierw umyj skarbie.
-tylko uważaj na siebie misiu.-powiedział za nim i zaczął sprzątać po ich obiado -kolacji. Stwierdził ze poczeka aż Yuya wróci i tez położy sie spać.
-mój słodziaki-rozczulil sie. Okryl go kołdra a kiedy Yuya wrócił położył go spać samemu idąc sie być jako ostatni.
-Tomo chodz tu...westchnął poprawiając mu kołnierz marynarki. Po ślubowaniu Takano pociągnął swoją rodzinkę w stronę państwa młodych żeby im pogratulować. Dał prezet i przytulił ich oboje.
-Shoujiro...wyglądałes jakbyś miał paść ze stresu.
- spokojnie...długo sie do tego przygotowywałes. Masz moje wsparcie.-poklepał przyjaciela po ramieniu.-Yuya uważaj na słowa.-zasmial sie.-wujkowi we wszystkim ładnie.-dodał całując Tomo w policzek.
-oj tam...ale patrz dzisiaj mogłeś ubrać jeansy i trampki. L-zasmial sie cicho siadajac obok przyjaciela.-coz jestem jego druchnym ale nic mi nie wiadomo i przemowieniach.
-oj...no to coś wymyślę na spontana...-zasmial sie patrząc na przyjaciela przepraszajaco.-nauczyłem. Tak ci ładnie. Zawsze ci ładnie.-chwycił jego rękę pod stołem.
-mój?-spojrzał na niego zaskoczony.-moje kochanie powiedziało ze może mi ślubowac w maju. Wiec pewnie wtedy.-odparł ściskając dłoń chłopaka.
-tylko ze na mój ślub drogi przyjacielu aż do USA będziesz jechał pewnie.-zasmial sie. Po chwili przyszła pora na toast a obsługa miała czas wnieść obiad. Najpierw wypowiedzieli sie rodzice, potem druchna a na końcu Takano. Usiadł uznając ze nie wyszło aż tak źle.
-no...znamy sie dość długo.-zasmial sie. Zjadł pierwsze danie na drugie nie mając ochoty. Po posiłku wnieśli tort a państwo młodzi wstali żeby go pokroić.
-no kochanie.-objął go mocno w pasie.-sądziłem ze sie trochę nagimnastykuje zanim wyciągnę cie na parkiet a tu proszę...od razu.-zasmial sie.-i Yuya znalazł sobie kolegów.
-a bo nie wiem...czasem muszę sie nagimnastykować.-zasmial sie tulac go mocno i lekko sie kołyszac.
-mhm...bo zwykle nawet jeśli lubisz ze mną tańczyć to nie na tego typu imprezach.-zauważył spokojnie ruszając sie na parkiecie.-Jun, tak? Już kiedyś mówiłeś. Ja jeszcze nie wiem. Ale mam czas żeby wybrać.
Złapał go mocniej kiedy znów tańczyli razem.
-wybacz...dziewczyny od strony panny młodej sa o ciebie zazdrosne. Ciagle sie na nas patrzą.-szepnął mu do ucha.
-wiec jesteś pewny ze nie ukradną mnie tobie?-spytał ze śmiechem.-ok usiądziemy. Niedługo chyba przerwa na jedzenie i kielicha. Ale spokojnie nie upije sie
-kocham cie. Masz racje jestem twój.-objął go mocno.-i znów sie chowasz kiedy sie wstydzisz. To slodkie.-powiedział a kiedy piosenka sie skończyła pociągnął go w stronę stolików.
Sięgnął żeby ukroic mu kawałek samemu biorąc sie za sushi które stało kawałek dalej.
-dawno nie jadłem.-usprawiedliwił sie.-Yuya sie bawi...to dobrze. Damy mu zostać do oczepin?
-ja go zaniose. Ty sie baw kochanie. Myśle ze mały nam padnie po północy.-powiedział patrząc na niego.-cieszę sie ze smakuje.
-kiedyś zrobimy. Jak namowie mojego faceta.-zasmial sie wesoło.-ja stawiam ze zaraz po północy. Mały nie potrafi długo siedzieć.-wyjaśnił.
-teraz nie. Ty jedz na miesiąc miodowy.-zasmial sie.-kiedyś sie tam zajedziemy. Po na tydzien na święta? Tam zawsze jest ładnie i ciepło.-zauważył.
-widzisz przyjacielu nie na święta.-zasmial sie cicho.-a w lutym? Tak na walentynki?-zaproponował kolejna datę.
-no widzisz wszystko zależy od mojego kochania.-powiedział obejmując chłopaka lekko ramieniem.-soujiro? Moge drinka?
-oj ni przesadzaj...nie chce po prostu żeby czuł sie zmuszany czy coś. Z reszta odpowiadałem ci jak jest.-klepnal przyjaciela w ramie i wziął łyk drinka.
no proszę jak myślisz o moim kochaniu.-zaśmiał się obejmując przyjaciela ramieniem.-Nie mówiłem tego w przemówieniu na forum...ale póki twoja żonka poszła, życzę ci kochany przyjacielu szalonego miesiąca miodowego.-puścił do niego oczko.
-wiesz to od niego zależy czy zagra.-zaśmiał się cicho.-Pół roku? No no...a ja nadal z karą siedzę.-zamarudził trochę po czym puścił przyjaciela żeby wziąć trochę sushi.
-nie byłoby. Jak trochę go pomęczysz to się zgodzi.-zaśmiał się pijąc drinka.-Taaaa...do tego czasu na pewno zniknie. A tak to wiesz bozia rączki dała.-zachichotał już nie wspominając że ostatnio miał odpust więc się trzyma.
-uwielbiam jak on śpiewa.-rozmarzył się kiedy chłopak zaczął oparł głowę na ręce.
-wiem maluchu.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy.-jak się bawisz? Potrzebujesz czegoś?-spytał go zaraz.
-no ja wiedziałem że ty czegoś chcesz.-zaśmiał się wesoło.-ok...ale raz. Tak jak sam poprosiłeś.-wyjął z marynarki portfel i dał chłopcu pieniążka.
Pokręcił głową zrezygnowany.
-Szykuj się Shoujiro....będziesz miał tak samo.-zaśmiał się cicho.
-ty moze nie...a twoja wybranka?-uniósł brwi. Oddał pocałunek i przytulił chłopaka nie pozwalając mu zejść.-Twoje fanki są niezadowolone.-zaśmiał się cicho.
-Możesz. Oj kochanie przecież sam przytuliłem cię mocniej.-powiedział przysuwając go bliżej.-siedź sobie ile chcesz.
-pooodam.-sięgnął i podał mu to o co prosił. Sam ciągle podjadał sushi i popijał drinka.
Zamrugał kilkakrotnie ale dał się porwać na parkiet.
-więc jednak umiesz tańczyć nie tylko erotycznie.-zauważył śmiejąc się nieco.
-tak sądzisz?-spytał obracając go trochę.-bo ja uważam że mimo wszystko tak normalnie też umiesz.
-seksownie? Władczo?-uniósł lekko brwi.-no no...jak tak dalej pójdzie to może znów dostanę odpust.-zachichotał.-A tak serio...to miło słyszeć takie komplementy z twoich ust.
-i tak powiesz.-zachichotał po czym wziął chłopca na ręce.-już zmęczony? Jeszcze dobra godzina do północy...chcesz już iść spać czy poczekasz do oczepin?
-ok, to leć.-zaśmiał się cicho stawiając chłopca na ziemi i przyjmując misia.-no...i piosenka się skończył.
-ech...no ale skoro zgłodniałeś to idziemy. Tylko zjedz coś poza chlebem.-poprosił prowadząc go do stołu.
-nadal jesteś aż tak słaby?-spytał trochę zmartwiony.-może po północy pójdziesz się położyć? Na chwilę chociaż...
-no ok, tak też może być. Po prostu nie chcę żebyś się za bardzo przemęczał kochanie.-pogłaskał go po włosach.
-to dobrze. Ja postaram się nie upić i wszyscy będą szczęśliwi.-zaśmiał się kończąc swojego drinka.
Siedzieli tak do północy a Takano sączył drugiego drinka. połowa gości była już porządnie wcięta i nadszedł czas na oczepiny.
-Chodź Tomo, podejdziemy bliżej.
Stanęli dość blisko a Takano wziął Yuyę na swoje barki żeby mały lepiej widział. Zaczęło się od klasycznego punktu programu. Pan młody musiał przedrzeć się przez mur złożony z zamężnych panów a następnie zdjąć pannie młodej podwiązkę. Kiedy w końcu sie mu udało został nagrodzony gromkimi brawami. Panna młoda wyrzuciła podwiązkę w stronę panien, lecz ta z powodu nadanej trajektorii spadła na stojącego niedaleko Tomo.
[czasem jest welon czasem podwiązka XD i tak zrobiłam to specjalnie. Sorry nudno było :P]
-słodki.-zaśmiał się cicho. Postawił chłopca na podłodze i nakazał mu czekać.-A teraz kochanie idę złapać muszkę.-ucałował go w policzek. Panie oczywiście patrzyły na Tomo nienawistnym spojrzeniem ale Takano był wniebowzięty.-Shoujiro a spróbuj spudłować!-krzyknął do pana młodego który cierpliwie czekał aż Zona zdejmie mu muszkę.
-no bez jaj panoooowie.-westchnął ciężko. Na szczęście był jednym z wyższych więc jak tylko przepchał się do przodu krzyknął do przyjaciela i złapał muszkę.-przepraszam ale to moja królowa.-zaśmiał się czekając aż reszta spitej zbiorowości przyniesie krzesło.
-widzisz kochanie musisz bardziej wierzyć w swojego faceta.-zaśmiał się cicho.-ja nie wiem czemu oni się tak rzucili...-wywrócił oczyma stając na przyniesionym krześle.
-chyba muszę być ostrożniejszy bo zwiną mi cię sprzed nosa.-zachichotał wciągając go na krzesło.-Moja królowa wie co ma robić?-spytał kiedy tłum dookoła nich zaczął klaskać.
-nie to królewno.-zaśmiał się kiedy udało mu się go od siebie oderwać. Zabrał mu podwiązkę i dał mu muszkę.-Ja zakładam tobie ty mi. Tak żebyśmy nie spadki z krzesła. Na tym polega ta gra.
[oj no wieeeeem XD są różne tradycje generalnie....]
Wzruszył tylko ramionami.
-Cóż kochanie...na twoich spodniach będzie to wyglądało seksowniej.-pokazał mu język.-zamiast marudzić lepiej mocno trzymaj się moich ramion żeby nie spać.-polecił mu samemu ostrożnie zsuwając się na duł.
-A ty co myślałeś? Że zabawa podwiązką skończy się na jej łapaniu? Noga do góry.-wsuwając mu podwiązkę na nogę z premedytacją ocierał palcami o jego udo.
-ciiicho...jakbyś był na moim miejscu to byś się tak nie śmiał.-mruknął wstając.-teraz twoja kolej. Masz łatwiejsze zadanie.
-No...a teraz pora na inne. Mniej zawstydzające zabawy.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy. Tłum ustawił krzesełka w kółko, pan młody wybrał osoby, o jedną więcej niż krzeseł i zaczęli zabawę. Po każdym zatrzymaniu muzyki prowadzący mówił co mają zebrać zanim usiądą.
Takano odpadł już na samym początku nie mogąc znaleźć srebrnego pierścionka. To była jedna z tych gier w których nie miał szczecia. Kiedy Tomo rownież odpadł objął go lekko.-ale widzisz kochanie...to ze podwiazka do ciebie trafiła to znak. Następny ślub bedzie nasz.
-oj no misiu...ale wyglądasz seksownie. Postaraj sie tym bawić. Większość nawet nie ogarnia co sie dzieje. Widziałeś ich reakcje jak mnie pocałowałes.-zasmial sie i ucałował go w policzek.
-już już.-pobiegł po misia i podał go chłopcu. -po pierwsze wygrałem bo Yuya padł po północy a po drugie...kotus jesteś moim pełnoprawnym mężczyzna. Pamiętaj o tym.-dodał dając mu całusa.
Takano w tym czasie oklaskiwal swoich przyjaciół którzy wymyślali coraz to nowe zabawy tym razem obwiazali sie sznurkiem w pasie, kawałek zwisal a na jego końcu przywiązali długopis który mieli wsadzić do butelki.
[woooo XD ]
-ja już byłem kochanie. Omienela cie moja wygrana.-zasmial sie zaraz wybuchające śmiechem kiedy jego kumpel znów spudłował.-Rui i to jest właśnie twój wieczny problem! Nie umiesz trafić w dziurke!-krzyknął jakoś nie mogąc sie powstrzymać.
-ale to zdecydowanie nie można zaliczyć do problemów.-powiedział wzruszając ramionami.-chcesz wziąć udział jak oni w końcu skończą?-spytał swoje kochanie.-pan młody pewnie chciałby sie zrewanżować za swoją porażkę.
-ok. Dasz rade kochanie.-uśmiechnął sie żeby podnieść go na duchu. Rui w końcu przegrał wiec przyszła pora na kolejne osoby.-no idź skarbie.
Został ładnie przewiązant sznurkiem w pasie i naszykowano butelkę. Prowadzący dał im sygnał ze mogą zacząć a Takano i panna młoda od razu zaczęli dopingować i podpowiadać swoim kochaniom.
-Tomo, skarbie mowię w prawo! Twoje prawo! Ale najpierw trochę wyżej nooooo!-krzyczał śmiejąc sie wesoło.
[oj no....bo tak jakoś mi sie przypomniało XD ]
-to było prawo kochanie. Ale nie ważne.-zasmial sie obejmując go mocno.-gratuluje wygranej. Pan młody przegrał drugi raz.-powiedział po czym został spiorunowany wzrokiem przez przyjaciela.
-e tam...jak ja grałem to wygrałem. Rui po prostu nie ma cela nie ważne kto mu podpowiada w dziurke nie trafi.-zasmial sie wypuszczając chłopaka z objęć.-zna ktoś jeszcze jakieś zabawy?-spytał bo jemu sie pomysły skończyły.
-dzieki stary, stralem sie bo to w końcu twój ślub.-zasmial sie.-a jeśli chodzi o mój...cóż Tomo nie chce żebym piekl bo jestem wtedy zmęczony ale ze nasz ślub bedzie raczej mały to coś upięke. Jeszcze nie wiem jaki. Myśle nad czymś z czekolada.-odparł wzruszając ramionami.
-nie wiem jaki zrobię...wiem ze mniejszy.-mruknął popijając drinka.-coz...raczej go sprzedamy. Może poproszę ojca? Wiesz to w końcu ma być taki nasz czas. Nie bede go z nami ciągal po Francji i hotelach bo w jednym na pewno sie nie zatrzymamy.
-no mój ojciec go uwielbia.-zasmial sie. Wszyscy wstali żeby sie bliżej przyjrzeć zmaganiom pana młodego który macal twarze kolejnych panien. Kiedy w końcu mu sie udało został nagrodzony brawami i przyszła kolej na panią młoda. Na krzesełku usiadł pan młody, Takano który był budowa podobny to Soijiro i brat panny młodej.
-zawsze nas myliłas.-zasmial sie wstajac z krzesełka.
-to teraz może para która złapała muszę i podwiązke.?-zaproponował Soujiro.
-moge pierwszy zgadywać!-odparł od azj Takano.
-ja? Daj spokój.-zasmial sie stojąc tyłem bo przecież nie mógł wiedzieć gdzie kto siedzi. Zawiązali mu oczy a potem podszedł do pierwszego krzesełka. Uklęknąl przed siedząca na nim osoba i położył mu ręce na kolanach przesuwając je wyżej. Mężczyzna odskoczył.-ech Rui popsułes zabawę...-westchnął idąc do następnej osoby i robiąc to samo. Położył mu dłonie na kolanach i przesunął nimi wyżej.
-to moje kochanie.-odparł ze śmiechem.-znam tylko jedna osobę z tak chudymi nóżkami.-roześmiał sie przytulając sie do jego brzuszka.-wybacz skarbie. Tylko ty tak drzysz.
Prześlij komentarz