Wzruszył tylko ramionami i wstał. Razem z nim na krzesełkach usiadł Soujiro z przyczyn wiadomych i jakiś facet z tłumu rownież podobny do niego budowa. Był pewny ze jego przyjaciel nie odskoczy ale ni był pewny co to drugiego mężczyzny.
-wybacz kotuś...-zaśmiał się. Po prostu chciał się pobawić.-Soujiro mogę jeszcze jednego drinka? Ale to już raczej ostatni bo dzisiaj muszę na siebie uważać...
-no więc skoro mnie znasz to nie chcesz żebym się całkowicie spił.-zaśmiał się.-czy ja wiem czy ciężko...jestem szczęśliwy. Sądzę że już się wyszalałem.
-Ja nie spodziewałem się że w ogóle będę miał dziecko...ale nie mogłem go tak zostawić.-zmierzwił sobie włosy.-W sumie to podoba mi się to jak teraz żyję.
-Hmmm?-spojrzał na niego zdezorientowany. No tak byli w windzie. Zatrzymanej między którymiś tam piętrami.-Aaaaa! Kamery!-krzyknął kiedy zauważył jedna.
-Hmm? Czemu? Skąd wiesz?-spytał przysuwając go bliżej siebie. Mimo sporej dawki alkoholu jaką w siebie wlał czuł się zawstydzony. W końcu pod koniec w ogóle nie pił.
-No tak...ta sieć hoteli należy do jego rodziny...więc tak skarbie pokój mamy za darmo.-zaśmiał się trochę się rozluźniając. Skoro nikt ich nie ogląda to mogą trochę zaszaleć. Wsunął dłonie w bokserki chłopaka wymacując to i owo.
-są bardzo wygodne...-zaprotestował od razu. Schylił się trochę żeby zacząć ssać sutki partnera przez koszulkę.-mam nadzieję że następnym razem mniej czasu ci zajmie odgadnięcie który z panów to ja.
-Nie skarbie...strasznie sztucznie odskoczyłeś.-odparł ściskając go jakby w ramach kary za kiepską grę aktorską.-oskara nie dostaniesz misiu.-dodał cicho się śmiejąc
-zobaczymy...-mruknął całując go namiętnie.-kochanie...jako że przezorny zawsze ubezpieczony a ja na sucho wchodzić nie będę...wyjmij żel z tylnej kieszeni moich spodni. Proszę.
-wszystko dla twojego dobra kochanie.-powiedział zaraz go na podłodze i jednym ruchem zdejmując mu bokserki. Oblizał usta biorąc jego do buzi w tym samym czasie wsuwając wilgotne palce do jego wejścia.
-i tyle z mojej kary kochanie.-wyjął palce jednym sprawnym ruchem i podniósł jego biodra wyżej. Zaczął w niego wchodzić dość powoli żeby chłopak miał czas się przyzwyczaić.
-oj daj spokój kochanie...też to lubisz.-zaśmiał się w końcu wchodząc cały.-za wspaniały występ możesz wybrać gdzie cie powinienem pieścić.-szepnął mu do ucha którego płatek po chwili leciutko ssał.
Spuścił się w nim chwilę później i wyszedł z niego opadając ciężko na podłogę. -staram się żeby mój narzeczony był usatysfakcjonowany z seksu.-wzruszył ramionami.-nawet przemagam się do twoich ukochanym miejsc publicznych.
-ech-westchnął obejmując go ramieniem-dobrze, że się powstrzymałeś. Przemagam się skarbie ale jeszcze chyba nie tak żeby robić tego typu rzeczy w tłumie ludzi...-powiedział wychodząc z windy.
-misiuuuu...może być się chociaż przebrał?-spytał szeptem chociaż zdawał sobie sprawę że to bezcelowe, jego kochanie już smacznie spało. Zrezygnowany przebrał go w dresik a sam po prysznicu poszedł spać.
-cóż kochanie wiesz że kocham tylko ciebie. Z nim łączy mnie jedna noc. Potem jakoś się zakumplowaliśmy.Sam zdecyduj czy musisz być zazdrosny.-wzruszył ramionami.
-jak rozumiem zarywasz nocki? Tae Sung...-oderwał od siebie mężczyznę.-poznaj moją rodzinkę. Tomo mój narzeczony a ten mały to Yuya...mój synek. Moja rodzniko oto Kim Tae Sung.-przedstawił ich sobie oczywiście o koreańczyka mówiąc po koreańsku.
-to słodkie skarbie ale na prawdę nie musisz.-zaśmiał się cicho. Nachylił się mu do ucha.-spałem też z Soujiro...i w sumie to tylko z nimi tak jeszcze utrzymuje kontakt....
-Na pewno....-wziął chłopca na ręce bo szklany basenik był na lekkim podwyższeniu. Dotknął rekina żeby pokazać mu jak ma to zrobić.-widzisz? nie ugryzł.
-Nie masz za co przepraszać, każdy się czegoś boi.-uśmiechnął się lekko.-Yuya zwolnij!-krzyknął za maluchem który już stał przy barierce za którą były delfiny.
-ok moi drodzy wracamy do hotelu.-oznajmił im kiedy skończyli jesc. Na miejsce doszli dość szybko a Takano położył do łóżka chłopca który zasnął in po drodze.-mały miał dzień pełen wrażeń, co? Cieszę sie moge mu pokażą kawałek swiata.-powiedział do Tomo obejmując go lekko
-może wesołe miasteczko? Jest tu takie fajne. I taka wieża gdzie na barierkach ludzie kludki wieszają. Co ty na to? I zjemy coś dobrego.-zaproponował obejmując go lekko.-kocham cie. Cieszę sie ze i ty sie dobrze bawiłes. Może pojutrze pójdziemy tylko we dwoje?
-no i wtedy we dwoje zrobimy sobie randkę.-uśmiechnął sie tulac go do siebie.-ja? Na pewno boje sie cie stracić. Wciąż obawiam sie ognia...i huśtawek bo kiedyś spadłem. Tak jak mówiłem kochanie. Każdy sie czegoś boi.
-już kilka razu prawie cie straciłem. Nie chce znów tego przeżywać.-powiedział tulac go do siebie.-tak mocno sie kocham. Cieszę sie ze w końcu zdecydowałeś sie na ślub
-no właśnie zauważyłem ze jak wróciłes to już jej nie miałeś. Seksownie w niej wyglądałes.-musnal jego usta swoimi.-słodko wyglądasz kiedy sie rumienisz. A ostatnio robisz to coraz częściej.-położył dłonie na jego policzkach.
-ok już nie bede słodziaku. Podwiazka wcale nie mówiła ze jesteś kobieta.-pogłaskał go po włosach.-mmmm...sadze ze na nagiej nodze wyglądałaby jeszcze lepiej niż na studiach.-stwierdził mówiąc bardziej do siebie -zmęczony?
-tobie bardziej by pasowała.-zasmial sie cicho.-no tak...musisz więcej odpoczywać ale coraz więcej sił odzyskujesz.-uśmiechnął sie do niego wesoło.-skoro jesteś zmęczony to weź leki, umyjemy sie i do spania.
-a moge sie umyć. Tez bym chciał wiesz?-powiedział wstajac z kanapy. Poszedł wziąć szybki prysznic po czym wrócił na kanapę.-dlaczego nie chcesz spać w łóżku?
-mhm to czekaj.-powiedział idąc po kołdrę i poduszkę. Rozłożył kanapę tak ze mogły spokojnie na niej spać dwie osoby.-bo mi cieżko spać bez ciebie.-wyjaśnił.-i teraz moge ci pośpiewać.
-dzięki Koyuki. Jeśli będziesz kiedyś potrzebował żeby zająć sie twoja córą w Japonii to daj znać.-podziękował mu kiedy rano odbierał chłopca.-no kochanie. Mamy całe 24 godziny dla siebie.-powiedział obejmując chłopaka.
-na pewno bedzie miło skarbie.-uśmiechnął sie prowadząc go na jeden z mostów z którego były ładne widoki.-pózniej coś zjemy. Dopiero było śniadanie.-powiedział trzymając jego dłoń.
-ładny prawda? Mas sobie to coś.-zasmial sie.-pierwszy raz go zobaczyłem jak miałem 16-17 lat. Uciekłem z domu bo miałem dość macochy a Koyuki akurat zaczynał tutaj studiować. Mieszkałem wtedy u niego bo mieszkał sam. Wplatalem sie w nieprzyjemna sytuacje z jednym z tutejszych gangów i wtedy znalazł mnie Tae Sung. Ni było mnie u brata dobre dwa tygodnie. Mieszkał sam wiec nie było problemu z jego rodzicami.
-hmmm tak jakby znalazłem sie w złym miejscu i czasie.-mruknął ni chcąc nikac w szczegóły.-po prostu stwierdzili ze coś ze mną jest nie tak i obili mi twarz. Od tak.
[wiesz...jest taki rodzaj wiersza który nazywa sie erotyk XD ]
-no to idziemy skarbie.-złapał go za dłoń i splutl z nim palce.-cieszę sie kiedy mówisz mi ze mnie kochasz. Kiedyś nie chciałeś tego mowić wiec po prostu sie cieszę.
-oj kochanie już go pokonujesz.-złapał go za rękę przez stół.-będziemy żyć razem długo i szczęśliwie. Innych opcji nie ma.-uśmiechnął sie do niego lekko.-mój kochany. Więcej nie pijesz. Bo już coś chyba za dużo.
-no wiem al całkiem niedawno piłes i po prostu sie martwię.-wymamrotal puszczając jego rękę kiedy kelner przyniósł ich zamowienie.-nawet jeśli to moge sie tak z toba zestarzec. Bedziemy biegac po niebieskie tabletki aż nawet to nie pomoże.-zasmial sie cicho.
- raczej nie. Co w rodzinie to nie zginie a jak widać mój tatuś nadal sobie nieźle radzi.-zachichotal rownież zaczynając jesc.-ty sie o takie rzeczy nie martw teraz.
-tak jutro koniec naszej wycieczki. Potem wyjeżdzasz na dwa tygodnie. A potem po ciebie przyjadę i gdzieś razem pójdziemy jeszcze w Tokio.-uśmiechnął sie jedząc.-dobre. Ale u Tae Sunga jednak lepsze.
-albo go wezmę ze sobą albo zostawię u twojego taty. Jeszcze zobaczę. Wiesz czasem po prostu chce spędzić z toba czas. Jako para która jakby nie patrzeć jesteśmy.
-dlatego mówiłem żebyś od razu poszedł spać a nie. Musiałem sie wynudzic zanim całkiem nie zasnales.-zasmial sie muskajac jego usta i obejmując go lekko
Dolecieli sprawnie a potem od razu wrócili do domu. -nareszcie!-westchnął kiedy przekraczali próg.-Yuya jutro do szkoły wiec od razu do spania.-pogonil chłopca.
-ech ale przecież w studiu wszystko jest. Nie przejmuj sie tak tym. Jak coś to mój tata zaczeka. Przebiez sie i do spania.-powiedział samemu robiąc to samo.
-ok kochanie to pomyślisz o tym jutro. Przyspiesz sie z ta myślą.-powiedział na chwile wychodząc żeby położyć Yuye spać. Wrócił i od razu wskoczył pod kołdrę.
-ech Tomo...-westchnął wchodząc rano do kuchni.-na prawdę mam ochotę powiedzieć ze nigdzie nie jedziesz. Nie spałes cała noc, prawda? Idź sie teraz położyć. Proszę. Na prawdę mnie martwisz kiedy tak sie zachowujesz. Tak nie można.-powiedział przytulając go mocno.-martwisz mnie.
-i dlatego postanowiłeś te noc spędzić poza naszym łóżkiem?-spytał unosząc brwi.-ja tez bede tęsknił. Ale to tylko dwa tygodnie. Masz dać z siebie wszystko. Ale odpoczywaj tez, ok? I jedz...i dbaj o siebie. Nie sprawiaj żebym sie o ciebie martwił,ok?
Takano wrócił do domu zanim wyjechali. Upomniał uj a żeby pilnował Tomo z posiłkami i odpoczynkiem po czym poszedł do pracy. Martwił sie o chłopaka ale nie chciał go ograniczać.
-kurwa co ten Alex sobie wyobraża!? Miał mu nie dawać tego tyle. Ech postaram sie być wieczorem. Pojadę od razu do studia. Wszystko załatwię.-powiedział od razu i sie rozłączył był niezłe nabuzowany. Yuye spakował i zawiózł do babci od razu przepraszajac za kłopot. Wsiadł w samochód i pod wieczór parkował pod studium wpadając do środka jak torpeda. -gdzie jest Alex?-spytał pierwsza napotkana osobę.
-jaki wypadek? Kurwa nie byłem umówiony ale jeśli coś stało sie mojemu chłopakowi to wy będziecie umowieni z moim prawnikiem. Gadaj gdzie oni sa!-warknal na niego chociaż wiedział ze przecież mężczyzna nie zrobił nic złego.
Z miejca wkurwiony walnął mężczyznę w szczękę. -pojebalo cie?!-Warknal na niego. Tego było za wiele. Już nigdy go samego nie puści. Uklęknąl obok chłopaka od razu okrywajac go swoją kurtka a szalikiem próbując wytrzeć włosy.-już ok....zaraz cie wysusze. Już ok.-powtarzał bardziej próbując zapewnić siebie nic chłopaka. Na razie nie wnikał o co poszło. Najważniejsze było żeby Tomo sie nie przeziębil.
-już...spokojnie kochanie. Już nik nic nie bedzi od ciebie chciał i wymagał. Dopilnuje tego.-powiedział wciąż usilnie próbując go wysuszyć. Tulil go mocno przemagajac ochotę pójścia na stronę z Alexem.-już spokojnie kochani. Mozesz nawet zasnąć. Wszystkim sie zajmę.
Jeszcze chwile trzymał go w ramionach by pózniej położyć go na sofie która była w studiu. Pózniej tylko podszedł do Alexa. -co to kurwa ma być? Co ty sobie wyobrażasz? Jesteś w stanie wyjaśnić to tak żeby znów nie oberwać? Dobrz wiesz w jakiej on jest sytuacji zdrowotnej. Dobrze wiesz ze nie ma siły i szybko sie meczy. Co to kurwa ma być?-ostatnie zdanie wypowiedział trochę głośniej niż zamierzał. Cały czas mówił cicho żeby nie obudzić Tomo.
Zdenerwowany złapał go za przód koszuli. -on sie nigdy nie skarży. Nigdy.-warknal.-liczy sie on i jego zdrowie. Jeżeli tak ma to wyglądać to wybij sobie z głowy płytę i karierę. Nie dam ci go zajeżdżać. Jeżeli przez ciebie znów trafi do szpitala to własnoręcznie cie tam wyślę. I nie pierdol mi tu ze liczą sie pieniądze. Zrozumiałeś?-wycedzil przez zaciśniętej zęby.
-on nigdzie kurwa nie wróci.-burknal tylko ani myśląc spełniać te prośbę. Wziął spiacego chłopaka na ręce i zaniósł do samochodu. Od razu pojechał do domu swojego ojca i zaniósł go do swojego pokoju który jak sie domyślał zajął chłopak. Zdecydował ze najpierw przebieze go w dres jak tylko znajdzie jego torbę.
-no już. Mówiłem ze wszystkim sie zajmę. Wracaj do łóżka. Zaraz cie przebiore i będziesz mógł spać ile będziesz chciał. A rano sobie polezymy. Nie puszczę cie tam.-przytulił go lekko.-już jest ok kochanie. Dobrze ze mój tata zadzwonił...-dodał już nie komentując tego ze chłopak tego nie zrobił.
-tak zmartwiles mnie tylko bardziej...-mruknął tylko. Przebrał go w dres i okryl mocno kołdra.-co ja sie z toba mam.-dodam jeszcze bo przecież nawet nie zdążył sie spakować. Wybiegł z domu jak oparzony. Zerknął do swojej starej szafy i wyjął jakieś bokserki uznając ze musza wystarczyć. Poszedł nie umyć i wszedł do łóżka.
-hej skarbie. Zaraz coś ci zrobię do jedzenia. Odgrzeje ci spaghetti ok? Było na obiad.-uśmiechnął sie do niego widząc ze wyglada trochę lepiej niż wczoraj.-wyłączyłem twój telefon. Uparcie dzwonił wiec wyjąłem baterie, nie obrazisz sie, nie?-dodał.
-kochanie...nie dziękuj mi za takie coś. Mogłeś zadzwonić. Wtedy byłbym szybciej.-zauważył.-chciałem zaproponować wspólne wyjście ale widzę ze oczy nadal ci sie same zamykają. Jak zjesz to idź spać. Musisz porządnie odpocząć bo mi padniesz...już nie wnikam czemu on zlał cie zimna woda i w ogóle...potem najwyżej mi opowiesz.-dodał wstajac żeby odgrzac jedzonko.
-kurwa...nie no ja go chyba zabije.-mruknął przeczesując włosy dłonią. Nie miał już na to siły. Poszedł do kuchni i po chwili wrócił z ciepłym daniem.-smacznego. Spać nie bede ale moge przy tobie leżeć. Porysuje sobie albo poczytam. Będziesz mógł sie tulic.-uśmiechnął sie do niego lekko.
Chwile na niego patrzył a potem sięgnął po książkę. Uznał ze trochę sobie poczyta a pózniej pójdzie sie umyć. Cieszył sie ze z chłopakiem trochę lepiej ale czuł ze już nie pozwoli mu tak pojechać. Skoro mdlal to po prostu nie może go tam puścić.
Kiedy chłopak chciał wstać złapał go za rękę. -zostań. Jest wcześnie jeszcze. Polezmy. Przestań tak ciagle uciekać z łóżka.-poprosił nawet nie otwierając oczu.- domyślam sie ze ty pewnie nie miałeś czasu ale ja tęskniłem...wiec chodz do mnie na jeszcze chwile.
-Tomo...ty zawsze jesteś na pierwszym miejscu. Jesteś najważniejszy. Nie ważne ile mam pracy. Po prostu mów jeśli coś sie dzieje. Dobrze ze mój tata zadzwonił. Dobrze ze z nim rozmawiałeś. Mogłem przyjechać. Wczoraj pewnie nie zachowałem sie najlepiej...ale byłem zbyt zdenerwowany żeby sie hamować. Traktował cie jak jakaś maszynę.
-dobrze kochanie. Wiem ze jadłeś. Wierze ci.-zaczął go głaskać po włoskach.-no traktował. Nie podoba mi sie to. Nie tak powinien cie traktować.-westchnął cicho.-chcesz gdzieś dzisiaj wyjść?
-no jasne kochanie. Mieliśmy miec randkę w Tokio. Ale ze ostatnią planowałem ja to teraz twoja kolej. Wybierasz gdzie idziemy i co robimy.-uśmiechnął sie do niego.-pojedziemy. Ale jechałem samochodem. Dasz rade?
-bez tego nie? Nie lubię środków nasennych.-westchnął cicho.-ale cieszę sie ze już ci lepiej. Wyglądałes strasznie. Martwiłem sie ze coś ci sie stało poważnego.-przytulił go mocno.-kocham cie. Tak mocno.
-bez tego nie? Nie lubię środków nasennych.-westchnął cicho.-ale cieszę sie ze już ci lepiej. Wyglądałes strasznie. Martwiłem sie ze coś ci sie stało poważnego.-przytulił go mocno.-kocham cie. Tak mocno.
-twoim Tokio? Mam sie bać?-spytał siadajac na łóżku.-jakoś przeżyje te tabletki. Chociaż chciałem powoli przemagac twój strach. Ale jak na razie z żadnym sie nie udało.-zasmial sie wstajac z łóżka.
-okonomiyaki już jadłem. Coz taka randka tez może być.-zasmial sie grzebiac w szafce w poszukiwaniu ciuchów.-będziemy przemagac. Teraz sobie pospisz.-usmichnal sie do niego zaczynając sie ubierać.
-nie tato. Dzisiaj mam randkę z Tomo. Jutro jedziemy a ja nie bede wracał na kacu.-uśmiechnął sie do niego przepraszajaco. Wrócimy raczej późno.-dodał siadajac przy stole.
-wcale nie miałem aż tyle pracy. Dla niego rzucę wszystko żeby był cały i zdrowy.-zasmial sie.-dziękuje tato. Gratuluje ale nie wiem czy wrócimy na kolacje. Nie win o której wrócimy.-mruknął mierzwiac sobie włosy.
-dobrze jak nie dzisiaj to jutro. Daj mi iść na randkę.-zasmial sie pomagając ojcu.-ok idę coś wyjąc z mojej starej szafy.-powiedział idąc na gore i wybierając coś na randkę.
Zamrugal odruchowo uśmiechając sie do zdjęcia. -ja ciebie tez kochanie.-powiedział wplatając z nim palce.- no wiec prowadz skarbie. Oddaje sie w twoje ręce.
-ależ ja wcale nie uważam ze mam głupiego chłopaka. Mój geniusz kochany.-powiedział obejmując go ramieniem.-opowiesz mi coś o twoim czasu na studiach? Tym milszy. Bo o tym mniej miłym wiem.
-mhm...wiec spędziłes miło czas. Coz lubisz to al wiesz ze teraz nie powinieneś, nie? Ech żałuje ze teraz puściłem cie samego. Nie powinieneś sie przemęczać.-objął go trochę mocniej.-chłopaka? To bedzie złe jeśli powiem ze cieszę sie ze pojechał i sie rozstaliscie?-spytał rozglądajac sie po wnętrzu budynku.
-dobrze ze wiesz. Tym razem zgodzę sie z twoja mama.-powiedział glaszczac go po włosach.-Następnym razem wolałbym pojechać z toba. Po prostu wiem jak cieżko jest ci sie komuś postawić. Lubisz przepraszać.-zmierzwil mu włosy.-cieszę sie ze tak mówisz. Ze mnie kochasz i w ogóle...ze go nosisz.-wskazał na pierścionek.
-pokazuj wszystko.-poprosił wesoło.-pokaz gdzie mieszkałem i w ogóle.-ucałował go w policzek.- obrączke lepiej sie dopasuje tak ze na pewno jej nie zgubisz.-obiecał mu to.
-co tobie dzisiaj? Jakiś taki milusi jesteś i tyle zdjec robisz. Stało sie coś? Nie przeszkadza mi to...tak tylko pytam.-powiedział ciesząc sie z ich wspólnie spędzonego czasu.-grałeś tutaj? Ja lubiłem chodzić po shibuyi.
-mhm...taki z ciebie artysta. Mój kochany. No dobrze wiec zrobimy tyle zdjec ile będziesz chciał.-powiedział zaraz siadajac na ławeczce.-podobało ci sie takie granie? Tak na ulicy i w ogóle?-spytał patrząc na przewijający sie tłum.-ja lubiłem słuchać takich ludzi.
-może chcesz zajść do apteki? Kupimy ci coś na zdarte gardło.-zaproponował obejmując go lekko.-może. Chociaż wtedy raczej byłem za granica. Przejeżdżałem czasem do brata wiec może cie słyszałem.-przyznał odgarniajac mu włosy za ucho.
- wiem kochanie. Nie raz cie przecież w domu słyszałem. Słuchanie ciebie na ulicy nic nie zmieni.-zapewnił go ze nic sie nie stało. Pogłaskał go po włosach.-kocham cie, wiesz? To dość miła ławka. Nie dziwie sie ze lubiłeś tutaj przesiadywać.
-ok kochanie. Jak już mówiłem dzisiaj oddaje sie w twoje ręce. Ty jesteś organizatorem randki, robimy to co ty chcesz.-powiedział łapiąc go za rękę i dając mu sie prowadzić.-lubiłeś tam chodzić? Pewnie tak...masz swoje ulubione miejsca.
-Tomo do tego typu miesc tez chodziłem. Wiem jak sie obsłużyć.-wywrócił oczyma.-mądry pan. Dobrze ci powiedział. No i dotrzymał słowa.-usmichnal sie wybierając porcyjke z łososiem.-coz ja jeśli chodzi o restauracje to chodziłem do dań które lubiłem.-zasmial sie.
- to chyba nic złego ze lubię dobre jedzenie, prawda? Chodziłem do rożnych restauracji. Lubię próbować.-wyjaśnił spokojnie. Jadł swoje porcje.-um pycha.-powiedział z szerokim uśmiechem.
-e tam...i tak najbardziej lubię kiedy ty gotujesz. Jest wtedy tak smacznie. Na prawdę.-dołożył sobie jeszcze dwie porcje a potem już dał sobie spokój.
-ok kochanie.-zgodził sie na wszystko.-spokojnie sobie spacerkiem dojdziemy.-uśmiechnął sie.-jak rozmantycznie. Zachód słońca...co jeszcze.-ucałował go w policzek.
-oj no oczywiście ze winda.-zasmial sie wchodząc do niej i naciskając odpowiedni guzik.-zaraz będziemy.-powiedział. Po chwili wyszli na taras widokowy.-piękne Tokio z góry.
-ja za toba tez tęskniłem. Zwłaszcza jak przestałes dzwonić z braku czasu zapewne.-musnal jego usta-dlatego tak sie zdenerwowałem jak sie dowiedziałem jak cie traktowali. Ale już jest dobrze.-znów go pocalowal tym razem dłużej.
-bez przesady...nie jestem najlepszy. Staram sie być dla ciebie idealny to wszystko. Nie potrafiłbym inaczej. Za bardzo cie kocham.-oświadczył tulac go do siebie. Patrzył jak powoli słońce zaczyna chować sie za budynkami.
-dla mnie ty jesteś idealny. I mój.-znów go lekko ucałował.-Ciężko mi jest ciebie puszczać samego bo wtedy tęsknię. Ale...um...nie tylko ja, wiesz? Yuya też za tobą tęskni.-zaśmiał się.-bardzo chce zjeść twoje curry.
-cały ty...a widzisz mogliśmy pojechać metrem a nie się tłuc po ciemnym parku.-zaśmiał się poprawiając go sobie na plecach i ruszając dalej.-a za nami pewnie dopiero połowa drogi...zaczynam uważać że specjalnie chcesz mnie zmęczyć.
Zadrżał lekko. -no wiem że lubisz skarbie. Wiem...bo wtedy możesz się bezkarnie do mnie tulić, mam rację?-znów poprawił go sobie na plecach i ruszył dalej.
-nie będę. Po prostu idź się szykuj.-machnął tylko ręką. Poszedł do drugiej łazienki i po tym jak się wyszykował zszedł na śniadanie.-pachnie ładnie.-pochwalił ojca.
Zgodził sie skinieniem głowy i złapał go za rękę. -chodz już na te plaże.-powiedział idąc już powoli w tamtym kierunku.-jak ci minęła droga? Spokojnie spałes?
-możemy próbować kochanie.-zgodził sie wzruszając ramionami.-jutro go odbieram od babci. Mozesz pojechać ze mną. Jadę od razu po zakupy.-objął go lekko ramieniem.
-Tomo, jeśli nie chcesz go nie. Słuchaj skoro nie można nawet sprawić żebyś miał z samochodem miłe wspomnienia to trzeba powoli przyzwyczajać cie do jazdy nim. Ale nie mozesz sie zmuszać. Jak nie czujesz sie na siłach to nie jedz.
-wtedy nic. Po prostu nie będziesz jeździł samochodem.-wzruszył ramionami bo nie widział w tym tragedii.-zobacz jakie ładne morze.-powiedział zatrzymując sie przed sama woda.
-nie robisz problemów skarbie. Przestań tak myślec. To nie koniec swiata ze boisz sie jeździć samochodem. Każdy sie czegos boi.-przytulił go trochę mocniej.-jestem przy tobie i chce cie wspierać kiedy jest ci cieżko.
-dziękuje za szczerość kochanie. O to właśnie chodzi.-ucałował go w nagrodę w policzek.-kiedy będziesz gotowy to po prostu powiesz. Wiem jak sie boisz.-tulil go do siebie patrząc w wodę.-cicho tu i spokojnie. Fajne miejsce na spotkanie. Ale tylko w późnych godzinach, nie?
-było widać skarbie. Tak sie trzsles trochę.-wyjaśnił skąd sie domyslil. Objął go mocno od tylu.-propozycja w twoim stylu. Znów sobie jakoś narobiłeś ochoty? Bo raz to sie sprzeciwiales żebym ci zrobił loda na płazy?-zasmial sie całując go po szyi.-pamietam jak sie wtedy uroczo zarumieniles.
-luźna propozycja? Możemy do niej wrócić na miesiącu miodowym. Będziemy odwiedzać wiele plaż.-zasmial sie cicho i cmoknal go w obojczyk.-moge cie tak częściej obejmować skoro ci sie podoba.
-zaczynamy trochę od tyłka strony robiąc plany na miesiąc miodowy.-zachichotal.-wiec bede tak robił częściej. Ja tez lubię sie tak tulic.-uśmiechnął sie zaraz ciesząc sie z pocałunku z chłopakiem. Tak bardzo go kochał ze już nie wiedział jak to przekazywać.
-no tak...ale nie będziemy długo w jednym miejscu. Najdłużej w Paryżu a potem pare wiosek i mniejszych miejscowości. No i tydzien chciałbym zostawić na Australię bo tak bardzo chciałeś tam pojechać.-ucałował go szybko w policzek i szedł już prosto. Gdzie chcesz wziąć ślub? Tylko patrz po tych krajach gdzie możemy.
-coz jest tez możliwość we Francji ale sadze ze w USA lepiej. Pozwiedzamy Nowy York jeszcze przed ślubem, co ty na to?-zaproponował idąc dość powoli. Nie spieszyło mu sie.
-bedzie wspaniałe. Już ja tego dopilnuje. -uśmiechnął sie do niego radośnie. Był szczęśliwy z powodu malującej sie przed nim perspektywy ślubu i ze Tomo tez cie cieszy.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 801 – 1000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Wzruszył tylko ramionami i wstał. Razem z nim na krzesełkach usiadł Soujiro z przyczyn wiadomych i jakiś facet z tłumu rownież podobny do niego budowa. Był pewny ze jego przyjaciel nie odskoczy ale ni był pewny co to drugiego mężczyzny.
Żeby było trochę trudniej Soujiro który był następny objął chłopaka w pasie. Takano uśmiechnął sie do niego w podziękowaniu.
Takano tylko lekko drgnął ale nie obejmował chłopaka. Uznał że może to zrobić jeśli bardzo długo będzie się zastanawiał.
-A gdybym zmienił perfumy?-spytał ze śmiechem zdejmując mu krawat z oczu.-Miałeś problemy misiu...
-No cóż kochanie...postanowiłem ci nie ułatwiać zadania.-zaśmiał się.-A Soujiro mi pomógł na dodatek więc...-wzruszył ramionami.
-wybacz kotuś...-zaśmiał się. Po prostu chciał się pobawić.-Soujiro mogę jeszcze jednego drinka? Ale to już raczej ostatni bo dzisiaj muszę na siebie uważać...
-nie po prostu...nie chcę ci tu nic odwalać.-zaśmiał się cicho.-tak długo jak mówię po japońsku jest dobrze.-dodał spokojnie.
-no więc skoro mnie znasz to nie chcesz żebym się całkowicie spił.-zaśmiał się.-czy ja wiem czy ciężko...jestem szczęśliwy. Sądzę że już się wyszalałem.
-Ja nie spodziewałem się że w ogóle będę miał dziecko...ale nie mogłem go tak zostawić.-zmierzwił sobie włosy.-W sumie to podoba mi się to jak teraz żyję.
-No mogę zaśpiewać...-powiedział odkładając połowę drinka.-wiesz...póki jeszcze kontaktuję.-zaśmiał się.-więc zejdź ze mnie.
-e...-bąknął sięgając po mikrofon. Poszedł do chłopaka i polecił mu zagrać duet który ostatnio napisał.
Takano wszedł w drugiej zwrotce a po piosence od razu zszedł ze sceny. Wolał słuchać niż śpiewać chociaż nigdy nie sprzeciwiał się duetom.
-o...tego nie znam.-uśmiechnął się w stronę sceny patrząc na chłopaka i słuchając jego głosu. Dokończył drinka uznając że to był ostatni.
-sam. To jego sposób na wyrażanie uczuć.-wyjaśnił spokojnie.-Stąd lepiej widzę. Niech fanki się bawią.-zaśmiał się.
-Tak, byłeś świetny.-powiedział nachylając się i dając mu całusa.-późno już i większość się zebrała. Nie jesteś zmęczony?
-na pewno?-spytał patrząc na niego uważnie. Zabawa całkowicie zebrała się o 4 nad ranem.-chodź kochanie, idziemy już do pokoju.-powiedział wstając.
-z tym odpustem...żartowałem przecież...-powiedział tylko zaraz całkowicie odlatując i oddając się przyjemności. Trzymał się tylko mocno poręczy.
Złapał jego ręce i pociągnął go do góry.
-chyba chcę coś więcej niż loda...-powiedział jakby zupełnie zapominając że przecież w windach są kamery.
-myślisz ze ostatni raz w pełni mnie usatysfakcjonował?-spytał unosząc brwi.-Czego miałbym żałować?
-hmmm? Czemu?-spytał trochę głupkowato. Nie ma jak błoga nieświadomość po wypiciu paru drinków. Położył dłonie na jego pośladkach.
-Hmmm?-spojrzał na niego zdezorientowany. No tak byli w windzie. Zatrzymanej między którymiś tam piętrami.-Aaaaa! Kamery!-krzyknął kiedy zauważył jedna.
-Hmm? Czemu? Skąd wiesz?-spytał przysuwając go bliżej siebie. Mimo sporej dawki alkoholu jaką w siebie wlał czuł się zawstydzony. W końcu pod koniec w ogóle nie pił.
-No tak...ta sieć hoteli należy do jego rodziny...więc tak skarbie pokój mamy za darmo.-zaśmiał się trochę się rozluźniając. Skoro nikt ich nie ogląda to mogą trochę zaszaleć. Wsunął dłonie w bokserki chłopaka wymacując to i owo.
-są bardzo wygodne...-zaprotestował od razu. Schylił się trochę żeby zacząć ssać sutki partnera przez koszulkę.-mam nadzieję że następnym razem mniej czasu ci zajmie odgadnięcie który z panów to ja.
-Nie skarbie...strasznie sztucznie odskoczyłeś.-odparł ściskając go jakby w ramach kary za kiepską grę aktorską.-oskara nie dostaniesz misiu.-dodał cicho się śmiejąc
-zobaczymy...-mruknął całując go namiętnie.-kochanie...jako że przezorny zawsze ubezpieczony a ja na sucho wchodzić nie będę...wyjmij żel z tylnej kieszeni moich spodni. Proszę.
-wszystko dla twojego dobra kochanie.-powiedział zaraz go na podłodze i jednym ruchem zdejmując mu bokserki. Oblizał usta biorąc jego do buzi w tym samym czasie wsuwając wilgotne palce do jego wejścia.
-i tyle z mojej kary kochanie.-wyjął palce jednym sprawnym ruchem i podniósł jego biodra wyżej. Zaczął w niego wchodzić dość powoli żeby chłopak miał czas się przyzwyczaić.
-oj daj spokój kochanie...też to lubisz.-zaśmiał się w końcu wchodząc cały.-za wspaniały występ możesz wybrać gdzie cie powinienem pieścić.-szepnął mu do ucha którego płatek po chwili leciutko ssał.
-uparciuszek.-zaśmiał się poruszając się w nim mocno i szybko. Rozpiął mu koszulę bawiąc się jego sutkami.
-zawsze marudzisz że za wolno.-zauważył obejmując go przysuwając blizej siebie.-kocham cię. Tak mocno cię kocham.-szepnął pocałunkami jego szyję.
Spuścił się w nim chwilę później i wyszedł z niego opadając ciężko na podłogę.
-staram się żeby mój narzeczony był usatysfakcjonowany z seksu.-wzruszył ramionami.-nawet przemagam się do twoich ukochanym miejsc publicznych.
-ech-westchnął obejmując go ramieniem-dobrze, że się powstrzymałeś. Przemagam się skarbie ale jeszcze chyba nie tak żeby robić tego typu rzeczy w tłumie ludzi...-powiedział wychodząc z windy.
-misiuuuu...może być się chociaż przebrał?-spytał szeptem chociaż zdawał sobie sprawę że to bezcelowe, jego kochanie już smacznie spało. Zrezygnowany przebrał go w dresik a sam po prysznicu poszedł spać.
-Ciesz się skarbie że nie obudził cię wcześniej...dałem mu rano laptopa to pooglądał sobie bajki.-zaśmiał się.-ubierz się i idziemy na miasto.
-oj mały...już tak wujka nie poganiaj...tylko ty jesteś wypoczęty.-zaśmiał się zamykając pokój i idąc do windy.
-a niedaleko mój em....kumpel prowadzi knajpkę z koreańskim jedzonkiem. Taką małą.-wyjaśnił spokojnie.
-cóż kochanie wiesz że kocham tylko ciebie. Z nim łączy mnie jedna noc. Potem jakoś się zakumplowaliśmy.Sam zdecyduj czy musisz być zazdrosny.-wzruszył ramionami.
-jak rozumiem zarywasz nocki? Tae Sung...-oderwał od siebie mężczyznę.-poznaj moją rodzinkę. Tomo mój narzeczony a ten mały to Yuya...mój synek. Moja rodzniko oto Kim Tae Sung.-przedstawił ich sobie oczywiście o koreańczyka mówiąc po koreańsku.
-tak jakby...po prostu go przygarnęliśmy...-wyjaśnił mu.-specjalność szefa razy 3. -poprosił tylko i usiadł obok Tomo.
-to słodkie skarbie ale na prawdę nie musisz.-zaśmiał się cicho. Nachylił się mu do ucha.-spałem też z Soujiro...i w sumie to tylko z nimi tak jeszcze utrzymuje kontakt....
-no ma...-przyznał spokojnie.-o Alexa też byłem.-zauważył jeszcze.
-no taak....-przytulił go mocno.-nie puszcze...ufam ale nie jemu...-mruknął-mówiłem?-zaśmiał się zaczynając jeść.
-ja ciebie też.-zaśmiał.-mmmmm uwielbiam te knajpke....
-Tae Sung jest mistrzem jeśli chodzi o kuchnie koreańską.-uśmiechnął się jedząc z smakiem.
[o co? :(]
-no ona jest druga w rankingu...-mruknął-hmmm...na pewno fontannę ale co dalej to się zobaczy...nie mam planu.
-wiesz mały...ja Seulu nie zwiedzałem z planem...-zaśmiał się.-cóz możemy odwiedzić oceanarium...
-no więc oceanarium. A potem coś się wymyśli.-uśmiechnął się i szybko skończył jeść.
-jaka misja.-roześmiał sie jedząc to co chłopak zostawił.-ale dobrze...garnitur bedzie ładniej leżał jak nie bedziesz takim wieszaczkiem.
-zawsze jakaś skarbie.-zaśmiał się dając mu całusa w policzek.-Tae Sung! ile płacę?-krzyknał do kumpla.
-oczywiście że nie jest...nie każdy mój ex musi być psychopatą.-zaśmiał sie cicho.
Takano prowadził ich po wszystkich atrakcjach z mapą w ręku.
-Yuya? chciałbyś dotknąć takiego małego rekina?
nie ugryzie.-zaśmiał się.-ale możesz go dotknąć tylko na grzbiecie.-powiedział ich do miejsca gdzie był basenik z rekinkami.
-Na pewno....-wziął chłopca na ręce bo szklany basenik był na lekkim podwyższeniu. Dotknął rekina żeby pokazać mu jak ma to zrobić.-widzisz? nie ugryzł.
-ale fajnie, nie?-zasmiał się tuląc go do siebie.-Tomo, na pewno nie chcesz?
-coś nie tak? Tomo na prawde nie musisz się bać.-uśmiechnął sie stawiajac chłopca na ziemi.-chcesz żebym ci pomógł?
-jasne że możesz...każdy się czegoś boi...-przyznał spokojnie.-myślałem po prostu że skoro się boisz mógłbym ci pomóc. Ale nie będę zmuszał.
-ok. Nie dzisiaj.-zgodził się nie chcąc go do niczego zmuszać.-Yuya, nie męcz wujka. Idziemy zobaczyć delfiny.
-Nie masz za co przepraszać, każdy się czegoś boi.-uśmiechnął się lekko.-Yuya zwolnij!-krzyknął za maluchem który już stał przy barierce za którą były delfiny.
Takano wziął Yuye na kolana żeby lepiej widział pokaz który akurat sie zaczynał. Cały czas myślał co mogliby jeszcze ciekawego porobić.
-ok moi drodzy wracamy do hotelu.-oznajmił im kiedy skończyli jesc. Na miejsce doszli dość szybko a Takano położył do łóżka chłopca który zasnął in po drodze.-mały miał dzień pełen wrażeń, co? Cieszę sie moge mu pokażą kawałek swiata.-powiedział do Tomo obejmując go lekko
-może wesołe miasteczko? Jest tu takie fajne. I taka wieża gdzie na barierkach ludzie kludki wieszają. Co ty na to? I zjemy coś dobrego.-zaproponował obejmując go lekko.-kocham cie. Cieszę sie ze i ty sie dobrze bawiłes. Może pojutrze pójdziemy tylko we dwoje?
-no i wtedy we dwoje zrobimy sobie randkę.-uśmiechnął sie tulac go do siebie.-ja? Na pewno boje sie cie stracić. Wciąż obawiam sie ognia...i huśtawek bo kiedyś spadłem. Tak jak mówiłem kochanie. Każdy sie czegoś boi.
-już kilka razu prawie cie straciłem. Nie chce znów tego przeżywać.-powiedział tulac go do siebie.-tak mocno sie kocham. Cieszę sie ze w końcu zdecydowałeś sie na ślub
-nie stracę.-przyznał spokojnie.-oooo jak ty sie uroczo rumienisz.-roześmiał sie tulac go mocno.-mój kochany...powiedz mi co zrobiłeś z podwiazka?
-no właśnie zauważyłem ze jak wróciłes to już jej nie miałeś. Seksownie w niej wyglądałes.-musnal jego usta swoimi.-słodko wyglądasz kiedy sie rumienisz. A ostatnio robisz to coraz częściej.-położył dłonie na jego policzkach.
-ok już nie bede słodziaku. Podwiazka wcale nie mówiła ze jesteś kobieta.-pogłaskał go po włosach.-mmmm...sadze ze na nagiej nodze wyglądałaby jeszcze lepiej niż na studiach.-stwierdził mówiąc bardziej do siebie -zmęczony?
-tobie bardziej by pasowała.-zasmial sie cicho.-no tak...musisz więcej odpoczywać ale coraz więcej sił odzyskujesz.-uśmiechnął sie do niego wesoło.-skoro jesteś zmęczony to weź leki, umyjemy sie i do spania.
-wygladała swietnie.-zaprotestował. Poszedł bo czysta bieliznę i wrócił na kanapę czekając aż chłopak zwolni łazienkę.
-a moge sie umyć. Tez bym chciał wiesz?-powiedział wstajac z kanapy. Poszedł wziąć szybki prysznic po czym wrócił na kanapę.-dlaczego nie chcesz spać w łóżku?
-mhm to czekaj.-powiedział idąc po kołdrę i poduszkę. Rozłożył kanapę tak ze mogły spokojnie na niej spać dwie osoby.-bo mi cieżko spać bez ciebie.-wyjaśnił.-i teraz moge ci pośpiewać.
Takano skończył śpiewać i od razu zasnął. Tulil chłopaka przez cała noc. Nawet kiedy zmieniał pozycje snu starał sie go odnaleźć.
-dzięki Koyuki. Jeśli będziesz kiedyś potrzebował żeby zająć sie twoja córą w Japonii to daj znać.-podziękował mu kiedy rano odbierał chłopca.-no kochanie. Mamy całe 24 godziny dla siebie.-powiedział obejmując chłopaka.
-coz...możemy iść na taki jeden most i na wieże. Generalnie tak spacerować. Coś zjemy, znów pochodzimy. Taka wyczajna randka. Może kino?
-na pewno bedzie miło skarbie.-uśmiechnął sie prowadząc go na jeden z mostów z którego były ładne widoki.-pózniej coś zjemy. Dopiero było śniadanie.-powiedział trzymając jego dłoń.
-ładny prawda? Mas sobie to coś.-zasmial sie.-pierwszy raz go zobaczyłem jak miałem 16-17 lat. Uciekłem z domu bo miałem dość macochy a Koyuki akurat zaczynał tutaj studiować. Mieszkałem wtedy u niego bo mieszkał sam. Wplatalem sie w nieprzyjemna sytuacje z jednym z tutejszych gangów i wtedy znalazł mnie Tae Sung. Ni było mnie u brata dobre dwa tygodnie. Mieszkał sam wiec nie było problemu z jego rodzicami.
-hmmm tak jakby znalazłem sie w złym miejscu i czasie.-mruknął ni chcąc nikac w szczegóły.-po prostu stwierdzili ze coś ze mną jest nie tak i obili mi twarz. Od tak.
-nieeee...zaatakowali pierwsza osobę która im sie nasunęła. -objął go lekko.-kocham cie. Chodz do następnego punktu wycieczki.
-w Paryżu jak do uchlalem. I to już chyba tyle.-wzruszył ramionami prowadząc go do wieży.
-na swojej drodze spotykam samych łobuzów.-zasmial sie cicho.-ok to wejdziemy wjnda na górę. Zawiesimy kłódkę.?
Chwycił go za rękę i wyszedł z windy.
-no kochanie...to teraz mozesz szukać miejsca na kludke.
[rozkwita pozna pora? XD]
-ok. Akurat jest miejsce.-wyjął kłódkę z kieszeni i przypial do barierki.-i teraz już zawsze będziemy razem.
[bo wiesz to zabrzmiało dwuznacznie XD]
-ja ciebie tez.-odparł tulac co go mocno do siebie.-tak mocno. Tylko z tobą moge być.-dodał całując go delikatnie.
[oj nie czepiam XD ale nie zaprzeczysz ze tak zabrzmiało.]
-hmmm wiesz jak jestem w Korei to jem zazwyczaj u Tar Sunga...raz z Koyukim poszliśmy do takiej wypasionej knajpki. Możemy tam zjeść.
[wiesz...jest taki rodzaj wiersza który nazywa sie erotyk XD ]
-no to idziemy skarbie.-złapał go za dłoń i splutl z nim palce.-cieszę sie kiedy mówisz mi ze mnie kochasz. Kiedyś nie chciałeś tego mowić wiec po prostu sie cieszę.
[wiesz mnie już chyba nic nie zaskoczy.]
-nie musisz. Ale cieszę sie ze mówisz co czujesz.-uśmiechnął sie wchodząc do wcześniej wspomnianej resauracji.
[chyba jednak zaczynam sie bać.]
-oj nie wyrzuca misiu.-zasmial sie zajmując stolik troje schowany. Kelner przyniósł im menu.-wybierz co chcesz.
[wiesz no musisz XD]
Takano zamówił kilka swoich ulubionych koreańskich dań i oddał karty kelnerowi.-teraz trochę poczekamy.
[mam sie bac]
-być z tobą już zawsze. I z Yuya. Być z wami szczęśliwy. Spełniać twoje marzenia.-powiedział uśmiechając sie lekko do niego.
[ladnie? Łagodnie? Dlaczego watpię XD]
-a być zawsze z tobą nie jest samolubne? Przecież mógłbyś nie chcec...-mruknął wzruszając ramionami.-a ty jakie masz marzenia?
-oj kochanie już go pokonujesz.-złapał go za rękę przez stół.-będziemy żyć razem długo i szczęśliwie. Innych opcji nie ma.-uśmiechnął sie do niego lekko.-mój kochany. Więcej nie pijesz. Bo już coś chyba za dużo.
-no wiem al całkiem niedawno piłes i po prostu sie martwię.-wymamrotal puszczając jego rękę kiedy kelner przyniósł ich zamowienie.-nawet jeśli to moge sie tak z toba zestarzec. Bedziemy biegac po niebieskie tabletki aż nawet to nie pomoże.-zasmial sie cicho.
- raczej nie. Co w rodzinie to nie zginie a jak widać mój tatuś nadal sobie nieźle radzi.-zachichotal rownież zaczynając jesc.-ty sie o takie rzeczy nie martw teraz.
-nie aż tak ważny skoro dałeś mi na niego karę.-zasmial sie.-a może to test na przyszłość? Czy bez tego damy rade.-zachichotal jedząc serek.
-no jasne ze nie jest.-zasmial sie.-najważniejsze ze możemy być razem reszta tak naprawdę nie ma znaczenia.
-raczej we wszystkich...znaczy nie byłem w Ameryce południowej i Afryce. Znaczy w krajach z tych kontynentów.
-tak jutro koniec naszej wycieczki. Potem wyjeżdzasz na dwa tygodnie. A potem po ciebie przyjadę i gdzieś razem pójdziemy jeszcze w Tokio.-uśmiechnął sie jedząc.-dobre. Ale u Tae Sunga jednak lepsze.
-albo go wezmę ze sobą albo zostawię u twojego taty. Jeszcze zobaczę. Wiesz czasem po prostu chce spędzić z toba czas. Jako para która jakby nie patrzeć jesteśmy.
-tak dokładnie o to mi chodzi. Kocham Yuye ale ja na prawdę nie byłem gotowy na dziecko.-zasmial sie kończąc jesc.
-um no tak...ale jakoś dajemy rade. Pokochałem go. No i nadal możemy spędzać czas razem.
-ok.-usmichnal sie.-po deserze wyszli z restauracji. Takano objął go delikatnie ramieniem.-podobała ci sie randka?
-dziękuje skarbie.-zasmial sie.-jeśli jesteś zmęczony to od razu po przyjściu do hotelu idź spać.
-na pewno? Wyglądasz na zmęczonego a to był dzień pełen wrażeń- objął go ramieniem. Wszedł do hotelu i od razu do windy.
-oj kochanie. No ok wiec coś obejrzymy.-obiecał otwierając pokój.-co chcesz obejrzeć?-spytał zamykając za nimi drzwi.
-ok skarbie.-zasmial sie. Poszedł sie umyć i wrócił na kanapę. Objął chłopaka i włączył telewizor.-no to oglądamy.
-ja ciebie tez kocham.-uśmiechnął sie obejmując go lekko. Skupił sie na lecącym filmie.
Zaniósł go do łóżka i tulil cała noc. Obudził go rano całując go w policzek.
-kochanie? Rano miał przyjść Yuya.
-no ok możemy polezec.-zgodził sie tulac go mocniej.-dziękuje za randkę. Było miło. Ale serial był nudny.-zasmial sie.
-dlatego mówiłem żebyś od razu poszedł spać a nie. Musiałem sie wynudzic zanim całkiem nie zasnales.-zasmial sie muskajac jego usta i obejmując go lekko
-psujesz chwile. Nawet fajnie było tak z toba leżeć.-mruknął patrząc na niego trochę niezadowolony.
-oj no...przecież lot mamy wieczorem, Yuyi jeszcze nie ma, możemy polezec. Być blisko a nie...-mruknął zakrywając sie kołdra.-ja jeszcze poleze.
Wstał po godzinie i poszedł sie umyć i ubrać. Yuya został przywieziony przed wieczorem a zaraz potem Koyuki zabrał ich na lotnisko
-ech dzieci...ok siedź przy oknie.-zasmial sie przepuszczając go pierwszego. Yuya usiadł miedzy nimi.
Dolecieli sprawnie a potem od razu wrócili do domu.
-nareszcie!-westchnął kiedy przekraczali próg.-Yuya jutro do szkoły wiec od razu do spania.-pogonil chłopca.
-o której przyjedzie? Może jutro sie spakoj? Idź spać.-poprosił tulac go lekko.-wyglądasz na super zmęczonego.
-weź to co zwykle a teraz chodźmy już spać. Zawsze bierzesz te same ciuchy...co sie stalo ze nagle nie wiesz co wziąć?
-ech ale przecież w studiu wszystko jest. Nie przejmuj sie tak tym. Jak coś to mój tata zaczeka. Przebiez sie i do spania.-powiedział samemu robiąc to samo.
-ok kochanie to pomyślisz o tym jutro. Przyspiesz sie z ta myślą.-powiedział na chwile wychodząc żeby położyć Yuye spać. Wrócił i od razu wskoczył pod kołdrę.
-ech Tomo...-westchnął wchodząc rano do kuchni.-na prawdę mam ochotę powiedzieć ze nigdzie nie jedziesz. Nie spałes cała noc, prawda? Idź sie teraz położyć. Proszę. Na prawdę mnie martwisz kiedy tak sie zachowujesz. Tak nie można.-powiedział przytulając go mocno.-martwisz mnie.
-i dlatego postanowiłeś te noc spędzić poza naszym łóżkiem?-spytał unosząc brwi.-ja tez bede tęsknił. Ale to tylko dwa tygodnie. Masz dać z siebie wszystko. Ale odpoczywaj tez, ok? I jedz...i dbaj o siebie. Nie sprawiaj żebym sie o ciebie martwił,ok?
Takano wrócił do domu zanim wyjechali. Upomniał uj a żeby pilnował Tomo z posiłkami i odpoczynkiem po czym poszedł do pracy. Martwił sie o chłopaka ale nie chciał go ograniczać.
-kurwa co ten Alex sobie wyobraża!? Miał mu nie dawać tego tyle. Ech postaram sie być wieczorem. Pojadę od razu do studia. Wszystko załatwię.-powiedział od razu i sie rozłączył był niezłe nabuzowany. Yuye spakował i zawiózł do babci od razu przepraszajac za kłopot. Wsiadł w samochód i pod wieczór parkował pod studium wpadając do środka jak torpeda. -gdzie jest Alex?-spytał pierwsza napotkana osobę.
-jaki wypadek? Kurwa nie byłem umówiony ale jeśli coś stało sie mojemu chłopakowi to wy będziecie umowieni z moim prawnikiem. Gadaj gdzie oni sa!-warknal na niego chociaż wiedział ze przecież mężczyzna nie zrobił nic złego.
Z miejca wkurwiony walnął mężczyznę w szczękę.
-pojebalo cie?!-Warknal na niego. Tego było za wiele. Już nigdy go samego nie puści. Uklęknąl obok chłopaka od razu okrywajac go swoją kurtka a szalikiem próbując wytrzeć włosy.-już ok....zaraz cie wysusze. Już ok.-powtarzał bardziej próbując zapewnić siebie nic chłopaka. Na razie nie wnikał o co poszło. Najważniejsze było żeby Tomo sie nie przeziębil.
-już...spokojnie kochanie. Już nik nic nie bedzi od ciebie chciał i wymagał. Dopilnuje tego.-powiedział wciąż usilnie próbując go wysuszyć. Tulil go mocno przemagajac ochotę pójścia na stronę z Alexem.-już spokojnie kochani. Mozesz nawet zasnąć. Wszystkim sie zajmę.
Jeszcze chwile trzymał go w ramionach by pózniej położyć go na sofie która była w studiu. Pózniej tylko podszedł do Alexa.
-co to kurwa ma być? Co ty sobie wyobrażasz? Jesteś w stanie wyjaśnić to tak żeby znów nie oberwać? Dobrz wiesz w jakiej on jest sytuacji zdrowotnej. Dobrze wiesz ze nie ma siły i szybko sie meczy. Co to kurwa ma być?-ostatnie zdanie wypowiedział trochę głośniej niż zamierzał. Cały czas mówił cicho żeby nie obudzić Tomo.
Zdenerwowany złapał go za przód koszuli.
-on sie nigdy nie skarży. Nigdy.-warknal.-liczy sie on i jego zdrowie. Jeżeli tak ma to wyglądać to wybij sobie z głowy płytę i karierę. Nie dam ci go zajeżdżać. Jeżeli przez ciebie znów trafi do szpitala to własnoręcznie cie tam wyślę. I nie pierdol mi tu ze liczą sie pieniądze. Zrozumiałeś?-wycedzil przez zaciśniętej zęby.
-on nigdzie kurwa nie wróci.-burknal tylko ani myśląc spełniać te prośbę. Wziął spiacego chłopaka na ręce i zaniósł do samochodu. Od razu pojechał do domu swojego ojca i zaniósł go do swojego pokoju który jak sie domyślał zajął chłopak. Zdecydował ze najpierw przebieze go w dres jak tylko znajdzie jego torbę.
-no już. Mówiłem ze wszystkim sie zajmę. Wracaj do łóżka. Zaraz cie przebiore i będziesz mógł spać ile będziesz chciał. A rano sobie polezymy. Nie puszczę cie tam.-przytulił go lekko.-już jest ok kochanie. Dobrze ze mój tata zadzwonił...-dodał już nie komentując tego ze chłopak tego nie zrobił.
-tak zmartwiles mnie tylko bardziej...-mruknął tylko. Przebrał go w dres i okryl mocno kołdra.-co ja sie z toba mam.-dodam jeszcze bo przecież nawet nie zdążył sie spakować. Wybiegł z domu jak oparzony. Zerknął do swojej starej szafy i wyjął jakieś bokserki uznając ze musza wystarczyć. Poszedł nie umyć i wszedł do łóżka.
-hej skarbie. Zaraz coś ci zrobię do jedzenia. Odgrzeje ci spaghetti ok? Było na obiad.-uśmiechnął sie do niego widząc ze wyglada trochę lepiej niż wczoraj.-wyłączyłem twój telefon. Uparcie dzwonił wiec wyjąłem baterie, nie obrazisz sie, nie?-dodał.
-kochanie...nie dziękuj mi za takie coś. Mogłeś zadzwonić. Wtedy byłbym szybciej.-zauważył.-chciałem zaproponować wspólne wyjście ale widzę ze oczy nadal ci sie same zamykają. Jak zjesz to idź spać. Musisz porządnie odpocząć bo mi padniesz...już nie wnikam czemu on zlał cie zimna woda i w ogóle...potem najwyżej mi opowiesz.-dodał wstajac żeby odgrzac jedzonko.
-kurwa...nie no ja go chyba zabije.-mruknął przeczesując włosy dłonią. Nie miał już na to siły. Poszedł do kuchni i po chwili wrócił z ciepłym daniem.-smacznego. Spać nie bede ale moge przy tobie leżeć. Porysuje sobie albo poczytam. Będziesz mógł sie tulic.-uśmiechnął sie do niego lekko.
Chwile na niego patrzył a potem sięgnął po książkę. Uznał ze trochę sobie poczyta a pózniej pójdzie sie umyć. Cieszył sie ze z chłopakiem trochę lepiej ale czuł ze już nie pozwoli mu tak pojechać. Skoro mdlal to po prostu nie może go tam puścić.
Kiedy chłopak chciał wstać złapał go za rękę.
-zostań. Jest wcześnie jeszcze. Polezmy. Przestań tak ciagle uciekać z łóżka.-poprosił nawet nie otwierając oczu.- domyślam sie ze ty pewnie nie miałeś czasu ale ja tęskniłem...wiec chodz do mnie na jeszcze chwile.
-przepraszam. Mogłem przyjechać wcześniej. Musiało ci być cieżko...-szepnął nie mogąc sie pozbyć myśli ze mógł temu jakoś zaradzić.
-Tomo...ty zawsze jesteś na pierwszym miejscu. Jesteś najważniejszy. Nie ważne ile mam pracy. Po prostu mów jeśli coś sie dzieje. Dobrze ze mój tata zadzwonił. Dobrze ze z nim rozmawiałeś. Mogłem przyjechać. Wczoraj pewnie nie zachowałem sie najlepiej...ale byłem zbyt zdenerwowany żeby sie hamować. Traktował cie jak jakaś maszynę.
-dobrze kochanie. Wiem ze jadłeś. Wierze ci.-zaczął go głaskać po włoskach.-no traktował. Nie podoba mi sie to. Nie tak powinien cie traktować.-westchnął cicho.-chcesz gdzieś dzisiaj wyjść?
-no jasne kochanie. Mieliśmy miec randkę w Tokio. Ale ze ostatnią planowałem ja to teraz twoja kolej. Wybierasz gdzie idziemy i co robimy.-uśmiechnął sie do niego.-pojedziemy. Ale jechałem samochodem. Dasz rade?
-bez tego nie? Nie lubię środków nasennych.-westchnął cicho.-ale cieszę sie ze już ci lepiej. Wyglądałes strasznie. Martwiłem sie ze coś ci sie stało poważnego.-przytulił go mocno.-kocham cie. Tak mocno.
-bez tego nie? Nie lubię środków nasennych.-westchnął cicho.-ale cieszę sie ze już ci lepiej. Wyglądałes strasznie. Martwiłem sie ze coś ci sie stało poważnego.-przytulił go mocno.-kocham cie. Tak mocno.
-twoim Tokio? Mam sie bać?-spytał siadajac na łóżku.-jakoś przeżyje te tabletki. Chociaż chciałem powoli przemagac twój strach. Ale jak na razie z żadnym sie nie udało.-zasmial sie wstajac z łóżka.
-okonomiyaki już jadłem. Coz taka randka tez może być.-zasmial sie grzebiac w szafce w poszukiwaniu ciuchów.-będziemy przemagac. Teraz sobie pospisz.-usmichnal sie do niego zaczynając sie ubierać.
Nie protestował. Zawsze była pora na dobre sushi. Szybko sie ubrał, zaliczył łazienkę a w drodze na dół obudził jeszcze ojca.
-nie tato. Dzisiaj mam randkę z Tomo. Jutro jedziemy a ja nie bede wracał na kacu.-uśmiechnął sie do niego przepraszajaco. Wrócimy raczej późno.-dodał siadajac przy stole.
-ech Tomo. Nie chce pic.-westchnął przeciągle.-smacznego.-dodał zabierając sie za jedzenie.-pyszne.-dodał z uśmiechem.
-ty będziesz bardziej.-zasmial sie.-ale cieszę sie ze już ci lepiej. I śniadanko przepyszne.-usmichnal sie jedząc.
-dobrze skarbie nie spieszy nam sie przecież. Spokojnie sie umyj.-powiedział odprowadzajac go wzrokiem.-tato...dzieki ze zadzwoniłeś. Mogłem mu pomoc.
-wcale nie miałem aż tyle pracy. Dla niego rzucę wszystko żeby był cały i zdrowy.-zasmial sie.-dziękuje tato. Gratuluje ale nie wiem czy wrócimy na kolacje. Nie win o której wrócimy.-mruknął mierzwiac sobie włosy.
-dobrze jak nie dzisiaj to jutro. Daj mi iść na randkę.-zasmial sie pomagając ojcu.-ok idę coś wyjąc z mojej starej szafy.-powiedział idąc na gore i wybierając coś na randkę.
Zamrugal odruchowo uśmiechając sie do zdjęcia.
-ja ciebie tez kochanie.-powiedział wplatając z nim palce.- no wiec prowadz skarbie. Oddaje sie w twoje ręce.
-ależ ja wcale nie uważam ze mam głupiego chłopaka. Mój geniusz kochany.-powiedział obejmując go ramieniem.-opowiesz mi coś o twoim czasu na studiach? Tym milszy. Bo o tym mniej miłym wiem.
-mhm...wiec spędziłes miło czas. Coz lubisz to al wiesz ze teraz nie powinieneś, nie? Ech żałuje ze teraz puściłem cie samego. Nie powinieneś sie przemęczać.-objął go trochę mocniej.-chłopaka? To bedzie złe jeśli powiem ze cieszę sie ze pojechał i sie rozstaliscie?-spytał rozglądajac sie po wnętrzu budynku.
-dobrze ze wiesz. Tym razem zgodzę sie z twoja mama.-powiedział glaszczac go po włosach.-Następnym razem wolałbym pojechać z toba. Po prostu wiem jak cieżko jest ci sie komuś postawić. Lubisz przepraszać.-zmierzwil mu włosy.-cieszę sie ze tak mówisz. Ze mnie kochasz i w ogóle...ze go nosisz.-wskazał na pierścionek.
-pokazuj wszystko.-poprosił wesoło.-pokaz gdzie mieszkałem i w ogóle.-ucałował go w policzek.- obrączke lepiej sie dopasuje tak ze na pewno jej nie zgubisz.-obiecał mu to.
-co tobie dzisiaj? Jakiś taki milusi jesteś i tyle zdjec robisz. Stało sie coś? Nie przeszkadza mi to...tak tylko pytam.-powiedział ciesząc sie z ich wspólnie spędzonego czasu.-grałeś tutaj? Ja lubiłem chodzić po shibuyi.
-mhm...taki z ciebie artysta. Mój kochany. No dobrze wiec zrobimy tyle zdjec ile będziesz chciał.-powiedział zaraz siadajac na ławeczce.-podobało ci sie takie granie? Tak na ulicy i w ogóle?-spytał patrząc na przewijający sie tłum.-ja lubiłem słuchać takich ludzi.
-może chcesz zajść do apteki? Kupimy ci coś na zdarte gardło.-zaproponował obejmując go lekko.-może. Chociaż wtedy raczej byłem za granica. Przejeżdżałem czasem do brata wiec może cie słyszałem.-przyznał odgarniajac mu włosy za ucho.
- wiem kochanie. Nie raz cie przecież w domu słyszałem. Słuchanie ciebie na ulicy nic nie zmieni.-zapewnił go ze nic sie nie stało. Pogłaskał go po włosach.-kocham cie, wiesz? To dość miła ławka. Nie dziwie sie ze lubiłeś tutaj przesiadywać.
-ok kochanie. Jak już mówiłem dzisiaj oddaje sie w twoje ręce. Ty jesteś organizatorem randki, robimy to co ty chcesz.-powiedział łapiąc go za rękę i dając mu sie prowadzić.-lubiłeś tam chodzić? Pewnie tak...masz swoje ulubione miejsca.
-Tomo do tego typu miesc tez chodziłem. Wiem jak sie obsłużyć.-wywrócił oczyma.-mądry pan. Dobrze ci powiedział. No i dotrzymał słowa.-usmichnal sie wybierając porcyjke z łososiem.-coz ja jeśli chodzi o restauracje to chodziłem do dań które lubiłem.-zasmial sie.
- to chyba nic złego ze lubię dobre jedzenie, prawda? Chodziłem do rożnych restauracji. Lubię próbować.-wyjaśnił spokojnie. Jadł swoje porcje.-um pycha.-powiedział z szerokim uśmiechem.
-e tam...i tak najbardziej lubię kiedy ty gotujesz. Jest wtedy tak smacznie. Na prawdę.-dołożył sobie jeszcze dwie porcje a potem już dał sobie spokój.
-no weź...nie muszę ci nic pozwalać. Uwielbiam kiedy gotujesz.- uśmiechnął sie. Wypił wody i spojrzał na niego.-dzielimy koszty czy mam dać ci płacić?
-ok kochanie.-zgodził sie na wszystko.-spokojnie sobie spacerkiem dojdziemy.-uśmiechnął sie.-jak rozmantycznie. Zachód słońca...co jeszcze.-ucałował go w policzek.
-no spokojnie. Nie przeszkadza mi trochę rozmantycznie w naszym związku.-zapewnił go od razu.-spacerek? Ok. Ostrzeglem tatę ze możemy późno wrócić.
-oj no oczywiście ze winda.-zasmial sie wchodząc do niej i naciskając odpowiedni guzik.-zaraz będziemy.-powiedział. Po chwili wyszli na taras widokowy.-piękne Tokio z góry.
-ja za toba tez tęskniłem. Zwłaszcza jak przestałes dzwonić z braku czasu zapewne.-musnal jego usta-dlatego tak sie zdenerwowałem jak sie dowiedziałem jak cie traktowali. Ale już jest dobrze.-znów go pocalowal tym razem dłużej.
-bez przesady...nie jestem najlepszy. Staram sie być dla ciebie idealny to wszystko. Nie potrafiłbym inaczej. Za bardzo cie kocham.-oświadczył tulac go do siebie. Patrzył jak powoli słońce zaczyna chować sie za budynkami.
-dla mnie ty jesteś idealny. I mój.-znów go lekko ucałował.-Ciężko mi jest ciebie puszczać samego bo wtedy tęsknię. Ale...um...nie tylko ja, wiesz? Yuya też za tobą tęskni.-zaśmiał się.-bardzo chce zjeść twoje curry.
-cały ty...a widzisz mogliśmy pojechać metrem a nie się tłuc po ciemnym parku.-zaśmiał się poprawiając go sobie na plecach i ruszając dalej.-a za nami pewnie dopiero połowa drogi...zaczynam uważać że specjalnie chcesz mnie zmęczyć.
-ech skarbie...przecież to ze nie padam ze zmęczenia nie znaczy że zmęczony nie jestem.-wywrócił oczyma cały czas idąc przed siebie.
Zadrżał lekko.
-no wiem że lubisz skarbie. Wiem...bo wtedy możesz się bezkarnie do mnie tulić, mam rację?-znów poprawił go sobie na plecach i ruszył dalej.
-Ja nie mam nic przeciwko...tak długo jak tego za mocno nie wykorzystujesz.-powiedział dochodząc do drzwi domu i stawiając chłopaka na ziemi.
-zmęczony?-spytał unosząc brwi.-a dostanę chociaż buziaka za to że tak długo cię niosłem?
-ok.-zgodził się przebierając się w czystą bieliznę, narzucając na narzucając na siebie koszulkę na ramiączkach i wskakując do łóżka.
Oddał pocałunek przymykając lekko oczy. Dłonie nieznacznie wsunął pod koszulkę chłopaka. Tak odruchowo.
Dyszał leciutko tak jak miał w zwyczaju po długim pocałunkach. odsunął ręce od torsu chłopaka i odgarnął mu włosy z twarzy.-więc na tym koniec randki?
-nie przepraszaj skarbie. Przecież doskonale to rozumiem. Dobranoc i śpij dobrze.-zamknął oczy i zaczął głaskać go po włosach.
-mhm...-zgodził się zaspany Takano.-jedziemy po śniadaniu?-spytał żeby się upewnić.
-nie będę. Po prostu idź się szykuj.-machnął tylko ręką. Poszedł do drugiej łazienki i po tym jak się wyszykował zszedł na śniadanie.-pachnie ładnie.-pochwalił ojca.
-wyglądasz na zestresowanego.-powiedział klepiąc go po ramieniu.-Ale ja i tak jestem dumny. Nie spaliłeś niczego. A bynajmniej nic na to nie wskazuje.
-nie chcę wiedzieć co zginęło w trakcie prób.-zaśmiał się biorąc sobie grzankę i próbując.-mmmm na prawdę dobra.-pochwalił ojca.
-spokojnie tato. Nie musisz się zamartwiać. Droga jest prosta a ja jestem dobrym kierowcą.-uspokoił ojca zapijając słowa herbatą.
-spokojnie tato...-poklepał mężczyznę po plecach i wstał z krzesła.-No Tomo, weź leki i będziemy się zbierać.
Takano czekał już w samochodzie. Odpalił silnik, zapiął pasy i wpatrywał się w drzwi domu.
-roger.-odparł spokojnie ruszając. Dojechał do Yuyan bez większych problemów. Umówił sie z mama chłopaka ze Yuye odbierze jutro po szkole.
- no możemy iść na te plaże. Nie jestem zmęczony. Droga nie jest aż tak długa.-powiedział zamykając samochód.-ale zejdz mi z pleców, ok?
Zgodził sie skinieniem głowy i złapał go za rękę.
-chodz już na te plaże.-powiedział idąc już powoli w tamtym kierunku.-jak ci minęła droga? Spokojnie spałes?
-możemy próbować kochanie.-zgodził sie wzruszając ramionami.-jutro go odbieram od babci. Mozesz pojechać ze mną. Jadę od razu po zakupy.-objął go lekko ramieniem.
-Tomo, jeśli nie chcesz go nie. Słuchaj skoro nie można nawet sprawić żebyś miał z samochodem miłe wspomnienia to trzeba powoli przyzwyczajać cie do jazdy nim. Ale nie mozesz sie zmuszać. Jak nie czujesz sie na siłach to nie jedz.
-wtedy nic. Po prostu nie będziesz jeździł samochodem.-wzruszył ramionami bo nie widział w tym tragedii.-zobacz jakie ładne morze.-powiedział zatrzymując sie przed sama woda.
-nie robisz problemów skarbie. Przestań tak myślec. To nie koniec swiata ze boisz sie jeździć samochodem. Każdy sie czegos boi.-przytulił go trochę mocniej.-jestem przy tobie i chce cie wspierać kiedy jest ci cieżko.
-dziękuje za szczerość kochanie. O to właśnie chodzi.-ucałował go w nagrodę w policzek.-kiedy będziesz gotowy to po prostu powiesz. Wiem jak sie boisz.-tulil go do siebie patrząc w wodę.-cicho tu i spokojnie. Fajne miejsce na spotkanie. Ale tylko w późnych godzinach, nie?
-było widać skarbie. Tak sie trzsles trochę.-wyjaśnił skąd sie domyslil. Objął go mocno od tylu.-propozycja w twoim stylu. Znów sobie jakoś narobiłeś ochoty? Bo raz to sie sprzeciwiales żebym ci zrobił loda na płazy?-zasmial sie całując go po szyi.-pamietam jak sie wtedy uroczo zarumieniles.
-luźna propozycja? Możemy do niej wrócić na miesiącu miodowym. Będziemy odwiedzać wiele plaż.-zasmial sie cicho i cmoknal go w obojczyk.-moge cie tak częściej obejmować skoro ci sie podoba.
-zaczynamy trochę od tyłka strony robiąc plany na miesiąc miodowy.-zachichotal.-wiec bede tak robił częściej. Ja tez lubię sie tak tulic.-uśmiechnął sie zaraz ciesząc sie z pocałunku z chłopakiem. Tak bardzo go kochał ze już nie wiedział jak to przekazywać.
-no tak...ale nie będziemy długo w jednym miejscu. Najdłużej w Paryżu a potem pare wiosek i mniejszych miejscowości. No i tydzien chciałbym zostawić na Australię bo tak bardzo chciałeś tam pojechać.-ucałował go szybko w policzek i szedł już prosto. Gdzie chcesz wziąć ślub? Tylko patrz po tych krajach gdzie możemy.
-coz jest tez możliwość we Francji ale sadze ze w USA lepiej. Pozwiedzamy Nowy York jeszcze przed ślubem, co ty na to?-zaproponował idąc dość powoli. Nie spieszyło mu sie.
-bedzie wspaniałe. Już ja tego dopilnuje. -uśmiechnął sie do niego radośnie. Był szczęśliwy z powodu malującej sie przed nim perspektywy ślubu i ze Tomo tez cie cieszy.
Prześlij komentarz