-kotek...nie obrażaj mnie. Nikt nie ma takiego samego ciała. Może miec podobne. Ale chyba wypadałoby poznać swojego ukochanego, co?-zachichotal i po czym zapukał do drzwi od domu 'dziadka'
- um dziękuje.-uśmiechnął sie jeszcze trochę doprawiając.-zaraz bedzie gotowe. Dla ciebie tak jak chciałeś pol porcji.-dodał sięgając po talerze. Wyłożył na nie danie u położył na stole.-co chcesz do picia?
Podał mu wodę sobie nalewajac soku i usiadł przy stole. -serio? To dobrze...cieszę sie ze już coraz lepiej mi idzi z japońska kuchnia.-roześmiał sie i zaczął jesc.
-hmmm? Co?-spytał wymacujac okulary i zapalając światło.-o cholera. Czekaj.-podał mu chusteczki i wyskoczył z łóżka biegnąc po miskę z woda, ręczniczek i tabletki na zbicie temperatury.-ech czemu?-spytał pomagając mu zatamowac krwawienie.
-ech mój...-westchnął zaraz dzwoniąc po mamę chłopaka. Zrobił mu oklad ciesząc sie ze przynajmniej krew przestała lecieć. Powycieral go z krwi i czekał aż kobieta przyjedzie.
-przepraszam. Tomo sie strasznie spieszył i w ogóle.-mruknął cicho i wziął chłopaka na ręce.-bede mógł zostać na noc w szpitalu? Rano pojadę ale chce przy nim zostać.-powiedział i zaniósł go do samochodu siadajac z nim z tylu. Strasznie sie o niego martwił.
Takano działał już dość precyzyjnie. Tomo przetrwał drogę spokojnie a w szpitalu od razu zajęli sie nim lekarze. Takano usiadł przed sala gapiac sie uparcie w drzwi. Strasznie sie o niego martwił zwlaszcza ze podejrzewał od czego to wszystko.
Zacisnął dłonie w pięści. -rozumiem. Um jeszcze nie mąż...-mruknął tylko.-porozmawiam z nim ale proszę najpierw samemu to zrobić. On nie lubi jeśli lekarz najpierw z nim nie rozmawia. Proszę go wyleczyć.-spuścił głowę.
[a ty zwalales na mnie mecz XD już go przestań męczyć noooo! On już jest bliski załamania]
-nie, to nie boli.-uśmiechnął sie słabo kucajac przed maluchem.-pójdziesz do babci? Tatuś musi chwile zostać z wujkiem wiesz? Bardzo sie martwię o niego.-zmierzwil mu włosy trochę drżącą ręka.
-masz racje. Wujek śpi.-zgodził sie z nim zaraz idąc do sali w której leżał chłopak i usiadł na krześle. Jakoś tak po prostu zaczął płakać. Czuł ze jego ukochany bedzie łzy i tak szybko z tego nie wyjdzie. Był wkurwiony swoją bezsilnoscia.
-co? Ach...to nic. Lekarz ci wszystko wyjaśni. Zaraz po niego pójdę i poinformuje ze sie obudziles.-uśmiechnął sie słabo.-tylko sie nie ruszaj, ok? Pewnie nie będziesz z tego wszystkiego zadawolony.-mruknął tylko.
Takano szybko wrócił z lekarzem i usiadł na kanapę która stała z boku pokoju. W końcu chłopak jak zwykle trafił do swojej sali. Nie miał już siły. Niby normalnie pracował ale jego sen był ograniczony do minimum. Obawiał sie ze chlopak odmówi odstawienia papierosów.
Lekarz skinal głowa i wyszedł a Takano podniósł wzrok znad telefonu. Pisał Yuyi ze dzisiaj tez odbierze go od babci. -pewnie trochę tu posiedzisz zrób mi listę co ci przywieźć z domu.
-przywiozę wszystko co nie zbędne.-obiecał zaraz siadając na krzesełku przy łóżku.-leż. Nie podnoś się jeśli to nie potrzebne. Proszę...-zagryzł dolną wargę.
-już się wypłakałem...-odparł zanim zdążył ugryźć się w język.-ech...po prostu nie chcę cię stracić...nie lubię kiedy cierpisz...-przytrzymał jego dłoń przy swoim policzku.
-to nie takie proste misiu.-zaśmiał się całując go w rączkę.-dobrze o tym wiesz. Nie tak łatwo jest się nie martwić. Tobie nie będzie łatwo rzucić palenia...-zagryzł dolną wargę.
Takano po powrocie do domu wykonywał rutynowe czynności po czym zasypiał tuląc do siebie misia pandę którego kiedyś wygrali w wesołym miasteczku. Rano znów rutynowe czynności i dopiero po pracy odwiedzał Tomo. Tego dnia akurat przywiózł wszystko o co prosił chłopak a po konsultacji z lekarzem również kawałek ciasta czekoladowego.
-chyba nie miałbym nawet siły...-mruknął siadają na krzesełku.-przyniosłem ci wszystko o co prosiłeś i...kawałek ciasta czekoladowego. Lekarz powiedział że możesz.-uśmiechnął się słabo wykładając zaraz wszystko z torby do szafki.
-przecież dbam...śpię, jem...funkcjonuję normalnie.-uśmiechnął się przyjmując kawałek ciasta.-Lepiej się już czujesz?-spytał o chwili jakoś nie mogąc się powstrzymać.
-tak szybko? Myślałem że jeszcze trochę poczekają...ale ok, pamiętaj żeby wtedy jeść normalnie.-poprosił głaszcząc go po włoskach.-brawo. Ja też nie wypaliłem ani jednego. Wyrzuciłem każdą paczkę jaką znalazłem w domu. Yuya miał zabawę pomagając mi szukać. Mówił mi że się cieszy bo to strasznie śmierdziało.
-ok, skoro lekarze zdecydowali, że im szybciej tym lepiej.-wzruszył ramionami. W końcu on się nie znał.-ech głupie pytanie.-powiedział przybliżając się do chłopaka żeby mógł swobodnie go pocałować.
-jasne, jasne.-zaśmiał się. Posiedział z nim jeszcze chwilę. Kiedy wychodził ucałował go lekko po czym pojechał po Yuyę. Postanowił udawać że nic nie wie o jego wagarach.
-Wchodzę.-oznajmił tylko otwierając drzwi swoim kluczem. Uklęknął przed jego biurkiem.-Yuya, na prawdę chciałbym być tatą na którym możesz i chcesz polegać. Nawet jeśli mam wiele na głowie to chcę ci pomóc, ok?
-boże...-przytulił mocno chłopca.-kto? Kto ci to powiedział?-spytał chłopca.-z takimi rzeczami idzie się na policję maluchu...albo od razu mówi rodzicom...
-jeju...takie rzeczy od razu się mówi...-skarcił go jednak nie podnosił głosu.-To teraz będę cię odbierał ze szkoły tak jak było wcześniej. I razem będziemy odwiedzać wujka, ok?
-wiem. Ale udałem że nie wiem i przymknąłem oko. Ale cieszę się że byłeś szczery i mi o tym powiedziałeś. Zuch chłopak.-zmierzwił mu włoski.-Widzisz że lepiej jak mówisz co jest nie tak, prawda? Zawsze masz mówić. Wtedy możemy pomóc. I ja i wujek.
-nie wejdą do szkoły. Spokojnie maluchu.-powiedział już zostawiając go z lekcjami. Będąc w kuchni zadzwonił do wychowawczyni chłopca z którą porozmawiał wyjaśniając całą sytuację po czym zawołał Yuyę na obiad.
-odważny że tak marudzi na obiad. Na prawdę się starałem. Wziąłem trochę dla ciebie żebyś ocenił.-oznajmił wesoło. Wcisnął odpowiedni przycisk w windzie.
-Ha?-spojrzał na chłopca trochę zdezorientowany ale przytulił swojego ukochanego.-Tak gorąca czekolada. Wypytałem lekarzy no i skoro możesz to ci przywiozłem.
-Dobrze, tylko uważaj na siebie, ok?-upomniał go już trochę przewrażliwiony.-A tobie już daję czekolady.-powiedział podając mu kubek i nalewając trochę napoju z termosu.
-Z Yuyą...jakieś chuligany go napadały kiedy wracał ze szkoły do babci. Zdecydowałem że będę go obierał. Zadzwoniłem do szkoły i na policję.-wyjaśnił wszystko.
-Jeju...-zaśmiał się.-Przywiozę...zapomniałem że lubisz ją mieć jak jesteś w szpitalu. Jutro będziesz ją na pewno miał.-ucałował go w czoło.-Zgaduję że chcesz te jeszcze nie wypraną?
-Nie ma za co dziękować. Przecież ty zrobiłbyś i robiłeś dla mnie to samo. Na tym polega bycie w związku. Opiekujemy się sobą nawzajem kiedy potrzeba.-pogłaskał go po włosach.
-kotek...ja cię przecież takiego widziałem. Nie przesadzaj, ok? Wtedy tym bardziej będziesz potrzebował wsparcia.-fuknął przytulając go trochę mocniej.
-dwa razy w tygodniu? Bede ci sie wtedy pomagał umyć i w ogóle.-zaproponował od razu. Nie chciał widywać go tak rzadko ale rozumiał ze chłopak może sie o niego martwić.-czuje sie mimo wszystko spokojniej kiedy cie odwiedzam.
Pomógł mu z maseczka i wyszedł z łóżka żeby chłopak miał więcej miejsca. -spokojnie. Pójść po lekarza?-spytał zachowując spokój. Zdążył sie już przyzwyczaić.
-na pewno pomogę.-powiedział spokojnie. Powiedział przy nim jeszcze chwile po czym poszedł po Yuye i pojechał z nim do domu. Tam po tym jak zjedli obiad a chłopiec odrobił lekcje zabrali sie za składanie żurawi.
-tak, nadal bede po ciebie przyjeżdżać.-zapewnił malucha nadal składając te żurawie.-cieszę sie ze ich nie ma ale wciąż sie martwię.-podniósł głowę znad kartki żeby na niego spojrzeć.-a kiedy jest zebranie.
-ojooj...nie radzisz sobie z kanji? Usiądziemy i postaram sie ci pomoc. -obiecał mu.-i porozmawiam z twoja nauczycielka. Może załatwię co jakieś korki, chcesz?
-ech maluchu...-westchnął idąc sie umyć. Jakoś bedzie mu musiał pomoc. Dzisiaj już spał sam wiec rozłożył sie w łóżku jeszcze trochę myśląc zanim zasnął.
-jasne. Ładni sie uczyłeś. Należy ci sie chwila zabawy.-powiedział pozwalając mu iść.-jak sie czujesz?-spytał kiedy chłopiec już wyszedł.-a i...dasz rade go uczyć? Ja po prostu nie umiem nauczyć go kanji.
-to dobrze kotus. Póki dobrze sie czujesz jest dobrze.- powiedział całując go w policzek.-jasne. Chodz umyjemy.-powiedział biorąc go na ręce i sadzając na wózku.-tylko włosy?
-Mochi całe dzisiaj poszło i nie miałem już kiedy zrobić.-wyjaśnił spokojnie.-Ale jutro na pewno ci przywiozę.-obiecał szybko i schował książkę do torby.
-oczywiscie.-wyjął bluzę i podał ją chłopakowi.-przecież nie zapomniałem. Kiedy zaczynasz chemię? Bo myślałem że w piątek go z tobą zostawię a sam pójdę na zebranie. Wiesz trochę się go boję puszczać przez ten park to twojej mamy.
-no skoro możesz to dobrze...ale jak nie to po prostu coś wymyślę.-zapewnił go że nie musi nic na siłę.-przywiozę. Tylko powiedz mi jaką. Żebym nie musiał kupować w ciemno.
Trzymał go delikatnie za dłoń jeszcze dłuższą chwilę po czym poszedł po chłopca. W piątek po szkole przywiózł go do szpitala wraz z żurawiami które skończyli składać.
-ok moi kochani...Tomo dla ciebie jest jeszcze gorąca czekolada i trochę mochi...a ja lecę na zebranie. Przyjadę z pizzą tak jak obiecałem.-powiedział wychodząc z sali.
Takano wrócił po dwóch godzinach w dość dobrym nastroju. Yuya poza japońskim miał dobre oceny i nic nie wskazywało na to żeby rozrabiał czy żeby mu dokuczano. Zagadał się z rodzicami Maxa dlatego przyjechał trochę spóźniony. -Mam pizzę.-oznajmił od progu.
-brawo...wujek ma talent do uczenia.-zaśmiał się siadając na swoje stałe miejsce.-normalne, tak? No tylko żeby mi się później od lekarzy nie dostało...
-wiem że się starasz. Obiecuję że za te starania dostaniesz nagrodę. A jak wytrzymasz z nie paleniem dajmy na to...do świąt...to czeka cię super nagroda. Co ty na to?
Takano tak jak obiecywał odwiedził Tomo dopiero po trzech dniach. Trochę wcześniej niż zwykle ze względu na Yuyę. Przywiózł ze sobą czapkę. Wszedł do sali obdarzając chłopaka lekkim uśmiechem.
-ploteczki? Nie...ale mam czapkę.-pomachał przedmiotem i usiadł przy łóżku.-ostatnio miałem dość duże zamówienie. Ktoś w okolicy brał ślub...Poza tym nic nie wiem.
-właśnie chyba wręcz przeciwnie skarbie. Nie muszę wszystkiego wiedzieć. Mam dość własnych spraw.-wzruszył ramionami.-cudze mnie po prostu nie interesują.
-chyba wyjechał do Tokio. Z Ryu bo ten ma jakieś praktyki.-odparł spokojnie.-skoro nie odbiera to pewnie jest zajęty....albo akurat telefon mu się rozładował.-zaproponował rozwiązania.
-troszkę. Wie że po niego zawsze przyjadę. Śpi ze mną.-wyjaśnił jak to jest w domu.-Poprawił kanji. Jest szczęśliwy że mu pomogłeś.-dodał zaraz przekazując też laurkę od chłopca.
-wiesz...mały też chce cie jakoś wspierać. Wiec jak się dowiedział że to dzisiaj do ciebie jadę od razu zaczął robić.-zaśmiał się.-Nie...z tego co wiem zostaje u twojej mamy.
-a możesz teraz je jeść? Jak tak to ci trochę przyniosłem.-uśmiechnął się lekko.-No pewnie odwiedzi...powiedzieć żeby tego nie robił? Albo żeby nie przesadzał?
-Ok...więc sam niech cię odwiedzi po prostu. Jasne spytam.-ucałował go w policzek i wyszedł po chwili wracając z dobrymi wieściami.-Możesz ale nie dużo.
-hej...co jest kochanie?-spytał ocierając mu łzy.-nie moge ci nic przynosić albo obiecuje ze dostaniesz coś pysznego po powrocie do domu.-powiedział obejmując go delikatnie.
-wiec jedz tyle ile mozesz i to co jest zjadliwe. Pamiętaj żeby sie nie zmuszać bo wtedy wymiotujesz. Porozmawiam jeszcze z twoja mama na temat posiłków. Wiem ze sie starasz.-pogłaskał go po włosach.
-mozesz.-przytaknal glaszczac go po głowę.-bedzie dobrze. Pamiętaj ze cie wspieram. Jeśli będziesz mnie potrzebował to śmiało dzwon. Może chcesz jakieś zdjęcia?
-ładowarke tez ci wziąłem dzisiaj.-oznajmił bo jakoś na to wpadl kiedy ładował swoj telefon.-położę ja na szafce. Potrzebujesz jakiejś pomocy teraz kiedy jestem? Bo zaraz bede musiał jechać. Yuya kończy zajęcia.
Nalal mu wody i podał kubek trochę pomagają w piciu. -um wiec...jeśli to wszystko to muszę iść. Nie chce żeby Yuya czekał.-ucałował go lekko.-kocham cie. Następnym razem znów ci coś przyniose.
-hmmm?-odebrał telefon trochę nieprzytomnie. Ubrał okulary i wyszedł z łóżka żeby nie budzić chłopca.-co ci pośpiewać? Obojętnie co?-spytał cicho idąc na taras.
- mhm rozumiem. Przejmysle to jak bede gotował.-powiedział idąc za nim i po chwili zajmując kuchnie. Sprawdził co jest i zrobił mu lekkim omurice. Przygotował tez pare innych dań. Do każdych napisał instrukcje jak odgrzac i komu podać. Tak żeby nikt sie nie pomylił po czym zaniósł jedzonko swojemu kochanie.
-wychodź spod tej kołderki kochanie. Mam dla ciebie małą porcyjke pysznego omurice. Zrobiłem tez obiadków na kolka dnia.-powiedział podchodząc bliżej łóżka.
-bo dla mojego kochania powinno być to co najlepsze.-uśmiechnął sie lekko. Poprawił mu poduszki i usiadł na krzesełku.-zjedz spokojnie. Pózniej ci wszystko poopowiadam i przekaże laurkę od Yuyi.
-serio? To super! Wezmę te dni wolne i sie toba zaopiekuje.-uśmiechnął sie szczęśliwy ze chłopak bedzie trochę w domu.-w takim razie...nagroda.-powiedział wyjmując z kieszeni pięć kuponów na niego.
[no dał znieczulenie, potem rozciął, zrobiło mi się słabo to zawołali tatę żeby mnie potrzymał za rękę, rozgrzebał sobie dół coby włożyć implant i stwierdził że mam za miękką tkankę kostną, jak u dziecka no więc się nie zrośnie. jak zaczęli to opisywać to mało nie zemdlałam i zrobiło mi się słabo. Potem po prostu zaszył. I teraz cholernie boli ;^; wzięłam już apap extra]
-wiem że to nie koniec. Ale na trochę będziesz w domku, ne? To dobrze. Dlatego masz też ode mnie nagrodę.-wyjaśnił spokojnie.-czekolada będzie słodziaku.
[doktor dooobry. Serio jak stwierdził że to niebezpieczne to nie robił dalej ^^ I też mnie uspokajał...pytał się czy serio ok bo jakaś blada jestem. A ja naturalnie blada XD tylko tyle że boli...ale mam zapas serków i kisielków ^^]
-czekolada jest w standardzie słońce ty moje. Kupony są na usługi poza żywieniowe.
-Tak już idziemy.-powiedział podbiegając i pomagając mu wejść na wózek. Zabrał rzeczy do prania i wyjechał wózkiem z sali.-cieszysz się że będziesz w domku?
-Jasne...już ci pomagam.-powiedział poprawiając mu fotel i ruszając.-Wybacz ale nie mogę otworzyć okna ze względu na chłód.-wyjaśnił jadąc spokojnym tempem.
-No już ale przywitacie się wewnątrz.-zaśmiał się wprowadzając wózek.-Nastawie pranie i zaraz dokończę robienie obiady. Tomo połóż się na kanapie. Jak chcesz to ją rozłożę, będzie ci wygodniej.
-Na pewno? Ale jakby coś było nie tak to masz mówić.-powiedział idąc wstawić pranie. Potem tylko zaszył się w kuchni zastawiając swoich chłopców samych.
-Taaaak!-odparł z kuchni i przyniósł mu kocyk.-Zaraz będzie obiadek. Dla mojego kochania oczywiście mniejsza porcja.-uśmiechnął się i wrócił do kuchni.
-wcale nie tylko zupa.-wycelowal w małego pałeczkami.-rożne rzeczy gotuje. Tylko teraz dlawujka musiało być coś socjalnego.-zasmial sie.-cieszę sie ze wszystko zniknęło. Na pewno miałeś na to miejsce?
- wczoraj były warzywa na patelni z kurczakiem.-mruknął zaraz sadzając sobie Tomo na kolanach i obejmując go lekko-ja tez za tym tęskniłem.-uśmiechnął sie lekko i ucałował go w policzek.
-no coz nie moge narzekać. Gorzej by było jakbyś nie lubił mojego zapachu albo coś. -wzruszył ramionami. Tulil go lekko do siebie żeby nic go nie bolało.
-ja tez sie cieszę. Moge cie miec w domu chociaż na momencik. Moge potulic.-przysunal go trochę bliżej siebie. -nawet jeśli to tylko weekend. To jestem szczęśliwy.
-mówił żebyś unikał wychodzenia na dwór jeśli nie jest to konieczne. Jest już chłodno i lepiej jeśli przesiedzisz te. Czas w domu.-wyjasnil spokojnie.-jak już wyjdziesz na dłużej ok?
-zmęczony? Na pewno bedzie to miły weekend. Nawet jeśli większość czasu przespisz i przelezysz. Bedzi miło bo jesteś w domu.-powiedział bawiąc sie jego włosami.
-masz racje maluchu dla ujmą bez lodów.-powiedział pomagając chłopakowi usiąść po czym zaczął jesc.-pyszne ci wyszły te deserki. Niedługo będziesz lepszy ode mnie.-pochwalił malucha.
-właśnie kochanie...gorąca czekoladę jutro dostaniesz co? Bo dzisiaj juz chyba miejsca nie będziesz miał.-dodał całując go lekko w policzek.-i zaraz leki. Lekarz kazał ci przypominać.
-widzisz. Nie musisz sie o nic martwić.-powiedział znow go lekko całując. -tatusiu? A sie pójdę pobawić dobrze? Zrobiłem lekcje. -skoro zrobiłeś lekcje to mozesz.-powiedział.
-tak pózniej jak juz będziemy iść spać do łóżka. Na razie mozesz sie zdrzemnąc misiu.-powiedział glaszczac go po włosach.-obudzę sie na czekoladę jak chcesz.
-Na pewno sobie radzisz? Jak coś mogę ci pomóc.-zaoferował bo nie chciał żeby chłopak się przemęczał.-Mały ma talent. Chciał ci pokazać co nowego sie nauczył. Pomaga w obiadach już dosyć często.
-ona tez tęskniła pewnie.-zasmial sie.-ok. Na prawdę jutro juz bede spokojniejszy. Dzisiaj po prostu jeszcze za bardzo sie martwię. Zawsze zastanawiam sie jak sobie radzisz w szpitalu i w ogóle.
-wiec sobie radzisz.-pokiwał spokojnie na znak ze rozumie.-znow bedzie potrzebna rehabilitacja?-spytał glaszczac go po ramieniu.-smakuje czekolada? Dzisiaj zrobiłem delikatna i nie przesadnie słodkia. Z nutka malinowa.
-no tak. Na pewno nie bedzie tak źle jak ostatnio.-przyznał z uśmiechem. Musnal delikatnie jego usta swoimi.-bedzie dobrze. Odzyskasz siły i pójdziemy na spacer.-zdecydował glaszczac Jolie za uchem
-hmmm? Co jest kochanie?-przytulił go trochę mocniej.-ale nie płacz. Oj no...bedzie dobrze kochanie. Rozmawiałem z lekarzem i jest dobrze. Masz tylko przestać palić.-zdjął mu kaptur i znow lekko ucałował.-chcesz zobaczyć pierwszy projekt naszego tortu?
Psinka tylko bardziej sie w niego wtuliła zwijając sie w kulkę. Takano przyszedł ze swoim zszytem i pokazał mu pierwszy projekt. Tort pomimo tego ze miał tylko dwa piętra był ładnie zdobiony.
-minimalistyczny?-uniósł lekko brwi.-nie płacz juz. Bedzie dobrze. Nie załamuj sie i ciesz z naszego wspólnego weekendu.-powiedział całując go w policzek. Po chwili przyszedł Yuya żeby powiedzieć dobranoc bo juz był umyty.
-wiem kochanie. Wiem ze sie starasz.-zasmial sie.-no coz. Będziemy mieli mniej gości wiec nie chciałem przesadzać. Żeby za dużo nie zostało. Bo potem przez cały miesiąc miodowy będziemy jesc tort.
-zmęczony? To czekaj polez chwile a ja przygotuje dla nas kąpiel. Yuya poszedł juz spać wiec cichutko.-przyłożył palec do ust i podsunął mu bliżej wózek.
Takano napuścić wody do wanny i dolał pachnącego płynu żeby wytworzyć trochę piany. Naszykowal czyste ręczniki i dresik dla chłopaka po czym po nieo poszedł żeby nie wołać. -kąpiel gotowa skarbie.-powiedział cicho.
Objął go delikatnie ramionami i oparł głowę o ramie chłopaka. Ucałował go lekko w szyje. -szczęśliwy ze w końcu kąpiel we własnej wannie?-spytał ciekawsko.
-ja rownież nie chce żeby ktokolwiek cie dotykał. Bede cie mył kochanie. To żaden problem.-zapewnił go zaczynając sie myć.-przecież nie moge dopuścić żeby jakieś pielęgniarki cie dotykała. Co to to nie.-zasmial sie cicho.
-nie ma za co. To przecież normalne ze nie chce żeby ktoś cie dotykał.-zasmial sie rownież go tulac.-a juz na pewno nie kiedy jesteś nagi. Dlatego z przyjemnością pomogę ci sie umyć.
-hmmm? Tomo?-mruknął zakładając okulary i widząc chłopaka skulonego na wózku.-boli cie coś? Miałeś mowić.-westchnął pomagając mu dostać sie do kuchni gdzie były leki.
-obiecałeś mowić. Skarbie na prawdę nie przejmuj sie mną ani tym czy sie wyspie czy nie. Daje sobie rade.-westchnął biorąc od niego szklankę i wkładając ja do zlewu.-chodz wrócimy do łóżka.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-oczywiście kochanie! To w końcu ma być nasz ślub. Wszystko będziemy razem ustalać. Bardzo sie na to cieszę.-powiedział obejmując go mocniej.
-gluptas.-zasmial sie mierzwiac mu włosy.-mowię ci ze to i tak nie zadziała. Powinieneś znać moje ciało.-zachichotal całując go lekko w głowę.
-kotek...nie obrażaj mnie. Nikt nie ma takiego samego ciała. Może miec podobne. Ale chyba wypadałoby poznać swojego ukochanego, co?-zachichotal i po czym zapukał do drzwi od domu 'dziadka'
-nie musimy sie zbierać. Zgodziłem sie na spacer ale mimo wszystko poszedłbym spać.-wyjaśnił witając sie ze swoją sunia.
-oj no nie przesadzaj. Umyje sie, zjem coś i pójdę spać.-zdecydował żegnając sie z dziadkiem.
-kotek? Może tez coś zjesz? Na co masz ochotę? Ja chyba sobie zrobię omurice...-powiedział mocniej ściskając jego dłoń.
-ok.-zmierzwil mu włosy i otworzył drzwi wpuszczając psy. Od razu poszedł do kuchni zabierając sie za gotowanie.
- um dziękuje.-uśmiechnął sie jeszcze trochę doprawiając.-zaraz bedzie gotowe. Dla ciebie tak jak chciałeś pol porcji.-dodał sięgając po talerze. Wyłożył na nie danie u położył na stole.-co chcesz do picia?
Podał mu wodę sobie nalewajac soku i usiadł przy stole.
-serio? To dobrze...cieszę sie ze już coraz lepiej mi idzi z japońska kuchnia.-roześmiał sie i zaczął jesc.
-dziękuje kochani. Wszystko zasługa twoich przepisów.-zasmial sie spokojnie jedząc. Kiedy skończył tylko patrzył na chłopaka.-cieszę sie wyszło.
-to nic. Ja szybko jem.-uśmiechnął sie idąc pozmywac naczynia.-mozesz iść już spać ale najpierw weź leki, ok?-powiedział zamykając zmywarkę.
Takano sie umyl i poszedł do łóżka.
-znów czekałes?-spytał całując go lekko.-to słodkie ze tak czekasz...wiesz ze cieżko mi było zasnąć bez ciebie.
-mmm dobranic.-powiedział przytulając go i wręcz kładąc na sobie.-kocham cie.
-hmmm? Co?-spytał wymacujac okulary i zapalając światło.-o cholera. Czekaj.-podał mu chusteczki i wyskoczył z łóżka biegnąc po miskę z woda, ręczniczek i tabletki na zbicie temperatury.-ech czemu?-spytał pomagając mu zatamowac krwawienie.
'-szszszsz.-głaskał go po włosach starając sie go uspokoić-oddychaj ze mną tak jak zawsze.-polecił oddychajac powoli.
-ech mój...-westchnął zaraz dzwoniąc po mamę chłopaka. Zrobił mu oklad ciesząc sie ze przynajmniej krew przestała lecieć. Powycieral go z krwi i czekał aż kobieta przyjedzie.
-przepraszam. Tomo sie strasznie spieszył i w ogóle.-mruknął cicho i wziął chłopaka na ręce.-bede mógł zostać na noc w szpitalu? Rano pojadę ale chce przy nim zostać.-powiedział i zaniósł go do samochodu siadajac z nim z tylu. Strasznie sie o niego martwił.
Takano działał już dość precyzyjnie. Tomo przetrwał drogę spokojnie a w szpitalu od razu zajęli sie nim lekarze. Takano usiadł przed sala gapiac sie uparcie w drzwi. Strasznie sie o niego martwił zwlaszcza ze podejrzewał od czego to wszystko.
Zacisnął dłonie w pięści.
-rozumiem. Um jeszcze nie mąż...-mruknął tylko.-porozmawiam z nim ale proszę najpierw samemu to zrobić. On nie lubi jeśli lekarz najpierw z nim nie rozmawia. Proszę go wyleczyć.-spuścił głowę.
[no musiałes no? Musiałes?]
[a ty zwalales na mnie mecz XD już go przestań męczyć noooo! On już jest bliski załamania]
-nie, to nie boli.-uśmiechnął sie słabo kucajac przed maluchem.-pójdziesz do babci? Tatuś musi chwile zostać z wujkiem wiesz? Bardzo sie martwię o niego.-zmierzwil mu włosy trochę drżącą ręka.
-masz racje. Wujek śpi.-zgodził sie z nim zaraz idąc do sali w której leżał chłopak i usiadł na krześle. Jakoś tak po prostu zaczął płakać. Czuł ze jego ukochany bedzie łzy i tak szybko z tego nie wyjdzie. Był wkurwiony swoją bezsilnoscia.
-co? Ach...to nic. Lekarz ci wszystko wyjaśni. Zaraz po niego pójdę i poinformuje ze sie obudziles.-uśmiechnął sie słabo.-tylko sie nie ruszaj, ok? Pewnie nie będziesz z tego wszystkiego zadawolony.-mruknął tylko.
Takano szybko wrócił z lekarzem i usiadł na kanapę która stała z boku pokoju. W końcu chłopak jak zwykle trafił do swojej sali. Nie miał już siły. Niby normalnie pracował ale jego sen był ograniczony do minimum. Obawiał sie ze chlopak odmówi odstawienia papierosów.
Lekarz skinal głowa i wyszedł a Takano podniósł wzrok znad telefonu. Pisał Yuyi ze dzisiaj tez odbierze go od babci.
-pewnie trochę tu posiedzisz zrób mi listę co ci przywieźć z domu.
-przywiozę wszystko co nie zbędne.-obiecał zaraz siadając na krzesełku przy łóżku.-leż. Nie podnoś się jeśli to nie potrzebne. Proszę...-zagryzł dolną wargę.
-już się wypłakałem...-odparł zanim zdążył ugryźć się w język.-ech...po prostu nie chcę cię stracić...nie lubię kiedy cierpisz...-przytrzymał jego dłoń przy swoim policzku.
-to nie takie proste misiu.-zaśmiał się całując go w rączkę.-dobrze o tym wiesz. Nie tak łatwo jest się nie martwić. Tobie nie będzie łatwo rzucić palenia...-zagryzł dolną wargę.
-śpij jeśli jesteś zmęczony.-powiedział okrywając go kołdrą.-będzie dobrze, masz rację. Będę cię wspierał.-odgarnął mu włosy z twarzy.
Takano po powrocie do domu wykonywał rutynowe czynności po czym zasypiał tuląc do siebie misia pandę którego kiedyś wygrali w wesołym miasteczku. Rano znów rutynowe czynności i dopiero po pracy odwiedzał Tomo. Tego dnia akurat przywiózł wszystko o co prosił chłopak a po konsultacji z lekarzem również kawałek ciasta czekoladowego.
-chyba nie miałbym nawet siły...-mruknął siadają na krzesełku.-przyniosłem ci wszystko o co prosiłeś i...kawałek ciasta czekoladowego. Lekarz powiedział że możesz.-uśmiechnął się słabo wykładając zaraz wszystko z torby do szafki.
-przecież dbam...śpię, jem...funkcjonuję normalnie.-uśmiechnął się przyjmując kawałek ciasta.-Lepiej się już czujesz?-spytał o chwili jakoś nie mogąc się powstrzymać.
-tak szybko? Myślałem że jeszcze trochę poczekają...ale ok, pamiętaj żeby wtedy jeść normalnie.-poprosił głaszcząc go po włoskach.-brawo. Ja też nie wypaliłem ani jednego. Wyrzuciłem każdą paczkę jaką znalazłem w domu. Yuya miał zabawę pomagając mi szukać. Mówił mi że się cieszy bo to strasznie śmierdziało.
-ok, skoro lekarze zdecydowali, że im szybciej tym lepiej.-wzruszył ramionami. W końcu on się nie znał.-ech głupie pytanie.-powiedział przybliżając się do chłopaka żeby mógł swobodnie go pocałować.
-ja chyba będę dopiero jak stąd wyjdziesz. Pójdziemy wtedy do kina, co ty na to?-Zaproponował odgarniając mu włosy z twarzy.
-to dobrze misiu.-uśmiechnął się lekko trzymając go za rękę.-więc na festyn.-zgodził się.
-Teraz mam luz. Tylko dziennie takie luźne zamówienia. Niczego poważnego.-odparł.-Jak jesteś zmęczony to idź spać...-poprosił.
-a po co ci tort kochanie?-spytał unosząc brwi i nie bardzo rozumiejąc.
-ech no dobra...póki mam luz niby mogę zrobić.-wzruszył ramionami.
-jasne, jasne.-zaśmiał się. Posiedział z nim jeszcze chwilę. Kiedy wychodził ucałował go lekko po czym pojechał po Yuyę. Postanowił udawać że nic nie wie o jego wagarach.
-curry. Nie takie jak wujka ale się starałem.-powiedział patrząc na niego podejrzliwie.-Skąd te siniaki?-spytał unosząc brwi.
-Yuya nie kłam. Co się stało. Jak kłamiesz to jeszcze bardziej się martwię.-powiedział patrząc na niego uważnie.-Nie dam. okłamujesz mnie.
-Yuya to widać kiedy kłamiesz. Proszę nie rób tego i powiedz mi o co chodzi.-powiedział po kilku głębokich wrechach które wykonał żeby sie uspokoić.
-Yuya!-krzyknął biegnąc za nim. Zapukał do drzwi.-Yuya otwieraj. Powiedz co się stało. Nie chcę mieć powtórki z rozrywki.
-Wchodzę.-oznajmił tylko otwierając drzwi swoim kluczem. Uklęknął przed jego biurkiem.-Yuya, na prawdę chciałbym być tatą na którym możesz i chcesz polegać. Nawet jeśli mam wiele na głowie to chcę ci pomóc, ok?
-boże...-przytulił mocno chłopca.-kto? Kto ci to powiedział?-spytał chłopca.-z takimi rzeczami idzie się na policję maluchu...albo od razu mówi rodzicom...
-jeju...takie rzeczy od razu się mówi...-skarcił go jednak nie podnosił głosu.-To teraz będę cię odbierał ze szkoły tak jak było wcześniej. I razem będziemy odwiedzać wujka, ok?
-wiem. Ale udałem że nie wiem i przymknąłem oko. Ale cieszę się że byłeś szczery i mi o tym powiedziałeś. Zuch chłopak.-zmierzwił mu włoski.-Widzisz że lepiej jak mówisz co jest nie tak, prawda? Zawsze masz mówić. Wtedy możemy pomóc. I ja i wujek.
-to nic. Wujek już się trochę lepiej czuje więc już nie jestem smutny. Co ty na to żeby znów poskładać żurawie?-zaproponował mu wesoło.
-Ale najpierw obiadek i lekcje. Ja idę odgrzać i doprawić a ty już zacznij odrabiać.-zmierzwił mu jeszcze raz włosy i poszedł do kuchni.
-nie wejdą do szkoły. Spokojnie maluchu.-powiedział już zostawiając go z lekcjami. Będąc w kuchni zadzwonił do wychowawczyni chłopca z którą porozmawiał wyjaśniając całą sytuację po czym zawołał Yuyę na obiad.
-Ale nie robimy za dużo bo jutro masz szkołę i musisz się wyspać.-zapowiedział zaczynając składać. Mieli już taką wprawę ze szło mi bardzo szybko.
-ok, to teraz biegnij do mycia a ja tu posprzątam. Możesz ze mną spać i bajkę też opowiem.-obiecał zaczynając zbierać papiery do kartonu.
Poszedł się umyć po chłopcu a chwilę później leżał już w łóżku. Tak jak obiecał opowiedział chłopcu bajkę i od razu zasnął.
-Co ty tu robisz głuptasie? Powinieneś leżeć w łóżku a nie czekać na nas przed drzwiami.-westchnął ciężko. Pocałował go na powitanie w policzek.
-ech...może lepiej jak wezmę cię na ręce?-zaproponował widząc jak chłopakowi ciężko.
-no tak...możemy wziąć wózek.-zgodził się podchodząc do lekarzy. Już po chwili pchał go w stronę windy.
-odważny że tak marudzi na obiad. Na prawdę się starałem. Wziąłem trochę dla ciebie żebyś ocenił.-oznajmił wesoło. Wcisnął odpowiedni przycisk w windzie.
-Hmmm przywiozłem ci gorącej czekolady w termosie i czekoladki mojej roboty. Może być?-spytał jadąc już do sali chłopaka.
-Ha?-spojrzał na chłopca trochę zdezorientowany ale przytulił swojego ukochanego.-Tak gorąca czekolada. Wypytałem lekarzy no i skoro możesz to ci przywiozłem.
-Dobrze, tylko uważaj na siebie, ok?-upomniał go już trochę przewrażliwiony.-A tobie już daję czekolady.-powiedział podając mu kubek i nalewając trochę napoju z termosu.
-Z Yuyą...jakieś chuligany go napadały kiedy wracał ze szkoły do babci. Zdecydowałem że będę go obierał. Zadzwoniłem do szkoły i na policję.-wyjaśnił wszystko.
-tak teraz już na pewno bedzie dobrze.-powiedział wchodząc do łóżka i obejmując go lekko.
-Na prawdę aż tak lubisz mój zapach?-spytał trochę zaskoczony. Niby wiedzial że chłopak go lubił ale że aż tak.-pomogę.
-Jeju...-zaśmiał się.-Przywiozę...zapomniałem że lubisz ją mieć jak jesteś w szpitalu. Jutro będziesz ją na pewno miał.-ucałował go w czoło.-Zgaduję że chcesz te jeszcze nie wypraną?
-Nie ma za co dziękować. Przecież ty zrobiłbyś i robiłeś dla mnie to samo. Na tym polega bycie w związku. Opiekujemy się sobą nawzajem kiedy potrzeba.-pogłaskał go po włosach.
-kotek...ja cię przecież takiego widziałem. Nie przesadzaj, ok? Wtedy tym bardziej będziesz potrzebował wsparcia.-fuknął przytulając go trochę mocniej.
-oj bez przesady. Ty bardziej cierpisz. To nic takiego. Jestem w stanie sobie z tym poradzić bo wiem ze bedzie lepiej.-uśmiechnął sie lekko do niego
-możemy sie umówić ze bede przyjeżdżał rzadziej. Taki układ pasuje?-spytał spokojnie. Na prawdę nie chciał rezygnować z odwiedzania go.
-dwa razy w tygodniu? Bede ci sie wtedy pomagał umyć i w ogóle.-zaproponował od razu. Nie chciał widywać go tak rzadko ale rozumiał ze chłopak może sie o niego martwić.-czuje sie mimo wszystko spokojniej kiedy cie odwiedzam.
Pomógł mu z maseczka i wyszedł z łóżka żeby chłopak miał więcej miejsca.
-spokojnie. Pójść po lekarza?-spytał zachowując spokój. Zdążył sie już przyzwyczaić.
-ok. Wiec nie idę.-złapał go za dłoń.-zostawię co czekoladki nie? Jutro poza bluza coś ci przywieźć?-spytał jeszcze.
-szampon i inne kosmetyki mam dzisiaj. Wiec jutro bluza i mochi. Przyjąłem.-uśmiechnął sie lekko. Chciał podtrzymać chłopaka na duchu.-kocham cie.
-na pewno pomogę.-powiedział spokojnie. Powiedział przy nim jeszcze chwile po czym poszedł po Yuye i pojechał z nim do domu. Tam po tym jak zjedli obiad a chłopiec odrobił lekcje zabrali sie za składanie żurawi.
-tak, nadal bede po ciebie przyjeżdżać.-zapewnił malucha nadal składając te żurawie.-cieszę sie ze ich nie ma ale wciąż sie martwię.-podniósł głowę znad kartki żeby na niego spojrzeć.-a kiedy jest zebranie.
-dobrze na pewno przyjdę. Ty zostaniesz z wujkiem a ja pójdę na zebranie.-zmierzwil mu włosy i składał dalej. -zaraz do spania, co?
-a co sie stało ze tak kiepsko?-mozesz poprawić? Pomogę ci sie nauczyć.-uśmiechnął sie bo faktycznie ostatnio mało czasu mu poświęcał.
-ojooj...nie radzisz sobie z kanji? Usiądziemy i postaram sie ci pomoc. -obiecał mu.-i porozmawiam z twoja nauczycielka. Może załatwię co jakieś korki, chcesz?
-no dobrze. Chociaż sadze ze pani nauczycielka lepiej by ci wyjaśniła niż my. Ale dobrze postaram sie. Będziemy więcej czytać. -uśmiechnął sie lekko.
-ech maluchu...-westchnął idąc sie umyć. Jakoś bedzie mu musiał pomoc. Dzisiaj już spał sam wiec rozłożył sie w łóżku jeszcze trochę myśląc zanim zasnął.
- a może lepiej kanji pocwiczycie, co?-zaproponował unosząc brwi.-pochwal sie wujkowi.-powiedział do malucha siadajac na krzesełku obok łóżka.
-żaden geniusz...ja po prostu miałem problemy z innych przedmiotów.-odparł spokojnie. Akurat nauka kanji przychodziła mu łatwo.
-jasne. Ładni sie uczyłeś. Należy ci sie chwila zabawy.-powiedział pozwalając mu iść.-jak sie czujesz?-spytał kiedy chłopiec już wyszedł.-a i...dasz rade go uczyć? Ja po prostu nie umiem nauczyć go kanji.
-to dobrze kotus. Póki dobrze sie czujesz jest dobrze.- powiedział całując go w policzek.-jasne. Chodz umyjemy.-powiedział biorąc go na ręce i sadzając na wózku.-tylko włosy?
-ok już ci pomagam. Wszystko zabiorę do domu i wypiore.-obiecał pomagając mu sie rozebrać. Wniósł go pod prysznic i zdjął słuchawkę powoli go myjąc.
-nie mam aż tak dużego ruchu. Tyle ile trzeba a ja mam luz. Wić dzisiaj tez mam dla ciebie słodkości.-powiedział pomagając mu sie ubrać.
-ciasteczka z czekolada.-odparł podając mu pojemnik.-a co byś chciał jutro?-spytał siadajac na krześle łzy łóżku.
-Mochi całe dzisiaj poszło i nie miałem już kiedy zrobić.-wyjaśnił spokojnie.-Ale jutro na pewno ci przywiozę.-obiecał szybko i schował książkę do torby.
-oczywiscie.-wyjął bluzę i podał ją chłopakowi.-przecież nie zapomniałem. Kiedy zaczynasz chemię? Bo myślałem że w piątek go z tobą zostawię a sam pójdę na zebranie. Wiesz trochę się go boję puszczać przez ten park to twojej mamy.
-no skoro możesz to dobrze...ale jak nie to po prostu coś wymyślę.-zapewnił go że nie musi nic na siłę.-przywiozę. Tylko powiedz mi jaką. Żebym nie musiał kupować w ciemno.
-pikantną? No ok...-wzruszył ramionami.-więc wezmę jakąś pikantną. A jutro dostaniesz mochi i czekoladę.-ucałował go w policzek.
-jak jesteś zmęczony to śpij...-polecił mu. Ucałował go lekko w policzek.-kocham cię, wiesz?
Trzymał go delikatnie za dłoń jeszcze dłuższą chwilę po czym poszedł po chłopca. W piątek po szkole przywiózł go do szpitala wraz z żurawiami które skończyli składać.
-ok moi kochani...Tomo dla ciebie jest jeszcze gorąca czekolada i trochę mochi...a ja lecę na zebranie. Przyjadę z pizzą tak jak obiecałem.-powiedział wychodząc z sali.
Takano wrócił po dwóch godzinach w dość dobrym nastroju. Yuya poza japońskim miał dobre oceny i nic nie wskazywało na to żeby rozrabiał czy żeby mu dokuczano. Zagadał się z rodzicami Maxa dlatego przyjechał trochę spóźniony.
-Mam pizzę.-oznajmił od progu.
-brawo...wujek ma talent do uczenia.-zaśmiał się siadając na swoje stałe miejsce.-normalne, tak? No tylko żeby mi się później od lekarzy nie dostało...
-no dobra...dajmy na to ze wieżę ci na słowo.-wywrócił oczyma.-Jak w nocy? Dobrze sypiasz?
-Tomo? Jeśli jest ci cieżko to wiesz że możesz dzwonić? Z bluzą trochę lepiej? Bardzo źle z koszmarami?-spytał zmartwiony.
-to znaczy że nie jest dobrze skarbie. Ech...cieżko ci tak leżeć w szpitalu, co?-złapał go lekko za rękę.-Ale masz teraz żurawie od nas.
-ok kochanie...my ciebie też kochamy. Wiesz ze się wspieram, prawda?-spytał przytulając go delikatnie.-kocham cię.-powtórzył.
-wiem że się starasz. Obiecuję że za te starania dostaniesz nagrodę. A jak wytrzymasz z nie paleniem dajmy na to...do świąt...to czeka cię super nagroda. Co ty na to?
-Wymyślę taką nagrodę że na pewno ci się spodoba.-ucałował go lekko. Był spokojniejszy kiedy wiedział że chłopak tak się starał.
-za trzy dni. Ale chyba nie będę małego zabierał do sali. Przyjadę przed odebranie go ze szkoły.-mruknął cicho.-przywieść ci czapkę?
-bo wujek będzie bardzo osłabiony, wiesz? Ja sam nie będę przy nim długo siedział.-wyjaśnił chłopcu.
-ale będę mógł wujkowi przekazywać prezenty od ciebie. Pasuje taki układ?-zaproponował jeszcze chłopcu.
-A czemu?-spytał spokojnie.-Od jutra wujek zaczyna takie specjalne leczenie i będzie bardzo słaby...może ustal to z wujkiem?
-to wskakuj tu i potul się do wujka. Ustalcie jak często możesz wujka odwiedzać, ok? Rozumiem że tęsknisz...ale my też nie chcemy żebyś się martwił.
Chłopiec zgodził się i mocno wtulił w ukochanego wujka. Takano uprzątnął trochę dookoła łóżka.
Takano uśmiechnął się rozczulony tym widokiem. Wziął Yuyę na racę.
-widzisz jaki wujek jest zmęczony? Weź swój plecaczek, idziemy do domku.
Takano tak jak obiecywał odwiedził Tomo dopiero po trzech dniach. Trochę wcześniej niż zwykle ze względu na Yuyę. Przywiózł ze sobą czapkę. Wszedł do sali obdarzając chłopaka lekkim uśmiechem.
-ploteczki? Nie...ale mam czapkę.-pomachał przedmiotem i usiadł przy łóżku.-ostatnio miałem dość duże zamówienie. Ktoś w okolicy brał ślub...Poza tym nic nie wiem.
-ale przecież na razie nie musisz...-mruknął patrząc jak chłopak zakłada czapkę.-nie wiem kto. Ja tylko robiłem zamówienie kochanie...
-właśnie chyba wręcz przeciwnie skarbie. Nie muszę wszystkiego wiedzieć. Mam dość własnych spraw.-wzruszył ramionami.-cudze mnie po prostu nie interesują.
-chyba wyjechał do Tokio. Z Ryu bo ten ma jakieś praktyki.-odparł spokojnie.-skoro nie odbiera to pewnie jest zajęty....albo akurat telefon mu się rozładował.-zaproponował rozwiązania.
-troszkę. Wie że po niego zawsze przyjadę. Śpi ze mną.-wyjaśnił jak to jest w domu.-Poprawił kanji. Jest szczęśliwy że mu pomogłeś.-dodał zaraz przekazując też laurkę od chłopca.
-wiesz...mały też chce cie jakoś wspierać. Wiec jak się dowiedział że to dzisiaj do ciebie jadę od razu zaczął robić.-zaśmiał się.-Nie...z tego co wiem zostaje u twojej mamy.
-a możesz teraz je jeść? Jak tak to ci trochę przyniosłem.-uśmiechnął się lekko.-No pewnie odwiedzi...powiedzieć żeby tego nie robił? Albo żeby nie przesadzał?
-Ok...więc sam niech cię odwiedzi po prostu. Jasne spytam.-ucałował go w policzek i wyszedł po chwili wracając z dobrymi wieściami.-Możesz ale nie dużo.
-wiem, że lubisz. Zawsze się tak cieszysz jak je jesz.-zaśmiał się.-Jak na razie jak się czujesz?
-Mhm...czy nie trafiłem na szczyt, tak? A to i tak dopiero początek. Jesz to co ci podają?
-no chociaż ten ryż. Musisz jeść żeby aż tak bardo nie osłabnąć.
-hej...co jest kochanie?-spytał ocierając mu łzy.-nie moge ci nic przynosić albo obiecuje ze dostaniesz coś pysznego po powrocie do domu.-powiedział obejmując go delikatnie.
-wiec jedz tyle ile mozesz i to co jest zjadliwe. Pamiętaj żeby sie nie zmuszać bo wtedy wymiotujesz. Porozmawiam jeszcze z twoja mama na temat posiłków. Wiem ze sie starasz.-pogłaskał go po włosach.
-mozesz.-przytaknal glaszczac go po głowę.-bedzie dobrze. Pamiętaj ze cie wspieram. Jeśli będziesz mnie potrzebował to śmiało dzwon. Może chcesz jakieś zdjęcia?
-ładowarke tez ci wziąłem dzisiaj.-oznajmił bo jakoś na to wpadl kiedy ładował swoj telefon.-położę ja na szafce. Potrzebujesz jakiejś pomocy teraz kiedy jestem? Bo zaraz bede musiał jechać. Yuya kończy zajęcia.
Nalal mu wody i podał kubek trochę pomagają w piciu.
-um wiec...jeśli to wszystko to muszę iść. Nie chce żeby Yuya czekał.-ucałował go lekko.-kocham cie. Następnym razem znów ci coś przyniose.
-hmmm?-odebrał telefon trochę nieprzytomnie. Ubrał okulary i wyszedł z łóżka żeby nie budzić chłopca.-co ci pośpiewać? Obojętnie co?-spytał cicho idąc na taras.
Od razu zaczął mu śpiewać jakaś kołysankę. Tak bardzo chciał go teraz przytulić i być blisko niego.
Takano rozłączył sie i jeszcze chwile został na ganku. Przytulił sie do swojej suni.
-hej Jolie...czemu on tak musi cierpiec?-westchnął cieżko.
-nie. Wujek zadzwonił wiec trochę mu pospiewalem. Nie chciałem cie budzić.-wyjaśnił przytulając go lekko.
-dziękuje.-powiedział zasypiając tulac swojego synka.
-ech co za uparciuch. Ugotuje. Zgaduje z potem tez nie bede mógł do niego wejść? Proszę mnie zaprowadzić do kuchni.
- mhm rozumiem. Przejmysle to jak bede gotował.-powiedział idąc za nim i po chwili zajmując kuchnie. Sprawdził co jest i zrobił mu lekkim omurice. Przygotował tez pare innych dań. Do każdych napisał instrukcje jak odgrzac i komu podać. Tak żeby nikt sie nie pomylił po czym zaniósł jedzonko swojemu kochanie.
-wychodź spod tej kołderki kochanie. Mam dla ciebie małą porcyjke pysznego omurice. Zrobiłem tez obiadków na kolka dnia.-powiedział podchodząc bliżej łóżka.
-twój lekarz kazał mi coś dla ciebie ugotować. I zezwolił na wszystko co przygotowałem wiec przez jakiś czas będziesz jadł pyszne posiłki.
-bo dla mojego kochania powinno być to co najlepsze.-uśmiechnął sie lekko. Poprawił mu poduszki i usiadł na krzesełku.-zjedz spokojnie. Pózniej ci wszystko poopowiadam i przekaże laurkę od Yuyi.
-w domku spokojnie. W sumie nic nowego.-wzruszył ramionami.-Yuya tęskni, tata trochę mi pomaga. Ja bardzo tęsknię. W pracy tez spokojnie.
-serio? To super! Wezmę te dni wolne i sie toba zaopiekuje.-uśmiechnął sie szczęśliwy ze chłopak bedzie trochę w domu.-w takim razie...nagroda.-powiedział wyjmując z kieszeni pięć kuponów na niego.
-wytrzymales kochanie to bardzo dużo.-uśmiechnął sie.-wezmę wolne. Innych opcji nie ma.
[wrocilam z zabiegu. Nie wkładał implantu tylko rozkroił i wyszło ze mam kości jak dziecko...znieczulenie przestaje działać i boooooooliiiii]
[no dał znieczulenie, potem rozciął, zrobiło mi się słabo to zawołali tatę żeby mnie potrzymał za rękę, rozgrzebał sobie dół coby włożyć implant i stwierdził że mam za miękką tkankę kostną, jak u dziecka no więc się nie zrośnie. jak zaczęli to opisywać to mało nie zemdlałam i zrobiło mi się słabo. Potem po prostu zaszył. I teraz cholernie boli ;^; wzięłam już apap extra]
-wiem że to nie koniec. Ale na trochę będziesz w domku, ne? To dobrze. Dlatego masz też ode mnie nagrodę.-wyjaśnił spokojnie.-czekolada będzie słodziaku.
[doktor dooobry. Serio jak stwierdził że to niebezpieczne to nie robił dalej ^^ I też mnie uspokajał...pytał się czy serio ok bo jakaś blada jestem. A ja naturalnie blada XD tylko tyle że boli...ale mam zapas serków i kisielków ^^]
-czekolada jest w standardzie słońce ty moje. Kupony są na usługi poza żywieniowe.
[na razie od godziny tamuję krwawienie! chociaż już mniej leci...później coś zjem...bo jednak tam zasłabłam, tata też musiał sobie klapnąć XD]
-no to posłucham szczegółowych instrukcji od twojego lekarza. Yuya będzie w domku, ok? Strasznie tęskni.-ucałował go w policzek.-będzie dobrze.
[ponoć nie gorzej od mojego rozciętego kiedyś palca XD Ale wzięłam Apap więc mniej boli ^^]
-ok, przecież mówię ze będzie. Leż spokojnie głuptasku.-zaśmiał się popychając go delikatnie na poduszki.
[no niby tak....tylko przez mój kochany organizm boli na darmo... ;^;]
-ja ciebie też. Śpij jeśli ci słabo.-poprosił trzymając go za rękę.
-Poza tym to już wszystko?-dopytał lekarza jeszcze raz czytając 'notatki'.-i jakby coś się działo to dzwonić?
-Już nie panikuję...-zaśmiał się cicho.-dziękuję. Będę się nim zajmował.-skłonił się lekko i poszedł po chłopaka.
-Tak już idziemy.-powiedział podbiegając i pomagając mu wejść na wózek. Zabrał rzeczy do prania i wyjechał wózkiem z sali.-cieszysz się że będziesz w domku?
-Ale jutro ok? Dzisiaj mam kolacyjki tylko dla naszej trójki. Dobrą rybkę.-powiedział jadąc z nim do windy.-Yuya czeka w domku.
-Powiedziałem że jak zwykle jadę cię odwiedzić ale trochę później po masz badania.-odparł wychodząc ze szpitala i idąc w stronę samochodu.
-Jasne...już ci pomagam.-powiedział poprawiając mu fotel i ruszając.-Wybacz ale nie mogę otworzyć okna ze względu na chłód.-wyjaśnił jadąc spokojnym tempem.
-Dzielny chłopak.-uśmiechnął się lekko. Już po chwili byli na miejscu a Takano pomagał mu się przenieść na wózek.
-No już ale przywitacie się wewnątrz.-zaśmiał się wprowadzając wózek.-Nastawie pranie i zaraz dokończę robienie obiady. Tomo połóż się na kanapie. Jak chcesz to ją rozłożę, będzie ci wygodniej.
-Na pewno? Ale jakby coś było nie tak to masz mówić.-powiedział idąc wstawić pranie. Potem tylko zaszył się w kuchni zastawiając swoich chłopców samych.
-Taaaak!-odparł z kuchni i przyniósł mu kocyk.-Zaraz będzie obiadek. Dla mojego kochania oczywiście mniejsza porcja.-uśmiechnął się i wrócił do kuchni.
-co za wymagania.-zaśmiał się ale nie protestował. Przyniósł obiadek do salonu i zawołał Yuyę. Usiadł sobie na fotelu żeby nie zajmować kanapy.
-dziękuję maluchu. Chciałem wujkowi wynagrodzić te szpitalne jedzenie.-zachichotał również spokojnie jedząc.
-oj no już mnie tak nie chwal.-zasmial sie na chwile odkładając pałeczki. -po prostu wiem jak ci cieżko. Chce żebyś chociaż w domu zjadł coś pysznego.
-wcale nie tylko zupa.-wycelowal w małego pałeczkami.-rożne rzeczy gotuje. Tylko teraz dlawujka musiało być coś socjalnego.-zasmial sie.-cieszę sie ze wszystko zniknęło. Na pewno miałeś na to miejsce?
- wczoraj były warzywa na patelni z kurczakiem.-mruknął zaraz sadzając sobie Tomo na kolanach i obejmując go lekko-ja tez za tym tęskniłem.-uśmiechnął sie lekko i ucałował go w policzek.
- ja ciebie tez.-odparł glaszczac go po plecach.-wiesz kochanie...tak ciagle mnie wachasz jakby to był jakiś twój fetysz.
-no coz nie moge narzekać. Gorzej by było jakbyś nie lubił mojego zapachu albo coś. -wzruszył ramionami. Tulil go lekko do siebie żeby nic go nie bolało.
-ja tez sie cieszę. Moge cie miec w domu chociaż na momencik. Moge potulic.-przysunal go trochę bliżej siebie. -nawet jeśli to tylko weekend. To jestem szczęśliwy.
-mówił żebyś unikał wychodzenia na dwór jeśli nie jest to konieczne. Jest już chłodno i lepiej jeśli przesiedzisz te. Czas w domu.-wyjasnil spokojnie.-jak już wyjdziesz na dłużej ok?
-ale nie smuc sie kochanie. Bez spacerków tez bedzie fajnie.-zapewnił go i ucałował lekko.-co jutro chcesz na obiad i kolacje? Zaprosimy wszyskich.
-dooobrze. Wiec gości zaprosimy na obiad. Pasuje? Ugotuje coś francuskiego.znow go ucałował ciesząc sie bliskością chłopaka.-oj...ale bedzie dobrze. Wytrzymaj.
-głupie pytanie. A gdzi indziej miałbyś spać? Pomogę ci sie umyć a pózniej pójdziemy spać. Tak jak zwykle-powiedział śmiejąc sie cicho.
-jutro ok? Jutro zrobię ci mochi.-obiecał spokojnie.-odpocznijmy dzisiaj. Miałem ciężki tydzien i tez chciałbym odpocząć.
-no ok kochanie.-przytrzymal trochę jego rękę.-kocham cie. Cieszę sie z tej przepustki.-objął do dokładnie w pasie.
[poki tabletka jeszcze działa idę spróbować zasnąć ^^ dobranoc.]
-nie przesadzaj. Wolny weekend jeszcze nikogo nie zabił a mi sie nawet przyda. Spokojnie.-odparł.-po prostu sie ciesz ze możemy spędzić razem czas.
-zmęczony? Na pewno bedzie to miły weekend. Nawet jeśli większość czasu przespisz i przelezysz. Bedzi miło bo jesteś w domu.-powiedział bawiąc sie jego włosami.
-ja ciebie tez kocham. I te nasze wspólne chwile.-odparł z uśmiechem.-o Yuya. Sam robiłeś? Wyglądają pysznie.-powiedział radośnie przyjmując pucharek.
-masz racje maluchu dla ujmą bez lodów.-powiedział pomagając chłopakowi usiąść po czym zaczął jesc.-pyszne ci wyszły te deserki. Niedługo będziesz lepszy ode mnie.-pochwalił malucha.
-właśnie kochanie...gorąca czekoladę jutro dostaniesz co? Bo dzisiaj juz chyba miejsca nie będziesz miał.-dodał całując go lekko w policzek.-i zaraz leki. Lekarz kazał ci przypominać.
-nie palił. Wyrzucił wszystkie papieroski jakie były w domu. I pomagalem szukać! Dużo ich było!-odpowiedział wesoło jedząc swoj deser.
-wychodzimy oboje.-usmichnal sie obejmując go lekko.-radzimy sobie.-zapewnił go ze nie ma sie o co martwić.
-widzisz. Nie musisz sie o nic martwić.-powiedział znow go lekko całując.
-tatusiu? A sie pójdę pobawić dobrze? Zrobiłem lekcje.
-skoro zrobiłeś lekcje to mozesz.-powiedział.
Chłopiec przyniósł kołdrę a Takano okryl Tomo.
-chcesz sie przespać? Pamiętaj żeby nie przesadzać i w ogóle.
-Oki doki najpierw leki. Al na mnie mozesz spać. Lubię to nawet. Kiedy jesteś blisko.-usmichnal sie lekko.-umyjemy sie razem?
-tak pózniej jak juz będziemy iść spać do łóżka. Na razie mozesz sie zdrzemnąc misiu.-powiedział glaszczac go po włosach.-obudzę sie na czekoladę jak chcesz.
-i leki.-przyznał głaszcząc go po włosach. Od tak po prostu zaczął mu śpiewać do snu. Stęsknił się za nim i za tą bliskością.
-Tomo-chan czeko..-urwał widząc brak swojego chłopaka.-Tomo!?-krzyknął chcąc go zlokalizować.
-To mi tak nie znikaj. Zaraz mam wrażenie że coś złego ci się dzieje.-mruknął pomagając mu wrócić na kanapę i podając gorącą czekoladę.
-No wiem kochanie. Jutro juz na pewno będę spokojniejszy.-zapewnił siadając obok niego.
-Na pewno sobie radzisz? Jak coś mogę ci pomóc.-zaoferował bo nie chciał żeby chłopak się przemęczał.-Mały ma talent. Chciał ci pokazać co nowego sie nauczył. Pomaga w obiadach już dosyć często.
-ona tez tęskniła pewnie.-zasmial sie.-ok. Na prawdę jutro juz bede spokojniejszy. Dzisiaj po prostu jeszcze za bardzo sie martwię. Zawsze zastanawiam sie jak sobie radzisz w szpitalu i w ogóle.
-wiec sobie radzisz.-pokiwał spokojnie na znak ze rozumie.-znow bedzie potrzebna rehabilitacja?-spytał glaszczac go po ramieniu.-smakuje czekolada? Dzisiaj zrobiłem delikatna i nie przesadnie słodkia. Z nutka malinowa.
-no tak. Na pewno nie bedzie tak źle jak ostatnio.-przyznał z uśmiechem. Musnal delikatnie jego usta swoimi.-bedzie dobrze. Odzyskasz siły i pójdziemy na spacer.-zdecydował glaszczac Jolie za uchem
-hmmm? Co jest kochanie?-przytulił go trochę mocniej.-ale nie płacz. Oj no...bedzie dobrze kochanie. Rozmawiałem z lekarzem i jest dobrze. Masz tylko przestać palić.-zdjął mu kaptur i znow lekko ucałował.-chcesz zobaczyć pierwszy projekt naszego tortu?
Psinka tylko bardziej sie w niego wtuliła zwijając sie w kulkę. Takano przyszedł ze swoim zszytem i pokazał mu pierwszy projekt. Tort pomimo tego ze miał tylko dwa piętra był ładnie zdobiony.
-minimalistyczny?-uniósł lekko brwi.-nie płacz juz. Bedzie dobrze. Nie załamuj sie i ciesz z naszego wspólnego weekendu.-powiedział całując go w policzek. Po chwili przyszedł Yuya żeby powiedzieć dobranoc bo juz był umyty.
-wiem kochanie. Wiem ze sie starasz.-zasmial sie.-no coz. Będziemy mieli mniej gości wiec nie chciałem przesadzać. Żeby za dużo nie zostało. Bo potem przez cały miesiąc miodowy będziemy jesc tort.
-zmęczony? To czekaj polez chwile a ja przygotuje dla nas kąpiel. Yuya poszedł juz spać wiec cichutko.-przyłożył palec do ust i podsunął mu bliżej wózek.
Takano napuścić wody do wanny i dolał pachnącego płynu żeby wytworzyć trochę piany. Naszykowal czyste ręczniki i dresik dla chłopaka po czym po nieo poszedł żeby nie wołać.
-kąpiel gotowa skarbie.-powiedział cicho.
Objął go delikatnie ramionami i oparł głowę o ramie chłopaka. Ucałował go lekko w szyje.
-szczęśliwy ze w końcu kąpiel we własnej wannie?-spytał ciekawsko.
-w szpitalu jakoś dajesz rade?-spytał pomagając mu z plecami kiedy chłopak juz sie umyl i tylko one zostały.
-ja rownież nie chce żeby ktokolwiek cie dotykał. Bede cie mył kochanie. To żaden problem.-zapewnił go zaczynając sie myć.-przecież nie moge dopuścić żeby jakieś pielęgniarki cie dotykała. Co to to nie.-zasmial sie cicho.
-nie ma za co. To przecież normalne ze nie chce żeby ktoś cie dotykał.-zasmial sie rownież go tulac.-a juz na pewno nie kiedy jesteś nagi. Dlatego z przyjemnością pomogę ci sie umyć.
-oj no...sam pewnie zrobiłbys to samo kiedy byłbym na twoim miejscu.-wzruszył ramionami. -tak juz idziemy.-wyszedł z wanny i pomógł chłopakowi.
[dobranoc ^^ śpij dobrze]
Takano bez słowa zaczął mu śpiewać. Tulil go lekko i głaskał po włosach. Po jednej piosence ucałował go delikatnie na dobranoc i zamknął oczy.
-hmmm? Tomo?-mruknął zakładając okulary i widząc chłopaka skulonego na wózku.-boli cie coś? Miałeś mowić.-westchnął pomagając mu dostać sie do kuchni gdzie były leki.
-obiecałeś mowić. Skarbie na prawdę nie przejmuj sie mną ani tym czy sie wyspie czy nie. Daje sobie rade.-westchnął biorąc od niego szklankę i wkładając ja do zlewu.-chodz wrócimy do łóżka.
Prześlij komentarz