-no juz dobrze kochanie.-pogłaskał go po ramieniu i usiadł przed wózkiem.-zaraz wrócimy do łóżka co? Wiem ze tobie to sie raczej nie widzi bo ciagle leżysz ale ja chciałbym polezec. Ale nie sam.
-po prostu sie przyzwyczai do komplementów.-wzruszył ramionami zaraz kładąc go do łóżka.-tak jak ja sie przyzwyczaiłem ze lubisz jak noszę okulary zamiast soczewek.
-tak tak. No juz sie nie złość. Mój kochany.-przytulił sie do niego lekko.-wiesz juz kiedy mniej więcej planują skończyć leczenie? Przed świętami zdążą?
-tata był juz w tamtym roku. Nie wiem jak bracia.-wzruszył ramionami.-nie spać. Powiedziałem ze chce polezec. W łóżku z moim kochaniem. Jest weekend. Yuya lui wtedy tu przychodzić jak sie obudzi.
-kurde...co za głupek. Miał się nie kłócić o mnie. Praktycznie mnie wychował więc jest drażliwy jeśli o mnie chodzi.-mruknął tuląc się do chłopaka.-zadzwonię do niego...powiem żeby się ogarnął.
-czy ja dobrze słyszę? Mój kochany Tomo-chan jest głodny? To już robię śniadanko. Na co masz ochotę?-spytał wesoło.-Ale najpierw zadzwonię do Koyukiego.
-Kurwa Koyuki...jeśli to znów chodzi o mnie i moje przyzwyczajenia...-fuknął urywając.-Słuchaj...to nie jest jak te kilka lat temu że rozstaniecie się bez konsekwencji. Teraz masz dziecko, wiesz o tym?
-Jak mam nie krzyczeć kiedy sobie życie psujesz!-fuknął zaraz milknąc.-Koyuki...przebadam ale wiesz że z Renem miałbyś większe prawdopodobieństwo? Macie dwójkę tych samych rodziców a my tylko ojca.-mruknął cicho.
-Kolejny głupi...-mruknął po nosem.-Ech Koyuki...ale mnie i Tomo tyle samo różni. To na prawdę nie jest powód żeby rozwalać rodzinę, wiesz? Uwierz mi na słowo. So straszne dorastać bez jednego rodzica.-westchnął ciężko.-Wpadaj, udostępnię ci dom. Potem pojedziemy razem do Tokio.
-Ale ja wcale nie prosiłem żebyś jak to ująłeś bronił mojego tyłka.-wywrócił oczyma.-Zostawię to. Nie będę drążył sprawy twojej rodziny...ale przemyśl to jeszcze jak poukładasz sprawy ze zdrowiem.-dodał spokojnie.-Tajemnice?
-Koyuki...w takich chwilach najważniejsze jest wsparcie rodziny...-mruknął.-Ale ok rozumiem. Leć najszybciej pierwszą klasą prosto do mnie. Tylko ostrzegam mam teraz faceta w szpitalu więc możesz liczyć tylko na połowę mojej uwagi.
-odwiedziny odwiedzaniem ale jak będziemy jechać badać zgodność to do Tokio. Głupi Ren nieźle się przekreślił.-westchnął.-ok, to widzimy się za tydzień ale jak nie masz nic do roboty to wpadnij wcześniej.
Takano wrócił do środka trochę przygaszony. Nic dziwnego skoro dowiedział się że jego brat ma białaczkę. Poszedł do kuchni i zaczął robić śniadanie żeby jakoś zająć myśli.
-Ja się napiję herbatki.-odparł wstawiając wodę.-Zaraz śniadanko będzie gotowe więc zawołaj wujka i usiądźcie w salonie.-poprosił zalewając sobie herbatę i nakładając śniadanko do miseczek.
-smacznego.-powiedział kładąc przed nimi jedzonko. Od razu wziął sie za jedzenie.-najpóźniej za tydzien wpadnie Koyuki. Bede z nim musiał jechać do Tokio ale postaram sie żeby to był weekend. Yuya zostanie wtedy u dziadka, tu w Yukan.-powiedział na chwile odkładając miseczkę.
-jak bede miał czas to na pewno coś tobie przywiozę.-obiecał maluchowi.-Tobie tez coś przywiezdz skarbie?-spytał biorąc miskę. Uznał ze wyjaśni powodu swojego wyjazdu jak mały pójdzie sie bawić.
-to nie bedzie konieczne.-zasmial sie mierzwiac mu włosy i zaczynając powoli sprzątać po śniadaniu.-na pewno sie wyrobie. To tylko kilka badań. Wyjedziemy w piątek wrócimy w niedziele.-wzruszył ramionami zaniszac naczynia do kuchni.
Takano skończył sprzątać i usiadł obok Tomo na kanapie. -Koyuki ma białaczkę i potrzebuje dawcy. To jeden z powodów dla których zdecydował sie opuścić rodzine. Dlatego bede z nim jechał do Tokio żeby sprawdzić zgodność. Z Renem pewnie miałby większa ale ten głupek dawał sobie w żyłę.-wyjasnil zaraz sie w niego lekko wtulajac.
-mój tata juz nie moze z tego co sie orientuje. Ale sie jeszcze dopytam.-powiedział mocniej sie w niego wtulajac.-głupek. Pokłócił sie o mnie, o swoje sekrety i jeszcze sobie to tłumaczy ze i tak do siebie nie pasowali. Stary a głupi.
-zapewne tak. Jasne ze go kocham. Dlatego bez gadania go tu zaprosilem.-mruknął cicho.-nigdy sie z nią nie dogadywał. Poza tym nikt nie za bardzo wie gdzie teraz jest.-wzruszył ramionami.-wiec zostałem ja. I nasza kochana siostrzyczka która jest gdzieś za granica.
-mhm...po prostu sie martwię. Ale postaram sie myślec pozytywnie-powiedział w końcu sie od niego odsuwajac.-Koyuki dodał ze ciebie tez chce odwiedzić wiec pewnie wpadnie do szpitala.
-wahalem sie ale jednak chce miec na świadka kogoś z rodziny. A on jest mi najbliższy.-wzruszył ramionami uzasadniając swoj wybór.-myślisz? Każda motywacja jest dobra
-wiem ze nie jest łatwo. Ale cie wspieram skarbie.-przytulił go delikatnie.-bardzo cie kocham. Cieszę sie ze sie starasz. Ze tez mnie kochasz. To wiele dla mnie znaczy.
-chciałbym być przy tobie kiedy jest ci cieżko. Być dla ciebie wsparciem. Przytulić i zapewnić ze bedzie dobrze.-powiedział cicho.-ale ty uparcie prosisz lekarzy żeby mnie nie wpuszczali.
-oj bez przesady. Nie jest mi cieżko. Tobie jest ciężej.-westchnął muskajac delikatnie jego usta. Położył dłonie na udach chłopaka delikatnie je rozmasowujac.-juz spełniam twoja prośbę skarbie.
-mhm to dobrze ze przechodzi. Mów jeśli bedzie cie coś bolało. Postaram sie jakoś temu zaradzić.-ucałował go delikatnie.-zwłaszcza kiedy jesteś w domku i moge sie toba zaopiekować.
-wujek słyszysz? Odpoczywaj.-zaśmiał się wstawiając bułeczki do piekarnika kiedy ten się nagrzał. Nastawił 'budzik' w kształcie babeczki i poszedł do salonu.
-No widzę właśnie.-zaśmiał się od razu zaczynając go delikatnie głaskać.-wiesz...tak się zastanawiałem...-zaczął cicho.-czy zacząłeś lubić to wspólne mieszkanie...
Zaśmiał się cicho widząc jak chłopak zasypia. -normalnie wiedziałem że będziesz zmęczony.-powiedział wstając z kanapy kiedy zadzwonił 'budzik' żeby wyjąć bułeczki.
-no maluchu. Skoro przestaje bolec to mozesz zacząć jesc. A moze chcesz żebyś dziadek cie nakarmił?-spytał ojciec Takano za śmiechem a jego syn tylk westchnął cieżko. On takie teksty zazwyczaj słyszał od brata wić czuł sie trochę dziwnie. -właśnie Tato...Koyuki wpadnie najpóźniej za tydzien. -czemu?-spytał zaskoczony mężczyzna.-nie miał miec teraz jakiegoś ważnego filmu?
-to jak ty tez wujka kochasz to zjesz za niego cała rybkę. Nie masz wcale dużo.-powiedział wywracając oczyma.-lepiej nie dzwon tato. Odwiedzimy cie obaj to pogadacie i w ogóle. Tylko nie dzwon.
Takano wyszedł za nim. -spokojnie tato. On znow sie pokłócił z Mary. Znow głupio stanął w mojej obronie i tak wyszło. Chce chwile odpocząć i przyjeżdża do mnie.-wyjasnil po prawdzie nie kłaniac.-a scenariusz zawsze moze dokończyć tutaj, nie?
-ja? Dobrze tato. Nie ma sie o co martwić. Trochę zaskoczyło mnie to ze Tomo ma przerzuty ale jakoś sie trzymamy. Powoli ustalamy dokładna datę ślubu. Na prawdę moje życie jest szczęśliwe. Czasem jest cieżko, nie moge zaprzeczyć ale nic mi nie jest.-poklepał ojca po plecach.-na prawdę. Nie musisz sie martwić. Nie mam ci tel za złe ale juz trochę za późno na martwienie sie i w ogóle. Jestem dorosły, wiesz?
-lepiej późno niż wcale.-westchnął cieżko.-chociaż z przykrością muszę stwierdzić ze nie ty ich wychowałes. Znaczy Koyukiego w jakimś stopniu na pewno...-wzruszył ramionami.-mnie wychowali bracia. Czasem zwyczajnie sie nabijali ale nie było najgorzej.-zasmial sie cicho.-masz synów którzy potrafią o siebie zadbać.
-kiedyś.-zagryzł lekko wargę i wszedł za nim do środka.-tato on jest osłabiony nie niepełnosprawny. Traktuj go normalnie.-poprosił bo wiedział jak chłopak tego nie lubił. Mimo ze sam był trochę nadwrażliwy i opiekuńczy to starał sie hamować.
Takano wstał gwałtownie. -Nie mam w zwyczaju wyganiać ludzi z domu w trakcie 'przyjęcia' ale lepiej bedzie jeśli wyjdziesz tato. Jemu jest cieżko i bez twojego gadania. Łatwo go załamać a ja staje na głowie żeby myślał pozytywnie. Teraz wybieramy inny garnitur.-fuknal zaraz idąc do sypialni. Zanim wszedł zapukał do drzwi.-moge wejść? Czy wolisz teraz zostać sam?
-hej...skarbie przecież nie zostawisz.-zamknął za sobą drzwi i poszedł do niego.-nie zostawisz. Do mojego głupiego ojca wszystko dociera z lekkim opóźnieniem po prostu.-pogłaskał go po plecach.-a ty na pewno mnie nie zostawisz. Trochę przytyjesz i będziemy szykowali trochę inny garnitur, ne? Razem coś wybierzemy.
-kochanie. Słuchaj lekarza a nie mojego głupiego ojca. Obędzie dobrze. Starasz sie i wszyscy to doceniamy. Widziałem wyniki i jest poprawa.-ucałował go lekko.-lepiej zastanawiaj sie nad garniakiem na slub myszko.-dodał tulac go do siebie.
-no wiec masz słuchać lekarza.-ucałował go delikatnie.-no coz moge cie zostawić. Ale musisz mi obiecać ze juz nie będziesz miał żadnych głupich myśli.-powiedział celując w niego małym palcem.
-nie przepraszaj. Po prostu wyjdz. Chcesz żebym ci wybaczy, mówisz ze masz wspaniałych synów a mojemu facetowi życzysz śmierci. Nie chce tego więcej słyszeć.
***
-w Tokio nie najgorzej właśnie odwiedzam mamę.-odpowiedział najpierw na pytanie chłopaka. -co to za gadanie o pogrzebie?
-nie chciał? No to coś mu nie wyszło biorąc pod uwagę reakcje Tomo. Nie usprawiedliwiaj go. Zrobił źle.-mruknął siadajac wygodniej.
***
-slub? Jasne ze spadniemy!-odparł od razu podlapujac temat. Nie chciał chopaka dolowac.-ale mnie na świadka? No ok. W maju? Porozmawiam o tym z Ryu. A wiesz juz gdzie?
-jesteś w gości. Ja pozmywam.-westchnął wstajac.- ty siedź. I nie broń mojego ojca.-mruknął wychodząc.
***
-tak daleko? Jeju...no to bede potrzebował dużo wolnego.-zasmial sie.-ok. Czekam na zaproszenie na piśmie. Nie mam nic przeciwko temu żebym był twoim świadkiem. Cieszę sie ze układa ci sie w związku.
-moze. Ryu sie pewnie ucieszy. Ok idź spać i nie myśl za wiele.-powiedział rozlaczajac sie. Takano pozmywam i po tym jak goście juz poszli poszedł do sypialni z kubkiem gorącej czekolady.
-jasne kochanie. Juz idziemy.-powiedział najpierw zanoszac czekoladę a potem po niego wracając.-no mój kochany. Taka reakcja była całkiem normalna. Nie masz co sie martwić. To mój ojciec źle zrobił nie ty.
-nie jesteś.-przyznał spokojnie.-dzisiaj zjadłeś całkiem sporo wiec jestem szczęśliwy. Chciałbym żebyś do ślubu ustabilizował wagę. W trakcie miesiąca miodowego będziemy dużo zwiedzać a ja nie chce si martwić.-ucałował go w policzek.
-ale do ślubu zdążysz wyjść ze szpitala i przytyć. Nie przejmuj sie tak. Bedzie dobrze. Ładnie wyrównana wagę i dopiero wtedy będziemy myślec o garniturach.-odparł od razu.
-no juz. Chyba trochę za dużo.-zasmial sie klepiąca go po plecach i zaraz przytulając.-co chcesz jutro robić? Bo to ostatni dzień w domku i będziesz musiał wracać do szpitala.
-ale to na kolacje.-zasmial sie tulac go do siebie.-to mam po obiad do miasta jechać? Nie za dobrze ci kochanie?-spytał ze śmiechem. Nadal nie mógł sie nacieszyć bliskością chłopaka.
-ech masz mnie na faceta i prosisz o McDonalda.-pokręcił głowa.-ok. Bedzie mcdonald. Nie bede sie wykłócał skoro chcesz.-wtulił sie w niego.-kocham cie wiesz? Bardzo. Ten weekend mimo wszystko jest miły.
-wiem. Ale lubię kiedy mi to mówisz.-powiedział całując go delikatnie.-jesteś wtedy taki kochany i słodki.-znow go ucałował.-a co we mnie kochasz najbardziej?
-mhm. Bede z toba kochanie juz zawsze. Juz zawsze bedzie bezpiecznie. Zapach pewnie sie zmieni ale zawsze bede.-zasmial sie rownież muskajac jego usta.
-ja sadze ze z biegiem wieku sie zmieni. No ale jak uważasz.-wzruszył ramionami. Nie chciał sie wyklucac o głupoty.-jasne. Połóż sie kochanie.-powiedział udostępniając mu swoje kolana.-chyba ze chceszdo łóżka.
-mi tez z toba dobrze.-zasmial sie.-ne Tomo. Chciałbym być lepszym ojcem niż mój tata. Ale boje sie ze poświęcam Yuyi mało czasu...albo ze nie bede w stanie sobie poradzić kiedy bedzie starszy.-mruknął glaszczac go po policzku.
-staram sie jak tylko moge żeby sie nie bał. Spędzam z nim czas kiedy skończy szkole. Razem robimy lekcje, gotujemy. Sadze ze to mu trochę pomaga. Ostatnio sypia ze mną wiec moze te noc niech prześpi z nami?-zaproponował przytrzymujac jego dłoń przy swoim policzku.-jednak wciąż obawiam sie tego co bedzi pózniej.
-ja tez go kocham. Jest wspaniałym dzieckiem.-uśmiechnął sie lekko.-um no wiem ze przejdziemy razem...tylko w głowie mam to jak okropny byłem jaki nastolatek. Niby spokojniejszy od Rena ale nadal...
-ja tez cie kocham wujku. I tatusia kocham. Ale juz cichutko bo król lew leci.-powiedział maluch całkowicie skupiając sie na bajce. Takano zasmial sie cicho i rownież zaczął uważnie oglądać.
-nie musiałes sie tak spieszyć.-zasmial sie biorąc go na ręce bo widział ze chłopiec jest zmęczony. Poszedł. Nim do sypialni po drodze gaszac światła.-no to dobranoc maluszku.
Takano za to długo nie mógł zasnąć. Patrzył jak oni śpią zasypiając około północy. Chciałby żeby chłopak został trochę dłużej w domu ale wiedział ze to niemożliwe.
-mały sie wymknął żeby coś dla ciebie ugotować. Ucieszył sie ze moze z nami spać i teraz chce żebyś tez sie cieszył. Czasem w weekendy daje mu zając kuchnie. Oczywiście mam wszystko pod kontrola-ziewnal lekko.
-kochanie no to idź do toalety ale nie do kuchni. Proszę daj mu spokojnie ugotować i przyjść po nas.-poprosił puszczając go.-pomoc ci dość do łazienki? Bo wózek został w salonie.
-spokojnie kochanie. Jestem w bliznach ale mam zamiar jeszcze długo żyć. Z toba.-przytulił go lekko. Oddychał głęboko wiec 'poduszka' chłopaka ciagle sie unosiła i opadała.
-takie japońskie śniadanko. Ryż i w ogóle...-odparł chłopiec czekając aż 'rodzice wstana z łóżka. -juz nie moge sie doczekać. W tamtym tygodniu było niego w gębie.
- oj no przywiziemy ci następnym razem.-zasmial sie zaraz biorąc go na ręce.-chodz tu łamago bo zaraz obiedzie wszystkie szafki w domu.-westchnął.-masz silnego faceta. Mozesz na mnie polegać. -dodał niosąc go do salonu.
- lekarz mówił ze masz sie nie przemęczać. A ty jak chodzisz to juz sie męczysz.-wywrócił oczyma.-ok następny tydzien bez odwiedzin. A pózniej przywiozę ci bento od Yuyi.
-no tak...moja kuchnia japońska sie do waszej niestety nie umywa.-zasmial sie wesoło.-ale mam was. Nie muszę sie uczyć.-pokazał mu język i wrócił do jedzenia.
-bo wujek juz długo robi. Jeszcze trochę i będziesz lepszy od wyujka.-powiedział kończąc jesc i dziękując za posiłek.-wyszło pyszne i to jest najważniejsze.
-ale to nie jest żaden problem. Jasne sie staram żebyś miał ładne bento do szkoły i w ogóle...i staram sie tez nauczyć czego poza Totoro. Idzie mi coraz lepiej.-pogłaskał go po włoskach.
-Tomo siedź i zostaw to. Zaraz posprzątam.-powiedział na razie jeszcze tulac Yuye.-mały? Wujek sobie dzisiaj zażyczył na obiad McDonalda. Jaka chcesz zabawkę?
-wujek wróci jak tylko w szpitalu wyzdrowieje. A juz ma lepsze wyniki, wiesz?-zmierzwil mu włosy.-bedzie dobrze maluchu. Zawieziony jutro wujka i potem go razem odwiedzimy. Ja tez wole kiedy jest w domku ale musi iść do szpitala.
-tydzien jest ok. Tydzien w Paryżu, tydzien jeżdżenia po Francji, tydzien na wyspie i tydzien w Australii.-powiedział biorąc go na kolana.-pasuje taki układ?
-cóż ma szkole...ale trochę sie boje ze jak bedzie u babci i bedzie wracał ze szkoły to znow ktoś go zaatakuje. U dziadka trochę za daleko...ale mój tata teraz mieszka z twoja mama wiec mógłby go odbierać.
-Zrobię. A ty się nadal baw z pieskami.-Poszedł do kuchni i zrobił gorącą czekoladę. Jedną zaniósł do salonu a z drugą poszedł do pokoju chłopca.-Mam syropek i czekoladę.
- śpij. Ja zamknę za sobą drzwi.-powiedział wychodząc. Zakluczyl drzwi i pojechał po obiad wracając dopiero po półtorej godzinie przez ogromne kolejki.
-tadaima!-odkrzyknal zdejmując buty i wchodząc do salonu.-wybaczcie ze tak długo ale kolejki były strasznie długie. -powiedział stawiając wszystko na stolik.-czestujcie sie.
Chłopiec tylko skinal głowa i sięgnął po swojego happy meala. -wziąłem to ci chciałeś.-powiedział mając na myśli zabawkę i wziął sie za swoje skrzydełka.
-mhm no to fajnie. Bardzo fajnie ze masz więcej kolegów.-powiedział z uśmiechem bo zawsze sie trochę o to matwil.-a tera wcinaj bo jeszcze bardziej ostygnie ci wszystko.
-no i mam nadzieje ze wszyscy sa szczęśliwi z obiadku.-dodał sięgając bo cheesburgera.-a raczej obiadokolacji bo trochę późno pojechałem...-dodał ciszej.
-ech...-westchnął cieżko na te mało sprecyzowana prośbę. Włączył telewizor i akurat trafił na piratów z karaibow.-moze być?-spytał biorąc pare łyków coli.
-to dobrze bo nie chce mi sie szukać.-mruknął jedząc swojego ostatniego burgera.-Tomo o której chcesz jutro jechać? Yuya nie idzie do szkoły wiec mozesz sobie wybrać godzinę. Ale tak przed południem bo Koyuki wpada...nie obrazisz sie jak bedzie spał tutaj poki jstes w szpitalu?
-ale on jest sam. A nie z rodzina. Łatwiej znaleźć wygodne miejsce do spania.-burknal.-no i jak coś to myślałem żeby mu udostępnić dom ale potem stwierdziłem ze jest chory wiec lepiej żeby był blisko.-dodał podjadajac frytki.
-nie uważam. Tylko to co ostatnio powiedział Koyuki trochę mnie zmartwiło. Niby wiem ze on sobie to chce tylko jakoś wytłumaczyć ale i tak...-wzruszył ramionami.-myśle ze nawet jeśli sie różnimy to nie ma w tym nic złego.
-ja tez bym tego nie zniósł.-powiedział obdarzajac go lekkim uśmiechem.-cieszę sie.-dodał wracając juz do filmu bo właśnie była jedna z jego ulubionych scen.
[juz sobie jakoś poradziłam. Po prostu miałam jeden trudniejszy przykład XD]
-nie jesteś brzydal. Nie mów tak o sobie.-powiedział obejmując go delikatnie.-chociaż muszę przyznać ze ja sie tak czułem po tym pożarze.-mruknął cicho.
-ja wiem że nic kochanie. Bo już jest dobrze...teraz jeszcze tylko ty wyzdrowiejesz i będzie idealnie.-uśmiechnął się lekko i poprawił włosy tak żeby zasłaniały bliznę na szyi i za uchem.-Jest dobrze bo się wspieramy.
-kocham cię.-szepnął tylko w odpowiedzi mocno go do siebie przytulając.-bardzo. bardzo nie chcę żebyś znów nie był tak długo w domu, ale nic nie mogę na to poradzić.
-znow zaczynasz? Nie traktuje cie jak dziecko. Tylko jest szybciej kiedy wezmę cie na ręce i zaniose. I jesteś bliżej kochanie. A ja lubię cie miec blisko.
-oj no...juz nie bede. Tylko obiecałem ze nie będziesz sie przemęczał...a tobie czasem cieżko wysiedzieć-mruknął zdejmując koszulkę.-wezmę prysznic.-zdecydował w końcu.
Takano wyszedł spod prysznica dość szybko. Umyl sie i włosy i był w sumie gotowy. Podszedł do wieszaka po ręcznik. -podać ci?-spytał zerkajac na niego.-Tomo? Co sie tak patrzysz...?
-no bez przesady skarbie.-zasmial sie cicho.-nie jestem wcale aż tak 'piekny' jak to ująłeś.-wytarl sie i ubrał luźne bokserki.-ale ty jesteś słodki. Wiec można powiedzieć ze do siebie pasujemy.
-seksowny tez jesteś. I to bardzo.-objął go delikatnie.-bluza bedzie. A ja coś dostanę? Poza misiem panda.-zasmial sie cicho. Puścił go i wyszedł z łazienki
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-tak juz.-objął go delikatnie.-juz dobrze? Mozesz oddychać? Może lepiej użyć maski tlenowej?-zaproponował zmartwiony.
Szybko mu ja podał i przyłożył od buzi. Objął go delikatnie.
-juz spokojnie kochani. Bedzie dobrze.-zapewnił spokojnie uśmiechając sie do niego lekko
-no juz dobrze kochanie.-pogłaskał go po ramieniu i usiadł przed wózkiem.-zaraz wrócimy do łóżka co? Wiem ze tobie to sie raczej nie widzi bo ciagle leżysz ale ja chciałbym polezec. Ale nie sam.
-tylko mi sie tu teraz nie obwiniaj o moja pobudkę.-powiedział wesoło opierając sie rękoma o jego nogi.-masz śliczne oczka wiesz?
-zawsze tak mówisz jak cie skomplementuje.-zasmial sie cicho.-ech nie obwiniaj. Wstałem bo chciałem. Kocham cie.-powiedział i wzruszył ramionami.
-oj ale przecież ja sama prawdę mówię. Masz śliczne oczy.-powiedział całując go w czoło.-nie czuj si głupio.
-po prostu sie przyzwyczai do komplementów.-wzruszył ramionami zaraz kładąc go do łóżka.-tak jak ja sie przyzwyczaiłem ze lubisz jak noszę okulary zamiast soczewek.
-tak tak. No juz sie nie złość. Mój kochany.-przytulił sie do niego lekko.-wiesz juz kiedy mniej więcej planują skończyć leczenie? Przed świętami zdążą?
- ale festyn to po świętach. A ja chce cie miec na święta w domu. Z choinka i w ogóle. Festyn na nowy rok.
-inaczej spędzimy wigilie w szpitalu.-zasmial sie.-ważne żeby razem kochanie. Albo u twojej mamy. Bo w tym roku ona tez z nami świętuje, prawda?
-tata był juz w tamtym roku. Nie wiem jak bracia.-wzruszył ramionami.-nie spać. Powiedziałem ze chce polezec. W łóżku z moim kochaniem. Jest weekend. Yuya lui wtedy tu przychodzić jak sie obudzi.
-oj no...ja tez nie wiem. Je sadze żebym zrobił coś złego. Zawsze tak robiłem a teraz sie obraziła.-westchnął cieżko.
-No to tym bardziej. We trójkę zajmujemy więcej miejsca. Chyba lepiej zatrzymać się w hotelu a nie u kogoś.-burknął zupełnie nie rozumiejąc.
-oj no ok...ja jej nie rozumiem.-westchnął tylko.-Głupio będzie spędzać pierwsze święta bez brata ale ok.-wzruszył ramionami.
-Jak to ją zostawi? Pożarli? Nie wiesz o co? Bo kilka lat temu o mnie...-skrzywił się nie co.-
-kurde...co za głupek. Miał się nie kłócić o mnie. Praktycznie mnie wychował więc jest drażliwy jeśli o mnie chodzi.-mruknął tuląc się do chłopaka.-zadzwonię do niego...powiem żeby się ogarnął.
-czy ja dobrze słyszę? Mój kochany Tomo-chan jest głodny? To już robię śniadanko. Na co masz ochotę?-spytał wesoło.-Ale najpierw zadzwonię do Koyukiego.
-możesz iść obudzić Yuyę.-powiedział wychodząc na taras i wybierając numer do brata.
[reżyserem XD Ren jest lekarzem :P]
-jak to jest spać w pracy głupi bracie?-odparł.-O co się z nią znów pokłóciłeś? Wiesz moje kochanie nie chciało zdradzić...
-Kurwa Koyuki...jeśli to znów chodzi o mnie i moje przyzwyczajenia...-fuknął urywając.-Słuchaj...to nie jest jak te kilka lat temu że rozstaniecie się bez konsekwencji. Teraz masz dziecko, wiesz o tym?
-Jak mam nie krzyczeć kiedy sobie życie psujesz!-fuknął zaraz milknąc.-Koyuki...przebadam ale wiesz że z Renem miałbyś większe prawdopodobieństwo? Macie dwójkę tych samych rodziców a my tylko ojca.-mruknął cicho.
[Ale żeś dojebał....]
-Kolejny głupi...-mruknął po nosem.-Ech Koyuki...ale mnie i Tomo tyle samo różni. To na prawdę nie jest powód żeby rozwalać rodzinę, wiesz? Uwierz mi na słowo. So straszne dorastać bez jednego rodzica.-westchnął ciężko.-Wpadaj, udostępnię ci dom. Potem pojedziemy razem do Tokio.
-Ale ja wcale nie prosiłem żebyś jak to ująłeś bronił mojego tyłka.-wywrócił oczyma.-Zostawię to. Nie będę drążył sprawy twojej rodziny...ale przemyśl to jeszcze jak poukładasz sprawy ze zdrowiem.-dodał spokojnie.-Tajemnice?
-Koyuki...w takich chwilach najważniejsze jest wsparcie rodziny...-mruknął.-Ale ok rozumiem. Leć najszybciej pierwszą klasą prosto do mnie. Tylko ostrzegam mam teraz faceta w szpitalu więc możesz liczyć tylko na połowę mojej uwagi.
-odwiedziny odwiedzaniem ale jak będziemy jechać badać zgodność to do Tokio. Głupi Ren nieźle się przekreślił.-westchnął.-ok, to widzimy się za tydzień ale jak nie masz nic do roboty to wpadnij wcześniej.
Takano wrócił do środka trochę przygaszony. Nic dziwnego skoro dowiedział się że jego brat ma białaczkę. Poszedł do kuchni i zaczął robić śniadanie żeby jakoś zająć myśli.
-Dzień dobry maluchu. Jasne. Soczek w szafce szklanki w szafce. Proszę się obsłużyć.-uśmiechnął się sprawdzając ryż.
-Ja się napiję herbatki.-odparł wstawiając wodę.-Zaraz śniadanko będzie gotowe więc zawołaj wujka i usiądźcie w salonie.-poprosił zalewając sobie herbatę i nakładając śniadanko do miseczek.
-smacznego.-powiedział kładąc przed nimi jedzonko. Od razu wziął sie za jedzenie.-najpóźniej za tydzien wpadnie Koyuki. Bede z nim musiał jechać do Tokio ale postaram sie żeby to był weekend. Yuya zostanie wtedy u dziadka, tu w Yukan.-powiedział na chwile odkładając miseczkę.
-jak bede miał czas to na pewno coś tobie przywiozę.-obiecał maluchowi.-Tobie tez coś przywiezdz skarbie?-spytał biorąc miskę. Uznał ze wyjaśni powodu swojego wyjazdu jak mały pójdzie sie bawić.
-bede na siebie uważał. Mam nadzieje ze nie zajmie to więcej niż weekend.-usmichnal sie do niego lekko.-Rena pozdrowie bo pewnie sie z nim spotkamy.
-nie może zając więcej bo Yuya bedzie miał problem z dojazdem do szkoły. Innymi słowy muszę zdążyć.-zasmial sie kończąc jesc.
-to nie bedzie konieczne.-zasmial sie mierzwiac mu włosy i zaczynając powoli sprzątać po śniadaniu.-na pewno sie wyrobie. To tylko kilka badań. Wyjedziemy w piątek wrócimy w niedziele.-wzruszył ramionami zaniszac naczynia do kuchni.
Takano skończył sprzątać i usiadł obok Tomo na kanapie.
-Koyuki ma białaczkę i potrzebuje dawcy. To jeden z powodów dla których zdecydował sie opuścić rodzine. Dlatego bede z nim jechał do Tokio żeby sprawdzić zgodność. Z Renem pewnie miałby większa ale ten głupek dawał sobie w żyłę.-wyjasnil zaraz sie w niego lekko wtulajac.
-mój tata juz nie moze z tego co sie orientuje. Ale sie jeszcze dopytam.-powiedział mocniej sie w niego wtulajac.-głupek. Pokłócił sie o mnie, o swoje sekrety i jeszcze sobie to tłumaczy ze i tak do siebie nie pasowali. Stary a głupi.
-zapewne tak. Jasne ze go kocham. Dlatego bez gadania go tu zaprosilem.-mruknął cicho.-nigdy sie z nią nie dogadywał. Poza tym nikt nie za bardzo wie gdzie teraz jest.-wzruszył ramionami.-wiec zostałem ja. I nasza kochana siostrzyczka która jest gdzieś za granica.
-za mała. Przecież nawet roczku nie ma.-uśmiechnął sie krzywo. -boje sie ze nie będziemy zgodni i klapa.-westchnął.
-mhm...po prostu sie martwię. Ale postaram sie myślec pozytywnie-powiedział w końcu sie od niego odsuwajac.-Koyuki dodał ze ciebie tez chce odwiedzić wiec pewnie wpadnie do szpitala.
-inaczej być nie moze.-powiedział sadzając go sobie na kolanach.-na ślubie potrzebuje i mojego kochania i świadka.-ucałował go lekko.
-wahalem sie ale jednak chce miec na świadka kogoś z rodziny. A on jest mi najbliższy.-wzruszył ramionami uzasadniając swoj wybór.-myślisz? Każda motywacja jest dobra
-wiem ze nie jest łatwo. Ale cie wspieram skarbie.-przytulił go delikatnie.-bardzo cie kocham. Cieszę sie ze sie starasz. Ze tez mnie kochasz. To wiele dla mnie znaczy.
-chciałbym być przy tobie kiedy jest ci cieżko. Być dla ciebie wsparciem. Przytulić i zapewnić ze bedzie dobrze.-powiedział cicho.-ale ty uparcie prosisz lekarzy żeby mnie nie wpuszczali.
-oj bez przesady. Nie jest mi cieżko. Tobie jest ciężej.-westchnął muskajac delikatnie jego usta. Położył dłonie na udach chłopaka delikatnie je rozmasowujac.-juz spełniam twoja prośbę skarbie.
-bo mało chodzisz. To normalne. Nie masz siły.-powiedział nadal delikatnie rozmasowujac mu nogi.-wiec pewnie rechabilitacja bedzie potrzebna.
-mhm to dobrze ze przechodzi. Mów jeśli bedzie cie coś bolało. Postaram sie jakoś temu zaradzić.-ucałował go delikatnie.-zwłaszcza kiedy jesteś w domku i moge sie toba zaopiekować.
- oj ale uważaj.-powiedział idąc zaraz za nim i trochę go asekurując.
-A może ty sobie usiądziesz a ja zrobię według twoich instrukcji?-zaproponował trochę go podtrzymując.-potem znów będziesz taki zmęczony i w ogóle...
-Yuya się teraz bawi z pieskami.-przypomniał.-Ech Tomo...a ja znów ci będzie słabo? Obiecałem lekarzowi że przypilnuję że nie będzie męczył organizmu.
-No proszę już się wybawił.-westchnął siadając na krześle i już nie przeszkadzając.
-Ja już nawet nie pytam jak ty to usłyszałeś maluchu.-zaśmiał się cicho patrząc jak jego chłopcy gotują.
-A pieski wpuściłeś do środka?-spytał patrząc co oni tam robią. Po chwili wstał żeby sobie zrobić herbaty.
-Hmmm? Jasne już ustawiam.-powiedział zalewając herbatę i włączając piekarnik.-Coś jeszcze pomóc?
-wujek słyszysz? Odpoczywaj.-zaśmiał się wstawiając bułeczki do piekarnika kiedy ten się nagrzał. Nastawił 'budzik' w kształcie babeczki i poszedł do salonu.
-No widzę właśnie.-zaśmiał się od razu zaczynając go delikatnie głaskać.-wiesz...tak się zastanawiałem...-zaczął cicho.-czy zacząłeś lubić to wspólne mieszkanie...
-Um, wiem. To po prostu leży w twojej naturze.-uśmiechnął się lekko.-Tak tylko zapytałem i cieszę się że już mniej ci to przeszkadza i w ogóle.
Zaśmiał się cicho widząc jak chłopak zasypia.
-normalnie wiedziałem że będziesz zmęczony.-powiedział wstając z kanapy kiedy zadzwonił 'budzik' żeby wyjąć bułeczki.
-A może poczekasz aż ostygną trochę. Takie gorące są złe na brzuszek.-powiedział wyciągając ostatnią blaszkę.
-Mały, powiedziałem poczekaj aż trochę ostygną. Potem będzie cię bolał brzuszek.
-mały...daj na wstrzymanie przez 10 minut, ok? Na prawdę nie chcę żeby cię rozbolał brzuszek. Idź obudź wujka, powiedz że bułeczki się upiekły.
-ech głuptasek.-westchnął zaczynając wykładać bułeczki na talerze.-hmmm dzisiaj miał wpaść tata i mama Tomo...ok zrobi się rybkę.
Takano jak torpeda, z maską tlenowa wpadł do pokoju.
-co jest? co się dzieje?-spyta od razu do niego podchodząc.
-Yuya nie krzycz...-westchnął tylko.-jak dobrze to wracam do gotowania żeby nie zepsuć rybki.
-Yuyuś otwórz drzwi!-krzyknął do malucha po godzinie kiedy obiad był już prawie gotowy a goście po drugiej stronie drzwi.
-Yuya!-od razu do niego podbiegł oglądając krwawiący nosek.-a tyle razy powtarzałem żebyś nie biegał po domu.-westchnął.-Mamo!
-no maluchu, mamy o jednego dziadka więcej ale jedzonka starczy dla każdego. Nie biegaj po domu.-westchnął znosząc jedzenie do salonu.
-ok już precyzuje. Nie krzycz jak wujek śpi.-zaśmiał się przynosząc jeszcze napoje i siadając do stołu.-smacznego.
-Yuyuś, już dobrze, ne? Jedz bo dzisiaj dużo się wybawiłeś.-uśmiechnął się do niego Takano.
-no maluchu. Skoro przestaje bolec to mozesz zacząć jesc. A moze chcesz żebyś dziadek cie nakarmił?-spytał ojciec Takano za śmiechem a jego syn tylk westchnął cieżko. On takie teksty zazwyczaj słyszał od brata wić czuł sie trochę dziwnie.
-właśnie Tato...Koyuki wpadnie najpóźniej za tydzien.
-czemu?-spytał zaskoczony mężczyzna.-nie miał miec teraz jakiegoś ważnego filmu?
-no Yuya jakiś ty pewny.-zasmial sie.-wiąże mnie tajemnica miedzy braćmi. Jeśli zechce pewnie ci powie, tato.-wzruszył ramionami.-co tylko troszeczkę?
-to jak ty tez wujka kochasz to zjesz za niego cała rybkę. Nie masz wcale dużo.-powiedział wywracając oczyma.-lepiej nie dzwon tato. Odwiedzimy cie obaj to pogadacie i w ogóle. Tylko nie dzwon.
Takano wyszedł za nim.
-spokojnie tato. On znow sie pokłócił z Mary. Znow głupio stanął w mojej obronie i tak wyszło. Chce chwile odpocząć i przyjeżdża do mnie.-wyjasnil po prawdzie nie kłaniac.-a scenariusz zawsze moze dokończyć tutaj, nie?
-ja? Dobrze tato. Nie ma sie o co martwić. Trochę zaskoczyło mnie to ze Tomo ma przerzuty ale jakoś sie trzymamy. Powoli ustalamy dokładna datę ślubu. Na prawdę moje życie jest szczęśliwe. Czasem jest cieżko, nie moge zaprzeczyć ale nic mi nie jest.-poklepał ojca po plecach.-na prawdę. Nie musisz sie martwić. Nie mam ci tel za złe ale juz trochę za późno na martwienie sie i w ogóle. Jestem dorosły, wiesz?
-lepiej późno niż wcale.-westchnął cieżko.-chociaż z przykrością muszę stwierdzić ze nie ty ich wychowałes. Znaczy Koyukiego w jakimś stopniu na pewno...-wzruszył ramionami.-mnie wychowali bracia. Czasem zwyczajnie sie nabijali ale nie było najgorzej.-zasmial sie cicho.-masz synów którzy potrafią o siebie zadbać.
-kiedyś.-zagryzł lekko wargę i wszedł za nim do środka.-tato on jest osłabiony nie niepełnosprawny. Traktuj go normalnie.-poprosił bo wiedział jak chłopak tego nie lubił. Mimo ze sam był trochę nadwrażliwy i opiekuńczy to starał sie hamować.
Takano wstał gwałtownie.
-Nie mam w zwyczaju wyganiać ludzi z domu w trakcie 'przyjęcia' ale lepiej bedzie jeśli wyjdziesz tato. Jemu jest cieżko i bez twojego gadania. Łatwo go załamać a ja staje na głowie żeby myślał pozytywnie. Teraz wybieramy inny garnitur.-fuknal zaraz idąc do sypialni. Zanim wszedł zapukał do drzwi.-moge wejść? Czy wolisz teraz zostać sam?
-hej...skarbie przecież nie zostawisz.-zamknął za sobą drzwi i poszedł do niego.-nie zostawisz. Do mojego głupiego ojca wszystko dociera z lekkim opóźnieniem po prostu.-pogłaskał go po plecach.-a ty na pewno mnie nie zostawisz. Trochę przytyjesz i będziemy szykowali trochę inny garnitur, ne? Razem coś wybierzemy.
-kochanie. Słuchaj lekarza a nie mojego głupiego ojca. Obędzie dobrze. Starasz sie i wszyscy to doceniamy. Widziałem wyniki i jest poprawa.-ucałował go lekko.-lepiej zastanawiaj sie nad garniakiem na slub myszko.-dodał tulac go do siebie.
-no wiec masz słuchać lekarza.-ucałował go delikatnie.-no coz moge cie zostawić. Ale musisz mi obiecać ze juz nie będziesz miał żadnych głupich myśli.-powiedział celując w niego małym palcem.
-ok wiec wychodzę.-podsunął mu telefon i wyszedł idąc ochrzanic ojca jeśli jeszcze nie wyszedł.
-nie przepraszaj. Po prostu wyjdz. Chcesz żebym ci wybaczy, mówisz ze masz wspaniałych synów a mojemu facetowi życzysz śmierci. Nie chce tego więcej słyszeć.
***
-w Tokio nie najgorzej właśnie odwiedzam mamę.-odpowiedział najpierw na pytanie chłopaka. -co to za gadanie o pogrzebie?
-uświadomić? My to wiemy tato. A pytanie go pogrzeb kiedy my myślimy o ślubie jest conajmniej nie na miejscu. -fuknal na prawdę zdenerwowany.
****
-załamanie? Tomo o co chodzi?-spytał ostro zaczynając sie martwić.
Wymamrotal coś jeszcze pod nosem po czym usiadł na kanapie.-przepraszam za te sytuacje. On ma zerowe wyczucie taktu.-mruknął wzdychajac cieżko.
***
-nk to skoro jesteś na przepustce to skąd to załamani? Skoro sie wypuścili to musi być lepiej. Spokojnie Tomo.
-nie chciał? No to coś mu nie wyszło biorąc pod uwagę reakcje Tomo. Nie usprawiedliwiaj go. Zrobił źle.-mruknął siadajac wygodniej.
***
-slub? Jasne ze spadniemy!-odparł od razu podlapujac temat. Nie chciał chopaka dolowac.-ale mnie na świadka? No ok. W maju? Porozmawiam o tym z Ryu. A wiesz juz gdzie?
-jesteś w gości. Ja pozmywam.-westchnął wstajac.- ty siedź. I nie broń mojego ojca.-mruknął wychodząc.
***
-tak daleko? Jeju...no to bede potrzebował dużo wolnego.-zasmial sie.-ok. Czekam na zaproszenie na piśmie. Nie mam nic przeciwko temu żebym był twoim świadkiem. Cieszę sie ze układa ci sie w związku.
-moze. Ryu sie pewnie ucieszy. Ok idź spać i nie myśl za wiele.-powiedział rozlaczajac sie. Takano pozmywam i po tym jak goście juz poszli poszedł do sypialni z kubkiem gorącej czekolady.
-jasne kochanie. Juz idziemy.-powiedział najpierw zanoszac czekoladę a potem po niego wracając.-no mój kochany. Taka reakcja była całkiem normalna. Nie masz co sie martwić. To mój ojciec źle zrobił nie ty.
-wcale nie skarbie. Jest ok. To mój ojciec nie ma wyczucia taktu.-westchnął tulac go lekko do siebie.-ale juz lepiej co?
-ale przecież dostałeś kochanie. Jeszcze chcesz.-zasmial sie dając mu caluska.-bardzo słodka ci zrobiłem.
-ok juz idę.-zasmial sie wstajac i idąc do kuchni. Po chwili wrócił z piankami i mochi-proszę kochanie. Na poprawę humoru.
-nie za dużo słodkości -spytał znow go lekko obejmując.-chociaż na poprawę humorku wszystko.-powiedział sięgając po jedno mochi.
-nie jesteś.-przyznał spokojnie.-dzisiaj zjadłeś całkiem sporo wiec jestem szczęśliwy. Chciałbym żebyś do ślubu ustabilizował wagę. W trakcie miesiąca miodowego będziemy dużo zwiedzać a ja nie chce si martwić.-ucałował go w policzek.
-ale do ślubu zdążysz wyjść ze szpitala i przytyć. Nie przejmuj sie tak. Bedzie dobrze. Ładnie wyrównana wagę i dopiero wtedy będziemy myślec o garniturach.-odparł od razu.
-no juz. Chyba trochę za dużo.-zasmial sie klepiąca go po plecach i zaraz przytulając.-co chcesz jutro robić? Bo to ostatni dzień w domku i będziesz musiał wracać do szpitala.
-ale to na kolacje.-zasmial sie tulac go do siebie.-to mam po obiad do miasta jechać? Nie za dobrze ci kochanie?-spytał ze śmiechem. Nadal nie mógł sie nacieszyć bliskością chłopaka.
-ech masz mnie na faceta i prosisz o McDonalda.-pokręcił głowa.-ok. Bedzie mcdonald. Nie bede sie wykłócał skoro chcesz.-wtulił sie w niego.-kocham cie wiesz? Bardzo. Ten weekend mimo wszystko jest miły.
-oj no dobra juz nic nie mówię. Bedzie McDonald.-zasmial sie rownież go całując. Raz na jakiś czas moze kiedy Yuya bawi sie w pokoju.
-wiem. Ale lubię kiedy mi to mówisz.-powiedział całując go delikatnie.-jesteś wtedy taki kochany i słodki.-znow go ucałował.-a co we mnie kochasz najbardziej?
-mhm. Bede z toba kochanie juz zawsze. Juz zawsze bedzie bezpiecznie. Zapach pewnie sie zmieni ale zawsze bede.-zasmial sie rownież muskajac jego usta.
-ja sadze ze z biegiem wieku sie zmieni. No ale jak uważasz.-wzruszył ramionami. Nie chciał sie wyklucac o głupoty.-jasne. Połóż sie kochanie.-powiedział udostępniając mu swoje kolana.-chyba ze chceszdo łóżka.
-mi tez z toba dobrze.-zasmial sie.-ne Tomo. Chciałbym być lepszym ojcem niż mój tata. Ale boje sie ze poświęcam Yuyi mało czasu...albo ze nie bede w stanie sobie poradzić kiedy bedzie starszy.-mruknął glaszczac go po policzku.
-staram sie jak tylko moge żeby sie nie bał. Spędzam z nim czas kiedy skończy szkole. Razem robimy lekcje, gotujemy. Sadze ze to mu trochę pomaga. Ostatnio sypia ze mną wiec moze te noc niech prześpi z nami?-zaproponował przytrzymujac jego dłoń przy swoim policzku.-jednak wciąż obawiam sie tego co bedzi pózniej.
-ja tez go kocham. Jest wspaniałym dzieckiem.-uśmiechnął sie lekko.-um no wiem ze przejdziemy razem...tylko w głowie mam to jak okropny byłem jaki nastolatek. Niby spokojniejszy od Rena ale nadal...
-racja nie można.-przyznał spokojnie.-jasne ze obejrzymy. Pójdę po laptopa i zaraz podłączymy go do telewizora.-powiedział ostrożnie wstajac z kanapy.
Takano szybko przyszedł z laptopem i włączył bajkę podlaczajac go do telewizora. Wrócił na na kanapę obejmując chłopaka.
-ja tez cie kocham wujku. I tatusia kocham. Ale juz cichutko bo król lew leci.-powiedział maluch całkowicie skupiając sie na bajce. Takano zasmial sie cicho i rownież zaczął uważnie oglądać.
Takano rozczulil sie na ten widok wiec jak tylko bajka sie skończyła zaniosl go do sypialni.
-Yuya jesteś głodny czy idziesz sie myć?-spytał malucha.
Takano sobie mu kolacje i poszedł wziąć prysznic.
-Yuya co ty na to żeby spać dzisiaj ze mną i wujkiem?-spytał kiedy juz wrócił do salonu.
-no juz. Na prawdę. Tylko nie krzycz bo wujek juz śpi.-przyłożył palec do ust.-wiec jak zjesz to sie umyjesz szybko i do spania.-zmierzwil mu włoski.
-nie musiałes sie tak spieszyć.-zasmial sie biorąc go na ręce bo widział ze chłopiec jest zmęczony. Poszedł. Nim do sypialni po drodze gaszac światła.-no to dobranoc maluszku.
Takano za to długo nie mógł zasnąć. Patrzył jak oni śpią zasypiając około północy. Chciałby żeby chłopak został trochę dłużej w domu ale wiedział ze to niemożliwe.
[moja wina ze zasnął? Z McDonalda bedzie miał XD]
Takano uśmiechnął sie przez sen kiedy chłopak go złapał za rękę. Kochał swoją mała rodzinkę.
Takano rownież go objął. Nie spał jednak i patrzył na niego z rozczuleniem.
-mały sie wymknął żeby coś dla ciebie ugotować. Ucieszył sie ze moze z nami spać i teraz chce żebyś tez sie cieszył. Czasem w weekendy daje mu zając kuchnie. Oczywiście mam wszystko pod kontrola-ziewnal lekko.
-miło mi. Mozesz tak dalej mowić. Miło si słucha takich rzeczy z rana.-zasmial sie muskajac jego usta.
-poczekaj aż Yuya ugotuje, ok? To chwile chyba tyle wytrzymasz, nie?-spytał tulac go do siebie.
-kochanie no to idź do toalety ale nie do kuchni. Proszę daj mu spokojnie ugotować i przyjść po nas.-poprosił puszczając go.-pomoc ci dość do łazienki? Bo wózek został w salonie.
-ok moze tak być.-powiedział pomagając mu wstać i dość do łazienki.
-jasne. Nie przepraszaj gluptasku.-wziął go na ręce niczym księżniczkę i wrócił z nim do łóżka.-a teraz dajemy Yuyi w spokoju gotować.
-spokojnie kochanie. Jestem w bliznach ale mam zamiar jeszcze długo żyć. Z toba.-przytulił go lekko. Oddychał głęboko wiec 'poduszka' chłopaka ciagle sie unosiła i opadała.
-aż tak mocno? Tylko mnie?-spytał radośnie. Takie poranki mógł miec.-uwielbiam kiedy sie uśmiechasz. Kiedy jesteś szczęśliwy.
-no tak. Yuye oczywiście tez bardzo kochamy.-przyznał z uśmiechem.
-tatuś, wujek. Śniadanko.-powiedział chłopiec zaglądając do sypialni.
-takie japońskie śniadanko. Ryż i w ogóle...-odparł chłopiec czekając aż 'rodzice wstana z łóżka.
-juz nie moge sie doczekać. W tamtym tygodniu było niego w gębie.
- oj no przywiziemy ci następnym razem.-zasmial sie zaraz biorąc go na ręce.-chodz tu łamago bo zaraz obiedzie wszystkie szafki w domu.-westchnął.-masz silnego faceta. Mozesz na mnie polegać. -dodał niosąc go do salonu.
- lekarz mówił ze masz sie nie przemęczać. A ty jak chodzisz to juz sie męczysz.-wywrócił oczyma.-ok następny tydzien bez odwiedzin. A pózniej przywiozę ci bento od Yuyi.
-widzisz musisz sie dla wujka postarać.-dodał Tamano zaraz zabierając sie za jedzenie.-pycha! Yuya robisz wspaniałe śniadanka.-pochwalił malucha.
-no tak...moja kuchnia japońska sie do waszej niestety nie umywa.-zasmial sie wesoło.-ale mam was. Nie muszę sie uczyć.-pokazał mu język i wrócił do jedzenia.
-dobrze. Będziemy gotować razem i mnie pouczysz.-uśmiechnął sie jedząc ze smakiem.-i wszystko tak ładnie przyszykowales. Masz talent.
-bo wujek juz długo robi. Jeszcze trochę i będziesz lepszy od wyujka.-powiedział kończąc jesc i dziękując za posiłek.-wyszło pyszne i to jest najważniejsze.
-um bo sie nauczyłem no...-bąknął w odpowiedzi.-oj no postaram sie nauczyć coś więcej. Poki co masz Totoro.
-to miło maluchu. Ale fakt ze śmieją sie ze zawsze Totoro nie jest najmilszy.-znierzwil mu włoski.-nauczę sie zobaczysz.
-Oj ale nie płacz. Ja wiem ze lubisz. Nie płacz.-przytulił go do siebie.-ale nie chciałbyś czegoś innego? A nie tak ciagle Totoro.
-ale to nie jest żaden problem. Jasne sie staram żebyś miał ładne bento do szkoły i w ogóle...i staram sie tez nauczyć czego poza Totoro. Idzie mi coraz lepiej.-pogłaskał go po włoskach.
-przecież moje przegrywa na starcie.-zasmial sie tulac do siebie malucha.-ale zrobię. Nic mi przecież nie szkodzi.-wzruszył ramionami.
-Tomo siedź i zostaw to. Zaraz posprzątam.-powiedział na razie jeszcze tulac Yuye.-mały? Wujek sobie dzisiaj zażyczył na obiad McDonalda. Jaka chcesz zabawkę?
-ok wiec bedzie son goku.-zmierzwil mu włoski i posadził obok siebie.-potul sie do wujka a ja pójdę posprzątać.
-wujek wróci jak tylko w szpitalu wyzdrowieje. A juz ma lepsze wyniki, wiesz?-zmierzwil mu włosy.-bedzie dobrze maluchu. Zawieziony jutro wujka i potem go razem odwiedzimy. Ja tez wole kiedy jest w domku ale musi iść do szpitala.
-pewnie bym sie załamał. I nie jadłbym tak pysznego śniadanka.-uśmiechnął sie siadajac obok Tomo na kanapie.
-przyniosłem.-powiedział podając mu pudełko z wyliczonymi lekami.-mały na prawdę sie martwi.-mruknął dając mu szklankę z woda.
-oczywiście ze będzie. Innych opcji nie ma skarbie.-ucałował go w policzek. -mamy zbyt wiele planów.-dodał wesoło.
-fajnie ze sie zgodził. Koyuki tez. Przyjedzie trochę wcześniej. Jutro wylatuje.-powiedział bo jeszcze raz rozmawiał z bratem.
-no bez przesady.-puknal go w czoło.-żadnego plakania.-wywrócił oczyma.-pic w sumie tez nie będziemy. Pogadamy sobie. Jak kiedyś.
- nie bede płakał.-mruknął zaraz śmiejąc sie cicho.-ja ciebie tez gluptasku. Ile czasu chciałbyś spędzić w Australii?
-tydzien jest ok. Tydzien w Paryżu, tydzien jeżdżenia po Francji, tydzien na wyspie i tydzien w Australii.-powiedział biorąc go na kolana.-pasuje taki układ?
-cóż ma szkole...ale trochę sie boje ze jak bedzie u babci i bedzie wracał ze szkoły to znow ktoś go zaatakuje. U dziadka trochę za daleko...ale mój tata teraz mieszka z twoja mama wiec mógłby go odbierać.
-Jasne że sobie poradzimy. Po prostu chcę spędzić z tobą miesiąc miodowy i mieć pewność że Yuya jest bezpieczny.
-Mam nadzieję...wiesz ostatnio nie mówił że ktoś go zaczepia. Martwię się o niego po prostu...
-Nieee...miał masę siniaków wtedy.-powiedział spokojnie.-Ale już dobrze. To jeszcze dziecko, kocha nas więc mu ufam.
-Um no co w tym dziwnego? Jest naszym synkiem, więc ro normalne że zachowuję się jak ojciec. Chcę być dobrym ojcem.
-dziękuję. To dla mnie wiele znaczy.-uśmiechnął się.-Cieszę się że jesteście moją rodziną.
-hmmm? Dziwna prośba. Boli się głowa?-spytał trochę zaskoczony.
-ok...-wzruszył ramionami i zaczął delikatnie rozmasowywać skronie chłopaka.
-oj...grunt, że jest ci dobrze. To najważniejsze.
-ja ciebie też kocham.-zaśmiał się cicho.-tak długo jak lepiej się czujesz jestem szczęśliwy.
-ok...-puścił go i wziął do siebie Jolie która wskoczyła na kanapie.
-Chyba się cieszą.-powiedział patrząc jak pieski wesoło merdały ogonami. Takano w tym czasie spokojnie głaskał Jolie.
-Hmmm? Może jesteś chory?-spytał zaraz przykładając dłoń do jego czoła.-No trochę rozpalone...Idź do łóżka zaraz dam syropek.-powiedział wstając.
-Oj mały...Ale chyba nie chcesz się całkiem rozłożyć, co? Idź do łóżeczka...żebyś i wujka nie zaraził.-poprosił.
-No chciał jeszcze spędzić z tobą trochę czasu...ale nic na to nie poradzimy. Miałeś się trzymać z dala od zarazków...
-Zrobię. A ty się nadal baw z pieskami.-Poszedł do kuchni i zrobił gorącą czekoladę. Jedną zaniósł do salonu a z drugą poszedł do pokoju chłopca.-Mam syropek i czekoladę.
-Nie ma za co maluchu. Jutro zostajesz w domku. Wyleżysz chorobę.-uśmiechnął się lekko.
-Zawiozę wujka do szpitala, odbiorę brata ze stacji i wrócę.-zapewnił go spokojnie.
-Ech nad pieskami się zastanowię...ale na pewno zajmę się tobą.
-A teraz ładnie śpij.-powiedział głaszcząc go po włosach. Kiedy był pewny że chłopiec zasnął wrócił do salonu.
-tak zasnął. Niech odpoczywa, to dobre na chorobę.-powiedział siadając obok niego.
-przecież ci nie bronię. Czytaj sobie kochanie.-powiedział obejmując go ramieniem.
-nie tracę czasu. Jesteś obok, mogę cię tulić. Tyle mi wystarczy.-powiedział głaszcząc jeszcze Jolie.
-Już? To ja jadę po obiad.-powiedział wstając z kanapy.-co chcesz z Mc'a?-spytał od razu.
- śpij. Ja zamknę za sobą drzwi.-powiedział wychodząc. Zakluczyl drzwi i pojechał po obiad wracając dopiero po półtorej godzinie przez ogromne kolejki.
-tadaima!-odkrzyknal zdejmując buty i wchodząc do salonu.-wybaczcie ze tak długo ale kolejki były strasznie długie. -powiedział stawiając wszystko na stolik.-czestujcie sie.
Chłopiec tylko skinal głowa i sięgnął po swojego happy meala.
-wziąłem to ci chciałeś.-powiedział mając na myśli zabawkę i wziął sie za swoje skrzydełka.
-Aizawa?-spojrzał na chłopca pytająco. Zjadł trochę frytek i wrócił do skrzydełek.
-mhm no to fajnie. Bardzo fajnie ze masz więcej kolegów.-powiedział z uśmiechem bo zawsze sie trochę o to matwil.-a tera wcinaj bo jeszcze bardziej ostygnie ci wszystko.
-no i mam nadzieje ze wszyscy sa szczęśliwi z obiadku.-dodał sięgając bo cheesburgera.-a raczej obiadokolacji bo trochę późno pojechałem...-dodał ciszej.
-ech...-westchnął cieżko na te mało sprecyzowana prośbę. Włączył telewizor i akurat trafił na piratów z karaibow.-moze być?-spytał biorąc pare łyków coli.
-to dobrze bo nie chce mi sie szukać.-mruknął jedząc swojego ostatniego burgera.-Tomo o której chcesz jutro jechać? Yuya nie idzie do szkoły wiec mozesz sobie wybrać godzinę. Ale tak przed południem bo Koyuki wpada...nie obrazisz sie jak bedzie spał tutaj poki jstes w szpitalu?
-ale on jest sam. A nie z rodzina. Łatwiej znaleźć wygodne miejsce do spania.-burknal.-no i jak coś to myślałem żeby mu udostępnić dom ale potem stwierdziłem ze jest chory wiec lepiej żeby był blisko.-dodał podjadajac frytki.
-no ale serio nadal nie rozumiem o co ona sie obraziła. I czemu Koyuki sie znow o mnie kłócił.-mruknął zapatrujac sie na film
-ok najwidoczniej tego nie pojme.-wzruszył ramionami.-ne...to źle ze sie tak różnimy?
-nie uważam. Tylko to co ostatnio powiedział Koyuki trochę mnie zmartwiło. Niby wiem ze on sobie to chce tylko jakoś wytłumaczyć ale i tak...-wzruszył ramionami.-myśle ze nawet jeśli sie różnimy to nie ma w tym nic złego.
-ja tez bym tego nie zniósł.-powiedział obdarzajac go lekkim uśmiechem.-cieszę sie.-dodał wracając juz do filmu bo właśnie była jedna z jego ulubionych scen.
-teraz? Zazwyczaj nie lubisz być rysowany jak jesteś chory.-zauważył jednak sięgając po papier i ołówek.-tak po prostu jak leżysz?
-w moich oczach nadal jesteś piękny kochanie.-powiedział zaczynając go rysować.-to sie nie zmieni. Cały czas cie kocham.
-tylko twój.-przyznał powoli go rysujac.-kocham ten twój uśmiech.
-wezmiemy. Na pewno gdzieś razem pojedziemy.-obiecał kończąc rysunek.-ok prosze.
-oj nie przesadzaj. Jesteś śliczny.-ucałował go lekko.-a będziesz wyglądał lepiej jak leczenie sie skończy.
[hej. Ogarniasz logarytmy?]
[juz sobie jakoś poradziłam. Po prostu miałam jeden trudniejszy przykład XD]
-nie jesteś brzydal. Nie mów tak o sobie.-powiedział obejmując go delikatnie.-chociaż muszę przyznać ze ja sie tak czułem po tym pożarze.-mruknął cicho.
-ja wiem że nic kochanie. Bo już jest dobrze...teraz jeszcze tylko ty wyzdrowiejesz i będzie idealnie.-uśmiechnął się lekko i poprawił włosy tak żeby zasłaniały bliznę na szyi i za uchem.-Jest dobrze bo się wspieramy.
-zawsze? Wiesz to bardzo długo.-powiedział jednak uśmiechając się od ucha do ucha. Tak bardzo go kochał.
-kocham cię.-szepnął tylko w odpowiedzi mocno go do siebie przytulając.-bardzo. bardzo nie chcę żebyś znów nie był tak długo w domu, ale nic nie mogę na to poradzić.
-wiem. Po prostu jest smutno bez ciebie. Ale dajemy radę, staramy się więc i ty musisz.-ucałował go w policzek.-chodźmy się umyć.
-ech...ok poczytam.-wywrócił oczyma i wziął go na ręce niosąc do łazienki.-będzie szybko.
-wiem. Dlatego się zgodziłem.-zaśmiał się cicho sadzając go na pralce.-napuszczę wody więc możesz się rozbierać. Tylko ostrożnie.
-he? Czemu?-spytał zaskoczony zakręcając wodę.
-a ja sie chciałem odprezyc z toba bo jutro cie nie bede miał.-mruknął opierając sie plecami o zlew.-dobrze wiem ze umiesz sam.
-znow zaczynasz? Nie traktuje cie jak dziecko. Tylko jest szybciej kiedy wezmę cie na ręce i zaniose. I jesteś bliżej kochanie. A ja lubię cie miec blisko.
- no ok wiem. I bardzo sie cieszę ze nie jesteś w takim stanie.-uśmiechnął sie przepraszajaco. Nie chciał żeby chłopak czuł sie źle.
-oj no...juz nie bede. Tylko obiecałem ze nie będziesz sie przemęczał...a tobie czasem cieżko wysiedzieć-mruknął zdejmując koszulkę.-wezmę prysznic.-zdecydował w końcu.
Takano wyszedł spod prysznica dość szybko. Umyl sie i włosy i był w sumie gotowy. Podszedł do wieszaka po ręcznik.
-podać ci?-spytał zerkajac na niego.-Tomo? Co sie tak patrzysz...?
-no bez przesady skarbie.-zasmial sie cicho.-nie jestem wcale aż tak 'piekny' jak to ująłeś.-wytarl sie i ubrał luźne bokserki.-ale ty jesteś słodki. Wiec można powiedzieć ze do siebie pasujemy.
-seksowny tez jesteś. I to bardzo.-objął go delikatnie.-bluza bedzie. A ja coś dostanę? Poza misiem panda.-zasmial sie cicho. Puścił go i wyszedł z łazienki
Prześlij komentarz