-to sie z tym prześpij. Wcale nie muszę w tym chodzić. Wystarczy ze bedzie miało twój zapach.-powiedział obejmując go lekko.-to czytanie jest konieczne? Nie możemy porozmawiać?
-ok dziękuje za szalik.-powiedział kładąc przed nim naleśniki.-nie dużo. Z czekolada i truskawkami.-uśmiechnął sie dokładając jeszcze herbatę do picia.-Koyuki napisał ze za dwie godziny bedzie.
-dobrze. Wezmę twoja torbę. Mozesz juz poczekać przy samochodzie.-powiedział idąc do pokoju chłopca.-Yuya, wstawaj. Jadę na chwile do miasta i za godzinę powinienem być.-powiedział z uśmiechem.-przyniosłem ci tez śniadanko.-wskazał na szafkę.
-syropek leży na szafce obok śniadania. Jak zjesz to weź łyżeczkę.-poprosił.-a zelki ci kupie. A teraz juz ładnie czekaj.-powiedział mierzwiac mu włoski.
Takano pomógł wejść Tomo do samochodu i zawiózł go do szpitala gdzie oddal go w ręce lekarzy. -przyjadę za tydzien. Tak jak chciałeś. Tydzi bez odwiedzin.-ucałował go w policzek.
-wiem.-pomachał mu i pojechał po brata ktory juz czekał na ławce na stacji.-hej braciszku.-pomachał mu wychodząc z samochodu.-jak sie czujesz?-spytał biorąc jego torbę.
-bez przesady nie jesteś sam.-poklepał go po ramieniu-a tak długo jak czujesz sie pełen sił jest dobrze.-dodał.-na weekend pojedziemy do Tokio, ok? Zbadam sie wtedy.
-Yuya chciał zelki i pomyślałem ze zrobię na obia coś co lubisz.-uśmiechnął si do brata.-nie musisz nic kupywac. Uznaj to jako podziękowanie za opiekowanie sie mną. No i dzieki ze zgodziłes sie zostać moim świadkiem.
-mój specjalne był całkiem niedWno i Yuya zacznie grymasic ze juz było.-zasmial sie parkując pod supermarketem.-no dawaj co chcesz? Obiecuje ze ugotuje.
-Tomo właśnie odwiozlem do szpitala. Był na pszepustce w domu. Trochę siebie porobiło bo jak zwykle tata walnął głupotę.-westchnął cieżko.-a Yuya mi sie zaziebil. Leży w łóżku.
-zadzwoń. Z nim to nigdy nic nie wiadomo. Mi zabronił wpadać do końca tygodnia.-zasmial sie wkładając produkty do koszyka.-no mały mi sie przeziębil. Wiec dostaje lekkie jedzonko i syropek.
-jestem.-przyznał swobodnie.-nawet jeśli nie byłem gotowy na dziecko i nie przeczę ze to dla mnie sporo wyzwanie. Ale mam Tomo. Cieszę sie kiedy jesteśmy razem. Wprowadził wiele zmian w moim życiu ale nie specjalnie mi to przeszkadza. No i ci najważniejsze kocha mnie i w końcu zgodzil sie na slub.
-byłem w szoku.-zasmial sie wesoło.-Po tym jak upieklismy tort na slub Soujiro. Poprosił o wino i poszedł na balkon. Wtedy mi powiedział ze chciałby za mnie wyjść w maju.-wyjasnil wstawiając zakupy do bagażnika.
-nie...on sie pewnie długo zbierał żeby mi to powiedzieć. No wiesz skoro nawet o wino prosił. Kocham go i cieszę sie ze wiem ze w końcu możemy razem cieszyć sie okresem nazeczenstwa i planować slub.
-osa? Nic ci nie jest?-spytał zmartwiony a chłopiec szybko skinal głowa zapewniając ze jest cały.-ok zostań z wujkiem a ja ją złapie.-powiedział zwijając leżąca gazetę i wchodząc do pokoju ktory wskazał Yuya. Po chwili wyszedł zwycięsko.-juz. Dom ocalony.-zasmial sie.
-Hej hej...Yuya już spokojnie.-powiedział sadzając sobie chłopca na kolanach.-Ja się bardzo cieszę że będziesz mnie odwiedzał i ze mnie kochasz. Serio.-uśmiechnął się do malucha.-Ale jak sam zauważyłeś mój i Koyukiego tata jest dość...specyficzny. My też go bardzo kochamy ale czasem powie coś czego potem żałuje...a Koyuki przyjechał odpocząć i...jakby ci to wyjaśnić...jest już duży i nie chce się tłumaczyć tacie dlaczego przyjechał sam. Nie jestem pewien czy zrozumiałeś o co mi chodzi.-zaśmiał się.-odwiedzi go po prostu innym razem.
-oczywiście że będziesz mógł.-przytulił go do siebie.-Kiedy tylko będziesz chciał.-zapewnił go jeszcze.-ale już o tym nie myśl. Sprawy dorosłych są trochę skomplikowane.-zmierzwił mu włoski.
-jasne maluchu.-wziął go na ręce i zaniosl do łóżeczka. Powiedział przy nim dopóki nie zasnął i potem wrócił do salonu żeby pozbierać naczynia.-jakbyś sie źle czuł to powiedz.
-ja wiem tylko...Tomo tez mówi ze nie jest źle a potem mi mdleje albo wymiotuje.-westchnął.-nie ma za co. Czego sie nie zrobi dla brata.-uśmiechnął sie i wyszedł do kuchni żeby pozmywac.
-coz...moze czasem faktycznie trochę jestem. Ale tak normalnie to chyba nie. Jak jest w domu to tylko uważam na to co mówił lekarz.-wzruszył ramionami.-ale on uważa ze traktuje go jak dziecko.-dodał pod nosem.
-tak tez zapewne jest. Ale sie nie kłócimy. Jak mnie upomni to staram sie poprawić, żeby czuł sie swobodnie. Tym razem trochę przesadziłem z noszeniem go...-mruknął włączając zmywarkę i idąc na fotel.
-oj ale mówiłem.-odparł ze śmiechem.-ale on jest strasznie uparty. Uparł sie na no ze traktuje go jak dziecko i ze on chce sam i nie chciał odpuścić.-wzruszył ramionami.-tak długo jak daje rade nie chce być wyręczany.
-to bardzo dobrze.-przyznał zaraz wstajac z fotela.-coś cie zabolalo?-spytał zmartwiony ale po chwili sie uspokoił.-zaraz zaszalalem...ale fakt jest wspaniała. I moja.
- ja pojadę z toba tylko na weekend. Badania zrobię, poczekam na wyniki i bede musiał lecieć.-powkedzial spokojnie.-wolałbym nie zostawać dłużej bo Yuya i praca. No i Tomo.
-mieszkałem w kilku miejscach słonko.-zaśmiał się.-ale pokażę chociaż budynek w którym się zatrzymywałem przez większość pobytu tam. I mój ukochany bar, co ty na to?
-skąd to pytanie?-spytał trochę zaskoczony.-nawet jeśli jestem spokojniejszy na co dzień nie znaczy że straciłem swój temperament. Gdyby ktoś się do niego przystawiał byłbym gotowy zabić...
Wybuchnął śmiechem uspokajając się dopiero po chwili. -chyba każdy tak ma. To normalne...kochasz kogoś i chcesz żeby był tylko twój. Tomo czasem się śmieje że jestem bezpodstawnie zazdrosny. Ale w Korei sam taki był.
-znam. Chłopak przyjaciela Tomo. Cały i zdrowy...chociaż ostatnio jak się przeziębił to zaczął odrzucać przeszczep...ale wszystko wróciło do normy!-zakończył od razu.-będzie dobrze Koyuki...nawet jeśli nie jesteśmy w 100% spokrewnieni.-mruknął przygryzając dolną wargę. Zawsze go to trochę gryzło.
Uśmiechnął się tylko i usiadł obok niego na kanapie obejmując go mocno.-To nic. Nie przejmuj się tym. Nie mam aż tak wielu problemów. Jesteś rodziną a rodziny się nie zostawia na lodzie.
-Bo my mamy siebie Koyuki. I tą przyszłość którą malujemy przed sobą. Ciągle nowe plany. Na święta, na nowy rok, na festyny i co najważniejsze na ślub i wspólne życie. Chyba właśnie stąd czerpiemy siłę.-uśmiechnął się i poklepał go po plecach.
-Póki co to oni zajmują się mną.-przyznał szczerze mimo wszystko trochę się tego wstydząc.-Tomo? Skąd ty bierzesz tyle siły żeby się nie poddać? Takano jakoś to tłumaczył ale nadal nie potrafię tego zrozumieć.
-Fakt, w ogóle nie jest łatwe. I nawet jeśli nie chcę jej zostawić...nie potrafię znaleźć w sobie siły żeby nie myśleć tylko o negatywach.-westchnął ciężko.-ale dość...Takano kazał ci to przekazać.-podał mu bento.
-oczywiście ze chce...ale to ni takie łatwe. Nie chce żeby cierpiała...a jak umrę tonerów cierpiała jeszcze bardziej...-mruknął przegryzając dolna wargę.-no Totoro...co w tym takiego niezwykłego?
-to nie taki łatwe Tomo. Z reszta powinieneś o wiedzieć.-westchnął chociaż wiedział ze chłopak ma racje. Moze faktycznie powinen porozmawiać z żona.-serio? Wiesz Totoro był jego ukochana postacią jak był mały. No i jeszcze kot autobus. Wykorzystał go w parku rozrywki ktory pozwolił mu zaprojektować ojciec.
-ech pewnie oboje macie racje.-westchnął cieżko mimo to nadal nie do końca przekonany.-Takano juz taki jest. Robi wszystko żeby jego bliscy było szczęśliwi.-powiedział stawiając na szafce drugi pojemnik.-ciasteczka.-wyjasnil od razu.-oboje piekli. No i Yuya coś wspominał ze następnym razem pojedzie jego bento. Ale nie z Totoro.
-coś czuje ze tym razem mój braciszek przegra. Rodzima kuchnia nigdy nie była jego mocna strona.-zasmial sie cicho.-nie wiem Tomo. Jeszcze sie zastanowię. Nie chce jej martwić.
-Ugh no pięknie. Łatwiej by było gdyby uwierzyła.-mruknął trochę niezadowolony z rozwoju sytuacji.-wyjaśnię jej wszystko...jeśli Takano szczęśliwie bedzie mógł zostać moim dawca. Jeśli nie to nie bedzie miało sensu. Lepiej jeśli zapomni.-westchnął cieżko.
Koyuki rozejrzał sie po pokoju i podał mu maskę. -bede musiał jej powiedzieć.-wzruszył ramionami ni widząc innych opcji.-gdyby kupiła moje bajki byłoby łatwiej.-mruknął.
-porozmawiam z nią. Ale dopiero po wynikach Takano.-mruknal.-no tak plany. Z Takano masz takich dużo co? Ale spoko...piwko bardzo chętnie.-uśmiechnął sie lekko.
-jeszcze? Wiec pewnie mu powiesz, tak?-usmichnal sie lekko.-jesteście niesamowici...Takano juz zaczął spisywać co chce ci pokazać w Paryzu i w całej Francji. Ja nie wiem jak on chce sie wyrobić w miesiąc.-zasmial do cicho.
-to on sie na pewno nie wyrobi.-zasmial sie.-lubi francje wiec chce ci wszystko pokazać. Ciagle coś dopisuje bo mu sie przypomni. Załatwił nawet z Ruim hotele.-zachichotal. Cieszył sie szczęściem brata ale miał wrażenie ze trochę przesadza.
-aż tacy zabawni jesteście?-spytał ze śmiechem.-z reszta chciałbym w filmie miec wasze szykowanie sie do ślubu. To wyglada zawsze najzabawniej. Tyle stresu i w ogóle.
-mhm...ale sądzę że Takano to rozumie, że czasem potrzebujesz chwili dla siebie.-poklepał go po udzie.-Więc nie musisz się bać. Takano na przykład bał się że nie będziecie mieli czasu dla siebie jak zamieszka z wami Yuya.
-Więc widzisz. Nie masz się czego bać bo ty też będziesz miał dla siebie czas.-uśmiechnął się.-Jasne, śpij. Ja w sumie powinienem się już zbierać. Pożyczyłem od Takano samochód żeby kupić parę rzeczy na obiad...
O, więc takie coś? No jasne że przyjdę maluchu.-powiedział zaraz podchodząc do kalendarza który wisiał na ścianie.-Tylko powiedz mi kiedy i możesz zacząć pisać.
Takano zgodził się bez problemu bo zawsze tylko tego oczekiwał od taty. Trochę uwagi i zainteresowania jego życiem. Kiedy skończył z tortem zrobił maluchowi gorącej czekolady.
-Nie przeszkadzasz.-zapewnił go od razu.-ale tutaj raczej nie masz miejsca żeby spokojnie pisać. Koyuki już pewnie jest w domu więc chętnie ci pomoże.-zmierzwił mu włosy.
-kochany malucha.-zasmial sie jeszcze i wrócił do pracy. W piątek zawiózł malucha do dziadka i pojechał z Koyukim do Tokio. Dojechali na miejsce późnym wieczorem wiec do szpitala na badania poszli w sobotę rano.
Zakryl usta dłonią byle tylko sie nie roześmiac. -no i powiedz kochanie...powinienem taktownie wyjść i udać ze nic sie nie stało czy ci pomoc?-uniósł brwi decydując sie jednak na opcje numer dwa. Zaniosl go do łazienki zapewniając ze zaraz przyniesie mu coś na zmianę.
-ech...-podsunął mu wózek i usiadł na kanapie.-oddałem mu szpik...jest dość duża zgodność wiec mogłem zostać dawca. Jak wyjeżdżaliśmy to czuł sie dobrze ale nie zaczęli jeszcze leczenia.
-no i odpoczywalem. Zaraz po tym jak zawiozłem Yuye do szkoły. Musiałem wrócić. Ale spokojnie nie jechałem samochodem.-uśmiechał sie.-juz nic nie boli. Wczoraj byłem na tabletkach.-przyznał swobodnie.
-ale chciałem. Z reszta i tak musiałem jechać do miasta.-wzruszył ramionami.-a właśnie. W piątek Yuya ma festyn w szkole z okazji dnia rodzica. Nagram ci wszystko.
-bede.-obiecał mu szybko.-mały nawet pisał jakieś wypracowanie o mnie bo miał napisać o swoim autorytecie. Nagram ci jak bedzie czytał. I potem cie odwiedzimy, co ty na to?
-zadzwonię skarbie. Najwyżej odwiedzę cie sam i pokaże nagrania.-uśmiechnął sie lekko.-obiecałem mu ze pójdę. Ucieszył sie kiedy powiedziałem ze spędzę tam cały dzień. Bo w sumie zawsze tego oczekiwałem od ojca. Odrobiny uwagi i zaciekawienia moim życiem.
-oj nie przesadzaj, nie jestem.-położył sie obok niego i objął go lekko.-ja poprostu staram sie być dobrym partnerem i dobrym tata. Żebyście byli szczęśliwi.-ucałował go w policzek. -nic więcej.
-długo. Wiem jak bardzo nie lubisz kiedy sie ciebie wyrecza wiec czekałem. No ale jak upadłes pomarzyć któryś to stwierdziłem ze muszę ci pomoc. Wiec otworzyłem drzwi.-wyjasnil spokojnie.
-jechałem pociągiem. Tak samo jechałem do Tokio. Widzisz uważałem. Nawet jechałem swoim wynajętym wagonem. Zawsze uważam na siebie skarbie.-ucałował go w paluszek.
-odpoczywam przecież. Ja umiem odpoczywać.-zasmial sie.-masz mnie cały czas. Jestem pod telefonem.-zapewnił go spokojnie.-do psychologa? Jasne tylko powiedz kiedy.
-przyjdę. To nie jest głupie bo oboje mamy obawy z tym związane.-uśmiechnął sie lekko i objął mocniej.-ale wierze ze wszystko bedzie dobrze.-dodał spokojnie.
-hej maluchu. Przepraszam za spóźnienie.-powiedział wyskakując z samochodu i ciesząc sie ze chłopiec poczekał.-wujek zasnął i nie chciał mnie puścić.-zasmial sie odbierając od niego plecak.
-Nie jestem. Dlaczego miałbym być? To tylko ocena. Na dodatek z czegoś czego masz prawo się bać.-przytulił go lekko.-Chyba nie jestem na tyle złym tatusiem żeby się gniewać z takiego powodu, prawda?
Takano o mało nie walnął głową o kierownicę. -Do czego pijesz maluchu? Jeśli chodzi o nowy telefon to od razu odpowiadam że ty nie jesteś Kira i wcale nie masz starego sprzętu.-powiedział wjeżdżając do Yukan.
-No skoro tak...-zmierzwił maluchowi włoski w ramach przeprosin jak tylko zaparkował po domem.-Nie dziwię się ze zabrała. Nie można się bawić telefonem na lekcji.-a teraz wysiadaj.
-Duże plany jak na tak małą osóbkę.-zaśmiał się przeglądając zeszyty chłopca.-no cóż...nie podoba mi się tylko to że podjęliście tę decyzję bez mojej wiedzy nie wspominając już o zgodzie. Ale jestem dumny że tak dużo nauczyłeś się bez mojej pomocy...nie mam wyboru jak tylko cię w tym wspierać, co? PO obiedzie ci pomogę.
-pomogę.-westchnął tylko i wrócił do ziemniaków. Mimo wszystko poczuł sie trochę odsunięty. Przecież mogl załatwić prywatnego nauczyciela albo coś. Rozumiał ze chłopiec chciał mu zrobić niespodziankę ale mimo to było mu smutno.
-nie ma za ci maluchu. To była przyjemność spędzić taki dzień z toba. Fajnie sie bawiłem.-zapewnił tulac go lekko do siebie. -jedziemy do wujka? Posiedzisz u babci przez ten czas ok? Albo sie z kimś pobawisz.
Kiedy dojechali do szpitala z zaprowadził malucha do gabinetu babci a sam poszedł do Tomo. Zapukał do drzwi i wszedł do sali z lekkim uśmiechem. -hej skarbie.
-byłem. Mały był dzielny nawet jeśli taki zestresowany.-uśmiechnął sie odkładając kamerę na stolik-no i mam tez bento dla najlepszego wujka na świecie.-zasmial sie kładąc je obok kamery.-ale wiesz...dopiero teraz czuje jak mało czasu poświęcał mi ojciec.
- powiem. Powiem tez ze pikachu mu wyszedł śliczny.-uśmiechnął sie pomagając mu sie położyć.-widzę właśnie ze nie najlepiej wyglądasz. Odpoczywaj skarbie. I nie płacz, bedzie dobrze.-ucałował go delikatnie.-wiem ze sie stara. Ale to nie jest łatwe dać mu szanse i zapomnieć o wszystkim.
-Nie wiem...to nie jest łatwe. Wiem że chce się zmienić ale wciąż...-pokręcił głową.-nie myśl o tym. Jakoś sobie z poradzę...To mój głupi problem.-pogłaskał go po policzku.
-Nie przepraszaj. Nie masz za co kochanie.-powiedział obejmując go delikatnie.-Widać że źle się czujesz. Posiedzę dopóki nie zaśniesz i będę się zbierał, ok? Odpoczniesz sobie spokojnie.
-Przecież to wiem głuptasku. No już, dobranoc i odpoczywaj. Jak się obudzisz to sobie zjesz a ja powiem Yuyi że ci smakowało.-znów go ucałował.-A o sekretnych lekcjach francuskiego pogadamy jutro.
-widzisz...nawet nie masz siły kłamać.-zaśmiał się nadal głaszcząc go po policzku.-Posiedział jeszcze chwilę przy nim po czym wyszedł od razu idąc po Yuyę.
-Yuya to coś bardzo ważnego? Jeśli wujek będzie mógł to na pewno przyjdzie a jeśli nie to wszystko mu nagramy tak jak dzisiaj.-zapewnił go.-I kazał przekazać że bento jest pyszne i reszte zje jutro. I ze jest z ciebie dumny.
-Rozumiem maluchu. Najwyżej wszystko wujkowi nagramy. Chociaż myślę że do tego czasu wujek wyjdzie ze szpitala.-uśmiechnął się i ruszył w stronę Yukan.
-Ale nie oddalaj się za bardzo i uważaj na siebie. Będziesz mógł zostać, taki był wstępny plan.-usmiechnął się do malucha i jak zwykle poszedł robić obiad.
-jutro będe. Z samego rana przyjadę.-obiecał po czym zaczął mu śpiewać kołysankę. Martwił się o niego i gdyby nie to ze i tak by go nie wpuścili już siedziałby w samochodzie.
-mały ma talent.-zaśmiał się cicho.-Jak już wydało się z tym francuskim to zdradził mi że chciałby studiować w Paryżu...-powiedział bo jakoś nie przestawało go to martwić.
-Wiem że może i to dobrze że ma marzenia tylko...to tak daleko. No i Europa różni się kulturowo od Azji...a na dodatek mały wychowuje się na prowincji.
-Ech ok...mówił że chciał niespodziankę zrobić. Wymsknęło mu się jak miał jakiś problem z zadaniem i prosił o pomoc.-westchnął cicho.-Jakoś się pogodziłem że decyzja została podjęta bez mojej wiedzy.
-wiem kochanie. Bedzie dobrze. Na pewno trochę sie poprawia. Wszystko bedzie dobrze.-uśmiechnął sie.-kochanie? A na nasz slub przekonasz sie do ubrania garnituru?
-oj przecież sie wypierze. Biały bedzie ci pasował.-uśmiechnął sie lekko.-tylko na slub i wesele.-ucałował go w policzek.-czy ten jeden dzień będziesz w stanie nie przejmować sie pieniędzmi?
-no nie jesteś.-zgodził sie cicho.-jeszcze to uzgodnimy, ne? Wybierzemy coś ładnego.-obiecał glaszczac go po policzku. -no i postaram sie nie wydawać za wielu pieniędzy.-dodał trochę niechętnie.
-to nie w twoim stylu pozwalać mi wydać ile chcę.-zaśmiał się.-a chcę szyć na miarę więc wyjdzie dość drogo.-dodał. Po komunikacie chłopaka od razu podał mu miskę leżącą na podłodze.
-Pasuje. Wiem że się nie znasz ale jestem zaskoczony że pozwalasz mi wydać ile chcę. Zazwyczaj ograniczasz koszty to koniecznego minimum.-Wzruszył ramionami.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1401 – 1600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-nie wiem. Coś twojego. Tak jak ty masz moja bluzę.-mruknął wchodząc do łóżka i czekając na chłopaka.
-to sie z tym prześpij. Wcale nie muszę w tym chodzić. Wystarczy ze bedzie miało twój zapach.-powiedział obejmując go lekko.-to czytanie jest konieczne? Nie możemy porozmawiać?
-jak mówiłem prześpij sie z tym.-powiedział przymykajac oczy.-jestem zmęczony. Dobranoc
Takank zasnął od azu i obudził sie z rana przed wszystkimi żeby zrobić śniadanie. Zdecydował sie na słodkie naleśniki.
-ok dziękuje za szalik.-powiedział kładąc przed nim naleśniki.-nie dużo. Z czekolada i truskawkami.-uśmiechnął sie dokładając jeszcze herbatę do picia.-Koyuki napisał ze za dwie godziny bedzie.
-hmmm? Ale ze co niby miałbym być zły?-spytał zaskoczony rownież jedząc swoją porcje.
-to nic kochanie. Wziąłem prysznic.-powiedział pijąc herbatę.-chciałeś sam. Nie jestem zły.-dodał wzruszając ramionami.
-zaraz ci zapakuje.- powiedział kończąc jesc i wstajac. Poszedł do kuchni i wrócił z pudeleczkiem w którym był naleśniki.-spakowany jesteś?
-dobrze. Wezmę twoja torbę. Mozesz juz poczekać przy samochodzie.-powiedział idąc do pokoju chłopca.-Yuya, wstawaj. Jadę na chwile do miasta i za godzinę powinienem być.-powiedział z uśmiechem.-przyniosłem ci tez śniadanko.-wskazał na szafkę.
-syropek leży na szafce obok śniadania. Jak zjesz to weź łyżeczkę.-poprosił.-a zelki ci kupie. A teraz juz ładnie czekaj.-powiedział mierzwiac mu włoski.
Takano pomógł wejść Tomo do samochodu i zawiózł go do szpitala gdzie oddal go w ręce lekarzy.
-przyjadę za tydzien. Tak jak chciałeś. Tydzi bez odwiedzin.-ucałował go w policzek.
-wiem.-pomachał mu i pojechał po brata ktory juz czekał na ławce na stacji.-hej braciszku.-pomachał mu wychodząc z samochodu.-jak sie czujesz?-spytał biorąc jego torbę.
-bez przesady nie jesteś sam.-poklepał go po ramieniu-a tak długo jak czujesz sie pełen sił jest dobrze.-dodał.-na weekend pojedziemy do Tokio, ok? Zbadam sie wtedy.
-Yuya chciał zelki i pomyślałem ze zrobię na obia coś co lubisz.-uśmiechnął si do brata.-nie musisz nic kupywac. Uznaj to jako podziękowanie za opiekowanie sie mną. No i dzieki ze zgodziłes sie zostać moim świadkiem.
-mój specjalne był całkiem niedWno i Yuya zacznie grymasic ze juz było.-zasmial sie parkując pod supermarketem.-no dawaj co chcesz? Obiecuje ze ugotuje.
- ok.-usmichnal sie bo faktycznie było to jedno z pierwszych dań jakie ugotował.-tez idziesz czy chcesz zostać w samochodzie?-spytał samemu wychodząc.
-Tomo właśnie odwiozlem do szpitala. Był na pszepustce w domu. Trochę siebie porobiło bo jak zwykle tata walnął głupotę.-westchnął cieżko.-a Yuya mi sie zaziebil. Leży w łóżku.
-zadzwoń. Z nim to nigdy nic nie wiadomo. Mi zabronił wpadać do końca tygodnia.-zasmial sie wkładając produkty do koszyka.-no mały mi sie przeziębil. Wiec dostaje lekkie jedzonko i syropek.
-zostały jeszcze naleśniki ze śniadania wiec jak coś jestem zabezpieczony.-zapewnił pakując jeszcze zelki.-ok mam wzytsko możemy iść do kasy.
-jestem.-przyznał swobodnie.-nawet jeśli nie byłem gotowy na dziecko i nie przeczę ze to dla mnie sporo wyzwanie. Ale mam Tomo. Cieszę sie kiedy jesteśmy razem. Wprowadził wiele zmian w moim życiu ale nie specjalnie mi to przeszkadza. No i ci najważniejsze kocha mnie i w końcu zgodzil sie na slub.
-byłem w szoku.-zasmial sie wesoło.-Po tym jak upieklismy tort na slub Soujiro. Poprosił o wino i poszedł na balkon. Wtedy mi powiedział ze chciałby za mnie wyjść w maju.-wyjasnil wstawiając zakupy do bagażnika.
-nie...on sie pewnie długo zbierał żeby mi to powiedzieć. No wiesz skoro nawet o wino prosił. Kocham go i cieszę sie ze wiem ze w końcu możemy razem cieszyć sie okresem nazeczenstwa i planować slub.
-jestem szczęśliwy. A on jest nieśmiały. O dziwo w każdym aspekcie tylko nie w łóżku.-zasmial sie odjezdzajac z parkingu.
-osa? Nic ci nie jest?-spytał zmartwiony a chłopiec szybko skinal głowa zapewniając ze jest cały.-ok zostań z wujkiem a ja ją złapie.-powiedział zwijając leżąca gazetę i wchodząc do pokoju ktory wskazał Yuya. Po chwili wyszedł zwycięsko.-juz. Dom ocalony.-zasmial sie.
- no bez przesady maluchu. Ale dobrze ze nic ci ni jest. Przywitałes sie juz z wujkiem? Lepiej sie juz czujesz?-spytał okrywajac go kołdra.
-no coz ale dobrze ze lepiej niż wczoraj. Zeleki kupiłem ale dostaniesz po obiedzie,ok?-uśmiechnął sie do malucha.
-puree i jajko sadzone.-wyjasnil maluchowi.-to ja idę do kuchni a wy sobie czytajcie.-powiedział wychodząc.
Po kilku rozdzialach przyniósł gotowy obiadek.
-smacznego moi drodzy.-powiedział patrząc jak brat zaznacza zakładka książkę.
-Mhm. Ostatnio miał małe problemy z kanji ale Tomo mu pomógł.-uśmiechnął się patrząc jak mały wcina obiad.-widzę że smakuje.-zaśmiał się cicho.
-to bardzo dobrze, że się uczycie.-pochwalił go i zabrał się za jedzenie.-Koyuki, zostaniesz z nim jutro? Ja muszę iść do pracy...-poprosił brata.
-ok, to ci dobrze zrobi.-powiedział do małego i uśmiechnął się do brata.-dzięki. No i zanim zapomnę...tata moze do ciebie dzwonić...
-wymsknęło mi się że przyjeżdżasz...jak coś to nie odbieraj.-mruknął drapiąc się po głowie.-wiem że nie planowałeś.
-Hej hej...Yuya już spokojnie.-powiedział sadzając sobie chłopca na kolanach.-Ja się bardzo cieszę że będziesz mnie odwiedzał i ze mnie kochasz. Serio.-uśmiechnął się do malucha.-Ale jak sam zauważyłeś mój i Koyukiego tata jest dość...specyficzny. My też go bardzo kochamy ale czasem powie coś czego potem żałuje...a Koyuki przyjechał odpocząć i...jakby ci to wyjaśnić...jest już duży i nie chce się tłumaczyć tacie dlaczego przyjechał sam. Nie jestem pewien czy zrozumiałeś o co mi chodzi.-zaśmiał się.-odwiedzi go po prostu innym razem.
-oczywiście że będziesz mógł.-przytulił go do siebie.-Kiedy tylko będziesz chciał.-zapewnił go jeszcze.-ale już o tym nie myśl. Sprawy dorosłych są trochę skomplikowane.-zmierzwił mu włoski.
-jasne maluchu.-wziął go na ręce i zaniosl do łóżeczka. Powiedział przy nim dopóki nie zasnął i potem wrócił do salonu żeby pozbierać naczynia.-jakbyś sie źle czuł to powiedz.
-ja wiem tylko...Tomo tez mówi ze nie jest źle a potem mi mdleje albo wymiotuje.-westchnął.-nie ma za co. Czego sie nie zrobi dla brata.-uśmiechnął sie i wyszedł do kuchni żeby pozmywac.
-nie. Poskładać wszystko do zmywarki i po robocie.-wzruszył ramionami pluczc akurat talerz a potem wkładając go do maszyny.-radzę sobie.
-raczej wyczulony...a zdaniem Tomo czasem nadopiekuńczy.-wzruszył ramionami.-a kładź sie. Mozesz nawet iść do łóżka.
-coz...moze czasem faktycznie trochę jestem. Ale tak normalnie to chyba nie. Jak jest w domu to tylko uważam na to co mówił lekarz.-wzruszył ramionami.-ale on uważa ze traktuje go jak dziecko.-dodał pod nosem.
-tak tez zapewne jest. Ale sie nie kłócimy. Jak mnie upomni to staram sie poprawić, żeby czuł sie swobodnie. Tym razem trochę przesadziłem z noszeniem go...-mruknął włączając zmywarkę i idąc na fotel.
-oj ale mówiłem.-odparł ze śmiechem.-ale on jest strasznie uparty. Uparł sie na no ze traktuje go jak dziecko i ze on chce sam i nie chciał odpuścić.-wzruszył ramionami.-tak długo jak daje rade nie chce być wyręczany.
-to bardzo dobrze.-przyznał zaraz wstajac z fotela.-coś cie zabolalo?-spytał zmartwiony ale po chwili sie uspokoił.-zaraz zaszalalem...ale fakt jest wspaniała. I moja.
-coz mam nadzieje ze takiej potrzeby nie bedzie. Jakbyś co to w kuchni jest apteczka..-usiadł wygodniej.-Ren wie ze wpadasz?
- ja pojadę z toba tylko na weekend. Badania zrobię, poczekam na wyniki i bede musiał lecieć.-powkedzial spokojnie.-wolałbym nie zostawać dłużej bo Yuya i praca. No i Tomo.
-Jasne wbijaj. Jesteś tu miło widziany więc nie krępuj się przyjeżdżać.-uśmiechnął się do brata.-A i jak rozwiązujemy problem spania?
-Aj...nie będę cię zsyłał na kanapę.-pokręcił głową.-mały jest przeziębiony więc śpi u siebie. Mogę ci odstąpić sypialnię.
-to możesz spać ze mną.-zaśmiał się i odebrał telefon.-Halo?
-hej skarbie.-zachichotał cicho. Jakoś nie mógł się powstrzymać.-nie minął nawet dzień.-dodał ze śmiechem.
-Usłyszeć a ty ciągle gadasz.-zaśmiał się.-ale cieszę się ze dzwonisz. I jak wyniki? Lepiej jest?-spytał od razu.
-Skoro nie jest gorzej to dobrze. ale spokojnie, na pewno będzie lepiej.-powiedział chcąc go trochę pocieszyć.-Wystarczy trochę poczekać.
-No widzisz...na pewno będzie lepiej.-uśmiechnął się lekko.-siedzi na przeciwko mnie na kanapie. A Yuya śpi.
-hmmm...no więc tak myślę...żeby ci pokazać moją uczelnię jak już będziemy we francji. Co ty na to?
-mieszkałem w kilku miejscach słonko.-zaśmiał się.-ale pokażę chociaż budynek w którym się zatrzymywałem przez większość pobytu tam. I mój ukochany bar, co ty na to?
-ja ciebie też kocham skarbie. Śpij dobrze.-powiedział zaraz się rozłączając.-widzisz go? Tęskni ale nie pozwoli mi przyjechać.
-A weź...obraziłby się zaraz. I kolejna kara by mi wpadła a jednej się nie pozbyłem.-mruknął wywracając oczyma.
-Mam odpusty.-zrobił cudzysłów palcami.-idź, tylko uważaj szczeniaki strasznie ciągną.-zaśmiał się.
-rozbrykane ale kochane.-roześmiał się kiedy podeszła do niego Jolie.-ale ona się uspokoiła.
-Co nie fochaj się-zaśmiał się tarmosząc ją za uszy-Tomo bardzo zmienił nasze życie.
-jest, jest...ale już mniej.-zaśmiał się.-nie atakuje ludzi. Jest spokojniejsza.-dodał biorąc ją na fotel.
-na pewno wprowadził. Myślę że oboje się uspokoiliśmy. I ja i Jolie...z resztą to widać, nie?
-skąd to pytanie?-spytał trochę zaskoczony.-nawet jeśli jestem spokojniejszy na co dzień nie znaczy że straciłem swój temperament. Gdyby ktoś się do niego przystawiał byłbym gotowy zabić...
-wiesz...wołabym jednak wiedzieć skąd takie dość dziwne pytanie.-mruknął.-ok, kuchnia twoja.
Wybuchnął śmiechem uspokajając się dopiero po chwili.
-chyba każdy tak ma. To normalne...kochasz kogoś i chcesz żeby był tylko twój. Tomo czasem się śmieje że jestem bezpodstawnie zazdrosny. Ale w Korei sam taki był.
-Hmmm...trzymał mnie za ramię...odciągał od obiektu zazdrości aka mojego byłego. I tak burczał pod nosem. W sumie to słodkie było.-zachichotał.
-wow...nauczyłeś się czegoś.-zaśmiał się cicho i sięgnął po kawałek.-Wrócisz do rodziny jak już...wyzdrowiejesz?
-czemu tak sądzisz? Ech...pewnie jej coś nagadałeś żeby mieć pretekst pójścia z domu, co?-uniósł brwi.
-ajś...debil z ciebie wiesz? Zamiast powiedzieć jej prawdę że jesteś chory...-westchnął ciężko.-wiem że to ciężkie ale lepsze niż to co ty zrobiłeś.
-nie umrzesz, baka!-fuknął a Koyuki został oszczekany przez Jolie.-I co myślisz ze się nie dowie jak umrzesz? Głupi jesteś. Lepiej to wszystko odkręć.
-Tomo ma wsparcie. Nie umrze i tyle. Ty z resztą też. Jeżeli będę mógł być twoim dawcą masz to wszystko odkręcić.
-znam. Chłopak przyjaciela Tomo. Cały i zdrowy...chociaż ostatnio jak się przeziębił to zaczął odrzucać przeszczep...ale wszystko wróciło do normy!-zakończył od razu.-będzie dobrze Koyuki...nawet jeśli nie jesteśmy w 100% spokrewnieni.-mruknął przygryzając dolną wargę. Zawsze go to trochę gryzło.
-Ale najpierw do niego zadzwoń żebyś nie trafił na badania.-mruknął tylko.-i po prostu...postaraj się nie myśleć tak pesymistycznie.
-Mną się nie przejmuj. Rozumiem że może cię to przytłaczać. Znam to...już nie raz otarłem się o śmierć.
Uśmiechnął się tylko i usiadł obok niego na kanapie obejmując go mocno.-To nic. Nie przejmuj się tym. Nie mam aż tak wielu problemów. Jesteś rodziną a rodziny się nie zostawia na lodzie.
-Bo my mamy siebie Koyuki. I tą przyszłość którą malujemy przed sobą. Ciągle nowe plany. Na święta, na nowy rok, na festyny i co najważniejsze na ślub i wspólne życie. Chyba właśnie stąd czerpiemy siłę.-uśmiechnął się i poklepał go po plecach.
-Ale dojdą. My wierzymy że dojdą. Koyuki na tym to właśnie polega. Że my się nie poddajemy i wybiegamy w przyszłość.-wyjaśnił bratu jak dziecku.
-od tego płaczu. Idź się umyj. Masz do dyspozycji wanne albo prysznic.-poklepał go po plecach.-i śpisz dzisiaj ze mną.
-Ech...-pokręcił tylko głowa i zanim Koyuki poszedł się myć zaniósł do łazienki czyste ręczniki. Potem poszedł założyć poszewkę na drugą kołdrę.
-Już, już.-zaśmiał się i kiedy skończył z pościelą poszedł nakarmić psiaki. Zawołał też Jolie żeby coś zjadła.
-Ech...-westchnął widząc jak psiaki radośnie wcinają karmę. A kiedy Koyuki zwolnił łazienkę poszedł się umyć.
-Nie...Takano jest niezwykle pozytywny chociaż trochę nadopiekuńczy.-zaśmiał się.-a Yuya zdecydował że poskłada dla mnie żurawie...
-To już pewnie mają wprawę co?-spytał rozglądając się po pomieszczeniu.-ładnie tu masz.
-Póki co to oni zajmują się mną.-przyznał szczerze mimo wszystko trochę się tego wstydząc.-Tomo? Skąd ty bierzesz tyle siły żeby się nie poddać? Takano jakoś to tłumaczył ale nadal nie potrafię tego zrozumieć.
-Fakt, w ogóle nie jest łatwe. I nawet jeśli nie chcę jej zostawić...nie potrafię znaleźć w sobie siły żeby nie myśleć tylko o negatywach.-westchnął ciężko.-ale dość...Takano kazał ci to przekazać.-podał mu bento.
-oczywiście ze chce...ale to ni takie łatwe. Nie chce żeby cierpiała...a jak umrę tonerów cierpiała jeszcze bardziej...-mruknął przegryzając dolna wargę.-no Totoro...co w tym takiego niezwykłego?
-to nie taki łatwe Tomo. Z reszta powinieneś o wiedzieć.-westchnął chociaż wiedział ze chłopak ma racje. Moze faktycznie powinen porozmawiać z żona.-serio? Wiesz Totoro był jego ukochana postacią jak był mały. No i jeszcze kot autobus. Wykorzystał go w parku rozrywki ktory pozwolił mu zaprojektować ojciec.
-ech pewnie oboje macie racje.-westchnął cieżko mimo to nadal nie do końca przekonany.-Takano juz taki jest. Robi wszystko żeby jego bliscy było szczęśliwi.-powiedział stawiając na szafce drugi pojemnik.-ciasteczka.-wyjasnil od razu.-oboje piekli. No i Yuya coś wspominał ze następnym razem pojedzie jego bento. Ale nie z Totoro.
-coś czuje ze tym razem mój braciszek przegra. Rodzima kuchnia nigdy nie była jego mocna strona.-zasmial sie cicho.-nie wiem Tomo. Jeszcze sie zastanowię. Nie chce jej martwić.
-Ugh no pięknie. Łatwiej by było gdyby uwierzyła.-mruknął trochę niezadowolony z rozwoju sytuacji.-wyjaśnię jej wszystko...jeśli Takano szczęśliwie bedzie mógł zostać moim dawca. Jeśli nie to nie bedzie miało sensu. Lepiej jeśli zapomni.-westchnął cieżko.
Koyuki rozejrzał sie po pokoju i podał mu maskę.
-bede musiał jej powiedzieć.-wzruszył ramionami ni widząc innych opcji.-gdyby kupiła moje bajki byłoby łatwiej.-mruknął.
-porozmawiam z nią. Ale dopiero po wynikach Takano.-mruknal.-no tak plany. Z Takano masz takich dużo co? Ale spoko...piwko bardzo chętnie.-uśmiechnął sie lekko.
-jeszcze? Wiec pewnie mu powiesz, tak?-usmichnal sie lekko.-jesteście niesamowici...Takano juz zaczął spisywać co chce ci pokazać w Paryzu i w całej Francji. Ja nie wiem jak on chce sie wyrobić w miesiąc.-zasmial do cicho.
-to on sie na pewno nie wyrobi.-zasmial sie.-lubi francje wiec chce ci wszystko pokazać. Ciagle coś dopisuje bo mu sie przypomni. Załatwił nawet z Ruim hotele.-zachichotal. Cieszył sie szczęściem brata ale miał wrażenie ze trochę przesadza.
-na Australię tez ma plany. On sie bardzo na to cieszy.-uśmiechnął sie do niego.-właśnie! Co chcecie dostać na slub? Moze wam w czymś pomoc?
-to w sumie świetny pomysł! Nakręce film.-klasnal w dłonie.-a skoro u was jestem bede miał masę materiału.-roześmiał sie.
- spoko-uniósł kciuki do góry.-Takano pewnie tez coś ma. Będziecie mieli super pamiątkę z okresu narzeczenstwa.-wyszczerzyl sie.
-aż tacy zabawni jesteście?-spytał ze śmiechem.-z reszta chciałbym w filmie miec wasze szykowanie sie do ślubu. To wyglada zawsze najzabawniej. Tyle stresu i w ogóle.
-aż tyle przegapiłem? Zrywaliscie zaręczyny?-westchnął niezadowolony ze tyle rzeczy nie bedzie na nagraniu.- od teraz bede za wami biegał z kamera.
-mhm...w sumie nic dziwnego. Takano pewnie z tym wyskoczył i postawił cie w niezręcznej sytuacji.-usmichnal sie do niego lekko.
-nadal się boisz?-spytał trochę zaskoczony.
-mhm...ale sądzę że Takano to rozumie, że czasem potrzebujesz chwili dla siebie.-poklepał go po udzie.-Więc nie musisz się bać. Takano na przykład bał się że nie będziecie mieli czasu dla siebie jak zamieszka z wami Yuya.
-Więc widzisz. Nie masz się czego bać bo ty też będziesz miał dla siebie czas.-uśmiechnął się.-Jasne, śpij. Ja w sumie powinienem się już zbierać. Pożyczyłem od Takano samochód żeby kupić parę rzeczy na obiad...
-wierzę na słowo.-uśmiechnął się jeszcze i wyszedł żeby załatwić wszystko o co prosił go Takano.
wypracowania? A co to za wypracowanie?-spytał zaciekawiony akurat robiąc tort na zamówienie.
O, więc takie coś? No jasne że przyjdę maluchu.-powiedział zaraz podchodząc do kalendarza który wisiał na ścianie.-Tylko powiedz mi kiedy i możesz zacząć pisać.
-Ok w kalendarzu zapisane.-uśmiechnął się do chłopca.-A na której lekcji? Na pewno przyjdę. No i możesz poobserwować.
-mhm...więc wezmę wolne i przyjdę na cały dzień.-zapewnił malucha i już wziął się do roboty.
Takano zgodził się bez problemu bo zawsze tylko tego oczekiwał od taty. Trochę uwagi i zainteresowania jego życiem. Kiedy skończył z tortem zrobił maluchowi gorącej czekolady.
-cieszę się że się podoba.-uśmiechnął się do malucha.-A jak twoje wypracowanie? Masz już wszystko czego potrzebowałeś?
-Nie przeszkadzasz.-zapewnił go od razu.-ale tutaj raczej nie masz miejsca żeby spokojnie pisać. Koyuki już pewnie jest w domu więc chętnie ci pomoże.-zmierzwił mu włosy.
-kochany malucha.-zasmial sie jeszcze i wrócił do pracy. W piątek zawiózł malucha do dziadka i pojechał z Koyukim do Tokio. Dojechali na miejsce późnym wieczorem wiec do szpitala na badania poszli w sobotę rano.
-uzgodnili ze następnego dnia Takano odda szpik i wróci do domu. Wiec w poniedziałek przed odebraniem Yuyi ze szkoły poszedł odwiedzić Tomo.
Zakryl usta dłonią byle tylko sie nie roześmiac.
-no i powiedz kochanie...powinienem taktownie wyjść i udać ze nic sie nie stało czy ci pomoc?-uniósł brwi decydując sie jednak na opcje numer dwa. Zaniosl go do łazienki zapewniając ze zaraz przyniesie mu coś na zmianę.
-ech...-podsunął mu wózek i usiadł na kanapie.-oddałem mu szpik...jest dość duża zgodność wiec mogłem zostać dawca. Jak wyjeżdżaliśmy to czuł sie dobrze ale nie zaczęli jeszcze leczenia.
-no i odpoczywalem. Zaraz po tym jak zawiozłem Yuye do szkoły. Musiałem wrócić. Ale spokojnie nie jechałem samochodem.-uśmiechał sie.-juz nic nie boli. Wczoraj byłem na tabletkach.-przyznał swobodnie.
-ale chciałem. Z reszta i tak musiałem jechać do miasta.-wzruszył ramionami.-a właśnie. W piątek Yuya ma festyn w szkole z okazji dnia rodzica. Nagram ci wszystko.
-bede.-obiecał mu szybko.-mały nawet pisał jakieś wypracowanie o mnie bo miał napisać o swoim autorytecie. Nagram ci jak bedzie czytał. I potem cie odwiedzimy, co ty na to?
-zadzwonię skarbie. Najwyżej odwiedzę cie sam i pokaże nagrania.-uśmiechnął sie lekko.-obiecałem mu ze pójdę. Ucieszył sie kiedy powiedziałem ze spędzę tam cały dzień. Bo w sumie zawsze tego oczekiwałem od ojca. Odrobiny uwagi i zaciekawienia moim życiem.
-oj nie przesadzaj, nie jestem.-położył sie obok niego i objął go lekko.-ja poprostu staram sie być dobrym partnerem i dobrym tata. Żebyście byli szczęśliwi.-ucałował go w policzek. -nic więcej.
-długo. Wiem jak bardzo nie lubisz kiedy sie ciebie wyrecza wiec czekałem. No ale jak upadłes pomarzyć któryś to stwierdziłem ze muszę ci pomoc. Wiec otworzyłem drzwi.-wyjasnil spokojnie.
-nie przepraszaj...to przecież nic takiego.-objął go trochę mocniej.-bede. Jeszcze jutro mam wolne od pracy. Nie musisz sie o mnie martwić.
-ależ nie przesadzaj. Odpoczywam przecież. Lezalem cała sobotę i niedziele.
-jechałem pociągiem. Tak samo jechałem do Tokio. Widzisz uważałem. Nawet jechałem swoim wynajętym wagonem. Zawsze uważam na siebie skarbie.-ucałował go w paluszek.
-odpoczywam przecież. Ja umiem odpoczywać.-zasmial sie.-masz mnie cały czas. Jestem pod telefonem.-zapewnił go spokojnie.-do psychologa? Jasne tylko powiedz kiedy.
-wiec w sobotę. Mozesz panią uprzedzić ze przyjdę.-zapewnił go i ucałował lekko.-kocham cie, wiesz? A na czym miałaby na sesja polegać?
-przyjdę. To nie jest głupie bo oboje mamy obawy z tym związane.-uśmiechnął sie lekko i objął mocniej.-ale wierze ze wszystko bedzie dobrze.-dodał spokojnie.
-wim skarbi. Nam obu jest czasem cieżko ale mamy siebie. Ja ciebie tez kocham. Porozmawiamy o tym w sobotę
-bedzie mi trochę trudno sie wydostać ale śpij. Jakoś sobie poradzę.-odparł glaszczac go po ramieniu.
-hej maluchu. Przepraszam za spóźnienie.-powiedział wyskakując z samochodu i ciesząc sie ze chłopiec poczekał.-wujek zasnął i nie chciał mnie puścić.-zasmial sie odbierając od niego plecak.
-To nic maluchu...-ukucnął przed nim.-nadal się pewnie jeszcze trochę boisz, prawda?-zmierzwił mu włoski.-pójdziemy. Ale nie dzisiaj.
-To nic złego się bać. Każdy się czegoś boi.-zapewnił go głaszcząc go po włoskach.-Pójdziemy na basem i spróbuję cię nauczyć.
-Nie jestem. Dlaczego miałbym być? To tylko ocena. Na dodatek z czegoś czego masz prawo się bać.-przytulił go lekko.-Chyba nie jestem na tyle złym tatusiem żeby się gniewać z takiego powodu, prawda?
-hej hej hej...jesteś wspaniały taki jaki jesteś. Innego synka bym nie chciał.-uśmiechnął się dol niego wesoło.-To co jedziemy do domku?
-Siadaj i...jutro nie jadę do wujka chyba...w planach był dopiero piątek...-mruknął otwierając samochód.
-No to na piątek.-zgodził się ruszając w stronę domu.-Mogę być frytki. Ty będziesz robił lekcje a ja obiadek.
Takano o mało nie walnął głową o kierownicę.
-Do czego pijesz maluchu? Jeśli chodzi o nowy telefon to od razu odpowiadam że ty nie jesteś Kira i wcale nie masz starego sprzętu.-powiedział wjeżdżając do Yukan.
-No skoro tak...-zmierzwił maluchowi włoski w ramach przeprosin jak tylko zaparkował po domem.-Nie dziwię się ze zabrała. Nie można się bawić telefonem na lekcji.-a teraz wysiadaj.
Takano westchnął tylko i wszedł do domu najpierw karmiąc psiaki a potem idąc zrobić obiad dla siebie i Yuyi.
-Sądzę że jednak dobrze usłyszałem! Jakiego francuskiego maluchu!?-krzyknął krojąc ziemniaki.-Chodź do kuchni i się tłumacz!
-Duże plany jak na tak małą osóbkę.-zaśmiał się przeglądając zeszyty chłopca.-no cóż...nie podoba mi się tylko to że podjęliście tę decyzję bez mojej wiedzy nie wspominając już o zgodzie. Ale jestem dumny że tak dużo nauczyłeś się bez mojej pomocy...nie mam wyboru jak tylko cię w tym wspierać, co? PO obiedzie ci pomogę.
-No już...nie jestem zły. Ale obgadam to z Tomo.-westchnął wstając.-Idź póki co zrób inne lekcje aja skończę obiad. Jak będzie gotowy to cię zawołam.
-pomogę.-westchnął tylko i wrócił do ziemniaków. Mimo wszystko poczuł sie trochę odsunięty. Przecież mogl załatwić prywatnego nauczyciela albo coś. Rozumiał ze chłopiec chciał mu zrobić niespodziankę ale mimo to było mu smutno.
Po obiedzie Takano pomógł mu z francuskim. A w piątek tak jak obiecał przyszedł na dzień rodzica z kamera żeby wszystko nagrać dla Tomo.
-czemu nie? Możemy wziąć udział. Bedzie fajna zabawa.-uśmiechnął sie mierzwiac mu włoski.-no juz ni stresuj sie tak. Bedzie dobrze.
Takano wyłączył kamerę i wszedł na scenę biorąc chłopca na ręce.
-brawo maluchu.-pogratulował mu za odwagę.
-dziękuje miluchu.-zmierzwil mu włosy i zszedł ze sceny.-wszystko nagrałem wiec pokarze wujkowi jak go dzisiaj odwiedzę, ok?
-było ślicznie maluchu. A wujek skoro nie był to powiedział ze chce miec wszystko na nagraniu.-przytulił go delikatnie.-w co chcesz zagrać.
Zasmial sie wesoło idąc za chłopcem. Związał ich nogi i na sygnał startu ruszył dostosowując swoje tempo do Yuyi.
-nie ma za ci maluchu. To była przyjemność spędzić taki dzień z toba. Fajnie sie bawiłem.-zapewnił tulac go lekko do siebie. -jedziemy do wujka? Posiedzisz u babci przez ten czas ok? Albo sie z kimś pobawisz.
Kiedy dojechali do szpitala z zaprowadził malucha do gabinetu babci a sam poszedł do Tomo. Zapukał do drzwi i wszedł do sali z lekkim uśmiechem.
-hej skarbie.
-było swietnie. Wygraliśmy w trzech konkurencjach. No i mam dla ciebie nagranie jak maluch czyta swoje wybracowanie.-dodał włączając kamerę.
-byłem. Mały był dzielny nawet jeśli taki zestresowany.-uśmiechnął sie odkładając kamerę na stolik-no i mam tez bento dla najlepszego wujka na świecie.-zasmial sie kładąc je obok kamery.-ale wiesz...dopiero teraz czuje jak mało czasu poświęcał mi ojciec.
-tak juz pomagam.-poprawił mu poduszkę i pomógł usiąść.-słabiej ci dzisiaj? Przyjechać jutro czy nie?
-oj...to moze nie jedz na razie? Zjesz jak sie lepiej poczujesz,ne?-spytał trochę zmartwiony.
- powiem. Powiem tez ze pikachu mu wyszedł śliczny.-uśmiechnął sie pomagając mu sie położyć.-widzę właśnie ze nie najlepiej wyglądasz. Odpoczywaj skarbie. I nie płacz, bedzie dobrze.-ucałował go delikatnie.-wiem ze sie stara. Ale to nie jest łatwe dać mu szanse i zapomnieć o wszystkim.
-Nie wiem...to nie jest łatwe. Wiem że chce się zmienić ale wciąż...-pokręcił głową.-nie myśl o tym. Jakoś sobie z poradzę...To mój głupi problem.-pogłaskał go po policzku.
-Nie przepraszaj. Nie masz za co kochanie.-powiedział obejmując go delikatnie.-Widać że źle się czujesz. Posiedzę dopóki nie zaśniesz i będę się zbierał, ok? Odpoczniesz sobie spokojnie.
-Daj spokój, przecież jutro też przyjadę. A dzisiaj i tak byłem w mieście. Ty powinieneś odpoczywać głuptasie.-ucałował go w policzek.
-Przecież to wiem głuptasku. No już, dobranoc i odpoczywaj. Jak się obudzisz to sobie zjesz a ja powiem Yuyi że ci smakowało.-znów go ucałował.-A o sekretnych lekcjach francuskiego pogadamy jutro.
-Ale Yuya tak.-zaśmiał się cicho głaszcząc go delikatnie po policzku.
-widzisz...nawet nie masz siły kłamać.-zaśmiał się nadal głaszcząc go po policzku.-Posiedział jeszcze chwilę przy nim po czym wyszedł od razu idąc po Yuyę.
-Za pół roku? Czekaj teraz mamy październik, za pół roku będzie marzec. Przyjdę.-uśmiechnął się.
-Jak bedzie chory to nie...Ale jeśli nic mu nie będzie to na pewno z nami pójdzie.-zapewnił malucha i otworzył samochód.
-Yuya to coś bardzo ważnego? Jeśli wujek będzie mógł to na pewno przyjdzie a jeśli nie to wszystko mu nagramy tak jak dzisiaj.-zapewnił go.-I kazał przekazać że bento jest pyszne i reszte zje jutro. I ze jest z ciebie dumny.
-Rozumiem maluchu. Najwyżej wszystko wujkowi nagramy. Chociaż myślę że do tego czasu wujek wyjdzie ze szpitala.-uśmiechnął się i ruszył w stronę Yukan.
-Ale nie oddalaj się za bardzo i uważaj na siebie. Będziesz mógł zostać, taki był wstępny plan.-usmiechnął się do malucha i jak zwykle poszedł robić obiad.
-spokojnie kochanie, może ci pośpiewać?-zaproponował spokojnie chociaż ręka trzymająca telefon mu zadrżała.
-jutro będe. Z samego rana przyjadę.-obiecał po czym zaczął mu śpiewać kołysankę. Martwił się o niego i gdyby nie to ze i tak by go nie wpuścili już siedziałby w samochodzie.
-obiecuje kochanie. Spróbuj a rano kiedy się obudzisz ja już będę przy tobie. Tylko śpij tak do 8 albo 9.-zaśmiał się.-Kocham cię.
Takano tak jak obiecał przyjechał rano do szpitala Yuyę zostawiając u dziadka. Wszedł do sali i usiadł przy łóżku czekając aż chłopak się obudzi.
-Nie przepraszaj. Nic się nie stało.-wywrócił oczyma.-Nie musisz mnie za wszystko przepraszać.-Ucałował go w policzek.-Dzień dobry.
-Ostatnio za wszystko, ale to nic, zaczynam się przyzwyczajać.-Poprawił mu poduszkę i pomógł usiąść.
-nie kochanie. To ja muszę być silny i ciebie wspierać. Ty masz prawo płakać.-zapewnił go spokojnie i wstał do lodóweczki żeby podać mu bento.
-mały ma talent.-zaśmiał się cicho.-Jak już wydało się z tym francuskim to zdradził mi że chciałby studiować w Paryżu...-powiedział bo jakoś nie przestawało go to martwić.
-Wiem że może i to dobrze że ma marzenia tylko...to tak daleko. No i Europa różni się kulturowo od Azji...a na dodatek mały wychowuje się na prowincji.
-Wiem ale jednak boję się go tak samego puszczać.-westchnął cicho.-No nic na to jeszcze dużo czasu, nie wiem na jakiego chłopaka wyrośnie.
Od razu zareagował klepiąc go lekko po plecach.
-Już? Lepiej? Nie jedz tak szybko...-powiedział zmartwiony.
-jadłem. Na prawdę o mnie się nie martw.-zaśmiał się cicho.-więc nie gadaj tylko jedz ładnie.
-A, no bo Yuyi się wymsknęło że chodzi na dodatkowe lekcje. I że z tobą o tym rozmawiał i w ogóle. Więc, poczułem się trochę odsunięty od tego...
-Ech ok...mówił że chciał niespodziankę zrobić. Wymsknęło mu się jak miał jakiś problem z zadaniem i prosił o pomoc.-westchnął cicho.-Jakoś się pogodziłem że decyzja została podjęta bez mojej wiedzy.
-No już nie przepraszaj ja tobie gorzej zrobiłem z tym telefonem do Alexa.-uśmiechnął się.-już tego nie roztrząsajmy.
-już nie będziesz jadł?-spytał obejmując go delikatnie.
-Mhm rozumiem...najważniejsze żebyś nie wymiotował. Yuya specjalnie zrobił coś lekkiego.-uśmiechnął się tuląc go do siebie.
-Pomogę. Specjalnie wziąłem ci coś na zmianę. Tak myślałem że będziesz chciał się umyć.-Do psycholog pójdziemy jak się będziesz dobrze czuł.
-A co? Dzisiaj też tak koszmarnie misiu czy dasz rade wytrzymać na przykład godzinkę sesji.-spytał nadal go tuląc.
-mhm, wiem...ale dałeś radę.-usmiechnął się lekko.-O której chcesz iść?
-Ok, za godzinkę.-zgodził się puszczając go i siadając na brzegu łóżka.
-z synkiem. W konkursach. 3 bilety do kina, pudełko ze słodkościami i koszulki z napisami. 'Najlepszy tata' i 'superowy syn'.
-no musimy. W ogóle za pol roku mały mówił ze tez jest jakiś festyn. No i chciałby żebyś tez był.-powiedział uśmiechając sie do niego lekko.
-wiem kochanie. Bedzie dobrze. Na pewno trochę sie poprawia. Wszystko bedzie dobrze.-uśmiechnął sie.-kochanie? A na nasz slub przekonasz sie do ubrania garnituru?
-czyli mam rozumieć ze na wesele juz sie przebierzesz?-spytał unosząc lekko brwi.-i czeku nie biały?
-oj przecież sie wypierze. Biały bedzie ci pasował.-uśmiechnął sie lekko.-tylko na slub i wesele.-ucałował go w policzek.-czy ten jeden dzień będziesz w stanie nie przejmować sie pieniędzmi?
-no nie jesteś.-zgodził sie cicho.-jeszcze to uzgodnimy, ne? Wybierzemy coś ładnego.-obiecał glaszczac go po policzku. -no i postaram sie nie wydawać za wielu pieniędzy.-dodał trochę niechętnie.
-bardzo nie chcesz?-spytał ciekawy.-serio sie zgodzisz? Cały miesiąc miodowy?
-aż tak bardzo? Wiesz po prostu nie chce żebyśmy obaj na czarno szli.-powiedział okrywajac go mocniej kołdra.
-ok zrozumiałem. Nie na biało. Wiem ze nie lubisz być traktowany jak kobieta.-chciał go troszkę uspokoić.-wiec oboje na czarno?
-ale będzie ci niewygodnie, a ja chcę żebyś się wyspał.-odparł nadal go tuląc.
-jeszcze o tym pomyślimy, mamy czas. A teraz odpoczywaj bo widzę że głowa cię zaczyna boleć.-powiedział zmartwiony.
-to nie w twoim stylu pozwalać mi wydać ile chcę.-zaśmiał się.-a chcę szyć na miarę więc wyjdzie dość drogo.-dodał. Po komunikacie chłopaka od razu podał mu miskę leżącą na podłodze.
-Pasuje. Wiem że się nie znasz ale jestem zaskoczony że pozwalasz mi wydać ile chcę. Zazwyczaj ograniczasz koszty to koniecznego minimum.-Wzruszył ramionami.
-Racja, możesz.-zgodził się spokojnie wstając żeby umyć miskę.-Zrezygnujmy dzisiaj z psychologa. Nie czujesz się chyba na siłach, co?
Prześlij komentarz