Ściągnął więc swoją muszkę i obrócił się tyłem do panów. Zamknął oczy i policzył do trzech, zanim rzucił, a kiedy się znów obrócił, muszka gościła w dłoniach zaskoczonego Kanekiego, który zaraz spłonął rumieńcem.
Kaneki zaczerwienił się wówczas jeszcze bardziej, a Tomo wybuchnął cichym śmiechem widząc to. Miał wrażenie jakby oglądał samego siebie. Zdenerwowanego i zestresowanego oraz zawstydzonego. Ren natomiast postanowił pokazać, że jest facetem. Nie ściągając nawet krawatów z głowy, przyciągnął do siebie swojego chłopaka i ucałował go z pasją. - Uuuuu - rozległy się krzyki i gwizdy aprobaty. Nawet ojciec chłopaków się do tego dołączył ciesząc się szczęściem swoich synów.
- Bardzo dobrze, ale myślę... że będziesz musiał mu jeszcze czasem służyć radą - dodał z delikatnym uśmiechem, opierając głowę o jego ramię, kiedy Ren wziął Kanekiego do "pierwszego tańca" pary oczepinowej. - Zrobisz to z przyjemnością. Przyznaj się - wyszczerzył się zaraz do niego.
- Ale jeśli zrobi coś głupiego jak z tą restauracją co to nie pozwolił Kanekiemu zamówić nic co nie było najdroższe... to ja go trzepnę w głupi łeb - ostrzegł go Tomo całując go w policzek. - Tak jak ciebie musałem trzepać i teraz już jest duuużo lepiej - ucałował go mocniej. - Zatańczysz ze mną jeszcze? - zapytał, kiedy zaczął lecieć jakiś wolny kawałek.
- Wiem, wiem. Trochę się ich obawiam - przyznał ze śmiechem, wtulając się w Takano podczas tańca. - Ale i tak chcę z tobą zatańczyć. Kocham cię po prostu.
- Obrażę się - zażartował Tomo, po czym musnął jego wargi swoimi. - Pewnie, że nie głupku. Ja sobie znajdę coś do roboty. Nie muszę być przecież ciągle do ciebie przyklejony i ty nie musisz do mnie - pstryknął go w nosek.
To była ta zabawa, za którą Tomo nie przepadał, ale mimo to pozwolił sobie zawiązać oczy i podprowadzić do siedzących panów. Postanowił, że poradzi sobie bez wąchania.
Z pierwszym osobnikiem nie było problemu. Tomo od razu go wyeliminował, kiedy to niechcący przesunął dłonią po jego koszuli i natrafił na nieco owłosioną klatkę piersiową. Zdecydowanie nie był to Takano. Szybko więc przesunął się dalej. Podejrzewał, że Seijiro też gdzies tu jest i będzie się zachowywał tak jak Takano, ale tym pomartwi się potem.
Tomo dotknął dłońmi twarzy osobnika siedzącego tuż przed nim. Pomacał go nieco, dokładnie sprawdzając kształt jego noska potem uszu i włosów. Zmarszczył lekko nos, po czym wstał nic nie mówiąc i przechodząc do kolejnego pana.
Ale został najgorszy przypadek. Tak jak się tego obawiał poczuł na sobie czyjeś ręce i nieco zesztywniał przy tym, znów marszcząc nieco nos. Ostrożnie dotknął twarzy mężczyzny, starając się zrozumieć z kim ma do czynienia, po czym zszedł z jego kolan i podszedł do Takano. Usiadł mu na kolanach i również zaczął od twarzy. W razie czego wróci do poprzedniego.
Tomo poczuł się nieco zdezorientowany. Wstał i odsunął się od niego wzdychając ciężko. Powrócił do Seijiro. Odetchnął głęboko jeszcze raz sprawdzając jego twarz, po czym przytulił się do niego. Wstał i przeszedł na kolana Takano, również się do niego przytulając, a potem odnalazł jego usta swoimi racząc go długim pocałunkiem.
Tomo oglądał jego zmagania z boku śmiejąc się cicho, kiedy Takano nie bardzo wiedział co zrobić. Nie miał już tak łatwo jak poprzednio. Kaneki i Theo byli jego postury i co najważniejsze należeli do gatunku gejów, więc nie odpychał ich facet na kolanach. Mało tego Kaneki objął Takano za szyję, co by mu trochę sprawę utrudnić.
Tomo uśmiechnął się delikatnie odruchowo wzmacniając trochę uścisk i zsuwając mu opaskę z oczu. - Wygrałeś kupon na garnek z zupą - zażartował całując go znowu.
Tym razem była to zabawa z krzesłami. Koyuki kazał wyjść na środek wszystkim gościom. Krzeseł było tyle by każda para miała jedno. DJ wpuścił muzykę a oni musieli przemieszczać się naokoło aż do jej zakończenia.
- Pewnie - Tomo pozwolił mu się porwać na parkiet. - Ale będziesz musiał poprowadzić - uśmiechnął się delikatnie. - Jak prowadzisz... to czuję jakbym umiał tańczyć - dodał muskając jego policzek ustami.
- Mhm - Tomo nie był w stanie mu odpowiedzieć. Przytulił się mocno do niego, pozwalając mu prowadzić i chwilę po prostu tak trwał. - Od teraz każdy będzie taki - zapewnił go cicho. - Nawet te gorsze będą takie - dodał z delikatnym uśmiechem.
Tomo z uśmiechem żegnał się ze wszystkimi, po czym oparł się mocniej o Takano niemal całkowicie mu padając. - Ne, Taka-chan? Poniesiesz mnie? - zapytał zaraz robiąc błagającą minkę.
- Z basenem? - Tomo objął go delikatnie przytulając się do niego. - To będziemy sobie pływać od czasu do czasu, co nie? I spędzać tak wieczory? - zaproponował. - Mhm muszę jeszcze leki wziąć - przypomniał sobie.
Tomo przyjął od niego leki, po czym sam również zdjął garnitur i przebrał się w swój ulubiony dres, po czym poszedł tylko umyć twarz i zęby. Zanim wrócił ziewał już porządnie. Uśmiechnął się jednak do Takano. - Kocham cię, kocham, kocham kocham - zapewnił go.
- Ano - przyznał z uśmiechem. - Ale miałem słabsze chwile i musiałem się przespać... pewnie ci wtedy smutno było - dodał już nieco markotniej, wtulając się w niego mocno. - Podobało mi się. Nawet twój tata... nie zrobił jakiegoś super ekstra nietaktownego prezentu - zachichotał. - A tak się tego bałeś. Widziałem jaki byłeś spięty gdy otwieraliśmy jego prezent.
- To dobrze - ucałował go w nosek. - Że pogadałeś z Renem i że nie było ci smutno. Ta chwila mnie postawiła na nogi - przyznał z wielkim uśmiechem. - Mhm to miło z jego strony, że taki prezent nam zrobił. No i możemy wziąć tam malucha co by miał coś z wakacji jak już wrócimy - dodał z uśmiechem. - Nigdy nie byłem na Hawajach... zresztą... wiesz o tym - dodał marszcząc nosek ze śmiechem. - I cieszę się, że jesteś tu obok mnie,
- Ktoś musiał być tym pierwszym, który przecierał szlaki - uśmiechnął się i zaśmiał pod noskiem. - Kochanie? Jak ich zaprosimy na grila to ja chętnie pogadam z Kanekim. Pójdę z nim na spacer i pokażę mu okolicę. To raczej miły dzieciak.
- Ano... po tym co miał w ostatnich związkach, pewnie dopiero teraz tak naprawdę doświadcza co to znaczy kimś się opiekować czy wychodzić regularnie, śmiać czy płakać... no i wreszcie zjada coś porządnego - zachichotał wspominając ten dzień w Tokio, kiedy to Kaneki wpadł z garem pełnym curry, bo uznał że Ren niczym gości nie ugości. Ziewnął szeroko i przeciągnął się nieco. - Padam kochanie - ucałował go w policzek zamykając oczy. - Dobrano... - nie kończąc mówić już go nie było.
Tomo przeciągnął się przez sen i wymamrotał coś niezrozumiale, lądując na Takano i nawet wtedy się nie budząc. Zamiast tego uśmiechnął się lekko i przytulił do mężczyzny mocniej.
Tomo obudził się dobrą godzinę później i jeszcze moment leżał z zamkniętymi oczyma zanim uśmiechnął się do Takano i ucałował jego usta. - Ohayou - przywitał się z nim.
- Baaardzo dobrze. Odzyskałem wszystkie siły - zapewnił go z uśmiechem. - Nigdy nie pamiętam za bardzo moich snów... ale chyba były dobre - dodał wesoło.
Tomo wybuchnął lekkim śmiechem. - To była najlepsza noc poślubna jaką mogłem sobie wyobrazić - zażartował. - Zrobimy sobie dzisiaj w nocy noc poślubną...
- Musimy koniecznie - uśmiechnął się do niego Tomo wstając już i przeciągając się mocno. - To nie traćmy czasu. Chcę tu zobaczyć najwięcej jak to możliwe... ale wiesz? Jun-chan będzie tu mieszkał przez cały rok... znaczy w sensie USA. Odwiedzimy go kiedyś nie? - upewnił się że tak będzie.
- No nie wiem... a zasłużyłeś - zapytał go figlarnie nachylając się nad nim już całkiem nagi. Pozwolił by ich usta spotkały się razem i ucałował go mocno.
Tomo uśmiechnął się lekko i w końcu dołączył do Takano, przytulając się do niego będąc już w wannie. - Wczoraj było bardzo fajnie. Rano spanikowałem, ale Jun... postawił mnie na nogi - przyznał szczerze, wtulając się w niego mocniej.
- Uhm dobrze wiedzieć, że to nie tylko ja - uśmiechnął się do niego, muskając jego usta raz po raz. - Lubię twoją rodzinę - dodał cicho. - Nawet twojego tatę... myślę, że bardzo się stara i powoli idzie w dobrą stronę - wtulił się w jego ramiona mocniej. - Lubię też moją małą rodzinkę.
- A pozwolisz mu na to? - zapytał go zaraz cicho, złączając ich dłonie razem. - Chciałbym, żebyś mu pozwolił. Nie na siłę, ale powolutku, tak jak teraz - uśmiechnął się do niego lekko.
- Z przyjemnością pomogę - Tomo obrócił się w wodzie, żeby mocniej objąć Takano ramionami. - A teraz pocałuj mnie tak, jakby się kończył świat - zarządził. - A potem powiem ci jakie zabawki lubię najbardziej - dodał czerwieniąc się nieco.
- A ty? - odbił piłeczkę, ale zaraz uśmiechnął się figlarnie i odchrząknął. - Lubię kulki analne - zarumienił się okropnie, zaraz wchodząc całkowicie pod wodę.
- Mhm możemy spróbować z tymi małymi wibratorkami - zgodził się swobodnie, po czym wtulił się mocniej w jego pierś, jakoś tak chcąc teraz być bliżej niego. - No i ten wibratorek z pewnością użyjemy.
- Mhm ale zacznijmy od mniejszych kulek analnych, zgoda? - poprosił go. - Dawno ich w sobie nie miałem i... no wiesz - zarumienił się siadając i biorąc szampon w dłonie.
- Pewnie - zgodził się z uśmiechem, ponownie chowając się na moment pod wodą, żeby zwilżyć włosy. Nałożył na nie zaraz szampon, którym też namydlił całe swoje ciałko. - A co dzisiaj zobaczymy?
- Kochanie będę bardzo wyrozumiały - obiecał mu to z delikatnym uśmiechem. - Chciałbym zobaczyć Statuę Wolności, potem odwiedzić Central Park, a wieczorem skończyć na Time Square. Może być?
- Pewnie, że może być. Nawet pozwolę ci wybrać miejsce i nie będę marudził - obiecał mu ze śmiechem, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej wstając i wycierając się ręcznikiem. - Mhm no ba. Cieszę się, że mogę tym moim seksem cię zarywać.
- Mój bóg seksu - skwitował go Tomo pakując do małego plecaka swoje leki i aparat fotograficzny. Zamierzał dobrze się bawić i zabić trochę Takano poprzez zdjęcia. - No i musimy odwiedzić sklep muzyczny. Chciałbym kupić kostkę do gry - zdecydował spokojnie.
- Nie przesadzę - obiecał mu splatając ich palce razem ze sobą i wtulając się w jego ramię. - Bo ja chcę te zdjęcia z tobą i tylko z tobą. Nasze razem i no wiesz widoki i tak dalej - uśmiechnął się szerzej.
- No to może się dosiądziemy? Przecież to tylko śniadanie? - zaproponował spokojnie Tomo. - Pogadamy sobie z nimi, a potem pójdziemy na podbój Nowego Jorku!
- Padliśmy, ale dzisiaj sobie zrobimy taką prawdziwą noc poślubną - uśmiechnął się Tomo siadając obok Kanekiego. - Dzisiaj jesz to na co masz ochotę? - zażartował. - Mhm, Ren już taki nie jest. Stara się - uśmiechnął się delikatnie chłopak.
- Przydało się mu - Tomo ucałował Takano w policzek. - I już tak nie patrzy na pieniądze jak kiedyś i często musi iść na kompromis, bo jestem przerażony ceną czegoś tam - roześmiał się serdecznie. - Ale poza tym jest kochającym mężczyzną.
- Żaden problem - uśmiechnął się lekko Tomo. - Ale jaki "san" - wywrócił oczyma. - Tomohisa Kuro... - zaciął się przy przedstawianiu się i podrapał po głowie. - Po prostu Tomo - skończył ze śmiechem. - A nasz malec uwielbia twoje mangi... straszny fan z niego... na twoim miejscu bym się gdzieś ukrył bo jak cię dopadnie to koniec.
- Wiem - Ren westchnął cicho. - Ale mój chłopak już raz mi zasłabł z przemęczenia - dodał zaraz piorunując Kanekiego wzrokiem. - Deadline mnie gonił - usprawiedliwil się chłopak z lekkim uśmiechem na ustach. - Nawet nie wiesz jak mi serce stanęło - spojrzał poważnie na Takano. - Wiem, że miałeś takich sytuacji mnóstwo... ale dla mnie to był pierwszy raz Takano. Pierwszy, kiedy poczułem taki ból i strach...
- Biorę - przyznał szczerze Ren. - Ale ostatnio trochę mniej... - To prawda - uśmiechnął się szeroko Kaneki. - Wygospodarował sobie dla mnie jeden dzień w tygodniu. Wolny. Bez niczego. Żadnej pracy - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Spędzamy go razem. Ja też odkładam wtedy swoją działkę - dodał zaraz nieco się rumieniąc. Starali się obaj. Chcieli razem układać swoją przyszłosć. - No to już dobry początek. Będę trzymał za was kciuki - uśmiechnął się Tomo.
- Ty mi proponujesz miejsce do spania? - Ren spojrzał na brata, jakby temu pokręciło się coś porządnie w łepetynie. Nie mógł tego pojąć, bo przecież odwiedziny owszem, ale znajdź sobie hotel i śpij w nim. Tak to do tej pory wyglądało. - A co w tym dziwnego? - zmieszał się nieco Kaneki, kuląc się odrobinę pod wpływem spojrzenia Rena. - No co? Dla mnie to normalne... jak się jedzie do rodziny albo przyjaciół do innego miejsca - wymamrotał. - No... ale dla nich nie - machnął ręką Tomo. - Ale Taka-chan powoli łapie o co w tym chodzi.
- A przecież ostatnio nawet u ciebie nocowaliśmy - wytknął mu na to Tomo, a Kaneki skinął głową. - Zapamiętał - obiecał z delikatnym uśmiechem. - Zwiedzacie dzisiaj? - zapytał ich zaraz. - Ano, mamy napięty program - wyszczerzył się do niego Tomo. - Może gdzieś tam jeszcze na siebie wpadniemy - dodał wesoło. - Może - zgodził się chłopak.
- No to jesteśmy umówieni - uśmiechnął się Tomo wstając już i znosząc ich talerze do kuchni, po czym poczekał jeszcze na Takano i pomachał chłopakom na dowidzenia. - No to co kotek? - złapał Takano za rękę.
- Wchodzimy - zdecydował Tomo, cały czas jednak trzymając Takano za rękę. Tego dnia nie zamierzał go puszczać na długo. Szybko odnalazł gablotę z kostkami do gry i wybrał sobie kilka.
- Tak, nie potrzebuję nic więcej - zapewnił go, choć i tak wzrokiem powiódł po nowych mikrofonach. - Ale jeszcze chcę zobaczyć mikrofony - zdecydował po krótkiej chwili biorąc go za rękę i pytając zaraz sprzedawcę o parę rzeczy, po czym puszczając Takano by wypróbować pare z nich. W końcu podziękował mężczyźnie i wrócił do swojego męża. - Kocham cię - ucałował go mocno w usta. - Nic więcej nie chcę - dodał wesoło.
- Spisałem sobie jego model. Przecież nie będę go targał do Japonii... myślę że tam też taki znajdę - uśmiechnął się lekko. - Nie chcę nam bagażu dokładać Taka-chan.
- I tam wypijemy dobrą kawę, co nie? - uśmiechnął się do niego idąc do kasy by zapłacić za kostki, po czym spakował je do torby i znów złapał Takano za rękę.
- Pamiętam, pamiętam - przystanął wraz z nim podziwiając Statuę i wyciągając aparat by zrobić najpierw jej zdjęcie, a potem im. - Kochanie? A teraz buzi chcę - zażyczył sobie.
- I mamy taki spokojny miesiąc przed nami. Zaczyna mi się bardzo podobać ten plan - przyznał mu cicho Tomo, opierając się o jego pierś mocniej, kiedy do windy weszło więcej ludzi.
- I to cały czas z tobą - uśmiechnął się do niego delikatnie. - I będziemy tylko odpoczywać i ładować akumulatorki na resztę roku - dodał wesoło. - To będzie taki nasz czas i tylko nasz.
- Już zawsze będę blisko ciebie - szepnął mu do ucha, wtulając się w niego mocniej, gdy poczuł się nieco nieswojo w windzie z tyloma ludźmi dookoła. Nie przepadał za ściskiem. - Kocham cię - szepnął raz jeszcze.
Tomo skinął głową, ale odpowiedział mu dopiero kiedy wziął głębokiego oddechu. - Wiem kochanie. Nie bałem się - zapewnił go z delikatnym uśmiechem. - Tylko nie lubię takich ścisków... i jak ktoś mnie dotyka - przyznał po prostu, zaraz idąc z Takano do kawiarenki w samej koronie Statuy i siadając przy oknie, by mieć widok na Nowy Jork.
- Dobrze, a ty wypijesz sobie wtedy lampkę wina - uśmiechnął się do niego delikatnie. - W międzyczasie zjemy coś lekkiego i będziemy śmiać się radośnie - dodał, spoglądając w swoją kartę. - Ja poproszę czarną kawę.
- Ja też - przyznał szczerze Tomo, nakrywając jego dłoń swoją. - Ale nic się nie zmieni, prawda? Nadal będziesz mnie tak szalenie kochał, a ja ciebie nie?
- Uhm no wiesz... po ślubie... zmieni ci się myślenie. Stwierdzisz, że w sumie to jest nudno... przecież są takie przypadki - bąknął. - Ale ja bym nie chciał takiego przypadku unas...
- No dzięki... postrzegasz mnie jako źródło niekończących się kłopotów - wywrócił oczyma Tomo zaraz uśmiechając się do niego delikatnie. - Uhm no dobrze, wierzę ci - zdecydował zaraz.
- Hm... no wtedy to będzie klapa - przyznał szczerze Tomo. - Poinformuję cię o tym wówczas i poczekam na jakąś zmianę - zażartował, upijając łyk swojej kawy i przez moment tylko wyglądając przez okno. - To się nigdy nie stanie. Za bardzo cię kocham, żebyś mógł mi się znudzić.
- W miarę starzenia kochanie, wyobrazisz sobie nas. Na razie nie chcę nawet myśleć o twoim niedomagającym członku - roześmiał się serdecznie Tomo wytykając język i zaraz zbliżając się do niego by poczęstować go buziakiem.
- I wycyckać Rena o recepty na zapas - dodał wesoło upijając znów trochę kawy. - Kochanie? Mogę ci na kolanka usiąść? Stęskniłem się już za nimi i twoją bliskością.
- Pewnie, ale to za momencik - odparł Tomo siadając mu na kolana i wyciągając aparat by zrobić im zdjęcie. Zaraz potem wtulił się mocniej w Takano. - Podoba mi się tu. Widok jest niesamowity.
- Z całą pewnością, ale oni tu zostają cały tydzień. Potem jadą jeszcze do Kanady, bo Kaneki chce zobaczyć Wielki Kanion - uśmiechnął się lekko Tomo. - Też to kiedyś zrobimy - dodał zaraz wtulając się w jego pierś i wdychając jego zapach. - Na razie wystarcza mi nasze tempo zwiedzania.
- Albo skorzystamy z tego, że odwiedzamy Juna i skoczymy do Kanionu? - zaproponował z uśmiechem, po czym skinął lekko głową. - Wiem,wiem kochanie. Cieszę się na te nasze wakacje - dodał zaraz.
- Podoba mi się ten pomysł - zgodził się dopijając swoją kawę. - Skoczę tylko do łazienki. Kupimy mu jakąś małą Statuę Wolności i w windzie będziesz musiał mocno mnie tulić.
Tomo właśnie tam do niego dołączył. Przystanął tuż obok z lekkim uśmiechem na twarzy. - Yuya się ucieszy - stwierdził zadowolony z ich zakupu. Mały pierdół, ale wiedział że chłopiec oszaleje z radości.
- Pasuje. Ale potem jeszcze chciałbym zjeść takiego amerykańskiego loda - uśmiechnął się do niego szeroko. - Po obiadku. Możemy zrobić taki spacer z lodami w dłoniach? - zapytał go z uśmiechem.
- Taki plan mi jak najbardziej odpowiada. To będzie dobry dzień. Leniwy ale dobry - dodał wesoło, splatając ich palce razem i machając Renowi i Kanekiemu, którzy właśnie zmierzali do windy.
- Hm... - Tomo zerknął szybko na mapę i przestudiował ją odrobinę. - Tam - wskazał w końcu ręką odpowiedni kierunek, pokazując mu jeszcze na mapie, żeby mieć pewność że niczego nie pokręcił.
- Kochanie... a co często odwiedzałeś? - odbił piłeczkę. - No bo chciałbym na przykład zobaczyć Moulin Rouge jeśli jest możliwość, ale i jakiś klub w którym często się bawiłeś. Chciałbym pójść twoimi śladami.
Tomo już mu się nie odezwał. Mocniej zacisnął dłoń na jego ręce i z uśmiechem szedł przed siebie, a kiedy dotarli do Central Parku odetchnął głęboko, przeciągając się nieco. - Ne, pójdziesz ze mną w Australii na rolki? - zainteresował się.
- Tak, na rolki - uśmiechnął się do niego szeroko. - Zobaczysz. Będzie świetnie - zapewnił go radośnie i wtulił mocno do jego boku. - Pewnie, że tak. Siadamy.
- No wreeeszcie - Tomo z radością usiadł mu na kolanach i ucałował go mocno w usta. - Jesteś moim ulubieńcem. Kocham się do ciebie tulić i kocham cię wąchać - przyznał z rumieńcami na twarzy.
- Pachniesz bardzo dobrze - odparł wtulając nos w zagłębienie jego szyi. - No i twój zapach mnie uspokaja. Nawet jak panikuję... i potulisz, poczuję twój zapach i wiem że to ty. Jesteś przy mnie i już będzie tylko lepiej.
- Mhm... jakoś sobie z tym poradzimy kochanie - szepnął mu do ucha. - No i Yuya z całą pewnością zawsze będzie nas kochał. Jeśli coś takiego się stanie to usiądziemy razem, we troje i na spokojnie przedyskutujemy sytuację... ale liczę na to, że nie zdarzy się nic takiego.
- Ale poradzimy sobie z pytaniami kochanie. Damy radę ze wszystkim. Jesteśmy super drużyną - ucałował go w policzek. - Nie stracimy go... jest naszą rodzinką.
- Uhm ja się obawiam późniejszego okresu. Kiedy będzie trzeba pomóc mu wybrać studia... i nie będzie wiedział co chce w życiu robić - westchnął cicho Tomo. - Ale i wtedy będziemy razem i będziemy go wspierać, co nie?
- Nie odtrąci. Ja w to wierzę. Nie możemy się zadręczać. Zrobimy to gdy tylko taka sytuacja się powtórzy. Na razie maluch nas kocha bezgranicznie - uśmiechnął się delikatnie. - I my go też.
- Ja też się cieszę - Tomo uśmiechnął się nieco, obejmując mocniej jego szyję, by wtulić się w niego. - Bardzo cię kocham - zapewnił go, spoglądając na swoją obrączkę. - Ile za nie dałeś? - zapytał z ciekawości.
- No wczoraj jakoś byłem zbyt przejęty by to zauważyć - pokazał mu lekko język i wtulił się w neigo mocniej jeszcze na moment. - Un! Pasuje - wyszczerzył się do niego wstając.
- I będę nosił, chyba że palce mi schudną albo napuchną - zachichotał. - No i jak będę chory to też wolę na łańcuszku - dodał zaraz. - No okay, to idziemy tam. Ty jedzonko organizujesz.
- Okay... - zawahał się chwilę po czym nabrał głęboko powietrza w usta. - Dzisiaj jestem ślepy na ceny... ale będziesz mi pewnie musiał wyjaśnić jak wyglądają poszczególne potrawy... bo nazwy nic nie mówią.
- A co takiego? - zapytał go z ciekawości. - Ja postawię więc na Chińską kuchnię - stwierdził, złączając ich palce razem. - Rzadko kiedy mam okazję ją próbować.;
- Mhm ale na balkonie będę miał czekoladkę od ciebie - przypomniał mu radośnie. - Nie będę sobie jej smaku psuł winkiem - dodał zaraz. - To do jakiej kuchni mogę winko wypić?
- No dobrze... ale nie popsuj mi smaku czekolady winkiem - poprosił go tylko jakoś nie wyobrażając sobie czekolady z winem. To już nie byłoby to samo po prostu.
- Jakoś nie mogę... jak mi popsujesz moją ulubioną czekolade to będę baaardzo zły - oznajmił całkiem poważnie, ale po chwili uśmiechnął się do niego delikatnie. - Więc lepiej dziś nie eksperymentuj!
- Ale dla mnie to będzie eksperyment, a mam ochotę na moją ulubioną czekoladę bez żadnych wariacji na jej temat - wymamrotał siadając naprzeciw niego i zanurzając nos w karcie. Przez przypadek przeleciał wzrokiem po cenach i odruchowo zacisnął mocniej dłonie na karcie. - Uhm... Taka-chan... normalnie już bym stąd wychodził - wymamrotał.
Tomo dmuchnął sobie w grzywkę. - Mou a nie możesz po prostu zrobić mi tej zwykłej czekolady? - zapytał go z lekkim westchnieniem. - Na tę z winem przyjdzie czas - mruknął stukając palcem w menu i zastanawiając się porządnie nad swoim wyborem. Za taką cenę chciał zjeść coś ekstra.
- Ja... poproszę najbardziej ekstrawaganckie danie jakie tu macie - zdecydował Tomo zamykając kartę i spoglądając na kelnera. Ten skinął lekko głową i ruszył do kuchni. - No co? Jak już mamy zmarnować tyle pieniędzy... to niech będzie dobre i ciekawe.
- Piękna - przyznał szczerze. - Ale brakuje mi tu takiej hm przytulności. Wiesz czegoś dla prostych ludzi... choć może to i lepiej że tego nie ma. Ceny i tak by ich odstraszyły - mruknął sam do siebie. Wszystko tu było takie wypicowane i wytrawne. Tomo uśmiechnął się delikatnei. - Dla mnie takie miejsca to nowość.
- Nie powiedziałem, że nie lubię - zaprzeczył zaraz uśmiechając się do niego delikatnie. - Tylko że to coś nowego. Trudno mi będzie się do tej nowości przestawić na pewno - dodał wesoło.
[Czekam na autobus z bachorami w środku do 16... durnoctwo]
- Moje danie jest świetne, tylko nie wiem co to - przyznał ze śmiechem. - I wolałbym nie wiedzieć, bo jak to pieczony pies to... chyba pójdę do łazienki - skrzywił się lekko upijając trochę wody, by przepłukać usta.
[Biedna... i co teraz? Do jakich Uniwerków próbujesz? Nadal trzymam kciuki. Sorka że tak się późno odzywam. Dopiero dziś mam chwilę od kiedy tu przyjechałem :/]
[No to trzymam kciuki :D Nom, praca. A raczej wyzysk... na obozie językowym dla dzieci. Jestem administratorem centrum w popieprzonej firmie, która płaci mało, roboty jest od cholery i na dodatek dają nam często złe info :D Good job xD]
[Dzieci to najmniejszy mój problem haha. Np dzisiaj dostałem listę którą powinienem dostać w poniedziałek. Muszę z niej wyłuskać tych bachorów co przyjeżdząają w sobotę, niedzielę. Wsadzić ich do pokoi. Odrzucić tych co odjeżdżają. Sprawdzić kto na jaką wycieczkę ma pójść itp itd... ogólnie dużo rzeczy do dupy]
[Dzięki :) Tobie też. Daj znać jak już będziesz znać wyniki :)]
Tomo skinął lekko głową, odkładając widelec i nóż na bok. - I nadal chcę taki deserek - przyznał z lekkim uśmiechem. - Tylko potrzebuję duuużo miłości od ciebie teraz. Myślisz, że mogę na kolana ci usiąść?
- Tak - skinął głową Tomo, po czym usiadł mu na kolanach mocno się do niego przytulając. - Brakowało mi takiego przytulania wczoraj na ślubie - przyznał mu spokojnie. - Tak mocno cię kocham...
- Un czas na rachunek - zgodził się chłopak, całując go w policzek i jeszcze na moment się w niego wciskając. - Jestem całkiem pelny. Ale na loda znajdzie się miejsce.
- Ale te w Tokio mały makabryczne końcówki. Niee chcę dziś tkich końców - uśmiechnął się delikatnie przytulając się do jego ramienia. - Strasznie mocno cię kocham.
- No wiesz, zawsze coś się spieprzyło i potem bolało - szepnął cicho trochę pochmurniejąc, ale zaraz uśmiechnął się lekko. - Z polewą czekoladową - zażyczył sobie.
- No to w samolocie będziesz mnie mocno obejmował... a jak zrobi mi się niedobrze to nawet jeszcze mocniej - oznajmił cicho chłopak nadal jedząc swojego loda. - Pycha - oblizał lekko wargi.
- Bo jesteśmy razem i spędzamy taki cudowny dzień? - zapytał go spokojnie, przytulając się do jego boku. - Czy dlatego, że będzie taki a nie inny deserek?
- Un całe szczęście że aż tak za nami jeszcze nie tęskni - ucałował swojego mężczyznę w usta, po czym usiadł mu na kolanach wpijając się w nie mocniej. - No to, kiedy ta moja kolacja? - zapytał szeptem, delikatnie przesuwając dłońmi po jego włosach.
Kazuo nasłuchał się sporo od swojej matki i za każdym razem kiedy przychodziła czuł się coraz gorzej. Zaczynał wierzyć, że to wszystko było jego winą. Dlatego kiedy następnym razem przyszła, nie powstrzymał już łez i przeprosił ją za wszystko całkiem się podłamując. Odprowadził ją wzrokiem, po czym przesiadł się na wózek, żeby za bardzo nie zapaskudzić swojego stanu. Wsunął na siebie jeszcze bluzę, po czym pojechał na dach. Potrzebował chwili oddechu. Uśmiechnął się lekko kiedy rozpoznał Yujiego na dole. Wyciągnął z kieszeni telefon i napisał mu smsa, żeby ten nie przestraszył się pustą salą. Postanowił poczekać na niego na dachu.
- No wiem - ucałował go jeszcze schodząc mu z kolan i owijając się kocykiem. - Ja tu grzecznie poczekam i wybiorę film dla nas - uśmiechnął się szerzej, przeglądając biblioteczkę filmów wgranych w telewizor.
- Odpoczywam od swojego łóżka - odparł, przytulając się do niego i chowając twarz w jego plecach. - Chciałem poczuć trochę świeżego powietrza.
- Od jednego kieliszka wina, nic nie powinno mi się stać - uśmiechnął się Tomo siadając i robiąc miejsce obok siebie dla Takano. Wtulił się w jego ramię i ucałował go w policzek. - Kolacja pysznie pachnie.
- Uhm ale póki co mogę tak z tobą zostać? - zapytał go szeptem, obejmując go lekko i nieco mocniej wtulając twarz w jego plecy.
- Dobrze, potem basen - zgodził się spokojnie, przytulając się do niego mocniej i stukając się z nim lampką wina. Upił zaraz malutki łyk i zjadł kawałek grzanki. - No kochanie... wybrałeś przepyszne wino... podkreśla smak grzanek doskonale - uśmiechnął się do niego lekko.
Kazuo objął go na tyle mocno na ile pozwalały mu na to siły i przełknął głośno ślinę. Łzy znaczyły mu swoją drogę po policzkach i wsiąkały w pulower Yujiego. - Mogę ci coś powiedzieć? Ale nie komentuj, nie mów nic - poprosił, bo nie chciał się z nim potem kłócić i czuć jeszcze gorzej. - Uhm mama twierdzi, że to wszystko moja wina. Że wszystko zaczęło się od mojego porodu. Gdyby mnie nie było, to jej życie wyglądałoby lepiej - szepnął przełykając parę kolejnych łez. - Mówi, że tata... tata mnie nie chciał, nigdy. Uważał za problem i że próbował dyscyplinować od dziecka, a jak... jak to nie pomagało to bił ją. To moja wina, że ją bił. Mogłem być grzeczniejszy... - wyjąkał, obejmując chłopaka mocniej by ukryć drżenie ramion. - Przeprosiłem ją dzisiaj - szepnął. - Przeprosiłem... - zacisnął nieco wargi. - ...za to że żyję - dodał zaraz. - Przyjechałem tu... bo chciałem, chciałem skoczyć - przyznał mu się. - Chciałem skończyć tę udrękę... jej udrękę. Wtedy jej życie znów mogłoby wyjść na prostą - zadrżał mu głos. - Ale... ale zobaczyłem tam ciebie - szepnął jeszcze ciszej. - I... i nie mogłem skoczyć. Nie chciałem, żebyś to widział.
- A zdradzisz mi mały sekret i powiesz co to za winko dokładnie? - zapytał go Tomo siadając mu teraz na kolanach, bo jakoś tak wciąż nie mógł się nim nacieszyć. Kątem oka obserwował film, ale bardziej skupiał się na biciu serca mężczyzny, wtulając się w niego ze wszystkich sił.
Kazuo nic mu nie odpowiedział, bo nie do końca wiedział co może zrobić. Przecież to była jego mama, musiał jej pomóc. Był niemalże dorosły. Zacisnął mocniej wargi, ale zaraz odetchnął głęboko. - Lepiej mi powiedz czy o siebie dbasz. Schudłeś - zauważył mrużąc lekko oczy. - Tak nie może być - wymamrotał.
- Cieszę się - uśmeichnął się Tomo, jeszcze mocniej się do neigo tuląc. - A jutro poznam ten Twój Paryż. Już nie mogę się doczekać - szepnął upijając jeszcze trochę winka.
- Prosiłem, no bo nie dbałeś o siebie za bardzo - usprawiedliwił się Kazuo. - Nie chciałem, żeby i tobie działa się krzywda - szepnął.
- Czyli wszystko to co chę zobaczyć najbardziej - uśmiechnął się odkładając na moment kieliszek z winkiem, żeby objąć Takano za szyję. - A będzie czas na pogaduchy z Theo?
- Jestm grzeczny przecież - jęknął Kazuo, zaraz nieco się krzywiąc. - Ale uhm pomożesz mi dojechać do sali? Trochę słabiej mi się robi - przyznał mu się, blednąc nieco na twarzy.
- Za naszą wspólną przyszłość. Żeby była równie wyboista jak dotychczas - uśmiechnął się szerzej Tomo. - Bo dzięki temu wzmacniamy naszą miłość - usprawiedliwił swoje słowa i stuknął się z Takano kieliszkami. - Już zawsze będę cię kochał.
Kazuo nie musiał mieć tego powtarzane. Zasnął niemal od razu.
- Ja ciebie też, straszliwie mocno i nie chcę się nacieszyć - zaśmiałsię Tomo, wypijając do końca swoje winko i odkładając kieliszek. Wtulił się zaraz w niego mocniej, oddając pocałunek.
Mężczyzna przeprosił go za spóźnienie. - Wolałbym żeby cię nie było przy naszej rozmowie. Chcę by Kazuo podjął decyzję sam, bez nacisków Yuji. Bo to nie jest łatwe... mimo wszystko jego matka to jego rodzina - przypomniał mu. - Nie ważne jaka okropna, ale rodzina. No i z tego co mówisz zjechała mu psychikę tak mocno, że on może nie myśleć logicznie.
- Kochanie? A możemy odpuścić sobie ten basen dzisiaj? - zapytał go cicho Tomo. - Wolałbym spędzić tę noc w łóżeczku z tobą, na nieco szalonych rzeczach ale w łóżeczku. Trochę się martwię że na basenie nie utrzymam się za dobrze na powierzchni... dawno nie pływałem i nie mam kondycji - zaczerwienił się okropnie.
- Yuji, ja wiem, rozumiem twój punkt widzenia - mężczyzna westchnął cicho. - Ale Kazuo od dziecka był na pewno narażany na takie teksty. Od dziecka stara się rodzicom zaimponować. Udowodnić, że jednak warto go kochać. Zasłużyć na miłość. Na pewno dostawał czasem nagrody za swój wysiłek, ale najczęściej widział koniec kija. To siedzi głęboko w nim zakorzenione - westchnął ciężko. - I nie będzie wcale łatwo... mówiłeś, że chciał się zabić... jestem przekonany że chciał to zrobić, żeby ulżyć swojej mamie. On nie myśli o sobie, tylko o nich. To trudno sobie wyobrazić, wiem... ale jako dziecko nie wiesz co jest dobre a co złe. Kochasz rodziców bezwarunkowo.
- Uhm no tak, ale uhm nie chciałem ci psuć zabawy - wymamrotał zawstydzony. - Jak będę mniej zmęczony to na pewno pobrykamy w basenie - obiecał mu zaraz.
- Wiem, Yuji - nauczyciel pogłaskał go po włosach. Niestety nie mógł mu nic obiecał. Przecież na siłę nic nie zrobi. Chwilę później Kazuo zaczął szybciej oddychać. Wciągał powietrze tak szybko, że niemal zrobił się czerwony na twarzy. Zakrztusił się nim i zaczął kaszleć. - Przepraszam, przepraszam, przepraszam! - krzyczał całkiem trzęsąc się na łóżku. W końcu obudził się nie mogąc nabrać oddechu. Walczył z nim przerażony. Mężczyzna zareagował instynktownie. Przysiadł na brzegu łóżka i złapał swojego ucznia w objęcia, ostrożnie głaszcząc go po plecach. - Spokojnie, spokojnie. Nic ci się nie dzieje. Nabieraj oddechy spokojnie. To tylko sen - szeptał tylko. - Jesteś tu tylko ty, Yuji i ja. Nikt nie robi ci krzywdy. Jesteś dobrym chłopcem. Nie musisz nikogo za nic przepraszać - zapewnił go jeszcze.
- Uhm skoro tak mówisz - uśmiechnął się nieco. - To ja... ja ci wierzę - dodał ze śmiechem.
Kazuo potrzebował dobrych 10 minut na uspokojenie się na tyle by mógł znów opaść na łóżko. Zakrył twarz swym ramieniem. - Przepraszam, straszne ze mnie dziecko - wyszeptał.
Tomo nie zaprotestował. Ba jedyne co zrobił to jeszcze mocniej zaczął go całować, a kiedy znaleźli się na łóżku przez dłuższą chwilę dominował, siedząc na Takano i całując jego pierś o raz gładząc jego brzuch.
- Ja nie mogę - potrząsnął przecząco głową chłopak. - Ja mam swoich rodziców sensei - wyszeptał cicho, zaciskając pięści na pościeli. - Ja uhm ja ich kocham sensei.
Tomo zrobił zawiedzioną minkę, kiedy Takano przejął kontrolę. On po prostu chciał się jeszcze trochę pobawić. Postanowił jednak nie marudzić. Objął mężczyznę za szyję i possał chwilę jego ucho, zanim przesunął dłońmi po plecach i westchnął cichutko, kiedy Takano zassał jego sutek.
- Sensei, z całym szacunkiem... nie znam cię, więc jak mogę powiedzieć gdzie będzie mi lepiej? Poza tym skąd pan może wiedzieć, że właśnie u pana będzie mi lepiej? Ja mam rodzinę sensei... mama sobie nie poradzi beze mnie - zagryzł mocno wargę, przegryzając ją całkiem niechcący. - No i jakby tata się dowiedział, że wybrałem co innego, to zabiłby mnie. Ja... nie ufam tej całej policji... i tak go wypuszczą - wymamrotał. - Poza tym... ja uhm... to i tak wszystko moja wina - zadrżał nieco. Miał taki mętlik w głowie, że już niczego nie był pewien. Znów zaczął wpadać w panikę. Oddech mu przyspieszył. To wtedy do pokoju wpadła jego matka. - Co pan robi mojemu synowi? - zapytała chłodno, łapiąc chłopaka za rękę i delikatnie go po niej głaszcząc. - No już, spokojnie - poprosiła, ale kiedy to nie pomogło potrząsnęła chłopakiem mocno. - Uspokój się do jasnej cholery - krzyknęła na niego. - Jak ja przy tobie wyglądam, co? - zapytała go chłodno, cały czas nim potrząsając. Kazuo poczuł okropne zawroty głowy, odepchnął jej ręce od siebie, po czym wyszedł z łóżka, kuląc się zaraz na podłodze i przyjmując pozycję obronną. Chciał tylko odzyskać oddech, a nikt w tym pomieszczeniu mu nie pomagał. Zanim jego matka zdążyła do niego podejść wyszedł, łapiąc się i asekurując się każdej ściany. Zatrzymał się dopiero, wpadając na Yujiego, tuż przy schodach. Opadł wówczas na kolana i rozpłakał. - Boję się, Yu-chan. Bardzo się boję - szepnął, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że pierwszy raz zdarzyło mu się ich pomylić, a tym który stał przed nim wcale nie był Yuji. Wszystko mu się rozmywało przed oczyma, a oddech wciąż nie chciał wrócić.
Tomo się mu nie opierał, ale szczególnie też nie pomagał. Chciał by Takano troszkę się pomęczył. Uśmiechnął się do niego szeroko i ucałował go w nosek. - Moje kochanie - szepnął wyginając się zaraz w łuk, kiedy Takano dotknął jego napęczniałego już przyrodzenia. - Chyba nie byłem zbyt grzeczny - zaśmiał się pod nosem.
- Yu-chan, nie wiem co mam robić - jęknął chłopak, całkiem pogubiony. Łzy swobodnie skapywały mu z policzków, mimo że bardzo nie chciał płakać. - Yu-chan... musisz się schować - dodał zaraz nieco spanikowany, przypominając sobie o swojej matce. Kobieta dopiero teraz do niego dopadła. - Znowu ty? - warknęła na Shujiego. - Ile razy mam ci powtarzać, że nie życze sobie ciebie koło mojego syna? - zapytała ale nie zrobiła nawet kroku w jego stronę. - Wstawaj - podciągnęła Kazuo do góry, a widząc że ten chwieje się na nogach, popchnęła go niemalże niezauważalnie. Chłopak stracił równowagę i runął ze schodów, uderzając mocno głową o balustradkę. - Kazuo! - kobieta była świetną aktorką. Natychmiast się przy nim znalazła lamentując nad losem swojego dziecka, wołając w niebogłosy lekarzy, a w głowie już liczyła pieniądze jakie dostanie z ubezpieczenia dzieciaka. Wyjdą na prostą i mu to wszystko wynagrodzi.
- A co tam ukryłeś? - zainteresował się zaraz TOmo, sięgając dłonią pod poduszkę i macając przez chwilę zanim wyciągnął kuleczki analne. Oblizał delikatnie wargi. - Taka-chan? Kocham cię - szepnął, całując go mocno.
- Zostaw go! Wyraźnie widziałam, jak go popchnąłeś! - krzyknęła patrząc na dzieciaka. - I jeszcze mnie oskarżasz! Kazuo walczył o utrzymanie przytomności, czując krew zalewającą jego oczy. - Shuji... - odkrył jego prawdziwą tożsamość wreszcie. - Nie chcę... jej tu - jęknął próbując usiąść, ale Shuji mu nie pozwolił, przytrzymując go w pozycji leżącej. - Leż, jeszcze pogorszysz niechcący - poprosił go. - Yuji przyprowadź tu lekarza! - krzyknął do brata.
- W najgorszym wypadku będziesz mnie nosił - zaśmiał się chłopak, całując go jeszcze trochę zanim poczuł pierwszy palec mężczyzny w sobie. Oblizał łapczywie wargi i poruszył się na nim niemal natychmiast.
Matka Kazuo szamotała się dość mocno z Shujim, ale ich nauczyciel jej na to nie pozwolił. Odsunął ją od chłopaka. - Pani powinna zacząć wreszcie zachowywać się jak dorosły. Nie będzie mi tu pani krzywdziła mojego ucznia - to mówiąc miał na myśli Shujiego, wiedział że jakby powiedział to samo o Kazuo, to ta odezwałaby się z argumentem, że to przecież jej syn. - Poza tym w tej chwili pani syn potrzebuje powietrza - dodał głucho, bo widział jak chłopak stara się usilnie oddychać. Przyciskał dłoń do prawego boku, słabnąc z każdą chwilą. Na szczęście Yuji szybko przyprowadził lekarzy, którzy wzięli chłopaka na nosze.
- No bo już się doczekać nie mogę - jęknął Tomo czując pierwszą kulkę w sobie. Odetchnął głęboko i znów nabrał powietrza w płuca, rozluźniając się. - Mhm... ty też wejdziesz? - zapytał go choć trochę się bał podwójnego wypełnienia.
- Tak, no i jest jeszcze Shuji i kamery... widziałeś jak go popchnęła tak? - upewnił się tylko mężczyzna, obejmując teraz Yujiego ramieniem. - Nic się nie martw.
Tomo odetchnął z ulgą, po czym oblizał łapczywie wargi widząc te mięśnie apetycznie wyglądające. Usiadł i polizał go po brzuchu zaraz przyssiewając się do sutków mężczyzny. - Mój bóg - szepnął całując jego wargi i ponownie się kładąc, kiedy Takano lekko na niego naparł.
- Yuji musisz zaczekać. Lekarze się nim teraz zajmą i potem Kazuo pewnie będzie spał - szepnął nauczyciel. - Spokojnie.
Tomo jęknął przeciągle od odczuwanej przyjemności. Nie sądził, że będzie ona aż taka duża. Wymamrotał pod nosem jak bardzo go kocha i skupił się na swoim przyjemnym doznaniu.
- Gdybyś był obok, nie uchroniłbyś go od tego - westchnął mężczyzna, a Shuji uśmiechnął się do niego zawadiacko. - Poza tym będziesz mógł się na Kazuo obrazić. Pomylił nas - pokazał mu język, chcąc go rozchmurzyć.
Tomo oblizał łapczywie wargi. Był już bardziej niż gotowy. Spragniony swojego mężczyzny. Poruszył nieco biodrami chcąc mu zasygnalizować, że jest gotowy. - Kotku... juuuż - uśmiechnął się szeroko.
- I papiery będą załatwione jeszcze w tym tygodniu - Shuji przytulił go mocno. - A teraz musisz pomóc bratu... grozi mi 6 pała z matmy... zostawią mnie jeśli nie zdam - zrobił smutną minkę.
Tomo jeszcze dodatkowo go stymulował, poprzez poruszanie biodrami i coraz mocniej obejmując go by móc dotknąć i zatopić się w jego ustach.
- Miałem dobre, ale potem przestałeś robić ze mną zadania domowe i wszystko poszło... dużo mi daje jak się razem uczymy - wymamrotał czerwony na twarzy, po czym pochylił się do Yujiego. - Pójdziesz za mnie? - zapytał szeptem, żeby ich nauczyciel nie usłyszał.
- Ja ciebie też, straszliwie mocno - zapewnił go Tomo oddychając bardzo szybku, niemalże szczytując.
- Nie szkodzi - Shuji przytulił go mocno do siebie. - Możemy uczyć się we troje - zaproponował zaraz. - Tu w szpitalu - uśmiechnął się zaraz. - Kazuo nadrobi zaległości, a ja się poduczę.
Tomo sapnął ciężko, obejmując go ramionami i zamknął oczy ciesząc się jego obecnością. - Było wspaniale kochanie - szepnął zadowolony. - Najlepiej na świecie, bo z tobą.
- Nie ma sprawy, bracie - Shuji uśmiechnął się do niego lekko. - Tylko zrób tak żebym zdał troszkę.
- Mhm bardziej już nie będę - Tomo wstał z łóżeczka i zabierając ze sobą swoje rzeczy oraz rzeczy Takano podszedł do niego by go ucałować. - Kocham cię wiesz? Co tam wymyśliłeś? - zapytał go zaraz.
Lekarze wprowadzili Kazuo w śpiączkę, by oszczędzić mu dodatkowego bólu. Chłopak znów leżał podłączony do różnych kabelków. Mimo to ścisnął lekko dłoń Yujiego.
- Kochanie... - Tomo odjęło mowę. Wszedł do wody i ucałował go mocno. - Jest cudownie. Jesteś taki kochany - wyszeptał.
- Lekarz mówił, że wybudzać go będą jutro rano - szepnął jego nauczyciel. - Przyjadę tu z nim porozmawiać z samego rana. Yuji, a ty się wyśpij i do szkoły - rozkazał mu.
- Ale może tylko od czasu do czasu - uśmiechnął się lekko Tomo. - Żeby było zawsze tak wyjątkowo - ucałował go ciesząc się taką kąpielą. Wtulił się jeszcze w ramiona Takano, bawiąc się płatkami róż.
Kazuo został wybudzony koło 10 rano. Czuł się fatalnie. Był niezwykle zmęczony, ale mimo to uśmiechnął się słabo do swojego wychowawcy. - Przepraszam, nie siądę - jęknął, próbując podciągnąć się na łokciach.
Tomo uśmiechnął się szeroko i ucałował go ukradkiem. - Bardzo mi się podoba. Czuję się tu całkiem swobodnie, ale tylko dlatego że jesteś ze mną - zastrzegł sobie.
- Bardzo kręci mi się w głowie i boli w piersi - wymamrotał cicho, zamykając oczy by powstrzymać kręcenie w głowie. - Sensei... dlaczego chce mnie pan do siebie zabrać?
- Na pewno zgodził się uśmiechając uroczo, kiedy mógł śmiało zdmuchnąć piankę z noska i ucałować nochalek Takano. - Tylko za mocno mnie nie zamęcz - poprosił go wesoło.
Kazuo zatrząsł się lekko. - Przepraszam - jęknął. - Ja uhm ja panu oddam wszystkie pieniądze - obiecał mu cicho. - Oddam wszystko - zadygotał nieco. Nie chciał mieć długów. Wolałby mieć czyste sumienie. - Uhm tylko wyjdę i pójdę do pracy...
- Wiem kochanie, wziąłeś mnie też na ręce jak widziałeś że mi słabiej. Kocham cię - ucałował go znów. - Dziękuję, że tu ze mną jesteś - przytulił się mocniej. - Opowiesz mi jakąś historię do snu w łóżeczku?
- Ale po szkole mogę pracować - przypomniał mu, nadal nieco się trzęsąc. Głównie z odczuwanego bólu. Nie chciał jednak kolejnych leków, bojąc się panicznie że dzięki nim zamieni się w swojego ojca. - Ja... sensei, ale ja nie chcę iść do... do... domu dziecka - wydusił z siebie. - I ja... babcia... jak pana wybiorę... to nie będę mógł widywać sióstr - poczuł pojedyncze łzy na policzkach. - Babcia mi nie...pozwoli. Oni wszyscy... mówili że jestem, jestem pomyłką... mamy.
- Cieszę się kochanie - Tomo uśmiechnął się szerzej, po czym rozpoczął szorowanie samego siebie. - Jakąś pozytywną. Może o twoich psikusach - zaproponował zaraz.
- Ale tak popołudniami po szkole - skrzywił się nieco, po czym wychylił poza łóżko i zwymiotował, bardzo się starając nie zrobić tego na mężczyznę. - Uhm... nie pozwolą mi - wyjąkał, znów padając na łóżko. Łzy płynęły ciurkiem po rozpalonych policzkach. - Nie będę musiał... mówić do pana... tato?
- Wiesz, Taka-chan? Bardzo bałem się ślubu - wyjaśnił mu cicho. - Bardzo... i nie chciałem... żebyś o tym wiedział - dodał jeszcze szeptem. - Ale teraz, boję się trochę mniej.
Kazuo potrząsnął parę razy głową, zaraz jednak blednąc nieco bardziej. - Sensei... bardzo boli głowa. Pęka mi - sapnął starając się wytrzymać ten ból, ale już nie będąc w stanie. - Pomóż... - chłopak nie wiedział, że nauczyciel już włączył odpowiedni guzik i zaczął próbować go dosięgnąć.
- Uhm wiem kochanie. Chciałem tylko żebyś to wiedział. Tj ja nie boję się ciebie czy coś... tylko nadal jestem trochę niepewny. No wiesz... kocham cię całym moim sercem i chcę z tobą być, tylko... nie wiem co nas czeka za tym słowem "małżeństwo" - wyjaśnił pokracznie. - Wiem tylko że chcę się cieszyć dniem razem z tobą.
Chłopak zaufał mu tak odrobinę. Nie wyrwał się tylko skupił na oddychaniu. Mimo tego bólu nie chciał tracić przytomności. Odetchnął z ulgą dopiero kiedy lekarz podał mu środek przeciwbólowy oraz nasenny. Zasnął, a mężczyzna posprzątał wymiociny i skłonił się nauczycielowi. To wówczas w sali znów pojawiła się matka Kazuo. - Co ty tu znowu robisz? - syknęła w stronę mężczyzny, obrzucając go chłodnym spojrzeniem. - 18 lat... 18 lat cię przy nim nie było, a teraz nagle święty tatusiek się znalazł - rzuciła w niego poduszką którą zwinęła z drugiego łóżka. - Jeszcze dziecko mi będzie zabierał! Ten co to miał się mną zająć, zaopiekować... ale nie, podrzucił mnie temu psychopacie!
Tomo skinął lekko głową, po czym uśmiechnął się szeroko. - Jesteś najlepszy Taka-chan - ucałował go mocno wstając i wychodząc z wanny.
[Oj no bo mi się nie zgadzała ta jago bezinteresowność... planowałem zrobić go bratem ojca Kazuo, ale przecież wówczas ojciec Kazuo by się zorientował już w domu... nawet pod wpływem alko...]
- Zostawiłeś mnie, Hikaru. Zostawiłeś, kiedy byłam w ciąży z tym... - machnęła lekceważąco ręką, nawet nie patrząc na Kazuo. - ...bachorem. Bo studia były ważniejsze... a potem co? - zaśmiała się chłodno. - Znikasz na 18 lat, by potem udawać jakiegoś pieprzonego wybawcę? Idź się utop - warknęła. - Kazuo nigdy z tobą nie pójdzie.
Tomo złapał go za rękę i pociągnął na balkon. - Jeszcze tylko chcę popatrzyć na Paryż w nocy z moim kochaniem obok mnie - szepnął wtulając się w jego ramiona.
[Na to nie wpadłem xD Trudno, stało się... xD Btw cieszę się że Kazuo śpi xD]
- Pieniądze... myślałeś, że pieniądze zastąpią mu ojca? - zapytała go chłodno. - Już dawno skończyłby szkołę, gdyby jej tyle nie opuszczał - fuknęła na niego. - Uczy się kiepsko... to dziecko nie ma przyszłości - warknęła. - Nadaje się tylko do wyciągania pieniędzy z ubezpieczenia. Ma wadliwe geny - wywróciła oczyma. - I już ja dopilnuję, żeby z tobą nie poszedł.
- Mhm... fajnie na niej było - ucałował go mocno. - Dużo ludzi, ale było warto - uśmiechnął się szeroko. - No i jeszcze mój mężczyzna mnie tulił i bronił w windzie.
[No dobra xD]
- Nie pozwolę ci odebrać mi dziecka, Hikaru - kobieta uderzyła go w twarz. - Nie pozwolę ci - warknęła podchodząc do łóżka Kazuo i patrząc na niego z lekką nienawiścią. - Jeszcze nie odpracował swoich win.
- Wiem, z tobą zawsze jest fajnie - szepnął Tomo, podążając wzrokiem za jego dłonią, jednocześnie mocniej wtulajac się plecami w jego pierś. - Cieszę się, że pojechaliśmy.
- Ja? Niby czym? - roześmiała się serdecznie. - Wpadłam, to prawda - przyznała się bez bicia. Ale to ty namówiłes mnie na ten związek! - warknęła wbijając mu palec w pierś. - Ty mnie w niego wepchnąłeś, a potem pojechałeś się uczyć. Wielki uczony, a skończył w szkole - wybuchnęła śmiechem.
Tomo ucałował go ukradkiem i przymknął oczy wdychając zapach Paryża. - Kochanie, masz same dobre wspomnienia z Paryżem? - zapytał go spokojnie. - Albo chociaż większość dobrych?
Kobieta prychnęła tylko i odepchnęła go od siebie, po czym z wściekłością kopnęła łóżko Kazuo i spojrzała na brata ze złością. - Smarkacz będzie dla mnie pracował - rzuciła tylko i wyszła całkiem rozeźlona, mijając się w przejściu z Yujim i nawet nie zwracając na niego uwagi.
- Mhm to opowiedz mi trochę tych dobrych wspomnień - poprosił go idąc za nim do łóżka. Tam od razu wtulił się w Takano zamykając oczy. - Chcę posłuchać twojego głosu...
- Po wczorajszym upadku bardzo boli go głowa - zreflektował się Hikaru. - Ale poza tym nic mu nie zrobiła - dodał spokojnie. - Przespał jej pobyt - dodał szczerze z tego zadowolony. - Ok, to ja was zostawiam samych - zmierzwił włosy Yujiemu i wyszedł z sali.
Tomo zasnął po kwadransie słuchania opowieści, nieco mocniej przytulając się do mężczyzny. TUlił go tak mocno jakby chciał go mieć dla siebie całą wieczność.
Kazuo obudził się pół godziny później. Uśmiechnął się słabo, widząc śpiącego przy jego łóżku Yujiego. Pogłaskał go lekko po głowie, odgarniając mu z niej włosy. - Mój kochany - szepnął.
Tomo zamruczał coś niewyraźnie obracając się na brzuch i kryjąc twarz w podusi. Chwilę jeszcze tak poleżał, po czym ziewnął i usiadł na łóżku. - Dzień dobry - przywitał się z Takano, uśmiechając się do niego i siadając na nim okrakiem. Ucałował go mocno w usta, po czym zsunął się niżej by wziąć jego przyrodzenie w usta.
- Nie szkodzi - Kazuo uśmiechnął się do niego, znów próbując usiąść ale rezygnując z cichym westchnieniem. - Co się stało, że było ciężko?
- Mhm zawsze czuję niedosyt, a przecież ty już byłeś podniecony - puścił do niego oczko uśmiechając się szeroko do niego i wracając do swojej czynności.
- Ach... więc tak zdobywa lepsze oceny - uśmiechnął się lekko. - Nikomu nie powiem - obiecał zaraz. - Kocham cię wiesz?
Tomo oblizał się łapczywie, po czym znow ucałował mężczyznę, siadając teraz na nim. - Moja kolej na szczyptę przyjemności - uśmiechnął się, zaczynając się ruszać na swoim mężu.
- Uhm... ok - Kazuo zacisnął lekko wargi, znów zamykając oczy. - Kiepskie ze mnie towarzystwo na razie.
- Nie kochanie, było w sam raz... tylko teraz i ja potrzebuję trochę no wiesz... pieszczot - uśmiechnął się szeroko Tomo starając się go swobodnie dosiadać. Nie musiał długo ujeżdżać Takano by dojść z cichym jękiem przyjemności. Poruszał się jeszczę parę razy by i Takano mógł szczytować. - Widzę, że masz kondycję - uśmiechnął się zadowolony.
- Nie boli tak bardzo. Nie chcę żeby szprycowali mnie lekami - szepnął.
- Na coś francuskiego - Tomo przeciągnął się lekko i "spadł" z Takano by zakopać się pod kołderką. - Pan pierwszy, bo potem pan mi zrobi paryskie śniadanko - wyszczerzył się do niego.
- Nie boli mnie, Yu-chan - wymamrotał chłopak. Mógł znieść sporo bólu i ten nie był jakimś szczególnie wielkim. - Masz dużo jeść, trenować i nie opuszczać treningów... bo ja na pewno przyjdę cię oglądać w finałach - obiecał mu.
Tommo wziął szybki prysznic i ubrany czekał już na śniadanko w salonie wesoło nucąc sobie jakąś melodię pod nosem. - Wygląda nieźle, ciekawe czy też tak samo smakuje - puścił go niego oczko.
- Roger. Prawie wszystko robię... nie dzwonię tylko bo często nie mam jeszcze siły - złapał go za rękę i przyciągnął do siebie by go ucałować. - Ale...ale jakby co będę.
- Oj na pewno mi posmakuje. W końcu robione przez mojego najlepszego mężusia - wyszczerzył się zaraz jednak smakując jedzonka. - Pyszne kochanie. Nie było potrzeby marudzić - dodał jedząc dalej. - Czasem prostota jest najlepsza.
- Um... to zależy od lekarzy - wyszeptał Kazuo nie bardzo wiedząc, kiedy uda mu się znów dotrzeć do szkoły. - Ale spędzimy razem święta, co nie?
- Czyli duuużo chodzenia - podsumował zadowolony takim planem i tymi odpoczynkami, które również gdzieś tam są w planie. Skończył drugi kawałek swojej bagietki i pochylił się nad stołem, żeby skraść Takano buziaka.
- Nie trzeba, Yu-chan, spróbuję się przespać, ale ty już idź... nie siedź tu niepotrzebnie - pogłaskał go po dłoni.
Tomo szybko się uwinął i przyszedł do Takano, wtulając się w niego mocno. - Możemy iść kochanie - zapewnił go. - Czas nam ucieka.
Kazuo wrócił do szkoły dobre trzy tygodnie później. Nie był jeszcze pełni sił i chodził o kulach, ale wrócił, bo nie chciał mieć więcej zaległości. Usiadł na swoim miejscu, odkładając kule na bok i z westchnieniem zauważył, że ma dość duże zaległości z japońskim. Na szczęście tego dnia była praca w grupach na ocenę, a on wylądował z Yujim.
1 477 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 1477 Nowsze› Najnowsze»Ściągnął więc swoją muszkę i obrócił się tyłem do panów. Zamknął oczy i policzył do trzech, zanim rzucił, a kiedy się znów obrócił, muszka gościła w dłoniach zaskoczonego Kanekiego, który zaraz spłonął rumieńcem.
Kaneki zaczerwienił się wówczas jeszcze bardziej, a Tomo wybuchnął cichym śmiechem widząc to. Miał wrażenie jakby oglądał samego siebie. Zdenerwowanego i zestresowanego oraz zawstydzonego. Ren natomiast postanowił pokazać, że jest facetem. Nie ściągając nawet krawatów z głowy, przyciągnął do siebie swojego chłopaka i ucałował go z pasją.
- Uuuuu - rozległy się krzyki i gwizdy aprobaty. Nawet ojciec chłopaków się do tego dołączył ciesząc się szczęściem swoich synów.
- Bardzo dobrze, ale myślę... że będziesz musiał mu jeszcze czasem służyć radą - dodał z delikatnym uśmiechem, opierając głowę o jego ramię, kiedy Ren wziął Kanekiego do "pierwszego tańca" pary oczepinowej. - Zrobisz to z przyjemnością. Przyznaj się - wyszczerzył się zaraz do niego.
- Ale jeśli zrobi coś głupiego jak z tą restauracją co to nie pozwolił Kanekiemu zamówić nic co nie było najdroższe... to ja go trzepnę w głupi łeb - ostrzegł go Tomo całując go w policzek. - Tak jak ciebie musałem trzepać i teraz już jest duuużo lepiej - ucałował go mocniej. - Zatańczysz ze mną jeszcze? - zapytał, kiedy zaczął lecieć jakiś wolny kawałek.
- Wiem, wiem. Trochę się ich obawiam - przyznał ze śmiechem, wtulając się w Takano podczas tańca. - Ale i tak chcę z tobą zatańczyć. Kocham cię po prostu.
- Obrażę się - zażartował Tomo, po czym musnął jego wargi swoimi. - Pewnie, że nie głupku. Ja sobie znajdę coś do roboty. Nie muszę być przecież ciągle do ciebie przyklejony i ty nie musisz do mnie - pstryknął go w nosek.
To była ta zabawa, za którą Tomo nie przepadał, ale mimo to pozwolił sobie zawiązać oczy i podprowadzić do siedzących panów. Postanowił, że poradzi sobie bez wąchania.
Z pierwszym osobnikiem nie było problemu. Tomo od razu go wyeliminował, kiedy to niechcący przesunął dłonią po jego koszuli i natrafił na nieco owłosioną klatkę piersiową. Zdecydowanie nie był to Takano. Szybko więc przesunął się dalej. Podejrzewał, że Seijiro też gdzies tu jest i będzie się zachowywał tak jak Takano, ale tym pomartwi się potem.
Tomo dotknął dłońmi twarzy osobnika siedzącego tuż przed nim. Pomacał go nieco, dokładnie sprawdzając kształt jego noska potem uszu i włosów. Zmarszczył lekko nos, po czym wstał nic nie mówiąc i przechodząc do kolejnego pana.
Ale został najgorszy przypadek. Tak jak się tego obawiał poczuł na sobie czyjeś ręce i nieco zesztywniał przy tym, znów marszcząc nieco nos. Ostrożnie dotknął twarzy mężczyzny, starając się zrozumieć z kim ma do czynienia, po czym zszedł z jego kolan i podszedł do Takano. Usiadł mu na kolanach i również zaczął od twarzy. W razie czego wróci do poprzedniego.
Tomo poczuł się nieco zdezorientowany. Wstał i odsunął się od niego wzdychając ciężko. Powrócił do Seijiro. Odetchnął głęboko jeszcze raz sprawdzając jego twarz, po czym przytulił się do niego. Wstał i przeszedł na kolana Takano, również się do niego przytulając, a potem odnalazł jego usta swoimi racząc go długim pocałunkiem.
- Mou ale się postarałem - wymamrotał cicho. - Nawet was nie wąchałem - pokazał język Seijiro.
- Ma, swój jedyny oryginalny - odparł wesoło Tomo, jeszcze raz całując swojego męża, po czym wstał i pozwolił reszcie zabrać jego kochanie.
Tomo oglądał jego zmagania z boku śmiejąc się cicho, kiedy Takano nie bardzo wiedział co zrobić. Nie miał już tak łatwo jak poprzednio. Kaneki i Theo byli jego postury i co najważniejsze należeli do gatunku gejów, więc nie odpychał ich facet na kolanach. Mało tego Kaneki objął Takano za szyję, co by mu trochę sprawę utrudnić.
Tomo również go objął delikatnie, starając się nie zdradzać zbyt bardzo. Nie chciał mu przecież ułatwiać zadania.
Tomo uśmiechnął się delikatnie odruchowo wzmacniając trochę uścisk i zsuwając mu opaskę z oczu.
- Wygrałeś kupon na garnek z zupą - zażartował całując go znowu.
- Ano, postarał się - zaśmiał się Tomo również wstając, ale zaraz siadając na nieco innym miejscu, żeby utrudnić sprawę Renowi.
Tym razem była to zabawa z krzesłami. Koyuki kazał wyjść na środek wszystkim gościom. Krzeseł było tyle by każda para miała jedno. DJ wpuścił muzykę a oni musieli przemieszczać się naokoło aż do jej zakończenia.
- Pewnie - Tomo pozwolił mu się porwać na parkiet. - Ale będziesz musiał poprowadzić - uśmiechnął się delikatnie. - Jak prowadzisz... to czuję jakbym umiał tańczyć - dodał muskając jego policzek ustami.
- Mhm - Tomo nie był w stanie mu odpowiedzieć. Przytulił się mocno do niego, pozwalając mu prowadzić i chwilę po prostu tak trwał. - Od teraz każdy będzie taki - zapewnił go cicho. - Nawet te gorsze będą takie - dodał z delikatnym uśmiechem.
Tomo z uśmiechem żegnał się ze wszystkimi, po czym oparł się mocniej o Takano niemal całkowicie mu padając.
- Ne, Taka-chan? Poniesiesz mnie? - zapytał zaraz robiąc błagającą minkę.
- Z basenem? - Tomo objął go delikatnie przytulając się do niego. - To będziemy sobie pływać od czasu do czasu, co nie? I spędzać tak wieczory? - zaproponował. - Mhm muszę jeszcze leki wziąć - przypomniał sobie.
- Pewnie, wtedy weźmiemy taką długą i relaksującą kąpiel - zdecydował całując go raz jeszcze mocno w usta. Zaraz ziewnął odrobinę.
Tomo przyjął od niego leki, po czym sam również zdjął garnitur i przebrał się w swój ulubiony dres, po czym poszedł tylko umyć twarz i zęby. Zanim wrócił ziewał już porządnie. Uśmiechnął się jednak do Takano.
- Kocham cię, kocham, kocham kocham - zapewnił go.
- Ano - przyznał z uśmiechem. - Ale miałem słabsze chwile i musiałem się przespać... pewnie ci wtedy smutno było - dodał już nieco markotniej, wtulając się w niego mocno. - Podobało mi się. Nawet twój tata... nie zrobił jakiegoś super ekstra nietaktownego prezentu - zachichotał. - A tak się tego bałeś. Widziałem jaki byłeś spięty gdy otwieraliśmy jego prezent.
- To dobrze - ucałował go w nosek. - Że pogadałeś z Renem i że nie było ci smutno. Ta chwila mnie postawiła na nogi - przyznał z wielkim uśmiechem. - Mhm to miło z jego strony, że taki prezent nam zrobił. No i możemy wziąć tam malucha co by miał coś z wakacji jak już wrócimy - dodał z uśmiechem. - Nigdy nie byłem na Hawajach... zresztą... wiesz o tym - dodał marszcząc nosek ze śmiechem. - I cieszę się, że jesteś tu obok mnie,
- Ktoś musiał być tym pierwszym, który przecierał szlaki - uśmiechnął się i zaśmiał pod noskiem. - Kochanie? Jak ich zaprosimy na grila to ja chętnie pogadam z Kanekim. Pójdę z nim na spacer i pokażę mu okolicę. To raczej miły dzieciak.
- Ano... po tym co miał w ostatnich związkach, pewnie dopiero teraz tak naprawdę doświadcza co to znaczy kimś się opiekować czy wychodzić regularnie, śmiać czy płakać... no i wreszcie zjada coś porządnego - zachichotał wspominając ten dzień w Tokio, kiedy to Kaneki wpadł z garem pełnym curry, bo uznał że Ren niczym gości nie ugości.
Ziewnął szeroko i przeciągnął się nieco.
- Padam kochanie - ucałował go w policzek zamykając oczy. - Dobrano... - nie kończąc mówić już go nie było.
Tomo przeciągnął się przez sen i wymamrotał coś niezrozumiale, lądując na Takano i nawet wtedy się nie budząc. Zamiast tego uśmiechnął się lekko i przytulił do mężczyzny mocniej.
Tomo obudził się dobrą godzinę później i jeszcze moment leżał z zamkniętymi oczyma zanim uśmiechnął się do Takano i ucałował jego usta.
- Ohayou - przywitał się z nim.
- Baaardzo dobrze. Odzyskałem wszystkie siły - zapewnił go z uśmiechem. - Nigdy nie pamiętam za bardzo moich snów... ale chyba były dobre - dodał wesoło.
Tomo wybuchnął lekkim śmiechem.
- To była najlepsza noc poślubna jaką mogłem sobie wyobrazić - zażartował. - Zrobimy sobie dzisiaj w nocy noc poślubną...
- Musimy koniecznie - uśmiechnął się do niego Tomo wstając już i przeciągając się mocno. - To nie traćmy czasu. Chcę tu zobaczyć najwięcej jak to możliwe... ale wiesz? Jun-chan będzie tu mieszkał przez cały rok... znaczy w sensie USA. Odwiedzimy go kiedyś nie? - upewnił się że tak będzie.
- Dobrze, cieszę się - oznajmił mu Tomo robiąc kilka skłonów i zjadając na szybko pomarańczę by zjeść swoje leki. Dopiero wtedy poszedł do łazienki
- Pancakes z syropem klonowym - oznajmił wesoło chłopak, obejmując go jeszcze mocno i całując go przy tym. - I malinami do tego - dodał zaraz.
- No nie wiem... a zasłużyłeś - zapytał go figlarnie nachylając się nad nim już całkiem nagi. Pozwolił by ich usta spotkały się razem i ucałował go mocno.
Tomo uśmiechnął się lekko i w końcu dołączył do Takano, przytulając się do niego będąc już w wannie.
- Wczoraj było bardzo fajnie. Rano spanikowałem, ale Jun... postawił mnie na nogi - przyznał szczerze, wtulając się w niego mocniej.
- Uhm dobrze wiedzieć, że to nie tylko ja - uśmiechnął się do niego, muskając jego usta raz po raz. - Lubię twoją rodzinę - dodał cicho. - Nawet twojego tatę... myślę, że bardzo się stara i powoli idzie w dobrą stronę - wtulił się w jego ramiona mocniej. - Lubię też moją małą rodzinkę.
- A pozwolisz mu na to? - zapytał go zaraz cicho, złączając ich dłonie razem. - Chciałbym, żebyś mu pozwolił. Nie na siłę, ale powolutku, tak jak teraz - uśmiechnął się do niego lekko.
- Z przyjemnością pomogę - Tomo obrócił się w wodzie, żeby mocniej objąć Takano ramionami. - A teraz pocałuj mnie tak, jakby się kończył świat - zarządził. - A potem powiem ci jakie zabawki lubię najbardziej - dodał czerwieniąc się nieco.
Tomo zamknął oczy oddając się całkowicie jego pocałunkom. Czuł ciepło w piersi i jeszcze bardziej przylgnął do Takano, chcąc wzmocnić ich doznania.
- Ja ciebie też i jestem z tobą baaardzo szczęśliwy - zapewnił go wtulając się w jego pierś.
- A ty? - odbił piłeczkę, ale zaraz uśmiechnął się figlarnie i odchrząknął. - Lubię kulki analne - zarumienił się okropnie, zaraz wchodząc całkowicie pod wodę.
- Mhm i jedno i drugie - uśmiechnął się lekko, wtulając w niego mocniej.
- Mhm możemy spróbować z tymi małymi wibratorkami - zgodził się swobodnie, po czym wtulił się mocniej w jego pierś, jakoś tak chcąc teraz być bliżej niego. - No i ten wibratorek z pewnością użyjemy.
- Mhm ale zacznijmy od mniejszych kulek analnych, zgoda? - poprosił go. - Dawno ich w sobie nie miałem i... no wiesz - zarumienił się siadając i biorąc szampon w dłonie.
[Czekają na lepszy czas... coś nie mogę teraz :/]
- Pewnie - zgodził się z uśmiechem, ponownie chowając się na moment pod wodą, żeby zwilżyć włosy. Nałożył na nie zaraz szampon, którym też namydlił całe swoje ciałko. - A co dzisiaj zobaczymy?
- Kochanie będę bardzo wyrozumiały - obiecał mu to z delikatnym uśmiechem. - Chciałbym zobaczyć Statuę Wolności, potem odwiedzić Central Park, a wieczorem skończyć na Time Square. Może być?
- Pewnie, że może być. Nawet pozwolę ci wybrać miejsce i nie będę marudził - obiecał mu ze śmiechem, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej wstając i wycierając się ręcznikiem. - Mhm no ba. Cieszę się, że mogę tym moim seksem cię zarywać.
- Rozumiem, ale i tak ci pozwalam na wybór restauracji - zaśmiał się szczerze, wciągając bokserki, czarne jeansy i biały t-shirt.
- Mój bóg seksu - skwitował go Tomo pakując do małego plecaka swoje leki i aparat fotograficzny. Zamierzał dobrze się bawić i zabić trochę Takano poprzez zdjęcia. - No i musimy odwiedzić sklep muzyczny. Chciałbym kupić kostkę do gry - zdecydował spokojnie.
- Nie przesadzę - obiecał mu splatając ich palce razem ze sobą i wtulając się w jego ramię. - Bo ja chcę te zdjęcia z tobą i tylko z tobą. Nasze razem i no wiesz widoki i tak dalej - uśmiechnął się szerzej.
- Tak z sosem klonowym - potwierdził. - I... ale to nie, to później - machnął ręką. - To kakao jeszcze.
- No to może się dosiądziemy? Przecież to tylko śniadanie? - zaproponował spokojnie Tomo. - Pogadamy sobie z nimi, a potem pójdziemy na podbój Nowego Jorku!
- Padliśmy, ale dzisiaj sobie zrobimy taką prawdziwą noc poślubną - uśmiechnął się Tomo siadając obok Kanekiego. - Dzisiaj jesz to na co masz ochotę? - zażartował.
- Mhm, Ren już taki nie jest. Stara się - uśmiechnął się delikatnie chłopak.
- Przydało się mu - Tomo ucałował Takano w policzek. - I już tak nie patrzy na pieniądze jak kiedyś i często musi iść na kompromis, bo jestem przerażony ceną czegoś tam - roześmiał się serdecznie. - Ale poza tym jest kochającym mężczyzną.
- Żaden problem - uśmiechnął się lekko Tomo. - Ale jaki "san" - wywrócił oczyma. - Tomohisa Kuro... - zaciął się przy przedstawianiu się i podrapał po głowie. - Po prostu Tomo - skończył ze śmiechem. - A nasz malec uwielbia twoje mangi... straszny fan z niego... na twoim miejscu bym się gdzieś ukrył bo jak cię dopadnie to koniec.
- Wiem - Ren westchnął cicho. - Ale mój chłopak już raz mi zasłabł z przemęczenia - dodał zaraz piorunując Kanekiego wzrokiem.
- Deadline mnie gonił - usprawiedliwil się chłopak z lekkim uśmiechem na ustach.
- Nawet nie wiesz jak mi serce stanęło - spojrzał poważnie na Takano. - Wiem, że miałeś takich sytuacji mnóstwo... ale dla mnie to był pierwszy raz Takano. Pierwszy, kiedy poczułem taki ból i strach...
- Biorę - przyznał szczerze Ren. - Ale ostatnio trochę mniej...
- To prawda - uśmiechnął się szeroko Kaneki. - Wygospodarował sobie dla mnie jeden dzień w tygodniu. Wolny. Bez niczego. Żadnej pracy - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Spędzamy go razem. Ja też odkładam wtedy swoją działkę - dodał zaraz nieco się rumieniąc. Starali się obaj. Chcieli razem układać swoją przyszłosć.
- No to już dobry początek. Będę trzymał za was kciuki - uśmiechnął się Tomo.
- Ty mi proponujesz miejsce do spania? - Ren spojrzał na brata, jakby temu pokręciło się coś porządnie w łepetynie. Nie mógł tego pojąć, bo przecież odwiedziny owszem, ale znajdź sobie hotel i śpij w nim. Tak to do tej pory wyglądało.
- A co w tym dziwnego? - zmieszał się nieco Kaneki, kuląc się odrobinę pod wpływem spojrzenia Rena. - No co? Dla mnie to normalne... jak się jedzie do rodziny albo przyjaciół do innego miejsca - wymamrotał.
- No... ale dla nich nie - machnął ręką Tomo. - Ale Taka-chan powoli łapie o co w tym chodzi.
- A przecież ostatnio nawet u ciebie nocowaliśmy - wytknął mu na to Tomo, a Kaneki skinął głową.
- Zapamiętał - obiecał z delikatnym uśmiechem. - Zwiedzacie dzisiaj? - zapytał ich zaraz.
- Ano, mamy napięty program - wyszczerzył się do niego Tomo. - Może gdzieś tam jeszcze na siebie wpadniemy - dodał wesoło.
- Może - zgodził się chłopak.
- No to jesteśmy umówieni - uśmiechnął się Tomo wstając już i znosząc ich talerze do kuchni, po czym poczekał jeszcze na Takano i pomachał chłopakom na dowidzenia. - No to co kotek? - złapał Takano za rękę.
- Kochanie? Ale wejdziemy na górę nie? Na Statuę? - upewnił się tylko, wtulając w ramiona Takano i ruszając tuż przed siebie.
- To dobrze - ucieszył się chłopak, wtulając się w niego mocniej. - Ale Ty też musisz tego chcieć kochanie... inaczej to bez sensu przecież.
- Wchodzimy - zdecydował Tomo, cały czas jednak trzymając Takano za rękę. Tego dnia nie zamierzał go puszczać na długo. Szybko odnalazł gablotę z kostkami do gry i wybrał sobie kilka.
- Tak, nie potrzebuję nic więcej - zapewnił go, choć i tak wzrokiem powiódł po nowych mikrofonach. - Ale jeszcze chcę zobaczyć mikrofony - zdecydował po krótkiej chwili biorąc go za rękę i pytając zaraz sprzedawcę o parę rzeczy, po czym puszczając Takano by wypróbować pare z nich. W końcu podziękował mężczyźnie i wrócił do swojego męża. - Kocham cię - ucałował go mocno w usta. - Nic więcej nie chcę - dodał wesoło.
- Spisałem sobie jego model. Przecież nie będę go targał do Japonii... myślę że tam też taki znajdę - uśmiechnął się lekko. - Nie chcę nam bagażu dokładać Taka-chan.
- I tam wypijemy dobrą kawę, co nie? - uśmiechnął się do niego idąc do kasy by zapłacić za kostki, po czym spakował je do torby i znów złapał Takano za rękę.
- Zacny plan, nie planuję żadnych od niego odstępstw - wyszczerzył się do niego. - A wieczorem jak wrócimy zrobisz mi gorącą czekoladę?
- Pamiętam, pamiętam - przystanął wraz z nim podziwiając Statuę i wyciągając aparat by zrobić najpierw jej zdjęcie, a potem im. - Kochanie? A teraz buzi chcę - zażyczył sobie.
- Mogę bezkarnie powiedzieć, że uwielbiam te twoje usta? - zapytał go z delikatnym uśmiechem, zaraz wtulając się w niego ze wszystkich sił.
- Się wie, szefie - wyszczerzył się do niego Tomo. - Ale skorzystamy z winyd, co nie?
- I mamy taki spokojny miesiąc przed nami. Zaczyna mi się bardzo podobać ten plan - przyznał mu cicho Tomo, opierając się o jego pierś mocniej, kiedy do windy weszło więcej ludzi.
- I to cały czas z tobą - uśmiechnął się do niego delikatnie. - I będziemy tylko odpoczywać i ładować akumulatorki na resztę roku - dodał wesoło. - To będzie taki nasz czas i tylko nasz.
- Już zawsze będę blisko ciebie - szepnął mu do ucha, wtulając się w niego mocniej, gdy poczuł się nieco nieswojo w windzie z tyloma ludźmi dookoła. Nie przepadał za ściskiem. - Kocham cię - szepnął raz jeszcze.
Tomo skinął głową, ale odpowiedział mu dopiero kiedy wziął głębokiego oddechu.
- Wiem kochanie. Nie bałem się - zapewnił go z delikatnym uśmiechem. - Tylko nie lubię takich ścisków... i jak ktoś mnie dotyka - przyznał po prostu, zaraz idąc z Takano do kawiarenki w samej koronie Statuy i siadając przy oknie, by mieć widok na Nowy Jork.
- Ano... tak trochę przerażająco - przyznał Tomo wciąż z zafascynowaniem obserwując miasto. - Pewnie wygląda niesamowicie w nocy - dodał zaraz.
- Dobrze, a ty wypijesz sobie wtedy lampkę wina - uśmiechnął się do niego delikatnie. - W międzyczasie zjemy coś lekkiego i będziemy śmiać się radośnie - dodał, spoglądając w swoją kartę. - Ja poproszę czarną kawę.
- Ja też - przyznał szczerze Tomo, nakrywając jego dłoń swoją. - Ale nic się nie zmieni, prawda? Nadal będziesz mnie tak szalenie kochał, a ja ciebie nie?
- Uhm no wiesz... po ślubie... zmieni ci się myślenie. Stwierdzisz, że w sumie to jest nudno... przecież są takie przypadki - bąknął. - Ale ja bym nie chciał takiego przypadku unas...
- No dzięki... postrzegasz mnie jako źródło niekończących się kłopotów - wywrócił oczyma Tomo zaraz uśmiechając się do niego delikatnie. - Uhm no dobrze, wierzę ci - zdecydował zaraz.
- Hm... no wtedy to będzie klapa - przyznał szczerze Tomo. - Poinformuję cię o tym wówczas i poczekam na jakąś zmianę - zażartował, upijając łyk swojej kawy i przez moment tylko wyglądając przez okno. - To się nigdy nie stanie. Za bardzo cię kocham, żebyś mógł mi się znudzić.
- W miarę starzenia kochanie, wyobrazisz sobie nas. Na razie nie chcę nawet myśleć o twoim niedomagającym członku - roześmiał się serdecznie Tomo wytykając język i zaraz zbliżając się do niego by poczęstować go buziakiem.
- I wycyckać Rena o recepty na zapas - dodał wesoło upijając znów trochę kawy. - Kochanie? Mogę ci na kolanka usiąść? Stęskniłem się już za nimi i twoją bliskością.
- Pewnie, ale to za momencik - odparł Tomo siadając mu na kolana i wyciągając aparat by zrobić im zdjęcie. Zaraz potem wtulił się mocniej w Takano. - Podoba mi się tu. Widok jest niesamowity.
- Z całą pewnością, ale oni tu zostają cały tydzień. Potem jadą jeszcze do Kanady, bo Kaneki chce zobaczyć Wielki Kanion - uśmiechnął się lekko Tomo. - Też to kiedyś zrobimy - dodał zaraz wtulając się w jego pierś i wdychając jego zapach. - Na razie wystarcza mi nasze tempo zwiedzania.
- Albo skorzystamy z tego, że odwiedzamy Juna i skoczymy do Kanionu? - zaproponował z uśmiechem, po czym skinął lekko głową. - Wiem,wiem kochanie. Cieszę się na te nasze wakacje - dodał zaraz.
- Podoba mi się ten pomysł - zgodził się dopijając swoją kawę. - Skoczę tylko do łazienki. Kupimy mu jakąś małą Statuę Wolności i w windzie będziesz musiał mocno mnie tulić.
Tomo właśnie tam do niego dołączył. Przystanął tuż obok z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Yuya się ucieszy - stwierdził zadowolony z ich zakupu. Mały pierdół, ale wiedział że chłopiec oszaleje z radości.
- Pasuje. Ale potem jeszcze chciałbym zjeść takiego amerykańskiego loda - uśmiechnął się do niego szeroko. - Po obiadku. Możemy zrobić taki spacer z lodami w dłoniach? - zapytał go z uśmiechem.
- Taki plan mi jak najbardziej odpowiada. To będzie dobry dzień. Leniwy ale dobry - dodał wesoło, splatając ich palce razem i machając Renowi i Kanekiemu, którzy właśnie zmierzali do windy.
- Hm... - Tomo zerknął szybko na mapę i przestudiował ją odrobinę. - Tam - wskazał w końcu ręką odpowiedni kierunek, pokazując mu jeszcze na mapie, żeby mieć pewność że niczego nie pokręcił.
- Kochanie... a co często odwiedzałeś? - odbił piłeczkę. - No bo chciałbym na przykład zobaczyć Moulin Rouge jeśli jest możliwość, ale i jakiś klub w którym często się bawiłeś. Chciałbym pójść twoimi śladami.
- Chętnie kochanie - zgodził się na wszystko Tomo. Chciał brać jak najwięcej z tego ich miesiąca. Nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. - Będzie super.
Tomo rozpromienił się niemal od razu i wtulił się mocniej w jego bok.
- Takano już nie mogę się doczekać naszego nowego, wspólnego życia.
Tomo już mu się nie odezwał. Mocniej zacisnął dłoń na jego ręce i z uśmiechem szedł przed siebie, a kiedy dotarli do Central Parku odetchnął głęboko, przeciągając się nieco.
- Ne, pójdziesz ze mną w Australii na rolki? - zainteresował się.
- Tak, na rolki - uśmiechnął się do niego szeroko. - Zobaczysz. Będzie świetnie - zapewnił go radośnie i wtulił mocno do jego boku. - Pewnie, że tak. Siadamy.
- No wreeeszcie - Tomo z radością usiadł mu na kolanach i ucałował go mocno w usta. - Jesteś moim ulubieńcem. Kocham się do ciebie tulić i kocham cię wąchać - przyznał z rumieńcami na twarzy.
- Pachniesz bardzo dobrze - odparł wtulając nos w zagłębienie jego szyi. - No i twój zapach mnie uspokaja. Nawet jak panikuję... i potulisz, poczuję twój zapach i wiem że to ty. Jesteś przy mnie i już będzie tylko lepiej.
- Mhm... jakoś sobie z tym poradzimy kochanie - szepnął mu do ucha. - No i Yuya z całą pewnością zawsze będzie nas kochał. Jeśli coś takiego się stanie to usiądziemy razem, we troje i na spokojnie przedyskutujemy sytuację... ale liczę na to, że nie zdarzy się nic takiego.
- Ale poradzimy sobie z pytaniami kochanie. Damy radę ze wszystkim. Jesteśmy super drużyną - ucałował go w policzek. - Nie stracimy go... jest naszą rodzinką.
- Będziemy postępowymi rodzicami i nam Yuya nie zbuntuje się za bardzo. Wierzę w niego...
- Uhm ja się obawiam późniejszego okresu. Kiedy będzie trzeba pomóc mu wybrać studia... i nie będzie wiedział co chce w życiu robić - westchnął cicho Tomo. - Ale i wtedy będziemy razem i będziemy go wspierać, co nie?
- Nie odtrąci. Ja w to wierzę. Nie możemy się zadręczać. Zrobimy to gdy tylko taka sytuacja się powtórzy. Na razie maluch nas kocha bezgranicznie - uśmiechnął się delikatnie. - I my go też.
- Ja też się cieszę - Tomo uśmiechnął się nieco, obejmując mocniej jego szyję, by wtulić się w niego. - Bardzo cię kocham - zapewnił go, spoglądając na swoją obrączkę. - Ile za nie dałeś? - zapytał z ciekawości.
- Ale jak dużo? - dopytał go cicho Tomo, teraz chowając rękę do kieszeni. - Więcej niż kosztuje dobry samochód?
- Mou nie powiedziałeś mi tego wcześniej - naburmuszył się trochę i zdjął obrączkę, żeby zobaczyć jej środek. - Jest piękna - uśmiechnął się do niego.
- No wczoraj jakoś byłem zbyt przejęty by to zauważyć - pokazał mu lekko język i wtulił się w neigo mocniej jeszcze na moment. - Un! Pasuje - wyszczerzył się do niego wstając.
- Będę ją zawsze nosił. Jeśli nie na palcu to na łańcuszku - zapewnił go wesoło, przytulając się do jego ramienia. - Kocham cię!
- I będę nosił, chyba że palce mi schudną albo napuchną - zachichotał. - No i jak będę chory to też wolę na łańcuszku - dodał zaraz. - No okay, to idziemy tam. Ty jedzonko organizujesz.
- Okay... - zawahał się chwilę po czym nabrał głęboko powietrza w usta. - Dzisiaj jestem ślepy na ceny... ale będziesz mi pewnie musiał wyjaśnić jak wyglądają poszczególne potrawy... bo nazwy nic nie mówią.
- A co takiego? - zapytał go z ciekawości. - Ja postawię więc na Chińską kuchnię - stwierdził, złączając ich palce razem. - Rzadko kiedy mam okazję ją próbować.;
- Wezmę i kieliszek dobrego wina też wezmę - zdecydował z uśmiechem. - Poproszę tylko by wlali malutko - dodał zaraz.
- Mhm ale na balkonie będę miał czekoladkę od ciebie - przypomniał mu radośnie. - Nie będę sobie jej smaku psuł winkiem - dodał zaraz. - To do jakiej kuchni mogę winko wypić?
- No dobrze... ale nie popsuj mi smaku czekolady winkiem - poprosił go tylko jakoś nie wyobrażając sobie czekolady z winem. To już nie byłoby to samo po prostu.
- Jakoś nie mogę... jak mi popsujesz moją ulubioną czekolade to będę baaardzo zły - oznajmił całkiem poważnie, ale po chwili uśmiechnął się do niego delikatnie. - Więc lepiej dziś nie eksperymentuj!
- Ale dla mnie to będzie eksperyment, a mam ochotę na moją ulubioną czekoladę bez żadnych wariacji na jej temat - wymamrotał siadając naprzeciw niego i zanurzając nos w karcie. Przez przypadek przeleciał wzrokiem po cenach i odruchowo zacisnął mocniej dłonie na karcie. - Uhm... Taka-chan... normalnie już bym stąd wychodził - wymamrotał.
Tomo dmuchnął sobie w grzywkę.
- Mou a nie możesz po prostu zrobić mi tej zwykłej czekolady? - zapytał go z lekkim westchnieniem. - Na tę z winem przyjdzie czas - mruknął stukając palcem w menu i zastanawiając się porządnie nad swoim wyborem. Za taką cenę chciał zjeść coś ekstra.
- Ja... poproszę najbardziej ekstrawaganckie danie jakie tu macie - zdecydował Tomo zamykając kartę i spoglądając na kelnera. Ten skinął lekko głową i ruszył do kuchni. - No co? Jak już mamy zmarnować tyle pieniędzy... to niech będzie dobre i ciekawe.
- Dam ci posmakować - roześmiał się serdecznie Tomo upijając łyk wody.
- Piękna - przyznał szczerze. - Ale brakuje mi tu takiej hm przytulności. Wiesz czegoś dla prostych ludzi... choć może to i lepiej że tego nie ma. Ceny i tak by ich odstraszyły - mruknął sam do siebie. Wszystko tu było takie wypicowane i wytrawne. Tomo uśmiechnął się delikatnei. - Dla mnie takie miejsca to nowość.
- Nie powiedziałem, że nie lubię - zaprzeczył zaraz uśmiechając się do niego delikatnie. - Tylko że to coś nowego. Trudno mi będzie się do tej nowości przestawić na pewno - dodał wesoło.
- Bardzo - zapewnił go z wielkim uśmiechem na twarzy. - Byle było zróżnicowanie i będę zadowolony - dodał wesoło odbierając swoją potrawę.
- Mhm liczę na to, że się nie zawiodę - zażartował Tomo, smakując swojej potrawy. - I boję się, że ty zawiedziesz się moim życiem - dodał cicho.
[Najpewnie odezwę się w sobotkę :) Jadę do Anglii - 42 godziny :P Przez Niemcy. Brawo ja x)]
- Ale naprawdę pyszne? Daj spróbować - Tomo nachylił się nad nim i wziął sobie kurczaka do posmakowania. - Mhm faktycznie pycha.
[Czekam na autobus z bachorami w środku do 16... durnoctwo]
- Moje danie jest świetne, tylko nie wiem co to - przyznał ze śmiechem. - I wolałbym nie wiedzieć, bo jak to pieczony pies to... chyba pójdę do łazienki - skrzywił się lekko upijając trochę wody, by przepłukać usta.
[[Jo i 20 procent baterii :P]
- No tak, obyś miał rację - zaśmiał się Tomo, jedząc swoje i czasami dając Takano posmakować co nieco.
[Biedna... i co teraz? Do jakich Uniwerków próbujesz? Nadal trzymam kciuki. Sorka że tak się późno odzywam. Dopiero dziś mam chwilę od kiedy tu przyjechałem :/]
[No to trzymam kciuki :D Nom, praca. A raczej wyzysk... na obozie językowym dla dzieci. Jestem administratorem centrum w popieprzonej firmie, która płaci mało, roboty jest od cholery i na dodatek dają nam często złe info :D Good job xD]
[Dzieci to najmniejszy mój problem haha. Np dzisiaj dostałem listę którą powinienem dostać w poniedziałek. Muszę z niej wyłuskać tych bachorów co przyjeżdząają w sobotę, niedzielę. Wsadzić ich do pokoi. Odrzucić tych co odjeżdżają. Sprawdzić kto na jaką wycieczkę ma pójść itp itd... ogólnie dużo rzeczy do dupy]
[DO końca sezonu - 25.08 się kończy :) Chyba że padnę wcześniej :P]
[Dzięki :) Tobie też. Daj znać jak już będziesz znać wyniki :)]
Tomo skinął lekko głową, odkładając widelec i nóż na bok.
- I nadal chcę taki deserek - przyznał z lekkim uśmiechem. - Tylko potrzebuję duuużo miłości od ciebie teraz. Myślisz, że mogę na kolana ci usiąść?
[ To już nie długo. Na pewno będziessz skakać :D]
- Tak - skinął głową Tomo, po czym usiadł mu na kolanach mocno się do niego przytulając. - Brakowało mi takiego przytulania wczoraj na ślubie - przyznał mu spokojnie. - Tak mocno cię kocham...
- Ano a teraz mogę się bezkarnie cieszyć Twoimi ramionami - ucałował go w brodę, wtulając się w niego mocniej. - I twoim zapachem. I tobą...
- Mhm brzmi świetnie, ale mogę być przy tym caaały czerwony - zaśmiał się Tomo, wtulając się w niego jeszcze trochę i głaszcząc go po włosach
- Un czas na rachunek - zgodził się chłopak, całując go w policzek i jeszcze na moment się w niego wciskając. - Jestem całkiem pelny. Ale na loda znajdzie się miejsce.
- Idziemy - zgodził się Tomo, spoglądając na niego lekko. - Wiesz, że to chyba pierwsza nasza prawdziwa randka? - zapytał go ze śmiechem.
- Ale te w Tokio mały makabryczne końcówki. Niee chcę dziś tkich końców - uśmiechnął się delikatnie przytulając się do jego ramienia. - Strasznie mocno cię kocham.
- No wiesz, zawsze coś się spieprzyło i potem bolało - szepnął cicho trochę pochmurniejąc, ale zaraz uśmiechnął się lekko. - Z polewą czekoladową - zażyczył sobie.
- I będziemy się super bawić - zgodził się z nim, odberając od niego swoją porcję lodów. - Kochanie? Buzi - zażyczył sobie jeszcze.
- Tak jest, ale za to spokojnie spacerkiem - uśmiechnął się Tomo idąc z nim w strone Time Square.
- No to w samolocie będziesz mnie mocno obejmował... a jak zrobi mi się niedobrze to nawet jeszcze mocniej - oznajmił cicho chłopak nadal jedząc swojego loda. - Pycha - oblizał lekko wargi.
- ANo bo dostanę jeszcze czekoladę, a na deser ciebie. Calutkiego. Będziesz mój.
- Bo jesteśmy razem i spędzamy taki cudowny dzień? - zapytał go spokojnie, przytulając się do jego boku. - Czy dlatego, że będzie taki a nie inny deserek?
- Un całe szczęście że aż tak za nami jeszcze nie tęskni - ucałował swojego mężczyznę w usta, po czym usiadł mu na kolanach wpijając się w nie mocniej. - No to, kiedy ta moja kolacja? - zapytał szeptem, delikatnie przesuwając dłońmi po jego włosach.
Kazuo nasłuchał się sporo od swojej matki i za każdym razem kiedy przychodziła czuł się coraz gorzej. Zaczynał wierzyć, że to wszystko było jego winą. Dlatego kiedy następnym razem przyszła, nie powstrzymał już łez i przeprosił ją za wszystko całkiem się podłamując. Odprowadził ją wzrokiem, po czym przesiadł się na wózek, żeby za bardzo nie zapaskudzić swojego stanu. Wsunął na siebie jeszcze bluzę, po czym pojechał na dach. Potrzebował chwili oddechu. Uśmiechnął się lekko kiedy rozpoznał Yujiego na dole. Wyciągnął z kieszeni telefon i napisał mu smsa, żeby ten nie przestraszył się pustą salą. Postanowił poczekać na niego na dachu.
- No wiem - ucałował go jeszcze schodząc mu z kolan i owijając się kocykiem. - Ja tu grzecznie poczekam i wybiorę film dla nas - uśmiechnął się szerzej, przeglądając biblioteczkę filmów wgranych w telewizor.
- Odpoczywam od swojego łóżka - odparł, przytulając się do niego i chowając twarz w jego plecach. - Chciałem poczuć trochę świeżego powietrza.
- Od jednego kieliszka wina, nic nie powinno mi się stać - uśmiechnął się Tomo siadając i robiąc miejsce obok siebie dla Takano. Wtulił się w jego ramię i ucałował go w policzek. - Kolacja pysznie pachnie.
- Uhm ale póki co mogę tak z tobą zostać? - zapytał go szeptem, obejmując go lekko i nieco mocniej wtulając twarz w jego plecy.
- Dobrze, potem basen - zgodził się spokojnie, przytulając się do niego mocniej i stukając się z nim lampką wina. Upił zaraz malutki łyk i zjadł kawałek grzanki. - No kochanie... wybrałeś przepyszne wino... podkreśla smak grzanek doskonale - uśmiechnął się do niego lekko.
Kazuo objął go na tyle mocno na ile pozwalały mu na to siły i przełknął głośno ślinę. Łzy znaczyły mu swoją drogę po policzkach i wsiąkały w pulower Yujiego.
- Mogę ci coś powiedzieć? Ale nie komentuj, nie mów nic - poprosił, bo nie chciał się z nim potem kłócić i czuć jeszcze gorzej. - Uhm mama twierdzi, że to wszystko moja wina. Że wszystko zaczęło się od mojego porodu. Gdyby mnie nie było, to jej życie wyglądałoby lepiej - szepnął przełykając parę kolejnych łez. - Mówi, że tata... tata mnie nie chciał, nigdy. Uważał za problem i że próbował dyscyplinować od dziecka, a jak... jak to nie pomagało to bił ją. To moja wina, że ją bił. Mogłem być grzeczniejszy... - wyjąkał, obejmując chłopaka mocniej by ukryć drżenie ramion. - Przeprosiłem ją dzisiaj - szepnął. - Przeprosiłem... - zacisnął nieco wargi. - ...za to że żyję - dodał zaraz. - Przyjechałem tu... bo chciałem, chciałem skoczyć - przyznał mu się. - Chciałem skończyć tę udrękę... jej udrękę. Wtedy jej życie znów mogłoby wyjść na prostą - zadrżał mu głos. - Ale... ale zobaczyłem tam ciebie - szepnął jeszcze ciszej. - I... i nie mogłem skoczyć. Nie chciałem, żebyś to widział.
- A zdradzisz mi mały sekret i powiesz co to za winko dokładnie? - zapytał go Tomo siadając mu teraz na kolanach, bo jakoś tak wciąż nie mógł się nim nacieszyć. Kątem oka obserwował film, ale bardziej skupiał się na biciu serca mężczyzny, wtulając się w niego ze wszystkich sił.
Kazuo nic mu nie odpowiedział, bo nie do końca wiedział co może zrobić. Przecież to była jego mama, musiał jej pomóc. Był niemalże dorosły. Zacisnął mocniej wargi, ale zaraz odetchnął głęboko.
- Lepiej mi powiedz czy o siebie dbasz. Schudłeś - zauważył mrużąc lekko oczy. - Tak nie może być - wymamrotał.
- Mhm, a myślisz że będę mógł jeszcze jeden kieliszek? No bo bardzo mi smakuje - przyznał mu cicho, biorąc jeszcze jedną grzankę.
- On się tylko starał... dostałem dziś od niego onigiri. Było dobre - uśmiechnął się lekko, głaszcząc Yujiego po włosach.
- Cieszę się - uśmeichnął się Tomo, jeszcze mocniej się do neigo tuląc. - A jutro poznam ten Twój Paryż. Już nie mogę się doczekać - szepnął upijając jeszcze trochę winka.
- Prosiłem, no bo nie dbałeś o siebie za bardzo - usprawiedliwił się Kazuo. - Nie chciałem, żeby i tobie działa się krzywda - szepnął.
- Czyli wszystko to co chę zobaczyć najbardziej - uśmiechnął się odkładając na moment kieliszek z winkiem, żeby objąć Takano za szyję. - A będzie czas na pogaduchy z Theo?
- Jestm grzeczny przecież - jęknął Kazuo, zaraz nieco się krzywiąc. - Ale uhm pomożesz mi dojechać do sali? Trochę słabiej mi się robi - przyznał mu się, blednąc nieco na twarzy.
- Dzisiaj jest pełne wrażeń, ale jutro będzie jeszcze bardziej pełne wrażeń - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Uhm chyba muszę się na trochę położyć - wymamrotał chłopak czując że wszystko go boli.
- Za naszą wspólną przyszłość. Żeby była równie wyboista jak dotychczas - uśmiechnął się szerzej Tomo. - Bo dzięki temu wzmacniamy naszą miłość - usprawiedliwił swoje słowa i stuknął się z Takano kieliszkami. - Już zawsze będę cię kochał.
Kazuo nie musiał mieć tego powtarzane. Zasnął niemal od razu.
- Ja ciebie też, straszliwie mocno i nie chcę się nacieszyć - zaśmiałsię Tomo, wypijając do końca swoje winko i odkładając kieliszek. Wtulił się zaraz w niego mocniej, oddając pocałunek.
Mężczyzna przeprosił go za spóźnienie.
- Wolałbym żeby cię nie było przy naszej rozmowie. Chcę by Kazuo podjął decyzję sam, bez nacisków Yuji. Bo to nie jest łatwe... mimo wszystko jego matka to jego rodzina - przypomniał mu. - Nie ważne jaka okropna, ale rodzina. No i z tego co mówisz zjechała mu psychikę tak mocno, że on może nie myśleć logicznie.
- Kochanie? A możemy odpuścić sobie ten basen dzisiaj? - zapytał go cicho Tomo. - Wolałbym spędzić tę noc w łóżeczku z tobą, na nieco szalonych rzeczach ale w łóżeczku. Trochę się martwię że na basenie nie utrzymam się za dobrze na powierzchni... dawno nie pływałem i nie mam kondycji - zaczerwienił się okropnie.
- Yuji, ja wiem, rozumiem twój punkt widzenia - mężczyzna westchnął cicho. - Ale Kazuo od dziecka był na pewno narażany na takie teksty. Od dziecka stara się rodzicom zaimponować. Udowodnić, że jednak warto go kochać. Zasłużyć na miłość. Na pewno dostawał czasem nagrody za swój wysiłek, ale najczęściej widział koniec kija. To siedzi głęboko w nim zakorzenione - westchnął ciężko. - I nie będzie wcale łatwo... mówiłeś, że chciał się zabić... jestem przekonany że chciał to zrobić, żeby ulżyć swojej mamie. On nie myśli o sobie, tylko o nich. To trudno sobie wyobrazić, wiem... ale jako dziecko nie wiesz co jest dobre a co złe. Kochasz rodziców bezwarunkowo.
- Uhm no tak, ale uhm nie chciałem ci psuć zabawy - wymamrotał zawstydzony. - Jak będę mniej zmęczony to na pewno pobrykamy w basenie - obiecał mu zaraz.
- Wiem, Yuji - nauczyciel pogłaskał go po włosach. Niestety nie mógł mu nic obiecał. Przecież na siłę nic nie zrobi. Chwilę później Kazuo zaczął szybciej oddychać. Wciągał powietrze tak szybko, że niemal zrobił się czerwony na twarzy. Zakrztusił się nim i zaczął kaszleć.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam! - krzyczał całkiem trzęsąc się na łóżku. W końcu obudził się nie mogąc nabrać oddechu. Walczył z nim przerażony.
Mężczyzna zareagował instynktownie. Przysiadł na brzegu łóżka i złapał swojego ucznia w objęcia, ostrożnie głaszcząc go po plecach.
- Spokojnie, spokojnie. Nic ci się nie dzieje. Nabieraj oddechy spokojnie. To tylko sen - szeptał tylko. - Jesteś tu tylko ty, Yuji i ja. Nikt nie robi ci krzywdy. Jesteś dobrym chłopcem. Nie musisz nikogo za nic przepraszać - zapewnił go jeszcze.
- Uhm skoro tak mówisz - uśmiechnął się nieco. - To ja... ja ci wierzę - dodał ze śmiechem.
Kazuo potrzebował dobrych 10 minut na uspokojenie się na tyle by mógł znów opaść na łóżko. Zakrył twarz swym ramieniem.
- Przepraszam, straszne ze mnie dziecko - wyszeptał.
- No ja tam nie wiem ile ci wigoru jeszcze zostało, staruszku - Tomo wpił się ustami w jego wargi całując mocno, namiętnie i bez opamiętania.
- Przepraszam - powtórzył tylko cicho jescze raz. - Sensei... będę miał problem z ukończeniem szkoły, prawda? Znów zostanę w tyle...
Tomo nie zaprotestował. Ba jedyne co zrobił to jeszcze mocniej zaczął go całować, a kiedy znaleźli się na łóżku przez dłuższą chwilę dominował, siedząc na Takano i całując jego pierś o raz gładząc jego brzuch.
- Ja nie mogę - potrząsnął przecząco głową chłopak. - Ja mam swoich rodziców sensei - wyszeptał cicho, zaciskając pięści na pościeli. - Ja uhm ja ich kocham sensei.
Tomo zrobił zawiedzioną minkę, kiedy Takano przejął kontrolę. On po prostu chciał się jeszcze trochę pobawić. Postanowił jednak nie marudzić. Objął mężczyznę za szyję i possał chwilę jego ucho, zanim przesunął dłońmi po plecach i westchnął cichutko, kiedy Takano zassał jego sutek.
- Sensei, z całym szacunkiem... nie znam cię, więc jak mogę powiedzieć gdzie będzie mi lepiej? Poza tym skąd pan może wiedzieć, że właśnie u pana będzie mi lepiej? Ja mam rodzinę sensei... mama sobie nie poradzi beze mnie - zagryzł mocno wargę, przegryzając ją całkiem niechcący. - No i jakby tata się dowiedział, że wybrałem co innego, to zabiłby mnie. Ja... nie ufam tej całej policji... i tak go wypuszczą - wymamrotał. - Poza tym... ja uhm... to i tak wszystko moja wina - zadrżał nieco. Miał taki mętlik w głowie, że już niczego nie był pewien. Znów zaczął wpadać w panikę. Oddech mu przyspieszył. To wtedy do pokoju wpadła jego matka.
- Co pan robi mojemu synowi? - zapytała chłodno, łapiąc chłopaka za rękę i delikatnie go po niej głaszcząc. - No już, spokojnie - poprosiła, ale kiedy to nie pomogło potrząsnęła chłopakiem mocno. - Uspokój się do jasnej cholery - krzyknęła na niego. - Jak ja przy tobie wyglądam, co? - zapytała go chłodno, cały czas nim potrząsając.
Kazuo poczuł okropne zawroty głowy, odepchnął jej ręce od siebie, po czym wyszedł z łóżka, kuląc się zaraz na podłodze i przyjmując pozycję obronną. Chciał tylko odzyskać oddech, a nikt w tym pomieszczeniu mu nie pomagał. Zanim jego matka zdążyła do niego podejść wyszedł, łapiąc się i asekurując się każdej ściany. Zatrzymał się dopiero, wpadając na Yujiego, tuż przy schodach. Opadł wówczas na kolana i rozpłakał.
- Boję się, Yu-chan. Bardzo się boję - szepnął, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że pierwszy raz zdarzyło mu się ich pomylić, a tym który stał przed nim wcale nie był Yuji. Wszystko mu się rozmywało przed oczyma, a oddech wciąż nie chciał wrócić.
Tomo się mu nie opierał, ale szczególnie też nie pomagał. Chciał by Takano troszkę się pomęczył. Uśmiechnął się do niego szeroko i ucałował go w nosek.
- Moje kochanie - szepnął wyginając się zaraz w łuk, kiedy Takano dotknął jego napęczniałego już przyrodzenia. - Chyba nie byłem zbyt grzeczny - zaśmiał się pod nosem.
- Yu-chan, nie wiem co mam robić - jęknął chłopak, całkiem pogubiony. Łzy swobodnie skapywały mu z policzków, mimo że bardzo nie chciał płakać. - Yu-chan... musisz się schować - dodał zaraz nieco spanikowany, przypominając sobie o swojej matce. Kobieta dopiero teraz do niego dopadła.
- Znowu ty? - warknęła na Shujiego. - Ile razy mam ci powtarzać, że nie życze sobie ciebie koło mojego syna? - zapytała ale nie zrobiła nawet kroku w jego stronę. - Wstawaj - podciągnęła Kazuo do góry, a widząc że ten chwieje się na nogach, popchnęła go niemalże niezauważalnie. Chłopak stracił równowagę i runął ze schodów, uderzając mocno głową o balustradkę.
- Kazuo! - kobieta była świetną aktorką. Natychmiast się przy nim znalazła lamentując nad losem swojego dziecka, wołając w niebogłosy lekarzy, a w głowie już liczyła pieniądze jakie dostanie z ubezpieczenia dzieciaka. Wyjdą na prostą i mu to wszystko wynagrodzi.
- A co tam ukryłeś? - zainteresował się zaraz TOmo, sięgając dłonią pod poduszkę i macając przez chwilę zanim wyciągnął kuleczki analne. Oblizał delikatnie wargi. - Taka-chan? Kocham cię - szepnął, całując go mocno.
- Zostaw go! Wyraźnie widziałam, jak go popchnąłeś! - krzyknęła patrząc na dzieciaka. - I jeszcze mnie oskarżasz!
Kazuo walczył o utrzymanie przytomności, czując krew zalewającą jego oczy.
- Shuji... - odkrył jego prawdziwą tożsamość wreszcie. - Nie chcę... jej tu - jęknął próbując usiąść, ale Shuji mu nie pozwolił, przytrzymując go w pozycji leżącej.
- Leż, jeszcze pogorszysz niechcący - poprosił go. - Yuji przyprowadź tu lekarza! - krzyknął do brata.
- W najgorszym wypadku będziesz mnie nosił - zaśmiał się chłopak, całując go jeszcze trochę zanim poczuł pierwszy palec mężczyzny w sobie. Oblizał łapczywie wargi i poruszył się na nim niemal natychmiast.
Matka Kazuo szamotała się dość mocno z Shujim, ale ich nauczyciel jej na to nie pozwolił. Odsunął ją od chłopaka.
- Pani powinna zacząć wreszcie zachowywać się jak dorosły. Nie będzie mi tu pani krzywdziła mojego ucznia - to mówiąc miał na myśli Shujiego, wiedział że jakby powiedział to samo o Kazuo, to ta odezwałaby się z argumentem, że to przecież jej syn. - Poza tym w tej chwili pani syn potrzebuje powietrza - dodał głucho, bo widział jak chłopak stara się usilnie oddychać. Przyciskał dłoń do prawego boku, słabnąc z każdą chwilą. Na szczęście Yuji szybko przyprowadził lekarzy, którzy wzięli chłopaka na nosze.
- No bo już się doczekać nie mogę - jęknął Tomo czując pierwszą kulkę w sobie. Odetchnął głęboko i znów nabrał powietrza w płuca, rozluźniając się. - Mhm... ty też wejdziesz? - zapytał go choć trochę się bał podwójnego wypełnienia.
- Tak, no i jest jeszcze Shuji i kamery... widziałeś jak go popchnęła tak? - upewnił się tylko mężczyzna, obejmując teraz Yujiego ramieniem. - Nic się nie martw.
Tomo odetchnął z ulgą, po czym oblizał łapczywie wargi widząc te mięśnie apetycznie wyglądające. Usiadł i polizał go po brzuchu zaraz przyssiewając się do sutków mężczyzny.
- Mój bóg - szepnął całując jego wargi i ponownie się kładąc, kiedy Takano lekko na niego naparł.
- Yuji musisz zaczekać. Lekarze się nim teraz zajmą i potem Kazuo pewnie będzie spał - szepnął nauczyciel. - Spokojnie.
Tomo jęknął przeciągle od odczuwanej przyjemności. Nie sądził, że będzie ona aż taka duża. Wymamrotał pod nosem jak bardzo go kocha i skupił się na swoim przyjemnym doznaniu.
- Gdybyś był obok, nie uchroniłbyś go od tego - westchnął mężczyzna, a Shuji uśmiechnął się do niego zawadiacko.
- Poza tym będziesz mógł się na Kazuo obrazić. Pomylił nas - pokazał mu język, chcąc go rozchmurzyć.
- Mhm nie musisz o to pytać - uśmiechnął się do niego szeroko. - Jesteś tam mile widziany - zażartował.
- A co miałem zrobić? Miałem mu pozwolić biegać po szpitalu i cię szukać? - zapytał chłodno Shuji.
Tomo oblizał łapczywie wargi. Był już bardziej niż gotowy. Spragniony swojego mężczyzny. Poruszył nieco biodrami chcąc mu zasygnalizować, że jest gotowy.
- Kotku... juuuż - uśmiechnął się szeroko.
- I papiery będą załatwione jeszcze w tym tygodniu - Shuji przytulił go mocno. - A teraz musisz pomóc bratu... grozi mi 6 pała z matmy... zostawią mnie jeśli nie zdam - zrobił smutną minkę.
Tomo jeszcze dodatkowo go stymulował, poprzez poruszanie biodrami i coraz mocniej obejmując go by móc dotknąć i zatopić się w jego ustach.
- Miałem dobre, ale potem przestałeś robić ze mną zadania domowe i wszystko poszło... dużo mi daje jak się razem uczymy - wymamrotał czerwony na twarzy, po czym pochylił się do Yujiego. - Pójdziesz za mnie? - zapytał szeptem, żeby ich nauczyciel nie usłyszał.
- Ja ciebie też, straszliwie mocno - zapewnił go Tomo oddychając bardzo szybku, niemalże szczytując.
- Nie szkodzi - Shuji przytulił go mocno do siebie. - Możemy uczyć się we troje - zaproponował zaraz. - Tu w szpitalu - uśmiechnął się zaraz. - Kazuo nadrobi zaległości, a ja się poduczę.
Tomo sapnął ciężko, obejmując go ramionami i zamknął oczy ciesząc się jego obecnością.
- Było wspaniale kochanie - szepnął zadowolony. - Najlepiej na świecie, bo z tobą.
- Nie ma sprawy, bracie - Shuji uśmiechnął się do niego lekko. - Tylko zrób tak żebym zdał troszkę.
- Dobrze kochanie - Tomo ucałował go jeszcze lekko i puścił, by ten zrobił kąpiel. Sam w tym czasie jedynie usiadł i przygotował sobie dresik.
Shuji skinął głową puszczając go.
- Ale tylko godzinka, musisz dziś wypocząć - westchnął zaraz. - Kazuo będzie spał teraz.
- Mhm bardziej już nie będę - Tomo wstał z łóżeczka i zabierając ze sobą swoje rzeczy oraz rzeczy Takano podszedł do niego by go ucałować. - Kocham cię wiesz? Co tam wymyśliłeś? - zapytał go zaraz.
Lekarze wprowadzili Kazuo w śpiączkę, by oszczędzić mu dodatkowego bólu. Chłopak znów leżał podłączony do różnych kabelków. Mimo to ścisnął lekko dłoń Yujiego.
- Kochanie... - Tomo odjęło mowę. Wszedł do wody i ucałował go mocno. - Jest cudownie. Jesteś taki kochany - wyszeptał.
- Lekarz mówił, że wybudzać go będą jutro rano - szepnął jego nauczyciel. - Przyjadę tu z nim porozmawiać z samego rana. Yuji, a ty się wyśpij i do szkoły - rozkazał mu.
- Ale może tylko od czasu do czasu - uśmiechnął się lekko Tomo. - Żeby było zawsze tak wyjątkowo - ucałował go ciesząc się taką kąpielą. Wtulił się jeszcze w ramiona Takano, bawiąc się płatkami róż.
Kazuo został wybudzony koło 10 rano. Czuł się fatalnie. Był niezwykle zmęczony, ale mimo to uśmiechnął się słabo do swojego wychowawcy.
- Przepraszam, nie siądę - jęknął, próbując podciągnąć się na łokciach.
Tomo uśmiechnął się szeroko i ucałował go ukradkiem.
- Bardzo mi się podoba. Czuję się tu całkiem swobodnie, ale tylko dlatego że jesteś ze mną - zastrzegł sobie.
- Bardzo kręci mi się w głowie i boli w piersi - wymamrotał cicho, zamykając oczy by powstrzymać kręcenie w głowie. - Sensei... dlaczego chce mnie pan do siebie zabrać?
- Na pewno zgodził się uśmiechając uroczo, kiedy mógł śmiało zdmuchnąć piankę z noska i ucałować nochalek Takano. - Tylko za mocno mnie nie zamęcz - poprosił go wesoło.
Kazuo zatrząsł się lekko.
- Przepraszam - jęknął. - Ja uhm ja panu oddam wszystkie pieniądze - obiecał mu cicho. - Oddam wszystko - zadygotał nieco. Nie chciał mieć długów. Wolałby mieć czyste sumienie. - Uhm tylko wyjdę i pójdę do pracy...
- Wiem kochanie, wziąłeś mnie też na ręce jak widziałeś że mi słabiej. Kocham cię - ucałował go znów. - Dziękuję, że tu ze mną jesteś - przytulił się mocniej. - Opowiesz mi jakąś historię do snu w łóżeczku?
- Ale po szkole mogę pracować - przypomniał mu, nadal nieco się trzęsąc. Głównie z odczuwanego bólu. Nie chciał jednak kolejnych leków, bojąc się panicznie że dzięki nim zamieni się w swojego ojca. - Ja... sensei, ale ja nie chcę iść do... do... domu dziecka - wydusił z siebie. - I ja... babcia... jak pana wybiorę... to nie będę mógł widywać sióstr - poczuł pojedyncze łzy na policzkach. - Babcia mi nie...pozwoli. Oni wszyscy... mówili że jestem, jestem pomyłką... mamy.
- Cieszę się kochanie - Tomo uśmiechnął się szerzej, po czym rozpoczął szorowanie samego siebie. - Jakąś pozytywną. Może o twoich psikusach - zaproponował zaraz.
- Ale tak popołudniami po szkole - skrzywił się nieco, po czym wychylił poza łóżko i zwymiotował, bardzo się starając nie zrobić tego na mężczyznę. - Uhm... nie pozwolą mi - wyjąkał, znów padając na łóżko. Łzy płynęły ciurkiem po rozpalonych policzkach. - Nie będę musiał... mówić do pana... tato?
- Wiesz, Taka-chan? Bardzo bałem się ślubu - wyjaśnił mu cicho. - Bardzo... i nie chciałem... żebyś o tym wiedział - dodał jeszcze szeptem. - Ale teraz, boję się trochę mniej.
Kazuo potrząsnął parę razy głową, zaraz jednak blednąc nieco bardziej.
- Sensei... bardzo boli głowa. Pęka mi - sapnął starając się wytrzymać ten ból, ale już nie będąc w stanie. - Pomóż... - chłopak nie wiedział, że nauczyciel już włączył odpowiedni guzik i zaczął próbować go dosięgnąć.
- Uhm wiem kochanie. Chciałem tylko żebyś to wiedział. Tj ja nie boję się ciebie czy coś... tylko nadal jestem trochę niepewny. No wiesz... kocham cię całym moim sercem i chcę z tobą być, tylko... nie wiem co nas czeka za tym słowem "małżeństwo" - wyjaśnił pokracznie. - Wiem tylko że chcę się cieszyć dniem razem z tobą.
Chłopak zaufał mu tak odrobinę. Nie wyrwał się tylko skupił na oddychaniu. Mimo tego bólu nie chciał tracić przytomności. Odetchnął z ulgą dopiero kiedy lekarz podał mu środek przeciwbólowy oraz nasenny. Zasnął, a mężczyzna posprzątał wymiociny i skłonił się nauczycielowi. To wówczas w sali znów pojawiła się matka Kazuo.
- Co ty tu znowu robisz? - syknęła w stronę mężczyzny, obrzucając go chłodnym spojrzeniem. - 18 lat... 18 lat cię przy nim nie było, a teraz nagle święty tatusiek się znalazł - rzuciła w niego poduszką którą zwinęła z drugiego łóżka. - Jeszcze dziecko mi będzie zabierał! Ten co to miał się mną zająć, zaopiekować... ale nie, podrzucił mnie temu psychopacie!
Tomo skinął lekko głową, po czym uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś najlepszy Taka-chan - ucałował go mocno wstając i wychodząc z wanny.
[Oj no bo mi się nie zgadzała ta jago bezinteresowność... planowałem zrobić go bratem ojca Kazuo, ale przecież wówczas ojciec Kazuo by się zorientował już w domu... nawet pod wpływem alko...]
- Zostawiłeś mnie, Hikaru. Zostawiłeś, kiedy byłam w ciąży z tym... - machnęła lekceważąco ręką, nawet nie patrząc na Kazuo. - ...bachorem. Bo studia były ważniejsze... a potem co? - zaśmiała się chłodno. - Znikasz na 18 lat, by potem udawać jakiegoś pieprzonego wybawcę? Idź się utop - warknęła. - Kazuo nigdy z tobą nie pójdzie.
Tomo złapał go za rękę i pociągnął na balkon.
- Jeszcze tylko chcę popatrzyć na Paryż w nocy z moim kochaniem obok mnie - szepnął wtulając się w jego ramiona.
[Na to nie wpadłem xD Trudno, stało się... xD Btw cieszę się że Kazuo śpi xD]
- Pieniądze... myślałeś, że pieniądze zastąpią mu ojca? - zapytała go chłodno. - Już dawno skończyłby szkołę, gdyby jej tyle nie opuszczał - fuknęła na niego. - Uczy się kiepsko... to dziecko nie ma przyszłości - warknęła. - Nadaje się tylko do wyciągania pieniędzy z ubezpieczenia. Ma wadliwe geny - wywróciła oczyma. - I już ja dopilnuję, żeby z tobą nie poszedł.
- Mhm... fajnie na niej było - ucałował go mocno. - Dużo ludzi, ale było warto - uśmiechnął się szeroko. - No i jeszcze mój mężczyzna mnie tulił i bronił w windzie.
[No dobra xD]
- Nie pozwolę ci odebrać mi dziecka, Hikaru - kobieta uderzyła go w twarz. - Nie pozwolę ci - warknęła podchodząc do łóżka Kazuo i patrząc na niego z lekką nienawiścią. - Jeszcze nie odpracował swoich win.
- Wiem, z tobą zawsze jest fajnie - szepnął Tomo, podążając wzrokiem za jego dłonią, jednocześnie mocniej wtulajac się plecami w jego pierś. - Cieszę się, że pojechaliśmy.
- Ja? Niby czym? - roześmiała się serdecznie. - Wpadłam, to prawda - przyznała się bez bicia. Ale to ty namówiłes mnie na ten związek! - warknęła wbijając mu palec w pierś. - Ty mnie w niego wepchnąłeś, a potem pojechałeś się uczyć. Wielki uczony, a skończył w szkole - wybuchnęła śmiechem.
[Yeah ależ kłótnia. Aż wrą im emocje xD]
Tomo ucałował go ukradkiem i przymknął oczy wdychając zapach Paryża.
- Kochanie, masz same dobre wspomnienia z Paryżem? - zapytał go spokojnie. - Albo chociaż większość dobrych?
Kobieta prychnęła tylko i odepchnęła go od siebie, po czym z wściekłością kopnęła łóżko Kazuo i spojrzała na brata ze złością.
- Smarkacz będzie dla mnie pracował - rzuciła tylko i wyszła całkiem rozeźlona, mijając się w przejściu z Yujim i nawet nie zwracając na niego uwagi.
- Mhm to opowiedz mi trochę tych dobrych wspomnień - poprosił go idąc za nim do łóżka. Tam od razu wtulił się w Takano zamykając oczy. - Chcę posłuchać twojego głosu...
- Po wczorajszym upadku bardzo boli go głowa - zreflektował się Hikaru. - Ale poza tym nic mu nie zrobiła - dodał spokojnie. - Przespał jej pobyt - dodał szczerze z tego zadowolony. - Ok, to ja was zostawiam samych - zmierzwił włosy Yujiemu i wyszedł z sali.
Tomo zasnął po kwadransie słuchania opowieści, nieco mocniej przytulając się do mężczyzny. TUlił go tak mocno jakby chciał go mieć dla siebie całą wieczność.
Kazuo obudził się pół godziny później. Uśmiechnął się słabo, widząc śpiącego przy jego łóżku Yujiego. Pogłaskał go lekko po głowie, odgarniając mu z niej włosy.
- Mój kochany - szepnął.
Tomo zamruczał coś niewyraźnie obracając się na brzuch i kryjąc twarz w podusi. Chwilę jeszcze tak poleżał, po czym ziewnął i usiadł na łóżku.
- Dzień dobry - przywitał się z Takano, uśmiechając się do niego i siadając na nim okrakiem. Ucałował go mocno w usta, po czym zsunął się niżej by wziąć jego przyrodzenie w usta.
- Nie szkodzi - Kazuo uśmiechnął się do niego, znów próbując usiąść ale rezygnując z cichym westchnieniem. - Co się stało, że było ciężko?
- Mhm zawsze czuję niedosyt, a przecież ty już byłeś podniecony - puścił do niego oczko uśmiechając się szeroko do niego i wracając do swojej czynności.
- Ach... więc tak zdobywa lepsze oceny - uśmiechnął się lekko. - Nikomu nie powiem - obiecał zaraz. - Kocham cię wiesz?
Tomo oblizał się łapczywie, po czym znow ucałował mężczyznę, siadając teraz na nim.
- Moja kolej na szczyptę przyjemności - uśmiechnął się, zaczynając się ruszać na swoim mężu.
- Uhm... ok - Kazuo zacisnął lekko wargi, znów zamykając oczy. - Kiepskie ze mnie towarzystwo na razie.
- Nie kochanie, było w sam raz... tylko teraz i ja potrzebuję trochę no wiesz... pieszczot - uśmiechnął się szeroko Tomo starając się go swobodnie dosiadać. Nie musiał długo ujeżdżać Takano by dojść z cichym jękiem przyjemności. Poruszał się jeszczę parę razy by i Takano mógł szczytować. - Widzę, że masz kondycję - uśmiechnął się zadowolony.
- Nie boli tak bardzo. Nie chcę żeby szprycowali mnie lekami - szepnął.
- Na coś francuskiego - Tomo przeciągnął się lekko i "spadł" z Takano by zakopać się pod kołderką. - Pan pierwszy, bo potem pan mi zrobi paryskie śniadanko - wyszczerzył się do niego.
- Nie boli mnie, Yu-chan - wymamrotał chłopak. Mógł znieść sporo bólu i ten nie był jakimś szczególnie wielkim. - Masz dużo jeść, trenować i nie opuszczać treningów... bo ja na pewno przyjdę cię oglądać w finałach - obiecał mu.
Tommo wziął szybki prysznic i ubrany czekał już na śniadanko w salonie wesoło nucąc sobie jakąś melodię pod nosem.
- Wygląda nieźle, ciekawe czy też tak samo smakuje - puścił go niego oczko.
- Roger. Prawie wszystko robię... nie dzwonię tylko bo często nie mam jeszcze siły - złapał go za rękę i przyciągnął do siebie by go ucałować. - Ale...ale jakby co będę.
- Oj na pewno mi posmakuje. W końcu robione przez mojego najlepszego mężusia - wyszczerzył się zaraz jednak smakując jedzonka. - Pyszne kochanie. Nie było potrzeby marudzić - dodał jedząc dalej. - Czasem prostota jest najlepsza.
- Um... to zależy od lekarzy - wyszeptał Kazuo nie bardzo wiedząc, kiedy uda mu się znów dotrzeć do szkoły. - Ale spędzimy razem święta, co nie?
- A potem? - chciał koniecznie to wiedzieć. - Mam przygotować dużo siły? - zainteresował się z uśmiechem.
- Okay - Kazuo uśmiechnął się znów, zakrywając się mocniej kołdrą. - Gomen... trochę mi słabo.
- Czyli duuużo chodzenia - podsumował zadowolony takim planem i tymi odpoczynkami, które również gdzieś tam są w planie. Skończył drugi kawałek swojej bagietki i pochylił się nad stołem, żeby skraść Takano buziaka.
- Nie trzeba, Yu-chan, spróbuję się przespać, ale ty już idź... nie siedź tu niepotrzebnie - pogłaskał go po dłoni.
- Ja posprzątam - Tomo trzepnął go po rękach. - Ty robiłeś śniadanko, ja sprzątam. Musi być podział - ucałował go znów i poszedł do kuchni.
- Dobranoc i wypocznij dobrze - poprosił go jeszcze Kazuo.
Tomo szybko się uwinął i przyszedł do Takano, wtulając się w niego mocno. - Możemy iść kochanie - zapewnił go. - Czas nam ucieka.
Kazuo wrócił do szkoły dobre trzy tygodnie później. Nie był jeszcze pełni sił i chodził o kulach, ale wrócił, bo nie chciał mieć więcej zaległości. Usiadł na swoim miejscu, odkładając kule na bok i z westchnieniem zauważył, że ma dość duże zaległości z japońskim. Na szczęście tego dnia była praca w grupach na ocenę, a on wylądował z Yujim.
Prześlij komentarz