-dobrze skarbie. Uważajcie na siebie.-powiedział I ucałował jeszcze Tomo w policzek. Potem poposzedł się szybko ubrać a kiedy już się wyszykowal zabierając bento wyszedł do pracy.
-hmmm...może ja jutro zrobię do bento...-zamyslil się trochę. Kidy skończył jeść przytulił sje do ramienia Kazuo.-tęsknilem kiedy tak leżałes w szpitalu. I martwiłem się...
Takano skoczył do domu tylko na chwilę. Kiedy zobaczył śpiącego Tomo uśmiechnął się lekko i przykrył go delikatnie kocem.
-ale martwiłem...byłem przerażony.-spojrzał na swoje ręce.-twoja krew przelewała mi się przez ręce i...nawet jeśli sobie poradziłem to potem miałem koszmary...że mi tam jednak umierasz...-szepnął mocno się w niego wtulając.-więc na prawdę uważaj pomagając Yabu. Twoje życie jest najważniejsze...
-chyba tak kochanie. Mam dla was mufinki czekoladowe. Są w kuchni.-powiedział i tam też poszedł zeby przygotowac obiad. -Dobrze wujku. A na pewno dasz radę z tym festynem?
-jakoś mało chyba...miałem okropne koszmary. I znów tak będzie jeśli znów coś ci się stanie. A wtedy nie będę miał się dobrze. Więc musisz na siebie uważać.-powiedział i puścił jego rękę żeby Kazuo mógł spokojnie jeść.
-podoba.-odpowiedzieli obaj a Takano uśmiechnął się szczęśliwy. -To chyba będzie nasz pierwszy taki rodzinny festyn.-zauważył wesoło.
Yuji odsunął się trochę przestraszony. -To nie takie łatwe kiedy ty mi się tam praktycznie się wykrwawiałeś...-mruknął patrząc w drugą stronę.-teraz nic ci nie jest więc już nie śnię. Ale nie chcę ich znów więc...proszę...uważaj na siebie.
-oczywiście że wezmę skarbie.-zapewnił go wesoło i ucałował w czoło.-Będziemy się świetnie bawić.
-na prawdę myślisz że to było takie łatwe? Na prawdę mało brakowało a znów straciłbym bliską osobę. Jedna szmatka mniej i nie zatamowałbym krwawienia.-pociągnął nosem.-Ja wiem że teraz już jest lepiej...już jest dobrze...ale wtedy...wtedy twoje serce na moment stanęło. Nawet nie wiesz jak przerażony byłem...
-więźniem skarbie. W ilu tylko będziesz chciał.-zapewnił go wesoło.-ciesze się ze jeszcze przed wyjazdem spędzimy z Yuya trochę czasu.
-nie rozumiesz Kazuo. Zupełnie nie rozumiesz.-burknął naburmuszony.-nawet jeśli mówisz ze rozumiesz to nie rozumiesz. Mówię ci przecież ze wiem ze teraz nic ci nie jest. Ale jak próbowałem cie utrzymać przy życiu to nie było. No i...odleciał zaraz po tym jak Shuji mnie wyniósł do lekarzy. Nie widziałem jak cie wynosili a potem...potem się nie budziłes.
-możemy.-zgodził się z nim swobodnie. Ucałował go jeszcze raz i wrócił do gotowania.-ja tez nie mogę się doczekać. To będzie na pewno mile spędzony dzień.
-nie szatnazuje...-mruknął cicho wstając za nim.-a przynajmniej nie chciałem żeby tak to zabrzmiało. Ja...ja tylko nie chce cię stracić...i...dlatego chce żebyś uważał.-powiedział zaraz schulajac się po kule które mu upadły.
[Btw. Zdalam ustny angielski na 100% ^^ dostałam łatwy zestaw XD]
-na pewno tak chcesz? Bo po szpitalu mimo wszytsko zawsze jesteś trochę osłabiony. Taki wyjazd zaraz po chyba nie jest dobrym pomysłem.-zauważył spokojnie.-myślałem ze po Tokio zostaniesz w szpitalu. Tak na spokojnie.
Yuji trochę przygaszony dreptal powoli za nim. Na prawdę za nim tęsknił i nie podobało mu się ze skończyli klucac się.
[W sumie nie pamiętam jaki dokładnie wylosowałam...ale były na nim łatwe pytania ^^]
-ok kochanie. Będę cały do twojej dyspozycji.-obiecał mu to z uśmiechem i wyłożył obiad na talerze. Zrobił dla nich prosty omurice.
-um...to do jutra.-uśmiechnął sie do Kazuo kiedy ostatnia lekcja się skończyła. Wstał i zrobił jeden krok ale po chwili jedna z przechodzących dziewczyn szturchnela mu kule a on sam poleciał jak długi przed siebie.
-serio?-ucieszył się i również zaczął jeść.-mmmm...chyba faktycznie wyszedł.
Yuji leżał w domu z gorączką. Coś go chwyciło po tym jak poprzedniego dnia złapał go deszcz w drodze do domu. Kiedy się obudził około południa napisał do Kazuo sms'a. 'hej, jestem przeziębiony i nie jestem pewny kiedy to minie. Przepraszam że przez kilka dni nie zrobię ci bento...'
-Tomo...jak może byc lepszy skoro to ten sam?-spytał zaskoczony Takano. -jest pyszny tatusiu.
Yuji już mu nie odpisał bo jak tylko się czegoś napił od razu znów zasnął. Nienawidził chorować a już zupełnie nienawidził mieć gorączki. Strasznie dużo wtedy spał i był marudny.
-no juz chodź maluchu. Zaraz ci pomogę. Chociaż może wujek powinien co pomoc? Bo za dwa tygodnie będzie potrzebował francuskiego.-zaśmiał się i zaczął przeglądać zeszyty Yuyi.
-no ok. Idź do niego.-Shuji poklepal go po ramieniu i padł na kanapę. Musiał zrobić lekcje. Yuji nie spał. Obudził go hałas w domu ale nie miał siły żeby wyjść z łóżka.
-ok maluchu.-uśmiechnął sie wesoło I zaczął mu wszytsko tłumaczyć.
Uśmiechnął się słabo ale szczęśliwie. -dobrze. Trochę słabo...ale żyje. Wylize się...chyba nawet szybko.-dodał I usiadł żeby się napić koktajlu.-dziękuję kochanie...
-dobrze kochanie. Ale pamiętaj...nie przemeczaj sie....I nie wróć za późno.-poprosił z uśmiechem i spróbował deseru.-mmmm...pyszny. -pyszne wujek!-zgodził się Yuya.
-um....-Wziął kilka łyków.-pyszny.-uśmiechnął sie.-Kazu? Przepraszam ze nie dostaniesz bento ale...um...obiad z wczoraj jest w lodówce...pomożesz mi dojść do kuchni? Odgrzejemy i zjemy...jestem głodny.-zaśmiał się cicho na koniec i kaszlnal.
Takano i Yuya jeszcze trochę posiedzieli. Potem położył malucha spać i poczekał na Tomo.
[Skipamy jakoś? Czy masz jeszcze jakieś plany?]
-ok Kazu...ale proszę...ty też zjedz.-powiedział jeszcze I wrócił do picia koktajlu. Kiedy chłopak wrócił wziął od niego talerz.-um Kazu? Juz chyba wiem co chce na urodziny...-powiedział rumieniac się okropnie.
-spokojnie maluchu. Będziemy może i pierwszy raz ale nie ostatni.-zmierzwil mu włoski i wziął go za rączkę.-idziemy.
-um na pewno....chce tylko żebyś był delikatny.-podniósł wzrok I uśmiechnął się lekko.-um mówiłem Ci przecież ze to nie tak ze nie chce...tylko ze się trochę boje. Bo to coś nowego i nieznanego. Ale ci ufam Kazu...wiec boje się trochę mniej.-uśmiechnął sie lekko.-jestem pewny ze chce...to źle? Nie chcesz?
-ok Tomo.-pomachal mu I spojrzał na Yuye.-no? To co robimy? Idziemy juz pod scenę?-spytał go wesoło.
Zaśmiał się pod nosem rumieniac się okropnie. -um...wiem ze nie chcesz...dlatego ci mówię. Do moich urodzin jeszcze trochę czasu.-uśmiechnął sie do niego I zaczął jeść.
-ok ok.-zaśmiał się idąc za nim. Wybrali ładna gitarę a potem poszli pod scenę zajmując miejsca tuż przy niej aby mieć najlepszy widok.
-mou...spałem cały dzień....a teraz przecież jem.-mruknął pakując sobie trochę jedzenia do buzi.-nie jestem zmęczony. No i...jak zasnę to ty sobie pójdziesz...
Takano zaśmiał się I zmierzwil mu włosy. -byłeś swietny.-zapewnił go wesoło.-a co do planu...pytaj Yuye. On dzisiaj dowodzi.
-ale nie przemeczaj sie żebyś się całkowicie wyleczyl.-poprosił go z lekkim uśmiechem i odstawiłam pystt kubek by spokojnie wrócić do jedzenia.-właśnie...w którym meczu będziesz grał? Bo wiesz...ta nagroda wciąż czeka...
Takano kibicował im cały czas a potem wziął roześmianego Yuye na ręce. -brawo maluchu. A teraz leć z wujkiem po nagrodę.-powiedział stawiając go na ziemi.
-mou...przecież nie zrobiłem nic złego. Powiedziałem tylko ze nie mogę i żebyś zjadł...jak chcesz.-mruknął smutny. Opadł na poduszki.-do niczego cie nie zmuszalem.-dodał trochę obrażony ze się go o coś takiego oskarża. Okryl się kołdrą.
-No to lecimy.-Wziął go za rączkę i ruszył w kierunku domu strachów. Uśmiechnął się też do Tomo.-a wujek nie będzie się bał?
-Kazu? Um...a zostaniesz jeszcze chwilkę? Tylko momencik.-poprosił go znów siadając. Kiedy tylko skończył mówić do pokoju wszedł Shuji. -Yuji? Znów dostałeś ten list. W końcu pora coś z tym zrobić.-zaczął a Yuji zaczął energicznie kręcić głową.-no juz się tak nie sprzeciwiaj.-powiedział szybko starszy i pomachal koperta z której wyjął zdjęcie.-jest coraz gorzej Yuji.-podał chłopakowi zdjęcie. Młodszy nerwowo zaczął je oglądać. To był on I Kazuo kiedy siedzieli pod drzewem, z czego on sam był zadrapany cyrklem. Odwrócił je na drugą stronę a tam dość krótki tekst: 'jeśli nie chcesz skończyć jak na tym zdjęciu zostaw go. Jest nasz. Fanklub Kazuo.'
-spokojnie...jestem tu i was obu zawsze obronie.-obiecał im i przytrzymał ich ręce.-spokojnie moi drodzy.
-t...to? To nic...nic takiego...znaczy...um...-zaczął Yuji nie wwiedząc jak to wyjaśnić. -to listy i zdjęcia z groźbami. Dostaje je odkąd się spotykacie od twojego fanklubu. Teraz jest coraz gorzej.-burknął Shuji a Yuji podał Kazuo zdjęcie. -nie chciałem ci mówić żebyś się nie wściekł...i nie martwił...um...nie robiły nic poza wysyłaniem tego typu rzeczy...
Takano krzyknął i wtulil się mocniej w Tomo. -tylko nie żaby...je znoszę tylko na talerzu. TYLKO!-krzyknął znów bo żabki zaczely na niego wskakiwac.
-miałem um...jak zacznie być gorzej...-powedzial cicho. -no masz.-mruknął Shuji.-bardzo wojowniczy. Który naskakuje na twojego chłopaka. I mu grozi. -Shuji proszę! -skąd wiesz ze nie będzie gorzej! -nie wiem...ale póki co to tylko groźby...czasem straszne...ale nie zrobily mi jeszcze krzywdy. -JESZCZE.
-to było okropne...-jęknal wycierajac nogi.-nigdy więcej...nigdy więcej.-mruknął jeszcze raz.-a ty się nie śmiej.-wyselowal w Tomo palcem.-ja się z twoich lęków nie śmieje.
-na prawdę tego chcesz?-spytał Shuji kładąc mu rękę na ramieniu.-możemy odegrać parę scenek...Kenta trochę pomarudzi ale jak mu wszytsko wyjaśnię to łatwo go będzie udobruchac.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem. -ale ja nie chce tego tak załatwiać! Kazuo...jesteś moim chłopakiem...to na mnie naskoczyli...i to mój...nasz problem. Nie mojego brata. Wiec...jutro idę do szkoły, możesz mnie pocałować przy wszystkich...żeby wyszły z cienia...i żebyśmy mogli to załatwic...bo...mimo wszytsko się boją. Grupka napalonych na mojego chłopaka dziewczyn chce mnie...um...chce się mnie pozbyć...
-ja ciebie tez.-powiedział z uśmiechem i przytulił ich obu.-a tobie jak się podobało Yuya?
-um...żebyś się nie wściekł...i nie martwił...-mruknął żeby się usparwiedzilic.-ale to tez twoja wina...-zaczął a Shuji wyszedł.-znaczy...um...jesteś tak przystojny i seksowny ze jakaś grupka dziewczyn zaczęła mi grozić. Na początku sie bałem ale...miałeś sam dużo na głowie i ta sprawa z Yabu i...um...tak jakoś...pomyślałem ze chcesz żebym był bardziej samodzielny i nie polegał tak na tobie...wiec...nic nie mówiłem.
-zawsze będziemy przy tobie skarbie.-zapewnił go I zmierzwil mu włoski.-ok...to teraz do następnej atrakcji.-zaśmiał się wesoło.
-ale przecież jutro już mogę iść do szkoły. Będę się czuł o wiele lepiej.-mruknął patrząc jak chłopak wstaje.-um...a buziak? W policzek chociaż...albo przytul...-poprosił rozkładając ręce.
-no to idziemy. Zrobię wam dużo zdjęć.-obiecał im wesoło i ruszył za nimi. Cieszył się razem z nimi ze tak fajnie spędzają dzień.
-przecież juz nic mi nie jest!-krzyknął za nim Yuji a potem opadł na poduszki. On normalnie wiedział że nie powinien mu mówić o tych listach. Zamknął oczy próbując zasnąć.
Takano wyjął telefon i śmiejąc się z nich nagrywał wszystko żeby było na pamiątkę. Zrobił tez kilka zdjęć żeby wstawić do albumu.
-Hej Kazuo-kun.-zaśmiał się Shuji siedzący na miejscu swojego młodszego braciszka. Uśmiechnął się do niego słodko i podal mu list z groźba. Było tam napisane żeby chłopak sam stawił się na dachu na przerwie na lunch.-tak myślę że nie będziemy musieli długo szukać.
-Tomo...wiesz ze nie powinniśmy...-powiedział przytrzymując go i prowadząc na ławkę.-odpoczniemy chwile I dopiero wtedy poszukamy czegoś dobrego do jedzenia.
-Kenta czasem się myli...ale to jak specjalnie się nabijamy.-zaśmiał się pod nosem i złapał go za rękę.-odwiedzisz nas dzisiaj? Wiesz...braciszek jest zły za to ze to ja tu jestem...
-wolałbym nie ryzykować...mimo wszystko jesteśmy w szkole Yuyi.-zauważył spokojnie.-jasne że zjemy. Tylko chwilkę odpoczniemy.
-a nie powinieneś jeszcze odpoczywać?-spytał łapiąc go łagodnie za rękę.-ok. Ale wpadnij na pewno.-uśmiechnął się i usiał prosto kiedy wszedł nauczyciel.
-więc odpocznij. Wziąłeś jakieś awaryjne leki?-spytał go od razu i pogłaskał po włosach.
Na przerwie na lunch tak jak ustalili Kazuo wyszedł przed dzwonkiem żeby się ukryć na dachu Shuji spokojnie poszedł tam po dzwonku. Przed drzwiami na dach wziął głęboki wdech i wszedł w rolę swojego młodszego braciszka. -um...cz...czego ode mnie chcecie?-spytał widząc grupkę dziewczyn.
-nasz kochany maluch.-zaśmiał się Takano i przytulił też Yuyę.-a masz jakąś wodę żeby je popić?
-a...-Shuji zrobił krok w tył. No czegoś takiego to się mimo wszystko nie spodziewał.-K-Kazuo nie jest niczyją własnością. Sam decyduje z kim chce być... -I na prawdę myślisz że chce się zabawiać z takim dzieciakiem!? Zostaw go!
-spokojnie. Masz tyle czasu ile tylko chcesz.-zapewnił go Takano.-Jeśli musisz odpocząć to odpoczywaj. Nie chcę żebyś miał gorsze wyniki alb w ogóle wylądował w szpitalu.
-Nie mogłeś wyjść szybciej!?-spytał Shuji mimo wszystko trochę zdenerwowany. Kiedy Kazuo przytrzymał dziewczynę z nożem Shuji do niej podszedł i wyrwał narzędzie z ręki dziewczyny. -K...Kazuo!?-spytały dziewczyny chórem kiedy zauważyły chłopaka.
-jasne maluchu. Będziemy cię stąd widzieć, no i pewnie lepiej znasz okolicę niż my skoro chodzisz tu do szkoły.-zaśmiał się i zmierzwił mu włoski.-Idź się pobawić.
-Aha...wprost genialnie.-mruknął pokazując mu swoją rękę a zaraz przytulając się do jego ramienia. -A...Ale...-jedna z dziewczyn zaczęła mówić.-On na ciebie nie zasługuje! Taki dzieciak...co on ci w ogóle może dać!?-wrzasnęła.
-ok...-objął go ramieniem i pogłaskał lekko.-spokojnie. Zaraz na pewno przejdzie. Zmęczyłeś się tylko.
-więc podniecają cię takie dzieciaki!?-prychnęła jedna z dziewczyn wskazując na Shujiego który ocierał krew z ręki. -Zazdrosne!? A ko by nie był kiedy tak nas odrzucasz dla...dla niego!
-spokojnie...będzie dobrze. Poczekaj tylko trochę i odpocznij.-powiedział nadal go obejmując.-najwyżej poniose...
Dziewczyna cofnela się trochę a Shuji podszedł I złapał Kazuo za drugą rękę. -Kazuo dość. Myślę że zrozumiały...-pociągnął go lekko.-myślę że nawet wy jesteście w stanie zrozumieć coś takiego jak miłość. Po prostu skończcie z tym zauroczeniem i znajdzecie sobie kogos kto jest wami zainteresowany. Kazuo nie jest. Tak wyszło ze...woli chłopców.-wzruszył ramionami. Cześć dziewczyn pokiwała nieśmiało głowami.
-Yuya jest szczęśliwy...jeśli będziesz bardzo źle się czuł...zawsze możemy wwrócić do domu wcześniej.-powiedział z lekkim uśmiechem.
Kiedy dziewczyny wyszły odetchnal głęboko i usiadł. -myślałem ze mnie zabija...powinieneś wyjść jak tylko wyciągnęły nóż...-westchnął trzymając chusteczkę przy dłoni.-myślę że już dadzą sobie spokój...
-no może trochę.-zgodził się śmiejąc się pod nosem.-jeśli chcesz w mieście to możemy.-dodał z uśmiechem.-a na razie odpoczywaj.
-potknąłby się I poleciał im na nóż.-zgodził się.-Kazuo? Nie wyleczyles się do końca, prawda? Widziałem ze ręką ci się trzęsla od trzymania noża. Na pewno dasz rade grać?-spytał unosząc brwi.
Takano posunął się trochę i pozwolił Tomo spać z głową na jego udach. Kiedy Yuya do nich wrócił wziął Tomo na ręce i zaniósł do samochodu.
-ale chyba wolałbys zeby zobaczył cie w pełni sił, nie? Oszczędzaj rękę żeby wypaść jak najlepiej skoro cie rwie przy gwałtownych ruchach. No i...chyba macie jakichś zastępców za ciebie, co?
-No...przemyśle to jeszcze.-zaśmiał się zerkajac na niego.-no juz ze .na kilka razy jeździłes wiec chyba tak. Będę asekurowal kierownicę żeby w nic nie wjechał.-dodał wesoło.
-no ok. Jutro Yuji jedzie zdjąć gips...wiec w sobotę będzie ci kibicował z całych sił.-zaśmiał się I przeciągnąl lekko.-ja tez trzymam kciuki.
-no juz spokojnie maluchu.-zaśmiał się jadąc dalej. Kiedy dojechali do Yukan i byli niedaleko domu pozwoli się Yuyi przesiąść na swoje kolana a kiedy zaparkowali zmierzwil mu włoski.-bardzo ładnie.
Shuji zaśmiał się wesoło. -jemu też kibicuje...a co do tego najlepszego pałkarza...nawet nie wiesz jak często się z niego nabijam jak po wygranym meczu dostaje nagrodę.-zachichotal pod nosem i wszedł do klasy.
-Ja!-Yuya roześmiał się radośnie i wyrzucił kolejna szóstkę. -no...wiesz ze ja w to kiepski jestem.-dodał Takano.-jak ci się spało kochanie?
-hej Kazu.-od razu rzucił kule i objął go mocno.-Shuji mi opowiedział ze juz rozwiazaliscie problem. Nawet nie wiesz jak się martwilem.-powiedział cicho.-zjem.-dodał z uśmiechem i kiedy go puścił zachwial się lekko.-a po sobotnim meczu może przyjdziesz do mnie na grillowana rybkę?-zaproponował.
-właśnie skarbie. Było bardzo fajnie. Yuya zaparkował samochód.-zaśmiał się wesoło I kolejna jedyna ruszył pionek do przodu.
Uśmiechnął się do niego szczęśliwy. Usiadł obok niego I oparl się delikatnie. -ale one ci nic nie zrobily, prawda?-spytał zerkajac na niego.-bardzo cie kocham Kazu.
-zobaczysz że jeszcze cie przegonie.-zaśmiał się ruszając jednym ze swoich pionkow.-skarbie? A co byś chciał na obiadokolacje?-spytał Tomo zerkajac na niego z uśmiechem.
Yuji nie chciał być gorszy. Bardzo się starał 'dogonić' starszego od siebie chłopaka. Kiedy się od siebie odsuneli uśmiechnal się do niego słodko. -tak jest ok?-spytał nieśmiało.-bo ja...lubię się z tobą całować. Bardzo cie kocham Kazu...-dodał wtulajac się w niego.
-wiec naleśniki i kakao. Jak juz Yuya mnie pokona to pójdę zrobić.-obiecał z uśmiechem. -wujku a zagrasz ze mną?
-a ja nie chce żeby tobie działa się krzywda.-powiedział wtulajac się w niego mocno.-będę. Bardzo chce żebyście przeszli dalej. I jak wygracie to będę miał wolne mieszkanko na weekend.-zaśmiał się.-a jak nie...to będę musiał zrobić więcej rybki.
-to następnym razem wezmę twoje.-zaśmiał się I wyszedł do kuchni. Przyszedł do nich jak obaj mieli w domkach po dwa pionki. Niósł talerz juz pozawijanych naleśników i kakao.
-czemu okropny? Zrobił coś dzisiaj?-spytał wesoło.-wiec musicie wygrać jeśli chcesz żebyśmy byli sami.-zaśmiał się.-będę ci kibicował. Obiecuje.
-no nieźle sobie radzicie.-zaśmiał się Takano obserwując ich grę i pijąc swoje kakao.
Yuji potrząsnął nerwowo bratem zmuszając go do wyjaśnienia mu całej sytuacji. Przecież nie był głupi i zauważył ze coś jest nie tak. Przez kolejne dwie rundy nerwowo oglądał mecz. Dzięki bazowym (nawet jeśli oglądam Ace of Diamond to nie wiem czy dobrze ogarnęłam XD) całkiem sprawnie szlo zdobywanie autów wiec drużyna przyciwna nadal była w tyle.
[Pierwsze 3 odc do powtórki pierwszego sezonu XD a tak to jest ciekawie...mimo braku senpaiów XD]
-przecież to zlykle naleśniki.-zaśmiał się.-ale dziękuję. Jedzcie spokojnie, ja zjadłem jak smażyć..-dodał pijąc tylko swoje kakao.
Yuji czekał na niego przy wyjściu chodząc nerwowo w kolko. -Yuji usiądź bo w głowie mi się kręci.-jeknal Shuji.-uspokoj się bo zwymiotuje.-dodał zamykając oczy -jak mam się uspokoic skoro wiem coś mu jest? I zatail to przede mną.-zauważył stając na moment. -ty mu nie powiedziałeś o listach. -a...no dobra. Ale nadal...to co innego. -aj...będzie dobrze. Wygrali wiec jest dobrze. Nie martw się tak i usiądź.-Shuji pociągnął brata na ławkę.
-dziękuję maluchu. Ciesze się ze ci smakuje.-zmierzwil Yuyi włosy a Tomo ucałował w policzek.-dzisiaj był długi dzień...ale bardzo przyjemny. Zrobiłem wam dużo zdjęć i nagrałem filmiki.
-Kazuo?-Yuji zerwał się z ławki i podbiegł do niego.-ty głupku...nie jesteś w stanie nawet iść prosto. Nie powinieneś dzisiaj grać, prawda? Głupek...-pokręcił głową podtrzymujac go żeby nie upadł.-nagroda będzie musiała poczekać...dzisiaj się tobą po prostu zaopiekuje.-powiedział spokojnie.
Pomachal jeszcze Yuyi i objął mocno Tomo. -jasne ze pokaże. I filmiki tez.-obiecał mu.-ale już wiem że mimo wszystko będziemy musieli uważać na naszym miesiącu miodowym.
-jasne ze tak. Zaopiekuje się nim, a zaraz pewnie i tak zaśnie.-poklepal brata po ramieniu.-wy się nie martwcie i idźcie.-dodał z uśmiechem.
-Nie jestem kochanie. Tak po prostu jest. Ale wiem ze mimo to będziemy się świetnie bawić.-powiedział tuląc go i głaszczac po plecach.-bardzo cie kocham skarbie. Nigdy cię nie zostawię.
-jasne, jasne. Nie martw się o mnie, dam sobie radę.-pomachal mu jeszcze i potem wrócił do Kazuo. Usiadł przy nim na podłodze i pogłaskał go po włosach.-potrzebujesz czegoś?-spytał zmartwiony.
-spokojnie kochanie. Najważniejsze że będziemy się dobrze bawić. I na pewno będziemy.-zapewnił go wesoło.-nawet jeśli nie zobaczymy wszystkiego to będzie fajnie. Wiem ze będzie.
-mhm...-wstał na moment.-połóż się na plecach. Zaraz przyniosę dodatkową kołdrę...i się do ciebie położę.-obiecał pomagając mu trochę i zaraz biegnąc do swojego pokoju. Wrócił z kołdrą która okryl Kazuo i wtedy położył się przy nim obejmując go delikatnie.-byłeś super...wiec teraz odpocznij.
-ja tez kocham nasza mała rodzinkę. Zobaczysz że będzie w niej dużo ciepła i miłości...bo wszyscy sje bardzo kochamy.-uśmiechnął sie lekko.-I póki Yuya jest szczęśliwy...I nic złego mu nie robią z naszego powodu...to jest dobrze.
-to dobrze...masz dobra drużynę Kazu. Nie musisz wszystkiego brać na siebie.-powiedział głaszczac go po policzku I ucałował delikatnie jego usta.-um...a...a jutro jak będziesz się lepiej czuł to dostaniesz większą nagrodę...-powiedział chowając zarumieniona twarz w jego torsie.
Takano nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. -wybacz...po prostu się tego nie spodziewałem. Ale kotek...dopiero wstałeś z łóżka po tym jak padłes całkowicie wykończony. Jesteś pewien?-spytał głaszczac go delikatnie po policzku.-bo wiesz ze ja zawsze jestem chętny...a teraz tylko bardziej mnie kusisz...
-ech...głupek...przecież nie musiałeś.-zaśmiał się.-um...tylko się nie śmiej.-poprosił jeszcze bo tego chyba bał się najbardziej.
-wiec obiecuje się za bardzo nie bawić.-zaśmiał się kładąc go na łóżku i oblizujac lekko usta.-w końcu na prawdę nie chcemy być przyłapani.-zaśmiał się zdejmując z niego spodnie.
Yuji wesoło szykował typowe japońskie śniadanko. Zupkę miso, ryż, tamagoyaki i smażonego wegorza. Kiedy zauważył ze chłopak się obudził uśmiechnal się do niego. -jak się czujesz? Dasz rade wstać czy śniadanie do łóżka?-spytał wesoło.
Takano uśmiechnął się w myślach i bez zbędnego ociagania się zaczął dawać swojego kochania przyjemność. Od razu wsunal w niego jeden palec żeby go przygotować.
-ale nadal boli.-zauważył.-Kazuo na prawdę mogłeś zjeść z łóżku.-wywrocil oczyma kładąc na stoliku miseczki z miso i siadając.-Shujiego nie będzie do wieczora wiec się tobą zaopiekuję.-obiecał mu z uśmiechem.
-ja ciebie tez.-zapewnił go z uśmiechem i wsunal drugi palec.-bardzo bardzo cie kocham.
-ale jak zjesz to wrócisz do łóżka.-polecił mu I uśmiechnął się lekko.-itadakimasu...-powtórzył I zabrał się za jedzenie.-um...mam nadzieje ze ci posmakuje...
-kotek...ale to dopiero dwa palce...będzie cie bolało a tego na prawdę nie lubię.-powiedział muskajac jego usta swoimi.-Yuya mówił ze nie będzie go godzinę...chyba aż tak nie musimy się spieszyć.-zaśmiał się powoli wsuwajac trzeci palec.-no I niestety dość ciasny misiu...
-um no...no dobra.-zgodził się z rumianymi policzkami.-ale wyjdę z łóżka trochę wcześniej...żeby przygotować obiad. Będzie grillowana rybka tak jak obiecałem.-powiedział biorąc sobie jedno tamagoyaki bo je uwielbiał.
-no właśnie widzę.-wywrocil oczyma I zaśmiał się pod nosem.-chwilę kotuś...-ucałował go w policzek I po kilku ruchach palcami wyjął je powoli zabrał się za zdejmowanie własnych spodni.
-wiem. Nie mowie żebyś został. Przecież jutro idziemy juz do szkoły.-zauważył wesoło.-ale wieczora jeszcze nie ma.-dodał kończąc swoją porcje.
Zadrżal lekko pod jego dotykiem. -dziwisz się?-spytał śmiejąc się pod nosem zsuwając z siebie bieliznę.
-widziałeś?-spytał pozytywnie zaskoczony.-bardzo mi się podobało. Byłeś swietny. Ale nawet nie wiesz jak się zmartwilem kiedy zszedłes z boiska. Wiedziałem ze coś jest nie tak...-powiedział pijąc herbatę.
-mou...nie sądzisz że nie mamy na takie coś czasu?-jeknal patrząc na poczynania partnera.-misiu?-jeknal jeszcze raz z odczuwanej przyjemności.
-bylem cały czas w tym samym miejscu...znalazłem sobie fajny przy barierce żeby cię dobrze widzieć...-powiedział odkładając kubek.-um...widziałem...jak ledwo idziesz.-przyznał szczerze.
Takano spod prysznica wyszedł dość szybko. Przyniósł Tomo dresik I poszedł posprzątać w sypialni.
-mou głupi...teraz najważniejsze żebyś odzyskał siły. A skoro ci smakuje to zrobię więcej.-powiedział wstając I zbierając ze stołu.-a teraz ładnie wracaj do łóżka. Za chwile do ciebie dołączę.
W Weekend tak jak zaplanowali pojechali do Tokio. Kiedy dojechali najpierw odwiedzili sklep z garniturami żeby odebrać zamówienie.
Uśmiechnął się do niego lekko i wtulil mocniej. -Um...Kazu? Bo...um...ja...-zarumienil się okropnie wiec schował się w torsie chłopaka.-um...ta nagroda...chciałbym ci ja dać...-zaczął cicho.-a ta nagroda to...um...taki krok do przodu um...bo...chciałbym ci zrobić loda.-zakończył czując jak płonie ze wstydu.
-mhm fajnie jest.-zgodził się jedząc swoje lody kiedy siedzieli na ławce i odpoczywali. -tatuś a pójdziemy potem na kolejkę górską?-spytał Yuya wesoło macha jąć nogami.
-um...ok. Ale jak coś to...proszę nie śmiej się.-poprosił go jeszcze i oddał pocałunek.-to...um...-zjechał dłonią niżej i złapał dość nieśmiało za jego przyrodzenie masujac je przez materiał spodni.
-mou...ja nie krzyczę.-zaśmiał się wesoło I skończył jeść swoje lody.-ale uważaj na siebie będąc na dole.-poprosił.
Yuji poruszał dłonią dość nieśmiało a kiedy poczuł ze Kazuo juz dość sporo urósł zsunal się niżej. Przełknal dość głośno ślinę i odpial zamek od jego spodni. Zsunal je niżej razem z jego bokserkami. Wziął jego penisa do ust wciąż masując jego jądra.
[Co ty kombinuje jak oni za tydzień mieli brać ślub? -.-]
Podróż kolejka skończyła się dość szybko. Takano trochę przerażony zauważył brak chłopaka za to leżący na ziemi aparat a kawałek dalej telefon.Chwycił Yuye za ręce i pobiegł dalej. -Tomo!?-krzyknął widząc jak chłopak jest trzymany przy ścianie przy jakiegoś faceta. Bez zbędnych ruchów podszedł do niego i walnął go w twarz.
Yuji zarumienil się okropnie. Miał mnóstwo czasu żeby się nauczyć. Przyspieszył trochę I wziął go na głębokie gardło lizac go i ssac. Kiedy Kazuo wytrysnal polknal ile zdołał ale trice pocieklo mu kącikiem ust.
[Ale ze ja? No mam zamiar nauczyć się jeździć...i trochę popracować.]
Takano zanim mu odpowiedział walnął go jeszcze raz. Dopiero wtedy złapał go mocno za kołnierz. -twoja zabawka? Raczej mój narzeczony. Wiec spierdalaj zanim wkurwie się bardziej.-warknal.
-mou...-zarumienil się okropnie i okryl dłońmi swoje krocze żeby Kazuo nie zauważył ze on sam też się podniecil.-um...umiem tylko tyle ile Shuji...uczył mnie teorii...
[Nie ma sie pieniędzy XD po co mam jeździć skoro mogę wysłać]
-juz dobrze...on już nic ci nie zrobi.-zapewnił go cicho i objął tez Yuye.-juz dobrze maluchu. Nie zrobiłeś nic złego. To ja przepraszam...pewnie się wystraszyłes...
-ciesze sie ze ci się podobało...starałem się.-powiedział I również musnal jego usta swoimi-um...-Yuji skinął lekko głową.-pozwolę...-dodał cicho.
[Ja bym bardzo chętnie pojeździla ale no....będę slac XD]
-jasne ze tak. Wiele razu mną się zajmował. Będzie dobrze.-zapewnił ich ciągle tulac ich do siebie.-będzie dobrze.
Yuji jeknal cichutko czując usta Kazuo. Zakryl twarz dłońmi I opadł na poduszki. Nie sądził ze będzie odczuwal taka przyjemność. -unnnnnnn....-jeknal trochę głośniej.
-Ja? W nic...tylko nadgarstki mam zdarte. Ale Tomo...-powiedział nadal jednak nie puszczając chłopaka bo czuł jak ten się w niego wtula.
Yuji raz jeczal ciszej raz głośniej w zależności od tego gdzie i jak dotykał go Kazuo. Było mu na prawdę dobrze. -um...jesteś w tym...na prawdę...świetny...
-ech Ren...dlaczego ty mi to robisz co? Wiesz że zaraz zacznie wypytywać i znając życie walnie jakąś głupotę.-burknął sadzając Tomo obok siebie i obejmując go ramieniem.
Yuji dochodząc jeknął dość głośno. zakrył usta zażenowany własnymi reakcjami. -um...dziękuję...-bąknął cicho.-było...miło...-dodał jeszcze ciszej.
Takano patrzył zmartwionym wzrokiem to na Tomo to na Rena. Starszy z braci zaczął go uważnie oglądać. -Tomo otwórz buzię.-poprosił go a kiedy i tam zajrzał westchnął ciężko.-chyba bez prześwietlenia się nie obejdzie...
-zawsze będę tam ci kibicował. I zawsze będę czekał po meczu.-zapewnił go wesoło.
-roger.-uśmiechnął się lekko.-nie pozwolę. Jak się obudzi to mu to wszystko powtórzysz.-dodał głaszcząc chłopaka po włosach.-chciał zaśmiewać na naszym weselu ale to mu chyba nie wyjdzie...
-ja ciebie też.-poleżał z nim jeszcze chwilę po czym poszedł do kuchni.
Takano pokręcił przecząco głową. -niby chętnie...ale czułem alkohol od tamtego kolesia i na prawdę nie chcę żeby Tomo się wystraszył. Po prostu położymy się spać.-przeprosił brata.-ale obiecuję z tobą wypić na moim weselu.
Yuji zaśmiał sie cicho i również zabrał się za jedzenie. -um...i jak? Smakuje?
-ech...no i niby jak ja mam mu to wyjaśnić?-westchnął i położył Tomo na rozłożonej kanapie. Okrył go delikatnie kołdrą i odgarnął włosy z twarzy. Potem wziął Yuyę na kolanka żeby go przytulić.
-Mou...-chłopak zarumienił się okropnie.-um...chyba nie umiem tak wskazać. Ale ta rybka chyba najlepiej mi wychodzi...
-nie maluszku...to nie tak...-powiedział głaszcząc go po włosach i zastanawiając się jak mu to wyjaśnić.-traktowanie kogoś jak zabawkę to...robienie z kimś to co się chce...nie zważając na uczucia tego kogoś...
-um...co to?-spytał odbierając od niego pudełko.-co zrobiłeś? Przecież nie musiałeś...
-nigdy nie zrobię. Nigdy.-zapewnił chłopca i przytulił mocno do siebie.-a teraz połóż się do wujka, przytul go a ja pójdę się czegoś napić.-powiedział i zmierzwił chłopcu włoski.
-Dziękuję Kazu...-uśmiechnął się do niego wesoło.-ale na prawdę nie musiałeś.-dodał wkładając bento to torby.-zjem na przerwie na lunch.-obiecał.
-tak jakos...adrenalina opadła i chyba jednak muszę się napić...-mruknął biorąc spory łyk piwa.-ciesze się ze nic mu nie jest. Ze na prawdę będzie dobrze i ze do ślubu będzie mógł mówić.-westchnął opierając się o blat.
Wziął swoje bento I to dla Kazuo i złapał go za rękę. Kiedy już wyszli na korytarz.-jak ci się spało na tych dwóch matematykach?
-wiem Ren...ale co ja mogę? Nie wiem nawet co to za jeden. Spralelem go bez zbędnych formalności.-westchnął.-jutro się spyta Tomo...i wtedy można iść na policje.
-mou...-zaśmiał się wchodząc na dach i siadając przy jednej ze ścian.-ja nie mogę Kazu.-wywrocil oczyma.-ale spanie z tobą mogę próbować zawsze.-zachichotal podając mu bento które dla niego zrobił a sam otworzy to które dostał od Kazuo.
-zaraz zaraz Ren...zwolnij.-powstrzymał go ruchem ręki.-Takim jednym? W sensie ze z facetem?-powtórzył zaskoczony nie na żarty.-wiesz...w sumie to sam nie wiem. Tak...wyszło. Można nawet powiedzieć że byłem tak uparty ze w końcu się zgodził. Wiesz...był wtedy ranny, zająłem się nim...na prawdę nie wiem kiedy to on zaczął coś do mnie czuć. Musiałbyś się go spytać.-zaśmiał się trochę zazenowany.
-jej...Kazu na prawdę nie musiałeś...dziękuję...ale nie musiałeś...-powiedział bo przecież nikt nigdy wcześniej dla niego nie gotowal. Wziął w dłonie pałeczki i spróbował jednego pierożka.-no...dobre. na prawdę smaczne.
-wiesz...bo mój związek z Tomo to...no na prawdę nie wiem kiedy to zaczęło być tak poważne.-przyznał szczerze I usiadł na przeciwko niego.-ok...pomogę jak tylko mogę tylko...potrzebuje więcej szczegółów i...w czym konkretnie chcesz mojej pomocy.
-I jak na pierwszy raz są na prawdę dobre. Dziękuje.-ucałował go w policzek Iwwrócił do jedzenia.
-o wiec juz ze sobą chodźcie?-spytał biorąc łyk piwa.-no więc...podstawą jest chyba to czy będziesz na górze czy na dole.-zmierzwil sobie włosy.-bo wiesz...nie wiem jak to u was wygląda...
-to ja się cieszę. Juz dawno nic dla mnie nie gotowal...no nie licząc deseru od ciebie.
-aaaaa...przepraszam. Z mojej winy się z nim nie spotkałeś. Ale wyjaśniłes mu czemu nie dasz rady?.-powiedział znów biorąc łyk piwa.-na odwrót braciszku.-zaśmiał się I poklepal go po ramieniu.-no w ramach tego ze sie z nim nie spotkales dostabiesz przyspieszony kurs.-zaśmiał się.-bo w sumie to nic strasznego...jeśli będziesz na dole to on się wszystkim zajmie...jeśli będziesz na górze...to..no chyba wiesz gdzie lubisz być dotykany nie? On tez jest facetem wiec tez będzie odczuwal tam przyjemność. To dość logiczne. I...rada od brata pamiętaj o czymś do nawilżenia. No wiesz...żeby go przygotować. I ten...powoli w niego wsuwasz najpierw jeden palec...potem dokładasz drugi potem trzeci. Potem możesz wejść i have fun. Pytania?
-dziękuję.-uśmiechnął sie do niego. Wyjmując z kieszeni sok żeby się napic.-jestem z tobą na prawdę szczęśliwy.
Takano zakrztusil się akurat pitym piwem. Nie spodziewał się tak młodego chłopaka. -hej...-przywitał się z nim i spojrzał zaskoczony na brata.-miło poznać...-dodał odsuwajac niedopita szklankę z piwem. Wolał nie ryzykować kolejnym zakrztuszeniem.-wiesz co Ren? Ja ci chyba dokładniejsze instrukcje na maila wyślę...-stwierdził nadal nie mogąc wyjść z szoku.
-um...ok. Ale uważaj na siebie, dobrze? Na prawdę...musisz.-powiedział wtulajac się w niego.
Takano pokręcił tylko głową i westchnął ciężko. -nie wiem co ci mój brat nagadal...ale jestem Japończykiem.-zaśmiał się I szybko dopil piwo.-wyglądasz na młodego...student? Co studiujesz? I pytanie które mi biega po głowie...jak wy się w ogóle poznaliscie?
-um...dziękuję Kazu. Na prawdę chce cię mieć całego i zdrowego. W końcu obiecałeś pójść na moje zawody.
-no pięknie...-westchnął próbując przetrawic te wszystkie informacje.-i niech zgadne Ren...schlales się tak jak się dowiedziałes o zdradzie laski z którą akurat byłeś?-strzelił w ciemno.-no...Kaneki...to twój pierwszy związek z facetem? Bo dla Rena to pierwszy...wiele juz przeszedł problematycznych związków z kobietami, wiec jako jego brat, proszę cię żebyś się nim zaopiekowal...i czasem był wyrozumiały.-zaśmiał się I poklepal chłopaka przyjaźnie po ramieniu.
-um...ja ciebie tez. Bardzo.-uśmiechał się do niego wesoło. Jak tylko zjadł położył się przy nim robiąc sobie z jego torsu poduszkę.
-spokojnie. Nie oskarżam cie o nic.-zapewnił go Takano.-po prostu proszę cię żebyś uczuciowo zaopiekowal się moim bratem...powiem wprost, po prostu nie chce żeby znów ktoś go zdradził.-powiedział prosto z mostu. Objął Tomo który usiadł mu na kolanach.-powinieneś leżeć kochanie...i przez kilka dni nie powinieneś mówić...-powiedział głaszczac go po włosach.
-fajne marzenie.-zaśmiał się patrząc na wskazana przez chłopaka chmurę.-a tamta wygląda jak potwór morski.-wskazał na chmurkę kawałek dalej.
-a...jasne jasne. Kochanie mojego brata przyniosło curry. Ren je właśnie podgrzewa. No i Yuya z moim tata zrobili kanapki i babeczki. Masz aż trzy opcje wiec możesz wybierać.-powiedział wesoło.-pokaż na palcach która opcje wybierasz.-poprosił I ucałował go w policzek.
-hmmm...-pomacał trochę jego mięśnie.-no...po pewnych trudnościach.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-mój silny mężczyzna na pewno dałby rade.
-Ren, Tomo tez by zjadł curry ale chce też babeczki.-powiedział do brata a jak przeczytał wiadomość z telefonu zamyslil się.-wiem jak ja lubisz...i jak bys ja teraz chciał...ale Ren raczej nie ma odpowiednich składników. Przepraszam.-powiedział tuląc go do siebie.-ale w domu na pewno ci ja zrobię. I to ile tylko będziesz chciał.-zapewnił go. -wow...rozumiecie się praktycznie bez słów...-zauważył Kaneki. -a właśnie braciszku...na zaproszeniu na mój ślub miałeś ładnie napisane z osobą towarzysząca.
Yuji roześmiał się wesoło by zaraz mocno go przytulic. -ale przecież nie może być za łatwo nie? Bo nawet jeśli jesteś silny...to potwór jest od ciebie większy i silniejszy, nie?
-cóż...Tomo chciał chyba przez to powiedział żebyś nie gadał głupot. Bo jeśli jesteś z moim bratem...to już jesteś jak rodzina.-zaśmiał się cicho.-Jedzcie razem i spędzicie trochę czasu w stanach.-dodał i wziął swoją miseczkę.-pyszne...-stwierdził zaskoczony.-no Ren...chyba jednak będziesz żył.-zaśmiał się pod nosem.
-dlatego chyba na prawdę ma szczęście ze na ciebie trafił.-roześmiał się Takano.-wiesz...na urodziny zyczylismy mu żeby w końcu sobie kogos znalazł... -dając mi cały kartonik gumek...-burknął Ren. -które teraz do niczego ci się nie przydadzą. W każdym razie...życzenia się spełniły, nie sądzisz Tomo?
-mmm...-oddał mu pocałowałunek a potem klepnal go w ramię.-no tylko nie damo! Kazu...na prawdę tego nie lubię...-dodał muskajac jego usta.
-ok....-zaśmiał się tulac go do siebie. Pogłaskał go po włosach.-wiem ze dzisiaj mieliście się spotkać...wiec na prawdę proszę żebyście obaj przyjechali na nasz ślub i zostało w stanach trochę dłużej. Spędzicie sobie miło czas...obaj zrobić sobie takie małe wakacje.
-ok...-powiedział trochę niezadowolony bo fajnie mu się tak leżało. Wstał i po tym jak pozbieral pudełka po bento ruszył na zajęcia.
-nam ciebie tez.-zapewnił go Takano z uśmiechem.-co prawda nie spodziewałem się tego po moim bracie...ale ciesze cie jego szczęściem.-powiedział I jeszcze raz przyjaźnie poklepal go po ramieniu.
-ale mówiłeś dobrze...-powiedział Yuji z lekkim uśmiechem. Nie mówił jednak nic więcej żeby nauczyciel nie wziął tez jego do tablicy.
-e tam...nie jest najgorzej. Ale szczerze Ren? Na prawdę nie spodziewałem się tak młodego chłopaka. Myślałem że to ktoś z pracy albo coś.-przyznał szczerze.-ale masz moje wsparcie. W razie jakiś pytań możesz do mnie dzwonić. Myślę że Tomo tez ci pomoże, nie skarbie?
Yuji odwrócił się do niego dopiero kiedy lekcja się skończyła. -no wredny...ale nic z tym nie zrobisz...-zauważył spokojnie.
Takano poszedł szybko za nim. Ukleknal przy chłopaku i przytrzymał mu włosy. -juz dobrze kochanie. Wiesz...jeśli bardzo chcesz czekoladę to ja mogę polecieć do sklepu po składniki. Zrobię ci ja...i usiedziemy sobie na balkonie...i napiszesz mi najważniejsze rzeczy które chciałbyś mi powiedzieć.
-um...wiem ze jestem z tego niezadowolony ale...ja jestem z ciebie dumny.-powiedział z uśmiechem.
-kochanie...ale jeśli bardzo chcesz to to nie robi problemu. Sklep jest kawałeczek dalej...a ja przecież widzę ze tego potrzebujesz.-powiedział głaszczac go po plecach.
-wiem, nie mówię przecież ze nie.-zaśmiał się cicho.
-widzisz kochanie? Będzie dobrze.-Wziął go na ręce i zaniósł do salonu.-polezysz tutaj chwilkę a ja wrócę zanim się obejrzysz.-ucałował go delikatnie i poszedł ubrać buty.
-bywało lepiej...-odparł chłopak mierzwiac sobie włosy.-jeszcze raz dzięki...ze mi pomożesz.-dodał cicho.
Takano tak jak obiecał wrócił dość szybko. Poszedł do kuchni i uśmiechnął się do siedzącego w kuchni brata. Postawił przed nim tubke z wazelina. -taki prezencik na nową drogę w miłości...żabyś nie musiał zabierać ze szpitala.-zaśmiał się -a tak serio...to ciesze się twoim szczęściem wiec pomogę ci jak tylko mogę. Bo chłopak wydaje się miły.-uśmiechnął sie I podszedł do kuchenki żeby zrobić gorąca czekoladę.
-wiem wiec...nie daj się przez niego złapać. Jestem wdzięczny ze chcesz mi pomóc...ale nie chce żebyś przeze mnie wpadł w kłopoty.
-nie nabijam się. Jestem poważny. Ciesze się twoim szczęściem i właśnie dlatego mam zamiar ci pomóc.-powiedział wrzucając trochę więcej czekolady żeby starczyło na dwa kubki.-bo skoro już poznałem tego twojego wybranka to nie chce żebyś uczył się na błędach...bo jego tylko będzie boleć.-powke dział zerkajac na brata.
-nawet jeśli to taka jest prawda.-odparł czytając dokładnie plan.-dobra...wiec widzimy się jutro.
-ej ej...masz mnie a ja ci pomogę. To na prawdę nie jest takie trudne, wiesz?-powiedział spokojnie mieszając czekoladę.-jak będziesz delikatny i dobrze go przygotujesz to będzie dobrze...i jemu i tobie.-zapewnił go uśmiechając się do niego lekko i dodając kolejne składniki do rozpuszczone juz czekolady. -a....właśnie braciszku...ogarniasz jak się robi loda?-spytał szukając po szafkach jakiś większych kubków.
-coz Ren...chyba nie zaskocze cie tym ze teraz to i ty się tego...no przynajmniej powinieneś nauczyć?-spytał wesoło w końcu znajdując kubki wiec wrócił do czekolady.-na prawdę chce żeby twój pierwszy związek z facetem był udany...wiec nie bój się mnie pytać.-powiedział jakoś ciesząc się też z tego ze może bratu pomoc.
Yuji z niezadowolenie odkrył ze po tym pobycie w szpitalu i tak długiej przerwie od treningów jest osłabiony. Westchnął ciężko kiedy kolejny raz padł na ziemię i usiadł kawałek dalej żeby chwile odpocząć.
-cóż...zrobieniem mu loda raczej go nie skrzywdzisz.-zaśmiał się wylewać czekoladę do kubków.-wiesz...czasem i mnie ponosi. Nigdy nie zrobiłem tego z premedytacją ale...czasem tak wychodziło ze chciałem więcej niż powinienem. Tomo mimo wszytsko jest osłabiony i czasem też nie wiem na ile mogę sobie pozwolić.-przyznał spokojnie.-możesz dzwonić...tylko nie przestrasz się za pierwszym razem. Nie ważne jak się nie postarasz za pierwszym razem, nawet jeśli trochę to i tak go zaboli.-przyozdobil czekolady I podał jeden kubek bratu.
-ale przez ten pobyt w szpitalu jestem gorszy niż byłem. Nie podoba mi się to bo w końcu miałem szanse na złoto.-westchnął jedząc chlebek.
-jasne. -poklepal go jeszcze po ramieniu.-jutro jeszcze pogadamy.-obiecał mu i z drugim kubkiem gorącej czekolady poszedł do Tomo. Uśmiechnął sje do niego lekko a kiedy siedzieli juz na balkonie podał mu kubek z czekolada.
-wiem...dziękuję.-uśmiechnął sie do niego.-bardzo się ciesze ze będziesz mi kibicował.
-wiesz kochanie...na prawdę się ciesze ze nic ci nie jest...i że to przejdzie.-powiedział tuląc go do siebie.-jeśli nam powiesz co to był za jeden to możemy to zgłosićna policję...
-nie byłbym tego taki pewny...widziałeś jak mi kiepsko szlo...-mruknął.-ale dziękuję za twoje wsparcie. Wiele dla mnie znaczy.
Takano pokręcił głową i ucałował go w policzek. -jest ok. Ja ciezawsze obronie. Przepraszam tylko ze się spóźnilem...-powiedział głaszczac go po włoskach.-będzie dobrze. Jutro pójdziemy na komisariat przed wyjazdem.-do z uśmiechem.-a co sądzisz o wybranku mojego brata?
-ale zwykle było ich zero.-zaśmiał się przytulając się lekko.-no I jestem trochę słabszy...
-mhm...tez tak myślę. I wydaje się być szczęśliwy...-uśmiechnął sie I ucałował go w policzek.-ale wiesz...jestem ciekaw ci tam mu takiego napisałeś.-zaśmiał się cały czas go delikatnie tulac do siebie.
-mhm...-Wziął lyczek czekolady i uśmiechnął się do niego.-to może zrobią sobie te małe wakacje w stanach. Na prawdę fajnie by było...-powiedział oddając mu kubek.-ale wiesz...Ren się trochę boi. Nie wie jak się zabrać za te bardziej intymne sprawy, boi się ze go skrzywdzi...wiec zaoferowałem mu swoją pomoc...ze moze się pytać o co chce. To chyba ok nie?-pogłaskał go po włosach.
Uśmiechnął się lekko po buziaku. -chce żeby był szczęśliwy tak jak my...-dodał jeszcze a potem przeczytał wiadomość.-sądzę że tak. Bardzo się przestraszył...i zmartwil. Pytał się co to znaczy ze byłeś zabawka...wiec jakoś mu to wyjaśniłem. Ale teraz ładnie śpi wiec sądzę że już jest dobrze.
-jako lekarz mowie ze nie powinienes pić. To źle ci zrobi na gardło.-powiedział spokojnie.-a wiesz...tak wyszło. Moja ostatnia kobieta zdradzala mnie i z laska i z facetem. To tylko potwierdza jak kiepskie były moje związki z kobietami. W sumie sam nie wiem jak to się stało. Na samym poczatku martwilem się ze serce zabiło ale nic poza tym...no bo wiesz...całe moje dotychczasowe życie podniecaly mnie kobiety...-westchnął.
Mężczyzna skinął głową. -to pierwsza osoba która nie leci na kasę...i chyba serio chce się mną zająć...-powiedział cicho.-ale nie wiem czy on tez myśli o mnie poważnie.-mruknął biorąc łyk piwa.-mam już ponad 30 lat...I chciałbym się ustatkowac. Być z kimś juz na stałe.
-Moze faktycznie zostaniemy dłużej w stanach...ale spodziewaj się wtedy moich częstych telefonów do Takano.-zaśmiał się cicho.-wiesz..jak raz się czepilem wieku to dostałem od niego po łbie wiec wiesz...-znów się zaśmiał.
-myślisz ze to takie łatwe? Na wakacjach spędzę z nim tyle czasu ile dam rade.-zapewnił wesoło.-po prostu mam nadzieje ze to wypali...i że go nie skrzywdze...-mruknął biorąc kolejne łyki piwa.
-nie tak łatwo się do tego przyznać...no bo...kurde jestem starszy. Chyba czułbym się głupio będąc prowadzonym przez jakby nie było młodszego partnera.-westchnął.-wysłucham wszelkich rad od Takano. No i kolejna rzecz ze pojęcia nie mam jak się robi loda.
-Ech...jak to piszesz to wydaje się łatwe.-zaśmiał się.-wyczuwam masę nauki...-westchnął wypijajac piwo i sięgając po następne.-ech...niby wiem jak one mi to robiły ale...sam nie wyobrażam sobie ze miałbym to robić wiec...czuje się jak prawiczek.-mruknął otwierając puszkę.
-I to mnie pociesza.-zaśmiał się.-za głosem serca...a jak przesadze? No wiesz bo sam się zdziwiłem ze mnie podnieca...i przez to boje się tylko bardziej.
-ale już to zaakceptowalem Tomo. Juz tak. Na początku uchlalem się bo nie mogłem w to uwierzyć. Teraz juz to akceptuje.-zapewnił go.-I nie boje się zbliżenia samego w sobie...a raczej tego ze coś spierdole. A on mnie zostawi. I tyle z tego będzie.
-Cóż...może i masz rację. Poduczę się, posłucham rad Takano...pogadam z Kanekim I wtedy może spróbuję.-stwierdził.-cóż...z dwa do trzech dni. Ale potem tez lepiej będzie jeśli będziesz ograniczał głos.
-będziesz mógł ale nie próbuj tego przez jakiś czas.-poprosił go.-nie ma za co. Przecież już jesteś dla mnie jak rodzina. Twój ślub z Takano to tylko kwesta formalności.-zaśmiał się.
-nie jestem pewny...wszytsko zależy od tego jak będzie ci się wszytsko goilo.-powiedział spokojnie.-cóż...na razie go namawiam na ten wyjazd na wasz ślub. Ale jak juz wrócicie ze swojego miesiąca miodowe to czemu nie...
-jasne...-skinął głową a kiedy zobaczył ojca westchnął cicho. Jeszcze z nim o tym nie rozmawiał. Pierwsza osoba która dowiedziała się o jego związku był Takano a ojciec miał być ta ostatnia.
-Nie ma za co. Uwielbiam się nim zajmować wiec to żaden problem.-zaśmiał się mężczyzna i usiadł na wskazanym przez chłopaka miejscu.-chociaż tak mogłem wam pomoc.-dodał wesoło.
Ren go powstrzymał akurat idąc się położyć. -czekaj. Jest jeden wolny pokój bo tata właśnie wyszedł do siebie. Możesz się tam położyć w łóżku.-powiedzial spokojnie.
Takano obudził się wcześnie rano i poszedł do pokoju gościnnego który normalnie zajmował. Kiedy zauważył ze Tomo tam śpi uśmiechnął sie lekko rozczulony tym widokiem.
Mężczyzna podszedł bliżej łóżka i pogłaskał chłopaka po włosach żeby go trochę uspokoić. Wiedział ze Tomo musi mieć jakieś koszmary i po wydarzeniach poprzedniego wieczoru wcale mu się nie dziwił.
-szszsz...-Takano posiedzial przy nim dopóki ten się nie uspokoił a potem poszedł do kuchni. Udało mu się znaleźć składniki na naleśniki po czym poszedł obudzic wszystkich na śniadanie a zaczął od Rena. Kiedy wszedł do jego pokoju nie mógł powstrzymać wybuchu śmiechu kiedy zobaczył brata z namiotem.
-no no...takie sny.-zachichotal.-wychodzi na to ze twoja wyobraźnia jest szybsza od ciebie.-dodał wciąż się śmiejąc.-naleśniki. Tylko na to znalazłem składniki w tej twojej pustej kuchni.
-bo po matce go odziedziczylem.-pokazał mu język I poszedł obudzić Tomo bo Yuye obudził śmiech Takano i juz radośnie siedział przy stole czekając na resztę.
Na koniec tygodnia tak jak zaplanowali mieli lecieć do nowego Jorku. -stresujeszepnął się lotem?-spytał Yuye który nerwowo skakał na krzesełku kiedy czekali na samolot.
Kiedy przyszła pora na zawody Yujiego chłopak był lekko zestresowany. Godzinę przed chodził w kolko po szatni martwiąc się coraz to większymi głupotami.
[Uznamy ze był ale tak się dluzylo ze juz nie chciało mi się pisać XD]
-no cóż...wujek chyba jakoś to przeżyje.-zaśmiał się.-bo dziadzi ledwo wyperswadowalem prywatny samolot.-dodał wesoło i potem już zwrócił się do siedzącego obok chłopaka.-a jak ty się czujesz kochanie?
Kiedy chłopak go zobaczył od razu ukrył twarz w dłoniach. Nie spodziewał się ze wymyśla cos takiego. Z pierwszym pojedynkami poradził sobie bez problemu. Dopiero w finale trafił na ciężkiego przeciwnika.
-Będzie dobrze kochanie.-złapał go łagodnie za dłoń.-jeśli zapomnisz to...po prostu powiedz co czujesz. Tak prosto. Serca możesz powiedzieć to co czujesz.-uśmiechnął sie do niego.-no i...będziemy mieli wsparcie, nie? Najważniejsze chyba żebyś mi nie uciekł sprzed ołtarza.-zaśmiał się.
Yuji spiorunowal brata wzrokiem. Ciesząc się ze ochraniacz zakrywa jego czerwone policzki. Znów przyjął pozycję I porrównej walce udało mu się pokonać przeciwnika.
-spokojnie kochanie. Ja cie nie zostawię skarbie...a mój nauczyciel i Marc ze swoim kochaniem juz są na miejscu. Nie martw się tak.-poprosił tulac go do siebie.-będzie dobrze. Zobaczysz.
-Kazu postaw mnie.-zaśmiał się wesoło.-dziękuję ze tu byłeś. Podobało ci się?-spytał się go wesoło.
-to normalne. Ja tez się stresuje.-przyznał się spokojnie.-około...14 godzin? Cośkkoło tego...tak sądzę. Możemy sobie pospać w tym czasie. Będą wygodne fotele wiec spokojnie sobie pospimy.-uśmiechnął sie do niego
-nie jestem aż tak zmęczony...wiec mnie juz postaw. Bo jestem spoon i chciałbym się już przebrać i...wszyscy się patrzą na nas...-jeknal jednak nie mogąc przestać się uśmiechać.
-można rozłożyć fotele. Film tez można obejrzeć.-uśmiechnął sie cały czas śledząc wzrokiem Yuye żeby im się nie zgubił na lotnisku.-zobaczysz że tak się lata na prawdę przyjemnie.
-gratuluję braciszku.-Shuji przytulił go mocno potem przekazując go reszcie przyjaciół i trenerowi a sam podszedł do Kazuo.-no...jak rozumiem mam opuścić dzisiaj mieszkanie?-spytał klepiac go po ramieniu.
-spokojnie...pomogę ci.-zapewnił go z uśmiechem.-to super. Będziesz miał co czytać w samolocie.-powiedział mierzwiac mu włoski I wstając.-ok moi kochani. Idziemy bo zaraz nasz samolot odlatuje. Pora wsiadać na niego.
-mhmmm...ok.-wzruszył ramionami Shuji. Yuji po tym jak odebrał wszystkie gratulacje poszedł do szatni. Zdjął ochroniacze i cała resztę stroju po czym poszedł pod prysznic. Wrócił do Kazuo jak juz się ubrał i wtedy mocno go przytulił. -na prawdę dziękuję ze dzisiaj przyszedłeś. To było miłe mieć cie przy sobie.
-no...kochanie, jak co się podoba?-spytał uśmiechając się do niego i siadając w fotelu obok.-w połowie pewnie dostaniemy posiłek...masz tablety gdzie możesz sobie wybrać co chcesz obejrzeć...no i oczywiście będę tuż obok ciebie wiec nie masz się co martwić.-jak tylko skończył mówić wszedł również Koyuki z Mary i z ich dzieckiem. -hej nowożeńcy.-przywitał się wesoło.
-no...kochanie, jak co się podoba?-spytał uśmiechając się do niego i siadając w fotelu obok.-w połowie pewnie dostaniemy posiłek...masz tablety gdzie możesz sobie wybrać co chcesz obejrzeć...no i oczywiście będę tuż obok ciebie wiec nie masz się co martwić.-jak tylko skończył mówić wszedł również Koyuki z Mary i z ich dzieckiem. -hej nowożeńcy.-przywitał się wesoło.
-pokaże ci jak samolot juz wzleci, ok?-powiedział wyciągając w jego stronę rękę.-spokojnie kochanie. Jestem przecież tuż obok ciebie. Nie masz czego się bać.-powiedział z lekkim uśmiechem. Sam też się stresował ale tak długo jak byłaprzy nim jego rodzina i jego ukochany był spokojniejszy.
-niespodziankę?-spojrzał na niego zaskoczony.-Jak kino samochodowe skoro nie mamy samochodu?-spytał ze śmiechem.-no i biwak? Gdzie? Będziemy spać pod namiotem?
-No juz...no juz...-pogłaskał go po włosach.-jak lot się zacznie to możesz tak siedzieć cały czas. Mogę cię tulić cały lot.-zapewnił go. Zaraz pomachal Renowi I Kanekiemu.-spokojnie, my stawiamy przelot.-powiedział Takano.-wiec juz się tak nie przejmuj...i przywyknij ze dla nas to nie problem.-zaśmiał się wesoło.
-ale przecież nie masz jeszcze prawka...-zauważył spokojnie.-wow...biwak brzmi świetnie.-powiedział wesoło tym planem bardzo ucieszony.-serio...to mi się podoba...a gdzie będziemy biwakowac?
-oj no ale błagam cie nie zwalaj tego na mnie.-jeknal.-jak to sam mi powiedział...tak wyszło.-wzruszył ramionami.-dobrze myślisz Koyuki. To jego chłopak. Ale to dobrze ze kogoś w końcu ma, nie?-zauważył spokojnie. Yuya po tym jak dostał autograf wrócił szczęśliwy na swoje miejsce. -no...bardzo dobrze ale...wow Ren nie spodziewałem się tego po tobie...-powiedział w murowany w fotel Koyuki.
-no nie masz więc chyba nie powinieneś, nie? A jak cie złapią?-spytał zmartwiony.-um...fajnie. Biwak brzmi bardzo fajnie. Tego chyba najbardziej nie mogę się doczekać.
-słodko razem wyglądacie.-roześmiał się Takano tulac jeszcze trochę Tomo. Puścił go dopiero kiedy przysłał stewardessa.-usiądź na chwile na swoim miejscu.-poprosił go I zmierzwil mu włoski. Kobieta zaczęła informować ich o wszystkim co najważniejsze i niezbędne w czasie lotu.
-Ufam ci ale...no...jak nas złapią to po tobie...zwłaszcza jak twój tata się dowie.-zauważył przytulając się do niego mocno.
-no Tomo może znów przyjść do mnie na kolana i się tulić-zaśmiał się wyciągając do niego rękę. Yuya rozpisal pasy I usiadł wygodnie zaczytyjac się w dopiero kupiona mange.
-na prawdę nie jestem co do tego przekonany Kazuo...jesteś nieletni, nie masz prawa jazdy...-westchnął mocno się trzymajac siedzenia. Uspokoil sje dopiero kiedy zaparkowali na parkingu kina samochodowego.
-ja tez się denerwuje. Ale tak długo jak jesteś przy mnie ty...jestem spokojniejszy.-odparł również szeptem i ucałował go delikatnie.-spokojnie kochanie. Wszytsko spakowalismy. Spardzilismy to chyba z pięć razy...spokojnie.-pogłaskał go po włosach.-jasne kochanie. Możesz iść się go spytać kiedy chcesz.
-na masce.-uśmiechnal się wychodząc z samochodu.-ale pomożesz mi wejść.-zaśmiał się czując ze jestem za niski żeby poradzić sobie samemu.
-hmmm? Jasne...-odparł wstając żeby lepiej widzieć.-boli jeszcze czasem? Otwórz szerooooko buzię.-poprosił go oglądając go dokładnie.-cóż...juz jest zdecydowanie lepiej. No i możesz mówić. -uśmiechnął sie znów siadając.
-um...jasne...widzę że się przygotowałeś.-uśmiechnął sie okrywajac ich kocem. Wtulil się w chłopaka robiąc sobie poduszkę z jego ramienia.-mogę tak leżeć? Jak ręką co scierpnie albo coś to powiedz...
-ej!-Takano wstał i podszedł do nich obejmując swoje kochanie.-no weź Tomo...nie powiesz ze nie podobało co się próbowanie mojego życia. Chociaż...próbowanie twojego było przyjemniejsze....-zaśmiał się.-i wcale nie byłem gorszy.-zaprotestował patrząc z wyrzutem na brata.-zdecydowanie bardziej ode mnie lubisz wydawać pieniądze.-burknął do brata.
-I jak na razie bardzo mi się podoba. Leżę sobie z tobą, zaraz zacznie się film.-uśmiechnął sie.-ale...co bys zrobił jakbym jednak nie wygrał?
-mhm...doszliśmy do bardzo wielu kompromisów...-zgodził się wesoło.-mhm...to nasze wspólne życie jest jednak najlepsze.-ucałowal go w policzek.-wiec Kaneki...od czasu do czasu nie bój się powiedzieć nie. To mu wyjdzie tylko na dobre.
-wiesz ze wtedy raczej bym się nie zgodził na taki wyjazd.-zaśmiał się.-ale ciesze cie ze wygrałem i dałem rade....I ze teraz spędzam miło czas ze swoim ukochanym i najlepszym na świecie chłopakiem.-ucałował go mocno.-ale cicho...film się zaczyna.
-Ren! Jak ty w ogóle mogłeś coś takiego zrobić!-krzyknął trochę na niego.-jeszcze jedna taka akcja i nie będę ci pomagał.-pogrozil mu palcem przed nosem co wywołało śmiech Koyukiego. -widzisz Tomo? Takano nie był takim znowu wielkim i okropnym burzujem co?-spytał wesoło.
-mou...nie poszedłbym...uciekłbym do domu. A teraz już cicho.-powiedział chcąc się skupić na filmie. Tulił się do chłopaka szczesliwy ze ma go przy sobie.
-mhm...ja pewnie też byłbym bardzo smutny. Dlatego się ciesze ze jednak jedziemy razem.-powiedział wesoło.-wiesz ze chyba trochę przytyles kruszynko? Ciesze się z tego.
-No Kaneki...nie bój się z kim pokłócić. Jak raz na jakiś czas się zbuntujesz to nic złego się nie stanie. Będzie tylko lepiej.-zaśmiał się i podprowadził Tomo do fotela. Zaczął mu powoli wszystko tłumaczyć.
-No...nie powiedziałbym.-zaśmiał się jeszcze. W trakcie filmu mocno się do niego tulił a po filmie ucałował go w usta.-milutko było.
-jestem pewien że nie będę zły. Spokojnie kochanie. Przecież mi też się to może zdarzyć.-zauważył spokojnie. -wyluzuj Tomo.-zaśmiał się Koyuki.-on może i teraz jest spokojny, ale jak przyjdzie co do czego to będzie pewnie bardziej zestresowany od ciebie.
-nie wiem...w sumie cokolwiek byle było smaczne. Zdaje się dzisiaj na ciebie.-odparł wesoło I zapał pasy.
-ok kochanie...-uśmiechnął sie do niego lekko. -no hej.-zaśmiał się Jun.-jak tam? Nerwy juz cie zjadają?-spytał trochę retorycznie bo przecież widział jak wygląda jego przyjaciel.-będzie dobrze. Nawet jak nie to masz nasze wsparcie.
-um...dobrze...-zgodził się wchodząc po schodach i cały czas trzymając go za rękę.
-cóż...ale przecież wiedziałes ze łatwo nie będzie.-poklepal go po ramieniu.-będzie dobrze. Najważniejsze żebyś nie uciekł mu sprzed ołtarza. A zamiast tej wyuczonej przysięgi możesz przecież powiedzieć co czujesz. Czy tak nie będzie nawet lepiej?
-wygląda pysznie.-zapewnił go przysuwajac się do stołu i zabierając się za jedzenie.-pyszne!-powiedział wesoło.-dziękuję Kazuo. To na prawdę fajna...randka...
-Może i tak...ale tak z serca tez może być idealnie. Nie przejmuj się tym.-poklepal go jeszcze raz po ramieniu.-cóżRyu nie chciał. A teraz nie będę go budził.-powiedział głaszczac chłopaka po włosach.-chociaż mnie rozkładane siedzenia zachęcają.
-um...no jeszcze biwak, tak?-spytał zerkajac na niego i jedząc omurice ze smakiem.-ale już teraz wiem ze jest super.-powiedzial wesolo kiedy juz zjadl.
-dobra...ale bierzesz na siebie jego marudzenie.-zaśmiał się podając mu jego rzeczy. Nie mieli ich wiele. Ryu wziął delikatnie na ręce.-a personel nie będę się czepiał?-spytał. Niby miał bilety ale miejsca mieli odgórnie przypisane więc trochę się tym zmartwił.
-i pooglądamy gwiazdy?-spytał wesoło.-um...-zarumienił się po czubki uszu.-um...ja ciebie też...
Jun wywrócił tylko oczyma i ruszył za Tomo. Przywitał się skinieniem głowy z rodziną Takano i położył Ryu na wskazanych przez Tomo miejscach. -wow...ale luksusy.-zaśmiał się zerkając na przyjaciela.
-um...-zarumienił się okropnie.-Kazuo? a tym razem będę mógł się do ciebie potulić śpiąc? Bo w onsen nie mogłem...-powiedział pijac jeszcze herbatę.
-O...-Jun pomachał wesoło wspomnianemu mężczyźnie.-cóż...ale mogłeś się wygodnie wyspać, nie? I nikt ci nie kopał w fotel...ani nie przeszkadzał w rozmowie. Takie podróżowanie ma swoje plusy.-zaśmiał się. Takano był pogrążony w rozmowie z Koyukim na temat filmiku który ten robił jaki prezent dla nich.
-mou.-zaśmiał się i wtulił się w niego.-super. Cieszę się. Na prawdę. Podoba mi się.-uśmiechnął się.-zjedz szybko bo na prawdę się nie mogę doczekać tego biwaku.
-To idź się połóż na wygodnym fotelu.-polecił przyjacielowi i poklepał go po ramieniu.-to ci najlepiej zrobi. Poza tym.-spojrzał na zegarek.-większa cześć lotu już raczej za nami.-powiedział z uśmiechem.
-jasne. Mówiłem że zdaję się dzisiaj na ciebie.-zaśmiał się wesoło i złapał go za rękę.-prowadź.
1 711 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 801 – 1000 z 1711 Nowsze› Najnowsze»-dobrze skarbie. Uważajcie na siebie.-powiedział I ucałował jeszcze Tomo w policzek. Potem poposzedł się szybko ubrać a kiedy już się wyszykowal zabierając bento wyszedł do pracy.
-hmmm...może ja jutro zrobię do bento...-zamyslil się trochę. Kidy skończył jeść przytulił sje do ramienia Kazuo.-tęsknilem kiedy tak leżałes w szpitalu. I martwiłem się...
'A więc o to chodziło? Porozmawiamy o tym dokładniej jak wrócisz.'. Odpisał mu I wrócił do pracy bo jak zawsze z rana miał spory ruch.
-wiem...ale jednak się martwilem.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-doczekasz się.-dodał wesoło.-kocham cie Kazu.
Takano skoczył do domu tylko na chwilę. Kiedy zobaczył śpiącego Tomo uśmiechnął się lekko i przykrył go delikatnie kocem.
-ale martwiłem...byłem przerażony.-spojrzał na swoje ręce.-twoja krew przelewała mi się przez ręce i...nawet jeśli sobie poradziłem to potem miałem koszmary...że mi tam jednak umierasz...-szepnął mocno się w niego wtulając.-więc na prawdę uważaj pomagając Yabu. Twoje życie jest najważniejsze...
-chyba tak kochanie. Mam dla was mufinki czekoladowe. Są w kuchni.-powiedział i tam też poszedł zeby przygotowac obiad.
-Dobrze wujku. A na pewno dasz radę z tym festynem?
-jakoś mało chyba...miałem okropne koszmary. I znów tak będzie jeśli znów coś ci się stanie. A wtedy nie będę miał się dobrze. Więc musisz na siebie uważać.-powiedział i puścił jego rękę żeby Kazuo mógł spokojnie jeść.
-podoba.-odpowiedzieli obaj a Takano uśmiechnął się szczęśliwy.
-To chyba będzie nasz pierwszy taki rodzinny festyn.-zauważył wesoło.
Yuji odsunął się trochę przestraszony.
-To nie takie łatwe kiedy ty mi się tam praktycznie się wykrwawiałeś...-mruknął patrząc w drugą stronę.-teraz nic ci nie jest więc już nie śnię. Ale nie chcę ich znów więc...proszę...uważaj na siebie.
-oczywiście że wezmę skarbie.-zapewnił go wesoło i ucałował w czoło.-Będziemy się świetnie bawić.
-na prawdę myślisz że to było takie łatwe? Na prawdę mało brakowało a znów straciłbym bliską osobę. Jedna szmatka mniej i nie zatamowałbym krwawienia.-pociągnął nosem.-Ja wiem że teraz już jest lepiej...już jest dobrze...ale wtedy...wtedy twoje serce na moment stanęło. Nawet nie wiesz jak przerażony byłem...
-więźniem skarbie. W ilu tylko będziesz chciał.-zapewnił go wesoło.-ciesze się ze jeszcze przed wyjazdem spędzimy z Yuya trochę czasu.
-nie rozumiesz Kazuo. Zupełnie nie rozumiesz.-burknął naburmuszony.-nawet jeśli mówisz ze rozumiesz to nie rozumiesz. Mówię ci przecież ze wiem ze teraz nic ci nie jest. Ale jak próbowałem cie utrzymać przy życiu to nie było. No i...odleciał zaraz po tym jak Shuji mnie wyniósł do lekarzy. Nie widziałem jak cie wynosili a potem...potem się nie budziłes.
-możemy.-zgodził się z nim swobodnie. Ucałował go jeszcze raz i wrócił do gotowania.-ja tez nie mogę się doczekać. To będzie na pewno mile spędzony dzień.
-nie szatnazuje...-mruknął cicho wstając za nim.-a przynajmniej nie chciałem żeby tak to zabrzmiało. Ja...ja tylko nie chce cię stracić...i...dlatego chce żebyś uważał.-powiedział zaraz schulajac się po kule które mu upadły.
[Btw. Zdalam ustny angielski na 100% ^^ dostałam łatwy zestaw XD]
-na pewno tak chcesz? Bo po szpitalu mimo wszytsko zawsze jesteś trochę osłabiony. Taki wyjazd zaraz po chyba nie jest dobrym pomysłem.-zauważył spokojnie.-myślałem ze po Tokio zostaniesz w szpitalu. Tak na spokojnie.
Yuji trochę przygaszony dreptal powoli za nim. Na prawdę za nim tęsknił i nie podobało mu się ze skończyli klucac się.
[W sumie nie pamiętam jaki dokładnie wylosowałam...ale były na nim łatwe pytania ^^]
-ok kochanie. Będę cały do twojej dyspozycji.-obiecał mu to z uśmiechem i wyłożył obiad na talerze. Zrobił dla nich prosty omurice.
-um...to do jutra.-uśmiechnął sie do Kazuo kiedy ostatnia lekcja się skończyła. Wstał i zrobił jeden krok ale po chwili jedna z przechodzących dziewczyn szturchnela mu kule a on sam poleciał jak długi przed siebie.
-o proszę.-zaśmiał się I zaniósł swój zależy.
-omurice!-Yuya radośnie usiadł do stołu.
-um uważam...ktoś mnie szturchnal...-wytłumaczył się cicho. Potem już ruszył spokojnie do domu z bratem obok siebie.
-serio?-ucieszył się i również zaczął jeść.-mmmm...chyba faktycznie wyszedł.
Yuji leżał w domu z gorączką. Coś go chwyciło po tym jak poprzedniego dnia złapał go deszcz w drodze do domu. Kiedy się obudził około południa napisał do Kazuo sms'a. 'hej, jestem przeziębiony i nie jestem pewny kiedy to minie. Przepraszam że przez kilka dni nie zrobię ci bento...'
-Tomo...jak może byc lepszy skoro to ten sam?-spytał zaskoczony Takano.
-jest pyszny tatusiu.
Yuji już mu nie odpisał bo jak tylko się czegoś napił od razu znów zasnął. Nienawidził chorować a już zupełnie nienawidził mieć gorączki. Strasznie dużo wtedy spał i był marudny.
-włożyłem tyle samo.-zaśmiał się pod nosem i wrócił do jedzenia. Kiedy skończył olozyl pałeczki.-a bento było przepyszne.
-Kazuo? Sądzisz że coś takiego jest ok na gorączkę?-spytał go Shuji rzucając torbę na kanapę.
-no juz chodź maluchu. Zaraz ci pomogę. Chociaż może wujek powinien co pomoc? Bo za dwa tygodnie będzie potrzebował francuskiego.-zaśmiał się i zaczął przeglądać zeszyty Yuyi.
-no ok. Idź do niego.-Shuji poklepal go po ramieniu i padł na kanapę. Musiał zrobić lekcje. Yuji nie spał. Obudził go hałas w domu ale nie miał siły żeby wyjść z łóżka.
-ok maluchu.-uśmiechnął sie wesoło I zaczął mu wszytsko tłumaczyć.
Uśmiechnął się słabo ale szczęśliwie.
-dobrze. Trochę słabo...ale żyje. Wylize się...chyba nawet szybko.-dodał I usiadł żeby się napić koktajlu.-dziękuję kochanie...
-dobrze kochanie. Ale pamiętaj...nie przemeczaj sie....I nie wróć za późno.-poprosił z uśmiechem i spróbował deseru.-mmmm...pyszny.
-pyszne wujek!-zgodził się Yuya.
-um....-Wziął kilka łyków.-pyszny.-uśmiechnął sie.-Kazu? Przepraszam ze nie dostaniesz bento ale...um...obiad z wczoraj jest w lodówce...pomożesz mi dojść do kuchni? Odgrzejemy i zjemy...jestem głodny.-zaśmiał się cicho na koniec i kaszlnal.
Takano i Yuya jeszcze trochę posiedzieli. Potem położył malucha spać i poczekał na Tomo.
[Skipamy jakoś? Czy masz jeszcze jakieś plany?]
-ok Kazu...ale proszę...ty też zjedz.-powiedział jeszcze I wrócił do picia koktajlu. Kiedy chłopak wrócił wziął od niego talerz.-um Kazu? Juz chyba wiem co chce na urodziny...-powiedział rumieniac się okropnie.
[Byle nie rannym bohaterem XD]
-jeju Yuya bo z fotela wyskoczysz.-zasmiał się I zaparkował pod szkoła.
-um...jako że Shujiego nie będzie...bo wieczorem wyjdzie z Kenta to...chciałbym zrobić kolejny krok.-powiedział I wlepil wzrok w talerz.
-spokojnie maluchu. Będziemy może i pierwszy raz ale nie ostatni.-zmierzwil mu włoski i wziął go za rączkę.-idziemy.
-um na pewno....chce tylko żebyś był delikatny.-podniósł wzrok I uśmiechnął się lekko.-um mówiłem Ci przecież ze to nie tak ze nie chce...tylko ze się trochę boje. Bo to coś nowego i nieznanego. Ale ci ufam Kazu...wiec boje się trochę mniej.-uśmiechnął sie lekko.-jestem pewny ze chce...to źle? Nie chcesz?
-ok Tomo.-pomachal mu I spojrzał na Yuye.-no? To co robimy? Idziemy juz pod scenę?-spytał go wesoło.
Zaśmiał się pod nosem rumieniac się okropnie.
-um...wiem ze nie chcesz...dlatego ci mówię. Do moich urodzin jeszcze trochę czasu.-uśmiechnął sie do niego I zaczął jeść.
-ok ok.-zaśmiał się idąc za nim. Wybrali ładna gitarę a potem poszli pod scenę zajmując miejsca tuż przy niej aby mieć najlepszy widok.
-mou...spałem cały dzień....a teraz przecież jem.-mruknął pakując sobie trochę jedzenia do buzi.-nie jestem zmęczony. No i...jak zasnę to ty sobie pójdziesz...
Kiedy skończyli Yuya i Takano klaskac najmocniej a kiedy zszedł ze sceny oni od razu porwali go w swoje objęcia i wręczyli nagrodę.
-ale jeszcze nie idź...jeszcze jem i...i nie jestem zmęczony. Chce z tobą pobyć...-powiedział biorąc jeszcze kilka łyków koktajlu.
Takano zaśmiał się I zmierzwil mu włosy.
-byłeś swietny.-zapewnił go wesoło.-a co do planu...pytaj Yuye. On dzisiaj dowodzi.
-ale nie przemeczaj sie żebyś się całkowicie wyleczyl.-poprosił go z lekkim uśmiechem i odstawiłam pystt kubek by spokojnie wrócić do jedzenia.-właśnie...w którym meczu będziesz grał? Bo wiesz...ta nagroda wciąż czeka...
Chłopiec zamyslil się trochę i zaczął się rozglądać.
-wyścig trzynogich...ale tym razem z wujkiem.-powiedział wesoło.-bo z tatusiem juz był...
-mhm rozumiem...wiec postaraj się wygrać.-powiedział z lekkim uśmiechem. Oddał mu do polowy zjedzony posiłek.-juz nie mogę...zjedz resztę.
Takano kibicował im cały czas a potem wziął roześmianego Yuye na ręce.
-brawo maluchu. A teraz leć z wujkiem po nagrodę.-powiedział stawiając go na ziemi.
-mou...przecież nie zrobiłem nic złego. Powiedziałem tylko ze nie mogę i żebyś zjadł...jak chcesz.-mruknął smutny. Opadł na poduszki.-do niczego cie nie zmuszalem.-dodał trochę obrażony ze się go o coś takiego oskarża. Okryl się kołdrą.
-No to lecimy.-Wziął go za rączkę i ruszył w kierunku domu strachów. Uśmiechnął się też do Tomo.-a wujek nie będzie się bał?
-Kazu? Um...a zostaniesz jeszcze chwilkę? Tylko momencik.-poprosił go znów siadając. Kiedy tylko skończył mówić do pokoju wszedł Shuji.
-Yuji? Znów dostałeś ten list. W końcu pora coś z tym zrobić.-zaczął a Yuji zaczął energicznie kręcić głową.-no juz się tak nie sprzeciwiaj.-powiedział szybko starszy i pomachal koperta z której wyjął zdjęcie.-jest coraz gorzej Yuji.-podał chłopakowi zdjęcie. Młodszy nerwowo zaczął je oglądać. To był on I Kazuo kiedy siedzieli pod drzewem, z czego on sam był zadrapany cyrklem. Odwrócił je na drugą stronę a tam dość krótki tekst: 'jeśli nie chcesz skończyć jak na tym zdjęciu zostaw go. Jest nasz. Fanklub Kazuo.'
-spokojnie...jestem tu i was obu zawsze obronie.-obiecał im i przytrzymał ich ręce.-spokojnie moi drodzy.
-t...to? To nic...nic takiego...znaczy...um...-zaczął Yuji nie wwiedząc jak to wyjaśnić.
-to listy i zdjęcia z groźbami. Dostaje je odkąd się spotykacie od twojego fanklubu. Teraz jest coraz gorzej.-burknął Shuji a Yuji podał Kazuo zdjęcie.
-nie chciałem ci mówić żebyś się nie wściekł...i nie martwił...um...nie robiły nic poza wysyłaniem tego typu rzeczy...
Takano krzyknął i wtulil się mocniej w Tomo.
-tylko nie żaby...je znoszę tylko na talerzu. TYLKO!-krzyknął znów bo żabki zaczely na niego wskakiwac.
-miałem um...jak zacznie być gorzej...-powedzial cicho.
-no masz.-mruknął Shuji.-bardzo wojowniczy. Który naskakuje na twojego chłopaka. I mu grozi.
-Shuji proszę!
-skąd wiesz ze nie będzie gorzej!
-nie wiem...ale póki co to tylko groźby...czasem straszne...ale nie zrobily mi jeszcze krzywdy.
-JESZCZE.
-to było okropne...-jęknal wycierajac nogi.-nigdy więcej...nigdy więcej.-mruknął jeszcze raz.-a ty się nie śmiej.-wyselowal w Tomo palcem.-ja się z twoich lęków nie śmieje.
-na prawdę tego chcesz?-spytał Shuji kładąc mu rękę na ramieniu.-możemy odegrać parę scenek...Kenta trochę pomarudzi ale jak mu wszytsko wyjaśnię to łatwo go będzie udobruchac.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
-ale ja nie chce tego tak załatwiać! Kazuo...jesteś moim chłopakiem...to na mnie naskoczyli...i to mój...nasz problem. Nie mojego brata. Wiec...jutro idę do szkoły, możesz mnie pocałować przy wszystkich...żeby wyszły z cienia...i żebyśmy mogli to załatwic...bo...mimo wszytsko się boją. Grupka napalonych na mojego chłopaka dziewczyn chce mnie...um...chce się mnie pozbyć...
-ja ciebie tez.-powiedział z uśmiechem i przytulił ich obu.-a tobie jak się podobało Yuya?
-um...żebyś się nie wściekł...i nie martwił...-mruknął żeby się usparwiedzilic.-ale to tez twoja wina...-zaczął a Shuji wyszedł.-znaczy...um...jesteś tak przystojny i seksowny ze jakaś grupka dziewczyn zaczęła mi grozić. Na początku sie bałem ale...miałeś sam dużo na głowie i ta sprawa z Yabu i...um...tak jakoś...pomyślałem ze chcesz żebym był bardziej samodzielny i nie polegał tak na tobie...wiec...nic nie mówiłem.
-zawsze będziemy przy tobie skarbie.-zapewnił go I zmierzwil mu włoski.-ok...to teraz do następnej atrakcji.-zaśmiał się wesoło.
-ale przecież jutro już mogę iść do szkoły. Będę się czuł o wiele lepiej.-mruknął patrząc jak chłopak wstaje.-um...a buziak? W policzek chociaż...albo przytul...-poprosił rozkładając ręce.
-no to idziemy. Zrobię wam dużo zdjęć.-obiecał im wesoło i ruszył za nimi. Cieszył się razem z nimi ze tak fajnie spędzają dzień.
-przecież juz nic mi nie jest!-krzyknął za nim Yuji a potem opadł na poduszki. On normalnie wiedział że nie powinien mu mówić o tych listach. Zamknął oczy próbując zasnąć.
Takano wyjął telefon i śmiejąc się z nich nagrywał wszystko żeby było na pamiątkę. Zrobił tez kilka zdjęć żeby wstawić do albumu.
-Hej Kazuo-kun.-zaśmiał się Shuji siedzący na miejscu swojego młodszego braciszka. Uśmiechnął się do niego słodko i podal mu list z groźba. Było tam napisane żeby chłopak sam stawił się na dachu na przerwie na lunch.-tak myślę że nie będziemy musieli długo szukać.
-to może usiądziemy? I od razu coś zjemy?-zaproponowal Takano przytrzymując trochę swoje kochanie.
-jestem trochę głodny tatusiu.-zgodził się Yuya.
-jasne.-uśmiechnął sie pokazując mu peace.-myślisz ze uwierzą?-spytał poprawiając jeszcze trochę swoje włosy żeby bardziej przypominać brata.
-Tomo...wiesz ze nie powinniśmy...-powiedział przytrzymując go i prowadząc na ławkę.-odpoczniemy chwile I dopiero wtedy poszukamy czegoś dobrego do jedzenia.
-Kenta czasem się myli...ale to jak specjalnie się nabijamy.-zaśmiał się pod nosem i złapał go za rękę.-odwiedzisz nas dzisiaj? Wiesz...braciszek jest zły za to ze to ja tu jestem...
-wolałbym nie ryzykować...mimo wszystko jesteśmy w szkole Yuyi.-zauważył spokojnie.-jasne że zjemy. Tylko chwilkę odpoczniemy.
-a nie powinieneś jeszcze odpoczywać?-spytał łapiąc go łagodnie za rękę.-ok. Ale wpadnij na pewno.-uśmiechnął się i usiał prosto kiedy wszedł nauczyciel.
-więc odpocznij. Wziąłeś jakieś awaryjne leki?-spytał go od razu i pogłaskał po włosach.
Na przerwie na lunch tak jak ustalili Kazuo wyszedł przed dzwonkiem żeby się ukryć na dachu Shuji spokojnie poszedł tam po dzwonku. Przed drzwiami na dach wziął głęboki wdech i wszedł w rolę swojego młodszego braciszka.
-um...cz...czego ode mnie chcecie?-spytał widząc grupkę dziewczyn.
-nasz kochany maluch.-zaśmiał się Takano i przytulił też Yuyę.-a masz jakąś wodę żeby je popić?
-a...-Shuji zrobił krok w tył. No czegoś takiego to się mimo wszystko nie spodziewał.-K-Kazuo nie jest niczyją własnością. Sam decyduje z kim chce być...
-I na prawdę myślisz że chce się zabawiać z takim dzieciakiem!? Zostaw go!
-spokojnie. Masz tyle czasu ile tylko chcesz.-zapewnił go Takano.-Jeśli musisz odpocząć to odpoczywaj. Nie chcę żebyś miał gorsze wyniki alb w ogóle wylądował w szpitalu.
-Nie mogłeś wyjść szybciej!?-spytał Shuji mimo wszystko trochę zdenerwowany. Kiedy Kazuo przytrzymał dziewczynę z nożem Shuji do niej podszedł i wyrwał narzędzie z ręki dziewczyny.
-K...Kazuo!?-spytały dziewczyny chórem kiedy zauważyły chłopaka.
-jasne maluchu. Będziemy cię stąd widzieć, no i pewnie lepiej znasz okolicę niż my skoro chodzisz tu do szkoły.-zaśmiał się i zmierzwił mu włoski.-Idź się pobawić.
-Aha...wprost genialnie.-mruknął pokazując mu swoją rękę a zaraz przytulając się do jego ramienia.
-A...Ale...-jedna z dziewczyn zaczęła mówić.-On na ciebie nie zasługuje! Taki dzieciak...co on ci w ogóle może dać!?-wrzasnęła.
-ok...-objął go ramieniem i pogłaskał lekko.-spokojnie. Zaraz na pewno przejdzie. Zmęczyłeś się tylko.
-więc podniecają cię takie dzieciaki!?-prychnęła jedna z dziewczyn wskazując na Shujiego który ocierał krew z ręki.
-Zazdrosne!? A ko by nie był kiedy tak nas odrzucasz dla...dla niego!
-spokojnie...będzie dobrze. Poczekaj tylko trochę i odpocznij.-powiedział nadal go obejmując.-najwyżej poniose...
Dziewczyna cofnela się trochę a Shuji podszedł I złapał Kazuo za drugą rękę.
-Kazuo dość. Myślę że zrozumiały...-pociągnął go lekko.-myślę że nawet wy jesteście w stanie zrozumieć coś takiego jak miłość. Po prostu skończcie z tym zauroczeniem i znajdzecie sobie kogos kto jest wami zainteresowany. Kazuo nie jest. Tak wyszło ze...woli chłopców.-wzruszył ramionami. Cześć dziewczyn pokiwała nieśmiało głowami.
-Yuya jest szczęśliwy...jeśli będziesz bardzo źle się czuł...zawsze możemy wwrócić do domu wcześniej.-powiedział z lekkim uśmiechem.
Kiedy dziewczyny wyszły odetchnal głęboko i usiadł.
-myślałem ze mnie zabija...powinieneś wyjść jak tylko wyciągnęły nóż...-westchnął trzymając chusteczkę przy dłoni.-myślę że już dadzą sobie spokój...
-no może trochę.-zgodził się śmiejąc się pod nosem.-jeśli chcesz w mieście to możemy.-dodał z uśmiechem.-a na razie odpoczywaj.
-potknąłby się I poleciał im na nóż.-zgodził się.-Kazuo? Nie wyleczyles się do końca, prawda? Widziałem ze ręką ci się trzęsla od trzymania noża. Na pewno dasz rade grać?-spytał unosząc brwi.
Takano posunął się trochę i pozwolił Tomo spać z głową na jego udach. Kiedy Yuya do nich wrócił wziął Tomo na ręce i zaniósł do samochodu.
-ale chyba wolałbys zeby zobaczył cie w pełni sił, nie? Oszczędzaj rękę żeby wypaść jak najlepiej skoro cie rwie przy gwałtownych ruchach. No i...chyba macie jakichś zastępców za ciebie, co?
-No...przemyśle to jeszcze.-zaśmiał się zerkajac na niego.-no juz ze .na kilka razy jeździłes wiec chyba tak. Będę asekurowal kierownicę żeby w nic nie wjechał.-dodał wesoło.
-no ok. Jutro Yuji jedzie zdjąć gips...wiec w sobotę będzie ci kibicował z całych sił.-zaśmiał się I przeciągnąl lekko.-ja tez trzymam kciuki.
-no juz spokojnie maluchu.-zaśmiał się jadąc dalej. Kiedy dojechali do Yukan i byli niedaleko domu pozwoli się Yuyi przesiąść na swoje kolana a kiedy zaparkowali zmierzwil mu włoski.-bardzo ładnie.
Shuji zaśmiał się wesoło.
-jemu też kibicuje...a co do tego najlepszego pałkarza...nawet nie wiesz jak często się z niego nabijam jak po wygranym meczu dostaje nagrodę.-zachichotal pod nosem i wszedł do klasy.
-Ja!-Yuya roześmiał się radośnie i wyrzucił kolejna szóstkę.
-no...wiesz ze ja w to kiepski jestem.-dodał Takano.-jak ci się spało kochanie?
-hej Kazu.-od razu rzucił kule i objął go mocno.-Shuji mi opowiedział ze juz rozwiazaliscie problem. Nawet nie wiesz jak się martwilem.-powiedział cicho.-zjem.-dodał z uśmiechem i kiedy go puścił zachwial się lekko.-a po sobotnim meczu może przyjdziesz do mnie na grillowana rybkę?-zaproponował.
-właśnie skarbie. Było bardzo fajnie. Yuya zaparkował samochód.-zaśmiał się wesoło I kolejna jedyna ruszył pionek do przodu.
Uśmiechnął się do niego szczęśliwy. Usiadł obok niego I oparl się delikatnie.
-ale one ci nic nie zrobily, prawda?-spytał zerkajac na niego.-bardzo cie kocham Kazu.
-mamy bardzo zdolnego synka.-zaśmiał się zaraz radośnie wprowadzając pionek do domu.
-mhm...to dobrze. Na prawdę się ciesze...ze juz będzie spokój.-uśmiechnął sie wesoło.-Kazu? Pocaluj...-poprosił układając usta w dziubek.
-zobaczysz że jeszcze cie przegonie.-zaśmiał się ruszając jednym ze swoich pionkow.-skarbie? A co byś chciał na obiadokolacje?-spytał Tomo zerkajac na niego z uśmiechem.
Yuji nie chciał być gorszy. Bardzo się starał 'dogonić' starszego od siebie chłopaka. Kiedy się od siebie odsuneli uśmiechnal się do niego słodko.
-tak jest ok?-spytał nieśmiało.-bo ja...lubię się z tobą całować. Bardzo cie kocham Kazu...-dodał wtulajac się w niego.
-wiec naleśniki i kakao. Jak juz Yuya mnie pokona to pójdę zrobić.-obiecał z uśmiechem.
-wujku a zagrasz ze mną?
-a ja nie chce żeby tobie działa się krzywda.-powiedział wtulajac się w niego mocno.-będę. Bardzo chce żebyście przeszli dalej. I jak wygracie to będę miał wolne mieszkanko na weekend.-zaśmiał się.-a jak nie...to będę musiał zrobić więcej rybki.
-to następnym razem wezmę twoje.-zaśmiał się I wyszedł do kuchni. Przyszedł do nich jak obaj mieli w domkach po dwa pionki. Niósł talerz juz pozawijanych naleśników i kakao.
-czemu okropny? Zrobił coś dzisiaj?-spytał wesoło.-wiec musicie wygrać jeśli chcesz żebyśmy byli sami.-zaśmiał się.-będę ci kibicował. Obiecuje.
-no nieźle sobie radzicie.-zaśmiał się Takano obserwując ich grę i pijąc swoje kakao.
Yuji potrząsnął nerwowo bratem zmuszając go do wyjaśnienia mu całej sytuacji. Przecież nie był głupi i zauważył ze coś jest nie tak. Przez kolejne dwie rundy nerwowo oglądał mecz. Dzięki bazowym (nawet jeśli oglądam Ace of Diamond to nie wiem czy dobrze ogarnęłam XD) całkiem sprawnie szlo zdobywanie autów wiec drużyna przyciwna nadal była w tyle.
[No jedno z lepszych sportowych XD a teraz będzie tylko ciekawiej XD]
-moi dwaj kochani mężczyźni.-zaśmiał się Takano.-ale zjedzcie trochę bo wystygna.-dodał jeszcze.
Yuji pomimo zmartwienia kibicował Kazuo krzycząc na całe gardło. Miał tylko nadzieje ze po meczu chłopak porządnie odpocznie.
[Pierwsze 3 odc do powtórki pierwszego sezonu XD a tak to jest ciekawie...mimo braku senpaiów XD]
-przecież to zlykle naleśniki.-zaśmiał się.-ale dziękuję. Jedzcie spokojnie, ja zjadłem jak smażyć..-dodał pijąc tylko swoje kakao.
Yuji czekał na niego przy wyjściu chodząc nerwowo w kolko.
-Yuji usiądź bo w głowie mi się kręci.-jeknal Shuji.-uspokoj się bo zwymiotuje.-dodał zamykając oczy
-jak mam się uspokoic skoro wiem coś mu jest? I zatail to przede mną.-zauważył stając na moment.
-ty mu nie powiedziałeś o listach.
-a...no dobra. Ale nadal...to co innego.
-aj...będzie dobrze. Wygrali wiec jest dobrze. Nie martw się tak i usiądź.-Shuji pociągnął brata na ławkę.
-dziękuję maluchu. Ciesze się ze ci smakuje.-zmierzwil Yuyi włosy a Tomo ucałował w policzek.-dzisiaj był długi dzień...ale bardzo przyjemny. Zrobiłem wam dużo zdjęć i nagrałem filmiki.
-Kazuo?-Yuji zerwał się z ławki i podbiegł do niego.-ty głupku...nie jesteś w stanie nawet iść prosto. Nie powinieneś dzisiaj grać, prawda? Głupek...-pokręcił głową podtrzymujac go żeby nie upadł.-nagroda będzie musiała poczekać...dzisiaj się tobą po prostu zaopiekuje.-powiedział spokojnie.
-tylko nie za długo, pilnuj piesków i uważaj na siebie.-poprosił go I objął Tomo ramieniem.-teraz mogę cię potulic ile tylko chcesz.
-ech...no dobra. Chodźmy juz.-poprosił pomagając mu iść z pomocą Kenty i Shujiego.-i zobaczyłem. Byłeś swietny.-zapewnił go ze mu się podobało.
Pomachal jeszcze Yuyi i objął mocno Tomo.
-jasne ze pokaże. I filmiki tez.-obiecał mu.-ale już wiem że mimo wszystko będziemy musieli uważać na naszym miesiącu miodowym.
-jasne ze tak. Zaopiekuje się nim, a zaraz pewnie i tak zaśnie.-poklepal brata po ramieniu.-wy się nie martwcie i idźcie.-dodał z uśmiechem.
-Nie jestem kochanie. Tak po prostu jest. Ale wiem ze mimo to będziemy się świetnie bawić.-powiedział tuląc go i głaszczac po plecach.-bardzo cie kocham skarbie. Nigdy cię nie zostawię.
-jasne, jasne. Nie martw się o mnie, dam sobie radę.-pomachal mu jeszcze i potem wrócił do Kazuo. Usiadł przy nim na podłodze i pogłaskał go po włosach.-potrzebujesz czegoś?-spytał zmartwiony.
-spokojnie kochanie. Najważniejsze że będziemy się dobrze bawić. I na pewno będziemy.-zapewnił go wesoło.-nawet jeśli nie zobaczymy wszystkiego to będzie fajnie. Wiem ze będzie.
-mhm...-wstał na moment.-połóż się na plecach. Zaraz przyniosę dodatkową kołdrę...i się do ciebie położę.-obiecał pomagając mu trochę i zaraz biegnąc do swojego pokoju. Wrócił z kołdrą która okryl Kazuo i wtedy położył się przy nim obejmując go delikatnie.-byłeś super...wiec teraz odpocznij.
-ja tez kocham nasza mała rodzinkę. Zobaczysz że będzie w niej dużo ciepła i miłości...bo wszyscy sje bardzo kochamy.-uśmiechnął sie lekko.-I póki Yuya jest szczęśliwy...I nic złego mu nie robią z naszego powodu...to jest dobrze.
-to dobrze...masz dobra drużynę Kazu. Nie musisz wszystkiego brać na siebie.-powiedział głaszczac go po policzku I ucałował delikatnie jego usta.-um...a...a jutro jak będziesz się lepiej czuł to dostaniesz większą nagrodę...-powiedział chowając zarumieniona twarz w jego torsie.
Takano nie mógł powstrzymać cichego śmiechu.
-wybacz...po prostu się tego nie spodziewałem. Ale kotek...dopiero wstałeś z łóżka po tym jak padłes całkowicie wykończony. Jesteś pewien?-spytał głaszczac go delikatnie po policzku.-bo wiesz ze ja zawsze jestem chętny...a teraz tylko bardziej mnie kusisz...
-ech...głupek...przecież nie musiałeś.-zaśmiał się.-um...tylko się nie śmiej.-poprosił jeszcze bo tego chyba bał się najbardziej.
-no ok. Ale taki dość szybki numerek. Żeby zdążyć zanim Yuya wróci.-powiedział wstając I biorąc go na ręce.-nie umiem ci odmówić.-zaśmiał się jeszcze.
-um...dziękuję.-powiedział równiez zamykając oczy i usypiajac.
-wiec obiecuje się za bardzo nie bawić.-zaśmiał się kładąc go na łóżku i oblizujac lekko usta.-w końcu na prawdę nie chcemy być przyłapani.-zaśmiał się zdejmując z niego spodnie.
Yuji wesoło szykował typowe japońskie śniadanko. Zupkę miso, ryż, tamagoyaki i smażonego wegorza. Kiedy zauważył ze chłopak się obudził uśmiechnal się do niego.
-jak się czujesz? Dasz rade wstać czy śniadanie do łóżka?-spytał wesoło.
Takano uśmiechnął się w myślach i bez zbędnego ociagania się zaczął dawać swojego kochania przyjemność. Od razu wsunal w niego jeden palec żeby go przygotować.
-ale nadal boli.-zauważył.-Kazuo na prawdę mogłeś zjeść z łóżku.-wywrocil oczyma kładąc na stoliku miseczki z miso i siadając.-Shujiego nie będzie do wieczora wiec się tobą zaopiekuję.-obiecał mu z uśmiechem.
-ja ciebie tez.-zapewnił go z uśmiechem i wsunal drugi palec.-bardzo bardzo cie kocham.
-ale jak zjesz to wrócisz do łóżka.-polecił mu I uśmiechnął się lekko.-itadakimasu...-powtórzył I zabrał się za jedzenie.-um...mam nadzieje ze ci posmakuje...
-kotek...ale to dopiero dwa palce...będzie cie bolało a tego na prawdę nie lubię.-powiedział muskajac jego usta swoimi.-Yuya mówił ze nie będzie go godzinę...chyba aż tak nie musimy się spieszyć.-zaśmiał się powoli wsuwajac trzeci palec.-no I niestety dość ciasny misiu...
-um no...no dobra.-zgodził się z rumianymi policzkami.-ale wyjdę z łóżka trochę wcześniej...żeby przygotować obiad. Będzie grillowana rybka tak jak obiecałem.-powiedział biorąc sobie jedno tamagoyaki bo je uwielbiał.
-no właśnie widzę.-wywrocil oczyma I zaśmiał się pod nosem.-chwilę kotuś...-ucałował go w policzek I po kilku ruchach palcami wyjął je powoli zabrał się za zdejmowanie własnych spodni.
-wiem. Nie mowie żebyś został. Przecież jutro idziemy juz do szkoły.-zauważył wesoło.-ale wieczora jeszcze nie ma.-dodał kończąc swoją porcje.
Zadrżal lekko pod jego dotykiem.
-dziwisz się?-spytał śmiejąc się pod nosem zsuwając z siebie bieliznę.
-widziałeś?-spytał pozytywnie zaskoczony.-bardzo mi się podobało. Byłeś swietny. Ale nawet nie wiesz jak się zmartwilem kiedy zszedłes z boiska. Wiedziałem ze coś jest nie tak...-powiedział pijąc herbatę.
-mou...nie sądzisz że nie mamy na takie coś czasu?-jeknal patrząc na poczynania partnera.-misiu?-jeknal jeszcze raz z odczuwanej przyjemności.
-bylem cały czas w tym samym miejscu...znalazłem sobie fajny przy barierce żeby cię dobrze widzieć...-powiedział odkładając kubek.-um...widziałem...jak ledwo idziesz.-przyznał szczerze.
-no dobra kotuś..kładź się.-poprosił pchając go delikatnie na poduszki. Uniósł lekko jego biodra i od razu w niego wszedł.
-w takim razie po co mnie szukałeś? Powinieneś skupić się na grze a nie...
Takano poruszał się w nim szybko i rytmicznie a dłońmi łapczywie wodził po całym ciele partnera.
-um ciesze się...że byłem dla ciebie wsparciem i w ogóle.-uśmiechnął się do niego słodko.
-Ja ciebie też misiaczku.-zapewnił go z wesołym uśmiechem. wyszedł z niego i położył się na brzuchu obok chłopaka.-mmmm...miło było.
-um...zrobiłem dwie porcje...-powiedział trochę smutny.-na obiad zrobię więcej, obiecuję.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.
-ja też wezmę sobie prysznic.-powiedział i spojrzał na zegarek.-chyba zdążę jeszcze tutaj ogarnąć. Dasz radę wstać?
-um...no nie.-skinął nieśmiało głową.-wiesz...przez tyle lat nauczyłem się robić równo dwie porcje...
-jasne kochanie.-napisał szybko wiadomość do Yuyi i podszedł do Tomo biorąc go na ręce.-chodź. bo ledwo stoisz.-zaśmiał się.
-um...dzięki...-bąknął zarumieniony.-więc na obiad zrobię więcej...
-jasne skarbie.-odparł z uśmiechem.-jak tylko wezmę prysznic.-dodał zaraz wchodząc do kabiny.
Takano spod prysznica wyszedł dość szybko. Przyniósł Tomo dresik I poszedł posprzątać w sypialni.
-mou głupi...teraz najważniejsze żebyś odzyskał siły. A skoro ci smakuje to zrobię więcej.-powiedział wstając I zbierając ze stołu.-a teraz ładnie wracaj do łóżka. Za chwile do ciebie dołączę.
-Nie wolisz iść do łóżka?-spytał juz ubrany w dres. Usiadł sobie w fotelu.
-um...-zarumienl się lekko i poszedł pozmywac. Potem położył się przy Kazuo.-odpocznij sobie jeszcze dzisiaj.
-Yuya jeszcze nie wrócił.-powiedział I uśmiechnął się do niego.-odpocznij sobie.-dodał przenosząc się ją podłoge obok kanapy.
-um...podoba Ci się taki dzień?-spytał wtulajac się w niego.-bo mi tak. Lubie kiedy jesteśu mnie.
[Skipne do tego Tokio, ok?]
W Weekend tak jak zaplanowali pojechali do Tokio. Kiedy dojechali najpierw odwiedzili sklep z garniturami żeby odebrać zamówienie.
Uśmiechnął się do niego lekko i wtulil mocniej.
-Um...Kazu? Bo...um...ja...-zarumienil się okropnie wiec schował się w torsie chłopaka.-um...ta nagroda...chciałbym ci ja dać...-zaczął cicho.-a ta nagroda to...um...taki krok do przodu um...bo...chciałbym ci zrobić loda.-zakończył czując jak płonie ze wstydu.
-mhm fajnie jest.-zgodził się jedząc swoje lody kiedy siedzieli na ławce i odpoczywali.
-tatuś a pójdziemy potem na kolejkę górską?-spytał Yuya wesoło macha jąć nogami.
-um...ok. Ale jak coś to...proszę nie śmiej się.-poprosił go jeszcze i oddał pocałunek.-to...um...-zjechał dłonią niżej i złapał dość nieśmiało za jego przyrodzenie masujac je przez materiał spodni.
-mou...ja nie krzyczę.-zaśmiał się wesoło I skończył jeść swoje lody.-ale uważaj na siebie będąc na dole.-poprosił.
Yuji poruszał dłonią dość nieśmiało a kiedy poczuł ze Kazuo juz dość sporo urósł zsunal się niżej. Przełknal dość głośno ślinę i odpial zamek od jego spodni. Zsunal je niżej razem z jego bokserkami. Wziął jego penisa do ust wciąż masując jego jądra.
-od małego jeżdżę na takich rzeczach. I to prawie codziennie jeździłem. Juz nie krzyczę.-zaśmiał się.-porobić nam zdjęcia.-poprosił wesoło.
Widząc reakcje chłopaka poczuł mały przypływ odwagi. Uniósł się trice żeby possać jego główkę.
[Co ty kombinuje jak oni za tydzień mieli brać ślub? -.-]
Podróż kolejka skończyła się dość szybko. Takano trochę przerażony zauważył brak chłopaka za to leżący na ziemi aparat a kawałek dalej telefon.Chwycił Yuye za ręce i pobiegł dalej.
-Tomo!?-krzyknął widząc jak chłopak jest trzymany przy ścianie przy jakiegoś faceta. Bez zbędnych ruchów podszedł do niego i walnął go w twarz.
Yuji zarumienil się okropnie. Miał mnóstwo czasu żeby się nauczyć. Przyspieszył trochę I wziął go na głębokie gardło lizac go i ssac. Kiedy Kazuo wytrysnal polknal ile zdołał ale trice pocieklo mu kącikiem ust.
[Ale ze ja? No mam zamiar nauczyć się jeździć...i trochę popracować.]
Takano zanim mu odpowiedział walnął go jeszcze raz. Dopiero wtedy złapał go mocno za kołnierz.
-twoja zabawka? Raczej mój narzeczony. Wiec spierdalaj zanim wkurwie się bardziej.-warknal.
-mou...-zarumienil się okropnie i okryl dłońmi swoje krocze żeby Kazuo nie zauważył ze on sam też się podniecil.-um...umiem tylko tyle ile Shuji...uczył mnie teorii...
[Wysyłać XD nie będę przecież tyle jeździć XD]
-juz...juz idę.-rzucił trzymane mężczyznę i podszedł do Tomo.-kochanie? Co ci zrobił?-spytał przytulając go delikatnie.
-um ja...ja tylko starałem się żeby było ci przyjemnie...-powiedział zaraz drzac trochę.
[Nie ma sie pieniędzy XD po co mam jeździć skoro mogę wysłać]
-juz dobrze...on już nic ci nie zrobi.-zapewnił go cicho i objął tez Yuye.-juz dobrze maluchu. Nie zrobiłeś nic złego. To ja przepraszam...pewnie się wystraszyłes...
-ciesze sie ze ci się podobało...starałem się.-powiedział I również musnal jego usta swoimi-um...-Yuji skinął lekko głową.-pozwolę...-dodał cicho.
[Ja bym bardzo chętnie pojeździla ale no....będę slac XD]
-jasne ze tak. Wiele razu mną się zajmował. Będzie dobrze.-zapewnił ich ciągle tulac ich do siebie.-będzie dobrze.
Yuji jeknal cichutko czując usta Kazuo. Zakryl twarz dłońmi I opadł na poduszki. Nie sądził ze będzie odczuwal taka przyjemność.
-unnnnnnn....-jeknal trochę głośniej.
-Ja? W nic...tylko nadgarstki mam zdarte. Ale Tomo...-powiedział nadal jednak nie puszczając chłopaka bo czuł jak ten się w niego wtula.
Yuji raz jeczal ciszej raz głośniej w zależności od tego gdzie i jak dotykał go Kazuo. Było mu na prawdę dobrze.
-um...jesteś w tym...na prawdę...świetny...
-um no dobrze...-wziął Tomo na ręce.-będzie dobrze kochanie.-uśmiechnął się do niego lekko i ruszył za bratem.-Ren się tobą zajmie.
-um prawda bo...jest mi tak dobrze...-powiedział rumieniąc się jeszcze bardziej.-więc nie każ mi dłużej czekać...-poprosił cicho.
-ech Ren...dlaczego ty mi to robisz co? Wiesz że zaraz zacznie wypytywać i znając życie walnie jakąś głupotę.-burknął sadzając Tomo obok siebie i obejmując go ramieniem.
Yuji dochodząc jeknął dość głośno. zakrył usta zażenowany własnymi reakcjami.
-um...dziękuję...-bąknął cicho.-było...miło...-dodał jeszcze ciszej.
-spokojnie kochanie, jestem tu.-zapewnił go i złapał za dłoń.-jestem tuż przy tobie a Ren ci krzywdy nie zrobi.-dodał spokojnie.
-Na prawdę się cieszę że ci się podobała.-powiedział z uśmiechem i po tym jak podciągnął i zapiął spodnie również go objął.
Takano patrzył zmartwionym wzrokiem to na Tomo to na Rena. Starszy z braci zaczął go uważnie oglądać.
-Tomo otwórz buzię.-poprosił go a kiedy i tam zajrzał westchnął ciężko.-chyba bez prześwietlenia się nie obejdzie...
-zawsze będę tam ci kibicował. I zawsze będę czekał po meczu.-zapewnił go wesoło.
-jasne że pojadę. Przecież powiedziałem że cię nie zostawię kochanie.-powiedział cały czas trzymając jego dłoń.
-mou...nie wylądujesz.-klepnął go w ramię.-i koniecznie musisz mnie zobaczyć.-zaśmiał się wesoło.
-ponieść cię kochanie?-spytał Takano wstając. Pogłaskał trochę Tomo po włosach.-będzie dobrze...
-Mou...po prostu musisz!-zaśmiał się obejmując go mocno. Był na prawdę szczęśliwy z Kazuo przy sobie.
Takano skinął głową i z Tomo na rękach poszedł za Renem. Niósł Tomo także w szpitalu idąc spokojnie za bratem.
-Mhm...pogłaskał go po włosach.-to może teraz sobie pośpisz a ja zrobię obiad?
-i jak? Co jest?-spytał cicho brata żeby nie obudzić Tomo. Cieszył się że chłopak w końcu usnął.
-Nie będę.-powiedział kręcąc głową.-musisz odpocząć.-dodał wesoło.
-roger.-uśmiechnął się lekko.-nie pozwolę. Jak się obudzi to mu to wszystko powtórzysz.-dodał głaszcząc chłopaka po włosach.-chciał zaśmiewać na naszym weselu ale to mu chyba nie wyjdzie...
-ja ciebie też.-poleżał z nim jeszcze chwilę po czym poszedł do kuchni.
-to nie będę się kłóciło z jego lekami?-spytał wskazują na podane przez brata tabletki.-ech...zostaniemy. Chyba nie za bardzo mamy wybór...
-dziękuję...-odparł z lekkim uśmiechem. Na domowym grillu elektrycznym smażył rybkę.-zrobiłem trochę więcej...
Takano wyrecytował wszystkie leki brane przez chłopaka. Tyle razu już je kupował że jakoś zapadły mu w pamięci.
-i co? Nie będą się kłóciły?
-ale potem być prosił o dokładkę a ja bym nie miał..-powiedział kładąc zaraz na stole dwa talerze z rybką.
Takano pokręcił przecząco głową.
-niby chętnie...ale czułem alkohol od tamtego kolesia i na prawdę nie chcę żeby Tomo się wystraszył. Po prostu położymy się spać.-przeprosił brata.-ale obiecuję z tobą wypić na moim weselu.
Yuji zaśmiał sie cicho i również zabrał się za jedzenie.
-um...i jak? Smakuje?
-jasne...przy kawie spoko.-zgodził się sadzając Tomo przy sobie i całą drogę obejmując go ramieniem.
-nawet nie wiesz jak się cieszę ze ci smakuje.-powiedział wesoło.-trochę się stresowałem że ci nie posmakuje...
-ech...no i niby jak ja mam mu to wyjaśnić?-westchnął i położył Tomo na rozłożonej kanapie. Okrył go delikatnie kołdrą i odgarnął włosy z twarzy. Potem wziął Yuyę na kolanka żeby go przytulić.
-Mou...-chłopak zarumienił się okropnie.-um...chyba nie umiem tak wskazać. Ale ta rybka chyba najlepiej mi wychodzi...
-wiem że się bałeś ale już dobrze. Wujkowi nic nie jest. Śpi sobie teraz. Jutro na pewno zje to co dla niego zrobiłeś z dziadkiem.-zapewnił malucha.
-um...no to nie wiem...chyba qyoze.-uśmiechnął się lekko.
-jasne że zjem.-uśmiechnął się do niego.-o...dziękuję Yuyuś...że je zabrałeś.-uśmiechnął się do niego.
-mhm...gyoza.-skinął głową i z rumianymi policzkami wrócił do jedzenia.
-nie maluszku...to nie tak...-powiedział głaszcząc go po włosach i zastanawiając się jak mu to wyjaśnić.-traktowanie kogoś jak zabawkę to...robienie z kimś to co się chce...nie zważając na uczucia tego kogoś...
-um...co to?-spytał odbierając od niego pudełko.-co zrobiłeś? Przecież nie musiałeś...
-nigdy nie zrobię. Nigdy.-zapewnił chłopca i przytulił mocno do siebie.-a teraz połóż się do wujka, przytul go a ja pójdę się czegoś napić.-powiedział i zmierzwił chłopcu włoski.
-Dziękuję Kazu...-uśmiechnął się do niego wesoło.-ale na prawdę nie musiałeś.-dodał wkładając bento to torby.-zjem na przerwie na lunch.-obiecał.
-no braciszku...-westchnął takano wchodząc do kuchni.-daj mi z pół piwa.-powiedział w końcu.-jednak muszę się napić.
Yuji już mu nie zwracał uwagi. Klepnął go tylko kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę na lunch.
-idziemy na dach?-spytał wesoło.
-tak jakos...adrenalina opadła i chyba jednak muszę się napić...-mruknął biorąc spory łyk piwa.-ciesze się ze nic mu nie jest. Ze na prawdę będzie dobrze i ze do ślubu będzie mógł mówić.-westchnął opierając się o blat.
Wziął swoje bento I to dla Kazuo i złapał go za rękę. Kiedy już wyszli na korytarz.-jak ci się spało na tych dwóch matematykach?
-wiem Ren...ale co ja mogę? Nie wiem nawet co to za jeden. Spralelem go bez zbędnych formalności.-westchnął.-jutro się spyta Tomo...i wtedy można iść na policje.
-mou...-zaśmiał się wchodząc na dach i siadając przy jednej ze ścian.-ja nie mogę Kazu.-wywrocil oczyma.-ale spanie z tobą mogę próbować zawsze.-zachichotal podając mu bento które dla niego zrobił a sam otworzy to które dostał od Kazuo.
-zaraz zaraz Ren...zwolnij.-powstrzymał go ruchem ręki.-Takim jednym? W sensie ze z facetem?-powtórzył zaskoczony nie na żarty.-wiesz...w sumie to sam nie wiem. Tak...wyszło. Można nawet powiedzieć że byłem tak uparty ze w końcu się zgodził. Wiesz...był wtedy ranny, zająłem się nim...na prawdę nie wiem kiedy to on zaczął coś do mnie czuć. Musiałbyś się go spytać.-zaśmiał się trochę zazenowany.
-jej...Kazu na prawdę nie musiałeś...dziękuję...ale nie musiałeś...-powiedział bo przecież nikt nigdy wcześniej dla niego nie gotowal. Wziął w dłonie pałeczki i spróbował jednego pierożka.-no...dobre. na prawdę smaczne.
-wiesz...bo mój związek z Tomo to...no na prawdę nie wiem kiedy to zaczęło być tak poważne.-przyznał szczerze I usiadł na przeciwko niego.-ok...pomogę jak tylko mogę tylko...potrzebuje więcej szczegółów i...w czym konkretnie chcesz mojej pomocy.
-I jak na pierwszy raz są na prawdę dobre. Dziękuje.-ucałował go w policzek Iwwrócił do jedzenia.
-o wiec juz ze sobą chodźcie?-spytał biorąc łyk piwa.-no więc...podstawą jest chyba to czy będziesz na górze czy na dole.-zmierzwil sobie włosy.-bo wiesz...nie wiem jak to u was wygląda...
-to ja się cieszę. Juz dawno nic dla mnie nie gotowal...no nie licząc deseru od ciebie.
-aaaaa...przepraszam. Z mojej winy się z nim nie spotkałeś. Ale wyjaśniłes mu czemu nie dasz rady?.-powiedział znów biorąc łyk piwa.-na odwrót braciszku.-zaśmiał się I poklepal go po ramieniu.-no w ramach tego ze sie z nim nie spotkales dostabiesz przyspieszony kurs.-zaśmiał się.-bo w sumie to nic strasznego...jeśli będziesz na dole to on się wszystkim zajmie...jeśli będziesz na górze...to..no chyba wiesz gdzie lubisz być dotykany nie? On tez jest facetem wiec tez będzie odczuwal tam przyjemność. To dość logiczne. I...rada od brata pamiętaj o czymś do nawilżenia. No wiesz...żeby go przygotować. I ten...powoli w niego wsuwasz najpierw jeden palec...potem dokładasz drugi potem trzeci. Potem możesz wejść i have fun. Pytania?
-dziękuję.-uśmiechnął sie do niego. Wyjmując z kieszeni sok żeby się napic.-jestem z tobą na prawdę szczęśliwy.
Takano zakrztusil się akurat pitym piwem. Nie spodziewał się tak młodego chłopaka.
-hej...-przywitał się z nim i spojrzał zaskoczony na brata.-miło poznać...-dodał odsuwajac niedopita szklankę z piwem. Wolał nie ryzykować kolejnym zakrztuszeniem.-wiesz co Ren? Ja ci chyba dokładniejsze instrukcje na maila wyślę...-stwierdził nadal nie mogąc wyjść z szoku.
-um...ok. Ale uważaj na siebie, dobrze? Na prawdę...musisz.-powiedział wtulajac się w niego.
Takano pokręcił tylko głową i westchnął ciężko.
-nie wiem co ci mój brat nagadal...ale jestem Japończykiem.-zaśmiał się I szybko dopil piwo.-wyglądasz na młodego...student? Co studiujesz? I pytanie które mi biega po głowie...jak wy się w ogóle poznaliscie?
-um...dziękuję Kazu. Na prawdę chce cię mieć całego i zdrowego. W końcu obiecałeś pójść na moje zawody.
-no pięknie...-westchnął próbując przetrawic te wszystkie informacje.-i niech zgadne Ren...schlales się tak jak się dowiedziałes o zdradzie laski z którą akurat byłeś?-strzelił w ciemno.-no...Kaneki...to twój pierwszy związek z facetem? Bo dla Rena to pierwszy...wiele juz przeszedł problematycznych związków z kobietami, wiec jako jego brat, proszę cię żebyś się nim zaopiekowal...i czasem był wyrozumiały.-zaśmiał się I poklepal chłopaka przyjaźnie po ramieniu.
-um...ja ciebie tez. Bardzo.-uśmiechał się do niego wesoło. Jak tylko zjadł położył się przy nim robiąc sobie z jego torsu poduszkę.
-spokojnie. Nie oskarżam cie o nic.-zapewnił go Takano.-po prostu proszę cię żebyś uczuciowo zaopiekowal się moim bratem...powiem wprost, po prostu nie chce żeby znów ktoś go zdradził.-powiedział prosto z mostu. Objął Tomo który usiadł mu na kolanach.-powinieneś leżeć kochanie...i przez kilka dni nie powinieneś mówić...-powiedział głaszczac go po włosach.
-fajne marzenie.-zaśmiał się patrząc na wskazana przez chłopaka chmurę.-a tamta wygląda jak potwór morski.-wskazał na chmurkę kawałek dalej.
-a...jasne jasne. Kochanie mojego brata przyniosło curry. Ren je właśnie podgrzewa. No i Yuya z moim tata zrobili kanapki i babeczki. Masz aż trzy opcje wiec możesz wybierać.-powiedział wesoło.-pokaż na palcach która opcje wybierasz.-poprosił I ucałował go w policzek.
-hmmm...-pomacał trochę jego mięśnie.-no...po pewnych trudnościach.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-mój silny mężczyzna na pewno dałby rade.
-Ren, Tomo tez by zjadł curry ale chce też babeczki.-powiedział do brata a jak przeczytał wiadomość z telefonu zamyslil się.-wiem jak ja lubisz...i jak bys ja teraz chciał...ale Ren raczej nie ma odpowiednich składników. Przepraszam.-powiedział tuląc go do siebie.-ale w domu na pewno ci ja zrobię. I to ile tylko będziesz chciał.-zapewnił go.
-wow...rozumiecie się praktycznie bez słów...-zauważył Kaneki.
-a właśnie braciszku...na zaproszeniu na mój ślub miałeś ładnie napisane z osobą towarzysząca.
Yuji roześmiał się wesoło by zaraz mocno go przytulic.
-ale przecież nie może być za łatwo nie? Bo nawet jeśli jesteś silny...to potwór jest od ciebie większy i silniejszy, nie?
-cóż...Tomo chciał chyba przez to powiedział żebyś nie gadał głupot. Bo jeśli jesteś z moim bratem...to już jesteś jak rodzina.-zaśmiał się cicho.-Jedzcie razem i spędzicie trochę czasu w stanach.-dodał i wziął swoją miseczkę.-pyszne...-stwierdził zaskoczony.-no Ren...chyba jednak będziesz żył.-zaśmiał się pod nosem.
-mou..jaką znowu ksiezniczke?-spytał trochę niezadowolony.
-dlatego chyba na prawdę ma szczęście ze na ciebie trafił.-roześmiał się Takano.-wiesz...na urodziny zyczylismy mu żeby w końcu sobie kogos znalazł...
-dając mi cały kartonik gumek...-burknął Ren.
-które teraz do niczego ci się nie przydadzą. W każdym razie...życzenia się spełniły, nie sądzisz Tomo?
-mmm...-oddał mu pocałowałunek a potem klepnal go w ramię.-no tylko nie damo! Kazu...na prawdę tego nie lubię...-dodał muskajac jego usta.
-co, co, co?-spytał bo nie zauważył co tam jego kochanie pisze. Zjadł swoje curry I odłożył miseczkę. Przytulił Tomo mocniej do siebie.
-kocham cie.-powiedział mimo wszytsko szczęśliwy. Objął go ramionami.-bardzo.
-ok....-zaśmiał się tulac go do siebie. Pogłaskał go po włosach.-wiem ze dzisiaj mieliście się spotkać...wiec na prawdę proszę żebyście obaj przyjechali na nasz ślub i zostało w stanach trochę dłużej. Spędzicie sobie miło czas...obaj zrobić sobie takie małe wakacje.
-ok...-powiedział trochę niezadowolony bo fajnie mu się tak leżało. Wstał i po tym jak pozbieral pudełka po bento ruszył na zajęcia.
-nam ciebie tez.-zapewnił go Takano z uśmiechem.-co prawda nie spodziewałem się tego po moim bracie...ale ciesze cie jego szczęściem.-powiedział I jeszcze raz przyjaźnie poklepal go po ramieniu.
-ale mówiłeś dobrze...-powiedział Yuji z lekkim uśmiechem. Nie mówił jednak nic więcej żeby nauczyciel nie wziął tez jego do tablicy.
-e tam...nie jest najgorzej. Ale szczerze Ren? Na prawdę nie spodziewałem się tak młodego chłopaka. Myślałem że to ktoś z pracy albo coś.-przyznał szczerze.-ale masz moje wsparcie. W razie jakiś pytań możesz do mnie dzwonić. Myślę że Tomo tez ci pomoże, nie skarbie?
Yuji odwrócił się do niego dopiero kiedy lekcja się skończyła.
-no wredny...ale nic z tym nie zrobisz...-zauważył spokojnie.
Takano poszedł szybko za nim. Ukleknal przy chłopaku i przytrzymał mu włosy.
-juz dobrze kochanie. Wiesz...jeśli bardzo chcesz czekoladę to ja mogę polecieć do sklepu po składniki. Zrobię ci ja...i usiedziemy sobie na balkonie...i napiszesz mi najważniejsze rzeczy które chciałbyś mi powiedzieć.
-um...wiem ze jestem z tego niezadowolony ale...ja jestem z ciebie dumny.-powiedział z uśmiechem.
-kochanie...ale jeśli bardzo chcesz to to nie robi problemu. Sklep jest kawałeczek dalej...a ja przecież widzę ze tego potrzebujesz.-powiedział głaszczac go po plecach.
-wiem, nie mówię przecież ze nie.-zaśmiał się cicho.
-widzisz kochanie? Będzie dobrze.-Wziął go na ręce i zaniósł do salonu.-polezysz tutaj chwilkę a ja wrócę zanim się obejrzysz.-ucałował go delikatnie i poszedł ubrać buty.
-bywało lepiej...-odparł chłopak mierzwiac sobie włosy.-jeszcze raz dzięki...ze mi pomożesz.-dodał cicho.
Takano tak jak obiecał wrócił dość szybko. Poszedł do kuchni i uśmiechnął się do siedzącego w kuchni brata. Postawił przed nim tubke z wazelina.
-taki prezencik na nową drogę w miłości...żabyś nie musiał zabierać ze szpitala.-zaśmiał się -a tak serio...to ciesze się twoim szczęściem wiec pomogę ci jak tylko mogę. Bo chłopak wydaje się miły.-uśmiechnął sie I podszedł do kuchenki żeby zrobić gorąca czekoladę.
-wiem wiec...nie daj się przez niego złapać. Jestem wdzięczny ze chcesz mi pomóc...ale nie chce żebyś przeze mnie wpadł w kłopoty.
-nie nabijam się. Jestem poważny. Ciesze się twoim szczęściem i właśnie dlatego mam zamiar ci pomóc.-powiedział wrzucając trochę więcej czekolady żeby starczyło na dwa kubki.-bo skoro już poznałem tego twojego wybranka to nie chce żebyś uczył się na błędach...bo jego tylko będzie boleć.-powke dział zerkajac na brata.
-nawet jeśli to taka jest prawda.-odparł czytając dokładnie plan.-dobra...wiec widzimy się jutro.
-ej ej...masz mnie a ja ci pomogę. To na prawdę nie jest takie trudne, wiesz?-powiedział spokojnie mieszając czekoladę.-jak będziesz delikatny i dobrze go przygotujesz to będzie dobrze...i jemu i tobie.-zapewnił go uśmiechając się do niego lekko i dodając kolejne składniki do rozpuszczone juz czekolady. -a....właśnie braciszku...ogarniasz jak się robi loda?-spytał szukając po szafkach jakiś większych kubków.
[Go me zapomniało mi się XD]
Yuji mu pomachal a potem wrócił do przerwany czynności. Miał trochę cięższy trening z racji zbliżających się zawodów.
-coz Ren...chyba nie zaskocze cie tym ze teraz to i ty się tego...no przynajmniej powinieneś nauczyć?-spytał wesoło w końcu znajdując kubki wiec wrócił do czekolady.-na prawdę chce żeby twój pierwszy związek z facetem był udany...wiec nie bój się mnie pytać.-powiedział jakoś ciesząc się też z tego ze może bratu pomoc.
Yuji z niezadowolenie odkrył ze po tym pobycie w szpitalu i tak długiej przerwie od treningów jest osłabiony. Westchnął ciężko kiedy kolejny raz padł na ziemię i usiadł kawałek dalej żeby chwile odpocząć.
-cóż...zrobieniem mu loda raczej go nie skrzywdzisz.-zaśmiał się wylewać czekoladę do kubków.-wiesz...czasem i mnie ponosi. Nigdy nie zrobiłem tego z premedytacją ale...czasem tak wychodziło ze chciałem więcej niż powinienem. Tomo mimo wszytsko jest osłabiony i czasem też nie wiem na ile mogę sobie pozwolić.-przyznał spokojnie.-możesz dzwonić...tylko nie przestrasz się za pierwszym razem. Nie ważne jak się nie postarasz za pierwszym razem, nawet jeśli trochę to i tak go zaboli.-przyozdobil czekolady I podał jeden kubek bratu.
-ale przez ten pobyt w szpitalu jestem gorszy niż byłem. Nie podoba mi się to bo w końcu miałem szanse na złoto.-westchnął jedząc chlebek.
-jasne. -poklepal go jeszcze po ramieniu.-jutro jeszcze pogadamy.-obiecał mu i z drugim kubkiem gorącej czekolady poszedł do Tomo. Uśmiechnął sje do niego lekko a kiedy siedzieli juz na balkonie podał mu kubek z czekolada.
-wiem...dziękuję.-uśmiechnął sie do niego.-bardzo się ciesze ze będziesz mi kibicował.
-wiesz kochanie...na prawdę się ciesze ze nic ci nie jest...i że to przejdzie.-powiedział tuląc go do siebie.-jeśli nam powiesz co to był za jeden to możemy to zgłosićna policję...
-nie byłbym tego taki pewny...widziałeś jak mi kiepsko szlo...-mruknął.-ale dziękuję za twoje wsparcie. Wiele dla mnie znaczy.
Takano pokręcił głową i ucałował go w policzek.
-jest ok. Ja ciezawsze obronie. Przepraszam tylko ze się spóźnilem...-powiedział głaszczac go po włoskach.-będzie dobrze. Jutro pójdziemy na komisariat przed wyjazdem.-do z uśmiechem.-a co sądzisz o wybranku mojego brata?
-ale zwykle było ich zero.-zaśmiał się przytulając się lekko.-no I jestem trochę słabszy...
-mhm...tez tak myślę. I wydaje się być szczęśliwy...-uśmiechnął sie I ucałował go w policzek.-ale wiesz...jestem ciekaw ci tam mu takiego napisałeś.-zaśmiał się cały czas go delikatnie tulac do siebie.
-ok.-uśmiechnął sie I wrócił do treningu.
-mhm...-Wziął lyczek czekolady i uśmiechnął się do niego.-to może zrobią sobie te małe wakacje w stanach. Na prawdę fajnie by było...-powiedział oddając mu kubek.-ale wiesz...Ren się trochę boi. Nie wie jak się zabrać za te bardziej intymne sprawy, boi się ze go skrzywdzi...wiec zaoferowałem mu swoją pomoc...ze moze się pytać o co chce. To chyba ok nie?-pogłaskał go po włosach.
Uśmiechnął się lekko po buziaku.
-chce żeby był szczęśliwy tak jak my...-dodał jeszcze a potem przeczytał wiadomość.-sądzę że tak. Bardzo się przestraszył...i zmartwil. Pytał się co to znaczy ze byłeś zabawka...wiec jakoś mu to wyjaśniłem. Ale teraz ładnie śpi wiec sądzę że już jest dobrze.
-może chodzmy juz spać skarbie? Wiesz...ja tez jestem zmęczony.-powiedział głaszczac go po włosach.-to był długi dzień...-dodal z lekkim uśmiechem.
-no ok kochanie...ale nie siedź za długo. Dobranoc.-ucałował go I poszedł się położyć w salonie przy Yuyi. Zasnął od razu.
-jako lekarz mowie ze nie powinienes pić. To źle ci zrobi na gardło.-powiedział spokojnie.-a wiesz...tak wyszło. Moja ostatnia kobieta zdradzala mnie i z laska i z facetem. To tylko potwierdza jak kiepskie były moje związki z kobietami. W sumie sam nie wiem jak to się stało. Na samym poczatku martwilem się ze serce zabiło ale nic poza tym...no bo wiesz...całe moje dotychczasowe życie podniecaly mnie kobiety...-westchnął.
Mężczyzna skinął głową.
-to pierwsza osoba która nie leci na kasę...i chyba serio chce się mną zająć...-powiedział cicho.-ale nie wiem czy on tez myśli o mnie poważnie.-mruknął biorąc łyk piwa.-mam już ponad 30 lat...I chciałbym się ustatkowac. Być z kimś juz na stałe.
-Moze faktycznie zostaniemy dłużej w stanach...ale spodziewaj się wtedy moich częstych telefonów do Takano.-zaśmiał się cicho.-wiesz..jak raz się czepilem wieku to dostałem od niego po łbie wiec wiesz...-znów się zaśmiał.
-myślisz ze to takie łatwe? Na wakacjach spędzę z nim tyle czasu ile dam rade.-zapewnił wesoło.-po prostu mam nadzieje ze to wypali...i że go nie skrzywdze...-mruknął biorąc kolejne łyki piwa.
Mężczyzna pokręcił przecząco głową.
-nie. Dlatego tak się tego boje.-powiedział cicho.-niby dostałem juz kilka rad od Takano...-dodał spokojnie.
-nie tak łatwo się do tego przyznać...no bo...kurde jestem starszy. Chyba czułbym się głupio będąc prowadzonym przez jakby nie było młodszego partnera.-westchnął.-wysłucham wszelkich rad od Takano. No i kolejna rzecz ze pojęcia nie mam jak się robi loda.
-A jakieś rady bardziej techniczne? No wiesz...jakieś takie żebym ogarnął jak to się robi? No weź...wspomoż mnie.-powiedział niemal błagalnie.
-Ech...jak to piszesz to wydaje się łatwe.-zaśmiał się.-wyczuwam masę nauki...-westchnął wypijajac piwo i sięgając po następne.-ech...niby wiem jak one mi to robiły ale...sam nie wyobrażam sobie ze miałbym to robić wiec...czuje się jak prawiczek.-mruknął otwierając puszkę.
-Cóż...Takano tez mówił ze to łatwe...ale wy to przecież już jak weterani.-dodał.-a dajecie takie pokrętne rady.
-I to mnie pociesza.-zaśmiał się.-za głosem serca...a jak przesadze? No wiesz bo sam się zdziwiłem ze mnie podnieca...i przez to boje się tylko bardziej.
-ale już to zaakceptowalem Tomo. Juz tak. Na początku uchlalem się bo nie mogłem w to uwierzyć. Teraz juz to akceptuje.-zapewnił go.-I nie boje się zbliżenia samego w sobie...a raczej tego ze coś spierdole. A on mnie zostawi. I tyle z tego będzie.
-Cóż...może i masz rację. Poduczę się, posłucham rad Takano...pogadam z Kanekim I wtedy może spróbuję.-stwierdził.-cóż...z dwa do trzech dni. Ale potem tez lepiej będzie jeśli będziesz ograniczał głos.
-będziesz mógł ale nie próbuj tego przez jakiś czas.-poprosił go.-nie ma za co. Przecież już jesteś dla mnie jak rodzina. Twój ślub z Takano to tylko kwesta formalności.-zaśmiał się.
-nie jestem pewny...wszytsko zależy od tego jak będzie ci się wszytsko goilo.-powiedział spokojnie.-cóż...na razie go namawiam na ten wyjazd na wasz ślub. Ale jak juz wrócicie ze swojego miesiąca miodowe to czemu nie...
-jasne...-skinął głową a kiedy zobaczył ojca westchnął cicho. Jeszcze z nim o tym nie rozmawiał. Pierwsza osoba która dowiedziała się o jego związku był Takano a ojciec miał być ta ostatnia.
-Nie ma za co. Uwielbiam się nim zajmować wiec to żaden problem.-zaśmiał się mężczyzna i usiadł na wskazanym przez chłopaka miejscu.-chociaż tak mogłem wam pomoc.-dodał wesoło.
-dobranoc.-odparł mężczyzna a wzmiankę o Takano skomentował tylko skinieniem głowy. Zdążył się już pogodzić z całą sytuacją.
Ren go powstrzymał akurat idąc się położyć.
-czekaj. Jest jeden wolny pokój bo tata właśnie wyszedł do siebie. Możesz się tam położyć w łóżku.-powiedzial spokojnie.
Takano obudził się wcześnie rano i poszedł do pokoju gościnnego który normalnie zajmował. Kiedy zauważył ze Tomo tam śpi uśmiechnął sie lekko rozczulony tym widokiem.
Mężczyzna podszedł bliżej łóżka i pogłaskał chłopaka po włosach żeby go trochę uspokoić. Wiedział ze Tomo musi mieć jakieś koszmary i po wydarzeniach poprzedniego wieczoru wcale mu się nie dziwił.
-szszsz...-Takano posiedzial przy nim dopóki ten się nie uspokoił a potem poszedł do kuchni. Udało mu się znaleźć składniki na naleśniki po czym poszedł obudzic wszystkich na śniadanie a zaczął od Rena. Kiedy wszedł do jego pokoju nie mógł powstrzymać wybuchu śmiechu kiedy zobaczył brata z namiotem.
[I tyle z komediowego momentu...XD]
Takano pokręcił tylko głową śmiejąc się nadal pod nosem. Chwycił poduszkę I trzepnal go nią gdzie popadnie.
-wstawaj stary zboku. Śniadanie na stole.
[Cóż....sądziłam ze to dość oczywiste....XD]
-no no...takie sny.-zachichotal.-wychodzi na to ze twoja wyobraźnia jest szybsza od ciebie.-dodał wciąż się śmiejąc.-naleśniki. Tylko na to znalazłem składniki w tej twojej pustej kuchni.
[z lekkim spóźnieniem ale dotarło XD]
-bo po matce go odziedziczylem.-pokazał mu język I poszedł obudzić Tomo bo Yuye obudził śmiech Takano i juz radośnie siedział przy stole czekając na resztę.
-no...może nie jest tak jak w domku ale smacznego.-zaśmiał się Takano siadając przy stole i nakładając sobie jednego naleśnika.
[Well...może skipniemy w końcu do tego ślubu? XD]
Na koniec tygodnia tak jak zaplanowali mieli lecieć do nowego Jorku.
-stresujeszepnął się lotem?-spytał Yuye który nerwowo skakał na krzesełku kiedy czekali na samolot.
Kiedy przyszła pora na zawody Yujiego chłopak był lekko zestresowany. Godzinę przed chodził w kolko po szatni martwiąc się coraz to większymi głupotami.
[Uznamy ze był ale tak się dluzylo ze juz nie chciało mi się pisać XD]
-no cóż...wujek chyba jakoś to przeżyje.-zaśmiał się.-bo dziadzi ledwo wyperswadowalem prywatny samolot.-dodał wesoło i potem już zwrócił się do siedzącego obok chłopaka.-a jak ty się czujesz kochanie?
Kiedy chłopak go zobaczył od razu ukrył twarz w dłoniach. Nie spodziewał się ze wymyśla cos takiego. Z pierwszym pojedynkami poradził sobie bez problemu. Dopiero w finale trafił na ciężkiego przeciwnika.
-Będzie dobrze kochanie.-złapał go łagodnie za dłoń.-jeśli zapomnisz to...po prostu powiedz co czujesz. Tak prosto. Serca możesz powiedzieć to co czujesz.-uśmiechnął sie do niego.-no i...będziemy mieli wsparcie, nie? Najważniejsze chyba żebyś mi nie uciekł sprzed ołtarza.-zaśmiał się.
Yuji spiorunowal brata wzrokiem. Ciesząc się ze ochraniacz zakrywa jego czerwone policzki. Znów przyjął pozycję I porrównej walce udało mu się pokonać przeciwnika.
-spokojnie kochanie. Ja cie nie zostawię skarbie...a mój nauczyciel i Marc ze swoim kochaniem juz są na miejscu. Nie martw się tak.-poprosił tulac go do siebie.-będzie dobrze. Zobaczysz.
-Kazu postaw mnie.-zaśmiał się wesoło.-dziękuję ze tu byłeś. Podobało ci się?-spytał się go wesoło.
-to normalne. Ja tez się stresuje.-przyznał się spokojnie.-około...14 godzin? Cośkkoło tego...tak sądzę. Możemy sobie pospać w tym czasie. Będą wygodne fotele wiec spokojnie sobie pospimy.-uśmiechnął sie do niego
-nie jestem aż tak zmęczony...wiec mnie juz postaw. Bo jestem spoon i chciałbym się już przebrać i...wszyscy się patrzą na nas...-jeknal jednak nie mogąc przestać się uśmiechać.
-można rozłożyć fotele. Film tez można obejrzeć.-uśmiechnął sie cały czas śledząc wzrokiem Yuye żeby im się nie zgubił na lotnisku.-zobaczysz że tak się lata na prawdę przyjemnie.
-gratuluję braciszku.-Shuji przytulił go mocno potem przekazując go reszcie przyjaciół i trenerowi a sam podszedł do Kazuo.-no...jak rozumiem mam opuścić dzisiaj mieszkanie?-spytał klepiac go po ramieniu.
[A odpisujesz na karcie Jun bo...?]
-spokojnie...pomogę ci.-zapewnił go z uśmiechem.-to super. Będziesz miał co czytać w samolocie.-powiedział mierzwiac mu włoski I wstając.-ok moi kochani. Idziemy bo zaraz nasz samolot odlatuje. Pora wsiadać na niego.
-mhmmm...ok.-wzruszył ramionami Shuji. Yuji po tym jak odebrał wszystkie gratulacje poszedł do szatni. Zdjął ochroniacze i cała resztę stroju po czym poszedł pod prysznic. Wrócił do Kazuo jak juz się ubrał i wtedy mocno go przytulił.
-na prawdę dziękuję ze dzisiaj przyszedłeś. To było miłe mieć cie przy sobie.
-no...kochanie, jak co się podoba?-spytał uśmiechając się do niego i siadając w fotelu obok.-w połowie pewnie dostaniemy posiłek...masz tablety gdzie możesz sobie wybrać co chcesz obejrzeć...no i oczywiście będę tuż obok ciebie wiec nie masz się co martwić.-jak tylko skończył mówić wszedł również Koyuki z Mary i z ich dzieckiem.
-hej nowożeńcy.-przywitał się wesoło.
-no...kochanie, jak co się podoba?-spytał uśmiechając się do niego i siadając w fotelu obok.-w połowie pewnie dostaniemy posiłek...masz tablety gdzie możesz sobie wybrać co chcesz obejrzeć...no i oczywiście będę tuż obok ciebie wiec nie masz się co martwić.-jak tylko skończył mówić wszedł również Koyuki z Mary i z ich dzieckiem.
-hej nowożeńcy.-przywitał się wesoło.
-pokaże ci jak samolot juz wzleci, ok?-powiedział wyciągając w jego stronę rękę.-spokojnie kochanie. Jestem przecież tuż obok ciebie. Nie masz czego się bać.-powiedział z lekkim uśmiechem. Sam też się stresował ale tak długo jak byłaprzy nim jego rodzina i jego ukochany był spokojniejszy.
-niespodziankę?-spojrzał na niego zaskoczony.-Jak kino samochodowe skoro nie mamy samochodu?-spytał ze śmiechem.-no i biwak? Gdzie? Będziemy spać pod namiotem?
-No juz...no juz...-pogłaskał go po włosach.-jak lot się zacznie to możesz tak siedzieć cały czas. Mogę cię tulić cały lot.-zapewnił go. Zaraz pomachal Renowi I Kanekiemu.-spokojnie, my stawiamy przelot.-powiedział Takano.-wiec juz się tak nie przejmuj...i przywyknij ze dla nas to nie problem.-zaśmiał się wesoło.
-ale przecież nie masz jeszcze prawka...-zauważył spokojnie.-wow...biwak brzmi świetnie.-powiedział wesoło tym planem bardzo ucieszony.-serio...to mi się podoba...a gdzie będziemy biwakowac?
-oj no ale błagam cie nie zwalaj tego na mnie.-jeknal.-jak to sam mi powiedział...tak wyszło.-wzruszył ramionami.-dobrze myślisz Koyuki. To jego chłopak. Ale to dobrze ze kogoś w końcu ma, nie?-zauważył spokojnie. Yuya po tym jak dostał autograf wrócił szczęśliwy na swoje miejsce.
-no...bardzo dobrze ale...wow Ren nie spodziewałem się tego po tobie...-powiedział w murowany w fotel Koyuki.
-no nie masz więc chyba nie powinieneś, nie? A jak cie złapią?-spytał zmartwiony.-um...fajnie. Biwak brzmi bardzo fajnie. Tego chyba najbardziej nie mogę się doczekać.
-słodko razem wyglądacie.-roześmiał się Takano tulac jeszcze trochę Tomo. Puścił go dopiero kiedy przysłał stewardessa.-usiądź na chwile na swoim miejscu.-poprosił go I zmierzwil mu włoski. Kobieta zaczęła informować ich o wszystkim co najważniejsze i niezbędne w czasie lotu.
-Ufam ci ale...no...jak nas złapią to po tobie...zwłaszcza jak twój tata się dowie.-zauważył przytulając się do niego mocno.
-no Tomo może znów przyjść do mnie na kolana i się tulić-zaśmiał się wyciągając do niego rękę. Yuya rozpisal pasy I usiadł wygodnie zaczytyjac się w dopiero kupiona mange.
-na prawdę nie jestem co do tego przekonany Kazuo...jesteś nieletni, nie masz prawa jazdy...-westchnął mocno się trzymajac siedzenia. Uspokoil sje dopiero kiedy zaparkowali na parkingu kina samochodowego.
-ja tez się denerwuje. Ale tak długo jak jesteś przy mnie ty...jestem spokojniejszy.-odparł również szeptem i ucałował go delikatnie.-spokojnie kochanie. Wszytsko spakowalismy. Spardzilismy to chyba z pięć razy...spokojnie.-pogłaskał go po włosach.-jasne kochanie. Możesz iść się go spytać kiedy chcesz.
-na masce.-uśmiechnal się wychodząc z samochodu.-ale pomożesz mi wejść.-zaśmiał się czując ze jestem za niski żeby poradzić sobie samemu.
-hmmm? Jasne...-odparł wstając żeby lepiej widzieć.-boli jeszcze czasem? Otwórz szerooooko buzię.-poprosił go oglądając go dokładnie.-cóż...juz jest zdecydowanie lepiej. No i możesz mówić. -uśmiechnął sie znów siadając.
-um...jasne...widzę że się przygotowałeś.-uśmiechnął sie okrywajac ich kocem. Wtulil się w chłopaka robiąc sobie poduszkę z jego ramienia.-mogę tak leżeć? Jak ręką co scierpnie albo coś to powiedz...
-ej!-Takano wstał i podszedł do nich obejmując swoje kochanie.-no weź Tomo...nie powiesz ze nie podobało co się próbowanie mojego życia. Chociaż...próbowanie twojego było przyjemniejsze....-zaśmiał się.-i wcale nie byłem gorszy.-zaprotestował patrząc z wyrzutem na brata.-zdecydowanie bardziej ode mnie lubisz wydawać pieniądze.-burknął do brata.
-I jak na razie bardzo mi się podoba. Leżę sobie z tobą, zaraz zacznie się film.-uśmiechnął sie.-ale...co bys zrobił jakbym jednak nie wygrał?
-mhm...doszliśmy do bardzo wielu kompromisów...-zgodził się wesoło.-mhm...to nasze wspólne życie jest jednak najlepsze.-ucałowal go w policzek.-wiec Kaneki...od czasu do czasu nie bój się powiedzieć nie. To mu wyjdzie tylko na dobre.
-wiesz ze wtedy raczej bym się nie zgodził na taki wyjazd.-zaśmiał się.-ale ciesze cie ze wygrałem i dałem rade....I ze teraz spędzam miło czas ze swoim ukochanym i najlepszym na świecie chłopakiem.-ucałował go mocno.-ale cicho...film się zaczyna.
-Ren! Jak ty w ogóle mogłeś coś takiego zrobić!-krzyknął trochę na niego.-jeszcze jedna taka akcja i nie będę ci pomagał.-pogrozil mu palcem przed nosem co wywołało śmiech Koyukiego.
-widzisz Tomo? Takano nie był takim znowu wielkim i okropnym burzujem co?-spytał wesoło.
-mou...nie poszedłbym...uciekłbym do domu. A teraz już cicho.-powiedział chcąc się skupić na filmie. Tulił się do chłopaka szczesliwy ze ma go przy sobie.
-mhm...ja pewnie też byłbym bardzo smutny. Dlatego się ciesze ze jednak jedziemy razem.-powiedział wesoło.-wiesz ze chyba trochę przytyles kruszynko? Ciesze się z tego.
-No Kaneki...nie bój się z kim pokłócić. Jak raz na jakiś czas się zbuntujesz to nic złego się nie stanie. Będzie tylko lepiej.-zaśmiał się i podprowadził Tomo do fotela. Zaczął mu powoli wszystko tłumaczyć.
-No...nie powiedziałbym.-zaśmiał się jeszcze. W trakcie filmu mocno się do niego tulił a po filmie ucałował go w usta.-milutko było.
Stewardessy podały wszystkim tace z jedzeniem i wyszły a Takano uśmiechnął się do swojego kochania.
-smacznego skarbie.-uśmiechnął się.
-um...a co dobrego masz dla mnie?-spytał przytulając się do niego jeszcze bo tak było mu cieplej.
-jestem pewien że nie będę zły. Spokojnie kochanie. Przecież mi też się to może zdarzyć.-zauważył spokojnie.
-wyluzuj Tomo.-zaśmiał się Koyuki.-on może i teraz jest spokojny, ale jak przyjdzie co do czego to będzie pewnie bardziej zestresowany od ciebie.
-nie wiem...w sumie cokolwiek byle było smaczne. Zdaje się dzisiaj na ciebie.-odparł wesoło I zapał pasy.
-ok kochanie...-uśmiechnął sie do niego lekko.
-no hej.-zaśmiał się Jun.-jak tam? Nerwy juz cie zjadają?-spytał trochę retorycznie bo przecież widział jak wygląda jego przyjaciel.-będzie dobrze. Nawet jak nie to masz nasze wsparcie.
-um...dobrze...-zgodził się wchodząc po schodach i cały czas trzymając go za rękę.
-cóż...ale przecież wiedziałes ze łatwo nie będzie.-poklepal go po ramieniu.-będzie dobrze. Najważniejsze żebyś nie uciekł mu sprzed ołtarza. A zamiast tej wyuczonej przysięgi możesz przecież powiedzieć co czujesz. Czy tak nie będzie nawet lepiej?
-wygląda pysznie.-zapewnił go przysuwajac się do stołu i zabierając się za jedzenie.-pyszne!-powiedział wesoło.-dziękuję Kazuo. To na prawdę fajna...randka...
-Może i tak...ale tak z serca tez może być idealnie. Nie przejmuj się tym.-poklepal go jeszcze raz po ramieniu.-cóżRyu nie chciał. A teraz nie będę go budził.-powiedział głaszczac chłopaka po włosach.-chociaż mnie rozkładane siedzenia zachęcają.
-um...no jeszcze biwak, tak?-spytał zerkajac na niego i jedząc omurice ze smakiem.-ale już teraz wiem ze jest super.-powiedzial wesolo kiedy juz zjadl.
-dobra...ale bierzesz na siebie jego marudzenie.-zaśmiał się podając mu jego rzeczy. Nie mieli ich wiele. Ryu wziął delikatnie na ręce.-a personel nie będę się czepiał?-spytał. Niby miał bilety ale miejsca mieli odgórnie przypisane więc trochę się tym zmartwił.
-i pooglądamy gwiazdy?-spytał wesoło.-um...-zarumienił się po czubki uszu.-um...ja ciebie też...
Jun wywrócił tylko oczyma i ruszył za Tomo. Przywitał się skinieniem głowy z rodziną Takano i położył Ryu na wskazanych przez Tomo miejscach.
-wow...ale luksusy.-zaśmiał się zerkając na przyjaciela.
-um...-zarumienił się okropnie.-Kazuo? a tym razem będę mógł się do ciebie potulić śpiąc? Bo w onsen nie mogłem...-powiedział pijac jeszcze herbatę.
-O...-Jun pomachał wesoło wspomnianemu mężczyźnie.-cóż...ale mogłeś się wygodnie wyspać, nie? I nikt ci nie kopał w fotel...ani nie przeszkadzał w rozmowie. Takie podróżowanie ma swoje plusy.-zaśmiał się. Takano był pogrążony w rozmowie z Koyukim na temat filmiku który ten robił jaki prezent dla nich.
-mou.-zaśmiał się i wtulił się w niego.-super. Cieszę się. Na prawdę. Podoba mi się.-uśmiechnął się.-zjedz szybko bo na prawdę się nie mogę doczekać tego biwaku.
-To idź się połóż na wygodnym fotelu.-polecił przyjacielowi i poklepał go po ramieniu.-to ci najlepiej zrobi. Poza tym.-spojrzał na zegarek.-większa cześć lotu już raczej za nami.-powiedział z uśmiechem.
-jasne. Mówiłem że zdaję się dzisiaj na ciebie.-zaśmiał się wesoło i złapał go za rękę.-prowadź.
Prześlij komentarz