-dobrze.-zaśmiał się.-no i jest bardzo wesoło.-dodał z uśmiechem i zerknął na śpiącego Ryu.-nawet sobie nie wyobrażasz ile taki młodszy od ciebie partner może mieć w sobie energii.
-coś szokującego?-spytał zaskoczony i zaczął usilnie myśleć nad czymś szokującym.-więc...tylko się nie śmiej!-wecelował w niego palcem.-nie jesteś pierwszym chłopakiem który wyznał mi miłość. W podstawówce taki jeden...po tym jak dziewczyny wcisnęły mnie w damskie kimono, wziął mnie za dziewczynę. No i wiesz...-wywrócił oczyma.-się zabujał. Jak się dowiedział że jestem chłopakiem to się rozryczał...
-Tomo.-Jun go trochę postrofował i pstryknął go w policzek.-wiesz...jak nie jest jakoś bardziej doświadczony niż ty to chyba da się przeżyć, nie?-zauważył zerkając na chłopaka którego wskazał mężczyzna.-no i bez przesady...to na prawdę nie jest takie trudne.-wywrócił oczyma.
-mou...miałeś się nie śmiać.-burknął trochę obrażony.-tak bardzo chciały cię oglądać bez spodni? -spytał ciekaw ich motywów.
-jeśli się będą czepiać to pogadam. Nadal mam ich bilety, skasowane więc nie sądzę żeby był jakiś problem.-powiedział obejmując go lekko.-dobrze ci się spało?
-no okropnym.-przyznał tuląc się do jego ramienia.-to ja byłem tym grzeczniejszym z braci.-wywrócił oczyma.-więc raczej mało co mi się działo...no nie licząc tych wszystkich złamań, zwichnięć, wycinanego wyrostka robaczkowego i wycinanych migdałków...-zaczął wyliczać.
-ok ok...-pogłaskał go po włosach.-jeśli się źle czujesz to po prostu się prześpij kochanie.-poprosił go.-możesz przy mnie a ja cię obudzę jak już będziemy lądować i będziesz musiał zapiąć pasy.
-jasne że tak.-roześmiał się podchodząc do niego i pomagając mu z namiotem. Kiedy już im się udało przytulił mocno chłopaka.-super.
-dlatego właśnie powines pospać. Na niektórych długi lot samolotem tak po prostu działa. Spójrz tylko na Takano który sobie spokojnie śpi. Fotele są duże. Ułóż się obok niego i pośpij.-polecił mu.
-mou...-zarumienil się okropnie i zakryć malinkę dłonią.-Shuji będzie się nabijal...mam weekend z głowy...-za marudzić bo wiedział ze tak będzie.
-spokojnie kochanie...-powiedział otwierając oczy po czuł jak ktoś poza Tomo nim potrząsa. -ładujemy. Jesteśmy na miejscu.-to był Koyuki. -ok ok...Tomo skarbie...musisz wrócić na swoje miejsce i zapiąć pasy. Ale spokojnie będę cię trzymał za rękę.-zapewnił go.
-mam.-burknął.-nie będę szedł w malinkach do szkoły...bo wtedy wszyscy je zobaczą. A ja tego nie chce...-dodał trochę obrażony. -nie rob mi ich...nie chce...
-spokojnie kochanie.-uśmiechnął sie do niego. Kiedy wylądowali rozpial pas i przytulił go.-i widzisz? Wszytsko się udało. Dolecielismy cali i zdrowi.
-mou...nie mówiłem ze tulić nie...-mruknął.-no i...wiesz ze to wszytsko dla mnie nowe. I że...ze juz raz byłem prześladowany z powodu um...naszego związku. Wiec nie chce sie całować przy innych...i...no i te malinki. Od razu się to wszystkim kojarzy z seksem...a ja nie chce żeby potem się nabijali...albo coś gorszego.
-juz dobrze kochanie. Zabierz bagaż podręczny I musimy wychodzić.-powiedział tuląc go.-na prawdę musimy.-dodał widząc jak jego rodzeństwo juz się zbiera.
-mou...to nie takie łatwe. I wszyscy zobaczą bo w poniedziałek mamy wf...-burknął wzdychajac ciężko. zaraz do niego podszedl i stanal na palcach. Zribil mu malinke na szyi. Troche nieporadną ale mocną.-mszcze sie. Nie bede w tym sam.
Takano wziął ich torby i przytrzymał Tomo. -lepiej ci juz kochanie? Możesz chcesz usiąść?-spytał cały czas pilnując czy nikt mu się nie zgubił bo tylko on wiedział gdzie jest hotel.
-mou...-zamruczal coś jeszcze pod nosem i wrócił do ogniska gdzie już uśmiechnął się lekko.
-w hotelu.-spojrzał na zegarek w telefonie który automatycznie załapał zmianę czasu.-samochody juz powinny być podstawione.-powiedział spokojnie i uśmiechnął się do niego.-zanim gdziekolwiek pójdziemy chciałbym najpierw tam zajechać. Souijro i Rui juz tam są.-dodal jeszcze.
-taka dobrze przypieczona.-odparł wesoło. Przysunal się bliżej niego żeby móc się wtulic.
-jasne skarbie. Ale nie będzie ci przeszkadzać ze ja na chwile wyjdę? Musze pozalatwiac kilka spraw związanych z salą i kuchnia...i poszukać Marca jego faceta i mojego nauczyciela...no i Souijro i Ruiego chociaż oni mieli grzecznie czekać w hallu.
-hmmm...-zamyslil się trochę. Ale to myślenie nie trwało długo bo przecież miał to niego wiele pytań.-wiec Kazuo? Najbardziej zenujaca rzecz jaka w zyciu zrobiles to...?
Takano spokojnie dowiózł ich do hotelu. Zaniósł torby to ich pokoju i ucałował Tomo. -Jun ma pokój obok nas. Koyuki tez.-uśmiechnął sie.-niedługo wrócę.-obiecał mu.
-mou...serio?-spytał śmiejąc się troche pod nosem.-ale wiesz..to dobrze ze dostałeś kosza. Bo teraz jesteś ze mna.-uśmiechnął sie.-um...o co by tu teraz zapytać...um...-znów się na trochę zamyslil.-to moze teraz ty się o coś mnie spytaj a ja wybiorę pytanie.
-lepiej się już czujesz?-spytał go Jun wesoło.-bo ja pewno lepiej wyglądasz.-powiedział z uśmiechem.-stres ci trochę minął? Masz cała noc na uspokojenie się.
-coś szalonego? Jest wiele takich rzeczy.-przyznał szczerze.-zacząłem z tobą chodzić...poprosiłem brata żeby nauczył mnie robić loda...-zarumienil się okropnie.-no I najbardziej szalone jest to ze na prawdę cie kocham i jestem z tobą szczęśliwy.
-przytrzymam cie.-zapewnił go wesoło.-wiec się nie martw się. Będę tam ja i będzie Takano. No i Yuya tez będzie. Wiec spokojnie.-poklepal go po ramieniu.-będzie dobrze.-zapewnił go.
-oczywiście ze tak. Nigdy nawet przez moment nie myślałem ze będę chodził z chłopakiem.-mruknął.-I na pewno będzie tylko więcej taki szalonych rzeczy, prawda? Juz ty je zapewnisz prawda?
Jun skinął głową czytając smsa a potem odpowiedział na jego pytanie. -jasne ze tak. Kochasz go I jesteś z nim szczęśliwy. Dobrze robisz.-zapewnił go z uśmiechem.
-czemu? Byłeś dla nich taki okropny? Jaki był powód?-spytał na prawdę tego ciekawy. Dlaczego one nie mogły a on tak.
-śliczne maluchu ale już tak nie biegaj.-poprosił wesoło I wziął go na ręce. Uśmiechnal się wesoło do Tomo.-chcesz poznać mojego nauczyciela, Marca i jego faceta? Są na dole.
-mhm...-powiedział tuląc się do jego ramienia i również wpatrując się w ogień.-ale wiesz...ja cie takiego kocham. Ze nie bijesz się z kim popadnie...bo to by mnie tylko martwiło. Ze nie chciałeś seksu od początku i powiedziałeś ze poczekasz. Nawet nie wiesz jak mi wtedy ulzylo. No i...to słodkie jak jesteś taki opiekuńczy względem swoich sióstr. Wiem ze mnie kochasz...i to mi wystarczy.-uśmiechnął sie słodko.
-nigdzie. Jesteś tylko ty.-zaśmiał się.-ale latam wszędzie i zajmuje się gośćmi...-westchnął stawiając Yuye na ziemi i obejmując Tomo.-dobrze...wiec teraz jestem twój. Juz nie będę tak znikal.-obiecał mu.
-miałem...ale wiesz jak jest. Albo dostawałem kosza...albo miałem być zastępstwo za brata. W przypadku tego to drugiego zostawialy mnie po kilku dniach...najwidoczniej zaiwedzione ze nie jestem taki jak brat.-wzruszyl ramionami.
-wiem ale mimo wszytsko...nie widziałem ich dość długo wiec chciałem się chociaż przywitać. zalatwiłem juz wszytsko może z kuchnią. I sale tez. Wiec juz na prawdę jestem cały twój.-uśmiechnal się tulac go do siebie.-wiec co byś chciał porobić? Odpocząć? A może zobaczyć sale?
-nie wiem...z dziewczynami mi nie szlo. Mialem dosc bycia zastepstwem za brata. Po prostu...pomyslalem ze tym razem moze być inaczej. Po prostu jakoś to poczułem.-powiedział jakoś nie umieją tego wyjaśnić.-a Kazu...dlaczego ja?
-tak przed kolacja która mamy za 45 minut? Myślałem zżeby wyjść na mały spore po niej...-powiedział spokojnie. Zerknął na niego.-na prawdę teraz bardzo chcesz?
-um...cieszę się. Bo jesteś pierwszym który tak wpadł...-powiedział z uśmiechem i ucałował go w usta.-bardzo się ciesze...bardzo...
-mou...kotek ale na ja prawdę tez nie chce się spóźnić. Widzę ich pierwszy raz od dawna. Bardzo cie kocham skarbie...wiesz o tym...ale z nimi tez chce spędzić trochę czasu. Proszę? Postarajmy się nie spóźnić, ok?-ucałował go I zabrał swój telefon chowając go do kieszeni.
-mmmm!?-zaskoczył się trochę ale oddał pocałunek. Po nim wziął głęboki wdech.-um...idealnie? Wiec wszytsko jest tak jak zaplanowales?
-cóż...z Marciem chętnie spędził bym więcej czasu. Zobaczymy kochanie. Może plotki przy kawie.-zaśmiał się.-ale zostaniesz z nami? Sądzę że dogadasz się z jego facetem.-powiedział wesoło I wyszedł z wandy kktóra już zjechała.
-lepiej?-spytał wesoło.-wiec nie jesteś mną zawiedziony? Bo nie jesteś, tak?-spytał zaraz patrząc na niego. Potrzebował takiego zapewnienia.
-no dobrze kochanie. Ale chciałbym żebyś poznał Marca i jego wybranka.-zaśmiał się.-chociaż będziemy u nich kiedy będę ci pokazywał jak mieszkalem na studiach.-zamyslil się.-wiec pobadz z nami chwili...a potem idź do Kanekiego.-uśmiechnął sie I złapał go za rękę.
-ciesze się.-uśmiechnął sie.-kocham cie.-powiedział I pocałował go namiętnie.
-ok kochanie. Tak może być.-uśmiechnął sie.-ale tu jesteśmy. Razem.-ucałował go w policzek.-ja ciebie tez kocham.-powiedział jeszcze wesoło a kiedy doszli do parku który był niedaleko usiadł na ławce.-może wypijemy tylko kawę? Bo potem nie zjesz kolacji...
-um...ja tez...-uśmiechnal się z rumianymi policzkami.-mogę jeszcze? Czy nie chcesz?
-mou kotek...-objął go ramieniem.-zostajemy tu jeszcze na dwa dni. Będziesz miał okazję zjeść co będziesz chciał. Po prostu...kolacje robi mój nauczyciel bo się trochę uparł.-zaśmiał się.-nie chce robić mu przykrości a wiem ze jak teraz zjesz hot doga to potem nic nie zjesz.-ucałował go w policzek.
Yuji uśmiechnął się do niego zarumieniony i szczęśliwy. Nie chciał być gorszy wiec również oddawał pocałunki najlepiej jak umiał. Objął go ramionami za szyję i odruchowo przysunal się bliżej niego.
-no ok...-powiedział odprowadzając go wzrokiem. Potem zaczął sje trochę rozglądać i zauważył stojąca niedaleko budkę z hot dogami.-w sumie...jakbyśmy zjedli po połowie to chyba nie zapełnić by aż tak tego swojego małego brzuszka...-mruknął sam do siebie i wstał idąc kupić tego hot doga. Poprosił sprzedawcę żeby przekroil go na dwie części i tak z dwiema połówkami hot doga wrócił na ławkę.
Yuji cieszył się z tych pocałunków. Zarumienil się jeszcze bardziej kiedy poczuł jak jego spodnie zaczynaja robić się coraz ciasniejsze w kroku. Nie rozumiał dlaczego jego ciało zareagowało tak od zwykłych pocałunków i czuł się tym faktem zazenowany.
-dziękuję kochanie.-powiedział z uśmiechem i podał mu pół hot doga. Swoje pół zjadł kiedy na niego czekał.-kupiłem dla nas po pół. Pomyslalem ze po pół będziesz miał miejsce na trochę kolacji...a widziałem jak bardzo chcesz zjeść hot doga.-zaśmiał się I ucałował go w policzek. Potem spróbował swojej kawy.
Yuji spłonął rumiencem i ukrył twarz w dłoniach. Czuł się zazenowany ze tylko on się tak głupio podniecil od całowania. -um...-skinął lekko głową dając mu pozwolenie.
-to dobrze.-uśmiechnął sie pijąc swoją kawę. Cieszył się widząc jego radosny uśmiech.-może jak zjesz to przejdziemy się kawałek po parku?-zaproponował zerkajac na niego.
-jest...to żenujące ze moje ciało tak zareagowało...-jeknal pozwalając mu jednak działać. Zajeczał cichutko kiedy Kazuo wziął go do ust.
-wiem kochanie...było widać. Ja normalnie przesypiam takie loty. No i...tez się bardzo stresuje...-powiedział trzymając jego dłoń.-ale wiem ze jutro będę jeszcze bardziej zestresowany.-ucałował go w policzek i ruszył powoli dalej.
-ale ja na ciebie nie...-powiedział trochę smutno. Zaraz jednak jeknal głośniej niż zamierzał.-o tam...Kazu...tam...-powiedział kiedy chlopak trafił na jego czuły punkt.
-nie jestem zły...w końcu ja miałem przy sobie swoją rodzinę. Rozumiem ze chciałeś iść do przyjaciela.-uśmiechnął sie .-cóż...ja będę miał Koyukiego ktory jak coś mi nakopie.-zaśmiał się wesoło.-kocham cie.-ucałował go w policzek.
-um...dla mnie to chyba zbyt nowe i nie wiem...-powiedzial.-niby między nami jest tylko rok różnicy...a czuje się jak głupi niedoświadczony dzieciak.-westchnął cicho.
-ja tez sie nie mogę doczekać. Marc zgodził się na nasze nocowanie w jego mieszkaniu...wynajmowalismy je razem na studiach wiec zobaczysz jak mieszkalem.-uśmiechnął sie I wziął kilka łyków kawy.-będzie super juz to wiem. Tyle fajnych rzeczy ci pokaże...i ty mi też.
-wiem I...ja czasem też się z tego cieszę ale...ale nie w takich sytuacjach jak ta. Bo...bo ja przeżywam to pieszy raz...nie ty.-klepnal go lwkko w tors.-i to sprawia ze nie tylko boje się mojego pierwszego stosunku ale też wstydzę...-powiedział płonąc rumiencem.
-oczywiście kochanie. Nie wyobrażam sobie żeby miało być inaczej...to w końcu nasz miesiąc miodowy.-uśmiechnął sie lobuzersko. Usiadł obok niego I objął go ramieniem.-będzie fajnie. A jak wrócimy będziemy szczęśliwa rodzinka. Zajmiemy się Yuya.
-po raz drugi.-zauważył.-jeszcze wtedy po twoim meczu...jak ja ci robiłem i...wtedy też się podniecilem...-powiedział zarumieniony.-wtedy też było mi dobrze...
-jasne kochanie. Zawsze. Juz zawsze na zawsze.-obiecał obejmując go i tulac do siebie.-kocham cie mój skarbie.
-um ok...dziękuję Kazu.-ucałował go.-kocham cie.-przytulił się do niego.-a zaniesiesz mnie? I zmieścimy się do jednego śpiwora? Chce być dzisiaj blisko ciebie.
-o dziwo skarbie mamy jeszcze chwile wiec nawet się nie spóźnimy.-zaśmiał się I ucałował to w policzek wstając zaraz po nim. Ciesze się ze poznasz moich znajomych. No i słyszałem ze dojechał tez [kolega muzyk którego imiona za chiny nie mogę sobie przypomnieć XD]
Uśmiechnął się zadowolony i zdjął spodnie. -um...w nich byłoby mi niewygodnie spać...a nie mam żadnych dresowych przy sobie.-wyjaśnił I wsunal się do śpiwory czekając tylko na Kazuo.
-um przepraszam...po prostu mam wielu braci.-zaśmiał się.-jak sam widzisz...moja siostra odmówiła przyjścia. Wiec wychodzi taka trochę męska impreza wyłączając Mary i twoja mamę.-roześmiał się obejmując go ramieniem.-a z kumplem spotkasz się na kolacji.
Yuji od razu się w niego wtulil. -dobranoc.-szepnął i zamknął oczy starając się zasnąć.
-rozumiem skarbie...ale wiesz. MoI bracia to twoi przyjaciele. No i znasz Souijro i Ruiego...no i z Mary się za przyjaźniles.-uśmiechnął sie.-to tez nie jest tak ze nie znasz nikogo z mojej strony.-zaśmiał się idąc spokojnie w stronę ich hotelu.-a Keiichi z kimś przyjechał?
Yuji obudził się w środku nocy. Wygramolil się ze śpiworu i wyszedł za potrzebą chwytając wcześniej latarkę. kiedy skonczyl i wrocil do ich malego obozowiska postanowil zostac chwile na dworze i popatrzec w gwiazdy.
-o to jednak będzie kolejna kobieta.-zaśmiał się.-jasne kochanie. Wszyscy będziemy siedzieć przy jednym stole i poznamy się na naszym ślubie-ucałował go w policzek
-musiałem na stronę w krzaki.-zaśmiał się.-a potem zobaczyłem jak ładnie wyglądają gwiazdy...
-nie musisz kochanie. Dzisiaj to taka zwykła kolacja w gronie przyjaciół i rodziny.-powiedział z uśmiechem i zaczął go prowadzić do sali gdzie mieli mieć kolacje. Wszedł do środka trzymając go cały czas za rękę. Wszyscy już tam siedzieli.
-to słodkie.-uśmiechnął sie do niego.-przepraszam ze cie obudziłem.
-będzie dobrze kochanie. Będę przy tobie cały czas.-zapewnił go z uśmiechem. Stół był już zastawiony wiec jak tylko wszyscy zjedli podszedł do nich Marc ze swoim chłopakiem. -hej stary przyjacielu.-powiedział wesoło po francusku.-i hej Tomo.-poklepal chłopaka po ramieniu.-to jest Theo.-przedstawił swoje kochanie.
-jasne ze wrócę.-uśmiechnął sie do niego.-juz chciałbym wrócić bo trochę mi już chłodno.-powiedział drżąc lekko.
Chłopak skinął głową i wyszczerzyl się do niego. -po prostu nikogo tu nie znam.-wyjaśnił swoje zagubienie. -w sumie ja też znam tylko was...i nauczyciela.-Marc wskazał na mężczyznę który siedział kawałek od niech. -wiem wiem. Stąd ta kolacja. No i potem zostają moi bracia, Souijro i Rui. Wy też zostancie. Bez alkoholu żeby jutro wyglądać...ale na kawie zostancie. Zapoznacie się wszyscy.
Yuji zaśmiał się pod nosem i ucałował go w obojczyk. -ok rozumiem. Juz nigdzie nie pójdę. Kocham cie wiesz? Bardzo.
-chodź kochanie.-Takano poklepal swoje kolana. Marc teraz wesoło rozmawiał z Renem a on tłumaczył rozmowę Kanekiego z Theo. Koyuki latał z kamerą a Rui i Souijro gadali póki co ze sobą.
-dobranoc.-uśmiechnął sie i zasnął wtulajac się w niego mocno.
Takano po chwili po prostu powiedział żeby jako dogadali się po angielsku skoro oboje umieją i poszedł do swoich kumpli bo dawno z nimi się nie spotykał i chaial z nimi pogadać. Cieszył się też ze wszyscy się zapoznali i rozmawiając ze sobą.
-to nie to, prawda?-spytał patrząc na niego jeszcze bardziej zmartwiony.-nie oklamuj mnie Kazu.-poprosił cicho.-widzę ze coś cię boli...-powiedział patrząc na niego.-nie oklamuj mnie...wtedy jeszcze bardziej się martwię. Nie możesz po prostu dać mi sobie pomóc? Nawet jeśli wiele nie mogę...to chociaż opatrze to co cie boli...
-a niech tylko któryś spróbuje!-zaśmiał się wesoło zaraz wyjaśnił Marcowi z czego wszyscy się śmieją. -więc może ja zacznę?-zachichotał Marc za co oberwał od Takano po głowie.-o widzisz jaki jest? Nawet zacząć mi nie pozwala.-zaśmiał się.-a tak serio to uważaj. Widzisz jak na ciebie patrzy? Z łóżka cię nie wypuści na miesiącu miodowym. Poważnie się zastanów czy warto wychodzić za takiego napaleńca.-zaśmiał się wesoło w wraz z nim Rui i Soujiro.
-przecież widzę że coś jest. Nie jestem głupi.-fuknął.-Daj sobie pomóc Kazu...nie podoba mi się że tak się zachowujesz. No bo...jesteśmy parą tak? No i...kiedy widzę że coś cię boli to chcę pomóc...pielęgniarki już nie ma a ja mam klucz od jej gabinetu bo mi dała więc...więc na prawdę mogę cię opatrzyć. Nie będę wnikał ani komentował ani nic...ja chcę tylko żeby przynajmniej mniej cię bolało...nie możesz mi zaufać?
Reszta roześmiała się wesoło. A następny wypowiedział się Soujiro -Jak się uchleje to nie sposób odprowadzić go do domu.-westchnął teatralnie rozmasowując swoje ramię a Marc energicznie pokiwał głową. -Co to się działo...najgorzej jak go nie rozumiałem a on się do mnie przystawiał.-zachichotał. -skąd ja to znam, całował wszystko co się ruszało.-roześmiał się Shoujiro. -nawet nie przypominaj.-jęknął Rui a Takano spłonął rumieńcem.
Yujiego zatkało. Poczuł jak mu duszno i jak boli go serce. Resztę lekcji przesiedział wpatrując się w okno i zastanawiając się dlaczego chłopak odtrąca go za każdym razem kiedy jest podobna sytuacja. Kiedy zaczęła się przerwa stanął za nim i z szoku zakrył usta dłonią. -wstawaj. Nie obchodzi mnie co znowu powiesz po prostu wstań i chodź za mną. Muszę ci to opatrzyć...to musi być coś poważnego skoro krew przeciekła przez marynarkę...Kazu proszę...
-no nie kochanie, za pierwszy razem też nie rozumiałeś bo gadałem po francusku.-zaśmiał się.-no cóż...moi przyjaciele na mój temat już się wypowiedzieli...może kolej twoich?-spytał go wesoło.
Yuji uśmiechnął się do niego lekko. -dziękuję...-powiedział i zaczął ich prowadzić do gabinetu pielęgniarki. Otworzył drzwi i wpuścił ich pierwszych.-Połóż go na kozetce...ale tak żeby leżał na brzuchu.-poprosił zaraz sięgając po apteczkę.-um...pomożesz mi zdjąć z niego górę od mundurka?-spytał patrząc na Yabu.
-No do tego ostatniego nie byłbym taki pewny kotuś.-zaśmiał się Takano zakładając mu niesforne kosmyki za ucho. -to pikuś, to mu przeszło.-zaśmiał się Jun.-Najgorzej że nadal jest uparty jak osioł.
-Kazu...jak wiem że nie chcesz. Ale...ale coś zrobić jednak trzeba...tak być po prostu nie może.-powiedział delikatnie oczyszczając jego plecy z kawałku podkoszulka. Potem nalazł wody do miski i zaczął je obmywać.-um...potem będę musiał je zdezynfekować i będzie boleć...przepraszam.
-no oczywiście że nie.-zaśmiał się i ucałował go w nosek.-nikt nie jest. A ostatnio oboje chodzimy na kompromisy.-znów się roześmiał. Koyuki wyłączył kamerę i klasnął w dłonie. -dzięki za wspaniały materiał. A teraz młoda para niech lepiej idzie spać. Nie chcemy jutro być na ślubie zdechlaków.
Yuji opatrzył mu rany a potem opadł ciężko na krzesło. -to pewnie moja wina...to na pewno przez to że nie wrócił na noc o domu.-pociągnął nosem.
-mhm...zwłaszcza ten lot.-przyznał też ziewając i wchodząc do windy.-chyba umyję się jutro przed ślubem...a teraz tylko padnę na łóżko i spać.-przeciągnął się lekko.
-um...-chłopak skinął niepewnie głową trawiąc usłyszane informacje.-mimo że on nie chce to chciałbym mu jakoś pomóc. To boli widzieć go w takim stanie...nie chcę żeby cierpiał.-westchnął cicho.
-spokooojnie kochanie.-zaśmiał się u ucałował go namiętnie zanim winda się zatrzymała.-ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się i wyszedł na korytarz.
-wiem że nie wiele mogę...i wiem jaki jest uparty.-westchnął.-ale nie będę siedział z założonymi rękoma kiedy on ma zdartą skórę z pleców.-powiedział trochę ostrzej niż zamierzał.
Takano rozebrał się do bokserek i położył się z drugiej strony chłopca. -dobranoc.-powiedział i od razu zasnął.
-nie wiem co. W ogóle nie mam pomysły...nie mam nawet komu tego powiedzieć ani prosić o radę bo wtedy on się wścieknie...-westchnął.-um...a ty próbowałeś już coś z tym robić?
-Tatuś! TATUŚ! Wujek zniknął!-Takano obudziło głośne krzyczenie Yuyi. -hmmm? jak to zniknął?-spytał rozglądając się po sypialni i zerkając na zegarek.-za dwie godziny musimy być gotowi...
-um...a nie możemy tego zgłosić z...no dowodem?-wskazał na plecy Kazuo.-ale pewnie wtedy i na mnie się wścieknie...-westchnął cicho.
-Nie powinieneś biegać. Chodź, usiądziemy i pogadamy.-powiedział ciągnął go na ławkę i siadając obok niego.-czego się tak boisz?
-nie nagrałem...nigdy nawet tego nie widziałem.-mruknął.-w sumie widziałem go tylko raz jak podwoził mnie do domu, jak odbierał Kazuo ze szpitala. Był normalny...poza tym że patrzył na mnie jakoś dziwnie. Poczułem się trochę nieswojo.-westchnął myśląc ze nic nie może zrobić żeby chłopakowi pomóc.
-ale czy kompromis nie jest dobry? Sprawia że oboje macie korzyści.-zauważył spokojnie.-no i nie sądzę żeby miało się coś zmienić. Ta obrączka to będzie tylko takie dowód na to że się kochacie. Bo przecież nadal tak będzie i to się nie zmieni. Co niby miałoby się tak zmienić?
-jest świetny. Z matmy jest geniuszem i...już nie raz go prosiłem żeby zaliczył dobrze egzaminy końcowe i poszedł ze mną na studia. Ale zawsze jak poruszałem ten temat robił się drażliwy i zły...więc przestałem.-zwiesił głowę.-a jak zrobimy coś bez jego wiedzy to będzie jeszcze bardziej wściekły.
-przecież wasza jest prawdziwa.-zauważył.-no i sam mu zaproponowałeś kiedy chcesz ślub.-dodał spokojnie.-cóż...Takano wpadł do mojego pokoju że nigdzie nie może cię znaleźć i że zwiałeś mu jeszcze zanim w ogóle stanęliście przed ołtarzem. Postawił na nogi wszystkich gości więc...w sumie to po prostu wylosowałem najkrótszą słomkę i dostał mi się dwór.-zaśmiał się.
-jeśli ciągle będzie bity to nie sądzę żeby jego organizm to wytrzymał. Nie zregenerował jeszcze sił po wypadku a teraz to.-pokręcił głową.-musi dbać o swoje ciało.
-cóż...jeśli bardzo tego nie chcesz to może mu to powiedz? Póki jest jeszcze czas. Ale to na prawdę nic aż tak strasznego.-objął go ramieniem.-boisz się bo tego nie znasz ale każdy tak ma przed ślubem. Zobaczysz że po wszystkim będzie lepiej.-uśmiechnął się do niego.-cóż ciebie tak ale nie to miasto. Wracajmy już moze, co? Bo twój narzeczony na prawdę wariuje martwiąc się że coś mogło ci się stać.
Yuji westchnął ciężko patrząc przez jakiś czas na śpiącego Kazuo. -więc nic nie możemy zrobić?-spytał ocierając łzy.
-ech Tomo...jeśli go kochasz to skąd ten strach? Boisz że potem nie będziecie się kochać tak samo?-spytał patrząc na niego. Po dłużesz chwili odebrał dzwoniący telefon.- no hej Takano... -i co znalazłeś go? My przeszukaliśmy cały hotel i nigdzie go nie ma. A co jak ktoś mu coś zrobił? Znalazłeś go? -coż...znalazłem...ale wrócimy za chwilę. Możesz się uspokoić, nic mu nie jest.
-ugh...naprawdę mam ochotę go czasem walnąć za to że jest takim upartym głupkiem.-westchnął.-ech...nie musisz tutaj siedzieć. Poradzę sobie.
-Tomo...czy on kiedykolwiek zrobił coś takiego? Nie.-przytulił go do siebie.-Ten facet dba o ciebie jak nikt na świecie. Nieba by ci uchylił. Nigdy by ci krzywdy nie zrobił i nie zrobi. A teraz jest na prawdę zmartwiony. Jak zadzwonił to pytał czy nic ci nie jest.
-um...nie zrobiłby mi krzywdy...trochę pokrzyczał...wtedy ja na niego też bym zaczął krzyczeć...-podciągnął kolana pod brodę i objął je ramionami.-ech...na prawdę czuję że to moja wina...
-obiecuję chociaż na prawdę nie masz się czym martwić w tym wypadku.-powiedział i wyjął z kieszeni swojego elektrycznego papierosa.-masz. Sama para ale to zawsze coś. Jakoś nie umiem się oduczyć nawyku.-zaśmiał się.
-to nie tak że maskuje się lepiej czy gorzej.-zaprotestował.-ja to po prostu widzę.-wywrócił oczyma.-już teraz tak jakby uczę się na lekarza więc...to po prostu widać.
-ok, ok.-schował papierosa do kieszeni i wstał.-a teraz już chodźmy.-spojrzał na zegarek.-bo się z niczym nie wyrobicie.
-cóż...Kazu się krzywi, ale od razu to maskuje. No i rusza się inaczej. Po tym od razu to poznaję. Jak go nic nie boli to rusza się tak swobodnie i w ogóle, a jak coś go boli to uważa na każdy ruch.-wyliczył.-no i jeszcze inaczej ze mną rozmawia...robi się taki zdystansowany...
-Tomo!-Takano podbiegł do niego i objął go mocno.-nic ci nie jest, tak bardzo się martwiłem ze coś ci się stało, że ktoś cię porwał i zrobił krzywdę. Tak bardzo się martwiłem...-powiedział z ulgą w głosie.
-ale nadal za mało...-zaśmiał się i sam wyjął swoje zeszyty. Skoro czekali aż Kazuo się obudzi mógł zrobić lekcje.
-po prostu już mnie tak nie strasz...i nie biegaj bo zasłabniesz...i będzie cię bolało...-powiedział zaraz biorąc go na ręce.-tak strasznie się zmartwiłem...-powtórzył tuląc go do siebie.
-leż jeszcze!-powiedział Yuji zatrzymując go przed założeniem bluzy.-muszę jeszcze raz obejrzeć twoje rany, zmienię ci od razu opatrunki...proszę leż...nie musisz ze mną rozmawiać...po prostu się mnie słuchaj przez chwilę..-mruknął przygryzając dolną wargę.
-jasne skarbie...zjesz też jakieś lekkie śniadanko. Kanapki mogą być? Zostało trochę tych które zrobiłem dla Yuyi.-uśmiechnął się do niego.-a potem się szybko wyszykujemy. Zostało niewiele czasu.-powiedział patrząc na niego z uśmiechem.
Yuji zdjął mu opatrunki i po tym jak obejrzał rany założył nowe. -proszę tylko żebyś uważał na plecy...są w opłakanym stanie. Jutro znów ci je obejrzę.-powiedział kiedy skończył.
-spokojnie kochanie. Jak ty będziesz jadł to ja zacznę się szykować. Wyszykuję Yuyę a potem ze wszystkim ci pomogę. Damy radę.-powiedział z uśmiechem idąc nim do windy a potem do ich pokoju.
-Um...to będzie zły pomysł iść za nim, prawda?-upewnił się patrząc na Yabu.-na pewno zły. wracam na lekcje.-powiedział wychodząc z gabinetu i czekając aż chłopak też wyjdzie żeby go zamknąć.
Takano podał mu jeszcze leki a potem zabrał Yuyę i poszedł się z nim szykować.
Chłopak skinął niepewnie głową i po tym jak zamknął gabinet poszedł po swoje rzeczy. Pobiegł za Kazuo wcześniej pisząc jeszcze smsa do brata żeby ten się nie martwił.
Takano uśmiechnął się lekko zaraz podchodząc do niego i wiążąc mu krawat. -leży na tobie idealnie. Wyglądasz ślicznie kochanie.-ucałował go.-obrączki ma Koyuki...w odpowiednim momencie nam je poda.
Yuji zatrzymał się kawałek dalej i schował się zeby Kazuo go nie zauważył. Trochę się bał że jak do niego podejdzie to zaczną się kłócić a tego nie chciał.
-Oj tak spokój kochanie. Wyglądasz świetnie. Mój przytojniak.-zaśmiał się I musnal jego usta.-cóż...ja byłem w nie umiera od dziecka.-wzruszył ramionami i wziął go za rękę.-ok, juz musimy iść. Yuya przeniosłem swoje rzeczy do do Koyukiego? -tak tatusiu.-odparł chłopiec z uśmiechem i mocno ich przytulił.-będę tęsknił. -my też...
-um...-Yuji niepewnie wstał i do niego podszedl.-przepraszam myślałem ze będziesz na mnie zły...-przyznał szczerze I spuścił głowę.
-prawda.-uśmiechnął sie I wziął chłopca za rączkę.-a teraz już idziemy. Na prawdę musimy.-powiedział wychodząc. W hallu na dole juz czekali na nich goście.
-um...rozumiem...-powiedział zerkajac na niego.-ale mimo to...chciałbym być dla ciebie wsparciem...i w ogóle. Na prawdę się kocham Kazuo...
-w ogóle nie będę. Nie martw się.-uśmiechnął sie do niego.-a jak ja pomyle to będziesz zły?-spytał zaraz I wsiadł do samochodu za kierownicą. Koyuki go jednak powstrzymał. -ja poprowadzę. Ty wyglądasz jakbyś miał zemdlec.-zaśmiał się. -dzięki.-uśmiechnął sie I usiadł z tyłu z Tomo i Yuya.
-ugh...mi też nic nie było jak nękal mnie twój fanclub ale się uparłes i i tak mi pomogłes. Tez potrafię być uparty, wiesz? I to juz na prawdę nie są żarty Kazuo. Jesteś sportowcem a twoje ciało jest w opłakanym stanie. Nie podoba mi się to wiesz? Ze tak mnie odtracasz...-powiedział ze spuszczona głową.-jakbyś nie przyszedł to ja bym przyszedł do ciebie.
-wiec będzie dobrze kochanie...-uśmiechnął sie chociaż czuł jak trzęsą mu się ręce. Starał się zachować spokój żeby bardziej nie stresować chłopaka ale sam był nieźle zestresowany. Kiedy dojechali na miejsce wziął głęboki wdech i wysiadł z samochodu.
-odtracasz.-tupnal noga.-jakbyśmy razem pomyśleli i porozmawiali to jestem pewny ze coś byśmy wymyślili. Ale ty nie chcesz. Jakbyś nie chciał zmieniać tego ze twoj ojciec stanowi zagrożenie i bije cie przy pierwszej lepszej okazji! myslisz ze jest ok tak dlugo jak obrywasz tylko ty? A co jak dopadnie twoje siostry? Albo nawet mnie?
-w sumie...to unikalem tego tematu jak ognia. Wiec nie wiem. Tomo chce zachować swoje nazwisko i ja też. Wiec może oboje zdecydujemy się na podwójne?-wzruszył ramionami.-na prawdę nie wiem.
Yuji poczuł spływające po policzkach łzy. Nie chciał go tak tracić. Wiedział ze znowu tak będzie kiest spróbuję go zmusić do działania. Złapał go mocno za przód bluzy i uderzył w tors. -ty głupku! Znów masz zamiar uciec! Myślisz ze w ten sposób wszystko rozwiążesz!? Przestać w końcu uciekać! Rozwiąż tak raz a dobrze...przecież można coś tym zrobić...tak żebyś ty tez był bezpieczny...można...-mówiąc cały czas uderzał dłońmi o tors chłopaka.- głupek...głupek...skończony idiota...
-Nie będę zły Yuyuś. Przecież nigdy nie mówiliśmy żeby wziął nasze nazwiska. Kochamy cie I wiemy ze ty nas tez. Ale wiemy ze nadal kochasz swoich rodziców. Spokojnie.-objął go delikatnie.
Yuji cieszył się w głębi duszy ze go nie sparaliżowało. Zdjął but I nie zważając na to ze chłopak ma ranne plecy rzucił nim w niego. -ty idioto!-krzyknął biegnąc za nim i stając przed nim. Uderzył go otwarta dłonią w policzek.-tak mało dla ciebie znacze!?-krzyknal czując jak się rozpada i jak po policzkach spływa mu coraz więcej lez.
-dobrze maluszku.-zmierzwil mu wesoło włoski.-a teraz idź powspieraj wujka bo pewnie stresuje się bardziej ode mnie.-powiedział a potem zaczął nerwowo chodzić po pokoju.-umieram Koyuki...na prawdę się stresuje coraz bardziej...
-głupek z ciebie jeśli myślisz ze w ten sposób mnie obronisz.-powiedział wciąż nie mogąc powstrzymać lez.-zaraz poszedłbym do twojego domu...pewnie z bratem ktory chcialby ci nakopac...a ja bym zaczął się drze na twojego ojca ze zepsol moj pierwszy związek.-wcisnął się w niego mocniej czując te męskie ramiona wokół siebie które tak kochał.-jeśli ci na mnie zależy...to mnie nie zostawiaj. To boli...tak bardzo boli...
-no wierze ci na słowo.-zaśmiał się.-ech Koyuki kiedy wychodzimy? Bo ja tu serio zaraz zejde. Ciesze się na to...ale sres mnie pożera...-westchnął opierając się o ścianę.
-ech...bo chce żebyś w końcu zaczął działać Kazuo. Żebyś ochronil nie tylko mnie ale i siebie...żebyśmy żyli sobie szczęśliwie.-powiedział patrząc mu w oczy.-chciałbym żebyś się zajął źródłem problemu...a nie objawami które mogą być albo już są. Rozumiesz?
Takano wywrocil oczyma i powoli zaczął pić wodę. Po dziesięciu minutach wstał z krzesła. -dobra...idziemy...-powiedział jeszcze dopijajac wodę i starając się powstrzymać drżenie rąk.
Yuji opadł ciężko na ziemię i rozplakal się jeszcze bardziej. -to ty nic nie rozumiesz! Nie rozumiesz ze w końcu powinieneś przestać uciekać! I ze teraz ranisz mnie bardziej niż kiedykolwiek mógłby twój ojciec!-krzyknął powoli dlawiac się napływającymi łzami.
Chłopiec skinął wesoło główka i wtulil się w niego. -bardzo.-powiedział uśmiechając się jeszcze. Jun położył Tomo rękę na ramieniu. -juz czas.-powiedział spokojnie.
Yuji się dozpadl.Pierwsze raz zaznał takiego szczęścia a teraz czuł jakby ktoś go rozerwal na kawałki i zostawił przy życiu. Juz nic go nie obchodzilo. Mogl tu nawet zdechnac. Napisal jeszcze wiadomość do brata żeby mu pomógł i ze jest za szkoła po czym zamknął oczy. Chciał żeby to było tylko złym snem.
Takano juz tak czekał. Patrzył na wchodzącego chłopaka z lekkim uśmiechem. Czuł jak mu miękna kolana i cieszył się ze jego brat stoi za nim. Miał asekuracji w razie jakby upadł. Wyciągnął rękę w jego stronę.
-co się stało?-spytał słabo. Sam chciał tylko znaleźć się już w domu. We własnym łóżku i tam spędzić resztę życia.
Takano uśmiechnął się nieco pewniej kiedy spojrzał w oczy chłopaka. Był już trochę spokojniejszy. Miał go tu przy sobie więc co złego mogłoby się stać. Z taką myśla przyzyl prawie całą ceremonię aż do momentu przysięgi. Miał być pierwszy ale kiedy otworzył usta nie był w stanie nic powiedzieć. Zapomniał. Nie wiedział nic. Koyuki w końcu lekko go kopnął. -improwizuj.-szepnął mu jeszcze. Takano spojrzał jeszcze raz w oczy Tomo. Może nie pamiętal napisanej przez nich przysięgi ale przecież doskonale wiedział co czuje. -od naszego pierwszego spotkania wiedziałem ze to ty będziesz tym jedynym. Chociaż minęło niewiele czasu...to wydarzyło się na prawdę wiele rzeczy które tylko bardziej nas do siebie zbliżyły. Wspieralismy siebie nawzajem i dazylismy miłością. I przysięgam ci ze nadal tak będzie. Przysięgam ze bez względu na wszystko będę cię wspierał, nie wazne jak bedziesz chory bede sie toba opiekowal i bede cie zawsze kochal. Przysięgam tez zawsze kochac i bronić nasza mała rodzinkę.-znów wziął głęboki wdech I położył mu dłoń na policzku.-wiem też ze czasem potrzebujesz chwili dla siebie, a kiedy będziesz chciał pobyć razem zawsze będę przy tobie.-skończył odsuwajac dłoń od policzka chłopaka.
-będzie dobrze...bo wy się wspieracie.-powiedział I poczuł jak łzy znów wracają.-tego nie mogęci oobiecać. On mnie rzucił Shuji...niby dla mojego dobra przez tego swojego popierdolonego ojca.
Takano nie czekając na pozwolenie ze mogą się pocałować przysunal chłopaka bliżej siebie ale zaraz został powstrzymanie przez Koyukiego który złapał go za ramię i podał im obrączki. Takano z uśmiechem wsunal jedna z nich na palec Tomo. Potem podał mu swoją dłoń by ten mógł zrobić to samo.
-nie wierze w coś takiego.-burknął.-nie wierze ze można kogoś zostawić z miłości.-dodał patrząc gdzieś w bok.-nic sobie nie zrobię...-dodał znacznie ciszej.
Takano uniósł go delikatnie i podalowal ciesząc się ze go ma. Ze to najbardziej stresujące juz za nimi i ze się udało. Cieszył się ze pomimo że nie pamiętali napisanych przysięg to te prosto z serca były o wiele lepsze. Słyszał brawa I dźwięk robionych zdjęć ale wszystko to ignorowal. Liczyła się tylko ta ich chwila.
Yuji mu pomachal a potem poczlapal przygaszony do domu. Westchnął wchodząc do środka i po tym jak zrobił sobie szybki obiad padł na kanapę oglądając tv.
-wiem...ale teraz liczysz się tylko ty.-uśmiechnął się i pogłaskał go po policzku.-ale dobrze...odpuszczę teraz bo wiem że potem dostanę więcej.-zaśmiał się i złapał go za rękę. Zaczął się kierować do wyjścia.
Yuju wpatrywał się pustym wzrokiem w telewizor co chwilę zerkając z nadzieją na telefon. Jakaś część jego chciała żeby Kazuo chociaż to niego zadzwonił druga zaś nie chciała go więcej widzieć.
-mówiłem. ale mówić to ja sobie mogę.-zaśmiał się przyjmując prezent od Marca i Theo. -to nic wielkiego, serio!-powiedział śmiejąc się.-ale no...zajmę wam trochę więcej czasu bo przecież jeszcze życzenia! A na nowej drodze życia...życzę wam dużo szczęścia, miłości...-zamyślił się chwilę.-a na miesiącu miodowym dużo seksu.-zaśmiał sie i przytulił ich obu. -dokładam się do życzeń.-dodał Theo. -ej szybciej tam.-pośpieszał ich Ren bo biedak stał na samym końcu kolejki która się do nich ustawiła.
Yuji zatrzymał się w drzwiach. Przygryzł dolną wargę żeby zaraz nie wybuchnąć płaczem i poszedł na swoje miejsce.
-Jakie za dużo?-spytał ze śmiechem tuląc swojego męża. Kiedy Marc odszedł przyszła kolej na Keichiego i jego narzeczoną.
Yuji nie odpowiedział. Nie musiał dawać ściągać geniuszowi. Prędzej mogło być na odwrót. Westchnął ciężko podpisując się na kartce i wbijając w nią wzrok.
-dzięki.-uśmiechnął się.-no mam nadzieję że zobaczymy się na twoim ślubie.-zaśmiał się zerkając też na kobietę stojącą obok mężczyzny.
Yuji w ogóle nie mógł się skupić więc napisanie testu zajęło mu całą lekcję. Miał jednak pewność że zrobił zadania dobrze. Pomimo doła nie miał zamiaru opuszczać się w nauce.
-źle się czujesz?-spytał go zmartwiony.-zaraz będziemy wracać do hotelu to usiądziesz...-powiedział przytrzymując go mocno.
Yuji nie odezwał się do chłopaka słowem. Czasem tylko dość chłodno wykonywał polecenia. Uniósł ich w części gotową mieszaninę w probówce i część wylała mu się na rękę. Była gorąca od podgrzewania i go oparzyła.
-ok skarbie.-powiedział z uśmiechem. Kiedy wszyscy już złożyli im życzenia zaniósł chłopaka do samochodu pozwalając Koyukiemu prowadzić.
-puszczaj mnie słyszysz?! Mam ranną rękę nie nogę! Mogę iść!-fuknął na niego. nadal się trochę szamocząc.to nic takiego umiem się sobą zająć.-dodał wściekle.
-ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się i zaczął go głaskać po włosach.-dziękuję skarbie. Będzie fajnie, zobaczysz.-ucałował go w policzek. -a jak będą wyglądały oczepiny?-spytał Koyuki bo jakoś go to gryzło. -normalnie. Tylko ze polecą dwa krawaty.-zaśmiał się.
Yuji wściekle wierzgał nogami. -nic ci do tego co mi dodaje a co nie.-burknął mimo wszystko się rumieniąc.-dzien dobry...-mruknął do pielęgniarki i pokazał jej rękę zaraz tłumacząc co się stało.
-wiesz skarbie...ja myślę żeby zrobić dwie grupy. Dla ukesiów rzucasz ty a dla seme ja. Moze być?-spytał wesoło. -Szybko takie rzeczy ustalacie.-zaśmiał się Koyuki zatrzymując się na świetle.
-dziękujemy...-zdążył tylko powiedzieć Takano i spojrzał zaskoczony na Tomo.-ok...wchodzimy do środka bo czeka na nas obiad.-powiedział z uśmiechem.
Yuji burknął coś pod nosem niezadowolony. Nie chciał się klucic ale nie miał zamiaru odpuszczać. Został zraniony. I nie obchodziły go argumenty typu ze Kazuo go zostawił bo go kocha. Coś takiego nie miało dla niego sensu.
-cóż...sądzę że upominkami zajmiemy się po toascie i pierwszym tańcu...i chciałbym się tym zająć jak Yuya pójdzie spać bo nie wiadomo co moi przyjaciele wymyślili...-zaśmiał się.-ale wiem ze mały źle by się z tym czuł wiec przed pokazaniem gościom będziemy zaglądać do środka.-powiedział i zaczął z nim iść do stołu gdzie cześć gości juz siedziała.
Kiedy zostało posprzątane Yuji usiadł i westchnął ciężko. Zastanawiał się dlaczego to się tak źle potoczyło i czemu to zawsze jego spotyka. "Przecież zasługuje na trochę szczescie" pomyślał kopiac wściekle powietrze.
[A temu skąd się takie myśli wzięły skoro teoretycznie juz nie są razem? XD]
-wiem...ale córka Koyukiego szybciej pójdzie spać. Jest malutka I niedługo wytrzyma.-zaśmiał się I zajął swoje miejsce.-juz nie mogę się doczekać aż zobaczę tort zrobiony przez mojego nauczyciela.-powiedział zacierając ręce z uciechy.
[Och czyli teraz to wina Yujiego? XD no to sobie wypraszam XD]
-nie powinieneś iść na trening.-wyrwało się Yujiemu zanim ugryzł się w język. Chłopak szedł zaraz za nim i dobrze wiwiedział gdzie idzie Kazuo.-mówię to jako lekarz...-burknął zaraz patrząc w bok. Martwił się ale nie chciał żeby chłopak się o tym dowiedział.
-Oj no bez przesady.-zaśmiał się I popatrzył na niego z uśmiechem.-obiecuje pilnować się dzisiaj z alkoholem...Ale coś czuje ze i tak padnę jak tylko wrócimy do pokoju.-powiedział kątem oka widząc jak kelnerzy wnoszą pierwsze danie.
[No raczej ze jego XD]
-gdyby nie ten doktor bez uprawnień to byś się wziął i wykrwawil.-fuknal I ruszył przodem na swój trening.
Takano cały czas trzymał Tomo za rękę. Kiedy Koyuki mówił niejednokrotnie miał ochotę brata uderzyć. Po toascie Koyuki zaczął wesoło klaskac. -gorzko! Gorzko!-krzyczał przy tym a reszta gości zaraz do niego dołączyła. Takank zaraz się odwrócił przodem do Tomo żeby go pocałować
Yuji juz mu nie odpowiedział. Być zły I potrzebował czegoś żeby te złość wylądować. Uznał ze dodatkowy trening będzie idealny wiec juz po chwili zniknął w sali do kendo.
Takano westchnął ciężko kiedy film zaczął lecieć. Było tam wiele scen z ich codziennego życia ale bardzo często pojawiały się momenty jak się wspierają albo po prostu dobrze bawią. Nie obyło się bez pocałunków i uścisków i tych bardziej romantycznych scen. Takano oglądając film objął Tomo ramieniem.
-widzę...-bąknął szurajac noga po piasku.-przyszedłem zobaczyć jak się czujesz...jak plecy i um...żeby jakoś cie przekonać żebyś jakoś rozwiązał ten problem...-powiedział w końcu patrząc na niego.-bo ja już tak nie chce Kazu...to boli kiedy nie jestem z tobą. Na prawdę mnie nie obchodzi ze coś może mi się stać...wiec...wiec chciałbym cie tez zaprosić na moje urodziny...-Wyciągnął w jego stronę kopertę z zaproszeniem.
-ja cienie tez.-uśmiechnął sie do niego a potem do brata.-dzięki Koyuki.-pomachal mu. -ależ to nie wszytsko. Nawet nie wiecie jakie fajne pornografii wyszło z uzbueranych fragmentów.-zaśmiał się. Wesoło. -no oczywiście...to obejrzymy sami... -albo z nami po północy.-zaśmiał się Ren.
-um..ok...-Yuji zdążył tylko powiedzieć. Stal tam jeszcze chwile gapiac się w drzwi.
-wow...-Takano otworzył szeroko usta. Chwycił Tomo za rękę i wstał żeby owe arcydzieło pokroić. Przy torcie stał tez jego nayczyciel który porwał go w objęcia jak tylko podeszli. Przytulił tez Tomo. -to mój prezent dla was. Wszystkiego najlepszego...i oby wasze wspólne życie było równie słodkie.-zaśmiał się wesoło.
-oj uwierz...chciałbym zrobić coś więcej niż zwykle pouczenie. Ale braciszek mi zabronił.-mruknął wpuszczają go do środka.-uparł sje żeby czekać na ciebie z tortem.-dodał jeszcze.-nie popsuj mu tego dnia.-powiedział na koniec i wrócił do gości. Yuji pomachal mu wesoło jak tylko go zauważyl. To były jego urodziny. Jedyny dzień w roku gdzie absolutnie nic nie mogło pójść źle.
-wiem...ale na pewno smakuje tak samo dobrze jak wygląda...wiec grzechem byłoby go nie zjeść.-zaśmiał się I powoli ukroil z nim pierwszy kawałek kładąc go na talerzyku. Goście po kolei podchodzili po kawałek tortu.
-um...wiec juz...juz...znów mnie kochasz?-spytał czując znajomy uścisk. Ten za którym tak bardzo tęsknił.
-ja tez będę. I nie tylko dzisiaj.-ucałował go w policzek.-tez bardzo cie kocham.-uśmiechnął sie I ukroil kawałek dla siebie kiedy już reszta gości dostała swoje-zostało dużo...będzie co jeść.-zaśmiał się.
-um...a obiecasz mi ze juz mnie nigdy nie zostawisz?-spyspytał przytulając się do niego mocno.-ja tez nie chce żeby coś ci się działo. Bardzo nie chce. Bardzo...-powiedział cicho ale pewnym siebie głosem.
-Wiem wiem.-zaśmiał się I wrócił na swoje miejsce.-mmmm...na prawdę jest pyszny...-dodał jedząc swój kawałek tortu ze smakiem.-kochanie? A wiesz ze po torcie mamy nasz pierwszy taniec?
-mou...ale jak mam Cię inaczej zmusić do działania?-spytał patrząc teraz na niego.-no jak? Wiesz ze ja tez się o ciebie martwię? I chciałbym żeby źródło problemu zniknęło.-powiedział znów się mocno w niego wtulajac. -ej golabeczki...pogruchacie jak goście pójdą.-odezwał się Shuji bo przecież już godzinę czekał na robiony przez brata tort.
-oj ja wiem kochanie...i bardzo to lubię. Ale to nie czas ani miejsce na takie tańce. Ja cie dzisiaj poprowadzę wiec spokojnie.-uśmiechnął sie do niego jedząc dalej swój torcik. Kiedy skończył odłożył widelczyk.
-pomówimy kiedy indziej.-powiedział informując go ze rozmowa została tylko odłożone i na pewno do niej wrócą. Nie miał zamiaru odpuszczać. Martwił się o niego i nie podobało mu skę to jak chłopak jest traktowany w domu. Chciał żeby na prawdę obaj byli szczęśliwi. Wstał i poszedł do kuchni po tort który postawił na stoliku. Zapalił świeczki jak dołączyl do niego Shuji.
Takano uśmiechnął się do niego delikatnie i wziął go za rękę. Poszedł z nim na parkiet a tam objął w pasie przysuwajac go bliżej siebie. Kiedy muzyka zaczęła grać zaczął się poruszaj w jej rytmie prowadząc Tomo.
-a teraz pomyślcie życzenia i zdmuchnijcie świeczki.-powiedział wesoło Kenta. Yuji od razu zamknal oczy i pomyślał o tym ze chce żeby problemy w domu Kazuo się rozwiązały, żeby mógł być z nim szczęśliwy. Otworzył oczy i spojrzał na brata i razem zdmuchneli świeczki.
-wiem kochanie...ale dzisiaj jest nasz dzień. I będą się na nas gapic.-szepnął mu na uszko tańcząc z nim dalej.
Yuji uśmiechnął się wesoło, Shuji tez nie mógł powstrzymać wesołego uśmiechu. Objął brata ramieniem I śpiewał razem ze wszystkimi. Kiedy skończyli śpiewać Yuji zaczął kroić torcik.
Zaczęły tez lecieć trochę szybsze piosenki i kiedy Takano obtancowal z połowę gości z ulgą przyjął przerwe. Sobie zrobił drinka żeby za bardzo się nie upić. Whisky z cola I z lodem zrobił również Marcowi. Wziął łyk I uśmiechnął się do Tomo. -wyglądasz na zmęczonego...może odpoczniesz chwile?
Yuji uśmiechnął się na ten widok. Cieszył się szczęściem swojego brata. Podał wszystkim po kawałku a kiedy i sobie ukroil usiadł obok Kazuo. -um...jak długo możesz zostać? Jeśli nie możesz na noc to nie zostawaj...-spytał go cicho.
-cóż...jeden słaby drink raczej ci krzywdy nie zrobi.-uśmiechnął sie i wstał sięgnął po szklankę i zrobił Tomo bardzo słabego drinka. Podał mu go I znów usiadł.-mogę tu z tobą posiedzieć. Żebyś nie siedział sam.-powiedział głaszczacgo po włosach.
-wiec zostaniesz dłużej?-spytał z uśmiechem.-um...a tort ci smakuje?-spytał jeszcze. On swój co chwile, po kawaleczku wkładał do buzi. Uznał ze mu wyszedł.
-mhm...no dobrze.-zgodził się I go pocałował.-ale pamiętaj skarbie, jeden drink.-puknal go palcem w nosek.-ja tez nie będę dużo pił.
Chłopak zarumienil go okropnie ale nie protestował. Tęsknił za tuleniem I za całuskami wiec nie obchodzilo go to ze ktoś na nich patrzy. -Kazu...na prawdę nie musiałeś. Dla mnie prezentem jest już to ze przyszedłeś i ze znów jesteśmy razem. Nic więcej mi nie trzeba.
-dobrze kochanie.-ucałował go w policzek I odwrócił się do Koyukiego żeby z nim trochę pogadać na temat tego ze Yuya u niego zostanie na miesiąc. Chciał być pewnym ze małemu nic nie będzie.
-wystrugales?-spytał szczerze zaskoczony.-um...no ok. Ale na prawdę wystarcza mi to ze jesteś...i że nawet zostaniesz trochę dłużej.-uśmiechnął sie.-bo wiesz...w sumie to jesteś tu moim jedynym gościem. Reszta to bardziej goście Shujiego.-wyjaśnił jak to wygląda.
-Ufam ufam...no i racja będziemy z nim rozmawiać.-przytaknal spokojnie I wziął łyk drinka.-cóż...jeśli o mnie chodzi to jestem szczęśliwy. Na prawdę szczęśliwy. Cały ten stres się ulotnil...i na prawdę się ciesze widząc jego uśmiech.-powiedział ruchem głowy wskazując na Tomo.
-bylem za bardzo rozproszony. Przez ciebie.-puknal go palcem w tors.-jak juz mi załamania przeszło to zachodzilem w glowe jak cie odzyskac. Wiec nawet nie myslalem o ich zapraszaniu, wiesz? Wiec z kumpli z naszej klasy jest yylko Kenta. Ale to zdecydowanie gosc Shujiego.-zasmial się.
-ja tez tak czuję. Czuje ze z nim poge wszystko.-powiedział wesoło patrząc na brata. Jun wzruszył ramionami. -pewnie jak skończę studia...-odparł zarumieniony chłopak a Jun skinął głową. Nie planował tego wcześniej.
-to ty jesteś okropny.-burknął Yuji bo przecie to Kazuo jego zostawil a nie na odwrót. Przysluchujacy się ich rozmowie Kenta roześmiał się wesoło. -oho...komuś tu by się przydał seks na zgodę.-zaśmiał się a wraz z nim Shuji. Yuji oblał się rumiencem.
-jasne. Będziemy wpadać.-uśmiechnął sie Jun.-no...jak się czujesz jako pan młody?- spytał wesoło.
-no co?-spytał Kenta przestając się śmiać i patrząc na niego. -Yuji cie nie dopuszcza czy to raczej ty nie chcesz?-dodał zaraz Shuji patrząc na zarumienionego brata który starał się ten fakt ukryć.
-w takim razie na prawdę się ciesze.-powiedział wesoło.-ciesze się twoim szczęściem.-dodał z uśmiechem. Takano wstał I podszedł do niego. -moi bracia i przyjaciele nie dają mi spokoju z tymi prezentami...wiec idziemy je rozpakowaywac.-poinformował go wskazując na stosik prezentów.
Yuji ochoczo pokiwał głową. -ja...sam nie jestem gotowy. To znaczy...pewnie byłbym gdyby nie to co się ostatnio wydarzyło...ale czuje ze teraz zajmie mi to więcej czasu...-powiedział wbijajac wzrok w podłogę.
-zdecydowanie za dużo.-przyznał mu rację przyglądając się prezentom kiedy reszta gości zebrała się wokół nich.-no to może najpierw otworzymy prezent od Yuyi?-zaproponował podnosząc odpowiednie pudełko.
-mhm...-Yuji skinął głową a Shuji wzruszył ramionami. Nie będzie się przecież mieszał w ich związek. mlodszy z braci siegnal sobie po sok i wtulil sie w Kazuo.
-I zabierzemy ja w podróż.-powiedział z uśmiechem i przytulił chłopca który do nich podszedł.-dziękujemy. Jest na prawdę śliczna.-powiedział z uśmiechem.
[Ale ja wiem XD]
Kiedy goście poszli a Shuji poszedł do Kenty Yuji objął mocno Kazuo. Zdecydowanie odważniej niż kiedy byli goście. Rozumieniony uśmiechnął sie do niego figlarnie. -pocałuj.-poprosił patrząc mu w oczy.
-na prawdę chcesz to teraz otwierać?-spytał chociaż i tak bardziej obawiał się prezentu od Marca.-teraz po moim bracie można się przecież spodziewać wszystkiego. Nawet zemsty za tamten urodzinowy prezent.-przypomniał mu niepewnie otwierając opakowanie. I wcale się nie pomylił, zemsta była. W pudełku znajdowało się wiele jednorazowych woreczków z wazelina, takich jak te na próbki kosmetyków. A między nimi upchane były dwa karnety do kurortu w winnicy znajdującego się pod Paryżem.
Yuji obejmował go mocno i oddawał pocałunki z równą pasja. Za tym tez tęsknił. Zdążył już to polubić i czuł ze małe całuski nie będą mu przeszkadzać kiedy ktoś na nich patrzy.
-no dobra...wiec kolejny.-sięgnął po prezent który okazał się być od Keiichiego.-no...teraz ty otwieraj.-powiedział przekazując mu paczke.
-a ty okropny...-powiedział lekko dyszac po pocałuneku.-ale i tak cię kocham...-dodal tulac go mocno.-i juz mnie nie zostawisz, prawda?-popatrzyl na niego uroczo.
-w takim razie już nie mogę się doczekać aż popróboje twoich wypieków.-powiedział i z uśmiechem sięgnął po następny prezent. Tym razem od Koyukiego. Poza dwiema płytami na których nagrane były filmiki była też tam mala butelka słodkiego wina.
Yuji spojrzał na niego smutny i zaraz się od niego odsunął. Nie taka odpowiedź chciał usłyszeć. -Kazuo...ja chcę żebyśmy, tak jak w każdym związku, byli ze sobą nie ważne czy jest dobrze czy źle...i wspierali się.-zlapal jego twarz w dłonie.-rozumiesz Kazu? Ja wiem ze zrobiłem źle próbując rozwiązać sprawę twoich fanek samodzielnie...wiem to...no i, to ze ciągle uciekałem od problemu sprawiało tez on tylko narastal...
-mówiłem co żebyś otwierał te prezenty ostrożnie bo z nimi to nigdy nic nie wiadomo.-zaśmiał się I zaglądał jeszcze raz do pudełka. Była też tam koperta z pieniędzmi. Potem otworzył prezent od Ruiego a tam znalazł jedynie klucz do apartamentu jednego z hoteli w Paryżu. -no jako ze to hotele mojej rodziny...to macie zapewniony postój.-powiedział wesoło.
Yuji zaczął powoli sprzątać żeby potem mieć mniej do roboty. Czuł ze to ze jest im tak trudno to wina ojca Kazuo i był na prawdę wściekły. Czuł ze wtedy wszystko byłoby łatwiejsze a oni szczęśliwsi. Ze spędziłby swoje urodziny tak jak sobie wymarzl. Westchnął ciężko zmywajac naczynia.
[Mnie nie nawiedziła mój własny mail...i czasem wrednie nie informuje że przyszła nowa wiadomość z komentarzem wiec...XD]
Takano zamrugal kilkukrotnie. -cóż...dziękuję tato...-powiedział mimo wszystko szczerze zaskoczony. To było jedno z tych miejsc do których przez swoją macoche nie miał wstępu. Stąd też zrodził się pomysł kupna własnej wyspy. Takano sięgnął po prezent od Marca i Theo. Usiadl obok Tomo i zaczal otwierac pakunek. Ten był otatni. Marc zaraz zaczął wesoło machać rękoma. -nie nie. Tam jest taka dziura a w środku jest siedem mniejszych prezentów. Masz je przez dziurę wybierac. Na zmianę z Tomo.-poinstruowal go a Takano westchnął ciężko i pośród strzępów sturopianu wyjąć mały pakunek który po otwarciu okazał się para stringów. Zmrozil przyjaciela spojrzeniem I przysunal pudło bliżej Tomo.
-hmmm..-udał się się zastanawia. Cieszył się mając te męskie ramiona wokół siebie i mógłby tak stać cały czas. Uśmiechnął się do niego w odpowiedzi.-bardzo chętnie.
-cóż kochanie...nie moja wina ze czasem po prostu dochodzisz dość szybko.-szepnął mu na uszko a kiedy się odsunął zachichotal cicho.-a może moja?-zaśmiał się I wsunal rękę do dziury próbując wymacac jakis prezent. Cały był już w styropianowych kuleczkach. W końcu wyjąl kopertę a w niej lista ulic w Paryżu. Spojrzał pytająco na Marca. -lista miejsc które powinniście unikać. Zrobiłem taki dość spory research żebyście na pewno nie wpadli na żadnego z twoich byłych.-wyjaśnił a Takano uniósł kciuk w górę. Był mu za to wdzięczny. -teraz twoja kolej.-znów przesunął pudło bliżej Tomo. Był ciekaw co tez jego przyjaciel jeszcze mógł tam władowac.
Yuji przebral się w coś cieplejszego a kiedy ubrał buty i juz wyszli złapał Kazuo za rękę. -gdzie idziemy?
-dzięki.-uśmiechnął sie do przyjaciela chociaż nie chciał go jakoś bardzo nachodzi skoro ten kogoś miał. Westchnął teatralne znów wkładając dłoń do pudła. -jeju...jak ty to tam wkładałes ze nic nie mogę znaleźć?-spytał Marca cały czas próbujac coś wymacac. Kiedy w końcu mu się udało zwycięsko wyjął rękę z pudła trzymając tubke z wazelina.-no...chyba główne życzenie od ciebie to dużo seksu co?-spytał Marca, oczywiście po francusku a ten roześmiał się wesoło a wraz z nim bracia i przyjaciele Takano. -szukaj dalej a zobaczysz co znajdziesz.-powiedział wciąż się śmiejąc a Takano podał pudło Tomo. Zostały im jeszcze dwa prezenty do wylowienia.
-um...a coś mniej szalonego tak żeby nas nie zawiesili, nie zamknęli...i w ogóle?-spytał zaraz obejmując go za szyję i oddając pocałunek
[A co sobie wymyslisz XD ja to wymyślam na bieżąco XD]
-ej spokojnie nic strasznego tam nie pakowalismy, co nie Theo?-zaśmiał się Marc. -no otwórz skarbie. Bo został ten co trzymasz i jeszcze jeden powinien tab być.-postukał pudełko.-jak otworzysz to zacznę szukać tego ostatniego.-powiedział wesoło. Bawiło go to szukanie prezentów i cieszył się ze jego przyjaciel coś takiego wymyślił.
-Kazu...ja nie chce...na prawdę mogą nas zawiesić...skąd możesz być taki pewny ze tego nie zrobią?-spytał patrząc na niego uważnie.
-oj spokojnie...-zaśmiał się głaszczac po włosach zawstydzonego chłopaka. Odrzucił jedynie w stronę Marca kajdanki bo wiedział ze tego jego mąż nie lubi. Resztę schował oglądając przy okazji co tez jego przyjaciel nawymyslal. Cieszył się ze Yuya gdzie biegał i bawił się nadmuchanymi balonami. Takano wymacac ostatni prezent którym to okazało się jego ulubione wino w limitowanej małej butelce.
-mou...ale ja nie robiłem i bardzo dobrze to wiesz...-mruknął drepczac za nim dość niepewnie.
-cóż...-przeciągnąl się lekko. -każde.-dokończył za niego Theo i wywrocil oczyma. Marc objął go ramieniem. -Theo ma swoje ulubione.-zaśmiał się trochę go gilgoczac. -nie obrażaj się Tomo...to tak dla żartu te prezenty...-powiedział chłopak nie chcąc żeby jego nowy znajomy był zły. Takano uśmiechał się wesoło bo nie spodziewał się niczego innego po przyjacielu ze studiów.
-nie jestem tego taki pewny wiesz? Chyba wolałbym coś bardziej romantycznego z racji moich urodzin. No wiesz...spacerek, tulenie, całusy.-wyjaśnił spokojnie.-znaczy wiesz..liczyłem tez na coś więcej...ale przez te cala kłótnie juz nie jestem gotowy.-wywrocil oczyma i przytulil sie do jego ramienia z rumianymi policzkami.
-jeszcze? Wiec w końcu się dowiem?-spytał wesoło Takano a Marc roześmiał się głośno. -nie lubi? Wiesz...jak mu powiesz to chętnie ich użyje.-powiedział nie przestając się śmiać.-wiec jak widzę prezent idealny. Pobawicie się przez ten miesiąc. -to jak powiesz mi jakie są twoje ulubione zabawki? Bo jak na razie wiem tylko o tych których nie lubisz...
-nadal nie jestem pewien.-powiedział idąc za nim. Trochę się bał.
-no to trzymam cie za słowo kochanie.-powiedział wesoło. Musnal jego usta.-kocham cie. Kocham cie tak mocno.-przytulił go do siebie i posadził na swoich kolanach.
-ech...no dobra.-wtulil się w niego.-um...ładny stąd widok nocą.-powiedział patrząc na morze.
-jasne kochanie. Muzyka nie będzie ci przeszkadzać?-spytał zerkajac na parkiet gdzie bawiła się cześć gości między innymi Koyuki i Mary.-odpocznij chwile. Ile tylko chcesz...no o północy cie obudze.-ucałował go w czółko.
-mhm...-pozwolił mu je odpalić. Patrzył się z uśmiechem na plomyczki i na rozciągający się przed nimi widok.-no...jest nawet milo...ale jednak trochę boje sie tego ze moga nas przyłapac...i będą kłopoty...
-nie będę skarbie.-ucałował go I pozwolil iść. Wziął kilka łyków drinka dopijajac go tym samym do końca. Zrobił sobie nowego i po kilka łykać wstał idąc na parkiet. W międzyczasie, kiedy Tomo spał ktos próbował się wbić na imprezę wiec Takano pomagał ochronie a potem wrócił do zabawy.
-a jeśli jednak to będzie to wyłącznie twoja wina.-puknal go palcem w pierś i uśmiechnął się lekko. Kiedy fajerwerki się wypaliły przytulił się do niego mocno.-kocham cie i chce być z tobą szczęśliwy. Chce żebyśmy obaj byli szczęśliwi.-powiedział a zaraz odsunął się odrobinę żeby spojrzeć mu w oczy.-pocałuj.-poprosił uśmiechając się słodko.
-dzisiaj i zawsze skarbie.-powiedział obejmując go mocno i tulac do siebie. Pogłaskał go po włosach.-wysłałeś się skarbie? Bo zaraz będą zabawy i musisz mieć dużo sił.-zaśmiał się.-Yuya chce zostać tylko na chwilę...bo juz mu się oczy kleja.
-juz? Ale jest dość wcześnie....-powiedział zerkajac na zegarek. nie było jeszcze północy.-um...to może juz wracajmy...ty do siebie a ja do siebie...
[Widzisz, źle oznaczyles i był błąd w komunikacji XD]
-mhm...no do dobrze ze juz jest lepiej.-powiedział głaszczac go po włosach. Kiedy zauważył przebiegającego Yuye zawołał go do siebie żeby się z nimi jeszcze trochę potulil. Chłopiec ochoczo się w nich wtulil. -będę tęsknił...-powiedział cicho.
-ale będzie dobrze. Będziemy dzwonić, Wysyłać zdjęcia, a Koyuki dobrze się tobą zaopiekuje.-powiedział z uśmiechem. Chłopiec skinął głową. -wiem tutusiu. Bawcie się dobrze z wujkiem.-powiedział I ziewnal. -może juz położysz się spać? Zaprowadzimy cie do łóżka.-zaproponował bo nie widział problemu żeby oczepiny zaczepy się chwilę później.
-dostaniesz.-zapewnił go Takano. Poinformował jeszcze Koyukiego gdzie idą i wziął od niego klucz od apartamentu bo przecież Yuya miał spać u niego i Mary. Wsiedli do windy I Takano uśmiechnął się do chłopca.-tylko bądź grzeczny i słuchaj się wujka.
-zobaczysz jak ten miesiąc szybko minie. No i cały czas będziemy ze sobą rozmawiać. I coś fajnego ci przywieziemy.-obiecał mu. Kiedy dojechali na odpowiednie piętro poszli do apartamentu.-no Yuyuś weź pizamke i do mycia.-powiedział I zmierzwil mu włoski.
Takano również go ucałował i pogłaskał po włosach. -dobranoc.-powiedział z uśmiechem po czyl wziął Tomo za rękę i wyszedł gaszac światła i zamykając artament.-na prawde bede za nim tesknil.-powiedział kiedy stali w windzie.
-ja tez się ciesze.-powiedział z uśmiechem.-jak juz wrócimy to jakiś czas będzie spał z nami.-zaśmiał się I wyszedł z windy.-a teraz już wracajmy na nasze wesele. Goście czekają na oczepiny.-powiedział I ucałował go delikatnie.
Takano zaśmiał się wesoło na ten widok. Ten dzień sprawiał mu na prawdę wiele szczęścia. Zaraz po chwycił go Koyuki i związał my swój krawat na oczach tak żeby nic nie widział. Tomo posadzili na krzesle. -no zobaczymy czy znajdziesz swojego męża żeby zdjąć mu muszkę.-roześmiał się i okręcil go kilka razy. -a jakaś podpowiedź?-spytał. -no...teraz to jest zimno.-powiedział a Takano zaczął się obracać aż usłyszal 'ucieplej'.
Kiedy Takano w końcu go odnalazł westchnął ciężko. -nie śmiej się tak. Zaraz będziesz na moim miejscu.-powiedział wesoło I wymacal muszkę która zaraz z niego zdjął i tryumfalnie zdjął krawat Koyukiego z oczu.
-ja tez.-przyznał wesoło po czym wstał i oddał krawat Koyukiemu. Pozwolił jemu I Junowi zająć się chłopakiem sam zaśkiedy jego oczy były już zakryte po cichu przestawil krzesło i na nim usiadł. Przyglądając się zmaganiom chłopaka..
Takano starał się zachować cicho wiec podsmiewywal się tylko pod nosem kiedy chłopak go po prostu mijał i jszedl dalej. Ciekaw był czy on tez tak zabawnie wyglądal.
-domyślam się.-powiedział wesoło I ucałował go.-no...to teraz pora rzucić muszki i wyłowić nowych małżonków.-powiedział wesoło wstając z krzesła. Najpierw rzucić miał Tomo a za nim ustawili się Theo, Ryu i Kaneki. Jedni z par kawalerów na sali. Keiichi i jego narzeczona zrezygnowali z zabawy bo kobieta stwierdziła że czułaby się dość niezręcznie łapiąc muszkę.
Takano zaklaskal wesoło teraz w duchu kubicujac bratu który ustawił się za nim razem z Marciem i Junem. Wyrzucił muszkę za siebie a ta złapał Ren wyskakując do góry. Takano wyszczerzyl się do brata i uniósł kciuk w górę. Życzył mu takiego samego szczęścia jakiego on sam teraz doświadczal. Wskazał im zaraz krzesło i poprosił by i Ren i Kaneki oddali swoje krawaty. Kiedy oboje nawzajem założyli sobie złapane muszki Takano zaczął klaskac. -gorzko! Gorzko!-krzyczał przy tym wesoło a jego przyjaciele od razu to podchwycili.
Takano przyklaskiwal im wesoło. -na prawdę ciesze się ich szczęściem.-powiedział z uśmiechem.-i nie wiem czy to sprawka alkoholu...ale Ren nie ma oporów zeby go tak przy wszystkich całować. W sumie to dobrze.-powiedział obejmując Tomo ramieniem.
-zrobię. I to z wielką przyjemnością.-przyznał swobodnie.-jest moim bratem...i bez względu na to jak ki czasem dokuczal nie chce żeby popełniał moje błędy. Jest teraz szczęśliwy...i jeśli zadzwoni po radę to mu ją dam.-powiedział z uśmiechem patrząc na brata.
-zgadzam się z tobą i nawet ci z tym pomogę.-zaśmiał się.-proponuje zaprosić ich do nas jak juz wrócimy. Na takie większe ognisko...myślę że Yuya tez sje ucieszy.-powiedział z uśmiechem i wziął go do tańca na ten jeden kawałek.-ale wiesz kochanie ze to jeszcze nie koniec zabaw? To tylko taka mala przerwa...tylko zobacz jak Koyuki zaciera ręce rozmawiając z DJ'iem.-zaśmiał się. Jego brat uparł się ze powymyśla parę zabaw.
-nie ma czego się obawiać.-powiedział spokojnie z nim tańcząc.-będzie fajna zabawa.-dodał zerkajac kątem oka na Rena.-ja tez cie kocham. Nie obrazisz się jeśli po zabawach pójdę na chwile pogadać z Renem?-spytał od razu.
-mhm...-zgodził się slinieniem głowy.-na klejenie się do siebie mamy cały miesiąc. Cały tylko dla nas.-przytulając go do siebie mocniej a kiedy piosenka się skończyła puścił go niechętnie. Koyuki juz ustawial cztery krzesła w rzędzie tłumacząc zasady gry. Oczywiście zacząć miała para młoda a mieli odgadnąć z zawiazanymi oczami który z siedzących na krzesłach jest ich wybraniem. Takano wzruszył ramionami i uznał ze tym razem to on sobie jako pierwszy posiedzi. Razem z nim mieli usiąść Ren, Marc i Souijro.
Tomo został oczywiście poprowadzony z odwrotnej strony niż Takano siedział. Uśmiechal się patrząc na poczytania chłopaka. Był ciekaw jak teraz będzie próbował zgadnąć który z siedzących jest nim.
Nie wiedział jednak ze do Souijro dołączył jeszcze Marc który również postanowił pomoc trochę przyjacielowi i pozachowywac się jak on. Trochę więcej zabawy nikomu jeszcze nie zaszkodziło a on sam wiedział ze potem będzie mógł liczyć na pomoc Takano.
Był to Marc który wzruszył ramionami i skinął przepraszajaco do przyjaciela. Nie miał typowo azjatyckiego typu urody wiec wyszło jak wyszło. Musiał przyznać ze Tomo radzi sobie całkiem nieźle.
Takano również delikatnie dotknął chłopaka, tak jak zrobił to Soujiro. Czekał cierpliwie nie ruszając żadnym mięśniem żeby nie ułatwić Tomo zadania. Sądził ze jak na razie nawet za dobrze sobie radził.
Takano oddał ku pocałunek i odkrył oczy. -znalazłeś mnie.-uśmiechnął sie wesoło. -ale miałeś mały problem.-zaśmiał się Soujiro i poklepal go po ramieniu.
-mhm...wiem.-powiedział Takano I pogłaskał go po włosach. -a co Takano ma aż tak wyjątkowy zapach?-spytał Soujiro wstając żeby zwolnić miejsca następnym. W końcu teraz to Takano miał zgadywać. A potem oczepinowa para.
Takano zakryto oczy a obok Tomo usiedli Theo, Kaneki i Rui. Takano został pdoprowadzony do krzeseł i z miejsca odrzucił Ruiego który jak poprzednim razem odskoczył jak oparzony. -zero z tobą zabawy.-skwitował zaraz podchodząc do następnej osoby. Dotykał twarzy, włosów i ramion.
Takano poczuł się lekko zdezorientowany. Tym razem miał zdecydowanie trudniej. Przesunął dłonie trochę niżej, na tors chłopaka a wyczuwając kości poczuł się tylko bardziej zdezorientowany. Westchnął uznając ze najwyżej do niego wróci. Następna osobę czyli Theo odrzucił prawie od razu. Krótkie włosy chłopaka załatwił sprawę. Potem podszedł do Tomo.
Takano dotykał delikatnie jego twarz, musnal tez opuszkami palców jego szyję schodząc tez na tors chłopaka. Wplutl mu palce we włosy. Zmarszczyl nieco brwi. Nie wstał a jedynie mocniej przytulił do siebie chłopaka.
Takano zaśmiał się I ucałował go namiętnie. Rozejrzał się i uśmiechnął do Kanekiego. -wiec to ty sprawiles mi tyle problemów.-powiedział śmiejąc się przy tym wesoło. Zszedł szybko z kolan chłopaka zeby mu nie było ciężko. No i I chciał już zwolnić miejsce zabawy dla Rena i Kanekiego.
Renowi było o wiele trudniej, był w końcu z Kanekim dość krótko. Skakał co chwile od Tomo do Kanekiego wiec kiedy w końcu udało mu się odgadnąć otrzymał brawa. Kanekiemu poszło znacznie szybciej za co również otrzymał brawa. Potem Koyuki zarządził nowa grę.
Oczywiście żeby ni było za łatwo mieli przy tym biegać po sali i znajdować różne przedmioty podane przez Koyukiego. Tomo i Takano odpadli pod koniec. Mężczyzna od raz poszedł do stołu żeby się napic a potem wrócił do gości.bawili się tak jeszcze długo a przed czwarta Takano uśmiechnął się do swojego męża. -mogę prosić do ostatniego tańca?-spytał patrząc mu w oczy. Część gości juz się zebrała do swoich pokoji a DJ miał pójść o czwartej godzinie wiec przed końcem chciał z nim jeszcze zatańczyć.
-będę prowadził, ale umiesz tańczyć i bez tego.-uśmiechnął sie I poprowadził go na parkiet. Tam objął lekko I zaczął kolysac się w rytm spokojnej melodii.-to był na prawdę długi dzień. Długi ale miły...i chyba najszczesliwszy w moim życiu.-powiedział tuląc go do siebie i się uśmiechając.-kocham cie.-szepnął mu do ucha po raz kolejny tego dnia.
-mhm...-uśmiechnął sie do niego I pogłaskał po włosach. Kiedy piosenka się skończyła ucałował go namiętnie i spojrzał mu w oczy.-na prawdę cie kocham. Wierzę że będzie tak jak powiedziałeś. Każdy dzień będzie szczęśliwy.-pogłaskał go po policzku. Kątem oka zobaczył jak DJ się zbiera i jak podchodzą do nich inni goście żeby życzyć im spokojnej podróży.
-jasne kochanie.-uśmiechnął sie I wziął go na ręce niczym swoją ksiezniczke. Katering wpadł żeby posprzątać a on poszedł z Tomo do windy.-a wiesz ze Rui załatwił nam na prawdę wypasiony apartament? Jeden z trzech na samej górze...z basenem.-powiedział zerkajac wcześniej czy chłopak mu nie usnal.
-jasne ze będziemy. Z tego co pamiętam ładnie z tamtą było widać Paryż.-powiedział wychodząc z windy i kierując się do ich aktualnego apartamentu.-wiec jeszcze weźmiesz leki. Ale pada na twarz wiec umyje my się jak się obudzimy, tak?-uśmiechnął się do niego.
-mhm...-zgodził się z nim i również ziewnal.-no...ja tez jestem zmęczony.-przyznał sadzajac chłopaka na łóżku i zaraz przy oszacować mu leki. Potem zaczął spokojnie zdejmowac z siebie garnitur.
-ja ciebie te moj skarbie. Tak mocno ze sobie nawet nie wyobrażasz. Mój kochany.-przytulił go leżąc juz w łóżku wygodnie w bokserkach i koszulce.-i cały dzień wytrzymałe w garniturze nawet nie narzekając.-zauważył I ucałował go w policzek.
-nie było kochanie. Pogadałem z Renem w cztery oczy...ruszyli trochę I pytał o rady.-pogłaskał chłopaka po włosach.-no...nawet nie wiesz w jakim szoku byłem. To będzie mój pierwszy raz w ten willi. Macocha zabraniala mi tam przebywać.-wyjaśnił spokojnie. Tulił go do siebie mocno.-a dzisiaj będę spał u boku mojego męża. Szczęśliwszy być juz chyba nie mogę.
-nie było. Jak juz Ren mi się zwierzyl dosiadl się Marc i tez mu dal rady. Nie nudzilem się.-zapewnił go I ucałował w czółko.-no miło...cieszy mnie też fakt ze nie krytykuje Rena...przez co mój brat unika wielu nieprzyjemności których ja niestety doświadczyłem...-skrzywil się lekko na samo wspomnienie.-zawsze będę przy tobie.-zapewnił I znów lekko ucałował.
-tak...ktoś musiał. Ale ciesze się ze on tego mimo wszytsko nie doświadcza. Sądzę że wtedy byłoby mu jeszcze trudniej się w tym odnaleźć. A tak zbiera się w sobie żeby zrobić krok poza przytulaski, pocałunki czy lody. W sumie chyba możemy być z niego dumni.-zaśmiał się.-masz rację, bardzo miły. Ciesze się ze to na niego trafił mój brat. Rena spotyka teraz wiele szczęścia...a to i mnie cieszy.
-mhm...masz rację. Dobranoc.-ucałował go I również zasnął. Nie mógł zaprzeczyć ze tez był zmęczony długim dniem. Ale był tez szczęśliwy ponad miarę. Zasnął od razu ciesząc się ze ma go przy sobie. A kiedy się obudził nie budził go tylko wpatrywał się w jego śpiące oblicze.
Takano uśmiechnął się lekko i zaczął głaskac go po włosach. Przez myśl mu przeszło ze ma na prawdę słodkiego męża. Postanowił go nie budzić i czekać ażcchłopak wyspany sam się obudzi.
-hej skarbie.-ucałował go z uśmiechem.-jak ci się spało? Uśmiechales się cały czas, śniło ci się coś miłego.-spytał głaszczac go po.włosach i plecach.-bo mi się spało wyśmienicie...tuż przy tobie.
-to dobrze kochanie. To lepsze nisz koszmary.-powiedział I przytulił go mocniej do siebie.-czyli w noc poślubną się wyspales.-zaśmiał się jeszcze.-cóż poradzić...oboje padlismy bez sił.
-mhm...-przeciągnąl się lekko.-ale najpierw kąpiel...a potem może przejdziemy się po mieście? Skoro samolot mamy jutro około południa to dzisiaj możemy się zrelaksować tutaj.-zaproponował siadając.
-możemy odwiedzić.-zgodził się wesoło. Wstał z łóżka i podszedł do walizki żeby wziąć z niej ciuchy. Potem wstał I ruszył do łazienki.-przygotuje nam kąpiel.-powiedział uśmiechając się do niego. Radość minionego dnia mu nie minęła wiec był w wyśmienitym humorze a uśmiech nie schodził mu z ust.
Takano właśnie zakręcal wodę i zabierał się za zdejmowanie koszulki. -potem zjemy jakieś dobre śniadanie. Na co masz ochotę?-spytał go wesoło odkładając koszulkę na bok.
-mhm...jestem pewny ze na dole nam to podadzą.-powiedział bo oni samo w pokoju pomimo poręczne kuchni nie mieli składników. Ucałował go jeszcze po czym odsunął się od niego. Zdjął bokserki i wszedł do wanny.-dołączysz do mnie?zapytał cały czas się uśmiechając.
Takano oblizal usta po pocałunku i odpowiedział łobuzerskim uśmiechem. -obaj zaluzylismy na kąpiel. Mimo wszystko się spocilismy wczoraj w tych garniturach. Wskakuj.-powiedział wesoło I zachęcił go ruchem ręki.
-ja też spanikowałem...ale tak na prawdę dopiero przed ołtarzem. A kiedy miałem powiedzieć przysięgę miałem taką wielką gulę w gardle i pusto w głowie. Koyuki musiał przywołać mnie do porządku.-zaśmiał się obejmując go delikatnie.
-Ja lubię i moją rodzinę i moich przyjaciół. Ale najbardziej lubię naszą małą rodzinkę.-przyznał z uśmiechem.-Widzę jak się stara...-westchnął.-kiedy spałeś miałem okazję z nim porozmawiać. Wiem że chce polepszyć naszą relację.-powiedział i objął go mocniej.-powiedział że nie chce powielać swoich błędów więc stara się być ostrożniejszy przy Renie.
-powolutku pozwolę.-zgodził się z uśmiechem.-a właśnie...dałem Kanekiemu twój numer bo pytał się mnie czy on też mógłby kilka rad. Powiedziałem że ty mu bardziej pomożesz niż ja.-przypomniało mu się.-więc chyba nam obu będzie dzwonił telefon na naszym pięknym miesiącu miodowym.-zaśmiał się wesoło.
Takano uśmiechnął się do niego i uniósł jego podbródek. Najpierw delikatnie musnal jego usta by już po chwili zatracić się w namiętnychwili pocałunkach.
Takano przytulił go mocno do siebie. A kiedy w końcu zabrakło im tchu i się od siebie odsuneli Takano dyszal ciężko po pocałunku i uśmiechał się szczęśliwy. -kocham cie.
-Ja z tobą tez. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.-pogłaskał go po włosach.-no kochanie...to jakie zabawki lubisz?-spytał uśmiechając się figlarnie.
-Bo mi się utopisz...-westchnął wyciągając go spod wody.-cóż...ale to się dobrze składa skarbie bo Marc nam je sprezentowal.-zaśmiał się wesoło i musnal jego usta.-ja? Ale używać na kimś...czy jak się na mnie używa...?-spytał niepewnie.
-jedno i drugie? No więc używać na kimś to w sumie co by partner, ty, sobie nie zazyczyl. Chociaż wiesz...kulki analne chyba były jednymi z moich ulubionych. A...no i takie mniejsze wibratory przyczepione do sutkow. Sądzę że akurat tobie to by się spodobało.-powiedział z lekkim uśmiechem czując jak się rumieni.-a na mnie to cóż...-wzruszył ramionami.-Marc wie co lubię stąd w pudełku znajdowal sie wibrator na penisa.-powiedział teraz już się całkowicie rumieniac.-ok...powiedziałem ci...
-jeśli będziesz chciał. O ile się dobrze przypatrzylem i je Marc dorzucił. Chyba dał tam co się tylko dało bo o ile wie co ja lubię to nie wiedział co ty...-powiedział I przytulił go do siebie.-no ale skarbie...chyba powinniśmy się już umyć co?
-jasne skarbie. Rozumiem.-uśmiechnął sje do niego.-zobaczysz czy te które dał Marc będą ok, a jak nie to po prostu zajdziemy do sex shopu.-powiedział swobodnie. Namydlił gąbkę I zaczął się myć.
-dzisiaj? Powiem ci ze na prawdę nie wiem. Zupełnie nie sprawdzałem co możemy zobaczyć tutaj...tak zajęty byłem Francja.-powiedział trochę tym faktem zazenowany.-a ty masz coś co chciałbyś zobaczyć? Możemy po prostu dzisiaj iść tam gdzie chcesz.-powiedział spokojnie zabierając się już za mycie włosów. Kiedy skończył wyszedł z wanny i zaczął się wycierać.-a...no I skarbie bądź dla mnie wyrozumiały z tymi zabawkami. Na tobie dawno nie używano...i ja dawno nie używałem...
-dziękuję skarbie.-wsunal na siebie bieliznę i podszedł do umywalki żeby umyć zęby.-może być kochanie. Obiad zjemy na mieście...może być?-spojrzał na niego z uśmiechem.-wiesz co? Mam na prawdę seksownego męża.-stwierdził wesoło po dłuższej chwili.
-cóż...to dobrze skarbie ale jako że nie znam tu zbyt wielu miejsc to wejdziemy to pierwszej restauracji która mi się spodoba.-zaśmiał się.-i ciesze się ze jesteś mój i tylko mój pod tym względem.-powiedział nachylajac się i całując go w policzek.
-ok, ok.-uśmiechnął sie I ubrał spodnie i t-shirt w paski.-weź potrzebne leki ze sobą i możemy iść.-powiedział jeszcze przeczesujac włosy i wtedy juz wychodząc z łazienki.-zjemy śniadanko i idziemy na miasto.
-po drodze na pewno jakiś znajdziemy.-zaśmiał się i wziął go za rękę wychodząc z ich apartamentu i zamykając drzwi.-Ale nie przesadzaj z tymi zdjęciami, dobrze? Ja też chcę ci kilka zrobić...i żebyśmy byli na nich razem...-powiedział wchodząc z uśmiechem do windy.
-mhm rozumiem.-uśmiechnął się do niego i ucałował w policzek.-zrobimy sobie zdjęcia tam gdzie będziesz chciał-zapewnił go. Kiedy zjechali na dół poprowadził go do stołówki.-chciałeś pancakesy, tak?
1 711 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 1711 Nowsze› Najnowsze»-dobrze.-zaśmiał się.-no i jest bardzo wesoło.-dodał z uśmiechem i zerknął na śpiącego Ryu.-nawet sobie nie wyobrażasz ile taki młodszy od ciebie partner może mieć w sobie energii.
-coś szokującego?-spytał zaskoczony i zaczął usilnie myśleć nad czymś szokującym.-więc...tylko się nie śmiej!-wecelował w niego palcem.-nie jesteś pierwszym chłopakiem który wyznał mi miłość. W podstawówce taki jeden...po tym jak dziewczyny wcisnęły mnie w damskie kimono, wziął mnie za dziewczynę. No i wiesz...-wywrócił oczyma.-się zabujał. Jak się dowiedział że jestem chłopakiem to się rozryczał...
-Tomo.-Jun go trochę postrofował i pstryknął go w policzek.-wiesz...jak nie jest jakoś bardziej doświadczony niż ty to chyba da się przeżyć, nie?-zauważył zerkając na chłopaka którego wskazał mężczyzna.-no i bez przesady...to na prawdę nie jest takie trudne.-wywrócił oczyma.
-mou...miałeś się nie śmiać.-burknął trochę obrażony.-tak bardzo chciały cię oglądać bez spodni? -spytał ciekaw ich motywów.
-jeśli się będą czepiać to pogadam. Nadal mam ich bilety, skasowane więc nie sądzę żeby był jakiś problem.-powiedział obejmując go lekko.-dobrze ci się spało?
-no okropnym.-przyznał tuląc się do jego ramienia.-to ja byłem tym grzeczniejszym z braci.-wywrócił oczyma.-więc raczej mało co mi się działo...no nie licząc tych wszystkich złamań, zwichnięć, wycinanego wyrostka robaczkowego i wycinanych migdałków...-zaczął wyliczać.
-ok ok...-pogłaskał go po włosach.-jeśli się źle czujesz to po prostu się prześpij kochanie.-poprosił go.-możesz przy mnie a ja cię obudzę jak już będziemy lądować i będziesz musiał zapiąć pasy.
-jasne że tak.-roześmiał się podchodząc do niego i pomagając mu z namiotem. Kiedy już im się udało przytulił mocno chłopaka.-super.
Takano poprosił akurat przechodząca stewardesse o wodę dla chłopaka a potem usnal. Sam też był zmęczony lotem.
-jest miło.-uśmiechnął sie do niego rozglądając się dookoła.-na prawdę miło. A nie zjedzą nas tu żadne dzikie zwierzęta?-spytał nagle.
-dlatego właśnie powines pospać. Na niektórych długi lot samolotem tak po prostu działa. Spójrz tylko na Takano który sobie spokojnie śpi. Fotele są duże. Ułóż się obok niego i pośpij.-polecił mu.
-mou...-zarumienil się okropnie i zakryć malinkę dłonią.-Shuji będzie się nabijal...mam weekend z głowy...-za marudzić bo wiedział ze tak będzie.
Takano odruchowo go przytulił i położył się na boku żeby obaj mieli więcej miejsca. Nie uszło to uwadze Koyukiego i jego kamery.
-mou nie rób....-jeknal trochę płaczliwie.-to okropne...przecież takie coś się potrafi koszmarnie długo trzymać...jak ja do szkoły taki pójdę?
-spokojnie kochanie...-powiedział otwierając oczy po czuł jak ktoś poza Tomo nim potrząsa.
-ładujemy. Jesteśmy na miejscu.-to był Koyuki.
-ok ok...Tomo skarbie...musisz wrócić na swoje miejsce i zapiąć pasy. Ale spokojnie będę cię trzymał za rękę.-zapewnił go.
-mam.-burknął.-nie będę szedł w malinkach do szkoły...bo wtedy wszyscy je zobaczą. A ja tego nie chce...-dodał trochę obrażony. -nie rob mi ich...nie chce...
-spokojnie kochanie.-uśmiechnął sie do niego. Kiedy wylądowali rozpial pas i przytulił go.-i widzisz? Wszytsko się udało. Dolecielismy cali i zdrowi.
-mou...nie mówiłem ze tulić nie...-mruknął.-no i...wiesz ze to wszytsko dla mnie nowe. I że...ze juz raz byłem prześladowany z powodu um...naszego związku. Wiec nie chce sie całować przy innych...i...no i te malinki. Od razu się to wszystkim kojarzy z seksem...a ja nie chce żeby potem się nabijali...albo coś gorszego.
-juz dobrze kochanie. Zabierz bagaż podręczny I musimy wychodzić.-powiedział tuląc go.-na prawdę musimy.-dodał widząc jak jego rodzeństwo juz się zbiera.
-mou...to nie takie łatwe. I wszyscy zobaczą bo w poniedziałek mamy wf...-burknął wzdychajac ciężko. zaraz do niego podszedl i stanal na palcach. Zribil mu malinke na szyi. Troche nieporadną ale mocną.-mszcze sie. Nie bede w tym sam.
Takano wziął ich torby i przytrzymał Tomo.
-lepiej ci juz kochanie? Możesz chcesz usiąść?-spytał cały czas pilnując czy nikt mu się nie zgubił bo tylko on wiedział gdzie jest hotel.
-mou...-zamruczal coś jeszcze pod nosem i wrócił do ogniska gdzie już uśmiechnął się lekko.
-w hotelu.-spojrzał na zegarek w telefonie który automatycznie załapał zmianę czasu.-samochody juz powinny być podstawione.-powiedział spokojnie i uśmiechnął się do niego.-zanim gdziekolwiek pójdziemy chciałbym najpierw tam zajechać. Souijro i Rui juz tam są.-dodal jeszcze.
-taka dobrze przypieczona.-odparł wesoło. Przysunal się bliżej niego żeby móc się wtulic.
-jasne skarbie. Ale nie będzie ci przeszkadzać ze ja na chwile wyjdę? Musze pozalatwiac kilka spraw związanych z salą i kuchnia...i poszukać Marca jego faceta i mojego nauczyciela...no i Souijro i Ruiego chociaż oni mieli grzecznie czekać w hallu.
-hmmm...-zamyslil się trochę. Ale to myślenie nie trwało długo bo przecież miał to niego wiele pytań.-wiec Kazuo? Najbardziej zenujaca rzecz jaka w zyciu zrobiles to...?
Takano spokojnie dowiózł ich do hotelu. Zaniósł torby to ich pokoju i ucałował Tomo.
-Jun ma pokój obok nas. Koyuki tez.-uśmiechnął sie.-niedługo wrócę.-obiecał mu.
-mou...serio?-spytał śmiejąc się troche pod nosem.-ale wiesz..to dobrze ze dostałeś kosza. Bo teraz jesteś ze mna.-uśmiechnął sie.-um...o co by tu teraz zapytać...um...-znów się na trochę zamyslil.-to moze teraz ty się o coś mnie spytaj a ja wybiorę pytanie.
-lepiej się już czujesz?-spytał go Jun wesoło.-bo ja pewno lepiej wyglądasz.-powiedział z uśmiechem.-stres ci trochę minął? Masz cała noc na uspokojenie się.
-coś szalonego? Jest wiele takich rzeczy.-przyznał szczerze.-zacząłem z tobą chodzić...poprosiłem brata żeby nauczył mnie robić loda...-zarumienil się okropnie.-no I najbardziej szalone jest to ze na prawdę cie kocham i jestem z tobą szczęśliwy.
-przytrzymam cie.-zapewnił go wesoło.-wiec się nie martw się. Będę tam ja i będzie Takano. No i Yuya tez będzie. Wiec spokojnie.-poklepal go po ramieniu.-będzie dobrze.-zapewnił go.
-oczywiście ze tak. Nigdy nawet przez moment nie myślałem ze będę chodził z chłopakiem.-mruknął.-I na pewno będzie tylko więcej taki szalonych rzeczy, prawda? Juz ty je zapewnisz prawda?
-cóż...oświadcze się Ryu jak skończy studia. Wiesz na spokojnie...-zaśmiał się mierzwiac sobie włosy.-na razie jest wasz ślub.-dodał wesoło.
-na razie nie.-puknal go w nosek.-lepiej pilnuj kiełbasek. Bo będziemy jedli węgiel.
-tydzień może dwa. Chwilę chem zostać i pozwiedzać.-przyznał spokojnie.-wy od razu jedziecie?
-dziękuję.-uśmiechnął sie I zaczął wcinac kiełbaske.-mmm...dawno nie jadłem...
-no to spokojnie. Na pewno ze wszystkim zdążycie.-zaśmiał się.-a gdzie ci zniknął przyszły mąż?
-um...ja ciebie tez...-odparł z uśmiechem.-mamy coś do picia?
-Mhm...no tak.-uśmiechnął sie. Po chwili Tomo dostał wiadomość ze na dole w sali będą mieli wspólna kolacje. I że żeby zeszli za godzinę.
-wiec wezmę sok.-powiedział z uśmiechem i go sobie nalał do plastikowego kubeczka.-Kazuo? Podobała ci się kiedy jakaś dziewczyna?
Jun skinął głową czytając smsa a potem odpowiedział na jego pytanie.
-jasne ze tak. Kochasz go I jesteś z nim szczęśliwy. Dobrze robisz.-zapewnił go z uśmiechem.
-czemu? Byłeś dla nich taki okropny? Jaki był powód?-spytał na prawdę tego ciekawy. Dlaczego one nie mogły a on tak.
-śliczne maluchu ale już tak nie biegaj.-poprosił wesoło I wziął go na ręce. Uśmiechnal się wesoło do Tomo.-chcesz poznać mojego nauczyciela, Marca i jego faceta? Są na dole.
-mhm...-powiedział tuląc się do jego ramienia i również wpatrując się w ogień.-ale wiesz...ja cie takiego kocham. Ze nie bijesz się z kim popadnie...bo to by mnie tylko martwiło. Ze nie chciałeś seksu od początku i powiedziałeś ze poczekasz. Nawet nie wiesz jak mi wtedy ulzylo. No i...to słodkie jak jesteś taki opiekuńczy względem swoich sióstr. Wiem ze mnie kochasz...i to mi wystarczy.-uśmiechnął sie słodko.
-nigdzie. Jesteś tylko ty.-zaśmiał się.-ale latam wszędzie i zajmuje się gośćmi...-westchnął stawiając Yuye na ziemi i obejmując Tomo.-dobrze...wiec teraz jestem twój. Juz nie będę tak znikal.-obiecał mu.
-miałem...ale wiesz jak jest. Albo dostawałem kosza...albo miałem być zastępstwo za brata. W przypadku tego to drugiego zostawialy mnie po kilku dniach...najwidoczniej zaiwedzione ze nie jestem taki jak brat.-wzruszyl ramionami.
-wiem ale mimo wszytsko...nie widziałem ich dość długo wiec chciałem się chociaż przywitać. zalatwiłem juz wszytsko może z kuchnią. I sale tez. Wiec juz na prawdę jestem cały twój.-uśmiechnal się tulac go do siebie.-wiec co byś chciał porobić? Odpocząć? A może zobaczyć sale?
-nie wiem...z dziewczynami mi nie szlo. Mialem dosc bycia zastepstwem za brata. Po prostu...pomyslalem ze tym razem moze być inaczej. Po prostu jakoś to poczułem.-powiedział jakoś nie umieją tego wyjaśnić.-a Kazu...dlaczego ja?
-tak przed kolacja która mamy za 45 minut? Myślałem zżeby wyjść na mały spore po niej...-powiedział spokojnie. Zerknął na niego.-na prawdę teraz bardzo chcesz?
-um...cieszę się. Bo jesteś pierwszym który tak wpadł...-powiedział z uśmiechem i ucałował go w usta.-bardzo się ciesze...bardzo...
-no właśnie nie bardzo możemy kochanie.-zaśmiał się wchodząc z nim do windy.-no ale ok. Jakoś się wyrobimy. Najwyżej będą na nas czekać...
Yuji usiadł mu na kolanach i mocno się do niego przytulił.
-kocham cie. Dziekuje za wspaniala randke. Jest na prawdę miło.
-mou...kotek ale na ja prawdę tez nie chce się spóźnić. Widzę ich pierwszy raz od dawna. Bardzo cie kocham skarbie...wiesz o tym...ale z nimi tez chce spędzić trochę czasu. Proszę? Postarajmy się nie spóźnić, ok?-ucałował go I zabrał swój telefon chowając go do kieszeni.
-mmmm!?-zaskoczył się trochę ale oddał pocałunek. Po nim wziął głęboki wdech.-um...idealnie? Wiec wszytsko jest tak jak zaplanowales?
-cóż...z Marciem chętnie spędził bym więcej czasu. Zobaczymy kochanie. Może plotki przy kawie.-zaśmiał się.-ale zostaniesz z nami? Sądzę że dogadasz się z jego facetem.-powiedział wesoło I wyszedł z wandy kktóra już zjechała.
-lepiej?-spytał wesoło.-wiec nie jesteś mną zawiedziony? Bo nie jesteś, tak?-spytał zaraz patrząc na niego. Potrzebował takiego zapewnienia.
-no dobrze kochanie. Ale chciałbym żebyś poznał Marca i jego wybranka.-zaśmiał się.-chociaż będziemy u nich kiedy będę ci pokazywał jak mieszkalem na studiach.-zamyslil się.-wiec pobadz z nami chwili...a potem idź do Kanekiego.-uśmiechnął sie I złapał go za rękę.
-ciesze się.-uśmiechnął sie.-kocham cie.-powiedział I pocałował go namiętnie.
-ok kochanie. Tak może być.-uśmiechnął sie.-ale tu jesteśmy. Razem.-ucałował go w policzek.-ja ciebie tez kocham.-powiedział jeszcze wesoło a kiedy doszli do parku który był niedaleko usiadł na ławce.-może wypijemy tylko kawę? Bo potem nie zjesz kolacji...
-um...ja tez...-uśmiechnal się z rumianymi policzkami.-mogę jeszcze? Czy nie chcesz?
-mou kotek...-objął go ramieniem.-zostajemy tu jeszcze na dwa dni. Będziesz miał okazję zjeść co będziesz chciał. Po prostu...kolacje robi mój nauczyciel bo się trochę uparł.-zaśmiał się.-nie chce robić mu przykrości a wiem ze jak teraz zjesz hot doga to potem nic nie zjesz.-ucałował go w policzek.
Yuji uśmiechnął się do niego zarumieniony i szczęśliwy. Nie chciał być gorszy wiec również oddawał pocałunki najlepiej jak umiał. Objął go ramionami za szyję i odruchowo przysunal się bliżej niego.
-no ok...-powiedział odprowadzając go wzrokiem. Potem zaczął sje trochę rozglądać i zauważył stojąca niedaleko budkę z hot dogami.-w sumie...jakbyśmy zjedli po połowie to chyba nie zapełnić by aż tak tego swojego małego brzuszka...-mruknął sam do siebie i wstał idąc kupić tego hot doga. Poprosił sprzedawcę żeby przekroil go na dwie części i tak z dwiema połówkami hot doga wrócił na ławkę.
Yuji cieszył się z tych pocałunków. Zarumienil się jeszcze bardziej kiedy poczuł jak jego spodnie zaczynaja robić się coraz ciasniejsze w kroku. Nie rozumiał dlaczego jego ciało zareagowało tak od zwykłych pocałunków i czuł się tym faktem zazenowany.
-dziękuję kochanie.-powiedział z uśmiechem i podał mu pół hot doga. Swoje pół zjadł kiedy na niego czekał.-kupiłem dla nas po pół. Pomyslalem ze po pół będziesz miał miejsce na trochę kolacji...a widziałem jak bardzo chcesz zjeść hot doga.-zaśmiał się I ucałował go w policzek. Potem spróbował swojej kawy.
Yuji spłonął rumiencem i ukrył twarz w dłoniach. Czuł się zazenowany ze tylko on się tak głupio podniecil od całowania.
-um...-skinął lekko głową dając mu pozwolenie.
-to dobrze.-uśmiechnął sie pijąc swoją kawę. Cieszył się widząc jego radosny uśmiech.-może jak zjesz to przejdziemy się kawałek po parku?-zaproponował zerkajac na niego.
-jest...to żenujące ze moje ciało tak zareagowało...-jeknal pozwalając mu jednak działać. Zajeczał cichutko kiedy Kazuo wziął go do ust.
-wiem kochanie...było widać. Ja normalnie przesypiam takie loty. No i...tez się bardzo stresuje...-powiedział trzymając jego dłoń.-ale wiem ze jutro będę jeszcze bardziej zestresowany.-ucałował go w policzek i ruszył powoli dalej.
-ale ja na ciebie nie...-powiedział trochę smutno. Zaraz jednak jeknal głośniej niż zamierzał.-o tam...Kazu...tam...-powiedział kiedy chlopak trafił na jego czuły punkt.
-nie jestem zły...w końcu ja miałem przy sobie swoją rodzinę. Rozumiem ze chciałeś iść do przyjaciela.-uśmiechnął sie .-cóż...ja będę miał Koyukiego ktory jak coś mi nakopie.-zaśmiał się wesoło.-kocham cie.-ucałował go w policzek.
-um...dla mnie to chyba zbyt nowe i nie wiem...-powiedzial.-niby między nami jest tylko rok różnicy...a czuje się jak głupi niedoświadczony dzieciak.-westchnął cicho.
-ja tez sie nie mogę doczekać. Marc zgodził się na nasze nocowanie w jego mieszkaniu...wynajmowalismy je razem na studiach wiec zobaczysz jak mieszkalem.-uśmiechnął sie I wziął kilka łyków kawy.-będzie super juz to wiem. Tyle fajnych rzeczy ci pokaże...i ty mi też.
-wiem I...ja czasem też się z tego cieszę ale...ale nie w takich sytuacjach jak ta. Bo...bo ja przeżywam to pieszy raz...nie ty.-klepnal go lwkko w tors.-i to sprawia ze nie tylko boje się mojego pierwszego stosunku ale też wstydzę...-powiedział płonąc rumiencem.
-oczywiście kochanie. Nie wyobrażam sobie żeby miało być inaczej...to w końcu nasz miesiąc miodowy.-uśmiechnął sie lobuzersko. Usiadł obok niego I objął go ramieniem.-będzie fajnie. A jak wrócimy będziemy szczęśliwa rodzinka. Zajmiemy się Yuya.
-po raz drugi.-zauważył.-jeszcze wtedy po twoim meczu...jak ja ci robiłem i...wtedy też się podniecilem...-powiedział zarumieniony.-wtedy też było mi dobrze...
-jasne kochanie. Zawsze. Juz zawsze na zawsze.-obiecał obejmując go i tulac do siebie.-kocham cie mój skarbie.
-um ok...dziękuję Kazu.-ucałował go.-kocham cie.-przytulił się do niego.-a zaniesiesz mnie? I zmieścimy się do jednego śpiwora? Chce być dzisiaj blisko ciebie.
-o dziwo skarbie mamy jeszcze chwile wiec nawet się nie spóźnimy.-zaśmiał się I ucałował to w policzek wstając zaraz po nim. Ciesze się ze poznasz moich znajomych. No i słyszałem ze dojechał tez [kolega muzyk którego imiona za chiny nie mogę sobie przypomnieć XD]
Uśmiechnął się zadowolony i zdjął spodnie.
-um...w nich byłoby mi niewygodnie spać...a nie mam żadnych dresowych przy sobie.-wyjaśnił I wsunal się do śpiwory czekając tylko na Kazuo.
[To nie było coś na K? Keiichi albo coś...]
-um przepraszam...po prostu mam wielu braci.-zaśmiał się.-jak sam widzisz...moja siostra odmówiła przyjścia. Wiec wychodzi taka trochę męska impreza wyłączając Mary i twoja mamę.-roześmiał się obejmując go ramieniem.-a z kumplem spotkasz się na kolacji.
Yuji od razu się w niego wtulil.
-dobranoc.-szepnął i zamknął oczy starając się zasnąć.
-rozumiem skarbie...ale wiesz. MoI bracia to twoi przyjaciele. No i znasz Souijro i Ruiego...no i z Mary się za przyjaźniles.-uśmiechnął sie.-to tez nie jest tak ze nie znasz nikogo z mojej strony.-zaśmiał się idąc spokojnie w stronę ich hotelu.-a Keiichi z kimś przyjechał?
Yuji obudził się w środku nocy. Wygramolil się ze śpiworu i wyszedł za potrzebą chwytając wcześniej latarkę. kiedy skonczyl i wrocil do ich malego obozowiska postanowil zostac chwile na dworze i popatrzec w gwiazdy.
-o to jednak będzie kolejna kobieta.-zaśmiał się.-jasne kochanie. Wszyscy będziemy siedzieć przy jednym stole i poznamy się na naszym ślubie-ucałował go w policzek
-musiałem na stronę w krzaki.-zaśmiał się.-a potem zobaczyłem jak ładnie wyglądają gwiazdy...
Kiedy weszli do hotelu uśmiechnął się do niego lekko.
-od razu idziemy na kolacje czy chcesz się przebrać albo coś?-spytał go tak w razie czego.
-um...ale ja serio mowie...-bąknął i okryl tez jego kocem.-ale zaraz chciałem wracać do ciebie. Co się obudziło?-spytał zerkajac na niego.
-nie musisz kochanie. Dzisiaj to taka zwykła kolacja w gronie przyjaciół i rodziny.-powiedział z uśmiechem i zaczął go prowadzić do sali gdzie mieli mieć kolacje. Wszedł do środka trzymając go cały czas za rękę. Wszyscy już tam siedzieli.
-to słodkie.-uśmiechnął sie do niego.-przepraszam ze cie obudziłem.
-będzie dobrze kochanie. Będę przy tobie cały czas.-zapewnił go z uśmiechem. Stół był już zastawiony wiec jak tylko wszyscy zjedli podszedł do nich Marc ze swoim chłopakiem.
-hej stary przyjacielu.-powiedział wesoło po francusku.-i hej Tomo.-poklepal chłopaka po ramieniu.-to jest Theo.-przedstawił swoje kochanie.
-jasne ze wrócę.-uśmiechnął sie do niego.-juz chciałbym wrócić bo trochę mi już chłodno.-powiedział drżąc lekko.
Chłopak skinął głową i wyszczerzyl się do niego.
-po prostu nikogo tu nie znam.-wyjaśnił swoje zagubienie.
-w sumie ja też znam tylko was...i nauczyciela.-Marc wskazał na mężczyznę który siedział kawałek od niech.
-wiem wiem. Stąd ta kolacja. No i potem zostają moi bracia, Souijro i Rui. Wy też zostancie. Bez alkoholu żeby jutro wyglądać...ale na kawie zostancie. Zapoznacie się wszyscy.
Yuji zaśmiał się pod nosem i ucałował go w obojczyk.
-ok rozumiem. Juz nigdzie nie pójdę. Kocham cie wiesz? Bardzo.
-chodź kochanie.-Takano poklepal swoje kolana. Marc teraz wesoło rozmawiał z Renem a on tłumaczył rozmowę Kanekiego z Theo. Koyuki latał z kamerą a Rui i Souijro gadali póki co ze sobą.
-dobranoc.-uśmiechnął sie i zasnął wtulajac się w niego mocno.
Takano po chwili po prostu powiedział żeby jako dogadali się po angielsku skoro oboje umieją i poszedł do swoich kumpli bo dawno z nimi się nie spotykał i chaial z nimi pogadać. Cieszył się też ze wszyscy się zapoznali i rozmawiając ze sobą.
-to nie to, prawda?-spytał patrząc na niego jeszcze bardziej zmartwiony.-nie oklamuj mnie Kazu.-poprosił cicho.-widzę ze coś cię boli...-powiedział patrząc na niego.-nie oklamuj mnie...wtedy jeszcze bardziej się martwię. Nie możesz po prostu dać mi sobie pomóc? Nawet jeśli wiele nie mogę...to chociaż opatrze to co cie boli...
-a niech tylko któryś spróbuje!-zaśmiał się wesoło zaraz wyjaśnił Marcowi z czego wszyscy się śmieją.
-więc może ja zacznę?-zachichotał Marc za co oberwał od Takano po głowie.-o widzisz jaki jest? Nawet zacząć mi nie pozwala.-zaśmiał się.-a tak serio to uważaj. Widzisz jak na ciebie patrzy? Z łóżka cię nie wypuści na miesiącu miodowym. Poważnie się zastanów czy warto wychodzić za takiego napaleńca.-zaśmiał się wesoło w wraz z nim Rui i Soujiro.
-przecież widzę że coś jest. Nie jestem głupi.-fuknął.-Daj sobie pomóc Kazu...nie podoba mi się że tak się zachowujesz. No bo...jesteśmy parą tak? No i...kiedy widzę że coś cię boli to chcę pomóc...pielęgniarki już nie ma a ja mam klucz od jej gabinetu bo mi dała więc...więc na prawdę mogę cię opatrzyć. Nie będę wnikał ani komentował ani nic...ja chcę tylko żeby przynajmniej mniej cię bolało...nie możesz mi zaufać?
Reszta roześmiała się wesoło. A następny wypowiedział się Soujiro
-Jak się uchleje to nie sposób odprowadzić go do domu.-westchnął teatralnie rozmasowując swoje ramię a Marc energicznie pokiwał głową.
-Co to się działo...najgorzej jak go nie rozumiałem a on się do mnie przystawiał.-zachichotał.
-skąd ja to znam, całował wszystko co się ruszało.-roześmiał się Shoujiro.
-nawet nie przypominaj.-jęknął Rui a Takano spłonął rumieńcem.
Yujiego zatkało. Poczuł jak mu duszno i jak boli go serce. Resztę lekcji przesiedział wpatrując się w okno i zastanawiając się dlaczego chłopak odtrąca go za każdym razem kiedy jest podobna sytuacja. Kiedy zaczęła się przerwa stanął za nim i z szoku zakrył usta dłonią.
-wstawaj. Nie obchodzi mnie co znowu powiesz po prostu wstań i chodź za mną. Muszę ci to opatrzyć...to musi być coś poważnego skoro krew przeciekła przez marynarkę...Kazu proszę...
-no nie kochanie, za pierwszy razem też nie rozumiałeś bo gadałem po francusku.-zaśmiał się.-no cóż...moi przyjaciele na mój temat już się wypowiedzieli...może kolej twoich?-spytał go wesoło.
Yuji uśmiechnął się do niego lekko.
-dziękuję...-powiedział i zaczął ich prowadzić do gabinetu pielęgniarki. Otworzył drzwi i wpuścił ich pierwszych.-Połóż go na kozetce...ale tak żeby leżał na brzuchu.-poprosił zaraz sięgając po apteczkę.-um...pomożesz mi zdjąć z niego górę od mundurka?-spytał patrząc na Yabu.
-No do tego ostatniego nie byłbym taki pewny kotuś.-zaśmiał się Takano zakładając mu niesforne kosmyki za ucho.
-to pikuś, to mu przeszło.-zaśmiał się Jun.-Najgorzej że nadal jest uparty jak osioł.
-Kazu...jak wiem że nie chcesz. Ale...ale coś zrobić jednak trzeba...tak być po prostu nie może.-powiedział delikatnie oczyszczając jego plecy z kawałku podkoszulka. Potem nalazł wody do miski i zaczął je obmywać.-um...potem będę musiał je zdezynfekować i będzie boleć...przepraszam.
-no oczywiście że nie.-zaśmiał się i ucałował go w nosek.-nikt nie jest. A ostatnio oboje chodzimy na kompromisy.-znów się roześmiał. Koyuki wyłączył kamerę i klasnął w dłonie.
-dzięki za wspaniały materiał. A teraz młoda para niech lepiej idzie spać. Nie chcemy jutro być na ślubie zdechlaków.
Yuji opatrzył mu rany a potem opadł ciężko na krzesło.
-to pewnie moja wina...to na pewno przez to że nie wrócił na noc o domu.-pociągnął nosem.
-mhm...zwłaszcza ten lot.-przyznał też ziewając i wchodząc do windy.-chyba umyję się jutro przed ślubem...a teraz tylko padnę na łóżko i spać.-przeciągnął się lekko.
-um...-chłopak skinął niepewnie głową trawiąc usłyszane informacje.-mimo że on nie chce to chciałbym mu jakoś pomóc. To boli widzieć go w takim stanie...nie chcę żeby cierpiał.-westchnął cicho.
-spokooojnie kochanie.-zaśmiał się u ucałował go namiętnie zanim winda się zatrzymała.-ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się i wyszedł na korytarz.
-wiem że nie wiele mogę...i wiem jaki jest uparty.-westchnął.-ale nie będę siedział z założonymi rękoma kiedy on ma zdartą skórę z pleców.-powiedział trochę ostrzej niż zamierzał.
Takano rozebrał się do bokserek i położył się z drugiej strony chłopca.
-dobranoc.-powiedział i od razu zasnął.
-nie wiem co. W ogóle nie mam pomysły...nie mam nawet komu tego powiedzieć ani prosić o radę bo wtedy on się wścieknie...-westchnął.-um...a ty próbowałeś już coś z tym robić?
-Tatuś! TATUŚ! Wujek zniknął!-Takano obudziło głośne krzyczenie Yuyi.
-hmmm? jak to zniknął?-spytał rozglądając się po sypialni i zerkając na zegarek.-za dwie godziny musimy być gotowi...
-um...a nie możemy tego zgłosić z...no dowodem?-wskazał na plecy Kazuo.-ale pewnie wtedy i na mnie się wścieknie...-westchnął cicho.
-Nie powinieneś biegać. Chodź, usiądziemy i pogadamy.-powiedział ciągnął go na ławkę i siadając obok niego.-czego się tak boisz?
-nie nagrałem...nigdy nawet tego nie widziałem.-mruknął.-w sumie widziałem go tylko raz jak podwoził mnie do domu, jak odbierał Kazuo ze szpitala. Był normalny...poza tym że patrzył na mnie jakoś dziwnie. Poczułem się trochę nieswojo.-westchnął myśląc ze nic nie może zrobić żeby chłopakowi pomóc.
-ale czy kompromis nie jest dobry? Sprawia że oboje macie korzyści.-zauważył spokojnie.-no i nie sądzę żeby miało się coś zmienić. Ta obrączka to będzie tylko takie dowód na to że się kochacie. Bo przecież nadal tak będzie i to się nie zmieni. Co niby miałoby się tak zmienić?
-jest świetny. Z matmy jest geniuszem i...już nie raz go prosiłem żeby zaliczył dobrze egzaminy końcowe i poszedł ze mną na studia. Ale zawsze jak poruszałem ten temat robił się drażliwy i zły...więc przestałem.-zwiesił głowę.-a jak zrobimy coś bez jego wiedzy to będzie jeszcze bardziej wściekły.
-przecież wasza jest prawdziwa.-zauważył.-no i sam mu zaproponowałeś kiedy chcesz ślub.-dodał spokojnie.-cóż...Takano wpadł do mojego pokoju że nigdzie nie może cię znaleźć i że zwiałeś mu jeszcze zanim w ogóle stanęliście przed ołtarzem. Postawił na nogi wszystkich gości więc...w sumie to po prostu wylosowałem najkrótszą słomkę i dostał mi się dwór.-zaśmiał się.
-jeśli ciągle będzie bity to nie sądzę żeby jego organizm to wytrzymał. Nie zregenerował jeszcze sił po wypadku a teraz to.-pokręcił głową.-musi dbać o swoje ciało.
-cóż...jeśli bardzo tego nie chcesz to może mu to powiedz? Póki jest jeszcze czas. Ale to na prawdę nic aż tak strasznego.-objął go ramieniem.-boisz się bo tego nie znasz ale każdy tak ma przed ślubem. Zobaczysz że po wszystkim będzie lepiej.-uśmiechnął się do niego.-cóż ciebie tak ale nie to miasto. Wracajmy już moze, co? Bo twój narzeczony na prawdę wariuje martwiąc się że coś mogło ci się stać.
Yuji westchnął ciężko patrząc przez jakiś czas na śpiącego Kazuo.
-więc nic nie możemy zrobić?-spytał ocierając łzy.
-ech Tomo...jeśli go kochasz to skąd ten strach? Boisz że potem nie będziecie się kochać tak samo?-spytał patrząc na niego. Po dłużesz chwili odebrał dzwoniący telefon.- no hej Takano...
-i co znalazłeś go? My przeszukaliśmy cały hotel i nigdzie go nie ma. A co jak ktoś mu coś zrobił? Znalazłeś go?
-coż...znalazłem...ale wrócimy za chwilę. Możesz się uspokoić, nic mu nie jest.
-ugh...naprawdę mam ochotę go czasem walnąć za to że jest takim upartym głupkiem.-westchnął.-ech...nie musisz tutaj siedzieć. Poradzę sobie.
-Tomo...czy on kiedykolwiek zrobił coś takiego? Nie.-przytulił go do siebie.-Ten facet dba o ciebie jak nikt na świecie. Nieba by ci uchylił. Nigdy by ci krzywdy nie zrobił i nie zrobi. A teraz jest na prawdę zmartwiony. Jak zadzwonił to pytał czy nic ci nie jest.
-um...nie zrobiłby mi krzywdy...trochę pokrzyczał...wtedy ja na niego też bym zaczął krzyczeć...-podciągnął kolana pod brodę i objął je ramionami.-ech...na prawdę czuję że to moja wina...
-nie jest zły tylko zmartwiony.-zapewnił go.-i na pewno nie zrobi więc nie ma co gdybać. Kocha cię i na pewno cię nie skrzywdzi.
-Ale gdyby wrócił na noc to może by tak nie oberwał.-mruknął.-i nie musi mi mówić. Sam widzę jeśli go coś boli.-dodał patrząc w bok.
-obiecuję chociaż na prawdę nie masz się czym martwić w tym wypadku.-powiedział i wyjął z kieszeni swojego elektrycznego papierosa.-masz. Sama para ale to zawsze coś. Jakoś nie umiem się oduczyć nawyku.-zaśmiał się.
-to nie tak że maskuje się lepiej czy gorzej.-zaprotestował.-ja to po prostu widzę.-wywrócił oczyma.-już teraz tak jakby uczę się na lekarza więc...to po prostu widać.
-ok, ok.-schował papierosa do kieszeni i wstał.-a teraz już chodźmy.-spojrzał na zegarek.-bo się z niczym nie wyrobicie.
-cóż...Kazu się krzywi, ale od razu to maskuje. No i rusza się inaczej. Po tym od razu to poznaję. Jak go nic nie boli to rusza się tak swobodnie i w ogóle, a jak coś go boli to uważa na każdy ruch.-wyliczył.-no i jeszcze inaczej ze mną rozmawia...robi się taki zdystansowany...
-Tomo!-Takano podbiegł do niego i objął go mocno.-nic ci nie jest, tak bardzo się martwiłem ze coś ci się stało, że ktoś cię porwał i zrobił krzywdę. Tak bardzo się martwiłem...-powiedział z ulgą w głosie.
-ale nadal za mało...-zaśmiał się i sam wyjął swoje zeszyty. Skoro czekali aż Kazuo się obudzi mógł zrobić lekcje.
-po prostu już mnie tak nie strasz...i nie biegaj bo zasłabniesz...i będzie cię bolało...-powiedział zaraz biorąc go na ręce.-tak strasznie się zmartwiłem...-powtórzył tuląc go do siebie.
-leż jeszcze!-powiedział Yuji zatrzymując go przed założeniem bluzy.-muszę jeszcze raz obejrzeć twoje rany, zmienię ci od razu opatrunki...proszę leż...nie musisz ze mną rozmawiać...po prostu się mnie słuchaj przez chwilę..-mruknął przygryzając dolną wargę.
-jasne skarbie...zjesz też jakieś lekkie śniadanko. Kanapki mogą być? Zostało trochę tych które zrobiłem dla Yuyi.-uśmiechnął się do niego.-a potem się szybko wyszykujemy. Zostało niewiele czasu.-powiedział patrząc na niego z uśmiechem.
Yuji zdjął mu opatrunki i po tym jak obejrzał rany założył nowe.
-proszę tylko żebyś uważał na plecy...są w opłakanym stanie. Jutro znów ci je obejrzę.-powiedział kiedy skończył.
-spokojnie kochanie. Jak ty będziesz jadł to ja zacznę się szykować. Wyszykuję Yuyę a potem ze wszystkim ci pomogę. Damy radę.-powiedział z uśmiechem idąc nim do windy a potem do ich pokoju.
-Um...to będzie zły pomysł iść za nim, prawda?-upewnił się patrząc na Yabu.-na pewno zły. wracam na lekcje.-powiedział wychodząc z gabinetu i czekając aż chłopak też wyjdzie żeby go zamknąć.
Takano podał mu jeszcze leki a potem zabrał Yuyę i poszedł się z nim szykować.
Chłopak skinął niepewnie głową i po tym jak zamknął gabinet poszedł po swoje rzeczy. Pobiegł za Kazuo wcześniej pisząc jeszcze smsa do brata żeby ten się nie martwił.
Takano uśmiechnął się lekko zaraz podchodząc do niego i wiążąc mu krawat.
-leży na tobie idealnie. Wyglądasz ślicznie kochanie.-ucałował go.-obrączki ma Koyuki...w odpowiednim momencie nam je poda.
Yuji zatrzymał się kawałek dalej i schował się zeby Kazuo go nie zauważył. Trochę się bał że jak do niego podejdzie to zaczną się kłócić a tego nie chciał.
-Oj tak spokój kochanie. Wyglądasz świetnie. Mój przytojniak.-zaśmiał się I musnal jego usta.-cóż...ja byłem w nie umiera od dziecka.-wzruszył ramionami i wziął go za rękę.-ok, juz musimy iść. Yuya przeniosłem swoje rzeczy do do Koyukiego?
-tak tatusiu.-odparł chłopiec z uśmiechem i mocno ich przytulił.-będę tęsknił.
-my też...
-um...-Yuji niepewnie wstał i do niego podszedl.-przepraszam myślałem ze będziesz na mnie zły...-przyznał szczerze I spuścił głowę.
-prawda.-uśmiechnął sie I wziął chłopca za rączkę.-a teraz już idziemy. Na prawdę musimy.-powiedział wychodząc. W hallu na dole juz czekali na nich goście.
-um...rozumiem...-powiedział zerkajac na niego.-ale mimo to...chciałbym być dla ciebie wsparciem...i w ogóle. Na prawdę się kocham Kazuo...
-w ogóle nie będę. Nie martw się.-uśmiechnął sie do niego.-a jak ja pomyle to będziesz zły?-spytał zaraz I wsiadł do samochodu za kierownicą. Koyuki go jednak powstrzymał.
-ja poprowadzę. Ty wyglądasz jakbyś miał zemdlec.-zaśmiał się.
-dzięki.-uśmiechnął sie I usiadł z tyłu z Tomo i Yuya.
-ugh...mi też nic nie było jak nękal mnie twój fanclub ale się uparłes i i tak mi pomogłes. Tez potrafię być uparty, wiesz? I to juz na prawdę nie są żarty Kazuo. Jesteś sportowcem a twoje ciało jest w opłakanym stanie. Nie podoba mi się to wiesz? Ze tak mnie odtracasz...-powiedział ze spuszczona głową.-jakbyś nie przyszedł to ja bym przyszedł do ciebie.
-wiec będzie dobrze kochanie...-uśmiechnął sie chociaż czuł jak trzęsą mu się ręce. Starał się zachować spokój żeby bardziej nie stresować chłopaka ale sam był nieźle zestresowany. Kiedy dojechali na miejsce wziął głęboki wdech i wysiadł z samochodu.
-odtracasz.-tupnal noga.-jakbyśmy razem pomyśleli i porozmawiali to jestem pewny ze coś byśmy wymyślili. Ale ty nie chcesz. Jakbyś nie chciał zmieniać tego ze twoj ojciec stanowi zagrożenie i bije cie przy pierwszej lepszej okazji! myslisz ze jest ok tak dlugo jak obrywasz tylko ty? A co jak dopadnie twoje siostry? Albo nawet mnie?
-w sumie...to unikalem tego tematu jak ognia. Wiec nie wiem. Tomo chce zachować swoje nazwisko i ja też. Wiec może oboje zdecydujemy się na podwójne?-wzruszył ramionami.-na prawdę nie wiem.
Yuji poczuł spływające po policzkach łzy. Nie chciał go tak tracić. Wiedział ze znowu tak będzie kiest spróbuję go zmusić do działania. Złapał go mocno za przód bluzy i uderzył w tors.
-ty głupku! Znów masz zamiar uciec! Myślisz ze w ten sposób wszystko rozwiążesz!? Przestać w końcu uciekać! Rozwiąż tak raz a dobrze...przecież można coś tym zrobić...tak żebyś ty tez był bezpieczny...można...-mówiąc cały czas uderzał dłońmi o tors chłopaka.- głupek...głupek...skończony idiota...
-Nie będę zły Yuyuś. Przecież nigdy nie mówiliśmy żeby wziął nasze nazwiska. Kochamy cie I wiemy ze ty nas tez. Ale wiemy ze nadal kochasz swoich rodziców. Spokojnie.-objął go delikatnie.
Yuji cieszył się w głębi duszy ze go nie sparaliżowało. Zdjął but I nie zważając na to ze chłopak ma ranne plecy rzucił nim w niego.
-ty idioto!-krzyknął biegnąc za nim i stając przed nim. Uderzył go otwarta dłonią w policzek.-tak mało dla ciebie znacze!?-krzyknal czując jak się rozpada i jak po policzkach spływa mu coraz więcej lez.
-dobrze maluszku.-zmierzwil mu wesoło włoski.-a teraz idź powspieraj wujka bo pewnie stresuje się bardziej ode mnie.-powiedział a potem zaczął nerwowo chodzić po pokoju.-umieram Koyuki...na prawdę się stresuje coraz bardziej...
-głupek z ciebie jeśli myślisz ze w ten sposób mnie obronisz.-powiedział wciąż nie mogąc powstrzymać lez.-zaraz poszedłbym do twojego domu...pewnie z bratem ktory chcialby ci nakopac...a ja bym zaczął się drze na twojego ojca ze zepsol moj pierwszy związek.-wcisnął się w niego mocniej czując te męskie ramiona wokół siebie które tak kochał.-jeśli ci na mnie zależy...to mnie nie zostawiaj. To boli...tak bardzo boli...
-no wierze ci na słowo.-zaśmiał się.-ech Koyuki kiedy wychodzimy? Bo ja tu serio zaraz zejde. Ciesze się na to...ale sres mnie pożera...-westchnął opierając się o ścianę.
-ech...bo chce żebyś w końcu zaczął działać Kazuo. Żebyś ochronil nie tylko mnie ale i siebie...żebyśmy żyli sobie szczęśliwie.-powiedział patrząc mu w oczy.-chciałbym żebyś się zajął źródłem problemu...a nie objawami które mogą być albo już są. Rozumiesz?
Takano wywrocil oczyma i powoli zaczął pić wodę. Po dziesięciu minutach wstał z krzesła.
-dobra...idziemy...-powiedział jeszcze dopijajac wodę i starając się powstrzymać drżenie rąk.
Yuji opadł ciężko na ziemię i rozplakal się jeszcze bardziej.
-to ty nic nie rozumiesz! Nie rozumiesz ze w końcu powinieneś przestać uciekać! I ze teraz ranisz mnie bardziej niż kiedykolwiek mógłby twój ojciec!-krzyknął powoli dlawiac się napływającymi łzami.
Chłopiec skinął wesoło główka i wtulil się w niego.
-bardzo.-powiedział uśmiechając się jeszcze. Jun położył Tomo rękę na ramieniu.
-juz czas.-powiedział spokojnie.
Yuji się dozpadl.Pierwsze raz zaznał takiego szczęścia a teraz czuł jakby ktoś go rozerwal na kawałki i zostawił przy życiu. Juz nic go nie obchodzilo. Mogl tu nawet zdechnac. Napisal jeszcze wiadomość do brata żeby mu pomógł i ze jest za szkoła po czym zamknął oczy. Chciał żeby to było tylko złym snem.
Takano juz tak czekał. Patrzył na wchodzącego chłopaka z lekkim uśmiechem. Czuł jak mu miękna kolana i cieszył się ze jego brat stoi za nim. Miał asekuracji w razie jakby upadł. Wyciągnął rękę w jego stronę.
-co się stało?-spytał słabo. Sam chciał tylko znaleźć się już w domu. We własnym łóżku i tam spędzić resztę życia.
Takano uśmiechnął się nieco pewniej kiedy spojrzał w oczy chłopaka. Był już trochę spokojniejszy. Miał go tu przy sobie więc co złego mogłoby się stać. Z taką myśla przyzyl prawie całą ceremonię aż do momentu przysięgi. Miał być pierwszy ale kiedy otworzył usta nie był w stanie nic powiedzieć. Zapomniał. Nie wiedział nic. Koyuki w końcu lekko go kopnął.
-improwizuj.-szepnął mu jeszcze. Takano spojrzał jeszcze raz w oczy Tomo. Może nie pamiętal napisanej przez nich przysięgi ale przecież doskonale wiedział co czuje.
-od naszego pierwszego spotkania wiedziałem ze to ty będziesz tym jedynym. Chociaż minęło niewiele czasu...to wydarzyło się na prawdę wiele rzeczy które tylko bardziej nas do siebie zbliżyły. Wspieralismy siebie nawzajem i dazylismy miłością. I przysięgam ci ze nadal tak będzie. Przysięgam ze bez względu na wszystko będę cię wspierał, nie wazne jak bedziesz chory bede sie toba opiekowal i bede cie zawsze kochal. Przysięgam tez zawsze kochac i bronić nasza mała rodzinkę.-znów wziął głęboki wdech I położył mu dłoń na policzku.-wiem też ze czasem potrzebujesz chwili dla siebie, a kiedy będziesz chciał pobyć razem zawsze będę przy tobie.-skończył odsuwajac dłoń od policzka chłopaka.
-będzie dobrze...bo wy się wspieracie.-powiedział I poczuł jak łzy znów wracają.-tego nie mogęci oobiecać. On mnie rzucił Shuji...niby dla mojego dobra przez tego swojego popierdolonego ojca.
Takano nie czekając na pozwolenie ze mogą się pocałować przysunal chłopaka bliżej siebie ale zaraz został powstrzymanie przez Koyukiego który złapał go za ramię i podał im obrączki. Takano z uśmiechem wsunal jedna z nich na palec Tomo. Potem podał mu swoją dłoń by ten mógł zrobić to samo.
-nie wierze w coś takiego.-burknął.-nie wierze ze można kogoś zostawić z miłości.-dodał patrząc gdzieś w bok.-nic sobie nie zrobię...-dodał znacznie ciszej.
Takano uniósł go delikatnie i podalowal ciesząc się ze go ma. Ze to najbardziej stresujące juz za nimi i ze się udało. Cieszył się ze pomimo że nie pamiętali napisanych przysięg to te prosto z serca były o wiele lepsze. Słyszał brawa I dźwięk robionych zdjęć ale wszystko to ignorowal. Liczyła się tylko ta ich chwila.
Yuji mu pomachal a potem poczlapal przygaszony do domu. Westchnął wchodząc do środka i po tym jak zrobił sobie szybki obiad padł na kanapę oglądając tv.
-wiem...ale teraz liczysz się tylko ty.-uśmiechnął się i pogłaskał go po policzku.-ale dobrze...odpuszczę teraz bo wiem że potem dostanę więcej.-zaśmiał się i złapał go za rękę. Zaczął się kierować do wyjścia.
Yuju wpatrywał się pustym wzrokiem w telewizor co chwilę zerkając z nadzieją na telefon. Jakaś część jego chciała żeby Kazuo chociaż to niego zadzwonił druga zaś nie chciała go więcej widzieć.
-mówiłem. ale mówić to ja sobie mogę.-zaśmiał się przyjmując prezent od Marca i Theo.
-to nic wielkiego, serio!-powiedział śmiejąc się.-ale no...zajmę wam trochę więcej czasu bo przecież jeszcze życzenia! A na nowej drodze życia...życzę wam dużo szczęścia, miłości...-zamyślił się chwilę.-a na miesiącu miodowym dużo seksu.-zaśmiał sie i przytulił ich obu.
-dokładam się do życzeń.-dodał Theo.
-ej szybciej tam.-pośpieszał ich Ren bo biedak stał na samym końcu kolejki która się do nich ustawiła.
Yuji zatrzymał się w drzwiach. Przygryzł dolną wargę żeby zaraz nie wybuchnąć płaczem i poszedł na swoje miejsce.
-Jakie za dużo?-spytał ze śmiechem tuląc swojego męża. Kiedy Marc odszedł przyszła kolej na Keichiego i jego narzeczoną.
Yuji nie odpowiedział. Nie musiał dawać ściągać geniuszowi. Prędzej mogło być na odwrót. Westchnął ciężko podpisując się na kartce i wbijając w nią wzrok.
-dzięki.-uśmiechnął się.-no mam nadzieję że zobaczymy się na twoim ślubie.-zaśmiał się zerkając też na kobietę stojącą obok mężczyzny.
Yuji w ogóle nie mógł się skupić więc napisanie testu zajęło mu całą lekcję. Miał jednak pewność że zrobił zadania dobrze. Pomimo doła nie miał zamiaru opuszczać się w nauce.
-źle się czujesz?-spytał go zmartwiony.-zaraz będziemy wracać do hotelu to usiądziesz...-powiedział przytrzymując go mocno.
Yuji nie odezwał się do chłopaka słowem. Czasem tylko dość chłodno wykonywał polecenia. Uniósł ich w części gotową mieszaninę w probówce i część wylała mu się na rękę. Była gorąca od podgrzewania i go oparzyła.
-ok skarbie.-powiedział z uśmiechem. Kiedy wszyscy już złożyli im życzenia zaniósł chłopaka do samochodu pozwalając Koyukiemu prowadzić.
-puszczaj mnie słyszysz?! Mam ranną rękę nie nogę! Mogę iść!-fuknął na niego. nadal się trochę szamocząc.to nic takiego umiem się sobą zająć.-dodał wściekle.
-ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się i zaczął go głaskać po włosach.-dziękuję skarbie. Będzie fajnie, zobaczysz.-ucałował go w policzek.
-a jak będą wyglądały oczepiny?-spytał Koyuki bo jakoś go to gryzło.
-normalnie. Tylko ze polecą dwa krawaty.-zaśmiał się.
Yuji wściekle wierzgał nogami.
-nic ci do tego co mi dodaje a co nie.-burknął mimo wszystko się rumieniąc.-dzien dobry...-mruknął do pielęgniarki i pokazał jej rękę zaraz tłumacząc co się stało.
-wiesz skarbie...ja myślę żeby zrobić dwie grupy. Dla ukesiów rzucasz ty a dla seme ja. Moze być?-spytał wesoło.
-Szybko takie rzeczy ustalacie.-zaśmiał się Koyuki zatrzymując się na świetle.
-nic mi nie pęknie.-fuknął przyspieszając kroku.
-cóż...bo tak jakoś...-wzruszył ramionami nie umieją tego uargumentować.-no cóż skarbie. To nie wiem jak to zrobimy...
-nie pierdol. Gówno a nie ci krwawi.-fuknął wstając. Otrzepał się i ruszył dalej.
-mi pasuje.-zaśmiał się.-ale musisz wyznaczyć jakąś granicę wieku.-zaśmiał się.
Yuji wrócił do klasy i przeprosił nauczyciela. Wrócił na swoje miejsce i zaczął sprzątać po nieudanym eksperymencie.
-nie wiem. Się wymyśli.-uśmiechnął sie I wyszedł z samochodu kiedy dojechali do hotelu są Koyuki się zatrzymał.
-moze bys pomógł?-spytał zbierając jedna ręką rozbite szkło i układając je na ściereczce.
-dziękujemy...-zdążył tylko powiedzieć Takano i spojrzał zaskoczony na Tomo.-ok...wchodzimy do środka bo czeka na nas obiad.-powiedział z uśmiechem.
Yuji burknął coś pod nosem niezadowolony. Nie chciał się klucic ale nie miał zamiaru odpuszczać. Został zraniony. I nie obchodziły go argumenty typu ze Kazuo go zostawił bo go kocha. Coś takiego nie miało dla niego sensu.
-cóż...sądzę że upominkami zajmiemy się po toascie i pierwszym tańcu...i chciałbym się tym zająć jak Yuya pójdzie spać bo nie wiadomo co moi przyjaciele wymyślili...-zaśmiał się.-ale wiem ze mały źle by się z tym czuł wiec przed pokazaniem gościom będziemy zaglądać do środka.-powiedział i zaczął z nim iść do stołu gdzie cześć gości juz siedziała.
Kiedy zostało posprzątane Yuji usiadł i westchnął ciężko. Zastanawiał się dlaczego to się tak źle potoczyło i czemu to zawsze jego spotyka. "Przecież zasługuje na trochę szczescie" pomyślał kopiac wściekle powietrze.
[A temu skąd się takie myśli wzięły skoro teoretycznie juz nie są razem? XD]
-wiem...ale córka Koyukiego szybciej pójdzie spać. Jest malutka I niedługo wytrzyma.-zaśmiał się I zajął swoje miejsce.-juz nie mogę się doczekać aż zobaczę tort zrobiony przez mojego nauczyciela.-powiedział zacierając ręce z uciechy.
[Och czyli teraz to wina Yujiego? XD no to sobie wypraszam XD]
-nie powinieneś iść na trening.-wyrwało się Yujiemu zanim ugryzł się w język. Chłopak szedł zaraz za nim i dobrze wiwiedział gdzie idzie Kazuo.-mówię to jako lekarz...-burknął zaraz patrząc w bok. Martwił się ale nie chciał żeby chłopak się o tym dowiedział.
-Oj no bez przesady.-zaśmiał się I popatrzył na niego z uśmiechem.-obiecuje pilnować się dzisiaj z alkoholem...Ale coś czuje ze i tak padnę jak tylko wrócimy do pokoju.-powiedział kątem oka widząc jak kelnerzy wnoszą pierwsze danie.
[No raczej ze jego XD]
-gdyby nie ten doktor bez uprawnień to byś się wziął i wykrwawil.-fuknal I ruszył przodem na swój trening.
Takano cały czas trzymał Tomo za rękę. Kiedy Koyuki mówił niejednokrotnie miał ochotę brata uderzyć. Po toascie Koyuki zaczął wesoło klaskac.
-gorzko! Gorzko!-krzyczał przy tym a reszta gości zaraz do niego dołączyła. Takank zaraz się odwrócił przodem do Tomo żeby go pocałować
Yuji juz mu nie odpowiedział. Być zły I potrzebował czegoś żeby te złość wylądować. Uznał ze dodatkowy trening będzie idealny wiec juz po chwili zniknął w sali do kendo.
Takano westchnął ciężko kiedy film zaczął lecieć. Było tam wiele scen z ich codziennego życia ale bardzo często pojawiały się momenty jak się wspierają albo po prostu dobrze bawią. Nie obyło się bez pocałunków i uścisków i tych bardziej romantycznych scen. Takano oglądając film objął Tomo ramieniem.
-widzę...-bąknął szurajac noga po piasku.-przyszedłem zobaczyć jak się czujesz...jak plecy i um...żeby jakoś cie przekonać żebyś jakoś rozwiązał ten problem...-powiedział w końcu patrząc na niego.-bo ja już tak nie chce Kazu...to boli kiedy nie jestem z tobą. Na prawdę mnie nie obchodzi ze coś może mi się stać...wiec...wiec chciałbym cie tez zaprosić na moje urodziny...-Wyciągnął w jego stronę kopertę z zaproszeniem.
-ja cienie tez.-uśmiechnął sie do niego a potem do brata.-dzięki Koyuki.-pomachal mu.
-ależ to nie wszytsko. Nawet nie wiecie jakie fajne pornografii wyszło z uzbueranych fragmentów.-zaśmiał się. Wesoło.
-no oczywiście...to obejrzymy sami...
-albo z nami po północy.-zaśmiał się Ren.
-um..ok...-Yuji zdążył tylko powiedzieć. Stal tam jeszcze chwile gapiac się w drzwi.
-wow...-Takano otworzył szeroko usta. Chwycił Tomo za rękę i wstał żeby owe arcydzieło pokroić. Przy torcie stał tez jego nayczyciel który porwał go w objęcia jak tylko podeszli. Przytulił tez Tomo.
-to mój prezent dla was. Wszystkiego najlepszego...i oby wasze wspólne życie było równie słodkie.-zaśmiał się wesoło.
-oj uwierz...chciałbym zrobić coś więcej niż zwykle pouczenie. Ale braciszek mi zabronił.-mruknął wpuszczają go do środka.-uparł sje żeby czekać na ciebie z tortem.-dodał jeszcze.-nie popsuj mu tego dnia.-powiedział na koniec i wrócił do gości. Yuji pomachal mu wesoło jak tylko go zauważyl. To były jego urodziny. Jedyny dzień w roku gdzie absolutnie nic nie mogło pójść źle.
-wiem...ale na pewno smakuje tak samo dobrze jak wygląda...wiec grzechem byłoby go nie zjeść.-zaśmiał się I powoli ukroil z nim pierwszy kawałek kładąc go na talerzyku. Goście po kolei podchodzili po kawałek tortu.
-um...wiec juz...juz...znów mnie kochasz?-spytał czując znajomy uścisk. Ten za którym tak bardzo tęsknił.
-ja tez będę. I nie tylko dzisiaj.-ucałował go w policzek.-tez bardzo cie kocham.-uśmiechnął sie I ukroil kawałek dla siebie kiedy już reszta gości dostała swoje-zostało dużo...będzie co jeść.-zaśmiał się.
-um...a obiecasz mi ze juz mnie nigdy nie zostawisz?-spyspytał przytulając się do niego mocno.-ja tez nie chce żeby coś ci się działo. Bardzo nie chce. Bardzo...-powiedział cicho ale pewnym siebie głosem.
-Wiem wiem.-zaśmiał się I wrócił na swoje miejsce.-mmmm...na prawdę jest pyszny...-dodał jedząc swój kawałek tortu ze smakiem.-kochanie? A wiesz ze po torcie mamy nasz pierwszy taniec?
-mou...ale jak mam Cię inaczej zmusić do działania?-spytał patrząc teraz na niego.-no jak? Wiesz ze ja tez się o ciebie martwię? I chciałbym żeby źródło problemu zniknęło.-powiedział znów się mocno w niego wtulajac.
-ej golabeczki...pogruchacie jak goście pójdą.-odezwał się Shuji bo przecież już godzinę czekał na robiony przez brata tort.
-oj ja wiem kochanie...i bardzo to lubię. Ale to nie czas ani miejsce na takie tańce. Ja cie dzisiaj poprowadzę wiec spokojnie.-uśmiechnął sie do niego jedząc dalej swój torcik. Kiedy skończył odłożył widelczyk.
-pomówimy kiedy indziej.-powiedział informując go ze rozmowa została tylko odłożone i na pewno do niej wrócą. Nie miał zamiaru odpuszczać. Martwił się o niego i nie podobało mu skę to jak chłopak jest traktowany w domu. Chciał żeby na prawdę obaj byli szczęśliwi. Wstał i poszedł do kuchni po tort który postawił na stoliku. Zapalił świeczki jak dołączyl do niego Shuji.
Takano uśmiechnął się do niego delikatnie i wziął go za rękę. Poszedł z nim na parkiet a tam objął w pasie przysuwajac go bliżej siebie. Kiedy muzyka zaczęła grać zaczął się poruszaj w jej rytmie prowadząc Tomo.
-a teraz pomyślcie życzenia i zdmuchnijcie świeczki.-powiedział wesoło Kenta. Yuji od razu zamknal oczy i pomyślał o tym ze chce żeby problemy w domu Kazuo się rozwiązały, żeby mógł być z nim szczęśliwy. Otworzył oczy i spojrzał na brata i razem zdmuchneli świeczki.
-wiem kochanie...ale dzisiaj jest nasz dzień. I będą się na nas gapic.-szepnął mu na uszko tańcząc z nim dalej.
Yuji uśmiechnął się wesoło, Shuji tez nie mógł powstrzymać wesołego uśmiechu. Objął brata ramieniem I śpiewał razem ze wszystkimi. Kiedy skończyli śpiewać Yuji zaczął kroić torcik.
Zaczęły tez lecieć trochę szybsze piosenki i kiedy Takano obtancowal z połowę gości z ulgą przyjął przerwe. Sobie zrobił drinka żeby za bardzo się nie upić. Whisky z cola I z lodem zrobił również Marcowi. Wziął łyk I uśmiechnął się do Tomo.
-wyglądasz na zmęczonego...może odpoczniesz chwile?
Yuji uśmiechnął się na ten widok. Cieszył się szczęściem swojego brata. Podał wszystkim po kawałku a kiedy i sobie ukroil usiadł obok Kazuo.
-um...jak długo możesz zostać? Jeśli nie możesz na noc to nie zostawaj...-spytał go cicho.
-cóż...jeden słaby drink raczej ci krzywdy nie zrobi.-uśmiechnął sie i wstał sięgnął po szklankę i zrobił Tomo bardzo słabego drinka. Podał mu go I znów usiadł.-mogę tu z tobą posiedzieć. Żebyś nie siedział sam.-powiedział głaszczacgo po włosach.
-wiec zostaniesz dłużej?-spytał z uśmiechem.-um...a tort ci smakuje?-spytał jeszcze. On swój co chwile, po kawaleczku wkładał do buzi. Uznał ze mu wyszedł.
-mhm...no dobrze.-zgodził się I go pocałował.-ale pamiętaj skarbie, jeden drink.-puknal go palcem w nosek.-ja tez nie będę dużo pił.
Chłopak zarumienil go okropnie ale nie protestował. Tęsknił za tuleniem I za całuskami wiec nie obchodzilo go to ze ktoś na nich patrzy.
-Kazu...na prawdę nie musiałeś. Dla mnie prezentem jest już to ze przyszedłeś i ze znów jesteśmy razem. Nic więcej mi nie trzeba.
-dobrze kochanie.-ucałował go w policzek I odwrócił się do Koyukiego żeby z nim trochę pogadać na temat tego ze Yuya u niego zostanie na miesiąc. Chciał być pewnym ze małemu nic nie będzie.
-wystrugales?-spytał szczerze zaskoczony.-um...no ok. Ale na prawdę wystarcza mi to ze jesteś...i że nawet zostaniesz trochę dłużej.-uśmiechnął sie.-bo wiesz...w sumie to jesteś tu moim jedynym gościem. Reszta to bardziej goście Shujiego.-wyjaśnił jak to wygląda.
-Ufam ufam...no i racja będziemy z nim rozmawiać.-przytaknal spokojnie I wziął łyk drinka.-cóż...jeśli o mnie chodzi to jestem szczęśliwy. Na prawdę szczęśliwy. Cały ten stres się ulotnil...i na prawdę się ciesze widząc jego uśmiech.-powiedział ruchem głowy wskazując na Tomo.
-bylem za bardzo rozproszony. Przez ciebie.-puknal go palcem w tors.-jak juz mi załamania przeszło to zachodzilem w glowe jak cie odzyskac. Wiec nawet nie myslalem o ich zapraszaniu, wiesz? Wiec z kumpli z naszej klasy jest yylko Kenta. Ale to zdecydowanie gosc Shujiego.-zasmial się.
-ja tez tak czuję. Czuje ze z nim poge wszystko.-powiedział wesoło patrząc na brata.
Jun wzruszył ramionami.
-pewnie jak skończę studia...-odparł zarumieniony chłopak a Jun skinął głową. Nie planował tego wcześniej.
-to ty jesteś okropny.-burknął Yuji bo przecie to Kazuo jego zostawil a nie na odwrót. Przysluchujacy się ich rozmowie Kenta roześmiał się wesoło.
-oho...komuś tu by się przydał seks na zgodę.-zaśmiał się a wraz z nim Shuji. Yuji oblał się rumiencem.
-jasne. Będziemy wpadać.-uśmiechnął sie Jun.-no...jak się czujesz jako pan młody?- spytał wesoło.
-no co?-spytał Kenta przestając się śmiać i patrząc na niego.
-Yuji cie nie dopuszcza czy to raczej ty nie chcesz?-dodał zaraz Shuji patrząc na zarumienionego brata który starał się ten fakt ukryć.
-w takim razie na prawdę się ciesze.-powiedział wesoło.-ciesze się twoim szczęściem.-dodał z uśmiechem.
Takano wstał I podszedł do niego.
-moi bracia i przyjaciele nie dają mi spokoju z tymi prezentami...wiec idziemy je rozpakowaywac.-poinformował go wskazując na stosik prezentów.
Yuji ochoczo pokiwał głową.
-ja...sam nie jestem gotowy. To znaczy...pewnie byłbym gdyby nie to co się ostatnio wydarzyło...ale czuje ze teraz zajmie mi to więcej czasu...-powiedział wbijajac wzrok w podłogę.
-zdecydowanie za dużo.-przyznał mu rację przyglądając się prezentom kiedy reszta gości zebrała się wokół nich.-no to może najpierw otworzymy prezent od Yuyi?-zaproponował podnosząc odpowiednie pudełko.
-mhm...-Yuji skinął głową a Shuji wzruszył ramionami. Nie będzie się przecież mieszał w ich związek. mlodszy z braci siegnal sobie po sok i wtulil sie w Kazuo.
-I zabierzemy ja w podróż.-powiedział z uśmiechem i przytulił chłopca który do nich podszedł.-dziękujemy. Jest na prawdę śliczna.-powiedział z uśmiechem.
[Ale ja wiem XD]
Kiedy goście poszli a Shuji poszedł do Kenty Yuji objął mocno Kazuo. Zdecydowanie odważniej niż kiedy byli goście. Rozumieniony uśmiechnął sie do niego figlarnie.
-pocałuj.-poprosił patrząc mu w oczy.
-na prawdę chcesz to teraz otwierać?-spytał chociaż i tak bardziej obawiał się prezentu od Marca.-teraz po moim bracie można się przecież spodziewać wszystkiego. Nawet zemsty za tamten urodzinowy prezent.-przypomniał mu niepewnie otwierając opakowanie. I wcale się nie pomylił, zemsta była. W pudełku znajdowało się wiele jednorazowych woreczków z wazelina, takich jak te na próbki kosmetyków. A między nimi upchane były dwa karnety do kurortu w winnicy znajdującego się pod Paryżem.
Yuji obejmował go mocno i oddawał pocałunki z równą pasja. Za tym tez tęsknił. Zdążył już to polubić i czuł ze małe całuski nie będą mu przeszkadzać kiedy ktoś na nich patrzy.
-no dobra...wiec kolejny.-sięgnął po prezent który okazał się być od Keiichiego.-no...teraz ty otwieraj.-powiedział przekazując mu paczke.
-a ty okropny...-powiedział lekko dyszac po pocałuneku.-ale i tak cię kocham...-dodal tulac go mocno.-i juz mnie nie zostawisz, prawda?-popatrzyl na niego uroczo.
-w takim razie już nie mogę się doczekać aż popróboje twoich wypieków.-powiedział i z uśmiechem sięgnął po następny prezent. Tym razem od Koyukiego. Poza dwiema płytami na których nagrane były filmiki była też tam mala butelka słodkiego wina.
Yuji spojrzał na niego smutny i zaraz się od niego odsunął. Nie taka odpowiedź chciał usłyszeć.
-Kazuo...ja chcę żebyśmy, tak jak w każdym związku, byli ze sobą nie ważne czy jest dobrze czy źle...i wspierali się.-zlapal jego twarz w dłonie.-rozumiesz Kazu? Ja wiem ze zrobiłem źle próbując rozwiązać sprawę twoich fanek samodzielnie...wiem to...no i, to ze ciągle uciekałem od problemu sprawiało tez on tylko narastal...
-mówiłem co żebyś otwierał te prezenty ostrożnie bo z nimi to nigdy nic nie wiadomo.-zaśmiał się I zaglądał jeszcze raz do pudełka. Była też tam koperta z pieniędzmi. Potem otworzył prezent od Ruiego a tam znalazł jedynie klucz do apartamentu jednego z hoteli w Paryżu.
-no jako ze to hotele mojej rodziny...to macie zapewniony postój.-powiedział wesoło.
Yuji zaczął powoli sprzątać żeby potem mieć mniej do roboty. Czuł ze to ze jest im tak trudno to wina ojca Kazuo i był na prawdę wściekły. Czuł ze wtedy wszystko byłoby łatwiejsze a oni szczęśliwsi. Ze spędziłby swoje urodziny tak jak sobie wymarzl. Westchnął ciężko zmywajac naczynia.
[Mnie nie nawiedziła mój własny mail...i czasem wrednie nie informuje że przyszła nowa wiadomość z komentarzem wiec...XD]
Takano zamrugal kilkukrotnie.
-cóż...dziękuję tato...-powiedział mimo wszystko szczerze zaskoczony. To było jedno z tych miejsc do których przez swoją macoche nie miał wstępu. Stąd też zrodził się pomysł kupna własnej wyspy. Takano sięgnął po prezent od Marca i Theo. Usiadl obok Tomo i zaczal otwierac pakunek. Ten był otatni. Marc zaraz zaczął wesoło machać rękoma.
-nie nie. Tam jest taka dziura a w środku jest siedem mniejszych prezentów. Masz je przez dziurę wybierac. Na zmianę z Tomo.-poinstruowal go a Takano westchnął ciężko i pośród strzępów sturopianu wyjąć mały pakunek który po otwarciu okazał się para stringów. Zmrozil przyjaciela spojrzeniem I przysunal pudło bliżej Tomo.
-hmmm..-udał się się zastanawia. Cieszył się mając te męskie ramiona wokół siebie i mógłby tak stać cały czas. Uśmiechnął się do niego w odpowiedzi.-bardzo chętnie.
-cóż kochanie...nie moja wina ze czasem po prostu dochodzisz dość szybko.-szepnął mu na uszko a kiedy się odsunął zachichotal cicho.-a może moja?-zaśmiał się I wsunal rękę do dziury próbując wymacac jakis prezent. Cały był już w styropianowych kuleczkach. W końcu wyjąl kopertę a w niej lista ulic w Paryżu. Spojrzał pytająco na Marca.
-lista miejsc które powinniście unikać. Zrobiłem taki dość spory research żebyście na pewno nie wpadli na żadnego z twoich byłych.-wyjaśnił a Takano uniósł kciuk w górę. Był mu za to wdzięczny.
-teraz twoja kolej.-znów przesunął pudło bliżej Tomo. Był ciekaw co tez jego przyjaciel jeszcze mógł tam władowac.
Yuji przebral się w coś cieplejszego a kiedy ubrał buty i juz wyszli złapał Kazuo za rękę.
-gdzie idziemy?
-dzięki.-uśmiechnął sie do przyjaciela chociaż nie chciał go jakoś bardzo nachodzi skoro ten kogoś miał. Westchnął teatralne znów wkładając dłoń do pudła. -jeju...jak ty to tam wkładałes ze nic nie mogę znaleźć?-spytał Marca cały czas próbujac coś wymacac. Kiedy w końcu mu się udało zwycięsko wyjął rękę z pudła trzymając tubke z wazelina.-no...chyba główne życzenie od ciebie to dużo seksu co?-spytał Marca, oczywiście po francusku a ten roześmiał się wesoło a wraz z nim bracia i przyjaciele Takano.
-szukaj dalej a zobaczysz co znajdziesz.-powiedział wciąż się śmiejąc a Takano podał pudło Tomo. Zostały im jeszcze dwa prezenty do wylowienia.
-um...a coś mniej szalonego tak żeby nas nie zawiesili, nie zamknęli...i w ogóle?-spytał zaraz obejmując go za szyję i oddając pocałunek
[A co sobie wymyslisz XD ja to wymyślam na bieżąco XD]
-ej spokojnie nic strasznego tam nie pakowalismy, co nie Theo?-zaśmiał się Marc.
-no otwórz skarbie. Bo został ten co trzymasz i jeszcze jeden powinien tab być.-postukał pudełko.-jak otworzysz to zacznę szukać tego ostatniego.-powiedział wesoło. Bawiło go to szukanie prezentów i cieszył się ze jego przyjaciel coś takiego wymyślił.
-Kazu...ja nie chce...na prawdę mogą nas zawiesić...skąd możesz być taki pewny ze tego nie zrobią?-spytał patrząc na niego uważnie.
-oj spokojnie...-zaśmiał się głaszczac po włosach zawstydzonego chłopaka. Odrzucił jedynie w stronę Marca kajdanki bo wiedział ze tego jego mąż nie lubi. Resztę schował oglądając przy okazji co tez jego przyjaciel nawymyslal. Cieszył się ze Yuya gdzie biegał i bawił się nadmuchanymi balonami. Takano wymacac ostatni prezent którym to okazało się jego ulubione wino w limitowanej małej butelce.
-mou...ale ja nie robiłem i bardzo dobrze to wiesz...-mruknął drepczac za nim dość niepewnie.
-cóż...-przeciągnąl się lekko.
-każde.-dokończył za niego Theo i wywrocil oczyma. Marc objął go ramieniem.
-Theo ma swoje ulubione.-zaśmiał się trochę go gilgoczac.
-nie obrażaj się Tomo...to tak dla żartu te prezenty...-powiedział chłopak nie chcąc żeby jego nowy znajomy był zły. Takano uśmiechał się wesoło bo nie spodziewał się niczego innego po przyjacielu ze studiów.
-nie jestem tego taki pewny wiesz? Chyba wolałbym coś bardziej romantycznego z racji moich urodzin. No wiesz...spacerek, tulenie, całusy.-wyjaśnił spokojnie.-znaczy wiesz..liczyłem tez na coś więcej...ale przez te cala kłótnie juz nie jestem gotowy.-wywrocil oczyma i przytulil sie do jego ramienia z rumianymi policzkami.
-jeszcze? Wiec w końcu się dowiem?-spytał wesoło Takano a Marc roześmiał się głośno.
-nie lubi? Wiesz...jak mu powiesz to chętnie ich użyje.-powiedział nie przestając się śmiać.-wiec jak widzę prezent idealny. Pobawicie się przez ten miesiąc.
-to jak powiesz mi jakie są twoje ulubione zabawki? Bo jak na razie wiem tylko o tych których nie lubisz...
-nadal nie jestem pewien.-powiedział idąc za nim. Trochę się bał.
-no to trzymam cie za słowo kochanie.-powiedział wesoło. Musnal jego usta.-kocham cie. Kocham cie tak mocno.-przytulił go do siebie i posadził na swoich kolanach.
-ech...no dobra.-wtulil się w niego.-um...ładny stąd widok nocą.-powiedział patrząc na morze.
-jasne kochanie. Muzyka nie będzie ci przeszkadzać?-spytał zerkajac na parkiet gdzie bawiła się cześć gości między innymi Koyuki i Mary.-odpocznij chwile. Ile tylko chcesz...no o północy cie obudze.-ucałował go w czółko.
-mhm...-pozwolił mu je odpalić. Patrzył się z uśmiechem na plomyczki i na rozciągający się przed nimi widok.-no...jest nawet milo...ale jednak trochę boje sie tego ze moga nas przyłapac...i będą kłopoty...
-nie będę skarbie.-ucałował go I pozwolil iść. Wziął kilka łyków drinka dopijajac go tym samym do końca. Zrobił sobie nowego i po kilka łykać wstał idąc na parkiet. W międzyczasie, kiedy Tomo spał ktos próbował się wbić na imprezę wiec Takano pomagał ochronie a potem wrócił do zabawy.
-a jeśli jednak to będzie to wyłącznie twoja wina.-puknal go palcem w pierś i uśmiechnął się lekko. Kiedy fajerwerki się wypaliły przytulił się do niego mocno.-kocham cie i chce być z tobą szczęśliwy. Chce żebyśmy obaj byli szczęśliwi.-powiedział a zaraz odsunął się odrobinę żeby spojrzeć mu w oczy.-pocałuj.-poprosił uśmiechając się słodko.
-dzisiaj i zawsze skarbie.-powiedział obejmując go mocno i tulac do siebie. Pogłaskał go po włosach.-wysłałeś się skarbie? Bo zaraz będą zabawy i musisz mieć dużo sił.-zaśmiał się.-Yuya chce zostać tylko na chwilę...bo juz mu się oczy kleja.
-juz? Ale jest dość wcześnie....-powiedział zerkajac na zegarek. nie było jeszcze północy.-um...to może juz wracajmy...ty do siebie a ja do siebie...
[Widzisz, źle oznaczyles i był błąd w komunikacji XD]
-mhm...no do dobrze ze juz jest lepiej.-powiedział głaszczac go po włosach. Kiedy zauważył przebiegającego Yuye zawołał go do siebie żeby się z nimi jeszcze trochę potulil. Chłopiec ochoczo się w nich wtulil.
-będę tęsknił...-powiedział cicho.
-ale będzie dobrze. Będziemy dzwonić, Wysyłać zdjęcia, a Koyuki dobrze się tobą zaopiekuje.-powiedział z uśmiechem. Chłopiec skinął głową.
-wiem tutusiu. Bawcie się dobrze z wujkiem.-powiedział I ziewnal.
-może juz położysz się spać? Zaprowadzimy cie do łóżka.-zaproponował bo nie widział problemu żeby oczepiny zaczepy się chwilę później.
-dostaniesz.-zapewnił go Takano. Poinformował jeszcze Koyukiego gdzie idą i wziął od niego klucz od apartamentu bo przecież Yuya miał spać u niego i Mary. Wsiedli do windy I Takano uśmiechnął się do chłopca.-tylko bądź grzeczny i słuchaj się wujka.
-zobaczysz jak ten miesiąc szybko minie. No i cały czas będziemy ze sobą rozmawiać. I coś fajnego ci przywieziemy.-obiecał mu. Kiedy dojechali na odpowiednie piętro poszli do apartamentu.-no Yuyuś weź pizamke i do mycia.-powiedział I zmierzwil mu włoski.
Takano również go ucałował i pogłaskał po włosach.
-dobranoc.-powiedział z uśmiechem po czyl wziął Tomo za rękę i wyszedł gaszac światła i zamykając artament.-na prawde bede za nim tesknil.-powiedział kiedy stali w windzie.
-ja tez się ciesze.-powiedział z uśmiechem.-jak juz wrócimy to jakiś czas będzie spał z nami.-zaśmiał się I wyszedł z windy.-a teraz już wracajmy na nasze wesele. Goście czekają na oczepiny.-powiedział I ucałował go delikatnie.
Takano zaśmiał się wesoło na ten widok. Ten dzień sprawiał mu na prawdę wiele szczęścia. Zaraz po chwycił go Koyuki i związał my swój krawat na oczach tak żeby nic nie widział. Tomo posadzili na krzesle.
-no zobaczymy czy znajdziesz swojego męża żeby zdjąć mu muszkę.-roześmiał się i okręcil go kilka razy.
-a jakaś podpowiedź?-spytał.
-no...teraz to jest zimno.-powiedział a Takano zaczął się obracać aż usłyszal 'ucieplej'.
Kiedy Takano w końcu go odnalazł westchnął ciężko.
-nie śmiej się tak. Zaraz będziesz na moim miejscu.-powiedział wesoło I wymacal muszkę która zaraz z niego zdjął i tryumfalnie zdjął krawat Koyukiego z oczu.
-ja tez.-przyznał wesoło po czym wstał i oddał krawat Koyukiemu. Pozwolił jemu I Junowi zająć się chłopakiem sam zaśkiedy jego oczy były już zakryte po cichu przestawil krzesło i na nim usiadł. Przyglądając się zmaganiom chłopaka..
Takano starał się zachować cicho wiec podsmiewywal się tylko pod nosem kiedy chłopak go po prostu mijał i jszedl dalej. Ciekaw był czy on tez tak zabawnie wyglądal.
-domyślam się.-powiedział wesoło I ucałował go.-no...to teraz pora rzucić muszki i wyłowić nowych małżonków.-powiedział wesoło wstając z krzesła. Najpierw rzucić miał Tomo a za nim ustawili się Theo, Ryu i Kaneki. Jedni z par kawalerów na sali. Keiichi i jego narzeczona zrezygnowali z zabawy bo kobieta stwierdziła że czułaby się dość niezręcznie łapiąc muszkę.
Takano zaklaskal wesoło teraz w duchu kubicujac bratu który ustawił się za nim razem z Marciem i Junem. Wyrzucił muszkę za siebie a ta złapał Ren wyskakując do góry. Takano wyszczerzyl się do brata i uniósł kciuk w górę. Życzył mu takiego samego szczęścia jakiego on sam teraz doświadczal. Wskazał im zaraz krzesło i poprosił by i Ren i Kaneki oddali swoje krawaty. Kiedy oboje nawzajem założyli sobie złapane muszki Takano zaczął klaskac.
-gorzko! Gorzko!-krzyczał przy tym wesoło a jego przyjaciele od razu to podchwycili.
Takano przyklaskiwal im wesoło.
-na prawdę ciesze się ich szczęściem.-powiedział z uśmiechem.-i nie wiem czy to sprawka alkoholu...ale Ren nie ma oporów zeby go tak przy wszystkich całować. W sumie to dobrze.-powiedział obejmując Tomo ramieniem.
-zrobię. I to z wielką przyjemnością.-przyznał swobodnie.-jest moim bratem...i bez względu na to jak ki czasem dokuczal nie chce żeby popełniał moje błędy. Jest teraz szczęśliwy...i jeśli zadzwoni po radę to mu ją dam.-powiedział z uśmiechem patrząc na brata.
-zgadzam się z tobą i nawet ci z tym pomogę.-zaśmiał się.-proponuje zaprosić ich do nas jak juz wrócimy. Na takie większe ognisko...myślę że Yuya tez sje ucieszy.-powiedział z uśmiechem i wziął go do tańca na ten jeden kawałek.-ale wiesz kochanie ze to jeszcze nie koniec zabaw? To tylko taka mala przerwa...tylko zobacz jak Koyuki zaciera ręce rozmawiając z DJ'iem.-zaśmiał się. Jego brat uparł się ze powymyśla parę zabaw.
-nie ma czego się obawiać.-powiedział spokojnie z nim tańcząc.-będzie fajna zabawa.-dodał zerkajac kątem oka na Rena.-ja tez cie kocham. Nie obrazisz się jeśli po zabawach pójdę na chwile pogadać z Renem?-spytał od razu.
-mhm...-zgodził się slinieniem głowy.-na klejenie się do siebie mamy cały miesiąc. Cały tylko dla nas.-przytulając go do siebie mocniej a kiedy piosenka się skończyła puścił go niechętnie. Koyuki juz ustawial cztery krzesła w rzędzie tłumacząc zasady gry. Oczywiście zacząć miała para młoda a mieli odgadnąć z zawiazanymi oczami który z siedzących na krzesłach jest ich wybraniem. Takano wzruszył ramionami i uznał ze tym razem to on sobie jako pierwszy posiedzi. Razem z nim mieli usiąść Ren, Marc i Souijro.
Tomo został oczywiście poprowadzony z odwrotnej strony niż Takano siedział. Uśmiechal się patrząc na poczytania chłopaka. Był ciekaw jak teraz będzie próbował zgadnąć który z siedzących jest nim.
Nie wiedział jednak ze do Souijro dołączył jeszcze Marc który również postanowił pomoc trochę przyjacielowi i pozachowywac się jak on. Trochę więcej zabawy nikomu jeszcze nie zaszkodziło a on sam wiedział ze potem będzie mógł liczyć na pomoc Takano.
Był to Marc który wzruszył ramionami i skinął przepraszajaco do przyjaciela. Nie miał typowo azjatyckiego typu urody wiec wyszło jak wyszło. Musiał przyznać ze Tomo radzi sobie całkiem nieźle.
Takano również delikatnie dotknął chłopaka, tak jak zrobił to Soujiro. Czekał cierpliwie nie ruszając żadnym mięśniem żeby nie ułatwić Tomo zadania. Sądził ze jak na razie nawet za dobrze sobie radził.
Takano oddał ku pocałunek i odkrył oczy.
-znalazłeś mnie.-uśmiechnął sie wesoło.
-ale miałeś mały problem.-zaśmiał się Soujiro i poklepal go po ramieniu.
-mhm...wiem.-powiedział Takano I pogłaskał go po włosach.
-a co Takano ma aż tak wyjątkowy zapach?-spytał Soujiro wstając żeby zwolnić miejsca następnym. W końcu teraz to Takano miał zgadywać. A potem oczepinowa para.
Takano zakryto oczy a obok Tomo usiedli Theo, Kaneki i Rui. Takano został pdoprowadzony do krzeseł i z miejsca odrzucił Ruiego który jak poprzednim razem odskoczył jak oparzony.
-zero z tobą zabawy.-skwitował zaraz podchodząc do następnej osoby. Dotykał twarzy, włosów i ramion.
Takano poczuł się lekko zdezorientowany. Tym razem miał zdecydowanie trudniej. Przesunął dłonie trochę niżej, na tors chłopaka a wyczuwając kości poczuł się tylko bardziej zdezorientowany. Westchnął uznając ze najwyżej do niego wróci. Następna osobę czyli Theo odrzucił prawie od razu. Krótkie włosy chłopaka załatwił sprawę. Potem podszedł do Tomo.
Takano dotykał delikatnie jego twarz, musnal tez opuszkami palców jego szyję schodząc tez na tors chłopaka. Wplutl mu palce we włosy. Zmarszczyl nieco brwi. Nie wstał a jedynie mocniej przytulił do siebie chłopaka.
Takano zaśmiał się I ucałował go namiętnie. Rozejrzał się i uśmiechnął do Kanekiego.
-wiec to ty sprawiles mi tyle problemów.-powiedział śmiejąc się przy tym wesoło. Zszedł szybko z kolan chłopaka zeby mu nie było ciężko. No i I chciał już zwolnić miejsce zabawy dla Rena i Kanekiego.
Renowi było o wiele trudniej, był w końcu z Kanekim dość krótko. Skakał co chwile od Tomo do Kanekiego wiec kiedy w końcu udało mu się odgadnąć otrzymał brawa. Kanekiemu poszło znacznie szybciej za co również otrzymał brawa. Potem Koyuki zarządził nowa grę.
Oczywiście żeby ni było za łatwo mieli przy tym biegać po sali i znajdować różne przedmioty podane przez Koyukiego. Tomo i Takano odpadli pod koniec. Mężczyzna od raz poszedł do stołu żeby się napic a potem wrócił do gości.bawili się tak jeszcze długo a przed czwarta Takano uśmiechnął się do swojego męża.
-mogę prosić do ostatniego tańca?-spytał patrząc mu w oczy. Część gości juz się zebrała do swoich pokoji a DJ miał pójść o czwartej godzinie wiec przed końcem chciał z nim jeszcze zatańczyć.
-będę prowadził, ale umiesz tańczyć i bez tego.-uśmiechnął sie I poprowadził go na parkiet. Tam objął lekko I zaczął kolysac się w rytm spokojnej melodii.-to był na prawdę długi dzień. Długi ale miły...i chyba najszczesliwszy w moim życiu.-powiedział tuląc go do siebie i się uśmiechając.-kocham cie.-szepnął mu do ucha po raz kolejny tego dnia.
-mhm...-uśmiechnął sie do niego I pogłaskał po włosach. Kiedy piosenka się skończyła ucałował go namiętnie i spojrzał mu w oczy.-na prawdę cie kocham. Wierzę że będzie tak jak powiedziałeś. Każdy dzień będzie szczęśliwy.-pogłaskał go po policzku. Kątem oka zobaczył jak DJ się zbiera i jak podchodzą do nich inni goście żeby życzyć im spokojnej podróży.
-jasne kochanie.-uśmiechnął sie I wziął go na ręce niczym swoją ksiezniczke. Katering wpadł żeby posprzątać a on poszedł z Tomo do windy.-a wiesz ze Rui załatwił nam na prawdę wypasiony apartament? Jeden z trzech na samej górze...z basenem.-powiedział zerkajac wcześniej czy chłopak mu nie usnal.
-jasne ze będziemy. Z tego co pamiętam ładnie z tamtą było widać Paryż.-powiedział wychodząc z windy i kierując się do ich aktualnego apartamentu.-wiec jeszcze weźmiesz leki. Ale pada na twarz wiec umyje my się jak się obudzimy, tak?-uśmiechnął się do niego.
-mhm...-zgodził się z nim i również ziewnal.-no...ja tez jestem zmęczony.-przyznał sadzajac chłopaka na łóżku i zaraz przy oszacować mu leki. Potem zaczął spokojnie zdejmowac z siebie garnitur.
-ja ciebie te moj skarbie. Tak mocno ze sobie nawet nie wyobrażasz. Mój kochany.-przytulił go leżąc juz w łóżku wygodnie w bokserkach i koszulce.-i cały dzień wytrzymałe w garniturze nawet nie narzekając.-zauważył I ucałował go w policzek.
-nie było kochanie. Pogadałem z Renem w cztery oczy...ruszyli trochę I pytał o rady.-pogłaskał chłopaka po włosach.-no...nawet nie wiesz w jakim szoku byłem. To będzie mój pierwszy raz w ten willi. Macocha zabraniala mi tam przebywać.-wyjaśnił spokojnie. Tulił go do siebie mocno.-a dzisiaj będę spał u boku mojego męża. Szczęśliwszy być juz chyba nie mogę.
-nie było. Jak juz Ren mi się zwierzyl dosiadl się Marc i tez mu dal rady. Nie nudzilem się.-zapewnił go I ucałował w czółko.-no miło...cieszy mnie też fakt ze nie krytykuje Rena...przez co mój brat unika wielu nieprzyjemności których ja niestety doświadczyłem...-skrzywil się lekko na samo wspomnienie.-zawsze będę przy tobie.-zapewnił I znów lekko ucałował.
-tak...ktoś musiał. Ale ciesze się ze on tego mimo wszytsko nie doświadcza. Sądzę że wtedy byłoby mu jeszcze trudniej się w tym odnaleźć. A tak zbiera się w sobie żeby zrobić krok poza przytulaski, pocałunki czy lody. W sumie chyba możemy być z niego dumni.-zaśmiał się.-masz rację, bardzo miły. Ciesze się ze to na niego trafił mój brat. Rena spotyka teraz wiele szczęścia...a to i mnie cieszy.
-mhm...masz rację. Dobranoc.-ucałował go I również zasnął. Nie mógł zaprzeczyć ze tez był zmęczony długim dniem. Ale był tez szczęśliwy ponad miarę. Zasnął od razu ciesząc się ze ma go przy sobie. A kiedy się obudził nie budził go tylko wpatrywał się w jego śpiące oblicze.
Takano uśmiechnął się lekko i zaczął głaskac go po włosach. Przez myśl mu przeszło ze ma na prawdę słodkiego męża. Postanowił go nie budzić i czekać ażcchłopak wyspany sam się obudzi.
-hej skarbie.-ucałował go z uśmiechem.-jak ci się spało? Uśmiechales się cały czas, śniło ci się coś miłego.-spytał głaszczac go po.włosach i plecach.-bo mi się spało wyśmienicie...tuż przy tobie.
-to dobrze kochanie. To lepsze nisz koszmary.-powiedział I przytulił go mocniej do siebie.-czyli w noc poślubną się wyspales.-zaśmiał się jeszcze.-cóż poradzić...oboje padlismy bez sił.
-mhm...-przeciągnąl się lekko.-ale najpierw kąpiel...a potem może przejdziemy się po mieście? Skoro samolot mamy jutro około południa to dzisiaj możemy się zrelaksować tutaj.-zaproponował siadając.
-możemy odwiedzić.-zgodził się wesoło. Wstał z łóżka i podszedł do walizki żeby wziąć z niej ciuchy. Potem wstał I ruszył do łazienki.-przygotuje nam kąpiel.-powiedział uśmiechając się do niego. Radość minionego dnia mu nie minęła wiec był w wyśmienitym humorze a uśmiech nie schodził mu z ust.
Takano właśnie zakręcal wodę i zabierał się za zdejmowanie koszulki.
-potem zjemy jakieś dobre śniadanie. Na co masz ochotę?-spytał go wesoło odkładając koszulkę na bok.
-mhm...jestem pewny ze na dole nam to podadzą.-powiedział bo oni samo w pokoju pomimo poręczne kuchni nie mieli składników. Ucałował go jeszcze po czym odsunął się od niego. Zdjął bokserki i wszedł do wanny.-dołączysz do mnie?zapytał cały czas się uśmiechając.
Takano oblizal usta po pocałunku i odpowiedział łobuzerskim uśmiechem.
-obaj zaluzylismy na kąpiel. Mimo wszystko się spocilismy wczoraj w tych garniturach. Wskakuj.-powiedział wesoło I zachęcił go ruchem ręki.
-ja też spanikowałem...ale tak na prawdę dopiero przed ołtarzem. A kiedy miałem powiedzieć przysięgę miałem taką wielką gulę w gardle i pusto w głowie. Koyuki musiał przywołać mnie do porządku.-zaśmiał się obejmując go delikatnie.
-Ja lubię i moją rodzinę i moich przyjaciół. Ale najbardziej lubię naszą małą rodzinkę.-przyznał z uśmiechem.-Widzę jak się stara...-westchnął.-kiedy spałeś miałem okazję z nim porozmawiać. Wiem że chce polepszyć naszą relację.-powiedział i objął go mocniej.-powiedział że nie chce powielać swoich błędów więc stara się być ostrożniejszy przy Renie.
-powolutku pozwolę.-zgodził się z uśmiechem.-a właśnie...dałem Kanekiemu twój numer bo pytał się mnie czy on też mógłby kilka rad. Powiedziałem że ty mu bardziej pomożesz niż ja.-przypomniało mu się.-więc chyba nam obu będzie dzwonił telefon na naszym pięknym miesiącu miodowym.-zaśmiał się wesoło.
Takano uśmiechnął się do niego i uniósł jego podbródek. Najpierw delikatnie musnal jego usta by już po chwili zatracić się w namiętnychwili pocałunkach.
Takano przytulił go mocno do siebie. A kiedy w końcu zabrakło im tchu i się od siebie odsuneli Takano dyszal ciężko po pocałunku i uśmiechał się szczęśliwy.
-kocham cie.
-Ja z tobą tez. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.-pogłaskał go po włosach.-no kochanie...to jakie zabawki lubisz?-spytał uśmiechając się figlarnie.
-Bo mi się utopisz...-westchnął wyciągając go spod wody.-cóż...ale to się dobrze składa skarbie bo Marc nam je sprezentowal.-zaśmiał się wesoło i musnal jego usta.-ja? Ale używać na kimś...czy jak się na mnie używa...?-spytał niepewnie.
-jedno i drugie? No więc używać na kimś to w sumie co by partner, ty, sobie nie zazyczyl. Chociaż wiesz...kulki analne chyba były jednymi z moich ulubionych. A...no i takie mniejsze wibratory przyczepione do sutkow. Sądzę że akurat tobie to by się spodobało.-powiedział z lekkim uśmiechem czując jak się rumieni.-a na mnie to cóż...-wzruszył ramionami.-Marc wie co lubię stąd w pudełku znajdowal sie wibrator na penisa.-powiedział teraz już się całkowicie rumieniac.-ok...powiedziałem ci...
-jeśli będziesz chciał. O ile się dobrze przypatrzylem i je Marc dorzucił. Chyba dał tam co się tylko dało bo o ile wie co ja lubię to nie wiedział co ty...-powiedział I przytulił go do siebie.-no ale skarbie...chyba powinniśmy się już umyć co?
[No a co z Kazuo I Yujim? XD]
-jasne skarbie. Rozumiem.-uśmiechnął sje do niego.-zobaczysz czy te które dał Marc będą ok, a jak nie to po prostu zajdziemy do sex shopu.-powiedział swobodnie. Namydlił gąbkę I zaczął się myć.
-dzisiaj? Powiem ci ze na prawdę nie wiem. Zupełnie nie sprawdzałem co możemy zobaczyć tutaj...tak zajęty byłem Francja.-powiedział trochę tym faktem zazenowany.-a ty masz coś co chciałbyś zobaczyć? Możemy po prostu dzisiaj iść tam gdzie chcesz.-powiedział spokojnie zabierając się już za mycie włosów. Kiedy skończył wyszedł z wanny i zaczął się wycierać.-a...no I skarbie bądź dla mnie wyrozumiały z tymi zabawkami. Na tobie dawno nie używano...i ja dawno nie używałem...
-dziękuję skarbie.-wsunal na siebie bieliznę i podszedł do umywalki żeby umyć zęby.-może być kochanie. Obiad zjemy na mieście...może być?-spojrzał na niego z uśmiechem.-wiesz co? Mam na prawdę seksownego męża.-stwierdził wesoło po dłuższej chwili.
-cóż...to dobrze skarbie ale jako że nie znam tu zbyt wielu miejsc to wejdziemy to pierwszej restauracji która mi się spodoba.-zaśmiał się.-i ciesze się ze jesteś mój i tylko mój pod tym względem.-powiedział nachylajac się i całując go w policzek.
-ok, ok.-uśmiechnął sie I ubrał spodnie i t-shirt w paski.-weź potrzebne leki ze sobą i możemy iść.-powiedział jeszcze przeczesujac włosy i wtedy juz wychodząc z łazienki.-zjemy śniadanko i idziemy na miasto.
-po drodze na pewno jakiś znajdziemy.-zaśmiał się i wziął go za rękę wychodząc z ich apartamentu i zamykając drzwi.-Ale nie przesadzaj z tymi zdjęciami, dobrze? Ja też chcę ci kilka zrobić...i żebyśmy byli na nich razem...-powiedział wchodząc z uśmiechem do windy.
-mhm rozumiem.-uśmiechnął się do niego i ucałował w policzek.-zrobimy sobie zdjęcia tam gdzie będziesz chciał-zapewnił go. Kiedy zjechali na dół poprowadził go do stołówki.-chciałeś pancakesy, tak?
Prześlij komentarz