-jasne.-znów go pocałował i wyszedł z wanny. Najpierw sam sje ubrał a potem pomógł chłopakowi. Wziął go na ręce i zaniósł do sypialni. Położył go na łóżku i nachylil się lekko.-za transport należy się buziak.
-mhm...ni to wstaje.-ucałował go I poszedł do kuchni. Na kolacje zrobił mu naleśniki. Zostawił trochę ciasta z ich kolacji żeby potem zrobił je Tomo. Zawinąl je z dżemem truskawkowym i przyniósł.-smacznego.
-bo ty zawsze zapominasz o jedzeniu.-zauważył wzdychajac.-zwłaszcza jak pracujesz.-dodał I wywrocil oczyma.-ale jutro musisz wrócic wcześniej. Sam sobie nie poradzę.
-Nie poradzę. Potrzebuje twojej pomocy.-powiedział wesoło I musnal jego usta.-kocham cie. Tak bardzo bardzo...umówiłem nas na przymiarki w przyszłym tygodniu.
-rozumiem...ale musimy w końcu pojechać. To nie zajmie długo ale w niedziele jest zamknięte wiec...trzeba jechać w sobotę.-powiedział I ucałował go w policzek.
-nie bardzo...wiem tylko że w Australii widać inne konstelacje niż u nas...i hmmm...-rozejrzał się.-tam jest wielki wóz.-wskazał palcem.-Ale nigdy nie widzę małego...
-wiem ze się boi. Ja to wiem. Ale jednak to nie zmienia tego jak się czuję.-westchnął zerkajac na niego.-chciałbym żeby przy mnie siedział i mnie wspierał...-dodał cicho.
Wywrocil tylko oczyma. -przespij się a po deserku juz będziesz ładnie leżał w salonie, ok? A dzieciaki się ładnie pobawia tobie nie przeszkadzając.-powiedział I wyszedł.
Po godzinie Yuya przyszedł zawołać go na deser. -wujku? Chodź na torcik. Aya zaraz będzie jechała do domku bo za pół godziny przyjadą jej rodzice...-powiedział podchodząc do łóżka.
-um...ja tez nie czuje się pewnie w tym związku ale...staram się I w ogóle...staram się bo cię kocham i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie ale...jeśli chcesz zerwać to zrozumiem. Straciłeś pamięć wiec...to uczucie którym mnie darzyles pewnie też.-powiedział pozornie spokojnie bo na prawdę czuł jakby miał umrzeć.
-mhm...to może jutro pojedziemy do szpitala?-spytał przykładają mu dłoń do czoła.-masz lekka gorączkę..-zauważył spokojnie.-nie sądzę żebyś uzależnil się od leków...
-mhm...myślę że to może być to. Odstawimy go I rano zabiorę cie do szpitala. Zrobią badania i wszystko się zobaczy.-powiedział przytulając go do siebie.-będzie dobrze kochanie.
[Kazuo jak na razie jest na straconej pozycji XD będzie się musiał namęczyć żeby wrócilo to jak było XD]
Takano najpierw zawiózł Yuye a potem pojechał z Tomo do szpitala. Wyjaśnił wszytsko lekarzowi który prowadził chłopaka i usiadł na krzesle żeby poczekać na wyniki i werdykt lekarza.
[Stąd wynika zdecydowana większość nieporozumień XD]
-głupi...zatrzymają się na trochę.-wywrocil oczyma.-to wina leku...twoj organizm bardzo źle na niego zareagował...coś ze składem chyba było nie tak.-wyjaśnił I złapał go za dłoń.
-nie wiem...ale raczej trochę cie tu potrzymaja. Wystraszyłes I mnie I swoją mamę...wiec nie martw się na razie tymi garniturami. Przymiarke zawsze mogę przyłożyć.
-przecież nic nie mowie.-zauważył odkładając książkę.-fajnie masz. Twój facet się o ciebie martwi, odwiedza i zrobi dla ciebie wszytsko. A ja cóż...po tym jak stracił pamięć Ryu nie jest pewny swoich uczuć wiec...można powiedzieć że mój związek jest w zawieszeniu.
-hmmm...może masz rację...w sumie od początku praktycznie miszkalismy razem wiec takich rzeczy nigdy nie robiliśmy. A teraz skoro nauczyłem się gotować mogę go zaprosić na kolacje albo na piknik.-zastanowił się chwilę.-może pomoże mu to poukładać własne uczucia. To na prawdę nie głupie...sprawić żeby to on chciał być bliżej...
Westchnał cicho myśląc że po części to jego wina. -nie możecie jakiś temu zapobiegać? Przepisałem go tutaj żeby nie powtarzała się sytuacja z poprzedniej szkoły.
Takano wstał i złapał Yuye za zdrowa rączkę. -może to nie moja sprawa ale niech pani wychowuje swoje dziecko tak by nie dręczylo innych dzieci.-mruknął I wyszedł.
-nie zrobiłeś nic złego. Broniłes się.-powiedział I zmierzwil mu włoski.-na prawdę był? Ale wiesz...nauczę się czegoś innego. Może za tydzień zrobię ci pande?
-niestety zostałeś zawieszony wiec nie pójdziesz do szkoły przez cały tydzień. Zaopiekuje się tobą Koyuki. Wujkowi powiemy. To przecież bardzo ważne. Jak nie powiemy to się na nas obrazi.
-Ale ktos się musi zająć Yuya...nie mogę o to ciągle prosić Koyukiego.-zaśmiał się Takano.-nie chodzi o to żeby zatrzymać się na siłę w domu.-wywrocil oczyma .
-nie prawda.-zaprotestował jeszcze. Bo tak nie było. Uznał po prostu ze ostatnio on spędza z Yuya więcej czasu. Chciał to jakos wyrównać. I dać Tomo jeszcze trochę odpocząć żeby gorączka zaraz nie wróciła. Nie chciał żeby zaraz po wyjściu rzucał się w wir pracy. No i nie chciał ciągle prosić o pomoc brata. *** -kłopoty w raju?-spytał Jun który nie spał.
Znów wybuchl cichym śmiechem. -ok...nie będę.-powiedział w końcu.-ale nie złość się tak...i na mnie nie wyladowuj. Nadal jednak sądzę że chodziło raczej o to zebyś spędził czas z Yuya...ale to moja zdanie.-wzruszył ramionami.
-nie będę udawał ze tego nie widziałem. Bo potem pójdziesz do pracy i padniesz.-mruknął.-ech...ale przecież chodzisz do pracy kiedy nie jesteś chory. -zauważył spokojnie.
-no to nie zwalaj winy na Takano skoro nie idziesz do pracy z powodu choroby. Z resztą ustaliliscie ze Yuya pójdzie z tobą do pracy. To fajny pomysł wiec juz to zostaw. Sądzę że tak będzie najlepiej.
-ok ok. Koniec tematu.-powiedział I rzucił w niego cukierkiem.-masz na osłode. Ze mną w sali nie ma marudzenia. Nie może być bo to źle mi robi na serce.
-raz na jakiś czas się kłócicie. To nic złego. Nie myśl o czymś takim jak odwołanie ślubu. Zobaczysz wyjdziesz ze szpitala i będzie ok. Sądzę że potrzebujecie oboje się wyluzować.
-hmmm? Bardzo chętnie bym ją wziął...żebyś mógł szczęśliwie żyć bez niej. Ale musisz to wytrzymać. Bądź grzeczny w szpitalu, mów lekarzom jeśli coś jest nie tak...i szybko będziesz w domu.-powedzial spokojnie.
Nieobecność chłopaka w łóżku postawiła Juna i lekarza prowadzącego Tomo na nogi. Szukali go wszędzie aż w końcu Jun zaciągnął go do łóżka. -co ty sobie myślisz wychodzić na dach kiedy jesteś chory? I jeszcze zasypiać...-westchnął. -znalezliscie go?-spytał Takano który został o wszystkim poinformowany telefonicznie.
-Ech gluptas...kiedyś przez ciebie zwariuje...-westchnął Takano. Podszedł do jego łóżka i przytulił go delikatnie.-wiem ze niczego nie chciałeś ale przyniósłem ci gorąca czekolade.-powiedział z lekkim uśmiechem.
Takano leżał z nim dość długo. Z resztą I tak by nie wyszedł bo chłopak mocno trzymał się jego koszuli. Nie chcąc go budzić głaskał go tylko po włosach.
-aaaaa! Ucisz się w końcu!-krzyknął jeszcze do dziewczyny.-jak ty koszmarnie piszczysz. Podziwiam Shujiego ze tak długo z tobą wytrzymał. Ja bym godziny nie dał rady.-mruknął I poszedł juz za Kazuo.-um...możesz go wziąć jak chcesz.
-wiec jeśli jest coś co bardzo lubisz jeść albo robić...to po prostu nam powiedz. Wtedy będziemy mogli ci to ugotować lub porobić to z tobą razem.-zmierzwil mu włoski.
1 711 komentarzy:
1 – 200 z 1711 Nowsze› Najnowsze»Bum
-mhm...wiesz ze ja zawsze jestem chętny na wspólną kąpiel.-zaśmiał się I oddał pocałunek.
-Ja tez.-powiedział zdejmując koszule. Kiedy się całkowicie rozebrać od razu wskoczył do ciepłej wody.
-bardzo. Było na prawdę miło.-powiedział uśmiechnięty.-ale bez winka. Jakoś nie mam na nie dzisiaj ochoty...-powiedział tuląc go do siebie.
-dobrze. Ale nie wiem jaki film moglibyśmy obejrzeć. Nie mam pomysłu...
-mhm...no to wybiorę jakąś komedie lekka.-powiedział I musnal jego usta swoimi.-mój kochany. Mój...
-postaram się.-powiedział wesoło. Zabrał mu gąbkę I wziął sje za mycie jego pleców.
-nie przestanę.-powiedział pewnym głosem i ucałował go w kark.-wiec nie będę nawet o tym myślał.
-nigdy.-zapewnił I zaraz zaczął go namiętnie całować jakby na potwierdzenie swoich słów.
-dlaczego zaraz wdzięcznym losowi? Tak miało być i juz. I tak będzie. Bezsprzecznie zawsze cie będę kochal.-powiedział przytulając go mocno.
-jasne.-znów go pocałował i wyszedł z wanny. Najpierw sam sje ubrał a potem pomógł chłopakowi. Wziął go na ręce i zaniósł do sypialni. Położył go na łóżku i nachylil się lekko.-za transport należy się buziak.
-jeden ale za to jaki.-wysapal kiedy już trochę odzyskał oddech.-jesteś wspaniały.-powiedział I poszedł wybierać film.
Włączył jakąś lekka ale nie głupia komedie i położył się przy nim.
Takano wyłączył film i również zasnął. Podobał mu się taki spokojny rodzinny dzień.
Takano zawiózł wszytsko a potem poszedł do pracy. A kiedy wrócił z Yuya zabrał się za robienie tortu dla Ayi.
-na pewno będzie.-powiedział I zmierzwil mu włoski.-hmmm może czekoladowy?-zaproponował zaczynajac wyjmować składniki.
-dzisiaj miał na rano wiec chyba wróci normalnie.-powiedział mieszając składniki.-i pomożesz mi ozdobić torcik co?
-kto znowu?-spytał Takano siedząc juz na kanapie. Yuya spał a torcik był w lodówce.-chodź kochanie.-poklepal miejsce obok siebie.
-to im to powiedz kochanie. Tak będzie najlepiej.-powiedział I pogłaskał go po włosach.
-Mhm rozumiem...nie dziwię się w sumie.-powiedział uśmiechając się do niego.-jadłes cos?
-mhm...ni to wstaje.-ucałował go I poszedł do kuchni. Na kolacje zrobił mu naleśniki. Zostawił trochę ciasta z ich kolacji żeby potem zrobił je Tomo. Zawinąl je z dżemem truskawkowym i przyniósł.-smacznego.
-bo ty zawsze zapominasz o jedzeniu.-zauważył wzdychajac.-zwłaszcza jak pracujesz.-dodał I wywrocil oczyma.-ale jutro musisz wrócic wcześniej. Sam sobie nie poradzę.
-No z dziecmi.-przytaknal wesoło.-dlatego musisz przyjść i mi pomóc...-powiedział tuląc go do siebie.
-wiec mam się czuć uprzywilejowany?-spytał wesoło.-ok. Dziękuje ze mi pomożesz.-dodał I go ucałował.
-Nie poradzę. Potrzebuje twojej pomocy.-powiedział wesoło I musnal jego usta.-kocham cie. Tak bardzo bardzo...umówiłem nas na przymiarki w przyszłym tygodniu.
-um tak...no na pewno.-powiedział I ucałował go w policzek.-idź wziąść leki.
Dołączył do niego i usiadł za nim obejmując go od tyłu.
-kochanie...będziesz miał przyszły weekend wolny? Pojedziemy mierzyć się do garniturów..
-rozumiem...ale musimy w końcu pojechać. To nie zajmie długo ale w niedziele jest zamknięte wiec...trzeba jechać w sobotę.-powiedział I ucałował go w policzek.
-sądzę że tak. Wrócimy pewnie w sobotę wieczorem. Koyuki zaproponował że zajmie się Yuyą. Maluch się tylko wynudzi jak będzie z nami jechał.
-dobrze, rozumiem. Chcesz z nami pojechać rano?-spytał opierając głowę o jego ramię.
-dobrze skarbie.-ucałował go w policzek i objął mocniej. Spojrzał w górę ciesząc się bezchmurnym niebem.
-nie bardzo...wiem tylko że w Australii widać inne konstelacje niż u nas...i hmmm...-rozejrzał się.-tam jest wielki wóz.-wskazał palcem.-Ale nigdy nie widzę małego...
Ucałował go w policzek.
-Musisz mi ją pokazać jak już się pojawi. Twoją własną gwiazdę.-powiedział z uśmiechem.
-na pewno pomoże. W którąś niedzielę jak znajdziemy chwilę to możemy zmontować. Yuya na pewno się ucieszy że poogląda gwiazdki.
-oczywiście że tak.-powiedział wesoło.-Lubię tak czasem posiedzieć.
-ja ciebie też misiu...-powiedział i znów go ucałował. -no i lubię tak z tobą siedzieć. Ale robi się zimno więc wracajmy do środka.
Ucałował go tylko tym razem w usta i wstał biorąc go na ręce.
-Chodź już. Zimno się robi i pora spać.-powiedział i wniósł go do środka.
-jasne. Obudze cie trochę wcześniej żebyś się umyl.-powiedział I położył się z nim do łóżka.-dobranoc skarbie.
Obudził go tak jak obiecał trochę wcześniej kiedy sam był już wyszykwany. Ucałował go na dzień dobry i podszedł robić śniadanie.
-widzę ze nie możesz się doczekać.-zaśmiał się cicho.-ale jedz ładnie bo się spóźnisz do szkoły.-powiedział jedząc swoją porcje.
-skoro zjadles to idź się ubrać a nie w pizamie latasz.-zaśmiał się I zaczął pić herbatę.
Trochę spanikowany zaraz zaczął go klepac po plecach.
-ręce do góry kochanie.-poprosił jeszcze.
-nie masz za co przepraszać glutasie.-powiedział wesoło. Potulil go trochę a potem zaczął sprzątać po śniadaniu
-ale nie masz za co.-zapewnił go. Pozmywal szybko i poszedł ubrać buty. Yuya juz na nich czekał wyszykowany.
[Ok ^^ dobranoc]
-Nie spóźnie. Nawet wcześniej przyjadę.-zapewnił go I powoli ruszył.
Takano pomachal mu jeszcze a potem zaiozl Tomo do szpitala.
-poczekać na ciebie?-spytał kiedy zaparkował.
Spojrzał na zegarek i pokręcił głową.
-musze zaraz otwierać. Wrócisz sam?-spytał uśmiechając się lekko.
-hej...-przywitał się z nim.-patrz jak mnie rozłożyło...
-mhm...bo Ryu mnie odwiedza raz na ruski rok. Czuje się winny za ten wypadek.-westchnął ciężko.-staram się go przekonac ze to nie jego wina...
-myślisz? Wiesz...może to zabrzmieć egoistycznie ale...ciężko mi. Czuje jakby się ode mnie odsuwal...-powiedział cicho.
-wiem ze się boi. Ja to wiem. Ale jednak to nie zmienia tego jak się czuję.-westchnął zerkajac na niego.-chciałbym żeby przy mnie siedział i mnie wspierał...-dodał cicho.
-Ech wiem...-przyznał.-ale...no wiesz. Jak juz leżę w tym cholernym szpitalu to miałem nadzieję że będę ropieszczany przez moje kochanie.
-w domu też nie chce ze mną być...-mruknął.-jak chcesz...może ty do niego dotrzesz.-dodał.
-ok. Nie będę się przejmował.-powiedział I uśmiechnął się słabo.-ty się mną nie martw. Musisz się szykować do ślubu.
-spróbuj się tym bawić. Spędzicie razem trochę czasu.-powiedział wesoło.
-Aj...nie wyglądasz wcale tak źle w garniturze. Trochę więcej wiary w siebie.-zaśmiał się.-ale zdjęcie chętnie zobaczę.
[A Yuji się czuje zapomniany ;^;]
-przyjadę. Obiecuje ze przyjadę.-zapewnił go spokojnie.-jak mógłbym nie przyjechac? W końcu jestem świadkiem.
-chce żeby moje kochanie przy mnie było.-zaśmiał sie I pomachal mu na dowidzenie.
Takano tak jak obiecał przyjechał po Yuye się nie spozniajac i zabrał do nich również Aye.
-jasne. Ale nie za długo bo zaraz obiad.-powiedział idąc do kuchni żeby wszytsko przyszykowac.
-obiadek dla wszystkich.-powiedział nakrywajac do stołu. Cieszył się ze Tomo jest w domu bo sama jego obecność dużo pomagała.
-masz tutaj serwetkę.-Podał ja dziewczynce i wrócił do jedzenia.-dziękuję.-dodał jeszcze wesoło. Zawsze miło mu się słuchało komplementów.
-a później będzie deser. Yuya pomagał robić.-powiedział wesoło Takano. Cieszył się widząc tak szczęśliwego chłopca.
-bawcie się ładnie a ja posprzątam.-powiedział wstając I zbierając brudne naczynia.
Kiedy dzieci poszły do ogródka Takano poszedł do studia gdzie wciąż siebie Tomo.
-i jak było?-spytał siadając sobie na krzesle.
-ślicznie im wyszło.-zgodził się wesoło.-fajnie się razem bawią.-dodal.
-Tomo...połóż się normalnie do łóżka. Dzieciaki ci nie będą wtedy przeszkadzac.-powiedział prowadząc go do sypialni.
-Zawołam cie na deserek. Obiecuje. Ale skoro czujesz się słabo to krótka dzemka w łóżku zrobi ci najlepiej.-zapewnił go i okryl kołdrą.
Wywrocil tylko oczyma.
-przespij się a po deserku juz będziesz ładnie leżał w salonie, ok? A dzieciaki się ładnie pobawia tobie nie przeszkadzając.-powiedział I wyszedł.
Po godzinie Yuya przyszedł zawołać go na deser.
-wujku? Chodź na torcik. Aya zaraz będzie jechała do domku bo za pół godziny przyjadą jej rodzice...-powiedział podchodząc do łóżka.
-Ale...torcik. chodź spróbować. Chodź.-pociągnął go za rękę.-tatuś nie zabronił...chodź.-poprosił cicho.
-um...ja tez nie czuje się pewnie w tym związku ale...staram się I w ogóle...staram się bo cię kocham i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie ale...jeśli chcesz zerwać to zrozumiem. Straciłeś pamięć wiec...to uczucie którym mnie darzyles pewnie też.-powiedział pozornie spokojnie bo na prawdę czuł jakby miał umrzeć.
[Aj pomyliłam karty]
-Yuya ozdabial.-powiedział wesoło Takano i podał wszystkim po kawałku.
-jasne ze tak. Umówicie się z Yuya na jakiś dzień i znów do nas przyjedziesz.-zapewnił wesoło dziewczynkę.
-wtedy go do ciebie zawioze i przyjadę po niego.-powiedział wesoło.
Takano przeciągnąl się lekko i zaczął sprzątać.
-wujku obejrzymy bajkę?-spytał Yuya siadając mu na kolanach.
-a tatuś? Znowu się pokluciliscie?-spytal smutno i przytulił się do niego.
Yuya spojrzał na niego zaskoczony a Takano zmierzwil mu włoski. Wiedział ze Tomo źle się czuje kiedy jest bezsilny.
-jutro juz będzie lepiej.
Takano spał na kanapie wiec od razu nie obudził.
-ech...pomogę ci.-powiedział kucajac przy nim i zbierając leki.-będzie trzeba kupić nowe....
-mhm...to może jutro pojedziemy do szpitala?-spytał przykładają mu dłoń do czoła.-masz lekka gorączkę..-zauważył spokojnie.-nie sądzę żebyś uzależnil się od leków...
-mhm...myślę że to może być to. Odstawimy go I rano zabiorę cie do szpitala. Zrobią badania i wszystko się zobaczy.-powiedział przytulając go do siebie.-będzie dobrze kochanie.
-to może juz pojedziemy co?-spytał zmartwiony.-jeśli aż tak źle się czujesz...-dodał biorąc go na ręce. Zaniósł do łóżka i okryl kołdrą.
-mhm no dobrze...zostane tu z tobą wiec postaraj się zasnąć.-powiedział głaszczac go trochę po włosach.
-mhm...zjemy szybko i zawieniemy wujka do szpitala.-powiedział wstając.- i nie budzimy wujka.-dodał idąc za maluchem.
-wujek śpi...i niech śpi. Zje coś w szpitalu.-powiedział zjadajac szybko i idąc się przebrać.
Takano skinął głową i poszedł najpierw spakować wszytsko do samochodu a potem wrócił po Tomo. Wziął go delikatnie na ręce i zaniósł do samochodu.
[Kazuo jak na razie jest na straconej pozycji XD będzie się musiał namęczyć żeby wrócilo to jak było XD]
Takano najpierw zawiózł Yuye a potem pojechał z Tomo do szpitala. Wyjaśnił wszytsko lekarzowi który prowadził chłopaka i usiadł na krzesle żeby poczekać na wyniki i werdykt lekarza.
[Stąd wynika zdecydowana większość nieporozumień XD]
-głupi...zatrzymają się na trochę.-wywrocil oczyma.-to wina leku...twoj organizm bardzo źle na niego zareagował...coś ze składem chyba było nie tak.-wyjaśnił I złapał go za dłoń.
[Spoko XD sądzę że dialog pomoże XD]
-jasne. Poproszę ale na razie z tobą jeszcze trochę posiedzę.-powiedział głaszczac go po policzku.
-nie wiem...ale raczej trochę cie tu potrzymaja. Wystraszyłes I mnie I swoją mamę...wiec nie martw się na razie tymi garniturami. Przymiarke zawsze mogę przyłożyć.
-mhm...dlatego odpoczywaj kochanie.-poprosił I pogłaskał go po włosach.
Takano siedząc przy nim usnął na krześle. Yuya został u babci jako że jutro miał weekend.
-juz cie przenieśli. Um sorry...Martwiłem się po prostu. Jutro już nie przyjadę.-zapewnił go.
-na pewno?-spytał przytrzymując mu włosy.-mogę jeszcze chwile zostać jeśli chcesz...
-ok. Jakby coś się działo dzwon. Korzystaj z pomocy lekarzy bo po to tu są.
-przecież nic nie mowie.-zauważył odkładając książkę.-fajnie masz. Twój facet się o ciebie martwi, odwiedza i zrobi dla ciebie wszytsko. A ja cóż...po tym jak stracił pamięć Ryu nie jest pewny swoich uczuć wiec...można powiedzieć że mój związek jest w zawieszeniu.
-hmmm...może masz rację...w sumie od początku praktycznie miszkalismy razem wiec takich rzeczy nigdy nie robiliśmy. A teraz skoro nauczyłem się gotować mogę go zaprosić na kolacje albo na piknik.-zastanowił się chwilę.-może pomoże mu to poukładać własne uczucia. To na prawdę nie głupie...sprawić żeby to on chciał być bliżej...
-no nie wiem...pomyślę.-zgodził się.-a ty śpij. Pogadamy jak poczujesz się lepiej.
Takano tak jak obiecał przyszedł dopiero dwa dni później przed pojechałem po Yuye.
-wiec powinieneś leżeć gluptasie.-wywrocil oczyma.-w końcu ból minie tez...
-mhm. Wszytsko jest w torbie.-powiedział tuląc go trochę do siebie.-dostajesz jakieś leki przeciwbólowe?
-mhm...wiem. ale ból na pewno niedługo minie. A jak tam wyniki?-spytał patrząc na niego.-czekoladę tez ci przywiozlem. W termosie.
-ok...zadzwoń do mnie jak juz będą wyniki. Wtedy przyjadę.-powiedział przytulając go delikatnie.-mam nadzieję że wszytsko będzie dobrze...
-wiem dlatego ci zrobiłem.-powiedział wesoło.-ale wskakuj do łóżka. Możesz pic pod kołdrą.
-wyglądasz juz trochę lepiej.-zauważył z uśmiechem.
-to dobrze.-powiedział z uśmiechem.-odpoczniesz chwile w domku i pojedziemy do Tokio.
[gomen...była pewna że odpisałam ;^;]
-No dobrze...wypij czekoladę i się do ciebie położę.-zapewnił go z uśmiechem
Wywrócił oczyma i położył się obok niego. Przytulił go delikatnie i pogłaskał po włosach.
-nic ciekawego. Zawoziłem go do szkoły, odbierałem, pomagałem w lekcjach. w cukierni też nic ciekawego...
-tęskniliśmy. Bardzo. Bardzo nam ciebie brakuje. Mówię przecież że nie działo się zupełnie nic ciekawego.-powiedział cicho się śmiejąc.
-ja ciebie też.-odszepnął mu tylko. Wyszedł z łóżka dopiero kiedy był pewien że chłopak śpi. Pojechał po Yuye przyjeżdżając trochę przed czasem.
Zaskoczony spojrzał na telefon ale przyszedł do dyrektora.
-co się stało?-spytał.
Mężczyzna westchnął ciężko i usiadł.
-co dokładnie się wydarzyło? O co się pobili?-spytał spokojnie.
Westchnał cicho myśląc że po części to jego wina.
-nie możecie jakiś temu zapobiegać? Przepisałem go tutaj żeby nie powtarzała się sytuacja z poprzedniej szkoły.
-to róbcie mniejsze klasy. To jest podstawówka. Nauczycielka musi umieć wszytsko ogarnąć.-mruknął na prawdę niezadowolony z całej sytuacji.
-nie masz za co przepraszać...-powiedział obejmując chłopca.-nie zrobiłeś nic złego...obroniles się tylko.
-Nic się nie stało.-zapewnił Yuye I zmierzył wzrokiem rodziców chłopca.
-i myśli pani ze przepraszam wszytsko załatwi?-spytał trochę chłodno.
Takano wstał i złapał Yuye za zdrowa rączkę.
-może to nie moja sprawa ale niech pani wychowuje swoje dziecko tak by nie dręczylo innych dzieci.-mruknął I wyszedł.
-nie zrobiłeś nic złego. Broniłes się.-powiedział I zmierzwil mu włoski.-na prawdę był? Ale wiesz...nauczę się czegoś innego. Może za tydzień zrobię ci pande?
-niestety zostałeś zawieszony wiec nie pójdziesz do szkoły przez cały tydzień. Zaopiekuje się tobą Koyuki. Wujkowi powiemy. To przecież bardzo ważne. Jak nie powiemy to się na nas obrazi.
-właśnie dlatego ze ja musze iść do pracy a ty sam w domu nie możesz zostać. Wujek Koyuki przyjdzie i się tobą zajmie.-powiedział parkujac pod domem.
-Będę. I zjemy dobry obiadek.-zmierzwil mu włoski I wyszedł z samochodu.
-jasne. Dzisiaj zrobimy prosty ryż na patelni z męskie i warzywami ok?
-oczywiście.-zmierzwil mu włoski I poszedł od kuchni gotować.
-jeśli wujek będzie to czemu nie. Opowiesz mu o wszystkim.-uśmiechnął sie do chłopca krojac warzywa.
-dobrze...będzie mało.-zgodził się wesoło.
-oczywiście. Nie ma nic złego w bronieniu się.-zapewnił go dając pokrojone mięso na patelnie.
-ja ciebie tez Yuyuś.-zapewnił go wesoło.
-nie jestem zły.-zapewnił go jeszcze raz nakładając danie na talerze.-wujek Koyuki z tobą posiedzi z lekcjami jeśli go poprosisz.
Położył przed nim talerz.
-ale ja będę w pracy maluchu.
-Ech no dobrze...-zgodził się I zaczął jeść.-
-proste ale pyszne prawda?-spytał wesolo.
-pobił się. Kolega z klasy popsuł mu zabawkę I wysyłał bento...bo znów totoro.-wyjaśnił Takano.
-został zawieszony...-dodał Takano I zmierzwil chłopcu włoski.-ale nie zrobił nic złego.
-i potem wujek się tobą zaopiekuje.-powiedział wesoło Takano.
[oki doki Takano no.3 już jest ^^]
-Ale ktos się musi zająć Yuya...nie mogę o to ciągle prosić Koyukiego.-zaśmiał się Takano.-nie chodzi o to żeby zatrzymać się na siłę w domu.-wywrocil oczyma .
-tylko o to zebyś zajął się Yuya. A jak zabierzesz go do pracy to ok.-powedzial i się zaśmiał.
-nie prawda.-zaprotestował jeszcze. Bo tak nie było. Uznał po prostu ze ostatnio on spędza z Yuya więcej czasu. Chciał to jakos wyrównać. I dać Tomo jeszcze trochę odpocząć żeby gorączka zaraz nie wróciła. Nie chciał żeby zaraz po wyjściu rzucał się w wir pracy. No i nie chciał ciągle prosić o pomoc brata.
***
-kłopoty w raju?-spytał Jun który nie spał.
-daj spokój...-zachichotal.-nie sądzę żeby mu zaraz chodziło o to zebyś siedział na tyłku...-dodał wzruszając ramionami.
Znów wybuchl cichym śmiechem.
-ok...nie będę.-powiedział w końcu.-ale nie złość się tak...i na mnie nie wyladowuj. Nadal jednak sądzę że chodziło raczej o to zebyś spędził czas z Yuya...ale to moja zdanie.-wzruszył ramionami.
-nie będę udawał ze tego nie widziałem. Bo potem pójdziesz do pracy i padniesz.-mruknął.-ech...ale przecież chodzisz do pracy kiedy nie jesteś chory. -zauważył spokojnie.
-no to nie zwalaj winy na Takano skoro nie idziesz do pracy z powodu choroby. Z resztą ustaliliscie ze Yuya pójdzie z tobą do pracy. To fajny pomysł wiec juz to zostaw. Sądzę że tak będzie najlepiej.
-ok ok. Koniec tematu.-powiedział I rzucił w niego cukierkiem.-masz na osłode. Ze mną w sali nie ma marudzenia. Nie może być bo to źle mi robi na serce.
-raz na jakiś czas się kłócicie. To nic złego. Nie myśl o czymś takim jak odwołanie ślubu. Zobaczysz wyjdziesz ze szpitala i będzie ok. Sądzę że potrzebujecie oboje się wyluzować.
-Tomo nie ukrywaj jeśli coś ci jest. Zawołać lekarza?-spytał szybko.
-głupi!-fuknal na niego i wcisnąl guzik wołając lekarza.-jak będziesz tak robił to wrócisz tu szybko. Dolecz się.
-nie patrz tak na mnie.-mruknął Jun kiedy lekarz wyszedł.-wyleczyć się pożądanie i odpoczywaj.-dodał zamykając oczy.
-nie przeszłoby. A teraz idź spać. Dobranoc.-powiedział zamykając oczy i zasypiajac.
-hmmm? Bardzo chętnie bym ją wziął...żebyś mógł szczęśliwie żyć bez niej. Ale musisz to wytrzymać. Bądź grzeczny w szpitalu, mów lekarzom jeśli coś jest nie tak...i szybko będziesz w domu.-powedzial spokojnie.
-ok. Przywieźć co coś? Przyjechać z Yuya?-spytał spokojnie.
-ok, wiec zostawię Yuye z bratem i przyjadę sam. A teraz ich już spać, ok? Na pewno przyjadę i cie przytule.
Nieobecność chłopaka w łóżku postawiła Juna i lekarza prowadzącego Tomo na nogi. Szukali go wszędzie aż w końcu Jun zaciągnął go do łóżka.
-co ty sobie myślisz wychodzić na dach kiedy jesteś chory? I jeszcze zasypiać...-westchnął.
-znalezliscie go?-spytał Takano który został o wszystkim poinformowany telefonicznie.
-Ech gluptas...kiedyś przez ciebie zwariuje...-westchnął Takano. Podszedł do jego łóżka i przytulił go delikatnie.-wiem ze niczego nie chciałeś ale przyniósłem ci gorąca czekolade.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-mhm...tylko spędziłem cała noc na dachu.-zauważył I pogłaskał go po włosach.-najważniejsze że nic ci nie jest.-dodał wciąż go głaszczac.
-oj szczegóły.-wywrocil oczyma. Tulił go do siebie i głaskał po włosach.
-nie przepraszaj tylko więcej tak nie rób.-powiedział I wycelowal w niego palcem.
-może najlepiej kochanie jak nie będziesz w nocy tam chodzi co?-spytał wesoło Takano i ucałował go w policzek.
-ale jest zimno...a jak cie jeszcze bardziej rozłoży?-spytał patrząc na niego.-postataj się w nocy nie wychodzić bo znów zasniesz...
-Ok kochanie...ale nie rób tak więcej ok? I to ja przepraszam...-dodał I ucałował go.-lez I odpoczywaj.
-dobrze. Udało mi się go przekonac ze nie zrobił nic złego i nadal go kochamy.
-ja tez nie. Ale wiesz...nie wiemy jak miał w tamtej rodzinie....wiec musimy go zapewniać.-powiedział z uśmiechem.
-Ale sądzę żejest z nami szczęśliwy...a to najważniejsze.-ucałował go a policzek.
Takano leżał z nim dość długo. Z resztą I tak by nie wyszedł bo chłopak mocno trzymał się jego koszuli. Nie chcąc go budzić głaskał go tylko po włosach.
Takano wysunął się wtedy delikatnie z łóżka i usiadł na krzesle uznając ze jeszcze trochę przy nim posiedzi.
-no hej kochanie.-powiedział wesoło Takano kiedy po niego przyjechał.-Yuya czeka w domku z obiadkiem i umowilem nas Na przyszly weekend na przymiarke.
-no hej kochanie.-powiedział wesoło Takano kiedy po niego przyjechał.-Yuya czeka w domku z obiadkiem i umowilem nas Na przyszly weekend na przymiarke.
-i bardzo dobrze. Tak powinno być. Lepiej nie eksperymentować.-powiedział idąc z nim na plecach do wyjścia ze szpitala.
-aaaaa! Ucisz się w końcu!-krzyknął jeszcze do dziewczyny.-jak ty koszmarnie piszczysz. Podziwiam Shujiego ze tak długo z tobą wytrzymał. Ja bym godziny nie dał rady.-mruknął I poszedł juz za Kazuo.-um...możesz go wziąć jak chcesz.
-Ale nie tak zaraz po podróży prawda? Ech pewnie mają rację...ale też żeby nie eksperymentować za bardzo...
-serio?-spytał zaskoczony bo pierwszy raz o tym słyszał.-nigdy nie mówiłeś...
-nigdy nie mówiłeś...na co konkretnie jesteś uczulony?-spytał powoli ruszając.
-um sporo tego...musisz uważać.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-ok. Wiec następny lek niech lekarze dokładnie przejrza. Żeby nie było znów takie sytuacji...i żebyś mógł ładnie szybciej wyjść i do nas wrócić.
-wiec niech sprawdzają dokładniej.-mruknął.-możemy zrobić. Yuya się ucieszy...sądzę że mamy wszytsko co potrzebne.
-wszytsko wedle zyczenią skarbie.-powiedział wesoło I zaparkował pod domem.-jesteśmy na miejscu. Znosisz podróż coraz lepiej.
-nie bronie co prowadzić.-zauważył wesoło I wszedł za nim do domu. Yuya zaraz przybiegł się przywitać z nimi.
-ja ciebie tez wujku!-spwiedzial chłopiec tulac go do siebie.
-dzisiaj na obiad okonomiyaki.-poinformował.
-A wieczorkiem grill bo wujek sobie zazyczyl.-powiedział wesoło I poszedł do kuchni żeby zrobić okonomiyaki.
Takano wywrocil oczyma zaraz przynosząc im okonomiyaki juz na talerzach i zaraz wrócił się do kuchni po swoją porcje.
-ale to dopiero wieczorem.
-Ał...wiem wiem. Ja razem z wami.-zaśmiał się jedząc swoją porcje.
-dzięki, starałem się.-powiedział wesoło.-juro? Ok...przyda się żebym umiał coś poza totoro...
-ale to później. Na razie panda.-powiedział śmiać się cicho.
Zjadł szybko swoją porcje q potem już ty zko czekał na nich.
-Yuyuś smakuje ci okonomiyaki?-spytał go spokojnie Takano.
-dokładnie. A skoro nauczyłem się je gotować...to mogę je robić częściej.-powiedział wesoło.
-wiec jeśli jest coś co bardzo lubisz jeść albo robić...to po prostu nam powiedz. Wtedy będziemy mogli ci to ugotować lub porobić to z tobą razem.-zmierzwil mu włoski.
-będę ci tak czytał jak długo chcesz.-zapewnił go.-I w poniedziałek do szkoły dostaniesz pande.
-jak wyjdzie to z uśmiechem.-powiedział wesoło.
Takano układa powoli ale bawił się z nimi świetnie. Dopiero jak się sciemnilo zaczął szykować grilla.
Takano rozpalić grilla i położył na ruszcie kilka małych kiełbasek i szaszłyków..usiadł na krzesle przy grillu słuchając Tomo.
-szaszłyki zaraz będą gotowe.-ppoinformował ich z uśmiechem
Podał im te o które prosili a sam wziął ten który został.
-potem zjemy jeszcze kiełbaski.-powiedział wesoło.
-ja ciebie tez kochanie.-Ucałował go w policzek I zabrał się za jedzenie.
-nie sądzę. Ja zdecydowanie mocniej się kocham.-powiedział o ucałował go w policzek.-ciesze się ze smakuje.
-dla ciebie zawsze.-powiedział i wstał żeby zdjąć kiełbaski z grilla. Potem usiadł za Tomo z nim między nogami i przytulił go lekko.
-ja tez. Lubię cie tulić.-powiedział i ucałował go w policzek.
-kiedy się we mnie wtulasz jak śpimy.-powiedział I znów go pocałował.-w ogóle lubię z tobą przebywać.
-dziwne? Czemu tak uważasz?-spytał opierając głowę o jego ramię.
-zawsze jest miło.-powiedział spokojnie.-Mój kochany.
Prześlij komentarz