Chłopak wziął długi prysznic, wychodząc dopiero po dobrych dwudziestu minutach ubrany w swój ulubiony dres. Poszedł od razu do kuchni by zacząć przygotowywać kawę. Przyniósł też jedną dla brata, czekając na Juna do ostatniej chwili z włożeniem gałki lodów do środka.
Ryu pomógł mu wejść do jakuzzi, a potem podał mu kawę, samemu wchodząc do środka i siadając tuż obok niego. - Smacznego - uśmiechnął się do niego, siedząc tuż obok i upijając trochę swojej kawy.
- Uhm nie mieszkałem w Tokio - odparł cicho Ryu. - Cieszę się, że lubisz gwiazdy - uśmiechnął się lekko. - Chciałbym kiedyś znowu pójść na ten klif i oglądać spadające gwiazdy... nie z balkonu, tylko z klifu...
- Może w przyszłym roku pojedziemy tam? - zaproponował cicho, upijając znów trochę kawy mrożonej. - Bądź dla mnie łagodny jutro... mogę być nieco zmęczony, bo przed twoimi zajęciami mam sporo do zrobienia - skrzywił się lekko. - Ale ten nie traktuj mnie jakoś wyjątkowo... tylko uhm nie bądź specjalnie zgryźliwy.
- Świetnie. Cieszę się, że będzie trochę praktyki - uśmiechnął się lekko. - No i jak będziemy zadawać pytania to będziesz pomagał nie? No bo tamten profesor mówił że już to powinniśmy wiedzieć i on nie będzie za nas odrabiał zadania domowego.
- Un to dobrze - uśmiechnął się do niego lekko. - Ne, a mogę wpaść godzinę później na twoją lekcję ze studentami ostatniego roku? Chciałbym zrobić parę zdjęć do gazety... robimy taką nową serię pod tytułem "Okiem studenta - wykłądowcy". Idziesz na pierwszy ogień, bo szał jest na ciebie... no i wywiad też będa robić, ale to już seksowna blondyna - puknął go dość mocno w pierś. - Tylko nie podrywaj.
-Takie Ci zdjęcie zrobię, że nikt nie powie, że na wózku siedzisz - obiecał mu. - Jak to czemu? Jesteś seksowniejszy niż większość wykładowcow... jedynym który Ci dorównuje jest pan Max, matematyk. Niezłe z niego ciacho, kocha się w nich druga połowa dziewczyn. Ale już zajęty z dzieckiem - uśmiechnął się szeroko. - I jest jeszcze jeden, ale nigdy go nie widziałem więc nie wiem w czym jest fenomen...
- Zrobię też parę zdjęć na twoich zajęciach - uśmiechnął się lekko. - Bo zobaczę które będą potem nadawały się do publikacji - ucałował go mocno, wtulając sie w niego nieco. - Kocham cię - szepnął cicho. - Dobrze się czujesz?
- No bo wyszedłeś ze szpitala... i jesteś trochę blady - odparł szczerze, dojadając swoją mrożoną kawę i odstawiając pustą szklankę na bok. - No i tak jakoś...
- Martwiłem - potwierdził tylko chłopak, wtulając się w niego mocniej i zamykając oczy na dłuższą chwilę. Zaraz też ziewnął. - Um... chyba będę wychodził. Zasypiam na siedząco - przeprosił go.
Ryu bez słowa pomógł mu wygramolić się z wody, po czym podstawił mu wózek i zaczął go pchać w stronę kuchni, by odstawić puste szklanki. - Dziwnie tak być po tej drugiej stronie wózka - zaśmiał się pod nosem. - Śmieszne uczucie.
- Ale daj mi się ubrać - poprosił go chłopak, wciągając na bokserki spodnie dresowe i t-shirt w którym zazwyczaj spał. Dopiero wówczas wskoczył pod kołderkę, przytulając się do mężczyzny. - Jakby coś cię bolało to mnie budź - poprosił go.
Ryu zasnął głębokim snem, z którego został wyrwany przez jeden ze swoich koszmarów. Powoli wygramolił się wówczas z łóżka i narzucając na siebie bluzę Juna poszedł po coś do picia. Wypił dwie szklanki wody, cały czas nieco się trzęsąc. Zerknął na zegarek i zrezygnowany wziął laptopa i sok pomarańczowy. Usiadł na fotelu w sypialni i zaczął przerabiać swoje zdjęcia, by odsunąć myśli od koszmaru i zabić tę godzinę do pobudki pozostałych mieszkańców.
- Uhm, ale nic mi nie jest. Śpij. Za 40 minut musisz wstać. Śpij - poradził mu tylko, dalej bawiąc się swoim laptopem. Postanowił odpisać na zaległe maile. Nie chciał teraz do nikogo się przytulać ani wracać do łóżka.
- No to po co się budziłeś? - Ryu uniósł wzrok znad komputera. - Nie potrzebuję pomocy i nie chcę się przytulać - oznajmił spokojnie. - Radzę sobie. To nie był jakiś tam straszny koszmar - wywrócił oczyma. - No i ile razy mam ci opowiadać to samo - zacisnął mocniej wargi. - Nic się nie stało. To tylko pieprzony sen - podniósł nieco głos, wychodząc z pokoju i zaraz trzaskając drzwiami wyjściowymi. Zacisnął lekko pięści, wycierając łzy z oczu. Cieszył się, że Jun nie mógł chodzić, bo przynajmniej za nim nie poleci. Skorzystał z windy i dopiero będąc na świeżym powietrzu odetchnął głęboko. Chwilę oddychał tylko uspokajając samego siebie, a kiedy już w miarę się kontrolował, uznał że kupi świeże bułki na śniadanie.
Ryu wrócił kilkanaście minut później i od razu rozpoczął przygotowywanie do śniadania. Zawołał ich dopiero gdy wszystko było gotowe, samemu idąc się umyć i ubrać. Gotowy do wyjścia usiadł z nimi do stołu. - Smacznego - uśmiechnął się lekko.
Ryu skinął głową w odpowiedzi. Zrobił tylko zwykłe, kolorowe kanapeczki. Zjadł swoje śniadanko i upił swoją herbatę, po czym spojrzał na Keia. - Przyjedzisz dziś po Juna na zajęcia? - zapytał go. - No bo ja kończę późno i nie będę miał jak - wyjaśnił spokojnie. - Zrobisz za taksówkę.
- To dobrze - uśmiechnął się do niego Ryu. - Ja wróce sam, skocze jeszcze do szpitala po pracy - dodał jeszcze zbierając swoje rzeczy. - Wychodzę wcześniej, umówiłem się z Markiem (tak? o_O już nie pamiętam...) - wstał od stołu, ucałował Juna w usta i poszedł po swoje torby, po czym wyszedł z domu.
- Poczekaj chwilę - Kei ziewnął szeroko zerkając na zegarek. - Przecież masz jeszcze sporo czasu - westchnął wstając i czochrając się po włosach. - Moja żonka przesyła buziaki - mruknął idąc do swojego miejsca w szafce, które zrobił mu Ryu i wciągając na siebie jeansy i czarny t-shirt. - Jakieś plany na popołudnie? - zapytał go szczerze. - Czy możesz pojechać ze mną do sklepu muzycznego... mam listę zamówień.
- Miał je codziennie - odparł szczerze Kei. - Myślałem, że może jak wrócisz będzie miał je rzadziej... ale jeśli nic się nie zmieni, myślę że warto spróbować psychologa.
- Spokojnie... nie musisz się o to obwiniać - Kei trzepnął go przez głowę. - On po prostu musi się przyzwyczaić do twojego wsparcia na nowo. Uczy się samodzielności teraz - pomógł mu wyciągnąć wózek. - Poradzisz sobie dalej?
- No to znów będzie lepiej. Porozmawiam z nim o wizycie u psychologa. Myślę, że to mu może pomóc choć odrobinę - uśmiechnął się lekko. - Okay, no to cześć - pokiwał mu jeszcze i pojechał na zakupy. *** Ryu pojawił się na zajęciach Juna troszkę ziewając, ale szybko się tego pozbywając. Usiadł w swojej ławce, patrząc na nielicznych studentów. Zostało ich może z 15. Reszta się wykruszyła przez ten miesiąc.
Ryu uśmiechnął się lekko, szybko wypełniając ankietę z odpowiedzią na tak i odkładając ją na bok. Potem już skupił się na zajęciach, co jakiś czas tylko przecierając zmęczone oczy. W końcu uniósł rękę i wstał by zadać pytanie, które mu się nasunęło. - Jak powinno się ciąć w podanej sytuacji - wskazał na zdjęcie. - Żeby takiego rozlewu krwi nie było...?
- A jak się zamienia zwykłą krew na taką mieszankę? - podchwyciła temat brunetka obok, a potem posypało się jeszcze kilkanaście innych, a atmosfera na wykładzie powróciła do tej znanej im sprzed miesiąca.
- A pokaże pan to kiedyś? - zapytał jakiś blondynek, siedzący gdzieś z przodu sali. -Nie na prawdziwej krwi, na jakimś modelu? - poprosił, bo bardzo się tym zainteresował.
Po sali przebiegł jęk zawodu bo chcieli koniecznie zobaczyć Juna w akcji, ale zaraz przytaknęli ochoczo głowami. Po zajęciach każdy odniósł ankietę. Ryu został trochę dłużej, siadając teraz w pierwszej ławce. - Mam dla ciebie bento - uśmiechnął się lekko. - I teraz zostanę ok? Zrobię te zdjęcia - dodał jeszcze.
[Kochana, to mój ostatni komentarz tutaj... wracam w niedzielę o 20 pewnie :)]
- Dobrze - chłopak skinął głową, podając mu drugie śniadanie i chwilę zajmując się ustawianiem aparatu. - Przepraszam za rano - stwierdził w końcu, robiąc parę zdjęć na próbę. - Ok, może być - mruknął sam do siebie. - Będę dziś późno, nie musisz na mnie czekać.
Ryu skinął lekko głową i poustawiał trochę Juna, żeby mu zrobić parę zdjęć, a na zajęciach też robił parę poszczególnym studentow. Wyszedł z sali wykładowej gdzieś w połowie zajęć, odwiedził swoją koleżankę w szpitalu. Zapytał o swoje wyniki i westchnął cicho, kiedy okazało się że jeszcze ich nie ma, po czym poszedł na staż. Będąc już w budynku postanowił wziąć windę. To był jego błąd. WInda stanęła gdzieś miedzy 6, a 7 piętrem i nie chciała ruszyć dalej. Utknął. Chłopak zadzwonił guzikiem po pomoc, ale nikt nie odebrał. Spojrzał na telefon a ten okazał się być rozładowanym. Dopiero wtedy pozwolił sobie na panikę. Długo krzyczał, prosząc o pomoc, aż w końcu zrezygnowany usiadł na podłodze kuląc się w sobie. Wówczas zobaczył swojego ojca. - O nie... idź sobie - szepnął, bo zdarte gardło na nic innego mu nie pozwalało. - Nie mam... siły by... jeszcze z tobą się użerać - poczuł łzy w oczach i zimne drgawki na całym ciele. Zerknął na zegarek. Było grubo po 12 w nocy. Zauważył brak oddechu dopiero kiedy zrobiło mu się nie dobrze. Z braku innych możliwości, by zachować względną jasność umysłu zaczął drapać paznokciami ściany windy. Nie zważał na ból i krew, ważne było że mógł znów odrobinę jaśniej myśleć. Zaczął stukać w drzwi błagając w myślach by ktoś go usłyszał.
- Pomocy - chłopak wydusił z siebie stukając w drzwi coraz mocniej, choć już brakowało mu sił. Znów dopadała go panika, czuł oddech ojca na karku, więc parę razy podrapał ścianę. Mimowolnie cieszył się, że znajduje sposób na odsunięcie potwora. - Jun? - usłyszał głos mężczyzny, ale myślał że się przesłyszał. -Jun! - krzyknął nieco głośniej, robiąc lekki rozbieg i uderzając w drzwi windy całym sobą, po czym opadł na kolana z rezygnowany.
- Nie wiem... - szepnął chłopak, oddychając szybko i opierając się mocniej o drzwi windy. - pomiędzy 6 as 7 - krzyknął zbierając wszystkie siły. - Nie odchodź! Nie idź! Nie zostawiaj mnie! - spanikował zaraz.
- Nie zostawiaj mnie - powtórzył jeszcze parę razy Ryu siedząc w windzie całkiem przerażony. Dopiero kiedy panowie kazali mu się odsunąc od drzwi, posłusznie to zrobił, siadając w kąciku całkiem rozbity.
Chłopak usiadł mu na kolanach, wtulając się w jego pierś. Rozpłakał się, bo puściły mu wszystkie nerwy, przepraszając go raz po raz właściwie bez powodu. Po długich pięciu minutach w miarę się uspokoił, nadal nie odsuwając się od Juna. - Jutro nie idziesz na zajęcia - zdecydował krótko Kei, sprawdzając na szybko stan chłopaka. - Musisz wypocząć. Serce ci znów skacze - westchnął cicho. - Kei-chan... ja potrzebuję pomocy - Ryu spojrzał na brata czując, że znów się rozpłacze. Gorące łzy skapywały mu już po policzkach. - Ja sobie sam nie poradzę... - pokazał mu swoje ręce.
Ryu przełknął głośno ślinę, wtulił się mocno w Juna i skinął głową. Kei zaczął ich prowadzić do samochodu dość powoli. Chłopak przysnął nieco wykończony strachem i nieprzespaną nocą w ramionach Juna, ale to im nie przeszkadzało. Kei wziął brata na ręce kładąc go na tylnich siedzeniach, a potem pomógł Junowi.
- Ja tam widzę tu mały progres - zauważył cicho Kei, zapinając pasy i ruszając. - Nie dość, że się przytulił to jeszcze poprosił o pomoc i przyznał się, że sam sobie nie poradzi - zauważył spokojnie. - Więc nasza w tym rola, by go teraz dobrze pokierować. Myślę, że dobrze by było gdybyś z nim pochodził na pierwsze dwie, może trzy sesje do psychologa.
- Uruchomię swoje kontakty i poszukam kogoś - obiecał mu Kei, parkując przed domem. - Ale do tej pory, po prostu go wspieraj... i jak nie będzie chciał tulenia to nie tul. Nic na siłę. Ja sam wiem, że czasem nie cierpię przytulania kiedy jest mi źle.
- Postaram się znaleźć psychologa jak najszybciej, ale wolałbym tak jak ty, żeby to nie był ktoś przypadkowy - westchnął Kei, znów sadzając Ryu na kolanach Juna. Chłopak automatycznie wtulił się w mężczyznę nieco mocniej. - A na razie opatrzę mu ręce w domu.
Kei usiadł obok Ryu i powoli zaczął opatrywać mu palce, krzywiąc się lekko widząc ich stan. - Ja z nim zostanę - odparł spokojnie. - Ciebie zawiozę na uniwersytet i do niego wrócę - dodał spokojnie. - Tylko wróć zaraz po zajęciach - poradził mu.
Ryu obudził się godzinę później. Usiadł na kanapie i przetarł zmęczone oczy węsząc tylko coś dobrego. Na stoliku stały kanapki i gorąca czekolada. Chłopak usiadł na podłodze i zaczął powoli zajadać.
- Bardzo - przyznał szczerze Ryu, gryząc kanapkę i połykając pierwsze kęsy. - Uhm zjadłem twoją kolację? - zapytał nieco zażenowany, podsuwając resztę Junowi, ale tę jedną sobie zatrzymując.
- Dziękuję - chłopak uśmiechnął się do niego i wrócił do jedzenia, a kiedy skończył dwie kanapki wziął kubek czekolady w ręce i usiadł na kanapie, by przytulić się lekko do Juna. - Powinieneś już spać - szepnął.
- Dzisiaj, ale beze mnie. Ja już swoje zdjęcia mam - zamknął nieco oczy. - Ktoś przyjdzie i z tobą go przeprowadzi. Pytania nie dotyczą osobistych wydarzeń z życia, tylko twojej ścieżki kariery i tak dalej - uśmiechnął się lekko. - Pytają tylko o twoje marzenia i hobby.
Ryu wstał koło dwunastej rano i zrobił sobie płatki, po czym usiadł na kanapie czekając na powrót brata. Kiedy Kei wszedł do domu od razu do niego poszedł mocno się do niego przytulić. Musiał mieć pewność, że nie jest sam.
- Przepraszam Kei, że jestem taki beznadziejny... i że moja głowa robi mi takie problemy i że... nie wierzę, ale wierzę w to - wymamrotał tylko cały czas tuląc się do brata. - Ale ja nie chcę sam iść...
- Ale ja muszę tez studiować i praktyki... o której mam pójść? - zapytał go cicho, biorąc jego rękę i prowadząc go do kanapy. Usiadł obok niego podwijając pod siebie nogi.
- Uhm dobrze - chłopak ścisnął lekko dłonie. - A jak nic mu nie powiem? - zapytał brata. - A co jak całą sesję przepłaczę? TO wstyd... i jeszcze przy Junie...
- Uhm trochę tak - przyznał cicho, wyginając nieco swoje ręce. - Bo ciągle mnie takiego widzi... słabego - zacisnął wargi. - I uhm a on nie płacze przy mnie, nie chce tego robić.
- Dzień dobry, chciałybyśmy przeprowadzić z panem wiwat - wyjaśniły o co im chodzi, po czym przeszły do rzeczy. - Może nam opowiedzieć trochę o pana hobby? Jak pan wpadł na pomysł balsamowania?
Dziewczyny skinęły głową, po czym zadały jeszcze serię profejonalnych pytań, po czym uśmiechnęły się do niego. - No i ostatnie pytanie - uśmiechnęły się lekko. - Takie specjalnie dla naszych czytelniczek... jest pan zajęty?
- To ja zrobię naleśniki - zaoferował się Ryu, żeby czymś się zająć, jak ich nie będzie. Zabrał się więc za robienie ciasta i kiedy usłyszał dzwonek domofonu, rozpoczął smażenie góry naleśników.
- Obiecały cię długo nie męczyć - westchnął cicho Ryu, póki co nie odstępując od patelni i kładąc na talerz już 30-tego naleśnika. - Zrobiło mi się ich za dużo... - skrzywił się lekko. - Ale będzie też na kolację.
- To dobrze - odetchnął z ulgą na obie wiadomości, po czym przycupnął sobie mu na kolanach, wtulając się mocno w niego. - Kei-chan umówił mnie jutro do psychologa... uhm pójdziesz ze mną? Będziesz bardzo zły jak będę płakał podczas sesji?
- Ale ty przy mnie nie płaczesz i mi głupio, że ja tak... - westchnął ciężko chłopak, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Zrobię jeszcze farsz... w lodówce jest sałatka owocowa, weźmiesz ją na stół?
- Uhm - skinął lekko głową. Pamiętał o tych razach ale i tak było mu głupio że on płacze tak często. Odegnał te myśli od siebie i postawił na stole wszystko co przygotował. Usiadł obok Keia i życzył im zmacznego.
[Uduszę bloggera... taki piękny komentarz miałaśm dostaćQ!]
Ryu bardzo się denerwował przed nadchodzącym spotkaniem. Trzy razy wychodził z budynku, w którym ów psycholog miał swą siedzibę. Potrzebował dużej siły woli, by w końcu przekroczyć próg jego gabinetu. I to jeszcze nie sam. Ciągnął za sobą Juna, jakby bojąc się, że psycholog go zje. Zdziwił się, więc wielce, kiedy zamiast typowego gabinetu, zobaczył przytulne wnętrze. Ściany miały kolor kawy z mlekiem. Pod wielkim oknem balkonowym stało dębowe biurko, a na środku pokoju dwie kanapy wraz z poduszkami i kocami na nich oraz mały stolik przystrojony w delikatny obóz i wazon pełen kwiatów. - Proszę, proszę - młody psycholog zaprosił ich gestem dłoni i kiedy usiedli na kanapie, on postawił przed nimi parujące kubki z herbatą oraz kawałek ciasta czekoladowego. - Mówcie mi Chris - przedstawił się z wielkim uśmiechem. - Wiem, że taka wizyta jest trudna. Sam potrzebowałem kiedyś pomocy - zwrócił się delikatnie do Ryu, ale tak by chłopaka bardziej nie przerazić. Ryu zaciskał już bowiem pięści tak że kostki na rękach miał niemal białe. Cały pobladł na twarzy z nerwów. - Mam propozycję - klasnął w dłonie Chris. - Dzisiaj wykorzystamy ten czas by się zrelaksować - zdecydował spokojnie. - Co cię relaksuje? - zapytał zaraz chłopaka. Ryu był tak zaskoczony pytaniem, że jego usta same wydukały odpowiedź bez zastanowienia. - Zdjęcia... - To się świetnie składa - Chris położył przed chłopakiem mały aparat i spojrzał mu łagodnie w oczy. - Mam więc dla ciebie małe zadanie. Możesz wykorzystać wszystko co jest w tym pokoju. Wszystko. Szafki, biurko, papiery na nim... tylko proszę nie gnieść ich, nas obojga... no wszystko - zapewnił go. - Chciałbym żebyś odzwierciedlił na zdjęciach to jak się teraz czujesz. Masz tyle czasu ile potrzebujesz... i dajmy na to chcę 10 zdjęć - uśmiechnął się lekko. Ryu patrzył na niego nieco niepewnie, a jeszcze bardziej wątpliwym spojrzeniem obrzucił aparat leżący tuż przed nim. - Wolałbym...użyć swojego aparat - wyznał szczerze, sięgając do torby i wyciągając swój sprzęt. Postanowił nie protestować. Zwłaszcza, kiedy ćwiczenie wydawało mu się interesujące.
- Jasne, używaj jakiego sprzętu chcesz - Chris uśmiechnął się szerzej, by zaraz dodać nieco ciszej. - Ale mam wrażenie, że gardzisz moim aparacikiem - zrobił smutną miną. - Nie gardzę - Ryu pokręcił przecząco głową. - Ja tylko... wolę robić zdjęcia swoim, który już znam... wole rzeczy które znam - zapewnił go cicho nieco się wahając, po czym już wstał z kanapy i rozpoczął przymierzanie się do zdjęć. - Dlaczego zdjęcia? - zainteresował się Chris nie chcąc by chłopak mu milkł teraz. - Uhm bo nie wymagają... biegania i mogłem je robić... nawet w łóżku - Ryu zacisnął mocno wargi i po zepsutym zdjęciu od razu je skasował. - Ciekawa argumentacja - skomentował psycholog, po czym zerknął na Juna. - A dlaczego balsamista? - rzucił niby mimohodem. - Bo zawsze mnie wspierał i był przy mnie i... rozkochał mnie w sobie - odparł również bez zastanowienia, dalej skupiając się na zdjęciach.
- Zrobiłem swoje rozeznanie - uśmiechnął się delikatnie. - Kei mi opowiedział co nieco - nie chciał wdawać się w szczegóły, żeby nie wydać Ryu jak wiele o nim wie. Napisał jednak na karteczce, że Kei odpowiedział na kilka jego pytań, nakreślając sytuację chłopaka. - Ryu, a powiedz czemu zdecydowałeś się na USA? - zainteresował się, a widząc że palce chłopaka zaciskają się mocniej na aparacie, dorzucił zaraz. - Ale jak masz kłamać, albo mówić mi pół prawdę to nie mów nic - ostrzegł. - Taką sobie ustalimy zasadę, dobrze? Jeśli nie chcesz mi czegoś powiedzieć, to nie mów. Tylko nie kłam - poprosil go. - Zgoda? - Zgoda - wymamrotał chłopak, rozluźniając nieco palce na aparacie. - Więc? Potrząsnął przecząco głową. - Nie chcę - odparł szczerze, a Chris tylko skinął lekko głową. - Jun, a ty jak się czujesz tu w USA? - zainteresował się Chris, chcąc w ten sposób dać trochę czasu swojemu pacjentowi na ochłonięcie. On sam zanotował tylko coś w notesie.
- To dobrze - Chris skinął wesoło głową, po czym wyciągnął z kieszeni dwa bilety do kina i podał je Junowi. - Taki mały prezent - oznajmił spokojnie. - Bezinteresowny. Niczego w zamian nie chcę, poza tym byście pobawili się jutro - uśmiechmął się szczerze, a kiedy Ryu wrócił na miejsce, przeglądając zdjęcia spojrzał na niego. - W domu zrobisz jeszcze 10 zdjęć, ale tym razem skup się na swoim uczuciu do Juna... i porozmawiamy o wynikach na następnym spotkaniu, w porządku? - zapytał. - I wywołaj 5 najładniejszych z każdego zestawu - poradził mu już nie mogąc się doczekać. - Uhm w porządku - chłopak odłożył aparat i wziął sobie szklankę z herbatą, wypijając kilka ,łyków. - Za czym najbardziej tęsknisz? - zapytał go Chris. - Za Kiarą... moją psiną. Bardzo tęsknię - przyznał cicho. - I za zgiełkiem w domu... dlatego lubię wracać do mojego domu rodzinnego... w naszym mieszkanku jest dobrze, ale uhm tam jest żywiej. Nie trzeba dużo myśleć...
- Kiara to twój psiak? - zainteresował się Chris, a kiedy Ryu skinął głową zamyślił się nieco. - A nie pomyślałeś o tym by ją tu sprowadzić? - zaproponował. - Uhm... chciałem - odparł szczerze. - Ale... ja uhm... Jun... - zagryzł wargi i zacisnął powieki. - Bo ja myślę, że Jun nie bardzo lubi ją - wydusił z siebie. - Mówi, że tak nie jest ale... on nie lubi zwierząt. Na początku patrzył na nią z wstrętem... - zatrząsł się lekko. - Nie chcę... żeby musiał z nią tu mieszkać.
- Nie - Ryu pokręcił przecząco głową, odsuwając się od niego. - Nie chcę do domu - mruknął tylko zamykając się znów na cztery spusty i zaciskając znów pięści by powstrzymać cisnące się do oczu łzy. - Nie chcę. - W porządku - Christ wtrącił się spokojnie. - Nie pojedziecie do domu - uśmiechnął się lekko. - Jeśli tęsknisz za swoją psinką to możesz pomyśleć o jej przylocie tutaj, nawet jeśli to długa podróż - oznajmił spokojnie. - Nie zastępuj jej tylko innym zwierzakiem - poradził spokojnie. - No dobrze, na tym dzisiaj skończymy - zdecydował widząc jak Ryu się trzęsie.
- Ja nie wiem... - chłopak nabrał gwałtownie powietrza i niechcący oblał się herbatą, bo tak trzęsły mu się dłonie. Chris natychmiast odebrał mu kubek, nie chcąc by Ryu coś sobie zrobił i delikatnie zmusił go do położenia się na kanapie. - Ale oddychaj, nic ci się złego nie dzieje - poradził mu spokojnie. - Gdzie jesteś, Ryu? - zapytał go, widząc że chłopak odpływa. Nie mógł się skupić na niczym. - Oddychaj - dodał, od czasu do czasu łagodnie do niego mówiąc. - Boję się... Jun? - gdyby mógł to usiadłby i szukał mężczyzny, ale nie miał siły wstać, więc jego dłoń chwyciła powietrze a on jeszcze bardziej się zatrząsł. - Jun? Proszę... Jun?
- Boję się - powtórzył mu chłopak, cały czas się trzęsąc, ale i próbując usilnie oddychać równomiernie. - On tu jest, krzyczy na mnie - wyjaśnił, spoglądając na Juna ze łzami w oczach. Jedną rękę zacisnął mocniej na dłoni Juna, nie chcąc oderwać się od rzeczywistości, a drugą zasłonił sobie jedno ucho.
Ryu zasłonił wówczas uszy obiema rękoma, wciskając nosek mocniej w Juna. Oddychał szybko i nieregularnie, zgubił ten rytm, który wcześniej wypracował. Łzy wsiąkały w koszulkę mężczyzny, a on sam nie chciał się od niego odsunąć. Potrzebował dobrych 20 minut, by unormować oddech, ale nadal płakał i nie odsuwał dłoni od uszu.
Ryu niepewnie podniósł wzrok by na niego spojrzeć, po czym ponownie się w niego wtulił, jakoś tak nie chcąc na razie się od niego odsuwać. To była jego kotwica, która trzymała go w rzeczywistości. Nadal słyszał ojca, ale już zdecydowanie słabiej.
Chłopak w końcu przestał płakać, a jego drgawki minęły. Jeszcze przez dłuższą chwilę wtulał się w Juna, by w końcu go puścić. - Już dobrze - szepnął z delikatnym uśmiechem.
Ryu skinął głową siadając przy stoliku i wybierając sobie duży pucharek lodów oraz gorącą czekoladę do tego. Usiadł wówczas wygodniej z delikatnym uśmiechem na twarzy. - A ty co weźmiesz?
- Uhm, ale nie będziesz patrzył? - upewnił się tylko. - Chciałbym sam je zrobić i sam wybrać zdjęcia, które chcę mu pokazać - szepnął tylko. - Myślisz, że takie coś mi pomoże? - zapytał go nieco sceptycznie nastawiony.
Ryu skinął lekko głową, po czym przymknął oczy całkiem wypompowany. Przysnął mu na kolana, budząc się jednak minutę później. - Przepraszam - ziewnął przecierając oczy. - Zadzwonimy po Kei-chana? - zapytał go.
- Uhm ale ty nie musisz iść spać jeszcze - szepnął Ryu, wtulając się w niego mocniej. - Ja tak tylko powiedziałem. Wolałbym żebyś porozmawiał sobie z Keiem i zrobił swoje prezentacje zanim pójdziesz spać...
- Naprawdę? Ale to ja nie chcę żebyś spał tak wcześnie - szepnął cicho. - To ja się tylko zdrzemnę - zdecydował wstając z jego kolan i siadając z tyłu samochodu, kiedy Kei pomagał Junowi wgramolić się do przodu. - Jak było? - zapytał ich obu.
- Nie dużo - odparł spokojnie Kei. - Powiedziałem mu tylko, że mieszkacie razem, chodzicie ze sobą i że jesteś balsamistą - wyjaśnił spokojnie. - No i ogólnie jak wyglądała sprawa z naszym ojcem - dodał cicho, widząc jednak że Ryu przysnął z tyłu odetchnął głęboko. - Chciałem by był nieco delikatniejszy z nim...
On się boi Jun... że tata wróci na święta za przepustką - wyjaśnił mu cicho Kei, bo tyle już się od brata dowiedział. - Bardzo się tego boi i dlatego nie chce tam wracać.
- Przywozicie tu biedną psinkę? - zapytał go zaraz Kei parkując pod blokiem i krzywiąc się nieznacznie, bo Ryu obudził się. - Okay bracie głupi mój... jedziemy windą - zdecydował.
- Uhm w porządku - Ryu nie był pewien tego pomysłu, bo przecież wciąż było to świeże, ale zgodził się na próbę. Nie usiadł jednak Junowi na kolana, tylko stanął sam w szarym kąciku windy i zacisnął powieki pozwalając jej ruszyć.
- Ale sam będę chodził pieszo - zdecydował chłopak wychodząc z windy i opadając Junowi na kolana. Nabierał długie spokojne oddechy. - Zrobiłem kolację - oznajmił w końcu Kei. - Zjesz kanapkę i możesz iść spać.
Ryu wtulił się w niego mocno, zaraz zasypiając ponownie. Był wykończony i potrzebował odpoczynku. Obudził się rano z lekkim bólem głowy. Wstał po cichu żeby nie obudzić JUna, bo wiedział, że przecież Jun zaczyna tego dnia później. - Hej Kei-chan - przywitał się z bratem, który najwyraźniej nie spał całą noc. Był blady i miał podkrążone oczy. - Hej, hej - mruknął tylko wracając do pracy. - Mały kryzys, nie możemy wyleczyć jednego z pacjentów. Kompletnie nie wiem co mu jest...
- Jakieś szaleństwo - odparował Kei, z nosem w laptopie. - Omlet a do tego mus malinowy z jogurtem na wierzchu i paroma malin. Na zdrowo i lekko - uśmiechnął się do Juna, wracając zaraz do swojej pracy.
- Cholera - Kei zgrzytnął zębami i odłożył na moment laptopa przecierając zmęczone oczy. - Nie ma mnie tam i pacjent im schodzi - zacisnął mocniej wargi. - Skończyły mi się pomysły.
- Miał wypadek, ale krwotok został zatamowany. Temperatura nie znika, ale nic nie wskazuje na zakażenie, czy zawał, bo słabiej oddycha - zagryzł lekko wargę, masując sobie skronie dłońmi. - Próbuję znaleźć przyczynę...
- Szukamy. Zleciłem parę dodatkowych badań i teraz czekam aż przyjdą wyniki - wyjaśnił cicho, opierając głowę o ramię Juna bo jakoś taka ciężka mu się zrobiła. - To czekanie mnie dobi... - nie dokończył zasypiając.
- Spało się bardzo dobrze, tylko strasznie krótko - przyznał szczerze Ryu, stawiając przed Junem śniadanko i siadając naprzeciw niego. Sobie wziął tylko jogurt i mus malinowy. - Dzisiaj idziemy do kina, nie?
- Duży problem... bo przecież... ja jestem ciężki - zarumienił się chłopak. - Nie chcę słyszeć że nie, bo wiem że tak - fuknął jeszcze na niego, parkując przed uczelnią i wyciągając wózek.
- Jestem przekonany, że im się to spodoba - uśmiechnął się szeroko, zaraz wstając. - Pójdę się umyć i przebrać... a potem możemy iść - zdecydował zaraz, odkładając swoją torbę na bok. - Zdjęcia dla Chrisa mam - dodał jeszcze. - Wieczorem wszystko obrobie i się nimi pobawię, a potem wywołam te najlepsze - obiecał mu.
- Uhm ale przed Chrisem? - odparł pytaniem na pytanie, bo nie bardzo wiedział jak się zachować. Tak po prawdzie bardzo denerwował się przed kolejnym spotkaniem. Miał przecież opowiedzieć o zdjęciach, a postarał się by oddały jego prawdziwe emocje. - Boję się trochę... tego co o mnie pomyślisz jak je zobaczysz - przyznał się z ciężkim sercem i uciekł do łazienki, żeby nie wdawać się w dyskusję.
- Jesteś potworem - jęknął Naoki, zaciskając mocniej ręce na pościeli i zamykając oczy. Oddech przez moment stracił, a kiedy go odzyskał poczuł zalewającą go falę gorąca. Tak, zdecydowanie podobały mu się te zabiegi.
- Uhm to będę siedział ci na kolanach - uśmiechnął się do niego szeroko, wtulając się nieco bardziej w mężczyznę. - Uhm ale ja nie chcę żeby ci smutno było jak ci nie pokażę...
- Uhm - Ryu skinął tylko głową i wtulił się w niego mocniej kiedy wjechali do windy. Zamknął też oczy skupiając się na oddechu. - Uhm przestanę się bać windy - zapewnił go cicho. - Tylko... jeszcze trochę.
- Wiem, wiem - Ryu pooddychał trochę zanim wstał mu z kolan i otworzył samochód. Poczekał aż Jun do niego wsiądzi, po czym zapakował jego wózek i usiadł za kółkiem. - Już mi lepiej.
- Dobrze, taki plan mi odpowiada - uśmiechnął się szeroko Ryu jadąc już ulicami miasta i tylko szczególnie uważając na ludzi i inne samochody. - Dzisiaj miałem nieco ciężki dzień, wiesz? Ech wyprosili mnie z wykładu, bo się spóźniłem - zaśmiał się cicho. - Trudno, co nie?
- Nie - potrząsnął przecząco głową. - Znaczy wiem, że przeszkadzam, no ale nic na to nie poradzę, potrzebowałem przerwy podczas wspinania się na 5 piętro - wzruszył ramionami.
- Oj tam, jak do wszystkich, to do wszystkich. Nie ma wyjątku - zaśmiał się Ryu, całując go lekko w policzek i siadając mu na kolanach tylko na momencik. Zaraz jednak wrócił za wózek. Popchał go do kina, po czym podał ich bilety.
Ryu oglądał film z zainteresowaniem, od czasu do czasu mocno wtulając się w ramię Juna, a kiedy film dobiegł końca przeciągnął się lekko wstając. - Dobry film był - oznajmił z uśmiechem.
- Bardzo chętnie się przespaceruję - uśmiech nie schodził Ryu z twarzy kiedy tak pchał wózek Juna przed sobą. - Najbardziej podobała mi się scena przedostatnia, kiedy wrócili do siebie po tylu przeciwnościach.
- Myślę, że tak... czuję tak samo - Ryu skinął lekko głową, w końcu wchodząc do lokalu i uśmiechając się lekko. - Tu naprawdę wygląda fajnie - przyznał szczerze, widząc ciepły wystrój sali.
- A każda inna już mniej wyjątkowo ci się podoba? - Ryu uniósł lekko brew, po czym uśmiechnął się szerzej. - No bo nie chcesz mne nigdzie zaprosić... a jak zapraszasza to coś się dzieje.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Po zajęciach idę na praktyki, a po nich do Chrisa. Jun-chan, ja nie mogę ich od tak sobie olewać - westchnął cicho. - I nie chcę tego robić.
- Racja - zgodził się chłopak popijając jedzonko i uśmiechając się do niego szeroko. - To podjadę, ale nie będę cię chciał na caaałych spotkaniach. Znaczy jeszcze tak... ale potem... chyba będe chciał sam.
- Ja cię powiozę, a potem weźmiesz mnie na kolana jak się zmjęczę - uśmiechnął się lekko Ryu, biorąc jedzonko na wynos i pomagając Junowi z wózkiem. Na zewnątrz przeciągnął się mocno. - Najpierw parę fajnych uliczek, galeria z fotografią... dzisiaj jest wystawa mojego ulubionego fotografa. Wpadniemy tam na chwilkę, ok? Taką tyci, tyci...
- Super - ucieszył się Ryu prowadząc go do pobliskiej galerii sztuki. Miał szczęście że byli w centrum. - Powiesz mi, które podobały ci się najbardziej?
- Oj no... ale ja nie jestem jeszcze profesjonalistą - chłopak oparł się nieco o wózek przyglądając sie uważniej zdjęciom. - Gra światła jest w nich niesamowita. Nie bardzo wiem jak uzyskać efekt na tych dwóch - wskazał dłonią dwa zdjęcia. - Ale te chyba byłbym w stanie... poeksperymentuje w domku.
- Faktycznie - zgodził się Ryu zbliżając się do zdjęcia by mieć lepszy wgląd w fotografię. Przez moment znalazł się na tym zdjęciu i mógł poczuć się niczym na górskiej polanie. Niemal czuł zapachy natury otaczające go. - To zdjęcie wciąga... jest tak jakby nas tam ciągnęło. Świetny efekt - szepnął zafascynowany. - A to... czujesz to uczucie bijących od tej pary? Matko... nie wiem jak robić takie zdjęcia - zmartwił się trochę. - Chcesz to mogę cię nauczyć - młody mężczyzna podszedł do Ryu z wielkim uśmiechem na twarzy i aparatem w dłoniach. Zanim chłopak zdołał zaprotestować, mężczyzna wręczył mu aparat i stanął tuż za nim. - Świetnie. Trzymasz go prawidłowo i wybrałeś dobrą perspektywę - stwierdził, kiedy Ryu nakierował aparat na Juna. To wówczas fotograf zbliżył się bardziej do Ryu, obejmując go lekko ramieniem by móc pokazać mu jak ustawić odpowiednią funkcję obrazu. - Teraz tutaj... i musisz jeszcze wyostrzyć - szepnął mu do ucha widząc na twarzy Juna malującą się zazdrość. - I kliknij - poradził chłopakowi. Ryu zastosował się do jego rad, po czym obejrzał zdjęcie na ekraniku. - Wow... rzeczywiście jest inne i lepsze - przyznał szczerze. - Jeśli zaczekasz 10 minut to dostaniesz je w papierze - fotograf wyszczerzył się do chłopaka i odszedł szybkim krokiem zająć się zdjęciem.
- Ale jak obmacywać? - zdziwił się Ryu, bo zupełnie tego nie zauważył ani nie wyczuł zbyt skupiony i zaaferowany tym, że miał sposobność nauczyć się czegoś od swojego idola. Zamrugał kilkakrotnie i uśmiechnął się szeroko do Juna, całując go lekko w usta. - Ale widziałeś? On sam do mnie podszedł - ucieszył się. - Wow... niesamowitą noc dzisiaj mamy.
Ryu znów się nieco zdziwił, ale tylko szerzej się do niego uśmiechnął a kiedy fotograf wrócił ze zdjęciem, uśmiech zszedł mu nieco z buzi zastąpiony nerwowością. - Dziękuję - szepnął odbierając dwa zdjęcia. - Ale... zrobiłem tylko jedno - wymamrotał zaskoczony. - Drugie dostajecie w gratisie - uśmiechnął się mężczyzna. - Zdradzę ci jeszcze jeden sekret - dodał wesoło tym razem już nie podając mu aparatu ale mimo wszystko nachylając się nieco by móc być na wysokości wzroku Ryu. - Najlepsze emocje wychodzą na zdjęciach, kiedy są prawdziwe - poklepał chłopaka po ramieniu i obrzucił Juna łagodnym uśmiechem, a potem już sobie poszedł. To wówczas Ryu spojrzał na drugie zdjęcie i zarumienił się okropnie. - Uhm... proszę - pokazał mu oba zdjęcia. To drugie przedstawiało moment ich pocałunku.
- Powiesimy - zgodził się Ryu siadając Junowi na kolanach. - W ramce na honorowym miejscu - dodał z uśmiechem. - Zawieziesz nas teraz do parku? - zapytał zaraz wtulając się w jego tors. - Tam są bujaczki.
- Nie ma - zapewnił go Ryu wstając z jego kolan, kiedy znaleźli się już w parku. - Pójdziesz ze mną na bujaczki? - zapytał go. - Zróbmy to, będzie śmiesznie - zapewnił go z uśmiechem.
- Ekstra - uśmiechnął się szeroko chłopak, pomagając mu dotrzeć do huśtawki i pomagając mu na niej usiąść - pocałował go wówczas i rozbujał go trochę zanim sam usiadł na swojej i rozpoczął się bujać. - Jak byłem mały to chodziłem się tak bujać jedynie wieczorami, gdy nikt nie patrzył... bo dzieciaki mnie wytykały palcami zawsze.
- Bo byłem inny - spojrzał w górę chuśtając się nieco mocniej. - Rzadko kiedy w szkole, często na pogrzebach, bo to była część pracy taty. Wytykali mnie palcami twierdząc, że jak ktokolwiek się do mnie zbliży to zginie. No i uhm mój przyjaciel rzeczywiście umarł - roześmiał się smutno.;
- Uhm no nie było fajnie - przyznał szczerze, zatrzymując się trochę i kiwając się na huśtawce. - Ale teraz nikt mnie palcami nie wytyka - dodał nieco weselej.
- To kupię bułeczki na jutro rano - uśmiechnął się lekko, parkując na ich miejscu i wyciągając wózek z bagażnika. Usiadł zaraz przed samochodem by pooddychać trochę. - Chwilka odpoczynku dla mnie.
- Okay - Ryu przytulił się do niego i chwilę tak siedział oddychając równomiernie. Po kwadransie kolory wróciły na jego buzię, a on sam uśmiechnął się szerzej. - Już dobrze - zapewnił Juna.
- Okay, ale ja dzisiaj je wybieram - pstryknął go w nosek. - Będą kajzerki i dwie duże bagietki. Zrobisz mi do bento twoje grzanki z pomidorkami i mozarellą?
- Kupimy, tu niedaleko jest osiedlowy sklepik. Mają tam mozarellę i powinien być jeszcze otwarty - zapewnił go szczęśliwy chłopak kupując to co chciał i wracając do niego.
- No albo włączysz film a ja będe kątem oka spoglądał. Lubię to całkiem - przyznał szczerze. - Z jakąś dobrą kawą albo czekoladą i mooim kurczakiem będzie idealnie.
- Kochanie? A ty dokąd? - zdziwił się Ryu - Przecież po drugiej stronie ulicy jest nasze mieszkanie... zobacz, Kei nam kiwa z balkonu - wskazał dłonią odpowiedni balkon i odkiwał bratu.
- Tak jest - Ryu nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu. Ponownie zamknął auto i pomógł Junowi wjechać do domu. - Uhm... pójdę schodami, dobrze? - ucałował go tylko i ruszył do klatki schodowej.
Ryu dotarł na górę po dobrych 30 minutach, po czym potrzebował paru kolejnych by ochłonąć na tyle, by wejść do środka. Tam jednak i tak napotkał go surowy wzrok Keia. - Ryu... - Dbam o siebie, nie szaleję. Wspinałem się po schodach i robiłem przerwy na każdym półpiętrze. Czego jeszcze oczekujesz? - zapytał go cicho. - Że usiądziesz z dupą na tyłku na kanapie i wypijesz coś ciepłego - wywrócił oczyma jego brat.
- Nie, nie - Ryu pokręcił przecząco głową. - Jest w porządku, lubię to mieszkanko - uśmiechnął się do niego szeroko. - Tylko no póki chodzę schodami, to niezły wysiłek - uśmiechnął się szerzej, zamykając zaraz oczy na moment. Serce mocno waliło mu w piersi. - Nie szedłem szybko - dodał jeszcze.
- Uhm męczę się szybciej niż normalnie ostatnio - przyznał mu się. - I waże znów mniej - dodał jeszcze cicho, nie chcąc przyznawać się do konkretnej liczby. - A wyników jeszcze nie ma.
Ryu wrócił na kanapę po 20 minutach, całkiem odświeżony. Odpalił laptopa i upił łyk czekolady, którą zrobił mu Kei. Zaczął stukać w klawisze przygotowując się na zajęciach.
Ryu posiedział jeszcze i popracował dobre dwie godziny zanim dołączył do Juna, przysypiając niemal od razu. Nie wtulił się jednak w niego zbyt zmęczony.
Chłopak obudził się nieco spóźniony i przeklinając zaczął się przebierać. Niemal w locie robił cztery rzeczy na raz. - Kei-chan, podwieziesz mnie? - poprosił brata przestępując z nogi na nogę. - Jasnę - zgodził się mężczyzna.
Ryu udało się nawet nie spóźnić. Wszedł do sali pierwszy, jeszcze na przerwie. Zajął swoje miejsce i wyciągnął bento by zjeść parę grzanek. Nie chciał przecież spóźniać się na jego zajęcia. Uśmiechnął się tylko do niego lekko.
- Denerwujesz się troszkę? - zainteresował się Ryu. - No bo ja wiem, że wyjdzie idealnie - zapewnił go z uśmiechem na ustach, po czym zjadł jeszcze jedną grzankę, resztę pakując do plecaka. - Wyszły ci pysznie - zapewnił go wesoło, a potem dołączyła do nich reszta grupy.
- A jak ktoś wylosuje jakieś trudne szycie, będzie możliwość wymiany, albo poprawy oceny? - padło pytanie, bo nikt nie chciał bardziej zawalić sobie ocen niż to już się stało.
Ryu z fascynacją obserwował jego ruchy, zapisując sobie od czasu do czasu co trzeba zrobić, a kiedy skończył był chyba pierwszy na dole do losowania. Wypadła mu rozwlekła rana uda. Nie był pewny czy wszystko mu się uda, ale wiedział że chce spróbować.
Zajęło mu dobre 30 minut zanim kończył swoje udo. Uniósł dłoń do góry tuż przy końcówce. - Profesorze, potrzebuję pomocy przy zakończeniu - powiedział szczerze, trzymając igłę z nitką nieco ponad udem. - Uhm nie bardzo wiem jak.
Ryu zastosował się do jego wskazówek i już pięć minut temu odkładał "narzędzia" na bok. Mógł się spokojnie pochwalić całkiem nieźle zszytym udem. Usiadł na moment na krześle, by trochę odpocząć.
Po zakończonych zajęciach wszyscy wyszli podekscytowani zadowoleni z tej małej praktyki. Jednym wyszło lepiej, innym gorzej, ale każdy był zadowolony. Po swoich praktykach Ryu przyjechał po Juna i razem z nim pojechali do Chwisa.
- Cieszę się - przyznał szczerze Chris. - Że się randka udała - uraczył ich obu tym razem brownie. - Moja żonka piecze najlepsze, musicie spróbować, inaczej nie da mi życia - przyznał bez bicia podając jeszcze herbatę i wracając już do tematu sesji. - Jest coś o czym chciałbyś porozmawiać, Ryu? - zwrócił się do niego. - Może powiedz mi 5 pozytywów dnia dzisiejszego - poprosił. - Dzisiaj... użyłem windy w pracy i dojechałem na 8 piętro bez paniki - uśmiechnął się lekko chłopak. - Nie jechałem sam i zaciskałem powieki i... - Stop - przerwał mu Chris. - Skupiamy się na pozytywach. Odrzucamy to co było negatywnego w sytuacji - poradził mu. - Uhm ok - Ryu zagryzł lekko wargę. - Więc wjechałem na 8 piętro windą i nie spanikowałem, dostałem dobrą ocenę na zajęciach z Junem i skończyłem szyć jako pierwszy, zjadłem dobre grzanki, oddałem fajne zdjęcia na zaliczenie i pochwalił mnie za nie profesor... - zaczął liczyć czy ma już je wszystkie. - Uhm pani w sklepie z książkami zaprosiła mnie na herbatkę i poprosiła o to żebym to ja wykonał zdjęcia jej sklepiku, a nie mój szef - zakończył.
- No tak, ale w tej windzie było stra... - Ryu, skupialiśmy się na pozytywach nie bez powodu - zaśmiał się lekko Chris. - Żeby Ci uświadomić, że wiele jest takich rzeczy, które są przyjemne. I tu pojawia się pierwsze zadanie domowe. Codziennie rób rachunek sumienia. Wypisuj 10 pozytywnych sytuacji. Najlepiej załóż sobie zeszyt i tam je zapisuj, a jak poczujesz się kiedykolwiek źle, weź ten zeszyt i przejrzyj go. Gwarantuję, że uśmiech wróci na twoją twarz - Chris od razu wręczył mu do rąk zeszyt z niebieska okładką, na której widniały wesoło litery "Zeszyt pozytywów". - Przynoś go zawsze ze sobą na spotkania ze mną - poprosił go jeszcze. - Uhm no ale z tym pozytywem łączyły się tez złe emocje... no bo cały się trząsłem i zaciskałem powieki i nie byłem sam wcale... - I mimo tego dałeś radę. To jest najważniejsze, Ryu. Byłeś na tyle odważny by dać radę. To wielki sukces - zapewnił go Chris. - To tylko winda... - Nie dla ciebie, prawda? - Uhm no nie... ale... - Nie ma tu ale. Skończ mi z tymi ale - Chris zaśmiał się serdecznie i upił trochę kawy. - Lepiej opowiedz mi o tych zdjęciach. - Uhm no więc... te są uhm tak się czuję... boję się strasznie i uhm boję się czasem tak mocno że chcę zrobić sobie krzywdę, bo on wtedy mnie opuszcza... ból go uhm zagłusza - wyszeptał przerażony tym co mówi. - Ja nie wiem... nie wiem co... - poczuł łzy na policzkach. - I jeszcze... jeszcze tak bardzo chudnę... - wyjąkał. - I... włosy mi wypadają znowu... bardzo się boję - przyznał szczerze, trochę się trzęsąc.
[ A nic, jesienna chandra mnie dopada - mojej podyplomówki mi nie otworzyli ;( I spóźniłam się na zapisy na egzamin na N5 z Japońskiego... dół]
Ryu skinął tylko głową ale nic nie odpowiedział. On po prostu bardzo się bał. Nie chciał znów lądować na chemioterapii, ale czuł że właśnie tak będzie. Znów przegapi święta albo jeszcze inne spadające gwiazdy. Zagryzł mocno wargi. - Po prostu się boję - odłożył kubek z herbatą bo trzęsły mu się ręce.
[No... bo Naoki to okaz zdrowia, nie chcę go doprowadzać do stanu Ryu, został mi biedak :)]
- Uhm te drugie... - spojrzał na zdjęcia i odsunął się trochę od Juna. Nie chciał się póki co przytulać. - Robiłem, kiedy myślałem o chwilach spędzonych z tobą. Są to raczej pozytywne emocje - przyznał szczerze.
- Ale nie wiem co - odparł szczerze Ryu. - Po prostu cię kocham. To mówią zdjęcia. Nic więcej - przyznał i wzruszył ramionami, po czym wziął się za jedzenie swojego ciasta. - Pyszne... mogę dostać przepis? - Pewnie, zapytam żonki i dostaniesz go na naszych kolejnych zajęciach - Chris przejął inicjatywę i spojrzał na Ryu. - Chciałbym, żebyś odnalazł takie jedno wspomnienie, najwcześniejsze... dotyczące Juna, kiedy poczułeś szczęście - poprosił go. Ryu potrzebował dobrej chwili by je odnaleźć. - Ja uhm, ale to głupie - westchnął cicho, zaciskając dłoń na łyżeczce. - Bo ono jest takie zwykłe - wymamrotał. - Po prostu zszedłem do Juna pierwszy raz... do pracowni. On pewnie nie pamięta, ale pracował wtedy nad dwoma bliźniaczkami... przyniosłem mu babeczkę i usiadłem obok zadając chyba tonę pytań i opowiadając o szkolę. Był wkurzony że mu przeszkadzam, ale wysłuchał... i uhm... potraktował mnie jak człowieka, a nie boga śmierci lub chorego - uśmiechnął się szeroko. - Wtedy go polubiłem.
1 115 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 401 – 600 z 1115 Nowsze› Najnowsze»Chłopak wziął długi prysznic, wychodząc dopiero po dobrych dwudziestu minutach ubrany w swój ulubiony dres. Poszedł od razu do kuchni by zacząć przygotowywać kawę. Przyniósł też jedną dla brata, czekając na Juna do ostatniej chwili z włożeniem gałki lodów do środka.
Ryu pomógł mu wejść do jakuzzi, a potem podał mu kawę, samemu wchodząc do środka i siadając tuż obok niego.
- Smacznego - uśmiechnął się do niego, siedząc tuż obok i upijając trochę swojej kawy.
- Mhm ale to nic. Tutaj też jest dobrze - odparł cicho Ryu, opierając głowę o jego ramię. - Inaczej, ale też ładnie.
- Uhm nie mieszkałem w Tokio - odparł cicho Ryu. - Cieszę się, że lubisz gwiazdy - uśmiechnął się lekko. - Chciałbym kiedyś znowu pójść na ten klif i oglądać spadające gwiazdy... nie z balkonu, tylko z klifu...
- Może w przyszłym roku pojedziemy tam? - zaproponował cicho, upijając znów trochę kawy mrożonej. - Bądź dla mnie łagodny jutro... mogę być nieco zmęczony, bo przed twoimi zajęciami mam sporo do zrobienia - skrzywił się lekko. - Ale ten nie traktuj mnie jakoś wyjątkowo... tylko uhm nie bądź specjalnie zgryźliwy.
- Świetnie. Cieszę się, że będzie trochę praktyki - uśmiechnął się lekko. - No i jak będziemy zadawać pytania to będziesz pomagał nie? No bo tamten profesor mówił że już to powinniśmy wiedzieć i on nie będzie za nas odrabiał zadania domowego.
- Un to dobrze - uśmiechnął się do niego lekko. - Ne, a mogę wpaść godzinę później na twoją lekcję ze studentami ostatniego roku? Chciałbym zrobić parę zdjęć do gazety... robimy taką nową serię pod tytułem "Okiem studenta - wykłądowcy". Idziesz na pierwszy ogień, bo szał jest na ciebie... no i wywiad też będa robić, ale to już seksowna blondyna - puknął go dość mocno w pierś. - Tylko nie podrywaj.
-Takie Ci zdjęcie zrobię, że nikt nie powie, że na wózku siedzisz - obiecał mu. - Jak to czemu? Jesteś seksowniejszy niż większość wykładowcow... jedynym który Ci dorównuje jest pan Max, matematyk. Niezłe z niego ciacho, kocha się w nich druga połowa dziewczyn. Ale już zajęty z dzieckiem - uśmiechnął się szeroko. - I jest jeszcze jeden, ale nigdy go nie widziałem więc nie wiem w czym jest fenomen...
- Zrobię też parę zdjęć na twoich zajęciach - uśmiechnął się lekko. - Bo zobaczę które będą potem nadawały się do publikacji - ucałował go mocno, wtulając sie w niego nieco. - Kocham cię - szepnął cicho. - Dobrze się czujesz?
- No bo wyszedłeś ze szpitala... i jesteś trochę blady - odparł szczerze, dojadając swoją mrożoną kawę i odstawiając pustą szklankę na bok. - No i tak jakoś...
- Martwiłem - potwierdził tylko chłopak, wtulając się w niego mocniej i zamykając oczy na dłuższą chwilę. Zaraz też ziewnął. - Um... chyba będę wychodził. Zasypiam na siedząco - przeprosił go.
Ryu bez słowa pomógł mu wygramolić się z wody, po czym podstawił mu wózek i zaczął go pchać w stronę kuchni, by odstawić puste szklanki.
- Dziwnie tak być po tej drugiej stronie wózka - zaśmiał się pod nosem. - Śmieszne uczucie.
- Ale daj mi się ubrać - poprosił go chłopak, wciągając na bokserki spodnie dresowe i t-shirt w którym zazwyczaj spał. Dopiero wówczas wskoczył pod kołderkę, przytulając się do mężczyzny. - Jakby coś cię bolało to mnie budź - poprosił go.
Ryu zasnął głębokim snem, z którego został wyrwany przez jeden ze swoich koszmarów. Powoli wygramolił się wówczas z łóżka i narzucając na siebie bluzę Juna poszedł po coś do picia. Wypił dwie szklanki wody, cały czas nieco się trzęsąc. Zerknął na zegarek i zrezygnowany wziął laptopa i sok pomarańczowy. Usiadł na fotelu w sypialni i zaczął przerabiać swoje zdjęcia, by odsunąć myśli od koszmaru i zabić tę godzinę do pobudki pozostałych mieszkańców.
- Uhm, ale nic mi nie jest. Śpij. Za 40 minut musisz wstać. Śpij - poradził mu tylko, dalej bawiąc się swoim laptopem. Postanowił odpisać na zaległe maile. Nie chciał teraz do nikogo się przytulać ani wracać do łóżka.
- No to po co się budziłeś? - Ryu uniósł wzrok znad komputera. - Nie potrzebuję pomocy i nie chcę się przytulać - oznajmił spokojnie. - Radzę sobie. To nie był jakiś tam straszny koszmar - wywrócił oczyma. - No i ile razy mam ci opowiadać to samo - zacisnął mocniej wargi. - Nic się nie stało. To tylko pieprzony sen - podniósł nieco głos, wychodząc z pokoju i zaraz trzaskając drzwiami wyjściowymi. Zacisnął lekko pięści, wycierając łzy z oczu. Cieszył się, że Jun nie mógł chodzić, bo przynajmniej za nim nie poleci. Skorzystał z windy i dopiero będąc na świeżym powietrzu odetchnął głęboko. Chwilę oddychał tylko uspokajając samego siebie, a kiedy już w miarę się kontrolował, uznał że kupi świeże bułki na śniadanie.
Ryu wrócił kilkanaście minut później i od razu rozpoczął przygotowywanie do śniadania. Zawołał ich dopiero gdy wszystko było gotowe, samemu idąc się umyć i ubrać. Gotowy do wyjścia usiadł z nimi do stołu.
- Smacznego - uśmiechnął się lekko.
Ryu skinął głową w odpowiedzi. Zrobił tylko zwykłe, kolorowe kanapeczki. Zjadł swoje śniadanko i upił swoją herbatę, po czym spojrzał na Keia.
- Przyjedzisz dziś po Juna na zajęcia? - zapytał go. - No bo ja kończę późno i nie będę miał jak - wyjaśnił spokojnie. - Zrobisz za taksówkę.
- To dobrze - uśmiechnął się do niego Ryu. - Ja wróce sam, skocze jeszcze do szpitala po pracy - dodał jeszcze zbierając swoje rzeczy. - Wychodzę wcześniej, umówiłem się z Markiem (tak? o_O już nie pamiętam...) - wstał od stołu, ucałował Juna w usta i poszedł po swoje torby, po czym wyszedł z domu.
- Poczekaj chwilę - Kei ziewnął szeroko zerkając na zegarek. - Przecież masz jeszcze sporo czasu - westchnął wstając i czochrając się po włosach. - Moja żonka przesyła buziaki - mruknął idąc do swojego miejsca w szafce, które zrobił mu Ryu i wciągając na siebie jeansy i czarny t-shirt. - Jakieś plany na popołudnie? - zapytał go szczerze. - Czy możesz pojechać ze mną do sklepu muzycznego... mam listę zamówień.
- Miał je codziennie - odparł szczerze Kei. - Myślałem, że może jak wrócisz będzie miał je rzadziej... ale jeśli nic się nie zmieni, myślę że warto spróbować psychologa.
- Ojciec mu się śni - odparł wzdychając ciężko. - Raz obudziły mnie jego krzyki... ale on nie chce być wtedy dotykany. Odsuwa się.
- Ale Jun, ty nie zrobiłeś nic złego - westchnął cicho Kei. - Nic - mruknął zaraz, wsiadając już do auta i prowadząc je wprost pod uczelnię.
- Spokojnie... nie musisz się o to obwiniać - Kei trzepnął go przez głowę. - On po prostu musi się przyzwyczaić do twojego wsparcia na nowo. Uczy się samodzielności teraz - pomógł mu wyciągnąć wózek. - Poradzisz sobie dalej?
- No to znów będzie lepiej. Porozmawiam z nim o wizycie u psychologa. Myślę, że to mu może pomóc choć odrobinę - uśmiechnął się lekko. - Okay, no to cześć - pokiwał mu jeszcze i pojechał na zakupy.
***
Ryu pojawił się na zajęciach Juna troszkę ziewając, ale szybko się tego pozbywając. Usiadł w swojej ławce, patrząc na nielicznych studentów. Zostało ich może z 15. Reszta się wykruszyła przez ten miesiąc.
Ryu uśmiechnął się lekko, szybko wypełniając ankietę z odpowiedzią na tak i odkładając ją na bok. Potem już skupił się na zajęciach, co jakiś czas tylko przecierając zmęczone oczy. W końcu uniósł rękę i wstał by zadać pytanie, które mu się nasunęło.
- Jak powinno się ciąć w podanej sytuacji - wskazał na zdjęcie. - Żeby takiego rozlewu krwi nie było...?
- A jak się zamienia zwykłą krew na taką mieszankę? - podchwyciła temat brunetka obok, a potem posypało się jeszcze kilkanaście innych, a atmosfera na wykładzie powróciła do tej znanej im sprzed miesiąca.
- A pokaże pan to kiedyś? - zapytał jakiś blondynek, siedzący gdzieś z przodu sali. -Nie na prawdziwej krwi, na jakimś modelu? - poprosił, bo bardzo się tym zainteresował.
Po sali przebiegł jęk zawodu bo chcieli koniecznie zobaczyć Juna w akcji, ale zaraz przytaknęli ochoczo głowami. Po zajęciach każdy odniósł ankietę. Ryu został trochę dłużej, siadając teraz w pierwszej ławce.
- Mam dla ciebie bento - uśmiechnął się lekko. - I teraz zostanę ok? Zrobię te zdjęcia - dodał jeszcze.
[Kochana, to mój ostatni komentarz tutaj... wracam w niedzielę o 20 pewnie :)]
- Dobrze - chłopak skinął głową, podając mu drugie śniadanie i chwilę zajmując się ustawianiem aparatu. - Przepraszam za rano - stwierdził w końcu, robiąc parę zdjęć na próbę. - Ok, może być - mruknął sam do siebie. - Będę dziś późno, nie musisz na mnie czekać.
Ryu skinął lekko głową i poustawiał trochę Juna, żeby mu zrobić parę zdjęć, a na zajęciach też robił parę poszczególnym studentow. Wyszedł z sali wykładowej gdzieś w połowie zajęć, odwiedził swoją koleżankę w szpitalu. Zapytał o swoje wyniki i westchnął cicho, kiedy okazało się że jeszcze ich nie ma, po czym poszedł na staż. Będąc już w budynku postanowił wziąć windę. To był jego błąd. WInda stanęła gdzieś miedzy 6, a 7 piętrem i nie chciała ruszyć dalej. Utknął. Chłopak zadzwonił guzikiem po pomoc, ale nikt nie odebrał. Spojrzał na telefon a ten okazał się być rozładowanym. Dopiero wtedy pozwolił sobie na panikę. Długo krzyczał, prosząc o pomoc, aż w końcu zrezygnowany usiadł na podłodze kuląc się w sobie. Wówczas zobaczył swojego ojca.
- O nie... idź sobie - szepnął, bo zdarte gardło na nic innego mu nie pozwalało. - Nie mam... siły by... jeszcze z tobą się użerać - poczuł łzy w oczach i zimne drgawki na całym ciele. Zerknął na zegarek. Było grubo po 12 w nocy. Zauważył brak oddechu dopiero kiedy zrobiło mu się nie dobrze. Z braku innych możliwości, by zachować względną jasność umysłu zaczął drapać paznokciami ściany windy. Nie zważał na ból i krew, ważne było że mógł znów odrobinę jaśniej myśleć. Zaczął stukać w drzwi błagając w myślach by ktoś go usłyszał.
- Pomocy - chłopak wydusił z siebie stukając w drzwi coraz mocniej, choć już brakowało mu sił. Znów dopadała go panika, czuł oddech ojca na karku, więc parę razy podrapał ścianę. Mimowolnie cieszył się, że znajduje sposób na odsunięcie potwora. - Jun? - usłyszał głos mężczyzny, ale myślał że się przesłyszał. -Jun! - krzyknął nieco głośniej, robiąc lekki rozbieg i uderzając w drzwi windy całym sobą, po czym opadł na kolana z rezygnowany.
- Nie wiem... - szepnął chłopak, oddychając szybko i opierając się mocniej o drzwi windy. - pomiędzy 6 as 7 - krzyknął zbierając wszystkie siły. - Nie odchodź! Nie idź! Nie zostawiaj mnie! - spanikował zaraz.
- Nie zostawiaj mnie - powtórzył jeszcze parę razy Ryu siedząc w windzie całkiem przerażony. Dopiero kiedy panowie kazali mu się odsunąc od drzwi, posłusznie to zrobił, siadając w kąciku całkiem rozbity.
Chłopak usiadł mu na kolanach, wtulając się w jego pierś. Rozpłakał się, bo puściły mu wszystkie nerwy, przepraszając go raz po raz właściwie bez powodu. Po długich pięciu minutach w miarę się uspokoił, nadal nie odsuwając się od Juna.
- Jutro nie idziesz na zajęcia - zdecydował krótko Kei, sprawdzając na szybko stan chłopaka. - Musisz wypocząć. Serce ci znów skacze - westchnął cicho.
- Kei-chan... ja potrzebuję pomocy - Ryu spojrzał na brata czując, że znów się rozpłacze. Gorące łzy skapywały mu już po policzkach. - Ja sobie sam nie poradzę... - pokazał mu swoje ręce.
Ryu przełknął głośno ślinę, wtulił się mocno w Juna i skinął głową. Kei zaczął ich prowadzić do samochodu dość powoli. Chłopak przysnął nieco wykończony strachem i nieprzespaną nocą w ramionach Juna, ale to im nie przeszkadzało. Kei wziął brata na ręce kładąc go na tylnich siedzeniach, a potem pomógł Junowi.
- Ja tam widzę tu mały progres - zauważył cicho Kei, zapinając pasy i ruszając. - Nie dość, że się przytulił to jeszcze poprosił o pomoc i przyznał się, że sam sobie nie poradzi - zauważył spokojnie. - Więc nasza w tym rola, by go teraz dobrze pokierować. Myślę, że dobrze by było gdybyś z nim pochodził na pierwsze dwie, może trzy sesje do psychologa.
- Uruchomię swoje kontakty i poszukam kogoś - obiecał mu Kei, parkując przed domem. - Ale do tej pory, po prostu go wspieraj... i jak nie będzie chciał tulenia to nie tul. Nic na siłę. Ja sam wiem, że czasem nie cierpię przytulania kiedy jest mi źle.
- Postaram się znaleźć psychologa jak najszybciej, ale wolałbym tak jak ty, żeby to nie był ktoś przypadkowy - westchnął Kei, znów sadzając Ryu na kolanach Juna. Chłopak automatycznie wtulił się w mężczyznę nieco mocniej. - A na razie opatrzę mu ręce w domu.
Kei skinął lekko głową, znów prowadząc wózek do windy.
- Dobrze, że śpi - skomentował cicho. - Pewnie nie chciałby wsiąść do windy za nic w świecie.
Kei usiadł obok Ryu i powoli zaczął opatrywać mu palce, krzywiąc się lekko widząc ich stan.
- Ja z nim zostanę - odparł spokojnie. - Ciebie zawiozę na uniwersytet i do niego wrócę - dodał spokojnie. - Tylko wróć zaraz po zajęciach - poradził mu.
Ryu obudził się godzinę później. Usiadł na kanapie i przetarł zmęczone oczy węsząc tylko coś dobrego. Na stoliku stały kanapki i gorąca czekolada. Chłopak usiadł na podłodze i zaczął powoli zajadać.
- Bardzo - przyznał szczerze Ryu, gryząc kanapkę i połykając pierwsze kęsy. - Uhm zjadłem twoją kolację? - zapytał nieco zażenowany, podsuwając resztę Junowi, ale tę jedną sobie zatrzymując.
- Dziękuję - chłopak uśmiechnął się do niego i wrócił do jedzenia, a kiedy skończył dwie kanapki wziął kubek czekolady w ręce i usiadł na kanapie, by przytulić się lekko do Juna. - Powinieneś już spać - szepnął.
- Ale będziesz strasznie niewyspany... przeze mnie - szepnął trochę przez to zdołowany. Wtulił się w niego mocniej upijając trochę czekolady.
- Dzisiaj, ale beze mnie. Ja już swoje zdjęcia mam - zamknął nieco oczy. - Ktoś przyjdzie i z tobą go przeprowadzi. Pytania nie dotyczą osobistych wydarzeń z życia, tylko twojej ścieżki kariery i tak dalej - uśmiechnął się lekko. - Pytają tylko o twoje marzenia i hobby.
- Un, no dobrze - uśmiechnął się słabo. - Zrobię dziś naleśniki, dobrze?
- Uhm ok - chłopak ucałował go lekko i poszedł do ich sypialni, żeby jeszcze trochę pospać.
Ryu wstał koło dwunastej rano i zrobił sobie płatki, po czym usiadł na kanapie czekając na powrót brata. Kiedy Kei wszedł do domu od razu do niego poszedł mocno się do niego przytulić. Musiał mieć pewność, że nie jest sam.
- Przepraszam Kei, że jestem taki beznadziejny... i że moja głowa robi mi takie problemy i że... nie wierzę, ale wierzę w to - wymamrotał tylko cały czas tuląc się do brata. - Ale ja nie chcę sam iść...
- Ale ja muszę tez studiować i praktyki... o której mam pójść? - zapytał go cicho, biorąc jego rękę i prowadząc go do kanapy. Usiadł obok niego podwijając pod siebie nogi.
- Uhm dobrze - chłopak ścisnął lekko dłonie. - A jak nic mu nie powiem? - zapytał brata. - A co jak całą sesję przepłaczę? TO wstyd... i jeszcze przy Junie...
- Uhm trochę tak - przyznał cicho, wyginając nieco swoje ręce. - Bo ciągle mnie takiego widzi... słabego - zacisnął wargi. - I uhm a on nie płacze przy mnie, nie chce tego robić.
- Uhm spróbuję - zgodził się chłopak.
- Dzień dobry, chciałybyśmy przeprowadzić z panem wiwat - wyjaśniły o co im chodzi, po czym przeszły do rzeczy. - Może nam opowiedzieć trochę o pana hobby? Jak pan wpadł na pomysł balsamowania?
Dziewczyny skinęły głową, po czym zadały jeszcze serię profejonalnych pytań, po czym uśmiechnęły się do niego.
- No i ostatnie pytanie - uśmiechnęły się lekko. - Takie specjalnie dla naszych czytelniczek... jest pan zajęty?
- Dziękujemy - dziewczyny uszanowały jego zdanię i uścisnęły sobie z nim dłonie, po czym wyszły z jego sali. Jun przeżył i aż tak źle nie było.
- To ja zrobię naleśniki - zaoferował się Ryu, żeby czymś się zająć, jak ich nie będzie. Zabrał się więc za robienie ciasta i kiedy usłyszał dzwonek domofonu, rozpoczął smażenie góry naleśników.
- Obiecały cię długo nie męczyć - westchnął cicho Ryu, póki co nie odstępując od patelni i kładąc na talerz już 30-tego naleśnika. - Zrobiło mi się ich za dużo... - skrzywił się lekko. - Ale będzie też na kolację.
- To dobrze - odetchnął z ulgą na obie wiadomości, po czym przycupnął sobie mu na kolanach, wtulając się mocno w niego. - Kei-chan umówił mnie jutro do psychologa... uhm pójdziesz ze mną? Będziesz bardzo zły jak będę płakał podczas sesji?
- Ale ty przy mnie nie płaczesz i mi głupio, że ja tak... - westchnął ciężko chłopak, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Zrobię jeszcze farsz... w lodówce jest sałatka owocowa, weźmiesz ją na stół?
- Uhm - skinął lekko głową. Pamiętał o tych razach ale i tak było mu głupio że on płacze tak często. Odegnał te myśli od siebie i postawił na stole wszystko co przygotował. Usiadł obok Keia i życzył im zmacznego.
[Uduszę bloggera... taki piękny komentarz miałaśm dostaćQ!]
Ryu bardzo się denerwował przed nadchodzącym spotkaniem. Trzy razy wychodził z budynku, w którym ów psycholog miał swą siedzibę. Potrzebował dużej siły woli, by w końcu przekroczyć próg jego gabinetu. I to jeszcze nie sam. Ciągnął za sobą Juna, jakby bojąc się, że psycholog go zje. Zdziwił się, więc wielce, kiedy zamiast typowego gabinetu, zobaczył przytulne wnętrze. Ściany miały kolor kawy z mlekiem. Pod wielkim oknem balkonowym stało dębowe biurko, a na środku pokoju dwie kanapy wraz z poduszkami i kocami na nich oraz mały stolik przystrojony w delikatny obóz i wazon pełen kwiatów.
- Proszę, proszę - młody psycholog zaprosił ich gestem dłoni i kiedy usiedli na kanapie, on postawił przed nimi parujące kubki z herbatą oraz kawałek ciasta czekoladowego. - Mówcie mi Chris - przedstawił się z wielkim uśmiechem. - Wiem, że taka wizyta jest trudna. Sam potrzebowałem kiedyś pomocy - zwrócił się delikatnie do Ryu, ale tak by chłopaka bardziej nie przerazić. Ryu zaciskał już bowiem pięści tak że kostki na rękach miał niemal białe. Cały pobladł na twarzy z nerwów. - Mam propozycję - klasnął w dłonie Chris. - Dzisiaj wykorzystamy ten czas by się zrelaksować - zdecydował spokojnie. - Co cię relaksuje? - zapytał zaraz chłopaka.
Ryu był tak zaskoczony pytaniem, że jego usta same wydukały odpowiedź bez zastanowienia.
- Zdjęcia...
- To się świetnie składa - Chris położył przed chłopakiem mały aparat i spojrzał mu łagodnie w oczy. - Mam więc dla ciebie małe zadanie. Możesz wykorzystać wszystko co jest w tym pokoju. Wszystko. Szafki, biurko, papiery na nim... tylko proszę nie gnieść ich, nas obojga... no wszystko - zapewnił go. - Chciałbym żebyś odzwierciedlił na zdjęciach to jak się teraz czujesz. Masz tyle czasu ile potrzebujesz... i dajmy na to chcę 10 zdjęć - uśmiechnął się lekko.
Ryu patrzył na niego nieco niepewnie, a jeszcze bardziej wątpliwym spojrzeniem obrzucił aparat leżący tuż przed nim.
- Wolałbym...użyć swojego aparat - wyznał szczerze, sięgając do torby i wyciągając swój sprzęt. Postanowił nie protestować. Zwłaszcza, kiedy ćwiczenie wydawało mu się interesujące.
- Jasne, używaj jakiego sprzętu chcesz - Chris uśmiechnął się szerzej, by zaraz dodać nieco ciszej. - Ale mam wrażenie, że gardzisz moim aparacikiem - zrobił smutną miną.
- Nie gardzę - Ryu pokręcił przecząco głową. - Ja tylko... wolę robić zdjęcia swoim, który już znam... wole rzeczy które znam - zapewnił go cicho nieco się wahając, po czym już wstał z kanapy i rozpoczął przymierzanie się do zdjęć.
- Dlaczego zdjęcia? - zainteresował się Chris nie chcąc by chłopak mu milkł teraz.
- Uhm bo nie wymagają... biegania i mogłem je robić... nawet w łóżku - Ryu zacisnął mocno wargi i po zepsutym zdjęciu od razu je skasował.
- Ciekawa argumentacja - skomentował psycholog, po czym zerknął na Juna. - A dlaczego balsamista? - rzucił niby mimohodem.
- Bo zawsze mnie wspierał i był przy mnie i... rozkochał mnie w sobie - odparł również bez zastanowienia, dalej skupiając się na zdjęciach.
- Zrobiłem swoje rozeznanie - uśmiechnął się delikatnie. - Kei mi opowiedział co nieco - nie chciał wdawać się w szczegóły, żeby nie wydać Ryu jak wiele o nim wie. Napisał jednak na karteczce, że Kei odpowiedział na kilka jego pytań, nakreślając sytuację chłopaka. - Ryu, a powiedz czemu zdecydowałeś się na USA? - zainteresował się, a widząc że palce chłopaka zaciskają się mocniej na aparacie, dorzucił zaraz. - Ale jak masz kłamać, albo mówić mi pół prawdę to nie mów nic - ostrzegł. - Taką sobie ustalimy zasadę, dobrze? Jeśli nie chcesz mi czegoś powiedzieć, to nie mów. Tylko nie kłam - poprosil go. - Zgoda?
- Zgoda - wymamrotał chłopak, rozluźniając nieco palce na aparacie.
- Więc?
Potrząsnął przecząco głową.
- Nie chcę - odparł szczerze, a Chris tylko skinął lekko głową.
- Jun, a ty jak się czujesz tu w USA? - zainteresował się Chris, chcąc w ten sposób dać trochę czasu swojemu pacjentowi na ochłonięcie. On sam zanotował tylko coś w notesie.
- To dobrze - Chris skinął wesoło głową, po czym wyciągnął z kieszeni dwa bilety do kina i podał je Junowi. - Taki mały prezent - oznajmił spokojnie. - Bezinteresowny. Niczego w zamian nie chcę, poza tym byście pobawili się jutro - uśmiechmął się szczerze, a kiedy Ryu wrócił na miejsce, przeglądając zdjęcia spojrzał na niego. - W domu zrobisz jeszcze 10 zdjęć, ale tym razem skup się na swoim uczuciu do Juna... i porozmawiamy o wynikach na następnym spotkaniu, w porządku? - zapytał. - I wywołaj 5 najładniejszych z każdego zestawu - poradził mu już nie mogąc się doczekać.
- Uhm w porządku - chłopak odłożył aparat i wziął sobie szklankę z herbatą, wypijając kilka ,łyków.
- Za czym najbardziej tęsknisz? - zapytał go Chris.
- Za Kiarą... moją psiną. Bardzo tęsknię - przyznał cicho. - I za zgiełkiem w domu... dlatego lubię wracać do mojego domu rodzinnego... w naszym mieszkanku jest dobrze, ale uhm tam jest żywiej. Nie trzeba dużo myśleć...
- Kiara to twój psiak? - zainteresował się Chris, a kiedy Ryu skinął głową zamyślił się nieco. - A nie pomyślałeś o tym by ją tu sprowadzić? - zaproponował.
- Uhm... chciałem - odparł szczerze. - Ale... ja uhm... Jun... - zagryzł wargi i zacisnął powieki. - Bo ja myślę, że Jun nie bardzo lubi ją - wydusił z siebie. - Mówi, że tak nie jest ale... on nie lubi zwierząt. Na początku patrzył na nią z wstrętem... - zatrząsł się lekko. - Nie chcę... żeby musiał z nią tu mieszkać.
Chris chwilę tylko ich słuchał, a Ryu zmarkotniał nieco bardziej słysząc zapewnienie Juna, a potem te słowa o samolocie.
- Uhm... a innego zwierzaka?
- Nie - Ryu pokręcił przecząco głową, odsuwając się od niego. - Nie chcę do domu - mruknął tylko zamykając się znów na cztery spusty i zaciskając znów pięści by powstrzymać cisnące się do oczu łzy. - Nie chcę.
- W porządku - Christ wtrącił się spokojnie. - Nie pojedziecie do domu - uśmiechnął się lekko. - Jeśli tęsknisz za swoją psinką to możesz pomyśleć o jej przylocie tutaj, nawet jeśli to długa podróż - oznajmił spokojnie. - Nie zastępuj jej tylko innym zwierzakiem - poradził spokojnie. - No dobrze, na tym dzisiaj skończymy - zdecydował widząc jak Ryu się trzęsie.
- Oj nie trzeba nagrody ani zapłaty - ucałował jego nosek. - Po prostu przy mnie bądź. To starczy.
- Ja nie wiem... - chłopak nabrał gwałtownie powietrza i niechcący oblał się herbatą, bo tak trzęsły mu się dłonie. Chris natychmiast odebrał mu kubek, nie chcąc by Ryu coś sobie zrobił i delikatnie zmusił go do położenia się na kanapie.
- Ale oddychaj, nic ci się złego nie dzieje - poradził mu spokojnie. - Gdzie jesteś, Ryu? - zapytał go, widząc że chłopak odpływa. Nie mógł się skupić na niczym. - Oddychaj - dodał, od czasu do czasu łagodnie do niego mówiąc.
- Boję się... Jun? - gdyby mógł to usiadłby i szukał mężczyzny, ale nie miał siły wstać, więc jego dłoń chwyciła powietrze a on jeszcze bardziej się zatrząsł. - Jun? Proszę... Jun?
- Boję się - powtórzył mu chłopak, cały czas się trzęsąc, ale i próbując usilnie oddychać równomiernie. - On tu jest, krzyczy na mnie - wyjaśnił, spoglądając na Juna ze łzami w oczach. Jedną rękę zacisnął mocniej na dłoni Juna, nie chcąc oderwać się od rzeczywistości, a drugą zasłonił sobie jedno ucho.
Ryu zasłonił wówczas uszy obiema rękoma, wciskając nosek mocniej w Juna. Oddychał szybko i nieregularnie, zgubił ten rytm, który wcześniej wypracował. Łzy wsiąkały w koszulkę mężczyzny, a on sam nie chciał się od niego odsunąć. Potrzebował dobrych 20 minut, by unormować oddech, ale nadal płakał i nie odsuwał dłoni od uszu.
Ryu niepewnie podniósł wzrok by na niego spojrzeć, po czym ponownie się w niego wtulił, jakoś tak nie chcąc na razie się od niego odsuwać. To była jego kotwica, która trzymała go w rzeczywistości. Nadal słyszał ojca, ale już zdecydowanie słabiej.
Chłopak w końcu przestał płakać, a jego drgawki minęły. Jeszcze przez dłuższą chwilę wtulał się w Juna, by w końcu go puścić.
- Już dobrze - szepnął z delikatnym uśmiechem.
- Kocham cię - szepnął Naoki, całkiem bez tchu.
- Uhm idziemy - odparł cicho, ale kiedy wstał z łóżka omal się nie przewrócił. - Um... mogę chwilę jechać ci na kolanach? - zapytał go cicho.
- Dowidzenia - Ryu wtulił się mocniej w Juna przymykając oczy. Zmęczyła go ta sesja.
- Na lody - zgodził się zaraz chłopak. - Ale takie duże i dobre - poprosił go z uśmiechem. - Mogę trochę tak siedzieć jeszcze? Kręci mi się w głowie.
- Uhm dziękuję - chłopak zamknął oczy, opierając się nieco mocniej o Juna. Oddychał równomiernie i spokojnie. - Waniliowe z bitą śmietaną.
- I posiedzimy tam trochę? - zapytał go szeptem. - I mogę czekoladę gorącą też?
Ryu skinął głową siadając przy stoliku i wybierając sobie duży pucharek lodów oraz gorącą czekoladę do tego. Usiadł wówczas wygodniej z delikatnym uśmiechem na twarzy. - A ty co weźmiesz?
- Dobrze - Ryu wziął bilety do ręki i przyjrzął się im chwilkę. - A potem na dobrą kolację? - zapytał go zaraz.
- UHm więc taką mała zrobimy - wyszeptał chcłopak, po czym podziękował za pucharek lodowy i zaczął go jeść.
- Nie - Ryu potrząsnął przecząco głową. - CHciałbym pójść z tobą - dodał zaraz. - Uhm może na coś włoskiego? - zaproponował.
- Uhm, ale nie będziesz patrzył? - upewnił się tylko. - Chciałbym sam je zrobić i sam wybrać zdjęcia, które chcę mu pokazać - szepnął tylko. - Myślisz, że takie coś mi pomoże? - zapytał go nieco sceptycznie nastawiony.
Ryu skinął lekko głową, po czym przymknął oczy całkiem wypompowany. Przysnął mu na kolana, budząc się jednak minutę później.
- Przepraszam - ziewnął przecierając oczy. - Zadzwonimy po Kei-chana? - zapytał go.
- I pójdziemy spać - zdecydował krótko chłopak, znów nieco ziewając. - Zmęczyłem się... chyba trochę za bardzo - uśmiechnął się lekko.
- Uhm ale ty nie musisz iść spać jeszcze - szepnął Ryu, wtulając się w niego mocniej. - Ja tak tylko powiedziałem. Wolałbym żebyś porozmawiał sobie z Keiem i zrobił swoje prezentacje zanim pójdziesz spać...
- Naprawdę? Ale to ja nie chcę żebyś spał tak wcześnie - szepnął cicho. - To ja się tylko zdrzemnę - zdecydował wstając z jego kolan i siadając z tyłu samochodu, kiedy Kei pomagał Junowi wgramolić się do przodu.
- Jak było? - zapytał ich obu.
- Nie dużo - odparł spokojnie Kei. - Powiedziałem mu tylko, że mieszkacie razem, chodzicie ze sobą i że jesteś balsamistą - wyjaśnił spokojnie. - No i ogólnie jak wyglądała sprawa z naszym ojcem - dodał cicho, widząc jednak że Ryu przysnął z tyłu odetchnął głęboko. - Chciałem by był nieco delikatniejszy z nim...
- On będzie wpadał w panikę jeszcze często - westchnął cicho Kei. - Ale to dobrze, że był delikatny. Tak powinno być.
On się boi Jun... że tata wróci na święta za przepustką - wyjaśnił mu cicho Kei, bo tyle już się od brata dowiedział. - Bardzo się tego boi i dlatego nie chce tam wracać.
- Przywozicie tu biedną psinkę? - zapytał go zaraz Kei parkując pod blokiem i krzywiąc się nieznacznie, bo Ryu obudził się. - Okay bracie głupi mój... jedziemy windą - zdecydował.
- Uhm w porządku - Ryu nie był pewien tego pomysłu, bo przecież wciąż było to świeże, ale zgodził się na próbę. Nie usiadł jednak Junowi na kolana, tylko stanął sam w szarym kąciku windy i zacisnął powieki pozwalając jej ruszyć.
- Ale sam będę chodził pieszo - zdecydował chłopak wychodząc z windy i opadając Junowi na kolana. Nabierał długie spokojne oddechy.
- Zrobiłem kolację - oznajmił w końcu Kei. - Zjesz kanapkę i możesz iść spać.
- No dobrze - chlopak uśmiechnął się lekko, po czym opadł na poduszki na kanapie nieco przysypiając znów.
Ryu wtulił się w niego mocno, zaraz zasypiając ponownie. Był wykończony i potrzebował odpoczynku. Obudził się rano z lekkim bólem głowy. Wstał po cichu żeby nie obudzić JUna, bo wiedział, że przecież Jun zaczyna tego dnia później.
- Hej Kei-chan - przywitał się z bratem, który najwyraźniej nie spał całą noc. Był blady i miał podkrążone oczy.
- Hej, hej - mruknął tylko wracając do pracy. - Mały kryzys, nie możemy wyleczyć jednego z pacjentów. Kompletnie nie wiem co mu jest...
- Jakieś szaleństwo - odparował Kei, z nosem w laptopie. - Omlet a do tego mus malinowy z jogurtem na wierzchu i paroma malin. Na zdrowo i lekko - uśmiechnął się do Juna, wracając zaraz do swojej pracy.
- Cholera - Kei zgrzytnął zębami i odłożył na moment laptopa przecierając zmęczone oczy. - Nie ma mnie tam i pacjent im schodzi - zacisnął mocniej wargi. - Skończyły mi się pomysły.
- Miał wypadek, ale krwotok został zatamowany. Temperatura nie znika, ale nic nie wskazuje na zakażenie, czy zawał, bo słabiej oddycha - zagryzł lekko wargę, masując sobie skronie dłońmi. - Próbuję znaleźć przyczynę...
- Szukamy. Zleciłem parę dodatkowych badań i teraz czekam aż przyjdą wyniki - wyjaśnił cicho, opierając głowę o ramię Juna bo jakoś taka ciężka mu się zrobiła. - To czekanie mnie dobi... - nie dokończył zasypiając.
- Spało się bardzo dobrze, tylko strasznie krótko - przyznał szczerze Ryu, stawiając przed Junem śniadanko i siadając naprzeciw niego. Sobie wziął tylko jogurt i mus malinowy. - Dzisiaj idziemy do kina, nie?
- Ale ja mam jeszcze praktyki - żachnął się Ryu. - Będę w domku koło 16 - wyjaśnił mu kończąc swoje śniadanko i upijając trochę herbaty.
- Nie ma sprawy - uśmiechnął się chłopak, dopijając herbatkę i wstając by pozmywać. - Jakieś przytulne miejsce poproszę - zażyczył sobie.
- Super - ucieszył się Ryu, po czym ucałował szybko Juna i wyszedł z mieszkania. Miał w końcu parę schodów do pokonania.
- Dzisiaj jedziesz ze mną i bez Keia - uśmiechnął się lekko. - On musi się wyspać.
- Jasne - Ryu trzepnął się otwartą dłonią w czoło. - Wyleciało mi to z głowy - przeprosił go po czym poszedł schować wózek do bagażnika.
- Ale wózek jestfajny, bo jak jestem zmęczony to mog ci zawsze na kolanach usiąść.
- Duży problem... bo przecież... ja jestem ciężki - zarumienił się chłopak. - Nie chcę słyszeć że nie, bo wiem że tak - fuknął jeszcze na niego, parkując przed uczelnią i wyciągając wózek.
- Jun? - Ryu zamknął samochód i spojrzał na niego. - A jak wrócisz do domu? - zapytał go idąc wraz z nim na uczelnię.
- No dobrze - ucałował go ukradkiem i poszedł na swój wydział by zaraz dołaczyć do paru swoich kumpli.
Ryu wrócił do domu trochę po 16 i usiadł na kanapie nieco przygnębiony.
- Mam kolokwia 3 w przyszłym tygodniu - pożalił się.
- Bardzo dużo. Zarwę parę nocek - westchnął ciężko chłopak. - Ne, ne? A u ciebie kiedy mamy kolokwium? - zapytał go zaraz.
- Uff to dobrze - odetchnął głęboko chłopak. - Ale już nie mogę się doczekać jutrzejszych zajęć praktycznych z tobą - przyznał szczerze.
- No wiem, ale i tak nie mogę się doczekać - uśmiechnął się szeroko. - Będzie na pewno fajnie - dodał wesoło.
- Jestem przekonany, że im się to spodoba - uśmiechnął się szeroko, zaraz wstając. - Pójdę się umyć i przebrać... a potem możemy iść - zdecydował zaraz, odkładając swoją torbę na bok. - Zdjęcia dla Chrisa mam - dodał jeszcze. - Wieczorem wszystko obrobie i się nimi pobawię, a potem wywołam te najlepsze - obiecał mu.
- Uhm ale przed Chrisem? - odparł pytaniem na pytanie, bo nie bardzo wiedział jak się zachować. Tak po prawdzie bardzo denerwował się przed kolejnym spotkaniem. Miał przecież opowiedzieć o zdjęciach, a postarał się by oddały jego prawdziwe emocje. - Boję się trochę... tego co o mnie pomyślisz jak je zobaczysz - przyznał się z ciężkim sercem i uciekł do łazienki, żeby nie wdawać się w dyskusję.
- Jesteś potworem - jęknął Naoki, zaciskając mocniej ręce na pościeli i zamykając oczy. Oddech przez moment stracił, a kiedy go odzyskał poczuł zalewającą go falę gorąca. Tak, zdecydowanie podobały mu się te zabiegi.
- To ja... się jeszcze zastanowię, ok? 0 poprosił go tylko i usiadł mu na kolana. - Możemy iść. Zamknę oczy i wytrzymam windę - obiecał mu.
- Uhm to będę siedział ci na kolanach - uśmiechnął się do niego szeroko, wtulając się nieco bardziej w mężczyznę. - Uhm ale ja nie chcę żeby ci smutno było jak ci nie pokażę...
- Uhm - Ryu skinął tylko głową i wtulił się w niego mocniej kiedy wjechali do windy. Zamknął też oczy skupiając się na oddechu. - Uhm przestanę się bać windy - zapewnił go cicho. - Tylko... jeszcze trochę.
- Uhm ale ja się przyzwyczaję na nowo - uśmiechnął się Ryu kiedy już z niej wyjechali.
- No pewnie, że dam - zapewnił go Ryu. - Tylko daj mi pięć minutek.
- Wiem, wiem - Ryu pooddychał trochę zanim wstał mu z kolan i otworzył samochód. Poczekał aż Jun do niego wsiądzi, po czym zapakował jego wózek i usiadł za kółkiem. - Już mi lepiej.
- Naprawdę? Z poduszkami, kanapami i tak żebyśmy mogli się potulić? - zainteresował się ruszając z miejsca i ostrożnie wyjeżdżając z parkingu.
- Dobrze, taki plan mi odpowiada - uśmiechnął się szeroko Ryu jadąc już ulicami miasta i tylko szczególnie uważając na ludzi i inne samochody. - Dzisiaj miałem nieco ciężki dzień, wiesz? Ech wyprosili mnie z wykładu, bo się spóźniłem - zaśmiał się cicho. - Trudno, co nie?
- Nie - potrząsnął przecząco głową. - Znaczy wiem, że przeszkadzam, no ale nic na to nie poradzę, potrzebowałem przerwy podczas wspinania się na 5 piętro - wzruszył ramionami.
- Un no dobrze - westchnął cicho. - Jak się do ciebie spóźnię to też nei wejdę - obiecał mu to, parkując na parkingu za kinem i lecąc wyciągnąć wózek.
- Oj tam, jak do wszystkich, to do wszystkich. Nie ma wyjątku - zaśmiał się Ryu, całując go lekko w policzek i siadając mu na kolanach tylko na momencik. Zaraz jednak wrócił za wózek. Popchał go do kina, po czym podał ich bilety.
- Dlatego mamy popcorn, żeby sobie urozmaicić ten okres czekania - zachichotał.
- Może być kochanie - ucałował go w policzek znów biorąc garstkę popcornu.
Ryu oglądał film z zainteresowaniem, od czasu do czasu mocno wtulając się w ramię Juna, a kiedy film dobiegł końca przeciągnął się lekko wstając.
- Dobry film był - oznajmił z uśmiechem.
- Bardzo chętnie się przespaceruję - uśmiech nie schodził Ryu z twarzy kiedy tak pchał wózek Juna przed sobą. - Najbardziej podobała mi się scena przedostatnia, kiedy wrócili do siebie po tylu przeciwnościach.
- Uhm pewnie tak - zgodził się z nim z uśmiechem na twarzy. - Ale i tak mi się podobało - usiadł mu na kolana, wtulając się w niego lekko.
- Kocham cię, strasznie mocno - zapewnił go Naoki, coraz szybciej ruszając się na nim coraz szybciej i oddychając równie urywanie.
- Myślę, że tak... czuję tak samo - Ryu skinął lekko głową, w końcu wchodząc do lokalu i uśmiechając się lekko. - Tu naprawdę wygląda fajnie - przyznał szczerze, widząc ciepły wystrój sali.
Ryu zabezpieczył wózek i dopiero wówczas usiadł tuż obok Juna, wtulając się w jego bok.
- Jes super - zapewnił go wesoło.
- No ja dziś idę w stronę tego kurczaka co go zachwalałeś - uśmiechnął się nawet nie patrząc w menu. - I do tego colę.
- Kocham cię - zapewnił go Ryu, na chwilkę zamykając oczy i tylko ciesząc się obecnością Juna.
- A każda inna już mniej wyjątkowo ci się podoba? - Ryu uniósł lekko brew, po czym uśmiechnął się szerzej. - No bo nie chcesz mne nigdzie zaprosić... a jak zapraszasza to coś się dzieje.
- Uhm pewnie tak - zgodził się Ryu, a kiedy dostali jedzonko rozpoczął wcinanie kurczaka. - Mhm jest naprawdę smaczny.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Po zajęciach idę na praktyki, a po nich do Chrisa. Jun-chan, ja nie mogę ich od tak sobie olewać - westchnął cicho. - I nie chcę tego robić.
- un, no dobrze - uśmiechnął się do niego. - A przyjdziesz po mnie?
- Racja - zgodził się chłopak popijając jedzonko i uśmiechając się do niego szeroko. - To podjadę, ale nie będę cię chciał na caaałych spotkaniach. Znaczy jeszcze tak... ale potem... chyba będe chciał sam.
- Uhm dobrze - uśmiechnął się do niego delikatnie i również wrócił do jedzonka, odkładając sztućce dopiero kiedy zjadł 1/3 całości. - Chwila przerwy.
- Chciałbym, ale czasu nie mamy za dużo - zauważył cicho Ryu, po czym uśmiechnął się lekko do niego. - Kocham cię Wiesz?
- Możemy - zgodził się Ryu znów trochę jedząc. - Uhm myślisz że mogę wziąć na wynos? Bo ja już pełny jestem.
- Ale ja chciałem jeszcze na spacer cię zabrać - zrobił smutną minkę Ryu.
- Ja cię powiozę, a potem weźmiesz mnie na kolana jak się zmjęczę - uśmiechnął się lekko Ryu, biorąc jedzonko na wynos i pomagając Junowi z wózkiem. Na zewnątrz przeciągnął się mocno. - Najpierw parę fajnych uliczek, galeria z fotografią... dzisiaj jest wystawa mojego ulubionego fotografa. Wpadniemy tam na chwilkę, ok? Taką tyci, tyci...
- Super - ucieszył się Ryu prowadząc go do pobliskiej galerii sztuki. Miał szczęście że byli w centrum. - Powiesz mi, które podobały ci się najbardziej?
- Oj no... ale ja nie jestem jeszcze profesjonalistą - chłopak oparł się nieco o wózek przyglądając sie uważniej zdjęciom. - Gra światła jest w nich niesamowita. Nie bardzo wiem jak uzyskać efekt na tych dwóch - wskazał dłonią dwa zdjęcia. - Ale te chyba byłbym w stanie... poeksperymentuje w domku.
- Faktycznie - zgodził się Ryu zbliżając się do zdjęcia by mieć lepszy wgląd w fotografię. Przez moment znalazł się na tym zdjęciu i mógł poczuć się niczym na górskiej polanie. Niemal czuł zapachy natury otaczające go. - To zdjęcie wciąga... jest tak jakby nas tam ciągnęło. Świetny efekt - szepnął zafascynowany. - A to... czujesz to uczucie bijących od tej pary? Matko... nie wiem jak robić takie zdjęcia - zmartwił się trochę.
- Chcesz to mogę cię nauczyć - młody mężczyzna podszedł do Ryu z wielkim uśmiechem na twarzy i aparatem w dłoniach. Zanim chłopak zdołał zaprotestować, mężczyzna wręczył mu aparat i stanął tuż za nim. - Świetnie. Trzymasz go prawidłowo i wybrałeś dobrą perspektywę - stwierdził, kiedy Ryu nakierował aparat na Juna. To wówczas fotograf zbliżył się bardziej do Ryu, obejmując go lekko ramieniem by móc pokazać mu jak ustawić odpowiednią funkcję obrazu. - Teraz tutaj... i musisz jeszcze wyostrzyć - szepnął mu do ucha widząc na twarzy Juna malującą się zazdrość. - I kliknij - poradził chłopakowi.
Ryu zastosował się do jego rad, po czym obejrzał zdjęcie na ekraniku.
- Wow... rzeczywiście jest inne i lepsze - przyznał szczerze.
- Jeśli zaczekasz 10 minut to dostaniesz je w papierze - fotograf wyszczerzył się do chłopaka i odszedł szybkim krokiem zająć się zdjęciem.
- Ale jak obmacywać? - zdziwił się Ryu, bo zupełnie tego nie zauważył ani nie wyczuł zbyt skupiony i zaaferowany tym, że miał sposobność nauczyć się czegoś od swojego idola. Zamrugał kilkakrotnie i uśmiechnął się szeroko do Juna, całując go lekko w usta. - Ale widziałeś? On sam do mnie podszedł - ucieszył się. - Wow... niesamowitą noc dzisiaj mamy.
Ryu znów się nieco zdziwił, ale tylko szerzej się do niego uśmiechnął a kiedy fotograf wrócił ze zdjęciem, uśmiech zszedł mu nieco z buzi zastąpiony nerwowością.
- Dziękuję - szepnął odbierając dwa zdjęcia. - Ale... zrobiłem tylko jedno - wymamrotał zaskoczony.
- Drugie dostajecie w gratisie - uśmiechnął się mężczyzna. - Zdradzę ci jeszcze jeden sekret - dodał wesoło tym razem już nie podając mu aparatu ale mimo wszystko nachylając się nieco by móc być na wysokości wzroku Ryu. - Najlepsze emocje wychodzą na zdjęciach, kiedy są prawdziwe - poklepał chłopaka po ramieniu i obrzucił Juna łagodnym uśmiechem, a potem już sobie poszedł. To wówczas Ryu spojrzał na drugie zdjęcie i zarumienił się okropnie.
- Uhm... proszę - pokazał mu oba zdjęcia. To drugie przedstawiało moment ich pocałunku.
- Powiesimy - zgodził się Ryu siadając Junowi na kolanach. - W ramce na honorowym miejscu - dodał z uśmiechem. - Zawieziesz nas teraz do parku? - zapytał zaraz wtulając się w jego tors. - Tam są bujaczki.
- Będziesz na nie czasem patrzył? Bo ja będę...
- Nie ma - zapewnił go Ryu wstając z jego kolan, kiedy znaleźli się już w parku. - Pójdziesz ze mną na bujaczki? - zapytał go. - Zróbmy to, będzie śmiesznie - zapewnił go z uśmiechem.
- Ale zrób to dla mnie, tylko raz - poprosił go robiąc smutną minkę i całując go ukradkiem.
- Ekstra - uśmiechnął się szeroko chłopak, pomagając mu dotrzeć do huśtawki i pomagając mu na niej usiąść - pocałował go wówczas i rozbujał go trochę zanim sam usiadł na swojej i rozpoczął się bujać. - Jak byłem mały to chodziłem się tak bujać jedynie wieczorami, gdy nikt nie patrzył... bo dzieciaki mnie wytykały palcami zawsze.
- Bo byłem inny - spojrzał w górę chuśtając się nieco mocniej. - Rzadko kiedy w szkole, często na pogrzebach, bo to była część pracy taty. Wytykali mnie palcami twierdząc, że jak ktokolwiek się do mnie zbliży to zginie. No i uhm mój przyjaciel rzeczywiście umarł - roześmiał się smutno.;
- Uhm no nie było fajnie - przyznał szczerze, zatrzymując się trochę i kiwając się na huśtawce. - Ale teraz nikt mnie palcami nie wytyka - dodał nieco weselej.
- Ja ciebie też - wstał z chuśtawki i ucałował go lekko. - Chodź, pojedziemy powoli do auta - zdecydował podprowadzając Junowi wózek pod huśtawkę.
- Uhm, ale nawet jeszcze nie jesteśmy zaręczeni Jun. ja... nie chcę jeszcze o tym myśleć - przyznał mu się. Nawet na to nie wpadł.
- Wiem... ale ja jeszcze uhm jeszcze nie chce wychodzić za mąż - zacisnął mocno wargi prowadząc go do samochodu.
- Nie ma - zgodził się chłopak, pomagając mu wejść do samochodu. - Cieszę się, że tak myślisz... tylko ja potrzebuję czasu.
- No dobrze - Ryu odpalił samochód i ruszył powoli do domu. - Kupimy jeszcze bułeczki, ok?
- To kupię bułeczki na jutro rano - uśmiechnął się lekko, parkując na ich miejscu i wyciągając wózek z bagażnika. Usiadł zaraz przed samochodem by pooddychać trochę. - Chwilka odpoczynku dla mnie.
- Potrzebuję chwili, trochę boli serce - szepnął, wtulając się mocno.
- Okay - Ryu przytulił się do niego i chwilę tak siedział oddychając równomiernie. Po kwadransie kolory wróciły na jego buzię, a on sam uśmiechnął się szerzej. - Już dobrze - zapewnił Juna.
- Okay, ale ja dzisiaj je wybieram - pstryknął go w nosek. - Będą kajzerki i dwie duże bagietki. Zrobisz mi do bento twoje grzanki z pomidorkami i mozarellą?
- Kupimy, tu niedaleko jest osiedlowy sklepik. Mają tam mozarellę i powinien być jeszcze otwarty - zapewnił go szczęśliwy chłopak kupując to co chciał i wracając do niego.
- Tak jest, szefie - Ryu popchnął wózek w stronę wspomnianego sklepu. - Już nie mogę się doczekać mojego jutrzejszego bento - przyznał szczerze.
- Dziękuję - ucałował go w policzek i wjechał z nim do sklepu by kupić to co zaplanowali.
- Ja mam trochę pracy. Zaliczenia niedługo i zdjęcia dla Chrisa musze obrobić - wyjaśnił spokojnie. - Jak wrócimy to się tym zajmę.
- No albo włączysz film a ja będe kątem oka spoglądał. Lubię to całkiem - przyznał szczerze. - Z jakąś dobrą kawą albo czekoladą i mooim kurczakiem będzie idealnie.
- Kochanie? A ty dokąd? - zdziwił się Ryu - Przecież po drugiej stronie ulicy jest nasze mieszkanie... zobacz, Kei nam kiwa z balkonu - wskazał dłonią odpowiedni balkon i odkiwał bratu.
- Tak jest - Ryu nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu. Ponownie zamknął auto i pomógł Junowi wjechać do domu. - Uhm... pójdę schodami, dobrze? - ucałował go tylko i ruszył do klatki schodowej.
Ryu dotarł na górę po dobrych 30 minutach, po czym potrzebował paru kolejnych by ochłonąć na tyle, by wejść do środka. Tam jednak i tak napotkał go surowy wzrok Keia.
- Ryu...
- Dbam o siebie, nie szaleję. Wspinałem się po schodach i robiłem przerwy na każdym półpiętrze. Czego jeszcze oczekujesz? - zapytał go cicho.
- Że usiądziesz z dupą na tyłku na kanapie i wypijesz coś ciepłego - wywrócił oczyma jego brat.
- Dziękuję - Ryu uśmiechnął się nieco do niego. - Przebiorę się najpierw i wykąpię... a potem siadam do pracy okryty kocykiem - zapewnił ich wesoło.
- No dobrze - Ryu nie protestował długo. Usiadł obok niego na kanapie skupiając się na swoim oddechu. Faktycznie się zmęczył po drodze.
- Nie, nie - Ryu pokręcił przecząco głową. - Jest w porządku, lubię to mieszkanko - uśmiechnął się do niego szeroko. - Tylko no póki chodzę schodami, to niezły wysiłek - uśmiechnął się szerzej, zamykając zaraz oczy na moment. Serce mocno waliło mu w piersi. - Nie szedłem szybko - dodał jeszcze.
- Uhm męczę się szybciej niż normalnie ostatnio - przyznał mu się. - I waże znów mniej - dodał jeszcze cicho, nie chcąc przyznawać się do konkretnej liczby. - A wyników jeszcze nie ma.
- Dobrze - chłopak skinął tylko głową wzdychając ciężko, po czym przyjął herbatkę i od razu ją wypił niemal całą. - Pójdę się umyć.
Ryu wrócił na kanapę po 20 minutach, całkiem odświeżony. Odpalił laptopa i upił łyk czekolady, którą zrobił mu Kei. Zaczął stukać w klawisze przygotowując się na zajęciach.
Ryu posiedział jeszcze i popracował dobre dwie godziny zanim dołączył do Juna, przysypiając niemal od razu. Nie wtulił się jednak w niego zbyt zmęczony.
Chłopak obudził się nieco spóźniony i przeklinając zaczął się przebierać. Niemal w locie robił cztery rzeczy na raz.
- Kei-chan, podwieziesz mnie? - poprosił brata przestępując z nogi na nogę.
- Jasnę - zgodził się mężczyzna.
Ryu udało się nawet nie spóźnić. Wszedł do sali pierwszy, jeszcze na przerwie. Zajął swoje miejsce i wyciągnął bento by zjeść parę grzanek. Nie chciał przecież spóźniać się na jego zajęcia. Uśmiechnął się tylko do niego lekko.
- Będziemy losować, kto jaką ranę robi? - zapytał go chłopak, zanim jeszcze reszta grupy dołączyła. Był podekscytowany tą nową formą zajęć.
- Denerwujesz się troszkę? - zainteresował się Ryu. - No bo ja wiem, że wyjdzie idealnie - zapewnił go z uśmiechem na ustach, po czym zjadł jeszcze jedną grzankę, resztę pakując do plecaka. - Wyszły ci pysznie - zapewnił go wesoło, a potem dołączyła do nich reszta grupy.
- A jak ktoś wylosuje jakieś trudne szycie, będzie możliwość wymiany, albo poprawy oceny? - padło pytanie, bo nikt nie chciał bardziej zawalić sobie ocen niż to już się stało.
Ryu z fascynacją obserwował jego ruchy, zapisując sobie od czasu do czasu co trzeba zrobić, a kiedy skończył był chyba pierwszy na dole do losowania. Wypadła mu rozwlekła rana uda. Nie był pewny czy wszystko mu się uda, ale wiedział że chce spróbować.
Zajęło mu dobre 30 minut zanim kończył swoje udo. Uniósł dłoń do góry tuż przy końcówce.
- Profesorze, potrzebuję pomocy przy zakończeniu - powiedział szczerze, trzymając igłę z nitką nieco ponad udem. - Uhm nie bardzo wiem jak.
Ryu zastosował się do jego wskazówek i już pięć minut temu odkładał "narzędzia" na bok. Mógł się spokojnie pochwalić całkiem nieźle zszytym udem. Usiadł na moment na krześle, by trochę odpocząć.
Po zakończonych zajęciach wszyscy wyszli podekscytowani zadowoleni z tej małej praktyki. Jednym wyszło lepiej, innym gorzej, ale każdy był zadowolony. Po swoich praktykach Ryu przyjechał po Juna i razem z nim pojechali do Chwisa.
- Cieszę się - przyznał szczerze Chris. - Że się randka udała - uraczył ich obu tym razem brownie. - Moja żonka piecze najlepsze, musicie spróbować, inaczej nie da mi życia - przyznał bez bicia podając jeszcze herbatę i wracając już do tematu sesji. - Jest coś o czym chciałbyś porozmawiać, Ryu? - zwrócił się do niego. - Może powiedz mi 5 pozytywów dnia dzisiejszego - poprosił.
- Dzisiaj... użyłem windy w pracy i dojechałem na 8 piętro bez paniki - uśmiechnął się lekko chłopak. - Nie jechałem sam i zaciskałem powieki i...
- Stop - przerwał mu Chris. - Skupiamy się na pozytywach. Odrzucamy to co było negatywnego w sytuacji - poradził mu.
- Uhm ok - Ryu zagryzł lekko wargę. - Więc wjechałem na 8 piętro windą i nie spanikowałem, dostałem dobrą ocenę na zajęciach z Junem i skończyłem szyć jako pierwszy, zjadłem dobre grzanki, oddałem fajne zdjęcia na zaliczenie i pochwalił mnie za nie profesor... - zaczął liczyć czy ma już je wszystkie. - Uhm pani w sklepie z książkami zaprosiła mnie na herbatkę i poprosiła o to żebym to ja wykonał zdjęcia jej sklepiku, a nie mój szef - zakończył.
- No tak, ale w tej windzie było stra...
- Ryu, skupialiśmy się na pozytywach nie bez powodu - zaśmiał się lekko Chris. - Żeby Ci uświadomić, że wiele jest takich rzeczy, które są przyjemne. I tu pojawia się pierwsze zadanie domowe. Codziennie rób rachunek sumienia. Wypisuj 10 pozytywnych sytuacji. Najlepiej załóż sobie zeszyt i tam je zapisuj, a jak poczujesz się kiedykolwiek źle, weź ten zeszyt i przejrzyj go. Gwarantuję, że uśmiech wróci na twoją twarz - Chris od razu wręczył mu do rąk zeszyt z niebieska okładką, na której widniały wesoło litery "Zeszyt pozytywów". - Przynoś go zawsze ze sobą na spotkania ze mną - poprosił go jeszcze.
- Uhm no ale z tym pozytywem łączyły się tez złe emocje... no bo cały się trząsłem i zaciskałem powieki i nie byłem sam wcale...
- I mimo tego dałeś radę. To jest najważniejsze, Ryu. Byłeś na tyle odważny by dać radę. To wielki sukces - zapewnił go Chris.
- To tylko winda...
- Nie dla ciebie, prawda?
- Uhm no nie... ale...
- Nie ma tu ale. Skończ mi z tymi ale - Chris zaśmiał się serdecznie i upił trochę kawy. - Lepiej opowiedz mi o tych zdjęciach.
- Uhm no więc... te są uhm tak się czuję... boję się strasznie i uhm boję się czasem tak mocno że chcę zrobić sobie krzywdę, bo on wtedy mnie opuszcza... ból go uhm zagłusza - wyszeptał przerażony tym co mówi. - Ja nie wiem... nie wiem co... - poczuł łzy na policzkach. - I jeszcze... jeszcze tak bardzo chudnę... - wyjąkał. - I... włosy mi wypadają znowu... bardzo się boję - przyznał szczerze, trochę się trzęsąc.
[ A nic, jesienna chandra mnie dopada - mojej podyplomówki mi nie otworzyli ;( I spóźniłam się na zapisy na egzamin na N5 z Japońskiego... dół]
Ryu skinął tylko głową ale nic nie odpowiedział. On po prostu bardzo się bał. Nie chciał znów lądować na chemioterapii, ale czuł że właśnie tak będzie. Znów przegapi święta albo jeszcze inne spadające gwiazdy. Zagryzł mocno wargi.
- Po prostu się boję - odłożył kubek z herbatą bo trzęsły mu się ręce.
[No... bo Naoki to okaz zdrowia, nie chcę go doprowadzać do stanu Ryu, został mi biedak :)]
- Uhm te drugie... - spojrzał na zdjęcia i odsunął się trochę od Juna. Nie chciał się póki co przytulać. - Robiłem, kiedy myślałem o chwilach spędzonych z tobą. Są to raczej pozytywne emocje - przyznał szczerze.
- Ale nie wiem co - odparł szczerze Ryu. - Po prostu cię kocham. To mówią zdjęcia. Nic więcej - przyznał i wzruszył ramionami, po czym wziął się za jedzenie swojego ciasta. - Pyszne... mogę dostać przepis?
- Pewnie, zapytam żonki i dostaniesz go na naszych kolejnych zajęciach - Chris przejął inicjatywę i spojrzał na Ryu. - Chciałbym, żebyś odnalazł takie jedno wspomnienie, najwcześniejsze... dotyczące Juna, kiedy poczułeś szczęście - poprosił go.
Ryu potrzebował dobrej chwili by je odnaleźć.
- Ja uhm, ale to głupie - westchnął cicho, zaciskając dłoń na łyżeczce. - Bo ono jest takie zwykłe - wymamrotał. - Po prostu zszedłem do Juna pierwszy raz... do pracowni. On pewnie nie pamięta, ale pracował wtedy nad dwoma bliźniaczkami... przyniosłem mu babeczkę i usiadłem obok zadając chyba tonę pytań i opowiadając o szkolę. Był wkurzony że mu przeszkadzam, ale wysłuchał... i uhm... potraktował mnie jak człowieka, a nie boga śmierci lub chorego - uśmiechnął się szeroko. - Wtedy go polubiłem.
Prześlij komentarz