- Uhm - Ryu skinął lekko głową. - I potem zawsze leżała druga maseczka na szafce i jak widziałeś, że idę a robiłeś coś co jej wymagało nawet bez zastanowienia mi ją podawałeś, jakbyś uhm oczekiwał że przyjdę - Ryu uśmiechnął się lekko. - Ale uhm to było takie pierwsze kiedy poczułem się szczęśliwy - szepnął. - Pielęgnuj to wspomnienie Ryu, ono na pewno jest mocne i powinno znaleźć się w zeszycie - zapewnił go Chris. - Zróbmy tak, na początek wypiszesz 20 szczęśliwych momentów twojego życia. Tych które zawsze dodają ci siły, ok? A potem dzienną dawkę 10. - Zgoda - Ryu skinął swobodnie głową, przyciskając zeszyt do piersi. - Ale uhm muszę się wszystkimi dzielić? - zapytał szeptem. - Oczywiście, że nie - wywrócił oczyma Chris. - One mają być dla ciebie. Podzielisz się tylko tymi którymi chcesz.
- W takim razie, też taki sobie załóż - Chris podał Junowi drugi egzemplarz takiego zeszytu. - Same pozytywy, pamiętaj - pogroził mu palcem, a Ryu roześmiał się serdecznie ocierając ostatnie łzy. - I ty również dzielisz się tylko tym co chcesz - uśmiechnął się psycholog, po czym wstał. - Na dziś koniec, nie męczę Cię dalej. Spotykamy się za trzy dni tym razem - uśmiechnął się szeroko. - Daj tylko znać o której godzinie.
Ryu wtulił się w niego mocno kiedy wyszli od Chrisa. - Zdradzisz mi czasem twoje pozytywy? Takie fajne myśli? - zapytał go wesoło, bo był ciekaw czy i Jun zacznie prowadzić taki zeszyt. - I zapraszam dziś na kawę i ciacho - zdecydował.
Ryu zaprosił go do pobliskiej kawiarenki, gdzie znalazł stolik na odosobnieniu i usiadł Junowi na kolana, wtulając się mocno w niego. - Też czasem pokażę - obiecał mu delikatnie się czerwieniąc. - Ale nie wszystkie - zastrzegł sobie. - Bo ja chciałbym mieć takie tylko swoje też.
- Co byś chciał? - zapytał Ryu zerkając w kartę i przez moment zastanawiając się poważnie nad wyborem. - Ja wezmę deseczkę z pralinkami i kawę czarną dzisiaj.
- No bo jak spojrzysz w gwiazdy w domu, albo tutaj, albo w Tokio... to wiesz, że ten kto patrzy gdzie indziej też je widzi. Czuję się wtedy blisko ciebie, nawet jak nie ma cię na przykład w nocy w szpitalu - wyznał.
- To dobrze - uśmiechnął się lekko Ryu schodząc mu z kolan kiedy kelnerka przyniosła ich zamówione słodkości. Nie mógł się powstrzymać więc posmakował trochę czekolady od Juna. - Pychota - oczy mu się zaświeciły, ale zaraz wziął się za swoją kawę i pralinki.
- Mi się bardzo podobało - uśmiechnął się do niego, biorąc sobie jeszcze jedną pralinkę. - Bo byłeś cierpliwy i pomagałeś jak ktoś potrzebował pomocy. Nie krzyczałeś, łagodnie wytykałeś błędy i oceny dałeś tylko tym najlepszym - wyliczył. - Wszyscy wyszli zadowoleni, poszły nawet głosy, że chcieliby więcej takich zajęć.
- Bardzo się spodobało, bo mogliśmy teorię w praktykę zamienić na trochę - uśmiechnął się szerzej, upijając znów trochę kawy. - Poza tym zauważyłem, że lubisz jak mówię "profesorze" - szepnął mu to do uszka.
- Mhm ale to jak mam się do ciebie zwracać? - zapytał naburmuszając się trochę i ukradkiem wkładając Junowi do buzi jedną z pozostałych na tacce pralinek.
- No ale muszę, no - przypomniał mu cicho pchając go lekko na zewnątrz. Skrzywił się lekko czując, że coraz gorzej mu to idzie. - Ne, Jun-chan? - puścił jego wózek. - Poradzisz sobie z nim sam teraz? - zapytał go tylko, chcąc ukryć drżenie rąk. - Zmęczyłem się trochę.
- Okay - Ryu usiadł chętnie na jego kolanach, kładąc dłonie na swoje i wtulając się w jego pierś. Przymknął oczy chwilę tylko słuchając serca Juna. - Przytul mnie, tak mocno - poprosił go lekko.
- Nie, wszystko mamy - Ryu wstał i kiedy nieco się zachwiał, Kei złapał go w ręce i postawił do pionu. - To nic - machnął lekceważąco ręką chłopak. - Okay, przymykam oczy i nic nie widzę - burknął Kei patrząc poważnie na brata. - Ale jak się powtórzy to już zobaczę - ostrzegł go. - Jasne - Ryu uśmiechnął się do niego lekko. - Pójdziesz ze mną na spacer jutro?
- Ale ja bym chciał iść tylko z Keiem na spacer jutro - przyznał szczerze Ryu. - Uhm chcę jeszcze wykorzystać to że tu jest - szepnął. - Nic mi o tym nie wiadomo.To z Ryu mieli się kontaktować.
- Nie wiem, ale poczekajmy jeszcze trochę - poprosił Ryu. On bał się tych wyników i póki ich nie było mógł chociaż mieć nadzieję, że wszystko z nim w porządku. - Chcę napisać te kolokwia tylko... zanim mnie wrzucą do szpitala...
Tydzień później Ryu obudził się z bólem wszystkich mięśni. Wtulił się mocniej w poduszkę i zamknął oczy kuląc się pod kołdrą. - Jun-chan? - kiedy mężczyzna przyszedł do pokoju, zaczepił go cicho. - Ja dzisiaj nie idę na uczelnię - poinformował go cicho. - Źle się czuję.
- Nie spiesz się, tylko bądź ostrożny - szepnął jeszcze, po czym zasnął budząc się nieco później, ale ból mu nie mijał. - Kei-chan, wszystko mnie boli. Mogę dostać coś przeciwbólowego?
- Nie dzwonili - potwierdził cicho Ryu patrząc na brata. - Źle się czuję, Kei-chan... boję się zadzwonić - przyznał mu cicho. - Nie chcę kolejnej chemii...
- Uhm... zadzwonię - zgodził się cicho chłopak ale potrzebował jeszcze dobrej godziny zanim zadzwonił, a kiedy już wszystko wiedział, westchnął ciężko. - Mam przyjść do szpitala - mruknął cicho. - Pewnie już tam zostanę na dłużej, więc muszę się spakować...
- Mówili tylko, że mam nawrót. No wiesz więcej komórek rakotwórczych i te sprawy - mruknął, jakby to było coś normalnego. Bo w pewnym sensie było. Przecież już dawno przestał liczyć na coś więcej. Położył się wygodniej na łóżku i czekał tylko, aż przestanie go tak mocno boleć. - Napiszę - szepnął. - Ale jak skończy... bo teraz niepotrzebnie będzie się denerwował.
- Nie - mruknął cicho. - Powiedzieli że wciąz czekają na wyniki dwóch badań i chcieli podać wszystko razem - uśmiechnął się krzywo siadając. - Będę miał znów chemię - mruknął zaraz.
- Musimy już tak od razu z wózkiem? - zapytał go chłopak, ale nie bardzo mogąc ustać na nogach, skapitulował. Ubrał się tylko i przesiadł na wózek. Spakował jeszcze swoją torbę wraz zeszytem pozytywów, z którym ostatnio się nie rozstawał. - Uhm ale miałeś wracać za tydzień, nie musisz zostawać dłużej...
- Uhm no tak, ale co z twoją pracą? - zapytał go zaraz Ryu, nieco zaciskając pięści kiedy znaleźli się w indzie. - I... z małą. Przecież masz rodzinę, Kei-chan - Ryu nie chciał mu być ciężarek, a już tym bardziej doprowadzać do zepsucia jego życia.
Ryu już się z nim nie kłócił. Cieszył się tak skrycie, że Kei zostanie i pomoże Junowi. Bo przecież Jun będzie znów się zaniedbywał, więc trzeba mu będzie do rozsądku dopowiedzieć parę słów. Uśmiechnął się lekko, po czym wsiadł do taksówki, bo samochód zabrał Jun i sprawdził godzinę w telefonie, po czym napisał do niego: "Kocham cię. Mała zmiana planów. Przyniesiesz mi deserek i swoją bluzę do szpitala?" ale zanim wysłał poczekał aż znajdzie się już w łóżku w odpowiedniej sali. Dopisał jeszcze do wiadomości te informacje i opadł na poduszki.
Ryu już nie spał, więc przywitał go wesołym uśmiechem i mocno się do niego przytulił gdy ten podszedł bliżej. - Hej, jak było na uczelni? Dużo straciłem? Znów ktoś cię podrywał? - chciał wiedzieć, opadając na poduszki i łapiąc go za rękę. - Tutaj było nudno, a musiałem przyjechać bo mnie wszystko bolało. Wszystko... i Kei-chan powiedział że nie ma żartów - wyjaśnił.
Ryu skinął lekko głową, po czym usiadł wygodniej na łóżku i wziął sobie mus czekoladowy. - Sam robiłeś? - zapytał go zaciekawiony maczając w nim łyżeczkę i smakując go. Miał ochotę na czekoladę i nie krył się z tym. - Mhm... ale wyniki nie są super. Lekarz teraz rozmawia z Keiem - wzruszył lekko ramionami. - Zostanę tu na trochę.
- Właśnie nie są super, Jun-chan - Ryu westchnął cicho, jedząc dalej mus. - Poszedłeś na łatwiznę - wywrócił oczyma. - Jutro chcę deser robiony przez ciebie - pokazał mu język i wyszedł z łóżka żeby się w niego mocniej wtulić. - Mogę tak?
- Cieszę się - uśmiechnął się do niego, po czym usiadł już na wózku. - Choć na kawę - poprosił go, bo nie chciał żeby Jun się smucił za mocno. Chciał mu pokazać, że nic takiego mu nie jest.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego, po czym odłożył na chwilę gazetkę, ale nie zsiadł z wózka. - Ale to co że wróci? Przecież ci powiedziałem już, że nie jest dobrze. I tak nie zrozumiesz doktorskiego żargonu - wywrócił oczyma.
- Uhm... no to sam pojadę - westchnął cicho chłopak, biorąc trochę drobnych z portfela i wkładając je do kieszeni spodni. - W razie jakby wam się jednak zachciało dołączyć to jestem w tej kawiarni na dole - wyjaśnił spokojnie po czym po prostu wyjechał z sali.
- To jest właśnie to, że nie jest najgorzej - odparł spokojnie Kei. - Nie odrzuca - wyjaśnił spokojnie. - Ale choroba nie ustępuje, rozprzestrzenia się na nowo - mruknął niezadowolony, po czym odetchnął głęboko. - Ale jest też ta lepsza wiadomość. Na weekendy będziemy go mogli brać do domu, jeśli będzie chciał. Przynajmniej na razie.
- Chemia, nic innego nie pozostaje - mruknął tylko Kei, odkładając jego kartę na bok i wstając z miejsca. - Nie ma co się martwić na zapas. Póki Ryu nie jest aż tak zdołowany to go bardziej nie denerwuj - poprosił go spokojnie. - Wiem, że nie będziesz, wiem.
- Wiem, ale obawiam się, że wybrałeś sobie złą osobę. On takie upadki będzie miał już do końca życia - westchnął Kei. - Jakoś nie wierzę już, że uda się go zupełnie wyleczyć. Przykro mi Jun, ale ech już nie wierzę.
- Nie znam dokładnej przyczyny. Podejrzewam, że ma to podłoże psychologiczne... no i nie ukrywajmy, ale Ryu dużo na siebie bierze. Ostatnio spał jakieś 4 godziny dziennie - mruknął spokojnie Kei. - Nie był jakoś mocno wykończony, ale no 6 do 7 to minimum jakie powinien każdy z nas przesypiać.
- Chyba wystarczy żebyś żył jak dotychczas i jak dotychcas się nim zajmował - odparł spokojnie Kei. - Niech mu zostanie choć odrobina tejnormalności - uśmiechnął się szczerze. - Po prostu przy nim bądź - klepnął go w plecy wstając z miejsca. - Okay to ja też idę na tę kawę - uśmiechnął się lekko.
Ryu pokiwał do Keia z uśmiechem i zaraz klepnął miejsce obok siebie. W tej kawiarence lubił dwie rzeczy - całkiem niezłą kawę oraz nietypowy dość dla niego sposób w kótym była ustrojona. Zamiast krzeseł były kanapy pełne poduszek i kocy, a poza taboretami worko-pufy na których wygodnie było poleżeć. Uśmiechnął się szeroko do nich i przytulił nieco do brata. - Zamówiłem ci orange mocha - uśmiechnął się. - Super, dzięki - Kei zmierzwił mu włosy. - A Junowi? - Jun nie chciał kawy - wzruszył lekko ramionami. - Ja go prosić nie będę.
Ryu upił trochę swojej kawy i chwilę milczał, ale kiedy już zamówienie Keia i Juna było na stole znów się odezwał. - Pisałem już do rektora i pozwolił mi uczestniczyć na zajęciach online... tzn, że przez skypa, przynajmniej na teorii - uśmiechnął się delikatnie.
- Wolałbym prywatne wykłady - przyznał szczerze Ryu. - Ale jeśli ci to przeszkadza to też tak będę - uśmiechnął się szeroko. - No i jak zrobisz jakąś praktykę to zaliczę ją dopiero jak wyjdę, dobrze? - upewnił się całując go w policzek.
- Kei-chan powiedział, że Chris będzie do mnie wpadał. Ale nie musisz wtedy być ze mną - odparł spokojnie Ryu. - No i możesz przychodzić jako chłopak i wykładowca - ucałował go lekko. - Uhm bo ja wolę jednak zadawać pytania jak nie rozumiem.
Ryu skinął głową. Doskonale o tym wiedział. Nie chciał nic więcej. Skończył swoją kawę wesoło z nimi rozmawiając, po czym pożegnał ich obu, dając im do zrozumienia że wcale nie chce z nimi dłużej być i pojechał do swojej sali.
- Wracajmy - zgodził się Kei i uśmiechnął lekko do niego, po czym zmęczony usiadł na siedzeniu pasażera. - Martwię się o niego, ale nic więcej nie mogę zrobić - wyjaśnił cicho. *** Następnego dnia Ryu, obudził się z bólem głowy. Jęknął cicho i zawołał lekarza, a kiedy ten podał mu odpowiednie leki odetchnął głęboko. Zaczynało się. Nie mogło być lepiej. Zalogował się na skypa i założył okulary na nos, wcześniej zakładając bluzę Juna żeby było mu cieplej. Zamierzał brać udział w zajęciach póki miał siły.
Ryu przywitał go z uśmiechem, siadając na łóżku i zaraz przytulając go lekko. - Interesująco - odpowiedział na pytanie. - Zrobiłem sobie notatki, uczestniczyłem w 5 zajęciach, a potem poszedłem spać na trochę.
Chłopak posunął się nieco na łóżku żeby Jun miał więcej miejsca. Wtulił się w niego mocno i zamknął na trochę oczy. - Jaką niespodziankę masz? - zapytał go z uśmiechem. - Mój szef mnie odwiedził i powiedział, że choroba mnie nie usprawiedliwia... mam robić mase zdjęć w szpitalu i mu przesyłać. On będzie mi dawał wskazówki... i te lepsze publikował... - uśmiechnął się lekko. - To chyba fajnie, nie?
- Lekcje są okay, ale no wiesz... to nie to samo co na uczelni - szepnął wtulając się mocniej w Juna i całując go w policzek. - Ale lekarz mówi, że w sobotę będę w domku. Na cały weekend. Zrobimy coś fajnego? Zjemy dobry obiadek i pójdziemy na spacer?
- Bo lubię ten kolor... i jest w miarę ciepłym kolorem... ale chciałbym taki dłuuugi - dodał wtulając się w niego, bo tu czasem zimno jest... i nie mogę ciągle nosić tej twojej bluzy, bo w końcu trzeba będzie ją do prania włożyć - zrobił smutną minkę.
Uwaga, to jest mój czwarty komentarz. Najpierw te same pytania co wcześniej: - Jak tam Ci się podoba moje Miasto? - Mieszkasz w akademiku czy gdzieś na pokoju? - Idziesz jutro na inaugurację? - Zdenerwowana? ]
Ryu starał się jak mógł i przez trzy tygodnie normalnie uczęszczał na skypowe zajęcia. Dopiero potem podupadł na zdrowiu na tyle by nie mieć sił tego robić. Ale nawet wówczas starał się w chwilach lepszych nadrabiać zaległości. W środę postanowił nawet zrobić Junowi niespodziankę i kiedy wiedział, że ten ma przyjść zszedł na dół, wspierając się na kroplówce. Miał na sobie niebieski sweter i czarne spodnie dresowe. Ten wyczyn zajął mu dobre 20 minut, ale nie przejmował się. Przycupnął na krześle w poczekalni i kiedy zobaczył wchodzącego Juna wstał i pokiwał do niego ruszając powoli w jego stronę. - Hejka - przywitał się z nim, szczerząc się radośnie i nieco drżąc z zimna, które Jun wpuścił do szpitala. - Pójdziesz ze mną na gorącą czekoladę? Prooszę - poprosił go zaraz. - Wiesz na co mam taką ogromną ochotę? Na zupę miso... brakuje mi tu japońskich smaków - przyznał szczerze
[Nie denerwuj się, to formalność. Będzie indeks, przysięga dobrego studenta, a potem impreza integracyjna, na którą możesz iść lub nie. Zależy od ciebie :) A no i wcześniej trochę ględzenia ważniaków z uczelni. Generalnie warto zobaczyć raz, na resztę lat, radzę olać 1 października :P]
- Zrobisz mi na jutro? Super - Ryu ucałował go lekko, po czym ruszył powoli w stronę kawiarenki. - Od dzisiaj jestem sam w sali. Mojemu współlokatorowi się pogorszyło - rzucił spokojnie. - Będzie więcej swobody - uśmiechnął się.
- Nie tak źle - odparł swobodnie chłopak, przesuwając ostrożnie stojak z kroplówką i stawiając kolejne kroki do przodu. - To znaczy mam problem z uczestnictwem w zajęciach, bo szybko się męczę, ale profesorowie przesyłają mi prezentacje i notatki, więc potem sobie nadrabiam - uśmiechnął się szczerze. - Lekarz nawet powiedział, że jak dziś przyjdziesz, to możesz mnie zabrać na spacer do parku - dodał z jeszcze większym uśmiechem. - Tylko na wózku będę - dodał zaraz. - No i będę mógł wtedy zrobić zdjęcia... jest takie zadania do zrobienia. Jesienny krajobraz - spojrzał na niego spokojnie. - No i chciałbym też wysłać parę do pracy i przygotowuję zdjęcia do artykułu dziewczyn na uczelni. No i fajnie tak spędzić trochę czasu na zewnątrz.
- No bo póki mogę chodzić, to chciałbym chodzić - wyjaśnił mu cicho. - Na dłuższe wyprawy to nie, wiadomo... ale po ciebie chciałem przyjść o własnych siłach.
- Ale ja się nie męczę. Ja się cieszę, kiedy mogę kawałek przejśc o własnych siłach, no i lekarz powiedział, że póki mogę to mam to robić, tylko bez przesady - uśmiechnął się szczerze do Juna. - Ne... jak się zmęcze to Ci na pewno powiem - zapewnił go robiąc znów kilka kroków. - Tylko strasznie wolno chodzę, wiem.
Ryu wzruszył lekko ramionami. - Chyba w miarę dobrze. Nie spanikowałem ostatnie dwa razy - uśmiechnął się lekko. - I mam dużo pozytywów w zeszycie. Dam ci poczytać potem jak chcesz - uśmiechnął się szerzej i przystanął by na moment odsapnąć. Zostało mu najgorsze 10 metrów. Lawirowania między stolikami.
- Ale na kanapie, bo mi troszkę simno i chciałbym kocykiem się okryć - przyznał szczerze Ryu, powoli odnajdując wolną kanapę i siadając na niej z westchnieniem ulgi. Owinął się zaraz kocykiem i przytulił mocno do Juna, kiedy ten do niego dołączył. - Dla mnie gorąca czekolada.
- Dużo cieplej - zapewnił go Ryu. - Ale będziesz mnie chyba musiał trochę ponieść w drodze do sali - powiedział przepraszająco, mocniej się w neigo wtulając. - W moich pozytywach ciągle piszę, że mnie odwiedzasz i się uśmiechasz i o siebie dbasz.
- Uhm, ale masz Keia, nie? Uhm wygonisz go do Japonii? No bo przecież ma żonę i córcię - szepnął cicho Ryu. - Nie chcę żeby coś mu się popsuło przeze mnie - wyjaśnił cicho. - Tylko, tylko nie tak od razu, bo ja bym chciał się z nim pożegnać też...
- No i Keiichiro mówił, że już mają bilety i nie mogą się doczekać - uśmiechnął się szczerze Ryu. - Lekarz powiedział, że będę mógł spędzić całe święta w domku. Całe dwa tygodnie - dodał wesoło. - I wiesz co? Obejrzymy fajerwerki na tarasie i zjemy dobre jedzonko... - rozmarzył się trochę. - Tylko uhm... tylko nie wiem jak ci prezent kupię jeszcze - szepnął ale tak jakby sam do siebie. - Ne, Jun-chan... dzisiaj po spacerze wypijemy herbatki i potulisz mnie w łóżku?
- Nawet jak będę musiał dużo leżeć i odpoczywać? - zapytał go, żeby się tylko upewnić, po czym ucałował go mocno i wziął kubek z czekoladą w swoje ręce upijając z niego porządny łyk. - Pycha, dawno nie piłem czekolady.
[ Oj sorki że dopiero teraz. Jak tam pierwszy dzień? Opowiadaj! Jestem niezwykle ciekawa co mnie ominęło... - skubańce nie chcieli mnie przyjąć bez wyników z matury ale za to z licencjatem z angielskiego. No wiesz... chciałam zamiast matury z angola pokazać dyplom. Nie... nie chcą tak :(]
Ryu wtulił się w niego z ulgą i upił znów trochę czekolady. - W pokoju mam całą listę rzeczy które potrzebuję - zacisnął nieco wargi. - Tam są 4 książki i 3 mangi, ale je trzeba kupić... kupisz? Proszę. Oddam ci - obiecał szybko. - No i tę miso... uhm a mógłbyś poprosić Keia, żeby ją zrobić? Ja lubię twoją miso, bardzo nawet ale chciałbym zjeść taką jaką robiła mama... tylko Kei ją taką robi. Ja też nie umiem.
[Ej no... to kiedy się spotykamy na pierwszą lekcję dla takiego głąba jak ja? Dodam że najlepszy punkt rozpoznawczy w Toruniu to pomnik Mikołaja Kopernika. Tubylcy umawiają się "pod Kopcem" xDD]
- Na pewno - ucałował go w nosek i skończył czekoladę. - Ale poniesiesz mnie do sali?
[No tak, ale od czegoś trzeba zacząć nie? Też od tego zaczynałam - Hajimemashite, yoroshiku onegai shimasu, goochisama, itadakimasu, sumimasen, iie, moshi moshi - i parę innych. Za dużo tych grzecznościowców mają :P Niektóre są wg mnie niepotrzebne i chyba nigdy nie zrozumiem ich sposobu odnoszenia się do siebie... ale to normalne, nie? W końcu jesteśmy Polakami :P]
- Dobrze - Ryu objął go jedną ręką, w drugiej trzymając kroplówkę. - Niedługosię skończy. Do parku pojedziemy bez niej - uśmiechnął się szeroko.
- Poleżę - zgodził się chłopak, nie chcąc się kłócić. - Ale nie długo - dodał zaraz śmiejąc się lekko, a kiedy dotarli do jego sali od razu położył się do wyrka.
- Un, no aż mi zdejmą kroplówkę, a potem możemy iść - wyszczerzył się do niego na moment zamykając oczy. Zmęczył się trochę, ale tak bardzo chciał wyjść do parku, że nie zamierzał zasypiać. - A co u ciebie Jun-chan?
- Jak to robi? - zainteresował się, kładąc się na boku i podkładając sobie rękę pod głowę, by mu było wygodniej. Spojrzał na niego zainteresowany. - No bo nie wiem jak ja powinienem cię podrywać.
Naoki wysiadł z samochodu i odetchnął głęboko. Australia była pięknym krajem, ale niestety szybko ich urlop się skończył. Teraz mógł jedynie liczyć na kilka godzin od czasu do czasu z jego zabieganym panem policjantem. Tego dnia wylądował w miasteczku obok Yukan by zrobić zakupy. Zamierzał potem wrócić do Yukan i przygotować pyszną kolację, którą zaniesie Hirokiemu. Niestety ten plan miał się nie spełnić, a to za sprawą jego głupiego ojca, który pojawił się tuż przed sklepem jakby wyrastając spod ziemi. - Naoki, skończ już te wygłupy i wracaj ze mną do domu - rzucił chłodno mężczyzna, łapiąc pobladłego nieco syna za łokieć i biorąc go na stronę. - Przejmiesz po mnie firmę i zaczniesz działać... - Jak mnie znalazłeś? - zapytał go przez zęby mężczyzna. - Nikomu nie podałem mojego nowego adresu. - Mam swoje sposoby, poza tym gazety trąbiły o bohaterskim nauczycielu z niewielkiej wioski Yukan - fuknął. - Zdjęcie wyraźnie wskazywało na ciebie - rzucił spokojnie. - Ach to... - Naoki zgrzytnął zębami. Że też ta sytuacja musiała rozrodzić się na taką skalę. - Nie ważne. Nie wrócę. Wydziedziczyłeś mnie przecież. Daj mi już święty spokój. Teraz mi dobrze. - Z tymi długami? Uważaj bo ci uwierzę - prychnął mężczyzna. - Spłacam je, a poza tym to nie twoja... Chłopak nie skończył, bo jego ojcu odechciało się rozmowy. Przyłożył mu porządnie w brzuch, a potem poprawił rozkwaszając mu nos. Naoki odepchnął go ale to nic mu nie dało. Ojciec był zwyczajnie silniejszy. Uderzył jeszcze parę razy głową o ścianę i osunął się o niej, gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa. - Prędzej czy później do mnie wrócisz. Módl się, żebym wtedy cię chciał - jego ojciec jeszcze raz go kopnął i wyszedł z alejki poprawiając swój drogi garnitur. Naoki powiódł za nim wzrokiem, choć obraz mu się rozmywał, po czym po kilku długich minutach wstał. Pozbierał swe zakupy i podpierając się ścian budynków, nieco po omacku skierował się na komisariat policji. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak wygląda. Czuł tylko spływająca krew z nosa. - Chciałem zobaczyć się z Hirokim - wyjaśnił mężczyźnie, któremu oczy rozszerzyły się z przerażenia. - Już... ja... zaraz sprawdzę czy może cię przyjąć... usiądź - poradził mu tylko doprowadzając chłopaka do fotela i sadzając go na nim. Następnie popędził do sali narad, gdzie zespół Hirokiego obradował nad kolejną sprawą. - Jacky! Myślę, że musisz przerwać to spotkanie i wyjść do poczekalni. Twój chłopak tu jest i... no nie wygląda za dobrze.
Ryu roześmiał się serdecznie, ale zaraz zmarszczył lekko brwi i zastanowił się trochę. - Hm ale bluzki z dekoltem... nie mam co ci pokazywać. Nie będę mógł takich nosić - zmartwił się trochę. - Domowe słodycze idzie zrobić... Na święta zrobimy razem pierniczki? Ja cię poinstruuję a ty zrobisz i razem powycinamy? - zaproponował zaraz.
- Hiroki - odetchnął z ulgą widząc go przy sobie. Na moment odłożył chusteczkę, którą dostał od jednego z policjantów. Trzymał ją cały czas przy nosie. - Nic mi nie jest, chciałem tylko zapytać kiedy kończysz... bo nie dam rady sam dojechać do domu - wyjaśnił mu nieco blednąc.
- I będziemy je jeść razem z gorąca czekoladą. Wiesz... żeby tak maczać w niej - uśmiechnął się szerzej. - Kocham cię - dodał zaraz. - Un no wiem niby... ale chciałbym też cię po podrywać... to takie złe? Chris powiedział, że na pewno się ucieszysz...
- Nie miałem do kogo przyjść, kto by... uhm był wolny. Nie chciałem ci przeszkadzać - wyjaśnił mu cicho, odruchowo przytulając głowę do jego piersi i przymykając oczy, ale nie zasypiając. Wiedział, że lepiej by jednak nie zasnął. - Zrobiłem zakupy... tobie też.
- I będziemy je jeść razem z gorąca czekoladą. Wiesz... żeby tak maczać w niej - uśmiechnął się szerzej. - Kocham cię - dodał zaraz. - Un no wiem niby... ale chciałbym też cię po podrywać... to takie złe? Chris powiedział, że na pewno się ucieszysz...
- Nie miałem do kogo przyjść, kto by... uhm był wolny. Nie chciałem ci przeszkadzać - wyjaśnił mu cicho, odruchowo przytulając głowę do jego piersi i przymykając oczy, ale nie zasypiając. Wiedział, że lepiej by jednak nie zasnął. - Zrobiłem zakupy... tobie też.
- Un ale to jaki to ten mój sposób? - zapytał go Ryu. - Ja no wiesz, nigdy nie podrywałem nikogo - wymamrotał. - Jaki to sposób? Co ci się podoba? - zapytał spokojnie. - Jak ty podrywasz facetów?
Naoki posłusznie nic więcej nie powiedział. Skrzywił się tylko kiedy dotknął głową podgłówka w samochodzie Hirokiego. Został po tym też ślad jego krwi. Pilnował się od tego momentu by bardziej mu auta nie zapaskudzić, a w poczekalnie oparł głowę o ramię Hirokiego, przez chwilę licząc w milczeniu roztrajające się kawałki. W końcu jednak się odezwał. - Hiro-chan, bardzo mi słabo - przyznał cicho, bo adrenalina zdążyła z niego już zejść.
- Mou mógłbyś mi trochę pomóc... jestem zielony na tym polu - wymamrotał chłopak chowając się całkiem pod kołdrę. - No to jak ty podrywałeś swoich mężczyzn? No bo mnie nie musiałeś...
Chłopak nie bardzo pamiętał całe to badanie. Musiał stracić przytomnośc gdzieś w jego trakcie, a kiedy się obudził leżał w łóżku Hirokiego z bandażem na głowie i opatrzonym nosem, a także bandażem na brzuchu dla usztywnienia żeber. Spróbował usiąść ale syknął tylko z bólu ponownie opadając na poduszki. - Hiroki? - zawołał go nieco ochrypłym głosem. - Ja... uhm co się stało?
- Właśnie go pytam i nic mi nie chce pomóc - naburmuszył się nieco. - Poszukam sposobów w internecie. Będzie to twoja wina - wycelował w niego palec.
- Uhm... mogę zostać tu u ciebie na noc? - zapytał tylko patrząc na niego i chwilę potem odwracając wzrok. - Tata mnie dopadł... chciał bym z nim wrócił do Tokio, a ja nie chciałem... no i trochę się zdenerwował - uśmiechnął się do niego krzywo. Nie chciał przed nim nic kłamać. - A potem... pomyślałem, że będziesz trochę zły... że dzwonię jak pracujesz... więc chciałem przyjść i poczekać aż skończysz, ale twój kolega spanikował...
- Nic nie wymyślę. Internet wymyśli - zrobił smutną minę i obrócił się na drugi bok. - Albo będę chodził w dekoltach - dodał jeszcze.
- Nie szukaj - potrząsnął przecząco głową i skrzywił się znów. - On tylko lekko uderzył. To nic - uśmiechnął się nieco. - Zapamiętam... tylko mówiłeś rano 3 razy... że będziesz miał bardzo ważne spotkanie - wyjaśnił dlaczego nie dzwonił. - Chciałem ci kolację zrobić.
- No to rozerwę koszulkę na strzępy - wysunął taką propozycję. - i będę nosił tonę makijażu...
Naoki skinął lekko głową. Wiedział, że Hiroki ma rację, ale jednak strasznie nie chciał robić ojcu problemów. - To ja... ja się przeprowadzę - zaproponował taką opcję.
Ryu nadal się do niego nie odwracał, tylko patrzył przed siebie. - Mógłbyś mi dać jakąś wskazówkę chociaż... podpowiedzieć co cię podnieca - wymamrotał w końcu.
Brunet pokręcił przecz ąco głową, krzywiąc się przy tym odrobinę, po czym złapał Hirokiego za rękę w jego pierś. Zamknął oczy wdychając jego wodę kolońską i odprężając się nieco. Czuł się bezpiecznie. - Wniosę pozew i co? - zapytał go cicho, zaciskając dłonie na nadgarstkach Hirokiego, by nie pokazać mu jak się boi. - Nie mam świadków, nagrania, nic. Mogę powiedzieć, że to on mnie pobił, ale to będzie moje słowo, przeciw jego słowu. On ma adwokatów, obrońców... nie uda mi się z tym wygrać - uśmiechnął się krzywo. - Poza tym wszystko spadnie na mnie... że jestem wyrodnym synem, pewnie powie jeszcze że go okradłem - - nabrał powietrza do płuc. - Bo sprzedałem swoje mieszkanie w Tokio... które on mi kupił. Niby się zgodził, ale już mi to wyrzucał... że mam mu kase oddać. Nic mi nie będzie... lekarz coś mowił? Coś mi jest+?
Naoki uwielbiał swoich uczniów. Zaczynała mu się podobać ta robota i zaczynało mu na nich zależeć. Toteż kiedy zobaczył jednego ze swoich uczniaków siedzącego posępnie na parapecie podszedł do niego i postawił obok niego puszkę herbaty. - Cześć Yuji - przywitał się z uczniakiem. - Co tak posępnie dzisiaj? Zobacz... pogoda dopisuje - przysiadł się obok niego na parapecie i otworzył swoją puszkę z mrożoną herbatą.
Ryu westchnął ciężko nadal nie zadowolony z odpowiedzi, ale już nic więcej nie mówiąc. Lekarz wszedł do jego sali pół godziny później. Odpiął go od kroplówki i zakleił miejsce na nią, by nic się Ryu nie stało, po czym spojrzał na chłopaka i Juna. - Zasady wyjścia są proste - oznajmił. - Ryu ubiera na siebie bluzę i kurtkę oraz szal. Czapki nie trzeba ale fajnie by było gdyby bluza miała kaptur. Jak będzie mocniej wiało, ma się on pojawić na tej głupiej głowie - zmarszczył lekko brwi, a Ryu pokazał mu język i też lekko westchnął. - Wyjście może trwać nawet 3 lub 4 godziny. Tylko wróćcie przed 22. No i jak zrobi się zimno wtedy też lepiej skrócić spacer - wyjaśnił choć sądził, że Jun to wie. - Jeśli nie chcecie go skrócić, to schować się w jakiejś fajnej kawiarni... no i najważniejsza sprawa to dobrze się bawić. Zrób masę zdjęć i ma być uśmiech jak wrócisz - spojrzał wesoło na Ryu i wyszedł z sali.
- To dobrze - ucieszył się Naoki, wtulając się mocniej w mężczyznę. - Mógłbym... przez tę parę dni u ciebie pomieszkać? Jutro przyprowadzę moje psiaki po szkole - zapytał z sercem na ramieniu. Naprawdę teraz nie chciał mieszkać sam, ale wolał nie przeszkadzać też Hirokiemu. - I przepraszam. Przeze mnie musiałeś szybciej wyjść z pracy... mogłem sam iść do szpitala, ale... jakoś wtedy na to nie wpadłem - przyznał bez bicia trochę się przy tym śmiejąc.
- Klasyczny przypadek posępnego myślenia - westchnął Naoki upijając trochę ze swojej puszki. - Zamiast się cieszyć, to wyszukujesz jakieś dziwne pomysły - wywrócił oczyma. - Jeśli Kazuo będzie chciał to wróci na boisko. Jeśli nie w liceum, zrobi to na studiach - poczochrał ucznia po włosach. - A ty, jego kulka radości, powinieneś skakać tutaj i być całkiem szczęśliwy że już z nim lepiej. Niedługo odzyska siły i będzie mógł z tobą uczestniczyć w pełni, w życiu uczniowskim.
- Tak jest, szefie - Ryu wywrócił oczyma i założył kurtkę dość ostrożnie, po czym zapiął się pod sama szyję i okręcił się szalem. Wziął też aparat i powoli przesiadł się na wózek. Pozwolił tez Junowi okryć go kocem, wcześniej zakładając buty. - Ty prowadzisz - uśmiechnął się do niego zadowolony że może wyjść ze szpitala na trochę.
- I nie jesteś na mnie zły? Nic a nic? - upewnił się tylko, całując jego usta raz po raz. - Ale potem przyjdziesz nie? Bo nie chciałbym żebyś mi padł tam w pracy - wtulił się w niego mocniej. - Bo kto mnie wtedy obroni?
Naoki zastanowił się chwilę, milcząc i obserwując korytarz szkolny. - Jeśli nie chce iść na studia, to wciąż nie przekreśla mu możliwości grania. Są przecież różne kluby - zauważył spokojnie. - Rozumiem, że jest ci przykro widząc go takiego... tylko skoro już wiesz, że tak jest, to spróbuj spędzać z nim tak czas, by miał więcej energii - zaproponował takie rozwiązanie.
Ryu nastawił sobie odpowiednio aparat i pierwsze zdjęcie strzelił Junowi a potem już poczekał aż znajdą się w parku. Na dworze było chłodno, ale przyjemnie. Wiatr o dziwo był całkiem ciepły. - Pojedziemy tam nad staw też? - zapytał go chłopak.
- Uhm ok, jutro może zostanę jeszcze w domu. Jak będę źle się czuć - szepnął Naoki. - Zostawisz mi klucze?
- Wiem, Yuji, nic nie jest łatwe - wyjaśnił mu Naoki. - Ale chodź - klepnął go w ramię. - Dam ci darmową lekcję w-fu - dodał z uśmiechem.
- Nie - odparł cicho. - Ale na uczelni parę tak... ale nie mogę wszystkich wykonać, bo nie mam jak... te które mogę to robię - wyjaśnił patrząc na niego z uśmiechem. - Ale chciałbym z tobą zrobić jedno zdjęcie. Tak żeby mieć. Zrobimy sobie selfie? - zapytał wystawiając dłoń z aparatem w górę i czekając aż Jun się schyli.
Naoki skinął tylko głową zasypiając. Hirokiego obudził dzwonego do drzwi o 3 nad ranem. - Przenosimy imprezę do ciebie do domu - oznajmił spokojnie Yasu. - Żebyś miał Naokiego na oku i pracę pod nosem - ziewnął nieco i zanim mężczyzna zdążył zaprotestował cały jego zespół wszedł do salonu i rozpoczął montowanie, a Yasu wziął Hirokiego na stronę. - I jak? Kogo szukamy tym razem? - zapytał, bo widział jak zmartwiony był jego przyjaciel wcześniej tego dnia.
- Chodziło mi o dodatkową - położył mu ręce na ramionach i poszedł z nim do sali gimnastycznej. Podał mu sprzęt do wspinaczki. - Idziemy na pobliski klif - poklepał go po głowie. - Pokonasz go i masz spokój z kozłem do końca roku - uśmiechnął się. - No i zobaczymy czy chęci i starania są kluczem do sukcesu.
- Wiem, ale jakoś głupio mi cibie o to prosić ciągle - uśmiechnął się lekko chłopak i przejrzał zdjęcie. - Wyszło nieźle - wyszczerzył się do niego, podając mu aparat, by mógł obejrzeć. - Chciałbym też zrobić parę ujęć z kolorowymi liśćmi.
- No dobra, ale skoro on nie chce, ty i tak możesz tego sprawcę trochę postraszyć - zauważył cicho Yasu, ale dalej się nie wtrącał. - Nic mu nie będzie, tak? - upewnił się tylko, po czym wręczył Hirokiemu skrót ich dochodzenia, po czym poszedł do kuchni, żeby zrobić sobie kawę.
- Nie ma takiej opcji - pokręcił przecząco Naoki. - Będę cię asekurował. Zobaczysz, że po wszystkim będzie ci lepiej - oznajmił spokojnie.
Ryu zrobił kilkanaście zdjęć. Zróbił je ze słońcem wpadającym przez liście. W końcu skończył zabawę z aparatem, kładąc go na kolanach. - Jun-chan, usiądziemy na chwilę? Znaczy z tobą? - zapytał go z uśmiechem.
- Jasne, będziemy cicho - obiecał mu Yasu, siadając na kanapie i jeszcze raz przeglądając papiery. - Dobra, więc sytuację mamy dość niejasną, ale wiemy że był to mężczyzna koło 30 - 40 lat. 1,70 cm...
- Nie ma strachu. Jak nie dasz rady to nic się nie stanie. Przynajmniej spróbuj - poradził mu Naoki.
- Lubię tak spacerować - szepnął, wstając z wózka, by usiąść na kolanach Juna. Wtulił się w niego mocno. - Cieszę się, że mogliśmy razem wyjść na spacer.
- Krew jest, szefie - odezwała się jedna z policjantek. - Ale nic nam nie dała, bo facet nie był karany. Nie ma go w bazie danych. Mamy tylko grupę krwi. Niestety nie jest szczególna 0 RH+ - podała mu kolejny dokument. - Włosów nigdzie nie ma...
- Żeby cię trochę zmusić do sportu. No i żebyś się rozweselił odrobinę. A reszta plusów po zdobyciu klifu - uśmiechnął się lekko.
- Będzie fajnie - zgodził się z nim, przymykając trochę oczy kiedy się tak w niego wtulał. - No i nie jest tak zimno - dodał. - Kiedy będziesz robił kolejne zajęcia praktyczne? Będę je mógł jako,ś zaliczyć?
- Sprawdziliśmy już to szefie. Ofiara miała brata o takim rysopisie, ale ten brat siedzi w Australii. Skontaktowaliśmy się z nim, cały czas był w szpitalu. Jego żona rodziła - odchrząknął jeden z jego pracowników. - Mamy jeszcze dwa typy, sprawdzamy to.
- Wiesz, często przydaje się też zmiana środowiska na trochę. Chodź i nie marudź - wywrócił oczyma.
- To dobrze, chociaż u ciebie - ucałował go mocno. - Ne... ale nie przychodź w środę w przyszłym tygodniu - poprosił go. - Moi profesorowie wpadną, bo jakiś test mam napisać - wyjaśnił. - Znaczy możesz przyjść ale jako nauczyciel.
- Sprawdzamy, ale no wiesz szefie... dużo osób o takim opisie i z tą krwią jest - westchnął jeden z mężczyzn. - Zaraz wydrukuję liste i będę ich wszystkich pokolei sprawdzał.
- Chodź Yuji - Naoki przestał patrzeć na sprzeciw ucznia. Czasem trzeba było ich trochę zmusić do działania, a ten był wyjątkowo oporny. No i wyjątkowo opornie nie wierzył w swoje własne umiejętności.
- I Jun-chan? A:e jutro musowo chcę zupkę miso - wyszczerzył się do niego spoglądając na swoje dłonie, po czym wsunął dłoń w rękę Juna, złączając ich palce razem. - Będziesz mnie kochał już zawsze?
Naoki obudził się koło 5.30 z wielkim bólem głowy i podwyższoną temperaturą. Słysząc głosy za ścianą, okręcił się znalezionym kocem i podpierając się nieco ściany wyszedł z sypialni. - Kontynuujcie - wychrypiał, kiedy wszyscy nagle umilkli. - Ja tylko... pójdę do kuchni... nic nie słyszę... a jeśli już to i tak nie zapamiętam... - zapewnił ich, potykając się o coś i ratując się upadkiem na pufę.
- To dobrze, bo ja cię też. Naprawdę. Mocno - zapewnił go obejmując go mocno ramionami i wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Idziemy do kawiarenki?
- Znów ci przeszkadzam... Hiro-chan, może ja pójdę jednak do siebie? - zapytał go okrywając się znów mocno kołdrą. - Głowa mnie trochę boli - wyjaśnił mu skąd może brać się temperatura.
- Na lody z bitą śmietaną i polewą czekoladową. Może być nawet i tylko jedna gałka - uśmiechnął się szeroko. - I herbatkę, bo z czekolada się zasłodzę - dodał zaraz.
- Okay... myślisz, że powinienem odwołać jutrzejsze zajęcia? - zapytał go tylko, żeby za bardzo mu nie przedłużać. - I uhm zrobisz mi herbaty? Proszę... - poprosił go kiedy już przełknął oba leki i znów opadł na poduszki.
Ryu już swoim zwyczajem posmakował zestawu Juna, a potem dał mu trochę swojego i zabrał się za pałaszowanie. - A wiesz... fajnie byłoby kiedyś pójść na koncert - uśmiechnął się szeroko. - Koncert Tomo-senpaia - dodał jeszcze.
- Ok, złapcie go szybko - poprosił go jeszcze Naoki, na moment łapiąc go za rękę, po czym pozwolił mu wrócić do salonu gdzie Hiroki otrzymał aplauz pełen gwizdów i oklasków. - Frosty! Ty masz serce! - I to jakie! - Wow, stary... tego się po tobie nie spodziewałem... Yasu tylko chichotał pod nosem, widząc lekkie zmieszanie przyjaciela.
- Uhm ale na jaki? Ja bym chciał na coś podobnego do Tomo-senpaia... tj chodzi mi o taką muzykę - wyjaśnił z uśmiechem. - Akustycznie, albo tak spokojnie z gitarką i pianinem - uśmiechnął się lekko. - A ty?
Yasu nie skomentował jego zachowania ani jednym słowem. W duchu tylko cieszył się, że jego przyjaciel znalazł sobie kogoś kto trafiał do jego serca i go otwierał. Wydobywał z niego to co najlepsze. - Hiroki, spójrz tutaj - Yasu wskazał mu jedno ze zdjęć zbrodni. - Mamy lustro... może udałoby się je powiększyć i zobaczyć odbicie mordercy? - zaproponował.
Ryu skinął głową zadowolony z takiego obrotu spraw. - A do kina też pójdziemy. Na premierę gwiezdnych wojen - wyszczerzył się do niego. - Kocham cię - ucałował go ukradkiem.
Około 6 rano, spec komputerowy miał już powiększone zdjęcie i wyostrzony profil, który teraz wrzucił w baze danych szpitala. Wraz z grupą krwi i wymiarami wyskoczyło im 4 kandydatów. - Okay to już coś - uśmiechnął się Yasu.
- Mogę spróbować twojego? - zapytał go chłopak wtulając się w ramię mężczyzny i patrząc na niego maślanymi oczkami. - Proszę, proszę, proooszę?
- Tak jest - jego zespół zaczął zbierać się do wyjścia. Yasu został, by pomóc posprzątać w mieszkaniu. - Wybacz za taki najazd na twój dom - przeprosił go szybko. - Wyśpij się teraz.
Ryu uśmiechnął się do niego szeroko. - Smaczne, ale moje lepsze - pokazał mu język upijając łyk herbaty i wracając do swojego deseru. - Ale do teatru to bym nie chciał iść. Jakoś się tam nie widzę - przyznał ze śmiechem.
Kiedy Naoki poraz kolejny się przebudził znalazł Hirokiego tuż przy swoim boku. Przytulił się do niego delikatnie, poprawiając na nim kołdrę/. Ucałował go jeszcze w policzek, po czym wyślizgnął się z jego objęć. Ubrał leżący na komodzie dres Hirokiego, nieco za duży ale bardzo mu się podobał i poszedł zrobić sobie coś do picia. Dopiero potem usiadł w salonie oglądając trochę telewizję.
- Wiem - uśmiechnął się lekko. - Ale jakbyś bardzo chciał to z tobą pójdę - wyjaśnił cicho, bo nie chciał żeby wyszedł na egoistę. - Bo chciałbym zrobić też to czego ty chcesz...
- Hej - przywitał się z nim Naoki pijąc już drugą herbatę. - Lepiej, głowa jeszcze boli i żebra dokuczają, ale nie mam temperatury - uśmiechnął się. - Do końca tygodnia mam wolne... znaczy dzisiaj i jutro, a także weekend - dodał jeszcze. - To dobrze, bo nieco mi jeszcze słabo - posunął się na kanapie, by zrobić mu miejsce.
- No skoro tak twierdzisz - Ryu skinął lekko głową, zajadając się zaraz swoimi lodami. Skończył już bitą śmietanę i teraz dłubał łyżeczką w gałce lodu.
- Mogę tutaj? - zapytał go zaraz. - Przyniosę sobie kocyk i poleżę tutaj - uśmiechnął się nieco.
Chłopak zmieszał się trochę. Nie chciał robić Junowi problemu, ale teraz już było na to nieco za późno. Przełknął głośno ślinę. - Hej Mark... - przywitał się z nim spokojnie. - Uhm Jun jest przyjacielem mojego brata - mruknął spokojnie, mówiąc mu prawdę. - I uhm wolałbym, żeby... no wiesz, na uczelni... ta wersja była tą dobrą.
- A co dobrego nam zrobisz? - zapytał go Naoki spoglądając za nim.
- Um będziemy bardziej uważać - obiecał mu chłopak, ale zaraz zaproponował by się o nich przysiadł. - Po prostu myślałem, że nikt nie chodzi do cukierni, które są obok szpitala... to dość daleko od uczelni - zauważył uśmiechając się słabo.
- Taką z boczkiem i serem i bułeczką z masłem? - zainteresował się Naoki dopijając swoją herbatę i odkładając kubek na stół. - Kocham cię wiesz? Nie zrobiłem ci wczoraj zbyt dużego obciachu?
- Dzięki - Ryu uśmiechnął się nieco. - Mnie też nudno w tym łóżku... ale staram się jak mogę być grzecznym - dodał z nieco szerszym uśmiechem. - Odwiedzaj mnie częściej - poprosił, bo fajnie było mieć kumpla.
- Mhm przepraszam - Naoki poczochrał się lekko po włosach. - No wiesz... nigdy nie poznałem cię bez serca.
- Poważnie? Mnie nic o tym nie wspominałeś, Jun-chan - spojrzał na mężczyznę pytająco. - A kiedy Was zabiera? - zainteresował się zaraz uśmiechając szeroko. - Kostnica jest ciekawa.
- Okay - chłopak skupił się póki co na reklamach, bo nic ciekawego w TV nie było. Pozwolił Hirokiemu przygotowywać śniadanko w spokoju.
- Tam można dobre zdjęcia zrobić - przyznał szczerze Ryu, opierając głowę o ramię Juna i chwilę tylko oddychając. - Jak już was zabierze... to ja chcę raport jak było - wyszczerzył się do Marka.
- Pachnie cudnie - Naoki usiadł na kanapie i zabrał się za swoją jajecznicę. - Podebrałem ci dresik - zauważył z szerokim uśmiechem. - Taki cieplutki jest - dodał wesoło. - Mhm wyszła ci - skomentował zaraz. - Pychotka.
- Miałem - zgodził si,ę. - Część ze zdjęć na prezentacji Juna jest moja - pochwalił się i pokazał Markowi język widząc jego zaskoczoną minę. - W domu mieliśmy kostnicę, a Jun u nas pracował - rzucił z uśmiechem.
- Oj tam, oj tam... na pewno masz więcej dresów - wyszczerzył się do niego chłopak. - Zrobię nam jakiś pyszny obiadek potem... jak mi pozwolisz wstać z wyrka.
- No to nie widać, że pan profesor pierwszy raz uczy - przyznał bez bicia Mark, po czym spojrzał na Ryu. - W takim razie pokażę ci, że zrobię lepsze zdjęcia, niż te twoje - wyszczerzył się do niego,. - A wtedy będziesz musiał ozdrowieć by wrócić i mnie pokonać - dodał wesoło. - Czekam na twój triumf więc - zaśmiał się chłopak kończ,ąc swoje lody.
- Psiakami też? - zapytał go spokojnie. - A wieczorem weźmiemy razem kąpiel - dodał weselej.
[Hejka, jak tam? Przyzwyczajasz się do Trounia? Gdzie ten Twój facebook, o którym rozmawiałyśmy kiedyś tam :P]
- No tak... i będzie to musiał wtedy zrobić, bo już popis zrobił, kiedy mnie niósł - Ryu zaśmiał się cicho i ucałował Juna w policzek. - Ufam mu i wiem, że nie da po sobie nic poznać.
- Un, aż tak się nie boję. Po prostu no wiesz... tak nieswojo mi, ale owszem. Zamknę się tutaj na klucz - uśmiechnął się szeroko.
- Tylko jeśli naprawdę ktoś zemdleje to się na nich nie zezłość - poradził mu chłopak, zaraz wtulając się mocniej w ramię Juna. - Boli Jun-chan... trochę boli mnie tam przy serduchu.
- Wiem kochanie. Cieszę się, że cię mam - ucałował go mocno, kończąc jedzonko. - Pycha.
[No proszę... ale to dopiero początek roku xD Na dzikie imprezy przyjdzie czas :P]
Ryu pożegnał się z Markiem, przepraszając go przy tym, że już muszą iść, ale czuł się nieco słabiej, a przecież obiecał Junowi, że zasygnalizuje jeśli coś się stanie. - A możemy jeszcze wejść do marketu? - zapytał mężczyznę, kiedy wyszli z kawiarni i odetchnął chłodnym powietrzem. - Chciałbym coś do pogryzienia.
Naoki opadł na podusię, kiedy tylko skończył jeść, a komórka Hirokiego rozbrzmiała godzinkę później. Znaleźli faceta i właśnie jechali z nim do aresztu. Przesłuchanie zostało ustawione na popołudnie.
[A masz już jakieś kanji? Weź mi trochę popodsyłaj bo to moja zmora, a chcę w końcu to N5 zdać xD]
- Tak jest, szefie - zgodził się z nim chłopak, a kiedy weszli do sklepu wybrał sobie chrupki, czekoladę i czekoladowe mleko, które zamierzał włożyć do lodówki. - Już - uśmiechnął się do Juna.
Naoki przespał pół dnia, nieco wymęczony i osłabiony. Obudził się chwilkę przed obiadkiem. - Hiro-chan? Lubisz takie przesłuchania prowadzić? - zapytał go. - Cow nich jest najciekawsze?
[Okay, spróbuję xD Choć ostatnio zakupiłam fiszki z 200 kanji... zobaczymy, bo może to mi pomoże :)]
Ryu zasnął spokojnie chwilę potem, trzymając jednak Juna mocno za rękę. Rozluźnił uścisk dopiero dobre pół godziny później i obrócił się na bok zasypiając już porządnym snem.
- Nigdy nie chciałeś grać tego dobrego gliny? - zdziwił się chłopak. - Przecież ty jesteś taki łagodny... i szczerze? Bardziej bałbym się Yasu - pokazał mu język.
Kolejnego dnia, Ryu przeżył kryzys. Dużo spał i nawet nie otworzył komputera by być na zajęciach, a meritum tego wszystkiego stało się, kiedy to Jun miał go odwiedzić. Chłopak obudził się z temperaturą i bólem praktycznie we wszystkim. Z wielkim wysiłkiem obrócił się na bok i wyciągnął dłoń by dosięgnąć czerwonego guzika. Jęknął cicho nie mogąc do niego dotrzeć, ale nie poddał się i kiedy musnął go palcem, ale ten się nie włączył, niemal się popłakał. Nabrał kilka głębokich oddechów i spróbował od nowa.
- Ale jakoś wciąż nie mogę sobie ciebie wyobrazić jako tego złego glinę - Naoki wzruszył lekko ramionami. - Pan Władza musiałby mnie trochę uświadomić - puścił do niego oczko.
Ryu odetchnął z ulgą i okrył się kołdrą i zwinął w kłębek. - Nic mi nie jest - wydusił z siebie, po czym zamknął oczy. - Tylko boli wszystko - wyjaśnił mu. - Bardzo...
- Wiem kochanie, wiem... ale nie potrafię i już - wywrócił oczyma. - Będziesz musiał zademonstrować kieyś.
Ryu wtulił się w podusię i zacisnął mocno powieki, skupiając się na oddechu. Do sali wpad lekarz, kilka chwil później. Od razu zorientował się co się dzieje i podał chłopakowi lek przecwy. - Zaraz powinno być lepiej - oznajmił, zwiększając jeszcze dawkę kroplówki.
Naoki uśmiechnął się do niego szeroko i usiadł mu na kolanach, całując go lekko. - Kocham cię wiesz? I nie chcę cię dziś puścić do pracy - nadął policzki.
Ryu skinął głową, wciąż tylko oddychając. Dopiero kilka minut później rozluźnił się nieco. Ból przechodził, a jemu nieco wracały kolory na twarz. - Jak tam dziś? Kiedy idziecie do kostnicy? - zapytał go cicho, nie siadając siędnak Wolał leżeć.
- Słowo? Obiecujesz? - upewnił się Naoki mocno się do niego przytulając. Miał taki kaprys i chciał trochę czasu ze swoim mężczyzną spędzić.
Ryu skinął głową, wciąż tylko oddychając. Dopiero kilka minut później rozluźnił się nieco. Ból przechodził, a jemu nieco wracały kolory na twarz. - Jak tam dziś? Kiedy idziecie do kostnicy? - zapytał go cicho, nie siadając siędnak Wolał leżeć.
- Słowo? Obiecujesz? - upewnił się Naoki mocno się do niego przytulając. Miał taki kaprys i chciał trochę czasu ze swoim mężczyzną spędzić.
- Kochanie, ale buzia mnie nie boli... myślę że poradzi sobie z lekkim gadulstwem - puścił do niego oczko. - Poleżę, bo nie mam siły na razie siadać... masz dla mnie miso? Powiedz, że tak - poprosił go zaraz.
- Un no dobrze - ucałował go w nosek i zszedł z kolan. - Tylko wcześniej psiaki przyprowadzisz? Na pewno już tęsknią.
- Dobrze - ucieszył się chłopak, po czym trzepnął go po ręce. - Ale przestań już. Wiem kiedy mogę siedzieć, a kiedy leżeć - wywrócił oczyma.
- Um... dobrze, choć nic nie jadły od wczoraj i nie były na żadnym spacerze - skrzywił się nieco Naoki, trochę martwiąc się o swoje zwierzaki. - Zły ze mnie właściciel. Jedź już jedź - ucałował go znów i opadł na kanapę, przykrywając się kocykiem.
- Ale potem będzie zimne, a ja bym chciał zjeść na ciepło - zrobił smutną minkę, na moment zamykając oczy i oddychając głęboko. - Jakie sątwoje dzisiejsze dobre myśli?
Naoki ucieszył się, kiedy Hiroki wrócił do mieszkania. Przywitał go wraz z gotowym małym deserem. Zdecydował się na zrobienie naleśników amerykańskich i kiedy Hiroki był już w domu postawił przed nim porcję naleśników i herbatę do popicia. - Pomyślałem... że zgłodniejesz - ucałował lekko jego usta.
Ryu skinął lekko głową, po czym wtulił się mocniej w podusię - Uhm a pomożesz mi? Muszę do łazienki na trochę - wymamrotał cicho. - A potem do łóżka. Nie dam rady chyba sam pojechać.
- Nie - odparł Naoki. - Nie wynudziłem się. Pomyślałem, że fajnie będzie jak zjemy coś dobrego jak wrócisz... a nie chciałem wychodzić z domu, więc... po prostu zrobiłem naleśniczki - ucałował go znów i usiadł na kanapie lekko się jeszcze krzywiąc. - Troch ę jeszcze boli - wyjaśnił mu. - Ale jest coraz lepiej.
Ryu postarał się szybko załatwić swoją potrzebę i wyjechać z łazienki, a kiedy znów leżał w łóżeczku spojrzał na Juna. - Dzisiaj ucieszyłem się bo słońce jet na dworze i mogłem mieć otwarte okno przez długi czas. Fajny wiatr tu wpadał i chłodniejsze powietrze, więc oddychałem swobodniej. Potem rozmawiałem z Markiem przez telefon i poptosiłem by dziś nie przyszedł, bo uhm no zero ze mnie pożytku dziś - uśmiechnął się lekko. - A potem przyszedłeś ty - zakończył. - I znów się lekko uśmiecham.
- A to ty nie miałeś takich niespodzianek małych nigdy? - zdziwił się, bo myślał, że jego eks-żona wiedziała jak robić takie małe przyjemności. - Dzisiaj mam mały kaprys. Chciałbym posiedzie,ć ci na kolanach i potulić się do ciebie - szepnął ciszej. - Myślę... że potrzebuję tego.
- Dobrze - Ryu uśmiechnął się do niego oddając mu buziaka. - Mark nikomu nie powie - zapewnił go. - To mój przyjaciel... nie powie nikomu - szepnął. - Ufam mu Jun-chan i ciesze się że wie... bo będę go mógł czasem do domu zaprosić - uśmiechnął się znów.
- Mhm jesteś najlepszy - zapewnił go Naoki. - Pójdziesz ze mną jutro na spacer?
- Zaproszę - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - Poczytasz mi troszkę? - zapytał go zaraz chłopak, wskazując dłonią na książkę widniejącą na półce. - Odrobinkę, jeden rozdział.
- Cieszę się - Naoki przytulił się do niego mocniej chwilę nic nie mówią, po czym złączył ich palce razem ze sobą. - Wiesz... tak sobie myślę... że lubię to... lubię kiedy mogę tak cię trzymać za rękę i się cieszyć że jesteś obok mnie.
Ryu zadzwonił do niego następnego dnia wieczorem. - Jun-chan? Przyjedź - poprosił go, płacząc mu w słuchawkę. Przełykał gorzkie łzy i pilnował by oddychać. - Ja, ja... umieram - wydusił z siebie, choć tak naprawdę to po prostu fatalnie się czuł. Miał wysoką temperaturę, wszystko go bolało i co chwilę wymiotował, a lekarze skakali obok niego. W końcu jeden z nich odebrał mu telefon i rozłączył się. - Ryu, połóż się - polecił chłopakowi a gdy to do niego nie dotarło, zmusił go do leżenia.
- Jak to polubili? O boże... przecież ja byłem prawie nieprzytomny jak mnie widzieli - jęknął zażenowany, wtulając czoło w jego pierś. - Ale Yasu ma rację - bąknął. - Możesz im powiedzieć, że Ty będziesz najlepszym prezentem... cały dzień z tobą... no i może ten seks w celi - zażartował.
Ryu zacisnął mocno powieki i zwinął się znów w kłębek, łapiąc gwałtownie powietrze w płuca. Jeden z lekarzy założył mu maskę tlenową, by mu to ułatwić ale chłopak za mocno się szamotał. Złapał tylko Juna za rąbek jego bluzy i nie chciał puścić nawet gdy lekarz spróbował do tego dopuścić. Powoli odpływał ale nie chciał zasypiać więc tylko mocniej przyczepił się do Juna.
- Mhm no dobrze... tylko niech nie przesadzają - poprosił go z delikatnym uśmiechem na ustach.
Ryu cały czas na niego patrzył. Postarał się nie szamotać tak mocno jak wcześniej, choć ból był nie do zniesienia. Zsunął maskę dopiero kiedy żołądek podszedł mu pod gardło, a on sam zwymiotował, a potem zachłystnął się powietrzem. To wówczas jego lekarz prowadzący poprosił Juna o wyjście z sali. Potrzebowali całej przestrzeni. Dopiero pół godziny później większość leków zaczęła działać. Chłopak leżał w białej pościeli całkiem blady, z maską na twarzy i wieloma urządzeniami monitorującymi wokół, ale kiedy zobaczył Juna posunął się na łóżku. Chciał się przytulić.
- To przekaż - poradził mu wstając i przeciągając się lekko. - Wyjdziemy z psiakami? Na pięć minut - poprosił Hirokiego.
Ryu skinął lekko głową oddychając z wyraźną ulgą. Wtulił się nieco mocniej w Juna. - Przepraszam - wymamrotał z niewielkim trudem. Wiedział, że przeraził mężczyznę i to bardzo, zwłaszcza tym telefonem. - Zostań na noc - przełknął głośno ślinę. - Nie chcę... zostać sam dziś... - wyjaśnił mu.
- Kocham cię - Nao pocałował go mocno i wyszedł wraz z nim, łapiąc go na dworze za rękę i trzymając swe psiaki na smyczy. - Pachnie jesienią.
Ryu skinął tylko głową już nic więcej nie mówiąc. Przytulił się mocniej do Juna i chwilę jeszcze popłakał zanim zabrał go Morfeusz w swoje objęcia.
- Ze mną zawsze będzie przyjemnie - Naoki puścił do niego oczko obracając się na pięcie z wielkim uśmiechem. - Nao-chan? - chłopak nieco zesztywniał słysząc ten głos, ale mimo to obrócił się z powrotem i wyszczerzył osoby za nim. - Nie myślałem że spotkam cię w takiej... dziuerze. - To raczej powinien być mój tekst Shu - odparł żartobliwie brunet. - Twoim lakiereczkom może zaszkodzić ta nawierzchnia tutaj - dodał zgryźliwie. - Jak zwykle uroczy - wywrócił oczyma jego brat podchodząc bliżej i uważnie go obserwując. - Ojciec mówił, że cię spotkał. Przyjechałem sprawdzić czy wszystko w porządku - usprawiedliwił swoją wizytę. - Wszystko gra, pozdrów staruszka i powiedz, że jeszcze nie wykitowałem, choć bardzo się starał by tak wyszło - prychnął tylko młodszy z braci, a kiedy Shu stanął blisko niego chciał się nieco cofnąć. Nie zdążył jednak. Shu złapał jego głowę obiema dłońmi powodując tym samym grymas bólu chłopaka. - Właśnie widzę jak gra - burknął, puszczając brata by nie robić mu krzywdy. - Nie przedstawisz mnie? - zreflektował się patrząc na Hirokiego. - Nie ma potrzeby, przecież już wyjeżdżasz - zauważył nieco chłodniej nNaoki. - Nie bądź taki - Shu uśmiechnął się lekko i odsunął od brata, po czym podszedł do Hirokiego i wyciągnął w jego stronę wizytówkę. - Yoshimura Shu - przedstawił się. - Zastępca dyrektora szpitala Tokio - dodał jeszcze, podając mu również dłoń by ją uścisnąć.
Ryu nie obudził się aż do rana, a kiedy już to zrobił, nie miał już temperatury. Lekarz wyjaśnił mu co się stało i dlaczego, a potem podał inne leki i kazał dużo spać tego dnia. Poprosił też Juna by przychodził w masce by nie narażać Ryu na niepotrzebne zarazki i podał mu kilka maseczek.
- Miło pana poznać - Shu skinął lekko głową i wrócił do brata. - To jak będzie? Pozwolisz mi wejść do domu? Opatrzę cię ty... - Lekarz się mną już znalazł - odparł sicho brunet, ciesząc się że ma obok siebie Hirokiego. - Jednak nalegam, Nao-chan. Chcę mieć pewność, że nic ci nie będzie - mruknął. - Ech... ale to musisz pytać Hirokiego... bo aktualnie mieszkam u niego. Wiesz... boję się tego robić u mnie, bo ojciec zna adres - przyznał szczerze.
- Un tak - poprosił go chłopak, łapiąc go lekko za rękę i nie chcąc puścić jeszcze trochę. - Przepraszam.
Naoki nie znosił kiedy stawiało się go przed takimi decyzjami toteż zamknął na moment oczy, mocniej ściskając dłoń Hirokiego. Znał trochę Shu i wiedział, że brat nie ma złych zamiarów ale tak jakoś miał opory przed zaufaniem mu. - Uhm niech wejdzie... na kawę - oznajmił w końcu. - Ale tacie... - Nic mu nie powiem - odparł spokojnie mężczyzna. - Za kogo ty mnie masz, Nao-chan? - westchnął patrząc bratu prosto w oczy. - Nie jestem jego największym fanem i nie podoba mi się to co robi.
- Uhm a potulisz mnie jeszcze trochę? - zapytał go zaraz chłopak z lekką nadzieją.
Naoki wszedł do domu Hirokiego tuż za nim i zsunął buty po czym zniknął w kuchni by zrobić kawę, a Shu tymczasem przycupnął na kanapie. - Dzięki - mruknął do brata kiedy ten podał mu napój - Twój przyjaciel... - Chłopak - sprostował go Naoki. - Mój chłopak... i planuję z nim spędzić całe swoje życie.
Ryu wtulił się w niego bardzo mocno przez dłuższy czas nie chcąc go nawet puścić. - Jun-chan? A będę mógł spędzić czas tylko z Keiem? - zapytał go zaraz. - Chciałbym.
Shu obrzucił Hirokiego delikatnym spojrzeniem i upił łyk swojej kawy. - Pyszna - pochwalił brata, bo przecież wiedział że ten różnymi pracami się pałał. - Mogę cię obejrzeć? - zapytał go zaraz. - Możesz ale za chwilę - Naoki przytulił się nieco do Hirokiego przymykając oczy. - Trochę mi słabo.
- Dziękuję - ucałował Juna lekko i znów się w niego wtulił. - DObranoc...
- Naprawdę? - zdziwił się nieco ale zaraz z tego skorzystał kładąc się wygodnie z głową na jego udach. Uśmiechnął się do Hirokiego serdecznie. - Tak jeszcze nie leżałem.
Zastał tam Keia, który zasnął na odpalonym laptopie. Kiedy tylko usłyszał Juna gdzieś obok przetarł zmęczone oczy. - Jak się czuje? - zapytał go zaraz.
- I chyba będę częściej tak się kładł - zapewnił go Naoki zadowolony.
- Dobrze, pójdę do niego - zgodził się cicho Kei wstawiając wodę na herbatę, by zrobić ją Junowi. - Wierzę... ale heh zadzwonił do ciebie. Chyba znów mocno ci ufa - zauważył szukając nikłych pozytywów sytuacji. - Przejdzie mu... zawsze przechodzi. Jest silny.
Shu wzruszył ramionami patrząc tylko w swój kubek z kawą. - Nie miałem tyle siły by coś mu zrobić. Raczej chowałem się po kątach i starałem się mu nie wchodzić w paradę - odparował szczerze. - Nie pouczaj mnie. Nie znasz naszego ojca i nie wiesz do czego jest zdolny... - mruknął cicho, zaciskając nieco szczękę. - Nao-chan, chciałem im pomóc, ale nie miałem funduszy kiedy już poszedłem na studia, a gdy je uzbierałem, to Naoki był już w trakcie swoich... całkiem niezły był. Zawsze ze stypendium w najlepszej 10-tce studentów. Szkoda tylko że to zaprzepaścił.
Kei skinął lekko głową. On też się tego obawiał, choć bał się mówić o tym głośno. Zamiast tego więc podał Junowi herbatę i usiadł na przeciw niego ze swoją szklaneczką. - Przyniosę mu dziś coś dobrego do jedzenia i porozmawiam z nim szczerze - zapewnił go spokojnie. - Powiem mu, że ma w tobie i we mnie wielkie wsparcie i co by się nie działo zawsze z nim będziemy - westchnął cicho. - Porozmawiam też z lekarzami, ale... raczej robią wszystko co się daje...
- Nao-chan wygląda znacznie lepiej niż rok temu. Najwyraźniej ta jego miłość do ciebie mu służy - zauważył spokojnie Shu, spoglądając na Hirokiego. - Jest już dorosły i sam powinien brać sprawy w swoje ręce - dodał zaraz. - Mówiłem mu już, że jeśli odważy się kiedyś założyć sprawę przeciw ojcu to ma we mnie wsparcie i świadka - dodał robiąc głęboki wdech. - Ale on tego nie zrobi.
- Myślisz, że mogłoby mu pomóc, gdybym był obecny przy paru badaniach? - zapytał go szczerze. - Chciałbym, by Ryu in zaufał i poczuł się nieco pewniej - dodał upijając łyk herbaty. - Zostanę u niego na noc - zdecydował z lekkim uśmiechem. - Może wezmę twoją bluzę wypachnioną twoimi perfumami? - zaproponował.
- Wiem, że się boi - odparował chłodno Shu. - Ale nic na to nie poradzę, że się boi. No i sam nie mam żadnych dowodów na ojca - dodał jeszcze. - Wiem, że Naoki kiedyś coś próbował... ale zrezygnował jak poznał system od środka - uśmiechnął się krzywo.
Ryu usiadł na łóżku gdy tylko Kei pojawił się w sali. Wyciągnął do niego ręce i bez słowa wtulił się w brata, chowając twarz w jego klatkę piersiową. - Szwankuję... źle mnie naoliwiłeś - zażartował cicho, choć wcale nie było mu do śmiechu. - Twoja miso była pyszna - dodał zaraz.
- Próbowaliśmy z nim rozmawiać - odparł tylko Shu. - Nie wiem czemu się uwziął. Na moją siostrę też się uwziął, ale ona wyjechała... siedzi w Paryżu i ma go gdzieś.
Ryu wtulił się w brata mocniej i przymknął oczy chwilę tylko tak siedząc. Puścił go dopiero kiedy poczuł duży ból. Zmęczyło go to siedzenie. Opadł więc na poduszki i przykrył się mocniej kołdrą. - Nie chcę na razie jeść - mruknął spokojnie. Nie był głodny. - Uhm... a zostaniesz dziś na noc? - zapytał brata z lekką nadzieją w głosie.
Shu odetchnął głęboko. - Słuchaj, byliśmy dziećmi. Nasz ojciec ma zakusy wojskowe. Co mu się nie podobało to temperował, najczęściej pasem. Baliśmy się go i najłatwiej było zrzucić winę na najmłodszego... nie jestem z tego powodu dumny, ale jako dziecko się nie myśli. Naoki miał pecha będąc tym najmłodszym... ale nie ukrywajmy, sam też się o to prosił. Alkohol i wagarowanie... łatwo było zrzucić na niego winę.
- Kei-chan? Ale opiekuj się ładnie Junem jak ja nie mogę - poprosił go Ryu, obracając się w stronę brata. - No i chyba powinieneś wrócić do domu... no bo przecież masz dziecko - zauważył cicho.
- Nie byłem dobrym bratem - odparł spokojnie. - Ale teraz jesteśmy obaj dorośli i możemy zacząć od nowa - zauważył podwijając trochę koszulkę Naokiego, by ostrożnie zbadać palcami jego żebra. Skrzywił się nieco, widząc jak brat przez sen marszczy brwi i oddycha nieco szybciej. Odsunął więc dłonie, po czym sięgnął po koc okrywając go nim. - Porządnie go załatwił tym razem - mruknął sam do siebie.
- Uhm... ale jak będę tu za długo, to jdź do domu - poprosił go. - Ja bym chciał... żeby twoja córa miała tatę jednak.
Shu spojrzał na niego i pokręcił glową. - Ojciec nie jest mordercą - oznajmił twardo. - Jaki jest, taki jest, ale nie jest mordercą. Naoki przetarł oczy powoli sobie siadając ale wciąż blisko Hirokiego. - Ne Hiro-chan? Zamówimy pizzę na kolację?
- Un... staram się przecież - wymamrotał chłopak nieco zażenowany tym, że nie jest lepiej mimo że robi to co lekarz mu kazał. - Kocham cię Kei-chan... położysz się obok mnie?
- Z mięskiem, kurczakiem... może hawajską? - zaproponował dając mu buziaka i wstając by zrobić sobie herbaty. - Shu zostajesz na kolacje? - Nie - jego brat pokręcił lekko głową. - Będę się już zbierał, a ty się kuruj - poradził tylko bratu wstając i dziękując Hirokiemu za gościnę.
- Nie będzie niewygodnie - pokręcił przecząco głową. - No i schudłem, więc miejsca jest dużo... Jun musiał mnie szukać na tym małym łóżku - zaśmiał się cicho. - Zrobiłem ostatnio trochę zdjęć... chcesz zobaczyć?
Shu już mu nic nie odpowiedział tylko poszedł do swojego samochodu i odjechał. Naoki w tym czasie wrócił na kanapę z kubkiem gorącej herbaty. - Kocham cię wiesz?
- Ryu sięgnął po aparat i włączył go kładąc się na brzuchu by obaj mieli dobry widok. - Nie przełożyłem ich jeszcze na komputer bo nie mam siły - wyjaśnił pokazując mu zdjęcia ze szpitala. Głównie zdjęcia dzieci podczas zabawy, bo chciał pokazać, że i tu może zawitać szczęście.
- Sorki, że cię tak z nim zostawiłem. Strasznie słabo mi się zrobiło - przeprosił go za sytuację i ucałował go delikatnie, włączając telewizor.
- Mark do mnie przychodzi i często opowiada co było na zajęciach. Pokazuje tez jak to do zdjęć zastosować, więc nie mam dużych tyłw - uśmiechnął się do brata dźwigając się trochę na łokcie by odłożyć aparat. Wówczas to wtulił się w Keia zamykając oczy.
0 Wiem kochanie... tylko no wiesz... głupio tak... zostawiać ciebie z tak naprawdę to moim gościem - westchnął cicho. - Ale ciesze się, że wszystko gra.
Ryu skinął powoli głową. - Mark wie... dowiedział się przypadkiem, ale uhm cieszę się, bo będę go mógł do siebie zaprosić czasami - uśmiechnął się lekko, chowając głowę w pierś brata bo czuł się nieco gorzej a nie chciał by rasowy lekarz robił mu wymówki. - A reszta myśli że Jun jest twoim przyjacielem i po prostu mieszkamy razem, bo mój nadopiekuńczy braciszek chciał by ktoś mnie miał na oku - zaśmiał się cicho.
- No dobrze - Naoki usiadł mu na kolanach, wtulając się w niego. - Obejrzymy jakiś dobry film do pizzy, potem jeszcze psiaki muszą iść na spacer i możemy spać - ucałował go mocno.
- Nie chcę żebyś wychodził z łóżka - odparł tylko chłopak, nabierając krótkie oddechy, ale nie wpadając w panikę. - Chciałbym, żeby Jun był szczęśliwy... a jedyne co robię to dokładam mu zmartwień - zaśmiał się krótko. - Wczoraj...wszystko mnie bolało, wszystko Kei-chan... tak bardzo.
Naoki skinął głową tuląc się mocno do Hirokiego i uśmiechając lekko. - Podoba mi się... takie mieszkanie z tobą - ucałował go mocno.
Chłopak dostał wysokiej temperatury nad ranem. Rzucał się trochę na łóżku i dopiero kiedy zaczęło świtać otworzył oczy. Z trudem podciągnął się na łokciach wciskając odpowiedni guzik. Nie chcąc budzić śpiącego na krześle Keia skulił się tylko w kłębek i starał nie krzyczeć z bólu. Chciał by to wszystko już się skończyło.
- Kochanie? - Naoki postawił herbatki na stole, po czym zaszedł kanapę od tyłu obejmując Hirokiego ramionami i muskając ustami jego policzek. - Nauczysz mnie trochę samoobrony? - zapytał go po prostu. - Chciałbym choć potrafić się obronić.
- Jestem spokojny - wydusił z siebie chłopak czując łzy w oczach. Złapał Keia za rękę, kiedy tylko lekarze wpadli do jego sali. Trochę się ich bał, bo przecież w ogóle go nie znali. Wolał mieć kogoś znajomego.
- Naprawdę? I nie będzie to łamaniem kodeksu policyjnego czy coś? - upewnił się bo nie chciał mu robić problemów przecież. Padł na kanapę obok Hirokiego i wziął sobie kawałek pizzy. - Smacznego.
Ryu oddychał nieco spokojniej z maską na twarzy, a temperatura powoli mu spadała. - Przepraszam - wymamrotał. - I dziękuję -uśmiechnął się słabo wtulając głowę w poduszkę.
- Uhm no bo jak tak... to uhm zapiszę się na jakiś kurs czy coś - uśmiechnął się lekko. - Ale wolałbym ciebie - dodał zaraz. - Bo ci ufam najbardziej - zarumienił się trochę i zaraz ugryzł potężnie pizzę.
- Dam radę, tylko w drodze powrotnej będę potrzebował pomocy - uśmiechnął się do niego przejmując panowanie nad wózkiem i napierając na koła wszystkimi swoimi siłami by go poruszyć.
- Ale nie ma co się martwić - pogłaskał go po policzku, siadając mu na kolanach i raz za razem muskając jego usta. - Przecież jesteś tu obok mnie i już nic mi nie jest.
- Wiem, ale chcę też trochę sam Kei-chan... po prostu uhm nawet jak jestem słaby... to trochę chcę robić sam - wyjaśnił mu cicho, wjeżdżając do kabiny i wracając po paru minutach, by umyć najpierw ręce.
- Wiem Hiro-chan, ale wiesz... ja też się martwię o ciebie. I mam więcej zmartwień to na pewno... ktoś mi cię zastrzelić może przecież - zrobił smutną minkę. - A tego nie przezyję.
Ryu pozwolił mu w każdej pomocy a kiedy już siedział wygodnie oparty o podusie i dostał miseczkę z ryżem i sajgonką uśmiechnął się szerzej. - Pachnie jak w domu - oznajmił wesoło decydując się jednak na łyżkę.
- No ale nie da ci się mojego zmartwienia zniwelować, więc nie próbuj tak nawet mówić... - wymamrotał tylko Naoki. - Ty też się przecież martwisz maksymalnie.
[Nie dość że nie zauważyłam że odpisałaś, to potem jeszcze blogger zrobił mi świństwo i nie opublikował bo postanowił się zbłędować... Jak minęły pierwsze tygodnie? Umiesz już hiraganę i katakanę? :P]
Ryu skinął głową. Zjadł sajgonkę i trochę ryżu potem resztę oddał bratu opadając na poduszki. Wtulił się w nie mocno po czym przysnął, budząc się dopiero kiedy usłyszał głos Juna. - Jun-chan - zareagował dość energicznie, wyciągając do niego ręce i mocno się w niego wtulając. - Pójdziemy na dół do kawiarni? na czekoladę i muffinka? - zapytał go, zaraz patrząc na brata. - Mogę?
- Kochanie, ja nie chcę żebyś rezygnował z pracy. Wiem jak ją kochasz - szepnął Naoki. - Po prostu... nie zapominaj o kuloodpornej kamizelce... bo następnym razem za głupotę nie będę ci pomagać tylko dodatkowo skopię - ostrzegł, całując go.
Ryu ucieszył się zaraz, ale na chwilę jeszcze został tak wtulając się w Juna. - A co na uczelni dziś zrobiłeś? - zapytał go. - Mark mówil że piłujesz ostatnio... baaaka.
- Nie wracajmy tematem do terapii bo znów się pożremy. Nie byłeś na niej ani razu - zauważył z westchnieniem Naoki, po czym wtulił się w niego mocniej, zamykając oczy.
- Wiem... ale tak pytam, bo chociaż z jednego przedmiotu nie chcę mieć tyłów - wyjaśnił ze śmiechem. - Kupisz mi muffinkę waniliową z kawałkami czekoladowymi i czekoladę gorącą? Ale taką już bez bitej śmietany?
- Poważnie? - Naoki spojrzał na niego zaskoczony po czym wyszczerzył się radośnie obejmując go mocno ramionami. - Dziękuję! - ucałował go w policzek. - Będzie fajnie, zobaczysz!
- Tak jest, obiecuję - Ryu uśmiechnął się do niego lekko zadowolony z jego wizyty. - Poczytasz mi potem trochę? - zapytał go zaraz. - I posiedzisz obok?
- Omo... zawsze mogą ważną sprawę zlecić komuś innemu - puścił do niego oczko, śmiejąc się zaraz z jego miny.
Ryu spojrzał na niego po czym wzruszył ramionami. - Nie bardzo... znaczy teraz mam więcej energii... chyba po tej twojej sajgonce. Pychotka! - uśmiechnął się do niego. - Ale rano miałem atak...
- Moga, mogą - Naoki wstał od razu i poszedł ubrać buty. - Nie jesteście jedyni w tej branży.
Ryu chwilę się zastanowił ale zaraz pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się do niego. - Niczego mi nie trzeba - zapewnił go wesoło. - Kei-chan dzisiaj mi pomógł podczas ataku, wiesz? Pokierował lekarzami.
- Więc... możecie zlecić śledzenie podrzędnym policjantom i prywatnym detektywom, a sami przyjechać na gotowe - puścił do niego oczko, po czym włożył na siebie jeszcze kurtkę wychodząc z mieszkania.
- Chciałbym żeby został dzisiaj - przyznał cicho chłopak. - Ale jak będzie zbyt zmęczony to nie - dodał zaraz z uśmiechem. - Nie wiem Jun-chan. Na razie ciągle śpię więc... wolę nie mieć spotkań. Chris też powiedział że lepiej jak będę silnejszy.
- To jak komuś zachce się mordować, to ja zamorduję sprawcę i będziesz mnie miał 24 na dobę w areszcie i nie będzie problemu - oznajmił wesoło.
- Mhm wiem Jun-chan - Ryu przytulił się do jego ramienia i uśmiechnął się znów. - Pełen pozytyw, nawet jak mdleje na łóżku - zapewnił go ze śmiechem, po czym odsunął się by zabrać się powoli za mufinka. - A jak poczuję się lepiej to odwiedzimy kino - dodał wesoło.
- Nie, nie... tamten spędzimy razem. Nie ma że boli - odparł stanowczo Naoki. - Pójdziemy razem na szkolny festiwal... w naszej szkole się ich nie robiło, więc nie pamiętam czy kiedykolwiek na takowym byłem...
Ryu zapatrzył się na niego i przez długą chwilę milczał, po czym upił trochę czekolady. - A czemu nie będziemy robić, tego co ty chcesz? - zapytał go.
- No to na żadnym nie byłem, bo tata mi nie pozwalał - wzruszył ramionami. - Wiesz chodziłem do prywatnej szkoły, więc nauczyciele trzęśli portkami przed rodzicami.
- Mhm... bo zawsze robimy to co ja chcę, a nigdy nie robimy tego co ty chcesz... no i jestem już tym zmęczony... że o wszystkim takim mam ja za nas decydować... jaki film obejrzeć, co zjeść i gdzie pójść. No a kiedy pojawiają się sprawy poważniejsze to nagle zachciewa ci się przejmować pałeczkę - naburmuszył się. - Nie lubię tego.
Naoki pokazał mu język i zaśmiał się pod nosem, po czym złapał policzki Hirokiego w swoje dłonie. - A co? Nie widać po mnie? - zapytał, puszczając go i okręcając się dookoła. - Jeszcze mogę się zrobić paniczykiem - zapewnił go.
- Nie lubię tak ciągle decydować... w ogóle jakoś nie chcesz podjąć inicjatywy... na przykład tutaj - wymamrotał. - Ja muszę cię wyciągnąć do kawiarni, bo sam tego nie zrobisz - pstryknął go w nos.
- O nie! - jęknął teatralnie chłopak, po czym zrobił śmieszną minę i z westchnieniem wziął jedną symcz od Hirokiego. - Przecież ja się tak staram zerwać z imagem paniczyka, a ty mówisz że tylko trochę nie widać? Mou...
- Ale to ci powiem... że dzisiaj nie da rady i pójdziemy następny razem - znów dał mu pstryczka w nos. - Ja po prostu... uhm nie chcę sam decydować - wymamrotal.
- Ej no! - Naoki zmarszczył niebezpiecznie nos. - No to powiedz... w jakich momentach jestem paniczykiem? - zapytał go zaraz, chcąc się pozbyć tych momentów.
- No bo to jest okay... ale nie ciągle... - wymamrotał. - Ja też chcę robić to co ty sobie zażyczysz - wyjaąśnił mu cicho, opierając głowę o jego ramię.
Naoki zaśmiał się cicho, wtulając się w niego mocno. - Na pewno? - upewnił się jeszcze, zanim pocałował go ze wszystkich swoich sił. - To dobrze.
Ryu pokręciRyu pokręcił przecząco głową. - To jest właśnie wymówka - uśmiechnął się szeroko, po czym wtulił się mocno w jego ramię. - Jak wyjdę to zrobimy to co ty chcesz - uśmiechnął się szeroko, pijąc dalej czekoladę.
- Tak całego mnie? Ze wszystkimi wadami moimi? - zapytał go z delikatnym uśmiechem.
- Uwierzysz jak zobaczysz - zapewnił go Ryu dając mu trochę muffinka bo już nie mógł go zjeść. Czekoladę jednak sobie zostawił pijąc małymi łyczkami. - Kupisz mi pomarańcza? - zapytał go zaraz.
- Za to, że mnie tak kochasz... w całości - ucałował go.
Ryu zarumienił się trochę słysząc to jego wyzwanie i powoli usiadł mu na kolanach, mocno się w niego wtulając. - Może tego nie widać... ale ja naprawdę się staram - oznajmił cicho. - Też chciałbym wrócić do domu... i żeby znów było jak dawniej. Chciałbym iść na uczelnię, praktyki i do pracy... no wiesz, normalnie żyć.
Oberwał za to dłonią w głowę ale zaraz Naoki roześmiał się serdecznie, mocno się w niego wtulając. - Twój i tylko twój.
- Bo jak się świetnie bawię to chcę to robić jak najdłużej. Leżenie w łóżku jest nudne - wymamrotał czując nadchodząca falę gorąca. Odłożył kubek drżącą ręką i powoli przesiadł się na wózek. - Źle się czuję - powiedział mu to prosto i wyraźnie.
- Kocham cię ze wszystkimi wadami i zaletami, ale na smyranie pieszczotliwe i tak zasługujesz - zapewnił go wesoło.
Ryu zamknął lekko powieki skupiając się na oddychaniu. Nie chciał teraz Junowi zacząć panikować i zaczął to robić dopiero, kiedy winda stanęła między piętrami. - Poważnie? Dlaczego tutaj ciągle windy się psują - jęknął wówczas całkiem się trzęsąc.
Naoki też się nie odzywał i z uśmiechem wędrował przed siebie. Obrócił się nawet na pięcie by iść kawałek do tyłu. - Ależ ty seksowny - przyznał szczerze, patrząc na mężczyznę wesoło.
- Wcale nie jest dobrze - odparł cicho patrząc mu prosto w oczy i trzęsąc się już porządnie. - Jest mi zimno i nie mogę oddychać, nie boję się, ale... jest mi nie dobrze - wyjaśnił.
- O nie... tak łatwo się nie wymigasz kochanie - Naoki pogroził mu palcem i odwrócił znów na pięcie by nieco przyspieszyć z wielkim uśmiechem na twarzy. - Już ja sobie z uczennicami i nauczycielkami poradzę - roześmia,ł się serdewcznie. - Poza tym one lecą na mnie.
Ryu skinął lekko głową, po czym zsunął się z wózka by objął Juna ramionami i wtulić w niego mocno głowę. Był rozpalony, cały mu się trząsł w ramionach. Nie marudził jednak że boli i starał się cały czas mieć wyrównany oddech. Po kwadransie jednak nie dał rady. Poczuł łzy na policzkach. - Jun-chan... mogę stracić przytomność? - zapytał go cicho, bo wszystko mu się przed oczami rozmywało. Usłyszał też głosy za drzwiami windy, gdzieś na górze. Ktoś starał się ich wyciągnąć.
- To oddam ci połowę tych moich fanek - zgodził się przytulając się do jego boku. - A jak na ciebie polecą... to będę musiał ciągle się obok ciebie kręcić, żeby mieć cię na oku - uśmiechnął się do niego.
1 115 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 601 – 800 z 1115 Nowsze› Najnowsze»- Uhm - Ryu skinął lekko głową. - I potem zawsze leżała druga maseczka na szafce i jak widziałeś, że idę a robiłeś coś co jej wymagało nawet bez zastanowienia mi ją podawałeś, jakbyś uhm oczekiwał że przyjdę - Ryu uśmiechnął się lekko. - Ale uhm to było takie pierwsze kiedy poczułem się szczęśliwy - szepnął.
- Pielęgnuj to wspomnienie Ryu, ono na pewno jest mocne i powinno znaleźć się w zeszycie - zapewnił go Chris. - Zróbmy tak, na początek wypiszesz 20 szczęśliwych momentów twojego życia. Tych które zawsze dodają ci siły, ok? A potem dzienną dawkę 10.
- Zgoda - Ryu skinął swobodnie głową, przyciskając zeszyt do piersi. - Ale uhm muszę się wszystkimi dzielić? - zapytał szeptem.
- Oczywiście, że nie - wywrócił oczyma Chris. - One mają być dla ciebie. Podzielisz się tylko tymi którymi chcesz.
- W takim razie, też taki sobie załóż - Chris podał Junowi drugi egzemplarz takiego zeszytu. - Same pozytywy, pamiętaj - pogroził mu palcem, a Ryu roześmiał się serdecznie ocierając ostatnie łzy. - I ty również dzielisz się tylko tym co chcesz - uśmiechnął się psycholog, po czym wstał. - Na dziś koniec, nie męczę Cię dalej. Spotykamy się za trzy dni tym razem - uśmiechnął się szeroko. - Daj tylko znać o której godzinie.
Ryu wtulił się w niego mocno kiedy wyszli od Chrisa.
- Zdradzisz mi czasem twoje pozytywy? Takie fajne myśli? - zapytał go wesoło, bo był ciekaw czy i Jun zacznie prowadzić taki zeszyt. - I zapraszam dziś na kawę i ciacho - zdecydował.
Ryu zaprosił go do pobliskiej kawiarenki, gdzie znalazł stolik na odosobnieniu i usiadł Junowi na kolana, wtulając się mocno w niego.
- Też czasem pokażę - obiecał mu delikatnie się czerwieniąc. - Ale nie wszystkie - zastrzegł sobie. - Bo ja chciałbym mieć takie tylko swoje też.
- Co byś chciał? - zapytał Ryu zerkając w kartę i przez moment zastanawiając się poważnie nad wyborem. - Ja wezmę deseczkę z pralinkami i kawę czarną dzisiaj.
- Dobrze - Ryu wstał i poszedł im to wszystko zamówić a potem wrócił i usiadł Junowi na kolanach. - Kocham cię - zapewnił go cicho.
- Uhm i tak i nie - mruknął w odpowiedzi. - No bo uhm jesteś dla mnie jak takie rozgwieżdżone niebo... tak mi przy tobie bezpiecznie - wyjaśnił cicho.
- No bo jak spojrzysz w gwiazdy w domu, albo tutaj, albo w Tokio... to wiesz, że ten kto patrzy gdzie indziej też je widzi. Czuję się wtedy blisko ciebie, nawet jak nie ma cię na przykład w nocy w szpitalu - wyznał.
- To dobrze - uśmiechnął się lekko Ryu schodząc mu z kolan kiedy kelnerka przyniosła ich zamówione słodkości. Nie mógł się powstrzymać więc posmakował trochę czekolady od Juna. - Pychota - oczy mu się zaświeciły, ale zaraz wziął się za swoją kawę i pralinki.
- Ale możesz brać - podsunął mu swoją deseczkę z pralinkami. - Jeszcze trochę zostało - uśmiechnął się lekko upijając łyk swej kawy.
- Przyjedzie. Umówiliśmy się za godzinkę - odparł cicho. - Bo chciałem z tobą tu trochę posiedzieć, ale mogę go poprosić by był szybciej.
- Mi się bardzo podobało - uśmiechnął się do niego, biorąc sobie jeszcze jedną pralinkę. - Bo byłeś cierpliwy i pomagałeś jak ktoś potrzebował pomocy. Nie krzyczałeś, łagodnie wytykałeś błędy i oceny dałeś tylko tym najlepszym - wyliczył. - Wszyscy wyszli zadowoleni, poszły nawet głosy, że chcieliby więcej takich zajęć.
- Bardzo się spodobało, bo mogliśmy teorię w praktykę zamienić na trochę - uśmiechnął się szerzej, upijając znów trochę kawy. - Poza tym zauważyłem, że lubisz jak mówię "profesorze" - szepnął mu to do uszka.
- Mhm ale to jak mam się do ciebie zwracać? - zapytał naburmuszając się trochę i ukradkiem wkładając Junowi do buzi jedną z pozostałych na tacce pralinek.
- No... dobrze - zgodził się cicho, dopijając swoją kawkę. - Kei-chan będzie po nas za dziesięć minut.
- No ale muszę, no - przypomniał mu cicho pchając go lekko na zewnątrz. Skrzywił się lekko czując, że coraz gorzej mu to idzie. - Ne, Jun-chan? - puścił jego wózek. - Poradzisz sobie z nim sam teraz? - zapytał go tylko, chcąc ukryć drżenie rąk. - Zmęczyłem się trochę.
- Okay - Ryu usiadł chętnie na jego kolanach, kładąc dłonie na swoje i wtulając się w jego pierś. Przymknął oczy chwilę tylko słuchając serca Juna. - Przytul mnie, tak mocno - poprosił go lekko.
- Wiem, po prostu chciałem się mocno przytulić - uśmiechnął się delikatnie, po czym ucałował go lekko w szyję.
Kei wysiadł z samochodu pięć minut później.
- Wybaczcie, korki złapały mnie na drodze - przeprosił ich obu.
- Nie, wszystko mamy - Ryu wstał i kiedy nieco się zachwiał, Kei złapał go w ręce i postawił do pionu. - To nic - machnął lekceważąco ręką chłopak.
- Okay, przymykam oczy i nic nie widzę - burknął Kei patrząc poważnie na brata. - Ale jak się powtórzy to już zobaczę - ostrzegł go.
- Jasne - Ryu uśmiechnął się do niego lekko. - Pójdziesz ze mną na spacer jutro?
- Ale ja bym chciał iść tylko z Keiem na spacer jutro - przyznał szczerze Ryu. - Uhm chcę jeszcze wykorzystać to że tu jest - szepnął.
- Nic mi o tym nie wiadomo.To z Ryu mieli się kontaktować.
- Nie wiem, ale poczekajmy jeszcze trochę - poprosił Ryu. On bał się tych wyników i póki ich nie było mógł chociaż mieć nadzieję, że wszystko z nim w porządku. - Chcę napisać te kolokwia tylko... zanim mnie wrzucą do szpitala...
- Uhm mam nadzieję - szepnął Ryu, a w domu poszedł od razu spać.
Tydzień później Ryu obudził się z bólem wszystkich mięśni. Wtulił się mocniej w poduszkę i zamknął oczy kuląc się pod kołdrą.
- Jun-chan? - kiedy mężczyzna przyszedł do pokoju, zaczepił go cicho. - Ja dzisiaj nie idę na uczelnię - poinformował go cicho. - Źle się czuję.
- Chciałbym zjeść jakiś fajny deserek popołudniu - szepnął chłopak, wtulając się mocniej w poduszki. - I uważaj na siebie, dobrze?
- Nie spiesz się, tylko bądź ostrożny - szepnął jeszcze, po czym zasnął budząc się nieco później, ale ból mu nie mijał. - Kei-chan, wszystko mnie boli. Mogę dostać coś przeciwbólowego?
- Nie dzwonili - potwierdził cicho Ryu patrząc na brata. - Źle się czuję, Kei-chan... boję się zadzwonić - przyznał mu cicho. - Nie chcę kolejnej chemii...
- Uhm... zadzwonię - zgodził się cicho chłopak ale potrzebował jeszcze dobrej godziny zanim zadzwonił, a kiedy już wszystko wiedział, westchnął ciężko. - Mam przyjść do szpitala - mruknął cicho. - Pewnie już tam zostanę na dłużej, więc muszę się spakować...
- Mówili tylko, że mam nawrót. No wiesz więcej komórek rakotwórczych i te sprawy - mruknął, jakby to było coś normalnego. Bo w pewnym sensie było. Przecież już dawno przestał liczyć na coś więcej. Położył się wygodniej na łóżku i czekał tylko, aż przestanie go tak mocno boleć. - Napiszę - szepnął. - Ale jak skończy... bo teraz niepotrzebnie będzie się denerwował.
- Nie - mruknął cicho. - Powiedzieli że wciąz czekają na wyniki dwóch badań i chcieli podać wszystko razem - uśmiechnął się krzywo siadając. - Będę miał znów chemię - mruknął zaraz.
- Musimy już tak od razu z wózkiem? - zapytał go chłopak, ale nie bardzo mogąc ustać na nogach, skapitulował. Ubrał się tylko i przesiadł na wózek. Spakował jeszcze swoją torbę wraz zeszytem pozytywów, z którym ostatnio się nie rozstawał. - Uhm ale miałeś wracać za tydzień, nie musisz zostawać dłużej...
- Uhm no tak, ale co z twoją pracą? - zapytał go zaraz Ryu, nieco zaciskając pięści kiedy znaleźli się w indzie. - I... z małą. Przecież masz rodzinę, Kei-chan - Ryu nie chciał mu być ciężarek, a już tym bardziej doprowadzać do zepsucia jego życia.
Ryu już się z nim nie kłócił. Cieszył się tak skrycie, że Kei zostanie i pomoże Junowi. Bo przecież Jun będzie znów się zaniedbywał, więc trzeba mu będzie do rozsądku dopowiedzieć parę słów. Uśmiechnął się lekko, po czym wsiadł do taksówki, bo samochód zabrał Jun i sprawdził godzinę w telefonie, po czym napisał do niego:
"Kocham cię. Mała zmiana planów. Przyniesiesz mi deserek i swoją bluzę do szpitala?" ale zanim wysłał poczekał aż znajdzie się już w łóżku w odpowiedniej sali. Dopisał jeszcze do wiadomości te informacje i opadł na poduszki.
Ryu już nie spał, więc przywitał go wesołym uśmiechem i mocno się do niego przytulił gdy ten podszedł bliżej.
- Hej, jak było na uczelni? Dużo straciłem? Znów ktoś cię podrywał? - chciał wiedzieć, opadając na poduszki i łapiąc go za rękę. - Tutaj było nudno, a musiałem przyjechać bo mnie wszystko bolało. Wszystko... i Kei-chan powiedział że nie ma żartów - wyjaśnił.
Ryu skinął lekko głową, po czym usiadł wygodniej na łóżku i wziął sobie mus czekoladowy.
- Sam robiłeś? - zapytał go zaciekawiony maczając w nim łyżeczkę i smakując go. Miał ochotę na czekoladę i nie krył się z tym. - Mhm... ale wyniki nie są super. Lekarz teraz rozmawia z Keiem - wzruszył lekko ramionami. - Zostanę tu na trochę.
- Właśnie nie są super, Jun-chan - Ryu westchnął cicho, jedząc dalej mus. - Poszedłeś na łatwiznę - wywrócił oczyma. - Jutro chcę deser robiony przez ciebie - pokazał mu język i wyszedł z łóżka żeby się w niego mocniej wtulić. - Mogę tak?
- Cieszę się - uśmiechnął się do niego, po czym usiadł już na wózku. - Choć na kawę - poprosił go, bo nie chciał żeby Jun się smucił za mocno. Chciał mu pokazać, że nic takiego mu nie jest.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego, po czym odłożył na chwilę gazetkę, ale nie zsiadł z wózka. - Ale to co że wróci? Przecież ci powiedziałem już, że nie jest dobrze. I tak nie zrozumiesz doktorskiego żargonu - wywrócił oczyma.
- Uhm... no to sam pojadę - westchnął cicho chłopak, biorąc trochę drobnych z portfela i wkładając je do kieszeni spodni. - W razie jakby wam się jednak zachciało dołączyć to jestem w tej kawiarni na dole - wyjaśnił spokojnie po czym po prostu wyjechał z sali.
- To jest właśnie to, że nie jest najgorzej - odparł spokojnie Kei. - Nie odrzuca - wyjaśnił spokojnie. - Ale choroba nie ustępuje, rozprzestrzenia się na nowo - mruknął niezadowolony, po czym odetchnął głęboko. - Ale jest też ta lepsza wiadomość. Na weekendy będziemy go mogli brać do domu, jeśli będzie chciał. Przynajmniej na razie.
- Chemia, nic innego nie pozostaje - mruknął tylko Kei, odkładając jego kartę na bok i wstając z miejsca. - Nie ma co się martwić na zapas. Póki Ryu nie jest aż tak zdołowany to go bardziej nie denerwuj - poprosił go spokojnie. - Wiem, że nie będziesz, wiem.
- Wiem, ale obawiam się, że wybrałeś sobie złą osobę. On takie upadki będzie miał już do końca życia - westchnął Kei. - Jakoś nie wierzę już, że uda się go zupełnie wyleczyć. Przykro mi Jun, ale ech już nie wierzę.
- Nie znam dokładnej przyczyny. Podejrzewam, że ma to podłoże psychologiczne... no i nie ukrywajmy, ale Ryu dużo na siebie bierze. Ostatnio spał jakieś 4 godziny dziennie - mruknął spokojnie Kei. - Nie był jakoś mocno wykończony, ale no 6 do 7 to minimum jakie powinien każdy z nas przesypiać.
- Chyba wystarczy żebyś żył jak dotychczas i jak dotychcas się nim zajmował - odparł spokojnie Kei. - Niech mu zostanie choć odrobina tejnormalności - uśmiechnął się szczerze. - Po prostu przy nim bądź - klepnął go w plecy wstając z miejsca. - Okay to ja też idę na tę kawę - uśmiechnął się lekko.
Ryu pokiwał do Keia z uśmiechem i zaraz klepnął miejsce obok siebie. W tej kawiarence lubił dwie rzeczy - całkiem niezłą kawę oraz nietypowy dość dla niego sposób w kótym była ustrojona. Zamiast krzeseł były kanapy pełne poduszek i kocy, a poza taboretami worko-pufy na których wygodnie było poleżeć. Uśmiechnął się szeroko do nich i przytulił nieco do brata.
- Zamówiłem ci orange mocha - uśmiechnął się.
- Super, dzięki - Kei zmierzwił mu włosy. - A Junowi?
- Jun nie chciał kawy - wzruszył lekko ramionami. - Ja go prosić nie będę.
Ryu upił trochę swojej kawy i chwilę milczał, ale kiedy już zamówienie Keia i Juna było na stole znów się odezwał.
- Pisałem już do rektora i pozwolił mi uczestniczyć na zajęciach online... tzn, że przez skypa, przynajmniej na teorii - uśmiechnął się delikatnie.
- Wolałbym prywatne wykłady - przyznał szczerze Ryu. - Ale jeśli ci to przeszkadza to też tak będę - uśmiechnął się szeroko. - No i jak zrobisz jakąś praktykę to zaliczę ją dopiero jak wyjdę, dobrze? - upewnił się całując go w policzek.
- Kei-chan powiedział, że Chris będzie do mnie wpadał. Ale nie musisz wtedy być ze mną - odparł spokojnie Ryu. - No i możesz przychodzić jako chłopak i wykładowca - ucałował go lekko. - Uhm bo ja wolę jednak zadawać pytania jak nie rozumiem.
- Uhm, myślę że sobie poradzę...a jak mi nie wyjdzie trzy razy to znów poproszę cię o pomoc - dodał z uśmiechem, całując go znowu.
Ryu skinął głową. Doskonale o tym wiedział. Nie chciał nic więcej. Skończył swoją kawę wesoło z nimi rozmawiając, po czym pożegnał ich obu, dając im do zrozumienia że wcale nie chce z nimi dłużej być i pojechał do swojej sali.
- Wracajmy - zgodził się Kei i uśmiechnął lekko do niego, po czym zmęczony usiadł na siedzeniu pasażera. - Martwię się o niego, ale nic więcej nie mogę zrobić - wyjaśnił cicho.
***
Następnego dnia Ryu, obudził się z bólem głowy. Jęknął cicho i zawołał lekarza, a kiedy ten podał mu odpowiednie leki odetchnął głęboko. Zaczynało się. Nie mogło być lepiej. Zalogował się na skypa i założył okulary na nos, wcześniej zakładając bluzę Juna żeby było mu cieplej. Zamierzał brać udział w zajęciach póki miał siły.
Ryu przywitał go z uśmiechem, siadając na łóżku i zaraz przytulając go lekko.
- Interesująco - odpowiedział na pytanie. - Zrobiłem sobie notatki, uczestniczyłem w 5 zajęciach, a potem poszedłem spać na trochę.
Chłopak posunął się nieco na łóżku żeby Jun miał więcej miejsca. Wtulił się w niego mocno i zamknął na trochę oczy.
- Jaką niespodziankę masz? - zapytał go z uśmiechem. - Mój szef mnie odwiedził i powiedział, że choroba mnie nie usprawiedliwia... mam robić mase zdjęć w szpitalu i mu przesyłać. On będzie mi dawał wskazówki... i te lepsze publikował... - uśmiechnął się lekko. - To chyba fajnie, nie?
- Lekcje są okay, ale no wiesz... to nie to samo co na uczelni - szepnął wtulając się mocniej w Juna i całując go w policzek. - Ale lekarz mówi, że w sobotę będę w domku. Na cały weekend. Zrobimy coś fajnego? Zjemy dobry obiadek i pójdziemy na spacer?
- No to chciałbym pójść z tobą na zakupy... kupić sobie kurtkę taką jeansową, czarną - uśmiechnął się szeroko. - I czerwony sweter długi.
- Bo lubię ten kolor... i jest w miarę ciepłym kolorem... ale chciałbym taki dłuuugi - dodał wtulając się w niego, bo tu czasem zimno jest... i nie mogę ciągle nosić tej twojej bluzy, bo w końcu trzeba będzie ją do prania włożyć - zrobił smutną minkę.
- Tobie też coś kupimy dobrze? No bo ja widziałem taką fajną marynarkę, w której na pewno wyglądałbyś ekstra - zarumienił się trochę.
Ryu skinął głową ciesząc się, że Jun się zgadza, po czym zamknął na chwilę oczy.
- Poleżymy tak chwilę a potem mnie pouczysz?
Uwaga, to jest mój czwarty komentarz. Najpierw te same pytania co wcześniej:
- Jak tam Ci się podoba moje Miasto?
- Mieszkasz w akademiku czy gdzieś na pokoju?
- Idziesz jutro na inaugurację?
- Zdenerwowana? ]
Ryu starał się jak mógł i przez trzy tygodnie normalnie uczęszczał na skypowe zajęcia. Dopiero potem podupadł na zdrowiu na tyle by nie mieć sił tego robić. Ale nawet wówczas starał się w chwilach lepszych nadrabiać zaległości. W środę postanowił nawet zrobić Junowi niespodziankę i kiedy wiedział, że ten ma przyjść zszedł na dół, wspierając się na kroplówce. Miał na sobie niebieski sweter i czarne spodnie dresowe. Ten wyczyn zajął mu dobre 20 minut, ale nie przejmował się. Przycupnął na krześle w poczekalni i kiedy zobaczył wchodzącego Juna wstał i pokiwał do niego ruszając powoli w jego stronę.
- Hejka - przywitał się z nim, szczerząc się radośnie i nieco drżąc z zimna, które Jun wpuścił do szpitala. - Pójdziesz ze mną na gorącą czekoladę? Prooszę - poprosił go zaraz. - Wiesz na co mam taką ogromną ochotę? Na zupę miso... brakuje mi tu japońskich smaków - przyznał szczerze
[Nie denerwuj się, to formalność. Będzie indeks, przysięga dobrego studenta, a potem impreza integracyjna, na którą możesz iść lub nie. Zależy od ciebie :) A no i wcześniej trochę ględzenia ważniaków z uczelni. Generalnie warto zobaczyć raz, na resztę lat, radzę olać 1 października :P]
- Zrobisz mi na jutro? Super - Ryu ucałował go lekko, po czym ruszył powoli w stronę kawiarenki. - Od dzisiaj jestem sam w sali. Mojemu współlokatorowi się pogorszyło - rzucił spokojnie. - Będzie więcej swobody - uśmiechnął się.
[ To powodzenia :) I miłej zabawy :D]
- Nie tak źle - odparł swobodnie chłopak, przesuwając ostrożnie stojak z kroplówką i stawiając kolejne kroki do przodu. - To znaczy mam problem z uczestnictwem w zajęciach, bo szybko się męczę, ale profesorowie przesyłają mi prezentacje i notatki, więc potem sobie nadrabiam - uśmiechnął się szczerze. - Lekarz nawet powiedział, że jak dziś przyjdziesz, to możesz mnie zabrać na spacer do parku - dodał z jeszcze większym uśmiechem. - Tylko na wózku będę - dodał zaraz. - No i będę mógł wtedy zrobić zdjęcia... jest takie zadania do zrobienia. Jesienny krajobraz - spojrzał na niego spokojnie. - No i chciałbym też wysłać parę do pracy i przygotowuję zdjęcia do artykułu dziewczyn na uczelni. No i fajnie tak spędzić trochę czasu na zewnątrz.
- No bo póki mogę chodzić, to chciałbym chodzić - wyjaśnił mu cicho. - Na dłuższe wyprawy to nie, wiadomo... ale po ciebie chciałem przyjść o własnych siłach.
- Ale ja się nie męczę. Ja się cieszę, kiedy mogę kawałek przejśc o własnych siłach, no i lekarz powiedział, że póki mogę to mam to robić, tylko bez przesady - uśmiechnął się szczerze do Juna. - Ne... jak się zmęcze to Ci na pewno powiem - zapewnił go robiąc znów kilka kroków. - Tylko strasznie wolno chodzę, wiem.
Ryu wzruszył lekko ramionami.
- Chyba w miarę dobrze. Nie spanikowałem ostatnie dwa razy - uśmiechnął się lekko. - I mam dużo pozytywów w zeszycie. Dam ci poczytać potem jak chcesz - uśmiechnął się szerzej i przystanął by na moment odsapnąć. Zostało mu najgorsze 10 metrów. Lawirowania między stolikami.
- Ale na kanapie, bo mi troszkę simno i chciałbym kocykiem się okryć - przyznał szczerze Ryu, powoli odnajdując wolną kanapę i siadając na niej z westchnieniem ulgi. Owinął się zaraz kocykiem i przytulił mocno do Juna, kiedy ten do niego dołączył. - Dla mnie gorąca czekolada.
- Dużo cieplej - zapewnił go Ryu. - Ale będziesz mnie chyba musiał trochę ponieść w drodze do sali - powiedział przepraszająco, mocniej się w neigo wtulając. - W moich pozytywach ciągle piszę, że mnie odwiedzasz i się uśmiechasz i o siebie dbasz.
- A zostaniesz dziś trochę dłużej? - zapytał cicho siadając mu na kolana i mocno tuląc.
- Uhm, ale masz Keia, nie? Uhm wygonisz go do Japonii? No bo przecież ma żonę i córcię - szepnął cicho Ryu. - Nie chcę żeby coś mu się popsuło przeze mnie - wyjaśnił cicho. - Tylko, tylko nie tak od razu, bo ja bym chciał się z nim pożegnać też...
- No i Keiichiro mówił, że już mają bilety i nie mogą się doczekać - uśmiechnął się szczerze Ryu. - Lekarz powiedział, że będę mógł spędzić całe święta w domku. Całe dwa tygodnie - dodał wesoło. - I wiesz co? Obejrzymy fajerwerki na tarasie i zjemy dobre jedzonko... - rozmarzył się trochę. - Tylko uhm... tylko nie wiem jak ci prezent kupię jeszcze - szepnął ale tak jakby sam do siebie. - Ne, Jun-chan... dzisiaj po spacerze wypijemy herbatki i potulisz mnie w łóżku?
- Nawet jak będę musiał dużo leżeć i odpoczywać? - zapytał go, żeby się tylko upewnić, po czym ucałował go mocno i wziął kubek z czekoladą w swoje ręce upijając z niego porządny łyk. - Pycha, dawno nie piłem czekolady.
[ Oj sorki że dopiero teraz. Jak tam pierwszy dzień? Opowiadaj! Jestem niezwykle ciekawa co mnie ominęło... - skubańce nie chcieli mnie przyjąć bez wyników z matury ale za to z licencjatem z angielskiego. No wiesz... chciałam zamiast matury z angola pokazać dyplom. Nie... nie chcą tak :(]
Ryu wtulił się w niego z ulgą i upił znów trochę czekolady.
- W pokoju mam całą listę rzeczy które potrzebuję - zacisnął nieco wargi. - Tam są 4 książki i 3 mangi, ale je trzeba kupić... kupisz? Proszę. Oddam ci - obiecał szybko. - No i tę miso... uhm a mógłbyś poprosić Keia, żeby ją zrobić? Ja lubię twoją miso, bardzo nawet ale chciałbym zjeść taką jaką robiła mama... tylko Kei ją taką robi. Ja też nie umiem.
[Fajnie... :) Może mnie kiedyś pouczysz trochę :P W rok na pewno wyprzedzisz moją znajomość języka :)]
- Pasuje - wyszczerzył się do niego Ryu. - I jeszcze twoją bluzę... dam Ci do prania dobrze?
[Ej no... to kiedy się spotykamy na pierwszą lekcję dla takiego głąba jak ja? Dodam że najlepszy punkt rozpoznawczy w Toruniu to pomnik Mikołaja Kopernika. Tubylcy umawiają się "pod Kopcem" xDD]
- Na pewno - ucałował go w nosek i skończył czekoladę. - Ale poniesiesz mnie do sali?
[No tak, ale od czegoś trzeba zacząć nie? Też od tego zaczynałam - Hajimemashite, yoroshiku onegai shimasu, goochisama, itadakimasu, sumimasen, iie, moshi moshi - i parę innych. Za dużo tych grzecznościowców mają :P Niektóre są wg mnie niepotrzebne i chyba nigdy nie zrozumiem ich sposobu odnoszenia się do siebie... ale to normalne, nie? W końcu jesteśmy Polakami :P]
- Dobrze - Ryu objął go jedną ręką, w drugiej trzymając kroplówkę. - Niedługosię skończy. Do parku pojedziemy bez niej - uśmiechnął się szeroko.
[Nie to co my chamy xD]
- Poleżę - zgodził się chłopak, nie chcąc się kłócić. - Ale nie długo - dodał zaraz śmiejąc się lekko, a kiedy dotarli do jego sali od razu położył się do wyrka.
- Un, no aż mi zdejmą kroplówkę, a potem możemy iść - wyszczerzył się do niego na moment zamykając oczy. Zmęczył się trochę, ale tak bardzo chciał wyjść do parku, że nie zamierzał zasypiać. - A co u ciebie Jun-chan?
- Jak to robi? - zainteresował się, kładąc się na boku i podkładając sobie rękę pod głowę, by mu było wygodniej. Spojrzał na niego zainteresowany. - No bo nie wiem jak ja powinienem cię podrywać.
Naoki wysiadł z samochodu i odetchnął głęboko. Australia była pięknym krajem, ale niestety szybko ich urlop się skończył. Teraz mógł jedynie liczyć na kilka godzin od czasu do czasu z jego zabieganym panem policjantem. Tego dnia wylądował w miasteczku obok Yukan by zrobić zakupy. Zamierzał potem wrócić do Yukan i przygotować pyszną kolację, którą zaniesie Hirokiemu. Niestety ten plan miał się nie spełnić, a to za sprawą jego głupiego ojca, który pojawił się tuż przed sklepem jakby wyrastając spod ziemi.
- Naoki, skończ już te wygłupy i wracaj ze mną do domu - rzucił chłodno mężczyzna, łapiąc pobladłego nieco syna za łokieć i biorąc go na stronę. - Przejmiesz po mnie firmę i zaczniesz działać...
- Jak mnie znalazłeś? - zapytał go przez zęby mężczyzna. - Nikomu nie podałem mojego nowego adresu.
- Mam swoje sposoby, poza tym gazety trąbiły o bohaterskim nauczycielu z niewielkiej wioski Yukan - fuknął. - Zdjęcie wyraźnie wskazywało na ciebie - rzucił spokojnie.
- Ach to... - Naoki zgrzytnął zębami. Że też ta sytuacja musiała rozrodzić się na taką skalę. - Nie ważne. Nie wrócę. Wydziedziczyłeś mnie przecież. Daj mi już święty spokój. Teraz mi dobrze.
- Z tymi długami? Uważaj bo ci uwierzę - prychnął mężczyzna.
- Spłacam je, a poza tym to nie twoja...
Chłopak nie skończył, bo jego ojcu odechciało się rozmowy. Przyłożył mu porządnie w brzuch, a potem poprawił rozkwaszając mu nos. Naoki odepchnął go ale to nic mu nie dało. Ojciec był zwyczajnie silniejszy. Uderzył jeszcze parę razy głową o ścianę i osunął się o niej, gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa.
- Prędzej czy później do mnie wrócisz. Módl się, żebym wtedy cię chciał - jego ojciec jeszcze raz go kopnął i wyszedł z alejki poprawiając swój drogi garnitur. Naoki powiódł za nim wzrokiem, choć obraz mu się rozmywał, po czym po kilku długich minutach wstał. Pozbierał swe zakupy i podpierając się ścian budynków, nieco po omacku skierował się na komisariat policji. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak wygląda. Czuł tylko spływająca krew z nosa.
- Chciałem zobaczyć się z Hirokim - wyjaśnił mężczyźnie, któremu oczy rozszerzyły się z przerażenia.
- Już... ja... zaraz sprawdzę czy może cię przyjąć... usiądź - poradził mu tylko doprowadzając chłopaka do fotela i sadzając go na nim. Następnie popędził do sali narad, gdzie zespół Hirokiego obradował nad kolejną sprawą. - Jacky! Myślę, że musisz przerwać to spotkanie i wyjść do poczekalni. Twój chłopak tu jest i... no nie wygląda za dobrze.
Ryu roześmiał się serdecznie, ale zaraz zmarszczył lekko brwi i zastanowił się trochę.
- Hm ale bluzki z dekoltem... nie mam co ci pokazywać. Nie będę mógł takich nosić - zmartwił się trochę. - Domowe słodycze idzie zrobić... Na święta zrobimy razem pierniczki? Ja cię poinstruuję a ty zrobisz i razem powycinamy? - zaproponował zaraz.
- Hiroki - odetchnął z ulgą widząc go przy sobie. Na moment odłożył chusteczkę, którą dostał od jednego z policjantów. Trzymał ją cały czas przy nosie. - Nic mi nie jest, chciałem tylko zapytać kiedy kończysz... bo nie dam rady sam dojechać do domu - wyjaśnił mu nieco blednąc.
- I będziemy je jeść razem z gorąca czekoladą. Wiesz... żeby tak maczać w niej - uśmiechnął się szerzej. - Kocham cię - dodał zaraz. - Un no wiem niby... ale chciałbym też cię po podrywać... to takie złe? Chris powiedział, że na pewno się ucieszysz...
- Nie miałem do kogo przyjść, kto by... uhm był wolny. Nie chciałem ci przeszkadzać - wyjaśnił mu cicho, odruchowo przytulając głowę do jego piersi i przymykając oczy, ale nie zasypiając. Wiedział, że lepiej by jednak nie zasnął. - Zrobiłem zakupy... tobie też.
- I będziemy je jeść razem z gorąca czekoladą. Wiesz... żeby tak maczać w niej - uśmiechnął się szerzej. - Kocham cię - dodał zaraz. - Un no wiem niby... ale chciałbym też cię po podrywać... to takie złe? Chris powiedział, że na pewno się ucieszysz...
- Nie miałem do kogo przyjść, kto by... uhm był wolny. Nie chciałem ci przeszkadzać - wyjaśnił mu cicho, odruchowo przytulając głowę do jego piersi i przymykając oczy, ale nie zasypiając. Wiedział, że lepiej by jednak nie zasnął. - Zrobiłem zakupy... tobie też.
- Un ale to jaki to ten mój sposób? - zapytał go Ryu. - Ja no wiesz, nigdy nie podrywałem nikogo - wymamrotał. - Jaki to sposób? Co ci się podoba? - zapytał spokojnie. - Jak ty podrywasz facetów?
Naoki posłusznie nic więcej nie powiedział. Skrzywił się tylko kiedy dotknął głową podgłówka w samochodzie Hirokiego. Został po tym też ślad jego krwi. Pilnował się od tego momentu by bardziej mu auta nie zapaskudzić, a w poczekalnie oparł głowę o ramię Hirokiego, przez chwilę licząc w milczeniu roztrajające się kawałki. W końcu jednak się odezwał.
- Hiro-chan, bardzo mi słabo - przyznał cicho, bo adrenalina zdążyła z niego już zejść.
- Mou mógłbyś mi trochę pomóc... jestem zielony na tym polu - wymamrotał chłopak chowając się całkiem pod kołdrę. - No to jak ty podrywałeś swoich mężczyzn? No bo mnie nie musiałeś...
Chłopak nie bardzo pamiętał całe to badanie. Musiał stracić przytomnośc gdzieś w jego trakcie, a kiedy się obudził leżał w łóżku Hirokiego z bandażem na głowie i opatrzonym nosem, a także bandażem na brzuchu dla usztywnienia żeber. Spróbował usiąść ale syknął tylko z bólu ponownie opadając na poduszki.
- Hiroki? - zawołał go nieco ochrypłym głosem. - Ja... uhm co się stało?
- Właśnie go pytam i nic mi nie chce pomóc - naburmuszył się nieco. - Poszukam sposobów w internecie. Będzie to twoja wina - wycelował w niego palec.
- Uhm... mogę zostać tu u ciebie na noc? - zapytał tylko patrząc na niego i chwilę potem odwracając wzrok. - Tata mnie dopadł... chciał bym z nim wrócił do Tokio, a ja nie chciałem... no i trochę się zdenerwował - uśmiechnął się do niego krzywo. Nie chciał przed nim nic kłamać. - A potem... pomyślałem, że będziesz trochę zły... że dzwonię jak pracujesz... więc chciałem przyjść i poczekać aż skończysz, ale twój kolega spanikował...
- Nic nie wymyślę. Internet wymyśli - zrobił smutną minę i obrócił się na drugi bok. - Albo będę chodził w dekoltach - dodał jeszcze.
- Nie szukaj - potrząsnął przecząco głową i skrzywił się znów. - On tylko lekko uderzył. To nic - uśmiechnął się nieco. - Zapamiętam... tylko mówiłeś rano 3 razy... że będziesz miał bardzo ważne spotkanie - wyjaśnił dlaczego nie dzwonił. - Chciałem ci kolację zrobić.
- No to rozerwę koszulkę na strzępy - wysunął taką propozycję. - i będę nosił tonę makijażu...
Naoki skinął lekko głową. Wiedział, że Hiroki ma rację, ale jednak strasznie nie chciał robić ojcu problemów.
- To ja... ja się przeprowadzę - zaproponował taką opcję.
Ryu nadal się do niego nie odwracał, tylko patrzył przed siebie.
- Mógłbyś mi dać jakąś wskazówkę chociaż... podpowiedzieć co cię podnieca - wymamrotał w końcu.
Brunet pokręcił przecz ąco głową, krzywiąc się przy tym odrobinę, po czym złapał Hirokiego za rękę w jego pierś. Zamknął oczy wdychając jego wodę kolońską i odprężając się nieco. Czuł się bezpiecznie.
- Wniosę pozew i co? - zapytał go cicho, zaciskając dłonie na nadgarstkach Hirokiego, by nie pokazać mu jak się boi. - Nie mam świadków, nagrania, nic. Mogę powiedzieć, że to on mnie pobił, ale to będzie moje słowo, przeciw jego słowu. On ma adwokatów, obrońców... nie uda mi się z tym wygrać - uśmiechnął się krzywo. - Poza tym wszystko spadnie na mnie... że jestem wyrodnym synem, pewnie powie jeszcze że go okradłem - - nabrał powietrza do płuc. - Bo sprzedałem swoje mieszkanie w Tokio... które on mi kupił. Niby się zgodził, ale już mi to wyrzucał... że mam mu kase oddać. Nic mi nie będzie... lekarz coś mowił? Coś mi jest+?
Naoki uwielbiał swoich uczniów. Zaczynała mu się podobać ta robota i zaczynało mu na nich zależeć. Toteż kiedy zobaczył jednego ze swoich uczniaków siedzącego posępnie na parapecie podszedł do niego i postawił obok niego puszkę herbaty.
- Cześć Yuji - przywitał się z uczniakiem. - Co tak posępnie dzisiaj? Zobacz... pogoda dopisuje - przysiadł się obok niego na parapecie i otworzył swoją puszkę z mrożoną herbatą.
Ryu westchnął ciężko nadal nie zadowolony z odpowiedzi, ale już nic więcej nie mówiąc. Lekarz wszedł do jego sali pół godziny później. Odpiął go od kroplówki i zakleił miejsce na nią, by nic się Ryu nie stało, po czym spojrzał na chłopaka i Juna.
- Zasady wyjścia są proste - oznajmił. - Ryu ubiera na siebie bluzę i kurtkę oraz szal. Czapki nie trzeba ale fajnie by było gdyby bluza miała kaptur. Jak będzie mocniej wiało, ma się on pojawić na tej głupiej głowie - zmarszczył lekko brwi, a Ryu pokazał mu język i też lekko westchnął. - Wyjście może trwać nawet 3 lub 4 godziny. Tylko wróćcie przed 22. No i jak zrobi się zimno wtedy też lepiej skrócić spacer - wyjaśnił choć sądził, że Jun to wie. - Jeśli nie chcecie go skrócić, to schować się w jakiejś fajnej kawiarni... no i najważniejsza sprawa to dobrze się bawić. Zrób masę zdjęć i ma być uśmiech jak wrócisz - spojrzał wesoło na Ryu i wyszedł z sali.
- To dobrze - ucieszył się Naoki, wtulając się mocniej w mężczyznę. - Mógłbym... przez tę parę dni u ciebie pomieszkać? Jutro przyprowadzę moje psiaki po szkole - zapytał z sercem na ramieniu. Naprawdę teraz nie chciał mieszkać sam, ale wolał nie przeszkadzać też Hirokiemu. - I przepraszam. Przeze mnie musiałeś szybciej wyjść z pracy... mogłem sam iść do szpitala, ale... jakoś wtedy na to nie wpadłem - przyznał bez bicia trochę się przy tym śmiejąc.
- Klasyczny przypadek posępnego myślenia - westchnął Naoki upijając trochę ze swojej puszki. - Zamiast się cieszyć, to wyszukujesz jakieś dziwne pomysły - wywrócił oczyma. - Jeśli Kazuo będzie chciał to wróci na boisko. Jeśli nie w liceum, zrobi to na studiach - poczochrał ucznia po włosach. - A ty, jego kulka radości, powinieneś skakać tutaj i być całkiem szczęśliwy że już z nim lepiej. Niedługo odzyska siły i będzie mógł z tobą uczestniczyć w pełni, w życiu uczniowskim.
- Tak jest, szefie - Ryu wywrócił oczyma i założył kurtkę dość ostrożnie, po czym zapiął się pod sama szyję i okręcił się szalem. Wziął też aparat i powoli przesiadł się na wózek. Pozwolił tez Junowi okryć go kocem, wcześniej zakładając buty. - Ty prowadzisz - uśmiechnął się do niego zadowolony że może wyjść ze szpitala na trochę.
- I nie jesteś na mnie zły? Nic a nic? - upewnił się tylko, całując jego usta raz po raz. - Ale potem przyjdziesz nie? Bo nie chciałbym żebyś mi padł tam w pracy - wtulił się w niego mocniej. - Bo kto mnie wtedy obroni?
Naoki zastanowił się chwilę, milcząc i obserwując korytarz szkolny.
- Jeśli nie chce iść na studia, to wciąż nie przekreśla mu możliwości grania. Są przecież różne kluby - zauważył spokojnie. - Rozumiem, że jest ci przykro widząc go takiego... tylko skoro już wiesz, że tak jest, to spróbuj spędzać z nim tak czas, by miał więcej energii - zaproponował takie rozwiązanie.
[lece biegać, będę za 1,5 godziny. będziesz jeszcze? xD]
- Taki plan bardzo mi się podoba. Potem możemy jeszcze zajśc do sklepu i kupię sobie coś do szamania na wieczór - uśmiechnął się szeroko.
- Pewnie, że będzie. A co byś chciał? Jakieś specjalne życzenia? - zainteresował się chłopak spoglądając na niego.
- Mhm... dla chcącego, nic trudnego Yuji - poczochrał go po włosach. - Wystarczy 50% chęci, 35% upartości i odrobina talentu.
[ide się jeszcze umyć bo śmierdzę xD i jestem[
Ryu nastawił sobie odpowiednio aparat i pierwsze zdjęcie strzelił Junowi a potem już poczekał aż znajdą się w parku. Na dworze było chłodno, ale przyjemnie. Wiatr o dziwo był całkiem ciepły.
- Pojedziemy tam nad staw też? - zapytał go chłopak.
- Uhm ok, jutro może zostanę jeszcze w domu. Jak będę źle się czuć - szepnął Naoki. - Zostawisz mi klucze?
- Wiem, Yuji, nic nie jest łatwe - wyjaśnił mu Naoki. - Ale chodź - klepnął go w ramię. - Dam ci darmową lekcję w-fu - dodał z uśmiechem.
- Nie - odparł cicho. - Ale na uczelni parę tak... ale nie mogę wszystkich wykonać, bo nie mam jak... te które mogę to robię - wyjaśnił patrząc na niego z uśmiechem. - Ale chciałbym z tobą zrobić jedno zdjęcie. Tak żeby mieć. Zrobimy sobie selfie? - zapytał wystawiając dłoń z aparatem w górę i czekając aż Jun się schyli.
Naoki skinął tylko głową zasypiając. Hirokiego obudził dzwonego do drzwi o 3 nad ranem.
- Przenosimy imprezę do ciebie do domu - oznajmił spokojnie Yasu. - Żebyś miał Naokiego na oku i pracę pod nosem - ziewnął nieco i zanim mężczyzna zdążył zaprotestował cały jego zespół wszedł do salonu i rozpoczął montowanie, a Yasu wziął Hirokiego na stronę.
- I jak? Kogo szukamy tym razem? - zapytał, bo widział jak zmartwiony był jego przyjaciel wcześniej tego dnia.
- Chodziło mi o dodatkową - położył mu ręce na ramionach i poszedł z nim do sali gimnastycznej. Podał mu sprzęt do wspinaczki. - Idziemy na pobliski klif - poklepał go po głowie. - Pokonasz go i masz spokój z kozłem do końca roku - uśmiechnął się. - No i zobaczymy czy chęci i starania są kluczem do sukcesu.
- Wiem, ale jakoś głupio mi cibie o to prosić ciągle - uśmiechnął się lekko chłopak i przejrzał zdjęcie. - Wyszło nieźle - wyszczerzył się do niego, podając mu aparat, by mógł obejrzeć. - Chciałbym też zrobić parę ujęć z kolorowymi liśćmi.
- No dobra, ale skoro on nie chce, ty i tak możesz tego sprawcę trochę postraszyć - zauważył cicho Yasu, ale dalej się nie wtrącał. - Nic mu nie będzie, tak? - upewnił się tylko, po czym wręczył Hirokiemu skrót ich dochodzenia, po czym poszedł do kuchni, żeby zrobić sobie kawę.
- Nie ma takiej opcji - pokręcił przecząco Naoki. - Będę cię asekurował. Zobaczysz, że po wszystkim będzie ci lepiej - oznajmił spokojnie.
Ryu zrobił kilkanaście zdjęć. Zróbił je ze słońcem wpadającym przez liście. W końcu skończył zabawę z aparatem, kładąc go na kolanach.
- Jun-chan, usiądziemy na chwilę? Znaczy z tobą? - zapytał go z uśmiechem.
- Jasne, będziemy cicho - obiecał mu Yasu, siadając na kanapie i jeszcze raz przeglądając papiery. - Dobra, więc sytuację mamy dość niejasną, ale wiemy że był to mężczyzna koło 30 - 40 lat. 1,70 cm...
- Nie ma strachu. Jak nie dasz rady to nic się nie stanie. Przynajmniej spróbuj - poradził mu Naoki.
- Lubię tak spacerować - szepnął, wstając z wózka, by usiąść na kolanach Juna. Wtulił się w niego mocno. - Cieszę się, że mogliśmy razem wyjść na spacer.
- Krew jest, szefie - odezwała się jedna z policjantek. - Ale nic nam nie dała, bo facet nie był karany. Nie ma go w bazie danych. Mamy tylko grupę krwi. Niestety nie jest szczególna 0 RH+ - podała mu kolejny dokument. - Włosów nigdzie nie ma...
- Żeby cię trochę zmusić do sportu. No i żebyś się rozweselił odrobinę. A reszta plusów po zdobyciu klifu - uśmiechnął się lekko.
- Będzie fajnie - zgodził się z nim, przymykając trochę oczy kiedy się tak w niego wtulał. - No i nie jest tak zimno - dodał. - Kiedy będziesz robił kolejne zajęcia praktyczne? Będę je mógł jako,ś zaliczyć?
- Sprawdziliśmy już to szefie. Ofiara miała brata o takim rysopisie, ale ten brat siedzi w Australii. Skontaktowaliśmy się z nim, cały czas był w szpitalu. Jego żona rodziła - odchrząknął jeden z jego pracowników. - Mamy jeszcze dwa typy, sprawdzamy to.
- Wiesz, często przydaje się też zmiana środowiska na trochę. Chodź i nie marudź - wywrócił oczyma.
- To dobrze, chociaż u ciebie - ucałował go mocno. - Ne... ale nie przychodź w środę w przyszłym tygodniu - poprosił go. - Moi profesorowie wpadną, bo jakiś test mam napisać - wyjaśnił. - Znaczy możesz przyjść ale jako nauczyciel.
- Sprawdzamy, ale no wiesz szefie... dużo osób o takim opisie i z tą krwią jest - westchnął jeden z mężczyzn. - Zaraz wydrukuję liste i będę ich wszystkich pokolei sprawdzał.
- Chodź Yuji - Naoki przestał patrzeć na sprzeciw ucznia. Czasem trzeba było ich trochę zmusić do działania, a ten był wyjątkowo oporny. No i wyjątkowo opornie nie wierzył w swoje własne umiejętności.
- I Jun-chan? A:e jutro musowo chcę zupkę miso - wyszczerzył się do niego spoglądając na swoje dłonie, po czym wsunął dłoń w rękę Juna, złączając ich palce razem. - Będziesz mnie kochał już zawsze?
Naoki obudził się koło 5.30 z wielkim bólem głowy i podwyższoną temperaturą. Słysząc głosy za ścianą, okręcił się znalezionym kocem i podpierając się nieco ściany wyszedł z sypialni.
- Kontynuujcie - wychrypiał, kiedy wszyscy nagle umilkli. - Ja tylko... pójdę do kuchni... nic nie słyszę... a jeśli już to i tak nie zapamiętam... - zapewnił ich, potykając się o coś i ratując się upadkiem na pufę.
- To dobrze, bo ja cię też. Naprawdę. Mocno - zapewnił go obejmując go mocno ramionami i wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Idziemy do kawiarenki?
- Znów ci przeszkadzam... Hiro-chan, może ja pójdę jednak do siebie? - zapytał go okrywając się znów mocno kołdrą. - Głowa mnie trochę boli - wyjaśnił mu skąd może brać się temperatura.
- Na lody z bitą śmietaną i polewą czekoladową. Może być nawet i tylko jedna gałka - uśmiechnął się szeroko. - I herbatkę, bo z czekolada się zasłodzę - dodał zaraz.
- Okay... myślisz, że powinienem odwołać jutrzejsze zajęcia? - zapytał go tylko, żeby za bardzo mu nie przedłużać. - I uhm zrobisz mi herbaty? Proszę... - poprosił go kiedy już przełknął oba leki i znów opadł na poduszki.
Ryu już swoim zwyczajem posmakował zestawu Juna, a potem dał mu trochę swojego i zabrał się za pałaszowanie.
- A wiesz... fajnie byłoby kiedyś pójść na koncert - uśmiechnął się szeroko. - Koncert Tomo-senpaia - dodał jeszcze.
- Ok, złapcie go szybko - poprosił go jeszcze Naoki, na moment łapiąc go za rękę, po czym pozwolił mu wrócić do salonu gdzie Hiroki otrzymał aplauz pełen gwizdów i oklasków.
- Frosty! Ty masz serce!
- I to jakie!
- Wow, stary... tego się po tobie nie spodziewałem...
Yasu tylko chichotał pod nosem, widząc lekkie zmieszanie przyjaciela.
- Uhm ale na jaki? Ja bym chciał na coś podobnego do Tomo-senpaia... tj chodzi mi o taką muzykę - wyjaśnił z uśmiechem. - Akustycznie, albo tak spokojnie z gitarką i pianinem - uśmiechnął się lekko. - A ty?
Yasu nie skomentował jego zachowania ani jednym słowem. W duchu tylko cieszył się, że jego przyjaciel znalazł sobie kogoś kto trafiał do jego serca i go otwierał. Wydobywał z niego to co najlepsze.
- Hiroki, spójrz tutaj - Yasu wskazał mu jedno ze zdjęć zbrodni. - Mamy lustro... może udałoby się je powiększyć i zobaczyć odbicie mordercy? - zaproponował.
Ryu skinął głową zadowolony z takiego obrotu spraw.
- A do kina też pójdziemy. Na premierę gwiezdnych wojen - wyszczerzył się do niego. - Kocham cię - ucałował go ukradkiem.
Około 6 rano, spec komputerowy miał już powiększone zdjęcie i wyostrzony profil, który teraz wrzucił w baze danych szpitala. Wraz z grupą krwi i wymiarami wyskoczyło im 4 kandydatów.
- Okay to już coś - uśmiechnął się Yasu.
- Mogę spróbować twojego? - zapytał go chłopak wtulając się w ramię mężczyzny i patrząc na niego maślanymi oczkami. - Proszę, proszę, proooszę?
- Tak jest - jego zespół zaczął zbierać się do wyjścia. Yasu został, by pomóc posprzątać w mieszkaniu.
- Wybacz za taki najazd na twój dom - przeprosił go szybko. - Wyśpij się teraz.
Ryu uśmiechnął się do niego szeroko.
- Smaczne, ale moje lepsze - pokazał mu język upijając łyk herbaty i wracając do swojego deseru. - Ale do teatru to bym nie chciał iść. Jakoś się tam nie widzę - przyznał ze śmiechem.
Kiedy Naoki poraz kolejny się przebudził znalazł Hirokiego tuż przy swoim boku. Przytulił się do niego delikatnie, poprawiając na nim kołdrę/. Ucałował go jeszcze w policzek, po czym wyślizgnął się z jego objęć. Ubrał leżący na komodzie dres Hirokiego, nieco za duży ale bardzo mu się podobał i poszedł zrobić sobie coś do picia. Dopiero potem usiadł w salonie oglądając trochę telewizję.
- Wiem - uśmiechnął się lekko. - Ale jakbyś bardzo chciał to z tobą pójdę - wyjaśnił cicho, bo nie chciał żeby wyszedł na egoistę. - Bo chciałbym zrobić też to czego ty chcesz...
- Hej - przywitał się z nim Naoki pijąc już drugą herbatę. - Lepiej, głowa jeszcze boli i żebra dokuczają, ale nie mam temperatury - uśmiechnął się. - Do końca tygodnia mam wolne... znaczy dzisiaj i jutro, a także weekend - dodał jeszcze. - To dobrze, bo nieco mi jeszcze słabo - posunął się na kanapie, by zrobić mu miejsce.
- No skoro tak twierdzisz - Ryu skinął lekko głową, zajadając się zaraz swoimi lodami. Skończył już bitą śmietanę i teraz dłubał łyżeczką w gałce lodu.
- Mogę tutaj? - zapytał go zaraz. - Przyniosę sobie kocyk i poleżę tutaj - uśmiechnął się nieco.
- Ja ciebie też - zapewnił go cicho chłopak, przytulając się doń mocniej. - Kocham, kocham, kocham.
- Dzięki - Naoki wstał i wziął sobie kocyk, który leżał na krześle, po czym okrył się i położył wygodniej na kanapie.
Chłopak zmieszał się trochę. Nie chciał robić Junowi problemu, ale teraz już było na to nieco za późno. Przełknął głośno ślinę.
- Hej Mark... - przywitał się z nim spokojnie. - Uhm Jun jest przyjacielem mojego brata - mruknął spokojnie, mówiąc mu prawdę. - I uhm wolałbym, żeby... no wiesz, na uczelni... ta wersja była tą dobrą.
- A co dobrego nam zrobisz? - zapytał go Naoki spoglądając za nim.
- Um będziemy bardziej uważać - obiecał mu chłopak, ale zaraz zaproponował by się o nich przysiadł. - Po prostu myślałem, że nikt nie chodzi do cukierni, które są obok szpitala... to dość daleko od uczelni - zauważył uśmiechając się słabo.
- Taką z boczkiem i serem i bułeczką z masłem? - zainteresował się Naoki dopijając swoją herbatę i odkładając kubek na stół. - Kocham cię wiesz? Nie zrobiłem ci wczoraj zbyt dużego obciachu?
- Dzięki - Ryu uśmiechnął się nieco. - Mnie też nudno w tym łóżku... ale staram się jak mogę być grzecznym - dodał z nieco szerszym uśmiechem. - Odwiedzaj mnie częściej - poprosił, bo fajnie było mieć kumpla.
- Mhm przepraszam - Naoki poczochrał się lekko po włosach. - No wiesz... nigdy nie poznałem cię bez serca.
- Poważnie? Mnie nic o tym nie wspominałeś, Jun-chan - spojrzał na mężczyznę pytająco. - A kiedy Was zabiera? - zainteresował się zaraz uśmiechając szeroko. - Kostnica jest ciekawa.
- Okay - chłopak skupił się póki co na reklamach, bo nic ciekawego w TV nie było. Pozwolił Hirokiemu przygotowywać śniadanko w spokoju.
- Tam można dobre zdjęcia zrobić - przyznał szczerze Ryu, opierając głowę o ramię Juna i chwilę tylko oddychając. - Jak już was zabierze... to ja chcę raport jak było - wyszczerzył się do Marka.
- Pachnie cudnie - Naoki usiadł na kanapie i zabrał się za swoją jajecznicę. - Podebrałem ci dresik - zauważył z szerokim uśmiechem. - Taki cieplutki jest - dodał wesoło. - Mhm wyszła ci - skomentował zaraz. - Pychotka.
- Miałem - zgodził si,ę. - Część ze zdjęć na prezentacji Juna jest moja - pochwalił się i pokazał Markowi język widząc jego zaskoczoną minę. - W domu mieliśmy kostnicę, a Jun u nas pracował - rzucił z uśmiechem.
- Oj tam, oj tam... na pewno masz więcej dresów - wyszczerzył się do niego chłopak. - Zrobię nam jakiś pyszny obiadek potem... jak mi pozwolisz wstać z wyrka.
- No to nie widać, że pan profesor pierwszy raz uczy - przyznał bez bicia Mark, po czym spojrzał na Ryu. - W takim razie pokażę ci, że zrobię lepsze zdjęcia, niż te twoje - wyszczerzył się do niego,. - A wtedy będziesz musiał ozdrowieć by wrócić i mnie pokonać - dodał wesoło.
- Czekam na twój triumf więc - zaśmiał się chłopak kończ,ąc swoje lody.
- Psiakami też? - zapytał go spokojnie. - A wieczorem weźmiemy razem kąpiel - dodał weselej.
- Wyzdrowieję - zgodził się tylko, upijając łyk herbaty. - I wtedy wrócę do rankingu - uśmiechnął się lekko, podjadając Junowi trochę ciasta.
- Dobrze, poczekam więc na kąpiel aż wrócisz - obiecał mu całując lekko jego usta.
- Okay - zgodził się ze śmiechem. - Tylko daj znać o której wpadniesz to moje czujne ucho umówię na godzinę późniejszą - roześmiał się serdecznie.
- Nie będę - obiecał mu to jeszcze raz muskając jego usta swoimi. - Cieszę się, że mogę u ciebie zostać... troch boję się powrotu do domu.
[Hejka, jak tam? Przyzwyczajasz się do Trounia? Gdzie ten Twój facebook, o którym rozmawiałyśmy kiedyś tam :P]
- No tak... i będzie to musiał wtedy zrobić, bo już popis zrobił, kiedy mnie niósł - Ryu zaśmiał się cicho i ucałował Juna w policzek. - Ufam mu i wiem, że nie da po sobie nic poznać.
- Un, aż tak się nie boję. Po prostu no wiesz... tak nieswojo mi, ale owszem. Zamknę się tutaj na klucz - uśmiechnął się szeroko.
[No to świetnie :) A jak Ci tam w akademiku?]
- Tylko jeśli naprawdę ktoś zemdleje to się na nich nie zezłość - poradził mu chłopak, zaraz wtulając się mocniej w ramię Juna. - Boli Jun-chan... trochę boli mnie tam przy serduchu.
- Wiem kochanie. Cieszę się, że cię mam - ucałował go mocno, kończąc jedzonko. - Pycha.
[No proszę... ale to dopiero początek roku xD Na dzikie imprezy przyjdzie czas :P]
Ryu pożegnał się z Markiem, przepraszając go przy tym, że już muszą iść, ale czuł się nieco słabiej, a przecież obiecał Junowi, że zasygnalizuje jeśli coś się stanie.
- A możemy jeszcze wejść do marketu? - zapytał mężczyznę, kiedy wyszli z kawiarni i odetchnął chłodnym powietrzem. - Chciałbym coś do pogryzienia.
Naoki opadł na podusię, kiedy tylko skończył jeść, a komórka Hirokiego rozbrzmiała godzinkę później. Znaleźli faceta i właśnie jechali z nim do aresztu. Przesłuchanie zostało ustawione na popołudnie.
[A masz już jakieś kanji? Weź mi trochę popodsyłaj bo to moja zmora, a chcę w końcu to N5 zdać xD]
- Tak jest, szefie - zgodził się z nim chłopak, a kiedy weszli do sklepu wybrał sobie chrupki, czekoladę i czekoladowe mleko, które zamierzał włożyć do lodówki. - Już - uśmiechnął się do Juna.
Naoki przespał pół dnia, nieco wymęczony i osłabiony. Obudził się chwilkę przed obiadkiem.
- Hiro-chan? Lubisz takie przesłuchania prowadzić? - zapytał go. - Cow nich jest najciekawsze?
[Jaką książeczkę? Jaką, jaką? xD]
- Uhm, trochę boli, ale spacer dobrze mi zrobił - uśmiechnął się lekko, przykrywając się mocniej kołdrą. - Zostaniesz aż zasnę?
- I którego wolisz grać? Tego dobrego czy złego? - zainteresował się biorąc się za swoją porcję obiadku.
[Okay, spróbuję xD Choć ostatnio zakupiłam fiszki z 200 kanji... zobaczymy, bo może to mi pomoże :)]
Ryu zasnął spokojnie chwilę potem, trzymając jednak Juna mocno za rękę. Rozluźnił uścisk dopiero dobre pół godziny później i obrócił się na bok zasypiając już porządnym snem.
- Nigdy nie chciałeś grać tego dobrego gliny? - zdziwił się chłopak. - Przecież ty jesteś taki łagodny... i szczerze? Bardziej bałbym się Yasu - pokazał mu język.
Kolejnego dnia, Ryu przeżył kryzys. Dużo spał i nawet nie otworzył komputera by być na zajęciach, a meritum tego wszystkiego stało się, kiedy to Jun miał go odwiedzić. Chłopak obudził się z temperaturą i bólem praktycznie we wszystkim. Z wielkim wysiłkiem obrócił się na bok i wyciągnął dłoń by dosięgnąć czerwonego guzika. Jęknął cicho nie mogąc do niego dotrzeć, ale nie poddał się i kiedy musnął go palcem, ale ten się nie włączył, niemal się popłakał. Nabrał kilka głębokich oddechów i spróbował od nowa.
- Ale jakoś wciąż nie mogę sobie ciebie wyobrazić jako tego złego glinę - Naoki wzruszył lekko ramionami. - Pan Władza musiałby mnie trochę uświadomić - puścił do niego oczko.
Ryu odetchnął z ulgą i okrył się kołdrą i zwinął w kłębek.
- Nic mi nie jest - wydusił z siebie, po czym zamknął oczy. - Tylko boli wszystko - wyjaśnił mu. - Bardzo...
- Wiem kochanie, wiem... ale nie potrafię i już - wywrócił oczyma. - Będziesz musiał zademonstrować kieyś.
Ryu wtulił się w podusię i zacisnął mocno powieki, skupiając się na oddechu. Do sali wpad lekarz, kilka chwil później. Od razu zorientował się co się dzieje i podał chłopakowi lek przecwy.
- Zaraz powinno być lepiej - oznajmił, zwiększając jeszcze dawkę kroplówki.
Naoki uśmiechnął się do niego szeroko i usiadł mu na kolanach, całując go lekko.
- Kocham cię wiesz? I nie chcę cię dziś puścić do pracy - nadął policzki.
Ryu skinął głową, wciąż tylko oddychając. Dopiero kilka minut później rozluźnił się nieco. Ból przechodził, a jemu nieco wracały kolory na twarz.
- Jak tam dziś? Kiedy idziecie do kostnicy? - zapytał go cicho, nie siadając siędnak Wolał leżeć.
- Słowo? Obiecujesz? - upewnił się Naoki mocno się do niego przytulając. Miał taki kaprys i chciał trochę czasu ze swoim mężczyzną spędzić.
Ryu skinął głową, wciąż tylko oddychając. Dopiero kilka minut później rozluźnił się nieco. Ból przechodził, a jemu nieco wracały kolory na twarz.
- Jak tam dziś? Kiedy idziecie do kostnicy? - zapytał go cicho, nie siadając siędnak Wolał leżeć.
- Słowo? Obiecujesz? - upewnił się Naoki mocno się do niego przytulając. Miał taki kaprys i chciał trochę czasu ze swoim mężczyzną spędzić.
- Kochanie, ale buzia mnie nie boli... myślę że poradzi sobie z lekkim gadulstwem - puścił do niego oczko. - Poleżę, bo nie mam siły na razie siadać... masz dla mnie miso? Powiedz, że tak - poprosił go zaraz.
- Un no dobrze - ucałował go w nosek i zszedł z kolan. - Tylko wcześniej psiaki przyprowadzisz? Na pewno już tęsknią.
- Dobrze - ucieszył się chłopak, po czym trzepnął go po ręce. - Ale przestań już. Wiem kiedy mogę siedzieć, a kiedy leżeć - wywrócił oczyma.
- Um... dobrze, choć nic nie jadły od wczoraj i nie były na żadnym spacerze - skrzywił się nieco Naoki, trochę martwiąc się o swoje zwierzaki. - Zły ze mnie właściciel. Jedź już jedź - ucałował go znów i opadł na kanapę, przykrywając się kocykiem.
- Ale potem będzie zimne, a ja bym chciał zjeść na ciepło - zrobił smutną minkę, na moment zamykając oczy i oddychając głęboko. - Jakie sątwoje dzisiejsze dobre myśli?
Naoki ucieszył się, kiedy Hiroki wrócił do mieszkania. Przywitał go wraz z gotowym małym deserem. Zdecydował się na zrobienie naleśników amerykańskich i kiedy Hiroki był już w domu postawił przed nim porcję naleśników i herbatę do popicia.
- Pomyślałem... że zgłodniejesz - ucałował lekko jego usta.
Ryu skinął lekko głową, po czym wtulił się mocniej w podusię
- Uhm a pomożesz mi? Muszę do łazienki na trochę - wymamrotał cicho. - A potem do łóżka. Nie dam rady chyba sam pojechać.
- Nie - odparł Naoki. - Nie wynudziłem się. Pomyślałem, że fajnie będzie jak zjemy coś dobrego jak wrócisz... a nie chciałem wychodzić z domu, więc... po prostu zrobiłem naleśniczki - ucałował go znów i usiadł na kanapie lekko się jeszcze krzywiąc. - Troch ę jeszcze boli - wyjaśnił mu. - Ale jest coraz lepiej.
Ryu postarał się szybko załatwić swoją potrzebę i wyjechać z łazienki, a kiedy znów leżał w łóżeczku spojrzał na Juna.
- Dzisiaj ucieszyłem się bo słońce jet na dworze i mogłem mieć otwarte okno przez długi czas. Fajny wiatr tu wpadał i chłodniejsze powietrze, więc oddychałem swobodniej. Potem rozmawiałem z Markiem przez telefon i poptosiłem by dziś nie przyszedł, bo uhm no zero ze mnie pożytku dziś - uśmiechnął się lekko. - A potem przyszedłeś ty - zakończył. - I znów się lekko uśmiecham.
- A to ty nie miałeś takich niespodzianek małych nigdy? - zdziwił się, bo myślał, że jego eks-żona wiedziała jak robić takie małe przyjemności. - Dzisiaj mam mały kaprys. Chciałbym posiedzie,ć ci na kolanach i potulić się do ciebie - szepnął ciszej. - Myślę... że potrzebuję tego.
Ryu uśmiechnął się do niego.
- Chrios też jutro przyjdzie... nie przychodź jutro Jun-chan - poprosił go. - Będę wieczorem zmęczony - dodał wzdychając cicho.
- KKocham cię i jak tu będę to częściej dostaniesz takie jedzonko - ucałował go w policzek, przytulając się do niego i oddychając z wielką ulgą.
- Czekoladę mleczną - szepnął chłopak ściskając lekko jego dłoń. - I buziaka.
Naoki uśmiechnął się do niego, po czym zamknął oczy chwilę milcząc. Tulił się do niego mocno.
- Dobrze - Ryu uśmiechnął się do niego oddając mu buziaka. - Mark nikomu nie powie - zapewnił go. - To mój przyjaciel... nie powie nikomu - szepnął. - Ufam mu Jun-chan i ciesze się że wie... bo będę go mógł czasem do domu zaprosić - uśmiechnął się znów.
- Mhm jesteś najlepszy - zapewnił go Naoki. - Pójdziesz ze mną jutro na spacer?
- Zaproszę - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - Poczytasz mi troszkę? - zapytał go zaraz chłopak, wskazując dłonią na książkę widniejącą na półce. - Odrobinkę, jeden rozdział.
- Cieszę się - Naoki przytulił się do niego mocniej chwilę nic nie mówią, po czym złączył ich palce razem ze sobą. - Wiesz... tak sobie myślę... że lubię to... lubię kiedy mogę tak cię trzymać za rękę i się cieszyć że jesteś obok mnie.
Ryu słuchał go uważnie, a kiedy ten skończył nieco ziewnął kompletnie wymęczony. Wtulił policzek w jego dłoń i przysnął niemal od razu.
- O... ale dlaczego? Przecież ja im nic nie zrobiłem - zdziwił się chłopak.
Ryu zadzwonił do niego następnego dnia wieczorem.
- Jun-chan? Przyjedź - poprosił go, płacząc mu w słuchawkę. Przełykał gorzkie łzy i pilnował by oddychać. - Ja, ja... umieram - wydusił z siebie, choć tak naprawdę to po prostu fatalnie się czuł. Miał wysoką temperaturę, wszystko go bolało i co chwilę wymiotował, a lekarze skakali obok niego. W końcu jeden z nich odebrał mu telefon i rozłączył się.
- Ryu, połóż się - polecił chłopakowi a gdy to do niego nie dotarło, zmusił go do leżenia.
- Jak to polubili? O boże... przecież ja byłem prawie nieprzytomny jak mnie widzieli - jęknął zażenowany, wtulając czoło w jego pierś. - Ale Yasu ma rację - bąknął. - Możesz im powiedzieć, że Ty będziesz najlepszym prezentem... cały dzień z tobą... no i może ten seks w celi - zażartował.
Ryu zacisnął mocno powieki i zwinął się znów w kłębek, łapiąc gwałtownie powietrze w płuca. Jeden z lekarzy założył mu maskę tlenową, by mu to ułatwić ale chłopak za mocno się szamotał. Złapał tylko Juna za rąbek jego bluzy i nie chciał puścić nawet gdy lekarz spróbował do tego dopuścić. Powoli odpływał ale nie chciał zasypiać więc tylko mocniej przyczepił się do Juna.
- Mhm no dobrze... tylko niech nie przesadzają - poprosił go z delikatnym uśmiechem na ustach.
Ryu cały czas na niego patrzył. Postarał się nie szamotać tak mocno jak wcześniej, choć ból był nie do zniesienia. Zsunął maskę dopiero kiedy żołądek podszedł mu pod gardło, a on sam zwymiotował, a potem zachłystnął się powietrzem. To wówczas jego lekarz prowadzący poprosił Juna o wyjście z sali. Potrzebowali całej przestrzeni. Dopiero pół godziny później większość leków zaczęła działać. Chłopak leżał w białej pościeli całkiem blady, z maską na twarzy i wieloma urządzeniami monitorującymi wokół, ale kiedy zobaczył Juna posunął się na łóżku. Chciał się przytulić.
- To przekaż - poradził mu wstając i przeciągając się lekko. - Wyjdziemy z psiakami? Na pięć minut - poprosił Hirokiego.
Ryu skinął lekko głową oddychając z wyraźną ulgą. Wtulił się nieco mocniej w Juna.
- Przepraszam - wymamrotał z niewielkim trudem. Wiedział, że przeraził mężczyznę i to bardzo, zwłaszcza tym telefonem. - Zostań na noc - przełknął głośno ślinę. - Nie chcę... zostać sam dziś... - wyjaśnił mu.
- Kocham cię - Nao pocałował go mocno i wyszedł wraz z nim, łapiąc go na dworze za rękę i trzymając swe psiaki na smyczy. - Pachnie jesienią.
Ryu skinął tylko głową już nic więcej nie mówiąc. Przytulił się mocniej do Juna i chwilę jeszcze popłakał zanim zabrał go Morfeusz w swoje objęcia.
- Ze mną zawsze będzie przyjemnie - Naoki puścił do niego oczko obracając się na pięcie z wielkim uśmiechem.
- Nao-chan? - chłopak nieco zesztywniał słysząc ten głos, ale mimo to obrócił się z powrotem i wyszczerzył osoby za nim. - Nie myślałem że spotkam cię w takiej... dziuerze.
- To raczej powinien być mój tekst Shu - odparł żartobliwie brunet. - Twoim lakiereczkom może zaszkodzić ta nawierzchnia tutaj - dodał zgryźliwie.
- Jak zwykle uroczy - wywrócił oczyma jego brat podchodząc bliżej i uważnie go obserwując. - Ojciec mówił, że cię spotkał. Przyjechałem sprawdzić czy wszystko w porządku - usprawiedliwił swoją wizytę.
- Wszystko gra, pozdrów staruszka i powiedz, że jeszcze nie wykitowałem, choć bardzo się starał by tak wyszło - prychnął tylko młodszy z braci, a kiedy Shu stanął blisko niego chciał się nieco cofnąć. Nie zdążył jednak.
Shu złapał jego głowę obiema dłońmi powodując tym samym grymas bólu chłopaka.
- Właśnie widzę jak gra - burknął, puszczając brata by nie robić mu krzywdy. - Nie przedstawisz mnie? - zreflektował się patrząc na Hirokiego.
- Nie ma potrzeby, przecież już wyjeżdżasz - zauważył nieco chłodniej nNaoki.
- Nie bądź taki - Shu uśmiechnął się lekko i odsunął od brata, po czym podszedł do Hirokiego i wyciągnął w jego stronę wizytówkę. - Yoshimura Shu - przedstawił się. - Zastępca dyrektora szpitala Tokio - dodał jeszcze, podając mu również dłoń by ją uścisnąć.
Ryu nie obudził się aż do rana, a kiedy już to zrobił, nie miał już temperatury. Lekarz wyjaśnił mu co się stało i dlaczego, a potem podał inne leki i kazał dużo spać tego dnia. Poprosił też Juna by przychodził w masce by nie narażać Ryu na niepotrzebne zarazki i podał mu kilka maseczek.
- Miło pana poznać - Shu skinął lekko głową i wrócił do brata. - To jak będzie? Pozwolisz mi wejść do domu? Opatrzę cię ty...
- Lekarz się mną już znalazł - odparł sicho brunet, ciesząc się że ma obok siebie Hirokiego.
- Jednak nalegam, Nao-chan. Chcę mieć pewność, że nic ci nie będzie - mruknął.
- Ech... ale to musisz pytać Hirokiego... bo aktualnie mieszkam u niego. Wiesz... boję się tego robić u mnie, bo ojciec zna adres - przyznał szczerze.
- Un tak - poprosił go chłopak, łapiąc go lekko za rękę i nie chcąc puścić jeszcze trochę. - Przepraszam.
Naoki nie znosił kiedy stawiało się go przed takimi decyzjami toteż zamknął na moment oczy, mocniej ściskając dłoń Hirokiego. Znał trochę Shu i wiedział, że brat nie ma złych zamiarów ale tak jakoś miał opory przed zaufaniem mu.
- Uhm niech wejdzie... na kawę - oznajmił w końcu. - Ale tacie...
- Nic mu nie powiem - odparł spokojnie mężczyzna. - Za kogo ty mnie masz, Nao-chan? - westchnął patrząc bratu prosto w oczy. - Nie jestem jego największym fanem i nie podoba mi się to co robi.
- Uhm a potulisz mnie jeszcze trochę? - zapytał go zaraz chłopak z lekką nadzieją.
Naoki wszedł do domu Hirokiego tuż za nim i zsunął buty po czym zniknął w kuchni by zrobić kawę, a Shu tymczasem przycupnął na kanapie.
- Dzięki - mruknął do brata kiedy ten podał mu napój - Twój przyjaciel...
- Chłopak - sprostował go Naoki. - Mój chłopak... i planuję z nim spędzić całe swoje życie.
Ryu wtulił się w niego bardzo mocno przez dłuższy czas nie chcąc go nawet puścić.
- Jun-chan? A będę mógł spędzić czas tylko z Keiem? - zapytał go zaraz. - Chciałbym.
Shu obrzucił Hirokiego delikatnym spojrzeniem i upił łyk swojej kawy.
- Pyszna - pochwalił brata, bo przecież wiedział że ten różnymi pracami się pałał. - Mogę cię obejrzeć? - zapytał go zaraz.
- Możesz ale za chwilę - Naoki przytulił się nieco do Hirokiego przymykając oczy. - Trochę mi słabo.
- Dziękuję - ucałował Juna lekko i znów się w niego wtulił. - DObranoc...
- Naprawdę? - zdziwił się nieco ale zaraz z tego skorzystał kładąc się wygodnie z głową na jego udach. Uśmiechnął się do Hirokiego serdecznie. - Tak jeszcze nie leżałem.
Zastał tam Keia, który zasnął na odpalonym laptopie. Kiedy tylko usłyszał Juna gdzieś obok przetarł zmęczone oczy. - Jak się czuje? - zapytał go zaraz.
- I chyba będę częściej tak się kładł - zapewnił go Naoki zadowolony.
- Dobrze, pójdę do niego - zgodził się cicho Kei wstawiając wodę na herbatę, by zrobić ją Junowi. - Wierzę... ale heh zadzwonił do ciebie. Chyba znów mocno ci ufa - zauważył szukając nikłych pozytywów sytuacji. - Przejdzie mu... zawsze przechodzi. Jest silny.
Shu wzruszył ramionami patrząc tylko w swój kubek z kawą.
- Nie miałem tyle siły by coś mu zrobić. Raczej chowałem się po kątach i starałem się mu nie wchodzić w paradę - odparował szczerze. - Nie pouczaj mnie. Nie znasz naszego ojca i nie wiesz do czego jest zdolny... - mruknął cicho, zaciskając nieco szczękę. - Nao-chan, chciałem im pomóc, ale nie miałem funduszy kiedy już poszedłem na studia, a gdy je uzbierałem, to Naoki był już w trakcie swoich... całkiem niezły był. Zawsze ze stypendium w najlepszej 10-tce studentów. Szkoda tylko że to zaprzepaścił.
Kei skinął lekko głową. On też się tego obawiał, choć bał się mówić o tym głośno. Zamiast tego więc podał Junowi herbatę i usiadł na przeciw niego ze swoją szklaneczką.
- Przyniosę mu dziś coś dobrego do jedzenia i porozmawiam z nim szczerze - zapewnił go spokojnie. - Powiem mu, że ma w tobie i we mnie wielkie wsparcie i co by się nie działo zawsze z nim będziemy - westchnął cicho. - Porozmawiam też z lekarzami, ale... raczej robią wszystko co się daje...
- Nao-chan wygląda znacznie lepiej niż rok temu. Najwyraźniej ta jego miłość do ciebie mu służy - zauważył spokojnie Shu, spoglądając na Hirokiego. - Jest już dorosły i sam powinien brać sprawy w swoje ręce - dodał zaraz. - Mówiłem mu już, że jeśli odważy się kiedyś założyć sprawę przeciw ojcu to ma we mnie wsparcie i świadka - dodał robiąc głęboki wdech. - Ale on tego nie zrobi.
- Myślisz, że mogłoby mu pomóc, gdybym był obecny przy paru badaniach? - zapytał go szczerze. - Chciałbym, by Ryu in zaufał i poczuł się nieco pewniej - dodał upijając łyk herbaty. - Zostanę u niego na noc - zdecydował z lekkim uśmiechem. - Może wezmę twoją bluzę wypachnioną twoimi perfumami? - zaproponował.
- Wiem, że się boi - odparował chłodno Shu. - Ale nic na to nie poradzę, że się boi. No i sam nie mam żadnych dowodów na ojca - dodał jeszcze. - Wiem, że Naoki kiedyś coś próbował... ale zrezygnował jak poznał system od środka - uśmiechnął się krzywo.
Ryu usiadł na łóżku gdy tylko Kei pojawił się w sali. Wyciągnął do niego ręce i bez słowa wtulił się w brata, chowając twarz w jego klatkę piersiową.
- Szwankuję... źle mnie naoliwiłeś - zażartował cicho, choć wcale nie było mu do śmiechu. - Twoja miso była pyszna - dodał zaraz.
- Próbowaliśmy z nim rozmawiać - odparł tylko Shu. - Nie wiem czemu się uwziął. Na moją siostrę też się uwziął, ale ona wyjechała... siedzi w Paryżu i ma go gdzieś.
Ryu wtulił się w brata mocniej i przymknął oczy chwilę tylko tak siedząc. Puścił go dopiero kiedy poczuł duży ból. Zmęczyło go to siedzenie. Opadł więc na poduszki i przykrył się mocniej kołdrą.
- Nie chcę na razie jeść - mruknął spokojnie. Nie był głodny. - Uhm... a zostaniesz dziś na noc? - zapytał brata z lekką nadzieją w głosie.
Shu odetchnął głęboko.
- Słuchaj, byliśmy dziećmi. Nasz ojciec ma zakusy wojskowe. Co mu się nie podobało to temperował, najczęściej pasem. Baliśmy się go i najłatwiej było zrzucić winę na najmłodszego... nie jestem z tego powodu dumny, ale jako dziecko się nie myśli. Naoki miał pecha będąc tym najmłodszym... ale nie ukrywajmy, sam też się o to prosił. Alkohol i wagarowanie... łatwo było zrzucić na niego winę.
- Kei-chan? Ale opiekuj się ładnie Junem jak ja nie mogę - poprosił go Ryu, obracając się w stronę brata. - No i chyba powinieneś wrócić do domu... no bo przecież masz dziecko - zauważył cicho.
- Nie byłem dobrym bratem - odparł spokojnie. - Ale teraz jesteśmy obaj dorośli i możemy zacząć od nowa - zauważył podwijając trochę koszulkę Naokiego, by ostrożnie zbadać palcami jego żebra. Skrzywił się nieco, widząc jak brat przez sen marszczy brwi i oddycha nieco szybciej. Odsunął więc dłonie, po czym sięgnął po koc okrywając go nim. - Porządnie go załatwił tym razem - mruknął sam do siebie.
- Uhm... ale jak będę tu za długo, to jdź do domu - poprosił go. - Ja bym chciał... żeby twoja córa miała tatę jednak.
Shu spojrzał na niego i pokręcił glową.
- Ojciec nie jest mordercą - oznajmił twardo. - Jaki jest, taki jest, ale nie jest mordercą.
Naoki przetarł oczy powoli sobie siadając ale wciąż blisko Hirokiego.
- Ne Hiro-chan? Zamówimy pizzę na kolację?
- Un... staram się przecież - wymamrotał chłopak nieco zażenowany tym, że nie jest lepiej mimo że robi to co lekarz mu kazał. - Kocham cię Kei-chan... położysz się obok mnie?
- Z mięskiem, kurczakiem... może hawajską? - zaproponował dając mu buziaka i wstając by zrobić sobie herbaty. - Shu zostajesz na kolacje?
- Nie - jego brat pokręcił lekko głową. - Będę się już zbierał, a ty się kuruj - poradził tylko bratu wstając i dziękując Hirokiemu za gościnę.
- Nie będzie niewygodnie - pokręcił przecząco głową. - No i schudłem, więc miejsca jest dużo... Jun musiał mnie szukać na tym małym łóżku - zaśmiał się cicho. - Zrobiłem ostatnio trochę zdjęć... chcesz zobaczyć?
Shu już mu nic nie odpowiedział tylko poszedł do swojego samochodu i odjechał. Naoki w tym czasie wrócił na kanapę z kubkiem gorącej herbaty. - Kocham cię wiesz?
- Ryu sięgnął po aparat i włączył go kładąc się na brzuchu by obaj mieli dobry widok. - Nie przełożyłem ich jeszcze na komputer bo nie mam siły - wyjaśnił pokazując mu zdjęcia ze szpitala. Głównie zdjęcia dzieci podczas zabawy, bo chciał pokazać, że i tu może zawitać szczęście.
- Sorki, że cię tak z nim zostawiłem. Strasznie słabo mi się zrobiło - przeprosił go za sytuację i ucałował go delikatnie, włączając telewizor.
- Mark do mnie przychodzi i często opowiada co było na zajęciach. Pokazuje tez jak to do zdjęć zastosować, więc nie mam dużych tyłw - uśmiechnął się do brata dźwigając się trochę na łokcie by odłożyć aparat. Wówczas to wtulił się w Keia zamykając oczy.
0 Wiem kochanie... tylko no wiesz... głupio tak... zostawiać ciebie z tak naprawdę to moim gościem - westchnął cicho. - Ale ciesze się, że wszystko gra.
Ryu skinął powoli głową.
- Mark wie... dowiedział się przypadkiem, ale uhm cieszę się, bo będę go mógł do siebie zaprosić czasami - uśmiechnął się lekko, chowając głowę w pierś brata bo czuł się nieco gorzej a nie chciał by rasowy lekarz robił mu wymówki. - A reszta myśli że Jun jest twoim przyjacielem i po prostu mieszkamy razem, bo mój nadopiekuńczy braciszek chciał by ktoś mnie miał na oku - zaśmiał się cicho.
- No dobrze - Naoki usiadł mu na kolanach, wtulając się w niego. - Obejrzymy jakiś dobry film do pizzy, potem jeszcze psiaki muszą iść na spacer i możemy spać - ucałował go mocno.
- Nie chcę żebyś wychodził z łóżka - odparł tylko chłopak, nabierając krótkie oddechy, ale nie wpadając w panikę. - Chciałbym, żeby Jun był szczęśliwy... a jedyne co robię to dokładam mu zmartwień - zaśmiał się krótko. - Wczoraj...wszystko mnie bolało, wszystko Kei-chan... tak bardzo.
Naoki skinął głową tuląc się mocno do Hirokiego i uśmiechając lekko.
- Podoba mi się... takie mieszkanie z tobą - ucałował go mocno.
- Un pamiętam, wiem że mnie kocha - uśmiechnął się krzywo, po czym umilkł. Przysnął przy Keiu kompletnie wymęczony.
Naoki wybuchnął cichym śmiechem i poszedł zaraz do kuchni by wstawić wodę na herbatę.
- Wiedzą kiedy umilić nam czas - zachichotał znów.
Chłopak dostał wysokiej temperatury nad ranem. Rzucał się trochę na łóżku i dopiero kiedy zaczęło świtać otworzył oczy. Z trudem podciągnął się na łokciach wciskając odpowiedni guzik. Nie chcąc budzić śpiącego na krześle Keia skulił się tylko w kłębek i starał nie krzyczeć z bólu. Chciał by to wszystko już się skończyło.
- Kochanie? - Naoki postawił herbatki na stole, po czym zaszedł kanapę od tyłu obejmując Hirokiego ramionami i muskając ustami jego policzek. - Nauczysz mnie trochę samoobrony? - zapytał go po prostu. - Chciałbym choć potrafić się obronić.
- Jestem spokojny - wydusił z siebie chłopak czując łzy w oczach. Złapał Keia za rękę, kiedy tylko lekarze wpadli do jego sali. Trochę się ich bał, bo przecież w ogóle go nie znali. Wolał mieć kogoś znajomego.
- Naprawdę? I nie będzie to łamaniem kodeksu policyjnego czy coś? - upewnił się bo nie chciał mu robić problemów przecież. Padł na kanapę obok Hirokiego i wziął sobie kawałek pizzy. - Smacznego.
Ryu oddychał nieco spokojniej z maską na twarzy, a temperatura powoli mu spadała.
- Przepraszam - wymamrotał. - I dziękuję -uśmiechnął się słabo wtulając głowę w poduszkę.
- Uhm no bo jak tak... to uhm zapiszę się na jakiś kurs czy coś - uśmiechnął się lekko. - Ale wolałbym ciebie - dodał zaraz. - Bo ci ufam najbardziej - zarumienił się trochę i zaraz ugryzł potężnie pizzę.
Ryu skinął znów głową i uśmiechnął się nieco szerzej.
- Fajnie jest mieć takiego starszego brata - wymamrotał obracając się na drugi bok.
- Zgoda, ale najpierw zdrowieję - zapewnił go chłopak i zajął się już swoim kawałkiem pizzy.
- Un a pomożesz mi ją ubrać? - zapytał go Ryu dźwigając się do siadu i chcąc założyć bluzę Juna. - I do łazienki też muszę...
- Przecież cię nie skrzywdzę - jęknął chłopak, całując go raz za razem.
- Jeszcze jedną sajgonkę chciałbym zjeść - poprosił go tylko. - I ryż... - dodał zaraz. - Ale nie ma tu ryżu... więc tylko sajgonkę.
- Uhm jasne. Materac rozłożymy albo futon - zgodził się z nim. - Albo w szkole po godzinach poćwiczymy... tam są takie maty.
- Uhm dziękuję - uśmiechnął się słabo, siedząc już na wózku. Poczekał aż brat go popcha do łazienki, bo sam nie miał na to siły.
Naoki wyszczerzył się do niego zaraz i kończąc 3 kawałek pizzy wtulił się mocno w Hirokiego.
- Jesteś najlepszy, wiesz?
- Dam radę, tylko w drodze powrotnej będę potrzebował pomocy - uśmiechnął się do niego przejmując panowanie nad wózkiem i napierając na koła wszystkimi swoimi siłami by go poruszyć.
- Ale nie ma co się martwić - pogłaskał go po policzku, siadając mu na kolanach i raz za razem muskając jego usta. - Przecież jesteś tu obok mnie i już nic mi nie jest.
- Wiem, ale chcę też trochę sam Kei-chan... po prostu uhm nawet jak jestem słaby... to trochę chcę robić sam - wyjaśnił mu cicho, wjeżdżając do kabiny i wracając po paru minutach, by umyć najpierw ręce.
- Wiem Hiro-chan, ale wiesz... ja też się martwię o ciebie. I mam więcej zmartwień to na pewno... ktoś mi cię zastrzelić może przecież - zrobił smutną minkę. - A tego nie przezyję.
Ryu pozwolił mu w każdej pomocy a kiedy już siedział wygodnie oparty o podusie i dostał miseczkę z ryżem i sajgonką uśmiechnął się szerzej.
- Pachnie jak w domu - oznajmił wesoło decydując się jednak na łyżkę.
- No ale nie da ci się mojego zmartwienia zniwelować, więc nie próbuj tak nawet mówić... - wymamrotał tylko Naoki. - Ty też się przecież martwisz maksymalnie.
[Nie dość że nie zauważyłam że odpisałaś, to potem jeszcze blogger zrobił mi świństwo i nie opublikował bo postanowił się zbłędować... Jak minęły pierwsze tygodnie? Umiesz już hiraganę i katakanę? :P]
Ryu skinął głową. Zjadł sajgonkę i trochę ryżu potem resztę oddał bratu opadając na poduszki. Wtulił się w nie mocno po czym przysnął, budząc się dopiero kiedy usłyszał głos Juna.
- Jun-chan - zareagował dość energicznie, wyciągając do niego ręce i mocno się w niego wtulając. - Pójdziemy na dół do kawiarni? na czekoladę i muffinka? - zapytał go, zaraz patrząc na brata. - Mogę?
- Kochanie, ja nie chcę żebyś rezygnował z pracy. Wiem jak ją kochasz - szepnął Naoki. - Po prostu... nie zapominaj o kuloodpornej kamizelce... bo następnym razem za głupotę nie będę ci pomagać tylko dodatkowo skopię - ostrzegł, całując go.
[Pewnie tak :) Trzymam kciuki :D]
Ryu ucieszył się zaraz, ale na chwilę jeszcze został tak wtulając się w Juna.
- A co na uczelni dziś zrobiłeś? - zapytał go. - Mark mówil że piłujesz ostatnio... baaaka.
- Nie wracajmy tematem do terapii bo znów się pożremy. Nie byłeś na niej ani razu - zauważył z westchnieniem Naoki, po czym wtulił się w niego mocniej, zamykając oczy.
[Ano słownictwo to koszmar xD Na każdych studiach językowych. Powodzenia :)]
- Un... a kiedy jakiś test piszemy? - zapytał go zaraz. - I czy mogę ustnie? Trochę ręce mi się trzęsą... i kiepsko się mi pisze...
Naoki wywrócił oczyma i więcej nic nie powiedział, tylko się do niego tuląc.
- A zapytałeś już o festyn? - zapytał go.
- Wiem... ale tak pytam, bo chociaż z jednego przedmiotu nie chcę mieć tyłów - wyjaśnił ze śmiechem. - Kupisz mi muffinkę waniliową z kawałkami czekoladowymi i czekoladę gorącą? Ale taką już bez bitej śmietany?
- Poważnie? - Naoki spojrzał na niego zaskoczony po czym wyszczerzył się radośnie obejmując go mocno ramionami. - Dziękuję! - ucałował go w policzek. - Będzie fajnie, zobaczysz!
- Tak jest, obiecuję - Ryu uśmiechnął się do niego lekko zadowolony z jego wizyty. - Poczytasz mi potem trochę? - zapytał go zaraz. - I posiedzisz obok?
- Omo... zawsze mogą ważną sprawę zlecić komuś innemu - puścił do niego oczko, śmiejąc się zaraz z jego miny.
Ryu spojrzał na niego po czym wzruszył ramionami.
- Nie bardzo... znaczy teraz mam więcej energii... chyba po tej twojej sajgonce. Pychotka! - uśmiechnął się do niego. - Ale rano miałem atak...
- Moga, mogą - Naoki wstał od razu i poszedł ubrać buty. - Nie jesteście jedyni w tej branży.
Ryu chwilę się zastanowił ale zaraz pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się do niego.
- Niczego mi nie trzeba - zapewnił go wesoło. - Kei-chan dzisiaj mi pomógł podczas ataku, wiesz? Pokierował lekarzami.
- Więc... możecie zlecić śledzenie podrzędnym policjantom i prywatnym detektywom, a sami przyjechać na gotowe - puścił do niego oczko, po czym włożył na siebie jeszcze kurtkę wychodząc z mieszkania.
- Chciałbym żeby został dzisiaj - przyznał cicho chłopak. - Ale jak będzie zbyt zmęczony to nie - dodał zaraz z uśmiechem. - Nie wiem Jun-chan. Na razie ciągle śpię więc... wolę nie mieć spotkań. Chris też powiedział że lepiej jak będę silnejszy.
- To jak komuś zachce się mordować, to ja zamorduję sprawcę i będziesz mnie miał 24 na dobę w areszcie i nie będzie problemu - oznajmił wesoło.
- Mhm - Ryu znów wzruszył ramionami. - Nie wiem - zaśmiał się, po czym nachylił trochę by ucałować Juna w policzek. - Ale nie szkodziły.
- Mhm... ale to ogromna różnica... bo nie spędzę z tobą kolejnego dnia - Naoki dźgnął go w bok.
- Mhm wiem Jun-chan - Ryu przytulił się do jego ramienia i uśmiechnął się znów. - Pełen pozytyw, nawet jak mdleje na łóżku - zapewnił go ze śmiechem, po czym odsunął się by zabrać się powoli za mufinka. - A jak poczuję się lepiej to odwiedzimy kino - dodał wesoło.
- Nie, nie... tamten spędzimy razem. Nie ma że boli - odparł stanowczo Naoki. - Pójdziemy razem na szkolny festiwal... w naszej szkole się ich nie robiło, więc nie pamiętam czy kiedykolwiek na takowym byłem...
Ryu zapatrzył się na niego i przez długą chwilę milczał, po czym upił trochę czekolady.
- A czemu nie będziemy robić, tego co ty chcesz? - zapytał go.
- No to na żadnym nie byłem, bo tata mi nie pozwalał - wzruszył ramionami. - Wiesz chodziłem do prywatnej szkoły, więc nauczyciele trzęśli portkami przed rodzicami.
- Mhm... bo zawsze robimy to co ja chcę, a nigdy nie robimy tego co ty chcesz... no i jestem już tym zmęczony... że o wszystkim takim mam ja za nas decydować... jaki film obejrzeć, co zjeść i gdzie pójść. No a kiedy pojawiają się sprawy poważniejsze to nagle zachciewa ci się przejmować pałeczkę - naburmuszył się. - Nie lubię tego.
Naoki pokazał mu język i zaśmiał się pod nosem, po czym złapał policzki Hirokiego w swoje dłonie.
- A co? Nie widać po mnie? - zapytał, puszczając go i okręcając się dookoła. - Jeszcze mogę się zrobić paniczykiem - zapewnił go.
- Nie lubię tak ciągle decydować... w ogóle jakoś nie chcesz podjąć inicjatywy... na przykład tutaj - wymamrotał. - Ja muszę cię wyciągnąć do kawiarni, bo sam tego nie zrobisz - pstryknął go w nos.
- O nie! - jęknął teatralnie chłopak, po czym zrobił śmieszną minę i z westchnieniem wziął jedną symcz od Hirokiego. - Przecież ja się tak staram zerwać z imagem paniczyka, a ty mówisz że tylko trochę nie widać? Mou...
- Ale to ci powiem... że dzisiaj nie da rady i pójdziemy następny razem - znów dał mu pstryczka w nos. - Ja po prostu... uhm nie chcę sam decydować - wymamrotal.
- Ej no! - Naoki zmarszczył niebezpiecznie nos. - No to powiedz... w jakich momentach jestem paniczykiem? - zapytał go zaraz, chcąc się pozbyć tych momentów.
- No bo to jest okay... ale nie ciągle... - wymamrotał. - Ja też chcę robić to co ty sobie zażyczysz - wyjaąśnił mu cicho, opierając głowę o jego ramię.
Naoki zaśmiał się cicho, wtulając się w niego mocno.
- Na pewno? - upewnił się jeszcze, zanim pocałował go ze wszystkich swoich sił. - To dobrze.
Ryu pokręciRyu pokręcił przecząco głową.
- To jest właśnie wymówka - uśmiechnął się szeroko, po czym wtulił się mocno w jego ramię. - Jak wyjdę to zrobimy to co ty chcesz - uśmiechnął się szeroko, pijąc dalej czekoladę.
- Tak całego mnie? Ze wszystkimi wadami moimi? - zapytał go z delikatnym uśmiechem.
- Nie będzie marudzenia - obiecał mu chłopak z lekkim podekscytowaniem, muskając jego usta swoimi. - Będę się na pewno dobrze bawił - zapewnił go.
- Kocham cię - Naoki wskoczył mu na plecy wtulając się w niego mocno. - Dziękuję.
- Uwierzysz jak zobaczysz - zapewnił go Ryu dając mu trochę muffinka bo już nie mógł go zjeść. Czekoladę jednak sobie zostawił pijąc małymi łyczkami. - Kupisz mi pomarańcza? - zapytał go zaraz.
- Za to, że mnie tak kochasz... w całości - ucałował go.
- Juuutro - zaśmiał się lekko, nadal się do niego przytulając. - Dzisiaj nic więcej już nie zjem - zapewnił go. - Jestem pełny.
- Wciąż się tego uczę - przyznał mu się Naoki.
Ryu zarumienił się trochę słysząc to jego wyzwanie i powoli usiadł mu na kolanach, mocno się w niego wtulając.
- Może tego nie widać... ale ja naprawdę się staram - oznajmił cicho. - Też chciałbym wrócić do domu... i żeby znów było jak dawniej. Chciałbym iść na uczelnię, praktyki i do pracy... no wiesz, normalnie żyć.
Oberwał za to dłonią w głowę ale zaraz Naoki roześmiał się serdecznie, mocno się w niego wtulając.
- Twój i tylko twój.
- Uhm staram się o nich mówić, ale chciałbym... no wiesz być pozytywny - zapewnił go cicho. - No bo nie chcę byś dodatkowo się martwił..
- To tylko pieszczotliwe smyranie po głowie - puścił do niego oczko.
- Bo mi trochę słabo, ale chcę dokończyć czekoladę - odparł uparcie, opierając się nieco wygodniej o Juna. -
- Smyranie jest fajne, czasem na nie zasługujesz - puścił do niego oczko Naoki, po czym złapał psiaki na smycze. - Wracamy?
- I widzisz? O tym właśnie mówię... kiedy nie chodzi o pierdoły, nagle masz swoje zdanie - wymamrotał Ryu, dając mu pstryczka w nosek.
- Czepiasz się... a ja myślę, że i takie czasem zasługujesz - zawrócił i ruszył w stronę mieszkania Hirokiego.
- Bo jak się świetnie bawię to chcę to robić jak najdłużej. Leżenie w łóżku jest nudne - wymamrotał czując nadchodząca falę gorąca. Odłożył kubek drżącą ręką i powoli przesiadł się na wózek. - Źle się czuję - powiedział mu to prosto i wyraźnie.
- Kocham cię ze wszystkimi wadami i zaletami, ale na smyranie pieszczotliwe i tak zasługujesz - zapewnił go wesoło.
Ryu zamknął lekko powieki skupiając się na oddychaniu. Nie chciał teraz Junowi zacząć panikować i zaczął to robić dopiero, kiedy winda stanęła między piętrami.
- Poważnie? Dlaczego tutaj ciągle windy się psują - jęknął wówczas całkiem się trzęsąc.
Naoki też się nie odzywał i z uśmiechem wędrował przed siebie. Obrócił się nawet na pięcie by iść kawałek do tyłu.
- Ależ ty seksowny - przyznał szczerze, patrząc na mężczyznę wesoło.
- Wcale nie jest dobrze - odparł cicho patrząc mu prosto w oczy i trzęsąc się już porządnie. - Jest mi zimno i nie mogę oddychać, nie boję się, ale... jest mi nie dobrze - wyjaśnił.
- O nie... tak łatwo się nie wymigasz kochanie - Naoki pogroził mu palcem i odwrócił znów na pięcie by nieco przyspieszyć z wielkim uśmiechem na twarzy. - Już ja sobie z uczennicami i nauczycielkami poradzę - roześmia,ł się serdewcznie. - Poza tym one lecą na mnie.
Ryu skinął lekko głową, po czym zsunął się z wózka by objął Juna ramionami i wtulić w niego mocno głowę. Był rozpalony, cały mu się trząsł w ramionach. Nie marudził jednak że boli i starał się cały czas mieć wyrównany oddech. Po kwadransie jednak nie dał rady. Poczuł łzy na policzkach.
- Jun-chan... mogę stracić przytomność? - zapytał go cicho, bo wszystko mu się przed oczami rozmywało. Usłyszał też głosy za drzwiami windy, gdzieś na górze. Ktoś starał się ich wyciągnąć.
- To oddam ci połowę tych moich fanek - zgodził się przytulając się do jego boku. - A jak na ciebie polecą... to będę musiał ciągle się obok ciebie kręcić, żeby mieć cię na oku - uśmiechnął się do niego.
Prześlij komentarz