Imię: Hiroki
Nazwisko: Moriyama
Urodzony: 02.01.1987
Wzrost: 180 cm
Waga: 63 kg
Historia
Urodził się w piękny zimowy poranek. Bez żadnych komplikacji wiódł szczęśliwe dzieciństwo wychowywany przez swoją samotną matkę. Ojciec niestety zmarł jeszcze przed jego narodzinami.
Był dość dobrym uczniem, zawsze miał pewien zmysł detektywistyczny i poczucie sprawiedliwości tak więc niewiele myśląc po skończeniu liceum poszedł do akademii policyjnej a następnie zatrudnił się w policji w miasteczku nieopodal Yukan, bo w samej wiosce nie było komendy policji.
Z życia bardziej prywatnego jego matka zmarła w skutek choroby kiedy miał 20 lat i najbardziej tęskni za jej domowymi posiłkami. W wieku 23 lat ożenił się z przyjaciółką z dzieciństwa-Shoko. Rozwiedli się po roku. Kobieta wyjechała do ameryki z jego najlepszym przyjacielem a sam Hiroki uznał że nigdy do końca nie był nią zainteresowany.
Aktualnie pracuje w wydzale dochodzeniowym w policji chociaż z braku ludzi pracuje też w drogówce. Nieprzespanie kilku nocy z rzędu to praktycznie codzienność. Mieszka sam z Yukan i codziennie dojeżdża do pracy.
Charakter
Jako dziecko był dość wesołym i pogodnym chłopcem. Z wiekiem jednak niektóre jego cechy zostały za mgłą. Po śmierci matki nie obeszło się przecież bez załamania a męczące małżeństwo trwające zaledwie rok ugasiło w nim większość z dawnej życzliwości i zapału. Przestał wierzyć w miłość. Stał się dość cyniczny i sarkastyczny a szczery uśmiech gości na jego twarzy od czasu do czasu kiedy zje coś nadzwyczaj dobrego. Zaś kiedy się zdenerwuje po tym jak się wykrzyczy jest oziębły i tak też rozwiązuje większość spraw.
Wygląd
Wysoki, szczupły, umięśniony. W tych trzech słowach można opisać ciało Hirokiego. Na jego twarzy poza maską chłodnego, złego gliny często pojawiają się też inne emocje. Duże wyraziste oczy które zdradzają tylko tyle ile chce ich właściciel. Włosy układa w taki sposób na jaki akurat ma ochotę, lub na jaki pozwala mu czas. Raz zaczesuje ją do góry a raz pozwala by swobodnie opadała na jego przystojną twarz. Nie można też zapomnieć o rozbrajającym uśmiechu który mimo że pojawia się rzadko przyprawia o szybsze bicie serca sporą część współpracownic które liczą na to że rozwodnik spojrzy na nie łaskawym okiem.
Ciekawostki
- jest najlepszym strzelcem na komendzie
- od rozwodu z nikim się nie spotykał i całkowicie oddał się pracy
- Mieszka samotnie w małym mieszkaniu blisko morza
- Mimo że nie jakoś wybitnie to potrafi gotować przynajmniej te prostsze japońskie dania
- Kiedy ma chwilę lubi sobie wypić szklankę whisky z lodem
- dziennie wypija od 5 do 7 filiżanek kawy
- dzięki swojemu chłodnemu zachowaniu w pracy w swojej drużynie zyskał przydomek 'Jack Frost'
- Jako że pracuje w policji zna judo i ma czarny pas
- ma wiecznie chłodne ręce










4 706 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 4706 Nowsze› Najnowsze»- Jutro - przypomniał mu ze śmiechem, bo przecież na to się umawiali. Posadził sobie maskotkę na kolanach i pozwolił Junowi prowadzić. - Zdaję się na ciebie - dodał wesoło.
Chłopak wszedł znów do środka i nalał sobie znów trochę kawy do kubka.
- Uhm nie robię. Nie chcę żebyś miał przeze mnie problemy - przyznał tylko. - Ale trochę mi tego brakuje - dodał jeszcze gdzieś uciekając wzrokiem. - No wiesz, tej atmosfery... tych zawodów i szybkiej jazdy samochodem - uśmiechnął się, a chwilę później znów śmignęło auto. Ruszyli w pościg, ale drugie auto uderzyło w nich z impetem, a pierwsze zatrzymało się wówczas. Naoki stracił przytomność tylko na moment a mimo to kiedy się obudził zobaczył że Hiroki wciąż jest nieprzytomny. Drżącymi dłońmi dotknął go i spróbował obudzić. Krew broczyła mu koszulkę, ale nie przejmował się tym.
- Hiro-chan... - wyłączył silnik i złapał za radar wciskając na ślepo guziki. - Słyszy mnie ktoś? SOS, potrzebujemy pomocy - rzucił nieco spanikowany rozplątując się z pasów i rozpinając też Hirokiego, który porządnie oberwał. Wyszedł z samochodu i obszedł go z drugiej strony by dotrzeć do kierowcy.
- Nie ruszaj się, Naoki - usłyszał przy swoim uchu głos Akiry. - Daj mu zdechnąć - poczuł zimną stal przy karku.
- Od kiedy to jesteś bandytą?
- Od kiedy ten tu chłoptaś zaczął nas śledzić - warknął mężczyzna. - Zostaw go, zobacz... samochód się dymi. Wybuchnie zaraz. Wszystko zwalimy na wypadek - puścił do niego oczko. - Próbowałeś go ratować, ale ci nie wyszło - zarechotał.
- On tu zginie, rozumiesz? Będziesz mordercą - Naoki otworzył drzwi zanim poczuł ból w stopie. Krzyknął głośno i obrzucił Akirę nienawistnym spojrzeniem. - Wiesz, kula raczej wypadkiem nie była - mruknął. Sięgnął do kabury Hirokiego i chwilę się motał by odblokować pistolet. Druga kula trafiła go w ramię. Dopiero wtedy strzelił. Nieco na ślepo, trafiając Akirę w brzuch. Zacisnął mocniej zęby i wyciągnął Hirokiego, odciągając go na bok. Sprawdził mu puls i odetchnął głęboko. Żył i oddychał. Wyjdzie z tego. Może tylko chwilowo stracił przytomność. Wówczas pokuśtykał do Akiry by zatamować mu krwawienie.
- Szmata, najpierw... strzelasz, potem... ratujesz? - zarechotał mężczyzna.
- Zamknij się, bo zacznę żałować tego drugiego... - warknął.
Zgrzytnął jeszcze zębami. Jak to tak miało wyglądać to lepiej by było dla Hirokiego, by się nie wtrącal w jego robotę. Wyjątkowo przynosił mu pecha.
[Masz jakiegoś zwierza? W domu?]
- Mhm w takim razie już się jutra doczekać nie mogę - uśmiechnął się do niego, przenosząc się na fotel w kawiarni. Wolał siedzieć w czymś nieco bardziej wygodnym. - Tęsknilem za tobą, tak naprawdę.
Naoki spojrzał na mężczyznę, cały czas walcząc z krwawiącym i mdlejącym mu już Akirą.
- Ja... - zaczął przytrzymując mocniej materiał do rany.
- Panie...władzo...on chciał...mnie...zabić - wyjąkał mężczyzna patrząc z przerażeniem na upaćkanego w jego krwi chłopaka. - Chciał mnie... strzelił we mnie...
Naoki potrząsnął przecząco głową nie myśląc za bardzo teraz.
- Samochód... wybuchnąć może - oznajmił w końcu. - A Hiro-chan...gdzieś tam leży - wskazał ruchem głowy. - Odsuń go - poprosił. - Nie mogę puścić dłoni, bo on się wykrwawi...
[No nie tutaj, tutaj wiem ,że nie masz xD albo podejrzewam że nie masz :)]
- Na czekoladę i sernik z lodami - wybór był całkiem oczywisty. Przytulił się do ramienia mężczyzny. - Kocham cię.
Naoki puścił dłonie, dopiero kiedy sanitariusze wzięli Akirę na nosze. Cały dygotał i siedział jeszcze długo na ziemi patrząc w dal. Dopiero wówczas wstał i pokuśtykał do Hirokiego, który leżał na drugich noszach.
- Co mu jest? - zapytał szeptem jednego z lekarzy. - Przeżyje prawda? Ja... ja sprawdziłem puls i oddech... on żył - zapewnił ich całkiem rozdygotany. Zdołał już nawet zapomnieć że i on brał udział w wypadku i miał całkiem spory problem z nogą i ramieniem. - Hiro-chan? Wyjdziesz z tego - szepnął po czym pozwolił im zabrać go do karetki.
[A więc kociara... xD Okay :D]
- Uwielbiam tę czekoladę od czasu do czasu - przyznał się Ryu wypijając dość duży łyk i zabierając się za lody. - Co byś chciał dostać na święta? - zapytał go zaraz.
Naoki pozwolił się opatrzyć i dostał potężną dawkę środku przeciwbólowego. Wypisał się jednak na własne życzenie zanim zdążyli włożyć go do łóżka. Pokuśtykał więc do sali Hirokiego i obserwował go długo przez szybkę, zanim opadł na krzesło zastanawiając się co robić. Wstał jednak niemal od razu kiedy zobaczył wychodzącego z sali Yasu.
- Wyjdzie z tego - bardziej zapytał niż stwierdził patrząc na mężczyznę.
[Pokaż zdjęcie, pokaż, pokaż :D]
- Un nie podpowiadasz mi - zrobił smutną minkę i wrocił do jedzenia. - Jakaś maluuutka - poprosił zaraz.
- Uhm powiesz mu, że... że nic mi nie jest? - zapytał cicho, ledwie jeszcze trzymając się na nogach. - To przeze mnie...wszystko przeze mnie. Już drugi raz.
[[Ej no... nie fair xD]
- Mou jesteś okropny - zrobił jeszcze smutniejszą minką i pociągnął noskiem.
- Bo z nim byłem w środku, byłem - zadrżał trochę na krześle, chowając twarz w dłoniach. - I ja go postrzeliłem, Akirę... postrzeliłem - wymamrotał. - Nie chciałem żeby zginął...
[No bo jak to tak... nie tęsknisz za kociakiem? ]
- Nie - Ryu pokręcił przecząco głową. - Ja i tak będę więc co jeszcze byś chciał?
- Wiem, że samoobrona - wymamrotał Naoki. - Ale postrzeliłem go i strasznie krwawił - dodał jeszcze. - I strzelałem do człowieka, nie zawahałem się ani trochę - zacisnął wargi. - Mogłem go trafić w serce - spojrzał na Yasu i znów wstał. Zapukał do drzwi sali Hirokiego, po czym wczłapał do środka i usiadł na krześle. - Jak się czujesz? - zapytał go cicho.
- Un, no to nie złość się jak dostaniesz coś czego nie chcesz - poprosił go cicho.
- Nic mi nie jest - uśmiechnął się do niego Naoki, po czym pokazał mu pliczek leków przeciwbólowych jakie dostał. Nawet nie wiedział że ma temperaturę. - Nic mi nie jest, tylko uhm przepraszam Hiro-chan... wychodzi na to, że przynoszę ci pecha...
- Ale jeśli to będzie twoja wina - wymamrotał jeszcze uparcie spoglądając zaraz na pandę. - Jest naprawdę fajna - dodał zaraz ze smiechem. Jedząc teraz sernika. - A sernik całkiem niezły.
- Nie, będzie cię bolało tylko - odparł Naoki patrząc na niego łagodnie. - Mówiłeś, że na patrolu jest spokojnie, a wystarczyło że pojechałem z tobą i o... użyłem też twojej broni...
- No skoro tak mówisz, to liczę że mówisz prawdę - uśmiechnął się do niego lekko.
Naoki nie oponował dłużej. Zsunął buty i skrzywił się przy zdejmowaniu obuwia z postrzelonej stopy, po czym ostrożnie położył się obok Hirokiego, delikatnie się w niego wtulając.
- Chciałem cię obronić - wydusił z siebie. - A potem... wyciągnąłem cię z auta i sprawdziłem czy oddychasz... ale on tak bardzo krwawił. Nie chciałem by umarł - poczuł łzy na policzkach. - Przepraszam... przepraszam że się nim zająłem... Yasu był na mnie trochę zły... widziałem.
- Uhm... ale jak będzie nie tak, to przyjmij to z godnością mą porażką - wyszczerzył się chłopak jedząc trochę lodów.
- Przepraszam Hiro-chan... uhm ale ty byłeś bezpieczny. Sprawdziłem, a potem przyszedł Yasu - zadrżał cicho, wtulając twarz w jego pierś. - Prawie zabiłem człowieka Hiro-chan... - dodał zaraz. Nie potrafił z tym przejść do porządku dziennego. - Zaraz pojadę do domu... jutro do szkoly i odwiozę cię potem - szepnął jeszcze.
- Ale jak nie będze - pogrozil mu palcem. - Mou no bo mógłbyś mi dać jakąś wskazówkę kochanie. No bo ja już mam coś dla ciebie, ale chciałbym ci coś jeszcze dokupić - wyjaśnił spokojnie, wtulając się w jego ramię.
- Ale nic mi nie jest, dostałem tylko w stopę i ramię - wyjaśnil mu póki co wcale się nie odsuwając. - Uhm prawie, ale to był pierwszy raz, kiedy miałem prawdziwą broń w dłoniach i celowałem w człowieka... jestem strasznym człowiekiem - wyszeptał. - Wiem, że dla ciebie to nic... ale jak widziałem, jak się przeze mnie wykrwawia... ścisnęło mnie w żołądku. Nie chciałem by umarł.
- Mou no ale podpooowiedz mi - ucałował go mocno w usta. - No proszę, proszę, proszę - za każdym proszę całował go raz po raz. - Tak ślicznie proszę!
Naoki pokręcił przecząco głową.
- Pójdę już - odsunął się od niego wychodząc mu z łóżka. Otarł łzy i uśmiechnął się do niego. - Pójdę już - powtórzył lekko go całując i kuśtykając wyszedł z sali. Oparł się o ścianę zaraz za drzwiami i nabrał głębokiego oddechu. - Dobra profesorku i co teraz? Wszystkie autobusy już na pewno pojechały... geniusz - westchnął odrywając się od ściany i powoli idąc do wyjścia.
- Nie powiesz mi? - zapytał trochę smutniejąc i zrezygnowany wtapiając wzrok w sernik i powoli go jedząc.
Chłopak niemal się przewrócił i tylko ściana go od tego powstrzymała.
- Nie wezmę alkoholu - wymamrotał. - Nie chcę też opuścić kolejnego dnia pracy bo mnie w końcu wyrzucą. Uhm nie wiem czy wiesz kochanie, ale nauczyciele nie lądują tak często w szpitalu z ranami postrzałowymi - jęknął cicho, chowając twarz w jego piersi. - I ja nie chcę żeby coś ci się przeze mnie stało... pecha ci przyniosę.
- No bo mnie przecież masz. Oczekuję czegoś innego - zrobił smutną minkę, ale już dużej go nie namawiał. Uśmiechnął się tylko, wracając do swojej czekolady.
- Okay, ale on mnie nie lubi. Lepiej jak autobusem wrócę rano - wyszeptał wracając z nim do sali. - Bardzo mnie boli - przyznał mu się w końcu. - Myślałem, że się przyzwyczajam do bólu po postrzale... ale nie.
- Nie zadawala niestety - wymamrotał cicho, pociągając noskiem. Próbował wszystkiego by zmienić jego zdanie. - No weeź.
Naoki skinął lekko głową.
- A ciebie... ciebie to nie zabolało? Ja przepraszam - powtórzył płacząc już nie tylko z bólu, usiadł na krześle. - Kocham cię najbardziej na świecie... - wyszeptał.
- Ale może chciałbyś jakąś książkę albo płytę. Cokolwiek - zaproonował jeszcze nieśmiało.
Naoki skinął głową, spuszczając ją zaraz i oddychając głęboko.
- Jesteś okropny - zrobił smutną minkę. - Też ci nic nie powiem. Nic, zero, null.
CHłopak potrząsnął przecząco głową.
- Masz odpoczywać.
- Bo CI wcześniej podpowiedziałem... a nie... "tylko ty". Mnie masz na codzień i w święta się to nie zmieni - uparł się. - Jesteś okropny.
Naoki ponownie potrząsnął głową. Wstał jednak gwałtownie gdy w sali pojawił się Yasu.
- Kładź się - oznajmił chłodno. - Jak nam tu zemdlejesz to nie poprawisz stanu zdrowia Hirokiego - zauażył.
- Ale on ma mieć wygodę - zaprotestował słabo chłopak niemal lecąc w ramiona Yasu, który już siłą położył go do łóżka obok Hirokiego.
- A ty go trzymaj. Obaj jesteście siebie warci... - fuknął. - Jak już go miałeś w tym cholernym radiowozie, to może warto byłoby mu pokazać jak korzystać z radia... nadał SOS na wszystkich kanałach możliwych i spowodował zamęt na policji - wywrócił oczyma.
- Nie fair.Nie lubię cię już. Normalni faceci dają jakąś wskazówkę, a nie - wymamrotał pod nosem.
Naoki już ich nie słyszał. Stracił przytomność zaraz gdy ułożył głowę na poduszcze. Ból był zbyt silny. Yasu, okrył ich dodatkowo kołdrą.
- Wiem jak jest nudno - odparł spokojnie. - Al na przyszłość poinstruuj go nieco lepiej - poradził mu. - No i jest problem... Akira zeznał, że to Naoki strzelił pierwszy - zgrzytnął zębami. - I ma zdjęcia... twój chłopak też na nich jest... - mruknął. - Wiesz... długo ścigaliśmy tę zgraję. Możemy położyć kres tym bezsensownym wyścigom...
- Jesteś gorzej skomplikowany niż przeciętna baba - wybuchnął Ryu kończac swój sernik i odkładając talerzyk na bok.
Yasu powiódł wzrokiem po śpiącym Naokim.
- Skąd wiesz, że to nie on pierwszy strzelił? - zapytał go chłodno. - Jest notowany u nas w bazie... a szef chce zobaczyć te zdjęcia... Hiroki, nie wiem czy jest sens tak go bronić - dodał zaraz.
Ryu zacisnął mocniej wargi.
- Bo nie lubię takich odpowiedzi - odparował spokojnie. - Wolę konkrety - wymamrotał. - A jak nie wiesz, to możesz zawsze powiedzieć, że się zastanowisz, a nie... zbywasz mnie tylko.
Yasu zacisnął mocniej pięści.
- Bo się tobą nie interesował. Ważniejszy był ten bandyta. Nie tak zachowuje się kochający facet - warknął. - Chciałem cię tylko poinformować, że wszczynam dochodzenie dotyczące nielegalnych wyścigów. Mam nadzieję, że nie będziesz mi przeszkadzał.
- Yhm, to nie pierwsze świeta kiedy mi ie pomagasz - wymamrotał kładąc się na stole i bawiąc się szklanką wody. - Miałeś listę robić i co? Nie zrobiłeś - westchnął tylko. - Ok, poczekam na wspaniałe pomysły.
- Tamowałem, ale nie kiedy mój chłopak, kobieta... leżałaby obok nieprzytomna - wybuchnął. - Oddychałeś, wiem że sprawdził i wiem że cię wyciągnął z auta... ale mimo to... - westchnął ciężko. - Dobra, ale nie będę go specjalnie chronił - mruknął tylko.
Ryu uśmiechnął się do niego nieco złośliwie i wzruszył ramionami.
- Nie wiem kochanie - oznajmił wesoło. - Wszystko już dostałem, więc nie wiem.
Yasu mu na to nie odpowiedział tylko pożegnał go i wyszedł ze szpitala.
- Jeszcze zobaczymy - odparł Ryu uśmiechając się tylko i dopijając swoją czekoladę. - Możemy wracać.
Naoki obudził się o 4 nad ranem zaalarmowany rzucającym się Hirokim i palącym bólem w ramieniu. Od razu wcisnął czerwony guzik, a sam wyszedł z łóżka mężczyzny siadając obok i zagryzając mocno zęby walcząc z łzami.
Ryu przejął kontrolę nad wózkiem, kiedy znaleźli się na dworze. Chciał spróbować swoich sił.
- Jun! - ktoś pokiwał do niego i uśmiechnął się lekko zerkając na Ryu, a ten dopiero wtedy dopatrzył się w nim swojego profesora.
- Dobry wieczór - przywitał się tylko, czekając aż Jun przejmie pałeczkę.
Chłopak skinął głową i wrócił do łóżka, wtulając się w swojego mężczyznę.
- Co ci się śniło? - zapytał go cicho.
Ryu postanowił więc mu pomóc.
- Dziękuję za pomoc - uśmiechnął się do Juna i pożegnał się z nimi jadąc dalej. Wjechał do parku i uchwilę odpoczął.
- Nikt mnie nie zamknął kochanie. Przecież jestem już grzeczny - wyszeptał tuląc go mocno. - Tylko pójdę zaraz, bo inaczej się spóźnię.
- Randka z moją żoną - odparł mężczyzna z uśmiechem. - Ale nie spodziewałem się spotkać Cię tutaj z naszym studentem - dodał zaraz.
- Uhm nic mi nie jest - zapewnił go cicho. - Pójdę żeby mi zmienili opatrunki i lecę - ucałował go w policzek. - Nic się nie martw.
- Okay, musimy się kiedyś na piwsko wybrać - poklepał jeszcze Juna po plecach i poszedł do swojej żony. Pomachał mu jeszcze i poszli w swoją stronę. Ryu tymczasem rozgrzewał sobie dłonie w parku, nieco dygocząc z zimna. Gdy tylko zobaczył Juna uśmiechnął się do niego.
- Pomożesz mi? Nie mam siły i zimno mi - przyznał się.
- Ale Yasu mnie nie lubi już - wymamrotał Naoki. - Nie chcę mu przeszkadzać jeszcze bardziej.
- No to pójdziesz i zawrzesz nowe znajomości. Przyda ci się czasem rozrywka w gronie męskich kumpli. No bo ja też mam takich... mam Marca i paru kolegów z uczelni. Też czasem będę chodził na piwo czy coś - uśmiechnął się.
- Uhm przepraszam. Wiem, że zawiniłem... ja uhm tylko nie chciałem mieć go na sumieniu. Ale upewniłem się, że żyjesz i że jest okay - szepnął.
- Zaproszę - uśmiechnął się, dmuchając sobie w dłonie. - Jun, zimno mi - mruknął spokojnie. - Ale możesz być jak Marc przyjdzie, kochanie...
- Na pewno? - spojrzał mu prosto w oczy. - Bo ja cię kocham najmocniej na świecie...
- Dziękuję - Ryu otulił się jego szalikiem i włożył rękawiczki. - Un ale przecież nie musisz specjalnie wychodzić. Przecież zawsze możesz pójść do sypialni, jak będziemy chcieli porozmawiać z 4 oczy.
- Jestem - zapewnił go uśmiechając się szeroko. - Choć brakuje mi tej adrenaliny... chętnie bym się czasem pościgał - przyznał mu się. - Albo może chociaż został etatowym kierowcą w policji i brał udział w pościgach - pokazał mu język.
Ryu odetchnął z ulgą, kiedy już byli w domku. Czuł się nieco zmęczony, więc od razu wskoczył pod kocyk i ułożył się na kanapie.
- Było fajnie - zgodził się z nim.
- Szkoda - westchnął przeciągle i ucałował go mocno. - Pójdę już - szepnął wychodząc z jego sali.
- Najpierw zamawiam sobie herbatkę... albo nie, kawkę - poprosił bo jeszcze się trochę trząsł z zimna. - Najpierw kawka i poczytam sobie coś - zdecydował.
Naoki dał lekarzom opatrzeć sobie rany raz jeszcze, po czym pokuśtykał na przystanek autobusowy. Nie mógł opuścić kolejnego dnia w szkole.
Ryu z wdzięcznością upił od razu pół kubka herbaty, po czym zajął się lekturą książki.
Naoki wyszedł ze szkoły całkiem blady i wciąż kuśtykając ruszył od razu w stronę swojego mieszkania. Zatrzymał się dopiero, kiedy zobaczył Hirokiego siedzącego na masce swojego samochodu.
- Hej - uśmiechnął się do niego blado, przystając przy nim. - Już cię wypisali? Jak to?
Chłopak przysnął przy czytaniu, a książka wypadła mu z rąk i uderzyła głucho w podłogę. Chłopak był strasznie zmęczony, ale już zdołał się rozgrzać. Okulary też obluzowały się trochę na jego nosie, a on sam podciągnął kocyk mocniej pod szyję śpiąc sobie smacznie.
- Nic mi nie jest - potrząsnął przecząco głową. - Zamierzałem iść do siebie. Za dużo ci siedzę na głowie - wyjaśnił mu.
Ryu uśmiechnął się przez sen. Pospał długo, aż do samej kolacji, a i wtedy nikt go nie budził. Otworzył oczy, kiedy cała ferajna kończyła jeść.
- Cześć śpiochu - jego brat poczochrałgo po włosach.
- Hej - uśmiechnął się do niego lekko.
Naoki potrząsnął przecząco głową raz jeszcze, po czym zacisnął nieco powieki.
- Możemy wejść do samochodu porozmawiać? - zapytał go cicho. Nie czuł się na tyle dobrze, by za długo stać. - Słabo mi - wymamrotał, opierając dłonie na masce samochodu dla utrzymania równowagi. - To nie tak... chciałem iść do domu, bo mam swój przecież... i nie chcę ciągle siedzieć ci na głowie... musisz się o mnie martwić czy coś. A może wolałbyś pospać sam, albo wrócić później do domu, albo coś... nie dorobiłeś mi przecież kluczy więc... jestem tylko utrapieniem.
- Dzięki - chłopak troszkę się zmieszał ale nic więcej nie powiedział. Usiadł powoli i ziewnął jeszcze. - Czuję się trochę lepiej teraz - uśmiechnął się do brata i Juna. - Gdzie Kei i Koki?
- Randkują - odparł mu brat. - Wrócą późno w nocy.
Naoki popatrzył na klucze nieco z niedowierzaniem, ale zaraz uśmiechnął się szeroko biorąc je w dłonie i przytulając się nieco do Hirokiego.
- Dziękuję - szepnął naprawdę szczęśliwy. Teraz będzie mógł robić Hirokiemu niespodzianki. - Uhm ale nie jedziemy do szpitala.
- Wiem - uśmiechnął się lekko biorąc sobie jednego tościka. - Ale damy jakoś radę - uśmiechnął się szerzej. - Jakby co to Kei nas pokryje - zachichotał. - Jun robi z ciebie potwora.
- Napuchła mi - przyznał tylko wsiadając w końcu do auta. - Ale to nic - uśmiechnął się. - Muszę zmienić opatrunki i naszprycować się lekami.
- No wiesz ty co...- Kei udał oburzenie, ale zaraz wywrócił oczyma i uśmiechnął się lekko. - No dobrze, odpłacę ci kiedyś tym samym.
- Ale Hiro-chan... oni mają takie duże igły - jęknął Naoki. - Ja... już wolę w domu z tabletkami. Przejdzie w końcu. Przecież po postrzale musi trochę poboleć, co nie? - zapytał go tylko. - Ramię też mnie boli - dodał zaraz. - Nie mogę zostać w szpitalu...
- Już niedługo - odparł ze śmiechem Kei. - Lepiej żeby cię tu nie zamykali... trudniej będzie cię wyciągnąć niż w Japonii - przyznał ze śmiechem, a Ryu roześmiał się wraz z nim.
Naoki już nic nie powiedział, ale kiedy w szpitalu wzięli go do gabinetu to pociągnął za sobą Hirokiego. Usiadł mu na kolanach, wciskając głowę w jego pierś, niczym małe dziecko. On naprawdę bał się tych wielkich igieł i wolał nawet nie patrzeć co robi lekarz.
Kei skinął głową klepiąc lekko przyjaciela w ramię.
- Ryu moja kobietka pozdrawia cię gorąco - uśmiechnął się. - Ach no i przesłała mi filmik z małą. Chcesz zobaczyć? - zapytał z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Pewnie. Pokaż swoje cudo - wyszczerzył się chłopak robiąc bratu miejsce obok siebie.
- To jak mam pracować? - zapytał go cicho Naoki. - Nie mogę już opuścić kolejnych dni - wymamrotał.
- Dziękuję - Ryu ogrzał sobie dłonie o kubek ciepłego kakao i razem obejrzeli parę filmów z małą w roli głównej. - Tęsknisz już za nimi? - zapytał zaraz brata Ryu.
- Uhm okay - westchnął cicho, wtulając się mocniej w Hirokiego. - Ale... w poniedziałek już chodzić mogę, tak? - upewnił się jeszcze.
- Okay, więc zostaję z tobą do końca dnia - uśmiechnął się szeroko Ryu, opierając głowę o ramię brata. - A jutro pojadę cię odwieźć na lotnisko - dodał jeszcze, bo przecież nie wyobrażał sobie by tego nie zrobić. - Pozdrów i wyściskaj swoje kobietki jak wrócisz... i sprawdź co u Kiary...
- Będą wygodne buty - obiecał chłopak wstając już i niemal płacząc z bólu. Podtrzymał się więc na ramieniu Hirokiego. - Poleżę, bez chodzenia - westchnął.
- Okay - Ryu upił znów trochę kakao i przytulił się nieco mocniej do brata. - Będę tęsknił - przyznał mu się cicho.
- Dobrze, już nic nie powiem. Mnie też nic nie jest - objął go mocno ramionami przytulając się do jego pleców.
- WIem Kei-nii, wiem - uśmiechnął się do niego lekko. - Cieszyłem się, że przyjechałeś - przyznał cicho.
- Un... no bo ktoś musiał cię obronić. Akira celował w ciebie - wyszeptał, wtulając się w niego mocniej. - Chciał żebyś tam umarł... czym się mu tak naraziłeś?
- Un ja też, może teraz już nie odrzucę - uśmiechnął się słabo, zaraz jednak kładąc się wygodniej. - Trochę mi słabo... ale lekarz mówił że to normalne...
- Przeze mnie? - zapytał go tylko, choć wiedział że tak. Bo przecież sam był w to wplątany. - A jakby mnie zamknęli to na ile?
- Wolę nie zapeszać - odparł Ryu. - No bo co jeśli to akurat ja będę tym przypadkiem jednym na milion któremu się nie uda? - uniósł lekko brew. - Jestem w fazie zmieniania się w pesymistę - wyjaśnił bratu.
- Kocham cię - szepnął mu do uszka i wtulił się w niego nieco mocniej.
- Zobaczymy, mam nadzieję, że mówisz prawdę - szepnął chłopak zamykając na moment oczy. - Bo póki co szybko się męczę i mało jem - wymamrotał. - A uhm myślisz, że będę mógł biegać? Kiedyś?
Naoki zamknął oczy kiedy jechali do domu. Znużony nieustannym bólem przysnął w samochodzie. Obudził się jednak na dźwięk dzwonka telefonu. Odebrał go zaraz.
- Hej, Nao-chan! Dawno cię nie widziałem - usłyszał głos Ushio. - Kiedy wpadniesz pojeździć? Mamy nową nagrodę - oznajmił wesoło. - Wyższą.
- Hej Ushio - przywitał się chłopak. - Mhm... no nie wiem, może niedługo - zaproponował spokojnie. - Kiedy jest kolejny wyścig? - zainteresował się. - Za dwa tygodnie? W tym samym miejscu? Okay, będę - obiecał mu, po czym rozłączył się i odetchnął głęboko. - Za dwa tygodnie... będę mógł was doprowadzić do konkretnego miejsca, gdzie odbywają się wyścigi. Złapalibyście kogo tam chcecie na gorącym uczynku - zagryzł wargę. - Jaka jest szansa... że przymkniecie oko na Ushio? On jest laikiem. Jest młodszy ode mnie... wpadł w szemrane towarzystwo, ale ma duże plany na przyszłość i nie pije wcale a wcale...
- A kiedy będzie to kiedyś? - zainteresoał się, spoglądając na niego, bo przecież to on był lekarzem.
- W razie czego ech... wyciągnę swoje papiery adwokata i dam radę - uśmiechnął się delikatnie. - Yhm... pojadę ostatni raz w wyścigu - dodał zaraz. - Może znaczy się.
- Czyli nigdy - westchnął cicho. - Szkoda... chciałbym móc kiedyś pobiegać - uśmiechnął się pod nosem.
- Uhm ale jak będę miał do wyboru swoje życie lub bycie informatorem za wszelką cenę, wybiorę życie - odparował szczerze.
- Oj no bo ciągle mi się coś dzieje, no to jak to nie być pesymistą? - zapytał go po prostu.
- Ok... heh szkoda, naprawdę chciałbym sobie jeszcze tak pojeździć - przyznał szczerze. - Trudno. Taka rola chłopaka gliniarza niestety. Zawsze na krawędzi - uśmiechnął się lekko.
- Ale ciąle tak jest... najpierw jest fajnie, ale potem jest bum i wszystko się wali - wyjaśnił mu cicho.
- Nie musisz... normalne to jest. Jestem przygotowany - uśmiechnął się Naoki.
[No to trzymam kciuki :) Wyśpij się porządnie i nie przemęczaj się za mocno. Dasz radę!]
- Postaram się myśleć nieco bardziej pozytywnie - obiecał mu Ryu, zamykając nieco oczy. - Kocham cię braciszku.
- Uhm ale przecież muszę się liczyć z tym, że nie będę 100 procentowo bezpieczny przy Tobie jako mym partnerze - zauważył spokojnie wychodząc z auta i wskakując Hirokiemu na plecy. - Jesteś moim bohaterem, ale masz swoje ograniczenia.
[Jak poszło? Dałaś radę? Jaki masz sposób na zapamiętywanie na kanji?]
- Niby młody, a czuję się jakym miał ze sto lat - wyszeptał szczerze, zamykając na moment oczy. - Mogę jeszcze trochę kakao? - zapytał zaraz Juna.
- Za to ty jesteś ze mną nieco bezpieczniejszy - szepnął.
[nooo to super :D]
[No ro chyb zaczynam bawić się w fiszki :) Może coś bardziej mi wejdzie do głowy :)]
- Dziękuję -Ryu uśmiechnął się do niego szeroko, popijając znów trochę czekoladowego płynu. - Kei-chan? Ale będziesz dzwonił? I nadal mogę zadzwonić kiedy chcę?
- Uhm to na pewno się zmieni - ucałował go w policzek.
[mhm no nie mam szans tego zrobić, ale chcę wygospadorować sobie ze dwa dni, w których poświęcę się nauce Japońskiego. Dwa dni po godzinę lub dwie, w tygodniu. Tylko póki co nie wiem jeszcze kiedy. W sobotę i niedzielę chyba :P Tylko nie w te, bo te będą poświęcone magisterce. A Ty przerwy sobie rób czasami :)]
- Zadzwonię - zapewnił go chłopak, odstawiając kubek na stolik i powoli przesiadając się na wózek. Musiał za potrzebą.
Naoki skrzywił się nieco. Noga naprawdę mu dokuczała. Kiedy Hiroki otworzył drzwi pokuśtykał do salonu omal nie przewracając się po drodze. Z ulgą opadł na kanapę i zamknął na moment oczy.
- Hiro-chan... potulisz mnie dziś mocno? - zapytał go z uśmiechem na twarzy.
[kurczę... współczuję, znaczy ja jestem na angielskim i pamiętam, że tez dużo siedziałam, ale chyba nie aż po 5 godzin dziennie :) w tej chwili nawet tyle czasu nie mam, zwłaszcza że mnie się lepiej uczy wieczorami...]
- Ty też możesz dzwonić kiedy chcesz - zapewnił go Kei śmiejąc się pod nosem. - Tylko... daj mi trochę pospać.
- Tak jest mój misiaku - uśmiechnął się szeroko.
[No dobra... to kiedy zaczniesz mnie uczyć? xD]
- Ja też mam taką nadzieję - przyznał wesoło Kei, a potem wziął brata na kolana żeby go mocno przytulić. - Będziesz mnie miał dość na pół roku.
- Nigdy nie będę miał cię dosyć - szepnął Ryu.
Naoki zaśmiał się nieco i wtulił w jego ramiona.
- Mhm ale do łazienki to chyba sam pójdę co? - upewnił się z uśmiechem. - No i psiaki trzeba wyprowadzać, a ja nie chcę żebyś musiał to za mnie robić - pogłaskał go po policzku. - Dziękuję - dodał zaraz patrząc na klucze z radością.
[i doskonale ci idzie!]
Ryu długo rozmawiał z bratem, aż w końcu przysnął mu na kolanach. To wówczas Kei wstał i zaniósł go do łóżka, po czym wrócił do salonu i jeszcze zaparzył Junowi i sobie herbaty.
- Trzymaj - uśmiechnął się. - Dużo ci jeszcze zostało?
- No dobrze, będę grzeczny - obiecał mu Naoki całując go w policzek. - Cieszę się, że nic ci się nie stało - pogłaskał go po dłoni.
[To ja będę trzymać kciuki :)]
- Pokaż co znalazłeś? - zaproponował zaraz Kei siadając obok Juna i spoglądając mu trochę przez ramię. - Na święta pojedziecie? Całą czwórką, czy tylko we dwoje?
- Un, uważam - uśmiechnął się szeroko. - Silny ze mnie chłopak wiesz? Dużo przetrzymam.
- Mhm bardzo fajny prezent - przyznał z uśmiechem. - Zostawicie mieszkanko Kokiemu i Keiichiro, a sami ruszycie do Kanady. Świetna sprawa, oni też się ucieszą - zapewnił go, po czym postukał w ekran kiedy zobaczył ciekawą ofertę. - To powinno być w sam raz.
- Mhm - Naoki wtulił się w niego mocniej. - Uhm bo chcę, żebyś pojechał ze mną na święta do Tokio. Nawet jeśli nie możesz na całe, to żebyś dołączył do mnie tam - wyznał szczerze. - Ojciec chce mnie widzieć... i żadnej dyskusji.
- Ucieszy się, nawet bardzo - zapewnił go Kei. - Dobrze wam zrobi zmiana miejsca, na parę dni. Tylko nie próbuj niczego za wcześnie - poradził mu ostrożnie. - Najlepiej zapytaj przed wyjazdem Chrisa jak bardzo możesz się zbliżyć...
- Uhm ojciec wie, że przyjadę z przyjacielem - wyjaśnił cicho. - Ale chce mnie widzieć samego nieco wcześniej... jadę dwa dni wcześniej - zacisnął mocniej wargi, nie dodając już jak bardzo się boi. - Ale jak tylko przyjedziesz to mnie przytulisz, prawda?
- Okay. Sorki, uprzedzam na zapas. Chyba jestem przewrażliwiony - zażartował. Zdawał sobie sprawę, że dla Ryu jest niczym ojciec. Chłopak bardzo go szanował i często zwracał się do niego z problemami. Musiał więc odpowiednio swą rolę wykonywać.
- Uhm dobrze, zadzwonię - uśmiechnął się do niego Naoki, po czym skończył swą herbatkę.
- Wiem, jesteś już znacznie bardziej opanowany niż ostatnio - wyszczerzył się do niego Kei. - Ciszę się... że jesteś jego dawcą - dodał z uśmiechem. - A ten kominek jest genialny.
Naoki uśmiechnął się lekko i wtulił w niego.
- Mój obrońca - szepnął mu do uszka.
- Jesteś świetny. CIeszę się, że Ryu na ciebie trafił - uśmiechnął się delikatnie, czochrając przyjaciela po włosach.
Naoki usiadł mu na kolanach, wtulając się w jego pierś.
- Wiesz... mogę być super odważny, a przy tacie taki nie jestem - przyznał mu się, muskając ustami jego szyję. - Jakoś tak cała ta odwaga ucieka.
- No, no, staruszku... obyś tylko za szybko się nie postarzał - zaśmiał się Kei pijąc swoją herbatkę.
- Mając ciebie na miejscu, będę czuł się bezpieczniej... ale uhm jeśli coś zrobi... to nie zostajemy na całe święta - wyjaśnił. - I spędzimy je wtedy we dwoje - ucałował go mocno.
- Tak, tak, ale ja mam piękną żonkę i córeczkę - wyszczerzył się do niego. - Już nie mogę się doczekać spotkania z nimi - dodał szczerze.
- Będzie - uśmiechnął się lekko. - Wszyscy będą...
- Jak zrobi to też dobrze Jun. Daj mu się pobawić razem z tobą - uśmiechnął się kończąc pić swoją herbatę. - Odwieziecie mnie jutro, tak? - upewnił się tylko.
- Uhm może - zgodził się choć trochę niepewnie. - Tobie bardziej ufam - dodał zaraz, chowając twarz w jego piersi.
Ryu przyjechał do nich chwilę poźniej i bez słowa wgramolił się Junowi na kolana. Wtulił się w niego mocno zaciskając powieki.
- Tatę widziałem - wyjaśnił mu cicho swoje zachowanie. - Mogę tak trochę się powtulać? - zapytał go zaraz.
- Uhm poproszę go - obiecał mu wciskając się w niego jeszcze mocniej
- To dobrze, bo właśnie tego potrzebuję - chłopak wcisnął głowę w jego ramię oddychając głośno i równomiernie. Potrzebował teraz mocno oparcia Juna i otrzymywał je co go niezmiernie cieszyło.
Naoki skinął lekko głową zamykając oczy. Tydzień później czuł się już znacznie lepiej. Noga przestawała go boleć, a on mógł już coraz aktywniej uczestniczyć w zajęciach. Mało tego od tamtej pory nic się nie zadziało. Nikt go nie zaatakował. Ni widział też niestety Hirokiego przez kilka dni z rzędu, ale chociaż rozmawiał z nim przez telefon.
- Przestraszyłem się tylko, ale już jest okay - szepnął chłopak wtulając się w niego mocniej. - Już lepiej - zapewnił go wciąż jednak dygocząc mu w ramionach.
Naoki się jednak spóźniał. Wyszedł w końcu ze szkoły nieco podburzony, a kiedy zobaczył Hirokiego od razu uśmiechnął się szeroko wskakując mu w ramiona i zapominając o całym bożym świecie.
- Tękniłem - jęknął cicho. - Bardzo tęskniłem.
Na szczęście Ryu potrzebował jeszcze jedynie 5 minut takich czułości zanim całkowicie się uspokoił. Wówczas wtulił głowę w pierś mężczyzny przymykając oczy.
- Mogę tak posiedzieć? - upewnił się jeszcze choć właściwie to wiedział, że może.
- Ushio mnie prosil bym zajął się jego obroną - zagryzł mocno zęby. - Yasu będzie wściekły jak to zrobię, prawda? - upewnił się wzdychając ciężko i wsiadając do auta. - Kino i kolacja brzmią wybornie.
- Un, ale jeszcze chwilka - poprosił go cicho, zamykając oczy i niemal zasypiając mu w ramionach. - Kocham cię...
- Un to dobrze - uśmiechnął się do niego. - Kocham cię wiesz?
Ryu spał smacznie aż do samego rana, a kiedy znów się obudził czuł już zapach przepysznego śniadanka. Ubrał się więc i pojechał do kuchni.
- Ohayou - przywitał się ze wszystkimi.
- Ech dzisiaj było okropnie - przyznał szczerze. - Paru uczniów oskarżyło mnie o molestowanie - zagrzytnął zębami. - Wszystko się już wyjaśniło. Nie były zadowolone że nie chcę z nimi chodzić. Kamery pokazały że wszystko zmyśliły, zwłaszcza że mówiły o dniach kiedy mnie w szkole nie było - zacisnął mocno wargi. - Ale przyjemnie nie jest...
- Już potem było okay - zapewnił go pijąc zaraz ciepły płyn. - Pycha - szepnął lekko, częstując się śniadankiem.
- Ech no wiesz... jak uczniowie coś powiedzą, to musi być śledztwo choćby nie wiem co - wzruszył ramionami. - po prostu trochę humor mi popsuły...
- Mogę je zrobić nawet jutro - uśmiechnał się do niego Ryu. - Albo może kolację, lub obiad... uhm no bo trochę słaby jeszcze jestem - przeprosił dłubiąc widelcem w jajecznicy.
- Un no wiem, ale może przejdzie po dłuższej chwili - uśmiechnął się do niego delikatnie. - No już, odkładam zły humor na bok. Dzisiaj cieszę się chwilami z tobą.
- Un, tak jest - Ryu uśmiechnął się do niego jedząc trochę jajecznicy. Zobaczył tylko ze śmiechem jak jego przyjaciel prawie ląduje czołem w jajecznicy. Koki był jednak szybszy i złapał go w porę, biorąc od razu na kanapę.
- Słabsze dni się zdarzają - wyjaśnił potem zebranym.
Naoki wysiadł z auta i za moment przytulał się lekko do Hirokiego, ciesząc się że go ma.
- Jaki film wybrałeś?
- Byłbym wdzięczny - odparł szczerze mężczyzna, zerkając raz po raz na śpiącego chłopaka. BYło widać że mimo wszystko bardzo się martwi. Kei zaśmiał się z uwagi Juna i zjadł śniadanko w trzy minuty zanim poszedł badać drugiego Keia. [xD]
Naoki wtulił wówczas głowę w ramię Hirokiego.
- Wiesz czasem reklamy są najlepszą częścią filmu - wysunął takie spostrzeżenie.
- Pewnie tak - zgodził się Koki wzdychając lekko. - Po prostu się martwię.
- No poza tobą oczywiście. Jsteś najlepszą częścią filmu - ucałował go.
Ryu uśmiechnał się do niego lekko i pojechał wraz z nim do kuchni.
- Mogę ci pomóc? - zapytał zaraz, biorac chociaż ścierkę by nie siedzieć bezczynnie.
Naoki zaśmiał się cichutko, po czym skupił się już na filmie. Jako, że mieli do czynienia z horrorem, szybko odsunął się od Hirokiego. Zaciskał mocno ręce na oparciach fotelu. Autentycznie się bał ale nie chciał wyjść na takiego boi dudka przy Hirokim.
- Już jestem ubrany - zauważył chłopak z lekkim uśmiechem mimo wszystko mu pomagając.
Naoki niemal natychmiast wtulił się mocno w niego, zaciskając zaraz palce na jego dłoni. W najgorszym momencie po prostu schował głowę w jego piersi, podskakując nieco na fotelu. Zacisnął lekko pięści. Hiroki na pewno zaraz będzie się nabijał.
Ryu z zapałem powycierał wszystkie naczynia i poodkładał suche na szafkę, po czym przeciągnął się lekko.
- A buzi dostanę? - zapytał go zaraz bo bardzo chciał na dzień dobry dostać.
- Nie - potrząsnął przecząco głową, wtulając się w niego mocniej. - Jest okay, po prostu straszny ze mnie boi dudek - zażartował.
- Może być - uśmiechnął się szeroko Ryu, oddając mu buziaka i zadowolony jadąc ubrać już buty i kurtkę.
- Nie - potrząsnął znów głową. - Najgorsze już za mną, a w łóżeczku będę miał do kogo się przytulać - dodał z uśmiechem
- Curry bym chciał - odparł z uśmiechem Ryu wjeżdżając do windy i wstukując odpowiedni guzik. - Ale ty nie idziesz na uczelnię? - zdziwił się zaraz.
- Powiem - obiecał wciąż się do niego przytulając i oglądając dalej film. Kiedy już przetrwał najgorsze momenty, nie było tak źle.
- Un straciłem poczucie czasu - przyznał się chłopak, pozwalając Keiowi się prowadzić. - Pozdrowisz wszystkich? - zapytał zaraz brata.
- Na pewno - zapewnił go Naoki z delikatnym uśmiechem. - NIe było tak źle. W sumie nawet udało mi się dotrzeć do tego kto ich tak morduje - uśmiechnął się szerzej. - Ja lubię horrory.... tylko strasznie się ich boję - zaśmiał się.
- Przyślij koniecznie - poprosił go. - No i uhm daj znać jak już dolecisz, bo inaczej będziemy się martwić - wyjaśnił mu cicho. - I to nie tylko ja... Jun też, na pewno.
- O... a jaki jest twój ulubiony? Chętnie go spróbuję - Naoki zajął swoje miejsce i spojrzał w kartę dań. - Nigdy tu nie byłem - przyznał rozglądając się z ciekawością po lokalu.
- Tylko nie zapomnij - pogroził mu palcem Ryu, gramoląc się nieco niezdarnie do samochodu i pozwalając im zapakować wózek. Zapiął tylko pasy.
Naoki parsknął cichym śmiechem.
- Nie przejmuj się - nachylił się nad stołem całując go lekko w usta. - Podoba mi się - zapewnił go. - Mam ciebie, a to najważniejsze dla mnie. Spędzamy razem czas i mogę na ciebie patrzeć ile chcę - kiedy przyszła kelnerka wyjaśnił swoją przypadłość, a ta obiecała dać mu z sosem bez pieprzu. - Widzisz? Wszystko da się zrobić - zapewnił go.
Na lotnisku trochę im zeszło. Ryu pożegnał się z bratem i jeszcze z Junem odczekali na odlot samolotu zanim wrócili do samochodu. Chłopak wówczas usiadł na miejscu pasażera.
- Jak już będę silniejszy, to przejmę kierownicę - ostrzegł go z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Pewnie - uśmiechnął się do niego Naoki smakując makaronu. - Pycha, miałeś rację - wyszczerzył się do niego. - Jest smaczny - uśmiechnął się szeroko. - Mogę zostać u ciebie na noc, dziś>?
- Pomogę. Pewnieże pomogę - uśmiechnął się szeroko. - Obiorę warzywka i pokroję je - zapewnił go, zerkając przez okno. - I pomogę ci przyprawić curry - dodał zaraz.
Naoki wyszczerzył się do niego zadowolony, że spędzą miły wieczór.
- Mam coś dla ciebie - przypomniało mu się i pogrzebał w torbie, po czym podał Hirokiemu mały prezent. - Jako policjant nie możesz niczego nosić, więc uznałem, że portfel z naszym zdjęciem w środku będzie w sam raz - uśmiechnął się szeroko.
Ryu skinął głową i kiedy byli w sklepie pomógł Junowi z doborem produktów.
- A zrobisz jakiś fajny deser dla nas? - zapytał zaraz. - Coś co Kei-chan mógłby też zjeść. Postawiłoby go to na nogi - zaproponował. - Coś z owocami.
- Bez okazji. Po prostu uhm chciałem żebyś miał nasze zdjęcie i uhm... - zaczerwienił się trochę i odkaszlnął. - ...żebyś pamiętał, że masz do kogo wracać nie ważne jak ci ciężko - wymamrotał.
- Może być - zgodził się Ryu, wybierając teraz swoje ulubione pomarańcze, banany i trochę kiwi. - Jaki jest twój ulubiony owoc? - zapytał go, bo w sumie nie pamiętał tego. - Dorzucimy do deseru orzechy? - zapytał go zaraz.
- Kocham cie - dodał jeszcze Naoki, wracając do swojego dania. CIeszył się, że Hirokiemu się prezent spodobał. Był zadowolony że mu się udało.
- Weźmy ich całą masę - poradził mu Ryu z uśmiechem. - Też lubię bardzo mandarynki - przyznał się. - A do picia... ale ja to raczej wodę niegazowaną. Najbardziej mi pasuje - przyznał. - I sok pomarańczowy, ale w domku jeszcze jest.
- Powtórzymy kiedyś taki wypad? - zapytał go zaraz Naoki. - Lubię tak beztrosko posiedzieć i popatrzeć na ciebie.
- CHyba mamy wszystko. Dorzucę jeszcze gumę i będzie wszystko - zapewnił go z uśmiechem.
- Ja też bym chciał, ale rozumiem że czasem nie wyjdzie - uśmiechnął się do niego. - Cieszę się, że cię mam.
Ryu dorzucił dwie paczuszki gum do żucia i przeciągnął się lekko wyjeżdżając z kolejki pierwszy by poczekać na Juna za kasą i pomagać mu pakować zakupy.
- Trochę się zmęczyłem - przyznał mu spokojnie. - Położę się na chwilkę w domu.
- Oj no przestań - pokręcił głową Naoki. - Nie mam ci tego za złe - ucałował go mocno. - Więc skończ z wyrzutami sumienia.
- Tylko mnie obudź na robienie obiadku - uśmiechnął się do niego, trzymając lekko zakupki. - A potem zabierasz mnie gdzieś, tak? - upewnił się czy plany się mieniły czy jeszcze nie.
- Tak jest, szefie - uśmiechnął się szeroko, jedząc makaron i popijając go wodą. - Jutro idę do szpitala po pracy, na zdjęcie szwów i lekką rehabilitację, więc mógłbym po ciebie wpaść potem - zaproponował.
- Okay - wyszczerzył się do niego zadowolony. Zapiął pasy i przysnął w drodze do domu. Naprawdę często jeszcze spał.
- Jasne - Naoki skinął lekko głową, kończąc swoje danie.
Ryu wtulił się w niego mocno, całkiem instynktownie i już w domku Jun miał lekki problem z wyswobodzeniem się z jego uścisku.
Naoki mu nie odpowiedział, nie chcąc znów drążyć tego tematu. Bo i po co, skoro już swoje zdanie powiedział. Wziął swój widelec i nabrał sobie trochę makaronów od Hirokiego.
- Tylko spróbuję - uśmiechnął się szeroko, smakując ich. Krótko po przełknięciu poczuł nieprzyjemne pieczenie na języku, więc szybko popił wody. - Naprawdę fajne, ale strasznie pierne... nie przyzwyczajony jestem - zaśmiał się.
Ryu uśmiechnął się przez sen i tylko mocniej w niego wtulił. Chwilę później jednak rozluźnił swój uchwyt i przytulił mocniej do poduszki.
- Dobrze, nie będę kochanie - wywrócił oczyma chłopak, dopijając swoją wodę.
Ryu nieco rzucał się na łóżku, ale nie szczególnie mocno. Obudził się chwilkę później, nabierając głębokiego oddechu.
- O... - wymsknęło mu się. - Już w domku jesteśmy? - zapytał lekko zdziwiony.
Naoki skończył swoją wodę i kiedy już zapłacili poszedł z Hirokim do samochodu.
- Teraz do domku?
- Aj... straszny jestem - zakrył się kołdrą pod sam nos. - Przepraszam - szepnął, robiąc się czerwony na twarzy. - Mogleś mnie obudzić no... - wymamrotał.
Chłopak potrząsnął przecząco głową.
- Marzę tylko o twoich ramionach - przyznał z uśmiechem. - I o takich spokojnych chwilach spędzanych razem.
- Uhm ciągle mówisz, że jestem uroczy - wymamrotał cicho. - A przecież staram się to zmienić. Nie chcę być uroczy jak dziewczynka - zrobił smutną minkę.
Naoki nie odezwał się słowem w drodze do domu. Był po prostu trochę zmęczony. Uśmiechał się jednak do Hirokiego.
- Zjadasz ładnie bento, które ci robię? - zapytał kiedy wysiedli z samochodu. Starał się przecież codziennie mu przynosić bento.
- No dobrze... masz wybaczone - uśmiechnął się lekko chłopak ziewając jeszcze trochę. - Pośpię jeszcze okay? - upewnił się że to będzie w porządku. - Zostaniesz tu póki nie zasnę?
- Cieszę się, że ci smakuje. Specjalnie zainwestowałem w książkę o bento - zaśmiał się, przytulając się do niego ze wszystkich sił. - Niedługo będę potrafił wycinać wszelkie kształty jakie sobie zamarzę.
- Możesz - zgodził się chłopak, nieco mocniej okręcając się kołdrą i dość szybko odpływając znów do krainy snów.
- Oj tam oj tam... czpiacie się - pokazał mu język. - Będę w tym mistrzem, zobaczysz - zachichotał.
Ryu obudził się godzinę później nieco pobladły na twarzy. Niemal od razu usiadł i spróbował przenieść się na wózek.
- Jun-chan! - zawołał mężczyznę, bo potrzebował pomocy. Miał bardzo zły sen i potrzebował odetchnąć powietrzem.
- Wiem kochanie, ale chcę dla ciebie wszystko co najlepsze - ucałował go w policzek.
- Uhm zły sen- odparł chłopak zamykając oczy. - CHciałbym odetchnąć świeżym powietrzem - poprosił go.
- Wiem, że nie muszę kochany. Ja po prostu chcę. Zasługujesz na wszystko co najlepsze i już.
Odpiszę też na drugą parę tutaj, bo niestety przestałą mi działać druga przeglądarka :/ I komp świruje... sorry:
Tomo skinął lekko głową, mimo wszystko przylegając mocniej do pleców Takano. Uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Jest ok - zapewnił go uspokajając się w końcu i krzycząc dopiero kiedy coś obślizłego skapnęło mu na ramię. - Jezusie... a myślałem, że wcale się nic nie boję - zachichotał.
I jeszcze ostatni... jestem dziś jakaś nienormalna:
Kazuo trzepnął Shujiego przez łeb.
- Byłby wściekły gdyby się potem dowiedział, że byłeś sam - wywrócił oczyma jakby to było logiczne. - Mamy też jedną wolną sypialnię, więc póki Yuji nie wyzdrowieje... byłoby lepiej gdybyś się wprowadził - przyznał szczerze. - Nigdy nie wiadomo, czy koleś nie wróci też po ciebie...
Ryu podziękował mu i odetchnął pełną piersią, kiedy znaleźli się na balkonie. Potrzebował kilka głębokich oddechów, by się uspokoić i jeszcze paru by odzyskać kolory na twarzy. - Już mi lepiej - zapewnił go.
- Oj no weź... nie zrobisz mi tego, prawda? - spojrzal na niego i dla żartów pociągnął noskiem. - Bo ja cię tak kocham a ty co...
- Wow... - Tomo nawet odważył się go puścić na trochę by podejść do smoka i obejrzeć go ze wszystkich stron. - WYgląda jak prawdziwy - oznajmił z wielkim usmiechem na twarzy. - Jak był wykonany? Będzie można miniaturową figurkę kupić? Bo bym chciał - przyznał z nieco czerwonymi policzkami. - Znaczy ten... dla Yuyi - odchrząknął by nie wyjść na dziecko.
- No właśnie, więc już nie marudź - uśmiechnął się do niego lekko chłopak kiedy wsiedli do autobusu. - Ostatnim razem jak jechałem autobusem z jednym z was to był na niego napad... co dziś się stanie? - zainteresowałsię.
- Często... znaczy nie za każdym razem, bo przecież strasznie dużo śpię, ale dość często - przyznał chłopak nie sprzeciwiając się i pozwalając Junowi pchać wózek do środka. - Ale takie strasznie mocne rzadziej... takie że bym cię nie poznał - wyjaśnił. - Takie rzadziej.
Naoki zamknął oczy obejmując jego szyję swoimi ramionami i pogłębiając pocałunek.
- Oczywiście, że podoba. Odrobina strachu mi przecież nie zaszkodzi - wyszczerzył się do niego. - Jakby to było więcej to byś mnie już nieść musiał - pokazał mu język.
- Ach bo wysiedliśmy zanim facet się rozkręcił - wyjaśnił mu wzruszając ramionami. - I policja się nim zajęła. Jestem dobry w obserwowaniu ludzi - wyjaśnił. - To dlatego... jak nie mam gorączki wysokiej was rozróżniam...
- Kochanie, ale ja już nie chcę do łożka - zrobił smutną minkę Ryu, siadając znów. - Teraz pić i do kuchni. Nie chcę już spać - wyjaśnił mu.
- czuję, że pan ma dzisiaj ochotę - uśmiechnął się szeroko Naoki, biorąc go za krawat i lekko ciągnąć do salonu, gdzie popchnął go na kanapę, siadając na nim okrakiem. - Więc nie będę panu tego utrudniał, panie władzo - szepnął mu do ucha, rozpinając jego koszulę i odpinając kajdanki od paska. Uśmiechnął się łobuzersko, po czym spiął obie dłonie mężczyzny kajdankami. - Teraz jesteś cały mój.
- To idę wybrać- Tomo puścił Takano i zaraz był przy stoisku gdzie pan Francuz go zagadywał ale tak, że chłopak rozumiał może 50% z tego co mówił mężczyzna. Zmarszczył więc tylko brwi czekając na Takano. - Taka-chan... chciałbym tego fioletowego i szafirowego... ale pan chyba nie chce sprzedać...
- Nic mu się nie stało, a i teraz z tego wyjdzie - zapewnił go.
Ryu ucałował go lekko, po czym sam przeniósł się na wózek.
- Dostaniesz większego jak curry nam wyjdzie - dodał uśmiechając się szeroko.
Naoki uśmiechnął się do niego zawadiacko, a dłońmi odnalazł jego sutki, delikatnie je ściskając, jednocześnie całował jego usta i brodę.
- Un, no bo za szybko mówił - wyjaśnił cicho, chowając smoki do plecaka z zadowoleniem i wtulając się w jego ramię. - Ale mam mój osobisty słownik i pomocnik w jednym - dodał z większym uśmiechem.
- Rozumiem. Nie stracisz - powtórzył jeszcze
- Mnie i moje towarzystwo. To nie starcza? - Tomo uniósł lekko brew, zaraz obracając się więc do niego i mocno całując go w usta. - A to premia do Twojej pensji - puścił do niego oczko.
- Dzięki - Kazuo zerknął przez okno, po czym przymknął oczy zastanawiając się, gdzie mógł pojechać ten facet. Zamierzał go wytropić i zamordować, a jeśli jakimś cudem mu się to nie uda, to chociaż skrzywdzić jakoś. Potrząsnął jeszcze głową, uznając że musi polegać na zdrowym rozsądku i nie myśleć o morderstwach.
- Musi - zgodził się Ryu, a potem już wydawał instrukcje i starał się pomagać przy obieraniu i krojeniu warzyw. Wspólnymi siłami zrobili magię. Zapach curry zaczął się unosić w kuchni budząc tym samym Keia.
Naoki zachichotał pod nosem, po czym z uśmiechem rozpoczął całować każdy skrawek ciała Hirokiego. Począwszy od szyi, a na brzuszku kończąc. Uważał by nigdzie nie zostawić mu malinek.
Ryu posmakował i skinął głową.
- Udało ci się kochanie. Wyszło naprawdę pyszne - uśmiechnął się szeroko, po czym przyciągnął go do siebie by go nagrodzić długim buziakiem.
Naoki roześmiał się serdecznie, zaraz jednak biorąc lekki oddech, kiedy poczuł na sobie dłonie mężczyzny. - Oj kochanie... jak tak będziesz robił to długo się nie pobawimy bo ci wytrysnę - wyjaśnił mu to robiąc smutną minkę.
- Budzimy - zgodził się Ryu, ale nie musieli budzić, bo Kei pojawił się w kuchni.
- Przepraszam, że dziś nic nie pomagam - szepnął trochę zażenowany tym że jest taki słaby.
- Oj przestań - wywrócił oczyma Ryu. - Każdy może mieć gorszy dzień.
- Nie wiem czy dam radę - szepnął cicho, wtulając się w niego mocno. Zsunął wówczas spodnie Hirokiego i wziął go do ust.
Kei skinął lekko głową siadając do stołu. Koki przyszedł chwilę potem.
- Smacznego - uśmiechnął się do nich Ryu. - Co robicie jutro rano? Może poszlibyśmy gdzieś razem? - zaproponował zaraz.
- Tak tylko gadam - uciął mu cicho Naoki, nie chcąc wchodzić teraz w jakieś szczegóły. Ucałował go mocno, po czym po prostu na nim usiadł.
- Super, pokażemy wam trochę naszych ulubionych miejsc - uśmiechnął się Ryu, bo przecież mimo tego wszystkiego znaleźli trochę fajnych miejscówek.
- Tak... nie przejmuj się -Naoki znów go mocno ucałował dalej już nic nie mówiąc tylko pracując bioderkami.
Tomo wtulił się w Takano przez dłuższa chwilę nic nie mówiąc, a kiedy już wsiedli do kolejki uśmiechnął się delikatnie.
- Kochanie? Wiesz... ten jeden smok będzie jednak mój - przyznał mu się. - Bo bardzo mi się podobał.
Kazuo skinął lekko głową.
- Będę na siebie uważał - obiecał mu to tylko. - I nie zabiję go - dodał jeszcze. - Poza tym jeszcze nikogo nie znalazłem więc o czym my tu mówimy...
[Wesołych Mikołajków :) Oficjalnie otwieramy sezon piosenek pokroju RUdolfa :)]
Ryu wzruszył lekko ramionami.
- Taki już mój urok - przyznał ze śmiechem. - Związałeś się ze szpitalem i musisz pocierpieć - pokazał mu język.
Naoki nie odpowiedział mu tylko poruszał coraz szybciej bioderkami i po dłuższej chwili szczytował wraz z Hirokim. To wówczas opadł na niego dysząc ciężko.
- Tak jest - chłopak uśmiechnął się szeroko ciesząc się z jazdy jak małe dziecko. A kiedy wyszli zaciagnął go z powrotem do kolejki, chcąc jeszcze raz. - Obiecuję że potem idziemy na obiad - dodał zaraz.
- Mhm to akurat proste... najpierw sprawdzę czy nie ma żadnych kamer w miejscu zdarzenia. Tam blisko jest kawiarnia więc powinni coś mieć. Potem popytam ludzi i zobaczymy co dalej - wyjaśnił cicho. - No bo jeśli nic nie znajdę będzie trzeba ruszyć szare komórki nieco bardziej.
- I będzie - zapewnił ich Koki. - Tak jak u nas jest - dodał przytulając lekko Keia. - Szpital wciąz jest obecny ale... rzadziej - dodał jeszcze.
- To dobrze - uśmiechnął się Ryu, ostrożnie łapiąc Juna za rękę. - Wyszło ci kochanie - zapewnił go.
Naoki westchnął ciężko.
- Nie śpię za dobrze ostatnio - skapitulował. - Ktoś ciągle chodzi pod moim oknem... świeci w nie latarką. Puka do drzwi... a kiedy otwieram, nikogo nie ma - wyjaśnił, nabierając głęboko powietrza. - Raz wyszedłem na dwór... mój samochód miał przebite opony - dodał zaraz. - Po prostu jestem zmęczony... nie dałbym rady drugi raz... wybacz.
[Ale żeś teraz dała...]
Tomo pokiwał głową twierdząco.
- Wszyściutko i głodny jestem bardzo - przyznał mu z wielkim uśmiechem, wtulając się w niego mocno i całując go ze wszystkich sił. - Mój pysiu.
Kazuo obserwował całą scenę zza drzwi i zacisnął mocniej pięści uderzając jedną z nich w ścianę. Chciało mu się płakać, bo mimo tego że tak sobie obiecał, przygotował siebie na brak pamięci Yujiego... to nie przygotował się na to. Nie na fakt, że ten będzie myślał że ma 8 lat. Obrócił się na pięcie i po prostu wyszedł. Nie było sensu się pokazywać, skoro Yuji niczego nie pamiętał. Skierował swe kroki jednak na komisariat policji.
- Jest może Hiroki-san? - zapytał bez wstępów całkiem drżąc od emocji. - Mam informację w sprawie zabójstwa - dodał zaraz zaciskając mocno wargi i choć za pewne wcale mu nie uwierzyli to nie mogli zignorować takiego przekazu. Dobrze o tym wiedział.
Ryu uśmiechnął się do niego szeroko powoli jedząc swoją porcję. Zjadł całą ze swojego talerzyka i upił trochę herbaty.
- Wziąłbym dokładkę... ale jestem pełny - zamarudził trochę.
- Nie chciałem ci dokładać pracy. Nie chcę do ciebie biegać z każdą pierdołą, kochanie - ucałował go w usta i odnalazł kluczyk, by go rozkuć.
- Mhm... jestem odpowiednio dobrze na nią ubrany? - zapytał go zaraz chłopak. - Aj i chciałbym potem do sklepu muzycznego... chciałbym jednak kupić tu kostkę z Paryża - wyjaśnił z uśmiechem.
Kazuo usiadł naprzeciw niego i zaczął grzebać w plecaku by wyjąć odpowiednie papiery.
- Pogrzebałem trochę w sprawie, która miała miejsce 10 lat temu... no 9 lat temu - wyjaśnił, pokazując mu stare dokumenty. - Ostatnio mój chło...przyjaciel miał wypadek. Yuji był synem tych ludzi - pokazał stare zdjęcie. - Poszperałem i sprawdziłem kamery - zacisnął lekko wargi. - I dogrzebałem się do numeru rejestracyjnego samochodu - pokazał kartkę. - Potem poszło dość gładko bo policjant w budce uwierzył, że to moje auto... i pomógł mi je znaleźć - wyjaśnił nieco drżąc od hamowanych emocji. - Znalazłem właściciela... nazywa się Arioka Tanaka - mruknął. - Pseudonim Bury - dodał zaraz. - Poszedłem za nimi do baru... i podsłuchałem ich - podał mu swój telefon z nagraniem. - Jest dość kiepskie, ale wasi specjaliści powinni sobie z tym poradzić. Ja uhm on wyraźnie mówi że w końcu dopadł smarkacza i dołączy on niedługo do swoich starych - wymamrotał. - Ja nie mam nic więcej...
- Okay to ja się przebiorę tylko - Ryu pojechał do sypialni by przebrać przepocone ciuchy na jakieś fajniejsze i po 5 minutach był już gotowy. Wrócił wówczas do salonu by poczekać na Juna. - A gdzie mnie zabierasz?
Naoki pokręcił przecząco głową.
- To pewnie jakiś uczeń - machnął lekceważąco dłonią. - Kochanie nie przejmuj się tym. Masz wiele ważniejszych spraw niż takie nachodzenie... - wymamrotał.
- Ale nie dasz mi się w nim zgupić? - upewnił się ze śmiechem. - I będziesz w razie jakby chcieli mi sprzedać za potrójną cenę? - dodał jeszcze, wtulając się w jego ramię.
- Uhm jego brat widział to zdarzenie - odparł szczerze. - Nie wiem czy to się liczy... nie dotarłem do żadnych światków z przed 9 lat... miałem tylko 2 tygodnie - wymamrotał zażenowany że tego nie zrobił. - Uhm ten... ale mnie nie pamięta - wyjaśnił mu tylko, zaciskając pięści mocniej na kolanach.
- Jestem już gotowy - zapewnił go Ryu, zakładając tylko jeszcze rękawiczki, co by łatwiej mu się wózek prowadziło. - To ty się guzdrasz - zażartował.
Naoki poczerwieniał na twarzy słysząc jego słowa.
- Nie mów tak... przecież takie nachodzenie nie umywa się do morderstwa - szepnął mu. - Ja po prostu... uznałem że to nic takiego, tylko powtarzało się parę dni - wreszcie udało mu się uspokoić swój oddech.
Tomo zadowolony wskoczył do samochodu i zapiął pasy pozwalając Takano prowadzić do dobrej restauracji.
- Bardzo mi sięt am podobało - przyznał z uśmiechem. - Baaardzo.
- Przekażę mu - zapewnił mężczyznę czerwieniąc się trochę. - Uhm nie powiem - dodał zaraz wstając. - Ale złapie go pan? - zapytał jeszcze. - Bo jak nie to ja... - zacisnął mocniej wargi. - Ja nie chcę żeby on ich jeszcze krzywdził - wyjaśnił cicho.
Ryu uśmiechnął się szeroko, owijając więc szyję swoim szalem, a kiedy byli już w windzie odetchnął głęboko.
- Ale nie będziesz mnie ciągle prowadził - ostrzegł go. - Ja chcę sam trochę...
- Nie bagatelizuję... nie chcę tylko żebyś się przemęczał. To tak źle? - zapytał cicho ale nie doczekał jego odpowiedzi. Padł mu szybciej, taki był zmęczony.
- A co było twoją ulubioną bajką Disneya? - zapytał go zaraz Tomo zainteresowany. - Król Lew? Czy nie miałeś jakiejś super ulubionej?
Kazuo wyszedł z komisariatu policji i odetchnął głęboko idąc do szpitala. Po drodze kupił jeszcze małego misia dla Yujiego i czekoladki. Uśmiechnął się delikatnie do chłopaka wchodząc do sali.
- Hej - przywitał się z nim podając mu prezenty. - Wiem, że możesz mnie nie pamiętać, nie przejmuj się tym - poprosił go zaraz. - Kazuo Yamanaka - przedstawił się mu. - Chodzimy razem do klasy.
- W porządku, ale jak będziesz za długo mnie prowadził to się obrażę - pogroził mu uśmiechając się lekko.
Naoki zamruczał coś przez sen, obracając się na bok i łapiąc Hirokiego za rękę. Chciał go mieć koniecznie przy sobie.
- Moją ulubioną był Król Lew - przyznał szczerze. - Zawsze płakałem, kiedy Mufasa ginął... drugą ulubioną był Bambi i Dumbo. Uwielbiam te starsze produkcje - szepnął z wielkim uśmiechem.
- Tak - uśmiechnął się Kazuo. - Byliśmy dość blisko - przyznał szczerze. - Pomogłeś mi bardzo z moim tatą - dodał zaraz. - Uhm Shuji? Pójdziesz ze mną potem na komisariat? Byłoby super, gdybyś złożył zeznania - dodał zaraz.
- Powiem na pewno - odparł zaraz Ryu, samemu wsiadając do auta i zapinając pasy. - Mam zamknąć oczy? - zapytał zaraz.
Naoki wtulił się w niego od razu i spał smacznie aż do rana. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo zmęczony był dopóki nie obudził się o 12 w południe. Na szczęście był to weekend.
- Zawsze kochanie możemy pójść na Disneya z Yuyą - zaśmiał się ale mówił prawdę. To była najlepsza część posiadania dziecka. Nikt się nie dziwił, że chodziłeś na bajki.
Kazuo skinął lekko głową, tylko słuchając ich przez chwilę.
- To ja może odwiedzę cię kiedyś jak będziesz sam - zaproponował z lekkim uśmiechem.
- Okay - uśmiechnął się szeroko włączając radio i śpiewając cicho z wykonawcami przez całą drogę.
- Dzień dobry - Naoki uśmiechnął się do niego trochę zawstydzony. - Bardzo dobrze mi się spało - zapewnił go.
- Tak jest, jestem bardzo głodny - zapewnił go Tomo, wychodząc z samochodu i od razu wtulając się mocniej w ramię swojego męża. - I spragniony czułości - dodał z uśmiechem.
- W porządku - Kazuo nie dał po sobie poznać, że go to dotknęło - Następnym razem przyniosę samochodzik - zażartował i pokazał mu język, po czym wyszedł ze szpitala i usiadł na schodach, oddychając głęboko.
- Idziemy do teatru? - Ryu był nieco zaskoczony. Pozytywnie oczywiście, ale zaskoczony. Uśmiechnął się natomiast do JUna szeroko. - A na co idziemy? - zainteresował się.
- Uhm ok - Naoki usiadł na łóżku, zaraz przytulając się mocno do Hirokiego. - Obronisz mnie? - zapytał go cicho.
Tomo skinął głową wczytując się w menu i od czasu do czasu pytał o jedną czy inną pozycję. W końcu jednak zdecydował się na danie dnia i na deser panna cota czekoladowa.
- Raczej zawsze - zachichotał Shuji widząc minę brata. - Przyzwyczaisz się. On jest w porządku.
- Będzie idealnie - zapewnił go chłopak, rozglądając się po teatrze z zapałem. - Mogłeś mi powiedzieć, że mam wziąć aparat - pokazał mu palcem sklepienia. Teatr był fascynującą budowlą. Wiele dobrych zdjęć by tu powstało. Z braku możliwości chłopak zrobił ich pare telefonem.
- Un nie martwię się - zapewnił go Naoki. - Ale zrobię dziś obiadek dobrze? Będzie zupka i naleśniki.
- Bardzo mi się podoba. Przymknąłem oczy na ceny - dodał zaraz ze śmiechem. - Jun? Z czego jest zrobiona ta rzeźba? Jest naprawdę cudna - zapytał go zaraz zwracając uwagę na wystrój. - Gotowałeś tutaj?
Shuji wzruszył lekko ramionami.
- Czepiasz się... nie wiedział co ci kupić, a z kwiatami głupio do faceta przyjść - zauważył z uśmiechem. - Miś jest neutralny. Przecież nie kupił ci różowego i nie ma żadnych serduszek - wywrócił oczyma Shuji.
- Dziękuję - Ryu od razu ustawił odpowiednią ostrość i pobawił się dodatkowym obiektywem. Zrobił kilkanaście dobrych zdjęć, czasem pstrykając pare Junowi (cholera pomyliłam się wcześniej). Tak z zaskoczenia bo wychodził najlepiej.
- Przecież nie mdlałem - wywrócił oczyma Naoki. - Nie było ze mną aż tak źle... - zrobił smutną minkę że się go podejrzewa o takie rzeczy skoro to nie prawda.
- Dobrze gotowała? Gdzie teraz mieszka? - zapytał go zaraz. - A może teraz jest tu szefem kuchni? - zaproponował taki domysł.
- No dobrze głupi bracie. To ja już lecę. Przyjd,ę jutro - ucałował go w czoło Shuji i wyszedł.
- Dobrze - chłopak pokazał Junowi to co wypstrykał. - Jestem zadowolony - dodał ze śmiechem, ciągnąc go za koszulę i całując lekko. - Dziękuję.
- Oj tam... teraz się umyję - wyszczerzył się do niego i poszedł pod prysznic. To wówczas ktoś zadzwonił do drzwi, a kiedy Hiroki otworzył do środka wszedł Yasu.
- Wpadam na parę godzin. Pożarłem się z moją miłą - oznajmił całkiem jeszcze wściekły.
- Okay... zamykam buzię na kłódkę i o nic nie pytam - zapewnił go z uśmiechem delikatnym.
- Nie traktuję go jak dziecka... pomyślałem, że w szpitalu będzie mu smutno, a z misiem zawsze raźniej - wzruszył ramionami. - Ja też swojego dostałem od siostry jak tam leżałem - wymamrotał. - Myślałem, że to normalne.
- Uhm a nie będę przeszkadzał nikomu z wózkiem? - zapytał go chłopak nieco przerażony że właśnie tak będzie.
- Ach daj spokój... - westchnął ciężko Yasu. - Moja wina no... - przyznał spokojnie. - Bateria mi zdechła w telefonie i nawet nie wiedziałem, że do szpitala trafiła...
- Tak jest - Tomo uśmiechnął się do kelnerki odbierając od niej swój obiadek. Zapach był cudowny. - Kochanie? Czemu twoje dania tak nie pachną? - zapytał zaraz Takano.
- Ech jutro i tak dostanie samochodzik - odparł Kazuo z krzywym uśmiechem na twarzy. - Niech sobie nie myśli... taka moja złośliwa natura - dodał spokojnie wstając z miejsca. - Po drodze wstąpimy na komisariat ok?
- Nie... - odparł cicho. - Wolałbym być samodzielny - przyznał szczerze. - Ale rozumiem.
- Zemdlała w pracy... zatrzymali ją ze względu na to że jest w ciąży - wyjaśnił siadając na kanapie. - Nie mogę tam być bo mnie wywaliła. Rzuciła we mnie książką.
Tomo zaśmiał się trochę, po czym wrócił do jedzenia.
- Pycha... mistrzostwo świata - przyznał szczerze.
Naoki wyszedł z łazienki całkiem odświeżony i ubrany w spodnie dresowe Hirokiego i swoj biały t-shirt. Usiadł Hirokiemu zaraz na kolanach. On nie potrafił zaufać Yasu.
Ryu skupił się na oglądaniu spektaklu. Śmiał się wesoło, kiedy zrozumiał dowcip i jeszcze głośniej gdy dotarło do niego po dłuższej chwili o co chodziło.
Kazuo wzruszył lekko ramionami.
- Ja myślę że powinniśmy traktować go normalnie... a że ja normalnie jestem wredny to nic na to nie poradzę - westchnął wstając.
- Bardzo smakuje. To jak niebo w gębie. Eksplozja smaków! - wyjaśnił mu z uśmiechem.
- Nie będę wspominał mu o naszej relacji. Nie martw się - oznajmił cicho chłopak. - Chodźmy już. Im szybciej złożysz zeznania, tym szybciej złapią tego pieprzonego debila.
- Było śmiesznie - przyznał mu Ryu pozwalając się znów zanieść na wózek i dopiero wówczas przejmując stery. Nie chciał już żadnej pomocy. - Podobała mi się końcówka - przyznał szczerze. - Wszystko skończyło się dobrze.
- Troszeczkę, ale do twarzy mi w nich - uśmiechnął się Naoki, smarując maścią nogę i zakładając opatrunek. Rana ładnie się goiła ale wciąż musiał uważać. Obrzucił Yasu niepewnym spojrzeniem. - To nic takiego... mówiłem Hirokiemu, że nic mi nie będzie i nic mi nie jest... ale się uparł - wyjaśnił. - Macie wiele innych i gorszych spraw niż zwykłe zastraszanie - wzruszył ramionami.
Tomo miał problem z wepchnięciem całego dania, bo było bardzo syte i w końcu zrezygnował, odkłożył sztućce na bok.
- Kochanie jesteś świetny - ucałował go w policzek.
- Nie powiem, wiem, że to byłoby złe - wymamrotał.
- Pewnie że może... ale obejrzymy jeszcze ładnie oświetlone centrum miasta? Kei-chan mówił, że jest mnóstwo światełek i wygląda to magicznie - uśmiechnął się szeroko naciągając czapkę na głowę.
- Uhm a co się stało? - zapytał zanim ugryzł się w język i odetchnął głęboko, wtulając się mocniej w Hirokiego.
- Yay, super - ucieszył się chłopak jadąc tuż obok niego. - Zamówię gorącą czekoladę z bitą śmietaną.
- Uhm przepraszam - odparł cicho Naoki wstając i idąc do kuchni. - Zrobię wam kawy - uśmiechnął się lekko.
- Całe szczęście... bo nie dałbym rady go zjeść - przyznał szczerze, patrząc mu w oczy. - Strasznie mi się tu podoba.
- Odzyska czucie. Na pewno - odparł cicho Kazuo. - A jeśli nie... to nauczy się żyć bez tego. Jest silny... wierzę w to - wyjaśnił cicho.
- Jun-chan zobacz to - Ryu pokazał dłonią oświetlone drzewa, które robiły jakby świetlny tunel, pod którym można było przejść. - Chodźmy tam - poprosił go zaraz.
Naoki wrócił po pięciu minutach z kawami, które postawił przed Yasu i Hirokim, by zaraz ich przeprosić i iść do sypialni. Dopiero tam odebrał telefon od ojca i nasłuchawszy się o tym jaki okropny jest po prostu go wyłączył na amen.
- Hiro-chan... - przyszedł znów do salonu. - Jak będziesz miał dłuższe wolne... pojedziemy do onsen?
- Mhm miesiąc pełen wrażeń - zauważył cicho, głaszcząc go po dłoni. - A ten relaks na wyspie? - zapytał zaraz, bo przecież miał być.
- Nie, Shuji. To ty nie rozumiesz - odparł chłodno Kazuo, wyraźnie wyprowadzony z równowagi. - Co z tego, że takie miał marzenie? Poboli i przestanie. Nie wolno się ograniczać do jednej drogi życia! Znajdzie inny sposób, pozbiera się na pewno - zacisnął mocniej szczękę. - Poza tym trzeba wierzyć, że będzie chodził i nie spisywać go od razu na straty.
- Zobacz, Jemioła - pokazał do góry palcem przystając pod nim. - Tradycja mówi, że powinniśmy się pocałować - szepnął spoglądając na Juna wesoło.
- Nie, nic - pokręcił przecząco głową. - Stara bida - zaśmiał się pod nosem chowając twarz w jego piersi. - Wiesz... zapisałem się na kurs. Zaczynam po świętach.
- No dobrze i spędzimy na wyspie wspaniałe chwile - uśmiechnął się do niego chłopak.
- Pozbiera, bo nie będzie miał innego wyjścia - odparł jeszcze chłodno Kazuo wchodząc za nim na komisariat.
- Znowu... - policjant jęknął przeciągle. - Dzieciaku to nie zabawa. Teraz kolegę przyprowadzasz?
- Chcemy rozmawiać z Hirokim-san - westchnął ciężko Kazuo. - W sprawie morderstwa i próby morderstwa - dodał jeszcze. - To, że jesteśmy dzieciakami, nie znaczy od razu że się bawimy.
- Tak - odparł Ryu przytulając się do niego mocno i oddając pocałunek. - Mhm lubię twoje usta - przyznał z rumieńcami na policzkach.
- Na pewno, tata postanowił na mnie pokrzyczeć. Nic wielkiego - wzruszył ramionami. - Na instruktora wspinaczki...
- To dobrze - odparł wesoło Ryu uśmiechając się lekko. - Byłoby nieco źle, gdybyś ich nie lubił dodał spokojnie, powoli ruszając do przodu.
- Wolę mu się nie narażać. On ma spore wpływy... nie chciałbym, żeby mi przypadkiem utrudnił pracę - zauważył cicho, po czym uśmiechnął się już do niego. - Jak już będę instruktorem to pójdziemy się powspinać profesjonalnie.
- Tylko nie wykończysz mnie za bardzo, co? - upewnił się Tomo. - Popływamy tam trochę - dodał z uśmiechem.
Kazuo skinął głową.
- To może ja poczekam przed - zaproponował cicho, uznając że tylko by przeszkadzał.
Tomo wyszczerzył się do niego i puścił jego dłoń. wyciągnął swój telefon i przysunął sie do Takano, by zrobić im selfie.
- Wiesz, że strasznie mocno cię kocham? - zapytał go tak po prostu.
Kazuo odwiedził go jak obiecał z samochodzikiem i usiadł na krześle obok chłopaka.
- Jak się czujesz? - zapytał go z delikatnym uśmiechem. - Wiesz... robię najlepsze notatki świata ostatnio - zażartował. - Wszystko, żebyś mógł wszystko potem nadrobić.
- Prowadź szefie - uśmiechnął się do niego chłopak.
Naoki wzruszył ramionami.
- Raczej nie - mruknął tylko, bo naprawdę chciał w to wierzyć. - Na pewno nie - uciął szybko, wstając z miejsca. - Zrobię naleśniki.
- Pokażę, pokażę - obiecał mu z uśmiechem na twarzy. - Jasne że pokażę, ale w hotelu pokażę.
Yasu wzruszył lekko ramionami.
- Zobacz kto złapie się nagra i popytaj tego chłystka o wszystko - dodał spokojnie. - Po prostu zachowaj spokój. To naturalne, że on nie chce by to co mówiłem okazało się prawdą. Nikt by nie chciał.
Ryu zamoczył usta w swojej czekoladzie zadowolony z jej smaku.
- Jun-chan? Będziesz mnie zawsze kochał? Nawet jak się kłócimy?
- Ano, moja wina że tak się zadziało - wyjaśnił spokojnie uśmiechając się szeroko. - Przyniosłem ci też dzisiaj melonpan - dodał podając mu bułeczkę.
- Teraz zobaczymy, czy w deserach też z tobą wygrywają - zażartował pokazując mu język i biorąc na łyżeczkę trochę swojej panna cotty. - Hm... konsystencja jest bardzo dobra - udał krytyka.
- Kogoś załatwię - skinął głową Yasu. - I nie martw się tak, przecież nic mu się nie stało - uśmiechnął się lekko,.
- Dziękuję - Ryu wtulił policzek w jego rękę i przymknął oczy na chwilkę. - Kocham cię - zapewnił go pijąc znów czekoladę i oblizując usta.
Kazuo skinął lekko głową.
- To moja ulubiona przekąska - uśmiechnął się delikatnie, kładząc notatki na szafce nocnej. - A gdzie najczęściej jadasz lunch w szkole? - zapytał go spokojnie.
Tomo posmakował w końcu panna Cotyy i uśmiechnął się szeroko.
- Nie, jednak cię nie pobili - oznajmił po przełknięciu kilka gryzów. - Twoje desery lubię bardziej.
- Mhm może dobrze by było gdybyście razem zamieszkali? - zaproponował.
- Un ja też się cieszę - zapewnił go Ryu. - Bardzo, bardzo - uśmiechnął się szeroko.
- Ano i nawet udawało się nam razem czasem zjeśc - urwał sobie kawałek bułeczki, bo nabrał na nią ochotę. Nie chciał go na nic popędzać więc zaraz zmienił temat. - Czytałem ostatnio fajną książkę. Fantasy - uśmiechnął się. - Przyniosłem ci ją... jakbyś się nudził to jest.
- No ba, inaczej sobie nie wyobrażam twoich deserków - wyszczerzył się Tomo. - Najlepsze deserki na świecie to twoje deserki - dodał wesoło.
- Wiem, wiem... no ale póki co go masz - uśmiechnął się szeroko, a Naoki przyniósł jedzonko.
- Bardzo, bardzo - uśmiechnął się szeroko, przytulając się do Juna. - Bardzo - dodał jeszcze śmiejąc się pod nosem.
- Jakbyś miał problem z matematyką to zgłoś się do mnie. Pomogę - odparł spokojnie chłopak. - I nie przejmuj się - dodał jeszcze. - Dużo już pamiętasz - puścił do niego oczko.
- Jesteś w końcu moim mężem - uśmiechnął się delikatnie, po czym wrócił do swojego deseru. - Taka-chan? Ale jak mi coś nie będzie smakowało twojego to po prostu ci powiem - zapewnił go.
- Wcale nie jestem taki niesamowity - wywrócił oczyma Naoki. - Chcę tylko żeby było ci ze mną dobrze - ucałował jego wargi.
- Oj bardzo - Ryu dał mu kuksańca w bok i wrócił do swojej czekolady.
Kazuo uśmiechnął się tylko.
- Z nogami też będzie lepiej - odruchowo poczochrał go po włosach . - Odwiedzę cię jutro - dodał z uśmiechem.
- Ja tobie też - odparł szczerze. - Dam radę na basen - ucałował go lekko. - Kocham cię mocno.
- Cieszę się że wam smakuje. A będzie jeszcze lepsze. Kupiłem sobie książkę i eksperymentuję - dodał wesoło.
- No pewnie że dam - uśmiechnął się szeroko, po czym skończył swój deser. - Jestem gotów na dalsze atrakcje - zażartował.
Naoki usiadł obok Yasu samemu też zjadając jednego.
- Ale Hiro-chan jutro twoja kolej na obiadek.
Ryu wypił jeszcze trochę czekolady, przytulając się jeszcze mocniej do Juna.
- A pójdziemy jeszcze na spacerek?
Kazuo nie spał akurat, bo nie mógł zasnąć, kiedy przyszła do niego wiadomość od Yujiego. Przeczytał ją z bijącym szybko sercem, po czym odetchnął głęboko. "Odpowiem, jak już będziesz miał więcej pewności" odpisał mu tylko, bo nie chciał by chłopak nagle się od niego odsunął.
Ryu nie marudził więcej tylko wtulił się mocniej w Juna.
- No niech będzie... taki krótki - uśmiechnął się dopijając swoją czekoladę. - Jak myślisz? Jak oni uzyskali ten efekt? - zapytał go patrząc na pusty kubek. - Bo była pyszna. Nie takie kakao... tylko czekolada.
Yasu zaśmiał się serdecznie.
- No i to jest współpraca - zażartował, widząc jak Naoki przytula się mocniej do swojego mężczyzny.
- Czasem trzeba - odparł spokojnie chłopak, całując Hirokiego w policzek.
- Tak, sklep muzyczny musi być - wyszczerzył się do niego Tomo, a kiedy już zapłacili wstał z miejsca i splótł ich palce razem ze sobą. - Teraz cię nie zgubię.
Kazuo westchnął ciężko i oddzwonił do niego.
- Yuji... przestań w ogóle tak myśleć - poprosił go. - Mówiłeś, że nic ci nie mam podpowiadać. Nie będę tego robił i teraz. Poczekam aż twój sen będzie... no wiesz, aż będziesz miał więcej pewności.
- Myślisz? A może zamiast mleka jest śmietana? - zaproponował biorąc sobie jeszcze na łyżeczkę trochę czekolady. - Mou nigdy mi taka nie wyjdzie - westchnął poddając się nieco.
- Sajgonki? Dawno ich nie jadłem. Bardzo chętnie - zgodził się wesoło. - Ale na obiadek, bo na śniadanko to nie - poprosił go zaraz.
- Trzymam cię za słowo - Ryu wyszczerzył się do niego, po czym przesiadł się na wózek i powoli wyruszył z kawiarni czy poczekać na niego przed nią. - Jun-chan? Kupmy jakieś ciacho do domku - poprosił go. - Nie mamy żadnych ciastek czy czekolady...ani lodów... a jak dół będzie to co ja zrobię? - zapytał go spokojnie.
Naoki zaśmiał się nieco i wtulił mocno w Hirokiego.
- Czasem mu się to zdarza - zażartował. - W pracy się tak nie śmieje? - zapytał zaraz Yasu.
Tomo od razu go puścił zafascynowany tym sklepem. Potrzebował dobrej godziny by go zwiedzić, wypytać o parę szczegółów i wybrać cztery kostki oraz zapas strun do gitary.
- Jestem gotowy - wreszcie wrócił do odpoczywającego na kanapie Takano. - Przepraszam - zawstydził się trochę.
Kazuo zamknął oczy słuchając go po czym odetchnął głęboko.
- Mhm dziwne - powtórzył cicho. - Nie zaprzątaj więc sobie tym głowy Yu-chan - poprosił go zanim zdołał ugryźć się w język. - Przyjdzie czas to sobie przypomnisz. Nic na siłę.
- Dobrze - Ryu starał się dorównywać mu kroku, jadąc na wózku. - Lubisz wieczorne spacery? - zapytał go zaraz, spogladając ukradkiem w jego stronę.
[wybacz za wczoraj, siekło w całym moim bloku i nie było ani neta ani telewizji]
- Naprawdę? Nie znam takiego Hirokiego - przyznał szczerze Naoki. - I wolę tego mojego - dodał jeszcze wesoło.
- Tak, teraz już jestem całkiem usatysfakcjonowany - wyszczerzył się do niego całując go mocno w usta.
- Nic na siłę Yuji - poprawił się Kazuo. - Wybacz mi teraz, ale wracam do łóżka - ziewnął mu w słuchawkę. - Muszę wstać przed 6 bo do Tokyo jadę jutro - wyjaśnił mu.
- To może... może zrobimy sobie takie wieczorne spacery? - zaproponował cicho. - Takie tylko nasze, nawet piętnastominutowe? - uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Kiedy cię takiego poznam Hiro-chan? - zapytał go zaraz Naoki.
- Mi też, baaardzo się podobało - przyznał szczerze Tomo, całując go raz jeszcze zanim usiadł do samochodu. - Przypominam że miałem tu prowadzić - pogroził mu palcem pod nosem. - Więc przesiadamy się - dodał zaraz wesoło.
- Wpadnę na pewno - roześmiał się serdecznie.
- CIeszę się - odparł szczerze Ryu, wysiadając w połowie drogi. - Okay... moje ramiona potrzebują pomocy - uśmiechnął się słabo.
- Wpadnę więc do pracy - obiecał mu Naoki. - Niezapowiedziana wizyta.
- Wiem, a poza tym mam wspaniałego pilota obok mnie - dodał z uśmiechem, odpalając zaraz samochód i włączając się do ruchu.
- Bo mnie wrobiłeś - westchnął ciężko Kazuo. - Tak długo nalegałeś, że się zgodziłem na tę cholerną olimpiadę matematyczną... i pech chciał że wygraliśmy rejonowe zawody - wymamrotał.
- Wiem, ale lubię być samodzielny - przyznał mu szczerze. - Dlatego no wiesz... zresztą wiesz, bo też ci się wózek nie widział.
- Oj tam... pokocham każdą formę ciebie - zapewnił go Naoki.
- A co? Wątpiłeś we mnie? - Tomo uniósł lekko brew śmiejąc się pod nosem, po czym wyszedł z auta i wskoczył Takano na plecy. - Za karę zaniesie mnie mój książę do naszej komnaty czarów - zachichotał.
- Nie ma czego gratulować - rzucił jeszcze w słuchawkę Kazuo wzdychając lekko i rozłączając się. - W końcu wcale mnie to nie cieszy... robię to dla tych głupków...
- okay... jutro wpadnie Marc, okay? - zapytał go spokojnie. - Weźmie mnie na spacer, bo się uparł że nie będziemy cały dzień w domu - uśmiechnął się lekko. - I odstawi mnie wieczorem - wzruszył ramionami. - Może tak być?
- No pewnie że tak... muszę wiedzieć z jakim mężczyzną planuję związać się na całe życie - zauważył rezolutnie muskając ustami wargi Hirokiego i samemu też biorąc drugiego naleśnika.
- Dużo mniej się boję - przyznał Tomo. - Ale sam bym jeszcze nie chcicał jechać... znaczy jak będzie mus to tak, ale jak nie... to wolałbym z tobą obok - przyznał wtulając się w niego mocniej.
Shuji wzruszył tylko ramionami.
- Głupi bracie byliście przyjaciółmi z bonusem. Więcej ci nie powiem - uśmiechnął się lekko.
- Będę na siebie uważał - obiecał mu to chłopak, a kiedy znaleźli się już w domu poszedł poplotkować z Keiem. Koki dołączył do Juna w kuchni.
-Ja? 28 grudnia, a co? - zapytał go zaskoczony tym pytaniem.
Prześlij komentarz