Imię: Hiroki
Nazwisko: Moriyama
Urodzony: 02.01.1987
Wzrost: 180 cm
Waga: 63 kg
Historia
Urodził się w piękny zimowy poranek. Bez żadnych komplikacji wiódł szczęśliwe dzieciństwo wychowywany przez swoją samotną matkę. Ojciec niestety zmarł jeszcze przed jego narodzinami.
Był dość dobrym uczniem, zawsze miał pewien zmysł detektywistyczny i poczucie sprawiedliwości tak więc niewiele myśląc po skończeniu liceum poszedł do akademii policyjnej a następnie zatrudnił się w policji w miasteczku nieopodal Yukan, bo w samej wiosce nie było komendy policji.
Z życia bardziej prywatnego jego matka zmarła w skutek choroby kiedy miał 20 lat i najbardziej tęskni za jej domowymi posiłkami. W wieku 23 lat ożenił się z przyjaciółką z dzieciństwa-Shoko. Rozwiedli się po roku. Kobieta wyjechała do ameryki z jego najlepszym przyjacielem a sam Hiroki uznał że nigdy do końca nie był nią zainteresowany.
Aktualnie pracuje w wydzale dochodzeniowym w policji chociaż z braku ludzi pracuje też w drogówce. Nieprzespanie kilku nocy z rzędu to praktycznie codzienność. Mieszka sam z Yukan i codziennie dojeżdża do pracy.
Charakter
Jako dziecko był dość wesołym i pogodnym chłopcem. Z wiekiem jednak niektóre jego cechy zostały za mgłą. Po śmierci matki nie obeszło się przecież bez załamania a męczące małżeństwo trwające zaledwie rok ugasiło w nim większość z dawnej życzliwości i zapału. Przestał wierzyć w miłość. Stał się dość cyniczny i sarkastyczny a szczery uśmiech gości na jego twarzy od czasu do czasu kiedy zje coś nadzwyczaj dobrego. Zaś kiedy się zdenerwuje po tym jak się wykrzyczy jest oziębły i tak też rozwiązuje większość spraw.
Wygląd
Wysoki, szczupły, umięśniony. W tych trzech słowach można opisać ciało Hirokiego. Na jego twarzy poza maską chłodnego, złego gliny często pojawiają się też inne emocje. Duże wyraziste oczy które zdradzają tylko tyle ile chce ich właściciel. Włosy układa w taki sposób na jaki akurat ma ochotę, lub na jaki pozwala mu czas. Raz zaczesuje ją do góry a raz pozwala by swobodnie opadała na jego przystojną twarz. Nie można też zapomnieć o rozbrajającym uśmiechu który mimo że pojawia się rzadko przyprawia o szybsze bicie serca sporą część współpracownic które liczą na to że rozwodnik spojrzy na nie łaskawym okiem.
Ciekawostki
- jest najlepszym strzelcem na komendzie
- od rozwodu z nikim się nie spotykał i całkowicie oddał się pracy
- Mieszka samotnie w małym mieszkaniu blisko morza
- Mimo że nie jakoś wybitnie to potrafi gotować przynajmniej te prostsze japońskie dania
- Kiedy ma chwilę lubi sobie wypić szklankę whisky z lodem
- dziennie wypija od 5 do 7 filiżanek kawy
- dzięki swojemu chłodnemu zachowaniu w pracy w swojej drużynie zyskał przydomek 'Jack Frost'
- Jako że pracuje w policji zna judo i ma czarny pas
- ma wiecznie chłodne ręce










4 706 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 4706 Nowsze› Najnowsze»- To dobrze, bo super mi się prowadzi jak jesteś obok - uśmiechnął się szeroko, muskając jego policzek swoimi ustami. - Kochany taki mój.
- Ależ przecież ci powiedziałem - roześmiał się serdecznie Shuji. - Ach i przyjdzie tutaj na święta - dodał jeszcze.
- Dużo lepiej - uśmiechnął się Koki. - Spędziliśmy dzień pod kocykiem z dobrymi filmami - dodał wesoło. - Było przyjemnie, a Kei... no wiesz takie dni po prostu są nieuniknione - wzruszył ramionami. - A jak randka? Wyszła?
- Ale Yasu... nie trzeba, serio - jęknął Naoki. - Przecież... większość mnie tam nawet nie zna.
- To dobrze, że się udało - uśmiechnął się Koki, biorąc dwie herbaty i zanosząc chłopakom, po czym wrócił by jeszcze pomóc Junowi.
- Uhm no ok - chłopak skinął tylko głową, a kidy Yasu poszedł, wtulił się mocno w Hirokiego. - Naprawdę strasznie cię kocham wiesz?
Tomo wszedł do środka i pierwsze co zrobił to wziął swoje leki, by na pewno o nich potem nie zapomnieć. To wówczas wrócił do Takano i ucałował go mocno w usta.
- No to co? Gotowy na ten basen? - uniósł lekko brew.
- Tak i ja do Kenty też pojdę - uśmiechnął się do brata. - Niczym się nie martw.
- Bardziej gotowy nie będę - zażartował Tomo przytulając się do jego ramienia. - Kocham te twoje szalone pomysły.
- To przestań. Jakbyśmy nie chcieli to byśmy tego nie robili - przypomniał mu tylko.
- Ja też... bałem się że będzie marudził, czy płakał co mu się zdarza ale nie. Dzisiaj wyjątkowo łagodnie przeszedł ten dzień - uśmiechnął się lekko.
- Wiem i cieszy mnie to - szepnął Naoki, wtulając się w niego mocniej. - Cieszę się, że jesteś.
Tomo również się rozebrał i powoli wszedł do wody, od razu wtulając się w ramiona Takano.
- Bo w basenie jeszcze tego nie robiłem - ucałował go mocno.
- Nic nie szkodzi braciszku. Po prostu się wykuruj w końcu, bo ja tu umrę niedługo... ostatnio uczyłem się robić ryż... przypaliłem garnek...
- Wiem... przecież tak już musi być. Trzeba się zająć naszymi głupolkami kiedy ci tego potrzebują.
- Tak jest, już z nimi idę - zaśmiał się Naoki, ubierając się szybko i zabierając psiaki na spacer.
- Serio? No to dobrze... - zaśmiał się Tomo całując go mocno. - Jestem doświadczony ale nie we wszystkim... moi wybrankowie raczej basenów ni mieli.
Shuji odwrócił wzrok i spojrzał gdzieś w górę.
- Zbieram na nową - odchrząknął. - Ale herbaty już nie przypalam. 3 czajniki u Kazuo zmarnowałem... ale już umiem!
Tomo odchylił głowę do tyłu oddychając głęboko i łapczywie. Nie bardzo wiedział gdzie trzymać ręce, więc zaczął masować jego plecy.
- Nie - uparł się chłopak. - Zobaczysz, że się nauczę. Poza tym teraz niszczę garnki senseia... nie pozwala mi do domu wrócić.
- Wiem, to po prostu takie naturalne - roześmiał się Koki. - O... otworzę jedną paczkę ciach do herbaty, okay? - zaproponował.
- No tak... ale nie sądziłem że taką 24 na dobę - uśmiechnął się szczerze.
Tomo jęknął cicho opierając czoło o ramię swojego mężczyzny. Oddychał szybko i chrapliwie. Mimo to chciał więcej, starał się biodrami poruszać, ale woda stanowiła większy opór niż myślał.
- Bo.... uhm póki sprawa jest na policji to nie mam być sam - wzruszył ramionami. - Sensei nie chce mnie do domu puścić, zresztą twój... uhm Kazuo też nie.
- Dobra, tylko dołącz do nas - Koki pogroził mu ze śmiechem palcem przed oczyma i poszedł do salonu by dołączyc do chłopaków.
- No nie wiem... tak tylko w nocy czy coś... - zaproponował. - NIe wiem Hiro-chan... nigdy nie miałem osobistego ochroniarza - ucałował go mocno.
Tomo sapnął ciężko, całując teraz szyję Takano. Pozwolił sobie nawet zrobić mu kilkka malinek, bo przecież i tak miały zejść zanim wrócą do domu.
- No tak, przecież ze mną do klasy nie chodzi - wywrócił oczyma Shuji.- Tak, przeprowadził śledztwo i doniósł na policję to i owo.
Ryu akurat skończył opowiadać Keiowi sztukę, teraz przytulając do siebie mocno przyjaciela. Stęsknił się za nim, co poradzić. Poczęstował się też jednym ciasteczkiem.
- Hiro-chan... nie przesadzasz, kochanie? - zapytał go spokojnie. - Doceniam, że mnie tak kochasz... ale ja jestem już duży i myślę, że odprowadzić się do szkoły mogę sam.
- Oj tam - ucałował go lekko. - Yuya nie zobaczy - obiecał mu i złapał go mocniej za szyję, całując go raz po raz.
- Nie wiem dokładnie, widziałem tylko... ech no wiesz... podejrzewałem że to ci sami co naszych rodziców, a Kazuo opuścił trochę dni w szkole, żeby zbadać sprawę. Wiesz... on tak trochę jak detektyw jest, ale za diabła nie chce na studia - wywrócił oczyma. - Ale jego pytaj, on zna szczegóły.
Ryu klasnął w dłonie i uśmiechnął się nieco.
- Mieliśmy porozmawiać o pieniążkach - przypomniał sobie, bo przecież chciał to w końcu wyjaśnić.
- Un... wiem, ale ja wcale nie chciałem, żeby ta sprawa była przyjęta - westchnął.
- Możesz - szepnął mu do uszka całując go zaraz w nie. - Mhm możesz - powtórzył zagryzając mocno swoją wargę.
- Okay to dobrze. A teraz już się nie przejmuj i pomyśl o prezentach jakie możesz nam zrobić... origami czy cuś - pstryknął brata w nos. - Coś na szczęście, co bym kuchni senseia nie spalil.
- Ale Koki już odłożyl wszystko - wymamrotał cicho Kei. - Wszyściutko... pracował na 3 zmiany, żeby uzbierać... a ja nie mogłem w niczym pomóc...
- Zawsze będę w niebezpieczeństwie Hiro-chan. Jesteś policjantem - zauważył całując jego usta. - Przecież będą gangsterzy, którzy będą chcieli się na tobie zemścić...
- DObrze - chłopak zagryzł zęby na dłoni wyginając się nieco kiedy Takano w niego wziął. Potrzebował kilka oddechów by się nieco przyzwyczaić. Rozpoczął delikatnie sięę na nim poruszać.
- Byłoby fajnie. Święta bez twoich babeczek to nie święta - wyznał mu Shuji.
- Uhm ale mi tak głupio... bo to było aż tyle pieniędzy - wymamrotał cicho Kei, a Ryu w tym czasie położył się na kanapie z głową na kolanach Juna,
- Troszkę mi słabo - wyjaśnił mu.
- Ech ok... tylko nie przesadź z tym pilnowaniem mnie - poprosił go całując go raz jeszcze.
Tomo skinał głową oddychając coraz szybciej. Wtulał się w niego mocno, nabierając coraz szybsze oddechy.
- Taka-chan... ja już... jest mega - jęknął głośniej nieco niz chciał.
Kazuo odwiedził Yujiego kolejnego dnia około 20. Wracał z Tokio i po drodze wstąpił do szpitala.
- Cześć - przywitał się z nim. - Przywiozłem ci breloczek z Tokio Tower - podał mu go. - Taki tam gadżecik - wzruszył ramionami siadając przy nim. - CO tam? Jakiś progres?
- To chociaż... chociaż jakąś ratę ustal - poprosił go cicho Kei. On naprawdę chciał już być z nimi na czysto. To wówczas Ryu rozkaszlał się dość mocno i usiadł natychmiast biorąc głębokie oddechy.
- Zakrztusiłem się - westchnął. - Już lepiej - ale serce mocno mu waliło więc wtulił się mocniej w Juna.
- Trzymam cię za słwo Po prostu nie przesadzasz.
- Ja ciebie też, nawet nie wiesz jak mocno - wysapał Tomo dochodząc wraz z nim i obracając mu się w ramionach. - Kocham cię, kocham - ucałował go kilka razy.
- Wyniki będą za tydzień, ale chyba spoko - Kazuo wzruszył lekko ramionami. - Ale wpadłem na pomysł prezentu dla ciebie - dodał wesoło. - Ubieraj bluzę, iddziemy na dach - zdecydował.
Ryu zamknął oczy słuchając sobie bicia serduszka swojego mężczyzny, a Kei zaproponował najniższą ratę jaką mógł. Koki na nią przystanął, bo uznał że kompromis dobrze im zrobi, a Kei poczuje się lepiej.
- ANo przynajmniej tyle dobrego - przyznał szczerze Naoki.
- Kochanie to było niesamowite - wyszczerzył się do niego, obejmując go mocniej ramionami. - Ty jesteś niesamowity.
- Oj przestań. Nie pożałujesz - zapewnił go ze śmiechem. - Jest deszcz meteorytów dzisiaj. Może z dachu będzie lepiej widać.
- MOżemy - zgodził się Kei. - Dziękuję Jun... naprawdę - chłopak zagryzł lekko wargi i odetchnął z ulgą.
- Nie marudzę, po prostu... no wiesz... nie chcę żebyś był nadopiekuńczy - wyszeptał, spoglądając mu prosto w oczy.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne - chłopak zrobił smutną minkę, poprawił swoje bokserki i odpłynął od niego kawałek. - Wszystko to twoja wina wiesz?
Kazuo poczekał aż ten będzie gotowy, a potem po prostu pomógł mu kierować aż na samą górę, gdzie otulił jego szyję szalikiem i podał mu termos z kawą. - Stąd będzie lepiej widać.
Kei skinął lekko głową i usiadł Kokiemu na kolanach, wtulając się w jego ramiona. - Jesteś mój ukochany - szepnął mu do ucha.
- Jun-chan? - Ryu spojrzał na Juna. - Możesz uhm położyć się tu trochę ze mną? Boli mnie lekko kręgosłup od siedzenia.
Naoki przeżył kolejny dzień i następny tego nadzoru całodobowego, a w środę obudził się przed Hirokim i mocno go wycałował.
- To co? Dzisiaj też po mnie przyjedziesz? - zapytał go.
- Bo jesteś zbyt dobry i podniecasz mnie za mocno - wywrócił oczyma podpływając do niego by popatrzyć na Paryż nocą. - Jest piękny, tylko za wielki... nie mógłbym mieszkać chyba w tak wielkim mieście... i wiem, że Tokio to moloch... ale to dlatego mieszkam w Yukan.
- Nie długo - obiecał mu. - 10 minut z zegarkiem w ręku - włączył budzik i wtedy się zaczęło. Deszcz meteorytów.
Ryu wtulił się w niego mocno.
- Musimy sobie taką szeroką kupić do naszego mieszkanka - zasugerował cicho, nadal słuchając jego serduszka.
- Mhm... ok - szepnął tylko siadając na brzegu łóżka. - Będę mógł w końcu iść samemu na zakupy - uśmiechnął się lekko. - Bo żadnej niespodzianki ci sprawić nie mogę jak ciągle przy mnie jesteś.
- Jesteś, bardzo dobry kochanie - zapewnił go Tomo mimo wszystko przytulając się trochę do niego. - To dobrze, bo chciałbym... tam zostać już.
- Mhm byliśmy - zgodził się chłopak upijając trochę ciepłego płynu. - Ale wiesz? Teraz będziemy robić jeszcze wiele szalonych rzeczy - zapewnił go wesoło, a kiedy 10 minut minęło to zabrał się za prowadzenie Yujiego z powrotem do jego sali.
- Tak, jak wrócimy... ale kanapa szeroka to must have - uśmiechnął się do niego. - Sam ją nam kupię.
- Uhm chyba nie - potrząsnął przecząco głową. - Chyba że to mój uczeń.
- Boli, ale przejdzie. Miałem dziś dużo wrażeń i jestem tylko wykończony - uśmiechnął się do niego.
- Zobaczysz. Myślisz po prostu dwuwymiarowo. Nauczysz się myśleć inaczej - dotknął palcem jego noska i wjechał z nim do jego sali. - Ten deszcz meteorytów był świetny - skomentował jeszcze.
- No co ty? Nic mnie nie boli głuptasie - ucałował go w policzek Tomo. - Jest przyjemnie.
- Okay - Naoki skinął lekko głową.
- Tak - uśmiechnął się do ninego Ryu. - Bardzo chcę tę kanapę mieć. Bo nie cierpniesz na niej i jest ci wygodnie a ja mogę do woli słuchać bicia twojego serca.
- Ale już? Jeszcze nie ma 23... - szepnął chłopak ziewając i przytulając się mocniej do jego piersi.
- Może być - zgodził się chłopak, po czym kichnął lekko. - Hiro-chan? Zrobisz mi dzisiaj specjalną herbatkę z imbirem?
- Chodźmy - zgodziłsię Tomo, podciągając się i z trudem wychodząc z basenu. - Takano? Mam miękkie nogi - poinformował go ze śmiechem.
- Ja ciebie też Yu-chan, ja ciebie też - pogłaskał go po głowie. - A teraz do spania - uśmiechnął się. - A ja pójdę już bozwieje mi autobus - dodał jeszcze i pokiwał mu na dobranoc. Pech chciał, że nie zdążył. Spędził więc na przystanku dobre 5 godzin, a kiedy wreszcie wsiadł w autobus kichał potężnie.
- No dobrze, ale z ciebie maruda - burknął niezadowolony Ryu, siadając. - To idź już spać, a ja tu soie poczytam.
Kazuo odwiedził go wieczorem z maseczką na twarzy.
- Oj nie pytaj... miałem pecha wieczorem - zaśmiałsię lekko
Tomo przytulił się do Takano z uśmiechem na wary.
- Tak noszonym mógłbym być zawsze - ucałował jego policzek i ziewnął przeciągle.
Naoki poszedł do kuchni tuż za nim i usiadł na krześle spoglądając na poczynania mężczyzny.
- Lubię jak mi śniadanka robisz.
- No wiem... bo ja po prostu muszę mieć dzień na takie noszenie chyba - przyznał mu szczerze, po czym ucałował go mocno w usta i wtulił się w niego jeszcze mocniej.
Naoki popatrzył na niego zaskoczony i przez długą chwilę milczał stukając palcami w blat. Odezwał się dopiero, kiedy otrzymał herbatę.
- Uhm ale nie spodobałoby ci się mieszkanie ze mną - zapewnił go cicho. - Co innego pomieszkiwać, a co innego mieszkać... a ja jestem męczący... no i nie miałbyś takiego porządku jak teraz...
Ryu pokręcił przecząco głową.
- Ja jestem zdrów jak ryba - zapewnił go wesoło. - I mam duuużo energii. Spałem już za długo - dodał jeszcze przytulając się do niego. - Poczytam sobie chętnie książkę.
- Przyjdę i zostanę dłużej niż Shuji i zjem trzy babeczki - uśmiechnął się szeroko. - I prezent ci przyniosę - dodał wesoło.
- Ja też się bardzo cieszę. Mogłem poznać cię od tej trochę innej strony. Podążyć twoimi śladami. Bardzo mi się podobało i cieszę się, że nie jesteś zły za ten mój słaby dzień - wtulił się w niego delikatnie. - Mogę posłuchać twojego serduszka?
- Ja nie chcę cię sobą przestraszyć - Naoki zacisnął mocno wargi. Nie chciał też, by Hiroki przez niego cierpiał. - Uhm pomyślę - obiecał szeptem.
- Un, ale aż tak mocno nie jestem - uśmiechnął się łapiąc za ksiażkę i rozpoczynając czytanie.
- Tak, no wiesz... chce trochę czasu spędzić sam na sam z Kentą. Chyba im na to pozwolisz, co? - wyjaśnił mu to spokojnie. - Wiem, wiem... ale już go dla ciebie mam więc nie ma odwrotu.
- Dobranoc - szepnął mu na uszko, słuchając jeszcze długą chwilę jego spokojnego bicia serca przed snem. Niczym cudowną kołysankę.
- Po prostu - Naoki wymamrotał pod nosem nieco smutniejąc. - Nie widziałeś jeszcze mojego złego dnia, smutnego dnia i wkurzonego dnia... a to dużo... te złe strony moje.
Ryu oblizał lekko wargi widząc go takiego, a Koki zaśmiał się cicho.
- Sam seks, co nie? - rzucił zabawną uwagę, a Ryu skinął bezwiednie głową.
- Ale ja...
- Hej, spoko. To żarcik tylko - dodał zaraz Koki. - Wiem, że się boisz, ale pocałować się z nim przed snem możesz, co nie?
- Mogę - przyznał nieco weselej chłopak.
- No to na co czekasz?
Ryu odłożył książkę i przesiadł się na wózek.
- Masz - sprzeciwił się Kazuo. - Smaczne babeczki.
Tomo pospał jeszcze dobrą godzinkę zanim leniwie otworzył oczy i ucałował usta Takano na powitanie nowego dnia.
- Dzień dobry - uśmiechnął się do niego. - Mnie się spało znakomicie, a tobie jak?
- Uhm... pomyślę, dobrze? - poprosił cicho. Potrzebował trochę czasu na podjęcie takiej decyzji. Przecież ojciec jakby się dowiedział, to obaj padliby trupem.
Ryu usiadł na kolanach Juna na łóżku i ucałował go mocno w usta by po dłuższej chwili zsunąć się swoimi wargami na szyję mężczyzny. Chciał mu dać choć trochę przyjemności. Niewielkiej, ale chciał.
- Najlepszym dla mnie prezentem jest to, że żyjesz.
- Nic a nic. Ale wyspałem się kochanie. Baaardzo się wyspałem - przeciągnął się mocno. - Kocham cię, koooocham.
- Dobrze - obiecał mu Naoki, upijając trochę herbaty. - O której przyjdą twoi ludzie?
- Nie naciskam, tylko... uhm czy my możemy się tylko tak pocałować? - zapytał go patrząc mu prosto w oczy. - Czy to za trudne? - zapytał go wtulając się zaraz w niego mocno.
- Mogę cię przytulić? - odpowiedział mu pytaniem na pytanie. Chciał choć na moment poczuć Yujiego w swoich ramionach. Nic więcej.
- Sam dojdę, ale chciałbym też sam się wykąpać. Wolałbym bez seksu dziś - ucałował go mocno wstając i ruszając do łazienki.
- Okay... to ja się zamknę w sypialni, tak? Bo pewnie ściśle tajne - zauważył spokojnie upijając jeszcze trochę herbatki.
- Dziękuję - chłopak jeszcze chwilę się tak do niego potulił, po czym wrócił do całowania mężczyzny.
Kazuo odetchnął z ulgą, obejmując Yujiego ramionami i zamykając oczy. Zapach chłopaka go uspokajał i właśnie tego teraz potrzebował. Krótkiej chwili z nim, sam na sam.
- Uhm to ja przepraszam - Ryu poczuł łzy w oczach więc szybko je zamknął. Chwilę siedział wtulony w niego, po czym znów usiadł na wózku. - Pójdę na moment na balkon - wyjaśnił mu cicho, po czym wyjechał z sypialni.
- Nic, jestem szczęśliwy... że mogę się do ciebie przytulić - wyjaśnił mu cicho.
Tomo szybko się umył, po czym wrócił do sypialni.
- To ja robię śniadanko, a ty się kąpiesz.
- No dobrze - ucałował go lekko.
- Dobrze - obiecał mu słabo się uśmiechając, po czym ubrał bluzę i pojechał na balkon odetchnąć świeżym powietrzem.
- Nie chcę odpowiadać na to pytanie - odparł tylko prostując się.
Tomo postawił więc na prostotę i zrobił kolorowe kanapki oraz kakao do tego.
- Smacznego moje śliczne kochanie - przywitał go entuzjastycznie.
- Tak jest szefie.
- A mogę prowadzić? - zapytał go zaraz Tomo. - Będę grzecznie słuchał twoich wytycznych, ale chciałbym trochę poprowadzić - poprosił go, upewniając się tylko że zabrali leki, bo bez nich to ani rusz.
Naoki postawił im od razu kawę i ciasteczka, samemu siadając na pufie, by przyjrzeć się nagraniu.
Potrząsnął przecząco głową.
- Nie znam go - zapewnił ich.
Ryu potrząsnął przecząco głową, chowając dłonie w kieszenie i jeszcze chwilę patrząc w niebo.
- Kocham cię - szepnął, choć czuł że zabrzmiało to źle po tym co się stało.
- Bo nie - mruknął tylko Kazuo. - Mnie też nie jest łatwo, z tym co się stało i faktem... że mnie nie bardzo pamiętasz, więc proszę... nie utrudniaj mi tego.
- Wszystko - zapewnił go z uśmiechem, biorąc kluczyki do ręki i jedną z ich toreb. - Leki mam - dodał jeszcze, przytulaj ąc się do Takano. - I ciebie mam... mam wszystko.
- Mogę nie być przy przesłuchaniu? - zapytał ich zaraz Naoki, upijając łyk swojej kawy.
- Wiem, ale chciałbym ci go dać - wyszeptał chłopak spoglądając na niego. - No bo przecież wiem jak tego chcesz...
- Wiem Yu-chan. Nie jestem smutny, tylko po prostu niektóre pytania - uśmiechnął się słabo. - Po prostu odpowiedzi nie mam...
- Ale chciałem żeby ci dzisiaj dobrze było - szepnął, patrząc mu prosto w oczy. - Chciałem ci dać przyjemność i nie zmuszałem się do całowania cię. Naprawdę - wymamrotał z czerwonymi policzkami.
Kazuo nie skomentował już tego. Dla niego wcale prostym pytaniem nie było. Pogłaskał go tylko po policzku.
- Kocham cię.
- Uhm są okay - powtórzył cicho chłopak, przytulając się do Juna odrobinę.
Chłopak siedział przy Yujim aż ten nie zasnął, po czym sam poszedł do domu.
Tomo wsiadł za kółko i prowadził grzecznie według wskazówek Takano, robiąc przerw ę tylko raz na załatwienie swojej potrzeby.
- Kochanie, a co tam zobaczymy? - zapytał go.
Naoki opadł wówczas na poduszki zaciskając mocno wargi i przytulając się do swojego pieska. Naprawdę nie chciał by jego oprawcą okazał się być jego ojciec.
- Ale nie podobało ci się jak cię dziś całowałem - zrobił smutną minkę, powoli wracając do domu.
Kazuo mu nie odpowiedział. Spał już wykończony i zmagał się z przeziębieniem. Musiał się wykurować do świąt, bo inaczej nie wpuszczą go do Yujiego.
-Chętnie się wykąpię z tobą w winie - uśmiechnął się szeroko. - Jakąś lampkę winka też spróbuję, ale nie dużo - obiecał mu zaraz.
- Uhm wiem, Hiro-chan - odparł cicho po czym obrócił się do niego przodem, nadal tuląc do siebie biednego psiaka. - Ale uhm wolałbym żeby tata w tym nie mieszał palców - wyszeptał.
- Un okay - uśmiechnął się do niego, a potem trochę przyspieszył i godzinę później byli już na miejscu. Tomo odetchnął świeżym powietrzem i przeciągnął się mocno. - Już mi się podoba.
- Nie okaże się - Naoki pokręcił przecząco głową. - Tata... nie zniża się do takiego poziomu... już szyciej by przyjechał i mnie sprał - usiadł w końcu i puścił pieska. - CHodźmy na spacer.
- Pewnie - Tomo przytulił się do jego ramienia. - Mogę być takim klejącym misiem cały nasz miesiąc miodowy?
Naoki od razu wstał i szybko się ubrał. Potrzebował teraz świeżego powietrza i Hirokiego obok niego. Przy okazji pieski dotlenią się też
Ryu uśmiechnął się do niego lekko a potem już wrócił do domu. Poprosił jeszcze Kokiego o herbatę i kiedy już ją wypił wrócił do sypialni. Położył się na swojej części łóżka, przykrywając się mocno kołdrą i zasnął zanim Jun do niego dołączył.
Kazuo przyszedł z Shujimdopiero na święta, bo wcześniej walczył z przezięcieniem. Pokonał je z lekkim trudem, ale zwyciężył.
- No to jestem Miś - odparł z uśmiechem, całując go jeszcze w policzek i pozwalając mu działać w recepcji, samemu tylko się przysluchując.
- Dobrze szefie, nigdzie dalej - wywrócił oczyma Naoki. Spacerowali tak dłuższą chwilę, ramię w ramię. Dopiero wówczas Naoki obrócił się i zarzucił ramiona na szyje swojego mężczyzny. - Stęskniłem się za twoimi ustami - przyznał z uśmiechem, całując go mocno.
[Jak to? xD ]
Ryu zmarszczył lekko nos i psiknął przez sen, po czym otulił się moniej kołdrą odganiając się od ręki Juna jak przed natrętną muchą.
- Godzinę jeszcze - wyjęczał.
- Wesołych - odpowiedzieli mu zgodnie. Shuji położył paczuszkę na kolanach Yujiego, a Kazuo przystanął tuż obok niego.
- Sprawdziłem, da się przeżyć - zapewnił go z miną męczennika.
- To moje pierwsze brownie. Nie spalone - pochwalił się Shuji. - Nie ma też po nim sraki ani wymiotów.
- A potem zwiedzanie - zgodził się chłopak. - Byłeś już tu kiedyś? Będziesz dobrym przewodnikiem? Chciałbym zobaczyć wszystko - uśmiechnął się szeroko.
Naoki uśmiechnął się zawadiacko i ucałował go namiętnie, walcząc z nim o pozycję. Miał przecież prawo być czasami na górze. Odrobinę chociaż, tak na przekór sobie, bo przecież tak bardzo pragnął z nim być. Niezależnie od wszystkiego. Musiał. Tu widział swoje miejsce. Wreszcie je odnalazł, a przynajmniej na dzień dzisiejszy tak twierdził... choć Australia nadal go kusiła. Pocałunek został im jednak przerwany przez wystrzał z broni. Grunt osunął się spod nóg chłopakowi i dopiero po krótkiej chwili zrozumiał że dostał. Zdążył jeszcze usłyszeć ujadanie psów i strzelającego Hirokiego, póki nie stracił przytomności.
Ryu wtulił się w niego dość niespodziewanie. Gdzieś kwadrans później i choć nadal spał to mocno się przytulał do mężczyzny mając jakiś dobry sen.
- Wow, to super - ucieszył się Kazuo. - Będziesz mnie woził na kolanach na wózku - dodał wesoło. - Formuła jeden w szkole. Żyć nie umierać - uniósł kciuki do góry. - I będziemy razem na rehabilitację chodzić.
- Naprawdę? Twój pierwszy? - Tomo spojrzał na niego zaskoczony ale i uradowany. - Juhu. No to razem będziemy się gubić - klasnął wesoło w dłonie. - Nie sądziłem, że są tu miejsca, gdzie cię nie było... przecież sporo czasu we Francji spędziłeś.
[Niedługo jak dostanie będzie wołał "O dostałem! Łap go!" xD A tak poważnie, nie planuję wielkich dramatów]
Naoki odzyskał przytomność jeszcze przed przyjazdem karetki i choć czuł duży ból to uśmiechnął się do Hirokiego.
- Mówiłem...że zaczynam się... przyzwyczajać - jęknął. - Boli - dodał zaraz.
Chłopak obudził się niedługo potem. Ziewnął szeroko siadając.
- Czas wstać - przeciągnął się lekko. - Dzień dobry - przywitał się z Junem. - Śniadanko?
- Spoko - odparł wesoło Kazuo. - Da się na pewno zrobić, a Shuji muskuły sobie wyrobi - dodał jeszcze. - Pchając cię co rano pod górę do szkoły - dodał ze śmiechem. - Choć sądzę, że sensei nie pozwoli mu tego robić i będzie cię podwoził.
- Okay, liczę na to że razem damy radę - zaśmiał się całując Takano mocno w usta.
Naoki stracił przytomność ponownie w karetce i odzyskał ją dopiero nad ranem, gdy leki przeciwbólowe przestały boleć. Nie chcąc jednak obudzić śpiącego Hirokiego, zagryzł tylko zęby próbując znów zasnąć.
- Uhm... przecież często mnie tulisz - zdziwił się trochę Ryu, ale pozwolił mu. Całe 5 minut, po czym znów usiadł. - Teraz już koniec. Idziemy na śniadanko.
- Jeszcze nie mogę - przeprosił Shujiego, Kazuo. - Lekarz zalecił mi brak w-fów do końca marca - westchnął ciężko. - Co oznacza żadnego wysiłku... jak ostatnio pobiegałem, to potem umierałem trzy dni - burknął. - Ale spokojna głowa, jak będzie trzeba to i tak popcham - ucałował lekko Yujiego. - Będziemy sztafetę robić - znów go ucałował.
- A potem jedzonko - dodał Tomo po czym już zajął się zwiedzaniem. - Kochanie? Tu jest pięknie - był zachwycony winnicami.
- Uhm boli - przyznał zachrypniętym głosem, zaraz jednak przytrzymując jego dłoń przy swoim policzku i zamykając oczy. - Nie musiałeś... tu zostawać - dodał, a widząc lekarza ze strzykawką, zacisnął dłoń dużo mocniej na nadgarstku mężczyzny. - Nie, proszę...
- Un - Ryu już był na wózku i jechał do salonu. - Dzisiaj poproszę... grzanki - błysnął ząbkami. - Tymi twoimi.
Kazuo pogłaskał go po włosach i przytulił lekko.
- Wiem Zosiu Samosiu - potulił go trochę. - Ode mnie prezent jest nieco dziwny - przyznał szczerze. - Kupiłem ci gwiazdę - wymamrotał, podając mu akt posiadania gwiazdy. - Poszukamy jej kiedyś na niebie.
- Ooo zobacz jaki mają dziwny gatunek winogron - chłopak podszedł do jednego z krzaczków i kucnął przyglądając się im. - Byłby z nich świetny placek... i do drożdżówki też by można je wrzucić - zauważył cicho, kalkulując sobie w głowie plan jak to zrobić.
- A kiedy mogę do domu? - zapytał, bacznie obserwując lekarza, który teraz wstrzykiwał zawartość strzykawki do kroplówki. - Dziś rano?
- Dostaniesz - Ryu dał mu porządnego buziaka i jeszcze go poprawił zanim skończył.
- Tyle się o nich nasłyszałem, że chciałbym je w końcu posmakować - uśmiechnął się Kazuo.
- No dobra, dobra - wywócił oczyma i ruszył z nim dalej.
- Tak długo... - Naoki zamknął oczy a sen sam go ukołysał, oddalając również ból.
Ryu natomiast usiadł na kanapie z książką w dłoniach.
- I soczek pomarańczowy - poprosił go.
- Taak... zachwalał je pod niebiosa.
- A potem sami jakieś zrobimy - wyszczerzył się do niego chłopak wtulając się znów w Takano. - Jest naprawdę przyjemnie.
Naoki dwa dni nie wychodził z łóżka, bo za bardzo go wszystko bolało, ale trzeciego już nie wytrzymał i o kulach pokuśtykal do łazienki. Miał dość wypróżniania się przez woreczek i cieszył się, że ma czucie w nogach.
- Dziękuję, pachnie pysznie, więc na pewno takie będą - wziął pierwszego gryza i upił trochę soczku.
Kazuo poczęstował się jedną i chwilę później sięgał już po drugą.
- Yu-chan one są przepyszne.
- Ale nie tutaj, głuptasie - zaśmiał się Tomo. - Myślałem o tym, by zrobić winko w domku - dodał wesoło. - Byłoby dużo zabawy.
Naoki odpowiedział mu dopiero wracając.
- Miałem dość leżenia - uśmiechnął się mocno wspierając się na kulach i powoli zmierzając w stronę łóżka. - I tego worka - dodał zaraz, wskazując na jego wcześniejszą toaletę.
- Uwielbiam je - zapewnił go chłopak. - Ale będęo nie wołał - dodał zaraz.
- Nie masz za co kochanie. Po prostu rób mi takie częściej.
- I wszędzie jest winko? Ja cię... to załoga musi ciągle pijana chodzić - zażartował przystając przy jeden z beczek. - Mou... jestem jeszcze maciupsi niż normalnie.
- Uhm... ale widziałeś, już mogę chodzić - uśmiechnął się lekko. - Wypiszesz mnie?
- Będę, aż ci się znudzą i powiesz, że masz mnie i babeczki w głębokim poważaniu - zachichotał.
- To będziemy sobie robić święta co jakiś czas - podebrał Yujiemu gryza babeczki.
[Kurczę... co ja piszę xD]
- Jestem, jestem. W porównaniu z Paryżanami jestem - pokiwał lekko głową. - A w porównaniu z beczkami to już w ogóle - uśmiechnął się. - No ale degustować muszą jakoś nie? Co by nieudany produkt wylać.
- A nie możesz mnie wypisać? Do domku? - zapytał go zaraz. - Bo oni mnie tu kłują... - wymamrotał chowając się mocniej pod kołderką. - Nie znasz dnia ani godziny kiedy wparowują z sadystycznymi uśmiechami i taaaakimi igłami.
- No doobrze - westchnął cicho Ryu gryząc swoją grzaneczkę.
- Szkooooda - zajęczał mu do ucha Kazuo ale więcej już nie marudził. - Są sto razy lepsze niż to twoje brownie - rzucił do Shujiego. - Ale to i tak jest najlepsza wersja - przyznał szczerze. - Chorowałem 5 ostatnich.
- No dobrze, wreszcie coś pokosztujemy - uśmiechnął się siadając na jednym z wygodnych, skórzanych foteli. - Widzisz? Mówiłem ci że jestem mikrusem - zaśmiał się.
- Uhm - Naoki naburmuszył się trochę, ale zaraz odetchnął głęboko. - Hiro-chan? Myślisz że... mogę nakłamać tacie? Że jestem w szpitalu i nie wyjdę przez święta? Ja uhm nie chcę tam jednk jechać - przyznał mu cicho. - Nie chcę.
- Idzie - uśmichnął się Ryu. - Marc wpadnie tu za godzinkę, posiedzimy razem chwilę, a potem wychodzimy. Taki jest plan - uśmiechnął się szerzej. - Więc uhm zjemy pewnie na mieście.
- Nie odczepię się. Już mi kulki ryżowe pyszne wychodzą, a teraz uczę się gotować zupę miso - obruszył się Shuji. - Teraz będę szkolił się odmistrza.
- Dziś zdaję się na twój gust. Chciałbym tak wykwintnie jak ty jesz - odparł szczerze. - I winko też mi dobierz kochanie... co by pasowało do posiłku. Znasz się na tym.
- To tak mu powiem - uśmiechnął się lekko. - Uhm bo wolę z tobą spędzić święta, takie spokojne.
- Na pewno nie będzie potrzeby by dzwonić - pokazał mu język, ale będę pamiętał o twoich słowach.
- Czajnik już odkupiłem - burknął Shuji. - A maszynka do ryżu będzie do twojego wyjścia - skrzyżował ręce na piersi. - Już cię nie lubię.
- W takich sytuacjach dobrze że mam ciebie - odparł wesoło chłopak. -Ty znasz tę całą etykietę.
- Tylko już żadnym dupkom się nie narażaj...proszę? - poprosił go łapiąc jego dłoń. - Wystarczy mi dziur póki co - zażartował i przyciągnął go do siebie by go ucałować. - Położysz się obok? Chciałbym się przytulić.
- Wiem i będę się bawił dobrze - zapewnił go Ryu. - Bardzo dobrze nawet - dodał z uśmiechem.
- Przypominam, że w twoich początkach z gotowaniem spaliłeś pół kuchni. Ja ograniczyłem się do paru garnków - burknął. - SKrzydła mi podcinają - zamarudził.
- Oj tam zawsze możesz poćwiczyć gotowanie u nas - dodał zaraz Kazuo. - Ach tak... wasz oprawca został aresztowany pod zarzutem morderstwa i usiłowania morderstwa. Toczy się proces teraz i wyciągają z nich inne nazwiska, więc póki co mieszkacie z nami... bo chcę mieć pewność że nic wam nie będzie.
- Pewnie tak - zgodził się. - ALe lepiej z tobą - dodał zaraz. - Poza tym... nie przyszedłbym sam... po prostu się znam.
- Kocham cię - Naoki wtulił się mocno w swojego mężczyznę i zasnął chwilę później. Nie sypiał za dobrze w szpitalu, więc korzystał z tych chwil, gdy czuł się bezpiecznie.
- Twój i tylko twój - zapewnił go chłopak, powoli kończąc swoje śniadanko. - Pychotka.
- Teraz też go będziemy mieć... maszynka do ryżu to nie wszystko. Można go gotować w garnku - burknął Shuji i przytulił zaraz mocno brata. - Więc masz zdrowieć, ale już.
Tomo posmakował najpierw dania, a potem dopiero upił łyk wina. Wino wydobyło smak potrawy. Pogłębiło go i sprawiło, że mięso wprost rozpływało się w ustach.
- To jest przepyszne - zadziwił się nie na żarty.
Naoki wybłagał lekarza o to by mógł wyjść już w piątek i kiedy Hiroki przyszedł do niego siedział na łóżku spakowany z tonami leków przeciwbolowych w woreczku oraz kulami obok.
- Jedziemy do domku - uśmiechnął się szeroko. - Tylko mam leżeć dużo i maało chodzić przez kolejny tydzień - dmuchnął sobie w grzywkę.
- ANo, fajnie to wino podkreśla smak - nachylił się nad stołem by go ucałować. - I jest pyszne - dodał jeszcze, smakując samego wina.
- Będę się dobrze czuł na sto procent - zapewnił go pokazując kciuki do góry. - Po prostu uhm... wolę w domku z tobą - przyznał cicho.
- I wyszło ci - ucałował go mocno i oblizał zaraz wargi. - Uhm kocham cię - znów go ucałował a potem wstał otworzyć Marcowi.
- Oj no dostaniesz nową - jęknął SHuji. - Cieszę się że ci smakuje... dopracuję go na pewno do twojego powrotu.
Tomo skinąłtylko głową i zaczął się zajadać ze smakiem, po czym upił jeszcze trochę winka zadowolony z posiłku. Ucałował znów swojeo męża.
- Jesteś najlepszy mężczyzna.
- Nie szkodzi - potrząsnął przecząco głową Naoki podając Hirokiemu swoje rzeczy i wspierając się na kulach. - Ja tylko chcę być w domku - szepnął.
- Dzień dobry - Marc skłonił się przed JUnem czując się trochę niepewnie przy swoim profesorze.
- Jun-chan? Zrobisz nam herbaty? - poprosił go zaraz Ryu wjeżdżając do kuchni, kiedy już zostawił drżącego Marca na kanapie.
- Tylko trochę, wolę otruć twojego chłopaka - rzucił szczerze Shuji i pokazał mu język.
- I jest - uśmiechnął się Tomo łapiąc go za rękę. - I będzie już tak idealnie cały czas...
- To ja powoli będę kuśtykał. Znajdziesz mnie po drodze - uśmiechnął się do niego
Marc skinął lekko głową i już po dłuższej chwili wesoło rozmawiał z Ryu. Podziękował Junowi za herbatkę, a Ryu ucałował go w policzek w podziękowaniu.
- Bo Kenty nie będę truł - zażartował.
[Dobre pytanie... zatrzymał się w 3 klasie podstawowej od daaawna xD]
- Oj tam oj tam, przetrwamy - zapewnił go wesoło Tomo. - I będziemy się śmiać potem.
Naoki zdołał w tym czasie przejść jedynie pół korytarza. Z ulgą przyjąłpomoc Hirokiego.
- Uhm nie tak łatwo jest się przestawić profesorze - rzucił odruchowo jeszcze raz dziękując za herbatę i upijając łyk. - Pyszna... - poczuł się w obowiązku zakomunikowania tego, a Ryu roześmiał się serdecznie.
- A co? Myślałeś że cię otruje?
- Nie - zapewnił go zaraz gorąco Marc.
- Myśl o sobie głupi bracie - fuknął Shuji. - To ty lezysz w szpitalu teraz.
[I zachowuje sie jak dziesieciolatek? o_O ]
- Mhm nie martw się na zapas - poprosił go Tomo. - Wszystko przeżyjemy.
- Będę, zobaczysz - burknął Naoki wtulając się w niego.
- Uhm dobrze profe.... uhm dobrze - chłopak zacisnął lekko wargi. - Postaram się przestawić - uśmiechnął się szeroko.
Kazuo w czasie ich rozmowy opuścił salę i kiedy wrócił był nieco pobladły na twarzy.
- Musimy przenieść imprezę - mruknął szybko podsuwając wózek Yujiego pod łóżko. - Yakuza tu jest, szukają was - dodał jeszcze. - Znikamy - mruknął zsuwając swoją bluzę i podając ją Yujiemu. - Wkładaj - burknął biorąc jeszcze szklankę i tłukąc ją o ścianę. Wybrał dwa większe ostrza. Jakaś broń się przyda.
[No xD]
- To przygotujemy się na wnuki - zarechotał Tomo. - A tak szczerze... to co z tego że będzie miał dziewczynę? Jesteśmy tolerancyjni kochanie.
- I tak będzie, zobaczysz - powtórzył jeszcze chłopak. - Lekarz powiedział, że nie będę miał problemów z nogami - dodał zaraz
Ryu ucałował Juna raz jeszcze, po czym pokiwał mu i wrócił do rozmowy z Marciem.
- Bo to są święta, właśnie dlatego... ma ale co z tego jak już padli trupem? - zapytał Shujiego. - Telefon mi padł - burknął ale myślę, że już wiedzą - dodał zaraz, stając za sterami wózka Yujiego. - Idziemy - mruknął jadąc z wózkiem na koniec korytarza i wpychając go do schowka, razem z Shujim. Podał też Shujiemu jeden kawałek szkła. - Spróbuję ich odciągnąć - oznajmił szczerze. - Yu-chan? Głowa do góry.
- To będziemy się tym wtedy martwić - pocałował go mocno. - A teraz chodź - poprosił go. - Jeszcze nie wszystko widzieliśmy.
Naoki skinął lekko głową.
- Ale nie chcę więcej dziur... już mnie 4 razy trafili - zauważył. - Niedługo będę perfekcyjną kamizelką kuloodporną - dodał z przekąsem.
Po dwóch godzinach Marc zabrał Keia i Ryu do miasta, żeby mogli razem poszaleć. Obiecał też przyprowadzić ich na kolację.
Kazuo pokręcił przecząco głową i ucałował go szybko.
- Shuji... zabierz go na dół jak tylko uznasz że będzie czysto - poprosił go. - Mnie nic nie będzie - uniósł dwa kciuki do góry, po czym już zatrzasnął drzwi od schowka i odetchnął głęboko, siadając na wózku. Przygarbił się trochę, ciesząc się że jeszcze za bardzo nie przytył. Mógł ich na początku zmylić. Odrobinę. Zamknął oczy licząc do dziesięciu. W końcu ich usłyszał. Kroki jednego, dwóch, czterech... ruszył na wózku do przodu skręcając tak by zwrócili na niego uwagę, a kiedy już był za rogiem, zeskoczył z niego i popchnął wózek na dwóch najbliższych samemu ratując się przed postrzałem za kolumną.
- Ekstra... - zacisnął wargi, biegnąc teraz do drugiej sali. Czterech na jednego. Dwóch miało broń, a on jedynie kawałek szkła i to co znajdował po drodze. Zdołał przewrócić kilka tac z fiolkami a także uskoczyć przed kolejnym pociskiem. W końcu znalazł się na klatce schodowej. Pognał na górę.
- No właśnie. Potem potem potem. Teraz jest nasz czas i nasz miesiąc miodowy - musnął jego usta swoimi.
- Ja też tak wolę - zaśmiał się. - Od igieł i krwiożerczych lekarzy... wolę ciebie i twoje łóżeczko.
Ryu wrócił do domu przed 22, wraz ze śpiącym Keiem na swoich kolanach. Ułożył palec na ustach witając się bezgłośnie z Junem.
- Zasnął w taksówce - wyjaśnił szeptem.
- Nic mu nie będzie - powtarzał mu bezgłośnie Shuji nasłuchując jednocześnie pilnie. Czekał jeszcze parę minut zanim otworzył schowek i upewniwszy się że nikogo nie ma wybiegł pchając wózek. - Wezmę cię na ręce. Zejdziemy schodami. Bezpieczniej - mruknął do brata, biorąc go szybko na ręce i zeskakując po dwa schody w dół.
***
Kazuo skrył się za jednymi drzwiami i ciął jednego ze swych oprawców w ramię. Mężczyzna wypuścił broń, którą chłopak zaraz chwycił i zacisnął mocno na niej palce, celując w drugiego ze swych oprawców.
- No dalej, chłoptasiu - zarechotał jeden z nich. - I tak nie strzelisz - dodał wesoło.
- Założysz się? - Kazuo zacisnął mocno wargi i wystrzelił, wprost w nogę tamtego, po czym puścił się biegiem przed siebie, nie chcąc udowadniać im że może też zabić. - Szlag... to był bardzo zły pomysł.
Kolejnego strzału uniknął cudem i zaraz potknął się o coś wywracając. Niemal natychmiast wstał kuśtykając. Czuł ból w skręconej kostce ale musiał go zignorować. I wtedy drzwi od windy otworzyły się. Chłopak wycelował w przybyszy drżącymi dłońmi, trzymając ich na muszce. Nie wiedział już którzy to przyjaciele, a którzy wrogowie, mimo że stał przed policjantami mając za sobą Yakuzę.
- Kąpiel brzmi cudownie - wyszeptał Tomo. - Zmęczyłem się troszkę wiesz? - uśmiechnąłsię do niego.
- Będę tylko prawie leżał - obiecał mu. - Ale w salonie w dzień, dobrze? - poprosił go.
- Bardzo dobrze - zapewnił go Ryu. - Byliśmy na takim małym koncercie przyjaciół Marca, a potem u niego w domu na kulturalnej imprezie. Nie piliśmy nic i nikt nas nie namawiał - zapewnił ich Ryu. - A potem Marc zamówił nam taksówkę i podał dokładny adres taksówkarzowi. Już go zawiadomiłem że dojechaliśmy - uśmiechnął się. - Było fajnie - ucałował Juna w policzek.
- Nie spotkaliście ich? - zapytał chłopak trzymając jednak wciąż broń przy sobie. - Mieli... mieli zejść na dół - odparł samemu powoli idąc w stronę schodów. - Poszukam ich - dodał jeszcze mocniej chwytając broń. Nie oddałby jej nawet gdyby Hiroki go o to poprosił. Nie, kiedy być może musiał jeszcze pomóc Yujiemu.
- A ty? Zmęczyłeś się? - zapytał go zaraz Tomo. - Tak trochę?
- Tak jest, szefie. Stosuję się do twoich rad i mówię jeśli będzie bolało, by dostać leki.
- Un umyję się i idziemy spać - zgodził się z nim Ryu. - Przepraszam, że tak późno - dodał zaraz. - Ja tylko... straciliśmy poczucie czasu... było naprawdę fajnie - uśmiechnął się do niego szeroko.
Kazuo odetchnął z wyraźną ulgą widząc, że nic im nie jest i kiedy już miał Yujiego w swoich objęciach, upuścił broń, przytulając go mocno do siebie. Tak bardzo się o niego martwił.
- Już dobrze, już dobrze - wyszeptał czując łzy ulgi na swoich policzkach. - Nic ci nie jest... dziękuję.
- Taka-chan? A mogę siedzieć ci tam na kolanach? Uhm wolałbym tak skoro jesteśmy z innymi ludźmi. Ja uhm chyba wciąż nie czuję się za pewnie wśród innych - przyznał mu na uszko, przebierając się. - Ale chcę spróbować tej kąpieli.
- Nie szkodzi, doktor powiedzial, że mogę wziąć do 3 na raz - dodał zaraz. - Mam też całą rozpiskę dla ciebie... co jak i w jakich ilościach... No i uhm pomożesz mi zmieniać opatrunek? Ja tam z tyłu nie widzę za dobrze.
- DObrze - Ryu skinął lekko głową i ucałował Juna, po czym pojechał do łazienki się umyć. Znalazł się pod swoją kołderką kwadrans później, wtulając się w podusię.
- Już nie jestem, nic mi nie jest. Nie chciałem, żeby cię zabili - wymamrotał, nagle opadając na ziemię razem z Yujim, którego nic już nie podtrzymywało. Zaśmiał się cicho. - Nogi mi wysiadły - ucałował Yujiego mocno.
- Zero seksu - zgodził się zaraz wesoło Tomo całując go mocno. - Ale i tak się tam do ciebie poprzytulam.
- To dobrze - Naoki odetchnął glęboko. - Bo bez ciebie nie dam sobie rady.
- Dobranoc - RYu ucałował go jeszcze w policzek zasypiając już smacznie.
- Nie, chyba nie - Kazuo potrząsnął przecząco głową, mimo zakrwawionej dłoni w miejscu, gdzie przeciął się szkłem i wyraźnie pulsującej bólem kostce. - Nic mi nie jest - oparł czoło o ramię Yujiego zamykając oczy. Nabierał powoli oddech, żeby ostatecznie się uspokoić.
Tomo mimowolnie odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy wchodzili do wanny. Wtulił się w Takano zamykając oczy. Oparł głowę o jego ramię, pozwalając swoim myślom upłynąć gdzieś daleko.
- Dobrze mi tu z tobą.
- Wiem, wiem - uśmiechnął się Naoki, opuszczając jednak fotel bo dłuższe siedzenie trochę go męczyło.
Ryu obudził się nieco przed nim i tym razem to on poszedł zrobić mu śniadanko oraz bento do pracy. Kiedy wszystko było już na stole po prostu czekał aż Jun się obudzi. Chciał mu zrobić tę niespodziankę.
Kazuo pokręcił przecząco głową. Nie chciał się nigdzie ruszać bez Yujiego. Podniósł się z trudem z podłogi, gdy tylko zobaczył Hirokiego. Wziął jeszcze broń i podał ją mężczyźnie.
- Czy oni... mogą dostać jakąś ochronę? - zapytał mężczyzny, przenosząc ciężar na zdrową nogę.
- Ja też się cieszę i to baaaardzo - zapewnił go z wielkim uśmiechem na ustach. - No i chcę już być z tobą zawsze.
- Hiro-chan? - Naoki zagryzł mocniej wargi. - Chciałbym z tobą zamieszkać - przyznał cicho. - Tylko nie chcę jeszcze sprzedawać swojego mieszkanka... no bo może uhm może czasem będziemy potrzebować odpoczynku od siebie - wyszeptał.
- No bo chciałem ci zrobić śniadanko. Dzisiaj domowo i japońsko - ucałował go. - A na obiad będą okonomiyaki - dodał z uśmiechem. - Tylko nie wróć zbyt późno - poprosił go.
- Dziękuję - Kazuo odetchnął z wyraźną ulgą, a Shuji popchnął go na znaleziony wózek, bo widział jakie ten ma problemy ze staniem. Potem jeszcze posadził mu na kolana Yujiego.
- Hiroki-san, my zamieszkamy trochę u naszego nauczyciela - powiedział w końcu. - Szczerze mówiąc, to boję się być sam u nas w mieszkaniu - dodał zaraz.
- Ale tu możesz się dodatkowo napić - zachichotał, ale nie spróbował tego zrobić, bo nie miał pojęcia jak to będzie smakowało.
- Tylko uhm będziesz mi musiał trochę miejsca w szafie udostępnić - przytulił się do niego mocniej. - I do pracy... uhm przewieziemy taki mały stolik ode mnie... dobrze mi się przy nim pracuje.
- Upieczemy - zgodził się ochoczo Ryu. - I zrobimy ciasteczka - dodał zaraz wesoło.
Kazuo skinął lekko głową nie mając już nawet siły oponować.
- Nie musimy nic zeznawać? - upewnił się jeszcze spoglądając na mężczyznę. - Ja uhm to nie była moja broń - dodał jeszcze myśląc trochę trzeźwiej, bo przecież jego odciski palców też się tam znajdowały.
- Dlaczego nie można? - zapytał go zaraz. - Pić tj a nie siedzieć długo - dodał spoglądając na niego uważniej.
- Un i pieski też tu będą - dodał jeszcze, ale poza tym przytulił się do niego mocniej.
- Poszukam fajnych przepisów - oznajmił wesoło. - I ciacho też upieczemy - dodał zaraz. - Cieszę się, że ci smakuje - przyznał szczerze Ryu zabierając się za swoją porcję.
- Już jedziemy z powrotem - Kazuo objął mocniej Yujiego i przymknął oczy pozwalając Shujiemu ich prowadzić do środka. Kiedy już tam byli lekarze zabrali Yujiego do jego sali, a Kazuo utknął w zabiegowych.
- Próbowałeś je kiedyś? - zainteresował się zaraz Tomo, siadając mu teraz na kolanach bo chciał być bliżej niego.
- Okay - chłopak przykrył się kocem, wtulając głowę w poduszki.
- Oj to nic takiego - przypomniał mu z uśmiechem.
Kazuo przyszedł do nich dwadzieścia minut później o kuli.
- Lekarz mówi że nic mi nie będzie.
- No tak, ale myślałem że kiedyś może próbowałeś - uśmiechnął się do niego delikatnie.
Naoki był tak wykończony że przespał dobre dwie godziny, zanim obudził się ziewając.
- No i będziesz mnie miał już zawsze- zapewnił go chłopak odkładając pałeczki, kiedy już nie mógł.
- Un okay - Kazuo przycupnął sobie obok łóżka Yujiego z wyraźną ulgą. - Jesteś super.
- Dobrze - Tomo wyszedł zaraz za nim na lekko miękkich nogach. Zdziwił się nieco, wtulając w ramiona Takano i śmiejąc się pod nosem. - Tak mi... miękko.
- Hej, dobrze mi się spało... i tak bezpiecznie - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Na pewno - zapewnił go wesoło pijąc swoją herbatkę. - Zrobiłem ci też bento - dodał jeszcze. - Odżywiaj się dobrze - pogroził mu palcem.
- Po prostu jesteś - wyjaśnił mu Kazuo.
- Kenta po mnie przyjedzie - zapewnił go Shuji. - No i mam osobistego ochroniarza. Nic się nie martw - dodał wesoło. - Zostań ze swoim chłopakiem. Nie będę wam przeszkadzał - pokazał mu smsa od Kenty że już czeka na swojego księcia.
- Okay - Tomo wciąż się śmiał, ale w końcu odzyskał równowagę. - Było fajnie, wiesz? - uśmiechnął się do niego.
- Wiem - Naoki obrócił się na bok by lepiej na niego spojrzeć. - Czuję się dużo lepiej niż w szpitalu.
Ryu pokiwał twierdząco głową.
- No bo masz dzisiaj dużo... sprawdziłem na lodówce - dodał czerwieniąc się trochę. - Pomyślałem, że chętnie coś przekąsisz.
- Jasne, dam znać że dojechaliśmy i takie tam - ucałował brata w policzek i poszedł.
- Ale wypiłem tylko pół kieliszka - przypomniał mu. - I trochę mi się w głowie kręci od zapachu, ale jest okay. Nie ciągnie mnie - zapewnił go. - Bo mam na kogo patrzeć i do kogo się przytulić.
- A co obrego zrobisz? - zapytał go Naoki. - I kakao poproszę.
- Mam, przychodzi tutaj - uśmiechnął się lekko. - Ale jak wrócisz już go nie będzie - dodał zaraz. - Więc się nie martw.
Kazuo w tym czasie zsunął swoje buty i wszedł Yujiemu do łóżka, przytulając się do niego mocno.
Tomo odetchnął głęboko czując na sobie zimną wodę. Bardzo mu to odpowiadało, więc uśmiechnął się delikatnie, a kiedy wyszedł czuł się już o niebo lepiej.
- Kanapeczki będą trafionym w dziesiątkę - zapewnił go Naoki.
- Do później - Ryu mu pokiwał i zrobił drugą turę śniadanka dla Kokiego i Keia, którzy wciąż chyba przeestawiali się na czas ameryki.
- Wesołych - ucałował jego policzek, chowając głowę w jego włosach. - Dobrze, że cię tu mam.
- Duużo lepiej - przyznał Tomo. - Chyba to gorąco i zapach alkoholu tak mnie ścięło, a teraz odżywam - zapewnił go, łapiąc go za rękę. - Pospacerujemy jeszcze w blasku księżyca?
- Dziękuję -Naoki sięgnął najpierw po kakao, dopiero po nim biorąc się za kanapcię. - Pychotka. Dawno takich nie jadłem... Hiro-chan, jedzenie w szpitalu było do dupy.
Ryu zrobił mu parę kulek ryżowych w różnych smakach, paróweczki w kształcie ośmiorniczek, kurczaczka teriyaki oraz jajko. Wetknął jeszcze do środka chorągiewkę z napisem "Fighting!" i drugą "Love you".
- Nie przejmuj się. To są najlepsze święta - szepnął chłopak, obejmując go mocniej. - Bo z tobą.
- Tak mamo - zażartował chłopak śmiejąc się pod nosem. Wtulił się mocno w Takano, po czym szybko się ubrał.
- Musi być - odparł chłopak. - Bo inaczej za mocno schudnę i nie będziesz mnie kochał.
Ryu natomiast rozmawiał w tym czasie z Chrisem.
- Ale nie musisz. Wystarczy że będziesz a ja będę już szczęśliwy - zapewnił go Kazuo.
- Tak mamuś, już idę - zapewnił go chłopak wtulając się w niego mocno i oddychając pełną piersią.
- Nie schudnę za mocno. Ślubuję uroczyście.
- Chyba się znajdzie, ale aż pięć? - zdziwił się, że liczba się powiększyła. - No to wróciłem do domku, byłem na randce z Junem, spędziłem miły czas w kawiarni z moim najlepszym przyjacielem, uczestniczyłem w koncercie, a potem grałem w gry planszowe ze znajomymi, zjadłem pyszne rzeczy, ugotowałem jedzonko dla Juna i mu smakowało, uhm całowałem się z nim tak uhm mocniej ale mnie odsunął - wymienił kilka chwil.
- Tak jest szefie - ucałował go w policzek wychodząc z łóżka i podsuwając Yujiemu wózek. - Pójdę z tobą - zaoferował. - W sumie też muszę.
- A w pokoju będzie jeszcze milej - zapewnił go Tomo. - Zamówimy jedzonko do pokoju?
- Jasne - Naoki zjadł dwie kanapeczki i dopił swoje kakao. - Jestem już najedzony i szczęśliwy.
- Bardzo. Byliśmy w teatrze i uśmiałem się dość mocno. Zrobiłem też parę zdjęć - pokazał mu zaraz aparat.- A potem oglądaliśmy świąteczne lampki i byliśmy na dobrym jedzonku - dodał zaraz. - Uhm odsunął bo powiedział, że jakby tego nie zrobił to by się na mnie rzucił.
- Jak bardzo? - zapytał go cicho Naoki, wtulając się w niego nieco mocniej. - Kto to był? Ten co mnie postrzelił? - chciał wiedzieć.
- Ładniejsze - zgodził się. - Bo niebo jest ciemniejsze - zauważył, wchodząc Takano na barana i przytulając się do niego. - No i spokojniej tam jest.
- No to ja pójdę do tej ogólnodostępnej - westchnął cicho Kazuo i kuśtykając ruszył do drzwi.
- Niby tak - zgodził się cicho, wykręcając sobie palce. - Ale uhm no bo chciałbym żeby mu dobrze było, ale nie mogę nigdy tego zrobić - dodał cicho. - No bo on mnie odsuwa...
- Uhm ok - Naoki spuścił wzrok, po czym wtulił się mocniej w swojego mężczyznę. - Budzę się często w nocy z krzykiem. Śni mi się moja śmierć - wydusił z siebie. - Przepraszam, że jestem taki słaby.
- Dzisiaj mam dla ciebie niespoziankę kochanie - uśmiechnął się do niego delikatnie.
Kazuo również szybko załatwił swoją potrzebę, po czym usiadł chłopakowi na kolanach.
- Poproszę do działu dziecięcego. Słyszałem że przychodzi dziś Mikołaj i śpiewane są kolędy wieczorem - uśmiechnął się do niego. - No i choinka też jest - puścił do niego oczko.
- Uhm no bo Jun wyglądał tak... seksownie - szepnął czerwieniąc się lekko. - No i właśnie wtedy poszliśmy się całować...
- Uhm chyba będę go potrzebował - przyznał cicho. - No bo uhm... to już 3 raz i chyba już sobie nie radzę.
- Dowiesz się w pokoju - ucałował go w policzek.
- Jak będzie za ciężko to powiedz kochanie - poprosił go Kazuo. - Wtedy ja cię trochę popcham.
- Uhm tylko ja się boję, bo co jeśli znów mu powiem że dalej nie? Raz już uhm chciałem i jak dotknął palcami uhm moich spodni to ja spanikowałem i to mocno... nie pozwoliłem mu i było mu smutno - zacisnął pięści. - Boję się.
- Uhm dobrze, że jesteś - Naoki usiadł mu na kolanach, przytulając się do niego.
Tomo zaśmiał się lekko mocniej obejmując jego szyję by przypadkiem nie spaść.
- Jesteś strasznie nieecierpliwy kochanie.
- Dla mnie możemy nawet jechać prędkością milimetr na godzinę, a skoro będę z tobą to nie będzie nudno.
- Uhm nie dla mnie - pokręcił przecząco głową. - Najważniejsze jest to co czuje Jun. Ja nie chcę widzieć go takiego smutnego bo znów nie wyszło - upił łyk swojej herbaty.
- Zawsze? - upewnił się, zamykając oczy. - To dobrze, bo bardzo za tobą tęskniłem jak byłem w szpitalu. Bardzo - szepnął.
- No ale co ja na to poradzę, że lubię jak się cieszysz - szepnął mu na uszko.
Kiedy wysiedli już słychac było śmiech dzieciaków. Pojechali więc w tamtą stronę. Sala telewizyjna została zamieniona w tę świąteczną. Stoły ustawione wzdłuż ściany i zastawione smakołykami oraz dzbankami z herbatą. Na środku stała choinka.
- Dobrze że jesteście - uśmiechnęła się jedna pielęgniarka. - Zaraz przyjdzie Mikołaj.
- Uhm nie chcę jeszcze - pokręcił przecząco głową. - Nie chcę zrujnować tego co już wypracowaliśmy... cieszę się, że mogę go całować tak uhm no bardziej intymnie bez przeszkód - uśmiechnął się szeroko. - Ale nadal śpię pod inną kołdrą niż on bo strasznie się boję tego, że niechcący gdzieś mnie dotknie... wolałbym najpierw to zlikwidować.
- Un ale będziesz delikatny? Bo to nadal boli - wyznał mu szczerze, kładąc się na brzuchu i podwijając swój t-shirt by Hiroki mógł mieć swobodne pole do popisu.
- Ale nie mogę - zaśmiał się znów Tomo, po czym zszedł z jego pleców stając obok, a kiedy weszli do środka posadził go w salonie, samemu siadając na nim okrakiem. - Mhm kocham cię - zaczął od delikatnego całowania, by w końcu odsunąć się od niego i tanecznym krokiem rozpocząć rozpinanie swej koszulki. Obiecał mu kiedyś striptiz i uznał że dzisiaj jest odpowiedni dzień.
Kazuo opadł na krzesło z uśmiechem, trzymając wciąż Yujiego za rękę. Wesoło pośpiewali świąteczne piosenki, a potem Mikołaj zawołał każdego, wręczając im malutkie paczuszki ze słodyczami. Mniejsze dzieci otrzymały maskotki.
- Będziemy na pewno. I na święta upieczemy pierniczki i jakieś dobre ciacho. Czekoladowe z kremem... bo takie lubię - uśmiechnął się nieco szerzej. - Zacznę też rehabilitację niedługo i po świętach wrócę na uczelnię. Teraz jeszcze zbyt długo śpię w dzień.
- Hiro-chan? Ile razy miałeś postrzał? - zapytał go zaciekawiony. - Albo... po którym przestałeś liczyć?
Tomo powoli zsunął swoją koszulę, ukazując mu raz jedną a raz drugie ramię i oblizując swoje wargi. Następnie obtańczył go naokoło, by położyć mu dlonie na piersi i przesunąć nimi w dół, kiedy to całował jego ucho, ale kiedy Takano chciał odpowiedzieć, znów się odsunął i zajął odpinaniem paska.
Spędzili miło czas. Siedzieli tam dobre trzy godziny wesoło rozmawiając z innymi dzieciakami. Pijąc herbatkę i jedząc smakołyki, a potem kiedy Yuji zaczął ziewać, Kazuo poczuł się w obowiązku by go popchać z powrotem do sali.
- Chciałbym, ale nie czuję się jeszcze na siłach - przyznał mu. - No i wolałbym być przynajmniej w 80% pewny że dam radę.
- Mhm czyli jeszcze trochę tak? Muszę jeszcze trochę pocierpieć aż się przyzwyczaję - westchnął.
- CIeszę się - zapewnił go Ryu. - Bardzo się cieszę - uśmiechnął się lekko. - Mam już prezent dla Juna.
- Mogę wziąć tabletkę? Boleć zaczyna bardzo - wyznał mu szczerze, nie ruszając się ani na milimetr ze swoją pozycją.
Tomo w końcu pozbył się swoich spodni i teraz już w samych bokserkach zachęcająco ruszał bioderkami. Znów usiadł mu na kolanach muskając teraz jego usta z zapałem.
- Podobało się? - zapytał go cicho.
- No dobrze, ale jak będzie za ciężko to powiedz - poprosił go siadając mu na kolanach. - Podobało ci się? - zapytał go zaraz. - Mnie bardzo.
- Szalik, ciepły sweter... taki żebyśmy mieli ten sam i płytę jego ulubionego wykonawcy - odparł z lekkim uśmiechem. - Nic specjalnego.
- Dobrze kochanie - Naoki zastosował się do jego polecenia, przykrywając się mocniej kocem. - Obejrzymy coś?
- Mhm są zarezerwowane tylko dla ciebie - zapewnił go Tomo pozwalając sobie ustami odnaleźć jego sutek i possać go, kiedy już rozpiął jego koszulę.
- Zostaję - odparł z delikatnym uśmiechem. - Mój ostatni autobus odjeżdża za 10 minut, nie dam rady dokuśtykać.
- Un mam nadzieję - uśmiechnął się lekko chłopak. - Dziękuję, że przychodzisz tu do mnie. Jak tylko będę miał więcej sił to będę mógł ja chodzić - dodał zaraz.
- Hm... coś niewymagającego zbyt dużego myślenia. Coś gdzie mógłbym wtulić się w ciebie i dobrze się bawić - wyszczerzyl się do niego.
- Mhm ja też, ja też - uśmiechnął się do niego zalotnie i wtulił w niego mocno zanim wrócił ustami do jego sutków. Jedna z jego dłoni powędrowała za krawędź spodni Takano i wdarła się do środka.
- Jeśli tylko mi na to pozwolisz to z przyjemnością - uśmiechnął się do niego szeroko.
- No tak... bo ja lubię zdjęcia, a Jun lubi takie nasze - wyjaśnił z uśmiechem. - Robimy czasami takie tam zdjęcia, a potem ja wybieram te najlepsze... i wieszamy - dodał wesoło. - Z choinką też sobie na pewno zrobimy - dodał zaraz. - O a to nasze ostatnie - pokazał mu zdjęcie z randki.
- Piraci są w sam raz - Naoki wtulił się w Hirokiego i spokojnie zaczął oglądać film, tylko trochę mocniej okrywając się kołderką.
- Un, postaram się... ale mogą być też takie bez ludzi? No bo czasem mnie coś zauroczy i chcę sobie zrobić na pamiątkę - uśmiechnął się delikatnie. Akurat o zdjęciach mógłby gadać godzinami.
Wstyd się przyznać, ale Naoki przysnął mu pod koniec filmu, tak mu dobrze przy Hirokim było. Schował tylko głowę w pierś swojego chłopaka i zrelaksował się zupełnie.
- Na pewno będę miał - wyszczerzył się chłopak ale zaraz zwinął się w kulkę na wózku krzywiąc nieznacznie i nabierając głębokiego oddechu. - Trochę mi niedobrze- przyznał cicho.
Naoki przespał dobre pół nocy, zanim obudził się zlany potem z krzykiem zamierającym w piersi. Przyszło. Pech chciał że koszmar nie chciał go opuścić.
- Mhm może i wygodniej, ale i tu jest dobrze - szepnął mu do ucha Tomo, swoim już zwyczajem zjeżdżając nieco niżej i biorąc jego penisa w usta. Mimo wszystko uwielbiał sprawiać mu tak przyjemność.
- Wiem, wiem - Kazuo skradł mu buziaka, po czym wstał, kiedy już byli blisko, bo zauważył,że Yuji nieco się męczy. - Strasznie się o ciebie dziś bałem. Bardzo mocno.
- Wziąłem - chłopak skinął lekko głową już samemu zostając w łazience. Zwymiotował trochę, po czym umył zęby i wrócił do salonu całkiem pobladły na twarzy. - To się zdarza. Nic takiego - uśmiechnął się słabo, kładąc się na kanapie. - Przepraszam.
- Uhm koszmar - potwierdził Naoki, wciskając się mocno w Hirokiego. - Znów mi się to śniło. Uhm głupi jestem - zaśmiał się przełykając łzy.
- Nie chcę - przyznał wesoło Tomo puszczając do niego oczko. Oblizał się łapczywie. - Dzisiaj połknę całe twoje nasienie - zapewnił go spokojnie, dalej pracując nad jego penisem. - Dojdziesz co najmniej 4 razy - dodał jeszcze, pomagając sobie dłonią przy masowaniu jego jąder.
- Wiem, że dałbyś radę - zapewnił go chłopak. - Uhm no bo jakbym został, to szybko by cię znaleźli... chciałem kupić ci trochę czasu kochanie...
- To pierwszy taki raz od wyjścia ze szpitala - przyznał cicho Ryu, zamykając zaraz oczy bo strasznie kręciło mu się w głowie. Nie chciał dać po sobie poznać jak bardzo źle się czuje. -Nie! - zaprotestował głośno. - Jun...niedługo będzie, a lekarz powie że się przemęczam i wykańczam swój organizm - wyjaśnił unosząc jedną powiekę by spojrzeć na mężczyznę. - Nic mi nie będzie. Wszystko gra.
- Uhm i mam ciebie - zgodził się cicho, jeszcze długo od niego nie odrywając siebie. Wolał go czuć obok siebie. Wtedy był spokojny.
- Naprawdę? A mogę też... - spojrzał na niego znacząco choć znał odpowiedź i nadeszła ona wraz z zwiotczeniem członka Takano. - Okay, okay - wywrócił oczyma i tym razem skończył swoją robotę, zanim po prostu na nim usiadł. - No panie zielonka, pokaż pan na co cię stać - objął go ramionami.
- Nie sądzę. Sprawdzali każde pomieszczenie... a uhm pomylili cię ze mną.
- Nie chcę - chłopak niezauważalnie przeszedł na japoński i obrócił się na drugi bok, zwijając się w kłębek. Tak naprawdę to tylko chciał żeby Jun do niego przyszedł.
- Tak... ale jak cię obudzę niechcący to przepraszam - dmuchnął sobie w grzywkę Naoki.
- Więc co dzisiaj? - zainteresował się ruszając się na jego penisie coraz szybciej, jednocześnie oddychając już dość chrapliwie.
- Bo jestem, ale nie obiecam ci tego... bo nie mogę - ucałował go mocno w usta. - Dobranoc misiu - pogłaskał go po policzku, szybko zasypiając.
- Trochę mnie boli głowa i w piersi też - odparł zgodnie z prawdą, obejmując Juna mocno ramionami i wciskając głowę w jego pierś. Oddychał dość szybko, ale równomiernie. - Wziąłem leki... - dodał jeszcze, wciąż myśląc że cały czas mówi po angielsku. - Nie złość się na Chrisa... został dłużej bo się martwił.
- Dobranoc- Naoki szybko zasnął ciesząc się obecnością swojego chłopaka. Tym razem pospał do samego rana.
Tomo przyspieszył jeszcze trochę, w końcu dochodząc wraz z Takano.
- Mhm, to było coś - szepnął schodząc z niego i ustawiając się na kolanach, zapraszająco i sugestywnie oblizując usta. Dawno już Takano nie "brał" go od tyłu.
Kazuo spał spokojnie, całą noc tuląc do siebie Yujiego. To był perfekcyjny sposób na zakończenie udanych świąt.
Ryu potrząsnął przecząco głową, ale za bardzo mu się nie sprzeciwiał. Pozwolił mu się wziąć na ręce. - Tylko... nie chcę tam zostać - wydusił z siebie. - Zwymiotowałem - przyznał mu jeszcze, co by wiedział co mówić lekarzowi.
Naoki pospał smacznie aż do dziesiątej kiedy to otworzył oczy ziewając przeciągle.
- Hiro-chan... śniłeś mi się - przywitał go tymi słowami. - Byłeś taki kochany... tuliłeś mnie cały czas i mówiłeś jak bardzo mnie kochasz.
Tomo odchylił głowę do tyłu i oparł się na łokciach oddychając ciężko. Nie potrzebował długiej chwili. Ta pozycja przynosiła mu dużo przyjemności i zaraz doszedł w dłoni Takano, ale ten nie poprzestał się w nim poruszać, przez co chłopak stwardniał po raz drugi.
Kazuo wygramolił się z jego łóżka wcześnie rano, nie chcąc ryzykować zostania przyłapanym przez lekarzy i dalej jedynie siedział obok swojego partnera, obserwując jego śpiącą twarzyczkę. Strasznie go kochał.
- Już - Chris natychmiast przytrzymał im drzwi. - Przepraszam - westchnął cicho. - Nie chciałem zostawić go samego. Miałem po ciebie dzwonić, ale wpadłeś - wyjaśnił mu spokojnie.
- Mhm dokładnie. Jeszcze tylko namiętny buziak i będzie dokłądnie tak jak w moim śnie - wyszczerzył się do niego.
- Wiem - Tomo był mu wdzięczny za ten chwyt, bo bez niego wylądowałby z twarzą na podłodze, a tak wtulił się mocno w Takano. - Ale będziesz mnie musiał do sypialni zanieść kochanie. Przykro mi, ale kroku dziś nie zrobię - zaśmiał się cicho.
- Bo zaraz wpadnie twoja armia w białych kitlach - puścił do niego oczko i pocałował jego nosek.
- Jasne i poczekam tam na was żeby odwieźć was do domu - zapewnił go jeszcze Chris wsiadając z nimi do windy. Ryu nic nie mówił, tylko skupiał się na równomiernym oddychaniu. Zaciskał jedną dłoń na swojej piersi. Wtulił mocniej głowę w pierś Juna kiedy przeszył go dość duży ból. Na szczęście trwał tylko kilka chwil, a potem zaczynał się ulatniać.
- Oby więcej takich szczęśliwych snów mi się spełniało - uśmiechnął się do niego szeroko.
- To do wanny poproszę - uśmiechnął się do niego lekko. - Przyda mi się ciepła kąpiel.
- Wolałem nie ryzykować - uśmiechnął się i ucałował jego pyszczek.
Lekarz zaraz się nim zajął. Podał odpowiednie leki i kroplówkę, a chłopak zasnął spokojnie.
- Miał zbyt intensywny powrót do rzeczywistości i chciał za dużo od razu. Proszę go trochę stopować - poprosił mężczyzna wyjaśniając Junowi że nie ma się czym martwić. To tylko zmęczenie.
- Będę ci o nich opowiadał, jeśli będziesz bohaterem głównym moich snów - ucałował go znowu.
Tomo oparł się wygodniej o krawędź wanny i zamknął oczy ziewając lekko. Było tak przyjemnie, że mógłby tu spędzić nawet nieco więcej czasu.
- Już się nie kłóć - poprosił go Kazuo, zerkając na zegarek. - Muszę się zbierać. Obiecałem spotkać się z siostrami dziś - wyjaśnił mu.
- Tak, jak kroplówka się skończy, zbadam go jeszcze raz - obiecał mężczyzna. - Ryu powinien jeszcze dużo odpoczywać - wyjaśnił mu. - A on pewnie chciał za dużo na raz. Rozumiem go, ale musi uważać na siebie. Zwłaszcza teraz. Proszę go przypilnować.
- Un - wtulił się w niego mocniej. - Dobrze mi się z tobą śpi kochanie.
- Bardzo mi się podobało. Smakowanie wina i kąpiel w nim... fajna sprawa - uśmiechnął się lekko. - No i to że byłeś tuż obok.
- Nieeee - Kazuo pokręcił przecząco głową. - Bo zjem je zanim dotrę na spotkanie - dodał ze śmiechem, całując go w policzek.
Ryu spał dobrą godzinę, a potem otworzył oczy całkiem zrelaksowany. Spojrzał na Juna z delikatnym uśmiechem.
- Będę mógł wrócić do domku? - zapytał go z nadzieją.
- Koniecznie - Naoki posłał mu rozbrajający uśmiech. - I będziemy jeść pyszne rzeczy i tulić się w każdej wolnej chwili.
- Dlaczego tak sądzisz? - zdziwił się Tomo. - Przecież chciałem tylko żeby ci było dobrze - ucałował go lekko. - No i uwielbiam spędzać z tobą czas po prostu.
- No dobra... ale jak zjem je po drodze to będzie twoja wina - pogroził mu palcem i pokiwał mu jeszcze biorąc swoją kulę i kuśtykając do wyjścia.
- To dobrze, bo przecież okonomiyaki będziemy robić - uśmiechnął się do niego lekko, przymykając nieco oczy. - Uhm może za szybko chciałem - odparł. - Ale chciałem się wami nacieszyć...
- Nic a nic - wyszczerzył się do niego chłopak.
- Tylko się specjalnie nie zmieniaj żebym miał trudności - zażartował chłopak.
- Ale ja chcę ci je zrobić - jęknął Ryu. - Już wszystko przygotowałem... trzeba tylko swoje ulubione składniki na patelni wymieszać - wyjaśnił patrząc mu prosto w oczy. - Uhm Chris... był chyba przestraszony. Już nie będzie chciał ze mną mieć zajęć. Na pewno.
Kazuo przyszedł do niego dopiero po kilku dniach. NIe mógł wcześniej bo zaczął pracę dorywczą w sklepie spożywczym i jakoś tak wyszło. Teraz jednak miał dzień wolny od pracy i wraz z ręcznie robionym bento przyszedł do Yujiego.
- Hej misiak - przywitał się z nim
- To dobrze, bo nie będę musiał na nowo sie uczyć - zaśmiał się próbując wstać i padając z pluskiem do wody. - Ałć - jęknął, chwytając się za obtarty łokieć. - Fatalnie... nie wyjdę.
- Hiroki, dasz mi lek przeciwbólowy? Boli - przyznał cicho.
- Mou ale nie karaj mnie. Nie zrobiłem nic złego - chłopak poczuł łzy w oczach, ale cały czas twardo patrzył na Juna. - Ja nie chciałem tu trafić - wydusił.
- Un wiem, ale pracuję trochę. Chcę dokładać się do mieszkania - wyjaśnił tylko. - No i zdobywać doświadczenie, ale jak szkoła się dowie to wylecę... więc im nie mów.
Prześlij komentarz