Jun skinął głową i ustawił się na bramce. Zatrzymał drugą piłkę i zaraz podał ją chłopakowi.
-ok, porozciągamy się trochę.-zdecydował Hiroki uznając że to się przyda bo zajęciach jakie ostatnio mieli.-Ustawcie się w odstępach.-polecił stając na przeciwko grupy i zaczął ich instruować.
-Ren zrobił?-spytał zaspany Takano. Zmrużył oczy próbując zobaczyć Yuyę a zaraz po chwili wyciągnął rękę żeby wymacać okulary leżące na szafce nocnej.
-już ją przynoszę.-powiedział Jun biegnąc po piłkę i podając ją chłopakowi. Zaraz znów wrócił na bramkę czekając na kolejny strzał.
-Wiem co robiliście. Sprawdzę dzisiaj jak to robicie po tym jak się porozciągamy. A potem nauczę was pewnie innego sposobu.
-miejmy nadzieję że robił to pod czujnym okiem Kanekiego.-skomentował Takano w końcu zakładając okulary.-ok, wstajemy. Trzeba zobaczyć w jakim stanie jest kuchnia.-mruknął siadając na łóżku.
Jun westchnął ciężko i skrzyżował ramiona na piersi. Podszedł do już leżącego chłopaka i usiadł obok na materacu. -Ryu? Dlaczego się tak przemeczasz?
-ok, wystarczy.-zdecydowal Hiroki po dobrych 20 minutach rozciągania. Ustawcie się w kolejce.-polecil i poszedł wyjąć z torby drewniany model pistoletu.
-mocno? Chcesz żeby Ren Cię obejrzał?-spytal Takano glaszczac chłopaka po wlosach.
- dobrze.-Jun skinal głową i usiadł na brzegu kozetki.
Hiroki schowal atrapę broni za plecy i podszedł do chlopaka.-ok, uspokuj się a ja przyniosę coś innego.-polecil mu i podszedł do torby. Wyjął gumową atrapę noża i wrócił do chłopaka.
-ok, poczekaj. Zaraz to tutaj przyprowadze a potem zjemy śniadanie.-powiedzial wstajac z łóżka i idąc do kuchni.-Ren? Tomo coś głową boli...moglbys na niego zerknąć?
Jun westchnął ciężko patrząc jak chłopak zasypia. Potem spojrzał pytająco na lekarza. -możemy tu chwilę zostać? Ciężko będzie mi z nim wrócić bo nie jesteśmy samochodem.'
-teraz dasz radę?-spytał przyjmując pozycję i czekając aż chłopak mu odpowie.
Takano odetchnął z ulgą słysząc brata i uśmiechnął się do swojego męża. -Ren ma rację, najpierw coś zjedz.
-dobrze. Przeniose go jeśli pan pomoze mi z kroplowka.-zaproponowal Jun wstajac z kozetki.
-ok.-Hiroki skinal głową.-bedziemy ćwiczyć z tym.-powiedzial machaja atrapa noża.-jesli przez czymś będziecie się musieli bronić to raczej przed tym. Nauczę was też łatwiejszej techniki. Kto na ochotnika?
-potwierdzam był porządek.-przytaknal Takano i zaraz podszedl do Tomo.-chodz, pomogę Ci.
-nie możesz tak Ryu...musisz tego pilnować bo potem jest jeszcze gorzej.-powiedział na prawdzę szczerze zmartwiony.
Hiroki w tym czasie poszedł do swojego gabinetu żeby posprawdzać maile i napić się czegoś. Wrócił po pół godzinie.
-mhm...tylko uważaj, ok? Wiem że mamy automat i używasz i tak tylko swojej zdrowej nogi...ale nadal nie chcę żeby coś się stało.-dodał patrząc na to czym jest zastawiony stół.-No no Ren...Co ty tu przygotowałeś?
-Wierzę, ale uważaj następnym razem. Wtedy będzie jeszcze fajniej.-powiedział głaszcząc chłopaka po włosach.
Hiroki westchnął widząc ich takich. -ok, teraz poćwiczymy obronę kiedy ktoś was łapie od tyłu.-wyjaśnił.-ktoś na ochotnika? Może ktoś większy.-powiedział patrząc na grupę i szykając kogoś wyższego od siebie.
-Nie musiałeś. Ale dzięki.-powiedział Takano biorąc się za jedzenie.-no...nie jest źle.-zaśmiał się jedząc tosta ze smakiem.
-ech...no i nic Ci na to nie poradzę Ryu. Odpocznij tutaj dopóki kroplowka się nie skończy a potem wrócimy do domu.
-ok, idealnie.-Hiroki poprosił to o podejście do siebie i pola mu jak ma to zlapac.-ok właśnie tak. Pod moimi ramionami i dłonie połóż na moim karku. Kiedy ktoś tak was złapie musicie być bardzo ostrożni bo łatwo skończyć że złamanym Markiem. Wtedy najlepsze co możecie zrobić to upaść razem z przeciwnikiem i uciec. Manewr jest hardzo prosty.-powiedzial Hiroki a następnie przesunął lewa nogę do tyłu i podhaczyl chłopaka tak że ten poleciał do tyłu a następnie staral się upaść z jak największą siłą na niego.
-sa dobre Ren.-powtorzyl jeszcze raz Takano. Wiedział że jego brat się stara.
-dopilnuje żeby jutro odpoczął.-obiecal Jun.-no chodź, wracamy.-dodal już po japońsku do chłopaka i pomógł mu przejść na wozek.
-ok, ustawcie się w kolejce, Zobaczę jak wam idzie.-polecil im Hiroki wstajac na środku maty.
- jasne, wpadaj. Od rana chcesz? Będziesz mógł zbierać zamówienia czy cos. Trochę będę dzisiaj zajęty bo kończę tort więc pomoc mi się przyda.-przyznal szczerze.
-ale skoro masz jutro odpocząć to raczej nici z pubu wieczorem...-mruknął przypominając mu o ich planach.
Kiedy wszyscy skończyli Hiroki w końcu poszedł do swojego gabinetu. Wziął prysznic i przebrał się a potem usiadł jeszcze do komputera żeby sprawdzić maile.
Takano skinął głową a potem zwrócił się do swojego męża. -na nockę? To może zdrzemnij się przed pracą?-zaproponował nie chcą żeby mu znów padł.
-ok, ok, dobre ciasto tak jak obiecałem.-powiedział Jun spokojnie wyprowadzając wózek ze szpitala i idąc w stronę cukierni.
-Możesz tutaj przychodzić jak widzisz że wracam.-dodał uśmiechając się do niego a potem znów wracając do komputera.
-Spokojnie, nie powinieneś przeszkadzać.-zaśmiał się Takano ubierając buty i wychodząc do cukierni. Otworzył drzwi i od razu poszedł do kuchni. Ubrał fartuch i swój zapasowy podał bratu.-umyj ręce.
-jasne, ale może poczekaj aż w ogóle dojdziemy na miejsce, ok?-zaśmiał się Jun prowadząc wózek dalej. Kiedy w końcu dotarli zajęli stolik trochę bardziej na uboczu. Jun zamówił chłopakowi to o czym ten wcześniej mówił a sobie ciasto czekoladowe i herbatę.
-z czego tam się śmiejesz?-spytał Hiroki po chwili. Oderwał wzrok od monitora i spojrzał na chłopaka.
-Nie. Czasem po prostu trafi mi się zamówienie no i siłą rzeczy muszę zrobić dużo w bardzo krótkim czasie.-wyjaśnił Takano od razu biorąc się za przygotowywanie ciasta.-do otwarcia jeszcze trochę czasu.-dodał Wyjmując wszystkie składniki i stawiając je koło miksera.
-mhm, ja czasem też.-przyznał Jun biorąc łyk herbaty i zaraz zjadając trochę ciasta.-Pomasować ci nogi jak wrócimy do mieszkania?
-no trochę.-przyznał Hiroki lekko się uśmiechając.-chciałbym im jakos pomóc...
-no...ty tak.-zaśmiał się Takano i nastawił mikser ze wszystkimi składnikami. Kiedy ciasto było gotowy rozlał je do blaszek i wstawił do piekarnika. Potem wziął się za robienie kremu a kiedy i on był gotowy i leżał w lodówce, usiadł na przeciwko brata przy niewielkim stoliku w kuchni.-Ren? Zauważyłem że chyba...chcesz o czymś ze mną porozmawiać...-zaczął biorąc łyk kawy.
-ciesze się. W takim razie najlepiej jak weźmiesz sobie relaksujaca kąpiel a przed snem rozmasuje ci nogi.
-ech...zadzwonie do niego dzisiaj a potem zadzwonię też do komendanta. Nie podoba mi się że się tak przemecza.
-hmmmm....-Takano upil trochę kawy a potem znów się odezwał.-moze zaproponuj mu talie mieszkanie na próbę? No wiesz...poki sytuacja się nie uspokoi. Przenieslibyscie jego pracownię do jednego z wolnych pokojów czy coś...no wiesz...ja wiem że chcesz dobrze ale jeśli on jest taki uparty to musicie pójść na kompromis. Ewentualnie ty mógłbyś się wprowadzić do niego.
-ale możemy się zamienić jeśli to smakuje ci bardziej.-zaśmiał się Jun.-ale jeśli nie chcesz to nie.-wzruszył ramionami.
-Jak się pewnie domyślasz mało mnie obchodzi jego zdanie w tym momencie. Ma wziąć wolne choćbyście go mieli przywiązać do łóżka w szpitalu. Jak nie wyjdzie z pracy po dobroci to dzwonię do komendanta, jasne? Yasu ma iść n tygodniowy urlop, to rozkaz.
-Na pewno się da Ren tylko to wymaga pracy. Nie będzie łatwo ale nikt nie mówił że będzie.-westchnął Takano i upił kawy.
-W takim razie cieszę się że Ci smakuje.-powiedzial Jun u skończył swoje ciasto a potem dopil herbatę.
- to jak się obudzi powiedzcie mu żeby do mnie oddzwobil. Nie budzić mi go.-westchnal Hiroki.-no to ktoś raczy ni wyjaśnić sprawę?
-jasne, wpadajcie. Zawsze jesteście mile widziani a tutaj latem jest pięknie.-powiedzkal z uśmiechem a potem również wstał od stołu by wyjąć ciasto z piekarnika.-ok...teraz musi ostygnąc.
-ukrywasz?-spytał Jun patrząc na chłopaka zaciekawiony. Nieśpiesznie prowadził wózek do ich mieszkania.
-na pewno tak by było, ale sytuacja jest jaka jest i chciałbym żeby się na niej skupił...Nie chcę żeby zaniedbał siebie, jak tak dalej pójdzie to on wyląduje w szpitalu, nie chcę tego.
-kawy.-poprosił Takano właśnie wkładając ciasto kolejny raz do lodówki.-ok...teraz niech posiedzi z godzinę i w końcu będę mógł dekorować.-klasnął w dłonie.-cóż...taki ruch bo pewnie się rozeszło że mam nowego przystojnego kelnera.-zaśmiał się.
-no tak...a jak ktoś ci wejdzie w galerie albo coś?-spytał zerkając na niego trochę.
-jeśli oddzwoni to z nim porozmawiam.-powiedział Hiroki powoli zaczynając zbierać swoje rzeczy.
-Yuya znowu!?-jęknął Takano bo już raz mieli dokładnie taką samą sytuację.-ok Yuya, zapamiętaj to proszę, nie zakładamy nikomu tak kajdanek. Nie i już.-westchnął i zaraz wybiegł z cukierni i pobiegł do domu.-Tomo!-krzyknął chcąc od razu wiedzieć gdzie jest jego mąż.
-ja też mam hasła, ale mam cię na tapecie. Tylko na wyświetlaczu mam coś innego a telefon objęty hasłem i na odcisk palca.-przyznał szczerze.
-dzisiaj ja?-mruknął i zastanowił się trochę.-hmmm...w takim razie może jakiś pyszny hot pot?
-na pewno byłoby lepiej...chodź zaraz ci pomogę.-powiedział zaraz wyjmując apteczkę i dwie agrafki.-ok...na prawdę się cieszę że umiem je otwierać bez klucza.-zaśmiał się siadając z mężem na kanapie i biorąc się za otwieranie kajdanek.
-mhm...no tak masz rację.-przyznał spokojnie Jun.-Przeszkadza ci to, że musimy się tak ukrywać?
-W takim razie idziemy.-słyszałem że tutaj niedaleko jest bardzo dobra knajpka.-dodał zaraz ubierając kurtkę.
-Już za chwilę będzie po wszystkim.-obiecał mu.-Właśnie widzę że już bez gipsu.-dodał z uśmiechem uwalniając już jedną rękę chłopaka i biorąc się za drugą.
-wiem, że nie marudzisz, tak tylko pytam. Bo mi czasem przeszkadza.-przyznał wchodząc w końcu do bloku a potem prostu do windy.
-hmmmm...to zaraz za rogiem więc możemy zostawić rzeczy w samochodzie i tam się przejść.-zgodził się.
-dobrze kochanie, przekazuj. Ale wtedy to ty będziesz mi musiał pomóc.-zaśmiał się i mocno przytulił do siebie chłopaka.-pojadę, obiecuję że jutro jestem cały twój..do wieczora po będę musiał pomóc Yuyi się spakować. A teraz muszę wrócić do cukierni...chcesz pójść ze mną? Popatrzysz jak dekoruję tort i zrobię ci czekoladę.-zaproponował biorąc się za opatrywanie nadgarstków chłopaka.
-hmmm....kiedy ktoś się do mnie przystawia i nie mogę po prostu powiedzieć że mam chłopaka. Zwłaszcza jak przychodzą do mnie studentki. I hmmm...że nie mogę swobodnie chodzić z tobą na randki bo zawsze możemy na kogoś wpaść.
-A nie jesteś zmęczony?-spytał Hiroki śmiejąc się cicho. Otworzył samochód i wrzucił swoje rzeczy do bagażnika.
-ok, skończone, możemy iść.-powiedział wstając z kanapy.-może Kaneki też chce pójść? Gdzie on się podział?-spytał zaraz myśląc o swoim bracie który sam został w cukierni.
-jasne, możemy chwilę pograć.-zgodzil się zerkajac na zegar3k i zaraz potem zdejmujac buty i kurtke.
-wyglada smacznie.-zgodzil się Hiroki i wstał żeby złożyć zamowienie. Po chwili wrócił do stolika z taca jedzenia żeby mogli je ugotować.
-Tomo...-Takank odłożył na chwilę ostatnią dekorację na bok i odwrócił się mocno przytulajac do siebie chłopaka.-Tomo...kochanie, wszystko jest już dobrze...-poglaskal to po wlosach.
Jun skinal głową i w tym czasie poszedł do kuchni. Nalal im soku do szklanek i pokroil jabłka a potem wrócił do salonu.
- No ale najpierw trzeba ugotować.-zasmial się i zabrał się za wkładanie wszystkiego do garnka.
-nie przeszkadzasz.-zapewnil go Takano i objął go mocno.-o Ren.-zawolal brata kiedy ten zajrzał do kuchni.-Kaneki jest jeszcze w mieście więc możesz po niego pojechac. Na dziś i tak już zwmykam.
-ok, ok...bede grał uczciwie.-zasmkal się.-hmmm...mozemy pójść jak już wrócimy.-zauwazyl wesolo.
- To nic że że mogles ale cieszę się że sam się zdecydowałeś na pojęcie do psychologa.-powoedzial podkrecajac trochę ogień.-no...zawsze potrafisz mnie rozgrzać więc nie mam nic przeciwko.-dodal puszczając mu oczko.
-ocztwiscie. Wszystkim zrobię zwykłą.-powiedzial w końcu dodając ostatnia dekorację do tortu.-mozesz zostać, pomożesz mi je potem zanieść.-dodal chowają tort do lodówki o biorąc się za robienie czekolady.
-jasne, czemu nie.-zgodzil się wesoło i upil trochę swojego soku.
-mielismy dobre składniki.-zauwazyl Hiroki.-i będę zawsze trzymał za Ciebie kciuki.-dodal zaraz.-mmmm...goracy posiłek po męczącym dniu jest najlepszy.
-brzmi ciekawie.-zgodzil się Takano.-chociaz miałeś nie myśleć o pracy i odpocząć tutaj.-zasmial się.-nie sądziłem że to kiedyś powiem ale....bierz przykład z Rena. Dzisiaj jego głową była zajęta pomaganiem mi i zbieraniem napiwków.
-mhm, dokładnie tak jak obiecalem.-przytaknal Jun z uśmiechem i znów wziął kilka lykow soku. Zaraz odłożył szklankę i położył się z głową na udach chlopaka.-moge?
-ja też bardzo lubię. Więc możemy je jeść tak często jak tylko chcesz.-obiecal mu i dołożył sobie trochę miesa na talerz.
- No miał wzięcie a ja miałem ruch. Nie dałeś się tam żadnej, co Ren?-spytal Takano śmiejąc się wesolo.
Jun spokojnie najpierw rozmasowal mu jedną nogę a potem drugą. -juz skarbie. Lepiej trochę?
-Naoki? Chcesz porozmawiać?-spytql Hiroki kiedy dojechali. Nie zgasil jeszcze samochodu tylko zerknął na chlopaka.
-czujesz że twoja pozycja w związku jest zagrożona?-spytal Takano patrząc na brata i śmiejąc się cicho.-bo ja tam wierze ze jestem niezastąpiony.-dodal wesoło.
-kto to moz3 być o tej godzinie? Idź do sypialni Ryu a ja otworzę.-powiedzial Już szybko podając mu wszystkie ramki że zdjęciami a potem idąc otworzyc drzwi.
-Naoki...jesli zaprzatasz sobie czymś myśli to powiedz...obgadamy to.-powiedzial martwiac się o niego.
-oj daj spokój Ren. Pierścionek to nie wszystko a poza tym przed wami jeszcze wiele.-powiedzial wracajac do gotowania.
-no i zgotowales...-przyznal szczerze Jun.-em jasne...chociaz mieliśmy z Ryu wpaść jutro do pubu.-zauwazyl przepuszczajac to i zamykając drzwi.-Ryu! Możesz wyjść!-zawolal tylko.
- nie powiem...-mruknal Hiroki rozpinajac pasy.-Naoki rozumiem że się to boisz. I rozumiem że...mozesz nie ufać tym ćwiczeniom i w ogole...ale nie wiem jak Ci pomóc...wybacz. Jedyne co to mogę ci dać gaz pieprzowy albo paralizator...
-daj spokój, nawet się cieszę że wpadliscie.-zapewnil go.
-jasne, jutro na pewno wpadniemy.-przytaknal.-daj ja to powiesze.-dodal zaraz do Ryu odbierając od niego ramki ze zdjęciami.-jak jesteś zmęczony to mozesz iść już spać.-powiedzial jeszcze.
-nie rób tego Naoki...nie ważne jak źle by nie bylo.-poprosil go.-wiem że nie boisz...na prawdę. I nikt nie wi3 czy sobie poradzi. Tego nikt nigdy nie jest pewny.
-wiem Ren...dzieki.-Tamano uśmiechnął się lekko. Jak będziemy w Tokio to na pewno wpadniemy do was.
-przeciez nie musisz...miales za sobą męczący dzień ale jeśli chcesz to zostań.-powiedzial zaraz zwracając się do Tony'ego.-sorry ale dzisiaj raczej odpuszczę sobie alkohol. Jutro się napije.
Hiroki wyszedł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera. Przytulił delikatnie chłopaka. -wszystko jakoś się ułoży.
Takano zasmial się cicho a potem zerknął na zegarek. -ok, i tak trzeba to obudzić żeby coś zjadł przed pracą.
-rehabilitacja. Zawsze jest po niej zmeczony.-wyjasnil Jun.-nastepnym razem pisz jak będziesz chciał wpaść...na prawdę myślałem że zaraz zostaniemy nakryci.
Hiroki tylko to tak dopóki chłopak się nie uspokoil. -ok...chodzmy po psa.i na mały spacer.-zaproponowal.
-ech...ok niech chwilę jeszcze pospi...ale zaraz go budzimy na obiad.-westchnal Takano.
-nic strasznego się nie stało ale wolałbym bym uprzedzany.-przyznal szczerze śmiejąc się lekko.-w ogóle co robiłeś tutaj w okolicy?
-i tak miałem zamiar iść. Lub8e spędzać z Tobą czas.-powiedzial od razu zakładając psu smycz. Kiedy znów wyszli na zewnątrz złapał chłopaka za rękę i włożył ich złączone dłonie do swojej kieszeni.
-ok.-Takwno podszedł do kanapy i zaczął głaskać swojego męża po policzku.-Tomo, wstawaj. Pora na kolację.
-rozumiem. Więc dzisiaj jesteś kierowcą.-zasmial sie.-nic się nie stało stało, idź odpocznij a my postaramy się być cicho.-oboecal mu biorąc od niego herbatę.
-serio, serio.-zapewjil go.-ale dzisiaj krótki spacer, co?-dodal prowadząc psa ich zwykłą trasa.
Takano pomógł mu usiąść. -wyspales się chociaż trochę?-spytal zaraz.
-ech...mam nadzieję że nie będą tak robić...a jeśli będą to coz...pozostaje mi liczyć na to że uda mi się coś wymyślić żeby jednak nie wchodzili.-wzruszyl ramionami i upil trochę herbaty.
-jasne, przecież obiecałem że zajdziemy.-przypomnial.-a może kupisz tu w kiosku.-zaproponowal kiedy jeden mijali.
-rozumiem. Chodź zjeść bo zaraz musisz iść do pracy.-prsypomnial mu.
-heh, No to teraz na pewno będę gotowy na taka ewentualność.-powiewdzial znów biorąc kilka lykow herbaty.-chociaz nie rozumiem jak można tak wpadać do kogoś bez wcześniejszego omówienia się.-wzruszyl ramionami.
- to co? Powoli wracamy do mieszkania,co?-spytal kiedy już trochę pochodzili po okolicy a pies załatwił swoją potrzebę.
- zaraz się obudzisz.-zasmial się Takano biorąc się za jedzeniw.
-rozumiem, ale nawet jeśli to powinno się chociaż zadzwonić. No wiesz...ktos może być akurat zajęty albo cos.-wzruszyl ramionami.
Hiroki skinal głową a potem skierował się w stronę ich mieszkania. Byli na miejscu już po chwili.-to najpierw chciałeś wziąć relaksujaca kąpiel?-spytal zdejmujac buty i kurtkę a potem zamykając drzwi na klucz.
-zwyczajne, Ale ciesze się że Ci smakuje.-powiedzial z usmiechem.-Yuya zrobiłeś lekcje?
-jasne, o wiele lepiej ale nadal wol3 otrzymać wcześniej telefon.-zasmial się. Powiedzieli tak jeszcze chwilę a kiedy obaj wypili herbatę Tony poszedł już do siebie. Jun posprzątal a potem poszedl wziąć szybki prysznic.
-ok.-Hiroki skinal głową i usiadł na kanapie rozkładając zaraz kocyk.-chodz, dodał klepiac miejsce obok siebie.
-dobrze, pomogę Ci po obiedzie.-ohiecal Takano i wrócił do jedzenia.
Jun wstał chwilę później. Przyciągnął się i wstał z lozka. Zajrzał do kuchni słysząc z niej chalas.-hej kochanie.-przywital się z chłopakiem napawają sobie wody do szklanki.
-ciesze się. Ja też bardzo lubię być tak blisko Ciebie.-przyznal szczerze i ucalowal go w czoło.
- nie często. No i wraca czasem nie tak późno więc nie jest źle.-powiedzial.wzruszqjaf ramionami.
-nic sie nie stało Ryu. Byłeś zmęczony i ja to rozumiem.-powiedzial nachylajac się żeby go pomalować na dzień dobry.-Moze zrobię tosty do jajecznicy?-zaproponowal.
-ciesze się że tak na Ciebie działam.-zasmial się Hiroki.-tylko mi tu nie zasypiaj.
-a nie miałeś sobie odpuszczać aż tylu nocek? Ren...nie pomożesz nikomu jak będziesz padał na twarz.-burknal wywracajac oczyma.-i dbaj o swojego chlopaka.
-ale nie musiałeś się tym przejmować Ryu.-zaoewnil go Jun.-hmmm...ja zrobie sobie herbaty.-zdecydowal wstawiając wodę w czajniku a potem wrzucił dwa tosty do tostera.
-hmm...lubie chodzić na karaoke ale raczej nie wychodzi mi to najlepiej.-zasmial się.-a co?
-no ja mam nadzieję.-westchnal.-moz3 wyjdziecie z naszymi psiakami na spacer? Ja pomogę Yuyi z lekcjami.
-wiem, ja też nie wiedziałem. Ale obiecał następnym razem zadzownić.-powiedział wkładając grzanki do koszyczka i kładąc go na stole. Potem usiadł razem se swoją herbatę.-smacznego.
-no wiesz co...jakoś ciężko mi ci zaufać kiedy już się śmiejesz.-powiedział udając obrażonego.
-ok, już rozwiązujemy.-powiedział Takano spokojnie tłumacząc wszystko chłopcu a kiedy skończyli zmierzwił mu włosy.-przeprosiłeś wujka razem z Maxem?
-będę, na pewno będę.-zaśmiał się Jun.-ale ciebie Tony nie uczy a ja Marka tak więc macie jednak trochę inną sytuację.-dodał wesoło i sięgnął sobie po jednego tosta.
-zawsze.-Hiroki wywrócił oczyma.-ale sądzę że twój normalny system spania i zdrowie tęsknią bardziej. Dostajesz przymusowe wolne Yasu. Tydzień wolnego. Spędź ten czas z rodziną i odpocznij inaczej przywiążę się do łóżka szpitalnego albo zadzwonię do komendanta.
-Za to co dzisiaj wywinęliście?-Takano uniósł lekko jedną brew.-Nie jestem na ciebie bardzo zły i nie lubię cię karać ale muszę cię nauczyć że wszystko ma swoje konsekwencje.
-zobaczysz wieczorem.-zauważył Jun. Na prawdę miał nadzieję, że będą się dobrze bawić.-heh...właśnie sobie zdałem sprawę, że to chyba pierwszy raz kiedy idziemy razem pić...
-Jak możesz się domyślić mało mnie to obchodzi. Yasu, padniesz zanim wam się uda to rozwiązać i jeszcze nie dajesz sobie pomóc.-westchnął ciężko.-Ja też się martwię, ok? Nic się tutaj nie dzieje więc na prawdę mogę wam pomóc. Mam na to czas.
-jasne. Już mogę pójść.-dodał zaraz bo zauważył że Ren z Kanekim wrócili z psami.-Ren? Możecie iść się umyć!-krzyknął tylko do nich.
-oj ale to nie to samo.-zauważył Jun.-nie upiliśmy się razem...nie widziałeś mnie pijanego. Więc to nie to samo.
-I obaj dobrze wiemy, że nadal próbowałbyś mnie zmusić do odpoczynku. I obaj wiemy że w końcu zamknąłbyś mnie w domu albo w szpitalu. Tylko ja mam związane ręce i jestem za daleko, żeby to samo zrobić tobie. Daj mi akta sprawy, pomogę wam i będzie szybciej. Szybciej pójdziesz odpocząć. Na prawdę się obawiam, że w końcu to ty będziesz leżał w szpitalu.
Takano jak zwykle przeczytał mu dwa rozdziały i przerwał kiedy widział że chłopcu już zamykają się oczy. -dobranoc Yuya.
-bo ja wiem ile mi wolno...ostatnio z Tonym się upiłem.-przyznał dość niechętnie.-więc może znów sobie trochę pofolguję. Ale na pewno chcesz żebym się upił?
-kurwa....-Hiroki zaklnął pod nosem.-NAOKI! DZWOŃ PO KARETKĘ NIECH PRZYJADĄ POD KOMISARIAT! ALE JUŻ!-krzyknął do swojego chłopaka. a potem błyskawicznie się rozłączył i zadzwonił do reszty ekipy. Odetchnął z ulgą kiedy odebrali po pierwszym sygnale.-YASU ZOSTAŁ DŹGNIĘTY. WYPAD NA ZEWNĄTRZ.-warknął do nich. Czuł się bezradny.
-No na pewno spokojniej niż w Tokio. Nie mógłbym tam już mieszkać.-powiedział siadając sobie na fotelu.
-rozumiem, pomyślę nad tym.-obiecal w końcu wesoło i skończył jesc. Wziął w dłonie swoją herbatę i upil kilka lykow.-a doprowadzisz mnie bezpiecznie do domu?
-powinienem tam z wami być...-westchnal.-nie możecie tego tak zostawić ale myślę że to już sprawa do przekazania wyżej, chyba że uda mi się wrócić.
-tam jest wasze życie.-przyznal Takano.-ale cieszę się że siebie znaleźliście. Ren? Tylko dbaj o niego bardziej co? Nie chodzisz że szpitalem tylko z Kanekim.
-oj nie sądzę żeby aż tak źle miało byc ale ok.-zasmial się.-zobaczymy jak mi się będzie pilo.-obiecal zaraz widząc jak bardzo chłopak jest podekscytowany.
-wyslijcie.-przytaknal Hiroki.-ale już dużo macie. Nagranie to spory dowód więc zbiezcie ekipę specjalną i...-urwal na chwilę.-albo lepiej nie. Nie chce żeby ktoś jeszcze wylądował w szpitalu. Ale nagranie mi wyslij.-poprosil.-Naoki, nie teraz dobrze?-dodal do swojego chlopaka.
-rozumiem Ren. Nikt nie mówił że będzie łatwo, nie? Wiem że bardzo się starasz ale cieszę się ze masz stały związek I że wpadliscie odpoczac. Bo to też jest ważne.
-jasne. Nic na siłę.-zgodzil się wesoło Jun i dopil do końca herbatę.-zrobiles nam tak pyszne śniadanie więc ja pozmywam.-zdecydowal wstajac od stołu.-a potem możemy się potulic na kanapie...bo wczoraj nam się nie udalo.
-w takim razie może lepiej zostawcie te sprawę? Skoro jest was tak malo. Albo zbierzcie na prawdę duża ekipę i siły specjalne.-polecil.-postaram się coś wymyślić i wrocic.
- No to może zmienimy temat?-zaproponowal kleszczac w dłonie.-Ren sobie lepiej radzi w łóżku?-spytal wesolo.
Już od razu przytulił chłopaka do siebie.-przepraszam że wczoraj nie mogliśmy się poprzytulac. Wiem że chciałeś...ja też chciałem.
Hiroki chwilę kręcił się po pokoju aż w końcu chwycił papierosy i zapalniczka leżące na stole i wyszedł na balkon. Zapalil jednego i wykręcil numer do komendanta.
-no to nie wiele mu brakuje.-zauwayzyl Takano a po komentarzy brata wybuchł śmiechem.-wiec wstydzisz się pytać mnie ale mojego męża już nie?
Jun tylko go do siebie przytulił glaszczac go delikatnie po włosach. -dzisiaj ty masz mięciutkie włosy.
-ale...-Hiroki chciał jeszcze się kłócić ale komendant się rozlaczyl. Mężczyzna westchnął i dokończył papierosa.-ale mój przyjaciel leży w szpitalu a moja drużyna mnie potrzebuje.-jeknal.
-jestem pewny że może być tylko lepiej.-powiedzial wesoło Takano.-moze tego po mnie nie widać ale ba prawdę jestem z Ciebie dumny Ren.
-na pewno będzie.-zgodzil się wesolo.-a jutro odpczniemy...pospimy dłużej i się polenimy...a w poniedziałek na uczelnie.
-nie mogę. Komendant powiedział że to mnie szukają...ze to ja jestem ich celem i mam nie wracać...-westchnal porządnie zaciagajac się papierosem.
- nie z tego.-pokrecil przecząco głową.-z tego że znalazłeś sobie kogoś na stałe i że nie odrzuciłes go dlatego że jest chłopakiem Wiesz...mie byłeś dla mnie największym wsparciem więc trochę się o to obawiałem.
-ok...-powiedzial Jun trochę niechętnie puszczając chłopaka. Włączył sobie telewizor szukając czegoś do poogladania.
Hiroki obejrzał je kilka razy za każdym razem skupiając się na innym atakującym i próbując ich rozpoznać. Po godzinie wysłał wiadomość młodemu że wszystkimi nazwiskami.
Takano nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. -wiem ale nie o to mi chodziło. Miałem raczej na myśli to że Ren ma wsparcie na początku swojej znajomości z Tobą i w ogóle po tym jak odkrył że jest gejem. Aha tego nie miałem.-wyjasnil.
-mhm, to dobrze.-Jun skinął głową i jednak ściszył trochę telewizor. W końcu znalazł film który chciał obejrzeć od jakiegoś czasu na nim zostawił.
-ech...niech ci będzie ale jak będzie zmęczony to idź spać.-poprosił go nadal niecierpliwie patrząc na telefon.
-ale to bardzo dobrze, że mu ufasz.-powiedział trochę zdezorientowany Takano.-Em Ren? Wybacz nie sądziłem że do czegoś takiego dojdzie...chciałem się tylko z tobą pośmiać i troszeczkę się odegrać ze te wszystkie lata...-przyznał całkowicie szczerze.-jak chcesz to to naprawię...
-nic się nie stało. Po prostu chciałem pójść do toalety skoro film mi się skończył.-wyjaśnił wstając z kanapy i idąc do łazienki.
-ok...ok.-Skinął głową którą zaraz oparł na ramieniu chłopaka.-martwię się o nich.-powiedział w końcu.-Zwłaszcza, że nie mogę teraz z nimi być.
-ok, chociaż nie boję się tego tygodnia.-powiedział pozwalając Jolie usiąść obok siebie i przytulając ją lekko.-Ale serio...nie chciałem żeby to tak wyszło.
-no zaczytałeś się.-przyznał wesoło kiedy wrócił i znów usiadł na kanapie.-ale dzisiaj mogło, mamy taki luźny dzień.
-mhm...-skinął głową i aż podskoczył kiedy zadzwonił telefon. Odebrał go już po pierwszym, sygnale.-i jak? coś wiadomo? Co z Yasu? -a szefie? Operacja się skończyła ale wice-szef nadal jest nieprzytomny. Lekarze mówią że tak może być.-odpowiedział najmłodszy z drużyny i było słychać jak Hiroki wypuszcza wstrzymywane powietrze. -nie chcę żeby którykolwiek z was tak skończył więc ani mi się ważcie trafiać do szpitala, jasne?
-to nie ty powinieneś przepraszać tylko ja. Pójdę lepiej, co?-westchnął wstając i patrząc jeszcze na brata.
-możesz dalej czytać.-wzruszył ramionami.-Ja nam zrobię obiad.-dodał zaraz.
-ok, dzwońcie i mówcie nawet jeśli to by było w środku nocy. Chcę wszystko wiedzieć. Mam zakaz wracania ale i tak chcę wam jakoś pomóc więc z problemami też dzwońcie. Już się dowiedziałem że chodzi im o mnie, macie więcej nie ukrywać przede mną takich rzeczy, jasne?
-lepiej żeby mój mąż cię tego nauczył niż ja.-przyznał szczerze.-Najlepiej się uczyć od mistrza, nie?-dodał.-ech ale sam go przeproszę jak wróci. Przed tym mnie nie powstrzymasz.-wycelował w niego palcem.-chodź, zrobimy mu coś dobrego na przeprosiny.
-ok, więc dzisiaj zrobimy...-zastanowil się chwilę.-moze ryż zapiekany z warzywami?-zaproponowal.
- wiem. Ale ja tu dowodze a Yasu leży nieprzytomny.-westchnal.-lepiej żeby nie słyszała tego ode mnie przez relefon. Pewnie jest w szpitalu więc powiedzcie jej po prostu prawdę i dodajcie że może do mnie dzwonić.
-ok...obiecuje że zrobimy baaaardzo łatwy mus czekoladowy w blenderze i obiecuje że dasz radę to powtórzyć bo robiłem to będąc w gimnazjum.-zdecydowal szykując skladniki.
-serio? No ale zaraz obiad będzie.-obiecał mierzwiąc mu włosy.-Musimy tylko chwilę poczekać.
-Chodźmy się umyć i spać...jutro znów idziemy na kurs.-przypomniał mu. Miał tylko nadzieję że te dwa tygodnie szybko mu miną.
-marudzisz.-wywrócił oczyma i podał mu butelkę z bitą śmietaną.-ozdób.-polecił mu.-Zobaczę jak to robisz i pójdę bo twojego chłopaka bo to najlepiej jeść tuż po zrobieniu.
-spokojnie, zaraz na pewno będzie obiad.-zapewnił go wesoło.-Poczekaj jeszcze chwilę. Chcę żeby się trochę przypiekł.
-mhm...tak chyba będzie lepiej. Umarł cały nastrój na wspólną kąpiel, co?-zaśmiał się gorzko.-idź pierwsze...ja pójdę po tobie. Przynajmniej któryś z nas będzie przy telefonie.-dodał zaraz.
Takano spojrzał na to co wyprawie jego brat i wybuchnął śmiechem. -Jeju ren...czemu ty tak komplikujesz.-wywrócił oczyma.-Daj.-wziął od niego butelkę i zrobił niewielką górkę z bitej śmietany.-o tak. I na to sypiesz trochę kakaa.-dodał posypując deser.-i gotowe. Nic więcej nie trzeba.
-wiem. ale jakoś rzadko się zdarza żebyś był głodny.-zaśmiał się Jun. Po chwili wyjął ich obiad z piekarnika i wyłożył na talerze.
-mhm, idź.-skinął głową Hiroki i wyjątkowo wyszedł na balkon jeszcze raz zapalić.
Takano uderzył się otwartą dłonią w czoło i westchnął. -Dokończ resztę tak jak ci pokazałem a ja pójdę przeprosić twojego chłopaka i zaprosić go na wieczorny deser.
-smacznego kochanie.-powiedział w końcu Jun kładąc na stole talerze z obiadem. Nalał im jeszcze po szklance soku i usiadł na swoim miejscu.
Hiroki również wziął szybki prysznic a potem od razu pał na łóżko. -będzie dobrze, prawda?
Takano wyszedł na taras i uśmiechnął się do Kanekiego. -hej.-zaczął nie bardzo wiedząc od czego zacząć.-em...Ja na prawdę się ciesze że jesteście z Renem razem i chcę jak najbardziej was wspierać. Nie chciałem żeby to tak wyszło. Dopiero zaczynamy się z Renem dogadywać więc to może dziwnie wyglądać ale chciałem się tylko razem z nim pośmiać i trochę odegrać się za te wszystkie lata. Ale to dobry facet...trochę tępy w rozumieniu drugiej osoby ale jak najbardziej możesz mu ufać.-powiedział szybko.-nauczyłem go robić pyszny i łatwy deser który najlepiej się je zaraz po zrobieniu więc...zapraszam. Musisz ocenić czy wyszedł.
-ciesze się. Nie byłem pewny czy wyjdzie.-powiedzial wesoło i również zabrał się za jedzenie.-no...wyszlo.
- mam taką nadzieję...-przyznal kładąc się na boku i przytulajac do siebie chłopaka.
-mozesz! Na pewno możesz. Dzisiaj to...ech...nigdy się mną nie interesował więc po prostu założył że od zawsze byłem gejem. Mówiłem już że trochę jest tępy w kontaktach z innymi.-zauwazyl. Usiadł obok niego i spojrzał do góry.-no coś ty...mysle że o to drugie to on się martwi bardziej niż Ty.
-o proszę. Daj nałożę ci.-powiedział wyciągając rękę po talerz chłopaka.
Hiroki również budził się co jakiś czas. Zerkał na telefon czekając na jakąś wiadomość tak więc rano był niewyspany i zirytowany. Westchnął zwlekając się z łóżka i zdecydował się wziął prysznic.
-Nie sądzę żeby się tobą znudził.-powiedział pewnie Takano.-Mimo wszystko znam swojego brata i widzę jak poważnie o tym myśli. Cóż...ty mówisz rozrywkowe ja mówię że każda jego dziewczyna chciała jego pieniędzy.-wzruszył ramionami.-I nie zrozum mnie teraz źle ok? Ale wiem że na pewno się sam z sobą bił kiedy dotarło do niego że zakochał się w chłopaku i skoro zdecydował się z tobą być to wiem że myśli o tym poważnie.
-cieszę się kiedy masz apetyt.-powiedział wesoło Jun i nałożył mu trochę ryżu z warzywami.-smacznego.-dodał podając mu talerz i wrócił do swojego jedzenia.
-Gdzie Hiroki?-spytał najmłodszy.-Yasu nadal jest nieprzytomny ale cała reszta jest w normie więc teraz pozostaje czekać aż się obudzi. Lekarze mówią że teraz może już być tylko lepiej.
-Wiem, wiem. Na prawdę nie musisz ani mnie ani jego o tym zapewniać. Znaczy...co jakiś czas jak przesadzi możesz mu o tym przypomnieć.-zaśmiał się.-Kaneki, ja na prawdę się cieszę że Ren trafił na tak wspaniałego chłopaka.
- to dobrze, tak ma byc. Dzisiaj będzie dobry dzień.-usmiechnal się biorąc jeszcze łyk soku o kończąc swoją porcję.
- to dobrze...-powiedzial Hiroki i odetchnąl z ulgą.-nie będę już dzwonił. Wyjdę z psem na poranny spacer i od razu kupię nam bułki na śniadanie w piekarni.-zdecydowal wyciągajac ciuchy z szafy.
Kiedy weszli do środka id razu poszli do salonu gdzie Ren czekał z deserami.
-ok, jak chcesz.-przytaknął Jun i dopił do końca swój sok.
-mhm, ok.-Hiroki wyszedł z mieszkania z psem na smyczy. Pobiegł sobie do piekarni bo bułki i również lekkim truchtem wrócił do mieszkania. To mu trochę pomogło przeczyścić myśli.
-no, mówiłem że wyjdzie.-powiedział dumny z siebie Takano i zaczał jeść swój mus.
-jasne, chwila odpoczynku a potem możemy się zacząć powoli szykować.-zgodzil się wstajac od stołu.-moze jakiś film?
-moja?-spytal Hiroki zaskoczony ale wzruszył ramionami i przekroil kilka bułeczek na pół i wyłożył na stół wszystko z lodówki co ktoś mógłby chce położyć na kanapke.-dzisiaj samoobsluga.
-oj spokojnie, u nas bardzo często są desery a trzymamy się świetnie.-zauwazyl wesoło Takano.
-moze być jakiś thriller.-zgodzil sie i usiadł na kanapie obok chlopaka. Włączył telewizor i zaczął przerzucać kanaly.
-wcale nie. Ja dogodzilem teraz i sobie i tobie. Każdy zje to co lubi.-powiedzial robiąc sobie kanapke.
-wcale nie. Mamy zaplanowane i zbilansowana posilki. Musimy dbać o Yuye więc korzystam że swojego kucharskiego przeszkolenia.-powiedzial jedząc spokojnie swój mus.
-moze być ten.-zgodzil się Jun zostawiając program i odkładając pilota.-mhm, bardzo miły dzień.-przytaknal.
Hiroki zjadł pierwszy i po tym jak wypił swoją kawę poszedł się ubrać do pracy.
-glownie. Ale ja też czasem coś japońskiego zrobię. A on czasem coś nie japońskiego. Wymieniamy się.-wzruszyl ramionami i zerknął na zegarek. Westchnął wiedząc że chłopak jeszcze trochę w pracy posiedzi.
Kiedy film się skończył Już przeciagnal się lekko. - to co? Zaczynamy się szykować, Nie? Jak myślisz co powinienem ubrać?
-ja...-zaczal chcac już protestować i powiedzieć że sobie poradzi ale zamiast tego westchnął tylko.-wiem. I wspierasz. Samo to że jesteś przy mnie dużo daje.
-wiem. Poczekam na niego pewnie.-mruknal zaraz patrząc na rysunek.-wow...wygladamy świetnie. Narysowałes nawet psy. Przekaże mu ale rano się chyba jeszcze z Yuya zobaczycie.
-ale żeś mi pomógł...-westchnął Jun patrząc na swoją szafę.-no to może...hmmmm...-mruknął na prawdę nie mając pojęcia.
-ale nie naciskaj za bardzo na siebie, ok?-porosił głaszcząc go po włosach i potem idąc ubrać buty i kurtkę.
-cóż...sam na mnie tak potrafi czekać więc nie powinien.-mruknął mężczyzna wzruszając ramionami.-jasne, jak coś to przekażę.-zapewnił jeszcze Kanekiego.
-hmmm...wezme te koszule ale raczej zrezygnuje ze swetra.-zdecydowal biorąc do tego ciemne dopasowane jeansy.
-bedzie dobrze. Obaj będziemy się wspierać.-powiedzial zamykając drzwi mieszkania i idąc do samochodu.-bedzie dobrze...-powtorzyl.
-ani trochę. Idźcie spac.-powiedzial wstajac i zbierając pucharki po musie.-ja posprzątam i poczekam na mojego męża.-dodal idąc już do kuchni. Potem umyl sie i usiadł na kanapie z laptopem żeby poczekać na chłopaka. Kiedy Tomo w końcu wrócił uśmiechnął się do niego.-hej skarbie.-wyszeptal żeby nikogo nie obudzić.
-ja ciebie też kocham.-powiedział i ucałował go delikatnie w usta.-ok, idziemy.-zgodził się i poszedł ubrać buty.-bierzemy taksówkę na miejsce nie?-spytał bo przecież obaj planowali pić.
-ale mogę cię zawieźć, wrócić do pracy bo coś ode mnie chcieli na komendzie, od razu sobie postrzelam a potem po ciebie przyjadę.-zaproponował takie rozwiązanie.
-no dobrze.-obejrzał jego opatrunek dokładnie a potem skinął głową.-ok w takim razie chodźmy już spać.
-pojedziemy. To za daleko żeby iść.-zdecydował dzwoniąc po taksówkę. Zeszli na dół kiedy ta podjechała i już po chwili wchodzili do pubu. Jun rozejrzał się i kiedy zauważył Tony'ego przy jednym ze stolików pomachał mu i podszedł tam prowadząc wózek przez sobą.
-kochanie, mogę poczekać tę chwilę aż weźmiesz prysznic.-zapewnił go.-Ja też się trochę o ciebie martwię, ok?
-wiem. Ale chciałem.-ucałował go w policzek a potem złapał go za rękę i poszli do sypialni. Pierwszy położył się do łóżka czekając aż chłopak się przebierze. Zdjął okulary i położył je na szafce nocnej.
-ciebie też miło widzieć.-powiedział Jun siadając obok i czekając aż Ryu też usiądzie.-Kiedy wskakujesz na scenę?-spytał przyjaciela a chwilę później zwrócił się do chłopaka.-Jak się zdecydujesz na to czego chcesz się napić to powiedz, pójdę nam kupić.
-no i idealnie.-powiedział parkując pod salą.-Jesteśmy na miejscu.
-dobranoc.-odpowiedział Takano również od razu zasypiając.
-ok to pójdę do baru żeby na pewno siedzieć jak będziesz występował.-powiedział wesoło i wstał. Wrócił po chwili z dwoma kuflami z czego jeden postawił przed Ryu a z drugim usiadł.-A tak poważnie to nie masz się co denerwować Tony.
-Naoki złaź stamtąd!-krzyknął Hiroki żeby chłopak na pewno go usłyszał. Westchnął ciężko bo wiedział że po tym chłopak mu na pewno wcześniej padnie.
Takano cieszył się że obudził się przed budzikiem. Ostrożnie sięgnął po okulary które założył a potem sięgnął po telefon i wyłączył budzik który miał zadzwonić za 5 minut. Delikatnie odsunął od siebie chłopaka tak aby go nie obudzić i wstał żeby zrobić śniadanie i wyszykować Yuyę do szkoły.
-nie denerwuj się.-zaśmiał się jeszcze Jun a potem zerknął na chłopaka.-hmmm...myślę że umie.-skinął głową i wziął łyk swojego piwa.-a...nie wiedziałem jakie lubisz więc wziąłem ci takie jak sobie.
-jasne.-Hiroki wywrócił oczyma.-nie możesz chwilę poczekać?-westchnął.-ok, dzisiaj zaczniemy od kilku okrążeń na rozgrzewkę.
-hej Yuya. Jasne że możesz.-zgodził się podając mu śniadanie.-chcesz pobyć dłużej z Ayą?-spytał siadając na przeciwko niego.
-jak ci się skończy i będę szedł kupić to mogę ci wziąć ciemne.-powiedział upijając znów trochę swojego piwa.-cieszysz się że jesteśmy trochę schowani i możesz się przytulić?
-ech, co ja się z tobą mam.-zaśmiał się trochę i zaczął biec razem ze wszystkimi.
-rozumiem. Ale wiesz że jak masz ochotę na curry to możesz powiedzieć i wtedy ugotujemy?-spytał jedząc swoją porcję śniadania i popijając je herbatą.
-ja też się cieszę. Tony zajął nam dobre miejsce.-zaśmiał się bo przecież mogli też dość dobrze widzieć scenę.
-jesteś pewny że chcesz ze mną?-spytał Hiroki kiedy stanął już na przeciwko chłopaka po pokazaniu im ćwiczenia.
-cóż...nie mam nic przeciwko, mogę ich zabrać.-zgodził się.-ale myślałem żebyśmy zajechali do sklepu i kupili wszystko czego potrzebujesz na jutrzejszą wycieczkę.
-nie umiem aż tak dobrze śpiewać, nie zaśniesz.-zaśmiał się Jun i zaraz przywitał się z kobietą.-hej, my się już poznaliśmy.-przypomniał sobie i jej bo przecież został u Tony'ego na śniadanie.
-wypoczęty?-spytał podchodząc znów do chłopaka.
-Yuya...prosiłem żebyś nam mówił jeśli coś znów będzie miało miejsce. Wiesz dlaczego ci to robią? Może coś z tym razem zrobimy, co?
-mojego chłopaka nie.-przytaknął Jun. Oparł się bardziej na kanapie żeby kobieto mogła lepiej zobaczyć jego chłopaka.-Ale trochę się spóźniłaś bo Tony zdaje się właśnie kończyć.
-świetnie. Jeszcze raz i będę zbierał wszystkich.-powiedział atakując go jeszcze raz.
-Yuya...to nic że mamy gości. Musisz mówić jak coś się dzieje.-powiedział zaraz się przesiadając i przytulając chłopca do siebie.-No więc? Wiesz dlaczego tak cię traktują? Chciałbym jakoś ci pomóc.
-rozumiem.-zaśmiał się Jun upijając trochę piwa. -ale na początku wyglądało jakby wchodził tylko na jedną piosenkę.
-nie dawałem.-zapewnił go i poszedł zbierać wszystkich żeby sprawdzić jak im szło.
-no wiesz co...teraz to przesadzili.-powiedział Takano tuląc go mocniej do siebie.-Nie daj po sobie jeździć Yuya...jeśli chcesz graj nawet wielkiego panicza w szkole. Twój dziadek jest właścicielem i twórcą wielu parków rozrywki i zabawek. Twój jeden wujek jest reżyserem, drugi kieruje szpitalem tak jak babcia, trzeci pisze mangi a twój tata jest genialnym cukiernikiem. I Tomo który jest wspaniałym piekarzem i muzykiem. Wiem jak ciężko może być ale nie daj się. Wiem jak bardzo mogłeś się bać...ale pamiętaj że zawsze masz w nas wszystkich wsparcie.
-taaaaak?-Jun objął go ramieniem i spojrzał mu w oczy. Po chwili zaśmiał się wesoło i znów obrócił się w stronę kobiety.-A co? Nie wiesz co można we mnie widzieć?
-ok, wszystkim dobrze poszło. Teraz następne.-powiedział pokazując im kolejne ćwiczenie a potem znów ćwicząc z Naokim.
-Wiem, i na prawdę jestem z ciebie dumny. Ale czasem trzeba.-powiedział głaszcząc chłopca po włosach.-jakbyś chciał rozwiązać tę sytuację? Pamiętaj że zawsze ci pomożemy.
-i ja nadal nie wiem dlaczego to lubisz.-wywrócił oczyma Jun nie poruszając tematu jego przyjaciela. Wolał tego nie robić.-ale nie należy to do najprzyjemniejszych prac jakie możesz sobie wybrać. Dlatego każdy z nas ma swoje powody żeby zacząć.
Hiroki pokazał im jeszcze kilka technik a potem zrobił im mini test każdemu dając do obronienia się jedną techniką nie mówiąc wcześniej jaką ale dobierając odpowiedni atak. Potem zaczął rozciąganie po ćwiczeniach.
-nie będę zły tylko zmartwiony.-powiedział cicho Takano.-Yuya musisz nam mówić takie rzeczy... wiem że może ci się to nie spodobać ale może posiedzę dzisiaj w szkole albo pod szkołą? Będę pod ręką i jak coś się stanie to zadzwonimy po ich rodziców.
- nie jest. Widziałem jak moja mama ginie w wypadku i na pogrzebie wyglądała tak samo...tylko ubrana w coś czystego. A ja chciałem żeby wyglądała wtedy jakby tylko spała.-Jun wzruszył ramionami nie lubiąc o tym rozmawiać.
-Naoki, musisz się porozciagac. Inaczej wszystko Cię będzie bolało. No już.-westchbal podchodząc do niego.
-wczoraj skończyłem zamówienie więc mogę bo miałem dwie nocki i mam taki kaprys.-powiedzial mierzwiac chłopcu włosy.-i bardzo chce Ci pomóc. A teraz wstawaj, zrobimy z Ciebie przystojniaka i jedziemy do szkoły.
-mhm, jestem.-przytaknal i wziął kilka lykow piwa. Zaraz pomachal Tony'emu ktory do nich wrócił.-juz po występie?
- nie, bo potem będzie Cię wszystko bolało.-powiedzial Hiroki od razu mu pomagając.
-ech...dobrze posiedzę w samochodzie ale jak coś to od razu masz mi dac znać, Ok?-powowiedzial wkładając naczynia do zmywarki i również idąc się wyszykowac.
-bo nie umie.-zaśmiał się Jun i puknął chłopaka palcem w policzek. -oj daj spokój, myślę że jak się napijesz to odkryjesz w sobie talent.-powiedział wesoło Tony. -Oj uwierz, nie chcesz tego.-powiedział Jun i dopił upił kilka łyków piwa.
-ok, nie musisz się spieszyć. Jak już się ogarniesz to przyjdź do mnie do gabinetu.-poprosił zaczynając trochę sprzątać w sali.
-na pewno nie będzie. Pożegnałem się z nimi wczoraj. Kaneki zostawił ci rysunek.-podał go chłopcu kiedy obaj byli ubrani.-chodź jeszcze do łazienki do cię uczeszę.
-tak tak, obiecałem.-przytaknął Jun i wywrócił oczyma. -to nie moje. Gram covery.-odpowiedział Tony i wzruszył ramionami.-zapalisz?-spytał zaraz Juna wyjmując paczkę papierosów. -em...mogę pójść.-przytaknął i zaraz zerknął na swojego chłopaka.-Ryu?
-ale ani mi się waż iść na ściankę.-powiedział przechodząc obok niego.
-jasne. Kupimy antyramę i powiesimy jak wrócimy do domu.-obiecał biorąc szczotkę.-Włosy ci lecą na oczy i mam wrażenie że w ogóle ich nie czeszesz.-westchnął Takano i zaczął rozczesywać chłopcu włosy.-mnie to zawsze uspokajało.
-mhm, ok.-skinął głową i wstał pierwszy i podsunął wózek bliżej żeby chłopak mógł swobodnie na nim usiąść. Postanowił skorzystać z rady Tony'ego i chociaż przez ten jeden wieczór nie martwić się o chłopaka. Kiedy wyszli odpalił swojego papierosa i nachylił się żeby odpalić też Ryu.
-widzę jak na nią patrzysz.-wywrócił oczyma Hiroki.-mam się czuć zazdrosny?-spytał zaraz śmiejąc się trochę.
-Koyuki.-odpowiedział Takano rozczesując chłopcu włosy a potem sięgnął po swój żel i ułożył mu je tak żeby nie leciały mu na oczy.-od razu lepiej, co? Musisz się prezentować jak dzisiaj będziesz jadł obiad z Ayą.-powiedział wesoło.
-widzę że się starasz.-skomentował Tony trochę chichocząc pod nosem. -shhhhh.-Jun przyłożył palec do ust.-chcę żeby to był miły wypad. W ogóle dzięki za zaproszenie.-dodał zaciągając się trochę papierosem.
Hiroki wywrócił oczyma i poszedł do swojego gabinetu żeby skorzystać ze swojego prysznica i trochę się ogarnąć.
-ja? Jakoś sobie poradzę. Zamówię sobie pizze do samochodu.-zaśmiał się.-ok, jesteś gotowy, jedziemy.
-chciało. I mam wrażenie że obaj tego potrzebowaliśmy. Ja na pewno.-powiedział wzruszając ramionami.-hm? cóż...Dam ci jeszcze znać,ok? To bardzo miło z jej strony...
-nie ma za co Naoki. Od tego tu jestem.-zaśmiał się.-Od dawania ci wycisku.-dodał przytulając go mocno do siebie.
-co? Prowadź szybko.-poprosił biegnąc za chłopcem. Widząc co się dzieje od razu podbiegł bliżej i odciągnął największego z grupy za ramię.-Może tak mnie uderzysz?-zaproponował unosząc lekko brew.-STOP WSZYSCY!-krzyknął widząc kątek oka jak reszta planuje uciec.-wszyscy idziecie do dyrektora i dzwonimy po waszych rodziców. -ale... -żadne ale. Mogę bo jestem jego ojcem i nie pozwolę na żadne rękoczyny.-fuknął w połowie wypowiedzi wskazując na leżącego na podłodze Yuyę.-uważajcie żebym nie zadzwonił na policję. No już, idziemy do dyrektora.-machnął ręką i podszedł do Yuyi.-co cię boli?-spytał zmartwiony.
-o, to jest świetny pomysł.-zgodził sie zaraz Jun.-Wpadnijcie do nas.-powtórzył znów zaciągając się papierosem i powoli wypuszczając powietrze.
-poza tym że wszystko jest bez zmian to nic. Mają mi napisać jak się obudzi.-powiedział puszczając go i ubierając kurtkę.
-po tym wszystkim pójdziemy do babci.-obiecał mu i potem zwrócił się do tego z chłopaków który się odezwał.-Zaraz ty pożałujesz jak zadzwonię na policję.-powiedział Takano cały czas starając się zachować spokój. Pomógł Yuyi wstać i dopilnował że wszyscy razem z nimi poszli do dyrektora.
-a my chętnie przedstawimy wam prawdziwą japońską kuchnię-zaśmiał się wesoło Jun i zaciągnął się ostatni raz a potem ukucnął żeby zgasić papierosa.
-jasne, Od razu dam ci znać jak dostanę jakąś informację.-obiecał. Ubrał kurtkę i zebrał swoje rzeczy a kiedy już wyszli z gabinetu zamknął drzwi.
Takano westchnął ciężko. -skończ pyskować i właź do środka. Na pieniądze się ciężko pracuje. Doprawdy panie dyrektorze nie wierzę że muszę sam to wszystko załatwiać. Proszę dzwonić po ich rodziców. Załatwiamy to tu i teraz nie dam im krzywdzić Yuyi.
-jasne, wszystko ustalimy.-zgodził się z uśmiechem Jun.-Już w poniedziałek wracamy do pracy więc będziemy mieli na to czas.
-jasne. Napisz mi jak już będziesz kończył i wtedy wyjadę.-powiedział otwierając samochód i siadając za kierownicą.
-no proszę, nawet nie musiałem dzwonić po policję, sami przyjechali.-powiedział Takano witając się z ojcem Maxa. Potem ukucnął obok Yuyi.-bardzo źle się czujesz? Obiecuję że po tym wszystkim od razu pojedziemy do babci.-powiedział sprawdzając tylko szybko czy chłopiec nie ma nic złamanego.
-ok. Ja poczekam aż Tony skończy palić.-powiedział otwierając chłopakowi dzrwi żeby łatwiej mu było wjechać.
-jasne. Będę trzymał.-powiedział powoli ruszając. Dość szybko dojechali na miejsce.-wejść z tobą czy stąd już sobie sam poradzisz?
-Max, spokojnie. Nie jestem zły i cieszę się że po mnie pobiegłeś. To była dobra decyzja.-zapewnił go.-Yuya, chodź położysz się. -zdecydował rozkładając swoją marynarkę pod ścianą i zaraz przenosząc na nią chłopca.-lepiej?-spytał zerkając też na chłopców stojących po przeciwnej stronie i czekających aż ich rodzice przyjadą.
-cóż....nie poruszamy tematu pracy przy stole.-zaśmiała się kobieta.
-ok, napisz jak będziesz w środku.-poprosił i poczekał na wiadomość. Kiedy ją dostał pojechał na komisariat gdzie zajął się sprawą a potem poszedł sobie postrzelać.
Takano wstał i podszedł do mężczyzny. -Nie potrzebuję twoich pieniędzy mam wystarczająco swoich. Twój syn i jego przyjaciele pobili mojego syna kijami baseballowymi. Pieniądze tego nie załatwią.-powiedział spokojnie.-Tym razem nic ci nie pomogą. Domagam się żeby zostali przynajmniej zawieszeni i żeby ta sprawa została udokumentowana i znalazła się w ich papierach.
-my baaardzo rzadko. Teraz jest o wiele lepiej odkąd uczy na uniwersytecie.
Słuchać było jak Hiroki odetchnął z ulgą. -dzięki młody. Informuj mnie na bieżąco.-poprosił tylko i jak tylko się rozłączył napisał wiadomość do Naokiego.
-mam też świadków, moje słowo bo wszystko widziałem, kamery zewnętrzne i stan mojego dziecka.-powiedział Takano ciesząc się że ma Yuichiego po swojej stronie.-Pieniądze tutaj nic Panu nie pomogą. I kieruję te słowa nie tylko do Pana ale i do reszty rodziców. Są tutaj państwo dlatego że Panstwa dzieci pobiły bezbronnego chłopca. To jest przestępstwo. Jakbyście się czuli gdyby do wasze dziecko tam teraz leżało?-mówiąc to wskazał na Yuyę.
-na pewno coś z tego wyjdzie. Tylko musisz myśleć trochę bardziej pozytywnie.-powiedziała kobieta uśmiechając się lekko.
-nie jest.-przyznał mężczyzna.-ale to bardzo dobrze, że znalazłeś ludzi którzy są dla ciebie jak rodzina.-zauważył.
Takano zmiął w ustach wszystkie obelgi jakimi mógłby teraz rzucić i wziął głęboki wdech. -Symuluje? Symuluje też krew z nosa i siniaki na całym ciele? Modlę się żeby nie symulował też pękniętych żeber.-westchnął.-Przypominam że mamy nagranie. Proszę nauczyć syna brać odpowiedzialność za swoje czyny. Zwłaszcza że popełnił przestępstwo.
-jasne, nie musisz się martwić ode mnie nic się nie dowie.-obiecala kobieta wykonując gest zamykania ust kluczem który rzuciła za siebie.
-na pewny tak nie jest. Jestem pewny że skoro ty uważasz ich za rodzinę to oni vi3bie też.-powiedzial mężczyzna.
-dowidzenia.-odpowiedzial Takano.-mam nadzieję że nigdy.-dodal kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami. Przybil sobie z Yuichim piątkę a potem odwrócił się do dyrektora.-widzi pan? Można.
-oh...ja ciebie też.-odpowiedział trochę zaskoczony Jun.-em...to ja może pójdę po piwo.-dodał widząc że obaj mają puste kufle chociaż mógłby przysiąc że nie wypił całego zanim poszli zapalić.
-tak jakoś wyszło.-mężczyzna wzruszył ramionami.-naoglądałem się seriali jak byłem młodszy.-dodał.
-no już proszę tak nie wzdychać. To Pana obowiązkiem jest pilnowanie żeby Pańscy uczniowie byli bezpieczni.-wywrócił oczyma Takano.-Nic się nie stało Yuichi, nie musisz za niego przepraszać.
-jasne, dla ciebie ciemne.-skinął Jun i poszedł do baru. Wrócił z dwoma piwami, Ciemnym dla Ryu i swoim ulubionym dla siebie. Usiadł na swoim miejscu i od razu wziął kilka łyków piwa.
-nie żałuję. Poza tym poznałem na tych studiach swoją żonę.-wzruszył ramionami mężczyzna.
-nawet bym ci nie kazał.-zapewnił go.-mówiłem że id razu jedziemy do babci żeby cię obejrzała. -dodał biorąc go na ręce.
-proszę bardzo.-uśmiechnął się i usiadł trochę wygodniej z kuflem w ręku. -Hej Jun może wyjdziesz ze mną na scenę.-zagadał Tony. -daj spokój, mówiłem że nie umiem śpiewać. A nie jestem na tyle pijany żeby dać się namówić.-zaśmiał się.
-cóż...trochę na pewno.-zgodził się meżczyzna.-no dobrze, myślę że na dzisiaj za chwilę będziemy kończyć. Chyba że masz mi coś jeszcze do powiedzenia i chciałbyś o czymś porozmawiać.
-A dlaczego chcesz żeby wujek nie wiedział?-spytał Takan sadzając chłopca na fotel w samochodzie i ruszając powoli w stronę szpitala.
-moze cie to zaskoczyć Ryu ale nie umiem na niczym grać. I nie jestem jeszcze na tyle pijany żeby iść tańczyć.-dodal upijajac trochę piwa.
-rozumiem...z jednej strony to dobrze że Cię nie szukał, z drugiej źle że na siebie wpadliscie. Ale skoro Cię nie szukał to na razie chyba nie ma czego się bać, prawda?
-Yuya...będe to powtarzał tyle razy ile będziesz chciał. Nie jesteś problemem. Jesteś częścią naszej rodziny i ja i Tomo chcemy ci pomóc. I nie jesteś ofiarą losu. Zachowałes się bardzo dzielnie.-dodal w głowie słysząc Koyukiego mówiącego mu to samo na co się uśmiechnął.
-mhm, gram. Zwłaszcza na twoich.-zasmial się Jun.-przeciez nie musisz jak nie chcesz.-zauwazyl upijajac jeszcze trochę piwa. Zaraz rozpial dwa górne guziki koszuli bo zaczęło mu być gorąco.
- to normalne że tak się czułes.-zapwwnil to mężczyzna a potem jeszcze przez Pol godziny rozmawiali na ten temat.
Takano od razu zjechał na bok i zatrzymał samochód. Podał chłopcu pusta reklamówke. -wytrzymasz zanim dojedziemy do szpitala?
-jeśli chcesz to jasne.-przytaknął Tony a Jun uśmiechnął się lekko i wziął kilka łyków piwa. -będę uważanie cię słuchał.-szepnął na ucho swojemu chłopakowi.
-ja też. Ale nadal jest dość słaby i trochę minie zanim będę mógł z nim pogadać.-zauważył Hiroki.
-nie masz za co.-zapewnił go Takano i wziął od niego reklamówkę którą po drodze do szpitala wyrzucił do śmietnika. Na szczęście od razu mogli się zobaczyć z mamą Tomo.
-zawsze jest ten pierwszy raz.-powiedzial wesoło Tony i wszystko mu przyszykowal. Jun usiadł na brzegu z piwem w ręku żeby lepiej widzieć swojego chłopaka.
-musi...-zgodzil się Hiroki i zaparkować przed ich blokiem.-ok, pora wyjść z pieskiem.
Takano odetchnąl z ulgą słysząc że nie ma żadnego złamania. -zostal pobity ale już się tym zająłem...gdyby mnie tam nie było Ci chłopcy nawet nie zostaliby ukarani.-westchbal.-coz...wiem jak bardzo chciałeś jechać więc babcia Ci wyjaśni jak brać leki a potem wszystko razem przekażemy twojej wychowawczyni.-dodal po chwili.
Po piosence Jun odłożył piwo wstał. Zaczal klaskać i przestał dopiero kiedy chłopak do niego wrócił. - mam odważnego chłopaka. Byłeś wspaniały.-powoedzial całując go w policzek a potem pomagając mu przejść z wózka na kanape.
-moze być.-zgodzil się i zamknął za nimi samochód. Złapał chłopaka za rękę i razem poszli do mieszkania po psa.
Takano skinal glowa. - wiem, będę delikatny. Nie chce żeby bardziej go bolalo.-powiedzial spokojnie.-i dzisiaj będzie leżal.-dodal bo właśnie taki mial plan.-ech...niby wszystko już załatwione ale w razie czego lepiej żebyśmy mieli to udokumentowane.
-mhmmm...ale jakoś poszło.-zauważył Jun czując że powoli alkohol zaczyna mu uderzać do głowy.
-cóż...tak ćwiczyliśmy w akademii. Lepiej być gotowym na różne ataki niż ciągle ćwiczyć taki z dokładnie tego samego punktu.-wzruszył ramionami. -Nie musisz ze mną ćwiczyć następnym razem jak było ci za trudno.
-Mam nadzieję że w ogóle nie będzie takiej potrzeby.-westchnął.-No ale jeśli Yuya ma jechać jutro na wycieczkę to muszę zrobić zakupy. Może zostaniesz z babcią a ja pojadę sam żebyś nie męczył się w sklepie, co?-zwrócił się do chłopca.
-No coś ty, było bardzo dobrze.-zapewnił go Tony. Jun przytaknął ochoczo i dopił swoje piwo. -pójdę sobie po jeszcze jedno.-powiedział do swojego chłopaka i wstał do baru. -Często tak siadasz Junowi na kolanach?-zagadała Emily.
-hej, spokojnie. Ok możesz ćwiczyć ze mną.-zaśmiał się i zatrzymał się na chwilę żeby pies mógł załatwić swoją potrzebę.
-spokojnie Yuya, ja wrócę za góra dwie godzinki, ok? Zrobię ci tylko zakupy na wycieczkę a potem pojedziemy razem do domu.-zapewnił go Takano.-A teraz razem zrobimy listę zakupów żebym na pewno kupił wszystko czego chcesz, ok?
-fajnie masz...Tony twierdzi że jestem za ciężka.-kobieta wydęła policzki udając obrażoną. -wcale nie!-zaprotestował mężczyzna. -co wcale nie?-spytał Jun wracając do stolika.-przepraszam że tak długo, kolejna do toalety była okropnie długa a do baru jeszcze dłuższa.-wyjaśnił Ryu siadając obok niego.
-na pewno.-obiecał Hiroki i ruszył dalej cały czas trzymając chłopaka za rękę.
Takano wszystko zapisywał w telefonie czasem proponując coś co może się chłopcu przydać na wycieczce a potem pojechał do sklepu. Tak jak obiecał wrócił dość szybko.
-rozumiem że nie wierzysz.-wywnioskował Jun unosząc lekko brew.-ok, jeśli twoja żona się zgodzi to mogę ci udowodnić.-wzruszył ramionami wstając.
-Będę jeszcze bardziej kiedy będę mógł go w końcu opieprzyć za nie słuchanie się mnie.-mruknał uśmiechając się trochę.
-ja też bym go nie puścił. Ale wiem że się cieszył że spędzi czas z przyjaciółmi...a teraz skoro wiem że ci chłopcy którzy go pobili nie pojadą jestem spokojniejszy.
-ok.-stanął w takim miejscu żeby na pewno niczego nie strącić i podał kobiecie prawą rękę.-złap się mocno obiema rękoma.-poprosił a kiedy Emily już to zrobiła złapał ją mocno i podniósł. Postawił po chwili i ukłonił się teatralnie.
-cóż...nie jego.-zgodził się i zawołał psa żeby powoli szli już do domu.-przeze mnie? A może być sałatka owocowa? Wiesz umiem ugotować proste rzeczy ale nie rób ze mnie jakiegoś wielkiego kucharza.-zaśmiał się.
-ok, przekażę mu.-przytaknął Takano.-szkoda że Ren już pojechał i raczej nie znajdzie chwili żeby przyjechać.-dodał.
Jun spojrzał na niego trochę zaskoczony ale zaraz uśmiechnął się lekko. -ok, ok, chodź.-poprowadził go kawałek dalej od stolika żeby nic nie strącić a potem go podniósł.-tak fajnie?-zaśmiał się.
-no to może zrobię budyń...-zastanowił się śmiejąc się lekko.-ok, po drodze musimy jeszcze zrobić zakupy...
-może. Ale nie zdziwiłbym się gdyby jednak nie mogli, są dość zajęci.-powiedział Takano i zerknął na zegarek.-wezmę już Yuyę i pojedziemy bo Tomo pewne się martwi...
-nie pytałeś.-wzruszył ramionami Jun i podprowadził go z powrotem do stolika-i co Tony? głupi ci?-spytał Jun śmiejąc się wesoło i biorąc kilka łyków piwa.
-ryż mamy więc wystarczy kupić warzywa...no i budyń.-wymienił to co muszą kupić.-coś jeszcze?
-zawsze tak jeżdżę, mamo.-zapewnił ją i dopił kawę. Przytulił ją jeszcze a potem poszedł po Yuyę.
-wiem że jesteś.-zauważył Jun upijając łyk piwa.-pójdę ci jak skończę. Nie chce mi się tyle wstawać.-zamarudził trochę.
-ok, więc jeszcze mleko.-powtórzył.-Możemy przywiązać pieska i wejść razem.-zauważył.
-wybacz...zaraz ci wszystko wyjaśnię.-obiecał Takano obejmując swojego męża.-mały został pobity i...-westchnął prowadząc go na kanapę i tam opowiadając mu wszystko od poczatku do końca.
-ok.-skinął głową Jun i objął ramieniem Ryu.-mam nadzieję że dobrze się bawisz.
-postaramy się załatwić to szybko poza tym z tobą też będzie na zewnątrz.-zauważył.-po prostu nie chcę zostawiać cię tak samego.
-tak, dlatego.-przytaknął.-też się cieszę że nie jadą.-dodał myśląc trochę nad odpowiedzią na ostatnie pytanie.-też trochę się martwię ale twoja mama powiedziała że może jechać jeśli będzie pamiętał o maści. Wiem jak się cieszył na tę wycieczkę i nie chcę go rozczarować. Zobaczymy jak jutro się będzie czuł ale skoro nie ma nic złamanego to dobry odpoczynek powinien wystarczyć.
-ja ciebie też.-zapewnił go z lekkim uśmiechem. Upił trochę piwa i zaczął nogami wybijać rytm piosenki która akurat leciała.
-oczywiście. Mamy listę więc zgarniamy to co potrzebujemy i to wszystko.-przytaknął.
-daj spokój...nic wielkiego, serio. Ale jestem zły że dyrektor nic nie chciał zrobić bo jeden z tych chłopaków to syn burmistrza. Ech...ja rozumiem że dofinansowuje szkołę ale...
-hmmm....ok.-zgodzil się od razu wstajac. Był już wystarczająco pijany żeby nie zastanawiać się nad konsekwencjami. Pomógł chłopakowi wstać i przysunal to bliżej siebie. Potrzymujac to zaczął się poruszać w rytm muzyki.
-ok.-Hiroki wrzucił przekąski dla psa a potem spokojnie poszedł za Naokim po mleko.-teraz już wszystko?
-wszedzie rządzą pieniądze Tomo...ale swojemu mężowi nie pozwalasz ich wykorzystywać.-zauwazyl idąc za nim do kuchni.-bo wiesz...moze i jestem najmłodszym dzieckiem ale na moje konto też idzie trochę udziałów.-zasmial się.-jasne, wymasuje Cię.
-przecież nie ma za co.-powiedział Jun i z powrotem usiadł przy stoliku razem z chłopakiem. Zaraz potem wziął kilka łyków piwa.
Hiroki skinął głową i kiedy już za wszystko zapłacili wziął torbę z zakupami. -odwiąż pieska, damy mu przekąskę w domu.-powiedział czekając aż Naoki weźmie ich pupila.
-ale nie złość się. Zgadzam się z tobą, dlatego też ich nie ruszam. I dlatego ugryzłem się w język kilka razy żeby nie powiedzieć więcej niż to że mam gdzieś pieniądze które mi proponował.-powiedział całując chłopaka w policzek.-mi też się bardzo dobrze żyje tak jak teraz.-zapewnił go.-Pomogę ci, co?-dodał podwijając rękawy.
-Pierwszy!?-spytal Tony trochę zaskoczony. -no...wczesbiej jakoś nie było okazji.-wzruszyl ramionami Jun i upil kilka lykow piwa.
-jasne.-zgodzil się i złapał to mocno za reke. Spokojnie poszli w stronę ich mieszkania.
-nigdy bym nie rozwiązał taloek sprawy wzięciem pieniędzy.-zapewnil go.-ale nie chwal mnie aż tak...-zasmial się zawstydzony.-ale wiesz...mysle ze Yuya już się nauczył.
-no w japonii jakoś nie było okazji. Tutaj tym bardziej.-Jun znów wzruszył ramionami i upił kilka łyków.
-ja też.-przytaknął Hiroki wchodząc do mieszkania. Zdjął buty i kurtkę a potem zaniósł ich zakupy do kuchni.
-wiesz...tylko się nie złość, ok?-poprosił najpierw.-powiedział mi że ci chłopcy go męczą bo ich przypadkiem dotknął a nikt nie ma prawa a już zwłaszcza takie biedne sieroty jak on. Więc zaproponowałem mu żeby chociaż grał w szkole bogatego panicza.-zaśmiał się trochę.-ale powiedział że nie chce, bo wujek Tomo mówi że pieniądze trzeba doceniać. Dobrze go nauczyłeś kochanie.-ucałował go w policzek.
-jasne.-Jun mu zasalutował i poprowadził wózek pod sam stolik.-dotarliśmy bezpiecznie do celu, proszę o nagrodę.-powiedział śmiejąc się wesoło.
-racje, nie zajmie. Możesz wstawić.-powiedział kontynuując krojenie warzyw.
-ok.-przytaknął Takano oddając jeszcze pocałunek. Potem poszedł już do pokoju chłopca żeby go obudzić.-Yuya?-spytał podchodząc do jego łóżka.-wstawaj, wujek zrobił dobry obiadek. Specjalnie dla ciebie.
Jun cieszył się pocaunekiem i odsunal się dopiero kiedy usłyszał gwizd Tony'ego. Wyszczerzyl wie tylko do niego i usiadł na swoim miejscu biorąc łyk piwa.
-ok, już sobie poradzę.-zapewnil go Hiroki. Pół godziny później obiad już był na stole a mężczyzna nalewal im jeszcze soku do szklanek.
-spokojnie, obiad nie ucieknie.-powoedzial Takano idąc za chłopcem.
-no to się ładuj kochanie.-zaśmiał się Jun i wrócił do wesołego rozmawiania z Tonym.
-no dobrze to zrób.-zgodził się Hiroki.-serio? Cieszę się. Trochę się bałem że nie wyjdzie. Dałem trochę ostrej papryki żeby zastąpić pieprz...
-My ciebie też kochamy Yuya.-zapewnił go Takano.-Hmm? Nie podobało ci się jak było nas więcej?-spytał trochę zaskoczony meżczyzna i zaczął spokojnie jeść swoją porcję.
Powiedzieli tak jeszcze chwilę dopóki Jun nie skończył swojego piwa. Po ostatnim łyku przytulił do siebie swojego chłopaka i ucalowal go w policzek. -uwielbiam tę piosenke....zotanczysz ze mną jeszcze?
-ciesze się. Starałem się żeby nie było zbyt ostre.-przyznal z uśmiechem i wrócił do jedzenia.
-mhmmm....rozumiem skarbie.-powiedzial Takano.-ja też je lubie.-dodal zaraz i wrócił do jedzenia. Skończył jako pierwszy a potem upil kilka lykow soku.
-kupię. Ostatnie i chcesz do domu?-spytał szczęśliwy że może z nim jeszcze raz zatańczyć.
-cieszę się.-zapewnił go Hiroki i wrócił do jedzenia.
Takano wstał i przytulił chłopca delikatnie. -wiem...ale już wszystko dobrze.-powiedział głaszcząc go po włosach.-chcesz potem się napić gorącej czekolady?
-ok. to ja też wezmę sobie ostatnie.-obiecał tuląc go tak do siebie i kołysząc się w rytm muzyki.
-dokładnie tu?-spytał Hiroki obejmując go w pasie.
-a może wieczór z filmami? Babcia mówiła że najlepiej będzie jeśli będziesz leżał żeby na jutro mieć siłę i żeby cię mniej bolało.-zauważył Takano strasznie się o niego martwiąc.
-no coś ty. Kocham cię.-powiedział Jun unosząc go żeby go pocałować. Był zbyt pijany żeby przejmować się ludźmi dookoła nich. Kiedy piosenka się skończyła zaniósł Ryu do stolika.
-Zawsze będę.-zgodził się mężczyzna. Aż podskoczył kiedy usłyszał dzwoniący telefon. Odebrał go od razu.-Yasu? Przysięgam...sam bym cię zabił jakbyś mi teraz umarł...
-Wszyscy razem obejrzymy.-zapewnił Takano zbierając naczynia. Pozmywał a potem zrobił gorącą czekoladę dla wszystkich. Zaniósł ją do salonu i usiadł sobie na fotelu.
Kiedy szedł do baru zamówił piwo dla siebie i Ryu dołączył do niego Tony. -na mój koszt. Dzięki za radę, nie pamiętam kiedy ostatnio i ja i on czuliśmy się tak swobodnie.-powiedział wesoło.
-Na Hokkaido zamartwia się za śmierć bo nie może być na miejscu.-fuknął Hiroki.-i czego dzwonisz jak lewo mówisz? Śpij...
-ok, ok, już włączam. Częstujcie się czekoladą.-polecił im wesoło a sam podszedł do odtwarzacza żeby włączyć odpowiednią płytę.
-dzięki za rady.-powiedział podając mu jedno piwo a sam biorąc pozostałe dwa.-czasem wyluzuję.
-Przyjąłem Yasu, bedziemy się pilnować.-obiecał Hiroki.-Odpoczywaj już ok?
-dziwisz mu się? Gdybym tam nie był to nie wiem co by się stało...-przyznał Takano tuląc mocno do siebie swojego męża.-chciałbym żeby był bezpieczny i szczęśliwy.
-my też planowaliśmy zbierać się jak tylko wypijemy po ostatnim piwie.-powiedział siadając już do stolika. Podał piwo swojemu chłopakowi i usiadł wygodniej.
-kiepsko, ledwo mówi. I nawet w takim stanie nic tylko myśli o sprawie.-wywrócił oczyma.-ale będzie dobrze...
-daj spokój...na moim miejscu zrobiłbyś to samo.-zauważył z lekkim uśmiechem.-Myślisz że już wszystko będzie dobrze?
Jun uśmiechnął się tylko do niego wesoło i usiadł prosto. Wziął kilka łyków piwa i odwrócił się w stronę Tony'ego. -przypomina mi się jak na studiach zawsze się siłowaliśmy na rękę ze znajomymi.
-ma...to normalne.-zgodził się Hiroki i w końcu wstał.-ech ja pójdę bo sąsiedzi się zdenerwują.-westchnął ciężko.
-mhm.-Takano zgodził się z uśmiechem.-pójdę spakować Yuyę.-zdecydował.
-ok, chyba muszę się postarać skoro moje kochanie mi kibicuje.-zaśmiał się Jun również podwijając rękaw koszuli. Oparł łokieć o stół i złapał Tony'ego za rękę.
Hiroki zerknął przez judasza a potem otworzył drzwi nie odczepiając łańcucha. -o co chodzi?
-Możemy to zrobić teraz razem. Jest już późno a jutro już przecież jedzie.
-ale miałem trudnego przeciwnika.-zaśmiał się. -no to może rewanż? Teraz na pewno wygram.-powiedział Tony
-opowiadał. I właśnie dlatego nie pozwolę ci go do tego zmuszać.-powiedział Hiroki wychodząc z mieszkania na korytarz i zamykając za sobą drzwi.Jak się nie stawi to co, hm? Raczej nie chcesz żeby te papiery poszły na policję, co?-mruknął wciskając teczkę mężczyźnie w rękę.-Zostaw go w spokoju.
-jesteśmy, Yuya, spokojnie.-zapewnił go Takano wyglądał z jego pokoju.-właśnie cię pakuję.-wyjaśnił.
-jeśli chcesz. Może mógłbyś spróbować z Emily? Chyba będą bardziej wyrównane szanse.-zaproponował wesoło.
-Jak tylko je wyślesz od razy pójdą na policję. Nawet nie próbuj się do niego zbliżyć.-powiedział Hiroki i wrócił do mieszkania. Wiedział że musi coś szybko wymyślić żeby ochronić swojego chłopaka.
-leż Yuya.-westchnął Takano.-Ty masz dzisiaj leżeć.-dodał i wrócił do pokoju chłopca żeby dalej go pakować.
Jun zamienił się z Ryu miejscami żeby chłopak siedział bliżej kobiety a potem pomógł mu odpowiednio ustawić rękę.
-będzie dobrze kochanie...będzie dobrze. Nie odstąpię cię na krok.-obiecał tuląc go do siebie.
Takano szybko skończył pakować chłopca. Potem jeszcze oprawił rysunek od Kanekiego w antyramę i powiesił go nad łóżkiem Yuyi. Kiedy wszystko skończył wrócił do salonu.
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4201 – 4400 z 4687 Nowsze› Najnowsze»Jun skinął głową i ustawił się na bramce. Zatrzymał drugą piłkę i zaraz podał ją chłopakowi.
-ok, porozciągamy się trochę.-zdecydował Hiroki uznając że to się przyda bo zajęciach jakie ostatnio mieli.-Ustawcie się w odstępach.-polecił stając na przeciwko grupy i zaczął ich instruować.
-Ren zrobił?-spytał zaspany Takano. Zmrużył oczy próbując zobaczyć Yuyę a zaraz po chwili wyciągnął rękę żeby wymacać okulary leżące na szafce nocnej.
-już ją przynoszę.-powiedział Jun biegnąc po piłkę i podając ją chłopakowi. Zaraz znów wrócił na bramkę czekając na kolejny strzał.
-Wiem co robiliście. Sprawdzę dzisiaj jak to robicie po tym jak się porozciągamy. A potem nauczę was pewnie innego sposobu.
-miejmy nadzieję że robił to pod czujnym okiem Kanekiego.-skomentował Takano w końcu zakładając okulary.-ok, wstajemy. Trzeba zobaczyć w jakim stanie jest kuchnia.-mruknął siadając na łóżku.
Jun westchnął ciężko i skrzyżował ramiona na piersi. Podszedł do już leżącego chłopaka i usiadł obok na materacu.
-Ryu? Dlaczego się tak przemeczasz?
-ok, wystarczy.-zdecydowal Hiroki po dobrych 20 minutach rozciągania. Ustawcie się w kolejce.-polecil i poszedł wyjąć z torby drewniany model pistoletu.
-mocno? Chcesz żeby Ren Cię obejrzał?-spytal Takano glaszczac chłopaka po wlosach.
- dobrze.-Jun skinal głową i usiadł na brzegu kozetki.
Hiroki schowal atrapę broni za plecy i podszedł do chlopaka.-ok, uspokuj się a ja przyniosę coś innego.-polecil mu i podszedł do torby. Wyjął gumową atrapę noża i wrócił do chłopaka.
-ok, poczekaj. Zaraz to tutaj przyprowadze a potem zjemy śniadanie.-powiedzial wstajac z łóżka i idąc do kuchni.-Ren? Tomo coś głową boli...moglbys na niego zerknąć?
Jun westchnął ciężko patrząc jak chłopak zasypia. Potem spojrzał pytająco na lekarza.
-możemy tu chwilę zostać? Ciężko będzie mi z nim wrócić bo nie jesteśmy samochodem.'
-teraz dasz radę?-spytał przyjmując pozycję i czekając aż chłopak mu odpowie.
Takano odetchnął z ulgą słysząc brata i uśmiechnął się do swojego męża.
-Ren ma rację, najpierw coś zjedz.
-dobrze. Przeniose go jeśli pan pomoze mi z kroplowka.-zaproponowal Jun wstajac z kozetki.
-ok.-Hiroki skinal głową.-bedziemy ćwiczyć z tym.-powiedzial machaja atrapa noża.-jesli przez czymś będziecie się musieli bronić to raczej przed tym. Nauczę was też łatwiejszej techniki. Kto na ochotnika?
-potwierdzam był porządek.-przytaknal Takano i zaraz podszedl do Tomo.-chodz, pomogę Ci.
-oczywiscie.-Jun skinal głową i usiadł sobie na brzegu łóżka.
Hiroki westchnął ciężko tęskniąc za czasami kiedy nikt nie był chetny. W końcu wybrał kogoś z brzegu i zaczął pokazywać technikę
-mhm, już.-Takano podał mu kule i puścił Tomo jak ten już stał stabilnie.-chodzmy zobaczyć co Ren zrobił.
-aż się skończy. Jakbyś pilnował tego ile masz jeszcze siły to by tego nie było.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-ok, idzie wam dobrze dzisiaj. Porozciągamy się w potem mała przerwa.
-to świetnie. Ale jesteś pewny że możesz z tym gipsem jechać samochodem?-spytał siadając do stołu.
-nie możesz tak Ryu...musisz tego pilnować bo potem jest jeszcze gorzej.-powiedział na prawdzę szczerze zmartwiony.
Hiroki w tym czasie poszedł do swojego gabinetu żeby posprawdzać maile i napić się czegoś. Wrócił po pół godzinie.
-mhm...tylko uważaj, ok? Wiem że mamy automat i używasz i tak tylko swojej zdrowej nogi...ale nadal nie chcę żeby coś się stało.-dodał patrząc na to czym jest zastawiony stół.-No no Ren...Co ty tu przygotowałeś?
-Wierzę, ale uważaj następnym razem. Wtedy będzie jeszcze fajniej.-powiedział głaszcząc chłopaka po włosach.
Hiroki westchnął widząc ich takich.
-ok, teraz poćwiczymy obronę kiedy ktoś was łapie od tyłu.-wyjaśnił.-ktoś na ochotnika? Może ktoś większy.-powiedział patrząc na grupę i szykając kogoś wyższego od siebie.
-Nie musiałeś. Ale dzięki.-powiedział Takano biorąc się za jedzenie.-no...nie jest źle.-zaśmiał się jedząc tosta ze smakiem.
-ech...no i nic Ci na to nie poradzę Ryu. Odpocznij tutaj dopóki kroplowka się nie skończy a potem wrócimy do domu.
-ok, idealnie.-Hiroki poprosił to o podejście do siebie i pola mu jak ma to zlapac.-ok właśnie tak. Pod moimi ramionami i dłonie połóż na moim karku. Kiedy ktoś tak was złapie musicie być bardzo ostrożni bo łatwo skończyć że złamanym Markiem. Wtedy najlepsze co możecie zrobić to upaść razem z przeciwnikiem i uciec. Manewr jest hardzo prosty.-powiedzial Hiroki a następnie przesunął lewa nogę do tyłu i podhaczyl chłopaka tak że ten poleciał do tyłu a następnie staral się upaść z jak największą siłą na niego.
-sa dobre Ren.-powtorzyl jeszcze raz Takano. Wiedział że jego brat się stara.
-ech...pójdziemy bo obiecałem. Ale najpierw poczekamy aż odpoczniesz.-zaznaczyl glaszczac go po policzku.
-hmmm...musisz robic to całym ciałem. Spróbuj na mnie.-powiedzial łapiąc chłopaka od tylu.
-coz...po prostu normalnie robimy wieksze sniadania. Ale tosty wyszli Ci pyszne. Czego jeszcze się nauczyłes?
-pojde po lekarza.-poowedzial Jun kiedy kroplowka się skonczyla. Wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z lekarzem.
-wlasnie o to chodzi. Ćwicz tak jak teraz.-polecil mu Hiroki i zaczął pomagać innym.
- to i tak dobrze ci idzie.-pochwalil go Takano i wziął kilka lykow herbaty. Postanowił znów z nim pogadać tylko że na osobnosci.
-dopilnuje żeby jutro odpoczął.-obiecal Jun.-no chodź, wracamy.-dodal już po japońsku do chłopaka i pomógł mu przejść na wozek.
-ok, ustawcie się w kolejce, Zobaczę jak wam idzie.-polecil im Hiroki wstajac na środku maty.
- jasne, wpadaj. Od rana chcesz? Będziesz mógł zbierać zamówienia czy cos. Trochę będę dzisiaj zajęty bo kończę tort więc pomoc mi się przyda.-przyznal szczerze.
-ale skoro masz jutro odpocząć to raczej nici z pubu wieczorem...-mruknął przypominając mu o ich planach.
Kiedy wszyscy skończyli Hiroki w końcu poszedł do swojego gabinetu. Wziął prysznic i przebrał się a potem usiadł jeszcze do komputera żeby sprawdzić maile.
Takano skinął głową a potem zwrócił się do swojego męża.
-na nockę? To może zdrzemnij się przed pracą?-zaproponował nie chcą żeby mu znów padł.
-ok, om wierzę ci. Ale daj mi prowadzić bo dopiero co leżałeś pod kroplówką.-powiedział łapiąc za wózek.-Siedź sobie grzecznie.
-jasne. Usiądź sobie.-powiedział wskazując mu kanapę.-Ja jeszcze chwilę popracuję. Nie przeszkadza ci to?
-ok.-odpowiedział z uśmiechem Takano i skończył jeść śniadanie.-ok, to ja się w takim razie już zbieram.
-ok, ok, dobre ciasto tak jak obiecałem.-powiedział Jun spokojnie wyprowadzając wózek ze szpitala i idąc w stronę cukierni.
-Możesz tutaj przychodzić jak widzisz że wracam.-dodał uśmiechając się do niego a potem znów wracając do komputera.
-Spokojnie, nie powinieneś przeszkadzać.-zaśmiał się Takano ubierając buty i wychodząc do cukierni. Otworzył drzwi i od razu poszedł do kuchni. Ubrał fartuch i swój zapasowy podał bratu.-umyj ręce.
-jasne, ale może poczekaj aż w ogóle dojdziemy na miejsce, ok?-zaśmiał się Jun prowadząc wózek dalej. Kiedy w końcu dotarli zajęli stolik trochę bardziej na uboczu. Jun zamówił chłopakowi to o czym ten wcześniej mówił a sobie ciasto czekoladowe i herbatę.
-z czego tam się śmiejesz?-spytał Hiroki po chwili. Oderwał wzrok od monitora i spojrzał na chłopaka.
-Nie. Czasem po prostu trafi mi się zamówienie no i siłą rzeczy muszę zrobić dużo w bardzo krótkim czasie.-wyjaśnił Takano od razu biorąc się za przygotowywanie ciasta.-do otwarcia jeszcze trochę czasu.-dodał Wyjmując wszystkie składniki i stawiając je koło miksera.
-mhm, ja czasem też.-przyznał Jun biorąc łyk herbaty i zaraz zjadając trochę ciasta.-Pomasować ci nogi jak wrócimy do mieszkania?
-no trochę.-przyznał Hiroki lekko się uśmiechając.-chciałbym im jakos pomóc...
-no...ty tak.-zaśmiał się Takano i nastawił mikser ze wszystkimi składnikami. Kiedy ciasto było gotowy rozlał je do blaszek i wstawił do piekarnika. Potem wziął się za robienie kremu a kiedy i on był gotowy i leżał w lodówce, usiadł na przeciwko brata przy niewielkim stoliku w kuchni.-Ren? Zauważyłem że chyba...chcesz o czymś ze mną porozmawiać...-zaczął biorąc łyk kawy.
-ciesze się. W takim razie najlepiej jak weźmiesz sobie relaksujaca kąpiel a przed snem rozmasuje ci nogi.
-ech...zadzwonie do niego dzisiaj a potem zadzwonię też do komendanta. Nie podoba mi się że się tak przemecza.
-hmmmm....-Takano upil trochę kawy a potem znów się odezwał.-moze zaproponuj mu talie mieszkanie na próbę? No wiesz...poki sytuacja się nie uspokoi. Przenieslibyscie jego pracownię do jednego z wolnych pokojów czy coś...no wiesz...ja wiem że chcesz dobrze ale jeśli on jest taki uparty to musicie pójść na kompromis. Ewentualnie ty mógłbyś się wprowadzić do niego.
-no widziałem że się dobrze bawisz...bedzie lepiej tylko następnym razem się tak nie orzemeczaj, ok?-poprosil jedząc dalej ciasto.-chcesz spróbować?
-wiek Naoki...a nie obchodzi mnie to jak to odbierze. Martwię się o niego i chce mu jakoś pomóc bo wiem że on zrobiłby to samo.
-ech...nie wiem Ren ale rozumiem że się o niego martwisz. Porozmawiaj z nim i zaproponuj mu wspólne mieszkanie na próbę.
-raczej jak odzyskasz sily.-powiedział Jun wywracajac oczyma i uśmiechając się lekko.
Hiroki skończył z.mailami a zaraz potem zadzwonił do Yasu.
-no jakos...ale nie bylo łatwo...duzo się klocilismy i ja bardzo odpuszczalem.
-W takim razie może chcesz mojego?-spytal podsuwajac mu swój talerzyk.
-jasne...niech do mnie dodzwoni. Albo powiedzcie mu że ma przymusowy tygodniowy urlop i nawet nie chce słyszeć odmowy. Ja tu rządzę.
-troche. Teraz też trochę...ale on też. Oboje czasem dopuszczamy żeby drugi był szczęśliwy. Tak to już jest w związku...
-ale możemy się zamienić jeśli to smakuje ci bardziej.-zaśmiał się Jun.-ale jeśli nie chcesz to nie.-wzruszył ramionami.
-Jak się pewnie domyślasz mało mnie obchodzi jego zdanie w tym momencie. Ma wziąć wolne choćbyście go mieli przywiązać do łóżka w szpitalu. Jak nie wyjdzie z pracy po dobroci to dzwonię do komendanta, jasne? Yasu ma iść n tygodniowy urlop, to rozkaz.
-Na pewno się da Ren tylko to wymaga pracy. Nie będzie łatwo ale nikt nie mówił że będzie.-westchnął Takano i upił kawy.
-W takim razie cieszę się że Ci smakuje.-powiedzial Jun u skończył swoje ciasto a potem dopil herbatę.
- to jak się obudzi powiedzcie mu żeby do mnie oddzwobil. Nie budzić mi go.-westchnal Hiroki.-no to ktoś raczy ni wyjaśnić sprawę?
-jasne, wpadajcie. Zawsze jesteście mile widziani a tutaj latem jest pięknie.-powiedzkal z uśmiechem a potem również wstał od stołu by wyjąć ciasto z piekarnika.-ok...teraz musi ostygnąc.
-ciesze się skarbie.-przyznal szczerze Jun.-to co? Wracamy do mieszkania?-spytal patrząc na niego z lekkim uśmiechem.
-ech...mają przesrane jak tylko tam wrócę.-westchnal kładąc telefon na stole.
-widze że masz wzięcie Ren.-zasmial się Takano podając mu zamówienia a potem wracając do tortu.
-hasne, już.-Jun nachylil się trochę i wyprostiwal po zdjęciu.
-a Yasu im tam umiera a ja tu się nudzę...przeciez mam masę wolnego czasu mogliby się podzielić sprawą i poszloby szybciej.
-a zbieraj je tylko nie daj się poderwać.-zasmial się Takano. Ba razie czekał aż ciasto wystygnie więc szykował wszystko do dekoracji.
-hmmm....mysle że możemy pójść.-zgodzil się Jun.-a to nasze zdjęcie?
- wiem ale niech się pomartwia o Yasu i dadzą mi pomóc.-znow westchnal.
Takano uśmiechnął się i wrócił do swojej pracy. Przełożył oba piętra tortu kremem a potem wsadził go do lodówki.
-ukrywasz?-spytał Jun patrząc na chłopaka zaciekawiony. Nieśpiesznie prowadził wózek do ich mieszkania.
-na pewno tak by było, ale sytuacja jest jaka jest i chciałbym żeby się na niej skupił...Nie chcę żeby zaniedbał siebie, jak tak dalej pójdzie to on wyląduje w szpitalu, nie chcę tego.
-kawy.-poprosił Takano właśnie wkładając ciasto kolejny raz do lodówki.-ok...teraz niech posiedzi z godzinę i w końcu będę mógł dekorować.-klasnął w dłonie.-cóż...taki ruch bo pewnie się rozeszło że mam nowego przystojnego kelnera.-zaśmiał się.
-no tak...a jak ktoś ci wejdzie w galerie albo coś?-spytał zerkając na niego trochę.
-jeśli oddzwoni to z nim porozmawiam.-powiedział Hiroki powoli zaczynając zbierać swoje rzeczy.
-Yuya znowu!?-jęknął Takano bo już raz mieli dokładnie taką samą sytuację.-ok Yuya, zapamiętaj to proszę, nie zakładamy nikomu tak kajdanek. Nie i już.-westchnął i zaraz wybiegł z cukierni i pobiegł do domu.-Tomo!-krzyknął chcąc od razu wiedzieć gdzie jest jego mąż.
-ja też mam hasła, ale mam cię na tapecie. Tylko na wyświetlaczu mam coś innego a telefon objęty hasłem i na odcisk palca.-przyznał szczerze.
-dzisiaj ja?-mruknął i zastanowił się trochę.-hmmm...w takim razie może jakiś pyszny hot pot?
-na pewno byłoby lepiej...chodź zaraz ci pomogę.-powiedział zaraz wyjmując apteczkę i dwie agrafki.-ok...na prawdę się cieszę że umiem je otwierać bez klucza.-zaśmiał się siadając z mężem na kanapie i biorąc się za otwieranie kajdanek.
-mhm...no tak masz rację.-przyznał spokojnie Jun.-Przeszkadza ci to, że musimy się tak ukrywać?
-W takim razie idziemy.-słyszałem że tutaj niedaleko jest bardzo dobra knajpka.-dodał zaraz ubierając kurtkę.
-Już za chwilę będzie po wszystkim.-obiecał mu.-Właśnie widzę że już bez gipsu.-dodał z uśmiechem uwalniając już jedną rękę chłopaka i biorąc się za drugą.
-wiem, że nie marudzisz, tak tylko pytam. Bo mi czasem przeszkadza.-przyznał wchodząc w końcu do bloku a potem prostu do windy.
-hmmmm...to zaraz za rogiem więc możemy zostawić rzeczy w samochodzie i tam się przejść.-zgodził się.
-dobrze kochanie, przekazuj. Ale wtedy to ty będziesz mi musiał pomóc.-zaśmiał się i mocno przytulił do siebie chłopaka.-pojadę, obiecuję że jutro jestem cały twój..do wieczora po będę musiał pomóc Yuyi się spakować. A teraz muszę wrócić do cukierni...chcesz pójść ze mną? Popatrzysz jak dekoruję tort i zrobię ci czekoladę.-zaproponował biorąc się za opatrywanie nadgarstków chłopaka.
-hmmm....kiedy ktoś się do mnie przystawia i nie mogę po prostu powiedzieć że mam chłopaka. Zwłaszcza jak przychodzą do mnie studentki. I hmmm...że nie mogę swobodnie chodzić z tobą na randki bo zawsze możemy na kogoś wpaść.
-A nie jesteś zmęczony?-spytał Hiroki śmiejąc się cicho. Otworzył samochód i wrzucił swoje rzeczy do bagażnika.
-ok, skończone, możemy iść.-powiedział wstając z kanapy.-może Kaneki też chce pójść? Gdzie on się podział?-spytał zaraz myśląc o swoim bracie który sam został w cukierni.
-za to bardzo cię przepraszam Ryu...jeśli będziesz chciał zaprosić kogoś to mów, ok? Ja się prześpię w hotelu albo coś...pochowamy wszystkie zdjęcia.
-w takim razie malutki spacerek.-zgodził się Hiroki i złapał go za rękę zaraz zamykając samochód.
-mhm...nie bałeś się go zostawiać tam samego?-spytał biorąc go za rękę w wracając z nim do cukierni. Od razu wziął się za dekorowanie tortu.
-ok, ok.-Jun tylko wywrócił oczyma tak żeby chłopak tego nie zobaczył a potem wyprowadził wózek z windy która akurat dojechała na ich piętro.
Kiedy weszli do środka Hiroki od razu zajął wolny stolik i zerknął na menu.-ok...to co bierzemy?
-mhm...może Ren do niego pojedzie jak już skończy ze stolikami?-zaproponował kładąc ostatnie dekoracje na torcie.
-jasne, możemy chwilę pograć.-zgodzil się zerkajac na zegar3k i zaraz potem zdejmujac buty i kurtke.
-wyglada smacznie.-zgodzil się Hiroki i wstał żeby złożyć zamowienie. Po chwili wrócił do stolika z taca jedzenia żeby mogli je ugotować.
-Tomo...-Takank odłożył na chwilę ostatnią dekorację na bok i odwrócił się mocno przytulajac do siebie chłopaka.-Tomo...kochanie, wszystko jest już dobrze...-poglaskal to po wlosach.
Jun skinal głową i w tym czasie poszedł do kuchni. Nalal im soku do szklanek i pokroil jabłka a potem wrócił do salonu.
- No ale najpierw trzeba ugotować.-zasmial się i zabrał się za wkładanie wszystkiego do garnka.
-nie przeszkadzasz.-zapewnil go Takano i objął go mocno.-o Ren.-zawolal brata kiedy ten zajrzał do kuchni.-Kaneki jest jeszcze w mieście więc możesz po niego pojechac. Na dziś i tak już zwmykam.
-trzymam kciuki kochanie.-zasmial się Jun biorąc od niego pada i od razu wybierając sobie samochód.
-mhm, szło Ci bardzo dobrze, oby tak dalej.-zgodzil się Hiroki.
-jasne, za chwilę ją zrobię.-zapewnil go Takano a potem już zwrócił się do swojego męża.-juz lepiej Tomo? Zaraz zrobię nam wszystkim czekolade.
-ok, ok...bede grał uczciwie.-zasmkal się.-hmmm...mozemy pójść jak już wrócimy.-zauwazyl wesolo.
- To nic że że mogles ale cieszę się że sam się zdecydowałeś na pojęcie do psychologa.-powoedzial podkrecajac trochę ogień.-no...zawsze potrafisz mnie rozgrzać więc nie mam nic przeciwko.-dodal puszczając mu oczko.
-ocztwiscie. Wszystkim zrobię zwykłą.-powiedzial w końcu dodając ostatnia dekorację do tortu.-mozesz zostać, pomożesz mi je potem zanieść.-dodal chowają tort do lodówki o biorąc się za robienie czekolady.
-serio, serio. Czemu myślałeś że nie będę chciał?-spytal zaskoczony skupiając się trochę na grze.
-oj...nie bądź dla siebie taki ostry. Potrafisz wiele rzeczy. A dzisiaj na treningu na prawdę dobrze Ci szło, jako twój chłopak i trener jestem dumny.
-juz nie m9ge się doczekać naszej randki w ten weekend, jestem pewny że Ci się spodoba.-zagadal robiąc czekolade.
-oj daj spokój Ryu...nie czuje się jeszcze aż tak staro. Jestem dopiero po 30...nie rób że mnie dziadka.-zasmial się.
-czemu? Powinieneś być bardziej pewny.-powiedzial dodając jeszcze trochę mięsa.-w końcu jesteś moim niesamowitym chlopakiem.
-sam chcesz jechać?-spytal sięgając po wysokie kubki.-a, mogę go pożyczyć na nasz randkę?
-oj...ale na szczęście bardzo często mnie odmladzasz.-powiedzial naciskając się żeby pocałować go w policzek.
-Naoki...nie porównuj się do ludzi którzy ćwiczyli całe swoje życie. Radzisz sobie świetnie.-zapewnil go.-ok, nasze jedzonko już prawie gotowe.
Takano skinal głową i zaczął nalewac czekolady kubków.-Spokojnie, nie zarysuje.-obiecal mu.
-brawo skarbie.-powiedzial wesoło Jun zaraz całując go namiętnie.-nagroda dla.mojego zwycięzcy.
-ja Ciebie też.-powiedzial Hiroki zaraz podając mu trochę już gotowego mięsa.-i właśnie dlatego chciałbym żeby mój chłopak odzyskał pewność siebie.
-super.-ucieszyl się i podal.mu dwie czekolady.-dolaczmy do Rana i Jańskiego.
-mi z Tobą też. Lub8e spędzać tak swobodnie z Tobą czas.-przyznal szczerze i wziął sobie kawałek jabłka.
-wiem że się starasz. Trzymam za Ciebie kciuki.-zapewnil go z uśmiechem i wziął sobie po trochę wszystkiego.
-jasne że możesz.-zapewjil go Takano. Położył na stole czekolady i usiadł na wolnym krześle.-ja co się podobało miasto?-zapytal Kanekiego.
-jasne, czemu nie.-zgodzil się wesoło i upil trochę swojego soku.
-mielismy dobre składniki.-zauwazyl Hiroki.-i będę zawsze trzymał za Ciebie kciuki.-dodal zaraz.-mmmm...goracy posiłek po męczącym dniu jest najlepszy.
-brzmi ciekawie.-zgodzil się Takano.-chociaz miałeś nie myśleć o pracy i odpocząć tutaj.-zasmial się.-nie sądziłem że to kiedyś powiem ale....bierz przykład z Rena. Dzisiaj jego głową była zajęta pomaganiem mi i zbieraniem napiwków.
-mhm, dokładnie tak jak obiecalem.-przytaknal Jun z uśmiechem i znów wziął kilka lykow soku. Zaraz odłożył szklankę i położył się z głową na udach chlopaka.-moge?
-ja też bardzo lubię. Więc możemy je jeść tak często jak tylko chcesz.-obiecal mu i dołożył sobie trochę miesa na talerz.
- No miał wzięcie a ja miałem ruch. Nie dałeś się tam żadnej, co Ren?-spytal Takano śmiejąc się wesolo.
-serio? Myłem je rano więc to pewnie dlatego.-powiedzial Jun uśmiechając się lekko.
-hmm...brzmi jak plan. Moglibyśmy wszyscy pójść i trochę poswietowac.-zgodzil się.
-Tomo ma rację. Możecie wyjechać rano jak się wyspicie. Lepiej nie jechać w nocy.-powiedzial upijajac trochę swojej czekolady.
-po całym dniu już raczej ladnie nie pachną.-zasmial się Jun.-jasne, nie musisz mnie pytać przecież.-zauwazyl.
-dokladnie.-przytaknal kończąc jeść.-ok, chyba możemy już wracać co?
-dokladnie Ren. No i mówiłeś że jutro jeszcze obaj macie wolne...co to nagle wyskoczyło z tym redaktorem?-spytal upijajac łyk czekolady.
- nie będzie skarbie.-zapewnil go w lekkim uśmiechem.-ale na pewno nie przeszkadza ci że tak leżę?
-znowu ty.-wycedzil Hiroki przez zaciśnięte żeby.-ach tak...ok zajdziemy.-zgodzil się Hiroki łapiąc to za rękę i wychodząc.
-ech...to najwyżej się spóźnisz. Dobra jak już wszyscy wypili to pozmywam i już też wrócę do domu...Yuya tam sam siedzi teraz.
- to dobrze.-Jun uśmiechnął się lekko i zerknął w stronę telewizora. Cieszył się z tego że chłopak to tak glaszcze.
-hmmmm...jestem za wspólną kąpiela i chętnie też wyjdę z Tobą na spacer z psem.-powiedzial uśmiechając się lekko do niego.
-wybacz, myślałem że już wszyscy skonczyli.-zasmial się.-ok, my za chwilę też pójdziemy.
-jaene idz. Ja tutaj posprzątam.-powiedzial z uśmiechem i usoadl. Dopil do końca swój sok i zaczął sprzątać.
-super.-ucieszyl się Hiroki i otworzył samochód do którego szybko doszli.
-ja Ciebie też kocham.-zapewnil go Takano i ucalowal w policz3k zanim weszli do domu.
Jun spojrzał na niego trochę zaskoczony a potem uśmiechnął się lekko.
-ja też Cię kocham Ryu.-powiedzial dalej się uśmiechając.
- To nie najadłes się tym obiadem? Dopiero co jedlismy.-zasmial się powoli ruszając.
- To dzisiaj?-spytal trochę zaskoczony Takano.-ok...em w takim razie szybko zjemy obiad.
-haha, bardzo zabawne kochanie.-wywrocil oczyma Jun i ucalowal delikatnie chłopaka.-ok kładź się.-polecil mu.
-po fajki możemy zajść razem z pieskami.-zauwazyl.-ale rozumiem. Możemy zjeść coś lekkiego na kolację.-przytaknal.
-ok to dobrze. Ale się połóż i jeszcze odpocznij a ja ogarnę obiad.-powiedzial Takano idąc do kuchni.
Jun spokojnie najpierw rozmasowal mu jedną nogę a potem drugą.
-juz skarbie. Lepiej trochę?
-Naoki? Chcesz porozmawiać?-spytql Hiroki kiedy dojechali. Nie zgasil jeszcze samochodu tylko zerknął na chlopaka.
-czujesz że twoja pozycja w związku jest zagrożona?-spytal Takano patrząc na brata i śmiejąc się cicho.-bo ja tam wierze ze jestem niezastąpiony.-dodal wesoło.
-kto to moz3 być o tej godzinie? Idź do sypialni Ryu a ja otworzę.-powiedzial Już szybko podając mu wszystkie ramki że zdjęciami a potem idąc otworzyc drzwi.
-Naoki...jesli zaprzatasz sobie czymś myśli to powiedz...obgadamy to.-powiedzial martwiac się o niego.
-oj daj spokój Ren. Pierścionek to nie wszystko a poza tym przed wami jeszcze wiele.-powiedzial wracajac do gotowania.
-no i zgotowales...-przyznal szczerze Jun.-em jasne...chociaz mieliśmy z Ryu wpaść jutro do pubu.-zauwazyl przepuszczajac to i zamykając drzwi.-Ryu! Możesz wyjść!-zawolal tylko.
- nie powiem...-mruknal Hiroki rozpinajac pasy.-Naoki rozumiem że się to boisz. I rozumiem że...mozesz nie ufać tym ćwiczeniom i w ogole...ale nie wiem jak Ci pomóc...wybacz. Jedyne co to mogę ci dać gaz pieprzowy albo paralizator...
-daj spokój, nawet się cieszę że wpadliscie.-zapewnil go.
-jasne, jutro na pewno wpadniemy.-przytaknal.-daj ja to powiesze.-dodal zaraz do Ryu odbierając od niego ramki ze zdjęciami.-jak jesteś zmęczony to mozesz iść już spać.-powiedzial jeszcze.
-nie rób tego Naoki...nie ważne jak źle by nie bylo.-poprosil go.-wiem że nie boisz...na prawdę. I nikt nie wi3 czy sobie poradzi. Tego nikt nigdy nie jest pewny.
-wiem Ren...dzieki.-Tamano uśmiechnął się lekko. Jak będziemy w Tokio to na pewno wpadniemy do was.
-przeciez nie musisz...miales za sobą męczący dzień ale jeśli chcesz to zostań.-powiedzial zaraz zwracając się do Tony'ego.-sorry ale dzisiaj raczej odpuszczę sobie alkohol. Jutro się napije.
Hiroki wyszedł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera. Przytulił delikatnie chłopaka.
-wszystko jakoś się ułoży.
Takano zasmial się cicho a potem zerknął na zegarek.
-ok, i tak trzeba to obudzić żeby coś zjadł przed pracą.
-rehabilitacja. Zawsze jest po niej zmeczony.-wyjasnil Jun.-nastepnym razem pisz jak będziesz chciał wpaść...na prawdę myślałem że zaraz zostaniemy nakryci.
Hiroki tylko to tak dopóki chłopak się nie uspokoil.
-ok...chodzmy po psa.i na mały spacer.-zaproponowal.
-ech...ok niech chwilę jeszcze pospi...ale zaraz go budzimy na obiad.-westchnal Takano.
-nic strasznego się nie stało ale wolałbym bym uprzedzany.-przyznal szczerze śmiejąc się lekko.-w ogóle co robiłeś tutaj w okolicy?
-i tak miałem zamiar iść. Lub8e spędzać z Tobą czas.-powiedzial od razu zakładając psu smycz. Kiedy znów wyszli na zewnątrz złapał chłopaka za rękę i włożył ich złączone dłonie do swojej kieszeni.
-ok.-Takwno podszedł do kanapy i zaczął głaskać swojego męża po policzku.-Tomo, wstawaj. Pora na kolację.
-rozumiem. Więc dzisiaj jesteś kierowcą.-zasmial sie.-nic się nie stało stało, idź odpocznij a my postaramy się być cicho.-oboecal mu biorąc od niego herbatę.
-serio, serio.-zapewjil go.-ale dzisiaj krótki spacer, co?-dodal prowadząc psa ich zwykłą trasa.
Takano pomógł mu usiąść.
-wyspales się chociaż trochę?-spytal zaraz.
-ech...mam nadzieję że nie będą tak robić...a jeśli będą to coz...pozostaje mi liczyć na to że uda mi się coś wymyślić żeby jednak nie wchodzili.-wzruszyl ramionami i upil trochę herbaty.
-jasne, przecież obiecałem że zajdziemy.-przypomnial.-a może kupisz tu w kiosku.-zaproponowal kiedy jeden mijali.
-rozumiem. Chodź zjeść bo zaraz musisz iść do pracy.-prsypomnial mu.
-coz...zapamietam. jak mi tak wpadną to będę udawał że mnie nie ma. Albo że jestem chory.-zasmial się cicho upijajac herbate.
- nie będzie. Zapal sobie.-zapewnil go i na chwilę puścił jego rękę żeby chłopak mógł spokojnie zapalic.
-wiem wiem. Masz mała porcję ale musisz coś zjeść przed pracą.-powiedzial wesoło i zaprowadził to do stołu w jadalni.
-heh, No to teraz na pewno będę gotowy na taka ewentualność.-powiewdzial znów biorąc kilka lykow herbaty.-chociaz nie rozumiem jak można tak wpadać do kogoś bez wcześniejszego omówienia się.-wzruszyl ramionami.
- to co? Powoli wracamy do mieszkania,co?-spytal kiedy już trochę pochodzili po okolicy a pies załatwił swoją potrzebę.
- zaraz się obudzisz.-zasmial się Takano biorąc się za jedzeniw.
-rozumiem, ale nawet jeśli to powinno się chociaż zadzwonić. No wiesz...ktos może być akurat zajęty albo cos.-wzruszyl ramionami.
Hiroki skinal głową a potem skierował się w stronę ich mieszkania. Byli na miejscu już po chwili.-to najpierw chciałeś wziąć relaksujaca kąpiel?-spytal zdejmujac buty i kurtkę a potem zamykając drzwi na klucz.
-zwyczajne, Ale ciesze się że Ci smakuje.-powiedzial z usmiechem.-Yuya zrobiłeś lekcje?
-jasne, o wiele lepiej ale nadal wol3 otrzymać wcześniej telefon.-zasmial się. Powiedzieli tak jeszcze chwilę a kiedy obaj wypili herbatę Tony poszedł już do siebie. Jun posprzątal a potem poszedl wziąć szybki prysznic.
-ok.-Hiroki skinal głową i usiadł na kanapie rozkładając zaraz kocyk.-chodz, dodał klepiac miejsce obok siebie.
-dobrze, pomogę Ci po obiedzie.-ohiecal Takano i wrócił do jedzenia.
Jun uśmiechnął się na ten widok i położył się po drugiej stronie łóżka i odkrył kocem.
-js Ciebie też kocham.-zapewnil go. Położył się ciągnąć chłopaka za sobą i odkrył ich kocem. Mocno przytulił do siebie chłopaka.-cieplej?
-pa, skarbie.-Takano doprowadził go do drzwi a potem wrócił do kuchni.
Jun wstał chwilę później. Przyciągnął się i wstał z lozka. Zajrzał do kuchni słysząc z niej chalas.-hej kochanie.-przywital się z chłopakiem napawają sobie wody do szklanki.
-ciesze się. Ja też bardzo lubię być tak blisko Ciebie.-przyznal szczerze i ucalowal go w czoło.
- nie często. No i wraca czasem nie tak późno więc nie jest źle.-powiedzial.wzruszqjaf ramionami.
-nic sie nie stało Ryu. Byłeś zmęczony i ja to rozumiem.-powiedzial nachylajac się żeby go pomalować na dzień dobry.-Moze zrobię tosty do jajecznicy?-zaproponowal.
-ciesze się że tak na Ciebie działam.-zasmial się Hiroki.-tylko mi tu nie zasypiaj.
-a nie miałeś sobie odpuszczać aż tylu nocek? Ren...nie pomożesz nikomu jak będziesz padał na twarz.-burknal wywracajac oczyma.-i dbaj o swojego chlopaka.
-ale nie musiałeś się tym przejmować Ryu.-zaoewnil go Jun.-hmmm...ja zrobie sobie herbaty.-zdecydowal wstawiając wodę w czajniku a potem wrzucił dwa tosty do tostera.
-hmm...lubie chodzić na karaoke ale raczej nie wychodzi mi to najlepiej.-zasmial się.-a co?
-no ja mam nadzieję.-westchnal.-moz3 wyjdziecie z naszymi psiakami na spacer? Ja pomogę Yuyi z lekcjami.
-oj wiem, zauważyłem że nie czujesz się komfortowo.-przyznał Jun wyjmując gotowe tosty i wkładając jeszcze dwa. Zalał też sobie herbatę.
-jasne, możemy pójść. Jeśli obiecasz, że nie będziesz się ze mnie śmiał.
-No to chodź Yuya, zrobimy te twoją matematykę.-zawołał chłopca.
-wiem, ja też nie wiedziałem. Ale obiecał następnym razem zadzownić.-powiedział wkładając grzanki do koszyczka i kładąc go na stole. Potem usiadł razem se swoją herbatę.-smacznego.
-no wiesz co...jakoś ciężko mi ci zaufać kiedy już się śmiejesz.-powiedział udając obrażonego.
-ok, już rozwiązujemy.-powiedział Takano spokojnie tłumacząc wszystko chłopcu a kiedy skończyli zmierzwił mu włosy.-przeprosiłeś wujka razem z Maxem?
-jest miły. Jego też Laura męczyła dopóki jego żona jej nie odgoniła.-zaśmiał się jedząc trochę jajecznicy.-więc trochę się rozumiemy.
-mhmmm....-spojrzał na niego podejrzliwie.-no nie wiem...chyba muszę się przekonać na własne uszy.
-ja to bym chciał żeby nie było następnego razu.-powiedział szczerze.-ale jeśli wpadniecie znów na taki głupi pomysł to lepiej ja niż wujek, ok?
-dzisiaj na pewno ci się uda.-powiedział wesoło Jun.-i...na prawdę się cieszę, że zgodziłeś się pójść ze mną to pubu...
-jasne.-skinął i odebrał dzwoniący telefon.-halo?
-ok.-Takano jeszcze raz zmierzwił mu włosy a potem spojrzał na zegarek.-Ok posprzątaj książki i idź się umyć.
-będę, na pewno będę.-zaśmiał się Jun.-ale ciebie Tony nie uczy a ja Marka tak więc macie jednak trochę inną sytuację.-dodał wesoło i sięgnął sobie po jednego tosta.
-zawsze.-Hiroki wywrócił oczyma.-ale sądzę że twój normalny system spania i zdrowie tęsknią bardziej. Dostajesz przymusowe wolne Yasu. Tydzień wolnego. Spędź ten czas z rodziną i odpocznij inaczej przywiążę się do łóżka szpitalnego albo zadzwonię do komendanta.
-Za to co dzisiaj wywinęliście?-Takano uniósł lekko jedną brew.-Nie jestem na ciebie bardzo zły i nie lubię cię karać ale muszę cię nauczyć że wszystko ma swoje konsekwencje.
-zobaczysz wieczorem.-zauważył Jun. Na prawdę miał nadzieję, że będą się dobrze bawić.-heh...właśnie sobie zdałem sprawę, że to chyba pierwszy raz kiedy idziemy razem pić...
-Jak możesz się domyślić mało mnie to obchodzi. Yasu, padniesz zanim wam się uda to rozwiązać i jeszcze nie dajesz sobie pomóc.-westchnął ciężko.-Ja też się martwię, ok? Nic się tutaj nie dzieje więc na prawdę mogę wam pomóc. Mam na to czas.
-jasne. Już mogę pójść.-dodał zaraz bo zauważył że Ren z Kanekim wrócili z psami.-Ren? Możecie iść się umyć!-krzyknął tylko do nich.
-oj ale to nie to samo.-zauważył Jun.-nie upiliśmy się razem...nie widziałeś mnie pijanego. Więc to nie to samo.
-I obaj dobrze wiemy, że nadal próbowałbyś mnie zmusić do odpoczynku. I obaj wiemy że w końcu zamknąłbyś mnie w domu albo w szpitalu. Tylko ja mam związane ręce i jestem za daleko, żeby to samo zrobić tobie. Daj mi akta sprawy, pomogę wam i będzie szybciej. Szybciej pójdziesz odpocząć. Na prawdę się obawiam, że w końcu to ty będziesz leżał w szpitalu.
Takano jak zwykle przeczytał mu dwa rozdziały i przerwał kiedy widział że chłopcu już zamykają się oczy.
-dobranoc Yuya.
-bo ja wiem ile mi wolno...ostatnio z Tonym się upiłem.-przyznał dość niechętnie.-więc może znów sobie trochę pofolguję. Ale na pewno chcesz żebym się upił?
-kurwa....-Hiroki zaklnął pod nosem.-NAOKI! DZWOŃ PO KARETKĘ NIECH PRZYJADĄ POD KOMISARIAT! ALE JUŻ!-krzyknął do swojego chłopaka. a potem błyskawicznie się rozłączył i zadzwonił do reszty ekipy. Odetchnął z ulgą kiedy odebrali po pierwszym sygnale.-YASU ZOSTAŁ DŹGNIĘTY. WYPAD NA ZEWNĄTRZ.-warknął do nich. Czuł się bezradny.
-No na pewno spokojniej niż w Tokio. Nie mógłbym tam już mieszkać.-powiedział siadając sobie na fotelu.
-mhm...no to się zastanowię czy się upić.-zaśmiał się i wziął sobie jeszcze jednego tosta.
Hiroki wziął głęboki wdech, przeczesał włosy dłońmi i wypuścił powietrze.-Nie mogę. Zostałem tutaj przydzielony...nie mogę....
-Nawet nie o to chodzi. Tutaj jest tak cicho i spokojnie. W każdej chwili mogę wyjść na spacer po plaży...za bardzo by mi tego brakowało.
-nie ma co poznawać, serio. A co jak mnie przestaniesz kochać?-spytał żartując trochę.
-O mnie się nie martwicie. Wydaje mi się że nie wiedzą że mnie tam nie ma.-westchnął.-Powinienem z wami teraz być...
-pewnie tak. Zdecydowanie jest im tutaj dobrze.-przytaknął upijając trochę herbaty.-Ale to raczej nie dla was, co?
-rozumiem, pomyślę nad tym.-obiecal w końcu wesoło i skończył jesc. Wziął w dłonie swoją herbatę i upil kilka lykow.-a doprowadzisz mnie bezpiecznie do domu?
-powinienem tam z wami być...-westchnal.-nie możecie tego tak zostawić ale myślę że to już sprawa do przekazania wyżej, chyba że uda mi się wrócić.
-tam jest wasze życie.-przyznal Takano.-ale cieszę się że siebie znaleźliście. Ren? Tylko dbaj o niego bardziej co? Nie chodzisz że szpitalem tylko z Kanekim.
-oj nie sądzę żeby aż tak źle miało byc ale ok.-zasmial się.-zobaczymy jak mi się będzie pilo.-obiecal zaraz widząc jak bardzo chłopak jest podekscytowany.
-wyslijcie.-przytaknal Hiroki.-ale już dużo macie. Nagranie to spory dowód więc zbiezcie ekipę specjalną i...-urwal na chwilę.-albo lepiej nie. Nie chce żeby ktoś jeszcze wylądował w szpitalu. Ale nagranie mi wyslij.-poprosil.-Naoki, nie teraz dobrze?-dodal do swojego chlopaka.
-rozumiem Ren. Nikt nie mówił że będzie łatwo, nie? Wiem że bardzo się starasz ale cieszę się ze masz stały związek I że wpadliscie odpoczac. Bo to też jest ważne.
-jasne. Nic na siłę.-zgodzil się wesoło Jun i dopil do końca herbatę.-zrobiles nam tak pyszne śniadanie więc ja pozmywam.-zdecydowal wstajac od stołu.-a potem możemy się potulic na kanapie...bo wczoraj nam się nie udalo.
-w takim razie może lepiej zostawcie te sprawę? Skoro jest was tak malo. Albo zbierzcie na prawdę duża ekipę i siły specjalne.-polecil.-postaram się coś wymyślić i wrocic.
- No to może zmienimy temat?-zaproponowal kleszczac w dłonie.-Ren sobie lepiej radzi w łóżku?-spytal wesolo.
-ok.-mezczyzma skinal głową i szybko umyl naczynia. Potem poszedł do sypialni żeby również się przebrać.
-ech, nie martwcie się o mnie.-westchnal Hiroki.-daj znać co z Yasu jak się czegoś dowiecie.-dodal rozlaczajac się.
-4 na 5 czy 4 na 10?-spytql wesolo.-ale skończył dzwonić do mnie po porady więc będzie lepiej.-dodal nadal się śmiejąc.
Już od razu przytulił chłopaka do siebie.-przepraszam że wczoraj nie mogliśmy się poprzytulac. Wiem że chciałeś...ja też chciałem.
Hiroki chwilę kręcił się po pokoju aż w końcu chwycił papierosy i zapalniczka leżące na stole i wyszedł na balkon. Zapalil jednego i wykręcil numer do komendanta.
-no to nie wiele mu brakuje.-zauwayzyl Takano a po komentarzy brata wybuchł śmiechem.-wiec wstydzisz się pytać mnie ale mojego męża już nie?
-jw ciebie też kocham.-powiedzial całując go delikatnie w usta.-baaaaardzo mocno Cię kocham.
- nie dzwonię żeby marudzic. Zdaje sobie sprawę jaki jest teraz syf na miejscu dlatego proszę o zgodę na powrot.-westchnal Hiroki.
-ja się tylko mszcze za te wszystkie lata kiedy ty się ze mnie śmiałas.-wzruszyl ramionami.-alw i tak zawsze odpowiadam na twoje pytania.
Jun tylko go do siebie przytulił glaszczac go delikatnie po włosach.
-dzisiaj ty masz mięciutkie włosy.
-ale...-Hiroki chciał jeszcze się kłócić ale komendant się rozlaczyl. Mężczyzna westchnął i dokończył papierosa.-ale mój przyjaciel leży w szpitalu a moja drużyna mnie potrzebuje.-jeknal.
-jestem pewny że może być tylko lepiej.-powiedzial wesoło Takano.-moze tego po mnie nie widać ale ba prawdę jestem z Ciebie dumny Ren.
-na pewno będzie.-zgodzil się wesolo.-a jutro odpczniemy...pospimy dłużej i się polenimy...a w poniedziałek na uczelnie.
-nie mogę. Komendant powiedział że to mnie szukają...ze to ja jestem ich celem i mam nie wracać...-westchnal porządnie zaciagajac się papierosem.
- nie z tego.-pokrecil przecząco głową.-z tego że znalazłeś sobie kogoś na stałe i że nie odrzuciłes go dlatego że jest chłopakiem
Wiesz...mie byłeś dla mnie największym wsparciem więc trochę się o to obawiałem.
-i do pracy.-zgodzil się z uśmiechem i oddał pocałunek.-przyjechac po Ciebie później? Może pójdziemy na jakiś dobry deser.
-wiec musze zostać...i nie mam jak im pomóc.-wesychnal gaszac papierosa.-ok, idę zobaczyć to nagranie które wysłał młody.
-wasza matka mnie nienawidziła.-przyznal Takano.-a ty uwielbiałes się ze mnie nasmiewac.-dodal.
-jasne, dasz mi znać. Nie ma parcia.-zapewnil go i pocałowal namiętnie.-moje kochanie.
- Nie musisz...-powiedzial wzdychajac. Nie chciał męczyć swojego chlopaka. Wszedł do środka i odpalił laptopa od razu włączając wideo.
-ciesze się Ren. I trochę zazdroszczę co tego że masz takie wsparcie.-przyznal szczerze śmiejąc się trochę.
-ok...-powiedzial Jun trochę niechętnie puszczając chłopaka. Włączył sobie telewizor szukając czegoś do poogladania.
Hiroki obejrzał je kilka razy za każdym razem skupiając się na innym atakującym i próbując ich rozpoznać. Po godzinie wysłał wiadomość młodemu że wszystkimi nazwiskami.
Takano nie mógł powstrzymać cichego śmiechu.
-wiem ale nie o to mi chodziło. Miałem raczej na myśli to że Ren ma wsparcie na początku swojej znajomości z Tobą i w ogóle po tym jak odkrył że jest gejem. Aha tego nie miałem.-wyjasnil.
-jasne o ile tobie nie będzie przeszkadzał włączony telewizor.-powiedzial z uśmiechem mi ucalowal chłopaka w policzek.
ok.-Hiroki skinal głową i wyłączył nagranie nie mogąc już na nie patrzeć. Teraz tylko czekał na odpowiedź.
-Rena nie słuchaj,to idiota.-mrukna Takano.-przez długi czas byłem bi.
-mhm, to dobrze.-Jun skinął głową i jednak ściszył trochę telewizor. W końcu znalazł film który chciał obejrzeć od jakiegoś czasu na nim zostawił.
-ech...niech ci będzie ale jak będzie zmęczony to idź spać.-poprosił go nadal niecierpliwie patrząc na telefon.
-ale to bardzo dobrze, że mu ufasz.-powiedział trochę zdezorientowany Takano.-Em Ren? Wybacz nie sądziłem że do czegoś takiego dojdzie...chciałem się tylko z tobą pośmiać i troszeczkę się odegrać ze te wszystkie lata...-przyznał całkowicie szczerze.-jak chcesz to to naprawię...
-nic się nie stało. Po prostu chciałem pójść do toalety skoro film mi się skończył.-wyjaśnił wstając z kanapy i idąc do łazienki.
-ok...ok.-Skinął głową którą zaraz oparł na ramieniu chłopaka.-martwię się o nich.-powiedział w końcu.-Zwłaszcza, że nie mogę teraz z nimi być.
-ok, chociaż nie boję się tego tygodnia.-powiedział pozwalając Jolie usiąść obok siebie i przytulając ją lekko.-Ale serio...nie chciałem żeby to tak wyszło.
-no zaczytałeś się.-przyznał wesoło kiedy wrócił i znów usiadł na kanapie.-ale dzisiaj mogło, mamy taki luźny dzień.
-mhm...-skinął głową i aż podskoczył kiedy zadzwonił telefon. Odebrał go już po pierwszym, sygnale.-i jak? coś wiadomo? Co z Yasu?
-a szefie? Operacja się skończyła ale wice-szef nadal jest nieprzytomny. Lekarze mówią że tak może być.-odpowiedział najmłodszy z drużyny i było słychać jak Hiroki wypuszcza wstrzymywane powietrze.
-nie chcę żeby którykolwiek z was tak skończył więc ani mi się ważcie trafiać do szpitala, jasne?
-to nie ty powinieneś przepraszać tylko ja. Pójdę lepiej, co?-westchnął wstając i patrząc jeszcze na brata.
-możesz dalej czytać.-wzruszył ramionami.-Ja nam zrobię obiad.-dodał zaraz.
-ok, dzwońcie i mówcie nawet jeśli to by było w środku nocy. Chcę wszystko wiedzieć. Mam zakaz wracania ale i tak chcę wam jakoś pomóc więc z problemami też dzwońcie. Już się dowiedziałem że chodzi im o mnie, macie więcej nie ukrywać przede mną takich rzeczy, jasne?
-lepiej żeby mój mąż cię tego nauczył niż ja.-przyznał szczerze.-Najlepiej się uczyć od mistrza, nie?-dodał.-ech ale sam go przeproszę jak wróci. Przed tym mnie nie powstrzymasz.-wycelował w niego palcem.-chodź, zrobimy mu coś dobrego na przeprosiny.
-ok, więc dzisiaj zrobimy...-zastanowil się chwilę.-moze ryż zapiekany z warzywami?-zaproponowal.
- wiem. Ale ja tu dowodze a Yasu leży nieprzytomny.-westchnal.-lepiej żeby nie słyszała tego ode mnie przez relefon. Pewnie jest w szpitalu więc powiedzcie jej po prostu prawdę i dodajcie że może do mnie dzwonić.
-ok...obiecuje że zrobimy baaaardzo łatwy mus czekoladowy w blenderze i obiecuje że dasz radę to powtórzyć bo robiłem to będąc w gimnazjum.-zdecydowal szykując skladniki.
-mhm, zaraz Ci z nimi pomogę.-powiedzial Jun wstawiając ryż a potem zaczął kroić warzywa obrane przez chłopaka.
-myslisz że sobie z tym poradzi?-spytal Hiroki trochę się jednak martwiac o żonę przyjaciela.
-jasne jasne...bede Ci mówił co masz robić.-zdecydowal instruując brata i za każdym razem pokazując mu jak ma co robić.
Jun podsmażył wszystko z ryżem na patelni a potem jeszcze wrzucił na chwilę do piekarnika.
-ok, teraz czekamy.-powiedział opierając się o blat.
-ok powiedz jej że może do mnie zadzwonić jeśli by czegoś potrzebował.-dodał jeszcze i się rozłączył. Potem znów przytulił się do swojego chłopaka.
-wcale nie...ten mus zajął ci mniej niż 15 minut i jeszcze marudzisz.-westchnął Takano wyjmując z lodówki bitą śmietanę i potrząsając ją w ręku.
-serio? No ale zaraz obiad będzie.-obiecał mierzwiąc mu włosy.-Musimy tylko chwilę poczekać.
-Chodźmy się umyć i spać...jutro znów idziemy na kurs.-przypomniał mu. Miał tylko nadzieję że te dwa tygodnie szybko mu miną.
-marudzisz.-wywrócił oczyma i podał mu butelkę z bitą śmietaną.-ozdób.-polecił mu.-Zobaczę jak to robisz i pójdę bo twojego chłopaka bo to najlepiej jeść tuż po zrobieniu.
-spokojnie, zaraz na pewno będzie obiad.-zapewnił go wesoło.-Poczekaj jeszcze chwilę. Chcę żeby się trochę przypiekł.
-mhm...tak chyba będzie lepiej. Umarł cały nastrój na wspólną kąpiel, co?-zaśmiał się gorzko.-idź pierwsze...ja pójdę po tobie. Przynajmniej któryś z nas będzie przy telefonie.-dodał zaraz.
Takano spojrzał na to co wyprawie jego brat i wybuchnął śmiechem.
-Jeju ren...czemu ty tak komplikujesz.-wywrócił oczyma.-Daj.-wziął od niego butelkę i zrobił niewielką górkę z bitej śmietany.-o tak. I na to sypiesz trochę kakaa.-dodał posypując deser.-i gotowe. Nic więcej nie trzeba.
-wiem. ale jakoś rzadko się zdarza żebyś był głodny.-zaśmiał się Jun. Po chwili wyjął ich obiad z piekarnika i wyłożył na talerze.
-mhm, idź.-skinął głową Hiroki i wyjątkowo wyszedł na balkon jeszcze raz zapalić.
Takano uderzył się otwartą dłonią w czoło i westchnął.
-Dokończ resztę tak jak ci pokazałem a ja pójdę przeprosić twojego chłopaka i zaprosić go na wieczorny deser.
-smacznego kochanie.-powiedział w końcu Jun kładąc na stole talerze z obiadem. Nalał im jeszcze po szklance soku i usiadł na swoim miejscu.
Hiroki również wziął szybki prysznic a potem od razu pał na łóżko.
-będzie dobrze, prawda?
Takano wyszedł na taras i uśmiechnął się do Kanekiego.
-hej.-zaczął nie bardzo wiedząc od czego zacząć.-em...Ja na prawdę się ciesze że jesteście z Renem razem i chcę jak najbardziej was wspierać. Nie chciałem żeby to tak wyszło. Dopiero zaczynamy się z Renem dogadywać więc to może dziwnie wyglądać ale chciałem się tylko razem z nim pośmiać i trochę odegrać się za te wszystkie lata. Ale to dobry facet...trochę tępy w rozumieniu drugiej osoby ale jak najbardziej możesz mu ufać.-powiedział szybko.-nauczyłem go robić pyszny i łatwy deser który najlepiej się je zaraz po zrobieniu więc...zapraszam. Musisz ocenić czy wyszedł.
-ciesze się. Nie byłem pewny czy wyjdzie.-powiedzial wesoło i również zabrał się za jedzenie.-no...wyszlo.
- mam taką nadzieję...-przyznal kładąc się na boku i przytulajac do siebie chłopaka.
-mozesz! Na pewno możesz. Dzisiaj to...ech...nigdy się mną nie interesował więc po prostu założył że od zawsze byłem gejem. Mówiłem już że trochę jest tępy w kontaktach z innymi.-zauwazyl. Usiadł obok niego i spojrzał do góry.-no coś ty...mysle że o to drugie to on się martwi bardziej niż Ty.
-o proszę. Daj nałożę ci.-powiedział wyciągając rękę po talerz chłopaka.
Hiroki również budził się co jakiś czas. Zerkał na telefon czekając na jakąś wiadomość tak więc rano był niewyspany i zirytowany. Westchnął zwlekając się z łóżka i zdecydował się wziął prysznic.
-Nie sądzę żeby się tobą znudził.-powiedział pewnie Takano.-Mimo wszystko znam swojego brata i widzę jak poważnie o tym myśli. Cóż...ty mówisz rozrywkowe ja mówię że każda jego dziewczyna chciała jego pieniędzy.-wzruszył ramionami.-I nie zrozum mnie teraz źle ok? Ale wiem że na pewno się sam z sobą bił kiedy dotarło do niego że zakochał się w chłopaku i skoro zdecydował się z tobą być to wiem że myśli o tym poważnie.
-cieszę się kiedy masz apetyt.-powiedział wesoło Jun i nałożył mu trochę ryżu z warzywami.-smacznego.-dodał podając mu talerz i wrócił do swojego jedzenia.
-Gdzie Hiroki?-spytał najmłodszy.-Yasu nadal jest nieprzytomny ale cała reszta jest w normie więc teraz pozostaje czekać aż się obudzi. Lekarze mówią że teraz może już być tylko lepiej.
-Wiem, wiem. Na prawdę nie musisz ani mnie ani jego o tym zapewniać. Znaczy...co jakiś czas jak przesadzi możesz mu o tym przypomnieć.-zaśmiał się.-Kaneki, ja na prawdę się cieszę że Ren trafił na tak wspaniałego chłopaka.
-ja miałem po prostu większą porcję. Nałożyłem ci mniej niż sobie bo wiem że nie jeszcze dużo.-wyjaśnił mężczyzna i wziął łyk soku.
-ok, dzięki.-chłopak się rozłączył a po chwili Hiroki wyszedł z łazienki.
-Naoki? Wstałeś już?-spytał wchodząc do sypialni.
-wiem, on ciebie też. A teraz chodź bo na prawdę się starał robiąc ten deser.-powiedział klepiąc chłopaka po plecach i wstając.
- to dobrze, tak ma byc. Dzisiaj będzie dobry dzień.-usmiechnal się biorąc jeszcze łyk soku o kończąc swoją porcję.
- to dobrze...-powiedzial Hiroki i odetchnąl z ulgą.-nie będę już dzwonił. Wyjdę z psem na poranny spacer i od razu kupię nam bułki na śniadanie w piekarni.-zdecydowal wyciągajac ciuchy z szafy.
Kiedy weszli do środka id razu poszli do salonu gdzie Ren czekał z deserami.
-ok, jak chcesz.-przytaknął Jun i dopił do końca swój sok.
-mhm, ok.-Hiroki wyszedł z mieszkania z psem na smyczy. Pobiegł sobie do piekarni bo bułki i również lekkim truchtem wrócił do mieszkania. To mu trochę pomogło przeczyścić myśli.
-no, mówiłem że wyjdzie.-powiedział dumny z siebie Takano i zaczał jeść swój mus.
-jasne, możemy się przejść.-zgodził się Jun uznając że w sumie może być fajnie.
-już jestem.-powiedział Hiroki od progu i puścił psa po tym jak wytarł mu łapy. Zdjął buty i od razu poszedł do kuchni.-mam bułeczki.
-no, możesz go zapamiętać i robić sam.-powiedział z uśmiechem.
-jasne, chwila odpoczynku a potem możemy się zacząć powoli szykować.-zgodzil się wstajac od stołu.-moze jakiś film?
-moja?-spytal Hiroki zaskoczony ale wzruszył ramionami i przekroil kilka bułeczek na pół i wyłożył na stół wszystko z lodówki co ktoś mógłby chce położyć na kanapke.-dzisiaj samoobsluga.
-oj spokojnie, u nas bardzo często są desery a trzymamy się świetnie.-zauwazyl wesoło Takano.
-moze być jakiś thriller.-zgodzil sie i usiadł na kanapie obok chlopaka. Włączył telewizor i zaczął przerzucać kanaly.
-wcale nie. Ja dogodzilem teraz i sobie i tobie. Każdy zje to co lubi.-powiedzial robiąc sobie kanapke.
-wcale nie. Mamy zaplanowane i zbilansowana posilki. Musimy dbać o Yuye więc korzystam że swojego kucharskiego przeszkolenia.-powiedzial jedząc spokojnie swój mus.
-moze być ten.-zgodzil się Jun zostawiając program i odkładając pilota.-mhm, bardzo miły dzień.-przytaknal.
Hiroki zjadł pierwszy i po tym jak wypił swoją kawę poszedł się ubrać do pracy.
-glownie. Ale ja też czasem coś japońskiego zrobię. A on czasem coś nie japońskiego. Wymieniamy się.-wzruszyl ramionami i zerknął na zegarek. Westchnął wiedząc że chłopak jeszcze trochę w pracy posiedzi.
Kiedy film się skończył Już przeciagnal się lekko.
- to co? Zaczynamy się szykować, Nie? Jak myślisz co powinienem ubrać?
-ja...-zaczal chcac już protestować i powiedzieć że sobie poradzi ale zamiast tego westchnął tylko.-wiem. I wspierasz. Samo to że jesteś przy mnie dużo daje.
-wiem. Poczekam na niego pewnie.-mruknal zaraz patrząc na rysunek.-wow...wygladamy świetnie. Narysowałes nawet psy. Przekaże mu ale rano się chyba jeszcze z Yuya zobaczycie.
-ale żeś mi pomógł...-westchnął Jun patrząc na swoją szafę.-no to może...hmmmm...-mruknął na prawdę nie mając pojęcia.
-ale nie naciskaj za bardzo na siebie, ok?-porosił głaszcząc go po włosach i potem idąc ubrać buty i kurtkę.
-cóż...sam na mnie tak potrafi czekać więc nie powinien.-mruknął mężczyzna wzruszając ramionami.-jasne, jak coś to przekażę.-zapewnił jeszcze Kanekiego.
-hmmm...wezme te koszule ale raczej zrezygnuje ze swetra.-zdecydowal biorąc do tego ciemne dopasowane jeansy.
-bedzie dobrze. Obaj będziemy się wspierać.-powiedzial zamykając drzwi mieszkania i idąc do samochodu.-bedzie dobrze...-powtorzyl.
-ani trochę. Idźcie spac.-powiedzial wstajac i zbierając pucharki po musie.-ja posprzątam i poczekam na mojego męża.-dodal idąc już do kuchni. Potem umyl sie i usiadł na kanapie z laptopem żeby poczekać na chłopaka. Kiedy Tomo w końcu wrócił uśmiechnął się do niego.-hej skarbie.-wyszeptal żeby nikogo nie obudzić.
-czasem tak. Ale może nie teraz.-zasmial sie od razu się przebierając.
-jasne. Ale może Cię podrzucić?-zaproponowal bo przecież na zewnątrz było zimno.
-moj biedny...gdzie? Opatrze Cię i pójdziemy spac.-zaproponowal tulac go lekko do siebie.
-ja ciebie też kocham.-powiedział i ucałował go delikatnie w usta.-ok, idziemy.-zgodził się i poszedł ubrać buty.-bierzemy taksówkę na miejsce nie?-spytał bo przecież obaj planowali pić.
-ale mogę cię zawieźć, wrócić do pracy bo coś ode mnie chcieli na komendzie, od razu sobie postrzelam a potem po ciebie przyjadę.-zaproponował takie rozwiązanie.
-no dobrze.-obejrzał jego opatrunek dokładnie a potem skinął głową.-ok w takim razie chodźmy już spać.
-pojedziemy. To za daleko żeby iść.-zdecydował dzwoniąc po taksówkę. Zeszli na dół kiedy ta podjechała i już po chwili wchodzili do pubu. Jun rozejrzał się i kiedy zauważył Tony'ego przy jednym ze stolików pomachał mu i podszedł tam prowadząc wózek przez sobą.
-kochanie, mogę poczekać tę chwilę aż weźmiesz prysznic.-zapewnił go.-Ja też się trochę o ciebie martwię, ok?
-wiem. Ale chciałem.-ucałował go w policzek a potem złapał go za rękę i poszli do sypialni. Pierwszy położył się do łóżka czekając aż chłopak się przebierze. Zdjął okulary i położył je na szafce nocnej.
-ciebie też miło widzieć.-powiedział Jun siadając obok i czekając aż Ryu też usiądzie.-Kiedy wskakujesz na scenę?-spytał przyjaciela a chwilę później zwrócił się do chłopaka.-Jak się zdecydujesz na to czego chcesz się napić to powiedz, pójdę nam kupić.
-no i idealnie.-powiedział parkując pod salą.-Jesteśmy na miejscu.
-dobranoc.-odpowiedział Takano również od razu zasypiając.
-ok to pójdę do baru żeby na pewno siedzieć jak będziesz występował.-powiedział wesoło i wstał. Wrócił po chwili z dwoma kuflami z czego jeden postawił przed Ryu a z drugim usiadł.-A tak poważnie to nie masz się co denerwować Tony.
-Naoki złaź stamtąd!-krzyknął Hiroki żeby chłopak na pewno go usłyszał. Westchnął ciężko bo wiedział że po tym chłopak mu na pewno wcześniej padnie.
Takano cieszył się że obudził się przed budzikiem. Ostrożnie sięgnął po okulary które założył a potem sięgnął po telefon i wyłączył budzik który miał zadzwonić za 5 minut. Delikatnie odsunął od siebie chłopaka tak aby go nie obudzić i wstał żeby zrobić śniadanie i wyszykować Yuyę do szkoły.
-nie denerwuj się.-zaśmiał się jeszcze Jun a potem zerknął na chłopaka.-hmmm...myślę że umie.-skinął głową i wziął łyk swojego piwa.-a...nie wiedziałem jakie lubisz więc wziąłem ci takie jak sobie.
-jasne.-Hiroki wywrócił oczyma.-nie możesz chwilę poczekać?-westchnął.-ok, dzisiaj zaczniemy od kilku okrążeń na rozgrzewkę.
-hej Yuya. Jasne że możesz.-zgodził się podając mu śniadanie.-chcesz pobyć dłużej z Ayą?-spytał siadając na przeciwko niego.
-jak ci się skończy i będę szedł kupić to mogę ci wziąć ciemne.-powiedział upijając znów trochę swojego piwa.-cieszysz się że jesteśmy trochę schowani i możesz się przytulić?
-ech, co ja się z tobą mam.-zaśmiał się trochę i zaczął biec razem ze wszystkimi.
-rozumiem. Ale wiesz że jak masz ochotę na curry to możesz powiedzieć i wtedy ugotujemy?-spytał jedząc swoją porcję śniadania i popijając je herbatą.
-ja też się cieszę. Tony zajął nam dobre miejsce.-zaśmiał się bo przecież mogli też dość dobrze widzieć scenę.
-jesteś pewny że chcesz ze mną?-spytał Hiroki kiedy stanął już na przeciwko chłopaka po pokazaniu im ćwiczenia.
-cóż...nie mam nic przeciwko, mogę ich zabrać.-zgodził się.-ale myślałem żebyśmy zajechali do sklepu i kupili wszystko czego potrzebujesz na jutrzejszą wycieczkę.
-umie.-zgodził się Jun. Upił trochę piwa a kiedy mężczyzna skończył piosenkę, odłożył kufel i zaczął klaskać.-bis!
-ok.-Hiroki skinął głową i zaatakował go tak jak w ćwiczeniu.
-następnym razem. Od jutra spędzicie razem dużo czasu.-powiedział kończąc jeść. Upił kilka łyków herbaty.-i pamiętaj że dzisiaj musisz się spakować.
-ja? Jak pójdziemy na karaoke.-zasmial się Jun i upil trochę piwa.
-jasne, odpocznij chwile.-powiedzial idąc w tym czasie zobaczyć jak idzie innym.
-nadal ktoś Ci dokucza?-spytal trochę zmartwiony Takano.
-nie umiem aż tak dobrze śpiewać, nie zaśniesz.-zaśmiał się Jun i zaraz przywitał się z kobietą.-hej, my się już poznaliśmy.-przypomniał sobie i jej bo przecież został u Tony'ego na śniadanie.
-wypoczęty?-spytał podchodząc znów do chłopaka.
-Yuya...prosiłem żebyś nam mówił jeśli coś znów będzie miało miejsce. Wiesz dlaczego ci to robią? Może coś z tym razem zrobimy, co?
-mojego chłopaka nie.-przytaknął Jun. Oparł się bardziej na kanapie żeby kobieto mogła lepiej zobaczyć jego chłopaka.-Ale trochę się spóźniłaś bo Tony zdaje się właśnie kończyć.
-świetnie. Jeszcze raz i będę zbierał wszystkich.-powiedział atakując go jeszcze raz.
-Yuya...to nic że mamy gości. Musisz mówić jak coś się dzieje.-powiedział zaraz się przesiadając i przytulając chłopca do siebie.-No więc? Wiesz dlaczego tak cię traktują? Chciałbym jakoś ci pomóc.
-rozumiem.-zaśmiał się Jun upijając trochę piwa. -ale na początku wyglądało jakby wchodził tylko na jedną piosenkę.
-nie dawałem.-zapewnił go i poszedł zbierać wszystkich żeby sprawdzić jak im szło.
-no wiesz co...teraz to przesadzili.-powiedział Takano tuląc go mocniej do siebie.-Nie daj po sobie jeździć Yuya...jeśli chcesz graj nawet wielkiego panicza w szkole. Twój dziadek jest właścicielem i twórcą wielu parków rozrywki i zabawek. Twój jeden wujek jest reżyserem, drugi kieruje szpitalem tak jak babcia, trzeci pisze mangi a twój tata jest genialnym cukiernikiem. I Tomo który jest wspaniałym piekarzem i muzykiem. Wiem jak ciężko może być ale nie daj się. Wiem jak bardzo mogłeś się bać...ale pamiętaj że zawsze masz w nas wszystkich wsparcie.
-taaaaak?-Jun objął go ramieniem i spojrzał mu w oczy. Po chwili zaśmiał się wesoło i znów obrócił się w stronę kobiety.-A co? Nie wiesz co można we mnie widzieć?
-ok, wszystkim dobrze poszło. Teraz następne.-powiedział pokazując im kolejne ćwiczenie a potem znów ćwicząc z Naokim.
-Wiem, i na prawdę jestem z ciebie dumny. Ale czasem trzeba.-powiedział głaszcząc chłopca po włosach.-jakbyś chciał rozwiązać tę sytuację? Pamiętaj że zawsze ci pomożemy.
-i ja nadal nie wiem dlaczego to lubisz.-wywrócił oczyma Jun nie poruszając tematu jego przyjaciela. Wolał tego nie robić.-ale nie należy to do najprzyjemniejszych prac jakie możesz sobie wybrać. Dlatego każdy z nas ma swoje powody żeby zacząć.
Hiroki pokazał im jeszcze kilka technik a potem zrobił im mini test każdemu dając do obronienia się jedną techniką nie mówiąc wcześniej jaką ale dobierając odpowiedni atak. Potem zaczął rozciąganie po ćwiczeniach.
-nie będę zły tylko zmartwiony.-powiedział cicho Takano.-Yuya musisz nam mówić takie rzeczy... wiem że może ci się to nie spodobać ale może posiedzę dzisiaj w szkole albo pod szkołą? Będę pod ręką i jak coś się stanie to zadzwonimy po ich rodziców.
- nie jest. Widziałem jak moja mama ginie w wypadku i na pogrzebie wyglądała tak samo...tylko ubrana w coś czystego. A ja chciałem żeby wyglądała wtedy jakby tylko spała.-Jun wzruszył ramionami nie lubiąc o tym rozmawiać.
-Naoki, musisz się porozciagac. Inaczej wszystko Cię będzie bolało. No już.-westchbal podchodząc do niego.
-wczoraj skończyłem zamówienie więc mogę bo miałem dwie nocki i mam taki kaprys.-powiedzial mierzwiac chłopcu włosy.-i bardzo chce Ci pomóc. A teraz wstawaj, zrobimy z Ciebie przystojniaka i jedziemy do szkoły.
-mhm, jestem.-przytaknal i wziął kilka lykow piwa. Zaraz pomachal Tony'emu ktory do nich wrócił.-juz po występie?
- nie, bo potem będzie Cię wszystko bolało.-powiedzial Hiroki od razu mu pomagając.
-ech...dobrze posiedzę w samochodzie ale jak coś to od razu masz mi dac znać, Ok?-powowiedzial wkładając naczynia do zmywarki i również idąc się wyszykowac.
-bo nie umie.-zaśmiał się Jun i puknął chłopaka palcem w policzek.
-oj daj spokój, myślę że jak się napijesz to odkryjesz w sobie talent.-powiedział wesoło Tony.
-Oj uwierz, nie chcesz tego.-powiedział Jun i dopił upił kilka łyków piwa.
-ok, nie musisz się spieszyć. Jak już się ogarniesz to przyjdź do mnie do gabinetu.-poprosił zaczynając trochę sprzątać w sali.
-na pewno nie będzie. Pożegnałem się z nimi wczoraj. Kaneki zostawił ci rysunek.-podał go chłopcu kiedy obaj byli ubrani.-chodź jeszcze do łazienki do cię uczeszę.
-tak tak, obiecałem.-przytaknął Jun i wywrócił oczyma.
-to nie moje. Gram covery.-odpowiedział Tony i wzruszył ramionami.-zapalisz?-spytał zaraz Juna wyjmując paczkę papierosów.
-em...mogę pójść.-przytaknął i zaraz zerknął na swojego chłopaka.-Ryu?
-ale ani mi się waż iść na ściankę.-powiedział przechodząc obok niego.
-jasne. Kupimy antyramę i powiesimy jak wrócimy do domu.-obiecał biorąc szczotkę.-Włosy ci lecą na oczy i mam wrażenie że w ogóle ich nie czeszesz.-westchnął Takano i zaczął rozczesywać chłopcu włosy.-mnie to zawsze uspokajało.
-mhm, ok.-skinął głową i wstał pierwszy i podsunął wózek bliżej żeby chłopak mógł swobodnie na nim usiąść. Postanowił skorzystać z rady Tony'ego i chociaż przez ten jeden wieczór nie martwić się o chłopaka. Kiedy wyszli odpalił swojego papierosa i nachylił się żeby odpalić też Ryu.
-widzę jak na nią patrzysz.-wywrócił oczyma Hiroki.-mam się czuć zazdrosny?-spytał zaraz śmiejąc się trochę.
-Koyuki.-odpowiedział Takano rozczesując chłopcu włosy a potem sięgnął po swój żel i ułożył mu je tak żeby nie leciały mu na oczy.-od razu lepiej, co? Musisz się prezentować jak dzisiaj będziesz jadł obiad z Ayą.-powiedział wesoło.
-widzę że się starasz.-skomentował Tony trochę chichocząc pod nosem.
-shhhhh.-Jun przyłożył palec do ust.-chcę żeby to był miły wypad. W ogóle dzięki za zaproszenie.-dodał zaciągając się trochę papierosem.
Hiroki wywrócił oczyma i poszedł do swojego gabinetu żeby skorzystać ze swojego prysznica i trochę się ogarnąć.
-ja? Jakoś sobie poradzę. Zamówię sobie pizze do samochodu.-zaśmiał się.-ok, jesteś gotowy, jedziemy.
-chciało. I mam wrażenie że obaj tego potrzebowaliśmy. Ja na pewno.-powiedział wzruszając ramionami.-hm? cóż...Dam ci jeszcze znać,ok? To bardzo miło z jej strony...
-nie ma za co Naoki. Od tego tu jestem.-zaśmiał się.-Od dawania ci wycisku.-dodał przytulając go mocno do siebie.
-co? Prowadź szybko.-poprosił biegnąc za chłopcem. Widząc co się dzieje od razu podbiegł bliżej i odciągnął największego z grupy za ramię.-Może tak mnie uderzysz?-zaproponował unosząc lekko brew.-STOP WSZYSCY!-krzyknął widząc kątek oka jak reszta planuje uciec.-wszyscy idziecie do dyrektora i dzwonimy po waszych rodziców.
-ale...
-żadne ale. Mogę bo jestem jego ojcem i nie pozwolę na żadne rękoczyny.-fuknął w połowie wypowiedzi wskazując na leżącego na podłodze Yuyę.-uważajcie żebym nie zadzwonił na policję. No już, idziemy do dyrektora.-machnął ręką i podszedł do Yuyi.-co cię boli?-spytał zmartwiony.
-o, to jest świetny pomysł.-zgodził sie zaraz Jun.-Wpadnijcie do nas.-powtórzył znów zaciągając się papierosem i powoli wypuszczając powietrze.
-poza tym że wszystko jest bez zmian to nic. Mają mi napisać jak się obudzi.-powiedział puszczając go i ubierając kurtkę.
-po tym wszystkim pójdziemy do babci.-obiecał mu i potem zwrócił się do tego z chłopaków który się odezwał.-Zaraz ty pożałujesz jak zadzwonię na policję.-powiedział Takano cały czas starając się zachować spokój. Pomógł Yuyi wstać i dopilnował że wszyscy razem z nimi poszli do dyrektora.
-a my chętnie przedstawimy wam prawdziwą japońską kuchnię-zaśmiał się wesoło Jun i zaciągnął się ostatni raz a potem ukucnął żeby zgasić papierosa.
-jasne, Od razu dam ci znać jak dostanę jakąś informację.-obiecał. Ubrał kurtkę i zebrał swoje rzeczy a kiedy już wyszli z gabinetu zamknął drzwi.
Takano westchnął ciężko.
-skończ pyskować i właź do środka. Na pieniądze się ciężko pracuje. Doprawdy panie dyrektorze nie wierzę że muszę sam to wszystko załatwiać. Proszę dzwonić po ich rodziców. Załatwiamy to tu i teraz nie dam im krzywdzić Yuyi.
-jasne, wszystko ustalimy.-zgodził się z uśmiechem Jun.-Już w poniedziałek wracamy do pracy więc będziemy mieli na to czas.
-jasne. Napisz mi jak już będziesz kończył i wtedy wyjadę.-powiedział otwierając samochód i siadając za kierownicą.
-no proszę, nawet nie musiałem dzwonić po policję, sami przyjechali.-powiedział Takano witając się z ojcem Maxa. Potem ukucnął obok Yuyi.-bardzo źle się czujesz? Obiecuję że po tym wszystkim od razu pojedziemy do babci.-powiedział sprawdzając tylko szybko czy chłopiec nie ma nic złamanego.
-ok. Ja poczekam aż Tony skończy palić.-powiedział otwierając chłopakowi dzrwi żeby łatwiej mu było wjechać.
-jasne. Będę trzymał.-powiedział powoli ruszając. Dość szybko dojechali na miejsce.-wejść z tobą czy stąd już sobie sam poradzisz?
-Max, spokojnie. Nie jestem zły i cieszę się że po mnie pobiegłeś. To była dobra decyzja.-zapewnił go.-Yuya, chodź położysz się. -zdecydował rozkładając swoją marynarkę pod ścianą i zaraz przenosząc na nią chłopca.-lepiej?-spytał zerkając też na chłopców stojących po przeciwnej stronie i czekających aż ich rodzice przyjadą.
-cóż....nie poruszamy tematu pracy przy stole.-zaśmiała się kobieta.
-ok, napisz jak będziesz w środku.-poprosił i poczekał na wiadomość. Kiedy ją dostał pojechał na komisariat gdzie zajął się sprawą a potem poszedł sobie postrzelać.
Takano wstał i podszedł do mężczyzny.
-Nie potrzebuję twoich pieniędzy mam wystarczająco swoich. Twój syn i jego przyjaciele pobili mojego syna kijami baseballowymi. Pieniądze tego nie załatwią.-powiedział spokojnie.-Tym razem nic ci nie pomogą. Domagam się żeby zostali przynajmniej zawieszeni i żeby ta sprawa została udokumentowana i znalazła się w ich papierach.
-my baaardzo rzadko. Teraz jest o wiele lepiej odkąd uczy na uniwersytecie.
Słuchać było jak Hiroki odetchnął z ulgą.
-dzięki młody. Informuj mnie na bieżąco.-poprosił tylko i jak tylko się rozłączył napisał wiadomość do Naokiego.
-mam też świadków, moje słowo bo wszystko widziałem, kamery zewnętrzne i stan mojego dziecka.-powiedział Takano ciesząc się że ma Yuichiego po swojej stronie.-Pieniądze tutaj nic Panu nie pomogą. I kieruję te słowa nie tylko do Pana ale i do reszty rodziców. Są tutaj państwo dlatego że Panstwa dzieci pobiły bezbronnego chłopca. To jest przestępstwo. Jakbyście się czuli gdyby do wasze dziecko tam teraz leżało?-mówiąc to wskazał na Yuyę.
-rozumiem.-skinęła kobieta-jestem dziennikarką.-powiedziała kobieta.-Lubię swoją pracę chociaż jest trochę męcząca.-dodała.-a ty jakie masz plany?
-rozumiem że na prawdę musiałeś się o nich martwić.-przyznał psycholog.
Takano skinął lekko głową.
-nie mogę powiedzieć że nic się nie stało ale dziękuję za zrozumienie.-powiedział szczerze.
-na pewno coś z tego wyjdzie. Tylko musisz myśleć trochę bardziej pozytywnie.-powiedziała kobieta uśmiechając się lekko.
-nie jest.-przyznał mężczyzna.-ale to bardzo dobrze, że znalazłeś ludzi którzy są dla ciebie jak rodzina.-zauważył.
Takano zmiął w ustach wszystkie obelgi jakimi mógłby teraz rzucić i wziął głęboki wdech.
-Symuluje? Symuluje też krew z nosa i siniaki na całym ciele? Modlę się żeby nie symulował też pękniętych żeber.-westchnął.-Przypominam że mamy nagranie. Proszę nauczyć syna brać odpowiedzialność za swoje czyny. Zwłaszcza że popełnił przestępstwo.
-jasne, nie musisz się martwić ode mnie nic się nie dowie.-obiecala kobieta wykonując gest zamykania ust kluczem który rzuciła za siebie.
-na pewny tak nie jest. Jestem pewny że skoro ty uważasz ich za rodzinę to oni vi3bie też.-powiedzial mężczyzna.
-dowidzenia.-odpowiedzial Takano.-mam nadzieję że nigdy.-dodal kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami. Przybil sobie z Yuichim piątkę a potem odwrócił się do dyrektora.-widzi pan? Można.
-oh...ja ciebie też.-odpowiedział trochę zaskoczony Jun.-em...to ja może pójdę po piwo.-dodał widząc że obaj mają puste kufle chociaż mógłby przysiąc że nie wypił całego zanim poszli zapalić.
-tak jakoś wyszło.-mężczyzna wzruszył ramionami.-naoglądałem się seriali jak byłem młodszy.-dodał.
-no już proszę tak nie wzdychać. To Pana obowiązkiem jest pilnowanie żeby Pańscy uczniowie byli bezpieczni.-wywrócił oczyma Takano.-Nic się nie stało Yuichi, nie musisz za niego przepraszać.
-jasne, dla ciebie ciemne.-skinął Jun i poszedł do baru. Wrócił z dwoma piwami, Ciemnym dla Ryu i swoim ulubionym dla siebie. Usiadł na swoim miejscu i od razu wziął kilka łyków piwa.
-nie żałuję. Poza tym poznałem na tych studiach swoją żonę.-wzruszył ramionami mężczyzna.
-nawet bym ci nie kazał.-zapewnił go.-mówiłem że id razu jedziemy do babci żeby cię obejrzała. -dodał biorąc go na ręce.
-proszę bardzo.-uśmiechnął się i usiadł trochę wygodniej z kuflem w ręku.
-Hej Jun może wyjdziesz ze mną na scenę.-zagadał Tony.
-daj spokój, mówiłem że nie umiem śpiewać. A nie jestem na tyle pijany żeby dać się namówić.-zaśmiał się.
-cóż...trochę na pewno.-zgodził się meżczyzna.-no dobrze, myślę że na dzisiaj za chwilę będziemy kończyć. Chyba że masz mi coś jeszcze do powiedzenia i chciałbyś o czymś porozmawiać.
-A dlaczego chcesz żeby wujek nie wiedział?-spytał Takan sadzając chłopca na fotel w samochodzie i ruszając powoli w stronę szpitala.
-moze cie to zaskoczyć Ryu ale nie umiem na niczym grać. I nie jestem jeszcze na tyle pijany żeby iść tańczyć.-dodal upijajac trochę piwa.
-rozumiem...z jednej strony to dobrze że Cię nie szukał, z drugiej źle że na siebie wpadliscie. Ale skoro Cię nie szukał to na razie chyba nie ma czego się bać, prawda?
-Yuya...będe to powtarzał tyle razy ile będziesz chciał. Nie jesteś problemem. Jesteś częścią naszej rodziny i ja i Tomo chcemy ci pomóc. I nie jesteś ofiarą losu. Zachowałes się bardzo dzielnie.-dodal w głowie słysząc Koyukiego mówiącego mu to samo na co się uśmiechnął.
-mhm, gram. Zwłaszcza na twoich.-zasmial się Jun.-przeciez nie musisz jak nie chcesz.-zauwazyl upijajac jeszcze trochę piwa. Zaraz rozpial dwa górne guziki koszuli bo zaczęło mu być gorąco.
- to normalne że tak się czułes.-zapwwnil to mężczyzna a potem jeszcze przez Pol godziny rozmawiali na ten temat.
Takano od razu zjechał na bok i zatrzymał samochód. Podał chłopcu pusta reklamówke.
-wytrzymasz zanim dojedziemy do szpitala?
- Ok, ok.-przytaknal Jun wesoło się uśmiechając.
-tak jest, jedziemy.-przytaknal Hiroki ruszając w stronę ich mieszkania.-to co? Spacer z psami a potem jakiś obiad?
Takano przyspieszył i już po chwili byli pod szpitalem. Wyskoczył z samochodu i otworzył drzwi chłopcu.
-jeśli chcesz to jasne.-przytaknął Tony a Jun uśmiechnął się lekko i wziął kilka łyków piwa.
-będę uważanie cię słuchał.-szepnął na ucho swojemu chłopakowi.
-ja też. Ale nadal jest dość słaby i trochę minie zanim będę mógł z nim pogadać.-zauważył Hiroki.
-nie masz za co.-zapewnił go Takano i wziął od niego reklamówkę którą po drodze do szpitala wyrzucił do śmietnika. Na szczęście od razu mogli się zobaczyć z mamą Tomo.
-zawsze jest ten pierwszy raz.-powiedzial wesoło Tony i wszystko mu przyszykowal. Jun usiadł na brzegu z piwem w ręku żeby lepiej widzieć swojego chłopaka.
-musi...-zgodzil się Hiroki i zaparkować przed ich blokiem.-ok, pora wyjść z pieskiem.
Takano odetchnąl z ulgą słysząc że nie ma żadnego złamania.
-zostal pobity ale już się tym zająłem...gdyby mnie tam nie było Ci chłopcy nawet nie zostaliby ukarani.-westchbal.-coz...wiem jak bardzo chciałeś jechać więc babcia Ci wyjaśni jak brać leki a potem wszystko razem przekażemy twojej wychowawczyni.-dodal po chwili.
Po piosence Jun odłożył piwo wstał. Zaczal klaskać i przestał dopiero kiedy chłopak do niego wrócił.
- mam odważnego chłopaka. Byłeś wspaniały.-powoedzial całując go w policzek a potem pomagając mu przejść z wózka na kanape.
-moze być.-zgodzil się i zamknął za nimi samochód. Złapał chłopaka za rękę i razem poszli do mieszkania po psa.
Takano skinal glowa.
- wiem, będę delikatny. Nie chce żeby bardziej go bolalo.-powiedzial spokojnie.-i dzisiaj będzie leżal.-dodal bo właśnie taki mial plan.-ech...niby wszystko już załatwione ale w razie czego lepiej żebyśmy mieli to udokumentowane.
-mhmmm...ale jakoś poszło.-zauważył Jun czując że powoli alkohol zaczyna mu uderzać do głowy.
-cóż...tak ćwiczyliśmy w akademii. Lepiej być gotowym na różne ataki niż ciągle ćwiczyć taki z dokładnie tego samego punktu.-wzruszył ramionami. -Nie musisz ze mną ćwiczyć następnym razem jak było ci za trudno.
-Mam nadzieję że w ogóle nie będzie takiej potrzeby.-westchnął.-No ale jeśli Yuya ma jechać jutro na wycieczkę to muszę zrobić zakupy. Może zostaniesz z babcią a ja pojadę sam żebyś nie męczył się w sklepie, co?-zwrócił się do chłopca.
-No coś ty, było bardzo dobrze.-zapewnił go Tony. Jun przytaknął ochoczo i dopił swoje piwo.
-pójdę sobie po jeszcze jedno.-powiedział do swojego chłopaka i wstał do baru.
-Często tak siadasz Junowi na kolanach?-zagadała Emily.
-hej, spokojnie. Ok możesz ćwiczyć ze mną.-zaśmiał się i zatrzymał się na chwilę żeby pies mógł załatwić swoją potrzebę.
-spokojnie Yuya, ja wrócę za góra dwie godzinki, ok? Zrobię ci tylko zakupy na wycieczkę a potem pojedziemy razem do domu.-zapewnił go Takano.-A teraz razem zrobimy listę zakupów żebym na pewno kupił wszystko czego chcesz, ok?
-fajnie masz...Tony twierdzi że jestem za ciężka.-kobieta wydęła policzki udając obrażoną.
-wcale nie!-zaprotestował mężczyzna.
-co wcale nie?-spytał Jun wracając do stolika.-przepraszam że tak długo, kolejna do toalety była okropnie długa a do baru jeszcze dłuższa.-wyjaśnił Ryu siadając obok niego.
-na pewno.-obiecał Hiroki i ruszył dalej cały czas trzymając chłopaka za rękę.
Takano wszystko zapisywał w telefonie czasem proponując coś co może się chłopcu przydać na wycieczce a potem pojechał do sklepu. Tak jak obiecał wrócił dość szybko.
-Nie wyglądasz na ciężką. Mógłbym cię swobodnie podnieść nawet jedną ręką.-wzruszył ramionami Jun.
-tak. Po obiedzie się relaksujemy.-zgodził się Hiroki.-Teraz juz jestem trochę spokojniejszy skoro wiem że Yasu się obudził.
Takano grzecznie usiadł i wział łyk kawy.
-dziękuję. Cieszę się że nie ma nic złamanego...o to martwiłem się najbardziej.-przyznał szczerze.
-rozumiem że nie wierzysz.-wywnioskował Jun unosząc lekko brew.-ok, jeśli twoja żona się zgodzi to mogę ci udowodnić.-wzruszył ramionami wstając.
-Będę jeszcze bardziej kiedy będę mógł go w końcu opieprzyć za nie słuchanie się mnie.-mruknał uśmiechając się trochę.
-ja też bym go nie puścił. Ale wiem że się cieszył że spędzi czas z przyjaciółmi...a teraz skoro wiem że ci chłopcy którzy go pobili nie pojadą jestem spokojniejszy.
-ok.-stanął w takim miejscu żeby na pewno niczego nie strącić i podał kobiecie prawą rękę.-złap się mocno obiema rękoma.-poprosił a kiedy Emily już to zrobiła złapał ją mocno i podniósł. Postawił po chwili i ukłonił się teatralnie.
-cóż...nie jego.-zgodził się i zawołał psa żeby powoli szli już do domu.-przeze mnie? A może być sałatka owocowa? Wiesz umiem ugotować proste rzeczy ale nie rób ze mnie jakiegoś wielkiego kucharza.-zaśmiał się.
-ok, przekażę mu.-przytaknął Takano.-szkoda że Ren już pojechał i raczej nie znajdzie chwili żeby przyjechać.-dodał.
Jun spojrzał na niego trochę zaskoczony ale zaraz uśmiechnął się lekko.
-ok, ok, chodź.-poprowadził go kawałek dalej od stolika żeby nic nie strącić a potem go podniósł.-tak fajnie?-zaśmiał się.
-no to może zrobię budyń...-zastanowił się śmiejąc się lekko.-ok, po drodze musimy jeszcze zrobić zakupy...
-może. Ale nie zdziwiłbym się gdyby jednak nie mogli, są dość zajęci.-powiedział Takano i zerknął na zegarek.-wezmę już Yuyę i pojedziemy bo Tomo pewne się martwi...
-nie pytałeś.-wzruszył ramionami Jun i podprowadził go z powrotem do stolika-i co Tony? głupi ci?-spytał Jun śmiejąc się wesoło i biorąc kilka łyków piwa.
-ryż mamy więc wystarczy kupić warzywa...no i budyń.-wymienił to co muszą kupić.-coś jeszcze?
-zawsze tak jeżdżę, mamo.-zapewnił ją i dopił kawę. Przytulił ją jeszcze a potem poszedł po Yuyę.
-chodzi coraz lepiej. Ale musi być bardziej cierpliwy.-powiedział biorąc kilka łyków piwa i całując swojego chłopaka w policzek.
Takano zaniósł chłopca do samochodu i od razu ruszył w stronę Yukan. Przyjechali w miarę szybko a tam Takano zaniósł go do domu żeby go nie budzić.
-wiem że jesteś.-zauważył Jun upijając łyk piwa.-pójdę ci jak skończę. Nie chce mi się tyle wstawać.-zamarudził trochę.
-ok, więc jeszcze mleko.-powtórzył.-Możemy przywiązać pieska i wejść razem.-zauważył.
-wybacz...zaraz ci wszystko wyjaśnię.-obiecał Takano obejmując swojego męża.-mały został pobity i...-westchnął prowadząc go na kanapę i tam opowiadając mu wszystko od poczatku do końca.
-ok.-skinął głową Jun i objął ramieniem Ryu.-mam nadzieję że dobrze się bawisz.
-postaramy się załatwić to szybko poza tym z tobą też będzie na zewnątrz.-zauważył.-po prostu nie chcę zostawiać cię tak samego.
-tak, dlatego.-przytaknął.-też się cieszę że nie jadą.-dodał myśląc trochę nad odpowiedzią na ostatnie pytanie.-też trochę się martwię ale twoja mama powiedziała że może jechać jeśli będzie pamiętał o maści. Wiem jak się cieszył na tę wycieczkę i nie chcę go rozczarować. Zobaczymy jak jutro się będzie czuł ale skoro nie ma nic złamanego to dobry odpoczynek powinien wystarczyć.
-ja ciebie też.-zapewnił go z lekkim uśmiechem. Upił trochę piwa i zaczął nogami wybijać rytm piosenki która akurat leciała.
-oczywiście. Mamy listę więc zgarniamy to co potrzebujemy i to wszystko.-przytaknął.
-daj spokój...nic wielkiego, serio. Ale jestem zły że dyrektor nic nie chciał zrobić bo jeden z tych chłopaków to syn burmistrza. Ech...ja rozumiem że dofinansowuje szkołę ale...
-hmmm....ok.-zgodzil się od razu wstajac. Był już wystarczająco pijany żeby nie zastanawiać się nad konsekwencjami. Pomógł chłopakowi wstać i przysunal to bliżej siebie. Potrzymujac to zaczął się poruszać w rytm muzyki.
-ok.-Hiroki wrzucił przekąski dla psa a potem spokojnie poszedł za Naokim po mleko.-teraz już wszystko?
-wszedzie rządzą pieniądze Tomo...ale swojemu mężowi nie pozwalasz ich wykorzystywać.-zauwazyl idąc za nim do kuchni.-bo wiesz...moze i jestem najmłodszym dzieckiem ale na moje konto też idzie trochę udziałów.-zasmial się.-jasne, wymasuje Cię.
-przecież nie ma za co.-powiedział Jun i z powrotem usiadł przy stoliku razem z chłopakiem. Zaraz potem wziął kilka łyków piwa.
Hiroki skinął głową i kiedy już za wszystko zapłacili wziął torbę z zakupami.
-odwiąż pieska, damy mu przekąskę w domu.-powiedział czekając aż Naoki weźmie ich pupila.
-ale nie złość się. Zgadzam się z tobą, dlatego też ich nie ruszam. I dlatego ugryzłem się w język kilka razy żeby nie powiedzieć więcej niż to że mam gdzieś pieniądze które mi proponował.-powiedział całując chłopaka w policzek.-mi też się bardzo dobrze żyje tak jak teraz.-zapewnił go.-Pomogę ci, co?-dodał podwijając rękawy.
-Pierwszy!?-spytal Tony trochę zaskoczony.
-no...wczesbiej jakoś nie było okazji.-wzruszyl ramionami Jun i upil kilka lykow piwa.
-jasne.-zgodzil się i złapał to mocno za reke. Spokojnie poszli w stronę ich mieszkania.
-nigdy bym nie rozwiązał taloek sprawy wzięciem pieniędzy.-zapewnil go.-ale nie chwal mnie aż tak...-zasmial się zawstydzony.-ale wiesz...mysle ze Yuya już się nauczył.
-no w japonii jakoś nie było okazji. Tutaj tym bardziej.-Jun znów wzruszył ramionami i upił kilka łyków.
-ja też.-przytaknął Hiroki wchodząc do mieszkania. Zdjął buty i kurtkę a potem zaniósł ich zakupy do kuchni.
-wiesz...tylko się nie złość, ok?-poprosił najpierw.-powiedział mi że ci chłopcy go męczą bo ich przypadkiem dotknął a nikt nie ma prawa a już zwłaszcza takie biedne sieroty jak on. Więc zaproponowałem mu żeby chociaż grał w szkole bogatego panicza.-zaśmiał się trochę.-ale powiedział że nie chce, bo wujek Tomo mówi że pieniądze trzeba doceniać. Dobrze go nauczyłeś kochanie.-ucałował go w policzek.
-też chętnie bym poszedł.-przytaknął Takano wstając i podsuwając wózek bliżej tak żeby chłopak mógł na nim usiąść.
-mhm...na pewno jesteś dzisiaj zmęczony.-skinął Hiroki i podwinął rękawy biorąc się za robienie obiadu.
-ty go bardziej wychowujesz niż ja...-zauważył Takano wstawiając ryż.-jesteś świetny.-dodał całując chłopaka w policzek.
Jun wywrócił tylko oczyma i poszedł za nim za zewnątrz. Tam oparł się o ścianę budynku i odpalił papierosa.
-hmmm? Kto pukał?-spytał Hiroki krojąc warzywa.
-jest dobrym dzieckiem...ale na prawdę mam wrażenie że to bardziej zasługa mojego cudownego męża.-przyznał opierając się plecami o blat.
-bardzo dobrze.-przyznał Jun uśmiechając się do chłopaka.- a ty?-spytał zaciągając się zaraz papierosem i robiąc kilka obręczy z dymu.
-nie wpuszczaj. Udajemy że nas nie ma.-zgodził się na chwilę odkładając nóż i podchodząc do chłopaka żeby go przytulić.
-no powiedzmy.-zaśmiał się i zawiesił na nim wzrok.-ale mam nadzieję że jutro będzie się lepiej czuł i na prawdę będę go mógł puścić na tę wycieczkę.
-cieszę się że tak uważasz.-przyznał szczerze i ukucnął żeby być bliżej chłopaka.
-rozumiem, na prawdę nie musisz mnie przepraszam Naoki.-zapewnił go mężczyzna.-wcale nie musisz z nim rozmawiać z nim jeśli nie chcesz.
-ale twoja mama mówiła że powinno być jutro lepiej więc jestem dobrej myśli.-powiedział uśmiechając się lekko.-o proszę...taka nagroda że się starał?
-wierzę ci.-zapewnił go Jun uśmiechając się po pocałunku.-kocham cię, wiesz?
-ok, cieszę się.-powiedział Hiroki i wrócił do krojenia warzyw.
-to dobry pomysł. Yuya na pewno się ucieszy.-zgodził się Takano.
Jun zaciągnął sie ostatni raz i również zgasił swojego papierosa.
-wracamy do środka?-spytał wstając.
-możesz wstawić. Ale myślałem że mówiłeś że dzisiaj odpoczywasz.-zaśmiał się chcąc jakoś podnieść atmosferę.
-nie mam powodu żeby się nie zgodzić.-zauważył wesoło Takano.
-jasne.-Jun mu zasalutował i poprowadził wózek pod sam stolik.-dotarliśmy bezpiecznie do celu, proszę o nagrodę.-powiedział śmiejąc się wesoło.
-racje, nie zajmie. Możesz wstawić.-powiedział kontynuując krojenie warzyw.
-ok.-przytaknął Takano oddając jeszcze pocałunek. Potem poszedł już do pokoju chłopca żeby go obudzić.-Yuya?-spytał podchodząc do jego łóżka.-wstawaj, wujek zrobił dobry obiadek. Specjalnie dla ciebie.
Jun cieszył się pocaunekiem i odsunal się dopiero kiedy usłyszał gwizd Tony'ego. Wyszczerzyl wie tylko do niego i usiadł na swoim miejscu biorąc łyk piwa.
-ok, już sobie poradzę.-zapewnil go Hiroki. Pół godziny później obiad już był na stole a mężczyzna nalewal im jeszcze soku do szklanek.
-spokojnie, obiad nie ucieknie.-powoedzial Takano idąc za chłopcem.
Jun upił jeszcze kilka łyków i zerknął na chłopaka.
-co jest Ryu?
-smacznego-powiedział z lekkim uśmiechem-ok, chociaż ja mógłbym go zrobić.-dodał już biorąc się za jedzenie.
-na pewno nie będzie krzyczał.-zapewnił go Takano.-Nie musisz dziękować Yuya...każdy by coś takiego zrobił. Chodź zjeść, ale powoli.
-no to się ładuj kochanie.-zaśmiał się Jun i wrócił do wesołego rozmawiania z Tonym.
-no dobrze to zrób.-zgodził się Hiroki.-serio? Cieszę się. Trochę się bałem że nie wyjdzie. Dałem trochę ostrej papryki żeby zastąpić pieprz...
-My ciebie też kochamy Yuya.-zapewnił go Takano.-Hmm? Nie podobało ci się jak było nas więcej?-spytał trochę zaskoczony meżczyzna i zaczął spokojnie jeść swoją porcję.
Powiedzieli tak jeszcze chwilę dopóki Jun nie skończył swojego piwa. Po ostatnim łyku przytulił do siebie swojego chłopaka i ucalowal go w policzek.
-uwielbiam tę piosenke....zotanczysz ze mną jeszcze?
-ciesze się. Starałem się żeby nie było zbyt ostre.-przyznal z uśmiechem i wrócił do jedzenia.
-mhmmm....rozumiem skarbie.-powiedzial Takano.-ja też je lubie.-dodal zaraz i wrócił do jedzenia. Skończył jako pierwszy a potem upil kilka lykow soku.
-kupię. Ostatnie i chcesz do domu?-spytał szczęśliwy że może z nim jeszcze raz zatańczyć.
-cieszę się.-zapewnił go Hiroki i wrócił do jedzenia.
Takano wstał i przytulił chłopca delikatnie.
-wiem...ale już wszystko dobrze.-powiedział głaszcząc go po włosach.-chcesz potem się napić gorącej czekolady?
-ok. to ja też wezmę sobie ostatnie.-obiecał tuląc go tak do siebie i kołysząc się w rytm muzyki.
-dokładnie tu?-spytał Hiroki obejmując go w pasie.
-a może wieczór z filmami? Babcia mówiła że najlepiej będzie jeśli będziesz leżał żeby na jutro mieć siłę i żeby cię mniej bolało.-zauważył Takano strasznie się o niego martwiąc.
-no coś ty. Kocham cię.-powiedział Jun unosząc go żeby go pocałować. Był zbyt pijany żeby przejmować się ludźmi dookoła nich. Kiedy piosenka się skończyła zaniósł Ryu do stolika.
-Zawsze będę.-zgodził się mężczyzna. Aż podskoczył kiedy usłyszał dzwoniący telefon. Odebrał go od razu.-Yasu? Przysięgam...sam bym cię zabił jakbyś mi teraz umarł...
-Wszyscy razem obejrzymy.-zapewnił Takano zbierając naczynia. Pozmywał a potem zrobił gorącą czekoladę dla wszystkich. Zaniósł ją do salonu i usiadł sobie na fotelu.
Kiedy szedł do baru zamówił piwo dla siebie i Ryu dołączył do niego Tony.
-na mój koszt. Dzięki za radę, nie pamiętam kiedy ostatnio i ja i on czuliśmy się tak swobodnie.-powiedział wesoło.
-Na Hokkaido zamartwia się za śmierć bo nie może być na miejscu.-fuknął Hiroki.-i czego dzwonisz jak lewo mówisz? Śpij...
-ok, ok, już włączam. Częstujcie się czekoladą.-polecił im wesoło a sam podszedł do odtwarzacza żeby włączyć odpowiednią płytę.
-jak na moje to zrobiłeś dużo.-powiedział Jun i zamówił trzy piwa.
-ty śpij i się nie ruszaj. Nawet nie myśl o ingerowanie w sprawę jasne? Nie mieszkaj się w to Yasu...proszę.-westchnął Hiroki.
Takano usiadł sobie wygodnie na fotelu i oglądał film popijając czekoladę.
-dzięki za rady.-powiedział podając mu jedno piwo a sam biorąc pozostałe dwa.-czasem wyluzuję.
-Przyjąłem Yasu, bedziemy się pilnować.-obiecał Hiroki.-Odpoczywaj już ok?
-dziwisz mu się? Gdybym tam nie był to nie wiem co by się stało...-przyznał Takano tuląc mocno do siebie swojego męża.-chciałbym żeby był bezpieczny i szczęśliwy.
-my też planowaliśmy zbierać się jak tylko wypijemy po ostatnim piwie.-powiedział siadając już do stolika. Podał piwo swojemu chłopakowi i usiadł wygodniej.
-kiepsko, ledwo mówi. I nawet w takim stanie nic tylko myśli o sprawie.-wywrócił oczyma.-ale będzie dobrze...
-daj spokój...na moim miejscu zrobiłbyś to samo.-zauważył z lekkim uśmiechem.-Myślisz że już wszystko będzie dobrze?
Jun spojrzał na niego trochę zaskoczony.
-tak? Na pewno mnie doprowadzisz? Jak mocno mnie kochaaaaaasz?-spytał nachylając się nad nim.
-Wcale nie musisz...nie ma nas.-zauważył Hiroki tuląc do siebie Naokiego.-może lepiej jak ja pójdę?
-zgadzam się. Musimy im podziękować za pomoc z tą sprawą...nie poradziłbym sobie gdyby nie tata Maxa.
Jun uśmiechnął się tylko do niego wesoło i usiadł prosto. Wziął kilka łyków piwa i odwrócił się w stronę Tony'ego.
-przypomina mi się jak na studiach zawsze się siłowaliśmy na rękę ze znajomymi.
-ma...to normalne.-zgodził się Hiroki i w końcu wstał.-ech ja pójdę bo sąsiedzi się zdenerwują.-westchnął ciężko.
-mhm.-Takano zgodził się z uśmiechem.-pójdę spakować Yuyę.-zdecydował.
-ok, chyba muszę się postarać skoro moje kochanie mi kibicuje.-zaśmiał się Jun również podwijając rękaw koszuli. Oparł łokieć o stół i złapał Tony'ego za rękę.
Hiroki zerknął przez judasza a potem otworzył drzwi nie odczepiając łańcucha.
-o co chodzi?
-Możemy to zrobić teraz razem. Jest już późno a jutro już przecież jedzie.
-oj uwierz ja tobie też.-powiedział Jun. Razem policzyli do trzech a potem zaczęli się siłować.
-ucisz się.-warknął Hiroki.-Czego chcesz od niego? Boi się ciebie i nie będę go prosił jeśli to nie jest coś ważnego.
-kupiłem.-przytaknął.-Powieszę mu zaraz po tym jak go spakuję.-obiecał.
Jun w końcu mocniej naparł na rękę przyjaciela aż wygrał. Zaśmiał się wesoło i oparł plecami o oparcie kanapy.
-wygrałem, co dostanę?
-nie masz innego swojego prawnika? I lepiej skończ grozić.-powiedział póki co nie przyjmując teczki.
Takano w tym czasie wziął torbę i poszedł do pokoju chłopca żeby go spakować.
-ale miałem trudnego przeciwnika.-zaśmiał się.
-no to może rewanż? Teraz na pewno wygram.-powiedział Tony
-opowiadał. I właśnie dlatego nie pozwolę ci go do tego zmuszać.-powiedział Hiroki wychodząc z mieszkania na korytarz i zamykając za sobą drzwi.Jak się nie stawi to co, hm? Raczej nie chcesz żeby te papiery poszły na policję, co?-mruknął wciskając teczkę mężczyźnie w rękę.-Zostaw go w spokoju.
-jesteśmy, Yuya, spokojnie.-zapewnił go Takano wyglądał z jego pokoju.-właśnie cię pakuję.-wyjaśnił.
-jeśli chcesz. Może mógłbyś spróbować z Emily? Chyba będą bardziej wyrównane szanse.-zaproponował wesoło.
-Jak tylko je wyślesz od razy pójdą na policję. Nawet nie próbuj się do niego zbliżyć.-powiedział Hiroki i wrócił do mieszkania. Wiedział że musi coś szybko wymyślić żeby ochronić swojego chłopaka.
-leż Yuya.-westchnął Takano.-Ty masz dzisiaj leżeć.-dodał i wrócił do pokoju chłopca żeby dalej go pakować.
Jun zamienił się z Ryu miejscami żeby chłopak siedział bliżej kobiety a potem pomógł mu odpowiednio ustawić rękę.
-będzie dobrze kochanie...będzie dobrze. Nie odstąpię cię na krok.-obiecał tuląc go do siebie.
Takano szybko skończył pakować chłopca. Potem jeszcze oprawił rysunek od Kanekiego w antyramę i powiesił go nad łóżkiem Yuyi. Kiedy wszystko skończył wrócił do salonu.
Prześlij komentarz