-ugh...ale ja na prawdę nic innego nie chcę.-wywrócił oczyma.-mam wymyślać coś na siłe?
-ej ja mu tłumaczyłem wszystkie guziki, ok? Sam o nie pytał to mu wyjaśniłem. Poza tym sam wiesz jak nudno jest na tych patrolach nie sądziłem że będzie aż tyle kłopotów.
-ale ja nie wiem, Ryu.-powiedział trochę już zirytowany.-nie wiem. Więc daj już spokój. Nie chcę się z tobą kłócić ani się na ciebie złościć.
-musisz więc zebrać zeznania Naokiego. To nie on pierwszy strzelił. Możesz sprawdzić na kamerach w radiowozie.-powiedział spokojnie.-No i...wiem jak długo ich szukaliśmy ale Naoki...on już nie...
-to ty drążysz temat Ryu. Odpowiedziałem ci...i powiedziałem że na prawdę nie mam jak ci podpowiedzieć bo sam nie wiem. A ty dalej drążysz. -wywrócił oczyma.
Hiroki zagryzł zęby i spojrzał na niego wściekle. -Jeśli mu nie ufasz to zaufaj mi. Bo ja mu ufam. Nie strzeliłby pierwszy. Bo niby po co? Zastanów się Yasu. Był tak spanikowany że nie potrafił poprawnie wezwać pomocy. Poza tym kurwa...wszystko możesz zobaczyć na nagraniach z radiowozu. Co w ciebie wstąpiło Yasu? Jeszcze niedawno cieszyłeś się że kogoś mam.
-wolałem odpowiedzieć szczerze.-wzruszył ramionami.-Ryu...serio nie wiem. Nie mam pojęcia. Nawet jak się zastanowię to raczej na nic nie wpadne. Jeśli przez przypadek coś mi wpadnie to na pewno ci powiem ale poza tym...nie mam pojęcia.
-Uspokój się. Idę o zakład że to nie było tak. Ty po swoim pierwszym strzale też tamowałeś gościowi krwawienie. Sam widzisz że nie byłem w aż tak złym stanie. Wyluzuj.-westchnął.-Nie będe ci przeszkadzał o ile nie wsadzisz mi faceta za kratki. Nawet ci pomogę...Jeśli poproszę to może Naoki też pomoże. To by go uchroniło nie? Byłby jako świadek.
-ech nie wiem co chcę więc nie mam jak listy zrobić.-wywrócił oczyma.-Koniec tematu Ryu. Lepiej mi powiedz na jakie jeszcze japońskie pyszności masz ochotę.
-Yasu...on nie chciał nikogo zabić. Jestem pewny że gdybym był w gorszym stanie to by się mną zajął. Ale nie byłem.-wywrócił oczyma.-Będziesz. Wiem że będziesz bo wiesz że bym nie zniósł gdyby go zamknęli...a wiesz że mogą mnie odsunąć od sprawy. Chociaż prawnie nie mają powodów.
-ok idziemy.-uśmiechnął sie I zapłacił. Potem wstał mi zaczął prowadzić wózek do wyjścia.
Hiroki obudził się gwałtownie siadając. Odgadnal włosy z oczu i wziął głęboki wdech. -to tylko koszmar. Nic się nie stało.-powiedział do wchodzących pielęgniarek. Położył dłoń na głowie chłopaka kiedy te wyszły.-to nic. tylko zły sen. Wracaj do łóżka...chce cię przytulić...
-tylko bądź ostrożny. Twój brat mnie zabije jeśli coś ci się stanie.-powiedział jeszcze za nim i zwrócił się do mężczyzny.-Coś Pana sprowadza w te okolice?-spytał z pewną dozą wrodzonej japońskiej grzeczności.
-wiem ale...martwię się że Yasu nie postara się dostatecznie.-mruknął.-poczekaj...daj się jeszcze zbadać lekarzom i zmienić sobie opatrunki, ok?
-aaaaa...-uśmiechnął się.-to młodszy brat mojego przyjaciela. Przyjechaliśmy tutaj razem. Oddał go chwilowo pod moją opiekę. Właśnie wyszedł ze szpitala i miał ochotę na spacer więc wyszliśmy razem.-wyjaśnił.
-no dobrze. Uważaj na siebie, Mimo wszystko wolałbym żeby Yasu cię odwiózł...
-jasne już.-uśmiechnął się i zaczął prowadzić wózek.-Kryzys zażegnany, nic nie podejrzewa. Nie musiałem odchodzić.-powiedział z uśmiechem.-tylko kiedyś będę się z nim musiał wybrać na piwo...-westchnął ciężko.
-to nie tak że cię nie lubi...na prawde. Zezłościł się tylko trochę bo nie zajmowałeś się mną tylko tamtym gościem. Ale to na prawdę nic.
JUn uśmiechnął się lekko i zajął się pracą ciesząc się obecnością chłopaka.
-Przecież ci mówiłem że nic mi nie jest.-zaśmiał się unisząc koszulkę żeby pokazać że nie ma nawet opatrunku.-ale tobie jest. Powinieneś jechać do szpitala.
Jun rozczulił się na ten widok. Wstał i podniósł książkę. Zdjął też chłopakowi okulary i okrył go kocykiem. Wtedy wrócił na swoje miejsce.
-z dużo, ha..? Ja tak nie uważam Naoki. Ale jeśli chcesz się ode mnie odsunąć bo odkąd zaczęliśmy się spotykać zostałeś kilka razy postrzelony...to zrozumiem.-powiedział wzdychając ciężko.-Nie oznacza to że będę szczęśliwy...ale zrozumiem.
-spałeś tak słodko i spokojnie że nie chcieliśmy cię budzić. Musiałeś mieć na prawdę fajny sen.-powiedział z uśmiechem Jun.
W odpowiedzi pomachał mu przed oczyma parą kluczy. -kwadratowy od drzwi na dole a okrągły od mieszkania.-powiedział.-Nie jesteś utrapieniem. Dobrze mi się śpi z tobą i...nie mogę pracować kiedy się martwię. A kiedy jesteś u mnie to wiem że nawet jeśli przyjdę później to ty będziesz tam bezpieczny.
-więc póki co jesteśmy sami.-powiedział i podsunął tosty bliżej chłopaka.-a my jutro pójdziemy randkować.-dodał głaszcząc go po policzku.-tylko musimy uważać bo jak dzisiaj zauważyliśmy wszędzie możemy się natknąć na profesorów...
-powinniśmy. Wyglądasz jakbyś miał paść tu i teraz. Noga pewnie nie daje ci spokoju.
-zdecydowanie wolałbym żeby mnie nigdzie nie zamykali.-wywrocil oczyma.-wiec zostałeś moja wymówka. Po prostu mowie ze razem z Ryu przyjechaliśmy tutaj razem i ze Ryu jest młodszym bratem mojego przyjaciela. No i ze oddales go chwilowo pod moją opiekę. Wierzą i nie wnikają.
Lekarz na początku obejrzał nogę i westchnął. -nie powinien pan chodzić.-skomentował.-na szczęście nie wdalo się żadne zakażenie. Posmarujemy maścią I zmienimy opatrunek. I na prawdę proszę nie chodzić.
-wiem. Ale niestety już muszę wracać. I tak miałem wracać wcześniej...ale wyszło jak wyszło. Cieszę się że znaleźliśmy dawcę.
Hiroki westchnął zastanawiając się czym powinien mu mówić czy lepiej nie. -chodzi o to że już od jakiegoś czasu próbujemy ich zamknąć...sprawa nielegalnych wyścigów już trochę się ciągnie ale nadal nie możemy ich złapać.
-teraz na pewno nie. Przecież jest 100% zgodności. Mowy nie ma żebyś to odrzucił.-uśmiechnął się wesoło.-Chwilę jeszcze będziesz osłabiony. Ale teraz będzie tylko lepiej braciszku.
-cóż...to nie do końca tylko twoja wina. Ale nie przeczę że skoro brałeś w nich udział to trochę twoja jest.-mruknął.-no i...jakby cie zamknęli to na wystarczająco długo żebym umarł z tęsknoty.
-na razie to normalne Ryu...dopiero co wyszedłeś e szpitala. Musisz odzyskać siły.-powiedział spokojnie.-no...może kiedyś.
-cóż...możemy powiedzieć że to on podał nam miejsce i wtedy byłby chroniony tak jak ty...a jak to nie wyjdzie to jego młody wiek i wszytsko inne będzie działać łagodząco. Maksymalnie rok w zawieszeniu.-powiedział spokojnie.-postaram się, ok? Dziękuję.-ucałował go w policzek.
-lepiej tego nie rób Naoki...zaufaj mi. Jak pojedziesz nie będę mógł cię wyciągnąć. Nie będzie argumentu że już tego nie robisz ze jesteś informatorem.
-dlaczego zaraz nigdy? Tego przecież nie powiedziałem.-wywrócił oczyma.-nie bądź takim pesymistą. Zobaczysz wszystko się ułoży.-zmierzwił mu włosy.
-wtedy będziemy mieli argument skarbie. Mam nadzieję ze jednak będzie to zbędne...i wszystko pójdzie gładko...co prawda nie chcę cię mieszać w kolejną akcję...
-tak po prostu Ryu...tak po prostu. Po przecież teraz się układa, nie? I masz spotkania z Chrisem i wszystko wychodzi na prostą. Już będzie dobrze. Musi.
-ech...wolałbym żebyś był bezpieczny.-powiedział wzdychając ciężko.-no niestety skarbie...
[fiszki, fiszki i kucie XD a i tak wszystkiego nie pamiętam...na te z wieloma czytaniami miałam zgape >/////<]
-jasne skarbie.-odpowiedział do tej pory cicho siedzący Jun. Wstał i poszedł do kuchni zrobić kakao.-proszę. Jeśli będziesz czegoś potrzebował to mów.-powiedział i wrócił do grzebania w laptopie.
-ale to nie tak powinno być.-wywrócił oczyma.-Mam nadzieję że to się w końcu zmieni.
[właśnie robię...ale tak normalnie to nie mam czasu na przerwy XD to jest japka. to normalna]
Jun wywrócił oczyma a Kei zaśmiał się wesoło.
-potulę ale na razie leż grzecznie i daj nodze odpocząć głuptasie. Nieźle ją dzisiaj nadwyrężyłeś.-wywrócił oczyma i poszedł do kuchni zrobić im coś do picia.
[no jeszcze nie wiem jak mi idzie bo przecież dopiero za dwa tygodnie wyniki...]
-już dawno skończyłem. Teraz szukam jakiegoś przytulnego domku w kanadzie żeby zabrać tam Ryu na weekend. Obiecałem mu Kanadę jak mieliśmy jechać tutaj.-powiedział z uśmiechem.
-głupek. O siebie się martw a nie. Jestem policjantem...jak znów zostanę postrzelony to nic...ale ty tak nie masz więc uważaj na siebie. Proszę.
-wiesz...wolałbym na nowy rok tak tylko we dwoje. Chcę mu takie coś na święta sprezentować, do wykorzystanie w nowy rok.-wyjaśnił pokazując mu kilka różnych ofert.
-Naoki...ale ja nie chcę żebyś musiał. Powinieneś byc bezpieczny...ale nie znów pakujesz się w kłopoty tym razem żebyśmy my mogli kogoś złapać.
-myślisz że się ucieszy?-spytał bo sam był coraz mniej pewny.-ta?-upewnił się przeglądając ją jeszcze raz.-też mi się spodobała bo w domku jest kominek.
-mogę na całe.-powiedział tulą go do siebie. Nie miał zamiaru puszczać go samemu.-ale twój tata nie wkurzy się bardziej kiedy z tobą pojadę?
-spokojnie...nie planuje jeszcze niczego takiego.-zapewnił go.-wiem że teraz byłoby o wiele za wcześnie. Chcę tylko spędzić z nim miło czas i może pozwiedzać. To wszystko. Ale spytam Chrisa.
-pojadę z tobą i zatrzymam się dwie noce w hotelu. Gdyby coś się stało to po prostu zadzwonisz.-zdecydował z uśmiechem.
-w końcu to juz kolejny raz, nie? Nauczyłem się że muszę być cierpliwy.-westchnął.-Ja też się cieszę Kei. Teraz może być już tylko lepiej.-wyszczerzył się i uniósł kciuk w górę.
-innych opcji nie ma. Specjalnie znajdę jakiś hotel który będzie blisko.
-Jeju Kei...co w ciebie wstąpiło.?-zaśmiał się i poprosił swoje włosy.-dzięki. przy nim nie czuję się taki stary.-dodał wciąż się śmiejąc.-w koncu za rok stuknie mi 30...
-mhmmm...dlatego będę blisko.-powiedział tuląc go do siebie.
-mhm...Już dobrze. Jestem przy tobie.-ucałował go w policzek.-więc już spokojnie.-powiedział czując jak chłopak drży.
-ja też...-powiedział zaraz namiętnie go całując.-przepraszam że tak długo nie miałem dla ciebie czasu ale wiesz...ta sprawa z wyścigami...dopiero wczoraj w nocy ją zamknęliśmy. Cieszę się że już po wszystkim. Wiec dzisiaj zabieram cię do kina i na kolację.
-nie zadawaj takich głupich pytań. Jasne że możesz.-powiedział tuląc go do siebie.-ale zaraz idziemy spać, ok? Kei ma rano samolot i go odwozimy. Trzeba wcześnie wstać.
-nie powinien. Sprawa zamknięta...nas już ona nie dotyczy.-powiedział wzruszając ramionami.-więc jedziemy do miasta do kina.
-ja ciebie też kochanie...-powiedział tuląc go tak do siebie. Kiedy chłopak zasnął zaniósł go do sypialni. Potem wziął szybki prysznic i położył się obok niego. Pod osobną kołdrą żeby ten nie czuł się niekomfortowo.
-mmm...ja ciebie też. Dlatego przepraszam że nie mieliśmy się jak spotkać tyle czasu. Pewnie uczniowie dają ci w kość, nie? Jak ci minął dzień?
-hej skarbie. Już nic złego ci się nie śniło?-spytał Jun stawiając przed nim herbatę. Śniadanie było już na stole.
-oh...a czemu, tak? Przecież to raczej oczywiste że dorosły facet nie będzie zainteresowany w uczennicach. No...mówimy o normalnym facecie.-zaśmiał się i zaraz pokręcił głową.-N nic, grunt że wszystko się wyjaśniło. Szkoda tylko że już nie jest miło.
-mhm....to dobrze.-uśmiechnął się.-a ja nie mogę się doczekać kiedy w końcu to ty będziesz robił pyszne śniadanka.-dodał wesoło I po chwili również usiadł do stołu.
-mhmmm rozumiem. Trochę szkoda bo przecież miałeś miła atmosfere pracy.-westchnął cicho.-no ale nic na to ni poradzimy. Przynajmniej nie będą już do ciebie zarywać.
-nie spieszy się aż tak skarbie. Poczekam.-zapewnił go z uśmiechem. Postanowił już że spokojnie na wszystko poczeka.-na razie nie śpiesz się i zjedz śniadanie. Teraz już na wszystko mamy czas.
-i o to chodzi Nao-chan. Dzisiaj bawimy się razem.-uśmiechnął się i trochę przyspieszył. Szybko dojechali miasta i już po chwili parkowali pod kinem.
-to normalne. Pilnuj go wtedy tylko.-powiedział spokojnie Kei.-Jeśli chcesz zbadam go jeszcze przed wyjazdem.-dodał patrząc na Kokiego. -wtedy musisz się pośpieszyć z jedzeniem.-pokazał mu język Jun.
-hmmm...ten.-wskazał na jeden z plakatów i wszedł z nim do kina. Zajęli swoje miejsca i jeszcze chwilę oglądali same reklamy.
-będzie dobrze Koki.-Jun poklepał go po ramieniu i wrócił do śniadania.-wczoraj byliście na randce, nie? Pewnie był to dla niego dzień pełen wrażeń. To normalne.
-dla mnie nie.-wywrócił oczyma i uśmiechnął się kiedy film w koncu się zaczął.
-wiem i doskonale cię rozumiem. Ja też się martwię o Ryu...ale wierzę że będzie dobrze.-jeszcze raz poklepał go po ramieniu po czym wstał żeby pozmywać.
-oglądać już.-zaśmiał się cicho. Złapał go za rękę i wrócił do oglądania filmu.
-pozdrowię. Pokażę im zdjęcia i wyślę ci jakieś.-zapewnił go.-Dzwoń kiedy chcesz i baw się tutaj dobrze.
-mhm no dobrze.-powiedział obejmując go ramieniem. Nie chciał drążyć tego tematu. Zaprowadził go to jednej ze swoich ulubionych restauracji.-mają tu makarony z różnymi sosami.-wyjaśnił zajmując stolik.
-no dobrze więc weź więcej.-zasmiał się a potem poszli po tę czekoladę. Wziął wodę i sok q potem poszedł do kasy.-to na pewno wszytsko?-spytał po drodze.
-powtórzymy. Ale chciałbym czasem częściej...a nie po takiej długiej rozlace. Tęsknilem za tobą.
-oczywiście że tak. Dlatego porządnie odpocznij.-powiedział wesoło mierzwiąc mu włoski. smakował zakupy do bagażnika, pomógł Ryu wejść do samochodu a potem schował wózek.
-hmmm..zdzwonimy się jeszcze, ok? Wstępnie ok, ale jak coś nagle wypadnie do dam ci znać.
Jun uśmiechnął się lekko na ten widok. Kiedy dojechali nie chciał go budzić więc wziął go na ręcę. Postanowił że najpierw go zaniesie a potem wróci po wózek i zakupy.
-Przepraszam. Na prawdę mam dla ciebie mało czasu...-westchnął jeszcze po czym skończył swoją porcję.
Jun nie mógł powstrzymać uśmiechu. Kiedy jednak Ryu nie chciał go puścić westchnął ciężko. -Ryu...puść mnie skarbie.-szepnął na prawdę nie chcąc go budzić.
-głupi...przecież masz alergię.-wywrócił oczyma-Nie rób tak więcej...nie chcę żeby coś ci się stało.
Jun okrył go kołdrą i poszedł po zakupy i wózek. Szybko był z powrotem i po tym jak wypakował zakupy zaszedł do sypialni żeby zobaczyć czy Ryu spokojnie śpi.
-To dobrze.-uśmiechnął się i już skończył jeść. Dopił wodę i przeciągnął się lekko.
-oj...nie jesteś uroczy jak dziewczynka.-wywrócił oczyma.-Jesteś uroczy jak mój kochany chłopak.-dodał.-ale jeśli nie chcesz żebym mówił że jesteś uroczy to jak mam mówić?
-tutaj jestem.-powiedział bo przecież cały czas leżał obok niego na łóżku. Przytulił go delikatnie i posadził na wózku.-już dobrze. Coś się stało? Zły sen?
-mhm...ja dla ciebie też. Ale nie musisz jakiś kształtów tworzyć. Smak mi wystarczy.-powiedział idąc już w stronę mieszkania.
-no dobrze już dobrze.-zaśmiał się.-ale najpierw buziak.-powiedział pokazując na swoje usta.
-miałeś mi tego nie utrudniać.-zauważył unosząc brwi. Zastanowił się chwilę po czym wzruszył ramionami.-tak też możemy się pobawić. Dzisiaj oddam się w twone ręce.-zdecydował.
-juz juz skarbie...pan chce wyciągnąć więcej bo widzi że nie bardzo rozumiesz.-wywrocil oczyma I zaraz wszytsko sam załatwił wiec juz po chwili szli ze smokami do następnej atrakcji.
-musi. Nie mogę go stracić. Jest moja jedyna rodzina...wujka ciężko wliczac.-wzruszył ramionami i rozsiadl się wygodniej.-wiec musi z tego wyjść.
-wiec musi wyjść.-zaśmiał się cicho. Poprowadził wózek do kuchni i zabrał się za gotowanie.
Hiroki na początku spial się nieco. Zaczął masować męskość partnera. Początkowo przez materiał spodni by po chwili zabrać się za ich rozpinanie. Nawet jeśli miał skute ręce to tyle mógł zrobić.
-no...może być.-zaśmiał się I objął go ramieniem.-ty mi wystarczasz.-dodał zaraz szepczac mu do ucha. Kolejna powoli się zmniejszala.
-Kazuo? Tylko nie próbuj żadnych głupot, ok? Wiesz ze Yuji by nie chciał żebyś skończył za kratkami. Wiec...nie rób niczego głupiego. I nie narażaj się zbytnio.
-mmmm...dzięki Ryu. Na prawdę wyszło.-powiedział kiedy spróbował i zaraz dał trochę chłopakowi.-i co sadzisz kochanie?
-coś cie bawi skarbie?-unisl brwi a kiedy udało mu się rozpial spodnie chłopaka uśmiechnął się zadowolony. Wyjal jego penisa z bokserek i zaczął go masować.
-mhm...pomimo tego ze większość czasu spędziliśmy w szpitalu.-westchnął.-mamy kilka miejsc które lubimy...i pewnie będzie ich więcej.
-jeśli chodzi o ciebie nie mogę się nie przejmować Naoki.-wyszeptał mu do uszka. Postanowił ze potem z nim porozmawia a na razie skupil sie na dawaniu mu przyjemnosci.
-wiem skarbie. Nie ma problemu.-Taman o zaśmiał się I zmierzwil mu włosy. Usiadł blisko niego.-a teraz wracamy do zabawy.
-tak tylko wole dmuchać na zimne wiesz...-powiedział I machnął ręką. Po prostu...trzeba znaleźć dowody bo obawiam się ze może mieć za duże wpływy i znów go uwolnia. Nie chce tego...
-sam wylądowałem w szpitalu wiec...mam nadzieje ze juz będzie lepiej. Musi być.-uśmiechnął sie I zabrał się za jedzenie.-hmmm...faktycznie pyszne nam wyszło.
Hiroki objal go delikatnie i pogłaskał go plecach. -co się stało skarbie? Chciałbym żebyś niczego przede mną nie ukrywal...-powiedział widząc jak bardzo chłopak jest zmęczony.
-ok ok.-zaśmiał się wesoło. Kiedy przejechali się jeszcze raz przeciągnąl się lekko.-ok...teraz zdecydowanie pora na obiad. Zaliczylismy juz wszystko co chcielismy?-spytał obejmując go ramieniem.
-mhmmm...no ok. Znaczy wiesz...policja jest poinformowana ale nadal...-westchnął ciężko i wysiadł z autobusu kiedy dojechali.-martwię się.-powiedział szczerze. *** Po jakichś dwóch tygodniach Yuji w końcu został wybudzony bo cześć jego ran zaczęła się goic. -najpierw ja do niego wejdę, ok?-Shuji powiedział do Kazuo i wszedł sam do sali. Zobaczył ze brat patrzy na niego trochę otepialym wzrokiem.-hej... -hej...kim jesteś?-spytał cicho.-wyglądasz znajomo ale jednak... -Shuji. Twój brat.-powiedział i usiadł na brzegu łóżka. -ale...to przecież mój brat bliźniak a... -ile masz lat.-spytał szybko starszy. -8..?-młodszy odparł niepewnie a Shuji pokręcił głową. -17. -gdzie rodzice?-jeszcze raz spytał. -cóż...oni...-powiedział a zaraz zobaczył jak jego młodszy brat płacze. Wiedział ze cześć jego wspomnień zaczęła szybko wracać wiec objął go delikatnie.-szszsz...spokojnie. mamy siebie.-powiedział a młodszy skinął głową. Czuł pustkę w głowie.
-wszytsko dlatego ze mi pomogłes...-powiedział trochę zawstydzony ale i szczęśliwy ze został pochwalony.-ale dziękuję ciesze się ze ci smakuje.
-przeprowadź się do mnie. Dostaniesz osobista ochronę. Sprawę uznaje za przyjętą skarbie. Masz chłopaka policjanta czemu nic nie mówiłeś? Coś mogło ci się stać...-przytulił go mocniej do siebie.-nie pozwolę ci teraz tam wrócić...nie dopóki nie rozwiążemy tej zagadkowej sprawy.
-wiec jedziemy na obiad.-powiedział kierując się w stronę wyjścia.-zabiorę cie do dobrej restauracji.
-Shuji...? Myślisz ze odzyskam pamięć?-spytał kiedy usłyszal całą historię o swoim wypadku.-czuje taki mmętlik w głowie. Ciesze się ze cie mam...ufam ci I wiem ze mnie nie oklamiesz.-powiedział spkojnie. -myślę że odzyskasz i to szybciej niż myślimy. w koncu...szybko przypomnieles sobie kilka spraw. Jutro przywiozę album I...-urwał bo Yuji mu przerwał. -my...mieszkamy sami, prawda? Mieszkalism z wujkiem ale on.. -ale on...? -wyjechał..., prawda? -tak. Pamiętasz coś jeszcze?-spytał z uśmiechem. -nie...-Yuji pokręcił głową. -widzisz? Myślę że to po prostu szok powypadkowy. Myślałeś o rodzicach i tak wyszło. Będzie dobrze braciszku. Masz moje wsparcie.
Hiroki wyszedł mu na spotkanie i zaprosił go do swojego biura. -no, jakiego to informacje?
-przecież możesz zjeść jak wrócimy z randki.-zauważył wesoło l. Zmierzwil mu włoski I wstał żeby pozbierac naczynia.-za chwile wychodzimy. Nie chce żebyśmy się spoznili.
-to nie jest pierdola Naoki. To poważna sprawa. Ktoś cię nachodzi I może zrobić ci krzywdę.-kiedy chłopak go rozpial, przytulił go do siebie mocniej.
-jesteś jesteś...nie musisz być ubrany jakoś wyszukanie.-zapewnił go idąc przez parking w stronę samochodu.-zajdziemy. Mamy tu kilka sklepów muzycznych. Zaprowadze cie do największego.
-cóż...jeśli 9 lat temu to sprawa nie jest jeszcze przedawniona. A to dobrze. Jeśli się postaramy za dwie sprawy może dostać dożywocie. Morderstwo i próba morderstwa.-powiedział przeglądając papiery.-to dość silne dowody. Nagranie z kamery, numer rejestracyjny i nagranie. Z tym musimy go tylko złapać i przesłuchać. Byli jacyś naoczni świadkowie?-wypytal go najpierw rzeczowo a potem uśmiechnął się jak dobry straszy brat.-a potem idź do swojego chło...przyjaciela do szpitala. Pewnie potrzebuje teraz wsparcia...o...to ten mały który po mnie zadzwonił żeby Ci pomóc.-zauważył po chwili.
-niespodzianka.-wyszczerzyl się i ucałował go delikatnie. Potem zaczął ubierać buty.-ale nie chce żebyśmy się spóźnili wiec...
-Naoki...ty jesteś dla mnie najważniejszy. Nie ma niczego ważniejszego od ciebie. Jeśli masz jakiś problem nie rozwiązuj go sam. Daj sobie pomóc. Nie chce żebyś znów był w niebezpieczeństwie. Poza tym powinieneś się wysypiac.-pogłaskał go po włosach.-nie możesz być pewny czy to uczeń.
-będę zawsze przy tobie skarbie.-zapewnił go I ucałował go w policzek.-możesz na mnie liczy a teraz wskakuj do samochodu.-poklepal go po ramieniu.
-cóż...tyle na razie nam wystarczy. Fajnie gdybyś przekazał bratu żeby się zjawił. Przesłuchamy go szybko.-powiedział I Zapisał coś w notatniku.-przypomni sobie tylko musisz przy nim być. Inaczej jak ma sobie przypomnieć?-uniósł lekko brew.-tylko na razie nie mów mu o waszej relacji.-puścił do niego oczko.-możesz go wystraszyć.
Jun wstał i nałożył Ryu jeszcze czapkę. Potem zaczął prowadzić wózek w stronę windy.-na dworze jest juz coraz zimniej...-zauważył spokojnie.
-nie bagatelizuj takich rzeczy. To może być cos poważnego. Mów mi o takich rzeczach. I nie tylko o takich. O wszystkim. Mniej lub bardziej ważnym.-Okryl go kocem.
-ciesze się.-uśmiechnął sie.-wiesz...jak byłem mały to bardzo lubiłem produkcję Disneya i...jak przyjechałem for Paryżato pierwsze co to zzaciągnąłem Marca tutaj.-zaśmiał się.
-zlapiemy go. Wiec nie rób głupot.-wstał i poklepal go po ramieniu.-możesz zostawić to nam.-dodał z uśmiechem i odprowadził go do drzwi. *** W szpitalu Yuji oglądał zdjęcia z telefonu brata. -a jutro przyniosę ci album. Jeśli ci to pomaga braciszku. -pomaga, dziękuję. Szkoda ze mój telefon jest rozwalony...tam pewnie było więcej moich zdjęć.
-nie miałem. Wszystkie lubiłem. Mialem je na płytach.-powiedział zerkajac na niego a potem na drogę.-a ty?
Um...-chłopak spojrzał trochę zaskoczony a na te wszystkie prezenty. A potem skierował wzrok na chłopaka. Dlugo tylko mu się przyglądał.-byłeś na naszych urodzinach, prawda? Widziałem u Shujiego na zdjęciach. Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi?-spytał uśmiechając się lekko.
-ok. Po prostu powiedz kiedy będziesz mial juz dość.-powiedział prowadząc go do samochodu.
-ech...no I co ja mam z tobą zrobić gluptasku? Same z tobą problemy...-wsunal na siebie bokserki I położył się obok niego.-mam nadzieję że tutaj cie nikt nie znajdzie.
-ja tez te wole. Ale nigdy nie miałem swojej ulubionej. Nadal lubię chodzić do kina na nowe produkcje.-zatrzymał się na światłach i ucałował go w policzek.-zawsze mnie rozbawialy.
-rozumiem...wiec mam nadzieje ze w końcu sobie przypomnę... -na pewno Yuji. Przecież już idzie lepiej. Jutro też przyjdziemy. Pomożemy Ci odzyskać pamięć. -ale...nie będę już mógł walczyć. Kendo odpada w moim aktualnym stanie... -lekarz powiedział ze to odwracalne...spokojnie braciszku.-złapał go za rękę i odwrócił się do Kazuo.-pójdę I potem. Tym porozmawiamy.
-wiem wiem...i pewnie nie raz tak z nim pójdziemy.-Takano ruszył i juz po chwili parkował pod restauracją.-ale na razie idziemy jeść.
Chłopak potrzebował chwili żeby się uspokoić i odpowiedzieć. Czuł że kendo było czymś w czym był dobry i nie chciał z tego rezygnować. -um...dobrze. Ale więcej nie przynoś mi misiów. Jestem chłopcem, wiesz?
Jun zaparkował jakiś czas później i posadził chłopaka na wózku. -ok. Teraz już musisz zamknąć oczy.-polecił mu i zaczął prowadzić wózek kiedy w końcu się zatrzymał nachylił się do ucha chłopaka.-ok...już jesteśmy.-powiedział wskazując ręką na teatr.
-to dobrze. więc teraz jakiś czas mieszkasz u mnie. Byłem u ciebie po rzeczy, rozłożyłem też ukryte kamery.
-tuliliśmy się cały dzień.-zauważył prowadząc go do restauracji. Kiedy zajęli stolik i otrzymali menu uśmiechnął się do niego.-wybierz co chcesz. i pytaj jakbyś nie był pewny.
Yuji zacisnął tylko ręce w pięści i nic nie odpowiedział. Po rozmowie z bratem jego mózg zdawał sobie sprawę z tego ile na prawdę ma lat. -on jest taki zawsze?-spytał brata.
-cóż...pewnie z marmuru. Nie znam się.-wzruszył ramionami.-tutaj nie. Ale moja znajoma miała tutaj praktyki...lubiłem tutaj przychodzić.
-czekoladki by wystarczyły.-burknął.-no i tak szybko wyszedł. Spieszył się gdzieś? Nie mieliście iść razem? Lepiej też już idź. Jestem zmęczony.-powiedział zamykając oczy.
-nie wiem. Nie byliśmy ze sobą blisko.-wzruszył ramionami.-nie pytaj mnie o takie rzeczy bo na prawdę nie wiem.
-ok...papa.-powiedział i zasnął. Shuji wyszedł na zewnątrz i klepnął Kazuo w ramię. -już jest lepiej...przypomina sobie i jest spokojny. To najważniejsze. Nie panikuje ale to chyba dzięki temu że ma mnie. Wie że może mi ufać. No i...traktuj go normalnie...nie jak dzieciaka. Usłyszałeś jak mówił że ma osiem lat? Bo wiesz...wtedy jeszcze mieliśmy rodziców. Myślę że cofnął się aż tak bardzo bo ten wypadek jest bardzo podobny. W sensi...wtedy obaj staliśmy na balkonie i machaliśmy tacie.-wyjaśnił.
-oj nie o nic...ale nie o moich znajomych.-zaśmiał się.
-cóż...od siostry tak ale raczej nie od przyjaciela.-powiedział klepiąc go po ramieniu.-na razie musimy spokojnie mu pomagać...i cieszyć się że nie panikuje.
-ciesze się że ci smakuje.-powiedział jedząc swoją porcję.
-nie za duże na ciebie te moje spodnie.-zaśmiał się obejmując go delikatnie. -to co z tą sprawą? -a...Naokiego ktoś nachodzi. Ostatnio miał pzrebute koła w samochodzie. Założyłem kamery i zabrałem jego rzeczy tutaj.
-dobrze, dobrze...zrozumiałem skarbie.-zaśmiał się.-cieszę się że danie główne ci smakuje.
-w końcu sobie przypomni Kazuo. Nie możemy mu mówić bo może się wystraszyć i cię znienawidzić a to nie byłoby dobre. Na razie bądź jego przyjacielem.-powiedział idac za nim w stronę komisariatu.
-mhm...było na prawdę fajnie. Teraz pójdziemy na mały deserek a potem wrócimy. Taka randka może być?
-zastraszania nie można ignorować...rozumiem Hirokiego.-odpowiedział Yasu i spuścił głowę. -wiesz Nao-chan...-zaczął Hiroki czując się w obowiązku wyjaśnienia swojemu chłopakowi dlaczego tak reagują.-kiedyś zbagatelizowaliśmy podobną sprawę i...skończyło się katastrofą. Nigdy więcej nie zignorujemy czegoś takiego.
-mmm dziękuję kochanie. Chwila odpoczynku, co? Dobrze że deser przynoszą po przerwie więc możemy spokojnie porozmawiać.-powiedział łapiąc go za rękę ponad stołem.
-ale ja jestem pewny że sobie przypomni. Sam widziałem że sobie przypomina. Tylko...ech...nie czuje nóg. W ogóle.-westchnął ciężko.
-cieszę się. Staram się pokazać ci jak wiele mogę...jutro opuszczamy Paryż i kierujemy się dalej. Najpierw wykorzystamy bilety do winnego kurortu które dostaliśmy od mojego brata. Spędzimy tam jedną noc. A potem powoli będziemy się kierować w dół. Będzie rejs statkiem na wyspę a potem...to tak wgłąb zatoki biskajskiej. A potem lot do Australii i ty przejmujesz pałeczkę.
-nic nie rozumiesz.-Shuji pokręcił głową.-jego marzeniem od dziecka jest zostać kardiochirurgiem. Bez pełnej sprawności fizycznej to nie możliwe.-powiedział rozumiejąc jak bratu jest teraz ciężko.
-mhm...no to przecież ci powiedziałem że będziemy na nią płynąć. jachtem.-powiedział spokojnie..-będzie wszystko. Tak jak obiecałem.
-znam go wystarczająco długo żeby wiedzieć że się nie pozbiera.-powiedział tonem mówiącym że nie chce więcej o tym rozmawiać.-będe wierzył. I pomogę jak mogę.-dodał i wszedł na komisariat.
-mhmmm...weekend na wyspie. Będziemy się tam lenić.-powiedział wesoło.
Hiroki wyjrzał zza drzwi i szybkim krokiem do nich podszedł. Trzepnął podwładnego przez łeb. -ile razy mam ci jeszcze powtórzyć żebyś zrozumiał? NICZEGO NIE BAGATELIZUJ.-powiedział głośno i wyraźnie.-Wchodźcie. Na spokojnie spiszę twoje zeznania i jesteście wolni.
-oj będzie fajnie. Zobaczysz. Przecież wiesz ze nie robie nic czego nie chcesz.-wywrocil oczyma -trochę się pobawimy, trochę polenimy, poplywamy i pójdziemy na spacer. Będzie fajnie.
-jeśli tak chcesz.-Shuji machnął ręką i wszedł do środka. Złożył zeznania I wyszedł. *** Tydzień później Yuji odzyskał całkiem sporą część wspomnień. Do świąt zostały zaledwie cztery dni a on wiedział ze nie będzie mógł wyjść.
-jak mocno?-spytał calując go w policzek.-pokażesz mi jak mocno?
-masz zamiar się tak ze mnie nabijać?-spytał patrząc na niego trochę zły.-notatki? Aaaa...o tak. Jesteśmy razem w klasie. Pierwszy raz nie jestem z Shujim.-mruknął bardziej do siebie.
-tak? No to już nie mogę się doczekać.-powiedział delikatnie trzymając jego dłoń. Ucałował go w policzek i uśmiechnął się do kelnerki która przyniosła ich deser.
-wiem. Tak też zrobię. Ale martwię się o niego. Dobrze by też było gdyby ktoś z naszych, podobnej postury do Naokiego i w przebraniu poszedł do jego mieszkania.
-zawsze skarbie. Przecież wiesz. Zawsze.-pogłaskał go łagodnie po policzku.-zawsze będe cię kochał i cierpliwie czekał.
Yuji wziął go drżącą rękę. Poczuł łzy na policzkach i zaczął je szybko wycierać. -are? Dlaczego?-zamrugał zaskoczony.-Jedliśmy go często? Nie...nic nie mów. Nie odpowiadaj. Sam...sam sobie przypomnę...-powiedział zamykając oczy. Wziął gryz chlebka.-zawsze go jadłeś a ja ci mówiłem żebyś zjadł coś porządnego, prawda?
-mhm. To dobrze.-zaśmiał się wesoło.-I wiesz że zawsze zrobię ci ich ile chcesz.
-na razie przyniosłem tu jego rzeczy. Ale nie wiem czy się zgodzi na wspólne mieszkanie. No wiesz...to nie tak że jesteśmy długo parą. Ja bym się cieszył. Bo miałbym go chociaż chwile dziennie.
-bardzo, bardzo?-spytał wesoło i przytulił go mocno.-nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham.
Uśmiechnął się ciesząc się że to pamięta. -um...dziękuję ale myślę że się pouczę. Pewnie ma wielkie tyły...-powiedział trochę smutny. Wiedział że przepadło mu stypendium.-Um..Kazuo? Przepraszam że wciąż ledwo cię pamiętam...
-ciesze się że tak uważasz.-powiedział jedząc spokojnie swój deser.
-wiem.-powiedział i od razu przytulił chłopaka.-i wiesz co Yasu? On gotuje o wiele lepiej niż moja eks. Jest niesamowity. Robi mi obiadki i śniadania...
-jak bardzo?-spytał nadal wesoło tuląc go do siebie. Wziął łyk czekolady i spojrzał na niego.
-um no tak...jesteś dobry z matmy, nie?-uśmiechnął się i wrócił do chlebka.-ale to nadal za mało...-zaczął i przerwał im jego lekarz prowadzący który właśnie wszedł. -jak się czujesz Yuji? -troszkę lepiej. Pamięć wraca ale nogi... -wiem. Dlatego właśnie idziemy na badania.-powiedział z uśmiechem.-Jeszcze trochę i damy cię na wózek.
-wiem. Ufam ci mój ukochany krytyku.-powiedział wesoło i skończył swój mus.-dzisiaj wypróbujemy basen czy nie czujesz się na siłach po tych atrakcjach?
-jadłęm to co zrobiłeś Naoki.-odezwał się Yasu bo ostatnio podjadł trochę bento Hirokiego.-to było o niebo lepsze od tego co robiła jego była. -tamtego nie chciałby zjeść nawet psy.-dodał Hiroki.
-ał...-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.-ok. po tym już do domku. Mam nadzieję ze podobała ci się randka.
Ułożył swoje włosy i skinął głową. Lekarz zabrał go na badania. *** Yuji obudził się o 3 w nocy wybudzony ze snu. Czuł że część jego wspomnień znowu wrócił. Chwycił telefon który dostał od brata. Napisał wiadomość do Kazuo a jego palec zawisł nad przyciskiem wysyłania. Spojrzał na tekst. 'Kocham cię. To prawda? Jesteśmy parą?' Pokręcił głową. Nie mógł w to uwierzyć. Tak mówiła mu głowa. Że to niemożliwe. Nie pamiętał nawet nic konkretnego. Zmazał wiadomość i napisał nową. 'Miałem głupi sen...nie pomyśl o mnie źle ale...czy my jesteśmy parą?' Zamknął oczy i wysłał wiadomość.
-mhm...na drobny spacerek. Akurat na dojście do samochodu.-powiedział głaszcząc go po włosach.
Yuji westchnął cicho i odpisał. 'wiedziałem że źle o mnie pomyślisz, wiedziałem że to głupie i bez sensu. Jak coś takiego mogłoby być prawdą? Wymyślam bzdury, prawda? W ogóle nie powinienem pisać...'. Odpowiedział i opadł na poduszki. Jak mógł mieć więcej pewności.
-nigdy się nie zgubimy kochanie.-uśmiechnął się i wyszedł z restauracji. Poprowadził go spokojnie do sklepu muzycznego. Wprowadził go do środka.-proszę skarbie.
Yuji bardzo długo milczał jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. -Nie wiem czy stać mnie na więcej pewności. Czasem nie wiem czy coś jest prawdą czy po prostu to sobie wymyślam. Czuję się zagubiony...Nie wiesz jak to jest nie rozpoznawać wokół siebie praktycznie nikogo. Ja nadal pamiętam cię jak przez mgłę. Więcej...ale nadal jak przez mgłę. Ale czuję jakbyś był mi bliższy. Nie jak przyjaciel...bliższy. I ja...ja zupełnie tego nie rozumiem.-wyszeptał.
-nie masz za co mnie przepraszać. Ciesze się ze dobrze się bawisz z znalazłeś sobie wiele rzeczy.-ucałował go w policzek.-idziemy zapłacić i do hotelu.
-chan?-spytał zaskoczony i pokręcił głową.-chce wiedzieć teraz..chce to zrozumieć...swoje uczucia.-wyszeptał cicho.-a ty nie chcesz mi pomóc...
-ok kochanie. Wiesz ze możesz liczyć na moja pomoc.-powiedział z uśmiechem i zaczął pchać wózek.-i jeszcze po drodze do sklepu.-powiedział kiedy spokojnie doszli do samochodu. Pomógł chłopakowi wyjść i schował wózek.
-serio? Czemu? To przecież zbędne.-zaśmiał się.-nie spodoba ci się...
Takano spokojnie doprowadził ich do hotelu. -brawo skarbie.-ucałował go namiętnie.
-serio? Gratuluję. Wyspij się I uważaj na siebie.-powiedział cicho.-napisze do ciebie jak będę bardziej pewny. Tak jak tego chcesz.-powiedział jeszcze I się rozlaczyl.
-anie przez chwilę nie wątpiłem.-zaśmiał się idąc do windy.-świetnie sobie poradziłeś i już się nie boisz. Ciesze się. Na prawdę.-powiedział wchodząc do windy. Wcisnął guzik z numerem ich piętra.
Następnego dnia Yuji spotkał się ze swoim bratem. Dzięki wspólnym rozmowom pamiętał coraz więcej. Jedynie ostatnie 2 lata trochę mu się rozmazywały. -Shuji? Ja...ostatnio bardzo dziwnie się czuję. Powiedz mi szczerze...co mnie łączyło z Kazuo?
-jasne że może. Tylko uważaj na siebie. Tylko o to proszę.-powiedział z uśmiechem. Po drodze zajechał jeszcze do sklepu gdzie kupili czekoladki i lody. Potem pojechali prosto do domu.
-no tak...-zgodził się Hiroki. -Naoki? kiedy masz urodziny?-spytał wesoło Yasu.
-mhm...ale to i tak dużo skarnie, wiesz? I jestem z ciebie bardzo dumny.-powiedział poprawiając go sobie na plecach.-Póki co będzie ze mną obok.-zapewnił go i wyszedł z windy kiedy ta zatrzymała się na ich piętrze.
-jesteście okropni wiesz? Kopnąłbym cię gdybym mógł. Dlaczego nie chcecie mi powiedzieć? Ja tylko...ja tylko chcę się upewnić...
-ciesze się że lepiej ci się prowadzi.-zaśmiał się i postawił go żeby otworzyć drzwi. Wpuścił go pierwszego.
-nic mi nie powiedziałeś.-burknął chłopak.-chciałbym pamiętać.-dodał bardziej do siebie.-Ne Shuji...ale na prawdę nie musicie dla mnie siedzieć w święta w szpitalu...Ty masz Kentę, nie?
-wiem wiem...teraz tylko oby były rzadziej.-poklepał go po ramieniu.-wyszła. Było miło i Ryu się podobało. Cieszę się że go tam zabrałem.
-Słuchaj Naoki...nam wystarczy że sprawiasz że ten ponurak się uśmiecha. Serio. A prezent pewnie będzie przy pomocy Hirokiego.-puścił oczko do przyjaciela.
-serio? A byłem pewny ze jeśli o to chodzi to jesteś bardziej doświadczony niż ja. Ale cóż...w takim razie będziemy kwita. Ja o'er wszy raz z tobą robiłem to w toalecie.-powiedział obejmując go I całując go namiętnie.
-ale...ale przecież mamy maszynkę do gotowania ryżu.-wymamrotal.-pamiętam ze ja mamy. Nie popsules jej, prawda? Shuji...
-Wiem wiem...nie przeszkadza mi to. Mogę się nim zajmować ile będzie potrzeba. I jestem pewny ze masz tak samo.-zaśmiał się Jun i zaczął w końcu wypakowywac ich zakupy.
Hiroki poszedł z nim i na zewnątrz złapał go za rękę. -pamiętaj ze masz teraz prywatna ochronę.-zasmiał się.
-mhm...no tak.-przytaknal I pocałował go namiętnie nie chcąc juz rozmawiać o ich byłych. To w ogóle nie było ważne. Dłońmi zaczal bawić się jego sutkami.
-a...a...Shuji! To była moja maszynka do gotowania ryżu...i mój czajnik...i moje garnki..zostaw moja kuchnie w spokoju! Idź jeść do Kenty i juz nie probuj spalić domu.-wymamrotal.
-wiem skarbie...wiem.-Szepnął Takano i wsunął dłoń za gumkę bokserek chłopaka. Starał się masować go trochę szybciej. Ustami zszedł niżej i zaczął ssać jego lewy sutek.
-na policji?-spytał łapiąc go za rękę.-mój Kazuo?-spojrzał na niego wyczekująco.
Jun uśmiechnął się tylko na ten widok. Wziął łyk herbaty i też poczęstował się ciastkiem.
-coś może ci się stać, Naoki. Powiedziałem ci już. Sprawa została przyjęta. Yasu wie i jutro pewnie zrobimy u mnie naradę, ustalimy co robimy i szybko to załatwimy.
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 801 – 1000 z 4687 Nowsze› Najnowsze»-Ryu...przestań już proszę. Odpowiedziałem na twoje pytanie. Innych odpowiedzi po protu nie ma.
-Oczywiście że zabolało. Nie mogłem się ruszyć.-mimo wszytsko uśmiechnął się lekko.-ale już ok. Więc się nie martw.
-ech...Ryu proszę. Ja na prawdę nie wiem.
-Już dobrze Nao-chan.-położył się do łożka robiąc mu miejsce.
-dobrze, nie mów. Ja sam coś wymyślę. Już nawet wiem co.-pokazał mu język.
-ty też. Wskakuj.-ponaglił go patrząc na niego uważnie.
-ugh...ale ja na prawdę nic innego nie chcę.-wywrócił oczyma.-mam wymyślać coś na siłe?
-ej ja mu tłumaczyłem wszystkie guziki, ok? Sam o nie pytał to mu wyjaśniłem. Poza tym sam wiesz jak nudno jest na tych patrolach nie sądziłem że będzie aż tyle kłopotów.
-ale ja nie wiem, Ryu.-powiedział trochę już zirytowany.-nie wiem. Więc daj już spokój. Nie chcę się z tobą kłócić ani się na ciebie złościć.
-musisz więc zebrać zeznania Naokiego. To nie on pierwszy strzelił. Możesz sprawdzić na kamerach w radiowozie.-powiedział spokojnie.-No i...wiem jak długo ich szukaliśmy ale Naoki...on już nie...
-to ty drążysz temat Ryu. Odpowiedziałem ci...i powiedziałem że na prawdę nie mam jak ci podpowiedzieć bo sam nie wiem. A ty dalej drążysz. -wywrócił oczyma.
Hiroki zagryzł zęby i spojrzał na niego wściekle.
-Jeśli mu nie ufasz to zaufaj mi. Bo ja mu ufam. Nie strzeliłby pierwszy. Bo niby po co? Zastanów się Yasu. Był tak spanikowany że nie potrafił poprawnie wezwać pomocy. Poza tym kurwa...wszystko możesz zobaczyć na nagraniach z radiowozu. Co w ciebie wstąpiło Yasu? Jeszcze niedawno cieszyłeś się że kogoś mam.
-wolałem odpowiedzieć szczerze.-wzruszył ramionami.-Ryu...serio nie wiem. Nie mam pojęcia. Nawet jak się zastanowię to raczej na nic nie wpadne. Jeśli przez przypadek coś mi wpadnie to na pewno ci powiem ale poza tym...nie mam pojęcia.
-Uspokój się. Idę o zakład że to nie było tak. Ty po swoim pierwszym strzale też tamowałeś gościowi krwawienie. Sam widzisz że nie byłem w aż tak złym stanie. Wyluzuj.-westchnął.-Nie będe ci przeszkadzał o ile nie wsadzisz mi faceta za kratki. Nawet ci pomogę...Jeśli poproszę to może Naoki też pomoże. To by go uchroniło nie? Byłby jako świadek.
-ech nie wiem co chcę więc nie mam jak listy zrobić.-wywrócił oczyma.-Koniec tematu Ryu. Lepiej mi powiedz na jakie jeszcze japońskie pyszności masz ochotę.
-Yasu...on nie chciał nikogo zabić. Jestem pewny że gdybym był w gorszym stanie to by się mną zajął. Ale nie byłem.-wywrócił oczyma.-Będziesz. Wiem że będziesz bo wiesz że bym nie zniósł gdyby go zamknęli...a wiesz że mogą mnie odsunąć od sprawy. Chociaż prawnie nie mają powodów.
-skoro wszytsko dostałeś...to dzisiaj zjemy zwykłe tosty.-wzruszył ramionami i ucałował go w policzek.-nie dam się złapać skarbie.
-też cie kocham.-zaśmiał się machając jeszcze do przyjaciela. Położył się na boku i objął Naokiego. Zamknął oczy próbując zasnąć.
-ok idziemy.-uśmiechnął sie I zapłacił. Potem wstał mi zaczął prowadzić wózek do wyjścia.
Hiroki obudził się gwałtownie siadając. Odgadnal włosy z oczu i wziął głęboki wdech.
-to tylko koszmar. Nic się nie stało.-powiedział do wchodzących pielęgniarek. Położył dłoń na głowie chłopaka kiedy te wyszły.-to nic. tylko zły sen. Wracaj do łóżka...chce cię przytulić...
-hej.-Jun skinął głową. Nie wiedział jak powinien się zachować.
-ze zamknęli cie...-westchnął cicho i objął go delikatnie.-nie chce cię stracić.
-tylko bądź ostrożny. Twój brat mnie zabije jeśli coś ci się stanie.-powiedział jeszcze za nim i zwrócił się do mężczyzny.-Coś Pana sprowadza w te okolice?-spytał z pewną dozą wrodzonej japońskiej grzeczności.
-wiem ale...martwię się że Yasu nie postara się dostatecznie.-mruknął.-poczekaj...daj się jeszcze zbadać lekarzom i zmienić sobie opatrunki, ok?
-aaaaa...-uśmiechnął się.-to młodszy brat mojego przyjaciela. Przyjechaliśmy tutaj razem. Oddał go chwilowo pod moją opiekę. Właśnie wyszedł ze szpitala i miał ochotę na spacer więc wyszliśmy razem.-wyjaśnił.
-no dobrze. Uważaj na siebie, Mimo wszystko wolałbym żeby Yasu cię odwiózł...
-jasne już.-uśmiechnął się i zaczął prowadzić wózek.-Kryzys zażegnany, nic nie podejrzewa. Nie musiałem odchodzić.-powiedział z uśmiechem.-tylko kiedyś będę się z nim musiał wybrać na piwo...-westchnął ciężko.
-to nie tak że cię nie lubi...na prawde. Zezłościł się tylko trochę bo nie zajmowałeś się mną tylko tamtym gościem. Ale to na prawdę nic.
-Wiem Ryu wiem...-pokiwał głową.-a właśnie...możesz Marca zaprosić do nas za niedługo. Może akurat wtedy jak ja pójdę i nie będe wam przeszkadzał.
-nie zrobiłeś nic źle Naoki. On był w gorszym stanie niż ja. Nie chciałeś nikogo zabić.-pogłaskał go po policzku.-ja nie jestem zły.
-wiem że mogę...ale pomyślałem ze wolałbyś pogadać z przyjacielem w cztery oczy.-zaśmiał się i oddał mu swój szalik i rękawiczki.-już wracamy.
-wiem że mnie kochasz. Dlatego nie jestem zły. Nie jestem też zły bo ci ufam. Wiem że już nie bierzesz udziału w wyścigach i jesteś grzeczny.
-oj wiem Ryu wiem...spokojnie.-zaśmiał się cicho i wjechał do ich budynku a potem prostu do windy.-wiem. dziękuję za spacerek.-ucałowął go w policzek.
-cóż...to niestety niemożliwe.-pokazał mu język.-na razie będzie aż nadto adrenaliny...Będzie trzeba uważać żeby ciebie też nie zamknęli.
-było.-zgodził się i ucałowął go w policzek.-zdrzemnij się jeśli jesteś zmęczony.-powiedział okrywając go dokładnie kocykiem.
-uważaj na siebie.-powiedział jeszcze i przymknął oczy.
-mhm no dobrze.-zgodził sie i poszedł do kuchni. Szybko przyniósł mu herbatkę i usiadł na fotelu.
Hiroki został wypisany po południu bo już czuł się dobrze. Pojechał więc po Naokiego.
JUn uśmiechnął się lekko i zajął się pracą ciesząc się obecnością chłopaka.
-Przecież ci mówiłem że nic mi nie jest.-zaśmiał się unisząc koszulkę żeby pokazać że nie ma nawet opatrunku.-ale tobie jest. Powinieneś jechać do szpitala.
Jun rozczulił się na ten widok. Wstał i podniósł książkę. Zdjął też chłopakowi okulary i okrył go kocykiem. Wtedy wrócił na swoje miejsce.
-z dużo, ha..? Ja tak nie uważam Naoki. Ale jeśli chcesz się ode mnie odsunąć bo odkąd zaczęliśmy się spotykać zostałeś kilka razy postrzelony...to zrozumiem.-powiedział wzdychając ciężko.-Nie oznacza to że będę szczęśliwy...ale zrozumiem.
-spałeś tak słodko i spokojnie że nie chcieliśmy cię budzić. Musiałeś mieć na prawdę fajny sen.-powiedział z uśmiechem Jun.
W odpowiedzi pomachał mu przed oczyma parą kluczy.
-kwadratowy od drzwi na dole a okrągły od mieszkania.-powiedział.-Nie jesteś utrapieniem. Dobrze mi się śpi z tobą i...nie mogę pracować kiedy się martwię. A kiedy jesteś u mnie to wiem że nawet jeśli przyjdę później to ty będziesz tam bezpieczny.
-więc póki co jesteśmy sami.-powiedział i podsunął tosty bliżej chłopaka.-a my jutro pójdziemy randkować.-dodał głaszcząc go po policzku.-tylko musimy uważać bo jak dzisiaj zauważyliśmy wszędzie możemy się natknąć na profesorów...
-powinniśmy. Wyglądasz jakbyś miał paść tu i teraz. Noga pewnie nie daje ci spokoju.
-wcale nie robię.-wywrócił oczyma.-ale jesteś moją wymówką.-zaśmiał się.-na prawdę nie chcę żeby nas przyłapali.
-mowy nie ma. Jedziemy do szpitala.-powiedział ruszając.
-wolisz żeby nas przyłapali i żebyśmy mieli kłopoty? Przecież by mnie zamknęli...-mruknął wywracając oczyma.
-trudno. Jedziemy do szpitala. Skoro spuchła to coś może się stać. Lepiej pojechać. Zaufaj mi Naoki...ja tobie ufam.-powiedział jadąc w stronę miasta.
-zdecydowanie wolałbym żeby mnie nigdzie nie zamykali.-wywrocil oczyma.-wiec zostałeś moja wymówka. Po prostu mowie ze razem z Ryu przyjechaliśmy tutaj razem i ze Ryu jest młodszym bratem mojego przyjaciela. No i ze oddales go chwilowo pod moją opiekę. Wierzą i nie wnikają.
Lekarz na początku obejrzał nogę i westchnął.
-nie powinien pan chodzić.-skomentował.-na szczęście nie wdalo się żadne zakażenie. Posmarujemy maścią I zmienimy opatrunek. I na prawdę proszę nie chodzić.
-zrobię kakao.-Jun wstał z uśmiechem. Zebrał naczynia i poszedł do kuchni. Wrócił po chwili z trzema kubkami kakao z bita śmietaną.
Jutro sobota. Proszę leżeć i nie chodzić za dużo.-powiedzieli zakładając opatrunki.
-sprawdzę.-zmierzwił mu włosy.-i wszystkich pozdrowię. I dzisiaj spędzimy razem czas.-powiedział wesoło.
Hiroki skinął głową i wziął chłopaka na barana.-idziemy. Dzisiaj cię będe nosił. i Nie marudź. Mi nic nie jest.
-wiem Ryu...ale za pół roku się zobaczymy.-powiedział tuląc go do siebie.-Poza tym...w razie czego zawsze możesz do mnie zadzwonić.
-no jasne Naoki. Tylko masz postrzeloną stopę. I rękę. Nie udawaj.-wywrócił oczyma.
-wiem. Ale niestety już muszę wracać. I tak miałem wracać wcześniej...ale wyszło jak wyszło. Cieszę się że znaleźliśmy dawcę.
Hiroki westchnął zastanawiając się czym powinien mu mówić czy lepiej nie.
-chodzi o to że już od jakiegoś czasu próbujemy ich zamknąć...sprawa nielegalnych wyścigów już trochę się ciągnie ale nadal nie możemy ich złapać.
-teraz na pewno nie. Przecież jest 100% zgodności. Mowy nie ma żebyś to odrzucił.-uśmiechnął się wesoło.-Chwilę jeszcze będziesz osłabiony. Ale teraz będzie tylko lepiej braciszku.
-cóż...to nie do końca tylko twoja wina. Ale nie przeczę że skoro brałeś w nich udział to trochę twoja jest.-mruknął.-no i...jakby cie zamknęli to na wystarczająco długo żebym umarł z tęsknoty.
-nie będziesz. Mowy nie ma żebyś był.-pstryknął go w nos.-Nawet tak nie myśl.
-ja ciebie też.-odparł spokojnie po czym posadził go na siedzeniu pasażera.
-na razie to normalne Ryu...dopiero co wyszedłeś e szpitala. Musisz odzyskać siły.-powiedział spokojnie.-no...może kiedyś.
-cóż...możemy powiedzieć że to on podał nam miejsce i wtedy byłby chroniony tak jak ty...a jak to nie wyjdzie to jego młody wiek i wszytsko inne będzie działać łagodząco. Maksymalnie rok w zawieszeniu.-powiedział spokojnie.-postaram się, ok? Dziękuję.-ucałował go w policzek.
-nie wiem braciszku.-odpowiedział szczerze.-nie ma żadnej średniej ani nic. Wszystko zależy od ciebie.
-lepiej tego nie rób Naoki...zaufaj mi. Jak pojedziesz nie będę mógł cię wyciągnąć. Nie będzie argumentu że już tego nie robisz ze jesteś informatorem.
-dlaczego zaraz nigdy? Tego przecież nie powiedziałem.-wywrócił oczyma.-nie bądź takim pesymistą. Zobaczysz wszystko się ułoży.-zmierzwił mu włosy.
-wtedy będziemy mieli argument skarbie. Mam nadzieję ze jednak będzie to zbędne...i wszystko pójdzie gładko...co prawda nie chcę cię mieszać w kolejną akcję...
-tak po prostu Ryu...tak po prostu. Po przecież teraz się układa, nie? I masz spotkania z Chrisem i wszystko wychodzi na prostą. Już będzie dobrze. Musi.
-ech...wolałbym żebyś był bezpieczny.-powiedział wzdychając ciężko.-no niestety skarbie...
-ale teraz nie będzie więc już przestań tak myśleć. Będzie dobrze. I na tym się skup.-wywrócił oczyma.
-to nie jest normalne Naoki.-westchnął parkując pod swoim blokiem.-zaraz zadzonię do Yasu i mu wszytsko przekażę.
[ano...gomen. Jutro pierwszy kolos więc dzisiaj już mnie pewnie nie będzie]
[100 kanji + 500 złożeń...oh well XD a części nie umiem...XD a nie chcę ściągać :P]
-oooo ja ciebie też.-przytulił go do siebie.-Jesteś młody. Myśl pozytywnie. A nie jak jakiś stary dziad.
-ech...na razie praktycznie w ogóle nie jesteś bezpieczny...nie podoba mi się to.-mruknął idąc w stronę swojego mieszkania.
[no...był łatwiejszy niż myślałam ^^ chyba to 70% na zaliczenie będzie]
[fiszki, fiszki i kucie XD a i tak wszystkiego nie pamiętam...na te z wieloma czytaniami miałam zgape >/////<]
-jasne skarbie.-odpowiedział do tej pory cicho siedzący Jun. Wstał i poszedł do kuchni zrobić kakao.-proszę. Jeśli będziesz czegoś potrzebował to mów.-powiedział i wrócił do grzebania w laptopie.
-ale to nie tak powinno być.-wywrócił oczyma.-Mam nadzieję że to się w końcu zmieni.
[znaczy...ja siedzę po 5 godzin dziennie...dzisiaj mam przerwę dla mózgu po kolosie i rysuje]
-jasne że tak głuptasie. Jak Jun ci zajdzie za skórę to dzwoń nawet w srodku nocy.-zaśmiał się wesoło.
-mam nadzieję.-powiedział i postawił go na ziemi kiedy stanęli przed drzwiami do mieszkania.
[właśnie robię...ale tak normalnie to nie mam czasu na przerwy XD to jest japka. to normalna]
Jun wywrócił oczyma a Kei zaśmiał się wesoło.
-potulę ale na razie leż grzecznie i daj nodze odpocząć głuptasie. Nieźle ją dzisiaj nadwyrężyłeś.-wywrócił oczyma i poszedł do kuchni zrobić im coś do picia.
[Cóż ja nie bardzo mam wbor XD jak ni będę tyle siedzieć to nie zdam XD]
-jasne jasne...dzięki. jeśli coś się będzie działo to zadzwonię.-uśmiechnął sie lekko.-ale mam nadzieje ze juz będzie dobrze.-dodał.
Podał mu herbatę I objął go delikatnie.
-dzisiaj nigdzie nie chodź...będę cię nosił.
[na razie sama próbuję się nauczyć XD]
Jun uśmiechnął się lekko i już całkowicie skupił się na pracy na laptopie. Miał kilka rzeczy to załatwienia przed świętami.
-zaniosę.-pokazał mu język.-a tak poważnie to chociaż do drzwi cię zaniosę.-wyjaśnił.-i pieski też wyprowadzę. Ty masz dzisiaj nie chodzić głuptasie.
[no jeszcze nie wiem jak mi idzie bo przecież dopiero za dwa tygodnie wyniki...]
-już dawno skończyłem. Teraz szukam jakiegoś przytulnego domku w kanadzie żeby zabrać tam Ryu na weekend. Obiecałem mu Kanadę jak mieliśmy jechać tutaj.-powiedział z uśmiechem.
-głupek. O siebie się martw a nie. Jestem policjantem...jak znów zostanę postrzelony to nic...ale ty tak nie masz więc uważaj na siebie. Proszę.
-wiesz...wolałbym na nowy rok tak tylko we dwoje. Chcę mu takie coś na święta sprezentować, do wykorzystanie w nowy rok.-wyjaśnił pokazując mu kilka różnych ofert.
-Naoki...ale ja nie chcę żebyś musiał. Powinieneś byc bezpieczny...ale nie znów pakujesz się w kłopoty tym razem żebyśmy my mogli kogoś złapać.
-myślisz że się ucieszy?-spytał bo sam był coraz mniej pewny.-ta?-upewnił się przeglądając ją jeszcze raz.-też mi się spodobała bo w domku jest kominek.
-mogę na całe.-powiedział tulą go do siebie. Nie miał zamiaru puszczać go samemu.-ale twój tata nie wkurzy się bardziej kiedy z tobą pojadę?
-spokojnie...nie planuje jeszcze niczego takiego.-zapewnił go.-wiem że teraz byłoby o wiele za wcześnie. Chcę tylko spędzić z nim miło czas i może pozwiedzać. To wszystko. Ale spytam Chrisa.
-pojadę z tobą i zatrzymam się dwie noce w hotelu. Gdyby coś się stało to po prostu zadzwonisz.-zdecydował z uśmiechem.
-spokojnie nie jestem głupi. Nie chcę za szybko bo wiem że wtedy w ogóle nie ruszymy.-powiedział zapisując sobie wybrana ofertę.
-będe blisko więc w razie czego po prostu tam wpadnę z odznaką i kajdankami.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.
-w końcu to juz kolejny raz, nie? Nauczyłem się że muszę być cierpliwy.-westchnął.-Ja też się cieszę Kei. Teraz może być już tylko lepiej.-wyszczerzył się i uniósł kciuk w górę.
-innych opcji nie ma. Specjalnie znajdę jakiś hotel który będzie blisko.
-Jeju Kei...co w ciebie wstąpiło.?-zaśmiał się i poprosił swoje włosy.-dzięki. przy nim nie czuję się taki stary.-dodał wciąż się śmiejąc.-w koncu za rok stuknie mi 30...
-mhmmm...dlatego będę blisko.-powiedział tuląc go do siebie.
-oj o to się nie martw.-pokazał mu język.-i się nie śmiej bo przecież jesteśmy w tym samym wieku.
-dobrze Nao-chan. Ale nie zakładaj najgorszego. Będzie tam twój brat?
-no masz. A ja mam wspaniałego chłopaka.-pokazał mu język.-ktory mam nadzieje ze zrobi szumu wokół moich urodzon.
-no to wiesz...nie mógłby dopilnować żeby nic ci się nie stało.
-ech...na prawdę nie lubię takiego przypominania jak stary już jestem i o ile starszy nić on.-westchnął.-jasne że odwieziemy.-zapewnił go zaraz.
-wiem, ale przez pierwsze dwa dni nie będę mógł być tak blisko jakbym chciał więc...zagadaj do brata.
Jun zamknął laptopa i mocno przytulił do siebie chłopaka.
-Jasne że możesz skarbie. Już dobrze. Jestem przy tobie.
-poproś. Powinniście w końcu nawiązać lepszy kontakt. Obaj jesteście dorośli nie powinniście zachowywać się jak dzieci.
-Jestem cały twój.-zaczął go głaskać po włosach i plecach.-Więc już dobrze.
W końcu Hiroki mógł się z nim spotkać. Zajechał pod szkołę i postanowił tam na niego zaczekać. Chciał go zabrać na film i zjeść z nim kolację.
-mhm...Już dobrze. Jestem przy tobie.-ucałował go w policzek.-więc już spokojnie.-powiedział czując jak chłopak drży.
-ja też...-powiedział zaraz namiętnie go całując.-przepraszam że tak długo nie miałem dla ciebie czasu ale wiesz...ta sprawa z wyścigami...dopiero wczoraj w nocy ją zamknęliśmy. Cieszę się że już po wszystkim. Wiec dzisiaj zabieram cię do kina i na kolację.
-nie zadawaj takich głupich pytań. Jasne że możesz.-powiedział tuląc go do siebie.-ale zaraz idziemy spać, ok? Kei ma rano samolot i go odwozimy. Trzeba wcześnie wstać.
-nie powinien. Sprawa zamknięta...nas już ona nie dotyczy.-powiedział wzruszając ramionami.-więc jedziemy do miasta do kina.
-ja ciebie też kochanie...-powiedział tuląc go tak do siebie. Kiedy chłopak zasnął zaniósł go do sypialni. Potem wziął szybki prysznic i położył się obok niego. Pod osobną kołdrą żeby ten nie czuł się niekomfortowo.
-mmm...ja ciebie też. Dlatego przepraszam że nie mieliśmy się jak spotkać tyle czasu. Pewnie uczniowie dają ci w kość, nie? Jak ci minął dzień?
-hej skarbie. Już nic złego ci się nie śniło?-spytał Jun stawiając przed nim herbatę. Śniadanie było już na stole.
-oh...a czemu, tak? Przecież to raczej oczywiste że dorosły facet nie będzie zainteresowany w uczennicach. No...mówimy o normalnym facecie.-zaśmiał się i zaraz pokręcił głową.-N nic, grunt że wszystko się wyjaśniło. Szkoda tylko że już nie jest miło.
-mhm....to dobrze.-uśmiechnął się.-a ja nie mogę się doczekać kiedy w końcu to ty będziesz robił pyszne śniadanka.-dodał wesoło I po chwili również usiadł do stołu.
-mhmmm rozumiem. Trochę szkoda bo przecież miałeś miła atmosfere pracy.-westchnął cicho.-no ale nic na to ni poradzimy. Przynajmniej nie będą już do ciebie zarywać.
-nie spieszy się aż tak skarbie. Poczekam.-zapewnił go z uśmiechem. Postanowił już że spokojnie na wszystko poczeka.-na razie nie śpiesz się i zjedz śniadanie. Teraz już na wszystko mamy czas.
-i o to chodzi Nao-chan. Dzisiaj bawimy się razem.-uśmiechnął się i trochę przyspieszył. Szybko dojechali miasta i już po chwili parkowali pod kinem.
-to normalne. Pilnuj go wtedy tylko.-powiedział spokojnie Kei.-Jeśli chcesz zbadam go jeszcze przed wyjazdem.-dodał patrząc na Kokiego.
-wtedy musisz się pośpieszyć z jedzeniem.-pokazał mu język Jun.
-hmmm...ten.-wskazał na jeden z plakatów i wszedł z nim do kina. Zajęli swoje miejsca i jeszcze chwilę oglądali same reklamy.
-będzie dobrze Koki.-Jun poklepał go po ramieniu i wrócił do śniadania.-wczoraj byliście na randce, nie? Pewnie był to dla niego dzień pełen wrażeń. To normalne.
-dla mnie nie.-wywrócił oczyma i uśmiechnął się kiedy film w koncu się zaczął.
-wiem i doskonale cię rozumiem. Ja też się martwię o Ryu...ale wierzę że będzie dobrze.-jeszcze raz poklepał go po ramieniu po czym wstał żeby pozmywać.
-oglądać już.-zaśmiał się cicho. Złapał go za rękę i wrócił do oglądania filmu.
-nie ma tego dużo Ryu. Lepiej się ubierz do wyjścia.-powiedział zerkając na niego i zaraz wracając do mycia naczyń.
Hiroki instynktownie złapał go za rękę i przysunął bliżej siebie. Objął go ramieniem.
-Jeśli się boisz to po prostu się przytul.
-ech...no dobrze.-wywrócił oczyma i wrócił do zmywania.
Hiroki tylko pogłaskał go po włosach.
-chcesz wyjść? Przepraszam...Nawet cię nie spytałem jakie filmy lubisz.
Jun bez odpowiedzi ucałował delikatnie jego usta.
-taki buziak może być?-spytał wesoło.
-oj...w takim razie lepiej wyjdźmy. Nie chcę żebyś przeze mnie nie mógł spać.-powiedział tuląc go mocno do siebie.
Jun poszedł za nim po drodze jeszcze zgarniając Keia.
-Ryu? Co chcesz dzisiaj na obiad? Jak będziemy wracać to zrobimy zakupy.
-ech no dobrze...ale jakby coś to mów.-powiedział i skupił się na filmie.
-w sobote? Po co?-spytał zaskoczony.-mamy weekend skarbie.-powiedział wesoło.
Hiroki tulił go przez cały film a kiedy się skończył wstał i złapał go za rękę.
-Teraz pora na przepyszna kolację. Mam nadzieję że tym razem trafię.
-pozdrowię. Pokażę im zdjęcia i wyślę ci jakieś.-zapewnił go.-Dzwoń kiedy chcesz i baw się tutaj dobrze.
-mhm no dobrze.-powiedział obejmując go ramieniem. Nie chciał drążyć tego tematu. Zaprowadził go to jednej ze swoich ulubionych restauracji.-mają tu makarony z różnymi sosami.-wyjaśnił zajmując stolik.
-zadzwonię.-obiecał śmiejąc się cicho.
-Bo inaczej będziemy się martwić.-potwierdził Jun.
-zadzwonię żebyście się nie martwili.
-mój? meksykański. Ale w nim jest chyba sporo pieprzu...przepraszam tak się cieszyłem że o tym zapomniałem.-powiedział zerkając w kartę.
-nie zapomnę. Spokojnie braciszku.-Powiedział Kei a Jun usiadł za kierownicą. Spokojnie ruszył w stronę lotniska.
-mhm...cieszę się. Że ci się podoba.-złapał go za rekę ponad stołem.-Dzisiaj spędzimy razem tyle czasu ile tylko się da.
-jasne jasne.-zaśmiał się I ucałował go w policzek. Potem ruszył powoli do sklepu.-wiec dzisiaj curry. Pomożesz mi trochę?
-ciesze się ze ci smakuje. I oczywiście ze możesz zostać. Innych opcji nie ma.
-mhm...dziękuję skarbie.-Uśmiechnął sie I zaparkował pod sklepem.-wiec zakupy. Potem zrobimy obiad. Mamy dużo czasu.
Otworzył prezent i uśmiechnął się szczęśliwy.
-dziękuję. Ale z jakiej to okazji?
-hmmm...wiec może pokroimy owoce i dodamy czekolady i bitej śmietany. Może być?-spytał idąc do stoiska z owocami.
-dziękuję.-powiedział patrząc chwile na zdjęcie.-dziękuje. Zawsze będę go miał przy sobie.-powiedział z uśmiechem poczym wrocil do jedzenia.
-moje? Mandarynki wiec trochę ich weźmiemy.-powiedział pakujące trochę.-wiec jeszcze czekolada. I może coś do picia?
-ja ciebie tez kocham skarbie.-powiedział z uśmiechem. Cieszył się ze ta ich mala randka się udała.
-no dobrze więc weź więcej.-zasmiał się a potem poszli po tę czekoladę. Wziął wodę i sok q potem poszedł do kasy.-to na pewno wszytsko?-spytał po drodze.
-powtórzymy. Ale chciałbym czasem częściej...a nie po takiej długiej rozlace. Tęsknilem za tobą.
-ok. więc dorzucaj.-powiedział wykładając wszystko na taśmę.
-mhm...przepraszam za te czasem. Nic nie mogę na to poradzić Nao-chan.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-jasne. Odpocznij sobie.-powiedział kładąc mu na kolana zakupy. Zaczął prowadzić wózek do samochodu.-Zrób sobie nawet krótką drzemkę.
-ok, ok/-zaśmiał się.-jedz.-zmierzwił mu włosy i wrócił do jedzenia.
-oczywiście że tak. Dlatego porządnie odpocznij.-powiedział wesoło mierzwiąc mu włoski. smakował zakupy do bagażnika, pomógł Ryu wejść do samochodu a potem schował wózek.
-hmmm..zdzwonimy się jeszcze, ok? Wstępnie ok, ale jak coś nagle wypadnie do dam ci znać.
Jun uśmiechnął się lekko na ten widok. Kiedy dojechali nie chciał go budzić więc wziął go na ręcę. Postanowił że najpierw go zaniesie a potem wróci po wózek i zakupy.
-Przepraszam. Na prawdę mam dla ciebie mało czasu...-westchnął jeszcze po czym skończył swoją porcję.
Jun nie mógł powstrzymać uśmiechu. Kiedy jednak Ryu nie chciał go puścić westchnął ciężko.
-Ryu...puść mnie skarbie.-szepnął na prawdę nie chcąc go budzić.
-głupi...przecież masz alergię.-wywrócił oczyma-Nie rób tak więcej...nie chcę żeby coś ci się stało.
Jun okrył go kołdrą i poszedł po zakupy i wózek. Szybko był z powrotem i po tym jak wypakował zakupy zaszedł do sypialni żeby zobaczyć czy Ryu spokojnie śpi.
-To dobrze.-uśmiechnął się i już skończył jeść. Dopił wodę i przeciągnął się lekko.
-mhm. Zaniosłem cię. Nie chciałeś mnie puścić.-zaśmiał się siadając na brzegu łóżka.
-mhm. Chyba że chcesz jeszcze gdzieś zajść.-powiedział podchodząc do samochodu.
-nie masz za co przepraszać skarbie. To było słodkie.-ucałował go w odkryte czółko.-nie chciałem cie budzić...tak uroczo wyglądałeś.
-wiec do domu.-zgodził się otwierając samochód. Usiadł za kierownicą i poczekał aż Naoki zapnie pasy. Dopiero wtedy ruszył.
-oj...nie jesteś uroczy jak dziewczynka.-wywrócił oczyma.-Jesteś uroczy jak mój kochany chłopak.-dodał.-ale jeśli nie chcesz żebym mówił że jesteś uroczy to jak mam mówić?
-zjadam. Zawsze jest przepyszne.
-śpij skarbie.-ucałował go delikatnie.-Zostanę. Nawet chwilę poleżę z tobą.-powiedział kładąc się obok.-Chyba że nie chcesz...
-ważne żeby było pyszne. Zbyt wymyślnych kształtów nie wymyślaj bo Yasu zaczyna się śmiać że zazdrości mi tak utalentowanej żonki.
Jun obejmował gp bardzo delikatnie. Nie chciał żeby chłopak czół się niekomfortowo. Po dłuższej chwili wziął ksiażkę i zaczą ją spokojnie czytać.
-nie musisz być mistrzem. Ważne żeby było smaczne. Tyle mi na prawdę wystarczy.
-tutaj jestem.-powiedział bo przecież cały czas leżał obok niego na łóżku. Przytulił go delikatnie i posadził na wózku.-już dobrze. Coś się stało? Zły sen?
-mhm...ja dla ciebie też. Ale nie musisz jakiś kształtów tworzyć. Smak mi wystarczy.-powiedział idąc już w stronę mieszkania.
-mhm...wiec wyjdziemy na chwile na balkon.-powiedział otulajac go swoją bluza i sądząc go na wózku który następnie poprowadził w stronę balkonu.
-ale jeśli się dalej będą nabijać to przestanę je zabierać.-zazartowal wchodzwc do mieszkania.
-mój biedny kochany...-zaśmiał się trzymając go blisko siebie.-a oto nagroda dla odważnego.-powiedzial pokazując mu wielka figure smoka.
-no...masz rację byłby. I na ciebie i na mnie.-zgodził się spokojnie.-wiem...mieszkaliśmy tak jakiś czas.-powiedział.-jeślisensei się zgodzi...
-to dobrze skarbie. Wracamy do środka?-spytał głaszczac go po włosach.-często miewasz takie koszmary czy juz rzadziej?
-i ja ciebie tez.-powiedział I pocałował go namiętnie kiedy już zamknął drzwi.-
-można. Kupimy przy wyjściu.-obiecał mu z uśmiechem i objął go ramieniem.-ciesze się ze mimo wszystko ci się podoba.-ucałował go w policzek.
-Mam nadzieję że nic...ale zaraz. Jak to napad? Czemu nic o tym nie wiem? Kiedy to się stało?-spytał patrząc na niego uważnie.
-to dobrze. To znaczy ze jest coraz lepiej Ryu. Coraz lepiej.-uśmiechnął sie i położył go z powrotem do łóżka.-Zaraz zrobimy obiad a potem randka.
Hiroki całował go tak długo aż nie zabrakło mu powietrza. Uśmiechnął się lobuzersko.
-mhm to dobrze. Tutaj zaraz mamy wyjście.-powiedział wprowadzając go na zewnątrz gdzie zaraz obok stał sklepik z pamiątkami.-wybieraj.
-aaaaa....no I wszytsko staje się jasne. Dobrze ze nic mu się wtedy nie stalo.-popowiedział I wszedł do autobusu.
-no dobrze już dobrze.-zaśmiał się.-ale najpierw buziak.-powiedział pokazując na swoje usta.
-miałeś mi tego nie utrudniać.-zauważył unosząc brwi. Zastanowił się chwilę po czym wzruszył ramionami.-tak też możemy się pobawić. Dzisiaj oddam się w twone ręce.-zdecydował.
-juz juz skarbie...pan chce wyciągnąć więcej bo widzi że nie bardzo rozumiesz.-wywrocil oczyma I zaraz wszytsko sam załatwił wiec juz po chwili szli ze smokami do następnej atrakcji.
-musi. Nie mogę go stracić. Jest moja jedyna rodzina...wujka ciężko wliczac.-wzruszył ramionami i rozsiadl się wygodniej.-wiec musi z tego wyjść.
-wiec musi wyjść.-zaśmiał się cicho. Poprowadził wózek do kuchni i zabrał się za gotowanie.
Hiroki na początku spial się nieco. Zaczął masować męskość partnera. Początkowo przez materiał spodni by po chwili zabrać się za ich rozpinanie. Nawet jeśli miał skute ręce to tyle mógł zrobić.
-zawsze do usług skarbie. A jakie mam wynagrodzenie?-spytał wesoło po czym stanął w kolejce do filiżanek.
-mhm...ale ty pewnie myślisz ta samo znaczy...ze nie chcesz go stracić.-powiedzkał patrząc przez okno. Jeśli o tobie zapomni to ja Ci pomogę.
-no...może być.-zaśmiał się I objął go ramieniem.-ty mi wystarczasz.-dodał zaraz szepczac mu do ucha. Kolejna powoli się zmniejszala.
-Kazuo? Tylko nie próbuj żadnych głupot, ok? Wiesz ze Yuji by nie chciał żebyś skończył za kratkami. Wiec...nie rób niczego głupiego. I nie narażaj się zbytnio.
-mmmm...dzięki Ryu. Na prawdę wyszło.-powiedział kiedy spróbował i zaraz dał trochę chłopakowi.-i co sadzisz kochanie?
-coś cie bawi skarbie?-unisl brwi a kiedy udało mu się rozpial spodnie chłopaka uśmiechnął się zadowolony. Wyjal jego penisa z bokserek i zaczął go masować.
-mmmm....dziękuję kochanie, dziękuję.-uśmiechnął sie I ucałował go w policzek.-ciesze się ze wyszło.-dodał.-budzimy resztę? W końcu obiad gotowy.
-cóż...a nie możesz dwa razy skarbie?-spytał nie przestając go masować.-nie chce być całkowicie bierny.-dodał całując go delikatnie.
-wiec się nie przejmuj i jedz.-dodał Jun stawiająć talerze z curry na talerzu.-na prawdę możecie się tutaj czuć swobodnie.
-czemu? Nie czujesz się na siłach?-spytał unosząc brwi.
-jutro? W sumie nie wiem...ale możemy iść.-uśmiechał się Kei.
-no to jesteśmy umówieni.-stwierdził Jun.
-Nao-chan na pewno?-spytał spytał czując coraz większą przyjemność. A kiedy chłopak na nim usiadł znów zaczął go piescic.
-mhm...pomimo tego ze większość czasu spędziliśmy w szpitalu.-westchnął.-mamy kilka miejsc które lubimy...i pewnie będzie ich więcej.
-jeśli chodzi o ciebie nie mogę się nie przejmować Naoki.-wyszeptał mu do uszka. Postanowił ze potem z nim porozmawia a na razie skupil sie na dawaniu mu przyjemnosci.
-wiem skarbie. Nie ma problemu.-Taman o zaśmiał się I zmierzwil mu włosy. Usiadł blisko niego.-a teraz wracamy do zabawy.
-tak tylko wole dmuchać na zimne wiesz...-powiedział I machnął ręką. Po prostu...trzeba znaleźć dowody bo obawiam się ze może mieć za duże wpływy i znów go uwolnia. Nie chce tego...
-sam wylądowałem w szpitalu wiec...mam nadzieje ze juz będzie lepiej. Musi być.-uśmiechnął sie I zabrał się za jedzenie.-hmmm...faktycznie pyszne nam wyszło.
Hiroki objal go delikatnie i pogłaskał go plecach.
-co się stało skarbie? Chciałbym żebyś niczego przede mną nie ukrywal...-powiedział widząc jak bardzo chłopak jest zmęczony.
-ok ok.-zaśmiał się wesoło. Kiedy przejechali się jeszcze raz przeciągnąl się lekko.-ok...teraz zdecydowanie pora na obiad. Zaliczylismy juz wszystko co chcielismy?-spytał obejmując go ramieniem.
-mhmmm...no ok. Znaczy wiesz...policja jest poinformowana ale nadal...-westchnął ciężko i wysiadł z autobusu kiedy dojechali.-martwię się.-powiedział szczerze.
***
Po jakichś dwóch tygodniach Yuji w końcu został wybudzony bo cześć jego ran zaczęła się goic.
-najpierw ja do niego wejdę, ok?-Shuji powiedział do Kazuo i wszedł sam do sali. Zobaczył ze brat patrzy na niego trochę otepialym wzrokiem.-hej...
-hej...kim jesteś?-spytał cicho.-wyglądasz znajomo ale jednak...
-Shuji. Twój brat.-powiedział i usiadł na brzegu łóżka.
-ale...to przecież mój brat bliźniak a...
-ile masz lat.-spytał szybko starszy.
-8..?-młodszy odparł niepewnie a Shuji pokręcił głową.
-17.
-gdzie rodzice?-jeszcze raz spytał.
-cóż...oni...-powiedział a zaraz zobaczył jak jego młodszy brat płacze. Wiedział ze cześć jego wspomnień zaczęła szybko wracać wiec objął go delikatnie.-szszsz...spokojnie. mamy siebie.-powiedział a młodszy skinął głową. Czuł pustkę w głowie.
-wszytsko dlatego ze mi pomogłes...-powiedział trochę zawstydzony ale i szczęśliwy ze został pochwalony.-ale dziękuję ciesze się ze ci smakuje.
-przeprowadź się do mnie. Dostaniesz osobista ochronę. Sprawę uznaje za przyjętą skarbie. Masz chłopaka policjanta czemu nic nie mówiłeś? Coś mogło ci się stać...-przytulił go mocniej do siebie.-nie pozwolę ci teraz tam wrócić...nie dopóki nie rozwiążemy tej zagadkowej sprawy.
-wiec jedziemy na obiad.-powiedział kierując się w stronę wyjścia.-zabiorę cie do dobrej restauracji.
-Shuji...? Myślisz ze odzyskam pamięć?-spytał kiedy usłyszal całą historię o swoim wypadku.-czuje taki mmętlik w głowie. Ciesze się ze cie mam...ufam ci I wiem ze mnie nie oklamiesz.-powiedział spkojnie.
-myślę że odzyskasz i to szybciej niż myślimy. w koncu...szybko przypomnieles sobie kilka spraw. Jutro przywiozę album I...-urwał bo Yuji mu przerwał.
-my...mieszkamy sami, prawda? Mieszkalism z wujkiem ale on..
-ale on...?
-wyjechał..., prawda?
-tak. Pamiętasz coś jeszcze?-spytał z uśmiechem.
-nie...-Yuji pokręcił głową.
-widzisz? Myślę że to po prostu szok powypadkowy. Myślałeś o rodzicach i tak wyszło. Będzie dobrze braciszku. Masz moje wsparcie.
Hiroki wyszedł mu na spotkanie i zaprosił go do swojego biura.
-no, jakiego to informacje?
-przecież możesz zjeść jak wrócimy z randki.-zauważył wesoło l. Zmierzwil mu włoski I wstał żeby pozbierac naczynia.-za chwile wychodzimy. Nie chce żebyśmy się spoznili.
-to nie jest pierdola Naoki. To poważna sprawa. Ktoś cię nachodzi I może zrobić ci krzywdę.-kiedy chłopak go rozpial, przytulił go do siebie mocniej.
-jesteś jesteś...nie musisz być ubrany jakoś wyszukanie.-zapewnił go idąc przez parking w stronę samochodu.-zajdziemy. Mamy tu kilka sklepów muzycznych. Zaprowadze cie do największego.
-cóż...jeśli 9 lat temu to sprawa nie jest jeszcze przedawniona. A to dobrze. Jeśli się postaramy za dwie sprawy może dostać dożywocie. Morderstwo i próba morderstwa.-powiedział przeglądając papiery.-to dość silne dowody. Nagranie z kamery, numer rejestracyjny i nagranie. Z tym musimy go tylko złapać i przesłuchać. Byli jacyś naoczni świadkowie?-wypytal go najpierw rzeczowo a potem uśmiechnął się jak dobry straszy brat.-a potem idź do swojego chło...przyjaciela do szpitala. Pewnie potrzebuje teraz wsparcia...o...to ten mały który po mnie zadzwonił żeby Ci pomóc.-zauważył po chwili.
-niespodzianka.-wyszczerzyl się i ucałował go delikatnie. Potem zaczął ubierać buty.-ale nie chce żebyśmy się spóźnili wiec...
-Naoki...ty jesteś dla mnie najważniejszy. Nie ma niczego ważniejszego od ciebie. Jeśli masz jakiś problem nie rozwiązuj go sam. Daj sobie pomóc. Nie chce żebyś znów był w niebezpieczeństwie. Poza tym powinieneś się wysypiac.-pogłaskał go po włosach.-nie możesz być pewny czy to uczeń.
-będę zawsze przy tobie skarbie.-zapewnił go I ucałował go w policzek.-możesz na mnie liczy a teraz wskakuj do samochodu.-poklepal go po ramieniu.
-cóż...tyle na razie nam wystarczy. Fajnie gdybyś przekazał bratu żeby się zjawił. Przesłuchamy go szybko.-powiedział I Zapisał coś w notatniku.-przypomni sobie tylko musisz przy nim być. Inaczej jak ma sobie przypomnieć?-uniósł lekko brew.-tylko na razie nie mów mu o waszej relacji.-puścił do niego oczko.-możesz go wystraszyć.
Jun wstał i nałożył Ryu jeszcze czapkę. Potem zaczął prowadzić wózek w stronę windy.-na dworze jest juz coraz zimniej...-zauważył spokojnie.
-nie bagatelizuj takich rzeczy. To może być cos poważnego. Mów mi o takich rzeczach. I nie tylko o takich. O wszystkim. Mniej lub bardziej ważnym.-Okryl go kocem.
-ciesze się.-uśmiechnął sie.-wiesz...jak byłem mały to bardzo lubiłem produkcję Disneya i...jak przyjechałem for Paryżato pierwsze co to zzaciągnąłem Marca tutaj.-zaśmiał się.
-zlapiemy go. Wiec nie rób głupot.-wstał i poklepal go po ramieniu.-możesz zostawić to nam.-dodał z uśmiechem i odprowadził go do drzwi.
***
W szpitalu Yuji oglądał zdjęcia z telefonu brata.
-a jutro przyniosę ci album. Jeśli ci to pomaga braciszku.
-pomaga, dziękuję. Szkoda ze mój telefon jest rozwalony...tam pewnie było więcej moich zdjęć.
-dobrze dobrze...nie będę kochanie.-powiedział spokojnie.-tylko na razie.-zapewnił go i wyjechał wózkiem z windy.
-q ja nie chce żebyś czuł się zagrożony...-westchnął I zaniósł go do sypialni założył mu dresik i okryl kołdrą.
-nie miałem. Wszystkie lubiłem. Mialem je na płytach.-powiedział zerkajac na niego a potem na drogę.-a ty?
Um...-chłopak spojrzał trochę zaskoczony a na te wszystkie prezenty. A potem skierował wzrok na chłopaka. Dlugo tylko mu się przyglądał.-byłeś na naszych urodzinach, prawda? Widziałem u Shujiego na zdjęciach. Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi?-spytał uśmiechając się lekko.
-ok. Po prostu powiedz kiedy będziesz mial juz dość.-powiedział prowadząc go do samochodu.
-ech...no I co ja mam z tobą zrobić gluptasku? Same z tobą problemy...-wsunal na siebie bokserki I położył się obok niego.-mam nadzieję że tutaj cie nikt nie znajdzie.
-ja tez te wole. Ale nigdy nie miałem swojej ulubionej. Nadal lubię chodzić do kina na nowe produkcje.-zatrzymał się na światłach i ucałował go w policzek.-zawsze mnie rozbawialy.
-rozumiem...wiec mam nadzieje ze w końcu sobie przypomnę...
-na pewno Yuji. Przecież już idzie lepiej. Jutro też przyjdziemy. Pomożemy Ci odzyskać pamięć.
-ale...nie będę już mógł walczyć. Kendo odpada w moim aktualnym stanie...
-lekarz powiedział ze to odwracalne...spokojnie braciszku.-złapał go za rękę i odwrócił się do Kazuo.-pójdę I potem. Tym porozmawiamy.
-nie trzeba. Zaparkuje kawałek dalej.-powiedział spokojnie jadąc w kierunku niespodzianki.
-Hej spioszku.-powiedział Hiroki który akurat stal na balkonie. wszedł do domu i usiadl na brzegu łóżka.
-wiem wiem...i pewnie nie raz tak z nim pójdziemy.-Takano ruszył i juz po chwili parkował pod restauracją.-ale na razie idziemy jeść.
Chłopak potrzebował chwili żeby się uspokoić i odpowiedzieć. Czuł że kendo było czymś w czym był dobry i nie chciał z tego rezygnować.
-um...dobrze. Ale więcej nie przynoś mi misiów. Jestem chłopcem, wiesz?
Jun zaparkował jakiś czas później i posadził chłopaka na wózku.
-ok. Teraz już musisz zamknąć oczy.-polecił mu i zaczął prowadzić wózek kiedy w końcu się zatrzymał nachylił się do ucha chłopaka.-ok...już jesteśmy.-powiedział wskazując ręką na teatr.
-to dobrze. więc teraz jakiś czas mieszkasz u mnie. Byłem u ciebie po rzeczy, rozłożyłem też ukryte kamery.
-tuliliśmy się cały dzień.-zauważył prowadząc go do restauracji. Kiedy zajęli stolik i otrzymali menu uśmiechnął się do niego.-wybierz co chcesz. i pytaj jakbyś nie był pewny.
Yuji zacisnął tylko ręce w pięści i nic nie odpowiedział. Po rozmowie z bratem jego mózg zdawał sobie sprawę z tego ile na prawdę ma lat.
-on jest taki zawsze?-spytał brata.
-cóż...wybrałem lekką komedię. W końcu to nasza randka więc powinno być wesoło.-powiedział wprowadzając wózek do środka.
-obronię. Moje kochanie zawsze. Wiec się nie martw.-powiedział mocno go przytulając.
Takano zamówił sobie swoje ulubione danie i deser po czym znów uśmiechnął się do Tomo.
-Podoba ci się?
-no ale...miś? Kto daje przyjacielowi misia? To nie jest normalne...-powiedział wzdychając.
-wziąłem ci. Nie chciałem psuć niespodzianki więc...-podał mu aparat.-rób ile chcesz zdjęć Mamy jeszcze trochę czasu.
-Możesz zrobić jeśli na pewno odpocząłeś...jak mogłeś doprowadzić się do takiego stanu.-westchnął.
-cóż...pewnie z marmuru. Nie znam się.-wzruszył ramionami.-tutaj nie. Ale moja znajoma miała tutaj praktyki...lubiłem tutaj przychodzić.
-czekoladki by wystarczyły.-burknął.-no i tak szybko wyszedł. Spieszył się gdzieś? Nie mieliście iść razem? Lepiej też już idź. Jestem zmęczony.-powiedział zamykając oczy.
-I jak ci idzie skarbie?-spytał w końcu zerkając na niego.
-padłeś zaraz po seksie.-wywrócił oczyma i objął go mocno.-to prawie to samo. Nawet się nie umyłeś.
-nie wiem. Nie byliśmy ze sobą blisko.-wzruszył ramionami.-nie pytaj mnie o takie rzeczy bo na prawdę nie wiem.
-ok...papa.-powiedział i zasnął. Shuji wyszedł na zewnątrz i klepnął Kazuo w ramię.
-już jest lepiej...przypomina sobie i jest spokojny. To najważniejsze. Nie panikuje ale to chyba dzięki temu że ma mnie. Wie że może mi ufać. No i...traktuj go normalnie...nie jak dzieciaka. Usłyszałeś jak mówił że ma osiem lat? Bo wiesz...wtedy jeszcze mieliśmy rodziców. Myślę że cofnął się aż tak bardzo bo ten wypadek jest bardzo podobny. W sensi...wtedy obaj staliśmy na balkonie i machaliśmy tacie.-wyjaśnił.
-nie ma za co skarbie. A teraz idziemy na sztukę.-powiedział i zaczął prowadzić wózek.
-wiesz że przerywasz mój czas z moim miłym?-zaśmiał się i objął przyjaciela ramieniem.-o co poszło?
-oj nie o nic...ale nie o moich znajomych.-zaśmiał się.
-cóż...od siostry tak ale raczej nie od przyjaciela.-powiedział klepiąc go po ramieniu.-na razie musimy spokojnie mu pomagać...i cieszyć się że nie panikuje.
-Już to załatwiłem skarbie...wózek zostawimy w szatni a ja cię tam zaniosę. Chyba że ci to przeszkadza...
-to powinieneś przy niej siedzieć a nie do mnie przychodzić.-trzepnął go przez łeb.-czemu wylądowała w szpitalu?
-bo gotuję inne i używam innych przypraw. Przepraszam że nie są doskonałe.-wywrócił oczyma i zabrał sie za jedzenie.
-ech...nie rób mu na złość Kazuo. Mówiłem przecież że mamy mu pomóc a nie sprawiać że będzie się źle czuł. Było mu głupio że pomyślał że ma 8 lat.
-ok. Będe cię niósł tylko kawałek. A potem już będziesz sam prowadził wózek.-powiedziała już po chwili siedzieli na miejscach.
Głupi jesteś Yasu. Ale ok, zostań. Nie będę cię wyganiał.-wywrócił oczyma.-od razu ci opowiem o nowej sprawie.
-ciesze się że ci smakuje.-powiedział jedząc swoją porcję.
-nie za duże na ciebie te moje spodnie.-zaśmiał się obejmując go delikatnie.
-to co z tą sprawą?
-a...Naokiego ktoś nachodzi. Ostatnio miał pzrebute koła w samochodzie. Założyłem kamery i zabrałem jego rzeczy tutaj.
Jun również śmiał się wesoło a po spektaklu nagrodził aktorów brawami. Potem objął Ryu ramieniem.-podobało ci się?
-normalnie ale...ale tak żeby go nie wystraszyć Kazuo...-powiedział wzdychając.
-dobrze, dobrze...zrozumiałem skarbie.-zaśmiał się.-cieszę się że danie główne ci smakuje.
-w końcu sobie przypomni Kazuo. Nie możemy mu mówić bo może się wystraszyć i cię znienawidzić a to nie byłoby dobre. Na razie bądź jego przyjacielem.-powiedział idac za nim w stronę komisariatu.
-mhm...było na prawdę fajnie. Teraz pójdziemy na mały deserek a potem wrócimy. Taka randka może być?
-zastraszania nie można ignorować...rozumiem Hirokiego.-odpowiedział Yasu i spuścił głowę.
-wiesz Nao-chan...-zaczął Hiroki czując się w obowiązku wyjaśnienia swojemu chłopakowi dlaczego tak reagują.-kiedyś zbagatelizowaliśmy podobną sprawę i...skończyło się katastrofą. Nigdy więcej nie zignorujemy czegoś takiego.
-mmm dziękuję kochanie. Chwila odpoczynku, co? Dobrze że deser przynoszą po przerwie więc możemy spokojnie porozmawiać.-powiedział łapiąc go za rękę ponad stołem.
-ale ja jestem pewny że sobie przypomni. Sam widziałem że sobie przypomina. Tylko...ech...nie czuje nóg. W ogóle.-westchnął ciężko.
-obejrzymy i zrobisz dużo zdjęć.-powiedział idąc spokojnie w stronę jednej z kawiarni na mieście.
-nie musisz wiedzieć Naoki. Ale możesz się domyślić skoro powiedziałem że skończyło się tragedią. To nie jest coś o czym lubimy mówić.
-ok skarbie. Podziwiaj światełka.-zaśmiał się wskazując na dekoracje.
-nic się nie stało kochanie.-wywrócił oczyma. Zupełnie nic się nie stało.-powiedział ale puścił go spokojnie.
-cieszę się. Staram się pokazać ci jak wiele mogę...jutro opuszczamy Paryż i kierujemy się dalej. Najpierw wykorzystamy bilety do winnego kurortu które dostaliśmy od mojego brata. Spędzimy tam jedną noc. A potem powoli będziemy się kierować w dół. Będzie rejs statkiem na wyspę a potem...to tak wgłąb zatoki biskajskiej. A potem lot do Australii i ty przejmujesz pałeczkę.
-nic nie rozumiesz.-Shuji pokręcił głową.-jego marzeniem od dziecka jest zostać kardiochirurgiem. Bez pełnej sprawności fizycznej to nie możliwe.-powiedział rozumiejąc jak bratu jest teraz ciężko.
-ok.-powiedział idąc spokojnie obok niego.-Tak jak obiecał nie prowadził wózka.
-Czemu nie tylko...moje najbliższe wolne wypada na święta. A na tamten okres już mamy plany.-powiedział obejmując go delikatnie.-coś się stało?
-mhm...no to przecież ci powiedziałem że będziemy na nią płynąć. jachtem.-powiedział spokojnie..-będzie wszystko. Tak jak obiecałem.
-znam go wystarczająco długo żeby wiedzieć że się nie pozbiera.-powiedział tonem mówiącym że nie chce więcej o tym rozmawiać.-będe wierzył. I pomogę jak mogę.-dodał i wszedł na komisariat.
Jun ukucnął i pocałował go namiętnie.
-tak?-spytał wesoło.
-na pewno?-spytał tuląc go delikatnie.-jaki kurs?
-mhmmm...weekend na wyspie. Będziemy się tam lenić.-powiedział wesoło.
Hiroki wyjrzał zza drzwi i szybkim krokiem do nich podszedł. Trzepnął podwładnego przez łeb.
-ile razy mam ci jeszcze powtórzyć żebyś zrozumiał? NICZEGO NIE BAGATELIZUJ.-powiedział głośno i wyraźnie.-Wchodźcie. Na spokojnie spiszę twoje zeznania i jesteście wolni.
-mmm...serio? Lubisz?-spytał oblizując lekko swoje usta.-Co za zbieg okoliczności...bo ja twoje też lubię.
-a jak odpuścisz święta będzie będzie jeszcze bardziej wściekły, co?-spytał tuląc go do siebie.-tak? No to trzymam kciuki kochanie.
-ale lubię.-powiedział z uśmiechem i szedł dalej.-ok zajdziemy do tej kawiarni.-zdecydował.
-a może to on cie nachodzi? W sensie kogoś na ciebie nasłał?-zaproponował Yasu
-oj będzie fajnie. Zobaczysz. Przecież wiesz ze nie robie nic czego nie chcesz.-wywrocil oczyma -trochę się pobawimy, trochę polenimy, poplywamy i pójdziemy na spacer. Będzie fajnie.
-jeśli tak chcesz.-Shuji machnął ręką i wszedł do środka. Złożył zeznania I wyszedł.
***
Tydzień później Yuji odzyskał całkiem sporą część wspomnień. Do świąt zostały zaledwie cztery dni a on wiedział ze nie będzie mógł wyjść.
-jak mocno?-spytał calując go w policzek.-pokażesz mi jak mocno?
-masz zamiar się tak ze mnie nabijać?-spytał patrząc na niego trochę zły.-notatki? Aaaa...o tak. Jesteśmy razem w klasie. Pierwszy raz nie jestem z Shujim.-mruknął bardziej do siebie.
Kiedy weszli i zajęli miejsce przy stoliku zamówił dwie gorące czekolady.
-ok Naoki. Spokojnie.-powiedział jeszcze Hiroki.-ech Yasu...I co ja mam zrobić?
-tak? No to już nie mogę się doczekać.-powiedział delikatnie trzymając jego dłoń. Ucałował go w policzek i uśmiechnął się do kelnerki która przyniosła ich deser.
-wiem. Tak też zrobię. Ale martwię się o niego. Dobrze by też było gdyby ktoś z naszych, podobnej postury do Naokiego i w przebraniu poszedł do jego mieszkania.
-zawsze skarbie. Przecież wiesz. Zawsze.-pogłaskał go łagodnie po policzku.-zawsze będe cię kochał i cierpliwie czekał.
Yuji wziął go drżącą rękę. Poczuł łzy na policzkach i zaczął je szybko wycierać.
-are? Dlaczego?-zamrugał zaskoczony.-Jedliśmy go często? Nie...nic nie mów. Nie odpowiadaj. Sam...sam sobie przypomnę...-powiedział zamykając oczy. Wziął gryz chlebka.-zawsze go jadłeś a ja ci mówiłem żebyś zjadł coś porządnego, prawda?
Takano wywrócił oczyma i spokojnie zająć się swoim musem czekoladowym.
-ale mogło Yasu. Wiesz...ja myślę że chciałbym już zawsze z nim być. Ale co i rusz wpadamy w jakieś kłopoty.
-Ja ciebie też.-powiedział i bez zastanowienia pocałował go delikatnie.-Cieszę się że cię mam.
-na dachu.-odpowiedział szybko i bez zastanowienia. Zaraz jednak zwątpił lekko.-prawda?-spytał żeby się upewnić że dobrze odpowiedział.
-mhm. To dobrze.-zaśmiał się wesoło.-I wiesz że zawsze zrobię ci ich ile chcesz.
-na razie przyniosłem tu jego rzeczy. Ale nie wiem czy się zgodzi na wspólne mieszkanie. No wiesz...to nie tak że jesteśmy długo parą. Ja bym się cieszył. Bo miałbym go chociaż chwile dziennie.
-bardzo, bardzo?-spytał wesoło i przytulił go mocno.-nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham.
Uśmiechnął się ciesząc się że to pamięta.
-um...dziękuję ale myślę że się pouczę. Pewnie ma wielkie tyły...-powiedział trochę smutny. Wiedział że przepadło mu stypendium.-Um..Kazuo? Przepraszam że wciąż ledwo cię pamiętam...
-ciesze się że tak uważasz.-powiedział jedząc spokojnie swój deser.
-wiem.-powiedział i od razu przytulił chłopaka.-i wiesz co Yasu? On gotuje o wiele lepiej niż moja eks. Jest niesamowity. Robi mi obiadki i śniadania...
-jak bardzo?-spytał nadal wesoło tuląc go do siebie. Wziął łyk czekolady i spojrzał na niego.
-um no tak...jesteś dobry z matmy, nie?-uśmiechnął się i wrócił do chlebka.-ale to nadal za mało...-zaczął i przerwał im jego lekarz prowadzący który właśnie wszedł.
-jak się czujesz Yuji?
-troszkę lepiej. Pamięć wraca ale nogi...
-wiem. Dlatego właśnie idziemy na badania.-powiedział z uśmiechem.-Jeszcze trochę i damy cię na wózek.
-wiem. Ufam ci mój ukochany krytyku.-powiedział wesoło i skończył swój mus.-dzisiaj wypróbujemy basen czy nie czujesz się na siłach po tych atrakcjach?
-jadłęm to co zrobiłeś Naoki.-odezwał się Yasu bo ostatnio podjadł trochę bento Hirokiego.-to było o niebo lepsze od tego co robiła jego była.
-tamtego nie chciałby zjeść nawet psy.-dodał Hiroki.
-ał...-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.-ok. po tym już do domku. Mam nadzieję ze podobała ci się randka.
Ułożył swoje włosy i skinął głową. Lekarz zabrał go na badania.
***
Yuji obudził się o 3 w nocy wybudzony ze snu. Czuł że część jego wspomnień znowu wrócił. Chwycił telefon który dostał od brata. Napisał wiadomość do Kazuo a jego palec zawisł nad przyciskiem wysyłania. Spojrzał na tekst. 'Kocham cię. To prawda? Jesteśmy parą?' Pokręcił głową. Nie mógł w to uwierzyć. Tak mówiła mu głowa. Że to niemożliwe. Nie pamiętał nawet nic konkretnego. Zmazał wiadomość i napisał nową. 'Miałem głupi sen...nie pomyśl o mnie źle ale...czy my jesteśmy parą?' Zamknął oczy i wysłał wiadomość.
[dojebałam mniej niż ty :P]
-mhm...to dobrze że dasz radę.-ucałował go w policzek.-a na razie kończ deser.
-jest super.-powiedział wesoło Hiroki i wziął się za naleśniki.
-następne będą już w hotelu.-zaśmiał się wesoło i poprosił o rachunek.-no...jeszcze tylko sklep muzyczny po drodze.
-wiem, wiem...jutro ja gotuję.-wywrócił oczyma.
-mhm...na drobny spacerek. Akurat na dojście do samochodu.-powiedział głaszcząc go po włosach.
Yuji westchnął cicho i odpisał. 'wiedziałem że źle o mnie pomyślisz, wiedziałem że to głupie i bez sensu. Jak coś takiego mogłoby być prawdą? Wymyślam bzdury, prawda? W ogóle nie powinienem pisać...'. Odpowiedział i opadł na poduszki. Jak mógł mieć więcej pewności.
-hmm? Pewnie roztopili czekoladę i dodali mleka.-wzruszył ramionami bo tak to sobie wyobrażał. Dopił swoją czekoladę i poprosił o rachunek.
-zawsze robisz mi pyszne śniadanka. Muszę się jakoś odwdzięczyć.-powiedział Hiroki obejmując go delikatnie.-więc na co masz ochotę? Może sajgonki?
-nigdy się nie zgubimy kochanie.-uśmiechnął się i wyszedł z restauracji. Poprowadził go spokojnie do sklepu muzycznego. Wprowadził go do środka.-proszę skarbie.
Yuji bardzo długo milczał jakby zastanawiając się nad odpowiedzią.
-Nie wiem czy stać mnie na więcej pewności. Czasem nie wiem czy coś jest prawdą czy po prostu to sobie wymyślam. Czuję się zagubiony...Nie wiesz jak to jest nie rozpoznawać wokół siebie praktycznie nikogo. Ja nadal pamiętam cię jak przez mgłę. Więcej...ale nadal jak przez mgłę. Ale czuję jakbyś był mi bliższy. Nie jak przyjaciel...bliższy. I ja...ja zupełnie tego nie rozumiem.-wyszeptał.
-oj spokojnie. Znajdziemy jakiś przepis.-zaśmiał się i zapłacił.-wskakuj na wózek i idziemy na ten krótki spacerek.
-oczywiście że na obiadek.-zaśmiał się cicho i zmierzwił mu włosy.
-niesamowite...Hiroki się śmieje.-powiedział Yasu udając zaskoczenie.
-ok wiec zajedziemy do sklepu i kupimy ciastka i lody.-zapewnił go wesoło.-a teraz idziemy na spacerek.-dodal idąc przy nim.
-w pracy? No coś ty! W pracy to ponurak. Czasem się uśmiechnie ale nić poza tym.-odparł Yasu
-nie masz za co mnie przepraszać. Ciesze się ze dobrze się bawisz z znalazłeś sobie wiele rzeczy.-ucałował go w policzek.-idziemy zapłacić i do hotelu.
-chan?-spytał zaskoczony i pokręcił głową.-chce wiedzieć teraz..chce to zrozumieć...swoje uczucia.-wyszeptał cicho.-a ty nie chcesz mi pomóc...
-czasem Lubie. Z tobą bardzo lubię.-powiedział z uśmiechem. Zwolnił trochę.
-musisz kiedyś go takiego zobaczyć.-zaśmiał się Yasu.-Hiroki przy tobie zmienia się w misia.
-wiec idziemy zapłacić.-powiedział wstając i idąc do kasy. Kiedy zapłacili ruszyli w stronę samochodu.-podobało mi się dzisiaj.
-um...-Yuji niechętnie się zgodził. Chciał sobie jak najszybciej przypomnieć.-do Tokyo? Czemu?
-mhm...możemy takie robić.-zgodził się z uśmiechem i ucałował go szybko w policzek.-jestem za. Typ będzie taki tylko nasz czas.
-kiedy? Najlepiej w ogóle -odpadł Hiroki.-musiałbyś chyba przypadkiem wpaść do mnie do pracy.
-A..no tak...-wywrocil oczyma.-ale wiesz jak trafić?-spytał unosząc brwi. Wysiadł jednak I usiadł na miejscu pasażera.-tylko ostrożnie.
-um...ale czemu jedziesz do Tokyo?-spytał cicho Yuji.
-ok kochanie. Wiesz ze możesz liczyć na moja pomoc.-powiedział z uśmiechem i zaczął pchać wózek.-i jeszcze po drodze do sklepu.-powiedział kiedy spokojnie doszli do samochodu. Pomógł chłopakowi wyjść i schował wózek.
-serio? Czemu? To przecież zbędne.-zaśmiał się.-nie spodoba ci się...
Takano spokojnie doprowadził ich do hotelu.
-brawo skarbie.-ucałował go namiętnie.
-serio? Gratuluję. Wyspij się I uważaj na siebie.-powiedział cicho.-napisze do ciebie jak będę bardziej pewny. Tak jak tego chcesz.-powiedział jeszcze I się rozlaczyl.
-wiem wiem...rozumiem kochanie.-zaśmiał się i powoli ruszył.-dlatego mówię...że gdybyś już bardzo nie mógł to ja będe przy tobie żeby pomóc.
-tak? No dobrze.-ucałowął go i wziął sobie jeszcze jednego naleśnika.
-anie przez chwilę nie wątpiłem.-zaśmiał się idąc do windy.-świetnie sobie poradziłeś i już się nie boisz. Ciesze się. Na prawdę.-powiedział wchodząc do windy. Wcisnął guzik z numerem ich piętra.
Następnego dnia Yuji spotkał się ze swoim bratem. Dzięki wspólnym rozmowom pamiętał coraz więcej. Jedynie ostatnie 2 lata trochę mu się rozmazywały.
-Shuji? Ja...ostatnio bardzo dziwnie się czuję. Powiedz mi szczerze...co mnie łączyło z Kazuo?
-jasne że może. Tylko uważaj na siebie. Tylko o to proszę.-powiedział z uśmiechem. Po drodze zajechał jeszcze do sklepu gdzie kupili czekoladki i lody. Potem pojechali prosto do domu.
-no tak...-zgodził się Hiroki.
-Naoki? kiedy masz urodziny?-spytał wesoło Yasu.
-mhm...ale to i tak dużo skarnie, wiesz? I jestem z ciebie bardzo dumny.-powiedział poprawiając go sobie na plecach.-Póki co będzie ze mną obok.-zapewnił go i wyszedł z windy kiedy ta zatrzymała się na ich piętrze.
-jesteście okropni wiesz? Kopnąłbym cię gdybym mógł. Dlaczego nie chcecie mi powiedzieć? Ja tylko...ja tylko chcę się upewnić...
-jak minął dzień? Keii już lepiej się czuje?-spytał Jun przygotowując herbatę dla wszystkich.
-a nic...W takim razie pomyślę z resztą nad prezentem.-powiedział i wstał.-będę leciał...
-ciesze się że lepiej ci się prowadzi.-zaśmiał się i postawił go żeby otworzyć drzwi. Wpuścił go pierwszego.
-nic mi nie powiedziałeś.-burknął chłopak.-chciałbym pamiętać.-dodał bardziej do siebie.-Ne Shuji...ale na prawdę nie musicie dla mnie siedzieć w święta w szpitalu...Ty masz Kentę, nie?
-wiem wiem...teraz tylko oby były rzadziej.-poklepał go po ramieniu.-wyszła. Było miło i Ryu się podobało. Cieszę się że go tam zabrałem.
-Słuchaj Naoki...nam wystarczy że sprawiasz że ten ponurak się uśmiecha. Serio. A prezent pewnie będzie przy pomocy Hirokiego.-puścił oczko do przyjaciela.
-mhm ja też się ciesze. No i dobrze że wy mimo wszytsko też spędziliście miło dzień.
-ja ciebie też strasznie kocham.-zapewnił go i przytulił mocno do siebie.
-gotowy. Tylko na ciebie czekam.-powiedział zaraz oddając pocałunek. Wstał z kanapy i poszedł z stronę basenu trzymając Tomo delikatnie za rękę.
-no nie wiem...czuję się winny że przeze mnie będziecie spędzać święta w szpitalu...
-dlaczego szalone?-spytał wesoło. Rozebrał się do bokserek i wszedł do wody. Oparł się o brzeg i zerknął na chłopaka.-czekam skarbie.
-no dobrze.-zgodził się już o tym nie wspominać.-i przepraszam że w tym roku nie kupię ci prezentu...
To dobrze. Byłeś przy nim i zorganizowałeś czas tak żeby nie czuł się winny ani nic. To dobrze.-uśmiechnął się.
-mhm...mój.-pocałował go namiętnie. Westchnął kiedy przerwało im szczekanie.-pieski chyba muszą na spacer...
-serio? A byłem pewny ze jeśli o to chodzi to jesteś bardziej doświadczony niż ja. Ale cóż...w takim razie będziemy kwita. Ja o'er wszy raz z tobą robiłem to w toalecie.-powiedział obejmując go I całując go namiętnie.
-ale...ale przecież mamy maszynkę do gotowania ryżu.-wymamrotal.-pamiętam ze ja mamy. Nie popsules jej, prawda? Shuji...
-Wiem wiem...nie przeszkadza mi to. Mogę się nim zajmować ile będzie potrzeba. I jestem pewny ze masz tak samo.-zaśmiał się Jun i zaczął w końcu wypakowywac ich zakupy.
Hiroki poszedł z nim i na zewnątrz złapał go za rękę.
-pamiętaj ze masz teraz prywatna ochronę.-zasmiał się.
-mhm...no tak.-przytaknal I pocałował go namiętnie nie chcąc juz rozmawiać o ich byłych. To w ogóle nie było ważne. Dłońmi zaczal bawić się jego sutkami.
-a...a...Shuji! To była moja maszynka do gotowania ryżu...i mój czajnik...i moje garnki..zostaw moja kuchnie w spokoju! Idź jeść do Kenty i juz nie probuj spalić domu.-wymamrotal.
Takano calowy go namiętnie. Bawił się jego sutkami by zaraz zjechać jedna dłonią niżej. Zaczął masować jego męskość przez materiał mokrych bokserek.
-i spalisz jego dom i...-urwał.-I w sumie to czemu tam mieszkasz? Co do tego wszystkiego ma sensei?-spytał bo właśnie to do niego dotarło.
-ok weź. Ja schowam lody I pójdę do salonu.
-a jak inaczej kochanie?-spytał i ucałował go w policzek.
-wiem skarbie...wiem.-Szepnął Takano i wsunął dłoń za gumkę bokserek chłopaka. Starał się masować go trochę szybciej. Ustami zszedł niżej i zaczął ssać jego lewy sutek.
-na policji?-spytał łapiąc go za rękę.-mój Kazuo?-spojrzał na niego wyczekująco.
Jun dołączył do nich chwilę później. Usiadł na fotelu i wziął łyk herbaty.
-cały czas Nao-chan. Odwiozę cię do szkoły i będę pod nią czekał. Tak w razie czego.
-hej hej...kochanie. Jutro wyruszamy...jak ktoś zobaczy to dopiero będzie.-wywrócił oczyma i zaczął zsuwać jego bokserki.
-no tak...tyle pamiętam.-skinął głową.-Serio? Ale...Shuji co tam się stało? Co widziałeś?
Jun uśmiechnął się tylko na ten widok. Wziął łyk herbaty i też poczęstował się ciastkiem.
-coś może ci się stać, Naoki. Powiedziałem ci już. Sprawa została przyjęta. Yasu wie i jutro pewnie zrobimy u mnie naradę, ustalimy co robimy i szybko to załatwimy.
-No Yuya nie.-zgodził się i ścisnął delikatnie jego pośladki.-kochanie? Mogę? Czy cię przygotować?-spytał zaraz całując go namiętnie.
-popytam...jak przyjdzie to go popytam.-zgodził się zwieszając głowę.
-aaaa...no przecież mówiłem Kokiemu że sie nie śpieszy. Macie wyjść na prostą, spokojnie żyć i powoli odkładać. Nie śpieszy się.-powiedział Jun.
-ale jest. Bo cię kocham i nie pozwolę żebyś żył w ciągłym niebezpieczeństwie.
Prześlij komentarz