Takano pocałował go jeszcze raz namiętnie. Potem odwrócił go tak żeby mógł swobodnie oprzeć się rękoma o brzeg basenu. Zdjął swoje bokserki i przytrzymał jego biodra. -tylko cichutko kochanie.-poprosił szeptem i zaczął w niego wchodzić.
-um...w końcu mogę jeździć na wózku więc...może panie z kuchni pozwolą mi coś dla was upiec.-uśmiechnął się lekko.
-a ja mu mówiłem że ma się nie spieszyć i powoli zbierać. Teraz macie wyjść na prostą. Użyjcie do tego tych pieniędzy...-westchnął.-Oddawajcie mi je w ratach. Na prawdę...nie chcę wszystkiego tu i teraz.
-wiem...ale będę eliminował wszystko po kolei. Na razie mamy to. Pójdzie nam szybko obiecuję.
-szszszsz...nie gryź się.-poprosił głaszcząc go po plecach.-Nie gryź...-powtórzył zaraz trochę przyspieszając. Dłońmi pieścił penisa partnera od czasu do czasu ściskając jego jądra. Całował kark i ramiona chłopaka gdzieniegdzie pozostawiając malinki.
-mhm...więc postaram się je zrobić.-obiecał z uśmiechem.
-i na spokojnie mi je oddacie. Keii na prawdę, na prawdę nic się nie stanie jeśli nie dostanę wszystkiego naraz. Wyjdźcie na prostą. Tego teraz chcę. Żeby Koki pracował normalnie na jedną zmianę i się tobą opiekował.
-spokojnie. Nie będę.-obiecał mu.-Będzie tak jakbyś u mnie mieszkał...w sensie tak będzie w domu. A poza tym będę czekał na ciebie przed szkołą.
-tak? Ciesze się kochanie.-szepnął jeszcze trochę przyspieszając. Sam również czuł jak zalewa go przyjemność i podniecenie. Serce biło mu jak szalone a oddech przyspieszył.-kocham cię Tomo-chan...
-o...dziękuję...jak poszedł konkurs?-spytał oglądając breloczek.-trochę lepiej..pamiętam więcej rzeczy. Wszystko się już zagoiło...więc mogę jeździć na wózku. Nóg nadal nie czuję...
-to...to nic takiego.-odparł tylko a tak na prawdę strasznie się cieszył że jego partner tak uważa.-i dzisiaj wytrzymałeś troszkę dłużej niż zwykle.-zauważył z uśmiechem.
-um...-Yuji ostrożnie przesiadł się na wózek i podjechał do swoich rzeczy żeby ubrać bluzę.
-Już nie raz mi dziękowałeś Kei...Raz wystarcza serio.-powiedział.-A jeśli liczyć jeszcze te podziękowania Kokiego do wystarczą żebyście mi w ogóle pieniędzy nie oddawali.-wywrócił oczyma.
-wiem. I nie będe. Obiecuję że nie będę.-zapewnił go i zaczął spokojnie wracać z nim w stronę mieszkania.
-mhm...ale to chyba dobrze, co?-objął go delikatnie.-Ja się cieszę że mnie tak podniecasz. I ciesze się że uważasz że jestem w tym dobry.-powiedział i ucałował go w policzek.-hmmm...lubiłem mieszkanie w Tokio i tutaj...ale w Yukan bardziej mi się podoba.
-wooow...-Szepnął Yuji. Z wypiekami na twarzy oglądał niebo.-Pamiętam...że na moje urodziny też poszliśmy na dach...na ten szkolny.-szepnął cicho.-Nadal nie pamiętam wielu rzeczy ale...kocham cię.-szepnął jeszcze ciszej.
-mhm...ten cały miesiąc będzie pełen wrażeń.-powiedział całując go w policzek.-wychodzimy? Na prawdę musisz być wykończony dzisiejszym dniem.
-był..-zgodził się.-dziękuję.-dodał i już sam podjechał do łóżka. Przesiadł się na nie i krył kołdrą. Złapał go delikatnie za rękę.-Kocham cię.-szepnął.-wciąż mogę wiele nie pamiętać. Ale tego jednego jestem pewny...
Takano wyszedł z basenu i wziął go na ręce. -chodź moja księżniczko. Idziemy się wytrzeć i przebrać. A potem do łóżeczka.-ucałował go.
Yuji miał nadzieję jeszcze z nim porozmawiać jednak grzecznie położył się spać. Następnego dnia za pozwoleniem upiekł trochę babeczek w potem grzecznie leżał w łóżku.
-mhm...-kiedy się już ubrali i położyli do łózka przytulił go do siebie.-wiesz co kochanie? Cieszę się że ten tydzień spędziliśmy w Paryżu. Mogłem ci pokazać jak mieszkałem i jak żyłem. Pozwiedzaliśmy i w ogóle...bardzo się ciesze.
-dlaczego tak sądzisz? Nie uważam tak ale nie będę cię zmuszał. Przemyśl to jeszcze.
-jak mógłbym być zły? Było ok kochanie.-pogłaskał go po włosach.-a teraz już idź spać. Rano się wykąpiemy i spakujemy. Ruszamy dalej.-ucałował go w czółko i zamknął oczy.
Hiroki wybuchnął śmiechem. -dlaczego uważasz że mógłbyś mnie sobą przestraszyć?-spytał cały czas się śmiejąc.
-no dobrze. Ja pójdę się umyć.-powiedział zaraz idąc pod prysznic. Kiedy wrócił do salonu miał jeszcze lekko wilgotne włosy. Ubrany był w bokserki i koszulkę na ramiączkach.
-dlaczego miałbym nie pozwolić?-spytał zaskoczony.-ale...ale ja dla ciebie nic nie mam...
Rano Takano obudził się dość wcześnie. Tomo mocno się do niego tulił więc postanowił jeszcze trochę poleżeć zanim chłopak się nie obudzi.
-Naoki...chwilę temu mówiłeś że chcesz spędzić ze mną całe życie i będziesz kochał każdą moją stronę. Ja myślę tak samo...więc chcę cie poznać całego. Nie wystraszysz mnie.
-Koki...-syknął Jun chcąc go uciszyć ale już było za późno. Chciał jeszcze protestować że może się przebrać jeśli Ryu nie czuje się komfortowo. Nogi same poniosły go za chłopakiem.
-to dobrze jak się wyspałeś. Ja też.-pocałował go namiętnie.-też cię kocham.-pocałował go jeszcze raz.-zanieść moje kochanie do łazienki czy sam dojdziesz?
-hmmm...niedługo powinni.-powiedział zerkając na zegarek.
-Możemy Ryu-chan.-powiedział uśmiechając się delikatnie.-Jasne że nie jest mi łatwo. To już dwa lata. Ale obiecałem że nie będę naciskał i że wytrzymam. Więc wytrzymam.-ucałował bardzo delikatnie jego usta.-na razie niewinne randki...a potem mi to wynagrodzisz.-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.
-smacznego.-odpowiedział z uśmiechem i od razu wziął się za jedzenie. Potem szybko poszedł ich spakować.-ośrodek jest kawałek stąd a chciałbym żebyśmy dojechali tam na obiad.-powiedział.
Kiedy zjedli i pozmywali zjawił się Yasu i reszta. Najpierw obejrzeli nagrania z kamer.
-Ja ciebie tez.-położył mu dłoń na ramieniu.-i ja wiem ze mnie kochasz Ryu. Nie potrzebuje seksu żeby to wiedzieć. No I mówiłem juz przecież ze poczekam. Mamy czas.
-um...przepraszam. ale przypominam sobie...powoli...I w końcu sobie przypomnę.-powiedział nachylajac się żeby go przytulic.-nie bądź smutny...nie bądź. Um...możesz się cieszyć bo w sumie...znów cie pokochalem.
-no to lecimy w dalszą podróż.-pocałował go jeszcze raz poczym zabrał torby i wyszedł z pokoju. Zamknął drzwi kiedy Tomo tez wyszedł. Zjechali winda I spakowali torby do samochodu.
-możesz.-odpowiedział Hiroki a reszta wstała żeby zrealizować plan.
-Ryu-chan...ja poczekam. Poczekam...wiec spokojnie. Daj sobie czas a kiedy będziesz pewny to ja będę delikatny. I wtedy to zrobimy. Na razie nie zmuszaj się bo przecież wiesz ze jak chcesz szybko to jest gorzej.-ukucnal obok niego
-ale to było proste pytanie...-mruknął cicho.-ale ok. Sam sobie przypomnę.
-no widzisz kochanie. Powoli i spokojnie w końcu nie będziesz się bał. I to zrobimy. Ale nie spieszymy się.-znów go ucałował.-a ja obiecuje cie juz nie kusić wiec wejdzmy do środka.
Yuji obudzil się w nocy i pierwsze co zrobił to napisami wiadomość do Kazuo. 'Pamiętam nasz wypad pod namiot.'
-można tam obejrzec winnice, i krzewy. Spróbować wina I nawet się w nim wykąpać.-odpowiedział mu z uśmiechem.-ale jak nie będziesz się czuł pewnie to nie musimy. Ale będziemy tam spać.
Hiroki podszedł do niego kiedy wszyscy poszli. -będzie dobrze kochanie.-pogłaskał go po plecach.
-żartujesz!?-wykrzyknął szczerze oburzony.-Uwielbiam jak mnie całujesz a dzisiaj...-urwał patrząc w bok.-Mam być szczery Ryu? Gdybym cię nie zatrzymał to bym się na ciebie rzucił. Chciałem tego uniknąć żeby cię bardziej nie wystraszyć.-powiedział zaraz się uśmiechając.-ale spokojnie, wytrzymam i poczekam.
Yuji nie czekał na odpowiedź. Od razu zasnął. Miał nadzieję że spędzi miło święta pomimo siedzenia w szpitalu.
-cieszę się.-powiedział jeszcze go całując zanim wysiedli z samochodu.-pora wykorzystać prezent, prawda?-wziął ich najmniejszą w której mieli zapakowane ubrania akurat na jedną noc.
-chodźmy.-zgodził się nie chcąc na razie poruszać nieprzyjemnych tematów.
Jun obudził się dość wcześnie jakoś mając słaby sen. Zerknął na chłopaka i uśmiechnął się lekko. Pogłaskał go lekko po policzku. Zaczął się zastanawiać kiedy chłopak odważy się spać z nim pod jedną kołdrą.
Yuji pomachał im kiedy weszli. -wesołych świąt.-powiedział z uśmiechem.
Jun zabrał rękę trochę smutny bo nawet nie chciał go budzić. Okrył go kołdrą i tylko leżał na boku patrząc na chłopaka.
-potem zjemy.-obiecał śmiejąc się z miny Kazuo.-doktor powiedział że pod koniec stycznia będe mógł wrócić do szkoły...ale będe musiał jeździć co drugi dzień na rehabilitację. Nie odzyskałem jeszcze czucia...
-nigdy tu nie byłem. Marc był.-powiedział ze śmiechem.-więc cóż...dla mnie to też będzie pierwszy raz tutaj.
[ZNOWU DOSTAŁ!?]
Hirokiemu udało się nie oberwać. Tym razem nie spanikował. Obezwładnił mężczyznę i zakuł go w kajdanki. Najpierw zadzwonił po karetkę a potem po Yasu siedząc już przy Naokim i uciskając jego ranę. -Yasu kurwa ten cwel tutaj przyszedł. Ruszcie dupe.
-no tak...ale to wcale nie oznacza że byłem wszędzie. Marc też był tutaj stosunkowo niedawno.-wzruszył ramionami.-Razem pozwiedzamy. Mamy mapę więc będzie dobrze.
-nic nie mów głuptasie...-wywrócił oczyma.-ale mamy go więc już milcz.-powiedział z ulgą rejestrując przyjazd karetki.
-spokojnie kochanie. Wstrzykną to w kroplówkę.-zapewnił go i pogłaskał go delikatnie po dłoni.-spokojnie. Po tym przestanie boleć i ładnie zaśniesz. A wszystko się zagoi.
-a dostanę buziaka?-spytał nachylając się nad nim.
-wooow...koniecznie musimy jej poszukać.-powiedział z uśmiechem.-um a ja...nie mam nic niezwykłego. Tylko te babeczki korzenne które upiekłem...-powiedział cicho.
-oj nie jesteś.-wywrócił oczyma i pociągnął go dalej.-no muszą muszą.-zgodził się spokojnie aż doszli do restauracji.-a tutaj my coś zjemy i skosztujemy wina.
-ale przecież cię nie kują. Wszystko dają o kroplówki Naoki. I to wszystko po to żeby cię nie bolało. Spokojnie. Nie chodź za wiele i niech wszystko ci się zagoi. Bo inaczej nici z prezentu urodzinowego.
-ale jakby co Ryu...tak jakby co...-przytulił go do siebie kiedy zjadł.-a tak poza tym to po prostu baw się dobrze.
-a ja co mam powiedzieć skoro psujesz mi kuchnię?-spytał nadal obrażony. W końcu sięgnął po ciasto i wziął sobie kawałek.-no...-mruknął po pierwszym gryzie.
-mhm...to dobrze.-zaśmiał się tuląc go mocno do siebie.-mój mój kochany.
-byłem o wiele młodszy.-burknął w odpowiedzi.-i nie zepsułem maszynki do gotowania ryżu...ryż zawsze mieliśmy...-dodał patrząc w bok.-um...dobrze że go złapali...
-no tak...-zgodził się z nim.-smacznego.-dodął kiedy przynieśli im posiłek i wlali wina do kieliszków.-mmm...dobre.-powiedział kiedy wziął łyk.
Hiroki poleżał z nim dopóki chłopak nie zasnął a potem poszedł do domu. Już nie mógł się doczekać kiedy chłopak będzie się czuł na tyle dobrze żeby wyjść.
-ciesze się że ci smakuje. Starałem się ucząc się gotować. Specjalnie dla ciebie.
-ale ...lubiłem tę maszynkę wiesz? Ryż był gotowy szybko...Na pewno mi ją odkupisz?-objął go delikatnie.-no i...ciasto ci wyszło...Mogło być lepsze ale...jest smacznego.
-prawda? Na prawde dobre.-zgodził się jedząc swoją porcję.
-ech no i widzisz? I co ja zrobię z twoim prezentem urodzinowym? Nie wyjdzie jak nie będziesz 100% dobrze się czuł...-zaśmiał się i pocałował go delikatnie.
-oczywiście że tak. Będziemy spędzać czas razem i z Yuyą. Będziemy spokojnie żyć.-uśmiechnął się.-w końcu przed nami jeszcze całe nasze życie. Musimy przetrwać okres dojrzewania Yuyi.
[który nawiasem mówiąc ile ma lat O.O]
-oj...lepiej tutaj poczekaj.-wywrócił oczyma i poszedł do samochodu. Wrócił po niego po krótkiej chwili.
-no ja myślę.-zaśmiał się Jun. Wziął łyk swojej herbaty i już im nie przeszkadzał.
-dlaczego w święta...no i szpital nie ma żadnej ochrony? Zadzwoń po policję.-polecił szybko Shuji a Yuji ubrał bluzę i przesiadł się na wózek. Cały drżał ze strachu,
-aj nie o to mi chodzi Tomo.-wywrócił oczyma.-ale jak dorośnie i będzie się bał nas pytać? Albo...jego dziewczyna nie będzie tolerancyjna? wszystko jest możliwe.
-to dobrze kochanie, na prawdę.-powiedział ucieszony.
-ta...wszystkim się będziemy później martwić.-mruknął.-idziemy idziemy.-zgodził się i złapał go za rękę.
-żadnych więcej dziur...Nie chcę żebyś leżał w szpitalu.-powiedział wsadzając go do samochodu.-zdecydowanie wolę jak jesteś w domu...u mnie blisko...albo u siebie i witasz mnie w samym fartuszku.-ucałował go delikatnie.
Koki szybko wziął go na ręce a Jun objął Ryu. -a mieliście być na kolację.-zaśmiał się cicho.-dobrze się bawiliście?
-um...przepraszam...-wymamrotał mocno się go trzymając. *** -Upuść tę broń Kazuo. To my.-powiedział Hiroki i kiedy chłopak opuścił broń wyszli z windy.-Już się tym zajmujemy. Gdzie bracia?-spytał go szybko.
-ciesze się że dobrze się bawiłeś skarbie.-ucałował go w policzek.-a teraz idź się umyć i do spania. Na pewno jesteś zmęczony.
-Uważaj na siebie. My zajmiemy się resztą.-zapewnił go Hiroki. *** Bliźniacy bezpiecznie zeszli na dół gdzie pilnowała ich policja. Kiedy Yuji zobaczył zbiegającego Kazuo pomachał mu energicznie. Pobiegłby do niego gdyby mógł. Wtulił się jednak w niego kiedy chłopak do niego podszedł. -żyjesz...-wyszeptał z ulgą w głosie.
Jun leniwie podniósł się z łóżka. Ubrał się i poszedł do kuchni. Z uśmiechem przywitał się z Ryu całując go w policzek. -wcześnie dzisiaj wstałeś.
-musisz Kazuo...-westchnął chłopa i zaraz przywitał się z policjantem. -Już wszystko załatwione. Dwóch policjantów będzie stało przed drzwiami do sali chłopaka i tylko określone osoby będę mogły tam wejść. Drugi dostanie ochronę.
-postaram się. Wrócę tak wcześnie jak się da.-obiecał mu z uśmiechem.-skoro moje kochanie gotuje.-ucałował go.-upieczemy coś na święta?
Yuji wtulił się mocno w swojego chłopaka. -pójdziesz do lekarza.-szepnął mu na ucho. -dobrze. I uważajcie na siebie.-poprosił ich Hiroki.-złapaliśmy wszystkich którzy po was przyszli teraz pozostaje nam złapać resztę.
-ok więc pomyśl jakie. Wiesz...ja bym zjadł takie dobre korzenne.-powiedział z uśmiechem i już zabrał się za jedzenie.-mmm pyszne! Już dawno nie jadłem twojego śniadanka...
-spokojnie, nie musisz nic zeznawać. Wiemy że nie była twoja. Działałeś w samoobronie.-kiedy wyszła reszta jego drużyny wraz z yakuzą odetchnął z ulgą.-a teraz idźcie już do środka skoro wszystko posprzątane.-Hiroki poklepał Kazuo po ramieniu i odszedł. -Kazu...zimno mi...-wyszeptał chłopak.
Bo to nie jest wino do picia.-wzruszył ramionami.-nie można i tyle. Nie napisali czemu.
-wiem wiem...-zaśmiał się bo już mu to jakoś nie przeszkadzało. Otworzył drzwi od miekszania i położył Naokiego na kanapie.-pójdę jeszcze po twoją torbę.
Takano zaśmiał sie i przytrzymał go blisko siebie żeby ten mu nie upadł.-weżmiemy jeszcze prysznic tutaj żeby to z siebie spłukać i położymy się spać.-zapewnił go.
-nie martwię, tak tylko pytam.-uśmiechnął się i wstał.-będę się już zbierał kochanie.-powiedział i ucałowął go w policzek. Spakował bento do plecaka i poszedł ubrać buty.
Yuji spiął się nieco zaskoczony jego działaniami. Zaraz wtulił się w niego. -um...wesołych świąt.
Jun spokojnie poprowadził trzy pierwsza zajęcia a na przerwie usiadł przy swoim biurku i otworzył bento od Ryu.
-um...przepraszam że spędzamy nasze pierwsze wspólne święta w szpitalu. Bez choinki i w ogóle...-powiedział cicho.-ja...wiele już pamiętam i wiem że chciałem żeby były wyjątkowe.
Jun uśmiechnął się i wyjął chorągiewki. -ja ciebie też kocham.-zaśmiał się i zabrał się za jedzenie.
-um...-zarumienił się i wtulił mocniej w niego.-obiecuję że twoje urodziny będą lepsze. I wymyśle jakiś fajny prezent.-powiedział i ucałował go nieśmiało.
-musiałeś mieć na prawdę wesoły dzień.-powiedział oglądając zdjęcia.-hmmm....skoro dlatego to chyba dobrze że cię odsunął?-spytał chcąc wiedzieć co chłopak o tym myśli.
-cóż...nadal go przesłuchujemy.-odpowiedział szczerze.
-mhm jest...-zgodził się z nim powoli idąc w stronę wynajętego przez nich pokoju.
-ale...ale ja ją zaraz zwolnię.-zapewnił go stojąc przy drzwiach. wszedł do środka i dość szybko i sprawnie załatwił swoją potrzebę. Umył ręce i wyszedł.
-cóż...myślę że on też się boi. Nie chce zrobić niczego wbrew twojej woli. Albo...nie chce tylko otrzymywać niczego nie dając w zamian.-podał różne opcje.-ale to tylko spekulacje, nie mogę nic powiedzieć na pewno.-powiedział spokojnie.-ale jeśli będziesz juz gotowy to on na pewno cię nie odsunie.-powiedział cały czas przeglądając zdjęcia.-a co sprawiło że tak zaniemówiłeś?-spytał pokazując zdjęcia zrobione w momencie kiedy Jun wszedł do salonu najwyraźniej zrobione przez Keiia.
-nie jesteś słaby. To normalne Naoki. Jeśli chcesz to załatwimy ci psychologa.-powiedział tuląc go do siebie.
-hmmm...wiesz Ryu myślę że...jeśli oczywiście tak właśnie czujesz, to myślę że możesz z Junem porozmawiać że chciałbyś tak powolutku ruszać do przodu.-uśmiechnął się.-to normalne i to nic złego że chcesz. No i to też normalne że on może się bać. Nie chce cie skrzywdzić i do niczego zmuszać.
-ok. więc ci kogoś załatwimy.-obiecał mu. A na razie ja będe przy tobie jakby co.-dodał tuląc go do siebie.
-sądzę że oboje się tego boicie Ryu. Dlatego musicie o tym porozmawiać. I wszystko powoli.-uśmiechnął się lekko i wziął łyk herbaty.-niczego się nie dowiesz póki nie spróbujesz, prawda?-oddał mu aparat.-najważniejsze jest to co ty czujesz.
-cóż...więc zróbcie to kiedy będziesz bardziej pewny Ryu. Ale nie będziesz jeśli nie spróbujesz...więc przez chwilę musi się liczyć to o t czujesz. Czy czujesz że chcesz spróbować czy nie. Ale pamiętaj że masz czas. Nie spieszy się.
-zawsze.-pogłaskał go po włosach.-a teraz czekaj. Pójdę po opatrunki i zmienimy ci ten który masz.
-to dobry plan. Najpierw zacznijcie od tego a dopiero potem idźcie dalej.-uśmiechnął się widząc jak chłopak jest zdeterminowany.-i chodźcie na takie wesołe randki.
-będę, będę.-zapewnił go i kiedy wrócił z bandażami zabrał się za delikatne zmienianie jego opatrunku.
-tylko? W takim razie szczesciarz ze mnie.-powiedział chłonąc jego ruchy. Dłońmi masował jego pośladki od czasu do czas delikatnie je ściskając.-mam na prawdę seksownego męża...
Yuji uśmiechnął sie wesoło. -cieszę się że zostajesz. Będziesz spał ze mną?-spytał wjeżdżając do windy i wciskając guzik z numerem ich piętra.
Takano pomógł mu trochę rozpinając swoje spodnie. Potem wsunal dlonie za gumkę bokserek i zaczął pięścić jego przyrodzenie. -nie będzie wygodniej jeśli przeniesiemy się do łóżka?-spytał calując jego obojczyki.
-pozwolę.-wyszczerzyl się.-ja juz na prawdę pamiętam wiele, wiesz? Na prawdę.-uśmiechnął sie I wyjechał z windy.
-mhm...to na prawdę fajnie że ich tyle macie. Widać że mimo wszystko macie razem wiele wspólnych chwil i lubicie do nich wracać.-uśmiechnął się.-Hmmm...więc na pewno dostaniesz zadanie na święta. Zrobić jak najwięcej szczęśliwych zdjęć. Takie jak te.
Hiroki opatulił go kołdrą i objął również skupiając się na filmie.
-Po prostu nie chcesz żebym przejął pałeczkę, co?-spytał czując coraz większą przyjemność. Nie chciał mu przerywać i ciągnąć go do sypialni. Raz na jakiś czas nie przeszkadzało mu robienie tego w ten sposób.
-mou...dałbym radę...-powiedział jednak mimo wszystko z ulgą wjeżdżając do swojej sali bez dodatkowego ciężaru.-A co ja ma powiedzieć? Pobiegłeś wprost w ręce uzbrojonych facetów. Myślałem że mi tam umrzesz...strasznie się o ciebie bałem...-wymamrotał cicho.
-Nie myśl że same lody wystarczą.-powiedział spinając się i czując jak zalewa go przyjemność.-chcę żebyś ty też odczuwał przyjemność.-dodał zamykając oczy by czuć go jeszcze bardziej.-dzisiaj mogę cię oddać w twoje ręce skarbie...
-Może by nie znaleźli...Schowałbyś się z nami aż do przyjścia policji.-mruknął przesiadając się z wózka na łóżko.
-mój najlepszy...-powiedział ścierając trochę swojej spermy z kącika usta chłopaka.-nie pozwoliłeś mi iść do sypialni więc działaj kochanie...--powiedział uśmiechając się figlarnie i zaczynając masować jego penisa.
-nigdy więcej się tak nie narażaj.-mruknął.-i koniec tematu...a teraz wskakuj do łóżka...widzę że też jesteś zmęczony.
Chris mimo wszystko trochę spanikował i już miał dzwonić po Juna ale ten akurat wszedł do mieszkania. -o...Chris? Myślałem że wcześniej ko...Ryu!-urwał od razu podbiegając do kanapy.-Ryu? Co jest? Źle się czujesz? Wziąłeś leki?
-oj daj spokój.-Hiroki wywrócił oczyma i położył się obok niego. Objął go delikatnie.-dobranoc.
-mmmm...jesteś najlepszy kochanie...-wyszeptał mu do uszka. Zaraz go w nie ucałował. Schodził pocałunkami niżej. Dłonią poruszał w rytm ruchów chłopaka. Oddech mu już nieźle przyspieszył.-Kocham cię Tomo-chan...kocham...-szeptał mu do ucha by zaraz złączyć ich usta w namiętnym pocałunku.
-głupek...dobranoc.-mruknał wtulając się w niego i również szybko zasypiając.
-nie złoszczę się. Pojedziemy do szpitala Ryu. Wolę dmuchać na zimne. Nawet jeśli to nic poważnego to wolę żeby to sprawdzili.-powiedział tuląc go delikatnie.
Hiroki nie budził go rano. Chciał żeby chłopak się wyspał. Nie wychodził nawet z łóżka tak po prostu przy nim leżąc.
-mmmm...-Takano oblizał usta i uklęknął za nim.-skoro tak mnie zapraszasz to nie sposób odmówić. Ale jutro chyba nie postawisz nawet kroku.-szepnął mu na uszko w które zaraz go ucałował. Wyprostował się i przytrzymał jego biodra by wejść w niego jednym płynnym ruchem. Zaczął się w nim rytmicznie poruszać. W tym samym czasie prawą ręką pieścił męskość partnera a lewą bawił jego sutkiem.
Yuji uśmiechał się całą noc śpiąc spokojnie w ramionach partnera. Czuł się przy nim bezpiecznie.
-Dobrze...porozmawiam z lekarzami żebyś tam nie zostawał ale iść musimy.-powiedział uśmiechając się przepraszająco do Chrisa.-Pomożesz? Otwórz drzwi.-Poprosił.
-mmmm....bardzo cie kocham.-powiedział tuląc go do siebie.-taki sen?
-jeszcze tylko raz skarbie...-obiecał mu że po tym jak dojdzie to przestanie. Było mu na prawdę dobrze. Poruszał się w nim szybko dopóki obaj nie doszli. Wyszedł wtedy z niego i złapał go obejmując delikatnie.-kocham cię, wiesz?
Yuji po omacku próbował znaleźć swojego misia a kiedy zakończyło się to porażką otworzył zaspane oczy. -czemu ni uciekłeś...?-spytał zaraz ziewając.
-ok, ok. Cieszę się że nie zostawiłeś go samego.-zapewnił go i wszedł do windy.-mogę mieć jeszcze jedną prośbę? Zawiózłbyś nas do szpitala? Wolałbym siedzieć z nim z tyłu.-powiedział spokojnie.
Hiroki pocałował go namiętnie. -spełniony sen raz.-uśmiechnął się.
-jasne kochanie.-ucałował go w policzek.-byłeś dzisiaj niesamowity wiec mogę cie nosić nawet cały jutrzejszy dzień.-zapewnił go I wstał biorąc go na ręce.-zaniosę cie teraz i wrócę żeby tu posprzątać. -dodał z uśmiechem.
-mou...jeszcze dużo czasu do porannej kontroli.-wywrocil oczyma.
-spokojnie Ryu...zaraz będziemy.-powiedział spokój nie kiedy wsiadali juz do samochodu. Przytulił go do siebie. Kiedy dojechali znów wziął go na ręce i zaniósł prosto do odpowiedniego gabinetu.
-na pewno będą. Tylko musisz mi o nich mówić.-powiedział I znów go pocałował.
-więc do wanny skarbie. Jak ty się będziesz mył ja tu posprzątam szybko. Potem do ciebie dołączę.-zaniósł go do łazienki i wsadził w wanny do której napuścił wody. Potem wrócił do salonu.
-będziesz mógł jak kroplówka się skończy. I lekarz core zbada.pogłaskał go po włosach.-ale musisz jeszcze dużo odpoczywać. Za dużo wrażeń miałeś.-dodał.
-nie za słodko skarbie?-spytał przeciągając się lekko.
-wiem skarbie. Ale znasz już mnie tak dobrze ze dokładnie wiesz co lubię.-powiedział chlapiac go lekko wodą.-ale to dobrze...tez lubię z tobą spędzać czas tak po prostu.
-papa.-pomachal mu I sięgnął po książkę czekając na lekarzy
-w takim razie ja je dokończę Ryu. Kara musi być.-ucałował go w policzek.-I spokojnie...jasne że się przestraszył ale przywiózł nas tutaj i czeka żeby nas zawieźć do domu. Na pewno nie będzie chciał przerwać tych spotkać tylko dlatego że trochę go wystraszyłeś.-zapewnił go.
-hej.-chłopak uśmiechnął się do niego.-czemu tak długo cię nie było? Przecież na razie jest wolne od zajęć.-zauważył odkładając książkę na półkę.-i wiesz...po tym wolnym już wrócę na zajęcia...tylko będę na wózku...jeszcze nie czuję nóg...
-przepraszam...powiedział wsuwając na siebie bokserki.-przesadziłem?-spytał zmartwiony.-chociaż sam się prosiłeś tak mnie kusząc...-powiedział wyciągając korek z wanny. Wziął go na ręce i wyciągnął z wanny.
-już.-skończył do kuchni po wodę i podał mu leki. Od razu przyniósł płatki zalane mlekiem.-nie możesz na pusty żołądek.
-Ryu ale nie płacz...-powiedział szybko trochę spanikowany.-to żart...ja po prostu chcę żebyś odpoczął. Jesteś tu bo się przemęczyłeś bo chciałeś wszystko szybko.
-więc przestań...Nie możesz poczekać do końca szkoły?-spytał łapiąc go za rękę.-um...a jak tam konkurs?
-no jak nie moja...-wziął go na ręce kiedy już byli ubrani.-A jak nie będzie to rozłożę ci fotel żeby ci było wygodnie.-powiedział niosąc go do sypialni.
-um...ale co jak się wyrzucą ze szkoły?-spytał zmartwiony.-no sam pomyśl jaki dasz przykład swoim siostrom...
-mhm...dobranoc kochanie.-położył go na łóżku a potem ułożył się przy nim. Objął go i zamknął oczy od razu zasypiając.
-ja nie wydam.-pokręcił zaraz głową.-ale...nie powiem żeby mi się to podobało, wiesz? Ja...miałem cichą nadzieję że jednak pójdziemy razem na studia. Ale teraz pewnie nawet ja nie pójdę.
-nadal boli?-spytał widząc jak chłopak sie krzywi.-mogłeś krzyknąć to przyniósłbym śniadanie do łóżka.-wywrócił oczyma.-przecież to nie problem. Wziąłem nam jajecznice i tosty, może być?
-wiem ale...miałem taką cichną nadzieję. Tak po prostu.-wzruszył ramionami i zwiesił głową.-może głowa tak ale nogi...nie mogę tak iść na medycynę.
-już możemy.-powiedział biorąc go na ręce.-spieszyłem się i nie wziąłem wózka.-wyjaśnił i uśmiechnął się do Chrisa.-już po wszystkim. Nic się nie stało.
-jak boli to się nie zmuszaj. Po co ma boleć bardziej.-westchnął wywracając oczyma.-jedz. Zaraz potem ruszamy w dalszą drogę.-dodał jedząc swoją porcję.
-mogą nie zacząć.-powiedział cicho zaciskając dłonie na kołdrze.-To nie takie proste Kazuo. Dla ciebie lekarz to lekarz...ale ja marzę o zostaniu kardiochirurgiem. Zrozumiesz jeśli nie rozumiesz...nie masz takich marzeń. Ale jeśli nie odzyskam czucia w nogach to całkowicie przekreśla moje marzenia. Tak samo plan B czy kendo.
-poprowadzę.-zapewnił go z uśmiechem.-więc jedz bo przed nami długa droga. Po drodze zatrzymamy się w miasteczku które zwiedzałem na studiach ze względu na tamtejsze cukiernie. Poza tym mają tam cudne widoki.
-mówiłem już przecież że to nie takie proste i że nie zrozumiesz.-westchnął nie patrząc na niego.-więc już przestań mówić jakby to było nic wielkiego...
-spędzimy tam noc i wyjedziemy rano następnego dnia. Tym razem bez seksu bo chyba być tego nie wytrzymał.-skończył jeść i zmierzwil mu włosy.
-skoro nie marzysz to jakie masz prawo wygłaszać mi tu teraz kazania?-powiedział ze łzami w oczach.-nadal nie wiadomo czy to stan przejściowy, rozumiesz? Nawet na tych głupi sz wykresach przy badaniach nic się nie ruszyło. Słyszałem jak lekarze mówili że tak moze być ja stałe...
-nie upuszcze.-zapewnił go wesoło a Chris szedł zaraz za nimi.-czy kiedykolwiek cie upuscilem?
-cóż raczej tak. Taki jest plan. O ile coś nie wyskoczy to jestem w domu. To mała miejscowość wiec wbrew temu co na razie doświadczyłeś nie dzieje się tutaj wiele. Mamy stosunkowo mało spraw.
-a to byłoby niewskazane bo następne dni spędzamy nad morzem. Będziemy zwiedzać i dobrze się bawić..-ucałował go w policzek.-a jak zjesz to cię zaniosę żebyś się ubrał.
-nic nie mogę zrobić, rozumiesz? To nie ode mnie zależy czy czucie wróci czy nie..-powiedział cały czas ocierając łzy.-i przestań na mnie krzyczeć! Nie chcę tego słyszeć od kogoś kto nie ma marzeń.
-to moja wina że cię boli...chcę ci pomóc.-powiedział uśmiechając się lekko.-więc jedz już.-dodał pijąc herbatę.
Yuji zalewał się łzami i nawet nie zauważył kiedy jego brat wszedł do sali. -Yuji!? Znowu się pokłóciłeś z Kazuo?-spytał Shuji siadając na brzegu łóżka. -ne...często kłócisz się z Kentą?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-oj wszędzie chodziłeś i wszytsko robiłeś...ja wiem Ryu że cieszysz się że jesteś w domu i chcesz wszystko już, szybko. Tak jak dawniej ale większość czasu powinieneś jednak leżeć. Aktywny odpoczynek się nie liczy.-zaśmiał się.
-ale...ale przecież nam też nie było bardzo lekko. Znaczy...mieliśmy co jeść nawet jeśli to byłą porcja na pół. I w sumie wszystko mieliśmy na pół póki wujek z rodziną nie wyjechali ale...-pociągnął nosem.-to nie tak że jesteśmy z dwóch różnych światów.
-oj przecież to nic takiego.-wywrócił oczyma. Rozłożę ci fotel i będziesz leżał.-posadził go na łóżku i podał mu ciuchy. Sam zabrał się za szybkie pakowanie tego co mieli.
-ok.-pocałowął go i wyszedł z pieskami na krótki spacer.
-ech...ale potem będziesz odpoczywał, prawda? Obiecujesz Ryu?-spojrzał na niego uważnie chcąc być pewnym.
Yuji pokręcił przecząco głową. -codziennie mam badania, rehabilitacje i masaże. A na wynikach wszystko jest takie samo. I jak sam też ich nie czuję. Wiem że tam są ale...ich nie czuje.-pociągnął nosem.-Nie chcę o tym myśleć...jestem parę miesięcy do tyłu i pewnie będę musiał powtarzać klasę...I...ja już nie wiem czego chcę Shuji.-wyszeptał zdając sobie z tego sprawę.-to prawda że zawsze chciałem zostać chirurgiem ale...kendo zaczęło sprawiać mi coraz więcej radości. Nie tylko oficjalne zawody i wygrane ale nawet same treningi.
-Ryu proszę...na prawdę się dzisiaj wystraszyłem. Nie rób mi tego więcej.-poprosił głaszczac go po policzku.-parę dni, ok? Po prostu odpoczywaj.
-to głupie prawda? Tyle czasu marzylismy o jednym...a wszystko się zaczęło zmieniać.-pokręcił głową.-um...a zostało strasznie mało czasu zeby zdecydowac.
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 4687 Nowsze› Najnowsze»Takano pocałował go jeszcze raz namiętnie. Potem odwrócił go tak żeby mógł swobodnie oprzeć się rękoma o brzeg basenu. Zdjął swoje bokserki i przytrzymał jego biodra.
-tylko cichutko kochanie.-poprosił szeptem i zaczął w niego wchodzić.
-um...w końcu mogę jeździć na wózku więc...może panie z kuchni pozwolą mi coś dla was upiec.-uśmiechnął się lekko.
-a ja mu mówiłem że ma się nie spieszyć i powoli zbierać. Teraz macie wyjść na prostą. Użyjcie do tego tych pieniędzy...-westchnął.-Oddawajcie mi je w ratach. Na prawdę...nie chcę wszystkiego tu i teraz.
-wiem...ale będę eliminował wszystko po kolei. Na razie mamy to. Pójdzie nam szybko obiecuję.
-szszszsz...nie gryź się.-poprosił głaszcząc go po plecach.-Nie gryź...-powtórzył zaraz trochę przyspieszając. Dłońmi pieścił penisa partnera od czasu do czasu ściskając jego jądra. Całował kark i ramiona chłopaka gdzieniegdzie pozostawiając malinki.
-mhm...więc postaram się je zrobić.-obiecał z uśmiechem.
-i na spokojnie mi je oddacie. Keii na prawdę, na prawdę nic się nie stanie jeśli nie dostanę wszystkiego naraz. Wyjdźcie na prostą. Tego teraz chcę. Żeby Koki pracował normalnie na jedną zmianę i się tobą opiekował.
-spokojnie. Nie będę.-obiecał mu.-Będzie tak jakbyś u mnie mieszkał...w sensie tak będzie w domu. A poza tym będę czekał na ciebie przed szkołą.
-tak? Ciesze się kochanie.-szepnął jeszcze trochę przyspieszając. Sam również czuł jak zalewa go przyjemność i podniecenie. Serce biło mu jak szalone a oddech przyspieszył.-kocham cię Tomo-chan...
-o...dziękuję...jak poszedł konkurs?-spytał oglądając breloczek.-trochę lepiej..pamiętam więcej rzeczy. Wszystko się już zagoiło...więc mogę jeździć na wózku. Nóg nadal nie czuję...
-już...już...-pogłaskał go po plecach.-Już dobrze.-powiedział już i z westchnięciem spojrzał na Keiia.-a jaką najniższą możesz zaproponować?
-spokojnie. Będę grzeczy. No i popatrz na to tak że będziesz mnie miał przy sobie.
-ja ciebie też.-zaśmiał się.-było super, dziękuję.-objął go mocno i pocałował namiętnie.
-Jest zimno...-wymamrotał okrywając się porządnie kołdrą.
-ech...no dobra. Niech wam będzie.-wywrócił oczyma Jun.-Czyli możemy skończyć temat pieniędzy?
-no więc nie marudź kochanie.-powiedział i objąć go ramieniem.
-to...to nic takiego.-odparł tylko a tak na prawdę strasznie się cieszył że jego partner tak uważa.-i dzisiaj wytrzymałeś troszkę dłużej niż zwykle.-zauważył z uśmiechem.
-um...-Yuji ostrożnie przesiadł się na wózek i podjechał do swoich rzeczy żeby ubrać bluzę.
-Już nie raz mi dziękowałeś Kei...Raz wystarcza serio.-powiedział.-A jeśli liczyć jeszcze te podziękowania Kokiego do wystarczą żebyście mi w ogóle pieniędzy nie oddawali.-wywrócił oczyma.
-wiem. I nie będe. Obiecuję że nie będę.-zapewnił go i zaczął spokojnie wracać z nim w stronę mieszkania.
-hmm? Czemu moja?-spytał również poprawiając swoje bokserki. Podpłynął do drugiego brzegu żeby pooglądać miasto nocą.
-um ok...-Yuji skinął głową i bez marudzenia pozwolił mu prowadzić wózek.-ale nie siedźmy długo.-poprosił jeszcze.
-jasne kochanie.-odparł i położył się z nim. Cieszył się że mają tutaj taką szeroką kanapę.
-i zawiozę.-odpowiedział.-Mamy już nagrania z kamer. Mam wiadomość od Yasu że dzisiaj będę robić pierwszą próbę złapania go.-powiedział siadając.
-mhm...ale to chyba dobrze, co?-objął go delikatnie.-Ja się cieszę że mnie tak podniecasz. I ciesze się że uważasz że jestem w tym dobry.-powiedział i ucałował go w policzek.-hmmm...lubiłem mieszkanie w Tokio i tutaj...ale w Yukan bardziej mi się podoba.
-wooow...-Szepnął Yuji. Z wypiekami na twarzy oglądał niebo.-Pamiętam...że na moje urodziny też poszliśmy na dach...na ten szkolny.-szepnął cicho.-Nadal nie pamiętam wielu rzeczy ale...kocham cię.-szepnął jeszcze ciszej.
-hmmm...sądzisz się powinniśmy? Ale to jak wrócimy.-powiedział z uśmiechem.
-oj...bez niespodzianek też można żyć.-zaśmiał się.-Chcesz być przy przesłuchaniu?
-cieszę się że tak uważasz.-powiedział jeszcze raz go całując.-ale...boli cię coś?-spytał zaraz zmartwiony.-zostaniemy tam. W Yukan...w naszym domku.
-nie wiem czy zauważyłeś ale...jestem prawie unieruchomiony. Jak niby mielibyśmy robić te szalony rzeczy?
-aż tak ci się podoba ta którą tutaj mamy?-spytał wesoło.
-mhm no dobrze. Pokażemy ci jeszcze nagranie żeby zobaczyć czy znasz te osobe.
-mhm...ten cały miesiąc będzie pełen wrażeń.-powiedział całując go w policzek.-wychodzimy? Na prawdę musisz być wykończony dzisiejszym dniem.
-był..-zgodził się.-dziękuję.-dodał i już sam podjechał do łóżka. Przesiadł się na nie i krył kołdrą. Złapał go delikatnie za rękę.-Kocham cię.-szepnął.-wciąż mogę wiele nie pamiętać. Ale tego jednego jestem pewny...
-Ryu? Może pójdziemy już do łóżka skoro widać że jesteś zmęczony?
-Dzisiaj wszyscy przyjdą żeby ustalić co i jak. Może być?
-już. Dzisiaj był dzień pełen wrażeń. Już pora spać.-zasmiał się i ucałował go delikatnie.
-Zrobię.-przeciągnął się i wstał żeby zrobić herbatę i śniadanie.
Takano wyszedł z basenu i wziął go na ręce.
-chodź moja księżniczko. Idziemy się wytrzeć i przebrać. A potem do łóżeczka.-ucałował go.
Yuji miał nadzieję jeszcze z nim porozmawiać jednak grzecznie położył się spać. Następnego dnia za pozwoleniem upiekł trochę babeczek w potem grzecznie leżał w łóżku.
-Ryu-chan...ja nie muszę iść spać. Ale ty wyglądasz na zmęczonego.-powiedział głaszcząc go po włoskach.
-um...-spojrzał na niego zaskoczony ale nie spytał.-jak ci minął dzień? Przychodzisz z Shujim na święta? Upiekłem babeczki...
-oj...czasem marudzisz że cię tak nosze.-zaśmiał się cicho. W sypialni otulił go ręcznikiem i podał mu dres. Sam też zaczął się wycierać.
-Gdybyśmy mieszkali razem mógłbym ci je robić codziennie. I mimo wszystko widywalibyśmy się częściej.
-mhm...-kiedy się już ubrali i położyli do łózka przytulił go do siebie.-wiesz co kochanie? Cieszę się że ten tydzień spędziliśmy w Paryżu. Mogłem ci pokazać jak mieszkałem i jak żyłem. Pozwiedzaliśmy i w ogóle...bardzo się ciesze.
-dlaczego tak sądzisz? Nie uważam tak ale nie będę cię zmuszał. Przemyśl to jeszcze.
-zdrów jak ryba, tak? No dobrze...myślałem po prostu że po dniu pełnym wrażeń będziesz raczej zmęczony.
-Shuji ma zamiar wcześniej wyjść?-spytał łapiąc go za rękę.-ale...nie potrzebny żaden prezent...
-jak mógłbym być zły? Było ok kochanie.-pogłaskał go po włosach.-a teraz już idź spać. Rano się wykąpiemy i spakujemy. Ruszamy dalej.-ucałował go w czółko i zamknął oczy.
Hiroki wybuchnął śmiechem.
-dlaczego uważasz że mógłbyś mnie sobą przestraszyć?-spytał cały czas się śmiejąc.
-no dobrze. Ja pójdę się umyć.-powiedział zaraz idąc pod prysznic. Kiedy wrócił do salonu miał jeszcze lekko wilgotne włosy. Ubrany był w bokserki i koszulkę na ramiączkach.
-dlaczego miałbym nie pozwolić?-spytał zaskoczony.-ale...ale ja dla ciebie nic nie mam...
Rano Takano obudził się dość wcześnie. Tomo mocno się do niego tulił więc postanowił jeszcze trochę poleżeć zanim chłopak się nie obudzi.
-Naoki...chwilę temu mówiłeś że chcesz spędzić ze mną całe życie i będziesz kochał każdą moją stronę. Ja myślę tak samo...więc chcę cie poznać całego. Nie wystraszysz mnie.
-Koki...-syknął Jun chcąc go uciszyć ale już było za późno. Chciał jeszcze protestować że może się przebrać jeśli Ryu nie czuje się komfortowo. Nogi same poniosły go za chłopakiem.
-ale...to taki kiepski prezent...
-idealnie z moim kochanym misiem.-powiedział i również ucałował delikatnie jego usta.-.śniło ci się coś miłego?
-dobrze. Ale niczym się nie przejmuj i po prostu zdecyduj czy chcesz ze mną mieszkać czy nie.
-Ryu-chan? Nie musisz się zmuszać wiesz? Przepraszam...obiecałem nie naciskać. Przebiorę się jednak.-powiedział i pogłaskał go po włosach.
-um...-Yuji nie odpowiedział nic więcej bo czuł że się rozpłacze.-ne Kazu? A czy my już...no wiesz...-zarumienił się okropnie.
-to dobrze jak się wyspałeś. Ja też.-pocałował go namiętnie.-też cię kocham.-pocałował go jeszcze raz.-zanieść moje kochanie do łazienki czy sam dojdziesz?
-hmmm...niedługo powinni.-powiedział zerkając na zegarek.
-Możemy Ryu-chan.-powiedział uśmiechając się delikatnie.-Jasne że nie jest mi łatwo. To już dwa lata. Ale obiecałem że nie będę naciskał i że wytrzymam. Więc wytrzymam.-ucałował bardzo delikatnie jego usta.-na razie niewinne randki...a potem mi to wynagrodzisz.-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.
-um możesz...-odparł cicho.
-nie chciałem seksu z rana ale ok, idź sam.-zaśmiał się jeszcze chwilę leniuchując.
-dotyczy to twojej sprawy więc w sumie nie musisz.-wzruszył ramionami.
Po chwili Jun przytulił go mocno do siebie.
-Przepraszam...przestanę się tak ubierać i zacznę spać w dresie...
-czy...coś się stało?-spytał cicho chłopak obejmując go delikatnie.
-nie masz za co mnie przepraszać-zaprotestował szybko. Otarł jego łzy ale potem go nie zatrzymywał.-weź bluzę...nie chcę żebyś się przeziębił.
-um...a czemu miałbyś nie móc?-spytał zaskoczony.-i wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-niech będzie. Liczę na coś smacznego.-Mijając go ucałował go w policzek a potem wziął szybki prysznic.
-więc jemy szybko śniadanie żeby nas tak nie zastali.
Jun dołączył do niego po 10 minutach.
-wracaj już do środka.-poprosił nie chcąc żeby chłopak się przeziębił.
-dlaczego?-spytał uparcie.
-smacznego.-odpowiedział z uśmiechem i od razu wziął się za jedzenie. Potem szybko poszedł ich spakować.-ośrodek jest kawałek stąd a chciałbym żebyśmy dojechali tam na obiad.-powiedział.
Kiedy zjedli i pozmywali zjawił się Yasu i reszta. Najpierw obejrzeli nagrania z kamer.
-cóż...myślę że możesz. Najwyżej się zmienimy. Żaden problem.-wzruszył ramionami I ucałował go w policzek.-wszystko wzięliśmy?
-ok..Wiec go zlapiemy I Przesłuchamy.-stwierdził Hiroki I zaczęli układać plan.
-Ja ciebie tez.-położył mu dłoń na ramieniu.-i ja wiem ze mnie kochasz Ryu. Nie potrzebuje seksu żeby to wiedzieć. No I mówiłem juz przecież ze poczekam. Mamy czas.
-um...przepraszam. ale przypominam sobie...powoli...I w końcu sobie przypomnę.-powiedział nachylajac się żeby go przytulic.-nie bądź smutny...nie bądź. Um...możesz się cieszyć bo w sumie...znów cie pokochalem.
-no to lecimy w dalszą podróż.-pocałował go jeszcze raz poczym zabrał torby i wyszedł z pokoju. Zamknął drzwi kiedy Tomo tez wyszedł. Zjechali winda I spakowali torby do samochodu.
-możesz.-odpowiedział Hiroki a reszta wstała żeby zrealizować plan.
-Ryu-chan...ja poczekam. Poczekam...wiec spokojnie. Daj sobie czas a kiedy będziesz pewny to ja będę delikatny. I wtedy to zrobimy. Na razie nie zmuszaj się bo przecież wiesz ze jak chcesz szybko to jest gorzej.-ukucnal obok niego
-ale to było proste pytanie...-mruknął cicho.-ale ok. Sam sobie przypomnę.
-to dużo dla mnie znaczy Ryu. Ciesze się ze mocniejsze pocałunki są juz ok. Na prawdę się ciesze.-pocałował go w policzek.
-um ja ciebie tez.-uśmiechnął sie Yuji.
-no widzisz kochanie. Powoli i spokojnie w końcu nie będziesz się bał. I to zrobimy. Ale nie spieszymy się.-znów go ucałował.-a ja obiecuje cie juz nie kusić wiec wejdzmy do środka.
Yuji obudzil się w nocy i pierwsze co zrobił to napisami wiadomość do Kazuo. 'Pamiętam nasz wypad pod namiot.'
-można tam obejrzec winnice, i krzewy. Spróbować wina I nawet się w nim wykąpać.-odpowiedział mu z uśmiechem.-ale jak nie będziesz się czuł pewnie to nie musimy. Ale będziemy tam spać.
Hiroki podszedł do niego kiedy wszyscy poszli.
-będzie dobrze kochanie.-pogłaskał go po plecach.
-żartujesz!?-wykrzyknął szczerze oburzony.-Uwielbiam jak mnie całujesz a dzisiaj...-urwał patrząc w bok.-Mam być szczery Ryu? Gdybym cię nie zatrzymał to bym się na ciebie rzucił. Chciałem tego uniknąć żeby cię bardziej nie wystraszyć.-powiedział zaraz się uśmiechając.-ale spokojnie, wytrzymam i poczekam.
Yuji nie czekał na odpowiedź. Od razu zasnął. Miał nadzieję że spędzi miło święta pomimo siedzenia w szpitalu.
-mhm...to coś jak spa.-zaśmiał się.-nie siedzi się tam zbyt długo.-wyjaśnił jeszcze.-mhm, lampka na pewno nie zaszkodzi.
-wiem...rozumiem Nao-chan. Nic nie poradzę jeśli okaże się inaczej ale...obiecuję że mimo wszystko będzie dobrze. Będę przy tobie.
-cieszę się.-powiedział jeszcze go całując zanim wysiedli z samochodu.-pora wykorzystać prezent, prawda?-wziął ich najmniejszą w której mieli zapakowane ubrania akurat na jedną noc.
-chodźmy.-zgodził się nie chcąc na razie poruszać nieprzyjemnych tematów.
-jasne że możesz.-zaśmiał się obejmując go ramieniem i idąc do recepcji.
-więc spokojny spacerek? Ale tylko tutaj blisko bloku, ok?
[ale Jun tam leżał wcześniej XD]
Jun obudził się dość wcześnie jakoś mając słaby sen. Zerknął na chłopaka i uśmiechnął się lekko. Pogłaskał go lekko po policzku. Zaczął się zastanawiać kiedy chłopak odważy się spać z nim pod jedną kołdrą.
Yuji pomachał im kiedy weszli.
-wesołych świąt.-powiedział z uśmiechem.
Dostali klucz do pokoju oraz plan ośrodka z zaznaczonymi punktami które mogą zwiedzić.
-a teraz idziemy zanieść torbę.-poinformował go Takano.
Hiroki oddał pocałunek i objął go mocno.
-mój kochany...wracamy?
Jun zabrał rękę trochę smutny bo nawet nie chciał go budzić. Okrył go kołdrą i tylko leżał na boku patrząc na chłopaka.
-potem zjemy.-obiecał śmiejąc się z miny Kazuo.-doktor powiedział że pod koniec stycznia będe mógł wrócić do szkoły...ale będe musiał jeździć co drugi dzień na rehabilitację. Nie odzyskałem jeszcze czucia...
-nigdy tu nie byłem. Marc był.-powiedział ze śmiechem.-więc cóż...dla mnie to też będzie pierwszy raz tutaj.
[ZNOWU DOSTAŁ!?]
Hirokiemu udało się nie oberwać. Tym razem nie spanikował. Obezwładnił mężczyznę i zakuł go w kajdanki. Najpierw zadzwonił po karetkę a potem po Yasu siedząc już przy Naokim i uciskając jego ranę.
-Yasu kurwa ten cwel tutaj przyszedł. Ruszcie dupe.
Jun uśmiechnął się na prawdę szczęśliwy. Cieszył się że chłopak odnalazł go przez sen i się w niego wtulił.
-nie będę-burknął.-Ale będzie trzeba załatwić z dyrekcją żeby nasza klasa miała zajęcia na samym dole...
-no tak...ale to wcale nie oznacza że byłem wszędzie. Marc też był tutaj stosunkowo niedawno.-wzruszył ramionami.-Razem pozwiedzamy. Mamy mapę więc będzie dobrze.
-nic nie mów głuptasie...-wywrócił oczyma.-ale mamy go więc już milcz.-powiedział z ulgą rejestrując przyjazd karetki.
-za chwilę..-odparł tuląc go jeszcze do siebie.-pozwól mi tak jeszcze trochę cię potulić. Tylko trochę...
-ale um...ja sobie poradzę...serio...-odpowiedział Yuji.
-sam go będziesz pchał. Od czego ma chłopaka.-wywrócił oczyma Shuji.
-jak moglibyśmy nie dać rady?-zaśmiał się cicho.-oczywiście że damy radę dlatego ruszamy już teraz.-dodał obejmując go ramieniem.
Hiroki obudził się mimo wszytsko.
-boli? Zawołam lekarza.-powiedział wciskając guzik i głaszcząc go po włosach.-już...już dobrze...
-ale nie tak...pierwszy raz od dawna przytuliłeś się do mnie we śnie w łóżku.-wywrócił oczyma.-ok, ok...wstajemy.
-ja sobie poradzę...radzę sobie tutaj jak sam jestem.
-mhmmm...na prawdę pięknie.-zgodził się z nim.
-spokojnie kochanie. Wstrzykną to w kroplówkę.-zapewnił go i pogłaskał go delikatnie po dłoni.-spokojnie. Po tym przestanie boleć i ładnie zaśniesz. A wszystko się zagoi.
-a dostanę buziaka?-spytał nachylając się nad nim.
-wooow...koniecznie musimy jej poszukać.-powiedział z uśmiechem.-um a ja...nie mam nic niezwykłego. Tylko te babeczki korzenne które upiekłem...-powiedział cicho.
-to jest specjalny gatunek do win.-wyjaśnił śmiejąc się cicho.-chodź idziemy dalej.
Hiroki zerknął na lekarza.
-co najmniej do konca tygodnia. Ale przez świętami pana wypuścimy.-powiedział lekarz.
-no...za takiego wspaniałego buziaka muszę się postarać.-powiedział wesoło i zabrał się za robienie grzanek.
-nasłuchałeś? Shuji coś mówił?-spytał sięgając do szafki po schowane babeczki.
-no a tera zmożemy zobaczyć jak po kolei powstaje wino.-powiedział kiedy weszli do budynku.
-wytrzymasz.-powiedział jeszcze Hiroki i znów zamknął oczy.
-ok.-Jun zaśmiał się i po pół godzinie przyszedł do niego ze śniadanie.-dla mojego wspaniałego chłopaka.
-oj...ale to tylko babeczki.-mruknął otwierając pudełko.
-cóż..wątpię że zrobimy sami ale będziemy mogli się napić.-powiedział cały czas idąc zgodnie z mapą.
-Naoki?-odezwał się głośno Hiroki kiedy nie zastał chłopaka w łóżku. Jak zwykle w drodze z pracy zaszedł go odwiedzić.
-jeśli je lubisz mogę ci je robić tak często jak chcesz, serio.-uśmiechnął się do niego.-kocham cię. Bardzo.
-um...dziękuję.-powiedział rumieniąc się lekko.
-dużo zabawy, tak? No nie wiem.-zaśmiał się i objął go ramieniem.-zobacz jakie wielkie beczki...
-oj marudzisz.-wziął go na ręce i zaniósł do łóżka.-leż grzecznie. worek nie taki straszny mogło być gorzej.
-wołaj ile chcesz.-zaśmiał się wesoło i w końcu również wziął się za jedzenie.
-ale...to są świąteczne babeczki.-powiedział biorąc sobie jedną.
-oni tego nie piją.-zaśmiał się.-a ty wcale nie jesteś maciupki. Chodź...-wziął go za rękę. Po drodze robił zdjecia.
-chyba żartujesz. To nie było chodzenie tylko walczenie o każdy krok. leż grzecznie. chcę zdrowego faceta na święta...i na twoje urodziny.
[a nie grzanki XD]
-oj daj spokój...jedz sniadanie a nie marudzisz.-ucałował go w policzke i wziął łyk soku.
=to tak nie działa Kazuo.-zaśmiał się.
-oj nie jesteś.-wywrócił oczyma i pociągnął go dalej.-no muszą muszą.-zgodził się spokojnie aż doszli do restauracji.-a tutaj my coś zjemy i skosztujemy wina.
-ale przecież cię nie kują. Wszystko dają o kroplówki Naoki. I to wszystko po to żeby cię nie bolało. Spokojnie. Nie chodź za wiele i niech wszystko ci się zagoi. Bo inaczej nici z prezentu urodzinowego.
-o której wychodzisz z przyjacielem? Keii idzie z wami?-spytał go z uśmiechem.
-aż tak cię wymęczył?-zaśmiał się Yuji.-ale spokojnie...jak już mnie wypiszą to odczepi się od kuchni.
-nie jesteś głuptasie i koniec tematu.-zaśmiał się otwierając przyniesione im menu.-na co mamy ochotę?-spytał zerkając na chłopaka.
-cóż...o ile nagle tutaj nie wpadnie to czemu nie. Możesz mu tak powiedzieć. Spędzimy święta u mnie.-powiedział delikatnie głaszcząc go po włosach.
-dobrze. Więc uważaj na siebie i jak coś to dzwoń.-ucałował go w policzek.-i baw się dobrze.
-cała kuchni pójdzie mi z dymem.-burknął.-i nadal wisisz mi maszynkę do gotowania ryżu. I czajnik.-powiedział celując w niego palcem.
-mhm...więc ja coś nam wybiorę.-powiedział w końcu zamawiając dwa dania z winem do tego. Potem zerknął na Tomo z uśmiechem.
-więc ta też zrobimy.-obiecał mu.-spędzimy miłe święta.
-ale jakby co Ryu...tak jakby co...-przytulił go do siebie kiedy zjadł.-a tak poza tym to po prostu baw się dobrze.
-a ja co mam powiedzieć skoro psujesz mi kuchnię?-spytał nadal obrażony. W końcu sięgnął po ciasto i wziął sobie kawałek.-no...-mruknął po pierwszym gryzie.
-oj...gdyby przyszedł tu sam to by ci doradzili.-zaśmiał się.-to na prawdę nic takiego.
-no już dobrze. Nie dopuszczę do podobnej sytuacji.-powiedział i położył się na boku pozwalając mu się tulić.
-mhm...to dobrze.-zaśmiał się tuląc go mocno do siebie.-mój mój kochany.
-byłem o wiele młodszy.-burknął w odpowiedzi.-i nie zepsułem maszynki do gotowania ryżu...ryż zawsze mieliśmy...-dodał patrząc w bok.-um...dobrze że go złapali...
-no tak...-zgodził się z nim.-smacznego.-dodął kiedy przynieśli im posiłek i wlali wina do kieliszków.-mmm...dobre.-powiedział kiedy wziął łyk.
Hiroki poleżał z nim dopóki chłopak nie zasnął a potem poszedł do domu. Już nie mógł się doczekać kiedy chłopak będzie się czuł na tyle dobrze żeby wyjść.
-ciesze się że ci smakuje. Starałem się ucząc się gotować. Specjalnie dla ciebie.
-ale ...lubiłem tę maszynkę wiesz? Ryż był gotowy szybko...Na pewno mi ją odkupisz?-objął go delikatnie.-no i...ciasto ci wyszło...Mogło być lepsze ale...jest smacznego.
-prawda? Na prawde dobre.-zgodził się jedząc swoją porcję.
-ech no i widzisz? I co ja zrobię z twoim prezentem urodzinowym? Nie wyjdzie jak nie będziesz 100% dobrze się czuł...-zaśmiał się i pocałował go delikatnie.
-ciesze się ze ci smakuje. Ma przyjemny smak i zapach. Komponuje się z jedzeniem.-uśmiechnął se I wziął łyk wina.
-no dobrze ale ja jeszcze w poniedziałek idę do pracy, wiesz? Niestety musze.
-ja ciebie tez kocham.-uucałował go i zaczął zbierać ze stołu.
-ok ok...ale nie mecz Kazuo.-poprosił go jeszcze.
-oj już mi tak nie słodź...nie jestem aż tak niesamowity.-zaprotestował.-Po prostu cię kocham i robię wszystko żeby nasz miesiąc miodowy był idealny.
-no dobrze skarbie...-powiedział.-poczekaj. Zaniosę torbę i wrócę po ciebie żebyś za dużo nie chodził.
-hej rozgość się.-poprosił go Jun i poszedł zrobić herbaty.
-mou...niby czemu miałbyś?-spytał tuląc jeszcze trochę brata.
-oczywiście że tak. Będziemy spędzać czas razem i z Yuyą. Będziemy spokojnie żyć.-uśmiechnął się.-w końcu przed nami jeszcze całe nasze życie. Musimy przetrwać okres dojrzewania Yuyi.
[który nawiasem mówiąc ile ma lat O.O]
-oj...lepiej tutaj poczekaj.-wywrócił oczyma i poszedł do samochodu. Wrócił po niego po krótkiej chwili.
-nie musisz się czuć taki skrępowany.-zaśmiał się Jun widząc reakcje Marca kiedy wszedł do salonu z herbatą.
-mou...najlepiej nikogo nie truj. I nie rozwalaj niczyjej kuchni.-wywrócił oczyma.-ech...i siebie też nie spal...nie chce cię stracić głupi bracie...
[dooobra...więc jest w 5-6 już więc ma...12-13]
-no nie wiem...niedługo idzie do gimnazjum...nowi znajomi i w ogóle...na prawdę mnie to przeraża.-zaśmiał się.
-a mówiłem żebyś czekał głuptasie.-westchnął biorąc go na ręce.-i ty masz niby być w pełni sprawny na swoje urodziny? Jakoś tego nie widzę.
-tutaj nie jestem twoim profesorem.-Jun zaśmiał się cicho.-więc nie musisz mnie tytułować ani nic. A za 'pan' się obrażę.
-I nie mogę pilnować żebyś nic sobie nie zrobił...-westchnął.
[no trzeba to w końcu zmienić XD]
-no mam nadzieję.-zaśmiał się Takano.-no bo wiesz...co jak będzie miał dziewczynę?
-trzymam cię za słowo.-zaśmiał się idąc z nim do samochodu.
-no ja myślę.-zaśmiał się Jun. Wziął łyk swojej herbaty i już im nie przeszkadzał.
-dlaczego w święta...no i szpital nie ma żadnej ochrony? Zadzwoń po policję.-polecił szybko Shuji a Yuji ubrał bluzę i przesiadł się na wózek. Cały drżał ze strachu,
-aj nie o to mi chodzi Tomo.-wywrócił oczyma.-ale jak dorośnie i będzie się bał nas pytać? Albo...jego dziewczyna nie będzie tolerancyjna? wszystko jest możliwe.
-to dobrze kochanie, na prawdę.-powiedział ucieszony.
Jun poszedł do sypialni żeby sobie poczytać.
-nie idź...po prostu się schowaj. Nie idź...-poprosił go i złapał go za rękaw.
-ta...wszystkim się będziemy później martwić.-mruknął.-idziemy idziemy.-zgodził się i złapał go za rękę.
-żadnych więcej dziur...Nie chcę żebyś leżał w szpitalu.-powiedział wsadzając go do samochodu.-zdecydowanie wolę jak jesteś w domu...u mnie blisko...albo u siebie i witasz mnie w samym fartuszku.-ucałował go delikatnie.
Jun pomachał im tylko i życzył dobrej zabawy.
Yuji zalał się łzami słysząc strzały. Płakał bezdźwięcznie nie chcąc żeby starania Kazuo poszły na marne.
-mhm...nasz czas.-zgodził się idąc z nim dalej.-więc teraz pora chyba na relaksująca kąpiel w winie skoro chodzimy już tak prawie cały dzień.
-to dobrze...tylko skarbie będziesz prawie tylko leżał.
Koki szybko wziął go na ręce a Jun objął Ryu.
-a mieliście być na kolację.-zaśmiał się cicho.-dobrze się bawiliście?
-um...przepraszam...-wymamrotał mocno się go trzymając.
***
-Upuść tę broń Kazuo. To my.-powiedział Hiroki i kiedy chłopak opuścił broń wyszli z windy.-Już się tym zajmujemy. Gdzie bracia?-spytał go szybko.
-mhm rozumiem. Każdy by się zmęczył.-powiedział idąc spokojnie do części ze spa.
-dobrze, dobrze. Ale nie chodź za dużo.
-ciesze się że dobrze się bawiłeś skarbie.-ucałował go w policzek.-a teraz idź się umyć i do spania. Na pewno jesteś zmęczony.
-Uważaj na siebie. My zajmiemy się resztą.-zapewnił go Hiroki.
***
Bliźniacy bezpiecznie zeszli na dół gdzie pilnowała ich policja. Kiedy Yuji zobaczył zbiegającego Kazuo pomachał mu energicznie. Pobiegłby do niego gdyby mógł. Wtulił się jednak w niego kiedy chłopak do niego podszedł.
-żyjesz...-wyszeptał z ulgą w głosie.
-tak trochę.-powiedział z uśmiechem. kiedy weszli do przebieralni ubrał kąpielówki które cały czas nosił w plecaku. Podał też jedne Tomo.
-dokładnie skarbie.-niestety te pewnie będą słabsze niż te co dostawałeś.
-Nic się nie stało Ryu. Cieszę się że dobrze się bawiłeś. Tylko następnym razem napisz że wrócisz później żebym się nie martwił.
Yuji wybuchnął cichym płaczem.
-ty byłeś w większym niebezpieczeństwie...nigdy więcej się tak nie narażaj...nigdy...
-hmmm...sądzę że będziemy w osobnej bali. Wyjaśniłem wszystko w recepcji. Pani tylko powiedziała że seks to tylko w łóżku.-zaśmiał się.
-jasne że pomogę skarbie.-ucałował go i ruszył do domu.
Jun już leżał w łóżku. Pogłaskał go po policzku.
-dobranoc skarbie.-powiedział z uśmiechem i zamknął oczy.
-boli cię coś? Zraniłeś się gdzieś?-spytał zaraz zmartwiony patrząc mu uważnie w oczy.
-przytulać możesz.-zaśmiał się wesoło. Pociągnął go na zewnątrz gdzie jedna drewniana 'wanna' była zarezerwowana dla nich.-no i proszę.
-zawsze ci pomogę.-uśmiechnął sie do niego i już skupił się na drodze.
Jun zasnął spokojnym snem. Cieszył się że ma go przy sobie.
-martwiłem się o ciebie...mimo wszystko daj się zbadać lekarzom, ok? I...i niech opatrzą ci rękę.-powiedział widząc jak krwawi.
-mi z tobą też, Tomo. Cieszę się że zgodziłeś się na ślub...i spędzamy razem wspaniały miesiąc miodowy.
Kiedy dojechali na miejsce Hiroki wziął go na ręce.
-chodź moje kochanie.
Jun leniwie podniósł się z łóżka. Ubrał się i poszedł do kuchni. Z uśmiechem przywitał się z Ryu całując go w policzek.
-wcześnie dzisiaj wstałeś.
-musisz Kazuo...-westchnął chłopa i zaraz przywitał się z policjantem.
-Już wszystko załatwione. Dwóch policjantów będzie stało przed drzwiami do sali chłopaka i tylko określone osoby będę mogły tam wejść. Drugi dostanie ochronę.
-mhm. Ja z tobą też.-ucałował go i usiadł wygodnie..-mmm przyjemnie. Ale wole onsen...
-na prawdę? Nawet nie wiesz jak się cieszę.-ucałował go delikatnie.-nie sprzedawaj jeśli nie chcesz.-zgodził się.
-postaram się. Wrócę tak wcześnie jak się da.-obiecał mu z uśmiechem.-skoro moje kochanie gotuje.-ucałował go.-upieczemy coś na święta?
Yuji wtulił się mocno w swojego chłopaka.
-pójdziesz do lekarza.-szepnął mu na ucho.
-dobrze. I uważajcie na siebie.-poprosił ich Hiroki.-złapaliśmy wszystkich którzy po was przyszli teraz pozostaje nam złapać resztę.
-nie możesz.-zaśmiał się pokazując na znaki.-i nie możesz za długo siedzieć.
-Dobrze Nao-chan. Na wszystko zrobię ci miejsce.-zapewnił go wesoło. Cieszył się że będzie go miał blisko siebie.
-ok więc pomyśl jakie. Wiesz...ja bym zjadł takie dobre korzenne.-powiedział z uśmiechem i już zabrał się za jedzenie.-mmm pyszne! Już dawno nie jadłem twojego śniadanka...
-spokojnie, nie musisz nic zeznawać. Wiemy że nie była twoja. Działałeś w samoobronie.-kiedy wyszła reszta jego drużyny wraz z yakuzą odetchnął z ulgą.-a teraz idźcie już do środka skoro wszystko posprzątane.-Hiroki poklepał Kazuo po ramieniu i odszedł.
-Kazu...zimno mi...-wyszeptał chłopak.
Bo to nie jest wino do picia.-wzruszył ramionami.-nie można i tyle. Nie napisali czemu.
-wiem wiem...-zaśmiał się bo już mu to jakoś nie przeszkadzało. Otworzył drzwi od miekszania i położył Naokiego na kanapie.-pójdę jeszcze po twoją torbę.
-oczywiście że mi smakuje! Jesteś najlepszy.-zaśmiał się jedząc dalej.
-widzimy się później.-Yuji mu pomachał i zaraz z bratem pojechał do swojej sali. Lekarze go zbadali i dali leki odpornościowe tak w razie czego.
-nie. Przecież mówiłem że jestem tutaj pierwszy raz.-zaśmiał się i ucałował go delikatnie.-bardzo cie kocham.-dodał tuląc go do ciebie.
Hiroki wrócił po krótkiej chwili. Widząc śpiącego chłopaka uśmiechnął się lekko i usiadł na fotelu.
-wcale nie. Mam chłopaka który niesamowicie gotuje.-uśmiechnął się jedząc dalej ze smakiem.-tęskniłem za tym...
-um to dobrze.-uśmiechnął się lekko.-Na Kazuo...usiądź, ok? I...nie nadwyrężaj nogi...-poprosił.
-nie próbowałem.-powiedział wesoło. Siedzieli tak dłuższą chwilę po czym Takano przeciągnął się lekko.-ok wychodzimy.
-hej kochanie.-uśmiechnął się do niego Hiroki który w tym czasie czytał sobie książkę.
-na pewno? Zawsze?-spytał biorąc łyk wody.
-ja? Niby czemu?-spytał zaskoczony.-um Shuji? Nie idź już nigdzie dzisiaj...powiedz Kencie żeby tutaj przyszedł...
Takano zaśmiał sie i przytrzymał go blisko siebie żeby ten mu nie upadł.-weżmiemy jeszcze prysznic tutaj żeby to z siebie spłukać i położymy się spać.-zapewnił go.
-to dobrze.-powiedział odkładając książkę.
-robiłeś mi bento?-spytał pozytywnie zaskoczony.-Już nie mogę się doczekać kiedy je zjem.-powiedział z uśmiechem.
-um no dobrze. Ale uważaj na siebie, dobrze? Proszę...-przytulił się jeszcze do niego.
-ciesze się że ci sie podobało...ale na pewno jest ok? W koncu...cały dzień byliśmy otoczeni przez alkohol...
-na pewno? No to zaraz zrobię coś do jedzenia.
-dziękuję. Mam na prawdę wspaniałego chłopaka.-uśmiechnął się.-i dzisiaj masz spotkanie z Chrisem, prawda?-spytał głaszcząc go po policzku.
-i przyjedź jutro!-krzyknął jeszcze za nim. Martwił się o brata.
-na pewno skarbie? No dobrze.-zgodził się w końcu i podprowadził go do pryszniców gdzie mogli się opłukać.
-cóż...jest już późno więc myślałem o czymś lekkim. Jakieś kanapki albo coś.-powiedział wstając. Poszedł do kuchni żeby zrobić kanapki i kakao.
-nie martwię, tak tylko pytam.-uśmiechnął się i wstał.-będę się już zbierał kochanie.-powiedział i ucałowął go w policzek. Spakował bento do plecaka i poszedł ubrać buty.
Yuji spiął się nieco zaskoczony jego działaniami. Zaraz wtulił się w niego.
-um...wesołych świąt.
-lepiej kochanie? Już ci się nie kręci w głowie?-spytał kiedy się wycierali.
Hiroki szybko wrócił do salonu z jedzonkiem i kakaem.
-smacznego kochanie.-wziął sobie jedną kanapkę i wrócił na fotel.
Jun spokojnie poprowadził trzy pierwsza zajęcia a na przerwie usiadł przy swoim biurku i otworzył bento od Ryu.
-um...przepraszam że spędzamy nasze pierwsze wspólne święta w szpitalu. Bez choinki i w ogóle...-powiedział cicho.-ja...wiele już pamiętam i wiem że chciałem żeby były wyjątkowe.
-jasne. Wysusz się tylko porządnie.-powiedział ubierając się i pakując ich mokre rzeczy do plecaka.
-wiem wiem.-zaśmiał się.-ale już będzie lepsze więc jedz.
Jun uśmiechnął się i wyjął chorągiewki.
-ja ciebie też kocham.-zaśmiał się i zabrał się za jedzenie.
-um...-zarumienił się i wtulił mocniej w niego.-obiecuję że twoje urodziny będą lepsze. I wymyśle jakiś fajny prezent.-powiedział i ucałował go nieśmiało.
-oj no już chodź. Po prostu nie chcę żebyś mi się przeziębił.-powiedział obejmują go ramieniem i wychodząc na świeże powietrze.
-oj..i tak będę cię kochał. Ale nie chcę żebyś był za chudy bo to nie zdrowe.
-dziękuję za herbatę.-Chris uśmiechnął się i wziął łyk.-no i jak minął ci weekend Ryu? Znajdzie się jakiś pięć miłych chwil na każdy dzień?
-ale chcę.-burknął chłopak zaraz rumieniąc się okropnie.-ne Kazuo? Posuniesz mi wózek? Muszę do toalety...
-no już nie przesadzaj.-wywrócił oczyma i objął go ramieniem. Wziął głęboki wdech.-mmmm jak miło.
Hiroki uniósł kciuk w górę i wrócił do jedzenia.-potem zmienię ci opatrunek.
-randka, tak? No to miałeś na prawdę miły weekend.-podchwycił zaraz temat.-odsunął cię? Czemu?
-a...um...j-ja...tutaj.-wybąkał wskazując na drzwi. Miał łazienkę w pokoju.-poradzę sobie...-powiedział zaraz i pojechał w jej stronę.
-a co głodny?-spytał wesoło. Popatrzył w niebo.-ale w Yukan ładniej widać gwiazdy.
-to dobrze.-Hiroki usiadł obok niego i objął go ramieniem.-bardzo się o ciebie martwiłem.
-musiałeś mieć na prawdę wesoły dzień.-powiedział oglądając zdjęcia.-hmmm....skoro dlatego to chyba dobrze że cię odsunął?-spytał chcąc wiedzieć co chłopak o tym myśli.
-cóż...nadal go przesłuchujemy.-odpowiedział szczerze.
-mhm jest...-zgodził się z nim powoli idąc w stronę wynajętego przez nich pokoju.
-ale...ale ja ją zaraz zwolnię.-zapewnił go stojąc przy drzwiach. wszedł do środka i dość szybko i sprawnie załatwił swoją potrzebę. Umył ręce i wyszedł.
-cóż...myślę że on też się boi. Nie chce zrobić niczego wbrew twojej woli. Albo...nie chce tylko otrzymywać niczego nie dając w zamian.-podał różne opcje.-ale to tylko spekulacje, nie mogę nic powiedzieć na pewno.-powiedział spokojnie.-ale jeśli będziesz juz gotowy to on na pewno cię nie odsunie.-powiedział cały czas przeglądając zdjęcia.-a co sprawiło że tak zaniemówiłeś?-spytał pokazując zdjęcia zrobione w momencie kiedy Jun wszedł do salonu najwyraźniej zrobione przez Keiia.
-nie jesteś słaby. To normalne Naoki. Jeśli chcesz to załatwimy ci psychologa.-powiedział tuląc go do siebie.
-niespodziankę? Co to za niespodzianka?-spytał chociaż wiedział że nie usłyszy odpowiedzi.
Chłopak uśmiechnął się do niego wesoło i zaczął bardzo powoli jechać.
-hmmm...wiesz Ryu myślę że...jeśli oczywiście tak właśnie czujesz, to myślę że możesz z Junem porozmawiać że chciałbyś tak powolutku ruszać do przodu.-uśmiechnął się.-to normalne i to nic złego że chcesz. No i to też normalne że on może się bać. Nie chce cie skrzywdzić i do niczego zmuszać.
-ok. więc ci kogoś załatwimy.-obiecał mu. A na razie ja będe przy tobie jakby co.-dodał tuląc go do siebie.
-mmmm no to już nie mogę się doczekać.-powiedział przyspieszając trochę kroku.
-dam radę.-powiedział.-tylko...będziemy tak powoli jechać.-powiedział z lekką ulgą wjeżdzając do windy.
-sądzę że oboje się tego boicie Ryu. Dlatego musicie o tym porozmawiać. I wszystko powoli.-uśmiechnął się lekko i wziął łyk herbaty.-niczego się nie dowiesz póki nie spróbujesz, prawda?-oddał mu aparat.-najważniejsze jest to co ty czujesz.
-zawsze będę Naoki. Więc spokojnie. Zawsze będę.
-To mogłeś mi nie mówić o niespodziankach.-zaśmiał się łapiąc go mocno.-ale ok...już zwalniam.-powiedział idąc już spokojnie.
Yuji zaśmiał się cicho i wcisnął guzik z odpowiednim numerem piętra.
-cóż...więc zróbcie to kiedy będziesz bardziej pewny Ryu. Ale nie będziesz jeśli nie spróbujesz...więc przez chwilę musi się liczyć to o t czujesz. Czy czujesz że chcesz spróbować czy nie. Ale pamiętaj że masz czas. Nie spieszy się.
-zawsze.-pogłaskał go po włosach.-a teraz czekaj. Pójdę po opatrunki i zmienimy ci ten który masz.
-więc się ze mnie nie śmiej.-zaśmiał się i zatrzymał przed drzwiami do ich pokoju.-no skarbie złaź bo muszę otworzyć drzwi.
Yuji uśmiechnął się lekko i wjechał do środka. Znaleźli jakieś miejsce gdzie Kauzo mógł usiąść.
-to dobry plan. Najpierw zacznijcie od tego a dopiero potem idźcie dalej.-uśmiechnął się widząc jak chłopak jest zdeterminowany.-i chodźcie na takie wesołe randki.
-będę, będę.-zapewnił go i kiedy wrócił z bandażami zabrał się za delikatne zmienianie jego opatrunku.
-wow...-wymsknęło mu się kiedy ogarnął co to za niespodzianka. Wodził wzrokiem śledząc jego nawet najdelikatniejsze ruchy.
Yuji śmiał się wesoło cały czas trzymając Kazuo za rekę. Nie chciał go teraz puszczać.
-Mhm...na razie tak powinniście się cieszyć.-powiedział.-o, już? To dobrze. Na pewno już chciałbyś wrócić na zajęcia.
-ile? Nie wiem...jedne były mniejsze inne większe. I część się łądnie zagoiła ale...minimum 20? Pewnie więcej bo już od daaawna nie liczę.
Takano oblizał usta cały czas wodząc za nim wzrokiem. Przez myśl mu przeszło że ma na prawdę wspaniałego męża.
Yuji pokręcił wtedy energicznie głową.
-Nie możesz chodzić. Ja dam rade. Siadaj.-poklepał się po udach.
-Mhm...ale spokojnie niedługo wrócisz. -powiedział z uśmiechem.-na razie powinieneś się cieszyć świętami i czasem przedświątecznym.
-najlepiej będzie jak już nie będziesz cierpiał.-powiedział kończąc z opatrunkiem.
-masz? To dobrze. Co mu wymyśliłeś?-spytał wesoło i wziął kolejny łyk herbaty.
Hiroki podał mu tabletki i ucałował go w policzek.-weź jedną na razie. Jak będzie nadal boleć to weźmiesz kolejną.
-i to jeszcze jak. Masz na prawdę seksowne ruchy.-powiedział kładąc dłonie na jego pośladkach.-nie sposób się napatrzeć.
-podobało. Było bardzo wesoło.-powiedział z uśmiechem powoli jadąc do windy.-um...zostajesz na noc, prawda?
-ale na pewno mu się spodoba. Czasem to właśnie takie proste prezenty są najlepsze.-zapewnił go i dopił herbaty.
-możemy.-zgodził się.-ale co? Na co masz ochotę?
-tylko? W takim razie szczesciarz ze mnie.-powiedział chłonąc jego ruchy. Dłońmi masował jego pośladki od czasu do czas delikatnie je ściskając.-mam na prawdę seksownego męża...
Yuji uśmiechnął sie wesoło.
-cieszę się że zostajesz. Będziesz spał ze mną?-spytał wjeżdżając do windy i wciskając guzik z numerem ich piętra.
-to żaden problem Ryu.-zapewnił rozglądając się jeszcze po salonie.-wisi tu na prawdę wiele waszych wspólnych zdjęć.-skomentował.
-wiec jakąś komedia.-Hiroki włączył telewizor kiedy akurat zaczynała się jedna z części piratów z Karaibów.-może być?-spytał go zaraz.
Takano pomógł mu trochę rozpinając swoje spodnie. Potem wsunal dlonie za gumkę bokserek i zaczął pięścić jego przyrodzenie.
-nie będzie wygodniej jeśli przeniesiemy się do łóżka?-spytał calując jego obojczyki.
-pozwolę.-wyszczerzyl się.-ja juz na prawdę pamiętam wiele, wiesz? Na prawdę.-uśmiechnął sie I wyjechał z windy.
-mhm...to na prawdę fajnie że ich tyle macie. Widać że mimo wszystko macie razem wiele wspólnych chwil i lubicie do nich wracać.-uśmiechnął się.-Hmmm...więc na pewno dostaniesz zadanie na święta. Zrobić jak najwięcej szczęśliwych zdjęć. Takie jak te.
Hiroki opatulił go kołdrą i objął również skupiając się na filmie.
-jasne że mogą. Ważne żebyś miał co pokazać jak znów się spotkamy.
Hiroki uśmiechnął się delikatnie. Kiedy film się skończył zaniósł chłopaka do łóżka i tak okrył kołdrą.
-wziąłeś leki Ryu?-spytał zaraz wioząc go do łazienki.-Zrobię ci herbaty, ok?-spytał nie bardzo wiedząc co powinien zrobić w takiej sytuacji.
-co jest Nao-chan? Koszmar?-spytał Hiroki który akurat wchodził umyty do sypialni. Usiadł na brzegu łóżka i przytulił go delikatnie.
-Po prostu nie chcesz żebym przejął pałeczkę, co?-spytał czując coraz większą przyjemność. Nie chciał mu przerywać i ciągnąć go do sypialni. Raz na jakiś czas nie przeszkadzało mu robienie tego w ten sposób.
-mou...dałbym radę...-powiedział jednak mimo wszystko z ulgą wjeżdżając do swojej sali bez dodatkowego ciężaru.-A co ja ma powiedzieć? Pobiegłeś wprost w ręce uzbrojonych facetów. Myślałem że mi tam umrzesz...strasznie się o ciebie bałem...-wymamrotał cicho.
-często ci się to zdarza? Powinienem zadzwonić do Juna? Albo po lekarza?-spytał kładąc na stoliku herbatę. Okrył go kocem.
-nie jesteś...to normalne.-pogłaskał go po włosach.-Ale nie musisz się bać. Będzie dobrze...już jest dobrze. Nic ci nie jest Naoki. Żyjesz.
-Nie myśl że same lody wystarczą.-powiedział spinając się i czując jak zalewa go przyjemność.-chcę żebyś ty też odczuwał przyjemność.-dodał zamykając oczy by czuć go jeszcze bardziej.-dzisiaj mogę cię oddać w twoje ręce skarbie...
-Może by nie znaleźli...Schowałbyś się z nami aż do przyjścia policji.-mruknął przesiadając się z wózka na łóżko.
-w takim razie może lepiej jeśli zobaczysz się z lekarzem? Ryu...lepiej żeby się nie pogorszyło, prawda?
-masz...więc położę się przy tobie i możemy iść spać, prawda?
-mój najlepszy...-powiedział ścierając trochę swojej spermy z kącika usta chłopaka.-nie pozwoliłeś mi iść do sypialni więc działaj kochanie...--powiedział uśmiechając się figlarnie i zaczynając masować jego penisa.
-nigdy więcej się tak nie narażaj.-mruknął.-i koniec tematu...a teraz wskakuj do łóżka...widzę że też jesteś zmęczony.
Chris mimo wszystko trochę spanikował i już miał dzwonić po Juna ale ten akurat wszedł do mieszkania.
-o...Chris? Myślałem że wcześniej ko...Ryu!-urwał od razu podbiegając do kanapy.-Ryu? Co jest? Źle się czujesz? Wziąłeś leki?
-oj daj spokój.-Hiroki wywrócił oczyma i położył się obok niego. Objął go delikatnie.-dobranoc.
-mmmm...jesteś najlepszy kochanie...-wyszeptał mu do uszka. Zaraz go w nie ucałował. Schodził pocałunkami niżej. Dłonią poruszał w rytm ruchów chłopaka. Oddech mu już nieźle przyspieszył.-Kocham cię Tomo-chan...kocham...-szeptał mu do ucha by zaraz złączyć ich usta w namiętnym pocałunku.
-głupek...dobranoc.-mruknał wtulając się w niego i również szybko zasypiając.
-nie złoszczę się. Pojedziemy do szpitala Ryu. Wolę dmuchać na zimne. Nawet jeśli to nic poważnego to wolę żeby to sprawdzili.-powiedział tuląc go delikatnie.
Hiroki nie budził go rano. Chciał żeby chłopak się wyspał. Nie wychodził nawet z łóżka tak po prostu przy nim leżąc.
-mmmm...-Takano oblizał usta i uklęknął za nim.-skoro tak mnie zapraszasz to nie sposób odmówić. Ale jutro chyba nie postawisz nawet kroku.-szepnął mu na uszko w które zaraz go ucałował. Wyprostował się i przytrzymał jego biodra by wejść w niego jednym płynnym ruchem. Zaczął się w nim rytmicznie poruszać. W tym samym czasie prawą ręką pieścił męskość partnera a lewą bawił jego sutkiem.
Yuji uśmiechał się całą noc śpiąc spokojnie w ramionach partnera. Czuł się przy nim bezpiecznie.
-Dobrze...porozmawiam z lekarzami żebyś tam nie zostawał ale iść musimy.-powiedział uśmiechając się przepraszająco do Chrisa.-Pomożesz? Otwórz drzwi.-Poprosił.
-mmmm....bardzo cie kocham.-powiedział tuląc go do siebie.-taki sen?
-jeszcze tylko raz skarbie...-obiecał mu że po tym jak dojdzie to przestanie. Było mu na prawdę dobrze. Poruszał się w nim szybko dopóki obaj nie doszli. Wyszedł wtedy z niego i złapał go obejmując delikatnie.-kocham cię, wiesz?
Yuji po omacku próbował znaleźć swojego misia a kiedy zakończyło się to porażką otworzył zaspane oczy.
-czemu ni uciekłeś...?-spytał zaraz ziewając.
-ok, ok. Cieszę się że nie zostawiłeś go samego.-zapewnił go i wszedł do windy.-mogę mieć jeszcze jedną prośbę? Zawiózłbyś nas do szpitala? Wolałbym siedzieć z nim z tyłu.-powiedział spokojnie.
Hiroki pocałował go namiętnie.
-spełniony sen raz.-uśmiechnął się.
-jasne kochanie.-ucałował go w policzek.-byłeś dzisiaj niesamowity wiec mogę cie nosić nawet cały jutrzejszy dzień.-zapewnił go I wstał biorąc go na ręce.-zaniosę cie teraz i wrócę żeby tu posprzątać. -dodał z uśmiechem.
-mou...jeszcze dużo czasu do porannej kontroli.-wywrocil oczyma.
-spokojnie Ryu...zaraz będziemy.-powiedział spokój nie kiedy wsiadali juz do samochodu. Przytulił go do siebie. Kiedy dojechali znów wziął go na ręce i zaniósł prosto do odpowiedniego gabinetu.
-na pewno będą. Tylko musisz mi o nich mówić.-powiedział I znów go pocałował.
-więc do wanny skarbie. Jak ty się będziesz mył ja tu posprzątam szybko. Potem do ciebie dołączę.-zaniósł go do łazienki i wsadził w wanny do której napuścił wody. Potem wrócił do salonu.
-mou...przecież nic by się nie stało.-mruknął.
-więc będzie mógł wrócić do domu?-spytał jeszcze tylko. Mimo wszystko się martwił.-obiecuję go trochę hamować.-obiecał zaraz.
-jeśli nie to też. Tak żeby na przykład nigdy się nie spełniły.-powiedział całując go jeszcze raz.
Takano dołączył do niego po krótkiej chwili. Usiadł na przeciwko niego.
-podobał ci się dzisiejszy dzień?
-Um dobrze. Pozdrów je.-powiedział z uśmiechem.-i weź trochę babeczek.
-będę go pilnował.-obiecał i usiadł obok łóżka chłopaka. Na prawdę się wystraszył.
-to dobrze. A skoro będziemy mieszkać razem to będziemy tak często spać.
-mi też się podobało. I ta Twoja niespodzianka nazwieńczenie cudownego dnia.-ucałował go I zaczął się myć.-ale już chyba za dobrze mnie znasz...
-oj weź...Dasz je swoim siostrom. Ode mnie.-powiedział dając mu kilka babeczek.
-będziesz mógł jak kroplówka się skończy. I lekarz core zbada.pogłaskał go po włosach.-ale musisz jeszcze dużo odpoczywać. Za dużo wrażeń miałeś.-dodał.
-nie za słodko skarbie?-spytał przeciągając się lekko.
-wiem skarbie. Ale znasz już mnie tak dobrze ze dokładnie wiesz co lubię.-powiedział chlapiac go lekko wodą.-ale to dobrze...tez lubię z tobą spędzać czas tak po prostu.
-papa.-pomachal mu I sięgnął po książkę czekając na lekarzy
-no trochę za szybko. Masz czas się nami nacieszyć.ucałował go w policzek -ja zrobię...ty odpoczywasz za karę. Na prawdę się martwilem.
-trochę tak.-wstał I znów się przeciągnąl.-zrobię śniadanie.
-chyba bym nie mógł.-zaśmiał się wesoło I wyszedł z wanny umyty.
-w takim razie ja je dokończę Ryu. Kara musi być.-ucałował go w policzek.-I spokojnie...jasne że się przestraszył ale przywiózł nas tutaj i czeka żeby nas zawieźć do domu. Na pewno nie będzie chciał przerwać tych spotkać tylko dlatego że trochę go wystraszyłeś.-zapewnił go.
-hej.-chłopak uśmiechnął się do niego.-czemu tak długo cię nie było? Przecież na razie jest wolne od zajęć.-zauważył odkładając książkę na półkę.-i wiesz...po tym wolnym już wrócę na zajęcia...tylko będę na wózku...jeszcze nie czuję nóg...
-przepraszam...powiedział wsuwając na siebie bokserki.-przesadziłem?-spytał zmartwiony.-chociaż sam się prosiłeś tak mnie kusząc...-powiedział wyciągając korek z wanny. Wziął go na ręce i wyciągnął z wanny.
-już.-skończył do kuchni po wodę i podał mu leki. Od razu przyniósł płatki zalane mlekiem.-nie możesz na pusty żołądek.
-Ryu ale nie płacz...-powiedział szybko trochę spanikowany.-to żart...ja po prostu chcę żebyś odpoczął. Jesteś tu bo się przemęczyłeś bo chciałeś wszystko szybko.
-więc przestań...Nie możesz poczekać do końca szkoły?-spytał łapiąc go za rękę.-um...a jak tam konkurs?
-no jak nie moja...-wziął go na ręce kiedy już byli ubrani.-A jak nie będzie to rozłożę ci fotel żeby ci było wygodnie.-powiedział niosąc go do sypialni.
-um...ale co jak się wyrzucą ze szkoły?-spytał zmartwiony.-no sam pomyśl jaki dasz przykład swoim siostrom...
-mhm...dobranoc kochanie.-położył go na łóżku a potem ułożył się przy nim. Objął go i zamknął oczy od razu zasypiając.
-ja nie wydam.-pokręcił zaraz głową.-ale...nie powiem żeby mi się to podobało, wiesz? Ja...miałem cichą nadzieję że jednak pójdziemy razem na studia. Ale teraz pewnie nawet ja nie pójdę.
-nie musisz. Możesz w salonie.-zapewnił go.-ale masz leżeć.
-przecież nic nie zrobiłem.-wywrócił oczyma.
-nadal boli?-spytał widząc jak chłopak sie krzywi.-mogłeś krzyknąć to przyniósłbym śniadanie do łóżka.-wywrócił oczyma.-przecież to nie problem. Wziąłem nam jajecznice i tosty, może być?
-wiem ale...miałem taką cichną nadzieję. Tak po prostu.-wzruszył ramionami i zwiesił głową.-może głowa tak ale nogi...nie mogę tak iść na medycynę.
-już możemy.-powiedział biorąc go na ręce.-spieszyłem się i nie wziąłem wózka.-wyjaśnił i uśmiechnął się do Chrisa.-już po wszystkim. Nic się nie stało.
-no niech ci będzie. Bierz leki żeby nie bolało.
-jak boli to się nie zmuszaj. Po co ma boleć bardziej.-westchnął wywracając oczyma.-jedz. Zaraz potem ruszamy w dalszą drogę.-dodał jedząc swoją porcję.
-mogą nie zacząć.-powiedział cicho zaciskając dłonie na kołdrze.-To nie takie proste Kazuo. Dla ciebie lekarz to lekarz...ale ja marzę o zostaniu kardiochirurgiem. Zrozumiesz jeśli nie rozumiesz...nie masz takich marzeń. Ale jeśli nie odzyskam czucia w nogach to całkowicie przekreśla moje marzenia. Tak samo plan B czy kendo.
-poprowadzę.-zapewnił go z uśmiechem.-więc jedz bo przed nami długa droga. Po drodze zatrzymamy się w miasteczku które zwiedzałem na studiach ze względu na tamtejsze cukiernie. Poza tym mają tam cudne widoki.
-mówiłem już przecież że to nie takie proste i że nie zrozumiesz.-westchnął nie patrząc na niego.-więc już przestań mówić jakby to było nic wielkiego...
-spędzimy tam noc i wyjedziemy rano następnego dnia. Tym razem bez seksu bo chyba być tego nie wytrzymał.-skończył jeść i zmierzwil mu włosy.
-skoro nie marzysz to jakie masz prawo wygłaszać mi tu teraz kazania?-powiedział ze łzami w oczach.-nadal nie wiadomo czy to stan przejściowy, rozumiesz? Nawet na tych głupi sz wykresach przy badaniach nic się nie ruszyło. Słyszałem jak lekarze mówili że tak moze być ja stałe...
-nie upuszcze.-zapewnił go wesoło a Chris szedł zaraz za nimi.-czy kiedykolwiek cie upuscilem?
-cóż raczej tak. Taki jest plan. O ile coś nie wyskoczy to jestem w domu. To mała miejscowość wiec wbrew temu co na razie doświadczyłeś nie dzieje się tutaj wiele. Mamy stosunkowo mało spraw.
-a to byłoby niewskazane bo następne dni spędzamy nad morzem. Będziemy zwiedzać i dobrze się bawić..-ucałował go w policzek.-a jak zjesz to cię zaniosę żebyś się ubrał.
-nic nie mogę zrobić, rozumiesz? To nie ode mnie zależy czy czucie wróci czy nie..-powiedział cały czas ocierając łzy.-i przestań na mnie krzyczeć! Nie chcę tego słyszeć od kogoś kto nie ma marzeń.
-hej kochanie. Okonomiyaki już zrobione. Obudziłeś się w samą porę.-powiedział Jun z uśmiechem.
-ok. Więc na obiad będą teriyaki a na razie śpij.
-to moja wina że cię boli...chcę ci pomóc.-powiedział uśmiechając się lekko.-więc jedz już.-dodał pijąc herbatę.
Yuji zalewał się łzami i nawet nie zauważył kiedy jego brat wszedł do sali.
-Yuji!? Znowu się pokłóciłeś z Kazuo?-spytał Shuji siadając na brzegu łóżka.
-ne...często kłócisz się z Kentą?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-wszystko naszykowałeś.-zaśmiał się Jun.-teraz jeszcze jakiś czas musisz odpoczywać.
-cóż...jeśli nie jesteś zmęczony to mogę cie zanieść do salonu i obejrzymy film.-wzruszył ramionami.-ale najpierw wyjdę z pieskami na spacer.
-oj...a całkiem niedawno zapewniłeś się że uwielbiasz jak cię noszę.-zaśmiał się biorąc go na ręce.-nie musisz już sam Tomo...
-on w ogóle mnie nie rozumie...-wtulił się mocno w brata.-i na mnie krzyczał.
-oj wszędzie chodziłeś i wszytsko robiłeś...ja wiem Ryu że cieszysz się że jesteś w domu i chcesz wszystko już, szybko. Tak jak dawniej ale większość czasu powinieneś jednak leżeć. Aktywny odpoczynek się nie liczy.-zaśmiał się.
-ale...ale przecież nam też nie było bardzo lekko. Znaczy...mieliśmy co jeść nawet jeśli to byłą porcja na pół. I w sumie wszystko mieliśmy na pół póki wujek z rodziną nie wyjechali ale...-pociągnął nosem.-to nie tak że jesteśmy z dwóch różnych światów.
-oj przecież to nic takiego.-wywrócił oczyma. Rozłożę ci fotel i będziesz leżał.-posadził go na łóżku i podał mu ciuchy. Sam zabrał się za szybkie pakowanie tego co mieli.
-ok.-pocałowął go i wyszedł z pieskami na krótki spacer.
-ech...ale potem będziesz odpoczywał, prawda? Obiecujesz Ryu?-spojrzał na niego uważnie chcąc być pewnym.
Yuji pokręcił przecząco głową.
-codziennie mam badania, rehabilitacje i masaże. A na wynikach wszystko jest takie samo. I jak sam też ich nie czuję. Wiem że tam są ale...ich nie czuje.-pociągnął nosem.-Nie chcę o tym myśleć...jestem parę miesięcy do tyłu i pewnie będę musiał powtarzać klasę...I...ja już nie wiem czego chcę Shuji.-wyszeptał zdając sobie z tego sprawę.-to prawda że zawsze chciałem zostać chirurgiem ale...kendo zaczęło sprawiać mi coraz więcej radości. Nie tylko oficjalne zawody i wygrane ale nawet same treningi.
-Ryu proszę...na prawdę się dzisiaj wystraszyłem. Nie rób mi tego więcej.-poprosił głaszczac go po policzku.-parę dni, ok? Po prostu odpoczywaj.
-to głupie prawda? Tyle czasu marzylismy o jednym...a wszystko się zaczęło zmieniać.-pokręcił głową.-um...a zostało strasznie mało czasu zeby zdecydowac.
Prześlij komentarz