-nie przykuję. Przecież będziesz mógł normalnie się przemieszkać po mieszkaniu. Proszę tylko żebyś wiecej odpoczywał.-powiedział i zmierzwił mu włosy.
-jak mam się nie martwić.-wymamrotał cicho.-ne Shuji...wczoraj...-wtulił się w niego mocniej.-wczoraj był u mnie mój trener. Powiedział że kilka profesjonalnych dojo, wiesz tych co mają drużyny na krajowych turniejach jest mną zainteresowanych. Nie mówił nic o moim wypadku...
-oj bo ty odpoczywasz aktywnie a nie o takie odpoczywanie chodzi.-zaśmiał się.-ale ok. Wiem że już rozumiesz więc nie będe drążył tematu.
-um...ja już miałem dzisiaj masaże i rehabilitacje która w sumie polega na tym że podnoszą mi nogi i zginają.-wywrócił oczyma.-pewnie ci wyjaśnią co i jak żebyś mi pomagał w domu....ne? Ale nie mów Kazuo, ok? On i tak nie zrozumie...
-mhm...rozumiem.-zaśmiał się.-Pasuje mi to.-posadził go do samochodu.-rozłóż sobie fotel.-podał mu jeszcze leki i wodę po czym poszedł schować torbę do bagaznika.
-no cóż...mamy mniej poważnych spraw niż w większych miastach. Zazwyczaj zajmujemy się papierkowa robotą a od czasu do czasu wpadnie coś większego...
-ok. Już czekam.-zaśmiał się Jun. -ale ja pomogę.-wtrącił się Koki który do tej pory siedział cicho.
-Shuji! Miałeś załatwić salę. Żeby moja klasa miała zajęcia gdzieś na dole.-wywrócił oczyma.-zachowuj się czasem jak straszy brat, co? Przecież wiesz że po tej przerwie wracam do domu...
Takano zrobił przerwę dopiero po kilku godzinach. -Tomo-chan? Tomo? Mamy postój, chcesz do toalety?-spytał budząc go delikatnie.-od razu zjedlibyśmy obiad.
-oj spokojnie. Na prawdę tutaj mało się dzieje.-zmierzwił mu włosy.
-ale nie siedź za długo, ok?-ucałował go i poszedł się umyć a potem prosto do łóżka.
Hiroki nie widział w tym problemu. Zaproponował park i tam czekał na chłopaka. Pomachał mu kiedy go zobaczył. -masz jakiś problem, że chciałeś się spotkać?-spytał od razu.
Jun przez sen złapał go za rękę. Nie zrobił jednak nic więcej. Trzymał go ta tylko uśmiechając się lekko.
-cóż...staż to może niekoniecznie...nie bierzemy przypadkowych cywilów.-powiedział patrząc na formularz.-ale wiesz, też zmagałem się z tym problemem. Mogę ci dać rekomendacje do akademii policyjnej do której uczęszczałem. Wtedy spokojnie moglibyśmy się przyjąć.
Jun już ubrany poszedł do kuchni. -o...śniadanie...i bento.-zauważył trochę zaskoczony.-a miałeś pospać dłużej.-powiedział podchodząc do chłopaka.-dzień dobry.-ucałował go w policzek.
-cóż...rozumiem że wciąż możesz mieć uraz. Dlatego masz jeszcze czas to przemyśleć. ta do której ja chodziłem jest oddalona godziny drogi stąd. Na początku jest trochę trudno ale myślę że dałbyś sobie radę. No i...na próbę to może nie ale zawsze możesz zrezygnować. Ja zrezygnowałem po roku...i po roku wróciłem.
-przecież jem pożądanie...ale dziękuję. Na pewno będzie pyszne.-powiedział z uśmiechem i zabrał się za śniadanie.
-cóż...akademik jest i stypendia tez. Ja sam z jednego korzystałem bo moja mama wtedy juz nie żyła i nie miałem jak się utrzymać. Za dobre wyniki tez jest.-poklepal go po ramieniu.-rozumiem. To normalne że się martwisz ze możesz skończyć tam jak on. Ale ja wierzę że nie wiec...przemysl to po prostu.
-ok. Możemy iść. Taka mini randka.-pokazał mu język i skończył jeść.-wiec juz wychodzę. Sięgnął po bento I ucałował go w policzek.-dziękuję ze trzymałes mnie za rękę..
-cóż...to na prawdę źle ze nie możesz kontynuować grynku w baseball. Ale jeśli chodzi o akademie możesz dostać moja rekomendacje a to da na prawdę dużo. Wystarczy ze teraz trochę się przycisniesz i zdasz wszystkie testy. Będziesz tez test wstępny na akademii. Myślę że pomimo tego że nie możesz narzucać to z wf na akademii dasz sobie radę.
Jun wrócił do domu kiedy obiad był już prawie gotowy. -Tadaima.-Zdjął buty I poszedł do salonu.-hej Ryu.-ucałował go na powitanie.
-cóż...nie ma konkretnego powodu. Po prostu ci pomagam. Potrzebuję powodu?-zerknął na niego.-sądzę że tak. Bardzo nam pomogłes z tym śledztwem. Tylko dzięki tobie złapaliśmy ich wszystkich.
-wierzę.-zaśmiał się i objął go delikatnie.-ufam ci.-dodał głaszcząc go po włosach.-A bento było przepyszne.
-jak coś możesz do mnie dzwonić. Mam nadzieję że chociaż trochę pomogłem. Zastanów się nad wszystkim spokojnie. Masz jeszcze czas. Jeśli jedno nie wyjdzie zawsze możesz spróbować czegoś innego.
Jun uśmiechnął się na ten widok i poszedł przebrać się w luźny dres. Usiadł na fotelu z laptopem i zajął się pracą.
-ale....ale jak ty...-spytał całkowicie zaskoczony wskazując na przepustkę.-ja przecież jeszcze nie mogę...-powiedział bo przecież niedawno pytał lekarzy i powiedzieli że dopiero po nowym roku.
-no w połowie drogi do naszego dzisiejszego noclegu. To małe urokliwe miasteczko. Akurat będziemy mieli czas na wieczorne mini zwiedzanie i zaliczenie jednej cukierni.
-oj spokojnie.-zaśmiał się i ucałował go delikatnie.-musisz bo inaczej się nie dowiesz.
-a...to?-upewnił się zerkając na niego.-cóż...tego używa się przy na prawdę dużych ranach. Tych bardzo otwartych. Więc raczej wątpię że będę miał okazję pokazać je twojej grupie.
-um...-Yuji skinął głową.-Moja torba z ciuchami leży w tamtej szafie. Shuji trochę mi przywiózł. Podasz mi coś?-spytał przysuwając wózek bliżej łóżka.
-cóż...to szycie jest wymagane. Jako że jest dużo przypadków kiedy trzeba go użyć. Teraz go wprowadzam na drugim roku.-ucałował go w policzek.-pomyślę nad tym.
-um...cokolwiek. juz mam dość szpitalnego jedzenia...i tego co przynosi mi Shuji.-uśmiechał się i ubrał bluzkę i bluzę.-um...Kazu...?-wskazał na spodnie i skarpetki.-pomożesz?-spytał całkowicie się rumieniac.
-oj...no na prawdę musze pomyśleć Ryu. Tylko powiedz mi po co chcesz to umieć?-spytał patrząc na niego.-i nie będę się nad nimi znecal...jestem dobrym profesorem.
-um ok. Możemy iść.-zgodził się z uśmiechem.-um Kazuo? W torbie chyba powinny być jakieś buty. Jeszcze tylko je i możemy iść.
-cóż...wiesz kochanie ja mogę ci niektóre rzeczy pokazać. Ale to nie jest normalne żebyś interesował się takimi rzeczami. Pomyślę nad tym czy cię nauczę czy nie. To jest obowiązkowe ale dość trudne. Uczy się na dość realistycznych modelach i trzeba się napracować.
-jak masz mnie tak wyzywać to ja już wolę zostać.-mruknął obrażony krzyżując ręce na piersi.
-śliczne.-powiedział szczerze kiedy oglądał zdjęcia.-chciałbym żebyśmy tez coś takiego mieli. Nasze wspólne zdjęcia w najbardziej przypadkowych sytuacjach.
-dokuczasz!-powiedział zaraz się śmiejąc.-nie dzwon. Chce iść z tobą na randkę. Bo było miło...ale zacząłeś mi dokuczać. Nie lubię tego.
-mhm dużo ich masz. Ale jednak chciałbym mieć kilka takich naszych wspólnych. Nasze zwykle I codzienne chwile.-ucałował go jeszcze raz.-ale te moje tez są ok.
-sam mnie tak zawinales.-burknął.-um...ja ciebie tez kocham...
-mhm....zwłaszcza że podróżujemy razem. Na prawdę świetnie się bawię. Pokazałem ci to co chciałem i na prawdę się ciesze. Teraz powoli zmierzamy na wyspę.
-zmienię. Tylko potem już za bardzo się nie ruszaj ok? Juz się goi i chciałbym żeby szybko się zagoilo.
-no trochę. Ale to takie duże psisko i wpychala mi się na kolana. Bo widziała jak ty mi siedzisz.-pokazał mu język.-a to kiedy zrobiłeś? Raczej dawno co?-spytał wskazując na zdjęcie gdzie stał na balkonie i palił.
-ok. Ale skoro będziemy w restauracji to raczej nie będzie mi zimno.-zaśmiał się.-ale będę mówił.-zapewnił go.
-oj wiem ale i tak jakoś sobie poradzimy. Będziemy pytać o drogę jak się zgubimy.-wzruszył ramionami.-ważne ze będziemy rasem. Serio tyle mi wystarczy.
-masaż? Ale masz zachcianki.-zaśmiał się i zaczął go delikatnie masować.-wyjątkowo dzisiaj ci je spełnię.-zaśmiał się.
[No ale jednak...zabili Solo XD I ten jego syn ugh...jakiś mi nie przypadł]
-mhm rozumiem.-uśmiechnął sie.-dużo ich masz ale moment.-zatrzymał się nagle kiedy zobaczył zdjęcie kiedy był w łazience.-a to skąd? Zdaje mi się ze byłeś wtedy na studiach.
Chłopak zasmucil się zaraz. -miałem nadzieję że wpadniesz. Shuji nie przyjdzie bo idzie do Kenty.-powiedział nadal smutny wyjeżdżając samodzielnie z windy.
-wiem wiem.-wywrócił oczyma. Kiedy dojechali na miejsce dochodziła 19. Najpierw zajechali do hotelu gdzie zostawili swoje rzeczy a potem poszli na miasto.
-to dobrze.-uśmiechnął się.-wiesz co? Cieszę się że zdecydowałeś się ze mną zamieszkać. Teraz nawet jak będe zostawał w pracy do późna to będę miał cię przy sobie.
-Ryu? Więc kto je zrobił? Byłem wtedy sam.-powiedział zatrzymując go w połowie drogi i ciągnąc z powrotem w stronę kanapy.
-niespecjalnie. Siedziałem sam i tylko wychodziłem na balkon obejrzeć fajerwerki. Miałem nadzieje że tym razem spędzę go z tobą...i bedzie fajnie.-mruknął cicho.
-podoba ci się?-spytał kiedy spacerowali główną ulicą.-hmmm...skoro już się tutaj zatrzymałeś możemy wejść tutaj na ciasto.-wskazał na wypełnioną cukiernię.
-ale ja będę miał ciebie.-pokazał mu język.-a tak poważnie postaram się wcześniej wracać.
-TAM BYŁY KAMERKI!?-krzyknął zaskoczony że znów go w to wkręcono.-ech...grunt że zdjęte.-westchnął.-ok..dziękuję że tym razem ich nie trzymałeś jak tych w domu.-dodał i ucałował go w policzek.-kocham cię wiesz?
-um ok...-powiedział cicho.-poczekam na ciebie.-dodał zaraz uśmiechając się lekko kiedy wyszli na zewnątrz.
-jak idzie im gotowanie?-spytał go Jun. Trochę był już głodny.
-um...no dobrze. Wiec zabiorę z domu swój futon bo Shuji pewnie zajmuje ten jeden który mieliście...-zgodził się cicho.-wiec teraz na okonomiyaki?-spytał chowając ręce pod koc bo zrobiło mu się trochę zimno.
-to wtedy będziemy myśleć.-wywrocil oczyma I uśmiechnął się do kelnerki która przyniosła ich zamówienie.-smacznego.-powiedział calująć chłopaka w policzek.
-dobrze. Będę grzeczny.-obiecał I juz skupił się na pracy.
-to już ja ocenię bo przecież wiesz jak uwielbiam twoje curry.-powiedział wesoło.
-um ale...ale spanie na futonie wcale mi nie przeszkadza...nie musisz um...udostępniać mi części łóżka. Czułbym się zawstydzony gdyby wszedł sensei...-powiedział zarumieniony.
-widzisz? A mówiłem kochanie. Nie ważne jak dobra będzie, zawsze będzie jje czegoś brakować.-ucałował go delikatnie.-ale masz rację. Jest pyszna.-zgodził się i wrócił do swojego ciasta.
-rozumiesz Nao-chan. Rozumiem. Ale już dobrze.-cały czas go obejmując wrócił do pracy.
-na prawdę. Jest pyszna.-pokiwał głowa z uznaniem i wrócił do jedzenia.
Yuji uśmiechnął się lekko. -Kazuo? Cieszę się że sobie przypomniałem. I wiesz, co? To że tak jakby przeżywałem to drug raz...wiem dlaczego się w tobie zakochałem.
-wiem. Rozumiem. Nie musisz nic mówić. Wiem co wtedy czujesz. Dlatego dostajesz kubek czekolady pełen mojej miłości do ciebie.-ucałował go w policzek.-nie musisz mi za to dziękować.
-spróbuj.-polecił mu Hiroki i wrócił wzrokiem do papierów.
-wiemy. Niestety nie ma tutaj łatwo ze składnikami.-zaśmiał sie Jun.-ale pomimo tego jest przepyszne.-powiedział a Koki mu przytaknął i też wrócił do jedzenia.
-nie wiem wszystkiego. Ale wiem że zakochałem się w twoich silnych i ciepłych ramionach które mnie objęły wtedy na dachu. Byłem wtedy przerażony i...zażenowany. Chciałem zniknąć. Ale wtedy mnie objąłeś i...-zarumienił się okropnie.-nawet nie wiem jak opisać co wtedy czułem.
-masz utalentowanego chłopaka. Nie wiedziałem ze potrafi tak dobrze gotować.-powiedział szczerze Jun kiedy zmywa naczynia razem z Kokim.
-mou...ale to chyba nie znaczy ze mam okropny charakter...-powiedział jedząc dalej ze smakiem swoje okonomiyaki.-pyszne...brakuje mi tego smaku w szpitalu.
-aaaaa....no ok. Cóż grunt żeby spełniał swoje marzenia.-powiedział Jun I wytarl ręce kiedy skończyli.-wspieraj go.
-no...trochę jestem ale nigdy do tej pory nie byłem znaczy...nie pokazywałem ci nawet jeśli bylem.-powiedział śmiejąc się pod nosem.-bo...nawet jeśli ci ufam i wiek ze mnie kochasz...to bardzo nie lubię kiedy rozmawiasz z jakimiś dziewczynami.
Jutro rano jedziemy dalej żeby dojechać o jakiejś normalnej godzinie. Spędzimy tam dwa dni i będziemy głównie zwiedzać. Potem polecimy na wyspę. A potem z wyspy poplyniemy do Australii.
-rozumiem. Ja tez martwię się o Ryu bardzo często. Ale ciesze się ze trwa w swoich marzeniach i nadal chce być fotografem. Tylko...trochę za bardzo interesuje się moja pracą.
-Ja to wiem Koki...-wywrócił oczyma Jun.-ja to wszystko wiem. Ale ech...na prawdę dziwnie się czuję kiedy on się tym interesuje.
-um...-Yuji spojrzał w dół na swój talerz i przez jakiś czas się nie odzwywał.-chirurg spadł na drugie miejsce...-wymamrotał w końcu.-myślałem o zajęciu się kendo na profesjonalnie...dostałem nawet propozycje z tego co mówił mój trener. Nie wiedzą na razie o nagach...
-nie będzie mógł w tym pracować.-powiedział spokojnie.-jego odporność by tego nie wytrzymała. -wyjaśnił.-ale zdjęcia będzie na pewno robił. No cóż...jakoś to zniosę.
-um...ale na razie nie ma żadnych zmian...-powiedział jeszcze ciszej.-ne...Kazuo?-zaczął w końcu podnosząc głowę.-um...jak będą mnie wypuszczać to Shuji ma przyjść żeby mu wyjaśnili jak ze mną ćwiczyć w domu...przyjdziesz też?
-ratuję moja księżniczko w opałach.-powiedział tuląc go do siebie.-już żadne łaskotki cię nie dosięgną.
-um ok...-skinął głową i wziął łyk wody.-Ne...Kazu? Um...teraz jest czas wypełniania tych ankiet o swoich planach na przyszłość, nie? Myślisz że będę mógł to zrobić jak wrócę?
-kiedyś na pewno...-odpowiedział w sumie nie bardzo wiedząc co powiedzieć.-jeśli będzie okazja to czemu nie.-dodał zaraz z uśmiechem.
Hiroki zamrugał zaskoczony a pierwszym który wybuchnął śmiechem był Yasu. -my nie jesteśmy studentami uczącymi się do sesji, wiesz? Tutaj każda sekunda jest ważna.-powiedział. -no i robimy sobie przerwy. Może nie aż tak często ale jeśli ktoś czuje że nie wytrzymuje nie ma problemu żeby na chwilę wyszedł na balkon.-dodał zaraz Hiroki.
-mhm..i na pewno dotrzyam..-zaśmiał się.-ale nie wiem kiedy.-wzruszył ramionami.-kocham cie wiesz?-ucałował go namiętnie kiedy weszli do hotelowej windy.
-nam się nie lansują tak łatwo.-zaśmiał się I upil pożądany łyk kawy.-spokojnie. Są.przerwy wiec juz sie nie denerwuj.
-ok wiec możemy teraz pojechać do sklepu.-powiedział sadzając go na wózek.-mój kochany. Słodko wyglądasz jak się tak rumienisz.-ucałował go delikatnie.-uwialbiam to.
-ach...nie masz pojęcia co wpisać? Myślałeś o tym?-spytał oddając mu pomiety formularz.
-nie powiedziałem ze nie chce się z toba wykąpać.-wywrocil oczyma Takano. Po prostu czasem mam ochotę na szybki prysznic. No i nie chce żeby te wspólne kąpiele stały się rutyna. Wole kiedy są czymś wyjątkowym.
-to nic takiego. Damy sobie radę.-zalewNil go Hiroki. Zostawił tylko kartkę Naokiemu. 'Wyszedłem złapać tego złego którego szukaliśmy całą noc. Jak wrócę to sje potulimy w łóżeczku...będę zmęczony wiec od razu zasnę. Kocham cie. Hiroki.' Zostawił ja na stoliku i wyszedł. Szybko załatwił sprawę i obeszło się bez zbędnej strzelaniny. Zawieźli ich do aresztu i wrócili do domów żeby odpocząć. Hiroki wszedł I ucałował Naokiego w policzek.
-twój twój.-zaśmiał się.-tyle malinek mi ostatnio zrobiłeś ze nikt nawet nie śmie wątpić.-wywrocil oczyma u skierował się w stronę łóżka.-na jaki film masz ochotę?
Hiroki wziął go na ręce. -do łóżeczka i spać...-wymamrotal I zaniósł go do łóżka. Tam rozebral się do bokserek i wskoczył pod kołdrę.
-to nic złego. Mówię tylko ze pewnie i tak mi ją w końcu zabierzesz.-zaśmiał się.-nie mam nic przeciwko. Wiem ze je lubisz.-uśmiechnął sie do niego I zatrzymał się na światłach.
-um...jeszcze tylko parę dni.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.-trochę więcej zanim wrócę do dawnej formy ale...um...dam z siebie wszystko...a przynajmniej się postaram.
[Oj ta energia to się przyda...juz to widzę...wiedz dzięki XD i wzajemnie ^^]
-nie musisz mi nic takiego obiecywać.-zaśmiał się wesoło.-możesz je brać, serio. Jako wykładowca musze ubierać się poważniej i bardziej stosownie wiec...bluzy odpadają.
-um...ale mój trener nadal jest, prawda? W sensie w szlole...-spytał patrząc na niego uważnie.
-możemy tak zrobić.-zgodził się swobodnie i objął go delikatnie zaraz puszczając pierwsza część.
-mmmm...no błagam...-jeknal Hiroki który pospałby zdecydowanie dłużej.-dlaczego nie możecie szczać do kuwety jak koty...-mamrotal pod nosem kiedy wychodził z łóżka.
-wiem ale w domku jest mi za ciepło na bluzy.-zaśmiał się.-cóż...jescze mamy na to czas więc sądzę że odwiedzimy.-powiedział nie widząc problemu.-serio? To na prawdę fajnie ze zadzwonił. Na pewno tęsknią.-kiedy zaparkował zmierzwil mu włosy.-kto by za tobą nie tęsknił.
-to dobrze ze jest.-uśmiechnął sie.-ale normalny wf tez z nim lubiłem...jaki jest ten nowy?
Takano wyłączył laptopa i okryl chłopaka kołdrą. Objął go delikatnie i również zasnal.
-normalnie nie przeszkadza mi wychodzenie z nimi rano ale dzisiaj...przepraszam skarbie ale jak wrócę to idę dalej spać. Ja to musze odespac.-powiedzkał I wsunal na siebie dres. Wyszedł z pieskami a jak wrócił zdjął wilgotne od śniegu spodnie i wskoczył z powrotem do łóżka.
-po prostu powiedz kiedy będziesz chciał. Nie ma pośpiechu juz ci przecież mówiłem. W końcu pozbędziemy się twojego strachu. Wiem ze to nic łatwego...dlatego cieszy mnie nawet to ze jesteś już gotowy na bardziej namiętne pocałunki. Każda nawet najmniejsza rzecz mnie cieszy.-powiedział wchodząc z nim do środka centrum.-do którego sklepu chcesz?
-szalony?-spytał zaskoczony.-no ale to dobrze ze nie zmusza. To nie pomaga jeśli się zmusza.
Takano obudził się przez hałas. Kiedy znalazł Tomo objął go delikatnie. -zły sen skarbie? Co się stało?-spytał spokojnie.
-mhm...pośpie jeszcze trochę. Jestem zmęczony jak nigdy wcześniej ale w końcu mam wolne. Jak się wyspie zaczniemy przygotowania do świąt...-powiedział zanim zasnął.
-mhm...spokojnie. spokojnie. Wiem ze się przestraszyłes ale już dobrze. Jestem przy tobie i nic złego się nie stanie.-zapewnił go. Tulił go delikatnie.
-juz ci go zmieniam.-Zdjął delikatnie jego koszulkę i opatrunek.-no ładnie się goi. Wątpię żeby miała ci jeszcze lecieć krew.
-na dole jest miejsce gdzie podają przepyszną czekoladę.-powiedział wchodząc z nim do windy i wciskając odpowiedni guzik.
-um...no dobrze. Ale tylko troszkę...ja um...ni chcę żebyś się męczył bo ja nie mogę się swobodnie przemieszczać...nie chce wchodzić nikomu na głowę z tego powodu...
-oj mną się nie przejmuj.-Takano wywrócił oczyma.-i jedz kochanie. Weźmiesz leki i będziemy jechać. Większość rzeczy już spakowałem.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-nagrodę? hmmm...-uśmiechnął się i pocałował go namiętnie.-Taka może być?
-ok.-zgodził się obejmując go delikatnie.-jeszcze chwilka i jedziemy.-ucałowął go w czółko i wyjął z kieszeni dzwoniący telefon.-o...Yuya dzwoni.-powiedział pokazując mu wyświetlacz.
-cóż...sądzę że możesz.-zgodził się i przeciągnął się lekko.
-spadła!? Kiedy? Ech...zaraz do niego zadzwonię. Dzięki że nam powiedziałeś Yuyuś...-powiedział zmartwiony.-mam tylko nadzieję że to nie będzie nic poważnego.
[ugh i czemu? -.-]
-hmmm...w sumie to jedliśmy tylko ciasto. Takie truskawkowe.-odpowiedział bo pamiętał że nie robili wiele.
-wiem wiem. Nasza.-zgodził się.-na pewno wszystko będzie dobrze.-pokiwał spokojnie głową. A na razie ruszajmy w dalszą drogę.-Chwycił za walizkę i skierował kroki w stronę drzwi.
-graliśmy dla zabawy nie było pucharu. Ale lubiłem grać kiedy byłem młodszy.-powiedział patrząc na zdjęcie.-No i było pełno fanek. Wiesz...dodatkowe profity.-zaśmiał się
[Spełnienia marzeń ^^ myślałam że się obraziłaś bo nie odpisywałam XD]
-jasne kochanie. Możemy iść. Yuya na pewno się ucieszy ze wspólnie spędzonego czasu. Możemy nawet spać pod namiotem.-zaproponował zaraz wesoło. Był szczęśliwy ze chłopak coraz lepiej sobie radzi z prowadzeniem samochodu.-powiem ci kiedy masz zjechać.
-Moja była żona mi go wyrwała.-odpowiedział zaraz wyjmując kopertę z końca albumu. Wrócił do strony na której skończyli i wyjął zawartośw koperty.-ale oddala mi go razem z pierscionkiem.-dodał i podał chłopakowi guzik.
-na prawdę.-zaśmiał się widząc jego zaskoczenie.-chciałbym żeby Yuya doświadczył to czego ja nie miałem okazji. Na przykład właśnie nkxowaniw pod namiotem z rodziną...-uśmiechnął sie lekko.-ok zjedzaj.-zgodził sięswobodnie.
-powiedzmy ze kochałem. Sam nie wiedziałem co czułem.-wzruszył ramionami.-ale to wszystko przeszłość. Nic nie znaczy.
[No tez mnie to cieszy ^^ szkoda ze dopiero na jesień]
-to dobrze. Może to źle zabrzmieć ale sam też chciałbym w końcu to przeżyć. Takie rodzinne, szczere wypady. Chyba nie jest jeszcze na to za późno.-pogłaskał go po policzku. Dlatego tez ciesze się na resztę tego miesiąca.
-nic ważnego i wartego rozpamietywania.-wzruszył ramionami I przewrócił strony. Na następnych zdjęciach były zdjęcia kiedy w liceum grał w baseball.
-to dobrze.-Takano również odetchnąl z ulgą.-ciesze się ze wszystko juz dobrze. Dzwoniłes do Rena? I...ech tata pewnie też chciałby wiedzieć.-mruknął zaraz i zerknął na Tomo.-nam ulzylo.
-Yasu był lapaczem.-powiedział wskazując na odpowiednią osobę na zdjęciu.-jeśli chcesz możemy kiedyś pograc. We dwoje. Porzucamy sobie nawzajem.-zaproponował widząc jak chłopak patrzy na zdjęcia.
-będziemy. I przekaz wszystkim ze pozdrawiamy. Obaj.-uśmiechnął sie I rozlaczyl.-cieszę się że już wszytsko gra...na prawdę się martwilem...
-ale to nie ważne. Najważniejsze żebyśmy się dobrze bawili.-powiedział I ucałował go.-a tu juz koniec szkoły...zaraz będą zdjęcia z akademii policyjnej.
-tak ja tez się ciesze ze zadzwoniłem...chyba jest nam wszystkim teraz łatwiej być rodziną. Dziękuję Tomo. To dzięki tobie.-puścił jego dłoń chłopak mógł swobodnie prowadzić.-nawet Ren się powoli uczy.
-będziemy robić top dla zabawy. Nie będę rzucal mocno.-zapewnił go.-a tutaj jest mój pierwszy dzień na akademii.
Kiedy zjedli świąteczną kolację Jun usiadł na kanapie i objął Ryu delikatnie ramieniem. Podał mu pakunek w którym był szalik którym chłopak mógł opatulić się jak kocem oraz bilety do kanady. -wesołych świąt Ryu-chan.
Dwa dni po sylwestrze Yuji odbywał swoje ostatnie badania tuż przed wyjściem. Kiedy otrzymał wyniki nie mógł powstrzymać łez szczęścia. Nawet jeśli nadal nie czuł nóg to mały ruch na wykresie dał mu nadzieję na to że czucie wróci a on będzie mógł spełnić marzenia. Teraz pozostało mu tylko poczekać aż przyjdzie po niego brat i wrócą do domu. Chciał powiedzieć mu to jak najszybciej. Jemu i Kazuo.
-to pchnięcie wiele dało Tomo-chan. Tak jak teraz Ren ma Kanekiego tak ja mam ciebie. To wiele daje.-uśmiechnął się lekko.-bardzo zmienia. Nawet mój tata zaczął się nami bardziej interesować.
-no trochę...-zaśmiał się przyznając że się spóźnił.-przybiegłem na ostatnią chwilę. Zgubiłem się po prostu.-wzruszył ramionami.-Było ciężko. Codziennie mieliśmy treningi.
-na prawdę. Spędzimy tak sylwestra. Wynająłem przytulny domek. jest blisko gór ale niedaleko jest też szpital tak w razie czego. A w domku jest kominek w salonie i w ogóle...jest piękna sceneria do zdjęć.-uśmiechnął się.-Jedziemy we dwoje.
-mou...-zaśmiał się obejmując go mocno w odpowiedzi. Był szczęśliwy że w końcu go widzi więc postanowił nic nie mówić ana temat pracy chłopaka i tego że przyszedł późno.-słodką.-odpowiedział zaraz i przesiadł się na wózek żeby pojechać za nim.-um Kazu? Ja wiem że pewnie nie wiele ci to powie ale...-wyciągnął w jego stronę wyniki badań.-um...jeśli tutaj spojrzysz to widać że lekko ruszyło. Na razie wyczuły to tylko maszyny...ja nie. Ale lekarz mówił że powoli odzyskam czucie. Na początku mogę czuć mrowienie i może boleć ale...ale znów będę je czuł i będę mógł nimi ruszać i...i powiedział żeby nadal ze mną ćwiczyć i robić te masaże o których wspominał...
-jakie przez ciebie? Dzięki tobie w końcu zachowujemy się jak rodzina.-pogłaskał go po ramieniu.-cóż kochanie...witaj nad francuskim morzem. Pójdziemy na późny obiad, spacer i deser. Jutro dokładniej obejrzymy Monako.-powiedział mu jaki mają plan.
-cóż...jest ciężko ale fajnie. Poza treningami mamy też inne zajęcia.-wzruszył ramionami.-cóż...nie jest źle. Nie sądziłem tylko że będą przychodzić do mnie po rady.-przyznał szczerze.-ale jest ok jeśli to im pomoże.
-wszystko co tylko będziesz chciał. Chce żebyś był szczęśliwy na tym wjeździe.-ucałował go delikatnie.-obiecuje ze będziemy się świetnie bawić.-zapewnił go jeszcze I podał pudełko z prezentem Kokiemu i Keiiowi.-wesołych świąt.-wyszczerzyl się. W środku kubki termiczne.
-um chce.-uśmiechnął się I wyciągnął w jego stronę ręce żeby go objąć.-po kąpieli dobrze? Shuji juz obiecał mu pomóc.-ucałował go.-codziennie pracujesz?-spytał zaraz.
-oczywiście ze dostaniesz. Bardzo ładnie sobie poradziłeś.-pocałował go namiętnie.-mój dzielny mężczyzna. Taka nagroda wystarczy? Czy może chcesz coś więcej?
-mieliśmy. Musieliśmy.-zgodził się wesoło.-najbardziej lubiłem zajęcia specjalistyczne.-dodał jeszcze -aż tak mi to nie pprzeszkadza. Jest ok. Mogą pytać jeśli moja odpowiedź jakoś im pomoże
-Ryu? Wiesz...-poprawił mu szalik.-jestem z tobą na prawdę szczęśliwy.-ucałował go delikatnie.-na prawdę. I ciesze się ze zgodziles się pojechać. Trochę się bałem ze nie będziesz chciał tak sam ze mną jechać.
-a...rozumiem. ale um...masz czas żeby się uczyć? I um...dzięki ze przyniosłeś mi te ankietę. Wypełniłem i...jako pierwszy plan dałem kendo a drugi medycynę.-powiedział patrząc co chłopak robi.
-ok wiec idziemy. Tuż obok jest dobra restauracja. Ale nie przestrasz się cen. Jeszcze dwa dni takie i koniec bo pojutrze wylatujemy.-ucałował go w policzek.
-wepchnal mnie do rzeki na porannej rozgrzewce. Bylem przemoczony...I wściekły. -wywrocil oczyma.-następnego dnia to onskończył w rzece.
-trochę się martwilem ze będziesz się bał tak sam na sam.-powiedział tuląc go mocniej do siebie.-ale obiecuje ze nie zrobię nic czego byś nie chciał.
-baka...powinieneś uważać. I się skupić mimo wszystko.-wywrocil oczyma.-um...no bo...dostałem propozycje żeby zajmować się tym zawodowo...ale oni nie wiedza o nogach...-powiedział cicho.
-to dobrze kochanie. To dobrze. Rob tak dalej jeszcze tylko trochę.-zaśmiał się o złapał go za dłoń. Wszedł z nim do restauracji i usiadł przy jednym ze stolików.-ok na co masz ochotę?
Hiroki odwrócił wzrok. -nieeeeeee...-mruknął I zaraz się zaśmiał.-cóż masz rację. I było tak często. W pokoju tez. Tacy z nas przyjaciele.
-ciesze się ze mi ufasz. Chce żebyś pokonał swoje lęki dla siebie. Żeby było ci łatwiej.-ucałował go.-wiec na razie możemy spróbował spać pod jedną kołdrą. Na dobry początek.
-wooow...mój mądry chłopak.-rozejrzał się i korzystając z tego ze nikogo nie ma pocałował go namiętnie.-un...-uśmiechnął sie nieśmiało i wziął łyk czekolady. Dopiero po chwili znów się odezwał.-um...ale twoje ramię...? Na pewno jeszcze nie jest w pełni sprawne...i na pewno boli...-dotknął go bardzo delikatnie.-wpadnę.-obiecał mu zaraz.-dlatego potrzebne są te masaże...dopiero jak zacznę je czuć będę miał rehabilitacje.
-Już robie.-ucałował go I wstał z kanapy. Poszedł go kuchni żeby zrobić wszytskim herbatę.
-um...gdybym tylko zareagował wcześniej...-Zacisnąl dłonie w pięści. Wziął głęboki wdech I spojrzał na niego ze smutnym uśmiechem.-przyjdę. A potem spędzimy razem trochę czasu...-oparl się od niego.-tak szybko to pewnie nie...i boje się trochę. Jak będę odzyskiwać czucie to mogą boleć. To nie takie łatwe...
-hmmm...myślę że coś by się tutaj znalazło...-zamyślił się i jeszcze zerknął na zegarek.-możemy iść. jest taki jeden klub który odwiedziłem z Marciem jak byliśmy.-powiedział głaszcząc go po dłoni.
-cóż...ta zdrada mnie uderzyła nawet jeśli uczucie którym ją darzyłem nie było aż tak duże. Chłopaki chcieli mnie pocieszyć stąd ta impreza. A ja cóż...upiłem się i to nieźle. Yasu do dzisiaj mi wypomina jak mnie niósł do domu...a ja go zarzygałem.-zaśmiał się.
-hmmm...strasznie szybko to wam zleciało. Chata jest wasza, tylko nic nie rozwalcie.-Jun pokazał jezyk Kokiemu.-z balkonu powinniście widzieć fajerwerki.
-ale boli...wiem że cię boli i nigdy już nie będzie tak samo sprawna.-powiedział zerkając na niego.-więc po meczu pójdźmy na dobry deser, ok?-uśmiechnął się lekko i pomachał wchodzącemu do salonu bratu.-wiem...ale trochę się boję że i ja nie odzyskam pełnej sprawności.-przytulił się do niego mocno. Czuł że w ten sposób pozbędzie się chociaż trochę swoich lęków. Odskoczył jednak od niego momentalnie kiedy do pokoju wszedł ich nauczyciel.
-nie mam nic przeciwko kochanie. Mogłem cię co prawda zabrać do jakiegoś klubu w Paryżu ale zupełnie wyleciało mi to z głowy.-zaśmiał się.-więc pójdziemy tutaj. W Australii też możemy pójść jeśli będziesz chciał.
-można...ale wątpię że można zarzygać przyjaciela.-zaśmiał się i ucałował go delikatnie.-był na mnie wściekły...ale poprawili mi humor tą imprezą. Nawet jeśli tylko trochę. Nabijali się że znów jestem wolny i do wzięcia wiec powinienem się cieszyć.
-o to jestem spokojny.-Jun roześmiał się wesoło.-a na wakacje my wracamy do Japonii i wtedy to my wpadniemy do was.
-um...-chłopak mimo wszystko zrobił się cały czerwony.-serio?-popatrzył z uśmiechem na Kazuo.-dziękuję. Uczyłem się z twoich notatek w szpitalu więc powinienem zdać.-wyszczerzył się i przesiadł się na wózek.-Shuji...? -jasne jasne. Już idziemy się myć.-starszy z braci wstał i się przeciągnął.
-więc teraz pójdziemy.-zapewnił go z uśmiechem.-cieszę się że ci się podoba. Pobawimy się w klubie a potem pójdziemy do hotelu. Ten też należy do rodziny Ruiego więc wcisnął nam najbardziej luksusowy pokój.-powiedział i puścił jego dłoń kiedy kelnerka przyniosła ich zamówienie.
-pamiętam, pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć?-spytał zaraz całując go namiętnie.-mój kochany i wyjątkowy mężczyzna.-jeszcze raz go pocałował.-a teraz chodźmy przygotować jedzenie. Pomyślałem że zrobimy tylko rybke w piekarniku i ciasto.
Jun zaśmiał się tylko w odpowiedzi. Nie wiedział jak szybko uda im się pokonać strach Ryu. Przytulił więc chłopaka i ucałował go w policzek.
Yuji po kąpieli został przez brata zaprowadzony do pokoju Kazuo. -Shuji a ty gdzie śpisz? -zawsze był tu dla mnie futon więc to dość dziwne...i Kazuo też już powinien tutaj być skoro łóżko jest naszykowane...-zamyślił się a młodszy wykierował wózek i pojechał do salonu. Kiedy zauważył rozłożoną kanapę trochę się zasmucił. Przecież jeszcze w szpitalu ustalili że będą spali razem. -um...Kazu?-chłopak podjechał trochę bliżej. Czy coś się stało że jednak nie chcesz ze mną spać w jednym łóżku?
-to dobrze. Cieszę się że takie spędzanie czasu też ci odpowiada.-uśmiechnął się szczęśliwy. Jadł spokojnie swoją porcję i popijał ją winem. Kiedy skończył odłożył sztućce i tylko przyglądał się chłopakowi. Nigdy nie sądził że właśnie tak będzie wyglądało jego życie. Że znajdzie sobie mężczyznę z którym spędzi resztę życia, że zacznie dogadywać się z rodziną i że Ren który był zatwardziałym hetero nagle będzie z facetem. Uśmiechnął się do swoich myśli.
-możesz. Musisz odzyskiwać siły do swoich urodzin.-zmierzwił mu włoski.-w planie mamy łososia w cieście francuskim.
-oj no co się tak boisz?-Kei zamarudził trochę widząc wahanie przyjaciela a Jun zaśmiał się cicho. -otworzymy razem.-zmierzwił mu włosy i zaczął odpakowywać prezent.-na 3. 1...2...3.-powiedział podnosząc wieko pudełka.
Yuji skinął głową. Kiedy byli w pokoju z lekkim wysiłkiem przesiadł się z wózka i łóżko. Położył się obok brata który już tam był.
Jun westchnął i wyjął książkę z pudełka. -Koki serio?-mruknął machając nią. -Mo co? Wszyscy widzimy jak patrzysz na Ryu. Należy ci się drugi tom 'jak zachować cierpliwość.-zaśmiał się wesoło.
-um...-chłopak skinął lekko głową. Było mu trochę smutno ze nic nie czuje. -Kazuo? Nie musisz robić tego tak mocno. Będzie miał potem siniaki.-Shuji zwrócil mu uwage.
Jun zgrzytnal zębami i przytulił Ryu. Ucałował go w policzek. -przecież jestem cierpliwy...-burknął. -a czasem chyba trochę aż za bardzo.-Koki wywrocil oczyma i otworzył prezent. Zaczął z uśmiechem oglądać zdjęcia.
-mou...dobranoc.-przytulił się jeszcze trochę do niego. Potem Shuji przykry go kołdrą.-miłych snów.-dodał I zamknął oczy starając się zasnąć. W nocy mimowolnie przytulił się do brata bo nadal męczyły go koszmary.
-jasne. Hmmm...możemy iść na przykład na promenadę.-zaproponował bo to pierwsze przyszło mu do głowy. Poprosił jeszcze o rachunek a kiedy zapłacił wstał.-możemy iść.
-ok.-poszedł do niego żeby go pocałować.-wiec chwila przerwy.
-bardzo cie kocham.-przytulił go mocno do siebie.-będę czekał. Najważniejsze żebyś ty się dobrze czuł.-pogłaskał go po włosach.-wiec mój kochany pora na spacerek. Co prawda nie mamy tu świątyni ale na spacer można pójść.-ucałował go delikatnie.
-um dobrze.-Yuji uśmiechnął się lekko i usiadł. Po małym wysiłku był już na wózku.-ale ja zrobię obiad.-dodał wesoło.
[jutro (a w sumie dzisiaj już ;^;) ma kolokwium na które nic nie umiem...]
-jest niesamowicie czyste.-zaśmiał się szczerze. Kierował ich kroki w stronę morza.-w sumie byłem tu może dwa razy więc ciężko mi stwierdzić. Po prostu chciałem cie zabrać na lazurowe wybrzeże. No bo być we francji i nie być na słynnym lazurowym wybrzeżu to zbrodnia.-zaśmiał się.
Hiroki wywrócił oczyma i wziął go na ręce żeby położyć go na kanapie.-a potem ty będziez odpoczywał a ja skończę rybkę.
-skoro tak to może lepiej zostańmy...-powiedział łagodnie łapiąc go za ręce.-Ok, ok...nie rób takiej miny. Idziemy.-zaśmiał się.-ale najpierw musisz się cieplej ubrać.-powiedział prowadząc wózek do sypialni.
-wiem. Zrobię po szkole.-uśmiechnął się zaczął spokojnie jechać na śniadanko. Po drodze jeszcze zaliczył toaletę.
-ok wiec idziemy.-powiedział prowadząc wózek najpierw do przedpokoju żeby ubrali buty q potem pokierować ich do windy. Pcha wózek w stronę parku.-a potem film i gorąca czekolada.-ucałował go w policzek.-nie będziemy długo na dworze.-dodał widząc jak chłopak drży.
-um...-chłopak skinął głową.-jeśli tak chcesz. Ale twoje notatki były bardzo dobre. Wszystko rozumiałem.-dodał zaraz I wziął łyk herbaty kiedy skończył jeść.-w każdym razie...dziekuje.-uśmiechnął sie.-za wszystko.
[Zjebalam...nie wiem czy będzie to 70%...nawet ze ściąganiem...ale dzisiaj i tak odpoczywam XD jutro się biorę za naukę do sesji.]
-ciesze się ze ci się podoba.-ucałował go w policzek.-tak. Spacerek po plaży a potem klub tak jak ustaliliśmy.-kiedy byli na plaży zjadł buty i objął chłopaka ramieniem.-trochętakiej rozrywki tez się nam przyda.
-Ciesze się ze podoba ci się nawet jeśli jest dość skromnie.-objął go delikatnie.
-ok...ale za długo tez nie będziemy.-powiedział spokojnie spacerując po parku. Chwilę milczał.-cieszę się że jesteś. Ja z tobą tez.mam wspaniałego chłopaka z którym jestem szczęśliwy. A może być już tylko lepiej.
-mou...-spojrzał w bok.-ale ja nie jestem do przodu z lekcjami przecież. Po prostu wiem to co było w notatka od ciebie.-powiedzial cicho I utkwił wzrok w herbacie.
-nie denerwujesz mnie głuptasku. Jestem w na prawdę szczęśliwym zwiazku..-ucałował go w policzek.-i jak już mówiłem może być już tylko lepiej. Innych opcji nie ma.
-mhm...czasem jest tak bardzo fajnie. Po prostu sobie posiedzieć i nic nie robić. Tak po prostu.-zgodził się z nim.-Mój kochany, najukochańszy.
-Cóż...to tylko weekend. Sądzę że jakieś małe możemy zrobić. Kupimy to co potrzebne i nic poza tym.-zdecydował spokojnie.-W koncu nic tam nigdy nie zostawiamy żeby się nie zepsuło.
-um...-spojrzał na niego trochę niepewnie po czym skinął głową.-ok...może być.-zgodził się w końcu. -ech Kazuo jak chcesz się z nim miziać to nie w szkole tylko w domu.-mruknął żartobliwie Shuji.
-więc wracamy. A w domu dostaniesz gorące kakao i włączymy film.-powiedział ruszając trochę żwawszym tempem.-no i oczywiście że będzie. Wątpisz że damy sobie radę? Wątpisz że pozbędziesz się swoich lęków?
Yuji zaśmiał się cicho pod nosem. To nie tak że nie wiedział dlaczego czasem znika zapasowy klucz który dostał od pielęgniarki. -wcale nie jestem odważniejszy...-wymamrotał tylko Yuji i skupił się na piciu herbaty.
-na to składniki muszą być zawsze pod ręką.-zaśmiał się.-ale myślę że tam będzie lepiej robić pyszne i orzeźwiające koktajle owocowe niż czekoladę.
-więc czasem na pewno takie będą. Zwłaszcza że teraz mieszkamy razem. Więc będzie wszystko. Od takich wieczorów po seks kiedy wrócę do domu po kilku dniach pobytu w pracy.
-mój kochany...będzie dobrze. Zobaczysz że w końcu nie będziesz się bał.-powiedział patrząc przed siebie.-ale może to ty powinieneś dostać te książkę którą dostałem od Kokiego? Troche cierpliwości...
-mou...-odsunął go od siebie zarumieniony. Zasłonił usta a kiedy zerknął na nauczyciela zasłonił twarz dłońmi.
-ok ok.-zaśmiał się.-ale możesz najpierw dostać pierwszy tom który już przeczytałem.-powiedział trochę przyspieszając kroku kiedy byli niedaleko ich bloku.-hmmm..myślę że kiedyś możemy wyskoczyć. Ale ja nie mogę dużo pić bo mam niesamowicie słabą głowę. więc jedno maks.
Yuji odjechał od stołu i poszedł się szybko ubrać. Z zaskoczeniem zauważył że wszystkie jego niezbędne rzeczy zostały przyniesione. Z drobną pomocą brata udało mu się założyć spodnie i skarpetki a potem również buty. Położył swój plecak na kolanach i ruszył do szkoły razem z Kazuo i Shujim.
-a na wyspie jest jeszcze przyjemniejsza. Zobaczysz.-wyszczerzył się i ruszył w stronę klubu. czasem poprawiał sobie chłopaka na plecach kiedy trochę mu się zsuwał.
-będę, będę.-zaśmiał się i ucałował go mocno.-obiecuję że będę. Jak mógłbym nie przychodzić częściej kiedy mój seksowny chłopak czeka na mnie w mieszkaniu.
-więc dam. Będziesz miał co czytać w drodze do Kanady.-uśmiechnął się a kiedy byli w windzie objął go delikatnie.-Ten spacer to był jednak zły pomysł. Zrobię i gorącego kakaa jak tylko wejdziemy do mieszkania.-powiedział głaszcząc go łagodnie po plecach.
Yuji poklepał go energicznie po plecach kiedy mieli wykonać pracę w parach. -ech...jak możesz zasypiać.-wywrócił oczyma.-A jak mnie nie było to się starałeś.-mruknął pokazując mu jakie dostali zadanie.
-I ciasteczka. A potem do ciebie dołączę i będziesz mógł się tulić ile chcesz.-puścił go kiedy winda atrzymala się na ich piętrze i pokierować wózek do mieszkania. Pomógł mu z kurtka I butami.
-głupi...doceniam ale mógłbyś nadal uważać.-westchnął.-wiec zrobisz pierwsze. Ja pomyślę nad tymi drugimi...-mruknął czytając dalszy ciąg zadania.
-mhm. Chodzmy.- zgodził się idąc spokojnie na parkiet. Trzymał chłopaka blisko siebie.-czujsz się niepewnie? W Japonii byłeś bardziej pewny siebie.-zauważyl przybliżając go jeszcze bardziej do siebie.
-jestem czy nie najważniejsze że nie przy tobie.-cmoknal go w policzek.-to dobrze. Jesteś jesteś jego prawnikiem wiec mamy obowiązek pokazać ci dokumentację.
Jun przyniósł do salonu kakao i ciasteczka. Podał je chłopakowi a potem usiadł obok niego i przytulił go siebie. -bardzo zmarzles? Wypij i weź ciepła kąpiel...-poprosił.
-ech...-Yuji wywrocil tylko oczyma nic już na ten temat nie mówiąc. Rozwiązał zadanie.-Kazu? Ja nie mogę chodzić po schidach zaniósłbyś moja ankiete?-spytał podając mu kartkę.-swoją juz oddales?
-możemy po prostu wrócić do hotelu skarbie.-powiedział widząc ze dzisiaj klub jest pełny. Złapał go mocno i nie czekając na odpowiedz po prostu ruszył w stronę wyjścia. Nie chciał żeby chlopak się źle czuł na ich miesiącu miodowym.
-mhm rozumiem...a potem my nie możemy nic zrobić.-przytulił go mocno.-ale tym którym trzeba pomagaj.-ucałował go I wyjął upieczone ciasto z piekarnika i włożył tam rybkę.
-przecież nawet nie proponowałem wspólnej kąpieli.-wywrocil oczyma.-ale myślę że moglibyśmy spróbować spać pod jedną kołdrą. Tak powoli.-zaproponował zaraz.
-dziękuję.-uśmiechnął sie słodko.-co napisałeś?-spytał zaraz ciekawy co jego chłopak ma w planach.
-możemy potańczyć w hotelu.-powiedział I skierował tam swoje kroki na szczęście nie mieli daleko wiec byli na miejscu po krótkiej chwili. Takano otworzył drzwi ich pokoju i wpuscil Tomo przodem.
-śliczny. A teraz usiądź albo się połóz. I nie rozmawiamy o niemiłych rzeczach. Asa święta i ma być wesoło.-zmierzwil mu włoski.
-jeśli nie chcesz to nie musimy. tak tylko zaproponowałem.-powiedział obejmując go mocniej.-możemy kiedy będziesz się czuł na siłach.
-Kazuo...-Yuji złapał go delikatnie za dłoń. Mówil cicho bo przecież jeszcze powinni pracować nad zadaniem.-nie masz niczego na myśli? Przecież to nie tak ze musisz się potem ściśle trzymać tego co tam napiszesz.-powiedział widząc ile chłopak musial nad tym myśleć.
-na pewno. Lubie nasz domek. Jest nasz, jest przytulny i n prawdę szczerze go lubię.-wywrocil oczyma.-no I nie jest aż taki mały.-dodał I objął chłopaka od tyłu.
-był...wiec lepiej o tym nie rozmawiajmy. Juz koniec tego tematu.-powiedział idąc zrobic kawę. Wrócił po chwili stawiajac kubki na stoliku. Usiadl na kanapiw i objął chłopaka ramieniem.-co oglądamy?
-wiec myśl bardziej pozytywnie skarbie. Myśl że się uda.-powiedział głaszczac go po włosach.-w ten stosów na pewno będzie ci o wiele łatwiej.
-um...to napisz to co masz. Przecież nie musisz się tego potem trzymać.-powiedział I umilkl kiedy nauczyciel wywoływał ich do tablicy.-Kazu ty idź bo ja nie dam rady...-poprosił.
-jesteś kochany skarbie.-uśmiechnął sie I pocałował go namiętnie.-no ale obiecałem ze potańczymy w hotelu.-włączył radio I wyciągnął rękę w strone chłopaka.-mogę prosić?
-um...-Yuji zwiesil głowę.-um...wiec po prostu pomyśl...-powiedział cicho. Nie chciał się kłócić a wiedział ze Kazuo nie chce z nim o tym rozmawiać. Trochę go to smucilo ale nie mógł nic z tym zrobić. Po lekcji uśmiechnął sie do niego.
Jun objął go od razu mocno i pogłaskał po plecach. -juz....juz...-wyszeptał.-wiem ze ciężko jest myśleć pozytywnie...i pewnie będzie łatwiej kiedy się uda. Wiec możemy spróbować. Na pewno się uda. Wierzę w to.-Jun uśmiechnął sie lekko.
-no niech będzie.-wzruszył ramionami I ustawił budzik żeby pamiętać o rybce.-wiec oglądamy.
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 4687 Nowsze› Najnowsze»-mhm. Leki wzięte? Bo już jedziemy.-ucałował go namiętnie.
-dobrze.-wywrocil oczyma. Zrobił herbatę i wszytsko zaniósł do salonu.-włącz sobie jakiś film.
-nie przykuję. Przecież będziesz mógł normalnie się przemieszkać po mieszkaniu. Proszę tylko żebyś wiecej odpoczywał.-powiedział i zmierzwił mu włosy.
-jak mam się nie martwić.-wymamrotał cicho.-ne Shuji...wczoraj...-wtulił się w niego mocniej.-wczoraj był u mnie mój trener. Powiedział że kilka profesjonalnych dojo, wiesz tych co mają drużyny na krajowych turniejach jest mną zainteresowanych. Nie mówił nic o moim wypadku...
-wodę mamy.-zapewnił go wesoło.-więc idziemy.-wziął jeszcze torbę i ruszył do wyjścia.
-mhm może być.-zgodził się z uśmiechem.
-oj bo ty odpoczywasz aktywnie a nie o takie odpoczywanie chodzi.-zaśmiał się.-ale ok. Wiem że już rozumiesz więc nie będe drążył tematu.
-um...ja już miałem dzisiaj masaże i rehabilitacje która w sumie polega na tym że podnoszą mi nogi i zginają.-wywrócił oczyma.-pewnie ci wyjaśnią co i jak żebyś mi pomagał w domu....ne? Ale nie mów Kazuo, ok? On i tak nie zrozumie...
-oj...to już nigdy nie będziesz mnie kochał tak jak dzisiaj?-spytał idąc już spokojnie do samochodu.
Hiroki objął go delikatnie i skupił się na filmie.
-ale pilnowałeś żeby się nic nie spaliło.-zaśmiał sie Jun i wziął łyk swojej herbaty.
-nie powiem.-burknął.-bo on znów bedzie pewnie krzyczał. Na pewno.-powiedział krzyżując ręce na piersi.-załatwiłeś już wszystko ze szkołą?
-mhm...rozumiem.-zaśmiał się.-Pasuje mi to.-posadził go do samochodu.-rozłóż sobie fotel.-podał mu jeszcze leki i wodę po czym poszedł schować torbę do bagaznika.
-no cóż...mamy mniej poważnych spraw niż w większych miastach. Zazwyczaj zajmujemy się papierkowa robotą a od czasu do czasu wpadnie coś większego...
-ok. Już czekam.-zaśmiał się Jun.
-ale ja pomogę.-wtrącił się Koki który do tej pory siedział cicho.
-Shuji! Miałeś załatwić salę. Żeby moja klasa miała zajęcia gdzieś na dole.-wywrócił oczyma.-zachowuj się czasem jak straszy brat, co? Przecież wiesz że po tej przerwie wracam do domu...
-śpij skarbie. Przed nami długa droga.-powiedział siadając za kierownicą i powoli ruszając.
-no mnie więcej.-Hiroki wzruszył ramionami.
-no widzę że już są plany.-Jun zaśmiał się i ziewnął.-jutro mam na 8 więc już się położę...
-Shuji nie zapomnij o tym.-Yuji westchnął ciężko i opadł na poduszki.-jestem zmęczony...
Takano zrobił przerwę dopiero po kilku godzinach.
-Tomo-chan? Tomo? Mamy postój, chcesz do toalety?-spytał budząc go delikatnie.-od razu zjedlibyśmy obiad.
-oj spokojnie. Na prawdę tutaj mało się dzieje.-zmierzwił mu włosy.
-ale nie siedź za długo, ok?-ucałował go i poszedł się umyć a potem prosto do łóżka.
Hiroki nie widział w tym problemu. Zaproponował park i tam czekał na chłopaka. Pomachał mu kiedy go zobaczył.
-masz jakiś problem, że chciałeś się spotkać?-spytał od razu.
-cóż...tutaj jest restauracja więc cokolwiek.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy.-będziesz w stanie iść?
-ok ok.-ucałował go i wrócił wzrokiem do telewizora.
Jun przez sen złapał go za rękę. Nie zrobił jednak nic więcej. Trzymał go ta tylko uśmiechając się lekko.
-cóż...staż to może niekoniecznie...nie bierzemy przypadkowych cywilów.-powiedział patrząc na formularz.-ale wiesz, też zmagałem się z tym problemem. Mogę ci dać rekomendacje do akademii policyjnej do której uczęszczałem. Wtedy spokojnie moglibyśmy się przyjąć.
-to dobrze.-zaśmiał się. Wyszedł z samochodu i przeciągnął się lekko.-ale miło w końcu rozprostować nogi.-powiedział zerkając na niego.
Po filmie Hiroki wstał i poszedł zrobić obiad żeby był zrobiony na czas.
Jun już ubrany poszedł do kuchni.
-o...śniadanie...i bento.-zauważył trochę zaskoczony.-a miałeś pospać dłużej.-powiedział podchodząc do chłopaka.-dzień dobry.-ucałował go w policzek.
-cóż...rozumiem że wciąż możesz mieć uraz. Dlatego masz jeszcze czas to przemyśleć. ta do której ja chodziłem jest oddalona godziny drogi stąd. Na początku jest trochę trudno ale myślę że dałbyś sobie radę. No i...na próbę to może nie ale zawsze możesz zrezygnować. Ja zrezygnowałem po roku...i po roku wróciłem.
-przecież jem pożądanie...ale dziękuję. Na pewno będzie pyszne.-powiedział z uśmiechem i zabrał się za śniadanie.
-cóż...akademik jest i stypendia tez. Ja sam z jednego korzystałem bo moja mama wtedy juz nie żyła i nie miałem jak się utrzymać. Za dobre wyniki tez jest.-poklepal go po ramieniu.-rozumiem. To normalne że się martwisz ze możesz skończyć tam jak on. Ale ja wierzę że nie wiec...przemysl to po prostu.
-lepiej jeszcze po odpoczywaj kochanie.-powiedział idąc z nim tak do restauracji.-obudziłem a wyglądało jakbyś mógł jeszcze pospać.
-jestem za.-uśmiechnął sie.-dawno nie byłem.
-ok. Możemy iść. Taka mini randka.-pokazał mu język i skończył jeść.-wiec juz wychodzę. Sięgnął po bento I ucałował go w policzek.-dziękuję ze trzymałes mnie za rękę..
-cóż...to na prawdę źle ze nie możesz kontynuować grynku w baseball. Ale jeśli chodzi o akademie możesz dostać moja rekomendacje a to da na prawdę dużo. Wystarczy ze teraz trochę się przycisniesz i zdasz wszystkie testy. Będziesz tez test wstępny na akademii. Myślę że pomimo tego że nie możesz narzucać to z wf na akademii dasz sobie radę.
-co? Hmmm...myślę że desery.-powiedział z uśmiechem.-a z bagietkami mogę ci pomóc. Chyba ze chcesz sam to nie będzie się wtrącał.
-ok. Na razie swieta I twoje urodzinki.-ucałował go w policzek.
-mhm. A ty odpoczywaj.-ucałował go jeszcze raz i wyszedł chowając wcześniej bento do torby.
-nie zawracasz mi głowy. Jak coś to dzwon a ja ci napisze te rekomendację.-zmierzwil mu jeszcze wlosy.-masz jeszcze czas żeby pomyśleć.
-ok. Jak coś to pytaj kochanie. A ja będę oceniał jeśli tego chcesz.-powiedział z uśmiechem. Wszedł z nim do restauracji.
-cóż...niespodzianka. współpracuje Yasu I reszta.
Jun wrócił do domu kiedy obiad był już prawie gotowy.
-Tadaima.-Zdjął buty I poszedł do salonu.-hej Ryu.-ucałował go na powitanie.
-cóż...nie ma konkretnego powodu. Po prostu ci pomagam. Potrzebuję powodu?-zerknął na niego.-sądzę że tak. Bardzo nam pomogłes z tym śledztwem. Tylko dzięki tobie złapaliśmy ich wszystkich.
-ok ok. Będę twoim krytykiem.-zgodził się a kiedy zajęli miejsce podał mu menu.-taki mały przystanek bo pora na obiad.-powiedzkał z uśmiechem.
-cóż...chce żeby mój ukochany miał wspaniałe urodziny a oni mi w tym pomagają.-pokazał mu język.
-wierzę.-zaśmiał się i objął go delikatnie.-ufam ci.-dodał głaszcząc go po włosach.-A bento było przepyszne.
-jak coś możesz do mnie dzwonić. Mam nadzieję że chociaż trochę pomogłem. Zastanów się nad wszystkim spokojnie. Masz jeszcze czas. Jeśli jedno nie wyjdzie zawsze możesz spróbować czegoś innego.
-jeśli tego chcesz to to zamów.-zgodził się bez problemu.-Przecież nie będę cię zmuszał żebyś jadł coś na co w ogóle nie masz ochoty.
-mhm...ja ciebie też kocham. Ale nie bój się. Nie zrobiłbym niczego co by ci się nie spodobało.
Jun uśmiechnął się na ten widok i poszedł przebrać się w luźny dres. Usiadł na fotelu z laptopem i zajął się pracą.
-ale....ale jak ty...-spytał całkowicie zaskoczony wskazując na przepustkę.-ja przecież jeszcze nie mogę...-powiedział bo przecież niedawno pytał lekarzy i powiedzieli że dopiero po nowym roku.
-no w połowie drogi do naszego dzisiejszego noclegu. To małe urokliwe miasteczko. Akurat będziemy mieli czas na wieczorne mini zwiedzanie i zaliczenie jednej cukierni.
-oj spokojnie.-zaśmiał się i ucałował go delikatnie.-musisz bo inaczej się nie dowiesz.
-a...to?-upewnił się zerkając na niego.-cóż...tego używa się przy na prawdę dużych ranach. Tych bardzo otwartych. Więc raczej wątpię że będę miał okazję pokazać je twojej grupie.
-um...-Yuji skinął głową.-Moja torba z ciuchami leży w tamtej szafie. Shuji trochę mi przywiózł. Podasz mi coś?-spytał przysuwając wózek bliżej łóżka.
-smacznego.-zmierzwił mu włosy i zabrał się za jedzenie swojej porcji.
-oj spokojnie. Dożyjesz.-zaśmiał się.-a nic ci nie powiem bo nie będzie niespodzianki.
-cóż...to szycie jest wymagane. Jako że jest dużo przypadków kiedy trzeba go użyć. Teraz go wprowadzam na drugim roku.-ucałował go w policzek.-pomyślę nad tym.
-um...cokolwiek. juz mam dość szpitalnego jedzenia...i tego co przynosi mi Shuji.-uśmiechał się i ubrał bluzkę i bluzę.-um...Kazu...?-wskazał na spodnie i skarpetki.-pomożesz?-spytał całkowicie się rumieniac.
-to dobrze skarbie chociaż to przecież nic takiego.-zaśmiał się pijąc sok.
-oj...nie lubisz niespodzianek?-spytał calując go w kark.
-oj...no na prawdę musze pomyśleć Ryu. Tylko powiedz mi po co chcesz to umieć?-spytał patrząc na niego.-i nie będę się nad nimi znecal...jestem dobrym profesorem.
-um ok. Możemy iść.-zgodził się z uśmiechem.-um Kazuo? W torbie chyba powinny być jakieś buty. Jeszcze tylko je i możemy iść.
-ciesze się ze jesteś szczęśliwy.-ucałował go w policzek. Kiedy zjadł przeciągnąl się lekko i wstał.-pójdę do toalety.-powiedział zanim poszedł.
-oj wytrzymasz. Po drodze są jeszcze prezenty świąteczne.-przypomniał mu wesoło.
-cóż...wiesz kochanie ja mogę ci niektóre rzeczy pokazać. Ale to nie jest normalne żebyś interesował się takimi rzeczami. Pomyślę nad tym czy cię nauczę czy nie. To jest obowiązkowe ale dość trudne. Uczy się na dość realistycznych modelach i trzeba się napracować.
-jak masz mnie tak wyzywać to ja już wolę zostać.-mruknął obrażony krzyżując ręce na piersi.
-I już. Jak więcej nie zjesz to idź do toalety i jedziemy w dalszą drogę.-powiedział z uśmiechem i usiadł naprzeciwko niego.
-oj...jakoś sobie z tym poradzimy. Możesz zamówić coś do domu. Kupić w internecie.-znów go ucałował.
-oj wiem kochanie wiem.-uniósł się i go pocałował.-wiem...zastanowię się. Ale najpierw musisz wrócić na zajęcia w ogóle. Ok?
-będę wesoły i będę się dobrze bawił jak będziesz miły.-powiedział odwracając się żeby na niego spojrzeć.
-ok, ok.-zaśmiał się.-zapłacił I poprosił żeby zapakowali na wynos. Kiedy chłopak wrócił objął go ramieniem I obaj wyszli.
-możesz użyć mojego. Albo pojadę po twój. Spokojnie.-pogłaskał go po włosach.
-śliczne.-powiedział szczerze kiedy oglądał zdjęcia.-chciałbym żebyśmy tez coś takiego mieli. Nasze wspólne zdjęcia w najbardziej przypadkowych sytuacjach.
-dokuczasz!-powiedział zaraz się śmiejąc.-nie dzwon. Chce iść z tobą na randkę. Bo było miło...ale zacząłeś mi dokuczać. Nie lubię tego.
-oj...ale nie rób mi tak.-zaśmiał się I w końcu zaczął z nim śpiewać.-pasuje?-spytał kiedy piosenka się skończyła.
-oj nie zabija.-wywrocil oczyma.-i juz zawsze będziemy razem. Możesz być spokojny.
-mhm dużo ich masz. Ale jednak chciałbym mieć kilka takich naszych wspólnych. Nasze zwykle I codzienne chwile.-ucałował go jeszcze raz.-ale te moje tez są ok.
-sam mnie tak zawinales.-burknął.-um...ja ciebie tez kocham...
-mhm....zwłaszcza że podróżujemy razem. Na prawdę świetnie się bawię. Pokazałem ci to co chciałem i na prawdę się ciesze. Teraz powoli zmierzamy na wyspę.
-zmienię. Tylko potem już za bardzo się nie ruszaj ok? Juz się goi i chciałbym żeby szybko się zagoilo.
-no trochę. Ale to takie duże psisko i wpychala mi się na kolana. Bo widziała jak ty mi siedzisz.-pokazał mu język.-a to kiedy zrobiłeś? Raczej dawno co?-spytał wskazując na zdjęcie gdzie stał na balkonie i palił.
-ok. Ale skoro będziemy w restauracji to raczej nie będzie mi zimno.-zaśmiał się.-ale będę mówił.-zapewnił go.
-ale nie lubiłes kiedy paliłem.-przypomnial mu I zaczął dalej oglądać zdjęcia.-o...i jest kilka z naszego mieszkania.
-um...dobrze.-uśmiechnął sie chowając dłonie pod koc.-wszystko jest tak ładnie ośnieżone.-powiedzkał z uśmiechem.
-wiem. I nigdy nie prosiłem cie o to. Jakoś sobie radzimy.-uśmiechnął sie jadąc spokojnie.-przed nami jeszcze Australia gdzie oddaje ci pałeczkę.
Hiroki przyniósł apteczke I zabrał się za zmienianie opatrunku chłopaka.-no...nie jest źle. Tylko trochę krwawilo. Ale ogólnie się goi.
-oj wiem ale i tak jakoś sobie poradzimy. Będziemy pytać o drogę jak się zgubimy.-wzruszył ramionami.-ważne ze będziemy rasem. Serio tyle mi wystarczy.
-masaż? Ale masz zachcianki.-zaśmiał się i zaczął go delikatnie masować.-wyjątkowo dzisiaj ci je spełnię.-zaśmiał się.
-ok ok.-zaśmiał się.-nie naburmuszaj się.--dodał całując go w policzek.-Kiedy tak usnalem?-spytał zaskoczony widząc jak śpi na kanapie w salonie.
-mhm czuć.-zgodził się.-um niby niedługo...ne Kazu? A przyjdziesz na sylwestra?
[Fajne ale zabili Solo...]
-mhm wiem kochanie. Ale wiesz ze wtedy oddaje się w twoje ręce?-zaśmiał się.-ty decydujesz co robimy.
-mhm...staram się żebyś był ze mną szczęśliwy. Chce ci zadoscuczynic te dni kiedy nie ma mnie przy tobie.-powiedział całując go w kark.
[No ale jednak...zabili Solo XD I ten jego syn ugh...jakiś mi nie przypadł]
-mhm rozumiem.-uśmiechnął sie.-dużo ich masz ale moment.-zatrzymał się nagle kiedy zobaczył zdjęcie kiedy był w łazience.-a to skąd? Zdaje mi się ze byłeś wtedy na studiach.
Chłopak zasmucil się zaraz.
-miałem nadzieję że wpadniesz. Shuji nie przyjdzie bo idzie do Kenty.-powiedział nadal smutny wyjeżdżając samodzielnie z windy.
[no są opcje są...się okaże potem]
-ja też nie mogę się doczekać. Na pewno będzie fajnie i jestem ciekawy co tam zaplanowałeś.
-tak? To dobrze zaśmiał się przestając go masować po chwili.-jeszcze rana się otworzy.
-więc jak zrobiłeś to zdjęcie skoro nie było cię w domu?-spytał unosząc brwi.-nie zmieniaj tematu.
-może?-powtórzył za nim.-um...myślałem że spędzimy go razem...-powiedział smutno.
-wiem wiem.-wywrócił oczyma. Kiedy dojechali na miejsce dochodziła 19. Najpierw zajechali do hotelu gdzie zostawili swoje rzeczy a potem poszli na miasto.
-to dobrze.-uśmiechnął się.-wiesz co? Cieszę się że zdecydowałeś się ze mną zamieszkać. Teraz nawet jak będe zostawał w pracy do późna to będę miał cię przy sobie.
-Ryu? Więc kto je zrobił? Byłem wtedy sam.-powiedział zatrzymując go w połowie drogi i ciągnąc z powrotem w stronę kanapy.
-niespecjalnie. Siedziałem sam i tylko wychodziłem na balkon obejrzeć fajerwerki. Miałem nadzieje że tym razem spędzę go z tobą...i bedzie fajnie.-mruknął cicho.
-podoba ci się?-spytał kiedy spacerowali główną ulicą.-hmmm...skoro już się tutaj zatrzymałeś możemy wejść tutaj na ciasto.-wskazał na wypełnioną cukiernię.
-ale ja będę miał ciebie.-pokazał mu język.-a tak poważnie postaram się wcześniej wracać.
-TAM BYŁY KAMERKI!?-krzyknął zaskoczony że znów go w to wkręcono.-ech...grunt że zdjęte.-westchnął.-ok..dziękuję że tym razem ich nie trzymałeś jak tych w domu.-dodał i ucałował go w policzek.-kocham cię wiesz?
-um ok...-powiedział cicho.-poczekam na ciebie.-dodał zaraz uśmiechając się lekko kiedy wyszli na zewnątrz.
-trzymam trzymam.-przysunął go monco do siebie a kiedy udało im się znaleźć stolik i usiąść odetchnął z ulgą.-ok. Na co masz ochotę?
-hmmm...nie pamiętam. Może...-wzruszył ramionami.-czy to jest ważne?
-ok. jestem za.-uśmiechnął się wesoło.-Ryu? Mogę ci na święta porobić zdjęcia? Żeby też mieć kilka takich twoich...
-um...mogę ci pomóc jak wrócę ale wiesz że jestem trochę w tyle...-powiedział zerkając na niego.-znaczy mam notatki Shujiego ale to też niewiele daje.
-przecież wiadomo że ta moja jest najpsza.-zaśmiał się i wziął chłopakowi to co ten chciał. Sobie wziął ciasto bezowo-wiśniowe.
-Mam nadzieję że to w końcu minie...-powiedział i pogłaskał go po włosach.
-nigdy mi nie przeszkadza przystojniaku.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.-trochę więcej wiary w siebie skarbie. Zawsze mi się podobasz.
-um pomogę ci.-uśmiechnął się.-tylko muszę stąd wyjść...mam już dość szpitala. Nie lubię w nim siedzieć...
-nie ma szans nawet skarbie.-wywrócił oczyma i objął go ramieniem.-bo moją dla ciebie robię z sercem.-pokazał mu język.
-śpij dalej Nao-chan.-powiedział Hiroki głaszcząc go po włosach.
Jun zaśmiał się pod nosem.
-i taki uroczy.-powiedział do siebie rozkładając się na kanapie.
-um czemu? Przecież tam nie ma miejsce na aż tyle osób a ja nie chcę się narzucać...
-jak idzie im gotowanie?-spytał go Jun. Trochę był już głodny.
-um...no dobrze. Wiec zabiorę z domu swój futon bo Shuji pewnie zajmuje ten jeden który mieliście...-zgodził się cicho.-wiec teraz na okonomiyaki?-spytał chowając ręce pod koc bo zrobiło mu się trochę zimno.
-to wtedy będziemy myśleć.-wywrocil oczyma I uśmiechnął się do kelnerki która przyniosła ich zamówienie.-smacznego.-powiedział calująć chłopaka w policzek.
-dobrze. Będę grzeczny.-obiecał I juz skupił się na pracy.
-to już ja ocenię bo przecież wiesz jak uwielbiam twoje curry.-powiedział wesoło.
-um ale...ale spanie na futonie wcale mi nie przeszkadza...nie musisz um...udostępniać mi części łóżka. Czułbym się zawstydzony gdyby wszedł sensei...-powiedział zarumieniony.
-dlatego u nas jestem ja. Ale chyba nie jest aż tak źle co?-zaśmiał się jedząc swoje ciasto.-mmm...chcesz spróbować?
-oj daj spokój...zostać.-powiedział Hiroki tuląc go do siebie.-nikt się nie będzie z ciebie śmiał więc się nie wstydź.-szepnął mu na ucho.
-cóż nie jadłem jeszcze. Ale zaraz ocenie.-ucałował go w policzek.
-um ale i tak...-zarumienił się i podjechał do stolika. zdjął rękawiczki, szalik i kurtkę.
-ok więc smacznego skarbie.-powiedział a po chwili donieśli też czekoladę.
-ok ok...nie śpiesz się. Spokojnie.-pogłaskał go po włosach.-spokojnie.
-Ryu już mi wychwalał, Więc na pewno będzie.-uśmiechnął się Jun i zaczał jeść.-mmm naprawdę dobre!
-Nie! Tak na pewno nie chcę. To twoje łóżko...nie będę ci go zabierał...-mruknął cicho.-um...ok...będę spał z tobą...
-oj no...-wywrócił oczyma jednak czekając na werdykt.
-nie ma za co.-zapewnił go.-znów miałeś zły sen? Jakoś na to poradzimy...
-widzisz? A mówiłem kochanie. Nie ważne jak dobra będzie, zawsze będzie jje czegoś brakować.-ucałował go delikatnie.-ale masz rację. Jest pyszna.-zgodził się i wrócił do swojego ciasta.
-rozumiesz Nao-chan. Rozumiem. Ale już dobrze.-cały czas go obejmując wrócił do pracy.
-na prawdę. Jest pyszna.-pokiwał głowa z uznaniem i wrócił do jedzenia.
Yuji uśmiechnął się lekko.
-Kazuo? Cieszę się że sobie przypomniałem. I wiesz, co? To że tak jakby przeżywałem to drug raz...wiem dlaczego się w tobie zakochałem.
-wiem. Rozumiem. Nie musisz nic mówić. Wiem co wtedy czujesz. Dlatego dostajesz kubek czekolady pełen mojej miłości do ciebie.-ucałował go w policzek.-nie musisz mi za to dziękować.
-spróbuj.-polecił mu Hiroki i wrócił wzrokiem do papierów.
-wiemy. Niestety nie ma tutaj łatwo ze składnikami.-zaśmiał sie Jun.-ale pomimo tego jest przepyszne.-powiedział a Koki mu przytaknął i też wrócił do jedzenia.
-nie wiem wszystkiego. Ale wiem że zakochałem się w twoich silnych i ciepłych ramionach które mnie objęły wtedy na dachu. Byłem wtedy przerażony i...zażenowany. Chciałem zniknąć. Ale wtedy mnie objąłeś i...-zarumienił się okropnie.-nawet nie wiem jak opisać co wtedy czułem.
-zaproszenie przyjęte.-powiedział wesoło Jun.-wpadniemy jak będziemy w Japonii. I wy też wpadnijcie do nas.-dodał kończąc jeść.
-um...-zarumienil się.-usiądź juz prosto bo się oparzysz.-powiedział zaraz I uśmiechnął się lekko.-a ty? Za co mnie kochasz?
-mhm. Tylko twój. Tylko.-pocałował go delikatnie. Zaraz jednak usiadł i skończył swkije ciasto.
Hiroki wstał I poszedł do kuchni kiedy zauważył brak Naokiego.
-pomogę ci.-powiedział biorąc kubki z kawą.
- no to mamy na jutro obiad.-powiedział wesoło Jun.-a ja pomogę ci zmywać .-zaproponował zaraz Kokiemu.
-okropny?-zdziwił się trochę i wziął się za jedzenie.-mmmm pyszne.
-cóż kochanie....z naszego okna widać morze.-przypomniał mu i objął go ramieniem.-jak skończysz to idziemy dalej.
-wiem wiem.-zaniósł kawę i położył tacke z kawą na stole.-mała przerwa.
-masz tyle czasu ile chcesz.-powiedział obejmując go delikatnie.-spokojnie wypij czekoladę.-ucałował go w policzek.
-wypijcie dużo kawy...czeka nas jeszcze wiele godzin pracy.-powiedział Hiroki trzymając twój duży kubek w dłoni.
-masz utalentowanego chłopaka. Nie wiedziałem ze potrafi tak dobrze gotować.-powiedział szczerze Jun kiedy zmywa naczynia razem z Kokim.
-mou...ale to chyba nie znaczy ze mam okropny charakter...-powiedział jedząc dalej ze smakiem swoje okonomiyaki.-pyszne...brakuje mi tego smaku w szpitalu.
-serio? A nie był na architekturze?-spytał zaskoczony. Podał mu kolejny talerz.
-kiedy byłem zazdrosny?-spytal jakoś nie mogąc sobie przypomnieć.
-mój kochany...-ucałował go w policzek. Kiedy chłopak skończył zapłacił rachunek i wstał.-ok idziemy dalej na spacerek. Akurat w stronę hotelu, ok?
-ty odpoczywaj.-wywrocil Hiroki.
-dokładnie. Jesteś ranny.-dodał Yasu I wziął sobie kanapkę.
-aaaaa....no ok. Cóż grunt żeby spełniał swoje marzenia.-powiedział Jun I wytarl ręce kiedy skończyli.-wspieraj go.
-no...trochę jestem ale nigdy do tej pory nie byłem znaczy...nie pokazywałem ci nawet jeśli bylem.-powiedział śmiejąc się pod nosem.-bo...nawet jeśli ci ufam i wiek ze mnie kochasz...to bardzo nie lubię kiedy rozmawiasz z jakimiś dziewczynami.
Jutro rano jedziemy dalej żeby dojechać o jakiejś normalnej godzinie. Spędzimy tam dwa dni i będziemy głównie zwiedzać. Potem polecimy na wyspę. A potem z wyspy poplyniemy do Australii.
-wiem wiem.-zapewnił go I wziął kilka łyków kawy.
-rozumiem. Ja tez martwię się o Ryu bardzo często. Ale ciesze się ze trwa w swoich marzeniach i nadal chce być fotografem. Tylko...trochę za bardzo interesuje się moja pracą.
-um...bo będę jeszcze bardziej zazdrosny...
-wiesz...moja profesja jest jaka jest. I to raczej nie jest normalne żeby się tym interesować.-wywrocil oczyma.
-to nie ma związku z tym czy musze czy nie.-zaśmiał się.-um... jest smaczne.-dodał zaraz uśmiechając się słodko i jedząc ze smakiem.
-Ja to wiem Koki...-wywrócił oczyma Jun.-ja to wszystko wiem. Ale ech...na prawdę dziwnie się czuję kiedy on się tym interesuje.
-um...-Yuji spojrzał w dół na swój talerz i przez jakiś czas się nie odzwywał.-chirurg spadł na drugie miejsce...-wymamrotał w końcu.-myślałem o zajęciu się kendo na profesjonalnie...dostałem nawet propozycje z tego co mówił mój trener. Nie wiedzą na razie o nagach...
-okaaaay.-uśmiechnął się do zdjęcia.-Tomo-chan? Przepraszam że cały dzień spędziliśmy w samochodzie...-powiedział zaraz.
-mhm dobrze.-zgodził się Hiroki.-te kanapki to już duża pomoc. I kawa też...
-nie będzie mógł w tym pracować.-powiedział spokojnie.-jego odporność by tego nie wytrzymała. -wyjaśnił.-ale zdjęcia będzie na pewno robił. No cóż...jakoś to zniosę.
-um...ale na razie nie ma żadnych zmian...-powiedział jeszcze ciszej.-ne...Kazuo?-zaczął w końcu podnosząc głowę.-um...jak będą mnie wypuszczać to Shuji ma przyjść żeby mu wyjaśnili jak ze mną ćwiczyć w domu...przyjdziesz też?
-są ale nie możemy zobaczyć wielu rzeczy. A chciałem ci pokazać jak najwięcej a potem po prostu relaksować się na wyspie.
-spójrz na nich. Dla nich to wszystko. Rzadko robimy przerwy a ta kawa to ratunek.
-uwaaaa! Kei!-krzyknął Jun wbiegając do salonu.-No weź! Ja go nie mogę dotykać a ty go sobie łaskoczesz? Nie rób mi tego.-zaśmiał się.
-um...po sylwestrze...-powiedział kończąc swoje okonomiyaki.-um...bo wiem że Shuji nie będzie miał dla mnie czasu...żeby robić te ćwiczenia...
-ratuję moja księżniczko w opałach.-powiedział tuląc go do siebie.-już żadne łaskotki cię nie dosięgną.
-um ok...-skinął głową i wziął łyk wody.-Ne...Kazu? Um...teraz jest czas wypełniania tych ankiet o swoich planach na przyszłość, nie? Myślisz że będę mógł to zrobić jak wrócę?
-kiedyś na pewno...-odpowiedział w sumie nie bardzo wiedząc co powiedzieć.-jeśli będzie okazja to czemu nie.-dodał zaraz z uśmiechem.
Hiroki zamrugał zaskoczony a pierwszym który wybuchnął śmiechem był Yasu.
-my nie jesteśmy studentami uczącymi się do sesji, wiesz? Tutaj każda sekunda jest ważna.-powiedział.
-no i robimy sobie przerwy. Może nie aż tak często ale jeśli ktoś czuje że nie wytrzymuje nie ma problemu żeby na chwilę wyszedł na balkon.-dodał zaraz Hiroki.
-mhm..i na pewno dotrzyam..-zaśmiał się.-ale nie wiem kiedy.-wzruszył ramionami.-kocham cie wiesz?-ucałował go namiętnie kiedy weszli do hotelowej windy.
-nam się nie lansują tak łatwo.-zaśmiał się I upil pożądany łyk kawy.-spokojnie. Są.przerwy wiec juz sie nie denerwuj.
-nie kiedy jestem blisko.-zaśmiał się Jun I pocałował Ryu.-a już jutro wigilia. Masz już wszystkie prezenty?-spytał wesoło.
-um ok...ale nie wiem co mam tam napisać.-westchnął ciężko.-co ty napisałeś?
-ok wiec możemy teraz pojechać do sklepu.-powiedział sadzając go na wózek.-mój kochany. Słodko wyglądasz jak się tak rumienisz.-ucałował go delikatnie.-uwialbiam to.
-ach...nie masz pojęcia co wpisać? Myślałeś o tym?-spytał oddając mu pomiety formularz.
-zero seksu. Tak jak obiecałem. Dzisiaj odpoczywamy. Obejrzymy jakiś film albo od razu położymy się spać. Jak będziesz chciał.
Hiroki zaśmiał się wesoło.
-ok kochanie. Ale przerwy są wiec możesz być spokojny. A po przerwie wracamy do pracy.
-a ja uwielbiam kochanie. To dodaje co uroku...i jest nawet trochę podniecające.-ucałował go w policzek I wjechał z nim do windy.
-um...no ok Kazuo. A...pytałes się kogoś o radę? No wiem ze pewnie myślisz ze ja ci nie pomogę ale...ale ktos z dorosłych na pewno...
-mhm....-pocałował go namiętnie zanim wyszli z windy.-do wyspy dam ci odpocząć. Żebyś potem miał więcej siły.-poprowadził go do ich pokoju.
-przespij się.-Hiroki okryl go kocem a kiedy zjedli zrobił jeszcze dzbanek kawy i wrócili do pracy.
-jeśli to lubisz.-wzruszył ramionami i zmierzwił mu krótkie włoski.-to ok. Ale ja nie rumienię się często.
-mhm...-skinął głową i nic więcej nie powiedział na ten temat.-Kazuo...okonomiyaki nam się zaraz spali.
-zaraz szalony...na pewno nie bardziej niż ostatnio.-zaśmiał się i otworzył drzwi od ich pokoju.-to co kąpiel i film w łóżeczku?
-ok! Nie mogło być lepiej. Szykujcie się. Trzeba to załatwić jak najszybciej.-powiedział zrywając się z podłogi.
-ja wezmę prysznic.-powiedział wchodząc do łazienki. Rozebrał się i wszedł do kabiny.
-jasne. Nie możemy narazić cię na niebezpieczeństwo. Chociaż powinno pójść łatwo tym razem.-poklepał przyjaciela po ramieniu.
-mhm...byłoby źle gdybyś ich nie lubił.-pocałował go i poszedł schować wózek. Potem usiadł za kierownicą i powoli ruszył.-do którego sklepu?
-um ok.-uśmiechnął się lekko Yuji.-Ale mojego pilnuj.-zaśmiał się wesoło.
-nie powiedziałem ze nie chce się z toba wykąpać.-wywrocil oczyma Takano. Po prostu czasem mam ochotę na szybki prysznic. No i nie chce żeby te wspólne kąpiele stały się rutyna. Wole kiedy są czymś wyjątkowym.
-to nic takiego. Damy sobie radę.-zalewNil go Hiroki. Zostawił tylko kartkę Naokiemu. 'Wyszedłem złapać tego złego którego szukaliśmy całą noc. Jak wrócę to sje potulimy w łóżeczku...będę zmęczony wiec od razu zasnę. Kocham cie. Hiroki.' Zostawił ja na stoliku i wyszedł. Szybko załatwił sprawę i obeszło się bez zbędnej strzelaniny. Zawieźli ich do aresztu i wrócili do domów żeby odpocząć. Hiroki wszedł I ucałował Naokiego w policzek.
-ok. Jeśli chesz to ok.-zaśmiał się kierujac się w stronę sklepu.-pewnie i tak będziesz mi te bluzę pobierał.
-dziekuje.-uśmiechnął sie i zabrał się za jedzenie.
-twój twój.-zaśmiał się.-tyle malinek mi ostatnio zrobiłeś ze nikt nawet nie śmie wątpić.-wywrocil oczyma u skierował się w stronę łóżka.-na jaki film masz ochotę?
Hiroki wziął go na ręce.
-do łóżeczka i spać...-wymamrotal I zaniósł go do łóżka. Tam rozebral się do bokserek i wskoczył pod kołdrę.
-to nic złego. Mówię tylko ze pewnie i tak mi ją w końcu zabierzesz.-zaśmiał się.-nie mam nic przeciwko. Wiem ze je lubisz.-uśmiechnął sie do niego I zatrzymał się na światłach.
-um...jeszcze tylko parę dni.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.-trochę więcej zanim wrócę do dawnej formy ale...um...dam z siebie wszystko...a przynajmniej się postaram.
-hmm...w takim razie oglądniemy szybkich wściekłych.-zdecydował kładąc go na łóżku i zaraz będąc obok niego z laptopem.
Hiroki zasnął od razu. Był wykończony. Przytulił mocno Naokiego ciesząc się ze ma go przy sobie i może tak z nim spać.
[Oj ta energia to się przyda...juz to widzę...wiedz dzięki XD i wzajemnie ^^]
-nie musisz mi nic takiego obiecywać.-zaśmiał się wesoło.-możesz je brać, serio. Jako wykładowca musze ubierać się poważniej i bardziej stosownie wiec...bluzy odpadają.
-um...ale mój trener nadal jest, prawda? W sensie w szlole...-spytał patrząc na niego uważnie.
[A uwielbiam soundtrack z ostatniej części XD]
-możemy tak zrobić.-zgodził się swobodnie i objął go delikatnie zaraz puszczając pierwsza część.
-mmmm...no błagam...-jeknal Hiroki który pospałby zdecydowanie dłużej.-dlaczego nie możecie szczać do kuwety jak koty...-mamrotal pod nosem kiedy wychodził z łóżka.
-wiem ale w domku jest mi za ciepło na bluzy.-zaśmiał się.-cóż...jescze mamy na to czas więc sądzę że odwiedzimy.-powiedział nie widząc problemu.-serio? To na prawdę fajnie ze zadzwonił. Na pewno tęsknią.-kiedy zaparkował zmierzwil mu włosy.-kto by za tobą nie tęsknił.
-to dobrze ze jest.-uśmiechnął sie.-ale normalny wf tez z nim lubiłem...jaki jest ten nowy?
Takano wyłączył laptopa i okryl chłopaka kołdrą. Objął go delikatnie i również zasnal.
-normalnie nie przeszkadza mi wychodzenie z nimi rano ale dzisiaj...przepraszam skarbie ale jak wrócę to idę dalej spać. Ja to musze odespac.-powiedzkał I wsunal na siebie dres. Wyszedł z pieskami a jak wrócił zdjął wilgotne od śniegu spodnie i wskoczył z powrotem do łóżka.
-po prostu powiedz kiedy będziesz chciał. Nie ma pośpiechu juz ci przecież mówiłem. W końcu pozbędziemy się twojego strachu. Wiem ze to nic łatwego...dlatego cieszy mnie nawet to ze jesteś już gotowy na bardziej namiętne pocałunki. Każda nawet najmniejsza rzecz mnie cieszy.-powiedział wchodząc z nim do środka centrum.-do którego sklepu chcesz?
-szalony?-spytał zaskoczony.-no ale to dobrze ze nie zmusza. To nie pomaga jeśli się zmusza.
Takano obudził się przez hałas. Kiedy znalazł Tomo objął go delikatnie.
-zły sen skarbie? Co się stało?-spytał spokojnie.
-mhm...pośpie jeszcze trochę. Jestem zmęczony jak nigdy wcześniej ale w końcu mam wolne. Jak się wyspie zaczniemy przygotowania do świąt...-powiedział zanim zasnął.
-szszsz...nigdy byś tego nie zrobił...wiec spokojnie. Juz spokojnie.-pogłaskał go po włosach.-to tylko zły sen. Nic więcej. Wiec juz dobrze.
Hiroki spał tak do południa. Był na prawdę zmęczony. W końcu kiedy się wysłał usiadł i przeciągnąl się.
-od razu lepiej się czuje...
-mhm są fajne. Dobrze na tobie leży.-uśmiechnął sie bo na prawdę mu się podobał. Przymierzyć te druga.-a ja? Może być?
-um...a mieszkanie z senseiem? Lepiej ci niż na początku? Czujesz się już trochę pewniej?
-mhm...spokojnie. spokojnie. Wiem ze się przestraszyłes ale już dobrze. Jestem przy tobie i nic złego się nie stanie.-zapewnił go. Tulił go delikatnie.
-juz ci go zmieniam.-Zdjął delikatnie jego koszulkę i opatrunek.-no ładnie się goi. Wątpię żeby miała ci jeszcze lecieć krew.
-mhm. Spokojnie kochanie. Jestem przy tobie, śpij dobrze.-ucałował go i zamknął oczy.
-jasne. Ale nie mass problemów z nogami wiec spokojnie będziesz mógł chodzić jak się zagoi i nie będzie zagrożenia otwarcia rany.
-ok.-Jun zdjął bluzę i podał chłopakowi.-teraz do kas? Czy chcesz coś jeszcze zobaczyć?
-um...jak wyjdę to ja będę gotowal. Zrobię coś dobrego.-obiecał mu z uśmiechem.
-nie ma za co. Ja juz jadłem wiec jedz spokojnie. Potem wyjedziemy.-ucałował go w policzek I pogłaskał po nim.-mój kochany.
-tylko daj się ranie zagoic.-poprosił I skończył zakładać opatrunek.-juz. Po sprawie.-ucałował go w kark.
-co tylko będę chciał? W takim razie chce na gorącą czekoladę.-zdecydował wesoło.-może być?-spytał idąc za nim.
-ale ja już mogę Kazuo...na prawdę. Tylko nogi mam nie sprawcę wiec ktoś mi będzie musiał trochę pomagać ale wiele mogę już robić. Mogę...
-ale spałeś tak słodko że nie chciałem cię budzić.-powiedział całując go w policzek.-i jeszcze w nocy kiepsko spałeś...
-i bardzo ładnie.-zmierzwił mu włosy.-tak ma właśnie być.
-na dole jest miejsce gdzie podają przepyszną czekoladę.-powiedział wchodząc z nim do windy i wciskając odpowiedni guzik.
-um...no dobrze. Ale tylko troszkę...ja um...ni chcę żebyś się męczył bo ja nie mogę się swobodnie przemieszczać...nie chce wchodzić nikomu na głowę z tego powodu...
-oj mną się nie przejmuj.-Takano wywrócił oczyma.-i jedz kochanie. Weźmiesz leki i będziemy jechać. Większość rzeczy już spakowałem.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-nagrodę? hmmm...-uśmiechnął się i pocałował go namiętnie.-Taka może być?
-możemy. ale najpierw czekolada.-powiedział prowadząc wózek do lokalu. Znalazł dla nich stolik i podał chłopakowi menu.-na co masz ochotę.
-um...-Yuji zarumienił się okropnie. Uśmiechał się przy tym lekko.-cieszę się...-wyszeptał.
Takano zaśmiał się i położył się jeszcze na chwilę patrząc tylko na niego.
-ciesze się. wiesz...sądzę że nie musimy wiele robić na święta. Jakaś kolacja i ciasto świąteczne kupimy, ok?
-Ok.-Jun wziął Ryu to co ten chciał a sobie wziął mleczną czekoladę z syropem truskawkowym.
-tak...-Yuji skończył jeść i zerknął na zegarek.-Kazuo? Chyba powinniśmy już wracać...
-ok.-zgodził się obejmując go delikatnie.-jeszcze chwilka i jedziemy.-ucałowął go w czółko i wyjął z kieszeni dzwoniący telefon.-o...Yuya dzwoni.-powiedział pokazując mu wyświetlacz.
-cóż...sądzę że możesz.-zgodził się i przeciągnął się lekko.
-hej Yuya.-przywitał się dając rozmowę na głośnomówiący.-tęsknimy za tobą.-dodał.
-ok, już nie mogę się doczekać.
-spadła!? Kiedy? Ech...zaraz do niego zadzwonię. Dzięki że nam powiedziałeś Yuyuś...-powiedział zmartwiony.-mam tylko nadzieję że to nie będzie nic poważnego.
[ugh i czemu? -.-]
-hmmm...w sumie to jedliśmy tylko ciasto. Takie truskawkowe.-odpowiedział bo pamiętał że nie robili wiele.
-zadzwonię spokojnie. I nie martw się o nas, nie spadniemy. Jeździmy windą.-zapewnił chłopca.-a jak u dziadka? Wszystko ok?
[przypominamy że Yuya jest już trochę starszy XD]
-cóż...jeśli przez razem rozumiesz moje wyjadanie kremu to tak.-zaśmiał się.
[spoko XD]
-spokojnie nic nam nie będzie. Baw się dobrze.-powiedział i zaraz wykręcił numer do brata.-Koyuki Yuya do mnie dzwonił. Co się stało?
-na prawdę.-zaśmiał sie.-ale byłem dużo młodszy.
-ok, rozumiem. Opiekuj się nią i zadzwoń jak się obudzi. Ja też się martwię.-powiedział zaraz biorąc wdech.-i ty też uważaj.
-ok.-zaśmiał się.-mogę ci pokazać zdjęcia jak byłem mały.-zaproponował zaraz.
-ok.-zaśmiał się.-mogę ci pokazać zdjęcia jak byłem mały.-zaproponował zaraz.
-ok, dzięki za wszystko.-rozłączył się i przytulił mocno Tomo.-to straszne prawda?-szepnał.
-trzymam cię za słowo skarbie.-kiedy siedzieli na kanapie podał mu album.-musisz mi swoje kiedyś pokazać.
-wiem. Na pewno wszytsko się ułoży. Martwie się tylko...-ucałował go I wstał z łóżka.-ubieraj się skarbie. Pora jechać.
-ok, jestem w stanie poczekać.-zaśmiał się.-to moja mama.-powiedział chociaż było to raczej oczywiste.
-wiem wiem. Nasza.-zgodził się.-na pewno wszystko będzie dobrze.-pokiwał spokojnie głową. A na razie ruszajmy w dalszą drogę.-Chwycił za walizkę i skierował kroki w stronę drzwi.
-graliśmy dla zabawy nie było pucharu. Ale lubiłem grać kiedy byłem młodszy.-powiedział patrząc na zdjęcie.-No i było pełno fanek. Wiesz...dodatkowe profity.-zaśmiał się
-ok, ok. Więc jedź prosto a potem prawo i już prawie będzie zjazd na autostradę.-powiedział mierzwiąc mu włosy. Zapiął pasy i usiadł wygodniej.
-dostawałem dużo czekoladek na walentynki.-przyznał wesoło.
-ok, ok. Więc jedź prosto a potem prawo i już prawie będzie zjazd na autostradę.-powiedział mierzwiąc mu włosy. Zapiął pasy i usiadł wygodniej.
-dostawałem dużo czekoladek na walentynki.-przyznał wesoło.
[ne ne..halo? moshi moshi?]
[Spełnienia marzeń ^^ myślałam że się obraziłaś bo nie odpisywałam XD]
-jasne kochanie. Możemy iść. Yuya na pewno się ucieszy ze wspólnie spędzonego czasu. Możemy nawet spać pod namiotem.-zaproponował zaraz wesoło. Był szczęśliwy ze chłopak coraz lepiej sobie radzi z prowadzeniem samochodu.-powiem ci kiedy masz zjechać.
-Moja była żona mi go wyrwała.-odpowiedział zaraz wyjmując kopertę z końca albumu. Wrócił do strony na której skończyli i wyjął zawartośw koperty.-ale oddala mi go razem z pierscionkiem.-dodał i podał chłopakowi guzik.
[Oj...don't worry be happy ^^]
-na prawdę.-zaśmiał się widząc jego zaskoczenie.-chciałbym żeby Yuya doświadczył to czego ja nie miałem okazji. Na przykład właśnie nkxowaniw pod namiotem z rodziną...-uśmiechnął sie lekko.-ok zjedzaj.-zgodził sięswobodnie.
-powiedzmy ze kochałem. Sam nie wiedziałem co czułem.-wzruszył ramionami.-ale to wszystko przeszłość. Nic nie znaczy.
[No tez mnie to cieszy ^^ szkoda ze dopiero na jesień]
-to dobrze. Może to źle zabrzmieć ale sam też chciałbym w końcu to przeżyć. Takie rodzinne, szczere wypady. Chyba nie jest jeszcze na to za późno.-pogłaskał go po policzku. Dlatego tez ciesze się na resztę tego miesiąca.
-nic ważnego i wartego rozpamietywania.-wzruszył ramionami I przewrócił strony. Na następnych zdjęciach były zdjęcia kiedy w liceum grał w baseball.
-to dobrze.-Takano również odetchnąl z ulgą.-ciesze się ze wszystko juz dobrze. Dzwoniłes do Rena? I...ech tata pewnie też chciałby wiedzieć.-mruknął zaraz i zerknął na Tomo.-nam ulzylo.
-Yasu był lapaczem.-powiedział wskazując na odpowiednią osobę na zdjęciu.-jeśli chcesz możemy kiedyś pograc. We dwoje. Porzucamy sobie nawzajem.-zaproponował widząc jak chłopak patrzy na zdjęcia.
-będziemy. I przekaz wszystkim ze pozdrawiamy. Obaj.-uśmiechnął sie I rozlaczyl.-cieszę się że już wszytsko gra...na prawdę się martwilem...
-ale to nie ważne. Najważniejsze żebyśmy się dobrze bawili.-powiedział I ucałował go.-a tu juz koniec szkoły...zaraz będą zdjęcia z akademii policyjnej.
-tak ja tez się ciesze ze zadzwoniłem...chyba jest nam wszystkim teraz łatwiej być rodziną. Dziękuję Tomo. To dzięki tobie.-puścił jego dłoń chłopak mógł swobodnie prowadzić.-nawet Ren się powoli uczy.
-będziemy robić top dla zabawy. Nie będę rzucal mocno.-zapewnił go.-a tutaj jest mój pierwszy dzień na akademii.
Kiedy zjedli świąteczną kolację Jun usiadł na kanapie i objął Ryu delikatnie ramieniem. Podał mu pakunek w którym był szalik którym chłopak mógł opatulić się jak kocem oraz bilety do kanady.
-wesołych świąt Ryu-chan.
Dwa dni po sylwestrze Yuji odbywał swoje ostatnie badania tuż przed wyjściem. Kiedy otrzymał wyniki nie mógł powstrzymać łez szczęścia. Nawet jeśli nadal nie czuł nóg to mały ruch na wykresie dał mu nadzieję na to że czucie wróci a on będzie mógł spełnić marzenia. Teraz pozostało mu tylko poczekać aż przyjdzie po niego brat i wrócą do domu. Chciał powiedzieć mu to jak najszybciej. Jemu i Kazuo.
-to pchnięcie wiele dało Tomo-chan. Tak jak teraz Ren ma Kanekiego tak ja mam ciebie. To wiele daje.-uśmiechnął się lekko.-bardzo zmienia. Nawet mój tata zaczął się nami bardziej interesować.
-no trochę...-zaśmiał się przyznając że się spóźnił.-przybiegłem na ostatnią chwilę. Zgubiłem się po prostu.-wzruszył ramionami.-Było ciężko. Codziennie mieliśmy treningi.
-na prawdę. Spędzimy tak sylwestra. Wynająłem przytulny domek. jest blisko gór ale niedaleko jest też szpital tak w razie czego. A w domku jest kominek w salonie i w ogóle...jest piękna sceneria do zdjęć.-uśmiechnął się.-Jedziemy we dwoje.
-mou...-zaśmiał się obejmując go mocno w odpowiedzi. Był szczęśliwy że w końcu go widzi więc postanowił nic nie mówić ana temat pracy chłopaka i tego że przyszedł późno.-słodką.-odpowiedział zaraz i przesiadł się na wózek żeby pojechać za nim.-um Kazu? Ja wiem że pewnie nie wiele ci to powie ale...-wyciągnął w jego stronę wyniki badań.-um...jeśli tutaj spojrzysz to widać że lekko ruszyło. Na razie wyczuły to tylko maszyny...ja nie. Ale lekarz mówił że powoli odzyskam czucie. Na początku mogę czuć mrowienie i może boleć ale...ale znów będę je czuł i będę mógł nimi ruszać i...i powiedział żeby nadal ze mną ćwiczyć i robić te masaże o których wspominał...
-jakie przez ciebie? Dzięki tobie w końcu zachowujemy się jak rodzina.-pogłaskał go po ramieniu.-cóż kochanie...witaj nad francuskim morzem. Pójdziemy na późny obiad, spacer i deser. Jutro dokładniej obejrzymy Monako.-powiedział mu jaki mają plan.
-cóż...jest ciężko ale fajnie. Poza treningami mamy też inne zajęcia.-wzruszył ramionami.-cóż...nie jest źle. Nie sądziłem tylko że będą przychodzić do mnie po rady.-przyznał szczerze.-ale jest ok jeśli to im pomoże.
-wszystko co tylko będziesz chciał. Chce żebyś był szczęśliwy na tym wjeździe.-ucałował go delikatnie.-obiecuje ze będziemy się świetnie bawić.-zapewnił go jeszcze I podał pudełko z prezentem Kokiemu i Keiiowi.-wesołych świąt.-wyszczerzyl się. W środku kubki termiczne.
-um chce.-uśmiechnął się I wyciągnął w jego stronę ręce żeby go objąć.-po kąpieli dobrze? Shuji juz obiecał mu pomóc.-ucałował go.-codziennie pracujesz?-spytał zaraz.
-oczywiście ze dostaniesz. Bardzo ładnie sobie poradziłeś.-pocałował go namiętnie.-mój dzielny mężczyzna. Taka nagroda wystarczy? Czy może chcesz coś więcej?
-mieliśmy. Musieliśmy.-zgodził się wesoło.-najbardziej lubiłem zajęcia specjalistyczne.-dodał jeszcze -aż tak mi to nie pprzeszkadza. Jest ok. Mogą pytać jeśli moja odpowiedź jakoś im pomoże
-Ryu? Wiesz...-poprawił mu szalik.-jestem z tobą na prawdę szczęśliwy.-ucałował go delikatnie.-na prawdę. I ciesze się ze zgodziles się pojechać. Trochę się bałem ze nie będziesz chciał tak sam ze mną jechać.
-a...rozumiem. ale um...masz czas żeby się uczyć? I um...dzięki ze przyniosłeś mi te ankietę. Wypełniłem i...jako pierwszy plan dałem kendo a drugi medycynę.-powiedział patrząc co chłopak robi.
-ok wiec idziemy. Tuż obok jest dobra restauracja. Ale nie przestrasz się cen. Jeszcze dwa dni takie i koniec bo pojutrze wylatujemy.-ucałował go w policzek.
-wepchnal mnie do rzeki na porannej rozgrzewce. Bylem przemoczony...I wściekły. -wywrocil oczyma.-następnego dnia to onskończył w rzece.
-trochę się martwilem ze będziesz się bał tak sam na sam.-powiedział tuląc go mocniej do siebie.-ale obiecuje ze nie zrobię nic czego byś nie chciał.
-baka...powinieneś uważać. I się skupić mimo wszystko.-wywrocil oczyma.-um...no bo...dostałem propozycje żeby zajmować się tym zawodowo...ale oni nie wiedza o nogach...-powiedział cicho.
-to dobrze kochanie. To dobrze. Rob tak dalej jeszcze tylko trochę.-zaśmiał się o złapał go za dłoń. Wszedł z nim do restauracji i usiadł przy jednym ze stolików.-ok na co masz ochotę?
Hiroki odwrócił wzrok.
-nieeeeeee...-mruknął I zaraz się zaśmiał.-cóż masz rację. I było tak często. W pokoju tez. Tacy z nas przyjaciele.
-ciesze się ze mi ufasz. Chce żebyś pokonał swoje lęki dla siebie. Żeby było ci łatwiej.-ucałował go.-wiec na razie możemy spróbował spać pod jedną kołdrą. Na dobry początek.
-wooow...mój mądry chłopak.-rozejrzał się i korzystając z tego ze nikogo nie ma pocałował go namiętnie.-un...-uśmiechnął sie nieśmiało i wziął łyk czekolady. Dopiero po chwili znów się odezwał.-um...ale twoje ramię...? Na pewno jeszcze nie jest w pełni sprawne...i na pewno boli...-dotknął go bardzo delikatnie.-wpadnę.-obiecał mu zaraz.-dlatego potrzebne są te masaże...dopiero jak zacznę je czuć będę miał rehabilitacje.
-jasne ze możesz.-pi tym jak złożyli zamówienie złapał go za rękę.-jak ci się podoba? A po jutrze zaczynam zabawę na wyspie.
-tak...zmarła tuz po.moim slubie.-przytulił go mocniej i przewrócił kilka stron dalej.-o a tu masz imprezę z okazji rozwodu.
-Już robie.-ucałował go I wstał z kanapy. Poszedł go kuchni żeby zrobić wszytskim herbatę.
-um...gdybym tylko zareagował wcześniej...-Zacisnąl dłonie w pięści. Wziął głęboki wdech I spojrzał na niego ze smutnym uśmiechem.-przyjdę. A potem spędzimy razem trochę czasu...-oparl się od niego.-tak szybko to pewnie nie...i boje się trochę. Jak będę odzyskiwać czucie to mogą boleć. To nie takie łatwe...
-hmmm...myślę że coś by się tutaj znalazło...-zamyślił się i jeszcze zerknął na zegarek.-możemy iść. jest taki jeden klub który odwiedziłem z Marciem jak byliśmy.-powiedział głaszcząc go po dłoni.
-cóż...ta zdrada mnie uderzyła nawet jeśli uczucie którym ją darzyłem nie było aż tak duże. Chłopaki chcieli mnie pocieszyć stąd ta impreza. A ja cóż...upiłem się i to nieźle. Yasu do dzisiaj mi wypomina jak mnie niósł do domu...a ja go zarzygałem.-zaśmiał się.
-hmmm...strasznie szybko to wam zleciało. Chata jest wasza, tylko nic nie rozwalcie.-Jun pokazał jezyk Kokiemu.-z balkonu powinniście widzieć fajerwerki.
-ale boli...wiem że cię boli i nigdy już nie będzie tak samo sprawna.-powiedział zerkając na niego.-więc po meczu pójdźmy na dobry deser, ok?-uśmiechnął się lekko i pomachał wchodzącemu do salonu bratu.-wiem...ale trochę się boję że i ja nie odzyskam pełnej sprawności.-przytulił się do niego mocno. Czuł że w ten sposób pozbędzie się chociaż trochę swoich lęków. Odskoczył jednak od niego momentalnie kiedy do pokoju wszedł ich nauczyciel.
-nie mam nic przeciwko kochanie. Mogłem cię co prawda zabrać do jakiegoś klubu w Paryżu ale zupełnie wyleciało mi to z głowy.-zaśmiał się.-więc pójdziemy tutaj. W Australii też możemy pójść jeśli będziesz chciał.
-można...ale wątpię że można zarzygać przyjaciela.-zaśmiał się i ucałował go delikatnie.-był na mnie wściekły...ale poprawili mi humor tą imprezą. Nawet jeśli tylko trochę. Nabijali się że znów jestem wolny i do wzięcia wiec powinienem się cieszyć.
-o to jestem spokojny.-Jun roześmiał się wesoło.-a na wakacje my wracamy do Japonii i wtedy to my wpadniemy do was.
-um...-chłopak mimo wszystko zrobił się cały czerwony.-serio?-popatrzył z uśmiechem na Kazuo.-dziękuję. Uczyłem się z twoich notatek w szpitalu więc powinienem zdać.-wyszczerzył się i przesiadł się na wózek.-Shuji...?
-jasne jasne. Już idziemy się myć.-starszy z braci wstał i się przeciągnął.
-więc teraz pójdziemy.-zapewnił go z uśmiechem.-cieszę się że ci się podoba. Pobawimy się w klubie a potem pójdziemy do hotelu. Ten też należy do rodziny Ruiego więc wcisnął nam najbardziej luksusowy pokój.-powiedział i puścił jego dłoń kiedy kelnerka przyniosła ich zamówienie.
-pamiętam, pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć?-spytał zaraz całując go namiętnie.-mój kochany i wyjątkowy mężczyzna.-jeszcze raz go pocałował.-a teraz chodźmy przygotować jedzenie. Pomyślałem że zrobimy tylko rybke w piekarniku i ciasto.
Jun zaśmiał się tylko w odpowiedzi. Nie wiedział jak szybko uda im się pokonać strach Ryu. Przytulił więc chłopaka i ucałował go w policzek.
Yuji po kąpieli został przez brata zaprowadzony do pokoju Kazuo.
-Shuji a ty gdzie śpisz?
-zawsze był tu dla mnie futon więc to dość dziwne...i Kazuo też już powinien tutaj być skoro łóżko jest naszykowane...-zamyślił się a młodszy wykierował wózek i pojechał do salonu. Kiedy zauważył rozłożoną kanapę trochę się zasmucił. Przecież jeszcze w szpitalu ustalili że będą spali razem.
-um...Kazu?-chłopak podjechał trochę bliżej. Czy coś się stało że jednak nie chcesz ze mną spać w jednym łóżku?
-to co powiedzie na spacer a potem jakiś film?-zaproponował wesoło Jun.
-zaraz zaraz. Jeszcze prezent od nas.-Koki podał mu pudełko i drugie dał Ryu.
-um...jeśli tak chcesz to ok...-mruknął chłopak trochę się cofając.-ale obiecałeś mi masaż, pamiętasz?
-to dobrze. Cieszę się że takie spędzanie czasu też ci odpowiada.-uśmiechnął się szczęśliwy. Jadł spokojnie swoją porcję i popijał ją winem. Kiedy skończył odłożył sztućce i tylko przyglądał się chłopakowi. Nigdy nie sądził że właśnie tak będzie wyglądało jego życie. Że znajdzie sobie mężczyznę z którym spędzi resztę życia, że zacznie dogadywać się z rodziną i że Ren który był zatwardziałym hetero nagle będzie z facetem. Uśmiechnął się do swoich myśli.
-możesz. Musisz odzyskiwać siły do swoich urodzin.-zmierzwił mu włoski.-w planie mamy łososia w cieście francuskim.
-oj no co się tak boisz?-Kei zamarudził trochę widząc wahanie przyjaciela a Jun zaśmiał się cicho.
-otworzymy razem.-zmierzwił mu włosy i zaczął odpakowywać prezent.-na 3. 1...2...3.-powiedział podnosząc wieko pudełka.
Yuji skinął głową. Kiedy byli w pokoju z lekkim wysiłkiem przesiadł się z wózka i łóżko. Położył się obok brata który już tam był.
Jun westchnął i wyjął książkę z pudełka.
-Koki serio?-mruknął machając nią.
-Mo co? Wszyscy widzimy jak patrzysz na Ryu. Należy ci się drugi tom 'jak zachować cierpliwość.-zaśmiał się wesoło.
-um...-chłopak skinął lekko głową. Było mu trochę smutno ze nic nie czuje.
-Kazuo? Nie musisz robić tego tak mocno. Będzie miał potem siniaki.-Shuji zwrócil mu uwage.
-Wiec odpoczniemy chwile żeby Ci się wszystko ułożyło a potem pójdziemy do klubu.-powiedział znów łapiąc go za dłoń.-a potem wrócimy do hotelu.
-ja ciebie tez.-powiedział I zaczął zawijac rybkę w ciasto francuskie.-do piekarnika włożymy później. Teraz ciasto wiec ty kierujesz.
Jun zgrzytnal zębami i przytulił Ryu. Ucałował go w policzek.
-przecież jestem cierpliwy...-burknął.
-a czasem chyba trochę aż za bardzo.-Koki wywrocil oczyma i otworzył prezent. Zaczął z uśmiechem oglądać zdjęcia.
-mou...dobranoc.-przytulił się jeszcze trochę do niego. Potem Shuji przykry go kołdrą.-miłych snów.-dodał I zamknął oczy starając się zasnąć. W nocy mimowolnie przytulił się do brata bo nadal męczyły go koszmary.
-jasne. Hmmm...możemy iść na przykład na promenadę.-zaproponował bo to pierwsze przyszło mu do głowy. Poprosił jeszcze o rachunek a kiedy zapłacił wstał.-możemy iść.
-ok.-poszedł do niego żeby go pocałować.-wiec chwila przerwy.
-bardzo cie kocham.-przytulił go mocno do siebie.-będę czekał. Najważniejsze żebyś ty się dobrze czuł.-pogłaskał go po włosach.-wiec mój kochany pora na spacerek. Co prawda nie mamy tu świątyni ale na spacer można pójść.-ucałował go delikatnie.
-um dobrze.-Yuji uśmiechnął się lekko i usiadł. Po małym wysiłku był już na wózku.-ale ja zrobię obiad.-dodał wesoło.
[jutro (a w sumie dzisiaj już ;^;) ma kolokwium na które nic nie umiem...]
-jest niesamowicie czyste.-zaśmiał się szczerze. Kierował ich kroki w stronę morza.-w sumie byłem tu może dwa razy więc ciężko mi stwierdzić. Po prostu chciałem cie zabrać na lazurowe wybrzeże. No bo być we francji i nie być na słynnym lazurowym wybrzeżu to zbrodnia.-zaśmiał się.
Hiroki wywrócił oczyma i wziął go na ręce żeby położyć go na kanapie.-a potem ty będziez odpoczywał a ja skończę rybkę.
-skoro tak to może lepiej zostańmy...-powiedział łagodnie łapiąc go za ręce.-Ok, ok...nie rób takiej miny. Idziemy.-zaśmiał się.-ale najpierw musisz się cieplej ubrać.-powiedział prowadząc wózek do sypialni.
-wiem. Zrobię po szkole.-uśmiechnął się zaczął spokojnie jechać na śniadanko. Po drodze jeszcze zaliczył toaletę.
-ok wiec idziemy.-powiedział prowadząc wózek najpierw do przedpokoju żeby ubrali buty q potem pokierować ich do windy. Pcha wózek w stronę parku.-a potem film i gorąca czekolada.-ucałował go w policzek.-nie będziemy długo na dworze.-dodał widząc jak chłopak drży.
-um...-chłopak skinął głową.-jeśli tak chcesz. Ale twoje notatki były bardzo dobre. Wszystko rozumiałem.-dodał zaraz I wziął łyk herbaty kiedy skończył jeść.-w każdym razie...dziekuje.-uśmiechnął sie.-za wszystko.
[Zjebalam...nie wiem czy będzie to 70%...nawet ze ściąganiem...ale dzisiaj i tak odpoczywam XD jutro się biorę za naukę do sesji.]
-ciesze się ze ci się podoba.-ucałował go w policzek.-tak. Spacerek po plaży a potem klub tak jak ustaliliśmy.-kiedy byli na plaży zjadł buty i objął chłopaka ramieniem.-trochętakiej rozrywki tez się nam przyda.
-Ciesze się ze podoba ci się nawet jeśli jest dość skromnie.-objął go delikatnie.
-ok...ale za długo tez nie będziemy.-powiedział spokojnie spacerując po parku. Chwilę milczał.-cieszę się że jesteś. Ja z tobą tez.mam wspaniałego chłopaka z którym jestem szczęśliwy. A może być już tylko lepiej.
-mou...-spojrzał w bok.-ale ja nie jestem do przodu z lekcjami przecież. Po prostu wiem to co było w notatka od ciebie.-powiedzial cicho I utkwił wzrok w herbacie.
-raczej to drugie kochanie.-zaśmiał się wesoło.-Nie sądzę żeby była zimniejsza.-dodał przytulając go od tyłu i tak tylko stojąc.
Hiroki odpowiedział lekkim uśmiechem.
-wieczorkiem zjemy i dostaniesz prezent.-ucałował go szybko i znów usiadł prosto.
-nie denerwujesz mnie głuptasku. Jestem w na prawdę szczęśliwym zwiazku..-ucałował go w policzek.-i jak już mówiłem może być już tylko lepiej. Innych opcji nie ma.
-mhm...czasem jest tak bardzo fajnie. Po prostu sobie posiedzieć i nic nie robić. Tak po prostu.-zgodził się z nim.-Mój kochany, najukochańszy.
-Cóż...to tylko weekend. Sądzę że jakieś małe możemy zrobić. Kupimy to co potrzebne i nic poza tym.-zdecydował spokojnie.-W koncu nic tam nigdy nie zostawiamy żeby się nie zepsuło.
-um...-spojrzał na niego trochę niepewnie po czym skinął głową.-ok...może być.-zgodził się w końcu.
-ech Kazuo jak chcesz się z nim miziać to nie w szkole tylko w domu.-mruknął żartobliwie Shuji.
-więc wracamy. A w domu dostaniesz gorące kakao i włączymy film.-powiedział ruszając trochę żwawszym tempem.-no i oczywiście że będzie. Wątpisz że damy sobie radę? Wątpisz że pozbędziesz się swoich lęków?
Yuji zaśmiał się cicho pod nosem. To nie tak że nie wiedział dlaczego czasem znika zapasowy klucz który dostał od pielęgniarki.
-wcale nie jestem odważniejszy...-wymamrotał tylko Yuji i skupił się na piciu herbaty.
-na to składniki muszą być zawsze pod ręką.-zaśmiał się.-ale myślę że tam będzie lepiej robić pyszne i orzeźwiające koktajle owocowe niż czekoladę.
-więc czasem na pewno takie będą. Zwłaszcza że teraz mieszkamy razem. Więc będzie wszystko. Od takich wieczorów po seks kiedy wrócę do domu po kilku dniach pobytu w pracy.
-mój kochany...będzie dobrze. Zobaczysz że w końcu nie będziesz się bał.-powiedział patrząc przed siebie.-ale może to ty powinieneś dostać te książkę którą dostałem od Kokiego? Troche cierpliwości...
-mou...-odsunął go od siebie zarumieniony. Zasłonił usta a kiedy zerknął na nauczyciela zasłonił twarz dłońmi.
-takie pocałunki to zostaw na hotel skarbie.-powiedział lekko dysząc kiedy się od siebie odsunęli.-a teraz chodźmy już spacerkiem do klubu.
-o co to to nie. Tylko ja mogę cię takiego oglądać.-burknął tuląc go mocniej do siebie.-Postaram się, postaram. Obiecuję.
-ok ok.-zaśmiał się.-ale możesz najpierw dostać pierwszy tom który już przeczytałem.-powiedział trochę przyspieszając kroku kiedy byli niedaleko ich bloku.-hmmm..myślę że kiedyś możemy wyskoczyć. Ale ja nie mogę dużo pić bo mam niesamowicie słabą głowę. więc jedno maks.
Yuji odjechał od stołu i poszedł się szybko ubrać. Z zaskoczeniem zauważył że wszystkie jego niezbędne rzeczy zostały przyniesione. Z drobną pomocą brata udało mu się założyć spodnie i skarpetki a potem również buty. Położył swój plecak na kolanach i ruszył do szkoły razem z Kazuo i Shujim.
-a na wyspie jest jeszcze przyjemniejsza. Zobaczysz.-wyszczerzył się i ruszył w stronę klubu. czasem poprawiał sobie chłopaka na plecach kiedy trochę mu się zsuwał.
-będę, będę.-zaśmiał się i ucałował go mocno.-obiecuję że będę. Jak mógłbym nie przychodzić częściej kiedy mój seksowny chłopak czeka na mnie w mieszkaniu.
-więc dam. Będziesz miał co czytać w drodze do Kanady.-uśmiechnął się a kiedy byli w windzie objął go delikatnie.-Ten spacer to był jednak zły pomysł. Zrobię i gorącego kakaa jak tylko wejdziemy do mieszkania.-powiedział głaszcząc go łagodnie po plecach.
Yuji poklepał go energicznie po plecach kiedy mieli wykonać pracę w parach.
-ech...jak możesz zasypiać.-wywrócił oczyma.-A jak mnie nie było to się starałeś.-mruknął pokazując mu jakie dostali zadanie.
-mhm. Czas na dobrą zabawę. Trzymaj się blisko mnie.-powiedział obejmując go mocno i wchodząc z nim do środka.
-a jak inaczej? No i pamiętaj że zawsze będziesz mógł do mnie zadzwonić.-dodał również wstając.
-I ciasteczka. A potem do ciebie dołączę i będziesz mógł się tulić ile chcesz.-puścił go kiedy winda atrzymala się na ich piętrze i pokierować wózek do mieszkania. Pomógł mu z kurtka I butami.
-głupi...doceniam ale mógłbyś nadal uważać.-westchnął.-wiec zrobisz pierwsze. Ja pomyślę nad tymi drugimi...-mruknął czytając dalszy ciąg zadania.
-mhm. Chodzmy.- zgodził się idąc spokojnie na parkiet. Trzymał chłopaka blisko siebie.-czujsz się niepewnie? W Japonii byłeś bardziej pewny siebie.-zauważyl przybliżając go jeszcze bardziej do siebie.
-jestem czy nie najważniejsze że nie przy tobie.-cmoknal go w policzek.-to dobrze. Jesteś jesteś jego prawnikiem wiec mamy obowiązek pokazać ci dokumentację.
Jun przyniósł do salonu kakao i ciasteczka. Podał je chłopakowi a potem usiadł obok niego i przytulił go siebie.
-bardzo zmarzles? Wypij i weź ciepła kąpiel...-poprosił.
-ech...-Yuji wywrocil tylko oczyma nic już na ten temat nie mówiąc. Rozwiązał zadanie.-Kazu? Ja nie mogę chodzić po schidach zaniósłbyś moja ankiete?-spytał podając mu kartkę.-swoją juz oddales?
-możemy po prostu wrócić do hotelu skarbie.-powiedział widząc ze dzisiaj klub jest pełny. Złapał go mocno i nie czekając na odpowiedz po prostu ruszył w stronę wyjścia. Nie chciał żeby chlopak się źle czuł na ich miesiącu miodowym.
-mhm rozumiem...a potem my nie możemy nic zrobić.-przytulił go mocno.-ale tym którym trzeba pomagaj.-ucałował go I wyjął upieczone ciasto z piekarnika i włożył tam rybkę.
-przecież nawet nie proponowałem wspólnej kąpieli.-wywrocil oczyma.-ale myślę że moglibyśmy spróbować spać pod jedną kołdrą. Tak powoli.-zaproponował zaraz.
-dziękuję.-uśmiechnął sie słodko.-co napisałeś?-spytał zaraz ciekawy co jego chłopak ma w planach.
-możemy potańczyć w hotelu.-powiedział I skierował tam swoje kroki na szczęście nie mieli daleko wiec byli na miejscu po krótkiej chwili. Takano otworzył drzwi ich pokoju i wpuscil Tomo przodem.
-śliczny. A teraz usiądź albo się połóz. I nie rozmawiamy o niemiłych rzeczach. Asa święta i ma być wesoło.-zmierzwil mu włoski.
-jeśli nie chcesz to nie musimy. tak tylko zaproponowałem.-powiedział obejmując go mocniej.-możemy kiedy będziesz się czuł na siłach.
-Kazuo...-Yuji złapał go delikatnie za dłoń. Mówil cicho bo przecież jeszcze powinni pracować nad zadaniem.-nie masz niczego na myśli? Przecież to nie tak ze musisz się potem ściśle trzymać tego co tam napiszesz.-powiedział widząc ile chłopak musial nad tym myśleć.
-na pewno. Lubie nasz domek. Jest nasz, jest przytulny i n prawdę szczerze go lubię.-wywrocil oczyma.-no I nie jest aż taki mały.-dodał I objął chłopaka od tyłu.
-był...wiec lepiej o tym nie rozmawiajmy. Juz koniec tego tematu.-powiedział idąc zrobic kawę. Wrócił po chwili stawiajac kubki na stoliku. Usiadl na kanapiw i objął chłopaka ramieniem.-co oglądamy?
-wiec myśl bardziej pozytywnie skarbie. Myśl że się uda.-powiedział głaszczac go po włosach.-w ten stosów na pewno będzie ci o wiele łatwiej.
-um...to napisz to co masz. Przecież nie musisz się tego potem trzymać.-powiedział I umilkl kiedy nauczyciel wywoływał ich do tablicy.-Kazu ty idź bo ja nie dam rady...-poprosił.
-jesteś kochany skarbie.-uśmiechnął sie I pocałował go namiętnie.-no ale obiecałem ze potańczymy w hotelu.-włączył radio I wyciągnął rękę w strone chłopaka.-mogę prosić?
-um...-Yuji zwiesil głowę.-um...wiec po prostu pomyśl...-powiedział cicho. Nie chciał się kłócić a wiedział ze Kazuo nie chce z nim o tym rozmawiać. Trochę go to smucilo ale nie mógł nic z tym zrobić. Po lekcji uśmiechnął sie do niego.
Jun objął go od razu mocno i pogłaskał po plecach.
-juz....juz...-wyszeptał.-wiem ze ciężko jest myśleć pozytywnie...i pewnie będzie łatwiej kiedy się uda. Wiec możemy spróbować. Na pewno się uda. Wierzę w to.-Jun uśmiechnął sie lekko.
-no niech będzie.-wzruszył ramionami I ustawił budzik żeby pamiętać o rybce.-wiec oglądamy.
Prześlij komentarz